You are on page 1of 249

R.A.

Salvatore

Picioksig Cadderlyego Tom 1 - Kantyczka


( Przekad R.Lipski )

Prolog
Aballister Bonaduce wpatrywa si dtugo i zawzicie w migoczce odbicie w swoim zwierciadle. Przed nim rozcigay si gry pokryte lodem i naniesionym przez wiatr niegiem. Zaiste, najbardziej zakazane miejsce we wszystkich Krainach. Jedyne co musia zrobi, to przej przez lustro na Wielki Lodowiec. - Idziesz, Druzil? - zwrci si czarnoksinik do nietoperzo-skrzydlego impa. Druzil owin si boniastymi skrzydami, jakby si zastanawia. - Nie lubi zimna - stwierdzi, najwyraniej nie majc ochoty na udzia w tych szczeglnych owach. - Ja rwnie - rzek Aballister wsuwajc na palec magiczny piercie, ochraniajcy przed zabjczym zimnem. - Ale yote rosn tylko na Wielkim Lodowcu. Obejrza si, by rzuci okiem na krajobraz malujcy si na tafli magicznego zwierciada - ostatni przeszkod w jego poszukiwaniach, poprzedzajc pocztek podbojw. Onieony masyw grski by teraz cichy, cho n niebie wisiay zowieszcze czarne chmury zwiastujce nadchodzc burz, ktra by moe na wiele dni opni ich poszukiwania. - Tam musimy si uda - cign Aballister, bardziej do siebie ni do impa. Urwa nagle, pograjc si we wspomnieniach, powracajc do punktu zwrotnego w swoim yciu, ktry mia miejsce ponad dwa lata temu, jeszcze w Trudnych Czasach. Nawet wwczas by potny, ale bdzi po omacku. Awatar bogini Talony wskaza mu drog. Aballister umiechn si szerzej i zachichota, odwracajc si i przygldajc bacznie Druzilowi, ktry poda mu sposb, w jaki mg najpeniej zdowoli Pani Trucizn. - Pjd, drogi Druzilu - rzeki. - Przyniose ze sob przepis nj| kltw chaosu. Musisz tni towarzyszy i pomc w odnalezie~ ostatniej ingrediencji. Imp wyprostowa si i na wzmiank o kltwie chaosu roz skrzyda. Tym razem nie usiowa si sprzeciwia. Podfrun . Aballistera i przysiad mu na ramieniu. W chwil potem obaj znaleli li si po drugiej stronie magicznego zwierciada, gdzie omit ie silny podmuch wiatru. Zgarbiony wochaty stwr, przypominajcy bardziej prymityv form czowieka, chrzkn, warkn i cisn toporn wczni pomimo i z ca pewnoci Aballister i Druzil znajdowali si data ko poza jej zasigiem. Mimo to stwr ponownie zawy triumfalnie,! jakby

tym rzutem odnis symboliczne zwycistwo, po czym wy fa si do wikszej gromadki jemu podobnych, pokrytych biayn futrem osobnikw. - Nie sdz, aby mieli ochot pohandlowa - rzek Druzil, j stpujc na ramieniu Aballistera z jednej szponiastej apy na drug. | Czarnoksinik poj natur jego znajomego podniecenia. Druzfll by istot z niszych wiatw, stworzeniem chaosu, i rozpaczliwiff| pragn ujrze, jak jego pan - czarnoksinik rozprawia si z ; waymi pgwkami - aby w ten sposb w z dawna oczekiwany,! zwyciski dzie sta si jeszcze przyjemniejszy. - To taerowie - wyjani Aballister, rozpoznajc plemi. -dzicy i brutalni. Masz cakowit racj. Nie bd handlowa. Jego oczy zapony gwatownie, a Druzil ponownie podsko i klasn w donie. - Nie zdaj sobie sprawy z mocy, jak maj przed sob! - wrzaski n Aballister, a jego gos podobnie jak gniew przybiera na sil< Oczyma duszy ujrza w cigu kilku sekund wszystkie upiorne zda-. renia ostatnich dwch dugich, brutalnych lat. Stu ludzi ponioso | mier w poszukiwaniu ulotnych ingrediencji kltwy chaosu; sfifl ludzi oddao ycie, aby zadowoli Talon. Aballister rwnie wyszed z tego bez szwanku. Zrealizowanie kltwy stao si je obsesj, si napdow ycia, i starza si z kadym kolejnym' kiem, wyrywajc sobie garciami wosy z gowy za kadym razem; | kiedy kltwa zdawaa mu si wymyka. Teraz by ju blisko, tak blisko, e nieomal widzia ciemne poacie yote za niewielkim pagrkiem, w ktrym znajdowaa si jaskinia zamieszkiwana przez tae-rw. Tak blisko, a jednak te nieszczsne kretyskie stworzenia stany mu na drodze. Sowa Aballistera sprawiy, e taerowie drgnli. Mamroczc i bekoczc uwijali si w cieniu postrzpionej gry, przepychajc si jeden przez drugiego, jakby usiowali wytypowa przywdc, ktry poprowadzi natarcie. - Zrb co szybko - zasugerowa siedzcy na ramieniu czarnoksinika Druzil. Aballister spojrza na z ukosa i omal nie wybuchn miechem. - Zaatakuj - wyjani Druzil, usiujc zachowa obojtny ton. - A co gorsza, na tym mrozie drtwiej mi skrzyda. Aballister pokiwa gow, syszc t trzew uwag. Zwoka moga go drogo kosztowa, zwaszcza jeli czarne chmury zwiasto-waty olepiajc nieyc, ktra nie tylko ukryaby przed nimi miej-ce, gdzie rosy yote, ale i migoczce wrota, ktrymi mieli powrci do jego przytulnej komnaty. Wyj niewielk kulk, mieszanin nie-toperzego guana i siarki, zgnit w rku, po czym wymierzy jeden palec w grupk taerw. Echo jego pieni odbio si od grskiego zbocza i przemkno z powrotem poprzez pust poa lodowej rwniny.

Umiechn si, uznajc za nader ironiczne, e ci gupi taerowie nie mieli pojcia, co waciwie zrobi. Dowiedzieli si w chwil pniej. Tu przed aktywizacj zaklcia przez mzg Aballistera przemkna okrutna myl; czarnoksinik unis nieznacznie zakrzywiony palec wskazujcy. Ognista kula eksplodowaa nad gowami kompletnie zaskoczonych taerw, roztapiajc zamarznite okowy lodowej gry. Ogromne bryy posypay si w d, a tych, ktrzy nie zostali zmiadeni, porway potoki rwcej wody. Kilku czonkw plemienia usiowao wygramoli si z grzskiej lodowo-botnistej brei, ale byli zbyt oszoomieni i pochonici prb podniesienia si na nogi - gdy nagle, ni std, ni zowd - niepewny grunt wok nich ponownie zosta skuty lodem. Jedno z nieszczsnych stworze zdoao si uwolni, lecz Druzil poderwa si z ramienia Aballistera i spikowa w d, atakujc taera. Zakoczony ostrym szponem ogon impa przeci powietrze, gdy may stworek mija chwiejc si na nogach istot, a Aballister gromko zaklaska w donie. Taer schwyci si za zranione kolcem rami, spojrza ze zdumieniem na odlatujcego impa, po czym pad martwy na ld. - A co z pozostaymi? - zapyta Druzil, ponownie przycupnwszy na swoim staym miejscu. Aballister zamyli si nad losem ocalaych taerw; wikszo z nich nie ya - kilku jednak szamotao si bezradnie, uwizionych w okowach bezlitosnego, zamykajcego si wok nich lodu. - Niechaj umr powoln mierci - odrzek i ponownie rozemia si zowieszczo. Druzil spojrza na z niedowierzaniem. - Pani Trucizn nie pochwaliaby tego - stwierdzi, machajc przed sob zabjczym ogonem, ktry przytrzymywa w jednym rku. - No dobrze - mrukn Aballister, aczkolwiek domyla si, i Druzil w ten sposb zamierza sprawi wiksz przyjemno sobie ni Talonie. Niemniej jednak argument uzna za przekonujcy; trucizna bya oglnie przyjt metod wieczc wszystkie dziea Talony. - Le i skocz to - rzek Aballister, zwracajc si do impa. - Ja pjd po yote. Niebawem czarnoksinik wyrwa ostatni szarobiay grzybek rosncy na lodowcu i wrzuci go do torby. Zawoa Druzila, ktry igra z ostatnim, zawodzcym paczliwie taerem, migajc ogonem w przd i w ty wok gowy istoty, jedynej czci ciaa taera wystajcej ponad powierzchni lodowej puapki. Stwr konwulsyjnie targa ni z boku na bok. - Do - rzek stanowczo Aballister.

Druzil westchn i spojrza ze smutkiem na nadchodzcego czarnoksinika. Surowy wyraz twarzy Aballistera nie zmieni si ani na jot. - Do - powtrzy. Imp pochyli si i pocaowa taera w nos. Stworzenie przestao skomle i spojrzao na z zaciekawieniem, ale Druzil tylko wzruszy ramionami i wbi ociekajce trucizn do w sam rodek zawicego oka taera, po czym gorliwie powrci na swoje miejsce na ramieniu Aballistera. Czarnoksinik pozwoli mu potrzyma woreczek z yote, aby w ten sposb przypomnie nieco rozkojarzonemu chochlikowi, e po drugiej stronie migoczcych wrt oczekiway ich waniejsze sprawy.

Biaa Wiewirka Druid w zielonej szacie wyda seri cmokni, ale biaa wiewirka przyja to zgoa obojtnie, siedzc na gazi ogromnego dbu wysoko nad trzema mczyznami. - C, wyglda na to, e stracie zdolnoci - mrukn jeden z pozostaych mczyzn brodaty leny kapan o agodnych rysach i gstych blond wosach, sigajcych daleko poza jego ramiona. - Potrafisz przywoa zwierztko lepiej ode mnie? - rzuci gniewnie druid w zielonej szacie. - Obawiam si, e to stworzenie jest duo dziwniejsze i nie tylko pod wzgldem koloru futra. Dwaj pozostali wybuchnli miechem, syszc w jaki sposb ich towarzysz stara si wytumaczy swoje niepowodzenie. - Przyznaj - rzek trzeci, kapan najwyszej rangi - barwa wiewirki jest nader osobliwa, ale przemawianie do zwierzt naley do najatwiejszych spord naszych umiejtnoci. Z ca pewnoci do tej pory... - Z caym szacunkiem - przerwa sfrustrowany druid - nawizaem kontakt ze zwierztkiem. Ono po prostu nie chce odpowiedzie. Sprbuj sam. Zapraszam. " - Wiewirka nie chce rozmawia? - zapyta drugi z druidw i cmokn. - Niewtpliwie s one jednymi z najbardziej rozmownych... - Nie ta - rozlega si odpowied z tyu. Trzej druidzi odwrcili si, by zobaczy kapana schodzcego szerok gruntow drog od strony poronitego bluszczem budynku; z jego krokw emanowaa rzeko modoci. By przecitnego wzrostu i budowy, cho moe nieco bardziej muskularny ni jego rwienicy - kciki szarych oczu wdroway do gry, gdy si umiecha, a spod szeroko-skrzydego kapelusza wychodziy kdziory kasztanowatych wosw. Sdzc po piaskowobiaej tunice i spodniach by kapanem! Deneira, boga jednej z gwnych sekt gospodarzy Biblioteki* Naukowej. Jednake w przeciwiestwie do wikszoci przedstaw_ cieli swego zakonu modzieniec w nosi rwnie ozdobn jedwabn jasnoniebiesk peleryn i szerokoskrzydy kapelusz z czerwon wstk i pirkiem po prawej stronie. Porodku wstki na wysokoci czoa znajdowa si porcelanowo-zoty pendent przedstawiajcy ponc wiec nad otwartym okiem - symbol Deneira. J - Ta wiewirka jest maomwna, chyba e sama ma ochot, j pogada - cign miody kapan. Zdumiony wyraz twarzy zazwy-' czaj niewzruszonych kapanw rozbawi go, tote postanowi zaskoczy ich jeszcze bardziej. - Mio mi was spotka, Arcite,] Newanderze i Cleo.

Gratulacje, Cleo, z powodu awansu do rangi 1 - Skd nas znasz? - zapyta gwny druid, Arcite. - Nie zgosilimy si jeszcze do biblioteki i nie powiadomilimy nikogo o naszym przybyciu. - Arcite i jasnowosy kapan Newander wymienili podejrzliwe spojrzenia, a gos Arcite'a sta si surowy. - Czyby twoi mistrzowie szpiegowali nas przy uyciu magu? - Nie, nic z tych rzeczy - odrzek natychmiast mody kapan, wiedzc, e uwielbiajcy sekrety druidzi ywili otwart awersj do podobnych praktyk. - Pamitam was trzech z waszej ostatniej wizyty w bibliotece. - Absurd! - wtrci piskliwie Cleo. - To byo czternacie lato temu! Musiae by wwczas zaledwie... ; - Chopcem - odpar mody kapan. - Fakt, miaem wtedy si-' dem lat. Byo was wwczas czworo, o ile sobie przypominam,' czwart bya starsza dama o ogromnej mocy. Zdaje si, e miaa na] imi Shannon. l - Niewiarygodne - mrukn Arcite. - Masz racj, mody kapanie. : Druidzi ponownie wymienili niepewne spojrzenia, _ jak podstpn sztuczk. Oglnie rzecz biorc, nie przepadali kapanami nie nalecymi do ich zakonu. Rzadko przybywali stawnej Biblioteki Naukowej, znajdujcej si wysoko wrd odl __ ych szczytw Gr nienych i czynili to zazwyczaj tylko wtedy gdy dowiadywali si o jakim szczeglnie interesujcym rzadkim woluminie dotyczcym rolin lub zwierzt czy wywarze powodujcym szybsze gojenie ran bd lepszy w rolin w ogrdku. Zaczli odwraca si obcesowo, gdy wtem Newander, wiedziony jakim impulsem, obrci si na picie i uwanie spojrza w twarz modziecowi. Ten sta opierajc si nonszalancko na lasce, ktrej srebrna gwka wyrzebiona bya w ksztacie baraniego ba. - Cadderly? - zapyta, a jego usta zwolna rozszerzyy si w umiechu. Arcite rwnie go rozpozna i przypomnia sobie niecodzienn histori nader niezwykego dziecka. Cadderly zamieszka w bibliotece ju jako piciolatek, cho zwykle nie przyjmowano tam dzieci poniej dziesitego roku ycia. Jego matka zmara kilka miesicy wczeniej, a ojciec, pochonity wasnymi badaniami zupenie nie zajmowa si synem. Thobicus, dziekan Biblioteki Naukowej usysza o rokujcym wielkie nadzieje chopcu i zdecydowa si go przyj. - Cadderly - zawtrowa Arcite - czy to naprawd ty? - Do waszych usug - odrzek kaniajc si nisko Cadderly. - Mio mi was widzie. To zaszczyt, e mnie pamitacie, zacny Newanderze i czcigodny Arcite. - Kto? - wyszepta Cleo, spogldajc porozumiewawczo na Newandera. W chwil

pniej on rwnie rozpozna modzieca, a jego oblicze pojaniao. - Tak, bye jeszcze wtedy chopcem - rzek Newander. - O ile dobrze pamitam, troch nazbyt ciekawskim! - Wybacz mi - powiedzia Cadderly i ponownie si skoni. -Nieczsto ma si moliwo prowadzenia dysputy z grup druidw! - Mao kto ma na to ochot - zauway Arcite. - Ale ty... wszystko wskazuje na to, e naleysz do tych nielicznych. Cadderly skin gow, ale jego umiech nagle znikn. - Mniemam, e Shannon nic si nie stao. W kadym razie mam tak nadziej powiedzia, szczerze zatroskany. Pokazaa mu lecznicze roliny, jadalne korzenie i na jego oczach wyczarowywaa z powietrza barwne, wonne kwiaty. Ku zdumieniu Cadderry'ego dokonaa rwnie przemiany - co naleao do umiejtnoci najpotniejszych druidw - w ogromnego, piknego abdzia i wzte-ciala ku czystemu porannemu niebu. Cadderly z cafego serca pragn do niej doczy - pamita, jak bardzo go to nurtowao, ale ona nie byla w stanie przemieni' rwnie i jego. - Jeeli o to chodzi, nic strasznego - odrzek Annie. - Umara przed kfllmna laty. Spokojnie. Cadderly pokiwa gow. Mia ju zoy im wyrazy wspczucia, kiedy przypomnia sobie, e druidzi nie lkali si ani nie opakiwali mierci, uwaajc j za naturaln konkluzj ycia i raczej niezbyt istotny element w oglnym schemacie porzdku wszechwiata. ; - Znasz t wiewirk? - zapyta nagle Cleo, usiujc uratowa swoj reputacj. - Percival - odrzek Cadderly - to mj przyjaciel. - Twoje zwierztko? - spyta Newander, a jego ywe jasne oczy zwziy si podejrzliwie. Druidzi nie aprobowali ludzi, ktrzy hodowali zwierzta. Cadderly rozemia si serdecznie. - Jeeli ktokolwiek jest w tym zwizku czyim zwierztkiem czy pupilem, to chyba raczej ja - stwierdzi bez urazy. - Percival toleruje, gdy go gaszcz, czasami przyjmuje ode mnie jedzenie - i to nader chtnie - ale z pewnoci ja interesuj si nim bardziej ni on mn i to on decyduje, kiedy i gdzie mam go gaska czy karmi. Druidzi rozemieli si, doczajc do Cadderly'ego. - Doprawdy, zmylna bestia - rzek Arcite, po czym seri cmokni i klani pogratulowa Percivalowi. - Cudownie - rozlega si sarkastyczna odpowied Cadderly'ego - jeszcze go zachcaj. Druidzi rozemieli si ponownie, a Percival, obserwujc to wszystko z gazi powyej, rzuci Cadderly'emu wyniose spojrzenie.

- No, zejd na d i przywitaj si - zawoa Cadderly uderzajc w najnisz ga drzewa swoj lask. - Miej cho odrobin uprzejmoci. Percival nie unis ebka znad odzia, ktry chrupa. - Obawiam si, e nie rozumie - stwierdzi Cleo. - Moe jeeli przetumacz... - Rozumie - rzek z naciskiem Cadderly - tak samo, jak ty czy ja. Po prostu jest uparty i mog to udowodni. - Ponownie przenis wzrok na wiewirk. - Hej, Percival, kiedy znajdziesz chwil czasu - rzuci chytrze -moesz zajrze do mojego pokoju; zostawiem tam dla ciebie talerz z orzechem kokosowym i masem... - Zanim Cadderly dokoczy, wiewirka smykna po gazi, przeskoczya na drug, a stamtd na ssiednie drzewo rosnce przy drodze. W kilka chwil znalaza si przy rynnie na dachu biblioteki, nie zwalniajc przemkna po grubej drabince z bluszczu i przez otwarte okno wpada do komnaty na drugim pitrze pnocnego skrzyda budowli. - Percival ma sabo do masa i orzechw kokosowych - rzek Cadderly, kiedy miech druidw ucich. - Doprawdy, niezwykle zmylna bestia! - powtrzy Arcite. - A co do ciebie, Cadderly, dobrze jest widzie, e nie porzucie nauki. Mistrzowie mwili sporo dobrego o twoich moliwociach przed czternastu laty, ale nie zdawaem sobie sprawy, e masz tak doskona pami ani e my, druidzi, wywarlimy na tobie tak silne i oglnie rzecz biorc, dobre wraenie. - To prawda - odrzek pgosem Cadderly. - Tak byo. I ciesz si, e wrcilicie. Ostatnio odkryem rozpraw na temat lenych mchw. W kadym razie tak mi si zdaje. Jeszcze jej nie widziaem. Wielcy mistrzowie zabezpieczyli j, dopki nie zjawi si tu bardziej biegli w tych sprawach, ktrzy bd mogli oszacowa i doceni jej warto. Widzicie, druidzi wcale nie s tu niespodziewanymi gomi, cho nie wiemy kto, kiedy i w jakiej liczbie zawita w nasze progi. Trzej druidzi pokiwali gowami, podziwiajc obronit bluszczem budowl. Biblioteka Naukowa zostaa wzniesiona przed szeciuset laty i przez ten czas jej podwoje stay otworem dla wszystkich, prcz wyznawcw religii za. Budynek by ogromny, praktycznie wielkoci miasta (musia taki by, skoro wzniesiono go w odludnej i wysokiej czci Gr nienych), mierzy ponad czterysta stp po przektnej i na blisko dwiecie... wbudowany by w masyw litej skay. Dobrze utrzymany i doskonale zaopatrzony - plotki gosiy o milach tuneli magazynowych i katakumb znajdujcych si pod ziemi - przetrwa ataki orkw, gazy 'ciskane przez olbrzymy i najbardziej brutalne grskie zimy. Nawet mijajce wieki nie zdoay naruszy jego potnych murw. Zbir znajdujcych si tu ksig, pergaminw i artefaktw by zaiste godny podziwu,

zajmujc prawie cay parter, zasadnicz bibliotek i wikszo pomniejszych komnantpracowni na pierwszym pitrze oraz kompleks, gdzie znajdoway si niektre unikalne i prastare dziea. Pomimo i nie dorwnywaa wielkoci potnym bibliotekom znajdujcym si w innych Krainach, takim jak bezcenne zbiory Silverymoon na pomocy czy muzeum artefaktw w Calimport na poudniu, Biblioteka Naukowa bya najdogodniejszym miejscem dla zachodnio-rodkowych Krain oraz regionu Cormyru i staa otworem dla wszystkich poszukujcych wiedzy - pod warunkiem i nie zamierzaj jej wykorzystywa w niegodziwych celach. W budynku znajdoway si pracownie, w ktrych mona byo prowadzi badania zwizane np. z zielarstwem czy alchemi, a zapierajce dech w piersiach grskie widoki dodaway zachty do pracy - podobnie jak wspaniale utrzymany ogrdek z ozdobnie poprzycinanymi krzewami, rozcigajcy si nie opodal. Biblioteka Naukowa stawiaa sobie za cel nie tylko przechowywanie cennych woluminw - byo to rwnie miejsce deklamowania poezji, czytania, malowania i rzeby, miejsce dysput na tematy poruszane powszechnie przez wszystkie inteligentne rasy. Niewtpliwie biblioteka bya doskonaym hodem zoonym Deneirowi i Oghmie, zjednoczonym bstwom nauki, literatury i sztuki. - Z tego, co mi mwiono, ten traktat to wielkie dzieo - rzek Arcite. - Aby waciwie je zbada, trzeba bdzie powici sporo czasu. Modl si, by opaty za kwaterunek nie byy tu zbyt wygrowane. Nie naleymy do ludzi, dla ktrych rzeczy materialne maj wiksze znaczenie. - Przypuszczam, e dziekan Thobicus zakwateruje was za darmo - odpar Cadderly. Wasza pomoc bdzie wszak nieoceniona. Nie wolno tego pomija. - Mrugn do Arcite'a. Jeeli nie, przyjdcie do mnie. Przepisaem ostanio pewn ksig dla znajomego maga -cilej mwic, magiczn ksig, ktra zostaa zniszczona podczas poaru. Czek w okaza si nader hojny. To ja mu j przepisywaem, a czarnoksinik, jak oni wszyscy majcy skonno do zapominania, przez przeoczenie nie zrobi kopii. - To bya jaka szczeglna ksiga? - zapyta Cleo, potrzsajc z niedowierzaniem gow, e jaki mag mg postpi rwnie nieroztropnie wobec najcenniejszej rzeczy, jak posiada. - O tak - odrzek Cadderly, stukajc si palcem w skro -zwaszcza e znajdowaa si tutaj. - Bye w stanie zapamita tre czarnoksiskiej ksigi na tyle dobrze, by mc odtworzy j z pamici? - zapyta zdumiony Cleo. Cadderly wzruszy ramionami. - Czarnoksinik by hojny. - Jeste doprawdy zdumiewajcy, mody Cadderly - rzek Arcite.

- Doprawdy zdumiewajca bestia? - rzuci z nadziej w gosie mody kapan, powodujc, e tamci trzej mimowolnie si umiechnli. - Niewtpliwie! - rzuci Arcite. - Musimy si jeszcze spotka w najbliszych dniach. Zwaywszy, e druidzi byli z natury odludkami i samotnikami, Cadderly zrozumia, jak wielki zaszczyt uczyniono mu tym stwierdzeniem. Skoni si nisko, druidzi odpowiedzieli w ten sam sposb, po czym poegnali si i ruszyli w kierunku biblioteki. Cadderly obserwowa ich, po czym unis wzrok w stron otwartego okna swego pokoju. Percival siedzia na parapecie zawzicie zlizujc resztki kokosa i masa z malekich apek. Niewielka kropla spyna z koca rurki, dotykajc mokrego skrawka materiau sigajcego dna maej zlewki. Cadderly pokrci gow i pooy do na kurku regulujcym dopyw cieczy. - Zabierz rk! - zawoa nerwowo alchemik od stou z drugiego koca pracowni. Poderwa si gwatownie i podbieg do nazbyt ciekawskiego modego kapana. - Okropnie wolno spywa - zauway Cadderly. - Tak musi by - wyjani chyba po raz setny Yicero Belago. - Nie jeste gupcem, Cadderly. Trzeba zachowa cierpliwo. To Olej Gromw, pamitasz? Najbardziej lotna substancja. Silniejszy strumie mgby spowodowa kataklizm w pracowni, gdzie wrcz roi si od niestabilnych wywarw! Cadderly westchn i przyj nagan z pokornym skinieniem gowy. - Ile masz dla mnie? - zapyta, sigajc do jednej z wielu sakiewek przy pasku i wyjmujc z niej niewielk fiolk. - Jeste bardzo niecierpliwy - zacz Belago, ale Cadderly wiedzia, e tamten tak naprawd wcale si na niego nie gniewa. Cadderly by jego gwnym klientem i wielokrotnie dokonywa wanych przekadw archaicznych alchemicznych zapiskw. - Obawiam si, e tylko tyle co w zlewce. Musiaem czeka na dostarczenie niektrych ingrediencji, takich jak paznokcie grskiego olbrzyma i sproszkowany bawoli rg. Modzieniec delikatnie podnis mokry strzp nateriau i przechyli zlewk. Znajdowao si w niej tylko kilka kropli pynu; starczy na napenienie zaledwie jednej fiolki. - To razem bdzie sze - powiedzia i przy pomocy materiau przesczy pyn do naczyka. - Jeszcze czterdzieci cztery. - Na pewno chcesz a tyle? - zapyta go nie po raz pierwszy Belago. - Pidziesit - oznajmi Cadderly. -Cena...

- To jest tego warte! - Mody kapan umiechn si, zamkn fiolk i wyszed z pracowni. Jego nastrj nie pogorszy si, gdy przeszed korytarzem do poudniowego skrzyda drugiego pitra budynku i wszed do komnaty Histry, wdrownej kapanki Sun, Bogini Mioci. - Drogi Cadderly - powitaa go kapanka, starsza od niego o dwanacie lat, ale nadal niczego sobie. Nosia ciemnokarmazynowy habit ze sporym wyciciem z przodu i dugimi rozciciami po bokach, ktre odsaniay wikszo jej krgych, powabnych ksztatw. Cadderly musia upomnie si by zachowa waciwe maniery i patrze jej w oczy, a nie gdzie indziej. - Wejd - zamruczaa Histra. Schwycia Cadderly'ego za przd tuniki i gwatownie wcigna do pokoju, byskawicznie zatrzaskujc za nim drzwi. Zdoa oderwa wzrok od Histry na dostatecznie dug chwil, by ujrze jasno wieccy przedmiot wydzielajcy silny blask nawet przez gruby materia koca. - Skoczone? - zapyta} ochryple Cadderly. Chrzkn nieco zakopotany. Histra delikatnie przesuna palcem po jego rku, a gdy mimowolnie zadra, umiechna si. - Zaklcie dweomeru zostao rzucone - odpada. - Pozostaje kwestia zapaty. - Dwiecie... sztuk zota. - wykrztusi Cadderly. - Jak byo w umowie. - Sign do sakiewki, ale do Histry zacisna si na jego nadgarstku. - To byo trudne zaklcie - powiedziaa. - Inne ni zwykle. - Przerwaa i umiechna si znaczco. - Ale ja lubi odmiennoci - zamruczaa kuszco. - Wiesz, e dla ciebie mogabym obniy cen. Cadderly nie wtpi, e odgos przeykania przez niego liny < sycha byo w caym korytarzu. By zdyscyplinowanym uczniem i zjawi si tu w konkretnym celu. Mia sporo pracy, ale powab Histry zdawa si wrcz nie do odparcia, a jej perfumy byy takie kuszce. Przypomnia sobie o oddechu. - Moglibymy zupenie zapomnie o zapacie w zocie - zaproponowaa Histra wodzc delikatnie palcem po maowinie usznej Caddery'ego. Mody ucze mia wraenie, e za chwil upadnie. Koniec kocw jednak wizja uduchowionej Daniki siedzcej na karku Histry i metodycznie rozsmarowujcej jej twarz po pododze przywrcia go do porzdku. Pokj Daniki znajdowa si niedaleko std, kilka drzwi dalej w gb korytarza. Stanowczo odsun do Histry od ucha, poda jej sakiewk z nalenoci i skwapliwie zgarn owinity kocem wieccy przedmiot. Pomimo i by czowiekiem praktycznym, Cadderly wychodzc z komnaty Histry

uboszy o dwiecie sztuk zota obawia si, e jego oblicze lni niemal rwnie mocno, jak dostarczony przez kapank zaczarowany dysk. Mia inne sprawy na gowie -jak zwykle zreszt- nie chcia jednak wzbudza podejrze wasajc si po bibliotece z dziwnie wiecc sakiewk, tote czym prdzej uda si do pnocnego skrzyda i do swojej komnaty. Kiedy wszed do rodka, Percival nadal siedzia na parapecie prac si w promieniach przedpoudniowego soca. - Mam to! - rzuci z podnieceniem w gosie, wyjmujc dysk. W pokoju natychmiast pojaniao jak w upalny, soneczny dzie, a zaskoczona wiewirka skrya si w cieniu pod kiem. Cadderly bynajmniej nie zamierza jej uspokaja. Podszed do swego biurka i z wypenionej rozmaitymi szpargaami bocznej szuflady wyj cylinder dugoci jednej stopy i mierzcy dwa cale rednicy. Lekkim skrtem nadgarstka zdj nakrtk z jednego koca, odsaniajc otwr wielkoci dysku. Wsun go do rodka, po czym ponownie naoy nakrtk zamykajc dostp wiata. - Wiem, e jeste tam, w rodku - rzuci zaczepnie r-zdj metalow pokryw z przedniego koca cylindra; z urzdzenia popyn strumie wiata. Percivalowi bynajmniej nie przypado to do gustu. Biega w t i z powrotem pod kiem, a Cadderly, miejc si, e w kocu zdoa podej sprytn wiewirk, pilnie wodzi za ni wietlnym promieniem. Trwao to kilka chwil, a wreszcie Percival wyprysn spod ka i wyskoczy przez otwarte okno. Wrci jednak ju w chwil pniej, aby zgarn orzech i miseczk z reszt masa, a take by rzuci Cadderly^mu kilka niezbyt pochlebnych uwag. Nie przestajc si mia mody kapan naoy pokryw na otwarty koniec swojej nowej zabawki i powiesi j sobie przy pasku, poczym podszed do drewnianej szafy. Wikszo kapanw - gospodarzy biblioteki - miaa szafy zapchane odzie, pragnc zawsze wyglda jak najlepiej dla nie koczcej si, stale napywajcej rzeszy nowych adeptw. Jednak w szafie Cadderly'ego uoona starannie odzie zajmowaa niewiele miejsca. Podog zacielay stosy notatek i jeszcze wiksze sterty rozmaitych wynalazkw, za wiksz cz wieszaka zajmoway robione na zamwienie skrzane pasy i sprzczki. Na wewntrznej stronie drzwi wisiao lustro, wyraz ekstrawagancji przekraczajcy znacznie moliwoci kies wikszoci innych kapanw w bibliotece - zwaszcza za tych modszych i podobnie jak Cadderly niszych rang. Mody ucze wyj szeroki bandolier i podszed do ka. Na skrzanym pasie znajdowao si pidziesit wykonanych na zamwienie specjalnych strzaek i przy pomocy fiolki, ktr przynis z pracowni alchemika, Cadderly zamierza zaj si szst. Strzaki byy mae, smuke, wykonane z elaza, z wyjtkiem srebrnych kocwek. Otwory wydrone

wewntrz miay idealnie wielko fiolek. Cadderly skrzywi si, wsuwajc fiolk do strzaki i usiujc wywrze dostatecznie duy nacisk, by umieci j na miejscu nie tukc przy tym szklanego pojemnika. - Olej Gromw - upomnia si w duchu, przywoujc wizj poczerniaych kocw palcw. Mody ucze odetchn swobodniej, kiedy pojemniczek z niestaym pynem znalaz si we waciwym miejscu. Zdj jedwabn peleryn zamierzajc naoy bandolier, podej do lustra i przyjrze si sobie, ale gwatowne pukanie do drzwi sprawio, e zdy jedynie schowa skrzany pas za plecami, gdy do pokoju wkroczy Przeoony Na Ksigach Avery Schell, otyy mczyzna o rumianej twarzy. - Co to za wezwanie do uiszczenia opat? - zawoa kapan, wymachujc plikiem pergaminw w stron Cadderly'ego. Czyta, przez kogo zostay wystawione, po czym gniewnie jeden po drugim ciska na ziemie. - Rymarz, zotnik, zbrojmistrz... Roztrwaniasz swoje zoto! Ponad ramieniem Avery'ego Cadderly dostrzeg filuterny umiech Kierkana Rufo i domyli si, skd przeoony otrzyma informacj, ktra spowodowaa jego gniew. Ten wysoki mczyzna o ostrych rysach by o rok starszy od Cadderly'ego. Byli przyjacimi, ale zarazem rywalami w piciu si na wyyny hierarchii zakonu, a by moe rwnie i w innych kwestiach, zwaywszy, e Cadderly mia okazj widzie Rufa rzucajcego tskne spojrzenia w kierunku Daniki. Wzajemne wpltywanie si w kopoty stao si dla nich swego rodzaju gr, nader uciliw, zwaszcza dla przeoonego Avery'ego. - Pienidze zostay dobrze wydane, mistrzu - zacz niepewnie Cadderly, wiadom, e okrelenie dobrze wydane" w rozumieniu jego i Avery'ego byo diametralnie rne. - W poszukiwaniu wiedzy. ,- W poszukiwaniu rozrywki - mrukn od drzwi Rufo, a mody kapan zauway na jego twarzy wyraz satysfakcji. Cadderly otrzyma najwysz pochwa ze strony Avery'ego za swoj prac nad utracon czarodziejsk ksig, co dla Rufa byo potnym ciosem i najwyraniej w ten wanie sposb stara si mu odpaci. - Jeste zbyt nieodpowiedzialny, aby dysponowa takimi sumami! - rykn Avery, ciskajc w powietrze reszt pergaminw. - Brak ci mdroci. - Zatrzymaem jedynie cz zyskw - przypomnia mu Cadderly - i wydaem je tak jak Denek... - Nie! - przerwa mu Avery. - Nie osaniaj Jego imieniem tego, czego nie pojmujesz! Deneir. Co wiesz o Deneirze, mody wynalazco? Przebywasz w Bibliotece Naukowej od najmodszych lat, ale nie znasz za grosz naszych dogmatw i obyczajw. Jed ze swoimi

zabawkami na poudnie, do Lantan, jeeli to ci zadowoli - i igraj z kapanami Gonda! - Nie rozumiem! - Niewtpliwie - odpar niemal z rezygnacj Avery. Przerwa na dusz chwil, a Cadderly stwierdzi, e tamten stara si ostronie dobiera sowa. - Stanowimy centrum nauk zacz Przeoony Na Ksigach. - Tych, ktrzy tu przybywaj, obejmuje jedynie kilka cisych zakazw... nawet Gondyjczykom zdarza si zawita w nasze progi. Widywae ich, ale czy zauwaye, e zawsze przyjmujemy ich chodno? Cadderly zamyli si przez chwii, po czym pokiwa gow. Fakt, doskonale pamita, e Avery robi wszystko, by mody kapan nigdy nie spotyka si Gondyjczykami, kiedy odwiedzali bibliotek. - Masz racj, a ja nie rozumiem - odrzek Cadderly. - Moim zdaniem kapani Deneira i Gonda powicajcy si nauce i wiedzy powinni wsppracowa! Avery zdecydowanie pokrci gow. - Tu popeniasz bd - stwierdzi. - Postawilimy na t ga, ktra Gondyjczykw nie interesuje. - Przerwa i ponownie pokrci gow; to dziwne, ale w prosty gest ubd Cadderly'ego bardziej ni jakikolwiek wybuch wciekoci ze strony Avery'ego. - Dlaczego tu jeste? - spyta cicho Avery w peni kontrolujc swj gos. - Czy kiedykolwiek zadawae sobie to pytanie? Wprowadzasz mnie w stan frustracji, chopcze. Jeste najprawdopodobniej najinteligentniejsz osob, jak poznaem - a znaem wielu uczniw, ale masz odruchy i emocje dziecka. Wiedziaem, e tak bdzie. Kiedy Thobicus powiedzia, e ci przyjmiemy... - Avery urwa, jakby zastanawia si, co powinien powiedzie, ale tylko westchn przecigle. Cadderly mia wraenie, e przeoony zawsze urywa swj monolog na temat moralnoci, nim przeradza si on w uciliwe kazanie, jakby chcia w ten sposb da modziecowi moliwo na samodzielne wycigniecie wnioskw, tote bynajmniej nie zdziwi si, kiedy w chwil praej Avery ponownie zmieni temat. - Jakie masz obowizki do wypenienia, podczas gdy siedzisz tu teraz i zajmujesz si poszukiwaniem prawdy"? - zapyta Przeoony Na Ksigach, a jego gos pozornie przepeni si gniewem. - Czy zapalie dzi rano wiece w komnatach pracowni? Cadderly skrzywi si. Wiedzia, e o czym zapomnia. - Nie sdz - stwierdzi! Avery. - Jeste cennym nabytkiem dla naszego zakonu, Cadderly, i niewtpliwie posiadasz wielki talent zarwno jako ucze i jako skryba, ale ostrzegam ci, e twoje zachowanie jest nie do przyjcia. - Oblicze Avery'ego pokraniao, gdy Cadderly, w dalszym cigu zastanawiajc si o co mogo chodzi staremu przeoonemu,

odpowiedzia na jego spojrzenie nawet nie mrugnwszy powiek. Modzieniec nieomal przywyk do takich poajanek - Avery zawsze reagowa na wszelkie informacje od Rufa. Cadderly nie uwaa tego za ze - Avery, pomimo i szybko wpada w zo, by z ca pewnoci bardziej wyrozumiay ni inni, starsi od niego mistrzowie. Przeoony odwrci si gwatownie, nieomal przewracajc przy tym Rufa i wypad na korytarz, odsuwajc gwatownym gestem stojcego mu na drodze, szczupego mczyzn. Cadderly wzruszy ramionami, usiujc uzna cay incydent za jeszcze jeden z fatalnych wybuchw Avery'ego. Mistrz najwyraniej go nie rozumia. Mody kapan nie przejmowa si rym zbytnio -jego umiejtnoci jako skryby przysporzyy mu sporych pienidzy, ktrymi dzieli si rwno po poowie z bibliotek. Faktycznie nie nalea do fanatycznych wyznawcw Deneira, zaniedbywa swoje obowizki, przez co niejeden ju raz napyta sobie biedy. Cadderly wiedzia jednak, e wikszo mistrzw zdawaa sobie spraw, i jego zaniedbania nie wywodziy si z braku szacunku wobec zakonu, lecz z natoku zaj; by wrcz pochonity uczeniem si i tworzeniem, dwoma podstawowymi elementami w naukach Deneira, przynoszcymi zarazem najwiksze zyski dla wymagajcej znacznych funduszy na swoje utrzymanie biblioteki. Cadderly domyla si, e kapani Deneira i wikszoci innych zakonw gotowi byli wybacza drobne uchybienia, jeeli tylko przynosiy one stosowne zyski. - Och, Rufo - zawoa sigajc doni do pasa. W drzwiach pojawio si pocige oblicze Rufa - jego mae czarne oczka byszczay w wyrazie triumfu. - Tak? - zamrucza wysoki mczyzna. - Tym razem wygrae. Umiech Rufa poszerzy si. Cadderly skierowa promie wiata prosto w jego twarz, a zaskoczony i nieco przestraszony Rufo cofn si gwatownie, uderzajc plecami o cian korytarza. - Miej oczy szeroko otwarte - rzuci Cadderly umiechajc si szeroko. - Teraz moja kolej - mrugn, ale Rufo uwiadomiwszy sobie, i najnowszy wynalazek Cadderly'ego jest najwyraniej nieszkodliwy, tylko prychn i skrzywi si ironicznie, po czym przeczesa palcami zmierzwione czarne wosy i oddali si biegiem. Tupot podeszew jego czarnych butw na wyoonej pytkami posadzce przypomina grzechot koskich kopyt na brukowanej ulicy. Trzej druidzi otrzymali pokj w odlegym skrzydle na trzecim pitrze, z dala od biblioteki, zgodnie z yczeniem Arcite'a. Rozgocili si w nim bez trudu, jako e mieli niewiele rzeczy a Arcite zasugerowa, aby jak najszybciej udali si, by obejrze nowo znaleziony

wolumin traktujcy o lenych mchach. - Zostan tutaj - odrzek Newander. - Droga bya duga i jestem skonany. Raczej niewiele bym wam pomg. Oczy same mi si zamykaj. - Jak sobie yczysz - rzek Arcite. - Niedugo wrcimy. Moe zmienisz nas, kiedy ju skoczymy. Kiedy jego przyjaciele wyszli, Newander podszed do okna i wyjrza na zewntrz, lustrujc majestatyczne pasmo Gr nienych. Jak dotd, tylko raz odwiedzi to miejsce, wtedy gdy po raz pierwszy spotka Cadderly'ego. Newander by wwczas modziecem, mniej wicej w tym samym wieku, co Cadderly obecnie, i biblioteka z krztajcymi si w niej ludmi, cennymi artefaktami i pradawnymi woluminami wywara na nim ogromne wraenie. Zanim tu przyby, zna tylko spokojne lene ostpy, ktrymi waday zwierzta, i gdzie praktycznie rzadko widywao si ludzi. Po opuszczeniu biblioteki Newander skrztnie upewni si co do swego powoania. Wiedzia, e woli przebywa w lenej guszy, ale cywilizacja nieodparcie go przycigaa, zerao pragnienie zaspokojenia ciekawoci na temat rozwoju architektury i wiedzy. Pozosta jednak druidem, sug Silvanusa, Dbu Ojca, i jeeli chodzio o nauk, bynajmniej nie prnowa. Podstawow i najwaniejsz rzecz by, jego zdaniem, naturalny porzdek, niemniej jednak... Newander powrci do Biblioteki Naukowej nie bez powodu. Ponownie spojrza na majestatyczne gry i zapragn znale si teraz tam, na zewntrz, gdzie wiat by prosty i bezpieczny. Agent Talony Z daleka kamienisty grzbiet grski pnocno-wschodniego kraca masywu Gr nienych wydawa si cakiem zwyczajny, ot, stosy gazw zacielajce zbocza, pokryte mniejszymi, ciasno zbitymi kamieniami. Byo to jednak zudzenie, rwnie niebezpieczne, jak przypuszczenie, e rosomak to niegrone, mie zwierztko. Pod owym kamienistym zboczem wydronych byo tuzin odrbnych tuneli, z ktrych aden nie oferowa zbkanemu podrnikowi, szukajcemu tu schronienia na noc, niczego prcz rychej i gwatownej mierci. Wewntrz tego szczeglnego grskiego szczytu, ktry bynajmniej nie by oryginalnym tworem natury, miecio si Zamczysko Trjcy, warownia w litej skale, forteca zego bractwa, ktrego jedynym pragnieniem byo zdobycie wadzy i potgi. Wdrowcy w Krainach musz by nader ostroni, gdy czsto tak bywa, i wraz z wejciem w obrb murw koczy si cywilizacja.

- Czy to zadziaa? - wyszepta nerwowo Aballister mitoszc w palcach drogocenny pergamin. Cakiem racjonalnie wierzy w przepis - wszak polecia mu go sama Talona - ale po tylu udrkach i kopotach, kiedy chwila zwycistwa stawaa si blisza, ogarnia go coraz wikszy niepokj. Unis wzrok znad zwoju i wyjrza przez malekie okienko w cianie fortecy. Na wschodzie rozcigay si paskie i mroczne Lnice Rwniny, a promienie zachodzcego soca wyglday jak pomienie na pokrytych biaym puchem szczytach Gr nienych na zachodzie. Maty imp zoy przed sob skrzaste skrzyda, skrzyowa apki i niecierpliwie tupa jedn szponiast stop. - Quiesta bene tellemara - wymamrota pod nosem. - Co ty powiedzia? - rzuci Aballister. Odwracajc si gwatownie i wznoszc jedn brew spojrza z ukosa na niezbyt dobrze wychowanego towarzysza. - Mwie co, Druzil? - Zadziaa - powiedziaem, e to zadziaa - odrzek ochrypym, zdyszanym gosem Druzil. - Wtpisz w sowa lady Talony? Wtpiby w jej mdro, ktra nas poczya? Aballister wymamrota co podejrzliwie, przyjmujc domnieman obelg jako niefortunn, acz nieuniknion konsekwencj posiadania tak przemdrzaego i oglnie rzecz biorc paskudnego znajomka. Szczupy czarnoksinik wiedzia, e tumaczenie Druzila byo mniej ni dokadne i e uiesta bene tellemara oznaczao jaki niezbyt wyszukany impertynencki przytyk. Nie mia wtpliwoci co do szacunkw impa, jeeli chodzio o potny magiczny napj i jakim trafem to najbardziej go denerwowao. Jeeli, tak jak twierdzi Druzil, kltwa chaosu poskutkuje, Aballister i jego kompani za otrzymaj na swj uytek potg, o jakiej nigdy dotd nie nio si adnemu magowi. Przez wiele lat Zamczysko Trjcy ywio aspiracje do byskotliwego podboju Gr nienych, puszczy elfw Shilmista i ludzkiej osady o nazwie Carradoon. Teraz przy pomocy kltwy chaosu stawao si to wreszcie realne. Aballister spojrza na stojcy przy maym oknie zoty kosz koksowy na trjnogu, w ktrym zawsze pali si ogie. To bya jego brama do niszych wiatw, ta sama, przez ktr sprowadzi tu Druzila. Czarnoksinik doskonale pamita te chwile, dzie, kiedy wrcz pon z niepokoju i zniecierpliwienia wywoanego oczekiwaniem. Awatar bogini Talony poleci mu, by wykorzysta swe magiczne moce i poda imi Druzila, obiecujc, e imp dostarczy mu najwspanialszy z istniejcych przepisw na entropi. Nie wiedzia wwczas, e realizacja skrztnego planu impa pocignie za sob dwa lata mudnych i kosztownych wysikw, niemal pozbawiajcych czarnoksinika wszelkich zasobw materialnych, i e zginie przy tym wielu

ludzi. Aballister uzna, e recepta Druzila, przepis na kltw chaosu by tego wart. Obecne zadanie i osobiste poszukiwania Talony stay si wielkim dzieem jego ycia, a zarazem darem dla bogini, ktry wyniesie go ponad innych kapanw. Midzywymiarowa brama bya obecnie zamknita; Aballister mia proszki, ktre otwieray i zamykay j rwnie atwo, jakby uywao si do tego klamki. Proszki znajdoway si w maych, starannie oznakowanych sakiewkach - poowa do otwarcia i poowa do zamknicia wrt - lecych na przemian na pobliskim stoliku. Oprcz Aballistera wiedzia o nich jedynie imp, ale chochlik nigdy nie sprzeciwia si daniom czarnoksinika i nie prbowa manipulowa przy wrotach. Druzil mg by impertynentem i czsto sprawia nieliche problemy , ale jeeli chodzio o wane sprawy, mona byo na nim polega. Aballister rozejrza si i dostrzeg swoje odbicie w zwierciadle po drugiej stronie pokoju. Niegdy by przystojnym mczyzn o przenikliwych oczach i jasnym promiennym umiechu. Zmiana bya diametralna. Obecnie by zniszczonym, wychudym, pustym wrakiem, strzpem czowieka - paranie si czarn magi, oddawanie czci wymagajcej bogini i sprawowanie kontroli nad pochodzcymi z chaosu stworzeniami takimi jak Druzil, wycisno na nim srogie pitno. Przed wieloma laty czarnoksinik porzuci rodzin, przyjaci i wszystko, co niegdy napawao go radoci i byo mu drogie - wiedziony pragnieniem wiedzy i potgi, a ta obsesja jedynie przybraa na sile, odkd spotka na swej drodze Talon. Niejednokrotnie zarwno przed, jak i po ich spotkaniu Aballister zastanawia si, czy to byo tego warte. Druzil uczyni realnym spenienie jego dugoletnich poszukiwa, oferowa mu moc przekraczajc wszelkie wyobraenia, ale rzeczywisto okazaa si rozczarowujca. Obecnie potga wydawaa si rwnie pustym dwikiem, jak jego wyndzniae, smtne, tpe oblicze. - Ale te skadniki! - cign czarnoksinik usiujc, a raczej udzc si, e znajdzie jakie sabe punkty w logicznym planie impa. - Oczy umber bulka? Krew druida? A po co to... maski pozapasz-czyznowca? - Kltwa chaosu - odpar Druzil, jakby same sowa powinny rozproszy wszelkie wtpliwoci czarnoksinika. - To co zamierzasz przyrzdzi, to potny wywar, mj panie. Widok obnaonych w umiechu zbw Druzila sprawi, e Aballister momowolnie si wzdrygn. Czarnoksinik nigdy nie czu si swobodnie w towarzystwie okrutnego impa. - Del uiniera cas ciem-pa - rzek Druzil przez dugie ostre zby. - Doprawdy potny

napj! - przetumaczy faszywie. W rzeczywistoci bowiem powiedzia: - Nawet pomimo i jeste tak ograniczony! - ale Aballister nie musia o tym wiedzie. - Tak - mrukn ponownie czarnoksinik stukajc kocistym palcem w koniuszek swego orlego nosa. - Naprawd musz powici troch czasu i nauczy si twego jzyka, mj drogi Druzilu. - Tak - zawtrowa imp, poruszajc spiczastymi uszami. - lye uiesta pas tellemara - co oznaczao - Gdyby tylko nie byl taki glupi. Druzil powiedzia to bardzo cicho, ale tylko upewni Aballistera, e najzwyczajniej w wiecie sobie z niego pokpiwa. - Te ingrediencje byy bardzo drogie - rzek czarnoksinik, wracajc do tematu. -1 przyrzdzone nie do dokadnie - dorzuci z jawnym sarkazmem Druzil. Niewtpliwie, gdybymy zaczli szuka, natrafilibymy te na sto innych problemw, ale zapewniam ci, e zyski s tego warte. Te zyski! Twoje bractwo nie jest zbyt potne, w kadym razie nie za bardzo. Raczej nie sdz, aby przetrwao! Nie bez wywaru. - Boskie dzieo? - zamyli si Aballister. - Mona to tak nazwa - odrzek Druzil. - Moe faktycznie nim jest, skoro wanie Talona popchna ci do tego i to jej wol realizujesz. Chwytliwa nazwa, w kadym razie dla Barjina i jego nikczemnych kapanw. Bd bardziej oddani i wierni, jeeli zrozumiej, e tworz prawdziwego agenta Talony, moc sam w sobie, ktrej powinni skada cze, a ich wierno i powicenie pomoe utrzyma w ryzach orkogowego Ragnora i jego prymitywnych wojownikw. Aballister rozemia si w gos na myl o trzech klerykach drugiego zakonu triumwiratu Za, klkajcych i modlcych si przed prostym magicznym artefaktem. - Nazwabym to Tuanta Miancay - Zabjcza Zgroza - zaporo-ponowa Druzil, jego cmoknicia byy jawnie sarkastyczne. - To spodoba si Barjinowi. - Zamyli si przez chwil, po czym doda: - Nie, nie Zabjcza Zgroza - Tuanta Quiro Miancay - Najbardziej Zabjcza Zgroza. miech Aballistera zafalowa, jakby czarnoksinik nagle si zaniepokoi. Najbardziej Zabjcza Zgroza byo tytuem nadawanym najwyszym rang i najbardziej oddanym kapanom Talony. Barjin, przywdca klerykw Zamczyska Trjcy, nie dostpi jeszcze tego zaszczytu, chlubic si jedynie tytuem Najbardziej Ostabiajcej witobliwoci. Perspektywa, e kltwa chaosu pozwoli mu uzyska najwysze zaszczyty i ubodzie aroganckiego kleryka, napawaa Aballistera przejmujc radoci. Czarnoksinik nie mg si ju tego doczeka. Barjin i jego grupa byli w Zamczysku zaledwie od roku. Kapan przywdrowa tu a z

Danary, bezdomny, zaamany i pozbawiony boga, do ktrego mgby zanosi mody, odkd nowy zakon kr-lw-paladynw przegna jego zowrogie bstwo z powrotem do niszych wiatw. Podobnie jak AbaDister, Barjin oznajmi, e spotka si z Awatarem Talony i e to on wskaza mu drog do Zamczyska Trjcy. Dynamizm i moce Barjina byy do znaczne, a towarzyszcy mu uczniowie dysponowali ogromnym majtkiem. Kiedy przybyli do warowni, rzdzcy triumwirat, a w szczeglnoci Aballister powita ich z otwartymi ramionami, dzikujc Talonie, e umoliwia to spotkanie. Liczy bowiem, e stworz wsplnie silny, zgrany zesp, ktry wzmocni siy fortecy i zapewni rodki finansowe na realizacj przepisu Druzila. Obecnie, wiele miesicy pniej, Aballister zacz ywi pewne obawy co do trwaoci ich dalszego zwizku, a w szczeglnoci co do kapana. Barjin mia charyzmatyczn osobowo, co co jest niezbyt mile widziane w zakonie zajmujcym si chorobami i truciznami. Wielu kapanw Talony pokrywao swe ciaa naciciami lub groteskowymi tatuaami. Barjin tego nie czyni - nie powieci niczego nowej bogini, ale dziki swemu bogactwu i niewiarygodnej sile perswazji bardzo szybko osign status przywdcy zamkowych klerykw. Aballister nie stara si przeszkodzi mu w piciu si po szczeblach kariery, uwaajc, i taka bya wola Talony - niemniej jednak z czasem zacz mie wtpliwoci co do susznoci swego postpowania. Teraz potrzebowa pomocy Barjina, aby zjednoczy i scali Zamczysko Trjcy, a fundusze kapana miay dopomc mu w ostatecznym stworzeniu kltwy chaosu. - Musz zaj si przygotowywaniem i warzeniem ingrediencji do boskiego dziea rzek w zamyleniu - ale w wolnej chwili chciabym nauczy si odrobin tego twojego kwiecistego jzyka, ktrym mnie hojnie raczysz, Druzilu. - Jak sobie yczysz, panie - odrzek imp skaniajc si, podczas gdy Aballister wyszed z niewielkiej komnaty, zamykajc za sob drzwi. Druzil wypowiedzia nastpne sowa w swoim osobistym jzyku, jeyku niszych wiatw, obawiajc si, e czarnoksinik moe podsuchiwa pod drzwiami. - Quiesta bene tellemara, Aballister! - Zoliwy imp nie mg si powstrzyma, by nie wyszepta: - Ale jeste na to za glupi. - Uczyni to tylko dlatego, e chcia usysze te sowa wypowiedziane w obu jzykach. Pomimo obelg, jakimi do czsto z nader bahych powodw obrzuca swego pana, Druzil niewtpliwie szanowa czarnoksinika. Aballister by niewiarygodnie inteligentny jak na czowieka i najpotniejszy z trzyosobowego zakonu trjcy, a zgodnie z ocen Druzila ci trzej czarnoksinicy stanowili najpotniejsz z odng triumwiratu. Aballister uwarzy przeklty napj i wykona urzdzenie, ktre zajmie si jego rozprowadzeniem, a za to Druzil,

ktry czeka na ten dzie od dziesicioleci, bdzie mu piekielnie wdziczny. Druzil by sprytniejszy ni wikszo impw i mdrzejszy ni wikszo ludzi, a kiedy przed wiekiem natkn si na stary, zapomniany manuskrypt, skrztnie ukry go przed swoim poprzednim panem, rwnie czowiekiem. Tamten czarnoksinik nie mia rodkw ani do oleju w gowie, by zrealizowa skomplikowany plan, a potem waciwie rozprzestrzeni kltw chaosu. Aballister by takim czowiekiem. Aballister czu mieszanin nadziei i niepokoju, gdy z uwag wpatrywa si w czerwon powiat emanujc z wntrza przezroczystej butelki. To bya pierwsza prba kltwy chaosu, a wszelkie nadzieje czarnoksinika zaleay teraz od umiejtnego poczenia poszczeglnych elementw planu w zwart cao. - Jeszcze jeden skadnik - wyszepta strwoony imp, nie podzielajc wtpliwoci swego pana. - Dodaj yote, a potem bdziemy mogli wypuci dym. - Nie jest przyswajalny? - spyta Aballister. Druzil wyranie poblad. - Nie panie, nie ten - wychrypia. - Rezultaty s zbyt potworne. Zbyt potworne! Czarnoksinik przez dusz chwil wpatrywa si w impa. Przez dwa lata, odkd by on przy nim, nigdy jeszcze nie widzia go w stanie takiego wzburzenia. Czarnoksinik podszed do szafki i wyj drug buteleczk, mniejsz ni ta z pynem, ale ozdobion niezliczonymi runicznymi znakami. Kiedy wyj korek, z wntrza wypyna chmura jasnego dymu. - Dymica butelka - wyjani. - Pomniejszy magiczny artefakt. - .Wiem - przerwa Druzil. - I wiem ju, e ta butelka bdzie doskonale pasowa do naszego wywaru. Aballister mia ochot zapyta, skd imp mg o tym wiedzie, skd w ogle wiedzia o jego dymicej butelce, ale zatrzyma to dla siebie, przypominajc sobie, e zoliwy chochlik mia kontakt z wieloma wiatami i to mogo by odpowiedzi na jego pytania. - Mgby zrobi wicej takich? - zapyta Druzil wskazujc czarnoksisk butelk. Aballister zgrzytn zbami - jeszcze jeden wydatek - ale wyraz jego twarzy wystarczy za sown odpowied. - Kltwa chaosu najlepiej rozprzestrzenia si we mgle, a przy pomocy czarw ta butelka bdzie to czyni przez wiele lat, cho na znacznie ograniczonym obszarze - wyjani Druzil. Bdzie potrzebne drugie naczynie, jeeli mamy waciwie rozprzestrzeni trunek. - Trunek? - rzuci bliski wciekoci Aballister. Druzil szybkim machniciem skrzyde przelecia na drugi koniec pokoju, z dala od Aballistera, cho w przypadku potnego maga praktycznie adna odlego nie odgrywaa wikszej roli.

- Trunek? - powtrzy Aballister. - Mj drogi, drogi Druzilu, czy chcesz mi powiedzie, e wydaem fortun w zocie i paszczyem si przed Barjinem i jego paskudnymi kapanami tylko po to, by sporzdzi odrobin wina elfw? - Bene tellemara - pada ochrypa, gniewna odpowied impa. -Nadal nie pojmujesz, co tu stworzylimy? Wino elfw? - A wic moe okowit krasnoludw? - prychn sarkastycznie Aballister. Wzi do rki swoj lask i postpi gronie krok naprzd. - Nie zdajesz sobie sprawy, co si stanie, kiedy to si rozpta - warkn szyderczo imp. - No to mi powiedz. Druzil smagn skrzydami przed twarz i z tyu gowy; ruch ten mia odzwierciedla jego gbok frustracj. - To zaatakuje serca naszych celw - wyjani. - I wzmocni do przesady ich pragnienia. Proste bodce stan si rozkazami otrzymanymi bezporednio od bogw. Nikt nie zostanie dotknity w identyczny sposb, podobne efekty dla kadej z ofiar bd stosunkowo rne. Czysty chaos. Ci, ktrzy padn ofiar.. . Aballister unis do, by go uciszy; mia ju do wszelkich wyjanie. - Dam ci potg przekraczajc twoje najmielsze oczekiwania! - warkn imp. - Czyby zapomnia ju o obietnicy Talony? - Awatar sugerowa jedynie, abym ci wezwa - odparowa Aballister - i delikatnie da mi do zrozumienia, e moesz posiada co cennego. - Nie masz pojcia, czym naprawd jest kltwa chaosu i jak posiada moc - odpar zoliwie imp. - Wszystkie rasy z caego regionu bd na twoje rozkazy, kiedy zostan zniszczone ich wewntrzne orodki samokontroli. Chaos to wspaniaa rzecz, miertelniku, mj panie, moc zniszcze i podbojw, ostateczny pomr, Najbardziej Zabjcza Zgroza. Wadza nad chaosem daje potg temu, kto znajduje si poza jego morderczym zasigiem. Aballister opar si na lasce i odwrci wzrok. Musia wierzy Druzilowi, a jednak ba si mu zaufa. Tyle powici, by zdoby ten nieznany przepis. - Musisz si przekona - stwierdzi imp, widzc, e nie zdoa przekona Aballistera. Jeeli ma si nam uda, musisz wierzy. - Na chwil zoy boniaste skrzyda nad gow, pograjc si w zamyleniu. - Ten miody wojownik... arogancki...? - zapyta nagle. - Haverly - podsun Aballister. - Uwaa si za lepszego od Ragnora - kontynuowa Druzil, a jego oblicze rozjani zowrogi, obnaajcy zby umiech. -Pragnie mierci Ragnora, eby zosta kapitanem

wojownikw. Aballister nie sprzeciwia si. Ju kilkakrotnie Haverly wypiwszy zbyt duo ujawnia swoje skryte pragnienia, cho nigdy nie posun si do tego, by otwarcie zagrozi ogrillionowi. Nawet arogancki Haverly nie by a tak gupi. - Wezwij go tu - poprosi Druzil. - Niech dokoczy nasz sprawdzian. Powiedz mu, e ten pyn wzmocni jego pozycj w triumwira-cie. Powiedz, e dziki niemu stanie si potniejszy od Ragnora. Czarnoksinik zastanawia si przez chwil. Barjin szczerze powtpiewa w powodzenie caego projektu, pomimo i Aballister zarzeka si, e jego celem jest przede wszystkim suenie Talonie. Kapan wyoy! pienidze na dzieo Aballistera jedynie pod warunkiem, e czarnoksinik na oczach tuzina wiadkw zarzeknie si, i zwrci ca kwot, co do miedziaka, w razie gdyby Barjin nie by zadowolony z efektw jego pracy. Kapan sporo straci podczas swej ucieczki z pomocnego krlestwa Danary - presti armi, oraz wiele cennych i potnych przedmiotw, w tym sporo czarnoksiskich. Majtek, jakim jeszcze dysponowa, peni gwn rol w zachowaniu pozorw jego poprzedniej pozycji' i wadzy. Obecnie, po wielu dugich tygodniach, w trakcie ktrych rosy koszty, a nie byo wida efektw, Barjin coraz bardziej zaczyna si niecierpliwi. - Sprowadz Haverly'ego. Natychmiast - odpar nagle zaintrygowany Aballister. Ani czarnoksinik, ani kapan nie przepadali zarwno za Ragno-rem, ktrego uwaali za zbyt niebezpiecznego, by mona mu byo zaufa, ani za Haverlym majcym opini tepaka i kretyna, i jeeli wynik testu przeprowadzony nawet kosztem tych dwch pomoe usun w cie wtpliwoci Barjina, to doskonale. Poza tym, stwierdzi w mylach Aballister, to moe by interesujce i zabawne widowisko. Druzil siedzia bez ruchu na biurku Aballistera, obserwujc z najwyszym zainteresowaniem wydarzenia rozgrywajce si w drugim kocu pokoju. Imp aowa, e nie moe odegra wikszej roli w tej czci testu, ale jedynie inni czarnoksinicy wiedzieli o jego istnieniu czy te fakcie, i by od pewnego czasu nieodcznym towarzyszem Aballistera. Wojownicy triumwiratu, a nawet klerycy uwaali impa jedynie za ozdobn statuetk, bo kiedy ktry z nich wchodzi do prywatnych apartamentw czarnoksinika (co nie zdarzao si zbyt czsto), Druzil natychmiast zastyga w bezruchu na skraju biurka. - Pochyl si nisko nad zlewk i wlej ostatni kropl - poleci Haverly'emu Aballister, spogldajc w celu potwierdzenia na Druzila. Imp prawie niedostrzegalnie pokiwa gow i

wyd nozdrza w wyrazie zniecierpliwienia. - Tak jest - rzek Aballister do Haverly'ego - kiedy j wlejesz, we gboki wdech. Haverly sta sztywno i podejrzliwie przyglda si czarnoksinikowi. Najwyraniej nie ufa Aballisterowi - do tej pory nie wykaza si on wobec niego nadrobniejszym nawet gestem przyjani. - Mam wielkie plany - rzuci gronie - ale wcale nie pragpe, aby zmieni mnie w traszke czy inne paskudztwo. - Wtpisz? - rykn nagle Aballister, wiedzc, e musi bez wahania obali wszelkie wtpliwoci nurtujce modego wojownika. - Odejd wiec! Kady moe dokoczy przygotowywanie tego wywaru. Sdziem, e kto tak ambitny, jak ty... - Do - uci Haverly i Aballister wiedzia ju, e rybka chwycia przynt. Podejrzliwo Haverly'ego nie moga si rwna jego dzy wadzy. - Zaufam ci, czarowniku, cho nie dae mi dotd po temu powodu - dokoczy Haverly. - Ale nie masz rwnie powodu, by mi nie ufa - upomnia go Aballister. Haverly jeszcze przez dusz chwil wpatrywa si w Aballistera - jego grymas nie zela - po czym pochylony nad zlewk wyla do niej ostatnie krople pynu. Kiedy tylko ciecze zetkny si, poyskujcy czerwonawo eliksir wypuci kb czerwonego dymu prosto w twarz Haverly'ego. Wojownik odskoczy w ty, jego do odruchowo signa po miecz. - Co ty mi zrobi? - zapyta ostro. - Zrobi? - zawtrowa niewinnie Aballister. - Nic. Dym by stosunkowo niegrony, cho mg ci odrobin zaskoczy. Haverly jeszcze przez chwil oglda i maca si po caym ciele, aby mie pewno, e dym nie wyrzdzi mu adnej szkody, po czym rozluni si i pokiwa gow. - I co si teraz stanie? - zapyta obcesowo. - Gdzie jest moc, ktr mi obiecae? - W swoim czasie, mj drogi Haverly, w swoim czasie - odrzek Aballister. Przygotowanie eliksiru to jedynie pierwszy etap procesu. - Jak dugo to potrwa? - zapyta zapalczywy wojownik. - Mogem zaprosi tu Ragnora zamiast ciebie - upomnia go Aballister. Na wspomnienie Ragnora Haverly cofn si o kilka krokw. Jego oczy rozszerzyy si groteskowo. Doln warg przygryz tak mocno, e a krew pocieka mu na brod. - Ragnor! - warkn przez zacinite zby. - Ragnor, ten intruz! Ragnor, ten oszust! Nie moge go zaprosi, bo jestem od niego lepszy! - Oczywicie, drogi Haverly - zagrucha czarnoksinik usiujc uspokoi dzikookiego modzieca; widzia wyranie, e Haveiiy jest bliski ataku furii. - Wanie dlatego... - Aballister

nie dokoczy. Haverly mamroczc co pod nosem doby miecza i wybieg z komnaty, nieomal wyrywajc drzwi z zawiasw. Aballister wyjrza za nim na korytarz, mrugajc z niedowierzaniem. - Trunek? - dobiego sarkastyczne pytanie z drugiego koca pokoju. Przycigany gonymi okrzykami - RAGNOR! Aballister nie zada sobie trudu, by odpowiedzie impowi. Popdzi za nim, nie chcc straci zbliajcego si widowiska i niebawem doczyo do dwoje jego kolegw. - To mody wojownik Haverly - powiedziaa Dorigen, jedyna czarodziejka w zamku. Zowrogi umiech na twarzy Aballistera sprawi, e zarwno ona, jak i jej towarzysz zatrzymali si gwatownie. - Napj ju sporzdzony? - zapytaa z nadziej w gosie; w jej bursztynowych oczach zabysy iskierki, kiedy nonszalanckim gestem przerzucia sobie dugie czarne wosy przez rami. - Kltwa chaosu - potwierdzi Aballister i wysforowa si naprzd. Kiedy przybyli do ogromnej jadalni kompleksu, stwierdzili, e pojedynek ju si rozpocz. Usunito kilka stow, a setka zdumionych ludzi, orkw oraz kilku olbrzymw na dokadk ustawia si wkoo obserwujc z zainteresowaniem przebieg walki. Ragnor i Haverly stali porodku komnaty naprzeciwko siebie z dobytymi mieczami. - Wojownicy bd potrzebowa trzeciego czonka rady -zauwaya Dorigen. - To oczywiste, e Ragnor albo Haverly padnie dzisiaj trupem i pozostanie tylko dwch. - Ragnor! - rykn na cae gardo Haverly - od dzi ja bd wodzem wojownikw! Drugi z walczcych, potnie zbudowany ogrillion, ktrego przodkami byli ork i ogr, noszcy na ciele lady tysica bitew, przyj jego sowa zgoa obojtnie. - Dzi spotkasz si ze swymi przodkami - rzuci przez zby. Haverly natar jak burza, ale nieprzemylany atak frontalny kosztowa go drogo. Ogrillion ci go w rk z tak si, e niemal cakiem odrba mu ramie. Oszalay wojownik nawet si nie skrzywi, jakby nie zauwaa rany ani blu. Pomimo i zdumia go fakt, e potna rana ani troch nie spowolnia jego przeciwnika, Ragnor zdoa zbi w bok jego miecz i zbliy si. Woln doni schwyci Haverly'ego za rk, w ktrej w dziery miecz i usiowa przekrzywi ostrze wasnej broni, aby mc zada decydujcy cios. Grone jki i stumione odgosy zdumienia rozlegy si wokoo, gdy Haverly jakim cudem zdoa wznie rozpatane rami i w podobny sposb zablokowa pchnicie Ragnora. Mody wojownik niemal dorwnywa ogrillionowi wzrostem, by jednak ode lejszy i

duo sabszy. Niemniej, pomimo paskudnej rany zdoa przez kilka chwil stawia mu zacity opr. - Jeste silniejszy, ni si wydajesz - przyzna Ragnor, poniekd pod wraeniem, ale nie dal tego po sobie pozna. W przypadkach gdy zawodzia jego potna sia, ogrillion zwykle improwizowa. Nacisn ukryty przycisk w rkojeci miecza i z jej koca wysuno si drugie smuke, srebrzyste ostrze. Sztylet mierzy wprost w nie osonit hemem gow Haverly'ego. Ten by tak pochonity walk, e nawet tego nie zauway. - Ragnor! -zawy raz jeszcze histerycznym tonem. Jego rysy wykrzywiy si. Z caej siy rbn czoem w twarz ogrilliona, miadc mu nos. Po chwili w ten sam sposb uderzy ponownie, ale Ragnor zdoa zignorowa bl i skupi si na zabjczym, ostatecznym ataku. Gowa Haverh/'ego po raz trzeci wyprysna do przodu. Ragnor, smakujc w ustach wasn krew, dzikim szarpniciem uwolni rk, w ktrej trzyma miecz i smagn ni w d, wbijajc ostrze sztyletu gboko w czaszk przeciwnika. W tej samej chwili weszo trzech kapanw rzdzcego triumwi-ratu. Pierwszy szed Barjin, najwyraniej niezbyt zadowolony z walki. - Co to ma znaczy? - zwrci si do Aballistera, zdajc sobie spraw, i musia on macza w tym palce. - Sprzeczka pomidzy wojownikami, jak si wydaje - odrzek czarnoksinik, wzruszajc ramionami. Widzc, e kapan zamierza przerwa pojedynek, Aballister pochyli si i wyszepta: - Kltwa chaosu - wprost do ucha Barjina, Twarz tamtego natychmiast pojaniaa i z nagym przypywem entuzjazmu zacz przyglda si krwawemu pojedynkowi. Ragnor nie mg uwierzy, e Haverly nadal stoi na nogach. Jego dugi na stop szylet by zakrwawiony a po nasad rkojeci, ale ranny wojownik uparcie si cofa i ostrze z wolna wysuno si z jego czaszki. Ragnor pozwoli mu na to, sdzc, e Haverly jest ju w agonii. Jednak - ku oglnemu zdumieniu widzw pojedynku, ktrzy zareagowali gonymi jkami i westchnieniami (najgoniej byo sycha Barjina), Haverly nie osun si na ziemi. - Ragnor - warkn amicym si gosem, przy kadej sylabie wypluwajc z ust krwaw lin. Krew zalaa mu jedno oko, wypywajc z rany w czaszce zlepia gste kasztanowate wosy, niemniej jednak ranny wznis miecz i chwiejnie postpi naprzd. Ragnor, przeraony, uderzy pierwszy, wykorzystujc czciow lepot Haverly'ego i tnc w jego uszkodzone ju rami. Sia ciosu odrbaa je i odepchna Haverly'ego o kilka stp w bok.

- Ragnor! - ponownie wykrztusi Haverly, z trudem utrzymujc rwnowag. Natar raz jeszcze i Ragnor znw zada cios - tym razem ostrze jego miecza przeszo pomidzy odsonitymi ebrami przeszywajc serce i puca. Krzyki Haverly'ego zmieniy si w nieartykuowane rzenie i oszalay wojownik zatrzyma si gwatownie. Ragnoj pospiesznie rzuci si w jego stron zamykajc go w zwarciu, gdzie oba miecze stay si bezuyteczne. Haverly nie by w stanie obroni si przed woln rk Ragnora, ktry dziery sztylet i raz po raz zaciekle dga swego przeciwnika w plecy. Mimo to mino jeszcze wiele minut, nim wreszcie Haverly osun si martwy na podog. - Godny przeciwnik - zauway jaki odwany ork podchodzc bliej, by przyjrze si ciau. Zbryzgany krwi Haverly'ego i wasn ze zamanego nosa Ragnor nie by w nastroju do wysuchiwania pochwa wobec przeciwnika. - Uparty gupiec! - poprawi i jednym cieciem odrba orkowi gow. Barjin skin na Aballistera. - Talona ogldaa to widowisko z przyjemnoci. Moe twoja kltwa chaosu okae si warta wkadu, jaki w ni woyem. - Kltwa chaosu? - powtrzy jakby zdziwiony tymi sowami Aballister. - To niezbyt waciwe okrelenie dla tak potnego Agenta Talony. Raczej Tuanta Miancay... nie, Tuanta Quiro Miancay. Jeden z pomocnikw Barjina, ktry zna ten jzyk, mimowolnie gono przekn lin, syszc to okrelenie. Jego towarzysze spojrzeli na niego zdumieni, a wwczas przetumaczy. - Najbardziej Zabjcza Zgroza! Barjin ponownie przenis wzrok na Aballistera; uwiadomi sobie, do czego zmierza szczupy czarnoksinik. Odegra on najwaniejsz rol przy wytwarzaniu wywaru i przy pomocy kilku sw zdeklasowa Barjina. Dwaj inni klerycy, zagorzali wyznawcy Talony, zaczli ju kiwa gowami i szepta pochway wobec dziea Aballistera. - Tuanta Quiro Miancay - powtrzy zapdzony w kozi rg kapan, wysilajc si na umiech. - Tak, to najbardziej adekwatne okrelenie.

