• Embed Doc
  • Readcast
  • Collections
  • CommentGo Back
Download
 
Artur Czesak, 30.06.2008,
Mowa Górnoślązaków – nowe otwarcie? 
Strona 1
Artur Czesak
MOWA GÓRNO
Ś
L
Ą
ZAKÓW — NOWE OTWARCIE?
1
 
Ś
wiadom historyczno
ś
ci chwili, wdzi
ę
czny za zaproszenie na t
ę
 konferencj
ę
, na własn
ą
odpowiedzialno
ść
podejmuj
ę
refleksj
ę
nadobecn
ą
sytuacj
ą
j
ę
zyka Górno
ś
l
ą
zaków.Pragn
ę
zwróci
ć
uwag
ę
na kilka kwestii, które s
ą
według mnie istotne ipodej
ś
cie do nich oraz sposób ich rozwi
ą
zania mo
ż
e zawa
ż
y
ć
naprzyszło
ś
ci
ś
lónskyj godki 
.O
ś
mielam si
ę
zabiera
ć
głos doradczy, nawołuj
ą
cy przede wszystkim doszacunku dla faktów i działa
ń
pozytywnych na rzecz niew
ą
tpliwegodobra, jakim jest ka
ż
dy j
ę
zyk miejscowy, nios
ą
cy w sobie bogactwodziedzictwa historycznego i kulturalnego, samym swoim istnieniempowi
ę
kszaj
ą
cy „ekoró
ż
norodno
ść
ś
rodowiska j
ę
zykowego
ś
wiata.
1. Paralele 1922 — 1989 — 2008
Trudno o zarysowanie w kilku słowach historii j
ę
zykowej
Ś
l
ą
skaminionego stulecia — to zadanie na przyszło
ść
. Tak
ż
e zamiast próbybilansu proponuj
ę
rzut oka w przeszło
ść
, na graniczny dla „katowickiej”cz
ęś
ci Górnego
Ś
l
ą
ska rok 1922.Tu
ż
przed uroczystym wkroczeniem wojsk polskich na rozszerzony popowstaniach w stosunku do wyników plebiscytu obszar przyznanejPolsce cz
ęś
ci Górnego
Ś
l
ą
ska prof. Kazimierz Nitsch (1874
 ‒
1958),wybitny j
ę
zykoznawca, autor
Dialektów polskich 
Ś
ą
ska 
(1909), zamie
ś
ciłw czasopi
ś
mie „J
ę
zyk Polski” artykuł pt.
O poszanowanie odr 
ę
bno 
ś
ci prowincjonalnych 
. Tekst ten, w zamierzeniu popularny, nie wszedł dokanonu lektur polonistycznych, nie został tak
ż
e powtórzony wobszernym, czterotomowym wyborze prac Nitscha (1954
 ‒
1958).Proroczy — nie waham si
ę
tak go nazwa
ć
— ów tekst popadł wzapomnienie, a ostrze
ż
enia sformułowane przez autora u proguniepodległej Polski nie znalazły posłuchu, co po 85 latach ze smutkiemstwierdzam. Oto fragmenty odnosz
ą
ce si
ę
do Górnego
Ś
l
ą
ska:
Jednem z bardzo pospolitych w Polsce zjawisk jest lekcewa
ż
enie, je
ś
li nie pogarda, dla j
ę
zykawarstw ludowych. Kto nie mówi j
ę
zykiem ksi
ąż
kowym, ten mówi po polsku
ź
le — oto normalne uj
ę
cierzeczy. A skoro mówi
ź
le, to go trzeba albo poprawia
ć
albo... wy
ś
miewa
ć
.Chocia
ż
takie zapatrywanie i płyn
ą
ce z niego czyny s
ą
fałszywe, to jednak zwykle niema przyczynydo rozdzierania z tego powodu szat. Zjawisko to wyst
ę
puje nietylko na tem polu i nietylko u nas (cho
ć
 u nas raczej w stopniu silniejszym), jest wi
ę
c naturalnym objawem ró
ż
nic społecznych.Bywaj
ą
jednak chwile wyj
ą
tkowe, w których zwykłe zjawisko nabiera warto
ś
ci zasadniczej, w których
1
Tekst opublikowany w:
Ś
ą
sko godka. Materiały z konferencji „
Ś
ą
sko godka – jeszcze gwara czy  jednak ju 
ż 
ę
zyk” z 30 czerwca 2008 roku 
, pod red. Jolanty Tambor, Wyd. Gnome, Katowice 2008, s.15–30 oraz w czasopi
ś
mie „
Ś
l
ů
nsko Nacyjo” nr 8 (18), august 2008, s. 2–20.
 
