Welcome to Scribd, the world's digital library. Read, publish, and share books and documents. See more
Download
Standard view
Full view
of .
Look up keyword
Like this
4Activity
0 of .
Results for:
No results containing your search query
P. 1
Andrzej Mularczyk - Gwiazdy w kałużach - 1957 (zorg)

Andrzej Mularczyk - Gwiazdy w kałużach - 1957 (zorg)

Ratings: (0)|Views: 755 |Likes:
Published by biblioteka_zorga
Małe miasteczko na Mazurach. Życie płynie tam jednostajnie - wszystko, co nie przewidziane, wydaje się już niepokojące. Szczególnie władzom.
Tak samo i w szkole. W organizacji ZMP wszyscy byli jednakowi, nijacy, bez twarzy. Wszyscy posługiwali się tym samym żargonem: „Wicie, rozumiecie, tę sprawę trzeba postawić na zarządzie”. Robili zebrania. Były martwe, a mimo to w każdym sprawozdaniu figurowała „ożywiona dyskusja”. Nikt się nie dziwił, każdy wiedział, z czego się to bierze. Wiedział o tym najlepiej Kleofas Z. Był przewodniczącym koła w IX klasie. Nieraz organizował dyskusje.
Sam zresztą nienawidził tego z całej duszy. Nienawidził metody tej „pracy po linii”, które usprawiedliwiały szantaż („Wicie, rozumiecie, bo my was na prezydium wezwiemy, musisz przygotować referat, bo będzie źle”), a zamiast argumentów podawały formuły.
Po co więc zadawał sobie gwałt?
Po co to robił? Działanie martwej atmosfery było właśnie takie, że kto tylko zaczął nią oddychać, tracił twarz, musiał być podobny do wszystkich. I dlatego Kleo urządzał pogadanki dla pionierów, uświadamiał dzieci, że współzawodnictwo pracy skraca drogę do socjalizmu, że walka klasowa się zaostrza, że w Polsce ludowej produkuje się tyle a tyle traktorów. Dziewięcioletnie pędraki siedziały, słuchały, a potem szły smutne do domu. Matki pytały:
- Co mieliście na zbiórce?
- O traktorach - odpowiadali malcy i zabierali się do „Świata Młodych”, żeby przeczytać o... traktorach.
Małe miasteczko na Mazurach. Życie płynie tam jednostajnie - wszystko, co nie przewidziane, wydaje się już niepokojące. Szczególnie władzom.
Tak samo i w szkole. W organizacji ZMP wszyscy byli jednakowi, nijacy, bez twarzy. Wszyscy posługiwali się tym samym żargonem: „Wicie, rozumiecie, tę sprawę trzeba postawić na zarządzie”. Robili zebrania. Były martwe, a mimo to w każdym sprawozdaniu figurowała „ożywiona dyskusja”. Nikt się nie dziwił, każdy wiedział, z czego się to bierze. Wiedział o tym najlepiej Kleofas Z. Był przewodniczącym koła w IX klasie. Nieraz organizował dyskusje.
Sam zresztą nienawidził tego z całej duszy. Nienawidził metody tej „pracy po linii”, które usprawiedliwiały szantaż („Wicie, rozumiecie, bo my was na prezydium wezwiemy, musisz przygotować referat, bo będzie źle”), a zamiast argumentów podawały formuły.
Po co więc zadawał sobie gwałt?
Po co to robił? Działanie martwej atmosfery było właśnie takie, że kto tylko zaczął nią oddychać, tracił twarz, musiał być podobny do wszystkich. I dlatego Kleo urządzał pogadanki dla pionierów, uświadamiał dzieci, że współzawodnictwo pracy skraca drogę do socjalizmu, że walka klasowa się zaostrza, że w Polsce ludowej produkuje się tyle a tyle traktorów. Dziewięcioletnie pędraki siedziały, słuchały, a potem szły smutne do domu. Matki pytały:
- Co mieliście na zbiórce?
- O traktorach - odpowiadali malcy i zabierali się do „Świata Młodych”, żeby przeczytać o... traktorach.

More info:

Published by: biblioteka_zorga on Jul 29, 2009
Copyright:Attribution Non-commercial

Availability:

Read on Scribd mobile: iPhone, iPad and Android.
download as PDF, TXT or read online from Scribd
See more
See less

05/11/2014

pdf

text

original

 
 
 
Gwiazdy w kałużach
 
 Andrzej Mularczyk 
Wielkie S
łońce boi się swego cienia
 
 Reportaż o wolnym człowieku
 
Czy i 
śd rgą Paramnwa? Piszą
ten
rzpaczliwy list, gyż czuję, że zbliża się chwila, w której ppełnięzbrnię. Chcąc wyjaśnid, jak skłatany mój umysł 
wla szły  teg stanu, muszę zacząd wszystk   pczątku...
 
