Okrutnie go to ubawiło, a kiedy już przestałsię śmiać, zapytał, czy mam jeszcze piwo wlodówce. Powiedziałem mu, że nie mam.Zamierzam posłać Wyattowi egzemplarz tejksiążki z adnotacją: "Nie powiem Ci, iledostałem za tę książkę, ale powiem Ci, conastępuje: do tej chwili "Edytor tekstu"przyniósł mi trochę ponad dwa tysiące trzystadolarów netto, i to nie licząc tych siedmiusetsześćdziesięciu dziewięciu dolarów ipięćdziesięciu centów, z których tak nabijałeśsię w moim domu nad jeziorem". Podpiszę się:"Nieboraczek", i dodam postscriptum: "Miałemwtedy mnóstwo piwa. Raczyłem się nim jeszczedługo po Twoim odjeździe".To powinno go załatwić.2.Tyle że tak naprawdę wcale nie chodzi opieniądze. Jasne, dwa tysiące dolarów za"Edytor tekstu" sprawiło mi nielichą frajdę,ale tak samo ucieszyłem się z czterdziestudolarów, które dostałem za "WizerunekKosiarza", które ukazało się w "StartlingMystery Stories", albo z dwunastu gratisowychegzemplarzy czasopisma otrzymanych zamiasthonorarium za "Zjawi się tygrys", kiedyopowiadanie to opublikowano w "Ubris",literackim periodyku Uniwersytetu Maine. (Jakoosobnik o łagodnym usposobieniu zawszeprzypuszczałem, że "ubris" to slangowa odmianasłowa "hubris").To znaczy, pieniądze są w porządku. Nieuciekajmy całkowicie w krainę fantazji(przynajmniej na razie). Kiedy moje opowiadaniazaczęły w miarę regularnie pojawiać się wmęskich czasopismach takich jak "Cavalier","Dude" i "Adam", miałem dwadzieścia pięć lat, amoja żona dwadzieścia trzy. Mieliśmy równieżdziecko, drugie było w drodze. Przezpięćdziesiąt, sześćdziesiąt godzin tygodniowopracowałem w pralni, gdzie zarabiałem dolara isiedemdziesiąt pięć centów na godzinę. Nie dasię nawet powiedzieć, że dysponowaliśmy wtedyjakimś budżetem; nasze życie przypominałoraczej Marsz Śmierci na Bataan1. Czeki zhonorariami za te opowiadania (płacono dopieropo publikacji, nigdy po zaakceptowaniu przezredakcję) zjawiały się zawsze w porę, żebyśmymogli kupić antybiotyki dla dziecka albozapłacić zaległy rachunek za telefon. Powiedzmysobie szczerze: pieniądze są potrzebne. Jakpowiada Lily Cavenaugh w "Talizmanie" (nienapisałem tego ja, lecz Peter Straub): "Nigdynie jest się za szczupłym ani za bogatym".
Leave a Comment