Artur Czesak, 30.06.2008,
Mowa Górnoślązaków – nowe otwarcie? 
Strona 2
drobne napozór niewła
ś
ciwo
ś
ci urastaj
ą
do znaczenia przest
ę
pstw. Tak
ą
epok
ę
pod wzgl
ę
dem j
ę
zyka prze
ż
ywamy obecnie, musimy wi
ę
c sobie u
ś
wiadomi
ć
,
ż
e
ę
dy dzi
ś
na tem polu popełnianefatalnie si
ę
mog
ą
odbi
ć
w przyszło
ś
ci.Oto wracaj
ą
do Polski dzielnice, od pokole
ń
od niej odł
ą
czone, a przez to te
ż
j
ę
zykowo mniej z ni
ą
 zasymilowane. Mimo odr
ę
bno
ś
ci swych narzeczy rozumiały one zawsze wspóln
ą
zasadnicz
ą
jedno
ść
 i do tej jedno
ś
ci d
ąż
yły. Ale cho
ć
si
ę
z rado
ś
ci
ą
ł
ą
cz
ą
z
 
cało
ś
ci
ą
narodu, to jednak zupełnie słusznienie chc
ą
by
ć
uwa
ż
ane za cz
ęś
ci gorsze, mniej polskie, oczywi
ś
cie tak
ż
e na tym punkcie, co jestnajwidoczniejszym polsko
ś
ci symbolem: na punkcie j
ę
zyka. Dlatego wszelkie wy
ś
miewanie si
ę
  j
ę
zykowe dotyka ich gł
ę
boko i zra
ż
a. Jakto? Niemcy (a podobnie i Rosjanie), o ile nie wmawiali wnich,
ż
e cały j
ę
zyk polski nic nie wart, to przynajmniej twierdzili,
ż
e dialekt kaszubski czy
ś
l
ą
ski nie jest prawdziw
ą
polszczyzn
ą
, tylko czem
ś
ska
ż
onem, a w dodatku zmieszanem z niemczyzn
ą
 (»wasser-polnisch«) — a tu Polacy, przybywaj
ą
cy z innych cz
ęś
ci Polski, s
ą
tego samego zdania? ciPolacy, co przecie
ż
jako swoi, lepiej powinni zrozumie
ć
,
ż
e na Kaszubach i
Ś
l
ą
sku mówi si
ę
tak, jaksi
ę
mówi
ć
nauczyło od tych ojców i dziadów, co pokoleniami wła
ś
nie w mowie, jak w niczem innem,przechowywali sw
ą
narodow
ą
przynale
ż
no
ść
? Nietrudno zrozumie
ć
,
ż
e tego rodzaju wra
ż
enie mo
ż
esi
ę
bardzo łatwo wyrodzi
ć
w gł
ę
bok
ą
niech
ęć
.[...]Tak wi
ę
c Kaszuby i
Ś
l
ą
sk s
ą
jedynemi wi
ę
kszemi dzielnicami Polski, które podlegaj
ą
drwinom nie za j
ę
zyk literacki, ale za sw
ą
pierwotn
ą
, ludow
ą
mow
ę
polsk
ą
. Dlaczego si
ę
tak dzieje? Bo t. zw.inteligentny ogół przewa
ż
nie poj
ę
cia nie maj
ą
c o istocie j
ę
zyka, uto
ż
samia go z j
ę
zykiem pisanym, awszelkie ró
ż
nice od niego uwa
ż
a za zepsucie. Nie wie on zwykle o tej elementarnej prawdzie,
ż
e j
ę
zyk literacki jest wytworem drugorz
ę
dnym, powstałym z jednego czy z kilku narzeczy ludowych,które wi
ę
c nie s
ą
objawem jego spaczenia, ale, naodwrót, jego podstaw
ą
. Im wi
ę
cej odr
ę
bnychszczepów zrosło si
ę
niegdy
ś
w jeden naród, tem wi
ę
cej ma j
ę
zyk narodowy tych pierwotnieszczepowych odr
ę
bno
ś
ci, narzeczy; maj
ą
ich wi
ę
c sporo wła
ś
nie wszystkie wi
ę
ksze j
ę
zyki. St
ą
d unas prowincjonalizmy wielkopolskie, kujawskie, małopolskie, mazowieckie;
ż
e one mniej ra
żą
, to tylkodlatego,
ż
e w wi
ę
kszym stopniu weszły w skład j
ę
zyka literackiego i
ż
e
ś
my si
ę
z niemi bardziej z
ż
yli,ni
ż
z pomorskiemi (kaszubskiemi) i
ś
l
ą
skiemi; nie wynika z tego jednak, by drugie z nich nie były te
ż
 najistotniej polskie.Normalnym biegiem rzeczy jest powolne cofanie si
ę
dialektów, z drugiej strony jednak pozostaj
ą
onewiecznie
ż
ywem
ź
ródłem odmładzaj
ą
cem j
ę
zyk literacki, który, zwyci
ęż
aj
ą
c naogół pod wzgl
ę
dembudowy gramatycznej, czerpie jednak z narzeczy
ś
wie
ż
szy materjał słownikowy. T
ę
rol
ę
mowyludowej zna si
ę
dot
ą
d tylko z udziału w j
ę
zyku ogólnym narzecza podhala
ń
skiego. Tak dalecepowszechnie uznano je za pi
ę
kne,
ż
e chyba ju
ż
do wyj
ą
tków nale
ż
y ten pi
ę
tnowany przezWitkiewicza nauczyciel ludowy, co swoj
ą
jak
ąś
podmiejsk
ą
gwar
ę
szerzy na gruncie archaicznego amimo to niesłychanie
ż
ywotnego narzecza Podhala. Narzecze to wtargn
ę
ło przecie i do j
ę
zykakulturalnego:
ź 
lebach, smrekach, kurniawach, sosr 
ę
bach 
i
gazdach 
mówi
ą
nietylko poeci(Kasprowicz nawet ‘Boga’ nazywa
Gazd 
ą
 ),
ale nawet zwykli inteligenci lubi
ą
czasem o nich
ugwarzy 
ć 
,
by wspomnieniem Tatr i górali urozmaici
ć
szarzyzn
ę
codziennego
ż
ycia i j
ę
zyka.[...] Czy
ż
np.
ś
l
ą
skie
dziecio 
nie jest milsze od
dziecka,
a tamtejsze
moc, k 
ę
s,
ć 
ma, godnie 
nie s
ą
 
