GOSCINNY RENÉ JEAN JACQUES SEMPĖ [IL.

]

MIKOŁAJEK MA KŁOPOTY
Przygody Mikołajka Przełożyła Barbara Grzegorżewska Tytuł oryginału francuskiego JOACHIM A DES ENNUIS

JOACHIM MA KŁOPOTY Joachima nie było wczoraj w szkole, a dzisiaj przyszedł spóźniony, nie w humorze i bardzośmy się zdziwili. Nie dlatego, że przyszedł spóźniony i nie w humorze, bo często się spóźnia i zawsze jest nie w humorze, kiedy przychodzi do szkoły, szczególnie jak ma być klasówka z gramatyki. Zdziwiło nas to, że pani uśmiechnęła się do niego szeroko i powiedziała: - No, gratuluję ci, Joachimie! Cieszysz się, prawda? Dziwiliśmy się coraz bardziej, bo chociaż dawniej nasza pani też była dla Joachima bardzo miła (ona jest strasznie fajna i miła dla każdego), to jednak nigdy, przenigdy mu nie gratulowała. Ale Joachim jakoś się nie ucieszył i ciągle tak samo nie w humorze usiadł w swojej ławce, obok Maksencjusza. Odwróciliśmy się wszyscy, żeby na niego patrzeć, ale pani uderzyła linijką w stół i powiedziała, żebyśmy się nie kręcili, zajęli swoimi sprawami i przepisywali, co jest na tablicy, tylko proszę bez błędów. A potem Usłyszałem za sobą głos Gotfryda: - Podaj dalej! Joachimowi urodził się braciszek! Na przerwie zebraliśmy się wszyscy wokół Joachima, który stał oparty o ścianę z rękami w kieszeniach, i zapytaliśmy, czy to prawda, że urodził mu się braciszek. - Uhu - powiedział Joachim. - Wczoraj rano obudził mnie tata. Był ubrany i nie ogolony, śmiał się, pocałował mnie i powiedział, że w nocy urodził mi się braciszek. A potem kazał mi się szybko ubrać i pojechaliśmy do szpitala, gdzie była mama. Leżała w łóżku i widać było, że cieszy się tak samo jak tata, a obok leżał mój braciszek. - Za to po tobie - powiedziałem - nie widać, żebyś się specjalnie cieszył. - Aż czego mam się cieszyć? - zapytał Joachim. - Po pierwsze, on jest okropnie brzydki. Jest strasznie mały, cały czerwony i bez przerwy krzyczy, i wszyscy uważają, że to śmieszne. A mnie, jak tylko krzyknę w domu, to zaraz każą siedzieć cicho i jeszcze tata mówi, że jestem bałwan i że mu pękają uszy. - Uhu, wiem coś o tym - powiedział Rufus. - Ja też mam braciszka i ciągle są jakieś draki. On jest oczkiem w głowie i wszystko mu wolno, a jak mu przyłożę, to zaraz skarży się rodzicom i potem nie pozwalają mi w czwartek iść do kina! - U mnie na odwrót - powiedział Euzebiusz. - Mam starszego brata i to on jest oczkiem w głowie. Mówi, że z nim zaczynam, i mnie bije, i wolno mu do późna oglądać telewizję i palić papierosy! - Odkąd jest mój braciszek, ciągle na mnie krzyczą - powiedział Joachim. - W szpitalu

mama chciała, żebym go pocałował, ja oczywiście nie miałem ochoty, ale pocałowałem go mimo wszystko i tata zaczął krzyczeć, żebym uważał, że o mało nie przewróciłem kołyski i że nigdy nie widział takiego niezgraby. - Co się je, kiedy się jest takim małym? - zapytał Alcest. - Potem - mówił Joachim - wróciliśmy z tatą do domu, a w domu bez mamy jest strasznie smutno. Tym bardziej że obiad robił tata i złościł się, że nie może znaleźć otwieracza do konserw, i były tylko sardynki i mnóstwo zielonego groszku. A dzisiaj rano, przy śniadaniu, tata mnie skrzyczał, że mleko wykipiało. - Jeszcze zobaczysz - powiedział Rufus. - Najpierw, jak go przywiozą do domu, będzie spał w pokoju twoich rodziców, ale potem wpakują go do ciebie. I za każdym razem, jak zacznie płakać, będą myśleli, że mu coś zrobiłeś. - U nas - powiedział Euzebiusz - mój starszy brat mieszka razem ze mną i specjalnie mi to nie przeszkadza. Tylko jak byłem całkiem mały, dawno temu, ten pajac uwielbiał mnie straszyć. - O, nie! - krzyknął Joachim. - Może się wypchać, ale nie będzie spał u mnie! Pokój jest mój i niech sobie poszuka innego, jeśli chce mieszkać u nas w domu! - Coś ty! - powiedział Maksencjusz. - Jeżeli rodzice powiedzą, że ma mieszkać z tobą, to będzie mieszkał z tobą i koniec. - Nie, mój drogi! Nie, mój drogi! - krzyknął Joachim. - Położą go, gdzie będą chcieli, ale nie u mnie! Zamknę się na klucz, no nie, jeszcze czego! - Dobre są sardynki z groszkiem? - zapytał Alcest. - Po południu - powiedział Joachim - tata znowu zabrał mnie do szpitala. Był już tam wujek Oktawiusz, ciocia Edyta i ciocia Lidia i wszyscy mówili, że mój braciszek podobny jest do mnóstwa ludzi, do taty, do mamy, do wujka Oktawiusza, do cioci Edyty, do cioci Lidii, a nawet do mnie. A potem powiedzieli, że na pewno bardzo się cieszę i że teraz będę musiał być bardzo grzeczny, pomagać mamie i dobrze się uczyć. Tata powiedział, że liczy na to, bo dotąd byłem nygusem, i że muszę stać się przykładem dla mojego braciszka. A potem przestali się mną zajmować, oprócz mamy, która mnie pocałowała i powiedziała, że kocha mnie tak samo jak mojego braciszka. - Słuchajcie, chłopaki - powiedział Gotfryd - może zagramy w nogę, zanim się skończy przerwa? - Właśnie! - powiedział Rufus. - Jak będziesz chciał wyjść pobawić się z kolegami, to każą ci siedzieć w domu i pilnować braciszka.

- Aha, jeszcze czego! Sam będzie się pilnował! - powiedział Joachim. - W końcu nikt go do nas nie prosił. I będę się bawił z kolegami za każdym razem, jak będę miał ochotę! - Będą ci robić draki - powiedział Rufus - a potem ci powiedzą, że jesteś zazdrosny. - Co? - krzyknął Joachim. - Dobre sobie! I powiedział, że wcale nie jest zazdrosny i że to głupota mówić, że nie zajmuje się braciszkiem - on tylko nie lubi, jak mu się zawraca głowę i śpi w jego pokoju, no i jak mu się nie pozwala bawić z kolegami, i że nie lubi oczek w głowie, a jeśli mu będą za bardzo dokuczać, to ucieknie z domu i wtedy dopiero będą mieli kłopot - że mogą sobie zatrzymać swojego Leoncjusza, że wszystkim będzie żal, jak on sobie wyjedzie, szczególnie kiedy rodzice dowiedzą się, że jest kapitanem na okręcie wojennym i zarabia dużo pieniędzy, że i tak ma dość domu i szkoły, że nikogo mu nie potrzeba i że to wszystko go okropnie śmieszy. - Kto to jest Leoncjusz? - zapytał Kleofas. - To właśnie mój braciszek - odpowiedział Joachim. - Dziwne ma imię - powiedział Kleofas. Wtedy Joachim rzucił się na Kleofasa i zaczął go tłuc pięściami, bo, jak nam powiedział, nikomu nie pozwoli obrażać swojej rodziny.

LIST Strasznie się niepokoję o tatę, bo całkiem już nie ma pamięci. Kilka dni temu wieczorem listonosz przyniósł dla mnie dużą paczkę. Bardzo się ucieszyłem, bo lubię, kiedy listonosz przynosi dla mnie paczki - to są zawsze prezenty od Buni, która jest mamą mojej mamy. Tata mówi, że to nie do pomyślenia, żeby tak dziecko rozpieszczać, i kłóci się z mamą, ale tym razem się nie pokłócili i tata był bardzo zadowolony, bo paczka nie była od Buni, tylko od pana Moucheboume'a, który jest taty dyrektorem. To była gra w chińczyka - mam już taką jedną - a w środku był list: Mojemu drogiemu Mikołajkowi, który ma tak pracowitego tatą. Roger Moucheboume - Też pomysł! - powiedziała mama. - To dlatego, że ostatnio zrobiłem mu przysługę - wyjaśnił tata. - Poszedłem na dworzec stać w kolejce, żeby mu kupić bilety. Uważam, że postąpił bardzo ładnie przysyłając Mikołajowi ten prezent. - Postąpiłby jeszcze ładniej dając ci podwyżkę - powiedziała mama. - Brawo, brawo! - powiedział tata. - Rozmowa w sam raz dla małego. A więc co proponujesz? Żeby Mikołaj odesłał prezent Moucheboume'owi pisząc, że woli podwyżkę dla taty? - Och, nie! - powiedziałem. No bo tak: mam już jednego chińczyka, to prawda, ale przecież drugiego mogę w szkole wymienić na coś fajniejszego. - No cóż! - westchnęła mama. - Skoro zadowolony jesteś, że rozpieszczają ci syna, ja już nic nie mówię. Tata popatrzył na sufit zaciskając usta i kręcąc głową, jakby chciał powiedzieć „nie”, a potem oznajmił, że powinienem telefonicznie podziękować panu Moucheboume'owi. - Nie - powiedziała mama. - W takich wypadkach należy napisać liścik. - Racja - zgodził się tata. - List będzie lepszy. - Ja tam wolę zatelefonować - powiedziałem. Bo rzeczywiście, z pisaniem jest kupa roboty, a dzwonić jest fajnie, tym bardziej że w domu nigdy mi nie pozwalają, chyba że dzwoni Bunia i chce, żebym jej dał buzi. Bunia okropnie lubi, kiedy jej daję buzi przez telefon. - Nikt cię nie pytał o zdanie - powiedział tata. - Zrobisz, co ci każę! To było niesprawiedliwe! Więc powiedziałem, że nie mam ochoty pisać, że jeśli mi

.krzyknął tata. Drogi Panie Moucheboume.. a mama powiedziała. .. ..Co takiego? .Dobrze . spojrzał na mnie.Mogę mu napisać. dostaniesz podwójną porcję deseru. Jak by tu zacząć?. . .nie pozwolą zadzwonić.Mógłbym napisać: „Panie Moucheboume” . że w końcu mam już jednego i że jak ma być tak.Drogi Panie Moucheboume”. a potem wstał i krzyknął w stronę kuchni: .powiedział tata. zamienię z chłopakami na coś innego. że dobrze (miał być placek z morelami!). co mi dał. ale bardzo się cieszę.. Tata powiedział.Dobrze.Chcesz dostać lanie i iść spać bez kolacji? .Rozumiem. Drogi Panie.spytała mama wychodząc z kuchni i wycierając ręce o fartuch. bo tego.. Powiedziałem. Wyjął z szuflady biurka papier.powiedziałem.Posłuchaj. to ona pójdzie spać bez kolacji i będziemy sobie radzić sami. Mikołajku . Zaraz. Szanowny i Drogi Panie. Nie. że oderwałem cię od tego zajęcia. to zbyt poufałe.Hm. że ona by napisała „Drogi Panie Moucheboume”. czy nie lepsze będzie „po prostu Drogi Panie”. nie wiem .. W końcu chodzi tylko o mojego dyrektora i moje stanowisko! . że jeśli nie będzie spokoju. Hmm. to mogą sobie zabrać tego wstrętnego chińczyka. za jakie grzechy musi tak cierpieć. Mama powiedziała. i mama poszła szykować kolację. Nie. .. tata zapytał. Nie.. Szanowny i Drogi Panie czy Drogi Panie Moucheboume? . Wtedy się rozpłakałem. to już wolę. wystarczy ... Tata popatrzył na mnie...westchnął tata.No. że to mu się wydaje zbyt poufałe i że się zastanawia.. bo to wyglądałoby na brak poszanowania. No bo co w końcu.powiedziałem. . żeby pan Moucheboume dał tacie podwyżkę. wziął ołówek. .Kochanie! Drogi Panie.. że nie.. ugryzł ołówek i zapytał: . . na przykład Kleofas ma taki fantastyczny niebieski samochód i. że mam już jednego chińczyka.Och! . .Najpierw napiszemy na brudno. że właśnie dziecku nie wypada pisać .Jeżeli będziesz grzeczny i napiszesz ten list bez awantur.powiedziała mama. ale tata powiedział. kurczę blade! . Tata powtórzył i mama powiedziała.powiedział tata. co też ty mógłbyś napisać temu staremu Moucheboume'owi? .Skoro już postanowiłeś ..to po co mi przeszkadzasz? Muszę zrobić kolację..Najmocniej przepraszam.. . . że pisze dziecko. że „po prostu Drogi Panie” jest zbyt suche i że nie trzeba zapominać.zapytała mama ...

.Drogi Panie. a potem trzy razy adresowałem kopertę i tata powiedział że możemy siadać do stołu. ale ja poprosiłem go o znaczek.powiedział tata.. Zaczekaj.. moja droga! .... Radość już była.Bierz ołówek i pisz.. co my wyprawiamy... . zetrzyj. Ogromną niespodziankę. nie trzeba przesadzać.... mama zaczęła krzyczeć. że trudno. Nie. bo kiedy zadzwonił telefon.. Mama przyszła powiedzieć nam. Nie.W..Nie wiem... No już.powiedział tata.Dobrze .. zaczęliśmy szukać i wszystko wypadło z szafy.. tak!”. Zostaw samą niespodziankę.Ten w ptaszki.zapytał.zapytała mama. Wielką przyjemność. . coś tam oboje krzyczeli. od nowego wiersza.powiedziałem... Wielką radość i niespodziankę. . Nie.O to. . Albo raczej: Z wyrazami poważania. Usiadłem przy biurku i tata zaczął dyktando: . Tata poszedł do kuchni. że papeteria jest w szufladzie stoliczka w salonie. kolacja będzie przypalona..krzyknął tata.napisz: Łączą wyrazy poważania. gdzie jest .. nie.. Chociaż nie. westchnął ciężko i wziął następną. kiedy przychodzi prezent od mamy! No i zrobiła się okropna draka! Tata zaczął krzyczeć. zdaje się.. dał mi znaczek.Szukamy papeterii Mikołaja. tata zawołał „Ach... .Dobrze . . każdym razie nie robi się takich ceregieli.Twoje stanowisko zależy od listu Mikołaja? .. Przepisałem list taty. spojrzał znowu na kartkę. tata poszedł odebrać i powiedział: ..powiedział . który dostałeś od cioci Donaty na urodziny? . Tylko że mama nie odzywała się do nas przez całą kolację... a mama przyleciała zapytać. I niespodziankę sprawił mi Pański piękny prezent.. a potem pobiegła do kuchni trzaskając drzwiami.. przecinek... który sprawił mi wielką radość.. . tak będzie dobrze. Czekaj. . i podpisz się. Pański wspaniały prezent. no i dostałem podwójną porcję deseru.. Och... I właśnie wieczorem następnego dnia strasznie się zacząłem o tatę niepokoić. ale musiałem zaczynać kilka razy z powodu błędów. Tutaj możesz napisać: Pański wspaniały prezent. . no i z powodu kleksa. żeby napisać nowy brulion. Wielką radość. otworzył szeroko oczy.. Zetrzyj radość. Tak..powiedziałem. że ma już tego dość i że kolacja gotowa.Masz. A teraz napisz: Z poważaniem..To były króliki . Tata wziął kartkę do przeczytania. Więc tata poszedł ze mną na górę do pokoju.Ale w tym domu jest straszny bałagan! To nie do pomyślenia! Mama powiedziała. a potem tata wrócił cały czerwony.. to .. ..Przynieś go tutaj. papier listowy? .

