Kwestią sporną zatem nie to jest, czy kontynuowaćczy zawiesić owe pytania, ale jak pytać. Poprzestaćwyłącznie na sprawozdaniu z własnych doświad-czeń? Wiadomo jednak, że to nader słaby funda-ment, by na nim oprzeć wyjaśnienie tego, co idlaczego śmieszne. Odwołać się do odczuć i sądówcudzych, skonfrontowanych z własnymi? Gdy próbka taka jest spora i w danej grupie oraz danymśrodowisku znajduje dalsze potwierdzenie, wydajesię, że uchwyciliśmy znaczną część prawdy.Wiadomo bowiem, że zazwyczaj śmiejemy się ztego, co wedle normy kulturowej uznane jest zaśmieszne. Truizm ten wymaga wciąż sprawdzania.Kuszące jest poprzestanie na ustalonej normie, alenadal wyłaniają się wątpliwości. To, że ludzieśmieją się z czego innego dzisiaj niż kiedyś, przeddekadami czy stuleciami, że w Europie co innegouważa się za komiczne niż w Japonii bądź w Peru,nie wyklucza przecież wspólnego i zgodnegośmiechu. Jakie są jego źródła?Rysuje się wówczas trzecia możliwość badawcza,wykraczająca poza układ psycho-socjolo-gicznychwspółczynników, ważnych na wąskim społecznie iczasowo obszarze. Mianowicie, zestawia sięrozmaite dotąd wysuwane teorie, które się na ogółwzajem zwalczały. Eliminuje się odpowiedzi, którenie wytrzymały ataku krytyki; wyłania się zocalonej reszty to, co wydaje się nieprzeciwstawne,co tworzy jakąś zwartą, ze skumulowanego wysiłkuosiągniętą koncepcję. Rozwiązanie pociągające tych,którzy lubią pozytywne saldo, ale chyba bardziej podejrzane niż rozwiązania poprzednie. Bowiem zezgodności wyselekcjonowanych tez teoretycznych niewynikanic więcej jak zbiór punktów stycznych międzyrozmaitymi koncepcjami. Jest zaś wysoce prawdo- podobne, że najciekawsze czy nawet najtrafniejszeodpowiedzi nie należą do tego zbioru.Kto dokonuje bilansu teoretycznego, ma zwykledwa wyjścia: bądź zmuszony jest orzec, że żadneracje nie są godne zaufania, bądź — jak w przyto-czonym przed chwilą ujęciu — że z kilku sumu- jących się racji składa się odpowiedź bezsporna. Obate wyjścia są zawodne.Pozostaje tedy filozoficzne rozpatrzenie sensuśmieszności i jej odmian. Nęcąca i perswazyjnawydaje się teza, że uznajemy coś za komiczne czytragiczne w zawisłości od tego, jaki mamyświatopogląd, jak rozumiemy sens egzystencji, jak iwedług jakiej skali wartościujemy rzeczywistość,siebie samych i innych ludzi. Trzeba jednak dokonaćwyboru filozofii i w granicach wybranej perspektywy spojrzeć na rozpatrywane zjawiska. Należałoby w tym miejscu przypomnieć, że równieżfilozoficzne wybory i strategie są uwarunkowane
przez
normy kulturowe. Np. niewątpliwe wydaje się,że koncepcję Bergsona dałoby się wyinterpretować jako bezpośrednią odpowiedź na ówczesne paradygmaty naukowe, artystyczne i społeczno-obyczajowe, a więc pośrednio jego teorię komizmu jako zachowań się i postaw zautomatyzowanychmożna by uznać za korelat spotęgowanych w jegoczasach procesów reifikacyjnych. Na procesyalienacyjne każdy filozof odpowiada bowiem w jemuwłaściwy sposób, często zakamuflowany. Inneświadectwo zakotwiczenia w epoce, to dialogBergsona z ówczesnym repertuarem komediowym,klasycznym i aktualnym, oraz z zastanymikoncepcjami
Leave a Comment