• Embed Doc
  • Readcast
  • Collections
  • CommentGo Back
Download
 
Prolog
 
Zastrzeżona dokumentacja, dostęp wyłącznie dla upoważnionych osóbNazwa pliku 112:67B:AA6:Xad
Proszę o podanie kodu dostępu: XXXXXXXXXXWeryfikacja...Dziękuję, inkwizytorzeDokumentacja została udostępnionaZapis werbalny dokumentu videoLokalizacja: Maginor Data: 239.M41Zapis wydobyty z modułu rejestracji video serwitora, odtworzony wformie werbalnej przez Savanta Eledixa z Ordo Hereticus w archiwumInkwizycji na Fibos Secundus, 240.M41[początek zapisu video] Ciemność. Odległe dźwięki ludzkiego cierpienia.Rozbłyski światła [prawdopodobnie płomienie wylotowe broni]. Dźwięk  pośpiesznego przemieszczania się.Źródło zapisu porusza się arytmicznie, skacze. W zbliżeniu widaćkamienne ściany. Kolejny rozbłysk światła, silniejszy, bliższy. Krzyk bólu[źródło nieznane]. Ekstremalnie silny rozbłysk [utrata zapisu video na czas 2minut i 38 sekund, w tle nierozpoznawalny zapis audio]. Ponowna czytelnarejestracja obrazu.Mężczyzna [obiekt A] w długich szatach krzyczy przebiegając obok źródła zapisu [niemożliwa translacja wypowiedzi]. Obraz otoczenia: ciemnekamienne ściany [podziemia ? grobowiec ?] Tożsamość A nieznana [zapisvideo uchwycił jedynie część jego profilu]. Źródło zapisu przemieszcza siętuż za A. Obiekt A zdejmuje młot mocy z pętli zawieszonej pod szatą. Zbli-żenie obrazu na dłonie A zaciskające się na uchwycie młota. Obraz sygnetuInkwizycji. Obiekt A odwraca się w stronę źródła zapisu [twarz ukryta w półmroku]. Obiekt A mówi:Głos [A] – 
Szybciej ! Szybciej, w imię wszystkiego, co święte ! Ruszcie się i
[wypowiedź zagłuszona hukiem wystrzału]
tę przeklętą bestię !
Kolejne rozbłyski światła, jednoznacznie zidentyfikowane jako wystrzałyz broni laserowej. Antyoślepiacz źródła zapisu nie działa poprawnie [obrazstaje się nieczytelny na czas 14 sekund, następnie powoli powraca wizja].Przejście przez kamienne drzwi wiodące do przestronnej komnaty.Budulec to szary kamiw formie regularnych bloków. Źródło zapisu przystaje. W przejściu leżą ciała, kolejne są widoczne w głębi położonychza wejściem schodów. Na zwłokach widać poważne obrażenia, wręczzmiaż-dżenia. Podłoga mokra od krwi.Głos [A ?] – 
Gdzie jesteście ? Gdzie jesteście ? Pokażcie się !
Źródło zapisu ponownie się przemieszcza. Dwa ludzkie kształty poru-szają się po lewej stronie kamery [zwolniony odczyt zapisu ujawnia, że pierwszy z nich [obiekt B] jest mężczyzną w wieku około czterdziestu lat,silnie zbudowanym, noszącym kamizelkę kuloodporną Imperialnej Gwardii bez insygniów jednostki ani identyfikatora, posiadającym cechę charakte-rystyczną w postaci licznych blizn na twarzy [starych], trzymającym wrękach ciężki karabin maszynowy z taśmowym podajnikiem; drugi kształt[obiekt C] to kobieta w wieku około dwudziestu pięciu lat, szczupła, o nie- bieskawym pigmencie skóry, tatuaże i pancerz osobisty zdradzają przynależ-ność do Kultu Śmierci Morituri, w ręku trzyma miecz mocy[szacunkowa długość ostrza 45 cm]].Obiekty B i C przemieszczają się poza pole rejestracji źródła zapisu.Kamera zwraca się w ich stroObraz B i C zaangażowanych w nagłąkonfrontację z użyciem broni białej w niższej części schodów. Przeciwnicyto sześciu ludzi posiadających implanty bojowe, dwa mutanty i trzejofensywni serwitorzy [patrz załącznik w formie pliku graficznego]. B strzelaz karabinu maszynowego [wystrzały zagłuszają resztę dźwięków otoczenia].Dwaj heretycy czystej ludzkiej krwi zostają uśmierceni strzałami ciężkie-go kalibru [dym wydzielany przez rozgrzaną broń częściowo zakłóca czytel-ność obrazu]. Obiekt C pozbawia cięciem głowy jednego mutanta, skacze do przodu [brak zapisu wizualnego tego manewru, odtworzono go na podstawieścieżki dźwiękowej] i przebija ostrzem kolejnego heretyka. Źródło zapisu przemieszcza się w dół schodów.Głos [nieznany] – 
Maneesha ! Z lewej, z lewej...