Danica Gruby zapanik potar pulchn rk wieego siniaka, usiujc zignorowa drwice przytyki swoich kolegw. - Byem zbyt rozluniony - powiedzia do modej kobiety. -Jestem trzy razy ciszy od ciebie, no i jeste dziewczyn. Danica odgarna wosy wpadajce do jej migdaowo-brzowych oczu i usiowaa ukry umiech cisncy si jej na usta. Nie chciaa ponia dumnego kleryka, sugi Oghmy. Wiedziaa, e jego przechwaki s absurdalne. Walczy z ca zacitoci, ale nic mu to nie dao. Danica wygldaa jak chucherko - zaledwie pi stop wzrostu, gsta czupryna krconych, truskawkowo-blond wosw sigajcych do ramion i umiech, ktry skradby serce paladyna. Ci, ktrzy przyjrzeli si jej uwanie, byli w stanie dostrzec w niej co wicej ni tylko dziewczyn. Lata medytacji i treningu wyostrzyy refleks i minie Daniki, zmieniajc j w idealn machin bojow, o czym klerycy Oghny, wyobraajcy sobie siebie jako wielkich zapanikw na podobiestwo ich boskiego patrona, przekonywali si bolenie na wasnej skrze. Za kadym razem gdy Danica pragna zasign jakiej informacji dotyczcej biblioteki, musiaa wzi udzia w pojedynku zapaniczym. W zamian za jeden zwj, dzieo dawno nie yjcego mnicha, bya zmuszona stawi czoo najnowszemu ze swych przeciwnikw, spoconemu, cuchncemu behemotowi. W gruncie rzeczy nie miaa nic przeciwko temu wiedziaa, e moe pokona go rwnie atwo, jak wszystkich innych. Tucioch obcign czarnozot kamizelk, pochyli krg gow i zaatakowa. Danica odczekaa, a znajdzie si na wprost niej, a widzom tego spektaklu mogo si wydawa, e dziewczyna utonie pod zwaami ogromnego cielska. W ostatniej chwili skulia gow, przemkna pod wycignitym ramieniem mczyzny, schwycia go za do i kiedy j min, spokojnie stana za jego plecami. Delikatny skrt nadgarstka i mczyzna stan jak wryty, a potem, zanim zdy si zorientowa, Danica kopniciem pod kolana powalia go na klczki. Podczas gdy przeciwnik run na ziemi, jego rka, odgita do tyu i trzymana w zadziwiajco mocnym ucisku Daniki pozostaa nieruchoma. W tej samej chwili zebrani przygldajcy si pojedynkowi zareagowali drwicym miechem i jkami wspczucia. - Wschodni naronik! - zawoa potny mczyzna. - Trzeci rzd, trzecia pka od gry, jest w srebrnej tubie! - Dzikuj - powiedziaa Danica rozluniajc uchwyt. Rozejrzaa si wokoo i

umiechna niewinnie. - Moe nastpnym razem kiedy bd potrzebowa informacji, wystawicie przeciwko mnie dwch zamiast jednego. Klerycy Oghmy, obawiajc si, e ich bg nie bdzie zadowolony, mamroczc pod nosem rozeszli si ostentacyjnie. Danica podaa do powalonemu kapanowi, lecz ten dumnie odmwi. Podnis si chwiejnie, zabrako mu jednak oddechu i o mao si nie przewrci, ale usta na nogach i pody w lad za innymi. Dziewczyna bezradnie pokrcia gow i zgarna lece na pobliskiej awie swoje dwa sztylety. Przez chwil sifc im przygldaa jak zawsze, zanim na powrt wsuna je do pochewek przy cholewach butw. Jeden mia zot rkoje w ksztacie tygrysiego ba, drugi za srebrn, przedstawiajc smoka. Oba przezroczyste, krysztaowe ostrza zostay potraktowane czarnoksiskim zaklciem i obecnie miay moc stali i idealne wywaenie. Byy bardzo cennym i drogim prezentem od mistrza Daniki, czowieka, ktrego bardzo jej brakowao. Bya z mistrzem Turkelem od mierci swoich rodzicw i staruszek o pomarszczonym obliczu sta si ca jej rodzin. Danica mylaa o nim wsuwajc sztylety do pochewek i po raz milionowy poprzysiga sobie, e go odwiedzi, kiedy tylko ukoczy studia. Danica Maupoissant dorastaa wrd tumu na targowisku Westgate, piset mil na pnocny wschd od Biblioteki Naukowej, w przesmyku pomidzy Jeziorem Smokw a Morzem Spadajcych Gwiazd. Jej ojciec Pawe by rzemielnikiem, powszechnie szanowanym koodziejem, czowiekiem upartym, niezalenym i dumnym. Ich ycie wypeniay proste przyjemnoci i bezwarunkowa mio. Danica miaa dwanacie lat, kiedy opucia swoich rodzicw, by rozpocz nauk czeladnicz u starego, siwobrodego garncarza nazwiskiem Turkel Bastan. Dopiero w kilka miesicy pniej zrozumiaa, dlaczego rodzice przysali j do niego - przewidzieli, co si wydarzy. Przez cay rok krya w t i z powrotem po miecie, dzielc swj czas pomidzy obowizkami u mistrza Turkela a rzadkimi wizytami w domu. I nagle okazao si, e nie ma ju dokd wraca. Zamach mia miejsce w rodku nocy, a kiedy asasyni odeszli, pozostawili po sobie trupy rodzicw Daniki i zgliszcza domu oraz warsztatu, w ktrym jej ojciec pracowa przez cae ycie. Mistrz Turkel wydawa si obojtny, kiedy przekazywa Danice straszn wiadomo, ale dziewczyna syszaa, jak pniej paka w samotnoci swego malekiego pokoju. Dopiero wtedy Danica zorientowaa si. Turkel i jej rodzice duo wczeniej zaplanowali jej czeladnicz praktyk. Do tej pory sdzia, i by to zwyky przypadek, ba, obawiaa si nawet, e rodzice odsunli j od siebie dla wasnej wygody. Wiedziaa, e Turkel pochodzi z odlegej wschodniej

krainy o nazwie Tabot, grskiego regionu, skd wywodzili si przodkowie jej matki, i zastanawiaa si, czy mg by jej dalekim krewnym. Niezalenie od wizi rodzinnych, terminowanie u mistrza nabrao zgoa innego charakteru. Pomg jej przetrwa najtrudniejszy okres smutku i alu, a potem zacz wprowadza j w arkana sztuk, ktre nie miay wiele wsplnego z garncarstwem. Turkel by tabotaskim mnichem, uczniem Wielkiego Mistrza Penpahga D'Anna, ktrego religia opieraa si na poczeniu dyscypliny umysu z treningiem fizycznym w celu osignicia harmonii duchowej. Danica przypuszczaa, e Turkel musi mie co najmniej osiemdziesit lat, ale potrafi porusza si z gracj ownego kota, a gdy uderza goymi rkoma, wydaway si one twarde jak z elaza. Jego pokazy wprawiy Danik w stan fanatycznego zalepienia -zupenie j pochony. Cichy i skromny Turkel by czowiekiem nader spokojnym i opanowanym, ale pod t otoczk o czym Danica doskonale wiedziaa, kry si waleczny tygrys, ktry w razie potrzeby potrafi srodze zarycze. W Danice rwnie zacz rodzi si tygrys. Uczya si i wiczya; nic innego nie miao dla niej znaczenia. Cig prac traktowaa jak litani zacierajc wspomnienia, mur odgradzajcy j od blu, z ktrym wci jeszcze nie potrafia si pogodzi. Turkel doskonale to rozumia - o czym Danica przekonaa si duo pniej - gdy starannie dawkowa jej informacje na temat mierci rodzicw. Rzemielnicy i kupcy z Westgate dla zachowania lub:moe z powodu swej niezalenoci ostro rywalizowali midzy sob i Pawe rwnie nie zdoa tego unikn. Byo tam jeszcze kilku innych koodziejw - Turkel nie chcia zdradzi jej ich nazwisk - ktrzy zazdrocili Pawelowi jego pozycji materialnej. Kilkakrotnie zoyli mu wizyt, groc powanymi konsekwencjami, jeeli nie zacznie dzieli si z nimi przyjmowanymi zamwieniami. - Gdyby odwiedzili go jak przyjaciele i koledzy po fachu, Pawe podzieliby si z nimi zyskami - rzek Turkel, jakby on i ojciec Daniki byli bardziej zaprzyjanieni, ni pozornie mogo si wszy-skim wydawa. - Ale twj ojciec by dumnym czowiekiem. Nie chcia ulec pogrkom niezalenie od realnego niebezpieczestwa, jakie za sob pocigay. Danica nigdy nie naciskaa Turkela, by zdradzi jej tosamo ludzi, ktrzy zabili jej rodzicw - lub raczej wynajli Nocne Maski, jak w Westgate okrelao si asasynw, i po dzi dzie nie wiedziaa, kim oni byli. Liczya, e mistrz powie jej o tym we waciwym czasie, kiedy bdzie naleycie przygotowana, by dokona zemsty jeli uzna to za stosowne lub jeeli bdzie w stanie zapomnie o przeszoci i rozpocz prac nad swoj przyszoci. Turkel

zawsze wola to drugie rozwizanie. Stojc bez ruchu, pochylona nad wspaniaymi sztyletami, Danica wyranie ujrzaa w mylach twarz starego mistrza. - Przerosa mnie - powiedzia do niej, ale w tonie jego gosu nie byo ani cienia wyrzutu, jedynie duma. - Pod wieloma wzgldami twoje umiejtnoci przekraczaj moje. Danica sdzia wwczas, e oto nadesza z dawna wyczekiwana chwila, e Turkel zdradzi jej nazwiska konspiratorw, ktrzy zabili jej rodzicw i powie, by odesza, a potem na wasn rk wymierzya im po kolei zasuon sprawiedliwo. Turkel mia inne plany. - Obecnie tylko jeden mistrz moe kontynuowa twoj nauk. - powiedzia, a kiedy wspomnia nazw Biblioteki Naukowej, Danica domylia si, co j czeka. W bibliotece znajdowao si wiele rzadkich i bezcennych zwojw Wielkiego Mistrza Penpahga D'Ahna; Turkel pragn, by uczya si bezporednio z zapiskw pozostawionych przez nieyjcego od dawna mistrza. Wanie wtedy da jej te dwa wspaniae stylety. Tak wic, podwczas jeszcze podlotek, opucia Westgate, aby zacz budowa swoj przyszo i osiga nowe wyyny autodys-cypliny. Raz jeszcze mistrz Turkel okaza sw mio i szacunek wobec dziewczyny, przedkadajc jej potrzeby ponad wasn oczywist rozpacz z powodu jej odejcia. Danica wierzya, e w cigu pierwszego roku pobytu w bibliotece sporo si nauczya, zarwno w zakresie jej nauk, jak i rozumienia innych ludzi oraz wiata, ktry nieoczekiwanie stan przed ni otworem. Uznaa to za swoist ironi, e miaa zgbia wiedz o szerokim wiecie wanie tu, w samotnym grskim klasztorze, niemniej jednak nie moga zaprzeczy, e jej pogldy w cigu minionego roku stay si znacznie dojrzalsze. Do tej pory ya paajc prywatn chci zemsty - obecnie Westgate i asasyni wydawali jej si nader odlegli, a przed ni otwierao si tyle nowych, interesujcych moliwoci. Odegnaa od siebie mroczne wspomnienia, pozostawiajc je z ostatnim obrazem spokojnego umiechu swego ojca, migdaowych oczu matki i porytej zmarszczkami twarzy starego mistrza Turkela. Potem nawet te przyjemne wizje rozmyy si pogrzebane pod stosami rozmaitych obowizkw, zwizanych z jej kunsztem. Biblioteka bya ogromn komnat o stropie podpartym dziesitkami ukowatych filarw, tym bardziej niepokojcych, e pokrytych tysicami odwracajcych uwag reliefw. Wiele minut zajo Danice umiejscowienie pnocno-wschodniego naronika. Kiedy wreszcie tam dotara, sunc wskim przejciem pomidzy stosami ksig, stwierdzia, e kto na ni czeka. Cadderly nie ukrywa umiechu cisncego mu si na usta - nigdy nie by w stanie tego

dokona, kiedy patrzy na Danice - byo tak, odkd ujrza j po raz pierwszy. Wiedzia, e pochodzia z Westgate, kilkaset mil na pnocny wschd std. Ju to z zaoenia czynio z niej osob wiatow, ale wiele innych czynnikw rwnie pobudzao jego wyobrani. Pomimo i rysy i maniery Daniki byy, oglnie rzecz biorc, zachodnie i nie rniy si od ich odpowiednikw z centralnych Krain, ksztat jej oczu zdradza, i musiaa mie przodkw z dalekiego i egzotycznego Wschodu. Cadderly czsto zastanawia! si, czy nie byo to gwnym powodem jego fascynacji Danik. Jej migdaowe oczy niosy w sobie zapowied przygody, ktrej tak gorco pragn. Skoczy niedawno dwadziecia jeden lat i sze razy opuszcza Bibliotek Naukow -ale za kadym razem towarzyszy mu ktry z mistrzw, zazwyczaj Avery oraz kilku kapanw. Czasami Cadderly czu si rozalony dotkliwym brakiem przey z prawdziwego zdarzenia". Dla niego przygody i bitwy byty czym, o czym czytao si na kartach starych ksig. Nigdy dotd nie widzia ywego orka ani jakiegokolwiek potwora. W tym momencie zjawia si tajemnicza Danica niosc z sob kuszc obietnic. - Dugo to trwao - rzuci cierpko Cadderly. - Jestem w bibliotece zaledwie od roku - odparowaa Danica. -Ty mieszkasz tutaj, odkd skoczye pi lat. - Nawet w tym wieku zdyem pozna ca bibliotek w przecigu tygodnia - zapewni j Cadderly i pstrykn palcami. Zrwna si z ni, kiedy wawo ruszya w kierunku naronika sali. Danica uniosa wzrok tumic w sobie sarkastyczn odpowied -nie wiedziaa, czy stroi sobie z niej arty czy te nie. - A wic teraz walczysz z wikszymi od siebie? - zapyta} Cadderly. - Czy rwnie mnie to dotyczy? Danica zatrzymaa si nagle, przycigna twarz Cadderly'ego do swojej i pocaowaa go gwatownie. Odsuna si od niego na kilka cali. Jej migdaowe oczy, oszaamiajce i egzotyczne, widroway go wzrokiem. Cadderly bezgonie podzikowa Deneirowi, e ani on, ani Danica nie s w zakonach objtych celibatem, ale zawsze kiedy si caowali, fizyczny kontakt wprowadza ich w stan zdenerwowania. - Walka ci podnieca - rzuci niemiao Cadderly, rozluniajc nieco atmosfer. -1 teraz wiem na pewno, e to jednak mnie dotyczy. Danica popchna go w ty, ale nie pucia jego tuniki. - Powinna uwaa, wiesz - cign Cadderly, a jego ton gosu sta si nagle powany. -

Gdyby ktry z mistrzw przyapa ci na walce... - Dumni modzi adepci sztuk nie pozostawiaj mi wielkiego wyboru - odpara Danica, przeczesujc i odgarniajc wosy z twarzy. Walczc z ostatnim przeciwnikiem nawet si nie spocia. - W tym labiryncie, ktry nazywasz bibliotek, przez sto lat nie znalazabym nawet potowy potrzebnych mi rzeczy. Wywrcia oczami, by podkreli ogrom okolonego filarami pomieszczenia. - Nie ma sprawy - zapewni j Cadderly. - Poznaem bibliotek jak wasn kiesze... - Kiedy miae pi lat! - dokoczya za niego Danica i ponownie przycigna go do siebie. Tym razem Cadderly uzna, e mgby wykorzysta nadarzajc si okazj do czego wicej. Roztropnie przesun si, stajc po prawej stronie Daniki - by leworczny, a kiedy ostatni raz sprbowa TO zrobi lew rk, przez dobrych kilka dni nie mg utrzyma w doni pira. Ju od kilku miesicy by pod wraeniem czego, co Danica okrelaa mianem Paraliujcego Dotknicia", uznajc je za najbardziej efektywn, nie powodujc skutkw miertelnych form ataku, jak mia okazj oglda. Baga Danik, aby go tego nauczya, ale doskonale wytrenowana mniszka starannie strzega swoich sekretw. Wyjania Cadderly'emu, e metody walki stanowi nieodczn cz jej religii, podobnie jak surowa dyscyplina ciaa i umysu. Nie moga nauczy go technik walki, nie zapoznajc najpierw ze wstpnymi metodami ksztatowania umysu i podoem filozoficznym, nierozerwalnie zwizanym z ca reszt. W poowie pocaunku Cadderly wsun do pod krtk kamizelk Daniki i zacz wodzi palcami po jej brzuchu. Mody kapan jak zwykle zdumia si czujc pod opuszkami twarde sploty jej silnych mini brzucha. W chwil pniej powoli zacz przesuwa do ku grze. Danica zareagowaa w mgnieniu oka. Jej do z wyprostowanym jednym palcem przecia na ukos pier Cadderly'ego i uderzya go w rami. Do Cadderly'ego pod kamizelk dziewczyny momentalnie znieruchomiaa, po czym bezwadnie osuna si i zwisa u jego boku. Skrzywi si, gdy palcy bl w ramieniu zastpio nieprzyjemne uczucie odrtwienia. - Jeste taki... dziecinny! - wykrztusia Danica. W pierwszej chwili Cadderly uzna jej gniew za cakiem normaln, oglnie spodziewan reakcj na jego miae karesy, ale w chwil potem Danica kompletnie go zaskoczya. - Nigdy nie zapominasz o swoich studiach? - Och nie! - mrukn pod nosem Cadderly, kiedy dziewczyna oddalia si wzburzona.

Spodziewajc si ataku, uwanie obserwowa ktem oka i wydawao mu si, e wie, w ktre dokadnie miejsce trafi jej wyprony palec. A do tej chwili pomimo nieustannego blu uwaa swj eksperyment za sukces. Tyle tylko e Danica zdoaa go przejrze! Wiedziaa! Mody ucze zastanawia si przez chwil, co konkretnie mogo si z tym wiza, gdy wtem usysza dwiczny miech Daniki dochodzcy zza ssiedniego regau. Ulyo mu. Postpi krok w jej stron, zamierzajc jako zaagodzi sytuacj, ale gdy tylko wyoni si zza rogu regau, Danica odwrcia si gwatownie, wznoszc do gotow do ciosu. - Dotknicie podziaa rwnie na twoj gow - obiecaa, a w jej jasnobrzowych oczach rozbysy wesoe, ywe iskierki. Cadderly nie wtpi w to ani przez chwil i absolutnie nie mia ochoty przekonywa si o prawdziwoci jej sw. Zawsze zdumiewao go, e Danica, wac o poow mniej od niego, pokonywaa go z tak atwoci. Patrzy na ni ze szczerym podziwem, a nawet zazdroci; Cadderly w gbi duszy pragn mie tyle samozaparcia, zamiowania, powicenia i oddania nauce, co ona. Podczas gdy on prowadzi ycie pene rozmaitych zaj, acz oglnie dosy niezbor-ne, wiatopogld Daniki by dokadnie zogniskowany, oparty na cisych zasadach i filozoficznej religii, bardzo sabo znanej w zachodnich Krainach. To zamiowanie, owa niezwyka namitno, jeszcze bardziej wzmoga zauroczenie Cadderly'ego Danik. Pragn otworzy jej umys i serce i zgbi tak jedno, jak i drugie wiedzc, e jedynie tam zdoa odnale odpowiedzi, ktrymi mgby wypeni biae plamy we wasnym yciu. Danica uosabiaa jego marzenia i nadzieje; nawet nie usiowa sobie przypomnie, jak upiornie puste wydawao mu si ycie, zanim j pozna. Cofn si powoli, wznoszc donie i trzymajc je przed sob otwarte, aby da jej do zrozumienia, e nie ma ochoty na kolejny pokaz. - Stj! - rozkazaa na tyle ostrym tonem, na ile pozwala jej melodyjny dwiczny gos. - Nie masz mi nic do powiedzenia? Cadderly zamyli si przez chwil, odgadujc co waciwie chciaa usysze. - Kocham ci? - To byo bardziej pytanie ni stwierdzenie. Danica pokiwaa gow i umiechna si rozbrajajco, po czym opucia do. Szare oczy Cadderly'ego posay jej w odpowiedzi dziesiciokro silniejszy umiech i mody kapan ponownie postpi krok w jej kierunku. Niebezpieczny palec wyprysn w gr i zawis, koyszc si, w powietrzu niczym eb gronego jadowitego wa. Cadderly pokrci gow i wybieg z biblioteki zatrzymujc si tylko na chwil, by zgarn arkusz pergaminu i zanurzy w otwartym kaamarzu piro, ktre mia zatknite za

opask kapelusza. Ujrza Paraliujce Dotknicie", wrcz idealnie i chcia je naszkicowa, pki jeszcze mia na wieo" w pamici wszystkie szczegy. Tym razem miech Daniki nie by ju tak agodny.

Kantyczka - Oni temu piewaj! - wykrzykn Druzil niepewny czy to dobrze, czy le, e si tak stao. Religijni fanatycy z Zamczyska Trjcy wzili sobie gboko do serca magiczny napj nawet nieco bardziej opanowani, jak Ragnor i, wedle przypuszcze Aballistera, rwnie Barjin dali si ponie obkaczej fali. - Cho obawiam si, e troch faszuj - imp zakry skrzydami uszy, by zmniejszy haas. Aballisterowi rwnie nie przypady do gustu przecige, jkliwe zawodzenia rozbrzmiewajce wewntrz kompleksu z tak moc, e nie byy ich w stanie wytumi grube mury ani dbowe odrzwia, niemniej atwiej mu byo tolerowa klerykw ni nieznonego, zoliwego impa. Jednak czarnoksinik rwnie mia swoje zastrzeenia. Od czasu pojedynku w jadalni, ktry odby si cztery tygodnie temu, Barjin si przej kontrol nad projektem uznajc go za wasny i rozpocz organizacj chralnych pieww ku chwale Najbardziej Zabjczej Zgrozy. - Barjin dysponuje sporym bogactwem - przypomnia mu Druzil, jakby czyta w mylach Aballistera. Ten odpar ponurym skinieniem gowy. - Obawiam si, e chcc wystrychn go na dudka, sam si pogrzebaem - wyjani, podchodzc do okna i spogldajc na Lnice Rwniny. - Chciaem go obrazi. Nadajc kltwie chaosu nazw Najbardziej Zabjczej Zgrozy pragnem pognbi Barjina, osabi jego pozycj, ale on jako zdoa to wytrzyma, stumi w sobie dum i pych. Nie przypuszczaem, e jest do tego zdolny. Zwolennicy wierz w jego szczere oddanie Talonie i kltwie chaosu. Aballister westchn. Z jednej strony by zawiedziony, e jego sztuczka nie dopieka Barjinowi tak jak tego oczekiwa, z drugiej strony za przywdca kapanw, szczerze czy te nie, przygotowywa Zamczysko Trjcy do kolejnych etapw rozpocztego wanie Wielkiego Dziea, a to niewtpliwie byo wol Talony. - Gdyby jego zwolennicy uwierzyli, e nasza mikstura jest jedynie prostym magicznym wywarem, niezalenie jak potnym, nie byliby zbyt chtni, aby odda ycie dla Sprawy skonstatowa Aballister odwracajc si do Druzfla plecami. - Jeeli chodzi o poruszenie mas, to nie ma jak religia. Nie wierzysz, e eliksir jest agentem Talony? - zapyta Druzil, cho zna ju odpowied. - Znam rnic pomidzy magicznym wywarem a agentem z krwi i koci - odrzek oschle Aballister. - Niemniej eliksir faktycznie bdzie suy sprawie Pani Trucizn, a zatem nazwa doskonale do niego pasuje. - Barjin ma za sob ca armi Zamczyska Trjcy - stwierdzi zowrogim tonem Druzil.

- Nawet Ragnor nie omieli mu si przeciwstawi. - Dlaczego on czy ktokolwiek inny miaby to robi? - odrzek Aballister. - Niebawem kltwa chaosu zostanie wykorzystana zgodnie ze swym przeznaczeniem, a jedn z gwnych rl odegra w tym Barjin. - Za jak cen? - zapyta imp. - Przepis na kltw chaosu daem tobie, memu panu, nie kapanowi. Niemniej to on sprawuje piecz nad jej losem i dla wasnych celw wykorzystuje zarwno ciebie, jak i innych kapanw. - Jestemy bractwem, obowizuje nas przysiga lojalnoci. - Jestecie zbieranin zodziei - odparowa Druzil. - I nie naduywaj za bardzo pojcia honoru. Nie o to tu chodzi. Gdyby Barjin nie obawia si ciebie i nie widzia korzyci ze wsppracy z tob, na pewno by si ciebie pozby. Barjin... - Druzil wywrci wyupiastymi oczyma. - Barjina nie obchodzi nic i nikt oprcz jego samego. Gdzie s jego blizny? Albo tatuae? Nie zasuguje na tytu ani na przywdztwo nad kapanami. Klka przed bogini tylko dlatego, e w ten sposb zyskuje u zwolennikw miano witobliwego czeka. Nie ma w tym mc z religii... - Do ju, drogi Druzilu - rzuci agodnym tonem czarnoksinik, machajc uspokajajco rk. - Zaprzeczasz, e Barjin kontroluje kltw chaosu? - odparowa Druzil - Wierzysz, e okazywaby cho cie lojalnoci wobec Aballistera, gdyby go nie potrzebowa? Czarnoksinik oddali si od niewielkiego okna i ponownie zasiad na drewnianym krzele; nie by w stanie zbi argumentw impa. Niemniej jednak, nawet gdyby przyzna si do bdu, nie mg zrobi praktycznie nic, by powstrzyma obecny bieg wypadkw. Barjin mia eliksir i pienidze, a gdyby Aballister usiowa ponownie przej wadz nad napojem, mgby wszcz wojn wewntrz triumwiratu. Czarnoksinik i jego kompani byli potni, ale byo ich tylko troje. Dla Barjina, ktry mg mie do swojej dyspozycji setki ogarnitych religijnym ferworem onierzy, trjka czarnoksinikw wewntrz kompleksu nie stanowia zbyt powanego problemu. - Wymylili rytuay i zasady - cign imp, wypluwajc z niesmakiem kade kolejne sowo. - Wiesz, e Barjin umieci na butelce ochronne glify, aby moga j otworzy tylko niewinna osoba? - To typowa sztuczka kapanw - odpar ostentacyjnie Aballister, usiujc nieco uspokoi zatroskanego Druzila. - Nie zdaje sobie sprawy, jak moc ma w swoim zasigu - mrukn imp. - Kltwa chaosu nie potrzebuje adnych kapaskich sztuczek".

Czarnoksinik obojtnie wzruszy ramionami, ale rwnie i on nie zgadza si z decyzj Barjina dotyczc owych glifw. Barjin uzna, e zezwolenie, by osoba niewinna posuya jako mimowolny katalizator, byo jak najbardziej waciwe dla agenta bogini chaosu, aczkolwiek Aballister obawia si, i kleryk doda kolejne elementy zgoa niepotrzebnie. Cay proces zwizany z kltw chaosu i tak by ju dostatecznie skomplikowany. - Barjin Quiesta pas tellemara - wymamrota Druzil. Aballister zmruy powieki. W cigu paru ostatnich tygodni sysza t otwarcie niepochlebn fraz w wielu rnych przypadkach i przewanie to on by jej adresatem. Mimo to zatrzyma swoje podejrzenia dla, siebie - wiedzia, e wikszo skarg i utyskiwa Druzila bya uzasadniona. - Moe ju czas, aby Najbardziej Zabjcza Zgroza opucia te mury i zacza rozprzestrzenia wol Talony na cay wiat? - powiedzia. - Moe zbyt dugo zwlekalimy z przygotowaniami. - Moc Barjina jest zbyt skonsolidowana - rzek Druzil. - Nie lekcewa go. Aballister skin gow, po czym wsta i przeszed przez pokj. - A ty nie powiniene lekceway korzyci, jakie daje przekonanie ludzi, e ich dziaanie ma jaki wyszy cel, e poczynaniami ich przywdcw kieruje Sia Wysza. Otworzy cikie drzwi i jego nastpne sowa zaguszya kakofo-nia blunierczej kantyczki. pi wab' nie tylko klerycy Barjina - chr musia skada si z co najmniej setki zawodzcych wrzaskliwie gosw, a gromkie echo pieni odbijao si upiornie wrd kamiennych cian. Wychodzc Aballister pokrci gow z niedowierzaniem. Druzil nie mg odmwi Barjinowi efektywnoci, jeeli chodzio o przygotowanie grup do czekajcego ich niebawem zadania, niemniej jednak wci mia jeszcze pewne wtpliwoci odnonie Najbardziej Zabjczej Zgrozy i problemw zwizanych z implikacjami samej nazwy. Imp wiedzia - nawet jeeli czarnoksinik nie zdawa sobie z tego sprawy - e Aballister miaby obecnie spore kopoty z wykradzeniem butelki eliksiru. - Troszk nie tak - rzek Cadderly, zwracajc si do Ivana Bouldershouldera, krasnoluda o potnych barach i tej brodzie zwieszajcej si tak nisko nad ziemi, e gdyby nie uwaa, jak stpa, mgby si o ni przewrci. Obaj znajdowali si przy ku Cadderly'ego - mody kapan klcza, a Ivan sta - patrzc na kobierzec przedstawiajcy legendarn wojn, w wyniku ktrej rasa elfw zostaa podzielona na te, ktre pozostay na powierzchni oraz ciemne elfy drowy. Rozwinli tkanin tylko do potwy, ale i tak zacielaa cae ko. - Wzr jest dobry, ale rowek moe by troch za wski jak na moje strzaki. Ivan wyj niewielki kijek z umieszczonymi w rwnej odlegoci karbami i sprawdzi

dokadnie wymiary kuszy wskazanej przez Cadderly'ego, a nastpnie rki trzymajcego j drowa. - Bedom pasowa - odrzek krasnolud, pewny jakoci swego wyrobu. Przenis wzrok na drug stron pokoju, gdzie jego brat Pikel oglda wykonane przez Cadderly'ego miniaturowe modele. - Masz kusze? Pochonity swoim zajciem, a raczej zabaw, Pikel nawet go nie usysza. By o kilka lat starszy od Ivana, ale duo mniej powany ni on. Wzrostem praktycznie byli rwni, cho Pikel mia bardziej rozbudowane bary, co podkrela nieomal do przesady, noszc zazwyczaj lune, powczyste szaty. W tym tygodniu jego broda miaa kolor zielony, bowiem przefarbowa j na cze odwiedzajcych bibliotek druidw. Pikel lubi druidw, na co jego brat zwykle wywraca oczami i mimowolnie si czerwieni. Przyja midzy krasnoludami a druidami bya rzecz raczej niezwyk, ale Pikel by prawdziwym oryginaem. Zamiast lunej, opadajcej do stp brody jak u Ivana, Pikel rozczesywa swoj porodku, a koce zawija do tyu nad uszami i splata z wosami w sigajce do poowy plecw warkocze. Iranowi wydawao si to tyle mieszne, co gupie, ale Pikel bdc kucharzem w Bibliotece wola to ni wyjmowanie brody z zupy. Poza tym nie nosi butw typowych dla jego rasy, lecz sanday - podarunek od druidw, a duga broda askotaa go w goe, skate, poskrcane paluchy. - Ojoj! - zachichota Pikel przestawiajc modele. Jeden by zadziwiajco podobny do gmachu Biblioteki Naukowej - paska, kwadratowa, trzypitrowa budowla z rzdami malekich okienek. Inny model przedstawia mur, jakby fragment ciany biblioteki, wsparty na ogromnym, topornym, ukowatym kolumnowym sklepieniu. Jednak to trzeci i najwyszy model zaintrygowa Pikela najbardziej. Rwnie by to fragment muru, ale inny ni krasnolud, ktremu bd co bd sztuka murarska nie bya obca - mia okazj oglda. Model siga mierzcemu cztery stopy krasnoludowi do pasa, lecz nie by tak szeroki ani toporny, jak drugi, niszy fragment ciany. Smuky i wytworny - skada si w rzeczywistoci z dwch elementw - ciany i kolumny wspornikowej, poczonych dwoma mostami umieszczonymi w poowie i na szczycie konstrukcji. Pikel docisn z caej siy model obiema rkoma, ale ten, pomimo i z wygldu kruchy i saby, nawet si nie ugi. - Ojoj! - pisn uradowany krasnolud. - Kusza? - zapyta Ivan stajc z tyu za bratem, ktry zacz gme-ra w przepastnych kieszeniach kuchennego fartucha i koniec kocw poda mu mae drewniane puzderko. Pikel pisn do Caddedy'ego, wskaza na dziwn cian i unis brwi w pytajcym

gecie. - To co, nad czym pracowaem przed kilkoma miesicami - wyjani Caddedy. Usiowa nada gosowi ton peen nonszalancji, ale mimo to wyranie zabrzmiaa w nim nuta podniecenia. W natoku obecnych zdarze prawie zapomnia o modelach, cho ostatni z nich wydawa si nader obiecujcy. Biblioteka Naukowa znacznie rnia si od innych tego typu budowli. Wykwintne, tonce w bluszczu paskorzeby pokrywajce ciany gmachu oraz kilka najwspanialszych w caych Krainach marmurowych gargulcw stanowio tyle ozdob, co uzupenienie zoonego i efektywnego systemu odpywu wody. Wiele najwzniolejszych umysw w caym regionie opracowao plany i mozolio si przy wznoszeniu tej budowli, niemniej jednak zawsze gdy Caddedy na ni patrzy, widzia tylko jej sabe punkty i ograniczenia. Pomimo bogactwa szczegw biblioteka bya przysadzist kwadratow budowl o malekich, praktycznie nie istniejcych okienkach. - To pomys rozbudowy biblioteki - wyjani Pikelowi. Zgarn lecy opodal koc i rozoywszy go pod modelem biblioteki pofadowa tak, by przypomina surow grsk okolic. Ivan pokrci gow i oddali si o kilka stp od ka; wiedzia, e Cadderly i Pikel potrafi prowadzi swoje dysputy na rne tematy caymi godzinami. - Przed wiekami, kiedy wzniesiono bibliotek - zacz Cadderly - nikt nie mia pojcia, e tak si ona rozronie. Zaoyciele pragnli jedynie ustronnego miejsca, gdzie mogliby w spokoju i ciszy oddawa si nauce. Wanie dlatego wybrali akurat ten zaktek na jednej z wysoko pooonych przeczy Gr nienych. Wikszo pnocnego i wschodniego skrzyda, podobnie jak pierwsze i drugie pitro, zostaa dobudowana duo pniej, ale i tak brakuje nam miejsca. Z przodu i po bokach zbocza s za strome, aby mona byo rozbudowywa budowl bez uycia wspornikw, od zachodu za, za nami, skay s zbyt twarde, by mona je byo usun. - Och? - mrukn Pikel. Wcale nie by tego taki pewny. Bracia Bouldershoulder pochodzili z zakazanych gr Galeny, daleko na pnocy za Yaas. Ziemi skuwaa tam wieczna zmarzlina, a skay byy twardsze ni gdziekolwiek indziej w Krainach. Ale nie do twarde dla gotowego na wszystko krasnoluda! Pikel zatrzyma jednak t myl dla siebie, nie chcc przerywa Cadderly'emu, ktry najwyraniej wanie si rozkrci. - Sdz, e powinnimy pi si w gr - rzek z namysem. -Doda czwarte, a moe nawet pite pitro. - Nie wytrzymie. Ni ma mowy - mrukn od strony ka Ivan, niezbyt zainteresowany

tematem i pragncy jak najszybciej powrci do kwestii kuszy. - Aha! - rzek Cadderty i unis w gr wyprostowany sztywno palec. Jedno spojrzenie na twarz modzieca upewnio Ivana, e chodzio mu wanie o tak reakcj. Gdy w gr wchodziy jego wynalazki, Cadderly wrcz uwielbia niedowiarkw. - Powietrzne przypory! - oznajmi mody kapan, wycigajc obie donie w stron dziwnej, dwupoziomowej budowli. - Ojoj! - potwierdzi Pikel, ktry zdoa ju sprawdzi wytrzymao ciany. - Chyba dla faeriesw - burkn peen wtpliwoci Ivan. - Przyjrzyj si temu, Ivan - rzeki z powag w gosie Cadderly. - Owszem, mona to tak okreli, jeeli chodzi ci o smuko i pozorn krucho konstrukcji. W gruncie rzeczy jest ona bardzo mocna. Mosty spowoduj rozoenie napi, tak e ciany o minimalnej gruboci bd w stanie wytrzyma wikszy ciar, ni mgby sobie wyobrazi, no i, rzecz jasna, bdziemy mieli wspaniae pole do popisu, jeeli chodzi o okna! - Oczywizda, z gry - odburkn krasnolud. - Ale czy ciany wytrzymajom ataki olbrzymw? A co z wiatrem? Wichury szalejom tu e ha, a na wyszych pitrach bedom jeszcze silniej odczuwalne! Cadderly przez dusz chwil przyglda si powietrznej przyporze. Za kadym razem kiedy patrzy na model, przepeniaa go nadzieja. Uwaa, e biblioteka powinna by miejscem owiecenia j psychicznego i fizycznego, ale pomimo i otaczay j wspaniae gr- j skie krajobrazy, nadal bya mroczn, toporn budowl o grubych, kamiennych murach. Zasady architektoniczne sprzed wiekw opie- j raty si na masywnych kamiennych fundamentach i nie zezwalay | na wykuwanie w cianach wikszych okien. W wiecie Biblioteki] Naukowej wiatem sonecznym naleao cieszy si jedynie naf wieym powietrzu. - Uczniowie nie powinni lcze nad ksigami przy blasku wi nawet w rodku dnia argumentowa Cadderly. - Najwspanialszom bro tego wiata moi przodkowie wykuwall w gembokicb norach pod ziemiom - odparowa Ivan. J - To w zasadzie wstpny pomys - mrukn mody kapan pojei nawczo, zgadzajc si nagle z Ivanem, e powinni ponownie zaji si spraw kuszy. Nie wtpi, e jego projekt ma przed sob przyszo, ale zda sobie spraw, e przekonanie krasnoluda, yjcego caymi latami w mrocznych tunelach, o prawdziwej wartoci wiata sonecznego byo rzecz tyle mudn, co czasochonn. Pikel, ktry wyranie przyjmowa jego stron, pooy Cadderly'emu rk na ramieniu. - A tera zajmijmy si kuszom - rzek Ivan otwierajc drewniane puzderko. Krasnolud

unis delikatnie prawie gotow,.wspaniale wykonan kusz, identyczn jak ta, ktr przedstawiono na kobiercu.' - Po pracy zawsze mi suszy! - Zwj jest prawie przetumaczony - zapewni go Cadderly, wiedzc, e krasnolud mia na myli stary krasnoludzki przepis na mid pitny, ktry zgodzi si przeoy w zamian za wykonanie broni. W rzeczywistoci przetumaczy go ju par tygodni temu, ale trzyma to w tajemnicy, wiedzc, e Ivan majc w perspektywie tak wspania nagrod, zrealizuje jego zlecenie znacznie szybciej. - Doskonale, chopcze - rzek Ivan, cmokajc gono. - Za tydzie twoja kusza bdzie gotowa, ale potrzebuje wzorca. Masz jaki mniejszy rysunek, gdzie by j przedstawiono? Cadderly pokrci gow. - Mam tylko ten kobierzec - powiedzia. - Chcesz, cobym azi po korytarzach ze kradzionym kobiercem pod pach? - burkn gniewnie Ivan. - Poyczonym - poprawi Cadderly. - Za pozwoleniem Przeoonej Na Ksigach Pertelopy? - spyta sarkastycznie Ivan. -Uch, och-doda Pikel. - Nawet nie zauway jego zniknicia - odpar bz wikszego przekonania Cadderly. - A gdyby nawet, powiesz jej, e musiaem go wypoyczy, by potwierdzi kilka fragmentw z ksigi droww, ktr wanie tumacz. - Pertelopa wie o drowach wincy ni ty - upomnia go Ivan. - To ona daa ci ksig! - Uch, och - powtrzy Pikel. - Mid jest czarniejszy ni niebo o pnocy - rzuci obojtnie Cadderly. - Tak mwi przepis. Gdyby wyla cho kropl na korzenie redniej wielkoci drzewa, uschoby w mgnieniu oka. - Zap ze drugiej strony - rzek Ivan do swego brata. Pikel poprawi wielk grzybiast kucharsk czap, zakrywajc jego zielone, skotunione wosy, przez co odstajce uszy stay si jeszcze bardziej widoczne, po czym pomg bratu ciasno zwin kobierzec. Ujli go we dwch, podczas gdy Cadderly lekko uchyli drzwi j i upewni si, e korytarz jest pusty. l Cadderly obejrza si przez rami na coraz ostrzejszy kt promieni sonecznych wpadajcych przez okno. Na pododze zaznaczone byy regularnie odmierzone kreski, suce jako poranny zegar. - Dochodzi poudnie - zwrci si do krasnoludw. - Niebawem ; brat Chaunticleer rozpocznie poudniow kantyczk. Powinni w niej uczestniczy wszyscy tutejsi kapani i

wikszo zwykle to robi. Droga raczej bdzie wolna. Ivan rzuci Cadderly'emu cierpkie spojrzenie. - Tut-tut - wymamrota Pikel potrzsajc wochat gow i wskazujc Cadderly'ego palcem. - Ja te tam bd! - warkn Cadderly. - Nikt nie zauway, jeeli spni si kilka minut. W tej samej chwili korytarze prastarej biblioteki wypeniy si doskonaym sopranem brata Chaunticleera. Kadego dnia w poudnie Chaunticleer zajmowa swoje miejsce na podium w wielkiej i sali gmachu biblioteki, by wykona dwie pieni, ktrych treci byy i legendy o Deneirze i Oghmie. To prawda, e wielu uczniw przybywao do biblioteki, by zgbia wiedz, zdarzali si jednak i tacy,; ktrych celem byo suchanie piewu synnego Chaunticleera. pi-wal a capella, ale wypenia wielk sal i przylege pokoje tak zdumiewajcym czterooktawowym gosem, e bardzo czsto zebrani w pomieszczeniu uczniowie mieli wraenie, jakby suchali chruj i ze zdumieniem popatrywali na dajcego niezwyky popis solist. Tego dnia na pierwszy ogie posza pie o Oghmie, a pod oson owej dononej, ywej i jeszcze przybierajcej na sile melodii bracia Bouldershoulder chwiejnym, acz ranym krokiem zeszli po krtych schodach dwie kondygnacje niej i pokonawszy tuzin nieco zbyt ciasnych przej dotarli do swoich pokoi, przylegajcych do bibliotecznej kuchni. : W tym samym czasie Cadderly wszed do wielkiej sali, wlizgujc si bezszelestnie przez ogromne, podwjne dbowe drzwi i przesuwajc zwinnie w stron wielkiego, ukowato wygitego filara. - Powietrzne przypory - wymamrota mimowolnie, spogldajc z konsternacj na potn, zwalist kolumn. I nagle zda sobie; spraw, e jego przybycie nie zostao cakowicie nie zauwaone. Stojcy w cieniu przy ssiedniej kolumnie Kierkan Rufo umiechn si do niego. Cadderly wiedzia, e zoliwy Rufo tylko na to czeka, wypatrujc pierwszej nadarzajcej si okazji, by donie na niego do Przeoonego Na Ksigach Avery'ego. Avery, city na Cadderly'ego, z ca pewnoci ukarze go za spnienie. Uda, e si tym nie przej, nie chcc da Rufowi powodu do zadowolenia. Ostentacyjnie odwrci si i wyj wirujce dyski - archaiczn bro uywan przez prastare plemiona halflingw z Luiren. Skadaa si ona z dwch krysztaowych dyskw o rednicy wyprostowanego palca i na palec grubych, poczonych w rodku krtkim prtem, na ktry nawinity by sznurek. Cadderly natrafi na t bro w jednej ze starych ksig i nieco usprawni wzr, czc dyski metalow rurk i wiercc w niej otwr, przez ktry przeplt sznurek,

zakoczony z jednej strony wzem, a z drugiej ma ptl. Woy} teraz palec w otwr ptli. Gwatownym ruchem nadgarstka opuci dyski na sam koniec sznurka, po czym cigajc palec skierowa je z powrotem ku grze. Spojrza ktem oka na Rufa. Zauwaywszy, e zdoa przyku uwag tamtego, ponownie opuci dyski w d, woln rk odcign sznurek tak, e uformowa ksztat trjkta, a obracajce si bez przerwy dyski znajdoway si mniej wicej porodku, koyszc w przd i w ty jak dziecinna koyska. Rufo, zafascynowany tym widokiem wychyli si do przodu, a Cadderly nie omieszka natychmiast tego wykorzysta. Puci sznurek, cigajc dyski w gr ruchem szybszym ni mogoby go zarejestrowa ludzkie oko, po czym wypuci bro w stron rywala. Zanim obracajce si krysztay zdoay przeby poow drogi w kierunku gowy Rufa, sznurek byskawicznie sprowadzi dyski na powrt do rki Cadderly'ego. Niemniej jednak zaskoczony Kierkan gwatownie odskoczy w ty i straci rwnowag. Cadderly pogratulowa sobie znakomitego wyczucia czasu, jako e haaliwy upadek przypad w momencie najbardziej dramatycznej przerwy w pieni brata Chaunticleera. - Ciii! - rozlegy si gniewne syknicia ze wszystkich stron i Cadderly rwnie przyczy si do chru. Zdaje si, e tego wieczora Przeoony Na Ksigach Avery bdzie musia ukara dwch uczniw.

Pozna sprzymierzecw Komnata zebra w Zamczysku Trjcy znacznie rnia si od ogromnej, wytwornej sali Biblioteki Naukowej. Sufit by tu niski, drzwi mae, okratowane i silnie strzeone. W pomieszczeniu dominowa pojedynczy trjktny st z trzema krzesami przy kadym z bokw dla czarnoksinikw, wojownikw i klerykw. Rozejrzyj si po pokoju - zasugerowa telepatycznie Druzil Aballisterowi, ktry przebywa w pomieszczeniu. Imp widzia oczyma czarnoksinika, postrzegajc dziki wizi telepatycznej wszystko, na co patrzy Aballister. Ten uczyni, co mu kazano, przesuwajc spojrzeniem wok trjktnego stou -jego wzrok pad najpierw na Ragnora i dwch jego wojownikw, a nastpnie na Barjina i jego klerykw. Druzil gwatownie przerwa kontakt mentalny i zasycza zoliwie, wiedzc, e pozostawia Aballistera w stanie kompletnego oszoomienia. Czu, e czarnoksinik ponownie usiuje nawiza kontakt, sysza jak przywouje go w mylach. Niestety Aballister nie potrafi panowa nad telepati; imp wykorzystywa t mentaln form porozumiewania si od wielu dziesitkw lat, duej ni czarnoksinik przebywa na tym wiecie i to on decydowa kiedy i gdzie nawie z nim psychiczn czno. Jak na razie Druzil nie mia powodu, by kontynuowa kontakt - zobaczy wszystko, na czym mu zaleao. Barjin by w komnacie zebra i spdzi tam troch czasu. Druzil odnalaz swoje magiczne centrum, sw pozaziemsk esencj, pozwalajc mu zmienia zasady fizyki rzdzce istotami w wiecie, w ktrym obecnie przebywa. W kilka sekund pniej zacz si rozpywa, sta si przezroczysty, a w kocu znikn i pomkn wzdu kamiennych korytarzy do rzadko przeze odwiedzanego skrzyda zamczyska. Wiedzia, e to ryzykowne, ale jeeli kltwa chaosu miaa znale si w rkach kapana, musia dowiedzie si o nim czego wicej. Zdawa sobie spraw, e drzwi do komnaty Barjina bd zamknite i silnie strzeone z obawy przed intruzami, ale uzna to za mao znaczcy problem, kiedy ujrza stojcego przed nimi sztywno stranika, jednego z ludzi Barjina. Imp na krtk chwil wdar si do umysu mczyzny, wystarczya mu ona jednak, by zaszczepi w nim siln sugesti, magiczne danie. W pokoju Barjina jest intruz - powiedzia bezgonie. Stranik przez chwil rozglda si nerwowo, jakby szuka rda tego widmowego gosu. Wpatrywa si dugo w drzwi, dokadnie na wskro niewidzialnego impa - po czym pospiesznie zacz gmera wrd kluczy, wymwi sekretne sowo-haso, aby ochronne glify nie zareagoway eksplozj - i wszed do rodka.

Druzil bezgonie wyszepta to samo sowo i wszed tu za nim. Po kilku minutach przetrzsania najwyraniej pustego pokoju stranik pokrci gow i wyszed, zamykajc za sob drzwi. Druzil zachichota widzc jak atwo mona sterowa ludmi. Nie mia jednak czasu, by radowa si czy napawa swoim sukcesem -zwaszcza e tyle tajemnych sekretw Barjina czekao na ujawnienie. Jak na status Barjina komnata prezentowaa si do zwyczajnie. Przy cianie naprzeciw drzwi dominowao ogromne oe z baldachimem, obok ktrego sta nocny stolik. Druzil gorliwie zatar pulchne apki i ruszy w jego kierunku. Na blacie obok lampy leaa czarno oprawna ksika, a tu przy niej kilka pir i kaamarz. - Jak to zapobiegliwie z twojej strony, e prowadzisz dziennik -wychrypia Druzil ostronie otwierajc okadk. Przeczyta kilka pierwszych zapiskw, datowanych dwa lata wstecz. Byy to gwnie peany Barjina, wzmianki o jego chwalebnych czynach, jakich dokona w pnocnych krlestwach Yaasy, Damary i Narfell. Szacunek, jaki Druzil odczuwa wobec kapana, wzrasta z kadym kolejnym sowem. Barjin dowodzi niegdy armi i suy potnemu panu - cho nie wymienia imienia tego czowieka - naturalnie jeeli w ogle by czarnoksinik! Druzil przerwa lektur, aby si nad tym zastanowi, po czym sykn i powrci do czytania. Pomimo i by nader silnym magiem, Barjin nie omieszka wspomnie, i w subie jego pana (znw ta tajemnicza posta!) znajdowao si wielu duo potniejszych czarnoksinikw. Druzil odnis wraenie, e Barjin nawet teraz po latach obawia si wypowiedzena na gos, bd nawet napisania imienia kreatury, ktrej suy. Urs w si dopiero pniej, kiedy armi ogarn religijny fanatyzm, a jego pan najwyraniej wznis si do rangi potnego bstwa. Imp nie potrafi powstrzyma si od miechu, zwracajc uwag na zadziwiajce zbienoci pomidzy awansem kapana, a przemian kltwy chaosu w bezporedniego agenta bogini. Barjin sta si kapanem i poprowadzi armi, by speni wol swego pana, pragncego podbi wszystkie ziemie pnocy. Plany spaliy jednak na panewce, kiedy w Damarze powsta zakon paladynw - Druzil sykn gono czytajc to przeklte sowo - i zorganizowa wasn armi. Pan Barjina i wikszo jego sug zostali unicestwieni, ale on sam zdoa uj z yciem, a take ze spor czci zgromadzonych przez z armi skarbw.
OD

czowiekiem - lecz nie jako kapan, a jako

Barjin oraz kilku maruderw ucieko na poudnie. Odkd jego bg zosta unicestwiony, moc kleryka znacznie osaba. Druzil przez dusz chwil zastanawia si nad wag uzyskanych informacji. Jak dotd Barjin nie wspomnia sowem o domniemanym spotkaniu z awatarem Talony. Kolejn zawart w dzienniku informacj bya wzmianka o przyczeniu si Barjina do triumwiratu w Zamczysku Trjcy - i ponownie ani sowa o awatarze. Druzil cmokn gono: Barjin by oportunist. Ten przybyy do zamku zaledwie przed rokiem potulny uciekienier zdoa przechytrzy tutejszych przywdcw, wykorzystujc przeciwko nim ich wasny fanatyzm. Ju po miesicu pobytu w zamku uzyska trzeci pozycj w hierarchii kapaskiej, a w kilka tygodni pniej sta si niekwestionowanym przywdc jako gwny przedstawiciel Talony. Mimo to - stwierdzi Druzil, kartkujc pospiesznie dziennik Barjin nie myla zbyt wiele o swej bogini, skoro powici jej tylko kiika niewielkich wzmianek. Aballister mia racj - kapan by hipokryt, co jednak nie zmieniao oglnego stanu rzeczy. Druzil ponownie zachichota - c za ironia... czysty chaos. Reszt historii Barjina Druzil zna a nazbyt dobrze: przebywa przecie w zamku o wiele duej ni on. Dziennik niestety nie ujawni mu innych zaskakujcych rewelacji, niemniej imp zamykajc ksig nie by bynajmniej rozczarowany; w komnacie znajdowao si wiele innych rzeczy, ktrym mia ochot si przyjrze. Nowe odzienie Barjina - spiczasta czapka i droga fioletowa szata z czerwon lamwk, ozdobiona nowymi insygniami triumwiratu, wisiaa obok ka. Symbol Talony zosta nieznacznie zmieniony i obecnie miast trzech kropel ez, umieszczonych w ktach trjkta przedstawia on trjzb, ktrego ostrza zakoczone byy buteleczkami w ksztacie ez, identycznymi jak naczynie zawierajce kltw chaosu. Barjin osobicie opracowa w symbol i tylko Ragnor mia wobec niego pewne obiekcje. - A wic zamierzasz szerzy sowo swego boga - wymamrota Druzil, kiedy w kilka chwil pniej natrafi pod kiem na zwinity piwr, zoony namiot i wypchany plecak. Zacz bada jego zawarto, gdy wtem gwatownie odskoczy w ty, wyczuwajc wrd rozmaitych przedmiotw czyj obecno. Czu zacztek telepatycznej cznoci, ale nie pochodzia ona od Aballistera. Imp sign pod ko i natychmiast stwierdzi, e rdem telepatycznych sygnaw bya czarodziejska maczuga Barjina. - Wrzeszczca Dziewica - powiedzia Druzil powtarzajc sowa telepatycznego przekazu i przygldajc si uwanie ozdobnie wykonanemu przedmiotowi. Obsydianowa gownia wyrzebiona zostaa na ksztat piknej modej dziewczyny,

osobliwie niegronej, a jednoczenie zatrwaajcej. Druzil zajrza w gb groteskowej fasady. Wiedzia, i bro ta nie pochodzia ze wiata materialnego, ale zostaa wykuta w Otchani, Dziewiciu Piekach, Tartarze czy innej z niszych paszczyzn. Bardziej ni cokolwiek innego Druzil czu emanujc z niej dz krwi, nienasycone pragnienie. Z radosnym rozbawieniem stwierdzi, e maczuga musiaa to wyczu, bowiem na twarzy z obsydianu wykwit! zowrogi umiech, a spomidzy rozchylonych szeroko warg wychyny dugie, ostre ky. Druzil zaklaska w donie i umiechn si zoliwie. Jego respekt w stosunku od Barjina nieodparcie narasta. aden bowiem miertelnik, nie dysponujc doprawdy ogromn moc, nie byby w stanie wada tak broni. Plotki gosiy wprawdzie, e Barjin nie lubi posugiwa si zatrutym sztyletem, tradycyjn broni wyznawcw Talony, ale widzc ow maczug z bliska i wyczuwajc jej potworn moc, imp popiera wybr dokonany przez kapana. Wewntrz zwinitego namiotu Druzil natrafi na kosz koksowy i trjng, niemal identyczny i pokryty runami jak ten, ktry posiada Aballister. - Ty te jeste czarnoksinikiem, Barjinie - wyszepta imp, zastanawiajc si, co mogo to oznacza w przyszoci. Druzil wyobrazi sobie, jak wygldaoby jego ycie, gdyby przeszed przez ognie koksownika na wezwanie Barjina miast Aballistera. W pkatym plecaku znajdoway si inne cudownoci. Druzil znalaz tam gbok, inkrustowan klejnotami mis z bitej platyny - bez wtpienia wart fortun. Postawi j delikatnie na pododze i ponw-nie sign do plecaka, buszujc w nim jak wygodniay ork sigajcy ap w gb szczurzej nory. Wyj twardy, ciki przedmiot wielkoci pici, owinity w czarne ptno. Cokolwiek znajdowao si wewntrz, emanowao nader siln magiczn energi i Druzil odway si tylko lekko unie rbek ciemnego ptna. Przedmiotem okaza si ogromny czarny szafir, kamie nekromantw; Druzil czym prdzej ponownie owin go materiaem. Odsonity kamie mg zawezwa umarych, przywoujc duchy, ghule czy inne potwory z drugiego wiata, znajdujce si akurat w pobliu. Podobne waciwoci miaa maa ceramiczna butelka, ktr Druzil zaj si chwil pniej. Wyj korek, powcha i kichn, kiedy odrobina popiou wpada mu do nosa. - Popi? - wyszepta z zaciekawieniem i zajrza do rodka. Pod czarnym materiaem kamie nekromantw pulsowa rwnym rytmem i wtedy zrozumia. - Dawno umary duch - wymamrota, po czym szybko zakorkowa butelk. Nic wicej nie wzbudzio jego zainteresowania, tote starannie poukada i odoy wszystko na swoje miejsce. Nastpnie jednym susem znalaz si na wygodnym ou, gdzie

bezpieczny - bo niewidzialny i rozluniony zacz analizowa zdobyte informacje. Ten j Barjin wydawa si wszechstronnie utalentowanym czowiekiem: - kapan, czarnoksinik, genera zajmujcy si czarn magi,' nekromancj i kto wie jakimi jeszcze arkanami Sztuk. - Tak, to bardzo zmylny i zapobiegliwy czowiek - uzna Druzil. Czu si lepiej wiedzc, e Barjin zosta zaangaowany w spraw kltwy chaosu. Na krtk chwil nawiza kontakt z Aballisterem, aby si upewni, e zebranie trwao w najlepsze, po czym pogratulowa samemu sobie sprytu i skrzyowa pulchne ramiona nad gow. W chwil potem ju spa. - Mamy tylko jedn nadajc si do naszych celw butelk - rzek Aballister reprezentujcy czarnoksinikw. - Dymice naczynia s bardzo trudne do wykonania - wymagaj rzadkich klejnotw i metali, a wszyscy wiemy, jak kosztowne byo przygotowanie nawet maej dawki eliksiru. Poczu, e na wzmiank o kosztach Barjin nieomal przewidro-wa go wzrokiem. - Nie mw o Najbardziej Zabjczej Zgrozie jako o eliksirze -rozkaza kapan. - Niegdy by moe by to czarnoksiski napj, ale teraz ju nie. - Tuanta Quiro Miancay - zawtrowao mu natychmiast dwch klerykw. Niemal kady cal ich odsonitej skry pokryway odraajce blizny i plugawe tatuae. Aballister przenis wzrok na Barjina. Mia ochot wykrzycze mu w twarz, jak wielkim jest hipokryt, skierowa przeciwko niemu obu klerykw - ale zmitygowa si. Wiedzia, e wszelkie oskarenia przeciwko Barjinowi odniosyby przeciwny do zamierzonego skutek i to on staby si celem wyznawcw. Opinia Druzila na temat Barjina okazaa si suszna - przyzna z niepokojem Aballister. Kapan rzeczywicie skonsolidowa swoje siy. * - Przygotowanie Najbardziej Zabjczej Zgrozy - skonstatowa Aballister - znacznie uszczuplio nasze zasoby. Rozpoczcie na nowo i wyprodukowanie wikszej iloci, jak rwnie stworzenie drugiej buteleczki moe okaza si ponad nasze moliwoci. - Po co nam te idiotyczne butelki? - przerwa Ragnor. - Jeli ta substancja jest boska, jak twierdzicie, to... Barjin natychmiast udzieli mu odpowiedzi. - Najbardziej Zabcza Zgroza jest jedynie agentem Talony - wyjani ze spokojem. Sama w sobie nie jest bogiem, ale pomoe nam szerzy dzieo Talony. Oczy Ragnora zwziy si niebezpiecznie. Nie ulegao wtpli-jj woci, e cierpliwo ogrilliona jest ju na wyczerpaniu. - Wszyscy twoi poplecznicy popieraj Tuanta Qiro Miancay -| upomnia Barjin. -

Popieraj j z caego serca. Ragnor natychmiast si rozluni - wida byo, e zawoalowanaj groba wywara na nim spore wraenie. Aballister przez dusz chwil przyglda si Barjinowi, prze-] raony, z jak atwoci kapan uspokoi ogrilliona. Barjin by wyso- -J ki, zwinny i dobrze zbudowany, ale fizycznie nie mg si rwnal z Ragnorem. Dla tego potnego wojownika liczya si jedynie sia,! zazwyczaj nie okazywa klerykom i czarnoksinikom wikszego i szacunku ni szarym szeregowcom ze swojej armii. Barjin stanowi'| wyjtek - zwaszcza w ostatnim czasie Ragnor zupenie przesta mu i si przeciwstawia. Aballister, cho zaniepokojony, wcale si tym nie zdziwi. Wie- dzia, e moce Barjina wykraczay poza tradycyjne fizyczne| umiejtnoci kapana. By on magikiem i hipnotyzerem, starannym J strategiem, ktry koncentrowa si gwnie na umyle przeciwnika | i czsto uywa zakl zarwno w celu zapewnienia sobie maksymal- < nie dogodnej sytuacji, jak te by wpyn na tych, ktrych zamierza' zniszczy. Przed kilkoma tygodniami w zym triumwiracie wykryty zosta spisek. Jedyny wizie poddany przez Ragnora przesuchaniu pomimo blu i utraty kilku palcw uparcie milcza, Barjin jednak ' zdoa zama go w cigu godziny i nakoni, by z wasnej woli opo- j wiedzia wszystko, co wie o swoich wsplnikach spiskowcach. Plotki gosiy, e torturowany mczyzna naprawd uwierzy, e j Barjin jest jego sprzymierzecem - a do ostatniej chwili, kiedy j kapan ostatecznie roztrzaska mu gow. Tak wanie dziaa - mao kto by w stanie oprze si jego hipnotycznej charyzmie. Aballister j nie wiedzia zbyt wiele na temat poprzedniego bstwa Barjina, ktre sczezo gdzie pord pustkowi Yaasy, aczkolwiek repertuar zakl i uchodcy znacznie wykracza poza to, czego mona si byo spo-! dziewa po zwykym kleryku. Aballister ponownie opar si w swoich domysach na krcych w zamczysku plotkach, ktre gosiy, e] Barjin prcz zakl stosowanych przez klerykw para si rwnie j tradycyjn czarn magi. Kapan w dalszym cigu z uniesieniem mwi o eliksirze, kiedy i Aballister ponownie powrci mylami do zebrania. Mowa Barjina ' przerazia zarwno obu jego klerykw, jak i wojownikw Ragnora. Czarnoksinik pokrci gow, ale nie omieli si mu przerwa. Ponownie zamyli si nad torem, jakim pobiego jego ycie, w jaki sposb awatar zaprowadzi go do Druzila, a ten z kolei przekaza mu receptur. A potem awatar sprowadzi do zamku Barjina. Ta cz ukadanki zupenie nie pasowaa do rozumowania Aballistera. Po roku obserwacji Barjina utwierdzi si w przekonaniu, e nie jest on prawdziwym wyznawc Talony, ale natychmiast

upomnia sam siebie, i niezalenie, szczerze czy te nie, to wanie kapan mia dalej poprowadzi ca spraw i to dziki jego wpywowi oraz wsparciu finansowemu cay region moe niebawem zosta podbity ku chwale Pani Trucizn. Aballister westchn przecigle - oto paradoks chaosu. - Aballister? - zapyta Barjin. Czarnoksinik chrzkn nerwowo i rozejrzawszy si wokoo stwierdzi, e umkna mu wiksza cz dyskusji. - Ragnor pyta o konieczno uycia butelki - wyjani uprzejmie kapan. - Butelki, tak - wykrztusi Aballister - Elik... Najbardziej Zabjcza Zgroza posiada moc rwnie i bez nich. Nawet niewielkie dawki wystarcz, by kltwa chaosu zacza funkcjonowa, ale efekt jest raczej krtkotrway. Przy uyciu dymicych butelek boskie dzieo byoby rozprzestrzeniane nieprzerwanie. Wyprodukowalimy zaledwie kilka kropel, niemniej jednak uwaam, e nawet one w przypadku uycia dymicych butelek wystarczyyby nam na wiele miesicy - a moe nawet lat, naturalnie jeeli misktura jest waciwa. Barjin rozejrza si wokoo i skin na swoich dwch kompanw. - Uznalimy, e agent Talony jest gotowy - stwierdzi. - Wy... -wykrztusia z niedowierzaniem Dorigen. Aballister dugo i zawzicie wpatrywa si w Barjina. Zamierza przej kontrol nad spotkaniem i powiedzie to, co wanie oznajmi Barjin; kapan ponownie go ubieg, ukrad mu jego atut. - Jestemy przedstawicielami Talony - odpar chodno Barjin na wybuch Dorigen. Klerycy idiotycznym gestem pokiwali gowami. Zacinite palce Aballistera omal nie wyrway sporego fragmentu porczy dbowego fotek. - Bogini przemwia do nas, wyrazia swoje pragnienia - cign niewzruszenie Barjin. Niebawem rozpoczniemy nasze podboje! Ragnor z zadowoleniem i ekscytacj rbn pici w st. Nareszcie kapan zacz mwi w sposb zrozumiay dla wojowni-ka-ogrilliona. - Komu zamierzasz powierzy niesienie butelki? - zapyta obce-sowo. - Ja j wezm - wtrci szybko Aballister. Kiedy tylko usysza wasne sowa, zorientowa si, e zabrzmiay wrcz rozpaczliwie, niczym ostatnia prba ratowania jego podupadajcej pozycji. Barjin spojrza na z niedowierzaniem. - To ja spotkaem awatara Talony - rzek z uporem Aballister. -I ja odkryem receptur na Najbardziej Zabjcz Zgroz. - Dzikujemy ci za to - rzuci protekcjonalnie kapan. Czarnoksinik ju mia

zaprotestowa, ale opad mikko na krzeso, a w jego uchu rozbrzmiay sowa magicznej wiadomoci Nie sprzeczaj si o to ze mn, czarnoksiniku - ostrzeg go cicho Barjin. Aballister wiedzia, e nadszed jego krytyczny moment. Gdyby si teraz podda, bardzo moliwe, e ju nigdy nie odzyskaby swojej pozycji, niemniej jednak gdyby otwarcie przeciwstawi si Barjinowi i zainspirowanej przez niego religijnej furii, prawie na pewno doszoby do rozpadu zakonu, przy czym on, mwic naj-ogldniej, znalazby si w zdecydowanej mniejszoci. - Naturalnie butelk bd nieli kapani Talony - odpar Barjin, zwracajc si do Ragnora. - Jestemy jej prawowitymi uczniami. - Stanowicie tylko jedn odnog triumwiratu - odway si go upomnie Aballister. Nie uznawajcie Najbardziej Zabjczej Zgrozy za swoj wyczn wasno. Ragnor mia na ten temat inne zdanie. - Zostaw to kapanowi - rzuci szorstko. Zaskoczenie Aballistera pryso, kiedy uwiadomi sobie, e prymitywny, osikowaty wojownik, podejrzliwie odnoszcy si do magii, z prawdziw ulg przyj fakt, e to nie on bdzie musia opiekowa si butelk. - Zgadzam si - wtrci szybko Barjin. Aballister chcia co powiedzie, ale Dorigen pooya mu rk na ramieniu i bagalnym spojrzeniem powstrzymaa przed kontynuowaniem tego tematu. - Chcesz co powiedzie, zacny czarnoksiniku? - zapyta Barjin. Aballister pokrci gow i bardziej zagbi si w fotelu, a jeszcze bardziej w rozpaczy. - A wic zaatwione - rzuci Barjin - Najbardziej Zabjcza Zgroza zostanie uwolniona przeciwko naszym wrogom, niesiona przez mojego Drugiego - skin gow na klerykw siedzcych po jego prawej i lewej strome - i Trzeciego... - Nie! - wybuchn Aballister, widzc nagy sposb na uratowanie caej sytuacji. Spojrzenia wszystkich zwrciy si na niego - zauway, e Ragnor pooy do na rkojeci miecza. - Twj Drugi? -zapyta i tym razem to on mwi z niedowierzaniem w gosie. - Twj Trzeci? - Aballister podnis si z krzesa i wycign obie rce. - Czy nie jest to bezporedni agent naszej bogini? - rzuci wadczo. - Czy nie jest to zacztek naszych najwikszych ambicji? Nie, jedynie Barjin jest godzien nie tak drogocenny artefakt. Jedynie Barjin moe naleycie rozpocz rzdy chaosu. - Wzrok wszystkich momentalnie skupi si na Barjinie, a Aballister wrci na swoje miejsce, sdzc, e koniec kocw zdoa wymanewrowa sprytnego klech. Gdyby udao mu si na

jaki czas wyprawi Barjina z Zamczyska Trjcy, mgby odzyska utracon pozycj gwnego reprezentanta bractwa. Nieoczekiwanie kapan nie zgosi zastrzee. - Wezm j - powiedzia. Spojrza na zaskoczonych klerykw i doda: -1 pojad sam. - Tylko ty masz mie z tego ubaw? - poskary si Ragnor. - To zaledwie pierwsza potyczka w tej wojnie - odrzek Barjin. - Moi wojownicy pragn bitwy - naciska Ragnor. - S dni krwi. - I dostan j. Bd mogli si ni upaja i nie tylko! - uci Barjin. - Ale najpierw ja zadam pierwszy cios naszym wrogom. Kiedy wrc, Ragnor poprowadzi drugie natarcie. To najwyraniej uspokoio ogrilliona i dopiero teraz Aballister zdoa przejrze prawdziwe zamiary Barjina. Wyruszajc samotnie w podr, kapan nie tylko pozostawia w fortecy kohorty fanatykw, ktrych zadaniem bdzie utrzymanie obecnego status quo, ale rwnie Ragnora i jego wojownikw. Wiecznie spragniony wadzy ogrillion pod naciskiem klerykw nie pozwoli Aballisterowi i czarnoksinikom na odzyskanie stabilniejszej pozycji. - Gdzie zaczniesz j rozprzestrzenia? - zapyta Aballister. -I kiedy? - Przed moim wyjazdem trzeba jeszcze poczyni pewne przygotowania - odpar Barjin. S to rzeczy, ktre jedynie kapan, prawdziwy wierny wyznawca jest w stanie poj. Co si tyczy tego gdzie, nie powinno ci to interesowa. - Ale... - zaczaj Aballister, lecz brutalnie mu przerwano. : - To powie mi sama Talona - warkn Barjin tonem nie znoszcym sprzeciwu. Aballister rzuci mu gniewne spojrzenie, ale nie odezwa si sowem. Barjin by trudnym przeciwnikiem - za kadym razem, kiedy Aballister go osacza, ten salwowa si wypowiedzeniem imienia bogini, jakby byo ono odpowiedzi na wszystkie pytania. - A wic postanowione - doda Barjin, widzc, e jego rywal nie zamierza powiedzie nic wicej. - Spotkanie uwaam za zamknite. - Och, daj mi spokj - wymamrota Druzil, zarwno w mylach, jak i na gos. Aballister szuka go, usiowa wedrze si do jego umysu. Druzil umiechn si, wiedzc, e ma nad czarnoksinikiem ogromn przewag i nie dopuci go do siebie, po czym leniwie przekrci si na drugi bok. Nagle uwiadomi sobie, co mogo oznacza wezwanie Aballistera. Gwatownie usiad na ku i wejrza w gb jego umysu, aby przekona si, e czarnoksinik wrci ju do swego pokoju. Druzil nie zamierza tak dugo spa, chcia znale si daleko od tego miejsca, zanim jeszcze zebranie dobiegnie koca. Znieruchomia, kiedy drzwi otworzyy si i do pokoju wszed Barjin. Kapan mgby wyczu niewidzialn obecno, gdyby by bardziej czujny. Barjin

jednak mia inne sprawy na gowie. Podbieg do ka, a Druzil odskoczy w ty, sadzc, e Barjin zamierza go zaatakowa. Ten jednak uklk przed kiem i wyjwszy plecak, wydoby z niego czarodziejsk maczug. - Ty i ja - powiedzia do maczugi, dzierc j przed sob -bdziemy szerzy sowo ich bogini i zbiera niwo chaosu. Mino duo czasu, odkd ostatni raz nasycia si ludzk krwi, moja maleka... zbyt duo czasu. Maczuga, rzecz jasna, nie odpowiedziaa na gos, ale Druzil dostrzeg, e umiech na twarzy rzebionej dziewczyny znacznie si poszerzy. - A ty - rzek Barjin do plecaka, a dokadniej rzecz biorc, zdaniem Druzila do ceramicznej, wypenionej prochami butelki -ksi Khalifie? Czy ju czas, by ponownie zacz wdrowa po ziemi? - Kapan zamkn plecak i wybuchn tak szczerym j dononym miechem, e Druzil o mao si do niego nie przyczy. Imp skrztnie upomnia sam siebie, e w gruncie rzeczy on i Barjin wcale nie s przynajmniej na razie - sprzymierzecami, a kapan, jak wszystko na to wskazywao, mg okaza si nader gronym wrogiem. Na szczcie dla impa Barjin w popiechu nie zamkn za sob drzwi. Druzil zeskoczy z ka wykorzystujc gwatowny atak miechu Barjina i wysun si na korytarz, nie zapominajc roztropnie przy przechodzeniu przez prg wypowiedzie hasa unieszkodliwiajcego ochronne gltfy. Pi dni pniej zaopatrzony w dymic butelk Barjin opuci Zamczysko Trjcy. Wyruszy z niewielk eskort wojownikw Ragnora, ale mieli mu oni towarzyszy jedynie do osady Carradoon nad jeziorem Impresk na poudniowo-wschodnim kracu Gr nienych. Stamtd mia pody sam ku nieznanemu celowi, ktrego ani on, ani pozostali klerycy nie chcieli zdradzi innym przywdcom Zamczyska Trjcy. W fortecy Aballister czarnoksinicy czekali - w miar moliwoci cierpliwie, a nadejdzie ich kolej. Oddzia Ragnora nie by tak cierpliwy. Ogrillion wrcz pali si do walki, pragn jak najszybciej rozpocz ofensyw. Ragnor nie by wcale taki gupi. Wiedzia, e jego niewielki, zaledwie kilkusetosobowy oddzia bdzie mia spore problemy z podbiciem terenw wok jezior a take gr i puszcz, chyba e uda mu si skoni do walki yjce w okolicy goblinoidalne plemiona. Mimo to i wbrew wszystkiemu Ragnor by wcieky i paa dz mordu. Przed picioma laty, od pierwszego dnia swego pobytu w Zamczysku Trjcy, ogrillion poprzysig zemst elfom z pusz Shilmista, ktre pokonay jego plemi i wygnay jego z kniei. Kady czonek Zamczyska Trjcy - od zwykego szeregom poprzez czarnoksinika do

kapana - czsto mwi o dniu,'. wyjd z zamaskowanych tuneli i zalej czarn fal ca okoli Obecnie za wszyscy z napiciem oczekiwali powrotu Barji i potwierdzenia, e rozpocz si Wielki Podbj.

Woda i kurz Posta w dugim paszczu wolno zbliaa si do Daniki. Sdzc, e to mnich nalecy do jakiej tajemnej i ekscentrycznej sekty - tacy mnisi byli zazwyczaj wrogo nastawieni i niebezpieczni, bowiem za gwny cel stawiali sobie udowodnienie innym napotkanym mnichom swoich umiejtnoci w sztukach walki - kobieta zgarna plik przegldanych wanie pergaminw i szybko przesza do ssiedniego stolika. Wysoka posta w kapturze nacignitym tak gboko, e zupenie zasania jej twarz, ruszya jej ladem - stopy dziwnie szuray po kamiennej posadzce. Danica rozejrzaa si wok. Byo ju pno; czytelnia na pitrze nad bibliotek wiecia pustkami; Dziewczyna stwierdzia, e chyba najwyszy czas, by i ona udaa si do swego pokoju. Dopiero teraz poczua, jak bardzo jest wyczerpana i zastanowia si, czy przypadkiem nie ma halucynacji. Posta zbliaa si zowrogo, a Danica pomysiaa,ve to wcale nie musi by inny mnich. Jaki koszmar moe kry si pod tym kapturem? Zastanawiaa si. Ponownie zebraa pergaminy i ranym krokiem ruszya w kierunku gwnego przejcia, cho musiaa przy tym min tajemnicz, mroczn posta. Do wyprysna w jej stron, chwytajc j za rami. Z ust Daniki doby si stumiony krzyk; dziewczyna odwrcia si gwatownie w stron widmowej postaci, wypuszczajc z rk wikszo zwojw. Kiedy jednak odzyskaa rezon, stwierdzia, e to nie upiorny kociotrup trzyma j w lodowatym, nieumarym ucisku. Do naleaa do czowieka, bya ciepa, agodna, mikka i upstrzona przy paznokciach plamami atramentu. Do skryby. - Nie lkaj si - wychrypia upir. Danica zbyt dobrze znaa ten glos i nie daa si zwie Skrzywia si gniewnie i skrzyowaa ramiona na piersiach. Zdajc sobie spraw, e to ju koniec artw, Cadderly rk z ramienia Daniki i szybko zsun kaptur. - Witaj! - powiedzia umiechajc si szeroko do zaspion dziewczyny, w nadziei, e jego dobry humor okae si zaraliv - Pomylaem, e ci tu znajd. Milczenie Daniki nie wryo nic dobrego. - Spodobao ci si moje przebranie? - cign Cadderly. Musiaem by przekonujcy, eby omin szpiegw Avery'ego. f wszdzie, a Rufo jeszcze uwaniej ledzi kady mj krok,

pomiz e przecie obaj zostalimy ukarani jednakowo. - Obaj na to zasuylicie! - odcia si Danica - po tym jak s zachowalicie w wielkiej sali. - A teraz musimy sprzta - przyzna Cadderly i z rezygnacj] wzruszy ramionami. Wszdzie. Codziennie. To byy dugie dv tygodnie i podobnie zapowiadaj si dwa nastpne. - Wicej, jeeli Przeoony Na Ksigach Avery ci tu przyi - ostrzega Danica. Cadderly pokrci gow i unis w gr obie rce. - Sprztaem w kuchni - wyjani - ale Ivan i Pikel mnie stamt wyrzucili. To moja kuchnia, chopcze! - rzek Cadderly, starajc si< moliwie najlepiej naladowa mow krasnoludw, opierajc pr tym zacinite pici na biodrach i wypychajc mocno pier. - Je trzeba tu posprzta, ja to zrobi sam! Nie potrzeba mi... Aby go uciszy, Danica przypomniaa mu, gdzie si znajduj i odprowadzia na bok za pobliski rega z ksikami. - To by Ivan - rzek Cadderly. - Pikel jest raczej maomwn Tak wic w kuchni bd sprzta krasnoludy, tak jak by powir no i dobrze. Wystarczy spdzi tam godzin, eby na duszy do reszty straci apetyt. - To wcale nie usprawiedliwia przerywania pracy - zaprotesti waa Danica. - Ale ja pracuj - odparowa Cadderly. Podcign po cikiego, wenianego paszcza i unis stop, ukazujc sanda, f by w poowie butem, w poowie za szczotk do zamiatania.! - Z kadym krokiem w bibliotece robi si coraz czyciej. Danica nie prbowaa wdawa si z nim w dyskusj. Prawd mwic, cieszya si z wizyty Cadderly'ego. Nie widziaa go przez ostatnie dwa tygodnie i zacza ju za nim tskni. Poza tym, jeeli chodzi o sprawy bardziej praktyczne, miaa kopoty z odszyfrowaniem kilku wanych pergaminw, a Cadderly by jedyn osob, ktra moga jej pomc. - Mgby rzuci na to okiem? - zapytaa podnoszc upuszczone zwoje. - Mistrz Penpahg D'Ahn? - spyta, waciwie wcale nie zdziwiony Cadderly. Wiedzia, e Danica przybya do Biblioteki Naukowej przed ponad rokiem, by studiowa zebrane zapiski Penpahga D'Anna z Ashanath, mnicha i wielkiego mistrza, ktry zmar przed piciuset laty. Zakon Daniki by may i tajemniczy -mao kto w tej czci Krain sysza o Penpahgu D' Annie, ci jednak, ktrzy uczyli si opracowanych przez niego sztuk walki oraz metod koncentracji, powicali cae swoje ycie na zgbianie jego filozofii. Cadderly widzia jedynie fragmenty zapiskw badanych przez Danik, ale niezmiernie go one zaintrygoway i, rzecz jasna, nie mg pomin umiejtnoci walki prezentowanych przez mod kobiet. Odkd zjawia si w

bibliotece, ponad poowa dumnych klerykw Oghmy nabawia si przez ni bolesnych guzw i siniakw. - Nie jestem pewna tej interpretacji - wyjania Danica, rozkadajc pergamin na stole. Cadderly podszed do niej i spojrza na zwj. Zaczyna si od wizerunku skrzyowanych pici, ktre oznaczay technik walki, po czym nagle pojawio si pojedyncze otwarte oko, przedstawiajce technik koncentracji. Cadderly czyta dalej. * - Gigel Nugel - powiedzia gono i zamyla si przez chwil. - elazna czaszka. Ta technika nosi nazw elazna czaszka". Danica rbna pici w st. - Tak jak przypuszczaam! - powiedziaa. Cadderly nieomal ba si zapyta. - Co to takiego? Danica przysuna zwj bliej do lampy, wskazujc na may, prawie cako wicie zamazany rysunek w dolnym rogu. Cadderly przyjrza mu si uwanie. Przedstawia mczyzn, na ktrego gowie spoczywa ogromny gaz. - Czy to ma by Penpahg D'Ann? - zapyta. Danica pokiwaa gow. - No to wiemy przynajmniej, jak umar - mrukn drwico Cadderly. Danica gwatownie zgarna zwj ze stou - jego art bynajmniej nie przypad jej do gustu. Czasami zachowanie Cadderly'ego byo tak irytujce, e nawet pomimo swej ogromnej tolerancji nie potrafia go znie. - Przepraszam - rzuci Cadderly i skoni si nisko. -Niewtpliwie Penpahg D'Ahn to zdumiewajca posta, ale czy chcesz powiedzie, e by w stanie rozbija gow skay? - To sprawdzian samokontroli - odpara Danica, a w jej glosie dao si sysze narastajce podniecenie. - Wielki Mistrz potrafi panowa zarwno nad swoim ciaem, jak i nad jani. - Jestem przekonany, e gdyby mistrz Penpahg D'Ahn powrci z grobu, zapomniaaby nawet, jak mam na imi - rzek pospnie Cadderly. - Czyje imi? - odpara spokojnie Danica, nie dajc si wcign w jego gierk. Cadderly ypn na ni zowrogo, ale kiedy si umiechna, zrobi to samo, nie mogc si oprze jej urokowi. Mody ucze nagle spowania i ponownie przenis wzrok na pergamin. - Obiecaj mi, e nie zamierzasz rozbi sobie twarzy o jaki gaz - poprosi. Danica skrzyowaa rce na piersiach i zwiesia gow, dajc milczco Cadderly'emu do zrozumienia, aby nie miesza si w nie swoje sprawy. - Danica - rzek stanowczo Cadderly.

W odpowiedzi uniosa jeden palec i opara go na stole. Mylami podya w gb siebie - jej koncentracja musiaa by pena. Nastpnie przechylajc cae ciao w bok i unoszc nogi do poziomu stou, zawisa w powietrzu, podtrzymujc cay swj ciar na jednym palcu. Przez chwil utrzymywaa t pozycj, rozbawiona zdumieniem malujcym si na twarzy Cadderly'ego. - Moce ciaa przekraczaj nasze zdolnoci pojmowania i oczekiwania - wyjania, siadajc na stole i krcc palcem, aby pokaza Cadderly'emu, e nic si nie stao. - Wielki Mistrz Penpahg D'Ann zdoa je poj i sterowa nimi w zalenoci od potrzeb. Nie zamierzam ani dzisiejszej nocy, ani w najbliszej przyszoci wyprbowy-wa techniki elaznej Czaszki tego moesz by pewny. Musisz zrozumie, e elazna Czaszka to jeden z mniej wanych sprawdzianw w porwnaniu z tym, po co tu przybyam i czego pragn si nauczy. - Fizyczne zawieszenie - wymamrota z pewnym obrzydzeniem Cadderly. Oblicze Daniki pojaniao. - Pomyl tylko! - powiedziaa. - Wielki Mistrz by w stanie powstrzymywa akcj serca, aby zawiesi potrzeb oddychania. - S kapani, ktrzy te to potrafi - przypomnia jej Cadderly - i czarnoksinicy. Widziaem pewne zaklcie w ksidze, ktr przepisywaem... - To nie jest zaklcie - odparowaa Danica. - Czarnoksinicy i kapani wykorzystuj moce wykraczajce poza ich ciaa i umysy. Zastanw si, jakiej samokontroli wymaga zrobienie tego samego co Penpahg D'Ahn. Potrafi na yczenie powstrzyma bicie swego serca wykorzystujc w tym celu jedynie wiedz o harmonii ciaa. Powiniene umie to doceni. - Doceniam - odpar szczerze Cadderly. Jego oblicze zagodniao i delikatnym ruchem przesun wierzchem doni po mikkim policzku Daniki. - Ale czasami mnie przeraasz. Grzebiesz w ksigach sprzed piciu stuleci, aby pozna techniki, ktre mog si okaza tragiczne w skutkach. Nie pamitam, abym kiedykolwiek czu si tak szczliwy, jak od dnia, kiedy ci poznaem i nie wyobraam sobie ycia bez ciebie. - Jestem, kim jestem - odpara pgosem Danica. -1 nie potrafi tego zmieni - dodaa twardo - ani nie zamierzam porzuci czego, co stao si celem mego ycia. Cadderly przez chwil zastanawia si nad jej spwami, porwnujc je z wasnymi odczuciami. Darzy Danic ogromnym szacunkiem, a najbardziej ze wszystkiego kocha poncy w niej ar, ogie, ktry nakazywa jej przyjmowa i pokonywa wszelkie wyzwania. Ujarzmienie jej, ugaszenie owego ognia - o czym Cadderly doskonale wiedzia - oznaczaoby zabicie tej Daniki, jego Daniki i to bardziej radykalnie ni jakikolwiek z nieprawdopodobnych sprawdzianw samokontroli opracowanych przez Penpahga D'Ahna.

- Nie potrafi si zmieni - powtrzya Danica. Odpowied Cadderly'ego pyna wprost z jego serca. - Nie chciabym, aby tak si stao. Barjin wiedzia, e nie zdoa wej do obronitego bluszczem budynku adnymi drzwiami czy oknami. Cho Biblioteka Naukowa bya zawsze otwarta dla adeptw dobra, przy kadym z wej umieszczono ochronne glify, aby zapobiec przedostaniu si do rodka osb niepowoanych - osb podobnie jak Barjin oddanych szerzeniu chaosu i niedoli. Lecz Biblioteka Naukowa bya prastar budowl, a Barjin wiedzia, e stare budynki maj wiele sekretw, o ktrych nie wiedz nawet ich mieszkacy. Kapan unis poyskujc czerwonawo buteleczk na wysoko twarzy. - Jestemy u celu - powiedzia, jakby butelka moga go usysze. - Tu wzmocni swoj pozycj i wadz nad Zamczyskiem Trjcy i nad caym regionem, kiedy ju nasza krucjata dobiegnie koca. Barjin chcia jak najszybciej dosta si do rodka, znale katalizator i puci machin w ruch. Nie wierzy wprawdzie, e eliksir jest agentem Talony, ale i on, Barjin, nie uwaa si za agenta bogini, pomimo i przyczy si do zakonu jej wyznawcw. Uczyni to dla wygody i obustronnych korzyci i wiedzia, e dopki jego poczynania bd szerzy mordercze dzieo Pani Trucizn, bogini bdzie zadowolona. Reszt deszczowego, pochmurnego pno wiosennego dnia Barjin spdzi wrd cieni za drzewami okalajcymi szerok drog. Sysza dwiki piewanej w poudnie kantyczki, po czym obserwowa kapanw i uczniw, ktrzy samotnie bd maymi grupkami udawali si na popoudniow przechadzk. Kapan za podj podstawowe rodki ostronoci, rzucajc proste zaklcia, ktre pomogy mu wtopi si w otoczenie i pozosta nie zauwaonym. Przysuchiwa si arcikom mijajcych go ludzi, zastanawiajc, jak zmieniyby si ich sowa, gdyby rozpyli Najbardziej Zabjcz Zgroz w samym rodku ich grupki. Posta, ktra przykua uwag Barjina, nie bya ani uczniem, ani kapanem. By to mczyzna o zmierzwionych siwych wosach, brudnym, zaronitym obliczu i pomarszczonej, zbrzowiaej od soca skrze. Mullivy, dozorca, nie zwaajc na deszcz, jak co dzie od czterdziestu lat wykonywa swoje obowizki, zamiatajc drog i schody przed frontowymi drzwiami. Zowrbny umiech Barjina poszerzy si. Jeeli istniao sekretne wejcie do Biblioteki Naukowej, to ten starzec musia o nim wiedzie. O zmierzchu niebo si przejanio, a gry na zachodzie spowi przecudowny,

karmazynowy blask. Mullivy prawie tego nie zauway - widzia zbyt wiele zachodw soca, aby mogy jeszcze wywiera na nim jakiekolwiek wraenie. Przecign zbolae koci i podrepta w stron niewielkiej komrki, znajdujcej si opodal ogromnego, gwnego budynku biblioteki. - Ty te si starzejesz - powiedzia, gdy drzwi komrki otworzyy si z gonym skrzypniciem. Wsun rk do rodka, aby odstawi miot na miejsce, gdy wtem znieruchomia jak obrcony w kamie moc, ktrej nie by w stanie zrozumie. Do wycigna si w jego stron i wyja drzewce mioty z jego upartego ucisku. W umyle MuUivy'ego rozleg si ostrzegawczy krzyk, ale starzec nie potrafi zmusi swego ciaa do reakcji, nie by w stanie krzykn ani odwrci si, by spojrze w twarz czowiekowi stojcemu za jego plecami. Nagle zosta wepchnity do komrki - upad na twarz, niezdolny podnie rce i nawet w niewielkim stopniu zagodzi impet upadku. Drzwi za jego plecami zamkny si. Wiedzia, e nie jest w komrce sam. - Powiesz mi - dobieg go z ciemnoci zowieszczy syczcy gos. Mullhry ju od kilku godzin wisia unieruchomiony za nadgarstki. W pokoju byo ciemno, cho oko wykol, niemniej jednak dozorca czu bardzo blisko siebie czyj zowrbn obecno. - Mgbym ci zabi i zapyta twego trupa - mrukn Barjin i zachichota. - Zapewniam ci, e umarli mwi i bynajmniej nie kami. - Nie ma innego wejcia - rzek po raz chyba setny Mullivy. Barjin wiedzia, e staruszek kamie. Na pocztku przesuchania kapan rzuci zaklcia oddzielajce prawd od faszu. Prawdomwno Mullivy'ego pozostawiaa wiele do yczenia*. Barjin sign i zacisn palce na brzuchu dozorcy. - Nie, nie! - zawoa staruszek, usiujc uwolni si od ucisku. Barjin trzyma go mocno, a z jego ust wypyny ciche sowi pieni; w chwil potem Mullivy poczu, jakby jego trzewij zapony ywym ogniem - cay brzuch przeszywa potworny, doj4 mujcy bl, ktrego aden czowiek nie jest w stanie wytrzyma.l Jego krzyki, pierwotne, bezradne i pozbawione wszelkiej nadzie emanoway z tego wanie obszaru. - Krzycz - rzuci drwico Barjin. - Ty stary gupcze - otoczye ca komrk zaklciem ciszy. Nie zakcisz spokoju tym, ktr pi teraz w budynku biblioteki. Ale, ale, waciwie dlaczegc miaby przejmowa si ich snem? - doda cicho, a w jego gosioi zabrzmiao udawane wspczucie. Rozluni ucisk i delikatnie pogadzi Mullivy'ego po bolcym brzuchu. Mullivy przesta si rzuca i szamota, pomimo i jeszcze odczu* wa efekty zowieszczego czaru.

