Jednakże sam Papież nie docenił ogromu zajęć, zaplanowanych dla niego na wrzesień -- miesiąc, w którym upływałostateczny termin nagrania wywiadu i przekazania go technikom telewizyjnym tak, aby mieli oni czas niezbędny na,,opracowanie'' materiału przed transmisją. Dowiaduję się teraz, że program zajęć papieskich na ten miesiąc zajmował bitetrzydzieści sześć stron wydruku komputerowego. Obejmował spotkania bardzo różnorodne, z których każde wymagałostarannego przygotowania: obok podróży do dwóch diecezji włoskich (Arezzo i Asti) była przewidziana między innymi pierwsza wizyta cesarza Japonii w Stolicy Piotrowej; miała się też odbyć pierwsza podróż na tereny byłego ZwiązkuRadzieckiego -- na Litwę, Łotwę i do Estonii (co pociągało za sobą konieczność przynajmniej pobieżnego zapoznania się zniełatwymi językami tych krajów; Papież czuje się do tego zobowiązany, nakazuje mu to jego pasterska gorliwość i pragnienie, by wszystkie narody świata mogły ,,zrozumieć'' jego przepowiadanie Ewangelii).Tak czy inaczej, okazało się, że ze względu na te dwa ,,precedensy'' -- japoński i bałtycki -- dodanie jeszcze trzeciego,telewizyjnego, nie jest możliwe. Tym bardziej że Jan Paweł II w swojej wielkoduszności obiecał nagrać aż cztery godzinywywiadu, tak aby reżyser (znany i ceniony Pupi Avati) mógł wybrać najlepsze jego fragmenty do godzinnej transmisjitelewizyjnej. Planowano następnie opublikowanie całości wywiadu w książce, aby w ten sposób uczynić zadość intencji pasterskiej i katechetycznej, która skłoniła Papieża do przyjęcia całego projektu. Jednakże nawał zajęć, o czym była tumowa, uniemożliwił mu w ostatniej chwili realizację przedsięwzięcia.Co do mnie, to wróciłem nad jezioro, aby w ciszy mojej pracowni rozmyślać -- jak zwykle -- o tych samych problemach, októrych miałem rozmawiać z Papieżem.To przecież Pascal, spoglądający z portretu na biurko, przy którym pracuję, powiedział: ,,Wszystkie kłopoty ludzi biorą sięstąd, że nie umieją oni usiedzieć spokojnie we własnym pokoju''.Co prawda, zaangażowałem się w przedsięwzięcie, o którym tu mowa, nie z własnej inicjatywy, w żadnym wypadku niemożna go też nazwać ,,kłopotem'' -- jeszcze czego! Nie ukrywam jednak, że postawiło ono przede mną kilka problemów.Przede wszystkim jako katolik zadawałem sobie pytanie, czy rzeczywiście jest rzeczą stosowną, by Papież udzielałwywiadów, i to w dodatku telewizyjnych. Czy nie naraża się w ten sposób na ryzyko (niezależne, rzecz jasna, od jegowielkodusznych intencji, ale nieuniknione jako skutek oddziaływania bezwzględnych mechanizmów, jakie rządzą massmediami), że jego głos zostanie zagłuszony przez chaotyczny zgiełk świata, który wszystko zamienia w banalnewidowisko, pełne wzajemnie sprzecznych opinii i bezustannej gadaniny na każdy temat? Czy jest wskazane, aby sam Najwyższy Pasterz rzymskiego Kościoła naginał się do formuły rozmowy z dziennikarzem i rozpoczynał swojewypowiedzi od zwyczajnego ,,według mnie'', rezygnując z uroczystego ,,My'', w którym pobrzmiewa głos liczącego dwatysiące lat Misterium Kościoła?Takie pytania zadawałem nie tylko sobie, ale także -- choć z należnym szacunkiem -- innym.Oprócz tego rodzaju problemów ,,zasadniczych'' wskazywałem również na fakt, że kompetencja, jaką mogłem zdobyćdzięki wieloletniej pracy w dziedzinie informacji religijnej, prawdopodobnie nie wystarczała, aby skompensować mój brak doświadczenia w pracy z telewizją. Zwłaszcza w sytuacji tego rodzaju -- najbardziej wymagającej dla dziennikarza, jaką można sobie wyobrazić. Również jednak te moje zastrzeżenia natrafiły na racje przeciwne.Tak czy inaczej, operacja ,,Piętnastolecie pontyfikatu w telewizji'' nie została przeprowadzona i można się byłospodziewać, że skoro minęła rocznicowa okazja, przestanie się już o niej wspominać. Mogłem więc znów zająć sięstukaniem na mojej maszynie do pisania i śledzeniem z tą samą miłością i szacunkiem wypowiedzi Biskupa Rzymu, ale wtaki sposób, jak to czyniłem poprzednio -- za pośrednictwem Acta Apostolicae Sedis. NiespodziankaMinęło kilka miesięcy. Pewnego dnia, tak samo niespodziewanie jak poprzednio, znów zadzwoniono do mnie z Watykanu.Moim rozmówcą był dyrektor Biura Prasowego Stolicy Apostolskiej -- ten operatywny i sympatyczny psychiatrahiszpański przekwalifikowany na dziennikarza, Joaquín Navarro-Valls, który należał do najbardziej zdecydowanychzwolenników idei wywiadu. Navarro miał mi przekazać wiadomość, która -- jak mnie zapewnił -- zaskoczyła jego samego.Otóż w imieniu Papieża miał mi powiedzieć, co następuje: ,,Choć nie mogłem odpowiedzieć Panu osobiście, niezapomniałem o Pańskich pytaniach. Zainteresowały mnie i sądzę, że nie powinny pozostać bez odpowiedzi. Zastanawiamsię nad nimi i od pewnego czasu, na ile pozwalają mi moje zajęcia, przygotowuję odpowiedzi na piśmie. Ponieważ włożyłPan sporo pracy w sformułowanie pytań, ma Pan pewne prawo, aby otrzymać odpowiedzi... Przygotowuję je i przekażę jePanu. Potem proszę je wykorzystać wedle własnego uznania''.Jednym słowem, kolejny raz Jan Paweł II potwierdził trafność określenia: ,,Papież niespodzianek'', towarzyszącego mu oddnia wyboru, który sam zresztą był wydarzeniem nieprzewidywalnym.Ciąg dalszy był taki, że pewnego dnia pod koniec kwietnia 1994'roku odwiedził mnie Navarro-Valls, przywożąc w teczcedużą białą kopertę. Był w niej wcześniej zapowiedziany tekst, napisany własnoręcznie przez Papieża, który -- aby jeszczemocniej wyrazić osobiste zaangażowanie, z jakim zapisywał te stronice -- długimi pociągnięciami pióra podkreślił bardzoliczne fragmenty tekstu: Czytelnik znajdzie je wydrukowane kursywą, zgodnie z sugestią samego Autora. Zostały takżezachowane odstępy, wprowadzone często między poszczególnymi akapitami [nie dotyczy tej wersji z tej strony
- 3 -
Leave a Comment