You are on page 1of 235

R. A.

Salvatore

Nocne Maski
(Night Masks) Picioksig Cadderlyego Ksiga III Tumaczenie: Robert Lipski

Ciotce Terry, ktra nie zdaje sobie sprawy, jak bardzo jest dla mnie wane jej wsparcie.

Prolog
Potny wojownik poruszy si niespokojnie na stoku i rozejrza si po wntrzu niemal pustej obery. May dzi ru!h " zauway sz!zupy# z wygl$du jakby senny !zowiek# kt%ry siedzia po drugiej stronie stou. &krzyowa przed sob$ nogi i pooy na ni!h !hud$ rk. Potniejszy m!zyzna przygl$da mu si uwanie i z wolna za!zyna rozumie'. " (iesz wszystko# !o potrzeba " mrukn$. " )!zywi !ie. )gorzay wojownik obejrza si i ujrza ostatniego z klient%w wymykaj$!ego si z obery. " (y!hodz$# bo im kazae . " )!zywi !ie. " Mako !i przysa. &abeusz wykrzywi usta w zowr%bnym u mie!hu# kt%ry poszerzy si# kiedy wojownik obrzu!i jego !hude ramiona pogardliwym spojrzeniem. " *by mnie zabi' " doko+!zy# usiuj$! za!howa' spok%j. ,a!iera r!e# jego pal!e poruszay si# jakby szukay jakiego zaj!ia. (yra-nie byo wida'# e jest zdenerwowany. )bliza spierz!hnite wargi i rozejrza si pospiesznie wokoo# ani na moment nie odrywaj$! wzroku od asasyna. ,auway# e tamten nosi rkawi!zki " jedn$ bia$# a drug$ !zarn$ " i skar!i si w du!hu# e nie by dostate!znie spostrzegaw!zy. " (iedziae # e Mako odpa!i !i za mier' swego kuzyna " odezwa si w ko+!u niepozorny !zowie!zek. " .o bya jego wina/ " odpar wojownik. " .o on zada pierwszy !ios/ Nie miaem wybo... " Nie jestem sdzi$ ani aw$ przysigy!h " upomnia go !hudziele!. " .ylko zab%j!$ " uzupeni wojownik " su$!ym temu# kto da wikszy mieszek zota. *sasyn pokiwa gow$# bynajmniej nieporuszony tymi sowami. ,auway# e jego o0iara wsuna do+ do ukrytej sakwy# 0it!hetu# w przypominaj$!ym liter 1 wy!i!iu tuniki nad prawym biodrem. " Prosz# nie " rzek asasyn. )bserwowa tego m!zyzn od wielu tygodni# starannie i uwanie. (iedzia# gdzie ukrywa sztylet.

(ojownik znieru!homia i spojrza na niego z niedowierzaniem. " )!zywi !ie# znam t sztu!zk " wyja ni zab%j!a. " Nie rozumiesz# drogi 1a!la2ie# e wa !iwie jeste ju martwy3 Nie masz ju dla mnie adny!h niespodzianek. Ni!zym mnie nie zasko!zysz. M!zyzna !o0n$ do+. " 4la!zego teraz3 " jkn$ z rozpa!z$. ( jego gosie opr%!z wyra-nej 0rustra!ji da si r%wnie wy!zu' narastaj$!y gniew. " 5o nadszed !zas " odpar asasyn. " Na wszystko przy!hodzi pora. 4la!zego jeeli !hodzi o zab%jstwo# miaoby by' ina!zej3 Poza tym# mam piln$ spraw na ,a!hodzie i nie mog przedua' tej gry. " 4o tej pory moge to sko+!zy' ju tysi$! razy " odparowa 1a!la2. Prawd powiedziawszy# niepozorny m!zyzna# kr!$!y si przy nim od wielu tygodni# zdoa zaskarbi' sobie jego zau0anie# !ho!ia wojownik nie zna nawet jego imienia. )!zy 1a!la2a zwziy si wskutek przyta!zaj$!ej 0rustra!ji# kiedy si nad tym zastanowi i stwierdzi# e marny wygl$d tamtego " sz!zupa sylwetka# zbyt !huda# aby m%g uwaa' go za jakiekolwiek zagroenie " by podstawow$ przy!zyn$# dla kt%rej go zaak!eptowa. 6dyby ten !zowiek# kt%ry teraz okaza si jego wrogiem# wygl$da gro-niej# 1a!la2 nigdy nie pozwoliby mu bardziej si do siebie zbliy'. " (i!ej ni m%gby przypusz!za' " pry!hn$ pogardliwie asasyn. Potny m!zyzna !zsto go widywa# le!z zab%j!a# niejednokrotnie w przebraniu# obserwowa 1a!la2a jesz!ze !z !iej. " &z!zy! si swoj$ pro0esj$ " !i$gn$ !hudziele! " w prze!iwie+stwie do wielu tani!h zab%j!%w przemierzaj$!y!h 7rainy. .am!i wol$ za!howywa' dystans# a nadarzy si wa !iwa okazja do ataku# pod!zas gdy ja... " jego mae jak pa!iorki o!zy zabysy dum$ " wol personalizowa' te sprawy. (iem o tobie wszystko. 7ilku twoi!h przyja!i% nie yje# a teraz znam !i tak dobrze# e jestem w stanie przewidzie' kady tw%j ru!h. 1a!la2 oddy!ha gwatownie. 7ilku jego przyja!i% nie yo3 8 ten sabeusz o miela si otwar!ie mu grozi'3 Pokona niezli!zone hordy potwor%w dziesi' razy !iszy!h od tego !huderlaka# bra udzia w trze!h wojna!h# ba# wal!zy nawet ze smokiem/ .eraz jednak ba si# musia to przyzna'. ( tym# !o si tu dziao# byo !o przera-liwie zego# !o # !o wydawao si wr!z nie na miejs!u. " 9estem artyst$ " mrukn$ zaspany# !hudy !zowie!zek. " (a nie dlatego nigdy nie zawodz i dlatego pozostan przy y!iu# pod!zas gdy wielu inny!h najemny!h morder!%w spotka przedw!zesna mier'.

" 9este zwykym zab%j!$ i ni!zym wi!ej/ " wykrzykn$ wojownik. 6niew wzi$ w ko+!u nad nim g%r. Poderwa si ze stoka i wy!i$gn$ olbrzymi mie!z. )stry b%l spowolni jego ru!hy i nagle po!zu# e ponownie usiad. ,amruga# usiuj$! odnale-' w tym# !o si stao# jaki sens# ujrza bowiem przy pustym barze samego siebie " samemu sobie patrzy w o!zy/ &ta jak skamieniay patrz$!# jak on sam " a ra!zej jego !iao " wsuwa !iki mie!z na powr%t do po!hwy. " .akie to brutalne. " :sysza wasny gos. &pu !i wzrok# lustruj$! swe nowe !iao# sz!zup$# sab$ sylwetk zab%j!y. " 8 nie!hlujne " !i$gn$ zab%j!a. " 9ak...3 " )bawiam si# e nie mam !zasu na udzielanie wyja nie+ " odrzek asasyn. " 9ak !i zw$3 " zawoa 1a!la2# usiuj$! jako odwr%!i' jego uwag. " 4u!h " rzu!i asasyn. Po!hyli si# przekonany# e mizerna z pozoru posta'# kt%r$ zna tak dobrze# nie jest mu w stanie u!ie! ani stawi' oporu. 1a!la2 po!zu# e !o unosi go w powietrze# ogromne donie za!isny mu si na szyi. " 4u!h# ale !zyj3 " wykrztusi rozpa!zliwym gosem !zowieka# kt%ry wie# e jego !hwile s$ ju poli!zone. 7opa tak silnie# na ile pozwalao mu jego nowe !iao# ale op%r by znikomy wobe! potniejszego ogorzaego !ielska# kt%rym teraz dysponowa jego prze!iwnik. 8 nagle nie by w stanie za!zerpn$' t!hu. :sysza trzask ko !i i by to ostatni d-wik# kt%ry zdoa zarejestrowa'. " Nie du!h " rzek do trupa zwy!iski asasyn " ale 4u!h. :siad# by dopi' wino. (ykona misj wprost idealnie# nie m%g si nadziwi'# z jak$ atwo !i$ udao mu si wpdzi' 1a!la2a w puapk. " 9estem artyst$ " powiedzia 4u!h# unosz$! kubek i wznosz$! toast za samego siebie. 9ego prawdziwe !iao zostanie w !zarodziejski spos%b uzdrowione jesz!ze przed witem# a w%w!zas bdzie m%g je odzyska'# pozostawiaj$! za sob$ pust$ skorup 1a!la2a. 4u!h nie skama# kiedy stwierdzi# e ma piln$ spraw na ,a!hodzie. ;zarnoksinik skontaktowa si z gildi$ asasyn%w# obie!uj$! wyg%rowan$ sum za zwyk$ egzeku!j. ;ena musiaa by' rze!zywi !ie wysoka. 4u!h doskonale o tym wiedzia# skoro jego zwierz!hni!y za$dali# aby to on wypeni t misj. Najwyra-niej !zarnoksinik !h!ia najlepszego w tym 0a!hu.

;zarnoksinik !h!ia prawdziwego artysty.

1
Spoko ne pola ;adderly oddala si wolno od kamiennej wiey!y# przemierzaj$! pola w kierunku le$!ego nad brzegiem jeziora ;arradoonu. Nastaa ju jesie+. 4rzewa# obok kt%ry!h prze!hodzi " g%wnie klony " l niy jaskrawo przyodziane w jesienne szaty. &o+!e wie!io tego dnia jasno i !iepo# w prze!iwie+stwie do !hodny!h bryz napywaj$!y!h od strony pobliski!h 6%r <nieny!h " na tyle silny!h# e wydymay gwatownie niebiesk$ jedwabn$ peleryn ;adderly=ego i zaginay do g%ry skrzyda jego r%wnie bkitnego kapelusza. ,atroskany mody u!ze+ ni!zego nie zauwaa. )d nie!h!enia odgarn$ z szary!h o!zu kosmyk piaskowy!h wos%w# a jego gniew ur%s jesz!ze bardziej# kiedy nies0orny pukiel# duszy ni zazwy!zaj# ponownie opad mu na !zoo. Niedugo potem w zasigu jego wzroku pojawi si ;arradoon le$!y nad brzegiem rozlegego 9eziora 8mpresk i oto!zony po!itymi ywopotami polami# na kt%ry!h pasy si ow!e i bydo albo roso zboe. &amo miasto# jak wikszo ' osad w 7raina!h# byo obwarowane# a w jego mura!h z obawy przed li!znymi niebezpie!ze+stwami skupiaa si masa wielopitrowy!h budowli. 4ugi most $!zy ;arradoon z poblisk$ wysp$# !z !i$ miasta zarezerwowan$ dla bogatszy!h kup!%w i rz$dowy!h notabli. 9ak zawsze# kiedy wra!a t$ drog$# ;adderly spogl$da na miasto z mieszanymi i niepokoj$!ymi u!zu!iami. Przyszed na wiat w ;arradoonie# ale ty!h w!zesny!h lat swego y!ia w og%le nie pamita. Pod$y wzrokiem poza obwarowane miasto# ku za!hodowi# ku strzelistym 6%rom <nienym i prze!zy# na kt%rej wzniesiono 5ibliotek Naukow$# odludny i bezpie!zny bastion wiedzy. 5ya domem ;adderly=ego# !ho' teraz zmieni zdanie na jej temat# a tym samym nie m%g tam wr%!i'. Nie brakowao mu 0unduszy " !zarnoksinik z wiey# kt%r$ niedawno opu !i# zapa!i mu spor$ sumk za przepisanie zaginionej ksigi !zar%w " i dziki temu przynajmniej na jaki !zas mia zapewniony dostatni byt. >adne jednak pieni$dze nie byy w stanie da' ;adderly=emu domu ani ukoi' jego starganej duszy. ,byt szybko dor%s i pozna prawd o brutalnym# niedoskonaym wie!ie. Mody u!ze+ znalaz si w sytua!ja!h# do kt%ry!h kompletnie nie by przygotowany# i niejako na si zmuszony zosta do odgrywania roli bohatera?wojownika# !ho' w grun!ie rze!zy o heroi!zny!h !zyna!h i przygoda!h mia o!hot !zyta' jedynie w ksi$ka!h. Niedawno zabi !zowieka i wzi$ udzia w wojnie# kt%ra doprowadzia do

wypalenia# znisz!zenia i splugawienia sporej poa!i nieskalanej dot$d pusz!zy. Nie zna odpowiedzi# zna jedynie pytania. Pomy la o swoim pokoju w 4ragon=s ;odpie!e# gdzie na maym pulpi!ie leaa 7siga :niwersalnej @armonii# naj!enniejsza ksiga boga 4eneira. ;adderly otrzyma j$ od Pertelopy# kapanki swego zakonu# z obietni!$# e w tym opasym tomie znajdzie odpowiedzi na nurtuj$!e go problemy. Mody u!ze+ nie by tego taki pewny. :siad na trawiastym wzniesieniu# sk$d roz!i$ga si widok na miasto# i drapi$! si po sz!ze!iniastej brodzie# rozmy la nad !elem i powoaniem w swym niespodziewanie awanturni!zym y!iu. ,dj$ szerokoskrzydy kapelusz i wbi wzrok w por!elanow$ ozdob przypit$ do !zerwonej wst$ki " oko i wie! " wity symbol 4eneira# b%stwa sztuki i literatury. )d w!zesnego dzie!i+stwa ;adderly suy 4eneirowi# !ho' nigdy nie by do ko+!a pewien# na !zym polegaa owa suba# nie wiedzia r%wnie# jaki !el miao po wi!anie swego y!ia jakiemukolwiek b%stwu. 5y u!zniem# wynalaz!$ i z !aego ser!a wierzy w mo!e wiedzy i tworzenia# dw%!h bardzo istotny!h dla sekty 4eneira doktryn. 4opiero niedawno za!z$ od!zuwa'# e b%g to !o wi!ej anieli tylko symbol i idea dla wsp%zawodni!z$!y!h ze sob$ u!zni%w. ( pusz!zy el0%w ;adderly po!zu narodziny mo!y# kt%ry!h nawet nie za!z$ pojmowa'. ( magi!zny spos%b uzdrowi ran przyja!iela# kt%ra " gdyby nie on " moga okaza' si miertelna. :dao mu si uzyska' nadnaturalny wgl$d w histori el0%w " nie tylko doty!z$!y zdarze+ znany!h z zapis%w " ale r%wnie od!zu'# osobliwej aury# kt%ra nadawaa tosamo ' owej prastarej rasie. )bserwowa ze zdumieniem# jak du!h szla!hetnego wierz!how!a odrywa si od jego zmasakrowanego !iaa i od!hodzi dostojnie w da. (idzia driad znikaj$!$ w pniu i rozkaza drzewu# aby wyp!hno zwodni!z$ istot na zewn$trz# a olbrzymi d$b usu!ha jego rozkazu/ ;adderly nie mia ju w$tpliwo !i " towarzyszya mu potna magia i to ona obdarzya go tymi niesamowitymi mo!ami. 9ego towarzysze nazywali ow$ magi 4eneirem i okre lali j$ jako istot dobra# ale w wietle tego# !o u!zyni# !zym si sta i jaki!h koszmar%w by wiadkiem# nie by pewien# !zy 0akty!znie pragnie towarzystwa 4eneira. (sta z trawiastego pag%rka i ruszy w dalsz$ drog ku obwarowanemu miastu# obery 4ragon=s ;odpie!e i 7sidze :niwersalnej @armonii# w kt%rej " o !o si w du!hu modli " mia zamiar odnale-' upragnione odpowiedzi i przynajmniej odrobin spokoju. )dwr%!i stron# jego o!zy rozpa!zliwie usioway w!hon$' now$ tre ' w uamku

sekundy potrzebnym na przeoenie kolejnej kartki. 5yo to niemoliwe. ;adderly po prostu nie by w stanie sprosta' swemu pragnieniu# zaspokoi' godu odwra!ania stroni!. Przejrza 7sig :niwersalnej @armonii# dzieo li!z$!e sobie blisko tysi$! stron# w kilka minut. , trzaskiem zamkn$ wolumin# s0rustrowany i zaniepokojony. :siowa wsta' i przez !hwil my la o spa!erze albo o odszukaniu 5rennana# nastoletniego syna oberysty# kt%ry sta si jego bliskim przyja!ielem. 7siga po!hwy!ia go w swe sida# zanim zd$y si podnie '. , zu!hwaym# a!z bezsilnym warkni!iem mody u!ze+ ponownie za!z$ kartkowa' wolumin i despera!ko po!hania' tre ' zawart$ na jego karta!h. &trony migay jedna za drug$# ;adderly nie by w stanie prze!zyta' jednego penego sowa# a mimo to pie + ksigi# sz!zeg%lne zna!zenie ukryte za zwy!zajnymi sowami# rozbrzmiewaa a nadto wyra-nie w jego umy le. (ydawao si# jakby wszystkie sekrety wsze!h wiata przeista!zay si w sodk$# melan!holijn$ melodi# pie + ywy!h i umieraj$!y!h# zbawiony!h i potpiony!h# pie + wie!znej energii i wszelakiej materii. :sysza r%wnie gosy " prastare ak!enty i !z!igodne tony rozbrzmieway w najdalszy!h zakamarka!h jego umysu# ale nie by w stanie zrozumie' s%w# tak samo jak tre !i ksigi. ;adderly postrzega je jako !ao '# !zu i!h konota!je# !ho!ia ni! zauwaa og%lnej struktury. ;zu# e im bardziej zagbia si w lekturze# tym szyb!iej tra!i siy. 5olay go o!zy# ale nie m%g i!h zamkn$'. 9ego umys b$dzi w zbyt wielu kierunka!h# ujawniaj$! tajemni!e i magazynuj$! je w bardziej zorganizowany spos%b w zakamarka!h pod wiadomo !i. Pod!zas kr%tki!h !hwil przy odwra!aniu stroni! ;adderly zastanawia si# !zy stra!i zmysy# !zy moe dzieo po!honie go emo!jonalnie. 8 w%w!zas poj$ !o innego# a my l ta dodaa mu si# aby w ko+!u zamkn$' wolumin. ( 5ibliote!e Naukowej znaleziono kilku wyszy!h rang$ kapan%w 4eneira# kt%rzy leeli martwi przy tej wa nie ksidze. <mier' w kadym przypadku okre lono jako zaistnia$ z przy!zyn naturalny!h " wszys!y !i kapani byli duo starsi od ;adderly=ego " ale mody u!ze+ podejrzewa# i prawda wygl$daa nie!o ina!zej. (szys!y oni usiowali usysze' pie + 4eneira# melodi tajemni! wsze!h wiata# nie byli jednak do ' silni# by zapanowa' nad skutkami wpywu owej osobliwej i piknej muzyki. ,ostali po!honi!i. ;adderly zaspi si nad !zarn$ okadk$ zamknitego tomu# wpatruj$! si we+ jak w ywego demona. .o prze!ie absurdalne " upomnia samego siebie i zanim ponownie zdoa opanowa' go lk# raz jesz!ze otworzy ksig i gor$!zkowo za!z$ j$ wertowa'. )garna go melan!holia " drzwi blokuj$!e dostp do poznania otworzyy si na o !ie# a to# !o znajdowao si za nimi# tra0io do przepastnego umysu ;adderly=ego. &topniowo zm!zenie wzio nad nim g%r# powieki mu opady# ale pie + brzmiaa

dalej# muzyka niebia+ski!h s0er# ws!hod%w i za!hod%w so+!a# i wszystkiego# !o od wiek%w dziao si pomidzy nimi. Nieko+!z$!a si pie + trwaa dalej# a ;adderly po!zu# e go przy!i$ga i e staje si w niej tylko drobn$ nut$ po r%d nieprzebranego mrowia inny!h nut. 4alej i dalej# bez ko+!a. " ;adderly3 " dobiego z daleka# jakby z zupenie innego wiata. Modzienie! po!zu !hodn$ i mikk$ rk !hwytaj$!$ go za rami. 7to delikatnie odwr%!i go ku sobie. )tworzy zaspane oko i ujrza kdzierzaw$ !zupryn i u mie!hnit$ twarz 5rennana. " Ni! !i nie jest3 ;adderly zmusi si# by skin$' gow$# i przetar podpu!hnite o!zy. :siad prosto na krze le# !zuj$! tuzin ognisk b%lu w zdrtwiaym !iele. 9ak dugo spa3 .o nie by sen# u wiadomi sobie nagle# ku swemu !oraz wikszemu przeraeniu. ,m!zenie# kt%re doprowadzio go do tego omdlenia# byo zbyt wielkie# by odegnaa je odrobina snu. * wi! !o3 .o bya podr%# skonstatowa. Mia wraenie# jakby dopiero !o odby dalek$ podr%. *le dok$d3 " ;o !zytae 3 " spyta 5rennan na!hylaj$! si# by zerkn$' ponad jego ramieniem na ksig. .e sowa wyrway ;adderly=ego z otpienia. Nagle przeraony# odep!hn$ 5rennana na bok i zatrzasn$ ksig. " Nie patrz na ni$/ " rzu!i ostro. 5rennan wydawa si speszony. " Przepraszam " powiedzia# wyra-nie skon0undowany# spusz!zaj$! zielone o!zy. " 9a... nie !h!iaem... " Nie " przerwa mu ;adderly i zmusi si do u mie!hu. Nie zamierza zrani' !hop!a# kt%ry przez ostatnie kilka tygodni stara si by' wobe! niego usuny. " Nie zrobie ni! zego. *le obie!aj mi# e nigdy nie zajrzysz do tej ksigi# a przynajmniej nie bez mojego nadzoru. 5rennan !o0n$ si od stou# lustruj$! wolumin z niekamanym przeraeniem. " .o !zarodziejska ksiga " mrukn$ ;adderly " i moe skrzywdzi' tego# kto nie potra0i !zyta' jej we wa !iwy spos%b. Nie gniewam si na !iebie# naprawd. .yle tylko# e mnie zasko!zye . 5rennan# najwyra-niej nieprzekonany# pokiwa lekko gow$. " Przyniosem !i straw " wyja ni# wskazuj$! ta!# kt%r$ pooy na no!nym stoliku przy niewielkim %ku ;adderly=ego. Modzienie! u mie!hn$ si na ten widok. &olidny 5rennan. 7iedy ;adderly przyby do 4ragon=s ;odpie!e# pragn$ spokoju i samotno !i# tote um%wi si z Aredegarem

@arrimanem# oberyst$# aby posiki zostawiano przed drzwiami jego pokoju. ,asada ta niebawem zostaa zmieniona# kiedy ;adderly pozna i polubi 5rennana. .eraz !hopak mia wolny wstp do jego pokoju i osobi !ie przynosi mu ta! ze straw$ " sk$din$d posiki byy bardziej sute# ni opieway i!h ra!hunki. ;adderly# pomimo swego uporu i !hodnego nastawienia# e0ekt%w udziau w wojnie o &hilmist# ju niebawem stwierdzi# i nie jest w stanie zerwa' ni!i przyja-ni# kt%ra i!h po$!zya. Mody u!ze+ przez dusz$ !hwil wpatrywa si w talerz zupy. Na pododze zauway kilka okru!h%w z biszkopta i par !iemniejszy!h z !hleba# jak stwierdzi po namy le. ,asony w maym oknie zostay za!i$gnite# lampa przygaszona# a nastpnie zn%w podkr!ona. " Nie moge mnie obudzi'# !ho' bye tutaj a trzy razy3 " zapyta. 5rennanowi odjo mow. ,dumia si# e ;adderly odgad# i trzykrotnie odwiedzi jego pok%j. " .rzy razy3 " mrukn$. " 7iedy przyniose mi niadanie i obiad " odrzek ;adderly# po !zym przerwa# gdy stwierdzi# e nie powinien by tego wiedzie'. " * potem jesz!ze raz# kiedy sprawdzae # !zy u mnie wszystko w porz$dku# za!i$gn$e zasony i podkr!ie lamp. ;adderly spojrza na 5rennana i raz jesz!ze si zdumia. 9u mia krzykn$' ostrzegaw!zo# ale szybko u wiadomi sobie# i posta!ie# kt%re dostrzega# ta+!z$!e na ramiona!h !hop!a " mgliste sylwetki sk$po odziany!h tan!erek i bez!ielesny!h piersi " s$ wytworem jego umysu# jego skojarzeniem. ;adderly odwr%!i wzrok i przymkn$ powieki. &kojarzeniem z !zym3 ,n%w usysza pie +# a!zkolwiek bardzo odleg$. .ym razem miaa spe!y0i!zny !harakter# te same 0razy powtarzay si# !ho' nadal nie m%g wy!hwy!i' posz!zeg%lny!h s%w " z wyj$tkiem jednego " aurora. " Ni! !i nie jest3 " powt%rzy 5rennan. ;adderly pokiwa gow$ i odwr%!i wzrok. .ym razem ta+!z$!e !ienie nie zdoay zbi' go z tropu. " Nie " odpar sz!zerze. " 8 zatrzymuj !i tu duej# ni by !h!ia. Na twarzy 5rennana pojawi si grymas za!iekawienia. " 5$d- ostrony w Moth ;loset " ostrzeg ;adderly# maj$! na my li !iesz$!$ si niezbyt dobr$ opini$ spelunk we ws!hodnim sektorze ;arradoonu# przy uj !iu rzeki &halane do 9eziora 8mpresk. " 9ak to moliwe# by !hopak w twoim wieku odwiedza takie miejs!a3 " &k$d... " wykrztusi 5rennan# a jego krostowata twarz oblaa si rumie+!em. ;adderly ma!hn$ do+ rk$ na poegnanie. : mie!ha si. .a+!z$!e !ienie piersi na

ramieniu 5rennana zniky w rozbryzgu !zarny!h kropel. Najwido!zniej upomnienie uspokoio nie!o rozbudzone hormony nastolatka. " .ylko na !hwil " stwierdzi ;adderly# kiedy 5rennan ruszy w stron drzwi# !ienie bowiem za!zy 0ormowa' si na nowo. " Nie powiesz mojemu oj!u3 " rzu!i bagalnie !hopak. ( odpowiedzi ;adderly tylko ma!hn$ rk$# tumi$! mie!h !isn$!y mu si na usta. 5rennan zawaha si# skon0undowany. Niemal naty!hmiast si rozlu-ni# przypomniawszy sobie# e ;adderly jest jego przyja!ielem. : mie!h wr%!i na jego twarz# a na ramieniu przy!upna mu rozta+!zona dziew!zyna. Pstrykn$ pal!ami i wawo wyszed z pokoju. ;adderly dugo i z przej!iem wpatrywa si w zamknite drzwi i zdradzie!kie okru!hy na pododze przy no!nym stoliku. (szystko byo dla+ tak o!zywiste " zar%wno to# !o dziao si w jego pokoju# kiedy spa# jak i zamiary 5rennana li!z$!ego na wie!z%r peen wrae+. .o byo o!zywiste# ale ;adderly wiedzia# e w!ale nie powinno tak by'. " *urora3 " wyszepta# usiuj$! zrozumie' zna!zenie tego sowa. <wit3 " przetuma!zy w my la!h i wolno pokr!i gow$. ;o wit mia wsp%lnego z tan!erkami pl$saj$!ymi na ramiona!h 5rennana3 Mody u!ze+ ponownie skupi uwag na woluminie. ;zy znajdzie w nim odpowiedzi3 , trudem zmusi si do jedzenia# uprzytomniwszy sobie# e potrzebuje maksimum si# !zeka go bowiem nie lada zadanie. Niebawem# zaspokoiwszy jeden g%d# le!z trawiony zupenie innym# ponownie pogr$y si w lekturze 7sigi :niwersalnej @armonii. &trony zn%w za!zy szele !i'# a pie + brzmiaa nieprzerwanie.

!
C"ystka 4ani!a zdmu!hna kosmyk truskawkowoblond wos%w z niezwyky!h# br$zowy!h# migdaowy!h o!zu i wbia wzrok w le n$ !iek# wypatruj$! oznak zbliania si nieprzyja!iela. Przestpowaa z nogi na nog# zawsze utrzymuj$! idealn$ r%wnowag# a wspaniae mi nie jej pi'dziesi!iokilogramowego# zbitego !iaa dray w wy!zekiwaniu. " ;zy krasnoludy s$ ju na pozy!ji3 " spyta Blbereth# nowy kr%l el0%w &hilmisty# a jego osobliwe srebrne o!zy lustroway bardziej drzewa okalaj$!e !iek anieli sam trakt. 4o przyja!i% do$!zya dw%jka el0%w " zotowosa kobieta i m!zyzna o kru!zo!zarnej# jak u Blberetha# !zuprynie. " Przypusz!zam# e krasnoludy bd$ gotowe na !zas " zapewnia kr%la el0%w 4ani!a. " 82an i Pikel nigdy nas nie zawiedli. .rzy el0y pokiway gowami. Blbereth u mie!hn$ si mimowolnie. Przypomnia sobie# kiedy po raz pierwszy spotka zgry-liwe krasnoludy. 82an# twardszy z tej dw%jki# natkn$ si na niego# kiedy bezradnego i zwi$zanego przetrzymywano go w !harakterze je+!a w namio!ie wroga. Bl0 nigdy by nie uwierzy# e ju niebawem bdzie tak bezgrani!znie u0a brodatym bra!iom. " 4riada powr%!ia " powiedzia do Blberetha !zarnowosy el0 !zarodziej. (skaza kr%lowi pobliskie drzewo# gdzie Blbereth zdoa dojrze' zwodni!z$ driad @ammadeen# kiedy# br$zowosk%ra i zotowosa# wy!hyna zza grubego pnia. " Przynosi wie !i# e niebawem zjawi$ si tu wrogowie " powiedziaa &hayleigh. 4renie gosu oraz iskierki# kt%re rozbysy w jej 0iokowy!h o!za!h# przypomniay 4ani!e o $dzy walki tej wojowni!zki. Mniszka widziaa# e &hayleigh potra0i po mistrzowsku wada' mie!zem b$d- ukiem# i z !aego ser!a podzielaa zdanie 82ana 5ouldershouldera# kt%ry stwierdzi# i !ieszy si# e &hayleigh jest i!h sojuszni!zk$. .intagel skin$ na pozostay!h# nakazuj$!# by wraz z nim do$!zyli do druyny el0%w. 5yo i!h okoo !zterdziestu# !zyli mniej wi!ej poowa wszystki!h o!alay!h el0%w z &hilmisty. ;zarodziej rozgl$da si przez !hwil# po !zym rozstawi el0y po obu strona!h !ieki# rozdzielaj$! je w miar moliwo !i sprawiedliwie# bior$! pod uwag to# !zy umiej$ lepiej posugiwa' si ukiem !zy mie!zem. Nastpnie przywoa do siebie 4ani! i zaintonowa zakl!ie# prze!hodz$! wzdu rzd%w el0%w i rozrzu!aj$! biae

okrawki brzozowej kory. 7iedy zakl!ie dobiegao ko+!a# .intagel zaj$ swoje miejs!e. 4ani!a jak zawsze stana przy nim# a !zarodziej posypa kawae!zkami kory wasn$ gow oraz gow swej strani!zki. 6dy u!i!hy sowa !zaru# w miejs!a!h# gdzie w!ze niej staa 4ani!a i oddzia el0%w# pojawiy si rzdy smuky!h biay!h brz%z. 4ani!a w nowym kamu0lau rozejrzaa si po lesie# kt%ry teraz wydawa si jej mglisty i niewyra-ny " bardziej go od!zuwaa# anieli postrzegaa. &kupia si na !ie!e wiedz$!# e ona i .intagel musz$ za!howa' sz!zeg%ln$ !zujno '# musz$ by' gotowi wyrwa' si z mo!y zakl!ia zmiany ksztat%w naty!hmiast# gdy tylko 82an i Pikel rozpo!zn$ atak. ,astanawiaa si# jak wygl$da jako drzewo# i jak zawsze# kiedy .intagel rzu!a zakl!ie# pomy laa# i dobrze byoby spdzi' tro!h !zasu pod tak$ posta!i$# podziwiaj$! las ota!zaj$!y j$ ze wszystki!h stron i !zuj$! mo! w stopa!h# kt%re przemieniy si w korzenie. *le p%ki !o# !zekao j$ jesz!ze zabijanie. CCC " )o " jkn$ Pikel 5ouldershoulder# bar!zysty krasnolud o zielonej brodzie# kt%rej przerzu!one do tyu ko+!e sple!ione byy w warko!ze i powi$zane z dugimi# sigaj$!ymi do poowy ple!%w wosami. Na skaty!h stopa!h nosi mikkie sanday i ze zdumieniem obserwowa odlegy e0ekt dziaania zakl!ia .intagela. ( jego spojrzeniu wyra-nie malowaa si tsknota " o mao nie spad z gazi drzewa# na kt%rej siedzia. " Ni# ty ni/ " zaszepta gor$!zkowo z naprze!iwka jego brat# kt%ry gardzi !i$gotami Pikela do druid%w. 82an wetkn$ %t$ brod za szeroki pas i przesun$ twarde krasnoludzkie po ladki po gazi# poprawiaj$! jedno!ze nie zdobny w okazae jelenie rogi hem# kt%ry tkwi na jego gowie. Nie byo mu wygodnie# oj nie. ( jednym rku dziery ma!zug wy!it$ z grubego pie+ka skamieniaego drzewa# w pasie za przewi$zany by dugim sznurem przerzu!onym na wysoko !i poowy !ieki przez wysok$# solidn$ ga$-. 82an zgodzi si wspi$' na konar wiedz$!# i bdzie z tym wiele u!ie!hy# niemniej jednak zaprotestowa prze!iwko pomysowi zamienienia go w drzewo pomimo utyskiwa+ i aosny!h skarg brata. ,aproponowa rozwi$zanie kompromisowe# pytaj$! .intagela o pewien wariant jego potnego zakl!ia# le!z !zarodziej el0%w odm%wi wyja niaj$!# e nie potra0i zamienia' ludzi w kamienie.

Po drugiej stronie !ieki# na gazi naprze!iwko 82ana# Pikel wydawa si by' w duo lepszym humorze. ;ieszyo go zar%wno siedzisko na gazi# jak i solidna drewniana paa w gar !i. )n r%wnie by obwi$zany w pasie lin$# t$ sam$# na kt%rej drugim ko+!u znajdowa si 82an. ,asadni!zo Pikel by zadowolony# !ho' na jego !zole pojawia si gboka zmarsz!zka. (ywoaa j$ tkwi$!a gboko w ser!u tsknota# aby by' teraz z el0ami i pod posta!i$ drzewa zapu !i' korzenie w grun!ie &hilmisty. 5ur!z$!y gardowo goblin# kt%ry sun$ !iek$# ostrzeg krasnoludy o zbliaj$!y!h si oddziaa!h wroga. " @ar!owni!y " wyszepta 82an z szerokim u mie!hem# usiuj$! rozproszy' nie!o smutek brata. Nie !h!ia# by Pikel bo!zy si w tak kryty!znym momen!ie. )ba krasnoludy mo!niej !isny w kuaka!h grube paki. Niebawem oddzia wroga przemaszerowa dokadnie pod nimi. 5yy tam szpetne gobliny o !hudy!h paj!zy!h ko+!zyna!h# orkowie o wi+ski!h pyska!h i wiksi od ni!h orogowie. 82an z trudem powstrzyma si przed spluni!iem na odraaj$!$ !ib " musia upomnie' samego siebie# e !zeka i!h duo lepsza zabawa# jeeli tylko zdoaj$ wytrzyma' jesz!ze przez jaki !zas na swoi!h pozy!ja!h. 8 w%w!zas# dokadnie tak jak powiedziaa im @ammadeen# pojawi si id$!y wolno gigant. (ygl$da tak# jakby nie zwra!a na ni! uwagi. ,godnie ze sowami driady by to ostatni gigant# kt%ry pozosta w pusz!zy# a 82an nie zamierza pozwoli'# by za istota powr%!ia do swy!h g%rski!h pieleszy. " @ar!owni!y " powt%rzy szeptem. 5yo to okre lenie# kt%re sam wybra dla siebie i brata# a jego bolesny sens gigant mia ju niebawem po!zu' na wasnej sk%rze. Dozkoysana gowa kolosa zbliaa si !oraz bardziej. Nagle jeden z goblin%w zatrzyma si i za!z$ wszy'. ,a p%-no. 82an i Pikel unie li paki# po !zym skin$wszy jeden do drugiego# zesko!zyli z gazi i pomknli w d%. *tak by wyli!zony nader dokadnie " nie wiadomy niebezpie!ze+stwa gigant znalaz si pomidzy nimi. Patrzy przed siebie# a jego gowa koysaa si na dogodnej do ataku wysoko !i. Pikel uderzy na uamek sekundy przed 82anem " !ikie krasnoludy sprasoway gow olbrzyma# uderzaj$! w ni$ z dw%!h stron z potworn$ si$. 82an naty!hmiast upu !i zakrwawion$ ma!zug i wyszarpn$ zza pasa sw%j ulubiony top%r o dw%!h ostrza!h. Na !ie!e poniej mniejsze monstra wpady w sza. Przepy!hay si i rozpy!hay# paday pla!kiem na ziemi i rozbiegay si we wszystki!h kierunka!h. ( !i$gu ostatni!h kilku tygodni potwory stra!iy wielu towarzyszy i wiedziay# !o je !zeka. ;zarodziej .intagel wypowiedzia sylab usuwaj$!$ zakl!ie. 4ani!a i !zterdziestu

el0%w powr%!io do swy!h prawdziwy!h posta!i# jedne na!i$gny !i!iwy ogromny!h uk%w# inne za ruszyy do natar!ia# unosz$! w g%r l ni$!e mie!ze. )szoomiony gigant za!hwia si# ale upar!ie# i nierozs$dnie# za!howywa r%wnowag. 82an i Pikel# wisz$!y prawie dwadzie !ia st%p nad le nym traktem# zabrali si do dziea. .op%r 82ana pozbawi olbrzyma u!ha# natomiast paka Pikela rozsmarowaa mu nos po !aym poli!zku. Daz po raz zadawali !iosy wielkiej bestii. (iedzieli# e s$ w do ' kiepskiej sytua!ji. 6dyby gigant zdoa tra0i' kt%rego z ni!h# wystar!zyby jeden !ios i w przyspieszonym tempie znale-liby si w poowie drogi do 5iblioteki Naukowej. P%ki !o# bra!ia nie my leli jednak o tak ponury!h perspektywa!h " zbyt dobrze si bawili. , dou dobiega wist zwalniany!h !i!iw i !o !hwil kolejne !hmury wypusz!zany!h przez el0y strza pogr$ay si w !iaa!h goblin%w# ork%w i orog%w. &twory giny dziesi$tkami. Niekt%re wyy w agonii# a w%w!zas do ak!ji wkra!zay bezlitosne el0y z mie!zami w donia!h# siek$! i r$bi$! wij$!e si kreatury# plugawy!h naje-d-!%w# kt%rzy skalali i!h uko!hany dom. 4ani!a zauwaya# e grupa potwor%w wymyka si z boku# pomidzy drzewami. ,awoaa do .intagela i ruszya w po !ig# wyjmuj$! swoje sztylety o krysztaowy!h ostrza!h i rze-biony!h rkoje !ia!h " zotej w kszta!ie tygrysa oraz srebrnej z wizerunkiem smoka. Paka Pikela odrzu!ia gow giganta do tyu z takim impetem# e krasnoludy usyszay go ny trzask pkaj$!ego krgosupa stwora. )lbrzym jakim !udem jesz!ze przez !hwil za!howywa r%wnowag " wydawa si oszoomiony i zakopotany " a wresz!ie wyzion$ du!ha. ,akoysa si na wielki!h stopa!h# po !zym run$ naprz%d jak !ite drzewo. 82an pospiesznie zlustrowa !iek przed padaj$!ym monstrum. " 4wa/ " rykn$# a !iao olbrzyma# padaj$!# zmiadyo dwa pe!howe gobliny. " 9ezde mi winien sztukie zota/ " wrzasn$# a Pikel rado nie pokiwa gow$# gorliwie potwierdzaj$! !h' spaty dugu. " 6otowy na wien!y3/ " zawoa. " )joj " odrzek Pikel z entuzjazmem. 5ez sowa ostrzeenia !hwy!i poblisk$ ga$i jednym po!i$gni!iem rki rozwi$za wze na swoim pasie. 82an otworzy szeroko o!zy# ale nieu!hronny potok obelg pod adresem brata musia odoy' na p%-niej# poniewa w przyspieszonym tempie wyruszy w podr% na ziemi. Na korzy ' Pikela przemawia 0akt# e spadaj$!# 82an rozsmarowa na ziemi znajduj$!ego si dokadnie pod nim goblina. >%tobrody krasnolud poderwa si na r%wne nogi# pluj$! grudami ziemi

i przekle+stwami. 9akby od nie!h!enia opu !i !ikie ostrze topora na gow innego goblina# ko+!z$! jego utyskiwania# po !zym uni%s wzrok i spojrza na brata# kt%ry s!hodzi z drzewa w nie!o bardziej konwen!jonalny spos%b. Pikel wzruszy ramionami i u mie!hn$ si przepraszaj$!o. " :ps " mrukn$# a 82an bezgo nie wypowiedzia to sowo jedno!ze nie z Pikelem# poniewa# sk$din$d !akiem susznie# spodziewa si taki!h przeprosin. " 7iedy tylko zejdziesz tu na d%... " warkn$ gniewnie# ale nagle znalaz si w pier !ieniu gromady goblin%w. ,awy rado nie i w mgnieniu oka zapomnia o urazie do Pikela. ;zy m%g gniewa' si na kogo # kto zapewni mu tyle wy mienitej zabawy3 CCC 6oblin# kt%ry przewodzi u!iekinierom# przedar si przez gste !hasz!ze# usiuj$! za wszelk$ !en znale-' si jak najdalej od miejs!a bezwzgldnej rzezi. ,aha!zy nog$ o jaki korze+# ale uwolni si zde!ydowanym szarpni!iem. 8 nagle jego stopa zn%w gdzie uwizia# le!z tym razem nie udao mu si r%wnie atwo wyrwa' z u !isku. 6oblin pisn$ i targn$ nog$# a gdy si odwr%!i# zoba!zy nie korze+# le!z dziew!zyn# kt%ra u mie!haa si zowiesz!zo# trzymaj$! go za kostk. 4ani!a wykonaa gwatowny skrt rk$ i wysko!zya z kryj%wki w zaro la!h# pod!inaj$! nogi plugawej kreaturze. ( mgnieniu oka znalaza si na goblinie " woln$ rk$ zablokowaa niezdarne uderzenia wal!z$!ej rozpa!zliwie bestii# drug$ za # uzbrojon$ w sztylet o zotej rkoje !i# smagna w d%# zadaj$! jedno szybkie i zde!ydowane p!hni!ie. 4ani!a rzadko musiaa uderza' jesz!ze raz. (staa ze zwok goblina i zu!hwale stawia !zoa jego zasko!zonym towarzyszom# kt%rzy wyonili si tym!zasem spomidzy drzew. ;zereda zmierzya j$ zdumionymi spojrzeniami i rozejrzaa si wokoo# nie wiedz$!# !o s$dzi' o tej dziwnej kobie!ie. &k$d si wzia i dla!zego bya sama3 >aden li ' ani krza!zek w okoli!y si nie poruszy# !ho' na trak!ie w!i$ trwaa walka. , t$ my l$ orogowie wydali okrzyk bojowy# pragn$! pod!zas odwrotu zabi' !ho' jednego wroga. Potworny oddzia ruszy na 4ani! z trze!h stron poprzez jeyny i !hasz!ze# z kadym krokiem nabieraj$! !oraz wi!ej miao !i i pewno !i siebie. Blbereth zesko!zy z gazi nad mniszk$# a l ni$!y mie!z i bysz!z$!a zbroja wiad!zyy o jego wysokiej pozy!ji w klanie el0%w. Niekt%re potwory stany# inne tylko zwolniy kroku# popatruj$! to na dziew!zyn# to

na el0a# to zn%w na swy!h mniej miay!h towarzyszy. Nagle zza pobliskiego drzewa wyonia si &hayleigh i naty!hmiast po!za szy' z uku# powalaj$! stwora# kt%ry znajdowa si najbliej jej przyja!i%. )rogowie rzu!ili haso do odwrotu " rozkaz# kt%ry gobliny zawsze wykonyway z penym oddaniem. Blbereth i 4ani!a okazali si jednak szybsi i natarli z w !ieko !i$ na najblisze gobliny# pod!zas gdy &hayleigh skon!entrowaa si przede wszystkim na oroga!h. Potwory nie bior$!e udziau w wal!e w dzikim popo!hu zerway si do u!ie!zki# gnaj$! na eb na szyj pomidzy drzewami i przez g$sz!z krzew%w. (tem przed nimi pojawia si !iana mgy. Przeraone gobliny zatrzymay si. 5iegn$!y tu za nimi orogowie za!zli nakania' je do dalszej u!ie!zki# wiedzieli bowiem# i zatrzymanie si ozna!za mier'. ( ple!y jednego z orog%w wbia si pierzasta strzaa# w uamek sekundy p%-niej za pierwsz$ migna druga# wi! obaj pozostali przy y!iu orogowie pop!hnli znajduj$!e si przed nimi gobliny w ot!ha+ mgy. Patrz$! na to wszystko z konaru drzewa# .intagel szybko wypowiedzia kolejne zakl!ie# a jego gos zwielokrotnia zrolowana z pergaminu tuba# kt%r$ przyoy do ust. 9ego !iana mgy zasadni!zo nie bywaa gro-na# ale krzyki agonii# kt%re nagle wydobyy si z jej wntrza# sprawiy# e wahaj$!e si kreatury pomy lay zgoa !o innego. .rzy strzay powaliy kolejnego oroga. )statni skuli si i usiowa s!hroni' za !iaami kompan%w goblin%w. (ymkn$ si !hykiem midzy nimi# pragn$! obej ' z boku !ian mgy... ale napotka na swej drodze Blberetha i jego mie!z. CCC " Najwyszy !zas# !oby tu zeszed/ " warkn$ 82an# kiedy Pikel zdoa w ko+!u zle-' z ogromnego drzewa i stan$' u boku brata. )d el0%w dzielia krasnoluda spora odlego ' i mn%stwo potworny!h goblinoid%w# 82an znalaz si wi! w do ' niezr!znej sytua!ji. &k$din$d jednak radzi sobie !akiem zr!znie i zdoa unikn$' powaniejszy!h obrae+# gdy wikszo ' potwor%w bya bardziej zainteresowana u!ie!zk$ anieli walk$. Ponadto " !o szybko stao si o!zywiste dla goblin%w " nikt# kto znalaz si w zasigu szale+!zy!h# zamaszysty!h !i' wielkiego topora 82ana# nie m%g si udzi'# e dugo poyje. .eraz# stoj$! ple!y w ple!y# dwaj bra!ia zmienili obraz poty!zki i nadali jej rozmiary prawdziwej jatki. ( kilka minut uporali si z najbliszymi potworami# po !zym ruszyli naprz%d !iek$# by zaj$' si kolejn$ grup$ wrog%w.

Bl0y w$!zyy si do walki z r%wn$ za!ito !i$ " szermierze zmusili gromad monstr%w# aby posza w rozsypk# a znajduj$!y si w niezbyt duym oddaleniu u!zni!y rozprawiali si z kreaturami# kt%re oderway si od g%wnej grupy. 6obliny nie miay dok$d u!ie! ani gdzie si skry'. .rup%w byo wi!ej anieli potwor%w w!i$ jesz!ze utrzymuj$!y!h si na noga!h i podejmuj$!y!h walk. &ytua!ja zmieniaa si na korzy ' el0%w z kad$ kolejn$ mijaj$!$ sekund$. CCC .intagel patrzy# jak pierwszy goblin# kt%rego wep!hnito w opar mgy# wyania si z drugiej strony !ay i zdrowy. , trudem stumi w sobie !h' star!ia monstrum z powierz!hni ziemi jednym zakl!iem# jego rola w tej wal!e polegaa bowiem na powstrzymywaniu potwor%w w taki spos%b# by Blbereth# &hayleigh i 4ani!a mogli i!h spokojnie wyeliminowa'. (yj$ wi! z sakiewki kilka kolejny!h ziaren suszonego gro!hu i !isn$ je na ziemi prostopadle do wau mgy. (ypowiedziawszy wa !iwe zakl!ie# utworzy drug$ !ian mgy# aby zamkn$' w niej potwory. 4ani!a pod$ya ku skon0undowanej !zeredzie w lad za trzema strzaami &hayleigh. ;isna sztyletem w dwa znajduj$!e si najbliej !ele " zabijaj$! jednego i !iko rani$! drugiego goblina " po !zym natara na pozostay!h z 0uri$# kt%rej wrogowie nie byli w stanie sprosta'. Podobnie jak ostatni orog nie m%g sprosta' umiejtno !iom szermier!zym Blberetha. &tw%r sparowa pierwsze pr%bne p!hni!ie el0a# po !zym zama!hn$ si zdradzie!ko swoj$ !ik$ ma!zug$. Blbereth zrobi krok w bok# z atwo !i$ unikaj$! !iosu# i z wypadem w prz%d zada kreaturze kilka szybki!h p!hni' mie!zem w pier . Monstrum zamrugao# jakby usiowao odzyska' zdolno ' normalnego widzenia# le!z jego o!zy z wolna za!hodziy ju mg$. Blbereth nie zamierza !zeka' na kolejny ru!h prze!iwnika. ,ama!hn$ si drug$ rk$# na kt%rej nosi tar!z nale$!$ jesz!ze nie tak dawno do jego oj!a# i tra0i oroga w gow. Potw%r run$ jak !ity# a na jego wi+skim pysku odbiy si lady w kszta!ie gwiazd " symbol wadzy &hilmisty. &hayleigh " tym razem z mie!zem w doni " podesza do kr%la el0%w# po !zym wsp%lnie zu!hwale zaatakowali pozostae gobliny. , braku inny!h moliwo !i wyboru potwory stawiy im !zoa. .rzy okr$yy 4ani!# ma!haj$! w !iekle kr%tkim mie!zami. Nie byy jednak do ' szybkie dla wojowni!zki wykonuj$!ej byskawi!zne uniki# odskoki i zmyki# wi! aden z ni!h nie zdoa jej tra0i'. 4ani!a graa na !zas. 9eden z goblin%w w przypywie 0rustra!ji i 0urii wykona zamaszyste !i!ie mie!zem. ,anim zdoa odzyska' r%wnowag utra!on$ pod!zas

despera!kiej pr%by ataku# stopa dziew!zyny wystrzelia pionowo w g%r# tra0iaj$! go poniej sz!zki i wbijaj$! mu u!hw w g$b !zaszki. 6oblin lotem kosz$!ym pomkn$ w zaro la. 4rugi potw%r rzu!i si na wojowni!zk od tyu. Pioruny magi!znej energii bu!hny od strony pobliskiego drzewa# osmalaj$! gow i szyj monstrum. 6oblin zawy i przyoy obie r!e do zraniony!h miejs!# a 4ani!a# kt%ra nigdy nie tra!ia r%wnowagi# wykonaa p%obr%t# jej stopa wyprysa w powietrze i dosiga twarzy potwora. 9ego gowa w jednej !hwili obr%!ia si do tyu# a twarz znalaza si na wysoko !i ple!%w# po !zym stw%r do$!zy do swego le$!ego na ziemi martwego towarzysza. 4ani!a podzikowaa .intagelowi skinieniem gowy i ruszya w stron samotnego goblina# kt%ry sta naprze!iw niej. D!e i stopy wojowni!zki zmieniy si w bezksztatne plamy i byskawi!znie odnalazy luki w obronie aosnego stwora. 7opni!ie wytr$!io mu z rki mie!z# a zaraz potem# nim goblin zdoa zawoa'# e si poddaje# naprone pal!e 4aniki wbiy mu si w gardo# rozszarpuj$! t!hawi!. 8 nagle walka dobiega ko+!a " wszystkie potwory leay pokotem na ziemi. ;zw%rka przyja!i% " w tym troje od st%p do g%w ubabrany!h krwi$ wrog%w " staa przez dusz$ !hwil w bezru!hu# pospnie i z powag$ przygl$daj$! si tej masakrze# kt%rej musieli dokona'. CCC " (isz# el0ie " mrukn$ 82an# kiedy Blbereth i pozostali do$!zyli do gromady na trak!ie " to si robi za proste. 7rasnolud splun$ w donie i !hwy!i stylisko topora# kt%rego jedno ostrze pogr$one byo gboko w grubej !zasz!e oroga. Przy wt%rze przyprawiaj$!ego o mdo !i !hrupni!ia wyszarpn$ sw$ potn$ bro+. " Pierwsza walka od tygodnia " !i$gn$ " a tem si !h!e bardziej u!ieka'# ni wal!zy'/ Blbereth nie m%g zaprze!zy' suszno !i spostrzee+ krasnoluda# ale bynajmniej nie martwi si tym# !o m%g sugerowa' pospieszny odwr%t goblin%w. " 9e li dopisze nam sz!z !ie# minie kolejny tydzie+# nim bdziemy musieli wal!zy' ponownie " odrzek. 82an znieru!homia i wbi okrwawione ostrze topora w ziemi# aby je o!zy !i'. 7iedy Blbereth oddali si# krasnolud mrukn$ do brata. " 6ada jak prawdziwy el0.

#
$e% serca &iedzisz tu i !zekasz# a tym!zasem wszystkie nasze marzenia# marzenia samej .alony# rozpadaj$ si w drobny mak/ " 4origen 7el Eamond# druga w hierar!hii wano !i !zarodziejka ,am!zyska .r%j!y# usiada sztywno na krze le# zdumiona nie!o nietypowym dla niej wybu!hem. )dwr%!ia bursztynowe o!zy od *ballistera# swego mentora i zwierz!hnika. (y!hudy na twarzy starszy !zarnoksinik wydawa si zgoa nieporuszony. )d!hyli si do tyu na 0otelu# stukaj$! przed sob$ ko !istymi pal!ami# a jego wymizerowane obli!ze ni st$d ni zow$d rozja ni u mie!h. " ( drobny mak3 " zapyta po !hwili mil!zenia# kt%ra miaa zdeprymowa' 4origen. " Bl0y odbiy albo ju wkr%t!e odbij$ &hilmist# 0akt " przyzna " ale# o ile wiadomo mi z raport%w# jest i!h o poow mniej. 4o obrony pusz!zy zostaa i!h nie wi!ej ni setka. " * my stra!ili my ponad tysi$! onierzy " u!ia ostro 4origen. " 7olejne tysi$!e umkny w popo!hu# powra!aj$! do swy!h g%rski!h nor. " &k$d i!h ponownie wy!i$gniemy " zapewni *ballister " kiedy nadejdzie wa !iwa pora. 4origen skrzywia si# ale nie powiedziaa ni! wi!ej. )tara struk potu ze swego skrzywionego nosa i raz jesz!ze odwr%!ia wzrok. , poamanymi do+mi !zua si nieswojo w towarzystwie nieobli!zalnego *ballistera i zapal!zywego 5ogo Datha# nie m%wi$! ju o 4ruzilu?!howa+!u... *ballistera. .o jeden z podstawowy!h problem%w przy wsp%pra!y z tak zymi lud-mi " u wiadomia sobie 4origen. Nigdy nie moga by' pewna# !zy *ballister nie uzna jej za zbdn$. " (!i$ jesz!ze mamy trzy tysi$!e onierzy# g%wnie ludzi# do bezpo redniej i naty!hmiastowej dyspozy!ji " !i$gn$ *ballister. " 6oblinoidy !i$gniemy# kiedy bd$ nam potrzebne... Prawdopodobnie na wiosn# kt%ra jest najodpowiedniejsz$ por$ do rozpo!z!ia inwazji. 8lu bdziemy potrzebowa'3 " zapyta# zwra!aj$! si bardziej do Datha ni do 4origen. " &hilmista jest ju !ieniem dawnej pusz!zy i 5iblioteka Naukowa otrzymaa potny !ios. Pozostaje tylko ;arradoon. .on *ballistera zdradza jego zdanie na temat wie niak%w i rybak%w z niewielkiej osady nad brzegami 9eziora 8mpresk. " Nie prze!z# e biblioteka otrzymaa potny !ios " odrzeka 4origen " ale nie wiemy konkretnie# jak due byy jego nastpstwa. (ygl$da na to# e &hilmist podobnie

zlek!ewaye . Mam !i przypomnie' o naszej ostatniej pora!e3 " * !zy ja mam !i przypomnie'# e to ty# a nie ja# jeste za ni$ odpowiedzialna3 " warkn$ stary !zarnoksinik# widruj$! 4origen !iemnymi przenikliwymi o!zami. " ;zy to nie 4origen umkna z pusz!zy w kryty!znej 0azie bitwy3 (idz$!# e pod wpywem ty!h s%w !zarodziejka mimo woli si skulia# *ballister ponownie zakoysa si w 0otelu i nie!o o!hon$. " Podzielam tw%j b%l " rzek p%gosem. " &tra!ia .ienneka. .o musia by' dla !iebie straszny !ios. 4origen skrzywia si. &podziewaa si tego przytyku# ale mimo wszystko okaza si bolesny. .iennek# barbarzy+ski wojownik z P%no!y# kt%rego osobi !ie u!ywilizowaa i wyszkolia na swego przybo!znego sug i po!ieszy!iela# by jej ko!hankiem# odk$d zrezygnowaa z *ballistera. 4origen nie w$tpia ani przez !hwil# e stary !zarnoksinik z rado !i$ przyj$ wie ' o mier!i giganty!znego wojownika. Pokonaa go kobieta blisko dwie stopy nisza od .ienneka i wa$!a jedn$ trze!i$ tego# !o on. 4onosz$! o tym wydarzeniu# imp 4ruzil !elowo zaniy atrybuty dziew!zyny " z !zego 4origen doskonale zdawaa sobie spraw " by doprowadzi' do zaognienia sytua!ji pomidzy ni$ a *ballisterem. 4origen !h!iaa si od!i$'# wykrzykn$' !zarnoksinikowi prosto w twarz# e nie ma poj!ia o mo!y# jak$ dysponuje moda mniszka 4ani!a strzeg$!a ;adderly=ego oraz pozostali wrogowie# kt%ry!h napotkaa w &hilmi !ie. &pojrzaa na siedz$!ego obok 4ruzila# le!z imp zakry boniastymi skrzydami sw%j psi ebek i nie u!zyni ni!# aby j$ wesprze'. " Paskudna# t!h%rzliwa kreatura " mrukna 4origen. )d !zasu powrotu do ,am!zyska .r%j!y 4ruzil unika spotka+ z !zarodziejk$. (iedziaa# e nie jest lojalny wobe! *ballistera# niemniej jednak to wa nie !zarnoksinik by w twierdzy najwysz$ wadz$# a sprytny imp zawsze wola opowiedzie' si po stronie# kt%ra miaa mu najwi!ej do zao0erowania. " 4o ' tego marudzenia " powiedzia nagle *ballister. " )dkadamy nasze plany z powodu pewny!h nieo!zekiwany!h problem%w. " .aki!h jak na przykad tw%j syn " wtr$!ia mimo woli 4origen. : mie!h *ballistera da jej do zrozumienia# e znalaza si niebezpie!znie blisko grani!y# kt%rej przekra!za' nie powinna. " M%j syn " zawt%rowa !zarnoksinik " drogi# mody ;adderly. .ak# 4origen# wa nie on okaza si najbardziej nieo!zekiwanym i najpowaniejszym spo r%d naszy!h problem%w. ,gadzasz si ze mn$# 5oygo3 4origen spojrzaa na najmodszego z !zarnoksinik%w ,am!zyska .r%j!y# 5ogo

Datha# kt%rego ona i jej mentor nazywali nieodmiennie 5oygiem. Modzienie! zmruy powieki# uraony# ale w grun!ie rze!zy spodziewa si# e tak si stanie. D%ni si zna!znie od dw%jki swy!h wsp%towarzyszy i nader !zsto stanowi obiekt i!h niewybredny!h art%w. .argn$ gow$ w prz%d i w ty# tak by dugie# proste br$zowe wosy opady mu na jedno u!ho " drug$ stron gowy mia gadko ogolon$. 4origen# znuona bulwersuj$!ym za!howaniem Datha# nieomal zajaa go za t idioty!zn$ 0ryzur. " .w%j syn 0akty!znie napyta nam sporo biedy " odrzek 5ogo. " ;zeg% innego mogli my si spodziewa' po potomku wielkiego *ballistera3 &koro mamy prze!iwko sobie modego ;adderly=ego# powinni my okaza' wi!ej !zujno !i i zwr%!i' na niego ba!zniejsz$ uwag. " Mody ;adderly " burkna 4origen# a na jej twarzy pojawi si grymas obrzydzenia. Mody ;adderly musi by' dobre dwa# trzy lata starszy od tego goow$sa/ *ballister uni%s w doni may pkaty mieszek i potrz$sn$ nim# by pokaza'# i wypeniony jest monetami " najprawdopodobniej zotymi. 4origen zrozumiaa zna!zenie sakiewki# domy lia si# !o *ballister# a take 5ogo zamierzaj$ naby' za jej zawarto '. 5ogo po!hodzi z (estgate# miasta oddalonego o !zterysta mil na p%no!ny ws!h%d# le$!ego nad brzegiem 9eziora &mok%w. (estgate syno jako miasto handlowe oraz g%wna siedziba organiza!ji asasyn%w znany!h jako No!ne Maski i uznawany!h w 7raina!h za najokrutniejszy!h i najniebezpie!zniejszy!h zab%j!%w do wynaj!ia. " Nawet wasze No!ne Maski miayby kopot z usuni!iem tego modego u!znia# niezalenie !zy przebywa obe!nie w &hilmi !ie# !zy te powr%!i do 5iblioteki Naukowej " rzu!ia 4origen# !h!$! w ten spos%b wybada'# jakie naprawd u!zu!ia *ballister ywi wzgldem swego syna pod mask$ lodowatej obojtno !i. ;ho!ia otwar!ie go nienawidzia# b$d- !o b$d- pogru!hota jej r!e i pozbawi wielu magi!zny!h arte0akt%w# 4origen nie moga uwierzy' w zajado ' starego !zarnoksinika. " Nie przebywa w &hilmi !ie " odezwa si z u mie!hem 5ogo# a w jego br$zowy!h o!za!h zal niy iskierki podnie!enia " ani w bibliote!e. " (idz$! jawne zainteresowanie 4origen# mody !zarnoksinik u mie!hn$ si. " 9est w ;arradoonie. " Niew$tpliwie po to# by postawi' na nogi tamtejszy garnizon " doda *ballister. " &k$d moesz mie' pewno '3 " spytaa 4origen# zwr%!iwszy si do Datha. 5ogo spojrza na *ballistera# kt%ry ponownie brzkn$ monetami. 4-wik ten sprawi# e 4origen po!zua na ple!a!h lodowate !iarki. 5ogo# kt%ry swoj$ pozy!j w ,am!zysku .r%j!y zawdzi!za znajomo !iom w r%d asasyn%w z (estgate# uru!homi swoje koneksje.

4origen zrobio si nagle al ;adderly=ego# !ho!ia nadal !zua tpy# pulsuj$!y b%l w obu donia!h. " Problemy naley rozwi$zywa' po kolei# droga 4origen " oznajmi *ballister# !ho' m%wi to ju w!ze niej# kiedy po raz pierwszy zapozna !zarodziejk z planami# jakie mia wzgldem wasnego syna. Ponownie potrz$sn$ mieszkiem zota# a 4origen powt%rnie po!zua na ple!a!h zimne !iarki. CCC Blbereth i 4ani!a siedzieli na sz!zy!ie (zg%rza )dporu# doskonaego punktu obronnego# na kt%rym el0y zaoyy sw$ baz. ( t gwia-dzist$ no! niewielu el0%w !zuwao i nie istniao ju zagroenie# kt%re nakazywaoby utrzymywa' garnizon w stanie !i$gej gotowo !i bojowej. ,godnie ze sowami @ammadeen " zasignite od drzew in0orma!je driady byy dokadne# odk$d ;adderly przed kilkoma tygodniami zmusi j$ do wsp%pra!y " w zasigu dziesi!iu mil od wzg%rza w pusz!zy nie przebywa ani jeden onierz wroga. No! bya !i!ha i spokojna# nie syszeli sz!zku ora ani krzyk%w konaj$!y!h. " (iatr staje si !hodniejszy " stwierdzi Blbereth# podaj$! 4ani!e sw%j podr%ny pasz!z. Przyja go i uoya si obok el0a na trawie# unosz$! wzrok ku niezli!zonym gwiazdom i kilku !iemnym ksztatom skbiony!h !hmur. ;i!hy !hi!hot Blberetha sprawi# e ponownie usiada. Pod$ya za wzrokiem el0a ku podstawie agodnego wzg%rza. Mru$! o!zy# z niemaym trudem wypatrzya trzy sylwetki " el0a i dw%!h krasnolud%w " sun$!e po r%d !ieni drzew. " &hayleigh3 " spytaa. Blbereth pokiwa gow$. " Przez ostatni!h kilka tygodni bardzo zya si z krasnoludami " zauway. " &hayleigh podziwia i!h odwag i jest ogromnie wdzi!zna# e bra!ia postanowili pozosta'# by dopom%! nam w wal!e. " * !zy kr%l nie jest wdzi!zny3 " spytaa nie miao 4ani!a. &ysz$! te sowa# Blbereth mimowolnie si u mie!hn$. Przypomnia sobie pierwsze spotkanie z krasnoludami i to# jak bliski by wymiany prawdziwy!h !ios%w z 82anem. Mia wraenie# e wydarzyo si to tak dawno temu/ 5y wtedy jesz!ze ksi!iem# sk%!onym z oj!em kr%lem# a jego uko!hana pusz!za staa na krawdzi zagady. " Nie jestem niewdzi!zny " odpar p%gosem. " Nigdy nie zapomn# ile jestem winien krasnoludom... i tobie. " Przeni%s wzrok na 4ani!. Przenikliwe spojrzenia jego srebrny!h i jej br$zowy!h o!zu spotkay si. 8!h obli!za

stay# oddalone od siebie zaledwie o !al. 4ani!a !hrz$kna i odwr%!ia wzrok. " (alka ma si ku ko+!owi " stwierdzia# odzieraj$! !hwil z oto!zki romantyzmu. Blbereth naty!hmiast domy li si# do !zego zmierza# o swoi!h plana!h dawaa mu bowiem do zrozumienia od dobry!h kilku dni. " 4o ko+!a sezonu o!zy !imy pusz!z z plagi goblin%w " stwierdzi stanow!zo. " )bawiam si# e nowy atak moe nast$pi' wiosn$# kiedy g%rskie szlaki stan$ si przejezdne. " Miejmy nadziej# e do tej pory biblioteka i ;arradoon bd$ ju przygotowane " odpara 4ani!a. " ;zy mog li!zy' r%wnie na twoj$ pomo!3 4ani!a ponownie spojrzaa w d% trawiastego zbo!za na wyra-ne ju teraz# zbliaj$!e si ku nim trzy posta!ie. " Nigdym nie uwaa na drzewa " usyszeli peen skargi gos 82ana# kt%ry energi!znie po!iera obolay nos. " &$dziam# e kto tak niewysoki jak krasnolud bdzie w stanie unikn$' bliszego spotkania z nisko zwisaj$!$ gazi$ " odpara &hayleigh# wybu!haj$! d-wi!znym mie!hem. " @i# hi# hi " doda Pikel# skwapliwie odsuwaj$! si na bok# by nie zarobi' kuksa+!a od rozzosz!zonego brata. " Nadesza pora# aby my ja# 82an oraz Pikel opu !ili &hilmist " rzu!ia 4ani!a. Nie !h!iaa tego powiedzie'# le!z nie miaa innego wyboru. : mie!h Blberetha znikn$ w okamgnieniu. (patrywa si dugo i przenikliwie w mod$ kobiet# ale nie odpowiada. " Moe powinni my byli wr%!i' do biblioteki wraz z Przeoonym na 7siga!h *2erym i Du0em " !i$gna 4ani!a. " * moe powinna uwierzy'# e sami zdoaj$ zaj$' si wszystkimi sprawami# tak w bibliote!e# jak i w ;arradoonie " wtr$!i Blbereth. " Moe!ie zosta'# wszys!y troje. ,aproszenie jest otwarte i zapewniam# e &hilmista zim$# gdy drzewa i ziemi pokrywa biay pu!h# nabiera !akiem nowego pikna. " Nie w$tpi w to " odrzeka 4ani!a " ale obawiam si# e musz odej '. ;hodzi o... " ;adderly=ego " przerwa jej Blbereth# u mie!haj$! si mimo przygnbienia wywoanego wiadomo !i$ ry!hego rozstania z trojgiem przyja!i%. 4ani!a nie odpowiedziaa# nie bya nawet pewna# !o w tej !hwili !zuje. Ponownie spojrzaa w d% zbo!za. 82an i Pikel usiowali dobrn$' do miejs!a# w kt%rym !zekaa na ni!h &hayleigh. .ym razem prawie im si udao# gdy nagle 82an

burkn$ !o # !zym najwido!zniej urazi brata# Pikel bowiem rzu!i si na niego i dwaj mali zapale+!y ponownie sto!zyli si w d% zbo!za. (ojowni!zka el0%w wyrzu!ia obie r!e w g%r w ge !ie rezygna!ji i pdem pokonaa ostatni od!inek stromizny dziel$!y j$ od 4aniki i Blberetha. 7iedy tylko do ni!h do$!zya# u mie!h na jej twarzy zast$pi grymas za!iekawienia. Przez dusz$ !hwil przygl$daa si 4ani!e. " )d!hodzisz " stwierdzia bez ogr%dek. 4ani!a nie odpowiedziaa# nie potra0ia nawet zdoby' si# by spojrze' jej prosto w twarz. " 7iedy3 " spytaa &hayleigh spokojnym i opanowanym gosem. " Niedugo# moe ju jutro. &hayleigh przez dusz$ !hwil rozwaaa gorzko smutn$ nowin. 4ani!a opusz!zaa i!h po zwy!istwie# a pusz!za zn%w bya bezpie!zna. " &uszna de!yzja " dodaa w ko+!u tym samym tonem. 4ani!a# zasko!zona jej sowami# odwr%!ia si# by na ni$ spojrze'. " 5itwa o pusz!z# przynajmniej na razie# zostaa wygrana " !i$gna# wojowni!zka el0%w# obra!aj$! si na pi!ie i !hon$! wiee# !zyste# rze kie wie!zorne powietrze. " Masz wiele obowi$zk%w# no i# rze!z jasna# pragniesz pogbia' sw$ wiedz w 5ibliote!e Naukowej. " Ei!z# e 82an i Pikel ze!h!$ mi towarzyszy' " odrzeka 4ani!a. " Na ni!h r%wnie !zekaj$ w bibliote!e li!zne obowi$zki. &hayleigh pokiwaa gow$ i odwr%!ia si w stron zbo!za# na kt%re bra!ia ju po raz trze!i usiowali si wspi$'. , tego miejs!a 4ani!a dostrzega w wietle gwiazd sz!zery podziw maluj$!y si w 0iokowy!h o!za!h wojowni!zki el0%w. 4omy laa si# i &hayleigh przyja t spokojn$# obojtn$ wr!z poz# bo wierzya# e de!yzja 4aniki jest suszna# a nie dlatego# i !ieszya si# e moda kobieta i dwa krasnoludy ju niebawem opusz!z$ &hilmist. " 9eeli wiosn$ walki rozgorzej$ na nowo... " za!za. " (r%!imy " zapewnia j$ 4ani!a. " 4okund wr%!im3 " 82an wgramoli si wresz!ie na sz!zyt wzg%rza# wy!zesa z %tej brody ga$zki i li !ie# kt%re zapl$tay si w ni$ pod!zas dw%!h zjazd%w po zbo!zu# i ostenta!yjnie wetkn$ jej ko+!e za szeroki pas. " 4o &hilmisty " wyja nia &hayleigh. " 9e li walki rozgorzej$ na nowo. " * wybieramy si gdzie3 " spyta# zwr%!iwszy si do 4aniki. " :!h# o!h " jkn$ Pikel# za!zynaj$! pojmowa'. " Niebawem nadejdzie zima " wyja nia 4ani!a. " &zlaki przez 6%ry <niene stan$ si nieprzejezdne.

" :!h# o!h " powt%rzy Pikel. " Masz ra!je " rzu!i 82an po !hwili namysu. " .u my ju wszystko zaatwili. Nie ma ju za bardzo kogo bi'. Niedugo ja i m%j brat za!zniem si nudzi'# a poza tem kapany we w bibliote!e# odkund my se poszli# prawdopodobnie nie zjedli ani jednego dobrze upi!h!onego posiku/ &hayleigh otwart$ doni$ przyoya 82anowi w bok gowy. 82an odwr%!i si i spojrza z niedowierzaniem na jej smtny u mie!h# ale nawet on# grubosk%rny b$d- !o b$d- krasnolud# zdoa dostrze! b%l maluj$!y si pod mask$ spokoju na delikatnym obli!zu wojowni!zki. " Nadal jeste mi winien pojedynek " wyja nia &hayleigh. 82an parskn$ i !hrz$kn$ go no# a uni%sszy rk# by obetrze' nos# ukradkiem otar rkawem zwilgotniae o!zy. 4ani!a zdziwia si na widok tak nietypowego za!howania butnego i zazwy!zaj niewzruszonego krasnoluda. " 5a/ " warkn$ 82an. " 9aki pojedynek3 9ezde taka sama jak tamtyn/ " )skary!ielskim gestem wymierzy gruby palu!h w Blberetha# z kt%rym wskutek rzu!onego uprzednio wyzwania musia przed paroma tygodniami sto!zy' podobny pojedynek. " 5dziesz ta+!zy' i wirowa' we w k%ko# a oboje padniem ze zmen!zenia/ " ;zy wydaje !i si# e pusz!z pazem jawn$ obraz mego ludu3 " burkna &hayleigh i z rkami na biodra!h podesza do niskiego# !ho' bar!zystego krasnoluda. " * my lisz# !o ja bym tobie pozwoli3 " odparowa 82an# wtykaj$! twardy palu!h w brzu!h &hayleigh. " 5a/ " pry!hn$ i odwr%!iwszy si na pi!ie# !zym prdzej si oddali. " 5a/ " zawt%rowaa &hayleigh# zbyt melodyjnym gosem# aby moga umiejtnie na ladowa' o!hrypy# zgrzytliwy gos krasnoluda. 82an odwr%!i si i ypn$ na ni$ spode ba# po !zym ma!hn$ rk$# nakazuj$! Pikelowi# aby poszed za nim. " No to e odzyska te swojom pusz!ze# el0ie " zwr%!i si do Blberetha. " Proszem uprzejmnie/ " 5ywaj# 82anie 5ouldershoulderze " odrzek Blbereth. " 9este my ogromnie wdzi!zni# zar%wno tobie# jak i twemu wspaniaemu bratu. (iedz!ie# e &hilmista stoi dla was otworem# jeeli tylko ze!h!e!ie kiedy zn%w zawita' w jej ostpy. 82an u mie!hn$ si do Pikela. " 9akby m%g nas we w jaki spos%b powstrzyma'# gdyby my !h!ieli si przej ' przez tyn las... " Po !zym klepn$ &hayleigh w po ladek i oddali si# zanim oprzytomniaa na tyle# by zareagowa'. " 9a te ju sobie p%jd " rzeka 4ani!a do Blberetha. " Przed witem musz jesz!ze po!zyni' niezbdne przygotowania do wyjazdu.

Blbereth pokiwa gowa# ale nie m%g odpowiedzie'# poniewa ni st$d ni zow$d w gardle utkwia mu wielka gula. 6dy 4ani!a zbiega po zbo!zu# by do$!zy' do krasnoludow# &hayleigh usiada na trawie obok srebrnookiego kr%la el0%w. " 7o!hasz j$ " powiedziaa po !hwili. Blbereth mil!za przez !hwil. " ;aym ser!em " odezwa si wresz!ie. " * ona ko!ha ;adderly=ego " powiedziaa &hayleigh. " ;aym ser!em " odrzek pospnie Blbereth. Na usta!h &hayleigh pojawi si wymuszony u mie!h# kt%ry mia doda' otu!hy przygnbionemu kr%lowi. " Nigdy bym nie uwierzya# e kr%l el0%w &hilmisty moe zako!ha' si w zwykej kobie!ie/ " burkna i kolna Blberetha w rami. Bl0 skierowa na ni$ spojrzenie swy!h srebrny!h o!zu i u mie!hn$ si zna!z$!o. " *ni ja# e wojowni!zka el0%w pozwoli si o!zarowa' %tobrodemu krasnoludowi/ " od!i$ si. Pierwsz$ reak!j$ &hayleigh bya pena niedowierzania eksplozja mie!hu. Najwido!zniej uwaaa 82ana i Pikela za serde!zny!h przyja!i% i wierny!h sojusznik%w# le!z aluzja# i moe ywi' do kt%rego z ni!h bardziej zaye u!zu!ia# wydaa si jej absurdalna. Mimo to wyra-nie spo!hmurniaa i u!i!ha# wodz$! wzrokiem po opustoszaym zbo!zu. .eraz bowiem# gdy nie byo ju wida' bra!i 5ouldershoulder%w# wydawao si ono sz!zeg%lnie puste.

&
Przed witem 5ogo Dath niezde!ydowanie zapuka do drzwi niewielkiej sali kon0eren!yjnej. Nigdy nie !zu si pewnie# maj$! do !zynienia z przeraaj$!ymi No!nymi Maskami. .ego ranka do ,am!zyska .r%j!y wraz z dwoma przyw%d!ami No!ny!h Masek przybyo dwudziestu asasyn%w# duo wi!ej# anieli 5ogo si spodziewa w przypadku tak prostej# b$d- !o b$d-# egzeku!ji. ;zarno odziani wartowni!y obszukali modego !zarnoksinika# nim pozwolono mu wej ' do komnaty. ;i dwaj byli do ' prze!itni# uzna 5ogo# prawdopodobnie to nowi!jusze w szerega!h mro!znej organiza!ji. Nosili typowy ubi%r gildii asasyn%w z (estgate# lu-ny# prosty str%j wojownik%w i !zarne maski ze srebrzystymi obw%dkami. 9eden z wartownik%w u mie!haj$! si odsoni spi!zasty kie# a 5ogo uzna# i jego przodkami byli najprawdopodobniej nie ludzie# le!z orkowie# i !ho' 0akt ten z pewno !i$ nie szokowa w szerega!h organiza!ji skrytob%j!%w# owa my l wywoaa u modego !zarnoksinika lodowate dresz!ze. Niezalenie od tego# !zy !i dwaj strani!y byli lud-mi# !zy te nie# 5ogo !zu si wyra-nie nieswojo. (iedzia# e !ho' asasyni z pozoru nie s$ uzbrojeni# kady z ni!h ma przy sobie !a$ mas mier!iono ny!h narzdzi# a poza tym jest wyszkolony do zabijania goymi rkami. Po zako+!zeniu przeszukania dwaj wartowni!y wpu !ili modego !zarnoksinika do komnaty# po !zym !o0nli si do drzwi i zamarli w bezru!hu po obu strona!h wej !ia. 5ogo zapomnia o ni!h w momen!ie# gdy zostali z tyu# jego uwag przykuy bowiem dwie o wiele !iekawsze posta!ie. Najbliej niego siedzia !hudy may !zowie!zek " naturalnie jeeli to w og%le by !zowiek " z wygl$du zniewie !iay i najwyra-niej saby. Daz po raz pokasywa astmaty!znie. M!zyzna nie mia brody ani nawet zarostu# jego twarz bya zbyt !zysta i gadka jak na dorosego. Patrzy przed siebie przez p%przymknite# !ikie powieki# a jego wargi " zbyt grube i zbyt pene " wydaway si niemal karykatur$ dzie!i!y!h. M!zyzna# kt%ry siedzia naprze!iw niego# stanowi zupene prze!iwie+stwo !huderlaka. 5y to muskularny# wysoki osiek o penej# gstej rudej brodzie i !zuprynie oraz gruby!h apska!h# kt%re bez wysiku mogyby przeama' Datha na dwoje. Mimo to osiek " z tego# !o 5oygo wiedzia o No!ny!h Maska!h " wydawa si tu bardziej nie na miejs!u anieli sabeusz. Przy pasie mia zawieszony olbrzymi mie!z# a na jego !iele

widniay blizny# pami$tki wielu bitew. )dzienie m!zyzny r%wnie r%nio si od pre0erowanego przez asasyn%w. 9ego nadgarstki opinay szerokie sk%rzane bransolety skrz$!e si od drogi!h klejnot%w# a nienobiay pasz!z# kt%ry mia na sobie# wykonano ze sk%ry niezbyt okazaego p%no!nego nied-wiedzia. " .y jeste 5ogo Dath3 " spyta mikkim barytonem wikszy m!zyzna# a jego artykula!ja bya silniejsza i bardziej wysublimowana# ni !zarnoksinik si spodziewa. 5ogo potwierdzi. " 5$d- pozdrowiony# kompanie No!na Masko " odpar# po!hylaj$! nisko gow. Dudowosy spojrza na+ z za!iekawieniem. " Nie m%wiono mi# e podtrzymujesz jakiekolwiek zwi$zki z gildi$ " stwierdzi. " &yszaem# e odszede z organiza!ji na podstawie obustronnego porozumienia. 5ogo nerwowo przestpowa z nogi na nog. ,apa!i spor$ sumk# by przed trzema laty pozwolono mu porzu!i' szeregi No!ny!h Masek# ale pomimo wszystko nie udaoby mu si to# gdyby nie 0akt# i jego oj!ie! by wpywowym kup!em z (estgate# posiada polity!zne koneksje i $!zno ' z mro!zn$ gildi$. 6dyby nie to# 5ogo opu !iby organiza!j w spos%b typowy dla ty!h# kt%rzy de!ydowali si# aby z ni$ zerwa' " to zna!zy w trumnie. " .o do ' niezwyke ujrze' !zowieka# kt%ry twierdzi# i nalea niegdy do naszego uko!hanego bra!twa " rzu!i za!zepnie rudowosy# a jego wysublimowany gos wr!z o!ieka sarkazmem. 5ogo ponownie przest$pi niepewnie z nogi na nog i musia upomnie' samego siebie# i znajduje si w ,am!zysku .r%j!y# swoim domu# i e *ballister oraz 4origen pomimo !zsty!h drwin z pewno !i$ nie pozwol$# aby stao mu si !o zego. " .o bya nietypowa sytua!ja " odrzek# okazuj$! swoje zdenerwowanie nie!ierpliwym gestem# z jakim odgarn$ kosmyk br$zowy!h wos%w. " )dezwao si we mnie inne powoanie i rzu!io mnie do ' daleko od (estgate. 9ak widzi!ie# moje odej !ie przynioso nam wszystkim korzy !i. ,dobyem wadz# kt%rej nie jeste !ie sobie w stanie nawet wyobrazi'# i zostanie!ie sowi!ie wynagrodzeni za wypenienie dla mnie pewnego niewielkiego zadania. (ielkolud u mie!hn$ si# ewidentnie drwi$! ze s%w Datha na temat wadzy# i spojrza na swego mikrego kompana# kt%ry sprawia wraenie niezadowolonego z !aej tej sytua!ji. " :si$d- z nami " zwr%!i si do !zarnoksinika wielkolud. " 9estem 1ander# wykonaw!a zada+ taki!h jak to# kt%re zamierzasz nam zle!i'. Moim towarzyszem jest 4u!h# !zek wiel!e niezwyky i utalentowany. 5ogo usiad pomidzy nimi# ypi$! niepewnie to na jednego# to na drugiego.

" 9aki problem3 " spyta 1ander# przygl$daj$! mu si przez !hwil. " Nie " zapewni pospiesznie 5ogo. ,musi si# aby za!howa' spok%j. " Po prostu zdziwiem si# e wysano a tylu zab%j!%w do wykonania prostej egzeku!ji " przyzna. 1ander wybu!hn$ mie!hem# ale nagle urwa# a na jego twarzy pojawi si wyraz zdumienia. Fypn$ z ukosa na 4u!ha# a jego !iaem targny gwatowne konwulsje i nagle# ku zdumieniu Datha# on sam i jego rze!zy za!zy si rozrasta'. 8 tak ju spory mie!z powikszy si do giganty!zny!h rozmiar%w# a p%no!ny nied-wied-# z kt%rego 0utra uszyto peleryn# okaza si olbrzymi$ besti$. Poniewa 1ander siedzia# 5ogo nie by w stanie okre li' jego wzrostu# ale domy la si# i musi mierzy' dobry!h dziesi' st%p. " Airbolg3 " rzu!i retory!zne pytanie# rozpoznawszy ras olbrzyma. 5ogo by w krop!e. 9u sama obe!no ' w r%d No!ny!h Masek rudowosego giganta bya swego rodzaju ewenementem# ale eby jesz!ze 0irbolg3 6niewnie spojrzenie 1andera nie zagodniao. 9ego !iemne o!zy pod krza!zastymi brwiami widroway 4u!ha. &zybko jednak gigant zdoa wzi$' si w gar ' i ponownie rozpar si wygodnie na swoim miejs!u. (yba!z mi " rzek niespodziewanie do Datha. " Dze!zywi !ie jestem krewniakiem gigant%w# !ho' staram si nie ujawnia' mojej ponadludzkiej tosamo !i. " * wi! dla!zego...3 " za!z$ 5ogo. " Niedyskre!ja " przerwa szybko 1ander# a gboki ton jego gosu wskazywa# i nie y!zy sobie kontynuowania tego tematu. 5ogo nie zamierza wdawa' si w k%tnie z wa$!ym osiemset 0unt%w olbrzymem. &krzyowa de0ensywnym gestem r!e na podoku i usilnie stara si udawa' odpronego. " 7westionujesz nasz$ li!zb3 " zapyta 1ander# powr%!iwszy do pierwszego pytania !zarnoksinika. " Nie spodziewaem si was tak wielu " zrejterowa 5ogo. " No!ne Maski nie ryzykuj$ " odrzek z powag$ 1ander. " ;zsto tak bywa# e egzeku!je uwaane za proste okazuj$ si najtrudniejsze. My nie popeniamy bd%w# 8 dlatego za nasze usugi pobieramy tak wysokie honoraria. Przekrzywi na bok olbrzymi$ gow " do ' nietypowy gest jak na 0irbolga# pomy la 5ogo " i spojrza na mieszek zwisaj$!y przy sznurowym pasie Datha. Mody !zarnoksinik w lot poj$ niewypowiedzian$ aluzj# odpi$ mieszek od pasa i poda go 1anderowi. " Poowa " wyja ni. " .ak jak byo uzgodnione z twoimi zwierz!hnikami. " 8 twoimi " zauway pospiesznie 1ander nie !h!$!# by 5ogo uzyska nad nim przewag. " ;zarnoksinikiem *ballisterem# o ile mnie pami' nie myli.