Tak zaczyna
ł się
 
list. A t pczątek pwieści  jeg autrze.
 IMa
łe
m
iasteczk na Mazurach. Życie płynie tam jenstajnie
- wszystko, co nie
przewiziane, wyaje się już niepkjące. Szczególnie włazm.
 Tak samo i w szkole. W organizacji ZMP wszyscy byli jednakowi, nijacy, bez twarzy. Wszyscy pos
ługiwalisię tym samym żargnem: „Wicie, rzumiecie, tę sprawę trzeba pstawid na zarzązie”
. Robili zebrania.
Były martwe, a mim t w każym sprawzaniu figurwała „żywina yskusja”. Nikt się nie ziwił,każy wieział, z czeg się t bierze. Wieział  tym najlepiej Klefas Z. Był przewniczącym kła w IXklasie. Nieraz rganizwał yskusje.
 Sam zreszt
ą nienawiził teg z całej uszy. Nienawiził met
dy tej
pracy po linii
”, które
usprawiedliwia
ły szantaż („
Wi
cie, rzumiecie, b my was na prezyium wezwiemy, musisz przygtwadreferat, b bęzie źle”), a zamiast argumentów pawały frmuły.
 Po co
więc zaawał sbie gwałt?
 
P c t rbił? ziałanie martwej atmsfery był właśnie takie, że kt tylk zaczął nią ychad, traciłtwarz, musiał byd pbny  wszystkich. I lateg Kle urzązał pgaanki la pinierów, uświaamiałzieci, że współzawnictw pracy skraca rgę  scjalizmu, że walka klaswa się zastrza, że w
Polsce ludowej produkuje
się tyle a tyle traktrów. ziewięciletnie pęraki sieziały, słuchały, a ptemszły smutne  mu. Matki pytały:
 -
C mieliście na zbiórce?
 - O traktorach - odpowiadali malcy i zabierali
się
do
„Świata Młych”, żeby przeczytad ... traktrach.
 Nuda rozci
ągała się jak nieb
-
wszechbecna, prawmyślna, bezpieczna. Była jak gruba materia,krępująca każy gwałtwny ruch, utkana z frmuł, zasa i gmatów. A młśd chce przecież ruchu.Prawem młści jest ruch wybraźni i myśli.
 Oni chcieli co
ś przeżyd, a tu kazał się, że nic nie trzeba samzielnie krywad
-
wszystk już ustaln ipan  wierzenia. Nawet głupiec miał praw czud się mąrym, b spraw teg świata mógł się
nauczy
d
 
niczym ziesięciu przykazao; tym łatwiej zresztą, że były zapatrzne w klrwe schematy w
ramach
propagandy wizualnej
”. Byd pbnym
do reszty -
t czeg wymagała  nieg rzeczywistśd.
 Dlatego Kleo ucieka
ł  pezji. Tam mógł mied swje krycia, swją twarz. Pisał wiersze, chwał jewstyliwie, wysyłał grące, a zarazem nieśmiałe listy  Ilefnsa Gałczyoskieg. Umiał na pamiędMajakwskieg. U Majakwskieg był bunt i lateg Kle kchał
jego poezj
ą. Ale pezja należała
do
przeżyd sbistych. Z klegami Kle snuł
marzenia o dalekich i dziwnych przygodach.
 
W P. stoj
ą ruiny stareg krzyżackieg zamku. W książce przeczytali, że p zamkiem ciągną się lchy.Pstanwili je naleźd. Zapatrzyli się w latarki, żywnśd, sznury
 
i ruszyli na wyprawę. Narazali się,ług błązili, wreszcie znaleźli rgę. Z wielkimi wzruszeniem psuwali się ciemnym krytarzem. Nakocu miast skarbu czekał ich rzczarwanie: lchy kazały się ściekiem kanalizacji miejskiej...
 
