/  5
 
Ewa Tomczak
UŻYCIE CUDZYCH FOTOGRAFII WE WŁASNEJ TWÓRCZOŚCI – NA PRZYKŁADZIETWÓRCZOŚCI JERZEGO LEWCZYŃSKIEGOJest piękny, ciepły i wilgotny od deszczu czerwcowy dzień. Umawiam się na spotkanie wparku, w dzisiejsze burzowe popołudnie. Dochodzę do skweru, na którym mamy się spotkać.Właśnie kończy się ulewa. Mokre ławki, jestem sama. Mimo padającego jeszcze przedchwilą deszczu jest ciepło i sympatycznie. Piękne kwiaty i soczysta zieleń. Pojawiają sięnieśmiałe, ale mocne promienie słońca, typowe po czerwcowej burzy. Mimo wiszących jeszcze nad głową czarnych chmur jest miło i przyjemnie. Może będzie tęcza? Byłabypiękna. Nie patrzę już jednak w niebo, ponieważ zauważam na ławkach i w trawie białemokre ruloniki. Podnoszę, chodzę po mokrej trawie, przemaczając buty i zbieram kolejne.Rozwijam, oglądam. Są to zdjęcia. Zabieram wszystkie ze sobą. W domu wkładam międzykartki pergaminu i suszę. Czekam, oglądam – niesamowite przeżycie.Gdybym nie spotkała Jerzego Lewczyńskiego, czy te zdjęcia teraz leżałyby pieczołowicieosuszone obok mnie? Obawiam się, że nie. To, że do tej pory nie posiadałam żadnegoznalezionego zdjęcia wynika z tego, że nigdy żadnego nie znalazłam, czy z tego, że nigdynie zwracałam uwagi na papierowe zguby? Nie wiem. Wiem za to na pewno, że te dzisiajznalezione leżą obok mnie dzięki spotkaniu z Jerzym Lewczyńskim.Wycieram je delikatnie kolejny raz, a one ciągle płaczą kroplami deszczu jak zagubioneburzowe dzieci. Na zdjęciach widzę młodych ludzi. Jest wieczór, patrzę na obcych mi ludzi izastanawiam się kim są i czy nie spróbować ich odnaleźć, tak jak robił to Jerzy Lewczyński.Nie przypuszczałam, że takie zdarzenie jak znalezienie cudzych zdjęć może być takekscytujące. Teraz, wpatrując się w twarze, wydaje się – coraz mniej obcych mi ludzi, corazbardziej rozumiem Jerzego Lewczyńskiego i jego dylematy. Czy można cudze zdjęciabezkarnie dotykać wzrokiem, zagłębiać się w ich tajemnicę, w przedstawioną sytuację, wprzeżycia ludzi na nich przedstawionych? Przecież to nie tylko ruloniki, ale aż ludzkie życie,czyjeś wizerunki, czyjeś przeżycia, uczucia – to co najgłębsze. To, co tylko obraz i aż obrazmoże zgłębić. „Wystarczyło zwolnić migawkę”.Po przeczytaniu krótkich podpisów na rewersach zdjęć domyślam się nieśmiało, że byłyrobione przez osobę zakochaną. Chyba w dziewczynie, której wizerunek powtarza się nazdjęciach. W swoich domysłach posuwam się dalej, zastanawiając się nad sytuacją w czasiektórej zdjęcia zostały zagubione. Wyobrażam sobie osoby siedzące na skwerze, szczęśliwe,zakochane. Zaczyna padać deszcz. Wystraszone ulewą zarzucają kurtki na głowy(zakochani nie myślą o takich prozaicznych sprawach jak zabranie ze sobą parasoli) iszybko, ze śmiechem uciekają ze skąpanego w deszczu skweru, porzucając przez nieuwagęzdjęcia.Czy naprawdę tak było ? Może tak, może nie. Kto by pomyślał ile przeżyć mogą przynieśćznalezione zdjęcia. Na temat swoich zdjęć na ogół wiemy wszystko i wyobraźnia nie jestnam potrzebna do ich oglądania. Czy Jerzy Lewczyński tak samo przeżywał swojeznaleziska? W początkowej fazie pewnie tak, ale posuwał się zdecydowanie dalej.Odnajdował osoby ze zdjęć albo ich potomków, przekonując się, czy to, co podsuwaławyobraźnia mogło być rzeczywistością.
 
