• Embed Doc
  • Readcast
  • Collections
  • CommentGo Back
Download
 
Pierwszy raz spotkałem Ajahna Sumedho wiosną 1979 roku, w Centrum Wyższych Stu-diów Tybetologii w Szwajcarii. Właśnie zakończył prowadzenie dziesięciodniowego kursuw górach, niedaleko Berna i otrzymał zaproszenie na spędzenie kilku dni w Centrum,przez opata tegoż Centrum, Geshe Rabten’a.Jedna z osób, które brały udział w kursie Bhikkhu Sumedho, lubiła przebywać w jegootoczeniu, ponieważ „on jest po prostu miłym gościem”. Otuchy dodawał mi widok mni-cha, który trzymał się ściśle zasad dyscypliny, Vinaya, a jednak poza ich przestrzeganiem,zachowywał łagodność i naturalność.A oto ilustracja stanowczości Sumedho dotycząca ważności praktyki i medytacji: Kie-dy obaj spacerowaliśmy po zboczach wzgórz niedaleko Centrum, podziwiając francuskiei szwedzkie Alpy z jeziorem Genewskim poniżej, zapytał mnie, czy pragnę powrócić doIndii. Odpowiedziałem, że wróciłbym tam, gdyby miało to na celu udoskonalenie mego języka Tybetańskiego. Mógłbym wtedy wrócić na Wschód i działać jako ustny tłumacztybetańskich mistrzów i pisemny tłumacz tekstów tybetańskich. Jego jedyną odpowiedziąna to było: „Dlaczego po prostu nie staniesz się oświeconym?”.Kiedy Ajahn Sumedho przybył do „The Insight Meditation Society” w maju 1981 roku,poprowadził ośmiodniowe warsztaty medytacyjne. Jak pokaże poniższy wywiad, nie mażadnych specjalnych ulepszeń w medytacji; nie ma żadnej szczególnej techniki, którejby nauczano. Jedynym obowiązkiem człowieka jest pozostanie uważnym we wszystkichczynnościach, przez cały dzień. Żyj prosto, bądź naturalny i obserwuj umysł, to klucze to jego praktyki.W czasie owych warsztatów, przez dwie godziny każdego popołudnia uczniowie wyko-nywali różne zadania w Centrum. Niektórzy malowali, inni sprzątali w budynku, jeszczeinni pracowali w ogrodzie. Każdego ranka i wieczoru odśpiewywaliśmy modlitwy, a ja by-łem raczej zaskoczony tym, że dwudziestu pięciu uczestników (spośród których większośćpo raz pierwszy miała kontakt z medytacją) tak szybko i łatwo przystosowało się do biciapokłonów i obrządków, które dwóch mnichów, Sumedho i młody angielski mnich Sucitto,nakazywało im wykonywać.Ajahn Sumedho zdobył serca uczestników swoimi trzema codziennymi, improwizowa-nymi mowami, oraz od czasu do czasu, poświęcaniem godzinnego czasu lunchu i półgo-dzinnego czasu na herbatę, na ochocze odpowiadanie na ich pytania na temat praktykiDharmy, oraz zabawianie ich opowieściami o klasztornym życiu w Tajlandii.Najbardziej zachęcające dla mnie było to, że zobaczyłem, iż są mnisi, którzy posiadajądeterminację i motywację do podtrzymywania czystości tradycji. Z wieloma z pytaniami,które postawiłem w tej rozprawie, dotyczącymi braku przystosowania i ślepego posłuszeń-stwa duchowym organizacjom i nauczycielom, Ajahn Sumedho poradził sobie umiejętniei mądrze. Doceniałem jego humor i cierpliwość dla moich uporczywych pytań dotyczącychzorganizowanej religii. Jego poglądy na wartość tradycji i klasztornego życia umożliwiłymi zobaczenie tej kwestii z innej perspektywy.Tutaj jest natomiast główna część naszych trzech wywiadów:2
 
Roger Wheeler: Czcigodny, co przyciągnęło Cię do Buddyzmu? Co czułeś, żeBuddyzm może Ci zaoferować?
Ajahn Sumedho: Ścieżkę wybawienia.
Czy próbowałeś również innych ścieżek i metod?
Swego czasu byłem dość dewocyjnym chrześcijaninem, ale później rozczarowałem sięchrześcijaństwem, głównie dlatego, że nie rozumiałem nauczania i nie potrafiłem znaleźćnikogo, kto mógłby mi je pomóc zrozumieć. W chrześcijaństwie zdawało się nie być innychsposobów praktyki, jak tylko wiara i ślepa akceptacja tego co zostało powiedziane.To co mi zaimponowało w buddyzmie, to fakt, że nie kazano mi po prostu wierzyć. Tobyła droga, w której człowiek miał prawo mieć wątpliwości. Buddyzm oferował praktycz-ną drogę do odnalezienia prawdy, poprzez swoje własne doświadczenie, nie zaś poprzezakceptowanie nauczania innych ludzi. Zdałem sobie sprawę, że tak właśnie musze to zro-bić, ponieważ w mojej naturze jest wątpić i pytać, aniżeli po prostu wierzyć. Tak więcreligie, które kazały człowiekowi opierać wszystko na wierze, były przeze mnie zwyczajniewykluczone. Nie potrafiłem się nawet do nich zbliżyć.Kiedy odkryłem Buddyzm, było to dla mnie coś jak objawienie, ponieważ zobaczyłem,że człowiek może w ten sposób spełnić swoje potrzeby religijne. Wcześniej znajdowałemw sobie pewien smutek, gdyż wiedziałem, że materialny świat nie jest w stanie mnieusatysfakcjonować, ani też religia w której zostałem wychowany nie oferowała mi żad-nego alternatywnego sposobu praktyki, poza ślepą wiarą. Buddyzm był dość radosnymodkryciem.(Ajahn Sumedho wspomniał, że zainspirowały go książki D.T.Suzuki’ego oraz że z bud-dyzmem spotkał się w Japonii, podczas pobytu w marynarce w trakcie wojny Koreań-skiej — przyp. R.W.)
Czy po ukończeniu służby w marynarce pozostał Czcigodny w Kalifornii, czypowrócił do Azji?
Po opuszczeniu marynarki wróciłem na Uniwersytet w Waszyngtonie, aby ukończyćlicencjat z orientalistyki. Wtedy udałem się na Uniwersytet w Kalifornii, w Berkeley, abyzdobyć tytuł magistra w studiach na temat Azji Południowej. Kiedy ukończyłem studiaw 1963 roku, wstąpiłem do Korpusu Pokoju.
Co na przykład przyciągnęło Czcigodnego do Tajlandii, bardziej niż do Japo-nii, skąd pochodzi nauczanie Suzuki’ego?
Więc, to było w tej części świata. Pamiętałem także mroźne zimy Japonii. Podczas gdyTajlandia ma taki miły, słoneczny klimat. Poczułem, że mógłbym zobaczyć co Tajlandiamiała mi do zaoferowania, ponieważ obawiałem się konieczności znoszenia tych mroźnychzim.3
of 00

Leave a Comment

You must be to leave a comment.
Submit
Characters: ...
You must be to leave a comment.
Submit
Characters: ...