Źródło zapisu rejestruje obraz obiektu C trafionego kilkakrotnie z bronienergetycznej. Obiekt C miota się konwulsyjnie, po czym zostaje rozczłon-kowany w efekcie otrzymanych ran postrzałowych. Zarejestrowany przezkamerę obraz ulega zniekształceniu wskutek unoszącej się w powietrzumgiełmgiełki powstałej z ludzkiej krwi [obiektyw kamery zostaje oczyszczony].Obiekt B wchodzi w pole rejestracji urządzenia, krzyczy, strzela z karabinumaszynowego.Rejestracja ognia krzyżowego z broni laserowej [obraz nieczytelny].[Brak zapisu video, ścieżka dźwiękowa zawiera szereg komunikatówsłownych wydanych przez różne osoby, pośród nich wiele wypowiedzia-nych krzykiem].[Obraz ponownie staje się czytelny]. Obiekt A znajduje się tuż przedźródłem zapisu, wbiegając do dużej komnaty oświetlonej lampami chemicz-nymi [twarz mężczyzny zostaje podświetlona na czas 0.3 sekundy]. ObiektA pozytywnie zidentyfikowany jako inkwizytor Hetris Lugenbrau.Lugenbrau – 
Quixos ! Quixos ! Wszystko rozstrzygniemy ostrzem mieczai świętym płomieniem. Chodź, ty potworze ! Chodź tu, sukinsynu !
Głos [nieznany] – 
 Jestem tutaj, Lugenbrau. Kharnagar czeka
.Lugenbrau [A] wychodzi poza pole rejestracji kamery. Źródło zapisuwykonuje obrót. Kamera rejestruje szereg ciał leżących na posadzce [ana-liza przeprowadzona na podstawie stopklatek pozwala zidentyfikować pozostałości obiektu B leżące pośród dziewięciu zarejestrowanych na taśmiezwłok].[Obraz staje się nieczytelny na czas 1 minuty i 7 sekund. W tle słychaćgłośne dźwięki sugerujące toczącą się walkę].[Obraz powraca]. Lugenbrau jest częściowo widoczny na krawędziobiektywu kamery po lewej stronie, zaangażowany w bezpośrednią kon-frontację. Poświata emitowana przez uderzenie wymierzone młotem mocy pali się przez kilka sekund na ekranie wyświetlacza [obraz zniekształcony].Źródło zapisu koncentruje się na Lugenbrau. Inkwizytor zaangażowanyw walkę z niezidentyfikowanym przeciwnikiem. Antagoniści poruszają sięzbyt szybko, by można było pozytywnie potwierdzić tożsamość przeciwnikaLugenbrau. Ludzkie sylwetki [przypuszczalnie członkowie świty inkwizy-tora] pojawiają się w prawej części obiektywu kamery. Głowy sylwetek eksplodują. Sylwetki padają na posadzkę.[Oślepienie urządzenia rejestrującego. Obraz nieczytelny. Nieznany czas braku zapisu wizualnego].[Obraz powraca, jest silnie zakłócony]. Widoczne rykoszety na ścianach pomieszczenia. Źródło zapisu wykonuje zbliżenie obrazu. Źródło zapisurejestruje postać inkwizytora Lugenbrau walczącego z niezidentyfikowanym przeciwnikiem [kłęby dymu silnie ograniczają widoczność]. Konfrontacja jak poprzednio jest zbyt szybka, by można było potwierdzić tożsamość nie- przyjaciela. Pulsująca struga światła [prawdopodobnie broń biała] przebijaLugenbrau. Obraz podskakuje [część obrazu ulega rozmazaniu]. Lugenbrauulega spopieleniu [ponownie całkowity zanik obrazu].[Pauza / brak zapisu przez nieznany okres czasu].[Obraz powraca]. Zbliżenie kamery na twarz spoglądającą w stronęźródła zapisu. Tożsamość postaci nieznana [obiekt D]. Obiekt D jest kla-sycznie przystojny, uśmiecha się. Ma pozbawione wyrazu oczy.Głos [D] – 
Witaj, mała istoto. Jestem Cherubael 
.Jaskrawy rozbłysk światła.Przeraźliwy krzyk [prawdopodobnie głos źródła zapisu].[Obraz znika. Koniec taśmy].
