Alkohol redukuje udr
ę
k
ę
pyta
ń
o sens
ż
ycia i jego znaczenie.Jest wi
ę
c zawsze zamiast powagi
ż
ycia. Warto, aby terapeuta uzale
ż
nie
ń
chcia
ł
ten aspekt choroby dostrzec. Zauwa
ż
y
ć
,
ż
e jak
ż
e cz
ę
sto w odniesieniu do konkretnego pacjenta s
ł
owo ?zamiast? oznacza tak
ż
e samobójstwo. Alkohol ma wi
ę
c powag
ę
ż
ycia zast
ą
pi
ć
i uniewa
ż
ni
ć
.Trze
ź
wo
ść
jest wi
ę
c niczym innym jak powrotem do powagi ludzkiej egzystencji. Wida
ć
to wyra
ź
nie zarówno w sposobiena
ł
ogowego regulowania uczu
ć
, jak i w systemie iluzji i zaprzecze
ń
. Podst
ę
pno
ść
alkoholu polega jak wiemy na tym,
ż
e powagi
ż
ycia nie da si
ę
przez d
ł
u
ż
szy czas ignorowa
ć
, ucieczka przed ni
ą
nie mo
ż
e si
ę
powie
ść
- i alkohol w pewnym momenciezaczyna wystawia
ć
rachunek za sw
ą
zast
ę
pcz
ą
rol
ę
. Alkoholicy wiedz
ą
dobrze, i
ż
taki rachunek zawiera z regu
ł
y dramatyczniewysok
ą
cen
ę
. Powrót do normalnego nurtu
ż
ycia, je
ś
li taki w ogóle nast
ą
pi, bywa bolesny i nigdy nie odbywa si
ę
nigdy bezogromu w
ł
asnej pracy i zaanga
ż
owania. Uniewa
ż
nione egzystencjalne cierpienie odzywa si
ę
ze zdwojon
ą
si
łą
domagaj
ą
c si
ę
swoich praw i respektu. Zauwa
ż
my jeszcze,
ż
e nie przypadkowo toasty wznosimy w momentach szczególnych dla jednostki(wesela, jubileusze, chrzciny itp.) gdy powaga
ż
ycia zaznacza swoj
ą
obecno
ść
. Powadze tych zdarze
ń
egzystencjalnychtowarzyszy rytua
ł
alkoholowy, który ma je podkre
ś
la
ć
i celebrowa
ć
- w rzeczywisto
ś
ci jednak im zaprzecza lub tworzy ichkarykatur
ę
. Pijani w sztok go
ś
cie weselnego poranka, czy pogrzebowej stypy, s
ą
parodi
ą
donios
ł
o
ś
ci wyj
ą
tkowo
ś
ci chwili, któramia
ł
a miejsce.Typowymi kulturowymi symbolami prób uniewa
ż
niania powagi
ż
ycia jest cyrkowy klown, dworski b
ł
azen, czy romantycznyPierrot, gdzie za udawanej maski wyziera jednak prawda ludzkiej egzystencji. Cierpienie i
ł
zy spoza maski klowna, m
ą
dro
ść
iroztropno
ść
z za b
ł
azenady królewskiego trefnisia oraz mi
ł
o
ść
i rozpacz wyzieraj
ą
ca za charakteryzacji Pierrota. Jak uniwersalna jest to metafora, ponadhistoryczna i przekraczaj
ą
ca ró
ż
nice kulturowe, mo
ż
na si
ę
przekona
ć
si
ę
gaj
ą
c po studiumantropologiczne Moniki Sznajderman . W Polsce szczególne miejsce zajmuje na po
ł
y legendarna posta
ć
Sta
ń
czyka, b
ł
azna królaZygmunta Starego, uwie
ń
czona na p
ł
ótnach Jana Matejki. Z za maski szyderstwa i kpiny wyziera polityczna przenikliwo
ść
irealizm, m
ą
dro
ść
i wyczucie niezmiennego rytmu historii.To w
ł
a
ś
nie na obrazie Matejki przez otwarte drzwi wida
ć
pe
ł
en zabaw i zapewne równie
ż
alkoholowych uciech dwór królewskioraz pe
ł
n
ą
troski i pozbawion
ą
b
ł
aze
ń
skiej maski twarz samego Sta
ń
czyka. Widzimy twarz cz
ł
owieka czuj
ą
cego powag
ę
ż
ycia.Ale b
ł
azen to te
ż
osoba sympatyczna,
ł
atwo si
ę
z ni
ą
uto
ż
sami
ć
, tak jak w wierszu dla dzieci ?Król i b
ł
azen?, który to sk
ł
oni
ł
dowi
ę
kszej powagi króla, co ?prosto z b
ł
ota szed
ł
w pa
ł
acowe wrota i nie wyciera
ł
nóg".Istnieje jeszcze jeden literacki symbol uniewa
ż
niania respektu wobec
ż
ycia. Jest nim Piotru
ś
Pan z ksi
ąż
ki Sir Jamesa MatthewBarrie'go. To ch
ł
opiec, który pragnie na zawsze pozosta
ć
w beztroskim
ś
wiecie dzieci
ń
stwa i uchroni
ć
si
ę
w ten sposób przeduci
ąż
liwo
ś
ciami i obowi
ą
zkami
ś
wiata doros
ł
ych. Nibylandia pozwala trwa
ć
w dzieci
ę
cej beztrosce niesamowitych przygód iniespe
ł
nionych marze
ń
. Z historii Piotrusia Pana przebija jednak pewien smutek - by
ć
niedojrza
ł
ym, swobodnie lataj
ą
cym sobiepo
ś
wiecie ch
ł
opcem jest zapewne wspaniale przez pewien czas, ale by
ć
skazanym na niedojrza
ł
o
ść
na ca
łą
wieczno
ść
? O, to ju
ż
przestaje by
ć
takie weso
ł
e. G
ł
ówn
ą
wi
ę
c o
ś
dramaturgiczn
ą
opowie
ś
ci stanowi
ą
próby, jakie podejmuje "ziemska" bohaterkaWendy, usi
ł
uj
ą
ca wyswobodzi
ć
biednego Piotrusia z tej pu
ł
apki.Pu
ł
apki zaprzeczania powadze
ż
ycia. Wendy próbuje nak
ł
oni
ć
Piotrusia Pana, aby dojrza
ł
do mi
ł
o
ś
ci i spowa
ż
nia
ł
. Co
ś
nam toprzypomina ? prawda ? To typ relacji jaka jak
ż
e cz
ę
sto
łą
czy alkoholika z jego wspó
ł
uzale
ż
nion
ą
ż
on
ą
, która podejmujeniezliczone heroiczne próby sk
ł
onienia ?lataj
ą
cego ch
ł
opca? do powagi
ż
ycia. I dopóki, tak jak dla Piotrusia Pana,
ś
wiat b
ę
dziepe
ł
en przygód i beztroski, dopóty jej zabiegi b
ę
d
ą
skazane na niepowodzenie. Niew
ą
tpliw
ą
zas
ł
ug
ą
lecznictwa odwykowego jestzauwa
ż
enie,
ż
e Wendy wymaga takiej samej pomocy psychoterapeutycznej, jak i sam Piotru
ś
Pan.
