mleka i śmietany, po czym wrócił dociężarówki. Opodal rozległ się donośny gwizdzwiastujący godzinę piątą - to Rocky, kumpelSpike'a, jak codzień otwierał pralnię. Spikezamyślił się na chwilę, wyobrażając sobie jak Rocky uruchamia swoje maszyny pralnicze w parnym, gorącym powietrzu, i uśmiechnął się.Możliwe, że zobaczą się niedługo. Może jeszcze dziś wieczór... gdy wykona dostawę.Spike zapuścił motor i ruszył w drogę. Z poplamionego krwią rzeźniczego haka wsuficie kabiny zwisało tranzystorowe radyjko.Włączył je i dyskretne dźwięki muzyki splotłysię z warkotem silnika gdy podjeżdżał dodomu państwa McCarthy. Karteczka od paniMcCarthy była tam gdzie zawsze, wciśnięta wszparę skrzynki na listy. Była krótka itreściwa: CzekoladaSpike wyjął długopis, nabazgrał na kartceZamówienie wykonane i wcisnął ją z powrotem w szparę. Potem wrócił dociężarówki. Mleko czekoladowe stało wdwóch chłodziarkach, wygodnie ustawionychtuż na brzegu, blisko tylnych drzwi, ponieważw czerwcu wszyscy je zamawiali. Mleczarzzerknął na chłodziarki, sięgnął poza nie iwydobył pusty karton po mlekuczekoladowym, który leżał w przeciwległymrogu. Karton był naturalnie brązowy.Rozbrykany młodzieniec harcował nadnapisem informującym konsumenta, żeopakowanie zawiera NAPÓJ MLECZNYCRAMERA POŻYWNY I DOSKONAŁY WSMAKU PODAWAĆ NA ZIMNO LUB NAGORĄCO FRAJDA DLA DZIECIAKÓW!Spike ustawił karton na skrzynce z mlekiem.Odgarnął okruchy lodu aż dotarł do słoika pomajonezie. Podniósł go i zajrzał do środka.Tarantula poruszyła się, choć niemrawo,otępiała od zimna. Spike zdjął zakrętkę i przechylił słoik nad otwartym kartonem. Pająk podjął nieudolną próbę wdrapania się poszklanej ściance, ale bez rezultatu. Wpadł do pustego kartonu z tłustym plaśnięciem.Mleczarz zamknął starannie karton, umieścił wswoim nosidełku i podbiegł do drzwi państwaMcCarthy. Pająki były jego ulubionymtowarem, pająki były najlepsze, nawet jeślitylko on był tego zdania. Dzień, kiedy mógłdostarczyć pająka był dla Spike'a szczęśliwym
Leave a Comment