nr 11/2007
Polska
Zbrojna
3
RODZINA
FORUM
dy w 2 Batalionie Dowo-
dzenia Śląskiego OW ktoś
pyta o porucznik Sieradz-
ką, nie wszyscy od razu ko-
jarzą, o kogo chodzi. Ale
jeśli się doda, że szuka sięporucznik Oli, twarz nawet najmłodszego
służbą żołnierza rozjaśnia uśmiech i bez
wahania wskazuje budynek, gdzie mieścisię kompania radiowa, którą od kilku mie-sięcy czasowo dowodzi ppor. Aleksandra
Sieradzka. A robi to bardzo dobrze. Do-wódca batalionu ppłk Andrzej Bzymek,
który początkowo trochę sceptycznie pod-chodził do oddania dowodzenia niedawnopromowanej kobiecie, dzisiaj mówi, że ta-kich oficerów powinno być więcej.
Jednak nie to, że kobieta jest oficeremi dowodzi, wzbudza zainteresowanie.
Wiele kontrowersji kilkanaście miesięcy
temu wywoływał fakt, że wśród pięciu
nowych, młodych oficerów, którzy trafi-
li do batalionu, dwoje było małżeństwem.
Zastanawiano się wówczas, czy mąż
Oficerskie
love story
Wiele kontrowersji kilkanaście miesięcy temu wywoływał fakt, że wśród pięciu nowych,młodych oficerów, którzy trafili do batalionu, dwoje było małżeństwem. Zastanawiano sięwówczas, czy mąż i żona – oficerowie w jednym batalionie to dobry pomysł.
BOGUSŁAW POLITOWSKI
i żona – oficerowie w jednym batalionieto dobry pomysł.
Przez kawę do serca
W 2000 r. razem trafili na studia do Woj-
skowej Akademii Technicznej. Ona, z opol-
skiego, znalazła się tam trochę przez przy-
padek. Zamierzała zostać nauczycielką.Zmieniła jednak zamiar, po części chcąc
spełnić marzenia ojca, który widział ją ja-ko policjantkę. Konrad Sieradzki z innegokońca kraju, ze świętokrzyskiego, przyje-chał, aby zgodnie z podjętymi życiowymiplanami zostać oficerem.21 sierpnia 2000 r. w tym samym czasie
składali przysięgę wojskową. 26 czerwca
2004 r. razem promowani byli na pierwszystopień oficerski. Dzisiaj żartują, że on jeststarszy służbą, bo był wyższy, stał w sze-
regu bliżej podium i promowany został kil-
ka minut wcześniej.W kwietniu 2005 r., podczas piątego ro-
ku studiów, wzięli ślub. Złożyli kolejną,
bardzo ważną w życiu przysięgę. On w ofi-cerskim mundurze dumnie kroczył w szpa-
lerze kolegów pod wyciągniętymi klinga-mi szabel. Ona, równie szczęśliwa, przedurzędnikiem stanu cywilnego stanęła jed-nak w pięknej sukni. Jak stwierdziła, było-by zbyt zielono i mundurowo w czasie pry-watnej w końcu ceremonii.
Jednak droga od jednej przysięgi do dru-
giej wcale nie była łatwa. – A wszystko
przez niego – tłumaczy ona z uśmiechem.
W kompani był jednym z najzagorzalszych
przeciwników służby kobiet. Może dlate-
go, iż był w męskim plutonie, a może przez
to, że właśnie jego drużyna podpadała częś-
ciej od tych, w których służyły kobiety.Częściej więc musiał sprzątać rejony niż
ona. Słowem, uważał koleżanki z roku za
zło konieczne, za podchorążych faworyzo-
wanych, innej – gorszej kategorii.Dzisiaj sam nie wie, jak to się stało, żepewnego wieczora w połowie pierwszegoroku studiów całe wyobrażenie o babskim
wojsku legło w gruzach. On miał służbędyżurnego kompanii, ona wracała spod
W KWIETNIU 2005 R.,
podczas piątego roku studiów, wzięli ślub. Złożyli kolejną, bardzo ważną w życiu przysięgę. On w oficerskim mundurze dumniekroczył w szpalerze kolegów pod wyciągniętymi klingami szabel. Ona, równie szczęśliwa, przed urzędnikiem stanu cywilnego stanęła jednak w pięknejsukni zamiast munduru.
G
A R C H I W U M P A Ń S T W A S I E R A D Z K I C H
Leave a Comment