nr 18/19/2007
Polska
Zbrojna
3
AFGANISTAN
Z BLISKA
Cena
odwagi
BOGUSŁAW POLITOWSKI
ona Aneta mówi, że kiedyś
spełni pierwsze marzenie
męża. Wierzy, że trafi sześćliczb w totolotka i kupi mu
taką protezę, dzięki którejpobiegnie tak szybko jak
kiedyś. Drugiego marzenia nie jest w sta-nie spełnić. To może zrobić tylko wojsko.
Bez lęku
Pięć lat temu, dokładnie 16 marca, na
płycie wrocławskiego lotniska żegnałyich tłumy. Dzięki telewizyjnej relacji nażywo miliony Polaków obserwowały jak
pierwsza grupa saperów z polskiego kon-tyngentu Afganistan wielkimi Rusłanami,bez lęku wyrusza na wojenną misję. Pre-mier życzył im powodzenia. Najważniejsi
wojskowi dowódcy – żołnierskiego szczęś-
cia. Było błogosławieństwo, a potem defi-
Marzy, aby kiedyś mógł rozpędzić się i biec. Tak szybko, polną drogą koło domu.Czuć w uszach szum wiatru, szybki oddech, zmęczenie, i... aby dzieci widziały,że biegnie, że potrafi. Ma też drugie marzenie. Chciałby poleciećdo Afganistanu. Przejść przez pole koło bazy Bagram drogą do kamieniołomówi spojrzeć jeszcze raz na miejsce, gdzie kiedyś to wszystko się stało...
lada. Na czele plutonu saperów szedł on,wówczas porucznik, dobrze zapowiadają-cy się dowódca – Leszek Stępień.W samolocie, tuż po starcie, emocje po-żegnania szybko opadły. Przed nimi byłozadanie. Po lądowaniu pokazano im kawał
pola i powiedziano, że tutaj mają zrobić ba-zę. Zrobili. Pył i piasek na przemian z desz-
czem i błotem mocno dawał się we znaki.Dzień po dniu, tona żwiru za toną w środ-
ku twierdzy Bagram powstawała baza Bia-
ły Orzeł.Kruszywa i żwiru na utwardzenie dróg
ciągle było mało i mało. Z oddalonego
o kilka kilometrów kamieniołomu wielkiewojskowe samochody bez przerwy zwozi-ły budulec. 31 maja 2002 roku jedna z sa-
perskich grup Stępnia jak zwykle rozmi-
nowywała kolejne obszary żwirowego wy-
robiska. Kierowcy różnych nacji wożący
kruszywo przez wytyczoną w polu mino-wym drogę ciągle narzekali, że wąsko, żenie można się mijać, że ruch jednokierun-
kowy spowalnia pracę, że łatwo wjechać
na minę. Padła komenda – poszerzyć. Do-
wódca polskich saperów wyszedł na tę
prowizoryczną drogę. Trzeba było zapla-nować poszerzenie, przeanalizować, któ-
rędy puścić trały, ilu potrzebuje ludzi.
Było przed szóstą rano. W kraju środek nocy. Porucznik Stępień sprawdzał dro-
gę – planował. Nagle pracujący w kamie-
niołomach saperzy usłyszeli huk. Gdy
spojrzeli, od razu wiedzieli, że pod ich do-wódcą wybuchła mina.
Gdy świat się zawali...
– Najpierw nie czuje się nic. Jest szok,
zaskoczenie i zdziwienie, co mój hełm
robi tak daleko. Po kilku sekundach przy-
Ż
B O G U S Ł A W P O L I T O W S K I
Leave a Comment