• Embed Doc
  • Readcast
  • Collections
  • CommentGo Back
 
PGCC Collection: Sklepy cynamonowe, by Bruno SchulzWorld eBook Library PGCC CollectionBringing the world's eBook Collection Togetherhttp://www.WorldLibrary.netProject Gutenberg Consortia Center is a member of theWorld eBook Library Consortia, http://WorldLibrary.net __________________________________________________ LimitationsBy accessing this file you agree to all the Terms andConditions, as stated here.This eBook is for the use of anyone anywhere at no costand with almost no restrictions whatsoever. You may copyit, give it away or re-use it under the terms of theProject Gutenberg License included with this eBook oronline at www.gutenberg.netHere are 3 of the more major items to consider:1. The eBooks on the PG sites are NOT 100% public domain,some of them are copyrighted and used by permissionand thus you may charge for redistribution only viadirect permission from the copyright holders.2. Project Gutenberg is a registered trademark [TM].For any other purpose than to redistribute eBookscontaining the entire Project Gutenberg file freeof charge and with the headers intact, permissionis required.3. The public domain status is per U.S. copyright law.This eBook is from the Project Gutenberg ConsortiumCenter of the United States.The mission of the Project Gutenberg Consortia Centeris to provide a similar framework for the collectionof eBook collections as does Project Gutenberg forsingle eBooks, operating under the practices, and
1
 
general guidelines of Project Gutenberg.The major additional function of Project GutenbergConsortia Center is to manage the addition of largecollections of eBooks from other eBook creation andcollection centers around the world.The complete license details are online at:http://gutenberg.net/license__________________________________________________ Title: Sklepy cynamonoweAuthor: Bruno SchulzRelease Date: May, 2005 [EBook #8119][Posted: June 16, 2003]Language: PolishCharacter set encoding: Codepage 1250SKLEPY CYNAMONOWEProduced by Pawel Sobkowiak--Scanned and proofread byPolska Biblioteka InternetowaBRUNO SCHULZ SKLEPY CYNAMONOWE
2
 
Spis tresci:SIERPIEN NAWIEDZENIE PTAKI MANEKINY TRAKTAT O MANEKINACH ALBO WTÓRAKSIEGA RODZAJU TRAKTAT O MANEKINACH Cišg dalszy TRAKTAT O MANEKINACHDokonczenie NEMROD PAN PAN KAROL SKLEPY CYNAMONOWE ULICA KROKODYLIKARAKONY WICHURA NOC WIELKIEGO SEZONUSIERPIEN1 W lipcu ojciec mój wyjezdzal do wód i zostawial mnie z matkš istarszym bratem na pastwe bialych od zaru i oszolamiajšcych dni letnich.Wertowaliœmy, odurzeni œwiatlem, w tej wielkiej ksiedze wakacji, którejwszystkie karty palaly od blasku i mialy na dnie slodki do omdleniamišzsz zlotych gruszek. Adela wracala w œwietliste poranki, jak Pomona zognia dnia rozzagwionego, wysypujšc z koszyka barwnš urode slonca--lœnišce, pelne wody pod przejrzystš skórkš czereœnie, tajemnicze, czarnewiœnie, których won przekraczala to, co ziszczalo sie w smaku; morele, wktórych mišzszu zlotym byl rdzen dlugich popoludni; a obok tej czystejpoezji owoców wyladowywala nabrzmiale silš i pozywnoœciš platy miesa zklawiaturš zeber cielecych, wodorosty jarzyn, niby zabite glowonogi imeduzy--surowy material obiadu o smaku jeszcze nie uformowanym i jalowym, wegetatywne i telluryczne ingrediencje obiadu o zapachu dzikimi polnym. Przez ciemne mieszkanie na pierwszym pietrze kamienicy w rynkuprzechodzilo co dzien na wskroœ cale wielkie lato: cisza drgajšcychslojów powietrznych, kwadraty blasku œnišce zarliwy swój sen napodlodze; melodia katarynki, dobyta z najglebszej zlotej zyly dnia; dwa,trzy takty refrenu, granego gdzieœ na fortepianie, wcišz na nowo,mdlejšce w sloncu na bialych trotuarach, zagubione w ogniu dniaglebokiego. Po sprzštaniu Adela zapuszczala cien na pokoje, zasuwajšcplócienne story. Wtedy barwy schodzily o oktawe glebiej, pokój napelnialsie cieniem, jakby pogršzony w œwiatlo glebi morskiej, jeszcze metniejodbity w zielonych zwierciadlach, a caly upal dnia oddychal na storach,lekko falujšcych od marzen poludniowej godziny. W sobotnie popoludniawychodzilem z matkš na spacer. Z pólmroku sieni wstepowalo sie od razu wslonecznš kšpiel dnia. Przechodnie, brodzšc w zlocie, mieli oczyzmruzone od zaru, jakby zalepione miodem, a podcišgnieta górna wargaodslaniala im dzišsla i zeby. I wszyscy brodzšcy w tym dniu zlocistymmieli ów grymas skwaru, jak gdyby slonce nalozylo swym wyznawcom jednš ite samš maske--zlotš maske bractwa slonecznego; i wszyscy, którzy szlidziœ ulicami, spotykali sie, mijali, starcy i mlodzi, dzieci i kobiety,pozdrawiali sie w przejœciu tš maskš, namalowanš grubš, zlotš farbš natwarzy, szczerzyli do siebie ten grymas bakchiczny--barbarzynskš maskekultu poganskiego. Rynek byl pusty i zólty od zaru, wymieciony z kurzugoršcymi wiatrami, jak biblijna pustynia. Cierniste akacje, wyrosle zpustki zóltego placu, kipialy nad nim jasnym listowiem, bukietamiszlachetnie uczlonkowanych filigranów zielonych, jak drzewa na starychgobelinach. Zdawalo sie, ze te drzewa afektujš wicher, wzburzajšcteatralnie swe korony, azeby w patetycznych przegieciach ukazacwytwomoœc wachlarzy listnych o srebrzystym podbrzuszu, jak futraszlachetnych lisic. Stare domy, polerowane wiatrami wielu dni, zabawialy
3
of 00

Leave a Comment

You must be to leave a comment.
Submit
Characters: ...
You must be to leave a comment.
Submit
Characters: ...