KORBOWACzymże jest zbrodnia, jak nie potwierdzeniem Tożsamości każdej chwili samej ze sobą. Och - dosyć mamzbrodni i samotności.
(głosem coraz bardziej kobiecym)
Weź mnie ze sobą na te kwietne łąki, gdzieśmy błękitnezbierali kwiateczki i w letnim słońcu bzykiwały bąki i miód zbierały w swe dziwne woreczki.
Mięśnie jego jakby się rozluźniają. Cała siła przechodzi na stronę Bellatrix.
BELLATRIXPatrz - tam na podniebnej skale, w którą swe kły spienione zatapia fala law, tam stanę ja, król zimnej pożogi, wktórej się Nicość ucieleśnia, i Tajemnica pokorna jak jakieś małe zwierzątko przypełznie mi do nóg, i tam podaruję ją Tobie, mój biedny Mistrzu.
(zupełnie męskim głosem)
Moja biedna kochanko.
(teraz Bellatrixcałuje Korbowę, który zmienia się na miękką, bezwładną masę ciała)
Tam rozżarzonym sokiem nieznanychowoców zagaszę twe zimne pragnienie Jedynej Jedności bez trwania...
(Korbowa mdleje i tak pozostaje. W tejchwili Bellatrix staje się kobietą i mówi tonem ironicznym.)
Nie być i być! Czyż właśnie nie wcielam słównaszego Mistrza? Czymże jest ta hiperperwersja, jak nie tym, co było przedtem, nim się wszelka perwersjanarodziła, w czasach, kiedy komórki dzieliły się nie wiedząc o pierworodnym grzechu.
Hibiscus zbliża się do niej. Cayambe, ze wzrokiem pełnym dzikiej tęsknoty zapatrzona w Bellatrix, przysłuchuje się ich rozmowie.
HIBISCUSWszystko, co mówisz, jest tylko sztucznie wydętym pęcherzem na tle tej rzeczywistości, którą mamy odegraćmy wszyscy, jako wszyscy. Przezwyciężyć życie jest głupstwem. Zrobiliśmy to dawno. Dexterowicz,Satanescu, ja i Teozoforyk. Nawet Węborek to przyznać musi na tle naszej działalności poprzedniej. Trudniejdaleko było przezwyciężyć sztukę. Jesteśmy wolni, ale żyjemy jak efemerydy. BELLATRIXCóż to znowu za żal za stałością? Nie jestem i jestem - oto jest dewiza naszego Mistrza. Widzę w tobie aż nadtorzeczy dawnych. Przez twoją sztukę życie kusi cię zza ładnego parawaniku. HIBISCUSMylisz się. Ja skończyłem. Ale czy skończyłbym również sam ze siebie nie spotkawszy Maćka - tego nie wiem.Stałość pewnej zmienności - oto co mnie niepokoi. A nie Sztuka- zanadto jestem wyprztykany: dziewięćsymfonii, trzy opery - a zresztą, po co mam wyliczać. Dramat, który się staje między samymi tonami, znudziłmnie tak samo jak ich wyraz życiowy. Wszystko jest wyczerpane. Nie - stąd nie przychodzi niebezpieczeństwo.Ono jest w samej istocie naszych zasad. BELLATRIX
Leave a Comment