Welcome to Scribd, the world's digital library. Read, publish, and share books and documents. See more
Download
Standard view
Full view
of .
Save to My Library
Look up keyword
Like this
4Activity
0 of .
Results for:
No results containing your search query
P. 1
Nietzsche - Wiedza Radosna

Nietzsche - Wiedza Radosna

Ratings:

5.0

(1)
|Views: 1,102 |Likes:
Published by izabela

More info:

Published by: izabela on Nov 21, 2008
Copyright:Attribution Non-commercial

Availability:

Read on Scribd mobile: iPhone, iPad and Android.
download as PDF, TXT or read online from Scribd
See more
See less

06/16/2013

pdf

text

original

 
1
Wiedza radosna
Przedmowa do wydania drugiego
Tłumaczenie:
Leopold Staff 
 1.Ksi
ąŜ
ce tej potrzeba mo
Ŝ
e nie tylko jednej przedmowy; a w ko
ń
cu zostałaby zawsze jeszczew
ą 
tpliwo
ść
, czy przedmowy mog
ą 
t
ę
ksi
ąŜ
k
ę
, jako przygod
ę
prze
Ŝ
yt
ą 
, uprzyst
ę
pni
ć
komu
ś
,kto nic podobnego nie prze
Ŝ
ył. Zdaje si
ę
ona pisana w mowie powiewu odwil
Ŝ
y: jest w niejswawola, niepokój, przekora, pogoda kwietniowa, tak
Ŝ
e ustawicznie przypomina si
ę
zarównos
ą 
siedztwo z zim
ą 
, jak zwyci
ę
stwo nad zim
ą 
, które nadchodzi, nadej
ść
musi, lub ju
Ŝ
mo
Ŝ
enadeszło... Wdzi
ę
czno
ść
wytryska ustawicznie, jak gdyby stało si
ę
wła
ś
nie to, czego człowieknajmniej oczekiwał, wdzi
ę
czno
ść
ozdrowie
ń
ca – bo ozdrowienie było tym, czego si
ę
najmniejoczekiwało. "Wiedza radosna" to znaczy saturnalie ducha, który opierał si
ę
cierpliwiestraszliwemu, długiemu uciskowi – cierpliwie, surowo, zimno, nie poddaj
ą 
c si
ę
, lecz i beznadziei – i którego teraz opada nagle nadzieja zdrowia, upojno
ść
ozdrowienia. Có
Ŝ
za dziw,
Ŝ
e przy tym wiele nierozs
ą 
dku i szale
ń
stwa na jaw wychodzi, wiele swawolnej tkliwo
ś
ci,trwonionej nawet na problematy, które maj
ą 
sier
ść
kolczat
ą 
i nie wydaj
ą 
si
ę
, jakby chciały, by je pie
ś
ci
ć
i wabi
ć
. Cała ta ksi
ąŜ
ka nie jest wła
ś
nie niczym innym, jeno wesoło
ś
ci
ą 
po długimniedostatku i niemocy, radowaniem si
ę
z powracaj
ą 
cych sił, z budz
ą 
cej si
ę
na nowo wiary w jutro i pojutrze, z nagłego poczucia i przeczucia przyszło
ś
ci, bliskich przygód, mórz znowuotwartych, znów dozwolonych, znów wiar
ą 
darzonych celów. Có
Ŝ
bo nie le
Ŝ
ało teraz pozamn
ą 
! Ten szmat pustyni, wyczerpania, niewiary, zlodowacenia po
ś
ród młodo
ś
ci, ta starczo
ść
 nie na swoim miejscu, ta tyrania bólu, prze
ś
cigni
ę
ta jeszcze przez tyrani
ę
dumy, któraodrzucała wnioskowania bólu – a wnioskowania s
ą 
pocieszeniami – to radykalneosamotnienie, jako konieczna obrona przeciw pogardzie dla ludzi, która chorobliwie jasnowidz
ą 
ca si
ę
stała, to zupełne ograniczenie si
ę
do tego, co w poznaniu gorzkie, cierpkie,ból sprawiaj
ą 
ce, jak to je zalecał wstr
ę
t, wyrosły stopniowo z nieostro
Ŝ
nej diety duchowej irozpieszczenia smaku – zw
ą 
je romantyk
ą 
– och, któ
Ŝ
by to wszystko mógł odczu
ć
ze mn
ą 
!Kto by to jednak mógł, wybaczy mi na pewno wi
ę
cej jeszcze ni
Ŝ
nieco szale
ń
stwa, pustoty,"wiedzy radosnej" – na przykład t
ę
gar
ść
pie
ś
ni, które ksi
ąŜ
ce tym razem przydano – pie
ś
ni,w których poeta w sposó trudny do wybaczenia z wszystkich poetów
Ŝ
arty sobie stroi. – Ach,bo nie tylko na poetach i ich pi
ę
knych "uczuciach lirycznych" musi ten zmartwychwstanieczło
ść
wywrze
ć
swoj
ą 
: któ
Ŝ
wie, jakiej szuka sobie ofiary, co za potworno
ść
parodii wkrótcen
ę
ci
ć
go b
ę
dzie? "
 Incipit tragoedia
" – napisano przy ko
ń
cu tej niebezpiecznie beztroskliwejksi
ąŜ
ki: miejcie si
ę
na baczno
ś
ci! Zapowiada si
ę
co
ś
hultajsko złego i zło
ś
liwego:
incipit  parodia
, nie ma w
ą 
tpliwo
ś
ci...2.– Lecz dajmy pokój panu Nietzschemu: có
Ŝ
nas obchodzi,
Ŝ
e pan Nietzsche wrócił dozdrowia? Psycholog zna niewiele tak poci
ą 
gaj
ą 
cych zagadnie
ń
jak stosunek zdrowia dofilozofii, a w razie gdy sam zachoruje, cał
ą 
sw
ą 
naukow
ą 
ciekawo
ść
wnosi w swoj
ą 
chorob
ę
.Posiada si
ę
bowiem, ma si
ę
rozumie
ć
, je
ś
li si
ę
jest osob
ą 
, koniecznie i filozofi
ę
swej osoby: jednak istnieje tu wa
Ŝ
na ró
Ŝ
nica. W jednym filozofuj
ą 
jego braki, w innym bogactwa jego i
 
