• Embed Doc
  • Readcast
  • Collections
  • CommentGo Back
Download
 
JAK ZDOBYĆ SZKLANĄ GÓRĘ
ORGANIZACJI
1
 
Robert Townsend 
KSIĄŻKA i WIEDZA WARSZAWA 1974
 
WSTĘP
 
Były prezes firmy wynajmu samchów „Avis", Rbert Twnsen, zieli się swym bgatymświaczeniem w swistym praniku, zawierającym mnóstw ra i wskazówek,
co i jak trzeba, a
czeg i jak nie pwinn się rbid, jeśli chce się byd brym meneżerem.
 
T jeyne w swim rzaju vaemecum szefa „rbi gębę" traycyjnym pręcznikm, wyawanym przez szacwne, acz zrutynizwane i zramlałe twarzystwa naukweg zarzązania. Orzucającniestępny la przeciętneg biznesmena żargn uniwersytecki i włując się  bezpśreniegświaczenia kierwniczeg, pragnie Twnsen, wśró rac typw amerykaoskieg humru i zawaiackiej szarży na wynaturzne instytucje amerykaoskieg biznesu, wzbuzid u swychczytelników „śd gnia" niezwneg la „zbycia szklanej góry rganizacji". Lecz nie jest —
 wbrevj pozorom
 
złśliwym prześmiewcą; sp maski satyra c raz wyłania się blicze wręcz fanatyczneg ręwnika elementarnych
 
zasa rganizacji i zrweg rzsąku.
 
1
czyli
co robić, aby nie tłamsić ludzi i nie hamować rozwoju
 
 
Twnsen zaje sbie jenak sprawę z teg, że nie zła pruszyd amerykaoskich biznesmenów  przemawiając  nich językiem „rtksyjnych mamutów  spraw rganizacji". Wybiera więcknwencję „pół żartem, pół seri". I z niezwykłą lekkścią i swaą wprwaza czytelnika w amerykaoski świat meneżerski: krpracji, przewniczących kmitetów wyknawczych, służb
sztabowych itp. itd.To, co patologiczne
 
świetla t, c nrmalne. Hłując tej zasazie, Twnsen bezlitśnie bnażaszereg schrzeo rganizacyjnych amerykaoskieg biznesu: manię fuzji rganizacyjnych, fetyszyzwanie instytucji raztwa rganizacyjneg czy atrfię różneg rzaju kmitetów. Częst
zjawiska tego rodzaju przerysowuje, sprowadza do postaci skrajne
 j, by ukazad je w krzywymzwierciale. W ten spsób pragnie wstrząsnąd skstniałymi, zunifrmizwanymi, pwielnymi nazasazie my lub pseunaukwych wskazówek —
farmami organizacyjnymi.
 Autr „Jak zbyd szklaną grę rganizacji" wciela się w pstad je
dnego ze swych anonimowych
bhaterów, weg „wiceprezesa pwiezialneg za anty 
-
biurkrację", mająceg „nśny głs" i żywiąceg „namiętną nienawiśd  instytucji jak takich i ich praktyk". „Nienawizi" wszystkieg, c
w nauce i praktyce organizacji sformalizowane, schematyczne i bezosobowe. I to wszystko neguje.
Skr najsłynniejsza w świecie szkła meneżerów —
Harvard Business School przygotowuje raczej 
urzęników niż bssów, t nie ma na racji bytu: w przyszłści stanie się zabytkwym muzeum. Jeśli 
 
naużyt instytucji „asystentów 
-
 przy", rzbuwując ją  mnstrualnych rzmiarów —
 
więc nieważcie się w swim
biznesie
twrzyd takich stanwisk. Trafiają się wśró istnej rzeszy raców  zarzązania hchsztaplerzy wyciągający grube pieniąze za wątpliwe usługi, t  iabła zewszystkimi racami. Zapewne amerykaoski czytelnik przyjmuje te zalecenia z przymrużeniem ka.Cóż pier plski!
U
nas na razie „szkły meneżerów są unikalne, stanwiska „asystentów 
-przy" 
sptyka się z rzaka, i t wyłącznie
na wysokich szczeblach dyrekcyjnych, a doradztwo organizacyjne
pier raczkuje. Ale i la nas lektura „Jak zbyd szklaną górę rganizacji" mże byd puczającą przestrgą wbec niebezpieczeostw związanych z rzwjem tych skąiną spłecznie niezbęnych i 
 
 pżytecznych instytucji.
 
