2
Ogólnopolska gazeta Platformy Obywatelskiej listopad 2008
ZPRASY
Biuletyn przeznaczony do użytkuwewnętrznego, kolportowany bezpłatnie.Wydawca:
Platforma Obywatelska RPul. Andersa 21, 00-159 Warszawa
Redakcja:
Elżbieta Misiak-Bremer
(redaktor naczelna)
Adam Wiewiorowski
(dystrybucja)Projekt i opracowanie graficzne:
Jacek Gałązka, exPresswww.ex-press.com.pl
Adres do korespondencji:
ul. Marszałkowska 87 m. 8500-683 Warszawae-mail: poglos@platforma.org
P
O
OGÓLNOPOLSKAGAZETAPLATFORMYOBYWATELSKIEJ
O niewielkich różnicach między Prezydentem Rzeczypospolitej a sułtanem Brunei
R
óżnic między prezydentem Le- chem Kaczyńskim a sułtanem Brunei jest niewiele. Obaj są niewielkiej postury (sułtan nawet nieco szczuplejszy), obaj uważają się za naj- ważniejsze osoby w państwie (sułtan nawet taką jest), obaj mieszkają w pa- łacach (sułtan nawet we własnym) i obaj – tu opieram się na nie do końca sprawdzonych doniesieniach – lubią trufle.Na tym podobieństwa się kończą,gdyż zaczyna się problem logistyczny: jak spowodować, aby każdy z dostoj- nych konsumentów znalazł swoje trufle.W wypadku sułtana Brunei zasto- sowano system konwencjonalny. Trufle dostarcza się do stołu, przy którym sie- dzi sułtan. Lech Kaczyński natomiast zostaje dostarczany do stołu, na którym są trufle. Trufle lecą do sułtana pry- watnym odrzutowcem, prezydent do trufli leci czarterem.Sułtan, aby zjeść trufle, wyraża ochotę zjedzenia trufli. Prezydent, aby zjeść trufle, wyraża ochotę rozmowy na temat Gruzji.O ile trufle można jeść wszędzie, o tyle na temat Gruzji nie da się wszę- dzie pogadać i w tym punkcie prezy- dent musi się boleśnie ograniczać. Tym bardziej, iż zdarza się, że prezydencki wywiad przegapi miejsce, w którym się właśnie rozmawia o Gruzji i kieruje prezydenta w miejsce, gdzie są tylko trufle. Wówczas cała misternie sple- ciona sieć uzasadnień pruje się bezli- tośnie, obnażając prezydenta przy truflach.Niestety, tak było i ostatnio. O Gruzji rozmawiano, ale w Genewie. Awłaściwie zamierzano rozmawiać, bo do rozmów nie doszło. Rosjanie uza- sadnili to brakiem delegacji Abchazji i Południowej Osetii, ale to było zwykłe dyplomatyczne mydlenie oczu. Bez Lecha Kaczyńskiego wszystkie próby rozmów o Gruzji skazane są dziś na niepowodzenie. Rosjanie dobrze o tym wiedzą, tylko nie chcą się przyznać.Ewidentnie komuś zależało na tym, aby Hektora Kaukazu trzymać z dala od tej konferencji. Kiedy nie wia- domo komu, to na pewno Mossadowi.To izraelski wywiad zataił przed sze- fem prezydenckiej kancelarii, że w Ge- newie także można dostać trufle. I w ten sposób zwabiono prezydenta do Brukseli.O Gruzji nie pogadał, ale i tak spodobało mu się i już grozi, że na na- stępny szczyt też pojedzie. Może by więc ministrowie spraw zagranicznych Unii ustalili na roboczym spotkaniu zakaz podawania trufli na szczytach UE? Można też zrobić odwrotnie – wszędzie tam, gdzie osoba Lecha Ka- czyńskiego jest pożądana – podawać trufle. Najlepiej w Pałacu Namiestni- kowskim – codziennie.Nie chciałbym jednak, aby ktoś od- niósł wrażenie, że za trufle prezydent Lech Kaczyński zrobi wszystko. Na pewno nie. W końcu pan prezydent ma zasady. Otóż jest taka hipotetyczna sy- tuacja, w której Lech Kaczyński odda swoją ostatnią truflę. Mało tego - jakby akurat jej nie miał, to nawet ją za- mówi, żeby oddać. Kiedy? Wtedy, gdy tą truflą mógłby udła- wić Lecha Wałęsę.
Andrzej Kołaczkowski
FELIETONPOLEMIKI
eśli ta partia (PiS – red.) uprze się,że rozstrzyga referendum, uwa-żam, że trzeba je przeprowadzićwiosną przyszłego roku. Nie możemyryzykować, że wejdziemy do tej dwu-letniej poczekalni i dopiero potemprzeprowadzimyreferendum,któredana przykład wynik negatywny. Niejestem entuzjastą referendum, uwa-żam, że w tym przypadku to jest złerozwiązanie, ale być może okaże sięjedynym.
Nowe expose, wywiad z premieremDonaldem Tuskiem, Polityka, 4.10.2008
Referendum – złe,ale może konieczneZdrowie – bezcenne,leczenie – kosztujePOgłos tylko w PO
Szanowna Redakcjo,w internecie nie mogę znaleźć infor-macji , jak zaprenumerować POgłos.
Bolesław Piątek, Bytom
Redakcja:
Szanowny Panie,POgłos otrzymują wszyscy członkowie PO poprzez jej struktury terenowe,a mamy nadzieję, że już niedługo wzo- rem Małopolski – do domu.