- Jeste dla nich niczym, zerem - mrukn Barjin, a jego suj naznaczona bya magicznym wpywem. - Kapani uwaaj si lepszych od ciebie. Masz dla nich sprzta i czyci odpywy kana-w, ale czy ktregokolwiek z nich obchodzi twj bl? Cierpisz ogromne katusze, ale czy ktokolwiek z nich pospieszy ci z pomoc? Ciki oddech Mullivy'ego nieco si ustabilizowa. - Mimo to uparcie ich bronisz - zamrucza Barjin, wiedzc, e.: jego tortura z wolna zmikcza dozorc. - Nie stan w twojej obronie, a ty nawet za cen wasnego ycia nie zdradzisz mi swego; sekretu. Nawet w normalnej sytuacji Mullivy nie odznacza si zbytni bystroci umysu. Jego najlepsz przyjacik bya zwykle butelka skradzionego wina, a obecnie gdy w gowie mia wywoany agonalnym blem mtlik, zrozumia, e w sowach niewidocznego napastnika zawarta jest nuta prawdy. Czemu nie miaby zdradzi temu l mczynie swojego sekretu, zaronitego mchem i penego pajkw podziemnego tunelu prowadzcego na najniszy poziom biblio- teki, do prastarych i nie uywanych ju katakumb, rozcigajcych j si pod piwnic z winem i grnym poziomem lochw? Nagiej dokadnie jak przewidzia Barjin, opinia Mullivy'ego o jego ta- j jemnym napastniku znacznie zagodniaa. Zrozpaczony dozorca] pragn za wszelk cen uwierzy, e jego drczyciel moe okaza | si sprzymierzecem. - Nie powiesz im? - zapyta Mulh'vy. - Dowiedz si ostatni - przyrzek mu solennie Barjin. - Nie zabronisz mi pi wina? Barjin zdumiony cofn si o krok. Dopiero teraz zrozumia, co byio powodem wahania staruszka. Sekretne przejcie do biblioteki prowadzio przez piwnic z winem, z ktrej zawartoci nieszcznikowi trudno byo si rozsta. - Mj drogi - zamrucza Barjin - bdziesz mg wypi tyle wina, ile dusza zapragnie - i nie tylko... nie tylko. Gdy weszli do tunelu, nioscy pochodni Mullivy odwrci si i zamachn gronie na Barjina. Kapan rozemia si drwico, ale gos Mullivy'ego pozosta nieustpliwy. - Pokazaem ci drog - oznajmi dozorca - a teraz ju sobie pjd. - Nie - odrzek rwnie stanowczo Barjin. Jednym ruchem ramion zrzuci podrny paszcz, ukazujc si staruszkowi w penej krasie. Mia na sobie nowy strj, fioletow jedwabn szat z emblematem przedstawiajcym trjzb z trzema czerwonymi buteleczkami na kocach. Przy jego pasie wisiaa osobliwa maczuga w ksztacie modej dziewczyny. - Przyczye si do mnie - wyjani Barjin - i ju nie odejdziesz.

Strach popchn Mullivy'ego do dziaania. Pochodni rbn Barjina w rami i usiowa zepchn go z drogi, kapan jednak przygotowa si na t ewentualno, zanim wrczy dozorcy zapalon agiew. Pomie go nie dotkn, nie osmali nawet jego wytwornego odzienia, bowiem przed ogniem chronio kapana stosowne zaklcie. Mullivy sprbowa innej taktyki, uderzajc pochodni jak maczug, ale odzienie strzeone byo przez magiczn zbroj, rwnie skuteczn, jak kolczuga ze stalowych pytek, wic drewniana agiew odbia si od ramienia Barjina nie czynic mu najmniejszej szkody. - Daje spokj, drogi Mullivy - rzek przymilnie prbujc atakowa. - Nie chcesz chyba, ebym sta si giem. Mullivy cofn si i o mao nie upuci pochodni. By tak raony, e mino wiele chwil, zanim doszed do siebie. Oddych z trudem. - Prowad - rozkaza przeladowca. - Znasz ten tunel i korytarze. Poka mi je. Barjin lubi katakumby - zakurzone, odizolowane i pene; kw dawno zmarych kapanw - jedne starannie zabalsamowa inne za obrcone w pokryte pajczynami szkielety. Wykorzystaj^ w naleyty sposb. Mullivy prowadzi go kolejnymi korytarzami - pokonawszy drodze rozchwiane drewniane schodki, minli piwnic z win< i redniej wielkoci pomieszczenie, ktre mogo ongi suy ja pracownia. Barjin uzna, e pokj ten bdzie doskonaym miejsce na wzniesienie otarza, najpierw jednak musia przekona si, na itjj uyteczny moe okaza si dla stary dozorca. Zapalili kilka pochodni i woyli do uchwytw w cianach, czym Barjin podprowadzi Mullivy'ego do starego stou - jednego z wielu mebli w tym pomieszczeniu - i wyj swj drogocenny baga. W Zamczysku Trjcy buteleczk oboono bardzo silnym! zaklciem mogli jej dotkn jedynie sudzy Talony lub kto&s o czystym sercu, a tylko ten ostatni by w stanie j otworzy.? Podobnie jak Aballister Barjin uwaa to za kopot, jednak w przerS ciwiestwie do czarnoksinika sdzi, e takie zabezpieczenie jest niezbdne. Czy moe by co bardziej ironicznego ni pozwolenie; osobie o czystym sercu na uwolnienie kltwy chaosu? * - Otwrz to naczynie - rozkaza. Dozorca przez dusz chwil przyglda si buteleczce, po cz z zaciekawieniem przenis wzrok na kapana. Barjin zna saby punkt Mullivy'ego. - To abmrozja - skama kapan. - Napj bogw. Wystarczy, sprbujesz i od tej pory kade wino bdzie ci si wydawa stokro j wspanialsze, bowiem efekt dziaania ambrozji nigdy nie przemijaj Wypij, zaklinam ci. Z ca pewnoci zasuye na swoja,j nagrod.

Mullivy apczywie obliza wargi, spojrza po raz ostatni na| Barjina, po czym wycign rk po wiecc buteleczk. Kiedy jejl dotkn, bysno olepiajce wiato, palce dozorcy sczerniay,! a impet wyadowania cisn nim na drugi kraniec pokoju i rozpasz-J czy o cian. Barjin podszed do niego i pomg mu si podnie. - Chyba jednak nie - mrukn pod nosem kapan. Mulivy, ktrego ciaem wci jeszcze wstrzsay spazmatyczne dreszcze, a siwe wosy sterczay jak strzecha na wszystkie strony, nie by w stanie nawet wydoby z siebie gosu. - Nie lkaj si - zapewni go Barjin. - Posuysz mi w inny sposb. - Dopiero wtedy Muliivy ujrza, e w drugim rku kapan trzyma maczug w ksztacie modej dziewczyny. Mullivy opar si plecami o cian i wznis obie rce w obronnym gecie, jednak nie byy one w stanie uchroni go przed mordercz broni. Niewinnie wygldajca gowa migna w stron nieszczsnego dozorcy i jeszcze zataczajc uk zacza si zmienia. Wygld broni sta si kanciasty, zowrogi, Wrzeszczca Dziewica, ktrej usta otworzyy si niewiarygodnie szeroko, obnaya dugie, ociekajce jadem ky. Wgryza si apczywie w ko przedramienia Mulliyy'ego i napieraa dalej, miadc i rozrywajc klatk piersiow. Staruszek jeszcze przez par chwil miota si konwulsyjnie, po czym osun si po cianie na ziemi i skona. Barjin, ktry wci jeszcze mia przed sob mnstwo pracy, nawet nie zwrci na niego uwagi. Aballister odchyli si na krzele, odwracajc wzrok od tafli magicznego zwierciada, ale nie zrywajc poczenia, ktre zdoa nawiza. Zlokalizowa Barjina i rozpozna miejsce, w ktrym tamten przebywa: Biblioteka Naukowa. Czarnoksinik przesun domi po rzedncych wosach i zamyli si nad otrzymanymi informacjarnvkre uzna za wielce niepokojce. Mia mieszane uczucia w zwizku z bibliotek, niepokojce wraenia, nad ktrymi nie chcia si w obecnej chwili rozwodzi. Studiowa tam niegdy, przed wieloma laty, ale zwizek ten zakoczya jego ciekawo wobec istot z niszych wiatw. Kapani, acz z alem, zmuszeni byli poegna zdolnego ucznia, motywujc sw decyzj niepokojem, i Aballister nie potrafi odrnia dobra od za, szlachetnych nauk od niebezpiecznych praktyk. Wydalenie nie zerwao jednak jego wizi z Bibliotek Naukow. Liczne wydarzenia, ktre miay miejsce w nastpnych latach, jeszcze bardziej wzmogy mgliste i niejasne uczucia czarnoksinika wobec tego miejsca. Obecnie za w planach byskotliwego | Wielkiego Podboju, Aballister zamierza zostawi bibliotek na sam koniec, by nastpnie osobicie przeprowadzi na ni atak. Nie przy-' puszcza, e Barjin okae si na tyle miay, by rozpocz

natarcie l od tego wanie miejsca; sdzi raczej, e kapan uda si do Shilmisty albo Carradoon. ' - No i? - dobiego pytanie z drugiego koca pokoju. - Jest w Bibliotece Naukowej - odpar ponuro Aballister^-1 Kapan wybra na pocztek naszej kampanii najpotniejszych wrogw. Aballister przewidzia odpowied impa z takim wyczuciem, e rwno z nim powiedzia gono: - Bene tellemara. - Znajd go - zada Druzil. - O czym myli? Aballister spojrza na z zaciekawieniem, ale jeeli nawet mia ochot udzieli mu reprymendy, to zmieni zamiar i posusznie i wykona polecenie. Ponownie pochyli si do przodu, w stron wielkiego zwierciada, i zajrza nieco dalej w gb, poprzez obwieszone pajczynami tunele, do pomieszczenia, w ktrym Barjin budowa swj otarz. Kapan przez chwil rozglda si nerwowo i nagle rozpozna rdo mentalnego kontaktu. - Witaj, Aballister - rzuci wesoo. - Sporo ryzykujesz - zauway czarnoksinik. - Wtpisz w moc Tuanta Quiro Miancay? - zapyta Barjin. - Agenta Talony? Aballister nie mia zamiaru ponownie wdawa si w akademick dyskusj. Zanim zdy odpowiedzie, w jego polu widzenia poj-; wia si kolejna posta, o nieruchomych oczach, ze zaman rk zwisajc pod groteskowym ktem i lew stron klatki piersiowej j unurzan we krwi. - Mj pierwszy wojownik - wyjani Barjin, przycigajc bliej do siebie ciao Mullivy'ego. - Stu kolejnych czeka na moje wezwanie. Aballister rozpozna w wojowniku" oywionego trupa, zombi, i a wiedzc, e Barjin przebywa w katakumbach, gdzie znajduj si < grobowce, nie musia pyta, gdzie kapan zamierza znale swoj] armi. Nagle decyzja Barjina o ataku na bibliotek przestaa wydawa mu si ryzykowna i chybiona. Aballister nie ukrywa podziwu dla swego rywala i potgi, ktr - jeli dotd jej nie posiada - zdoby mia w najbliszym czasie. Ponownie ogarny go mieszane uczucia wobec Biblioteki Naukowej. Chcia rozkaza Barjinowi, aby natychmiast j opuci, ale rzecz jasna, nie dysponowa moc, aby poprze swoje dania. - Nie lekcewa mnie - rzek Barjin, jakby czyta w mylach czarnoksinika. - Kiedy biblioteka padnie, cay ten region stanie przed nami otworem. A teraz odejd; musz wypeni obowizki, ktrych prosty kapan nie jest w stanie poj. Aballister chcia zaprotestowa przeciwko takiemu potraktowaniu, ale ponownie stwierdzi, e jego sowom brak poparcia w sile.

Natychmiast przerwa poczenie i osun si gbiej na krzele; w jego wntrzu wzbieray wspomnienia. - Bene tellemara - powtrzy imp. Aballister przenis wzrok na Druzila. - Barjin moe przynie nam wielkie zwycistwa, wczeniej ni si spodziewalimy rzek, ale w jego gosie raczej nie dao si wyczu penego niepokoju podniecenia. - To niepotrzebne ryzyko - odparowa Druzil. - Z gotowymi do wymarszu oddziaami Ragnora Barjin mgby znale sobie lepszy cel. Powinien uderzy przeciwko elfom i tam rozpta kltw -Ragnor ich nienawidzi i uwaa, e to one powinny sta si naszym pierwszym celem. Gdybymy zajli Puszcz Shilmista, moglibymy wyruszy na poudnie i obej gry, aby odci kapanw i otoczy potn bibliotek, zanim tamci zdyliby si zorientowa, jakie maj kopoty. Aballister nie zaoponowa i ponownie zastanowi si, czy rozsdn rzecz byo przekazanie eliksiru w rce Barjina. Usprawiedliwia kade dziaanie, kad pomyk, ale w gbi serca wiedzia, e zdradzio go jego tchrzostwo. - Musz si do niego dosta - oznajmi nieoczekiwanie imp. Po chwili namysu Aballister uzna, e to mgby by dobry pomys. Wysanie Druzila bdzie ryzykowne - zdawa sobie z tego spraw - ale wiedzia rwnie, e gdyby wczeniej zaryzykowa i postawi si Barjinowi, nie znajdowaby si teraz w tak niedogodnej sytuacji. - Dorigen powiedziaa mi, e Barjin mia przy sobie czarodziejski kosz koksowy - rzek) czarnoksinik, wstajc i biorc do rki lask. - Ona jest najlepsza, jeeli chodzi o czarn magi. Bdzie wiedzia czy Barjin otwiera wrota do niszych wiatw w poszukiwa sojusznikw. Kiedy Dorigen potwierdzi otwarcie, ja otwr przejcie tutaj. To bdzie dla ciebie krciutka podr. Barjin i domyli si, e jeste moim wysannikiem; uzna, e przybye jego wezwanie i e to on ma nad tob pen wadz. Druzil strzepn boniastymi skrzydami wok siebie i roztropn milcza, dopki Aballister nie wyszed z komnaty. - Ja... twoim wysannikiem? -warkn w stron zamknityc drzwi. Aballister musi si jeszcze wiele nauczy.

wiato i mrok Newander poczu nowy przypyw energii, kiedy tylko wyszed frontowymi drzwiami z gmachu biblioteki i skpay go promienie porannego soca. Wanie skoczy swoj zmian. Pracujc nad przekadem starej ksigi o mchach, spdzi cae godziny nad woluminem, otoczony grubymi murami i nisko zwieszajcym si sklepieniem. Newaader mia mas wtpliwoci zwizanych z pogldami na temat cywilizacji i wiedzia z ca pewnoci, e woli otwarte niebo ni jakiekolwiek inne sklepienie nad gow. Powinien by teraz w swoim maym pokoju i odpoczywa, podczas gdy Cleo zajmowa si ksig, Arcite za odprawia codzienny rytua druidw. Newander nieczsto sprzeciwia si zaleceniom Arcite'a, niemniej jednak by w stanie usprawiedliwi swoj niesubordynacj; lepiej odpoczywa wdrujc po grskich szlakach ni w jakimkolwiek pokoju, niezalenie od tego jak wygodne byo tam ko. Druid odnalaz Percivala przeskakujcego wrd gazi drzew okalajcych alejk. - Przyjdziesz ze mn porozmawia, biaasku? - zawoa. Wiewirka spojrzaa na Newandera, po czym przeniosa wzrok na ssiednie drzewo. Podajc za nim spojrzeniem, Newander ujrza drug wiewirk, rym razem zwyczajn szar samic, siedzc nieruchomo i przygldajc mu si z uwag. - Tysickro przepraszam - zapiszcza Newander do Percwala. -Nie wiedziaem, e jeste zajty. - Skoni si nisko i radonie ruszy dalej wzdu grskiej drogi. Percival przez chwil popiskiwa i skrzecza za odchodzcym druidem, po czym ponownie jednym susem znalaz si przy swojej towarzyszce. Ranek zmieni si w popoudnie, a druid nadal maszerowa j siebie, oddalajc si od Biblioteki Naukowej. Jaki czas temu zsz z gwnej drogi, wkraczajc ciek jeleni w samo serce guszy.' czu si u siebie i by spokojny - poza tym wiedzia, e za zwierz nie uczyni mu krzywdy. Nad odlegymi szczytami gr zbieray si chmury zapowiadaj kolejn wiosenn burz. Podobnie jak zwierzta, druid nie lkai kaprysw pogody. Wdrowa pord ulewy i mwi, e bier kpiel, a wspinanie si po onieonych, liskich i niebezpiecznyc grskich ciekach nazywa zabaw. Chocia zbierajce si chmu burzowe nie zmusiy go do powrotu, przypomniay mu jednak, w bibliotece nadal ma obowizki do wypenienia, a Arcite i Cleo ju wkrtce zorientuj si, e go nie ma. - Jeszcze tylko kawaek - obieca sobie w duchu. Zamierza niebawem zawrci, gdy nagle dostrzeg ora szybuj cego wysoko na

ciepych prdach wznoszcych. Orze rwnie zauway i spikowa nisko, popiskujc gniewnie. W pierwszej chwil li Newander sdzi, e ptak zamierza go zaatakowa, ale ju ; chwili wsuchiwania si w pene podniecenia skrzeczenie stwie i orze po prostu ucieszy si rozpoznajc w nim przyjaciela. - Co ci trapi? - zapyta ptaka Newander. Do dobrzej zna mow ptakw, lecz orze by nazbyt poruszony i rnowif zbyt gwatownie, by druid usysza co wicej prcz ostrze* eni przed niebezpieczestwem. \ - Poka mi - poprosi i zagwizda, a potem zaskrzecza, by mi pewno, e orze zrozumia. Wielki ptak wzbi si wysoko w niebo j aby Newander nie straci go z oczu, kiedy znajdzie si jeszcze wye' i dalej ponad pasmem gr. Gdy wyszed na pozbawiony drzew szczyt skalnego masywu, wiatr zacz dziko szarpa jego paszcz i druid zrozumia, co byi przyczyn zaniepokojena ora. Po drugiej stronie gbokiego wv zu trzy brudnoszare, mapiopodobne stworzenia piy si po wys kiej pionowej cianie klifu, uywajc chwytnych ogonw i czter palczastych, szponiastych ap do wczepiania si w kad szczeriii i wystp, zapewniajcy im oparcie dla rk i ng. Na wskiej ] poniej krawdzi znajdowao si sporych rozmiarw orle gniazdo,] Newander mg si domyla, co w nim byo. Rozwcieczony orze raz po raz pikowa w stron intruzw, ci J za spluwali i skrzeczeli, kiedy bezradnie przelatywa obok nich, lub usiowali go dosign swymi dugimi, zakrzywionymi szponami. Newander rozpozna w nich su-monstra, ale nie mia na ich temat innych informacji i nigdy dotd si z nimi nie spotka. Fama gosia, e byy to stworzenia okrutne i krwioercze, druidzi jednak nie zajmowali wobec nich formalnego stanowiska. Czy bya to inteligentna grupa zych stworw, czy te wspaniale przystosowany gatunek drapienikw, ktrych obawiano si ze wzgldu na ich zacito? Zwierzta czy potwory? Dla wielu to rozrnienie nic nie oznaczao, dla druidw jednak wizao si z podstawowymi zasadami ich religii. Jeeli su-monstra byy zwierztami, nie mona byoby okreli ich mianem zych", a tym samym Newander nie mgby przyj z pomoc zrozpaczonemu orowi. Obserwujc ich zaart wspinaczk i strugi liny spywajce z rozwartych paszczk, druid zrozumia, e musi co przedsiwzi. Wyda kilka przecigych, naturalnych okrzykw ostrzegawczych, a su-monstra zatrzymay si gwatownie i spojrzay w gr; najwidoczniej wanie wtedy ujrzay go po raz pierwszy. Zaczy pohukiwa, plu, skrzecze i wymachiwa zowrogo szponami, po czym podjy przerwan wspinaczk.

Newander wyda kolejny okrzyk. Bestie zignoroway go. - Prowad mnie, Silvanusie - poprosi Newander, zamykajc oczy. Wiedzia, e najwiksi druidzi jego zakonu zwoali zgromadzenie, ktrego tematem byy owe rzadko spotykane, acz koszmarne istoty, niemniej jednak zebrani nie doszli do adnych konkretnych wnioskw. Tym samym w zakonie obowizywaa niepisana zasada, e wobec su-monstrw naley interweniowa jedynie w sytuacji bezporedniego zagroenia. W gbi serca Newander czu, e scena rozgrywajca si na jego oczach nie naley do normalnych. Ponownie wezwa Silvanusa i ku swemu zdumieniu uwierzy, e uzyska odpowied. Spojrza w stron najbliszej burzowej chmury, oszacowujc dystans, po czym przenis wzrok na su. -. Stjcie! - zakrzykn Newander. - Nie wchodcie wyej! Potwory odwrciy si jednoczenie, zdumione si, a moe ponagleniem brzmicym w gosie druida. Jeden chwyci obluzowany kamie i cisn nim w Newandera, ale wwz by tyle gboki, co szeroki i odamek skay chybi celu. - Ostrzegam was ponownie - zawoa druid, ktremu bynajn nie palio si do rozlewu krwi. - Nie chc z wami walczy, ale i pozwol wam dosta si do tego gniazda. Potwory odpowiedziay zajadym skrzeczeniem i pluciem; ic zowrbne szpony ze wistem ciy powietrze. - Odejdcie std! - zawoa Newander. Monstra zaskrzecz i ponownie zaczy pi si po skale. Newander widzia ju dostatecznie duo; su byy jego zdanie zbyt blisko gniazda, aby mg traci czas na kolejne ostrzee Zamkn oczy, cisn w rku wity symbol przedstawiajcy lii dbu, ktry nosi zawieszony na rzemyku na szyi, i przywoa bu w chmur. Su nie zwracay na niego uwagi, skupione na wypenionym jaja mi gniedzie, znajdujcym si zaledwie kilkadziesit jardw nimi. Druidzi uwaaj si za stranikw natury i obrocw jej j ku. W przeciwiestwie do czarnoksinikw i kapanw wielu innych sekt, akceptuj swoj rol jako obrocw wiata, a mc z ktrych korzystaj, s raczej odpowiedzi na woanie o pomoc i natury ni manifestacj ich wasnej, wewntrznej potgi. Wanie! dlatego Newander ponownie przywoa cik, czarna^chmur.j ogniskujc jej gniew. Potny grzmot wstrzsn grami na wiele mil wokoo, \asko-j czony orze gwatownie zanurkowa i o mao nie przewrci! Newandera. Kiedy odzyska wzrok, druid ujrza, e ciana

klifu jest! pusta, a gniazdo bezpieczne. Bestie znikny, a jedyn oznak ich f istnienia by dugi rozbrynity lad, szkaratna smuga ciekajca po ' skalnym zboczu i maleka kpka sierci by moe oderwany ogon, dopalajcy si na wskiej pce. Orze ulecia do gniazda, zaskrzecza radonie i mikko spyn w d, by podzikowa druidowi. - Nie ma za co - zapewni ptaka druid. Po rozmowie z orem poczu si nieco lepiej i nie aowa ju podjtego przez siebie dziea , zniszczenia. Podobnie jak wikszo druidw, Newander by czowiekiem agodnego serca i nie lubi stosowania przemocy. Fakt, e chmura odpowiedziaa na jego wezwanie, zew - ktry, jak wierzy, pochodzi od samego Sivanusa, utwierdzi go w przekonaniu, i postpi susznie, a su nie byy zwykymi drapienikami, lecz potworami. Newander zinterpretowa kolejn seri skrzekni ora jako zaproszenie do jego gniazda. Druid z chci by je przyj, ale klif, ktry musiaby przeby, okaza si przeszkod zbyt trudn do pokonania, zwaszcza e do wieczora byo ju niedaleko. - Moe innym razem - odpar. Orze raz jeszcze zapiszcza do w podzice, po czym wyjaniwszy, e musi jeszcze poczyni pewne przygotowania, zanim wylgn si mode, poegna druida i odlecia. Newander ze szczerym alem obserwowa, jak ptak majestatycznie wzbija si w niebo. Jaka szkoda, e nie posiada wikszych umiejtnoci, dostpnych dla czonkw jego zakonu. Druidzi wyszego wtajemniczenia, w tym rwnie Arcite i Cleo, potrafili przybiera postaci zwierzt. Gdyby Newander potrafi to samo co oni, mgby po prostu zrzuci swe lune szaty i zmieniwszy si w ora doczy do swego nowego przyjaciela na wysokiej skalistej pce. Poza tym z lotu ptaka obejrzaaby ca zachwycajc panoram gr i myl ta napawaa go jeszcze wikszym smutkiem. Wyobraa sobie w zapierajcy dech w piersiach widok, wiatr wyginajcy skrzyda i wzrok tak ostry, e z odlegoci mili jest w stanie wypatrzy poln mysz. Pokrci gow, odganiajc od siebie al za tym, czym nie mg si sta. To by cudowny dzie, lada moment czeka go oczyszczajcy prysznic, wokoo rozcigay si istne kobierce przepiknych, wieo rozkwitych kwiatw, pieway ptaki, powietrze pachniao chodem i wieoci, a za kadym niemal zakrtem wi si grski strumyk z krystalicznie czyst, zimn wod. Zdj odzienie i pooy si pod gstym krzewem, po czym usiad ze skrzyowanymi nogami na wysoko pooonym, otwartym spach-ciu ziemi, oczekujc deszczu. Luno jak z cebra* a w uszach Newandera odgos niezliczonych kropel bijcych o kamienie brzmia niczym najsodsza melodia natury.

Po burzy nasta wspaniay zachd soca, szkarat przeszed w r, ktry wypeni kad szczelin wrd strzelistych szczytw na zachodzie. - Chyba troch si spni z powrotem - rzek do siebie Newander. Wzruszy z rezygnacj ramionami, nie mogc powstrzyma radosnego chopicego miechu cisncego mu si na usta. - Przecie rano biblioteka bdzie nadal staa tam gdzie zawsze -skonstatowa, po czym ponownie wdzia ubranie, znalaz sobie wygodne miejsce i uoy si na spoczynek. Barjin zawiesi kosz koksowy na trjnogu i woy do niego specjaln mieszank drewnianych szczap i bryek trociczek. Tym razem jednak nie zapali koksownika, nie by bowiem pewny, ile czasu zajmie mu znalezienie waciwego katalizatora dla kltwy chaosu. Mieszkacy niszych wiatw mog by potnymi sprzymierzecami, ale bywaj zwykle nader uciliwi, wymagajc wicej czasu i energii od przywoujcego, ni mg im obecnie zaoferowa Barjin. i Z tego samego powodu nie odwija zawinitego starannie w czarny materia kamienia nekromantw. Niektre typy nieumarych podobnie jak istoty z niszych wiatw, mog okaza si trudne do opanowania, a kamie nekromantw, podobnie jak wrota stworzone przez czarodziejski kosz koksowy, mg przywoa najgroniejszy asortyment potworw, od najniszych w hierarchii, bezmylnych szkieletw i zombi, po cakiem sprytne duchy. Mimo glifw i zakl ochronnych Barjin czu si niepewnie pozostawiajc otarz i sw drogocenn butelk pod stra niezbyt bystrego, osikowatego Mullivy'ego. Potrzebowa sprzymierzeca i wiedzia gdzie go znale. - Khalif - wyszepta kapan za, wyjmujc ceramiczn-4>utelk. Nosi j ze sob od lat, na dugo przedtem zanim znalaz si w Yaasie i zanim nawrci si" na wiar Talony. Urn z prochami znalaz w starych ruinach, kiedy by jeszcze uczniem u pewnego nie yjcego ju dzi czarnoksinika. Zgodnie z regulaminem terminu Barjin nie powinien uznawa adnego odkrycia za wasne, ale on nigdy nie przestrzega innych zasad ni te, ktre sam ustanawia. Zatrzyma ceramiczn urn wypenion, wedug zapiskw pozostawionych na doczonym pergaminie, prochami ksicia Khalifa - szlachcica, czonka pradawnej cy wilizacji - i strzeg jej pilnie przez dugie lata. Z pocztku nie zdawa sobie sprawy z potencjalnej wartoci tego znaleziska - doceni je dopiero wtedy, gdy rozpocz intensywn nauk magii klerykw. Wwczas poj, co moe zrobi z prochami - potrzebowa tyiko odpowiedniego biorcy. Wyprowadzi Mullivy'ego na korytarz okolony po obu stronach alkowami, grobowcami stojcych najwyej w hierarchii zaoycieli Biblioteki Naukowej. W przeciwiestwie do innych

grobowcw, jakie widzia w podziemiach, nie byy to otwarte nisze, ale ozdobnie wykonane trumny; ekstrawaganckie, wykadane klejnotami sarkofagi. Nakazujc Mullivy'emu, by otworzy pierwszy z nich, mg mie jedynie nadziej, e uczniowie w dawnych czasach nie szczdzili rwnie wydatkw na zachowanie zawartoci trumien i potrafili balsamowa zwoki. Mullivy pomimo swojej siy nie by w stanie otworzy pierwszego sarkofagu - zamek i zawiasy zardzewiay na amen. Lepiej powiodo si ywemu trupowi z drugim, gdy wystarczyo jedno mocne szarpnicie, by pokrywa oderwaa si i z hukiem wyldowaa na ziemi. W tej samej chwili w stron Mullivy'ego wystrzelia najpierw jedna, a zaraz potem druga i trzecia macka. Nie wyrzdziy mu wprawdzie adnej szkody, ale Barjin cieszy si, e to zombi, a nie on otworzy wieko. Wewntrz znajdowa si trupi pezak, ogromna, przypominajca robaka bestia o omiu mackach, ktrych koce ociekay paraliujc trucizn. Na nieumarym Mullivym atak nie wywar najmniejszego wraenia, a oprcz macek trupi pezak by praktycznie bezuyteczny. - Zabij to! - rozkaza Barjin. Mullivy nieustraszenie ruszy naprzd, zadajc potne ciosy swoj zdrow rk. Kiedy si wreszcie cofn, spoczywajcy na dnie trumny trupi pezak zmieni si w niemoliw do rozpoznania mas zmiadonych tkanek. - Ten si nie nadaje - mrukn Barjin, spogldajc na pusty kadub lecy wewntrz sarkofagu. W jego gosie nie zabrzmiaa nawet najsabsza nuta konsternacji, bo cho ciao zostao zniszczone przez arocznego pezaka, trucho owinite byo grubym caunem, a to oznaczao, e uczniowie ju w tamtych czasach opanowali pewne techniki balsamowania cia. W tylnej cianie sakrofagu natrafi na niewielki otwr i cakiem susznie uzna, e wanie t drog dosta si do rodka trupi pezak, erowa na zwokach przez wiele miesicy, a moe nawet lat i osign tak wielkie rozmiary, e nie by ju w stanie opuci wntrza trumny. Kapan pocign Mullivy'ego, zmuszajc go, by ruszy za nim. Szuka innego sarkofagu, takiego, w ktrego ciankach nie bdzie adnych dziur. Do trzech razy sztuka - jak mwi stare powiedzenie; bowiem Mullivy i Barjin - ten ostatni z pomoc Wrzeszczczej Dziewicy - zdoali roztrzaska zamki nastpnej trumny. Wewntrz, owinity w pasy caunw, spoczywa doskonale zakonserwowany | trup-biorca, ktrego poszukiwa Barjin. Kapan poinstruowa Mullivy'ego, aby ten ostronie przenis, trucho do pomieszczenia z otarzem - nie chcia dotyka zwok j osobicie - a nastpnie przestawi sarkofagi, umieszczajc ten trzeci | - pusty najbliej drzwi dawnej pracowni. Zamkn drzwi za swoim zombi - nie chcia, by zdekoncentroway go dwiki pynce z zewntrz. Wyj klerykaln ksig zakl, otworzy na rozdziale dotyczcym praktyk

nekromantycz-nych, po czym wydoby kamie nekromantw, uznajc, e jego przywoawcze moce mog okaza si pomocne przy wezwaniu ducha ksicia Khalifa. piew kapana trwa ponad godzin i przez cay ten czas Barjin szczypta po szczypcie posypywa popioem owinite w caun zwoki. Kiedy oprni ceramiczn urn, przeama j, wycierajc do czysta o ptna zakrywajce ciao biorcy. Dusza Khalifa tkwia w caej zawartoci umy - brak cho odrobiny, choby kilku ziarenek popiou mg przynie fatalne rezultaty. Barjin przenis wzrok na kamie nekromantw, ktry zacz jarzy si dziwnym fioletowoczaraym blaskiem. Kapan znVspoj-rza na mumi i jego uwag przykuy czerwone iskierki, jak owa punkciki swada, ktre pojawiy si za bandaami zakrywajcymi oczy trupa. Barjin owin do czystym ptnem i delikatnie zsun bandae. Gwatownie odskoczy w ty. Mumia wstaa. Patrzya na kapana z niepohamowan nienawici, a jej oczy pony jak rozarzone wgle. Barjin wiedzia, e mumie jak wikszo potworw z tamtego wiata nienawidziy wszystkich ywych istot, a on - przynajmniej w tym momencie - by ywym czowiekiem. - Cofnij si, Khalifie! - rozkaza, usiujc nada gosowi maksymalnie wadczy ton. Mumia niezdarnie postpia kolejny krok w jego stron. - Cofnij si, powiedziaem! - warkn Barjin, zamieniajc swj strach w zdetenninowany gniew. - To ja ci oywiem i bdziesz mi suy, dopki ja, Barjin, nie pozwol ci uda si na wieczny spoczynek! Wydawao mu si, e jego stwa nie wywr naleytego efektu, ale mumia zareagowaa i cofna si, wracajc na poprzednie miejsce. - Odwr si! - zawoa, a mumia wykonaa polecenie. Na ustach kapana za wykwit szeroki umiech. Wczeniej niejednokrotnie mia do czynienia z mieszkacami niszych wiatw i animowa proste nieumarte istoty, takie jak Mullivy, to jednak byo dla prawdziwym wyzwaniem. Zrobi spory krok naprzd. Przywoa potnego ducha, dziki swej mocy wydosta go z grobu i si przej nad nim kontrol. Podszed do drzwi. - Wejd, Mullivy - rozkaza miodopynnym tonem. - Wejd i przywitaj si ze swoim nowym bratem.

Katalizator Pikel pokrci wochat gow i w dalszym cigu miesza w kotle wielk drewnian warzchwi, podczas gdy Cadderly zastanawia si nad pospnymi wieciami, ktre przekaza mu Ivan. - Dasz rad skoczy kusz? - zapyta Cadderly. - Dam - odrzek Ivan - ale powiniene chyba bardziej si martwi o siebie, chopcze. Przeoonej nie byo zbytnio do michu, kiedy znalaza swj kobierzec w mojej kuchni - a jue zupenie em zmarsowia, kiedy zobaczya, e Pikel ubabra jeden z rogw sosem do gulaszu. Cadderly, syszc to, mimowolnie si skrzywi. Przeoona Na Ksigach Pertelopa bya kobiet tolerancyjn, zwaszcza jeli chodzio o Cadderly'ego i jego wynalazki, ale ponad wszystko cenia swoj kolekcj dzie sztuki. Kobierzec przedstawiajcy wojn elfw nalea do jej ulubionych. - Przepraszam, e napytaem wam biedy - rzek ze szczeroci w gosie Cadderly, cho nie skrywany smutek nie przeszkadza mu macza palca w misie, w ktrej Ivan piek ostatnio ciasto. - Nie sdziem... Ivan w mgnieniu oka rozproszy jego zakopotanie. - Ni ma sprawy - burkn. -1 tak zwalili my wszystko na ciebie. - Tylko skocz kusz - rzuci Cadderly i zachichota niemrawo. - Pjd do przeoonej Pertelopy i jako zaagodz spraw. - A moe przeoona Pertelopa przyjdzie do ciebie. - Zza plecw Cadderly'ego, od strony kuchennych drzwi, dobieg kobiecy gos. Mody ucze odwrci si powoli i skrzywi jeszcze bardziej, kiedy obok Pertelopy ujrza przeoonego Avery'ego. - A wic posune si rwnie do kradziey - zauway Avery. - Obawiaem si, e twj pobyt w Bibliotece zblia si ku kocowi, bracie Cadderly, cho owa nieszczsna konkluzja nie bya bynajmniej niespodziewana, zwaywszy na twoje dziedzi... - Musisz mie moliwo wyjanienia swego czynu - przerwaa Pertelopa i rzucia Avery'emu krtkie, pospne spojrzenie. -Niezalenie jednak od niego, musisz wiedzie, e jestem bardzo niezadowolona. - Chciaem... - wykrztusi Cadderly - Bo ja zamierzaem... - Do! - rzuci chodno Avery zmierzywszy wzrokiem najpierw Cadderly'ego, a nastpnie Pertelop. - Spraw kobierca bdziesz mg wyjani pniej - zwrci si do Cadderly'ego. - Najpierw wytumacz mi, dlaczego znalaze si tutaj? Nie masz nic do roboty?

Wydawao mi si, e wyznaczyem ci dostatecznie duo pracy, aby mia stae zajcie przez najbliszy czas, ale jeeli si myliem, jestem pewien e zdoam to jako naprawi! - Mam co robi - odpar z naciskiem Cadderly. - Chciaem tylko zajrze do kuchni, aby si upewni, e dobrze tu posprztaem i niczego nie przeoczyem. Kiedy tylko rozejrza si wokoo, stwierdzi, jak absurdalnie musiao zabrzmie jego stwierdzenie. Ivan i Pikel nigdy nie utrzymywali kuchni w naleytym porzdku. Poowa podogi zasana bya rozsypan mk, druga zioami i rozlanymi sosami. Wszdzie gdzie si tylko dao - na stole, kontuarze czy pododze - stay zapleniae misy - jedne puste, inne na wp wypenione zakrzepym stechym jadem sprzed kilku, kilkunastu nawet i wicej dni. Avery zmarszczy brwi usyszawszy kamstwo Cadderly'ego. - Upewnij si, e naleycie wypenie zadanie, bracie Cadderly -mrukn, a jego sowa wrcz ociekay sarkazmem - a potem moesz doczy do brata Rufo, ktry przeprowadza wanie spis inwentaryzacyjny w piwnicy na wino. Zostaniesz powiadomiony o decyzji, jak podejmie dziekan Thobicus w zwizku z twoim ostatnim przewinieniem. - Wiem, e zamierzae zwrci kobierzec - stwierdzia Pertelopa. - Mogabym si dowiedzie, po co w ogle by ci potrzebny? Moge przecie poprosi. - Potrzebowalimy go tylko na par dni - odrzek Cadderly. Spojrza na Ivana, wskaza rk szuflad, a krasnolud wysun j i wyj prawie gotow kusz. - Po to. Brzowe oczy Pertelopy a zalniy na ten widok. Przesza przez pomieszczenie i niemiao wzia bro z rki krasnoluda. - Wspaniaa - wyszeptaa, poruszona dokadnoci wykonanej kopii. - Dzikuj - odrzek z dum Ivan. - Ojoj! - doda triumfalnie Pikel. - Pokazabym ci to - wyjani Cadderly - ale sadziem, e zaskoczenie bdzie peniejsze, gdy zobaczysz ju gotow kusz. Pertelopa umiechna si ciepo do Cadderly'ego. - Poradzisz sobie ze zrobieniem jej bez pomocy kobierca? Cadderly pokiwa gow. - Chciaabym j zobaczy, kiedy bdzie gotowa. - powiedziaa Przeoona Na Ksigach, przybierajc nieoczekiwanie chodny, formalny ton. - Powiniene by poprosi - skarcia go ostro, po czym rozejrzaa si wok i cichszym tonem dodaa: - Nie obawiaj si zbytnio przeoonego Avery'ego. Jest popdliwy, ale zo szybko mu mija. I pomimo tego co mwi, naprawd ci lubi. A teraz id ju, zajmij si tym, co do ciebie naley. Barjin przesuwa si od beczki do beczki, obserwujc szczupego mczyzn, sortujcego butelki z winem. Kapan za podejrzewa, i swoj ofiar - katalizator kltwy chaosu, znajdzie wanie w piwnicy, i z niemaym zadowoleniem stwierdzi, e udao mu si

ju za pierwszym razem. Kiedy bowiem wszed na gr po starych, trzeszczcych schodach, zgoa nieoczekiwanie napotka tu pochonitego mudn prac mczyzn. Drzwi do niszych lochw byy starannie ukryte - niewtpliwie przez wiecznie spragnionego dozorc - i znajdoway si w solidnie zastawionym beczkami i skrzyniami odlegym kcie ogromnego pomieszczenia. Tutejsi kapani z ca pewnoci ju dawno zapomnieli o tym przejciu, ktre zapewnio Barjinowi szybki i atwy dostp do piwnic biblioteki. Jego rado znacznie okrzepa, kiedy przemierzajc pomieszczenie rzuci na mczyzn kilka sprawdzajcych urokw. Te same zaklcia, ktre w przypadku dozorcy day dwuznaczne wyniki -Barjin nie wiedzia na pewno, czy stary moczygba bdzie odpowiedni dla jego celw, dopki ochronne glify nie odrzuciy brutalnie nieszczsnego staruszka od butelki - wobec Kierkana Rufo okazay si bezwzgldne. Nie byo adnych wtpliwoci. Ten czowiek cakiem utraci swoj niewinno i nie miaby wikszych szans przy prbie otwarcia magicznej butelki ni stary dozorca. -Hipokryta - mrukn bezgonie Barjin. Ukry si gboko wrd cieni, rozmylajc, w jaki sposb mgby wykorzysta szczupego mczyzn. W piwnicy gocie naleeli raczej do rzadkoci. Barjin nie mg sobie pozwoli, by nie wykorzysta tak wspaniaej nadarzajcej si okazji. Wci jeszcze si zastanawia, kiedy nieoczekiwanie po schodach zszed drugi kapan. Barjin przyjrza si uwanie modemu, umiechnitemu mczynie o dugich, wypywajcych spod szeroko-skrzydego kapelusza, sigajcych do ramion wosach, ktry podszed do szczupego kapana. Zaklcia wykrywajce jeszcze nie straciy swej mocy, a kiedy Barjin zogniskowa je na nowo przybyym, jego zaciekawienie przerodzio si w otwart rado. To by jego katalizator. Patrzy jeszcze przez chwil, na tyle dugo by stwierdzi, e pomidzy tymi dwoma istnieje jaka wa, po czym wrci do ukry-tych-drzwi. Jego kolejne posunicie musiao by starannie zaplanowane. - Popracujemy wsplnie? - zaproponowa Cadderly przesadnym, warkliwym tonem. Kierkan Rufo spojrza na niego. - A masz dla mnie w zanadrzu jakie nowe sztuczki? Znw chcesz si bawi moim kosztem? - Twierdzisz, e na to nie zasuye? - spyta Cadderly. - To ty wszystko zacze, sprowadzajc Avery'ego do mojego pokoju. - Jaka szkoda... taki wspaniay skryba - pada sarkastyczna odpowied. Cadderly ju chcia odpowiedzie, ale ugryz si w jzyk. Byo mu al Rufa, w gruncie

rzeczy gorliwego kapana. Wiedzia, e mistrzowie po jego sukcesie z ksig zakl czarnoksinika odsunli Rufa na dalszy plan. Rana bya zbyt wiea, aby moga si ju zagoi i ani Cadderly, ani Rufo nie mieli ochoty wsplnie pracowa. Rufo wyjani mu, w jaki sposb dokonuje spisu, aby ich listy si nie pokryway. Cadderly zauway kilka moliwoci usprawnienia tej pracy, ale ponownie zatrzyma to dla siebie. - Rozumiesz? - zapyta Rufo, podajc formularz inwentaryzacjj-ny. Cadderly pokiwa gow. - Dobra metoda - pochwali. Rufo odprawi go zdawkowym gestem, po czym powrci do przerwanego zajcia. Bysk wiata w odlegym kcie przyku uwag szczupego mczyzny, ale zgas rwnie szybko, jak si pojawi. Rufo przekrzywi gow, unis pochodni i postpi nieznacznie do przodu. Mia przed sob ca stert beczek, ale z boku wyranie rysowa si szeroki otwr. - Jest tam kto? - zapyta odrobin nerwowo. Przywiecajc sobie pochodni zajrza w gb otworu i ujrza prastare drzwi. - Co to takiego? - rozleg si gos za jego plecami. Zaskoczony Rufo drgn gwatownie, upuci pochodni i odskakujc w ty, potrci jedn z beczek. Wcale nie by zadowolony, gdy odwrciwszy wzrok, kiedy ucich ju potworny oskot - ujrza przed sob umiechnite oblicze Cadderly'ego. - To drzwi - odpar przez zacinite zby. Cadderly podnis pochodni i zajrza do rodka. - Dokd mog prowadzi? - rzuci retoryczne pytanie. - To nie nasza sprawa - rzek stanowczo Rufo. - Oczywicie, e tak - odparowa Cadderly. - To przecie fragment biblioteki, a wszystko co si z ni wie, dotyczy rwnie i nas. - Musimy powiedzie o tym Avery'emu. Niech on zdecyduje, jaki jest najlepszy sposb na zbadanie tego wejcia - zaproponowa Rufo. - A teraz daj mi pochodni! Cadderly zignorowa go i podszed do maych drewnianych drzwi. Otworzyy si atwo, ukazujc prowadzce w d schody. Cadderly ponownie zdumia si i uradowa. - Znowu wpakujesz nas w kopoty - poskary si stojcy za nim Rufo. - Chcesz robi spisy i sprzta do swoich setnych urodzin? - Na najnisze poziomy? - rzek z podnieceniem w gosie Cadderly, ignorujc ostrzeenie. Ponownie przenis wzrok na Rufa -jego oblicze lnio w blasku pochodni. Zdenerwowany Rufo cofn si od mrocznych, dziwnych, widmowych drzwi. Zdawa

si nie rozumie podniecenia towarzysza. - Najnisze poziomy - powtrzy Cadderly, jakby te sowa miay jakie znaczenie. - W czasach kiedy zbudowano bibliotek, wiksza jej cz znajdowaa si pod ziemi. Gry niene byy wtedy dziksze, a zaoyciele biblioteki sdzili, e kompleks podziemny bdzie atwiejszy do obrony. Po ujarzmieniu gr i rozbudowie budynkw powoli zaniechano uytkowania najniej pooonych katakumb. Mwiono, e wszystkie wejcia prowadzce na najnisze poziomy zostay zamurowane. - Spojrza w stron schodw. - Najwidoczniej to pominito. - A wic musimy zawiadomi przeoonego - oznajmi nerwowo Rufo. - Badanie sekretnych przej nie naley do naszych obowizkw. Cadderly spojrza na z niedowierzaniem, nie pojmowa, jakim cudem mczyzna moe by tak dziecinny. - Powiemy im - potwierdzi, zagldajc w gb cuchncego kurze-wejcia - w swoim czasie. Stojcy nie opodal Barjin obserwowa dwch mczyzn z narastajcym nerwowym zaniepokojeniem, zaciskajc jedn do na rkojeci swojej okrutnej maczugi. Kapan za wiedzia, e sporo ryzykuje, przywoujc magiczny blask okrelajcy pooenie drzwi. Gdyby ci dwaj zdecydowali si pj i opowiedzie o tym swoim panom, Barjin musiaby przechwyci ich si. Nie grzeszy jednak cierpliwoci i to wanie byo podstawowym powodem, e na cel swego pierwszego ataku wybra Bibliotek Naukow. Zarwno przybycie tu, jak i ujawnienie drzwi byo czystym hazardem, niemniej jednak rezultaty, jakie mg w ten sposb osign, wydaway si nader kuszce. Nie mg nie wykorzysta takiej okazji. Gdyby dwaj modzi kapani zdecydowali si mimo wszystko wej w gb starych katakumb, byoby to dla Barjina milowym krokiem na drodze do realizacji jego pragnie. Zniknli mu z oczu przechodzc za barykad z beczek, wic chykiem przelizgn} si bliej. - Schody, cho stare, s cakiem mocne - usysza woanie Cadderly'ego. -1 prowadz w d. Daleko, bardzo daleko w d. Szczupy kapan, najwyraniej nastawiony sceptycznie, a moe nawet z obaw do pomysu Cadderly'ego, wycofa si z wntrza niewielkiej niszy za stert beczek. - Przeoony - wymamrota pod nosem i ruszy, gwatownie w stron schodw. Barjin zastpi mu drog. Zanim Rufo zdy chociaby krzykn, kapan za rzuci na niego urok. Rufo wbi wzrok w jego ciemne, emanujce hipnotycznym spojrzeniem oczy. Gwn si

charyzmatycznego Barjina w jego studiach nad zaklciami zawsze byy uroki. Przyjcie wiary Talony nie zmniejszyo jego umiejtnoci, cho normalnie klerycy Pani Trucizn nie parali si t odmian magii; Kierkan Rufo nie by) dla niego trudnym przeciwnikiem. adnych trudnoci nie nastrczyo mu rwnie zaszczepienie w umyle sptanego potnym czarem Rufa niezwykle silnych sugestii, diametralnie rnych od jego najgbszych pragnie. Cadderly skrada si wolno w kierunku otwartych drzwi, nie spuszczajc wzroku z kuszcej czerni rozcigajcej si poza zasigiem wiata jego pochodni. Jakie cuda pozostay tam, na dole, w najstarszych pomieszczeniach Biblioteki Naukowej? Zastanawia si. Moe znajdzie tam dawno zapomniane sekrety, dotyczce zaoycieli i pierwszych uczniw, ktrzy zjawili si tu w poszukiwaniu wiedzy? - Powinnimy zbada to przejcie - bdziemy pracowa tu na dole przez wiele tygodni rzek, pochylajc si do przodu i zagldajc w gb schodw. - Nikt si nie dowie, dopki sami o tym nie powiemy. Pomimo zerajcej go ciekawoci i pragnienia odkrycia otwierajcych si przed nim tajemnic, Cadderly zachowa do przytomnoci umysu, by - kiedy tylko poczu but dotykajcy go poniej plecw - zrozumie, e zosta zdradzony. Schwyci za porcz schodw, ale zbutwiae drewno pko mu w doni. Zdoa jeszcze obejrze si za siebie i ujrze Rufa, przykucnitego w niskim wejciu; na jego mrocznym, pustym obliczu malowa si wyraz osobliwej obojtnoci. Pochodnia wypada Cadderly'emu z rki, a on sam stoczy si po schodach i z guchym klapniciem wyldowa na kamiennej posadzce poniej. Cay wiat spowia nieprzenikniona czer; nie sysza, jak drzwi nad nim zamkny si z gonym szczkniciem. Tego wieczoru Rufo wrci z piwnicy prosto do swego pokoju; nie chcia si z nikim spotyka ani odpowiada na adne pytania. Wci jeszcze znajdowa si pod wpywem uroku i ostatnie wydarzenia wydaway mu si niespjne i niewyrane. Jak przez mg pamita, co zrobi z Cadderly m, aczkolwiek nie by w stanie stwierdzi, czy zdarzyo si to naprawd, czy te moe tylko mu si przynio. Pamita rwnie,-e zatrzasn i zablokowa sekretne drzwi. \ Ale obraz wydawa mu si niepeny. Byo tam jeszcze co - lub kto, ukrywajcy si wrd czerni, poza zasigiem jego wiadomoci. Nieszcznik nie by w stanie przypomnie sobie niczego, co wizao si z Barjinem, pomimo i bardzo si stara. By) to rezultat przemylnych instrukcji zawartych w uroku rzuconym na przez kapana. W gbi serca Rufo czu dziwn sensacj - mia wraenie, e tego wieczora pozna nowego przyjaciela, kogo kto rozumia wszystkie jego frustracje i podobnie jak on uwaa, i Cadderly jest niegodnym,

bezwartociowym czowiekiem.

wiat Barjina Cadderly obudzi si w kompletnych ciemnociach; nawet kiedy przebiera palcami tu przed oczami, nie by w stanie dostrzec wasnej doni. Jednak inne jego zmysy dziaay bez zarzutu. Czu wo starego kurzu i zwieszajce si wok niego ze wszystkich stron pajczyny. - Rufo! - zawoa, ale echo wasnego gosu rozbrzmiewajce wrd kamiennych cian upewnio go, e w ciemnociach prcz niego nie ma nikogo. Podnis si na klczki i stwierdzi, e ma na caym ciele mas ran i otar - zwaszcza z boku gowy, a jego tunika zesztywniaa jakby od zaschnitej krwi. Pochodnia leaa obok, a sigajc po ni, Cadderly stwierdzi, e agiew musiaa wypali si ju przed wieloma godzinami. Pstrykn palcami i sign doni do pasa. W chwil potem zdj nasad cylindra i ciemnoci przeci snop wiata. Nawet Cadderly odnis wraenie, e w tych tunelach, gdzie od niezliczonych stuleci panowa nieprzenikniony mrok, wiato byo intruzem. Ktem oka dostrzeg tuziny pierzchajcych w popochu maych zwierztek, ktre najwyraniej bay si wiata. Lepiej, e uciekaj, ni gdyby miay czai si gdzie tam w ciemnoci, czekajc na niego -pomyla. Rozejrza si wokoo, przywiecajc sobie tulejk. Skoncentrowa si gwnie na znajdujcych si opodal niego, zniszczonych schodach. Kilka stopni tu przy zamknitych drzwiach byo nienaruszonych, wikszo desek jednak zostaa wskutek nagego upadku Cadderly'ego roztrzaskana w drobny mak. Powrt t drog na gr nie bdzie atwy - pomyla i skierowa promie w drug stron, by zbada, co znajdowao si w dalszej odlegoci. By w korytarzu, jednym z wielu, ktre czc si i rozgaziajc tworzyy rodzaj labiryntu albo wielkiego ula. Wywnioskowa to widzc otwory znajdujce si w cianach po obu stronach. uki wspornikowe byy niemal identyczne jak w bibliotece powyej, ale jako wczeniejszy twr architektoniczny jeszcze grubsze i nisze, a wraenie to pogbiay potne warstwy kurzu i pajczyn, wrd ktrych pezay rozmaite stworzenia. Kiedy Cadderly przyjrza si wreszcie sobie, stwierdzi, i tunik ma zgodnie ze swymi przypuszczeniami pokryt skorup zaschnitej krwi. Zauway, e leca obok zamana deska zakoczona bya ostrymi drzazgami i upstrzona ciemnymi plamami. Mody duchowny powoli, ostronie rozpi tunik i rozchyli j, spodziewajc si ujrze gbok, otwart ran. , Jak si okazao, dozna jedynie kilku niezbyt powanych zadrani i siniakw. Cho wielu bardziej oddanych kapanw Deneira nawet w wieku Cadderly'ego byo uzdolnionymi uzdrowicielami, on sam nie powici zbyt duo czasu na nauk sztuk medycznych. Sdzc po ladach na zamanej desce, jego rana bya gboka, a z uwagi na stan tuniki nie ulegao

wtpliwoci, e straci sporo krwi. Rana jednak ju si zasklepia, a jeeli nawet wydawaa si powana, to na pewno nie teraz. - Rufo? - zawoa ponownie Cadderly, zastanawiajc si, czy jego towarzysz zszed za nim na d i uleczy go. - Jeeli nie Rufo, to kto? - zapyta sam siebie pgosem. W chwil potem wzruszy ramionami. Ta zagadka absolutnie go przerastaa. Mody i silny - pogratulowa sobie Cadderly - z braku innej, bardziej adekwatnej odpowiedzi. Pozbawiwszy ciao ostatnich orodkw blu dokoczy lustracji terenu, zastanawiajc si, czy prba zrekonstruowania cho czci schodw i dotarcia do drzwi miaaby jakkolwiek szans powodzenia. Owietli lece na pododze szcztki i zoy razem kilka desek. Drewno byo potwornie stare i zniszczone - zbyt zniszczone, stwierdzi, aby mogo to zosta spowodowane tylko jego upadkiem. Kilka desek zostao rozniesionych na szczapy, jakby kto rozmylnie i wielokrotnie tuk nimi o ziemi albo o cian. W chwil potem Cadderly porzuci pomys o wyjciu z puapki przez piwnic z winem. Stare, przegnie drewno nie wytrzymaoby jego ciaru, nawet gdyby zdoa w jaki sposb skleci z desek substytut schodw. - Mogio by gorzej - wyszepta gono, wznoszc wyej wietlist tuleje i wyjmujc z sakwy wirujce dyski. Wzi gboki oddech, aby si uspokoi i ruszy przed siebie. Kady kierunek w jego przypadku by rwnie dobry. Pezajce stworzenia umykay do mrocznych nor na obrzeach wietlistego promienia, a Cadderly'emu dreszcz przeszed po plecach, gdy wyobrazi sobie, jak mgby wyglda jego marsz w ciemnociach. ciany w wikszoci korytarzy wzniesione byy z cegie, pkajcych pod niewiarygodnie olbrzymim ciarem, w wielu miejscach wida byo szerokie szczeliny. Reliefy w korytarza zniweczy czas, naniesiony przez stulecia kurz zatar lady duta starego artysty, a przepikne detale paskorzeb przesonite zostay przez artystycznie utkane pajczyny. Gdzie w odda' Cadderly usysza odgos ciekncej wody, guche, martwe kap, kap, kap. - Rytm serca katakumb - wymamrota ponuro i ta myl wcale nie dodaa mu otuchy. Maszerowa przez wiele minut, usiujc wymyli logiczny sposb na okrelenie planu topograficznego tunelu. Budowniczowie pierwotnej biblioteki stanowili zgrany zesp i opracowali starannie cay schemat katakumb, jednak przez kolejne dziesiciolecia uoenie, cel oraz rozmiary sieci tuneli byy modyfikowane w miar zmieniajcych si potrzeb grnych partii budowli. Za kadym razem kiedy Cadderly'emu wydawao si, i wie, gdzie si znajduje, kolejny zaom muru niweczy jego przypuszczenia. Szed wzdu nisko sklepionego, szerokiego

korytarza, starajc si omija gnijce skrzynie ustawione wzdu cian. Jeeli byy to pomieszczenia magazynowe - skonstatowa - nie opodal powinno znajdowa si wyjcie chociaby wjazd dla wozw. Korytarz koczy si szerokim ukowym sklepieniem, skd wychodziy dwa mniejsze tunele - prowadzce w prawo i lewo. Tak gsto spowijaa je pajczyna, e Cadderly musia oderwa ze skrzyni jedn z desek, aby przy jej pomocy utorowa sobie drog. Chodniki za ukowato sklepionym rozgazieniem drg rwnie byy murowane, ale o poow wsze, a droga miaa tyle zakrtw, e Cadderly raczej mglicie tylko by w stanie okreli, pod ktr czci grnego budynku obecnie si znajduje. Szed szybko, podajc wiernie za snopem wiata i usiujc ignorowa zarwno popiskiwanie szczurw, jak i wyimaginowane niebezpieczestwa czajce si po bokach i z tyu za nim. Z kadym kolejnym krokiem coraz bardziej narasta) w nim lk. Przesun tulej z boku na bok; stwierdzi, e w obu cianach korytarza znajdoway si mroczne otwory - nisze. Wyobrazi sobie, i s to kryjwki, w ktrych czaj si potwory. Odwrci si powoli, omiatajc je snopem wiata i stwierdzi, e skoncentrowany na tym, co znajdowao si z przodu, przeoczy jeden rzd podobnych nisz. Dreszcz przeszed mu po plecach, bo nim jeszcze zajrza w gb jednej z nich, przywiecajc sobie tulejk, zrozumia, do czego\ suyy. ' Odskoczy w ty. Odlege kap, kap rytmu serca katakumb nie zmienio si, ale za to serce w piersi Cadderly'ego zamaro na kilka sekund, bowiem snop wiata pad na siedzcy szkielet, znajdujcy si tu obok niego. Jeli te korytarze byy magazynami, to zgromadzono w nich cakiem pokany zapas makabry! Tam gdzie niegdy mogy sta skrzynie z ywnoci, obecnie znajdoway si jedynie zapasy dla padlinoercw. Cadderly dotar do krypt-tuneli, w ktrych pogrzebano pierwszych uczniw Biblioteki Naukowej. Szkielet siedzia nieruchomo i obojtnie, przyodziany w podarte cauny - kociste donie splecione mia na podoku. Z tuzina ktw wewntrz niszy zwieszay si pajczyny, zdajce si utrzymywa go w wyprostowanej pozycji. Cadderly stumi w sobie narastajc zgroz, upominajc si, e s to jedynie zwyke szcztki, nota bene szcztki wielkich ludzi o ogromnych sercach i nieprzecitnych umysach i e on rwnie ktrego dnia bdzie wyglda jak siedzcy przed nim szkielet. Obejrza si za siebie i naliczywszy cztery nisze po obu stronach korytarza, zacz zastanawia si, czy nie powinien zawrci. degna jednak od siebie wszystkie lki, uznajc je za irracjonalne i skupi uwag na tunelu otwierajcym si na wprost niego. Owietla rodek chodnika, nie chcc zaglda do kolejnych alkw i poddawa si kolejnym prbom.

Mimo to raz po raz popatrywa na boki, prbujc przenikn wzrokiem ciemno. Wyobraa sobie, jak gowy szkieletw odwracaj si wolno, odprowadzajc go wzrokiem. Niektre lki trudno w sobie zdawi. Szuranie rozlegajce si za plecami i po lewej stronie Cadderly'ego sprawio, e spry si, unoszc do z gotowymi do rzutu wirujcymi dyskami. Instynkt nakaza mu cisn broni, zanim umys zdoa rozpozna rdo dwiku - by to may szczur przeskakujcy po grzechoczcej obluzowanej czaszce. Gryzo umkn w mrok i pltanin pajczyn, kiedy wirujce dyski z pen si trafiy w chwiejc si czaszk. Czaszka rwnie wyprysna w powietrze, odbia si od tylnej ciany niszy, potoczya i z grzechotem zatrzymaa pomidzy nogami siedzcego kociotrupa. Cadderly zachichota, rozbawiony wasnym tchrzostwem. Echo jego miechu szybko przebrzmiao i w pustym korytarzu znw zapanowaa cisza, a modzieniec rozluni si... gdy wtem kociotrup sign obiema rkoma midzy nogi i podnis z ziemi utrcon gow. Cadderly zatoczy si chwiejnie na ssiedni cian - i w tej samej chwili poczu kocisty ucisk na swoim okciu. Wyrwa si gwatownie, cisn wirujcymi dyskami w nowego przeciwnika i obrciwszy si na picie pogna przed siebie, nie zadajc sobie trudu, eby sprawdzi, jakich szkd dokonaa jego bro. Kiedy powieci tulej w gb korytarza, ujrza, e szkielety, ktre min, wstay i podaj korytarzem w jego kierunku; ich oblicza zastygy w upiornych, bezwargich umiechach, rce byy szeroko rozoone, jakby pragny powita przybysza i wcign go jeszcze dalej w gb swej mrocznej krainy. Tylko jeden korytarz sta teraz przed nim otworem, wic pogna nim co si w nogach, usiujc przez cay czas patrze przed siebie i zignorowa grzechot koci kolejnych szkieletw wypezajcych z mijanych przez niego nisz. Mg mie jedynie nadziej, e w pobliu nie bdzie adnych monstrualnych pajkw, kiedy z impetem skrci w kolejny obwieszony pajczynami korytarz. Poczu w ustach smak lepkich nitek i splun z obrzydzeniem. Niejeden raz potkn si i upad, ale zaraz wstawa i bieg dalej -gna na olep. Nie wiedzia, dokd zmierza, ale za to doskonale zdawa sobie spraw z grozy, czajcej si za plecami. Kolejne korytarze. Kolejne krypty. Grzechotanie za jego plecami przybrao na sile i ponownie, tym razem zadziwiajco wyranie, usysza kap, kap, kap, kapanie wody, wybijajcej rytm serca kata-kumb. Przedar si przez kolejne zasnute pajczynami ukowate przejcie i jeszcze jedno, a dotar do rozwidlenia korytarzy. Odng byo trzy. Skrci w lewo, ale ujrza, e kociotrupy znajdujce si w tym tunelu wypezy ju ze swoich nisz i zablokoway mu drog. Pobieg w prawo - by zbyt przeraony, by rozumowa logicznie i zbyt roztrzsiony, by

uwiadomi sobie, e prowadzono go jak po sznurku. Dotar do kolejnego niskiego, ukowego przejcia i cho zauway brak pajczyn, nie mia czasu zastanawia si, co to mogo oznacza. Znalaz si w szerszym i wyszym tunelu, gdzie w niszach nie byo przyodzianych w achmany kociotrupw, ale sarkofagi, istne arcydziea pokryte ozdobami ze szlachetnych metali i klejnotw. Cadderly przyjrza im si tylko pobienie, bowiem na kocu dugiego korytarza dostrzeg wiateko - nie wiato soneczne, ktre powitaby z otwartymi ramionami, niemniej jednak wiato, wypywajce ze szczelin i obluzowanych plomb starych drzwi. Grzechot koci przybra na sile, zdajc si dobiega ze wszystkich stron naraz. U stp Cadderly'ego pojawia si osobliwa czerwona mga, podajc jego ladem i jeszcze pogbiajc cay ten surrealistyczny koszmar. W umyle modego kapana trwaa nieustanna walka midzy rzeczywistoci a snem, miedzy zdrowym rozsdkiem a strachem. Rozwizaniem pojedynku byo owo wiato - Cadderly wiedzia o tym. Chwiejnie ruszy naprzd, powczc nogami, jakby mga spowalniaa jego kroki. Pochyli rami, zamierzajc wyway drzwi, by jak najszybciej znale si w jasno owietlonym pomieszczeniu. Drzwi skrzypny, zanim jeszcze w nie uderzy i wpad do rodka, potykajc si i ldujc na klczkach na czystej posadzce. W tej samej chwili drzwi same si zatrzasny, pozostawiajc upiorne odgosy kociotrupw i czerwon mgiek w ciemnociach korytarzy. Oszoomiony Cadderly przez chwil pozostawa*w absolutnym bezruchu, usiujc uspokoi rozkoatane serce. Po chwili podnis si niepewnie i rozejrza po pokoju. Praktycznie nie zwrci uwagi na fakt zamknicia si za nim drzwi, poruszony czystoci komnaty, zupenie nie pasujcej do reszty lochw. Rozpozna to miejsce - musiaa tu dawniej by pracownia, podobna w rozkadzie i wystroju do tych, z ktrych nadal korzystano w gwnej czci biblioteki. Znajdowao si tu kilka maych szafek, stoliki do pracy, dwa wolno stojce, dwustronne regay z ksikami, a pod cian z prawej strony kosz koksowy oparty na trjnogu. W dwch uchwytach zatknite byy zapalone pochodnie, a wzdu cian cigny si regay - puste, jeeli nie liczy kilku pokych ze staroci zwojw oraz maej paskorzeby, by moe podprki do ksiek. Cadderly najpierw zlustrowa kosz koksowy, uwaajc go za przedmiot nie pasujcy do caoci, ale ostatecznie jego uwag przykuo to, co znajdowao si dokadnie.porodku pokoju. Sta tam dugi st nakryty fioletowoszkartatnym obrusem, tak dugim, e jego fady

zwieszay si z przodu i po bokach. Na blacie wzniesione byo podium, na nim za spoczywaa przezroczysta butelka z duym korkiem, wypeniona jak pulsujc czerwono substancj. Przed butelk staa srebrna misa - by moe z platyny -pokryta wykwintnymi ozdobami i osobliwymi runami. Cadderly nie zdziwi si ani nie zaniepokoi zauwaywszy niebieskaw mgiek zacielajc posadzk i poc si wok jego ng. Caa ta przygoda wydawaa mu si w duej mierze nierealna. Cakiem rzeczowo upomnia si, e przecie nie pi, to wszystko dzieje si na jawie, ale tpy bl z boku czaszki rodzi w nim wtpliwoci i przypomina o uderzeniu w gow podczas upadku. Bardziej jednak zaintrygowany ni zaniepokojony, z wielkim wysikiem zmusi si, by wsta i zrobi pierwszy, niemiay jeszcze krok w kierunku stou. Kap zdobi ornament w ksztacie trjzba, na ktrego kocach znajdoway si butelki. Zauway, e butelki z tkaniny przypominaj t, ktra stoi na stole. Cadderly sdzi, e zna wikszo symboli i gode z obszaru centralnych Krain, ale ten by mu zupenie obcy. aowa, e nie przygotowa sobie zawczasu kilku zakl, ktre pomogyby mu dowiedzie si czego wicej o tym osobliwym otarzu - oczywicie jeeli to by faktycznie otarz. Cadderly umiechn si z wasnej gupoty. Rzadko kiedy przygotowywa jakiekolwiek zaklcia, a jeeli nawet, to jego umiejtnoci w zakresie posugiwania si magi klerykw pozostawiay wiele do yczenia. By bardziej uczniem ni kapanem, a zanoszc mody do Deneira, czyni to nie tyle z czystego uwielbienia, co raczej z obowizku. Kiedy podszed do stou, ujrza, e srebrna misa wypeniona jest jakim pynem najprawdopodobniej wod - stwierdzi Cadderly, cho nie odway si umoczy w nim palca. Bardziej zaintrygowany wiecc butelk, w pierwszej chwili w ogle nie zamierza zwrci wikszej uwagi na mis, lecz odbicie butelki w tym dziwnym, pokrytym runami naczyniu nie wiedzie czemu przykuo jego uwag z tak moc, e nie mg mu si oprze. Cadderly poczu, e co przyciga go ku temu odbiciu. Podszed do misy i pochyli si nisko, niemal dotykajc twarz pynu. W tej samej chwili od rodka misy zaczy rozchodzi si koncentryczne krgi, jakby kto wrzuci do niej may kamyk. Miast przerwa stan dziwnej, wrcz hipnotycznej koncentracji Cadderly'ego na odbiciu butelki, taniec wody jeszcze j pogbi. wiato odbijao si i przetaczao po malekich falach, a odbicie wyduao si i wyginao z boku na bok. Cadderly w jaki sposb wiedzia, e woda jest przyjemnie ciepa. Mia ochot si w niej zanurzy, aby zaguszy wszystkie haasy wiata w panujcej w gbinie ciszy i nie czu nic oprcz tego ciepa. Nie mg jednak przesta myle o odbiciu naczynia, koyszcym si hipnotycznie na powierzchni pynu. Unis wzrok znad misy i spojrza na butelk. W gbi duszy czu, e czego tu brakuje i

wiedzia, e powinien stawi opr dziwnemu uczuciu ciepa i zadowolenia. Przedmioty martwe nie powinny emanowa tego typu sugestii. Otwrz butelk - rozlego si nagle w jego gowie. Nie rozpozna tego agodnego gosu, ale w jego tonie krya si obietnica przyjemnoci. Otwrz butelk. Zanim zda sobie spraw z tego co robi, butelka znalaza si w jego rkach. Nie wiedzia, czym jest owo naczynie ani jak i dlaczego wzniesiono tu ten otarz. Wyczuwa gdzie w pobliu jakie niebezpieczestwo, ale nie potrafi okreli go dokadniej... fale przetaczajce si wewntrz srebrnej misy byy tak urzekajce. Otwrz butelk - rozlego si po raz trzeci. Cadderly nie by w stanie stwierdzi, czy powinien si oprze temu gosowi, a niezdecydowane osabio jego si woli. Korek by oporny, ale nie za bardzo i wyjciu go towarzyszyo gone - puch! Dwik ten rozbrzmia pod jego czaszk modego ucznia jak donony zew rzeczywistoci, ostrzeenie przed ryzykiem, sprawi, e Cadderly z miejsca otrzewia, ale byo ju za pno. Z butelki wypyna chmura czerwonego dymu i szybko rozprzestrzenia si, spowijajc cae pomieszczenie. Cadderly natychmiast zorientowa si, e popeni bd i chcia zatka butelk, ale obserwujcy go zza szafki niewidzialny wrg ju zacz dziaa. - Stj! - Usysza nie znoszce sprzeciwu polecenie z drugiego koca pokoju. Cadderly ju prawie woy korek do butelki, gdy wtem jego donie znieruchomiay. Dym nadal wydostawa si na zewntrz, a on nie by w stanie nic zrobi, nie mg nawet mrugn okiem - by jak sparaliowany. Cae jego ciao spowio uczucie dziwnego odrtwienia, gdy rzucony na czar zacz dziaa. W chwil pniej ujrza wysuwajc si zza swoich plecw rk, ale nawet nie poczu, jak wyjmowano mu butelk z doni. Nastpnie zosta brutalnie odwrcony i ujrza przed sob twarz nieznajomego mczyzny. Tamten wymachiwa rkoma i piewa, cho mody ucze nie sysza sw. Rozpoznawa uywane przy rzucaniu czarw czarnoksiskie gesty i zrozumia, e znalaz si w miertelnym niebezpieczestwie. Jego umys usiowa zwalczy ptajcy ciao parali. Wysiki okazay si ponne. Cadderly poczu, e powieki zaczynaj mu opada. W chwil potem powrcia wadza w koczynach, ale niemal jednoczenie cay wiat wok niego spowia nieprzenikniona czer. Run w otcha i mia wraenie, e spada bez koca. - Pjd tu, dozorco - zawoa Barjin. Zza tej samej szafki, za ktr ukrywa si kapan, wychyn si bladosiny ywy trup.

Barjin przez chwil przyglda si swej ostatniej ofierze. Zaintrygoway go wprawdzie wiecca tuleja, wirujce dyski i tuzin innych osobliwych przedmiotw, ale kapan bezwzgldnie stumi w sobie ch przywaszczenia ktregokolwiek z nich. Potraktowa modego mczyzn tym samym zaklciem niepamici, jakiego wczeniej uy w piwnicy na wino wobec szczupego, kocistego duchownego. Barjin wiedzia, e ten modzieniec, w przeciwiestwie do swego towarzysza, dysponowa potnym umysem i wol, i nawet niewiadomie mg sprbowa przeama si zaklcia. Brak niektrych przedmiotw przyczyniby si do przeamania mentalnej blokady i dotarcia do prawdy, co dla kapana, osamotnionego wobec caej armii wroga, okazaoby si zgubne. Barjin opuci do i dotkn swej wygodniaej maczugi. Moe powinien go zabi i przyczy do swojej armii nieumariych, aby mody mczyzna nie przysporzy mu kopotw w przyszoci. Natychmiast jednak zrezygnowa z tego pomysu -jego bogini, Pani Chaosu nie pochwaliaby wyeliminowana najwikszej ironii w caej tej sytuacji. w mody czowiek posuy jako katalizator kltwy -niechaj wic ujrzy, jakich zniszcze dokona. - We go - poleci Barjin przekazujc Cadderly'ego ywemu trupowi. Zombi podnis z podogi jedn rk i bez wikszego wysiku. -1 przynie star drabin - doda Barjin. - Musimy przenie go z powrotem do piwnicy z winem. Przed witem czeka nas sporo pracy. Barjin z zadowoleniem zatar rce. Pierwszy komponent rytuau zosta w atwy sposb uwolniony; aby speni kltw i by iblioteka Naukowa zostaa we waciwy i peny sposb dotknita przez Najbardziej Zabjcz Zgroz, kapan musia jeszcze odby kilka pomniejszych ceremonii.

amigwka Z wyrazu twarzy Przeoonego Na Ksigach Avery'ego oraz faktu, i tu za nim drepta Kierkan Rufo, Danica domylia si, e Cadderly znw co zbroi. Odsuna na bok ksig, ktr czytaa, i zoya donie na blacie przed sob. Avery, zazwyczaj uprzejmy dla goci biblioteki, szybko i ostro przeszed do rzeczy. - Gdzie on jest? - zapyta Przeoony Na Ksigach. - On? - odpara Danica. Wiedziaa doskonale, e Avery'emu chodzi o Cadderly'ego, ale nie podoba si jej jego ton. - Wiesz... - zacz gono Avery, ale nagle zmitygowa si, rozejrza dokoa i zaczerwieni zakopotany. - Wybacz mi, lady Daniko - przeprosi szczerze. - Mylaem tylko... No bo ty... i... Przestpi z nogi na nog i oznajmi: -Ten Cadderly to takie utrapienie! Danica przyja jego przeprosiny z umiechem i skinieniem gowy, rozumiejc, a nawet sympatyzujc z uczuciami Avery'ego. Cadderly by niespokojnym duchem, a jak wikszo organizacji o charakterze religijnym Zakon Deneira opiera si na dyscyplinie. Bez trudu przypomniaa sobie, jak niejednokrotnie czekaa na Cadderly'ego o umwionej porze, w okrelonym miejscu, i po duszym czasie zrezygnowana wracaa do swego pokoju, sama, przeklinajc dzie, kiedy po raz pierwszy ujrzaa jego chopicy umiech i przenikliwe spojrzenie. Pomimo swoich frustracji moda kobieta nie moga powstrzyma osobliwego kucia pod sercem, ktre odczuwaa za kadym razem, kiedy na niego patrzya. Nawet teraz, w obliczu narastajcego gniewu Avery'ego, umiechna si na sam myl o modym kapanie. Gdy jednak powrcia do rzeczywistoci i spojrzaa ponad ramieniem Avery'ego, jej umiech znikn. Ujrzaa Kierkana Rufo, przechylonego nieznacznie na bok, tyle tylko e na jego twarzy, miast obuzerskiego umiechu - jak zawsze kiedy pokonywa rywala, widnia obecnie wyraz gbokiego zatroskania. Wymienili spojrzenia, a mimowolny grymas zdradzi prawdziwe uczucia Daniki wobec tego czowieka. Wiedziaa, e by przyjacielem Cadderly'ego (w kadym razie pod pewnym wzgldem) i nigdy nie powiedziaa przeciwko niemu zego sowa, ale ani troch mu nie ufaa. Poczwszy od pierwszego dnia pobytu dziewczyny w Bibliotece Naukowej Rufo wielokrotnie czyni jej awanse. Danica z racji swej urody bya przyzwyczajona do mskich karesw, ale Rufo wyprowadzi j z rwnowagi. Kiedy delikatnie mu odmwia, jeszcze przez dobr chwil sta, grujc nad ni i wpatrujc si w jej twarz tym samym nieobecnym, tpym

spojrzeniem. Gow mia przechylon na bok, powieki nieruchome. Danica nie wiedziaa, co konkretnie byo przyczyn, e daa wwczas kosza Rufowi, ale podejrzewaa, i chodzio o jego czarne, gboko osadzone oczy. Dostrzec w nich mona byo byski inteligencji jak u Cadderly'ego, ale jeli oczy Cadderly'ego wydaway si przenikliwe, to spojrzenie Rufa byo wyranie chytre i protekcjonalne. Iskierki w oczach Cadderly'ego migotay radonie, jakby w poszukiwaniu odpowiedzi na niezliczone tajemnice wiata; Rufo rwnie zdradza inteligencj, on jednak w przekonaniu Daniki pragn jedynie dominacji. Nigdy z niej nie zrezygnowa, nawet kiedy jej zayo z Cadderlym staa si tematem powszechnych rozmV w bibliotece. Rufo nadal usiowa si do niej zbliy, ona jednak uparcie trzymaa go na dystans. Czasami widywaa go ktem oka, gdy siedzia po drugiej stronie sali naprzeciw niej, i wpatrywa si w ni, jakby bya jak szczeglnie interesujc, zabawn ksig. - Wiesz, gdzie on jest? - spyta nieco bardziej stanowczym tonem Avery. - Kto? - odpara Danica, prawie nie syszc pytania. - Cadderly! - zawoa wzburzony Przeoony Na Ksigach. Danica spojrzaa na niego, zaskoczona tym nagym wybuchem. - Cadderly - powtrzy Avery, opanowujc si. - Wiesz, gdzie mona znale Cadderly'ego? Danica zamylia si. Z uwagi na pytanie i wyraz twarzy Rufa nie wiedziaa, czy powinna ju zacz si martwi. Sadzia, e to Avery kieruje poczynaniami Cadderly'ego. - Nie widziaam go dzi rano - odpara szczerze. - Mylaam, e przydzielie go do pracy w piwnicy na wino, jak twierdz krasnolu-dy. Avery skin gow. - Tak byo, ale wszystko wskazuje na to, e Cadderly'emu znudzia si cika praca. Nie zgosi si do mnie dzi rano, jak mu kazaem, ani nie byo go w jego pokoju, gdy po niego poszedem. - A w ogle by dzi w swoim pokoju? - Ponownie przeniosa wzrok na Kierkana Rufo, obawiajc si o Cadderly'ego, a jaki wewntrzny gos nakazywa jej wierzy, e jeli mody kapan wpad w kopoty, to stao si tak za spraw Rufa. Reakcja Rufa nie zagodzia jej podejrze. Zamruga kilkakrotnie - cho Danica nigdy dotd nie widziaa, aby to robi - i z pozoru nonszalancko odwrci wzrok. - Nie potrafi powiedzie - odpar Avery i on rwnie odwrci si do Rufa, oczekujc odpowiedzi. Kocisty mczyzna tylko wzruszy ramionami. - Zostawiem go w piwniczce z winem - powiedzia. -Pracowaem tam na dugo przed

jego przyjciem. Pomylaem sobie, e mog wrci do pokoju wczeniej od niego. Zanim Avery zdy zaproponowa, aby udali si do piwnicy i przetrzsnli j, Danica mina go i ranym krokiem ruszya w tamt stron. Ciemno i ciar. Takie byy dwa pierwsze gwne odczucia Cadderly'ego: ciemno i ciar. I bl. Tak, czu rwnie bl. Nie wiedzia, gdzie jest, w jaki sposb znalaz si w tym mrocznym miejscu ani dlaczego nie mg si rusza. Lea twarz do dou na kamiennej posadzce, przygnieciony czym cikim. Kilkakrotnie usiowa krzycze, ale nie mg wydoby z siebie gosu. Mia kopoty z oddychaniem. Kiedy lea, w jego mylach przewijay si wizje szkieletw i grubych pajczyn, ale nie byy one w aden sposb okrelone, nie stanowiy czci jego wspomnie. Widzia je gdzie we nie? - ale nie mia pojcia, czy to miejsce miao z nimi cokolwiek wsplnego. I nagle ujrza bysk pochodni - by odlegy, ale zblia si, a gdy cienie sczezy ukazujc wysoko puste stojaki, zorientowa si, gdzie jest. - Piwnica na wino - mrukn i w odpowiedzi poczu dojmujcy bl w piersiach. Rufo? Wszystko byo szar plam. Pamita, jak przyszed tu, aby pomc Rufowi w pracy, i jak zabra si do dziea -a potem nie pamita ju nic. Wiedzia tylko, e pracowa sam. Najwidoczniej w trakcie pracy co mu si przytrafio, tyle tylko e Cadderly nie by w stanie sobie przypomnie, jakim sposobem znalaz si w obecnym pooeniu. - Cadderly? - rozlego si woanie. Gos Daniki. Do ogromnej piwnicy z winem wesza nie jedna, ale trzy postacie. - Tutaj! - wychrypia resztk si, lecz jego rzenie byo zbyt ciche, by ktokolwiek mg je usysze. Pochodnie rozeszy si w rnych kierunkach, czasami znikajc Cadderly'emu z oczu, innym razem migocc w regularnych odlegociach, kiedy przesuway si za otwartymi, wypenionymi butelkami stojakami. Cadderly uwiadomi sobie, e teraz nawoywaa go ju caa trjka - Avery, Rufo i Danica. - Tutaj! - powtarza tak czsto, jak tylko by w stanie. Tyle e piwnica bya rozlega i podzielona na sektory tuzinami regaw penych butelek z winem i mino wiele minut, nim jego woanie zostao wreszcie usyszane. Odnalaz go Kierkan Rufo. Wysoki mczyzna wyda si Cadderly'emu bardziej upiorny ni kiedykolwiek dotd, gdy na jego kanciastym obliczu rozoyy si nieregularne cienie, kufo wydawa si zdziwiony znalezieniem Cadderly'ego: zacz rozglda si wokoo, jakby niepewny co powinien zrobi.