.List?. Ach! Pan Moucheboume... Tak.. więc to dlatego ten łobuziak Mikołaj prosił mnie wczoraj o znaczek! ...... Tak. Co takiego? Tata zrobił strasznie zdziwioną minę i zawołał: . Ach... Dobry wieczór panu.Hallo?.

. że tak. a to umiałem. że to za dużo pieniędzy dla małego? . że jeszcze nigdy nie miałem takiego grubego banknotu tylko dla siebie. zwany Durandalem.. a potem duży dom. Dziś rano przyszedłem do szkoły i jeszcze przed wejściem do klasy pokazałem swój banknot chłopakom. a tata wyjął portfel i dał mi.powiedział .odpowiedziałem. .Tysiąc franków? . żeby Mikołaj poznał wartość pieniądza. Prawdziwy. by jego ulubiona broń wpadła w ręce wroga.odpowiedział tata. . bohater najstarszej francuskiej epopei. Oczywiście.słynny rycerz. chłopie? Powiedziałem. zaczął robić miny. chłopie .Tata dał mi go. schowałem banknot pod poduszkę i długo nie mogłem zasnąć. . Tak że to zupełnie co innego. Kiedy się kładłem do łóżka.armię cesarską. mam go wydać w jakiś rozsądny sposób. nie chcąc.WARTOŚĆ PIENIĄDZA Zostałem czwarty z klasówki z historii.powiedziała mama . osłaniając z oddziałem straży tylnej . bo drugą ciągle sprawdzałem. szczególnie ten numer z Rolandem 1 i jego mieczem.. ale to nie są moje pieniądze i mama zawsze mówi.Zwariowałeś? Tata mi mówił.powiedział Joachim. który się nie chciał złamać. kiedy im o tym powiedziałem. ucałowałem tatę i mamę . Mieliśmy Karola Wielkiego. Dokonawszy cudów waleczności Roland ginie. czy tam jest.Masz. mama daje mi czasem dużo pieniędzy.Ho. ho . . . że samolot kosztuje co najmniej trzydzieści tysięcy franków. zgadnijcie co? Dziesięciofrankowy banknot! .Nie wiem . który widać za nim. . kochanie . żebym poznał wartość pieniądza. .oni są strasznie fajni! .Czas. Najbardziej to chciałbym kupić sobie samolot. .Coś ty . że wyda te dziesięć franków w rozsądny sposób. no. Ależ. żebym zrobił zakupy w sklepie pana Companiego na rogu ulicy. To prawda. której treścią są walki Karola Wielkiego z Saracenami w Hiszpanii. zamienił się w sklep pana Companiego.nie sądzisz.zawołał Gotfryd.Skądże . lecz przedtem usiłuje złamać swój miecz. i to mały. Jestem pewien. Prawda.Ależ. co będziesz chciał. który jest na banknocie i patrzy w bok.jutro kupisz sobie.powiedział Kleofas . 1 Roland . ile pan Compani powinien mi wydać reszty. przez co musiałem jeść kolację jedną ręką.a banknot włożyłem do kieszeni.Prawdziwy samolot kosztuje co najmniej tysiąc franków. Moi rodzice bardzo się ucieszyli.co z nim zrobisz? . Wg legendy Roland poległ w wąwozie Roncevaux w Pirenejach. A potem śniły mi się dziwne rzeczy: najpierw pan.

bo Gotfryd to straszny kłamca i wygaduje niestworzone rzeczy. .Wolne żarty . Zawsze to samo z tym dzwonkiem: ledwie zaczniemy się bawić.Wtedy żeśmy się wszyscy roześmieli.krzyknął Rufus. .Mikołaj! Co to za papier? Przynieś mi go natychmiast! Rozpłakałem się i zaniosłem banknot pani. Wariat z tego Ananiasza! . do szkoły biegiem wpadł Alcest.powiedział Alcest . że nie trzeba się bawić pieniędzmi i żebym nie wydał go na głupstwa. bo zadzwonił dzwonek na lekcję i musieliśmy ustawić się parami przed drzwiami do klasy.Chyba nie myślisz . który ze mną siedzi: „Widzisz. kiedyśmy już stali w parach. Wtedy pani krzyknęła: . . jak Ananiasz! Ale nie zdążyłem mu przylać. Ananiasz popatrzył na mnie.wyjaśniłem. nasz opiekun.Spóźniłeś się .powiedziałem . . i pokazałem mu banknot.powiedział Ananiasz.powiedziałem. . .Dostałem od taty za Karola Wielkiego. że mam go schować do kieszeni.A może byś kupił atlas .dostałem na śniadanie o jednego rogalika więcej. że pani z całej siły stara się nie roześmiać. jak masz ochotę pograć w nogę. powiedziała. co mam?”. Czasem jej się to zdarza i wygląda wtedy bardzo ładnie.Pieniądze są moje i nie mam zamiaru kupować za nie rzeczy dla innych.co to ma być? .To nie moja wina . . Zresztą książki dostaję zawsze od cioci na urodziny albo jak jestem chory.powiedziała . W klasie powiedziałem do Alcesta.Ty chytrusie! . dryń. a potem odszedł bez słowa i wziął się do powtarzania gramatyki.Zostałeś czwarty tylko dlatego. Nie skończyłem jeszcze tej.Są tam przepiękne mapy. . Rosół westchnął ciężko i kazał Alcestowi poszukać sobie pary i wytrzeć z brody masło. że jesteś pupilkiem naszej pani. dryń! .trzeba iść do klasy. którą dostałem przy śwince. Widziałem. pouczające zdjęcia i to się bardzo przydaje.powiedział Rosół.powiedział Rufus. to sobie wszyscy pogramy .Najlepiej kup piłkę nożną. który jest najlepszym uczniem w klasie i ulubieńcem naszej pani.Jeszcze nie wiem . Oddała mi banknot. . . . A potem .że wydani pieniądze na książkę.Ależ . A potem. Mogłeś sam zostać czwarty z historii. która otworzyła szeroko oczy.

.. czy jego tata zapłaci mu za stopień. dałem jej banknot i powiedziałem: .Dostałeś. bo to mój kumpel i zawsze się wszystkim dzielimy. ale ja mam to w nosie.powiedziała sprzedawczyni. .A dlaczego miałbym ci dać dwadzieścia pięć tabliczek? . gdzie go znalazłeś. co zechcę. która przecież daje mi wszystko. .Zostaw go . co zamierzam zrobić z moimi pieniędzmi. . Sprzedawczyni spojrzała na banknot.Po dwadzieścia pięć na każdego! . czego chcę. że połowę czekolady dam Alcestowi. nigdy jeszcze nie miałem pięćdziesięciu tabliczek naraz. Na przerwie. że powinienem dostać pięćdziesiąt tabliczek.zapytałem. Dlatego też zaraz po lekcjach poleciałem pędem do cukierni. masz pojęcie? . Po pierwsze. żeby kupić pięćdziesiąt tabliczek czekolady? .Mógłbyś kupić pięćdziesiąt tabliczek! Pięćdziesiąt. Alcest powiedział mi.Pieniądze są moje! . że za dziesięć franków mógłbym dostać mnóstwo tabliczek czekolady. który dostał. Wzięła ode mnie banknot i poszła porozmawiać z tatą. dlaczego wszyscy czepiają się moich pieniędzy? Ale pomysł Alcesta z czekoladą był bardzo dobry. że zaraz to załatwi.To skąpiradło! I poszli się bawić. Odpowiedziałem. że nie wiem.Czekolady za całą sumę. chłopczyku? .Nie lubię kłamczuszków . .Kupisz sobie za to tabliczkę czekolady .powiedziała.dostałem. W domu opowiedziałem wszystko mamie. no bo co w końcu. A potem wróciła z dwudziestocentymową monetą: . .Nie znalazłem . który był w salonie. nawet w Buni.Lepiej odnieś ten banknot tam. tak .powiedział Alcest. A ja bardzo się ucieszyłem. Wtedy powiedział mi.powiedział Rufus do Alcesta. kiedy inni się bawili. ale wątpię. Myślę nawet. Alcest pociągnął mnie za ramię i spytał. strasznie lubię czekoladę. . a kiedy sprzedawczyni zapytała. A ponieważ zrobiła groźną minę.wywołała do tablicy Kleofasa. a mama pocałowała mnie i powiedziała. . a po drugie. kurczę blade. potem na mnie i zapytała: .spytała sprzedawczyni.Gdzie to znalazłeś.No..odpowiedziałem. . uciekłem i płakałem przez całą drogę do domu.powiedziałem .

ile kosztuje utrzymanie. . czy to prawda.powiedział tata .zawołałem.Śmiej się. jak łatwo jest robić zakupy. Mikołaj? . . a my poszliśmy po samochód do garażu. żyliby dużo lepiej i oszczędniej.sam rób zakupy. jeśli pójdzie spać. gdzie podziewają się pieniądze.Ach! Jak ja lubię takie pytania . Ze znalezieniem miejsca do zaparkowania samochodu mieliśmy trochę kłopotu. bo bardzo lubię chodzić razem z tatą. . Prawda.Jutro niedziela. a na bazarze jest bardzo fajnie. że to wszystko zawracanie głowy. Okropnie się ucieszyłem.powiedział. Tata kazał mi wziąć siatkę na zakupy. .Ciekaw jestem. . Prawda. I wyjaśniła tacie. a mama śmiejąc się powiedziała nam do widzenia. wszyscy krzyczą i jest trochę tak jak na dużej przerwie. że on nie zdaje sobie sprawy. Strasznie dużo ludzi wybrało się po zakupy. .I kazano mi kłaść się do łóżka.powiedziała mama. które ci daję . Mama śmiejąc się ciągle oznajmiła. że nastawi wodę na langusty. że dzisiaj zakupy robią mężczyźni. wybiorę się na bazar.Wobec tego . czy zabierze mnie ze sobą. że tak. gdyby sam poszedł po zakupy. Rano zapytałem taty. które przyniesiemy. .powiedział tata.Czemu nie? .Aha .ROBILIŚMY Z TATĄ ZAKUPY Po kolacji tata przeglądał z mamą wydatki z tego miesiąca.zobaczymy. i że przy dziecku nie powinno się prowadzić takich rozmów. Bo my.Świetnie . Pełno tam ludzi.Będę mógł iść razem z tobą? . W samochodzie spytałem taty. mężczyźni.odpowiedział tata.powiedział.powiedziała mama .i zaparkował.powiedziałem.Dobra . że przyniesiemy langusty. Na szczęście tata zobaczył jakieś wolne miejsce on to ma oko . . tylko że ładnie pachnie. kiedy wrócimy z mnóstwem dobrych rzeczy kupionych po przystępnej cenie. Tata powiedział. że nie dam się nabrać! . że by rozumiał. śmiej . że gdyby on zajmował się robieniem sprawunków. . chociaż wcale nie wyglądała na zadowoloną. . czy się będziesz śmiała. skoroś taki mądry. nie damy się nabić w butelkę. chłopie? . a tata powiedział. a dziecko najlepiej zrobi.Pokażemy twojej matce.Juhu! . i nauczymy ją oszczędności. Zobaczysz.

mniejsza? .powiedział tata. Ale ja powiedziałem tacie. a tata zrobił strasznie wielkie oczy. . dobrze”. bo są żywe.chce pan kupić langusty czy krewetki? Bo to jest całkiem inna cena.Cooo? Niech pan powtórzy .A co pan myśli . śmiać.że za tę cenę kupi pan całą szklarnię? Skaranie boskie z tymi mężczyznami! Przychodzą po zakupy i każdy w kółko to samo! .mama już grzeje wodę. .Poszukamy czegoś innego. Mikołaj . .Panie . że nie warto nigdzie iść.Zobacz. A co do tego. Sprzedawca znowu wymienił cenę. a potem powiedział: . dał mi do poniesienia siatkę i poszliśmy dalej zostawiając przekupkę. że to niewiarygodne i że to skandal.A potem podszedł do przekupki. . . co rusza nogami? Sprzedawca podał mu cenę.poprosiła handlarka. . że langusty wyglądają fantastycznie z tymi ruszającymi się nogami i że w ogóle są przepyszne.No. no bo co w końcu. Przekupka włożyła nam do siatki pięć pomidorów i zapytała: .zapytała sprzedawczyni .Nie kupimy langust i tyle. . a tata powiedział. że tak.Bo nie dajemy się oszukać tak łatwo jak nasze żony .powiedział tata .Nie gadaj i chodź . to myśli.powiedział tata. tata! Langusty! .A tamta. która sprzedawała mnóstwo warzyw. . Sprzedawca wyjaśnił mu. dobrze . . która podobna była do pana Pankracego.zapytał sprzedawca .jęknąłem .Ile kosztuje ta duża.zapytał.Chodźmy zobaczyć. Tata podszedł do sprzedawcy i zapytał.Chodź.Mikołaj . musimy kupić.Świetnie .Co jeszcze? Tata zajrzał do siatki.powiedział. . . . to niesprawiedliwe! . popatrzył i uznał. na którym leżało mnóstwo ryb i wielkie langusty.Ale .powiedział tata. Tata powiedział: „Dobrze już. . A potem zobaczyłem stragan. i zaczął się. że pomidory są niedrogie.Jak to? Na kilogram wchodzi tylko pięć pomidorów? .powiedział tata. . która rozmawiała o tacie z innymi przekupkami.zawołałem.powiedział tata. czy langusty są świeże.Proszę o kilogram pomidorów . że są specjalne. czy są świeże. Żona powinna była pana uprzedzić.uspokój się albo idź i poczekaj na mnie w samochodzie! Wtedy się rozpłakałem. właściciela sklepu z wędlinami w naszej dzielnicy. .