5ogo nie odpowiedzia# nie potwierdzaj$! ani nie zaprze!zaj$!. " * ty bdziesz nam towarzyszy jako przedstawi!iel ,am!zyska .r%j!y3 " bardziej oznajmi# ni zapyta 1ander. " 9esz!ze jedna nietypowa okoli!zno '. " .o r%wnie byo uzgodnione " odrzek stanow!zo 5ogo# !ho' nieustanny ru!h pal!%w zaprze!za twardo !i jego gosu. " Przez obie strony " dorzu!i pospiesznie " przede wszystkim dlatego# e byem ongi !zonkiem waszej gildii i znam metody jej dziaania. 1ander zdusi w sobie !h' upusz!zenia odrobiny pary z nadtego modzie+!a. (iedzia# e *ballister zapa!i spor$ sumk ekstra# aby 5ogo m%g wzi$' udzia w realiza!ji tego zadania i 0akt %w nie mia ni! wsp%lnego z dawnymi zwi$zkami Datha z organiza!j$ asasyn%w. " (yrusz wraz z wami do ;arradoonu " !i$gn$ 5ogo " aby zoy' peny raport moim zwie... wsp%pra!ownikom. 1ander u mie!hn$ si pod nosem# wy!hwy!iwszy pomyk modzie+!a. " Niezalenie od tego# jak$ odegrasz rol w zabi!iu ;adderly=ego# nie wpynie to na wielko ' sumy pozostaej do wypa!enia No!nym Maskom. 5ogo pokiwa gow$. " 5d tylko obserwatorem# !hyba e ty# jako wykonaw!a i koordynator zle!enia# zade!ydujesz ina!zej " stwierdzi. " Mog zapyta' o twoj$ rol3 " 5ogo przerwa. (iedzia# e by' moe posuwa si za daleko# ale nie m%g pozwoli'# aby 1ander w tak prosty spos%b uzyska nad nim przewag. " (ydaje mi si ra!zej nieprawdopodobne# aby 0irbolg m%g kr$y' swobodnie po uli!a!h ;arradoonu. * !o z du!hem3 " )n si nie nazywa du!h# tylko 4u!h " u!i$ 1ander. " 8 lepiej dobrze to sobie zapamitaj. ;o si ty!zy mojej roli " doda nie!o agodniejszym tonem " nie powinno !i to interesowa'. 5ogo by mo!no zdumiony# i 1ander przej$ si bardziej dobrem 4u!ha ni wasnym# !ho' prze!ie niemal otwar!ie zakwestionowa przydatno ' 0irbolga w realiza!ji tego zadania. " 4u!h wykona wszelkie pra!e wstpne# zbierze in0orma!je i przygotuje !el " !i$gn$ 1ander. " Mam do dyspozy!ji dwudziestu wyszkolony!h asasyn%w# bdziemy wi! musieli zabezpie!zy' dla ni!h baz w pobliu# ale nie w samym ;arradoonie. 5ogo skin$ gow$# sysz$! to proste rozumowanie. " * zatem wyruszamy rano " !i$gn$ 1ander. " 9este got%w3 " )!zywi !ie. " Nasze spotkanie uwaam wi! za zako+!zone " oznajmi nagle asasyn# daj$! rk$ znak w stron drzwi. Naty!hmiast dwaj !zarno odziani wartowni!y stanli obok Datha#

aby wyprowadzi' go z komnaty. 5ogo# id$! wolno korytarzem# raz po raz popatrywa w stron drzwi. Airbolg i sabeusz3 (ydawao si to wiel!e nieprawdopodobne# ale by w r%d No!ny!h Masek zaledwie przez miesi$! i dzie+# nim za!z$ baga'# by pozwolono mu odej '# i musia przynajmniej wobe! siebie przyzna'# e wie bardzo niewiele na temat metod pra!y organiza!ji skrytob%j!%w. Niebawem zapomnia o 1anderze i 4u!hu# kon!entruj$! uwag na innym um%wionym spotkaniu. Na $danie *ballistera 5ogo mia spotka' si z 4ruzilem# by dowiedzie' si od niego jak najwi!ej na temat ;adderly=ego i jego towarzyszy. 8mp dwukrotnie mia do !zynienia z ;adderlym " w obu przypadka!h spotkania te okazay si dla ,am!zyska .r%j!y 0atalne w skutka!h " i wiedzia o nim wi!ej ni ktokolwiek inny. 5ogo rozpa!zliwie po$da tej wiedzy. 5y nie!o skonsternowany# e do realiza!ji zle!enia wyzna!zono a tyle No!ny!h Masek# nie dlatego jednak# i !h!ia da' ;adderly=emu szans u!ie!zki# ale dlatego# e sam !h!ia wzi$' udzia w ak!ji. Nade wszystko pragn$ u!zestni!zy' w zab%jstwie# pragn$ zyska' sobie sza!unek i uznanie *ballistera oraz " a moe przede wszystkim " 4origen. 5y zm!zony !i$gymi szykanami i mia do ' przezwiska 5oygo. 9ak !zuaby si wielka 4origen# kt%ra powr%!ia z &hilmisty bez swoi!h !enny!h pre!joz%w i z pogru!hotanymi spu!hnitymi do+mi# gdyby 5ogo przyni%s *ballisterowi gow jego u!i$liwego syna3 5$d- !o b$d-# to wa nie ;adderly by spraw!$ upokorzenia 4origen. 5ogo o miela si marzy'# e !zeka go wielki awans w hierar!hii ,am!zyska .r%j!y " ba# moe nawet udaoby mu si zosta' drugim !o do wano !i !zarnoksinikiem po samym *ballisterze3 4onie 4origen goiy si wolno " klery!y z twierdzy w$tpili# by niekt%re z jej pal!%w mogy si jesz!ze kiedy normalnie wyprostowa'. ,waywszy# e przy rzu!aniu zakl' niezbdne jest wykonywanie zoony!h i pre!yzyjny!h gest%w# kto m%g przewidzie'# jak$ przyszo ' ma przed sob$ 4origen3 5ogo gor$!zkowo zatar mikkie donie i pospieszy w stron komnaty# w kt%rej !zeka na+ 4ruzil# jego przewodnik ku lepszemu y!iu. CCC " 9ak miesz mi to robi'3 " warkn$ 0irbolg do swego kompana# gdy 5ogo wyszed z komnaty. 4waj wartowni!y r%wnie si oddalili. )lbrzym zerwa si z miejs!a i post$pi gro-nie krok w stron !hudziel!a. " Nie wiedziaem# e moje... e twoje !iao przybierze normalne rozmiary "

zaprotestowa may !zowie!zek# zagbiaj$! si nie!o bardziej w mikkie poduszki 0otela. " &$dziem# i !zar potrwa nie!o duej# przynajmniej do ko+!a spotkania. " Airbolg !hwy!i !zowie!zka za konierz i d-wign$ go w powietrze. " *!h# 1anderze " zamru!za olbrzym# a jego rysy wydaway si osobliwie spokojne. " 4rogi 1anderze. )bli!ze 0irbolga wykrzywi nagle grymas w !ieko !i. &zybkim !iosem trzasn$ !hudziel!a w twarz# gru!ho!z$! mu nos. ;ios otwart$ doni$ pozostawi na poli!zku !zowie!zka !zerwony# napu!hnity lad# po drugim razie oba poli!zki wygl$day jednakowo. Nagle 0irbolg ze zowrogim grymasem !hwy!i go za rk i zama mu ko ' przedramienia# tak e pal!e doni !hudziel!a musny jego okie'. 5i!ie trwao przez dobry!h kilka minut# a w ko+!u 0irbolg upu !i p%przytomnego m!zyzn na 0otel. " 9eeli jesz!ze raz mnie oszukasz... " ostrzeg rudowosy olbrzym. " 9eeli jesz!ze kiedykolwiek upokorzysz mnie na o!za!h kogo takiego jak 5ogo Dath# bd !i dr!zy# dop%ki nie za!zniesz baga'# abym !i zabi/ Niszy m!zyzna# prawdziwy 1ander# przyj$ pozy!j obronn$# osaniaj$! zaman$ rk. ;zu si przera-liwie bezbronny i przeraony# uwiziony w drobnym !iele sabeusza 4u!ha. " ;h! odzyska' moje !iao " powiedzia nagle 4u!h# dotykaj$! z odraz$ powoki 0irbolga. " 9este taki owosiony... &wdzi mnie !ae !iao/ 1ander usiad i skin$ gow$# pragn$! powr%!i' do swego prawdziwego !iaa. " Nie teraz " warkn$ do+ 4u!h. " Nie# dop%ki rany si nie zagoj$. Nie przyjm mego !iaa# dop%ki nie bdzie w idealnym stanie " rzek z na!iskiem. " .ak jak w%w!zas# kiedy !i je przekazywaem. 1ander osun$ si gbiej w 0otelu. .a gierka przez ostatni!h kilka lat nie!o mu zbrzyda# ale !zy mia inne wyj !ie3 Nie by w stanie umkn$' przed zowiesz!zymi rz$dami 4u!ha# nie potra0i si oprze' $daniom jego magii. 1ander ni!zego wi!ej nie pragn$# jak tylko powr%!i' do swej prawdziwej posta!i i dooy' zdrowo maemu !zowie!zkowi# ale wiedzia# e 4u!h po prostu raz jesz!ze zaini!jowaby zamian i w ten spos%b 1ander osobi !ie po!zuby b%l wasnego bezlitosnego ataku. (iedzia# e 4u!h biby go dalej " katusze trway niekiedy wiele godzin " dop%ki nie zaamaby si i pa!z$! rzewnymi zami# nie za!z$by baga' swego pana# aby przesta go torturowa'. :m!zony 0irbolg przyoy do+ do swego zamanego ludzkiego nosa. Dana ju za!za si goi' " b%l min$# krew r%wnie przestaa pyn$'. ,amane rami wyprostowao si ponownie# a 1ander !zu mrowienie towarzysz$!e $!zeniu si ko !i. 9esz!ze tylko par minut# pomy la# aby po!ieszy' samego siebie# i odzyskam moje !iao# moje silne !iao.

" ,a nie!a$ godzin odejd " rzek do niego 4u!h. 6ro-nie wymierzy pale! w kierunku 1andera. " Pamitaj# e jeste moim towarzyszem du!howym " ostrzeg. " Mog wr%!i' po !iebie# kiedy tylko ze!h!# niezalenie od dziel$!ej nas odlego !i# 1anderze. 1ander odwr%!i wzrok# nie potra0i zaprze!zy' gro-bie. 7t%rego razu usiowa u!ie! przed tym koszmarem# dotar a do 6%r 6rzbietu <wiata# ale 4u!h oddalony o tysi$!e mil odnalaz go i wymusi zamian !ia. *by pokaza' 1anderowi# e jego wysiki mijaj$ si z !elem# 4u!h bezlito nie zamordowa kilku 0irbolg%w " krewniak%w 1andera# w tym take jego brata. Miao to miejs!e na rzadko u!zsz!zanym g%rskim szlaku na ws!h%d od Mirabar. 1ander doskonale pamita ow$ przeraaj$!$ !hwil# kiedy 4u!h odda mu jego !iao trzymaj$!e w giganty!znej doni lew$ rk jego najstarszego syna. Po powro!ie do (estgate 1ander zabi 4u!ha# nieomal zmiataj$! mu gow z ramion# le!z ju w tydzie+ p%-niej u mie!hnity 4u!h wmaszerowa do obozu wojownika. 1ander przerwa rozmy lania i zlustrowa swego znienawidzonego kompana. 4u!h nad nim g%rowa " na jednej doni nosi bia$# a na drugiej !zarn$ rkawi!zk# na szyi za na zotym a+!uszku znajome# oprawione w zoto zwier!iadeko. Airbolg klasn$ w donie# a 1ander odni%s wraenie# jakby unosi si w powietrzu. 9ego bez!ielesny du!h obejrza si# by spojrze' z pogard$ na sab$# !hud$ sylwetk roz!i$gnit$ na pododze# po !zym odwr%!i wzrok w kierunku ogromnego bior!y. Po!zu rozdzieraj$!y# pal$!y b%l i wszed w !iao 0irbolga. 9ego du!h przez !hwil wier!i si i mo !i# usiuj$! usadowi' si wygodnie w swym prawdziwym !iele i przyzwy!zai' 1andera do nowej powoki. 4u!h otrz$sn$ si z paranormalnego przej !ia szyb!iej ni 1ander " jak zawsze zreszt$. &iedz$! wygodnie w 0otelu# przygl$da si uwanie odzyskuj$!emu z wolna przytomno ' olbrzymowi. .eraz !hudziele! mia rkawi!zki i zwier!iadeko " magi!zne arte0akty zawsze przemiesz!zay si wraz ze swym panem. 7iedy tylko stao si jasne# e 1ander go nie zaatakuje# 4u!h za!isn$ donie w pi !i i zmruy powieki. Dkawi!e i lusterko zniky# ale 1ander z bolesnego do wiad!zenia wiedzia# i w kadej !hwili mogy zosta' ponownie przywoane. " )dejdziesz# tak jak zostao zaplanowane# z oddziaem i modym !zarnoksinikiem " oznajmi 4u!h. " ;o z tym 5ogo Dathem3 " spyta 1ander. " Nie u0am mu. " .o nie ma zna!zenia " odrzek 4u!h. " Prze!ie# b$d- !o b$d-# mnie r%wnie nie u0asz# ale wiem# e uwielbiasz moj$ gor$!$ osobowo '.

1ander mia o!hot pi !i$ zetrze' u mie!h zdobi$!y w$skie wargi 4u!ha. " ;zarnoksinik ma nam towarzyszy' " oznajmi 4u!h. " *ballister zapa!i spor$ sumk# aby my ze!h!ieli zabra' ze sob$ Datha# i zota jest a nadto# by zrekompensowa' nam t drobn$ niedogodno '. " ( jakim !elu3 " spyta 1ander# jak zawsze zdumiony ni'mi z pozoru bezsensownej intrygi utkanej przez ludzi# kt%rzy z honorem ra!zej nigdy nie mieli wiele wsp%lnego. " *ballister wierzy# e wysyaj$! z nami emisariusza# zawsze bdzie na bie$!o zna' sytua!j " wyja ni 4u!h. " ;zarnoksinik !ierpi na g%d in0orma!ji. Pragnie wiedzie' o wszystkim# !o si dzieje. Nie moe pogodzi' si z 0aktem# i mogoby mu umkn$' !o # !o bezpo rednio lub po rednio wywaroby p%-niej na niego jaki wpyw. 1ander zrozumia. 4o tej pory tylko raz spotka si z *ballisterem# 4u!h za rozmawia z wymizerowanym !zarnoksinikiem zaledwie trzykrotnie. Airbolg nie w$tpi jednak w prawdziwo ' jego s%w. May !zowie!zek by niewiarygodnie wr!z do!iekliwy i jak mao kto umia rozgryza' ludzkie !haraktery " jednak jego podstawow$ zalet$ bya zdolno ' odnajdywania w ludzia!h i!h wad i sabo !i# a nastpnie wykorzystywania tego prze!iwko nim. CCC Mody u!ze+ zamruga powiekami w struga!h jasnego porannego wiata# kt%re pyno od strony 9eziora 8mpresk i wpadao do jego pokoju przez drzwi balkonowe. Na stoliku obok ;adderly=ego staa ta!a ze niadaniem " dodatkowe por!je " jak zauway i u mie!hn$ si. .o bya ap%wka. ( ten spos%b 5rennan !h!ia podzikowa' ;adderly=emu za nieustaj$!$ dyskre!j. Aredegar nie byby zadowolony# gdyby si dowiedzia# gdzie !hopak spdzi wie!z%r. ;adderly rze!zywi !ie by godny# a jado prezentowao si smakowi!ie. 7iedy jednak rzu!i okiem na otwart$ 7sig :niwersalnej @armonii le$!$ na pulpi!ie przy oknie# po!zu duo bardziej dotkliwe i nieposkromione u!zu!ie godu. (zi$ jednego biszkopta i podszed do pulpitu. 9ak wielokrotnie w!ze niej# tak i teraz ;adderly po!hania stroni!e i widniej$!e na ni!h rozmyte w plamy sowa szyb!iej# anieli mogo zarejestrowa' je oko. Przejrza ksig w !i$gu kilku minut# po !zym nieomal rozpa!zliwie powt%rzy t !zynno '# staraj$! si nie przerywa' rozbrzmiewaj$!ej w jego wntrzu tajemni!zej pie ni. ;adderly nie wiedzia# ile razy przekartkowa prastary wolumin. 7iedy 5rennan przyni%s mu obiad# a nastpnie wie!zerz# nie uni%s wzroku znad pulpitu# zasu!hany w pie + ksigi.

,apada zmierz!h# le!z on !zyta dalej. ( pierwszej !hwili# kiedy w pokoju zrobio si za !iemno# by m%g kontynuowa' lektur# mia zamiar wsta' i zapali' lamp# ale nie !h!ia tra!i' !zasu# jaki musiaby po wi!i' na wykonanie tej !zynno !i. Na wp% wiadomie przypomnia sobie pewn$ stroni! z ksigi# jej sz!zeg%ln$ melodi " wypowiedzia kilka prosty!h s%w i naty!hmiast pok%j wypeni si wiatem. &trumie+ pie ni zosta przerwany. ;adderly oderwa si od lektury# usiad wygodniej i mrugaj$! powiekami# nie m%g nadziwi' si temu# !o przed !hwil$ u!zyni. Powt%rzy w my la!h posz!zeg%lne !zynno !i i raz jesz!ze przypomnia sobie t sam$ stroni! ksigi. Pamita j$ doskonale. Ponownie zaintonowa pie +# zmieniaj$! nie!o ak!enty i zastpuj$!e dwa sowa innymi. <wiato zgaso. 4r$! wsta z krzesa i pooy si do %ka. ,akry o!zy przedramieniem# jakby ten gest m%g przesoni' niepokoj$!e wspomnienie tego# !o si przed !hwil$ wydarzyo. " Dano spotkam si z !zarodziejem " wyszepta go no. " )n zrozumie. " *ni przez !hwil w to nie wierzy# ale nie !h!ia przyj$' do wiadomo !i prawdy. " Dano " wyszepta ponownie# szukaj$! uspokojenia w obj!ia!h snu. <wit jednak by bardzo odlegy " modego u!znia dzielio od niego jesz!ze wiele godzin snu i mro!zny!h koszmar%w. CCC Per!i2al jednym susem znalaz si przy oknie " nie# nie przy oknie " przy drzwia!h na taras. ;adderly nie m%g si nadziwi' osobliwemu widokowi# gdy przy ogromnej wiewi%r!e drzwi balkonowe wygl$day ra!zej jak niewielkie okno. .o by Per!i2al " ;adderly naty!hmiast si tego domy li " ale dla!zego mia sze ' st%p wzrostu3 5iaa wiewi%rka wesza do pokoju i podesza do niego. ;adderly wy!i$gn$ rk# aby j$ pogaska'# ale Per!i2al odsko!zy# a potem rzu!i si ku niemu. &porej teraz wielko !i pazury zwierz!ia rozszarpay mieszki przy pasie ;adderly=ego. Modzienie! usiowa protestowa'# ale jeden z mieszk%w rozdar si od g%ry do dou i na podog posypaa si lawina orze!h%w. &etki orze!h%w/ .ysi$!e/ 6iganty!zna wiewi%rka wpy!haa je sobie do pysz!zka gar !iami i niebawem podoga zn%w bya !zysta. " 4ok$d idziesz3 " ;adderly usysza wasny gos# kiedy wiewi%rka wybiega z pokoju. 4rzwi jakim sposobem zn%w byy zamknite# ale Per!i2al bezlito nie je

staranowa i wyrwa z zawias%w. ( !hwil potem przesko!zy nad por!z$ balkonu i znikn$. ;adderly usiad na %ku " ale to nie byo jego %ko# nie znajdowa si bowiem w swoim pokoju. Eea !hyba w izbie rekrea!yjnej obery. (iedzia# e jest bardzo p%-no i bardzo !i!ho. Nie by sam " !zu za sob$ !zyj$ widmow$ obe!no '. ,ebrawszy w sobie resztki odwagi# odwr%!i si. 7rzykn$# a gos# kt%ry wyrwa si z jego pu!# by okrzykiem !zystej# nieskrywanej rozpa!zy. Na jednym z may!h okr$gy!h stolik%w lea bezwadnie Przeoony na 7siga!h *2ery# mentor i zastp!zy oj!ie! ;adderly=ego. Mia rozpatan$ klatk piersiow$. ;adderly nie musia pod!hodzi' bliej# aby wiedzie'# e *2ery &!hell nie yje i e wyrwano mu ser!e. ;adderly usiad na %ku " i teraz to 0akty!znie byo jego %ko. ( pokoju panowaa !isza " jeeli nie li!zy' przypadkowego stukotu poruszany!h no!nym wiatrem drzwi balkonowy!h. Na niebie widniaa tar!za ksiy!a w peni " jego srebrzysty blask wpywa przez okno do pokoju# na pododze igray pynne !ienie. &pok%j nie zdoa jednak zatrze' w pami!i ;adderly=ego wspomnie+ upiornego snu. Mody u!ze+ ponownie usiowa przypomnie' sobie konkretn$ stron w 7sidze :niwersalnej @armonii# przypomnie' sobie pie + zakl!ia i sk$pa' izb w powodzi wiata. 5y zm!zony i zakopotany " ani tego dnia# ani w!zoraj prakty!znie ni! nie jad. (izja kartki woluminu nie pojawia si jednak# tote lea przeraony nieru!homo w sabym# mtnym blasku. 9edynym wiatem bya pyn$!a z zewn$trz srebrzysta ksiy!owa po wiata. * do witu byo jesz!ze daleko.

'
Po%r(t do do)* Nieprzerwany strumie+ wrzask%w prowadzi 4ani! i bra!i 5ouldershoulder%w# kiedy wdrowali korytarzami pierwszego pitra poudniowego skrzyda 5iblioteki Naukowej. ,anim jesz!ze dotarli do jego gabinetu# wszys!y troje zorientowali si# e krzy!zy Przeoony na 7siga!h *2ery. Po szepta!h# kt%re i!h przywitay# domy lili si# e !elem sownego ataku jest 7ierkan Du0o. " 4obrze# e wr%!ili !ie " rozlego si z boku. Podesza do ni!h Przeoona na 7siga!h Pertelopa. : mie!hna si !iepo. 9ak to od niedawna miaa w zwy!zaju# nosia pow%!zyst$ sukni z drugimi rkawami i rkawi!zki. Nie byo wida' ani !ala jej sk%ry poniej szyi# a obli!ze# okolone gstw$ szpakowaty!h wos%w# wydawao si dziwnie nierze!zywiste# jakby zawieszone po r%d bezdennej pustki. " )bawiaam si# e potra!i!ie gowy dla &hilmisty# !o w grun!ie rze!zy byoby !akiem zrozumiale " stwierdzia przeoona bez odrobiny emo!ji w swym jak zawsze spokojnym gosie. " 6dzie tam/ " pry!hn$ 82an# gwatownie potrz$saj$! gow$. " .o je mniejs!e el0%w# nie dla mnie. Pikel kopn$ go w gole+ i obaj bra!ia dugo i zawzi!ie za!zli mierzy' si wzrokiem. " &hilmista jest pikna " przyznaa 4ani!a. " ,wasz!za gdy o!zy !ili my j$ z potwor%w. (ygl$da tak# jakby !ienie pusz!zy odrobin przeja niay. Pertelopa pokiwaa gow$ i zn%w si u mie!hna. " 8dzie!ie spotka' si z *2erym3 " 5yo to bardziej stwierdzenie ni pytanie. " .o nasz obowi$zek " odrzeka 4ani!a. " *le zdaje si# nie jest dzi w dobrym humorze. " Mi si wydaje# !o Du0o moe popsu' kademu dzie+ " wtr$!i 82an. Pertelopa ponownie pokiwaa gow$ i u mie!hna si z pewnym wysikiem. " Nie bdzie atwo zapomnie' o tym# !o Du0o u!zyni w pusz!zy " wyja nia. " Mody kapan musi sporo z siebie da'# jeeli !h!e ponownie zaskarbi' sobie aski przeoony!h# a zwasz!za Przeoonego na 7siga!h *2ery=ego. " 4obrze mu tak/ " pry!hn$ 82an. " )joj/ " doda Pikel. " &yszaam# e Du0o zosta ju w pewien spos%b ukarany " !i$gna nieustpliwie Pertelopa# wpatruj$! si zna!z$!o w pi ' 4aniki.

4ani!a mimowolnie s!howaa r!e za ple!ami. Nie moga zaprze!zy'# e znokautowaa Du0a# kiedy za!z$ si skary' na swoi!h przyja!i%. Nie moga r%wnie ukry'# e zrobia to z przyjemno !i$. .yle e teraz przyjdzie jej za to zapa!i'. Pertelopa wy!zua zaenowanie modej kobiety i !zym prdzej zmienia temat. " 7iedy sko+!zysz rozmawia' z przeoonym *2erym " powiedziaa do 4aniki " przyjd- do mnie. Mamy sporo do om%wienia. 4ani!a wiedziaa# e Pertelopa m%wi o ;adderlym# i !h!iaa tu# teraz# zaraz# zada' przeoonej dziesi$tki pyta+. )state!znie jednak tylko w mil!zeniu pokiwaa gow$. (iedziaa# !o naley do jej obowi$zk%w# i zdawaa sobie spraw# i jej pragnienia bd$ musiay za!zeka'. (raliwa przeoona u mie!hna si zna!z$!o. " P%-niej " powiedziaa# po !zym mrugna do modej kobiety i oddalia si. 4ani!a patrzya# jak Pertelopa od!hodzi# a kademu jej krokowi towarzyszyo tysi$! my li o ;adderlym. 7uksanie! 82ana przypomnia jej# e p%ki !o# maj$ inne problemy. , wahaniem odwr%!ia si ponownie w stron krasnolud%w. " 9este !ie gotowi stawi' !zoa *2ery=emu3 82an za!hi!hota zowiesz!zo. " Ni martw si " zapewni# !hwytaj$! dziew!zyn za rk i prowadz$! do gabinetu korpulentnego przeoonego. " 9eeli tyn grubas powi !i !o za duo# zagroem mu# !o dostanie mniejsze por!je przy obiedzie. 9ak si ji ku!harzem# to mo si wadze/ 4ani!a nie zaprze!zya# ale nie !zua si spe!jalnie podbudowana# kiedy zbliaa si do drzwi# zza kt%ry!h do!hodziy wrzaski *2ery=ego. " (ym%wki/ " ry!za przeoony. " &tale tylko wym%wki/ 4la!zego nie przyjmiesz odpowiedzialno !i za to# !o zrobie 3 " 9a nie... " :syszeli potulne tuma!zenia Du0a# ale *2ery nie pozwoli mu doko+!zy'. " (a nie# e tak/ " krzykn$ przeoony. " ,dradzie i!h temu plugawemu impowi# i to nie jeden raz/ " Nastaa !hwila !iszy# po !zym zn%w rozleg si gos *2ery=ego# tym razem ju spokojniejszy. " ( tym# !o u!zynie p%-niej# wykazae si jako tak$ odwag$# przyznaj " stwierdzi " ale to za mao. Nie my l# e zdrada zostaa !i wyba!zona. * teraz wra!aj do swoi!h obowi$zk%w i wiedz# e kade# nawet najmniejsze u!hybienie drogo !i bdzie kosztowao. 4rzwi si otworzyy i z gabinetu wyszed wymizerowany Du0o. (ydawa si niezadowolony# gdy ujrza przed sob$ 4ani! i dwa krasnoludy. " ,dziwiony3 " spyta 82an z promiennym u mie!hem. 7o !isty m!zyzna prze!hyli si niezna!znie i prze!zesa pal!ami gst$ !iemn$ !zupryn. 9ego !zarne o!zy wodziy z boku na bok jakby w poszukiwaniu drogi u!ie!zki.

Nie maj$! innego wyboru# Du0o prze!isn$ si pomidzy 4ani!$ a Pikelem i !zym prdzej sobie poszed# wyra-nie zakopotany. " Poprawilim !i humor# !o3 " zawoa za nim krasnolud# rozkoszuj$! si konsterna!j$ kapana. " .ro!h to trwao# zanim askawie zdoali !ie do mnie dotrze' " dobieg i!h zjadliwy gos z wntrza pokoju. .r%jka przyja!i% spojrzaa w t stron# by ujrze' przeoonego *2ery=ego. " :!h# o!h " mrukn$ Pikel# ale 82an tylko parskn$ i wmaszerowa do gabinetu. ,atrzyma si tu przed solidnym dbowym biurkiem *2ery=ego. 4ani!a i Pikel tro!h bardziej si wahali. 6niew *2ery=ego wyra-nie przygas. 7orpulentny przeoony wyj$ z kieszeni !hustk i otar ni$ pu!oowat$ spo!on$ twarz. " Nie wierzyem# e wr%!i!ie " oznajmi zdyszany. Powi%d wzrokiem po twarza!h 82ana i Pikela. " &ugerowaem nawet dziekanowi .hobi!usowi# aby za!z$ szuka' nowy!h ku!harzy. " 5ez obawy " zapewni go 82an# ukoniwszy si tak nisko# e ko+!ami swej %tej brody zami%t podog. " Panowie waszy!h oondk%w wa nie wr%!ili. Pikel pisn$ rado nie# ale ponowne ypni!ie *2ery=ego u wiadomio mu# e przeoony nie podziela dobrego humoru krasnolud%w. " 5dziemy# rze!z jasna# potrzebowa' penego raportu o waszym poby!ie w &hilmi !ie# pisemnego raportu " powiedzia# przekadaj$! kilka kartek na biurku. " 9a nie piszem " odparowa 82an " ale mogie !i ugotowa' gulasz na gobliniem u!hu. .o w peni podsumuje to# !%em robi we w lesie. Na te sowa nawet 4ani!a nie bya w stanie stumi' !hi!hotu. " * wi! pomoe wam lady Maupoissant " rzek *2ery# artykuuj$! powoli sowa# by da' im do zrozumienia# e w!ale mu nie do mie!hu. " Na kiedy ma by' ten raport3 " spytaa 4ani!a w nadziei# e bdzie miaa na napisanie go !a$ zim. My lami bya w ;arradoonie# przy ;adderlym# zastanawiaa si# !zy nie popenia bdu# udaj$! si do biblioteki zamiast bezpo rednio do ;arradoonu. " ,a trzy dni masz si spotka' z dziekanem .hobi!usem " poin0ormowa j$ *2ery " .o powinno !i wystar!zy'... " Niemoliwe " zaprotestowaa 4ani!a. " &potkam si z dziekanem jesz!ze dzi albo jutro rano# ale... " ,a trzy dni " powt%rzy *2ery. " 6ra0iku dziekana nie mona zmienia'# lady Maupoissant. " Ponownie zwra!a si do niej po nazwisku# by# o !zym 4ani!a wiedziaa# da' jej do zrozumienia# e naprawd jest rozsierdzony.

Mniszka po!zua si jak w puap!e. " Nie nale do waszego zakonu " przypomniaa tu !io!howi. " Nie podlegam... *2ery ponownie nie da jej doko+!zy'. " ,robisz# !o !i ka " u!i$ pospnie. " Nie my l# e to# !o u!zynia w &hilmi !ie# zostanie zapomniane lub wyba!zone. 4ani!a !o0na si o krok. 82an# tyle rozgniewany# !o zakopotany# podsko!zy na pal!a!h i ypn$ na *2ery=ego. " @3 " wymamrota oszoomiony Pikel. " 9ak powiedziaem " oznajmi *2ery# uderzaj$! !ik$ pi !i$ w biurko. " (szys!y za!howali !ie si bohatersko# zar%wno w &hilmi !ie jak i w!ze niej# kiedy kapan za i jego plugawa kl$twa zaatakowali bibliotek# niemniej to nie usprawiedliwia twojego postpowania# lady Maupoissant. 4ani!a miaa o!hot krzykn$' G9akiego postpowania3/H# ale gniew dawi jej gardo. " :derzya go " wyja ni w ko+!u *2ery. " , premedyta!j$ zaatakowaa Du0a# kapana 4eneira# przedstawi!iela 5iblioteki Naukowej. " &am si o to prosi " odparowa 82an. *2ery u mie!hn$ si z przymusem. " 9ako w to nie w$tpi " przyzna i przez !hwil by taki jak dawniej. " Mimo to s$ pewne zasady doty!z$!e takiego za!howania. " (bi wzrok w br$zowe o!zy 4aniki. " 6dybym wykorzysta oskarenia Du0a prze!iwko tobie# zostaaby doywotnio usunita z biblioteki. ,astan%w si nad tym " !i$gn$ *2ery# daj$! 4ani!e i dwom krasnoludom !hwil do namysu. " .u s$ wszystkie teksty# kt%re !i interesuj$# wszystkie znane dziea (ielkiego Mistrza Penpahga 4=*hna. (iem# jak drogie s$ !i twoje studia. " 4la!zego wi! mi grozisz3 " zapytaa 4ani!a. )dgarna z !zoa nies0orny kosmyk wos%w i skrzyowaa r!e przed sob$. " 9eeli popeniam b$d# uderzaj$! Du0a# nie!h i tak bdzie# ale gdyby podobna sytua!ja si powt%rzya# gdybym po tylu !iki!h przej !ia!h i takim rozlewie krwi musiaa wysu!hiwa' jego uala+ i utyskiwa+ pod adresem swoim i przyja!i%# nie jestem pewna# !zy nie zrobiabym tego ponownie. " )joj " potakn$ Pikel. " &am si o to prosi " powt%rzy 82an. *2ery uspokajaj$!o ma!hn$ rk$. " ,goda " mrukn$. " ,apewniam !i# e nie zamierzam wykorzystywa' oskare+ Du0a. ( zamian jednak $dam# aby zrobia dla mnie ty!h kilka rze!zy# o kt%re prosiem. &porz$d- raport i spotkaj si z dziekanem .hobi!usem za trzy dni# zgodnie z jego pole!eniem. Masz moje sowo# e oskarenia Du0a nie bd$ ju wi!ej brane pod uwag# zar%wno wzgldem !iebie# jak i wobe! kogokolwiek innego. 4ani!a zdmu!hna sprzed twarzy 0iglarny kosmyk# a *2ery pomy la# e west!hna z rezygna!j$.

" ) ile mi wiadomo# ;adderly miewa si dobrze " rzek p%gosem przeoony. 4ani!a skrzywia si. 4-wik tego imienia ponownie oywi w niej ukryte lki i bolesne wspomnienia. " Mieszka w przedniej obery o nazwie 4ragon=s ;odpie!e " !i$gn$. " )berysta Aredegar ma za zadanie !zuwa' nad ;adderlym# !ho' nie jest to trudne# jako e on rzadko opusz!za sw%j pok%j. Bwidentne zatroskanie korpulentnego przeoonego losami ;adderly=ego przypomniao 4ani!e# e *2ery nie jest nieprzyja-nie nastawiony ani do niej# ani do jej uko!hanego. ,rozumiaa r%wnie# e pospny nastr%j *2ery=ego wynika najprawdopodobniej z tej samej przy!zyny# kt%ra dr!zya r%wnie i j$ " ;adderly spdzi w bibliote!e tylko tyle !zasu# by spakowa' swoje rze!zy# i odszed. M%g prze!ie ju nigdy nie wr%!i' do domu. " 4zi po poudniu wyjedam do ;arradoonu " oznajmi *2ery. " 9est kilka nie !ierpi$!y!h zwoki spraw pomidzy miejskimi notablami a przeoonymi# kt%re naley zaatwi'. (isi nad nami gro-ba wojny... ale !%# nie przejmuj!ie si tym. ,asuyli !ie przynajmniej na kilka dni odpo!zynku. 4ani!a zrozumiaa implika!j zawart$ w sowa!h przeoonego. Niew$tpliwie istniao wiele spraw do zaatwienia midzy miastem a bibliotek$# niemniej jednak uznaa za mao prawdopodobne# aby *2ery# kt%rego zadaniem bya opieka i zwierz!hni!two nad modymi kapanami# mia zosta' reprezentantem biblioteki w nego!ja!ja!h z ;arradoonem. *2ery musia zgosi' si na o!hotnika# domy lia si 4ani!a# i zapewne nie !hodzio tu w!ale o zagroenie region%w# ale !o zgoa innego. (yjazd do ;arradoonu by jedynie pretekstem# aby sprawdzi'# !o si dzieje z ;adderlym# modym kapanem# kt%rego ko!ha jak wasnego syna. 4ani!a i krasnoludy odeszli. 5ra!ia wy!hodz$! z gabinetu# zajli strategi!zne pozy!je po boka!h dziew!zyny. " Ni martw si " po!ieszy j$82an. " Niedugo ja i m%j brat musim poje!ha' do miasta po zapasy na zim. &ko+!z# !o masz do zrobienia i spotkaj si z dziekanem# a potym wybierzem si do ;arradoonu we tr%jkie. (prawdzie to niedaleko# ale w te!h !zasa!h lepi# !oby nie waynsaa si po g%ra!h w pojedynkie. Pikel pokiwa gow$ i rozdzielili si " krasnoludy zeszy po s!hoda!h do ku!hni# a 4ani!a udaa si do swego pokoju. &twierdzia# e obaj bra!ia r%wnie tskni$ za ;adderlym. Potrz$sna wosami# kt%re sigay jej teraz kilka !ali poniej ramion# jakby ta symboli!zna !zynno ' pozwolia jej !ho' na !hwil zapomnie' o dr!z$!y!h kopota!h. 9ednak tak jak nies0orne kosmyki# kt%re niebawem ponownie opady jej na o!zy# ukrywane gboko w ser!u troski i niepokoje r%wnie powr%!iy.

Dozpa!zliwie pragna zoba!zy' ;adderly=ego# przytuli' go i u!aowa'# jednak z drugiej strony obawiaa si tego spotkania. 6dyby mody u!ze+ ponownie j$ odrzu!i# tak jak w &hilmi !ie# !ae jej y!ie i oddanie studiom bezpowrotnie stra!ioby sw%j sens. CCC " Nie widziaam wiele " przyznaa 4ani!a# zmieniaj$! nie!o pozy!j na brzegu mikkiego oa przeoonej Pertelopy. " Przygotowywaam si do nad!i$gaj$!ej bitwy. .rzymaam wart. (iedziaam# e ;adderly i Blbereth bd$ bezbronni# przeprowadzaj$! rytua przywoania drzew. " *le jeste przekonana# e ;adderly odegra rol w tym przywoaniu3 " na!iskaa Pertelopa# powtarzaj$! pytanie !hyba po raz pi$ty. )dziana w sw%j !odzienny str%j siedziaa tu obok 4aniki. " .o nie by tylko ksi$ el0%w3 4ani!a pokr!ia gow$. " &yszaam pie + ;adderly=ego " usiowaa wyja nia'. " 5yo w niej !o ... jakby wewntrzna mo!... " &zukaa wa !iwy!h s%w# ale jak moga wyrazi' to# !o w%w!zas !zua3 .o# !o si wydarzyo w &hilmi !ie# kiedy ;adderly i Blbereth obudzili wielkie dby# grani!zyo w jej o!za!h nieomal z !udem. * !ud%w nie spos%b opisa' sowami. " ;adderly powiedzia mi# e odegra w tym swoj$ rol " powiedziaa w ko+!u zakopotana mniszka. " .o przywoanie byo !zym wi!ej anieli prostym powt%rzeniem prastary!h s%w. M%wi o gromadzeniu energii# stanie umysu# dziki kt%remu przeni%s si do wiata drzew# zanim dby zostay obudzone i zanim skoni je do udzielenia nam pomo!y. Pertelopa powoli pokiwaa gow$# rozwaaj$! usyszane przed !hwil$ sowa. Nie w$tpia w sz!zero ' 4aniki ani w tajemni!z$# narastaj$!$ mo! ;adderly=ego. " * rana !zarodzieja el0%w3 " spytaa. " ,godnie ze sowami Blberetha w%!znia zagbia si na stop w bok .intagela " odrzeka 4ani!a. " 9ego odzienie byo !ae we krwi# sama to widziaam# i Blbereth nie li!zy# e !zarodziej poyje dugo. Mimo to# kiedy zoba!zyam go w p% godziny po tym# jak zosta ranny# by niemal zdrowy i ponownie rzu!a zakl!ia prze!iwko naszym wrogom. " Pod!zas pobytu w bibliote!e widziaa e0ekty zakl' uzdrawiaj$!y!h " stwierdzia Pertelopa# usiuj$! ukry' podnie!enie. " Na przykad# kiedy kapan )ghmy# wal!z$! z tob$# zama rk. " .o bya pestka w por%wnaniu z tym# !zego dokona ;adderly " zapewnia j$

4ani!a. " ,godnie z rela!j$ Blberetha# przyoy tylko do+ do brzu!ha !zarnoksinika i rana pod jego pal!ami naty!hmiast sama za!za si zasklepia'. Pertelopa zn%w skina gow$ i mil!zaa przez dusz$ !hwil. Powtarzanie wszystkiego od po!z$tku mijao si z !elem. 4ani!a sz!zerze i otwar!ie opowiedziaa jej o tym# !o widziaa. Pertelopa wpatrywaa si przez duszy !zas przed siebie niewidz$!ymi o!zami# a w ko+!u spojrzenie jej br$zowy!h -reni! ponownie pado na 4ani!I Moda mniszka w mil!zeniu siedziaa na %ku# pogr$ona w rozmy lania!h. )!zy Pertelopy wy!hwy!iy !ie+# kt%ry pojawi si na ramieniu 4aniki# sylwetk drobnej kobiety# kt%ra draa i nerwowo rozgl$daa si dokoa. , !iaa modej mniszki biy 0ale !iepa# a jej odde!h " z pozoru r%wny i spokojny " nie zdoa ukry' przed !zujnym wzrokiem Pertelopy trawi$!y!h j$ lk%w. 4ani!a bya pena namitno !i i stra!hu " przeoona doskonale o tym wiedziaa. &ama my l o ;adderlym budzia w jej wntrzu prawdziw$ burz u!zu'. Pertelopa odegnaa niewidzialne dla inny!h wizje# ko+!z$! odleg$ pie +# kt%ra rozlegaa si gboko w jej my la!h# i uspokajaj$!ym gestem pooya do+ na ramieniu 4aniki. " 4zikuj# e przysza # aby dotrzyma' mi towarzystwa " powiedziaa. " 5ardzo mi pomoga # i jak s$dz# r%wnie ;adderly=emu. Na twarzy 4aniki pojawi si wyraz zakopotania. Pertelopa aowaa# e musi by' taka tajemni!za wobe! osoby tak bliskiej ser!u ;adderly=ego# wiedziaa jednak# i 4ani!a nie zrozumiaaby mo!y# z kt%rymi przyszo zetkn$' si modemu kapanowi. .e same mo!e towarzyszyy Pertelopie od blisko dwudziestu lat# ale nawet ona nie bya pewna# !zy wa !iwie je pojmuje. &krzypno %ko. 4ani!a wstaa. " Musz ju i ' " wyja nia# spogl$daj$! na drzwi. " 9eeli sobie y!zysz# mog przyj ' znowu... " Nie ma potrzeby " odpara z !iepym u mie!hem przeoona. " ;hyba e sama bdziesz miaa o!hot na pogawdk " dodaa pospiesznie. ,n%w si skupia i pie + rozbrzmiaa w jej wntrzu# dziki !zemu wesza na odmienny# nadnaturalny poziom per!ep!ji. Na ramieniu 4aniki w!i$ siedzia !ie+ kobiety# ale wydawa si teraz nie!o spokojniejszy# a odde!h mniszki si ustabilizowa. >ar jednak nie wygas " witalna energia penej namitno !i modej dziew!zyny przeradzaj$!ej si w prawdziw$ kobiet. 7iedy 4ani!a wysza# klamka w drzwia!h# kt%rej dotkna# jesz!ze przez !hwil pulsowaa jasnym wiatem. Pertelopa wydaa z siebie prze!i$ge west!hnienie. ,dja rkawi!zk# by podrapa'

znajduj$!$ si pod ni$ rekini$ sk%r# i powr%!ia my lami do okresu# kiedy 4eneir j$ wybra " lub przekl$ " jak jej si niekiedy wydawao. Przypomniaa sobie# !o w%w!zas przeya. : mie!hna si pod nosem. " Nie# to nie byo przekle+stwo " powiedziaa w gos# unosz$! wzrok do su0itu# jakby kierowaa te sowa do jakiej wyszej istoty. Pie + zabrzmiaa dono niej w jej my la!h# uniwersalna harmonia# jak$ syszaa po tysi$!kro'# przewra!aj$! strony ksigi# kt%r$ przekazaa ;adderly=emu. ,atopia si w tej pie ni i upojona jej d-wikami zjedno!zya ze swoim najuko!ha+szym bogiem. " * wi! wybrae ;adderly=ego " wyszeptaa. Nie o!zekiwaa odpowiedzi i takowej nie otrzymaa. " ( prze!iwnym razie nie m%gby dokona' wszystki!h ty!h !ud%w w pusz!zy el0%w " !i$gna# wypowiadaj$! go no wnioski wysnute na podstawie przypusz!ze+. " >al mi go# a zarazem zazdrosz!z mu# jest bowiem mody i silny# duo silniejszy# ni ja kiedykolwiek byam. 9ak$ osi$gnie potg3 Ponownie nie uzyskaa odpowiedzi " syszaa jedynie d-wiki odwie!znej melodii. (a nie dlatego przeoona my laa !zsto o swym darze jak o kl$twie. Nigdy nie otrzymywao si adny!h odpowiedzi. ,awsze naleao doszukiwa' si i!h na wasn$ rk. 8 wiedziaa# e to samo !zeka ;adderly=ego.

+
,e-rak. "/od"ie ;adderly !elowo odwr%!i wzrok# by nie patrze' na stranika# gdy prze!hodzi przez kr%tki tunel i pod uniesion$ krat$# opusz!zaj$! mury miasta. Przez !a$ drog do za!hodniej bramy mody u!ze+ obserwowa ludzi rozmaitego po!hodzenia i natury# a r%norodne !ieniste sylwetki# kt%re dostrzega na i!h ramiona!h# nieomal go przyta!zay. ( jego my la!h zn%w rozbrzmiewaa pie + 4eneira# jakby wezwa j$ pod wiadomie# i ponownie jedynym zrozumiaym poj!iem bya dla+ aurora. ;adderly ni! z tego nie rozumia i obawia si# e stra!i zmysy# jeeli nadal bdzie miewa te osobliwe wizje. :spokoi si nie!o# pozostawiwszy za sob$ gwar i !ib ;arradoonu. Duszy drog$ wysadzan$ rzdami drzew# a jego uwag odwra!ay teraz jedynie trele ptak%w i odgosy wiewi%rek spiesznie gromadz$!y!h zapasy na zim. " ;zy !i$y na mnie pustelni!za kl$twa3 " zapyta go no samego siebie. " )t% to/ " oznajmi dono nie# niepokoj$! wiewi%rk# kt%ra na d-wik jego s%w znieru!homiaa na szarej# jak i ona# gazi pobliskiego drzewa. Podniesiony ton gosu ;adderly=ego sprawi# e zwierz$tko kilkoma susami wspio si wyej na drzewo i ponownie przywaro do szorstkiej kory# nawet jego dugi puszysty ogon zastyg w bezru!hu. " ;%# tak to jest " zawoa ;adderly do wiewi%rki z udawanym rozdranieniem. " (szystkie te niesz!zsne# biedne# samotne dusze# na kt%re patrzymy z tak$ dezaprobat$# nie s$ samotne z wyboru. (szys!y oni posiadaj$ t sam$ zdolno ' postrzegania !o ja i to przyprawia i!h o utrat zmys%w# sprawia# i do!hodz$ do takiego stanu# e nie mog$ ju znie ' widoku innej inteligentnej istoty. Podszed do pnia drzewa# aby przyjrze' si zwierz$tku. " Nie widz adny!h !ieni zeskakuj$!y!h z twoi!h ramion# panie &zary " zawoa. " Nie masz ukryty!h pragnie+ poza tymi# kt%re stopniowo i regularnie zaspokajasz. " ;hyba e w pobliu znajdzie si pani wiewi%rzy!a/ " dobiego od strony !ieki. ;adderly o mao nie wysko!zy z but%w. )dwr%!i si# by ujrze' wysokiego# brudnego# nieogolonego m!zyzn# odzianego w workowate a!hmany# kt%ry na noga!h mia buty o zdarty!h noska!h. " Pani wiewi%rzy!a wybiaby mu z gowy my li o orze!ha!h " !i$gn$# zbliaj$! si wolno do ;adderly=ego. Mody u!ze+ bezwiednie uni%s przed sob$ lask z gak$ w kszta!ie baraniego ba.

Na droga!h pod miastem !zsto spotykao si rozmaity!h rabusi%w# a i!h li!zba przed zim$ zna!znie wzrastaa. " *!zkolwiek... " !i$gn$ m!zyzna# przyoywszy w ge !ie zamy lenia wskazuj$!y pale! do dolnej wargi. ;adderly zauway# i tamten nosi sk%rzane rkawi!zki bez pal!%w# ale nie od pary# jedn$ !zarn$# a drug$ br$zow$. " 9eeli !hodzi o sami!# wiewi%rka nadal nie miaaby ukryty!h pragnie+# a jedynie stanaby przed konie!zno !i$ wyboru midzy zewem o$dka a zewem ld-wi. Eepsze to drugie# no nie3 " rzek oberwanie!# mrugaj$! lubienie. ;adderly nie!o si zarumieni i o mao ni! wybu!hn$ mie!hem# !ho' w dalszym !i$gu nie wiedzia# !o ma my le' o tym elokwentnym w%!zdze. 9ego obe!no ' wprawiaa go w nie lada zakopotanie. Przyjrza mu si uwaniej# usiuj$! dostrze! !ie+ na ramieniu tamtego. ,dumienie u!iszyo jednak d-wiki pie ni i mody u!ze+ nie zoba!zy ni! pr%!z wy wie!htany!h 0ad%w starego# postrzpionego wenianego szala. " Pikny dzie+ na spa!ery i rozmowy ze zwierztami " !i$gn$ m!zyzna# nie do!zekawszy si odpowiedzi. " &zkoda wi!# e musz znale-' si midzy murami ;arradoonu# w krainie wiel!e nieprzyjemny!h woni# gdzie wysokie budowle przesaniaj$ panoram pikna# tak !zsto niedo!enian$ pod!zas wdr%wek wiejskimi szlakami. " Nieatwo !i bdzie omin$' strae " zauway ;adderly wiedz$!# z jak$ pie!zoowito !i$ miejska mili!ja strzega swej domeny# zwasz!za e plotki o nad!i$gaj$!ej wojnie szerzyy si !oraz powsze!hniej. (%!zga otworzy ma$ kabz przywi$zan$ do sznurowego pasa i wyj$ niewielk$ srebrn$ monet. " 5akszysz3 " spyta ;adderly. " )pata za wej !ie " poprawi ebrak. " Pieni$dz przy!i$ga pieni$dz# jak to si zwykle m%wi. 8 to prawda# bo zawsze# kiedy jestem w mie !ie# udaje mi si zarobi' par zo!isz%w. ;adderly uwaniej przyjrza si m!zy-nie. Nie nosi insygni%w adnej ze znany!h gildii ani nie wygl$da na !zowieka posiadaj$!ego jakiekolwiek umiejtno !i su$!e zarabianiu pienidzy. " ,odziej " rzek obojtnie. " Nigdy " odpar m!zyzna. " >ebrak3 " spyta ;adderly r%wnie zjadliwym tonem. M!zyzna !hwy!i si za pier i !o0n$ kilka krok%w# jakby ;adderly wbi mu sztylet w ser!e. 4opiero teraz modzienie! dostrzeg jakie !ienie. :jrza te bysk zranionej duszy pod sarkasty!zn$# radosn$ mask$ na twarzy tamtego. Na jednym jego ramieniu dojrza kobiet trzymaj$!$ niemowl# na drugim za nie!o starsze dzie!ko. (izje zniky

w mgnieniu oka# a ;adderly po raz pierwszy zwr%!i uwag# i m!zyzna utyka# a na nadgarstku powyej brzegu br$zowej rkawi!y ma niebiesko?zielony sinie!. Mody u!ze+ po!zu ogarniaj$!e go mdo !i# a gdy si skon!entrowa# bez trudu wy!hwy!i emana!j !horoby i zrozumia# dla!zego %w inteligentny# elokwentny m!zyzna sto!zy si na samo dno. 5y trdowaty. " P?p?przepraszam " wykrztusi ;adderly. " Nie wiedziaem... " ;zy ktokolwiek... kiedykolwiek to wie3 " spyta ebrak drwi$!o. " Nie przyjmuj twojego wsp%!zu!ia# mody kapanie 4eneira# ale jestem w stanie przyj$' od !iebie drobny datek. ;adderly !isn$ w doni lask# bdnie bior$! te sowa za gro-b. " (iesz# o !zym m%wi " rzek do niego ebrak. " Monety# kt%re niew$tpliwie mi rzu!isz# by uly' swemu sumieniu. ;adderly skrzywi si na t sarkasty!zn$ uwag# ale nie potra0i stumi' w sobie alu# e kto tak inteligentny m%g sto!zy' si tak nisko. ,dziwi si r%wnie# e ebrak rozpozna# do jakiego naley zakonu# pomimo i nosi jego symbol w wido!znym miejs!u na opas!e kapelusza. M!zyzna z uwag$ lustrowa ;adderly=ego# a w ser!u modego kapana trwaa hu tawka emo!ji. " <winia " rzek m!zyzna i skrzywi si# ku zdumieniu ;adderly=ego. " 9akie to straszne# e kto taki jak ja m%g sto!zy' si tak nisko i zosta' uli!znym ebrakiem/ ;adderly przygryz doln$ warg# sysz$! te bolesne sowa. " .arza' si w bo!ie wraz z najgorszymi ndzarzami " !i$gn$ m!zyzna# odrzu!aj$! jedn$ rk w bok# a drug$ w!i$ przy!iskaj$! mo!no do piersi. Nagle zastyg w tej pozie i spojrza z zakopotaniem na ;adderly=ego. " Ndzarze3 " spyta. " * !o ty o ni!h wiesz# arogan!ki kapanie3 .y# kt%ry jeste tak inteligentny... .o domena twojego zakonu# nieprawda3 8nteligen!ja " rzu!i z odraz$ ebrak. " Powiadam# to wym%wka dla taki!h jak ty. .o# !o !i wywysza i oddziela od inny!h. " ,mierzy ;adderly=ego wzrokiem i doko+!zy# !edz$! sowa " .o !i za lepia. " Nie zasuguj na to/ " stwierdzi ;adderly. >ebrak uni%s r!e nad gow$ i wyda drwi$!y okrzyk niedowierzania. " Nie zasugujesz3/ " zawoa. Pod!i$gn$ rkaw# pokazuj$! pas gnij$!ej# sinej sk%ry. " * na !o# powiedz mi# mody kapanie# kt%ry jeste taki m$dry# zasuguj$ twoim zdaniem !i# !o padaj$ przed tob$ na kl!zki i !zogaj$ si po uli!zka!h ;arradoonu3 ;adderly mia wraenie# e lada moment pknie. ;zu narastaj$!y gniew# kt%ry go rozsadza. Przypomnia sobie# e gdy budzi drzewa w &hilmi !ie i ule!zy .intagela# przykadaj$! do+ do jego rozprutego brzu!ha# !zu podobn$ energi# dziki kt%rej

po$!zy brzegi rany. ( jego my la!h pojawio si wspomnienie stroni!y z 7sigi :niwersalnej @armonii " byo tak wyra-ne# jakby ;adderly mia j$ przed o!zami. ,rozumia# !o byo przedmiotem jego gniewu. ,lustrowa si+!e na rku m!zyzny# wypeniaj$! nozdrza woni$ !horoby# kt%ra tak dr!zya dusz tego szla!hetnego !zowieka. " Pieta# pieta# dominus... " za!z$ ;adderly# intonuj$! pie +# kt%rej sowa jedno po drugim pojawiay si w jego my la!h. " Nie/ " zawoa ebrak# rzu!aj$! si w jego stron. ;adderly przerwa pie + i usiowa unie ' obie r!e do bloku# ale tamten by zdumiewaj$!o szybki jak na sw%j wzrost. ;hwy!i ;adderly=ego za ubranie# po !zym gwatownie nim potrz$sn$. 7apan zauway swoj$ szans " m%g tra0i' ko+!em laski w brod napastnika. (iedzia jednak# i s0rustrowany ebrak tak naprawd w!ale nie zamierza go skrzywdzi'# i bynajmniej nie zdziwi si# gdy m!zyzna pu !i go i odep!hn$ od siebie o krok. " M%gbym !i ule!zy'/ " warkn$ ;adderly. " M%gby 3 " rzu!i drwi$!o tamten. " * !zy m%gby uzdrowi' i!h3 " zawoa# wskazuj$! pal!em w kierunku odlegy!h mur%w. " ;zy m%gby uzdrowi' i!h wszystki!h3 ;zy wszystkie !horoby wiata ugn$ si przed modym kapanem 4eneira3 ,awoaj!ie wszystki!h ndzarzy/ " krzykn$ go no# odwra!aj$! si na pi!ie i pokrzykuj$! na !ztery strony wiata. " Nie!haj ustawi$ si rzdem przed tym... tym... " szuka odpowiedniego sowa# jego brudne wargi poruszay si bezgo nie " przed tym wysannikiem bog%w/ " zawoa wresz!ie. Przeraona wiewi%rka pu !ia si pdem po gazia!h drzewa na drug$ stron !ieki. " Nie zasuguj na to " powt%rzy spokojnie ;adderly. 9ego spok%j jakby udzieli si ebrakowi# kt%ry naty!hmiast opu !i donie do bok%w# a jego ramiona wyra-nie obwisy. " Nie " potwierdzi " ale# prosz# przyjmij to jako niewielk$ pokut w wie!ie penym niezasuony!h kar. ;adderly zamruga# usuwaj$! kropelk wilgo!i# kt%ra nagle pojawia si w jego szary!h o!za!h. " 9ak oni si nazywaj$3 " spyta p%gosem. >ebrak przygl$da mu si przez !hwil z uwag$ i jego wargi nagle wykrzywiy si w pierwszym sz!zerym u mie!hu. " 9hanine# moja ona " odpar. " .oby# m%j syn# i Millinea# moja modsza !%rka. >adne z ni!h jak dot$d nie wykazuje symptom%w !horoby " wyja ni# odpowiadaj$! na niezadane przez ;adderly=ego pytanie. " Dzadko si z nimi widuj# jedynie po to# by

przekaza' im jamun otrzyman$ od peny!h po!zu!ia winy notabli ;arradoonu. >ebrak za!hi!hota widz$!# e ;adderly si zaponi. " (yba!z# prosz " rzek# kaniaj$! si nisko. " 9a r%wnie bywam niekiedy za lepiony# postrzegaj$! boga!zy i sz!z liw!%w w jednakim wietle. ;adderly pokiwa gow$# przyjmuj$! jego zrozumiae i nieu!hronne przeprosiny. " 9ak !i zw$3 " 5ezimienny " odrzek ebrak bez wahania. " .ak# to dobre imi dla kogo takiego jak ja. 5ezimienny# podobnie jak inni bezimienni yj$!y w rynsztoka!h pod domami boga!zy. " >al !i samego siebie3 " spyta ;adderly. " .o nie al# le!z smutna prawda " odrzek naty!hmiast 5ezimienny. ;adderly powr%!i do sedna. " M%gbym !i ule!zy' " zaproponowa ponownie. 5ezimienny wzruszy ramionami. " 8nni ju pr%bowali " wyja ni. " 7apani z twojego zakonu# a take wyznaw!y )ghmy. ,oyem wizyt w 5ibliote!e Naukowej# o!zywi !ie# e tam poszedem# kiedy pojawiy si pierwsze symptomy. (zmianka o 5ibliote!e Naukowej sprawia# e obli!ze ;adderly=ego zmarsowiao. " Nie jestem taki jak inni " rzek z wikszym na!iskiem# ni zamierza. >ebrak u mie!hn$ si. " Nie# nie jeste " potwierdzi. " * zatem przyjmujesz moj$ pomo!3 5ezimienny nadal si u mie!ha. " ,astanowi si... " odrzek p%gosem. ;adderly dostrzeg iskierki nadziei w jego !iemnobr$zowy!h o!za!h i ujrza !ie+ na ramieniu# !ie+ samego ebraka# rado nie podrzu!aj$!y w powietrze ma$ posta' " instynktownie !zu# e to Millinea " i !hwytaj$!y j$ agodnie. ;ie+ szybko s!zez... rozpyn$ si na wietrze. ;adderly nie!o pospnie pokiwa gow$# domy liwszy si# e !zowiek w tak !ikiej opresji jak trdowaty nie moe pozwoli' sobie na 0aszyw$ nadziej. Modzienie! podejrzewa ryzyko# !ho' nie w peni je rozumia# nigdy dot$d bowiem nie znalaz si w podobnej sytua!ji. (yrwa zza pasa sakiewk. " Przyjmij zatem to " rzek z na!iskiem# rzu!aj$! mieszek ebrakowi. 5ezimienny zapa go i spojrza na ;adderly=ego z za!iekawieniem# le!z nie pr%bowa odrzu!i' mu pkatej sakiewki. .o nie !z!ze sowa ani 0aszywe nadzieje " stwierdzi w du!hu ;adderly " pieni$dze znajduj$!e si w mieszku byy pienidzmi i ni!zym wi!ej.

" Nale$ do ty!h arogan!ki!h mieszka+!%w miasta " wyja ni ;adderly. " 8 jestem winien temu# o !o mnie oskarasz. " My lisz# e w ten spos%b zmaesz t win3 " spyta ebrak# mru$! o!zy. ;adderly nie m%g pohamowa' !hi!hotu. " Da!zej nie " odpar# wiedzia bowiem# e gdyby 5ezimienny wierzy# i zawarto ' sakiewki zabije w nim po!zu!ie winy# naty!hmiast by mu j$ odrzu!i. " .o ra!zej nie jest wa !iwa pokuta. 4aj !i to z powodu 9hanine# .oby=ego i Millinei# oni zasuguj$ na to bardziej ni ja# a nie po to# by zmniejszy' swoje po!zu!ie winy. Musz d-wiga' na sobie to brzemi# dop%ki nie nau!z si i nie dowiem !zego wi!ej. " ;adderly przekrzywi gow# gdy nagle przysza mu do gowy pewna my l. " Nazwij to zoto opat$ za udzielon$ lek!j# moe ono pomoe zagodzi' twoje wasne po!zu!ie winy za to# e zasadzie si na kogo tak niewinnego jak ja/ " powiedzia. >ebrak wybu!hn$ mie!hem i pokoni si nisko. " Aakty!znie# mody u!zniu# nie jeste taki jak kapani z twojego zakonu# kt%rzy powitali mnie u wr%t biblioteki# kapani# kt%rzy bardziej przejmowali si wasnymi niepowodzeniami w ule!zeniu mnie ni skutkami mej !horoby. 8 wa nie dlatego im si nie udao. ;adderly wiedzia o tym# ale nie przerywa ebrakowi. " .o wspaniay dzie+/ " !i$gn$ 5ezimienny. " 8 prosz !i# by si nim radowa. " :ni%s sakiewk do g%ry i potrz$sn$ ni$. 9ego !iao poruszyo si w radosnym ta+!u. :syszawszy brzk monet# u mie!hn$ si. " 5y' moe ja r%wnie bd si !ieszy. 4o 4ziewi!iu Piekie# nie zawitam dzi w !u!hn$!y!h alejka!h ;arradoonu/ 5ezimienny znieru!homia nagle i stan$ sztywno# jakby kij pokn$# przygl$daj$! si ba!znie ;adderly=emu. (olno wy!i$gn$ praw$ rk# sprawia wraenie# jakby pierwszy raz zda sobie spraw# i przyoble!zona jest w brudn$# pozbawion$ pal!%w rkawi!zk. ;adderly zrozumia# e to pr%ba i z rado !i$ stwierdzi# e atwo moe j$ zda'. Nie zastanawiaj$! si nad ewentualnymi skutkami# u !isn$ do+ ebraka. " ;zsto tdy prze!hodz " rzek p%gosem. " ,astan%w si nad moj$ propozy!j$. >ebrak# zbyt poruszony# by odpowiedzie'# pokiwa gow$. )dwr%!i si i wawo odszed. :tyka mo!niej ni poprzednio# jakby nie pr%bowa ju tego ukrywa'. ;adderly obserwowa go przez kilka !hwil# po !zym odwr%!i si i ruszy w dalsz$ drog. : mie!hn$ si# gdy po gazia!h nad jego gow$ migny kolejne wiewi%rki# ale nie uni%s wzroku# by na nie spojrze'. Mody kapan mia wraenie# e dzie+ sta si nagle lepszy i gorszy zarazem. CCC

5ezimienny u mie!hn$ si# gdy wiewi%rka o mao nie stra!ia r%wnowagi na maej ga$z!e# ale w ostatniej !hwili !hwy!ia si jej i pod!i$gna. >ebrak por%wna ten prosty# naturalny ru!h do tego# !o niedawno miao miejs!e pomidzy nim a osobliwym modym kapanem " wyobrazi sobie siebie jako ga$-# a ;adderly=ego jako zwierz$tko odzyskuj$!e r%wnowag po potkni!iu. .a my l sprawia# e po raz pierwszy od dugiego# bardzo dugiego !zasu po!zu si potrzebny i zrobio mu si lej na duszy. Nie m%g jednak si opiera' i li!zy' na spotkanie z wiksz$ li!zb$ ludzi taki!h jak ;adderly# kt%rzy !h!ieliby# aby wyoono im i!h bdy !zarno na biaym. Nie# 5ezimienny bdzie musia robi' to samo# !o !zyni od roku# wal!z$! kadego dnia o jamun# kt%ra pozwoli pozosta' przy y!iu jego onie i dzie!iom. Na jaki !zas powinno im wystar!zy'. ;isn$ sakiewk w powietrze# zapa j$ zwinnie i ponownie si u mie!hn$. .o by doprawdy wspaniay dzie+/ )dwr%!i si na pi!ie# przygotowuj$! si# by zoy' 9hanine i dzie!iom z dawna odkadan$ wizyt# ale jego u mie!h niebawem zast$pi grymas zatroskania. " Da!z wyba!zy'# e !i przestraszyem# dobry przyja!ielu " rzek !hudy m!zyzna# a jego p%przymknite powieki ukazay 5ezimiennemu w$ziutki skrawek niewielki!h !iemny!h o!zu. 5ezimienny instynktownie s!howa sakiewk i wy!i$gn$ obie r!e przed siebie. " 9estem trdowaty " burkn$# wykorzystuj$! !horob jako gro-b. Niszy m!zyzna za!hi!hota i roze mia si o!hryple# jakby zakasa. " My lisz# e jestem zodziejem3 " spyta# rozkadaj$! szeroko r!e. 5ezimienny zamruga# dostrzegszy osobliwe rkawi!zki m!zyzny# jedn$ bia$# a drug$ !zarn$. " 9ak widzisz# nie jestem uzbrojony " zapewni !hudziele!. " Pozornie nie " przyzna 5ezimienny. " (idz# e obaj mamy rkawi!zki nie do pary " zauway 4u!h. " 5ratnie dusze# nie3 5ezimienny wsun$ donie pod lu-ne 0ady swego brudnego# postrzpionego odzienia. Nie wiedzie' !zemu po!zu si zakopotany. 5ratnie dusze3 " pomy la. " Da!zej nie. Przednie rkawi!zki# kt%re nosi tamten# !ho!ia nie do pary# musiay kosztowa' wi!ej# anieli 5ezimienny mia okazj widzie' w !i$gu wielu miesi!y# w$!znie z okr$g$ sumk$ w zo!ie znajduj$!$ si wewn$trz mieszka ;adderly=ego. " *le tak " zapewni 4u!h na widok jego marsowej miny. " * wi! jeste ebrakiem3 " o mieli si zapyta' 5ezimienny. " &t$d do ;arradoonu zostaa ju tylko mila. .e si tam wybieraem. Mona nie-le zarobi'.

" *le zmienie zdanie dziki temu modemu kapanowi3 " spyta nieznajomy. " )powiedz mi o nim. 5ezimienny wzruszy ramionami i lekko# zgoa nie wiadomie# pokr!i gow$. 4u!h zdoa to jednak zauway'# a zakopotanie tamtego sporo mu wyja nio. " *!h " rzek 4u!h# stoj$! w!i$ z rozoonymi szeroko rkami " nie znasz modego ;adderly=ego. " * ty znasz3 " )!zywi !ie " odrzek 4u!h# wskazuj$! sakiewk# kt%r$ tamten pr%bowa ukry'. " ;zy my# krewnia!y# nie powinni my wszys!y zna' kogo tak sz!zodrego# jak ;adderly3 " * zatem jeste ebrakiem3 " skonstatowa 5ezimienny# rozlu-niaj$! si niezna!znie. ( r%d ndzarzy# stanowi$!y!h swego rodzaju bra!two# istnia pewien niepisany kodeks. " 5y' moe " odrzek tajemni!zo 4u!h. " Dobiem wiele rze!zy# a teraz jestem ebrakiem. " Ponownie za!hi!hota. " *lbo ju niebawem nim bd " poprawi. 5ezimienny patrzy# jak tamten rozpina g%rne guziki swej opo+!zy i roz!hyla weniane poy. " ,wier!iadeko3 " burkn$ ebrak# ale zaraz umilk# wpatrzony we wasne odbi!ie w srebrnej ta0li. 5ezimienny po!zu mo! mentalnego ataku. :siowa si odwr%!i'# ale nie m%g# zahipnotyzowany osobliw$ magi$. Nie widzia ni! z wyj$tkiem wasnego obli!za na tle !zerni# jakby zosta przeniesiony w jakie inne# mro!zne miejs!e# do zupenie innego wiata. Dozpa!zliwie usiowa rozejrze' si wokoo# poszukuj$! sz!zeg%%w krajobrazu# !zego znajomego# jakiego punktu odniesienia. (idzia jedynie swoje odbi!ie. :sysza kla ni!ie# a potem za!z$ si porusza'# a ra!zej po!zu# jakby si porusza# wiedzia bowiem# e jego 0izy!zne !iao nawet nie drgno. Przeszy go kr%tki# dojmuj$!y b%l# kiedy jego dusza opu !ia !iao i popyna bezradnie w kierunku o!zekuj$!ej na+ zniewie !iaej powoki. 5%l pojawi si ponownie. 5ezimienny zamruga# wiadomie wal!z$! z opadaniem !iki!h powiek. ,n%w ujrza odbi!ie swego !iaa# ebraka nosz$!ego na rka!h bia$ i !zarn$ rkawi!zk. 9ego zakopotanie trwao tylko !hwil# dop%ki nie zorientowa si# i widzi przed sob$ nie odbi!ie# le!z wasne !iao. " ;o ty ze mn$ zrobi3 " zawoa# sigaj$! w stron nieznajomego# kt%ry znajdowa si w jego !iele. 7ady ru!h zdawa si spowolniony# jego ramiona nie miay do ' si# by nad$y' za trawi$!$ go w !ieko !i$. 4u!h pstrykn$ pal!ami# jego !zarna i biaa rkawi!zka zniky# a na donia!h

pojawiy si rkawi!e z od!itymi pal!ami. 9akby od nie!h!enia odep!hn$ od siebie sabeusza. 9ake to wiotkie !iao okazao si dla 4u!ha uyte!zne. 5yo takie agodne# sabe i niegro-ne# nawet dzie!ko daoby sobie z nim rad. Niemal z rezygna!j$ wzruszaj$! ramionami# podszed do pojkuj$!ego i srodze zakopotanego niesz!z nika# po !zym za!isn$ brudne donie na jego !hudej szyi. 5ezimienny wal!zy rozpa!zliwie# tak rozpa!zliwie# jak zwykle stawiao op%r drobne !iao 4u!ha# ale jego r!e byy bezsilne# nie potra0iy przeama' u!hwytu potniejszego napastnika. Niebawem przesta si szamota'. 4u!h wiedzia# e rezygna!ja ebraka wynikaa ze smutku i alu za tymi# kt%ry!h mia tu pozostawi'. Plugawie! rozwaa t zmian z rozbawieniem# uwaaj$! to za !iekawe# a nawet zabawne# e kto tak aosny i ndzny jak trdowaty ebrak m%g opakiwa' swoj$ mier'. 4u!h by jednak bezlitosny. : mier!i to !iao !o najmniej ze sto razy# podobnie jak poprzednie i to# kt%rego uywa w!ze niej. .rup osun$ si na ziemi. 4u!h naty!hmiast wyj$ sw%j magi!zny arte0akt i przywoa jego mo!e# by ujrze'# jak dusza ebraka opusz!za sw$ do!zesn$ powok. Nastpnie pospiesznie zdj$ !zarn$ rkawi!zk i pooy j$ na pustym !iele. ,amkn$ o!zy i skon!entrowa si# a potem po!zu b%l# dokonawszy prostej !zynno !i polegaj$!ej na odesaniu do trupa !z !i wasnej duszy. 5yo to posuni!ie konie!zne z dw%!h powod%w. ;iao zostanie ule!zone " odpowiedzialny by za to potny magi!zny przedmiot ukryty przez 4u!ha w bu!ie " a poza tym# gdyby powoka pozostaa wolna# dusza ebraka mogaby ponownie w ni$ wnikn$'. 6dyby za asasyn pozwoli !iau umrze'# gdyby pozwoli amuletowi z buta ponownie przywoa' du!ha# regenera!yjne mo!e arte0aktu !z !iowo znisz!zyyby !iao. ,waywszy na to# jak !zsto 4u!h dokonywa zamiany# magi!zny przedmiot spaliby jego drobne !iao ju dawno temu. *le tak si nie stanie. 4u!h wiedzia# jak uywa' arte0akt%w do po$!zenia. 6hearu0u " rkawi!zki i zwier!iadeko " dawno temu wskazay mu drog i po wi!i okres trze!h prze!itny!h ludzki!h ywot%w# by doprowadzi' t !zynno ' do per0ek!ji. ,lustrowa pusty trakt w jednym i drugim kierunku# po !zym !i$gn$ w$te tru!ho z drogi i ukry je w zaro la!h. ;zu !horob trawi$!$ jego nowe !iao. 5yo to nieprzyjemne od!zu!ie# ale 4u!h zakada# i nie bdzie uywa tego !iaa zbyt dugo " musia jedynie zbliy' si dziki niemu do ;adderly=ego. Ponownie wysko!zy na drog i ruszy przed siebie# zastanawiaj$! si# ile !zasu upynie# zanim ;adderly bdzie wra!a t$ drog$ do miasta. 7iedy zodziej w !iele ebraka oddali si# du!h 5ezimiennego stan$ obok w$tego trupa# zakopotany

i bezradny. 6dyby ;adderly dziki swej nowej umiejtno !i postrzegania zdoa go w%w!zas zoba!zy'# byby wiadkiem# jak !ienie 9hanine# .oby=ego i Millinei rozpywaj$ si na !ztery strony wiata# ni!zym utra!one bezpowrotnie nadzieje 5ezimiennego.

0
1a-irynt ;adderly niespiesznie i z niepokojem zblia si do stromego# okr$gego wzg%rza i wiey 5elisariusa# spodziewaj$! si# e u!zony !zarodziej zdoa wyja ni' mu przy!zyn dziwny!h zjawisk# kt%ry!h ostatnio do wiad!zy. ( grun!ie rze!zy jednak nie wiedzia nawet# !zy 5elisarius ze!h!e go przyj$'. 7ilkakrotnie wy wiad!zy mu kilka dobrze patny!h przysug zwi$zany!h z przepisywaniem ksi$g# ale nie m%g nazwa' tego !zowieka swoim przyja!ielem. ;o wi!ej# nie by pewien# !zy zastanie go w domu. Mody u!ze+ rozlu-ni si niezna!znie# gdy na trawiastym stoku o stromi-nie rzdu siedemdziesi!iu stopni pojawiy si nagle paskie i r%wne kamienne s!hody. ;zarodziej by w domu i najwido!zniej zauway nadej !ie ;adderly=ego. &iedemdziesi$t pi' stopni doprowadzio modego kapana do paskiego sz!zytu pag%rka i wybrukowanego ko!imi bami !hodnika okalaj$!ego wiey!. ;adderly musia obej ' podstaw budowli prawie do poowy# tego dnia bowiem 5elisarius uoy s!hody po prze!iwnej stronie wzg%rza ni wej !ie do wiey. &topnie nigdy nie pojawiay si w tym samym miejs!u# a ;adderly nie rozgryz jesz!ze# !zy !zarodziej tworzy za kadym razem nowe wej !ie# dokonuje obrotu trawiastego pag%rka pod nieru!hom$ wie$# !zy te po prostu oszukuje go !i !o do prawdziwego umiejs!owienia s!hod%w. ;adderly skania si ra!zej ku trze!iemu rozwi$zaniu# 5elisarius spe!jalizowa si bowiem g%wnie w skomplikowany!h iluzja!h. )bite metalem drzwi wiey otworzyy si " a moe przez !ay !zas byy otwarte i tylko wydawao mi si# e s$ zamknite# pomy la ;adderly " gdy mody u!ze+ si do ni!h zbliy. ,amierza wa nie przest$pi' pr%g# gdy wtem zmitygowa si# poniewa nagle da si sysze' zgrzyt kamieni szoruj$!y!h o siebie i !ay 0ragment !iany w holu przesun$ si# blokuj$! wewntrzne drzwi i odsaniaj$! obwieszone paj!zynami s!hody wiod$!e w d%# w g$b atramentowy!h !iemno !i. ;adderly podrapa si po brodzie# a jego szare o!zy rozbysy na to nieo!zekiwane zaproszenie. Przypomnia sobie !zasy# kiedy przy!hodzi do wiey z przeoonym *2erym. ,a kadym razem zr!zny !zarodziej poddawa t par nowemu sprawdzianowi sprytu i inteligen!ji. Modzienie! u!ieszy si z tego wyzwania " najwyra-niej 5elisarius wymy li !o nowego# !o # !o mogo oderwa' my li ;adderly=ego od niepokoj$!y!h pyta+ postawiony!h mu przez ebraka.

" Nowa droga# nowa sztu!zka " stwierdzi go no# gratuluj$! !zarodziejowi# kt%ry zapewne go su!ha. ;iekawski jak zawsze# wyj$ z u!hwytu w !ianie zapalon$ po!hodni i ruszy s!hodami w d%. 4wadzie !ia stopni niej dotar do niskiego korytarza ko+!z$!ego si grubymi dbowymi drzwiami. &tarannie si im przyjrza# po !zym przytkn$ do ni!h do+# wy!zuwaj$! pod pal!ami twarde w%kna. ,adowolony# e s$ prawdziwe# otworzy je p!hni!iem i ruszy dalej# natra0iaj$! za nimi na kolejne s!hody. Nastpny poziom okaza si nie!o bardziej deprymuj$!y. &!hody ko+!zyy si trzema odnogami identy!zny!h kamienny!h tuneli. ;adderly post$pi krok naprz%d# po !zym zmieni zdanie i skr!i w lewo# przeszed przez nastpne drzwi " raz jesz!ze sprawdzaj$! do+mi i!h prawdziwo ' " a potem przez jesz!ze jedne. ,n%w dotar do rozgazienia dr%g# ale tym razem wyb%r okaza si duo trudniejszy ni poprzednio# w kadym z tuneli po obu strona!h widniay bowiem !zarne otwory wej '. ;adderly o mao nie wybu!hn$ mie!hem i w my la!h pogratulowa sprytnemu !zarodziejowi. , bezradnym wzruszeniem ramion upu !i swoj$ lask na podog# po !zym wybra odnog wskazan$ przez gak w kszta!ie baraniego ba. 7ady z korytarzy wydawa si wa !iwy# tote ruszy przed siebie# skr!i w lewo# potem w prawo# jesz!ze raz w prawo# po !zym przeszed kawaek prosto. , tyu pozostay trzy otwarte wej !ia " w jednym z ni!h znajdoway si s!hody prowadz$!e stromo w d%. " (spaniale/ " wykrzykn$ ;adderly# min$wszy ostry zakrt i powr%!iwszy do punktu wyj !ia u podn%a drugi!h s!hod%w. 9ego agiew za!za przygasa'# ale za!iekawiony ponownie ruszy naprz%d " wybiera nieodwiedzane doty!h!zas korytarze. Po!hodnia wypalia si# pozostawiwszy ;adderly=ego w nieprzeniknionej !iemno !i. &pokojnie zamkn$ o!zy i przypomnia sobie stroni! z 7sigi :niwersalnej @armonii. :sysza kilka nut odwie!znej pie ni 4eneira i wyszepta sowa odpowiedniej pie ni# wskazuj$! na konie! wypalonej agwi. ,amruga kilkakrotnie i zmruy powieki# poniewa blask magi!znego ognia# kt%ry si pojawi# by duo silniejszy ni niky# b$d!o b$d-# pomie+ po!hodni. 6dy jego o!zy przywyky wresz!ie do jasno !i# ruszy dalej# pokonuj$! kolejne zakrty. Nagle zatrzyma si# usyszawszy go ne szuranie. (iedzia# e to nie sz!zur. ,wierz " jeeli to byo zwierz " kt%re wydawao te odgosy# musiao by' duo wiksze. ( my la!h ;adderly=ego pojawi si obraz byka. Przypomnia sobie dzie+# kiedy bd$! jesz!ze goow$sem# prze!hodzi wraz z Przeoonym na 7siga!h *2erym przez pastwisko# na kt%rym pasy si krowy. * przynajmniej *2ery my la# i byy to krowy. ;adderly u mie!hn$ si mimowolnie# kiedy przypomnia sobie# jak korpulentny *2ery# sapi$! i dysz$!# u!ieka przed rozjuszonym bykiem. &zuranie rozlego si ponownie.

;adderly zastanawia si# !zy nie zgasi' magi!znego wiata# ale naty!hmiast zmieni zamiar# u wiadomiwszy sobie# w jakiej znalazby si w%w!zas sytua!ji. Podkrad si do najbliszego zaomu muru# zdj$ sw%j szerokoskrzydy kapelusz i wolno wyjrza w g$b korytarza. @aasuj$!y przypomina !zowieka# ale nim nie by. Mierzy siedem st%p wzrostu# mia szerokie bary i klatk piersiow$ i wydawa si niewiarygodnie silny# a jego gowa# nie maska " ;adderly nie mia !o do tego najmniejszy!h w$tpliwo !i " przypominaa eb tamtego byka sprzed lat. &tw%r nie by uzbrojony i mia na sobie jedynie przepask biodrow$ z wil!zy!h sk%r# le!z wyposaony jak zawsze u!ze+ bynajmniej nie po!zu si przez to pewniej. Minotaur/ &er!e o mao nie stano ;adderly=emu w piersi. Nagle opu !io go przekonanie# e !aa ta wdr%wka przez katakumby wiey zostaa zainspirowana przez 5elisariusa. Przyszo mu do gowy# e genialnemu magowi mogo przydarzy' si !o strasznego i jakie mro!zne siy opanoway systemy obronne wiey. 9ego my li rozwiay si# a odde!h zamar w piersia!h ju w !hwil p%-niej# by!zogowy gigant bowiem ponownie zgrzytn$ nog$ o kamienie# run$ na ;adderly=ego i p!hn$ go na drugi konie! korytarza. :derzaj$! o kamienn$ !ian# mody kapan po!zu trzask oboj!zyka i agiew wypada mu z rki# ale " ma si rozumie' " magi!zne wiato nie zgaso. Minotaur pry!hn$ i ruszy do ataku. ;adderly obronnym gestem uni%s swoj$ lask# zastanawiaj$! si# !o# na 4ziewi' Piekie# taka saba bro+ moe u!zyni' tak przeraaj$!ej bestii. Minotaur najwyra-niej si tym nie przej$ i run$ na niego jak burza. ;adderly zama!hn$ si z !aej siy# ale !ienka laska pka# uderzywszy o grub$ sk%r na piersi stwora. Minotaur uderzy go na odlew# po !zym po!hyli rogaty eb# przyszpilaj$! ;adderly=ego do kamienny!h pyt. Mody u!ze+ uwolni jedn$ rk i r$bn$ besti w pysk. 5ezskute!znie. &tw%r napar mo!niej. .eraz ;adderly nie tylko nie m%g si porusza'# ale nawet oddy!ha'. 9ego obli!zenia# jak dugo jesz!ze poyje# musiay zosta' zna!znie zredukowane# minotaur otworzy bowiem nagle sw$ olbrzymi$ pasz!z najeon$ drugimi spi!zastymi kami# i za!z$ j$ zblia' do odsonitej szyi ;adderly=ego. ( tej samej !hwili mody u!ze+ po!zu przepywaj$!$ przez !iao 0al energii. &pu !i wzrok i spojrzawszy na podog# dostrzeg sw$ wdrown$ lask. 5ya !aa. (bi woln$ rk w ziej$!$ pasz!z i zanurzy j$ w gardzieli minotaura. ( !hwil p%-niej wyj$ do+# dzier$! w niej bij$!e ser!e by!zogowego monstrum. &tw%r !o0n$ si o krok# nie odwaywszy si ni!zego u!zyni'.