- Czy mgby...-zacz Cadderly i przerwa, by zaczerpn oddech. - Prosz... zdejmij to... zdejmij to ze mnie. Mimo to Rufo nadal si waha, na jego obliczu matowaa si konsternacja i zakopotanie. - Tutaj! - zawoa w kocu. - Znalazem go. Cadderly nie wyczu zbyt wielkiej ulgi w jego gosie. Rufo odoy pochodni i zacz zdejmowa beczki, ktre przygniatay Cadderly'ego. Ktem oka mody kapan dostrzeg, jak jego rywal unosi jedn baryk w gr i w tej samej chwili pomyla, e Rufo zamierza spuci mu j na gow. Nagle Danica podbiega mu na pomoc i pomoga odstawi beczk na bok. Zanim na miejsce dotar Przeoony Na Ksigach Avery, beczki zostay ju usunite, a Cadderly zacz si podnosi. Danica nie pozwolia mu na to. - Nie ruszaj si! - rzucia stanowczo. Jej oblicze byo pospne, a brzowe migdaowe oczy bezwzgldne i pene niepokoju. - Nie, dopki nie obejrz twoich ran. - Nic mi nie jest - rzek z naciskiem Cadderly, ale wiedzia, e jego sowa trafiaj w prni. Danica bya przeraona, a kiedy uparta kobieta si boi, mao co jest w stanie j przekona. Cadderly raz jeszcze sprbowa si podnie, ale tym razem powstrzymaa go silna do Daniki naciskajc na punkt witalny w jego karku. - Potrafi sprawi, aby przesta si rzuca - obiecaa. Cadderly nie wtpi w prawdziwo jej sw. Zoy policzek na splecionych przedramionach i pozwoli, by czynia, co do niej naleao. - Jak to si stao? - zapyta, podchodzc do nich pulchny, pokraniay na twarzy, zasapany Avery. - Kiedy wychodziem, liczy butelki - rzuci nerwowo Rufo. Oblicze Cadderly "ego wykrzywi grymas zakopotania, gdy mody kapan usiowa wyowi jakie fakty z mglistego chaosu wspomnie. Mia niepokojce wraenie, e Rufo usiuje go oskary, zacz si wic zastanawia, jak rol w tym wszystkim odegra jego rywal. Wraenie czego twardego - buta? - poniej plecw przemkno przez jego myli zbyt szybko, by mogo mie dla wiksze znaczenie. - Nie wiem - odrzek szczerze Cadderly. - Po prostu nie pamitam. Uczyem... - Tu przerwa i sfrustrowany pokrci gow. Istnienie Caddedy'ego opierao si na wiedzy - nie lubi nielogicznych amigwek. -1 oddalie si - dokoczy Avery. - Zacze zwiedza piwnic zamiast pracowa.

- Obraenia nie s zbyt powane - wtrcia nagle Danica. Cadderly wiedzia, e uczynia to celowo, by ukoi gniew Avery'ego i kiedy pomoga mu si podnie, umiechn si do niej z wdzicznoci. Dobrze byo znw sta na wasnych nogach, cho Danica musiaa przez kilka minut go podtrzymywa. Jakim sposobem supozycja Avery'ego nie pasowaa do wspomnie Cadderly'ego, czymkolwiek mogy one by. Nie wierzy, e po prostu si oddali" i napyta sobie biedy. - Nie - oznajmi. - To nie tak. Tu co byo. - Spojrza na Danik a potem na Rufa. wiato? - To sowo obudzio w nim kolejne wspomnienie. - Drzwi! - zawoa nagle. Gdyby blask pochodni by silniejszy, wszyscy zauwayliby, jak z twarzy Kierkana Rufo odpywa caa krew. - Drzwi - powtrzy Cadderly. - Za cian z beczek. - Jakie drzwi? - zapyta ostro Avery. Cadderly zamyli si przez dusz chwil, ale nie by w stanie odpowiedzie. Jego potna sia woli podwiadomie walczya z rzuconym przez Barjina zaklciem blokady pamiciowej, ale jedyne co pamita, to drzwi, wejcie, ktre dokd prowadzio. Dokd, mg si jedynie domyla. Postanowi ponownie si tego dowiedzie, kiedy tylko ominie barykad beczek i otworzy je. Ale drzwi tam nie byo. Cadderly sta przez dusz chwil, patrzc na zakurzone cegy twardej, penej ciany. - Jakie drzwi? - powtrzy zniecierpliwiony przeoony. - Byty tutaj - rzek Cadderly, usiujc wykrzesa z siebie maksimum pewnoci i przekonania. Podszed do ciany i obmaca j. Ta prba rwnie speza na niczym. Pamitam... - zacz niemiao. Poczu rk wsuwajc si pod jego rami. - Zostae zraniony w gow - rzucia pgosem Danica. - Po czym takim mona mie rne halucynacje, ale nie trwaj one dugo. - Nie, nie - zaprotestowa Cadderly, ale pozwoli, by Danica wyprowadzia go z niszy. - Jakie drzwi? - zapyta wzburzony Avery po raz trzeci. - On jest ranny w gow - wtrcia Danica. - Mylaem... zacz Cadderly - ale chyba to mi si tylko przynio... - Spojrza na Avery'ego. - Niemniej to by dziwny sen. Rozlego si westchnienie ulgi. Rufo. - Czy nie stao mu si nk powaniejszego? - zapyta z zakopotaniem, gdy pozostali ze zdziwieniem skupili na nim spojrzenia. - Raczej nie - odpara Danica, a ton gosu zdradza jej wewntrzne podejrzenia.

Cadderly prawie tego nie zauway, zbyt pochonity prbami odwieenia wasnej pamici. - Co powinno znajdowa si tam na dole? - zapyta nagle. - Nie twoja sprawa - odrzek ostro Avery. W mylach Cadderly'ego znw pojawiy si wizje oywionych kociotrupw. - Krypty? - zapyta. - Nic, co ci powinno obchodzi! - odpar pospnie Avery. -Mam ju do twojej ciekawoci, bracie. Cadderly rwnie by rozdraniony; nie podobaa mu si amigwka, ktr przyszo mu rozwiza. Avery patrzy na niego z jawn wciekoci, ale modzieniec by zbyt zakopotany, by mogo go to przestraszy. - Ciii - sykn sarkastycznie, przytykajc palec do wydtych warg. - Lepiej eby Deneir, ktrego edykt mwi o poszukiwaniu wiedzy, nie usysza twoich sw. Twarz Avery'ego poczerwieniaa tak bardzo, i Cadderly nieomal spodziewa si, e lada moment eksploduje. - Id do uzdrowicieli - poleci ochrypym tonem Przeoony Na Ksigach. - A potem wr do mnie. Chc si z tob zobaczy. Przygotowaem dla ciebie tysic rozmaitych zaj. Obrci si na picie i odszed, a Rufo pody w lad za nim, lecz przez ca drog do schodw raz po raz ukradkiem oglda si przez rami. Danica bolenie kolna Cadderly'ego w poobijane, posiniaczone ebra. - Nigdy nie wiesz, kiedy naley trzyma jzyk za zbami -sykna. - Jeeli bdziesz odzywa si w ten sposb do Przeoonego Na Ksigach, w ogle przestaniemy si widywa! Z pochodni w jednym rku i obejmujc Cadderly'ego drug, podprowadzia go niezdarnie w stron odlegych schodw. Cadderly spojrza na ni, uznawszy, e jest jej winien przeprosiny, ale stwierdzi, e dziewczyna z trudem tumi w sobie miech i zrozumia, i nie do koca nie pochwalaa jego sarkazmu. Barjin patrzy na jednostajn strug czerwonawego dymu wypywajcego z otwartej butelki i przesczajcego si przez szczeliny w suficie, ku znajdujcej si powyej bibliotece. Zy duchowny wci jeszcze mia przed sob kUka ceremonii, by dopeni poprzedni rytua zgodnie z wczeniejszymi ustaleniami, dokonanymi w Zamczysku Trjcy, ale bya to w zasadzie czcza formalno. Najbardziej Zabjcza Zgroza zostaa uwolniona i kltwa chaosu powoli zaczynaa dziaa.

Barjin wiedzia, e na wyniki przyjdzie mu tu poczeka duo duej ni w przypadku Haverly'ego w Zamczysku Trjcy. Jak wynikao ze sw Abbalistera, wojownik otrzyma spor dawk skoncentrowanej substancji prosto w twarz. Produkcja eliksiru bya zdecydowanie zbyt kosztowna, by mona wykorzysta j w takich samych proporcjach przeciwko wszystkim wrogom, dlatego te mikstur w dymicej butelce znacznie rozcieczono. Tutejsi kapani bd przyjmowa eliksir stopniowo, z kad godzin bliej nieuchronnie czekajcej ich zagady. Barjin nie mia adnych zastrzee. Wierzy w moc eliksiru i potg swojej bogini oraz w to, e on sam peni rol jej agenta. - Zobaczymy, jak ci poboni gupcy zaczn si zachowywa, kiedy zostan ujawnione ich prawdziwe emocje - rzuci drwico do Mullivy'ego. ywy trup naturalnie nie odpowiedzia. Sta nieruchomo jak gaz, nie mrugajc powiekami. Barjin spojrza na niego krzywo, po czym przenis wzrok na dymic butelk. - Nastpne dni bd najniebezpieczniejsze - wyszepta do siebie. - Potem kapani ju mi si nie przeciwstawi. - Ponownie skierowa wzrok na Mullivy'ego i umiechn si zowrbnie. - Bdziemy gotowi - obieca. Oywi ju tuziny szkieletw, a ciao Mullivy'ego wzmocni kolejnymi zaklciami. No i naturalnie by jeszcze Khalif, najcenniejszy wojownik Barjina, oczekujcy na rozkazy kapana w sarkofagu za drzwiami komnaty z otarzem. Barjin zamierza doczy nowe, jeszcze potworniejsze monstra do swej powikszajcej si armii. Najpierw odkryje kamie nekro-mantw i zobaczy, jakich nieumarych sojusznikw zdoa w ten sposb przywoa. Nastpnie za rad Aballistera otworzy wrota do najniszych wiatw i wezwie mniejsze potwory, by suyy mu jako doradcy i zwiadowcy jego powikszajcej si siatki za. - Niechaj ci gupi kapani prbuj z nami walczy! - rzek Barjin, wyjmujc z fad szaty pradawny, zy wolumin, ksig czarnej magii i nekromancji. - Niechaj ujrz zgroz, jaka na nich padnie!

Osobliwoci Cadderly siedzia przy otwartym oknie, obserwujc wit i karmic Percivala kokosowomalanymi biszkoptami. Tego ranka Lnice Rwniny w peni zasugiway na sw nazw, bowiem pokryta kropelkami rosy trawa chwytaa promienie soca i odbijaa je olepiajcymi refleksami. Soce pio si coraz wyej, a Unia wiata przesuwaa si do podna Gr nienych. Obszar tu i wdzie pokryway spachetki cieni - dolin, a na poudniu cielia si mga, ktra nadesza z doliny rzeki Impresk nad tafl jeziora na wschodzie. - Au! - krzykn Cadderly, odsuwajc rk od wygodniaej wiewirki. Percival ugryz nieco zbyt mocno, przegryzajc biszkopt i ranic go w rk. Modzieniec zacisn wok zranionego miejsca kciuk i palec wskazujcy, aby powstrzyma krwawienie. Zajty zlizywaniem resztek kokosa z apek, Percival zdawa si w ogle tego nie zauwaa. - Przypuszczani, e to moja wina - przyzna Cadderly. - Nie powinienem si spodziewa, e bdziesz zachowywa si racjonalnie, kiedy w gr wchodz orzechy kokosowe i maso! Percival zamacha kit, ale byo to jedynie potwierdzenie z jego strony, e w ogle sucha sw Cadderly'ego. Modzieniec ponownie przenis wzrok na panoram za oknem. Promienie soca dotary do biblioteki i cho byy tak intensywne, e musia mruy powieki, ich ciepo sprawio, e poczu si wrcz wymienicie. - Zapowiada si kolejny pikny dzie - powiedzia i w tej samej chwili uwiadomi sobie, e spdzi go w mrocznej, zatchej piwnicy z winem lub innym rwnie nieprzyjemnym miejscu, ktre wyszuka mu Przeoony Na Ksigach Avery. - Moe udaoby mi si go skoni, by zleci mi sprztanie wok biblioteki - rzek Cadderly do wiewirki. - Mgbym pomc staremu Mullivy'emu. Na wspomnienie dozorcy Percival zapiszcza z ekscytacj. - Wiem - rzek pocieszajco Cadderly. - Nie lubisz Mullivy'ego. - Wzruszy ramionami i umiechn si, przypominajc sobie, e widzia kiedy, jak stary dozorca wymachujc grabiami ciska gromy pod adresem Percivala i innych siedzcych wysoko nad nim na gaziach wiewirek, za to, e zamieciy upinami odzi wieo przez niego oczyszczon poa ziemi pod drzewem. - Masz, Percival - rzek Cadderly przesuwajc reszt biszkopta na parapet. - Mam sporo spraw do zaatwienia, zanim dopadnie mnie Avery. Pozostawi Percivala siedzcego na parapecie; wiewrka nadal zajadaa, przeuwaa i

oblizywaa apki, pawic si w ciepych promieniach soca - najwyraniej zapomniaa ju o wszelkich niepokojach zwizanych z osob Mullivy'ego. - Tye jest gupol! - zawoa Ivan. - Nie moesz by jeden z nich! - Du - id - odpar gniewnie Pikel. - Ty mylisz, e ci wezmo? rykn Ivan. - Powiedz mi, chopcze! - zawoa do Cadderly'ego, ktry wanie wszed do kuchni. - Powiedz gupolowi, e krasnoludy nie mogom by druidami! - Chcesz by druidem? - zapyta z zainteresowaniem Cadderly. - Ojoj! - zapiszcza szczliwy Pikel. - Du - id! Ivan mia ju dosy. cisn w doni rczk patelni, zamachn si, rozbryzgujc po ziemi nie dosmaon jajecznic - i smagn ni w stron brata. Pikel nie by do szybki, by uskoczy, ale zdy pochyli gow i tym samym nie dozna adnych powaniejszych obrae. Ivan, wci wcieky, sign po kolejn patelni, ale Cadderly schwyci go za rk, by powstrzyma atak. - Zaczekaj! - krzykn. Krasnolud znieruchomia na chwil, nawet zagwizda, by okaza swoj cierpliwo, i nagle wrzasn: - Wystarczy! - Po czym popchn Cadderly'ego tak, e ten wyldowa na pododze. Nastpnie unis patelni i zaatakowa, ale Pikel, uzbrojony w podobn bro, by ju przygotowany. Cadderly czyta wiele opowieci o mstwie i walkach, w ktrych opisywano brzk metalu uderzajcego o metal, nigdy jednak nie kojarzy sobie tego z pojedynkiem dwch uzbrojonych w patelnie kras-noludw. Ivan uderzy pierwszy, trafiajc Pikela w przedrami. Pikel jkn i zrewanowa si, walc Ivana patelni w czubek gowy. Ivan cofn si o krok, usiujc opanowa wiat, ktry nagle zawirowa mu przed oczyma. Spojrza w bok na zasiany mas rnoci st i co - niewtpliwie cios w gow podsuno mu doskonay pomys. Pikel rwnie si umiechn. - Garnki? - zapyta Ivan. Pikel gorliwie pokiwa gow i obaj podeszli do stou, by wybra odpowiednie dla siebie naczynie. Wszdzie walay si resztki jada, wysypane bd wylane z garnkw, ktre okazay si zbyt due lub zbyt mae. W chwil potem jednak bracia znw stanli naprzeciw siebie, uzbrojeni w wierne patelnie i zaopatrzeni w garnce, z ktrych wypyway jeszcze resztki

wczorajszego gulaszu. Cadderly przyglda im si z niemym zdumieniem, nie do koca pewny, jak powinien zareagowa. Chwilami wydawao si to nawet i mieszne, gdyby nie coraz wiksze guzy i sice, jakie poczy wykwita na ciaach obu krasnoludw. Cadderly wczeniej niejeden raz mia okazj oglda sprzeczajcych si braci i, rzecz jasna, po krasnoludach mona byo spodziewa si wszystkiego, ale to, nawet jak na Pikela i Ivana, wydawao si zbyt dzikie i brutalne. - Przestacie! - zawoa mody kapan. W odpowiedzi Pikel cisn tasakiem, ktry o wos min gow Cadderly'ego i na cal pogry si w dbowych drzwiach tu obok niego. Cadderly z niedowierzaniem patrzy na narzdzie mordu, ktre wci jeszcze drao wskutek impetu, z jakim je rzucono i zrozumia, i dziao si tu co zego, co bardzo, bardzo zego. I piekielnie niebezpiecznego. Mimo to mody kapan nie podda si. Zmieni jedynie taktyk. - Znam lepszy sposb walki! - zawoa, podchodzc ostronie do krasnoludw. - Ech? - zapyta Pikel. - Lepszy sposb? - doda Ivan. - Na walkie? Ivan wydawa si przekonany. Za to Pikel, ktry wygrywa w pojedynku na naczynia kuchenne, natychmiast wykorzysta chwil wahania brata, aby natrze na ze zdwojon si. Patelnia ze wistem zatoczya szeroki uk i gruchna Ivana w okie, pozbawiajc krasnoluda rwnowagi. Pikel wiedzia, e uzyska spor przewag i zamierza j wykorzysta. Jego zowieszcza patelnia uniosa si do kolejnego ciosu. - Druidzi nie walcz metalow broni! - zawoa Cadderly. - Oo - powiedzia Pikel, a jego rka zawisa w powietrzu. Bracia spojrzeli po sobie nawzajem, wzruszyli ramionami i cisnli tak garnki, jak i patelnie na ziemi. Cadderly musia myle intensywnie. Jednym ruchem rki oczyci fragment dugiego stou. - Usid tu - poprosi Ivana, podsuwajc mu stoek. - A ty tutaj -rzek do Pikela, wskazujc drugi stoek, naprzeciw Ivana. - Oprzyjcie okcie prawych rk na stole - wyjani. - Siowanie na rkie? - prychn z niedowierzaniem Ivan. - Daj mi z powrotem mojom patelnie! - Nie! - krzykn Cadderly. - Nie. To lepszy sposb, prawdziwy sprawdzian siy. - Ba! - prychn Ivan. - Rozoem go! - Och? - rzuci Pikel.

Zczyli prawe donie i zaczli si siowa, zanim jeszcze Cadderly zdy sprawdzi, czy dobrze uoyli rce albo da znak rozpoczcia pojedynku. Przyglda im si przez chwil, w gbi duszy chcia zosta i zobaczy, jaki bdzie wynik walki, ale bracia dysponowali jednakow si i, jak stwierdzi Cadderly, ich zawody mogy troch potrwa. Usysza innych kapanw przechodzcych obok otwartych kuchennych drzwi - nadesza pora poudniowej kantyczki. Niezalenie od sytuacji nie mg ponownie spni si na ceremoni. Patrzy jeszcze przez chwil, aby upewni si, e walczcy s pochonici pojedynkiem, po czym pokrci gow z zakopotaniem i odszed. Zna Ivana i Pikela jeszcze z dziecinnych lat i nigdy dotd nie widzia, by ktry z nich podnis rk na drugiego. Jakby tego byio za mao, tasak, wci tkwicy w drzwiach, stanowi jawny dowd, i dziao si tu co nietypowego i przeraajcego zarazem. Gos brata Chaunticleera rozbrzmia jak zawsze z pen moc, wypeniajc wielk sal idealnym tonem, za dusze zebranych uczniw i kapanw uczuciem szczerego zadowolenia, jednak najbardziej spostrzegawczy spord zgromadzonych, w tym rwnie i Cadderly, rozgldali si wokoo, jakby zauwayli, e w piewie Chaunticleera czego brak. Tonacja bya nienaganna, podobnie jak sowa, ale w sile pieni wyranie czego ubyo. Chaunticleer nie zwraca na nich uwagi. Wykonywa jak zawsze te same pieni, ktre piewa w poudnie od dobrych kilku lat. Tym razem by rzeczywicie wewntrznie rozbity. W wyobrani znajdowa si teraz przy rzekach pyncych u podna gr, ktrych poziom wd podnis si po wiosennych roztopach, a w wartko pyncych falach roio si od srebrzystych pstrgw i ososi. Powiadano, e owienie ryb byo drug po piewie pasj brata Chaunticleera. Obecnie kapan przekona si, e kolejno jego zamiowa w rzeczywistoci moga wyglda nieco inaczej. I wtedy to si stao. Brat Chaunticleer zapomnia sw. Zakopotany sta na podium wielkiej sali, podczas gdy w jego mylach nieodparte wizje pyncej wody i skaczcych wysoko ryb bezlitonie spychay pie na drugi plan. W sali zaczto szepta, usta suchajcych otwarty si w wyrazie niedowierzania. Dziekan Thobicus, ktry nigdy nie przejawia zbyt wylewnych emocji, spokojnie podszed do podium. - Kontynuuj, bracie Chaunticleerze - powiedzia agodnym, kojcym tonem. Chaunticleer nie mg piewa dalej. Pie Deneira nie moga rwna si z radosnym odgosem trzepoczcego pstrga. Szepty zmieniy si w stumione chichoty. Dziekan Thobicus odczeka kilka chwil, po czym mrukn co do Avery'ego, a ten najwyraniej bardziej wstrznity od swego

przeoonego nakaza zebranym, aby si rozeszli. Chcia jeszcze zada kilka pyta Chaunticleerowi, ale piewajcego kapana ju nie byo - pobieg co si w nogach po swj szpagat i haczyk. Cadderly wykorzysta zamieszanie w wielkiej sali, aby umkn przed czujnym okiem Avery'ego. Senny poranek spdzi na szorowaniu podg, ale skoczy t czynno i mia wolne - przynajmniej dopki Avery nie przyapie go na prnowaniu i nie zleci nowego zajcia. Avery by teraz zajty, usiujc stwierdzi co si stao z Chaunticleerem. Jeeli Cadderly waciwie oszacowa powag sytuacji, Przeoony Na Ksigach bdzie jeszcze przez jaki czas zajty piewakiem. Powszechnie uwaano Chaunticleera za jednego z najbardziej oddanych kapanw Deneira, a jego najwikszym obowizkiem, jego jedynym prawdziwym zajciem byo odpiewanie poudniowej kantyczki. Cadderly rwnie by zaniepokojony wydarzeniami, ktre miay miejsce podczas ceremonii, zwaszcza po swojej porannej wizycie u krasnoludw. Bardziej niepokojca ni kopoty Chaunticleera z odpiewaniem dwch pieni bya nieobecno Daniki na zgromadzeniu. To prawda, e nie naleaa do zakonu Deneira ani Oghmy, a tym samym nie musiaa uczestniczy w kantyczce, ale prawie zawsze na ni przychodzia, a jeeli miao jej nie by, zazwyczaj informowaa o tym Cadderly'ego. Co wicej, Kierkan Rufo rwnie nie pojawi si w wielkiej sah'. Jako e biblioteka gwna znajdowaa si na parterze, nie opodal wielkiej sali, Cadderly postanowi od niej wanie rozpocz swe poszukiwania. Szed szybko, a drczce go podejrzenia sprawiy, e jeszcze bardziej przyspieszy kroku. Usyszawszy jk dochodzcy z bocznego korytarza, stan jak wryty. Cadderly wyjrza zza zaomu muru, by ujrze przytrzymujcego si ciany, schodzcego po schodach Kierkana Rufo.vModzieniec wydawa si na wp przytomny - twarz mia zalan krwi i przy kadym kroku z trudem zachowywa rwnowag. - Co si stao? - zapyta Cadderly, podbiegajc, by mu pomc. W oczach Rufa wykwity dzikie iskierki i brutalnie odbi w bok wycignite ku niemu rce Cadderly'ego. Ten ruch sprawi, e straci rwnowag i bezwadnie stoczy si po kilku ostatnich stopniach, wypadajc na korytarz. Sposb w jaki Rufo pada, sporo wyjani modemu kapanowi. Rufo wycign, by si przytrzyma tylko jedn rk t sam, ktr odtrci donie Cadderly'ego, jego drugie rami zwisao wiotkie i bezwadne wzdu boku. - Gdzie ona jest? - zapyta nagle zaniepokojony Cadderly. Zapa Rufa za konierz, pomimo i mody mczyzna stanowczo zaprotestowa, po czym bezceremonialnie postawi go

na nogi. Zbliy twarz do jego rozbitego oblicza. Z nosa, bez wtpienia zamanego, ciurkiem pyna krew. Jedno oko byo fioletowe, nabrzmiae i prawie zamknite. Mia jeszcze mas innych sicw i guzw, a sposb, w jaki si skrzywi, kiedy Cadderly go podnis, wskazywa, e otrzyma rwnie solidny cios w odek lub troch niej. - Gdzie ona jest? - powtrzy Cadderly. Rufo zgrzytn zbami i uciek spojrzeniem. Cadderly si odwrci mu gow w swoj stron. - Co ci jest? - rzuci ostro. Rufo splun mu w twarz. Cadderly stumi w sobie ch wyrnicia go w zby. W jego przyjani z Rufem zawsze istnia pewien element napicia, rywalizacji, ktry przybra na sile z chwil przybycia Daniki do biblioteki. Cadderly, ktry by lubiany przez dziewczyn i przewanie cieszy si u mistrzw dobr opini, zda sobie spraw, e cho czsto denerwowa Rufa, ten nigdy dotd nie okaza mu rwnie jawnej wrogoci. - Jeeli zrobie co Danice, wrc i znajd ci - ostrzeg Cadderly, cho uzna t myl za wielce nieprawdopodobn. Puci przesiknit krwi tunik swego rywala i wbieg po schodach na gr. Krwawy szlak Rufa doprowadzi go do poudniowego skrzyda drugiego pitra, gdzie mieciy si pokoje gocinne. Pomimo i mu si spieszyo, zatrzyma si gwatownie, kiedy usysza okrzyki dobiegajce z pokoju Histry. W pierwszej chwili uzna, e kapance Sun co grozi, ale kiedy wycign do w stron klamki, zorientowa si, e pynce z wntrza odgosy to bynajmniej nie okrzyki blu. Pogna w gb korytarza, zbyt zmartwiony, by poczu zaenowanie. Krwawy szlak prowadzi zgodnie z jego obawami do drzwi pokoju Daniki. Zapuka gono i zwoa. -Daniko? Bez odpowiedzi. - Daniko? - zaomota goniej. - Jeste tam? Nadal brak odpowiedzi. Cadderly nastawi bark i bez trudu poradzi sobie z drzwiami. Nie byy zamknite na klucz. Danica staa nieruchomo jak posg porodku maego pokoju, na grubym, mikkim dywanie, na ktrym wiczya. Obie rce trzymaa rozoone przed sob w pozycji medytacyjnej i nawet nie zdawaa sobie sprawy, e kto wszed do pokoju. Bya skupiona na znajdujcym si przed ni kamiennym bloku opartym na dwch drewnianych kozach. - Daniko? - spyta ponownie Cadderly. - Nic ci nie jest? - Podszed do niej niepewnie. Danica odwrcia gow i spojrzaa na niego tpym wzrokiem. - Oczywicie - odpara. - Dlaczego miaoby mi co by? Jej jasne wosy byy mokre od

potu, a done pokryte zakrzep krwi. - Wanie widziaem Kierkana Rufo - stwierdzi Cadderly. - Ja rwnie - powiedziaa spokojnie Danica. - Co mu si stao? - Wpycha apy tam gdzie nie powinien - rzucia obojtnym tonem Danica, powracajc spojrzeniem do kamiennego bloku. -Powstrzymaam go. To zupenie nie miao dla Cadderly'ego sensu. Rufo robi gupie miny i gapi si jak ciel na malowne wrota, ale nie by na tyle gupi, aby otwarcie prbowa osign co z Danik. - Rufo ci zaatakowa? - zapyta. Danica rozemiaa si histerycznie i to jeszcze bardziej zaniepokoio modego kapana. - Prbowa mnie dotkn - ju mwiam. Cadderly podrapa si po gowie i rozejrza wokoo, szukajc ladw, ktre powiedziayby mu co wicej na temat niedawnego zdarzenia. Nie mg uwierzy, e Rufo zdecydowa si&zaryzykowa otwarte zaloty wobec Daniki, ale jeszcze bardziej zadziwia go jej reakcja. Bya opanowan i zdyscyplinowan wojowniczk. Nie spodziewa si, e Danica postanowi da Rufowi tak solidny wycisk. - Mocno go pobia - rzek, pragnc usysze wyjanienie Daniki. - Wylie si. - To bya jej jedyna odpowied. Cadderly schwyci j za rk, chcc odwrci do siebie. Danica bya za szybka. Gwatownym ruchem rki w przd i w ty uwolnia si z ucisku, po czym zapaa go za kciuk i odgia palec do tyu, nieomal powalajc modzieca na kolana. Samo jej gniewne spojrzenie wystarczyoby, aby zniechci Cadderly'ego i zmusi go do cofnicia si. By prawie pewien, e za chwil dziewczyna zamie mu palec. Nagle oblicze Daniki zagodniao, jakby dopiero teraz rozpoznaa stojcego tu obok niej mczyzn. Pucia jego kciuk i ujwszy delikatnie za gow, przycigna do siebie. - Och, Cadderly! - zawoaa pomidzy pocaunkami. - Zrobiam ci krzywd? Cadderly odsun si na odlego ramienia i przez dusz chwil przypatrywa dziewczynie. Wygldaa normalnie, jeeli nie liczy krwi Rufa na jej rkach i osobliwego, penego zniecierpliwienia spojrzenia. - Pia wino? - zapyta. - Oczywicie, e nie - odpara Danica, zdumiona tym pytaniem. - Wiesz, e wolno mi wypi tylko jeden kieliszek. . . - urwaa, a jej spojrzenie znw stao si zimne i gniewne. - Wtpisz w moj lojalno wobec przysigi? - rzucia gwatownie.

Zbity z tropu Cadderly zmarszczy brwi. - Zostaw mnie sam. Ton jej gosu by powany, a kiedy zakopotany Cadderly nie zareagowa dostatecznie szybko, podkrelia wag swoich sw. Staa zaledwie o dwie stopy od kapana, ale wykonaa byskawiczne kopnicie i wznoszc stop na wysoko jego twarzy, przesuna ni gronie w przd i w ty. Cofn si. - Co si z tob dzieje? - zapyta. Oblicze Daniki ponownie si rozlunio. - Mocno dooya Rufowi - rzek Cadderly. - Jeeli prbowa, no wiesz... - Przerwa mi! - ucia Danica. - On. . . - Przeniosa wzrok na gaz, a nastpnie na Cadderly 'ego. Znw wydawaa si wcieka. - A teraz ty mi przeszkadzasz. Cadderly roztropnie cofn si o dalszych kilka stp. - Pjd sobie - obieca, spogldajc na gaz - jeeli mi powiesz, w czym ci przeszkodziem. - Jestem prawdziw uczennic Wielkiego Mistrza Penpahga D' Anna! - zawoaa Danica, jakby to wszystko wyjaniao. - Oczywicie, e tak - rzek Cadderly. Jego sowa uspokoiy dziewczyn. - Nadszed czas na Gigel Nugel - powiedziaa. - elazn Czaszk, ale nikt nie moe przerywa mi koncentracji! Cadderly przez chwil patrzy na kamienny blok - duo wikszy ni ten na rycinie Penpahga D' Ahna - po czym przenis wzrok na delikatne oblicze Daniki, usiujc, aczkolwiek bezskutecznie prze-ka^ aasyszan informacj. - Zamierzasz rozbi gow ten gaz? - Jestem prawdziw uczennic - zaprotestowaa Danica. Cadderly o mao nie zemdla. - Nie rb tego - rzuci bagalnie, wycigajc rk w stron mniszki. Widzc jej natychmiastow reakcj, czym prdzej si cofn. - Jeszcze nie - doda bagalnie. - To wielkie wydarzenie w historii biblioteki. Trzeba o tym powiadomi dziekana Thobicusa. Moglibymy urzdzi publiczny pokaz. - To prywatna sprawa - odpara - a nie widowisko urzdzone ku uciesze niewiernych. - Niewiernych? - wyszepta i w tej osobliwej chwili wiedzia, e to okrelenie idealnie do niego pasuje, ale z innych powodw ni rnice w wierze pomidzy nim a Danik. Musia myle intensywnie. - Ale - improwizowa - z ca pewnoci takie zdarzenie powinno mie miejsce w obecnoci wiadkw i musi by naleycie zarejestrowane. Danica spojrzaa na z zaciekawieniem. - Dla przyszych uczniw - wyjani. - Kto za sto lat przybdzie tu, by studiowa dziea

Wielkiego Mistrza Penpahga D'Ahna? Czy uczniowie ci nie bd chcieli rwnie skorzysta z zapiskw dotyczcych praktyk i sukcesw Wielkiej Mistrzyni Daniki? Nie, w tej sytuacji nie moesz zachowa si egoistycznie. To na pewno byoby niezgodne z naukami Penpahga D'Ahna. Danica zastanowia si nad jego sowami. - To byoby egoistyczne - przyznaa. Ale to tylko wzmogo zaniepokojenie Cadderly'ego. Teraz nie mia ju wtpliwoci, e w bibliotece dzieje si co niezwykego. Co strasznego. Danica miaa bystry umys i nigdy nie daaby sob rwnie atwo manipulowa. - Zaczekam, a poczynisz wszelkie konieczne przygotowania -potwierdzia. - Ale niezbyt dugo! Nadszed czas na elazn Czaszk! Wiem, e to prawda. Jestem prawdziw uczennic Wielkiego Mistrza Penpahga D'Ahna. Cadderly nie wiedzia, co zrobi. Czu, e jeli std wyjdzie, Danica powrci do przerwanej czynnoci. Rozejrza si wokoo. W kocu jego spojrzenie pado na ko dziewczyny. - Byoby najlepiej, gdyby odpocza - zaproponowa. Danika spojrzaa na ko, potem na Cadderly'ego i jej twarz wykrzywi osobliwy grymas. - Mam ochot na co innego, lepszego od wypoczynku - zamruczaa, podchodzc bliej. Gwaowno jej nieoczekiwanego pocaunku osabia kolana Cadderly'ego obietnic wielu cudownych chwil. Ale nie w taki sposb. Upomnia si, e z Danika co jest nie w porzdku - a zreszt nie tylko z ni, ale ze wszystkimi innymi, w caej bibliotece. - Musz ju i - powiedzia, odsuwajc si od niej - do Dziekana Thobicusa, aby zaj si przygotowaniami. Teraz odpocznij. Bdziesz potrzebowa wicej si. Danica pucia go niechtnie, szczerze rozdarta pomidzy drczcym j pragnieniem spenienia obowizku i potrzeb mioci. Nieomal powczc nogami Cadderly zszed na pierwszy poziom. Korytarze byy niepokojco puste i ciche; nie bardzo wiedzia, dokd powinien si uda. Mia w bibliotece niewielu bliskich przyjaci - nie mg uda si ze swoim problemem do Kierkana Rufo, a z obawy przed spotkaniem z Averym musia trzyma si z daleka od pokojw i pracowni dziekana Thobicusa czy innych przeoonych. Koniec kocw wrci do kuchni, gdzie Pikel i Ivan, niemal nieprzytomni ze zmczenia, nadal uparcie siowali si na rce. Cadderly wiedzia, e krasnoludy s silne i zacite, ale mina prawie godzina, odkd rozpoczli swj pojedynek.

Kiedy podszed bliej, krcc gow z niedowierzania, mg na wasne oczy przekona si o ich zacitoci. Ich rce pokryte byy sicami z popkanych y, a cae ciaa dygotay od nie sabncego, staego napicia, mimo to jednak bracia nadal nieubaganie patrzyli sobie wzajemnie w oczy. - Pooem ci! - wycedzi Ivan. Pikel warkn w odpowiedzi i wzmg napr. - Przestacie! - rzuci ostro Cadderly. Obaj bracia unieli gowy; dopiero teraz zorientowali si, e kto wszed do kuchni. - Mogie go pokona - zapewni Cadderly'ego Ivan. - Dlaczego walczycie? - spyta Cadderly, sadzc, e aden z nich nie bdzie tego pamita. - Bye tu - odrzek Ivan. - To e widzia, e on zacz. - Och? - wtrci sarkastycznie Pikel. - Ale co zacz? - zapyta Cadderly. - Bjk! - warkn rozdraniony Ivan. -Jak? Ivanowi skoczyy si odpowiedzi. Spojrza na Pikela, ktry tylko wzruszy ramionami. - A wic dlaczego walczycie? - zapyta ponownie Cadderly, nie spodziewajc si w gbi duszy odpowiedzi. Oba krasnoludy jednoczenie przerway pojedynek i usiady spokojnie, przygldajc si sobie nawzajem. - Mj ty bracie! - zawoa nagle Ivan przeskakujc nad stoem. Pikel zapa go w locie, a ich uciski i poklepywania okazay si rwnie silne, jak podczas niedawnych zapasw na rk". Ivan paajc ze szczcia odwrci si do Cadderly'ego. - To je mj brat - oznajmi. Cadderly wysili si na umiech, podejrzewajc, e to moe by najlepszy sposb na uagodzenie krasnoludw, tak jak wczeniej zrobi to samo z Danika. - Ju niedugo kolacja. - Tyle tylko musia powiedzie. - Kolacja? - rykn Ivan. - Ojoj! - doda Pikel i w chwil pniej oba krasnoludy jak brodate tornada zaczy krzta si po kuchni, przygotowujc wieczorny posiek. Cadderly odczeka jeszcze kilka minut, aby upewni si, e walka nie rozgorzeje na nowo, po czym wyszed z kuchni, aby sprawdzi, jak przedstawia si sytuacja u Daniki.

Znalaz j w jej pokoju. Spaa. Nakry j starannie kocem, po czym podszed do gazu, zastanawiajc si, w jaki sposb mgby go std usun. - Jak si w ogle tu dostae? - zapyta, wpatrujc si w ciki blok. Aby go ruszy, potrzeba byo co najmniej dwch silnych ludzi, a na schodach nawet trzech miaoby kopot ze zniesieniem go. Teraz Cadderly chcia jedynie usun gaz z kozw, zrzuci go na podog, aby powstrzyma Danik przed dokonaniem prby techniki elaznej Czaszki. Podszed do ka i wybra najmocniejsze koce. Zwiza je razem, owin wok kamienia, a koce spuci przez nisko zwieszajc si belk stropow pod sufitem. Schwyci je i zawisnwszy w powietrzu, uderzy nogami w-stoja-ki. Drewniane kozy przechyliy si, po czym przewrciy, belka stropowa skrzypna w wyrazie protestu, ale przeciwwaga Cadderly'ego sprawia, e wielki gaz spokojnie i cicho znalaz si na ziemi. Uywajc ng kozw w formie dwigni, zdoa wydoby koce spod kamienia. Nastpnie ponownie otuli Danic i wyszed z pokoju. Myla intensywnie, usiujc znale jakie logiczne wyjanienie wszystkich nielogicznych zdarze, jakie miay miejsce tego dnia. To by cudowny db, doprawdy wspaniae drzewo. Newander wspinajc si coraz wyej agodnie puci jego pie i kolejne gazie. Widok z samej gry by urzekajcy, panorama, ktra sprawiaa, e po plecach druida raz po raz przesuway si przyjemne, ciepe ciarki. By zadowolony. Jednak kiedy odwrci si, by spojrze na gry na poudniowym zachodzie, umiech byskawicznie znik z jego warg. W oddali dostrzeg Bibliotek Naukow, ledwie widoczn, kanciast budowl. Nie zamierza przebywa poza bibliotek tak dugo - pomimo swobody i indywidualnoci, jak oferowa ich zakon, wiedzia, e Arcite nie bdzie zadowolony. Ptak spikowa w d i wyldowa nie opodal gowy Newandera. - Powinienem wraca - powiedzia mu druid, pomimo i z caego serca pragn pozosta wanie tu, w lenej guszy, z dala od pokus cywilizacji. Z pewnym ociganiem zacz zsuwa po pniu. Kiedy straci z oczu ginach biblioteki, mao brakowao, a znw zaczby si pi w gr. Nie zrobi tego jednak. aja samego siebie za wasne lki i obawy, niechtnie i niespiesznie ruszy w powrotn drog do biblioteki, gdzie czekay na obowizki. Cadderly po powrocie do swego pokoju zamierza pooy si i odpocz chwilk. Do wieczora pozostao jeszcze par godzin, ale dzie by ju dostatecznie wyczerpujcy. Niebawem mody kapan zacz pochrapywa pogrony w gbokim nie., , ,, , Nie by to jednak spokojny sen. Z gbin jego wypenionych mg mrocznych majakw

wyoniy si ywe trupy, szkielety i upiorne ghule, wycigajce w jego stron kociste donie i przeerane zgnilizn palce. Usiad pord nieprzeniknionych ciemnoci. Struki potu lniy na jego twarzy, a pociel bya wilgotna i gliniasta. Usysza jaki dwik dochodzcy z boku ka. Pooy si w ubraniu i gmerajc w kieszeniach wydoby z nich najpierw wirujce dyski, a potem wietln tulej. Co si zbliao. Nasadka spada i strumie wiata przeci ciemno. Przeraony Cadderly o mao nie cisn) dyskami, ale zaniecha ataku, kiedy rozpozna biae futerko przyjaciela. Percival, rwnie wystraszony jak Cadderly, przebieg przez pokj potrcajc rne rzeczy i ukry si pod kiem. W chwil pniej wiewirka niemiao wychyna u stp Cadderly'ego i przesuwajc si wolno, uoya w zgiciu rki mczyzny. Cadderly ucieszy si z jego towarzystwa. Naoy nasadk na tulejk, ale nie schowa jej do kieszeni. W chwil pniej ju spa. A w krainie snw czekay na niego ywe trupy.

Pora dziaa - Barjin przygotowuje si do otwarcia wrt - powiedziaa Aballisterowi Dorigen. - Moi cznicy z niszych wiatw wyczuwaj zacztek bramy. - Jak dugo to jeszcze potrwa? - spyta ponuro czarnoksinik. Aballister cieszy si, e Druzil ju wkrtce zbliy si do Barjina i bdzie mia oko na niebezpiecznego kapana, aczkolwiek nie podobao mu si, e ten tak szybko zdoa poczyni konieczne przygotowania. Jeeli zamierza otworzy wrota, jego plany musiay si rozwija pen par. Dorigen wzruszya ramionami. - Godzink lub dwie - odpara. - Nie wiem, jakiej zamierza uy metody... jakim rodzajem magii si posuy. - Przeniosa wzrok na Druzila siedzcego wygodnie na blacie biurka Aballistera - sprawia wraenie obojtnego, ale dwjka czarnoksinikw wiedziaa doskonale, co musia teraz odczuwa. - Czy naprawd uwaasz za konieczne wysya tam impa? - Ufasz Barjinowi? - odpar Aballister. - Talona nie pozwoliaby mu przej eliksiru, gdyby nie by oddany naszej sprawie odpara Dorigen. - Nie ud si, e bogini jest tak bardzo zainteresowana nasz spraw - ostrzeg Aballister, podnoszc si i krcc nerwowo obok swego dbowego fotela. - Trudne Czasy przeminy i wszystko si zmienio. Awatar Talony by zadowolony ze sprowadzenia mnie w jej mroczne objcia, ale ona ma nie tylko mnie i nie sdz, aby przejmowaa si zbytnio moimi problemami. Skierowaa mnie do Druzila, a on dostarczy mi receptur na kltw chaosu, ktrej los jest teraz w moich... naszych rkach. - Ale jeeli Barjin nie jest kapanem Talony... - stwierdzia Dorigen, przestpujc nerwowo z nogi na nog i pozwalajc, by jej towarzysz dokoczy ostrzeenie w duchu. Aballister przyglda si jej przez dusz chwil, zdziwiony, e podobnie jak on ma wtpliwoci na temat Barjina. Bya czarodziejk w rednim wieku, szczup, o pocigej twarzy, bystrych oczach i gstych szpakowatych wosach, ktrych nigdy nie czesaa. - Moe jest kapanem Talony - odrzek. - Ja wierz, e jest. - Przez kilka ostatnich dni wielokrotnie w mylach rozgrywa rozmaite warianty tej sceny. - Niech ci jednak ten fakt nie zadowala. Gdyby Barjin wbi mi w serce zatruty sztylet, Talona nie byaby zadowolona, ale i nie zemciaby si na kapanie. Taka jest cena suenia naszej bogini. Dorigen zastanawiaa si przez chwil nad jego sowami i pokiwaa gow. - Walczymy z kapanami o wadz - cign Aballister. - Tak byo od samego powstania

Zamczyska Trjcy, a rywalizacja przybraa na sile z chwil przybycia tu Barjina. Odebra mi kontrol nad eliksirem. Przyznaj, popeniem bd lekcewac jego spryt, ale moesz mi wierzy, nie pogodziem si z porak. A teraz wr do swojego pokoju i ponownie skontaktuj si ze swoimi cznikami. Powiadom mnie natychmiast, jeeli tylko nastpi jakakolwiek zmiana w bramie Barjina. Aballister spojrza w gb magicznego zwierciada, zastanawiajc si, czy powinien zajrze do kaplicy Barjina i tym samym potwierdzi sowa Dorigen. Postanowi jednak tego nie robi, wiadom, e Barjin z atwoci by to wykry i rozpozna rdo namiaru. AbaUister nie chcia, aby kapan zorientowa si, jak bardzo jest zaniepokojony i jak wielk przewag zamierza wanie osign w ich niewielkiej rywalizacji. Ktem oka spojrza na Druzila. - Kapan jest miay - zauway imp. - Otwiera bram tak blisko tak licznych wrogw magicznej mocy... niejako tu pod ich stopami. Bene tellemara. Gdyby kapani z biblioteki j odkryli... - To nie byo takie niespodziewane - mrukn AbaUister zachowawczo. - Wiemy, e Barjin zbiera materiay do magicznych zakl. - Jeeli otwiera bram - wtrci Druzil - to znaczy, e by moe kltwa zacza dziaa! - Imp z zadowoleniem zatar pulchne, sk-rzaste apki. - Albo moe Barjin znalaz si w rozpaczliwej sytuacji i innego wyjcia - wtrci szybko Aballister. Druzil roztropnie ukry swoje podniecenie. - Musimy przygotowa kosz koksowy - rzek Aballister -szybko. Musimy by gotowi, zanim Barjin rozpocznie rytua woywania. Podszed do wasnego poncego koksownika i sign po bliej lecy woreczek, upewniajc si, e zawiera niebieski szek. - Dam ci dwa woreczki - wyjani, - Jeden do zamknicia Barjina, kiedy ju przez nie przejdziesz, a drugi, aby mg je rzy, wracajc do mnie. - Aby mie pewno, e bd jego jedyn zdobycz? - *K Druzil, przekrzywiajc z zaciekawieniem przypominajcy ebek. - Nie jestem tak pewien mocy Barjina, jak on sam - , Aballister. - Jeeli przywoa zbyt wielu mieszkacw, eto nawet pomniejszych, z niszych wiatw, aby mu suyli, jego zostanie podzielona. Nie wtpi, e przywoa rwnie nieumar Ten rodzaj armii moe wyrwa si spod jego kontroli w razie k uderzenia kapanw z Biblioteki Naukowej. Obawiam si, e B posuwa si za daleko. Obawiam si, e to wszystko moe si - Obawiasz si? - rzuci drwico Druzil. - Czy masz nadziej??! Podkrone oczy

Aballistera zwziy si niebezpiecznie. - Oceniani sytuacj z innego punktu widzenia, mj drogi l - zamrucza. - Z twojego. Nie chciaby chyba, eby z nL. wiata przybyy do Barjina inne impy, twoi rywale? Czy jest u liwe, e jaki imp albo midget rozpozna ci i bdzie wiedzia,: suye u mnie? ,, Czarnoksinik ucieszy si, widzc, e rysy twarzy impa w jed-, nej chwili stay. H - Barjin dowiedziaby si wwczas, e jeste moim ageotoft j| cign. - Miaby duo szczcia, gdyby skoczyo si tylko n*V; wygnaniu. n Druzil przenis wzrok na kosz koksowy Aballistera i pokiwa gow potakujco. - Przejd na drug stron, kiedy tylko Barjin otworzy bram -rzek Aballister dorzucajc niebieskiego proszku do kosza. Pomiw buchn i zmieni kolor, przechodzc przez cae spektrum barw. Druzil min czarnoksinika, wzi dwa woreczki i zawiesi je sobie na przednich szponach zdobicych jego skrzydo. - Kiedy tylko wyjdziesz z pomieni, zamknij bram - cign Aballister. - Nie zrozumie nagej zmiany ich barwy. Bdzie myla, e to rezultat twojego przejcia. Imp ponownie pokiwa gow, pragnc znale si z dala od Aballistera, ale jeszcze bardziej chcia zobaczy na wasne oczy, co dziao si w bibliotece - czym prdzej wic wskoczy w pomienie i znikn. - Plany Aballistera su wszystkim - wymamrota do siebie Druzil w kilka minut pniej, kiedy przepywa przez czarn otcha na granicy materialnego wiata, czekajc na otwarcie wrt Barjina. Zdawa sobie spraw, e poczynaniami czarnoksinika kieruj rwnie inne uczucia - takie jak zazdro i strach. Barjin nie okazywa jak dotd oznak saboci i Aballister, podobnie jak Druzil, wiedzia, e otwarcie wrt do niszych wiatw nie mogo w wikszym stopniu zaszkodzi powodzeniu misji kapana. Mimo to Druzil nie posiada si ze szczcia, kiedy patrzy na woreczki z magicznymi proszkami, ktre dosta od Aballistera. Imp by pod wraeniem zuchwaoci i pewnoci siebie Barjina. Jego dotychczasowe zwycistwa w Zamczysku Trjcy i najprawdopodobniej rwnie w lochach biblioteki nie mogy zosta zlekcewaone. Podczas gdy Aballister mg obawia si o swoj pozycj, Druzila interesowaa jedynie kltwa chaosu, receptura, na ktrej realizacj tak dugo czeka. Gdy w gr wchodzia kltwa chaosu, Barjin zasugiwa na wiksz uwag. Przeraliwa, szponiasta apa schwycia Cadderly'ego za serce. Odskoczy dziko w bok, wymachujc optaczo rkoma, w beznadziejnej prbie obrony. Obudzi si, kiedy wyldowa na pododze i przez kilka chwil usiowa odzyska orientacj. By ranek i koszmary Cadderly'ego szybko si rozpyny w promieniach

wschodzcego soca. Usiowa je zatrzyma, aby rozgry ich ukryte znaczenie, ale bezskutecznie. Sny rozwiay si bezpowrotnie. Wzruszywszy z rezygnacj ramionami, powrci mylami do poprzedniego popoudnia, przypominajc sobie wydarzenia, jakie nastpiy, zanim uda si na spoczynek. To ci odpoczynek! Ile czasu upyno? - zastanawia si gorczkowo, spogldajc na czasomierz na pododze. Pitnacie godzin? Percival nadal by w pokoju, ale najwyraniej od czasu do czasu wychodzi. Wiewirka siedziaa na biurku Cadderly'ego, przed samym oknem, posilajc si z zadowoleniem. Poniej leay skorupki tuzina smakowitych odzi. Cadderly usiad obok ka i ponownie usiowa przypomnie sobie cho fragment snu, szukajc jakich powiza z chaosem, ktry ni std, ni zowd zapanowa w jego yciu. Jego wietlna tuleja, otwarta i poyskujca sabiutko, leaa pod grub warstw zmi-toszonych nakry. - Tu co jest - rzek Cadderly do Percivala, obojtnym gestem sigajc po tulej i nakadajc nasadk. - Co, czego jeszcze nie rozumiem. -W jego gosie byo wicej zakopotania ni determinacji. Dzie wczorajszy wydawa si bardzo odlegy i zastanawia si powanie, gdzie koczyy si jego wspomnienia, a zaczynay sny. Jak niezwyke byy w rzeczywistoci wczorajsze wydarzenia? W jakim stopniu owe osobliwoci wynikay z jego wasnych lkw? Danica moga by po prostu upart kobiet - upomnia samego siebie -a kto jest w stanie przewidzie zachowanie krasnoludw? Mimowolnie Cadderly potar rk granatowy siniec z boku gowy. Wpadajce do pokoju promienie soca, sprawiay, i wszystko wydawao si normalne. Czynio jego lki dziecinnymi i absurdalnymi. W chwil potem pozna kolejny lk, tym razem jednak oparty na realnych podstawach. Rozlego si pukanie do drzwi i da si sysze znajomy gos. - Cadderly? Cadderly, chopcze, jeste tam? Przeoony Na Ksigach Avery. Percival woy do pyszczka odzia i wypad przez okno, Cadderly nie zdy si nawet podnie, gdy przeoony wszed do rodka. - Cadderly! - zawoa Avery, podchodzc do niego wawym krokiem. - Dobrze si czujesz, chopcze? Nic ci si nie stao? - Nie, nic - odpar niemiao Cadderly, starajc si znale poza zasigiem wycignitych rk Avery'ego. - Po prostu spadem z ka. Zaniepokojenie Avery'ego bynajmniej nie osabo.

- To straszne! - zawoa. - Nie moemy na to pozwoli, nie, nie! - Przeoony rozejrza si gorczkowo, po czym pstrykn palcami i umiechn si szeroko. - Kaemy krasnoludom zrobi porcz. Tak. Wanie tak! Nie moemy pozwoli, aby wypad z ka i zrobi sobie krzywd. Jeste zbyt cennym nabytkiem dla Zakonu Deneira, abymy pozwolili sobie na potencjaln tragedi! Mody ucze spojrza na zdumiony, nie wiedzc czy to co syszy to sarkazm, czy osobliwa rzeczywisto. - To nic takiego - odpar niepewnie. - Och, tak - prychn Avery. -Absolutnie. Jeste takim piknym chopcem. Nigdy nie troszczye si o wasne bezpieczestwo! - Przyjacielskie klepnicie Avery'ego bardziej zabolao Cadderly'ego ni upadek. - Przyszede, aby da mi list prac do wykonania - stwierdzi, pragnc zmieni temat. Nie wiedzie czemu bardziej lubi, gdy Avery na niego wrzeszcza. W kadym razie wtedy nie mia wtpliwoci co do jego intencji. - Prac? - spyta najwyraniej zaskoczony Avery. - Ale dlaczego? Nie wydaje mi si, aby mia dzisiaj co do roboty. A jeeli nawet co ci zleciem, daruj to sobie. Nie moemy marnowa twojego nadzwyczajnego potencjau na jakie przyziemne bahostki. Zajmuj si swoimi sprawami. Z ca pewnoci wiesz lepiej ni ktokolwiek inny, co obecnie jest dla ciebie najwaniejsze. Cadderly nie wierzy w ani jedno jego sowo. A jeeli nawet, nie by w stanie go zrozumie. - Po co wic tu przyszede? - zapyta. - Czy potrzebuj powodu, aby spotka si z moim najcenniejszym akolit? - odrzek Avery i ponownie siarczycie klepn Cadderly'ego w plecy. - Nie, nie bez powodu. Przyszedem, aby powiedzie ci dzie dobry i niniejszym to czyni. Dzie dobry! - Ruszy w stron drzwi i nagle zatrzyma si, odwrci na picie, podszed do Cadderly'ego i uciska go mocno. - Taak, dzie dobry! Nagle Avery, ktrego oczy nieoczekiwanie zmtniay, odsun si na odlego wycignitej rki. - Kiedy tylko tu przybye, wiedziaem, e wyroniesz na wspaniaego chopca powiedzia. Cadderly spodziewa si, e tamten zmieni temat, jak zawsze, kiedy mwi o pocztkowym okresie jego pobytu w Bibliotece Naukowej, ale Avery kontynuowa. - Obawialimy si, e staniesz si taki jak twj ojciec - by bardzo inteligentny, jak ty!

Ale widzisz, on nie potrafi okreli waciwego kierunku w tym, co robi. - miech Avery'ego pyn wprost z jego brzucha. - Nazwaem go kapanem Gonda! -rykn, klepic Cadderly'ego po ramieniu. Modzieniec nie widzia w jego sowach niczego zabawnego, ale by autentycznie zaintrygowany informacjami o swoim ojcu. Ten temat zawsze by w bibliotece pomijany, a Cadderly, ktry nie pamita niczego sprzed okresu swego przybycia tutaj, nigdy nie naciska, i nie wypytywa o to przeoonych. -1 rzeczywicie taki by - cign Avery, spokojny i spospniay. - Albo, obawiam si, nawet gorszy. Widzisz, on nie mg tu pozosta. Nie moglimy pozwoli, by pozna nasz wiedz i wykorzysta j do niszczycielskich praktyk. - Dokd si uda? - zapyta Cadderly. - Nie wiem. To byo dwadziecia lat temu! - odrzek Avery. -Widzielimy go od tej pory tylko raz, w dniu kiedy przyprowadzi do Dziekana Thobicusa swego syna. Rozumiesz teraz, mj chopcze, dlaczego zawsze tak ci kontroluj i boj si, aby nie zboczy z obranej drogi? Cadderly nie by w stanie wydoby z siebie gosu, cho chcia dowiedzie si moliwie jak najwicej - przeoony by najwyraniej w nastroju do zwierze. Szybko upomnia si, e tego typu zachowanie nie byo w stylu Avery'ego i to jeszcze bardziej upewnio go, e w bibliotece dziay si ze i niepokojce rzeczy. - A wic dobrze - rzek Przeoony Na Ksigach. Raz jeszcze uciska Cadderly'ego, po czym odsun modzieca od siebie i wawym krokiem podszed do drzwi. - Nie tra zbyt wiele tak wspaniaego dnia! - zawoa ju z korytarza. Percival z nowym odziem wrci na parapet. - Nawet nie pytaj - ostrzeg go Cadderly, ale jeli wiewirka miaa na to ochot, wcale tego nie okazaa. - To tyle, jeeli chodzi o sny - mrukn ponuro Cadderly. Jeli mia jeszcze jakie wtpliwoci co do wspomnie o poprzednim dniu, to teraz w wietle wybuchu Avery'ego wszystkie si rozwiay. Ubra si szybko. Mia ochot zajrze do Ivana i Pikela, aby upewni si, czy aby znw nie zaczli walczy, a nastpnie do Kierkana Rufo, by sprawdzi, czy nie zamierza ponownie zoy wizyty Danicel W korytarzu panowaa osobliwa cisza, cho ranek by ju w peni. Cadderly ruszy w stron kuchni, ale kiedy dotar do spiralnych schodw, niespodziewanie skrci. Jedyn zmian w codziennej rutynie, jedynym niezwykym zdarzeniem, jakie miao miejsce w bibliotece przed rozpoczciem acucha osobliwych wypadkw, byo przybycie druidw.

Ulokowano ich na trzecim pitrze. Zazwyczaj ten poziom by zarezerwowany dla nowicjatw i sucych - tutaj take skadowano zapasy, ale druidzi wyrazili yczenie, aby znale si z dala od tumu uczniw. Nie bez obaw, nie chcia bowiem zakca spokoju ksenofobicznej grupce, Cadderly miast na d, ruszy schodami w gr. Nie wierzy wprawdzie, e to Arcite, Newander i Cleo s sprawcami obecnych problemw, ale byli mdrzy i dowiadczeni, a tym samym mogli wiedzie, co si dziao. Pierwsz oznak, e co jest nie tak, by gony warkot i szurania, ktre usysza jeszcze na korytarzu. Sta przed drzwiami pokoi druidw w odlegym kracu pnocnego skrzyda, niepewny co robi dalej, zastanawiajc si, czy leni druidzi wykonuj wanie jaki tajemny, Indywidualny rytua. Wspomnienia Daniki, Avery'ego i brata Chaunticleera skoniy go do dziaania. Zapuka delikatnie. Bez odpowiedzi. Cadderly przekrci klamk i lekko uchyli drzwi. W pokoju panowa baagan, dzieo najwyraniej rozjuszonego niedwiedzia brunatnego. Stworzenie przycupno na ku, ktre zaamao si pod jego wielkim ciarem, a teraz metodycznie rozdzierao na strzpy poduszk. Po pododze przed nim pez ogromny w. Niedwied zdawa si nie zwraca na niego wikszej uwagi, tote Cadderly uchyli drzwi nieco szerzej. Newander siedzia na parapecie, spogldajc w stron rozlegych gr, a jego blond wosy spyway mu na ramiona. - Arcite i Cleo - mrukn jakby od niechcenia druid. - Arcite jest niedwiedziem. - To rytua? - spyta Cadderly . Pamita, jak przed laty Shannon na jego oczach zmienia si w abdzia i wiedzia, e zdolno przeistaczania si w zwierzta bya powszechna u potnych druidw. To co ujrza, byo jednak tak fascynujce, e nie potrafi ukry swego zdumienia. Newander wzruszy ramionami, nie wiedzc co odpowiedzie. Spojrza smutno na Cadderly'ego. Cadderly chcia do niego podej, ale Arcite niedwied najwyraniej nie by z tego powodu zadowolony. Wsta i warkn przecigle, tak dononie, e mody kapan mimowolnie si obejrza. - Nie zbliaj si do niego - wyjani Newander. - Nie jestem pewien jego zamiarw. -Pytae? - Nie odpowiada - odrzek Newander.

- A wic nie masz pewnoci, e to Arcite? - spyta Cadderly. Shannon wyjania, e u druidw zmiana ksztatu jest czysto fizyczna i zachodzi z zachowaniem penych umiejtnoci mentalnych druida. Zmiennoksztatni druidzi byli nawet w stanie rozmawia we wsplnym jzyku. - To by on - odrzek Newander - I jest. Poznaj zwierz. By moe jest Arcite' em bardziej ni przedtem, bardziej prawdziwym ni kiedykolwiek dotd. Cadderly nie do koca zrozumia sowa druida, ale mia wraenie, e wychwyci ich waciwe znaczenie. - A zatem w to Cleo? - zapyta. - Czy Cleo naprawd jest wiem? - Tak - odrzek Newander. - W obie strony, o ile jestem w stanie to okreli. - A dlaczego Newander jest nadal Newanderem? - naciska Cadderly, domylajc si rda rozpaczy Newandera. Zauway, e jego pytanie mocno zranio nadal pozostajcego w ludzkiej postaci druida i stwierdzi, e w gbi duszy zna odpowied. Skoni si szybko, wyszed i zamkn za sob drzwi. Mia odej, ale zmieni zdanie i puci si biegiem. Newander opar si o framug okna i przyglda) swoim zwierzcym towarzyszom. Co si tu wydarzyo, podczas gdy wdrowa po grach, cho w dalszym cigu nie wiedzia, czy stao si dobrze czy le. Ba si o przyjaci, ale jednoczenie im zazdroci. Czy podczas gdy nie byo go z nimi, zdoali odkry jak tajemnic, sposb na pene poczenie si z niezachwianym porzdkiem natury? Widzia ju wczeniej Arcite'a pod postaci niedwiedzia i bez trudu rozpozna druida, ale jeszcze nigdy nie byo tak jak teraz. Ten niedwied opiera si wszelkim podejmowanym przez Newandera prbom nawizania kontaktu. Arcite by prawdziwym niedwiedziem, zarwno ciaem, jak i duchem. Tak samo rzecz si miaa z Cleo, wiem. Newander pozosta czowiekiem, sam jeden w domu kuszcej cywilizacji. Mia nadziej, e jego przyjaciele niebawem powrc; obawia si, e bez ich pomocy kompletnie si zagubi - zboczy z obranej drogi. Wyjrza przez okno i pody wzrokiem w stron majestatycznych gr i wiata, ktry tak kocha. Jednak pomimo ogromu tej mioci druid nadal nie potrafi okreli, gdzie byo jego miejsce. Po przybyciu do kuchni Cadderly stwierdzi, e krasnoludy znw pray si a mio. Garnki, patelnie i noe kuchenne wistay w powietrzu, rozbijajc ceramiczne naczynia, odbijajc si z brzkiem od metalowych i wybijajc dziury w cianach.

- Ivan! - wrzasn Cadderly, a rozpacz w jego gosie sprawia, e pojedynek usta. Ivan spojrza na niego mtnie, a z drugiego koca pomieszczenia Pikel doda: -Oo! - O co teraz walczycie? - zapyta Cadderly. - To jego wina! - burkn Ivan. - on mnie popsu zup. Nawrzuca korzeni, lici i trawy jak jaki druid. Mwi, e teraz to bdzie zupa po druidowemu. Krasnoludzki druid! - Pohamuj si, Pikel - poradzi spokojnie Cadderly. - Nie czas teraz myle o przyczeniu si do zakonu druidw. Wielkie, okrge oczy Pikela zwziy si gronie. - Druidzi nie lubi goci - wyjani Cadderly. - Nawet tych, ktrzy te chc by druidami. Wanie od nich wracam. - Mody kapan pokrci gow. - Dzieje si co bardzo dziwnego - zwrci si do Ivana. -Spjrzcie tylko na siebie. Stale si bijecie. Nie robilicie tego od lat, odkd was znam. - Bo nigdy dotd mj gupi brat nie mwi, e si chce przyczy do druidw. - Du- id- doda Pikel. - Prawda - rzek Cadderly, spogldajc z uwag na Pikela - ale rozejrzyj si i spjrz na to pobojowisko wokoo. Zobaczcie, jak wyglda kuchnia. Czy to wszystko nie wymyka si wam z rk? zy napyny do oczu Ivanow i Pikelowi, gdy zlustrowali uwanie pole bitwy, ktre jeszcze niedawno byo ich ukochan kuchni. Garnki walay si po pododze, stojak z pojemnikami na przyprawy zosta rozbity w drobny mak i wszystkie ingrediencje przepady bezpowrotnie. Kuchenka sporzdzona przez Pikela bya tak mocno zniszczona, e najprawdopodobniej ojej naprawieniu nie byo co marzy. Cadderly ucieszy si, e jego sowa nie przeszy bez echa, ale na widok ez krasnoludw zacz z niedowierzaniem krci gow. - Wszyscy poszaleli - powiedzia. - Druidzi w swoim pokoju udaj, e s zwierztami. Przeoony Avery zachowuje si, jakbym by jego najdroszym protegowanym. Nawet z Danik jest co nie tak. Wczoraj okaleczya Rufa i zamierzaa przeprowadzi prb techniki elaznej Czaszki. - Tera wiem, po co jej by tyn kamie - zauway Ivan. - Wiesz co o tym? - spyta Cadderly. - Tomy go tu wczora przynieli - wyjani Ivan. - Duy i twardy! Lady przysza tu dzisia rano, coby my go pooyli na te drewniane kozy. -Chyba nie... - Oczywizda, comy to zrobili - odpar Ivan, wypinajc pkat pier - A kto inny by

mg toto unie. . .? - Krasnolud urwa nagle. Cadderly'ego ju nie byo. Wbiegajc na drugie pitro ponownie usysza haas dobiegajcy z pokoju Histry. Krzyki kapanki Sun jeszcze bardziej przybray na sile, a w ich tonie pojawio si pierwotne pragnienie, ktre napdzio Cadderly' emu niezego stracha i sprawio, e bieg w stron pokoju Daniki wydawa mu si sennym, niespiesznym chodem. Wpad do rodka, nawet nie zadajc sobie trudu, aby zapuka. W gbi serca wiedzia, co zobaczy w rodku. Danica leaa na plecach porodku pokoju - jej czoo byo zalane krwi. Kamienny blok nie zosta rozbity, ale jej uderzenia przesuny drewniane kozy o kilka stp do tyu. Gaz rwnie w kilku miejscach by zbroczony krwi, co wskazywao, i mniszka, nawet kiedy rozbia sobie gow, nadal raz po raz uderzaa ni o kamie. - Daniko - wyszepta Cadderly, podchodzc do niej. Odchyli jej gow do tyu i pogadzi j po twarzy, ktra pomimo obrzmiaego i pokrytego sicami czoa nadal wydawaa si delikatna. Danica drgna nieznacznie i niezdarnie zarzucia Cadderty'emu jedn rk na rami. Uchylia jedno oko, ale Cadderly nie sdzi, aby cokolwiek widziaa. - Co ty jej zrobi? - rozleg si krzyk od drzwi. Cadderly odwrci si i ujrza przygldajcego mu si Newandera, trzymajcego w gotowoci lask. - Nic nie zrobiem - odpar Cadderly. - To ona sama. O ten kamie. - Wskaza okrwawiony gaz, a druid rozluni uchwyt na swojej pace. - Co si dzieje? - zapyta Cadderly. - Z twoimi przyjacimi, z Danik? Ze wszystkimi, Newanderze? Co si tu dzieje. Co bardzo zego! Newander bezradnie pokrci gow. - To przeklte miejsce - potwierdzi, wbijajc wzrok w podog. - Czuem to od chwili mego powrotu. - Co? - zapyta Cadderly, podejrzewajc, e by moe druid wie co, o czym on nie ma pojcia. - Zepsucie - usiowa wyjani druid, ale strasznie si jka, jakby rwnie i on nie by w stanie zrozumie swoich Jkw. - Co spoza naturalnego porzdku, co... - Tak - potwierdzi Cadderly. - Co nie jest tak jak powinno. - Przeklte miejsce - powtrzy Newander. - Musimy dowiedzie si, co to za kltwa - skonstatowa Cadderly. -1 dlaczego j rzucono.

- Nie my - poprawi Newander. - Ja jestem nieudacznikiem, drogi chopcze. Sam musisz znale odpowied. Cadderly bynajmniej nie zdziwi si, syszc t niespodziewan i zgoa nietypow odpowied - nie prbowa nawet zaprotestowa. Delikatnie wzi Danik na rce i zanis do ka. Newander podszed bliej. - Jej obraenia nie s zbyt powane - oznajmi po krtkich ogldzinach. - Mam troch uzdrowicielskich zi - Sign do swojej sakiewki. Cadderly schwyci go za nadgarstek. - Co si dzieje? - zapyta ponownie, tym razem ciszej. - Czy wszyscy kapani poszaleli? Newander odsun si od niego i sikn nosem. - Nie obchodz mnie twoi kapani - stwierdzi. - Obawiam si o mj wasny zakon i o siebie! - Arcite i Cleo - rzuci pospnie Cadderly. - Moesz im pomc? - Pomc im? - odrzek Newander. - Ale oni wcale nie potrzebuj pomocy. Ale ja tak. Oni poczyli si z natur. Ich serca osigny wi ze zwierztami. To Newandera trzeba aowa, ot co. Wydal gos, ale nie by to skrzek, warkot czy choby ptasi wiergot. Syszc te absurdalne sowa, Cadderly mimowolnie si skrzywi. Druid uwaa si za nieudacznika, gdy nie zmieni si w adne zwierz i nie peza po pododze! - Newander, druid - cign pogrony w ualaniu si nad sob Newander. - Wcale nie, wanie tak. Nie druid, w kadym razie nie w moim rozumieniu tego sowa. Cadderly czul, e ich czas dobiega koca. Tego ranka obudzi si peen nadziei, ale sytuacja jak wida wcale si nie poprawia. Przyjrza si z uwag Newanderowi. Druid uwaa si za nieudacznika, ale zgodnie z przypuszczeniami Cadderly'ego pozosta najbardziej racjonaln osob w caej bibliotece. Mody kapan rozpaczliwie potrzebowa pomocy. - Niech zatem bdzie Newander uzdrowiciel - powiedzia -Zajmiesz si Danik. Dasz mi na to sowo. Druid pokiwa gow. - Ulecz j i nie pozwl nawet zblia si do tego kamienia! -Jakby w odpowiedzi Cadderly przebieg przez pokj i zwali gaz z kozw, nie zwracajc uwagi na haas, jaki przy tym powsta. -Nie pozwl jej nic robi - dokoczy. - Jeste w stanie zaufa nieudacznikowi? - spyta aonie Newander. Cadderly nie waha si. - Ualanie si nad sob zupenie do ciebie nie pasuje - zruga go. Schwyci druida bezceremonialnie za przd zielonego paszcza.

- Danica jest najwaniejsz osob w caym moim yciu - powiedzia szczerze - ale mam par spraw do zaatwienia, cho obawiam si, e przynajmniej na razie nie pojmuj, co waciwie powinienem zrobi. Newanderze, zajmiesz si Danik, dasz mi na to sowo i dotrzymasz go. Druid pokiwa gow pospnie i wsun do do sakiewki. Cadderly pospiesznie ruszy ku drzwiom, zatrzyma sif, spojrza przez rami na druida. Nie by spokojny, nawet pozostawiajc Danik z Newanderem, ktremu ufa, pomimo i druid wtpi w samego siebie. Cadderly odegna od siebie niepokojce myli. Jeeli naprawd chce pomc ukochanej i wszystkim innym w bibliotece, musi si dowiedzie, co si stao, odnale rdo skaenia, ktre najwyraniej objo cae to miejsce, a nie tylko usun symto-my choroby. Teraz - jak stwierdzi - wszystko zaley od niego. Skin Newanderowi gow i ruszy do swego pokoju.

Gra pozorw Impowi wcale nie wyda si dugi rozszalay, ognisty tunel. To byy pomienie wezwania i nie mogy spali jego zbudowanego z obcych tkanek ciaa. Barjin otworzy midzypaszczyznowe wrota, dokadnie jak to przewidziaa Dorigen, a Druzil skrztnie pospieszy na wezwanie kleryka. Kb czerwonego dymu - Druzil wysypa proszek, aby skutecznie zamkn za sob przejcie - by dla Barjina oznak, e zjawi si pierwszy z wezwanych przeze sojusznikw. Wpatrywa si w uwag w wyaniajce si z pomaraczowych pomieni koksowni-ka groteskowe oblicze. Z boku kosza wyonio si jedno, potem drugie skrzydo, a w chwil pniej Druzil znalaz si po tamtej stronie". - Kto omieli si mnie wezwa? - rzuci ostro, odgrywajc rol bezmzgiego mieszkaca niszych wiatw, przechwyconego si zaklcia Barjina. - Imp? - prychn ironicznie kapan. - Tyle trudu tylko po to, by wezwa zwykego impa? Druzil owin si skrzydami i warkn. Ton kapana wcale nie przypad mu do gustu. Sarkastyczna pogarda Barjina - o czym Druzil doskonale wiedzia - bya czci gry przywoawczej. Podobnie jak wezwana istota, gdyby wzywajcy przyj ca sytuacj bez zastrzee, druga strona uzyskaaby tym samym znaczc przewag. Czarnoksistwo, magia przywoawcza istot z innych wiatw, byk prb woli, gdzie moc uzyskana czsto liczya si bardziej od faktycznie posiadanej. Druzil wiedzia, e kapan nie posiada si z radoci, i odpowiedziano ju na jego pierwsze wezwanie, a sprytny i rezolutny imp nie by bah zdobycz. Barjin jednak wydawa si rozczarowany, musia tak gra, aby da Druzilowi do zrozumienia, e jest w stanie przywoywa i kontrolowa duo wiksze i silniejsze od niego istoty. Imp przyj to zgoa obojtnie. - Mam sobie i? - odpar, odwracajc si w stron kosza. - Stj! -zakrzykn do Barjin. - Ostrzegam, by niczego nie prbowa. Nie pozwoliem ci odej i nie pozwol tego uczyni jeszcze przez wiele dni. Jak ci zw? - Cueltar qui tettemar gwi - odrzek Druzil. - Sugus gupka? - przeoy Barjin, miejc si, cho nie do koca pojmujc konotacj sw impa. - Z ca pewnoci jeste w stanie wymyli dla siebie jakie lepsze imi. Druzil zakoysa si w ry na szponiastych apach; nie mg uwierzy, e Barjin

rozumia wsplny jzyk niszych wiatw. Ten kapan by peen niespodzianek. - Druzil - odpar nagle imp, cho nie w peni rozumia, dlaczego ujawni swoje prawdziwe imi. Cichy chichot Barjina pozwoli mu si domyla, i kapan mg wpyn na mentalnie i nakoni go do udzielenia waciwej odpowiedzi. Tak, pomyla Druzil, ten kapan jest peen niespodzianek. - Druzil - mrukn Barjin, jakby sysza ju wczeniej to imi. Chochlikowi wcale si to nie spodobao. - Witaj, Druzilu - powiedzia szczerze kapan. -1 raduj si, e wezwaem ci, by stan po mojej stronie. Jeste istot chaosu i nie rozczaruje ci to, co ujrzysz podczas krtkiego pobytu w moim wiecie. - Widziaem Otcha - upomnia go Druzil. -Nie wyobraasz sobie, jakie kryj si w niej cuda. Barjin syszc jego sowa pokiwa gow. Niezalenie od tego, do jakiego stopnia Najbardziej Zabjcza Zgroza pogry kapanw z Biblioteki Naukowej, nie moga si ona, rzecz jasna, rwna z nieskoczonym piekielnym chaosem Otchani. - Znajdujemy si w lochach bastionu oddanego subie porzdku i dobra - wyjani Barjin. Druzil zmarszczy nos, zachowujc si tak, jakby Barjin powiedzia mu co, o czym dotd nie wiedzia. - Ale to si zmieni - zapewni go Barjin. - Na miejsce to spada kltwa, ktra powali kapanw dobra na kolana. Nawet impowi, ktry widzia Otcha, ten spektakl powinien si spodoba. Bysk w oczach stwora by szczery. Oto prawdziwy cel przekazania Aballisterowi receptury na kltw chaosu. Czarnoksinik mia wtpliwoci co do wyboru celu dokonanego przez Barjina - oraz jego ewidentnego sukcesu, ale Druzil nie by wasnoci Aballistera. Jeeli temu kapanowi faktycznie uda si zniszczy Bibliotek Naukow, Druzil pokona cakiem spory dystans na drodze do realizacji swoich pragnie wzniecenia totalnego chaosu na moliwie jak najwikszym obszarze Krain. Rozejrza si wokoo, lustrujc komnat z otarzem, poruszony dzieem Barjina, przede wszystkim za sposobem usytuowania w tle drogocennej butelki. Nastpnie przenis wzrok na drzwi i szczerze si zdziwi. Sta tam najnowszy ze sug Barjina, okutany od stp do gw w poszarzae pasy z ptna. Niektre z nich osuny si, ukazujc fragment oblicza mumii, wyschnit, zapadnit skr opit na kociach i kilka ran w miejscach, gdzie technika balsamowania okazaa si

zawodna wobec nieubaganych stuleci. - Podoba ci si? - zapyta Barjin. Druzil nie wiedzia co odpowiedzie. Mumia! Mumie naleay do najpotniejszych nieumaiiych, silne i trawione chorobami, nienawidziy wszystkich yjcych bez wyjtku i byy uodpornione praktycznie na kad form ataku. Niewielu potrafio oywia te potwory, a jeszcze mniej omielao si to czyni, z obawy, e nie zdoaliby utrzyma tego rozszalaego monstrum pod cis kontrol. - Kapani i uczniowie z gry bd niebawem kompletnie bezradni, zagubieni i pogreni w chaosie - wyjani Barjin. - A wtedy spotkaj si z moj armi. Spjrz na niego, mj nowy przyjacielu, Druzilu - rzek triumfalnie Barjin, podchodzc do Khalifa. Wykona gest, jakby chcia go obj, ale niemal natychmiast cofn rk. - Czy nie jest pikny? On te mnie kocha. - Aby ukaza swoj potg, Barjin zwrci si do mumii, rzucajc wadczo: - Khalifie, uklknij! Potwr sztywno opad na kolana. - S i inne, rwnie dobrze zakonserwowane ciaa, oczekujce na swoj kolej zablefowa kapan. Nie mia ju wicej ludzkich prochw, a bez nich prba oywienia mumii zakoczyaby si stworzeniem zwykego zombi. Narastajcy podziw Druzila w stosunku do Barjina nie osab, kiedy ten zabra go w obchd po katakumbach. Zmylne wybuchowe glify, zarwno ogniste, jak i elektryczne zostay rozmieszczone w strategicznych miejscach, za armia oywionych kociotrupw siedziaa cierpliwie w swoich otwartych grobach, oczekujc rozkazw Barjina, bd te przygotowujc si do zleconych im przez kapana zada. Druzilowi nie trzeba byo mwi, e wszystkie te rodki ostronoci mogy si okaza zgoa niepotrzebne. Jeeli kltwa chaosu bdzie nadal si rozprzestrzenia, to mao prawdopodobne, aby jakikolwiek wrg zdoa odnale drog do podziemi i zakci Barjinowi spokj. - Ostrono - mrukn Barjin, jakby czytajc w mylach Impa, kiedy obaj wrcili do kaplicy. - Zawsze spodziewam si najgorszego. W tej sytuacji jedyne co moe mnie spotka, to mie rozczarowanie. Druzil nie potrafi ukry faktu, e si z nim zgadza, jak rwnie podniecenia. Barjin nie pozostawia niczego przypadkowi - nie ryzykowa. - Niebawem biblioteka bdzie naleaa do mnie - zapewni, a imp nie sadzi, i byy to czcze przechwaki. - Kiedy padnie Biblioteka Naukowa, wany punkt strategiczny w regionie Impresk, cay teren od Puszczy Shilmista po Jezioro Impresk bdzie nalee do mnie. Druzilowi spodobay si te sowa, ale ,ja" zamiast sowa trium-wirat" w wypowiedzi

Barjina mogo wyda si cokolwiek denerwujce. Imp nie pragn otwartych dziaa wojennych wrd rzdzcych frakcji Zamczyska Trjcy, ale gdyby do tego doszo, musia mie pewno, e opowie si po stronie zwycizcw. Obecnie cieszy si jeszcze bardziej ni przedtem, e Aballister zdecydowa si wysa go do Barjina i e mg obejrze nadcigajc burz z dwch punktw widzenia. - Ju jest prawie po wszystkim - rzek Barjin. - Kltwa opanowuje i osabia umysy kapanw mieszkajcych nad nami i biblioteka niebawem upadnie. - Skd moesz wiedzie, co si dzieje na grze? - zapyta Druzil, bowiem podczas caej wdrwki nie natrafi na choby jedno okno czy korytarz czcy si z bibliotek. Jedyne schody, jakie pokaza mu Barjin, byy rozbite w drobny mak, a prowadzce do nich drzwi niedawno zamurowane. Sabym punktem w planie Barjina bya izolacja, brak informacji na temat konkretnych wydarze majcych miejsce w bibliotece powyej. - Posuguj si jedynie domysami - przyzna Barjin - Za now cian, ktr ci pokazaem, znajduje si piwnica z winem. Syszaem wielu kapanw, ktrzy przychodzili tu w ostatnim czasie. Przychodzili po wino, ktre najwyraniej pili butelkami. Wybierali je na chybi trafi - a musisz wiedzie, e trafiaj si tam flaszki naprawd starego i drogiego wina. A oni wypijali je, ot tak i ju, prosto z butelki! Ich rozmowy i zachowanie wiadczyy o narastajcym w bibliotece chaosie - jestem bowiem przekonany, e tego typu postpowanie nie naley do normalnych w starej, rzdzonej przez dyscyplin bibliotece. Mimo to masz racj co do swoich spostrzee, drogi impie. Faktycznie, przydaoby mi si wicej informacji o tym, co dzieje si na grze. -1 dlatego wezwae mnie - rzek Druzil. - I dlatego otworzyem bram - poprawi Barjin, spogldajc z udan pogard na impa. Liczyem na silniejszego sojusznika. Kolejna gierka, pomyla Druzil, ale nie zakwestionowa jego sw. Paajc z pragnienia ujrzenia na wasne oczy efektw kltwy, Druzil nie mg si wrcz doczeka, by zosta zwiadowc na usugach Barjina. - Prosz, mj panie - zapiszcza. - Pozwl mi i i zobaczy dla ciebie. Prosz, och prosz! - Tak, tak - Barjin zachichota protekcjonalnie. - Moesz i na gr, a tymczasem ja sprowadz przez bram kolejnych sojusznikw. - Czy droga nada prowadzi przez piwnic z winem? - zapyta imp. - Nie - wyjani Barjin, chwytajc Mullivy'ego za rami. - Mj zacny dozorca zamurowa rwnie i te drzwi. Wyprowad mojego impa zachodnim tunelem - zwrci si do

ywego trupa. - A potem wr do mnie! - Cuchncy i obrzmiay Mullivy, ktry sta dotd przy drzwiach, powczc nogami niezdarnie wszed do komnaty. Nie czujc nawet odrobiny odrazy wobec upiornej istoty, imp podlecia i przysiad mu na ramieniu. - Tylko uwaaj, na zewntrz jest dzie - zawoa w lad za nim Barjin. W odpowiedzi Druzil zachichota, wyszepta stare zaklcie i stal si niewidzialny. Podniecony Barjin ponownie podszed do bramy, w nadziei, e szczcie nadal bdzie mu sprzyjao. Jak na tak ma bram imp by doskonal zdobycz, cho gdyby Barjin zna tosamo swego szczeglnego chochlika i jego pana, czarnoksinika, albo gdyby wiedzia, e imp po swoim przybyciu zamkn bram, nie byby ju tak podekscytowany. Prbowa przez ponad godzin, wykrzykujc gwne przywoawcze zaklcia i imiona wszystkich znanych mu mieszkacw niszych wiatw. Pomienie podrygiway i taczyy, ale w ich pomaraczowej powiacie nie pojawia si ju adna posta. Barjin nie przej si tym zbytnio. Kosz bdzie si pali przez wiele dni, a kamie nekromantw, cho jak dotd bez rezultatw, nieprzerwanie przyzywa nieumarych. Kapan znajdzie jeszcze niejedn okazj, aby zwikszy liczebno swojej armii. Cadderly wdrowa korytarzami budynku, zdumiony panujc w nich pustk i cisz. Wielu kapanw, zarwno goci, jak i gospodarzy, tak jak brat Chaunticleer opucio bibliotek bez wyjanienia, a wikszo z tych, ktrzy pozostali, wolaa zaciszne wntrza swoich pokoi. Cadderly zasta Ivana i Pikela w kuchni, zajtych przygotowywaniem caej gamy potraw. - Ju nie walczycie? - zapyta, sigajc od progu po biszkopt. Nagle uwiadomi sobie, e prawie przez cay dzie nie mia nic w ustach i e zarwno Danica, jak i Newander rwnie musieli by godni. - Walka? - burkn Ivan. - Nie ma czasu, coby si bi, chopcze! Ode wieczora gotujem. Niewielu przyszo jeich na kolacj, ale te, co przyli, siedzom jak gazy. Cadderly poczu przeraliw, przyprawiajc o mdoci sensacj. Przeszed przez kuchni, aby wyjrze przez drugie drzwi prowadzce do olbrzymiej bibliotecznej jadalni. Znajdowao si tam dwadziecia osb, wrd nich przeoony Avery, ktre nieprzerwanie jady. Kilku leao ju pod stoem - byli tak naarci, e prawie nie mogli si rusza, a mimo to jeszcze wpychali co lepsze ksy jada do spragnionych ust. - Wiecie, e ich zabijacie - rzek z rezygnacj Cadderly, zwracajc si do dwch krasnoludw. Mody ucze zaczyna wreszcie pojmowa, co dziao si w bibliotece. Pomyla o Histrze i jej nieprzemijajcej namitnoci, nagej obsesji Daniki technikami, ktre znajdoway

si poza zasigiem jej obecnych moliwoci oraz o druidach Arcitem i Cleo, tak fanatycznie oddanym swoim zasadom, e zupenie utracili wasn tosamo. - Bd jedli tak dugo, jak dugo bdziecie serwowa im kolejne dania - wyjani Cadderly. - Nie przestan je, dopki nie umr. Pikel i Ivan przestali miesza w gankach i dugo, z przejciem wpatrywali si w modego kapana. - Przestacie dawa im jedzenie - nakaza im Cadderly. Po raz pierwszy od duszego czasu dostrzeg w nich pewne oznaki zrozumienia. Oba krasnoludy sprawiay wraenie, jakby udzia w orgii wielkiego arcia wydawa im si czym nieodparcie odraajcym. Jak na komend odstpili od garw. - Przestacie dawa im jedzenie - poprosi ponownie Cadderly. Ivan ponuro pokiwa gow. -Oo- doda Pikel. Cadderly przyglda si przez dusz chwil obu braciom, wyczuwajc, e dochodz do siebie i podobnie jak Newanderowi moe im zaufa. - Wrc, jak tylko bd mg - obieca, po czym wzi dwa talerze, naoy na nie solidn porcj jada i wyszed. Gdyby kto go teraz widzia, zauwayby powan zmian w jego ruchach, z chwil opuszczenia przez niego kuchni. Cadderly schodzi w d niepewnie, obawiajc si czego, czego nie by w stanie zrozumie. Nadal nie zdoa zidentyfikowa kltwy ani jej przyczyny, nie pamita rwnie, co przydarzyo mu si w katakumbach, ale mia coraz wiksz wiadomo, e los zoy na jego barkach ogromne brzemi, a cena jego sukcesu bd poraki bya niewiarygodnie wysoka. Z prawdziw ulg przyj fakt, e Newander w peni panowa nad sytuacj w pokoju Daniki. Dziewczyna nadal leaa w ku. Bya przytomna, ale nie moga si porusza, bowiem druid sprawi, e przez okno do pokoju wpezy dugie pncza winogron i owiny si ciasno wok ka, krpujc j. Newander rwnie wyglda lepiej, a jego oblicze jeszcze przejaniao, kiedy Cadderly poda mu talerz z wieczerz. - Dobrze si spisae - oznajmi Cadderly. - Mniejsza magia - odrzek druid. - Jej rany nie byy zbyt powane. Czego si dowiedziae? Cadderly wzruszy ramionami. - Niewiele - odrzek. - Cokolwiek si tu dzieje, sytuacja pogarsza si z minuty na minut. Ale mam pewien pomys i by moe dowiem si, o co w tym wszystkim chodzi. Newander unis brew, oczekujc jakiej rewelacji.

