• Embed Doc
  • Readcast
  • Collections
  • CommentGo Back
Download
 
 Home 
Wymiary mi
ł
o
ś
ci
 W ruchach duszy przedstawiciele zostaj
ą
pochwyceni przez ruch, którym nie mog
ą
kierowa
ć
.Nie tylko przedstawiciele, równie
ż
wszyscy obecni. A wi
ę
c dzia
ł
a tutaj jaka
ś
inna si
ł
a, któranie jest si
łą
osobist
ą
i nie bierze si
ę
z ego. Jednostka zostaje pochwycona, nie jest w staniesi
ę
przed tym broni
ć
, jest wprowadzana w ruch, ruch którego nie mo
ż
na sobie wyobrazi
ć
.Nikt nie móg
ł
sobie tego wcze
ś
niej wyobrazi
ć
. Równie
ż
ja nie by
ł
em w stanie sobie tegowyobrazi
ć
. W klasycznych ustawieniach klient ustawia przedstawicieli w relacji do siebie. Iprzedstawiciele czuj
ą
tak, jak osoby, które oni reprezentuj
ą
, nie znaj
ą
c ich. Ale terapeutaniekiedy interweniuje wówczas i pyta co poszczególni przedstawiciele czuj
ą
. I kiedy oniodpowiadaj
ą
, to wtedy nie mog
ą
odpowiedzie
ć
z duszy
 –
robi
ą
to na poziomie ego. A wi
ę
cinterpretuj
ą
te
ż
to co prze
ż
yli lub prze
ż
ywaj
ą
. Wówczas z sumy tych informacji kieruj
ą
cyustawieniem podejmuje decyzj
ę
, co chce zmieni
ć
: mo
ż
e kogo
ś
przestawi
ć
lub na przyk 
ł
addostawi
ć
jakich
ś
przedstawicieli. Na koniec znajduje rozwi
ą
zanie dla jakiego
ś
problemu. Iwtedy klient wie, co mo
ż
e zrobi
ć
. Co jego ego mo
ż
e zrobi
ć
. I to oczywi
ś
cie pomaga podwieloma wzgl
ę
dami. S
ł
u
ż
y to równie
ż
mi
ł
o
ś
ci. Niektóre pary potem rozumiej
ą
si
ę
lepiej potakim ustawieniu, rodzice mog
ą
si
ę
lepiej obchodzi
ć
z dzie
ć
mi, a niektóre dzieci znajduj
ą
 drog
ę
powrotn
ą
do swoich rodziców. Ale te
ż
w innych sytuacjach mo
ż
e co
ś
si
ę
zmieni
ć
, np. w organizacjach, kiedy robi si
ę
 ustawienia organizacyjne. Wszystko to s
ł
u
ż
y mi
ł
o
ś
ci. Ale ta mi
ł
o
ść
mie
ś
ci si
ę
na okre
ś
lonym poziomie
 –
na p
ł
aszczy
ź
nie ego i na p
ł
aszczy
ź
niepewnego zamiaru. Dobrego zamiaru. Jest to jeden z wymiarów mi
ł
o
ś
ci.  Ale z czasem si
ę
okaza
ł
o,
ż
e nie trzeba wcale wybiera
ć
przedstawicieli i kieruj
ą
cy ustawiatylko jedn
ą
jedyn
ą
osob
ę
. Niekiedy samego klienta albo te
ż
kogo
ś
z jego rodziny. Czasaminie jest nawet pytany, na czym polega problem. Albo mówi co
ś
o problemie, ale jestoczywiste,
ż
e nie jest to problem, o który w
ł
a
ś
ciwie chodzi. A niekiedy nie otrzymujemy
ż
adnych informacji od klienta. Ale to nic nie przeszkadza. Ustawia si
ę
jak 
ąś
wa
ż
n
ą
osob
ę
iobserwuje si
ę
co si
ę
dzieje w tej osobie. I nagle zostaje ona pochwycona przez ruch. I ztego ruchu mo
ż
na zobaczy
ć
jakie b
ę
d
ą
nast
ę
pne kroki. Ten ruch nie bierze si
ę
z ego, z
ż
adnego zamiaru, ani rozwa
ż
ania. Ona zostaje pochwycona przez ten ruch i