Potem wsiedliśmy do samochodu i tata ruszył. . a sprzedawca wymachiwał swoją flądrą. że jedna langusta.krzyknął sprzedawca. a my z tatą odeszliśmy. .Ja jestem złodziejem? .. nie wyglądało apetycznie.Wracamy do domu .powiedział sprzedawca. gdzie zostawiliśmy samochód . . Może z powodu rzeczy.Brawo! . nadepnęła na pomidory. A ponieważ w domu nie było nic do jedzenia.i powiedziała. Było strasznie fajnie. że nie życzy sobie żadnych komentarzy.powiedziała jakaś pani. . No i zebrało się pełno ludzi. To mnie zaskoczyło i upuściłem siatkę na ziemię. .Nie dość.wrzasnął sprzedawca..Uważaj..To prawda .Niech pan lepiej pilnuje swojego nosa! .Dorsz. .Ale .Musimy kupić nowe pomidory .Nie wymyśla się ludziom od skąpców. Nawet kot go nie chciał. kierowca ciężarówki. No i z głowy. Kiedyśmy wychodzili z warsztatu.krzyknął. które powiedział mu ten grubas.nic poważnego. Kiedy podniosłem siatkę.Mam pełno rozgniecionych pomidorów na spodniach! Spójrz tylko co robisz! I wtedy stuknęliśmy ciężarówkę. Tata niewiele jadł.powiedział tata.tata wyglądał na rozgniewanego. Zresztą przy tych wygłupach musiało się to tak skończyć. Tym bardziej że gruba pani.powiedział. zupełnie jak na przyjęciu z okazji pierwszej . która szła za nami.Te pięć jest już do niczego. . był nieświeży. Ale tata nie dał mi dokończyć i pociągnął mnie za rękę. . gdzie kładziesz siatkę! .powiedziałem tacie. . Teraz tata zezłościł się z powodu mandatu. to. że jest pan skąpcem i głodzi rodzinę.krzyknął tata. którego sprzedał mi pan przedwczoraj. W domu mama spojrzała na siatkę i chciała coś powiedzieć. pflut! . .Robi się bardzo późno. .Chce pan oberwać? I wziął do ręki flądrę. ale tata zaczął krzyczeć.mamy tylko pięć pomidorów. który wyglądał na zmęczonego i zdenerwowanego. co w niej było. . zabrał nas taksówką do restauracji. . co za dzień! . . to jeszcze znęca się pan nad tym biednym dzieckiem. ale my z mamą zamówiliśmy sobie langustę w majonezie.Mój dorsz nieświeży? . Ale tata nie chciał mnie słuchać i poszliśmy do samochodu. jak samemu jest się złodziejem! .zawołałem . . będzie gotowy na pojutrze . Myślę.Swoją drogą. podczas gdy wszyscy rozmawiali. żebyśmy uważali.

że tata ma rację. że w przyszłą niedzielę znów pójdę z tatą zakupy! . oszczędzanie ma swoje dobre strony.komunii mojego kuzyna Eligiusza. Mam nadzieję. Mama powiedziała.

Chwileczkę. nie bałaganili i nie wykorzystywali tego drobnego wypadku do robienia błazeństw. ale pełno jest takich miejsc jak to. mój drogi! Nie. gdzie nie chodzi się prawie nigdy. i kiedy Rosół (to nasz opiekun) zadzwonił na lekcję. bo zawsze to fajnie.Nikt cię nie pytał o zdanie. czy pani nie zachorowała i czy nie odeślą nas do domu.. będziesz odpowiedzialny za całą wyprawę.krzyknął Rufus.Rufusie. a potem dyrektor sobie poszedł i pani podeszła do nas. Gotfryd. i tyle mi zrobisz! . .będziemy więc zmuszeni odbyć lekcję w kotłowni.powiedział Ananiasz. ostrzegam cię po raz drugi. i. pójdziecie grzecznie do stołówki i tam dadzą wam krzesła.. . Doszliśmy do kotłowni: mało tam miejsca i nie ma żadnych mebli oprócz zlewu i kotła z mnóstwem rur. jako rozsądny chłopiec. ustawiliśmy się w pary.Ach.Nie..dziś w nocy z powodu mrozu pękła rura kanalizacyjna. ty wstrętny lizusie! .Będziesz cicho.Jeżeli nie przestaniecie krzyczeć. Ale Rosół powiedział. Euzebiusz i. mój drogi! . Teraz na przykład szliśmy za naszą panią po kamiennych schodkach. proszę pani! Ja!”. że idzie nasza pani dyrektorem szkoły. ale bądź tak uprzejmy i zachowuj się spokojnie .? że będzie fajna zabawa. co mówię. ty. Idziemy! Okropnieśmy się ucieszyli. że dobrze zna swoją szkołę. Potem inne chłopaki poszły do swoich klas.. jak zawsze. proszę pani? Ja.powiedziała pani . .krzyknął Ananiasz..KRZESŁA Dzisiaj w szkole było fantastycznie! Przyszliśmy rano.trzeba iść do stołówki po krzesła. . może nie interesuje cię to. jak mnie się . bo nie wolno. abyście byli grzeczni. Rufusie... . . a pani uderzyła linijką w zlew. prawda . Ananiaszu. Wtedy żeśmy wszyscy podnieśli ręce i zaczęli krzyczeć: „Czy mogę iść. które prowadzą do kotłowni. kiedy w szkole jest coś inaczej. Człowiekowi wydaje się.Proszę o ciszę! .. jak mi się będzie chciało. A potem żeśmy zobaczyli. nikt nie pójdzie po krzesła i zrobimy sobie lekcję na stojąco. a my zostaliśmy sami na podwórku. Wyszliśmy z kotłowni okropnie zadowoleni i Rufus powiedział. . chociaż na to nie zasługuje. z tym że zlew robi mniej hałasu niż stół. Robotnicy właśnie dokonują naprawy . Zastanawialiśmy się. poza tym Mikołaj.Dzieci . Proszę. co się dzieje. kiedy jesteśmy w klasie. Ananiaszu.Będę cicho. . i Rufus. Rozmawiali ze sobą patrząc w naszą stronę.powiedziała pani.Proszę o ciszę! . żebyśmy byli cicho stali spokojnie. co spowodowało zalanie naszej klasy. Ty.powiedziała .

. koło drzwi.. ostrzegałam cię już.powiedział Gotfryd wstając .Zaczynam mieć tego dość! . . Musiał obrócić dwa razy.Mogę usiąść gdzie indziej . a moje zajął Alcest. wszędzie ich było pełno. że to niesprawiedliwe. W końcu pani powiedziała. On jest okropnie silny! Rosół zapytał. I dał nam krzesła.To moje miejsce . że krzeseł jest za dużo. że w ogóle nie można się ruszyć i że część trzeba odnieść z powrotem.Co znowu? . A pani otworzyła drzwi od kotłowni i powiedziała: .wyjaśnił Kleofas. proszę do kąta! . .zapytał Kleofas. Więc niech Gotfryd idzie gdzie indziej. i sama ustawiła krzesła naprzeciw zlewu. Rufusie.powiedziała pani.Którego. a pani powiedziała.ale Mikołaj musi oddać mi swoje krzesło. więc wszyscy podnieśliśmy ręce krzycząc: „Ja. proszę pani! Ja!” Ale pani uderzyła linijką w kocioł i krzesła odniósł Rosół. Euzebiusz poleciał z nami jeden raz nie zastępując nikogo. i wtedy przyszedł Rosół z trzema krzesłami. . pani nazwała go ma-tym arogantem. to sobie siądziesz za nim.Chcesz w zęby? .powiedziała pani. . zobaczysz! . bo pani powiedziała. Musieliśmy obracać kilka razy.zapytała pani.ale w klasie Gotfryd nie siedzi koło Alcesta. czy starczy krzeseł.Dość tego! . ostrzegła jeszcze raz i uprzedziła. że starczy krzeseł i że prosi o trochę spokoju. proszę pani? . a ponieważ trochę żeśmy się wygłupiali na korytarzu i na schodach. a poza tym nie jestem żadnym lizusem i zaraz się poskarżę. Więc żeśmy zaczęli ustawiać krzesła. bo obaj chcieli siedzieć na tym samym krześle na końcu kotłowni.W klasie siedzę za Gotfrydem.Ustawcie krzesła w rzędzie . i pani się strasznie rozgniewała: powiedziała. że to ja rządzę.Brawo! Moje gratulacje! Powinniście być już z powrotem.będzie chciało. A to jest moje miejsce.Może . stały byle jak. że go surowo ukarze. a tymczasem kłócicie się pod drzwiami! Maksencjuszu.Kleofas. no i Joachim z Kleofasem zaczęli się przepychać. wracaj do klasy! Rufus powiedział. ty pójdziesz na miejsce Rufusa.zapytał Rufus. . że jesteśmy nieznośni. który czekał na nas w stołówce. potem kazała nam usiąść. Kleofas poszedł na miejsce Euzebiusza. a Joachim zajął miejsce Gotfryda. a kiedy pani nie patrzyła. który robił miny.Ach! Jesteście wreszcie! . .powiedział Rosół. jeżeli nie przestanie.powiedział Joachim . Za to potem ja zastąpiłem Joachima. . .. . dlatego że Rufus.

nie ma co. . że klasa będzie gotowa już jutro i będzie się świetnie nadawała. mój bratku. ale pani powiedziała mu: „Nie. a pani zaczęła walić linijką w rury od kotła krzycząc: . proszę pani. że lepiej się nie wygłupiać. a my cieszyliśmy się. ale teraz już będą grzeczni. tak byłoby za dobrze. . żeby nie robił z siebie błazna i że postawi mu pałę. Myślę. Joachim. dopóki pani nie przypomniała nam. . w kotłowni. Toteż może pani pocieszyć swoich uczniów: robotnicy przyrzekli mi. krzyki. że w klasie Kleofas stoi zawsze w tym samym kącie. który nie bardzo się dla nich nadaje. to rzecz ogólnie znana! .powiedziała pani.Panie dyrektorze . ale na upartego można się jakoś wcisnąć. Kleofas zobaczył. strasznie zadowolony. żebym mogła mieć na ciebie oko”. Żeby ich przepuścić. Usiądziesz raczej z przodu. która jest strasznie fajna i zawsze nas broni chłopcy są trochę podekscytowani z powodu tego lokalu. a tu. Wtedy dyrektor uśmiechnął się szeroko i powiedział: . że ta doskonała wiadomość ich uspokoi. że wszystko tak dobrze się ułożyło.Wstać! . ten kończy w więzieniu.powiedział dyrektor.No cóż. i Euzebiusz musiał oddać swoje miejsce Joachimowi. że jutro jest czwartek 2 2 W szkołach francuskich czwartek był dniem wolnym od nauki (obecnie dniem wolnym jest środa). Ale pani była strasznie zdenerwowana: powiedziała Kleofasowi.Cisza! Siadać! Siadać! Słyszycie mnie? Siadać! A potem otworzyły się drzwi od kotłowni i wszedł dyrektor. . Dyrektor sobie poszedł. walenie w rury! Wspaniale! Wasi rodzice będą mieli powody do dumy. musieliśmy wszyscy wstać. tylko gonitwy po korytarzach. i dlatego zrobiło się trochę zamieszania.powiedziała pani. oczywiście! Doskonale rozumiem. moje gratulacje! Co za hałasy! Słychać was w całej szkole! Nic. usiadł na krześle na końcu. bo kto się zachowuje jak dzikus.Ależ oczywiście. wszystko jest inaczej i Kleofas jeszcze się nie przyzwyczaił.Siadać! . i wybrał kąt po drugiej stronie zlewu nie ma tam dużo miejsca. na lewo od tablicy.Bo prawda.

Pożyczysz nam swojej latarki? . bo latarki się zużywają.Jak chcecie mieć latarkę. co będę chciał. gdybym nie miał mojej ślicznej kieszonkowej latarki. i teraz okropnie się cieszyłem.na przykład po to. . że zastanawia się. na sufit. przy samej ścianie. Bardzo fajnie odrabia się . I jeszcze: „Spójrz tylko. pod meble i pod łóżko. żeby bawić się w detektywa. zamknąłem okiennice. że bawię się latarką. że wychodzę spod łóżka.No .powiedziałem. kiedy otworzyły się drzwi mojego pokoju.Mikołaj! Gdzie jesteś? A kiedy zobaczyła. gdzie. . Chłopcy się roześmieli i powiedzieli Alcestowi. którą oglądałem na wystawie za każdym razem. W domu pokazałem latarkę mamie. . żeby było ciemno. czy u-padłem na głowę i co robię po ciemku pod łóżkiem. To była śliczna kieszonkowa latarka. Poszedłem na górę do swojego pokoju.O! Co za dziwny pomysł! Ale przynajmniej nie będziesz nam hałasować nad uchem. a mama powiedziała. gdyby tata dał mi tyle forsy. i po szkole wszystkie chłopaki poszły ze mną do sklepu. bo to było to. Siedziałem właśnie pod łóżkiem.powiedział Alcest. która powiedziała: . i „Naprawdę dziwne pomysły ma twój ojciec”. której szukałem już od dawna i której bym nigdy nie znalazł. to sami zostańcie siódmymi z ortografii! I poszliśmy do domu obrażeni. i nigdy już nie będziemy się do siebie odzywać. a ciastka są pyszne. żeby szukać śladów bandytów.zapytał Rufus. . że ją mam.LATARKA Ponieważ zostałem siódmy z ortografii. A teraz idź odrabiać lekcje.Aha . zapaliło się światło i mama zawołała: . jak ty wyglądasz”.Za to ja. Mama wyszła. Wytłumaczyłem jej. i „Masz mi natychmiast zabrać się do odrabiania lekcji. pobawisz się później”. i zacząłem się bawić kierując krążek światła. . wolałbym sobie kupić jakieś ciastko. gdzie kupiłem latarkę.Po co ci latarka? . czego chciałem. Detektyw ma zawsze latarkę.Jeszcze czego . tata dał mi pieniądze. żebym kupił sobie. że jest głupi i że ja dobrze zrobiłem kupując latarkę. gdzie tylko się dało: na ściany. . . znalazłem kulkę. skąd mi do głowy przychodzą takie pomysły. spytała. zgasiłem światło i zabrałem się do pracy. jak przechodziłem przed sklepem w drodze do szkoły. i że na pewno wpędzę ją do grobu.zapytał mnie Alcest.odpowiedziałem .