ż
ywsze od bezbarwnego
du 
ż 
?
 
Nawet w gramatyce:
ś
l
ą
skie
byłech, robilibychmy 
przypominaj
ą
 przecie
ż
wiek XVI [...]Kto wie, czy po podhala
ń
skiem nie przyjdzie moda na narzecze kaszubskie lub
ś
l
ą
skie? Cho
ć
by za
ś
 nie przyszła, to i tak jako pierwotne narzecza polskie nie zasługuj
ą
one na drwiny, ale przynajmniejna
ż
yczliwe zrozumienie. Nawet wobec germanizmów, o ile nie s
ą
bardzo ra
żą
ce, nale
ż
y zachowa
ć
 wyrozumiało
ść
: bo 1) mo
ż
na si
ę
jednak czasem co do tego pomyli
ć
, a 2) czy my,
ż
yj
ą
cy w warunkacho tyle lepszych, nie mamy ich te
ż
sporo? Najlepsz
ą
za
ś
drog
ą
do usuni
ę
cia ich b
ę
dzie bezpo
ś
redniez reszt
ą
Polski współ
ż
ycie.Tymczasem, có
ż
si
ę
dzieje? Oto mi
ę
dzy napływaj
ą
c
ą
do tych dzielnic »inteligencj
ą
« jest spora liczba jednostek, przej
ę
tych rol
ą
»cywilizatorów« tak
ż
e, czy zwłaszcza na polu j
ę
zykowem. A
ż
e, przy zwy-kłym braku wykształcenia j
ę
zykoznawczego, pospolicie uwa
ż
a si
ę
za dobr
ą
t
ę
posta
ć
j
ę
zyka, któr
ą
 si
ę
samemu włada lub z któr
ą
si
ę
z
ż
yło, przeto przybyszowi czasem a
ż
włosy staj
ą
d
ę
bem ze zgrozynad »zepsuciem« mowy miejscowej; innym razem nie mo
ż
e si
ę
powstrzyma
ć
z tego samego powoduod gł
ę
bokiego politowania lub od bezwzgl
ę
dnych kpin. W ten sposób zra
ż
aj
ą
nowych obywateliRzeczypospolitej tak przelotni letnicy, jak i wi
ę
cej lub mniej stali wojskowi i urz
ę
dnicy.[...]Skutki tego znane s
ą
i z dawniejszych czasów, z przed wojny. Oto Kaszubi, wy
ś
miewani za sw
ą
 odr
ę
bn
ą
mow
ę
przez Polaków, i to tak przez przybywaj
ą
cych z za kordonu jak przez Pozna
ń
czykówa nawet przez miejscow
ą
polsk
ą
inteligencj
ę
, zamiast mówi
ć
»
ź
le« po polsku, woleli mówi
ć
»dobrze«po niemiecku;
ż
e na Kaszubach było to jednym z powodów szerzenia si
ę
niemczyzny, cho
ć
by
 