" ,szedem dwie kondygna!je w d%# a w rze!zywisto !i pi$em si w g%r " oznajmi stanow!zo ;adderly " i przeszedem przez sze !ioro drzwi# z !zego dwoje byo iluzj$. * zatem powinienem znajdowa' si teraz w za!hodnim skrzydle twojej biblioteki# nieprawda# dobry 5elisariusie3 8luzory!zny minotaur rozpyn$ si w powietrzu# ale jakim dziwnym tra0em nie zniko w!i$ pulsuj$!e ser!e# kt%re trzyma ;adderly. )to!zenie zmienio si# przybieraj$! sw$ prawdziw$ 0orm za!hodniego skrzyda wiey!y. Przypusz!zenia modzie+!a okazay si suszne. Po prze!iwnej stronie pokoju oparty o rega z ksi$kami sta brodaty 5elisarius# kt%rego o!zy o!ieniay krza!zaste brwi " wygl$da na zakopotanego# a nawet odrobin zaniepokojonego. ;adderly mrugn$ do niego# po !zym otworzy usta i zrobi ru!h# jakby !h!ia odgry-' ks trzymanego na doni ser!a. " )!h# ty/ " zawoa !zarodziej. )dwr%!i si i przyoy do+ do ust# gdy nieo!zekiwanie o$dek podszed mu do garda. " Nie r%b tego/ 5agam/ ;adderly sprawi# by upiorny przedmiot znikn$# !ho' w grun!ie rze!zy nie wiedzia# !o byo przy!zyn$ jego !hwilowego realnego zaistnienia. " 9ak to zrobie 3 " jkn$ !zarodziej# kt%ry wresz!ie doszed do siebie. " Moja magia ulega ostatnio zna!znej przemianie " usiowa wyja ni' ;adderly. " Dozrosa si. " .o nie by przykad adnego ze znany!h mi !zar%w kleryk%w " rzek z na!iskiem 5elisarius. " *by stworzy' tak idealne iluzje... .e sowa sprawiy# i !zarodziej zn%w ujrza o!zyma duszy pulsuj$!e ser!e i mimowolnie si skrzywi. ;adderly zrozumia !o # !zego najwido!zniej nie poj$ 5elisarius. " Nie stworzyem tego obrazu " wyja ni zar%wno sobie jak i !zarodziejowi " ani nie zebraem magi!zny!h mo!y konie!zny!h do wywoania iluzji. 5elisarius uspokoi si do reszty# zbyt zaintrygowany tym# !o sugerowa mu ;adderly. Podszed do modzie+!a. " (idziaem gromadz$!e si energie " !i$gn$ ;adderly. " )dkryem natur twojej sztu!zki... i wykorzystaem j$... prze!iwko tobie. " Nie moge jej po prostu zneutralizowa'# jak u!zyniaby to wikszo ' kapan%w3 " spyta os!hle 5elisarius. ;adderly wzruszy ramionami. " Pomy laem# e m%gbym " odrzek z ironi!znym u mie!hem " pokona' twoje iluzje z nie!o wiksz$ pomp$. 5elisarius zami%t przed nim swoj$ zmit$ wenian$ !zapk$.

" *le nie jestem pewien " przyzna ;adderly. " Nie jestem pewien# z !zym wi$e si moja magia i wa nie dlatego postanowiem !i odwiedzi'. 5elisarius zaprowadzi go do s$siedniego pokoju# gdzie obaj zasiedli w wygodny!h# mikki!h 0otela!h. ;zarodziej wyj$ !ztery przedmioty " trzy pier !ienie i !ienk$ r%dk " kt%re ;adderly zostawi u niego przed trzema tygodniami# po !zym odoy je na bok# nie mog$! si do!zeka' rewela!ji kapana. Mody u!ze+ nie wiedzia# od !zego ma za!z$' " tyle mu si przydarzyo. 7iedy jednak rozpo!z$ sw$ opowie '# snu j$ dugo# z wszelkimi konie!znymi# jego zdaniem# sz!zeg%ami. )powiedzia 5elisariusowi o wezwaniu drzew w &hilmi !ie# o uzdrowieniu .intagela i o tym# jak widzia du!ha szla!hetnego rumaka .emmerisy oddalaj$!ego si od !iaa. Napomkn$ r%wnie o nie!o bardziej spe!y0i!zny!h i stosunkowo niedawny!h wydarzenia!h# o wywoaniu wiata# a nastpnie !iemno !i w swoim pokoju# a take w labiryn!ie 5elisariusa. 4la modego kapana najbardziej niepokoj$!e byy !ieniste sylwetki# kt%re postrzega ta+!z$!e na ramiona!h ludzi. Nie wspomnia jednak sowem o swoi!h sna!h# niepewny# jak m%gby umiejs!owi' je w !aym tym galimatiasie# i nie!o zaniepokojony i!h ukrytym zna!zeniem. " ,akl!ia# o kt%ry!h m%wisz# nie s$ w!ale niezwyke " rzek !zarodziej# kiedy wyra-nie zdenerwowany modzienie! zako+!zy sw$ dramaty!zn$ opowie '. " .o magia kapan%w. (iele zakl' moe by' r%wnie uywany!h przez !zarodziej%w# na przykad manipula!ja wiatem. ;o si ty!zy !ieni... ;%# klery!y od stule!i potra0i$ rozpoznawa' ludzkie !haraktery. " *urora " odrzek ;adderly# wypowiadaj$! jedyne sowo# kt%re by w stanie wy!hwy!i' z zapamitanej pie ni. " Nie rozumiem# jak G witH moe mie' wpyw na jakiekolwiek zakl!ie. 5elisarius podrapa si po szpakowatej brodzie. " .o niezwyke " rzek w ko+!u. " *le !zy wit to jedyne zna!zenie tego sowa3 7iedy zostaa napisana ta !udowna ksiga3 ;adderly zamy li si przez !hwil# a w ko+!u zrozumia. " *urora " rzek stanow!zo. " *urora. " :ni%s wzrok# spojrza na !zarodzieja i u mie!hn$ si szeroko. " *urora zna!zy aura " przyzna 5elisarius " a przynajmniej zna!zyo. . nazw przypisuje si emana!ji wiata i dobra ota!zaj$!ego ludzi. .o magia# !zary kleryk%w. 5y' moe to jest wa nie to# !o !i spotkao# tylko nie potra0isz jesz!ze wa !iwie interpretowa' swoi!h obserwa!ji. ;adderly skin$ gow$# !ho' nie do ko+!a si z tym zgadza. (iedzia# a moe ra!zej !zu# jak ma interpretowa' ta+!z$!e !ienie# nie to stanowio jego problem.

" (idziaem r%ne niesamowite przykady magii kleryk%w " odpar " ale obawiam si# e te mo!e s$ inne. Nie studiuj zakl' przed i!h przywoaniem# tak jak kapani w bibliote!e. ( og%le si nie przygotowuj# przykadem moe by' iluzja# kt%r$ pokonaem wprost na twoi!h o!za!h. Nie spodziewaem si# e rzu!isz mi takie wyzwanie. Nie s$dziem# i domy lasz si# e zamierzam !i odwiedzi'. ;adderly zamilk na !hwil# aby si skupi'# a 5elisarius w tym !zasie mamrota !o pod nosem i drapa si po gstej brodzie. " (iesz !o " oznajmi nagle modzienie!. 9ego sowa zabrzmiay jak oskarenie. " ;o podejrzewam odrzek 5elisarius. )d ;zasu 7opot%w za!zy pojawia' si !oraz !zstsze doniesienia o osoba!h dysponuj$!y!h wewntrznymi magi!znymi mo!ami. " Psioni!y " rzek naty!hmiast ;adderly. " * zatem o ni!h syszae . " ;zarodziej rozoy !hude r!e na boki w ge !ie narastaj$!ej rezygna!ji. " )!zywi !ie# e tak " mrukn$. " &yszae o wszystkim. 8 to wa nie jest najbardziej 0rustruj$!e w stosunka!h z tob$. ;adderly u mie!hn$ si na te sowa i rozsiad si wygodnie w mikkim sk%rzanym 0otelu. 5elisarius wydawa si sz!zerze zaintrygowany# jakby rozpa!zliwie ywi nadziej# i jego przypusz!zenia oka$ si suszne. " Moe ty te jeste psionikiem3 " (iem o ni!h bardzo niewiele " przyzna mody kapan. " 9eeli to wa nie si ze mn$ dzieje# musz przyzna'# i dzieje si bez mojej wsp%pra!y i zgody. " Mo!e te nie r%ni$ si od mo!y !zarodziej%w " wyja ni 5elisarius " tyle tylko# e po!hodz$ z umysu osoby# a nie z zewntrzny!h mo!y wsze!h wiata. 9eeli !hodzi o twoje umiejtno !i mentalne# znam je dosy' dobrze. " Parskn$# najwyra-niej powra!aj$! my lami do ksigi zakl'# kt%r$ ;adderly przepisa z pami!i. " .a umiejtno ' to podstawowy atut mo!y psionika. ;adderly zamy li si nad jego sowami i stopniowo za!z$ kr!i' gow$. " Mo!# kt%r$ manipulowaem w tej wiey# bya zewntrzna " skonstatowa. " ;zy psionik m%gby wywiera' wpyw na !zary maga3 5elisarius postuka si skatym palu!hem w doln$ warg. ,marsz!zki na jego !zole jasno daway do zrozumienia# i nie dostrzeg tej jawnej luki w swoim rozumowaniu. " Nie wiem " przyzna. )bydwaj mil!zeli przez !hwil# rozmy laj$! nad sz!zeg%ami swej dyskusji. " .o mi nie pasuje " oznajmi w !hwil p%-niej ;adderly. " 9estem odbior!$ mo!y i osob$ przekszta!aj$!$ j$ w !elu osi$gni!ia po$danego e0ektu# !o do tego nie mam

w$tpliwo !i. " Nie prze!z " mrukn$ 5elisarius " ale taka mo! musi mie' $!ze# zakl!ia# je li wolisz. Nie mona# ot tak sobie# na zawoanie# pod$!zy' si do zewntrzny!h mo!y wsze!h wiata/ ;adderly zrozumia# !o byo -r%dem narastaj$!ej eks!yta!ji w gosie 5elisariusa. 9eeli mag si nie myli# !ae jego y!ie oraz pustelni!ze po wi!enie studiom nad magi$ i !zarami mogo okaza' si zbdnym trudem. " Pie + " mrukn$ ;adderly nieo!zekiwanie# u wiadamiaj$! sobie prawd. " Pie +3 " 7siga :niwersalnej @armonii " wyja ni modzienie!. " 7siga 4eneira. 7iedy korzystaem z mo!y# nawet nie wiadomie# jak w przypadku ta+!z$!y!h !ieni# zawsze syszaem pie + tej ksigi rozbrzmiewaj$!$ gdzie w gbina!h mego umysu. Moje odpowiedzi zawarte s$ w tej pie ni. " Pie + ksigi3 " 5elisarius nie potra0i tego poj$'. " Dytm s%w " usiowa wyja ni' ;adderly# !ho' wiedzia# e to nie jest moliwe. 5elisarius wzruszy ramionami. (ygl$dao na to# e przyj$ to proste wyja nienie. " * zatem znalaze sw%j $!znik " oznajmi " ale obawiam si# i niewiele !i mog powiedzie' na jego temat. ) ksidze powiniene porozmawia' ra!zej z mistrzami w 5ibliote!e Naukowej. " *lbo z moim bogiem " burkn$ ;adderly. 5elisarius obojtnie wzruszy ramionami. " 9ak sobie !h!esz " powiedzia. " .o wszystko# !o mog !i powiedzie'# i wiem# e si nie myl# bo wystar!zy spojrze' na twoje wy!hude obli!ze... " Nie sypiam zbyt dobrze " wtr$!i ;adderly# obawiaj$! si# !o m%gby usysze' od !zarodzieja. " Magia# przekszta!enie tak wielkiej energii " !i$gn$ 5elisarius# niewzruszony jego sowami " pobiera od swego praktyka nieli!h$ zapat. My# magowie# jeste my wyj$tkowo ostroni# nie staramy si przekra!za' swoi!h moliwo !i. ,azwy!zaj to niemoliwe# jako e g%wnym !zynnikiem ograni!zaj$!ym nasz poten!ja jest zapamitywanie kadego z wykorzystywany!h zakl'. Podobnie mo!e kleryk%w maj$ swe korzenie w i!h wierze# a kontrolowane s$ przez wysannik%w bog%w albo w przypadku niekt%ry!h wyszy!h kapan%w nawet przez same b%stwa " stwierdzi. " )strzegam !i# ;adderly. (idziaem nieroztropny!h mag%w# kt%rzy zostali po!honi!i# kiedy usiowali rzu!a' !zary wykra!zaj$!e poza posiadane przez ni!h umiejtno !i. 9eeli znalaze spos%b na omini!ie trady!yjny!h ograni!ze+ i limit%w uy!ia magii# niezalenie# jaka by ona nie bya# prosz !i# aby postpowa roztropnie i umiarkowanie

wykorzystywa swe umiejtno !i# bo w prze!iwnym razie po!honie !i to. ( my la!h ;adderly=ego pojawiy si tysi$!e rozmaity!h moliwo !i. Moe powinien wr%!i' ze swym dylematem do biblioteki. M%gby pom%wi' z Pertelop$... " Przejd-my teraz do przedmiot%w# o kt%ry!h wiem nie!o wi!ej. " 5elisarius sign$ po pier !ienie i r%dk. Najpierw uni%s w g%r sygnet zaopatrzony w symbol ,am!zyska .r%j!y# tr%jz$b z butelkami na ko+!a!h. Nalea on niegdy do zej !zarodziejki 4origen. " .ak jak przypusz!zae # nie zawiera w sobie magii " powiedzia i rzu!i go ;adderly=emu. " (iem " odrzek ;adderly# !hwytaj$! pier !ie+ i wrzu!aj$! go do sakiewki. Na te sowa 5elisarius zamilk i zlustrowa uwanie modego m!zyzn. " .en pier !ie+ " rzek powoli# unosz$! zot$ obr$!zk z obsadzonym w niej sporym onyksem " rze!zywi !ie jest !zarodziejski i ma ogromn$ mo!. " (yrzu!a strug ognia " odpar ;adderly " kiedy osoba# kt%ra go nosi# wypowiada sowo 0ete# ozna!zaj$!e w jzyku el0%w ogie+. (idziaem go w ak!ji " doda pospiesznie# zauwaywszy pogbiaj$!e si zmarsz!zki na !zole 5elisariusa. " Da!ja " mrukn$ mag. " &yszae kiedy o !zarodzieju nazwiskiem *gannazzar3 ;adderly pokr!i gow$. 5elisarius u mie!hn$ si. " .o mag o niezbyt wielkiej sawie# kt%ry urodzi si dwa stule!ia temu " wyja ni. " .eraz martwy " stwierdzi ;adderly. " Moe " burkn$ os!hle 5elisarius. " 9eeli !hodzi o mag%w# nigdy ni! nie wiadomo. " 8 to by jego pier !ie+3 " Nie mam pewno !i " odrzek 5elisarius. " *lbo on# albo jeden z jego wsp%pra!ownik%w wykona go# nadaj$! mu t sz!zeg%ln$ wa !iwo '. Nie ma zbyt wielkiej mo!y# ale moe !i si przyda'. Dzu!i klejnot ;adderly=emu i uni%s r%dk. Mody kapan przypusz!za# e 5elisarius !elowo za!howa ostatni pier !ie+ na konie!. " .o pospolity arte0akt " za!z$ !zarodziej# ale ;adderly powstrzyma go# unosz$! rk. ( pierwszej !hwili r%dka wydawaa si zwykym wal!owatym kawakiem !zarnego drewna# dugo !i nie!o ponad stop# kiedy jednak przyjrza si jej dokadniej# usysza d-wiki odlegej pie ni rozlegaj$!ej si w jego umy le. ;adderly wejrza w g$b r%dki# badaj$! j$# a wresz!ie dostrzeg wyra-nie zawart$ w przedmio!ie magi. " <wiato " rzek do !zarnoksinika. " Mo! r%dki ma !o wsp%lnego z manipula!j$ wiatem. 5elisarius ponownie si zaspi i spojrza na r%dk# jakby upewniaj$! si# e na

gadkiej powierz!hni drewna nie wida' adny!h runi!zny!h znak%w. " (idziae j$ w dziaaniu3 " spyta z nadziej$ w gosie. Nie w smak mu byo# e ;adderly raz po raz go ubiega. " Nie " rzek obojtnie mody kapan# nie pozwalaj$! sobie na odrobin rozlu-nienia. ( my la!h ujrza wiata 0ormuj$!e inne obrazy i ta+!z$!e dziko. " 4omin :lu " wyszepta. <wiato# kt%re sobie wyobrazi# zmienio si w stae i r%wnie jasne jak to# kt%re wytworzy w swoim pokoju i w labiryn!ie. " :lu. " Prastare sowo ozna!zaj$!e wiato wymkno si z jego dr$!y!h ust. <wiato przybrao na sile i ja niao teraz tak# e ;adderly odru!howo musia zmruy' powieki. " Mas :lu " powiedzia# a dosownie zna!zyo to Gwielka wiato 'H. <wiato zmienio si w ogromn$ o lepiaj$!$ kul# a potem kula ta eksplodowaa zo!istymi promieniami i roz wietlia najdalsze zakamarki jego umysu. 7rzykn$ i odwr%!iwszy wzrok# zawoa G8llumas belle/H i osun$ si z krzesa. :siad i spojrza na !zarodzieja# kt%ry nadal siedzia na swoim miejs!u# niewzruszenie trzymaj$! w wy!i$gnitej doni zwyk$ z pozoru r%dk. " ;o si stao3 " spyta ob!esowo 5elisarius. " (idziaem w my la!h mo!e r%dki " wykrztusi ;adderly. " <!i lej m%wi$! !ztery. " 8 powt%rzye aktywizuj$!e wyraenia " doda zakopotany 5elisarius. " )!zywi !ie. " *le jak3 " spyta kompletnie zbity z tropu ;adderly. " &potkaj si z kapanami " warkn$ 5elisarius. " 4la!zego masz marnowa' m%j !zas i wysiki na !o # !o i tak doskonale wiesz3 Mody u!ze+ wzi$ od niego r%dk i wbi wzrok w podog obok krzesa maga. " ,osta nam jesz!ze do zbadania jeden pier !ie+ " rzek# siadaj$! z powrotem w swoim 0otelu. 5elisarius podni%s ostatni pier !ie+# zot$ obr$!zk okolon$ diamen!ikami# i wy!i$gn$ rk w stron ;adderly=ego. " .y mi powiedz " powiedzia z na!iskiem. ;adderly ponownie usysza odleg$ pie +# ale by nie urazi' dumy drogiego przyja!iela# wiadomie odegna j$ od siebie. " .o nie jest !zarodziejski pier !ie+ " skama# wy!i$gaj$! rk po zoty arte0akt. " @a/ " u!i$ !zarodziej# !o0aj$! do+. " .o najpotniejszy ze wszystki!h ty!h przedmiot%w/ " :ni%s go wysoko# a w jego peny!h podziwu o!za!h zamigotay jasne

iskierki. " Pier !ie+ mag%w " wyja ni " maj$!y zwikszy' i!h mo!e. 4la !iebie byby bezuyte!zny. ( gowie ;adderly=ego rozdzwoni si sygna alarmowy. 4o !zego zmierza ten podstpny 5elisarius3 Mody u!ze+ skon!entrowa si nie na pier !ieniu# le!z na samym !zarodzieju i dostrzeg na jego ramieniu !ienist$ sylwetk 5elisariusa " mag kr!i pal!ami mynka i nerwowo za!iera donie# wpatruj$! si w pier !ie+. ;adderly zda sobie spraw# e !h!iwo ' !zarodzieja rze!zywi !ie wynika z pragnienia posiadania tego niewielkiego przedmiotu. Po!hylenie !ienia powiedziao mu bez odrobiny w$tpliwo !i# e 5elisarius go nie okama# wi! w gbi duszy skar!i samego siebie# e my la zgoa ina!zej. " ,atrzymaj go " zaproponowa. ;zarodziej o mao nie spad z 0otela. (ydawao si# e jego twarz prawie w !ao !i skada si z promiennego u mie!hu. " ,robi to " odrzek# a jego gos zabrzmia prawie jak krzyk. " ;zym mog !i si odpa!i'3 ;adderly obojtnie ma!hn$ rk$. " Musz nalega' " !i$gn$ niewzruszenie 5elisarius " .o zbyt !enny dar... " Nie dla mnie " przypomnia mu modzienie!. 5elisarius skin$ gow$# ale nadal zastanawia si# w jaki spos%b m%gby mu si zrewanowa'. " .woja laska/ " wykrzykn$ wresz!ie. ;adderly podni%s 9anie rozumiej$!# o !o !hodzi magowi. " :ywasz jej jako broni3 " 9eeli musz. 9est twardsza ni moja rka. " (ystar!zya wzmianka o wal!e wr!z# by w my la!h ;adderly=ego naty!hmiast pojawio si wspomnienie 4aniki. " *le nie jest tak wytrzymaa# jak by !h!ia3 " !i$gn$ 5elisarius nie zauwaywszy# e obli!ze ;adderly=ego nagle spo!hmurniao. " Nie zaprze!zaj. )dzwier!iedlie swoje lki pod!zas walki z minotaurem# kiedy skwapliwie przyj$e wizj jej strzaskania. ;adderly nie oponowa. " ,ostaw j$ u mnie# m%j !hop!ze/ " zawoa 5elisarius. " 4aj mi kilka dni# a obie!uj !i# e ju nigdy nie uznasz tej broni za sab$ i kru!h$. " * wi! jeste r%wnie zaklina!zem3 " spyta ;adderly. " 8stnieje wiele magi!zny!h talent%w# kt%ry!h nie maj$ klery!y i kt%ry!h nie potra0i$ poj$' " odrzek mag z przesadn$ wyszo !i$ w gosie. " ,wasz!za kleryk# kt%ry sam nie rozumie istoty swy!h umiejtno !i " mrukn$ ;adderly# a jego proste stwierdzenie pozbawio 5elisariusa zu!hwao !i. ;zarodziej skin$ gow$ i u mie!hn$ si z przymusem.

" 6runt to umiar " powiedzia p%gosem# zostawiaj$! ;adderly=ego z t$ ostatni$ my l$. CCC Mody kapan zdziwi si nie!o widokiem 5ezimiennego# kt%ry w!i$ kr!i si na drodze midzy wie$ !zarodzieja a ;arradoonem. &podziewa si ra!zej# e ebrak pospieszy do miasta# aby zarobi' jesz!ze par groszy# albo na spotkanie z on$ i dzie'mi# by zapomnie' o okropnym losie i stylu y!ia# kt%ry musia wie '. ,dziwi si jesz!ze bardziej# kiedy ebrak# spojrzawszy na niego# mrugn$ z przesad$# uni%s w g%r mieszek zota i za!z$ nim pobrzkiwa'# a na jego brudnym obli!zu pojawi si po$dliwy u mie!h. ;o w tym ge !ie wydao si ;adderly=emu dziwne# jakby nie na miejs!u. 9awne okazywanie wdzi!zno !i albo !h!iwo !i nie pasowao do !harakteru 5ezimiennego. *ni jedno# ani drugie nie wydawao si typowe dla dumnego# niesz!z liwego m!zyzny# kt%rego spotka w!ze niej na drodze. 8 nagle ;adderly zoba!zy !ienie. Nie widzia i!h tak wyra-nie# jak obraz%w 9hanine i jej dzie!i. 5yy to pokur!zone# war!z$!e istoty# a i!h ksztaty w!i$ si zmieniay# le!z nieustannie emanoway w jego kierunku aur$ !zystego# niepohamowanego za. &poza ramion ebraka wysun$ si mglisty szpon i prze!i$ powietrze# mierz$! w ;adderly=ego. Nagle modzienie! przerazi si. (osy stany mu dba# ser!e za!zo wali' jak motem. 8 w%w!zas po!zu przyprawiaj$!y o mdo !i sodkawy 0etor. Mia wraenie# e syszy brz!zenie mu!h. Bnergi!znie pokr!i gow$# wydao mu si# i bliski jest obdu. Mia wraenie# jakby jego zmysy wyostrzyy si ni!zym u zwierz!ia# a nage wtargni!ie do jego umysu tak wielu bod-!%w o mao go nie przyto!zyo. ,doa si jednak uspokoi' i spojrza na niewinnego ebraka. >aowa# e nie ma swojej wdrownej laski# i odwr%!i si# spogl$daj$! ku odlegej wiey. " Miy dzionek/ " zagadn$ z pozoru pogodnie ebrak# !ho' ;adderly instynktownie wiedzia# jak byo naprawd. Aete. .o sowo rozbrzmiao w gowie kapana i niewiele brakowao# a wypowiedziaby je na gos. &pu !i wzrok# spogl$daj$! na onyksowy pier !ie+ na pal!u i stwierdzi# e pod wiadomie skierowa go w stron ebraka. " Musisz ju i '3 " spyta 5ezimienny nie miaym# niewinnym# nieomal uraonym tonem.

;adderly ujrza !zarne !ienie przy!zajone na ramieniu m!zyzny# dostrzeg szpony i o!iekaj$!e jadem ky. Pokiwa gow$# na!i$gn$ mo!niej pasz!z na ramiona i ruszy spiesznie w dalsz$ drog. ( pewnej !hwili zn%w po!zu ten upiorny sodki 0etor i usysza brz!zenie mu!h. 6dyby by sam i nie by tak zdenerwowany# zatrzymaby si# aby odnale-' -r%do woni. Prze!hodz$! obok krzew%w rosn$!y!h przy drodze# spojrza na nie jakby od nie!h!enia. 6dyby przyjrza si uwaniej# dostrzegby zwoki# kt%re po kilku godzina!h w pra$!y!h promienia!h letniego so+!a byy ju mo!no wzdte. * gdyby odnalaz siy# by zrobi' uytek ze swy!h magi!zny!h zdolno !i per!ep!yjny!h# ujrzaby r%wnie du!ha 5ezimiennego# aosnego# bezradnego i odartego z resztek nadziei# kt%ry kr$y przy drodze w o!zekiwaniu na bog%w# kt%rzy przyjm$ go do siebie.

2
$/o niekoniec"ne Mody kapan zauway zmian/ 4u!h kl$# na !zym wiat stoi i zastanawia si nad implika!jami nieo!zekiwanego wydarzenia. Nigdy nie wierzy# e m%gby zabi' ;adderly=ego z atwo !i$ " zgodnie z in0orma!jami# jakie otrzyma# mody u!ze+ by wyj$tkowo niebezpie!znym prze!iwnikiem. 7iedy jednak ujrza kapana na pustej drodze# przez moment zastanawia si# !zy przypadkiem nie bdzie to jeden z najszyb!iej zrealizowany!h dobrze patny!h kontrakt%w# jeeli tylko uda mu si wykorzysta' sw%j artyzm. >ebrak zdoby zau0anie ;adderly=ego# 4u!h zdoa podsu!ha' 0ragment i!h rozmowy. (!ielaj$! si w 5ezimiennego# asasyn li!zy# e zdoa zbliy' si do ;adderly=ego i zasko!zy' go. *le mody u!ze+ zauway zmian/ 4u!h powr%!i my lami do tego zdarzenia# usiuj$! okre li'# w kt%rym momen!ie popeni b$d. Nie stwierdzi adny!h o!zywisty!h u!hybie+# kt%re usprawiedliwiayby 0akt# i ;adderly# zaniepokojony# pospiesznie wzi$ nogi za pas. Nagle asasyn przerazi si. 9e li ten !zowiek rze!zywi !ie by tak wspaniay# jak m%wiy wszystkie doniesienia " a 4u!h za!zyna wierzy'# e to prawda " m%g okaza' si dostate!znie mo!ny# by przezwy!iy' magi 6hearu0u. 4o tej pory zdarzyo si to dwukrotnie i w obu przypadka!h dokonali tego !zarodzieje# blokuj$! mentaln$ pr%b zawadni!ia przez 4u!ha i!h !iaami. " &$ inne moliwo !i " rzek go no zab%j!a# przypomniawszy sobie# e ma wielu sprzymierze+!%w i e obaj wspomniani magowie w$!haj$ teraz kwiatki od spodu. ( pierwszym przypadku 4u!h opta zgoa niezwyk$ o0iar# ze strony kt%rej mag z pewno !i$ nie m%g spodziewa' si ataku# a mianowi!ie jego on. .o dopiero byo wspaniae zab%jstwo/ ,a drugim razem posuy oddziaowi No!ny!h Masek jako in0iltrator# zapewniaj$! asasynom tyle in0orma!ji# e potny# b$d- !o b$d-# mag sta si jedn$ z i!h najatwiejszy!h o0iar. " .ak !zy ina!zej# ;adderly " wyszepta w wiatr bezlitosny zab%j!a " stworz swoje dzieo# a ty umrzesz# zanim jesz!ze spadn$ pierwsze niegi. Parskn$wszy zowiesz!zym mie!hem# asasyn w !iele ebraka wszed w zaro la i powr%!i do swej pierwotnej posta!i. ;zarodziejski pier !ie+ prawie zako+!zy ju do

tej pory pro!es uzdrawiania zwiot!zaego !hudego !iaa# smr%d szybko si rozwia# a mu!hy odle!iay. " .e masz taki pier !ie+3 " za mia si drwi$!o z du!ha ebraka# kt%ry# jak wiedzia# kr$y teraz gdzie w pobliu. Ponownie przywoa 6hearu0u# bia$ rkawi!zk i zwier!iadeko# po !zym zdj$ !zarn$ rkawi!zk z doni trupa. ,aton$ w ot!hani umysu# $!z$! si z mo!ami !zarodziejskiego urz$dzenia. )!zy bardziej znajomej powoki zab%j!y mrugny i otworzyy si# by ujrze'# jak w tej samej !hwili zesztywniae !iao ebraka osuwa si na ziemi. 4u!h jesz!ze przez !hwil przyzwy!zaja si do swojej nowej powoki# po !zym podpar si na ok!ia!h. " Nie masz !zarodziejskiego pier !ienia3 " roze mia si na widok zwok ebraka. " * wi! pozostaniesz martwy# niesz!zsny gup!ze# !ho' ten# kto odnajdzie twoje !iao# nie bdzie wiedzia# !o !i zabio/ Na t my l usta 4u!ha roz!hyliy si w szerokim u mie!hu. Ponad sto lat temu# kiedy dopiero za!zyna korzysta' z 6hearu0u# masakrowa swoje o0iary mie!zem. 9ednak ju wkr%t!e jego pewno ' siebie przybraa na sile i w%w!zas zmieni taktyk dziaania# uwaaj$! w swej arogan!ji# i jego najlepsz$ wizyt%wk$ bdzie niewyja niona przy!zyna zgonu zdrowej i silnej z pozoru o0iary. 4u!h odesa 6hearu0u i otrzepa odzienie z kurzu. Niemal naty!hmiast wyszed na drog i ruszy w kierunku odlegy!h bram ;arradoonu i wynajtego pokoju w obery 4ragon=s ;odpie!e. CCC Airbolg z odraz$ stwierdzi# e na 0armie na przedmie !ia!h ;arradoonu panuje pozorny spok%j. Po obej !iu prze!hadzay si kury dziobi$!e rozsypane gdzieniegdzie ziarna# trzy wierz!how!e w stajni przy oborze r%wnie nie wydaway si zaniepokojone. 4om wygl$da zgoa normalnie# nie byo wybity!h okien ani lad%w wamania na drzwia!h. 1ander zna jednak prawd. ,awsze tak si dziao# wszystko odbywao si w absolutnej tajemni!y. 6iganty!zny wojownik uznawa to za oznak t!h%rzostwa. " Mogli my zosta' w lesie " mrukn$# narzu!aj$! na muskularne bary pasz!z z biaego 0utra. &toj$!y przy nim odziani na !zarno i srebrno asasyni spojrzeli po sobie z za!iekawieniem. " Prze!ie to z twojego rozkazu... " za!z$ jeden z ni!h# le!z 1ander u!iszy go

uniesieniem rki. Nie z mojego rozkazu# pomy la 0irbolg# przypominaj$! sobie# jak 4u!h we wspaniaym !iele 1andera wydawa oddziaowi rozkaz wymarszu# pod!zas gdy on# uwiziony w sabowitym !iele 4u!ha# m%g jedynie przygl$da' si temu bezradnie. " Musimy wej ' do rodka " rzek asasyn po kilku !hwila!h nieprzyjemnej !iszy. " , drogi wida'# !o si dzieje na podw%rzu. " Dazi was dzienne wiato " zauway 0irbolg. " 9este my w%w!zas dobrze wido!zni " odrzek ostenta!yjnie zab%j!a. 1ander ypn$ na+ gro-nie spode ba# ale pod$y za nimi do drzwi. (ej !ie byo dostate!znie due# wi! 1ander nie musia zmienia' swoi!h rozmiar%w. 5y z tego zadowolony# poniewa w obe!no !i zdradzie!ki!h morder!%w !zu si niepewnie w ludzkiej posta!i. Eubi imponuj$!$ si swego giganty!znego !ielska# dugie umi nione ko+!zyny# kt%re mogy dosign$' wroga z drugiego ko+!a pokoju i z atwo !i$ wydusi' z niego y!ie. Przystan$ w progu i zawaha si. " 4om jest bezpie!zny " zapewni jeden ze znajduj$!y!h si wewn$trz asasyn%w# bdnie pojmuj$! przy!zyn konsterna!ji 0irbolga. " Przy y!iu pozostaa tylko starsza !%rka i jest przetrzymywana " lubieny spos%b# w jaki m!zyzna wypowiedzia te sowa# zirytowa 1andera " w sypialni. 1ander wmaszerowa do rodka. " 6dzie3 " rzu!i gniewnie# !elowo odwra!aj$! wzrok od zakrwawiony!h !ia m!zyzny i kobiety spo!zywaj$!y!h w k$!ie niewielkiej ku!hni. *sasyn# najwyra-niej nieporuszony odraaj$!ym widokiem# usiad przy stole i spokojnie za!z$ paaszowa' niadanie. &kin$ rkaw stron drzwi w drugim ko+!u pokoju. 6nany narastaj$!$ w !ieko !i$ 1ander w mgnieniu oka znalaz si w nastpnym pomiesz!zeniu. Nieomal potkn$ si o mniejsz$# zbryzgan$ krwi$ posta'# kt%ra leaa za progiem# i to jesz!ze bardziej wzmogo w nim gniew i determina!j. Pok%j ten przylega do maej sypialni# kt%rej drzwi byy lekko u!hylone. , wntrza do!hodziy zduszone jki# kt%re pozwoliy 1anderowi domy li' si# !o dziao si w rodku# zanim jesz!ze zd$y otworzy' drzwi na o !ie. 4ziew!zyna leaa na %ku# na wp% ubrana# przywi$zana za r!e i nogi do por!zy# a jej usta wypy!ha knebel z gagana. )bok niej leeli dwaj asasyni i drani$! si z ni$# napawali si oznakami jej przeraenia. 1ander musia po!hyli' gow# by nie wyrn$' w nisko zwieszaj$!e si belki stropowe# ale to go nie powstrzymao. 9ednym ru!hem odep!hn$ z drogi trze!h zab%j!%w# po !zym stan$ przy noga!h %ka.

9eden z roz!i$gnity!h na nim asasyn%w uni%s wzrok i u mie!hn$ si zowr%bnie# bdnie o!eniaj$! przy!zyn gniewu 0irbolga. Popeni drugi b$d# gestem doni zapraszaj$! 1andera# by przy$!zy si do zabawy. 1ander !hwy!i obydwu m!zyzn za konierze i !isn$ przez !ay pok%j tak# e r$bnli !iko w !iany po dw%!h strona!h drzwi. Pospiesznie rzu!i ko! na obnaon$ dziew!zyn i odwr%!i si# by stan$' twarz$ do swy!h znienawidzony!h wsp%pra!ownik%w. .rzej stoj$!y z boku m!zy-ni spojrzeli na siebie nerwowo. Pierwszy z zab%j!%w# kt%ry mo!niej upad na !ian# lea na pododze jak !i nita niedbale szmata. 4rugi jednak podni%s si ju i rozw !ie!zony# wyszarpn$ z po!hwy kr%tki mie!z. 1ander u mie!hn$ si mimowolnie# rozwaaj$! zaistnia$ sytua!j. ;zyby to bya z dawna o!zekiwana pr%ba si3 4rani$!a my l pozbawia go jednak dobrego humoru. M%g bez trudu zabi' ty!h paru ludzi# a prawdopodobnie r%wnie dwunastu pozostay!h# kt%rzy znajdowali si teraz wewn$trz i w pobliu domu# ale !o z 4u!hem3 Airbolg nie m%g o nim zapomnie'. " (y trzej " zwr%!i si wad!zo do ludzi stoj$!y!h opodal. " .en !zowiek grozi mie!zem waszemu panu. *sasyni naty!hmiast zrozumieli aluzj kryj$!$ si w jego sowa!h# podobnie jak m!zyzna dzier$!y w doni kr%tki mie!z# na jego twarzy pojawi si bowiem nagle grymas przeraenia. No!ne Maski byy bezlitosn$# z$ i plugaw$ organiza!j$# ale w jej szerega!h obwi$zyway !ise# surowo przestrzegane zasady# kt%ry!h zamanie grozio przeraaj$!ymi karami " obawiali si i!h nawet najbardziej zatwardziali morder!y. .rzej m!zy-ni przy !ianie dobyli mie!zy i podeszli do zdraj!y. *sasyn usiowa odrzu!i' bro+. Nagle targn$ konwulsyjnie !aym !iaem " raz i drugi " a na jego twarzy pojawi si grymas zakopotania. 9ego le$!y pod !ian$ towarzysz nie by tak oszoomiony# jak si wydawao# i usiowa na nowo zaskarbi' sobie aski koordynatora. ( doni trzyma ostatni z trze!h sztylet%w# ale zaraz !isn$ nim# tra0iaj$!# tak jak dwoma poprzednimi# w bok zdraj!y. Pragn$! niezwo!znie okaza' sw$ lojalno ' oraz sza!unek wobe! potnego przyw%d!y# trzej asasyni podbiegli do umieraj$!ego. ;ios ma!zugi wytr$!i mu z dr$!ej doni mie!z# po !zy wszys!y !zterej lojalni onierze za!zli r$ba' i sie! niesz!z nika# a jego !iao zmienio si w krwaw$ miazg. " ,%!ie go wraz z pozostaymi " rzek do ni!h 1ander. &pojrza na %ko. " 8 znajd-!ie odpowiednie miejs!e dla tej dziew!zyny. .rzeba j$ gdzie zamkn$'. " )na jest wiadkiem i musi umrze' " odrzek asasyn. " .akie s$ nasze zasady. " .aka jest moja wola " warkn$ w odpowiedzi 1ander# a w jego gosie pojawia si

gro-na nuta. Nietrudno byo si domy li'# jaki los !zeka tego# kto o mieli si mie' w tej kwestii inne zdanie anieli giganty!zny 0irbolg. " * teraz zabierz j$/ M!zyzna# kt%ry w!ze niej odway si zakwestionowa' de!yzj wodza# pospiesznie ruszy w stron %ka# !howaj$! mie!z do po!hwy# ale jego o!zy nie stra!iy wyrazu bezwzgldnej za!ito !i. 1ander !hwy!i go jedn$ rk$ za gardo i z atwo !i$ wyd-wign$ w powietrze. " Nie tkniesz jej " wy!edzi mu prosto w twarz. ,auway# e m!zyzna sign$ rk$ w stron pasa. " .ak " zamru!za 1ander. " No jazda# wy!i$gnij sw%j may noyk/ .rzej pozostali m!zy-ni zastygli w bezru!hu. " )na musi umrze' " rzek jeden z ni!h# o mielaj$! si wesprze' bliskiego mier!i towarzysza. M!zyzna szamo!z$!y si w u !isku 1andera zdoa uwolni' si na tyle# by rzu!i' mu w twarz zajady# zu!hway okrzyk. 1ander !isn$ nim przed siebie. M!zyzna przebi !ian i nagle poow$ !iaa znalaz si w ku!hni. 7ilku asasyn%w# kt%rzy zgromadzili si w drugim pokoju# spojrzao z niedowierzaniem przez nowo powstay otw%r na rozjuszonego 0irbolga. " .aka jest twoja wola " wykrztusili posusznie trzej zab%j!y stoj$!y przy drzwia!h. " ,ostan w oborze " rzek do ni!h 1ander. " 5ardziej pasuje do moi!h rozmiar%w# a poza tym nie bd musia mie' do !zynienia z wasz$ impertynen!j$. )strzegam po raz ostatni " warkn$ gniewnie. " 9e li dziew!zynie !o si stanie... .o rzekszy# wyszed# spogl$daj$! na od!hodnym w stron wij$!ego si i pojkuj$!ego zab%j!y# kt%ry tkwi poow$ !iaa w sypialni# a poow$ w ku!hni# uwiziony midzy potrzaskanymi# ostrymi deskami. Pozostali r%wnie spojrzeli w tamtym kierunku. CCC Aredegar @arriman# wa !i!iel 4ragon=s ;odpie!e# pokr!i z niedowierzaniem gow$# gdy usysza# e jesz!ze jeden go ' $da pokoju w jego obery. ( ;odpie!e byo tylko osiem izb do wynaj!ia i !ho!ia izba wypo!zynkowa ziaa pustkami# wszystkie sypialnie byy zajte. 9u sam ten 0akt wydawa si za!hwy!aj$!y# ale Aredegara zdumiaa jesz!ze bardziej r%norodno ' go !i# kt%rzy zamieszkali w jego obery. Pi' izb naleao jak zwykle do odwiedzaj$!y!h miasto kup!%w. &z%sty pok%j wynaj$ do ko+!a roku ;adderly# si%dmy za zarezerwowaa 5iblioteka Naukowa dla jednego z przeoony!h# kt%ry mia wkr%t!e przyby'. 9esz!ze bardziej nieo!zekiwane byo to# i ostatni z pokoi zosta wynajty dzi rano przybyszowi wygl$daj$!emu nieomal

r%wnie osobliwie jak br$zowowosy modzian. " Pok%j wypo!zynkowy moe by'3 " spyta oberysta. " Przynajmniej na kilka no!y3 ,najduje si na tya!h obery. (idok moe stamt$d nienadzwy!zajny# ale przynajmniej jest tam !i!ho. Mody m!zyzna pokr!i gow$# odgarniaj$! na bok proste br$zowe wosy i odsaniaj$! jeden dokadnie wygolony bok gowy. " 4obrze !i zapa! " zaproponowa 5ogo i aby podkre li' wag swoi!h s%w# brzkn$ wyp!hanym mieszkiem. Aredegar nadal wy!iera kontuar i usiowa wymy li' jaki spos%b na rozwi$zanie swego dylematu. Nie !h!ia odprawi' modego !zowieka ze wzgldu na swoj$ reputa!j i ewentualn$ utrat zapaty# ale nie wiedzia# w jaki spos%b wybrn$' z tej opresji. ( izbie kominkowej byo tego wie!zoru to!zno " jak zwykle# odk$d w ;arradoonie po!zy roz!hodzi' si plotki o nad!i$gaj$!ej wojnie. Przede wszystkim gromadzili si tu miejs!owi. Aredegar zlustrowa tum# usiuj$! wypatrzy' kt%rego ze swoi!h prywatny!h go !i. " ,osta tylko jeden wolny pok%j " wyja ni " ale nie wiem# jak dugo jesz!ze. (ie!zorem moe by' ju zajty. " (ynajmuj go od zaraz " o wiad!zy 5ogo. " ;zy moje zoto jest gorsze od zota kogo innego3 " Pa+skie zoto jest jak najbardziej w porz$dku " zapewni go Aredegar# pragn$! uspokoi' rozdranionego go !ia. " 9edyny wolny pok%j jest od ponad tygodnia zarezerwowany przez kapan%w z 5iblioteki Naukowej. )bie!aem im# e zatrzymam dla ni!h t izb# a je li jest pan st$d# to musi pan wiedzie'# e zadzieranie z 5ibliotek$ Naukow$ nie ley w interesie takiego jak ja u!z!iwego kup!a. 5ogo nadstawi u!ha# gdy usysza wzmiank o bibliote!e i inny!h kapana!h znajduj$!y!h si w drodze do miasta. " 9u wkr%t!e dotr$ tu Przeoony na 7siga!h *2ery oraz 7ierkan Du0o " !i$gn$ gadatliwy oberysta. " )d prawie roku nie widziaem sza!ownego mistrza. 4omy lam si# e on i Du0o przybywaj$ do miasta na spotkanie z modym kapanem ;adderlym i jesz!ze jednym z moi!h go !i# aby dopeni' przygotowa+ w zwi$zku z t$ spodziewan$ wojn$# o kt%rej !hyba wszys!y ju m%wi$. 5ogo zapamitywa uwanie kade sowo# a jedno!ze nie stara si udawa' pen$ obojtno '. 8n0orma!je o Du0ie wydaway si zbyt pikne# aby mogy by' prawdziwe. )be!no ' dwukrotnego jak dot$d zdraj!y moga mu pom%! w realiza!ji planu zabi!ia ;adderly=ego. Aredegar jak zwykle gawdzi duo o ni!zym# kon!entruj$! si w g%wnej mierze na

zowiesz!zy!h plotka!h kr$$!y!h w !aym mie !ie. 5ogo udaj$!# e su!ha# od !zasu do !zasu po!hrz$kiwa# u mie!ha si b$d- kiwa gow$# ale my lami by zupenie gdzie indziej. " Mam/ " oznajmi nagle Aredegar tak go no# e kilku go !i przy najbliszy!h stolika!h w izbie kominkowej przerwao rozmowy i odwr%!io si# by spojrze' na oberyst. " Mal!olmie/ " zawoa nagle Aredegar przez !ay pok%j. &tarszy m!zyzna# kupie!# s$dz$! po jego drogim i wykwintnym odzieniu# uni%s wzrok znad stou. " ,apa!isz poow !eny# je li ze!h!esz zamieszka' w jednym pokoju z 5rennanem " zaproponowa Aredegar. &tarszy m!zyzna u mie!hn$ si# zamieni kilka s%w z kompanami od stou# po !zym wsta i podszed do baru. " &pdz w mie !ie jesz!ze tylko jedn$ no! " odpar# staj$! przy kontuarze. " Dankiem wyjedam do Diata2inu. " Mrugn$ porozumiewaw!zo do Aredegara i osobliwie wygl$daj$!ego m!zyzny przy barze. " Mona nie-le zarobi'# kiedy w okoli!y szerz$ si tak pospne plotki# nieprawda3 " No! z moim 5rennanem3 " spyta z nadziej$ w gosie Aredegar. 7upie! spojrza w prze!iwlegy k$t pomiesz!zenia na zgrabn$ kobiet# kt%ra przygl$daa mu si z wyra-nym zainteresowaniem. " Miaem nadziej# e nie spdz ostatniej no!y w mie !ie samotnie " wyja ni. Ponownie mrugn$# tym razem nie!o bardziej lubienie. " 5$d- !o b$d-# po powro!ie do Diata2inu jutro wie!zorem bd musia spdzi' jaki !zas u boku ony. Aredegar pokra nia i roze mia si wraz z nim. " M%gbym spdzi' jedn$ no! w izbie wypo!zynkowej " wtr$!i 5ogo# bynajmniej nierozbawiony tym bezwarto !iowym gldzeniem " jeeli zagwarantujesz mi# e jutro w poudnie bd m%g si wprowadzi' do jego pokoju. " :sta Datha wykrzywiy si w u mie!hu# gdy !zarnoksinik uzna# e jest to najlepszy moment na odegranie roli miego# pobaliwego klienta. " ,a dzisiejsz$ no! naturalnie nie pa!3 " spyta !i!hutko. Aredegar# zawsze ugodowy " zwasz!za gdy mia w obery komplet go !i " naty!hmiast na to przysta. " 8 due piwo na koszt 0irmy# mody przybyszu " rzek# napeniaj$! ku0el. " 8 jedno dla twojej lubej3 " zwr%!i si do Mal!olma. " Prosz poda' do stou " odrzek lubienie kupie!# wra!aj$! na swoje miejs!e. 5ogo z u mie!hem przyj$ ku0el i odwr%!i si# oparty ok!iem o bar. (okoo rozlega si gwar gos%w " w obery panowaa jowialna i !iepa atmos0era# niezepsuta# a moe nawet uwydatniona# w!i$ odlegymi pogoskami o wojnie. 8dealny kamu0la "

pomy la 5ogo# obserwuj$! klient%w# i o mao nie wybu!hn$ mie!hem# gdy u wiadomi sobie# e wypadki# kt%re bd$ miay miejs!e w !i$gu kilku nastpny!h dni# odbior$ tym ludziom dobry humor. " 4obrze# e wr%!ie / " usysza w !hwil p%-niej sowa Aredegara. )!zy Datha rozszerzyy si i rozmy lnie przesun$ si nie!o za stoem# gdy do oberysty podszed mody m!zyzna ponadprze!itnego wzrostu i solidnej budowy. Nosi niebieski szerokoskrzydy kapelusz z !zerwon$ wst$k$ i por!elanow$ brosz$ ozdobion$ witym symbolem 4eneira. Nie mogo by' w$tpliwo !i !o do tego# kim jest %w !zowiek " wprawdzie 4origen nie m%wia ni! o brodzie# ale 5ogo zauway# e zarost jest wiey# a zmierzwione# gste piaskowobr$zowe wosy i szare o!zy idealnie dopeniay opisu. " (ybieraj$ si do nas Przeoony na 7siga!h *2ery i 7ierkan Du0o " oznajmi Aredegar. " Moe dotr$ tu jesz!ze dzisiejszej no!y. 5ogo zauway# e na te sowa modzienie! si skrzywi# ale stara si ukry' swoj$ reak!j. " (iedz$# e si tu zatrzymaem3 " spyta. Aredegar nie wiedzia# !o ma powiedzie'# widz$! wyra-ne zaenowanie kapana. " 4la!zego# ;adderly3 " zapyta !i!ho. " ;zyby u!zyni !o zego3 Mody u!ze+ u mie!hn$ si wymijaj$!o i ruszy w stron s!hod%w znajduj$!y!h si przy barze. 5$dz$! my lami gdzie indziej# nie zwr%!i uwagi na osobliwie wygl$daj$!ego m!zyzn# kt%rego mija. *le 5ogo# rze!z jasna# zauway ;adderly=ego. )bserwowa go# gdy od!hodzi# zastanawiaj$! si# jak atwe w realiza!ji mogo okaza' si to zadanie.

3
$/e %i" e. "/e *c"ynki &ta w o wietlonym pokoju# by' moe w g%wnym pokoju wiey 5elisariusa# trzymaj$! w rku bij$!e ser!e. : jego st%p lea martwy minotaur# a najblisi przyja!iele " 4ani!a i dwa krasnoludy " stali opodal# miej$! si do rozpuku. ;adderly r%wnie wybu!hn$ dzikim mie!hem# ale nagle urwa# stwierdzi bowiem# e przyja!iele w!ale si nie miej$. (r!z prze!iwnie " pa!z$# a zy spywaj$ im strukami po poli!zka!h# tworz$! u st%p niewiarygodnie wielkie kaue. Ni! z tego nie rozumia. ;o byo nie tak " ;adderly !zu# e w !aej tej s!enie !o jest zde!ydowanie nie na miejs!u. ;zul !iep$ krew spywaj$!$ mu po rku i przesi$kaj$!$ przez tunik# ale w jego spa!zonej wersji iluzji minotaura i labiryntu 5elisariusa nie byo krwi/ Powoli# z przeraeniem# mody u!ze+ spu !i wzrok. Minotaur nie by ju minotaurem# rozpyn$ si jak sen " zgodnie z o!zekiwaniami ;adderly=ego. .o by *2ery " wiedzia# e to *2ery# !ho!ia nie widzia twarzy m!zyzny le$!ego na wznak na stole z rozrzu!onymi szeroko rkami i nogami i brutalne rozdart$ klatk$ piersiow$. ;adderly trzyma w doni w!i$ bij$!e ser!e *2ery=ego. ;h!ia krzykn$'# ale nie m%g. Dozlego si stukanie " gwatowne# le!z odlege. Nie m%g wydoby' z siebie krzyku. CCC ;adderly usiad. &tukanie rozlego si ponownie# tym razem dono niej# a potem da si sysze' gos# kt%rego nie by w stanie zignorowa'. ) mieli si otworzy' o!zy i west!hn$ gboko# kiedy stwierdzi# e znajduje si we wasnym pokoju# a to# !zego do wiad!zy# byo po prostu kolejnym koszmarem. " ;adderly3 (oanie nie byo snem. 5ez trudu rozpozna %w wad!zy oj!owski ton. Ponownie zamkn$ o!zy udaj$!# e go nie ma. " ;adderly3 " &tukanie nie u!i!ho. 7t%ra godzina3 " zastanawia si ;adderly. 7siy! min$ zenit# nie wie!i ju bowiem srebrzystym blaskiem prosto w okno pokoju.

, rezygna!j$ zwl%k si z %ka# ob!i$gn$ no!n$ koszul i podszed do zamknity!h drzwi. " ;adderly3 :!hyli je odrobin i skrzywi si na widok przeoonego *2ery=ego. 7ierkan Du0o# jak zawsze zgarbiony# ypn$ na+ zza szerokiego ramienia mistrza. " 9est p%-no " burkn$ ;adderly# !zuj$! dziwny niesmak w usta!h i gul w gardle. Nie m%g patrze' na *2ery=ego# nie powra!aj$! my lami do niedawnego koszmaru# nie m%g na niego spojrze'# by nie po!zu' wraenia !iepej krwi spywaj$!ej mu po rka!h. Mimowolnie otar do+ o no!n$ koszul. " .o prawda " rzek nie!o zakopotany *2ery " ale my laem# e si u!ieszysz# gdy dowiesz si# e Du0o i ja przybyli my do miasta. ,atrzymamy si w obery# !ztery pokoje dalej# za s!hodami. 7orpulentny przeoony spojrza w tamt$ stron# najwyra-niej pragn$!# aby mody kapan u!zyni to samo. ;adderly tylko pokiwa gow$# po !zym znowu si skrzywi# gdy kolejna kropla wyimaginowanej krwi spyna mu po r!e. *2ery zauway jego strapiony wyraz twarzy. " ;o si stao# !hop!ze3 " spyta wsp%!zuj$!o. " Ni! " odrzek os!hle ;adderly. 8 naty!hmiast si rozpromieni# doszedszy do wniosku# e jego pospne za!howanie mogoby wzbudzi' zainteresowanie mistrza. " Po prostu jestem zm!zony. &paem... " Da!z wyba!zy' " rzek *2ery# usiuj$! odgrywa' rol lekkodu!ha " ale ju nie pisz. " Post$pi krok naprz%d# jakby !h!ia wej ' do pokoju. ;adderly przesun$ si nie!o# zagradzaj$! mu drog. " 8 zaraz zn%w si poo " stwierdzi stanow!zo. *2ery !o0n$ si i po raz pierwszy od !hwili swego przyby!ia zmierzy ;adderly=ego niepo!hlebnym spojrzeniem swy!h podpu!hnity!h o!zu. " Nadal uparty3 " spyta go ostro. " &t$pasz po niebezpie!znym grun!ie# mody kapanie. .woja absen!ja w bibliote!e moe zosta' pusz!zona w niepami'. 4ziekan .hobi!us obie!a# i pozwoli !i na odrobienie zalegy!h obowi$zk%w i studi%w. " Nie zaley mi na jego obietni!y. " 9eeli nadal bdziesz brn$ t$ drog$ " !i$gn$ *2ery# a w jego gosie po o wiad!zeniu ;adderly=ego pojawia si zjadliwa nuta " moesz zosta' usunity z zakonu. Nie jestem pewien# !zy nawet wielkoduszny .hobi!us ze!h!iaby wyba!zy' !i tak wielkie odstpstwo od 4eneira. " ;o ty wiesz o 4eneirze3 " spyta ;adderly. ( my la!h ponownie ujrza

*2ery=ego# martwego i roz!i$gnitego na stole# ale odegna od siebie t straszn$ my l# u wiadomiwszy sobie# jak bardzo ko!ha tego m!zyzn# kt%ry by dla niego nieomal jak oj!ie!. " 8 dla!zego tak si o mnie trosz!zysz3 ;zy nieraz nie nazywae mnie 6ondyj!zykiem3 " doda gniewnie# nawi$zuj$! do zakonu kapan%w wynalaz!%w# kt%rzy tworzyli swe dziea# nie ba!z$! na i!h p%-niejsze wykorzystanie ani na aspekty# jakie si z nim wi$zay. ,ako+!zywszy swoj$ tyrad# ;adderly spojrza na przeoonego " oj!a# kt%rego dotkliwie urazi swoj$ impertynen!j$. *2ery nie by w stanie odpowiedzie' na jego ostatni zarzut i by bliszy pa!zu anieli gniewu. &toj$!y za nim Du0o patrzy na ;adderly=ego z nieomal komi!znym niedowierzaniem. " Przepraszam " wykrztusi ;adderly. *2ery uni%s do g%ry pul!hn$ rk# by go u!iszy'. " Po prostu jestem zm!zony# to wszystko " usiowa wyja ni'. " )statnio dr!z$ mnie okropne koszmary. Na twarzy *2ery=ego pojawi si wyraz zatroskania i ;adderly wiedzia# e jego przeprosiny zostay lub zostan$ niebawem przyjte. " Mieszkamy !ztery pokoje dalej " powt%rzy korpulentny przeoony. " 9eeli masz o!hot porozmawia'# przyjd- i przy$!z si do nas. ;adderly pokiwa gow$# !ho' wiedzia# e do ni!h nie przyjdzie# i zamkn$ drzwi# kiedy tylko *2ery si odwr%!i. )par si o nie !iko# my l$!# jak !ienka jest ta bariera dziel$!a go od w$tpliwo !i i !haosu zewntrznego wiata. &pojrza na swoje biurko przy oknie i otwarty wolumin. 7iedy ostatni raz ta ksi$ka bya zamknita3 Nie mia nawet do ' si# by dotrze' do biurka. Podszed do %ka i opad na nie !iko w nadziei# e zdoa uwolni' si od dr!z$!y!h go koszmar%w. CCC 5ogo Dath rzu!i zakl!ie jasnosyszenia i u!hyli drzwi izby wypo!zynkowej. Mie !ia si ona na pierwszym pitrze w poudniowo?za!hodnim skrzydle obery. Niemal dokadnie naprze!iwko# nad sal$ kominkow$# znajdoway si ponownie zamknite drzwi pokoju ;adderly=ego. *2ery i Du0o minli zaom korytarza# kieruj$! si ku drzwiom umiesz!zonym na wprost szeroki!h s!hod%w. ( izbie kominkowej panowaa teraz !isza i 5ogo m%g wyra-nie sysze' i!h rozmow. " (!i$ jest w r%wnie podym nastroju# jak po powro!ie do biblioteki " powiedzia oskary!ielskim tonem Du0o. " (ydaje si zm!zony " west!hn$ z rezygna!j$ *2ery. " 5iedny !hopak# moe

przyby!ie 4aniki poprawi mu nie!o humor. (eszli do pokoju# a 5ogo za!z$ zastanawia' si# !zy nie wykorzysta' swej magii do podsu!hania dalszego !i$gu i!h rozmowy. " 7to to jest 4ani!a3 " rozlego si !i!he# monotonne pytanie zadane przez kogo # kto sta za ple!ami Datha. Mody !zarnoksinik zamar w bezru!hu# po !zym odwr%!i si powoli. Na rodku pokoju sta 4u!h. May !zowie!zek nie by uzbrojony ani nie poruszy si# ale mimo to 5ogo po!zu si dziwnie nieswojo. 9ak 4u!h m%g go tak atwo zasko!zy'3 4o pokoju prowadziy jedne tylko drzwi i nie byo balkonu# jak w inny!h droszy!h pokoja!h. " 5yem tu przez !ay !zas " wyja ni 4u!h. )dwr%!i si i wskaza na stos ko!%w. " * ra!zej tam. ;zekaem# a wr%!isz z sali kominkowej. " Powiniene by mi powiedzie'. ( odpowiedzi 5ogo usysza o!hrypy# drwi$!y mie!h# kt%ry u wiadomi mu irra!jonalno ' jego s%w. " 7to to jest 4ani!a3 " spyta ponownie may !zowie!zek# tym razem z wiksz$ determina!j$. " Eady 4ani!a Maupoissant " odrzek 5ogo " z (estgate. &yszae o niej3 4u!h pokr!i gow$. " 9est najlepsz$ przyja!i%k$ ;adderly=ego " !i$gn$ 5ogo. " .o# jak powiadaj$# pikna# ale i niebezpie!zna kobieta. " .on gosu Datha sta si pospniejszy. " (!ale mnie nie !ieszy ta nowina# wsp%lniku " wyja ni. " 9ak doty!h!zas lady Maupoissant okazaa si straszliwym prze!iwnikiem dla sprawy ,am!zyska .r%j!y. 9eeli ma si tu wkr%t!e zjawi'# najlepiej byoby# gdyby my jak najszyb!iej zaatwili nasze sprawy z ;adderlym i ulotnili si st$d. 4u!h pokiwa gow$# bior$! ostrzeenie pod uwag. " &k$d przybdzie3 " zapyta. " , biblioteki3 " Najprawdopodobniej " odrzek 5ogo. )drzu!i na bok br$zowe wosy i u mie!hn$ si 0iluternie. " ) !zym my lisz3 &pojrzenie 4u!ha pozbawio go dobrego humoru. " Nie twoja sprawa " warkn$ gniewnie i min$wszy Datha# podszed do drzwi. " 9eeli zamierzasz osobi !ie spr%bowa' sz!z !ia i zabi' ;adderly=ego... " Przerwa na !hwil. " No !%# powiedzmy# e skutki niepowodzenia mogyby by' naprawd straszne " doko+!zy i wyszed na korytarz. Nagle odwr%!i si i wskaza na stert ko!%w# w r%d kt%ry!h si ukrywa. " :waaj na swoje ple!y# modzie+!ze " rzu!i zowrogo# po !zym wybu!hn$

!hrapliwym# kaszl$!ym mie!hem i uda si do swego pokoju w naroniku p%no!nego skrzyda# w poowie drogi midzy pokojem ;adderly=ego a tym# kt%ry zajmowali *2ery i Du0o. , biblioteki... przez g%ry " zamy li si 4u!h# zamykaj$! za sob$ drzwi. ,oba!zymy# !zy lady Maupoissant zdoa dotrze' do ;arradoonu. 4u!h usiad na %ku i wywoa 6hearu0u. (ykorzystuj$! swoje mo!e# przesa my li poza miasto# do 1andera na 0armie. 9ak zwykle po!zu odraz 0irbolga i s$dz$! po jej rozmiara!h# domy li si# e 1ander jest zy zar%wno ze wzgldu na sytua!j na 0armie# jak i na 0akt# e tak nagle wtargnito w jego my li. (pu ' mnie# 1anderze " rzek kusz$!o# wiadomy# e tamten nie moe mu odm%wi'# nawet gdyby !h!ia. 1ander by wybra+!em 4u!ha# jego sz!zeg%lnym !elem# i jeeli !hodzio o 0irbolga# 4u!h m%g dokonywa' zamiany !ia prakty!znie z kadej odlego !i. Po!zu ostry# pal$!y b%l# gdy jego du!h wyszed z !iaa# a potem za!z$ pyn$'# unosz$! si w powietrzu# mkn$! ku powo!e !ielesnej 1andera. 6dy wszed w !iao olbrzyma# wiedzia# e w tej samej !hwili 0irbolg zajmuje jego wasne# w pokoju obery. Nie opusz!zaj pokoju " poinstruowa go telepaty!znie dziki !i$gej wizi mentalnej. " Nie przyjmuj go !i# a sz!zeg%lnie tego idioty# 5ogo Datha/ 4u!h odesa 6hearu0u i rozejrza si wokoo. ,dziwi si nie!o stwierdziwszy# i znajduje si w oborze# oto!zony zamknitymi w zagroda!h ko+mi i krowami. M!zyzna w !iele 0irbolga pokr!i gow$ " olbrzym nie przestawa go zadziwia' " i ruszy w stron wielki!h drzwi. Podw%rze tono w !iszy i srebrzystym blasku ksiy!a. ( domu byo !iemno " nie palia si ani jedna wie!a. 4u!h wszed na werand i usysza !i!he szuranie powyej. " .o tylko wasz pan " rzek do niewidzialny!h wartownik%w. " ,bierz!ie pozostay!h. Nie!h wszys!y za !hwil stawi$ si w oborze. Naszed !zas# aby my za!isnli ptl. ( kilka minut p%-niej !ay oddzia No!ny!h Masek zebra si wok% swego przyw%d!y. 4u!h zauway brak jednego zab%j!y# ale nie wspomnia o tym ani sowem# zdaj$! sobie spraw# i 1ander prawdopodobnie wie# !o si z nim stao# tote gdyby za!z$ o to pyta'# m%gby wzbudzi' nie lada zakopotanie w szerega!h swoi!h ludzi. Na ziemi przed sob$ naszki!owa naprd!e prymitywn$ map. " &yszaem# e ta kobieta jest teraz w drodze z 5iblioteki Naukowej do ;arradoonu " rzek# wskazuj$! na mapie umiejs!owienie a+!u!ha g%r. " , g%r wiedzie tylko kilka szlak%w i wszystkie zbiegaj$ si mniej wi!ej w tym miejs!u. Nie powinni my mie' wikszy!h problem%w ze znalezieniem jej.

" 8lu ludzi mamy tam wysa'3 " spyta jeden z asasyn%w. 4u!h przerwa# zastanawiaj$! si tyle nad pytaniem# !o nad gniewnym tonem# jakim zostao postawione. 5y' moe brakuj$!y zab%j!a poni%s mier' z bezlitosnej i impulsywnej rki 1andera. " Pi!iu " rzek wresz!ie. " 7obieta musi umrze'# podobnie jak wszys!y jej towarzysze podr%y. " .o moe by' spory i doborowy oddzia " rzu!i ten sam asasyn. " ( takim przypadku zabij!ie tylko kobiet i zniknij!ie " odparowa 4u!h# a e!ho jego silnego# nale$!ego do 0irbolga gosu rozeszo si po !aej oborze. " 7t%rzy to maj$ by'3 " spyta jeden z zab%j!%w. " (ybierz!ie sami " odrzek 4u!h " ale nie lek!ewa!ie tej kobiety. 9est# jak wszystko na to wskazuje# naprawd niezr%wnana. 4ruga pi!ioosobowa grupa uderzy w mie !ie " !i$gn$. " Nasze in0orma!je byy prawdziwe. ;adderly przebywa w obery 4ragon=s ;odpie!e. .utaj. " Nakre li na mapie dalszy 0ragment# kt%ry przedstawia !z ' ;arradoonu le$!$ nad samym jeziorem i alej nadbrzen$. " Przy uli!y (idokowej. ,abezpie!z!ie pozy!je w pobliu obery# gdzie bdzie!ie o!zekiwa' na moje... to jest 4u!ha# wezwanie. .ylko pamitaj!ie o za!howaniu naleytego dystansu# by nie wzbudzi' ni!zyi!h podejrze+. " Pi!iu u!znik%w ma utrzymywa' kontakt z grup$ wewn$trz miasta3 " spyta ten sam do!iekliwy asasyn. " .o typowa metoda# jak$ si posugujemy " odrzek ze spokojem 4u!h. " ,atem na 0armie# nie li!z$! !iebie# pozostanie nas tylko !ztere!h " skonkludowa gniewnie asasyn. 4u!h nie zrozumia# o !o mu !hodzi. " 9eeli mamy na okr$go pilnowa' tej dziew!zyny... " 4ziew!zyny3 " 4u!h nie !h!ia# by w tym sowie zabrzmiaa tak wyra-na nuta niedowierzania. 7ilku asasyn%w spojrzao na niego ze zdziwieniem. " 4ziew!zyny# przez kt%r$ zgin$ Mishak " burkn$ pogardliwie zab%j!a. 4u!h zauway# i pojawi si pewien problem# i naty!hmiast na jego usta!h wykwit gniewny grymas# kt%ry zmusi kopotliwego asasyna do przyj!ia postawy !zysto de0ensywnej. " Nie kwestionuj twojej de!yzji !o do pozostawienia jej przy y!iu " wyja ni pospiesznie zab%j!a " ani nie prze!z# e Mishak zasuy na mier'# wy!i$gaj$! bro+ prze!iwko tobie# naszemu koordynatorowi. *le jeeli na 0armie pozostanie tylko !ztere!h asasyn%w# dziew!zyna moe sta' si zagroeniem dla !aej naszej misji. &prytny intruz poj$ wszystko w lot. ;zue ser!e 1andera ju w!ze niej kilkakrotnie

napytao mu biedy. 5ywao# e 0irbolg przesadza nie!o z po!zu!iem honoru# przedkadaj$! %w gupawy przes$d nad swe obowi$zki. 4u!h zastanawia si przez !hwil# w jaki spos%b m%gby ukara' olbrzyma# i nagle przyszed mu do gowy i !ie diabelski pomys. " Masz ra!j " zwr%!i si do asasyna. " Nadszed !zas# aby pooy kres zagroeniu. M!zyzna gorliwie pokiwa gow$# a u mie!h 4u!ha poszerzy si# kiedy pomy la o w !ieko !i i przyta!zaj$!ej bezradno !i reak!ji 1andera. * tego wa nie dumny 0irbolg nie !ierpia najbardziej. " 9esz!ze tej no!y uporasz si z tym zagroeniem " zamru!za 4u!h " ale najpierw ty i twoi przyja!iele moe!ie sobie z ni$ poswawoli'. *sasyni u mie!hnli si lubienie. " Nie samymi obowi$zkami si yje/ " (szys!y wybu!hnli rubasznym mie!hem. " Nie!haj grupa jesz!ze tej no!y wyruszy w g%ry " !i$gn$ 4u!h. " Nie wiemy# ile dni drogi dzieli lady 4ani! Maupoissant od ;arradoonu# ale nie mona pozwoli'# aby dotara do miasta. " Maupoissant3 " spyta jeden z asasyn%w# starszy# o wosa!h przypr%szony!h siwizn$. " ,nasz to nazwisko3 " 5lisko dziesi' lat temu zabili my mae+stwo o takim nazwisku " potwierdzi m!zyzna. " 7oodzieja i jego on. Musz przyzna'# i sporo nam za to zapa!ono. " .o niepospolite nazwisko i# jak twierdzi m%j in0ormator# ta kobieta po!hodzi z (estgate " stwierdzi 4u!h. " * zatem bardzo moliwe# i istnieje midzy nimi zwi$zek. " .o dobrze " rzek asasyn# wyjmuj$! sztylet i przesuwaj$! pazem ostrza po ko !istym poli!zku. " ,awsze miaem sabo ' do rodzin. 4ziewitnastu zab%j!%w z zadowoleniem przyjo 0akt# i podobnie jak oni# olbrzymi 0irbolg wybu!hn$ na te sowa gromkim mie!hem. 4enerwowali si " !zas zabijania zblia si nieubaganie# a do$!zenie lady Maupoissant do listy o0iar byo jak polanie wierz!hu przepysznego tortu wspaniaym sodkim lukrem.

14
$a%odo%cy ;ht%ra godzina3 " zapyta 82an# wygramoliwszy si spod ko!%w i prze!i$gn$wszy potnie. " Par godzin po brzasku " odpara os!hle 4ani!a# gania' w du!hu sam$ siebie# e okazaa si na tyle gupia# i zgodzia si wzi$' ostatni$ wart. " Powinna mi bya obudzi' " poskary si 82an. ,a!z$ siada'# ale nagle zmieni zdanie i ponownie run$ bezwadnie na postanie. " 5udziam " mrukna 4ani!a# !ho' krasnolud ju jej nie su!ha. " &ze ' razy/ *le na tym konie! " wyszeptaa rozgniewana. .ym razem bya przygotowana. Podniosa dwa mae wiadra napenione w pobliskim g%rskim strumieniu lodowat$ wod$. Podkrada si do 5ouldershoulder%w. 8!h ko!e po no!y nieustannego wier!enia si byy strasznie skotowane. 4ani!a zsuna je niej# odsaniaj$! wo!hate karki bra!i. Najwikszym problemem by Pikel# kt%ry nosi brod !i$gnit$ za uszami do tyu i sple!ion$ w warko!ze $!z$!e si z dugimi# sigaj$!ymi poowy ple!%w wosami. Nota bene# Pikel ostatnio zn%w prze0arbowa sobie brod na zielono. 4ani!a agodnie odgarna mu wosy# na !o krasnolud wyszepta przez sen Ghi hiH i uniosa wiaderko. Dyki# kt%re rozlegy si w !hwil p%-niej wewn$trz obozu# sprawiy# e wszystkie zwierzta w obrbie mniej wi!ej mili w popo!hu za!zy szuka' dla siebie s!hronienia. Nawet gruby !zarny nied-wied-# kt%ry wyszed z gawry# by popawi' si tro!h w promienia!h porannego so+!a# pospiesznie !zmy!hn$ w g$sz!z i wspi$ si na pie+ grubego dbu# wsz$! nerwowo i trwoliwie dokoa. 7rasnoludy biegay w koo# zderzaj$! si ze sob$ i !iskaj$! ko!e wysoko w powietrze. " Moja bro+/ " zawoa rozpa!zliwie 82an. " )joj " zgodzi si potulnie Pikel# nie mog$! odnale-' swojej paki z pnia drzewa. 82an uspokoi si pierwszy# zauwaywszy 4ani! stoj$!$ pod drzewem " r!e miaa zoone na piersia!h i u mie!haa si od u!ha do u!ha. 7rasnolud stan$ i zmierzy kobiet piorunuj$!ym spojrzeniem. ,amiast tego powinien by uwaa' na brata. Pikel r$bn$ w niego z boku i oba krasnoludy wyl$doway w jeyna!h. ,anim si wygramoliy i pow%!z$! nogami# wr%!iy do obozu# i!h zmierzwione# gste brody ster!zay na wszystkie strony# a no!ne koszule naszpikowane byy dugimi# ostrymi kol!ami.

" .ye to nam zrobia/ " krzykn$ oskary!ielsko 82an do 4aniki. " ;h! dotrze' do ;arradoonu nie p%-niej ni jutro " odpara r%wnie gniewnie dziew!zyna. " ;iesz si z waszego towarzystwa# ale nie wiedziaam# i bdzie to ozna!za' rozbijanie obozu kadego popoudnia. My laam# e krasnoludy s$ pra!owite. " )oo " jkn$ Pikel# wstydz$! si swego lenistwa. " Nie nasza wina " burkn$ 82an# r%wnie prze!hodz$! do de0ensywy. " .o je ta ziemia " doda. " .aa... ta ziemia. ,byt twarda i wygodna dla krasnoluda# !oby on !h!ia ze z niej wstawa' kadego ranka/ " Nie dostanie!ie niadania " oznajmia gniewnie 4ani!a. " Pierwy hal0lingi og%lom se stopy/ " rykn$ 82an# a 4ani!a# sk$din$d !akiem susznie# dosza do wniosku# e posuna si za daleko. )blanie pi$!y!h krasnolud%w lodowat$ wod$ to jedno# ale pozbawienie i!h posiku to !o zgoa innego i# jak mogo si okaza'# niebezpie!znego. " No dobrze# w takim razie szybki posiek " skonstatowaa " i ruszamy w drog. &zesna !ie pstr$g%w# !ztery ku0le piwa na gow# p% worka biszkopt%w i sze ' mi!h jag%d p%-niej krasnoludy zebray swoje rze!zy i ruszyy g%rskim szlakiem za 4ani!$. 6dy dotarli do prze!zy# i!h o!zom ukazaa si panorama 9eziora 8mpresk i rozlegego# wido!znego daleko w dole# ;arradoonu. Pomimo po pie!hu narzu!onego przez 4ani! !aa tr%jka za!howywaa pod!zas wdr%wki pen$ ostrono '. 6%ry <niene byy niebezpie!znym miejs!em# nawet i!h poudniowe rubiee znajduj$!e si pod opiek$ 5iblioteki Naukowej. Pod!zas gdy na p%no!y szykowano si do wojny# a na za!hodzie w &hilmi !ie w!i$ jesz!ze trway walki# tr%jka wdrow!%w musiaa zakada'# e na g%rski!h szlaka!h bdzie jesz!ze bardziej niebezpie!znie ni doty!h!zas. 4ani!a sza jako pierwsza i po!hylona# badaa uwanie wszystkie lady# kade zgite -d-bo trawy. 82an i Pikel maszerowali zadziery !ie tu za ni$# 82an w swoim hemie ozdobionym jelenimi rogami# a Pikel " z braku inny!h moliwo !i " w niesamowi!ie powgniatanym# ale w!i$ uyte!znym blaszanym garnku na gowie. ;ho!ia 4ani!a bez przerwy lustrowaa trakt# sza jednak tak szybko# e bez trudu pozostawiaa w tyle o!i$gaj$!e si krasnoludy# te za musiay nie-le si mozoli'# aby dotrzyma' jej kroku. Nagle mniszka gwatownie zwolnia " 82an i Pikel omal na ni$ nie wpadli. " :!h# o!h " mrukn$ Pikel# widz$! osobliwy wyraz twarzy 4aniki. " ;%e znalaza3 " spyta p%gosem 82an# od!i$gaj$! brata za siebie. 4ani!a niepewnie pokr!ia gow$. " 7to tdy prze!hodzi " oznajmia. " *2ery i Du0o " podsun$ 82an. " P%-niej " powiedziaa 4ani!a. (yprostowaa si i spojrzaa w kierunku pobliskiej

gstwiny krzew%w. " &zed !zy wra!a3 " pyta dalej 82an. 4ani!a pokr!ia gow$# nie wiedz$!# !o odpowiedzie'. Miaa pewno '# e si nie myli# ale te lady byy jakie dziwne# od!iski but%w wydaway si jakby zatarte. 9eeli 0akty!znie kto dzisiaj tdy prze!hodzi# musia zada' sobie sporo trudu# aby ukry' ten 0akt przed innymi wdrow!ami. 82an wbi wzrok w zamie!ion$ ziemi i podrapa si z zakopotaniem w %taw$ brod. " Nie widz adny!h lad%w " burkn$. 4ani!a wskazaa mu ledwie wido!zne niewielkie zagbienie gruntu# a potem lad# kt%ry# jak s$dzia# powsta po zamie!eniu ziemi gazi$. 82an pry!hn$ z niedowierzaniem. " .o je wszystko# !o masz3 " spyta go no# nie usiuj$! znia' gosu. 4ani!a nie pr%bowaa go u!iszy'. 5ya pewna swoi!h przypusz!ze+ " moga jedynie mie' nadziej# e w okoli!y znajduje si jaki wdrowie! albo kt%ry z el0%w Blberetha. 9eeli nie by to kt%ry z ni!h# lady musia pozostawi' kto # kto nie !h!ia by' zauwaony. ( dziki!h ostpa!h g%rski!h nie wr%yo to najlepiej strudzonym wdrow!om. 7ilkaset jard%w dalej 4ani!a napotkaa przy trak!ie kolejne lady !zyjego przemarszu. .ym razem nawet 82an dostrzeg wyra-ny od!isk buta w mikkiej ziemi# !ho' do poowy zosta on pospiesznie zatarty. 7rasnolud opar donie na biodra!h i rozejrza si wokoo# zatrzymuj$! wzrok na gazi drzewa zwieszaj$!ego si nisko nad traktem. " (idziaem przy !ie!e# jakie dziesi+' jard%w za namy# par adny!h kamieni " za!z$. " :!h# o!h " mrukn$ Pikel# podejrzewaj$!# do !zego zmierza brat. " Przy trak!ie je par spory!h drzew z mo!nymi gaynziami " !i$gn$ 82an# nie sysz$! zna!z$!ego west!hnienia Pikela. &pojrza na 4ani!# kt%ra najwyra-niej ni!zego nie rozumiaa. " Moglibymy zastawi' puapkie " rzu!i. " (tasz!zy' kamie+ na jedno z ty!h drzew... Pikel wyrn$ go w ty gowy. " 9u tego pr%bowali !ie " stwierdzia 4ani!a# widz$! jego kwa n$ min. Pikel jkn$# a 82an ypn$ na niego# ale nie spr%bowa odpa!i' bratu piknym za nadobne. Dze!zywi !ie# usiowali ju kiedy zastawi' tak$ puapk. ;ho' 82an upar!ie twierdzi# nawet wbrew sobie# e odnie li suk!es " udao im si utu! tym kamieniem jednego orka " Pikel z r%wnym za!i!iem uwaa# i mier' jednego marnego orka nie

zrekompensowaa za!hodu# jakim byo wtasz!zenie wielkiego gazu na ga$- drzewa. (idz$!# i tym razem nie byliby sami# 82an zrezygnowa z tego zamiaru i nie wspomnia wi!ej na temat puapki i reprymendy Pikela " b$d-# !o b$d-# byo to tylko siar!zyste klepni!ie " gdy wtem Pikel zama!hn$ si pak$# mierz$! w gow brata. 4ani!a# kt%ra staa z boku# nie miaa w$tpliwo !i# e Pikel usiowa zatrzyma' bro+ przed jego twarz$# ale mimo to wielka laga tra0ia 82ana w nos. )szoomiony uderzeniem krasnolud !o0n$ si o kilka krok%w# a krew z rozbitego nosa po!ieka mu na owosion$ warg. " ;o ty... " wykrztusi 82an. Nie mog$! poj$' przy!zyny ataku# sign$ po sw%j top%r o dw%!h ostrza!h# warkn$ i post$pi krok ku popiskuj$!emu ob$ka+!zo bratu. Pikel nie zd$y wyja ni' powodu swego postpowania ani 82anowi# ani 4ani!e# ale zdoa odwr%!i' na !zas swoj$ grub$ pak# by ukaza' !iemny bet wbity do poowy w twarde drewno. Nadesza pora# by 82an odwdzi!zy si bratu za dobry u!zynek. &pogl$daj$! ku zaro lom za ple!ami Pikela# sk$d# jak podpowiada mu instynkt wojownika# pad zdradzie!ki strza# ujrza kusz wy!elowan$ prosto w Pikela. (ysoka posta' zesko!zya z gazi i mikko wyl$dowaa obok 4aniki. (yprostowany pale! 82ana sprawi# e Pikel si odwr%!i. " :!h# o!h " pisn$ zielonobrody krasnolud# wiadom# e nie zd$y usun$' si z linii strzau. 82an jednak uderzy go w!ze niej ni zab%j!zy po!isk i przewr%!i zgrabnie na ziemi# pod!zas gdy bet prze!i$ powietrze tu nad i!h gowami# nie !zyni$! im adnej krzywdy. >%tobrody krasnolud nie zatrzyma si. .o!z$! si# przerzu!i Pikela nad sob$. Pikel za w mig poj$ jego taktyk i za!z$ go na ladowa'. 9ak to!z$!y si gaz bra!ia wdarli si w zaro la i wpadli na dw%!h ukryty!h tam zab%j!%w. *sasyn stoj$!y za 4ani!$ doby mie!za i uni%s go nad gow$ " nie s$dzi# by kobieta patrz$!a w tym momen!ie na rozszalae krasnoludy zdawaa sobie spraw# i jej !hwile s$ ju poli!zone. 9akie byo wi! jego zdumienie# gdy 4ani!$ zgia si nagle wp% i wybia nog do tyu# tra0iaj$! go w pier . 7opni!ie odrzu!io napastnika o kilka st%p. D$bn$ ple!ami w pie+ drzewa# zdoa jednak podnie ' z ziemi upusz!zony mie!z. Nabrawszy respektu i !zujno !i# za!z$ wy!o0ywa' si krok po kroku# pod!zas gdy niebezpie!zna kobieta zbliaa si do+ powoli. Nagle 4ani!a za!za bie! i zaatakowaa ostro# ale w ostatniej !hwili opada na kolana i po!hylia gow# zza drzewa bowiem wysko!zya kolejna posta' i zama!hna si kr%tkim# !ienkim kijem# uderzaj$! na wysoko !i ramienia dziew!zyny. 5ro+ tra0ia

w drzewo# odupuj$! kawaki kory. 4ani!a wsuna jedn$ nog pod siebie# a drug$ kopna nisko# usiuj$! strzaska' kolano napastnikowi. .amten jednak opu !i kij i zablokowa jej atak# po !zym skontrowa kilkoma szybkimi# gwatownymi p!hni!iami. Moda mniszka naty!hmiast zorientowaa si# e ma powane kopoty. .o nie byli zwy!zajni rabusie# !ho' i!h ubi%r wydawa si zgoa pospolity. )dturlaa si w bok# gdy ku jej gowie pomkn$ mie!z pierwszego z zab%j!%w# ale nie unikna !iosu pak$ w biodro# zadanego przez drugiego napastnika. Przyku!na w odlego !i kilku st%p od dw%!h m!zyzn# lustruj$! i!h wzrokiem i szukaj$! ewentualny!h luk w i!h obronie. 5ezskute!znie. CCC 82an mo!no za!isn$ zby i gryz jak oszalay# dop%ki sysz$! prze!i$ge GooooH# nie u wiadomi sobie# e ma w usta!h ydk Pikela# nie za kt%rego z napastnik%w. 7rasnolud niezdarnie za!z$ podnosi' si ziemi. Miejs!e niespe!jalnie nadawao si do walki# gazie i kol!e jeyn ograni!zay ru!hy# a pierwszy z m!zyzn zd$y zada' mu !o najmniej trzy !iosy w i tak ju solidnie naruszony# krwawi$!y nos. (resz!ie 82an i Pikel zdoali wsta'# dzier$! w donia!h sw$ bro+. 82an !i$ na odlew wielkim toporem# ale zaha!zy rk$ o !ienk$# a!z tward$ ga$- i jego !ios nie sign$ !elu. Pikel pisn$ przeraony i zanurkowa na ziemi# pod!zas gdy jego brat# uwolniwszy si z u!hwytu gazi# kontynuowa obr%t i o mao nie zdj$ mu gowy z ramion. ;hybi minimalnie. Ponownie jednak# zgoa przypadkowo# 82an o!ali bratu y!ie# poniewa kiedy Pikel odskakiwa w bok# pomidzy krasnoludami przele!ia ze wistem kolejny bet i pogr$y si z go nym mla ni!iem w ramieniu m!zyzny stoj$!ego naprze!iw 82ana. )baj bra!ia znieru!homieli i spojrzeli za siebie# na kusznika# kt%ry gor$!zkowo przeadowywa bro+. Pikel ponownie zaj$ si swoim prze!iwnikiem# kt%ry wypl$ta si wresz!ie z jeynowego g$sz!zu# a 82an odwr%!i si w stron# gdzie sta najbliszy z napastnik%w. Nie byo go jednak wida'# a 82an# dostrzegaj$! w!i$ poruszaj$!e si krzewy# domy li si# e tamten zosta wyklu!zony z gry. Nie spieraj$! si ze sz!z !iem# krasnolud zawy i pobieg w prze!iwn$ stron# tratuj$! kol!zasty g$sz!z# aby jak najszyb!iej dotrze' do kusznika.

