Jakiś czas temumiałam okazjęwziąć udział wprowadzonymprzez AgnieszkęWeseli, akty-wistkę i badacz-kę, współtwór-czynię UFY,warsztacie„(Nie)zapomniana historia LGBT“ odbywającymsię w ramach projektu wydania publikacji o obec-ności lesbijek, biseksualistek, osób trans i queer wpolskiej historii. Na tego typu spotkaniach zazwy-czaj pojawiają się osoby aktywnie działające narzecz praw osób nieheteronormatywnych, tak żenie spodziewałam się, że poruszana tam tematy-ka może wzbudzić specjalne kontrowersje. Tym-czasem najgorętsza dyskusja wywiązała się niena przykład wokół tego, w jaki sposób źródła his-toryczne pozwalają nam stwierdzić, że Maria Ko-nopnicka lub Maria Dąbrowska były homoseksu-alne, ale czy w ogóle mamy prawo o to pytać. Bobyć może obie panie i szereg innych znamienitychdla polskiej kultury postaci nie życzyłoby sobie,aby ich tożsamość seksualna była przedmiotemdyskusji. Bo w końcu to ich prywatna sprawa.Osoby podnoszące podobne zastrzeżenia zapew-ne miałyby trochę racji, gdyby życie osobiste zna-nych postaci w ogóle było w naszej kulturze tema-tem tabu. Gdybyśmy już w liceum nie dowiady-wali się na przykład, że odbiorczynią wielu wier-szy miłosnych Mickiewicza była niejaka MarylaWereszczakówna, a Słowackiego Maria Wodziń-ska na spółkę z matką poety, a Franz Kafka nie po-trafił wprawdzie ułożyć sobie życia z Felicją Bauer,ale za to pisał do niej piękne listy, które ta, zresztąwbrew jego woli, upubliczniła. Prawda jest jednak taka, że, choć w dobie postmodernizmu czytanietwórczości artystów przez pryzmat ich biografii jestśrednio nowoczesną metodą interpretacji, dobiografii, dzienników i innych zapisków znanychosób nadal sięgamy nader często i raczej bezpoczucia, że pakujemy się z butami w ich intymnesprawy. Skąd zatem ta nagła powściągliwość, gdydochodzimy do kwestii ich homo- bądź biseksual-ności, powściągliwość zresztą tak wielka, żerozciągająca się nie tylko na rozlicznych mniej lubbardziej konserwatywnych krytyków książkiKrzysztofa Tomasika „Homobiografie“, alerównież na co poniektórych działaczy na rzeczpraw LGBT? Odpowiedź jak zwykle jest prosta – zhomofobii, która dla niepoznaki ukrywa się podpłaszczykiem szacunku dla cudzej intymności. Sza-cunku, który, co ciekawe, istnieje tylko wówczas,kiedy owa intymność jest homoseksualna, boheteroseksualnej już się żadna ochrona nie należy.I – co być może jeszcze ciekawsze – który dotyczytylko polskich gejów i lesbijek, bo już z zagranicz-nymi, jak Gertruda Stein czy Truman Capote,nawet konserwatyści nie mają szczególnegoproblemu – jakby tylko Polakom nie wypadałomieć sławnych osób homoseksualnych w historii.I choć z faktu, że wszyscy będą wiedzieli, że nietylko Sokrates, Czajkowski czy Michał Anioł, alerównież Komornicka, Żmichowska i Waldorff niebyli heteroseksualni, dla osób homoseksualnychbezpośrednio nic (poza czymś w rodzaju wspar-cia moralnego) nie wyniknie – nie sprawi naprzykład, że automatycznie zyskamy prawo dozawierania związków czy ochrony przed dyskry-minacją – to, że akurat ich seksualność ma po-zostać tabu, pokazuje bardzo wiele. Szczególnieo nas samych, skoro również niektórzy z nas go-dzą się rozmawiać o licznych kochankach pisa-rza/pisarki, pod warunkiem że są to kochanko-wie płci przeciwnej, ale milczą o osobie, z którąów pisarz/pisarka pozostawał/a przez dwadzieś-cia lat w związku, bo była to osoba tej samej płci.Rok 2008 był w pewnym sensie rokiem co-ming outów – mieliśmy m.in. wspomniane„Homobiografie“, akcję „Odkrywamy się“,echa coming outu Tomasza Raczka i MarcinaSzczygielskiego (uwieńczone uznaniem ich zanajpiękniejszą parę roku przez czytelników iczytelniczki „Gali“)... Wszystkie te tematy moc-no przebiły się do mediów, które chyba nigdyprzedtem tak szeroko i chętnie nie dyskutowa-ły kwestii ujawnienia swojej tożsamości. Tak że może i my spróbujmy o tym porozmawiać izamiast się zastanawiać, czy Konopnicka napewno by sobie tego życzyła, zacznijmy odmałej mantry afirmacyjnej. Na przykład takiej:„Maria Konopnicka była fajną lesbijką“.
Maria Konopnicka to fajna lesbijka
Leave a Comment