- Zamierzam si zdrzemn. Druid zmarszczy brwi w wyrazie zakopotania, ale umiech, jaki wykwit! na twarzy Cadderly'ego, sprawi, e o nic go nie zapyta. Newander zabra si do paaszowania kolacji, mamroczc co pod nosem przy kadym ksie. Cadderly uklk obok Daniki. Wydawaa si pprzytomna, ale zdoaa wyszepta. - elazna Czaszka. - Zapomnij o elaznej Czaszce - odrzek spokojnie. - Musisz odpocz i wyzdrowie. Tu si dzieje co zego, Daniko, z tob i ca bibliotek. Nie wiem dlaczego, ale najwyraniej na mnie to nie dziaa. - Przerwa, szukajc odpowiednich sw. - Wydaje mi si, e co zrobiem... -powiedzia. Newander za jego plecami poruszy si niespokojnie. - Nie potrafi wyjani... Nie rozumiem, ale mam dziwne przeczucie, niejasn wiadomo, e to ja to wszystko spowodowaem. - Nie moesz si za nic wini - rzek druid. Cadderly zwrci si do niego. - Nie chodzi mi o kwesti winy - rzuci - ale mam wraenie, e odegraem jak rol w caej tej narastajcej katastrofie, czymkolwiek ona jest. A jeeli tak, to musz pogodzi si z tym faktem i zaj szukaniem, tyle e nie winy, ale rozwizania problemu. - Jak zamierzasz to uczyni? - zapyta druid. Jego ton sta si sarkastyczny. Zasypiajc? - Trudno to wyjani - odpar Cadderly, odpowiadajc na spojrzenie Newandera. niem... to byy bardzo ywe i wyraziste sny. Czuj, e istnieje jaki zwizek. Nie potrafi wyjani... Oblicze Newandera rozlunio si. - Sny bywaj niekiedy prorocze, a nie mamy lepszego tropu, ktrym moglibymy pody. Po si wic i zanij. Bd nad tob czuwa. Cadderly pocaowa blady policzek Daniki. - elazna Czaszka - wyszeptaa. Bardziej zdeterminowany ni kiedykolwiek dotd, Cadderly przenis koc w kt pokoju i pooy si, kadc obok siebie zwoje pergaminu, kaamarz i piro. Zakry oczy rk i zacz powraca mylami do kociotrupw i ghuli. Przywoywa koszmary. Szkielety czekay na niego. Czu smrd zgnilizny i kurzu, sysza szuranie pozbawionych ciaa stp na twardych kamieniach. Bieg w czerwonawej mgle, nogi mia cikie, zbyt cikie. Na kocu dugiego korytarza zobaczy drzwi, przez szpary przebijao wiato. Jego nogi byy zbyt cikie... nie zdoa tam dotrze.

Zimny pot przesczy si przez odzienie Cadderly'ego i zaczaj spywa strukami po jego twarzy. Gwatownie otworzy oczy i ujrza stojcego nad nim druida. - Co widziae, chopcze? - spyta Newander. Druid szybko poda mu materiay pimienne. Cadderly usiowa wyrazi sowami upiorn scen, ale ta byskawicznie wyparowywaa z jego myli. Schwyci piro i zacz pisa, rysowa, usiujc uchwyci jak najwicej obrazw, zmuszajc myli do powrotu w gb nikncego koszmaru. I nagle znw by dzie, rodek popoudnia, a sen rozwia si zupenie. Cadderly przypomnia sobie kociotrupy, wo kurzu, ale szczegy byy zamglone i niewyrane. Spojrza na pergamin i zdumia si, widzc nakrelone pospiesznie sowa - zupenie jakby to nie on by ich autorem. U gry zwoju widniay sowa wolno... czerwona mga... sigaj w moj stron... za blisko!" poniej za szkic dugiego korytarza, wzdu cian ktrego umieszczono nisze z sarkofagami i ktry koczy si spkanymi drzwiami. - Znam to miejsce - zacz niepewnie Cadderly, ale przerwa nagle, gdy potok jego sw i myli zosta skutecznie zablokowany moc zaklcia Barjina. Zanim zdoa si ponownie odezwa, gony krzyk dobiegajcy z korytarza niemal zupenie go sparaliowa. Przez chwil siedzia na krzele w kompletnym bezruchu. Nastpnie spojrza na Newandera, rwnie zdumionego i zakopotanego. - To nie bya kapanka Sun - zauway druid. Wybiegli na korytarz. Sta tam kapan w szarym kapturze, trzymajcy w doniach wasne wntrznoci, a na jego twarzy widnia wyraz niemal ekstatycznego podniecenia. Jego tunika rwnie musiaa by szara, cho obecnie prawie caa zbryzgana bya krwi, a z kad mijajc sekund kolejna struga szkaratnej posoki wytryskiwaa z. rozprutego brzucha mczyzny. Cadderly i Newander nie zdoali zebra si na odwag i natychmiast do niego podej. Poza tym wiedzieli, e i tak nie miaoby to wikszego sensu. Z niemym przeraeniem patrzyli, jak kapan run do przodu, uderzajc twarz o podog, a wok niego zacza formowa si coraz wiksza kaua krwi.

Kopotliwe odpowiedzi Mullivy nie szed szybko, a Druzil wykorzysta czas przebywania z dala od Barjina na ponowne nawizanie kontaktu ze swoim panem. Jego myli pokonay odlego wielu mil, dotary do Zamczyska Trjcy i odnalazy gorliwego, oczekujcego na nie odbiorc. Witaj, mj panie - rzek imp. Odnalazle Barjina? W katakumbach, jak przypuszf zale - odrzek Druzil. Gupiec. Druzil nie by pewien, czy podziela ocen Aballistera, ale czarnoksinik nie musia o tym wiedzie. Ma innych sprzymierzecw - rzek imp - nieumarfych, w tym take mumi. Druzil umiechn si szeroko, wyczuwajc reakcj Aballistera na t nowin. Czarnoksinik nie zamierza przekazywa dalszych swoich dozna, ale Druzil i tak by zbyt pogrony w mylach, aby mg je usysze. Nie sadziem, e Barjin idola tego dokona. Druzil wiedzia, i sowom tym towarzyszyo wiele emocji, w tym rwnie strach. Potna biblioteka naukowa jest w niebezpieczestwie - doda imp, aby jeszcze bardziej poechta czarnoksinika. Jeli Barjinowi si uda, Najbardziej Zabjcza Zgroza skieruje nas na drog ku wielkiemu zwycistwu. Bez pomocy i wsparcia klerykw z biblioteki cafy ten region padnie. Imp uwiadomi sobie nagle, i Aballister zastanawia si, czy cena nie jest zbyt wysoka, i stwierdzi, e tego dnia ju dosy powiedzia czarnoksinikowi. Poza tym w oddali dostrzeg wiato soneczne - jego zombi-tragarz zblia si do wylotu tunelu. Przerwa bezporednie poczenie, cho pozwoli czarnoksinikowi pozosta w swoim umyle i widzie oczyma impa. Druzil chcia, aby Aballister mg dobrze si przyjrze chwale kltwy chaosu. Biaa wiewirka siedziaa wysoko na gazi, niepewna tego, co mwiy jej czujne zmysy. MulUvy dotar do koca ziemnego tunelu, po czym natychmiast zawrci i znik w gbi chodnika. Kolejny zapach, nieznany, pozosta duej. Percival niczego nie widzia, ale jak inne zwierzta, znajdujce si nisko w ukadzie acucha pokarmowego, szybko nauczy si ufa nie tylko wasnym oczom. Percival pody w lad za t woni - bo ona si przesuwaa - ku okolonej drzewami alejce. Droga bya cicha i spokojna jak przez ostatnie dwa dni, soce wiszce na czystym bkitnym niebie wiecio jasno. Byo ciepo.

Wiewirka nerwowo zastrzyga uszami, kiedy drzwi biblioteki otworzyy si najwyraniej same - a dziwna wo wesza do rodka. Osobliwo tego zdarzenia sprawia, e zwierztko jeszcze przez duszy czas siedziao na gazi poddenerwowane, ale soce tak przygrzewao, a orzechy i jagody na drzewach i krzewach byy tak kuszce, jakby tylko czekay na zerwanie. Percival rzadko zastanawia si nad czym duej, a kiedy zauway stosik lecych na ziemi, nie pilnowanych przez nikogo odzi, tak si ucieszy, i dozorca pozosta w tunelu, e praktycznie przesta przejmowa si czymkolwiek. Druzil zupenie inaczej ni Cadderly odbiera to, co si dziao w bibliotece. W przeciwiestwie do modego ucznia uwaa narastajcy, paraliujcy chaos za co wspaniaego. W salach czytelni natrafi na kilku kapanw, siedzcych bez ruchu przed otwartymi ksigami; byli tak pochonici zgbianiem wiedzy, e zapominali o oddychaniu. Druzil lepiej ni ktokolwiek inny rozumia moc kltwy chaosu; gdyby Barjin wszed do sali z ca armi oywionych kociotrupw, ci kapani nie stawialiby najmniejszego oporu, ba, prawdopodobnie nawet by go nie zauwayli. Druzilowi najbardziej przypada do gustu sytuacja w jadalni, gdzie oberajcy si kapani siedzieli na krzesach znacznie odsunitych od stou - z uwagi na wielko ich kadunw, inni za pprzytomni leeli na pododze. Przy kocu stou trzej mnisi toczyli morderczy bj o ostatnie indycze udko. W caym budynku trway sprzeczki, gwnie miedzy kapanami rnych wyzna, ktre czsto przeradzay si w powaniejsze starcia. Ci, ktrzy najmniej byli oddani wierze bd nauce, ju dawno opucili bibliotek i nikt nie prbowa ich zatrzyma. Ci najbardziej oddani byli tak pochonici odprawianymi rytuaami, e nie zwracali uwagi na nic innego. W jednej z komnat naukowych pierwszego pitra Drnzil natrafi na grupk kapanw Oghmy - leeli na pododze spleceni w wielk kul, walczc zaarcie, a obecnie byli tak wyczerpani, e prawie nie mogli si porusza. Kiedy Druzil w godzin pniej wrci, by zda meldunek Barjinowi, by raczej zadowolony; kltwa chaosu doskonale speniaa swoje zadanie. Kiedy obszed pnocn stron budynku, zmierzajc w kierunku tunelu, poczu pierwsze natarczywe prby nawizania z nim menta-lego kontaktu. To by jego mistrz. Widziae? - spyta w mylach Aballistera. Wiedzia, e jeli czarnoksinik by uwany, zna sytuacj panujc obecnie w bibliotece rwnie dobrze, jak on sam. Najbardziej Zabjcza Zgroza - mrukn jakby z gorycz Aballister. Barjin prowadzi nas ku wielkiemu zwycistwu - stwierdzi Druzil, upominajc wiecznie sceptycznego czarnoksinika.

Aballister odpowiedzia byskawicznie. Biblioteka jeszcze nie podia. Nie ciesz si zwycistwem, dopki wszystko znajduje si pod kontrol Barjina. Druzil w odpowiedzi zupenie wyczy czarnoksinika ze swoich myli. - Tellemara - mrukn do siebie. Kltwa dziaaa. Kilkudziesiciu kapanw, jacy jeszcze pozostali w bibliotece, nie byo w stanie stawi czoa armii nieumartych Barjina, a ich potencja oporu sab z minuty na minut. Niebawem najprawdopodobniej zaczn mordowa si nawzajem, a wielu po prostu odejdzie w sin dal. Do jakiego stopnia czarnoksinik musiaby sprawowa kontrol nad budynkiem, aby oznajmi swoje pene zwycistwo? Druzil nie zwraca uwagi na ostatnie ostrzeenie Aballistera. Barjin na pewno zwyciy - stwierdzi i postanowi, e postara si, by Aballister te skorzysta cho troch na jego misji. Bdzie szpiegowa potnego Barjina. Odkd magiczny eliksir uzyska miano agenta Talony, kapani z Zamczyska Trcy odgrywali coraz wiksz rol w zym triumwiracie. Kiedy Biblioteka Naukowa znajdzie si w rkach Barjina, a kapan bdzie dysponowa ca armi nieumarych, ta dominacja jeszcze bardziej przybierze na sile. Aballister by niezym panem", jak wikszo z nich, ale Druzil pochodzi z krain chaosu, a co za tym idzie, jedyna lojalno, jak wyznawa, bya lojalnoci wzgldem samego siebie. Rzecz jasna byo jeszcze za wczenie na definitywne osdy, ale imp zacz podejrzewa, e wicej przyjemnoci i chaosu czeka go u boku Barjina ni Aballistera. - Zrb co dla niego! - rzuci bagalnie Cadderly, ale Newander tylko pokrci bezradnie gow. - Ilmater! - wykrztusi umierajcy kapan. - Bl... - wyszepta - Jest taki cudw... - Jego ciaem targny ostatnie konwulsje i zwiotcza w ramionach Cadderly'ego. - Kto mg zrobi co takiego? - zapyta Cadderly, cho w gbi duszy obawia si, e zna ju odpowied. - Czy Ilmater nie jest paczcym bogiem, bstwem cierpienia? -zapyta druid, pozwalajc Cadderly'emu, by w ten sposb domyli si prawdy. Cadderly ponuro pokiwa gow. - Kapani Ilmatera czsto si biczuj, ale to zazwyczaj pomniejsze rytuay, nie powodujce powaniejszych uszczerbkw na zdrowiu. - A do teraz - zauway oschle Newander. - Chod - rzek Cadderly kadc trupa kapana na pododze. Podanie za krwawym ladem byo bardzo proste. Zarwno Cadderly, jak i Newander domylali si, dokd prowadzi.

Cadderly nawet nie zada sobie trudu, by zapuka do uchylonych drzwi. Oworzy je, po czym odwrci si, zbyt przeraony, by wej do rodka. Na rodku pokoju spoczywao piciu pozostaych kapanw zakonu Ilmatera, ich ciaa byy zmasakrowane i zakrwawione. Newander popatrzy na nich przez chwil, ale zaraz powrci do drzwi, krcc ze smutkiem gow. - Kapani Ilmatera nigdy nie posuwali si tak daleko - rzek Cadderly, tyle do druida, co do siebie. - A druidzi nigdy nie stawali si sercem i ciaem swoimi ulubionymi zwierztami. - Spojrza na swego towarzysza; wyraz jego szarych oczu wiadczy, e uwaa to, co powiedzia za szczeglnie wane. - Danica nigdy dotd nie bya tak zacieka i zapamitaa w swoich treningach, aby raz po raz wali gow w kamie. Newander zaczyna pojmowa. - Dlaczego nie zostalimy tym dotknici? - zapyta Cadderly. - Obawiam si, e ja zostaem... - odpar pospnie druid. Kiedy Cadderly przyjrza mu si uwaniej, zrozumia. Druid ba si teraz nie o swoich przemienionych w zwierzta przyjaci, ale o siebie. - Chyba utraciem serce do mego powoania - wyjani. - Dokonujesz zbyt wielu mylnych osdw - zaja go Cadderly. - Wiemy, e dzieje si co zego. - Skin w stron pokoju, gdzie miaa miejsce rze. Potwornie zego. Syszae kapank Sun. Widziae tych kapanw i swoich wasnych braci, druidw. Z jakiego powodu my dwaj zostalimy oszczdzeni - i wydaje mi si, e wiem o dwch nastpnych, ktrzy s chyba zdrowi - nie ma powodu do rozpaczy. Cokolwiek si dzieje, zagraa caej bibliotece. - Jeste tak mody, a zarazem tak mdry - przyzna Newander. - Ale co waciwie mamy robi? To jasne, e ani moi bracia druidzi, ani dziewczyna nam nie pomog. - Musimy spotka si z dziekanem Thobicusem - rzek z nadziej w gosie Cadderly. Zajmuje si bibliotek od lat. Moe bdzie wiedzia, co naley zrobi. - Cadderly nie musia mwi, i ma nadziej, e sdziwy i mdry dziekan Thobicus rwnie opar si mocy kltwy. Wdrwka na pierwsze pitro wzmoga jedynie obawy ich obu. Korytarze byy puste i ciche, gdy nagle na kocu jednego z nich nieoczekiwanie pojawia si gromada podpitych awanturnikw. Kiedy tylko ujrzeli Cadderly'ego i Newandera, pucili si za nimi w pogo. Obaj przyjaciele nie wiedzieli, czy tamci zamierzali ich zaatakowa czy po prostu chcieli, aby przyczyli si do zabawy, ale bynajmniej nie mieli ochoty si o tym przekona. Newander pokonawszy kolejny zakrt zawrci i rzuci proste zaklcie. Rozwrzeszczana

haastra pdzia w lad za nim, ale druid rozoy na korytarzu magiczny drut-potykacz, a rozpdzony dum nie by w stanie obroni si przed rwnie subtelnym atakiem. cigajcy runli bezwadnie na ziemi i natychmiast zaczli walczy midzy sob, zapominajc, e kogokolwiek gonili. Cadderly uwaa, e spotkanie z przeoonymi jest dla nich wielk szans - wiele sobie po nim obiecywa - dopki wraz z Newanderem nie przeszli przez ogromne, podwjne drzwi na poudniowym kracu pierwszego poziomu. Panowaa tam osobliwa cisza, nie byo wida ywej duszy. Drzwi do gabinetu dziekana Thobicusa jako jedne z niewielu byy zamknite. Cadderly podszed powoli i zapuka. W gbi serca wiedzia, e nikt mu nie odpowie. Dziekan Thobicus nigdy nie by popdliwym mczyzn. Uwielbia introspekcj, godzinami mg wpatrywa si w nocne niebo albo po prostu w przestrze. To co kocha Thobicus, tkwio w jego umyle i kiedy Cadderly i Newander weszli do jego gabinetu tam go wanie znaleli. Siedzia za ogromnym dbowym biurkiem i najwyraniej tkwi tak ju od duszego czasu. Zmoczy si, a jego usta byy spierzchnite i suche, pomimo i na biurku zaledwie kilka cali od niego stal peen dzbanek wody. Cadderly zawoa go kilkakrotnie i mocno nim potrzsn, ale dziekan nie dawa najmniejszych oznak, e go usysza. Cadderly szarpn nim jeszcze raz, a Thobicus upad na ziemi i pozosta w tej pozycji, jakby w ogle nie zdawa sobie sprawy, co si z nim dzieje. Newander pochyli si, aby go zbada. - Nie uzyskamy od niego adnych odpowiedzi - stwierdzi. - A miejsc, w ktrych moemy je znale, jest coraz mniej -doda Cadderly. - Wracajmy do dziewczyny - mrukn druid. - Niedobrze tu pozostawa i boj si o Danik, kiedy ta pijana tuszcza szaleje na korytarzach. ulg przyjli fakt, e kiedy wyszli z komnat przeoonych, na korytarzu nie byo nikogo. Droga powrotna przez ciche, puste korytarze mina zupenie spokojnie. Ich westchnienia ulgi po wejciu do pokoju Daniki znacznie by osaby, gdyby cho jeden zauway mroczn posta czajc si wrd cieni i patrzc na Cadderly'ego z wyrazem nie skrywanej, niepohamowanej nienawici. Kiedy dwaj mczyni weszli do pokoju, Danica ju nie spaa, ale jej oczy byy nieruchome. Nie mrugaa powiekami. Newander zaniepokojony zbliy si do niej, obawiajc si, e moga wpa w taki sam stan katatonii, jak dziekan, ale Cadderly rozpozna rnic. - Ona medytuje - wyjani, a kiedy to powiedzia, zrozumia co Danica chce w ten

sposb osign. - Walczy z tym, co j opanowao. - Nie moesz tego wiedzie - skonstatowa Newander. Cadderly nie przyj jego toku rozumowania. - Przyjrzyj si jej uwanie - stwierdzi - jak jest skoncentrowana. Mwi ci, e ona walczy. Newander nie mia o tym zielonego pojcia, tote bez dalszych oporw przyj stwierdzenie Cadderly'ego za pewnik. - Powiedziae, e masz dwch innych, ktrzy mogli si temu wykn? - mrukn, pragnc jak najszybciej zabra si do dziea. - Kuchnia, krasnoludy - odrzek Cadderly. - Ivan i Pikel Bouldershoulder. Przyznaj, e zachowywali si dziwnie, ale za kadym razem udawao mi si przywoa ich do porzdku. Newander zastanowi si przez chwil i zachichota cicho, kiedy przypomnia sobie, e Pikel, krasnolud o zielonej brodzie, rozpaczliwie pragn przyczy si do zakonu druidw. Byo to, rzecz jasna, absurdalne danie, ale Pikel by w kadym calu oryginaem - jak na krasnoluda. Newander pstrykn palcami i pozwoli sobie na odrobin nadziei, bowiem wydawao mu si, e w sowach Cadderly'ego odnalaz klucz do nurtujcej ich obu za- Czary - rzek, spogldajc na modego mnicha. - Mwi si powszechnie, e krasnoludy s duo wytrzymalsze na wszelkiego rodzaju czary i zaklcia. Czy to moliwe, e s w stanie przeciwstawi si, czemu nie potrafi si oprze ludzie? Cadderly skin gow i spojrza na oplecione winorol ko. - Wiem te, e za jaki czas Danica rwnie to zwalczy - powiedzia i gwatownie odwrci si w stron Newandera. - Ale co z nami? Dlaczego zostalimy oszczdzeni? - Ju ci mwiem - rzek Newander. - Bardzo moliwe, e mnie to nie omino. Wczoraj przez cay dzie przebywaem poza bibliotek. Wdrowaem po grach, cieszc si wiatrem i promieniami soca. Kiedy wrciem, zastaem Arcite'a i Cleo jako niedwiedzia i wia, cho musz przyzna, e i mnie daway si we znaki osobliwe, drczce doznania. - Ale opare si im - stwierdzi Cadderly. - By moe - poprawi Newander. - Nie mog mie pewnoci. Ostatnio w moim sercu nie byo zbyt wielkiej mioci do zwierzt, w przeciwiestwie - jak wszystko na to wskazuje, do moich braci druidw. -1 zwtpie w swoje posannictwo - zauway Cadderly. Newander pokiwa gow. - To trudna sprawa. Tak bardzo chc przyczy si do Arcite'a i Cleo, doczy do rozpocztych przez nich poszukiwa naturalnego porzdku, ale pragn rwnie... - Mw, mw - naciska Cadderly, jakby wierzy, e sowa druida mog okaza si

szczeglnie wane. - Chc posi wiedz na temat Deneira i innych bogw - przyzna Newander. - Chc obserwowa progresj wiata, rodzenie si miast. Chc... chc... - Nagle pokrci gow. -Nie wiem, czego chc! W szarych oczach Cadderly'ego pojawiy si iskierki. - Nawet w gbi serca nie wiesz, co tkwi w twoim sercu - powiedzia. - To rzadko i jeeli si nie myl, wanie to ci uratowao. To, no i fakt, e przez duszy czas odkd to si zaczo, nie byo ci w bibliotece. - Co ty waciwie wiesz? - spyta ostro Newander. Jednak bardzo szybko spuci z tonu, zastanawiajc si, ile prawdy faktycznie kryo si w sowach modego ucznia. Cadderly w odpowiedzi tylko wzruszy ramionami. - To jedynie teoria. - A co z tob? - zapyta Newander. - Czemu ciebie to nie dotkno? Cadderly z braku adekwatnej odpowiedzi o mao nie wybuchn miechem. - Nie potrafi powiedzie - przyzna szczerze. Ponownie przenis wzrok na Danik. Ale teraz ju wiem, jak mog si dowiedzie. Newander pody za jego wzrokiem w stron picej kobiety. - Zamierzasz si przespa? Cadderly mrugn do porozumiewawczo. - Mniej wicej. Newander nie zaoponowa. On rwnie potrzebowa czasu i samotnoci, aby przemyle to i owo. Nie potrafi przyj logicznego wyjanienia Cadderly'ego co do przyczyn wykluczenia go z grona dotknitych tajemnicz chorob czy kltw. Cho mia nadziej, i odpowied bya rwnie prosta. Newander sdzi, e dziao si co innego, co, czego nie potrafi dotd poj, co wspaniaego lub strasznego - w tym wypadku nie mia pewnoci. Pomimo swoich rozmyla nie by w stanie zapomnie widoku Arcite'a i Cleo, zadowolonych i poczonych z natur, ale przede wszystkim nie umia stumi w sobie obaw, e poprzez swoj ambiwalencj zawid Silvanusa w godzinie wielkiej prby. Cadderly przez dugi czas siedzia ze skrzyowanymi nogami i zamknitymi oczyma, rozluniajc cae ciao i sprawiajc, e jego umys zanurza si w gbi fizycznej jani. Nauczy si tych technik od Daniki - bya to jedna z niewielu rzeczy dotyczcych jej religii, jak si z nim podzielia - i uzna je za cakiem uyteczne, wspomagajce i przyjemne. Tym razem jednak medytacja miaa dla duo wiksze znaczenie. Wolno otworzy oczy i zlustrowa pokj, widzc jego wntrze w surrealistycznej

tonacji. Najpierw skupi si na gazie, pokrytym plamami krwi ukochanej. Lea pomidzy przewrconymi kozami i nagle znikn, rozpywajc si w ciemnoci. Za nim znajdowaa si szafka i szafa Daniki. W chwil potem one rwnie znikny. Spojrza w lewo, ku drzwiom, gdzie na stray sta czujnie Newander. Druid przyjrza mu si z zaciekawieniem, ale Cadderly prawie tego nie zauway. Niebawem tak druid, jak i drzwi stay si plamami czerni. Jego spojrzenie eliminowao powoli reszt wystroju pomieszczenia - biurko i bro Daniki, dwa krysztaowe sztylety w pochewkach, lece pod cian, okno rozpromienione sonecznym blaskiem, a na kocu sam Danik wci jeszcze pogron w gbokiej medytacji i lec na oplecionym mocnymi pdami ku. - Kochana Danica - wymamrota Cadderly, cho nawet on nie sysza sw. Zaraz potem Danica i wszystko inne zostao wymazane z jego myli. Ponownie zacz rozlunia cae ciao - zacz od palcw, potem stopy, nogi, donie, rce i koniec kocw osign stan penego spokoju i odprenia. Jego oddech sta si powolny i agodny. Oczy mia otwarte, ale nie widzia nic. Otaczaa go cisza i spokj czerni. W tym stanie Cadderly nie potrafi zebra myli. Mia jedynie nadziej, e odpowiedzi same zaczn do niego napywa, e podwiadomo nasyci go obrazami i potrzebnymi wskazwkami. Zatraci poczucie czasu, ale mia wraenie, i bya to duga chwila pustki, prostego, niczym nie zakconego istnienia. Pord tej czerni obok niego pojawiy si ywe trupy. W przeciwiestwie do snw nie wydaway si obecnie grone, jakby miast aktywnym uczestnikiem, by obecnie jedynie biernym obserwatorem. Powczc nogami, towarzyszyy mu w mentalnej wdrwce; zostay z tyu za nim, podczas gdy on znalaz si w rozlegym korytarzu. Zobaczy znajome drzwi, a przez widniejce w nich szczeliny przebijay promienie wiata - by to zwykle ostatni obraz, jaki jawi si w jego nocnych koszmarach. Obraz wyblak, jakby jaka niewidzialna sia prbowaa go powstrzyma, mentalna bariera, ktr teraz, nie wiedzie czemu, zidentyfikowa jako magiczne zaklcie. Wizje na chwil zmieniy si w rozmyt, szar plam, a pokj pociemnia - pozosta tylko pojedynczy, rzucajcy czerwonaw powiat obiekt, butelka, ktr widzia przed sob. Zobaczy butelk z bliska, a potem donie - swoje wasne donie wyjmujce korek. Wok niego eksplodowa czerwony dym, pochaniajc wszystko inne. Cadderly ponownie ujrza przed sob pokj Daniki - obraz dokadnie taki sam, jak ten, ktrego do siebie nie dopuszcza - tyle tylko e obecnie wszdzie w powietrzu unosia si

prawie niedostrzegania, rowa mgieka. Cadderly poczu, jak jego serce przyspiesza, gdy nieoczekiwanie uwiadomi sobie, co byo celem owej mgieki. Jego wzrok pad na Danik nadal pogron w gbokiej medytacji. Cadderly w mylach sprbowa nawiza z ni kontakt - i udao mu si. Walczya, dokadnie tak jak przypuszcza, usiowaa zwalczy efekt dziaania wszechobecnej rowej mgy i odzyska pen wadz nad sob. - Walcz, Daniko! - usysza swoje wasne sowa i wyrway go one z transu. Spojrza na Newandera. W jego wzroku malowaa si rozpacz. - To ja byem przyczyn - powiedzia, wznoszc rce, jakby byy unurzane we krwi. To ja j otworzyem! Newander podszed i uklk obok Cadderly'ego, usiujc go uspokoi. - Otworzye? Ale co? - Butelk - wykrztusi Cadderly. - Butelk! Czerwono wiecc butelk! Mga - czy widzisz mg? Newander rozejrza si wokoo i pokrci gow przeczco. - Ona jest tutaj... tu - rzek Cadderly chwytajc druida za rami i podnoszc si niezdarnie. - Musimy zamkn butelk! - Gdzie? - zapyta druid. Cadderly zamyli si przez chwil i zamilk. Przypomnia sobie kociotrupy, zapach kurzu, korytarze z niszami. - W piwnicy z winem naprawd byy drzwi - odezwa si w kocu. - Prowadziy do najniej pooonych katakumb, lochw, z ktrych w bibliotece ju si nie korzysta. - Mamy tam wej? - spyta Newander, stajc obok Cadderly'ego. - Nie - rzuci zachowawczo Cadderly. - Jeszcze nie, katakumby nie s puste. Musimy si odpowiednio przygotowa. - Ponownie pody wzrokiem w stron Daniki i teraz kiedy wiedzia o jej mentalnej walce, ujrza j w cakiem nowym wietle. - Czy stanie do walki po naszej stronie? - zapyta Newander, zauwaywszy spojrzenie swego towarzysza. - Danica ju walczy - zapewni go Cadderly. - Ale wok nas stale roztacza si mga i coraz bardziej gstnieje. - Spojrza na Newandera z zakopotaniem. - Nadal nie wiem, dlaczego na mnie to nie dziaa. - Skoro, jak wierzysz, ty to wszystko spowodowae - odrzek druid, ktry mia dugotrwa praktyk w uprawianiu magii - moe ju sam ten fakt by dostatecznym powodem, aby zosta oszczdzony. Cadderly zamyli si nad tym przez chwil, ale w kocu nie to byo teraz

najwaniejsze. - Niezalenie od powodu - rzek z zaciciem - my... ja musz zamkn t butelk. Przez kilka chwil zastanawia si nad ewentualnymi przeszkodami i wyobrazi sobie kolejne, jeszcze bardziej przeraajce monstra, czajce si poza zasigiem jego koszmarnych wizji. Cadderly wiedzia, e w swojej walce bdzie potrzebowa sojusznikw - potnych sojusznikw. Bez nich nie zdoa ponownie dotrze do komnaty z otarzem. - Ivan i Pikel - zwrci si do Newandera. - Jak sam stwierdzie, krasnoludy s bardziej uodpornione. Pomog nam. - Idziemy do nich - rzuci Newander. - Zostaniesz z Danik - odrzek Cadderly. - Niech nikt z wyjtkiem mnie i obu krasnoludw nie wchodzi do tego pokoju. - Potrafi o to zadba - zapewni go druid. Kiedy wyszed na korytarz, Cadderly usysza, e druid zacz piewa cich pie. Zaklcie Newandera sprawio, e drewniane drzwi nieoczekiwanie oyy, wypaczyy si i rozcigny, wpasowu-jc mocno we framug. Obecnie nic nie byoby w stanie ich otworzy. Ivan i Pikel nie walczyli, kiedy tym razem Cadderly wszed do kuchni; nie krztau' si rwnie przy garach. Siedzieli cisi i spokojni, po dwch kocach stou. Kiedy tylko ujrza Cadderly'ego, Ivan poda mu obojtnym gestem jednorczn, idealnie dopracowan kusz. - Pilio mi - wyjani krasnolud, nawet nie spogldajc na swoje dzieo. Cadderly'ego wcale to nie zdziwio. Wygldao na to, e ostatnio rne pragnienia piliy" wielu ludzi w Bibliotece Naukowej. - O co w tem chodzi? - spyta Ivan. Cadderly nie zrozumia. Pikel z ponur min - cho zwykle by przecie pogodny, wskaza na drzwi do jadalni. Cadderly ostronie przeszed przez kuchni, a kiedy zajrza do jadalni, zrozumia przyczyn ponurego nastroju krasnoludw. Poowa oberajcych si kapanw, ktra pozostaa przy stole, w tym rwnie Avery, prawie nie moga si rusza. Z drug poow byo jeszcze gorzej - leeli na pododze, ubabrani wasnymi rzygowinami. Cadderly nawet do nich nie podchodzc wiedzia, e kilku ju nie yo, a kiedy odwrci si ponownie w stron kuchni, jego twarz rwnie bya popielatoszara. - No to o co w tem wszystkiem chodzi? - powtrzy Ivan.' Cadderly patrzy na niego dugo i z przejciem, niepewny jak powinien rozpocz wyjanienia zwizane z butelk i niezrozumiaym jak dotd jego udziaem w caej tej sprawie. W kocu powiedzia tylko: - Nie mam pewnoci, co si tu konkretnie stao, ale wydaje mi si, e wiem, jak to

powstrzyma. Sdzi, e jego sowa oywi krasnoludy, ale bracia przyjli je raczej chodno. - Pomoecie mi? - zapyta Cadderly. - Sam nie dam rady. - A czego tobie trza? - spyta jakby od niechcenia Ivan. - Ciebie - odrzek Cadderly -1 twojego brata. Kltwa, bo to jest kltwa, napywa spod poziomu piwnic. Musz tam-zej, aby to zakoczy, ale obawiam si, e miejsce jest strzeone. - Strzeone? - burkn Ivan. - A skund ty to wisz? - Bagam, po prostu mi zaufaj - odrzek Cadderly. - Nie potrafi zbyt dobrze wada broni, ale widziaem was dwch w akcji i przydaaby mi si wasza niepospolita sia. Pjdziecie ze mn? Krasnoludy wymieniy znuone spojrzenia i wzruszyy ramionami. - Ja bym ta wola pokucharzy - mrukn Ivan. - Rzuci em awanturniczy tryb ycia ju dawno temu. A Pikel wolaby by... - przerwa i wbi wzrok w brata. Pikel odpowiedzia obuzerskim spojrzeniem i ujwszy w rk po swej zielonej brody, pomacha ni znaczco. - Druidem! - rykn Ivan, podrywajc si na nogi i chwytajc patelni. - Ty gupi mioniku ptakw, caunku dbw...! - Ojoj! - krzykn Pikel, uzbrajajc si w waek. Cadderly w mgnieniu oka znalaz si pomidzy nimi. - To wszystko jest czci kltwy! - zawoa. - Nie widzicie? Sprawia, e kcicie si i walczycie ze sob nawzajem! Oba krasnoludy odskoczyy o krok do tyu i opuciy prowizoryczn bro. - Oo - wymamrota z zaciekawieniem Pikel. - Jeeli chcecie powalczy z prawdziwym wrogiem - zacz Cadderly - to chodcie do mego pokoju i pomcie mi si przygotowa. Poniej poziomu piwnic zagniedzio si co przeraajcego i zego. Jeeli tego nie powstrzymamy, los biblioteki bdzie przesdzony. Ivan przechyli si na bok i przenis wzrok z modego ucznia na podobnie jak on pochylonego Pikela. Wzruszyli ramionami i jednoczenie cisnli kuchenn bro w drugi koniec pomieszczenia. - Zajmijmy si najpierw obartuchami - poleci Cadderly. -Powinnimy pozostawi ich tak, by byo im moliwie najwygodniej. Krasnoludy pokiway gowami. - A potem ja se wezm mj toporek - oznajmi Ivan. - A mj brat swoje drzewko. - Drzewko? - zawtrowa Cadderly do plecw oddalajcych si wawo braci. Jeden rzut

oka na zielony pleciony warkocz, zwieszajcy si poniej opatek Pikela i jego ogromne, skate mierdzce stopy wystajce z delikatnych sandaw wystarczy, by Cadderly powstrzyma si od powtrzenia swego pytania.

Krew na jego doniach Cadderly gmera wrd licznych skrzanych pasw wiszcych w jego szafie, a w kocu wyj jeden, zaopatrzony w dziwnego ksztatu, szerok i pytk pochw z boku. Niewielka kusza pasowaa wrcz idealnie, byo nawet specjalne wgbienie na dwigienk nacigu. Ivan i Pikel stworzyli arcydzieo, jak zwykle, gdy chodzio o metal. Cadderly wyj kusz z pochwy rwnie szybko, jak woy. Nastpnie sprawdzi nacig, kilkakrotnie napinajc i zwalniajc ciciw. Chodzia gadko i lekko. Udao mu si nawet bez wikszych trudnoci manipulowa broni jedn rk. Nastpnie wyj bandolier i przewiesi sobie przez rami, tak by szesnacie betw znajdowao si przed nim, i by atwo mona byo je wyj. Skrzywi si, rozmylajc nad ewentualnymi skutkami silnego uderzenia w pier, ale wierzy, e zarwno bety, jak i bandolier byy wykonane waciwie. Poczu si lepiej, kiedy ujrza swoje odbicie w lustrze - jak gdyby uzbrojenie si w ostatnie wynalazki pomogo mu przej kontrol nad otoczeniem. Niemiay umiech zgas jednak bardzo szybko, kiedy przypomnia sobie, jak gron misj mia obecnie do wypenienia. To nie gra - upomnia sam siebie. Ju teraz, tylko z jego winy umarto kilku ludzi i zagroona bya przyszo caej biblioteki. Cadderly przeszed przez pokj, za drzwiami znajdowao si zamknite i zapiecztowane elazne pudeko. Woy klucz do zamka, po czym odczeka chwil, przypominajc sobie w mylach czynnoci, ktre naleao wykona w momencie otwarcia pudeka. wiczy ten manewr ju wielokrotnie, ale nie sdzi, e faktycznie bdzie musia go zrealizowa. Kiedy wieko pudeka zostao otwarte, przestrze wok Cadderly'ego spowia nieprzenikniona ciemno. Mody ucze wcale si tym nie zdziwi - sono zapaci Histrze za umieszczenie wewntrz skrzynki odwrotnej formy jej zaklcia wiata. Byo to do kopotliwe - Cadderly nie lubi robi interesw z Histr - ale konieczne, aby chroni jedn z najcenniejszych rzeczy, ktre posiada. W starym woluminie natkn si bowiem na formu bardzo silnej usypiajcej trucizny stosowanej przez drowy. Nieatwo byo znale egzotyczne skadniki - pewne grzyby rosy tylko gbokich tunelach pod powierzchni Torilu - i wymiesza je w odpowiednich proporcjach - co, rwnie pod ziemi, uczyni alchemik Belago, do tego dochodziy kopoty z przechowywaniem, ale Cadderly pokona wszystkie te trudnoci. Z bogosawiestwem i poparciem dziekana Thobicusa zdoa uzyska pi maych fiolek trucizny. W kadym razie mia nadziej, e jest to trucizna - raczej trudno przeprowadzi prby

skutecznoci tego typu substancji. Jednak jeli nawet wywar zosta sporzdzony we waciwy sposb, nie oznaczao to koca kopotw. Substancja bya mieszank uywan przez drowy, przygotowywan w osobliwych magicznych oparach unoszcych si w Underdarku - wiecie wiecznej ciemnoci, gboko pod powierzchni Torilu. Powszechnie wiadomo, e jeli trucizna droww zostanie cho na chwil wystawiona na wiato dzienne, niebawem utraci swoj moc. Nawet zwyke powietrze mogo bezpowrotnie zniszczy mikstur, tote by j uchroni, Cadderly powzi wszelkie moliwe rodki ostronoci. Zamkn oczy i dziaa na pami. Najpierw odkrci ma nasadk swego pierzastego piercienia i odoy j na bok w uprzednio upatrzone miejsce, nastpnie wyj ze skrzynki jedn z fiolek, delikatnie wyjmujc korek. Wla galaretowat zawarto do rodka, po czym odnalaz i zaoy pierzast nakrtk. Odetchn swobodniej. Gdyby co sfuszerowal, straciby mikstur wart okoo tysica sztuk zota i wiele tygodni cikiej pracy. Poza tym gdyby wyla sobie kropl trucizny na rk, a substancja przez najmniejsze zadrapanie dostaaby mu si pod skr, bez wtpienia usnby smacznie obok skrzynki. Nic si jednak nie stao. Kiedy musia, umia by dokadny i zdyscyplinowany, liczne prby z fiolk wody opaciy si. Kiedy zamkn wieko, ciemno wrcia do wntrza skrzyni. Ivan i Pikel byli ju w pokoju i podeszli do modego ucznia. Bro mieli przygotowan, a ich twarze spospniay na widok nieoczekiwanego mroku. - Tera ju tylko ty - mrukn Ivan, rozluniajc uchwyt na cikim toporze o dwch ostrzach. Cadderly na chwil straci mow. Po prostu siedzia i patrzy na braci krasnoludw. Obaj mieli na sobie kolczugi z nachodzcych na siebie metalowych kek, pokryte kurzem po latach nieuytkowania i w kilku miejscach nadarte przez rdz. Ivan mia na gowie beto z rogami jelenia-smaka, a Pikel wielki kuchenny garnek! Pomimo zbroi jak nosi, Pikel nadal mia na nogach sanday. Najbardziej jednak zdumiewajca bya jego bro. Cadderly poj znaczenie wczeniejszej uwagi Ivana, dopiero kiedy ujrza ten or. Faktycznie byo to drzewko", wygadzony fragment jakiego nie znanego Cadderly'emu czarnego, gadkopiennego drzewa. Maczuga mierzya cztery stopy dugoci - prawie tyle co Pikel, stop rednicy na szerszym i niecae p na wszym kocu, ktry peni rol rkojeci. Poza tym z drewna zwieszay si w rnych miejscach skrzane, przymocowane wiekami ptle, majce uatwi posugiwanie si

broni, ale ta mimo wszystko wydawaa si toporna i nieporczna. Jakby wyczuwajc wewntrzne wtpliwoci Cadderly'ego, Pikel z wyran atwoci wykona kilka markowanych ciosw i oson. Cadderly pokiwa gow z podziwem, cieszc si w duchu, e nie by odbiorc adnego z tych udawanych ciosw. - Jeste gotw? - spyta Ivan, poprawiajc zbroj. - Prawie - odpar Cadderly. - Jeszcze tylko par drobnych spraw, no i przed odejciem chciabym zajrze do Daniki. - Jak moem tobie pomc? - zaofiarowa si Ivan. Cadderly wiedzia, e oba krasnoludy wrcz pal si do czynu. Zdawa sobie spraw, e mino wiele lat, odkd bracia Bouldershoulder brali udzia w jakiej przygodzie i przez cay ten czas w zaciszu Biblioteki Naukowej jedynym ich zajciem byo przyrzdzanie posikw. Nie byo to ze ycie, ale wiadomo czyhajcych niebezpieczestw i nieznanej przygody podziaaa na krasnoludy niczym urok. Ich ciemne oczy lniy, ruchy byy nerwowe i gwatowne. - Idcie do pracowni alchemika Belago - odrzek Cadderly, uznajc, e najlepiej bdzie, jeeli da krasnoludom jakie zajcie. Opisa im urzdzenie destylujce i opowiedzia o miksturze, ktr przyrzdza dla Belago. - Jeli ma jej wicej, przyniesiecie to tutaj - poleci im Cadderly, uwaajc to zadanie za wzgldnie atwe. Krasnoludy pognay niezdarnie w gb korytarza, kiedy Cadderly uwiadomi sobie, e od pewnego czasu - odkd na bibliotek spada kltwa, nie widzia alchemika. Co si stao z Belago? Czy jego warsztat nadal dziaa? Czy mikstura zwana Olejem Gromw nadal bya przygotowywana jak naley? Cadderly odegna od siebie zmartwienia, liczc, e Ivan i Pikel postpi w moliwie najrozsdniejszy sposb. Percival znw by przy oknie, popiskujc z typowym dla siebie podnieceniem. Cadderly podszed i opar si o parapet, przysuwajc twarz do swego przyjaciela i nasuchujc z uwag. Rzecz jasna, nie rozumia mowy wiewirki, nie bardziej ni dziecko rozumie mow swego psa - ale z Percivalem czya go silna wi emocjonalna i wiedzia doskonale, e zwierztko rozumie niektre sowa czy zdania - gwnie dotyczce jedzenia. - Nie bdzie mnie przez jaki czas - rzek Cadderly. Zda sobie spraw, e Percival najprawdopodobniej nie poj tak zoonej informacji, ale przemawianie do wiewirki pozwalao Cadderly'emu si odpry. Percival nigdy nie odpowiada, ale on czsto znajdowa odpowied we wasnych sowach.

Percival przyszed na tylnych apkach, oblizujc przednie i przesuwajc nimi po pyszczku. - Stao si co zego - usiowa wyjani Cadderly. -1 ja to spowodowaem. A teraz musz to naprawi. Jeli nie sowa, to jego powany ton uspokoi wiewirk. Percival znieruchomia. v -1 mam zamiar - cign - wej do pomieszcze pod bibliotek, do nie uywanych ju teraz tuneli. Najwyraniej powiedzia co, co wywaro na wiewirce ogromne wraenie. Percival zacz zatacza niewielkie krgi, popiskujc i szczebioczc; mino sporo czasu, nim Cadderly zdoa go uspokoi. Wiedzia, e Percnral chce mu powiedzie co wanego - przynajmniej w swoim mniemaniu - ale nie mia czasu, aby prowadzi jednostronny dialog z wiewirk. - Nie martw si - rzek bardziej do siebie ni do zwierztka. - Niedugo wrc, a wtedy wszystko bdzie tak jak dawniej. Zabrzmiao to pusto i faszywie. Ju nigdy nie bdzie tak jak kiedy. Nawet gdyby udao mu si zamkn dymic butelk i w ten prosty sposb odwrci kltw, nic nie przywrci ycia kapanom Ilmatera czy martwym z przejedzenia mnichom w jadalni Biblioteki. Cadderly odegna od siebie te mroczne myli. Nie moe liczy na sukces, jeli nie bdzie wierzy w powodzenie swojej misji. - Nie martw si - powtrzy dobitniej. Wiewirka ponownie zacza szale i tym razem Cadderly podajc za wzrokiem Percivala zrozumia, co byo powodem jego poruszenia. Cadderly obejrza si przez rami, mylc, e ujrzy Ivana i Pikela. Ale miast nich zobaczy Kierkana Rufo - i co wicej - byszczcy sztylet w jego doni. - O co chodzi? - spyta sabo Cadderly, ale nie musia usysze odpowiedzi, by zorientowa si w zamiarach tamtego. Lewe oko Rufa wci byo zamknite i obrzmiae, a nos miast do przodu skierowany ku policzkowi. Paskudne rany jedynie podkrelay wyraz czystej, nie skrywanej nienawici paajcej w jego zimnych, ciemnych oczach. -1 gdzie masz swoj wiecc tulej? - prychn drwico wysoki mczyzna - Ale ona i tak w niczym ci nie pomoe, nieprawda? - Wyranie utyka, ale mimo to szed naprzd. - Co robisz? - spyta Cadderly. - Czy wielki Cadderly nie jest do inteligentny, aby si domyli? - rzuci kpico Rufo. - Nie chcesz tego zrobi - rzek najspokojniej, jak mg Cadderly. - Konsekwencje... - Nie chc? - krzykn dziko Rufo. - Ale oczywicie, e CHC. Mam ochot zacisn

palce na twoim sercu. Chc zanie je Danice i pokaza jej, kto by silniejszy. Cadderly szuka wyjcia z opresji. Zastanawia si, czy nie zwrci uwagi na ewidentne sabe punkty w planie Rufa - gdyby bowiem zanis Danice jego serce, ta na pewno by go zabia. Niestety, nie sdzi, by ten argument by w stanie powstrzyma Kierkana. Rufo znajdowa si w peni pod dziaaniem kltwy i postpowa zgodnie z jej podstpnym zewem, nie baczc na jakiekolwiek konsekwencje. Nie majc innego wyboru, Cadderly wsun z wahaniem jeden palec w ptl sznurka wirujcych dyskw i stan przy boku ka. Rufo natar dziko ze sztyletem w wycignitej rce, a Cadderly przetoczy si po ku i znalaz poza jego zasigiem. Szybciej ni Cadderly si spodziewa, Rufo odskoczy w ty, aby odci mu drog do drzwi. Ci szerokim ukiem mierzc w brzuch przeciwnika. Cadderly uchyli si z atwoci, po czym skontrowa, ciskajc dyskami ponad zataczajcym uk ramieniem Rufa. Jego zamany nos trzasn pod wpywem uderzenia, a na zaschnite smugi nad grn warg buchny nowe strugi krwi. Oszalay z nienawici Rufo prawie nie zwrci na to uwagi i zaatakowa ponownie. Cho cios nie by zbyt mocny ani dokadny, jednak zakci rytm poruszajcego si nadgarstka Cadderly'ego. Zdoa cign dyski z powrotem do rki, ale sznurek nie by ju sztywno nawinity i nie mg wykona natychmiastowego, efektywnego rzutu. Rufo zdawa si wyczuwa jego sabo. Umiechn si zowrogo i ci ponownie. Percival uratowa Cadderly'emu ycie, skaczc z okna i ldujc niezdarnie na twarzy Rufa. Ten zamaszystym ruchem rki cisn wiewirk w przeciwlegy kt pokoju i cho Percival nie zdy zrobi mu wikszej krzywdy, Cadderly zyska nieco czasu. Podczas gdy jego przeciwnik by zajty czym innym, ponownie kilkakrotnie opuci i pocign dyski, aby sznurek naleycie i mocno nawin si na prt czcy. Rufo zdawa si nie zauwaa bliniaczych struek krwi spywajcych po jego twarzy z najnowszych ran na policzku - ladw zbw Percivala. - Bd trzyma w rkach twoje serce! - obieca ponownie, zamiewajc si obkaczo. Cadderly raz i drugi smagn rk udajc rzut, aby zaskoczy Rufa. Pomidzy zwodami Rufo zdoa zada kilka sabych pchni, ale nie dosign! celu. Wreszcie Cadderly rzuci dyskami, zataczajc nimi szeroki uk na ca rozpito sznurka. Strzeli nadgarstkiem, cigajc dyski do rki, ale nie tak gwatownie, jak dotychczas. Rufo wyliczy rytm atakw Cadderly'ego i czeka na waciwy moment. Dyski ponownie wyprysny w powietrze. Rufo odchyli si w ty, a kiedy zaczy si cofa, natar na przeciwnika.

Przynta Cadderly'ego zadziaaa. Wykonujc rzut, skrci dugo sznurka cigajc dyski do rki szybciej, ni to przewidzia Rufo. Ten zdoa zrobi zaledwie jeden krok, gdy bro modego ucznia ponownie wystrzelia naprzd - rozmylnie nisko. Rufo jkn z szoku i blu i zacisn do na strzaskanej rzepce kolanowej - noga lekko ugia si pod jego ciarem. By jednak pod wpywem kltwy chaosu i niemal zatraci wraliwo na bl. Jego jk przerodzi si w warkot. Run naprzd, tnc zamaszycie. Cadderly ponownie przetoczy si po ku, aby unikn bliszego spotkania z ostrzem, ale kiedy tym razem si podnis, Kierkan Rufo ju obszed posanie i stan naprzeciw niego. Cadderly wiedzia, e tym razem to nie arty. Nie mg pj na wymian ciosw w pojedynku: sztylet kontra wirujce dyski. Zazwyczaj dyski okazyway si skuteczne, ale w takim stanie umysowym, w jakim znajdowa si Rufo, mogoby go powali jedynie precyzyjne i naprawd silne uderzenie. Taki atak byby ryzykowny rwnie dla Cadderly'ego, a poza tym mody ucze wtpi, czy zdoa przeama obron swego rozszalaego przeciwnika. Przez nastpnych kilka chwil tylko markowali ciosy; Rufo umiecha si i Cadderly zacz zastanawia si, czy nie miaby wikszych szans wyskakujc przez okno. Nagle cay budynek zadra, jakby uderzy we piorun. Wstrzsy trway przez kilka sekund, a Cadderly zrozumia, gdzie znajdowao si epicentrum, kiedy z korytarza dobiego go pojedyncze: -Oo! Rufo zawaha si i obejrza przez rami w stron otwartych drzwi. Cadderly wiedzia, e ta nieoczekiwana przewaga nie bya do koca fair, ale uzna, e na przejmowanie si tym bdzie mia czas pniej. Odchyli rk i cisn dyskiem z caej siy. Rufo odwrci si i w tej samej chwili wirujce krki wyrny go midzy oczy. Gowa Rufa odskoczya do tyu, a kiedy ponownie wrcia na swoje miejsce, ju si nie umiecha. Wyglda na oszoomionego, i zaskoczonego, a jego oczy zrobiy zeza, jakby jednoczenie i za wszelk cen chciay ujrze najnowszego siniaka. Cadderly, zbyt zapatrzony, by oderwa wzrok od znieksztaconych rysw napastnika, usysza brzk sztyletu o posadzk. W chwil potem z oskotem wyldowa na niej Rufo. Mimo to Cadderly nadal nie reagowa. Po prostu sta - wirujce dyski zwisay na kocu rozcignitego sznurka, obracajc si wok osi. Kiedy wreszcie sign rk, by zwin bro, odek podszed mu do garda. Wirujce dyski ociekay krwi, a do jednego z krkw przylepiony by gst, zastygajc mazi kawaek brwi Rufa. Cadderly powlk si do ka i opuci krki na podog. Czu si zdradzony, tak

przez siebie, jak i przez swoj zabawk. Wszyscy kapani w bibliotece musieli wiczy walk jak broni, ale zwykle by to konwencjonalny instrument sucy zabijaniu, taki jak kij, maczuga czy laska. Cadderly zacz od kija i w razie potrzeby cakiem wprawnie umia posuy si swoj lask z gowni w ksztacie baraniego ba, ale nie przepada za broni. Mwiono mu, e yje w niebezpiecznych czasach, ale wikszo ycia spdzi w wygodnych pomieszczeniach Biblioteki Naukowej. Nigdy nie widzia goblina, z wyjtkiem martwego; by to jeden z najpodlejszych sucych pracujcych w bibliotece. Przeoeni nie pozwolili jednak Cadderly'emu na zamanie reguy gotowoci -kady kapan musia wiczy. Na wirujce dyski natkn si w prastarym traktacie halflingw i szybko sprawi sobie wasne. Niektrzy przeoeni sarkali na dokonany przez niego wybr, nazywajc go bardziej zabawk ni broni, niemniej krki speniay wszystkie wymagania kodeksu etycznego Deneira. Gosy sprzeciwu, zwaszcza ze strony Przeoonego Na Ksigach Avery'ego, jedynie wzmogy upr Cadderly'ego, by opracowa sztuk posugiwania si t archaiczn broni. Wirujce dyski sprawiy, e trening polegajcy na ostrej, zacitej walce zmieni si w godziny przyjemnej rozrywki. Cadderly nauczy si tuzina rnych sztuczek, sprawdzianw zrcznoci, ktre nikomu nie mogy wyrzdzi krzywdy i do perfekcji opanowa sztuk posugiwania si now zabawk - bo w gbi serca uwaa krki za zabawk. Teraz jednak, pokryte krwi Rufa, wirujce dyski nie wydaway mu si ju zabawne. Rufo jkn i poruszy si nieznacznie. Cadderly ucieszy si, e tamten jeszcze yje. Wzi gboki oddech i sign po dyski, z determinacj przypominajc sobie o czekajcym go pospnym zadaniu; bdzie musia by dzielny i twardy, aby doprowadzi je do koca. Percival siedzia na ku obok niego, nadal go wspomagajc. Cadderly przesun palcem po mikkim futerku biaej wiewirki, po czym ponuro skin gow i zwin swoj bro. - Nie yje? - spyta Ivan, wchodzc do pokoju; dymicy Pikel nieomal depta mu po pitach. Percival czmychn przez otwarte okno, a Cadderly mia ochot zrobi to samo, kiedy przyjrza si obu braciom. Rogi, hem i sterczca dziko na wszystkie strony broda Ivana byy czarne od sadzy, a z rozdartego buta wyzieray grube paluchy jak z sandaw Pikela. Zreszt Pikel wcale nie wyglda lepiej. Jego brod i poczernia twarz pokryway ceramiczne drobinki, umiech odsania dziur po wybitym zbie, a w hem z blaszanego garnka wbi si dugi, trjktny kawa szka. - Belago nie byo? - spyta tym samym tonem Cadderly. Ivan wzruszy ramionami.

- Nie widzieli my go - odpar. - Ale mj brat znalaz tem two-jom mikstur, znaczy nie te odrobine. - Unis niewielk zlewk. - No to my pomyleli, co by si przydao wiency i... - Odkrcilicie kurek - dokoczy za niego Cadderly. -Bum!-doda Pikel. - Nie yje? - zapyta ponownie Ivan, a jego spokojny ton gosu sprawi, e Cadderly a si wzdrygn. Bracia zauwayli, e mody ucze czuje si nieswojo. Spojrzeli po sobie i pokiwali gowami. - Lepi, coby mia mocny kodun - rzek Ivan. - Jeli chcesz szuka przygd, najlepi coby mia mocny kodun, bo kto wi, co stani ci na drodze! - Powid wzrokiem w stron Kierkana Rufo. -Abo raczy padnie ci do ng! - Nigdy nie marzyem o poszukiwaniu przygd - odrzek nieco kwano Cadderly. - A ja em nigdy nie marzy, coby by kuchorzem - odpar Ivan - ale em nim jezd, no ni? Powiedzia e, co masz robot do zrobienia, no to robim. Biermy si za to, a jak nam kto wejdzi w drogie... - On yje - wtrci Cadderly. - Pocie go na ku i przywicie. Ivan i Pikel ponownie wymienili spojrzenia, ale tym razem, syszc zdecydowanie w gosie Cadderly'ego pokiwali gowami. - Oo - rzek Pikel, najwyraniej pod wraeniem. Cadderly wytar krki do czysta, wzi swoj lask i skrzany worek na wod, po czym wyszed na korytarz. Z ulg zauway, e drzwi do pokoju Daniki nadal s wypaczone i wpasowane we framug, ale wiksze wraenie wywar na spokojny gos Newandera, kiedy druid odpowiedzia na jego pytanie. - Jak ona si czuje? - zapyta natychmiast Cadderly - Nadal jest pogrona w medytacji - odrzek Newander - ale wyglda cakiem niele. Cadderly przywoa medytacyjn wizj Daniki prowadzcej swoj prywatn walk w natarczywej czerwonej mgiece. - Mog odwrci zaklcia i wpuci ci - zaproponowa druid. - Nie - odrzek Cadderly, cho bardzo pragn ponownie ujrze ukochan. Jego ostatnia wizja Daniki bya zadowalajca - nie chcia ryzykowa. Ba si, e co co obecnie robia, mogoby go przygnbi i straciby serce do misji, jak mia wypeni. Jeeli chodzio o stron praktyczn, Cadderly uzna, e najlepiej bdzie, jeli Newander zachowa swoje magiczne siy.

- Moe kiedy wrc, twoje zaklcie nie bdzie ju potrzebne -powiedzia. - Chcesz, abym zosta z Danik? - S ze mn krasnoludy - wyjani Cadderly. - Czuj si w tunelach lepiej ni jakikolwiek druid. Zosta z ni i dopilnuj, aby bya bezpieczna. W tej samej chwili zjawili si Ivan i Pikel, a widzc byski w ich oczach, Cadderly zrozumia, e ju najwyszy czas rusza w drog. Kiedy odchodzili, wewntrzne rozdarty raz po raz oglda si za siebie. Jaka jego cz, nota bene niemaa, sprzeciwiaa si tej wyprawie, konkludujc, e najlepszym wyjciem byoby teraz zamkn si wraz z uzbrojonymi przyjacimi w pokoju Daniki i przeczeka w nim do zakoczenia tego koszmaru. Bez trudu jednak znalaz powane argumenty przeciwko temu konceptowi. Wok niego ginli ludzie. Ilu jeszcze Kierkanw Rufo czaio si wrd cieni, paajc dz mordu? - Drogi Cadderly - rozleg si mikki gos, ktry tylko wzmg determinacj modego ucznia. Histra staa w uchylonych drzwiach swojego pokoju, ale zarwno Cadderly, jak krasnoludy bez trudu dostrzegli, e miaa na sobie jedynie przezroczysty, cieniutki negli. - Wejd i usid przy mnie! - Oo - rzek Pikel. - ona chce co wiency ni tylko coby przy ni posiedzi! - zachichota Ivan. Cadderly zignorowa ich wszystkich i pdem min otwarte drzwi. Poczu, jak Histra wyciga rk, usiujc go schwyta i usysza skrzypnicie otwieranych szerzej drzwi. - Wracaj tu! - wrzasna kapanka Sun, wyskakujc na korytarz. - Oo - powtrzy wyranie poruszony Pikel. Histra skrzywia si, zamierzajc wyda czarodziejski rozkaz swemu potencjalnemu kochankowi. -Wr! Pikel jednak, pomimo i kapanka niewtpliwie wywara na nim piorunujce wraenie, zachowa zdrowy rozsdek. Kiedy Histra zacza rzuca zaklcie, klepn j czarn od sadzy rk w poladek i bezceremonialnie wepchn z powrotem do pokoju. - Oo - mrukn po raz trzeci, kiedy wszed do pokoju, aby zamkn drzwi, a Ivan stojc obok brata w zupenoci si z nim zgodzi. W pokoju lea na pododze tuzin mczyzn, wyczerpanych do | cna niedawnymi przeyciami. l - Jestecie tacy pewni, e chcecie std wyj? - zamruczaa Histra do umorusanych krasnoludw. Zanim skonfudowani bracia doczyli do Cadderly'ego, dotar on ju na parter i zanurzy skrzany worek w fontannie znajdujcej si w wikszej sali.

- okropne wistwo - wyszepta Ivan do Pikela. - olejki i woda. Prbowa em to raz pi. - Wysun jzyk w wyrazie obrzydzenia. Cadderly umiechn si, syszc sowa krasnoluda. Dla wiconej wody mia lepsze zastosowanie ni gaszenie pragnienia. Kiedy bukak wypeni si, wyj wsk rurk, na ktrej kocu znajdowaa si jaka kleista, gbczasta substancja. Naoy j na otwr bukaka i zatka rurk mniejsz kulk tej samej mazi. - W swoim czasie zrozumiecie - wyjani zaciekawionym krasnoludom. Bracia Bouldershoulder zaniepokoili si, kiedy weszli do kuchni i zobaczyli buszujcych w niej kapanw. Przeoony Na Ksigach Avery brylowa wrd samozwaczych kucharzy, cho efekty ich \ dziaalnoci byy raczej mizerne, jako e miast przyrzdza posiek, sami wpychali sobie do ust, co tylko wpado im w rce. Bardziej alarmujca ni sza obarstwa bya dla Cadderly'ego naga zmiana jego towarzyszy. Zareagowali w nader osobliwy sposb. Wydawao si, jakby pod wpywem silniejszego impulsu mieli ochot zrezygnowa z wyprawy. - Zwalczcie to - rzek do nich Cadderly, widzc w tym efekt dziaania kltwy. Dla lvana i Pikela kuchnia bya rzecz najwaniejsz i obaj czerpali ogromn satysfakcj z nakarmienia do syta najbardziej zgodniaego kapana. Rozejrzeli si po niemiosiernie zapuszczonym pomieszczeniu, zlustrowali oberajcych si kapanw i przez chwil Cadderly myla, e przyjdzie mu wyruszy w gb katakumb w pojedynk. Jednak stwierdzenie Newandera o wytrzymaoci krasnoludw na dziaanie czarw okazao si tym razem trafne, bowiem Bouldershoulderowie wzruszywszy ze smutkiem ramionami, podamani rozgrywajc si na ich oczach zagad kuchni, nakazali Cadderly'emu i dalej, popychajc go w kierunku drzwi do piwnicy na wino. Zawilgocone zejcie byo mroczne i ciche; pochodnie w cianach nie paliy si. Cadderly otworzy swoj wietln tulejk i zszed kilka stopni, po czym odczeka, a bracia zapal uczywa. Ivan zszed jako ostatni i zamkn na klucz obite metalowymi pasami drzwi, a jakby tego byo mao, zasun jeszcze ogromn zasuw i elazny okrgy rygiel. - Kopoty som tyle za, co i przed namy - wyjani krasnolud, widzc pytajce spojrzenie Cadderly'ego. - Jeli ta banda poczui takie samo pragnienie, jak i gd, mogliby my mie bez nich spore kopoty! Wyjanienie wydawao si cakiem racjonalne, tote Cadderly odwrci si i zaczaj schodzi niej. Nagle Pikel zapa go za rk i wysforowa si na czoo, uderzajc kilka razy cik pak w swj blaszany hem. - Trzymaj si pomiendzy namy - wyjani Ivan. - My ju kiedy szli tom drogom!

Jego pewno siebie dodaa Cadderly'emu otuchy, w przeciwiestwie do haasu, jaki towarzyszy obu krasnoludom. Grzechot i brzk metalu by niemal nie do wytrzymania. Kiedy zeszli na d, powitaa ich gboka ciemno, ale wszyscy trzej czuli, e nie s tu sami. Za najbliszym regaem z winem napotkali pierwsze oznaki, e kto jeszcze szed tdy przed nimi. Podog pokryway odamki szka i brakowao wielu butelek spord tych, ktre Cadderly spisywa przed paroma dniami. lad wid do jeszcze jednego martwego kapana. Lea na boku z napecznialym, niewiarygodnie wielkim kadunem, otoczony przez puste butelki. Z mroku dobiego ich jakie szuranie; Cadderly skierowa promie wiata pomidzy stojak z winem. By tam nastpny mnich, ktry, aczkolwiek bez powodzenia, usiowa podnie si na nogi. By zbyt pijany, aby w ogle zauway wiato, a jego brzuch, rwnie napczniay, przelewa si z boku na bok. Pomimo pijackiego otpienia nadal przykada butelk do warg, uparcie wmuszajc w siebie kolejn porcj alkoholu. Cadderly chcia do niego podej, ale Ivan go powstrzyma. - Poka mi te twoi drzwi - powiedzia do niego, po czym skin na Pikela. Kiedy Cadderly i Ivan weszli dalej w gb piwnicy, Pikel skrci pomidzy regay. W chwil potem Cadderly usysza guche upniecie, jk i brzk tuczonej o kamienie butelki. - Dla jego dobra - wyjani Ivan. Dotarli do beczek, gdzie znaleziono Cadderly'ego, a mody ucze ponownie poczu narastajce zakopotanie i frustracj, bo nawet we trjk nie znaleli adnych drzwi. Ivan i Pikel odsunli wszystkie beczki i skrzynie, po czym z pomoc Cadderly'ego uwanie obejrzeli kady cal ciany. Cadderly bkn co przepraszajco - moe caa jego teoria opieraa si na mylnych przesankach. Jednak Ivan i Pikel wierzc w swego przyjaciela nie zaprzestali poszukiwa. Odpowied znaleli nie na gadkiej nieskazitelnej cianie, lecz na pokrytej licznymi rysami pododze. - Beczki byli przeciungniente - stwierdzi Ivan. Pochyli si, aby zbada lady pozostawione na zakurzonej pododze. - Niedawno. Cadderly przy pomocy wietlnej tulejki bez trudu okreli kierunek, skd je przywleczono, a kiedy przeszli przez pomieszczenie, poczu ponowny przypyw podniecenia. - Jak mogem to przeoczy? - powiedzia. Skierowa promie wiata na regay z winem. - My... Rufo i ja przyszlimy stamtd, a zatem drzwi nie mogy znajdowa si w miejscu, gdzie znalelimy stert beczek. To bya celowa zmyka. Powinienem si domyli. - Ale dosta w eb - zauway Ivan. - A to jezd sprytna sztuczka.

lady wiody do kolejnej beczki przystawionej pod sam cian. Zanim jeszcze Ivan kopniakiem odrzuci j na bok, wszyscy trzej wiedzieli, e faktycznie znajd tu za ni tajemne drzwi. Ivan pokiwa gow i umiechn si, po czym podszed do drzwi i pocign. Bezskutecznie. Nie otworzyy si. Nawet nie drgny. - Zatuczone - burkn krasnolud, spogldajc na dziurk od klucza ponad kokiem do pocigania. Przenis wzrok na brata, ktry z oywieniem, gorliwie pokiwa gow. - od otwierania drzwi je Pikel - wyjani Ivan Cadderly'emu, a ten zrozumia, co krasnolud mia na myli, kiedy Pikel opuci swoje drzewko niczym taran i ustawi si naprzeciw drzwi. - Stj! - rzek Cadderly. - Znam lepszy sposb. - Te jezde spec od otwierania drzwi? - spyta Ivan. - Och - jkn rozczarowany Pikel. - Mona tak powiedzie - odrzek zawadiacko Cadderly, ale zamiast przyrzdw do otwierania zamkw wyj swoj kusz. Mia nadziej, e bdzie mg wyprbowa swj najnowszy wynalazek i z trudem powstrzymywa drenie doni, kiedy napina kusz i adowa bet. - Cofnijcie si - ostrzeg, mierzc w dziurk od klucza. Kusza szczkna i bet przeci powietrze. W uamek sekundy pniej impet strzay przeama jej sab, rodkow cz, kruszc fiolk z Olejem Gromw. skplozja, jaka wwczas nastpia, pozostawia po sobie postrzpion czarn dziur w miejscu zamka. Drzwi skrzypny, uchyliy si o cal i zwisy luno w zawiasach. - Och, ja te chce takom! - zawoa uradowany Ivan. - Ojoj! - potwierdzi Pikel. Ich rado bya jednak krtkotrwaa, bowiem za otwartymi drzwiami, miast potrzaskanych schodw, o ktrych mwi Cadderly, zobaczyli jedynie ceglany mur. - Nowa robota - mrukn po pobienej inspekcji Ivan. Spojrza znaczco na Cadderly'ego. - Masz jeszcze jednom strzalkie na te cegieki, chopcze? Nie czeka jednak na odpowied. Przesun domi po cianie, naciskajc w niektrych miejscach, jakby sprawdza jej wytrzymao. * - Pikel ma klucz - oznajmi i usun si z drogi. Cadderly chcia zaprotestowa, ale Pikel nie zwraca na niego uwagi. Krasnolud wyda osobliwy, zawodzcy dwik, a jego krtkie, pkate nogi zaczy porusza si gwatownie Pikel przez chwil bieg w miejscu, jakby naciga niewidzialn, ukryt spryn, a w chwil

potem z gonym chrzkaniem wyprysn naprzd, przyciskajc swj bojowy taran do boku. Cegy i kawaki zaprawy posypay si na wszystkie strony. Kilka ognistych eksplozji wiadczyo, e po drugiej stronie muru naoono glify ochronne, ale szaleczego natarcia Pikela nie zdoa spowolni ani twardy mur, ani magiczne zaklcia. Krasnolud nie by rwnie w stanie si zatrzyma. Zbyt si rozpdzi. Tak jak Cadderly wspomnia ju wczeniej i o czym prbowa ostrzec ich ponownie, schody za krtkim podestem zostay obrcone w perzyn. - Ooooooooo! -rozleg si cichncy jk Pikela, po ktrym dao si sysze guche lubudu! - Bracie mj! - rykn Ivan i zanim Cadderly zdoa go powstrzyma, on rwnie przebieg przez otwr w cianie. Blask jego pochodni owietli przez chwil chmur gstego kurzu, po czym zarwno rdo wiata, jak i krasnolud zniknli mu z oczu. Cadderly skrzywi si i wzdrygn syszc ostatnie sowa Ivana. - Widzem zie...

ywe trupy Cadderly wolno i ostronie zsun si po linie, uywajc techniki, ktr widzia na ilustracji w jednym z manuskryptw. Lin trzyma zarwno przed, jak i za sob, przecigajc j pod jednym udem i kontrolujc zejcie przy pomocy ng. Sysza, jak krasnolu-dy sarkaj, kiedy przywizywa lin, wic domyli si, e bracia przeyli upadek. Dodao mu to nieco otuchy, kiedy opuci si niej i znalaz w krgu wiata pochodni. Ujrza Pikela, ktry biega w kko i Ivana, ktry niemal depta mu po pitach i wali brata rk poniej plecw, usiujc zdusi unoszce si stamtd ostatnie smuki dymu. - Oo, oo, oo! - zawodzi Pikel i sam kiedy tylko mg, klepa si w to miejsce. - Zatrzym si, ty cuchncy cauniku dbw! - rykn Ivan, walc go z caej siy. - Cisza - ostrzeg ich Cadderly, stawiajc stopy na posadzce tunelu. * - Oo - odpar Pikel, pocierajc raz jeszcze osmolone miejsce. W tej samej chwili krasnolud zwrci uwag na zdobienia murw i zapomnia o caym wiecie. Uszczliwiony podszed, aby si im przyjrze. - Kto chcia, coby my tu nie weszli - skonstatowa Ivan. - Jego zaklcie ognia niele opalio mego brata poniy plecw! Cadderly zgodzi si z jego wnioskami i czu, e powinien wiedzie kto zaoy gliry, bo przecie widzia kogo w pomieszczeniu z butelk,ale... Ale nie mg sobie przypomnie, a obecnie nie mia czasu na medytacj i zgbianie wasnych podejrze. Co waniejsze, aden IS? l. A. Sibitm z krasnoludw nie odnis powaniejszych obrae - wskutek wybuchu zaopatrzony w jelenie rogi hem Ivana tylko si troch oczyci. - Jak daleko do ty przeklenty flaszki? - spyta Ivan. - Mylisz, co my moem si natknun na inny magiczny bariery? -Twarz Ivana pojaniaa. - Jeeli mylisz co tak, musisz pierwy puci krasnolu-dy, wisz. - Waln si pici w napiernik, a zagrzmiao. - Krasnolud wytrzymie. A tego, co to zrobi, zji, a potym wyplui! Mylisz, co my spotkamy tego ktusia? Tego co zaoy przy wchodzie to zaklcie? Bym se z niem pogada. Poparzy mi brata! Nie pozwol, co by on tak robi i parzy mi brata! W miar jak krasnolud mwi, wyraz jego oczu stawa si coraz bardziej odlegy, a Cadderly uwiadomi sobie, e tamten z wolna wymyka si spod kontroli. Stojcy na uboczu Pikel rwnie zachowywa si w podobny sposb. Opad na czworaki i obwchujc kad

szczelin w cianie, raz po raz wydawa gone - ooo! Tuzin oszalaych pajkw, usiujc wydosta si z wasnych pajczyn, zaplta si na amen w brodzie Pikela. Cadderly zawiesi obracajcy si wok osi krysztaowy krek przed twarz Ivana i skierowa na promie ze swojej wieccej tulejki. Krasnolud powoli zamilk, pograjc si coraz bardziej w obserwacji hipnotycznego taca wiata na wielofasetowej ciance dysku. - Pamitaj, po co tu przyszlimy - rzek Cadderly - Skoncentruj si, Ivanie Bouldershoulder. Jeeli nie zdejmiemy kltwy, los caej Biblioteki Naukowej bdzie przesdzony. - Cadderly nie by pewny czy to jego sowa czy taczce w krkach wiato sprawio, e Ivan zacz opiera si kltwie, niezalenie jednak od powodu oczy kras-noluda otworzyy si szeroko - jakby po dugim nie - i tak gwatownie pokrci gow, e aby nie upa musia odruchowo oprze si na stylisku swego wielkiego topora. - Ktrdy, chopcze? - zapyta z nagym oywieniem. - Nareszcie - rzuci pod nosem Cadderly. Spojrza na Pikela i zaczai zastanawia si, czy bdzie musia wykorzysta wobec niego t sam technik. Zreszt to niewane - uzna Pikel nawet kiedy czuwa, wydawa si jakby nity. - Tdy - zadecydowa, pragnc, aby wreszcie wyruszyli. Przyprowad swego brata rzek mijajc Ivana. IM RMtfczka W odpowiedzi usysza gone upnicie - jakby topr uderzy w blaszany garnek - a w chwil pniej Ivan i Pikel ranym krokiem zbliyli si do niego. Po odwiedzeniu wielu lepych uliczek i kilku powrotach do punktu wyjcia dotarli do pradawnego pomieszczenia magazynowego, gdzie przy cianach stay zbutwiae skrzynie. - Byem tu - rzek z naciskiem Cadderly, usiujc oywi wspomnienia. Ivan przyklkn, prbujc odnale co, co potwierdzioby jego sowa. Na ziemi widniay jakie lady, ale wszystkie byy pozacierane i nieczytelne. Albo kto umylnie je pozaciera, albo ostatnio tym korytarzem przechodzio wiele osb. Cadderly przymkn oczy, usiujc sobie przypomnie poprzedni marsz. W jego mylach pojawiy si wspomnienia dugiej wdrwki tunelami, obrazy kociotrupw i korytarzy podziurawionych zowrogo wygldajcymi niszami, ale pomidzy nimi brakowao logicznego zwizku. Nie byo ogniskowej, punktu wyjcia, dziki ktremu mgby zacz je ukada w konkretn cao. I nagle usysza bicie serca.