Powaga
ż
ycia i psychoterapia
Zdarza si
ę
,
ż
e mój nowy pacjent stwierdza: ?kiedy
ś
wydawa
ł
o mi si
ę
to
ś
mieszne,
ż
e mo
ż
na i
ść
do psychologa ze swoimik
ł
opotami ? a teraz, jak pan widzi, tu u pana siedz
ę
.? Wtedy my
ś
l
ę
sobie: ?No có
ż
ch
ł
opie, to po prostu
ż
ycie si
ę
o ciebieupomnia
ł
o i dopad
ł
o ci
ę
wtedy, gdy tego si
ę
tego najmniej spodziewa
ł
e
ś
.? Do
ś
wiadczenie psychoterapii uczy,
ż
e prawdy trzebanajcz
ęś
ciej szuka
ć
pod powierzchni
ą
prezentowanych na powierzchni zjawisk i udawanej pozy ró
ż
nych osób. Powag
ę
ż
yciamo
ż
na odnale
źć
w oczach drugiego cz
ł
owieka. Bywa tak,
ż
e u
ś
miechowi na twarzy - towarzysz
ą
oczy, które p
ł
acz
ą
.Ju
ż
w momencie diagnozy, gdy pacjent mówi o swoim problemie, a konkretnie sposób w jaki opowiada o swoim k
ł
opocie i waga jak
ą
nadaje dramatycznym w swej istocie czasem faktom (?Tak si
ę
wtedy spi
ł
em,
ż
e a
ż
... i tu u
ś
miech ?)
ś
wiadczy o jego relacjido powag
ż
ycia. Jest te
ż
czu
ł
ym wska
ź
nikiem rokowniczym sukcesu ca
ł
ej terapii.Mnie jeszcze nigdy nie uda
ł
o si
ę
pomóc osobie, która w jakikolwiek sposób przez d
ł
u
ż
szy czas deprecjonowa
ł
aby swój problem.Czasem s
ą
to komunikaty ledwie dostrzegalne, subtelne i wplecione w tok narracji, niemniej jednak bardzo istotne irozstrzygaj
ą
ce. Na przyk
ł
ad, kobieta u
ś
miechaj
ą
c si
ę
lekko niejako do swoich my
ś
li opowiada mi o powa
ż
nej pe
ł
nej przemocyfizycznej i poni
ż
enia awanturze z m
ęż
em nazywaj
ą
c j
ą
kilkakrotnie przy tym ?megaawantur
ą
?. Jest to pewny sygna
ł
grypsychologicznej jak
ą
prowadzi z otoczeniem. A gra, jak to gra, zawsze jest czym
ś
ma
ł
o powa
ż
nym i dos
ł
ownym. Jest w niejczasem te
ż
co
ś
diabolicznego, ale te
ż
i ma
ł
o powa
ż
nego. Terapeuta musi mie
ć
odwag
ę
zmierzenia si
ę
z rzeczywisto
ś
ci
ą
tak
ą
jaka ona jest w swej istocie.Z realno
ś
ci
ą
, niejednokrotnie bardzo dramatyczn
ą
, jaka ujawnia si
ę
poprzez los pacjenta. Nazwa
ć
rzeczy po imieniu, ponorwidowsku odpowiednim ?rzeczom da
ć
s
ł
owo? i nie da
ć
si
ę
uwie
ść
u
ś
miechowi w grze ?przecie
ż
nic powa
ż
nego si
ę
niezdarzy
ł
o?, taka sobie ?megaawanturka?. Nie ba
ć
si
ę
nazwa
ć
dra
ń
stwa dra
ń
stwem, a mi
ł
o
ś
ci mi
ł
o
ś
ci
ą
. Hellinger w szczególnysposób zwraca uwag
ę
na ten aspekt profesjonalnych kompetencji psychoterapeutycznych. W
ł
a
ś
nie odwaga i zdolno
ść
realistycznego dostrzegania znaczenia zdarze
ń
powoduje,
ż
e maska braku powagi
ż
ycia opada. Pacjent zaczyna widzie
ć
,
ż
epsychoterapia to sytuacja ?naprawd
ę
? a nie ?na niby? i podejmuje ryzyko otwarto
ś
ci. Stopniowo zdejmuje mask
ę
pozorów, gier i
Leave a Comment