2siły. Pierwszemu jest filozofia jego potrzebna, czy to jako podpora, uspokojenie, lekarstwo,wyzwolenie, podniesienie, zoboj
ę
tnienie na samego siebie; u drugiego jest ona pi
ę
knym jenozbytkiem, w najlepszym razie rozkosz
ą 
tryumfuj
ą 
cej wdzi
ę
czno
ś
ci, która w ko
ń
cu jeszczesiebie wielkimi głoskami kosmicznymi na niebie poj
ęć
wypisa
ć
musi. W innym jednak,zwyklejszym wypadku, gdy filozofi
ę
uprawiaj
ą 
braki, jak u wszystkich chorych my
ś
licieli – aby
ć
mo
Ŝ
e,
Ŝ
e w dziejach filozofii przewa
Ŝ
aj
ą 
chorzy my
ś
liciele – czym
Ŝ
e stanie si
ę
samamy
ś
l, która dostała si
ę
pod ucisk choroby? Oto pytanie obchodz
ą 
ce psychologa: i tu mo
Ŝ
liwy jest eksperyment. Podobnie jak podró
Ŝ
ny postanawia obudzi
ć
si
ę
o oznaczonej godzinie, apotem spokojnie powierza si
ę
snu: tak my, filozofowie, skoro nas choroba opadnie,poddajemy si
ę
na pewien czas z dusz
ą 
i ciałem chorobie – zamykamy niejako oczy przedsob
ą 
. I jak ów wie,
Ŝ
e co
ś
tam nie
ś
pi, co
ś
liczy godziny i obudzi go, tak te
Ŝ
my wiemy,
Ŝ
erozstrzygaj
ą 
ca chwila zastanie nas na czuwaniu –
Ŝ
e co
ś
wówczas wyskoczy i chwyci duchana gor
ą 
cym uczynku, to znaczy na słabo
ś
ci lub nawrocie, lub poddaniu si
ę
, lub stwardnieniu,lub spos
ę
pnieniu, lub jak tam zw
ą 
si
ę
te chorobliwe ducha stany, które za zdrowych dni maj
ą 
 przeciw sobie dum
ę
ducha (bo jak mówi stara zwrotka: "dumny duch, paw i ko
ń
– to przecienajdumniejsze zwierz
ę
ta w
ś
wiecie"). Takie badanie samego siebie, takie do
ś
wiadczenie nasobie uczy nas bystrzejszym spogl
ą 
da
ć
okiem na wszystko, co w ogóle dot
ą 
d wyfilozofowanezostało; odgaduje si
ę
lepiej ni
Ŝ
przedtem, mimowolne manowce, boczne uliczki, miejscaspoczynku, miejsca słoneczne my
ś
li, ku którym cierpi
ą 
cy my
ś
liciele, wła
ś
nie jako cierpi
ą 
cy,daj
ą 
si
ę
wodzi
ć
i uwodzi
ć
; wie si
ę
odt
ą 
d, dok
ą 
d chore ciało i jego potrzeba nie
ś
wiadomie przeducha, popycha i n
ę
ci – ku sło
ń
cu, ciszy, łagodno
ś
ci, cierpliwo
ś
ci, lekarstwu, pokrzepieniu w jakim b
ą 
d
ź
sensie.
Ka
Ŝ
da filozofia, stawiaj
ą 
ca pokój wy
Ŝ
ej od wojny, ka
