Welcome to Scribd, the world's digital library. Read, publish, and share books and documents. See more
Download
Standard view
Full view
of .
Save to My Library
Look up keyword
Like this
4Activity
0 of .
Results for:
No results containing your search query
P. 1
Nibynic

Nibynic

Ratings:

4.67

(3)
|Views: 1,781 |Likes:
Published by Misiael

More info:

Published by: Misiael on Jan 02, 2009
Copyright:Attribution Non-commercial

Availability:

Read on Scribd mobile: iPhone, iPad and Android.
download as DOC or read online from Scribd
See more
See less

07/22/2010

 
Rozdział pierwszySmród
Mucha. Spacerowała po jego głowie. Najzwyklejsza w świecie mucha. Owad.
Musca domestica.
Dyrektor Kotanowicz popatrzył bezradnie na zgromadzonych - najgorszeelementy społeczne, jakie zalegają naszą szkołę. Czemu ja znalazłem się wśródnich? Bóg raczy wiedzieć.- Panowie – odchrząknął Kotan – doszły mnie słuchy...Zaniemówił.Tymczasem dzielna mucha-alpinistka osiągała już różowy i błyszczący szczytMount Kotanowicz. Dzielny owad beztrosko szargał autorytet owy cia pedagogicznego. To znaczy – głowy głowy ciała pedagogicznego.Kotan tymczasem miał pewne trudności ze sformułowaniem odpowiedniejgadki. Nic dziwnego – w końcu niejednokrotnie spotykaliśmy się już w podobnymgronie i okolicznościach. Po iluś tam razach repertuar siłą rzeczy musiał ulecwyczerpaniu.- Panowie... wyrzucwreszcie z siebie. Znudzona mucha opciłaniegościnne tereny i odleciała w bliżej niesprecyzowanym kierunku – Powiedzciemi, jeśli łaska, jak można pobić klasę?Zapadła niezręczna cisza.- Klasę? – Grucha podrapał się po łysym łbie – Jaka klasę? Kur... Paniedyrektorze, to było ze siedem osób. Nie klasa. – dodał tonem, jakby mówił doosoby niepełnosprawnej umysłowo. Pozostali pokiwali głowami – w większościłysymi, lecz trafiło się też kilka mózgoczaszek malowniczo upstrzonych irokezami.- Ale wszyscy, to uczniowie trzeciej B, tak? nie uspował dyrektor.Zmarszczył czoło – wyglądało to, jakby ktoś w pośpiechu zwijał dywan.- No niby tak... – Grucha, podjąwszy się trudnej roli rzecznika grupy, usiłował jakoś ubrać myśli w słowa – Bo widzi pan, należało im się. Nazywali nastrogylotami.- Troglodytami – poprawiłem odruchowo.- O, właśnie. Mogli nie zaczepiać.Dyrektor smętnie popatrzył na całą grupę. Innymi słowy – na najgorsze męty,leni, olewaczy i degeneratów zgromadzonych w jednym miejscu. Prawie nikt z tejekipy nie miał szans na pomyślne przejście gimnazjum.Inna sprawa – czemu ja tu jestem? Nieważne.Później powiem.***
2
 
Brudna rzeka. Jak cholera.Krzna. Rzeka tak brudna, że pretenduje do miana ścieku. Brązowa,nieprzejrzysta maź, niegodna określania mianem wody przelewa się leniwie przezrównie brudne brzegi. Wiosną i latem śmierdzi, jak otwarte szambo. Nad rzeką leży miasto. Miasto bez przyszłości, perspektyw i porządnego kina.Łuków – bo o nim właśnie mowa – rozwija się jednak na podobieństwo pięknejróży rosnącej na stosie gnoju. Gnój śmierdzi, a róża pachnie. I jakoś to wszystkosię wyrównuje. Krzna śmierdzi. Łuków też, ale to jednak inny smród. Przyjazny.Podoba mi się ten smród. Po pewnym czasie człowiek przyzwyczaja się dowszystkiego. Po pewnym czasie nie może już bez tego żyć.***- Co tu tak jedzie? - Grucha zabawnie porusznozdrzami. Wzruszyłramionami i zaciągnął się dzierżonym w dłoniach petem. Oparłem się o drzewo.Smukły rozejrzał się wokół i szybkim ruchem wyciągnął z tornistra puszkę z piwem. Ponownie zlustrował otoczenie, otworzył puszkę i pospiesznie wytrąbiłzawartość.- Byś się podzielił – rzucił ponuro Grucha. Wyciągnął rękę w moją stronę – Filozof, chcesz się sztachnąć?- Nie palę – powiedziałem niechętnie. Grucha roześmiał się chrapliwie.- No tak, zapomniałem. Tu, kurwa, prawiczek jesteś – nie palisz, nie pijesz...- Odpierdol się rzucem znudzonym osem. podwinąłem kaw, popatrzyłem na zegarek – Za dwie minuty koniec przerwy. Pospiesz się lepiej.- Pieprzę to – oznajmił.Zadzwonił dzwonek.Grucha palił.*** Na moim osiedlu nazywają mnie Filozof. Nie dręczą mnie, bo znaleźliśmywspólny język. To moje ziomy z mojego osiedla. Razem wąchamy ten sam smród,żyjemy w tym samym ujebanym syfie. Mimo, ze dzieli nas tak wiele, to i tak zGruchą czy Siwym, dogadam się lepiej, niż jakimś przemądrzałym pedałem zdobrej rodziny i ekskluzywnej szkoły. Nie jestem debilem czytem wielemądrych książek i w ogóle – wiem wiele rzeczy, dlatego nazywają mnie Filozofem.Znam słowa, których nie znają ziomy z osiedla, więc udało mi się wzbudzić ichciekawość. Normalnie to by mnie skopali gdzieś w jakimś ciemnym zaułku, alboco, ale... Jestem z tego samego osiedla, więc jestem swój, choćby nie wiem jak inny. To jest w gruncie rzeczy wspaniałe. Jesteśmy tacy sami – tyle, że Grucha makreaty, a ja Orwella, Kuczoka i Maowską. Ale to szczegóły, niewartewspomnienia. Bo nie ma to przecież najmniejszego znaczenia. Na osiedlu wszyscysą równi.
3

Activity (4)

You've already reviewed this. Edit your review.
1 thousand reads
1 hundred reads
bogdanos30 liked this

You're Reading a Free Preview

Download
/*********** DO NOT ALTER ANYTHING BELOW THIS LINE ! ************/ var s_code=s.t();if(s_code)document.write(s_code)//-->