Gdzie w niewidocznej dali ciekaa woda. Odgos by jednostajny, rytmiczny. Cadderly wiedzia, e ten dwik wtedy mu towarzyszy. Nie dochodzi z adnej konkretnej strony i za pierwszym razem musia go wykorzystywa w charakterze przewodnika, teraz jednak mia co, co zogniskuje jego wspomnienia. Pomimo e przerwy byy rwne, dwik przy niektrych zaomach korytarza przybiera na sile, przy innych za stawa si bardziej odlegy. Za pierwszym razem Cadderly mia na gowie inne sprawy i zarejestrowa w odgos jedynie w podwiadomoci, ale gapami? ta go doskonale. Obecnie zda si na instynkt. Zamiast zaprzta sobie umys niepotrzebnymi problemami, ruszy przed siebie, pozwalajc, by kieroway nim podwiadome wspomnienia. Ivan i Pikel nie zadawali mu adnych pyta, nie mieli nic lepszego do zaproponowania. Dopiero kiedy dotarli do rozgazienia trzech drg - oblicze Cadderly'ego wyranie pojaniao dotd bowiem nawet on sam nie wierzy, e zmierza we waciwym kierunku. - W lewo - rzuci i rzeczywicie w tym tunelu byo mniej pajczyn ni w prawym, jakby kto ostatnio tdy przechodzi. Cadderly wszed do tunelu i niemal natychmiast si odwrci; na jego obliczu malowa si grymas lku, nieomal jawnej, nie skrywanej zgrozy. IM I.A. - Co ty tam zobaczy? - zapyta Ivan i bezceremonialnie odsuwajc Cadderly'ego na bok przeszed pod ukowatym sklepieniem. - Kociotrupy - zaczaj niepewnie Cadderly. Pikel stan tu przy nim, a Ivan wycign przed siebie rk z zapalon pochodni i wbi wzrok w zakurzony, spowity pmrokiem chodnik. - Nie widzem adnych kociotrupw! - rzek po krtkiej chwili. Spotkanie z ywymi trupami wydawao si Cadderly'emu mrocznym, rozmytym wspomnieniem. Nie pamita, gdzie miao ono miejsce i nie wiedzia, dlaczego akurat teraz sobie o nim przypomnia. - Mog by gdzie tutaj - wyszepta. - Co kae mi wierzy, e',. s niedaleko. - Ivan i Pikel wyranie si rozlunili i jednoczenie j pochylili, by spojrze jeden na drugiego spoza modego ucznia. ! - No to idziem - sapn Ivan i przywiecajc sobie pochodni! wszed w lewy korytarz. - Szkielety - powtrzy Cadderly, przechodzc pod ukowatym : sklepieniem. Zna to miejsce - korytarz ze skrzyniami przy cianach, tak szeroki, e mogo w nim stan obok siebie dziesiciu ludzi. Nieco dalej w cianach po obu stronach wida byo nisze.

- Znowu zaczynasz? - spyta Ivan. Cadderly machn agwi w stron alkw. - Tam - wyjani. Ostrzeenie, przynajmniej w jego mniemaniu, wydawao si zowieszcze, ale krasnoludy potrakoway je jak zaproszenie. Miast przymi pochodnie i skrada si, obaj bracia szli rano i zuchwale rodkiem korytarza, zatrzymujc si przed pierwsz nisz. -Ojoj!-rzek Pikel. - Mia e racje, chopcze - przyzna Ivan. - To je szkielet. -Opar topr na ramieniu, pooy drug rk na brodzie i wszed do niszy. - No ji! - rykn do koci. - Bedzieta tak siedzie i gni, czy wyjdzieta i zastpita mi drogie? Pomimo jawnej brawury krasnoludw Cadderly zatrzyma si niepewnie. - Tak jake powiedzia - rzek do niego Ivan. - Ale nie widz, coby si poruszy. - Ale si poruszay - mrukn z naciskiem Cadderly. - Goniy mnie. o RaRtgtzka Bracia przechylili si na bok - przywykli do tego manewru -i spojrzeli na siebie nawzajem spoza Cadderly'ego. - Przecie to mi si nie przynio! -westchn Cadderly, robic krok w bok, aby nie mogli po sobie spoglda. - Spokojnie! Podszed do szkieletu, ale po chwili namysu zatrzyma si i tylko owietli wiatem swojej tulejki wntrze alkowy. - Widzicie te luno zwieszajce si pajczyny? A te strzpy pajczyn na kociach? Byy poczone, ale teraz ju nie s. Albo ten szkielet niedawno std wychodzi, albo kto zszed na d i pood-rywa pajczyny, eby wygldao, i kociotrup opuszcza to pomieszczenie. - Tylko ty e by tu na dole - rzuci Ivan, zanim zdy uwiadomi sobie, co w ten sposb insynuowa. - Sdzicie, e to ja poobrywaem pajczyny? - krzykn Cadderly. - Nawet nie chciabym podchodzi do tych szcztkw. Po co miabym to robi? Po co miabym traci czas? Krasnoludy znw wykonay manewr z pochyleniem si i spojrzeniem, ale kiedy tym razem Ivan si wyprostowa, wydawa si bardziej pewny siebie. - No to dlaczego tu jeszcze siedzom? - spyta. - Jeeli chcom si bi...?

- Bo ich nie atakujemy - przerwa nagle Cadderly. - Oczywicie - doda, gdy sobie uwiadomi prawd. - Kociotrupy nie ruszyy za mn w pocig, dopki nie zaatakowaem jednego z nich. - A czemu e zaatakowa jak kup koci? -musia zapyta Ivan. - Nie atakowaem - wykrztusi Cadderly. - Znaczy... no bo... wydawao mi si, e si poruszya. v - Acha! - wykrzykn Pikel. Ivan wykorzysta to, aby wtrci swoj konkluzj. - A wienc jednak szkielet poruszy si, zanim e go uderzy, a zatem co si tobie myli. - Nie, nie poruszy si - odparowa Cadderly. - Tak mi si wydawao, ale to by tylko szczur albo mysz, co takiego... - Myszy nie wyglondajom jak koci - rzuci oschle Ivan. Cadderly spodziewa si tego typu uwag. - Jeeli nie bdziecie ich rusza, moe uda si nam przej -skonstatowa. - Ktokolwiek je oywi, najprawdopodobniej wyda im polecenie, aby si broniy. m R. A. SaUatort Ivan zamyli si nad tym przez chwile, po czym pokiwa gow. Rozumowanie wydawao si trafne. Skin na swego brata, a Pikel bez trudu poj pozbawione sw danie. Zielonobrody krasnolud odepchn Cadderly'ego z drogi, opuci pak niczym taran i zanim mody ucze zdy go zatrzyma, co si w nogach wbieg do niszy. Przeraliwy cios zmieni czaszk w stert kurzu i odamkw,; a impet uderzenia sprawi, e koci jak deszcz posypay si na wszystkie strony. - Ten jue nie bdzie z nami walczy - mrukn z zadowoleniem , Ivan, strzepujc ebro z ramienia brata, kiedy Pikel ponownie pojawi si na korytarzu. Cadderly sta bez ruchu, a jego usta otworzyy si w grymasie absolutnego niedowierzania. - Musieli my sprawdzi - rzuci Ivan. - Chciaby i dali, wiedzc, e za namy som jakie ywe kociotrupy? - Uch, och - jkn Pikel. Syszc to Ivan i Cadderly odwrcili si jednoczenie. Promie wiata Cadderly'ego omit rdo ko- stemacji Pikela. Ten szkielet, jak to zapowiedzia Ivan, nie mg ju i wsta, aby z nimi walczy, ale tuziny innych wanie si podnosiy i poday w ich kierunku.

Ivan mocno klepn Cadderly'ego w plecy. - Dobre mylenie, chopcze! - pogratulowa mu. - Mia e racj! Trzeba waln, co by je oywi! - I mam si z tego cieszy? - spyta Cadderly. W jego mylach odya fala wspomnie z poprzedniej wizyty, zwaszcza moment kiedy cofajc si gwatownie przed jednym, znalaz si w ucisku drugiego kociotrupa. Cadderly odbi w bok. Kociotrup, ktry wyszed z najbliszej niszy, by niemal tu przy nim. Pikel rwnie to zauway. Niewzruszony krasnolud cisn swoj pak, trzymajc j z wszej strony przy samym kocu, i wykona potny zamach, trafiajc w bok gowy i wysyajc czaszk w przyspieszonym tempie w gb korytarza. Pozostae koci stay jeszcze przez chwil, dopki Pikel kolejnym ciosem nie rozbi ich w proch. * Cadderly popatrzy, jak odbita czaszka znika w czerni korytarza i wrzasn: - Biegiem! - Biegiem! - zawtrowa Ivan, upuszczajc pochodni, po czym on i Pikel pognali wzdu korytarza w stron zbliajcych si trupw. m Inticifci Cadderly'emu chodzio co prawda o co innego, ale kiedy uwiadomi sobie, e nie zdoa zawrci rozjuszonych braci z obranej drogi, wzruszy ramionami i wyjwszy wirujce dyski, zacz powanie zastanawia si nad rwnowag pomidzy wartoci przyjani a wynikajcymi z tego tytuu kopotami. Znajdujce si najbliej kociotrupy nie zareagoway dostatecznie szybko na atak krasnoludw. Ivan potnym cieciem topora rozpata jednego na dwoje, ale kiedy ci w przeciwn stron, jego bro ugrzza miedzy ebrami kolejnej potencjalnej ofiary. Krasnolud, ktry nigdy nie by znany z finezji, szarpn z caej siy i zamachujc si toporem, unis w powietrze nabity na szkielet, po czym wyrn nim w nastpnego kociotrupa. Dwa szkielety poczyy si, ale pomidzy komi uwizl na dobre topr tama. - Potrzebuje ci, braciszku! - zawoa Ivan, kiedy podszed do kolejny szkielet, wycigajc ku jego twarzy brudne, ostre koci palcw. Pikelowi pocztkowo powiodo si lepiej - jak gaz staczajcy si z grskiego zbocza wpad w pierwsze szeregi napastnikw, roztrzaskujc trzy szkielety, a reszt odbijajc o kilka stop wstecz. Nie pozostao to jednak bez konsekwencji, bowiem Pikel, aby wytraci impet przyklk na jedno kolano. Nieustraszeni nieumarli otoczyli krasnoluda ze wszystkich stron i zbliyli si do niego. Pikel chwyci swoj pak, wycign na dugo rki i zacz zatacza

byskawiczne krgi. Kociotrupy byy bezmylnymi istotami, a nie mylcymi wojownikami. Z wycignitymi przed siebie rkoma weszy w zasig ciosw Pikela, a zamaszyste uderzenia w mgnieniu oka potrzaskay ich donie i przedramiona niczym kruche gazki. Krasnolud mia si dziko za kadym razem, gdy jaka ko ze wistem ulatywaa w dal - sdzi bowiem, e jest w stanie kontynuowa to bez koca. Naraz Pikel usysza woanie brata. Zatrzyma si., usiujc okreli waciwy kierunek, po czym zacz przebiera nogami, aby nabra impetu. ^ - Ooo! - rykn i run naprzd, przebijajc si przez piercie kociotrupw. Niestety oszoomienie sprawio, e popeni fataln omyk, bowiem kiedy tylko wydosta si z krgu szkieletw, wyrn gow w ceglany mur korytarza. m R. A. Salutwe - Oo - rozlego si guche echo spod blaszanego hemu siedzcego obecnie na ziemi Pikela. Tylko jeden kociotrup zdoa wymin krasnoludw, aby stawi czoa Cadderly'emu i w tej sytuacji mody ucze by w stanie sobie poradzi. Zacz taczy mikko, na palcach, jak nauczya go Danica, kilkakrotnie wystrzeliwujc niejako na prb swoje wirujce dyski. Szkielet nie zwrci uwagi na jego taneczne zmyki ani na nieszkodliwe rzuty i ruszy do ataku. Krki trafify go w ko policzkow i odwrciy czaszk tak, e mg teraz patrze za siebie. Mimo to szed dalej, a Cadderly ponownie cisn krkami - tym razem usiujc przeupa ciao stwora. W chwili rzutu zrozumia, e popeni bd. Krki przelizgny si midzy ebrami szkieletu ale zakleszczyy si, kiedy poruszy nadgarstkiem, aby je odzyska. Co gorsza,' ruch ten sprawi, e ptla na palcu Cadderly'ego zadzierzgna si j mocno i mody ucze by teraz nierozerwalnie poczony ze swym napastnikiem. Potwr zamachn si. Cadderly run na ziemi, podnis swoj lask i wbi j midzy ebra stwora, Uczc, e uda mu si podway i wydoby swoje dyski. Jednak w chwili, gdy czubek laski opar si o krgosup stwora, postanowi zmieni taktyk. W jego mylach pojawi si obraz punktu podparcia i dwigni -zmieni uchwyt, po czym z caej siy rbn w gwk laski. ebra trzymay si mocno, a sia idcego od dou ciosu przesza w gr, wzdu krgosupa szkieletu, i wybia jego czaszk w powietrze; czerep z hukiem odbi si od

sklepienia. Uderzenie byo tak silne, e nieumary dosownie rozsypa si na kawaki. Cadderly pogratulowa sobie trafnoci pomysu, wyjmujc bro spod sterty koci, ale jego ulga prysa, kiedy spojrza w gb korytarza owietlonego migoczcym blaskiem upuszczonej przez Ivana pochodni. Oba krasnoludy leay na ziemi - Ivan by bezbronny i z trudem usiowa stawi opr atakujcym go szkieletom, Pikel za siedzia pod drug cian (garnek opad mu a do ramion), a caa gromada szkieletw zbliaa si ku niemu. * Druzil wyjrza podejrzliwie spod zoonych nietoperzych skrzyde i zlustrowa mroczn i cich komnat. W koksowniku byy ju tylko arzce si wgle - Barjin kadc si na spoczynek nie chcia zostawi zapalonego i czynnego przejcia midzypaszczyznowego - i w pokoju nie byo innego rda wiata. Imp specjalnie si tym nie przej, spdzi cae stulecia wdrujc wrd wirujcych szarych mgie niszych wiatw. Wszystko wygldao tak jak powinno. W rogu pokoju Barjin spa spokojnie, przekonany, e zwycistwo ma ju w zasigu rki. Po obu stronach drzwi stali Mullivy i Khalif. Stali sztywno jak posgi, majc przykazane, e poruszy si mog jedynie w cile okrelonych przez Barjina okolicznociach. Druzil z pewn ulg, ale i niepokojem stwierdzi, e adna z przewidzianych przez niego sytuacji nie nastpia. aden intruz nie wszed do pokoju, drzwi pozostay zamknite, a imp nie czu przenikliwego wzroku ani odlegego woania Aballistera. Pospno kaplicy nie zmienia wraenia impa, e dzieje si co zego. Co wyrwao go z drzemki. Sdzi, e natrtny Aballister ponownie usiowa si z nim skontaktowa. Druzil napi skrzyda i zagbi si w sobie, przechodzc z wrae fizycznych na bardziej subtelne, wewntrzne doznania, empatyczne sensacje, ktre byy dla niego tym, czym oczy dla ludzi. Wyobrazi sobie obszar za zamknitymi drzwiami, mentalnie sondujc labirynt krtych korytarzy. Nietoperze skrzyda impa rozchyliy si nagle. Szkielety wyszy z nisz! Druzil zgromadzi swoje magiczne siy i sta si niewidzialny. Jednym ruchem skrzyde znalaz si midzy Mullivym a mumi, szybko wypowiedzia haso niwelujce dziaania ochronnych glifw Barjina i wyszed z pokoju. W chwil potem wyruszy w drog - niekiedy lecc, innym razem znowu drepczc na swoich szponiastych stopach. Zmierza w kierunku najdalszych krypt. Such potwierdzi jego dotychczasowe przypuszczenia - w podziemnych korytarzach trwaa zacita walka.

Imp zatrzyma si i rozway opcje. Nie ulegao wtpliwoci, e kociotrupy z kim walczyy, a oznaczao to, e do podziemi dostali si intruzi. By moe zeszli tu w wywoanym przez kltw otpieniu, a jeli byli to zwykli kapani, ywe trupy powinny ju niebawem si z nimi rozprawi - sk w tym, e Druzil nie mg si oprze przeczuciu, e m I. A. SaNatwe iMtftzka ten, kto tu dotar - kimkolwiek by, mia na myli bardziej konkret- j ny cel. Imp obejrza si przez rami, w gb korytarza, ktry doprowa- j dziby go do Barjina. By rozdarty. Jeli skontaktuje si mentalnie i z kapanem, ich wi osignie taki poziom, ktry z pewnoci mej przypadnie do gustu Aballisterowi. Gdyby czarnoksinik z Zamczyska Trjcy kiedykolwiek siei o tym dowiedzia, mgby wygna Druzila z powrotem do niszych! wiatw, a losu tego - po wypuszczeniu na wiat kltwy chaosu -f Druzil za wszelk cen pragn unikn. Tyle e to Barjin, a nie Aballister - upomnia samego siebie -l przej kontrol nad tokiem walki. Pomysowy, potny kapan byli tym, ktry odwanie i efektywnie zada cios w samo serce centrum f prawa i porzdku regionu Gr nienych. Druzil przesa myli korytarzami do kaplicy i wdar si do i umysu picego kapana. Barjin otrzewia w mgnieniu oka, | a w chwil pniej zorientowa si w grocym niebezpieczestwie.; Jeeli min szkielety, postaramy si ich zwie - zapewni | kapana Druzil - ale przygotuj swoj lini obrony! Ivan wiedzia, e brakuje mu miejsca. Jedna do rozdrapywaa j mu rami, a on walc w odpowiedzi pici tylko zdar sobie pa-f nokcie. Dowiadczony krasnolud postanowi zrobi uytek z gowy, j Podkurczy nogi, a kiedy napierajcy szkielet ponownie rzuci si na| niego, skoczy do przodu. Hem Ivana by zaopatrzony w rogi smaka, ktrego ten ubi przy 1 pomocy kuszy" krasnoludw, to znaczy doskonale wywaonego! mota przystosowanego do dalekich rzutw podczas spowodowa- nego wyzwaniem polowania przeciwko elfowi przybyemu z Puszczy Shilmista. Przyczepiajc rogi do hemu, sprytny Ivan uy | starej techniki, do ktrej potrzebowa kilku rnych metali, a obec- j nie modu si, by wizania okazay si dostatecznie mocne. Wbi si w pier szkieletu i wiedzc, e rogi prawie na pewno | ugrzzn pomidzy

komi, wsta i wypry si, unoszc kociotru-1 pa nad gow. Nie by pewny, ile w ten sposb osign, gdy szkic- 4 let zwisajcy prostopadle ponad jego ramionami nadal stara si] szarpa go szponiasrymi palcami. N* Ivan targn gow w przd i w ty, ale ostre pak szkieletu wpiy mu si w szyj i zagbiy w ciele. Inne trupy zbliay si. Znalaz odpowied w alkowie, widniejcej w cianie korytarza. On mg wej do rodka bez trudu, ale kociotrup? Pochyli gow i niemal pkajc ze miechu, biegiem ruszy naprzd. Impet gdy czerep i nogi szkieletu zderzyy si z ukowatym sklepieniem niszy, tylko nieznacznie spowolni tempo Ivana. Koci, kurz i pajczyny rozsypay si wokoo, a krasnolud, przewracajc si na ziemi o mao nie zgubi swego hemu. W chwil pniej znw wyszed na korytarz. Z rogw na jego hemie zwisao tylko kilka lunych pasemek pajczyny i poowa strzaskanej klatki piersiowej szkieletu. Pokona bezporednie zagroenie, ale w korytarzu nadal roio si od nieprzyjaci. Pikela uratowa Cadderly. Oszoomiony krasnolud siedzia pod cian, brzczao mu w uszach i wszystko wskazywao, e jeszcze dugo nie przestanie, podczas gdy gromada kociotrupw bya tu tu. Zbliay si szybko. - Druid, Pikel! - zawoa Cadderly, usiujc znale jaki sposb, by przywoa wstrznitego i oszoomionego krasnoluda do rzeczywistoci. - Myl jak druid. Wyobra sobie zwierzta! Sta si zwierzciem! Pikel unis brzeg blaszanego garnka-hemu i spojrza obojtnie na Cadderly'ego. -Co? - Zwierzta! - wrzasn Cadderly. - Druidzi i zwierzta. Zwierz jest w stanie si poderwa i uciec! Wyskocz w gr... jak w, Pikel. Wystrzel w gr jak w! v Blaszany garnek ponownie opad na oczy krasnoluda, ale Cadderly poczu ulg, bowiem ujrza, jak Pikel napra mocno mif nie rk i ng. Tuzin szkieletw siga w jego stron. I w tej samej chwili zwinity w wyskoczy w gr. Pikel wpad w bitewny sza, zadajc ciosy oburcz, kopic obun, jednego kociotrupa ugryz nawet w przedrami. Kiedy tylko ponownie stan na nogach, uchwyci pewniej duga pak i rozpocz najbardziej szalony i zacity atak, jaki Cadderly mia okazj oglda. Otrzyma z tuzin ciosw, ale wcale si tym nie przej. Myla teraz tylko o jednym, o woaniu swego brata.

m l. A. SilMtm Ujrza Ivana wychodzcego z niszy w murze i dostrzeg jegoi topr zapltany pomidzy koci dwch poczonych szkieletw! zmierzajcych wolno w jego stron. Pikel dopad je, zanim zdyy! dopa jego brata. J Paka z pnia drzewa uderzaa raz po raz, miadc i rozupujc! kociotrupy, karzc je za przywaszczenie broni Ivana. - Starczy, bracie - zawoa z radoci w gosie Ivan, wyjmuj topr spod zwau koci. Som jeszcze takie, co si trzymajom nogach. W nich bij! Cadderly wymin sunce wolno szkielety i podszed do krasno-1 ludw. - Ktrdy? - wydysza. - Naprzd - odpar bez wahania Ivan. - Ojoj! - zgodzi si Pikel. - Ty id pomnidzy nami - burkn Ivan, roztrzaskujc cze kociotrupa, ktry nieopatrznie podszed zbyt blisko. Kiedy ruszyli wzdu korytarza, Cadderly usprawni nieco taktyke.| Swoimi wirujcymi dyskami mierzy jedynie w czaszki. W ten sposb! istniaa mniejsza szansa, e krki gdzie ugrzzn - natomiast przyj pomocy laski trzyma sigajce w jego stron monstra na dystans. f Bardziej grone byy dla szkieletw idce po obu stronach! modego ucznia krasnoludy. Pikel warcza jak niedwied, szczeka! jak pies, pohukiwa jak sowa albo sycza jak w, niezalenie jednaki od wydawanych przez siebie dwikw zadawa rwno miads ciosy swoim drzewkiem". Ivana ogarn niewiele mniejszy sza. Oddawa ciosem za ciosaj ale podczas gdy kociotrupy zadaway mu jedynie drobne rany, ska-| leczenia od kocistych palcw, kade ciecie Ivana zmieniao kolej-? nego przeciwnika w stert rozupanych i bezuytecznych gnatw. Trio przeszo pod jednym z ukowatych sklepie, pokonao kill ostrych zakrtw i jeszcze jedno ukowate przejcie. Niebawe wicej szkieletw pozostao za, ni przed nimi, a droga stawaa sfe coraz szersza, w miar jak ubywao zagradzajcych j upiornych! przeciwnikw. Taki obrt sprawy wyranie ucieszy krasnolui?" i Cadderly musia raz po raz przypomina im o wadze misji, kt wykonywali, bo w przeciwnym razie niechybnie by zawrcili w poszukiwaniu kolejnych kociotrupw do rozwalenia. Wreszcie uporali si z zagroeniem, a Cadderly mia chwil: _ koju. Musia odetchn i pozbiera myli. Wiedzia, e drzwi, Rantgczka

szczeglne drzwi, przez ktre przebijao wiato, nie mogy znajdowa si daleko std, ale w labiryncie krzyujcych si korytarzy nie byo adnych charakterystycznych ladw ani znakw, ktre mogyby oywi jego upion pami. Sdzc po iloci roztrzaskanych szkieletw Druzil domyli si e intruzi nie byli bezwolnymi ofiarami kltwy chaosu. Byskawicznie zwikszy dzielcy ich od niego dystans i nawet niewidzialny, skrztnie ukrywa si wrd cieni. Nie spuszczajc z oka Cadderly'ego i krasnoludw, imp ponownie skontaktowa si telepa-tycznie z Barjinem i tym razem poprosi kleryka.o bezporedni pomoc. Przeka mi dowdztwo nad kociotrupami - zada. Barjin zawaha si - jego nieuczciwe metody postpowania podpowiaday mu, e imp moe w przyszoci zechcie wykorzysta w atut przeciwko niemu. Podaj mi komendy albo przygotuj si na spotkanie z wymienit kompani - ostrzeg Druzil. - Mog sluy ci wiernie, mj panie, ale tylko jeli bdziesz postpawal roztropnie. Barjin obudzi si, by stwierdzi niewiarygodni wrcz blisko zagroenia, ale nie zamierza utraci tego, co z takim trudem osign. W dalszym cigu nie ufa impowi. aden mdry pan by tego nie zrobi, aczkolwiek stwierdzi, e w razie potrzeby bez trudu sobie z nim poradzi. Poza tym gdyby imp usiowa wykorzysta szkielety przeciw niemu, wystarczyoby mu jedynie przy pomocy siy woli ponownie przej nad nimi kontrol. * Zniszcz intruzw! - rozleg si telepatyczny rozkaz Barjina, a zaraz potem starannie wyartykuowane komendy i zdania rozpoznawalne przez oddziay kociotrupw. Druzil nie potrzebowa zachty ze strony Barjina, ochrona butelki i bezcennej kltwy chaosu bya dla niego waniejsza ni dla kapana. Zapamita wszystkie komendy i hasa, dziki ktrym mg uzyska kontrol nad szkieletami, po czym zauwaywszy, e Cadderly i krasnoludy zatrzymali si, by odpocz w jednym z bocznych, pustych korytarzy, wyruszy zebra pozostae siy nie-umarych. I. A. Sak atm Kiedy intruzi ponownie si z nimi zetkn, szkielety nie bd ju nie zorganizowan, bezmyln haastr. - Otoczymy ich i uderzymy unisono - rzuci Druzil do s; tw, cho dla bezmylnych potworw te sowa nie miay adnej znaczenia. Druzil chcia je jednak usysze. - Rozerwiemy krasnoudy i czowieka na strzpy - cign i coraz bardziej podekscytowany. Mimowolnie zacz zastanawia si, jakie miaby szans wyko rzystujc oddziay

nieumarych przeciwko Barjinowi. Musia * przemyle. Po prostu nie potrafi si temu oprze. Bardzo szyb) jednak zrezygnowa z tego pomysu, uznajc go za absurdalny. Pt. co, Barjin suy mu cakiem dobrze, tak jak wczeniej Aballister. Ale kto wie, co przyniesie przyszo? 17 Walka Daniki Znalaza si w samym centrum narastajcych, powracajcych raz po raz pragnie, kumulujcych si we wszechpochaniajce crescendo, by potem opa i ustpi miejsca innym, rwnie nieodpartym, impulsom. Bya to wedug Daniki apoteoza pieka, gdzie dyscyplina i cise zasady kodeksu jej ukochanej religii nikniy pod falami czystego chaosu. Usiowaa to stumi, wymaza z pamici obrazy elaznej Czaszki, pragnienia, ktre odczuwaa, kiedy Cadderly jej dotyka i wiele innych, ale w swzch zmieniajcych si brutalnie mylach nie znajdowaa najsabszego choby oparcia. W kocu zrobia co, czego nie by w stanie zniweczy nawet chaos. Aby wygra walk o teraniejszo, odwoaa si do prostszej przeszoci. Ponownie ujrzaa swego ojca Pavela, jego nisk, siln sylwetk i posiwiae na skroniach jasne wosy. Przede wszystkim jednak Danica widziaa jego szare oczy, zawsze agodne, kiedy spoglday na ma podwczas dziewczynk. I ujrzaa te swoj matk, i imienniczk, tward, niewzruszon i dziko zakochan w swoim mu. Danica bya niemal jej lustrzanym odbiciem rniy si tylko barw wosw - matka miaa nie jasne, ale lnice i kruczoczarne, zdradzajce wschodnie pochodzenie. Niska i szczupa jak crka, miaa takie same jasnobrzowe oczy - nk ciemne, ate raczej barwy piasku lub opalenizny, w ktrych odbijay si iskierki niewinnoci bd pomienie niezomnej determinacji. Obrazy rodzicw przyblakiy i zastpio je wspomnienie twarzy pomarszczonego, starego i tajemniczego mistrza Turkela. 211 I. A. SilfitMt Mia skr grab i tward po niezliczonych godzinach medytacji, spdzonych w socu na samym szczycie gry, wysoko ponad pasem rzucajcych cie drzew. By to bez wtpienia czowiek kontrastw - sw niewiarygodn perfekcj i zrczno w walce ukrywa na co dzie pod mask bezgranicznego wrcz spokoju. Jego zacieko podczas treningowych pojedynkw czsto przeraaa Danik, ktra niejednokrotnie sdzia, i straci on nad sob kontrol. Kiedy jednak poznaa go lepiej, zrozumiaa, e to niemoliwe.; Ten czowiek nigdy nie traci nad sob kontroli. Dyscyplina byaj podstaw, jdrem jego - ich religii, ta sama

dyscyplina, ktrej Danica tak bardzo teraz poszukiwaa. Pracowaa ciko pod okiem ukochanego mistrza przez sze a do dnia, kiedy Turkel szczerze przyzna, e nie jest w stanie i jej niczego wicej. Pomimo napicia i radosnego wyczekiwa spowodowanego perspektyw studiowania autentycznych dzie samego Penpahga D'Anna, dzie, w ktrym opucia Westgat i wyruszya w dug drog do Biblioteki Naukowej, by dla nie wyjtkowo smutny. Ale tam spotkaa Cadderly'ego. Cadderly! Pokochaa go od pierwszej chwili, kiedy go ujrz w pogoni za bia wiewirk wzdu zaroli okalajcych krt droga, prowadzc do frontowych drzwi biblioteki. Cadderly nie spostrzejd jej a do chwili, gdy wpad gow naprzd w gszcz kolczasteg burro. To pierwsze spojrzenie wywaro na Danice piorunujce wraenie - zarwno wwczas, jak i teraz kiedy zaciekle walczvto o odzyskanie wasnej tosamoci. Cadderly by zakopotany - co do tego nie byo wtpliwoci, i nagy bysk w jego oczach, szarych, lecz duo janiejszych ni u je ojca, i delikatny grymas, ktry w jednej chwili przerodzi si w pro mienny umiech, sprawi, e Danik od stp do gw ogarna fa osobliwego ciepa. Ich zwizek by zarazem podniecajcy, ekscytujcy i niepr, dywalny. Nigdy nie wiedziaa, czym jeszcze moe j zaskoczy Jednak to nie byo najwaniejsze. Oprcz nieprzewidywalnoc najwiksze znaczenie miaa dla niej jego nieugita, twarda postaw Cadderly by jej opok. Obdarzy j przyjani, wysuchiwa or wieci zarwno o kopotach, jak i sukcesach, ale przede wszys szanowa j i nauk, ktrej si powicaa, nie usiujc rywaliz< o jej czas z Penpahgiem D' Ahnem. 202 RMtfczkt Cadderly? Danica usyszaa echo rozbrzmiewajce gboko w jej mylach, kojce, ale pene determinacji woanie Cadderly'ego, nakazujcego jej walczy. Walczy? Danica zajrzaa w gb siebie ku owym niepohamowanym pragnieniom i jeszcze gbiej, do ich rda, a wwczas tak jak Cadderly miaa wizj. To byo w niej, a nie na zewntrz. Wyobrazia sobie czerwon mg przenikajc jej myli, nieuchwytn moc usiujc zmusi j do postpowania wedle wasnej woli. Bya to ulotna wizja, ktra znika, ledwie si pojawia, ale Danica zawsze bya uparta. Wysilia ca swoj wol, aby ponownie j przywoa i tym razem nie pozwolia jej

prysn tak szybko. Udao si jej zidentyfikowa wroga - miaa co, z czym moga walczy. - Walcz, Daniko - powiedzia Cadderly. Wiedziaa o tym, syszaa echo jego sw. W gbi swej jani postanowia przeciwstawi si podszeptom rowej mgy. Odmwia wykonywania wszystkiego, co mga nakazy waa jej robi i myle. Gdyby serce podpowiadao jej, e ktry z owych podszeptw jest suszny, zarzuciaby mu kamstwo. - elazna Czaszka - rzek gos w jej wntrzu. Danica odparowaa wspomnieniem blu i ciepej krwi ciekajcej po twarzy, wspomnieniem, ktre uwiadomio jej, jaka bya gupia usiujc rozbi kamie. To woanie nie byo syszalne w normalny sposb. Nie odbierao si go uszami, nie rozbrzmiewao w przestrzeni, niesione porywistym wiatrem. Energia emanujca z kamienia nekromantw Barjina niosa posanie pewnej bardzo szczeglnej grupie odbiorcw, potworom z drugiego wiata, z krainy umarych. Zew zosta odebrany o kilka mil od Biblioteki Naukowej, w miejscu, gdzie niegdy znajdowao si niewielkie grnicze miasteczko. Uschnita i brudna do ghula wyonia si spod ziemi, sigajc do wiata ywych. W chwil potem nie opodal pojawiy si druga i trzecia. Niebawem cae stado upiornych ghuli wychyno si ze 203 l. A. SilMtort swoich jam; spomidzy ich pokych kw wystaway dugie, ociekajce lin jzory. Przykurczone, nienaturalnie zgarbione, podczas biegu dotykajce piciami gruntu, ghule wyruszyy w drog. Zmierzay w stron Biblioteki Naukowej. i * * * Newander mg si jedynie domyla, jaka walka wrza w umyle modej kobiety. Ubranie Daniki przesiko potem, a o sama wia si i pojkiwaa pod opasujcymi j ciasno pnczau winoroli. W pierwszej chwili sdzi, e spowodowa to bl i szybk przygotowa umierzajce zaklcie, aby j uspokoi. Na szczci przyszo mu do gowy, e cierpienia Daniki mogy zosta wywoa-przez ni sam, co oznaczao, e zgodnie z przypuszczenia! Cadderly'ego znalaza sposb na zwalczenie efektw dziaania kl wy. Usiad przy ku i delikatnie pooy donie na ramionac Daniki. Nie odzywajc si ani nie robic nic, co mogoby wytrci j z koncentracji, patrzy na ni z uwag, zaniepokojony czy aby i omyli si w swoich osdach.

Dziewczyna otworzya oczy. - Cadderly? - zapytaa. W tej samej chwili ujrzaa, e si przy niej mczyzna nie jest Cadderlym i stwierdzia, e nie i si poruszy. Napia minie i przesuna si na tyle, na ile pc lay jej pdy, oszacowujc ich wytrzymao. - Spokojnie, droga panienko - rzeki agodnie Newander, wy wajc jej narastajcy niepokj. - Twj Cadderly by tutaj, ale i mg zosta. Zostaem, by czuwa nad tob. Danica przestaa si szamota, rozpoznajc akcent mczyz . Nie znaa jego imienia, ale dialekt i obecno winoroli zdradzi! jego profesj. - Jeste druidem - powiedziaa. - Zowi mnie Newander - odpar druid, kaniajc si nis - Jestem przyjacielem twojego Cadderly'ego. Danica przyja jego sowa bez cienia wtpliwoci i przez i rozgldaa si, usiujc odzyska orientacj. Wiedziaa, e znajduje si w swoim pokoju, ale miaa wn e co jest w nim nie tak. Nie chodzio o Newandera ani osa 104 o winorole. Co w tym pokoju, azylu Daniki, co, co balansowao na granicy wiadomoci modej kobiecy, razio j, rozdzierao jej dusz. Spojrzenie Daniki pado na zwalony kamienny blok, pokryty z jednej strony ciemnymi plamami. Bl promieniujcy z czoa uwiadomi jej, e sny mwiy prawd i e te plamy byy plamami jej wasnej krwi. - Jak mogam by tak gupia? - jkna Danica. - Nie bya gupia - zapewni j Newander. - Cae to miejsce zostao oboone kltw, ktr Cadderly postanowi zdj. Danica powtrnie intuicyjnie wyczua, e druid mwi prawd. Powrcia mylami do wizji walki z natarczyw czerwon mg, walki, ktr chwilowo wygraa, ale bitwa jeszcze trwa. Nawet lec na ku Danica wiedziaa, e czerwona mga nadal wscza si do jej umysu. - Gdzie on jest? - spytaa bliska paniki. - Zszed do podziemi - odpar Newander, nie widzc potrzeby ukrywania faktw przed skrpowan kobiet. - Mwi o dymicej butelce, znajdujcej si gboko na poziomie piwnic. - Dym - zawtrowaa tajemniczo Danica. - Czerwona mga. Ona jest wszdzie wok nas, Newanderze. Druid pokiwa gow. - Cadderly te tak mwi. To on otworzy butelk i teraz zamierza j zamkn.

-Sam? - Nie, nie - zapewni j Newander. - Poszy z nim dwa krasnolu-dy. Nie zostay dotknite kltw tak jak pozostali. - Pozostali? - wyszeptaa Danica. Zrozumiaa, e jej opr wobec zakl dziaajcych na umys by wikszy ni u przecitnych ludzi i nagle zacza obawia si o los pozostaych kapanw. Jeeli ona sama zostaa zmuszona do walenia gow w kamienny blok, jakie tragedie mogy przydarzy si mniej zdyscyplinowanym i zorganizowanym duchownym? - Tak, pozostali - odrzek pospnie Newander. - Caa biblioteka znalaza si w mocy kltwy. Mao kto, jeeli ktokolwiek zdoa si jej wymkn; Cadderly jest tu wyjtkiem. Krasnoludy s oglnie bardziej odporne na wikszo czarw i bracia kucharze wydaj si w niezej kondycji. Danica prawie nie wierzya w to, co usyszaa. Ostatni rzecz, jak pamitaa, byo odnalezienie nieprzytomnego Cadderly'ego, 205 I. A. Saltatwe przywalonego beczkami w kcie starej piwnicy z winem. Wszystko, co nastpio pniej, wydawao si jej ulotne niczym osobliwy sen,, cig mglistych obrazw i irracjonalnych zdarze. Dopiero terazJ kiedy skoncentrowaa si, wytajc ca si woli przypomr sobie niewybredne awanse Kierkana Rufo i brutalny sposb, w; go potraktowaa. Jeszcze bardziej wyrazicie przypomniaa sobk kamienny blok, eksplodujce byski blu i wasn niech do przyl znania si do poraki. s Danica nie prbowaa nawet wyobraa sobie, co dziao si w ] zostaych pomieszczeniach biblioteki, jeeli faktycznie stao si t jak powiedzia druid i cae to miejsce zostao oboone kltw. M tego zogniskowaa myli na bardziej osobistym poziomie, Cadderlym i jego wdrwce w gb zeranych grzybem, niebezpie nych piwnic. - Musimy tam pj i mu pomc - oznajmia i ponownie: szarpa krpujce j pta. - Nie - rzek Newander. - Zostaniemy tutaj, tak jak ka Cadderly. - Nie - rzucia Danica, krcc gow. - Oczywicie, e l tak powiedzia, prbowa mnie ochroni i jeszcze niedawno, wie par chwil temu faktycznie potrzebowaam opieki. Cadderlj i krasnoludy mog nas potrzebowa i nie zamierzam lee ti skrpowana jakim zielskiem, kiedy on tam stawia czoo niebezpk

czestwu. Newander mia ju zapyta j, dlaczego sdzi, e w piwnicy mog czai si jakie niebezpieczestwa, kiedy przypomnia sobie, ja Cadderly opowiada mu swoje ponure wspomnienia z tego nawi dzonego, mrocznego miejsca. - Uwolnij mnie od tych rolin, Newanderze - rzucia baga Danica. - Ty moesz tu zosta, jeeli chcesz, ale ja musz jak szybciej doczy do Cadderly'ego. Zanim ta przeklta mga zno przejmie nade mn kontrol! lej ostatnie sowa - perspektywa, e kltwa mogaby powrci j wzmogy przekonanie Newandera, e moda kobieta powinni wbrew wszystkiemu, z uwagi na ewentualno nagego nawroi obdu, pozosta pod cis kontrol, a jej ozdrowienie moe jedynie tymczasowe. Druid nie potrafi jednak zignorowa deter nacji pobrzmiewajcej w gosie mniszki. Od czasu swego przyl do biblioteki z rnych rde sysza opowieci o niesamowite 20* iMtgezka Danice i nie wtpi, e gdyby zdoaa zachowa trzewy umys, mogaby by potnym sojusznikiem Cadderly'ego. Niemniej jednak nie mg lekceway mocy kltwy - dowody, a nazbyt oczywiste, osaczay go ze wszystkich stron i uwolnienie jej wydawao mu si nader ryzykowne. - Co zyskasz zatrzymujc mnie tutaj? - spytaa Danica, jakby czytajc w jego mylach. Jeeli Cadderly'emu nic nie grozi, odnajdzie i zniszczy kltw, zanim ja... my do niego dotrzemy. Ale jeeli jemu i krasnoludom co grozi, z ca pewnoci przyda im si nasza pomoc. Newander machn rkoma i zagwizda przecigle do winoroli. Pdy odwiny si z ka, uwalniajc Danik, po czym wysuny si z powrotem za okno. Danica dugo rozprostowywaa nogi i rce, zanim zdecydowaa si wsta, a nawet wwczas skorzystaa z pomocy Newandera. Przytrzymywana przez druida staa niepewnie, chwiejc si na nogach. - Jeste pewna, e moesz i? - zapyta. - Rana na gowie bya bardzo powana. Danica obcesowo uwolnia si z jego ucisku i chwiejnie wysza na rodek pokoju. Tam rozpocza seri rutynowych wicze, wykonujc coraz swobodniej znajome, powtarzane po wielekro ruchy. Zataczaa rkoma krgi i wykonywaa ciosy z idealn harmoni -kady kolejny element wynika pynnie z poprzedniego. Raz po raz jej nogi na zmian przecinay powietrze i zataczay szerokie uki ponad gow. Newander w pierwszej chwili przyglda si jej z niepokojem, ale potem umiechn si

i pokiwa gow z zadowoleniem. Wiedzia, e moda kobieta w peni odzyskaa kontrol nad swoimi ruchami, ktre dla druida miay nieomal zwierzc gracj, szybko i zwinno. - A wic ruszajmy - rzek, biorc swoj dbow lask i podchodzc do drzwi. Kiedy wyszli na korytarz, powitay ich kolejne dwiki dochodzce z pokoju Histry. Danica spojrzaa z niepokojem na Newandera i ruszya w tym kierunku. Newander zatrzyma j, kadc do na ramieniu. - Kltwa - wyjani. - Ale przecie musimy jej pomc - zacza Danica i nagle uwiadomia sobie powd owych jkw. 207 l. A. Sihutm Jej policzki w mgnieniu oka pokraniaty i pomimo powagi syt cji zacza chichota. Newander usiowa zmusi j do szybkie marszu. Nie opieraa si. Prawd powiedziawszy, kiedy mijali dn Histry, to Danica musiaa pocign druida za rk. Najpierw zatrzymali si przy pokoju Cadderly'ego. Kiedy v do rodka, Kierkan Rufo koczy wanie uwalnianie si z opon wizw bdcych dzieem Ivana. Na ten widok oczy Daniki pojaniay. Oczyma duszy pono ujrzaa scen niewybrednych zalotw Rufa i mao brakowao, nowa fala nienawici, efekt dziaania wszechobecnej czerwoi mgy, ponownie przejta nad ni kontrol. - Gdzie jest Cadderly? - spytaa przez zacinite zby. Newander naturalnie nie wiedzia o Kierkanie, ale natychi zorientowa si, e Danica nie ywi wobec tego kapana zbyt j jaznych uczu. Rufo skrci mocno rk w nadgarstku i zerwa ostatni Odwrci wzrok, najwyraniej nie chcc w tej chwili patrze Danik czy kogokolwiek innego. Dotkliwie pobity i sponiewiera chcia jedynie znale si w swoim wasnym, mrocznym poko i wczoga jak najgbiej pod ko. Najwyraniej le j oceni a! zwyczajnie mia pecha, kiedy natkn si na ni wychodzc z koju. - Gdzie jest Cadderly? - powtrzya z naciskiem Da zastpujc mu drog. Rufo wyszczerzy zby w drwicym grymasie i zamachn: ale jego rka nie dosiga celu. Zanim Newander zdy si wn sza, Danica schwycia Rufa za nadgarstek i wykorzystujc je impet, agodnym skrtem przechylia kocistego mczyzn w bi Newander

usysza guchy odgos, cho kolejny ruch Daniki l zbyt szybki i krtki, by mona go byo dostrzec. Druid nie l pewny, gdzie uderzya tamtego, ale sdzc po specyficznym gryi si i sposobie, w jaki Rufo zaczaj nagle podskakiwa na palca bez trudu zdoa si tego domyli. - Daniko! - zawoa druid, oplatajc dziewczyn rkoma i c. gajc j w bok. - Daniko - wyszepta jej wprost do ucha. - To l wa. Pamitasz o kltwie? Musisz to w sobie zwalczy, dziewczj Danica natychmiast si rozlunia i pozwolia Rufowi przej Uparty kapan nie mg si oprze pokusie, aby mijajc j odwri si i raz jeszcze umiechn do niej drwico. 2* lt|ciki Stopa Daniki trafia go w bok gowy. Kopniecie byo tak silne, e Rufo potoczy si bezwadnie w gb korytarza. - Zrobiam to umylnie - zapewnia Danika, nie usiujc ju wyrywa si z ucisku druida. - Niezalenie od kltwy! Newander z rezygnacj pokiwa gow. Rufo sam si o to prosi. Puci Danik, w chwili gdy usysza, e Rufo niezdarnie odpeza w gb korytarza. - Uparty go - zauway. - To prawda. A za bardzo - przyznaa Danica. - Musia wej w drog Cadderly'emu i krasnoludom. - Zauwaya sice na jego twarzy? - spyta druid. - Zdaje si, e w tej walce nie poszo mu zbyt dobrze. Danica potulnie potwierdzia, ale w gbi duszy postanowia, e nie powie Newanderowi, i wikszo tych siniakw i guzw na twarzy Rufa bya jej dzieem. - A wic Rufo ich nie powstrzyma - skonstatowaa. - Dotarli do piwnic. Musimy si pospieszy, aby ich dogoni. Druid zawaha si. - O co chodzi? - Boj si o ciebie - stwierdzi Newander. - I ciebie. W jakim stopniu uwolnia si spod wpywu mgy? Sdzc po wyrazie twojej twarzy, kiedy natknlimy si na tego czowieka, w mniejszym, ni przypuszczaem. - Zgadzam si, e pomimo moich wysikw mga wci wywiera na mnie pewien wpyw - odpara. - Ale twoje sowa pomogy mi odzyska panowanie nad sob, chocia chodzio o Kierkana Rufo. Mj zatarg z nim siga okresu sprzed dziaania kltwy. Nie

zapomn, jak na mnie patrzy, ani tego, co zamierza mi zrobi. . W brzowych oczach Daniki pojawi si dziwny wyraz. Mniszka ostronie odsuna si od Newandera. - A dlaczego druid Newander nie zosta objty dziaaniem kltwy? l co takiego posiada Cadderly, co czyni go niewraliwym na wpyw czerwonej mgy? - Co do mnie, to nie wiem - odrzek niezwocznie Newander. - Twj Cadderly uwaa, e jestem odporny, poniewa nie mam w sercu ukrytych pragnie i poniewa przybyem do biblioteki, kiedy kltwa zacza ju dziaa. Zrozumiaem, e dzieje si co zego, kiedy zobaczyem moich przyjaci - by moe to ostrzeenie sprawio, i przestaem by podatny na jej dziaanie. 20* l. A. Satoatm Daniki to nie przekonao. - Jestem zdyscyplinowan wojowniczk - odpara - a mimo kltwa z atwoci przenika moje myli nawet teraz, cho zdaj ?"h spraw z grocego niebezpieczestwa. Newander, nie umiejc znale stosownego wyjanienia, ty] wzruszy ramionami. - To teoria twojego Cadderly'ego, nie moja - stwierdzi. - A w co wierzy Newander? Druid ponownie tylko wzruszy ramionami. - Jeeli chodzi o Cadderly'ego - rzek po chwili - to sam fakt s to on otworzy butelk, mg go ocali. W przypadku zakl odczuwa jej mon czego da. Danica nie sdzia, aby to wyjanienie mogo mie dla niej jakkot wiek warto, ale w gosie Newandera niezaprzeczalnie pobranie waa szczero. Opucia rce i wraz z druidem wysza z pokoju. Kuchnia nadal naleaa do mionikw obarstwa. Kilku nasi tpnych leao na ziemi, ogarnitych kompletnym bezwadem, r" inni wci kryli niespokojnie, uszczuplajc skrztnie zgrorr<"*" przez krasnoludy zapasy ywnoci. Newander i Danica usiowali trzyma si od nich na dyst zmierzajc w stron drzwi do piwnicy, ale pewien tusty kapan l dziej ni przelotnie zainteresowa si pikn mod kobiet. - C za smaczny ksek - wykrztusi midzy kilkoma g czkniciami. Ocierajc zatuszczone palce o jeszcze bardzie zatuszczon szat, ruszy w stron Daniki. Prawie zdoa jej dosign - Danica ju mylaa, e bdz musiaa mu przyoy, gdy wtem pulchna do zacisna si na je ramieniu i brutalnie go obrcia.
CZP*

tak bywa, e ten, kto wywouje kltw, sam nie

- Stj! - wykrzykn Przeoony Na Ksigach Avery. - Za ke ty si uwaasz? Kapan przyglda si Avery'emu ze szczerym zakopotanie podobnie jak stojca tu za nim Danica. - Danica - wyjani mczynie Avery. - Danica i Cadderlyj Trzymaj si od niej z daleka! ' Zanim kapan zdoa j przeprosi, zanim Danica zdya us koi Avery'ego, pulchny Przeoony Na Ksigach zamachn si drug rk, w ktrej dziery pokanych rozmiarw barani ud** i rbn nim tamtego w gow. 2W aatffczka Mczyzna osun si na ziemi i znieruchomia. - Ale... mistrzu Avery... - zacza Danica. Avery przerwa jej brutalnie. - Nie musisz mi dzikowa - powiedzia. - Strzeg mego drogiego Cadderly'ego jak oka w gowie. I naturalnie jego przyjaci rwnie. Nie musicie mi dzikowa! -Oddali si, nie czekajc na odpowied, pogryzajc barani udziec i poszukujc nowych delicji, ktrymi mgby si uraczy. Danica i Newander ruszyli w stron lecego, ale ten ockn si gwatownie i pokrci gow. Otar doni miejsce, w ktre zarobi baranim udcem, przez chwil z uwag obwchiwa palce, a kiedy zda sobie spraw, e to nie jego krew, obliza je chciwie. Uczucie ulgi opucio Danik i Newandera, kiedy dotarszy do cikich, obitych metalem drzwi, stwierdzili, e s zamknite na gucho. Danica mocowaa si z nimi przez chwil, usiujc okreli sposb zamknicia, podczas gdy druid przygotowywa zaklcie. Newander wymwi kilka sw - Danica miaa wraenie, e syszy jzyk elfw - a drzwi jakby w odpowiedzi wyday gony jk. Drewniane deski wypaczyy si i obluzoway. Teraz grzechotay przy lada dotkniciu. Kiedy druid zakoczy zaklcie, Danica szarpna drzwi mocniej. Nie byy ju rwno wpasowane ze wszystkich stron we framug, ale znajdujcy si za nimi rygiel trzyma mocno. Mniszka na dusz chwil pogrya si w gbokiej koncentracji, po czym zadaa cios otwart doni. Jej uderzenie powalioby kadego czowieka, ale drzwi byy stare, dbowe i bardzo grube -tote nie wywaro na nich wikszego efektu. Powstay w pocztkowym okresie biblioteki i miay zapewni maksymaln ochron ludziom znajdujcym si wewntrz budynku. Gdyby oddzia gobli-nw zdoa przedrze si przez zewntrzne linie obrony, kapani mogli schroni si w piwnicach. Zdarzyo si to w historii biblioteki jedynie dwukrotnie i za kadym

razem dbowe drzwi powstrzymay intruzw. Nie zdoay ich zniszczy ognie pochodni goblinw ani uderzenia potnych, cikich taranw, a wic Danica pomimo swojej siy i treningu po prostu nie miaa wobec nich adnych szans. - Wyglda na to, e Cadderly i krasnoludy bd musieli wykona to zadanie bez naszej pomocy - zauway ponuro Newander, cho w Jego gosie pobrzmiewaa wyczuwania nuta ulgi. Danica nie zamierzaa podda si tak szybko. 21 l. A. Satatw* - Na zewntrz - rozkazaa, ponownie przechodzc przez kuc! nie. - Moe gdzie tam jest jakie okno albo inne wejcia do ph nic. Newander nie podziela jej optymizmu i wcale nie paa zejcia do katakumb, ale Danica nie pytaa go o zdanie. Druid z wahaniem wzruszy ramionami i podbieg, by si z: zrwna. Rozdzielili si po wyjciu przez podwjne drzwi. Danica [ nowia zlustrowa podstaw muru od poudnia. Newander < pnocy. Przesza zaledwie kilka stp, gdy przyczy si do a drogi przyjaciel. - Percival - powiedziaa radonie, zadowolona z chwilov oderwania myli od drczcych j obaw, kiedy biaa wiewir, popiskujc z oywieniem, wyjrzaa ponad okapem dachu tu nad j gow. Danica natychmiast zorientowaa si, e zwierztko j czym zaniepokojone, ale cho bya w stanie zrozumie znaczc kilku podstawowych zawoa Percivala, obecnie nie potrafia ] pac si w dzikim potoku wydawanych przez niego dwikw. - Och, Percival! - zajaa go gono, przerywajc popiskiy wiewirki. - Nie rozumiem. - Ale ja tak - rzek Newander, podchodzc szybkim krokiem < Daniki. - Mw dalej zwrci si do wiewirki i zaskrzecz) a potem zacmoka kilkakrotnie. Percival natychmiast zacz od nowa z tak szybkoci, Newander z trudem mg za nim nady. - Moliwe, e znalelimy wejcie - oznajmi, zwracajc si i Daniki, kiedy Percival wreszcie skoczy. - To znaczy, jei moemy zaufa wiewirce. Danica przez chwil przygldaa si zwierztku, po czym; waa gow, e tak. Pierwszym miejscem, do ktrego zaprowadzi ich Percival, 1 stara komrka przylegajca do ciany biblioteki. Kiedy tylko weszli, zrozumieli, dlaczego wiewirka uczynia tak haialr wstp. Z sufitu pod najdalsz ze cian wci jeszcze zwieszay i grube acuchy, a

podoga pod nimi zroszona bya kropelkami kr - Mullivy? - spytaa ni std, ni zowd Danica. Jej pytai wywoao kolejn fal plotkarskich zwierze Percivala. Dan odczekaa cierpliwie, a wiewirka dokoczy, po czym spojr, pytajco na Newandera. 2O lMt|Ctlu - Ten Mullivy - spyta druid, ktrego zaniepokojenie wyranie przybrao na sile - czy to moliwe, e ma do czynienia z trupami? -Danica pokiwaa gtow. - Od dziesicioleci jest tutaj dozorc. Zajmuje si rnymi rzeczami. - Percival twierdzi, e sprowadzi go tu jaki inny mczyzna -wyjani druid - a potem obaj weszli do dziury. - Do dziury? - Chodzi mu, jak przypuszczam, o tunel - wyjani Newander. - To wszystko wydarzyo si nie dalej jak przed paroma dniami. Percival ma kiepskie poczucie czasu. Mimo to jestem zdumiony, e w ogle cokolwiek zapamita. Wiesz, wiewirki maj pami dobr, ale krtk. Percival zeskoczy z pki i wybieg na zewntrz, jakby chcia w ten sposb zaprzeczy ostatnim sowom druida. Danica i Newander ruszyli jego ladem. Dziewczyna zdya jeszcze zabra kilka pochodni, ktre Mullivy skadowa skrztnie w komorze. Wygldao to tak, jakby Percival bawi si z nimi, prowadzc ich to tu, to tam po niezbyt rwnym gruncie w gb gstwiny krzeww rosncych od poudniowej strony przy gmachu biblioteki. W kocu po duszym bdzeniu doczyli do wiewirki na wierzchoku skalnego masywu. Poniej, pod poronitym krzewami ostrym wystpem, ujrzeli wejcie do starego tunelu, wiodcego w gb gry, w kierunku biblioteki. - Nie jest powiedziane, e dojdziemy tym chodnikiem do piwnic, ktrych szukamy rzuci Newander. - Ile czasu zajoby nam sforsowanie drzwi w kuchni? - spytaa Danika, gwnie po to, by przypomnie mu, e nie maj zbyt wielkiego wyboru. Aby podkreli wag swoich sw, podya wzrokiem ku zachodowi - czerwona kula soca znikaa wanie za strzelistymi szczytami Gr nienych. Newander wzi od niej pochodni, wypowiedzia kilka sw i na jego otwartej doni pojawi si pomie. Nie parzy druida, ale Newander zapali najpierw swoj agiew, a potem

Daniki i dmuchniciem zgasi ogie. Podyli w gb tunelu. Idc obok siebie zauwayli nagle jakie lady na zakurzonej ziemi. Byy to lady butw, ale wydaway si dziwnie rozmazane, jakby zatarte. Niewyrane. Nie potrafili wytumaczy, co byo tego powodem. adne z nich nie wiedziao, e zombi idc zwykle powcz nogami. 213 l* Genera Druzil Ivan otar struk krwi z szyi brata. - Druid? - zapyta, ale w jego tonie prawie nie byo ju sarkazmu. Dzika walka Pikela wyranie wywara na nim wraenie, a krasnolud nie mia pojcia, e bycie druidem pok czym wicej prcz wydawania podczas bitwy zwierzc odgosw. - Moe to nie bdzie takie ze. Pikel z wdzicznoci pokiwa gow, a jego oblicze rozjani i roki umiech. - Dokd tera? - zwrci si Ivan do Cadderly^go, ktry w i niu opiera si o cian. Cadderly otworzy oczy. Ten korytarz by dla niego a walka mocno nim wstrzsna. Nawet skupienie si na odj kapicej wody niewiele mu pomogo. Nie by w stanie ~A~ orientacji. . - Szlimy gwnie na zachd - rzek niemiao. - Musimy: ci i i szerokim ukiem. - Na pnoc - poprawi Ivan, po czym wyszepta do Nigdy em nie spotka czowieka, co by mg si rozezna we l rankach pod ziemiom. - Oba krasnoludy zachichotay. - Niezalenie od kierunku - cign Cadderly - musimy do poprzedniego sektora. Przed atakiem bylimy bliej naszego < Jestem tego pewien. - Najlepsza droga z powrotem to ta, co my niom biegli - sko towa Ivan. - Uch, och - mrukn Pikel, wygldajc zza zaomu muru w; korytarza za nimi. 21* Cadderly i Ivan zrozumieli w mig jego sugesti, a staa si ona jasna w sekund pniej, kiedy zza zakrtu dobiego ich szuranie kocistych stp. Ivan i Pikel cisnli bro w rkach i arliwie pokiwali gowami -zbyt arliwie, jak uzna miody ucze. Cadderly musia co zrobi i to szybko, by wygasi pomienie dzy walki gorejce w ich oczach. - Pjdziemy inn drog - rozkaza. - Ten korytarz musi mie inne wyjcie, tak jak

pozostae, i bez wtpienia czy si z tunelami, ktre pozwol nam omin naszych przeladowcw. - Boisz si walczy? - burkn Ivan, zwajc oczy w wyrazie pogardy. Opryskliwy ton krasnoluda zaniepokoi Cadderly'ego. - Butelka - przypomnia Ivanowi. - To nasz pierwszy i najwaniejszy cel. Kiedy do niego dotrzemy, moecie wrci i do woli rozprawia si ze szkieletami. Ta odpowied zadowolia Ivana, ale Cadderly mia nadziej, e kiedy odnajd butelk i pokonaj tego, kto jest odpowiedzialny za naoenie kltwy, dalsza walka nie bdzie ju konieczna. Korytarz by dugi, bez bocznych odng i nisz, cho tu i wdzie pod cianami stay zbutwiae skrzynie. Kiedy w kocu ujrzeli w oddali ostatni zakrt - prowadzcy w stron, skd przyszli, ponownie usyszeli znajome szuranie i drapanie. Wszyscy trzej spojrzeli po sobie nawzajem; Ivan ypn na Cadderly'ego niezbyt pochlebnie. - Tamtych zostawili my z tyu - stwierdzi krasnolud. - To musi by nowa grupa. Tera mamy jeich z obu-stron! Mwi em, coby si z niemi rozprawi, kiedymy mogli. - Z powrotem - rzek Cadderly, sdzc, e by moe rozumowanie krasnoluda nie jest suszne. Ivanowi ten pomys nie przypad raczej do gustu. - Za nami jest jeich wiency - sapn. - Chcesz si bi zez obiema grupamy naraz? Cadderly chcia zaoponowa, e moe nikt ju ich nie ciga, e niewidzialna grupa przed nimi jest t sam, ktr zostawili z tyu. Zda sobie jednak spraw, e nie zdoa przekona oburzonych kras-noludw, tote nawet nie prbowa. - Mamy drewno - powiedzia. - Zbudujemy szaniec obronny. To trafio braciom do przekonania, wic szybko podyli za nim w gb korytarza, gdzie pod cianami stary przegnie skrzynie. Ivan 215 I. A. lakatm i Pikel rozmawiali przez chwil na stronie, po czym zabrali si i dziea. Kilka naruszonych zbem czasu skrzy rozpado si w ] przy pierwszym dotkniciu, niebawem jednak krasnoludy u< dwa sigajce na wysoko mskiego ramienia szeregi sk pozostawiajc przy jednej ze cian wski przesmyk, przez ktry i mogy przej naraz wicej ni dwa kociotrupy. - Trzymaj si za mnom i mojem bratem - poinformo* Cadderty'ego Ivan. - My som lepsze i lepiej wyposaone do roz * ni tych szkieletw ni ty z tom twojom zabawkom!

Niemal w tej samej chwili przed nimi rozlego si gone s i Cadderly wykry jakie poruszenie tu poza zasigiem promie wiata swojej tulejki. Szkielety nie podeszy jednak bliej. - Zgubiy lad? - wyszepta Cadderly. Ivan pokrci gow. - Wiedz, co my tu s - rzek z naciskiem. - Dlaczego si 2 may? - Uch, och - jkn Pikel. - Masz racj - rzek Ivan do brata. Unis wzrok, spogldaj Cadderly'ego. - Powinien e zostawi te walkie nam - powie - W przyszoci staraj si o tem nie zapomina. Tera czekajomi drug grup, te, co my jej nie powinni byli zostawia, bo chcoro! z niom poczy. Cadderly zakoysa si pitach. Kociotrupy nie byy isto mylcymi. Jeli stwierdzenie Ivana byo trafne, kto lub co, j znajdowao si gdzie w tych tunelach, kierowao atakiem. W kilka chwil pniej gone szuranie potwierdzio i ni krasnoludw, a Cadderly ponuro pokrci gow. By decyzje dotyczce walki powinien by zostawi w gestii swych l dziej dowiadczonych kompanw. Zaj pozycj za brami,: dzielc si z nimi pospnymi przypuszczeniami na temat don nego zorganizowania grup nieumarych. Szkielety ruszyy do natarcia - dwadziecia z jednej i wicej tyle samo z drugiej strony, a kiedy okazao si, e do : cych wrogw miay dostp tylko przez wskie przejcie, zderza si ze sob i przepycha, usiujc dosta do rodka. Jeden cios topora Ivana rozpata na dwoje pierwszy szkielet' za nim zwart grup nadeszo kilka innych. Ivan wycofa si i < znak bratu. Pikel opuci pak niczym taran i gwatownie ; przebiera nogami, przygotowujc si do ataku. Cadderly schv m go za rami, majc nadziej, e nie zmieni obranego planu, ale to Ivan, a nie Pikel odtrci jego do. - Taktyka, chopcze, taktyka - burkn Ivan, krcc z niedowierzaniem gow - Mwi em ci, coby walkie zostawi nam. _ Cadderly pokiwa gow i cofn si. Pikel wyprysn naprzd i wdar si w szeregi nadcigajcych kociotrupw niczym ywy pocisk z balisty. Pord oglnego huku i trzasku gruchotanych koci trudno byo stwierdzi, ile konkretnie szkieletw udao si zniszczy krasnoludowi. Waniejszy by fakt, e duo wicej ich pozostao. Pikel okrci si jak fryga i zawrci -jeden szkielet by tu za nim. - Padnij! - wrzasn Ivan, a jego brat nuci si na ziemi. W tej samej chwili topr Ivana przeci powietrze, rozbijajc przeladowc Pikela w drobny mak. Cadderly obieca sobie, e w przyszoci pozostawi wojowniczym braciom wszelkie kwestie zwizane z organizacj walki, przyznajc w duchu, e krasnoludy znaj si na taktyce

lepiej od niego. Pojawia si kolejna niewielka grupka szkieletw, a Ivan i Pikel atakowali na przemian i dziki zmykom oraz drapienym natarciom z atwoci si z nimi rozprawiali. Cadderly opar si o cian i patrzy ze szczerym podziwem, wierzc, e bracia mog kontynuowa t taktyk walki przez dugi, naprawd dugi czas. Nagle kociotrupy przerway natarcie. Przez krtk chwil toczyy si jeszcze przy wskiej gardzieli przejcia, po czym zaczy systematycznie usuwa tarasujce drog skrzynie. - Kiedy te stwory nauczyy si myle? - spyta z niedowierzaniem Ivan. - Co nimi kieruje - odrzek Cadderly, wodzc wiatem swojej tulejki w poszukiwaniu dowdcy oddziau nieumarych. adne wiato nie mogo ujawni obecnoci niewidzialnego Druzila. Imp patrzy niecierpliwie i z narastajcym zatroskaniem. Biorc pod uwag szkielety pozostawione w dalszych korytarzach, tych trzech poszukiwaczy przygd zniszczyo ponad poow oglnej liczby nieumarych. 217 I. A. Sabatm Druzil nie przepada za hazardem, zwaszcza gdy w gr wchod jego wasne bezpieczestwo, ale sytuacja nie bya normalna. Jeli i zatrzyma si tej trjki, dojdzie ona w kocu do kaplicy. Kto mi przypuszcza, jakich zniszcze s tam w stanie dokona dv paajce dz niszczenia krasnoludy? Najbardziej jednak niepokoi impa w czowiek. lego wzrok i rozwany, spokojny i przemylany sposb, w jaki wodzi wietli promieniem, skojarzy si Druzilowi z innym potnym i nieb piecznym czowiekiem. Druzil sysza o odpornoci krasnoludw na wszelkie odmia magii, nawet tak silnej, jak kltwa chaosu, rozumia wic, w jaki sj sb ta dwjka zdoaa dotrze do katakumb, ale towarzyszcy czowiek wydawa si bardziej od nich skoncentrowany i trze1 mylcy. Odpowied moga by tylko jedna - to by katalizator Barju: czowiek, ktry otworzy butelk. Barjin zapewnia Druzila, e na] y na katalizator zaklcia, ktre nie pozwol mu na przypomn sobie czegokolwiek, a tym samym zniweluj wszelkie ewentu zagroenia z jego strony. Czyby Barjin zlekceway swego wrg Ta ewentualno jedynie wzmoga w Druzilu szacunek wob Cadderly'ego. Tak - stwierdzi imp - ten czowiek jest powanym zagroenie Druzil z zapaem zatar

apki i rozoy skrzyda. Najwyszy czas, by zlikwidowa zagroenie. - Musim jeich zaatakowa, zanim rozwaom krzynki! -ryk Ivan, ale zanim on i Pikel zdyli cokolwiek zrobi, pojawi gwatowny podmuch wiatru. - Oo! - zawoa Pikel, instynktownie rozpoznajc dziki szum ja sygna ataku. Schwyci Cadderly'ego za przd tuniki i pocign! j na ziemi. W uamek sekundy pniej jkn z blu i chwyci siei szyj. l W momencie uderzenia napastnik sta si widoczny, a Ca cho nie rozpozna istoty zbyt dokadnie, wiedzia, i musi to mieszkaniec niszych wiatw, jaki rodzaj chochlika. Nie perzoskrzydly stwr odlecia, cignc za sob ociekajcy kn Pikela zakoczony dem kolczasty ogon. 21$ Raitpzka - Bracie mj! - wykrzykn Ivan, ale Pikel, cho nieco oszoomiony, nie pozwoli mu obejrze rany. - To by chyba imp - wyjani Cadderly, kierujc promie wiata w stron, skd nadlecia stwr. - Jego do jest... - przerwa spogldajc na zakopotanych braci - zatrute... dokoczy pgosem. W tej samej chwili Pikelem zaczy wstrzsa gwatowne dreszcze i obaj, zarwno Ivan, jak i Cadderly byli pewni, e nie ustoi na nogach. Krasnoludy to jednak twardy lud, a Pikel by twardym krasno-ludem. W chwil potem warkn gniewnie i jednym gwatownym targniciem caego ciaa pohamowa dreszcze. Prostujc si, umiechn do brata, zway pak w doni i skin w stron kociotrupw, ktre w dalszym cigu nieubaganie rozbieray zapor ze skrzy. - A wic bya w tem trucizna - wyjani Ivan, spogldajc znaczco na Cadderly'ego. Czowiek mgby kipn na miejscu. - Wielkie dziki - rzek Cadderly do Pikela i mwiby dalej, gdyby w tej samej chwili inne sprawy nie zaprztny jego uwagi. Zda sobie spraw, e imp chcia zabi jego i najprawdopodobniej powrci. Cadderly zwolni zatrzask na swojej lasce i odchyli gwk w ksztacie baraniego ba, zamontowan sprytnie na ukrytych zawiasach. W chwil potem zdj zatyczk na dolnym kocu laski, ktra na caej dugoci bya wydrona. - Ech? - spyta Pikel, wyraajc w jednym sowie wtpliwoci drczce Ivana. Cadderly w odpowiedzi tylko si umiechn i kontynuowa swoje przygotowania. Odkrci nasadk z pierzastego piercienia wypenionego usypiajc trucizn droww i pokaza

krasnoludom niewielkie pirko. Na jego drugim kocu znajdowa si koci pazur ociekajcy czarnym pynem o potnej mocy. Cadderly mrugn i wsun strzak do otworu laski, po czym zacisn do na lecej opodal desce i czeka. W chwil potem ponownie da si sysze trzepot nietoperzych skrzyde, a oba krasnoludy uniosy swoj bro, przygotowujc si do obrony. Cadderly przypuszcza, e imp znowu stanie si niewidzialny. Oszacowa w przyblieniu kierunek jego ataku, a kiedy odgos przybra na sile, rzuci desk. Zwinny imp uchybi si przed cik desk, muskajc j zaledwie koniuszkiem skrzyda. Pomimo i rzut nie dosign) celu, drogo zapaci za brak cielesnych obrae. l. A. Sabatm KlBtl Przytykajc zmienion w dmuchaw lask do wydtych Cadderly wychwyci odgos skrzyda przesuwajcego si po d wycelowa i dmuchn z caej siy. Cichy odgos by dla ja* oznak, e strzaka trafia w cel. - Ojoj! - pisn uradowany Pikel, kiedy niewidzialny imp z' w ciao jak najbardziej widoczn strzak przelecia tu nad gow. -Ojoj! Druzil nie by pewny, czy to on wirowa czy moe raczej tarz. Niezalenie od przyczyny wiedzia, e nie jest z nim najle Zazwyczaj trucizny nie maj na impy adnego wpywu, zv cza te, ktre pochodz z innych wiatw ni ich wasne. Jednak l pazur, ktry dosign! Druzila, by unurzany w usypiajcej trucii droww, ktra naleaa do najpotniejszych tego typu specyf' na caym wiecie. - Moje szkielety - wyszepta imp, przypominajc sobie o wowanej funkcji i czujc, e jego obecno byaby jaki sp niezbdna w jakiej odlegej bitwie. W gowie mia mtlik. Nic nie pamita. Jedyne, czego pragn, to zasn. Ale najpierw powinien wyldowa. Zanim zda sobie spraw, e unosi si w powietrzu, z k gruchn o cian i z gonym jkiem run na ziemi. Ud nieznacznie go otrzewio i przypomnia sobie, e faktycznie; potrzebny, a walka toczy si bliej, ni przypuszcza... ale bardziej kuszca. Druzil mia jeszcze do rozsdku, by opuci gwny kor Kiedy jego ciao podlegao przemianie, da si sysze trzask l skra rozdzieraa si i przeksztacaa. Niebawem zmieni w ogromnego krocionoga, ale w dalszym cigu niewidzialny, gna si w szczelin w murze i " tywa snu wydawaa si duo

pozwoli, by zmorzy go sen. Kiedy pad Druzil, wraz z nim prysa rwnie organizacja l oddziaw. Interwencja impa w rozkazy wydane uprzednio I rupom zacza dziaa przeciwko nim - byy to bowiem l 220 istoty, a to, co si stao, stanowio powan zmian w ich dotyczaso-wym postpowaniu. Niektre szkielety po prostu wywdroway w gb korytarzy, inne, opuciwszy kociste rce wzdu bokw, znieruchomiay jak posgi, jeszcze inne kontynuoway metodyczne rozbieranie barykady ze skrzynek, aczkolwiek ich dziaanie nie miao ju adnego konkretnego celu. Tylko jedna grupa zachowaa wrog postaw i wycigajc gorliwie rce ruszya wskim przejciem w kierunku Cadderly'ego i krasnoludw. Ivan i Pikel przywitali je gorco - pa i toporem. Nawet Cadderly zdoa wykona kilka rzutw. Ustawi si za Pikelem, wiedzc, e jego wirujce dyski mogyby zaplta si o rogi na hemie Ivana. Pikel mia zaledwie cztery stopy wzrostu, cho naleao doda jeszcze kilka cali blaszanego hemu z garnka, a mierzcy sze stp Cadderly ciska swoj niewielk broni, kiedy tylko kras-nolud wykonawszy zamaszysty cios pozostawia mu woln przestrze. Nastpnie zgodnie z sugesti Cadderly'ego ruszyli w gb przejcia, pozostawiajc za sob sterty pogruchotanych koci. Mody kapan uzna, e to imp dowodzi kociotrupami, a kiedy go zabrako - Cadderly sysza, jak chochlik z impetem wyrn o cian - domyli si, e stwory bd przejawia w walce raczej minimaln inicjatyw. Rozprawiwszy si z jedn grup atakujcych, Ivan i Pikel ruszyli ostronie w kierunku tych, ktre zniszczyy barykad. Szkielety w ogle nie stawiay oporu, nawet nie uniosy wzroku, pochonite swoim dzieem, podczas gdy krasnoludy roztrzaskay je, jednego po drugim. Podobnie rzecz miaa si z tymi, ktre pozostay w korytarzu - stojc nieruchomo stay si atwymi ofiarami rozjuszonych maych wojownikw. - Sporo jeich - rzuci Ivan, rozwalajc czerep ostatniego trzymajcego si jeszcze na nogach kociotrupa. - Zostali tylko te, co uciekli. Moem jeich dogoni! - Niech sobie id - rzek Cadderly. Ivan ypn na niego spod oka. - Mamy waniejsze sprawy - odparowa modzieniec, a jego stwa byy bardziej sugesti ni rozkazem. Wraz z krasnoludami podszed wolno do miejsca, w ktrym rozbi si imp. - No to w ktrom stron? - spyta zniecierpliwiony Ivan. 221 l. A.

- Z powrotem, tam, skd przyszlimy - odrzek Ca - atwiej mi bdzie znale t kaplic, jeli wrcimy do ktre znam. Teraz kiedy kociotrupy zostay pokonane... - Oo! - zapiszcza nagle Pikel. Cadderly i Ivan rozejrzeli wokoo z niepokojem, spodziewajc kolejnego ataku. - Ce zobaczy? - spyta lyan, wpatrujc si w pust strze. - Oo! - Pikel chwyci si za pier i wykona kilka krtkich ] skokw. - Trucizna! - zawoa Cadderly do Ivana. Bitewny sza pz mu zwalczy jej dziaanie, ale tylko tymczasowo! - Oo! -potwierdzi Pikel, drapic si zaciekle po napie jakby usiowa dosta si do serca. Ivan podbieg i podtrzyma go. - Jezde krasnolud! - zawy. - Trucizna si ciebie nie ima! Cadderly zna prawd. W tej samej ksice, w ktrej natrafi: receptur mikstury droww, przeczyta o wielu innych trucizn ' znanych na terytorium Krain. Na szczycie listy najsilniejszych, oh zabjczego kolca ogonowego wyvema i ugryzienia przeraaji dwugowego wa amphisbaeny, znajdowao si kilka tru mieszkacw niszych wiatw, midzy innymi ta, ktr zawie da impw. Krasnoludy byy odporne na trucizn w tym stopniu, jak na czary, ale jeli imp dgn Pikela dostatecz mocno... - Oo! - zawoa Pikel ostatni raz. Miotajce nim dreszcze ] mo rozpaczliwych wysikw Ivana nie pozwoliy mu utrzyma ; na nogach. Nagle w gwatownym przypywie si Pikel odtrci l na bok, a potem znieruchomia na chwil, wpatrujc si tpym' kiem w przestrze. Upad na ziemi, a Ivan i Cadderly, zanim jeszcze znaleli; przy nim, wiedzieli, e jest martwy. l* Ohule Usyszay wezwanie kamienia nekromantw, wyczuy ywe trupy i wiedziay, e spokj krypty zosta naruszony. A teraz - jak zawsze zreszt - byy godne i obietnica starej i nowej padliny zmusia je do biegu. Gnay przykurczone, na nogach, ktre niegdy byy ludzkie. Spomidzy spiczastych kw wysuway si dugie jzyki, na podbrdkach i szyjach lniy struki brudnej liny. Nie przejmoway si tym - byy godne. Biegy wzdu drogi, wyaniajc si i znikajc pord wyduonych cieni popoudnia; zmierzay w stron ogromnego gmachu. Przy wielkich drzwiach sta wysoki mczyzna w szarej szacie. Ghul prowadzcy stado skuli si nisko i zaatakowa. Zwiesi ramiona, kostkami pici szorowa po ziemi, a jego palce poruszay si niespokojnie.

Dugie, brudne paznokcie, ostre i twarde jak pazury dzikiego zwierza, zagbiy si w ramieniu nie spodziewajcego si niczego kapana. Jego agonalne wrzaski tylko wzmogy zacito ataku. Usiowa stawia opr, ale chd chorego dotyku ghula porazi jego czonki martwot. Oblicze mczyzny zastygo w grymasie bezgranicznego przeraenia i w tej samej chwili dopada go reszta stada, rozdzierajc na strzpy w przecigu kilku sekund. Jeden po drugim oddalay si od szcztkw kapana, zmierzajc w stron drzwi i obietnicy wielkiej iloci poywienia. Kady z nich jednak natychmiast odwraca si, zakrywajc oczy rkoma; drzwi byy bowiem powicone i oboone potnymi zaklciami chronicymi przed nieumarymi. Wygodniae i ze ghule kryy przez chwil przy wejciu, po czym jeden z nich ponownie usysza zew 111 223 l. A. $altm kamienia. Nadchodzi od strony poudniowej. Cae stado rus w tamtym kierunku. W korytarzach panowaa wilgo, gruntowe podoe byo _ kau botnistej wody, a z belek stropowych zwieszay si mchu, po ktrych pezay mae stworzenia. Danica stpaa ostro trzymajc pochodni w wycignitej przed siebie rce i usiujc i dotyka zowieszczo wygldajcego mchu. Newander nie przejmowa si pasmami mchu, stanowi bowiem element natury, podobnie jak yjce wrd niego owal To wszystko byo dla druida czym zgoa normalnym, wrcz i wistym. Mimo to jednak wydawa si bardziej zaniepokojony Danica. Kilkakrotnie zatrzymywa si i rozglda, jakby usioi co zlokalizowa. W kocu jego niepokj udzieli si rwnie Danice. Po niego, przygldajc mu si w blasku pochodni. - Czego szukasz? - spytaa oschle. - Wyczuwam co zego - odpar tajemniczo Newander. -Zo? - Twj Cadderly mwi mi o nieumartych krcych w l korytarzach - wyjani Newander. - Teraz wiem, e mwi pr<" S najwikszym zaprzeczeniem naturalnego porzdku, wciel* za. Danica zrozumiaa, dlaczego druid, ktry przez cae swoje j bazowa na porzdku panujcym w naturze, potrafi wyczul obecno nieumarych, ale zdumiaa si, e Newander

by w sta stwierdzi ich blisko. - ywe trupy przechodziy tdy? -zapytaa, liczc, e i twierdzco. Newander wzruszy ramionami i ponownie nerwowo rozejr wokoo. - S blisko - powtrzy - Zbyt blisko. - Skd moesz wiedzie? - naciskaa Danica. Spojrza na ni z zakopotaniem. - No... nie wiem - wykrztusi. - Po prostu wiem. - Kltwa? - zastanawiaa si gono Danica. - Moje zmysy mnie nie okamuj - rzek z naciskiem druid. 22* t|<zki Odwrci si gwatownie w stron wejcia do tunelu, jakby co usysza. W chwil pniej Danica drgna nagle, gdy od wejcia do korytarza dobiego j gone skrzeczenie. Ktem oka dostrzega w oddali szary, rozmazany ksztat. Rozpoznaa skrzek jako gos Percivala, ale to wcale jej nie uspokoio, bo wanie wtedy przy wejciu pojawio si$ kilka przygarbionych sylwetek, a odgos ich arocznych mlani by! a nazbyt wyrany. - Biegnij, Daniko - zawoa druid, rzucajc si do ucieczki. Danica nie obawiaa si wroga. Staa nieruchomo. Widziaa wyranie osiem ksztatw ludzkiego wzrostu, ale nie wiedziaa, czy s to kapani z biblioteki czy moe potwory. Tak czy inaczej nie uwaaa za rozsdne ucieka w gb tunelu. Mogliby natkn si tam na innych czekajcych ju na nich wrogw, a wwczas musieliby walczy z dwoma grupami naraz. Poza tym nie moga zostawi Percivala. Walczyaby o bia wiewirk z takim samym zapaem, jak o kadego ze swych przyjaci. - To nieumarli - usiowa wyjani druid. Kiedy wypowiedzia te sowa, w ich nozdrza uderzy typowy dla ghuli odr gnijcego ciaa. Fetor zdradzi Newanderowi, z kim maj konkretnie do czynienia, i jego pragnienie ucieczki w mgnieniu oka przybrao na sile. Byo ju jednak za pno. - Nie pozwl, by ktry ci drasn - rzuci. - Ich dotyk zmrozi ci do szpiku koci. Danica pochylia si nisko; czua balans pochodni, a wszystkie zmysy skoncentrowaa na otoczeniu. Ponad jej gow Percival przebieg szybko po drewnianej belce. Z tyu Newander zaintonowa cich pie, krtkie przygotowanie: przed ni za znajdowao si stado. Syczao i pluo gst plwocin, ale nie podchodzio bliej z uwagi na trzyman przez ni zapalon pochodni.