Ŝ
da etyka ozaprzecznym uj
ę
ciu poj
ę
cia szcz
ęś
cia, ka
Ŝ
da metafizyka i fizyka znaj
ą 
ca finał, stanostateczny jakiego b
ą 
d
ź
rodzaju, ka
Ŝ
de przewa
Ŝ
nie estetyczne lub religijne po
Ŝą 
danie jakiego
ś
ubocza, za
ś
wiata, jakiego
ś
poza, ponad – pozwala zapyta
ć
, czy to nie chorobawła
ś
nie była filozofa natchnieniem.
Nie
ś
wiadome przebieranie potrzeb fizjologicznych wpłaszcze obiektywne, idealne, czysto duchowe si
ę
ga zastraszaj
ą 
co daleko – i do
ść
cz
ę
stozapytywałem si
ę
, czy na ogół bior
ą 
c filozofia nie była dot
ą 
d przewa
Ŝ
nie tylko tłumaczeniemciała i złym tłumaczeniem ciała. Poza najwy
Ŝ
szymi ocenami warto
ś
ci, które dotychczasdziejami my
ś
li kierowały, drzemi
ą 
ukryte złe rozumienia cielesnego ustroju, czy to jednostek,czy to stanów, czy całych ras. Mo
Ŝ
na wszystkie owe
ś
miałe szale
ń
stwa metafizyki, zwłaszcza jej odpowiedzi na pytania dotycz
ą 
ce warto
ś
ci istnienia, uwa
Ŝ
a
ć
przede wszystkim zawsze zasymptomaty pewnych ciał; a chocia
Ŝ
tego rodzaju potwierdzenia lub zaprzeczenia
ś
wiata,wzi
ę
te ryczałtem, nie maj
ą 
, mierz
ą 
c miar
ą 
nauki, najmniejszego znaczenia, to daj
ą 
one jednakdziejopisowi i psychologowi tym cenniejsze wskazówki, jako symptomaty, jak si
ę
rzekło,ciała, jego udano
ś
ci lub nieudano
ś
ci, jego pełni, t
ęŜ
yzny, jego wielmo
Ŝ
no
ś
ci w dziejach lubte
Ŝ
jego zatamowa
ń
, znu
Ŝ
e
ń
, zubo
Ŝ
e
ń
, jego przeczucia ko
ń
ca, jego
Ŝą 
dzy ko
ń
ca. Oczekuj
ę
 ci
ą 
gle jeszcze,
Ŝ
e jaki
ś
filozoficzny lekarz, w wyj
ą 
tkowym tego słowa znaczeniu – taki, któryma
ś
ledzi
ć
problemat powszechnego zdrowia narodu, czasu, rasy, ludzko
ś
ci – zdob
ę
dzie si
ę
 raz na odwag
ę
, by podejrzenie me na ostrzu miecza postawi
ć
i zdoby
ć
si
ę
zuchwale nazdanie: we wszelkim filozofowaniu nie chodziło dotychczas wcale o "prawd
ę
", lecz o co
ś
 innego, powiedzmy o zdrowie, przyszło
ść
, rozwój, moc,
Ŝ
ycie...3.– Zgadujecie,
Ŝ
e nie bez wdzi
ę
czno
ś
ci wzi
ą 
łbym rozbrat z owym ci
ęŜ
kiego niedomaganiaczasem, którego korzy
ś
ci i dzi
ś
jeszcze nie wyczerpałem: tak jak wcale do
ść
 
