krok.FAJDROS. Co ty mówisz, Sokratesie poczciwy! Ty myślisz, że co Lizjasz długiczas i przywolnej głowie układał, on, pierwszy pisarz współczesny, to ja, laik, potrafię z pamięci powtórzyć, jak się należy – tak jak on? Daleko mi do tego, chociaż przyznam się, żechciałbym.Wolałbym to niż worek złota!SOKRATES. Ej, Fajdrosie! Jeżeli ja Fajdrosa nie znam, to chyba siebie samegomzapomniał.Ale ani jedno, ani drugie nie zachodzi. Doskonale wiem, że on tej mowy Lizjaszanie jedenraz słuchał, ale kilka razy. Raz po raz prosił, żeby mu powtarzać, a tamten powtarzał bardzochętnie. A temu nawet i tego nie było dość! Toteż wziął w końcu rękopis do ręki, przeglądałna nowo to, co go najwięcej pociągało. Nad tą robotą siedział od rana, zmęczył się i poszedłsię przejść. A widzi mi się, dalibóg, że wykuł mowę na pamięć; chyba że była może bardzodługa. A szedł za miasto, żeby ją przedeklamować. Spotkał po drodze człowieka,który cierpina słuchanie mów. Zobaczył go; zobaczył i ucieszył się, że będzie miał towarzyszazachwytów,i poprosił go z sobą. A kiedy go ten, rozkochany w mowach, prosi o powtórzenie,tenzaczyna robić ceregiele, że naprawdę nie ma ochoty mówić. A na końcu, gdyby goczłowiek nie był chciał po dobrej woli słuchać, byłby gwałtem był mówił. Więc, mójFajdrosie, poprośFajdrosa, żeby to, co i tak za chwilę zrobi, już teraz raczył zrobić!FAJDROS. No nie; doprawdy; to dla mnie jest ogromna korzyść – tak, jak potrafię,mówić.Tym bardziej że ty, zdaje się, nie puścisz mnie, zanim ci nie powiem; inna rzecz, jak.SOKRATES. To bardzo ci się dobrze zdaje!FAJDROS. No to już tak zrobię. Bo rzeczywiście, Sokratesie, słów zgoda nieumiem na pamięć.Tylko z treści pamiętam prawie że wszystko, czym się, jak Lizjasz mówił, różnizakochany
Leave a Comment