• Embed Doc
  • Readcast
  • Collections
  • 1
    CommentGo Back
Download
 
7. PIERWSZE ROZMOWY NA TEMAT STOSUNKU MIĘDZY NAUKĄ A RELIGIĄ (1927)Jednego z owych wieczorów, które spędzaliśmy razem w hotelu w Brukseli w związku z Konferencją Solvayowską, kilkumłodszych uczestników kongresu pozostało jeszcze w hallu, wśród nich Wolfgang Pauli i ja. Trochę później dołączył PaulDirac. Ktoś postawił pytanie: „Einstein tak dużo mówi o Panu Bogu, co to może znaczyć? Przecież właściwie nie można sobiewyobrazić, by taki naukowiec jak Einstein był mocno związany z jakąś tradycją religijną”. „Einstein może nie, ale Max Planck chyba tak" — odpowiedziano. „Istnieją przecież wypowiedzi Plancka o stosunku między nauką a religią, w których broni on poglądu, że nie ma między nimi sprzeczności, że religia i nauka dadzą się bardzo dobrze pogodzić”. Zapytano mnie, co wiem o poglądach Plancka w tej dziedzinie i co o tym sądzę. Rozmawiałem, co prawda, z Planckiem tylko kilka razy, głównie ofizyce, a nie o sprawach ogólniejszych, znałem jednak różnych dobrych przyjaciół Plancka, którzy wiele mi o nim opowiadali,sądziłem więc, że potrafię stworzyć sobie obraz jego poglądów.„Przypuszczam — mogła brzmieć moja odpowiedź — że dla Plancka dlatego religia i nauka dają się pogodzić, że odnoszą sięone, jak on zakłada, do zupełnie różnych obszarów rzeczywistości. Nauka zajmuje się obiektywnym światem materialnym.Stawia ona przed nami zadanie formułowania prawdziwych wypowiedzi o tej obiektywnej rzeczywistości i rozumienia ich po-wiązań. Religia natomiast zajmuje się światem wartości. Mówi się tutaj o tym, co powinno być, co powinniśmy czynić, a nie otym, co jest. W nauce chodzi o to, czy coś jest prawdziwą czy fałszywe, w religii o to, czy jest dobre, czy złe, wartościowe, czy bezwartościowe. Nauki przyrodnicze są podstawą działania celowego pod względem technicznym, a religia podstawą etyki.Wydaje się więc, że trwający od XVIII wieku konflikt tych dwóch dziedzin opiera się na nieporozumieniu powstającymwtedy, gdy obrazy i przypowieści religijne interpretuje się jako twierdzenia naukowe, co oczywiście nie ma sensu. W tymujęciu, dobrze znanym mi z domu rodzinnego, obie te dziedziny z osobna przyporządkowane są obiektywnej i subiektywnejstronie świata. Nauka jest niejako sposobem, w jaki wychodzimy naprzeciw obiektywnej stronie przyrody, jak się z nią mierzymy. Wiara religijna na odwrót, jest wyrazem subiektywnego wyboru, przyjmowania wartości, według którychkierujemy swoim postępowaniem w życiu. Wyboru tego dokonujemy, co prawda, z reguły w zgodzie z zasadami społeczności,do której należymy, czy to jest rodzina, naród, czy krąg kulturowy. Na wybór ten niezwykle silnie wpływa zachowanie iotoczenie. W ostatecznej instancji jest on jednak subiektywny i dlatego nie podlega kryterium prawdziwy albo fałszywy'. MaxPlanck, o ile go właściwie rozumiem, skorzystał z tej wolności i opowiedział się jednoznacznie za tradycją chrześcijańską.Jego myślenie i działanie, szczególnie w dziedzinie stosunków międzyludzkich, zawiera się bez zastrzeżeń w ramach tejtradycji i nikt mu w związku z tym nie może odmówić szacunku. Obydwa te obszary, obiektywna i subiektywna strona świata,u niego precyzyjnie i czysto oddzielone musjednak przyznać, że źle się czuz tym podziałem. Wątpię, czyspołeczności ludzkie potrafią na dłuższą metę żyć z takim ostrym rozdziałem między wiedzą ,a wiarą."Wolfgang podzielał tę troskę. „Nie — rzeki — to nie może wyjść na