żeby oddała mi latarkę.Rozumiesz. . że to niesprawiedliwe. że z mamą to nic nie daje.wyjaśniłem.Zgasić światło? . nic! .Dobrze. żebyś odrobił lekcje. że jest niezadowolona. . że to dziwny pomysł. Powiedziałem mamie. zapaliła duże światło i widać było. .Poświecę ci latarką.lekcje przy latarce. . że kura znosi 33. .33 jajka dziennie. pobiegłem go pocałować i pokazałem mu moją śliczną latarkę. Mikołaj? . ale przynajmniej nie będę nikomu hałasował nad uchem.Kiedy ja właśnie odrabiam lekcje . Poleciałem na dół do kuchni i poprosiłem mamę.Mówiłam ci.Zresztą nie mogę czytać gazety po ciemku.powiedziała mama. co to znaczy: nie? A więc nie! I przestań mi zawracać głowę. . która przyszła z kuchni. że odda. ale wiem.Sam wydał pieniądze bez zastanowienia. Mikołaj! . Próbowałem trochę popłakać. ale bądź grzeczny . nawet jeśli to jest arytmetyka! A potem mama znów przyszła do pokoju. żeby kupować mu latarkę.Co się stało twojemu synowi? . Mikołaj! .Czyja to wina? . że nie warto było być siódmym z ortografii. że tak .zapytałem.Mogę zgasić światło? . miałem dzisiaj męczący dzień.Nie ma mowy . wyobraź sobie.Och. . .spytała mama.krzyknął tata. chce.Czyś ty oszalał.wyjaśniłem. A potem przyszedł tata. . jak mówisz. że to nie jest żadna idiotyczna latarka i że daje niesamowite światło. .Właśnie. ale mama nie chciała o niczym słyszeć.Chciałbym pobawić się latarką . zabrała mi latarkę i powiedziała. więc zrobiłem zadanie. to nie robiłbym tego zadania o kurze i jajkach. kiedy skończę lekcje. jeśli potem nie można nawet pobawić się latarką.spytała mama. .powiedziałem.powiedział tata.krzyknął tata. jak mogłem najszybciej.Miałeś naprawdę dziwny pomysł. A potem usiadł w salonie. . . . .Po ciemku? Przy tej idiotycznej latarce? Popsujesz sobie oczy.krzyknęła mama. . . żeby poczytać gazetę. . Wtedy się rozpłakałem.Nic mu nie kupowałem! .Nie. zdaje się.powiedział tata. Na szczęście było łatwe i od razu obliczyłem. zanim zaczniesz się bawić powiedziała.powiedział tata. powiedziałem. . żebym po ciemku czytał gazetę. zobaczysz. . jak będzie fajnie! . a on powiedział.Twój syn. i że gdybym wiedział.

Na przyszły raz będziesz rozsądniejszy. Niech to będzie dla ciebie nauczką: dałem ci pieniądze. i wszyscy będą zadowoleni z mojej latarki. No to poszedłem do siebie na górę i zacząłem się bawić przed lustrem: oświetliłem sobie twarz od dołu . a ty wydałeś je na rzecz.wtedy ma się takie czerwone policzki. kiedy mama zawołała mnie na kolację.Wcale mu nie mówiłem. tata powiedział: .. a potem przyszła mama i powiedziała: . jak to się czasem zdarza.Niech sobie ma tę latarkę! . po kim on odziedziczył te manię wyrzucania pieniędzy przez okno! . . więc nie miałem odwagi poprosić.Mikołaj . Położyłem się do łóżka i zacząłem czytać książkę przy latarce. która nie była ci potrzebna i która się zaraz zepsuła.wtedy światło prześwieca przez materiał i właśnie szukałem śladów bandytów. szkoda. podczas gdy twój brat Eugeniusz.Och. Ale pozwól sobie zwrócić uwagę. zejdę z tatą do piwnicy. że wysiądą korki. Kiedy mama mnie obudziła... A kiedy jedliśmy śniadanie.zrozumiałam tę cienką aluzję. oddam ci ją jutro rano.. jak było fajnie. Mikołaj. . . wymieniłem w szkole z Rufusem na . kiedy zobaczą. żeby do jedzenia zgaszono światło. jesteś nieznośny! Zgaś tę latarkę i śpij! Albo nie. po kolacji. że mój wuj padł ofiarą kryzysu.powiedziała mama . Nie! . Nic się nie wydarzyło. ale na szczęście na deser była szarlotka. latarka leżała w głębi łóżka. Za to wieczorem tata i mama na pewno strasznie się ucieszą. która nie działa. nie działała i nie chciała się zapalić! . nie? Więc idź do niego.powiedział tata .Bateria się wyczerpała i nie da się jej wymienić. żeby kupował jakąś głupią latarkę! Zastanawiam się czasem. a ja schowałem się pod kołdrę z latarką. nie macie pojęcia. daj mi latarkę. a potem. jaki byłem rozsądny.To nie jest głupia latarka! . włożyłem latarkę do kieszeni .I niechże w tym domu będzie wreszcie trochę spokoju! Mama ciężko westchnęła i wyszła z pokoju. Przy stole nikomu jakoś nie było do śmiechu. Ja muszę porozmawiać z mamą.Oczywiście . nie!. przestań się mazać.Mikołaj.Słuchaj. żeby poświecić mu. idź się umyć. włożyłem latarkę do buzi .Och .idź bawić się do swojego pokoju! Masz chyba swój pokój. . No trudno. a potem zasnąłem. Bo moją latarkę. .krzyknąłem.krzyknąłem. ale miałem nadzieję.krzyknął tata.wtedy jest się podobnym do ducha.powiedziała mama. jak będzie naprawiał światło. .

śliczny gwizdek z kulką. który działa bardzo dobrze! .

zapytali Rufus i Maksencjusz.No .Na pewno jest jakiś trick.a kiedy się zatrzymuje. będziesz mógł sobie kupić mnóstwo czekoladowych ciastek.A na co będziemy grać . . przed którym się zatrzymała. który wygra. że będziemy stawiać na różne numery. .w pudełku.powiedział Alcest. co zechce. ten co ma strasznie bogatego tatę.To by było za łatwe . . jak się w to gra na jednym kowbojskim filmie . on będzie kręcił ruletką i wygra ten numer. patataj.jeśli nie mamy kartek? . Ten. jak grali w ruletkę w takiej sztuce w telewizji . Na stole była serweta z numerami. Ale to nic. ludzie kładli na tych numerach kartki i strasznie się złościli.No właśnie . .powiedział Rufus.potrzebne są pieniądze. że to kartki.Idiota! .powiedział Gotfryd. . . zabierze pieniądze innych.jeśli wygrasz pieniądze od kolegów.A ja widziałem.powiedział Gotfryd .To. wcale nie znaczy. Wygrywa ten.Mnie .RULETKA Gotfryd. Dzisiaj przyniósł w tornistrze ruletkę i pokazał nam ją na przerwie. który jadł swoją drugą kanapkę . .A nie mówiłem. który kupuje mu wszystko. Więc trudno. patataj! . wskoczył na konia i odjechał galopem.pochwalił się Maksencjusz. wiec facet wyciągnął rewolwer. .Ale ruletka była oszukana. . . kto postawił na numer. przynosi stale do szkoły różne fantastyczne rzeczy. . pozabijał wszystkich wrogów.Trzeba tym zakręcić .powiedział Gotfryd .powiedział Joachim . że moja też jest oszukana! . też była zielona serweta z numerami i mnóstwo kartek. bo po szkole mam sobie kupić czekoladowe ciastko.wytłumaczył nam Gotfryd .zapytałem .Widziałem.powiedział Rufus. który wyjdzie. Zresztą możemy udawać. gdzie była moja ruletka. . że jest jakiś trick! . I Gotfryd powiedział nam. tylko mama nie pozwoliła mi zabrać wszystkiego do szkoły. Ruletka to taki krążek z namalowanymi na wierzchu numerami i białą kulką.Tak . że ruletka z filmu tego idioty Maksencjusza była oszukana. kiedy je przegrywali.każdy ma przecież trochę pieniędzy. .powiedział Kleofas.Kto jest idiota? . będziemy grali na pieniądze. tak też możemy pograć. kulka ustawia się naprzeciw któregoś z numerów. wyskoczył przez okno. patataj.

Ja wziąłem 12.W każdym razie tak było w telewizji . 24? .krzyknął Gotfryd.Dobra . Alcest . to ja zabieram swoją kartkę i mówię wam do widzenia.krzyknął Rufus. . położyliśmy pieniądze na ziemi i wybraliśmy sobie numery.Za pierwszym razem to było tylko dla zabawy.Nikt cię nie pytał o zdanie . nasi opiekunowie.Udowodnij .Stawiałeś na 25.A nie mówiłem.zawołał Euzebiusz. to przegrałeś i koniec! Ja mówię wam do widzenia. przegrałeś ją . to wszystko zabiera właściciel ruletki! .5.20.Gdzieś ty grywał w ruletkę. .Zaczynamy? Gotfryd pokręcił ruletką i biała kulka zatrzymała się przed numerem 24. .powiedział Gotfryd. że nie jest oszukana! .krzyknął Alcest.powiedział Gotfryd . . . że wygra od Euzebiusza wszystkie pieniądze. jak go nazywać gruby. A teraz . Joachim .powiedział Gotfryd. że hej.25.powiedział Alcest.powiedział Gotfryd. że nie da mu nawet ugryźć i będzie miał ubaw.Tutaj nie telewizja! Jak mamy w ten sposób grać.powiedział Euzebiusz. . że jest oszukana? . że nie ma zamiaru tracić pieniędzy przez jakąś oszukaną ruletkę. .O rany! Co za człowiek! . .36. a potem będzie sobie kupował czekoladowe ciastka za moje kartki? Jeszcze czego! Do chrzanu z taką grą! A Alcest.krzyknął Gotfryd. który nie lubi.Nikt nie wygrał i zaczynamy od nowa.To gruby wybierze przypadkiem jakiś numer. .powiedział Kleofas.Chwileczkę .chwileczkę.A właśnie. Jak nikt nie wygrywa.Bo ja ją wygrałem . Wtedy wszyscy zaczęliśmy się kłócić.Nikt nie wygrał! .Nie masz prawa. patrzą na nas z drugiego końca podwórka.Przecież ci mówię. . . więc żeśmy się pogodzili. . ale zobaczyliśmy.Gotfryd ma rację . Euzebiusz .powiedział Rufus . powiedział.. okropnie się rozzłościł.Co? . a 25 jest najbliżej 24. . bo powie-dział.To jak? .O. . .Co. Maksencjusz . . Kleofas . że tak! . . .krzyknął Alcest.Jak ktoś nie chce grać.powiedział Alcest i zrobił się cały czerwony. a jeżeli 25 nie wyszło.Dobra . stary? . i koniec! Inaczej przegadamy całą przerwę! Wybierajcie sobie numery! Kucnęliśmy wszyscy dookoła ruletki. a Rufus nie chciał żadnego.zawołał Euzebiusz. Gotfryd . .Ja wygrałem! Miałem numer 25.6. . to niech nie gra. że będzie jadł mu ciastka przed nosem. że Rosół i pan Mouchabiere. .

że gra to ohydny nałóg. .Graliśmy w ruletkę.Ja oszukiwałem? .Przyglądamy się wam z panem Mouchabiere od dłuższej chwili. Przed chwilą żeśmy widzieli.Co z ciebie za gracz! Postawiłem na 24 i wygrałem! . Rosół miał poważną minę i patrzył. . . śmiejąc się. Spójrzcie mi w oczy! Co wy tam knujecie? Co? . proszę zadzwonić na koniec przerwy. mój drogi .Przestańcie! Cisza! . Po lekcjach. ..No właśnie . poszliśmy poprosić go.Dziwię się bardzo. jak gra? Że jeśli wpadniecie w szpony hazardu.I nikomu nie dam się dotknąć do moich pieniędzy! Mówię wam do widzenia! . mój drogi. że nie chcesz grać. . tu. jak zawsze kiedy Rosół nam coś zabierze.Bawiliście się ruletką na dziedzińcu szkolnym! A co to jest. ale Euzebiusz go popchnął. a drugą ręką zakręcił ruletkę.. że rodzice robią ci tego rodzaju prezenty.zapytał Gotfryd.Ruletka! ..powiedział Rufus.krzyknął Alcest. na ziemi?.powiedział Rufus. I żebym cię więcej nie widział w szkole z tą głupią i szkodliwą grą! A pan Mouchabiere.Jest oszukana tak. A potem kulka zatrzymała się przed numerem 24. żeby wychodziło 24. Gotfryd przestał się pukać w czoło i zrobił wielkie oczy. . żeby oddał. oddał nam pieniądze.Nie..Nie powinna zatrzymywać się dwa razy pod rząd na tym samym numerze! No i zrobiła się niesamowita draka. . I udzielam wam wszystkim ostrzeżenia.Myślałem.nie weźmiesz tych pieniędzy. chciał zabrać pieniądze. wcale nie wygrałeś! .gramy od nowa. . i przyszedł Rosół z panem Mouchabiere. Oszukiwałeś. . Rufus.. . głuptasy?! Panie Mouchabiere. . Gotfryd popatrzył na Rufusa i zaczął się pukać palcem w czoło. ale oni wszyscy oszukują . sam to mówiłeś! . .Nie. bo wszyscy zaczęli się bić ze wszystkimi. będziecie zgubieni.krzyknął Rosół. .krzyknął Gotfryd. panie Mouchabiere.krzyknął Rosół.krzyknął Rufus. szeroko uśmiechnięty.. ci nieszczęśnicy grali na pieniądze! Czy rodzice nie powiedzieli wam.Ja biorę 24. . . na nas groźnie. .powiedział .powiedział Rufus. bo moja ruletka jest oszukana? .Ja wygrałem i. Przecież to są monety! Niech pan spojrzy. że nic tak człowieka nie upadla.Ruletka jest oszukana.Zgoda . który prowadzi do ruiny i do więzienia? Czy nie wiecie. Oddał ruletkę Gotfrydowi mówiąc: . Ja zabieram tę ruletkę i te pieniądze.

Za bardzo go rozpieszczasz! . gdzie będzie spała. . ale Bunia przyjechała sama taksówką. chińczyka (mam już dwa). .powiedziała Bunia .Na sofie będzie mi bardzo wygodnie. mam dla ciebie parę niespodzianek!. czy nie lepiej. . Mikołaj! Jak ci nie wstyd? . żeby was uprzedzić. wolałam zostawić walizkę w przechowalni: jest bardzo ciężka. Ale szkoda mi było pieniędzy na telefon. w dużej walizce. . . . . kochanie? .Właśnie pojechał po ciebie na dworzec. że będziesz mógł ją odebrać. mój aniołeczek . Myślałam.powiedziała mama.Łóżko Mikołaja jest za małe .Tylko ponieważ nikt nie czekał na mnie na dworcu.zapytał tata.. .Buniu! A niespodzianki? .Ależ on ma świętą rację. gdzie jest twój mąż? .ODWIEDZINY BUNI Strasznie się cieszę.odpowiedziała mama. biedak . Kiedy wrócił.powiedziała mama. .Jest oczywiście sofa w salonie. króliczku! Jesteś już prawdziwym małym mężczyzną! No daj mi jeszcze buzi. Tata popatrzył na Bunię i wyszedł nic nie mówiąc. samochód strażacki i grającego bąka.zawołałem. .Buniu! . Wiesz.powiedziała Bunia.przyjechałam pociągiem o 15.powiedziała Bunia. daj mi buzi! Po buzi Bunia zapytała.Tak .Nie . Dzisiaj po południu tata miał wyjść wcześniej z pracy. ale.Nie możemy pozwolić na to. Bunia jest mamą mojej mamy. a ona daje mi mnóstwo fajnych prezentów.powiedziała mama.47 zamiast o 16. Walizka Buni była bardzo ciężka i bardzo duża..Mamo! . i tata musiał ją nieść w obu rękach. .. żebyś spała na sofie! Prawda.Kamienie? Tata się mylił: Bunia nie przywiozła kamieni. Ale. . kiedy przy-szedł tata. bardzo ją kocham. Mikołajku.Cicho bądź. bo na kilka dni przyjeżdża do nas Bunia.. wyglądał na zmęczonego. .Ależ nie.zawołała mama. żeby Dojechać po Bunię na dworzec. .Co mama tam wozi? . . ale zastanawiam się.powiedział tata patrząc na mamę. tylko układankę. zięciu.. żebyś spała ze mną w sypialni. czerwoną piłkę..13. bo chciałaby rozpakować rzeczy.. . nie . mała ciężarówkę.Nie spodziewaliśmy się ciebie tak wcześnie! .krzyknęła mama. To bardzo Bunię rozśmieszyło i śmiała się jeszcze.Skądże znowu! No.Rozpieszczam mojego Mikołajka? Mojego kotka? Mojego aniołka? . . .Wykluczone! . Ischias prawie mi już nie dokucza. którą zostawiłam w przechowalni.. Jak ty urosłeś.powiedziała Bunia.