1
 
Rozdział I
Zimne przybycie.Śmierć w hibernacyjnych grobowcach.Kilka purytańskich refleksji.
Ścigając recydywistę Murdina Eyclone dotarłem na Hubris w czasieUśpienia roku 240.M41 wedle kalendarza imperialnego.Uśpienie trwa przez jedenaście miesięcy składających się na liczący dwa-dzieścia jeden miesięcy cykl roczny planety. W okresie tym jedyne żyweistoty stąpające po tym świecie to Strażnicy odziani w ogrzewane kombine-zony i dzierżący latarnie, patrolujący dzielnice hibernacyjnych świątyń.Wewnątrz lodowatych budowli wzniesionych z bazaltu i ceramitu miesz-kańcy Humbrisu spali oczekując w swych pokrytych szronem sarkofagachna nadejście Odwilży, okresu przejściowego pomiędzy Uśpieniem i Życiem. Nawet powietrze sprawiało wrażenie zestalonego lodu. Szron pokrywałgrubą warstwą monumentalne krypty, a twarda lodowa skorupa skuła bez-kres równin całego świata. Wysoko w górze gwiezdne konstelacje błyszczały na pogrążonym w wielomiesięcznych ciemnościach nieboskło-nie. Jednym z tych migoczących punktów było słońce Hubrisu, niezwykleteraz odległe. Do chwili przejścia cyklu rocznego w okres Odwilży słońce ponownie miało przeistoczyć się w gorejącą życiodajną gwiazdę.Kiedyś miało stać się płonącą na niebie kulą ognia, teraz było zaledwieiskierką w ciemnościach kosmosu.Kiedy mój wahadłowiec podchodził do lądowania w Mieście Świątyn-nym, założyłem na siebie ogrzewany kombinezon i kilka warstw ciepłej bielizny, ale mimo to wciąż dotkliwie odczuwałem przenikające mnie zimnedreszcze. Łzawiły mi oczy, a same łzy niemal natychmiast zamarzały na policzkach i nosie. Pamiętając przygotowany przez mojego savanta raport poruszający kwestie kulturowe i klimatyczne Hubrisu szybko opuściłem przyłbicę ochronnego hełmu. Poczułem jak ciepłe powietrze zaczyna krążyć pod zakrywającą twarz plastikową maską.Strażnicy, uprzedzeni o moim przybyciu za pomocą astropatycznych przekazów, oczekiwali na krańcu płyty lądowiska. Ich trzymane na długichuchwytach latarnie świeciły jasno pośród ciemności mroźnej nocy, a blask ten mieszał się z kłębami pary wydzielanej przez wywietrzniki ich ogrze-wanych kombinezonów. Ukłoniłem się i pokazałem ich dowódcy mojąodznakę. Śnieżny ślizgacz już czekał - dwudziestometrowy ostronosy po- jazd koloru rdzy poruszający się na płozach oraz wyposażonych w kolcetylnych kołach.Kiedy wyjeżdżaliśmy z lądowiska, spojrzałem przez ramię dostrzegającniknące w mroku światła pozycyjne i przywodzącą na myśl sztylet sylwetęmojego wahadłowca.Pokrywające tylne opony kolce wyrzucały w powietrze tuman rozbitegolodu tworząc za pojazdem miniaturową śnieżycę. Rozświetlony reflektoramikrajobraz sprawiał odstręczające, zimne wrażenie. Jechałem z Lores Vibbeni trzema Strażnikami w kabinie rozjaśnianej jedynie szmaragdową poświatą pokładowych instrumentów. Termowentylatory wbudowane w podstawyfoteli tłoczyły do wnętrza ślizgacza gorące powietrze.Jeden ze Strażników podał Vibben elektroniczny notes. Przesunęła po- bieżnie wzrokiem po jego wyświetlaczu i przekazała urządzenie w mojeręce. Uświadomiłem sobie, że moja przyłbica wciąż jest opuszczona. Pod-niosłem ją i zacząłem obmacywać kieszenie w poszukiwaniu okularów.Z lekkim uśmieszkiem na ustach Vibben wyjęła okulary z niewielkiejkieszonki w swym płaszczu. Wymamrotałem podziękowanie, założyłemokulary na nos i zagłębiłem się w lekturze.Kończyłem właśnie ostatni akapit tekstu, kiedy ślizgacz zahamował izatrzymał się w miejscu.