Welcome to Scribd, the world's digital library. Read, publish, and share books and documents. See more ➡
Download
Standard view
Full view
of .
Add note
Save to My Library
Sync to mobile
Look up keyword
Like this
4Activity
×
0 of .
Results for:
No results containing your search query
P. 1
Tomasz Domaniewski - Niedaleko od prawdy – 1975 (zorg)

Tomasz Domaniewski - Niedaleko od prawdy – 1975 (zorg)

Ratings: (0)|Views: 1,426|Likes:
Published by biblioteka_zorga
Znacznie już później, w obozie jenieckim po Powstaniu, Kutyłosio organizował wieczerzę wigilijną, w warunkach obozowych nader trudną do zorganizowania. Dla tradycjonalisty nie ma jednak przeszkód: zdobył właściwie wszystko, i mak, i buraczki na barszczyk, i grzybki suszone, i wszystko, co trzeba, przynajmniej w namiastkach, ale brakowało podstawowego surowca, a mianowicie ryby. Jednak ryba na jenieckim stole wigilijnym się znalazła. Rolę ryby pełnił mianowicie kot hodowany od lat przez angielskiego męża zaufania. Kocur był olbrzymi, więc starczyło go i na galaretę, i na rybę z wody, i nawet na zupę dla całego baraku po troszeczku, aby zachować tradycję (Wersja dla Kindle na Chomiku)
Znacznie już później, w obozie jenieckim po Powstaniu, Kutyłosio organizował wieczerzę wigilijną, w warunkach obozowych nader trudną do zorganizowania. Dla tradycjonalisty nie ma jednak przeszkód: zdobył właściwie wszystko, i mak, i buraczki na barszczyk, i grzybki suszone, i wszystko, co trzeba, przynajmniej w namiastkach, ale brakowało podstawowego surowca, a mianowicie ryby. Jednak ryba na jenieckim stole wigilijnym się znalazła. Rolę ryby pełnił mianowicie kot hodowany od lat przez angielskiego męża zaufania. Kocur był olbrzymi, więc starczyło go i na galaretę, i na rybę z wody, i nawet na zupę dla całego baraku po troszeczku, aby zachować tradycję (Wersja dla Kindle na Chomiku)

More info:

Published by: biblioteka_zorga on Apr 21, 2011
Copyright:Attribution Non-commercial

Availability:

Read on Scribd mobile: iPhone, iPad and Android.
download as PDF or read online from Scribd
See More
See less

02/07/2013

pdf

 
 
 
Niedaleko od prawdy
Tomasz Domaniewski
 
SŁABY POCZĄTEK 
 
Zaczęł się słab, naprawę słab. Urziłem się mianwicie
z
alek psuniętym wgłwiem
-
czeg ślay, jak twierzą mi wrgwie, bserwwad mżna p ziś zieo
- a do tego jako
siemimiesięczny wcześniak. Pnd płżna, bejrzawszy kijankwaty twór, miała grmną chtęwrzucid g  kubła,
a
rzicm razid, aby zbyli się na cś barziej uaneg. P namyślezecywan jenak, że jaki tam jest, taki jest, ale
w
każym razie
 
pierwrny, więc niechże sbiebęzie.
 
Znacznie już później,
w
czasie stuiów, wyczytałem, że statystycznie rzecz birąc 95% wgłwcówwyrasta na iitów, ale 5% ma szanse zstad geniuszami. Staiów pśrenich pbn brak.
 
Oczywiście, cenę pzstawiam przez wrzną mi mestię Czytelnikwi.
 
ział się t awn, prze sześdziesięciu prawie laty,
w
rku 1920. Pnd znam ten kres raczej
 z
pwiaao rziców
-
przez pierwsze miesiące
i
lata mjeg życia przebrnąłem
z
najwyższątrunścią. Nie był mme
ntu, w
którym byłbym całkwicie zrów. Chrwałem nieustannie na
wszelkie znane i
nieznane chrby. Tajemnicze zarazki ciągnęły  mnie jak way  lampy
i rejestr
mich niemwlęcych legliwści łuższy był  ficjalneg spisu chrób. Pjęcie niemwlęctwakjarzy się na gół
z
pyzatym, różwym seskiem, wesł pwiewającym nóżkami, pełnymirzksznych fałek, wyrywającym się  butelki
z
mlekiem. Ja byłem zielny, nieruchawy, parzny,
nieustannie rozwrzeszczany i
ani rusz nie ptrafiłem pnieśd lbrzymieg łba
z becika. Moja Matka,
która była,
jest i
bęzie najzrwszą
i
najbarziej tryskającą energią sbą na świecie
-
rzpaczałana mą klebką nie wierząc, że taki strzępek życia zła się uchwad. Sama jeźziły
na nartach,
pływała, chziła
na wspinaczki i
za najlepszy śrek kmunikacji mięzymiastwej uważała własnąparę nóg. Sama nigy na nic nie chrując każą mją chrbę uważała za śmiertelne
z
agrżenie. Nie,nie miała że mną łatwej egzystencji. Trun wprawzie pwiezied, aby ncami czuwała przy mnie
-
sen bwiem zawsze miała kamienny
- ale co rano z
trwgą sprawzała, czy jeszcze ycham.
 
Prawę mówiąc, ten stsunek  mnie pzstał jej p ziś zieo:
 
Miałem mże wa,
a
mże trzy lata, gy przenieśliśmy się na stałe  Zakpaneg, g
dzie ojciec -przyrodnik-ornitolog -
zaczął pracwad w Funacji Kó
rn
ickiej,  której wówczas należały prawie całe
polskie Tatry i
częśd czeskich. Matka, też
przyrodniczka z
wykształcenia, uczyła bilgii w SzkleGsparstwa mweg w Kuźnicach
u tak
zwanych wówczas,
a
słynnych „
cepculek
”. Mieszkaliśmy
 w
tych pierwszych latach na Skibówkach, wynajmując cały m najpierw  psła Rja,
a
później Tatarów. Tamże chrwałem
wytrwale w
alszym ciągu. Stary ktr Kraszewski był stałymbywalcem na Skibówkach, póki jeg funkcji nie przejął ktr Nwtny, chirurg. Rzecz
w
tym, że gysię skoczyły chrby
-
gy się nauczyłem chzid
i
biegad zaczęły się wypaki. Asrtyment chróbmusiał się pręzej czy później w
yc
zerpad, ale mjej Matce wyawał się tylk, że ma już kłptywieku ziecięceg
z
głwy, parletni bwiem niezguła spaał ze wszystkieg, na
co
wlazł, ptykał się
 o
wszystk, c był na rze, wpaał
w najdziwniejsze dziury i
wsazał łapy wszęzie tam, gzie ichwsazad nie należał. Plegałem je
nak wypadkom - nawet bardzo z
pzru pważnym
- jedynie
częściw. Tam gzie pwinienem się zabid
-
łamałem jeynie ngę
,
tam gzie pwinienem stracidrękę
-
wsazając ją na przekła
z
pachlęcą ciekawścią
w
głąb pracującej sieczkarni
-
rzcinałem
sobie jedynie palec,
tam gzie pwinna mi się czaszka rzłupad na amen
-
wgniatałem sbie zalewie

Activity (4)

You've already reviewed this. Edit your review.
1 thousand reads
1 hundred reads
Thomas liked this
Thomas liked this

You're Reading a Free Preview

Download
/*********** DO NOT ALTER ANYTHING BELOW THIS LINE ! ************/ var s_code=s.t();if(s_code)document.write(s_code)//-->