Welcome to Scribd, the world's digital library. Read, publish, and share books and documents. See more
Download
Standard view
Full view
of .
Look up keyword
Like this
4Activity
0 of .
Results for:
No results containing your search query
P. 1
w w w . p o l

w w w . p o l

Ratings: (0)|Views: 690|Likes:
Published by ENAK9000

More info:

Published by: ENAK9000 on Feb 02, 2010
Copyright:Attribution Non-commercial

Availability:

Read on Scribd mobile: iPhone, iPad and Android.
download as PDF, TXT or read online from Scribd
See more
See less

07/12/2013

pdf

text

original

 
     T     Y     G     O     D     N     I     K
Czasna bilans
strona 37
w w w . p o l s k a - z b r o j n a . p l
NR 32
(654) 9 sierpnia 2009
Cena 3 zł
(w tym 7% VAT)
INDEKS 337 374 ISSN 0867-4523
Bezlitosne
Drawsko
Logoarmii
strona 28
strona 55
Wojnana słowa
strona 30
 Jedni odchodzą spokojnie, świadomisłabości albo po prostu pecha, inni płaczą,nie mogąc pogodzić się z losem.
 
POLSKA ZBROJNA NR 32 | 9 SIERPNIA 2009
3
Z
 
niekłamaną satysfakcją melduję, że pro-fesor
Roman Kuźniar
, nasz pierwszo-rzutowy autor bojowy, wzorowo wypeł-nia swą służbę. Niczym rasowy zagończykurządza chrobre podjazdy, prowokując i szerzączamieszanie w szeregach… licznych przyjaciół.Drogi
Romku
! Zdjęcia na tle sztandaru jed-nostki nie będzie, bo nasz hufiec jeszcze się ta-kowego nie dorobił. Będzie za to uścisk dłonikomendy przy najbliższym naszym śniadaniuw tajnym bufecie.Ostatnio ofiarą operacji specjalnej Profesorapadł generał
Bogusław
 
Pacek
, kolejny bitny mążnaszej drużyny i przenikliwy strateg. Podjął ręka-wicę, by walczyć twardo, lecz z honorem. Dziśpadło na mnie. Zatem, ruszam. W swym felieto-nie „Banalizacja dramatu”
Roman Kuźniar
wy-licza powody, dla których powstanie warszaw-skie było właściwie… zbrodnią, lecz oburza się,że pamięć o heroicznej hekatombie „zmienia sięw rodzaj banalnego festynu”. Zgodziłbym się,gdyby nie dwa drobiazgi. Otóż insurekcja i takwybuchłaby w Warszawie. Na rozkaz lub bezniego. Wiem to od kaprala podchorążego
Marka Świdy
” (porucznika
ZdzisławaSierpińskiego
, awansował go dopiero prezydent
Lech Wałęsa
), żołnierza 226 plutonu 9 Kom-panii Dywersji Bojowej „Żniwiarz”, Zgrupo-wania „Żywiciel”. Szczyciłem się przyjaźniąz nim, aż do jego śmierci 20 lipca 2004 roku.Przegadaliśmy setki godzin. Stąd wiem, żepierwszą rzeczą, którą po klęsce wrześniowej za- jął się druh
Sierpiński
, było kompletowanie żoł-nierskiego wyposażenia. Tysiące warszawskichharcerzy (i setki tysięcy mieszkańców) nie pyta-ło „czy”, lecz „kiedy” będzie powstanie!Oczywiście innej postawy możemy oczeki-wać od odpowiedzialnych dowódców (cały plan„Burza” był jednak nietrafnie oparty na do-świadczeniach poprzedniej wojny, kiedy pe-owiacy bez wystrzału rozbrajali zniechęconychNiemców). Ale gdyby rozkaz nie padł, oni byi tak poszli. Nie bawiąc się w alternatywną hi-storię, można naturalnie założyć, że ofiaryi zgliszcza byłyby mniejsze. A gdyby nawet nieposzli? Jakież przeznaczenie by ich czekało?Męczeństwo „
Anody
”,
Janka Rodowicza
,w siedzibie MBP przy ulicy Koszykowej? Jegoprzyjaciel,
Józek Saski
pseudonim „
Katoda
”,
 uniknął takiego losu, bo zginął w walce na po-wstańczej barykadzie. A gdyby nawet wy-trzymali bez walki i konspiracji? Mam, Dro-gi Profesorze, przekonanie, graniczące z pew-nością, że jesienią 1956 roku Warszawa wy-glądałaby gorzej od Budapesztu. Tama byłaspękana, a jezioro ciężkie od wody. Są poprostu w życiu pokoleń sytuacje, w którychnie ma dobrych opcji. Dlatego debata nadpolskimi powstaniami nigdy nie zakończy sięuniwersalną konkluzją.Drugą kwestią jest dzisiejszy show, ów ba-nalny festyn. Bą
dź łaskaw przyznać, że ma onwszakże dwa wymiary. Pierwszy, to prostackiwjazd partyjnych kramów do serca narodowegosacrum. Kiedy z kapralem podchorążym „
Mar-kiem Świdą
” meldowaliśmy się co roku o godzi-nie „W” pod obeliskiem „Gloria Victis”, nigdynie było tam tych spoconych facetów, przepycha- jących się z wieńcami. Dziś wychodzi na to, że tooni wygrali powstanie.
Wołodia Wysocki
, którybył wstrząśnięty losem warszawskich powstań-ców, miał w podobnych sytuacjach dwa wymien-ne słowa: „czepucha” lub „miełocz”.Lecz uznaj, proszę, że inną miarę należy przy-łożyć do fenomenu dziecięcej fascynacji sierp-niem 1944. Ja tego nie rozumiem! Ja to chybaodrzucam. Jak mawia mój syn: „nie kumam, bonie jestem żaba” (oczywiście, powinno być „niekumkam”, ale wówczas nie byłoby grepsu). Niepojmuję, po jaką cholerę młody
Tomasz Bagiń-ski
tworzy animację „Hardkor 44”, w której wy-stępują jakieś upiorne cyborgi, przebrane za po-wstańców i hitlerowców. Ale też gotów jestemz pokorą przyznać, że ja powoli szykuję się dozejścia ze sceny, na której pokolenia po nas postę-pujące rozstawiają właśnie swe dekoracje. I żadenmój bunt niczego tu nie zmieni. Może dobrze, żenie zapomną? A że konstruują to w świeżych gło-wach i duszach po swojemu… Daremne żale,próżny trud, bezsilne złorzeczenia.
 J A S N O W I Z O R
Urządzają przestrzeńhistoryczną podług swych potrzeb.
IDEOLO
MAREKSARJUSZ-WOLSKI
 Warszawskie dzieci
   F   O   T .   U   S   D   O   D
IRAK, 2009 ROK

Activity (4)

You've already reviewed this. Edit your review.
1 hundred reads
1 thousand reads
usernametga liked this
mc_78 liked this

You're Reading a Free Preview

Download
scribd
/*********** DO NOT ALTER ANYTHING BELOW THIS LINE ! ************/ var s_code=s.t();if(s_code)document.write(s_code)//-->