Łaknęli przygy. Na
 
lekcjach wymieniali p ławkami książki Baxtera, May'a, Zane'a Greya, KrystynaWana, Curwa, Cnan yle'a. Rmantyka przygy ziała jak pium. Jakże barwne wyawał siężycie pwieściwych bhaterów na tle cziennej szarści P. lateg zaczęli uciekad za miast, by tamstwrzyd własny świat
-
świat przygy.
 Chodzili nad jezioro. Tam mieli swoje przej
ście wśró bagna i kęp trawy, które prwazał ich nazarśniętą wyspę. Byli na niej bezpieczni, gyż bcemu na rze stawała wa. A im wystarczył zjądbuty i zawinąd spnie  klan, by p ukrytych p wą belkach stad się na swją własną częśdświata. Czuli się jej włacami.
 Na wyspie byli ju
ż innymi luźmi niż w szkle. Lenkiewicz przestawał byd przewniczącym zarząu
szkolnego ZMP, a nazywa
ł się Apstł (był katlikiem); Urbanwicz nsił przymek elfin, aBiałbrzeski
-
Hmer (ze wzglęu na zamiłwanie  starżytnści i filzfii
-
raz p raz eklamwał
fragmenty
Commentarii de bello Gallico
lub
Sulmo mihi patria...
” Owiiusza). Oszcza
kiewicza
nazywan krótk
F
ak (skrót  fakir; pza malwaniem jeg pasją były
wszelkie sztuczki: po
łykałgwźzie, wbijał szpilki w pliczki i puszczał uszami ym). Kle zwał się umnie: Wielkie Słoce. Byłrzeczywiście wielki
-
sięgał framugi rzwi i wciąż jeszcze c rku wyrastał ze swich ubrao. Miał jasnewłsy i jasne czy. Gy sptykali się na wyspie, malwał na piersiach uże słoce. I tak zstał; WielkieSłoce.
 Nie tylko on si
ę malwał. Wszyscy chcieli zrzucid swją starą skórę. Malwali się więc
i przebierali
cuacznie. Zakłaali na siebie prześcierała
- byli fakirami; przyszywali do spodni tasiemki - byli
Inianami; nakłaali szerkie kapelusze
-
byli cwbyami; brali w zęby kuchenne nże
- byli piratami...
Gyby ktś ał im chlamiy
- byliby Gr
ekami. Cóż t za rzksz ta niegraniczna ilśd wcieleo!
 W
śró mczarów, strwów i ębów tczyły się zacięte walki. Obywali pchy, nurzając się w mule.Błt mieli w uszach, w garle i na głwie. Walczyli wszystkim: maczugami, krkwcami, bagnetami,sprytem... A ptem ciężk ysząc ceniali wyniki. Gy zmierzch zapaał, wracali  miasteczka. Za nimizstawał ich świat, który cziennie mżna był kryd na nw.
 Postanowili utrwali
d jakś siebie w tym nwym świecie. Apstł miał aparat ftgraficzny
-
czwrkątnepuł na pasku. Pzwali prze biektywem z wiatrówkami w rękach (jak cwbye), na pół nazy (jakInianie), w białych turbanach (jak hinuscy jgwie). Rbili sbie zjęcia w trakcie walki żiu
-
żitsu,którą regularnie dwiczyli na wyspie.
 
Ogląane bitki wcale nie wyawały im się śmieszne. Przeciwnie
-
byli umni, że są uwiecznieni w ramatycznej pzie zażartej wałki lub z ngą na garle pwalnegprzeciwnika. T nic, że twarze ich były pżyczne  książkwych
bohater
ów
-
różniły się 
 
tych, któretaczały ich w życiu...
 Po pewnym czasie nie wystarcza
ły im już ftgrafie. Pstanwili rbid filmy. Fak gzinami sieział i cśryswał. Później wyświetlali w ciemnym pkju za pmcą prymitywneg epiiaskpu „
filmy
pod
sensacyjnymi tytułam
i:
„Praw pięści”
,
„Mściwy jastrząb”. Nie przeszkazał im t jenak głśnyskutwad gzinami p filmie  sprawach pważnych. Czy Marks przewiział, c nastąpi pkmunizmie? Czy w kmunizmie bęzie taka pezja jak Majakwski? anka, którą uczyli pływad
na
 jezirach, snuła marzenia  swej przyszłej pracy: „Bęę uczyła w takiej użej, jasnej szklą, a wkłbęą akacje”. Intereswali się filzfią. Chciaż w filzficznej literaturze nie występwał sierżant King zKrólewskiej Knnej, t jenak awała im niewspółmiernie więcej  myślenia
-
lateg czytali ją grliwiez własnej, nieprzymusznej wli.
 Kiedy
ś pkazali zjęcia ze swjeg świata klegm, a Wielkie Słoce nawet prfesrce  rsyjskieg,którą lubił.
 -
Ty nie rób iniaoska pczwara ze siebie
-
pwieziała śmiejąc się z „przebieraoców”. Wśró klegów

Activity (4)

You've already reviewed this. Edit your review.
1 hundred reads
1 thousand reads
dalisa123 liked this
dalisa123 liked this

You're Reading a Free Preview

Download
/*********** DO NOT ALTER ANYTHING BELOW THIS LINE ! ************/ var s_code=s.t();if(s_code)document.write(s_code)//-->