ś
wiadom jestem,czym w ogóle w moim bogatym w zmiany zdrowiu wszystkie kłody duchowe przewy
Ŝ
szam.
 
3Filozof, który przez ró
Ŝ
ne zdrowia w
ę
drował i ci
ą 
gle jeszcze w
ę
druje, przew
ę
drował tak
Ŝ
etyle
Ŝ
filozofii: nie mo
Ŝ
e wła
ś
nie nic innego, jak tylko stan swój ka
Ŝ
dym razem przenosi
ć
wnajbardziej duchow
ą 
form
ę
i dal – ta sztuka transfiguracji jest wła
ś
nie filozofi
ą 
. Nie wolnonam filozofom oddziela
ć
duszy i ciała, jak lud oddziela, tym mniej wolno nam oddziela
ć
 dusz
ę
i ducha. Nie jeste
ś
my wcale my
ś
l
ą 
cymi
Ŝ
abami, ani obiektywizuj
ą 
cymi i registruj
ą 
cymiaparatami o zimno wyregulowanych wn
ę
trzno
ś
ciach – musimy ustawicznie my
ś
li swe zeswego rodzi
ć
cierpienia i po macierzy
ń
sku obdziela
ć
je wszystkim, co w sobie samychposiadamy z krwi, serca, ognia, rozkoszy, nami
ę
tno
ś
ci, m
ę
czarni, przeznaczenia, fatalno
ś
ci.
y
ć
– to znaczy dla nas ustawicznie w
ś
wiatło i płomie
ń
przemienia
ć
wszystko, czym jeste
ś
my; wszystko, co nas spotyka; nie mo
Ŝ
emy zgoła inaczej. A co si
ę
tyczy choroby: niekusi
Ŝ
nas prawie pytanie, czy nie jest nam w ogóle niezb
ę
dna? Dopiero wielki ból jestostatecznym ducha oswobodzicielem, jako nauczyciel wielkiego podejrzenia, które z ka
Ŝ
degoU robi X, prawe, szczere X, to jest przedostatni
ą 
głosk
ę
przed ostatni
ą 
. Dopiero wielki ból,ów długi powolny ból, który potrzebuje czasu, w którym spalamy si
ę
niejako z zielonymigał
ęź
mi, zmusza nas filozofów do zst
ą 
pienia w sw
ą 
ostateczn
ą 
ą 
b i do odrzucenia od siebiewszelkiej ufno
ś
ci, wszystkiego, co dobroduszne, zasłaniaj
ą 
ce, łagodne,
ś
rednie, w cowło
Ŝ
yli
ś
my mo
Ŝ
e przedtem swoje człowiecze
ń
stwo. W
ą 
tpi
ę
, czy taki ból "polepsza" – leczwiem,
Ŝ
e nas pogł
ę
bia. Czy to wi
ę
c uczymy si
ę
przeciwstawia
ć
mu swoj
ą 
dum
ę
, swojeszyderstwo, swoj
ą 
sił
ę
woli i post
ę
pujemy w tym jak Indianin, który, cho
ć
by jak strasznienawet dr
ę
czony, w zło
ś
ci swego j
ę
zyka znajduje odszkodowanie na swym dr
ę
czycielu; czy toprzed bólem w ow
ą 
orientaln
ą 
chronimy si
ę
nico
ść
zw
ą 
j
ą 
nirwana – w owo nieme, t
ę
pe,głuche poddanie si
ę
, zapomnienie o sobie, zgaszenie siebie: to jednak z takich długich,niebezpiecznych
ć
wicze
ń
w panowaniu nad sob
ą 
wychodzi si
ę
innym człowiekiem, z kilkuznakami zapytania wi
