recepcjonista. Nie damę, tak nie mówią w Polsce. Dziewczynę. Weszłam do środka.Recepcjonista, rzeczywiście bykowaty, wychylił się i obejrzał mnie dokładnie. Miałamnienaganny makijaż, bardzo dyskretny, włosy upięte wysoko, paznokcie lekko posrebrzone,żadnej biżuterii, żadnej zalotności, wyglądałam dokładnie, jak powinnam. Jak dziewczyna polująca na dobrą posadkę. Wyszukałam karteluszek z torebki i podałam bez słowa.Przeczytał dokładnie, po czym obejrzał się na tablicę.- Pana prezesa jeszcze nie ma.- Miałam być o piętnastej - odrzekłam strapiona.- Skoro tak, to proszę zaczekać.Znowu popatrzył na mnie. Głos miał uprzejmy z cieniutką nutą porozumienia.Czekałam, aż mrugnie do mnie. Nie zrobił tego. Usiadłam skromnie na kanapce, pod palmą.Hol był prawie pusty, kilku panów obejrzało się na mnie, jeden siadł vis - a - vis. Popatrzyłamna niego jak z wielkiej odległości.- Haben Sie etwas Zeit, junge Dame? - zagadnął.- Zeit habe ich genug, aber es fehlt mir an Lust mit Ihnen zu sprechen - odrzekłamszkolną niemczyzną.Wycofał się czym prędzej. Recepcjonista obserwował nas z uwagą zza swojej lady,wciąż niepewny co do mojej profesji. Przez wysoką szybę dostrzegłam mego Adonisa: Zbliżałsię wielkimi krokami, sam wielki i trochę zwalisty. Tak, raczej był tym, za kogo się podawał.Byznesmenem. Nowym produktem nowego świata interesu, człowiekiem bez handlowegorodowodu, ot, onegdajszy komiwojażer, i to z bardzo świeżą metką. Wszedł do holu.Zachował się dokładnie tak, jak przewidział mój scenariusz. Kroczył, jakby był na planiefilmowym, z okiem kamery na sobie, rejestrującej każdy jego ruch. Nie opanował jednak tejnowej roli zbyt dobrze. Wysłuchał recepcjonistę, przesunął po mnie obojętne spojrzenie, poczym przyjął klucz. Poszedł cicho uśmiechnięty, ale oczy dawały mi znaki.- Pani do mnie?- Jeżeli jest pan panem Szukalskim.Poszliśmy ku windzie. Pokój miał numer 213. Korytarz był pusty. Pan prezes rozejrzałsię szybko, po czym wypadł z roli. Jedną ręką manipulował kluczem w zamku, drugą usiłowałmnie objąć. Usunęłam się.- Dopiero za progiem będę pana - powiedziałam grzecznie.- Na dwie godziny.Oniemiał. Już miał przekroczyć próg, gdy przytrzymałam go za marynarkę. Weszłam pierwsza. Apartament był elegancki. W pierwszej części stało biurko, na nim maszyna do
Leave a Comment