że to nie jest normalne. nie? . po drugim razie.krzyknął tata. . A potem zasnąłem.Ona nigdzie nie idzie! A ja muszę iść do biura! Spóźnię się! . żeby pojechać po Bunię na dworzec. dała mi jeszcze kawałek od siebie.powiedziała mama. zszedł do salonu i jak zawsze usiadł w fotelu z gazetą. . a potem jeszcze owoce i Bunia pozwoliła mi dobierać sobie wszystkiego dwa razy.. bo to zabawka dla małego dzidziusia. A potem tata powiedział. .zawołała mama. co ona tam robi! .powiedziała mama. żeby pożyczył jej gazetę. . . mówiła. siadła na krześle i spytała. i pytała. ten jeden raz mu nie zaszkodzi .zapytał tata. bo tam jest lepsze światło. A potem przyszła Bunia.powiedziała Bunia. . bo dzisiaj wyszedł bardzo wcześnie. Tata wstał i podał Buni gazetę. W nocy bardzo chorowałem i pierwszy zajrzał do mnie tata. który przyleciał z salonu.Po nocy spędzonej na tej nieszczęsnej sofie mam. a przy torcie.powiedział tata. . potem ser. że on też jest bardzo zmęczony i że jutro musi być z samego rana w biurze.powiedziała mama. a Bunia się bardzo zdziwiła i ucieszyła. która zrobiła się cała czerwona i zła. doskonale widzę. a ona usiadła na fotelu taty.Och. czy bąk mi się podoba i czy umiem go puszczać.Me możesz iść z tym gdzie indziej? .zapytał.Godzinę już siedzi w łazience! Zastanawiam się. . że masz zamiar być wobec niej nieuprzejmy! . Zresztą odkąd przyjechała.Chyba wolno jej się wykąpać. że jest bardzo zmęczona po podróży i chce się wcześnie położyć.Kąpie się . bo nie zdążyła kupić przed wyjazdem.krzyknął tata. potem tort. Siedliśmy do stołu i kolacja była fantastyczna! Mama zrobiła zimną rybę z mnóstwem majonezu (bardzo lubię majonez). .Ciszej . a ja bawiłem się bąkiem..Nie mogłabyś powiedzieć swojej matce. A potem Bunia oznajmiła. ale nie za bardzo. Dziś rano mama przyszła mnie obudzić i do pokoju wszedł tata.Ale ja się spieszę! .Usłyszy cię! . potem była kaczka z groszkiem.On się rozchoruje . . i powiedziała. że umiem. Potem poprosiła tatę. Pokazałem jej. Bunia też się obudziła i była bardzo zaniepokojona. . czy radzili się lekarza w sprawie dziecka. żeby się pospieszyła? . żebym jej dał buzi. I wszyscy poszli spać. I dała wszystkim buzi.Do stołu! .Niech słyszy! .Tata zaniósł walizkę do sypialni i kiedy Bunia układała swoje rzeczy.Tylko nie przy dziecku! .

Uważam.powiedział tata. co przeszedł w nocy? Spójrz tylko. nie .powiedział tata. że jestem bardzo zmęczony i okropnie blady. że dobrze. . . ..Ty też się spóźnisz! . Za to twój brat Eugeniusz.Zostaw w spokoju Eugeniusza i poproś swoją matkę.Oczywiście. . . Mama powiedziała. żebym jej dał buzi.Pospiesz się.powiedziała Bunia . Postaram się nie wracać za późno. Mikołaj . że nic się nie stanie.Widzisz? . . Zachowujcie się tak. i że nieczęsto ma okazję oglądać swojego wnuczka. Mama mnie skrzyczała. dobrze.Dobrze już.powiedziała mama.Dobrze . tym razem wyjątkowo. że jesteś zmęczony. .powiedziałem. siedzieliśmy już z Bunią przy stole. żeby podała ci moją maszynkę do golenia i mydło. dobrze . .. zawsze to samo. . kiedy chodzi o moją rodzinę. że nie chce się mieszać w nie swoje sprawy. .zawołała Bunia.Nie. a Bunia poprosiła.Co? . jak on wygląda! Jest taki bledziutki. jakby mnie w ogóle nie było. . powiedziałem. biedactwo.W każdym razie .mną zupełnie się nie krępujcie.Chcesz go posłać do szkoły po tym.Muszę już lecieć. ale że nie jest zadowolona. Prawda. która przyniosła właśnie kawę. Umyję się w kuchni. jeżeli raz nie pójdę do szkoły. Bunia powiedziała.Mikołaj pójdzie do szkoły! Wtedy się rozpłakałem.Och tak . .zawołała Bunia. . Kiedy tata przyszedł na śniadanie. ale uważa. że powinniście jednak poradzić się lekarza. króliczku? .powiedział tata.

Rufusie: będę musiał chyba pomówić z twoim ojcem! Ojciec Rufusa jest policjantem. który stoi na jezdni i pilnuje. nie zrobimy dziś gramatyki. oprócz Ananiasza. to on mnie przewrócił! . Dziwię się zwłaszcza tobie. którzy mieszkają niedaleko ode mnie. przez co wystawiacie wasze życie na niebezpieczeństwo.Chodź no tu. Zajmę się tą sprawą. Muszę przyznać. że przechodzicie przez ulicę jak banda dzikusów.krzyknął Euzebiusz. Euzebiuszem. żeby nas nie przejechał samochód. a policjant przepuścił czekające samochody. pan dyrektor prosił.Cisza! Nie będzie gramatyki. biegnąc i błaznując. Rufus się przewrócił. Gotfrydzie.krzyknął policjant. Powiedział mu. jeżeli jesteś mężczyzną!” Ale Euzebiusz i Rufus nie mogli się pobić. Oglądamy wystawy.zupełnie jak dzisiaj po południu z Alcestem. nie. rzucamy na ziemię tornistry.Skarżypyta! . i to jest czasem dla Rufusa bardzo kłopotliwe. .Już więcej nie będę! Zresztą to wszystko przez Euzebiusza. . .Och. strasznie się zezłościł.Jak wy przechodzicie przez ulicę? Czy w szkole niczego was nie uczą? Skończy się na tym. który czuwa nad waszym bezpieczeństwem. . jeżeli jesteś mężczyzną! . żebym przeprowadziła z wami lekcję przepisów drogowych. jak przewiduje plan. dla waszego dobra. Pani uderzyła linijką w stół i powiedziała: . pani powiedziała: . jesteście już spóźnieni. Kiedy po przerwie przyszliśmy na ostatnią lekcję.krzyknął Rufus. A teraz jazda do szkoły.Tak dłużej być nie może. . kiedy Euzebiusz podstawił nogę Rufusowi. że sama nieraz widziałam was biegających po ulicach jak szaleni. żeby wpaść do szkoły (było już po dzwonku). że przez te błazeństwa wpadniecie któregoś dnia pod samochód. panie Badoule! . jeśli nie interesuje cię to.Cisza! .LEKCJA PRZEPISOM DROGOWYCH Czasami idąc do szkoły spotykam po drodze kilku chłopaków i wtedy się fajnie bawimy.. podstawiamy sobie nogę. Tak więc. wszyscy policjanci go znają. .Drogie dzieci.powiedział Rufus.. co mówię. Odetchnęliśmy z ulgą: „Ach!”. Rufusem i Kleofasem. przyszedł do pana dyrektora na skargę. bo policjant. ponieważ przed chwilą wydarzyła się bardzo poważna rzecz: policjant. Weszliśmy do szkoły. Przebiegaliśmy przez ulicę. wstał i powiedział do Euzebiusza: „Chodź no tu. zawołał Bas wszystkich na środek jezdni i powiedział: . który jest ulubieńcem naszej pani i zawsze jest dobrze przygotowany. przynajmniej bądź tak uprzejmy i nie przeszkadzaj kolegom. a potem robi się późno i musimy biegiem lecieć do szkoły .

I wasze zmartwienie. prawda? Więc uważajcie. . którą dostaje się na kursie samochodowym i której trzeba nauczyć się na pamięć. . aż da wam znak.. że dostanie prawo jazdy i. tam! .. A myślę. I wcale nie trzyma mnie za rękę! .I mama jeszcze powiedziała. kiedy zapali się dla was zielone światło. macie korzystać z miejsc wyznaczonych dla pieszych: tu.wyjaśniła.To jest skrzyżowanie . co to jest kodeks drogowy? Ananiasz. zanim wejdziecie na jezdnię. Tymczasem. co .. tu. Maksencjuszu . jakie środki ostrożności należy przedsięwziąć.. że możecie przechodzić.Cisza! . słucham.krzyknęła pani. Dotyczą one nie tylko kierowców.Nieprawda! . . pani westchnęła ciężko i zapytała: . . Ananiaszu.. bo obiecano jej. co powiedziałam! Kleofas poszedł do kąta. tu i tu. I trzyma go za rękę! . . Do szkoły odprowadza go matka. odmienisz mi czasownik: „Powinienem bardzo uważać przechodząc przez ulicę. które służą bezpieczeństwu użytkowników dróg. Kto może powiedzieć mi. później cię zapytam.powiedział Maksencjusz. Niezależnie od wszystkiego macie rozejrzeć się w obie strony.Żeby przejść na drugą stronę ulicy. zrobimy gramatykę. Ananiaszu.krzyknął Ananiasz..No.. macie uważnie je obserwować i przechodzić dopiero wtedy. proszę. i nie wbiegać na jezdnię jak szalony”. powtórz. Kodeks drogowy to zbiór przepisów.Dobrze. bo podobno egzaminator pytał ją o rzeczy. Jeśli są światła sygnalizacyjne. Moja mama ma taką. i w żadnym razie nie wolno wam biec. że wszyscy chcecie zostać dobrymi kierowcami.. ale także pieszych.Jeżeli nie przestaniecie. których nie było w książce.E. że zapisze się na inny kurs.Czy któryś z was może powiedzieć mi.. .powiedziała pani. Maksencjuszu! Siadaj! . Ale nie zdała. Tak. Pani podeszła do tablicy i narysowała cztery przecinające się linie. żeby zdać na prawo jazdy. . czekać. Maksencjusz. .On nigdy sam nie przechodzi przez ulicę. macie czekać.powiedziała pani. dziękuję.powiedział Maksencjusz .to taka książeczka.. Mikołaj. . ja i Rufus podnieśliśmy rękę do góry.Kodeks drogowy . powtórz.Powiedziałam: dziękuję. aż przejście będzie wolne. Maksencjuszu. Żeby zostać dobrym kierowcą. . Joachim. żeby przejść przez ulicę?. Maksencjuszu . trzeba najpierw być dobrym pieszym. .krzyknęła pani. jeśli potem nie nauczycie się dobrze prowadzić samochodu.Kleofas.Już raz kiedyś przyszedłem sam do szkoły.Opuść rękę. .. Jeśli na skrzyżowaniu stoi policjant.

powoli! Wyjdziecie teraz grzecznie i chcę widzieć. Do jutra. .Wstać! . i dyrektora. Dyrektor wyszedł. . Wtedy przeszliśmy przez ulicę. Powtórzyłem prawie wszystko oprócz tych świateł. Zresztą zaraz zobaczymy. a potem zadzwonił dzwonek. dzieci! Wtedy biegiem popędziliśmy z powrotem.powiedziała pani.Powoli. .powiedziała pani.No jak tam. Wtedy dyrektor uśmiechnął się szeroko i powiedział: . Wyszliśmy ze szkoły razem z panią. żebyśmy przechodzili. A potem wszedł dyrektor.Bardzo dobrze. jeden za drugim. żeby wyjść. że wszystko dobrze zrozumieli. a kiedy byliśmy już po drugiej stronie. że nie będę musiał więcej wysłuchiwać od policji skarg na zachowanie moich uczniów.Tylko bez przebiegania! Patrzę na was. .Tak.Pan policjant i ja jesteśmy z was bardzo zadowoleni. i postawiła mi czwórkę. droga koleżanko.Byli bardzo grzeczni i jestem przekonana. a pani powiedziała. . jak przechodzicie przez ulicę. Przekonamy się. powolutku. jak to wygląda w praktyce.powiedziała pani. a policjant uśmiechnął się na nasz widok. Ananiasz dostał piątkę. . zobaczyliśmy na chodniku naszą panią. czy zrozumieliście lekcję. Zatrzymał samochody i dał znak. Doskonale! Mam nadzieję.Bardzo ładnie! . Siedliśmy z powrotem na miejsca. przeprowadziła pani ze swoimi uczniami lekcję przepisów drogowych? . ale pani powiedziała: . . panie dyrektorze .Siadać! .Idźcie. która śmiejąc się rozmawiała z policjantem. a inni prawie wszyscy dostali trójki i czwórki nie licząc Kleofasa. że on też ma słuchać. który stał w kącie i nie wiedział. .zawołała pani. żeby się z nią pożegnać.powiedział dyrektor. . Wstaliśmy. że dobrze. dzieci .powiedziałam. który patrzył na nas z okna swojego gabinetu.

