Welcome to Scribd, the world's digital library. Read, publish, and share books and documents. See more
Download
Standard view
Full view
of .
Save to My Library
Look up keyword
Like this
1Activity
0 of .
Results for:
No results containing your search query
P. 1
1 - Przyszłość jest tu

1 - Przyszłość jest tu

Ratings: (0)|Views: 187|Likes:
Published by Tomasz Wiśniewski

More info:

Categories:Types, Recipes/Menus
Published by: Tomasz Wiśniewski on Mar 09, 2012
Copyright:Attribution Non-commercial

Availability:

Read on Scribd mobile: iPhone, iPad and Android.
download as PDF, TXT or read online from Scribd
See more
See less

11/08/2013

pdf

text

original

 
Pressja Redakcji
9
PRESSJA REDAKCJI
Przyszłość jest tu!
Z
amknijcie na moment oczy i wyobraźcie sobie świat w głębokim kryzysiegospodarczym. Świat, w którym interwencje państwowe z ostatnich latokazały się niewystarczające i doszło do globalnego zresetowania syste
-
mu nansowego. Widzicie to, co ja? Najpierw w wyniku załamania na rynkachnieruchomości wszystkie największe banki, niczym klocki domina, ogłosiły swo
-
ją upadłość. Oznaczało to brak jakiejkolwiek możliwości pozyskiwania kapita
-
 łu zarówno na inwestycje, bieżącą obsługę długów, jak i konsumpcję. Dopro
-
wadziło to do globalnego spadku indeksów akcji i funduszów inwestycyjnych,co pozbawiło setki milionów osób na całym świecie oszczędności. W efekciewybuchu paniki konsumenci masowo zaczęli oszczędzać, wbijając tym samymostatni gwóźdź do trumny gospodarki. Przedsiębiorstwa pozbawione możliwościkredytowych, osiągające już i tak ogromne straty związane ze swoją działalnościąinwestycyjną na rynkach kapitałowych, w związku z mniejszym spożyciem znacz
-
nie ograniczyły swoją produkcję. Efektem tego ruchu były masowe zwolnienia,a rosnące bezrobocie przełożyło się na jeszcze gwałtowniejsze zmniejszenie popy
-
tu. Neoliberalny system ekonomiczny wpadł w korkociąg, który niechybnie musiał się skończyć katastrofą. Zarówno państwa, przedsiębiorstwa, jak i poszczególnikonsumenci stali się niewypłacalni.
Homo sapiens
po dwustu tysiącach lat swojejaktywności gospodarczej, niczym rma z długimi tradycjami, ogłosił bankructwo.
Kto winien?
W naszkicowanej tu wizji szczególnie wstrząsające są dwa elementy. Przera
-
żająca jest przede wszystkim realność tego scenariusza. Według wielu uznanychekonomistów w pewnym momencie byliśmy o krok od jego realizacji i nie brakujezwolenników tezy, że zagrożenie udało się zażegnać jedynie czasowo. Głębokikryzys systemu nansowego jest ciągle możliwy i nie jesteśmy w stanie określić,czy wpompowane w niego środki publiczne były wystarczające, by odzyskał onstabilność. Rządzące kolorami światowych parkietów kompletnie nieprzejrzy
-
ste instrumenty pochodne skutecznie zaciemniają obraz i uniemożliwiają nawetszacunkowe wyliczenia.
Homo sapiens
po dwustu tysiącach lat swojej aktywności gospodarczej, niczym rma z długimi tradycjami, ogłosił 
bankructwo.
Po drugie, zadziwiający jest brak odpowiedzialnych za doprowadzenie glo
-
balnej gospodarki na skraj przepaści. Decyzje, które mogły wywrócić do górynogami życie miliardów ludzi na naszej planecie, a które i tak je poważnie utrud
-
niły, były podejmowane przez osoby anonimowe dla opinii publicznej. Mamy doczynienia z kastą menadżerów zarządzających najważniejszymi funduszami in
-
westycyjnymi. W pogoni za maksymalizacją krótkoterminowego zysku, od któ
-
rego zależą ich wynagrodzenia, zaczęli wykonywać operacje o wysokim ryzyku.Znakomitym przykładem jest historia banku Goldman Sachs, który od czasuwejścia na giełdę w latach dziewięćdziesiątych odszedł od działalności depo
-
zytowo-kredytowej na rzecz aktywności inwestycyjnej. W imię krótkotermino
-
wych zysków zaczęto coraz częściej podejmować bardzo ryzykowne decyzje.Dzięki ogromnym środkom pozostającym do ich dyspozycji, półbogowie współ 
-
czesnej gospodarki wyznaczali globalny trend według zasady: dopóki napędza
-
jący gospodarkę optymizm będzie trwał – wszyscy zarabiamy, a jeśli dojdzie dozachwiania – wszyscy za to zapłacimy. Pozostali gracze na rynku mogli jedyniewłączać się w wyznaczany przez nich trend. Dopóki trwał wzrost gospodarczy,dopóty wszyscy zarabiali na tej strategii. Z chwilą, gdy system się załamał, od
-
powiedzialność menadżerów okazała się żadna. Zarządzając cudzymi środkamiryzykowali bowiem jedynie utratą reputacji i ewentualnym zwolnieniem, którewiąże się zresztą z dużymi odprawami. Uświadamiając sobie ten mechanizm,dochodzimy do paradoksu: w świecie, w którym wolność, bezpieczeństwo i do
-
brobyt są wartościami nadrzędnymi, poziom naszego życia zależy od decyzjiwąskiego grona osób, których imion i twarzy nie znamy. Nie mamy też żadnejmożliwości sprawowania autentycznej kontroli nad ich działalnością.
Człowiek jest tym, co je
Szok będzie większy, jeśli uświadomimy sobie, co dokładnie powierzamyw ich ręce. Naiwnością jest twierdzić, że od decyzji tych ludzi zależy jedynie po
-
ziom naszych oszczędności, koszt kredytów, czy wynagrodzenie i dostępnośćpracy; zależą od nich także nasze nastroje, poczucie własnej wartości i pozycjaspołeczna. Według dominujących analiz społeczeństw zachodnich, współczes
-
na gospodarka jest w naszym życiu czymś znacznie ważniejszym, niż jedyniezespołem mechanizmów dostarczania dóbr niezbędnych do życia. Wobec kry
-
zysu tradycyjnych tożsamości coraz częściej konsumpcja staje się jedynym sku
-
tecznym narzędziem społecznej identykacji. Osiedle, wielkość i design domu,w którym mieszkamy, samochód, którym jeździmy, szkoły, do których posyła
-
my nasze dzieci, kluby, w których spędzamy wolny czas, egzotyczne miejsca,w których wypoczywamy na wakacjach, komórki, laptopy, odtwarzacze mp3,
Wobec kryzysu tradycyjnych tożsamości coraz częściejkonsumpcja staje się jedynym skutecznym narzędziemspołecznej identykacji.
 
