Welcome to Scribd, the world's digital library. Read, publish, and share books and documents. See more
Download
Standard view
Full view
of .
Save to My Library
Look up keyword or section
Like this
17Activity
P. 1
Przed Świtem ( tłumaczenie nieoficjalne )

Przed Świtem ( tłumaczenie nieoficjalne )

Ratings:

4.77

(13)
|Views: 14,122 |Likes:
Published by Milena
4 część sagi "Zmierzch" , Stephenie Meyer.
4 część sagi "Zmierzch" , Stephenie Meyer.

More info:

Published by: Milena on Mar 23, 2009
Copyright:Attribution Non-commercial

Availability:

Read on Scribd mobile: iPhone, iPad and Android.
download as RTF, PDF, TXT or read online from Scribd
See more
See less

05/10/2014

pdf

text

original

 
' Przed Świtem '
Stephenie Meyer
Prolog
Jest to nieoficjalne tłumaczenie.Tłumaczenie:AtrivieLirLadybugMadelineNataliaEvergreenNooreyNooneS.MapetAnonimLuthienArionkaSyntiaEmensionBulbAmaraLilyKorekta & pomoc:EvergreenMahiMadelineEbook:EvergreenW swoim życiu otarłam się o śmierć zdecydowanie więcej razy niż normalnie przytrafiało się tozwykłym ludziom, mimo to trudno byłoby do tego kiedykolwiek przywyknąć.Wydawało się to dziwnie nieuniknione - znowu stałam w obliczu śmierci. Jakby naprawdę byłomiprzeznaczone nieszczęście. Wciąż mu się wymykałam, ale ono nieodwracalnie powracało.Jednak tym razem było zupełnie inaczej.Mogłeś uciekać przed kimś, kogo się bałeś, mogłeś próbować walczyć z kimś, kogonienawidziłeś.Wszystkie moje odruchy były nastawione na tego rodzaju zabójców - potwory, wrogów.Ale gdy kochałeś tego, kto cię zabijał, nie miałeś wyboru. Jak mógłbyś uciekać, jak mógłbyśwalczyć,skoro uczynienie tego, zraniłoby tę ukochaną osobę? Jeśli twoje życie było wszystkim, comusiałeś
 
oddać tej ukochanej osobie, jak mógłbyś tego nie oddać?Jeżeli był to ktoś, kogo prawdziwie kochałeś?
Zaręczona
Nikt się na ciebie nie gapi, powtarzałam sobie. Nikt się na ciebie nie gapi. Nikt się na ciebie niegapi. Ale ponieważ nie potrafiłam kłamać przekonująco nawet samej sobie, musiałam sięprzekonać.Gdy tak czekałam na zmianę świateł, zerknęłam w prawo – pani Weber w swoim minivaniecałą sylwetką zwróciła się w moją stronę, świdrując mnie oczyma. Wzdrygnęłam się, zastanawiając, dlaczegoniespuściła wzroku lub nie wyglądała na zawstydzoną. Gapienie się na innych ludzi wciąż uważanozaniegrzeczne, prawda? Czy ta zasada już się mnie nie tyczyła?Wtedy przypomniałam sobie o przyciemnianych szybach. Dzięki nim prawdopodobnie nie miaław ogólepojęcia, iż to ja siedziałam w środku, nie mówiąc już o tym, że odwzajemniałam jej spojrzenie.Spróbowałam się choć trochę pocieszyć faktem, iż nie gapiła się na mnie, tylko na samochód.Mój samochód. Westchnęłam.Spojrzałam w lewo i jęknęłam. Dwóch przechodniów zamarło na chodniku, tracąc okazję, byprzejśćprzez ulicę, zagapiwszy się na mój samochód. Za nimi pan Marshall wyglądał przez oknowystawoweswojego niewielkiego sklepu z pamiątkami. Przynajmniej nie przyciskał nosa do szyby. Jeszcze.Światło zmieniło się na zielone. Chcąc jak najszybciej stamtąd uciec, nacisnęłam pedał gazubezzastanowienia – z taką samą siłą, z jaką uczyniłabym to w mojej starej furgonetce, by zmusić ją doruszenia z miejsca.Silnik zawarczał jak polująca pantera, a samochód wystartował do przodu tak szybko, że moimciałemzarzuciło o oparcie siedzenia obitego czarną skórą, a żołądek podszedł mi do gardła.- Arg! – wydyszałam, szukając stopą hamulca. Patrząc przed siebie, ledwo go dotknęłam, amimo tosamochód natychmiast się zatrzymał.Nie miałam odwagi rozejrzeć się dookoła, by sprawdzić, jaką reakcję wywołałam. Jeśliwcześniejktokolwiek miał jakiekolwiek wątpliwości co do tego, kto prowadzi ten samochód, teraz już sięichpozbył. Czubkiem buta delikatnie przycisnęłam pedał gazu o pół milimetra. Samochód znówruszył doprzodu.Zdołałam dotrzeć do celu – stacji benzynowej. Gdyby nie brakowało mi paliwa, w ogóle nieprzyjechałabym do miasta. Ostatnimi czasy radziłam sobie bez wielu rzeczy jak Pop-Tarts'y** isznurowadła, by uniknąć przebywania w miejscach publicznych.Poruszając się, jakbym uczestniczyła w jakimś wyścigu, otworzyłam klapkę wlewu paliwa,odkręciłam*Pop-Tarts – rodzaj ciastek popularnych w USA. (przyp. tłum.)korek, włożyłam kartę do czytnika i wsunęłam pistolet dystrybucyjny do baku w ciągu parusekund.Oczywiście nic nie mogłam poradzić na to, by cyfry na wyświetlaczu przyspieszyły. Przesuwałysięleniwie, jakby robiły mi to specjalnie na złość.Na dworze nie było jasno – typowy, dżdżysty dzień w Forks, w stanie Waszyngton – ale jamimo to wciąż
 