ś
ledzi si
ę
ten
 
ruch. Wówczas ten ruch sam przejmuje kierownictwo. I kieruj
ą
cy ustawieniem pozwala si
ę
 te
ż
prowadzi
ć
tym ruchom. Na przyk 
ł
ad je
ś
li przedstawicie patrzy w ziemi
ę
, wtedy wiadomo,
ż
e patrzy na zmar
ł
ego lub wielu zmar
ł
ych. Wówczas k 
ł
adzie si
ę
na ziemi przedstawicielizmar
ł
ych. I wtedy ruch rozpoczyna si
ę
na nowo. Bywa,
ż
e przedstawiciele zmar
ł
ych niepatrz
ą
na klienta, i wtedy wiadomo,
ż
e problem nie ma nic wspólnego z samym klientem. Iokazuje si
ę
cz
ę
sto,
ż
e klient przej
ął
to od kogo
ś
innego i
ż
e robi to dla kogo
ś
innego. Naprzyk 
ł
ad klient
ż
ywi pragnienie
ś
mierci. Czuje,
ż
e chce umrze
ć
. Ale umarli na niego niepatrz
ą
, nie wci
ą
gaj
ą
go w
ś
mier
ć
. Patrz
ą
na kogo
ś
innego.Wówczas zostaje ustawiony jako przedstawiciel ten kto
ś
, na kogo patrz
ą
. I wtedy mog
ę
 zabra
ć
klienta i odwróci
ć
go od tego uk 
ł
adu. A wi
ę
c ruch pokaza
ł
,
ż
e problem nie ma nic doczynienia z klientem, ale z kim
ś
innym.To jest systemowy sposób pracy. Ale nie dlatego,
ż
e si
ę
to wymy
ś
li
ł
o. To praca pokazuje, zekto
ś
jest uwik 
ł
any w co
ś
, co jego nie dotyczy. Porównajcie to z tradycyjn
ą
psychoterapi
ą
.Klient przychodzi do terapeuty, mówi,
ż
e ma jaki
ś
problem, a terapeuta pracuje z nimosobi
ś
cie. A je
ś
li nie ma
ż
adnego problemu, a je
ś
li przej
ął
problem od kogo
ś
innego,wówczas nie dostrzega si
ę
prawdziwego wymiaru jego problemu. Wtedy terapeuta mo
ż
elatami z nim pracowa
ć
i nie daje to
ż
adnego rezultatu.Ten rodzaj pracy pomaga klientowi zobaczy
ć
,
ż
e by
ć
mo
ż
e uwik 
ł
any jest w co
ś
innego.Kieruj
ą
cy pozwala si
ę
kierowa
ć
tym ruchem, a klient staje si
ę
wolny.Je
ś
li d
ł
ugo obserwujemy to, co si
ę
dzieje przy ruchach duszy, wówczas mo
ż
emy dostrzec,
ż
ezawsze i nieomylnie ten ruch zmierza w tym samym kierunku: to, co zosta
ł
o rozdzielone,zostaje na powrót zjednoczone. A wi
ę
c ten ruch
łą
czy.I
łą
czy poza dobrem i z
ł
em, niezale
ż
nie od naszych wyobra
ż
e
ń
na temat dobra i z
ł
a.Gdzie s
ą
korzenie naszych s
ą
dów na temat tego, co dobre i co z
ł
e? W ego.Dlatego ego wchodzi w drog
ę
tym g
łę
bokim ruchom mi
ł
o
ś
ci. Poprzez rozró
ż
nienie mi
ę
dzydobrem i z
ł
em moje ja pozwala sobie decydowa
ć
, komu wolno
ż
y
ć
a komu nie. Czy
ż
to nieprzera
ż
aj
ą
ce? Bowiem, gdziekolwiek kogo
ś
os
ą
dzam jako z
ł
ego, odbieram mu w mojejduszy prawo do pozostania przy
ż
yciu. W gruncie rzeczy,
ż
ycz
ę
mu
ś
mierci. A w
ś
ródchrze
ś
cijan co
ś
wi
ę
cej:
ż
ycz
ę
mu piek 
ł
a. Rozró
ż
nienie mi
ę
dzy dobrem a z
ł
em najbardziej stoina drodze mi
ł
o
ś
ci. Jaki jest nast
ę
pny wymiar mi
ł
o
ś
ci?