CCC &zermierz zosta ranny " to ju byo !o . Najwyra-niej kopni!ie 4aniki solidnie mu dopieko# gdy krzywi si przy kadym kroku. 4ziew!zyna zd$ya tym!zasem stwierdzi'# e z dw%!h jej prze!iwnik%w niebezpie!zniejszy jest ten z kijem. 9ego szpakowate wosy sugeroway do wiad!zenie# a idealna r%wnowaga mikki!h# ko!i!h krok%w pozwalaa domniemywa'# e !zek %w przez !ae y!ie trenowa sztuki walki. ( por%wnaniu z mie!zem tamtego jego kij wydawa si niegro-n$ zabawk$# ale w rka!h takiego jak on wprawnego wojownika paka stawaa si zab%j!z$ broni$. ;i!ie mie!zem sprawio# e 4ani!a po!hylia si nisko. 7ij dosign$ jej ramienia i musiaa odsko!zy' w ty. Przeto!zya si przez ple!y i podniosa mikko na ugite nogi# w sam$ por# by unikn$' morder!zej kontynua!ji ataku. (ykorzystaa przewr%t w ty na swoj$ korzy '. .urlaj$! si po ziemi# wyja z po!hwy przy bu!ie jeden ze swy!h krysztaowy!h sztylet%w. &zermierz zn%w ruszy do przodu " po!zu si pewniej. 4ani!a postawia praw$ nog przed sob$ i obr%!ia si na niej# unosz$! jedno!ze nie w g%r lew$ stop i wyrzu!aj$! j$ gwatownie do tyu. (iedziaa# e kopni!ie obrotowe zmusi szermierza !o najwyej do zmiany te!hniki !i!ia# i zdawaa sobie r%wnie spraw# e w ten spos%b wystawia si na !el jego towarzyszowi. (ybia si z drugiej nogi i opadaj$! na ziemi# okr!ia si !aym !iaem. Paka zab%j!y ze wistem przemkna tu nad jej gow$. 4ani!a zniwelowaa jedn$ rk$ impet upadku i zatrzymaa g%rn$ poow !iaa na tyle wysoko nad ziemi$# by drug$ doni$ !isn$' spod siebie smuky sztylet o krysztaowym ostrzu. 7r%tki lot broni zako+!zy si w brzu!hu szermierza. (ojownik run$ w ty z o!zami rozszerzonymi niedowierzaniem i z ustami otwartymi w bezgo nym krzyku. ,ab%j!a z kijem roze mia si i pogratulowa 4ani!e sprytnego posuni!ia# po !zym bezlito nie przeszed do ataku. Napastnik# kt%ry zaatakowa Pikela# r%wnie posugiwa si pak$# ale z dw%!h powod%w znajdowa si w gorszej sytua!ji. Po pierwsze# paka Pikela bya duo wiksza ni jego# a po drugie# t$ broni$ nie by w stanie uderzy' twardogowego krasnoluda dostate!znie mo!no# by zrobi' mu powaniejsz$ krzywd. &zybki jak byskawi!a wyrn$ Pikela dwukrotnie w rami i raz w blaszany garnek# powoduj$! przy tym straszliwy metali!zny oskot. Pikel bynajmniej si tym nie przej$# ze stoi!kim spokojem zni%s trzy !iosy# zadaj$! w odpowiedzi tylko jeden# ale za to jaki. 9ego paka z pnia drzewa tra0ia tamtego

w odsonity bok# a !ios by tak silny# e napastnik wyle!ia z gstwiny krzew%w i poturla si do podn%a pnia pobliskiego drzewa. Na twarzy m!zyzny nie mogoby malowa' si wiksze przeraenie# gdyby przywi$zano go do pala na drodze stada sposzony!h koni# jak w%w!zas# gdy ujrza Pikela gnaj$!ego jego ladem. @em z garnka opad krasnoludowi na o!zy# ale postawion$ na sztor! pak wymierzy pre!yzyjnie# tak by zmiady' zab%j! pomidzy drzewem a jej tpym ko+!em. M!zyzna odto!zy si w bok# a Pikel z impetem wyrn$ w mode drzewko# zama je i przele!ia na eb na szyj ponad strzaskanym pniem. " )o " jkn$ krasnolud# szoruj$! po twardej korze zwalonego drzewa. 8 nagle zn%w zad-wi!zao mu w usza!h# kiedy uparty napastnik zaszed go od tyu i r$bn$ z !aej siy pak$ w !zubek hemu. CCC 82an u wiadomi sobie# e nie zd$y dotrze' do kusznika# nim ten zaaduje bro+# tote uni%s top%r w obu rka!h nad gow$. " ;zas zde!hno'# ty zodziejski psie/ " rykn$ i !isn$ ogromn$ broni$. M!zyzna rzu!i si w ty i zasoni uniesion$ obur$!z do g%ry kusz$. .op%r wbi si w ni$# wyrwa j$ z rki zab%j!y i pole!ia dalej# tra0iaj$! w drzewo. Pod wpywem uderzenia# kusza pka na dwoje# a ostrze topora na kilka !ali pogr$yo si w grubym pniu. 82an zwolni nie!o tempo# gdy napastnik podni%s si z ziemi# dobywaj$! dugiego# !ienkiego mie!za " wydawa si absolutnie nieporuszony wspaniaym rzutem. Prawd m%wi$!# zab%j!a u mie!hn$ si szeroko# kiedy zoba!zy naprze!iw siebie bezbronnego krasnoluda. " Mogie si !zasem pomyli' " przyzna !i!hutko 82an# zatrzymuj$! si gwatownie. CCC 4ani!a uderzaa raz po raz# ale kr%tki kij za kadym razem odpiera jej ataki. Napastnik skontrowa prostym p!hni!iem# a ona prakty!znie w ostatniej !hwili uniosa do g%ry przedrami i odbia kij mkn$!y ku jej twarzy. )dpowiedziaa kr%tkim kopni!iem# ale m!zyzna niemal niedostrzegalnym ru!hem skierowa pak w d% i tra0i j$ w gole+. 6o ny jk sprawi# e spojrzaa w bok. &ta tam szermierz# a jego dr$!a do+

za!isna si wresz!ie wok% okrwawionego sztyletu. Na twarzy wojownika malowao si bezgrani!zne !ierpienie# ale i gniew# wi! zorientowaa si# e m!zyzna ju niebawem ponownie w$!zy si do walki. Niezalenie od tego# jak niee0ektywna moga okaza' si jego pr%ba# mniszka obawiaa si# e nie poradzi sobie z dwoma prze!iwnikami naraz. 4rogo zapa!ia za !hwil nieuwagi " dosign$ j$ !ios paki. 4ziew!zyna przeto!zya si w bok# zmniejszaj$! nie!o pal$!y b%l# i podni%sszy si z ziemi# signa za !holew drugiego buta. (ojownik z pak$ sko!zy naprz%d# wykonuj$! seri zamaszysty!h mynk%w. &podziewa si# e dziew!zyna po raz drugi rzu!i sztyletem. 4ani!a kilkakrotnie smagna rk$# z kadym ru!hem zmieniaj$! nie!o k$t swego ustawienia. 9ej prze!iwnik nieodmiennie stawa w pozy!ji# aby zblokowa'# odbi' lub u!hyli' si przed noem. 5y dobry. 4ani!a zebraa si w sobie# ponownie si zama!hna i wypu !ia sztylet. M!zyzna z pak$ bez trudu odsko!zy w bok# a na jego twarzy pojawi si grymas zdumienia# e ta wprawna wojowni!zka tak 0atalnie !hybia. 4opiero w !hwil p%-niej zrozumia# !o si stao# gdy jego towarzysz ponownie jkn$# tym razem go niej. 4r$!a do+ szermierza wypu !ia zotego tygrysa na rkoje !i sztyletu tkwi$!ego w jego brzu!hu i przesuna si wyej# ku srebrnemu smokowi pogr$onemu w jego piersi. Dun$ bezwadnie na pie+ drzewa i osun$ si na ziemi. " .y i ja " rzek wojownik z pak$ i podkre li swoje sowa za!iekym atakiem# wykonuj$! oszaamiaj$!$# byskawi!zn$ seri$ p!hni'. CCC Pikel spojrza ao nie na zwalone przez siebie drzewo# a !hwila penej smutku kontempla!ji kosztowaa go kolejny !ios w blaszany hem. 7rasnolud# kt%ry pragn$ zosta' druidem# nie !zu ni! pr%!z narastaj$!ej w jego wntrzu w !ieko !i. ;i# kt%rzy go znali# zawsze uwaali Pikela za spokojnego# state!znego i niezbyt skonnego do gwatowny!h wybu!h%w gniewu. *le teraz Pikel zabi drzewo/ " )oooooo/ " , jego dr$!y!h warg wydoby si jk# kt%ry zaguszy zgrzytanie zb%w. " )oooooo/ " )dwr%!i si# by stan$' twarz$ do napastnika# kt%ry !o0n$ si o krok na widok jawnej 0urii zielonobrodego krasnoluda. " )oooooo/ " Pikel rzu!i si naprz%d# ale na!ieraj$! potkn$ si o pie+ zamanego

drzewa. 9ego prze!iwnik odwr%!i si# by u!ie!# le!z padaj$!y krasnolud !hwy!i go za kostk. Paka tamtego raz po raz spadaa z !aej siy na grube palu!hy Pikela# rozw !ie!zony krasnolud nie od!zuwa jednak b%lu. Przy!i$gn$ zab%j! do siebie# !hwy!i obiema rkami i d-wign$ w powietrze. Podnosz$! si# uni%s m!zyzn nad gow$ i z za!iekawieniem rozejrza si wokoo# jakby zastanawia si# !o po!z$'. Paka ponownie uderzya z brzkiem w garnek na gowie Pikela. .ym razem uzna# e ma ju do '. 8 nabi m!zyzn na ostro zako+!zony pie+ zamanego drzewa. CCC 82an zdj$ sw%j ple!ak i gdy prze!iwnik ruszy w jego kierunku# za!z$ gmera' przy paska!h. ,ablokowa nim p!hni!ie mie!za# oplataj$! smuke ostrze pasami i daj$! sobie w ten spos%b !zas na wyj!ie ze rodka starannie zawinitej pa!zki o powierz!hni sze !iu !ali kwadratowy!h. &zermierz szarpn$ rk$ i uwolni ostrze# po !zym z za!iekawieniem przyjrza si krasnoludowi. 82an rozdar opakowanie i wyj$ zawarto ' " zabawk# kt%r$ robi dla ;adderly=ego# od !zasu gdy mody u!ze+ tak dzielnie wal!zy z kapanem za# 5arjinem. ;zarna adamantowa obw%dka wiruj$!y!h dysk%w hipnoty!znie kontrastowaa ze rodkiem z p%szla!hetnego krysztau. &zermierz stan$# zastanawiaj$! si nad przezna!zeniem bli-nia!zy!h dysk%w# kt%re po rodku po$!zone byy kr%tkim prtem. 82an niezdarnie wep!hn$ tusty palu!h w ptl na ko+!u sznurka nawinitego na kr%tki prt $!z$!y. .ysi$!e razy widzia# jak ;adderly uywa tej zabawki# i zastanawia si# jakim !udem mody kapan z tak$ atwo !i$ operowa dyskami# kt%re najpierw gadko osuway si w d%# by nastpnie po lekkim ru!hu nadgarstka posusznie wr%!i' do jego !zekaj$!ej doni. " (idziae kiedy !o takiego3 " spyta za!iekawionego szermierza. M!zyzna rzu!i si na niego " 82an !isn$ dyskami. ,ab%j!a uni%s mie!z# by zablokowa' !ios i z niedowierzaniem ujrza na ostrzu rys# wyobion$ w stali przez duo twardszy adamant. 82an nie mia jednak !zasu# by radowa' si e0ektywno !i$ swego dziea. ,ama!hn$ si mo!no# ale w prze!iwie+stwie do ;adderly=ego nie mia poj!ia# w jaki spos%b !i$gn$' dyski do siebie. ,awisy na ko+!u sznurka# obra!aj$! si wok% osi. " )ooooo/ " Pikel zaatakowa z boku# a szermierz# usyszawszy jego okrzyk bojowy#

odwr%!i si energi!znie. ,winnym ru!hem zszed z drogi szaruj$!ego krasnoluda i przyj$ pozy!j bojow$# pod!zas gdy Pikel zahamowa z impetem# obr%!i si na pi!ie i natar ponownie. .ym razem zielonobrody krasnolud zatrzyma si przed m!zyzn$# nie mijaj$! go# i zada !a$ seri w !ieky!h !ios%w sw$ kr%tk$# a!z nader grub$ pak$. &zermierz da z siebie wszystko i unikn$ bliszego z ni$ kontaktu. 82an barkiem odep!hn$ Pikela na bok. " .en je m%j/ " wyja ni burkliwie. &zermierz u mie!hn$ si# uznaj$! za!howanie krasnoluda za przykad jawnej gupoty " wsp%lnie z atwo !i$ mogliby go pokona'. 9ego u mie!h zgas jednak " i to dosownie " kiedy 82an ponownie !isn$ swymi dyskami. .ym razem niezwyke dyski nie byy po$!zone sznurkiem z pal!em krasnoluda i ze wistem przeszyy powietrze " tak szybko# e m!zyzna nie mia najmniejszy!h szans# aby odbi' je mie!zem. 6owa zab%j!y odsko!zya mo!no do tyu# a jego twarz ulega jakby stopieniu# kiedy tra0iy w ni$ adamantowe dyski# wybijaj$! wszystkie wido!zne zby# rozupuj$! nos i oba poli!zki# i prze0asonowuj$! u!hw tak# e ni st$d ni zow$d znalaza si uko nie poniej g%rnej sz!zki. " Nie my lae # !o krasnolud moe tak rzu!i'# !o3 " rykn$ 82an. M!zyzna patrzy przed siebie z niedowierzaniem# jego mie!z upad na ziemi. " )o " mrukn$ Pikel# gdy gowa napastnika prze!hylia si na bok# poniewa dopiero w%w!zas bra!ia zrozumieli# e potny rzut 82ana zama m!zy-nie krgosup. 82an zawt%rowa ponurym tonem. " )o/ CCC 7opni!ie i !ios# uderzenie i d-gni!ie. 4ani!a i wojownik z pak$ poruszali si z brutaln$ harmoni$# atakuj$! i paruj$! !iosy z niewiarygodn$ szybko !i$. Przez sekundy# kt%re prze!i$gay si w minuty# adne z ni!h nie zali!zyo ani jednego tra0ienia. ;ho!ia pojedynek si przedua# a adrenalina pulsowaa im w ya!h# dw%jka wal!z$!y!h nie wydawaa si ani tro!h zm!zona. " 9este dobra# lady... " rzek wojownik z pak$# urywaj$! nagle# jakby zamierza powiedzie' !o wi!ej. " 4okadnie tak# jak tego o!zekiwaem. 4ani!a nie wiedziaa# !o ma odpowiedzie'. ;zy ten m!zyzna igra z ni$# nieomal

wypowiadaj$! jej nazwisko3 &k$d m%g je zna'3 My li kbiy si jej pod !zaszk$. Nagle nabraa podejrze+# e ten napad bynajmniej nie by przypadkowy. Dozpa!zliwie za!za si zastanawia'# !zy ;adderly=emu nie grozi niebezpie!ze+stwo. 8 !o z *2erym i Du0em# kt%rzy przemierzali ten szlak przed kilkoma dniami3 Przekonany# e wytr$!i j$ z r%wnowagi# No!na Maska zaatakowa za!iekle. 4ani!a pada pla!kiem i kopna# tra0iaj$! m!zyzn w kolano i powstrzymuj$! jego atak. Dzu!ia si naprz%d# mierz$! w twarz napastnika. )debraa uderzenie w rami# ale zdoaa tra0i' go w gardo. ( mgnieniu oka# kiedy m!zyzna zatrzyma si i otworzy usta# aby nabra' powietrza# 4ani!a za!isna jedn$ do+ na jego brodzie# a drug$ s!hwy!ia go za wosy. :pu !i pak i rozpa!zliwie za!isn$ donie na nadgarstka!h dziew!zyny# broni$! si przed skr!eniem karku. Przez !hwil trwali w impasie# 4ani!a nie miaa bowiem do ' siy# by kontynuowa' zamierzony manewr. M!zyzna wy!zu sw$ wyszo ' i u mie!hn$ si zowiesz!zo. Nie rozlu-niaj$! u !isku# 4ani!a wybia si w g%r i wykonaa przewr%t przez rami# pozwalaj$!# by jej !iar dokona tego# !zego nie moga osi$gn$' si$. (ili si i szarpali " 4ani!a pod!i$gna kolana w g%r# aby nie pu !i' swojej o0iary. M!zyzna zgrabnie opad na ziemi# ale mniszka ponownie si pod nim przeturlaa i oplota przedramieniem jego szyj. (ojownik bezskute!znie usiowa zapa' odde!h. 4rapa i szarpa ramiona 4aniki# po !zym smagn$ rk$ w g%r# usiuj$! wbi' pal!e w o!zy prze!iwni!zki. 4ani!a po!zua pod biodrem twardo ' kamienia i !zym prdzej ponownie zmienia pozy!j# przesuwaj$! gow m!zyzny w t stron. 5rutalnie# despera!ko zmienia u!hwyt na wosa!h zab%j!y# odsaniaj$! ty jego gowy# i za!za tu! ni$ o gaz. Nadal nie m%g oddy!ha' " !ay wiat znikn$ w !iemniej$!ej mgle. " :n nie yje/ " zawoa 82an# a 4ani!a dopiero w%w!zas u wiadomia sobie# e krasnolud powtarza te sowa raz po raz. Przeraona i mo!no posinia!zona# rozlu-nia u !isk i sto!zya si z trupa# powstrzymuj$! pod!hodz$!e jej do garda mdo !i. " .yn ty dugo nie po!iungnie " stwierdzi spokojnie 82an# wskazuj$! m!zyzn siedz$!ego pod drzewem z dwoma sztyletami ster!z$!ymi z zakrwawionego torsu. " ;hiba e opatrzym mu rany. M!zyzna zdawa si go sysze' i spojrza bagalnie na tr%jk przyja!i%. " Musimy " stwierdzia 4ani!a# kt%ra zdoaa ju doj ' do siebie. " (ydaje mi si# e ten drugi zna moje nazwisko. .o m%g by' jaki spisek# a on " wskazaa m!zyzn pod drzewem " moe nam powiedzie'# o !o w tym wszystkim !hodzi. 82an wzruszy ramionami i post$pi krok w kierunku rannego# kt%ry najwyra-niej

u!ieszy si z 0aktu# e jego y!ie zostanie osz!zdzone. Nagle z boku da si sysze' go ny sz!zk# a w !hwil p%-niej m!zyzna targn$ konwulsyjnie !aym !iaem# gdy bet z kuszy pogr$y si w jego !iele obok dw%!h sztylet%w. CCC 9edyny pozostay przy y!iu No!na Maska z betem z kuszy ster!z$!ym z ramienia za!z$ przedziera' si przez g$sz!z. :trata krwi i pal$!y b%l doprowadziy go nieomal do delirium. 9edna my l nie dawaa mu spokoju " i!h misja zako+!zya si niepowodzeniem. ,awi%d# ale przynajmniej powstrzyma swego t!h%rzliwego kamrata przed zdradzeniem prawdziwego !elu i!h misji " a to byo regu$ numer jeden bezlitosnej organiza!ji. M!zyzna nie wiedzia# dok$d u!ieka'. 1ander zabiby go# gdyby si dowiedzia# e lady Maupoissant pozostaa przy y!iu. >aowa# i wykorzysta sw%j ostatni bet na u!iszenie poten!jalnego zdraj!y# zamiast dokona' pr%by zabi!ia 4aniki. ,mitygowa si jednak# stwierdzi bowiem# e nawet gdyby zdoa rani' lub zabi' dziew!zyn# krasnoludy przejyby in0ormatora i# !o waniejsze# plan elimina!ji ;adderly=ego zostaby naraony na niepowodzenie. Mimo to zab%j!a poaowa swojej de!yzji# gdy usysza za sob$ odgosy po !igu. Nawet ranny i osabiony by pewien# e jest w stanie zdystansowa' kr%tkonogie krasnoludy# kiedy jednak obejrza si przez rami# ujrza mod$ mniszk mkn$!$ jak strzaa przez g$sz!z i doganiaj$!$ go krok po kroku. 4rzewa i krzewy rozst$piy si przed nim# ukazuj$! bardziej surowy# kamienisty teren i zrozpa!zony m!zyzna u mie!hn$ si# przypominaj$! sobie sz!zeg%y topogra0i!zne. 5y No!n$ Mask$ do samego ko+!a# lojalnym i dumnym zab%j!$. )bowi$zki# pomimo i zazwy!zaj krwawe# byy dla niego wszystkim# a jego oddanie sprawie grani!zyo nieomal z obsesj$. (iedzia# e okrutna mniszka znajduje si zaledwie kilka krok%w za nim. Eojalny i dumny# ani na !hwil nie zwolni# do!ieraj$! do krawdzi stustopowej przepa !i# a kiedy znalaz si w powietrzu# w jego krzyku nie zabrzmiaa nuta stra!hu# le!z trium0u.

11
Co )(%i cienie 4ugie !ienie gasn$!ego dnia poyy si na !iana!h i pododze obory. &zare paj!zyny rozbyskiway w sz!zelina!h w r%d su0itowy!h belek# po !zym przygasay# gdy so+!e przesuwao si dalej po niebie. 1ander opar si o drewnian$ !ian# zadowolony# e zn%w powr%!i do swego !iaa# ale w!ale si nie u!ieszy# gdy dowiedzia si o wydarzenia!h# kt%re miay miejs!e na 0armie pod!zas ty!h kilku godzin# kiedy 4u!h nim wada. ;%rka 0armera nie ya# a jej mier' bynajmniej nie naleaa do przyjemny!h. (spomina u!ie!zk do swojej oj!zyzny# na 6rzbiet <wiata# kiedy 4u!h dopad go i zmusi do zamiany !ia# a rozmy laj$! o tym# !oraz bardziej kuli si w sobie. 4la dumnego 0irbolga poraka bya pena i o!zywista. 4la niego jako wojownika stanowio to najgorsze z moliwy!h upokorze+. 5y w stanie pogodzi' si z przegran$ w u!z!iwej wal!e# m%g ugi$' kolana przed prawowitym kr%lem# ale 4u!h odway si posun$' o krok dalej. 4u!h odebra 1anderowi dum# honor i tosamo '. " (r%!ili3 " spyta 0irbolg# kiedy w drzwia!h obory pojawi si ubrany na srebrno? !zarno asasyn. " (dr%wka przez g%ry musiaa zaj$' im !a$ w!zorajsz$ no! " odrzek zab%j!a# jakby wy!zuwaj$! 0rustra!j 1andera. " Najprawdopodobniej nie spotkali si jesz!ze z lady Maupoissant. 1ander odwr%!i wzrok. " Nawi$zali my kontakt z lud-mi w ;arradoonie# grupa zaja pozy!je wok% obery 4ragon=s ;odpie!e " !i$gn$ z nadziej$ w gosie asasyn. 1ander przygl$da mu si przez dusz$ !hwil. (iedzia# o !zym my li %w !zowiek# i zdawa sobie spraw# e tamten podzieli si z nim ostatni$ wiadomo !i$ w nadziei# i zostanie ona dobrze przyjta i o!ali go przed nieprzewidywalnym atakiem gniewu 0irbolga. Nieprzewidywalnym/ 1ander o mao nie rykn$ mie!hem# kiedy zda sobie spraw z ironii tej my li. Du!hem rki nakaza zab%j!y odej '# a No!na Maska# bardziej ni zadowolony# wypeni pozbawiony s%w rozkaz. Airbolg ponownie zosta sam w r%d pogbiaj$!y!h si !ieni. 9ego nastr%j niezna!znie si poprawi# gdy u wiadomi sobie# e wok% i!h obe!nego !elu z wolna po!za za!iska' si ptla# a tym samym zadanie ju wkr%t!e moe by' zrealizowane.

Na usta!h 1andera pojawi si !ie+ u mie!hu# ale zaraz znikn$# 0irbolg ponownie bowiem si zaspi. .o zadanie dobiegnie ko+!a# ale rozpo!znie si nastpne. .o si nie sko+!zy# wiedzia o tym# dop%ki 4u!h nie zde!yduje# e nie jest mu ju potrzebny. &o+!e zaszo# pozostawiaj$! 1andera w !iemno !ia!h. CCC " )0erowae nam swoj$ pomo! " rzek 4u!h do zasko!zonego !zarnoksinika. " .eraz ja daj !i t szans. Mae zielone o!zka 5ogo Datha stay si jesz!ze mniejsze# gdy przygl$da si niskiemu# jakby w!i$ zaspanemu m!zy-nie. (a nie przed !hwil$ wni%s ple!ak ze swoimi rze!zami do pokoiku zarezerwowanego dla+ przez Aredegara i stwierdzi# e tajemni!zy asasyn siedzi na %ku# !zekaj$! na niego. 4u!h rozumia# sk$d braa si podejrzliwo ' i wahanie !zarnoksinika. 5ogo nie u0a 4u!howi " sk$din$d !akiem susznie " i mia wasne plany. .o o!zywiste# i pragn$ mier!i ;adderly=ego# ale 4u!h wiedzia# e ambitny# z natury przekorny i dumny modzian nie bdzie wsp%pra!owa z oddziaem asasyn%w. (ola ra!zej dziaa' niezalenie w nadziei# e uda mu si wykorzysta' zab%j!%w do wasny!h !el%w. 4u!h bardziej ni ktokolwiek inny rozumia tego typu postpowanie i niebezpie!ze+stwa# jakie mogo ono za sob$ po!i$gn$'. " Mam peni' rol wartownika3 " spyta z niedowierzaniem 5ogo. 4u!h zamy li si# po !zym pokiwa gow$ " to byo dobre okre lenie 0unk!ji# kt%r$ dla niego przezna!zy. " ,ajmiesz si jedynie drobniejszymi sprawami " wyja ni. " Nadszed !zas# aby my dowiedzieli si !o nie!o na temat pokoju ;adderly=ego i jego osobistej o!hrony. 5ez w$tpienia m%gbym zaj$' si tym sam# ale nie !h!iabym tego robi'# gdy wiem# e w obery ma si zjawi' dw%!h kolejny!h kapan%w z biblioteki. 5ogo przygl$da mu si przez !hwil. " 9este taki zagadkowy " powiedzia w ko+!u. " Potra0isz zbliy' si do ;adderly=ego i to# jak nadmieniasz# naprawd bardzo blisko# a mimo to mody kapan nadal yje i dobrze si miewa. ;zy to ostrono '# !zy makabry!zne po!zu!ie humoru nakazuje !i kontynuowa' t rozgrywk3 4u!h u mie!hn$ si# gratuluj$! Dathowi przenikliwo !i. " 9edno i drugie " odrzek sz!zerze# gdy sowa !zarnoksinika poe!htay jego dum. " 9estem artyst$# mody !zarowniku# a nie zwy!zajnym morder!$. 6ra# bo tak to wa nie odbieram# musi to!zy' si !i le wedle moi!h regu i na moi!h warunka!h. "

4u!h zaak!entowa niezna!znie ostatnie sowa# tak by zabrzmiay jak gro-ba i utrzymay Datha w ryza!h. " Na razie za w!ze nie na wizyt w izbie kominkowej " skonstatowa 5ogo. " 4opiero !o zaszo so+!e. (ikszo ' bywal!%w przebywa jesz!ze w swoi!h doma!h# ko+!z$! wa nie wie!zerz. * ja nie zd$yem si nawet rozpakowa' " doda z wyra-nym niezadowoleniem w gosie. " ;zy to jest dla !iebie tak wane3 " spyta os!hle 4u!h. 5ogo nie odpowiedzia od razu. " ,anie swoj$ kola!j do izby kominkowej " zaproponowa asasyn. " .o zwy!zaj do ' powsze!hnie praktykowany w r%d go !i obery. " 7apani udali si do wi$tyni 8lmatera " mrukn$ 5ogo. " Mao prawdopodobne# aby wr%!ili w !i$gu godziny# a jak sam stwierdzie # tyle !i wa nie potrzeba. " Niemniej jednak mog$ wr%!i' " rzek 4u!h# a w jego gosie zabrzmia narastaj$!y gniew. " 9estem artyst$ " rzek# wymawiaj$! starannie kad$ sylab. " Per0ek!jonist$. 5ogo nie spiera si duej i zrezygnowany# skin$ gow$. 4u!h stwierdzi# e nie zamierza na razie zabi' ;adderly=ego# za mody !zarnoksinik nie mia powodu# by mu nie wierzy'. .o jasne# e gdyby zniewie !iay asasyn !h!ia podj$' pr%b zama!hu na kapana# m%gby to u!zyni' prakty!znie kiedykolwiek w !i$gu kilku ostatni!h dni i nie musiaby u!ieka' si do pomo!y Datha# angaowania go do roli wartownika zajmuj$!ego strategi!zn$ pozy!j w izbie kominkowej. Przy drzwia!h 4u!h zatrzyma Datha i wyszepta mu do u!haI " Powiedz 5rennanowi# synowi oberysty# e ;adderly y!zy sobie# aby naty!hmiast przyni%s mu wie!zerz. 5ogo spojrza na niego i pytaj$!o uni%s brwi. " .o w !elu otwar!ia drzwi " wyja ni 4u!h# posuguj$! si pre!yzyjnym i ra!jonalnym kamstwem. 4u!h skr!i do swojego pokoju# a 5ogo ruszy dalej w kierunku s!hod%w. Niepozorny asasyn bezgo nie pogratulowa sobie# e z tak$ atwo !i$ manipulowa poten!jalnie gro-nym i kopotliwym !zarnoksinikiem. Przywoa 6hearu0u# kryj$! si za u!hylonymi niezna!znie drzwiami. Niedugo potem na s!hoda!h pojawi si rozradowany 5rennan# kt%ry jedn$ rk$ wprawnie ni%s ta! z posikiem# w drugiej za dziery jaki dugi# w$ski# starannie zapakowany przedmiot. 4u!h podziwia sprysto ' kroku nastolatka# wigor oraz nieokieznan$ energi msko !i budz$!ej si w przystojnym# !ho' moe nie!o za !hudym !iele. " ;hop!ze/ " zawoa p%gosem# gdy 5rennan skr!i za r%g obok pokoju

*2ery=ego i min$ drzwi pokoju asasyna. 5rennan zatrzyma si i odwr%!i# by ujrze' dziwnego m!zyzn. 4u!h skin$ na niego rk$ odzian$ w bia$ rkawi!zk. " .ylko to zanios i zaraz... " za!z$ !hopak# ale asasyn u!iszy go uniesieniem drugiej doni# na kt%rej# jak ze zdziwieniem zauway 5rennan# nosi !zarn$ rkawi!. " .o potrwa tylko !hwilk " rzek 4u!h# a niepodejrzewaj$!y ni!zego modzienie! nie zwr%!i uwagi na zjadliwy u mie!h wykrzywiaj$!y jego wargi. ( uamek sekundy p%-niej 5rennan patrzy na wasn$ twarz i korytarz za swoimi ple!ami. ( pierwszej !hwili pomy la# e ten dziwny m!zyzna postawi przed nim jakie osobliwe lustro# gdy wtem odbi!ie " jego odbi!ie " poruszyo si# zgoa niezalenie. 8 on# a ra!zej jego odbi!ie# miao teraz na donia!h !zarn$ i bia$ rkawi!zk/ " ;o si dzieje3 " wykrztusi 5rennan# bliski paniki. 4u!h wep!hn$ uwizionego !hopaka do pokoju i sam wszed do rodka. 4elikatnie zamkn$ drzwi# po !zym upu !i w$skie zawini$tko " wiedzia ju# i musi to by' jaka laska albo r%dka " na ziemi i postawi ta! na no!nym stoliku. " .o tylko taka gra " zamru!za# usiuj$! nie dopu !i'# by jego przeraona o0iara za!za krzy!ze'. " 9ak !i si podoba poy!zone !iao3 5rennan rozgl$da si nerwowo dokoa# szukaj$! jakiej moliwo !i u!ie!zki. Powoli jego stra!h za!z$ przeradza' si w !iekawo '. &toj$!y przed nim m!zyzna# kt%ry nosi jego !iao# w!ale nie wydawa mu si gro-ny. " ;zuj si saby " wybekota# po !zym skrzywi si# gdy u wiadomi sobie# e m%g urazi' tamtego. " *le o!zywi !ie/ " rzu!i kpi$!o 4u!h. " Nie rozumiesz3 .o sedno !aej gry/ Na twarzy 5rennana ponownie pojawi si wyraz zakopotania i naraz jego o!zy rozszerzyy si# gdy 4u!h# poruszaj$! si z szybko !i$ modzie+!a# za!isn$ pi ' i wymierzy potny sierpowy. 5rennan usiowa si u!hyli'# zablokowa' !ios# ale sabe# w$te !iao nie zareagowao dostate!znie szybko. Pi ' pokonaa miern$ zason# tra0iaj$! 5rennana midzy o!zy# i !hopak run$ bezwadnie# nie maj$! si# by stawi' op%r zamykaj$!ym si nad nim 0alom !zerni. 4u!h przez dusz$ !hwil przygl$da si !iau# zastanawiaj$! si# jak powinien teraz post$pi'. (iedzia# i najrozs$dniej byoby udusi' 5rennana tu i teraz# tak jak to u!zyni z ebrakiem na drodze# a potem pooy' rkawi! na zwoka!h# by zb$kana dusza !hop!a nie moga powr%!i' do !iaa. Prze!iwko takiemu rozwi$zaniu przemawiao jednak wiele !zynnik%w. )draaj$!y asasyn !zu si wy mieni!ie w nowym !iele# penym ledwie kontrolowanej energii i niemal brutalny!h namitno !i# kt%re nakaniay go do zaj!ia si zupenie innymi

rze!zami# porzu!onymi przeze+ wiele dziesi$tk%w lat temu. 8mpuls nakazywa 4u!howi sign$' rk$ i zdj$' but oraz magi!zny pier !ie+# zabi' 5rennana uwizionego w !iele !hudziel!a i pozostawi' go martwego. ( tej sytua!ji m%gby przej$' to !iao na stae# dop%ki nie wypaliby go# tak jak stao si to z powok$ zniewie !iaego# !hudego maego !zowie!zka. Ponownie mia na sobie !zarn$ rkawi!# kiedy jego donie za!isny si na gardle sabeusza. Poj$ jednak# e nie moe tego zrobi' " w kadym razie jesz!ze nie teraz. ,gani samego siebie# e w og%le m%g o !zym takim pomy le'. 4ziaaj$! metody!znie# wprawnie zwi$za i zakneblowa swoj$ o0iar# za!i$gn$ j$ za %ko i w!isn$ midzy posanie a !ian. Pier !ie+ za!z$ ju dziaa' i powieki modzie+!a gwatownie zatrzepotay. 5rennan odzyskiwa przytomno '. 4u!h zdzieli go w gow# raz i drugi. 5rennan jkn$ przez knebel# a 4u!h po!hyli si nad nim i przyoy usta do u!ha !hop!a. " *ni mru# mru " wyszepta miodopynnym tonem " bo zostaniesz srodze ukarany. 5rennan ponownie jkn$# tym razem go niej. " Mam !i powiedzie'# jakie kary przewidziaem dla !iebie za niesubordyna!j3 " zapyta 4u!h# wkadaj$! pale! do oka 5rennana. Przeraony 5rennan w jednej !hwili umilk i znieru!homia. " M$dry z !iebie !hopak " zasz!zebiota 4u!h. " * teraz zoba!zymy# !o tu przyniose . *sasyn podszed i szybko rozwin$ pakunek# wyjmuj$! wdrown$ lask z gak$ w kszta!ie baraniego ba " przepiknie rze-bion$ i idealnie wywaon$. 4u!h widzia ju w!ze niej %w wspaniay przedmiot w doni ;adderly=ego# kiedy ten udawa si do wiey mieszkaj$!ego za miastem !zarodzieja. 4opiero teraz zorientowa si# e wra!aj$! t$ sam$ drog$# mody kapan nie mia swojej laski. " ;o za wygoda/ " powiedzia# pod!hodz$! do 5rennana. " Miaem powiedzie' !i o karze# ale !hyba bdzie lepiej# je li po!zujesz j$ na wasnej# h# h# sk%rze " rzek# uderzaj$! lask$ w otwart$ do+. 9ego twarz wykrzywi grymas niepohamowanej w !ieko !i i unosz$! lask obur$!z nad gow$# opu !i j$ z !aej siy. Po!zu pulsowanie magi!znej mo!y# gdy paka w kszta!ie baraniej gowy tra0ia 5rennana w rami# i u mie!hn$ si jesz!ze szerzej widz$!# jak !huda ko+!zyna pka pod wpywem oboonej silnym !zarem broni. 4u!h nigdy nie przepada za broni$# ale teraz za!z$ si zastanawia'# !zy nie powinien akurat

tej zatrzyma' dla siebie. Mia w$tpliwo !i# !zy odda' t lask ;adderly=emu. *sasyn by w krop!e " bo jeeli mody kapan spodziewa si zwrotu broni# moe za!z$' wypytywa' Aredegara albo samego !zarodzieja z wiey i sytua!ja zna!znie si skomplikuje. Pojawi$ si nowe# duo niebezpie!zniejsze pytania. .ak# w%w!zas sytua!ja nie wygl$daaby ju tak r%owo. ,ab%j!a artysta opu !i pok%j w kilka minut p%-niej# zabieraj$! ze sob$ ta! i pakunek dla ;adderly=ego# a zwinitego w kbek nieprzytomnego 5rennana pozostawi le$!ego w kauy krwi w k$!ie za %kiem. 4u!h strasznie go skatowa i !hopak w !iele !hudziel!a niebawem wyzion$by du!ha# gdyby nie dziaaj$!a nieprzerwanie magi!zna mo! pier !ienia ukrytego w bu!ie. P%przytomny 5rennan spodziewa si# e umrze. Mia wraenie# e w jego !iele nastpuj$ setki przeraaj$!y!h# przeszywaj$!y!h do szpiku ko !i eksplozji. 5olay go wszystkie stawy# a zab%j!a z lask$ po wi!i najwi!ej uwagi jego kro!zu i oboj!zykowi. :siowa poruszy' gow$# ale nie m%g. Pomimo b%lu pr%bowa wy!zoga' si z k$ta# ale by zbyt mo!no zwi$zany. 7rzykn$# wypluwaj$! kolejn$ por!j krwi# za instynkt przetrwania# a!zkolwiek z trudem# tak pokierowa !iepym pynem# e wypyn$ on z jego ust sz!zelin$ z boku knebla i !hopak nie zadawi si wasn$ posok$. &katowany 5rennan modli si# by jego !ierpienia jak najszyb!iej dobiegy ko+!a# nawet je li miao to ozna!za' mier'. Nie wiedzia# rze!z jasna# e nosi magi!zny pier !ie+ i e ju wkr%t!e zostanie ule!zony. CCC ;adderly nie my la o kola!ji# nie my la o ni!zym pr%!z kusz$!ej pie ni rozbrzmiewaj$!ej w jego umy le# gdy kartkowa 7sig :niwersalnej @armonii. 7siga zn%w staa si dla+ azylem !hroni$!ym go przed Du0em i *2erym. 4waj kapani wr%!ili rano# by ponownie spotka' si z ;adderlym# le!z zostali r%wnie szybko jak poprzednio odprawieni " a brzemi tkwi$!e na barka!h modego u!znia stao si !isze ni kiedykolwiek dot$d. Pod o!hron$ pie ni 4eneira ;adderly nie !zu tego !iaru# le!z siedzia sztywno wyprostowany. 7iedy nie kartkowa ksigi# rozkada r!e na boki jak do medyta!ji# !zego nau!zya go 4ani!a jesz!ze w 5ibliote!e Naukowej. (%w!zas ru!hy te byy zwykymi 'wi!zeniami# teraz jednak# gdy kademu jego gestowi towarzyszya pie +# ;adderly !zu mo!# wewntrzn$ si kr$$!$ w !zonka!h. " Mam dla !iebie kola!j/ " usysza do!hodz$!e z tyu woanie 5rennana# a po

wysoko !i jego gosu domy li si# e modzienie! musia nawoywa' go ju kilkakrotnie i zapewne przez dusz$ !hwil bezskute!znie puka do drzwi. ,akopotany ;adderly zamkn$ wielk$ ksig i odwr%!i si w stron !hop!a. )!zy 5rennana rozszerzyy si. " (yba!z mi " przeprosi ;adderly# rozgl$daj$! si bezwiednie wokoo w poszukiwaniu !zego # !zym m%gby si okry'. 5y nagi od pasa w g%r# jego wspaniale umi niona pier i ramiona l niy od potu# a w-laste mi nie brzu!ha# ostro zarysowane po 'wi!zenia!h medyta!yjny!h nad ksig$# dray od niedawnego wysiku. 5rennan szybko si zre0lektowa# a nawet rzu!i ;adderly=emu r!znik z ta!y# aby m%g si wytrze'. " (ygl$da na to# e posiek dobrze !i zrobi " rzek 4u!h. " Nie wiedziaem# e !zytanie moe by' tak m!z$!e. &ysz$! jego sarkasty!zn$ uwag# ;adderly za!hi!hota# !ho!ia by nie!o zdziwiony# e 5rennan m%g powiedzie' !o takiego. ;hopak wielokrotnie widywa go przy lekturze i niejeden raz pod!zas 'wi!ze+ medyta!yjny!h# tak jak dzisiaj. " ;o tam masz3 " spyta ;adderly# widz$! dugie# !ienkie zawini$tko. 4u!h niezdarnie obra!a je w doni# nadal nie wiedz$!# !zy mody kapan spodziewa si tego# !zy te nie. " Przyniesiono dzi po poudniu " wyja ni. " )d !zarodzieja# jak s$dz. Dozwin$ zawini$tko i poda ;adderly=emu wspania$ lask. " .ak# od 5elisariusa. " Mody kapan lekko ma!hn$ trzyman$ w rku lask$# sprawdzaj$! jej wywaenie# po !zym rzu!i j$ na %ko. " Prawie o niej zapomniaem. ,astanawiam si# jakie potne zakl!ia naoy na ni$ m%j przyja!iel !zarodziej/ " doda z jawnym sarkazmem. 4u!h tylko wzruszy ramionami# !ho!ia w gbi duszy zgrzyta zbami i aowa# e postanowi zwr%!i' kapanowi nieo!zekiwany przez niego przedmiot. ;adderly mrugn$ do modzie+!a. " ($tpi# abym kiedykolwiek mia okazje j$ wykorzysta'# rozumiesz. " Nigdy ni! wiadomo# kiedy przyjdzie nam stan$' do walki " odrzek 4u!h# stawiaj$! ta! na maym stoliku i rozkadaj$! srebra. ;adderly przyjrza mu si uwanie# zaniepokojony pospnym tonem i nietypowo re0leksyjn$ uwag$ kierowanego namitno !iami !hopaka. 5rennan przez !hwil trzyma w rku z$bkowany n%# a jego do+ znalaza si zaledwie o kilka !ali od nagiej piersi ;adderly=ego. , jakiego powodu widok ten zaniepokoi modego kapana# w jego gowie rozdzwoni si bezgo ny alarm. &tumi go jednak# r%wnie atwo# jak otar pot z karku# powtarzaj$! sobie ra!jonalnie# e to jedynie

sztu!zka jego wybujaej wyobra-ni. ( umy le ;adderly=ego rozlegy si d-wiki pie ni. 9u mia si odwr%!i'# aby sprawdzi'# !zy nie zostawi otwartej ksigi# ale nie zrobi tego " nie m%g. Na sz!zupy!h ramiona!h 5rennana za!zy si 0ormowa' !ienie. *urora. , jakiego niezrozumiaego powodu modzienie! zn%w nabra przekonania# i 5rennan zamierza p!hn$' go noem. Nagle syn oberysty upu !i n% na ta! i za!z$ niezdarnie manewrowa' niewielk$ mise!zk$ i talerzem. ;adderly nie rozlu-ni si " ru!hy tamtego byy sztywne# zbyt niewprawne# jakby wiadomie udawa# e nie wydarzyo si ni! niezwykego. 7apan nie odezwa si# ale obur$!z trzyma zawieszony na szyi r!znik# mi nie mia napite i gotowe. Nie skon!entrowa si na konkretny!h !zynno !ia!h 5rennana# le!z skupi uwag na jego ramiona!h i przy!upnity!h tam zniekszta!ony!h war!z$!y!h !ienia!h# kt%ry!h !zarne szpony raz po raz !iy powietrze. *urora. Pie + rozbrzmiewaa w zakamarka!h jego umysu# ukazuj$! o!zom prawd. ;adderly jednak w!i$ by nowi!juszem# nadal niepewnym -r%da swojej mo!y# a !o za tym idzie# nie wiedzia# !zy moe mu u0a'# !zy te nie. Nie by w stanie rozr%ni' !ieni# le!z kojarzyy mu si one z upiornymi istotami# kt%re spostrzeg na ramiona!h ebraka przy drodze. ;zu# e zar%wno wtedy# jak i teraz byy u!iele nieniem za. Mia wraenie# e to wytw%r plugawy!h# zy!h my li. 7iedy u wiadomi sobie# e 5rennan mia przed !hwil$ w rku ostry n% o z$bkowanym ostrzu i jednym silnym p!hni!iem m%g to ostrze wbi' w jego nag$ pier # te od!zu!ia bynajmniej go nie uspokoiy. " Musisz ju i ' " rzek do !hopaka. 4u!h spojrza na niego zakopotany# ale i tym razem wyraz jego twarzy nie wyda si ;adderly=emu normalny. " ;o si stao3 " spyta niewinnie. " )dejd- " powt%rzy ;adderly# na jego usta!h pojawi si grymas powagi# a w wypowiedzianym sowie tym razem zawarta bya mo! jednego z pomniejszy!h zakl'. 7apan zdziwi si jesz!ze bardziej widz$!# e !hopak upar!ie nie rusza si z miejs!a. ;ienie na ramiona!h 5rennana rozpyny si i ;adderly za!z$ si ju zastanawia'# !zy nie odebra 0aszywy!h sygna%w i !zy !ienie nie ozna!zay !zasem !zego zgoa innego. 5rennan skoni si lekko " by to jesz!ze jeden niespodziewany gest z jego strony#

a prze!ie ;adderly s$dzi# e wie o nim !akiem sporo " po !zym pospiesznie opu !i pok%j# zamykaj$! za sob$ drzwi. ;adderly przez dusz$ !hwil sta w bezru!hu# wpatruj$! si w prostok$t drzwi i zastanawiaj$! si# !zy jest jesz!ze przy zdrowy!h zmysa!h. Przeni%s wzrok na 7sig :niwersalnej @armonii. ,a!z$ si zastanawia'# !zy przypadkiem nie jest to dzieo przeklte# mami$!e !zytelnik%w kamstwami# kt%re oszukanym# bezwolnym o0iarom wydaj$ si o!zywistymi prawdami. 8lu kapan%w znaleziono martwy!h# le$!y!h na jej otwarty!h stroni!a!h3 ;adderly r%wnie by kilkakrotnie na rozdroa!h i z trudem wal!zy o odde!h# !ho' nie zdawa sobie z tego sprawy. Nie " uzna po namy le. Musia wierzy' w ksig# rozpa!zliwie !h!ia m%! w !o wierzy'. &ta jesz!ze przez !hwil w miejs!u# popatruj$! to na drzwi# to na wolumin# a potem wresz!ie zagl$daj$! w g$b swego ser!a. ,da sobie spraw# e jego wie!zerza stygnie# ale uzna# i jest mu to !akiem obojtne. Pustki w jego wntrzu nie by w stanie wypeni' aden posiek. CCC 5ogo da 4u!howi wi!ej ni godzin# kt%rej $da asasyn# a konie! ko+!%w gorliwy !zarnoksinik postanowi pozosta' w izbie kominkowej# aby zebra' moliwie jak najwi!ej in0orma!ji. Dozmowy w r%d bywal!%w s!hodziy zwykle na plotki o nad!hodz$!ej wojnie# ale# !o 5ogo stwierdzi z ulg$# nikt z obe!ny!h nie zdawa sobie sprawy z rozmiar%w zagroenia# kt%re nad nimi zawiso. 7iedy *ballister zde!yduje si rozpo!z$' o0ensyw " najprawdopodobniej w!zesn$ wiosn$ " armia ,am!zyska .r%j!y nie bdzie miaa wikszy!h problem%w z powaleniem ;arradoonu na kolana. ,apada no!# zapon$ ogie+ w kominku# rozmowy r%wnie nabray aru# a 5ogo pomimo obaw# e 4u!h zlikwidowa ju ;adderly=ego# pozosta w izbie# nasu!huj$! i rozmawiaj$!. ,a kadym razem# kiedy drzwi si otwieray# !zarnoksinik unosi wzrok# peen obaw# e ujrzy powra!aj$!y!h kapan%w# ale nabiera !oraz wikszego przekonania# e wa nie oni mogliby dostar!zy' mu duo wi!ej# i to duo lepszy!h in0orma!ji ni -le poin0ormowani mieszka+!y ;arradoonu. 5ogo u mie!hn$ si# gdy w jaki !zas p%-niej do izby wszed 7ierkan Du0o# u boku ko !istego kapana nie byo bowiem gro-niejszego przeoonego. Du0o ruszy w stron s!hod%w# ale 5ogo zast$pi mu drog. " 9este z 5iblioteki Naukowej3 " spyta tonem penym nadziei. ( blasku ognia z kominka ostre rysy kapana wydaway si jesz!ze bardziej

wyraziste# a jego !iemne o!zy nie zamrugay# gdy zmierzy wzrokiem osobliwie wygl$daj$!ego m!zyzn. " Mog postawi' !i kubek piwa albo wina3 " na!iska 5ogo# nie do!zekawszy si reak!ji. )dpowied- Du0a wr!z o!iekaa podejrzliwo !i$. " 4la!zego3 " Nie jestem st$d " odrzek 5ogo bez odrobiny wahania. *mbitny !zarnoksinik wielokrotnie odgrywa t s!en w my la!h wraz z kilkoma innymi poten!jalnymi s!enariuszami doty!z$!ymi kapana# kt%ry mia si sta' jego marionetk$. " Przez !a$ no! do!hodziy mnie plotki o wojnie " wyja ni. " (szystkie sugeruj$# e jedyn$ nadziej$ jest wa nie 5iblioteka Naukowa. Du0o ponownie nie odpowiedzia# ale 5ogo zauway# e pr%ny kapan z dum$ wyprostowa ramiona. " Posiadam pewne umiejtno !i " !i$gn$ 5ogo# przekonany# e Du0o da si zapa' w jego puapk. " Moe m%gbym pom%!. Na pewno !h!iabym spr%bowa'. Pozw%l wi!# e postawi !i wino " zaproponowa po kr%tkiej przerwie# postanawiaj$! p%j ' ostro za !iosem. " Porozmawiamy sobie i by' moe roztropny kapan zdoa okre li'# gdzie moje umiejtno !i byyby najbardziej uyte!zne. Du0o odwr%!i si# by spojrze' na drzwi# jakby spodziewa si i obawia# e lada moment do izby wkro!zy Przeoony na 7siga!h *2ery. Pokiwa zde!ydowanie gow$ i poszed za Dathem do jednego z pusty!h stolik%w nieopodal kominka. Przez pewien !zas rozmawiali o tym i owym. Popijali wino# le!z 5ogo szybko po!z$ tra!i' nadziej# e zdoa upi' ko !istego m!zyzn. Du0o# kt%ry w !i$gu ostatni!h tygodni sporo wy!ierpia# przez !ay !zas za!howywa ostrono '# zakrywaj$! rk$ sw%j na wp% wypeniony kieli!h za kadym razem# gdy 5rennan# kt%ry obsugiwa go !i# pojawia si przy i!h stoliku. 5ogo zauway# e syn oberysty przygl$da mu si podejrzliwie# ale zoy to na karb wrodzonej !iekawo !i !hopaka oraz zasko!zenia wywoanego widokiem ob!ego rozmawiaj$!ego o !zym z kapanem z biblioteki# i prawie naty!hmiast o tym zapomnia. Nie tra!$! !zasu# zmieni temat i zaj$ si 5ibliotek$ Naukow$# jak r%wnie okre leniem pozy!ji w hierar!hii kapa+skiej korpulentnego przyja!iela Du0a. &topniowo# powoli# !zarnoksinik nakierowa rozmow na drugiego kapana gosz!z$!ego w obery. Du0o# od po!z$tku skryty# jesz!ze bardziej zamkn$ si w sobie i sta si jakby odrobin podejrzliwy# ale 5ogo nie przesta na!iska'. " ;o !i sprowadza do miasta3 " spyta do ' ob!esowo. (ygl$dao na to# e Du0o wy!zu subteln$ zmian w !oraz bardziej

znie!ierpliwionym tonie !zarnoksinika. )par si wygodnie na krze le i w mil!zeniu zmierzy rozm%w! wzrokiem. " Musz i ' " oznajmi niespodziewanie i opieraj$! si obur$!z o st%# za!z$ si podnosi'. " :si$d-# 7ierkanie Du0o " warkn$ nagle 5ogo. Du0o przez !hwil przygl$da mu si z za!iekawieniem i nagle u wiadomi sobie# e pod!zas !aej i!h rozmowy nie wyjawi tamtemu swego nazwiska. &pomidzy w$ski!h ust ko !istego kapana doby si zduszony jk i m!zyzna opad !iko na krzeso# domy laj$! si# !o go !zeka. " &k$d znasz moje imi3 " spyta# sil$! si na odwag. " 4ruzil mi powiedzia " odpar os!hle 5ogo. ,n%w da si sysze' !i!hy jk. Du0o raz jesz!ze !h!ia o !o zapyta'# ale 5ogo u!iszy go uniesieniem doni. " 5dziesz odpowiada i bdziesz posuszny " rzu!i niemal obojtnie. " Nigdy wi!ej " warkn$ zu!hwale Du0o# zdumiewaj$! tym nawet samego siebie. " 4origen uwaa ina!zej " odrzek 5ogo " podobnie jak 4ruzil# kt%ry odwiedza tw%j pok%j kadej no!y# odk$d przybye do miasta " skama. " 8mp by w twoim pokoju# zanim jesz!ze wprowadzie si tam z *2erym przed dwoma dniami. &$dzie # e tak atwo uda !i si wymkn$'# 7ierkanie Du0o3 &$dzie # e bitwa zostaa wygrana# bo w &hilmi !ie napotkali my drobne kopoty3 Du0o nie wiedzia# !o odpowiedzie'. " )t% to " rzek spokojnie 5ogo# rozsiadaj$! si wygodnie na krze le i odgarniaj$! ru!hem gowy kosmyki dugi!h wos%w opadaj$!e mu na twarz. " (idz# e si zrozumieli my. " ;zego $dasz ode mnie tym razem3 " spyta Du0o ostrym i nie!o za go nym jak dla Datha tonem# zwasz!za e w pobliu zn%w pojawi si 5rennan# z jawnym za!iekawieniem przygl$daj$!y si dw%m m!zyznom. Na twarzy Du0a nadal widnia zu!hway grymas# ale 5ogo ani tro!h si tym nie przej$. Du0o by saby " 5ogo wiedzia o tym " w prze!iwnym razie ju dawno opu !iby izb albo zaatakowa wroga# kt%ry sam si przed nim ujawni. " Na razie ni!zego " odrzek# nie !h!$! wprawia' w ru!h zbyt wielu tryb%w# dop%ki nie dowie si# !o wa !iwie planuje 4u!h i jego asasyni. " 5d w pobliu# a ty pozostaniesz do mojej dyspozy!ji. Mam pewne plany zwi$zane z moj$ wizyt$ w ;arradoonie i nie w$tpi# e ty# Du0o# odegrasz w ni!h jak$ rol. " :ni%s kieliszek w stron ko !istego kapana i wy!hyli go# po !zym wsta od stou i oddali si# pozostawiaj$! Du0a zagubionego i s!hwytanego w kolejn$ niemoliw$ do rozwi$zania puapk. " &trze si# mody magu " usysza 5ogo Dath# kiedy stan$ na pierwszym stopniu

s!hod%w znajduj$!y!h si obok barowego kontuaru. )dwr%!i si i spostrzeg modego 5rennana starannie wy!ieraj$!ego blat baru i gniewnie mierz$!ego go wzrokiem. " M%wisz do mnie3 " zapyta 5ogo# usiuj$! nada' gosowi gro-niejsze brzmienie# !ho' sowa syna oberysty odrobin go zaniepokoiy. " )strzegam !i. " doda 4u!h w !iele 5rennana. " 8 wiedz# e to pierwsze i ostatnie ostrzeenie. Masz by' jedynie obserwatorem# taka bya de!yzja samego *ballistera. 9e li si wtr$!isz# moe sta' si tak# e sko+!zysz gryz$! ziemi obok ;adderly=ego. )!zy Datha rozszerzyy si w wyrazie osupienia# a grymas ten sprawi# e na usta!h 4u!ha?5rennana pojawi si promienny u mie!h. " 7im jeste 3 " spyta ostro. " &k$d3 " 9est nas wielu " odrzek tajemni!zo 4u!h# rozkoszuj$! si widokiem skonsternowanego modziana. " 9est nas wielu i wiemy o tobie wszystko. Powiedziano !i# e wykonujemy nasz$ robot jak naley# 5ogo Da!ie. Powiedziano !i# e my nigdy nie ryzykujemy. " 4u!h nagle sko+!zy i odwr%!iwszy si# ponownie zaj$ si polerowaniem baru. 5ogo zrozumia pow%d zako+!zenia rozmowy# gdy *2ery# kt%ry wa nie powr%!i do obery# oraz 7ierkan Du0o minli go# w!hodz$! na pitro i udaj$! si do swoi!h pokoi. 5ogo pod$y za nimi w stosownej odlego !i. Nie by ju pewny# !zy kiedykolwiek wyda 7ierkanowi Du0o dalsze pole!enia. Ni!zego nie by ju pewny.

1!
5)iertelno67 <wit zasta ;adderly=ego na medyta!ji i 'wi!zenia!h. Mody kapan wolno# majestaty!znie rozkada ramiona# w-laste mi nie na jego !iele napray si i drgay. 6dy si poruszy# jego wzrok pad na otwart$ ksig le$!$ na pulpi!ie# usysza pod !zaszk$ d-wiki pie ni i da si im ponie '. Pot zrosi jego nag$ pier i spyn$ strukami po poli!zka!h " po!zu to wyra-nie# gdy pod!zas medyta!ji jego zmysy ulegy zna!znemu wyostrzeniu. 7iedy wresz!ie sko+!zy# by miertelnie zm!zony. ;h!ia pooy' si do %ka# ale ostate!znie zmieni zdanie stwierdziwszy# i w ostatni!h dnia!h zbyt wiele !zasu spdzi w swoim pokoju. 4zie+ zapowiada si sone!zny i !iepy. ,a oknem ta0la 9eziora 8mpresk l nia w porannym so+!u tysi$!em re0leks%w. ;adderly zamkn$ 7sig :niwersalnej @armonii# ale kiedy patrzy na wody jeziora# tak spokojne i inspiruj$!e# w dalszym !i$gu sysza wyra-nie tony pie ni. Nadszed !zas# aby wynie ' wiedz " si emo!jonaln$# na !o li!zy " zdobyt$ dziki ksidze na szeroki wiat. Nadszed !zas# aby sprawdzi'# jak jego nowe umiejtno !i dopasuj$ si do !odziennej har%wki ota!zaj$!y!h go ludzi. ;adderly obawia si tego# !zego mia si dowiedzie'. ;zy bdzie w stanie kontrolowa' ta+!z$!e !ienie# kt%re bez w$tpienia ujrzy na ramiona!h wielu mieszka+!%w ;arradoonu3 8 !zy wa !iwie pojmie i!h zna!zenie3 Powr%!i my lami do wydarze+ poprzedniej no!y# kiedy nakaza 5rennanowi wyj ' z pokoju# przeraony implika!jami wij$!y!h si# war!z$!y!h upior%w# kt%re spostrzeg. :my si i wytar starannie r!znikiem# wzma!niaj$! swoje postanowienie. Moliwo !i wyboru wydaway si proste " wyj ' i spr%bowa' przystosowa' si do y!ia w wietle nowo nabytej wiedzy albo pozosta' w swoim pokoju i prowadzi' niemal pustelni!zy ywot. Pomy la o 5elisariusie mieszkaj$!ym samotnie w swojej wiey. ;zarodziej umrze tam w samotno !i i najprawdopodobniej jego !iao nie zostanie odnalezione przez dobry!h par tygodni. ;adderly nie !h!ia# aby i jego spotka r%wnie ponury konie!. CCC 4u!h# kt%ry w!i$ przebywa w !iele modego 5rennana# jakby od nie!h!enia

wymienia wie!e w opusz!zonym kandelabrze u sz!zytu s!hod%w i obserwowa modego kapana wy!hodz$!ego z obery 4ragon=s ;odpie!e. :sysza# jak ;adderly m%wi Aredegarowi# e wr%!i nieprdko# i wzi$ jego sowa za dobr$ monet. *sasyni ju byli w mie !ie i !zekali w penej gotowo !i. 4u!h musia spotka' si z nimi jesz!ze tego dnia. 5y' moe# kiedy mody ;adderly wr%!i tego wie!zoru do gospody# bdzie tam na niego !zeka' niemia niespodzianka. ;ierpliwy zab%j!a artysta 4u!h wolaby od!zeka' jesz!ze kilka dni przed zaaranowaniem zama!hu# zbliy' si jesz!ze bardziej do tego zadziwiaj$!ego modego m!zyzny i dowiedzie' si o nim moliwie jak najwi!ej# by w momen!ie ataku mie' pewno '# e obejdzie si bez 0uszerki. *sasyn uzna to za sz!zeg%lnie wane w wietle poten!jalny!h problem%w# jakie mogy wynikn$' z obe!no !i w obery dw%!h inny!h kapan%w. ( ty!h okoli!zno !ia!h 4u!h zwlekaby z realiza!j$ zadania# aby okre li'# !zego wa !iwie " jeeli !hodzi o umiejtno !i posugiwania si !zarami " mona si spodziewa' po nowo przybyy!h# a zwasz!za po Przeoonym na 7siga!h. ;zy istniaa moliwo '# e No!ne Maski zabij$ ;adderly=ego tylko po to# by *2ery# odnalazszy jego !iao# przywr%!i go do y!ia3 9esz!ze wikszy kopot przedstawia sob$ 5ogo Dath. *sasyn zastanawia si# !o te szykuje ten mody# zapal!zywy !zarnoksinik. Poprzedniej no!y 5ogo rozmawia z drugim# niszej rangi kapanem i nie mogo to ozna!za' ni!zego dobrego. 4u!h nie lubi luk w plana!h. 5y zatwardziaym zawodow!em# kt%ry !hlubi si opini$ idealnego zab%j!y# nigdy niepozostawiaj$!ego ni!zego przypadkowi. Poniewa jednak ta opera!ja przeprowadzana bya nader pospiesznie# musia wierzy'# e ewentualne problemy da si omin$' b$d- wyeliminowa'. Nagle przyszed mu do gowy nowy pomys# nowe pragnienie# kt%re przynajmniej do pewnego stopnia usprawiedliwiao jego pozorn$ beztrosk. 4u!h po!zu oywienie przepeniaj$!e jego !zonki# przeszywaj$!e od st%p do g%w potne 0ale modzie+!zy!h pragnie+# i przypomnia sobie upojn$ rozkosz# jakiej m%gby dziki nim do wiad!zy'. Nie !h!ia porzu!a' swego nowego !iaa. (iedzia jednak# e nie moe gra' duej w t szarad. (ystar!zyo jedno spotkanie# by ;adderly zorientowa si# e !o jest nie tak# wi! 4u!h nie w$tpi# e w miar upywu !zasu jego podejrzenia jesz!ze bardziej przybrayby na sile. Poza tym w tym !iele podlega wielu powanym ograni!zeniom. 9ego drugie !iao pozostawao przy y!iu i sytua!ja ta nie ulegnie zmianie# dop%ki asasyn nie podejmie ostate!znej de!yzji o przywasz!zeniu sobie powoki 5rennana na stae# !o przed zako+!zeniem tej misji byoby do ' niebezpie!znym posuni!iem. 4op%ki jego druga#

zniewie !iaa powoka oddy!haa# 4u!h nie m%g wykorzysta' 6heam0u prze!iwko kolejnej osobie. Nawet eby dotrze' do 1andera# 4u!h musia korzysta' ze swego wa !iwego !iaa# a !zyni$! to# uwolniby 5rennana. ,dawa sobie spraw# i wszystko stanie si duo prostsze z !hwil$ mier!i ;adderly=ego. 9u poprzedniego wie!zoru zastanawia si nad moliwo !i$ pr%by zama!hu# kiedy trzyma w rku dugi n%# oddalony zaledwie o par !ali od nagiej piersi kapana. 6dyby dobrze wymierzy# byoby ju po wszystkim# a on m%gby odebra' zapat w zo!ie i za!z$by powanie zastanawia' si nad tym# by pozostawi' dla siebie to mode# pene si witalny!h !iao i zabi' uwizionego du!ha modzie+!a# kt%ry znajdowa si teraz w jego pokoju# oraz wyj$' magi!zny pier !ie+ z buta trupa. ,a kilka dni jego dusza przyzwy!zaiaby si do nowej powoki# a w%w!zas zn%w m%gby korzysta' z mo!y 6hearu0u. 8 zn%w byby mody i silny. (ahanie sprawio# e asasyn utra!i swoj$ szans. ,anim zd$y !okolwiek zrobi'# ;adderly zn%w sta si spity# gotowy i !zujny. Euki w jego planie " zlek!ewaenie umiejtno !i ;adderly=ego oraz zignorowanie dw%!h pozostay!h kapan%w " nie pozwoliy na zako+!zenie tej trudnej rozgrywki. " 5rennanie/ " (oanie Aredegara wyrwao asasyna z zamy lenia. " Na !o !zekasz3 " sykn$ oberysta. " Pod!i$gnij no ten kandelabr do g%ry# gdzie jego miejs!e# ino ywo/ .rza posprz$ta' w izbie kominkowej. Dusz si/ Mode !iao miao spore ograni!zenia# jeeli !hodzio o moliwo !i dziaania. 4u!h nie pr%bowa si spiera'. *sasyni byli niedaleko " mia sporo !zasu# by si z nimi skontaktowa' " a w grun!ie rze!zy !ieszy si z tej zwoki# gdy mia teraz wi!ej !zasu na przemy lenie poten!jalny!h problem%w i paru waniejszy!h kwestii. ( godzin p%-niej asasyn jesz!ze bardziej u!ieszy si# e zatrzymano go w obery# ujrza bowiem mod$ kobiet o dugi!h# gsty!h truskawkowoblond wosa!h sigaj$!y!h do ramion. (esza do 4ragon=s ;odpie!e i za!za si rozgl$da' w poszukiwaniu ;adderly=ego. 7obieta przedstawia si jako lady 4ani!a Maupoissant. 4u!h wpad na genialny pomys. CCC " .am un je/ " zawoa 82an# wskazuj$! na wej !ie do obery 4ragon=s ;odpie!e i jedno!ze nie bez!eremonialne wprawiaj$! Pikela w ru!h wirowy. " )joj/ " zapisz!za Pikel# zauwaywszy ;adderly=ego# !ho!ia przede wszystkim by zaabsorbowany tym# aby 82an zabra od niego r!e# bo nie mia duej o!hoty kr!i'

si w k%ko. )szoomiony zielonobrody krasnolud przest$pi z nogi na nog# usiuj$! poprawi' na gowie przekrzywiony hem ze starego garnka. 82an ruszy w stron ;adderly=ego# kt%ry jesz!ze i!h nie zauway# ale 4ani!a pooya do+ na ramieniu krasnoluda. )dwr%!i si# spojrza w przepenione bagalnym wyrazem o!zy 4aniki i naty!hmiast zrozumia# o !o jej !hodzi. " ;h!esz porozmawia' z nim sama " odgad jej pro b. " Mog3 " spytaa 4ani!a. " Nie wiem# jak ;adderly zareaguje na m%j widok. (olaabym... " Ni! wien!y nie m%w# pani " rykn$ 82an. " 9a i m%j brat mamy przed sobom huk roboty# a robi si ju p%-no. (ynajmem dla nas par pokoj%w. " (skaza na szyld obery o dwa domy dalej od 4ragon=s ;odpie!e. " 7iedy se bdziesz !h!iaa# moesz po nas przyj '. 8 moesz da' to jemu ode mnie i od brata " doda# wyjmuj$! z kieszeni adamantowe wiruj$!e dyski. 9u mia je poda' 4ani!e# gdy nagle# zakopotany# !o0n$ rk. Najdyskretniej# jak tylko by w stanie# gburowaty krasnolud zdrapa z brzegu jednego z dysk%w resztki pierwszej o0iary# prze!iwko kt%rej zostay uyte. 4ani!a zauwaya# !o robi. , bezradnym wzruszeniem ramion 82an rzu!i jej dyski. Mniszka po!hylia si i po!aowaa wyrozumiaego krasnoluda w !zoo# na !o 82an wyra-nie si zaponi. " @i# hi# hii " zasz!zebiota Pikel. " * to po kiego3 " spyta 4ani! zawstydzony 82an. 7lepn$ swego roz!hi!hotanego brata w rami# okr!aj$! go wok% osi# po !zym powoli za!zli si oddala' od obery i od ;adderly=ego. (iedzia# e gdyby modzienie! i!h dostrzeg# najprawdopodobniej przywoaby do siebie !a$ tr%jk# niwe!z$! zamiary 4aniki. 4ziew!zyna# stoj$! po rodku zabo!onej uli!y# obserwowaa ;adderly=ego w!hodz$!ego do wntrza obery. Naprze!iw niej# po drugiej stronie# migotay w blasku popoudniowego so+!a wody 9eziora 8mpresk i 4ani!a nieomal poddaa si urokowi tego przepiknego widoku# zapominaj$! o dr!z$!y!h j$ lka!h. Prawd m%wi$!# nie wiedziaa# jaka bdzie reak!ja ;adderly=ego# nie wiedziaa# !zy i!h rozstanie w &hilmi !ie ma uwaa' za ostate!zne. 6dyby j$ teraz odrzu!i# nie wiedziaaby# !o ze sob$ zrobi'. Mniszka stawiaa !zoa wielu nieprzyja!ioom i wyzwaniom# adne z ni!h jednak nie byo r%wne trudne i bolesne jak to. Musiaa zebra' w sobie !a$ odwag# ale konie! ko+!%w ruszya w stron o!zekuj$!ej j$ obery.

;adderly w!hodzi po s!hoda!h na pitro# kiedy 4ani!a znalaza si w holu. Mody kapan trzyma swoj$ wdrown$ lask w zgi!iu ok!ia i przegl$da jaki pomarsz!zony pergamin# najwyra-niej zapomniawszy z tego powodu o !aym wie!ie. ,winna mniszka bezszelestnie jak kot przesza przez pomiesz!zenie i wspia si po s!hoda!h na g%r. Mody# moe pitnastoletni !hopak zmierzy j$ wzrokiem# kiedy go mijaa. ( gbi duszy 4ani!a spodziewaa si# e j$ zatrzyma# nie naleaa wszak do go !i mieszkaj$!y!h w tej obery. Nie zatrzyma jej jednak i niebawem ;adderly# w dalszym !i$gu zbyt zajty pergaminem# aby j$ dostrze!# wyprzedza 4ani! ju tylko o dwa kroki. 4ziew!zyna przygl$daa mu si przez dusz$ !hwil. (ydawa si sz!zuplejszy ni przed kilkoma tygodniami# ale wiedziaa# i nie stao si tak wskutek niedoywienia. ;hopi!a sylwetka ;adderly=ego nabieraa mskiej twardo !i " nawet jego krok wydawa si bardziej dziarski i pewny# mniej skonny do s!hodzenia z raz obranej !ieki. " 4obrze wygl$dasz " wykrztusia prawie bez namysu. ;adderly przystan$ gwatownie i omal si nie potkn$. Powoli uni%s wzrok znad pergaminu. 4ani!a usyszaa# jak gwatownie !hwyta powietrze. (ydawao si# e mino wiele minut# nim mody kapan zebra si wresz!ie na odwag# aby odwr%!i' si i spojrze' jej prosto w twarz# a gdy to u!zyni# 4ani!a ujrzaa maluj$!e si na jego obli!zu zakopotanie. ;zekaa na odpowied-# ale modzienie! albo nie by w stanie wydoby' z siebie gosu# albo nie mia jej ni! do powiedzenia. " 4obrze wygl$dasz " powt%rzya i po!zua si strasznie gupio. " 9a... my musieli my przyby' do ;arradoonu... :rwaa# kiedy i!h spojrzenia wresz!ie si spotkay. (ielokrotnie wpatrywaa si w jego szare o!zy# ale teraz dostrzega w ni!h !o nowego " smutek gorzki!h przey'. ,n%w wydawao si# jakby mino wiele minut. Easka ;adderly=ego spada na s!hody z niewiarygodnie go nym brzkni!iem. 4ani!a spojrzaa na ni$ zdumiona# a kiedy ponownie uniosa wzrok# ;adderly by ju przy niej i bra j$ w ramiona# nieomal miad$! w u !isku. 4ani!a bya niezalen$# tward$ i siln$ wojowni!zk$# ale nigdy w y!iu nie !zua si r%wnie wspaniale. 5yo jej !iepo. ;zua si bezpie!zna i spokojna. Fzy spyway strukami po jej gadki!h poli!zka!h# a w ser!u nie byo nawet !ienia smutku. CCC Pozostaj$! pod posta!i$ 5rennana# 4u!h obserwowa t par# stoj$! u podn%a

s!hod%w i leniwie wodz$! miot$ w t i z powrotem. 9ego podstpny umys pra!owa bez !hwili wyt!hnienia# 0ormuowa nowe plany i wprowadza drobne poprawki do stary!h. 4u!h wiedzia# e musi dziaa' szybko. &ytua!ja stawaa si !oraz bardziej skomplikowana. ,r!zny i wprawny zab%j!a artysta nie obawia si. Eubi wyzwania i w por%wnaniu z wieloma bohaterami# kt%ry!h pozbawi y!ia pod!zas swej dugoletniej dziaalno !i# to zadanie i ta o0iara# ;adderly# nie stanowio dla niego wikszego problemu. CCC 4ani!a. ;adderly nie widzia jej od ponad pi!iu tygodni i !ho' nie zapomnia# jak wygl$da# jej uroda wyra-nie go urzeka. &taa w jego pokoju# opieraj$! si ple!ami o zamknite drzwi# z gow$ prze!hylon$ lekko w bok i dugimi truskawkowoblond wosami spywaj$!ymi na rami. (patrywaa si w niego migdaowymi !iemnobr$zowymi o!zami# penymi troski i zrozumienia. .o z jego ini!jatywy si rozstali. .o on odszed " opu !i 4ani!# wojn i &hilmist. Nadal nie by pewny# z jaki!h powod%w mniszka zde!ydowaa si go odwiedzi'# ale wiedzia# e niezalenie od tego# jakie by one nie byy# nadesza pora# aby to on si odezwa i powiedzia !ho' kilka s%w. " Nie s$dziem# e si tu zjawisz " powiedzia. &tan$ obok swego pulpitu i delikatnie zamkn$ 7sig :niwersalnej @armonii. &pomidzy jego spierz!hnity!h warg doby si zduszony !hi!hot. " )bawiaem si# e otrzymam zaproszenie do &hilmisty# abym wyst$pi w !harakterze wiadka na lubie 4aniki i Blberetha. " Nie zasuyam na to " odpara# za!howuj$! spokojny# wywaony ton gosu. ;adderly bezradnie wyrzu!i w g%r obie donie. " * ja !hyba zasuyem " mrukn$. 4ani!a wyja podarunek od 82ana i rzu!ia mu go. " )d krasnolud%w " wyja nia# gdy ;adderly zapa !ikie dyski. " ,a!zy nad tym pra!owa' ju dawno temu# to mia by' prezent dla tego# kto uratowa 5ibliotek Naukow$. ;adderly po!zu si broni# kt%ra w r%wnym stopniu go podeks!ytowaa# !o przerazia. " &tale tylko bro+ i bro+ " burkn$ z rezygna!j$ i !isn$ wiruj$!e dyski na podog u st%p %ka. )dbiy si od niewielkiego ku0ra na ubrania# pozostawiaj$! solidne wgnie!enie w twardym drewnie# i poto!zyy si po pododze# by znieru!homie' o kilka

!ali od wieo odzyskanej przez niego wdrownej laski# oboonej przez 5elisariusa wzma!niaj$!ymi zakl!iami. ;adderly przyjrza si le$!ym na pododze przedmiotom i o mao nie wybu!hn$ mie!hem# ale zmitygowa si i powr%!i do przerwanego tematu. " 7o!haa ksi!ia el0%w " rzek do niej. " 9est teraz kr%lem el0%w " upomniaa go 4ani!a. ;adderly nie przeo!zy 0aktu# i nie odpowiedziaa na jego zarzut. " 7o!haa ... ko!hasz Blberetha " powt%rzy p%gosem. " .ak samo jak ty " odrzeka 4ani!a. " 9est wspaniaym przyja!ielem i jedn$ z najbardziej niezwyky!h i honorowy!h os%b# u boku kt%ry!h miaam zasz!zyt wal!zy'. )ddaabym y!ie za kr%la el0%w z &hilmisty# podobnie jak ty. 9ej sowa nie byy dla ;adderly=ego ni!zym nowym. Przez !ay !zas# pomimo dr!z$!y!h go obaw# wiedzia# jak naprawd przedstawia si zwi$zek pomidzy 4ani!a i Blberethem# zdawa sobie spraw# e jej mio ' do el0a " bo jednak bya to mio ' " nie moe si r%wna' z u!zu!iami# jakie ywi do niego. 4ani! i Blberetha po$!zya walka o wsp%ln$ spraw# byli wojownikami maj$!ymi ten sam sz!zytny !el. 9eeli ;adderly ko!ha 4ani!# a wszak wielbi j$ !aym ser!em# jake m%g nie ko!ha' Blberetha3 Pozostaa jesz!ze jedna wana kwestia# w$tpliwo ' bynajmniej niezwi$zana z 4ani!a. " )ddaaby za niego y!ie " powiedzia ze sz!zero !i$ w gosie ;adderly. " ;h!iabym m%! odnale-' w sobie podobn$ odwag. : mie!h 4aniki nie by ironi!zny# ale mimo to ;adderly po!zu si do ' niezr!znie. " :!iekem stamt$d " stwierdzi bez ogr%dek. " Nie wtedy# gdy bye potrzebny " odpara. " *ni ja# ani el0y nie zapomnieli my o tym# !o u!zynie w &yldrit!h .rea !zy p%-niej# pod!zas bitwy. .intagel zawdzi!za !i y!ie. 4ziki tobie &hilmista wr%!ia we wadanie el0%w Blberetha. " *le ja u!iekem " zaoponowa ;adderly. " Nie ma !o do tego w$tpliwo !i. Nastpne pytanie 4aniki# przepenione niewinno !i$ i sz!zerym niepokojem# zupenie zbio modego kapana z tropu. " 4la!zego u!ieke 3 Dzu!ia sw%j wdrowny pasz!z na niewielki no!ny stolik i podesza# by usi$ ' na %ku# on za odwr%!i si# by wyjrze' przez okno i podziwia' migo!$!$ ta0l jeziora# sk$pan$ w promienia!h dogasaj$!ego so+!a. ;adderly nigdy nie zada sobie podobnego pytania wprost# nigdy nie zastanawia si nad przy!zyn$ swego strapienia.

" 5o... " za!z$# ale zaraz umilk# nie odnalazszy wa !iwy!h s%w. :sysza skrzypni!ie %ka i przez !hwil obawia si# e 4ani!a podejdzie do niego. Nie !h!ia# eby ujrzaa zbolay wyraz jego twarzy. F%ko znowu skrzypno i u wiadomi sobie# e mniszka nie wstaa# a jedynie zmienia uoenie !iaa. " ,byt wiele# zbyt szybko dziao si wok% mnie " powiedzia. " (alka# magia# rozwaania# gdy staem nad nieprzytomn$ 4origen# i obawa# e popeniem b$d# pozostawiaj$! j$ przy y!iu# krzyki umieraj$!y!h# kt%ry!h nie byem w stanie zaguszy'... " ;adderly za!hi!hota !i!hutko. " 8 spos%b# w jaki patrzya na Blberetha. " (ydaje mi si# e te powody powinny ra!zej skania' do pozostania z tymi# kt%rzy !i ko!hali# a nie do u!ie!zki " zauwaya 4ani!a. " .o szale+stwo narastao ju od jakiego !zasu " wyja ni. " 5y' moe# zanim jesz!ze kapan za zaatakowa bibliotek. Moe te problemy dr!zyy mnie przez !ae dorose y!ie. (!ale by mnie to nie zdziwio. Musz stawi' !zoa tym kopotom i pokona' je " !i$gn$# rzu!aj$! przez rami ukradkowe spojrzenie na dziew!zyn. " .eraz ju to wiem. " *le# mimo wszystko... " za!za 4ani!a# le!z ;adderly# ponownie wpatrzony w ta0l jeziora# przerwa jej# unosz$! do g%ry rk. " ;zy nie rozumiesz# e przy tobie nie m%gbym im sprosta'3 " spyta bagalnym tonem w nadziei# e mu wyba!zy. " Przedtem# w bibliote!e# kiedy dr!zyy mnie jakie pytania !zy w$tpliwo !i# wystar!zyo mi jedynie spotka' si z moj$ uko!han$ 4ani!$. : twego boku# gdy na !iebie patrzyem# zapominaem o wszelki!h kopota!h !zy pytania!h bez odpowiedzi. &pojrza na ni$ z ukosa i ujrza rado ' bij$!$ z jej urodziwego obli!za. " Nie jeste moj$ odpowiedzi$ " stwierdzi i skrzywi si# gdy dziew!zyna spo!hmurniaa# a w jej migdaowy!h o!za!h pojawi si b%l. " Nie jeste moim lekarstwem " pospieszy z wyja nieniem# auj$! wypowiedziany!h w!ze niej s%w. " 9este dla mnie ukojeniem# przynosisz !hwilow$ ulg. " ,abawk$3 " Nigdy w y!iu/ " .e sowa wr!z wyrway si z piersi ;adderly=ego# przepenione pewno !i$ i stanow!zo !i$# kt%r$ 4ani!a tak bardzo pragna usysze'. " 7iedy jestem z tob$# !ay wiat i !ae moje y!ie wydaje si pikne " !i$gn$. " ( rze!zywisto !i jednak w!ale tak nie jest. &hilmista nie pozostawia !o do tego adny!h w$tpliwo !i. 7iedy jestem przy tobie# jestem w stanie ukry' si za oson$ mojej mio !i. .y# 4ani!o# staa si moj$ mask$. Nosz$! j$# jestem pewien# i bybym w stanie skry' si nawet przed koszmarami tej nieko+!z$!ej si bitwy.

" *le nie m%gby ukry' si przed samym sob$ " wtr$!ia 4ani!a# kt%ra wresz!ie za!za pojmowa'# o !o mu !hodzi. ;adderly pokiwa gow$. " Mam kopoty. 8 tkwi$ one tutaj " wyja ni# wskazuj$! najpierw na swoje ser!e# a potem gow. " Pozostan$ ze mn$# dop%ki i!h nie rozwi$. *lbo dop%ki one mnie nie znisz!z$. " * nie m%gby stawi' im !zoa# ukrywaj$! sw$ prawdziw$ twarz za mask$3 " zapytaa 4ani!a. ( jej gosie nie byo sy!ha' gniewu !zy zo !i. (sp%!zua ;adderly=emu. " 8 jak# znalaze swoje odpowiedzi3 " spytaa po !hwili. ;adderly o mao nie wybu!hn$ mie!hem. " )dnalazem wi!ej pyta+ " przyzna. " <wiat sta si jesz!ze bardziej skomplikowany# odk$d za!z$em zgbia' wasn$ natur. " (skaza rk$ 7sig$ :niwersalnej @armonii. " Nie uwierzyaby # jakie obrazy ukazaa mi ta ksiga# !ho' nie jestem w stanie stwierdzi'# !zy s$ to prawdziwe wizje# !zy moe ra!zej sprytne oszustwa. 4ani!a skulia si i za!za odsuwa' si od niego# a ;adderly u wiadomi sobie# e powiedzia !o nader istotnego. )d!zeka dusz$ !hwil# daj$! jej moliwo ' wypowiedzenia swego zdania na ten temat. " 7westionujesz swoj$ wiar3 " spytaa bez ogr%dek. ;adderly odwr%!i si# jego spojrzenie ponownie pod$yo ladem gasn$!y!h re0leks%w na powierz!hni jeziora. 4opiero teraz u wiadomi sobie# e mimo wszystko tra0ia w sedno. 9ak to moliwe# e on# kapan 4eneira# zw$tpi w objawienia i magi przekazywan$ mu przez naj witsz$ ksig jego b%stwa3 " Nie w$tpi w zasady wyznawane przez kleryk%w 4eneira " rzek z przekonaniem w gosie. " * wi! !hodzi o samego boga " powiedziaa z niedowierzaniem 4ani!a. " ;zyby kwestionowa istnienie taki!h istot3 " 9ej gos wyra-nie si ama. " 9akim !udem kto # kto zosta wy!howany w r%d kapan%w i ogl$da na wasne o!zy e0ekty magii kleryk%w# moe uwaa' si za agnostyka3 " ,a nikogo si nie uwaam " zaprotestowa ;adderly. " Po prostu ni!zego ju nie jestem pewien/ " (idziae mo! przekazywan$ przez bog%w " zaoponowaa. " ;zue j$... uzdrawiaj$! .intagela. " (ierz w magi!zn$ mo! " odpar. " &tanowi ona niezaprze!zalny 0akt na terytorium !aego Aaerunu. 8 to prawda# !zuem mo!# !ho' nie potra0i stwierdzi'# sk$d po!hodzia.