Oglądając cudze fotografie zaglądam przy pomocy obrazu fotograficznego do czyjegośprywatnego, wręcz intymnego życia. Czy to nie jest inwigilacja? Może tak, ale mimowątpliwości nie czuję się z tymi przeżyciami źle. Wręcz przeciwnie, trochę melancholijnie.Jak już wcześniej wspomniałam, zdjęcia znalezione przeze mnie są dwustronne. Rewers –komentarz, awers – zdjęcie zrobione w zabytkowej części miasta Lublina.„Historia nas obserwuje” – Trzy dziewczyny idące, trzymające się za ręce na tle kamienicy.„Czytam Lublin jak najpiękniejszy wiersz…” – Siedząca dziewczyna, która czyta.„Lublin liryczny, Lublin romantyczny” – Dziewczyna uśmiechająca się zza książki, w tle paracałująca się.„Skąpane w Słońcu? Nie w Lublinie.” – Dwie dziewczyny, na pierwszym planie fontanna.„Lecimy na miasto” – Chłopak z dziewczyną skaczą.„Lwy zawojowały Lublin” – Cztery osoby stojące, w tle pomnik lwa.„W wirującym mieście” – Chłopak z dziewczyną kręcą się.„Ze świecą w ręku szukać drugiego takiego miasta” – Dwie dziewczyny ze świecami.I jeszcze kilka podobnych zdjęć z podobnymi komentarzami, czyli zdjęć typowopamiątkowych. Pamiątki ze wspólnie spędzonych chwil. Tylko pamiątki, a jednak mówiącewiele, nawet osobie postronnej.Tak trudno zajrzeć w duszę drugiego człowieka, patrząc bezpośrednio na niego, alewydawać by się mogło, że patrząc na jego wizerunek jeszcze trudniej. Na zdjęcie jednakmożemy patrzeć dowolną ilość czasu i snuć dowolne przypuszczenia. Zdjęcie znalezione!Dlaczego to taki fenomen? Oglądałam w życiu mnóstwo zdjęć. Twarze, postacie osób, któreznam, ale po raz pierwszy zastanawiam się kim są ludzie, na których patrzę. Gdybym nieznała twórczości Jerzego Lewczyńskiego, na pewno aż tak głęboko nie zastanawiałabym sięnad tym. Nie jestem wielkim artystą jak Jerzy Lewczyński, ani w ogóle artystą, więc użycietych zdjęć jako własnych nie nada im rangi dzieł sztuki. Nie mam możliwości potraktowaniaich jako spuścizny historycznej, ponieważ datowane są na 2009 rok. Są one jednak dla mniecenne poprzez inspirację do nowego spojrzenia na fotografię, spojrzenia, myślę, bliskiegoJerzemu LewczyńskiemuPrzeglądając zdjęcia chyba zaczynam rozpoznawać dziewczynę, która jest zaklęta wLublinie. Tyle myśli, pytań, wątpliwości. Im dłużej patrzę na zdjęcia, tym bardziej wierzę w to,że oglądanie ich przyniesie mi kolejne przeżycia, a może dojrzeję do tego, aby odnaleźć tychludzi?Zagłębiając się w teksty Jerzego Lewczyńskiego o fotografii, zgłębiam filozofię fotografii. Poprzeczytaniu kilku tekstów literackich Jerzego Lewczyńskiego (między innymi: „Druga stronailuzji”, „Negatywy znalezione na ulicy Nowego Jorku”, „Podołek pamięci”) dochodzę downiosku, że twórczość Jerzego Lewczyńskiego jest nie tylko twórczością fotograficzną, aletakże twórczością literacko-filozoficzną traktującą o fotografii.Jerzy Lewczyński kilkukrotnie miał możność i szczęście znaleźć fotografie i negatywy, które,nazywając „cennym skarbem”, wykorzystał w swojej twórczości.W chłopskiej chałupie na ziemi zamojskiej odkrył album z fotografiami pozostawiony przezpolskiego oficera kampanii wrześniowej 1939 roku. O przeżyciach z tym związanych napisał:
 