Ghule zatrzymay si w odlegoci tuzina susw od Daniki. Moda mniszka zobaczya ich te, chorobliwe lepia, rnice si od oczu trupw tym, e pony w nich wewntrzne, aroczne ognie. Usyszaa ich zajanie i zobaczya dugie, prawie gadzie, trjktne jzyki, przesuwajce si szybko w przd i w ty. Pochylia si jeszcze niej, czujc narastajce podniecenie. Natary caym stadem, ale to Newander zaatakowa pierwszy. Kiedy ghule przebiegay pod belk stropow, mech oy. Niczym winorol, ktre sptay Danike na ku, pasma mchu poczy 225 fi. A. Salutwe chwyta rozpdzone potwory. Trzy z nich zostay oplecione od! do gw. Dwa inne schwytane za kostki, pluy i szarpay| zaciekle. Jednak trzem udao si przebi. Przywdca ghuli rzuci si na Danik, ktra staa bez ruchu, i straszona. A do ostatniej chwili zachowywaa niegron post pozwalajc monstrum, by si do niej zbliyo tak bardzo, e: Newander mimowolnie krzykn ostrzegawczo. Danica idealnie kontrolowaa sytuacj. Jej agiew gwato? wyprysna naprzd, rozpalony koniec zagbi si w oku Stwr odskoczy w ty i wrzasn, a krzyk ten przyprawi l o lodowate ciarki. Na wszelki wypadek wbia agiew w drugie lepie, po < odsuna rk z pochodni w bok, przygotowujc si do da obrony. Drugi przeciwnik pojawi si tu obok pierwszego -; zwiesza mu si z rozchylonych ust, gruzowate rce szui Daniki. Chciaa wymierzy kilka ciosw pici, ale przypomniaa i ostrzeenie Newandera i zorientowaa si, e na dugo wyszy ghul ma nad ni przewag. Dysponowaa inn br Odrzucia gow w ty tak gwatownie, jakby miaa si pr: Fakt, i mimo wszystko zachowaa rwnowag, zaskoczy i zbliajcego si ghula, a Newander gono wcign powie Danica nie upada. Okrcia si na jednej nodze, a drug wys w gr, trafiajc podchodzcego ghula pod brod. Szczki strum zatrzasny si kapniciem, odgryziony jzor pla o ziemi, a stwr zatrzyma si gwatownie. Spomidzy pocieka czerwonozielona krew i luz. Danica jeszcze z nim nie skoczya. Upucia agiew i wybii w gr, chwycia oburcz belk sufitow i zadaa kopnicie w j trafiajc ghula w twarz. Trysna krew. Byskawicznie wyko kolejne kopnicie. Jedno, drugie i nastpne. Trzeciego podchodzcego ghula spotka podobny los. Nev wycign w jego stron otwart do i wypowiedzia kilka sw| wytworzy kolejn kul magicznego ognia, podobn do tej, od} rej zapali pochodnie przy wejciu do tunelu. Kiedy ghul i podszed bliej, druid

cisn ognisty pocisk. Kula trafia zbli si monstrum w klatk piersiow i nagle ghul by ba pochonity gaszeniem pomieni ni atakiem. Prawie mu si stumi ogie, gdy wtem pojawia si druga kula, trafiaj 22* kutyrzka w rami. Trzecia rozbia mu si na twarzy, rozpryskujc fontann iskier. Danica nadal trzymaa si belki stropowej i kopna ostatni raz. Wiedziaa, e strzaskaa ghulowi kark, ale umierajcy stwr zdoa wbi szpon w jej nog. Danica spojrzaa z przeraeniem na ran, czujc, jak paraliujcy dotyk przejmuje nad ni kontrol. _ Nie! - krzykna i wykorzystaa cae lata treningu, ca sw mentaln dyscyplin, aby odzyska kontrol i wyrugowa chd wdzierajcy si do jej koci. Zeskoczya na ziemi i schwycia pochodni, stwierdzajc i zadowoleniem, e noga mimo wszystko nadal j nie zawioda. Obecnie znajdowaa si w mocy gniewu. Dziki przebytemu treningowi wiedziaa, kiedy naley odpuci i pozwoli, by dziaaniem kierowa czysty, niepohamowany gniew. Ghul z wypalonymi oczyma krci si jak oszalay, smagajc na olep dugimi szponami, w nadziei, e uda mu si w co trafi. Jego usta otwary si w arocznym, zowrogim wrzasku. Danica schwycia agiew oburcz i uderzajc z gry, wbia j w gardziel stwora. Monstrum zaczo si miota, kilkakrotnie roz-orao szponami ramiona Daniki, ale rozwcieczona mniszka nie spa-sowaa. Wbijaa pochodni coraz gbiej i gbiej w przeyk ghula, przekrcajc i napierajc, a w kocu stwr przesta si szamota. Praktycznie nie zwalniajc zacisna mocno jedn rk i odwracajc si? lewym hakiem trafia ghula, ktry usiowa zdusi pomienie Newandera. Cios zbi potwora z ng i rzuci nim o cian. Druid podbieg natychmiast i wymierzy mu par ciosw swoj drewnian pak. Walka bynajmniej jeszcze si nie skoczya. Pozostao pi ghuli, cho trzy od stp do gw omotane byy pdami mchw. Dwa inne zdoay si ju uwolni i zaatakoway, nie zwracajc uwagi na zabitych kompanw. Danica przykucna, wyja z pochewek przy cholewkach butw swoje sztylety i cisna nimi, zanim potwory zdyy podej bliej. Dla pierwszego ghula nadlatujcy sztylet nie by zapewne niczym wicej ni zwykym odamkiem obracajcym si i migoczcym w przymionym blasku pochodni. I nagle stwr zrozumia, bowiem szytlet a po rkoje pogry si w jego oku. Ghul zawy i trzymajc si za oko przewrci na bok. Drugi rzut Daniki okaza si rwnie precyzyjny. Sztylet trafi w pier, podobnie jak poprzedni 227

I. A. Sabat we zagbi si po rkoje i potwr run wstrzsany ostatnimi konv syjnymi drgawkami. Drugi nacierajcy ghul, nieszczsna kreatura, mia teraz Danik j na doni. Mniszka ponownie odczekaa do ostatniej chwili, po i wyskoczya w gr, uchwycia si belki i jej zabjcza stopa ] powietrze. Potny kopniak trafi napastnika w czoo, zatrzyma j i odrzuci mu gow do tyu. Kiedy ta ponownie wysuna si < przodu, Danica zadaa drugie, a w chwil potem trzecie i czv kopnicie. Zeskoczya z belki, wykorzystujc impet upadku i przyjmu nisk, przycupnit pozycj. Niczym zwinita spryna zacza i podnosi, odwracajc na picie i jednoczesne wykonujc za drug nog. Kopnicie okrne dosigo oszoomionego i pobib ghula w szczk i tak brutalnie odrzucio go w bok, e stwr wy? n koza w powietrzu. Wyldowa na klczkach, dziwnie sk ny, z nogami rozrzuconymi na boki. Jego pozbawione ycia < wydawao si jakby zgarbione, a gowa bya przekrzywiona, ja oglda si przez rami. Gniew Daniki nie wygasa. Ruszya biegiem w gb kor wydajc nieartykuowany, przecigy okrzyk. Praw do : w pi, pozostawiajc jednak wyprostowane i naprone dwa ] - may i wskazujcy. Znajdujcy si najbliej opleciony mche ghul nie by celem Daniki i zdoa uwolni jedn rk, zamachuji si w stron przebiegajcej obok niego kobiety. Danica z tatwo uchylia si przed niezdarnym atakiem, przetoczya po ziemi i i wytracajc uzyskanego w ten sposb przyspieszenia, podniosa i zaledwie o kilka stp przed kolejnym monstrum. Wyprysn w gr i opadajc uderzya z niewiarygodn si. Ta technika i nosia nazw Szpony Ora, zgodnie z tym, co widniao w zapiska Penpahga D'Anna, a Danica opanowaa j do perfekcji; wyprone palce wbiy si w oczodoy ghula i zagbiy si w j gniym mzgu. Prawie minut zajo jej uwolnienie rki z roz kanej czaszki monstrum, ale wiedziaa, e to nie ma znaczenia. < nie mg jej ju zagrozi. Newander rozprawiwszy si ze swoim przeciwnikiem rusz w stron modej mniszki. Zatrzyma si jednak, widzc, e panu nad sytuacj i sign tylko po przygasajc pochodni. Uderzajc Danica wiedziaa, e cios strzaska ghulowi ebra, i jednoczenie do reszty uwolni monstrum z krpujcych je ; 228 kantgtzka Potwr rzuci si na ni, wrzeszczc upiornie i zawodzc jak obkaniec. Danica odpowiedziaa mu z tak sam zaciekoci, rewanujc si trzema ciosami za kade jego trafienie. Ponownie poczua paraliujcy chd dotknicia ghula i raz jeszcze zwalczya go w sobie. Mimo to nie moga zignorowa struek krwi ciekajcej jej po rkach, a

bl i zmczenie przybieray na sile. Wyprowadzia kolejny cios prosty, po czym przykucna, by unikn zamaszystych atakw ghula. Jej stopa wyprysna do przodu, trafiajc monstrum z boku w kolano i powalajc je na ziemi. W mgnieniu oka znalaza si za jego plecami. Zacisna pici i zczywszy je uniosa obie rce nad gtow, a potem opada na kolana, wykorzystujc ten impet, by doda siy swemu uderzeniu. Trafia podnoszcego si ghula w ty gowy, wbijajc mu czaszk w ziemi. Stwr zadygota pod wpywem ciosu i znieruchomia. Danica nie czekaa, by sprawdzi, czy stwr jeszcze si poruszy. Jedn rk schwycia go za wosy, drug za podbrdek, a potem gwatownym ruchem skrcia ghulowi kark. Nim przebrzmia trzask gruchotanych koci, martwe oczy ghula spoglday w gr ponad jego plecami. Mniszka podniosa si, wydajc okrzyk wciekoci i zbliajc si powoli do ostatniego ghula. Mech podnis go w gr i stwr wisia praktycznie nieruchomo, nie usiujc zerwa krpujcych go wizw. Trafia go w bok gowy, wprawiajc cae ciao stwora w ruch obrotowy. Kiedy twarz ponownie si pojawia, zatoczywszy peny obrt, Danica rwnie okrcia si na picie i silnym kopniciem skierowaa ghula w przeciwn stron. Trwao to jaki czas, kopnicie, obrt najpierw w jedn, potem w drug stron. , - On ju nie yje - zacz Newander, ale urwa, zrozumiawszy, e Danica musi w jaki sposb wyadowa swoj wcieko. Raz po raz uderzaa i kopaa w cel, a zwiotczae ciao ghula obracao si bezwadnie. Wreszcie wyczepana mniszka opada na kolana przed swoj ostatni ofiar i ukrya twarz w okrwawionych doniach. 224 l. A. Salutere - Druzil? - Barjin nie wiedzia, dlaczego wypowiedzia to na gos. By moe sdzi, e ten dwik pomoe mu odzyska i oczekiwanie zerwan wi telepatyczn z impem. Druzil? Odpowiedzi nie byo, nic nie wskazywao, e imp w jaki: podtrzymuje kontakt. Barjin odczeka jeszcze chwil, w da cigu usiujc przesya myli w gb korytarzy, w nadziei, e ] mimo wszystko odpowie. Wkrtce kapan musia pogodzi si z faktem, e jego ze wnet oczy zostay w jaki sposb zamknite. Moe Druzil zgin r wrogi kapan odesa impa do jego wiata. Z t niepokojc n Barjin podszed do arzcego si nadal koksownika. Wypowie^ kilka komend, rozkazujc pomieniom, by rozgorzay i usiuj otworzy w osobliwy sposb bezproduktywne wrota miedzypa czyznowe.

Prbowa przywoywa midgety, mane'y i inne istoty z nis* wiatw. Nawoywa Druzila w nadziei, e jeli imp zosta wygi ny, zdoa go cign z powrotem. Pomienie taczyy rano,; zakcone przez adn pozaziemsk obecno. Barjin nie wied rzecz jasna, o magicznym proszku rozsypanym przez Druzila w i zamknicia bramy. Kapan jeszcze przez krtk chwil kontynuowa przy woy v ale bez rezultatu. Zrozumia przy tym, e jeli Druzil rzeczy v zosta pokonany, moe to oznacza naprawd powane ktoFv I nagle przysza mu do gowy inna myl - wizja impa powracajc! go do kaplicy na czele oddziau kociotrupw, z nadziej pozbaw' ni kapana funkcji przywdcy. Impy nigdy nie syny z lojalno Tak czy inaczej Barjin musia umocni swoj pozycj. Najpiei podszed do Mullivy'ego i przez dusz chwil zastanawia sM w jaki sposb powikszy moc ywego trupa. Da ju Mullivy'e star poatan kolczug z pytek i przy pomocy zakl zwikszy jego si, ale teraz przyszed mu do gowy inny, jeszcze bardziej dU beski pomys. Wyj niewielk fiolk i wymawiajc sowa skompr kowanego zaklcia wyla na Mullivy'ego kropelk rt Zakoczywszy inkantacj, wydoby kilka butelek olejkw eteryc nych i oprni ich zawarto na odzienie Mullivy'ego. Pniej zaj si swym najpotniejszym sprzymierzecem j Khalifem. Kapan raczej niewiele mg zrobi, by ulepszy dzieo w caej jego potwornoci, tote poprzesta jedynie na do^uj kilku komend do tych, na jakie mumia reagowaa do tej por 230 Rantgtzka i wyznaczy jej now, bardziej strategiczn pozycj przed wejciem do kaplicy. Pozostao mu teraz jedynie poczyni nalene przygotowania wobec wasnej osoby. Naoy szat kleryka, odzienie oboone zaklciem, ktre czynio je rwnie odpornym, jak rycerska kolczuga, i odmwi modlitw, by jeszcze bardziej umocni t ochron. Przypasa Wrzeszczc Dziewic - swoj diabelsk maczug w ksztacie gowy kobiety - i sprawdzi zaklcie strzegce wejcia do komnaty. Jego wrogowie mogli teraz przyby niezalenie czy bdzie to zdradziecki imp, czy wrogi kapan, suga dobra, Barjin by pewny, i intruzi ju niebawem poauj, e nie pozostali w zewntrznych tunelach. Newander podszed, by pocieszy Danik, ale Percival dopad jej pierwszy, zeskakujc z belki stropowej na rami kobiety. Na widok biaej wiewirki dziewczyna umiechna si zwierztko kojarzyo si jej z innymi, lepszymi czasami.

- One wyczuwaj oywianie umarych - wyjani druid wskazujc na ghule. - Misiwo, jakie spoywaj, pochodzi z cia trupw. Danica spojrzaa z niedowierzaniem. - Nawet jeeli same musz przez to zabija - kontynuowa - ale sprowadza je gwnie oywianie zmarych. - Newander zdawa si nie wierzy we wasne sowa, ale nie wiedzia o kamieniu nekro-mantw, a nie dysponowa innym wytumaczeniem. - Ghule s w stanie przyby do nieumarych, jeeli tylko odlego nie jest zbyt dua, cho nie mam pojcia, skd wziy si te tutaj. Danica podniosa si niepewnie. - Niewane, skd si wziy - stwierdzia. - Grunt, e nie yj i e ju nie wstan. Ruszajmy. Cadderly i krasnoludy s, by moe, w kopotach. Newander chwyci j za rk i przytrzyma. - Nie moesz i dalej - rzek z naciskiem. Danica spojrzaa na niego. - Moje zaklcia s prawie na wyczerpaniu - wyjani druid - ale mam pewne maci, ktre pomog w zagojeniu twoich ran i lecznicze zaklcia, ktre s w stanie zmc kad trucizn, z jak moesz si spotka. 231 fi. A. Silitrt - Nie mamy czasu - rzucia, wyzwalajc si z jego uchv - Zachowaj swoje lekarstwo przeciw truciznom. Moje obraenia^ s zbyt powane, a nim to wszystko si skoczy, moe jeszcze i si przyda. - Daj mi chocia minut, abym opatrzy twoje zranienia - j Newander. Nie upiera si ju przy zaklciu, ale nalega, e musi przy mniej oczyci rany Daniki. Wyj niewielk sakiewk. - Moesz mnie potrzebowa, lady Daniko, ale nie pjd z i dalej, jeli nie pozwolisz, bym opatrzy twe rany. Danica chciaa niezwocznie ruszy dalej, lecz wobec jego i daa za wygran. Uklka przed Newanderem, wycigna stron podrapane rce i musiaa przyzna, e pod wpywem ko cych maci zaaplikowanych przez druida, palcy bl z szarpanych ran na jej przedramionach sta si o wiele mniej < li wy. Poczua si lepiej. Ruszyli dalej. Newander nis swoj lask i pochodni, za unurzane w posoce ghuli sztylety i najnowszego c; zespou, Percivala, ktry nerwowo tuli si do jej szyi i ramion. 232 20

Sracie, och, bracie mj - Mj bracie! - zawodzi Ivan, klczc obok lecego na ziemi Pikela. - Och, bracie mj! - Krasnolud chlipn i zacz paka, tulc w doniach gow zmarego. Cadderly nie zna sw, ktrymi mgby pocieszy Ivana. Prawd mwic, mody ucze by niemal tak samo poruszony i przygnbiony, jak krasnolud. Pikel by jego serdecznym przyjacielem, zawsze gorliwie sucha opowiada o nowych szalonych pomysach i zawsze kwitowa jego sowa dobitnym - Ojoj - aby doda Cadderly "emu otuchy. Miody kapan do tej pory nie wiedzia, co znaczy bl po stracie prawdziwego przyjaciela. Jego matka odesza, kiedy by jeszcze bardzo may i w ogle tego nie pamita. Widzia kapanw Ilmatera i martwych arokw w kuchni, ale tamci byli dla niego tylko odlegymi i nieznanymi twarzami. Teraz, patrzc na drogiego Pikela, nie wiedzia, jak powinien si czu i nie mia pojcia, co robi. To wszystko wydawao si makabryczn gr. Po* raz pierwszy w yciu zrozumia, e istniej rzeczy, ktrych nie jest w stanie kontrolowa ani tym bardziej zmieni i e wobec spraw ostatecznych cay jego racjonalizm oraz inteligencja znacz tyle co nic. - Powinien e by druidem - rzek smutno Ivan. - Zawsze by e lepszy pode niebem ni pode kamieniami. -Zaszlocha i zoy gow na piersi Pikela. Nie mg opanowa drenia ramion. Cadderly rozumia bl krasnoluda, ale mimo to szokowaa go otwarto emocji Ivana. Kapan zacz si zastanawia, dlaczego on sam nie zaama si z powodu mierci Pikela tak jak Ivan. Moe po prostu braterska mio bya silniejsza od uczu przyjani, ktre ywi wobec krasnoluda. 233 ft. A. $*l*atorr Miody ucze zachowa trzewo umysu. Niezalenie jjj cikim ciosem bya dla nich mier Pikela, jeli nie rusz w < drog i nie odnajd butelki, wielu innych spotka podobny los. - Musimy i - rzek pgosem Cadderly, zwracajc si Ivana. - Zamknij si! - rykn Ivan, bliski eksplozji; ani na chwil i odrywa wzroku od brata. Jego odpowied zupenie zaskoczya Cadderly'ego, ale w < szym cigu nie rozumia natury smutku, nie wiedzia, czy to Iv zachowuje si nienormalne czy te moe on. Kiedy krasnolu w kocu na niego spojrza, po jego wykrzywionej cierpieniem 1 ry spyway struki ez. Cadderly z niepokojem zacz domy si przyczyny zachowania Ivana. - Kltwa - wymamrota pod nosem. To czerwona mga ] waa gwatowne przerosty

emocji. Najwidoczniej kltwa zdoi wykorzysta szczery smutek Ivana, odnalaza drobn szczelij w twardej, opierajcej si potdze magii konstrukcji krasnoluda. Cadderly obawia si, e Ivan moe si od tego nie u wolu Krasnolud z kad chwil szlocha coraz goniej i gwatowniej^ prawie zapomnia o oddychaniu. - Ivanie - powiedzia pgosem, podchodzc bliej i ka do na ramieniu przyjaciela. Nic wicej nie moemy zrobi i Pikela. Chodmy ju. Mamy par spraw do zaatwienia. Ivan ypn gniewnie na Cadderly'ego i odtrci jego donie. - Chcesz cobym go tu zostawi? - wykrzykn. - Mego bn Mego nieyjuncego brata! Nie. Nie pjd std. Nigdy. Zosti z niem. Zostan tu i dopilnuje, coby Pikel druid mia zawsze ci - On nie yje, Ivanie - rzek Cadderly pochlipujc. - Odsz Nie jeste w stanie zatrzyma ciepa w jego ciele. Nic nie moe dla niego zrobi. - Zaniknij si! - rykn ponownie Ivan, sigajc po swj topr*! Cadderly sadzi, i krasnolud zamierza rozpata go na dwojfl obawia si, e Ivan moe wini go za to, co stao si z Pikeli Okazao si jednak, e Ivan nawet nie by w stanie unie sv cikiego topora i miast tego ponownie uklk przy martwym l ci. Cadderly doszed do wniosku, e prby przekonywa pogronego w smutku krasnoluda s z gry skazane na porazi ale gwatowny wybuch Ivana podsun mu pewn myl. IsU 234 RintBtzha tylko jedna emocja, ktra bya w stanie przemc kady smutek. Ivan a nazbyt chtnie pozwala, by owo uczucie opanowywao go bez reszty. - Nic nie jeste w stanie zrobi - powtrzy Cadderly - ale moesz zemci si na tym, kto zrobi to Pikelowi. Tymi sowami sprawi, e Ivan w jednej chwili skupi na nim ca swoj uwag. - On jest tu, na dole, Ivanie - kontynuowa, cho nie w smak mu bya taka argumentacja. Nie lubi tego rodzaju manipulacji. -Zabjca Pikela jest tu, na dole. - Imp! - rykn Ivan, rozgldajc si dziko wok w poszukiwaniu chochlika. - Nie - odpar Cadderly - nie imp, ale jego pan. - To imp zatru mi brata! - zaprotestowa Ivan. - Tak, ale to jego pan sprowadzi go tutaj, a take kltw i cae zo, ktre przyczynio si w kocu do mierci Pikela - odrzek Cadderly. Wiedzia, e to do swobodna konkluzja, ale jeli moga zmusi Ivana do wyruszenia w dalsz drog, gra bya warta wieczki. - Jeeli pokonamy jego pana, to wraz z nim przepadnie rwnie imp i zo, jakie na nas sprowadzi. -

Pan, Ivanie - powtrzy. - To on sprowadzi na nas kltw. - Tye to zrobi - warkn Ivan, ponownie przecigajc palcem po ostrzach topora i przygldajc si podejrzliwie Cadderly'emu. - Nie - poprawi go czym prdzej Cadderly. - Odegraem, niestety, powan rol w jej uwolnieniu, ale nie ja j tu sprowadziem. Ten czowiek - on jest gdzie tutaj - to on cign na nas kltw, wysa przeciwko nam hordy kociotrupw, a take impa, i to on odpowiada za mier twojego brata. % - A gdzie un je? - zawoa Ivan, odsuwajc si od Pikela i chwytajc w obie donie stylisko wielkiego topora. - Gdzie je zabjca mego brata? - Krasnolud rozglda si dziko, jakby oczekiwa, e lada moment w korytarzu pojawi si nowy potwr. - Musimy go znale - cign Cadderly. - Moemy wrci t sam drog, aby dotrze do tuneli, ktre pamitam. - Ze z powrotem? - Ten pomys wyranie nie przypad Ivanowi do gustu. - Dopki nie znajdziemy si w korytarzach, ktre pamitam -wyjani Cadderly. - A potem pjdziemy dalej do komnaty z przeklt butelk i tam znajdziemy zabjc twego brata. Mg jedynie 235 I. A. Salntwr mie nadziej, e jego sowa si sprawdz, a zanim trafi do pomieszczenia, Ivan zdoa si uspokoi. - Naprzd! - rykn Ivan i zgarnwszy jedn z dopalajcych^ pochodni, zamacha ni gwatownie w powietrzu, aby si roz i pogna z powrotem t sam drog, ktr tu przybyli. Cad upewni si, e zabra wszystkie swoje rzeczy, poegna po raz < ni z Pikelem i pobieg za Ivanem. Nie dotarli zbyt daleko, gdy w bocznym korytarzu natknli si grupk piciu zabkanych kociotrupw. Zdezorientowane i ty, niedobitki potnej ongi armii Druzila, nie prboway atakov ale zalepiony wciekoci Ivan natar na nie z niewyobr; wrcz furi i wciekoci. - Ivan, nie... - rzuci bagalnie Cadderly, widzc, co robi l lud. - Zostaw je. Mamy waniejsze... Ivan nawet go nie usysza. Wydal grony okrzyk bojov umiechn si zowrogo i run jak burza na gromadk szkiele Dwa, ktre znajdoway si najbliej, odwrciy si, by stawi i czoo, ale Ivan nie da im najmniejszych szans. Ukonym ci rozpata jednego na dwoje, a

kiedy bro zatoczya uk, wykorzys jej impet i ci pionowo zza gowy, rozbijajc czerep drugieg Szkielet rozsypa si na kawaki. Ivan wypuci stylisko topora - ostrze znw ugrzzo w koci i natar na trzeciego kociotrupa przy pomocy swego rogatego heb Unis monstrum w powietrze, potrzsn nim dziko, a rbn o cian. Atak uszkodzi szkielet, ale jednoczenie zdar l z gowy Ivana. Ostre, spiczaste palce czwartego kociotrupa i lazy luk w obronie Ivana i wpiy si w jego odsonity kark. Cadderly z uniesion do gry lask rzuci si na pomoc przyja owi. Zanim jednak zdy wprowadzi ten pomys w czyn, Iv wzi spraw w swoje rce. Sign za siebie, schwyci kociotrupa chudy i twardy nadgarstek i pocignwszy go zakrci si jak fryga.-| Kapan run na ziemi - smagajce powietrze nogi kocioo omal go nie zraniy. Ivan nabra rozmachu i ju w chwil pz szkielet wirowa poziomo, trzymany mocno w wycignitych szt no przed siebie rkach krasnoluda. Ivan jeszcze przez chwil ! si w kko, po czym postpi w stron ciany i pozwoli, by < dokonay za niego dziea zniszczenia. Kociotrup uderzy w i rozpad si na kawaki; Ivanowi zostaa w rku oderwana ko ramieniowa. W tej samej chwili ostatni z nieumartych rzuci si na krasnoluda, a ten, oszoomiony i odrobin zdezorientowany, zarobi silne uderzenie kocist pici w twarz. Cadderly ponownie chcia ruszy mu z pomoc, ale zauway, e inny szkielet, ten, w ktrego ebrach utkwiy rogi hemu krasnoluda, powoli zacz si podnosi. Ivan przedramieniem trzasn kociotrupa w ebra. Jego krtkie, pkate nogi pracoway jak oszalae, kiedy krasnolud spycha przeciwnika w stron muru. Docisn go do ciany, ale w dalszym cigu napiera. Jego minie napryy si i w pewnej chwili puciy. Wystrzeli do przodu, by wykorzysta ostatni bro, ktr jeszcze dysponowa - twarde, paskie czoo. Rbn kociotrupa w twarz, a czaszka stwora eksplodowaa, uwiziona pomidzy kamienn cian i rwnie twardym bem krasnoluda. Odamki koci i kurz posypay si wok, a Ivan odskoczy w ty. W jego czole ziaa spora rana. Cadderly wymierzy ostatniemu z nieumartych cios kocem laski i raz czy dwa rzuci we swymi wirujcymi dyskami. Uparte monstrum nadal szo w jego kierunku, tnc powietrze kocisnymi palcami i zmuszajc do odwrotu. Niebawem jednak kapan poczu za plecami kamienn cian i znalaz si w puapce. Nie mia dokd uciec. Upiorna rka zacisna si bolenie na jego ramieniu. Druga zamaszystym ruchem pomkna w stron twarzy. Unis przedrami, by zablokowa cios i poczu si bezradny i unieruchomiony, kiedy ostre, twarde palce szkieletu wpiy si gboko w jego ciao.

Rozpaczliwie prbowa pochwyci piszczel, aby go wykrci i w ten sposb uwolni si z klinczu, ale ta technika polegaa na uszkodzeniu mini napastnika. Kociotrupy za nie maj mini ani cigien i nie odczuwaj blu. Cadderly opar woln rk o czaszk napastnika i napar z caej siy, aby odepchn go od siebie - ale w odpowiedzi na swoje wysiki zarobi tylko paskudne ugryzienie w nadgarstek. I nagle czaszka znikna, ulatujc gadkim ukiem w dal. Cadderly nie zrozumia, co si stao, dopki drugie zadane przez Ivana ciecie, tym razem skierowane pionowo w d, nie zmienio szkieletu w stert pogruchotanych koci. Cadderly opar si o cian i zacisn do na okrwawionym nagdarstku. W chwil pniej jednak, kiedy spojrza na Ivana, zapomnia o swoich, bd co bd, powierzchownych ranach. 237 ft. A. Sakitert W czole krasnoluda tkwio kilka ostrych kawakw ko* Struki krwi spyway mu po twarzy, szyi i z licznych drb szych ran na grubych, skatych rkach. Najbardziej jednak j Cadderly'ego widok uamanego ebra kociotrupa, wbitego i z boku w brzuch krasnoluda. Nie wiedzia, jak gboka jest ta i i zdziwi si, e Ivan wci jeszcze trzyma si na nogach. Wycign rk w jego stron, pragnc go podtrzyma - i wia si, e przyjaciel praktycznie w kadej chwili moe si j wrci. Ivan gwatownym ruchem odbi jego do w bok. - Nie ma czasu, coby si cacka - warkn. - Gdzie je tyn, i ubi mi brata? - Potrzebujesz pomocy - odrzek Cadderly, przeraony sti swego przyjaciela. - Twoje rany... - Zapomnij o niech - odpar Ivan - Zaprowad mnie do tego, < zabi mi brata! - Ale... Ivan - zacz Cadderly. Wskaza na ebro kociotrup Oczy Ivana nie rozszerzyy si, kiedy ujrza upiorn ran;; nolud wzruszy jedynie ramionami i wyj uamek, odrzucajc obojtnym gestem precz; najwyraniej w ogle nie zwrci uv e ko na dugoci dobrych paru cali pokryta bya jego krwi. Z rwn obojtnoci zachowa si, gdy usiujc wcisn gow swj hem stwierdzi, e uniemoliwiaj mu to wystaj z czoa ostre odamki koci. Wyj kilka wikszych, a pot z guchym siekniciem naoy hem. Cadderly mg si jedynie domyla, e przeklta mga zintens fikowaa wcieko przyjaciela do takiego stopnia, e Ivan po ] stu nie odczuwa ju blu. Wiedzia, e krasnoludy to wytrzyn rasa - Ivan wydawa si duo twardszy od innych, niemniej je obojtno bya wrcz

niewiarygodna. - Powiedzia e, co zabierzesz mi do niego! - rykn, a je sowa zabrzmiay w uszach Cadderly'ego niczym groba. Krasnolud zabra kapanowi paszcz i podarszy materia na j szybko obwiza nimi paskudn ran. Cadderly'emu musiao to wystarczy. Wiedzia, e najlepsze, < moe zrobi - dla wszystkich, rwnie dla Ivana - to znale i; kn dymic butelk, i to w miar moliwoci jak najszybcie Dopiero wwczas rozszalay krasnolud pozwoli Cadderly'emu i komukolwiek, by opatrzy mu rany. 23* Riatgtzki Dopiero wtedy, ale Cadderly nie by pewny, czy Ivan wytrzyma tak dugo. Niebawem dotarli do miejsc, gdzie po raz pierwszy natknli si na nieumarych. Korytarze byy teraz puste, panowaa w nich grobowa cisza, a Cadderly wykorzysta t okazj, by wrci mylami do pierwszej wizyty w katakumbach. Wydawao mu si, e uczyni pewien postp, przeprowadziwszy Ivana kilkoma bocznymi korytarzami, gdy wtem ujrza, e w gbi tunelu, tu poza zasigiem promienia jego wietlnej tulejki, co si poruszyo. Ivan rwnie to zauway i natychmiast pogna w tamtym kierunku - jego al z powodu mierci brata zmieni si ponownie w niekontrolowany bitewny sza. Cadderly gmera przy bandolie-rze, na prno usiujc dotrzyma tempa krasnoludowi i bagajc go, aby odpuci sobie tego wroga. Tym razem by to tylko jeden kociotrup - w pierwszej chwili kry bez celu, ale kiedy dostrzeg biegncego krasnoluda, natychmiast ruszy w jego stron. W tym wanie momencie Cadderly podj wyjtkowo wan decyzj. Unis w jednym rku wiecc tulej, a w drugim zaadowan kusz, mierzc pomidzy rogami na hemie krasnoluda w widniejce w oddali oblicze kociotrupa. Nie zamierza wykorzystywa swojej specjalnej kuszy jako broni, zwaszcza jeli mia z niej strzela eksplodujcymi betami. Miaa mu suy jako narzdzie do otwierania zamknitych drzwi albo odstrzelenia kopotliwych gazi drzew, ktre drapay w okno jego pokoju. Byy to tylko dwa z wielu moliwych, nie czynicych nikomu krzywdy zastosowa owego szczeglnego, wykonanego na zamwienie cacka. Poza tym Cadderly musia przyzna, e opracowanie projektu kuszy i przystosowanych do niej wybuchowych betw byo nader kuszcym wyzwaniem. Obiecywa sobie jednak, niejako w formie wymwki - ale nie tylko - e nigdy nie wykorzysta betw i kuszy jako broni, i nigdy nie uyje wybuchowych strza przeciwko ywemu celowi.

Argumentw przeciw temu przyrzeczeniu byo, rzecz jasna, bez liku. Ivan mg nie przey kolejnej walki, nawet jeli mia za przeciwnika tylko jeden szkielet, a poza tym kociotrup w gruncie rzeczy nie by yw istot. Mimo to Cadderly, mierzc z kuszy w gadk bia czaszk, nie mg powstrzyma wzbierajcych w nim wyrzutw sumienia. Wiedzia, e amie swoj przysig. IM I. A. Salut *rr Wystrzeli. Bet przemkn ukiem nad gow Ivana i trafi ] w cei. Pierwsze uderzenie nie byo zbyt silne, ale w uamek! dy pniej bet pk, powodujc eksplozj Oleju Gromw. Ki wreszcie opad kurz, gowa i szyja monstrum znikny. Bezgowy korpus sta jeszcze przez chwil w bezruchu, po < z gonym grzechotem run na ziemi. Ivan zatrzyma si gwatownie i wbi wzrok w stert ko& Jego usta rozchyliy si szeroko, a ciemne oczy rozszerzyy ze; mienia. Obrci si wolno w stron Cadderly'ego, ktry wzrus ramionami przepraszajco i odwrci wzrok. - Musiaem to zrobi - rzek, bardziej do siebie ni do Ivana. - I dobrze e si spisa! - odpar Ivan, podchodzc do niej Klepn Cadderly'ego w plecy, cho mody ucze wcale nie cz si jak bohater. - Chodmy ju - rzuci pgosem, wsuwajc kusz z powrott do szerokiej, pytkiej kabury. Minli kolejne ukowato sklepione przejcie. Cadderly uwie ju, e ponownie znaleli si we waciwym tunelu, gdy wtenn wprost nich pojawio si rozgazienie drg. Gwny zakur chodnik zmienia si w dwa wsze i biegnce rwnolegle.'. kapan zastanawia si przez chwil, po czym wybra pras odnog. Przeszed zaledwie kilka krokw, kiedy nagle w je pamici co si przejanio. Zawrci, ingnorujc sarkanie Iva i bardziej zdeterminowanym krokiem wmaszerowa do kory tarza f lewej. Ten chodnik bieg najpierw prosto, po czym skrca < w lewo i jednoczenie znacznie si rozszerza. W ciennych niszach umieszczone byy sarkofagi, ktrych' utwierdzi Cadderly'ego w przekonaniu, e wybra waci odnog. Pokonawszy zakrt nie mia ju adnych wtpliwe Daleko przed nimi na kocu chodnika majaczyy drzwi, w ktr ziay pokane szczeliny. Przez otwory przebijao ostre wiato. - To tutaj? - spyta Ivan, cho domyla si ju odpowie Zanim Cadderly zdy odpowiedzie, ruszy biegiem przed siebMJ Kapan ponownie usiowa zatrzyma rozjuszonego krasnolu i ponownie mu si to nie

udao. Chcia przekona go, e j zbliy si do kaplicy cicho i ostronie - ale jego sowa pon w prni. Znajdowa si kilka stp za Ivanem, kiedy ostami z i kofagw otworzy si szeroko i z wnrza wysza mumia, zastpuj! im drog. Zbyt rozwcieczony, by si tym przej, Ivan nadal i 240 lt|czka wzruszenie bieg przed siebie, ale Cadderly zatrzyma si gwatownie. Strach sparaliowa modego ucznia, widok potnego nie-umarego przepeni jego serce niepohamowan zgroz i aur czystego i plugawego za. Nieumarli byli przeraajcy, ale w porwnaniu z tym monstrum wydawali si zgoa niegroni. - To absurd - mrukn! pod nosem Cadderly. Lk by jak najbardziej do przyjcia, ale strach, ktry akurat w takiej chwili kompletnie go sparaliowa, wyda mu si absurdalny. - Za mi z drogi! - rykn nacierajcy Ivan. Ci z caej siy toporem i nawet trafi w cel, ale w przeciwiestwie do walki z kociotrupami, tym razem mocna bro natrafia na duo wikszy opr. Grube bandae spowijajce ciao mumii wchony i zagodziy impet ciosu, a kawaki ptna, ktre oderway si i przyczepiy do ostrza topora, uchroniy j przed powaniejszymi obraeniami. Monstrum prawie nie poczuo uderzenia. Smagno potnymi ramonami, trafiajc Ivana w gow i ciskajc go w gb pobliskiej niszy. Krasnolud rbn mocno o cian i o mao nie straci przytomnoci, ale uparcie, cho chwiejnie, nadal prbowa si podnie. Mumia czekaa na niego. Drugi cios rozoy krasnoluda na opatki. Gdyby nie Cadderly, chwile Ivana byyby ju policzone. Jego pierwszy atak by praktycznie przypadkowy, bowiem mumia, podajc za Ivanem, przecia nagle promie wiata z trzymanej przez Cadderly'ego tulejki. Jako istota nocy, mieszkaniec mrocznego wiata wiecznych ciemnoci, Khalif nie przywyk ani nie tolerowa adnego wiata. Widzc, e mumia cofa si i unosi spowit bandaztmi rk, aby osoni oczy przed blaskiem, Cadderly nieco odzyska rezon. Przez cay czas kierowa promie wiata na potwora, zmuszajc go, by odstpi od Ivana, podczas gdy jednoczenie drug rk zaadowa do kuszy kolejny bet. Nie mia najmniejszych oporw przed uyciem swej broni przeciwko temu potworowi - mumia byfa zbyt odraajca i potworna, by jego sumienie mogo si za ni wstawi. W dalszym cigu zasaniajc oczy, mumia zbliya si do Cadderly'ego, a przy kadym kroku wymachiwaa rk w stron ranicego j promienia wiata. Pierwszy bet pogry si gboko w piersi potwora, nim eksplodowa. Wybuch odrzuci mumi o kilka stp i pozostawi wypalone

241 ft. A. czarne lady na bandaach zarwno na piersi, jak i na plecach. Jeli jednak nieumarty odnis jakie powaniejsze obraenia bynajmniej tego nie okazywa. Wrcz przeciwnie, znw zaatako Cadderly zacz gorczkowo przeadowywa kusz. Na szcz jego projekt okaza si udany i wykonanie tej czynnoci nie trudne. Drugi bet trafi w to samo miejsce, co pierwszy, pono odrzucajc potwora do tyu. Mumia znw podja walk, wic kapan posa trzeci sti ale nawet to jej nie powstrzymao. Uparcie, krok po kroku, zbli si do coraz bardziej przeraonego i rozgorczkowanego dzieca. Czwarty strza okaza si dla Cadderly'ego fatalny, bow bet po prostu przeszy mumi na wylot, nie wywoujc nawet < plozji Oleju Gromw. Wypuszczajc pit strza, niemal dotyka kocem kuszy nych, odraajcych banday na ciele monstrum. Tym razem efekt by nieco lepszy, ale i ten bet jedynie spo? nil, a nie zatrzyma napierajcego potwora. Cadderly nie mia j czasu na zaladownie kolejnego betu. - Id! _ wybekota Ivan wypezajc z niszy. Cadderly wtpi, czy krasne lud moe mu jeszcze pomc, na gdyby zdy dotrze do potwora na czas, a na to si nie Mody ucze wiedzia rwnie, e jego konwencjonalna i laska i wirujce dyski - nie mog wyrzdzi mumii najmnie krzywdy. Zostao ju tylko jedno. Wycign przed siebie wiecc tutej ponownie spowalniajc tym mumi. Monstrum zakryo oczy i < znacznie odwrcio si od niego. Cadderly wypuci kusz i sig drug rk po zwieszajcy si u jego boku bukak. Schwyci j wystajcy dziobek, wcisn pod pach i kciukiem strci zatyczk. Nastpnie powoli i metodycznie docisn rami do l wypuszczajc strug wiconej wody w twarz napastnika. wicona woda zasyczaa, zbryzgujc oboonego zaklciem i nieumarego i po raz pierwszy w tym starciu monstrum okazao < pienie. Wydao dugi, gony, przeszywajcy do szpiku koci . ktry przepeni Cadderly'ego zgroz i nawet na krtk chv zatrzyma Ivana. Byo to przysowiowe szczeknicie bez ugryzie bo pomimo e mumia w dalszym cigu si zbliaa, zacza kim ukiem omija modzieca uzbrojonego w wicon i wiecc tulejk. Niedugo potem zostawia Cadderly'e 242 RiMtfczki czym ruszya wawiej w gb korytarza; ryczc z blu i frustracji, tuka potnymi

rkoma w ciany, sarkofagi i wszystko, co znalazo si na jej drodze. Ivan, ktry nadal palii si do walki, przebieg obok kapana. - Czowiek, ktry zabi twojego brata, znajduje si za tymi drzwiami! - zawoa Cadderly, pragnc za wszelk cen zawrci krasnoluda. Nie mia, rzecz jasna, adnego potwierdzenia swoich sw, ale by gotw powiedzie wszystko, aby go tylko powstrzyma. Jak byo do przewidzenia, Ivan odwrci si. Warkn gono i pdem min Cadderly'ego, zapominajc w jednej chwili o uciekajcej mumii. Wbi wzrok w drzwi na kocu korytarza. Cadderly czu, e zblia si tragedia. Przypomnia sobie wywaanie wieo wzniesionego muru w piwnicy i wybuchy, ktre potem nastpiy. Musia zakada, e rwnie i to wejcie jest strzeone przez ochronne glify, a zauway, e drzwi na wprost niego s grube i obite metalowymi pasami. Jeeli Ivan nie przebije ich w jednym ataku i znajdzie si w zasigu wybuchowych glifw... Cadderly przypad do ziemi, wyj bet i sign po kusz. Jednym ruchem napi ciciw, naoy bet i odwrci si, namierzajc cel przy pomocy wietlnego promienia swojej tulejki. Strzaa wyprzedzia Ivana o krok. Nie trafia bezporednio w zamek, ale eksplodowaa z dostatecznie du si, by drzwi zacnybo-taty si w zawiasach. Zdziwiony nag eksplozj, ale rozpdzony tak, e nawet gdyby chcia, nie zdoaby si zatrzyma, Ivan z impetem rbn w drewniane odrzwia. 24) 21 Celny cios - Nie - usyszaa za plecami gos druida, ale zdawa siei dobiega z daleka, jakby by jedynie wspomnieniem z im czasu i miejsca. Dla Daniki liczy si teraz tylko mur z cegie, ii ni ciany naturalnego ziemnego tunelu, ktrym tu dotarli. " kusi j, zaprasza, przywodzi wspomnienie dawno nieyj bohatera. Odlegy gos ponownie si odezwa, ale tym razem byo to i zrozumiae cmokanie i skrzeczenie. Puchary ogon spad Danice na oczy, przerywajc koncentracje| kamieniu. Odruchowo machna rk, aby go odsun. Zgodnie z instrukcjami druida Percival ugryz j. Danica targna ramieniem i zamachna si, wykonujc i nie, ktre zabioby wiewirk na miejscu. Zanim jednak doszed celu, rozpoznaa Percivala i otrzsnwszy si spod' czerwonej mgy, powrcia do rzeczywistoci. - Mur - wykrztusia - ja chciaam...

- To nie twoja wina - rzek do niej Newander - Kltwa ] nie dala o sobie zna. Wyglda na to, e ta walka nie ma koca, l Znuona i zawstydzona Danica usiada, opierajc si ple o kamico. Daa z siebie wszystko, by oprze si natarczywej: widziaa bowiem, czym ona jest i zakonotowaa sobie gh w mylach logiczn konkluzj, e powinna unika tego destruktywnych impulsw. Mimo to jednak w samym zagroenia porzucia nadziej na osignicie sukcesu na wywoanych przez kltw pragnie. - Nie akceptuj poczucia winy - powiedzia jej NewandefJ leeli chodzi o zwalczanie kltwy, idzie ci lepiej ni wszys ' 1*4 kwttczka innym kapanom z gry. Jak dotd ci si udawao, a to wicej ni wikszo z nich zdoaa osign. - Cadderly'emu towarzysz krasnoludy - upomniaa go Danica. - Nie bierz tego pod uwag - ostrzeg Newander. - Nie jeste krasnoludem. Brodaty lud posiada naturaln odporno na czary i aden czowiek nie jest w stanie im dorwna. To nie kwestia samodyscypliny, lady Daniko, ale rnic fizycznych. Danica zrozumiaa, e druid mwi prawd, ale wiadomo, i Pikel i Ivan maj nad ni przewag w zwalczaniu kltwy, wcale nie umniejszaa w niej poczucia winy. Pomimo stw druida uwaafa mg za swego rodzaju mentalne wyzwanie, test dyscypliny. - A co z Newanderem? - zapytaa nagle, bardziej sarkastycznie, ni zamierzaa. - Czy w twoich yach pynie krew brodatego ludu? Nie jeste krasnoludem. Dlaczego wic na ciebie to nie wpywa? Druid odwrci wzrok. Tym razem to jemu zaczo doskwiera poczucie winy. - Nie wiem - przyzna - ale musisz wierzy, e z kadym krokiem coraz bardziej odczuwam dziaanie kltwy. Cadderly sdzi, e mga wydobywa z czowieka to, co tkwi w jego sercu. Obartuchy w kuchni zajadaj si na mier. Kapani oddani cierpieniu zabijaj jeden drugiego w przypywie religijnego szau. Moi bracia druidzi przybieraj form zwierzt, zatracajc si w odmiennym stanie wiadomoci. Dlaczego wic Newander nie sta si zwierzciem? Danica zrozumiaa, e ostatnie pytanie druida wiadczyo o ogromnej i szczerej udrce. Ju wczeniej o tym rozmawiali, ale Newander nie by w stanie si wytumaczy, koncentrujc swoj odpowied na wyjanieniu, dlaczego Cadderly mg unikn kltwy. - Wydaje mi si, e kltwa nie ma na mnie wpywu, bo sam nie znam wasnych

pragnie - cign druid. - Czybym min si z powoaniem? - Po jego twarzy pocieky zy. Zdawa si balansowa na krawdzi zaamania; byo to dla Daniki jawn oznak, e rwnie on pad ofiar czerwonej mgy. - Nie mam powoania? - jkn. Ukrywajc twarz w doniach skuli si na pododze i zaszlocha. Jego ciaem targny konwulsyj-ne skurcze. - Mylisz si - powiedziaa Danica z tak si, by przycign uwag druida. - Jeli mine si z powoaniem albo w ogle go nie 245 ft. A. $ilatrr masz, dlaczego korzystasz z zakl bdcych darem twego Silvanusa? Najpierw w moim pokoju posuye si winon a potem oywie mech podczas walki z ghulami. Newander zebra si w sobie, zaintrygowany sowami Znalaz si, by wsta i tym razem nie odwrci wzroku. - Moe prawda tkwica w twoim sercu pomoga ci w poko kltwy - skonstatowaa Danica. - Kiedy po raz pierwszy pocz na sobie jej wpyw? Newander cofn si mylami o kilka dni, do swego powrt biblioteki, kiedy zasta Arcite'a i Cleo po dokonanej ju transfo cji. - Poczuem j zaraz po powrocie tutaj - wyjani. - Wdroy po grach, ogldaem orle gniazda... - Newander pamita to < n ale. Przypomnia sobie rwnie wasne rozwaania dotyczce l tii Su. - Ju kiedy znalazem si przy drzwiach biblioteki, dziaem, e dzieje si co niedobrego. Udaem si natychmia moich braci druidw, ale okazao si, e przybrali zwierzce l i nie byem w stanie nawiza z nimi kontaktu. - Oto twoja odpowied - powiedziaa Danika po krtl namyle. - Jeste kapanem porzdku natury, a ta kltwa st jawne jego zaprzeczenie. Powiedziae, e potrafisz wyczun obecno nieumarych i podejrzewam, e wanie w ten wyczue obecno kltwy. Skd wiedziaem, e zbliay si ghule? - zastanawia | Newander. Istniay zaklcia, suce wykrywaniu obecnoci typu nieumarych, ale on przecie nie wykorzysta adnego z nie mimo to jednak wiedzia, e tam byy, podobnie jak wiedzia, e monstra s istotami za, a nie zwykymi drapienikami. Impli tego rozumowania zabiy druidowi niezego wieka. - Nie jestem godzien... zbyt wiele mi przypisujesz - zwrci | ponuro do Daniki. - Jeste kapanem naturalnego porzdku - powtrzya i - Nie sdz, e sam, w pojedynk zdoae przeama kltw, przecie nie bye ani me jeste sam. Towarzyszy ci twoja wiara i wanie owo szczere powoanie dao ci moc, aby stawi opr ] kkstwu. Arcite i Cleo nie zostali ostrzeeni. Kltwa dopada M nim zdoali si zorientowa, e co jest nie tak,

ale ich poraka l dla ciebie ostrzeeniem, ty za, wiadom niebezpieczestwa, ] tae wierny swemu powoaniu. Rintgtzhi Newander pokrci gow, nie by przekonany - nie omiela si uwierzy, e posiada tak wielk wewntrzn moc. Nie usiowa jednak torpedowa wnioskw Daniki i nie wayby si te zaprzecza niczemu, co wizao si z Silvanusem, Dbem Ojcem. Dawno temu odda swoje serce Silvanusowi i pomimo narastajcych zainteresowa postpem i cywilizacj pozosta mu wiemy. Czy to moliwe, e jest prawdziwym uczniem Dbu Ojca? Czy moliwe, e to, co uwaa za porak, fakt, i nie sta si zwierzciem jak Arcite czy Cleo, mogo w rzeczywistoci oznacza sil? - Tracimy czas na zadawanie pyta, na ktre nie znamy odpowiedzi - rzek po duszej chwili nieco bardziej spokojnym tonem. - Niezalenie od przyczyny, zarwno ty, jak i ja zdoalimy si wywin. Danica ponownie spojrzaa z zatroskaniem na cian. - Przynajmniej na razie - dodaa. - Chodmy ju, zanim moja wola ponownie osabnie. Pokonali kilka ukowato sklepionych przej. Danica trzymaa w wycignitej przed siebie rce pochodni, aby wypala znajdujce si na ich drodze pajczyny. adne z nich nie miao wikszego dowiadczenia w wdrwkach pod ziemi ani nie znao planw katakumb. Po prostu szli przed siebie, wybierajc kolejne tunele na chybi-trafi. Danica bya dostatecznie zapobiegliwa, by wyry strzaki przy kilku bardziej kopotliwych zakrtach, na wypadek gdyby musieli wraca t sam drog - mimo to jednak drczy j niepokj, e wraz z druidem zagubi si w tym ogromnym, niewiarygodnie zoonym kompleksie. * Dostrzegli lady wiadczce o tym, i korytarzem niedawno kto musia przechodzi zwisajce luno strzpy pajczyn, poruszona skrzynia w kcie - adne z nich jednak nie byo w stanie stwierdzi, czy byo to dzieo Cadderly'ego, potwora w rodzaju napotkanych przez nich ghuli czy moe zwierzcia, ktre zadomowio si w mrocznych katakumbach. Weszli do dugiego korytarza. Ich pochodnie prawie si wypaliy. Od tego tunelu odchodzio kilka odng'- wejcia znajdoway si? gwnie w cianie po prawej. Danica i Newander postanowili tym razem, e nie bd kluczy i krci si w kko, bdzc w kolejnych korytarzach. Minli kilka pierwszych chodnikw. 2*7 ft. A. Silfittrr

Danica przywiecajc sobie pochodni zagldaa czujnie w kadego z nich, ale zawsze wracaa do gwnego koryt bowiem zamierzaa wraz z Newanderem dotrze a do jego ko Wreszcie znaleli si u wylotu chodnika, ktrego po prostu \ byli w stanie zignorowa. Danica tak jak poprzednio wesza i aby si rozejrze. To co zobaczya, potwierdzio jej przypuszcz Rozegraa si tu zacita bitwa - podoga usana bya stertami koji a kilka czaszek, oderwanych od reszty szkieletw, powitao widokiem lepych oczodow. Nieco bardziej w gbi ustawiona bya podwjna sterta w miejscu tym, jak stwierdzia Danica, Cadderly i krasnoludy uti rzyli szaniec obronny. - Koci potwierdzaj moje odczucie co do nieumarych -1 ponuro Newander - ale nie mamy pewnoci, e ci, co tam wa byli twoimi przyjacimi. Potwierdzenie pojawio si, zanim jeszcze skoczy mwi, l Danica wolno przesuna do z pochodni, eby dokadniej ] re si pospnemu polu bitwy. - Pikel!- zawoaa, podbiegajc do lecego na ziemi i da. Pikel lea zimny i nieruchomy, tak jak pozostawi go Iv| grube pulchne rce mia skrzyowane na piersi, a u jego boku le paka z ciemnego drewna. Danica uklka, by zbada krasnoluda, ale nie miaa wtpliv e zielonobrody wojownik jest martwy. Pokrcia gow, przy g j si jego ranom, bowiem adna z nich nie wydawaa si na l powana, by moga go powali. Newander zrozumia jej zakopotanie. Uklk obok i wypo? j kilka sw wolno przesun doni nad ciaem. - Jest w nim trucizna - oznajmi ponuro. - Paskudna substi wesza prosto do serca. Danica zoya donie pod gow Pikela i delikatnie uniosa jfl twarz do swojej. By jej drogim przyjacielem, prawdopodobnie najsympatyc sz osob, jak znaa. Kiedy trzymaa go w ramionach, dosza jj wniosku, e musia umrze niedawno. Jego usta posiniay, lecz i nie byo jeszcze wzdte i wydawao si do ciepe. Oczy Daniki rozszerzyy si, kiedy zwrcia si do NewanderJ - Po walce z ghulami powiedziae, e masz zaklcie przeciwlj wszelkim znanym truciznom - powiedziaa. kamyczka - Bo mam - odpar Newander, pojmujc o co jej chodzi - ale w przypadku tego tutaj trucizna zrobia swoje. Moje zaklcie nie przywrci mu ycia. - Uyj go - rzucia z naciskiem Danica. Dziaaa szybko, ujmujc Pikela jedn rk za kark i odchylajc mu gow do tyu. -Ale to nic...

- Uyj go, Newanderze. - ucia ostro. Druid cofn si o krok, w obawie, e jego towarzyszka ponownie znalaza si pod dzia-aniem mgy. - Zaufaj mi, bagam - cigna Danica nieco agodniejszym tonem, zrozumiaa bowiem, co byo przyczyn nagego zaniepokojenia druida. Newander nie rozumia, co mniszka zamierza uczyni, ale po tym, co wsplnie przeszli, ufa jej. Odczeka chwil, przygotowujc zaklcie, po czym wyj z kieszeni li dbu, zmi go i rzuci na ciao krasnoluda, wypowiadajc waciw formu. Danica rozchylia paszcz Pikela i rozpia zapinki napiernika jego cikiego pancerza. Spojrzaa na Newandera, aby upewni si, e zaklcie zostao ukoczone. - Jeli bya w nim jeszcze trucizna, to zostaa zneutralizowana - zapewni j druid. Przysza kolej na Danik. Zamkna oczy i pomylaa o najcenniejszym zwoju Wielkiego Mistrza Penpahga d'Anna, zapiskach dotyczcych fizycznego zawieszenia. Penpahg D'Ahn potrafi na kilka godzin wstrzymywa oddech, a nawet prac serca. Ktrego dnia Danica zamierzaa uczyni to samo. Wiedziaa, e nie jest jeszcze gotowa na tak wymagajc prb, ale pewne aspekty zawarte w pismach Penpahga D'Anna, dotyczce wythodzenia ze stanu zawieszenia, wanie teraz mogy okaza si niezwykle przydatne. Mylaa o czynnociach niezbdnych do ponownego wprawienia w ruch zatrzymanego serca. Zapiski traktoway t spraw od strony wewntrznej, ale oglne zasady mona byo wykorzysta rwnie przy dziaaniach z zewntrz. Uoya Piiela pasko na ziemi, rozpia mu kamizelk i podcigna wysoko koszul. Poprzez gstwin wosw prawie nie widziaa klatki piersiowej krasnoluda, ale mimo to uparcie nama-caa palcami ebra, liczc w duchu, e anatomia krasnoludw nie rni si zbytnio od ludzkiej. JM fc. A. $alit*rr Odnalaza waciwe miejsce - a przynajmniej tak jej si wao. Obejrzaa si, szukajc wsparcia u Newandera. Druid j wyranie zdziwiony , lecz ona odwrcia si gwatownie i woln i zadaa szybki, silny cios w zagbienie klatki piersiowej krasnoli Odczekaa chwil i uderzya ponownie. Jej dziaania stay si bardziej zacite - dziaaa z penym ] ceniem, a to stanowio dla czerwonej mgy dostateczn zacne ponowienia ataku. - Lady Daniko! - zawoa Newander, chwytajc rozgorcz na mniszk za rami. Powinna mie nieco wicej szacunku | zmarych. Danica migna rk za siebie, trafiajc druida pod koa Cios powali Newandera na

ziemi, a ona podja przerwan < no, uderzajc zaciekle, raz za razem. Usyszaa trzask pkaj ebra, ale nie powstrzymao jej to przed zadaniem kolejnego cic Newander znowu by przy niej, chwytajc j tym razem due niej i odcigajc od zwok. Szamotali si przez chwil - Da z atwoci uzyskaa przewag. Rozoya Newandera na lo i przysiada okrakiem na jego piersi. Pi kobiety zawisa zov nad twarz druida. - Ojoj! Ten okrzyk sprawi, e zarwno Danica, jak i Newander ; bez ruchu. - Co ty zrobia? - wyszepta Newander. Danica, rwnie zdumiona, jak druid pokrcia gow i odv si powoli. Pikel siedzia na ziemi - wyglda na poobija i oszoomionego, ale y i to byo najwaniejsze. Kiedy zoba Danik, umiechn si. Mniszka zostawia lecego na ziemi druida i podbiegs krasnoluda, uciskaa go z caej siy. W chwil potem podbieg do nich Newander i serdecznie ] pa oboje po ramionach. - To cud - mrukn druid. Danica wiedziaa, jak byo naprawd. Wiedziaa, e oj Pikela wizao si z pewnymi nader logicznymi i dobrze lidbku towanymi zasadami, zawartymi w naukach Wielkiego Mi Penpahga D' Anna. Mimo to, zbyt zdumiona tym, co uczynia, i1 dowana, e ponownie widzi Pikela ywego, nie pokwapia powiedzie tego na gos. Rantgtzki - C za szczliwe spotkanie - stwierdzia, kiedy gorce powitanie wreszcie dobiego koca. - Ojoj - rzek szybko Pikel. -1 nie tylko dla ciebie - zacza Danica. Newander spojrza na ni zdziwiony. - To nasz pierwszy dowd, e drogi - nasze i Cadderly'ego - nareszcie si przeciy stwierdzia Danica. - Dopki nie znalelimy Pikela, bdzilimy po omacku. - Teraz ju wiemy - doda Newander. -I wiemy, e Cadderly przechodzi tdy przed nami. Moe teraz atwiej bdzie nam go odszuka. Pochyli si szybko, z pochodni w rku przygldajc si podou w poszukiwaniu jakich ladw, ale w chwil potem wyprostowa si i pokrci gow przeczco. - To bardzo wty lad, jeeli w ogle mona mwi o jakim ladzie. Umiech na twarzy Daniki poszerzy si. - Dla nas moe tak - stwierdzia - ale dla Percivala moe by cakiem wyrany. Pikel siedzia zakopotany, ale Newanderowi udzieli si umiech Daniki. Druid wyda

kilka odgosw, porozumiewajc si z wiewirk i proszc j, by zaprowadzia ich do Cadderly'ego. Percival krci si przez chwil w t i z powrotem, drapic w ziemi i szukajc jakich tropw - ladw na ziemi lub moe zapachu. Wreszcie zapa trop i pogna przed siebie. Newander wawym krokiem pody za nim. Danica pomoga Pikelowi podnie si. Wci jeszcze by saby i mocno oszoomiony, ale dziki dwm podstawowym cechom - twardoci i uporowi, charakteryzujcym kadego krasnoluda - zdoa pomaszerowa wraz z ni w gb korytarza. Sen by taki przyjemny, ale Druzilowi nie dawaa spokoju myl, e lec w szczelinie moru opuszczonego korytarza jest niebezpiecznie odsonity i zgoa bezbronny. Imp wyczoga si z kryjwki i powrci do swojej typowej skrzydlatej postaci. W ktrym momencie podczas drzemki utraci koncentracj potrzebn do zachowania niewidziataoci, a teraz jego umys przymiewaa dziwna mgieka i zupenie nie by w stanie si skupi. 250 l. A. Senna mgieka otaczaa go nieodparcie i kusia, ale imp _ myli tylko jedno - musi wrci do Barjina, do bezpiecznego i. ca, gdzie znajduj si magiczne wrota czce go z Zamczys Trjcy. Wiedzia, e kto niedawno przechadza si tym koryt a poniewa nie mia ochoty na spotkanie z nieprzyjacimi, okrn i dusz, acz bezpieczniejsz drog. W chwil pniej zatrzyma si, bowiem mina go osz mumia, niszczca w bezmylnym szale wszystko, co napot] swojej drodze. Druzil uwiadomi sobie, e co poszo nie tak, musiao wy si co bardzo zego, skoro mumia - osmalona i opalona w miejscach - zdoaa wyrwa si spod kontroli. Stwr znikn w bocznym korytarzu, warczc gronie i wielkimi skatymi apskami we wszystko, co znalazo si n zasigu. Skrzyda Druzila trzepotay powoli, gdy imp na wp szed,! wp lecia w kierunku komnaty z otarzem. Tak, Barjin mu pomoe, a jeeli nie on, to z pewnoci Afc _ Z t myl imp wysa saby, senny komunikat do swego w Zamczysku Trjcy. 252 22 Twarz w twarz Ivan z przeraajc si uderzy w obluzowane drzwi, wyrywajc jeden z zawiasw. Obawy Cadderly'ego okazay si suszne, bowiem kiedy krasnolud przestpi prg, miao miejsce kilka potnych, pomiennych eksplozji. Gdyby drzwi si zaklinoway albo cho

spowolniy jego bieg, ani chybi by si usmay. Pomimo wszystko Cadderly nie by pewny, czy jego przyjaciel przey. Ivan wpad do pokoju szorujc twarz po posadzce, a z kilku miejsc na jego ciele unosiy si smuki dymu. Cadderly byskawicznie wbieg do rodka, aby znale si jak najszybciej obok towarzysza. Mia nadziej, e drzwi nie bronia ju adne ochronne glity. Mody ucze nie zdy jednak podej do Ivana. Kiedy tylko wszed do pomieszczenia, zmruy oczy, bo blask kilku pochodni i poncego koksownika by bardzo racy, ale zdoa zauway, e nie jest w komnacie sam. * - Niele si spisae, e dotare a tutaj - rzek spokojnie Barjin, stojc na rodku pokoju, obok otarza z dymic butelk. Na cianach po obu stronach kapana byy zatknite pochodnie, ale silniejszy blask bi z prawej strony, od kosza koksowego, ktry, jak przypuszcza Cadderly, peni funkcj bramy pomidzy wiatami. - Doceniam twoj zacito - cign drwico Barjin - cho przekonasz si, e posza ona na marne. Wszystkie wspomnienia, wyrane i uporzdkowane, powrciy do Cadderly'ego, kiedy tylko zobaczy Barjina. Przede wszystkim przyszo mu na myl, e bdzie musia rozmwi si ostro z Kierkanem Rufo - ktry, jak wierzy, by odpowiedzialny za jego 253 l. A. SalMtm znalezienie si w tunelach. To kopniak Rufa w przyspieszonym te pie wysa go po raz pierwszy w gb katakumb. Jego pragnie uregulowania rachunku z Rufem nie trwao jednak dugo, zwa kiedy uwiadomi sobie niebezpieczestwa, ktre obecnie ml przed sob. Nie zatrzyma duej wzroku na kapanie, lecz prze go na czowieka stojcego obok Barjina. - Mullivy? - zapyta, cho ju po postawie Mullivy'ego i skowym zgiciu uszkodzonej rki wiedzia, i nie jest to dozon ktrego kiedy zna. Umary nie odpowiedzia. - To twj przyjaciel? - rzuci drwico Barjin, obejmujc ywe trupa ramieniem. - Teraz take i mj. Mgbym mu kaza, aby < zabi - cign - ale, widzisz, t przyjemno wol zachowa siebie. Odpi od pasa maczug z gowni z obsydianu, rzebioneg w ksztacie piknej, modej dziewczyny. Nastpnie nacign: gow spiczasty kaptur, ktry dotd zwiesza mu si na plecach. Kaptur jak hem zakry mu ca gow - w materiale byy tyD wycite niewielkie otwory na oczy. Cadderly sysza o zaczarov odziey ochronnej i wiedzia, e jego nemezis bya

opancerzona. - Pomimo heroicznych wyczynw, mody kapanie, nie jeste i mnie niczym innym, jak ma drzazg w boku - zauway Barjis Postpi krok w stron Cadderly'ego, ale zatrzyma si nagle, kie Ivan energicznie podnis si z ziemi. Krasnolud gwatownie potrzsn gow, po czym rozejrza si, jakby zobaczy to pomieszczenie po raz pierwszy. Spojrza Cadderly'ego, a nastpnie skoncentrowa swoj uwag na Barjinie. - Powiedz no, chopcze - rzek i zarzuci sobie topr na i przyjmujc pozycj gotowoci - czy to ten tu zabi mi brata? Aballister otar spocone czoo. Nie by w stanie wpatrywa duej w magiczne zwierciado, ale zarazem nie potrafi odwrci wzroku. Poczu zdenerwowanie i zniecierpliwienie Barjina, l nie mogc nawiza kontaktu z impem po raz pierwszy posa i do odlegej kaplicy. Aballister martwi si o Druzila i o kleryka, cho jego obawy ] wzgldem Barjina byy do mgliste. Jednak pomimo wszelkich 254 Rantyczka dwuznacznoci, lku przed Barjinem i potg, jak mg on uzyska, czarnoksinik szczerze wierzy, e jego rywal nie chce ujrze poraki Najbardziej Zabjczej Zgrozy - Tuanta Quiro Miancay. I wtedy ujrza wrogw - a raczej jednego wroga, bowiem Aballister prawie nie zwrci uwagi na niezdarnie podnoszcego si krasnoluda. To mody ucze zaprzta jego myli wysoki, smuky modzieniec, okoo dwudziestu lat, ze znajomym przenikliwym wzrokiem. Wyczu wzrastajc pewno siebie Barjina i wiedzia ju, e tamten opanowa sytuacj i odzyska przewag. Jednak nie wiedzie czemu jeszcze bardziej go to przygnbio. Wpatrywa si dugo w twarz modego ucznia, waciwie jeszcze chopca, ktry tak odwanie i nieroztropnie wyruszy na spotkanie ze swym przeznaczeniem. Cadderlyodpowiedzia kiwniciem gowy na pytanie Ivana. Oczy krasnoluda zwziy si niebezpiecznie, kiedy ypn na kapana za. - Nie powinien by e tego robi - warkn cichym, zowrbnym tonem. Unis topr wysoko i powoli ruszy w stron Barjina. -Nie powiniene... Fale mentalnej energii sprawiy e Ivan zastyg w p zdania i w p kroku. Zaklcie sparaliowao umys krasnoluda i unieruchomio go w miejscu. Ivan usiowa stawi

maksymalny mentalny opr, na jaki tylko byo go sta, ale Barjin nie by byle zaklinaczem, a skaone zem miejsce, w ktrym si znajdowali, tylko potgowao jego moliwoci. Ivan zdoa wyda kilka nieartykuowanych dwikw, po czym umilk i znieruchomia zupenie. - Ivan? - zapyta Cadderly drcym gosem, podejrzewajc, co stao si z jego przyjacielem. - Mw, mw - rzuci drwico Barjin. - Krasnolud syszy kade twoje sowo, cho zapewniam ci, e nie odpowie. Jego miech zmrozi Cadderly'ego do szpiku koci. Dotarli tak daleko i tyle przeszli, Pikel zgin, aby mogli si tu znale, a Ivan zebra straszliwe cigi. I wszystko na prno. Patrzc na kapana za z upiornym Mullivym stojcym posusznie u jego boku, Cadderly zrozumia, e nie ma najmniejszych szans. 255 I. A. $al*itorr - Pokonae moje zewntrzne strae i za to zasugujesz najwiksze brawa - cign Barjin - ale jeli sdzie, e ca sw potg, to si omylie! Spjrz na mnie, ty gupi, i kapanie...! - Machn rk w stron dymicej butelki. -1 spjrz! agenta Talony, ktrego sam powoae do ycia. Tuanta Qu Miancay - Najbardziej Zabjcza Zgroza! Powiniene uwaa s pomazaca, mody kapanie, bowiem twoja ndzna biblioteka l pierwszym miejscem, ktre poczuje przeraajc mc chaosu, jt ju niebawem na cae stulecia opanuje to terytorium! W tej przeraajcej chwili sowa Barjina nie wydaway Cadderly'emu jedynie czcz pogrk. Talona - znal to imi - ] Trucizn i Chorb. - Spodziewae si, e butelka nie bdzie strzeona? - Ba rozemia si. - Wyobraae sobie, e ot tak, po prostu tu wi dziesz, pokonawszy po drodze kilka pomniejszych potworw i i zwyczajniej w wiecie zamkniesz butelk, ktr ty sam - duch raz jeszcze bolenie podkreli ostatnie sowa - otworzye? Cadderly prawie go nie sysza. Skoncentrowa si na butel< i jednostajnej smudze rowej mgieki, ktra si z niej unosia. Mia ochot naadowa kusz i potraktowa naczynie eksploduj cym betem. Co staoby si wwczas z agentem Talony? Obav si jednak, e zniszczenie butelki spowodowaoby jedynie uwoli nie agenta - czy czymkolwiek bya owa substancja, przy penej je mocy. Nagle jego uwaga zostaa oderwana od butelki i zrozumia, 4I moliwo wyboru jeeli w ogle j mia - naleaa obecnie i przeszoci. Kapan za ruszy wolno w jego stron, wznoszc rk, w ktn dziery osobliw czarn maczug o gowni w ksztacie pik modej dziewczyny. Miaa niewinn twarz, ktra zupenie

nie ] waa do tego typu broni, i w dziwny sposb przypominaa Cadderly'emu Danik. Aballister dziaa bez chwili zastanowienia. Skupi myli na kras-1 noludzie, zastygym o kilka stp przed modym mczyzn. Skon-f centrowa ca swoj moc, przesyajc zaklcie przez magiczne lustro! i wielomilow przestrze - usiujc wykorzysta urzdzenie szpie- j gowskie jako magiczn bram dla zogniskowanej przez siebie energii. >| Rantftzlu Dweomer zwierciada, nie przeznaczony do tego typu wykorzystania, opar si prbie. Mg by wykorzystywany do obserwowania odlegych miejsc, rozmowy z ogldanymi istotami, ba, nawet do przeniesienia Aballistera do wybranego przeze miejsca, ale czarnoksinik usiowa rozszerzy zakres jego moliwoci, wysyajc me tylko swoje myli czy ja, lecz rwnie magiczn energie do nieruchomego jak gaz krasnoluda. Nawet gdyby odbiorc mia by czowiek, zadanie to byo prawie niewykonalne. Ivan za, znajdujcy si cakowicie w mocy paraliujcego zaklcia Barjina, z typowym dla krasnoludw uporem walczy z prbujcym do dotrze czarnoksinikiem. Aballister zgrzytn zbami i skoncentrowa si jeszcze bardziej. yy wystpoway mu na czoo; pomyla, e za t prb przyjdzie mu zapaci yciem, ale Barjin znajdowa si ju bardzo blisko -zbyt blisko modego mczyzny - a w doni dziery upiorn maczug. Czarnoksinik przyoy wargi do tafli lustra i wyszepta, w nadziei, e krasnolud go usyszy. - Wpu mnie, ty gupcze! Zwyciski, zowrogo umiechnity Barjin podchodzi coraz bliej. Cadderly da mu powd do takiego zachowania, nie podejmujc jak dotd adnej prby stawienia oporu. W tej sytuacji kapan czu si bardzo pewny siebie. Mody ucze trzyma w jednej rce lask z gwk w ksztacie baraniego ba, ale jeszcze nawet jej nie unis. x Prawd mwic, Cadderly zdecydowa si na inn form obrony, jedyn, ktra, jak wierzy, moga spowolni podchodzcego kapana. Woln rk mia opuszczon do boku. Na przemian zaciska i rozlunia pi, napina minie i wypra palec do ciosu. Widzia i na wasnej skrze poczu, jak Danica tuzin razy wykonywaa ten manewr. Barjin znajdowa si o krok od niego, ale porusza si ostronie, z obawy, e Cadderly bdzie chcia zada mu cios swoj lask. Modzieniec nawet nie oderwa jej od ziemi. Barjin odbi w bok, z dala od broni i zamachn si, zadajc pierwszy prbny cios swoj maczug. 257

ft. A. SalMtw* Cadderly z atwoci si cofn, ale o mao nie utraci osignie koncentracji, kiedy ujrza, jak gownia maczugi zmienia si w grot skowe oblicze jakiego nieziemskiego monstrum z wielk wygodnia paszczk, najeon dugimi, zakrzywionymi kami. Zachowa jednak do zimnej krwi, by odpowiedzie na ati a jako e Barjin spodziewa si ciosu lask, jego rka z iatwo przedara si przez oson kleryka. Cadderly wbi z caej siy palec w rami Barjina. Wiedzia,; trafi we waciwe miejsce, tak jak czsto Danica robia to "" z nim. Na twarzy kapana za pojawi si grymas szczerego ak tania, a Cadderly omal nie pisn z radoci. - Paraliujce Dotknicie! - oznajmi. Barjin by rzeczywicie zdziwiony, lecz jego rka uzbroji w potn maczug wbrew przypuszczeniom modego ucznia : opada bezwadnie do boku. Cadderly rwnie si zdziwi i kiedy maczuga ponownie cia powietrze, zareagowa praktycznie w ostatniej chv Odwrci si i rzuci na ziemi, lecz bro dosiga jego ramie wygryzajc w nim gbok bruzd. Cadderly zamierza wyko przewrt i podnie si z ziemi w odlegoci kilku stp od kleryk ale cios wytraci go z rwnowagi i mody ucze run bezwadnie i jeden z pobliskich regaw. Sama rana nie bya zbyt powana, w przeciwiestwie do
IOOM

tych fal dojmujcego

blu, ktre zaczy zalewa od stp do 0< cae ciao Cadderly'ego. Dygota i trzs si - nie by ju w s logicznie myle, wszystko, co widzia, zdawaa si spowija cien zasona szarawej mgieki. Wiedzia, e jego chwile byy policz i e nie zdoa uchyli si ani odparowa nastpnego ciosu kapana. | - Zabi e mi brata! - usysza nagle ryk Ivana, dokocz* pierwszej sentencji, a zaraz potem peen zdumienia jk Barjina. Topr Ivana grzmotn kapana w plecy. Taki cios powal kadego normalnego czowieka, ale Barjin by naleycie chronioi Jego magiczna szata wytumia si uderzenia, kapan nawet nie sta ci) oddechu. W odpowiedzi okrci si na picie i smagn swj maczug. Wyszkolony i sprawny w boju Ivan Bouldershoulder by) jiii gotowy. Jeden atak wystarczy mu, by zrozumie, e ma do czynie ni z magiczn zbroj. Cios Barjina min cel niebezpiecznie l sko, a krasnolud natychmiast wykorzysta t okazj. Postpi V 151 Iraticiki naprzd, zahaczy jedn stron swego topora pod ramieniem przeciwnika i

pocignwszy z caej siy, rzuci go w kierunku otarza stojcego porodku pokoju. Ivan opar gowni topora o ziemi i nogami przytrzyma rkoje, aby mc naplu w donie, zanim ponowi atak. Kapan dysponowa paskudn broni i do tego mia magiczn zbroj, ale rozjuszony krasnolud wiedzia, e pojedynek moe si zakoczy tylko w jeden sposb. - Nie powinien e by zabija mi brata - mrukn jeszcze, po czym sign po swj topr i ruszy, by dokoczy dziea. Barjin mia inne pomysy. Nie mia czasu zastanawia si, w jaki sposb krasnolud uwolni si od paraliujcego zaklcia. Nie miao to dla wikszego znaczenia. Zdawa sobie spraw z wciekoci, jak paa w niewiarygodny przeciwnik. By to gniew spotgowany kltw, ktry z pewnoci wyrwnaby ich szans, ale Barjin nie przestrzega regu i na tym polegaa jego przewaga. Podczolga si do ciany obok Mullivy'ego. - Zabij krasnoluda - poleci ywemu trupowi, po czym wyj z obsady jedno uczywo i przytkn koniec do ramienia nieumarego. Przesczone olejem ubranie zombi zajo si natychmiast, lecz ochronne zaklcie okazao si skuteczne. Cho pomienie trawiy olej i ubranie, nie wyrzdzay szkody ciau ywego trupa. Odpowied zdumionego Ivana na widok zmierzajcego w jego stron ognistego zombi z pewnoci zachwyciaby Pikela. -Ojoj! Cadderly zacz si podnosi, ale jednostajny, nie sabncy, lodowaty bl promieniujcy z rany sprawi), e upad na podog. Usiowa znale co, na czym mgby si skupi i zapomnie o blu. Ujrza Ivana zadajcego dzikie, zacite ciosy. Chybiay one celu, krasnolud wolno, acz nieustannie wycofywa si przed nacierajcym na ognistym zombi. Mullivy najwyraniej nie przejmowa si zaciekoci tego ataku. Cadderly usysza miech kapana za; Barjin znajdowa si gdzie przy otarzu, niedaleko butelki. Jeeli zombi nie dopadnie Ivana, zrobi to kapan. Cadderly nie mia najmniejszych wtpliwoci. A potem dopadnie jego i Najbardziej Zabjcza Zgroza, - w agent bogini za odniesie pene zwycistwo nad Bibliotek Naukow i zniszczy wszystko, co kiedykolwiek ceni mody ucze. I. A. Sabitwr - Nie! - wykrzykn i po dziesiciokro wzmg swoje by odzyska zdolno penej

koncentracji. Diabelska maczuga spisaa si niele - nawet lekki cios, < o rami zrobio swoje. Maczuga ya wasnym yciem,' z energi, zrodzon gdzie w najdalszych zakamarkach pieka. #4 Cadderly kontynuowa walk przeciwko oszaamiajcemu dotkniciu, usiowa przy pomocy umysowej determinacji i kontrol nad swoim ciaem, ale ono nie suchao jego rozkazw mia przed sob dug drog. Nic nie zakcio marszu trjki przyjaci, a Percival obecnie ju bez problemu poda ladem Cadderly'ego. Minli kilka ko za kadym razem zwalniajc, by zajrze do najbliszych alko i sprawdzi, czy nie czaj si w nich adne potwory. Pikel z kadym krokiem odzyskiwa siy, ale wydawa zamylony, jakby nieobecny. Danica rozumiaa jego ponury nasti - przecie dopiero co przekroczy granic mierci i zosta z zawrcony. Jakie historie mgby im opowiedzie? Kiedy wypytywaa go o jego ostatnie przeycie, mwi tylko: Oo| - nie rozszerzajc swojej wypowiedzi. ,-: Wielokro przekonywali si, e Percival prowadzi ich db drog. Pajczyny w niszach, z jednej strony gste, z drugiej by wypalone do cna. Niebawem maa grupka dotara do rozgazienia tunelu. Perciva bez wahania skoczy w praw odnog. Z oddali dochodziy odgosy bitwy. Nagle wiewirka zatrzymaa si i zacza popiskiwa z oywie*fj niem, lecz jej skrzeczenie i piewny wiergot ucichy pord oglnego haasu. Pikel, Newander i Danica usyszeli ogosy walki i adne l z nich nie przystano, by wsucha si w monolog zwierztka.! Haas zdawa si dochodzi z gbi tunelu. To wszystko, co chcieli | wiedzie. Pognali przed siebie. Krasnolud nagle si oywi^ i z pochylon gow, co si w nogach gna, aby przyj brataj z pomoc. Druid i Danica biegli tu za nim, rwnie zdeterminowani.; Kiedy dotarli do kaplicy, usyszeli, jak Ivan mamrocze co o poncej bryle aoncy wieczki" i zrozumieli, e popenili bd. Cho gos krasnoluda zdawa si dobiega z bardzo bliska, droga 260 Raniftzki okazaa si bdna. W tej czci korytarza nie byo adnych drzwi, tylko naga ciana. Percival doczy do nich, popiskujc z wyrzutem. - Wiewirka mwi, e poszlimy z drog! - krzykn Newander.