dobre. W czasach, gdy powstawały religie, oczywiściecała wiedza, jaką dysponowała dana społeczność, odpowiadała formie duchowej, której najważniejszą treścią były wtedywartości i idee danej religii. Forma duchowa musiała, co było istotne,być jakoś zrozumiała nawet dla najprostszego członkaspołeczności; nawet jeśli przypowieści i obrazy dawały mu tylko niejasne uczucie na temat tego, co właściwie rozumie się przez te wartości i idee. Prosty człowiek musiał być przekonany o tym, że forma duchowa wystarczy za całą wiedzęspołeczności, jeśli ma on w swoich własnych decyzjach kierować się jej wartościami. Wierzyć nie oznacza bowiem dla niego'uznawać za prawdę', lecz 'powierzyć się przewodnictwu tych wartości'. Powstają stąd wielkie obawy, że nowa wiedza, która będzie zdobyta, z biegiem historii grozi rozsadzeniem starej formy duchowej. Zupełne oddzielenie wiedzy od Wiary jest na pewno tylko prowizorycznym środkiem na bardzo ograniczony okres. W zachodnim kręgu kulturowym, na przykład, mógłbyw niedalekiej przyszłości przyjść moment, w którym przypowieści i obrazy dotychczasowej religii nie będą już miały przekonywającej siły również dla prostego ludu; wtedy, jak się obawiam, załamie się także dotychczasowa etyka, i dziać się będą rzeczy tak straszne, że nie potrafilibyśmy sobie ich teraz nawet wyobrazić. Z filozofią Plancka nie można więc dojśćdaleko, nawet jeśli pod względem logicznym jest w porządku i jeśli respektuję wynikające z niej postępowanie.Bliższe jest dla mnie ujęcie Einsteina. Pan Bóg, na którego tak chętnie się on powołuje, ma coś wspólnego z niezmiennymi prawami przyrody. Einstein ma poczucie centralnego porządku rzeczy. Wyczuwa ten porządek w prostocie praw przyrody.Można przypuszczać, że prostotę tę przeżył mocno i bezpośrednio odkrywając teorię względności. Stąd zapewne daleka jest jeszcze droga do treści religijnych. Einstein nie jest chyba związany z żadną tradycją religijną i przypuszczałbym, żewyobrażenie osobowego Boga jest dla niego zupełnie obce. Nie ma jednak u niego rozdziału między nauką a religią. Centralny porządek należy według niego zarówno do obszaru subiektywnego, jak i obiektywnego, i to wydaje mi się lepszym punktemwyjścia”. „Punkt wyjścia czego? — sprzeciwiłem się pytaniem. — Jeśli uważa się stosunek do powszechnego powiązaniarzeczy za, że tak powiem, czysto prywatną sprawę, to będzie można, co prawda, dobrze zrozumieć postawę Einsteina, alewtedy nic z niej nie wynika”. Wolfgang: „Chyba jednak wynika. Rozwój nauk przyrodniczych w ostatnich dwóch stuleciachzmienił przecież z pewnością myślenie ludzi również i poza chrześcijańskim kręgiem kulturowym. To, co myślą fizycy, nie jest więc tak nieważne. To właśnie wąskość ideału obiektywnego świata, w przestrzeni i czasie rządzącego się prawem przyczynowości, wywołała konflikt z duchowymi formami różnych religii. Jeśli nauka sama rozsadzi te ramy — a dokonałatego w teorii względności, natomiast w teorii kwantów, o której tak zawzięcie tu dyskutujemy, może dokonać znacznie więcej — to zupełnie inaczej wygląda stosunek między nauką a treściami, które religie chcą ujmować w swoich formach duchowych.Możliwe, że dzięki powiązaniom odkrytym w ostatnich trzydziestu latach zdobyliśmy większy horyzont myślenia. Pojęciekomplementarności, na przykład, które Niels Bohr tak mocno wysuwa teraz na pierwszy plan w interpretacji mechanikikwantowej, wcale nie było nie znane w naukach humanistycznych, w filozofii, nawet jeśli nie było tak wyraźnie
 