" Przekle+stwo inteligen!ji " mrukna ironi!znie 4ani!a. ;adderly raz jesz!ze obejrza si przez rami. " Nie wierzysz w ni!# !zego nie da si udowodni' ponad wszelk$ w$tpliwo ' " powiedziaa. " ;zy wszystko musi by' nama!alne3 ;zy w przenikliwym umy le# zdolnym do rozwi$zywania pomniejszy!h zagadek# nie ma ju miejs!a na wiar3 Ponad jeziorem powia wiatr. Aale pomkny ku brzegowi# nios$! na swy!h grzbieta!h resztki wiata za!hodz$!ego so+!a. " Po prostu nie wiem " stwierdzi ;adderly# wpatruj$! si we wzburzon$ wod i usiuj$! poj$' symboli!zne zna!zenie niesionego na 0ala!h dogasaj$!ego wiata. " 4la!zego u!ieke 3 " spytaa ponownie 4ani!a# a sysz$! determina!j w jej gosie# ;adderly domy li si# e mniszka zmusi go# by jej odpowiedzia# niezalenie od tego# ile wysiku miaoby to kosztowa' i!h oboje. " 5aem si " powiedzia. " 5aem si dalszego zabijania. 5aem si# e ty moesz zgin$'. Nie zni%sbym tego. " Przerwa i gwatownie przekn$ lin# godz$! si ze wiadomo !i$ trudnej do przyj!ia prawdy. 9ego mil!zenie przeduao si# 4ani!a nie !h!iaa go ponagla'. " 5aem si mier!i. * wi! o to !hodzio. ;adderly przyzna si wresz!ie do wasnego t!h%rzostwa. &pl%t ramiona na piersia!h w obawie przed !it$ ripost$ 4aniki. " )!zywi !ie# e si bae " powiedziaa i jej sowa zupenie go zasko!zyy. Nie zabrzmiaa w ni!h nawet nuta sarkazmu. " 7westionujesz swoj$ wiar# w$tpisz# e jest !o jesz!ze poza obe!nym y!iem. 9eeli wierzysz# e nie istnieje ni! wi!ej# !% zatem wart jest honor3 )dwaga bierze si z wiary w suszn$ spraw# ;adderly. 5yby got%w umrze' za Blberetha. 4ae tego dow%d. * gdyby w%!znia zostaa wymierzona w moje ser!e# jestem pewna# e bez wahania osoniby mnie wasnym !iaem. Nie w$tpi w to. ;adderly nadal wygl$da przez okno. &ysza# jak dziew!zyna ponownie przesuwa si na %ku# ale by zbyt po!honity rozwaaniem jej peny!h m$dro !i s%w. Patrzy na ostatnie promienie so+!a odbijaj$!e si w 0ala!h jeziora i wiedzia# e 4ani!a powiedziaa prawd. ( &hilmi !ie ba si mier!i# ale tylko dlatego# i motywa!ja do kontynuowania tej walki braa si z wyznawany!h zasad# a te z kolei miay swoje podstawy w wierze. )n za by w !ieky na 4ani!# Blberetha i wszystki!h inny!h tylko dlatego# e si o ni!h ba i nie potra0i przyj$' i!h oddania wyszym zasadom ani i!h pragnienia kontynuowania walki# w kt%rej# b$d- !o b$d-# stawk$ byo y!ie. " ,asonibym !i wasnym !iaem " powiedzia wresz!ie. " Nigdy w !iebie nie w$tpiam " odpara 4ani!a. ( jej gosie pobrzmiewaa jaka nuta# !o agodnego i tajemni!zego# !o sprawio# i ;adderly odwr%!i si do niej. Eeaa na %ku oparta wygodnie na jednym boku# a jej odzienie rozrzu!one byo po

pododze. Nawet gdyby y tysi$! lat# nigdy by nie zapomnia widoku 4aniki w tej wa nie !hwili. 6ow opara na doni# podpieraa si na ok!iu# jej gste truskawkowoblond wosy opaday kaskad$ w d% ramion# by ta+!zy' na podusz!e. &abe wiato podkre lao kr$go !i !iaa# mikko ' sk%ry i blask smuky!h n%g. " Przez wszystkie te tygodnie ani razu w !iebie nie zw$tpiam " powiedziaa. ;adderly wy!zu delikatne drenie w jej gosie# ale w dalszym !i$gu nie wierzy# e moga okaza' si r%wnie odwana. Nie mrugn$wszy powiek$# rozpi$ guziki koszuli i podszed do niej. ( !hwil p%-niej byli razem. ( umy le ;adderly=ego ponownie rozbrzmiewaa pie +. * moe nie tyle rozbrzmiewaa# !o ra!zej !zu j$# jak pulsuje gwatownie w kadym zakamarku jego !iaa# prowadzi go poprzez posz!zeg%lne delikatne# subtelne ru!hy i gesty i utwierdza w przekonaniu# e jego postpowanie byo wa !iwie# ba# nie m%g post$pi' ina!zej/ ( umy le ;adderly=ego panowa nieopisany !haos my li i od!zu'. Pomy la o 4ani! nosz$!ej jego dzie!ko i za!z$ zastanawia' si nad implika!jami miertelno !i. Przede wszystkim jednak pomy la o niej jako o swej du!howej towarzysz!e i odni%s wraenie# e ko!ha j$ jesz!ze mo!niej. 5y' moe kiedy bya jego azylem# ale tylko dlatego# e on sam sprowadzi j$ do tej roli. .eraz zdemaskowa najgbiej skrywane spo r%d trawi$!y!h go lk%w sabo !i# a 4ani!a zaak!eptowaa je# podobnie jak jego# !aym swoim ser!em# i sz!zerze pragna pom%! mu w i!h przezwy!ieniu. P%-niej# gdy 4ani!a usna# ;adderly wsta z %ka i zapali pojedyn!z$ wie! na pulpi!ie obok 7sigi :niwersalnej @armonii. Nie zadaj$! sobie trudu# aby si ubra'# przeni%s wzrok na le$!$ na %ku dziew!zyn i po!zu 0al mio !i przeta!zaj$!$ si w jego ya!h. (zmo!niony tym wewntrznym przekonaniem# usiad i otworzy ksig# maj$! nadziej# e w wietle wydarze+# kt%re miay miejs!e tej no!y# usyszy znajom$ pie + ina!zej ni doty!h!zas. CCC Na wiele godzin przed tym# zanim ;adderly zapali wie!# 4u!h przerwa podsu!hiwanie pod drzwiami pokoju modego kapana# stwierdziwszy z penym przekonaniem# i przyby!ie 4aniki do ;arradoonu nie wpynie negatywnie na opra!owywany przez niego plan zama!hu na kapana. Prawd m%wi$!# 4u!h doszed do wniosku# e m%gby wykorzysta' 4ani!# a w kadym razie jej !iao# by w zna!znym stopniu zwikszy' rozkosz# kt%r$ miao da'

mu to sz!zeg%lne morderstwo. 6dyby tylko m%g posi$ ' !iao ko!hanki ;adderly=ego# uzyskaby wymarzon$ wr!z okazj zblienia si do modego kapana. .aka okazja mogaby si ju wi!ej nie powt%rzy'. Nie mia w$tpliwo !i# e znalazszy si w !iele mniszki# swoim atakiem zupenie zasko!zyby kapana. 4u!h nie posiada si z rado !i " energi!znie za!iera r!e z zadowolenia# ale w miar jak zblia si do swego pokoju# opanowywa go !oraz bardziej pospny nastr%j. Mia dostate!znie duo oleju w gowie# by wiedzie'# e sytua!ja niebezpie!znie si skomplikowaa. 5rennan nadal lea w!i nity pomidzy %kiem i !ian$. Niesz!zsny zmaltretowany !hopie! uni%s wzrok# spogl$daj$! bagalnie na swego opraw!. " :wolni !i dzi w no!y " obie!a 4u!h. " :znaem# e nie mog sobie pozwoli' na zatrzymanie twojego !iaa# a szkoda# bo masz naprawd doskonae !iao/ 5rennan# !hwy!iwszy si kur!zowo tego promyka nadziei# prawie si u mie!hn$ i w tej samej !hwili r!e 4u!ha " wasne r!e 5rennana " za!isny si wok% jego zastp!zej szyi. .ym razem syn oberysty nie po!zu b%lu " po prostu ogarna go !iemno '. 7iedy 4u!h sko+!zy# usiad na %ku i uwolni trupa sabeusza z wiz%w. ,a!z$ z nie!ierpliwo !i$ !zeka' na odzyskanie swego prawdziwego !iaa. >aowa# e stra!i szans na przej!ie tej tak wspaniaej powoki# ale upomnia si# e ma zadanie do wykonania i e staje si ono !oraz bardziej niebezpie!zne. )bie!a sobie w du!hu# e niebawem znajdzie inne# r%wnie mode i odpowiednie !iao. 9u wkr%t!e. 7iedy tylko ;adderly umrze.

1#
Marionetka )arionetki 7ierkan Du0o z jawn$ pogard$ zmierzy wzrokiem zapenione p%ki. ,akupy/ Przez ponad dwana !ie lat harowa w 5ibliote!e Naukowej# wypeniaj$! skrupulatnie swoje obowi$zki# a teraz Przeoony na 7siga!h *2ery wysa go po zakupy/ ;aa podr% do ;arradoonu bya dla niesz!zsnego Du0a jednym nieko+!z$!ym si pasmem upokorze+. (iedzia# e jego postpowanie w &hilmi !ie doprowadzio *2ery=ego do biaej gor$!zki " !ho' stale zapewnia sam siebie# i nie byo w tym jego winy " ale nigdy by nie przypusz!za# e przeoony zdegraduje go do tego stopnia. Pod!zas li!zny!h spotka+ z kapanami 8lmatera oraz kilku inny!h istniej$!y!h w mie !ie sekt religijny!h Du0o mia przykazane sta' za *2erym i nie odzywa' si nawet sowem. )we spotkania byy nader istotne dla kwestii obronno !i !aego regionu# a take dla przetrwania 5iblioteki Naukowej# a mimo to Du0o zosta z ni!h wiadomie wyklu!zony. *2ery nie tylko nie !h!ia# aby Du0o zabiera gos pod!zas ty!h rozm%w# ale wr!z mu tego zabroni/ * teraz robi zakupy. Przez dug$ !hwil sta przed p%kami# 0antazjuj$! w my la!h# !o by si stao# gdyby to druga strona zwy!iya w bitwie o &hilmist. &twierdzi# i byoby duo lepiej# gdyby oddziay 4origen wy!iy w pie+ wszystkie el0y# on za zgodnie z obietni!$ impa staby si wan$ person$ w szerega!h doty!h!zasowy!h nieprzyja!i%. 5y' moe wiat okazaby si lepszy dla 7ierkana Du0o# gdyby ;adderly zgin$ w mroka!h pusz!zy. ;adderly/ &owo to rozbrzmiewao w my la!h Du0a ni!zym najgorsza z moliwy!h kl$tw/ ;adderly otwar!ie opu !i bibliotek i zakon 4eneira# niemal nama!alnie wymierzaj$! t$ de!yzj$ poli!zek *2ery=emu i pozostaym kapanom " nie byo innego sowa okre laj$!ego jego postpek. ;adderly nigdy nie by dobrym kapanem# przynajmniej w od!zu!iu Du0a. Nie wypenia obowi$zk%w naleny!h klerykom niszej hierar!hii# nawet ty!h# kt%rzy w minimalnym stopniu realizowali swoje du!howe posanni!two. Mimo to jednak w o!za!h *2ery=ego ;adderly przewysza Du0a i wszystki!h inny!h# z wyj$tkiem najwyszy!h rang$ zakonnik%w z biblioteki. Du0o uj$ worek z m$k$ i przy!isn$ go do piersi z takim impetem# e !hmurka biaego pyu# kt%ra z niego wyle!iaa# bu!hna mu w twarz. " 7to nie jezd zbyt zadowolony " rozleg si obok niego burkliwy# !hropowaty gos.

" :!h# u!h " dobiegao z drugiej strony. 7o !isty kapan nie musia ogl$da' si na boki ani spusz!za' wzroku# by wiedzie'# e tu przy nim stoj$ bra!ia 5ouldershoulderowie# i 0akt ten bynajmniej nie poprawi jego pospnego nastroju. (iedzia# e krasnoludy wybieray si do ;arradoonu# ale mia nadziej# e nim tu dotr$# on i *2ery wyrusz$ ju w drog powrotn$ do biblioteki. )dwr%!i si do 82ana i za!z$ prze!iska' si obok niego przez w$skie przej !ie w male+kim# !iasnym sklepiku. 82an nie stara si pom%! ko !istemu kapanowi# a zwaywszy# i w pasie by do ' pkaty# Du0o nie mia szans# by go wymin$'. " &pieszy !i si " zauway. " * ja em my la# !o bdziesz zadowolony# !o widzisz mi i brata. " ,ejd- mi z drogi# krasnoludzie " warkn$ Du0o. " 7rasnoludzie3 " zawt%rowa 82an# udaj$! miertelnie obraonego. " M%wisz to# jakby !h!ia mi urazi'3 .ak mam o tem my le'3 " My l o tym# jak !h!esz " odrzek twardo Du0o " ale zejd- mi z drogi. Przybyem do ;arradoonu w wany!h sprawa!h# kt%ry!h wy z pewno !i$ nie jeste !ie w stanie poj$'. " ,awszem uwaa# !o monka jezd wana " zauway sarkasty!znie 82an# mo!no poklepuj$! worek. 7olejna biaa !hmura spowia twarz Du0a. 7o !isty m!zyzna zadra# w jego wntrzu budzi si gniew# ale to tylko skonio 82ana do kontynuowania usz!zypliwy!h do!ink%w. " ,a!howujisz si tak# jakby si nie !ieszy# !o widzisz mi i brata " powt%rzy zo liwie. " * powinienem3 " spyta Du0o. " )dk$d to jeste my przyja!i%mi3 " ( pusz!zy wal!zylim razem " upomnia go 82an. " * przynajmni niekt%rzy z nas wal!zyli. 8nni woleli si s!howa' na wysokiem drzewie# jeeli mi pami' nie myli. Du0o warkn$ i ponowi pr%b prze!i ni!ia si przez w$skie przej !ie# przy okazji str$!iwszy kilka pudeek. Prawie zdoa wymin$' 82ana# gdy krasnolud wy!i$gn$ siln$ do+ i zatrzyma go r%wnie zde!ydowanie jak kamienna !iana. " 4ani!a ty je w mie !ie " zauway# unosz$! drug$ rk i za!iskaj$! j$ w pi '. " 5a!h/ " doda pospnie Pikel zza ple!%w ko !istego kapana. *luzja do upokarzaj$!ego ataku 4aniki sprawia# e twarz Du0a oblaa si rumie+!em. Ponownie mrukn$ pod nosem i wresz!ie pokona przeszkod# kt%r$ by stoj$!y na jego drodze krasnolud. ,rzu!i przy tym kilka kolejny!h pudeek i pa!zek z s$siedni!h p%ek. " >y!zem miego dnia " zawoa w lad za nim 82an. Du0o upu !i worek z m$k$ i min$wszy kontuar# wybieg na uli!. " Mio go widzie' " rzek 82an do Pikela. " Fodrobina rozrywki po tyj nudnej

podr%y. " @i# hi# hi " zgodzi si Pikel. )bli!ze 82ana ponownie spowaniao# gdy ujrza wysokiego m!zyzn wybieraj$!ego towary z p%ki za ple!ami Pikela. ;h%d i ru!hy m!zyzny byy swobodne i pynne# wzrok ostry i przenikliwy# jedn$ rk$ uni%s dwudziesto0untowy worek ywno !i. 7iedy si poruszy# brzegi tuniki wysuny mu si ze spodni# odsaniaj$! wetknity z tyu za pas sztylet. Aakt ten sam w sobie nie obudzi w 82anie wikszej !zujno !i " w ;arradoonie wielu ludzi nosio ukryt$ bro+. 82an r%wnie mia n% w jednej kieszeni. 7rasnolud by jednak pewien# e widzia w!ze niej tego !zowieka w innym przebraniu. )bserwowa go jesz!ze przez !hwil# dop%ki tamten go nie zauway. M!zyzna obnay zby w gniewnym grymasie i oddali si# zmierzaj$! w g$b !iasnego przej !ia. " @3 " mrukn$ Pikel# zastanawiaj$! si nad przy!zyn$ zakopotania brata. 82an nie odpowiedzia naty!hmiast# by bowiem zbyt zajty przeszukiwaniem zakamark%w pami!i. 8 nagle sobie skojarzy " widzia tego m!zyzn w roli klienta w alej!e obok 4ragon=s ;odpie!e. 5y on w%w!zas bardziej zaniedbany# mia na sobie a!hmany i wygl$da jak zwy!zajny ebrak# kt%ry!h w ;arradoonie nie brakowao. 9ednak nawet w%w!zas 82an zwr%!i uwag na mikko ' ru!h%w tego !zowieka i jego pewny# marszowy krok. 7rasnolud nie zastanawia si nad tym duej i zapewne zapomniaby o !aym zaj !iu# gdyby nie niemiy in!ydent pod!zas podr%y do miasta. 4ani!a twierdzia# i bandy!i# kt%rzy i!h napadli# nie byli zwy!zajnymi rabusiami# i e na tr%jk przyja!i% po prostu zastawiono puapk. 82an nie mia dowod%w ani za# ani prze!iw temu twierdzeniu# i !ho' w gbi ser!a dr!zyo go wiele drobny!h w$tpliwo !i# zna 4ani! na tyle# e nie zamierza jawnie z ni$ polemizowa'. )gldziny zwok nie ujawniy wiele " napastni!y nie mieli na !iaa!h adny!h znak%w# nawet znajomego symbolu tr%jzba z butelkami# uywanego przez i!h wrog%w# kt%ry spodziewali si odnale-'. (szystko wskazywao# i byli to zwy!zajni rabusie# kt%rzy przez przypadek stanli na drodze tr%jki przyja!i%# a stao si to jesz!ze bardziej wiarygodne# gdy po przyby!iu 4aniki i krasnolud%w do ;arradoonu okazao si# e ;adderly# *2ery i Du0o zadomowili si# bezpie!zni i zdrowi# w obery 4ragon=s ;odpie!e. :wany# zahartowany w boju 82an ani na !hwil jednak nie tra!i !zujno !i. " Powinni-my znale-' ;adderly=ego i 4ani! " rzek do Pikela. " .u# tu " odrzek Pikel i po!zerwieniay na twarzy# wskaza grubym palu!hem na 82ana. 4ani!a nie wr%!ia ubiegej no!y do swego pokoju# a krasnoludy bez trudu

domy liy si# gdzie j$ spdzia# z kim i dla!zego. " Nie bedziem jei!h niepokoi'# skoro ni ma spe!jalny!h powod%w " odburkn$ 82an. " ;h!e po prostu mie' jei!h na oku i tyle. " &kin$ gow$ w stron drugiego ko+!a przej !ia# gdzie podejrzany klient zgarnia z p%ek kolejne towary. " Nie jezdem pewien# !zy widzielim ostatniego ze z grupy# !o napada na nas na drodze. " @3 " spyta Pikel. " 9asne# bandy ju ni ma " rzek 82an# kiedy brat drobnymi kro!zkami wymin$ go i przyjrza si uwanie tajemni!zemu m!zy-nie " a ja my l# !o oni majom przyja!i% i bojem si# !o my w!ale nie byli przypadkowymi !elami. " :!h# o!h " jkn$ Pikel. &pojrza na brata zakopotany i wyra-nie zmartwiony. " 5edziem jei!h po prostu obserwowa' i tyle " po!ieszy go 82an. " *le bardzo uwanie. CCC 1ander kr$y nerwowo wewn$trz obory na 0armie na skraju miasta. 4zi rano 4u!h skontaktowa si z nim telepaty!znie# wykorzystuj$! mo! 6hearu0u# aby wprawi' plan w ru!h " uderzenie wymierzone w ;adderly=ego zostanie przeprowadzone jesz!ze tej no!y. Pozostali asasyni opu !ili 0arm i zajli z g%ry ustalone pozy!je wewn$trz i poza murami ;arradoonu# do$!zywszy do grup znajduj$!y!h si ju na miejs!u. ( dalszym !i$gu nie byo wiadomo !i od pi$tki# kt%ra udaa si w g%ry# ale in0orma!je o przyby!iu do miasta 4aniki i krasnolud%w nie wr%yy najlepiej No!nym Maskom. Mimo to !zternastu doskonale wyszkolony!h asasyn%w mogo okaza' si wystar!zaj$!$ li!zb$# by dokona' jednego szybkiego zab%jstwa. .ak przynajmniej uwaa 4u!h# kiedy nakaza 1anderowi# najsilniejszemu z !aej grupy# aby pozosta na 0armie i nie bra udziau w ak!ji. Airbolg nie mia ni! prze!iwko temu. 7ada egzeku!ja zostawiaa w usta!h honorowego olbrzyma obrzydliwie gorzki posmak. 1ander niepokoi si teraz 0akty!znymi przy!zynami# kt%re skoniy 4u!ha do wy$!zenia go z bezpo redniego udziau w zab%jstwie. Podstpny may asasyn !zyni tak tylko w%w!zas# gdy sz!zerze do!enia i szanowa prze!iwnika# kt%rego mia zlikwidowa'. ( takim przypadku 1ander bywa dla 4u!ha jedynie sekretn$ moliwo !i$ u!ie!zki. 6dyby asasyn znalaz si w powany!h kopota!h# m%g po prostu przywoa' sw%j magi!zny arte0akt i przenie ' si do !iaa 1andera... pozostawiaj$! 0irbolga w zniewie !iaej powo!e# kt%ra w sytua!ji zagroenia przyjmowaa na siebie wszystko# !o najgorsze. 9ak dugo to jesz!ze potrwa# zastanawia si !hyba po raz tysi!zny 0irbolg.

9ak dugo jesz!ze bdzie odgrywa rol zabawki dla tego plugawego# pozbawionego honoru# mikrego sabeusza3 Pomimo zdenerwowania i dugotrway!h rozmy la+ 1ander nie widzia adnego wyj !ia ani ko+!a swojej udrki. Po!iesza si jedynie tym# i do rana ;adderly bdzie ju martwy# a !o za tym idzie# zako+!zy si kolejny 0atalny rozdzia jego niesz!z liwego y!ia. CCC " ;hyba !i si spieszy " skomentowa mody !zarnoksinik# kiedy Du0o z twarz$ bia$ od m$ki wszed do obery i pomaszerowa ku s!hodom. 7ierkan spojrza na 5ogo Datha i pry!hn$ drwi$!o# ale nie mia do ' odwagi# by zlek!eway' !zarnoksinika# kt%ry przywoywa go delikatnym# a!z zna!z$!ym ru!hem rki. " ;zego !h!esz3 " burkn$ Du0o# w !ieky na !ay wiat i dodatkowo niezadowolony z 0aktu# e teraz musi peni' rol su$!ego. (szdzie# gdzie si odwr%!i# natra0ia na kogo # kto !h!ia mu rozkazywa'. 5ogo roze mia si dono nie i ru!hem gowy odrzu!i do tyu kosmyki dugi!h wos%w# kt%re opaday mu na o!zy. " 9ak twoje spotkanie3 " spyta. Du0o ponownie pry!hn$. " Powiniene spyta' *2ery=ego " odpar# a kade z jego s%w o!iekao jadem. " .o jasne# e ja# kt%ry stale b$dz# nie mog tego wiedzie'/ " Na podkre lenie swoi!h s%w Du0o uni%s do g%ry kilka niewielki!h wore!zk%w z zakupami. " ,asugujesz na lepsze traktowanie " stwierdzi 5ogo# usiuj$! w!ieli' si w rol sz!zerego przyja!iela. " .ake z twojej strony " odrzek os!hle Du0o. 5ogo skin$ gow$# ale nie zaprze!zy. Prawd m%wi$!# mody !zarnoksinik# 5oygo dla swoi!h starszy!h wsp%pra!ownik%w# sympatyzowa z powsze!hnie pomiatanym kapanem. " No to jak# masz dla mnie jakie zadanie# !zy po prostu marnujesz m%j !zas3 " spyta Du0o. " ;ho' w grun!ie rze!zy m%j !zas w!ale nie jest !enny. " Nie. " 7o !isty kapan w mgnieniu oka odwr%!i si na pi!ie i ruszy ku s!hodom. " 9ak na razie " rzu!i za nim 5ogo. Po ty!h sowa!h krok Du0a nie by ju tak gniewny i zdeterminowany " kapan po raz ostatni obejrza si za siebie. " 4owiesz si# kiedy bdziesz potrzebny " rzek twardo 5ogo. 9ego obli!ze byo

srogie i nieugite. ;zarnoksinik m%g sympatyzowa' z Du0em# ale nie ozna!zao to# e rezygnowa z jego usug. ( swoim !zasie kapan zrobi to# !zego od niego za$da. (yrok nie zosta zawieszony# le!z !o najwyej odro!zony. CCC " ,n%w spotkae si dzi z kapanem " rzek 4u!h do Datha# kiedy mody !zarnoksinik nie!o p%-niej tego popoudnia wszed do swego pokoju. Nie zdziwi si spe!jalnie# gdy stwierdzi# e podstpny asasyn ju tam na niego !zeka# ani gdy okazao si# i 4u!h wiedzia o jego rozmowie z Du0em. " )strzegaem !i# aby nie miesza si w nasze sprawy " !i$gn$ 4u!h. Na twarzy Datha pojawi si dziwny grymas# a 4u!h u wiadomi sobie# e popeni b$d. .o nie on ostrzega przed tym !zarnoksinika. :!zyni to syn oberysty " a przynajmniej tak wa nie my la 5ogo. " .y3 " spyta Dath# a jego usta wykrzywiy si w u mie!hu. " Nie widziaem dzi modego 5rennana " rzu!i tajemni!zo. " Nawiasem m%wi$!# oj!ie! bardzo si o niego martwi. 4u!h usiad na %ku i skinieniem gowy pogratulowa !zarnoksinikowi bystro !i obserwa!ji. " Powiedzmy# e nasz modzienie! przesta by' dla nas uyte!zny " wyja ni. " .o bardzo niebezpie!zne dla zdrowia. )baj m!zy-ni mil!zeli przez dusz$ !hwil# ale napi!ie pomidzy nimi byo a nadto wy!zuwalne. 4u!h dugo i z uporem przygl$da si !zarnoksinikowi# 5ogo za wy!zuwa# e asasyn opra!owuje w my la!h jaki plan# i mia nadziej# e znajdzie si w nim miejs!e dla niego. " * wi! ta !hwila jest ju blisko " zauway. " ,nikni!ie 5rennana nie moe pozosta' zbyt dugo bez odpowiedzi. 4u!h ponownie pokiwa gow$# potwierdzaj$! suszno ' rozumowania Datha. " .aak# ta !hwila jest ju blisko " powiedzia " ale wygl$da na to# e sytua!ja ulega zmianie. " Przyby!ie kapan%w i 4aniki3 " spyta 5ogo. " 7omplika!je " odrzek 4u!h. " ;o jesz!ze si zmienio3 " .woja rola " odpar naty!hmiast 4u!h. ( pierwszej !hwili 5ogo !o0n$ si o krok# obawiaj$! si# e on r%wnie wykorzysta ju w peni swoj$ uyte!zno '.

" Powiedziaem# e bdziesz peni wy$!znie rol obserwatora " wyja ni asasyn " i zgodnie z inten!jami *ballistera tak wa nie miao by'. *le ty nigdy w to nie wierzye # prawda# Dath3 Nigdy nie zamierzae !zeka' z boku i patrze'# jak No!ne Maski zgarniaj$ !a$ mietank# zabijaj$! modego ;adderly=ego3 5ogo prze!hyli gow# spogl$daj$! na zab%j!. 5y wyra-nie zdziwiony i !hyba nie do ko+!a rozumia# do !zego ten zmierza. " :dowodnie mi " !i$gn$ 4u!h " e jeste bystry i potra0isz zbliy' si do naszy!h wrog%w# a !o za tym idzie# okazae si dla mnie bardziej warto !iowy# ni to wynikao z przypisanej !i roli. " My laem# e nie y!zysz sobie# abym rozmawia z Du0em " odrzek 5ogo# nadal za!howuj$! stosown$ odlego ' od niebezpie!znego m!zyzny. " Przed !hwil$ wyja niem# e sytua!ja si zmienia " odpar 4u!h. " (ygl$da na to# i mamy do !zynienia z przeoonym z biblioteki i wspania$ mod$ kobiet$. ,amierzam zaj$' si tym ostatnim problemem osobi !ie i z tego te powodu bd !h!ia poy!zy' twoj$ marionetk. 5ogo podszed do %ka. .eraz by bardziej za!iekawiony ni wystraszony. " Prosta sprawa " wyja ni 4u!h. " Proste# nieszkodliwe zadanie dla 7ierkana Du0o# kt%re pozwoli mi dotrze' do lady Maupoissant. " ,abijesz j$3 " ( pewnym sensie " odrzek 4u!h. " Najpierw j$ wykorzystam. 7iedy No!ne Maski przybd$ po ;adderly=ego# ta# kt%r$ uwaa za swego najbliszego sprzymierze+!a# okae si jego najniebezpie!zniejszym wrogiem. : mie!h !zarnoksinika rozszerzy si# na laduj$! grymas maluj$!y si na twarzy 4u!ha. Plan asasyna by !udownie prosty# ale 5ogo oraz Du0o mogli okaza' si zawodni. 4latego zab%j!a opra!owa zupenie nowe i na pierwszy rzut oka genialne rozwi$zanie. 9ego u mie!h nagle znikn$ i obli!ze Datha r%wnie spospniao. " Proponuj# aby wzi$ udzia w tej egzeku!ji " wyja ni 4u!h. " 9est to !o # !zego pragn$e # zanim jesz!ze opu !ie mury ,am!zyska .r%j!y. ,apewniam !i# e *ballister zdoa to do!eni'. *le " !i$gn$ 4u!h# prze!hodz$! do meritum sprawy# i tu znajdowaa si oryginalna zagwozdka " moja zapata pozostanie niezmieniona# tak jak si umawiali my. " )!zywi !ie " za!z$ 5ogo# ale 4u!h nie pozwoli mu powiedzie' ni! wi!ej. " * w razie gdyby *ballister nie wypa!i mi penej sumy " !i$gn$ pospnie " ty bdziesz musia uregulowa' ra!hunek... i to w zo!ie. 5ogo gorliwie pokiwa gow$. ( zamian za osi$gni!ie wyszej pozy!ji w hierar!hii

,am!zyska .r%j!y got%w by zapa!i' duo wi!ej# a poza tym dopiero teraz zda sobie spraw# e zadzieranie z tym paskudnym maym !zowie!zkiem moe si okaza' zab%j!zo szkodliwe dla zdrowia. &pdzili wsp%lnie nastpn$ godzin# pod!zas kt%rej 4u!h wprowadza Datha w sz!zeg%y swego planu i wyja nia !zarnoksinikowi# jak$ rol ma w nim odegra'. *mbitny modzian uzna plan i sw%j w nim udzia " wikszo ' brudnej roboty mia za niego wykona' Du0o " za w miar bezpie!zny i zapata bya dla+ a nadto kusz$!a. 4u!h wiedzia# e tak bdzie.

1&
Pr"e 7 d*s" ;adderly i 4ani!a dugo spali tego dnia. 5rennan nie pojawi si ze niadaniem# a ;adderly w swej skromno !i by mu za to wdzi!zny. Podejrzewa# e syn oberysty prawdopodobnie dotar do drzwi# a kiedy usysza# !o dzieje si wewn$trz# zawr%!i zawstydzony i pokra niay na twarzy. : mie!haj$! si do siebie# ;adderly zapomnia o tej sprawie. 7o!hankowie opu !ili pok%j tu po poudniu i wsp%lnie spoyli posiek w izbie kominkowej. Poda go im Aredegar. 9u to samo w sobie byo niezwyke# a stao si zgoa tajemni!ze# gdy oberysta spyta ;adderly=ego# !zy nie widzia tego ranka 5rennana. Mody kapan by jednak zbyt po!honity obe!no !i$ 4aniki# aby poj$' w peni implika!je wynikaj$!e z 0aktu zagini!ia !hop!a. )bie!a# e poszuka 5rennana# kiedy wsp%lnie z 4ani!a wybior$ si na prze!hadzk. Aredegar podzikowa mu skinieniem gowy# ale by wyra-nie strapiony. " 5dy wieku dojrzewania " wyja ni ;adderly# zwra!aj$! si do 4aniki# niespe!jalnie przejty losem modzie+!a. 4omy la si# e 5rennan wybra si poprzedniego wie!zoru na poszukiwanie odpowiedniej dla siebie dziewki i by' moe udao mu si takow$ znale-'. Pomimo rozszalaego !haosu w duszy ;adderly=ego !ay ota!zaj$!y go wiat wydawa si tego ranka spokojny " 4ani!a zn%w bya przy nim i mody kapan zep!hn$ na dalszy plan wszelkie mro!zne i niepokoj$!e my li. (sp%lnie opu !ili ober# przeszli przez uli! (idokow$ i dotarli do piasz!zystego brzegu 9eziora 8mpresk. )d wody wiaa lekka# !hodna# ale nie zimna bryza# a w powietrzu migay zwinne dugoskrzyde ptaki# wy!zyniaj$! nieprawdopodobne wr!z ewolu!je. Poranna mga rozwiaa si ju dawno temu# wi! ko!hankowie mogli podziwia' wspania$ panoram wyspy# na kt%rej wzniesiono majestaty!zne siedziby !arradoo+ski!h boga!zy# i szeroki# ukowaty kamienny most# kt%rym wyspa po$!zona bya ze staym l$dem. 7ilka wielopitrowy!h budowli wystawao ponad konary drzew# a na 0ala!h jeziora unosiy si dziesi$tki odzi# g%wnie ryba!ki!h# ale nie tylko. (iele z ni!h naleao do zapalony!h amator%w przejadek po jeziorze. " ;hyba mogabym przywykn$' do brody " stwierdzia 4ani!a po wielu minuta!h

mil!zenia i wnikliwej obserwa!ji. &igna rk$ i po!i$gna go za wyj$tkowo dugi kosmyk. " 9eeli tylko bdziesz j$ starannie przy!ina/ " 8 ja !i ko!ham " odrzek ;adderly z u mie!hem zadowolenia. " ,ostaniesz ze mn$3 " * jeste pewien# e tego !h!esz3 " spytaa# drani$! si z nim# ale w jej pytaniu mona byo wy!hwy!i' nut niepewno !i. " ,osta+ ze mn$ " poprosi bardziej stanow!zo. 4ani!a spojrzaa na jezioro i nie odpowiedziaa. .o y!zenie wydawao si tak proste i o!zywiste# ale jedno!ze nie dziew!zyna bya wiadoma li!zny!h przeszk%d# jakie w!i$ tkwiy na drodze do jego realiza!ji. .ra0ia do 5iblioteki Naukowej# by studiowa' prastare dziea (ielkiego Mistrza Penpahga 4=*hna# wi$tobliwego proroka i zaoy!iela jej zakonu. 9edynie w bibliote!e moga kontynuowa' swoje dzieo# kt%re byo dla niej bardzo wane i stanowio !el jej osobisty!h pragnie+. ;zy byo r%wnie wane jak ;adderly3 4ani!a nie miaa !o do tego pewno !i# ale wiedziaa# e gdyby porzu!ia sw%j y!iowy !el# by pozosta' z uko!hanym# zawsze powra!aaby pami!i$ do tej !hwili i zastanawiaaby si# !zym mogaby si sta'# jaki stopie+ per0ek!ji byaby w stanie osi$gn$'. No# a poza tym# wojna jesz!ze si nie sko+!zya. )statni!h kilka dni# pomimo napa !i pod!zas wdr%wki g%rskim szlakiem# byo dla utrudzonej walk$ mniszki odpreniem# ale 4ani!a wiedziaa# e spok%j %w nie bdzie trwa dugo. Niebawem rozgorzej$ walki " jeeli nie teraz# to wiosn$# a ona dawno temu przyrzeka# e we-mie w ni!h udzia. ;adderly u!iek od walk i rozlewu krwi i dziew!zyna nie wiedziaa# !zy do tej pory zmieni zdanie. (a nie dlatego nie odpowiedziaa# a ;adderly# na tyle roztropny# i zrozumia jej ukryte lki i wahania# nie powt%rzy pytania. Nie!haj pyn$ dni " stwierdzi. 4zie+ po dniu bd$ !ieszy' si sob$ nawzajem# a !o si ty!zy ewentualny!h zmian# !zas pokae. Przez !hwil szli w mil!zeniu wzdu play " ;adderly prowadzi 4ani! do jednego ze swy!h ulubiony!h miejs!. 5rzeg wdziera si tu ostro w g$b jeziora# tworz$! niewielki okolony drzewami p%wysep# kt%rego skarpa wystawaa zaledwie na stop powyej poziomu wody. Pojedyn!za w$ska !ieka prowadzia w g$sz!z# kt%rym do!hodzio si do niewielkiej polanki# dokadnie po rodku p%wyspu. Pomimo i znajdowali si zaledwie o p% mili od haa liwego# gwarnego ;arradoonu# skry!i w r%d drzew mieli wraenie# jakby !ay ota!zaj$!y i!h wiat zwy!zajnie znikn$. Mniszka spojrzaa zna!z$!o na ;adderly=ego " nagle za!za si domy la'# jaki by

pow%d przyprowadzenia jej tutaj. ;adderly=emu !hodzio jednak o !o innego. Poprowadzi 4ani! drug$ w$sk$ !iek$ na sam brzeg p%wyspu do niewielkiej sadzawki tworzonej przez 0ale za kadym razem# gdy w pobliu przepywaa jaka %d-. (skaza na omszay kamie+ i pole!i jej# by usiada. Nastpnie obszed sadzawk dookoa# mamro!z$! pod nosem sowa# kt%ry!h dziew!zyna nie zdoaa rozr%ni'. Niebawem jednak zrozumiaa# e mody kapan !o nu!i# prawdopodobnie inkanta!j magi!znego zakl!ia. ;adderly stan$. 9ego !iao zakoysao si jak gazie wierzby na wietrze# a r!e mikko po!zy zata!za' szerokie krgi. (zrok 4aniki spo!z$ na witym symbolu 4eneira# broszy z okiem i wie!$ zdobi$!ej wstg przy kapeluszu ;adderly=ego. Po!zua energi pyn$!$ z tego przedmiotu# brosza zdawaa si pulsowa' jak$ wewntrzn$ mo!$. ;adderly ponownie poruszy rkami i opu !i je przed siebie# po !zym pynnym ru!hem rozoy je na boki. (oda zareagowaa na jego zew. Po rodku sadzawki pojawi si silny wir. (oda zabulgotaa# poruszona ob!$ si$# i nagle na powierz!hni pojawiy si wysokie 0ale rozpywaj$!e si we wszystki!h kierunka!h. 4ani!a podkulia stopy w obawie# e zostanie o!hlapana# le!z woda nie wyst$pia z brzeg%w sadzawki. 7iedy 0ale osi$gny najwyszy poziom# rozleg si go ny syk i woda wyparowaa# wzbijaj$! si w powietrze pod posta!i$ szarawej !hmurki. 7olejne 0ale pomkny ku brzegowi# by tam wyparowa'# a kiedy zakl!ie przestao dziaa'# w miejs!u sadzawki byo ju tylko kilka niewielki!h kau. ;hmura na !hwil zawisa w powietrzu# a gwatowniejszy podmu!h wiatru rozni%s j$ na wszystkie strony. ,dumiona 4ani!a zamrugaa powiekami i spojrzaa na ;adderly=ego# kt%ry stoj$! w bezru!hu# wpatrywa si w jam pen$ bota i kau. " &tae si potny " stwierdzia po !hwili. " 9ak na niewierz$!ego. ;adderly ypn$ na ni$ spod oka# ale na widok u mie!hu dziew!zyny z miejs!a przesza mu !aa zo '. D%wnie si u mie!hn$# !ho' 4ani!a bez trudu u!hwy!ia w skrzywieniu jego ust b%l i wewntrzne rozdar!ie. " Moe# tak jak si tego obawiae # to tylko odmiana !zar%w stosowany!h przez mag%w " powiedziaa " a moe 0akty!znie ta mo! pynie od samego 4eneira. (ydaje mi si# e zbyt szybko odrzu!asz to# !o inni z twojego zakonu... " Mojego zakonu3 " przerwa jej spiesznie ;adderly tonem penym sarkazmu i niedowierzania. " .w%j wity symbol wibrowa od przepywu mo!y " odpara 4ani!a. " (idziaam

na wasne o!zy. " .o $!znik przepywu energii# tak jak moja wita ksiga " zwr%!i si do niej ostrzej# ni na to zasugiwaa. Najwyra-niej zda sobie z tego spraw# bo gdy zn%w si odezwa# jego gos brzmia zna!znie agodniej. " 7iedy u!iekam si do magii# wystar!zy# e przypomn sobie kilka s%w z mojej witej ksigi. " * to ksiga 4eneira " doko+!zya 4ani!a. ;adderly pokiwa gow$. " &yszaa o 5elisariusie3 " zapyta. " .o !zarodziej z poudniowej wiey3 ;adderly przytakn$. " 5elisarius ma podobn$ ksig# ksig zakl'. ;zy gdyby napisa' na niej imi boga# staaby si bosk$ ksig$3 " .o nie to samo " odpara 4ani!a. " Nie wiem " rzek po !hwili ;adderly. 4ani!a spojrzaa na roz!i$gaj$!e si za ni$ jezioro# agodne 0ale rozbijaj$!e si o kamienie na brzega!h p%wyspu# i z !aego ser!a zapragna zmieni' temat. Potem jakby z niepokojem przeniosa wzrok na botnist$ jam. " 9ak dugo potrwa jej napenienie3 " spytaa# wyra-nie niezadowolona z pokazu ;adderly=ego. " * moe trzeba bdzie !zeka' do nastpnej ulewy3 ;adderly u mie!hn$ si i po!hyli# nabieraj$! odrobin wody z kauy do uoony!h w mise!zk doni. :ni%s jedn$ rk do piersi i wypowiedzia pod nosem kilka s%w. " Nie!haj lunie wielki desz!z/ " doko+!zy# po !zym wyrzu!i obie r!e przed siebie# a kropelki wody z kauy wyprysny w powietrze nad przepastn$ botnist$ jam$. Nagle pojawia si nad ni$ niewielka kbiasta !hmurka# a w !hwil potem popyna z niej jednostajna struga wody# rozbryzguj$! bo!ko. ,anim roze miana 4ani!a zdoaa si uspokoi'# sadzawka zn%w bya pena# tak jak w%w!zas# gdy zoba!zya j$ po raz pierwszy. " 5awi !i to3 " spyta ;adderly# mru$! powieki i opieraj$! za!i nite w pi !i donie na biodra!h. (ygl$da teraz jak karykatura maga# kt%rego duma zostaa bole nie uraona. " .y mnie mieszysz " odpara 4ani!a# a mina modzie+!a zdradzaa# i rze!zywi !ie po!zu si dotknity. " Masz wszystkie dowody !zarno na biaym " wyja nia. " 9est i!h wi!ej# ni wikszo ' ludzi ma okazj kiedykolwiek do wiad!zy'# a mimo to w!i$ dr!z$ !i w$tpliwo !i. *!h# ty niesz!z niku# wie!znie nkany pytaniami# to twoja inteligen!ja daje !i si we znaki/ ;adderly spojrza na sadzawk# kt%r$ w !zarodziejski spos%b pozbawi wody# a nastpnie napeni# i za!hi!hota poruszony ironi!zn$ wymow$ tego# !o si stao. * w%w!zas mniszka uja go za rk i zaprowadzia z powrotem na polank po rodku

p%wyspu. ;adderly !h!ia i ' dalej# wyj ' na drug$ w$sk$ !iek i rozlegy poa' g%wnej play# ale ona przytrzymaa go za rk i nie pu !ia# zmuszaj$!# by si odwr%!i. 5yli sami# sk$pani w promienia!h so+!a i !hodzeni lekk$ bryz$. ;ay ota!zaj$!y i!h wiat wydawa si niewiarygodnie spokojny. 4ani!a u mie!hna si 0iglarnie# jej migdaowe o!zy wyra-nie powiedziay ;adderly=emu# e nie nadesza jesz!ze pora# by wra!a' do miasta. CCC ,mierz!hao ju# gdy ruszyli w drog powrotn$ do 4ragon=s ;odpie!e. &toj$!y przy uli!y (idokowej zatroskany 82an obserwowa i!h z uwag$. 7rasnolud nie!o si uspokoi# a bezpie!zny powr%t ;adderly=ego i 4aniki powiedzia mu# e jego obawy mogy by' zgoa bezpodstawne i e za!howuj$! si jak matka kwoka# postpowa irra!jonalnie. ;zy byo jednak tylko zbiegiem okoli!zno !i# i w !hwil p%-niej u wylotu alejki opodal obery pojawi si ebrak i zdawa si obserwowa' mod$ par r%wnie uwanie jak 82an3 7rasnolud wy!zu# e m!zyzna zamierza ruszy' w lad za kapanem i jego towarzyszk$# tote wolnym krokiem pomaszerowa w g%r uli!y. Nie mia przy sobie ogromnego topora " nie u!hodzio kr$y' po uli!a!h ;arradoonu tak jawnie uzbrojonym " ale mia na gowie sw%j hem z jelenimi rogami. 6dyby ebrak zaatakowa modego kapana# 82an podziurawiby go jak sito. ;adderly i 4ani!a skr!ili w stron obery# a ebrak ostenta!yjnie opar si o mur. 82an stan$# zakopotany i nie!o skonsternowany. Dozejrza si wokoo# jakby o!zekiwa# e ujrzy przygl$daj$!y!h mu si# wytykaj$!y!h go pal!ami i !hi!ho!z$!y!h ludzi# ale najwyra-niej nikt nie zwr%!i uwagi na skradaj$!ego si krasnoluda. " 6upi krasnolud " mrukn$ pod nosem. " ;zego ty si obawiasz3 .o je tylko bidak# !o !zeka na jamun. " 82an podrapa si po %tej brodzie# spogl$daj$! przez rami w stron alejki. M!zyzna znikn$. CCC 4ani!a za!hi!hotaa# ale ;adderly=emu w!ale nie byo do mie!hu# gdy kto zapuka do drzwi " !hwila bya zgoa nieodpowiednia. " )!h# id- i otw%rz " wykrztusia 4ani!a. " .o prawdopodobnie syn oberysty#

o kt%rego martwie si przez !ay dzie+. " Nie !h! otwiera' " odrzek ;adderly# wydymaj$! usta jak dzie!ko. Na ten widok dziew!zyna ponownie za!hi!hotaa i pod!i$gna ko! wysoko pod szyj. 9!z$! przy kadym ru!hu# ;adderly zwl%k si z %ka i podszed do drzwi# owijaj$! si po drodze pasz!zem. " Du0o3 " spyta# u!hylaj$! niezna!znie drzwi. Na korytarzu byo !iemno# wie!e w ogromnym yrandolu wisz$!ym nad s!hodami wypaliy si ju dawno temu. 9edyny blask pyn$ z wntrza kominka. Mimo to ;adderly bez trudu rozpozna !harakterysty!zn$ po!hylon$ sylwetk Du0a. " 5$d- pozdrowiony " powiedzia ko !isty kapan. " (yba!z# e zak%!am !i spok%j. ;adderly por%owia# a Du0o wyra-nie u!ieszy si na ten widok. " ;zego !h!esz3 " 9este potrzebny w izbie kominkowej " wyja ni 7ierkan " tak szybko# jak to tylko moliwe. " Nie " pada kr%tka odpowied- i ;adderly ju za!z$ zamyka' drzwi# gdy Du0o w!isn$ stop w sz!zelin# uniemoliwiaj$! i!h domkni!ie. " Przeoony na 7siga!h *2ery wr%!i niebawem z delega!j$ ze wi$tyni 8lmatera " skama Du0o# gdy wiedzia# e *2ery pi teraz spokojnie w i!h pokoju w obery. ;adderly obejrza si przez rami# spogl$daj$! na drzwi balkonowe i !zer+ no!y za nimi. " 7t%ra godzina3 " zapyta. " 9est bardzo p%-no " przyzna Du0o. " 7apani 8lmatera y!zyli sobie potajemnego spotkania. Nie !h!ieli tego naga nia'. Pragn$ uzyska' in0orma!je na temat mier!i swoi!h akolit%w w 5ibliote!e Naukowej pod!zas kl$twy !haosu. " &pisaem ju moje zeznanie... " *2ery prosi !i# by przyszed " rzek z na!iskiem Du0o. " Nie $da od !iebie wiele# a z !a$ pewno !i$ duo mniej# ni wymaga ode mnie. " ( jego gosie pobrzmiewao oburzenie. " M%gby !ho' tyle dla niego u!zyni'# zu!hway ;adderly# po tym wszystkim# !o przeoony zrobi dla !iebie. *rgument wydawa si do ' przekonuj$!y. ;adderly ponownie jkn$# po !zym pokiwa gow$. " ,a dziesi' minut " powiedzia. 7iedy drzwi si zamkny# 4ani!a ponownie za!hi!hotaa. " ,araz wra!am " obie!a ;adderly# ubieraj$! si. " Niewane " odpara z u mie!hem. " 9estem pewna# e lada moment usn. " Prze!i$gna si leniwie i przekr!ia na bok# a ;adderly# przeklinaj$! w du!hu swojego

pe!ha# opu !i pok%j. )n r%wnie musia by' pi$!y# nie zauway bowiem przypominaj$!ego asi! m!zyzny " !zy to w og%le by !zowiek3 " przy!upnitego za u!hylonymi drzwiami i obserwuj$!ego go# gdy od!hodzi. CCC " ;adderly3 " wymamrotaa 4ani!a# ale miaa wraenie# jakby to kto inny wym%wi te sowa. ( pokoju pojawi si ostry zapa!h egzoty!zny!h kwiat%w. ( gbi duszy zdumiaa si# e tak szybko usna. *le !zy rze!zywi !ie3 ,a!za si zastanawia'# jak dawno temu ;adderly wyszed z pokoju. 8 !o to za zapa!h3 " ;adderly3 " powt%rzya. " Da!zej nie. .e sowa zabrzmiay w jej usza!h jak ostrzeenie " wiedziaa# e powinna otworzy' o!zy i sprawdzi'# !o# na 4ziewi' Piekie# si tutaj dzieje... ale nie moga. Po!zua k!iuk doni w rkawi!z!e na!iskaj$!y jej powiek# a potem u!hylaj$!y j$ niezna!znie ku g%rze. 4ani!a usiowaa zebra' my li " dla!zego bya taka pi$!a3 9ak przez mg ujrzaa sam$ siebie w niewielkim zwier!iadeku# wiedziaa# e lusterko zawieszone jest na !zyjej szyi. *le !zyjej3 " ;adderly3 <mie!h# kt%ry usyszaa w odpowiedzi# przepeni j$ zgroz$ i pomimo narastaj$!ej senno !i otworzya o!zy# odzyskuj$! w jednej !hwili dawn$ !zujno '. Przez uamek sekundy widziaa 4u!ha# ale trwao to zbyt kr%tko# by zd$ya zada' !ios !zy !ho!iaby krzykn$'. * potem zapada si w ot!ha+ wasny!h my li# w !zer+# kt%ra nagle wypenia jej umys# i ostry# pal$!y b%l przeszy kady !al jej !iaa. 4ani!a nie rozumiaa tego# !o si dziao# ale zdawaa sobie spraw# i nie byo to ni! dobrego. Po!zua# e odpywa# !ho' wiedziaa# i jej !iao pozostao nieru!home. ( oddali zamaja!zya kolejna !iemno ' na drugim ko+!u szarawej# rozlegej przestrzeni. Mrok ten przy!i$ga 4ani!# pragn$! j$ po!hon$'. Pierwsza !zer+# jej !ielesna powoka# pozostaa daleko# bardzo daleko w tyle. Mao kto w !aym Aaerunie zrozumiaby# !o si dzieje# ale r%wnie niewiele os%b w Aaerunie miao tak wielkie do wiad!zenia w dziedzinie medyta!ji# jak 4ani!a. 9ej tosamo '/

7to usiowa odebra' jej tosamo '/ " Nie/ " pr%bowaa krzykn$'# ale do tej pory prawie utra!ia kontrol nad swoim gosem i sowo to zabrzmiao jak nierozpoznawalny bekotliwy jk. 4ani!a zogniskowaa !a$ swoj$ wol# nie dopusz!zaj$! do siebie drani$!ego# silnego zapa!hu# kt%ry# jak podejrzewaa# musiaa wydziela' jaka usypiaj$!a substan!ja. ,lokalizowaa nad!i$gaj$!y mrok i stawia mu op%r !a$ si$ swego umysu# zdawaa sobie bowiem spraw# i wej !ie w ni$ ozna!za zgub. ( !hwil p%-niej po!zua inn$ obe!no '# r%wnie opusz!zaj$!$ 0izy!zne !iao. :siowaa protestowa' w my la!h# ale jej rozpa!zliwy mentalny krzyk pozosta bez odpowiedzi. 4ruga ja-+ zmierzaa w kierunku !zerni opusz!zonej przez 4ani!. CCC " 6dzie oni s$3 " spyta znie!ierpliwiony ;adderly# gdy zszed do izby kominkowej. )gie+ przygasa# a pomiesz!zenie byo puste# je li nie li!zy' jego i Du0a siedz$!ego nerwowo przy stoliku w k$!ie pokoju. " No i3 " warkn$ ;adderly# pod!hodz$! i siadaj$! naprze!iw ko !istego kapana. " ;ierpliwo !i " odrzek Du0o. " .o nie potrwa dugo. ;adderly od!hyli si do tyu i zarzu!i rami na opar!ie krzesa. 9ego zdaniem# to ju trwao zbyt dugo. Ponownie spojrza na Du0a i zauway delikatn$# ledwie dostrzegaln$ nut nerwowo !i w jego za!howaniu. )degna od siebie nasuwaj$!e si w zwi$zku z tym podejrzenia# uspokajaj$! si# e 7ierkan Du0o zawsze by nerwowy. Mody kapan zamkn$ o!zy# pozwalaj$! upywa' kolejnym minutom# i powr%!i my lami do 4aniki# do rozkoszy i implika!ji minionego dnia. 5y pewien# e ju nigdy jej nie opu !i. Nagle jego o!zy otworzyy si szeroko. " ;o si stao3 " usysza podniesiony gos Du0a. 7iedy na niego spojrza# kapan mrugn$ powiekami. :sysza odgos jego mrugni!ia/ .rzask pomieni by tak go ny# e ;adderly mia wraenie# jakby lada moment miaa zaj$' si !aa !iana obery# ale kiedy spojrza w stron kominka# okazao si# i dogasaj$!e wgle ledwie si arz$# ostatnie iskierki tl$!ego si w ni!h y!ia dogasay jedna po drugiej. )bok baru z brz!zeniem przele!iaa mu!ha. 5ogowie/ " pomy la ;adderly. .en owad musi by' wielko !i maego ku!yka/ Ni! tam nie zoba!zy.

8 nagle zn%w usysza d-wiki pie ni rozlegaj$!ej si gboko w jego umy le. ,amiast usiowa' rozgry-' t zagadk# roztropnie skon!entrowa si na odbiorze dozna+. ;o " jakie zagroenie " obudzio w nim u pion$ !zujno ' i pod wiadomie przypomnia sobie stroni! z ksigi zawieraj$!$ magi!zne zakl!ie wzma!niaj$!e su!h. " ;o si stao3 " zapyta z wikszym przej!iem Du0o. ;adderly nie spojrza na niego# ale uni%s do+ do g%ry# aby go u!iszy'. )dde!h. :sysza d-wik regularnego odde!hu do!hodz$!ego od strony jednego z pobliski!h stolik%w. &pojrza w t stron# ale ni!zego nie zauway. * jednak kto tam by/ 7on!entruj$! si na inny!h doznania!h# ;adderly wy!zu emana!j magi!znej energii. " ;o m%wisz3 " usysza gos Du0a i dopiero wtedy u wiadomi sobie# e jego wargi poruszaj$ si# wypowiadaj$! sowa z jesz!ze innej strony 7sigi :niwersalnej @armonii. ;adderly ujrza srebrzysty zarys modego m!zyzny i rozpozna dugie# proste kosmyki wos%w opadaj$!e na jedn$ stron gowy niewidzialnego intruza. Du0o p!hn$ go gwatownie# zwra!aj$! na siebie jego uwag. " ;o jest3 " rzu!i ostro. ;adderly ju mia go zbeszta'# ale nagle zamilk i jedynie zmierzy kapana pal$!ym spojrzeniem. CCC 4ani!a uspokoia si wewntrznie " musiaa wyrugowa' ob!$ ja-+ ze swego umysu. 9ej dusza zawr%!ia# zmierzaj$! na spotkanie tej niewielkiej !z$stki# kt%r$ pozostawia daleko w tyle# aby ponownie si z ni$ po$!zy'# poniewa to wa nie ta !z ' zmusia usta dziew!zyny do wydania owego aosnego# piskliwego d-wiku. 8 w%w!zas zn%w po!zua ob!$ ja-+ przedzieraj$!$ si po r%d !zerni i blisk$ wej !ia w jej !iao. Przeszy j$ pal$!y b%l. ( nastpnej !hwili ujrzaa zbyt wiele r%ny!h rze!zy# aby moga je jako uporz$dkowa'. Najkr%!ej m%wi$!# ujrzaa morderstwa# dziesi$tki morderstw. ,oba!zya No!ne Maski. No!ne Maski/ )rganiza!ja asasyn%w# plaga (estgate# !i# kt%rzy byli odpowiedzialni za mier' jej rodzi!%w. )!zami olbrzyma ujrzaa klan olbrzym%w. (idziaa# jak inne olbrzymy gin$ z jej r$k# przy !zym ona r%wnie bya olbrzymem. ,oba!zya ;adderly=ego na drodze do ;arradoonu i po!hylonego nad rozoon$ na

biurku 7sig$ :niwersalnej @armonii# skulona i skryta za niezna!znie u!hylonymi drzwiami. 7u swemu przeraeniu stwierdzia# e odbiera wspomnienia kogo innego# po$!zone z niewielk$ !z$stk$ ob!ej wiadomo !i# kt%ra zostaa wysana# by przej$' jej !iao/ 8 e ta osoba# kimkolwiek bya# kilkakrotnie zdoaa zbliy' si do ;adderly=ego/ No!ne Maski/ (ypu ' mnie/ " zaprotestowa gos w jej my la!h. 4ruga tosamo ' wydaa przera-liwy krzyk gniewu# b%lu i niedowierzania. Nie usyszaa s%w# ale doskonale zrozumiaa i!h zna!zenie# zdaa sobie spraw# e jej zogniskowany gniew moe przenie ' j$ z powrotem do jej !iaa. (ypu ' mnie/ 4ani!a !a$ si$ swego umysu napieraa na ob!$ !zer+ i aby rozbudzi' w sobie gniew# wykorzystaa umiejtno !i nabyte w !i$gu lat mentalnego treningu. Pal$!y b%l przybra na sile# po !zym zela# a ona ponownie po!zua 0izy!zn$ obe!no ' " wasne !iao. ,apa!h powr%!i. ,orientowaa si# e ma przy!i nit$ do twarzy mikk$ szmatk. Pozwalaj$!# by przej$ nad ni$ kontrol instynkt wojowni!zki# za!isna pal!e doni w pi ' i do!isna rk do boku# przygotowuj$! si do zadania !iosu. * potem runa !iko na podog# ale nawet tego nie po!zua. CCC ;ienie " ze# zde0ormowane istoty przy!upnite na ramiona!h ko !istego kapana war!zay# sy!zay i wygraay zowrogo ;adderly=emu. Du0o wy!i$gn$ rk ponad blatem stou# aby zn%w go dotkn$'# ale mody kapan odbi jego do+ w bok. " ;adderly/ " krzykn$ Du0o# modzienie! !zu jednak# e tamten jedynie udaje zatroskanego. ,anim zd$y zrobi' !o wi!ej# ;adderly p!hn$ st% tak mo!no# e jego krawd- uderzya 7ierkana w o$dek. ;adderly nie wiedzia# !o ma robi'# nie mia poj!ia# !zy otrzyma ostrzeenie# !zy moe zosta wprowadzony w b$d. " Powiedz *2ery=emu# e moe skontaktowa' si ze mn$ rano " oznajmi# po !zym wsta i odwr%!i si na pi!ie# by zlustrowa' wntrze pokoju. ;zu# e niewidzialny mag ulotni si st$d ju dawno temu. " *2ery=emu to si nie spodoba " usysza sowa Du0a# ale jesz!ze wyra-niej odebra d-wik gu!hego stukotu# kt%ry do!hodzi " o !zym instynktownie wiedzia " z jego pokoju.

4ani!a/ 5yskawi!znie podbieg do s!hod%w# ale wej !ie na pitro sprawio mu nieli!he trudno !i " jego stopy stay si nagle !ikie# kady krok wydawa si po$!zony z potwornym wysikiem. Pie + ponownie rozbrzmiaa w jego gowie. 8nstynktownie wyobrazi sobie stroni! z wielkiej ksigi# stroni!# na kt%rej zawarto sposoby ogniskowania magi!zny!h energii# a take rozpraszania podobny!h !zar%w wykorzystany!h w nie!ny!h !ela!h. ( !hwil p%-niej zn%w po!zu si normalnie# uwolniony od !zarodziejski!h pt# kt%re na niego narzu!ono. 4rzwi do jego pokoju byy zamknite# tak jak je pozostawi# i wszystko pozornie wygl$dao normalnie. 6watownie otworzy drzwi i ujrza 4ani! le$!$ na pododze obok %ka# zapl$tan$ w skotowan$ po !iel. Miaa przyspieszony odde!h. ;adderly wzi$ j$ w ramiona i naty!hmiast zorientowa si# e mniszka yje i nie odniosa powaniejszy!h obrae+. Dozejrza si po pokoju. 4-wiki pie ni stay si teraz odleglejsze# wszystko wydawao si dziwnie spokojne# niemniej jednak za!z$ si zastanawia'# !zy pod!zas jego nieobe!no !i do tego pokoju nie zawita kto ob!y. " ;adderly " wyszeptaa 4ani!a# odzyskawszy przytomno '. Dozejrzaa si wokoo# zakopotana i oszoomiona# po !zym pod!i$gna wyej ko! i przy!isna obie r!e do piersi. ;o za dziwne za!howanie# stwierdzi w du!hu ;adderly. " Miaam straszny sen " usiowaa mu wyja ni'. Po!aowa j$ delikatnie w !zoo i powiedzia# e wszystko jest ju w porz$dku. )par podbr%dek na gowie 4aniki i ukoysa j$ w ramiona!h. 9ego usta rozszerzy u mie!h. )det!hn$ z ulg$. 9ego uko!hana bya bezpie!zna. 4ani!e ni! si nie stao. .o by tylko sen.

1'
8dpo%iedni d"ie9. -y *)r"e7 ,blia si wit# a go !ie w !ztere!h z o miu pokoi obery 4ragon=s ;odpie!e spali kamiennym snem. 5ogo Dath by zbyt poruszony# aby my le' o nie. (iedz$!# !o ma si wydarzy'# wiadom# e odegra swoj$ rol w preludium do bezpo redniego zama!hu# rozmy la nad poten!jalnymi problemami# kt%rym bdzie musia stawi' rano !zoa. ;zy 7ierkan Du0o pozostanie lojalny3 * jeeli nawet# to !zy osobliwy ko !isty m!zyzna wypeni zadanie zle!one mu przez Datha3 &ytua!ja w 4ragon=s ;odpie!e mogaby ry!ho sta' si kopotliwa# gdyby pewien przeoony z 5iblioteki Naukowej nie zosta szybko i skute!znie zlikwidowany. 5ogo zna bezlitosn$ organiza!j znan$ jako No!ne Maski na tyle dobrze# i wiedzia# e w razie gdyby Du0o zawi%d# 4u!h zrzu!iby !a$ win na niego. ;zarnoksinik kr$y po swym maym pokoiku# staraj$! si st$pa' naj!iszej# jak to tylko moliwe. ;h!ia# aby 4u!h go odwiedzi albo eby zoy mu wizyt jeden z jego asasyn%w i zrela!jonowa przebieg przygotowa+ do zama!hu. &tumi w sobie pragnienie u!hylenia drzwi# upominaj$! si# e gdyby u!zyni to w niewa !iwym momen!ie# m%gby podzieli' tragi!zny los ;adderly=ego. 4u!h siedzia przy oknie w swoim pokoju# rozgory!zony i przepeniony w !ieko !i$. Nie spa w og%le tej no!y# przygnbiony po sromotnej pora!e w star!iu z potnym umysem 4aniki. ;h!ia by' blisko !entrum walk# w !hwili gdy asasyni rozpo!zn$ atak " sytua!ja zmusia go# by odwiedzi tej no!y swoi!h ludzi i zmieni rozkazy. 4ani!a musi umrze' wraz ze swym uko!hanym. Pomimo nieo!zekiwany!h zmian sytua!ji asasyn by nadal przekonany# e ;adderly tego dnia zginie# ale nawet gdyby udao si go teraz usun$'# egzeku!ja i tak przerodzia si ju w krwaw$ jatk# pen$ przer%ny!h komplika!ji i niespodziewany!h strat. 1ander zabi jednego !zowieka# pi!iu inny!h zgino gdzie na szlaku w 6%ra!h <nieny!h. * mody ;adderly w!i$ y. 8 nie m%g zasn$'. &iedzia przy biurku ubrany w sw%j !odzienny str%j i pogr$ony w lekturze 7sigi :niwersalnej @armonii. (!ze niej tego wie!zoru w izbie kominkowej do wiad!zy kilku zaskakuj$!y!h od!zu' i szuka w tre !i ksigi 0ragmentu# kt%ry m%gby mu pom%! wyja ni' gwatowny wzrost !zuo !i jego zmys%w# a w sz!zeg%lno !i su!hu.

4ani!a siedziaa ze skrzyowanymi nogami na pododze przy %ku# pogr$ona w kr%tkiej medyta!ji# pozwalaj$! kapanowi na odrobin prywatno !i# kt%rej potrzebowa. &ama r%wnie z niej korzystaa. 9ej y!ie wypeniaa dys!yplina# prywatne wyzwania i pr%by# wi! !ho' byo jesz!ze w!ze nie# 4ani!a rozpo!za ju !odzienny poranny rytua# pra!uj$! nad sw$ ja-ni$# rozlu-niaj$! mi nie ko+!zyn i o!zysz!zaj$! umys w przygotowaniu do nad!hodz$!ego dnia. Nie odnalaza odpowiedzi w zwi$zku z dziwnym przey!iem# jakie miao miejs!e w!ze niej tej no!y# ale w grun!ie rze!zy w og%le si nad nim nie zastanawiaa. ( jej mniemaniu spotkanie z nieznanym umysem pozostao jedynie snem# a poniewa nie przytra0io si jej ni! zego ani nie odniosa adny!h wido!zny!h obrae+# wyja nienie to w peni usatys0ak!jonowao mod$ mniszk. CCC " *le prze!ie jesz!ze nawet nie wzeszo so+!e/ " zaprotestowa Przeoony na 7siga!h *2ery# z trudem zwlekaj$! swe wielkie !ielsko z %ka. " .akie byo y!zenie ;adderly=ego " odrzek 7ierkan Du0o. " Pragn$ spotkania w !ztery o!zy i wierz# e to# !o ma do przekazania# bdzie warte odrobiny po wi!enia. *2ery od!hrz$kn$# gdy gardo mia zap!hane 0legm$# i odet!hn$ gboko# nie odrywaj$! wzroku od ko !istego kapana. Du0o usiowa za wszelk$ !en za!howa' spok%j# !ho' !zu na sobie !iar badaw!zego spojrzenia. )ddy!ha regularnie " tyle zaleao od za!howania przez niego pozor%w spokoju i normalno !i. * pod mask$ obojtno !i we wntrzu Du0a wszystko wr!z si gotowao. ( gbi ser!a zastanawia si# jak w og%le do tego doszo# jakim sposobem doprowadzono go do tak dramaty!znego punktu. ,osta wykorzystany przez 5arjina# kiedy kapan za przed kilkoma miesi$!ami naje!ha na bibliotek. .o on# Du0o# kopni!iem str$!i ;adderly=ego do ukryty!h katakumb i o may wos nie doprowadzi do upadku biblioteki. Nigdy do ko+!a nie wyba!zy sobie tego !zynu# a ra!zej nigdy nie by w stanie do ko+!a usprawiedliwi' swego dziaania. (yba!zanie sugerowao nieodpar!ie# e dr!z$ go wyrzuty sumienia w zwi$zku z popenion$ zdrad$# a ko !isty kapan w!ale i!h nie od!zuwa. )d !zasu ataku 5arjina ;adderly !oraz bardziej stawa si rywalem Du0a. 9ego najzagorzalszym prze!iwnikiem. ( &hilmi !ie sta si bohaterem# pod!zas gdy z Du0a# !ho' nie byo w tym jego winy " a w kadym razie on sam !zu si rozgrzeszony i usprawiedliwiony " zrobiono koza

o0iarnego. ,aspany *2ery ubra si powoli. Du0o odet!hn$ z ulg$# gdy przeoony w ko+!u odwr%!i od niego wzrok. " ,ejdziesz ze mn$ na d%3 " spyta *2ery. " ;adderly nie !h!e mnie widzie' " skama kapan. " Powiedzia# e ma!ie si spotka' w !ztery o!zy w izbie kominkowej# zanim Aredegar rozpo!znie !odzienn$ pra!. " Przed witem " burkn$ niezadowolony *2ery. Du0o nadal wpatrywa si w ple!y korpulentnego przeoonego. 9akim !udem to zaszo a tak daleko3 Du0o nie ywi do *2ery=ego nienawi !i " wr!z prze!iwnie# przeoony przez ostatnie dziesi' lat wielokrotnie stawa po jego stronie. *le to naleao ju do przeszo !i# przypomnia sobie Du0o. &hilmista diametralnie odmienia jego y!ie# teraz za # patrz$! na bezbronnego *2ery=ego# ko !isty kapan zastanawia si# jak drasty!zna bya ta zmiana. " 4obrze# zejd wi! do izby kominkowej " oznajmi *2ery# pod!hodz$! do drzwi. Du0o zauway# e przeoony nie przypi$ nawet ma!zugi do swego szerokiego pasa. Nie odm%wi r%wnie modlitwy ani nie przygotowa adny!h zakl'. " 4oprawdy# wolabym# aby ;adderly by nie!o bardziej konwen!jonalny " mrukn$ *2ery# a w jego sowa!h zabrzmiaa nuta dumy z modego kapana# !o spotgowao jesz!ze determina!j dwuli!owego Du0a. " *le !hyba na tym polega !ay jego urok. *2ery umilk i u mie!hn$ si# a Du0o domy li si# i korpulentny przeoony zaton$ we wspomnienia!h# i z pewno !i$ doty!zyy one ;adderly=ego. " &potkamy si przy porannym posiku " podj$ po !hwili. " Moe uda mi si przekona' ;adderly=ego# by spoy niadanie razem z nami. " 9ak sobie y!zysz " wymamrota Du0o ponuro. Podszed do drzwi i patrzy# jak *2ery s!hodzi po s!hoda!h do sabo o wietlonej izby kominkowej. 4elikatnie zamkn$ drzwi. (ykona swoje zadanie. Pu !i ma!hin w ru!h# zgodnie z pole!eniem modego !zarnoksinika. .eraz los przeoonego zale$ wy$!znie od niego samego. 7o !isty kapan opar si ple!ami o !ian# rozpa!zliwie usiuj$! stumi' wyrzuty sumienia. Przypomnia sobie# jak ostatnio potraktowa go *2ery# jakie straszne m%wi mu rze!zy i jak grozi# e wydali go z zakonu. 4la trawionego dojmuj$!ym gniewem 7ierkana Du0o po!zu!ie winy nie byo emo!j$# kt%r$ z trudem przyszoby mu stumi'. CCC

( izbie wypo!zynkowej gospody odlegej o dwa domy od obery 4ragon=s ;odpie!e zaspany Pikel z gow$ opart$ o 0ramug okna wy!hodz$!ego na alejk usysza wyra-ny gwizd. 7rasnolud byskawi!znie oprzytomnia# przypomniawszy sobie# !o zrobiby mu brat# gdyby przyapa go na drzem!e pod!zas warty. (ystawi gow przez okno i odet!hn$ gboko !hodnym powietrzem przed witu. 7olejny gwizd dobieg z alejki po drugiej stronie budynku# kt%ry mia przed sob$. " @3 " spyta krasnolud. 8nstynkt podpowiedzia mu# e gwizdy nie byy przypadkowe# kojarzyy mu si ra!zej z jakim sygnaem. Pikel zesko!zy ze swego miejs!a# podbieg do 0rontowy!h drzwi# od!i$gn$ rygiel i wypad na werand. :jrza sylwetki wybiegaj$!e z alejki za najbliszym budynkiem# !ienie wbiegaj$!e na werand 4ragon=s ;odpie!e i w lizguj$!e si bezszelestnie przez otwarte drzwi. Pikel ju rusza przed siebie# aby to sprawdzi'# gdy jego uwag przyku jaki szelest nieopodal. Potny m!zyzna gna w jego kierunku# wyma!huj$! dziko mie!zem. Pierwszy !ios odbi si od okrytego pan!erzem ramienia krasnoluda. Nie dotar do sk%ry# le!z pozostawi na niej bolesny sinie!. " )ooo/ " zawoa zasko!zony Pikel# byskawi!znie podaj$! tyy. M!zyzna dotrzymywa mu kroku# siek$! mie!zem jak oszalay. Pikel nie mia broni " pak zostawi w swoim pokoju# nie do ko+!a bowiem wierzy w narastaj$!e podejrzenia 82ana# e w uli!zka!h wok% ni!h !zai si niebezpie!ze+stwo. .eraz okoli!zno !i zmusiy go# by w to uwierzy# poniewa napastnik napiera# tn$! raz po raz i zmuszaj$! go do !i$gego odwrotu. 7rew spywaa po ramieniu Pikela. Mie!z rozora mu poli!zek i pozostawi na nim gbok$ bruzd. *tak trwa nieprzerwanie# a Pikel# kt%ry przeszed przez prawie !a$ izb wypo!zynkow$# nie mia teraz zbyt duej moliwo !i manewru !zy u!ie!zki. CCC (amywa!z by !i!hy. Przeoony na 7siga!h *2ery# kt%rego !oraz bardziej ogarniao zm!zenie i kt%remu powieki opaday !oraz niej# nie zdawa sobie nawet sprawy# e kto wszed do 4ragon=s ;odpie!e# dop%ki asasyni hurmem nie rzu!ili si na niego. 8 ruszyli dalej# bezszelestnie jak !ienie wspinaj$! si po s!hoda!h. ;adderly uni%s wzrok znad 7sigi :niwersalnej @armonii i spojrza przez rami na 4ani!.