- Grobowiec Dwa-Dwanaście – oświadczył jeden ze Strażników.Wysiedliśmy opuszczając ponownie na twarze przyłbice hełmów.Niesione wiatrem płatki śniegu lśniły niczym wielkie klejnoty pośródczerni nocy rozjaśnianej snopami reflektorów ślizgacza. Słyszałem jużwcześniej o zimnie przenikającym ciało do kości. Niech Imperator uchronimnie przed ponownym doświadczeniem tego potwornego uczucia. Kąsają-cy, paraliżujący chłód zdawał się mieć wręcz namacalne kształty. Każdymięsień mego ciała protestował rozpaczliwie przeciwko tak ekstremalnieniskiej temperaturze.Niemal straciłem czucie w rękach, otępiały umysł również odmawiał posłuszeństwa.Niedobrze, bardzo niedobrze.Grobowiec Dwa-Dwanaście był budowlą hibernacyjną wzniesioną nazachodnim krańcu wielkiej Alei Imperialnej. W jego wnętrzu spało dwanaś-cie tysięcy stu czterdziestu dwóch członków arystokratycznej elity rządzącejHubrisem.Ruszyliśmy w kierunku budowli wspinając się po czarnych, pokrytychwarstwą lodu schodach.Zatrzymałem się na chwilę.- Gdzie są Strażnicy tego grobowca ? – zapytałem.- Wykonują obchód – padła krótka odpowiedź.Rzuciłem okiem na Vibben i pokręciłem głową. Wsunęła dłoń pod swójfutrzany płaszcz.- Wiedzą o naszym przybyciu ? – zapytałem ponownie – Wiedzą, żechcemy się z nimi spotkać ?- Sprawdzę to – oświadczył Strażnik, który w ślizgaczu wręczył namelektroniczny notes. Ruszył w górę schodów, a fosforowa latarnia w jegoręce kołysała się rytmicznie rzucając wokół białą poświatę.Pozostali dwaj wartownicy pogrążyli się we własnych myślach.Przywołałem ruchem dłoni Vibben nakazując jej udanie się wraz ze mnąśladami dowódcy naszej eskorty.Znaleźliśmy go na dolnym tarasie grobowca, gapiącego się w niemymmilczeniu na zamarznięte ciała czterech Strażników. Leżące przy zwłokachlatarnie wciąż paliły się słabym rachitycznym blaskiem.- Co... ? – zdołał wykrztusić przez ściśnięte grozą gardło.- Wycofaj się stąd – rozkazała Vibben i wyjęła spod ubrania broń. Małyszmaragdowy run sygnalizujący odbezpieczenie mechanizmu spustowego palił się w ciemności. Wyciągnąłem z pokrowca własne ostrze, włączyłem je. Miecz zaczął mruczeć basowo.Południowe wejście do grobowca było otwarte, zza wielkich hermetycz-nych wrót sączyła się złota poświata. Moje najgorsze podejrzenia szybkostawały się rzeczywistością.Weszliśmy do środka budowli, Vibben omiatała nasze flanki lufą swej broni. Korytarz był szeroki, o wysokim suficie. Oświetlały go zawieszonena ścianach chemiczne lampy. Wdzierający się z zewnątrz chłód zaczynał już inkrustować białą warstewką lodu wypolerowane bazaltowe płyty.Kilka metrów za drzwiami następny Strażnik leżał nieruchomo w kałużykrzepnącej krwi. Przeszliśmy cicho nad jego ciałem. Po obu stronach kory-tarza pojawiły się szerokie sale wiodące do pomieszczeń hibernacyjnych.Gdziekolwiek nie zwróciłbym wzroku, widziałem rzędy pokrytych lodemkomór zapełniających bazaltowe aule.Czułem się jakbym przemierzał wnętrze gigantycznej krypty.Vibben skręciła bezszelestnie w prawą odnogę korytarza, ja wybrałemlewą. Muszę przyznać, że byłem podekscytowany perspektywą zamknięciasprawy ciągnącej się od sześciu lat. Eyclone wymykał mi się przez pełnesześć lat ! Studiowałem jego akta każdego dnia, a każdej nocy widziałem