sformułowane. Istotną zmianą jest jednak to, że występuje ono w naukach ścisłych. Dopiero bowiem dzięki niemu możnawyjaśnić, że wyobrażenie obiektu materialnego zupełnie niezależnego od sposobu, w jaki jest obserwowany, jest tylko abstrak-cyjną ekstrapolacją, której dokładnie nie odpowiada nic rzeczywistego. W filozofii azjatyckiej i tamtejszych religiach istniejekomplementarne wyobrażenie czystego podmiotu poznania, który nie ma przed sobą żadnego przedmiotu. Również i towyobrażenie okaże się abstrakcyjną ekstrapolacją, której dokładnie nie odpowiada żadna rzeczywistość duchowa. W przyszłości, zastanawiając się nad całościowymi powiązaniami, będziemy musieli trzymać się — wskazanego z grubsza przezkomplementarność Bohra — środka. Nauka nastawiona na taki sposób myślenia będzie nie tylko bardziej tolerancyjna wstosunku do różnych form religii, ale ponieważ lepiej zobaczy całość, może będzie mogła wnieść wkład do świata wartości."Tymczasem przysiadł się do nas Paul Dirac, który wtedy niespełna dwudziestopięcioletni nie przejawizbyt wieletolerancji. „Nie rozumiem, po co rozmawiamy tu o religii — powiedział. — Gdy ktoś jest uczciwy — a naukowiec musi byćtaki przede wszystkim — musi przyznać, że w religii wypowiada się zupełnie fałszywe twierdzenia, dla których nie mażadnego uzasadnienia w rzeczywistości. Już samo pojęcie 'Bóg' jest przecież produktem ludzkiej fantazji. Można zrozumieć,że ludy prymitywne, bardziej od nas poddane przemocy sił przyrody, ze strachu uosobiły te siły i w ten sposób doszły do pojęcia bóstwa. Jednak w naszym świecie, w którym przenikamy prawa przyrody, wcale nie potrzebujemy już takich wyo- brażeń. Nie mogę dostrzec, w jaki sposób mogłoby nam w czymś pomóc istnienie wszechmogącego Boga. Widzę jednak dobrze, że założenie to prowadzi do bezsensownych problemów, na przykład do pytania, dlaczego Bóg dopuszcza donieszczęścia i niesprawiedliwości na świecie, do ucisku biednych przez bogatych i innych okropności, którym przecież mógłbyzapobiec. Jeśli w naszych czasach naucza się jeszcze religii, to przyczyną tego oczywiście nie jest to, że wyobrażenia te nasnadal przekonują, ale kryje się za tym chęć uspokojenia ludu, prostych ludzi. Łatwiej jest rządzić ludźmi spokojnymi niżniespokojnymi i niezadowolonymi. Łatwiej ich uciskać i wyzyskiwać. Religia jest rodzajem opium, które dostarcza się ludowi, by pogrążyć go w słodkich marzeniach, dać mu pociechę wśród spotykających go niesprawiedliwości. Dlatego tak łatwozawierany bywa sojusz obydwu potęg politycznych, państwa i Kościoła. Obydwie potrzebują iluzji, że dobry Bóg, jeśli nie naziemi, to w niebie wynagrodzi tych, którzy nie buntowali się przeciwko niesprawiedliwości, którzy spokojnie i cierpliwie wy- pełniali swoje obowiązki. Uczciwe stwierdzenie, że ten Bóg jest tylko produktem ludzkiej fantazji, musiało być, oczywiście,uważane za najcięższy grzech śmiertelny."„Osądzasz tu religię na podstawie nadużyć politycznych — odparłem — a ponieważ prawie wszystkiego na tym świecie da sięnadużyć, z pewnością równiideologii komunistycznej, o której mówiłeś przed chwilą, taki osąd nie okaże sięsprawiedliwy. W końcu zawsze będą istniały społeczności ludzkie i one również będą musiały znaleźć wspólny język, wktórym da się mówić i o śmierci i życiu, i o całościowym powiązaniu, w którym rozgrywa się życie społeczności. Formyduchowe, które rozwinęły się w dziejach w trakcie tych poszukiwań wspólnego języka, musiały przecież miećwielką