2
NA MARGINESIE „NARKOTYKÓW” I „NIEMYTYCHDUSZ” STANISŁAWA IGNACEGO WITKIEWICZA
„MÓWIĄC ogólnie, wy wszyscy [...] robicie na mnie wrażenie ludzi zupełnie nie-uspołecznionych. Wy żyjecie zawieszeni w zupełnej próżni. [...] Człowiek, który poj-muje siebie bez żadnego związku ze społeczeństwem, w którym żyje, z koniecznościodejmuje sobie całą olbrzymią sferę przeżywania rzeczy naprawdę wielkich. [...] Pozatym niech pan pamięta, że u nas artysta to jest człowiek, który musi być na czele, musibyć tym, który prowadzi. [...] — Bungo nie odpowiadał, ale powoli zaczynał się w nimbudzić pewien opór. — Proszę pana — zaczął nieśmiało. — Co do mnie osobiście, mapan zupełną słuszność. [...] Ale co do tego zbliżenia się do spraw społecznych mam tro-chę inne przekonania. Jeżeli kto nie ma w sobie spontanicznej potrzeby mieszania siędo spraw tych, nie powinien bezwzględnie tego robić. Tego nie można wytworzyć w so-bie sztucznie. Ja jestem dlatego nieszczęśliwy, że au fond nic mnie te kwestie nie ob-chodzą uczuciowo. Czasami mnie to zajmuje, tak jak każda inna kwestia, ale do tego,aby się tym naprawdę przejąć, trzeba mieć to wszystko w sobie. [...] Wszystko, co bymrobił, a pojęcia nie mam, w jaki sposób mógłbym się do tego zabrać, byłoby najgorszymkłamstwem, czymś wymuszonym. [...] Najgorszą rzeczą właśnie jest to, że u nas wszyscy czują obowiązek zajmowania się losem narodu. Zajmują się tym ludzie najbardziej niepowołani. Każdy poeta obowiązany jest być wieszczem i bełkotać coś niezrozumiałegodla niego samego dlatego tylko, że był czas, w którym ludzie musieli tworzyć mistyczneteorie, aby przetrzymać pewną epokę upadku. [...] Sądzę także, że oprócz życia społecz-nego człowiek ma w sobie do załatwienia wiele istotnych rzeczy i artysta, który nie mazupełnie pretensji, aby jego sztuka wpływała w bezpośredni sposób na życie społeczne,może przez to samo, że stworzy siebie jedynie jako artystę, stać się elementem posiada- jącym w ogólnym rachunku wartość społeczną. Uważam, że poza stosunkiem swoimdo społeczeństwa człowiek ma siebie samego dla siebie samego i o te najistotniejszewartości powinno mu przede wszystkim chodzić. — Nie pan mnie będzie uczył o meta-zycznych głębiach natury ludzkiej — przerwał Mag. [...] Sądzę tylko, że człowiek two-