ROZDZIAŁ 1
Zbliżający się do pełni księżyc wisiał nisko na nocnym niebie.W jego świetle nawet ujarzmione przez człowieka, ciche ispokojne pola zmieniały się w tajemniczą krainę srebrnego blasku i cieni. Za każdym źdźbłem trawy, spieczonym na złoty brąz przez trwające od dwóch miesięcy letnie upały, wyrastałsmukły, czarny sobowtór. Krzaki przy płocie, schronienie dlaistot zbyt strachliwych, by zapuszczać się na otwartą przestrzeń,zaszumiały, a potem zamilkły, jakby skrywające się w nichnocne stworzenie wróciło do swoich spraw.Spore stado owiec, których ostrzyżone runo przybierało wświetle księżyca mlecznobiałą barwę, przycupnęło w rogu łąkiniczym wzgórze z białego kamienia. Czasem tylko gdzieś poruszyła się jakaś szczęka, gdzie indziej zwierzę, które niedawało już rady stać nieruchomo nawet podczas snu, zastrzyg-ło uchem lub drgnęło. Wzgórze to nagle ożyło, gdy kilka główuniosło się, a arystokratyczne nozdrza wciągnęły powiew zefiru.Owce znały stworzenie, które przemknęło przez płot na łąkę. bochociaż były niespokojne, patrzyły, jak się zbliża, bardziej zzaciekawieniem niż lękiem.Ogromna czarna bestia zatrzymała się, żeby obsi-kać słupek, potem zrobiła kilka kroków w głąb pola i usiadła, oglądając sięopiekuńczo na owce. Coś w jej sylwetce, w kształcie łba mówiłowyraźnie „wilk", podczas gdy maść, rozmiary, szerokość klatki piersiowej oraz reakcja stada uparcie powtarzały „pies".Przekonana, że wszystko jest tak, jak być powinno, bestiazaczęła biec wzdłuż płotu. Łaciaty ogon merdał niczymwskazówka, księżyc znaczył jej gęstą sierść lśniącymi pasmami.Przyśpieszyła, przeskoczyła przez oset - bardziej dla samejradości skakania niż dlatego, że był przeszkodą na drodze - i przemknęła przez niżej położony koniec pastwiska.
Leave a Comment