moc przekonywania, skoro tak wielu ludzi w ciągu stuleci według nich układało swoje życie. Religii nie da się zbyćtak łatwo, jak mówisz. Ale może dla ciebie jakaś inna religia, na przykład starochińska, jest bardziej przekonywająca niżtaka, w której występuje wyobrażenie osobowego Boga." „Mity religijne ze względów zasadniczych nie mają dla mnieznaczenia odpowiedział Paul Dirac choćby dlatego, że mity różnych religii przeczą sobie wzajemnie. Jest przecieżczystym przypadkiem, że urodziłem się tutaj, w Europie, a nie w Azji, a od tego przecież nie powinno zależeć, co jest prawdą, a więc i to, w co mam wierzyć. Mogę przecież wierzyć tylko w to, co jest prawdziwe. O tym, jak powinienem postępować, mogę rozstrzygnąć samym rozumem na podstawie tego, że współżyję w społeczności z innymi, którym muszę przyznać zasadniczo takie same prawa do życia, jakich żądam dla siebie. Muszę więc starać się o uczciwe porównanieinteresów nic więcej nie będzie potrzebne; wszelkie mówienie o woli Bożej, o tamtym świecie, na który mamyorientować swoje działania, służy tylko do zamaskowania surowej i trzeźwej rzeczywistości. Wiara w istnienie Bogasprzyja też wyobrażeniu, jakoby 'wolą bożą' było uginanie się przed władzą wyżej postawionych, a przez to przyczyniasię do uwieczniania struktur społecznych, może i naturalnych w przeszłości, jednak już nie odpowiadającychdzisiejszemu światu. Z zasady nie cierpię nawet mówienia o całościowym powiązaniu i podobnych rzeczach. W życiu jest przecież podobnie jak w naszej nauce: stajemy wobec trudności i musimy próbować je rozwiązać. Możemy rozwiązać zawszetylko jedną trudność na raz; mówienie o powiązaniu jest więc wtórną nadbudową." Tak toczyła się rozmowa przez jakiś czas idziwiliśmy się, że Wolfgang nie zabierał już głosu. Przysłuchiwał się, czasem z trochę niezadowoloną miną, czasem zezłośliwym uśmieszkiem, ale nic nie mówił. W końcu zapytano go, co o tym myśli. Spojrzał prawie zdumiony i powiedział:„Tak, tak, nasz przyjaciel Dirac ma religię, a główna zasada tej religii brzmi: 'Nie ma Boga, a Dirac jest jego prorokiem.'" Ro-ześmieliśmy się wszyscy, Dirac też. i na tym zakończyła się wieczorna rozmowa w hallu hotelu.Jakiś czas później, możliwe, że już w Kopenhadze, opowiedziałem Nielsowi o naszej rozmowie. Niels natychmiast wziął wobronę najmłodszego członka naszego kółka. „Podziwiam to — powiedział — jak bezkompromisowo Paul Dirac obstaje przytym, co daje się jasno i logicznie wyrazić. O czym w ogóle można mówić, można mówić jasno, a by użyć słówWittgensteina -— o czym nie da się mówić, o tym powinno się milczeć. Gdy Dirac przedstawia mi nową pracę, to rękopisnapisany jest ręcznie tak przejrzyście i bez poprawek, że nawet oglądanie go sprawia estetyczną przyjemność; gdy jednak  proponuję mu zmianę tego czy innego sformułowania, jest zupełnie nieszczęśliwy i najczęściej niczego nie zmienia. Praca jestzresztą i tak zupełnie doskonała. Ostatnio byłem z Dirakiem na małej wystawie malarstwa, na której był pokazywany pejzażwłoski Maneta, nadmorska sceneria we wspaniałych szaroniebieskich tonach. Na pierwszym planie widoczna była łódź, obok niej w wodzie ciemnoszary punkt, którego roli nie dało się łatwo zrozumieć. Dirac skomentował to: 'Ten punkt jest niedo- puszczalny.* Jest to oczywiście dziwny sposób oglądania sztuki. Ma on jednak chyba rację. W dobrym dziele sztuki, tak jak wdobrej pracy naukowej, każdy szczegół musi być jednoznacznie ustalony, nie może być nic przypadkowego.