" ;o si stao3 " spytaa dziew!zyna# gdy przenikliwe spojrzenie uko!hanego wyrwao j$ ze stanu medyta!ji. ;adderly przyoy pale! wskazuj$!y do wydty!h warg# nakazuj$! jej mil!zenie. ;o go przyzywao " odlega pie +# odgos zbliaj$!ego si niebezpie!ze+stwa. ,garn$ swoje wiruj$!e dyski# wdrown$ lask i za!z$ si podnosi'# odwra!aj$! twarz w stron zamknity!h drzwi. Nie zd$y nawet wsta' z krzesa# gdy drzwi wle!iay do wntrza pokoju# a tu za nimi w pomiesz!zeniu pojawiy si mro!zne !ienie. 4ani!a w!i$ siedziaa ze skrzyowanymi nogami# kiedy pierwszy asasyn z mie!zem w rku rzu!i si w jej stron. ,ab%j!a !i$ nisko i a otworzy usta z niedowierzaniem# gdy mniszka wyrzu!ia w g%r sple!ione nogi# wybijaj$! si mikko w powietrze. Podkur!zywszy nogi# z atwo !i$ unikna !i!ia asasyna# po !zym opada na po!hylonego nisko m!zyzn. 9ej nogi za!isny si wok% szyi napastnika# po !zym szarpna nimi mo!no w bok i opada na ziemi# napieraj$! !aym !iarem ku doowi. *sasyn zoba!zy# e pok%j wok% niego zawirowa# ale jego !iao si nie obr%!io. CCC ;adderly smagn$ lask$ przed sob$ i zdumia si sysz$!# jak !o " domy li si# e to bet kuszy " odbio si od niej i pole!iao w bok. ,n%w zama!hn$ si szeroko# tym razem o0ensywnie trzymaj$! bro+ na wysoko !i ramienia. Naprze!iw siebie mia dw%!h asasyn%w. 8nstynktownie opad na jedno kolano i rzu!i przed siebie wiruj$!e dyski. :!hylaj$!y si No!na Maska znalaz si na linii ataku drugiej broni modego kapana i adamantowe dyski tra0iy go w rami. ;adderly spodziewa si# e tamten byskawi!znie przejdzie do ataku " mody kapan nie pozna jesz!ze mo!y wykutego przez 82ana ora. Patrzy wi! osupiay# jak rami m!zyzny zgina si " zupenie jakby miao drugi staw ok!iowy " pod wpywem potnego uderzenia. , uwagi na obe!no ' drugiego asasyna zamieranie !ho'by na !hwil w bezru!hu nie byo zbyt rozs$dnym posuni!iem. 7iedy ;adderly u wiadomi sobie sw%j b$d# ujrza nabit$ kol!ami ma!zug# kt%ra zawisa nad jego gow$# i zda sobie spraw# e jego !hwile s$ ju poli!zone. CCC

Pikel trzyma si tak blisko swego prze ladow!y# e ten nie by w stanie wy!i$gn$' do przodu dugi!h r$k i zada' mu gro-niejszego w skutka!h !i!ia. Mimo to krasnolud raz po raz powtarza Gooooo/H !zuj$! uk$szenia tuzina pytki!h !i'. ( pierwszej !hwili Pikel pomy la o wy!o0aniu si na s!hody# ale zmieni zdanie# w!hodz$! na stopnie# zr%wnaby si bowiem ze swoim prze!iwnikiem i utra!iby tak rozpa!zliwie potrzebn$ mu przewag# kt%ra wynikaa z tego# e znajdowa si poniej optymalnego zasigu !i' asasyna. 7rasnolud odbi w bok# wy!o0uj$! si jesz!ze szyb!iej# i o mao si przy tym nie przewr%!i. M!zyzna pod$a za nim krok w krok. ,ab%j!a zatrzyma si nagle# a Pikel u wiadomi sobie# e nie moe zrobi' tego samego# gdy byby naraony na atak szerokim !i!iem z obrotu. " )ooo/ " krzykn$ rozpa!zliwie# rzu!aj$! si w ty. D$bn$ !iko ple!ami w !ian# a mie!z asasyna prze lizn$ si tu poniej napier nika jego doskonaej zbroi. Pikel nie zd$y nawet krzykn$' z powodu otrzymanej rany. )dbi si od !iany i dziko sko!zy do przodu. *sasyn trzyma mie!z poziomo# wi! krasnolud nie!hybnie nadziaby si na dugie ostrze# le!z w ostatnim momen!ie !hwy!i je go$ rk$ i odep!hn$ w bok. ( !hwil p%-niej Pikel dopad asasyna. Naty!hmiast pu !i mie!z# opl%t ramiona m!zyzny swoimi i napar z !aej siy# a jego kr%tkie# grube# umi nione nogi pra!oway jak szalone. .eraz !o0a si zab%j!a# a Pikel sun$ naprz%d jak burza# z kad$ !hwil$ nabieraj$! wikszego przyspieszenia. 7rasnolud prawie ni! nie widzia spoza wyszego prze!iwnika. Mierzy w otwarte drzwi# ale !hybi o dwie stopy# odbijaj$! zbyt daleko w lewo. Nagle w obery pojawi si drugi otw%r wej !iowy. CCC 4ani!a r$bna o podog mo!niej# ni si spodziewaa# ale zdoaa w!zoga' si z powrotem pod swoj$ o0iar# aby kolejny z asasyn%w wbi mie!z nie w ni$# le!z w ple!y swego w!i$ jesz!ze trzymaj$!ego si na noga!h kompana. (ypezn$wszy z drugiej strony# wstaa# podbiega do %ka# opara si jedn$ rk$ o por!z w noga!h i zwinnym susem wsko!zya na matera!. No!na Maska wsko!zy na %ko z drugiej strony i rzu!i si na pozornie bezbronn$

kobiet. 4ani!a skulia si i wyrzu!ia przed siebie nog. ( r%d skotowanej po !ieli nie bardzo miaa si !zego zapa'# tote jej kopni!ie nie byo zbyt mo!ne# ale w!ale nie musiao takie by'# asasyn bowiem r%wnie ni!zego si nie trzyma. M!zyzna run$ w ty# zapl$tany w ko!e. 4ani!a dopada go# !hwy!ia za rk i wykorzystuj$! jego impet# przerzu!ia go ponad por!z$ w noga!h %ka. (staa# podnosz$! jedno!ze nie ko!# wiedziaa bowiem# e zab%j!a z mie!zem znajduje si blisko# zde!ydowanie zbyt blisko niej. 8nstynktownie uniosa po !iel przed sob$# u mie!haj$! si ponuro# gdy po!zua# jak tkanina przyjmuje na siebie impet potnego !iosu. )ple!iony i unieru!homiony t$ prowizory!zn$ sie!i$ asasyn nawet nie zdawa sobie sprawy z kolejnego ataku 4aniki# dop%ki jej stopa nie wbia mu si w o$dek. 6dy m!zyzna zgi$ si wp%# zwinna mniszka wybia si g%r# a spryny %ka doday jej skokowi silniejszego impetu# i przedramieniem tra0ia po!hylonego napastnika w twarz. .ym!zasem jej druga rka# przyoona do piersi# wystrzelia pod pierwsz$# tra0iaj$! go w gardo. ( !hwil p%-niej mniszka zmienia nie!o k$t uoenia prawej rki# uniosa j$ wysoko nad gow$ i opadaj$!# zadaa uko ne uderzenie skierowane ku doowi. )szoomiony i zdezorientowany asasyn run$ w bok ze zgru!hotanym oboj!zykiem. 4ani!a# !hwilowo uwolniona od bezpo redniego zagroenia# zanurkowaa midzy podp%rkami w noga!h %ka. (yra-nie usyszaa go ny stuk# gdy bet z kuszy wbi si w !ian tu za ni$. M!zyzna# kt%rego rzu!ia na podog# wa nie si podni%s i zamierza powr%!i' do walki# ale nie zd$y si dostate!znie przygotowa'# wi! 4ani!a# wykorzystuj$! blok na bark# przerzu!ia go nad stoem i !isna na !ian. CCC " &t%j/ " ;adderly odni%s wraenie# e sowo to wydostao si z najgbszy!h zakamark%w jego duszy. Nie zdawa sobie nawet sprawy z magi!znej mo!y# jak$ w sobie zawierao# dop%ki po!hylaj$!y si nad nim zab%j!a# kt%ry za!z$ ju zadawa' morder!zy !ios# nie zatrzyma rki zaopatrzonej w ogromn$# najeon$ kol!ami ma!zug i !akiem nie znieru!homia. 5ro+ zawisa kilka !ali nad gow$;adderly=ego. Dozkaz nie mia dugotrwaego dziaania i asasyn szybko uwolni si z jego mo!y# obnaaj$! zby w morder!zym grymasie i unosz$! ma!zug do kolejnego !iosu. ;adderly instynktownie zaatakowa z dw%!h stron naraz " uderzy lask$ w kolano

m!zyzny i !isn$ dyskami przed siebie. (iruj$!a bro+ tra0ia uginaj$!ego si zab%j! w pier i rzu!ia go w ty. " 5alkon/ " zawoaa 4ani!a# a ;adderly " na widok zab%j!%w# spo r%d kt%ry!h kilku adowao kusze# wbiegaj$!y!h przez drzwi " nie m%g si z ni$ nie zgodzi'. 4ani!a# mijaj$! ;adderly=ego# !hwy!ia go za rk i gwatownie otworzya drzwi. Pod !zaszk$ kapana ponownie rozbrzmiay d-wiki pie ni " w jaki spos%b zaguszyy zgiek i dobiegaj$!y zewsz$d haas. &zarpn$ 4ani! za wosy i po!i$gn$ do tyu# w momen!ie gdy zrobia pierwszy krok za pr%g pokoju. 7ompletnie zasko!zona mniszka upada na ple!y. ;adderly !isn$ dyski ponad roz!i$gnitym pasko !iaem dziew!zyny i jego nowa bro+ napotkaa wyaniaj$!y si zza zaomu muru sztylet. 4yski 82ana z atwo !i$ wygray ten pojedynek# zginaj$! ostrze i gru!ho!z$! do+# kt%ra je trzymaa. ;adderly byskawi!znym ru!hem !i$gn$ bro+ do siebie. Po!zu lekki b%l# gdy dyski powr%!iy do jego doni# po !zym rzu!i je raz jesz!ze# tym razem tra0iaj$! zranionego asasyna w pier i przerzu!aj$! go nad balustrad$. &padaj$!# asasyn rozpa!zliwie usiowa !hwy!i' si barierki. 9ego do+ za!isna si wprawdzie na por!zy# ale !iar !iaa i impet przewayy. Nogi zab%j!y uniosy si w g%r i m!zyzna# pokonawszy odlego ' dwudziestu st%p dziel$!$ go od ziemi# wyl$dowa pasko na ple!a!h. 8 ju si wi!ej nie poruszy. CCC Pikel wytrz$sn$ drzazgi z brody i wos%w. " M%j bra!ie/ " (oanie# !ho' empaty!zne# wydawao si odlege i towarzyszy mu brzk tu!zonego szka i rozupywanego drewna. 7iedy 82an usysza# e brat jest w opaa!h# przebieg przez korytarz pierwszego pitra obery i daj$! dugiego susa# wysko!zy przez okno znajduj$!e si nad 0rontowymi drzwiami. (yl$dowa na ziemi ze zduszonym jkiem# dwie stopy na prawo od Pikela i oszoomionego asasyna# zasypuj$! i!h obu odamkami szka i drzazgami. ,ab%j!a# kt%ry podni%s si pierwszy# mia ple!y poharatane i o!iekaj$!e krwi$. )dwr%!i si na pi!ie# by osza!owa' najnowsze zagroenie. :jrza doln$ poow 82ana " g%rna !z ' jego !iaa przebia podwyszon$ drewnian$ plat0orm " ale po sposobie# w jaki krasnolud si szamota i !iska przekle+stwami# domy li si# i jego uwizienie nie potrwa ju dugo. ,a!z$ unosi' mie!z# gdy Pikel !hwy!i go za kostki i silnym szarpni!iem powali

na ziemi# po !zym szarpn$ go do siebie# od!i$gaj$! zab%j! od 82ana. 6niew za lepi zielonobrodego krasnoluda. " )oooooo/ " zawar!za. Podni%s si i nadal trzymaj$! m!zyzn za kostki# za!z$ si kr!i' wraz z nim wok% wasnej osi. No!na Maska skr!i !ae !iao i wypry si# usiuj$! dosign$' krasnoluda# ale Pikel sta twardo na ziemi i nabra rozpdu na tyle# e !iao wiruj$!ego m!zyzny pod wpywem siy od rodkowej napryo si jak struna. " )oooooo/ " M!zyzna miota si i szarpa# ale jedyne# !o m%g zrobi'# to nie wypu !i' z rki swego mie!za. " )oooooo/ " .eraz jedyn$ !z !i$ !iaa asasyna maj$!$ jaki taki kontakt z ziemi$ byy jego r!e# kt%rymi siga rozpa!zliwie wokoo# usiuj$! znale-' !o # !zego m%gby si u!hwy!i'. Pikel obra!a si !oraz gwatowniej. M!zyzna# kt%ry minimalnie unikn$ kontaktu z podporami werandy i !ian$ obery# z !aego ser!a przy$!zy si do jego ryku. 82an# kt%ry uwolni si wresz!ie z otworu# obserwowa !a$ s!en z niedowierzaniem# kt%re wnet przerodzio si w rozbawienie. 7rasnolud odoy na bok pak brata# poplu w donie i energi!znie uni%s sw%j top%r o dw%!h ostrza!h. ,ab%j!a zauway !zynione przez 82ana przygotowania i niezdarnie zama!hn$ si mie!zem# ale nie byo mowy# aby z tej pozy!ji dosign$ !elu. (y!i$gn$wszy rk do przodu# trzasn$ nadgarstkiem we wspornik werandy i jego mie!z z brzkiem spad na uli!. 82an wzmo!ni u!hwyt na stylisku topora. (zi$ zama!h# ale m!zyzna go min$. " .rza go nakierowa' " rzek do siebie krasnolud i wymierzy# pod!zas gdy ru!homy !el ponownie za!z$ zblia' si ku niemu. :jrza blad$ jak p%tno twarz zab%j!y i grymas dojmuj$!ego przeraenia# jakiego nigdy dot$d nie mia okazji ogl$da'. .ra!h/ )garnity nagym przypywem wsp%!zu!ia# 82an !hybi !elu i ostrze jego wielkiej broni zagbio si w deska!h plat0ormy. Pikel nawet nie zauway brata ani topora# nie zdawa sobie sprawy# e wrzaski zab%j!y przerodziy si w zdyszany jk zgrozy. Na domiar zego krasnoludowi kr!io si w gowie. Nie mia poj!ia# w jaki spos%b si zatrzyma' albo powstrzyma' wiat# kt%ry wirowa jak oszalay wok% niego. " )oooooo/ " Nagle !iar znikn$# a Pikel zato!zy si bezwadnie na !ian. &pu !i wzrok i zagapi si na puste buty# kt%re w!i$ !iska mo!no pod pa!hami. Niesz!zsny asasyn wyrwa znajduj$!y si najbliej wspornik i strzaska barierk# przelatuj$! pod g%rn$ por!z$ i przebijaj$! si przez !ienk$ rze-bion$ balustrad. Poszorowa jesz!ze kilka st%p po deska!h i gwatownie si zatrzyma# gdy nadzia si

biodrem na zaostrzony tr%jk$tny konie! zamanej belki. Eea tam teraz# na wp% na werandzie# na wp% zawieszony nad brukowan$ uli!$# pojkuj$! z !i!ha. " Fadne buty " zauway 82an# przebiegaj$! obok Pikela i rzu!aj$! mu jego pak. Dusza wa nie w stron rannego zab%j!y# gdy nieo!zekiwanie zmieni zamiar usyszawszy# jak kto z wrzaskiem spada z balkonu " z balkonu w pokoju ;adderly=ego w obery 4ragon=s ;odpie!e# znajduj$!ej si dwa domy dalej. )ba krasnoludy odet!hny z ulg$# gdy mijaj$! nieru!homego amatora latania# stwierdziy# i nie by to ;adderly ani 4ani!a. 9ednak nie!i!hn$!e odgosy walki# kt%re do!hodziy z pitra obery# day im jasno do zrozumienia# e przyja!iele nie pozbyli si jesz!ze wszystki!h kopot%w. 4rzwi obery ponownie zamknito i zaryglowano# ale taka drobnostka nie bya w stanie powstrzyma' bra!i 5ouldershoulder%w. Prawd powiedziawszy# to e wdarli si do izby kominkowej wraz z wyrwanymi z zawias%w drzwiami# okazao si dla ni!h zbawiennym manewrem# gdy na powitanie zab%j!y posali w i!h stron kilka bet%w z kuszy# a drewniano?metalowe po!iski wbiy si# na sz!z !ie niegro-nie# w prowizory!zn$ drewnian$ tar!z. CCC 5et z kuszy przemkn$ ze wistem obok ramienia ;adderly=ego# obi$! na nim pytk$ krwaw$ bruzd. *sasyni zaatakowali go od tyu# dwaj inni !zekali na balkonie " ostrza mie!za i !ikiego topora poyskiway sabo w wietle przed witu. Nadal trzymaj$! 4ani! za wosy# ;adderly po!i$gn$ dziew!zyn i zmusi j$# by wstaa. Naty!hmiast zmienia si w demona walki# w rozmyt$ rozszala$ plam wymierzaj$!$ serie kopni' i mo!ny!h !ios%w w ranny!h ju zab%j!%w# kt%rzy za!hodzili i!h od tyu. ,doaa zada' kilka !ios%w# na tyle silny!h i bolesny!h# by zmusiy jednego z asasyn%w do odwrotu. 4rugi jednak ramieniem opl%t j$ w pasie# a impet skoku p!hn$ go wraz z dziew!zyn$ przez !a$ szeroko ' balkonu a do barierki. Mniszka uniosa rk do twarzy napastnika# jej pal!e szukay o!zu# wyj$tkowo wraliwego punktu# w kt%ry mogaby uderzy'. 9ednak jeden z zab%j!%w na balkonie pokrzyowa jej szyki# a trzeba przyzna'# e opra!owany przez niego plan by zaiste diabelski. Potnym !iosem wielkiego topora rozupa barierk# kt%ra podtrzymywaa zar%wno 4ani!# jak i jej prze ladow!. )boje runli w d% " 4ani!a rozlu-nia u!hwyt na twarzy m!zyzny i gwatownie

wyrzu!ia obie r!e w g%r# usiuj$! si !zego !hwy!i'. ;adderly zoba!zy# jak mniszka spada# a na jego twarzy pojawi si wyraz pustki i kompletnej bezradno !i. 5et z kuszy wbi si w tyln$ !z ' uda modego kapana. Padaj$! na plat0orm# odwr%!i si# a jego zazwy!zaj spokojne obli!ze przepeni wyraz !zystej# niepohamowanej w !ieko !i. 5ez namysu !zy wahania uni%s do+ za!i nit$ w pi ' w stron kusznika i wypowiedzia sowo 0ete/ " kt%re w jzyku el0%w zna!zyo ogie+ i byo hasem uaktywniaj$!ym jego magi!zny pier !ie+. &truga ognia bu!hna z doni ;adderly=ego# odszukaa jego prze!iwnika i sk$paa go w morzu pomieni. , mentalnym okrzykiem odrazy ;adderly wygasi pomie+. Ponownie si odwr%!i# trzymaj$! przed sob$ wdrown$ lask# i z !aej siy trzasn$ ni$ asasyna uzbrojonego w mie!z. Nie przejmowa si w!ale skutkami tego !iosu " !h!ia jedynie usun$' go z drogi# o!zy !i' sobie przej !ie do zab%j!y z toporem# kt%ry str$!i 4ani! z balkonu. 8 zn%w brak do wiad!zenia obudzi w ;adderlym niebezpie!zny# jednotorowy tok rozumowania. ,anim zd$y zbliy' si do asasyna z toporem# silne r!e !hwy!iy go za ramiona i p!hny w stron bo!znej barierki. CCC 82an odrzu!i !ikie drzwi na bok# zamierzaj$! naty!hmiast ruszy' w stron s!hod%w. )kropny widok spowolni go jednak na !hwil# a kiedy krasnolud ponownie ruszy do ataku# jego w !ieko ' wzrosa dziesi!iokrotnie. Pikel r%wnie zastanawia si nad natar!iem na s!hody. " :!h# o!h " mrukn$ jednak i pogna w prawo# aby ukry' si za kontuarem# na s!hoda!h i plat0ormie powyej ujrza bowiem kilka !iemny!h ksztat%w# uzbrojony!h bez wyj$tku w morder!ze kusze. Pikel zanurkowa ponad dugim barem i wyl$dowa z hukiem w w$skim przej !iu za korytarzem pod be!zkami mo!nego ale. 7u zdziwieniu krasnoluda okazao si# i nie jest tam sam# i ledwo zdoa przekona' Aredegara @arrimana# e nie naley do No!ny!h Masek# a gdyby sp%-ni si z tym o uamek sekundy# przeraony oberysta wyrn$by go w gow pen$ butelk$ brandy. 5ert z kuszy odbi si rykoszetem od ostrza topora 82ana. 7olejny tra0i go w gow# oguszaj$! go# !ho' strzaa odbia si od hemu i migna pomidzy jelenimi rogami. 5y' moe ten wa nie bet da tro!h do my lenia do ' ograni!zonemu w tej dziedzinie krasnoludowi# 82an bowiem roztropnie odsko!zy w bok# wymin$ s!hody i wpez pod

nie# by tam si s!hroni'. D$bn$ przy tym w jeden ze wspornik%w# !o wprawio go w lep$ 0uri. ,anim zorientowa si# e ma przed sob$ tylko drewniany wspornik# a nie za!zajonego wroga# rozsieka sup na kawaki. ,a!zerwieni si# kiedy u wiadomi sobie# jak gupio post$pi. Nastpnie rozejrza si wokoo i zauway !ztery kolejne wsporniki " jesz!ze jeden po tej samej# dwa po prze!iwnej stronie oraz jeden po rodku. &zeroki zowiesz!zy u mie!h rozja ni jego obli!ze. CCC 4ani!a !hwy!ia sab$ drewnian$ ozdob przy barier!e balkonu i jej silne donie nie pusz!zay pomimo doku!zliwego !iaru No!nej Maski# kt%ry w!i$ obejmowa j$ w pasie. 4ziew!zyna wia si i skr!aa !ae !iao# uwolnia jedn$ stop i uderzya ni$ na odlew# raz i drugi# w twarz upartego asasyna. ,najduj$! si zaledwie dwana !ie st%p nad ziemi$# napastnik zde!ydowa si j$ pu !i' i spad !iko na bruk# nie !zyni$! sobie jednak przy tym krzywdy. 4ani!a zastanawiaa si# !zy nie wpezn$' z powrotem na balkon# ale trwao to zaledwie !hwil# gdy ozdobny trym pk z gu!hym trzaskiem wzdu 0rontu balustrady i 4ani!a# zato!zywszy szeroki uk# znalaza si nagle za rogiem balkonu. 7opna instynktownie i sko!zya# zanim drewno pko. ,awisa na 0ramudze okna przy narou budynku# naprze!iw balkonu# gdzie zostawia ;adderly=ego. 8mpet zmusi j$ do kolejnego skoku. )ddalia si od miejs!a walki# ale tym razem znalaza duo lepsze opar!ie dla r$k i st%p na rynnie biegn$!ej wzdu !aej dugo !i !iany budynku tu za zaomem muru. ,anim zd$ya wyjrze' zza rogu# na balkonie zaroio si od odziany!h na !zarno? srebrno asasyn%w. ( pierwszej !hwili nie wypatrzya ;adderly=ego# nie moga jednak pozwoli' sobie na dostate!znie dug$ obserwa!j# by go dojrze'# gdy jeden z kusznik%w naty!hmiast wymierzy w jej stron# a dwaj inni przeszli ponad barierk$ i po parape!ie za!zli noga za nog$ przesuwa' si w stron rynny. 4ani!a pokonaa dziesi!iostopow$ odlego '# wspinaj$! si po rynnie. 4otara na da!h. 4opiero kiedy wgramolia si na g%r# zorientowaa si# e bole nie skr!ia sobie kolano " najprawdopodobniej stao si to pod!zas szamotaniny przy barier!e. " ;adderly " powtarzaa raz po raz. Pamitaa ten s!hemat doskonale# tak samo byo#

gdy zostawia modego kapana# by wzi$' udzia w walka!h o &hilmist. Musiaa po prostu wierzy'# e ;adderly jest w stanie sam o siebie zadba'. ,a!za pezn$' na drug$ stron da!hu# zamierzaj$! przedosta' si bezpo rednio nad balkon i zesko!zy' wprost w !ib wrog%w. )dwr%!ia si jednak# gdy usyszaa zgrzyt rynny uginaj$!ej si pod !iarem prze ladow!y. " No# wya- " mrukna ponuro# zde!ydowana da' po bie idio!ie# kiedy tylko wystawi gow ponad krawd- da!hu. Nie pomy laa# e ta dobrze przygotowana banda moe mie' ju na da!hu swojego !zowieka. :syszaa za ple!ami sz!zk napinanej kuszy. " (spaniaa walka# lady Maupoissant " rozleg si z tyu mikki baryton " ale bezskute!zna# nie masz najmniejszy!h szans w star!iu z do wiad!zonymi No!nymi Maskami. CCC (drowna laska ;adderly=ego po0runa w powietrze# gdy mody kapan zderzy si z barierk$. Prze lizguj$! si nad ni$# o mao nie stra!i gowy# zdoa jednak ople ' rk$ supek. )kazao si# e to pr%ny trud# asasyn za!z$ bowiem bezlito nie tu! w jego rami pak$# zde!ydowany za wszelk$ !en str$!i' modego kapana w d%. ( pewnej !hwili ;adderly by zde!ydowany sko!zy'# upadek i tak najprawdopodobniej by go nie zabi. (iedzia jednak# e na dole !zyha ju drugi asasyn. ,anim zdoaby doj ' do siebie po twardym l$dowaniu# staby si dla niego atw$ o0iar$. Dozmy lania te okazay si wszake akademi!kie# kiedy do balustrady zbliy si nastpny napastnik z toporem w rka!h. " >egnaj# mody kapanie " rzek zowr%bnie# unosz$! morder!z$ bro+# by rozupa' !zaszk ;adderly=ego na dwoje. Modzienie! usiowa go unieszkodliwi' magi!znym rozkazem# ale tylko jkn$ prze!i$gle# gdy paka ponownie dosiga jego uszkodzonego ju w!ze niej ramienia. ;adderly rozejrza si rozpa!zliwie wokoo " !zasu mia naprawd niewiele. :jrza w$ski parapet biegn$!y wzdu budynku kilka st%p niej i z jakiego niezrozumiaego powodu w jego my la!h pojawio si wspomnienie Per!i2ala# biaej wiewi%rki ska!z$!ej rado nie i z niewiarygodn$ atwo !i$ po r%wnie w$skiej p%!e na !ianie 5iblioteki Naukowej. Nie byo sposobu# aby jakikolwiek m!zyzna zdoa dosko!zy' do tego parapetu# a ju na pewno nie kto tak skur!zony# jak ;adderly w tej wa nie !hwili.

Mimo to jakim !udem udao mu si tego dokona' i bynajmniej nie trzyma si parapetu rozpa!zliwie. Dka za rk$# stopa za stop$ mody kapan przesuwa si zwinnie po gzymsie. " 5ra' go/ " usysza pene zdumienia i 0rustra!ji woanie jednego ze !igaj$!y!h go asasyn%w# a zaraz potem drugi zawoa# by zjawi si kto z kusz$. ;adderly byskawi!znie dotar do zaomu muru# nie zamierza jednak skr!i' za r%g budynku. *lejka miaa tu zaledwie osiem st%p szeroko !i# a jedyne miejs!e opar!ia dla r$k znajdowao si kilka st%p wyej ni poziom# na kt%rym teraz sta. ,anim zda sobie z tego spraw# byo ju jednak za p%-no. &ko!zy# wy!i$gn$wszy !ae !iao jak struna# sko!zy niewiarygodnie wysoko i niewiarygodnie daleko. Prawie nie zwalniaj$!# z atwo !i$ wspi$ si po !ianie s$siedniego budynku i wdrapa na da!h# zanim kt%rykolwiek ze znajduj$!y!h si na balkonie kusznik%w zd$y posa' w jego stron !ho' jeden bet. CCC Pikel wyjrza zza kontuaru. ,oba!zy jednego z asasyn%w biegn$!ego w jego stron# i dw%!h inny!h# kt%rzy wy!hylali si z prze!iwlegy!h stron przy pode !ie s!hod%w# aby wymierzy' z kusz w 82ana. ,ielonobrody krasnolud wysko!zy w g%r z pak$ w doni# got%w stawi' !zoa wyzwaniu. " Fap/ " zawoa skulony z tyu Aredegar. Pikel obejrza si przez rami# by ujrze' le!$!$ w jego stron butelk brandy z wetknit$ w szyjk zapalon$ szmat$. " )joj/ " zawoa Pikel# zbyt zasko!zony# aby zapa' 0laszk# jak !h!ia Aredegar. 7rasnolud zd$y jednak zdj$' rk z paki dostate!znie szybko# by przerzu!i' butelk nad sob$# po !zym okr!iwszy si jak 0ryga# r$bn$ przelatuj$!y po!isk swoim GdrzewkiemH# tworz$! niewielk$ ognist$ kul i zasypuj$! zbliaj$!ego si ku niemu zab%j! desz!zem ognia i szklany!h odamk%w. " )joj/ " zapisz!za ponownie# tym razem rado nie# gdy m!zyzna upad na podog i za!z$ si po niej tarza'# usiuj$! zdusi' pomie+ trawi$!y odzienie. 7iedy asasyn zdoa si wresz!ie podnie '# pogna !o si w noga!h w stron drzwi# stra!iwszy na dobre !h' i zapa do dalszej walki. 7rasnolud wsko!zy na kontuar# po !zym zn%w ukry si za barier$# gdy kuszni!y na s!hoda!h wymierzyli w niego bro+. 9edynym bdem sprytnego sk$din$d 82ana byo to# e !entralny wspornik zostawi sobie na konie!. 4opiero gdy rozupa go na dwoje potnym !i!iem topora# nadal si

u mie!haj$!# zda sobie spraw# e znajduje si dokadnie pod !ikimi drewnianymi s!hodami. &!hody runy w d% razem ze stoj$!ymi na ni!h asasynami. .ylko jeden z zab%j!%w trzyma si jesz!ze na noga!h# gdy 82an wydosta si w ko+!u spod sterty potrzaskanego drewna. 7rasnolud poderwa si z prze!i$gym rykiem i usiowa ma!hn$' toporem# ale ostrze wbio si w napotkan$ na swej drodze belk. *sasyn# posinia!zony# ale bez powany!h obrae+# u mie!hn$ si do niego i wyj$ kr%tki mie!z. 82an szarpn$ potnie i uwolni top%r# po !zym !i$ na odlew tak szybko# e ani on# ani asasyn nie mieli poj!ia# !o si dzieje# dop%ki nie byo po wszystkim# to zna!zy# dop%ki ostrze topora nie rozpatao brzu!ha zab%j!y. " ,aoem si# !o to musiao bole' " mrukn$ 82an z bezradnym# niemal zakopotanym wzruszeniem ramion. CCC Pikel ponownie wsko!zy na bar# le!z raz jesz!ze zrejterowa# ujrzawszy mro!zne !ienie wybiegaj$!e z pokoju ;adderly=ego na korytarz na pitrze i zajmuj$!e pozy!je przy pode !ie zwalony!h s!hod%w. &0rustrowany krasnolud jkn$ go no " !i dwaj r%wnie dzieryli w donia!h znienawidzone# paskudne kusze. Pikel zrozumia# e to nie on jest i!h !elem# nagle bowiem u wiadomi sobie# i dwaj zab%j!y mierz$ z kusz w ple!y stoj$!ego na rumowisku zwalony!h s!hod%w# ni! niepodejrzewaj$!ego 82ana.

1+
:spinac"ka No!ne Maski/ .e sowa zakuy 4ani! pod ser!em r%wnie dojmuj$!o# jak m%gby to u!zyni' wymierzony w ni$ bet kuszy. No!ne Maski# organiza!ja# kt%ra zamordowaa jej rodzi!%w# plugawi# -li asasyni z (estgate# miasta# w kt%rym dorastaa. ( umy le dziew!zyny kbiy si dziesi$tki pyta+. ;zy przybyli tu po ni$3 ;zy pra!owali dla tego samego wroga# kt%ry wysa 5arjina i armi naje-d-!%w do &hilmisty3 Pytania te nie byy jednak w stanie stumi' dawi$!ego# niepohamowanego gniewu# kt%ry narasta w jej wntrzu. Powoli odwr%!ia si twarz$ do prze!iwnika " i!h spojrzenia spotkay si. Prezentowa do ' osobliwy widok " krwawi z kilku miejs!# po!hyla si w bok# oddy!ha z trudem# poow jego twarzy pokrywaa groteskowa 0ioletowa opu!hlizna# a z wos%w# twarzy i ramion ster!zay ostre drzazgi. Nie wiedzie' !zemu m!zyzna by bosy. " Nie poddam si " wybekota asasyn# wyma!huj$! mie!zem. " Nie po tym# jak krasnoludy... " )degna od siebie przeraaj$!e wspomnienie walki w drugiej gospodzie# kilka drzazg posypao si na da!h. " Nie zamierzam bra' !i yw!em " zapewnia 4ani!a# z trudem wypowiadaj$! te sowa przez za!i nite zby. &pomidzy jej warg dobyo si zduszone warkni!ie# kiedy rzu!ia si pasko na da!h i przeturlaa. 7usza wystrzelia# a ona po!zua# jak !o wbija si jej w bok " bya jednak zbyt rozjuszona# aby zda' sobie spraw z rozmiar%w rany# !zy !ho!iaby po!zu' b%l. 6dy zbliya si do miejs!a# w kt%rym sta napastnik# stwierdzia# i asasyn poda tyy " 4ani!a dogonia go kilkoma susami. M!zyzna odwr%!i si# a ona sko!zya i !hwy!ia go z !aej siy. Daz po raz unosia kolano# tra0iaj$! m!zyzn w kro!ze. 7opna go !o najmniej tuzin razy# !hwy!ia za wosy i uszy# po !zym od!hylia mu gow do tyu i gwatownym szarpni!iem przy!i$gna j$ do siebie# uderzaj$! !zoem w jego twarz# rozupuj$! mu nos i wybijaj$! kilka zb%w. ,n%w zadaa tuzin kopni' kolanem midzy nogi i raz jesz!ze uderzya go z byka. Paznok!iami rozorywaa twarz asasyna# po !zym nagle jednym pal!em wybia mu oko. No!ne Maski/ )dsko!zya od konaj$!ego m!zyzny i wykonaa byskawi!zne kopni!ie z obrotu# kt%re tra0io asasyna w gow i odrzu!io go o kilka !hwiejny!h krok%w do tyu. 9akim

!udem nie upad# !ho' bliski by utraty przytomno !i. ,a jego ple!ami 4ani!a wybia si wysoko w powietrze# wyp!hna nogi przed siebie i obiema stopami tra0ia zab%j! w ple!y# zrzu!aj$! go z impetem poza krawd- da!hu. Podniosa si i zauwaya dw%!h m!zyzn wspinaj$!y!h si do g%ry po rynnie# a!zkolwiek aden z ni!h nie mia w sobie do ' odwagi# by stawi' !zoa rozw !ie!zonej dziew!zynie. Danna i zm!zona mniszka przeywaa istn$ burz emo!jonaln$. Pojawienie si oddziau asasyn%w# wiadomo '# i s$ to No!ne Maski# obudzia w 4ani!e u pione z dawien dawna wspomnienia. *le byy r%wnie wspomnienia niezbyt odlege# jak dziwny sen z ubiegego wie!zoru# kiedy na !hwil wesza w wiadomo ' swego mentalnego napastnika. ;o si stao z ;adderlym3 &tra!h 4aniki zwielokrotni si# kiedy poznaa tosamo ' zab%j!%w. ;zy No!ne Maski ponownie odbior$ jej tego# kogo ko!ha3 :!i!ha# jej o!zy wypeniy si zami# rka i bok pulsoway b%lem. Pia si w g%r po spadzisty!h da!ha!h# pokonywaa nier%wne pasz!zyzny# przeskakiwaa niewielkie przerwy midzy domami. 5iega# biega przed siebie. * dwaj asasyni pod$ali za ni$ krok w krok. CCC 82an spojrza w d% i !al w bok na okr$gy otw%r# kt%ry bet kuszy wybi w ster!ie potrzaskanego drewna. Powoli uni%s wzrok ku m!zyznom stoj$!ym o dziesi' st%p nad nim. 9eden z ni!h po!hyla si nad poaman$ balustrad$ i z pospnym u mie!hem mierzy z napitej kuszy prosto w 82ana. 4espera!ja otworzya w umy le Pikela 5ouldershouldera zupenie nowe horyzonty pojmowania. 82an " jego brat " mia za moment umrze'/ Pikel nerwowo rozgl$da si dokoa# rejestruj$! w surrealisty!zny spos%b pospne sz!zeg%y oto!zenia. 5ar... sterta desek... trup... 0laki... (be)... wal!z$!y... 82an... krawd- s!hod%w... kusznik... kandelabr... 7andelabr3 7andelabr nad po!hylaj$!ym si m!zyzn$. Musz$ jako !i$ga' go na d%# aby zapali' wie!e " skonstatowa Pikel. )dwr%!i gow# a jego spojrzenie pado na korb umiesz!zon$ stosownie za kontuarem. *sasyn stoj$!y nad 82anem od!zeka jesz!ze !hwil# by poma!ha' bezradnemu krasnoludowi na poegnanie. .o wystar!zyo# eby Pikel wyj$ zaty!zk z korby# kt%ra za!za si obra!a'# ale

teraz nie byo !zasu na pre!yzyjne zagrywki. , go nym Guhu haa/H# kt%re z zaoenia miao odwr%!i' na !hwil uwag kusznika# zielonobrody krasnolud przesko!zy z baru na rega znajduj$!y si pod !ian$ " pod jego !iarem kilka p%ek pko z trzaskiem na kawaki# a ku0le# kubki i butelki posypay si z hukiem na wszystkie strony. " )oooooo/ " zawy# uderzaj$! pak$ w korb. 7oowr%t i !aa reszta oderway si od !iany# utrzymywane ju tylko przez jedn$ upart$ zaty!zk. Pikel# kl!z$! obok Aredegara# patrzy na urz$dzenie# jakby po!zu si przez nie oszukany# gdy wtem z gu!hym trzaskiem ostatni koek pu !i i !ao ' urz$dzenia wystrzelia w powietrze. " ;o3 " spyta zbity z tropu kusznik. &toj$!y obok niego asasyn wstrzyma odde!h. >yrandol tra0i kusznika w rami i str$!i go z krawdzi strzaskany!h s!hod%w. Dun$ na stert drewna obok 82ana. )szoomiony krasnolud# kompletnie zasko!zony tylko pokiwa gow$. 9ak gdyby bogowie postanowili wy!i$' mu makabry!zny kawa# w !hwil p%-niej 82an usysza go ny sz!zk# gdy kusza poturbowanego przez upadek asasyna# w!i nita niegro-nie pomidzy niego a strzaskane s!hody# wystrzelia. " @i# hi# hi " za!hi!hota Pikel# kt%ry ju stan$ na nogi i obserwowa !ae to wydarzenie. ,apomnia# e koowr%t nad jego gow$ szybko si rozwija i szybko opada# wi! kiedy urz$dzenie mo!no uderzyo go w gow# a osun$ si na kolana. " )ooo/ " ,a!zep sznur/ " usysza gos 82ana. )trz$sn$wszy si z oszoomienia# obur$!z !hwy!i lin. 82an za!isn$ zby na rkoje !i topora " a to nieatwe/ " i za!z$ si wspina'. ,auway# e asasyn na ster!ie drewna podnosi si# tote ra-no zesko!zy na uniesiony konie! deski le$!ej pomidzy nimi. 7onie!# na kt%rym znalaz si 82an# opad w d%# a ten znajduj$!y si pod asasynem wyprysn$ w g%r# tra0iaj$! go w sz!zk. *sasyn jkn$ i odto!zy si w bok# przy!iskaj$! do+ do strzaskanej u!hwy. 82an zn%w sko!zy w g%r i u!hwy!iwszy lin# po!z$ pi$' si ku drugiemu kusznikowi# a k$tem oka dostrzeg# e Pikel robi dokadnie to samo. 82an przyspieszy i w ko+!u znalaz si tak wysoko# e by w stanie dojrze' drugiego asasyna. Nie by to przyjemny widok. Po raz drugi w !i$gu kilku ostatni!h !hwil 82an 5ouldershoulder spojrza na naadowan$# gotow$ do strzau kusz od niewa !iwej strony. Pikel dotar do krawdzi podestu i dopiero w !hwili gdy pu !i lin# u wiadomi sobie# e prze!ie jej do ni!zego nie przywi$za.

82an run$ w d% jak kamie+. 7usza wystrzelia " bet przeszed g%r$# nie !zyni$! mu adnej krzywdy. ( tej samej !hwili uparty asasyn na parterze# kt%rego zgru!hotana sz!zka ster!zaa pod osobliwym k$tem# u wiadomi sobie# e popeni b$d# usiuj$! wspi$' si po linie w lad za maym# le!z !ikim krasnoludem. &iedz$! na !iele pe!howego zab%j!y i sz!z$tka!h potrzaskany!h s!hod%w# 82an !hyba po raz pierwszy pomy la# i w!ale nie jest tak -le mie' roztargnionego brata. CCC Mody kapan nadal pez szybko i pewnie na !zworaka!h wzdu krawdzi przylegaj$!y!h do siebie budynk%w. ( rku !iska kur!zowo sznurek wiruj$!y!h dysk%w " bro+ zwisaj$!a lu-no na ko+!u szpagatu obijaa si o mur budynku. ;adderly nie zwra!a na to uwagi# a poza tym i tak nie miaby !zasu# aby si zatrzyma' i !i$gn$' dyski do rki. Nie zorientowa si r%wnie# i nie od!zuwa ju b%lu w zranionym udzie. ,auway 4ani!# kt%ra oddalaa si od niego utykaj$!# a take dw%!h !zarno odziany!h zab%j!%w# kt%rzy szybko j$ doganiali. 4otar do prze!iwlegej !iany budynku# gdzie alejka $!zya si prostopadle z szerok$ promenad$ stragan%w rzemie lni!zy!h# znan$ pod nazw$ Pla!u .argowego. 4waj kup!y# kt%rzy wstali w!ze nie# by nie tra!i' !ennego dnia# zauwayli modego kapana. Przygl$daj$! mu si# za!zli do niego wyma!hiwa' i woa' !o # !zego ;adderly nie zrozumia. ,byt w !ieky# by m%! my le' o tym# !o robi# ;adderly ze lizgn$ si gow$ w d% poza krawd- da!hu i za!z$ wolno# rka za rk$# s!hodzi' !oraz niej. Ponad alejk$ prze!i$gnito grube liny i zawieszono na ni!h transparent z nazw$ jednego z kupie!ki!h kram%w. Dka za rk$# stopa za stop$# ;adderly prze lizgn$ si po linie. , uli!y poniej dobiegy go okrzyki niedowierzania# ale on nawet nie zdawa sobie sprawy# e byy skierowane do niego. Powr%!iwszy na wielok$tny da!h 4ragon=s ;odpie!e# mody kapan przyspieszy " jego my li zaprz$taa teraz tylko 4ani!a. 4ostrzeg j$ w !hwil p%-niej. Przesko!zya przez w$ski przesmyk ku nastpnemu budynkowi " znalazszy si na krawdzi mansardy# stra!ia jednak r%wnowag i runa w d%. 9ej prze ladow!y r%wnie zesko!zyli na uli!. " Nie/ " usiowa krzykn$' ;adderly# ale z jego ust doby si tylko dziwny pisk. Nie zwalniaj$! ani na !hwil# wpatrzony stale przed siebie# przesko!zy nad w$skim przesmykiem. 9eden z !zarno odziany!h zab%j!%w# pdz$! !o si# wybieg z uli!zki# w kt%rej przed

!hwil$ znikna 4ani!a. ;adderly obawia si# e nie zd$y. CCC )statni z m!zyzn w korytarzu wbieg do pokoju ;adderly=ego# rozgoniwszy rkami kby dymu przesy!onego 0etorem spalonego !iaa# kt%re unosiy si przy wej !iu. Pikel ponownie !hwy!i lin# a 82an za!z$ si wspina' na pitro. Pikel dzielnie mu dopomaga# ra-no pod!i$gaj$! gruby sznur i winduj$! brata !oraz wyej ku podestowi. ,ielonobrody krasnolud !i$gn$ z !ay!h si i odet!hn$ z wyra-n$ ulg$# gdy gruba rka 82ana pojawia si ponad krawdzi$ drewnianego podestu. Nagle z pokoju ;adderly=ego wybiego !ztere!h ludzi. Pikel instynktownie pu !i lin. &krzywi si# sysz$! zduszony jk 82ana i odgos gu!hego stuku# gdy ten ponownie wyl$dowa na asasynie i ster!ie zwalony!h s!hod%w. Pikel nie przej$ si tym jednak# zwasz!za e od !ztere!h zab%j!%w dzielio go zaledwie kilka krok%w. No!nym Maskom nie spieszyo si ju jednak do bitki. 7iedy zorientowali si# e zabrako s!hod%w# po!zli gor$!zkowo szuka' inny!h moliwo !i u!ie!zki. 9eden !hwy!i lin i nawet nie sprawdzaj$!# !zy zostaa do !zego przywi$zana# rzu!i si w d%. Pozostali wybrali inny spos%b dostania si na parter. Prze lizguj$! si ponad balustrad$# zeskakiwali na znajduj$!e si poniej wysokie i twarde meble# zwasz!za stoy. Pikel ju mia pu !i' si za nimi w po !ig# gdy wtem usysza skrzypienie otwierany!h drzwi i d-wiki melodyjnej inkanta!ji. 7iedy si o!kn$# lea o kilka st%p od miejs!a# w kt%rym si poprzednio znajdowa# !zu ostry# pal$!y b%l w boku# a jego osmalone wosy ster!zay dziko na wszystkie strony. M%j brat " Pikel raz po raz sysza w my la!h te sowa# powtarza je ni!zym litani prze!iwko ogarniaj$!ej go sabo !i i oszoomieniu# wiedzia bowiem# e nie moe tu pozosta'# le$! bezradnie na pododze. 82an usysza# jak asasyn l$duje !iko obok i po!zu# e drugi zab%j!a z wolna za!zyna spod niego wypeza'. 7rasnolud uni%s !ik$ powiek# aby ujrze' napastnika stoj$!ego nad nim z mie!zem w rku. P!hni!ie nadeszo# zanim zd$y zareagowa'. 7rasnolud my la ju# e to konie!# e przyjdzie mu rozsta' si z tym wiatem# le!z asasyn uderzy nisko# !hybiaj$! !elu.

82an nie kwestionowa swego sz!z !ia. :ni%s si niezdarnie do pozy!ji siedz$!ej# usiuj$! odnale-' sw%j top%r lub !okolwiek# !zym m%gby si obroni' przed stoj$!ym tu obok asasynem. " M%j brat/ " zawoa Pikel i rzu!i si z krawdzi s!hod%w. *sasyn odsko!zy w bok# podni%s si i wybieg przez g%wne drzwi w lad za swoimi kompanami. Pikel !aym !iarem i impetem uderzy w 82ana. 82an jkn$# !zekaj$! !ierpliwie " nie mia bowiem innego wyboru " a Pikel askawie ze!h!e si z niego zgramoli'. " 9eeli !zekasz# !obym !i podzienkowa# to !zekaj sobie dalij " burkn$ %tobrody zrzda. CCC ;adderly sp%-ni si# na miejs!e pojedynku " dziki temu drugi z zab%j!%w zdoa uj ' z y!iem. Mody kapan rozlu-ni si# gdy dotar do skraju spadzistego da!hu. 4ani!a znajdowaa si tu pod nim# na pla!yku oto!zonym strzelistymi topolami. 5y tu r%wnie jeden z asasyn%w# kt%ry kl!za przed mniszk$ " bezwadnie zwiesi r!e# a jego gowa odskakiwaa z boku na bok# rozpryskuj$! wokoo krew i pot# gdy 4ani!a bezlito nie okadaa go pi !iami po twarzy. " )n nie yje " zauway ;adderly# kiedy znalaz si obok niej. 4ani!a# po!hlipuj$!# ponownie wymierzya m!zy-nie potny !ios# gru!ho!z$! ko !i !zaszki asasyna. " )n nie yje/ " powt%rzy ;adderly z na!iskiem# a!zkolwiek spokojnie# bez oskary!ielskiej nuty w gosie. 4ani!a odwr%!ia si " na jej twarzy malowa si smutek i gniew " po !zym rzu!ia mu si w ramiona. ;adderly patrzy na ni$ z za!iekawieniem# gdy go obejmowaa. Nagle dziew!zyna odsko!zya w ty jak oparzona# przygl$daj$! mu si z niedowierzaniem. " ;o si stao3 " wykrztusia# !o0n$wszy si jesz!ze o kilka krok%w# ale ;adderly# kt%ry po raz pierwszy ujrza e0ekty przemiany# nie potra0i jej odpowiedzie'. 9ego pokryte biaym 0uterkiem r!e i nogi zmieniy si w ko+!zyny wiewi%rki.

10
Mentor " )dwr%' to/ " zawoaa 4ani!a bagalnie# gosem penym despera!ji# a jej opusz!zone ramiona wyra-nie dray. ;adderly patrzy bezradnie na swe ko+!zyny# kt%re zmieniy si w apki wiewi%rki " nie mia zielonego poj!ia# jak tego dokona'. " Nie mog " powiedzia tyle do siebie# !o do 4aniki. &pojrza na ni$ bezradnie# jego szare o!zy rozszerzyy si z niedowierzania i zgrozy. " Nie mog. 4ani!a podesza do niego# b%l w jej boku sta si tak silny# e o mao si nie przewr%!ia. Przy!isna do+ do krwawi$!ej rany na brzu!hu nad biodrem i osuna si na jedno kolano. 9ednak naty!hmiast si podniosa# wy!i$gaj$! przed siebie rk# by powstrzyma' uko!hanego# kt%ry !h!ia pospieszy' jej z pomo!$. " .rzeba to opatrzy' " rzek bagalnie ;adderly. " Fapkami wiewi%rki3 " )dpowied- 4aniki uboda go bardziej# ni to byo zamierzone. " Przywr%' swoim rkom i nogom normalny wygl$d# ;adderly. 5agam !i. Modzienie! dugo i z uporem wpatrywa si w swoje ko+!zyny. ;zu si oszukany. Mia wraenie# e jego b%g lub magia bezlito nie go zwodz$. 4ani!a staa przed nim i potrzebowaa go# ale on z ko+!zynami gryzonia nie by w stanie jej pom%!. Mody kapan przeszuka pami'# byskawi!znie kartkuj$! w my la!h stroni!e 7sigi :niwersalnej @armonii. Nie mia adny!h skojarze+ w zwi$zku z tym# !o mu si przytra0io# nie wiedzia# !o mogo by' przy!zyn$ tej przekltej lub moe !udownej przemiany. ;ho!ia nie odnalaz w sobie konkretny!h odpowiedzi# ponownie po!zu zew odlegej harmonii# owej sodkiej# koj$!ej# penej inspira!ji pie ni# w kt%rej zawieray si# by przepyn$' obok niego# wszystkie tajemni!e istnienia o!zekuj$!e na prze!hwy!enie i rozwi$zanie. Mody kapan wy!hwy!i w pie ni jedno imi# imi osoby# kt%ra moga pom%! mu odnale-' w tym wszystkim jaki sens. " Pertelopa3 " spyta p%gosem ;adderly. 4ani!a# w!i$ skrzywiona# patrzya na niego uwanie. " Pertelopa " powt%rzy nie!o pewniejszym tonem. &pojrza na 4ani!. )ddy!ha szybko# gwatownie. " )na wie. " ;o wie3 " spytaa dziew!zyna# krzywi$! si przy kadym sowie.

" )na wie " powiedzia tylko ;adderly# bo w grun!ie rze!zy nie mia poj!ia# jaki!h in0orma!ji moe mu udzieli' przeoona. ;zu jedynie# e pie + go nie okamuje# nie zwodzi# nie oszukuje. " Musz do niej p%j '. " )na jest w bibliote!e " zaoponowaa 4ani!a. " .rzy dni zajmie !i... ;adderly u!iszy j$ wy!i$gni!iem rki. ,amkn$ umys dla ota!zaj$!y!h go bod-!%w i ponownie skupi si na pie ni. ;zu# jak pokonuje ona !ae mile przestrzeni# nawouj$! go# by wkro!zy w jej nurt. ;adderly stopi si w jedno z melodi$ i pozwoli jej si unie '. <wiat sta si surrealisty!znym# nierealnym krajobrazem z senny!h marze+. :jrza wrota ;arradoonu i za!hodni trakt prze!inaj$!y wyyn. 6%rskie prze!ze migay obok jego mkn$!ej jak burza wiadomo !i i nagle zoba!zy przed sob$ szybko zbliaj$!y si gma!h biblioteki# dotar do poro nity!h blusz!zem mur%w# przeszed przez nie i... znalaz si w pokoju Pertelopy. ;adderly rozpozna gobelin na prze!iwlegej !ianie# obok %ka# ten sam# kt%ry wykrad# aby 82an m%g na jego podstawie wykona' kopi kuszy drow%w. " ;zekaam na !iebie " usysza sowa Pertelopy. )braz pokoju zmieni si i nagle ujrza przeoon$ siedz$!$ na brzegu %ka# ubran$ jak zawsze w drug$ !zarn$ sukni z wysok$ st%jk$ i dugimi rkawami. 9ej o!zy rozszerzyy si# gdy przygl$daa si widmu# a ;adderly zrozumia# e zoba!zya go z ko+!zynami wiewi%rki# pomimo i swe 0izy!zne !iao pozostawi daleko st$d# w ;arradoonie. " Pom% mi " rzek bagalnie. Pertelopa u mie!hna si do niego. : mie!h by !iepy# przyjazny. " )dnalaze P)7DB(8BJ&.() " wyja nia. " .o potna umiejtno ' i niepozbawiona niebezpie!ze+stw. ;adderly nie rozumia# o !zym m%wi Pertelopa. Pokrewie+stwo3 Nigdy dot$d nie sysza tego sowa w takim zna!zeniu. " Pie + dla !iebie gra " powiedziaa Pertelopa. " ;zsto bez twojej zgody. Na obli!zu ;adderly=ego odmalowao si zasko!zenie. " (iedziaam# e tak bdzie " !i$gna. " 7iedy dawaam !i 7sig :niwersalnej @armonii# wiedziaam# e pie + za!znie rozbrzmiewa' w twoim umy le# i wiedziaam# e ju niebawem odkryjesz zna!zenie wielu tajemni! ukryty!h w jej d-wika!h. " (!ale nie " zaprotestowa ;adderly. " .o zna!zy# wok% mnie dziej$ si r%ne rze!zy... mnie r%wnie si przytra0iaj$. " &pojrza bezradnie na swe wo!hate ko+!zyny# przezro!zyste odpowiedniki jego 0izy!zny!h !zonk%w. " Nie robi jednak tego wiadomie# nie panuj nad tym... " )!zywi !ie# e tak " odpara Pertelopa# odwra!aj$! jego uwag od polimor0i!zny!h ko+!zyn. " 7siga jest $!znikiem z magi!zn$ energi$ przekazywan$ przez mo! 4eneira.

.y przywoujesz t energi i kierujesz ni$. Napywa ona na twoje wezwanie i jest wykorzystywana zgodnie z twoj$ wol$. ;adderly bezradnie i z pow$tpiewaniem spu !i wzrok# spogl$daj$! na swe zde0ormowane !iao. (iedzia# e Pertelopa rozumie jego problem i zastanawia si# !zy to samo mona powiedzie' o 4ani!e na sz!zy!ie da!hu w ;arradoonie. .e wiewi%r!ze ko+!zyny prze!zyy sowom Pertelopy# bo skoro ;adderly# zgodnie z tym# !o m%wia przeoona# m%g kontrolowa' magi# dla!zego pozostawa w poowie gryzoniem3 " Nie umiesz jesz!ze w peni nad tym panowa' " powiedziaa# jakby !zytaj$! w jego my la!h. " 9este # b$d- !o b$d-# nowi!juszem# niewyszkolonym# a maj$!ym dostp do niewyobraalnej mo!y. " Mo!y po!hodz$!ej od 4eneira3 " zapyta ;adderly. " )!zywi !ie " odpara nie miao Pertelopa# jakby w gbi duszy wiedziaa# jakie bdzie nastpne pytanie ;adderly=ego. " 4la!zego 4eneir miaby obdarzy' mnie tak$ mo!$3 " spyta mody kapan. " ;o zrobiem# by zasuy' na taki dar3 Pertelopa roze miaa si. " 9este jego u!zniem. " Nie jestem/ " zaprotestowa ;adderly i skrzywi si# gdy u wiadomi sobie# !o przed !hwil$ powiedzia i e osob$# do kt%rej si zwra!a# bya przeoona jego zakonu. Pertelopa zn%w tylko si roze miaa. " 9este # ;adderly " powiedziaa. " 9este prawdziwym u!zniem naszego boga# a take jego brata# )ghmy. )ddania religijnego nie mierzy si li!zb$ odprawiany!h obrzd%w !zy wykonywany!h posug. Ei!zy si to# !o tkwi w twoim ser!u# twoje morale i twoja mio '. 9este u!zniem !aym swym przenikliwym# bystrym umysem i !aym ser!em# u!zniem penym oddania i po wi!enia. .o jest miara oddania religijnego 4eneirowi. " *2ery uwaa ina!zej " zaoponowa ;adderly. " 8le razy grozi# e wyrzu!i mnie z zakonu za niewypenianie naleny!h obowi$zk%w. 6dyby nie ty# ju dawno zostabym wydalony/ " *2ery nie m%gby wyklu!zy' !i z adnego zakonu " odrzeka Pertelopa. " Nie mona pozbawi' kogo religijnego powoania. " Deligijne powoanie3 " zdziwi si ;adderly. " 9eeli o to !i !hodzi# to obawiam si# e nie ma o !zym m%wi'. )d samego po!z$tku mego pobytu w zakonie nie od!zuwaem adnego powoania. " .o absurd " odpara Pertelopa. " Nigdy dot$d nie widziaam nikogo# kto tak jak ty yby zgodnie z nakazami 4eneira. .o# m%j mody kapanie# skada si na powoanie

religijne. ;zy w$tpisz w mo!e# kt%re za!z$e odkrywa' i poznawa'3 " Nie w mo!e " odrzek ;adderly z typowym dla siebie uporem " ale w i!h -r%do. " .o 4eneir. " .y tak m%wisz " burkn$ ;adderly. " 8 wolno !i w to wierzy'. " .y r%wnie w to uwierzysz. ( swoim !zasie. 9este kapanem 4eneira# boga wymagaj$!ego niezaleno !i# rozwijania wolnej woli oraz intelektu " !i$gna Pertelopa# jakby !zytaa w my la!h ;adderly=ego. ,a!z$ si zastanawia'# !zy ona sama nie odbywaa przed wieloma laty podobnej rozmowy. " (olno !i pyta' i kwestionowa' wszystko# nawet istnienie bog%w i !el y!ia jako takiego " !i$gna Pertelopa# a w jej br$zowy!h o!za!h pojawio si odlege misty!zne spojrzenie. " 6dyby prze!hodzi lepo od jednego obrzdu do drugiego# nie byby lepszy od byda pas$!ego si na pola!h ;arradoonu. 4eneir tego nie pragnie " kontynuowaa spokojnym tonem# spogl$daj$! miao na przeraonego modego kapana. " 9est bogiem artyst%w i poet%w# wszystki!h wolnomy li!ieli# w prze!iwnym bowiem razie i!h dziea byyby nieledwie kopiami tego# !o inni uwaaj$ za ideay. Pytanie# ;adderly# jest silniejsze od odpowiedzi. 8 to wa nie ono powoduje wzrost# pi!ie si ku 4eneirowi. ( gbi duszy ;adderly modli si# by sowa Pertelopy okazay si prawdziwe# by i!h jawna m$dro ' nie wynikaa tylko z !hwiejny!h# peny!h lku nadziei kogo r%wnie zakopotanego# zbitego z tropu i zdesperowanego jak on. " ,ostae wybrany " !i$gna Pertelopa# powra!aj$! do rze!zy. " &yszysz pie + stopniowo# w miar upywu !zasu bdziesz poznawa i rozszy0rowywa !oraz wi!ej z jej d-wik%w# aby lepiej poj$' swoje miejs!e w tym popl$tanym do wiad!zeniu# kt%re nazywamy y!iem. " 9estem !zarodziejem. " Nie/ " Po raz pierwszy w !zasie i!h rozmowy przeoona wyra-nie si rozgniewaa# a ;adderly roztropnie umilki na !hwil. " .woje magi!zne dary s$ natury klerykalnej " zapewnia. " ;zy dokonae !zego wi!ej ni inni kapani# kt%ry!h miae okazj ogl$da' i podziwia' w dziaaniu3 ;adderly zamy li si. ,astanawia si dugo i usilnie. Prawd m%wi$!# wszystkie !zary# kt%re zna# przynajmniej w pewien spos%b przypominay zakl!ia kleryk%w. Nawet to Gpokrewie+stwoH nie r%nio si od umiejtno !i zmiany ksztat%w# jak$ posiadali le ni kapani# druidzi. Mimo to ;adderly wiedzia# e jego mo!e byy odmiennej natury. " Nie modl si o te zakl!ia " zaoponowa. " Nie wstaj z prze wiad!zeniem# e danego dnia powinienem by' w stanie stworzy' wiato albo umie' przekszta!a' swe

ko+!zyny w apki wiewi%rki. Nie modl si r%wnie do 4eneira. " ;zytasz ksig " stwierdzia Pertelopa# przerywaj$! ;adderly=emu i wybijaj$! go z rytmu. " .o twoja modlitwa. 4op%ki wybierasz zakl!ia i zapamitujesz posz!zeg%lne pie ni oraz ak!enty# nie jest !i to potrzebne. &yszysz pie +# ;adderly. 9este wybra+!em# jednym z nieli!zny!h. Podejrzewaam to od wielu lat# ale dopiero przed kilkoma tygodniami zrozumiaam# e ty zajmiesz moje miejs!e. " ) !zym ty m%wisz3 " spyta ;adderly# bliski paniki# Pertelopa bowiem# m%wi$! te sowa# za!za rozpina' guziki swej dugiej sukni. ;adderly patrzy ze zdumieniem# jak przeoona zdejmuje odzienie i odsania nagi# bezksztatny tors# pokryty sk%r$ szar$ i tward$ jak u rekina# z dugimi# ostrymi z$bkami. " &pdziam dzie!i+stwo na (ybrzeu Mie!zy# nad morzem " za!za znuonym tonem. " M%j oj!ie! by rybakiem. ;zsto wypywaam z nim w morze i pomagaam przy sie!ia!h. 9ak widzisz# odnalazam pokrewie+stwo z rekinem# tak jak ty z wiewi%rk$# !i lej m%wi$!# z Per!i2alem. Nie mogam si nadziwi' pynno !i ru!h%w i per0ek!ji tej niebezpie!znej# a!z majestaty!znej ryby. (spomniaam ju# e pokrewie+stwo ma r%wnie swoje niebezpie!zne strony " !i$gna i za!hi!hotaa ironi!znie. " 9ak widzisz# ja r%wnie padam o0iar$ kl$twy !haosu. Pod jej wpywem przyjam moje pokrewie+stwo# nie ba!z$! na kwestie bezpie!ze+stwa !zy jakiekolwiek zahamowania natury prakty!znej. ;adderly skrzywi si na my l# e ta !udowna kobieta# kt%ra zawsze bya jego oddan$ przyja!i%k$# u!ierpiaa wskutek kl$twy rzu!onej na bibliotek. ( gosie Pertelopy nie byo ladu zo !i !zy gniewu. " Przemiana# kt%r$ osi$gnam# jest nieodwra!alna " powiedziaa# przesuwaj$! rk$ po ramieniu. )stre z$bki przeoray wntrze jej ludzkiej doni. " 8 niestety# r%wnie bolesna# gdy moje !iao jest na poy ludzkie# na poy za rybie. Powietrze jest dla mnie tru!izn$# podobnie jak byaby ni$ woda otwartego morza. Nie ma ju dla mnie miejs!a na tym wie!ie# m%j przyja!ielu. :mieram. " Nie/ " .ak " odrzeka spokojnie Pertelopa. " (iem# e nie jestem moda i sporo si natrudziam na krty!h droga!h do wiad!zenia# kt%re nazywamy y!iem. 7l$twa mnie zabia# ni! mam !o do tego adny!h zudze+# ale staraam si doy' tego dnia# by przekaza' !i wszystko. Musiaam !i o tym powiedzie'. .o by m%j g%wny !el. .y# ;adderly# jeste moim nastp!$. " Nie zgadzam si na to. " Nie moesz tego unikn$' " odpara przeoona. " Pie +# kt%ra raz rozbrzmiaa# nigdy nie !i!hnie. Nigdy. )na nie ma ko+!a. .e sowa zabrzmiay dla ;adderly=ego jak d-wik werbla. Nagle przel$k si

koszmar%w# kt%re mogy kry' si na stroni!a!h tej przeraaj$!ej ksigi. " Poznasz ograni!zenia swej mo!y " !i$gna Pertelopa. " * one rze!zywi !ie istniej$. " M%wi$! to# spojrzaa ze smutkiem na swoje zniekszta!one r!e i sens jej s%w by a nadto wido!zny. " Nie jeste niezwy!iony. Nie jeste wsze!hmo!ny. Nie jeste bogiem. " Nigdy nie m%wiem... " Pomoe !i pokora " przerwaa mu gwatownie. " 5adaj swoj$ mo!# ;adderly# ale !zy+ to z sza!unkiem. Mo! bdzie !i wy!zerpywa'. ,a kadym razem# gdy j$ przywoasz# utra!isz !z$stk siebie. (y!zerpanie jest twoim wrogiem# musisz wiedzie'# e praktykowanie magii doprowadza w rezulta!ie do miertelnego zm!zenia osoby rzu!aj$!ej zakl!ia. (iedz przy tym r%wnie# e je li 4eneir !i wybra# zna!zy to# i bdzie stawia !i !oraz wiksze wymagania. Pertelopa u mie!hna si !iepo# daj$! do zrozumienia# e wierzy# i ;adderly podoa wyzwaniu. ;adderly nie odwzajemni jej u mie!hu. CCC " (ybierasz si gdzie 3 " wyszepta 4u!h do 5ogo Datha# kiedy zoba!zy go na pode !ie pitra obery 4ragon=s ;odpie!e z workiem w rku. *sasyn wyszed z pokoju ;adderly=ego i skin$ na !zarnoksinika# nakazuj$!# by pod$y za nim do jego izby. " (ezwano stra miejsk$ " wyja ni 5ogo. " Niedugo bdzie i!h tu peno. " 8 !o znajd$3 " odpar 4u!h# pry!hn$wszy drwi$!o. :zna to stwierdzenie za ironi!zne# gdy wa nie przeni%s zwoki 5rennana do pokoju ;adderly=ego. " , !a$ pewno !i$ ni!# !o mogoby ob!i$y' kt%rego z nas. " .ra0iem zielonobrodego krasnoluda piorunem " powiedzia 5ogo. " Nie widzia !i " odpar 4u!h. " 5o gdyby !i ujrza# ju by nie y. )ba krasnoludy s$ !ae i zdrowe. (idziaem je na dole z Aredegarem. 6dyby ten gupawy krasnolud podejrzewa# e zakl!ie byo twoj$ sprawk$# ju dawno temu zoyby !i niezbyt kurtuazyjn$ wizyt. 5ogo nie!o si uspokoi. " ;adderly i 4ani!a u!iekli3 4u!h wzruszy ramionami nie wiedz$!# !o odpowiedzie'. (idzia niewiele opr%!z skutk%w rzezi. " 5y' moe# ale nie wymkn$ si nam " odpar po !hwili z maksymaln$ pewno !i$ i przekonaniem w gosie. " No!ne Maski s$ ju na i!h tropie. Nie spo!zn$# p%ki mody

kapan nie bdzie martwy. " * wi! mog wr%!i' do ,am!zyska .r%j!y " skonstatowa z nadziej$ 5ogo. " 9e li teraz spr%bujesz odej '# wzbudzi to mo! podejrze+ " odrzek 4u!h. " * je li ;adderly zdoa si wymkn$' asasynom# z pewno !i$ tu wr%!i. .o nadal najlepsze miejs!e do kontynuowania naszej rozgrywki# dla ty!h wszystki!h# kt%rzy maj$ do ' odwagi# by nie spasowa' przed ko+!em. )statnie sowa zabrzmiay jak jawna gro-ba. " Pom% stray miejskiej w do!hodzeniu " !i$gn$ 4u!h# a na jego twarzy pojawi si drwi$!y u mie!h. :pomnia si w du!hu# e prze!ie jest artyst$# i naty!hmiast za!z$ snu' nitki nowej intrygi. " Powiedz im# e wiesz !o nie!o na temat magii i wydaje !i si# i piorun zosta wypusz!zony z korytarza na pitrze. 7iedy krasnolud potwierdzi twoje sowa# spojrz$ na !iebie y!zliwym okiem. 5ogo z pow$tpiewaniem zerkn$ na asasyna# zwasz!za e w!i$ nie dawaa mu spokoju wiadomo '# i 7ierkan Du0o nadal jest w pobliu i wie o !zym # !o moe pogrzeba' !zarnoksinika. " ) !o !hodzi3 " spyta 4u!h na widok jego zatroskanej miny. " Du0o. 4u!h roze mia si zowrogo. " Nie moe pisn$' s%wkiem# nie pogr$aj$! przy tym siebie. * poza tym z tego# !o mi m%wie # wynika# e jest zbyt wielkim t!h%rzem# aby zrobi' !o takiego. " Aakt " mrukn$ 5ogo. " 9ednak nadal nie mam pewno !i# !zy postpujemy rozs$dnie# pozostaj$! w obery. (ygl$da na to# e zlek!ewayli my ;adderly=ego i jego przyja!i%. " 5y' moe " przyzna nie bez wahania 4u!h " ale nie powiniene go r%wnie prze!enia'. 7to wie# moe ;adderly ley teraz martwy w jakiej !iemnej uli!z!e. 5ogo zawaha si# po !zym pokiwa gow$. " 8d- ju " pole!i 4u!h. " (r%' do swojego pokoju albo pom% stray w do!hodzeniu# ale nie m%w ni! Du0owi. Eepiej# aby ten t!h%rzliwy kapan pokisi si tro!h we wasnym sosie stra!hu i po!zu!ia winy. 5ogo zn%w pokiwa gow$ i wyszed. 4u!h# kiedy zosta sam# wyra-nie stra!i rezon. .o nie byo proste# !zyste zab%jstwo. (izyta w ;arradoonie stawaa si !oraz bardziej skomplikowana. Nawet je li ;adderly zgin$# !ena za jego mier' bya ogromna# bowiem ponad poowa oddziau No!ny!h Masek przestaa istnie'. 4u!h nie by ju pewny# !zy post$pi susznie# pozostaj$! wraz z Dathem w obery 4ragon=s ;odpie!e# ale obawia si skutk%w ewentualnej nieudanej u!ie!zki# zwasz!za teraz gdy w pobliu kr!io si tylu stranik%w i jakby tego byo mao# dwa zu!hwae#

wojowni!ze krasnoludy. Podszed do drzwi i u!hyli je o !al# za!iekawiony# !o dzieje si na zewn$trz. &zuka wzrokiem Du0a postanowiwszy# e w razie gdyby t!h%rzliwy kapan spr%bowa im w jaki spos%b zaszkodzi'# niezwo!znie go usunie. Niew$tpliwie byoby to kopotliwe# ale na tym polega prze!ie urok !aej rozgrywki# nieprawda3 5yo to nowe wyzwanie dla artysty " przepikny# malowni!zy pejza do odzwier!iedlenia na p%tnie. 4u!h u mie!hn$ si zjadliwie# raduj$! si wiadomo !i$# e tak !zy ina!zej jemu osobi !ie ni! nie grozi " ni!# dop%ki ma 6hearu0u# a 1ander jako bezradny i bezwolny bior!a !zeka na niego na obrzea!h miasta. CCC ;adderly od!zu wyra-n$ ulg# kiedy zoba!zy# e 4ani!a jest przytomna i w dalszym !i$gu trzyma si na noga!h# gdy w ko+!u powr%!i do swej !ielesnej powoki na da!hu budynku s$siaduj$!ego z 4ragon=s ;odpie!e. 9ej twarz w!i$ wykrzywia b%l. , prawego boku wystawa bet kuszy wisz$!y na sk%rze i materiale tuniki# oto!zony rozszerzaj$!$ si plam$ szkaratu. ;adderly nie podszed do niej od razu. ,amkn$ o!zy i przywoa w my la!h d-wiki pie ni. 4-wiki przepyway mimo# a wresz!ie przypomnia sobie t !z '# t stroni! ksigi# kt%r$ sysza w!ze niej na balkonie# kiedy jego ko+!zyny przybray ksztat ap wiewi%rki. 4ani!a wyszeptaa !o do niego p%gosem. (ygl$dao na to# i bardziej przejmuje si jego bezpie!ze+stwem anieli wasnym. , pewnym wysikiem ;adderly wy!iszy te sowa i skon!entrowa si na muzy!e. 9ego usta poruszyy si w bezgo nej modlitwie# a kiedy wresz!ie otworzy o!zy# 4ani!a u mie!haa si delikatnie# za jego r!e i nogi ponownie byy takie jak dawniej. " )dnalaze odpowiedzi na swoje pytania " zauwaya dziew!zyna. " 8 wiele dalszy!h pyta+ " odrzek ;adderly. Poluzowa ptl sznurka wiruj$!y!h dysk%w na pal!u# s!howa bro+ do kieszeni i podszed do uko!hanej. " Dozmawiae " powiedziaa 4ani!a " ale nie ze mn$. .o brzmiao jak poowi!zna rozmowa. 4ruga poowa... " 5yem u Pertelopy " wyja ni ;adderly. " 9a# a w kadym razie moja wiadomo '# kt%ra powr%!ia do biblioteki. " Prawie nie zwra!a uwagi na spojrzenie 4aniki# bardziej interesowaa go rana w jej boku. 7iedy tym razem przywoa pie +# wydawaa mu si duo odleglejsza i zblienie si do niej kosztowao go wi!ej wysiku. ( jego wntrzu

wezbrao ostrzeenie Pertelopy# e mo! bdzie go wy!zerpywa'# ale odegna od siebie wszelkie obawy# najwaniejsze byo zdrowie 4aniki. ;adderly skon!entrowa si tyle na be!ie# !o na ranie# kt%r$ spowodowa. 9ego my li po!honite byy na poy znisz!zeniem# na poy uzdrowieniem. &pomidzy za!i nity!h zb%w pyny sowa pie ni. 4ani!a jkna i skrzywia si. , rany bu!hn$ !zarny dym. Niebawem jej bok przesonia gsta !hmura. ;adderly uzna# e bet jest jego wrogiem. 5iedna 4ani!a# ko!hana 4ani!a. 7iedy dym si rozwia# znik r%wnie bet z kuszy i rana. 4ani!a wyprostowaa si i wzruszya ramionami# nie wiedz$!# jak ma podzikowa' ;adderly=emu za to# !o dla niej u!zyni. " 9este ranny3 " spytaa zatroskana. ;adderly pokr!i gow$ i uj$ jej rk. " Musimy i ' " powiedzia beznamitnym tonem# bardziej do siebie ni do dziew!zyny. " Musimy i ' i usi$ ' gdzie razem na stronie# aby spr%bowa' rozgry-' dziwne koleje naszy!h los%w. " Przekrzywi gow# przenosz$! uwag na narastaj$!y tumult w uli!zka!h wok% 4ragon=s ;odpie!e# a zwasz!za tupot ko+ski!h kopyt do!hodz$!y ze wszystki!h stron. " Nad!i$ga stra miejska " odpara 4ani!a " 5d$ $dali in0orma!ji. ;adderly bezlito nie po!i$gn$ j$ za rk. " Nie mamy dok$d p%j ' " zaprotestowaa 4ani!a# kiedy zbliyli si do prze!iwlegej krawdzi da!hu i ujrzeli onierzy wjedaj$!y!h na pla! targowy. ;adderly nie su!ha. Ponownie zamkn$ o!zy i pogr$y si w inkanta!ji# pozwalaj$! pie ni rozbrzmiewa' w zakamarka!h swego umysu. )!zy 4aniki rozszerzyy si# po!zua# e tra!i sw$ !ielesno '. ( jaki spos%b ;adderly nie rozlu-ni u !isku na jej rku i wsp%lnie po prostu ule!ieli# porwani z da!hu gwatowniejszym# podmu!hem wiatru. CCC ( !hwil p%-niej 5ogo Dath wymkn$ si z obery 4ragon=s ;odpie!e# min$wszy szybkim krokiem krasnoludy i pogr$onego w aobie oberyst# kt%rzy znajdowali si w izbie kominkowej. Po kr%tkim namy le przeraony !zarnoksinik uzna# e przypusz!zenia i pewno ' siebie 4u!ha nie s$ warte# by ryzykowa' dla ni!h y!ie. 4oszed r%wnie do wniosku# e opusz!zenie gospody po tak strasznej tragedii nie powinno wzbudzi' ni!zyi!h podejrze+. 9edyne# o !o poprosi go stranik miejski# kiedy wyszed przez dziur w miejs!u#

gdzie niegdy znajdoway si drzwi obery# to aby w najbliszym !zasie nie opusz!za miasta. 5ogo pokiwa gow$ i wskaza na ober znajduj$!$ si kilka budynk%w dalej przy uli!y (idokowej# a!zkolwiek nie zamierza zatrzyma' si w niej na duej. P%jdzie tam i wynajmie pok%j# ale nie zabawi w ;arradoonie dugo " zaledwie tyle !zasu# ile zajmie mu przyswojenie zakl'# dziki kt%rym bdzie m%g opu !i' mury miasta szybko i bez ryzyka# e kto go zatrzyma.

12
8d-icia % %od"ie <wiato poranka byo sabe# a mga nie odpyna jesz!ze nad w%d 9eziora 8mpresk. )gromny trzyukowy kamienny most# $!z$!y stay l$d z wyspiarsk$ dzielni!$ ;arradoonu# maja!zy widmowo w r%d bieli. 6%rowa nad ;adderlym i 4ani!$# kt%rzy pynli niewielk$ wiosow$ %dk$# pogr$eni w zamy leniu# zasu!hani w agodny szum 0al bij$!y!h o dzi%b. Pogoda pasowaa do pospnego nastroju ;adderly=ego. ,abi !zowieka# spali go# spopieli# a drugiego zrzu!i z balkonu na bruk. Nie mia innego wyboru " wiedzia o tym " ale nie m%g wyzby' si dr!z$!y!h wyrzut%w sumienia. Niezalenie od powodu zabi !zowieka. &tara si robi'# !o m%g# by nie my le' o rodzinie# a moe nawet o dzie!ia!h tego m!zyzny# !zekaj$!y!h na oj!a# kt%ry nigdy nie powr%!i do domu. 4ani!a r%wnie siedziaa w mil!zeniu na dziobie niewielkiej %dki. Pogr$ya si w zamy leniu. 5ardziej przyzwy!zajona do walki ni jej niemal niewinny towarzysz# kon!entrowaa si na bezpo redni!h przy!zyna!h gwatownego ataku. ;o sprowadzio No!ne Maski na ni$ i na ;adderly=ego3 ;adderly uj$ wiosa i jednym silnym p!hni!iem zmieni kurs odzi tak# e za!za si oddala' od ogromnego mostu. )pu !i wiosa do wody i odwr%!i si na awe!z!e# twarz$ do 4aniki. " No!ne Maski " mrukna ponuro dziew!zyna. ;adderly spojrza na ni$ " nazwa ta ni! mu nie m%wia. " , (estgate " wyja nia. " Nale$ do najniebezpie!zniejszy!h zab%j!%w w 7raina!h. Mieli my sz!z !ie# e im u!iekli my# a teraz jestem przekonana# i wymknam si im dwukrotnie. (yraz twarzy ;adderly=ego wskazywa# e mody kapan nadal nie pojmuje# o !o jej !hodzi. " Pod!zas naszej wdr%wki z biblioteki " !i$gna " krasnoludy i mnie zaatakowaa pi!ioosobowa banda. " ;zasy s$ !ikie# na trakta!h roi si od rabusi%w " zauway ;adderly. 4ani!a pokr!ia gow$ przekonana# e musia istnie' zwi$zek pomidzy atakiem na trak!ie a tym w pokoju ;adderly=ego. " ;zemu asasyni z gildii z (estgate mieliby na nas napada'3 " zapyta go no.

" Na nas3 " zaatakowaa 4ani!a. " Nie# obawiam si# e !hodzi im o mnie. .o No!ne Maski zabiy moi!h rodzi!%w wiele lat temu. .eraz !h!$ doko+!zy' to# !o za!zy. ;adderly nie wierzy w prawdziwo ' jej wyja nie+. ;zu# e jeeli teorie 4aniki !o do tosamo !i oddziau zab%j!%w s$ suszne " kryje si za tym !o wi!ej anieli dziesi!ioletnia wendetta. Powr%!i my lami do wydarze+ z ostatni!h kilku dni# pomy la o swoim spotkaniu z Du0em w izbie kominkowej i obe!no !i niewidzialnego maga. 8 !o si naprawd wydarzyo tej no!y w jego pokoju3 &pojrza z ukosa na 4ani!. " ,nalazem !i na pododze przeraon$. )powiedz mi o swoim nie. " Nie pamitam wiele " przyznaa 4ani!a# a ton jej gosu ujawnia# e nie widzi wikszego sensu# by wra!a' do tego in!ydentu. ;adderly by jednak nieugity. ,amy li si przez !hwil# po !zym wyj$ swoje wiruj$!e dyski z krysztaowymi rodkami. :ni%s je przed o!zami 4aniki i pu !i w ru!h. Nawet w przy'mionym wietle krysztay zamigotay odbitymi pomykami. " &kon!entruj si " pole!i jej. " (pu ' kryszta do swego umysu. Prosz# nie wykorzystuj swoi!h talent%w medyta!yjny!h# aby blokowa' mi dostp. " ;o to nam powie3 " spytaa. " .o by tylko sen. " Na pewno3 4ani!a wzruszya ramionami. " .o by zwyky sen o No!ny!h Maska!h i ni! wi!ej. " Dozlu-nia si jednak i skon!entrowaa wzrok na wiruj$!y!h dyska!h. ;adderly obserwowa j$ z przej!iem# po !zym zamkn$ o!zy# pomy la o witej ksidze i usysza pie +# melodyjne sowa mieszaj$!e si z prostym zakl!iem hipnozy. 4ani!a zatopia si gbiej w medyta!ji# jej ramiona wyra-nie obwisy# a ;adderly kontynuowa !i!h$ inkanta!j. 9ego sowa stay si pytaniami# kt%re dziew!zyna syszaa tylko w pod wiadomo !i. Pytania wypyway z jego ust# !ho' prawie nie zdawa sobie z tego sprawy. * ona odpowiadaa tyle postaw$ i wyrazem twarzy# !o sowami. (resz!ie zamrugaa i otworzya o!zy. ;adderly post$pi tak samo. >adne z ni!h nie wiedziao# ile !zasu upyno# ale kapan nie mia najmniejszy!h w$tpliwo !i# e no!ne do wiad!zenie 4aniki jest dla ni!h obojga wanym tropem. " .o nie by sen " oznajmi. Powt%rzy to# !o dziew!zyna powiedziaa mu pod wpywem hipnozy. )powiedzia jej o wraeniu odrywania si od !zarnej kuli# kt%ra " o !zym mody kapan wiedzia " reprezentowaa jej tosamo '. )braz ten przypomnia mu o jego wasny!h

do wiad!zenia!h telepaty!zny!h z impem 4ruzilem i !zarodziejk$ 4origen. ;zy to moliwe# e staa za tym ta dw%jka3 &ign$ rk$ do kieszeni i dotkn$ amuletu# kt%ry odebra Du0owi w &hilmi !ie. Du0o otrzyma go od 4ruzila# mia wzma!nia' kontakt du!howy pomidzy nimi. Posiadaj$! amulet# ;adderly by w stanie wy!zuwa' blisko ' impa i z prawdziwym zadowoleniem przyj$ 0akt# i ju od dobry!h kilku tygodni# a !i lej m%wi$! od wielkiej bitwy w pusz!zy# nie wy!zuwa obe!no !i 4ruzila. * zatem kto# zastanawia si. ( gr moga jesz!ze w!hodzi' 4origen. " )ptanie3 " mrukn$ pod nosem# uywaj$! tego sowa jako katalizatora dla swoi!h my li. 8 nagle do wiad!zy kolejnej wizji# ujrza ebraka 5ezimiennego na drodze i potworne !ieniste ksztaty wij$!e si na jego ramiona!h. Przypomnia sobie r%wnie t no!# kiedy 5rennan przyszed do jego pokoju# emanuj$! t$ sam$ z$ aur$. 5y' moe pie + 4eneira go nie okamaa# moe pr%ba ataku na 4ani! nie bya pierwszym usiowaniem optania podjtym przez jego wrog%w. ;adderly skrzywi si# przypominaj$! sobie obawy Aredegara# kiedy mody 5rennan od tamtego wie!zoru jakby zapad si pod ziemi. :siowa po$!zy' w$tki. &ign$ po wiosa# by wykona' nimi pojedyn!zy ru!h i zmusi' dry0uj$!$ %d- do zmiany kursu. " ) !o !hodzi3 " spytaa 4ani!a. .on jej gosu zdradza# e zdaje sobie spraw# i ;adderly rozwika wa nie kilka z nkaj$!y!h i!h zagadek. " )ni nie przybyli po !iebie " odpar z przekonaniem mody kapan# ogl$daj$! si przez rami. " ,jawili si tu przed tob$# kr$yli wok%# usiuj$! mnie osa!zy'# zbliy' si do mnie. " (ypu !i powietrze z pu!# dr!zyy go obawy o los 5ezimiennego i 5rennana. Pod$y wzrokiem po ta0li wody ku szarym zarysom wielkiego miasta. " 5yli blisko. ,byt blisko. 4ani!a za!za m%wi' " !h!iaa mu !o powiedzie'# aby go po!ieszy' " wiedzia o tym. Nagle znieru!homiaa i ze zdumieniem przekrzywia gow w bok. ;adderly za!z$ odwra!a' !ae !iao# aby znale-' si twarz$ do niej. ,rozumia# e !o jest nie tak i obawia si# e mniszka moe ponownie pa ' o0iar$ mentalnego ataku. 4ani!a# odwra!aj$! si# tak gwatownie zakoysaa odzi$# e ;adderly# !ho' siedzia blisko rodka# o may wos nie wypad za burt. " ;o za upar!iu!hy/ " zawoaa dziew!zyna. 9ej do+ wystrzelia do przodu i za!isna si jak klesz!ze na nadgarstku m!zyzny# kt%ry usiowa wbi' jej sztylet w ple!y. .rzymaj$! z !aej siy# podniosa si na nogi# roz!i$gna rami napastnika do grani! moliwo !i i wywloka je ponad dzi%b %dki.

&zybkim# gwatownym ru!hem wykr!ia zab%j!y rk# po !zym zapaa za jego do+ i od!i$gna j$ do tyu# ku nadgarstkowi. ;adderly rozpa!zliwie usiowa przyj ' 4ani!e z pomo!$# ale w rezulta!ie zaha!zy nog$ o krawd- awe!zki i upad# uderzaj$! gow$ o jedno z wiose. 9ak si okazao# upadek wyszed mu na dobre# znad burty odzi wyprysn$ bowiem nagle n% i przele!ia ze wistem nad gow$ kapana. Deaguj$! instynktownie na zagroenie# ;adderly !hwy!i obur$!z wioso# wyrwa je z dulki i trzasn$ nim w wod obok niewido!znego napastnika. Potem woy pale! w ptl sznurka wiruj$!y!h dysk%w. F%dka zakoysaa si# a gdy si odwr%!i# ujrza jesz!ze jednego asasyna gramol$!ego si przez burt. , atwo !i$ za!howuj$! r%wnowag na niestabilnym pokadzie# 4ani!a kontynuowaa brutalny na!isk na unieru!homion$ do+ m!zyzny i w ko+!u zmusia go# by wypu !i sztylet. *le jesz!ze z nim nie sko+!zya. No!ne Maski/ &topa dziew!zyny zato!zya szeroki uk# okr$aj$! gow m!zyzny i wbijaj$! jego brod w dziobow$ krawd- burty. Przy!isn$wszy go z !aej siy do drewna# 4ani!a brutalnym szarpni!iem wy!i$gna jego rk z wody. ,ablokowaa mu okie' tak# e nie by w stanie zgi$' rki# po !zym do!isna nog ku doowi. )!zy m!zyzny za!zy wy!hodzi' z orbit# gdy krawd- listwy dziobowej wbia mu si w gardo poniej sz!zki. Pierwszy rzut ;adderly=ego !hybi !elu# niemniej jednak dyski# !ho' nie dosigy gowy m!zyzny# pozbawiy go kilku pal!%w i rozupay g%rne deski w bur!ie odzi. 4rewno rozpryso si w drzazgi. 4rugie wioso plusno w wod# podobnie jak nie0ortunny asasyn# kt%ry trzyma si za zraniony bark. :wolniona od ob!i$enia %dznowu si zakoysaa# a ;adderly za!z$ si obawia'# !zy nie prze!hyli si zbyt mo!no w prze!iwn$ stron# gdzie !zeka zab%j!a miotaj$!y noami. Mody kapan u wiadomi sobie# jak bardzo s$ odsoni!i i prakty!znie rze!z bior$!# bezbronni. Potrzebowali !zego # !o odwr%!i uwag zab%j!%w i !o pozwoli im otrz$sn$' si z zasko!zenia. 7iedy %dka ponownie si zakoysaa# przez dziur w bur!ie za!za wlewa' si woda# ale ;adderly nie zwr%!i na to uwagi# wpatrzony w rannego m!zyzn borykaj$!ego si niezdarnie z dry0uj$!ym wiosem. :wag kapana przyku ksztat wiosa. , jedn$ nog$ w %d!e# a drug$ przy !iskaj$! wal!z$!ego za!iekle napastnika# 4ani!a

nieomal !udem nadal za!howywaa r%wnowag. M!zyzna szamota si i usiowa wgramoli' do %dki# ale mniszka gwatownie !i$gna jego rami do dou# wyamuj$! ma oboj!zyk. *sasyn pomimo o!zywistego b%lu nawet si nie skrzywi. 9ego twarz bya pozbawiona wyrazu i dziwnie spokojna. 4ziew!zyna zrozumiaa. Dozlu-nia u !isk na gowie m!zyzny i zwinnie przerzu!ia nog nad burt$# pozwalaj$! zwokom znikn$' w mro!zny!h odmta!h. 8 w%w!zas dosza do siebie. <lepa 0uria# kt%ra ogarna j$ w !hwili ataku No!ny!h Masek# zostaa !hwilowo zaspokojona dokonanym przed !hwil$ zab%jstwem. Pewnie napastnik%w byo tu wi!ej " 4ani!a dopiero teraz po raz pierwszy u wiadomia sobie# i musi i!h tu by' wi!ej/ )dwr%!ia si i ku swemu przeraeniu ujrzaa# e ;adderly znika pod wod$# zamknity w morder!zym u !isku jednego z zab%j!%w. , tyu podpywaa druga %dka " znajdowao si w niej kilku m!zyzn. 4ani!a nie wiedziaa# !zy to wrogowie# !zy sprzymierze+!y# dop%ki bert z kuszy nie mign$ jej koo nosa. 8nstynktownie zanurkowaa na dno odzi. (iedziaa# e musi dotrze' do ;adderly=ego# ale jak miaa to u!zyni'3 6dyby wsko!zya do wody# jak moga mie' nadziej# e zdoa powstrzyma' nad!i$gaj$!e zagroenie3 6o ny wrzask do!hodz$!y z boku sprawi# i odwr%!ia si# by spojrze' ponad strzaskan$ desk$. Danny asasyn# ten# kt%rego ;adderly tra0i wiruj$!ymi dyskami# rozpa!zliwie usiowa uwolni' si z morder!zego u !isku dugiego# grubego dusi!iela " wa dor%wnuj$!ego wielko !i$ wiosu w i!h %de!z!e. M!zyzna jakim !udem zdoa si uwolni' i z !aej siy za!z$ pyn$' ku nadpywaj$!ej odzi. ($ ruszy za nim w po !ig# zanurzaj$! si gadko pod wod. Pomimo zagroenia 4ani!a mimowolnie si u mie!hna. (iedziaa# e pojawienie si wa nie byo dzieem przypadku. (iedziaa# e to ;adderly i owa tajemni!za mo! uderzyli raz jesz!ze. Podniosa si na kl!zki. 4ruga %d- bya !oraz bliej# widziaa# jak m!zyzna na dziobie !eluje w ni$ z kuszy. Poderwaa si# jakby !h!iaa wsta'# po !zym rzu!ia si pasko na dno odzi i usyszaa wist betu tn$!ego powietrze wysoko nad jej gow$. .eraz miaa !zas# by wysko!zy' za burt i zanurkowa' w lad za ;adderlym. ,anim to jednak u!zynia# woda spienia si# zawirowaa i na powierz!hni pojawi si asasyn# jego twarz wykrzywia grymas przeraenia# a drugi dusi!iel# drugie wioso# oplatao jego rami i pier . (y!i$gn$ r!e w stron odzi# po !zym uderzy nimi w wod i w gada. ( !hwil potem znikn$. Nieopodal burty zn%w wzburzya si woda. , niewiarygodn$ wr!z szybko !i$

wyoni si z niej ;adderly. 9ego sztywne i wyprostowane !iao byskawi!znie wydobyo si z odmt%w. &ta na wodzie/ 8 nadal mia na gowie sw%j kapelusz " wity symbol przypity do wst$ki na przedzie paa o lepiaj$!ym blaskiem. 4ani!a o mao nie wybu!hna mie!hem " bya zbyt zdumiona# by zareagowa' w jakikolwiek inny spos%b. ;adderly za!zerpn$ kilka gboki!h haust%w powietrza# wydawa si r%wnie zdumiony i zakopotany jak ona. )bejrza si za siebie w stron nadpywaj$!ej odzi " miotaj$!y si rozpa!zliwie asasyn prawie zdoa do niej dotrze'. &twierdzi# e kusznik jest ju gotowy do oddania kolejnego strzau. " (skakuj/ " zawoaa 4ani!a. :znaa# e ;adderly# stoj$! na wodzie na otwartej przestrzeni# naraony jest na wiksze niebezpie!ze+stwo. )n jednak zdawa si jej nie sysze'. Nu!i pod nosem# a ra!zej piewa i wykonywa rkami skomplikowane# a!z pynne ru!hy. 4ani!a spojrzaa w stron drugiej %dki# ujrzaa m!zyzn unosz$!ego kusz do strzau " i zoba!zya ;adderly=ego stoj$!ego na 0ala!h# bezbronnego# odsonitego. )d!zogaa si w bok i signa po odamany kawaek deski pywaj$!y w kauy wody na dziobie i!h odzi. Poderwaa si# zama!hna i rzu!ia. 7awaek drewna obr%!i si kilkakrotnie w powietrzu... i plusn$ w wod dobry!h pi' metr%w od burty zbliaj$!ej si odzi. *le kusznik drgn$ gwatownie i mru$! powieki# spojrza w jej stron. Nagle powierz!hnia spokojnego dot$d jeziora zakotowaa si w pobliu miejs!a# gdzie znik rzu!ony przez 4ani! odamek drewna. (oda wzburzya si i podniosa# ogromna 0ala jak taran runa w kierunku wrogiej %dki. 7usznik ponownie za!z$ !elowa' w ;adderly=ego# gdy wielka 0ala dosiga !elu. M!zyzna# kt%ry nie zd$y si ni!zego przytrzyma'# wyle!ia za burt i o mao nie wypu !i z r$k swojej broni. ( pierwszej !hwili 4ani!a zdumiaa si# jakim sposobem tak niewielki kawaek drewna m%g zak%!i' niezm$!ony doty!h!zas spok%j jeziora. ,rozumiaa jednak# i nie byo to spraw$ przypadku# i odwr%!ia si w kierunku prawdziwej przy!zyny powstania ogromnej 0ali. ;adderly nadal sta nieru!homo# piewaj$! p%gosem sw$ pie + i koysz$! rkami w prz%d i w ty. 7olejna 0ala r$bna w burt wrogiej odzi# odwra!aj$! j$ w stron mostu. ;adderly u mie!hn$ si# nastpna 0ala obr%!ia %d- ku brzegowi# zawra!aj$! jaz drogi. " ;hod-# zanim si pozbieraj$ " zwr%!i si do 4aniki# wy!i$gaj$! rk. 4ziew!zyna w pierwszej !hwili go nie zrozumiaa " my laa# e ;adderly !h!e# eby pomoga mu wej ' do %dki. )n jednak# kiedy po!i$gna go do siebie# stawi jej

zde!ydowany op%r i skin$ drug$ rk$# aby si do niego zbliya. *sasyn# kt%ry w!i$gn$ ;adderly=ego pod wod# wypyn$ na powierz!hni twarz$ w d%. ($# kt%ry go oplata# na rozkaz ;adderly=ego ponownie sta si wiosem i koysa si leniwie na wodzie# ot zwy!zajny# niegro-ny kawaek drewna. " ;hod- " powt%rzy kapan# !i$gn$! 4ani! za rk. (sko!zya na niego# oplataj$! go rkami i nogami. ;adderly rozejrza si wokoo# po !zym ruszy biegiem w kierunku wyspy. 4ani!a# ogl$daj$! si przez rami# stwierdzia# e jego stopy nie rozpryskuj$ wody. (ygl$dao to ra!zej tak# jakby pod !iarem modego kapana i siedz$!ej mu na ple!a!h mniszki na 0ala!h pojawiay si pytkie wgbienia# kt%re szybko powra!ay do poprzedniego ksztatu# jakby ;adderly nie bieg po wodzie# ale po rozmikej ziemi. ,a nimi asasyni zdoali wresz!ie zapanowa' nad %dk$# a kusznik w!i$gn$ do rodka przeraonego zab%j! pywaka. (ioso# kt%re go !igao# unosio si na 0ala!h. 4ani!a po!aowaa ;adderly=ego w szyj i opara znuon$ gow na jego ramieniu. ;ay wiat oszala. ;adderly dotar do brzegu# mamro!z$! pod nosem i wypowiadaj$! na gos my li. 5ieg jesz!ze przez !hwil# ale gdy po!zu twardszy grunt# zwolni# bo brzemi# kt%re d-wiga# dao mu si w ko+!u we znaki. " ;adderly... " 9eeli to zawodowi zab%j!y " powiedzia " musimy zakada'# e zostali wynaj!i przez naszy!h wrog%w# na przykad przez 4origen. " ;adderly... " 7to powi$za nas ze sob$ " !i$gn$ niewzruszenie. " 7to uzna# e ja lub moe my oboje jeste my na tyle niebezpie!zni# e naley nas wyeliminowa'. " ;adderly... " *le od jak dawna kr$yli wok% mnie3 " mrukn$. " )!h# 5rennanie# obym si myli/ " ;adderly/ ;adderly po raz pierwszy# odk$d znale-li si na brzegu# spojrza wprost na 4ani!. " ) !o !hodzi3 " Moesz mnie ju postawi' " odpara. ,esko!zya mikko na ziemi i naty!hmiast za!za bie!. ;hwy!iwszy ;adderly=ego za nadgarstek# po!i$gna go za sob$. :syszeli# jak %d- asasyn%w szoruje po brzegu i z trzaskiem wdziera si w g$sz!z krzew%w za nimi. " :par!iu!hy " powiedziaa 4ani!a i z pospn$ min$ obejrzaa si przez rami.