Ż
eby wyj
ść
poza to rozró
ż
nienie mi
ę
dzy dobrem a z
ł
em,na zupe
ł
nie now
ą
, inn
ą
p
ł
aszczyzn
ę
. Jezus w bardzo pi
ę
knym zdaniu opisa
ł
nam co toznaczy:
 „
B
ą
d
ź
cie sprawiedliwi, jak sprawiedliwy jest wasz Ojciec w niebie. On bowiem ka
ż
eswemu s
ł
o
ń
cu wschodzi
ć
nad z
ł
ymi i nad dobrymi i deszcz daje sprawiedliwym iniesprawiedliwym.
” 
 Co si
ę
dzieje z nami, gdy wczujemy si
ę
w ten ruch? Stajemy si
ę
boscy. I ludzcy. Boscy iludzcy w równym stopniu. I wówczas nie ma ju
ż
ż
nicy.
 
 Ale o czym
ś
jeszcze trzeba przy tym pami
ę
ta
ć
. Jestem teologiem i znam do
ść
dobrze Bibli
ę
.Wiem te
ż
co
ś
na temat biblistyki. Egzegeza odkry
ł
a,
ż
e tylko niektóre rzeczy rzeczywi
ś
ciewywodz
ą
si
ę
od Jezusa. Natomiast inne zosta
ł
y dopiero pó
ź
niej dodane na podstawieokre
ś
lonych przemy
ś
le
ń
i przed-s
ą
dów. Je
ś
li znacie Bibli
ę
pomy
ś
lcie: ile
ż
miejsc w NowymTestamencie przeczy temu zdaniu Jezusa,
ż
eby
ś
my
 „
byli mi
ł
osierni jak mój Ojciec w niebie
” 
.Wszystkie rozdzia
ł
y o s
ą
dzie, o sprawiedliwo
ś
ci i niesprawiedliwo
ś
ci, wszystkie one stoj
ą
wsprzeczno
ś
ci z tym zdaniem. Popatrzmy na to te
ż
z innej strony. Czyni
ą
c rozró
ż
nienie mi
ę
dzy dobrem i z
ł
em, chcemy
ż
eby dobrzy zostali nagrodzeni, a
ź
li ukarani. I nazywamy to sprawiedliwo
ś
ci
ą
. I wtedyoczekujemy od Boga,
ż
e on jest sprawiedliwy, a wi
ę
c nagrodzi dobrych, a z
ł
ych uka
ż
e. Awi
ę
c chcemy, aby Bóg za nas sta
ł
si
ę
morderc
ą
. Czy
ż
to nie dziwne? Czy
ż
to nie dziwnewyobra
ż
enie o Bogu? Nasza kultura zosta
ł
a uformowana poprzez wyobra
ż
eniesprawiedliwo
ś
ci. A wi
ę
c,
ż
e stanie si
ę
zado
ść
sprawiedliwo
ś
ci. I co si
ę
dzieje, je
ś
lisprawiedliwo
ś
ci stanie si
ę
zado
ść
? Kto
ś
zostanie ukarany. A je
ś
li chcemy,
ż
eby naprawd
ę
 dzia
ł
a si
ę
sprawiedliwo
ść
, czujemy,
ż
e najpierw powinni zosta
ć
ukarani ci, którzy nam co
ś
 wyrz
ą
dzili. I
ż
e Bóg zrobi to dla nas, w naszym imieniu. Co wówczas robimy z Bogiem?Czynimy go naszym katem. Czy
ż
to nie dziwne?Zastanawia
ł
em si
ę
nad sprawiedliwo
ś
ci
ą
. Sprawiedliwo
ść
jest pewnym mitem. Nie masprawiedliwo
ś
ci. Nigdy te
ż
sprawiedliwo
ś
ci nie by
ł
o. Je
ś
li kto
ś
chce sprawiedliwo
ś
ci, to czydostanie sprawiedliwo
ść
? Czy kto
ś
ju
ż