czułam się jak w świetle reflektorów, które skupiało uwagę na delikatnym pierścionku na mojejlewejdłoni. W takich chwilach, gdy wyczuwałam czyjeś spojrzenie na swoich plecach, wydawało misię, żepierścionek pulsuje jak neonowy znak: Spójrz na mnie, spójrz na mnie.Takie zażenowanie było naprawdę głupie. Wiedziałam o tym. Poza opinią taty i mamy, czy to,co ludziemówili o moich zaręczynach, rzeczywiście miało znaczenie? Albo o moim nowym samochodzie?Lub otajemniczym przyjęciu mnie do college’u należącego do Ivy League? Czy też o błyszczącejczarnejkarcie kredytowej, która zdawała się parzyć moją tylną kieszeń?- No właśnie, kogo obchodzi, co sobie myślą – wymamrotałam pod nosem.- Hm, proszę pani? – zawołał mnie jakiś męski głos.Odwróciłam się i natychmiast tego pożałowałam.Dwóch mężczyzn stało obok luksusowej terenówki z przypiętymi na dachu nowiutkimikajakami. Niepatrzyli na mnie, obaj gapili się na mój samochód.Osobiście nie rozumiałam tego. Byłam dumna, że rozróżniałam symbole Toyoty, Forda iChevroleta. Toauto było czarne, lśniące i ładne, ale dla mnie to wciąż było tylko auto.- Przepraszam, że przeszkadzam, ale możesz mi powiedzieć, jakim samochodem jeździsz? –spytałwyższy.- Eee, Mercedesem, prawda?- Tak – odpowiedział uprzejmie, podczas gdy jego niższy towarzysz wywrócił oczyma, słyszącmoją odpowiedź. – Wiem. Ale zastanawiałem się, czy to... jeździsz Mercedesem Guardianem? –mężczyznawymówił tę nazwę z szacunkiem. Miałam wrażenie, że doskonale dogadałby się z Edwardem,moim... moimnarzeczonym (naprawdę nie byłam w stanie przyzwyczaić się do myśli, że do ślubu pozostałokilka dni). –One jeszcze nie powinny być dostępne w Europie – kontynuował. – I przy tym pozostańmy.Jego wzrok śledził kontury mojego samochodu, które dla mnie nie różniło się niczym odkażdego innegomercedesa. Ale co ja tam wiedziałam? Ja tymczasem szybko rozważyłam moje problemy zesłowamitakimi jak narzeczony, ślub, mąż itd.Po prostu nie potrafiłam tego ułożyć sobie w głowie.Z jednej strony byłam wychowywana, by wzdrygać się na samą myśl o zwiewnych białychsukniach ibukietach kwiatów. Co więcej, nie potrafiłam pogodzić koncepcji statecznego, szanowanego,nudnegomęża z moją koncepcją Edwarda. To tak, jakby obsadzić archanioła w roli księgowego. Nieumiałamwyobrazić sobie go w żadnej zwyczajnej roli.Jak zwykle, gdy tylko zaczynałam myśleć o Edwardzie, zatraciłam się w powodujących zawrotygłowymarzeniach. Nieznajomy musiał chrząknąć, żeby przyciągnąć ponownie moją uwagę. Ciągleczekał naodpowiedź dotyczącą modelu samochodu.- Nie wiem – przyznałam szczerze.- Nie masz nic przeciwko, żebym zrobił sobie z nim zdjęcie?Chwilę zajęło mi przetrawienie tej informacji.- Serio? Chce pan zrobić sobie zdjęcie z samochodem?- Jasne, nikt mi nie uwierzy, jeśli nie będę miał dowodu.- Eee. Dobrze. Niech będzie.Wyjęłam pistolet dystrybucyjny i odłożyłam go na miejsce, potem wślizgnęłam się na przednie

Activity (17)

You've already reviewed this. Edit your review.
1 hundred reads
1 thousand reads
inati liked this
kate0705 liked this
Buuu95 liked this
nikaamo liked this
natigru4993 liked this
natigru4993 liked this
gut_joanna3871 liked this

You're Reading a Free Preview

Download
/*********** DO NOT ALTER ANYTHING BELOW THIS LINE ! ************/ var s_code=s.t();if(s_code)document.write(s_code)//-->