wsnach przeklętą twarz.Teraz mógłbym przysiąc, że czułem zapach tego człowieka.Podniosłem przyłbicę hełmu.Z sufitu kapała woda - woda powstała ze stopionego lodu. W grobowcuwyraźnie podnosiła się temperatura. Niektóre z rozmazanych sylwetek wi-docznych za plastikowymi pokrywami komór hibernacyjnych zaczynały poruszać się ospale.Zbyt wcześnie ! O wiele za wcześnie !Pierwszy człowiek Eyclone wpadł na mnie z zachodniej strony w chwili,gdy dostałem się na niewielkie skrzyżowanie korytarzy. Uskoczyłem z mie-czem energetycznym w dłoni i ciąłem go ukośnie w bok szyi, zanim zdążył podnieść na mnie swój oskard do kruszenia lodu.Drugi wychynął z południowej strony, trzeci z wschodniej. Za nimitłoczyli się następni. Wielu następnych.Wir błyskawicznych uników.Walcząc zaciekle usłyszałem dziką kanonadę w grobowcu na prawo odmojej pozycji. Vibben wpadła w kłopoty.- Eisenhorn ! Eisenhorn ! – w zawieszonym przy uchu komunikatorze sły-szałem jej zdyszany głos.Zwinąłem się w półobrocie i ciąłem mieczem. Moi przeciwnicy nosili nasobie ogrzewane kombinezony, w rękach trzymali narzędzia do kruszenialodu świetnie sprawdzające się w roli podręcznej broni. Ich oczy były zimnei wyprane z wszelkich uczuć. Chociaż poruszali się szybko i zwinnie, cośnienaturalnego w ich ruchach pozwalało wnioskować, że atakowali mnie bezwolnie, działając na niemy rozkaz.Energetyczny miecz, starożytna bezcenna broń pobłogosławiona przezsamego Provosta z Inxu, zawirował w mojej dłoni. Wykonując pięć płyn-nych ruchów zabiłem ich wszystkich, ale krwawa mgiełka jeszcze przezchwilę unosiła się w powietrzu.- Eisenhorn !Odwróciłem się i pobiegłem. Pod moimi butami rozpryskiwała się wodaściekająca po ścianach i tworząca na posadzce wielkie kałuże. Z przodu do- biegły kolejne strzały. I przeciągły krzyk.Znalazłem Vibben leżącą twarzą w dół na obłej tubie chłodziarki. Za-marznięta krew dziewczyny przykleiła ją do lodowatego ceramitu urządze-nia. Ośmiu ludzi Eyclone spoczywało nieruchomo na posadzce. Pistolet le-ża
2
 
żał tuż przy wyciągniętej desperacko dłoni Vibben, tuż za czubkami jej roz-wartych palców. Zużyta bateria wysunęła się częściowo z magazynka.Mam czterdzieści dwa lata, co według standardów Inkwizycji oznacza,że jestem stosunkowo młodym człowiekiem. Przez całe swe życie pracowa-łem na opinię osoby zimnej i nieczułej. Niektórzy zarzucali mi, że jestem bezlitosny czy nawet okrutny. Mylili się. Nie są mi obojętne ludzkie emocjeani głębsze uczucia. Posiadam jednak silną wolę, co moi przełożeni postrze-gają za godną szacunku zaletę. W trakcie mej kariery siła ta pozwalała miumacniać charakter chroniąc go przed załamaniem się w obliczu całego zławszechświata. Uczucia psychicznego bólu, strachu czy żalu zawsze były dlamnie luksusem, którego nader często musiałem sobie odmawiać.Lores Vibben pracowała ze mną od pięciu i pół roku. W okresie tymdwukrotnie uratowała mi życie. Postrzegała się za moją asystentkę i przy- boczną strażniczkę, w rzeczywistości jednak bardziej była zaufaną powier-niczką i towarzyszką broni. Kiedy przyjmowałem ją na służbę w klanowychslumsach Tornishu, robiłem to przez wzgląd na jej umiejętności bitewne iagresywny charakter. Szybko nauczyłem się cenić na równi z tymi cechamirównież jej bystry umysł, poczucie humoru i żywą inteligencję.Patrzyłem przez krótką chwilę na nieruchome ciało. Nie jestem pewien,czy wyszeptałem wtedy jej imię.