„Siła jaka emanuje z tych pożółkłych i zniszczonych fotografii zmusiła mnie do podjęcia próbyodszukania fotograficznych bohaterów przeszłości. Po żmudnych dociekaniach okazało się,że są tam: Rostworowscy, Krasiccy, Radziwiłłowie, Moszyńscy, Sapiehowie i wielu innychludzi elity lat 30.!”, „Ale fotografia to też nieskończenie wiele, szczególnie, gdy przywołujeprzeszłość!”Fotografia dla Jerzego Lewczyńskiego to bardzo ważny dokument historyczny. Ważna jestdla niego fotografia nie tylko ta artystyczna, ale także pamiątkowa. Odnaleziona po latach,tak jak w przypadku zdjęć znalezionych w chłopskiej chałupie, staje się nieocenionymdokumentem i świadkiem przeszłości.W latach 50-ych Jerzy Lewczyński znalazł „stare klisze, które okazały się jedynymzachowanym śladem po rodzinie wymordowanej przez Niemców w czasie wojny. Tefotografie przyczyniły się do odszukania jedynego ocalonego członka rodziny. Jego ojciec natych kliszach ma tylko trzy lata. Na podstawie tego wizerunku dorosły już syn odtwarza stalerysy i dalsze losy swojego ojca i rodziny. To też fotografia-relikwia”.Inną cudzą fotografią użytą przez Jerzego Lewczyńskiego w swojej pracy „Naszepowiększenie – Nysa 1945” z 1971 roku jest „wykonane przez innego fotografadokumentalne zdjęcie przedstawiające pociąg z uchodźcami z polskich ziem wschodnich,zagarniętych po II wojnie światowej przez Związek Sowiecki”.„Negatyw znaleziony na ulicy” to praca z 1970 roku. Kolejna znaleziona fotografia, tymrazem wykonana przez fotografa w studio, fotografia matki z dzieckiem.„Tryptyk znaleziony na strychu” z 1971 roku to praca, w której Jerzy Lewczyński po razkolejny używa cudzych fotografii. Tym razem wykorzystuje w swojej pracy zniszczonynegatyw przedstawiający zdjęcie kobiety.Jednym z przeżyć związanym z fotografią było znalezienie przez Lewczyńskiego 6 września1979 roku na śmietniku w Nowym Jorku „skarbu”. O tych przeżyciach napisał: „Od razuzauważam jakieś porozrzucane fotografie, koperty i papiery. Tłumiąc zażenowaniepodchodzę bliżej i oglądając zdjęcia widzę również pełno kopert z negatywami. Mójprzyjaciel, znając moje zainteresowania, zachęca mnie do zabrania znaleziska. (…) Pakujędo torby, co mogę i idę w stronę metra. W domu pobieżnie przeglądam negatywy i widzękawałek prywatnej Ameryki. Nie mam czasu na refleksję, ale cieszy mnie posiadanie takcennego skarbu. To nowy krok w uprawianej przeze mnie „Znalezionej fotografii"!”.Jerzy Lewczyński –„archeolog fotografii” – używa cudzych fotografii w swojej twórczości niepo to, aby je zawłaszczyć i przedstawić jako własne, ale wręcz przeciwnie, przedstawić jeświatu w nowym świetle stworzonym przez siebie specjalnie dla tych fotografii.Jak dużo może uczynić fotografia, która trafia w ręce wrażliwego człowieka, który wie, że „niema (…) niepotrzebnych, nieznaczących fotografii!”Pani Elżbieta Łubowicz pisze w artykule „Światło zniszczonych fotografii. Patrząc na praceJerzego Lewczyńskiego” o pracach Jerzego Lewczyńskiego: „można porównać z poezją Mirona Białoszewskiego, w której tym więcej jest poezji, im więcej prozaicznej banalności”.Moje przeżycia związane z patrzeniem na prace Jerzego Lewczyńskiego i czytaniem tego conapisał, oprócz wierszy Mirona Białoszewskiego, przywodzą na myśl wiersz ks. JanaTwardowskiego:

Share & Embed

More from this user

Commenting has been disabled.