- Co jest w środku? - spytałem zacinając się.- Święte byki, młody człowieku, zmumifikowane byki!Kilka kroków dalej kolejna szeroka nisza w pomieszezeniu i znowu sarkofag byka. Po przeciwnej stronie w zalatującym stęchlizną grobowcu to samo. Jak daleko sięgał blask świecy, wszędzie gigantyczne sarkofagi-monstra. Gruba warstwa pyłu tłumila nasze krokiniby miękki dywan. Nowe korytarze, nowe nisze, nowe sarkofagi. Czułem się nieswojo,drobny pył drażnił krtań, najmniejszy powiew nie odświeżał dusznego, zastałego powietrza.Wszystkie grobowce byków były otwarte, ciężkie granitowe przykrywy spoczywały lekkoodsunięte na sarkofagach. Chciałem zobaczyć taką mumię byka, poprosiłem więc obydwustrażników i mojego przyjaciela, żeby mi pomogli. Po ich ramionach wspiąłem się w górę,ległem na brzuchu na górnej krawędzi sarkofagu i poświeciłem w dół. Wnętrze byłoczyściusieńkie... i puste! Próbowałem przy czterech dalszyeh sarkofagach, za każdym razem ztym samym wynikiem. Gdzie się podziały mumie byków? Czyżby ciężkie ciała zwierzątzostały wydobyte? Może boskie mumie znajdują się w muzeum? Albo może - zrodziło się wemnie niejasne podejrzenie - sarkofagi te nigdy nie zawierały mumii byków?Teraz, trzydzieści cztery lata później, ponownie znalazłem się w podziemnych lochach.Zainstalowano w nich elektryczne oświetlenie, dwoma biegnącymi równolegle korytarzami przeprowadza się grupy turystów. W stłoczonych grupkach rozlegają się achy i ochy, widaćzdumione twarze, słychać mentorski ton przewodnika, który wyjaśnia, że w każdym z tychmonstrualnych sarkofagów spoczywała niegdyś mumia boskiego byka Apisa. Nie zamierzam prostować słów przewodnika, choć dzisiaj już wiem na pewno: W potężnychgranitowych sarkofagach nigdy nie znaleziono ani jednej mumii byka!Zaczęło się od Auguste Mariette'aParyż roku 1850. W Luwrze, w charakterze asystenta pracuje dwudziestoośmioletni AugusteMariette. Drobny, ruchliwy człowieczek, który potrafił kląć jak dorożkarz, przyswoił sobie wciągu ostatnich siedmiu lat obszerną wiedzę na temat Egiptu. Mówił płynnie po angielsku,francusku i arabsku, umiał odczytywać hieroglify i z nieprzytomnym zapałem pracował nad przekładami staroegipskich tekstów. Do uszu Francuzów doszły wieści, że ich najwięksirywale na polu archeolagii, Brytyjczycy, skupują w Egipcie stare papirusy. "Le Grande Nation" nie mogła się temu przyglądać bezczynnie. Paryska Akademia Nauk postanawiawysłać do Egiptu Auguste Mariette'a. Zaopatrzony w sześć tysięcy franków miał sprzątnąćAnglikom sprzed nosa najlepsze papirusy.Drugiego października 1850 roku Auguste Mariette przybył do Kairu. Zaraz pierwszego dniaodwiedził starszyznę koptyjską, ponieważ miał nadzieję dotrzeć do staroegipskich papirusów przez koptyjskie klasztory. Przechadzając się po kairskich sklepach ze starociami zwróciłuwagę na to, że w każdym sklepie właściciel oferuje na sprzedaż autentyczne sfnksy, przyczym wszystkie bez wyjątku pochodziły z Sakkara. Mariette zaczął intensywnie myśleć.Kiedy 17 października koptyjscy patriarchowie oświadezyli, że dla podjęcia decyzji, co do jego chęci nabycia starych papirusów potrzeba czasu, Mariette rozczarowany wspiął się nacytadelę i zatopiony w myślach usiadł na jednym ze stopni.Przed nim rozciągał się Kair okryty wieczornym oparem. "Ze snującego się w dole morzamgły wystawało trzysta minaretów wyglądających zupełnie jak maszty zatopionej floty",napisał Mariette. "Po zachodniej stronie, skąpane w złocistym blasku chylącego się nadhoryzontem słońca sterczały w niebo piramidy. Widok był porywający. Owładnął mną całkowicie i z niemal bolesną mocą poraził swoim urokiem [...] Spełniło się marzenie mojegożycia. Oto tam, niemal na wyciągnięcie ręki, rozciągał się cały świat grobów, stel, inskrypcji, posągów. Czegóż mi jeszcze więcej trzeba? Następnego dnia wynająłem muły na bagaże, dwaosły dla siebie. Kupiłem namiot, kilka skrzyń najpotrzebniejszych rzeczy, jakie przydać się
Leave a Comment