* * * * *Wyłączyłem zasilanie miecza i wsuwając ostrze z powrotem do pokrow-ca zawróciłem w kierunku cieni zalegających pod odległą ścianą komoryhibernacyjnej.Nie słyszałem nic prócz odgłosu coraz silniejszego kapania wody. Wyją-łem z kabury pod lewą pachą pistolet, odbezpieczyłem go i włączyłem ko-munikator. Eyclone bez wątpienia monitorował wszystkie transmisje radio-we nadawane w obrębie kompleksu Dwa-Dwanaście, toteż użyłem Glossi,werbalnego kodu informacyjnego znanego wyłącznie członkom mojegozespołu. Większość inkwizytorów posiada własne sekretne formy komuni-kacji werbalnej, czasami bardzo zaawansowane. Glossia, opracowana prze-ze mnie dziesięć lat temu, przerodziła się w bardzo złożony język, którystale rozwijał się w organiczny sposób w trakcie prac zespołu.- Cierń życzy sobie Aegisa, gwałtowne bestie w dole.- Aegis, powstaje, kolory przestrzeni – odpowiedział natychmiast w ocze-kiwany przeze mnie sposób Betancore.- Różany Cierń, obfity, półksiężyc blasku płomieni.Chwila milczenia.- Półksiężyc blasku płomieni ? Potwierdź.- Potwierdzam.- Ścieżka brzytwa delphus ! Wzór kości słoniowej !- Wzór odrzucony. Wzór zasadniczy.- Aegis, powstaje.Wyłączyłem komunikator. Betancore był już w drodze. Przyjął wieści ośmierci Vibben z profesjonalnym chłodem. Ufałem, że tragedia ta nie wpły-nie negatywnie na jego działanie. Midas Betancore był pobudliwym gorąco-krwistym człowiekiem i te właśnie cechy budziły zarówno sporą część mejsympatii do niego jak i częsty niepokój.Wyślizgnąłem się spomiędzy mroku pomieszczenia z gotową do użycia bronią. Był to pistolet marki Scipio, używany przez oficerów marynarkikosmicznej, o chromowanej obudowie i rękojeści wyłożonej kością słonio-wą. Czułem wyraźnie jego ciężar w okrytej rękawicą dłoni. Magazynek mieścił dziesięć obłych pocisków ciężkiego kalibru. Cztery zapasowe ma-gazynki trzymałem w kieszeni płaszcza.Nie potrafiłem sobie przypomnieć, jak właściwie wszedłem w posiada-nie tego pistoletu. Był moją własnością od kilku lat. Pewnej nocy, trzy latatemu, Vibben zdjęła z rękojeści broni starte ceramitowe nakładki z wizerun-kiem Imperialnego Orła oraz mottem marynarki, po czym zastąpiła je włas-noręcznie wykonanymi nakładkami z kości słoniowej. W sposób powszech-nie przyjęty na Tornishu raczyła poinformować mnie o całej sprawie do- piero dnia następnego, oddając mi przerobiony pistolet. Nowe nakładki byłyszorstkie i doskonale trzymały się dłoni. Na każdej z nich widniał płaskoryt przedstawiający ludzką czaszkę przebicierniem róży, przechodzącym przez jeden z oczodołów. Z czubka ciernia kapały drobinki krwi. Vibben przykleiła do rytu malutkie kamienie karminu mające symbolizować kroplekrwi. Pod czaszką widniało moje imię wyrysowane na zwoju pergaminu.Śmiałem się odbierając z jej rąk pistolet. Później wielokrotnie byłemzbyt zakłopotany noszącą gangsterskie emblematy bronią, aby z niej sko-rzystać w trakcie akcji.Dopiero teraz, kiedy Vibben już nie żyła, uświadomiłem sobie w pełnizaszczyt, jaki w formie tego prezentu spotkał mnie z jej strony. Obiecałemsobie w myślach: zabiję Eyclone z tej właśnie broni.