sk\u0142ania moje w\u0142a\u015bciwe "ja". A dzi\u0119ki temu jest mi sprawdzianem, ile jeszcze mo\u017cna z niego
wydoby\u0107. Przecie\u017c to jest w ko\u0144cu w\u015bciekle ciekawe, jak to w\u0142asne czyje\u015b "ja" przebiega,
narasta i opada. Ale na tym koniec. Koniec. Czeg\u00f3\u017c chcesz wi\u0119cej? I to ju\u017c ma swoje
wystarczaj\u0105ce znaczenie. Wok\u00f3\u0142 mnie, w innych?... - Umniejszasz, umniejszasz, Maks. Bo w
rzeczywisto\u015bci wok\u00f3\u0142 ciebie wyrasta powoli co\u015b, narasta, rozszerza si\u0119. Oczywi\u015bcie ty,
chocia\u017c masz w tym sw\u00f3j udzia\u0142, nie jeste\u015b jednak wy\u0142\u0105cznym sprawc\u0105 tej tajemnicy. To
jasne. - Mylisz si\u0119 Stach. B\u0142\u0105d tw\u00f3j zaczyna si\u0119 w najbli\u017cszym s\u0105siedztwie twojej sztuki. Czy
s\u0105dzisz, \u017ce wok\u00f3\u0142 niej wyrasta co\u015b wi\u0119cej ponad kr\u0105g b\u0142\u0119dnych i sprzecznych skojarze\u0144? - Nie
m\u00f3wimy oczywi\u015bcie o kokieterii. - Ale\u017c nie m\u00f3wimy o kokieterii, nie m\u00f3wimy o snobach.
M\u00f3wimy o najuczciwszym w \u015bwiecie widzu, s\u0142uchaczu... Czy s\u0105dzisz, \u017ce ten obywatel ze
Szewskiej lub Nadwi\u015bla\u0144skiej, kt\u00f3ry warzy piwo lub klepie buty, lub nawet psuje oczy w
folia\u0142ach z XIII wieku - \u017ce on zdo\u0142a odtworzy\u0107 w sobie ca\u0142\u0105 prawd\u0119 twoich skojarze\u0144, twego
widzenia, twoich napi\u0119\u0107? - Niezale\u017cnie od tego. - Co - niezale\u017cnie od tego? Je\u015bli ju\u017c
niezale\u017cnie, to tamto wszystko nie wchodzi w gr\u0119. - Ale\u017c, czepiasz si\u0119 wyraz\u00f3w. - Do
pewnego stopnia - s\u0142usznie. Jest mi to zreszt\u0105 jedynie potrzebne do przeprowadzenia mojego
dowodu. Stanis\u0142aw, (chce przerwa\u0107) Czekaj. Niech sko\u0144cz\u0119. Ot\u00f3\u017c widzisz: jest sobie
zbiorowisko, po prostu zbiorowisko atom\u00f3w, kt\u00f3re kr\u0105\u017c\u0105, ka\u017cdy w swojej p\u0142aszczy\u017anie i w
swoim profilu. Koniec. Co to kogo obchodzi? Zdaje mi si\u0119, \u017ce zmarnia\u0142bym, gdyby si\u0119
przysz\u0142o w\u015br\u00f3d tego zawrotnego ruchu mego "ja" wci\u0105\u017c liczy\u0107 z oddzia\u0142ywaniem, z
wp\u0142ywami lub jeszcze z odpowiedzialno\u015bci\u0105. - A jednak robisz wystawy. - Zwyczaj. A pr\u00f3cz
tego niejaka cz\u0119\u015b\u0107 naszego "ja" domaga si\u0119 poklasku. - Kt\u00f3ry r\u00f3wnocze\u015bnie lekcewa\u017cysz? - O
tak. W ka\u017cdym z nas tkwi cz\u0142owiek wymienny jak pieni\u0105dz i cz\u0142owiek niewymienny,
najg\u0142\u0119bszy, wiadomy tylko sobie samemu. - A c\u00f3\u017c robisz z owym wymiennym? Przecie\u017c nie
zbijasz mu fortuny? - Oczywi\u015bcie. Niemniej nie zamierzam z nim walczy\u0107. Wystarczy mi
prosta \u015bwiadomo\u015b\u0107 tamtego, kt\u00f3ry jest niewymienny, i pewna przegroda mi\u0119dzy jednym a
