mowy! - wykrzykn Pete.
��
- Ciocia si stara - rozemia si Jupiter - ale nawet ona nie moe
� � � � �
przegoni ze skadu wszystkich szczurw.
� � �
Ciocia Jupitera bya osob gron i prowadzia skad zomu elazn rk.
� � � � � � � � � � �
Jej m, Tytus, spdza wikszo czasu w rozjazdach, poszukujc nowego towaru.
�� � � � �� �
Jupe, wczenie osierocony, mieszka z wujostwem, odkd sigaa jego pami.
� � � � � ��
- Chodcie, moe ciocia Matylda da nam wszystkim drugie niadanie. - Jupe
� � �
skierowa si do biura skadu, ale gdy znaleli si bliej gwnej bramy, zwolni
� � � � � � �� �
kroku. - Chopaki, czy widzielicie ju przedtem ten samochd?
� � � �
Bob i Pete spojrzeli w kierunku otwartej bramy. Naprzeciw niej, po drugiejstronie ulicy sta zielony mercedes.
�
- Zauwayem go, kiedy tu podjeda - mwi Jupiter z namysem. - A
� � � � � � � �
raczej si podtoczy i w kocu stan.
� � � ��
- No to co, Jupe? - powiedzia Pete. - Samochd moe si tu zatrzyma.
� � � � �
Moe przyjecha jaki klient.
� � �
- Moliwe - przyzna Jupe. - Ale nikt z niego nie wysiada i myl, e
� � � � �
widziaem ju ten sam samochd rano. Przejeda koo bramy rwnie wolno.
� � � � � � � �
- Czekajcie! - zawoa Bob. - Ja go te chyba widziaem! Jak godzin
� � � � �� �
temu jechaem tu rowerem, a ten samochd sta na ulicy za skadem.
� � � �
- Moe to oni ukradli moje niadanie!
� �
- Pewnie to midzynarodowy gang zodziei niada - powiedzia Bob z
� � � � �
powag.
�
- Przesta ju z tym niadaniem - burkn Jupiter niecierpliwie, nie
� � � ��
spuszczajc oczu z samochodu. - Jeli go nie zjade, to tak jak mwi Bob: szczury
� � � � �
je zjady. Miabym ochot si dowiedzie, czego tu szuka ten samochd.
� � � � � �
Bob si umiechn.
� � ��
- Moe czekaj na nastpn okazj, eby ukra kanapk z szynk.
� � � � � � �� � �
- Tak, Bob, wyglda, e na co czekaj - powiedzia Jupiter. - Przekonajmy
� � � � �
si.
�
Jupiter zazwyczaj dopatrywa si tajemnicy niemal we wszystkim i, co
� �
najdziwniejsze, przewanie mia racj! Bob i Pete od dawna przestali podawa w
� � � �
wtpliwo jego najbardziej szalone przeczucia. Czasami byy mylne, ale bardzo
� �� �
rzadko.- Pete, cofniesz si w gb skadu i przekradniesz si potem w poblie
� �� � � �
bramy - wydawa teraz instrukcje. - Ukryjesz si i bdziesz obserwowa samochd.
� � � � �
Bob i ja wyjdziemy ze skadu tyem, przez Czerwon Furtk Korsarza, i okrymy
� � � � ��
skad od zewntrz. Bob, ty pjdziesz w lewo, ja w prawo. Bdziemy obserwowa
� � � � �
samochd ze wszystkich stron.
�
Pete skin gow. Odczeka, a przyjaciele wymkn si ukrytym wyjciem w
�� � � � � � � �
pocie na tyach skadu. Nastpnie, kluczc midzy stertami zomu, przekrad si
� � � � � � � � �
wzdu ogrodzenia do gwnej bramy. Wyjrza ostronie. Mercedes sta wci na
� � �� � � � ��
miejscu. W rodku siedziao dwch mczyzn. Pete cofn si szybko. Pooy si na
� � � � �� � � � � �
brzuchu i podczoga z powrotem do bramy. Nie podnoszc si, wyjrza ponownie.
� � � � �
- Dzie dobry! Co zgubie? Moe ci pomc?
� � � � � �
Pete przekn lin. W bramie, dokadnie nad jego gow, sta tgi,
� �� � � � � � � �
silnie opalony mczyzna w przewiewnym ubraniu. Mia brzowe, kdzierzawe wosy,
� � � � �
mae niebieskie oczy i umiecha si uprzejmie. By wyranie ubawiony widokiem
� � � � � �
czogajcego si na brzuchu Pete'a.
� � �
- Ja... ja... - wyjka Pete, czujc si omieszony - zgubiem pik.
� � � � � � � �
Szu... szukam jej.- adna pika si tdy nie potoczya - powiedzia mczyzna z powag.
� � � � � � � �
- Chyba poleciaa w inn stron - Pete podnis si niepewnie.
� � � � � �
- Pech - opalony mczyzna rozoy miejscow map drogow. - Moe bdziesz
� � � � � � � � �
mg nam pomc. Chyba zabdzilimy.
� � � �� �
Pete dopiero teraz zauway, e drzwi zielonego mercedesa s otwarte, a
� � � �
wewntrz siedzi tylko jedna osoba. Tgi facet skin gow w stron samochodu.
� � �� � � �
- Zdaje si, e jedzilimy w kko. Do gupio, nie? Staralimy si
� � � � � �� � � �
znale wasz star misj.
�� � � �
Leave a Comment