Welcome to Scribd, the world's digital library. Read, publish, and share books and documents. See more
Download
Standard view
Full view
of .
Save to My Library
Look up keyword
Like this
12Activity
0 of .
Results for:
No results containing your search query
P. 1
Księżyc w nowiu oczami Edwarda 1-4

Księżyc w nowiu oczami Edwarda 1-4

Ratings: (0)|Views: 3,832 |Likes:
Published by Joanne

More info:

Published by: Joanne on Jun 28, 2010
Copyright:Attribution Non-commercial

Availability:

Read on Scribd mobile: iPhone, iPad and Android.
download as DOC, PDF, TXT or read online from Scribd
See more
See less

02/18/2013

pdf

text

original

 
Fanfiction autorstwa fanów twórczości Stephenie Meyer z :http://www.twilightseries.fora.pl/ 
Autor: s.mapet
Zachód słońcaWSTĘP: MELANCHOLIA
Był środek nocy, a ja wciąż siedziałem wpatrzony w nią. Zapewne, gdybym był normalny, nie byłoby mnie tutaj. Nie przyglądałbym się miłości mego życia podczas gdy ona spała. Ja jednak nie byłem normalny- byłem potworem, który dopiero po blisko stuleciu swego życia poczuł, że znalazł sens swego istnienia. Tym sensem była piękna i delikatna ludzkadziewczyna, która w tej chwili rzucała się po łóżku. Zapewne miała w tej chwili koszmar. Ja jednak nie chciałem jej budzić zupełnie nie wiedziałem dlaczego. Bella nie wiedziała, że tęnoc miałem zamiar spędzić u jej boku.Mieliśmy spotkać się dopiero rano przed szkołą, tuż po moim powrocie z polowania.Polowanie było koniecznością jeśli Bella miała być blisko mnie, a pragnąłem tego bardziejniż czegokolwiek innego na świecie. Doskonale zdawałem sobie sprawę z tego, że nigdy nie powinniśmy być razem, jednak by poczuć ją chociaż przez chwilę w swych ramionach, byłemgotów na wieczne cierpienie. Bella przekręciła się na łóżku. Spojrzałem na nią. Dziś kończyła18 lat. Zdawałem sobie oczywiście sprawę, jak ją to przytłaczało. Od kilku tygodni chodziła przybita.Uśmiechała się, odwzajemniała, a nawet częściej wymuszała pocałunki, jednak wszystkiegesty, każde słowo skłaniały się ku temu, że miała przestać być moją równolatką. Dla mnietak właśnie powinno być. Gdybym nie istniał, a istnieć nie powinienem, żyłaby teraz jak każda normalna dziewczyna. Miałaby normalnych znajomych, a nie przyjaciół w rodziniewampirów.Powoli nadchodził ranek, a musiałem jeszcze wrócić do domu. Niechętnie wstałem z bujanego fotela w kącie pokoju, ucałowałem Bellę w czoło i wymknąłem się przez okno.Biegłem tylko krótką chwilę do domu, a jednak poczułem się dziwnie wolny. Emmetta iRosalie nie było w domu. Carlisle i Esme, tak jak Alice i Jasper byli razem na górze, a ja niechciałem im przeszkadzać. Usiadłem w salonie przy moim fortepianie i zacząłem grać. Jak zawsze mimo iż nie miałem przed sobą nut melodia, która wydobywała się spod moich palcy była tą, którą napisałem z myślą o mojej jedynej miłości. Ta melodia powodowała, że czułemsię szczęśliwy na jeden z najdoskonalszych sposobów."Byłeś u niej?"Mimo iż było to pytanie Alice doskonale znała na nie odpowiedź.- Tak."Cieszę się, że ją masz. W pełni zasługiwałeś na kogoś takiego jak ona, kogoś kto uczni cięszczęśliwym" Nic nie odpowiedziałem. Po prostu grałem. Nie chciałem by cokolwiek zakłóciło ten idealnymoment wyciszenia."Cóż, widzę Edwardzie, że nie masz najmniejszej ochoty rozmawiać ze mną w tej chwili."Wiedziałem, że jest to tylko prowokacja. Ten narwany chochlik zawsze tak robił. I tylko ja,który dobrze znałem mechanizm działania jej sztuczek, mogłem się jej skutecznie oprzeć .
 