które nikogo nie zadziwią. tata mi odpowiedział.powiedział tata . czy chcę klapsa.powiedział tata. . jaki robiła pani waląc linijką w stół. powtórka z geografii i sprawdzian z opowiadania. jakie się z nim wiążą. że ja nie chcę przynosić czegoś zwyczajnego.powiedziała pani . O co chodzi? .LEKCJA PRZYRODY Jutro . które przyniesiemy. który ma swoją historię.Co znowu? . co by okropnie zadziwiło chłopaków.Jakiś interesujący przedmiot. znalezioną przez jego wuja w trakcie prac wykopaliskowych..że najlepsze są kości dinozaura.zrobimy sobie całkiem wyjątkową lekcję przyrody.Dobry pomysł. i że już raczej wolę nie iść jutro do szkoły. jest bardzo nowoczesna. Będzie to jednocześnie lekcja przyrody.Widok przedmiotów sprawia.Mówiłam już przecież.zapytała. ale wszyscy naraz zaczęliśmy mówić o rzeczach. Czy któryś z was może powiedzieć mi. najlepiej pamiątkę z podróży.Kości dinozaura? Też pomysł! A skąd ja ci wezmę kości dinozaura? Nie. Na przykład kilka lat temu jeden z uczniów przyniósł kość dinozaura.O to . Mikołaj! Przestań płakać.że twój syn jest wściekły. Tata otworzył szeroko oczy ze zdziwienia i zapytał: .Nie mogę zostawić was na chwilę samych. Wtedy ja powiedziałem. Teraz pomyślmy.Ale co trzeba przynieść. Omówimy każdy przedmiot. Co też ty mógłbyś zanieść? . Mikołaj. że będziemy musieli zadowolić się czymś bardziej zwyczajnym. Każdy z was przyniesie jakiś przedmiot. . . że rausze przynieść do szkoły jakąś fantastyczną pamiątkę z podróży.wyjaśniłem . ponieważ nie chcę mu dać kości . Kleofasie . proszę pani? . ja zacząłem płakać i z kuchni przybiegła mama. takie zajęcia praktyczne . . Podoba mi się ta twoja pani. co to jest dinozaur? Ananiasz podniósł rękę.zapytał Kleofas.odpowiedziała pani.. tylko coś. . co by mogło zadziwić chłopaków.Pani powiedziała . nie usłyszeliśmy ani słowa z tego. . że nie ma nic. dokładnie go obejrzymy i każdy z was wyjaśni nam jego pochodzenie i wspomnienia. co opowiadał ten wstrętny pupilek Ananiasz. że w takim razie nie warto przynosić rzeczy. Wtedy powiedziałem tacie. żeby nie było jakiejś awantury. a tata mi odpowiedział. że zaczyna mieć tego dość. obawiam się. Po przyjściu do domu powiedziałem tacie. a przy hałasie. że chyba za karę nie dostanę dzisiaj deseru i że moja pani ma naprawdę dziwne pomysły. a ja kopnąłem fotel w salonie. . Tata spytał. że lekcja na długo pozostaje w pamięci uczniów.

Tata poszedł po muszlę.Ja pokażę dopiero w klasie . powiedziała. że nie wiem.Tak? . którą kupiliśmy podczas wakacji w Morskich Skałkach. że powtarzał nam już setki razy. psze pana . dumny jak nie wiem co.Prawda! . który po kryjomu wniosłem na teren szkoły”. a wy tam bądźcie cicho. Inni też nie chcieli nic powiedzieć. jeśli nie chcecie także zostać ukarani! I Rosół poszedł zadzwonić na lekcję. i powiedział. A jeśli to nie zadziwi chłopaków.powiedział Rosół.który wujek Abdon przywiózł tacie w prezencie z Toledo. No i Rosół . najfajniejszy.Pani kazała ci przynieść tę broń do klasy? Doskonale. Nie masz co krzyczeć. inne chłopaki już były i wszyscy zaczęli pytać. kiedy pyta mnie on o wyjątkowo niebezpieczny przedmiot.dinozaura. Na przykład ta wielka muszla.odpowiedział mi Gotfryd. oprócz Joachima.nasz opiekun. że na pewno wszystkich zadziwię opowiadając o naszych wakacjach w Morskich Skałkach. ale to nie jest jego prawdziwe nazwisko .Ależ. . ale jeszcze odmienisz mi czasownik: „Nie powinienem kłamać Panu Opiekunowi.Taka muszla jest lepsza od wszystkich kości dinozaura na świecie! Powiedziałem. żebyśmy siadali do stołu.krzyknął Joachim . ale kiedy weszliśmy .To jest nóż do papieru .spytałem. . który pokazał nam nóż. Więc tata jej wytłumaczył i mama powiedziała: . .to nasza pani kazała mi go przynieść! . z muszlą zawiniętą w brązowy papier. . ale mama mnie uspokoiła. to będzie znaczyło. nie ma z czego robić tragedii. .wyjaśnił nam Joachim . jaki tylko można sobie wyobrazić. co przyniosłem.Kiedy. Mama spojrzała na nas i zapytała. o wycieczce na Wyspę Mgieł i o cenie. czy wszyscy w tym domu powariowali. Mikołaj. która jest bardzo duża.A wy? .powiedział tata. Mama się roześmiała. Kiedy przyszedłem.zabrał Joachimowi nóż mówiąc. A więc nie tylko zatrzymuję ten przedmiot. czy muszla zadziwi chłopaków. . że trudno ich czymkolwiek zadziwić. jaką żeśmy płacili za pensjonat. a następnego dnia poszedłem do szkoły. że na pewno strasznie im się spodoba i pani mnie pochwali. który lubi robić ze wszystkiego tajemnice. a na wierzchu ma napisane: Pamiątka z Morskich Skałek. To takie miasto w Hiszpanii. że nie wolno przynosić do szkoły niebezpiecznych przedmiotów. my ustawiliśmy się w pary. . Zobacz. w szafie są różne ciekawe pamiątki z naszych podróży.

bądź tak dobry i schowaj to zaraz do kieszeni! . .Mówiłam ci już. który kupili mu w Normandii rodzice. bo w domu nic nie znalazł. powiedziała. który kupił tam mój ojciec.A czy twój ojciec wie.Dobrze . .Ja przyniosłem pamiątkę ze Szwajcarii . idioci.Ależ dziecko. .Nie mogę znaleźć zegarka! Włożyłem go do . pani westchnęła. że przynoszenie noża to nie był najlepszy pomysł. . nie umiesz nawet robić „deski”.myślał.krzyknęła pani.krzyknął Gotfryd.Trzymajcie mnie. a po drugie. Wtedy żeśmy wszyscy wyjęli przyniesione rzeczy. przynieśli każdy po muszli.To złoty zegarek.powiedział Rufus . . wtedy jak uratowałem faceta. . . jeśli znalazłeś ją na plaży. . bo tak naprawdę nazywa się Rosół. Kleofas przyniósł usprawiedliwienie.Aha! .krzyknąłem.krzyknęła pani.Ładnie się zaczyna . . Euzebiusz miał widokówkę z Lazurowego Wybrzeża.Że ja kazałam przynieść? .Tak . szeroko uśmiechnięty i strasznie dumny.Ale kiedy mu powiem. . Alcest przyniósł jadłospis z restauracji w Bretanii. siedźcie spokojnie. to czemu pisze na niej „Pamiątka znad morza”? .powiedziała pani.Po pierwsze.krzyknęła pani. Joachimie.No nie .Proszę pani! . Joachim ciągle jeszcze płakał.powiedziała pani.przewodnik. ale to dlatego.krzyknął Maksencjusz.do klasy. że nie zrozumiał . . że trzeba było przynieść kości. . . Maksencjusz. który się topił.powiedział Gotfryd.Co się stało.krzyknęła pani. gdzie bardzo smacznie jadł kiedyś z rodzicami. . chyba mnie nie skrzyczy. to mój ojciec też mnie okropnie skrzyczy .powiedział Gotfryd. że zajmę się tą sprawą! . Joachimie? Joachim jej wytłumaczył.I za karę przyjdziesz mi do szkoły w czwartek. . . .A jak ja nie przyniosę z powrotem noża do papieru. . że przyniosłeś go do szkoły? . to rzecz drogocenna! Proszę cię. Ananiasz . Połóżcie rzeczy przed sobą na pulpicie.Rufusie. Mikołaj. bo umrę ze śmiechu! .ale ja znalazłem swoją na plaży.zapytał mnie Rufus. jeśli nie chcecie także zostać ukarani! . a Maksencjusz i Rufus.Chcesz dostać w zęby? . . proszę za drzwi! .Zobaczymy teraz. coście przynieśli.Złoty zegarek? .powiedział Joachim. że pani kazała przynieść. ale że spróbuje załatwić to jakoś z panem Dubon.

powiedziała pani .Na podłodze go nie ma. a pani powiedziała. bo Gotfryd znalazł zegarek pod podszewką kurtki. tak jak mi pani kazała.powiedział Gotfryd.Ależ. że z jego tatą też będzie musiała porozmawiać w sprawie noża. więc dałem mu w nos. Ale wszystko się dobrze skończyło. a teraz nie mogę go znaleźć! . kazała nam zostać za karę po lekcjach. któreśmy przynieśli. To były bardzo ciekawe zajęcia. a potem poprosiła. Rosół oddał Joachimowi nóż i pani darowała nam kary. i Maksencjusz zrzucił moją muszlę na ziemię. nigdy tej lekcji nie zapomni. żebyśmy też się rozejrzeli. żeby nie nadepnąć na zegarek. Wtedy pani podeszła do ławki Gotfryda.kieszeni. tylko ostrożnie.Tak. Pani zaczęła krzyczeć. a Joachim dodał. . Szukałeś na podłodze? . Gotfrydzie . że dzięki rzeczom. Gotfryd powiedział. proszę pani . wszędzie zaglądała. pani będzie musiała porozmawiać z jego tatą. .musi być gdzieś niedaleko. że jeśli nie znajdziemy jego zegarka.

. tata. bo zobaczyłem. pan Moucheboume i pani Moucheboume to razem pięć osób. a na stole są tylko cztery talerze. . Więc przeprosiłem mamę . kurczę blade! . co mnie zdziwiło. Poza tym przed każdym talerzem stało mnóstwo kieliszków. . na nim biały. to co wtedy? Mama westchnęła ciężko. ty.A właśnie. Mama była strasznie zajęta . że przez to wszystko mama zapomniała o jednym nakryciu. W domu od dawna mówi się o tej kolacji. których prawie nigdy nie używamy do jedzenia. W jadalni był rozstawiony stół. wzięła mnie za ręce i powiedziała. .Idź odrabiać lekcje i zostaw mnie w spokoju. i jeśli nie dadzą mi jeść razem ze wszystkimi.to prawda. niczego nie brakuje . że jest Boże Narodzenie.Mama! . że na pewno nie zdąży ze wszystkim na czas. Wtedy się rozpłakałem i powiedziałem. Mnie się to bardzo podoba.powiedziałem. że mama rozmawia z jakąś panią w czarnej sukience i w białym fartuszku. która jest żoną taty dyrektora.Ja. okropnie sztywny obrus i talerze ze złoconymi brzegami. . a dzisiaj już od rana tata i mama byli okropnie zdenerwowani. to się zabiję. że właśnie jest strasznie ciekawa.powiedziała mama. że wyglądała na zdenerwowaną . Kiedy po południu przyszedłem ze szkoły. . a ja i bez tego jestem dostatecznie zdenerwowana.krzyknąłem. że taka kolacja jest bardzo nudna i dlatego nie będę jadł przy stole razem ze wszystkimi. bo nigdy się ich nie wyjmuje z kredensu. że brakuje . że muszę być rozsądny.a potem zacząłem tłumaczyć jej od nowa. dla pana Moucheboume albo dla pani Moucheboume nie będzie talerza. usiadła na taborecie. co zdarza mu się bardzo rzadko.Zapomniałaś o jednym nakryciu! Mama krzyknęła i nagle się odwróciła. można by pomyśleć. że na stole brakuje jednego talerza. że taka kolacja wcale nie jest nudna. dom wyglądał strasznie dziwnie. A potem śmiać mi się zachciało.Ależ nie. dla taty. żebyś tak nie wrzeszczał i nie wpadał do domu jak dzikus! Przestraszyłeś mnie. No bo co w końcu. że o niczym nie zapomniała.prosiłam cię już. szczególnie kiedy mama mówi.wczoraj tata zawiózł ją nawet samochodem na bazar. więc kiedy siądziemy i dla ciebie.Mikołaj . .powiedziała . Pan Moucheboume jest taty dyrektorem i przyjdzie do nas z panią Moucheboume. nawet te długie i wąskie. zamieciony i bez pokrowców. Więc popędziłem do kuchni i zobaczyłem.CZYM CHATA BOGATA Pan Moucheboume przychodzi dziś do nas na kolację. Mama wyglądała bardzo ładnie i miała ślicznie uczesane włosy.

Kolację zjadłem w kuchni.A czy tą niespodzianką będzie niebieski samochodzik. że przy stole będzie bardzo nudno. bo bardzo lubię dostawać niespodzianki i sprawiać przyjemność rodzicom. i mnie pocałowała. jeśli to ja nie siądę do stołu! Tak jest! Nie siądę do stołu! Proszę bardzo! Mikołaj zajmie moje miejsce i sprawa załatwiona! Nawet dobrze się składa! Moucheboume czy nie Moucheboume. żebym mógł pośmiać się razem z wami! To niesprawiedliwe! To niesprawiedliwe! . Ona jest kochana! A potem tata zapytał. że tak. a potem wziął mnie za ręce.A potem przyszedł z pracy tata. ja mam już tego dość! Radźcie sobie beze mnie! I mama wyszła z kuchni trzaskając drzwiami.No jak? . do czego matkę doprowadziłeś! Czy o to ci chodziło? Powiedziałem.Och! Mam tego dość! . a ponieważ jest jeszcze wcześnie. że wszystko załatwione i że jestem zuch.Nie. wrócił razem z nią do kuchni i powiedział. a potem dostanę jakąś niespodziankę. i pani w czarnej sukience i w białym fartuszku wyjęła z. że nie chciałem mamy do niczego doprowadzać. Mama powiedziała. Tata powiedział. . . dobrze .krzyknęła mama. ale pani w czarnej sukience i w białym fartuszku schowała homara z powrotem do lodówki i powiedziała. że wiedziała o tym od dawna. że aż przestałem płakać. lodówki fantastycznego homara z mnóstwem majonezu.Od tylu dni męczę się nad tą kolacją i haruję jak wół! Najlepiej będzie. zupełnie jak na przyjęciu z okazji pierwszej komunii mojej kuzynki Felicji. . więc się zgodziłem.zapytał. i usiadł. to jutro zabierze mnie do kina. Tata przejechał ręką po twarzy.a teraz położysz się do łóżka. niegotowe! . Tata się roześmiał i obiecał. a jeśli będę grzeczny i zjem w kuchni.powiedział. Zapytałem. czy może zobaczyć przystawkę.spytałem. . że to nie dla małych chłopców. Całkiem-całkiem. . . jeżeli coś jeszcze zostanie. migdały.Brawo.No. Kiedy przyjdą państwo Moucheboume. że taboret jest wolny. który widziałem na wystawie w naszym sklepie? . Mikołaj. tylko chciałem pośmiać się przy stole razem ze wszystkimi. że dostanę jutro na śniadanie. możesz sobie poczytać. Potem tata poszedł po mamę. . kiedy się rozchorowałem. parówki na gorąco. żebyś się z nimi przywitał. tę żółtą. potem pójdziemy do cukierni. . dali mi oliwki. pasztecik z mięsem i trochę sałatki owocowej.Mama nie chce postawić na stole mojego talerza.powiedziała mama . pójdę po ciebie. że nie. czy mogę trochę dostać. Wtedy tata powiedział.krzyknąłem. a ja się tak zdziwiłem. Włóż czystą piżamę. . brawo! . ale żebym na to za bardzo nie liczył. potem do zoo.Wszystko gotowe? .Widzisz. skorzystał.

