Artur Czesak, 30.06.2008,
Mowa Górnoślązaków – nowe otwarcie?
Strona 2
drobne napozór niewła
ś
ciwo
ś
ci urastaj
ą
do znaczenia przest
ę
pstw. Tak
ą
epok
ę
pod wzgl
ę
dem j
ę
zyka prze
ż
ywamy obecnie, musimy wi
ę
c sobie u
ś
wiadomi
ć
,
ż
e bł
ę
dy dzi
ś
na tem polu popełnianefatalnie si
ę
mog
ą
odbi
ć
w przyszło
ś
ci.Oto wracaj
ą
do Polski dzielnice, od pokole
ń
od niej odł
ą
czone, a przez to te
ż
j
ę
zykowo mniej z ni
ą
zasymilowane. Mimo odr
ę
bno
ś
ci swych narzeczy rozumiały one zawsze wspóln
ą
zasadnicz
ą
jedno
ść
i do tej jedno
ś
ci d
ąż
yły. Ale cho
ć
si
ę
z rado
ś
ci
ą
ł
ą
cz
ą
z
cało
ś
ci
ą
narodu, to jednak zupełnie słusznienie chc
ą
by
ć
uwa
ż
ane za cz
ęś
ci gorsze, mniej polskie, oczywi
ś
cie tak
ż
e na tym punkcie, co jestnajwidoczniejszym polsko
ś
ci symbolem: na punkcie j
ę
zyka. Dlatego wszelkie wy
ś
miewanie si
ę
j
ę
zykowe dotyka ich gł
ę
boko i zra
ż
a. Jakto? Niemcy (a podobnie i Rosjanie), o ile nie wmawiali wnich,
ż
e cały j
ę
zyk polski nic nie wart, to przynajmniej twierdzili,
ż
e dialekt kaszubski czy
ś
l
ą
ski nie jest prawdziw
ą
polszczyzn
ą
, tylko czem
ś
ska
ż
onem, a w dodatku zmieszanem z niemczyzn
ą
(»wasser-polnisch«) — a tu Polacy, przybywaj
ą
cy z innych cz
ęś
ci Polski, s
ą
tego samego zdania? ciPolacy, co przecie
ż
jako swoi, lepiej powinni zrozumie
ć
,
ż
e na Kaszubach i
Ś
l
ą
sku mówi si
ę
tak, jaksi
ę
mówi
ć
nauczyło od tych ojców i dziadów, co pokoleniami wła
ś
nie w mowie, jak w niczem innem,przechowywali sw
ą
narodow
ą
przynale
ż
no
ść
? Nietrudno zrozumie
ć
,
ż
e tego rodzaju wra
ż
enie mo
ż
esi
ę
bardzo łatwo wyrodzi
ć
w gł
ę
bok
ą
niech
ęć
.[...]Tak wi
ę
c Kaszuby i
Ś
l
ą
sk s
ą
jedynemi wi
ę
kszemi dzielnicami Polski, które podlegaj
ą
drwinom nie za j
ę
zyk literacki, ale za sw
ą
pierwotn
ą
, ludow
ą
mow
ę
polsk
ą
. Dlaczego si
ę
tak dzieje? Bo t. zw.inteligentny ogół przewa
ż
nie poj
ę
cia nie maj
ą
c o istocie j
ę
zyka, uto
ż
samia go z j
ę
zykiem pisanym, awszelkie ró
ż
nice od niego uwa
ż
a za zepsucie. Nie wie on zwykle o tej elementarnej prawdzie,
ż
e j
ę
zyk literacki jest wytworem drugorz
ę
dnym, powstałym z jednego czy z kilku narzeczy ludowych,które wi
ę
c nie s
ą
objawem jego spaczenia, ale, naodwrót, jego podstaw
ą
. Im wi
ę
cej odr
ę
bnychszczepów zrosło si
ę
niegdy
ś
w jeden naród, tem wi
ę
cej ma j
ę
zyk narodowy tych pierwotnieszczepowych odr
ę
bno
ś
ci, narzeczy; maj
ą
ich wi
ę
c sporo wła
ś
nie wszystkie wi
ę
ksze j
ę
zyki. St
ą
d unas prowincjonalizmy wielkopolskie, kujawskie, małopolskie, mazowieckie;
ż
e one mniej ra
żą
, to tylkodlatego,
ż
e w wi
ę
kszym stopniu weszły w skład j
ę
zyka literackiego i
ż
e
ś
my si
ę
z niemi bardziej z
ż
yli,ni
ż
z pomorskiemi (kaszubskiemi) i
ś
l
ą
skiemi; nie wynika z tego jednak, by drugie z nich nie były te
ż
najistotniej polskie.Normalnym biegiem rzeczy jest powolne cofanie si