Wyjrzałem przez okno. Powoli zaczynało świtać. Za niecałą godzinę będę mógł zobaczyćBellę.Będę mógł poczuć jej zapach, poczuć jej miękkie usta na swoich. Ta myśl spowodowała, żemelancholijny nastrój, który dziś był powodem mych długich i niepokojących rozważań prysł jak  bańka mydlana. Pobiegłem po schodach do mojego pokoju. Pierwszym co wyczułemzaglądając do szafy były jeansy i t-shirt, które jak najszybciej na siebie założyłem.Przerzuciłem plecak przez ramię i zbiegłem na dół. Po domu kręcili się już pozostali. Carlisle,który szykował się do pracy, Esme, która układała kwiaty po pokoju, Alice, która czekała namnie już przy wejściu do garażu.Od kiedy w zeszłym roku Rose, Emmett i Jasper zakończyli po raz kolejny swoją edukację wliceum, poczułem że ludzie w szkole zrobili się bardziej rozluźnieni. Mieli w końcu trzechCullenów z głowy. Niby teraz z Alice integrowaliśmy się z pozostałymi, ale robiliśmy totylko dla Belli. Nie mogła stracić wspomnień znajomych z lat szkolnych, tylko z tego powodu, że jest z kimś takim jak ja. Jeśli miałbym być szczery, byłoby mi dużo łatwiej towszystko znieść, gdyby w tym gronie zabrakło przebrzydłego Mike'a Newtona. Droga doszkoły minęła nam szybko. Alice o nic nie pytała, a ja nic nie opowiadałem. W tej chwilinajważniejsze dla mnie było tylko wreszcie ją zobaczyć. Nieposłuszna myśl wyrwała sięAlice.- Będzie zła o ten prezent.- Och Edwardzie nie przesadzaj. w sumie ten zakaz tyczył się bardziej ciebie.Ale ja już jej nie słuchałem, ponieważ w tej chwili na parking szkolny wjechał sens megoistnienia.Oparty o moje volvo czekałem by móc złożyć pocałunek na jej ustach. Gdyby nie to, że mojeserce przestało bić parę dekad wcześniej, jak nic jego bicie by przyspieszyło.
 
I. PRZYJĘCIE
Widziałem, że już mnie zauważyła, widziałem doskonale wyraz jej twarzy, kiedyuświadomiłasobie co w swoich rękach trzyma Alice."Żadnych prezentów, nie chcę żadnych prezentów"- doskonale wyuczona na pamięć formuławybrzmiewała z jej ust jeśli tylko ktoś poruszył przy niej temat jej urodzin. Ze złością trzasnęładrzwiami swojej wiekowej furgonetki i ruszyła w naszym kierunku. Nie mogłem pojąć,dlaczegonie pozwoliła mi jeszcze, bym kupił jej jakiś nowy, cichy i bezpieczny samochód.Jej wymówka zawsze brzmiała tak samo "Już samo to że przy mnie jesteś jest dla mnienajwiększym prezentem jaki możesz mi podarować". Jakby było w tym chodź odrobinę prawdy.- Wszystkiego najlepszego Bello!- krzyknęła Alice, kiedy podeszła do niej.- Cii!- no tak, bo jeszcze ktoś by usłyszał.Alice dalej kontynuowała swoje wywody, nie zważając na reakcje Belli.- Otworzysz swój prezent teraz, czy później?Dostrzegłem gniewne spojrzenie rzucone mi przez Bellę.- Żadnych prezentów.- Dobra, wrócimy do tego później. I co, podoba ci się ten album, który przysłała ci mama? Aaparatfotograficzny od Charliego? Fajny, prawda?W ogóle nie wydawała się zdziwiona wiedzą Alice. Bella znała tajemnice mojej rodziny idoskonalewiedziała co też potrafimy.- Tak, świetny. Album też.- Moim zdaniem to bardzo trafiony pomysł. W końcu tylko raz w życiu kończy się liceum.Wartowszystko starannie udokumentować.- I kto to mówi? Przyznaj się, ile razy byłaś w czwartej klasie?- Ja, to co innego.Podeszły do mnie. Moja ręka machinalnie wyciągnęła się w kierunku jej dłoni byle tylko jadotknąć. Ścisnąłem delikatnie jej palce. Ten gest wystarczał za każde słowo, jakie mógłbym powiedzieć do niej w tej chwili. Czułem, jak serce Belli zaczyna łomotać. Uśmiechnąłem siędoniej. Było to dla mnie takie niezwykłe, że kochałem ja, a ona w jakiś sposób odwzajemniałatouczucie.- Jeśli dobrze zrozumiałem, mam ci nie składać życzeń, tak?- Spytałem mając nadzieję, żemoże jednak zmieniła zdanie. A ja jak nic popędziłbym natychmiast za najcudowniejszym prezentem dlaniej. W takich chwilach żal spowodowany brakiem możliwości słyszenia jej myśli przybierałgwałtownie na sile.- Zgadza się.- Chciałem się tylko upewnić. Mogłaś w międzyczasie zmienić zdanie. Wiesz, większośćludzi lubimieć urodziny i dostawać prezenty.Alice na te słowa parsknęła śmiechem.

Activity (12)

You've already reviewed this. Edit your review.
1 hundred reads
1 thousand reads
Laura Suszek liked this
Natalia Kopacka liked this
Laura Suszek liked this
Laura Suszek liked this
Laura Suszek liked this
Laura Suszek liked this
Laura Suszek liked this
marta34131 liked this

You're Reading a Free Preview

Download
/*********** DO NOT ALTER ANYTHING BELOW THIS LINE ! ************/ var s_code=s.t();if(s_code)document.write(s_code)//-->