Niektóre „bre ray" zawarte w tej książce, zwłaszcza tyczące teg, czeg nie należy rbid —
kntekście naszych warunków spłeczn
-gospodarczych
mo
 
 jeynie wywład wzruszenieramin. Inaczej bwiem trun byłby w Plsce zareagwad na hasła: precz z gazetami fabrycznymi,trzynastą pensją i wyatkami na cele scjalne z funuszów zakławych.
 
Na szczęście większśd zaleceo zawartych w „Jak zbyd szklaną górę rganizacji" nsi się  teg,c należy rbid w ziezinie met i techniki pracy kierwniczej. I te właśnie wskazówki zasługują naszczególną uwagę plskieg czytelnika. Jak elegwad uprawnienia i pwiezialnśd, jak zapewniad mtywację psychlgiczną współpracwników, jak pstępwad przy ich przyjmwaniu i 
zwalni 
aniu, jak rganizwad bsługę aministracyjną kierwnictwa —
odpowiedzi na te pytania i 
ziesiątki pbnych mają walr niemal jenakwy la kary kierwniczej w całym cywilizwanymświecie —
 
gyż te prceury kierwnicze przebiegają, czy też pwinny przebiegad analgicznie p każą szerkścią gegraficzną. Ich cena i przyatnśd zależy bwiem nie tyle  realiów spłeczn
-
 plitycznych, ile  teg, w jaki spsób wpływają na sprawnśd kierwania.
 
 „Jak zbyd szklaną górę rganizacji" psiaa inny jeszcze
 
walr. Dla szefa uwikłaneg na c zieo w sied schematów rganizacyjnych, zebrao kmisji, ntatek służbwych it. itp. —
tak podobnych na
całym świecie w swim wyrazie frmalnym —
 
lektura tej książki jest trutką, czymś w rzaju
 
katharsis, regenerującym
 
nawątlne siły psychiczne, przywracającym wiarę w sens cziennychwysiłków i nazieję na pstęp.
 
 Z rugiej strny „Jak zbyd szklaną górę rganizacji" spełnia funkcją „bicza etyczneg", który chłszcze nie tylk nawyki meneżerów amerykaoskich; niejeen rzimy szef mógłby się rumienid czytając „
czy  „
Każy kierwnik, a więc także i plski, mże w tej książce —
jak w zwierciadle
 
zbaczyd jakiś rysswój własny, swjeg szefa, kawałek swjeg biura, przesiębirstwa, nawet swją żnę niepmną, „że pienięzy, pbnie jak prestiżu, nigy nie zbywa się par frce". Ta wizja na pewn zastanwi,skłni  refleksji. A przy kazji każy czytelnik bęzie miał mżnśd pznad abecał rzsąnegmyślenia rganizacyjneg.
 W poradniku Townsenda
bluff sąsiauje z prastarą prawą rganizacyjną, brazburcze kawałki  przeplatają się z laurkami na cześd funamentalnych praw zarzązania. Wyczucie teg stylu, przechząceg gwałtwnymi skkami  pamfletu  żarliwej afirmacji, przyaje urku tej 
intere
sującej lekturze.
  Jeden z mini-
szkiców (  „
 ) koczy się knkluzją: „Jest czas wytężania się i jest czas prężania się. I czas krążenia wkół rbty jak wilcy wkół aniela. I jest też czas
kontemplowania jej 
 
i czas, by się z niej brze pśmiad". Sązę, że w myśli tej tkwi nie tylk creżyciwe Twnsena, ale także znakmity klucz  tej książki.
  Zbigniew Martyniak 
of 00

Leave a Comment

You must be to leave a comment.
Submit
Characters: ...
You must be to leave a comment.
Submit
Characters: ...