;adderly wiedzia# e !h!e zawr%!i' i doko+!zy' walk. " Nie teraz " rzu!i bagalnie. " Musimy wr%!i' do obery. " .aka okazja moe si ju nie powt%rzy' " zaoponowaa. " Mamy i!h jak na talerzu. " 9estem zm!zony " odpar ;adderly. Dze!zywi !ie# by bardzo utrudzony. Pie + nie rozbrzmiewaa ju w jego my la!h# zast$pi j$ potworny b%l gowy# jakiego nigdy dot$d nie do wiad!zy. 4ani!a p%ki waa gow$ i przyspieszya kroku. Przedarli si przez ywopot i znale-li si na tya!h jednej z zamoniejszy!h posesji. 6dzie nieopodal rozlego si ujadanie ps%w# ale 4ani!a nie zawr%!ia z drogi# miao pokonaa kolejny ywopot i wybiega na nastpne podw%rze. 7ilkoro ludzi# podstarzay!h kup!%w wraz z onami# przypatrywao si z niedowierzaniem u!iekaj$!ej parze. " :kryj!ie si i wezwij!ie stra miejsk$/ " zawoa do ni!h ;adderly# biegn$! w lad za 4ani!a. " <!igaj$ nas zodzieje i morder!y/ (ezwij!ie stra miejsk$ i wy lij!ie i!h na most/ 4w%jka u!iekinier%w pokonaa kolejny rz$d krzew%w i wydostaa si na szerok$# pask$ brukowan$ alej biegn$!$ midzy rzdami wspaniay!h posesji i zgromadzonymi przy ni!h szeregami za!iekawiony!h gapi%w. ) tak w!zesnej porze na mo !ie nie byo wida' koni ani woz%w# !o przyjli z wyra-n$ ulg$. Mody kapan nie !h!ia# by ktokolwiek znalaz si na drodze zab%j!zy!h No!ny!h Masek# a sysz$! dobiegaj$!e z oddali ujadanie niewido!zny!h ps%w# domy li si# e asasyni nie zaprzestali po !igu. Mieli nad nimi nie wi!ej ni kilka minut przewagi. ;adderly zatrzyma si# gdy dotarli do najwyszego punktu na wysoko !i pierwszego z trze!h ukowy!h wspornik%w mostu. 4ani!a !h!iaa go o !o zapyta'# ale na widok jego pobaliwego u mie!hu zmienia zdanie. " Miej oko na asasyn%w " powiedzia. )sun$ si na kolana i uy swego przemo!zonego pasz!za# by nakre li' na kamiennej nawierz!hni szerokiego mostu ksztat prostok$ta. " Pierwsza strona# kt%r$ ujrzaem w ksidze przeoonej Pertelopy# zawsze mnie zdumiewaa " wyja ni# nie przerywaj$! swojej !zynno !i. " (iedziaem# e to zakl!ie podobne do tego# kt%re widziaem w ksidze 5elisariusa. Nakre liwszy prostok$t# dwie wilgotne linie biegn$!e w poprzek !aej szeroko !i mostu# ;adderly podni%s si i odprowadzi 4ani! kilka krok%w dalej. Nastpnie przywoa pie + i rozpo!z$ inkanta!j. ,na sowa. Musia jednak w pewnym momen!ie przerwa' i potrze' skronie# aby ukoi' tpy b%l# kt%rym pa!i za wykorzystywanie magi!znej mo!y.

Mo! bdzie !i wy!zerpywa'. ,a kadym razem# gdy j$ przywoasz# utra!isz !z$stk siebie " ostrzegaa Pertelopa. (y!zerpanie jest twoim wrogiem... " &$ na mo !ie/ " usysza sowa 4aniki i po!zu# e dziew!zyna !i$gnie go za rk i usiuje skoni' do dalszego biegu. Ni! to jednak nie dao. (al!z$! z b%lem i zm!zeniem# zmusi pie +# by rozbrzmiaa w jego umy le i na usta!h. ;zyme jest spoiwo# !o spaja kamienie3 &poiwo# kt%re nisz!zy wilgo'. ;zyme jeste bez owego spoiwa3 4ani!a przewr%!ia go na ziemi " prawie nie usysza wistu przelatuj$!ego obok ni!h betu z kuszy. <piewa dalej# pogr$ony w absolutnym skupieniu. &$!z si# wodo# s$!z. (niknij gboko w spoiwo. *sasyn# kt%ry bieg jako pierwszy# potkn$ si nagle i run$ do przodu# jakby !o !hwy!io go za nogi. :pad twarz$ na ziemi... i pogr$y si w bo!ie# kt%rym sta si 0ragment mostu. 4ani!a i ;adderly usyszeli do!hodz$!y z dou plusk# gdy bryy bota i kamienia spady do jeziora. 7olejny asasyn wpad w puapk# ale nie stra!i r%wnowagi# utkn$wszy jedynie po kolana w zapadaj$!ym si grzzawisku. M!zyzna# kt%ry si przewr%!i# krzykn$ przera-liwe# a potem run$ w d%# pokonuj$! w przyspieszonym tempie odlego ' dwudziestu st%p dziel$!$ go od jeziora. ;ay zazna!zony przez ;adderly=ego 0ragment mostu zawali si. ;ztere!h oszoomiony!h asasyn%w stao na skraju pitnastostopowej wyrwy oddzielaj$!ej i!h do dw%jki niedoszy!h o0iar i patrzyo z niedowierzaniem w !zelu '. " Powiedziaa# e 4eneir bdzie stawia mi rozmaite wymagania " rzek ;adderly# rozmasowuj$! bol$!e skronie. " 8 u!zyni to ponownie# kiedy dotrzemy do obery. " ;zyby odzyska nie!o wiary3 " spytaa 4ani!a# zn%w zrywaj$! si do biegu# pozostawiaj$! w tyle przekle+stwa s0rustrowany!h asasyn%w i tupot kopyt koni stray miejskiej wjedaj$!ej na most. ;adderly spojrza na 4ani!# jakby go spoli!zkowaa. :spokoi si jednak i wzruszy ramionami# nie znajduj$! adny!h argument%w prze!iwko jej logi!znemu wywodowi. :syszeli okrzyki stray i zab%j!%w# kiedy nie maj$! innej moliwo !i u!ie!zki# zdesperowani asasyni jeden po drugim za!zli rzu!a' si z mostu w odmty jeziora. 4la ;adderly=ego i 4aniki droga do 4ragon=s ;odpie!e staa wresz!ie otworem. 4roga do obery# do martwy!h wrog%w i martwy!h przyja!i%.

13
S)*tek i -oskie *niesienia 7rzyki towarzyszyy ;adderly=emu i 4ani!e# kiedy zbiegli ju mostu i znale-li si na uli!y (idokowej. Mga roz!hodzia si szybko# wypalana promieniami ws!hodz$!ego so+!a. ;arradoon budzi si do !odziennej har%wki. Na uli!y (idokowej roio si od za!iekawiony!h prze!hodni%w i stranik%w miejski!h. (iele g%w odwr%!io si# by spojrze' na modego kapana i jego towarzyszk. Przemo!zone rondo kapelusza ;adderly=ego zwisao mikko ze wszystki!h stron. 5iegn$!y!h pokazywano sobie pal!ami. Niebawem na drodze ;adderly=ego# prze!isn$wszy si przez !ib# stan$ !zonek stray miejskiej. " 9este kapanem z 5iblioteki Naukowej3 " rozlego si ob!esowe# szorstkie pytanie. " 9estem ;adderly# kapan zakonu 4eneira " odrzek modzienie!. .o rzekszy# odwr%!i si do 4aniki i z zakopotaniem# niemal przepraszaj$!o# wzruszy ramionami. " (ra!amy do 4ragon=s ;odpie!e# obery Aredegara @arrimana " wyja nia 4ani!a# spogl$daj$! z ukosa na ;adderly=ego " aby sprawdzi'# !o si stao z naszymi przyja!i%mi# kt%ry!h byli my zmuszeni tam pozostawi'. " ,muszeni3 " ;adderly i 4ani!a wiedzieli# e to pytanie byo swoistym sprawdzianem. )!zy stranika pozostay zwone w szparki i !zujne# gdy m!zyzna nadal widrowa i!h wzrokiem. " (iesz# !o si stao " odrzek bez wahania ;adderly. &tranik ponuro pokiwa gow$# najwyra-niej zadowolony z wyja nienia. " ;hod-!ie# a ywo " rzu!i ponaglaj$!o# a jako e siedzia w siodle# za!z$ przedziera' si przez tum# toruj$! im drog. *ni ;adderly# ani 4ani!a nie !zuli si pewnie# maszeruj$! uli!$ (idokow$# obawiali si bowiem# e wiele spo r%d obserwuj$!y!h i!h o!zu moe nalee' do asasyn%w. 5ardziej jesz!ze niepokoia i!h moliwo '# e zwy!istwo w obery przypa!one zostao ogromnymi kosztami. 8!h obawy nie zmniejszyy si# gdy minli ober# w kt%rej zatrzymali si 82an i Pikel# oddalon$ o dwa budynki od 4ragon=s ;odpie!e. &twierdzili# e 0rontowa balustrada# okno nad drzwiami i !iana przy drzwia!h zostay rozniesione w drobny mak. )berysta# kt%ry zmiata z werandy szko i odamki drewna# zmierzy i!h podejrzliwie wzrokiem# kiedy jednak prze!hodzili obok niego# nie odwr%!i si ani nawet nie mrugn$. ;adderly zatrzyma si i west!hn$ gboko# gdy w zasigu wzroku pojawia si

4ragon=s ;odpie!e. ,auway balkon swojego pokoju# miejs!a# kt%re przez ostatni!h kilka tygodni byo jego s!hronieniem przed brutalno !i$ i przemo!$ ota!zaj$!ego go wiata. Arontowa balustrada leaa na uli!y# jedna deska# ta# kt%ra o!alia 4ani!e y!ie# wisiaa pod dziwnym# prostym k$tem. Na uli!y# bogom nie!h bd$ dziki# nie byo !ia# ale ;adderly dostrzeg szkaratn$ kau na bruku pod oknem swojego pokoju i drug$# wiksz$# po prze!iwnej stronie szerokiej uli!y. 4ani!a# wyra-nie wy!zuwaj$! jego strapienie tym widokiem# obja uko!hanego ramieniem i przytulia do siebie. ,dziwia si# gdy ;adderly uwolni si z jej u !isku. &pojrzaa na niego# jakby !h!iaa sprawdzi'# gdzie popenia b$d# ale w jego wzroku nie dostrzega oskary!ielskiej iskierki. (ypry si# wzi$ kolejny gboki wde!h i rozprostowa ramiona. 4ani!a zrozumiaa zna!zenie tej prostej !zynno !i i zdaa sobie spraw# i tym razem ;adderly pogodzi si z tym# !o zrobi# zosta bowiem do tego zmuszony. .ym razem nie u!ieknie jak w!ze niej w &hilmi !ie " wyjdzie naprze!iw wyzwaniu# zu!hwale odpowiadaj$! !iosem na !ios. ,astanawiaa si jednak# !zy ;adderly zdoa doprowadzi' do tego# aby du!hy tak jak wspomnienie 5arjina nie unosiy si wok% niego do ko+!a y!ia3 ;adderly min$ j$# po !zym u mie!hn$ si i poma!ha# gdy od drzwi 4ragon=s ;odpie!e dobiego go ne GojojH i na 0rontowej werandzie pojawi si Pikel 5ouldershoulder. 7rasnolud uni%s nad gow$ zgubion$ przez ;adderly=ego lask i poma!ha energi!znie mo!no obandaowan$ rk$. 4ani!a od!zekaa jesz!ze !hwil# pozwalaj$! ;adderly=emu wys0orowa' si naprz%d# i uwanie osza!owaa zmiany w za!howaniu modego kapana. Nieprzerwany strumie+ peny!h przemo!y wydarze+ zmusi go# by szyb!iej dojrza i gruntownie oto!zy si niewidzialn$ skorup$ nie!zuo !i. Przemo! pozbawia u!zu'# stwierdzia 4ani!a. ,awsze najtrudniej jest przyj$' i sto!zy' pierwsz$ walk# podobnie jak najtrudniejszy i peen wahania jest pierwszy !ios# kt%ry ma przynie ' mier'. Patrz$!# jak jej uko!hany zmierza ra-nym krokiem na spotkanie Pikela# moda mniszka po!zua lk. ,anim do niego do$!zya# ;adderly znalaz si w obery i stan$ w mil!zeniu obok krasnolud%w " !o 4ani!a przyja z niekaman$ ulg$ " i zapakanego Aredegara @arrimana. 4ani!a pohamowaa wyrazy rado !i wywoane widokiem !aego i zdrowego 82ana oraz Pikela# pod$aj$! bowiem za wzrokiem ;adderly=ego# dostrzega w izbie

kominkowej zwoki Przeoonego na 7siga!h *2ery=ego. 7latk piersiow$ mia rozdart$# a w miejs!u# gdzie znajdowao si ser!e# ziaa krwisto!zerwona dziura. " M%j 5rennan " powtarza zaamany Aredegar. " )ni zabili mojego biednego 5rennana/ ;adderly zlustrowa zdemolowany pok%j# strzaskane s!hody# na ster!ie kt%ry!h tkwi rozbity kandelabr# po!zernia$ podog obok dugiego kontuaru i rz$d sze !iu !ia# z kt%ry!h w!i$ jesz!ze si dymio# !ho' byy przykryte ko!em. " :!ieko !o najmnij !ztere!h " poin0ormowa i!h 82an. " 9esz!ze jednego znajdzie!ie na da!hu " dorzu!ia 4ani!a. " )joj " zasz!zebiota Pikel. Pstrykn$ pul!hnymi palu!hami i da znak jednemu ze stranik%w# aby to sprawdzi. " Moe by'# !o u!ieko tylko trze!h " poprawi 82an. " :!ieko siedmiu " rzu!i obojtnie ;adderly# przypomniawszy sobie trze!h ludzi# kt%rzy zaatakowali jego i 4ani! z wody# oraz !ztere!h inny!h w !igaj$!ej i!h %d!e. 82an pokr!i gow$. " No !%# to masz kopoty " burkn$. ;adderly prawie go nie sysza. Przeszed wolno po za mie!onej pododze w stron !iaa m!zyzny# kt%ry# odk$d pamita# zastpowa mu oj!a. ,anim tam jednak dotar# drog zast$pi mu wysoki onierz ze stray miejskiej. " Mamy kilka pyta+ " rzu!i ob!esowym tonem. ;adderly zmierzy go wzrokiem. " .o moe po!zeka'. " Nie " odpar m!zyzna. " Nie wolno z tym zwleka'. :dzieli!ie mi tu i teraz wszystki!h odpowiedzi. 8 bez adny!h... " )dejd-. " .o pojedyn!ze sowo zostao wypowiedziane p%gosem i nader spokojnie# ale na stranika podziaao ni!zym uderzenie pioruna. M!zyzna wyprostowa si# jakby kij potkn$# rozejrza ze zdziwieniem wokoo# po !zym ruszy w stron 0rontowy!h drzwi. " ;hod-!ie " rzek do pozostay!h onierzy# kt%rzy wymieniwszy pene zakopotania spojrzenia# posusznie wypenili jego pole!enie. 82an !h!ia !o powiedzie' do ;adderly=ego# ale 4ani!a pooya do+ na ramieniu krasnoluda i u!iszya go. ,reszt$ ;adderly i tak by go nie usysza. &tan$ przy zmasakrowanym !iele *2ery=ego i otar zy z szary!h o!zu. *2ery wmiesza si w !o # !o go wa !iwie nie doty!zyo# i ta my l nat!hna modego kapana odraz$# a !o wi!ej# dodaa jesz!ze jeden kamie+ winy do brzemienia spo!zywaj$!ego na jego barka!h. .eraz jednak to nie po!zu!ie winy dyktowao ;adderly=emu# !o ma robi'# le!z

smutek# al tak gboki# jakiego nigdy jesz!ze nie do wiad!zy. ( umy le modego kapana przewijay si dziesi$tki wspomnie+ o *2erym. :jrza korpulentnego przeoonego# w !hwili gdy usiowa !ieszy' si sone!znym wiosennym dniem# nieustannie nkany przez Per!i2ala# bia$ wiewi%rk# kt%ra siedz$! na gazi drzewa powyej# obrzu!aa go ga$zkami. :jrza *2ery=ego na poudniowej kanty!z!e brata ;haunti!leera# kiedy obli!ze przeoonego przepenia gboki spok%j i ukojenie wywoane melodyjn$ pie ni$ skierowan$ do uko!hanego b%stwa. 9ake inne wydawao si teraz owo oj!owskie obli!ze z ustami otwartymi w ostatnim krzyku# w pozostaj$!ym bez odpowiedzi baganiu o pomo!# kt%ra nie nadesza. Przede wszystkim jednak ;adderly pamita li!zne upomnienia# jakie od niego otrzyma# i pyzate obli!ze *2ery=ego !zerwieniej$!e ze zo !i na wie ' o nowym przykadzie jawnej nieodpowiedzialno !i i lekkomy lno !i modzie+!a. Potrzeba byo dopiero kl$twy !haosu# aby przeoony ujawni przed nim swe prawdziwe u!zu!ia i przyzna# e prakty!znie uwaa go za wasnego syna. ( grun!ie rze!zy jednak ;adderly wiedzia o tym od zawsze. Nie udaoby mu si tyle razy spso!i' i rozgniewa' przeoonego *2ery=ego# gdyby jowialny grubasek nie ywi wobe! niego gboki!h u!zu'. 4opiero teraz# stoj$! obok trupa# ;adderly zda sobie spraw# jak bardzo ko!ha *2ery=ego# !zowieka# kt%ry zastpowa mu oj!a. Naraz przyszo mu na my l# e to dziwne# i *2ery o tak w!zesnej porze pojawi si w izbie kominkowej# na dodatek tak nie0ormalnie ubrany i bezbronny. Modzienie! niemal pod wiadomie przyswoi sobie t in0orma!j. ( !hwil p%-niej jej miejs!e zajy li!zne# nie mniej wane obserwa!je# gromadzone i analizowane od !zasu u!ie!zki przed druyn$ asasyn%w. " M%j 5rennan take " wybekota Aredegar# podszedszy do ;adderly=ego. )bj$ modego kapana ramieniem# szukaj$! u niego wspar!ia. ;adderly nie wzbrania si przed tym# a kiedy oberysta poprowadzi go w stron kontuaru# nie pr%bowa si opiera'. 7ontrast pomidzy !iaem 5rennana i *2ery=ego by uderzaj$!y. )bli!ze nastolatka nie ukazywao grymasu przeraenia ani zdumienia. ;iao r%wnie wygl$dao na nietknite " nie byo na nim adny!h ran. (ydawao si# e po prostu umar# !akiem spokojnie i bezbole nie. 9edyne# !o przy!hodzio ;adderly=emu na my l# to tru!izna. " Nie potra0i$ mi powiedzie'# !o si stao " zawodzi Aredegar. " &tranik stwierdzi# e go nie uduszono i nigdzie wokoo nie ma lad%w krwi. Na jego !iele r%wnie. " Aredegar dysza !iko# usiuj$! odzyska' odde!h. " *le on nie yje/ " krzykn$# a jego gos przerodzi si w prze!i$gy jk. " M%j 5rennan nie yje/

;adderly przesun$ si w bok pod naporem solidnego !iaru# kiedy Aredegar zwali si na niego. Pomimo sz!zerego smutku# jaki po!zu na widok martwego 5rennana# mier' ta bya zagadk$# kt%rej nie m%g pozostawi' bez rozwi$zania. Przypomnia sobie przeraaj$!e !ienie# kt%re dostrzeg ta+!z$!e na ramiona!h !hopaka tamtej no!y przy wie!zerzy. Przypomnia sobie opowie ' 4aniki# jej sen# i nie mia ju w$tpliwo !i# e kto lub !o zawadno modym m!zyzn$# a potem si go pozbyo. 5y' moe pozostay jakie lady tego# !o si naprawd wydarzyo. Moe na ramiona!h 5rennana w!i$ jesz!ze wida' !harakterysty!zne !ienie. )tworzy sw%j umys i ponownie przywoa w my la!h pie + 4eneira# mimo i towarzyszyo temu uparte# tpe upanie pod !zaszk$. 8 nagle zoba!zy du!ha. 4u!h 5rennana siedz$!y na barze wydawa si przygnbiony i zagubiony# z niedowierzaniem popatrywa to na zaamanego oj!a# to zn%w na swe blade !iao. :ni%s wzrok na kapana i jego niemal przezro!zyste rysy wykrzywi grymas zdziwienia. ;ay wiat materialny wok% widma rozmy si w szaraw$ plam# gdy ;adderly wszed gbiej w stan# w kt%rym znajdowa si 5rennan. " .ru!izna3 " spyta w my la!h ob$kan$# zagubion$ dusz# !ho' zdawa sobie spraw# e nie wyrazi tego sowa go no. 4u!h pokr!i gow$. " Nie mam dok$d p%j ' " stwierdzi. )dpowied- wydawaa si ;adderly=emu a nader o!zywista. " (r%' do swego oj!a. 5rennan spojrza na niego zakopotany. Pie + rozbrzmiewaa !oraz go niej w pulsuj$!ej ostrym b%lem !zasz!e ;adderly=ego# natenie d-wik%w stao si niemal nie do wytrzymania. Mody kapan nie przerywa jednak# nie m%g tego u!zyni'# nie teraz. :jrza# jak du!h 5rennana trwoliwie zblia si do !iaa# wydawa si zakopotany# peen nadziei# ale zarazem i dojmuj$!ego przeraenia. Nagle w o!za!h ;adderly=ego pok%j wok% du!ha po!iemnia. (szystko !iemniao. " ) bogowie/ " ;adderly usysza szept 4aniki. " )oo " jkn$ Pikel. Fomot# kt%ry rozleg si tu obok# sprawi# e kapan w jednej !hwili o!kn$ si z odrtwienia. 7l!za na twardej pododze# ale Aredegar lea obok niego# roz!i$gnity jak dugi i nieprzytomny. Mody 5rennan usiad# mrugaj$! z niedowierzaniem powiekami. " ;adderly " wyszeptaa 4ani!a. 9ej dr$!e donie ujy dygo!$!e ramiona modego

kapana. " 9ak si !zujesz3 " wykrztusi ;adderly# zwra!aj$! si do !hopaka. ( dr$!ym gosie 5rennana# prze!hodz$!ym od !hi!hotu w szlo!h# dao si wy!zu' zakopotanie# jakby nie wiedzia# !o odpowiedzie' na to pytanie. 9ak si !zu3 >y/ ;hopak spojrza na swoje donie# zdumiony# e ponownie poruszaj$ si zgodnie z jego pole!eniem. ,a!isn$ gwatownie pi !i i wyrzu!i je w g%r# a z jego ust doby si pierwotny# zwierz!y okrzyk. (ysiek ten by jednak zbyt wielki# jak na jego siy " za!hwia si# bliski omdlenia. 82an i Pikel podbiegli# by go podtrzyma'. ;adderly wyprostowa si nagle# przenosz$! wzrok na drugi konie! pokoju ku Przeoonemu na 7siga!h *2ery=emu. ,determinowany# wsta zwinnie# odsun$ 4ani! na bok i zbliy si do trupa. " (yjli mu ser!e " powiedziaa p%gosem 4ani!a. ;adderly# nie rozumiej$!# o !o jej !hodzi# odwr%!i si do niej. " .o typowa metoda i!h dziaania " odpara mniszka# obeznana z mro!znymi praktykami plugawej organiza!ji znanej pod nazw$ No!ny!h Masek. " :trudnia przywoanie du!ha do !iaa. ;adderly skrzywi si i ponownie odwr%!i do *2ery=ego i zadania# kt%rego nie wolno byo nie wypeni'. Przywoa pie +# !o okazao si do ' trudne# poniewa nie!htnie napywaa do jego um!zonego umysu. Moe powinien odpo!z$'# zanim zrobi !o wi!ej " zastanawia si# sysz$! wyra-ny dysonans odlegy!h d-wik%w. Moe tego dnia przesadzi nie!o z wykorzystywaniem magii i powinien odpo!z$'# nim ponownie zapu !i si w g$b du!howego wiata. " Nie/ " powiedzia go no. ,amkn$ o!zy i za$da# aby muzyka graa dalej. Pok%j rozpyn$ si. 4u!ha *2ery=ego nie byo. ;adderly# !ho' jego 0izy!zne !iao si nie poruszao# rozejrza si po pokoju. :jrza plamy !zerni# nadnaturalne !ienie na pododze przy !iaa!h martwy!h asasyn%w# i wy!zu !zaj$!e si tam zo. 4u!hy odeszy# a ;adderly odni%s wraenie# e zostay do tej wdr%wki zmuszone lub e po prostuje porwano. ;zy bd$ ukarane w po miertnym y!iu3 My l ta nie wzbudzia w ;adderlym wsp%!zu!ia. (patrywa si zawzi!ie w kaue nieprzeniknionej !zerni. ,astanawia si# !zy nie przywoa' jednej z ty!h zagubiony!h dusz# aby zapyta' j$ o du!ha *2ery=ego# ale uzna ten pomys za absurdalny. Eos o!zekuj$!y te dusze nie mia ni! wsp%lnego z tym# !o musiao spotka' prawego

przeoonego. Nagle przyszed mu do gowy pewien pomys. &ign$ my lami poza !ztery !iany izby obery# wysyaj$! og%lnikowy zew ku niebiosom w poszukiwaniu duszy swego mentora. )dpowied-# kt%r$ otrzyma# nie zawieraa si w sowa!h ani nawet w obraza!h. ;adderly po!zu !o " bya to emo!ja przesana przez Przeoonego na 7siga!h *2ery=ego " wiedzia# e po!hodzia od niego/ 5y to spok%j# ukojenie przekra!zaj$!e wszystko# !zego kiedykolwiek do wiad!zy# doznanie zaiste boskiej natury. 9asne wiato przerodzio si w ni!o '. 82an i 4ani!a pomogli podnie ' si modemu kapanowi. ;adderly# kt%ry w peni o!kn$ si ju z transu# spojrza na 4ani! i u mie!hn$ si promiennie. " 9est z 4eneirem " rzek !i!ho modzienie!# a rado ' w jego gosie wystar!zya za wszelki komentarz. : wiadomi sobie# e nie od!zuwa ju b%lu gowy. )n r%wnie odnalaz ukojenie. " ;o wisz3 " spyta go 82an# a ;adderly zrozumia# e krasnoludowi nie !hodzi o los *2ery=ego. 4ani!a r%wnie spojrzaa na o wie!onego modego kapana z za!iekawieniem. ;adderly nie odpowiedzia naty!hmiast. Aragmenty tej ukadanki zdaway si spada' prosto z nieba. Powi%d wzrokiem od martwy!h asasyn%w po 5rennana i Aredegara sple!iony!h w mo!nym u !isku rado !i. (iedzia# gdzie odnajdzie kolejne elementy tej ukadanki. CCC Mijaj$!e godziny dziaay na 4u!ha uspokajaj$!o. *sasyn spdzi ten !zas w swoim pokoju# wykonuj$! spokojnie !odzienne# rutynowe !zynno !i. .o jasne# e masakry naleay w ;arradoonie do rzadko !i# ale !zasy byy niespokojne i 4u!h by pewien# e niedawna sensa!ja ju niedugo pokryje si patyn$ zwy!zajno !i. * w%w!zas ponownie bdzie m%g zaatakowa'. My li o przerwaniu misji za!zy nka' asasyna# odk$d dowiedzia si# e ;adderly uszed z y!iem w prze!iwie+stwie do wielu spo r%d No!ny!h Masek. )degna jednak od siebie te pragnienia i zamiast tego ponownie uzna# e najlepiej bdzie# jeeli osobi !ie zrealizuje %w kontrakt. 4ostanie ;adderly=ego# dopadnie go przez jednego z jego przyja!i% i tym sodsza bdzie mier' kapana. 4u!h zaniepokoi si nie!o# gdy zoba!zy wyjedaj$!ego Datha " ale g%wnie

dlatego# i !h!ia go wykorzysta' w roli koza o0iarnego# gdyby ;adderly i jego przyja!iele zbytnio si do niego zbliyli# a umiejtno !i !zarnoksinika okazay si niewystar!zaj$!e. &abeusz wyjrza przez okno# podziwiaj$! re0leksy popoudniowego so+!a na ta0li 9eziora 8mpresk. (idzia wyra-nie most prowadz$!y na wysp i kamieniarzy# tak na mo !ie jak i w odzia!h# ogl$daj$!y!h szerok$ wyrw w jego nawierz!hni. 4u!h pokr!i gow$ i za!hi!hota. &kontaktowa si ju telepaty!znie z 1anderem na 0armie i wiedzia# e sz!zelina bya dzieem ;adderly=ego. Na 0arm wr%!io !ztere!h ludzi " !ztere!h z !zternastu. 4u!h nadal spogl$da na ziej$!$ wyrw w ogromnym mo !ie. ;adderly i!h pokona. 4u!h by pod wraeniem. 9ednak ani tro!h si nie przejmowa. CCC 7ady sz!zeg% pobojowiska " obe!no ' *2ery=ego w izbie kominkowej# gdzie nie powinien by si znajdowa'# osobliwa dugotrwaa absen!ja 7ierkana Du0o# kt%ry opu !i sw%j pok%j tylko na kr%tk$ !hwil# by zidenty0ikowa' zwoki *2ery=ego i odpowiedzie' na kilka pyta+ stray miejskiej# a take dziwny wypalony lad na tuni!e Pikela " utkwi wyra-nie w umy le ;adderly=ego# skadaj$! si z wolna w jeden peny obraz. Dozmawia z 5rennanem# !ho' wspomnienia !hopaka byy mgliste i rozmyte jak sen. 9u ten 0akt potwierdzi przypusz!zenia ;adderly=ego zwi$zane z 4ani!$. Nakaza 5rennanowi# aby gdzie si ukry# i zabroni Aredegarowi m%wi' komukolwiek# e jego syn znowu yje. " Musimy dziaa' szybko " wyja ni ;adderly tr%j!e przyja!i%# kt%rzy zgromadzili si wok% niego w izbie kominkowej. " Nasi wrogowie s$ teraz skon0undowani# ale s$ r%wnie upar!i i niebawem si przegrupuj$. 4ani!$ od!hylia si do tyu na krze le i uoya stopy na bla!ie stou na wprost siebie. " 9este prawdopodobnie najbardziej zm!zony z nas wszystki!h " odpara. " 9e li wi! ty jeste got%w kontynuowa'# to i my r%wnie. " )joj " wtr$!i 82an# zanim zd$y to u!zyni' Pikel. >%tobrody krasnolud mrugn$ przesadnie do swego zdumionego brata# a Pikel mo!no po!i$gn$ go za brod. ;ho' uspokojenie za!ietrzewiony!h bra!i zajo dobry!h par !hwil# ;adderly by zadowolony# e tak si stao " pomogo to bowiem rozadowa' dugotrwae wy!zerpuj$!e napi!ie.

" Dozmawiaa ze stranikiem3 " spyta mniszk# kiedy w ko+!u udao im si zaprowadzi' porz$dek. " .ak jak przypusz!zae " odpara. ;adderly pokiwa gow$. 7olejny element ukadanki tra0i na swoje miejs!e. ;zarnoksinik nie zabawi tam dugo. " *le !zy jezde got%w wal!zy' z takiemi jak un3 " spyta 82an. ;adderly za!hi!hota i wsta# ob!i$gaj$! spodnie# w!i$ wilgotne po k$pieli w jeziorze. " M%wisz to tak# jakbym by zdany tylko na siebie " mrukn$. 82an poderwa si naty!hmiast i zarzu!i na rami wielga!hny top%r. " .akiem jak un nie mona u0a' " wyja ni# tuma!z$! nietypowe dla niego wahanie. " &om niebezpie!zni. " Dozw !ie!zonym kapanom r%wnie nie mona u0a' " odpar ;adderly. (zi$ swoj$ wdrown$ lask i kilkakrotnie j$ opu !i# a potem !i$gn$ do rki wiruj$!e dyski. " &$ niebezpie!zni " doko+!zya za niego 4ani!a# a po tym# !o widziaa i do wiad!zya tego dnia# kiedy bya wiadkiem wyzwolenia przez ;adderly=ego potny!h mo!y# w jej sowa!h nie byo nawet !ienia sarkazmu.

!4
Pr"ecie) ci )(%i/ 5ogo Dath kr$y nerwowo po swoim maym pokoiku. 7opni!iem odrzu!i kosz i powi%d wzrokiem za karalu!hem# kt%ry przemkn$ po pododze# kryj$! si w !ienia!h pod %kiem. " :!iekaj# ndzny robaku " mrukn$ mody !zarnoksinik. 5ogo odrzu!i na bok kosmyki dugi!h br$zowy!h wos%w i prze!zesa je pal!ami. 5y ndznym robakiem. (yjrza przez okno# zbyt mae# by m%g przez nie zoba!zy' !o konkretnego# ale dostate!znie due# aby stwierdzi'# e popoudniowe wiato za!zo ju przygasa'. 5ogo zamierza opu !i' miasto o zmierz!hu w przebraniu# w r%d gromady ebrak%w# kt%ra kadego wie!zoru wy!hodzia za mury ;arradoonu. ,nalazszy si za bram$# stworzy !zarodziejskiego rumaka i jego podr% powietrzna do ,am!zyska .r%j!y bdzie szybka i ni!zym niezak%!ona. 5ogo !ieszy si na my l o u!ie!z!e z ;arradoonu i o tym# e znajdzie si zdaa od ;adderly=ego i jego towarzyszy# ale bynajmniej nie spieszyo mu si do spotkania z *ballisterem. ;o gorsza# gdyby 4u!howi udao si zrealizowa' kontrakt# powr%t asasyna do ,am!zyska .r%j!y postawiby Datha w niezbyt korzystnym wietle. " 5oygo " mrukn$. &twierdzi# e najlepiej bdzie# je li przywyknie do tego przezwiska. *ballister i 4origen nie pozwol$# by w najbliszym !zasie zapomnia o swoim t!h%rzostwie. 9edynym po!ieszeniem by 0akt# i przy!zyni si do mier!i przeoonego z biblioteki. 7aralu!h wypez wawo spod %ka# przemkn$ po pododze i znieru!homia pod 0adami przydugiej zasony. " .o i!h u!iszy/ " rzu!i 5ogo do karalu!ha. * zwasz!za 4origen# kt%ra doznaa tak wielkiego upokorzenia w &hilmi !ie. Na !hopi!ej twarzy !zarnoksinika pojawi si promyk u mie!hu. ,abi Przeoonego na 7siga!h/ &pojrzenie za okno powiedziao mu# e nadesza ju pora# by rusza' w kierunku za!hodniej bramy. (ybra komponenty do zakl!ia# kt%re odmieni jego wygl$d# i ukry je w gbokiej kieszeni# a potem sign$ po sw%j ple!ak. )doy go jednak# gdy usysza piew do!hodz$!y z korytarza.

CCC " )gie+ i woda " piewa ;adderly intensywnym# monotonnym gosem. " )gie+ i woda# elementy o!hronne. )gie+ i woda. 4ani!a i Pikel stanli pomidzy kapanem a drzwiami. 4ani!a odrzu!ia wosy z !zoa i spojrzaa na s!hody# sk$d wystawa !zubek ysej gowy przyku!nitego tam mo!no zdenerwowanego oberysty. M!zyzna !o !hwila wygl$da znad g%rnego stopnia# obawiaj$! si o swoj$ wasno '. ;adderly nie mia najmniejszy!h trudno !i z przekonaniem oberysty# aby pozwoli im trojgu na zoenie wizyty w pokoju Datha. 4ani!a zn%w spojrzaa na ;adderly=ego# kt%ry wypowiada inkanta!j z !oraz wikszym na!iskiem# mia zamknite o!zy i obiema do+mi wykonywa przed sob$ powolne ru!hy# tworz$! magi!zny gobelin. Mody kapan zgoli brod# zanim opu !i 4ragon=s ;odpie!e i wygl$da ju prawie tak samo# jak zawsze. * jednak !o si w nim zmienio. 4ani!a nie potra0ia tego wytuma!zy'# ale jakim !udem ;adderly z kadym kolejnym ru!hem nabiera !oraz wikszej pewno !i siebie. 9ego spotkanie " !okolwiek si wydarzyo " z du!hem *2ery=ego nat!hno go niebywaym spokojem i dodao mu otu!hy. 4ziew!zyna nie pytaa# ale !zua# i ;adderly ma teraz wiadomo ' opieku+!zej obe!no !i swego boga. " )gie+ i woda " zanu!i ;adderly. " Blementy o!hronne. :ni%s rk i prysn$ na drzwi kilkoma kroplami za!zarowanej wody. 7iedy uni%s drug$ do+# trysna z niej struga ognia. )gie+ z sykiem tra0i w wilgotne drzwi# by to sygna dla Pikela. " )joj " pisn$ krasnolud i wyrn$ w drzwi swoim GdrzewkiemH jak taranem. 5ro+ z atwo !i$ przesza przez !ienkie drewno# wybijaj$! w nim spor$ dziur# ale nie wyamuj$! drzwi. 7iedy krasnolud !o0n$ pak# 4ani!a u wiadomia sobie# e Pikel popeni b$d. &igna rk$ ponad krasnoludem# na!isna klamk i gwatownie otworzya drzwi. " )!h " rzu!i smtnie Pikel. 7iedy drzwi si otworzyy# z wntrza pokoju popyny d-wiki magi!znej pie ni i zmieszay si z inkanta!j$ ;adderly=ego. ;zarnoksinik uni%s przed sob$ niewielk$ metalow$ r%dk# niebezpie!zny przedmiot# kt%ry 4ani!a widziaa ju w!ze niej. Pikel r%wnie# wi! zar%wno on# jak i moda mniszka naty!hmiast rzu!ili si na ziemi# o!zekuj$! na eksplozj pioruna.

;adderly nie poruszy si# nawet nie mrugn$. ( otwarty!h drzwia!h pojawia si prawie przezro!zysta# lekko migo!z$!a tar!za energii. 5ogo zada potny !ios " jego piorun uderzy mo!no w barier# sy!z$! i krzesz$! r%nobarwne skry# a paj!zyna zielono?pomara+!zowy!h nitek energii rozesza si na boki# osmalaj$! 0ramug. 7iedy byo po wszystkim# u podstawy nietknitego pola o!hronnego pojawia si maa kaua wody. Przeraony !zarnoksinik z rozszerzonymi o!zami rozpo!z$ drug$ inkanta!j# podobnie jak ;adderly. Dath wyj$ kolejny komponent i za!z$ pospiesznie intonowa' nastpne zakl!ie. " 7i!hnij " rozkaza ;adderly. 5ogo wykona pole!enie. 9ego zakl!ie spalio na panew!e. :party mag pry!hn$ i rozpo!z$ od nowa. " 7i!hnij. " Nie!h !i pieko po!honie/ " zawoa 5ogo# o!ieraj$! wilgo' z twarzy. " Nie m%gby by' dalszy od prawdy " odrzek spokojnie ;adderly. " 6ramy dalej3 ,niknij/ " zawoa nagle# a jego twarz nabraa gniewnego wyrazu. Migo!z$!e pole w drzwia!h rozwiao si i 4ani!a oraz Pikel wpadli do pokoju. 5ogo u wiadomi sobie sw%j b$d. Powinien by gra' dalej# jak to okre li mody kapan# i pr%bowa' zmusi' ;adderly=ego do de0ensywy w nadziei# e repertuar jego zakl' okae si bogatszy od tego# kt%rym dysponowa kapan. 4ani!a wpada do pokoju# rzu!ia si na ziemi# przeturlaa# poderwaa silnym susem na nogi i sko!zya do przodu tak szybko# e zasko!zony 5ogo nie zd$y zareagowa'. )bronnym gestem wy!i$gn$ r!e przed sob$# a mniszka w mgnieniu oka !hwy!ia je# wykr!ia do tyu i unieru!homia Datha w bolesnym u!hwy!ie. ;zarnoksinik poruszy nagle nadgarstkiem i na rkawie dziew!zyny pojawia si krwawa linia. Niewidzialny sztylet/ &topa 4aniki wystrzelia w g%r pomidzy i!h znajduj$!ymi si blisko !iaami i zmiadya nos Datha. )szoomiony !zarnoksinik nie opiera si# gdy dziew!zyna pu !ia jego rk# za!isna woln$ do+ od g%ry na jego pal!a!h i szarpni!iem od!i$gna je w ty# ku przedramieniu# zmuszaj$! go tym samym do wyprostowania !aej rki. .warz maga wykrzywi grymas potwornego b%lu. :siowa wykorzysta' swoj$ jedyn$ bro+# ale stopa 4aniki ponownie wyprysna w g%r# jej do+ nie przerwaa na!isku. Pikel do$!zy do niej w !hwil p%-niej.

" )o " rzek ponuro# roz!zarowany# e zabawa prakty!znie dobiega ju ko+!a. :sysza brzkni!ie# gdy niewidzialny sztylet upad na podog# i po!hyli si# aby go podnie '# drapi$! si z za!iekawieniem po brodzie. ;adderly podszed do %ka i da znak 4ani!e# aby podprowadzia tam swego je+!a. " Moesz go pu !i' " stwierdzi. 4ani!a raz jesz!ze szarpna z !aej siy rk !zarnoksinika# zanim j$ pu !ia# po !zym pop!hna go# a on zato!zy si na %ko i odru!howo na nim usiad. " My dwaj musimy porozmawia' " rzek p%gosem ;adderly. 5ogo ypn$ na+ gniewnie " bya to bezpodstawna gro-ba# ale 4ani!a i tak wyrna go pi !i$ za u!hem. ( odpowiedzi na pene zasko!zenia spojrzenie ;adderly=ego uniosa zranion$ rk i ten gest najwyra-niej uspokoi sumienie modego kapana. " 4origen !i przysaa " rzek do niego ;adderly. " Nie. ;adderly zmierzy go wzrokiem. " Potra0i wykry'# kiedy kamiesz " ostrzeg. " * zatem ni! nie wykryjesz " odrzek 5ogo. " 5ye z No!nymi Maskami# ale nie naleysz do i!h gildii " zauway ;adderly. " :mrzesz " obie!a 5ogo# zarabiaj$! kolejnego kuksa+!a od 4aniki. " 4la!zego nastaj$ na moje y!ie3 " zapyta ;adderly. 7iedy nie do!zeka si odpowiedzi# dodaI " 9eeli tego !h!esz# mog porozmawia' z twoim trupem. Po raz pierwszy 5ogo wygl$da na wystraszonego. &z!zery spok%j w tonie gosu ;adderly=ego doda gro-bie mo!y# zmieniaj$! j$ w obietni!# a Dath !h!ia doy' staro !i. " (szede komu w drog " wykrztusi. " ( bibliote!e i w pusz!zy. ,musie *bal... 5ogo przerwa gwatownie. " 7ogo3 " spytaa ostro 4ani!a# nieomal przytykaj$! twarz do twarzy !zarnoksinika. " *ballistera " odrzek 5ogo. " Mentora 4origen. 9ak r%wnie mojego. ,akopotany ;adderly spojrza na 4ani!. 4origen bya potn$ prze!iwni!zk$. 9ak silny m%g by' zatem jej mentor3 " Przybyem tu wy$!znie jako obserwator " !i$gn$ 5ogo. " .ak# jak mi kazano. " )!h3 " przerwa mu Pikel# mijaj$! i odpy!haj$! na bok 4ani!# i pokazuj$! wypalon$ dziur w swej sk%rzanej tuni!e# dzieo pioruna# kt%rym po!zstowa go 5ogo w obery 4ragon=s ;odpie!e.

Nagle rozlega si !aa seria mniejszy!h wybu!h%w " eksplozje nastpoway byskawi!znie# jedna po drugiej# a w powietrze wypryskiway kby r%nobarwnego dymu. (ybu!hy miay na !elu tylko odwr%!i' uwag tr%jki przyja!i%. (ypowiedziawszy pospiesznie kr%tkie# piewne zakl!ie# 5ogo pomniejszy si do rozmiar%w kota i przemkn$ midzy ;adderlym a Pikelem. Modzienie! pr%bowa krzykn$'# ale nie potra0i zade!ydowa'# !zy ma zawoa' przyja!i%# aby go zatrzymali# !zy ra!zej ostrze! !zarnoksinika. ( ko+!u 4ani!a wymina go i pobiega do drzwi# tak jak u!zyni to przed !hwil$ 5ogo Dath. :syszeli trzask zamykany!h drzwi# dym za!z$ si przerzedza'. 5ogo sta na korytarzu " powr%!i ju do swego zwykego wzrostu " i za!zyna rzu!a' kolejny !zar. 4ani!a zatrzymaa si# roztropnie nie przestpuj$! przez pr%g. ,za drzwi doszed i!h okrzyk przeraenia. (rzask doby si z ust Datha. Przyja!iele usyszeli szuranie st%p# gu!hy# przyprawiaj$!y o mdo !i omot# a potem !o !ikiego uderzyo w drzwi. ;adderly pokr!i gow$ i odwr%!i wzrok. &pomidzy desek wystawa o!iekaj$!y szkaratem !zubek topora 82ana. 9akby to nie byo wystar!zaj$!o makabry!zne# przez okr$gy otw%r wybity GdrzewkiemH Pikela wsuny si pal!e Datha# kt%re poruszay si nerwowo i kur!zowo !hwytay powietrze. Po!i$gnite niezbalansowanym !iarem drzwi powoli# ze skrzypni!iem# otworzyy si szeroko. Pikel min$ 4ani!# p!hni!iem otworzy je na o !ie# rozejrza si wokoo i ujrzawszy wisz$!ego na ni!h Datha# wyda z siebie prze!i$ge GooooH. " Prze!iem !i m%wi# !o nie mona u0a' !zarnoksinikom " wyja ni 82an# kt%ry sta kilka st%p dalej w gbi korytarza# bu+!zu!znie opieraj$! pi !i na biodra!h. Podszed do drzwi i skin$ na pozostay!h# aby wyszli z pokoju. Mody kapan mimowolnie spojrza na martwego !zarnoksinika " ten !zowiek z pewno !i$ nie by od niego starszy. " Nie zapytali my# jak si nazywa " zauway. 82an kopniakiem zatrzasn$ drzwi# splun$ w donie i zapar si jedn$ stop$ o drzwi obok nogi Datha. " ,astanawiasz si# !o wyry' na jego nagrobku3 4ani!a przygl$daa si uwanie modemu kapanowi# poszukuj$! !ho'by najdrobniejszy!h oznak sabo !i. .ym razem wygl$dao na to# e ;adderly kontrolowa swoje emo!je i !hyba godzi si z po!zu!iem winy. " .ak si tylko zastanawiaem " odrzek# zwra!aj$! si do 82ana. (zruszy z rezygna!j$ ramionami i wyrzu!i z my li obrazy !aego zdarzenia. " (nie !ie !iao z powrotem do pokoju. " Pokr!i gow$# u wiadomiwszy sobie !a$ ironi stwierdzenia#

kt%re z zaoenia miao jedynie zastraszy' jego je+!a. Dze!zywi !ie m%g porozmawia' z trupem. CCC 5yo tylko jezioro i pusta uli!a. Przed zmierz!hem w ;arradoonie zna!znie si uspokoio i zainteresowanie burzliwymi wydarzeniami w 4ragon=s ;odpie!e szybko wygaso. ( znisz!zonej obery pozostao jedynie kilkoro go !i# a kiedy ;adderly i jego towarzysze wyszli z budynku# zrobio si w nim nagle !i!ho " jak dla 7ierkana Du0o zde!ydowanie za !i!ho. 7o !isty m!zyzna sta przed maym oknem w swoim pokoju# wydawao si# e przyr%s do tego miejs!a. Mino wiele minut. 7ierkan Du0o nawet nie drgn$. : wiadomi sobie# i tym razem posun$ si za daleko " przekro!zy grani! dziel$!$ go od mro!znej strony jego natury. ($tpi# aby m%g jesz!ze stamt$d powr%!i'. &ta w zamy leniu# usiuj$! przypomnie' sobie wszystkie wydarzenia# kt%re doprowadziy do tej upiornej sytua!ji. ,a!zo si w bibliote!e# kiedy spotka kapana za 5arjina i na jego rozkaz str$!i ;adderly=ego do sekretny!h katakumb. Du0o by w stanie wytuma!zy' si z tego bdu przed samym sob$# i wikszo ' !zonk%w jego zakonu# w$!znie z ;adderlym# r%wnie mu to wyba!zya. ( pusz!zy el0%w raz jesz!ze dopu !i si zdrady# ale po!iesza si# e przekaza swoim towarzyszom in0orma!je# kt%re konie! ko+!%w doprowadziy i!h do zwy!istwa. Podobnie jak w bibliote!e wysiki ;adderly=ego i reszty zapobiegy niesz!z !iu i pomogy w zatuszowaniu sabo !i Du0a. * teraz *2ery lea martwy w izbie na dole. Du0o nakoni przeoonego# by uda si na spotkanie z druyn$ zab%j!%w. 8 !zyni$! to# przekro!zy grani!. :siowa usprawiedliwi' swoje postpowanie " powtarza sobie raz po raz# e nie mia wyboru# e asasyni zabiliby i!h wszystki!h# gdyby nie zde!ydowa si na wsp%pra!. 9ego wym%wkom prze!zyy dwa 0akty. ;adderly# 4ani!a i krasnoludy " sk$d one si tu w og%le wziy3 " zwy!iyli# odparli atak morder!zej grupy. 6dyby Du0o skontaktowa si z nimi bezpo rednio po swoim spotkaniu z !zarnoksinikiem# i!h zwy!istwo mogoby nast$pi' duo szyb!iej. * *2ery nadal by y. 9kn$ i odwr%!i si od okna# !zuj$! si nagle niewiarygodnie bezbronny. " ,asuy na taki los " burkn$ pospnie# przypominaj$! sobie# jak traktowa go *2ery od !hwili powrotu z &hilmisty. Postawi pod znakiem zapytania jego awans

w hierar!hii zakonu 4eneira# grozi nawet# e wydali go z biblioteki. .o niesprawiedliwo '# zapewnia si Du0o z !aego ser!a# jawna niesprawiedliwo '# zwasz!za e to przeoony dziery !a$ wadz# a on m%g jedynie !zeka'# a *2ery zade!yduje o jego dalszym losie. ,anim Du0o przeszed przez may pokoik i zabra sw%j ple!ak# gniew zast$pi jego po!zu!ie winy. )dpa!i *2ery=emu w jedyny moliwy spos%b i !o si stao# ju si ni! odstanie. Nikt go nie podejrzewa# !zarnoksinik wpl$tany w spisek u!iek# a Du0o z atwo !i$ poradzi sobie z pytaniami ze strony stray miejskiej. ;o waniejsze# ;adderly najwyra-niej przyj$ wnioski stranika za prawd# nie zada mu bowiem ani jednego pytania na temat tragi!zny!h wydarze+. Du0o musia ukrywa' sw%j u mie!h# pa!$! Aredegarowi z kieszeni *2ery=ego za pobyt w obery. (yja ni go !innemu obery !ie# e naty!hmiast musi wr%!i' do 5iblioteki Naukowej# by donie ' o tragi!znym in!yden!ie. ,mierz!hao ju# gdy opu !i 4ragon=s ;odpie!e# a mrok by tak !iemny# jak !ieka# na kt%r$ wst$pi. CCC ;zw%rka przyja!i% opu !ia ober niedugo p%-niej. ;adderly rzu!i przestraszonemu obery !ie sakiewk monet gwoli pokry!ia koszt%w remontu i usuni!ia !iaa !zarnoksinika. " 4okund si wybieramy3 " spyta znie!ierpliwiony 82an. .eraz# kiedy zna ju wrog%w# nie m%g do!zeka' si kolejnej walki. " , powrotem do 4ragon=s ;odpie!e " odrzek spokojnie ;adderly. " * jak ju tam dotrzem3 " dopytywa si krasnolud# wyra-nie niezadowolony. " ,a!zekamy " odpar kapan# usiuj$! uspokoi' jego znie!ierpliwienie. " 4zisiejszy dzie+ i no! byy dla nas bardzo !ikie. (szys!y potrzebujemy solidnego odpo!zynku. ;adderly m%wi serio " by wy!zerpany wskutek nadmiernego wykorzystania magii i nie mia o!hoty na ni! wi!ej opr%!z kilku godzin spokoju i snu. Po tym jednak# !zego dowiedzia si od du!ha Datha# nie by pewien# !zy jego y!zenie zostanie spenione. Na zewn$trz zrobio si !hodno# zapada no! i na niebie pojawiy si pierwsze gwiazdy. ;adderly wiedzia# e to bdzie duga no!.

!1
Pikel na pr"ynt ;adderly nie zwra!a wikszej uwagi na przytyki przyja!i%. :siad przy maym pulpi!ie z 7sig$ :niwersalnej @armonii i za!z$ skada' w !ao ' posz!zeg%lne 0ragmenty tej mentalnej ukadanki# szukaj$! in0orma!ji w r%d wszystki!h moliwy!h do przywoania wspomnie+. 9ednak jego rozwaania nie miay li tylko na !elu zgromadzenia in0orma!ji. ;adderly skupi si na obrazie# emo!ja!h du!ha *2ery=ego# na boskiej rado !i# kt%r$ jak wiedzia " odnalaz nieyj$!y przeoony. ($tpliwo !i modego kapana# kt%re towarzyszyy mu przez !ae y!ie# nie byy w stanie przenikn$' u wi!onej bariery tego wraenia. Eogika ;adderly=ego# maj$!a swe podstawy w wiedzy# kt%r$ m%g zdoby' i pozna' zmysami# wydawaa si irra!jonalna w por%wnaniu z u mie!hem du!ha *2ery=ego. Aundamenty egzysten!ji ;adderly=ego zostay mo!no naruszone# a mimo to mody kapan nie od!zuwa alu i skrupu%w# nie dr!zya go r%wnie wiadomo '# e !o utra!i. (r!z prze!iwnie# tajemni!zo ' tego wszystkiego nat!hna go nadziej$# jakiej nigdy dot$d nie do wiad!zy. Miast zaprze!za' swoim u!zu!iom# wola ra!zej poszerzy' horyzonty# by zawrze' w ni!h owe !udowne nowe do wiad!zenia. Mimowolny !hi!hot ;adderly=ego sprawi# e 4ani!a i 82an siedz$!y na %ku odwr%!ili si i spojrzeli na niego. ,auwaywszy to# przerwa rozmy lania. (zruszy ramionami nie wiedz$!# od !zego rozpo!z$' wyja nienia. " Eudzie " burkn$ 82an# ale 4ani!a skina gow$ do uko!hanego# jakby zdawaa sobie spraw# jaki!h odpowiedzi i rozwi$za+ poszukuje. 4ani!a " pomy la. Nie w$tpi# e dziew!zyna doskonale wie# !o do niej !zuje oraz e w peni podziela jego u!zu!ia. CCC Pikel przemyka korytarzem pierwszego pitra obery 4ragon=s ;odpie!e# to znikaj$!# to wyaniaj$! si z !ienia# w poszukiwaniu spiarni. 5yo p%-no# a krasnolud kona z godu# poniewa przez !ay wy!zerpuj$!y dzie+ ominy go trzy z !ztere!h posik%w. " @i# hi# hi " zasz!zebiota# kiedy znalaz biszkopty i sodkiego p$!zka. (oy otrzymany od ;adderly=ego amulet do kieszeni i gwatownie zatar pul!hne r!e# na jego

pyzatej twarzy pojawiy si doe!zki " oznaki rado !i. (!hodz$! po prowizory!zny!h s!hoda!h na pitro obadowany rozmaitym jadem# z kadym kolejnym krokiem upewnia si# e post$pi susznie# podkradaj$! t kapk ywno !i. : mie!h Pikela zrzed jednak# zanim dotar do pokoju ;adderly=ego# a kiedy w !hwil p%-niej zbliy si do niego niski m!zyzna# p% biszkopta wypado mu z ust. CCC 4ani!a i 82an wal!zyli na %ku. Moda kobieta# ku zdumieniu 82ana# udowadniaa# e skon!entrowana jest w stanie wytrzyma' z nim pojedynek na rk. Potny krasnolud z !zerwon$ twarz$ okolon$ %t$ brod$ gwatownie szarpa i nagina w bok jej do+# ale rka dziew!zyny# male+ka w por%wnaniu z skatym# muskularnym apskiem 82ana# nie ugia si nawet o !al. " &potkae lepszego od siebie " rzek ;adderly do 82ana# a jego sowa jesz!ze bardziej rozw !ie!zyy krasnoluda. Podni%s si na pal!a!h i napar z !aej siy# przesuwaj$! %ko o kilka !ali# ale pozy!ja 4aniki pozostaa niezmieniona. Nage i do ' go ne szuranie n%g %ka po pododze oywio i zaniepokoio ;adderly=ego. Mody kapan nie ukrywa 0aktu# e on i jego przyja!iele wr%!ili do obery# ale nie !h!ia dostar!za' swym poten!jalnym wrogom zbyt wielu in0orma!ji. " ;isza/ " rzu!i ostrym szeptem i przypominaj$! sobie o Pikelu# zamkn$ o!zy# po !zym przesa swe my li do nieobe!nego krasnoluda. &podziewa si odebra' te same emo!je# !o zwykle " przede wszystkim g%d " kiedy jednak nawi$za kontakt dziki mo!y wzma!niaj$!ego siy telepaty!zne amuletu# jego o!zy otworzyy si szeroko. (raenia byy mgliste# tak jak tego o!zekiwa# le!z miast odlegy!h my li o bue!zka!h i piwie# ujrza obrazy pokur!zony!h# !zarny!h !ieni. Nie po$!zy si z Pikelem/ Poprzez narastaj$!e w ;adderlym wraenie paniki przebiy si obrazy martwego 5rennana i niesz!zsnego 5ezimiennego. 6watownie przerwa kontakt i poderwa si z krzesa. " 9esz!ze !i dostanem/ " warkn$ do 4aniki 82an# nie zwra!aj$! uwagi na poruszonego ;adderly=ego. 4ani!a jednak obserwowaa wszystkie jego po!zynania. 7iedy si zdekon!entrowaa# 82an pospiesznie do!isn$ jej rk do %ka# po !zym warkn$ trium0alnie# gdy wtem# zgoa nieo!zekiwanie stwierdzi# e dziew!zyna w og%le nie zwra!a na niego uwagi. 4ani!a przepeza po %ku i mina 82ana. 7rasnolud odwr%!i si# by zoba!zy'# jak mniszka i ;adderly opusz!zaj$ pok%j# i zda sobie spraw# e kopoty musz$ zapewne

mie' zwi$zek z jego nieobe!nym bratem. Nie tra!$! !zasu potrzebnego na odnalezienie topora# 82an na wp% wypez# na wp% wybieg z pokoju# pod$aj$! w lad za przyja!i%mi. CCC Niesz!zsny Pikel jesz!ze nigdy nie !zu si r%wnie saby/ Patrzy jak otpiay na samego siebie albo przynajmniej na swoje !iao# !zy moe ra!zej potwora# kt%ry mu je ukrad. .rzymaj$! !iao sabeusza jedn$ rk$ za gardo# 4u!h usysza szmer w korytarzu i domy li si# e niebawem dotr$ tu przyja!iele Pikela. .a my l wywoaa na jego krasnoludzki!h usta!h zowiesz!zy u mieszek. )dbi w bok !hud$ rk Pikela i sign$ do kieszeni# wyjmuj$! z niej niewielki pakiet. " )ooo " jkn$ Pikel i o mao nie zemdla. &$dzi# i wewn$trz musi znajdowa' si jaki przeraaj$!y magi!zny amulet i przypusz!za# e jego !hwile s$ ju poli!zone# kiedy 4u!h uni%s pakiet do g%ry. )kazao si jednak# e 4u!h miast na now$ powok Pikela wyla zawarto ' pakietu na siebie. " @3 " spyta Pikel# gdy obli!ze intruza w jego starym !iele zostao zalane krwi$ z pakietu. 4u!h jedn$ rk$ uni%s wiotkie !iao w g%r i !isn$ Pikela na drugi konie! pokoju# gdzie ten r$bn$ ple!ami w !ian i osun$ si na podog. 4u!h r%wnie upad# opar si !iko o !ian przy drzwia!h i jkn$. CCC Dozw !ie!zony 82an !hwy!i ;adderly=ego i 4ani! za ubranie i gdy tylko zorientowa si# dok$d zmierza mody kapan# !zym prdzej wys0orowa si naprz%d. 7rasnolud bez swego hemu ozdobionego jelenimi rogami uderzy gow$ w drzwi i wpad z impetem do rodka. ;hwiej$! si na noga!h# Pikel uni%s dr$!y pale! i wskaza oskary!ielsko na sz!zup$ ludzk$ sylwetk pezn$!$ po pododze przy !ianie. " M%j brat/ " rykn$ 82an i zaatakowa# !hwytaj$! !hudego jak sz!zapa zab%j! za gardo# by wydusi' ze+ resztki y!ia. 4ani!a r%wnie pod$ya w lad za dr$!ym pal!em krasnoluda# ale ;adderly wszed do pokoju wolniej i z wiksz$ ostrono !i$# skupiaj$! !a$ uwag na rannym Pikelu. Przywoa w my la!h pie + 4eneira. :jrza !ienie przy!upnite na ramiona!h Pikela

lub ra!zej intruza zajmuj$!ego jego !iao/ " 82anie/ " zawoa i u0aj$! pie ni# rzu!i adamantowymi dyskami prosto w twarz krasnoluda. 7rasnolud zato!zy si na !ian# na jego u0arbowanej na zielono brodzie prawdziwa krew zmieszaa si z 0aszyw$. " )ooo " jkn$. Po drugiej stronie pokoju 82an pu !i !hudziel!a i pogna w te pdy# by zaj$' si duszeniem nowego prze!iwnika. ;adderly nie oderwa od krasnoluda demaskatorskiego spojrzenia. Patrzy# jak !ienie rozpywaj$ si i wtapiaj$ w ramiona Pikela. 82an !hwy!i brata obur$!z# wyd-wign$ go w g%r i z impetem hukn$ nim o !ian. " )ooo " jkn$ ponownie Pikel. " &t%j# 82anie " rzek spokojnie ;adderly. " Pikel zn%w jest sob$. (r%!i do swego !iaa. ;adderly skin$ na 4ani!# a ta odwr%!ia si# by ponownie stan$' naprze!iw asasyna# gotowa w okamgnieniu rzu!i' si na niego. " Nie masz dok$d u!ie! " powiedzia do 4u!ha ;adderly. Podszed do 4aniki. " ,nam !i. " 8 po !%em robi ty dyski takie dobre. " ;adderly sysza za sob$ utyskiwania 82ana i nie!i!hn$!e jki Pikela. Mody kapan obejrza si na moment# by ujrze'# jak 82an o!iera krew z twarzy brata. 7iedy si odwr%!i# stwierdzi# e mro!zne !ienie zniky z bark%w niepozornego asasyna. ;adderly rozejrza si wokoo# obawiaj$! si# e m!zyzna ponownie przej$ tosamo ' kt%rego z jego przyja!i%# a!zkolwiek wszys!y oni wydawali mu si normalni# ta!y jak zawsze. Przygl$dali mu si z wyra-nym zakopotaniem i najprawdopodobniej zdawali sobie spraw z jego nagego strapienia. " 7im jeste 3 " mrukn$ pod nosem ;adderly# ponownie odwra!aj$! si twarz$ do !hudziel!a. Pie + 4eneira rozbrzmiaa go nej w jego umy le# gdy mody kapan za!z$ bada' auror tej nowej tosamo !i. Po!zu lodowaty wiatr i wyobrazi sobie pospny skalisty brzeg. Na woda!h zatoki unosiy si paty kry# o kt%ry!h brzegi rozbijay si wzburzone 0ale# a w spokojnej zato!z!e przy brzegu sta majestaty!zny wielki statek o!zekuj$!y potny!h ramion# kt%re mogyby poruszy' jego monstrualne wiosa. ;adderly spojrza na twarz sabeusza i ujrza maluj$!y si na niej sz!zery stra!h i nieo!zekiwan$ rezygna!j. 4ani!a wy!zua# e mikrus zamierza rzu!i' si ku drzwiom i sprya !ae !iao do skoku# aby go po!hwy!i'. Nagle w jej usza!h rozbrzmia szept# !zarodziejska wiadomo '

od ;adderly=ego. ,e zdumieniem spojrzaa na swego towarzysza. Niski m!zyzna popdzi ku drzwiom. 4ani!a rzu!ia si za nim# podobnie jak ;adderly# ale zderzyli si ze sob$# a tym!zasem !hudziele! zwinnie i!h wymin$. 82an !iko upu !i Pikela na podog# krzywi$! si# gdy z ust brata dobieg prze!i$gy jk. " &t%j/ " zawoa ;adderly# patrz$! na u!iekaj$!ego m!zyzn. Dozkaz ten nie by jednak skierowany do !hudziel!a i zawiera w sobie ogromne brzemi wzmoonej !zarami siy perswazji. 82an stan$ wbrew sobie# a m!zyzna wypad przez otwarte drzwi. 4ani!a pod$ya za nim# ale tak jak pole!i jej ;adderly# niespe!jalnie si do tego przyoya. ( kilka !hwil p%-niej wybiega przez g%wne drzwi obery# ujrzaa# jak m!zyzna znika za rogiem i !elowo pognaa w prze!iwn$ stron# by da' mu !zas na u!ie!zk. Niebawem# pozornie zrezygnowana# wr%!ia do obery. ( pokoju 82an patrzy z niedowierzaniem na ;adderly=ego i nie!ierpliwie stuka !ikim butem w drewnian$ podog. " ,n%w !zekamy3 " spyta burkliwie. ;adderly u mie!hn$ si i pokiwa gow$. " *le ju niedugo " obie!a i nie w$tpi w prawdziwo ' swoi!h s%w. Famig%wka prakty!znie zostaa uoona.

!!
Kontratak &prytny byby ze mnie goblin " wyszepta 82an# wy!hyliwszy si znad tylnej krawdzi da!hu budynku przylegego do 4ragon=s ;odpie!e. Na Pla!u .argowym panowaa typowa dla tej pory dnia krz$tanina# ale krasnolud z atwo !i$ wypatrzy po!hylonego ko !istego m!zyzn przedzieraj$!ego si przez !ib. 4ani!a# pod$aj$! wzrokiem za wyprostowanym pal!em krasnoluda# aby dostrze! Du0a# w mgnieniu oka zesko!zya na !hodnik alejki i w !hwil p%-niej pod$ya w stosownej odlego !i ladem !hudego kapana. " * juem my la# !o jego od dawna tu ni ma " zwr%!i si 82an do ;adderly=ego# kt%ry siedzia nie!o dalej na krawdzi da!hu z otwart$ 7sig$ :niwersalnej @armonii przed sob$ i z zamknitymi o!zami. Mody kapan pokr!i gow$# bynajmniej niezasko!zony. " Du0o nie odwayby si wyruszy' w pojedynk g%rskim szlakiem " wyja ni# uywaj$! tego samego argumentu !o w%w!zas# gdy Aredegar powiedzia im# e Du0o postanowi wr%!i' do biblioteki. " 5ardziej prawdopodobne# e ukry si gdzie w mie !ie# by' moe w wi$tyni 8lmatera. 82an i Pikel zgodnie wzruszyli ramionami# nie pr%buj$! spiera' si z argumentami ;adderly=ego. Mody kapan prowadzi i!h poprzez g$sz!z mno$!y!h si zagadek# jakby zna wszystkie odpowiedzi albo wiedzia# gdzie moe je znale-'. Pikel ponownie wzruszy ramionami i przeszed na drug$ stron da!hu# by zlustrowa' uli! (idokow$# pod!zas gdy 82an kontynuowa obserwa!j Pla!u .argowego. &iedzieli na da!hu ju ponad dzie+# !zekaj$! z typow$ dla krasnolud%w !ierpliwo !i$. 4ani!a wr%!ia w kilka minut p%-niej. ,winnie i szybko wspia si na da!h budynku. " 9est u kapan%w 8lmatera " oznajmia. ;adderly bez sowa pokiwa gow$# nie otwieraj$! o!zu i nie przerywaj$! transu# kt%rego osi$gni!ie zajo mu kilka godzin. " (iedzia o tem " rzu!i os!hle 82an. 7rasnolud za!zyna !zu' si jak pionek w rozgryw!e sza!howej prowadzonej przez kogo innego. " .yn wredny zarozumiay kapan wi wszystko " wymamrota pod nosem. " 9esz!ze nie " odrzek ;adderly sprawiaj$!# e 82an ponownie pokr!i gow$ z niedowierzaniem. Nie byo moliwe# aby z odlego !i dwudziestu st%p kapan usysza t uwag.

Pokonany 82an ponownie zaj$ si obserwa!j$# wypatruj$! zbiegy!h asasyn%w# 7ierkana Du0o oraz wszystki!h i wszystkiego# !o mogoby stanowi' dla ni!h jaki trop. 9ednak w grun!ie rze!zy nie wierzy# e ;adderly tego potrzebuje. CCC 7iedy tylko 1ander odzyska kontrol nad swoj$ posta!i$ olbrzyma# za!z$ kr$y' nerwowo po oborze# rozkadaj$! szeroko skate ramiona. ) mao nie zosta s!hwytany i sz!zerze m%wi$!# nie wiedzia# jak !iao sabeusza mogo porusza' si tak szybko# e zdoa wybie! z pokoju i opu !iwszy gospod# zmyli' pogo+. &pdzi okropn$ no! na uli!a!h ;arradoonu peen obaw# e 4u!h nigdy nie zwr%!i mu jego prawdziwego !iaa. Daz po raz ogl$da si przez rami# spodziewaj$! si# e zaraz go dopadn$ ;adderly# dziew!zyna albo dwa krasnoludy. .eraz jednak wr%!i# by znowu na 0armie i odzyska swoje wa !iwe !iao. (yjrza przez drzwi na pogr$ony w !iszy dom i puste podw%rze# niepewny# !zy !zterej pozostali przy y!iu asasyni w!i$ jesz!ze s$ w pobliu. ;zterej pozostali przy y!iu asasyni/ ;o najmniej jedenastu zab%j!%w nie yo# a pi!iu uznano za zaginiony!h. 9edynie 4u!h kr$y jesz!ze po uli!zka!h ;arradoonu# jeeli nie li!zy' !zarnoksinika 5ogo Datha. * ;adderly oto!zony gromad$ potny!h sprzymierze+!%w nadal y i wiedzia# e patni morder!y dybi$ na jego y!ie. Pod!zas i!h ostatniego du!howego przej !ia 1ander wy!zu# e 4u!h jest nadal pewny siebie# !o wi!ej# uwaa to wyzwanie za zabawne i trudny po !ig wyra-nie go bawi. 4u!h bywa ju w!ze niej w kopota!h# tra!i !ae druyny zab%j!%w tylko po to# by konie! ko+!%w odwr%!i' od siebie zy los i z bezbdn$ pre!yzj$ u mier!i' upatrzon$ o0iar. 5y zu!hway i pewny siebie# jak przystao na prawdziwego wojownika. )!zywi !ie podziw 0irbolga umniejszaa wiadomo '# e pewno ' siebie 4u!ha wynikaa z 0aktu# i zniewie !iay sabeusz potra0i byskawi!znie wybrn$' z kadej# nawet najtrudniejszej sytua!ji. 7iedy 1ander znajdowa si w bezpie!znej odlego !i od miejs!a walki# 4u!h mia zawsze zapewnion$ szybk$ i atw$ drog u!ie!zki. 5yo to nader wygodne. CCC

" ;o si stao3 " spytaa 4ani!a w !hwil po tym# jak ;adderly pierwszy raz od dobry!h kilku godzin wresz!ie otworzy o!zy. Mody kapan usiowa mentalnie zlokalizowa' emana!j osobliwego przedmiotu noszonego przez zego asasyna. " ,miana mo!y " wyja ni obojtnie ;adderly# skupiony w my la!h na 6hearu0u. 82an# kt%ry stal kilka st%p dalej# ale sysza !a$ rozmow# potrz$sn$ brod$ z niedowierzaniem. " 9e-li wisz# dzie jezd ta okropna rze!z... " za!z$. " Nie wiem " przerwa mu ;adderly. " Niezupenie. Nasz wr%g jest w mie !ie# gdzie na poudnie st$d# lub powinienem ra!zej rze!# i wa nie powr%!i do miasta. 4ani!a przekrzywia gow ze zdziwieniem# odgarniaj$! z twarzy uparty kosmyk wos%w. " )pu !i miasto# gdy osa!zyli my go w pokoju " usiowa wyja ni' ;adderly. " ( magi!zny spos%b. M!zyzna# kt%ry u!iek nam 0izy!znie lub ra!zej du!h zajmuj$!y !iao zab%j!y# nie by tym samym# kt%ry po!hwy!i Pikela. 82an ponownie pokr!i gow$# zbyt zakopotany# aby !okolwiek powiedzie'. " .eraz powr%!i do ;arradoonu " !i$gn$ ;adderly. " ,najdziemy go3 " ra!zej stwierdzia# ni zapytaa 4ani!a i zdumiaa si# kiedy ;adderly pokr!i gow$. " ;o by my w ten spos%b osi$gnli3 " spyta mody kapan. " Nasz wr%g po prostu znowu by nam u!iek. " No to !o ty se my lisz3 " wysapa 82an# zm!zony tajemni!zymi de!yzjami ;adderly=ego# " Mamy tu siedzi' i !zeka'# !o te zab%j!y same nas odnajdom3 ;adderly ponownie pokr!i gow$ i u mie!hn$ si szeroko i zjadliwie. " ,asko!zymy naszego sprytnego przyja!iela od tyu " wyja ni# my l$! o 0armie# kt%r$ opisa mu du!h 5ogo Datha. " 9este !ie gotowi na walk3 Na te sowa !iemne o!zy 82ana nieomal wyszy z orbit# a jego odpowied- sprawia Pikelowi niewypowiedziani$ przyjemno '. " @i# hi# hi. CCC " .am/ " wyszepta os!hle ;adderly# wskazuj$! okno pod rozoystymi konarami strzelistego wi$zu. 7to przeszed wewn$trz domu# tu obok okna. ;adderly zlustrowa podw%rze# zastanawiaj$! si# gdzie te moe teraz by' 4ani!a. Modej mniszki nigdzie nie byo wida'# jak du!h rozpyna si w r%d mro!zny!h !ieni. " ;zas rusza' " zwr%!i si 82an do Pikela# unosz$! w g%r sw%j wielki top%r.

Pikel !hwy!i brata za rk i zasz!zebiota# wskazuj$! bagalnie na drzewo. " Nie bd wazi na nastympne drzewo " burkn$ 82an# ale zmik na widok aosnej miny Pikela. " ( porzundku " skonstatowa. " 9ak se !h!esz wazi' na drzewo# to se wa-. &ysz$! te sowa# Pikel a podsko!zy# a jego szeroki od u!ha do u!ha u mie!h znikn$ pod okapem hemu# kiedy obszerny garnek opad mu na twarz. 82an poprawi go bratu ob!esowym gestem# nasadzi mo!niej na gow wasny hem zaopatrzony w solidn$ par jeleni!h rogowi pop!hn$ Pikela przed sob$. " 82anie " rzek z powag$ ;adderly# zanim przeszli dwa kroki. 7rasnolud z kwa n$ min$ odwr%!i si do niego. " Nie zabijaj nikogo# je li nie bdzie to absolutnie konie!zne. .ak# jak si umawiali my. " 9ak tye si umawia " poprawi 82an. " 82anie/ " .on ;adderly=ego sprawi# e krasnolud zmarsz!zy brwi. " 7ur!ze# !hopak odbiera mi z tego !aom 0rajd " mrukn$ do Pikela# kiedy wraz z bratem ponownie si odwr%!ili i ruszyli przed siebie migaj$!# podskakuj$!# pezn$! i wpadaj$! jeden na drugiego# a w ko+!u dotarli do st%p ogromnego wi$zu. ;adderly pokr!i gow$ z niedowierzaniem# e haas !zyniony przez krasnoludy nie zaalarmowa !aej okoli!y. Nadal kr!i gow$# gdy Pikel wspi$ si na ramiona 82ana# bezskute!znie staraj$! si dosign$' najniszej gazi. ,ielonobrody krasnolud podsko!zy# opusz!zaj$! pak na gow 82ana# ale udao mu si !hwy!i' konar. (isz$! tylko na pal!a!h i gwatownie przebieraj$! nogami# Pikel nigdy nie pod!i$gn$by si wyej# ale 82an skrztnie zwr%!i mu grub$ pak# d-gaj$! ni$ brata w po ladek i nieomal przerzu!aj$! go ponad skat$ gazi$. " )ooo " jkn$ p%gosem Pikel# po!ieraj$! obolae siedzenie i odbieraj$! pak od 82ana. ;adderly west!hn$ gboko " krasnoludy zna!znie lepiej umiay si broni'# ni atakowa' z zasko!zenia i podkrada' si do nieprzyja!i%. CCC 9eden z !ztere!h pozostay!h przy y!iu asasyn%w r%wnie pokr!i gow$ z niedowierzaniem# przygl$daj$! si wy!zynom krasnolud%w. Przyku!n$ w !iasnym i !u!hn$!ym kurniku# opar nog na biegn$!ej pod !ian$ grzdzie i wyjrza przez szpar w stary!h deska!h# dostate!znie szerok$# by m%g opu !i' kusz i swobodnie z niej wymierzy'. :zna 82ana za gro-niejszego prze!iwnika i stwierdzi# e gdyby zdoa go powali'# drugi krasnolud# ten siedz$!y na drzewie# znalazby si w powany!h

tarapata!h. " )ooo/ ,asko!zony asasyn odwr%!i si energi!znie i wystrzeli# widz$! gwatowne poruszenie. ( powietrzu zaroio si od kur " jedna pada przeszyta betem z kuszy " ale w sabym wietle i z bliska ptaki wydaway si m!zy-nie pojedyn!zym# zowiesz!zym upierzonym wrogiem. ,osta dwukrotnie tra0iony# w twarz i w szyj# i po!zu pod tunik$ wilgo'. 4otkn$ rk$ ran w nadziei# e powstrzyma upyw krwi. Po!zu ulg i o mao nie rykn$ mie!hem# gdy stwierdzi# e krew bya w rze!zywisto !i zawarto !i$ rozbity!h jaj. Nagle u wiadomi sobie# e kto ukryty za barykad$ sposzony!h kur!z$t musia nimi we+ !isn$'. M!zyzna obnay zby# upu !i kusz na ziemi i wyj$ dugi# smuky sztylet. 7ury szybko si uspokoiy. ( niewielkim kurniku nie zauway adnego wroga. 6rzda# pomy la# wr%g musi ukrywa' si pod grzd$. 9ego u mie!h rozpyn$ si# a usta roz!hyliy# kiedy za!z$ si po!hyla'. Pod grzd$# a moe z tyu. ;zyja do+ za!isna si na jego usta!h# druga za !hwy!ia uzbrojon$ w n% rk. )!zy m!zyzny rozszerzyy si# a w !hwil potem zamkny# gdy pal$!y b%l przeszy jego !iao# na r%wni z ostrzem sztyletu# kt%ry przebi mu gardo poniej sz!zki i bezbdnie dotar do m%zgu. 4ani!a pooya asasyna na ziemi i odwr%!ia si# by spojrze' na krasnoludy. 82an do tej pory dotar ju do okna !haty# a Pikel ostronie st$pa po gazi drzewa wysoko nad jego gow$. 4ani!a wiedziaa# i tylko krok dzieli i!h teraz od niesz!z !ia# uznaa wi!# e bdzie lepiej# je li# ot tak# na wszelki wypadek# wyjdzie na zewn$trz i zajmie now$# odpowiedniejsz$ pozy!j. ,atrzymaa si# nie przestpuj$! !iaa martwego asasyna# i przez !hwil rozmy laa nad popenionym wa nie zab%jstwem. ;adderly stanow!zo upiera si# by nie zabija' nikogo bez wyra-nej konie!zno !i# i 4ani!a# !ho!ia podobnie jak krasnoludy uznaa jego $danie za absurdalne# po!zua gboko w ser!u uku!ie wyrzut%w sumienia# e nie bya w stanie speni' y!zenia uko!hanego. Moe mogaby unieszkodliwi' tego wartownika# nie zabijaj$! go. Nie od!zuwaa jednak wsp%!zu!ia wobe! !zowieka# kt%rego zabia. 9ako jedyna z !aej i!h gromadki rozumiaa motywy i metody dziaania oddziau asasyn%w i nie ywia odrobiny lito !i dla nikogo# kto nosi srebrno?!zarn$ mask plugawej gildii patny!h zab%j!%w.

CCC 82an# stoj$!y tu pod oknem# uni%s wzrok z wyrazem 0rustra!ji# pod!zas gdy Pikel powyej znalaz dla siebie dostate!znie grub$ ga$- sigaj$!$ a do !iany !haty. 7iedy wresz!ie wydawao si# e Pikel ma pod stopami solidne opar!ie# 82an przyoy brzeg styliska topora do muru i przesun$ nim w d%# zaha!zaj$! ze zgrzytem o kady kamie+. ( !hwil potem zza zasony wy!hyno zdziwione obli!ze. M!zyzna z mie!zem w doni wyprostowa si# a gdy ni!zego nie dostrzeg# za!z$ stopniowo wy!hyla' si !oraz mo!niej# by zoba!zy'# !o dzieje si na dole. " @a/ " krzykn$# zauwaywszy 82ana. Nad jego gow$ trzasna ga$-. " M%j brat " wyja ni 82an# wskazuj$! rk$ w g%r. " )!h " jkn$ zasko!zony asasyn. " )oooooo/ " rykn$ Pikel i zama!hn$ si pak$ jak wahadem. .rzyma GdrzewkoH grubszym ko+!em do dou# a !hwyt mia jak zawsze pewny. M!zyzna usiowa wysun$' przed siebie mie!z# ale dosta pak$ w pier i wyle!ia w powietrze# jakby siedzia w koszu obsugiwanej przez giganta katapulty. " ;hod-/ " zawoa 82an# wskazuj$! na parapet i staj$! obok wisz$!ego gow$ do dou brata. Pikel bezradnie wzruszy ramionami. &prawy nie poto!zyy si zgodnie z planem# konar pk# gruba kostka Pikela utkwia w rozgazieniu# a spadaj$!y krasnolud zawis bezradnie gow$ na d%. " No !hod-/ " powt%rzy 82an# kt%ry wszed ju do pokoju. ,apa Pikela za woln$ rk i szarpn$# w!i$gaj$! go do poowy do wntrza. " :!h# u!h " usiowa wyja ni' Pikel. &$dz$!# e brat jest po prostu uparty# 82an upu !i top%r# !hwy!i Pikela obur$!z za nadgarstek i po!i$gn$ z !aej siy. ,ielonobrody krasnolud znalaz si w pokoju# !i$gn$! za sob$ zgit$# zaha!zon$ wok% kostki ga$-. CCC 1ander podtrzymywa mo!no drzwi obory# do!iskaj$! je w zawiasa!h# aby go niej nie skrzypny# kiedy bdzie je u!hyla. , miejs!a# w kt%rym przebywa# nie m%g przyjrze' si wal!e# ale widzia koysz$!e si gazie wi$zu ponad naronikiem da!hu !haty. 5ior$! pod uwag ten 0akt oraz niedawne gdakanie kur# nie mia najmniejszy!h w$tpliwo !i# e na 0armie pojawili si intruzi.