drugim, kt\u00f3r\u0105 w sobie nosz\u0119. Inaczej \u017cycie sta\u0142oby si\u0119 poziome i g\u0142upie. - A gdyby\u015b jednak
walczy\u0142 z tamtym wymiennym? - To by\u0142oby niezno\u015bne. Wystarczy posiada\u0107 go przez
\u015bwiadomo\u015b\u0107. I przez \u015bwiadomo\u015b\u0107 oddziela\u0107 go od siebie. - Ciekawe. Chyba nie zdziwi ci\u0119 to,
Maks, gdy powiem ci, \u017ce od tej rozmowy stajesz si\u0119 dla mnie du\u017co mniej tajemniczy? -
Bynajmniej. Przez uchylone w g\u0142\u0119bi drzwi pracowni wesz\u0142a ju\u017c od chwili Pani Helena z
M\u0119\u017cem. Bardzo cicho przesuwali si\u0119, nie zauwa\u017ceni, od obrazu do obrazu, chwilami
przystaj\u0105c obok stalug. Zwierzali sobie co\u015b p\u00f3\u0142g\u0142osem. Wida\u0107, \u017ce w pracowni tej nie czuj\u0105 si\u0119
obco. R\u00f3wnocze\u015bnie rozmowa skupi\u0142a Maksa wraz ze Stanis\u0142awem w przeciwleg\u0142ym,
najbli\u017cszym rogu pracowni, tak \u017ce zupe\u0142nie na razie nie zauwa\u017cyli go\u015bci. Pracownia przy tym
jest do\u015b\u0107 g\u0142\u0119boka i o tej godzinie raczej mroczna. Pani Helena. (od chwili da\u0142a si\u0119 ju\u017c
wci\u0105gn\u0105\u0107 w rozmow\u0119. Ci\u0105gle jednak niezauwa\u017cona. Niespodziewanie:) - My\u015bl\u0119 jednak, \u017ce
pan si\u0119 myli, Maks. Od razu przepraszam i - dzie\u0144 dobry panom. (Zaskoczeni). Maks. Dzie\u0144
dobry. Pa\u0144stwo tutaj? (Nie ma przywita\u0144) Pozwoli pani - nasz przyjaciel. Przyjecha\u0142 wczoraj
wieczorem z Monachium na swoj\u0105 wystaw\u0119. (Wymiana uk\u0142on\u00f3w g\u0142ow\u0105) M\u0105\u017c pani Heleny. A,
to pa\u0144ska wystawa. Widzia\u0142em ju\u017c dzi\u015b rano w dziennikach. Stanis\u0142aw. (ponowny uk\u0142on
g\u0142ow\u0105) Maks. (opanowuj\u0105c niejasne po\u0142o\u017cenie) Jak pa\u0144stwo widzicie lub raczej s\u0142yszycie -
Stach przywi\u00f3z\u0142 z sob\u0105 w serduszku ogromnie wiele idea\u0142u, a tymczasem ja, stary wyga i
zaprzeniec, zawzi\u0105\u0142em si\u0119, aby wyrwa\u0107 to z niego z korzeniami. Ale mo\u017ce pa\u0144stwo nie
s\u0142yszeli\u015bcie naszej rozmowy?... - I owszem, s\u0142ysza\u0142am. I my\u015bl\u0119, \u017ce pan si\u0119 myli, Maks. - Pani,
w takim wypadku nie wolno mi kruszy\u0107 kopii. Mam do czynienia z osob\u0105 uprzywilejowan\u0105,
nietykaln\u0105. Od razu og\u0142aszam sw\u0105 pora\u017ck\u0119. - Nie dlatego. Dla czego innego. Po prostu nie jest
tak, jak pan twierdzi. - Daruje pani, ale rzecz jest niezmiernie trudna do uj\u0119cia. - To, co pan
wyznaje, co pan g\u0142osi, to raczej oznacza oddalanie si\u0119 od sztuki. Stanowczo. - A cho\u0107by
nawet. Czy\u017c nie mam prawa do takich do\u015bwiadcze\u0144? - Oczywi\u015bcie. Ale trudno ju\u017c
przekonywa\u0107 i dowodzi\u0107, gdy do\u015bwiadczenia nie dope\u0142ni\u0142o si\u0119 dot\u0105d. - Wolno pani tak s\u0105dzi\u0107.
Leave a Comment