• Embed Doc
  • Readcast
  • Collections
  • CommentGo Back
Download
 
Kościół dla średnio zaawansowanych
 
Szymon Hołownia
 
Świat książki 2004
 
Podziękowania
 
Należą się mim przyjaciłm, którzy przeczytali tę książkę prze publikacją i wnieśli  niej swjeuwagi. Jeni nie mgli się przy tym pwstrzymad  miażżących złśliwści, wytykając mieliznyintelektualne i płytkie wcipy, inni zbyli się na kilka słów tuchy. Wstęp  książki jest zwyklesknałą kazją, by egrad się zwłaszcza na tych pierwszych, ale autr bez małstkwegwawania się w szczegóły
- po chr
ześcijaosku
-
ziękuje wszystkim.
 
Szczególny ukłn pragnę (tak właśnie
-
„pragnę”
-
napmpwane t słw jest bwiem niezwykleppularne w „branży”, w kazaniach i kścielnych mwach na bre wyparł już świeckie jakieś takiezwyczajne „chcę”) złżyd Annie Mczulskiej, która
- jeszcze jako moja szefowa -
„kazała” mi napisadtę książkę, raz kleżankm i klegm z „Newsweeka”, którzy przez trzy lata wspólnej pracyzagrzewali mnie  pisania  plskim Kściele. Kilka tekstów tu zamieszcznych ukazał się wcześ
niej
w skrócnej wersji właśnie na łamach „Newsweeka”.
 
 
Tej książki nie byłby też, gyby nie autrzy innych, znacznie mąrzejszych zieł, którymizaczytywałem się przy pisaniu. Szczególna wzięcznśd należy się jcm Tmaszwi Wytrwałwi i
Krzysztofowi Pop
ławskiemu raz Annie Gruszeckiej, twórcm sknałeg praktyczneg pręcznikaprawa kanniczneg, nsząceg tytuł
Nie taki proboszcz straszny,
z któreg przepisywałem żywcemc lepsze fragmenty, a także księżm Grzegrzwi Rysiwi i Janwi Kracikwi za ich fascynująceniczym najlepsze kryminały książki  histrii celibatu i relikwii raz autrm równie ciekawej, cciężkiej
Encyklopedii religii PWN.
Wstęp
 
Ta książka ma jen zaanie. Przeknad czytelnika 
prawdy,
którą kryłem w ciągu kilku lat
dzienni
karskieg zmagania się z kłkścielną tematyką. Wyraził ją prze laty Davi Lynch, twórcakultweg serialu „Miasteczk Twin Peaks”.
Jego
mtt brzmiał: „Swy nie są tym, czym sięwyają”. N właśnie.
 
Na mapie plskieg Kściła, którą kreślą meia, zaznaczan zwykle tą tylk wa bieguny. Na
 jednym z nich -
ulubinym przez tak zwane meia świeckie
-
mieściły się skanale: finanswe wtruoskiej rzgłśni, byczajwe w słynnej gaoskiej parafii, persnalne, związane z następującymraz na jakiś czas tu i ówzie birem nweg biskupa. Księża, których mżna był sptkad w tejmeialnej klicy, byli w większści chciwymi pefilami
- lub w najlepszym razie -
starświeckimi wpgląach watażkami, trzymającymi w uchwym szachu tumanine spłeczeostw.
 Na
rugim biegunie, pkazywanym zapamiętale przez tak zwane meia katlickie, trwała tymczasemmlitwa grliwych starszych pao, nazwanych kieyś przeze mnie (kreślenie zrbił karierę)„Bractwem Mherwych Beretów”. Panie mliły się zresztą głównie  t, b
y dziennikarze w
pismach świeckich stracili włazę w rękach, przestali służyd swim bcjęzycznym mcawcm inawrócili się p kierunkiem światłych kapłanów, których tu z klei czczn niczym święte ikny.
 
Gy człwiek patrzył tylk na te wa bieguny, stawiał w kocu sbie pytanie: Czy w plskim Kściele
 jest jeszcze miejsce dla normalnych ludzi?
pwiaam zgnie z tym, c sam wiziałem. pwiaam twierząc. Teg miejsca
-
mięzy
biegunami -
 jest mnóstw. I tam właśnie znajuje się t, c w plskim Kściele najbarziejpasjnujące.
 
T tam, w tych rzak pkazywanych przestrzeniach, jest miejsce la księży, którzy zamiastmlestwad ministrantów czy trpid masnerię, wlą pświęcid się buwie parafialneg hiprmualb przygtwad mąre i wcipne kazanie, jest miejsce la wiernych, którzy  kściła chzą wkażą niezielę, ale i la tych, którzy rbią t tylk  wielkieg zwnu. Którzy nie uważają się zaklerykałów, chd mże mają czasem chtę przmawiad łużej z jakimś księzem, nie wiezą
 jed
nak, jak  nieg trzed lub bją się kścielnej biurkracji, a pza tym cała ta kścielna machinawyaje im się mnstrualnie wielka i jakby nie z teg świata.
 
I t właśnie la nich jest ta książka. Dla tych, którzy z Kściłem mają  czynienia  święta
, ale
wciąż są g ciekawi. Byd mże chcieliby wiezied się, jak księża przygtwują się  kazao, czymróżni się przer  prbszcza i  c tak naprawę chzi z wymaganą przez księży „c łaską”. Nie la
 
mcn „zaawanswanych” katlików, którzy pwieź na te pytania znają u swich uszpasterzylub w setkach mąrych specjalistycznych książek. Ta książka żaną miarą nie jest specjalistyczna. Teprawie st haseł t „wstęp  wstępu”, brazek, szkic kursu la „śreni zaawanswanych”, którypóźniej, jeśli
 
ich zajmie, bęą mgli sbie pszerzad, używając fachwych leksyknów czy
encyklopedii.
Księża mgą zarzucid tej książce, że nie jest statecznie seri, że nie uczy wiernych Kściła, że taknaprawę jest wyłącznie zbirem zapamiętanych przez autra kścielnych anegtek i rbiazgów.
I
bęą mieli rację. Ja bserwuję Kściół ze „świeckiej” strny łtarza. I wizę, jak rzeczy isttnemieszają się w nim z błahstkami. Nie ma p c uawad, że Kściół skłaa się tylk z jenych lub tylkz rugich. Skłaa się
 
z bu. Jak życie. Nie przypuszczałem, że wutysiącletnia instytucja ma z nim ażtyle wspólneg...
 Luty 2004
of 00

Leave a Comment

You must be to leave a comment.
Submit
Characters: ...
You must be to leave a comment.
Submit
Characters: ...