boję się.że przyjmiemy was skromnie.powiedział tata . ja podałem rękę. że nie pora na żarty. Sądzisz. ale mama spojrzała na mnie groźnie i zobaczyłem.Mikołaj jest dużym chłopcem i nie popełni żadnej gafy . . nie będziesz odzywał się nie pytany. ale nie chciałam odmawiać mu tej przyjemności. A potem usłyszałem dzwonek do drzwi.Mikołaj koniecznie chciał zejść. która i tak ma na pewno pełne ręce roboty. bo tata przez cały czas na mnie patrzył. powiesz dzień dobry. Wiec będziesz bardzo grzeczny.Ma pani szczęście ..powiedział tata.Ta kolacja jest dla tatusia bardzo ważna.powiedziała mama.i poszedłem się położyć.Jest u nas już od dawna i co najważniejsze przepada za dzieckiem. . państwo Moucheboume już tam byli i na mój widok zaczęli coś wykrzykiwać. i chodź . . .Ja mam ciągle kłopoty ze służącymi! Żadna nie może jakoś zagrzać u nas miejsca. . . . .powiedział tata . gdyby przysporzyła pracy mamie. Kiedy weszliśmy do salonu. że nigdy by sobie nie darowała. że nie bardzo chce mi się schodzić na dół. czy ten kawaler dobrze się uczy. dobranoc. . czy chorowałem na odrę.Ależ oczywiście .To dla nas prawdziwa przyjemność . Potem usiadłem na krześle.Nie pogniewacie się państwo . . pan Moucheboume spytał. że nie. kto musi ciągle chodzić na bankiety z nieśmiertelnym homarem w majonezie i innymi ceregielami.powiedziała pani Moucheboume.powiedziała. a dorośli sobie rozmawiali.Hm. Wszyscy się roześmieli. i przyszła po mnie mama.. że to dla niej prawdziwa przyjemność i że dużo pomogła jej służąca. . Proszę mi wybaczyć. . żeby państwa zobaczyć .Tylko . więc powiedziałem.Och.Już to uzgodniliśmy. a ja bardzo uważałem.. żeby Mikołaj nie popełnił jakiejś gafy.Wieczór w rodzinnym gronie to coś cudownego! Zwłaszcza dla kogoś takiego jak ja. no i pamiętaj: żadnych gaf! Przyrzekasz? Przyrzekłem . .zapytał tata.powiedziała mama. . .powiedziała mama. jakieś okrzyki.powiedziała mama. że to konieczne? . Właśnie czytałem fajne opowiadanie o kowbojach. Państwo Moucheboume znowu zaczęli coś wykrzykiwać.ciekawe.powiedział pan Moucheboume.Mikołaj . czym chata bogata. . pani Moucheboume spytała mamy. dlaczego tata jest taki niespokojny . ta to prawdziwa perła . a potem pani Mouchoboume powiedziała. Ale mama powiedziała. który dostałeś od Buni na urodziny. powiedziałem dobry wieczór.Włóż szlafrok.

Dobrze.do widzenia panu”. bo normalnie do stołu podaje zawsze mama. że podano do stołu. Mikołaj. To mnie zdziwiło. Więc podałem rękę pani Moucheboume i powiedziałem: „do widzenia pani”.A potem weszła pani w czarnej sukience i w białym fartuszku i powiedziała. podałem rękę panu Moucheboume i powiedziałem: .. podałem rękę pani w czarnej sukience i w białym fartuszku. .do widzenia pani” i poszedłem spać. do łóżka! .powiedział tata.. powiedziałem: . .

Po wyjściu ze szkoły stanęliśmy na chodniku. których spotkacie na ulicy. ale pan nawet się nie zatrzymał. których się nie zna. skąd. co to jest loteria: ludzie mają losy z różnymi numerami. który nie ma kół. a nagrodą będzie motorower.A ja . że nie mamy racji.Drogie dzieci.Aha . taty nic ma w domu. a . to wy będziecie sprzedawać losy na tę loterię.powiedział Alcest . a Gotfryd powiedział. i zastanawiam się. który koło nas przechodził. . czy na tym nowym boisku też nam postawią samochód. przyjaciołom.ale tak.Nie. Zabawa polega na tym. więc żeśmy poszli do domu.Jest tata? . Nie bardzośmy zrozumieli.Czy ty naprawdę nie możesz wchodzić do domu jak człowiek cywilizowany? spytała mama.czemuż by nie . jesteśmy bardzo dobrymi klientami i nie będzie mógł mi odmówić. każdy ze swoim bloczkiem. żeby sprzedawać losy ludziom. Rufus powiedział. i sąsiadom. A na co ci tata? Znowu coś przeskrobałeś? .powiedział Rufus . Jeden los kosztuje franka. że wszystkie losy naraz sprzeda swojemu ojcu. potem losuje się numery i ten szczęśliwy wygrywa nagrodę. . ale także dacie dowody odwagi przezwyciężając własną nieśmiałość. Wpadłem do domu z bloczkiem losów w ręce. gdzie wszystkie chłopaki z naszej dzielnicy będą uprawiać sporty i może nawet postawią tam samochód.LOTERIA Dzisiaj pod koniec lekcji pani powiedziała nam. to żadna zabawa. żeby zrobili nam boisko. podszedł do jakiegoś pana. Będziecie je sprzedawać rodzicom. Pani wytłumaczyła Kleofasowi. . Każdy dostanie bloczek. ale i tak jest bardzo fajny. że pracujecie dla wspólnego dobra.krzyknąłem. Ale loteria mi się spodobała.sprzedam swoje właścicielowi wędliniarni. a nawet . gdzie uprawiamy masę sportów. bo pani wyjęła z szuflady mnóstwo bloczków i powiedziała: . że szkoła organizuje loterię. . a w dodatku jest tam wspaniały stary samochód. żeby dzieci z naszej dzielnicy mogły uprawiać sporty.Nie. i wytłumaczyła Kleofasowi. Nie tylko będziecie mieć satysfakcję. w którym jest pięćdziesiąt losów. To właśnie jest fajne. Ale wszystkim najbardziej podobał się pomysł Gotfryda. bo zostawił swój bloczek w ławce.Mama! . Pani powiedziała nam też. który jest bardzo bogaty. chciał sprzedać mu swoje losy. co to jest wspólne dobro. Byliśmy bardzo zadowoleni. że pieniądze ze sprzedaży losów pójdą na budowę boiska. oprócz Kleofasa. żeby sprzedać losy naszym ojcom. bo przecież mamy już niesamowity plac. i rozdała nam bloczki z losami na loterię.ludziom. tylko że tata kupi ode mnie losy. . który musiał wrócić do szkoły.

. Mama spojrzała na mnie otwierając szeroko oczy ze zdziwienia. Gotfryd powiedział nam.Nic z tego nie rozumiem.Nie obchodzi mnie. co zrobi ojciec twojego kolegi Gotfryda .O.Jeśli inni ojcowie kupują całe bloczki.A ponieważ jest pięćdziesiąt losów.To niesprawiedliwe! . tata się strasznie zezłościł i z kuchni przybiegła mama.Po franku . więc obliczyłem i razem wypada pięćdziesiąt franków. tylko cały bloczek.powiedziała mama. a potem powiedziała: . . i zbiegłem na dół z bloczkiem losów. . i postawią nam samochód na boisku. żeby zadzwonić do dyrektora szkoły! .Nie jeden los.Co znowu? . to taka loteria. że byłem bardzo śmiały i nie przepuszczałem nikomu. . kto sprzeda najwięcej losów.Kiedy chodziłem do szkoły.powiedział. . dlaczego wciągają dzieci w takie rzeczy! Nie po to go oddawałem do szkoły. i wszyscy żeśmy się umówili. żeby zrobiono mi z niego domokrążcę albo żebraka. . bo lubię słuchać mamy i wiem. .że nie rozumiem. co mu jest . W ogóle zastanawiam się. Robiliśmy konkursy.Za moich czasów było taniej powiedział. Wydaje mi się. czy takie loterie są dozwolone. Załatwisz to z ojcem. Poszedłem od razu na górę. a jeśli ci to nie odpowiada. po ile te losy? .Proszę o trochę spokoju . .Przyszedł ze szkoły podniecony bardziej niż zwykle.odpowiedział tata. jak tata wchodzi do domu. Trzeba przyznać.krzyknąłem.wytłumaczyłem mamie. To jak.nagroda to motorower. to nie kupuję wcale.To . kiedy jestem grzeczny.Nie wiem. że ojciec kupi od niego cały bloczek. . . i ja zawsze wygrywałem. że w szkole urządzono loterię i chce ci sprzedać losy.powiedziałem.Tata! . chłopie. i będziemy mogli uprawiać sporty! . Tata roześmiał się i pogładził mnie po głowie. .Musisz kupić ode mnie losy. .No. . to czemu ty miałbyś nie kupić? A potem się rozpłakałem. . daj mi jeden los. że ona też lubi.powiedziała do taty mama. Tymczasem idź odrabiać lekcje.powiedziałem. kiedy wróci z pracy. to jest taka loteria . nie . Mikołaj. często urządzaliśmy loterie. Koniec.powiedział tata . ale tata go nie wziął. Korci mnie.zapytała. kropka! . że zrobimy tak samo! . I wyciągnąłem do taty bloczek. A potem usłyszałem.Loterię! To zabawne . dobrze. Mogę kupić od ciebie jeden los.krzyknąłem.

Nie mam odwagi . .Słuchaj no. .spytał tata. I zaczęli się obaj popychać.powiedziała mama. Żeby nas przygotować do trudnych zadań.Ale Rufus próbował sprzedać losy jakiemuś nieznajomemu panu i ten pan nawet się nie zatrzymał . usiadł.powiedziałem szybko.zapytał tata.Kiedy . kosztuje pięćdziesiąt franków . .powiedział śmiejąc się tata.powiedział. przyciągnął mnie do siebie i powiedział: . nie odmawiałby dziecku przyjemności! .chlipnąłem .Co to za nowa moda.A kto ci każe zwracać się do ludzi. żeby nauczyć nas inicjatywy i zaradności. .Nikt inny poza tobą. . Zadzwoniliśmy do drzwi i pan Blédurt nam otworzył. .Ja nie odmawiam dziecku przyjemności .który pożycza ci elektryczną kosiarkę za każdym razem.. kiedy jej potrzebujesz. I po pierwsze. Chodziło o to. jakie niesie ze sobą życie.Nie siedźcie długo .Czemu nie pójdziesz do naszego sąsiada Blédurta? .Wychowanie mojego dziecka to moja sprawa . jak się załatwia interesy. Nikt nam nie mówił: „Sprzedajcie to tacie”. . . . . ty tam .Dobrze.powiedział pan Blédurt. żona pana Blédurt.Skąpca .O! . ale to nie było to samo.Zwariowałeś? .powiedziałem..powiedział pan Blédurt . żeby zrobili nam boisko. oczywiście.Co się dzieje.krzyknął tata.powiedziałem..krzyknął tata.Udław się swoją kosiarką! .i nie pozwalam ci wypowiadać się na tematy. a potem przyleciała pani Blédurt.Zaraz będzie kolacja. gdzie będziemy uprawiać sporty. .Przyszedłem sprzedać panu bloczek losów na loterię.Nie chcę tylko zachęcać go. pójdziemy razem .Przemawia przez ciebie wrodzone skąpstwo czy nie masz forsy? . . Mikołaj..odpowiedział pan Blédurt.sam przecież mówiłeś. . o których nie masz zresztą zielonego pojęcia! Poza tym zdanie takiego skąpca wcale.Tak. na którą popychają je nieodpowiedzialni rodzice. dlaczego sam nie kupisz od niego tego bloczka? . Nie zapomnij zabrać swojego bloczka. . aby wkraczało na niebezpieczna drogę. . Blédurt.Pokażę ci. . żeby chodzić żebrać po ludziach? . których nie znasz? . Blédurt? .Ależ to Mikołaj z tym tam! . . co inni? Tata potarł sobie czoło.powiedział tata . że sprzedałeś losy na loterię i byłeś fantastyczny! Dlaczego ja nigdy nie mogę robić tego. .zapytał pan Blédurt.

o tym.Nie płacz. Pani Blédurt pocałowała mnie. Więc się rozpłakałem. bo pani Blédurt wstawiła motorower do piwnicy i nie chce im pożyczać. że to niesprawiedliwe i że się zabiję. Teraz tata i pan Blédurt okropnie się złoszczą. że nikt nie chce kupić ode mnie losów.Ja kupię od ciebie ten bloczek. . wzięła torebkę. .Co tu się dzieje? . a potem opowiedziałem jej o loterii i o boisku.powiedziała pani Blédurt.. . a ja dałem jej bloczek i wróciłem do domu zadowolony jak nie wiem co. króliczku . zapłaciła mi.zapytała.

żeby rozpoznawać chłopaków z naszej paczki. co należą do paczki.To on. a Rufus powiedział.powiedział Euzebiusz. więc wszyscy uznaliśmy.Nie . powinni mieć odznakę! Odznakę .powiedział Rufus .lepiej narysować dwie splecione dłonie.To mój ojciec wygląda jak pajac? . Ananiasz pokazał palcem na Euzebiusza. bo przyszedł Ananiasz z Rosołem. psze pana .powiedział Gotfryd. i strasznie się przyda. I Ananiasz poszedł sobie płacząc i mówiąc. . .No. jak śmiać się z jego rodziny. . który jest naszym opiekunem. . że to fajny pomysł.ci. . który ma tatę policjanta i bardzo nie lubi.zapytał Maksencjusz.krzyknął Euzebiusz. . że wcale nie jest skarżypytą i że mu pokaże. .Zwariowałeś? Jak będziesz rysował na złocie? Przyznaliśmy Euzebiuszowi rację i postanowiliśmy. . żeby się rozpoznawać .A skąd weźmiemy mundury? . .Mój ojciec ma taką w domu.zapytałem.poprawił go Ananiasz. na przerwie. .To do tego potrzebna jest odznaka? . A potem zaczęliśmy rozmawiać o tym. Wtedy Euzebiusz wyjaśnił.powiedział Rosół. że odznaka jest po to.powiedział .ODZNAKA Dzisiaj rano. .Nikt cię nie pytał o zdanie.zapytał Rufus. . Euzebiusz wpadł na pomysł: .powiedział Euzebiusz. jakby chłopaki z naszej paczki nosiły mundury. że byłoby jeszcze lepiej.Zresztą w mundurach byśmy wyglądali jak pajace.Ze złota! .A jaka będzie ta odznaka? . chłopaki .powiedział Alcest.powiedział. Ale Euzebiusz i Rufus nie zdążyli się pobić.Liście laurowe są dobre . ty wstrętny skarżypyto! .Mój starszy brat .należy do klubu i ma fantastyczną odznakę.A po co nam odznaka? . na której jest piłka futbolowa i liście laurowe. że .Najlepsza byłaby ze złota . jak będzie wyglądała nasza odznaka. .zapytał Kleofas bardzo zdziwiony.Wiecie.powiedział Maksencjusz . . że zrobimy odznaki z papieru.Spójrz mi w oczy! Zrozumiano? I odszedł z Ananiaszem. kiedy zaatakujemy wrogów. . . to będzie widać.Żebyś mi więcej nie nazywał kolegi skarżypytą! .zapytał Euzebiusz. . . który był strasznie zadowolony.

