O
Polska
Zbrojna
3
nr 10/2007
SZKOŁY PODOFICERSKIE
Z BLISKA
– Oni nie dadzą sobie z tym wszyst-
kim rady – twierdził dwa lata temu pe-
wien wyższy oficer z Warszawy. Teraz
– niby sprawą zatroskany – z trudem
ukrywa triumfujący uśmieszek. – A nie
mówiłem!? Pan pułkownik przyznaje
– z perspektywy czasu widać, że szkołypodoficerskie tworzono ad hoc, byle tyl-
ko szybko dorównać zachodnim wzor-
com. W każdym razie bez starannej se-lekcji kadry i bez odpowiedniej bazy dy-daktyczno-szkoleniowej. Nie tylko zda-niem naszego rozmówcy – czego dowo-
dzą chociażby pojawiające się tu i ówdzie
sztabowe wnioski – tym szkołom należy
dziś pomóc. Jak? Według niektórych...
przywracając ich podporządkowanie woj-skowym centrom szkolenia. Naszym zda-niem jednak to jedna wielka bzdura i wy-
lewanie dziecka z kąpielą!
Komendant kontratakuje
St. chor. sztab. Bartłomiej Augusty-
niak, komendant Szkoły Podoficerskiej
Po dwu i pół roku funkcjonowania część szkół podoficerskich zbiera pierwsze krytyczneuwagi. Ci oficerowie, którzy na starcie SP nie kryli sceptycyzmu co do tego, że podoficerowiesami, bez oficerskiego wsparcia, potrafią wykształcić i wyszkolić kandydatów na kaprali,teraz z satysfakcją zacierają ręce. Bo co z tego eksperymentu wyszło?
Leave a Comment