Prezydent dobrzewie, co robi
J
eśli chcemy, by konstytucja cośznaczyła, trzeba poprzeć Plat-formę w sporze z prezydentem.Nie można tak samo oceniać prezy-denta, który ustawę zasadniczą igno-ruje i premiera, który się jej trzyma.Słyszałem pokrzykiwania posłówSLD,jaktoprawicasiękłóci,lekcewa-żąc interes kraju. Oni przecież wiedzą,że w tej „kłótni” nie ma zastosowaniaporzekadło „wart Pac pałaca”, a z par-tyjniackich względów się nim posłu-gują,właśnielekceważącintereskraju.Dominika Wielowieyska zdu-miona postępowaniem prezydenta wsprawie pomostówek zapytała: czyprezydent wie, co robi? Wie dosko-nale.Natomiastniewiedzącikomen-tatorzy, którzy w sporach międzyprezydentemipremieremdostrzegają tylko kłótnię dwu polityków, ewen-tualnie za wczesną kampanię wybor-czą i nic więcej. Czas otworzyć oczy.
Waldemar Kuczyński, Rzeczpospolita, 13.10.2008
LISTYDOREDAKCJI
W gnieździe mamy kukułkę polityczną, która się rozpycha,a gniazdo się broni
Waldemar Kuczyński
FOTO EN
MędrekZiemkiewicz
W
ielu „mędrców” nie możeznieśćsytuacji,wktórejdoeuropejskiego grona mąd-rychludzizaproszonoLecha Wałęsę.Można jeszcze zrozumieć prezydentaprofesora, który ma pełne niechęcizaszłości ze swoim poprzednikiem.AlekiedyRafałZiemkiewicz zapluwasię na „tego Wałęsę”, że nie potrafipowiedzieć „ani be, ani me, ani ku-kuryku”, to granica swobodnej głu-poty zostaje jaskrawo przekroczona.Panie Ziemkiewiczu, w czasach,kiedy pan nosił koszulę w zębach,wszyscy najmądrzejsi wiedzieli, żekomuny nie da się obalić. Wałęsatego nie wiedział. I niech mi nikt niemówi, że to nie Wałęsa, a 10 czynawet 15 milionów ludzi. GenerałPatton zauważył, że ludzkie tłumy są jak makaron, można je za sobą po-ciągnąć, nie daje się pchać. Wałęsapociągnąć potrafił. Jak to nie jestmądrość, to co nią jest?
E.M-B
A
jakby tak w Polsce nie byłourzędu prezydenta? Bo wła-ściwie do czego jest po-trzebny prezydent? Żebyprzyjmował, reprezentował, podpi-sywał, mianował? A tego nie móg-łby robić premier czy kanclerz?Może lepszy byłby król? Bardziejmalowniczy i z małym dworem, za-miast kilkusetosobowej kancelarii.Dobardzokonkretnychsumnautrzymanie tego urzędu i wieluseturzędników, do pałaców i prezy-denckich rezydencji, do kosztu wy-borów, trzeba doliczyć honorariapłacone ekspertom za analizy kon-stytucji,honoraria dlapolitologówidziennikarzy za komentowaniesporów i wreszcie zmarnowanyczasmilionówludzi, którzyzajmują się problemem, którego w ogólemogłoby nie być.Bez awantur na linii prezydent-premier polityka byłaby bardziej jasna i zrozumiała. Prości Amery-kanie dawno wpadli na taki pomysłi zafundowali sobie tylko prezy-denta, bez premiera. Takie rozwią-zanie też wydaje się niezłe.Nie jesteśmy jedynym pań-stwem, które sobie funduje zawłasnepieniądzekłopotwynikającyz dwuwładzy. Nie umiem wymyślić,cotoczyłobysięwnaszympaństwiegorzej, gdyby prezydenta nie było.Doskonale za to potrafię sobie wy-obrazić, o ile byłobylepiej bez nieu-stannej gry o prezydenturę, bezwieloletnichkampaniiwyborczych,bez całej tej zawieruchy.
E.M-B
Po co nam ten urząd?
Ś
więtyogieńwoku,wzruszeniewgardle.Idramatycznepytanie:czymożnazarabiaćnaczyjejśchoro-bie?Apotemstrachitrwoga:prywatneszpitale nie będą chciały wykonywaćzabiegów, któresięnieopłacają.Według takiego schematu toczyłasię debata na temat reformy służbyzdrowia,awszczególnościprzekształ-cania obecnie niczyich szpitali współki prawa handlowego, czyli takie,które mają właściciela i ten właścicielumie liczyć koszty.Na chorobie zarabia cały prze-mysł farmaceutyczny, lekarze, pielęg-niarki i wszyscy, którzy nie pracują przy chorych za darmo. Zarabia sięna chorobie i na pieczeniu chleba, na– za przeproszeniem – toalecie, doktórej też za darmo nie wpuszczą.A jak się kończy wykonywanietego, co się nie opłaca, wiedzą wszyscy, którzy pamiętają czasy real-nego socjalizmu, kiedy odgórna cenabyła oderwana od oddolnego kosztu.Socjalizm przepadł. Widocznie niewe wszystkich głowach.
E.M-B
Pierwszy myśliwy
P
rezydent nie ma przecież już nicdo stracenia. Jego notowania są słabe, a szansa na reelekcję zni-koma. Pozostaje mu więc tylko prowo-kować premiera i liczyć, że będziepopełniałbłędy.Atooznacza,żerolesięodwróciły,bodotejporytopolitycyPOlubowali się w drażnieniu Lecha Ka-czyńskiego. Prezydent więc z łownejzwierzyny zmienia się w myśliwego.
MariuszStaniszewski,Polska,27.10.2008
Leave a Comment