 
Mimo to o religii chyba nie da się tak mówić. Ze mną jest wprawdzie podobnie jak z Dirakiem, wyobrażenie osobowego Boga jest mi obce. Trzeba jednak uzmysłowić sobie to, że" język używany jest w religii w zupełnie inny sposób niż w nauce. Język religii bliższy jest językowi poezji niż językowi nauki. Człowiek byłby, co prawda, skłonny w pierwszej chwilisądzić, że w nauce chodzi o informacje o obiektywnych stanach rzeczy, a w poezji o wzbudzanie subiektywnych uczuć, Wreligii chodzi o prawdę obiektywną, powinna ona więc być poddana kryteriom prawdziwości nauki. Wydaje mi się jednak, żecały ten podział na obiektywną i subiektywną stronę świata jest tutaj dokonany za bardzo na siłę. Jeśli w religiach wszystkichczasów mówi się językiem obrazów, przypowieści i paradoksów, to nie może to oznaczać nic innego, jak tylko to, że nie mainnych sposobów ogarnięcia rzeczywistości, o któtu chodzi. Nie znaczy to jednak, że nie jest ona prawdziwą rzeczywistością. Rozbijanie tej rzeczywistości na stronę subiektywną i obiektywną niewiele może dać.Odczuwam więc jako pewne oswobodzenie naszego myślenia to, że dzięki rozwojowi fizyki w ostatnich dziesięcioleciachdowiedzieliśmy się, jak problematyczne są pojęcia 'obiektywne' i 'subiektywne'. Zaczęło się to przecież już w teoriiwzględności. Wypowiedź o równoczesności dwóch zdarzeń uchodziła wcześniej za stwierdzenie obiektywne, które można jednoznacznie przekazać w języku i przez to otwarte dla kontroli przez dowolnego obserwatora. Dzisiaj wiemy, że pojęcie'równoczesny' zawiera element subiektywny w tej mierze, że dwa zdarzenia, które spoczywający obserwator musi uznać zarównoczesne, dla obserwatora poruszającego się nie muszą koniecznie być równoczesne. Opis relatywistyczny jest jednak obiektywny o tyle, że przecież każdy obserwator może obliczyć, co stwierdził lub stwierdzi drugi obserwator. Miniowszystko od ideału obiektywnego opisu w sensie dawnej fizyki klasycznej oddaliliśmy się jednak trochę. W mechanicekwantowej odwrót od tego ideału dokonany został znacznie bardziej radykalnie. Obiektywizującym językiem w duchu fizykiklasycznej potrafimy przekazać wypowiedzi o tym, co jest faktyczne. Na przykład: w tym miejscu płyta fotograficzna jestzaczerniona, albo: tutaj utworzyły się kropelki mgły. O atomach nie mówi się przy tym. To jednak, co da się na temat przyszłości wywnioskować z tych stwierdzeń, zależy od postawienia pytań eksperymentalnych, o czym swobodnie rozstrzygaobserwator. Oczywiście ż tutaj jest obojętne, czy obserwator jest człowiekiem, zwierzęciem czy aparatem. Jednak nie możnawypowiedzieć prognozy na temat przyszłych zdarzeń bez wzięcia pod uwagę obserwatora czy środków obserwacji. W tejmierze każda sytuacja fizyczna ma cechy obiektywne i subiektywne. Obiektywny świat nauk przyrodniczych ubiegłegostulecia był, jak wiemy obecnie, idealnym pojęciem granicznym, a nie rzeczywistością. W przyszłości też wprawdzie będziekonieczne rozdzielenie strony obiektywnej i subiektywnej w przypadka każdej konfrontacji z rzeczywistością, dokonaniecięcia między tymi stronami. Położenie tego cięcia może jednak zależeć od sposobu badania., może być do pewnego stopniadowolnie wybierane. Dlatego wydaje mi się zupełnie zrozumiałe to, że o treści religii nie da się mówić obiektywizującym językiem. Okoliczność, że różne religie próbują ująć tę treść w bardzo różnych formach duchowych, nie oznacza więc żadnegozarzutu co do rzeczywistej istoty tych religii. Możliwe, że można byłoby uważać te różnorodne formy za komplementarnesposoby opisu, które