10
Pressja Redakcji
11
którymi się posługujemy, wreszcie ubrania, które nosimy − to wszystko budujenie tylko nasz wizerunek, ale nas samych. Wobec braku uniwersalnych wartościporządkujących hierarchię społeczną pieniądz stał się jedynym powszechnie ak
-
ceptowanym kryterium sukcesu życiowego. W efekcie konsumpcja odrywa się odużyteczności, staje się rodzajem nowego rytuału, w którym każdy gadżet gra rolęjasnego i zrozumiałego symbolu. Jesteś młody i dynamiczny – używasz iPhona,biegasz z iPodem, pijesz Red Bulla, grasz w squasha, jeździsz Mini Morrisem etc.Jesteś statecznym ojcem rodziny – masz dom pod miastem, kolekcjonujesz wina,na narty jeździsz w Alpy, nosisz zegarek Girard-Perregaux, jeździsz Volvo XC70.Dobra materialne są niezbędne, by pokazać innym naszą osobowość, status spo
-
 łeczny i nie pozostawiać wątpliwości, że odniosło się co życiowy sukces.To nie wszystko. Konkretne produkty pozwalają nam nie tylko komuni
-
kować się społecznie, ale wręcz lepiej zrozumieć siebie. Bierze się to stąd, żewspółcześni marketerzy, chcąc zbudować sukces konkretnej marki, wnikająw życie wewnętrzne swoich przyszłych klientów. Zbierając drobiazgowe infor
-
macje na nasz temat, dostosowują produkt do naszych pragnień, marzeń i aspi
-
racji. Kevin Roberts, pracownik agencji reklamowej Saatchi & Saatchi, odrzucawręcz tradycyjną lojalność i zaufanie jako najważniejsze wartości wyznaczającesukces produktu. Dziś buduje się markę raczej w oparciu o najgłębsze uczucia,takie jak pożądanie, miłość i zmysłowość
1
. W efekcie krem nie ma już wyłącznienawilżać skóry, ale przede wszystkim pomagać kobietom akceptować ich tuszę.Produkty używane w kuchni są jedynym sposobem na budowanie szczęśliweji kochającej się rodziny. Odmawiając swojemu dziecku Czekotubki czy serkaDanio pokazujesz, że w gruncie rzeczy go nie kochasz. Kupując wczasy pła
-
cisz za coś znacznie więcej, niż jedynie hotel i transport – za swoje marzenieo szczęśliwych, słonecznych dniach w towarzystwie pięknych osób. Markii produkty mają rozwiązywać nasze życiowe problemy, odpowiadać na najważ
-
niejsze pragnienia, wydobywać głęboko ukrytą prawdę o nas samych. W ten spo
-
sób nasze życie intymne, marzenia i emocje splatają się z logiką rynku, który zdo
-
minował zbiorową wyobraźnię. Marketerzy słuchają nas uważniej, wiedzą o naswięcej i rozumieją lepiej niż nasi najbliżsi. Kiedyś myślałem, że to gruba przesada,jednak w ostatnie święta Wielkiej Nocy musiałem przyznać mu rację. Podczas gdykatolicy na całym świecie oczekiwali Zmartwychwstania, tłumy Amerykanów całąnoc koczowały pod sklepami rmy Apple, by kupić premierową wersję iPada (po
-
 łączenie telefonu komórkowego i notebooka). Widząc religijne uniesienie tysięcykonsumentów dotykających z nabożnym namaszczeniem ciekłokrystalicznegoekranu ze smutkiem stwierdziłem, że niedoceniałem siły
lovemarks
.
Marketerzy słuchają nas uważniej, wiedzą o nas więceji rozumieją lepiej niż nasi najbliżsi. Kiedyś myślałem, że to gruba przesada, jednak w ostatnie święta Wielkiej Nocymusiałem przyznać mu rację.