1ander znieru!homia# wpatruj$! si z niedowierzaniem w kul ognia wisz$!$ w powietrzu kilka st%p nad nim# tu przed drzwiami obory. &pry si# wy!zuwaj$! niebezpie!ze+stwo. )dgad# e gdyby si poruszy# zakl!ia zostayby uaktywnione. 4la!zego !zarownik !zeka3 1ander powoli wy!o0a si do obory. , ognistej kuli trysna struga pomieni# pozostawiaj$! u jego st%p wypalony lad. Dun$ pla!kiem na ziemi i silnym p!hni!iem zatrzasn$ drzwi " obawia si# e magi!zna kula moe wle!ie' za nim do wntrza obory. : dou drzwi pojawi si sup !zarnego dymu. (szystko s!zerniao. :party 0irbolg wsta wiedz$!# e musi wyj ' z obory# wydosta' si z tej puapki. ,apada !isza. 1ander warkn$ i ostronie za!z$ si skrada'# zmierzaj$! ku drzwiom. Nie wiedzia# !zy pomienie zgasy ju# !zy nie# niemniej jednak musia to sprawdzi'. Nie usysza adnego d-wiku# ale odni%s wraenie# jakby tu przed nim wypitrzya si ziemia " tuman kurzu i piasku omi%t mu twarz# zasypuj$! o!zy i zmuszaj$!# aby si !o0n$. Potkn$ si o niewido!zne skrzynie i bezgo nie run$ na ziemi. ( mgnieniu oka zdezorientowany 0irbolg odzyska zdolno ' normalnego widzenia# kiedy rozproszya si przywoana magi!znym zakl!iem !iemno '. :sysza trzask drewna# gdy pod jego doni$ pka deska# a take osobliwy wist nad gow$. 4-wik ten zaalarmowa go i ostrzeg na !hwil przed tym# zanim spr%bowa si podnie '. )lbrzym spojrza bezradnie w g%r# gdzie w powietrzu zaroio si niespodziewanie od wiruj$!y!h !zarodziejski!h mie!zy. :sysza skrzypni!ie otwierany!h drzwi i ujrza modzie+!a w szerokoskrzydym niebieskim kapeluszu. " Mie!ze s$ ostre " oznajmi przybysz spokojnie. &konsternowany 1ander nie w$tpi w to ani przez !hwil. CCC " )oooooo/ 4ani!a# zmierzaj$!a w kierunku prze!iwlegego kra+!a !haty# usyszaa krzyk Pikela# gdy ga$-# w kt%r$ si zapl$ta# wystrzelia przez okno. 7iedy gitki konar osi$gn$ grani! swej wytrzymao !i i zawr%!i w prze!iwnym kierunku# kostka Pikela zostaa uwolniona z potrzasku i krasnolud wyle!ia w powietrze# wykonuj$! idealne dwa i p% salta# by ostate!znie wyl$dowa' gow$ naprz%d w ster!ie

pia!hu. " Prze!iem !i m%wi# !oby nie pusz!za/ " krzykn$ z okna 82an z pak$ brata w doni. Pikel wzruszy ramionami# poprawi sw%j garnek i ra-nym krokiem zawr%!i# by do niego do$!zy'. 4wa krasnoludy prze lizgny si przez niewielki pok%j. ,najdowao si tu dwoje drzwi " na sz!z !ie jednak zamknity!h " pierwsze w !ianie po prawej stronie# drugie za dokadnie naprze!iw okna# te prowadziy do jednego z 0rontowy!h pokoi. " Fadny je ze z niego dywanik " zauway 82an# ruszaj$! w stron 0rontowego pokoju i prze!hodz$! bez!eremonialnie po ple!a!h asasyna# kt%ry lea pasko na pododze przy !ianie z rozrzu!onymi szeroko rkami i gow$ odgit$ do dou. Pikel u!zyni to samo# a poniewa nosi sanday# niemal instynktownie poruszy skatymi palu!hami# po !zym pokiwa gow$. 5y wyra-nie zdziwiony# e z nieprzytomnego !zowieka mona zrobi' tak wspaniay dywanik. " (isz# !o oni wiedzom# !o my som ju tutej3 " spyta 82an# kt%ry doszed do drzwi. Pikel pospiesznie wzruszy ramionami# jakby w!ale si tym nie przej$. 82an skin$ gow$ i spojrza na drewniane drzwi# a jego okolone gst$ %t$ brod$ obli!ze rozja ni promienny u mie!h. " Pamintasz natar!ie we w obery3 " spyta zna!z$!o. 4rzwi wypady z zawias%w# sz!zkny kusze# a 82an i Pikel# ukry!i za prowizory!zn$ tar!z$# u mie!hnli si zowiesz!zo na widok dw%!h bet%w# kt%re przebiy na wylot grube drewno. " .e!h ludzi tak atwo jezd przejrze'/ " oznajmi 82an# a gdy odrzu!i na bok wyrwane drzwi# okazao si# e wojowni!zy bra!ia znajduj$ si w ku!hni. Pikel odbi w lewo# w stron m!zyzny# kt%ry szarpa si rozpa!zliwie# usiuj$! umkn$' przez w$skie okienko. 82an pobieg w prawo# !igaj$! drugiego asasyna# kt%ry zmierza ku !oraz ja niejszemu wiatu dnia wpadaj$!emu do ku!hni przez otwarte drzwi. Pikel tylko przez !hwil zastanawia si nad tym# !o powinien zrobi' z szamo!z$!ym si m!zyzn$# po !zym r$bn$ !ik$ pak$ w g%rn$ !z ' 0ramugi# a ta spadaj$! do reszty unieru!homia pe!howego asasyna. " @i# hi# hi " 7rasnolud# w przypywie dobrego humoru za miewaj$! si do rozpuku# przy!i$gn$ do okna st% ku!henny# rozwi$za sznur%wki w buta!h m!zyzny i przywi$za i!h ko+!e do jednej z n%g mebla. 4rugi asasyn zatrzyma si gwatownie i zawr%!i w nadziei# e naga zmiana taktyki zasko!zy !igaj$!ego go krasnoluda. 82an by jednak zbyt sprytny# by da' si nabra' na

tak$ prost$ sztu!zk. ,atrzyma si gwatownie i uni%s top%r# by bez trudu odbi' !i!ie mie!za wymierzone w jego pier . *sasyn zakr!i mie!zem mynka nad gow$ i ponownie zaatakowa# tn$! w !iekle to z lewej# to z prawej strony. Ei!zy# e uda mu si odnale-' luk w obronie krasnoluda. .ra0i 82ana w bok# le!z krasnolud zrewanowa si potnym p!hni!iem. 4o!isn$ g%rn$ !z ' topora do !ienkiego jel!a mie!za i uderzy nim z !aej siy o !ian. *sasyn odsko!zy w ty. ( doni pozostaa mu jedynie rkoje ' i pierwsze dwa !ale strzaskanego ostrza. 82an spojrza na uszkodzony pasek przy boku swojego pan!erza. 9edna z metalowy!h pytek wystawaa o !al do przodu# ale !ios asasyna nie zdoa przebi' wykutej przez krasnoludy zbroi. " (arto byo3 " spyta z powag$. *sasyn warkn$ i !isn$wszy zamanym mie!zem w bez!zelnego krasnoluda# obr%!i si na pi!ie i rzu!i ku drzwiom. 82an odbi uomek ora w bok i ruszy do ataku. 4a olbrzymiego susa# usiuj$! zapa' u!iekiniera za kostki# ale -le osza!owa odlego '# skok okaza si za kr%tki i krasnolud z gu!hym omotem zwali si z werandy na ziemi. *sasyn nawet si nie obejrza i popdzi w stron stajni. (sko!zy na grzbiet nieosiodanego konia# ponagli zwierz do galopu i w !hwil p%-niej wierz!howie! pynnym skokiem pokona ogrodzenie. 82an jkn$# w !ieky# e jednemu z zab%j!%w udao si zbie!# po !zym przewr%!i si na ple!y# by ujrze' 4ani! kl!z$!$ na da!hu z gotow$ do strzau kusz$ w donia!h. " &trzelaa kiedy ze z takiej broni3 " spyta zasko!zony krasnolud. 4ani!a zwolnia !i!iw. 6owa u!iekaj$!ego asasyna wyprysna do przodu# gdy bet tra0i go w podstaw !zaszki. M!zyzna jesz!ze przez !hwil siedzia sztywno wyprostowany# po !zym prze!hyli si na bok i run$ na ziemi# a jego wierz!howie! pogalopowa dalej. " 9up " odpar Pikel# pod!hodz$! do drzwi za 82anem.

!#
Propo"yc a nie do odr"*cenia " * dzie tyn duy3 " spyta 82an# kiedy wraz z 4ani!$ i Pikelem odnale-li ;adderly=ego. Mody kapan sta na podw%rzu 0army i opiera si o mode drzewko. ;adderly wskaza obor. " 9est zajty " wyja ni zwi-le# a k$!iki jego szary!h o!zu uniosy si# gdy u mie!hn$ si z zadowoleniem. " Nie jest ranny# ale na pewno odebraem mu o!hot do dalszej walki. 4ani!$ pokiwaa gow$. " * zatem twoje przypusz!zenia byy suszne " zauwaya# a w jej gosie brzmiaa nieukrywana odraza. " .o on dowodzi tym oddziaem. ;adderly przypomnia sobie obrazy# kt%re widzia na ramieniu niepozornego asasyna w obery 4ragon=s ;odpie!e. ,miana aurory sporo wyja nia spostrzegaw!zemu kapanowi# zdradzia mu tosamo ' i# !o waniejsze# natur olbrzymiego przyw%d!y oddziau asasyn%w. " )lbrzym trup " parskn$ z nadziej$ 82an. " Nie " odpowiedzia ;adderly. " Niedugo3 " spyta 82an. " Nie s$dz " odrzek ;adderly. Powi%d wzrokiem przez podw%rze oraz kurnik do okna przy drzewie i trupa le$!ego w pyle przy drodze. " Nie !h!iaem zabija' ty!h ludzi " rzu!i ostro. 82an spojrza na 4ani!. " Eepij pozwoli'# !oby tyn u!iek " wyszepta z pewnym sarkazmem. ;adderly usysza komentarz i spiorunowa %tobrodego krasnoluda wzrokiem. " 5ya walka# wisz... " za!z$ si broni' 82an i wyrzu!iwszy w g%r obie r!e# pry!hn$ dono nie. " 5a/ " Po !zym odszed kilka krok%w dalej. 7iedy skr!i za r%g# ujrza ostatniego pozostaego przy y!iu asasyna# uwizionego w ku!hennym oknie. M!zyzna nie pr%bowa si ju szamota'. " Masz go tu# !hop!ze " zawoa krasnolud. " M%j brat miosierni speni twoi gupie $danie. " Pozostaa tr%jka podesza do 82ana# aby zoba!zy'# !o te takiego odkry. " ;o z niem zrobisz3 " spyta 82an# kiedy mody kapan ujrza uwizionego m!zyzn. " ;h!esz mu zada' par pyta+3 * moe przekaesz go stray miejskiej# ty miosierny gupolu3 ;adderly z za!iekawieniem przyjrza si krasnoludowi# nie rozumiej$! przy!zyny

jego gniewu. Pytanie# kt%re zada# zabrzmiao wyra-nie oskary!ielsko. " .ak !i spieszno zabija'3 " * jak my lisz# !o z niem zrobiom straniki3 " warkn$ 82an. " ;hyba e zapomnia o twojem grubem przyja!ielu# !o lea na stole z wyjentem ser!em3 8 o te!h# !o tu mieszkali3 My lisz se# !o 0armer i jego ona niedugo wr%!om do domu3 ;adderly odwr%!i wzrok# ugodzony prawdziwo !i$ ty!h s%w. (ola miosierdzie# nienawidzi zabijania# ale nie m%g zaprze!zy' obserwa!jom 82ana. " Przyprowadzie nas tutej i kazae wal!zy' bez przekonania " wybu!hn$ 82an# a na jego gstej brodzie zal niy kropelki liny. " 9eeli my lisz# !o bd ryzykowa mojom gow# !oby tyn mie' m%g se poy' dzie+ !zy dwa duej# to si mylisz/ ,akopotanie zade!ydowao o kolejnym ru!hu ;adderly=ego. Przywoa w my la!h pie + 4eneira# a kiedy boska magia przepenia jego !iao# odnalaz punkt# w kt%rym m%g wkro!zy' w nurt sodkiej rzeki. (szed !akowi!ie w g$b du!howego wiata kilkakrotnie " w &hilmi !ie# aby poegna' si z du!hem dumnego rumaka Blberetha# i w obery# aby odnale-' zab$kanego du!ha 5rennana i dowiedzie' si prawdy o boskiej bogo !i *2ery=ego. .ym razem jednak podr% okazaa si kr%tka i niezbyt trudna. 7iedy tylko przekro!zy grani! i wiat materialny rozmy si za nim w niewyra-n$ szaro '# usysza rozpa!zliwe krzyki zagubiony!h dusz. Pozostawiaj$! do!zesne !iao z nie wiadomymi ni!zego przyja!i%mi# ;adderly zmusi sw$ dusz# by podpyna do trupa le$!ego przy drodze " zwok m!zyzny# kt%rego 4ani!a zastrzelia z kuszy. Mody kapan zatrzyma si jednak nagle# przeraony niesamowitymi wizjami. 4usz asasyna ota!zay pokur!zone !ieniste istoty przypominaj$!e war!z$!e# zowrogie plamy !iemno !i# kt%re dostrzega na ramiona!h zy!h ludzi. .rup zauway ;adderly=ego i spojrza na+ rozpa!zliwie. " Pom% mi " rozlego si bezgo ne baganie. ;adderly nie wiedzia# !o ma robi'. (ar!z$!e !ieniste istoty za!ie niy kr$g# mro!zne szpony wysuny si ku o0ierze. " Pom% mi/ ;adderly nakoni dusz# by przypyna jesz!ze bliej do m!zyzny# le!z !o " jego lki albo moe wiadomo '# e nie wolno mu ingerowa' w tej sytua!ji " zmusio go do odwrotu. ;ienie po!hwy!iy potpionego asasyna. .en odwr%!i si i spr%bowa wyrwa'# ale nie m%g przeama' mro!znego u!hwytu. ;ienie nie pu !iy. " Pom% mi/ " 7rzyk rozdar ;adderly=emu ser!e# a jedno!ze nie przerazi go

i przepeni gbokim smutkiem. ;ienie wtopiy si w ziemi# zabieraj$! ze sob$ dusz m!zyzny. (ida' byo ju tylko nogi du!ha kopi$!e bezradnie powietrze. *le po !hwili one r%wnie zniky# w!i$gnite w ot!ha+ wie!znego pieka. ;adderly powr%!i do swej !ielesnej posta!i# o!zy mia szeroko otwarte# pot perli mu si na !zole. " 8 !o my lisz3 " rzu!i 82an. " Moe si omyliem " przyzna ;adderly# a wypowiadaj$! te sowa# spojrza na 4ani!# usiuj$! odnale-' w jej o!za!h popar!ie i zrozumienie. 4ziew!zyna uja go za rk i pooya mu gow na ramieniu. ,rozumiaa# !o przed !hwil$ przey# kiedy po raz kolejny u wiadomi sobie# e z wojn$ wi$e si bezlitosne okru!ie+stwo i e aby przetrwa'# naley by' r%wnie bezwzgldnym# jak nieprzyja!iel. " *le ten wr%!i do miasta " !i$gn$ stanow!zo ;adderly# wskazuj$! m!zyzn uwizionego w oknie. " &tra miejska zade!yduje o jego losie. Nie moe nam ju zaszkodzi'# wi! nie mamy podstaw# aby go zabi'. 82an# gwatowny w wal!e# nie by bynajmniej bezlitosnym zab%j!$# tote skwapliwie zgodzi si z de!yzj$ ;adderly=ego. )n i Pikel naty!hmiast ruszyli w stron m!zyzny. " Nie teraz " zawoa do ni!h ;adderly. )ba krasnoludy odwr%!iy si. " )kno go utrzyma3 82an z Pikelem zlustrowali potrzaskan$ 0ramug. " 8 ze sto lat " uzna 82an. " @i# hi# hi " za!hi!hota Pikel i poklepa sw$ wiern$ pak. 7omplement zwi$zany z jego wprawnym posugiwaniem si !ik$ broni$ wywoa na pyzaty!h poli!zka!h krasnoluda jaskrawe rumie+!e. " No to nie!h tak zostanie " rzek do ni!h ;adderly. " Mamy inne sprawy. " )dwr%!i si i wskaza na drzwi obory# po !zym otworzy je szeroko. 7rasnoludy zostay za drzwiami# gdy ;adderly wiedzia# e wikszo ' gigant%w nie przepada za brodatym ludkiem. (idok bra!i m%g wzbudzi' w kolosie atak gniewu# kt%ry zako+!zyaby dopiero jego mier'. 1ander nie mia jednak o!hoty na walk. Eea jak koda na ziemi# bezradny pod !zarodziejskimi obra!aj$!ymi si ostrzami. Na d-wik otwierany!h drzwi uni%s gow i przekrzywiwszy j$ nie!o# ujrza w!hodz$!y!h do obory ;adderly=ego i 4ani!. Modzienie! przyjrza si uwanie olbrzymowi# lustruj$! wizje na jego ramiona!h. Ponownie ujrza rozlege strzeliste g%ry# wielk$ %d- w zato!e o 0ala!h pokryty!h patami kry# i wiedzia# e to ta sama istota# !zy ra!zej dusza# z kt%r$ asasyn zamieni si na !iaa# kiedy od!ili mu drog u!ie!zki.

" :wolni !i " obie!a " jeeli dasz mi sowo# e nie zaatakujesz mnie ani moi!h towarzyszy. 1ander warkn$. " ) ile si nie myl# ni! do !iebie nie mamy# olbrzymie " !i$gn$ ;adderly. " 8 w!ale nie pragniemy zwady. 5ardzo moliwe# e mog dopom%! !i w twojej wal!e. " (ar!zenie u!i!ho# zast$pione wyrazem sz!zerego zakopotania. " Pom%! jemu3 " sykn$ 82an ukryty za drzwiami. " Ni!e nie m%wi# !o mamy pomaga' jakiemu gupiemu olbrzymowi/ " ,anim ;adderly zd$y zareagowa'# 82an z toporem w rku wyszed zza jednego# a Pikel zza drugiego skrzyda drzwi. Da-no ruszyli naprz%d. " 82an/ " za!z$ ;adderly# ale sz!zere GojojH Pikela i wyraz zdziwienia na twarzy 82ana sprawiy# e niespodziewanie umilk. " Pozw%l jemu wsta' " rzu!i 82an do ;adderly=ego# popy!haj$! go gwatownie. " Ni ma potrzeby# !o by jedyn z ni!h zalegiwa na ziemi/ " 5$d-!ie pozdrowieni# dobrzy krasnoludowie " nieo!zekiwanie odezwa si olbrzym. 4ani!a i ;adderly wymienili zdumione spojrzenia i bezradnie wzruszyli ramionami. 4ziew!zyna zdmu!hna z o!zu nies0orny kosmyk i zamrugaa powiekami. " Pozw%l jemu wsta'# m%wiem !i/ " warkn$ 82an# ponownie popy!haj$! ;adderly=ego. " Nie widzisz jego pomiennyj brody3 ;adderly bezgo nie wypowiedzia kilka s%w. Przygl$daj$! si le$!emu na ziemi olbrzymowi# zastanawia si# !o ruda barwa jego brody ma wsp%lnego z jawn$ aprobat$# jak$ 82an obdarzy potwora. ;adderly widzia# jak w &hilmi !ie 82an i Pikel bezlito nie !igali i zabijali gigant%w. ;o sprawio# e tym razem byo ina!zej3 " .o nie gigant " wyja ni 82an. " 9ak dla mnie jest ra!zej duy " zauwaya 4ani!a. " .o 0irbolg " odrzek ze znie!ierpliwieniem 82an. " Przyja!iel ziemi i przyja!iel el0%w. (yba!zym mu to# bo 0irbolgi i krasnoludy yjom ze sobom w zgodzie. 82an wda si w rze!zowy monolog na temat 0irbolg%w i zapewne m%wiby jesz!ze dugo# gdyby ;adderly uniesieniem doni nie nakaza mu zamilkn$'. *urora tego osobliwego olbrzyma miaa teraz dla modego kapana sens. ,rozumia# ba# nie mia ju najmniejszy!h w$tpliwo !i# dla!zego istota z tak szla!hetnej rasy sprzymierzya si z plugawymi szumowinami# zab%j!ami do wynaj!ia. )lbrzym by wi-niem. Du!h rki ;adderly=ego usun$ !zarodziejskie ostrza. 1ander warkn$# uraony tym# !zego wa nie do wiad!zy# podni%s sw%j wielki mie!z i wsta. ;adderly i 4ani!a mieli przez !hwil wraenie# i olbrzym zamierza si na

ni!h rzu!i'# gdy wtem 82an i Pikel# kiwaj$! gowami i u mie!haj$! si szeroko# weszli gbiej do obory i podjli rozmow w bekotliwym jzyku# kt%ry kojarzy si z oskotem gaz%w to!z$!y!h si po g%rskim stoku. Dozmawiaj$! z krasnoludami# olbrzym trzyma przed sob$ uniesiony mie!z i wydawa si jesz!ze bardziej zdenerwowany# kiedy 4ani!a i ;adderly podeszli do swoi!h przyja!i%. " )n nam nie u0a " wyszepta 82an do ;adderly=ego. * potem ju go niej dorzu!iI " Nazywa si 1ander. " 6dyby my !h!ieli twojej mier!i# opu !ibym ostrza " stwierdzi ;adderly. (argi 1andera roz!hyliy si# a spomidzy jego gstej rudej brody bysny biae zby. " Nie obraaj go/ " ostrzeg os!hle 82an. " Nigdy nie m%w 0irbolgowi# !o m%g go pokona'# dop%ki tego nie zrobi/ " 6dzie moi wsp%pra!owni!y3 " rzu!i ostro 1ander# a jego olbrzymi mie!z uni%s si w powietrze niebezpie!znie blisko grupki przyja!i%. ;adderly u wiadomi sobie# e wystar!zyoby# aby 0irbolg post$pi krok naprz%d. , atwo !i$ rozpataby go na dwoje# zanim zd$yby wypowiedzie' zakl!ie o!hronne " a zreszt$ jak$ 0orm o!hrony m%gby zastosowa' prze!iwko tej monstrualnej bestii3 " Nie yj$# wszys!y# z wyj$tkiem jednego " odpar moliwie najspokojniejszym tonem# staraj$! si nie okazywa' sabo !i# !ho' nie mia poj!ia# jak kolos zareaguje na jego sowa. 1ander pokiwa gow$# ale nie wydawa si zdenerwowany !zy poruszony. .o dobry znak " stwierdzi ;adderly " element ukadanki tra0i bezbdnie na swoje miejs!e. " Przybyem tu# by !i odnale-' " wyja ni mody kapan " i aby pom%wi' z tob$ o naszym wsp%lnym wrogu. (yoy kaw na aw. 9ego troje przyja!i% przygl$dao mu si ze zdumieniem " nadal nie wiedzieli# o !o !hodzi kapanowi. " 4u!h " odrzek 1ander. " )n si nazywa 4u!h. 4ani!a i krasnoludy spojrzeli po sobie i wzruszyli ramionami. " (sp%lnie moemy go pokona' " obie!a ;adderly. 1ander pry!hn$. 5ya to# jak na olbrzyma# osobliwa reak!ja. " Niewiele o nim wiesz# ;adderly " odrzek. " Nadal yj " odparowa kapan# bynajmniej niezdziwiony 0aktem# i olbrzym zdoa go rozpozna'. " ;zy to samo mona powiedzie' o wikszo !i wsp%pra!ownik%w 4u!ha3 " Niewiele o nim wiesz " powt%rzy 1ander.

" * wi! mi powiedz. ;adderly pole!i towarzyszom# aby uprz$tnli podw%rze i zaoyli w !ha!ie punkt obserwa!yjny. .am!i# a zwasz!za 4ani!a# nie wydawali si spe!jalnie za!hwy!eni perspektyw$ pozostawienia przyja!iela w towarzystwie niebezpie!znego olbrzyma# ale 1ander powiedzia !o do krasnolud%w w i!h g%rskim jzyku i 82an naty!hmiast uj$ 4ani! za rk. " 4a mi sowo " wyja ni. " Airbolg nigdy nie amie sowa. ;adderly skin$ do niej gow$ na po!ieszenie i 4ani!a oraz oba krasnoludy wyszli z obory. Mniszka raz po raz ogl$daa si niepewnie przez rami. " Powiniene by' ostrony i !zujny " rzek 1ander# kiedy zostali sami. ;adderly przyjrza mu si uwanie# zastanawiaj$! si# !zy ma traktowa' sowa olbrzyma jako gro-b. " Nie lkaj si# ni! !i nie zrobi# tak jak obie!aem " zapewni go 1ander " ale 4u!h moe przej$' moje !iao# kiedy tylko ze!h!e# i gdyby akurat nie mia si na ba!zno !i# atwo m%gby pa ' jego o0iar$. " ,atem musimy dziaa' szybko " odrzek ;adderly# a w jego gosie nie !zuo si drenia. " (iem# e 4u!h przej$ twoje !iao i pozostawi !i w swoim# kiedy od!ili my mu drog u!ie!zki w obery. 8 wiem r%wnie# e przej!ie moe zosta' zablokowane. 1ander z pow$tpiewaniem pokr!i gow$. " 4ani!a# kobieta# kt%r$ wa nie przed !hwil$ widziae # dokonaa tego " odrzek ;adderly. " Dazem# ty i ja# r%wnie moemy to zrobi'. 4ysponuj wieloma zakl!iami. 8 tym. " :ni%s w rku amulet zabrany Du0owi w &hilmi !ie# amulet impa# kt%ry zatrzyma dla siebie# a kt%ry pozwala mu kontaktowa' si z innymi umysami. " .en amulet pomoe mi przy$!zy' si do !iebie w twoi!h zmagania!h. 1ander podejrzliwie zmierzy go wzrokiem# ale ;adderly zrozumia# e udao mu si zaintrygowa' osa!zonego olbrzyma. Dozmawiali jesz!ze przez !hwil# po !zym przeszli do !haty# aby om%wi' z pozostaymi kwesti obrony. ,astali krasnoludy po!honite bez reszty wy!i$ganiem jedynego pozostaego przy y!iu asasyna z 0ramugi strzaskanego okna. (resz!ie m!zyzna osun$ si na ku!henn$ podog# po !zym !hwiejnie i niezdarnie podni%s si na nogi. Nie stawiaby oporu wrogowi maj$!emu tak wielk$ przewag li!zebn$# gdyby k$tem oka nie dostrzeg 1andera stoj$!ego przy drzwia!h na podw%rzu. &ilnym szarpni!iem wyrwa si z niezbyt mo!nego u !isku 82ana# uderzy zasko!zonego krasnoluda w oko i pogna ku drzwiom. " Panie/ " zawoa z nadziej$ w gosie.

" 5edom kopoty " mrukn$ 82an. 4a si sysze' go ny wist# gdy mie!z 1andera prze!i$ powietrze i rozpata tors m!zyzny r%wniutko na dwoje. " Ni " rzek Pikel do 82ana i nawet oba zahartowane w boju krasnoludy skrzywiy si# gdy widok by doprawdy odraaj$!y. 1ander wzruszy ramionami# widz$! zdumione spojrzenia skierowane na+ ze wszystki!h stron. " 6dyby !ie znali go tak dobrze jak ja " wyja ni spokojnie " zabiliby !ie go duo w!ze niej. " *le ni tak " zaprotestowa 82an. " Ni kiedy ja i brat musim p%-niej !zy !i' tyn baagan/ ;adderly zamkn$ o!zy i wybieg z pokoju na wzgldnie !zyste podw%rze. ,astanawia si# !zy kiedykolwiek przywyknie do tego typu przemo!y# tak jak jego nis!y# okrzepli w boju kompani. Mia nadziej# e nie. CCC 1ander zaprowadzi grupk przyja!i% do grob%w zamordowanej rodziny 0armer%w# wyja niaj$! ponurym tonem# e zdoa przynajmniej zmusi' asasyn%w# aby naley!ie pogrzebali swe o0iary. 4ani!a spojrzaa z ukosa na ;adderly=ego# a mody kapan zrozumia# e dziew!zyna zastanawia si# !zy nie zamierza przypadkiem bezzwo!znie uda' si na poszukiwanie dusz zmary!h# aby m%! i!h wskrzesi'. ;adderly pokr!i gow$# bardziej do siebie ni do 4aniki. (iedzia# e podobne !zynno !i nigdy nie s$ proste# a poza tym nie mia !zasu# aby dokona' pr%by oywienia. ;o wi!ej# w!i$ jesz!ze dotkliwie od!zuwaj$! potworne zm!zenie# kt%re wywoao nadmierne wykorzystanie magii w !i$gu ostatni!h dw%!h dni# postanowi w du!hu# e musi osz!zdza' t odrobin mo!y# jaka mu pozostaa. Przekonany# e ju wkr%t!e stanie przed kolejn$ pr%b$ si# mody kapan zade!ydowa# e otworzy si przed pie ni$ tylko w%w!zas# gdy bdzie to absolutnie konie!zne. Na dodatek w!i$ jesz!ze stay mu przed o!zami upiorne wspomnienia !ienisty!h istot w!i$gaj$!y!h dusze asasyn%w w ot!ha+ na wie!zne potpienie# i bynajmniej nie spieszyo mu si do kolejnej podr%y do krainy umary!h. .ego popoudnia na 0armie zn%w zapanowa spok%j. Ni! nie wskazywao# e wydarzyo si tu !o sz!zeg%lnego.

)bserwuj$! za!hodz$!e szybko so+!e# ;adderly odprowadzi 0irbolga z powrotem do obory. 9e li 4u!h zamierza przyby' po 1andera telepaty!znie b$d- 0izy!znie# mogo to nast$pi' ju niebawem. ;adderly pu !i w ru!h swoje wiruj$!e dyski# pozwalaj$!# by i!h krysztaowe pytki po!hwy!iy wiato lampy i odbiy je miriadami ta+!z$!y!h ksztat%w oraz iskierek. Potulny olbrzym podda si mesmery!znej mo!y kryszta%w i pozwoli kapanowi wej ' w swoje my li. 1ander woy do+ do kieszeni i !isn$ w pal!a!h amulet otrzymany od ;adderly=ego# jakby 0izy!zny kontakt m%g dopom%! w zjedno!zeniu i!h umys%w. Niedugo potem ;adderly ukry si w jednej z zagr%d dla koni wewn$trz obory. :siad na ziemi i za!z$ si rozkoszowa' majestaty!znymi obrazami pojawiaj$!ymi si w jego umy le " przywoywanymi przez 0irbolga wspomnieniami mro-nej# surowej oj!zyzny.

!&
8-lic"a "drady (oanie napyno wraz z !i!hymi podmu!hami wiatru dm$!ymi w r%d bezkresny!h wymiar%w umysu# suno nieubaganie ku 0armie znajduj$!ej si na obrzea!h ;arradoonu i ku 0irbolgowi# kt%ry z przyzwy!zajenia peni rol !ierpliwego bior!y. ;adderly wy!zu stra!h rodz$!y si w ser!u niewidzialnego olbrzyma i poj$# e 4u!h spr%bowa nawi$za' z nim kontakt. " &pokojnie " powiedzia telepaty!znie mody kapan do 1andera. " Nie pozw%l# by gniew lub lk uniemoliwiy nam po$!zenie. ;adderly wiedzia# e potworny stra!h# trwoga# jakiej nie spodziewa si po ogromnym i dumnym olbrzymie# nie zmniejszy si# ale 1ander mentalnie spr%bowa nawi$za' z nim kontakt# za!ie niaj$! tym samym $!z$!$ i!h wi-. ,ew 4u!ha wkrad si do my li olbrzyma. ;adderly odep!hn$ go. " 1ander3 " spyta znajduj$!y si gdzie daleko asasyn. 9ak zwier!iado# ;adderly nie odpowiedzia# a jedynie odwr%!i bieg telepaty!znego pytania. " 1ander/ 6niew# ;adderly po!zu go wyra-nie. Pomimo wagi swego zadania u mie!hn$ si# zadowolony z uzyskanego potwierdzenia# i udao mu si !ho' tro!h zdenerwowa' maego asasyna. ,ew u!i!h# ale ;adderly podejrzewaj$!# i zab%j!a# kt%ry tak upor!zywie go !iga# nie zerwie wizi ze swym wybra+!em# nadal za!howywa podwyszon$ !zujno '. 1ander sykn$ " ;adderly usysza ten d-wik. " (al!z/ " zawoa mody kapan# zar%wno go no# jak i mentalnie. 82an i Pikel podbiegli do drzwi boksu z broni$ gotow$ do !iosu# jak pole!i im ;adderly. 6dyby 4u!h zdoa wedrze' si do !iaa 1andera# krasnoludy dopadyby go# zanim asasyn zorientowaby si# gdzie si znajduje. ;adderly nie zamierza pozwoli' zab%j!y na opanowanie 0irbolga# nie teraz# gdy dysponowa on swoim !iaem# ukrytym gdzie bezpie!znie w ;arradoonie# a !o za tym idzie# mia zawsze otwart$ drog u!ie!zki. (ytworzy dla siebie i 1andera iluzj wiruj$!y!h dysk%w# po !zym wsp%lnie za!zli wpatrywa' si w i!h hipnoty!zny rytm# przypominaj$! sobie w my la!h inkanta!je obronne# kt%ry!h ;adderly nau!zy olbrzyma.

,aatakoway i!h inne ze doznania# wypeniaj$! przestrze+ gniewem ob!ej ja-ni. ;adderly modli si# by 4u!h nie zorientowa si# e s$ zespoleni i nie u wiadomi sobie# e 1ander ma u swego boku potnego sprzymierze+!a. Patrzy i nu!i# a 0irbolg# !ho' jego gniew niebezpie!znie narasta# zdoa zatrzyma' ;adderly=ego w swoim umy le. (sp%lnie zdoaj$ odeprze' podstpnego agresora. CCC " &prze!iwiasz mi si3 " rzu!i 4u!h w mrok w$skiej alejki. Pomijaj$! wszystko inne# asasyn bez 1andera naraony by na powane niebezpie!ze+stwo# nie m%g wi! tolerowa' podobnej zu!hwao !i. 1ander by jego alternatyw$# sposobem u!ie!zki z kadej# najtrudniejszej nawet sytua!ji. Nie m%g pozwoli'# by 0irbolg jako # gdzie znalaz w sobie si# eby odeprze' jego mentalne wej !ie. 9ako 3 6dzie 3 Niepozorny asasyn west!hn$ gboko. ;o si dzieje na 0armie3 ,a!z$ si obawia'# e moe ;adderly ma!za w tym pal!e# ale !zy rze!zywi !ie3 ;zy 1ander w razie ataku nie zawiadomiby 4u!ha3 ;zy ;adderly i jego przyja!iele mogli zaj$' 0arm tak szybko# e nie dali 0irbolgowi adny!h szans3 4u!h odegna od siebie t my l. 1ander w!i$ jesz!ze y " 4u!h rozpozna odbior! na drugim ko+!u telepaty!znego $!za. Powiedzia sobie# e zmienia si w paranoika# !o byo niebezpie!znym stanem umysu dla zab%j!y yj$!ego na krawdzi artyzmu i klski. 5$d- !o b$d-# 1ander sprze!iwia mu si ju w!ze niej# ale z wikszej odlego !i# gdy mo! 6hearu0u nie bya dokadnie taka sama. ,a kilka godzin ponownie skontaktuje si z 0irbolgiem i wejdzie w niego. 1ander nie bdzie w stanie utrzymywa' zbyt dugo swej mentalnej tar!zy. Na twarzy plugaw!a pojawi si zjadliwy u mieszek# gdy rozwaa w my la!h nieograni!zone pole do popisu# jakim byy kary dla niepokornego 0irbolga. Nie u mie!ha si jednak dugo. ( jego my la!h pojawiy si dziesi$tki w$tpliwo !i. .ym razem sytua!ja nie bya normalna# a stawka zde!ydowanie zbyt wysoka# by pogodzi' si z my l$# i 1ander odnalaz w sobie do ' si# by nie dopu !i' go do siebie. *sasyn od wielu godzin nie by w stanie zlokalizowa' ;adderly=ego i jego przyja!i%. " Na 0arm " zde!ydowa p%gosem. :da si na 0arm# ukarze 1andera i przegrupuje swoi!h ludzi. (ymkn$ si z alejki i podszed do uzbrojonego m!zyzny siedz$!ego wygodnie na

grzbie!ie przedniego rumaka. " Da!z!ie wyba!zy'# szla!hetny panie " rzek z pokor$ do miejskiego stranika. Nosi rkawi!zki nie od pary# !zarn$ i bia$. Nie naley niepotrzebnie ryzykowa'. CCC (ysoko na da!hu wiejskiej !haty w !zarno?srebrnej mas!e asasyn%w# z na!i$gnitym gboko na twarz kapturem# 4ani!a obserwowaa je-d-!%w# dw%!h m!zyzn na jednym koniu# kt%rzy je!hali wolno drog$. Mniszka wymierzya kusz w i!h stron# gdy wje!hali na podw%rze 0army. ( m!zy-nie jad$!ym z tyu rozpoznaa asasyna# kt%rego spotkali w 4ragon=s ;odpie!e. ( pierwszej !hwili miaa o!hot str$!i' go z konia !elnym strzaem# ale ;adderly zabroni jej postpowa' w ten spos%b ostrzegaj$!# e m!zyzna moe nie by' tym# na kogo wygl$da. 9esz!ze jeden !zynnik powstrzymywa 4ani! przed oddaniem strzau " !zowiek trzymaj$!y wodze wierz!how!a nosi mundur !arradoo+skiego stranika. " .o przyja!iel/ " zawoa asasyn siedz$!y z tyu# dostrzegaj$! 4ani! na da!hu. Mniszka u mie!hna si w !ieniu kaptura# zadowolona# e jej przebranie najwyra-niej spenio swoje zadanie. " Przyja!iel " potwierdzi stranik. (prowadzi wierz!how!a na dziedzinie!# powiedzia do drugiego m!zyzny !o # !zego 4ani!a nie usyszaa# zsiad z konia i ruszy prosto do obory. 4ani!a bya zmieszana i zakopotana. ;adderly spodziewa si# e to !hudy# may asasyn# a nie miejski stranik przybdzie na spotkanie z 1anderem. <!isna w donia!h kusz# nadal pragna wpakowa' bet w zniewie !ia$ twarz zego !zowie!zka. 7u jej dalszemu zasko!zeniu# stranik nie dotar do obory " miast tego podszed do rynny przy zaomie muru i za!z$ si po niej wspina'. 4otar do poowy wysokiej budowli# kiedy m!zyzna na koniu za!z$ mu si przygl$da' z wyton$ uwag$# a 4ani!a uznaa jego reak!j " blado ' twarzy i rozszerzone zdumieniem o!zy " za nader osobliw$. " ;o si tu dzieje# na 4ziewi' Piekie3 " wyszeptaa !i!ho. Dozejrzaa si po podw%rzu# aby sprawdzi'# !zy 82an lub Pikel wyniknli si z obory# i okre li'# !zy ktokolwiek wewn$trz zdaje sobie spraw z dziwny!h wydarze+# kt%re rozgrywaj$ si na podw%rzu. &tranik dotar do krawdzi da!hu. 4ani!a uniosa wzrok# by na niego spojrze'

i na!i$gna gbiej kaptur w obawie# e m!zyzna wspi$ si na g%r tylko po to# by m%! lepiej osza!owa' jej pozy!j i lepiej si jej przyjrze'. )n jednak nie zwr%!i na ni$ wikszej uwagi. Nosi rkawi!zki nie od pary i sta na skraju da!hu# spogl$daj$! w d% na swego towarzysza# kt%ry tym!zasem zsun$ si z grzbietu wierz!how!a. " Przestae by' uyte!zny " wyja ni stranik. Doze mia si dziko# klasn$ w donie i sko!zy w d%. 9ego mie!h przerodzi si w krzyk# a nastpnie w jk# kiedy run$ na ziemi. Potem nastaa !isza. 4ani!a oddy!haa szybko# nie rozumiaa jesz!ze# !o si tu wydarzyo. &pojrzaa w d% na m!zyzn stoj$!ego obok martwego stranika i zauwaya# e teraz on nosi niedobrane rkawi!zki. &pojrza na ni$# wzruszy ramionami i ruszy wawo w kierunku wr%t obory. ,anim tam dotar# rkawi!zki zniky z jego doni. CCC " &prze!iwie si memu wezwaniu " powiedzia 4u!h do 1andera. " 9u kiedy na ten temat rozmawiali my. " .o zab%jstwo jest... plugawe " wykrzykn$ w odpowiedzi 1ander# wyra-nie denerwuj$! si w obli!zu !zowieka# kt%ry od tak dawna go dr!zy. Airbolg przygryz grube wargi skryte w g$sz!zu rudej brody pragn$!# by jego nowy sprzymierzenie! przyszed mu z pomo!$ i zako+!zy ten koszmar. " Nie m%wi o ;adderlym/ " odpar 4u!h. " Nie ma w$tpliwo !i# e jego !hwile s$ ju poli!zone. Przybyem tu wy$!znie po to# eby rozm%wi' si z tob$. ) mielie si sprze!iwi' memu wezwaniu/ " 9a nie... 4u!h przeszed kilka krok%w w g$b obory i wyjrza przez szpar midzy deskami bo!znej !iany. " Mil!z/ " rozkaza. " (iesz# e odmowa ozna!za kar. Nie mog wypeni' kontraktu# maj$! do dyspozy!ji krn$brnego wsp%pra!ownika. 7rn$brnego bior! " poprawi go 1ander# le!z roztropnie zatrzyma t my l dla siebie. " Pamitasz swojego brata3 " rzu!i 4u!h drwi$!o# maj$! na my li 0irbolga# kt%rego zabi# kiedy 1ander spr%bowa przed nim u!ie! i dotar a do odlegego pasma g%rskiego zwanego 6rzbietem <wiata. Podstpny may asasyn odwr%!i si i u mie!hn$ jesz!ze szerzej# gdy ujrza potne

apska 1andera przy!i nite mo!no do bok%w i za!i nite w pi !i w bezradnej w !ieko !i. CCC 82an zerkn$ przez sz!zelin w !ianie boksu# po !zym zatroskany przeni%s wzrok na ;adderly=ego i Pikela. Mody kapan# po!honity utrzymywaniem telepaty!znej wizi z 0irbolgiem# w og%le nie zauway krasnoluda. ;zu wzbieraj$!y gniew 1andera# emo!jonaln$ blokad osabiaj$!$ i!h wi-. &prawy to!zyy si mniej wi!ej po my li ;adderly=ego# !ho' nie by ju pewny# jak powinien zareagowa'. , trudem odpiera nawet mentalne wej !ie 4u!ha z odlego !i wielu mil. ;zy uda im si odeprze' go teraz# gdy podstpny asasyn stoi zaledwie o kilka st%p od 0irbolga3 " &pokojnie " nakaza 1anderowi. " Musisz za!howa' spok%j. CCC " 7ara " zamru!za 4u!h# przykadaj$! jeden pale! do wydty!h warg. Na pal!u drugiej rki nosi !o okr$gego# poyskuj$!ego zotawo# !ho' 1ander nie by w stanie okre li'# !zym byo owo !o . " Nigdy dot$d !i tego nie m%wiem " !i$gn$ asasyn gadko " ale z twoim synem# z tym niesz!zsnym !hop!em# zrobiem !o jesz!ze opr%!z tego# e oderwaem mu rk. )!zy 1andera rozszerzyy si. 9ego wielkie r!e zadray# a w !hwil potem dono ny ryk zatrz$s drewnian$ !ian$ obory. " Pora rusza'3 " spyta go no 82an pod oson$ przeduaj$!ego si zawodzenia 0irbolga. :mys ;adderly=ego wypeniaa !iana !zerwieni# mani0esta!ja niekontrolowanej w !ieko !i 1andera. Mody kapan wiedzia# e stra!i kontakt z 0irbolgiem i zdawa sobie r%wnie spraw# e zanim ponownie go nawi$e# moe by' ju za p%-no. Dozpl%t nogi i wsta# podpieraj$! si na ramieniu Pikela. *ni jego wiruj$!e dyski# ani oboona silnym zakl!iem laska nie wydaway si wystar!zaj$!e do pokonania olbrzyma# tote za!isn$ w kuak do+# na kt%rej nosi magi!zny pier !ie+ i sign$ pod po peleryny# gdzie ukry !zarodziejsk$ r%dk 4origen. " Nie/ " zawoa# wprowadzaj$! krasnoludy do g%wnego pomiesz!zenia obory. Momentalnie si uspokoi# podobnie jak dep!z$!y mu po pita!h 82an i Pikel# kiedy ujrza rozgrywaj$!$ si przed sob$ s!en# kt%ra niezbi!ie wiad!zya# e 1ander w peni

panuje nad sytua!j$. Airbolg# dysz$! i war!z$!# wyd-wign$ maego asasyna w powietrze i trzymaj$! go za gardo# miota nim mo!no# dop%ki nie wyzion$ du!ha. *le i w%w!zas go nie pu !i# szarpi$! i potrz$saj$! bezwadnymi zwokami. " 1anderze " rzek p%gosem ;adderly# aby ukoi' gniew olbrzyma. Airbolg nie zwra!a na niego uwagi. , kolejnym rykiem w !ieko !i zgi$ trupa asasyna wp% " ale do tyu " i !isn$ nim o !ian obory. " )n wr%!i/ " jkn$ prze!i$gle. " ,awsze po mnie wra!a/ Nie ma u!ie!zki/ " 9ak !holerny troll/ " mrukn$ stoj$!y obok 0irbolga 82an gosem penym wsp%!zu!ia dla niesz!z liwego olbrzyma. " .roll3 " wyszepta ;adderly i sowo to poddao mu pewn$ my l. (y!i$gn$ przed siebie za!i nit$ pi '# wypowiedzia os!hle kr%tkie sowo " ete! i omi%t trupa strug$ ognia. 5y mo!no skon!entrowany# zde!ydowany spopieli' nawet najdrobniejsz$ !z$stk regeneruj$!ej mo!y# kt%ra moga tkwi' w !iele obrzydliw!a# a !o za tym idzie# uwolni' 1andera od jego prze ladow!y. &pojrza z ukosa na 0irbolga# zauway jego zadowolon$ min i nagle ze zdumieniem dostrzeg na pal!u 1andera bysz!z$!y zoty pier !ie+. 4oprawdy zdumiewaj$!e " pomy la modzienie!# odwra!aj$! si na powr%t ku zwglonym zwokom# mia bowiem wa nie zamiar odnale-' %w przedmiot na s!zerniaym# wypalonym do ko !i pal!u 4u!ha. ;adderly byskawi!znie zebra my li. 1ander nie nosi pier !ienia. *urora. " 82anie/ " zawoa# wygaszaj$! pomienie i odwra!aj$! si na pi!ie. )lbrzym r%wnie si poruszy# tn$! swym olbrzymim mie!zem. Na drodze szerokiego ostrza sta ni!zego niepodejrzewaj$!y 82an. ;adderly okaza si szybszy. " Mas :lu/ " wrzasn$# dobywaj$! r%dki. Aeeria barw wybu!ha 0irbolgowi prosto w twarz. ) lepiony# kontynuowa zamaszyste !i!ie# mierz$! w miejs!e# gdzie przed !hwil$ sta 82an. 7rasnolud " ostrzeony# a nastpnie o lepiony eksplozj$ " run$ w ty. :sysza go ny wist powietrza# gdy mie!z olbrzyma przemkn$ tu nad nim# zrywaj$! mu z gowy hem i !iskaj$! go w ty. " (iedziaem# !o da mi szans/ " burkn$ z uporem# kiedy zdoa si wresz!ie zatrzyma' i podnie ' z ziemi. ,awsze skory do walki# uni%s sw%j top%r i ruszy do ataku. 4ani!a w lizgna si do obory# od razu zorientowaa si w sytua!ji i wystrzelia

z kuszy# mierz$! w brzu!h 0irbolga. )lbrzym zawy z b%lu# ale nie przeszkodzio mu to odparowa' potnego ataku Pikela i odrzu!i' !hwiej$!ego si krasnoluda w bok# gdzie ten zderzy si z belk$. )lbrzym zamarkowa p!hni!ie mie!zem# po !zym zniena!ka zaatakowa kopni!iem# raz jesz!ze odtr$!aj$! 82ana do tyu. 4ani!a staa przy drzwia!h# 82an i Pikel po boka!h# najbliszym za !elem by teraz dla 0irbolga ;adderly. ( pierwszej !hwili modego kapana kor!io# aby uy' pier !ienia i strug$ ognia zmusi' besti do odwrotu# dop%ki jego przyja!iele nie zd$$ si przegrupowa'. (iedzia jednak# !o ozna!zaoby to dla 1andera# niesz!zsnego# dumnego 0irbolga# kt%ry zosta uwiziony w !iele sabeusza i !i nity pre!z ni!zym zuyty a!h. Magi!zny pier !ie+ nie by w stanie zregenerowa' spalonego !iaa i gdyby ta powoka zostaa zwglona jak trup asasyna w drugim ko+!u pomiesz!zenia# 0irbolg ju nigdy by jej nie odzyska. )lbrzym za!hwia si# tra0iony pod kolano przez nieugitego Pikela. , go nym stkni!iem sign$ za siebie i !hwytaj$! zielonobrodego krasnoluda# wywindowa go w powietrze. Pikel spojrza w przekrwione lepia rozjuszonego 0irbolga# po !zym z premedyta!j$ wbi stop w wydte nozdrza bestii i poruszy energi!znie swymi skatymi# obrzydliwie !u!hn$!ymi# brudnymi palu!hami. Na wp% kaszl$!# na wp% ki!haj$!# zdegustowany olbrzym !isn$ Pikela na s$siedni$ !ian i otar twarz przedramieniem. 7iedy ponownie spojrza na ;adderly=ego# ujrza wymierzony w siebie konie! !ienkiej r%dki. Podejrzewaj$! kolejny atak# 4u!h odru!howo zamkn$ o!zy. " :lu " rzek spokojnie ;adderly i w !aej oborze zrobio si nagle jasno jak w upalny dzie+. ;adderly wymierzy idealnie i niebawem blask z jego r%dki pada wy$!znie na twarz 0irbolga# o wietlaj$! sz!zeg%lnie intensywnie jego o!zy. 5iel3 7iedy 4u!h otworzy o!zy# ujrza jedynie biel# jasn$ i o lepiaj$!$. ;ay !holerny wiat sta si biel$/ * moe# zastanawia si 4u!h " bardziej za!iekawiony ni zaniepokojony " zosta przeniesiony w jakie inne miejs!e. 7olejny bet z kuszy wbi mu si w brzu!h# obalaj$! jego ostatni$ teori. Dyk 0irbolga ponownie wstrz$sn$ !ianami obory# a o lepiony wiatem olbrzym# wyma!huj$! dziko mie!zem# pogna przed siebie# ku niewido!znemu kusznikowi. (yrn$ w krawd- otwarty!h drzwi obory# wyama je i pobieg dalej. 4ani!a tane!znym krokiem zesza mu z drogi# okre laj$! sw$ rol w tym pojedynku. Nastpny bet wbi si w !iao olbrzyma i rzu!i go do przodu. 4u!h po!zu kolejne uderzenie paki pod kolanem# tym razem jednak GdrzewkoH

w lizgno si midzy jego nogi i kiedy usiowa si odwr%!i'# by stan$' do walki z podstpnym prze!iwnikiem# stra!i r%wnowag. Dun$ na ziemi jak dugi# roztrzaskuj$! gow$ i rkami koryto na wod. ;o !ikiego i ostrego " by' moe top%r " wryo mu si w kostk# a nastpny bet zagbi si w jego ramieniu# rozupuj$! ko !i olbrzymiego oboj!zyka. 9akim !udem uparty ajdak zdoa jednak si podnie ' i !hwiejnie ruszy naprz%d. 7olejny !ios pak$ dosign$ jego zranionej kostki. )dwr%!i si# !i$ zamaszy !ie mie!zem# ale krasnolud ju si wy!o0a# i potna bro+ uderzya z !aej siy w mae drzewko# wyrywaj$! je z korzeniami. (yj$! z w !ieko !i# 4u!h usysza szuranie st%p " prze!iwni!y zajmowali pozy!je na 0lanka!h# usiowali go okr$y'. Pr%bowa wezwa' 6hearu0u# !ho' wiedzia# e jego prawdziwe !iao jest nieosi$galne# i zdawa sobie spraw# e gdyby zdoa za!howa' odpowiedni poziom kon!entra!ji dostate!znie dugo# by przywoa' urz$dzenie " ;adderly w jaki spos%b pod$yby w lad za jego dusz$. ,reszt$ i tak nie by w stanie tego dokona' " !iosy paday zbyt szybko i prakty!znie ze wszystki!h stron. Miota si to w jedn$# to w drug$ stron# za kadym razem wykonuj$! jedno!ze nie !i!ie mie!zem. ( !ieko ' staa si jego jedyn$ obron$. Nie mia w$tpliwo !i# e jest dostate!znie szybki# by trzyma' prze!iwnik%w na dystans. 9edynie zm!zenie mogo spowolni' jego ru!hy# le!z mia nadziej# i zdoa kontynuowa' atak na o lep# dop%ki piekielna biel nie zniknie z jego o!zu. 9esz!ze jeden bet wry si w jego !iao# tym razem przebijaj$! pu!o. 4u!h usysza wist y!iodajnego odde!hu wypywaj$!ego przez bu!haj$!$ krwi$ ran. (yma!hiwa mie!zem na wszystkie strony# o lepiony i oszalay. Nagle# ry!z$! i dysz$! z wysiku# stra!i r%wnowag. Pr%bowa zrobi' krok naprz%d# le!z pokiereszowana i mo!no poobijana kostka nie !h!iaa ju utrzymywa' jego !iaru# i gwatownie prze!hyli si do przodu... w kierunku !zekaj$!ego ju na+ 82ana. .op%r tra0i 0irbolga w krgosup# pal$!y b%l przeszy poy!zone !iao 4u!ha od st%p do g%w# a potem od pasa w d% przesta od!zuwa' !okolwiek. 8mpet zmusi go do zrobienia jesz!ze jednego dugiego kroku naprz%d na niezdarny!h# sztywny!h# niepodtrzymuj$!y!h ju !iaa noga!h# po !zym odwr%!i si i run$ na ziemi# uderzywszy !iko w pie+ strzelistego wi$zu# kt%ry r%s pod !ian$ !haty. * potem bya ju tylko biel# b%l i odrtwienie. 4u!h usysza szuranie st%p tr%jki przyja!i% tu obok# ale nie mia do ' si# by unie ' mie!z do obrony. Najwyra-niej ze wszystkiego sysza zawodzenie powietrza u!iekaj$!ego z ziej$!ej rany w jego piersi.

" 4osta go em " wysapa 82an# kiedy ;adderly wawym krokiem podszed do gromadki przyja!i%. " ;h!esz# !oby my go zwi$zali# zanim se z nim pogawdzisz3 Mody kapan mil!za z kamienn$ twarz$# zdawa sobie bowiem spraw# e utrata 0izy!znego !iaa nie pooy kresu zagroeniu ze strony za tkwi$!ego w 4u!hu. Podszed z boku do bezbronnego olbrzyma# wzi$ do rki swoje wiruj$!e dyski i !isn$ nimi z !aej siy w skro+ 0irbolga. ,masakrowany potw%r targn$ !aym !iaem jeden jedyny raz# po !zym osun$ si na ziemi u st%p strzelistego drzewa. 4ani!a z opusz!zon$ kusz$ w doni a otworzya usta ze zdumienia# zasko!zona nietypowym dla uko!hanego brakiem lito !i. " (yjmij wszystkie bety " nakaza ;adderly " ale nie zdejmuj mu pier !ienia/ )statnim obrazem# jaki zarejestrowa mody kapan# byy pene zakopotania spojrzenia# kt%re wymienili przyja!iele# ale nie mia !zasu# aby udzieli' im !ho'by najkr%tszy!h wyja nie+. ;zekay na niego du!hy. CCC ;adderly bez wahania pod$y za strumieniem pie ni 4eneira do niszego wiata. <wiat materialny zmieni si w rozmyt$ plam# jego przyja!iele wygl$dali teraz jak bezksztatne szare bryy. .ak jak tego o!zekiwa# ujrza dusz 4u!ha siedz$!$ opodal !iaa martwego olbrzyma# a !i lej m%wi$!# na jednej z niszy!h gazi wi$zu " du!h opiera gow na przezro!zystym rkawie i !zeka !ierpliwie# a magi!zny pier !ie+ przygotuje powok na jego powr%t. ;adderly wiedzia# e ma dwie moliwo !i wyboru " wr%!i' i zdj$' pier !ie+ z pal!a olbrzyma albo p%j ' dalej i odnale-' prawdziwego wa !i!iela !iaa# kt%re niebawem zostanie w peni ule!zone. ,de!ydowa si na to drugie# pozostawiwszy sw$ !ielesn$ powok stoj$!$ obojtnie obok tr%jki przyja!i%. 4u!h 1andera# przeraony i niepewny# przy!upn$ nie!o dalej w gbi obory. " .y take3 " spyta w my la!h ;adderly=ego. " Nie jestem trupem " wyja ni kapan i da znak 0irbolgowi# aby pod$y za nim# pokazuj$! zagubionemu przyja!ielowi# !o musi u!zyni'. , m !iw$ 0uri$ zaatakowali wsp%lnie 4u!ha. Nie mogli u!zyni' najmniejszy!h szk%d duszy asasyna# le!z mentalnie zmusili go do odwrotu# a $!z$! ja-nie# utworzyli widmowy wiatr# kt%ry powikszy dystans pomidzy zym du!hem a uzdrawianym

!iaem. " Nie powstrzyma!ie mnie " rzek du!h asasyna# a jego my li jak pal$!y ogie+ wary si w i!h umysy. ;adderly obejrza si za siebie i ujrza poyskuj$!y %ty pier !ie+ l ni$!y obok potnego !ielska 1andera. " 8d- " zwr%!i si do 1andera. 4u!h olbrzyma oddali si. .u za nim pod$ya byskawi!znie dusza asasyna. ;adderly uni%s rk. " Nie/ " rozkaza i 4u!h zwolni# ba# nieomal si zatrzyma# mijaj$! mentaln$ barier modego kapana. ;adderly opl%t go przezro!zystymi rkami i zatrzyma jesz!ze przez !hwil. Modzienie! u mie!hn$ si# zar%wno w swej !ielesnej# jak i du!howej posta!i# gdy du!h 1andera zwzi si i ni!zym tn$!a powietrze strzaa wnikn$ przez poyskuj$!y pier !ie+ do !zekaj$!ej na+ materialnej powoki. " 9u po tobie " powiedzia do asasyna ;adderly# uwalniaj$! go z mentalnego u !isku. 4u!h nie waha si " ruszy w stron jedynej pozbawionej duszy powoki# kt%ra mu pozostaa. CCC " Fog%l mi# je li un znowu oyje/ " warkn$ 82an# unosz$! gro-nie sw%j top%r nad gow$ 0irbolga. " 9ak ino podniesie jednom z ty!h wielki!h ap# tak go upn# !o jesz!ze dugo bdzie go men!zy b%l gowy... 4ani!a !hwy!ia krasnoluda za rk# aby go u!iszy'. (yja nia# e 0irbolg " ywy lub martwy " nie moe ju zagrozi' nikomu z ni!h. .e sowa podziaay na 82ana uspokajaj$!o. 7ilkoma mikkimi susami znalaz si przy gowie olbrzyma# po !zym po!hyli si nisko# by przyjrze' si uwanie ponownemu przebudzeniu 1andera. 4ziwny# miau!z$!y d-wik# kt%ry wydoby si z ust ;adderly=ego# sprawi# e mimowolnie wszys!y odwr%!ili si w jego stron. ;iao modego kapana drao# jakby ;adderly pr%bowa !o powiedzie'# ale nie by w stanie nad sob$ zapanowa'. 4u!h dotar na miejs!e pierwszy i w lizgn$ si w g$b !zekaj$!ej pustej powoki. ;adderly# kt%ry by tu za nim# po!zu pal$!y b%l rematerializa!ji i jedno!ze nie u wiadomi sobie# e nie przebywa w swoim !iele sam. " (yno si/ " wykrzykn$ w ko+!u# zar%wno go no# jak i telepaty!znie.

4u!h nie odpowiedzia# le!z naty!hmiast podj$ pr%b wyp!hni!ia duszy ;adderly=ego z !iaa. Mody kapan zn%w po!zu pal$!y b%l i zrozumia# i ozna!za to# e z wolna opusz!za sw$ !ielesn$ powok. 9e li pozwoli si wyp!hn$'# utra!i j$ na zawsze. ;adderly przypomnia sobie umysowy pojedynek z 4ruzilem# sto!zony jesz!ze w &hilmi !ie# i przywoa pie + 4eneira w nadziei# e odnajdzie w niej jakie d-wiki# kt%re prze!hyl$ szal zwy!istwa na jego korzy '. 4u!h jednak r%wnie posiada do wiad!zenie# na kt%rym m%g si oprze' " trzy ywoty wypenione wymian$ dusz z nieskorymi do tego o0iarami. )state!znie pojedynek przerodzi si w star!ie dw%!h ja-ni# sprawdzian si mentalny!h obu wal!z$!y!h. 4u!h nie mia szans. " (yno!ha/ " rykn$ ;adderly. Przez kr%tk$ !hwil widzia wyra-nie swoi!h przyja!i%# po !zym zn%w tra0i do wiata du!h%w# gdzie ujrza# jak oszoomiona dusza asasyna odpywa bezradnie w dal. " Nie wygrae " rozlega si zu!hwaa obietni!a 4u!ha. " &tra!ie swoje atuty " odpar ;adderly. " Nie masz magi!znego pier !ienia na zwoka!h# kt%ry zapewniby !i kontakt z materialnym wiatem. " Mam 6hearu0u " rzu!i zowiesz!zo 4u!h. " Nie znasz jego mo!y. 5d$ inne o0iary# tpy kapanie# sabi i niezdarni# kt%rzy zostan$ po!honi!i i tra0i$ do mnie/ * w%w!zas wr%! po !iebie/ (iedz# e po !iebie wr%!/ ;adderly zaniepokoi si t$ gro-b$# ale nie potraktowa obietni! 4u!ha zbyt serio. Na ziemi pojawia si nagle !zarna plama i dao si sysze' gro-ne war!zenie# potwierdzaj$!e jego przypusz!zenia. " Nie masz ju wizi ze wiatem materialnym " powiedzia# widz$! zakopotanie drugiego du!ha. " ;o to takiego3 " zawoa asasyn# wyra-nie ogarnity panik$. , ziemi wystrzelia !zarna rka# !hwy!ia go za kostk i przytrzymaa. 4u!h# szarpi$! rozpa!zliwie# usiowa si uwolni'# ale pod!zas szamotaniny stra!i r%wnowag i usiad na ziemi. ;zarne r!e !hwy!iy go za nadgarstki. (ok% niego zaroio si nagle od war!z$!y!h zowrogi!h !ieni. ;adderly zamruga powiekami i ujrza zatroskany!h przyja!i% " 4ani! i 82ana# trzymaj$!y!h go pod r!e# oraz Pikela# kt%ry przygl$da si uwanie jego twarzy. ;zu si saby# kompletnie wy!zerpany i !ieszy si z i!h 0izy!znego wspar!ia. " @3 " spyta z za!iekawieniem zielonobrody krasnolud. " Ni! mi nie jest " zapewni i!h ;adderly# !ho' jego dr$!y gos zdawa si prze!zy'

temu zapewnieniu. &pojrza na 4ani!# a ona u mie!hna si. Nie miaa w$tpliwo !i# e stoi przed ni$ jedyny prawdziwy ;adderly. " )lbrzym znowu yje " mrukn$ wyra-nie zdziwiony 82an. " .o naprawd 1ander " zapewni i!h ;adderly. " (r%!i dziki mo!y pier !ienia. " (zi$ gboki odde!h# by zatrzyma' wiat# kt%ry wirowa mu przed o!zami. 5%l rozdzieraj$!y !zaszk by silniejszy ni kiedykolwiek dot$d. " 4o obory " rzu!i kr%tko# po !zym odsun$wszy si od podpieraj$!y!h go przyja!i%# zrobi zde!ydowany krok naprz%d. 8 zemdlony run$ na ziemi. CCC 7iedy odzyska przytomno '# potrzebowa wielu minut# aby zorientowa' si# gdzie jest i !o si wa !iwie wydarzyo. 5y w oborze " wo+ spalonego !iaa u wiadomia mu to szyb!iej ni rozmyte sylwetki ta+!z$!e przed jego p%przymknitymi o!zami. ;adderly zamruga i przetar podpu!hnite o!zy. .r%jka przyja!i% w!i$ znajdowaa si przy nim " zrozumia# e nie by nieprzytomny zbyt dugo. " (a nie si pojawiy " zwr%!ia si do niego 4ani!a. Powi%dszy wzrokiem za jej spojrzeniem# ujrza arte0akty " mae zwier!iadeko w zoty!h ramka!h oraz rkawi!zki nie od pary " kt%re zdobiy zmasakrowane zwoki le$!e pod !ian$. " 6hearu0u " rzek ;adderly# przypomniawszy sobie# jak 4u!h nazwa t rze!z. Mody kapan przyjrza si jej uwanie i po!zu siln$ emana!j u pionego# wygodniaego za. " ;zy kto z was tego dotyka3 " spyta# spogl$daj$! z zatroskaniem na swoi!h przyja!i%. 4ani!a pokr!ia gow$. " 9ak dot$d nie " odpowiedziaa. " :znali my# e najlepiej bdzie zabra' to !o do 5iblioteki Naukowej# by tam dokadnie je zbadano. ;adderly mia na ten temat inne zdanie# ale pokiwa gow$# uznaj$! w obe!nej sytua!ji k%tni za niewskazan$. " ;zy 0irbolg ju si obudzi3 " spyta. " Ni o!knie si prendzy ni za par dni/ " odrzek 82an. ;adderly i w tym przypadku by innego zdania. (iedzia o regenera!yjnej mo!y pier !ienia i nie zdziwi si# gdy w !hwil p%-niej 1ander# usyszawszy i!h gosy# wmaszerowa do obory. " Fog%l mi " wyszepta pod nosem 82an. " )joj " potakn$ Pikel. " (itaj z powrotem " powiedzia przyja-nie ;adderly na widok olbrzyma. " ,ostae

uwolniony spod wadzy 4u!ha# wiesz o tym# a !o za tym idzie# moesz rusza' w swoj$ stron. 5dziemy towarzyszy' !i a do 6%r <nie... " Nie powiniene " przerwa mu d-wi!znym gosem 0irbolg# a ;adderly za!z$ si zastanawia'# !zy nie pomyli si w swojej o!enie i !zy 1ander rze!zywi !ie by tak niewinny# jak mu si wydawao. Pozostali najwyra-niej pomy leli o tym samym# 82an i Pikel jedno!ze nie signli bowiem po swoj$ bro+# przygotowuj$! si do drugiej rundy pojedynku. 1ander tylko si do ni!h u mie!hn$. (!ale nie pr%bowa sign$' po mie!z wisz$!y przy pasie u jego boku. " (iem# gdzie znajduje si ,am!zysko .r%j!y# g%wna siedziba waszy!h prawdziwy!h wrog%w " wyja ni 0irbolg. " Mam wobe! was dug wdzi!zno !i# a ja zawsze spa!am swoje dugi.

;pilog
7apani ze wi$tyni spogl$dali ze zdziwieniem na ;addlerly=ego i jego troje towarzyszy# kt%rzy miao maszerowali w kierunku go !inny!h pokoi. Du0o usysza haas i otworzy drzwi# by sprawdzi'# !o si dzieje. " (itaj nam ty " warkn$ do niego 82an# kad$! do+ na piersi ko !istego kapana i wpy!haj$! go do pokoju. Pozostali naty!hmiast weszli do rodka za krasnoludem# a 4ani!a zamkna za sob$ drzwi. " 4ziwisz si# e widzisz mnie... ywego3 " spyta ;adderly# teatralnym gestem zdejmuj$! z szeroki!h ramion niebiesk$ peleryn. Du0o wykrztusi pierwsze sylaby kilku s%w# nie wiedz$!# od !zego za!z$' niespodziewan$ konwersa!j. *takoway go tuziny pyta+ i lk%w# odbieraj$! mu gos. 8le ;adderly wiedzia i podejrzewa3 6dzie si podzia mody !zarnoksinik i reszta zab%j!%w3 " *sasyn%w ju nie ma " rzek pou0ale ;adderly# jakby !zytaj$! w my la!h Du0a. " ;zarnoksinik r%wnie nie yje. " 4obrzem mu dooy " wyszepta 82an do brata# a Pikel poklepa z sza!unkiem olbrzymi top%r przypity do ple!%w 82ana. " Nie yje " mrukn$ ;adderly# a sowa te zawisy zowr%bnie w powietrzu " tak jak *2ery. 5lada jak kreda twarz o ostry!h rysa!h poblada jesz!ze bardziej. Du0o ponownie za!z$ m%wi'# usiuj$! wymy li' jakie kamstwo na temat losu przeoonego# historyjk# kt%ra zapewniaby mu alibi. " (iemy " zapewnia go 4ani!a# zanim jesz!ze pierwsze sowo pado spomidzy jego !ienki!h spierz!hnity!h warg. " Nie spodziewali my si tego po tobie " powiedzia ;adderly# ukadaj$! lask w zgi!iu ok!ia. " Nawet po wydarzenia!h w bibliote!e i w &hilmi !ie wierzyem# e odnajdziesz lepsz$ !iek# aby ni$ pod$y'. Du0o przesun$ ko !istymi pal!ami po zmierzwionej !zarnej !zuprynie. 9ego mae jak pa!iorki !zarne o!zka ypay na wszystkie strony. " Nie wiem# o !o wam !hodzi " wykrztusi w ko+!u. " 7iedy znaleziono zwoki *2ery=ego# uznaem# e dla mnie r%wnie nie jest w obery bezpie!znie. &zukaem !i# ale nie znalazem# wi! przybyem tutaj# by znale-' si w r%d moi!h przyja!i%# wyznaw!%w 8lmatera.

" 5ae si3 " spytaa sarkasty!znie 4ani!a. " )bawiae si# e twoje kohorty !i zdradz$3 " Nie rozumiem " wykrztusi Du0o. " ;zy m%gby by' inny pow%d twy!h lk%w3 " zwr%!i si do niego ;adderly# aby zwery0ikowa' ostatnie stwierdzenie 4aniki. " 9eeli nie twoje kohorty# to kto m%gby !i grozi'3 " (iedzia# !o my go u!apim " wtr$!i 82an i za!isn$ na ramieniu Du0a swoje grube# le!z nader silne palu!hy. " Myli!ie si/ " b$kn$ rozpa!zliwie Du0o. ;ay wiat zdawa mu si wali' na gow. ,a!i nita do+ 82ana miaa si sz!zk puapki. " Nie zrobiem ni!... " Mil!z/ " Dozkaz wydany przez ;adderly=ego naty!hmiast u!iszy ko !istego m!zyzn i sprawi# e przyja!iele modego kapana spojrzeli na+ z niedowierzaniem. Du0o zwiesi ramiona i spu !i wzrok# kompletnie przybity. " (ysae *2ery=ego na mier' " rzu!i oskary!ielsko ;adderly. " ,dradzie mnie w bibliote!e# swoi!h przyja!i% w pusz!zy# a teraz *2ery=ego. .ym razem# 7ierkanie Du0o# nie o!zekuj wyba!zenia. Przeoony na 7siga!h nie yje# a jego krew plami twoje r!e. Przekro!zye grani!# sk$d nie ma ju powrotu. " (izja okropny!h war!z$!y!h !ieni zn%w zaatakowaa ;adderly=ego. ,amkn$ o!zy i zrobi kilka gboki!h wde!h%w# aby si uspokoi'# ale nadal widzia w my la!h wizj dalszy!h los%w Du0a i wygodniae ze istoty# kt%re po!i$gn$ upadego kapana w g$b ot!hani ku wie!znym !ierpieniom. ;adderly wzdrygn$ si i otworzy o!zy. " Przytrzymaj!ie go " rozkaza krasnoludom. " ;o robi!ie3 " spyta Du0o# gdy Pikel !hwy!i go za jedn$# a 82an za drug$ rk# przyszpilaj$! go do %ka. " Moi przyja!iele usysz$/ Nie pozwol$ na to/ " 8lmaterow!e " wtr$!i l2an. " ;zy ony nie oddajom si !ierpieniom3 " No " odpar jego brat. " ;%# po tem twojem kon!er!ie# jaki dasz nam za !hwilkie " rzek u mie!hnity 82an# rozkoszuj$! si jawnymi oznakami niepokoju ko !istego kapana " pewno wybudujom !i pomnik. Du0o ugryz Pikela w rk# ale twardy krasnolud tylko si u mie!hn$ i nie pu !i jego rki. 4ani!a w mgnieniu oka znalaza si po drugiej stronie %ka. ;hwy!ia Du0a za wosy i gwatownie od!i$gna mu gow do tyu. Po!hwy!ony jak w klesz!ze# unieru!homiony z obu stron przez krasnoludy# m%g tylko su!ha' i patrze'. ;adderly nu!i !i!ho# jego donie wykonyway spe!y0i!zne ru!hy. (yprostowa pale! wskazuj$! w stron Du0a " jego konie! jarzy si pal$!$ biel$.

" Nie/ " krzykn$ Du0o. " Musisz pozwoli' mi wyja ni'/ " 4o ' kamstw " sykna zza niego 4ani!a. Du0o krzy!za i wi si bezradnie# gdy za!zarowany pale! ;adderly=ego nazna!zy jego !zoo symbolem kl$twy 4eneira " wizerunkiem pojedyn!zej zamanej wie!y ponad zamknitym okiem. (szystko trwao zaledwie kilka sekund# po !zym 4ani!a i krasnoludy pu !ili Du0a. Po!hyli si mo!no do przodu# pojkuj$! nie tyle z b%lu " bo ten by minimalny " ile z przeraenia# kiedy u wiadomi sobie# !o ;adderly mu u!zyni. Napitnowany. ;zu dawi$!y smr%d i wiedzia# e nigdy si od niego nie uwolni i e do ko+!a jego dni zakl!ie bdzie odstr!za' od niego ludzi. " Nigdy nie wolno !i zakry' symbolu twej ha+by " rzek do niego ;adderly. " (iesz# jakie s$ konsekwen!je. Dze!zywi !ie# 7ierkan Du0o wiedzia. ,asoni!ie pitna 4eneira powodowao# i znak wtapia si gbiej w !zoo i do!iera a do m%zgu# wypalaj$! go i powoduj$! w konsekwen!ji przeraaj$!$ mier' w okropny!h m!zarnia!h. Du0o spojrza gniewnie na ;adderly=ego. " 9ak miae 3 " warkn$# dobywaj$! z siebie resztki zu!hwao !i. " Nie jeste przeoonym. Nie masz mo!y... " M%gbym przekaza' !i stray miejskiej " wtr$!i ;adderly# a Du0o na te sowa jakby nabra wody w usta. " Nawet teraz m%gbym opowiedzie' im o twoi!h przestpstwa!h i pozwoli'# by powiesili !i na uli!y. ;zy to nie byoby lepsze3 Du0o odwr%!i wzrok. " 9eeli w$tpisz w m$ pozy!j w zakonie " !i$gn$ dalej ;adderly " w$tpisz# e mam mo!# aby os$dzi' !i w ten spos%b# po prostu zakryj !zym pitno. (kr%t!e zoba!zymy# !zy miae ra!j. " ,dj$ sw%j szerokoskrzydy kapelusz i poda go Du0owi. " No# przekonajmy si " rzu!i za!zepnie. Du0o ma!hni!iem rki odtr$!i kapelusz i podni%s si !hwiejnie. " Najwyszy kapan " rzek z nadziej$ w gosie# gdy drzwi do jego pokoju otworzyy si i do rodka zajrza ysy kapan o obwisy!h poli!zka!h# w !zerwonej# paskiej !zape!z!e# kt%ra bya symbolem najwyszego wtajemni!zenia w zakonie 8lmatera. ,a nim stao tuzin lub wi!ej u!zni%w ze wi$tyni# kt%rzy zjawili si tu# zwabieni agonalnymi wrzaskami Du0a. " :syszeli jego krzyki i pomy leli# !o przyon!zy si do jei!h zakonu " wyszepta 82an do 4aniki i Pikela i !aa tr%jka mimo powagi sytua!ji nie zdoaa powstrzyma' !hi!hotu. 7apan po!i$gn$ nosem i skrzywi si# po!zuwszy ohydn$ wo+. (bi wzrok w Du0a#

w pitno na jego !zole# po !zym odwr%!i si do ;adderly=ego. " ;o tutaj zaszo3 " zapyta bez odrobiny gniewu w gosie. " )ni mnie zdradzili/ " zawoa rozpa!zliwie Du0o. " )ni... on... " (skaza na ;adderly=ego. " (ysa Przeoonego na 7siga!h *2ery=ego &!hella na pewn$ mier'/ * teraz usiuje zrzu!i' !a$ win na mnie/ ;adderly nie przej$ si jego oskareniami. " ;zy 4eneir obdarzyby mnie magi!znym pitnem# gdyby w tej historii byo !ho' ziarenko prawdy3 " zwr%!i si do kapana 8lmatera. " 9est autenty!zne3 " spyta !hudy kapan# wskazuj$! na szpetne znami. " ;h!esz sprawdzi'3 " ;adderly spyta Du0a# ponownie podaj$! mu sw%j kapelusz. Du0o przygl$da mu si przez dusz$ !hwil " patrzy na brosz ze witym symbolem 4eneira po rodku !zerwonej wst$ki i zdawa sobie spraw# i znalaz si w kryty!znym punk!ie swego y!ia. Nie m%g przyj$' i woy' kapelusza " to r%wnaoby si wyrokowi mier!i. *le pogodzenie si z oskareniami ;adderly=ego u!zynioby z niego prawdziwego napitnowanego wyrzutka. Mil!za przez dusz$ !hwil# usiuj$! wymy li' jesz!ze jedn$ wym%wk. (ahanie sprawio# e stra!i szans na udzielenie jakiegokolwiek wyja nienia. " Musisz st$d odej '# 7ierkanie Du0o " rzek stanow!zo kapan 8lmatera. " 9u nigdy nie zostaniesz wpusz!zony do adnej z siedzib naszego boga. 9u nigdy aden z kapan%w tego zakonu nie okae !i y!zliwo !i !zy sza!unku. 9ego sowa byy dla Du0a ostatnim gwo-dziem do trumny. (iedzia# e wszelkie dyskusje mijaj$ si z !elem " de!yzja bya nieodwoalna. )dwr%!i si# jakby !h!ia p%j ' po ku0er ze swoimi rze!zami# ale kapan nie pozwoli mu nawet na !hwil zwoki. " Naty!hmiast/ " zakrzykn$. " .woje rze!zy zostan$ wyrzu!one na uli!. )dejd-/ ,awsze skorzy do pomo!y 82an i Pikel !hwy!ili Du0a za r!e i brutalnie pop!hnli go naprz%d. &po r%d wielu wiadk%w tej s!eny aden nie o mieli si zaprotestowa'. Napitnowani kapani nie mieli sprzymierze+!%w. CCC ;adderly mia jesz!ze w ;arradoonie tylko jedn$ rze!z do zrobienia# a z pomo!$ nieo!zekiwanie przyszed mu lokalny kleryk zamieszkuj$!y poza wysokimi nadbrzenymi miejskimi murami. &tary kapan poprowadzi ;adderly=ego i !zw%rk jego towarzyszy " 1ander w !zarodziejski spos%b zmniejszy swe rozmiary i by teraz rudowosym i rudobrodym barbarzy+skim wojownikiem " do niewielkiego grobu na

przyko !ielnym !mentarzu. ;adderly ukl$k przy grobie# bynajmniej niezasko!zony# ale przepeniony alem i smutkiem. " Niesz!zsna bieda!zka " wyja ni agodny stary kapan. " :daa si na poszukiwanie zaginionego ma i odnalaza go martwego przy drodze. ;% za niesz!z !ie dla 9hanine i jej dzie!i/ " 7apan od!zeka kilka !hwil# po !zym skin$ im gow$ i odszed. " ,nae tego !zowieka3 " spytaa zakopotana 4ani!a# przyklkn$wszy obok uko!hanego. ;adderly# !ho' prawie jej nie sysza# pokiwa gow$. 4ani!a uja go za rk. " &pr%bujesz go wskrzesi'3 " &pojrzaa na+ wsp%!zuj$!o# a!z z odrobin$ gory!zy. ;adderly odwr%!i si do niej# ale o!zami patrzy w przeszo '# ponownie przeywaj$! rozmow z niesz!zsnym trdowatym. ;zy m%gby uzdrowi' i!h wszystki!h3 " spyta go 5ezimienny. ;zy wszystkie !horoby wiata ugn$ si przed modym kapanem 4eneira3 " .o nie ma sensu i grani!zy z lek!ewaeniem " stwierdzia 4ani!a# bdnie pojmuj$! przy!zyn mil!zenia ;adderly=ego. " 4ok$d udasz si potem3 4o grob%w niesz!zsny!h 0armer%w i stranika miejskiego3 ;adderly zamkn$ o!zy i odegna od siebie wnioski# kt%re wynikay z jej s%w. Pr%bowa ju wskrzesi' wie niak%w i niesz!zsnego stranika# zanim jesz!ze opu !i 0arm. 4usz 0armer%w nie udao mu si odnale-'# a stranik nie ze!h!ia przyby' na wezwanie. (ysiek ten sporo go kosztowa i# o !zym mody u!ze+ dobrze wiedzia# pozbawi go na zawsze odrobiny y!iowej energii. " 8le tysi!y przywoa na nowo ;adderly# by zaludni' wiat3 " usysza pytanie 4aniki. (iedzia# e jej sarkazm nie wywodzi si ze zo liwo !i# le!z z pragmatyzmu. (iedzia# e 4ani!a nie zrozumiaaby# i ten akt nie by tak prosty# jak m%g si wydawa'# kiedy oywi 5rennana. ;adderly na wasnej sk%rze po!zu# e to wskrzeszenie nie byo !zarodziejskim zakl!iem# le!z bogosawie+stwem od boga. Niezalenie od mo!y# jakimi dysponowa# nie m%g pokona' mier!i. *by wskrzeszenie okazao si skute!zne# naleao speni' li!zne warunki# a wiele inny!h byo konie!zny!h# aby dusze umary!h ze!h!iay usu!ha' wezwania i powr%!i' do wiata# kt%ry opu !iy. .yle r%ny!h warunk%w# a ;adderly nawet nie za!z$ i!h poznawa'# nie za!z$ rozwaa' boski!h de!yzji wykra!zaj$!y!h poza zdolno !i pojmowania miertelnika# kt%rym by. Na sz!z !ie nie poprosi 4eneira# aby obdarzy go t$ ask$. " Moje mo!e przezna!zone s$ dla yj$!y!h " wyszepta# a 4ani!a zamilka#

przekonana# e w ko+!u zrozumia sedno problemu. )dm%wi modlitw za 5ezimiennego# zanosz$! pro b do wszystki!h bog%w# kt%rzy mogli go wysu!ha'# aby os$dzili tego !zowieka sprawiedliwie i obdarzyli go po mier!i spokojem# z kt%rego za y!ia zosta w tak niesprawiedliwy spos%b okradziony. ;adderly nigdy nie pozna prawdziwego imienia ebraka " i wola# aby tak ju zostao. (raz z przyja!i%mi podszed do kapana# kt%ry pokaza im gr%b. Mia przy sobie sakiewk ze spor$ sumk$ w zo!ie# na kt%r$ zoyli si wsp%lnie# i zamierza przekaza' j$ 9hanine# ale to 1ander okaza si najhojniejszym o0iarodaw!$# przekazuj$! sakiewk ze zotem *ballistera# zali!zk# kt%r$ No!ne Maski otrzymay na po!zet likwida!ji ;adderly=ego. " ,amierzasz ule!zy' wiat ze wszystki!h !hor%b3 " spytaa ponownie 4ani!a# kiedy opu !ili may domek kapana znajduj$!y si przy !mentarzu. &pojrzaa na niego bagalnie# obawiaj$! si o uko!hanego# lkaa si# e nowe brzemi odpowiedzialno !i moe okaza' si dla niego zbyt wielkim !iarem. " :!zyni# !o w mej mo!y " odrzek upar!ie ;adderly. " .o maksimum tego# !zego mona po nas o!zekiwa' i minimum tego# !o kady z nas powinien by' skonny z siebie da'. )d za!hodu powia mro-ny wiatr# zapowied- nad!hodz$!ej zimy. ;adderly spojrza w t stron# szukaj$! wzrokiem szlak%w na stoka!h odlegy!h 6%r <nieny!h# trakt%w wiod$!y!h ku 5ibliote!e Naukowej. 5y' moe nadszed ju !zas# aby wr%!i' do domu.