Artur Czesak, 30.06.2008,
Mowa Górnoślązaków – nowe otwarcie? 
Strona 3
powodem drugorz
ę
dnym, to nie ulega w
ą
tpliwo
ś
ci.Naprawd
ę
, bardzoby si
ę
pod tym wzgl
ę
dem przydało urz
ę
dowe pouczenie dla wszystkich z innychstron przybywaj
ą
cych urz
ę
dników, nauczycieli i wojskowych. Trzebaby je wyda
ć
zaraz, bo mimoautonomji
Ś
l
ą
ska bez w
ą
tpienia napłynie tam sporo pa
ń
stwowych pracowników z innych dzielnic, aod ich zachowania si
ę
w znacznej mierze zale
ż
e
ć
b
ę
dzie zadowolenie lub niezadowolenie
Ś
l
ą
zakówz nowego układu stosunków.[...]Niech wi
ę
c ka
ż
dy Polak zrozumie,
ż
e s
ą
ż
ne, genetycznie równorz
ę
dne narzecza polskie, i
ż
eujmowanie ka
ż
dej ich odr
ę
bno
ś
ci jako »zepsucie« lub wpływ obcy, a co za tem idzie, lekcewa
ż
enie, anawet wy
ś
miewanie, przewa
ż
nie nie
ś
wiadczy dobrze o umysłowo
ś
ci wy
ś
miewacza, a z punktuwidzenia narodowego nieobliczalne przynie
ść
mo
ż
e szkody.
Skoro jest ju
ż
po szkodzie, i to nieobliczalnej „z punktu widzenianarodowego” (mo
ż
na j
ą
mierzy
ć
przede wszystkim liczb
ą
powojennychemigrantów), czas dla Polaka — mimo wszystko — na refleksj
ę
inabywanie m
ą
dro
ś
ci.Jako gorzk
ą
pociech
ę
poczytuj
ę
sobie to,
ż
e uczony, który j
ę
zyk polski i jego dialekty badał przede wszystkim bezinteresownie naukowo, mimo
ż
e „wychowanie domowe predestynowało” go „niejako przede wszystkimna «patriot
ę
»” (Nitsch 1960: 21), zagro
ż
enia owe widział i niesolidaryzował si
ę
w najmniejszym stopniu z niedouczonymi„polonizatorami” i
kulturträgerami 
na modł
ę
zagł
ę
biowsk
ą
czy galicyjsk
ą
,których cech
ą
wspóln
ą
było poczucie wy
ż
szo
ś
ci wzgl
ę
dem
ś
l
ą
skiejkultury i jej uczestników tudzie
ż
instrumentalne traktowanie tych
ż
e wimi
ę
ekonomicznych i militarnych zapatrywa
ń
na dobro ojczyzny.Niekonsekwencj
ą
było i jest uznawanie
ś
l
ą
skiej mowy za j
ą
dropolszczyzny i zarazem stawianie sobie za punkt honoru wykorzenienianawet fonetycznych wła
ś
ciwo
ś
ci
ś
l
ą
skich w
ż
yciu publicznym, a nahistoryczny paradoks zakrawa,
ż
e owa „konserwatywna” i „archaiczna”mowa, o której przetrwaniu przez sze
ść
wieków oddzielenia
Ś
l
ą
ska odPolski wielokrotnie mówiono jako o fenomenie zachowywania polsko
ś
ciwła
ś
nie, jest współcze
ś
nie, w Polsce niepodległej, w stanie zagro
ż
enia.Mo
ż
na i nale
ż
y ten fakt postrzega
ć
w perspektywie stałego słabni
ę
cia„j
ę
zyków wernakularnych”, niemniej jednak daje si
ę
te
ż
dostrzec (w
ż
nych krainach Europy) silne, sensowne, skoordynowane, prowadzonez pasj
ą
i talentem działania zmierzaj
ą
ce do rewitalizacji i rozwoju tych
ż
e j
ę
zyków. Takowych za
ś
działa
ń
na
Ś
l
ą
sku jest mało, je
ś
li za
ś
s
ą
, toamatorskie.
2. Nowo
ść
sytuacji
Tytułowe „nowe otwarcie” postrzegam jako moment krytycznegoprzewarto
ś
ciowania odchodz
ą
cych w przeszło
ść
(cho
ć
nie w niebyt)utrwalonych i zakrzepłych w zrytualizowanych zwrotach pewnych formdyskursu politycznoj
ę
zykowego i społecznego. Poniewa
ż
cz
ęść
formułnie jest ju
ż
prawdziwa, a cz
ęść
z nich nigdy prawdziwa nie była,
of 00

Leave a Comment

You must be to leave a comment.
Submit
Characters: ...
You must be to leave a comment.
Submit
Characters: ...