Jedynie słuszna droga wyjścia
Zbierzmy te wszystkie oczywistości. Kryzys ekonomiczny ostatnich lat był znakiem, chwilowym prześwitem, który na moment objawił nam cały mroki pustkę społeczeństwa konsumpcyjnego, na co dzień przykrywaną pstrokaty
-
mi reklamami, kolorowymi pismami, kolejnymi zakupami. Przez chwilę co by
-
strzejsi obserwatorzy dostrzegli z całą jaskrawością, że na skutek pazernościnas wszystkich cały misternie budowany świat konsumpcji może zawalić sięw mgnieniu oka. Obdarzeni wyobraźnią komentatorzy zrozumieli, że w skutektego upadku zapanowałby chaos znacznie wykraczający poza sferę ekonomii.Miliardy konsumentów pozbawionych dostępu do ukochanych produktów stra
-
ciłoby podstawowy kontekst i sens swojego życia. Głęboki kryzys ekonomicznystałby się dla nich automatycznie kryzysem tożsamości.Ekonomiści, bez chwili szerszej reeksji, rzucili się w wir naprawiania świa
-
ta nansowego, by już nigdy nie dopuścić do podobnego niebezpieczeństwa.Grono dystyngowanych panów swoim zwyczajem podzieliło się na dwa obozy.Z jednej strony, zwolennicy wolnego rynku uznali kryzys za naturalny elementcyklu gospodarczego, który pozostawiony samemu sobie szybko dokona korek
-
ty. Z drugiej strony, ich oponenci wychodzili z założenia, że wobec nadużyć osóbzarządzających funduszami inwestycyjnymi należy wzmocnić kontrolę państwo
-
wą. W ten sposób pominięto sprawę kluczową: współczesna gospodarka funk
-
cjonuje dzięki hiperkonsumpcji, towary w minimalny sposób zaspokajają realnepotrzeby materialne, a służą raczej zdobyciu prestiżu społecznego. Jak słuszniezauważa George Ritzer, nasze społeczeństwo „ze swojej natury wyklucza sa
-
tysfakcję. Musimy być wciąż niezaspokojeni, by ciągle więcej pożądać, więcejkupować i więcej konsumować. Ciągłe niezadowolenie, ciągły wyścig donikądstanowi niezbędny element systemu. To jest wyścig z cieniem”
2
. Znakomicieprzedstawia to Światowe Badanie Wartości, które regularnie odnotowuje nara
-
stające niezadowolenie zachodnich społeczeństw, pomimo faktycznego wzro
-
stu PKB. Zarazem jednak, gospodarka w dzisiejszym kształcie nie wytrzymałabyupowszechnienia się racjonalnych postaw konsumentów, gdyż gdyby choć nachwilę ambicje większej grupy konsumentów zostały zaspokojone, to spadekpodaży skutkowałby poważnym kryzysem gospodarczym. Zatem ekonomiści,chcąc zapewnić stabilność systemu, muszą zakładać ciągły wzrost hiperkon
-
sumpcji. Ta z kolei wprost prowadzi do podwójnego problemu: narastającegozadłużenia całego społeczeństwa, które w pogoni za nowymi dobrami, na któ
-
re go nie stać, sięga po kolejne kredyty, oraz całkowitego zredukowania sensużycia do aktywności konsumpcyjnej. Zatem proponowane przez ekonomistówrozwiązanie sprawia, że w przyszłości niechybnie przeżywać będziemy kolej
-
Miliardy konsumentów pozbawionych dostępu do uko
-
chanych produktów straciłoby podstawowy konteksti sens swojego życia.

You're Reading a Free Preview

Download
/*********** DO NOT ALTER ANYTHING BELOW THIS LINE ! ************/ var s_code=s.t();if(s_code)document.write(s_code)//-->