* * * * *Jako oddany sługa Jego Wysokości Boskiego Imperatora oraz Inkwizycji jestem całym sercem związany z nurtem filozofii amalathiańskiej. Dla resztyimperialnego społeczeństwa nasza organizacja składa się z rzeszyidentycznych osobników inkwizytor to inkwizytor, postać uosabiającastrach i władzę. Wielu poczułoby zdumienie wiedząc, że Inkwizycja samarozdarta jest przez zwalczające się wzajemnie obozy polityczne.Wiedziałem, że wiedza taka zaskoczyły Vibben. Poświęciłem kiedyś jeden długi wieczór na wyjaśnienie jej zawiłych różnic pomiędzy różnymiideologiami wyznawanymi w strukturach naszej organizacji. Nie zdołałemwyłożyć tych faktów w dostatecznie zrozumiały sposób.Tłumacząc w ogromnym skrócie sedno sprawy należy wyjaśnić, że częśćinkwizytorów jest purytanami, część zaś radykałami. Purytanie wierzą wniezmienność tradycyjnej roli Inkwizycji i walczą z wszelkimi przejawamizagrożenia dla Imperium, zwłaszcza zaś triumwiratem zła: obcymi, mutan-tami i demonami. Wszystko, co kłóci się z naukami Ministorum i literąPrawa Imperialnego zwraca baczną uwagę purytańskiego inkwizytora. Upór,konserwatyzm, bezwzględność... oto jego przymioty.Radykałowie uważają, że działanie dla dobra Imperium usprawiedliwiawykorzystanie wszelkich metod i narzędzi. Niektórzy z nich, jak mi się wy-daje, prowadzą badania nad zakazaną wiedzą i naturą samej Osnowy, chcącwykorzystać Chaos przeciwko niemu samemu i innym wrogom ludzkości.Słyszałem takie argumenty dostatecznie często. Budzą moją odrazę.Przekonania radykałów noszą w sobie piętno herezji.Jestem purytaninem z powołania i Amalathianinem z wyboru. Brutalnie proste założenia filozofii monodominacyjnej często budziły moje zacie-kawienie i częściową akceptację, jednak nigdy nie przyjąłem jej za swójwyznacznik życia ze względu na rażący brak subtelności działania.Amalathianie wzięli swą nazwę od konklawy na Mount Alamath. Nasząmisją jest utrzymanie za wszelką cenę
 status quo
Imperium, toteż pracujemyustawicznie nad identyfikacją i prewencyjną eliminacją wszystkich osób iorganizacji mogących zachwiać ład społeczny mocarstwa. Wierzymy w siłęwypływającą z jedności. Zmiany są największym wrogiem porządku. Uwa-żamy, że boski Imperator posiada swój tajemny plan, my zaś musimy utrzy-mać jedność mocarstwa do chwili, w której śmiertelnicy poznają szczegółytego planu. Tropimy wewnętrzne rozłamy i zatargi i eliminujemy je sukce-sywnie, jednakże wielką ironią okazuje się fakt, że właśnie nasza formacjanader często ulega podziałom na różne frakcje zwalczające się wzajemnie,nie tylko politycznymi metodami.Jesteśmy sprężystym kręgosłupem Imperium, jego przeciwciałami, zwal-czającymi choroby, szaleństwo, obrażenia, infekcje.Nie sądzę, by istniała służba bardziej odpowiedzialna od tej, nie sądzę, bym mógł być w życiu kimś innym niż inkwizytorem.Zatem wiecie już o mnie sporo. Gregor Eisenhorn, inkwizytor, purytanin,Amalathianin, wiek czterdzieści dwa lata, pełnoprawny inkwizytor od latosiemnastu. Jestem wysoki, dobrze zbudowany w ramionach, wytrzymały,inteligentny. Opowiedziałem już o swojej samokontroli i silnej woli, pozna-liście również mą biegłość w posługiwaniu się orężem.Cóż jeszcze mogę rzec ? Czy jestem gładko ogolony ? Rzecz jasna !Mam ciemne oczy i gęste czarne włosy. Te akurat cechy niewiele znaczą.Zbliżcie się, a opowiem wam, jak zabiłem Eyclone.
3
of 00

Leave a Comment

You must be to leave a comment.
Submit
Characters: ...
You must be to leave a comment.
Submit
Characters: ...