- Powinnimy byli skrci w lewo! - Danica pokiwaa gow. - No to biegiem! - zawoaa. Mniszka i Newander pognali co si w nogach, ale ju chwil potem oboje zatrzymali si i odwrcili, by spojrze na Pikela, ktry nie pody ich ladem. Podniecony krasnolud podskakiwa nerowowo, jego krtkie, pkate nogi poruszay si gwatownie, a cae ciao ogarniao coraz potniejsze drenie. - Mj brat! - zawoa Pikel i pochyliwszy jednoczenie gow i pak z gadkiego pnia drzewa, z impetem natar na ceglan cian. 23 W sercu druida ciana wykonana bya tylko z cegie i zaprawy, tote nie mog stawi oporu wciekoci Pikela Bouldershouldera. Krasnolud pr bil si przez ni i wpad do kaplicy, wzbijajc chmury kurzu i i sypujc cegy na wszystkie strony. Sta przez chwil w no\ wejciu i rozglda si wokoo, lustrujc wntrze komnaty. Ki cegie runo wprost na niego, odbijajc si z guchym brzkiem < blaszanego hemu, ale Pikel nawet nie zwrci na to uwagi. Szuk lvana, swego brata, i potrzeba byo czego wicej ni kilk odamkw kamieni, aby go powstrzyma. I nagle po lewej przy drzwiach zobaczy Ivana, ktry cofa sij przed napierajc na czekopodobn, ponc istot. Odpych niewiarygodnym arem krasnolud zadawa niecelne ciosy i stale i cofa - jeeli zostanie zapdzony w rg pokoju, nie bdzie ju i dokd uciec. - Ojoj! - zawoa Pikel i pogna przed siebie, pochylajc gowejf w blaszanym garnku i swj gruby drg. Danica ruszya tu za nim, ale Newander powstrzyma j.J Odwrcia si i ujrzaa na twarzy druida wyraz nagego olnienia,! ktry w mgnieniu oka zmieni si w szczer rado. - Mwia prawd, droga damo - rzek Newander. - To nie ambi- < walencja, ale poczucie porzdku uczynio mnie wolnym od wpywu | przekltej mgy. Teraz ju wiem, w jaki sposb zostaem oszcze-1 dzony. Prawd mwic, ta moc znacznie wykraczaa poza moj f wasn wol. Danica zamylia si, rozwaajc ogromne zmiany, jakie zaszy ' w tym mczynie. Newander nie by ju przygarbiony ani zrozpaczony. Sta sztywno wyprostowany, a jego oblicze paao dum. 2U - Sysz gos samego Silvanusa! - oznajmi druid. - Jego wasny gos, powiadam ci. Zaintrygowana Danica chciaa zosta i wysucha wyjanie, ale nie pozwolia jej na to sytuacja. Szybko skina gow i wyrwaa si z ucisku druida; przejcie przez cian i ocena

sytuacji zaja jej tylko uamek sekundy. Serce podpowiadao mniszce, aby podesza do Cadderly'ego, ktry wci oszoomiony gramoli si przy drzwiach, lecz instynkt wojowniczki mwi, e najlepsze, co moe zrobi, zarwno dla ukochanego, jak i dla wszystkich swoich przyjaci, to zatrzyma pospnego kapana stojcego przy otarzu. Dwoma susami znalaza si przy Barjinie i przetoczya po ziemi, na wypadek gdyby cisn w ni jakim zaklciem lub ostrzem, po czym poderwaa si na nogi i zaatakowaa seri ciosw. Byy zbyt szybkie, aby Barjin zdoa je zablokowa i w pewnej chwili jej pi przenikna przez jego gard, uderzajc mocno w klatk piersiow. Danie? odrzucio do tyu. Bya oszoomiona, a do bolaa j, jakby uderzya w elazn cian. Barjin nawet nie drgn. Mniszka miaa do przytomnoci umysu, by uchyli si przed pierwszym atakiem i zauwaya, jak rzebiona gownia jego maczugi zmienia si przy ciosie w wykrzywion, wygodnia, najeon kami paszcz. Obesza kapana z prawej, z dala od otarza, zastanawiajc si, czy jej sztylety dayby mu rad. Nic nie wskazywao, e kapan ma na sobie zbroj, ale Danica bardziej ni oczom ufaa swojej obolaej doni. Wiedziaa, e czary mog by zwodnicze i zrozumiaa, e w walce z tym przeciwnikiem powinna zachowywa si, jakby miaa do czynienia z rycerzem w penej zbroi. Barjin ponownie z atwoci zamachn si Wrzeszczc Dziewic - ataki miay na celu powstrzymanie Daniki i sprawdzenie jej refleksu. Uwiadomia sobie, e kapan znowu nie doceni jej szybkoci. Kiedy maczuga j mina, mniszka jednym susem dopada przeciwnika i zadaa mu dwa niewiarygodnie silne ciosy w rk dzierc bro. Magiczna odzie zagodzia uderzenia. Danica zdaa sobie spraw, e cae odzienie kapana musi by chronione zaklciem. Zrozumiaa, e szansa trafienia w odsonity punkt na jego ciele jest raczej niewielka. Duga szata zakrywaa go od stp do gw, a moc, ktrej potrzebowaa Danica, aby przedrze si przez zapor ochronnego odzienia, wymagaa bardzo dugiej 2*3 ft. A. SalMtw* koncentracji. Tym samym uczyniaby j bezbronn i podatn na ciosy. Postanowia wybra inne rozwizanie - pozbawi przeciwnika potwornej maczugi. Uderzya nisko, mierzc w krocze Barjina. Kapan smagn maczug w d, dokadnie tak, jak tego oczekiwaa. Uniosa przedrami, aby zablokowa uderzenie. Nastpnie zamierzaa drug rk schwyci kapana za nadgarstek. Pocignicie t rk i jednoczesne wypchnicie przedramienia

w gr powinno wytrci mu z doni maczug. Jednak pomimo i Danica waciwie przewidziaa, e Barjin uderzy z gry, nie zdoaa przewidzie reakcji jego odraajcej, ywej broni. Wrzeszczca Dziewica okrcia si, a najeone ostrymi zbami szczki kapny, usiujc, aczkolwiek bezskutecznie, pochwyci znajdujce si poza ich zasigiem rami mniszki. Plugawe oblicze otworzyo usta szerzej i sykno, spowijajc Danik lodowatym tchnieniem. Mniszka sprbowaa si uchyli, kiedy tylko z odraajcych ust buchn lodowaty podmuch, ale nie zdoaa w peni go unikn. Spowi j przeraliwy chd, zimno tak dojmujce, e zdawao si pali jej skr ywym ogniem. Istne tchnienie mierci wdaro si do najdalszych zakamarkw jej serca i przenikno cae ciao do szpiku koci. Kiedy zaczerpna powietrza, poczua ostry bl w pucach i jedyne, co moga zrobi, to oddali si od swego przeciwnika i zataczajc ruszy w stron strzaskanej ciany. Newander obserwowa to wszystko przez mtnaw mgiek. Roztropnie zwraca uwag na istotne fakty - oboon zaklciem ochronnym odzie Barjina, w szczeglnoci za jego maczug - ale myli druida skierowane byy teraz w gb, poszukujc - o czym by przekonany - osobistych rad samego Silvanusa, Dbu Ojca. Widok tego pokoju i butelki z kltw otworzy przed nim cakiem nowe perspektywy. Wszytkie lki i wtpliwoci dotyczce jego powoania rozwiay si jak dym. Podobnie obawa, i unikn kltwy jedynie dziki swej wewntrznej ambiwalencji. Moe w gruncie rzeczy tak byo, ale w obecnej chwili nie miao to dla druida wikszego znaczenia. Jego wzrok pad na kapana za, ktry oywia umarych i powodowa wynaturzenia. Usysza gos boga natury. Przypomnia sobie bestie su i z jak wyrazistoci wyczu zblianie si ghuli. Zrozumia cel swego istnienia. Zadaniem druiRMtgczka dw byo zachowywanie i obrona naturalnego porzdku, harmonii natury, a jego wiara domagaa si, by kapan za zosta powstrzymany - tu i teraz. Newander wywdrowa) mylami do puszczy, rda mocy druidw. Poczu w caym ciele ostre ciarki - po raz pierwszy osign wysoki stopie koncentracji. Pomimo i czu w sercu lekkie ukucia niepokoju, zmusi si, by fala mocy ogarna go bez reszty. Ca sw energi zogniskowa na kontynuowaniu transformacji. Poczu bl, ale nie by on zbyt dotkliwy. Jego koci zaczy pka i przeksztaca si, a na ciele pojawiy pierwsze placki gstej sierci.

Podobnie jak Cleo i Arcite Newander da upust swoim pragnieniom, pozwalajc ciau, by postpowao zgodnie z jego mylami. Jednak w przeciwiestwie do towarzyszy nie zatraci swojej ludzkiej jani na rzecz zwierzcego instynktu. Jego sposb mylenia nie zmieni si wraz z ciaem. Kiedy ruszy w kierunku otarza, mijajc wycofujc si Danik, zauway, e oczy kapana za rozszerzaj si. Ivan dostrzeg byskawiczny szturm Pikela, ale ognisty zombi nawet si nie odwrci. W ostatniej chwili Ivan odskoczy w bok, a Pikel pchn z caej siy, trafiajc Mullivy'ego pak nieco poniej plecw. Jego krtkie, pkate nogi pracoway jak szalone, gdy krasnolud brutalnie wpasowa ywego trupa w cian. Nie zwraca uwagi na palcy ar i uparcie przy szpila! zombi do muru. Mullivy zamachn si dziko zdrow rk, ale by odwrcony plecami do napastnika i nie mg sign poza unieruchamiajc go pak Pikela. Wi si i skrca, usiujc uwolni. Jednak za kadym razem, kiedy niemal mu si to udawao, Ivan podbiega do niego i przywala mu z caej siy toporem. Ta sytuacja trwaa dusz chwil, a w kocu szczcie odwrcio si od krasnoludw. Mullivy zacz wylizgiwa si Pikelowi; Ivan podszed i rbn go toporem. Potne ostrze zagbio si w ramieniu Mullivy'ego, ale rwnoczenie w stron Ivana wystrzelia struga ognia i broda krasnoluda w mgnieniu oka zacza si pali. 2*5 I. A. Silf it*rr Ivan odskoczy w ty, wymachujc rkoma, aby zdusi pomienie, a Pikel, widzc, e jego brat znalaz si w opaach, mimowolnie zmniejszy napr. Mullivy uwolni si i ruszy w stron tarzajcego si po ziemi Ivana. Pikel straci rwnowag i run na cian. Byskawicznie si poderwa, ale ponownie stwierdzi, e jego brat ma kopoty i widok ten skoni go do dzikiego, szalonego ataku. Tym razem trzyma pak poziomo przed sob, zaciskajc donie na obu jej kocach. I Mullivy wyciga wanie rce w stron Ivana, kiedy Pikel rbn go f w plecy. Krasnolud ponownie napar z caej siy, popychajc ' ywego trupa przed sob. Minli otwarte drzwi - Pikel mia wraenie, e widzi czajcego si na zewntrz nietoperzoskrzydego impa - i z impetem uderzyli w pusty rega na ksiki. Stare, drewniane pki rozsypay si pod ich ciarem i w chwil potem krasnolud, ognisty zombi oraz sterta obluzowanych desek rymnli z guchym oskotem na ziemi. Wielki rosomak, w ktrego zmieni si Newander, obnaajc dugie, spiczaste ky

zaatakowa kapana za. Druid liczy na zaskoczenie, atak, ktrego nawet wzmocnione specjalnym zaklciem odzienie nie bdzie w stanie powstrzyma. Miast dopa kapana, niemal w ostatniej chwili odwrci si i wypuci chmur odraajcego, cuchncego pima. Plugawy opar przetoczy si przez Barjina, powodujc zawienie oczu, przesikajc przez odzienie i zatykajc kapanowi dech w piersiach. Dawic si i krztuszc odskoczy w ty, usiujc umkn przed chmur. Atak Newandera by gwatowny i zajady. Zacisn szpony wok kolan wycofujcego si pospiesznie przeciwnika i powali go na ziemi. Barjin kopa i usiowa pezn dalej, ale rosomak by zbyt szybki i silny, aby mona byo atwo si go pozby. Newander wgryz si w udo kapana, rozdzierajc je i szarpic. Magiczne odzienie wci jeszcze chronio Barjina, ale moc zaklcia wyranie osaba. Zbroja nie bya ju nieprzenikniona. Cuchnce pimo przywierajc do materiau dziaao jak kwas i niszczyo efekt zaklcia. kt|czki Barjin wi si i krzycza. Oczy paliy go tak, e nic ju nie widzia. Gwatowno ataku zupenie pozbawia go zdolnoci trzewego mylenia. Czu, e ugryzienia staj si coraz gwatowniejsze i boleniejsze, i wiedzia, e ma powane kopoty. Niebawem rosomak przegryzie si przez tkanin i te zakrzywione, zowrogie zby zaczn rozdziera jego odsonite udo. Wrzeszczca Dziewica nawizaa mentalny kontakt z Barjinem, uspokoia go i pozwolia patrze swoimi oczyma. Przesta si miota i postpi zgodnie z podpowiedzi maczugi. Newander wgryza si coraz ostrzej, ale Wrzeszczca Dziewica przesza do kontrataku. Barjin uderzy rosomaka tuzin razy, moe nawet wicej - za kadym razem w ziejcej paszczy arocznej maczugi pojawiao si coraz wicej krwi i sierci. Rosomak przesta atakowa, ale Barjin w dalszym cigu grzmoci go diabelsk broni. - Ou! ou! Ou! Ou! Ou! - jkn Pikel, wytaczajc si spod poncego stosu. Jego odzienie byo w kilku miejscach osmalone -broda krasnoluda nie bya ju zielona, ale grubokocisty wojownik podczas walki z ognistym zombi nie odnis wikszych obrae, a teraz turla si po pododze, chcc zdusi ostatnie arzce si jeszcze na jego ciele pomyki. Ivan ruszy w stron swego brata, ale widzc, e rwnie Mullivy zacz si ponosi, zmieni kierunek marszu. Mia ju do tego uciliwego ywego trupa. Wykorzysta trzaski pomieni, ktre zaguszyy odgos jego krokw, aby podkra si bliej i stan tu obok wstajcego zombi. Mullivy ju si nie pali. Zaklcie Barjina chronio jego gnijce ciao przed

pomieniami, a kiedy odzienie i olej, ktrym byo przesycone, wypaliy si, nie pozostao nic, co mogoby podsyca ogie. Wsta, nie odrywajc wzroku od Pikela, i nie zauwaajc drugiego krasnoluda. ktry przyczai si za jego plecami. Ivan szybko przecign palcem po obu stronach swego topora, sprawdzajc, ktra jest ostrzejsza. Obie wydaway si rwnie dobre - po czym ci na odlew, wznoszc bro na wysoko oczu. Trafi monstrum powyej ramienia, dokadnie tak jak to zaplanowa, rozcinajc bok jego szyi. Potrzeba czego wicej ni przegniego ciaa l. A. Salt atm i kilku krgw cienkiej szyi ywego trupa, aby spowolni uderzenie Ivana Bouldershouldera. Krasnolud umiechn si z ponur satysfakcj, kiedy zombi run ciko na ziemi, a odrbana od tuowia gowa uleciaa szerokim ukiem w kt. - Oo! - rzek z podziwem Pikel. - Sam si o to prosi - prychn w odpowiedzi Ivan, umiechajc si do brata, ktrego uwaa za martwego. Ich rado bya jednak krtkotrwaa. Bezgowy korpus Mullivy'ego podnis si z ziemi, mcc na olep powietrze. Jedna trafia Pikela w gow, strcajc jego blaszany hem. - Oo! - pisn ponownie krasnolud i odstpujc o krok do tyu, rbn bezgowego zombi swoj pak. Nastpnie pochyli si i spojrza na Ivana. Obaj bracia dobrze wiedzieli, co powinni zrobi w tej sytuacji. Rozumiejc si w p sowa natychmiast ruszyli do dziea. Pracowali unisono. Jeden stan przed, a drugi za ywym trupem i zaczli zatacza wok niego synchroniczne krgi. Ivan ci Mullivy'ego w rami i odskoczy do tyu. Zombi odwrci si i smagn rkoma, ale jego donie pochwyciy tylko powietrze. Pikel, znajdujcy si za plecami monstrum, postpi naprzd i zada mu silny cios. Mullivy okrci si na picie, aby pochwyci napastnika w tej samej chwili za jego plecami pojawi si Ivan, tnc znad gowy w rami. Sia ciosu bya tak wielka, e odrbana rka z planiciem wyldowaa na pododze. Starcie trwao jeszcze przez jaki czas, ale tylko dlatego, e kras-noludy postanowiy przeduy doskona w ich rozumieniu zabaw. Koniec kocw jednak rozczonkowane zwoki Mullivy'ego spoczy na pododze i nie prboway si ju wicej podnosi. W dalszym cigu oszoomiony i zdezorientowany Cadderly patrzy na koszmar rozgrywajcy si przy otarzu z drugiego koca komnaty. Wiedzia, e Newander

prawdopodobnie ju nie yje i wiedzia rwnie, e nastpnym celem Barjina bdzie Danica. Ujrza swoj ukochan podnoszc si z ziemi; dygotaa na caym ciele wskutek lodowatego zimna i mruc powieki z trudem chwy2M laitgczka taa powietrze, gdy krta miaa podranion fetorem zwierzcego pima. Na jednej nodze Barjina widniaa plama krwi; kapan wyranie kula, kiedy usiowa uwolni si z nie sabncego ucisku martwego rosomaka, ale wyraz jego twarzy zdradza jedynie wcieko, a zamachujc si maczug, czyni to pewnie i swobodnie. - Newanderze - zawoa bezradnie i rozpaczliwie Cadderly, w nadziei, e kto zjawi si i przerwie ten obdny- koszmar. Wiedzia, e druid, ktrego gowa i plecy zmieniy si w krwaw miazg, ju nigdy mu nie odpowie. Nastpny ruch nalea do Daniki. Wydobya swoje krysztaowe sztylety i cisna nimi jeden po drugim. Pierwszy trafi kapana w rami, rozorujc je niegronie. Drugiemu powiodo si jeszcze gorzej. Sztylet przeszy spiczasty kaptur, ale chybi gowy i zapltawszy si w materiale, zwis osobliwie i niegronie, rkojeci do dou. Barjin przetar oczy, przesypujc nad druidem, i ruszy w stron Daniki. Mniszka przybraa nisk pozycj obronn, jakby miaa wykona kopnicie, ale miast tego mikko odskoczya w ty. Cadderly rozumia jej reakcj - obawiaa si kolejnego lodowatego tchnienia tej przeraliwej maczugi. A kiedy Cadderly patrzy, kapan wolno unis swoj bro do ciosu. Danica wycofaa si za otarz, oddalajc od zmierzajcego w jej stron przeciwnika. Cay bl trawicy Cadderly'ego, ktry jeszcze przed chwil wydawa si nie do wytrzymania, sta si nagle trywialny i nic nie znaczcy w porwnaniu z kopotami jego ukochanej. Otrzsn si z oszoomienia, zwalczajc odrtwienie koczyn i zmusiwszy si, by wsta, napi kusz i zaadowa kolejny bet. Przeraliwe zimno niemal pozbawio go przytomnoci, wic z caej siy przygryz doln warg, by je zdawi. Doskonale zna cen poraki. Wymierzy) kusz w Barjina, czujc w gbi duszy, e jego magiczne odzienie nie powstrzyma zakltego betu. Zawaha si. W jego gowie rozleg si nagle protest, odlege echo przysigi, ktr zoy, kiedy postanowi skonstruowa kusz i pociski do niej. - Ona nie moe suy jako bro! - mrukn pod nosem, ale kiedy kusza zacza opada w d, ponownie przenis wzrok na Danik, warkn gniewnie i cisn mocniej kolb. Walczc z sumieniem o kady kolejny cal, uparcie wznis kusz na ten sam poziom, na ktrym

znajdowaa si przed chwil. 2M l. A. W chwil pniej o mao nie krzykn, sdzc, e Danice przyjdzie sono zapaci za jego wahanie. Barjin zada ca seri przeraliwie mocnych ciosw, lecz pomimo i moda kobieta saniaa si na nogach, jakim sposobem zdoaa unikn spotkania z aroczn paszcz maczugi. Cadderly wymyli sposb. - Poczuj chd! - Usysza odlegy, zowrbny gos Barjina, jakby widzia ca sytuacj za porednictwem szklanej kuli. Kapan unis okrutn maczug przed sob - aroczne usta otworzyy si szeroko. Danica, zwinna pomimo odniesionych ran, rozpaczliwie odskoczya w bok. - Nie! - krzykn Cadderly, a wypuszczony przez niego bet trafi dokadnie pomidzy rozwarte szczki diabelskiej broni. Rozleg si gony trzask i Barjin z trudem zdoa utrzyma w doni rkoje maczugi. Przez dusz chwil mody kapan myla, e nic si nie stao, ale sdzc po zdumieniu i osupieniu, malujcym si na twarzy przeciwnika, zrozumia, e wewntrz jego drogocennej broni dzieje si co bardzo, ale to bardzo zego. Bez ostrzeenia odpada grna cz gowni Wrzeszczcej Dziewicy. Barjin wci ciska w doni uaman rkoje, jakby nie mg lub nie chcia jej wypuci. Rozbysy rnobarwne iskierki, gdy nie powstrzymywana ju magiczna energia wypyna z wntrza broni, zalewajc cay rodek komnaty. - Oo! - pisnli jednoczenie Ivan i Pikel. Iskry spady na odzienie Barjina, wypalajc malekie dziurki w tkaninie. Wrzasn z blu, gdy jedna z nich wpada z sykiem przez okrgy otwr w kapturze i zrania go w oko. Danica upada na ziemi i odturlaa si w bok, osaniajc oczy uniesionym ramieniem. Ognisty deszcz trwa nadal. Kaskada bkitnych iskier spyna na gow Barjina, zapalajc spiczasty kaptur. Kapan usiowa si uchyli - na prno. Rozgleg si gony huk i ponca struga iskier uniosa si grub spiral w powietrze, by w chwil potem opa na Danike, Barjina i otarz za. Ze strzaskanej maczugi wystrzelia ponownie w gr maa pojedyncza kula ognista i eksplodowaa przy uderzeniu w sufit. wiecce odrobiny kurzu posypay si w d, ale pochony je tryskajce bez przerwy snopy iskier.

270 iMtftzki Po drugiej stronie pomieszczenia Cadderly zmruy) powieki i zastanawia si, czy niechccy nie rozpta reakcji, ktra koniec kocw unicestwi wszystkich. I nagle wszystko ustao. Rkoje Wrzeszczcej Dziewicy spada na podog i buchnwszy po raz ostatni iskrami, poczerniaa, martwa i bezuyteczna. Barjin w byskawicznym tempie cign z gowy poncy kaptur. Pozby si rwnie reszty trawionej przez ogie wierzchniej szaty ochronnej. Odzienie naruszone przez pimo rosomaka i iskry nieomal rozchodzio si w rkach. Kapan gorczkowo stara si strzsn kilka rozarzonych wgielkw, ktre przywary mu do skry. Zakl i splun, wcieky na wasn gupot. Przecie zamiast Mullivy'ego mg oboy samego siebie zaklciem chronicym przed ogniem. Oczy kapana miotay dzikie spojrzenia. Cadderly nadal klcza. Obok niego, ponad upiornymi szcztkami rozkawakowanego zombi, stay dwa umiechnite krasnoludy. Nagle jego wzrok pad na Danike. Wydawao si, e nie ma broni ani zbroi, a tym samym moe sta si najatwiejszym celem. Ocierajc pimo i popi z twarzy patrzya w przeciwnym kierunku. Barjin popeni w yciu wiele bdw, aden jednak nie by tak fatalny w skutkach, jak przypuszczenie, e Danica okae si atw zdobycz. Wycign rk, zamierzajc opasa jej szyj i przycign krztuszc si rozpaczliwie mniszk do swojej piersi. Jego do niemal dotkna jej ramienia, kiedy Danica zareagowaa. Odwrcia si i wykorzystujc impet ruchu wbia mocno palec w bark Barjina. v - Ju tego prbowaem! - ostrzeg j Cadderly, ale umilk, gdy rka Barjina opada bezwadnie do jego boku. Zdumiony kapan opuci wzrok, wpatrujc si w odrtwia koczyn. Mia ju uderzy lew, ale Danica bya dla po prostu za szybka. Schwycia go za nadgarstek, zanim jeszcze zdy wyprowadzi cios, zamkna palce wok jego doni i odgite mu kciuk do tyu z tak si, e trzask koci zabrzmia rwnie gono, jak huk ciosw zadawanych pak Pikela. Paznokie na kciuku Barjina dotkn jego nadgarstka. Danica nie skoczya. Lekkim skrtem rki zacisna swoje palce wok rki Barjina, tak e ich koniuszkami dotykaa wierzchu 271 l. A. Salutm

jego doni. Patrzc mu prosto w oczy zacisna pi, sprawiajc, e kostki doni kapana zaczy si ociera o siebie, przesyajc fale przeraliwie dojmujcego blu wzdu caej rki. Usiowa stawia opr, mentalnie nakazujc swojej rce, by uwolnia si z ucisku, ale atak Daniki zadziaa wobec tego polecenia niczym blokada. Nawet gdyby jego druga rka nie zostaa umiercona", nie mgby zareagowa. Wymamrota co bekotliwie - wszystkie sowa zmieniy si w nieartykuowany bekot. Danica umiechna si drwico i pocigna za unieruchomion do, powalajc Barjina na kolana. Woln do zacisna w pi i wzniosa j na wysoko twarzy Barjina. - Daniko... - wyszepta przeraony Cadderly. - Eje, eje, zostawia co dla nas. - Dobieg burkliwy gos z boku - To ten, co zabi mi brata! Pikel z niedowierzaniem spojrza na Ivana. -Och? - No, znaczy si, ten tego, no... prbowa zabi mi brata -poprawi Ivan, umiechajc si od ucha do ucha. Danica rozwara pi, a jej gniew rozpyn si pord smutku i zatroskania, kiedy tylko spojrzaa na Cadderly'ego. Jego aosne oblicze sprawio, e zamara w kompletnym bezruchu. Cadderly nadal klcza. Wpatrujc si w Danik, rozoy rce w wyrazie niemego bagania, a jego szare oczy taksoway j znaczco. Danica wykrcia Barjinowi rk do tyu, wsuna drug pod jego pach i popchna go, a raczej poturlaa w stron dwch kras-noludw. Ivan zatrzyma go brutalnie i na wp poturla, na wp popchn na Pikela, woajc: - To ty zabie mi brata! - Mj bracie! - rzuci gono Pikel, okrcajc oszoomionego kapana wok osi, po czym odesa go z powrotem. Ivan pochwyci go i znw przekaza bratu. Cadderly zda sobie spraw, e zabawa krasnoludw bez trudu moe wydosta si spod ich kontroli. Obaj byli poranieni i wciekli, a jako e przeklta butelka rzygajca dymem znajdowaa si tak blisko, dojmujcy bl i gniew mogy wywoa u nich kolejny przypyw agresji. - Nie zabijajcie go! - zawoa do krasnoludw. 272 Pikel spojrza na z niedowierzaniem, a Ivan schwyci Barjina, cisn go na ziemi i zapa za wosy.

- Nie ubija go? - zapyta Ivan. - A co masz zamiar z nim zrobi? - Nie zabijajcie go! - powtrzy Cadderly. Podejrzewa, e aby przekona podniecone krasnoludy, bdzie potrzebowa czego wicej ni protesty swego wasnego sumienia, tote wybra bardziej pragmatyczne rozwizanie. - Musimy go przesucha/aby si dowiedzie, czy ma sprzymierzecw, a jeeli tak, to gdzie... - Taak - rykn Ivan. - Co ty na to? - Szarpn gow Barjina do tyu tak brutalnie, i Cadderly myla, e krasnolud skrci kapanowi kark. - Nie teraz, Ivanie - wyjani Cadderly - Pniej, w bibliotece, gdzie znajdziemy mapy i zapiski, ktre dopomog nam w przesuchaniu. - Szczciarz z ciebie, wisz - rzek Ivan. Zbliy si tak, e niemal dotyka swoim wielkim kulfonen maego nosa kapana. - Ju ja ci zmusz do mwienia, moesz by tego pewny! Barjin faktycznie nie wtpi w sowa Ivana, ale nie uwaa si za szczciarza, zwaszcza kiedy krasnolud ponownie zmusi go, by si podnis i raz jeszcze brutalnie przekaza go swemu bratu. Cadderly podszed i obj Danik ramieniem. Staa w milczeniu, wpatrujc si w druida, ktry powici wszystko ich sprawie. Koci Newandera w dalszym cigu strzelay i trzeszczay, jakby po mierci jego ciao chciao przybra poprzedni posta. Przemiana zatrzymaa si w poowie. Jego spokojne i mdre oblicze znw byo rozpoznawalne, wikszo sierci znikna, ale przemiana zatrzymaa si. mier pochona zarwno magi, jak i energi. - By dobrym przyjacielem - wyszepta Cadderly, ale sowa wyday mu si nagle dziwne ubogie i niewystarczajce. Nie sposb byo odda nimi peni smutku, jaki go trawi oraz alu wywoanego zarwno mierci druida, jak i wielu innych, ktrzy padli ofiar kltwy... kltwy, ktr on sam wywoa. Ta myl przypomniaa Cadderly'emu o otarzu i butelce, ktra niewiadoma poraki swego kapana i przewodnika nadal emanowaa czerwonaw mgiek. - To moje zadanie - skonstatowa z nadziej, e si nie omyli. Wzi lecy na otarzu korek i gwatownie sign rk, 273 I. A. SalMtw* a w mylach zacz ju wymyla sto rnych moliwoci dalszego dziaania, na wypadek gdyby nie udao mu si zatka butelki. Ale zrobi to. Woy korek do szyjki i czerwona mga przestaa wydostawa si na zewntrz.

Cadderly poczu uderzenie w rami i pomyla, e to Danica opara si o niego, aby doda mu otuchy. Odwrci si, eby ujrze malujcy si na jej twarzy wyraz ulgi, ale mniszka po prostu osuna si po jego ramieniu i twarz do przodu bezwadnie runa na podog. Inni stojcy przy drzwiach rwnie upadli na ziemi. Pikel opad ciko na Ivana i przez chwil w komnacie nic si nie poruszao. Jedynie Barjin usiad, szczerzc zby w drapienym grymasie i klnc pod nosem. - Ty! - rzuci oskarycielsko. Kapan za uj w sprawn rk topr Ivana i wolnym krokiem ruszy w stron Cadderly'ego. 274 24 Najbardziej Zabjcza Zgroza Szok sprawi, e Druzil ockn si gwatownie z sennego odrtwienia. Butelk zamknito i kltwa chaosu, na ktr imp czeka cae dziesiciolecia, zostaa pokonana! Imp wci jeszcze widzia czarnoksisk mgiek unoszc si w powietrzu, ale opar szybko si rozwiewa. Usiowa nawiza kontakt telepatyczny z Barjinem, ale okazao si. i jest on niemoliwy ze wzgldu na niepohamowan wcieko tamtego. Naprawd nie mia ochoty i do kaplicy; widzia, jak niewiarygodne krasnoludy rozdzieraj na kawaki ywego trupa Barjina i obawia si kolejnej strzaki modego ucznia. Kiedy jednak rozejrza si po pustych korytarzach, zda sobie spraw, e nie ma dokd pj. Sign w d po niewielki mieszek zawieszony u podstawy jednego ze skrzyde i zerwa go, ciskajc w szponiastych apkach. Podkrad si do drzwi. Za porbanymi szcztkami MuDivy'ego leay dwa nieprzytomne krasnoludy, a nieco dalej przy otarzu moda kobieta. Zdumienie wywoane t nieoczekiwan scen trwao dopty, dopki imp nie poj, co si stao. Nagy szok wywoany kocem kltwy chaosu i powstrzymaniem czaru, ktry tak dogbnie przenika myli tych ludzi, pozbawi ich wszystkich przytomnoci. Druzil zobaczy, e Barjin zblia si do modego kapana - teraz imp nie mia ju wtpliwoci, e ten mody czowiek rzeczywicie by katalizatorem, ktry otworzy butelk. Najwidoczniej to rwnie on j zamkn. Wielki kapan za nie wydawa si ju Druzilowi tak potny. Odzienie i bro Barjina przepady, jedna rka zwisaa bewadnie, a co waniejsze, pozwoli na zamknicie butelki. 275 l. A. Sabatm

Staa teraz bezsilna na otarzu. Druzil mia ch podej tam i zabra j, a potem przej przez ognist bram z powrotem do Zamczyska Trjcy. Szybko zrezygnowa z tego pomysu. Nie tylko musiaby znale si w zasigu ciosu mczyzny, ktry ju raz solidnie mu dopiek, ale co wicej, gdyby zabra butelk, a Barjin mimo wszystko zdoa przey ten dzie, kontynuowanie jego misji w bibliotece okazaoby si daremne. A kapan wcale nie ucieszyby si z tego powodu. Nie, uzna imp, obecnie butelka nie bya warta takiego ryzyka. Jeeli Barjin przeyje, znajdzie nowy katalizator do powtrnego rozprzestrzenienia kltwy, a wtedy Druzil zawsze bdzie mg tu wrci. Otworzy niewielk sakw i odwracajc gow od rozpoczynajcego si wanie pojedynku, spojrza w stron kosza koksowego. Na szczcie ogie wci jeszcze si pali. Cadderly zacz siga po kolejny bet, ale uwiadomi sobie, e przeciwnik dopadnie go, zanim zdy zaadowa kusz. Zreszt nawet gdyby bya gotowa do strzau, wtpi, czy zdobdzie si na odwag, by uy jej przeciwko ywemu czowiekowi. Barjin wyczu jego wahanie. - Powiniene pozwoli krasnoludom, aby mnie zabiy - prychnl. - Nie - odrzek stanowczo Cadderly. Upuci kusz i woy jeden palec do kieszeni, wsuwajc go w ptl sznurka wirujcych dyskw. - Naprawd wierzysz, e posiadam informacje, dla ktrych warto zatrzyma mnie przy yciu? - spyta Barjin. Modzieniec pokrci gow. Kapan za niczego nie rozumia. Cadderly powiedzia to tylko dlatego, aby Ivan i Pikel go nie zabili. Prawdziwa przyczyna pozostawienia Barjina przy yciu nie miaa nic wsplnego z informacjami, ale z pragnieniem, by nie zabija nikogo, jeeli naprawd nie musi tego robi. - Nie mielimy powodu, by ci zabija - rzek tym samym tonem. - T walk i tak wygralimy. - Tak ci si tylko wydaje - rzuci drwico Barjin. Jednym susem pokona dystans dzielcy go od Cadderly'ego i ci na ukos topo27* lHt|czha rem Ivana, tak mocno i brutalnie, na ile pozwalaa mu zraniona rka.

Przewidujc jego atak, Cadderly zgrabnie usun si na bok. Wyj rk z kieszeni i cisn dyskami. Uderzyy Barjina z gonym upniciem w pier, ale potny kapan bardziej si zdziwi, ni ucierpia. Spojrza na Cadderly'ego lub cilej mwic na zwinit, bro w jego rku - po czym wybuchn miechem. Cadderly o mao nie rzuci si na rozbawionego kapana, ale zda sobie spraw, e tamten tylko na to czeka. Jego jedyn szans bya taktyka defensywna, taka sama jak w przypadku walki z Kierkanem Rufo w jego wasnym pokoju. Umiechn si szeroko pomimo gromkiego miechu kapana i stara moliwie jak najlepiej udawa pewno siebie. Barjin nie by Kierkanem Rufo. By za to weteranem niezliczonych bitew, pokonywa w pojedynkach dowiadczonych wojownikw i dowodzi armiami maszerujcymi poprzez rwniny Yaasanu. Ju na pierwszy rzut oka jako weteran rozpozna ograniczenie broni przeciwnika i umiechn si szeroko; podobnie jak Cadderly wiedzia, e musiaby popeni naprawd powany bd, aby mody kapan mia choby cie szansy na wygran. - Nie powiniene tu wraca - rzek spokojnie Barjin. - Powiniene opuci Bibliotek Naukow i porzuci to, co i tak jest ju stracone. Cadderly zamyli si nad tymi niespodziewanymi sowami i jeszcze bardziej nieoczekiwanym tonem gosu, w ktrym nieomal pobrzmiewaa rezygnacja - Popeniem bd - odpar - kiedy zszedem tu po raz pierwszy. Wrciem tylko po to, by naprawi pomyk. - Aby podkreli swoje sowa odwrci si i spojrza na butelk. - I wanie to zrobiem. - Czyby? - mrukn ironicznie Barjin. - Ty gupcze, spjrz na swoich przyjaci. Le martwo jak kody. I przypuszczam, e tak wygldaj teraz wszyscy, ktrzy znajduj si w bibliotece. Kiedy zamkne butelk, osabie nie tyle swoich wrogw, co przyjaci. Cadderly nie mg odmwi tamtemu precyzji spostrzeenia, ale mimo to wierzy, e postpi susznie, zamykajc butelk. Znajdzie sposb, aby ocuci swoich przyjaci i wszystkich innych. Moe tylko pi. 777 l. A. Salntm - Czy naprawd wierzysz, e Tuanta Quiro Miancay, Najbardziej Zabjcza Zgroza, moe zosta powstrzymana przez zwyczajne zatkanie butelki korkiem? - Barjin umiechn si szeroko. - Spjrz - powiedzia, wskazujc na otarz - nawet teraz agent mojej bogini Talony przebija si przez twoj ndzn barier, aby znale si w powietrzu i gosi jej chwa. Cadderly powinien domyli si, e tamten usiuje odwrci jego uwag, ale wasna

niepewno wzgldem nieznanej butelki i kltwy sprawia, e ponownie odwrci gow w bok. Mimo to kiedy Barjin warczc i zadajc zamaszyste ciosy natar na niego, nie zosta zupenie zaskoczony. Uchyli si przed pierwszym ciosem, a kiedy przeciwnik smagn toporem za siebie i zada niewiarygodnie silne cicie zza gowy, przetoczy po ziemi. Sprbowa poderwa si na nogi, ale Barjin by zbyt szybki. Zanim zdy wsta, znw musia odturla si w bok, aby potny topr nie rozplata go na dwoje. Tym razem jednak przetoczy si w drug stron. Wiedzia, e w ten sposb nie wytrzyma dugo, a poza tym z ziemi nie by w stanie wykonywa efektywnych kontr. Barjin, nieugity, czujc na ociekajcych lin wargach smak zwycistwa, posugiwa si dwustronnym toporem z idealn precyzj i przygotowywa do kolejnego ciecia. Wynik wydawa si przesdzony. Patrzc jak unosi topr, Cadderly mia wraenie, e ruch ten odbywa si w zwolnionym tempie. Czy tak wanie wyglda mier? A w takim razie co z Danik, Ivanem i Pikelem? Od strony drzwi da si sysze opot skrzyde. Cadderly, zbyt pochonity wasnymi problemami, prawie tego nie zauway, ale Barjin rozejrza si wokoo. Widzc swoj szans, mody kapan jak najszybciej odpezn w ty. Barjin z atwoci mg go dopa, ale wydawa si obecnie zajty niespodziewanym pojawieniem si swego zaginionego impa. - Gdzie ty si podziewa? - rzuci ostro. Pozbawiony ochronnego odzienia i broni, poraniony i poobijany, nie by w stanie nada swemu gosowi naleytej mocy. Druzil nie odpowiedzia. Podfrun do koksownika, zatrzymujc si tylko po to, by zgarn nalecy do Barjina kamie nekromantw. - Od go! - rykn kapan. - Grasz w niebezpieczn gr, impie! Druzil spojrza na kamie, nastpnie na kapana, po czym zbliy si do kosza koksowego. Jego wzrok ponownie odpyn w stron 27* antyczka zamknitej butelki, ale jeli nawet zamierza j zabra, to bardzo szybko zmieni zamiar. Rozwcieczony Barjin albo mody kapan z pewnoci by si z nim rozprawili, gdyby tylko znalaz si w ich zasigu. - Bd go strzeg - zaproponowa unoszc kamie. - A moe rwnie butelk? - Bdziesz ucieka i ukrywa si! - odpar ostro Barjin. -.Sdzisz, e zostaem pokonany? Druzil wzruszy ramionami i przy tym gecie niemal przykry skrzydami gow. - Zosta tu i patrz, tchrzliwy impie - oznajmi Barjin. - Patrz, jak zwyciam i kocz z

t marn bibliotek! Druzil zawaha si przez chwil, rozwaajc t ewentualno. - Wol bezpieczniejsz przysta - oznajmi. - Wrc tu, kiedy bdziesz mia wszystko pod kontrol. - Zostaw kamie! - rozkaza Barjin. Umiech Druzila wiele mu wyjani. Imp jeszcze mocniej cisn w apce potny kamie nekromantw i sypn proszek w ogie. Buchn pomie o niebieskawym odcieniu, a Druzil czym prdzej przeszed przez otwart na nowo bram. - Tchrz! - zawoa Barjin. - Dzisiaj zwyci. Ponownie uwolni Tuanta Quiro Miancay, a ciebie, tchrzliwy impie, nie bd ju uwaa za sprzymierzeca. Jego groby ucichy w trzasku pomieni koksownika. Barjin ponownie skupi swoj uwag na Cadderly m, ktry .sta teraz po drugiej stronie otarza naprzeciw niego. - Nadal moesz ocali siebie i swoich przyjaci - zamrucza nieoczekiwanie przyjaznym tonem. - Przycz si do mrtie. Otwrz ponownie butelk. Moc, jak... Cadderly przejrza kamstwo i przerwa monolog kapana, cho rzucony urok by do silny i mody ucze dotkliwie poczu jego moc. - Chcesz, abym to ja otworzy butelk, bo ty nie moesz tego zrobi, bo moe to uczyni jedynie kto, kto nie jest wyznawc twego boga - skonstatowa. Barjin nadal umiecha si agodnie. - Jak wic mgbym zgodzi si na co takiego? - zapyta go Cadderly - Czynic to przyczybym si do ciebie, ale czy zarazem nie stabym si wyznawc twojej wiary i twego boga? Czy to nie byoby pogwaceniem zasad? 27* t. A. $lfit*rr Cadderly uzna, i sprytnie to sobie wykoncypowa, jako e jego logiczne rozumowanie zabio kapanowi niezego wieka. Barjin zastanawia si nad tym, co przed chwil usysza. Kiedy ponownie spojrza na Cadderly'ego, w jego oczach pojawiy si dzikie iskierki, modzieniec wiedzia, e si omyli. - Nie, jeeli otworzysz butelk z bardziej szlachetnych pobudek -rzek, odwracajc si, by rzuci okiem na Danik i krasnoludy. -Moe aby uratowa t kobiet - dorzuci. Barjin cofn si o krok. W tej samej chwili Cadderly'ego opuciy wszystkie lki. Wyskoczy zza otarza, aby powstrzyma kapana za za wszelk cen. Nagle zatrzyma si, a jego oczy rozszerzyy si ze zgrozy.

Kolejna istota wesza do komnaty - Cadderly mia okazj ju wczeniej j widzie. Reakcja Barjina bya odwrotna ni Cadderly'ego. W wyrazie triumfu zamachn si toporem nad gow, czujc, e odzyskuje dawn moc i e los ponownie zaczaj mu sprzyja. - Mylaem, e ci zniszczyli - powiedzia do mocno nadpalonej mumii. Khalif, ktry bdc mniej ni penym duchem sta si dziki i ogarnity obdem, nie odpowiada. - Co ty robisz? - zapyta Barjin, kiedy mumia zacza skrada si ku niemu. Machn toporem w nadziei, e to powstrzyma potwora, ale mumia jednym ciosem wytrcia mu bro z rki. - Stj! - krzykn. - Musisz by mi posuszny. Khalif mia na ten temat inne zdanie. Zanim kapan zdoa powiedzie co wicej, cika rka trafia go w gow i cisna brutalnie pod cian, przy ktrej sta kosz koksowy. Barjin widzia, e jego chwile s ju policzone. Mumia wyrwaa si spod kontroli, oszalaa z blu i wciekoci. Nienawidzia wszystkiego, co yje i paaa do niego nienawici za to, e wyrwa j ze wiata umarych. Przewaga Barjina zostaa zniwelowana do zera. Kapan rozpaczliwie spojrza na st, gdzie zostawi kamie nekromantw, jedyny przedmiot, ktry mg mu obecnie pomc w walce z nieumartysi wrogiem. I nagle przypomnia sobie, a potem przekl srodze nage odejcie Druzila. Opar si o cian i rozpaczliwie rozejrza wokoo. Po jego prawej stronie znajdowa si poncy kosz koksowy, brama bya otwarta, ale IM Kmtyczk* nie oferowaa moliwoci ucieczki czowiekowi pochodzcemu ze wiata materialnego. Po lewej stronie widnia otwr w murze wybity przez Pikela -wyjcie do tuneli znajdujcych si przed kaplic. Usiowa si podnie, ale pulsujcy bl pod czaszk ponownie powali go na kolana. Nie zraony tym zacz si czoga. Zanim jednak zdoa dotrze do otworu, mumia zastpia mu drog i silnym uderzeniem rozpaszczya go o cian. Nie by w stanie obroni si przed brutalnym atakiem. Unis jedyn sprawn rk, lecz zamaszyste ciosy mumii odtrciy j w bok. Cadderly sta bez ruchu obok otarza, powtarzajc sobie w duchu, e powinien co zrobi. Ogarn go strach, ale zdoa go stumi, wyobraajc sobie, co zrobi mumia, kiedy ju skoczy z Barjinem. Jej najbliszym celem bya Danica. Wzi do teki kusz i zaadowa j, szukajc sposobu na uwolnienie kapana od potwora.

Nie przepada za tym czowiekiem i nie udzi si, e jego pomoc moe doprowadzi do korzystnego dla obu stron kompromisu, ale pomimo i Barjin by jego wrogiem, nie mg pozwoli, aby zgin z rk tej rozszalaej nieumartej bestii. Kolejny problem pojawi si z chwil, gdy Cadderly opuci kusz, przygotowujc si do oddania strzau. Przejcie impa ponownie otworzyo midzypaszczyznow bram i najwidoczniej musia na ni natrafi ktry z mieszkacw niszych wiatw. Wrd pomieni pojawio si odraajce, upiorne oblicze, jeszcze niewyrane, ale z kad chwil coraz wiksze i lepiej widoczne. Cadderly instynktownie wymierzy kusz w stron nowo przybyego intruza, zaraz potem jednak przesun j z powrotem w kierunku mumii, uznajc, i nie by to najbardziej palcy z jego problemw. Kolejny wypalony lad wykwit na przegniych bandaach mumii caym ciaem monstrum targn potny wstrzs, niemniej odraajca istota nie odwrcia si od Barjina. Kapanowi raz udao si wsta, ale ju w chwil pniej znowu lea jak dugi na pododze. Z boku kosza koksowego wysun si koniuszek ogromnego czarnego skoydla. Cadderly'ego prawie zatkao - stwr, ktry wyania si z pomieni, by duo wikszy od impa. Cadderly zaadowa i posa mumii kolejny bet. Ponownie trafi, a jako e Barjin nie stawia ju oporu, mumia odwrcia si do niego plecami. m I. A. $ilvat*rt Cadderly poczu, e znw zaczyna w nim wzbiera paraliujcy strach, lecz ani troch nie spowolni on jego doskonale wyszkolonych ruchw. Zuy ju ponad poow betw i nie wiedzia, czy ma ich dosy, aby ostatecznie pokona nieumarego; nie wiedzia nawet, czy jego ataki czyniy potworowi jakkolwiek szkod. I znw stumi w sobie lki, nie pozwalajc, by spowolniy jego ruchy. W kierunku mumii pomkna ze wistem kolejna strzaa. Ta nie wybucha, ale trafia w otwr wyrwany przez poprzedni bet i rozdara postrzpiony, przegniy materia bandaa. Zajty adowaniem kolejnego betu do swojej kuszy, usysza nagle gony jk Barjina. Grot strzay wbi si w pier siedzcego kapana. Nastpna, cignca si w nieskoczono sekunda zakoczya si guchym odgosem, ktrego Cadderly w gbi duszy si obawia - bet bowiem zachowa jeszcze do impetu, by przeama si na p i eksplodowa. Mumia postpia krok naprzd, pozwalajc Cadderly'emu zobaczy kapana. Barjin lea prawie pasko na ziemi. O cian opiera si jedynie gow i barkami. Jkn gono i

przycisn donie do ziejcej dziury w klatce piersiowej; jego oczy nie mrugay, pomimo i zdawa si nie widzie i nie zauwaa niczego poza wasn potworn ran. Znw jkn, krew trysna mu z ust i znieruchomia. Cadderly nawet nie myla o tym, co robi. Jego umys wydawa si oderwany od ciaa, jakby pozwala, by przej nad nim kontrol instynkt przetrwania i wcieko z powodu tego, co przed chwil uczyni. Woy pod pach skrzany worek z wod, wyj zatyczk i przy-szpili mumi do ciany siln strug wiconej wody. Pyn zasycza pogbiajc osmalone i wypalone dziury i rozpryskujc si na oboonych zym czarem przegniych ptnach. Mumia wydaa gony ryk wciekoci i usiowaa si zasoni, ale nie miaa nic, co mogoby uchroni j przed cienkim, acz bolesnym strumieniem. Pord pomieni w koksowym koszu wida ju byo wyranie upiorne oblicze, wpatrujce si w Cadderly'ego ze zowieszczym grymasem. Pomyla, e mgby pokona dwch wrogw za jednym zamachem. Skierowa wylot bukaka nieco w bok, liczc na to, e wepchnie mumi w pomienie kokso wnika, a nieproszony potwr przewrci by moe stojak i zamknie bram pomidzy wiatami. 2$2 Nt|C2kl Mumia faktycznie cofna si w stron kosza, ale jeeli bala si wiconej wody, to tkwicy w niej strach przed buchajcymi pomieniami okaza si jeszcze silniejszy. Pomimo i bardzo si stara, Cadderly nie mg zmusi jej, aby zbliya si do ognistej bramy. Wszystko wskazywao, e zdoa) zada nieumaremu powane obraenia, nie mg sobie jednak pozwoli na przeduanie patowej sytuacji. Mia ju mao wody - czego uyje, aby zniszczy monstrum, jeeli jej zabraknie? Poza tym jeli ten drugi potwr przejdzie przez bram... Cadderly jedn rk dociska coraz bardziej wiotki worek, aby strumie wiconej wody pyn nieprzerwanie, a drug zaadowa kolejny bet do swojej kuszy. Unis bro w stron mumii, usiujc znale na jej ciele jaki witalny punkt. W ktre miejsce - zastanawia si powinienem trafi, aby pozby si tego przekltego monstrum? W oczy? W serce? Skrzany worek by pusty. Mumia wyprostowaa si. - Ostatni strza - mrukn z rezygnacj Cadderly. Zacz ju naciska spust, gdy wtem, tak jak wczeniej podczas walki z Barjinem, zauway inn moliwo. Wydawaa si obiecujca.

Wybijajc w cianie dziur, Pikel poczyni) naprawd spore szkody. Otwr w ceglanym murze mia pene cztery stopy szerokoci i sze stp wysokoci, niemal sigajc belkowego sklepienia. Jedna z belek, znajdujca si dokadnie nad otworem, balansowaa niepewnie na spkanym wsporniku. Cadderly wymierzy bro w t stron i zwolni ciciw. . Bet wbi si w drewno na zczu pomidzy belk atwsporaikiem eksplodujc w postaci niewielkiej ognistej kuli. Drzazgi posypay si jak deszcz na wszystkie strony. Belka osuna si w d, ale jako e na drugim kocu nadal bya przytwierdzona, zatoczya mikki uk niczym ogromne wahado. Mumia zdya postpi jedynie krok od ciany, gdy rozpdzona belka wyrna j w bok. Impet cisn stwora na koksownik. Bezwadna mumia przewrcia swoim ciarem zarwno ognisty trjng, jak i koksow mis. Upiorne oblicze mieszkaca innego wiata zniko w ogromnej kuli ognia. Pomienie ogarny mumi od stp do gw, chciwie poerajc przearte zgnilizn, postrzpione pasy jej caunw. Monstrum raz jeszcze wstao - Cadderly z prze213 l. A. Sikatm raeniem zastanawia si, jak w ogle byo do tego zdolne - ale w chwil potem osuno si na ziemi po raz ostatni i znieruchomiao. Ogie zmieni mumi w kupk popiou. Bez czarnoksiskiego koksownica wrota zostay zamknite a wraz z nimi odszed rwnie najpotniejszy z nieumarych sojusznikw Barjina. Ogie rozpala si kilkakrotnie, ale w kocu przygas i pospne wntrze zadymionej komnaty rozjania jedynie blask kilku dogasajcych uczyw. Cadderly zrozumia, e jest bliski zwycistwa, ale wcale si z tego powodu nie cieszy. Newander lea u jego stp. Kolejne trupy spoczyway na wyszych pitrach biblioteki, ale dla modego ucznia najstraszliwsz chyba tragedi by fakt, e utraci swoj niewinno, poniewa zabi czowieka. Barjin lea sztywno pod cian. Otwarte, niewidzce oczy zdaway si wpatrywa oskarycielsko w bezbronnego modego ucznia. Cadderly bezradnie opuci rce, a kusza z brzkiem upada na podog. 25 Wyjcie z mgy Cadderly tak rozpaczliwie chcia zamkn te oczy! Prbowa zmusi si, by podej do martwego kapana i odwrci mu gow; nie widzie jego oskarycielskiego spojrzenia, lecz byo to jedynie pobone yczenie i modzieniec o tym wiedzia.

Nie mia do siy, eby podej do Barjina. Zrobi kilka krokw w bok, w stron Daniki, ale spojrza do tyu i wyobrazi sobie, i zmary kapan odprowadza go wzrokiem. Zastanawia si czy ju zawsze tak bdzie. Rbn pici w podog, usiujc wyzby si poczucia winy, przyj spojrzene kapana jako konieczn cen, ktr musi zapaci. - Zrobilem to, co do mnie nalealo - powiedzia sobie w duchu, usiujc zaguszy nie dajcy mu spokoju gos sumienia. Poderwa si gwatownie, kiedy nagle co maego przemkno przez otwart przestrze obok kapana, ale umiechn si, gdy Percival wspi si po nim i przysiad mu na ramieniu. Zwierztko jak zawsze szczebiotao i skaryo si. Cadderly podrapa wiewirk za uszami potrzebowa tego gestu - a potem podszed do przyjaci. Danica spaa raczej spokojnie. Nie zbudzia si jednak na jego woanie i potrzsanie. Oba krasnoludy byty w takim samym stanie, a ich gromkie pochrapywanie zdawao si wspgra w osobliwej atonalnej harmonii. Zwaszcza Pikel wydawa si zadowolony. Cadderly coraz bardziej si martwi. Wierzy, e ostatecznie wygra walk, ale dlaczego nie mg obudzi przyjaci? Jak dugo bd spa? Sysza o kltwach powodujcych tysicletni sen, ktry mona byo przerwa jedynie w cile okrelony sposb. Moe bitwa nie bya jeszcze wygrana. IW l. A. Sahutwe Podszed do oarza i przyjrza si butelce. Na pierwszy rzut oka wydawaa si niegrona, tote postanowi przyjrze si jej baczniej. Wykona w mylach kilka wicze relaksacyjnych, ktre wprawiy go w stan pmedytacji. Mga rozwiewaa si szybko - tego by pewien. Opar nie ulatnia si ju z zakorkowanej butelki. To dodao mu otuchy, moe sen bdzie trwa, dopki mga nie rozwieje si cakowicie. Moc butelki nie wydawaa si jednak w peni zneutralizowana. Cadderly wyczuwa w niej ycie, energi, uwizion, ale nie zniszczon. By moe ta sia yciowa istniaa jedynie w jego wyobrani, bya emanacj lkw, ktre odczuwa. Zastanawia si, czy migoczce iskierki wewntrz butelki mogy odgrywa jak rol w powolnym rozwiewaniu si mgy. Kapan za nazwa mg Najbardziej Zabjcz Zgroz - agentem Talony. Cadderty rozpozna imi plugawej bogini i tytu zarezerwowany zwykle dla kapanw najwyszego wtajemniczenia. Jeli ta mga rzeczywicie miaa w sobie co boskiego, zwyky korek mg nie wystarczy. Caddery wyszed z transu i usiad, by rozway sytuacj. Uzna, e kluczem do caej sprawy jest powane potraktowanie sw Barjina na temat butelki. Nie moe ona by tylko

pospolitym przedmiotem obdarzonym magiczn moc. - Z bogami naley walczy z pomoc bogw - mrukn w chwil pniej. Ponownie stan przed otarzem, wpatrujc si nie w butelk, a w stojc przed ni zdobion klejnotami mis wypenion przezroczystym pynem. Obawia si magii, ktr mg zawiera w przedmiot, ale mimo wszystko zaryzykowa. Przechyli mis w bok i wyla wod skalan plugawymi domi kapana za. Wzi skrawek materiau - cilej mwic ubrania Barjina - i starannie wytar wntrze misy, po czym znalaz peny bukak nalecy do Newandera - lea w korytarzu przy otworze wybitym w cianie przez Pikela, Wchodzc ponownie do komnaty, stara si nie spojrze na Newandera, zamierza podej bezporednio do otarza, ale Percival przeszkodzi mu. Wiewirka siedziaa na piersi martwego druida, ktrego ciao w dalszym cigu pozostawao w stanie pprzemiany. - Zejd stamtd! - rzuci ostro Cadderly, ale Percival tylko przesun si wyej, popiskujc z oywieniem: pokazywa mu jaki may przedmiot. 2Sfr KMtfttlU - Co ty tam masz? - spyta Cadderly, podchodzc wolno w jego stron, jakby nie chcia przestraszy poruszonej wiewirki. Percral pokaza mu wisior w ksztacie licia dbu. wity symbol Silvanusa zawieszony na mocnym rzemieniu. -Nie zabieraj tego! - zacz podniesionym tonem Cadderly, gdy wtem uwiadomi sobie, e Perchralowi chodzio o co innego. Cadderly pochyli si nisko, przygldajc uwaniej wiewirce i szukajc wskazwek w obliczu roztropnego druida. Twarz Newandera przepemiona bya takim spokojem i akceptacj swego losu, e wstrzsno to nim do gbi. Percival zaskrzecza Cadderly'emu prosto do ucha, domagajc si jego uwagi. Wiewirka uniosa wisior i zdawaa si wskazywa nim w stron otarza. Na twarzy modzieca pojawio si zakopotanie. - Percival? - zapyta. Wiewirka zakrcia si w kko jak fryga, po czym stanowczo pokrcia ebkiem. Cadderly poblad. - Newander? - zapyta zwykym tonem. Wiewirka wycigna wity symbol przed siebie. Cadderly zastanawia si nad tym przez chwil, a wreszcie, przypominajc sobie, e

druidzi uwaali mier za naturaln kwintesencj ycia, przyj li dbu i ruszy z powrotem w kierunku otarza. Wiewirka zadraa gwatownie i zwinnie wskoczya na rami Cadderly'ego. - Newander? - powtrzy Cadderly. Wiewirka nie odpowiedziaa. - Percival? - Zwierztko postawio uszy. Cadderly urwa i zacz si zastanawia nad tym, co przed chwil zobaczy. Instynkt podpowiada mu, e odchodzcy duch Newandera zdoa w jaki sposb wykorzysta ciao wiewirki, aby przekaza mu wan wiadomo, ale niezomny sceptycyzm upiera si, e to wszystko rozgrywa si jedynie w jego wyobrani. Niezalenie od tego, jak byo naprawd, mia w rku wity symbol i wiedzia, e pomoc Silvanusa moga suy jedynie dobru. Poaowa, e nie przykada si do swoich kapaskich obowizkw - proste ceremonie wykonywali nisi rang duchowni z Biblioteki Naukowej. Rce mu dray, kiedy wlewa wod z worka Newandera do inkrustowanej misy i wkada do niej, odmwiwszy 217 I. A. $al*aort wczeniej krtk bezgon modlitw do boga Newandera, wity symbol druidw. Uzna, e w przypadku tak wielkiego za dwaj bogowie bd lepsi ni jeden, a poza tym bg Newandera sprawowa piecz nad naturalnym porzdkiem i mg okaza si najefektywniejszy w walce z kltw. Zamkn oczy i wyrecytowa inkantacj ceremonii oczyszczania wody. Kilkakrotnie zajkn si przy sowach, ktrych nie wymawia zbyt czsto. Wreszcie rytua dobieg koca, a modemu kapanowi pozostao jedynie mie nadziej. Unis z butelk i delikatnie woy j do misy. Woda staa si lodowata i przybraa identyczny czerwony odcie jak wntrze butelki, Cadderly za zaniepokoi si, e nie oznacza to niczego dobrego. Jednak w chwil pniej czerwony odcie znikn zupenie, tak z wody, jak i z butelki. Cadderly przyjrza si jej uwaniej - instynktownie wyczu, e pulsujcego za ju nie ma. Za jego plecami chrapanie Pikela zastpio pytajce: -Ojoj? Cadderly ostronie unis mis i rozejrza si uwanie. Danica i krasnoludy poruszali si, ale nie doszli jeszcze do siebie. Przeszed przez pokj do niewielkiej szafki, wstawi mis do rodka i odwracajc si zamkn drzwiczki. Danica jkna i usiada, przykadajc obie rce do gowy. - Moja gowa - wybekota Ivan. - Moja gowa. W p godziny potem wyszli z tunelu od poudniowej strony wielkiej biblioteki. Ivan i

Pikel nieli sztywne ciao Newandera. Zarwno krasnoludy, jak i Danica cierpieli na okropny bl gowy. Wstawa wit. Widok ten by dla Cadderly'ego oznak, e porzdek natury zosta przywrcony i koszmar wreszcie dobieg koca. Trjka jego towarzyszy wychodzc na wiato dzienne jkna gono i zasonia oczy. Cadderly mia ju si rozemia, ale kiedy odwrci gow, widok Newandera odebra mu ch do miechu. - A, tu jeste, Rufo - rzek Przeoony Na Ksigach Avery, wchodzc do pokoju kocistego mczyzny. Kierkan Rufo lea na ku i pojkiwa cicho; dojmujcy bl z ran, jakich dozna przez 288 Imtgcika ostatnie kilka dni, i upiorne upanie pod czaszk ani na chwil nie daway mu spokoju. Avery podszed do niego, zatrzymujc si, by czkn lalka razy. Przeoonego rwnie bolaa gowa, ale to bya betka w porwnaniu z tym, co wyprawia jego opasy, wzdty kadun. - No, to wystarczy - rzek Avery, sigajc po bezwadn rk Rufa - Gdzie jest Cadderly? Rufo nie odpowiedzia ani nawet nie mrugn powiek. Kltwa przestaa dziaa, lecz on nie zapomnia tego, co wycierpia przez ostatnich par dni z rk Cadderly'ego i tej mniszki Daniki. Nie zapomnia rwnie o tym, co sam uczyni i obawia si, e ju niebawem mog mu zosta postawione powane zarzuty. - Czeka nas ogrom pracy - cign Avery. - Naprawd ogrom pracy. Nie wiem, co spado na nasz bibliotek, ale to naprawd paskudna sprawa. S ofiary, Rufo - duo ofiar, a poza tym wielu kapanw w stanie oszoomienia opucio budynek. Rufo zmusi si wreszcie, by usi. Jego twarz bya pokryta sicami, a w kilku miejscach rwnie patami skrzepej krwi, nadgarstki i kostki mia otarte do ywego wskutek mocno zadzierzgnitych przez krasnoludy pt. W tej chwili jednak nie myla o blu. Co si z nim stao? Co spowodowao, e postanowi pj z Danik na cao"? Co sprawio, e w formie otwartej wrogoci okaza Cadderly'emu ogrom swojej zazdroci? - Cadderly - wyszepta. Prawie zabi Cadderly'ego; obawia si tego wspomnienia niemal tak samo, jak potencjalnych konsekwencji. Wspomnienia napyway do z gbi serca jak z mrocznego zwierciada, a Rufo nie mia pewnoci, czy podoba nru si to, co w nim ujrza. - Mino pi dni i nie zarejestrowalimy adnych incydentw -rzeki dziekan Thobicus do zebranych na sali audiencyjnej. Zjawili si wszyscy pozostali przeoeni, zarwno kapani

Oghmy, jak i Deneira. Obecni byli rwnie Cadderly, Kierkan Rufo i dwa krasnoludy. Thobicus przewertowa kilka raportw, po czym oznajmi: - Biblioteka Naukowa odzyska dawn wietno. l. A. Salutm Rozleg si chr nieco stonowanych okrzykw radoci i potak-nif. Przyszo znw zacza rysowa si w rowych barwach, ale ostatnie dni, a zwaszcza potworna mier wszystkich delegatw zakonu Ilmatera oraz bohaterskiego druida Newandera nie moga zbyt atwo zosta zapomniana. - Musimy ci za to podzikowa - rzek Thobicus do Cadderly'ego. - Tobie i twoim nie zrzeszonym przyjacioom. - spojrza askawie na krasnoludy. - Okazalicie ogromne mstwo i pomysowo w przezwycieniu kltwy, ktra spada na nasz siedzib. Kierkan Rufo delikatnie koln okciem przeoonego Avery'ego. - Tak? - zapyta dziekan Thobicus. - Zmuszony jestem przypomnie wszystkim, e to Cadderly, pomimo swego niewtpliwego mstwa - ponosi spor odpowiedzialno za katastrof, jaka si wydarzya... zacz Avery. Rzuci Cadderly'emu spojrzenie, ktre zdawao si mwi, e wcale si nie gniewa na modego ucznia - wrcz przeciwnie, uwaa jego walk z kapanem za, ktry usiowa zapanowa nad bibliotek, za rzecz godn najwyszych zaszczytw. Cadderly nie poczu si uraony; pamita zachowanie przeoonego pod wpywem kltwy i domyli si jego prawdziwych uczu wzgldem siebie. Niemal aowa, e nie moe ponownie naoy na przeoonego kltwy i nakoni go jeszcze raz do rozmowy na temat swojej przeszoci. To byo absurdalne spostrzeenie, ale mimo to nie usiowa go w sobie stumi. Przenis wzrok na Kierkana Rufo, szczerzcego zby zza plecw Avery'ego. Mg go oskary o usiowanie zabjstwa - zarwno siebie, jak i Daniki (obecnie Cadderly nie mia ju wtpliwoci, e to Rufo za pierwszym razem przy pomocy kopniaka zapewni mu wejcie do katakumb), ale o poczynaniach rywala napisano ju w stosownych raportach i byo raczej nieprawdopodobne, aby z uwagi na okolicznoci podjto przeciw niemu jakie kroki. Podobnie rzecz si miaa ze wszystkimi, ktrych dotkna kltwa. Cadderly, ktry w dalszym cigu nie w peni pozna mechanizm dziaania przekltej mgy, nie by pewny, czy jakiekolwiek reprymendy odniosyby podany skutek.

Co si za tyczy najpowaniejszego oskarenia, wierzy, e Rufo kopniciem zepchn go ze schodw, ale w rzeczywistoci nie 2<>0 Mffrzka widzia nogi, ktra to zrobia. By moe wraz z Rufem by w piwnicy rwnie Barjin. Moe kapan unieruchomi Rufa tak jak pniej Ivana, a potem wyminwszy go, strci Cadderly'ego do katakumb. Modzieniec pokrci gow i nieomal rozemia si na glos. To niewane - tak w kadym razie wierzy. Nadesza pora przebaczenia, kiedy wszyscy pozostali przy yciu kapani musz si zjednoczy w celu przywrcenia biblioteki do dawnej wietnoci. - Co ci tak bawi? - spyta srogim tonem dziekan Thobicus. Cadderly przypomnia sobie oskarenie i doszed do wniosku, e by moe wybra niezbyt odpowiedni chwil na introspekcj. - Jeeli mog co powiedzie - wtrci Arcite. Thobicus pokiwa gow. - Tego chopca nie mona obwinia za otwarcie butelki -wyjani druid. - Jest dzielny, skoro w ogle si do tego przyzna. Nie zapominajmy, z jakim zmierzy si przeciwnikiem. Ten czowiek pokona nas wszystkich, z wyjtkiem maej garstki. Gdyby nie Cadderly i mj przyjaciel, bg za odnisby niewiarygodny sukces. - To prawda - przyzna dziekan Thobicus - ale prawd jest te, e Cadderly musi ponie konsekwencje swego czynu. Stwierdzam wic, e obowizki modego Cadderly'ego w zwizku z tym incydentem nie dobiegy jeszcze koca. Kto lepiej ni on mgby zaj si studiowaniem zgromadzonych w naszej bibliotece dzie, dotyczcych tego typu kltw, i dowiedzie si czego wicej na temat kapana i Najbardziej Zabjczej Zgrozy, ktr okrela mianem agenta Talony? - Roczne poszukiwanie? - omieli si zapyta Cadderly, cho nie on powinien zabra w tej chwili gos. - Roczne poszukiwanie - zawtrowa dziekan Tbdbicus. - Pod koniec ktrego dostarczysz nam do tego biura peny i szczegowy raport. Nie lekcewa swoich obowizkw, tak jak to miewae w zwyczaju - kontynuowa swoje ostrzeenia, przypominajc o powadze sytuacji, ale Cadderly w ogle go nie sucha. Dostpi zaszczytu rocznego poszukiwania", ktrego dowiadczali jedynie najwysi w hierarchii kapani Deneira oraz przeoeni! Kiedy modzieniec przenis wzrok na Avery'ego i stojcego za nim Rufa, domyli si, e i oni rwnie docenili to ogromne wyrnienie. Avery bez powodzenia usiowa stumi umiech cisncy mu si na usta, a Rufo jeszcze mniej skutecznie stara si ukry swoj frust-

l. A. Salratm racj. Paajc wciekoci gwatownie odwrci si na picie i wyszed z sali audiencyjnej. Wkrtce spotkanie dobiego koca i Cadderly w towarzystwie dwch druidw wyszed na korytarz. - Dzikuj ci - rzek do Arcite'a. - To my powinnimy by ci wdziczni - upomnia go druid. - Kiedy spada na nas kltwa, Arcite i Cleo nie byli w stanie z ni walczy, bo zostali pokonani. Cadderly z najwikszym trudem opanowa chichot. Druidzi, Danica i krasnoludy, ktrzy do nich doczyli, przygldali mu si ze zdziwieniem - To doprawdy ironiczne - rzek Cadderly. - Newander sdzi, e zawid, bo nie by w stanie zmieni si tak jak wy, przybierajc zarwno ciaem, jak i umysem form zwierzcia. - Newander nie zawid - oznajmi Arcite. - Silvanus by przy nim - doda Cleo. Cadderly pokiwa gow i ponownie si umiechn, przypominajc sobie szczery spokj malujcy si na twarzy nieyjcego przyjaciela. Nagle spojrza na Arcite'a, zamierzajc zapyta go o incydent z wiewirk. Zastanawia si, czy odchodzcy duch Newandera mg nawiza z nim kontakt za porednictwem ciaa Percivala. Powstrzyma si jednak, nim pado to pytanie. Moe niektre rzeczy lepiej pozostawi wyobrani. - Bd potrzebowa tyj twoi kuszy i ze z jednej czy dwch strzaek - rzek Ivan, kiedy druidzi odeszli. - Ty chce se tak zrobi. Cadderly instynktownie sign po bro przypit do biodra, zmitygowa si jednak i pokrci gow. - Jedna wystarczy - powiedzia ponuro. - To dobra bro - zaprotestowa Ivan. - Zbyt dobra - odpar Cadderly. Dowiedzia si niedawno o prochu dymnym i dziaach wyrzucajcych cikie pociski przeciwko wrogim armiom podczas bitew toczcych si w innych regionach Krain. Ponownie usysza w mylach sowa Avery'ego, ktry w przypywie zoci nazwa go kapanem Gouda, Plotki gosiy, e to wanie Gondyjczycy wypucili na wiat t now, potworn bro. Pomimo przysugi, ktr mu oddaa, Cadderly nie patrzy na swoj kusz z podziwem. Myl o powstaniu kopii napawaa go przeraeniem. To fakt, e w porwnianiu z ognist kul

czarnoksinika 242 czy przywoanym piorunem druida miaa raczej niewielk noc, ale przecie moga wpa w rce osoby niewy szkolonej. Wojownicy i magowie przez wiele lat pracowali nad ciaami i umysami, aby osign biego w swojej sztuce. Bro taka jak proch dymny czy kusza Cadderly'ego niwelowaa potrzeb wyrzecze czy samodys-cypliny. Cadderly zrozumia, e to dyscyplina trzyma w ryzach wielk potg. Ivan znowu zacz protestowa, ale Danica zatkaa mu usta doni. Krasnolud obcesowo odtrci jej rk i wymamrota kilka przeklestw, ale nie wraca ju do tego tematu. Cadderly spojrza na Danik i domyli si, e ona rwnie zrozumiaa. Z tego samego powodu, z jakiego ona nie pokazaa mu Paraliujcego Dotknicia, nie mg pozwoli, by jego prototyp kuszy zosta rozpowszechniony. Druzil czeka bardzo dugo w cuchncych oparach niszych wiatw. Wiedzia, e wkrtce po jego odejciu brama Barjina zostaa zamknita, ale nie mia pojcia, czy kapan zrobi to celowo czy nie. Czy Barjin przey? A jeli tak, to czy znalaz kolejn ofiar do otwarcia butelki z kltw? Pytania nie daway impowi spokoju. Nawet jeli Barjinowi si nie udao albo nie przey, a jego drogocenna butelka zostaa zniszczona, wiedzia ju, jak moc posiada jego receptura i poprzysig sobie, e ktrego dnia kltwa ponownie spadnie na Krainy. - Pospiesz si, Aballisterze - jkn nerwowo. Czarnoksinik nie przywoywa go na powrt do wiata materialnego, a"zaniepokojony imp nie by w stanie zignorowa tego faktu, zwaszcza e Aballister w dalszym cigu posiada receptur. Gdyby w jaki sposb dowiedzia si o mentalnej wizi Druzila z Barjinem, mgby przesta mu ufa i zrezygnowa z dalszej wsppracy. Imp nie wiedzia, ile mino dai - w niszych wiatach upyw czasu mierzy si inaczej. W kocu jednak usysza odlege woanie, znajomy gos. Ujrza w oddali migotliwy pomyk ognistego przejcia i ponownie usysza zew, tym razem bardziej naglcy. Przenikn przez tunel pomidzy wiatami i w popiechu wyczoga si z pomieni koksownika Aballistera, by znale si w znajomej komnacie Zamczyska Trjcy. 243 I. A. Safatm - Za dugo to trwao - burkn gniewnie imp, usiujc uzyska przewag. - Czemu zwlekae? Aballister zmierzy go wzrokiem.

- Nie wiedziaem, e wrcie do niszych wiatw. Mj kontakt z Barjinem zosta zerwany. Dugie spiczaste uszy Druzila uniosy si na wzmiank o kapanie. Aballister umiechn si. Magiczne Zwierciado znajdujce si po przeciwnej strome pokoju byo pknite - przez ca jego dugo biega paskudna rysa. - Co si stao? - zapyta Druzil, kiedy Aballister pody za jego spojrzeniem w stron lustra. - Przeceniem jego moc - odrzek czarnoksinik - Prbowaem pomc Barjinowi. -I? - Barjin nie yje - rzek Aballister. - Ponis sromotn klsk. Druzil przesun szponiast apk po cianie i wyszczerzy zby w grymasie konsternacji. Aballister by bardziej pragmatyczny. - Kapan nie grzeszy ostronoci - oznajmi. - Powinien bardziej uwaa albo wybra sobie atwiejszy cel. Biblioteka Naukowa! To najlepiej strzeone miejsce na caym tym obszarze, forteca, w ktrej roi si od potnych kapanw, ktrzy gdyby dowiedzieli si o naszych planach, zrobiliby wszystko, aby nas zniszczy. Barjin by gupcem, syszysz? Gupcem! Druzil, jak zawsze praktyczny, nie zaprzeczy. Poza tym wszystko wskazywao na to, e uwagi Aballistera byy suszne. - Nie obawiaj si jednak, mj skrzydlaty przyjacielu - doda czarnoksinik, a jego ton sta si nagle przyjazny i ciepy. - Przegralimy jedn bitw, ale nie nasz Spraw. Wojna trwa nadal. Druzil uzna, e Aballister sprawia wraenie zbytnio zadowolonego z poraki Barjina. Z pewnoci mg on sta si jego potencjalnym rywalem, ale, bd co bd, by rwnie sprzymierzecem. - Ragnor i jego oddziay maszeruj w kierunku Shilmisty - cign Aballister. Ogrillion pokona elfy i obejdzie gry od poudnia. Zdobdziemy tereny bardziej konwencjonalnymi metodami. Druzil pozwoli sobie na szczypt optymizmu, cho wola raczej zdradzieckie metody, takie jak kltwa chaosu. - Ale on by ju taki bliski zwycistwa, mj panie - jkn. - Rzuci bibliotek na kolana. Gdyby z ni skoczy, cay ten obszar W*

Imtfczh* znalazby si w naszych rkach, nim ktokolwiek zdyby si zorientowa. - Druzil wycign apk przed siebie i zacisn szponiast pi. - Mia zwycistwo w rku! - Ale nie potrafi go utrzyma. Wida przeliczy si z siami -odpar ostro Aballister. - By moe - skonstatowa imp. - To przez tego czowieka, modego czowieka, ktry najpierw otworzy butelk, a potem wrci, aby go pokona. Barjin powinien od razu go zabi. Aballister umiechn si, przypominajc sobie twarz, ktr ujrza w komnacie otamej Barjina na chwil przed pkniciem lustra i nie zdoa powstrzyma si od umiechu. - Zadziwiajco pomysowy czowiek - prychna Druzil. - Nic w tym dziwnego - odrzek jakby od niechcenia Aballister - To mj syn. Epilog Skulony pomidzy spitrzonymi stosami ogromnych woluminw kontynuowa swoje roczne poszukiwania. By przekonany, e w gr wchodzi bezpieczestwo Biblioteki Naukowej. Gdyby udao mu si okreli rdo kltwy chaosu i pochodzenie potnego kapana, stanowioby to ogromn pomoc przy odzyskaniu tego bezpieczestwa. Cadderly wiedzia, e to, co si stao, mogo wykracza poza mury biblioteki. Pooone nad jeziorem na wschodzie Carradoon to niewielkie i niezbyt silnie ufortyfikowane miasto, za elfw z Shilmisty nie byo zbyt wiele i nie obchodziy je wydarzenia, ktre rozgryway si poza granicami ich puszczy. Jeli pojawienie si kapana za byo zapowiedzi kolejnych mrocznych wypadkw, Przeoeni Na Ksigach, mistrzowie Cadderly'ego, bd rozpaczliwie potrzebowa moliwie jak najwicej informacji. Mody ucze dzieli swj czas, badajc znane kltwy i znane symbole. Przebrn przez tuziny woluminw i prastarych, pokych zwojw, wypytywa kadego ucznia, gospodarza czy gocia, ktry mg posiada informacje dotyczce interesujcych go kwestii. Kapan za twierdzi, e jego bogini jest Talona, a symbol trjzba przypomina poniekd jej znak - trjkt z wpisanymi w rogach zami, lecz Cadderly nie potrafi okreli, ktra konkretnie organizacja posugiwaa si podobnymi insygniami. Danka przygldaa si Cadderly'emu z dystansu, nie chcc przeszkadza mu w nader wanej pracy. Rozumiaa elazne zasady, ktre sobie narzuci, i determinacj, ktra wyrugowaa na pewien czas wszystko inne - w tym rwnie i j - z jego ycia. Moda kolt* bieta nie przeja si tym zbytnio; wiedziaa, e nadejdzie dzie kiedy ich uczucie rozgorzeje na nowo. Ivan i Pikel nie mogli narzeka na nud. Oba krasnoludy ucierpiay podczas walki w katakumbach, ale bardzo szybko zaczy powraca do zdrowia.

Pikel podtrzymywa swoje pragnienie zostania druidem, a Ivan, ktry by wiadkiem heroicznego zachowania Newandera', nie prbowa ju wykpiwa jego decyzji. - Nie myla em, e krasnolud moe si zosta druidem -mwi Ivan do wszystkich, ktrzy go o to pytali - ale to je mj brat i to je jego decyzja. Tak wic stopniowo w dumnej starej bibliotece wszystko powracao da normy. Lato byo w peni, a promienie soca zdaway si stanowi skuteczne lekarstwo przeciwko wszelkim koszmarom. Ci, ktrzy o tej porze roku przybywali do biblioteki, czsto widywali pulchn bia wiewirk, igrajc wrd drzew; zwierztko zazwyczaj zlizywao z apek resztki kokosa i masa. Ksi elfw Elbereth nie przepada za sonecznym wiatem. Wrcz przeciwnie, za dnia czu si saby i bezbronny. Byo to dziwne uczucie dla doskonaego wojownika, ktry potrafi wypuci w powietrze cztery strzay, nim jeszcze pierwsza trafia w cel i przy pomocy swego wspaniale wykutego miecza powali rozwcieczonego olbrzyma. To wanie odbyty przeze trening, dugoletnie szkolenie sprawiao, e w sercu Elberetha zagniedzi si lk. Zaledwie przed tygodniem poprowadzi on kontyngent elfw przeciwko niewielkiej grupce ogromnych, wochatych nied-wieukw. Jego oddzia bardzo szybko upora si z przeciwnikiem, ale w przeciwiestwie do nie zorganizowanych gromad, ktre od czasu do czasu napyway w te okolice z dzikich zaktkw gr, te niedwieuki byy zdyscyplinowane, zorganizowane i doskonale uzbrojone; kady z nich nosi rkawic z identycznym symbolem. Elbereth bra udzia w kilku wojnach. Potrafi bez trudu rozpozna oddzia zwiadowczy. Zdeterminowany elf brn przez wskie, niebezpieczne grskie przecze, prowadzc swego utrudzonego wierzchowca. Liczne M7 I. A. Silftre dzwonki zdobice uprz lnicego biaego rumaka nie rozbrzmieway radonie w uszach Elberetha, rwnie promienie soca nie wydaway mu si ciepe. Magia Shilmisty ju od dawna powoli si wyczerpywaa; dumny lud Elberetha nie by tak liczny, jak niegdy. Gdyby nastpio gwne uderzenie, los Shilmisty mg zawisn na wosku. Elbereth wyruszy w drog zaopatrzony w jedn z rkawic -pragn dowiedzie si, z czym przyszo zmierzy si jego ludowi. Opuci puszcz, by uda si do jedynego miejsca w tym regionie, gdzie mgby pozna

prawd o swoich wrogach - do Biblioteki Naukowej. Raz jeszcze spojrza na osobliwy symbol zdobicy rkawic - trjzb z maymi pkatymi butelkami na kocach, a nastpnie przenis wzrok na wyaniajc si przed nim w oddali, stojc na przeczy wrd gr, przysadzist, kanciast budowl o cianach obronitych bluszczem.