"Mo
Ŝ
e powinnam co
ś
zrobi
ć
? W ko
ń
cu ta chwila, której tak długo oczekiwałam, w ko
ń
cu nadeszła".Przez czas jaki
ś
obserwowała w skupieniu, co dzieje si
ę
wokół. Chmury zbierały si
ę
nad miasteczkiem, ale ju
Ŝ
nie słycha
ć
było
Ŝ
adnego odgłosu burzy. Jako,
Ŝ
e niegdy
ś
była dobr
ą
katoliczk
ą
, nadal nie wierzyła wgusła i zabobony, zwłaszcza te wywodz
ą
ce si
ę
z tradycji Yiscos, której korzenie si
ę
gały cywilizacji Celtów,zamieszkuj
ą
cych niegdy
ś
te ziemie."Piorun to przecie
Ŝ
naturalne zjawisko przyrody. Gdyby Bóg chciał porozumie
ć
si
ę
z lud
ź
mi, si
ę
gn
ą
łby po
ś
rodki bardziej bezpo
ś
rednie".W chwili gdy ta my
ś
l przemkn
ę
ła jej przez głow
ę
, rozległ si
ę
znowu trzask pioruna, tym razem znaczniebli
Ŝ
ej. Berta wstała, zabrała krzesło i weszła do domu, zanim spadły pierwsze krople deszczu. Teraz jednak jej serce przeszył l
ę
k, którego nie umiała sobie wytłumaczy
ć
."Co tu pocz
ąć
?".Zapragn
ę
ła, by nieznajomy natychmiast st
ą
d odszedł. Za stara ju
Ŝ
była, by pomóc sobie samej, całemumiastu czy - tym bardziej - Wszechmocnemu, który przecie
Ŝ
wybrałby sobie kogo
ś
młodszego, gdybypotrzebował wsparcia. Wszystko to było jakim
ś
urojeniem. Pewnie m
ąŜ
z z nudów wymy
ś
la, czym mogłaby jako
ś
zabi
ć
czas.Ale to,
Ŝ
e widziała demona, co do tego nie miała najmniejszej w
ą
tpliwo
ś
ci. Demona z krwi i ko
ś
ci, wprzebraniu pielgrzyma.W hotelu był sklep z regionalnymi specjałami, restauracja serwuj
ą
ca miejscowe dania oraz bar, gdziespotykali si
ę
mieszka
ń
cy Yiscos, by wymienia
ć
pogl
ą
dy na nie
ś
miertelne tematy, takie jak pogoda czyoboj
ę
tno
ść
młodych na to, co dzieje si
ę
w ich rodzinnej miejscowo
ś
ci. "Dziewi
ęć
miesi
ę
cy zimy i trzymiesi
ą
ce piekła", jak zwykli byli mawia
ć
, gdy
Ŝ
w ci
ą
gu niespełna dziewi
ęć
dziesi
ę
ciu dni musieli wykona
ć
cał
ą
prac
ę
na roli: zaora
ć
ziemi
ę
, zasia
ć
ziarno, poczeka
ć
, a
Ŝ
wzejdzie, zebra
ć
plon, zwie
źć
siano, u
Ŝ
y
ź
ni
ć
gleb
ę
i na dodatek ostrzyc owce.Wszyscy mieszka
ń
cy Yiscos mieli
ś
wiadomo
ść
,
Ŝ
e z daremnym uporem czepiaj
ą
si
ę
Ŝ
ycia w
ś
wiecie, którytak naprawd
ę
ju
Ŝ
przemin
ą
ł. Trudno im było pogodzi
ć
si
ę
z faktem,
Ŝ
e s
ą
ostatnim pokoleniem rolników ipasterzy, od wieków zamieszkuj
ą
cych okoliczne tereny. Wcze
ś
niej czy pó
ź
niej zjawi
ą
si
ę
tu maszyny,zwierz
ę
ta b
ę
dzie si
ę
hodowa
ć
gdzie
ś
daleko st
ą
d, karmi
ą
c je specjaln
ą
pasz
ą
, miasto zostanie sprzedanewielkiej zagranicznej firmie, która pewnie przerobi je na narciarski kurort.Stało si
ę
tak z innymi okolicznymi miejscowo
ś
ciami, ale Yiscos stawiało zaci
ę
ty opór, spłacało bowiemdług wobec swej przeszło
ś
ci, wobec silnej tradycji przodków, którzy niegdy
ś
tu mieszkali i wyznawalizasad
ę
,
Ŝ
e trzeba walczy
ć
do ko
ń
ca.Nieznajomy przeczytał uwa
Ŝ
nie formularz hotelowy, zastanawiaj
ą
c si
ę
, jak go wypełni
ć
. Wiedział,
Ŝ
e jegoakcent mo
Ŝ
e zdradzi
ć
, i
Ŝ
pochodzi z Ameryki Południowej, wi
ę
c zdecydował si
ę
na Argentyn
ę
, bo byłkibicem reprezentacji piłkarskiej tego kraju. W rubryce "adres" wpisał ulic
ę
Colombia, bo znał skłonno
ść
mieszka
ń
ców Ameryki Południowej do oddawania sobie nawzajem hołdów, nadaj
ą
c wa
Ŝ
nym miejscomnazwy z s
ą
siednich krajów. Nazwisko sławnego w minionym wieku terrorysty podał jako swoje własne.W ci
ą
gu niespełna dwóch godzin ka
Ŝ
dy z dwu stu osiemdziesi
ę
ciu jeden mieszka
ń
ców Yiscos do wiedziałsi
ę
,
Ŝ
e przybył do nich Carlos, urodzony w Argentynie, zamieszkały w Buenos Aires przy zacisznej uliczceColombia. Małe miasteczka maj
ą
to do siebie,
Ŝ
e nie trzeba nadto si
ę
wysila
ć
, by wszyscy w okamgnieniupoznali czyje
ś
Ŝ
ycie osobiste ze szczegółami.A o to wła
ś
nie chodziło przybyszowi.Wszedł po schodach do swojego pokoju i wyj
ą
ł Z plecaka cał
ą
zawarto
ść
. Miał troch
ę
ubra
ń
, maszynk
ę
dogolenia, dodatkow
ą
par
ę
butów, witaminy, aspiryn
ę
, gruby zeszyt, w którym prowadził notatki, i jedena
ś
ciesztabek złota, po dwa kilogramy ka
Ŝ
da. Wyczerpany napi
ę
ciem i dług
ą
wspinaczk
ą
zasn
ą
ł niemalnatychmiast, zastawiwszy jednak uprzednio drzwi krzesłem, mimo i
Ŝ
dobrze wiedział,
Ŝ
e mo
Ŝ
e zaufa
ć
ka
Ŝ
demu z dwustu osiemdziesi
ę
ciu jeden mieszka
ń
ców Yiscos.Nast
ę
pnego ranka zjadł
ś
niadanie, zostawił w recepcji rzeczy do prania, zapakował z powrotem do plecakasztabki złota i ruszył w kierunku górskich szczytów. Po drodze zobaczył jedynie siedz
ą
c
ą
przed domem iprzygl
ą
daj
ą
c
ą
mu si
ę
z zaciekawieniem staruszk
ę
.
Leave a Comment