patetyczne hasła narodowe i religijne, wszak Serbia, to chrze
ś
cija
ń
skie przedmurze Europy.Równie
i spraw
ę
Jugosławii przebadał red. Stanisław Michalkiewicz („Nasza Polska“ nr 48/2007,Serbskie memento) dodaj
ą
c w
ą
tek niemiecki do rozpadu Jugosławii i powstania autonomii wKosowie, b
ę
d
ą
c
ą
podobno kolebk
ą
Serbii (kolebka, z której si
ę
wyrasta, co to za argument?). Zaspraw
ą
tamtejszych wyborów wygranych przez Demokratyczn
ą
Parti
ę
Kosowa zagl
ą
da on zapolityczne kulisy. Wyło
ona przez niego historiozofia si
ę
ga czasów cesarza Wilhelma II. A dalejdowodzi (uwaga!) „...Kosowo mo
e by
ć
prefiguracj
ą
problemów z jakimi mo
emy si
ę
zetkn
ąć
wprzyszło
ś
ci równie
my“ i wskazuje palcem na dwa ugrupowania: Ruch Autonomii
Ś
l
ą
ska (RA
Ś
) iZwi
ą
zek Ludno
ś
ci Narodowo
ś
ci
Ś
l
ą
skiej (ZLN
Ś
). Trzeba mie
ć
du
o fantazji, aby zauwa
y
ć
analogi
ę
. Po pierwsze trudno znale
źć
na
Ś
l
ą
sku konflikt religijny, a ju
zapewne taki nie jest doznalezienia i to jeszcze z tłem islamskim. Po drugie
Ś
l
ą
sk, podobnie jak Mazowsze, nie byłokolebk
ą
pa
ń
stwa polskiego. Do tego tytułu pretendowa
ć
mog
ą
- jak sama nazwa wskazuje - Wielko-i Małopolska. Mniej kolebkowe Mazowsze obecn
ą
pozycj
ę
zawdzi
ę
cza dynastii Wazów, któraprzeniosła centrum dowodzenia do Warszawy, aby mie
ć
bli
ej do Szwecji. Wcze
ś
niej ksi
ąę
tamazowieccy sami musieli troszczy
ć
si
ę
o siebie, bo władza centralna króla była zbyt słaba. Jednak
enie zawsze temu zadaniu ksi
ąę
ta mogli byli sprosta
ć
samodzielnie. Znamy histori
ę
KonradaMazowieckiego, który
ś
ci
ą
gn
ą
ł pomoc sobie a przy okazji i całej wschodniej cz
ęś
ci Europy. Dlaodmiany
Ś
l
ą
sk m.in. za spraw
ą
bogactw naturalnych skupiał w
ś
redniowieczu uwag
ę
wszystkichstron. Pomimo tego, a mo
e wła
ś
nie dlatego król Kazimierz Wielki zrezygnował z konkurowania nazachodzie i opowiedział si
ę
za ekspansj
ą
na wschód. Resztki
Ś
l
ą
ska jakie mu pozostały sprzedał.Korona przez całe stulecia nie interesowała si
ę
Ś
l
ą
skiem i przypomniała sobie o nim dopiero napocz
ą
tku XX wieku. Po plebiscytach i powstaniach
ś
l
ą
skich wschodnia cz
ęść
Górnego
Ś
l
ą
ska„powróciła do macierzy” w roku 1922. Po ilu wiekach? Po plebiscytach miała si
ę
odby
ć
wymianaludno
ś
ci, ale na szcz
ęś
cie nikt tego wówczas powa
nie nie potraktował. Weryfikacje ludno
ś
ci,sprawdzanie metryki i zagl
ą
danie do
yciorysów przodków rozpocz
ę
ło si
ę
kilkana
ś
cie lat pó
ź
niej.To przył
ą
czenie obwarowane zostało traktatem autonomicznym, którego II Rzeczpospolita nierespektowała. Województwo
ś
l
ą
skie potraktowano jak koloni
ę
, a przywodców powsta
ń
ś
l
ą
skich idziałaczy chadeckich zamkni
ę
to do kryminału. Irokezi zwani socjologicznie autochtonami, którzypostawili na kart
ę
polsk
ą
, raczej na tym dobrze nie wyszli. Nie było zreszt
ą
nigdy z nimi problemu,dopóty, dopóki porz
ą
dek jałta
ń
ski decydował, kto tu rz
ą
dzi. Czasy si
ę
zmieniły, ale pomimo tegoniegdy
ś
zagwarantowana autonomia zgodnie z Traktatem Wersalskim nie odrodziła si
ę
do dzisiaj. Ito pomimo „pami
ę
tnych u
ś
cisków Kanclerza Kohla z premierem Mazowieckim w Krzy
owie”redaktorze Michalkiewicz. Przez całe lata traktowano
Ś
l
ą
zaków jak - by posłu
y
ć
si
ę
słownictwemRedaktora - Irokezów. Michalkiewicz zwykle wyst
ę
puj
ą
cy z hasłami wolno
ś
ciowymi na ustach,staj
ą
cy w obronie Irokezów, tym razem, cho
ć
jeszcze nawet nie dost
ą
pił ławy opozycyjnej wparlamencie, ju
zmienia stron
ę
barykady. Te resztki autochtonów, które nie zagłosowały nogamilub które jeszcze wcze
ś
niej nie zostały sprzedane za po
yczki, te resztki, jakie jeszcze pozostały,wydaj
ą
si
ę
by
ć
jednak nadal problemem. Zwykle maj
ą
cy na ustach hasła wolno
ś
cioweMichalkiewicz nagle usiłuje dowie
źć
,
e prawa takie mog
ą
by
ć
przyczyn
ą
kłopotów.
yjemy wko
ń
cu w społecze
ń
stwie ryzyka i trzeba rówie
i to wzi
ąć
pod uwag
ę
w kalkulacji. Ale bezprzesady. Porównanie stosunków na
Ś
l
ą
sku do tych na Bałkanach to jakie
ś
nieporozumienie. To jaki
ś
kompletny brak wyczucia sytuacji.Konserwatywni liberałowie usiłuj
ą
robi
ć
szpagat. Z jednej strony ideologia pa
ń
stwa narodowegodomaga si
ę
kontroli i r
ę
cznego sterowania bezpo
ś
rednio z centrali, bo obywatelom nie mo
na ufa
ć
.Nigdy w ko
ń
cu nie wiadomo, co te
z takiej autonomicznej działalno
ś
ci mo
e wynikn
ąć
. Punktemodniesienia s
ą
ś
redniowieczne stosunki zredukowane o autonomiczne ksi
ę
stewka, ale za touzupełnione wzmocnion
ą
władz
ą
centraln
ą
. Z drugiej strony zało
enia liberalizmu przyznaj
ą
racj
ę
postulatom regionalizacji i subsydiarno
ś
ci, bo energii społecznej i osobistej nie mo
na tłamsi
ć
paragrafami albo bagnetami. A wi
ę
c jak to wygl
ą
da z liberalnego punktu widzenia, je
eli kto
ś
si
ę
Add a Comment