ę
dialektów, z drugiej strony jednak pozostaj
ą
onewiecznie
ż
ywem
ź
ródłem odmładzaj
ą
cem j
ę
zyk literacki, który, zwyci
ęż
aj
ą
c naogół pod wzgl
ę
dembudowy gramatycznej, czerpie jednak z narzeczy
ś
wie
ż
szy materjał słownikowy. T
ę
rol
ę
mowyludowej zna si
ę
dot
ą
d tylko z udziału w j
ę
zyku ogólnym narzecza podhala
ń
skiego. Tak dalecepowszechnie uznano je za pi
ę
kne,
ż
e chyba ju
ż
do wyj
ą
tków nale
ż
y ten pi
ę
tnowany przezWitkiewicza nauczyciel ludowy, co swoj
ą
jak
ąś
podmiejsk
ą
gwar
ę
szerzy na gruncie archaicznego amimo to niesłychanie
ż
ywotnego narzecza Podhala. Narzecze to wtargn
ę
ło przecie i do j
ę
zykakulturalnego:
o
ź
lebach, smrekach, kurniawach, sosr
ę
bach
i
gazdach
mówi
ą
nietylko poeci(Kasprowicz nawet ‘Boga’ nazywa
Gazd
ą
),
ale nawet zwykli inteligenci lubi
ą
czasem o nich
ugwarzy
ć
,
by wspomnieniem Tatr i górali urozmaici
ć
szarzyzn
ę
codziennego
ż
ycia i j
ę
zyka.[...] Czy
ż
np.
ś
l
ą
skie
dziecio
nie jest milsze od
dziecka,
a tamtejsze
moc, k
ę
s,
ć
ma, godnie
nie s
ą
ż
ywsze od bezbarwnego
du
ż
o
?
Nawet w gramatyce:
ś
l
ą
skie
byłech, robilibychmy
przypominaj
ą
przecie
ż
wiek XVI [...]Kto wie, czy po podhala
ń
skiem nie przyjdzie moda na narzecze kaszubskie lub
ś
l
ą
skie? Cho
ć
by za
ś
nie przyszła, to i tak jako pierwotne narzecza polskie nie zasługuj
ą
one na drwiny, ale przynajmniejna
ż
yczliwe zrozumienie. Nawet wobec germanizmów, o ile nie s
ą
bardzo ra
żą
ce, nale
ż
y zachowa
ć
wyrozumiało
ść
: bo 1) mo
ż
na si
ę
jednak czasem co do tego pomyli
ć
, a 2) czy my,
ż
yj
ą
cy w warunkacho tyle lepszych, nie mamy ich te
ż
sporo? Najlepsz
ą
za
ś
drog
ą
do usuni
ę
cia ich b
ę
dzie bezpo
ś
redniez reszt
ą
Polski współ
ż
ycie.Tymczasem, có
ż
si
ę
dzieje? Oto mi
ę
dzy napływaj
ą
c
ą
do tych dzielnic »inteligencj
ą
« jest spora liczba jednostek, przej
ę
tych rol
ą
»cywilizatorów« tak
ż
e, czy zwłaszcza na polu j
ę
zykowem. A
ż
e, przy zwy-kłym braku wykształcenia j
ę
zykoznawczego, pospolicie uwa
ż
a si
ę
za dobr
ą
t
ę
posta
ć
j
ę
zyka, któr
ą
si
ę
samemu włada lub z któr
ą
si
ę
z
ż
yło, przeto przybyszowi czasem a
ż
włosy staj
ą
d
ę
bem ze zgrozynad »zepsuciem« mowy miejscowej; innym razem nie mo
ż
e si
ę
powstrzyma
ć
z tego samego powoduod gł
ę
bokiego politowania lub od bezwzgl
ę
dnych kpin. W ten sposób zra
ż
aj
ą
nowych obywateliRzeczypospolitej tak przelotni letnicy, jak i wi
ę
cej lub mniej stali wojskowi i urz
ę
dnicy.[...]Skutki tego znane s
ą
i z dawniejszych czasów, z przed wojny. Oto Kaszubi, wy
ś
miewani za sw
ą
odr
ę
bn
ą
mow
ę
przez Polaków, i to tak przez przybywaj
ą
cych z za kordonu jak przez Pozna
ń
czykówa nawet przez miejscow
ą
polsk
ą
inteligencj
ę
, zamiast mówi
ć
»
ź
le« po polsku, woleli mówi
ć
»dobrze«po niemiecku;
ż
e na Kaszubach było to jednym z powodów szerzenia si
ę
niemczyzny, cho
ć
by
Leave a Comment