ę
cej, przede wszystkim z wol
ą 
pytania nadal wi
ę
cej, gł
ę
biej, surowiej,sro
Ŝ
ej, zło
ś
niej, ciszej, ni
Ŝ
si
ę
dot
ą 
d pytało. Zaufanie do
Ŝ
ycia sczezło:
Ŝ
ycie samoproblematem si
ę
stało – nie trzeba tylko s
ą 
dzi
ć
,
Ŝ
e człowiek koniecznie przez to stał si
ę
 pos
ę
pnikiem! Nawet miło
ść
ku
Ŝ
yciu mo
Ŝ
liwa jest jeszcze – kocha si
ę
jeno inaczej. Jest tomiło
ść
ku kobiecie, która w nas budzi w
ą 
tpliwo
ś
ci... Powab wszystkiego, co problematyczne,rado
ść
z X jest jednak u takich bardziej duchowych, przeduchowionych ludzi zbyt wielka, bynie miała ci
ą 
gle na nowo, jak jasna po
Ŝ
oga, wybucha
ć
ponad wszelk
ą 
n
ę
dz
ę
 problematyczno
ś
ci, ponad wszelkie niebezpiecze
ń
stwo niepewno
ś
ci, nawet ponad zazdro
ść
 kochaj
ą 
cego. Poznajemy nowe szcz
ęś
cie...4.Wreszcie, aby niepowiedzianym nie pozostało, co najistotniejsze: z takich otchłani, z takiegoci
ęŜ
kiego niedomagania, tak
Ŝ
e z niedomagania ci
ęŜ
kiego podejrzenia, powraca si
ę
nowonarodzonym, z obłuszczon
ą 
skór
ą 
, bardziej łaskotliwym, zło
ś
liwszym, z wytworniejszymsmakiem do rado
ś
ci, z delikatniejszym j
ę
zykiem dla wszystkich dobrych rzeczy, zweselszymi zmysłami, z powtórn
ą 
, niebezpieczniejsz
ą 
niewinno
ś
ci
ą 
w rado
ś
ci; powraca si
ę
 dziecinniejszym zarówno i stokro
ć
bardziej wyrafinowanym, ni
Ŝ
si
ę
kiedykolwiek przedtembyło. Och, jak
Ŝ
e wstr
ę
tne jest odt
ą 
d u
Ŝ
ycie, grube, t
ę
pe, ciemne u
Ŝ
ycie, jak je zreszt
ą 
pojmuj
ą 
 u
Ŝ
ywaj
ą 
cy, nasi "wykształceni", nasi bogaci i panuj
ą 
cy! Jak zło
ś
liwie przysłuchujemy si
ę
 odt
ą 
d jarmarcznemu bum-bum, którym "człowiek wykształcony" i wielkiego miastamieszkaniec zmusza si
ę
dzi
ś
gwałem przez sztuk
ę
, ksi
ąŜ
k
ę
i muzyk
ę
do "rozkoszyduchowych" przy pomocy gor
ą 
cych napojów! Jak
Ŝ
e nam teraz rani
ć
b
ę
dzie uszy teatralnykrzyk nami
ę
tno
ś
ci, jak
Ŝ
e obcy stanie si
ę
smakowi naszemu cały ten romantyczny zgiełk irozgardiasz zmysłów, w którym wykształcony lubuje si
ę
motłoch, wraz ze swymi aspiracjami

Activity (4)

You've already reviewed this. Edit your review.
1 hundred reads
1 thousand reads
mjablonsky liked this

You're Reading a Free Preview

Download
/*********** DO NOT ALTER ANYTHING BELOW THIS LINE ! ************/ var s_code=s.t();if(s_code)document.write(s_code)//-->