kiedy
ś
dosta
ł
sprawiedliwo
ść
? Nie
 –
to jest mit. A cogorsza, sprawiedliwo
ść
jest samym Bogiem. W naszym wyobra
ż
eniu, Bóg ma s
ł
u
ż
y
ć
 sprawiedliwo
ś
ci. Je
ś
li nie jest sprawiedliwy, bardzo wiele osób jest na niego z
ł
a. A wi
ę
c tenBóg jest na s
ł
u
ż
bie jakiego
ś
innego Boga. Jakiego
ś
pot
ęż
niejszego Boga, a mianowiciesprawiedliwo
ś
ci. I temu Bogu sk 
ł
adane s
ą
wszystko ofiary: Bogu-Sprawiedliwo
ś
ci. Wszystkieofiary wojen, wszystkie wielkie wojny, s
ą
na s
ł
u
ż
bie sprawiedliwo
ś
ci. Wszyscy, którzy gin
ą
 na tych wojnach, s
ą
sk 
ł
adani jako ofiary na o
ł
tarzu tej sprawiedliwo
ś
ci. Poniewa
ż
pragnieniekrwi i nienasycenie tego boga, nigdy nie zostaje zaspokojone.W ramach sprawiedliwo
ś
ci niewiele jest mi
ł
o
ś
ci. Wielka mi
ł
o
ść
, jak 
ą
g
ł
osi
ł
Jezus w tymzdaniu, nie zna takiej sprawiedliwo
ś
ci. Nie ma nawet pragnienia sprawiedliwo
ś
ci. Rozpozna
ł
 sprawiedliwo
ść
jako najwi
ę
kszego wroga mi
ł
o
ś
ci.Nie ma sprawiedliwo
ś
ci, ale mi
ł
o
ść
. Mi
ł
o
ść
, która przezwyci
ęż
a z
ł
o.
Łą
czy to co zosta
ł
orozdzielone. Widzieli
ś
my dzisiaj te
ż
zupe
ł
nie inny ruch. Wychodzi poza nasze ludzkie wyobra
ż
enia dalekoprzekraczaj
ą
c te granice. Porusza si
ę
w obliczu czego
ś
o wiele wi
ę
kszego. Naturalnie pozagranicami sprawiedliwo
ś
ci, ale równie
ż
wychodz
ą
c poza granice mi
ł
o
ś
ci i
ś
mierci. Za ka
ż
dym
ż
yciem, za ka
ż
d
ą
 
ś
mierci
ą
, dzia
ł
a co
ś
wi
ę
kszego ni
ż
tylko cz
ł
owiek. Dzia
ł
a pot
ęż
ny los. Iwszyscy jeste
ś
my wydani temu losowi. I ten los ustala kto
ż
yje, a kto umiera. W jegos
ł
u
ż
bie s
ą
równie
ż
mordercy. W obliczu tego losu wszyscy s
ą
równi, nikt nie jest gorszy, niktnie jest lepszy. I te
ż
w tym wymiarze nikt nie ma z
ł
ego losu. Ani te
ż
dobrego. W obliczutego losu wszyscy s
ą
równi i jednakowo dobrzy. Jest to oczywi
ś
cie tylko zas
ł
on czego
ś
 niepoj
ę
tego, czego
ś
, co jest za tym. Ta si
ł
a, która dzia
ł
a za tym, z ty
ł
u i jest ona zwróconado wszystkich ludzi jednakowo. I jakikolwiek los by nasz nie by
ł
, w obliczu tego losu jednakowo jest dla wszystkich i wszyscy jednakowo s
ą
mi
ł
owani.
of 00

Leave a Comment

You must be to leave a comment.
Submit
Characters: ...
You must be to leave a comment.
Submit
Characters: ...