wykluczają się wprawdzie wzajemnie, ale dopiero wzięte razem dają obraz bogactwa wypływającego zestosunku ludzi do całościowego powiązania.",,Jeśli tak wyraźnie odróżniasz język religii od języka nauki i języka sztuki — kontynuowałem rozmowę — to co znaczą częstotak apodyktycznie wypowiadane zdania, jak 'istnieje żywy Bóg' albo istnieje nieśmiertelna dusza'? Co znaczy słowo 'istnieje' wtym zyku? Wiemy przecież, że krytyka nauki, również krytyka Diraca, skierowana jest właśnie przeciwko takimsformułowaniom. Czy dopuścisz, aby najpierw rozważyć teoriopoznawczą część problemu, następujące porównanie:Jak wiadomo, w matematyce używamy do obliczeń jedności urojonej, pierwiastka kwadratowego z -1, na którego oznaczeniewprowadzamy literę i. Wiemy, że takiej liczby i nie ma wśród liczb rzeczywistych. Mimo to ważne gałęzie matematyki, na przykład cała teoria funkcji analitycznych, opierają się na wprowadzeniu tej właśnie jedności urojonej, to znaczy na tym, że pierwiastek z -i wtórnie jednak istnieje. Zgodzisz się chyba, jeśli powiem, że zdanie 'istnieje pierwiastek z -i' nieoznacza nic innego jak 'istnieją ważne związki matematyczne, które najprościej można przedstawić przez wprowadzenie pojęcia pierwiastek z -i'. Związki te istnieją jednak również i bez tego pojęcia. Dlatego ten rodzaj matematyki można przecież bardzo dobrze stosować praktycznie w nauce i technice. W teorii funkcji decydujące jest na przykład istnienie ważnych prawidłowości matematycznych odnoszących się do pary zmiennych ciągłych. Związki te stają się łatwiej zrozumiałe,gdy utworzy się abstrakcyjne pojęcie pierwiastek z -i, chocinie jest ono zasadniczo konieczne do zrozumienia ichociaż nie ma ono odpowiednika wśród liczb rzeczywistych. Podobnie abstrakcyjne jest pojęcie nieskończoności,odgrywające przeciteż ważrolę we współczesnej matematyce, mimo że nic mu nie odpowiada i że przezwprowadzenie go napotykamy znaczne trudności. W matematyce przenosimy się wciąż na coraz wyższy szczebelabstrakcji, zdobywając przez to jednolite zrozumienie coraz większych obszarów, Czy można byłoby, wracając do naszegowyjściowego pytania, również słowo 'istnieje' w religii uznać za przejście na wyższy stopień abstrakcji? Takie wzniesieniesię powinno nam ułatwzrozumienie powiązświata, nic więcej. Powiązania te jednak zawsze rzeczywiste,niezależnie od form duchowych, w które je próbujemy ująć."„Jeśli chodzi o teoriopoznawczą stronę problemu, to porównanie to można by chyba uznać za dobre — odpowiedział Bohr. — Pod innym względem jest ono jednak niewystarczające. W matematyce możemy wewnętrznie zachować dystans wobec treścitwierdzeń. Ostatecznie sprawa może stać się grą myśli, w której weźmiemy udział lub się wycofamy. W religii jednak chodzi onas samych, o nasze życie i naszą śmierć, zasady wiary należą do podstaw naszego działania i przynajmniej pośrednio do podstaw naszej egzystencji Nie możemy więc przyglądać się z zewnątrz nie biorąc udziału. Nie można też oddzielić naszegostanowiska w sprawach religii od naszego stosunku do społeczności ludzkiej. Jeśli religia powstała jako struktura duchowaspołeczności ludzkiej, to nie jest istotne to, czy z biegiem historii religia musiałaby być uważana za najpotężniejszą siłęspajającą społeczeństwo, czy też istniejące już społeczeństwo rozwija, wzbogaca i dopasowuje do stanu wiedzy swoją 
of 00

Leave a Comment

You must be to leave a comment.
Submit
Characters: ...

Bardzo ciekawy tekst.Dziekuję za publikację.Pozdrawiam serdecznie

You must be to leave a comment.
Submit
Characters: ...