2586 kroków
Bergen, zima 1876/77 r.
o za diabelne zimno –
jęknął
doktor
Paweł
Skórzewski,
nakrywając się dokładniejskórą
z renifera.
C
Mówił sam do siebie już od
wielu godzin. Nie był w stanie się
powstrzymać,podobnie jak nie
umiał opanować dreszczy. Pasażerowie osadzonego
napłozach dyliżansu dawno przestali zwracać uwagę
na mruczącego podnosem cudzoziemca. Na zewnątrz
było ciemno, lekarz nie wiedział, czy jestnoc, czy może
dzień. Namacał za pazuchą piersiówkę i pociągnął niewielkiłyczek palącej petersburskiej wódki. Zadrżał. Alkohol rozgrzał go tylko nachwilę.
Zamarzn
ę, pomyślał. Zamarznę i nigdy nie dotrę do
tego całego Bergen
...
Wiatr, uderzywszy w cienkie ściany pojazdu, zachichotał ponuro. Doktorspojrzał na zegarek. W słabym świetle kiwającej się pod sufitem latarki złojową
świeczką cyferki na porcelanowej tarczy dwoiły się i troiły. Z trudemzogniskował wzrok. Od ostatniej zmiany
koni upłynęły trzy godziny. Azatem już niedługo. Siedzący naprzeciwko młodzieniec trącił delikatniedłonią
jego kolano. –
Wkrótce będzie pan na miejscu
–
powiedział po
niemiecku, potwie
rdzającnieśmiałe domysły.
–
Jesteśmy już na przedmieściach.
–
Skąd pan wie?
–
zdziwił się Skórzewski.
–
Zjechaliśmy właśnie na dno doliny. Proszę posłuchać wiatru.Faktycznie, wichura wyła, nie napotkawszy żadnych
przeszkód. Terenwokół dyliżansu musiał być płaski
i otwarty. – Jak wy to wytrzymujecie? –
zapytał Paweł.
–
Jesteśmy przyzwyczajeni. Zresztą wcale nie jest tak
zimno. Tylkopiętnaście stopni mrozu.Skórzewski usłyszał dziwny dźwięk. Dopiero po
chwili zorientował się,że to szczękanie jego zębów.
– To Norwegia. –
Uśmiechnął się jego rozmówca.
–
Złe miejsce, byzwiedzać je zimą.Musiał przyznać mu rację. A przecież ostrzegano
go. Mógł zostać w
Add a Comment