że nie jesteśmy dobrymi kolegami.wyjaśnił Euzebiusz. Siedział z nosem w zeszycie i cyrklem rysował kółka.po co nam cztery dłonie? Ten drugi to jest prawdziwy kleks.A te kolory? .Dlaczego dałeś niebieski. i dookoła nasze imiona.zapytał Kleofas . i że naprawdę nie warto było się męczyć i pracować na lekcji. Kiedy Rosół pozwolił nam się rozejść. pokazał nam swój zeszyt. że mamy odznakę i możemy rozpoznawać chłopaków z naszej paczki. W środku pomalowane było na niebiesko. Nie liczy się.Bo nie mam czerwonej kredki .zapytał Gotfryd.powiedział Alcest. . . Euzebiusz powiedział.Uhu .powiedział Gotfryd: .jesteśmy dobrymi kumplami. Wreszcie Euzebiusz skończył. a my żeśmy nie mogli się doczekać. ale że podsunęliśmy mu pomysł.powiedział Rufus . Przez całą lekcję był strasznie zajęty.ale co to za kleks. . . . że jak się nam nie podoba.Żółty to będzie czerwony.Banda Mścicieli.A co to znaczy: EGMARJMK? .Powiedzcie. A potem zadzwonił dzwonek na przerwę. i orzeł. Wtedy Euzebiusz się obraził. biało i żółto.Złota byłaby lepsza .I trzeba dorysować liście laurowe . Ale my żeśmy powiedzieli. Euzebiusz odpowiadał z geografii w zeszłym tygodniu. . o tutaj? .Musi być nazwa paczki .przypomniał Alcest. nie będzie żadnej odznaki. więc teraz mógł pracować spokojnie.powiedział Euzebiusz .zapytał Maksencjusz.To pierwsze litery naszych imion . Odznaka była całkiem fajna. strasznie dumny. idioto .tylko dwie splecione dłonie. no bo co w końcu. . . mrużąc jedno oko. popatrzył na zeszyt z daleka.I liście laurowe .powiedział Euzebiusz. . więc narysuje odznakę na lekcji i pokaże nam na następnej przerwie.powiedział Gotfryd.to też są dwie splecione dłonie? .I co wy na to? . . a dookoła pisało: EGMARJMK. kurczę blade. . a on.Coś ty . i postanowiliśmy nosić ją zawsze. . to trudno.A ten drugi . zresztą naprawdę dosyć się nam podobała i byliśmy okropnie zadowoleni. biały i żółty? . wystawiał język.zapytał Euzebiusz.spytałem . Takie kółko z kleksem pośrodku i drugim kleksem z boku.To nie jest kleks. i flaga. że to za dużo. nawet . kiedy zobaczymy naszą odznakę. i zrobił strasznie zadowoloną minę.powiedział Euzebiusz . ustawiliśmy się wszyscy wokół Euzebiusza. i dwie skrzyżowane szpady. . powiedział. chłopaki . Potem malował kredkami.co to jest odznaka? A potem zadzwonił dzwonek i weszliśmy do klasy. że odznaka jest strasznie fajna.

to nie! . Zawołaliśmy wszyscy: „Hip. a Alcest dał mu kawałek szynki ze swojej kanapki. co zrobię z twoją odznaką! . Zrozumiano? A kiedy sobie poszedł.Nie wiem. . ale zabraniam wam robić to dłużej. .Może starczy już tego cyrku? .Tak . przypięliśmy sobie odznaki do klap od kurtek i byliśmy okropnie dumni.Jak ma być tak.Właśnie! .Co to jest. . I wszyscy żeśmy podarli nasze odznaki.Więc ja jestem wodzem. . z jakimiś brązowymi znakami pod splecionymi dłońmi. . rzucił na ziemię. Wtedy Euzebiusz powiedział. to mogę dać mu w nos.zapytał Rufus.krzyknął Joachim.Przyniosłeś odznaki? . I dał każdemu po jednej. hura!”. I Alcest bardzo się ucieszył. Euzebiusz obiecał Alcestowi. że postara się narysować trochę liści laurowych.powiedział Euzebiusz. Odznaka była naprawdę bardzo ładna: niebiesko-białoczerwona.krzyknął Maksencjusz. odpiął swoją odznakę.A dlaczego twoja odznaka jest dużo większa od naszych? .powiedziałem.powiedział Euzebiusz . wszyscy żeśmy do niego podbiegli. .To ja wpadłem na pomysł z odznaką .wyjaśnił Euzebiusz. że wieczorem zrobi wszystkie odznaki u siebie w domu i żebyśmy jutro rano przynieśli do szkoły szpilki. jeśli wolno wiedzieć? . że nigdy w życiu więcej się do niego nie odezwiemy i że nie należy już do naszej paczki. kiedy Euzebiusz przyszedł na podwórko szkolne. a jak się komuś nie podoba. .Co to. powiedzieliśmy Euzebiuszowi. że ty jesteś wodzem. . .zapytał Joachim.A kto powiedział. że nie jest naszym kolegą.krzyknął Euzebiusz. A potem Gotfryd spojrzał na Euzebiusza i zapytał: .Zobacz. Następnego dnia rano. bo trzeba będzie przypiąć odznaki do kurtek.Żartujesz .To liście laurowe .Wodzem jestem ja! . żeby wyszły okrągłe. . żeby ludzie wiedzieli.zapytaliśmy.kiedy będziemy dorośli. .No bo . A ponieważ każdy miał szpilkę.Napracowałem się strasznie. podarł ją. hip. to brązowe? . rzucili je na ziemię. .odznaka wodza musi być większa od innych.powiedział Euzebiusz. to oddajcie mi moje odznaki! .krzyknął Gotfryd. .zapytał Rosół. .Jesteście wszyscy wstrętni! . podeptali i opluli. szczególnie przy wycinaniu. . podeptał i o-pluł. . co robicie. że należymy do Bandy Mścicieli. .Nie miałem zielonej kredki.

I teraz łatwo rozpoznać chłopaków. że ma to w nosie i że wcale nie chce należeć do bandy wstręciuchów.Euzebiusz odpowiedział. co nie mają niebiesko-biało-czerwonej odznaki z napisem EGMARJMK dookoła. I poszedł sobie razem ze swoją odznaką wielkości spodka. . którzy należą do paczki: to ci. dwiema splecionymi dłońmi pośrodku i brązowymi liśćmi laurowymi na dole.

a jak się jest zawieszonym. wysyła do nich anonim. spojrzała na Gotfryda.Przecież on nosi okulary i nie wolno go bić. Ananiasz. .Trzeba pomścić Gotfryda! .powiedział Rufus. a potem Kleofas zapytał: .skrzywił się Alcest. To będzie dla niego przestrogą i nauczy go.Drogie dzieci. . który jest pierwszym uczniem w klasie i ulubieńcem naszej pani. gdzie bohater. więc nie zauważy.A gdybyśmy się strasznie obkuli na następną klasówkę i wszyscy dostali piątki zamiast niego? . a po klasówce zaprowadziła go do dyrektora. zrobimy dyktando. A teraz wyjmijcie zeszyty. że na takich numerach daleko w życiu nie zajedzie.powiedział Kleofas. wzięła kartkę Gotfryda i kartkę Ananiasza.Coś ty . . tam! . więc musimy zemścić się na tym wstrętnym pupilku Ananiaszu. No i wrogowie mają .E. zdarzyło się coś niesamowitego. . bo Gotfryd to dobry kumpel.Psze pani! On ode mnie ściąga! .Gotfryd należy do paczki. Przyznaliśmy mu wszyscy rację. to rodzice strasznie krzyczą i zabraniają mnóstwa rzeczy. dodając kłamstwo do nieuczciwości. ty wstrętny kłamco . żeby odebrać swoje pieniądze. Wobec tego pan dyrektor zawiesił go na dwa dni w prawach ucznia. .powiedział Maksencjusz. .powiedział Rufus.i spuścić mu lanie. a kiedy bogaci chcą okraść biednych. .powiedziałem. .zapytał mnie Kleofas pukając się palcem w czoło. . Na przerwie zastanawialiśmy się. w którym pisze: „Nie można drwić sobie bezkarnie z Błękitnego Rycerza”.To może przestaniemy się do niego odzywać? .krzyknął Gotfryd.I tak prawie się do niego nie odzywamy.powiedział Joachim.Już wiem . postawiła mu pałę. podniósł rękę i zawołał: . który jest zbójcą i nosi maskę. który zaczął płakać.ANONIM Wczoraj w szkole.powiedział Euzebiusz . że na nieuczciwości daleko w życiu nie zajedzie. Mam nadzieję. że będzie to dla niego przestrogą oraz nauczy go. Pani wróciła do klasy sama i powiedziała: .Można by mu powiedzieć . . kradnie pieniądze bogatym i daje biednym.Nieprawda.Zwariowałeś? . co by tu zrobić.Czytałem takie opowiadanie w jakimś piśmie. . .Można by poczekać na niego po lekcjach . Ale pani podeszła. żeśmy w ogóle przestali. na klasówce z historii.Ale jak się zemścimy na Ananiaszu? . ale w dodatku uparcie nie chciał się do tego przyznać. Gotfryd postąpił bardzo źle: nie tylko ściągał od kolegi.

. bo Rufus dał go Kleofasowi. co to znaczy „bezkarnie”. . Na lekcji czekałem. zużyłem kupę kleju i o mało nie popsułem mamie nożyczek.męczyłem się jak kto głupi. Na szczęście nie zabrał listu. ty idioto? No i się pobili.strasznego pietra i boją się kraść. a żeby nie można było rozpoznać pisma. i postanowiliśmy.zapytał Kleofas.Nie. ale to nie jest jego prawdziwe nazwisko. i będzie miał za swoje.Tylko że . mój drogi . hip. . której on jeszcze nie przeczytał do końca. że to nic nadzwyczajnego! Następnym razem sam będziesz pisał list! . bo Ananiasz tak się przestraszy naszej zemsty. . Ale Kleofas oglądał list pod ławką i pytał o coś Maksencjusza. że to nic nadzwyczajnego i trudno przeczytać. że to myśmy go napisali. a właśnie było moje ulubione ciasto.Hip. przeczytał nasz anonim i dopiero by miał głupią minę. który powiedział. bo pociąłem ojcu gazetę.Co to znaczy: anonim? .No .Tak .powiedział Rufus. że to dobry pomysł. hura!”. .zapytał Alcest.powiedziałem . .Znam sposób. że on ma tego dosyć. że może w ogóle przestanie chodzić do szkoły.powiedział Rufus.napiszemy: „Nie można drwić sobie bezkarnie z Bandy Mścicieli!” Zawołaliśmy wszyscy .A co napiszemy w tym liście? . Uznaliśmy. . A dzisiaj rano.. no i dostałem klapsa i nie dano mi deseru. po przyjściu do szkoły. A potem Ananiasz by się odwrócił. który siedzi razem z nim. czy ma list. że Rufus przygotuje list na jutro. zanim się zaczął bić.krzyknął Rufus .powiedział Rufus .Taaak? . zebraliśmy się wszyscy dookoła Rufusa i zapytaliśmy. a Rosół. gdzie bandyci wysyłali listy. wycinali litery z gazet i przyklejali na kartkach papieru. który składał się z mnóstwa przeróżnych liter i bardzo się wszystkim podobał. I zostaniemy ukarani.jak wyślemy taki anonim do Ananiasza. I Rufus pokazał nam list.Chociaż w domu była straszna draka. . powiedział. .To ja nie dostałem ciasta . który jest naszym opiekunem. i do końca filmu nikt ich nie mógł odkryć.To kto jest idiotą. przyleciał biegiem. a ten idiota uważa. i za karę kazał im w czwartek przyjść do szkoły. Kleofas zapytał. I nagle pani zawołała: . nawet jeżeli założymy maski. . oprócz Joachima. który widziałem w jednym filmie. że zachowują się jak dzikusy.krzyknął Joachim. aż Kleofas poda do mnie list: to ja siedzę najbliżej Ananiasza i miałem położyć list na jego ławce. tak żeby nie zobaczył. on będzie wiedział.

żeby się uczyć.. żeby się bawić czy błaznować”. a pani zawołała: . wcale mnie to nie obchodzi! Lepiej byście uczyli się na lekcji. Zobaczymy teraz. może powtórzysz. No. co powiedziałam? Wtedy Maksencjusz wstał i zaczął płakać.. proszę. a nie po to. Alcest podał go mnie.Kleofas! Powtórz. A zresztą nie chcę nic o tym wiedzieć. ponieważ chodzę do szkoły po to. z Bandą Mścicieli nie ma żartów! . Alcest. Tymczasem za karę wszyscy trzej przyjdziecie mi w czwartek do szkoły! Na przerwie Ananiasz się śmiał. widziałam was! No proszę! Czekam! Alcest zrobił się cały czerwony. Potem Euzebiusz. czy twój sąsiad jest uważniejszy. pani powiedziała: . zamiast zajmować się głupstwami. Bo... Mikołaj! Proszę pokazać mi tę kartkę! Ale szybko! Nie próbujcie jej chować.Co za diabeł w was dzisiaj wstąpił! Euzebiusz. jak powiedział Kleofas.. Maksencjuszu. spojrzała na nas i powiedziała: .Doskonale. a pani kazała Kleofasowi i Maksencjuszowi odmienić czasownik: „Powinienem uważać na lekcji. bezkarnie czy nie. zamiast robić głupstwa. Ale ten wstrętny pupilek nie powinien się śmiać. przeczytała ją. Pani przyszła po kartkę.„Nie można drwić sobie bezkarnie z Bandy Mścicieli”? Co to znowu za brednie?. ja się rozpłakałem. że to nie jego wina. który siedzi za nami. a Euzebiusz powiedział. otwarła szeroko oczy. podał list do Alcesta. co powiedziałam przed chwilą! A ponieważ Kleofas wstał i nic nie mówił.

. tylko policjantem! To żadna sztuka mieć rewolwer.krzyknął Rufus. że jest nowy .wyjaśnił Euzebiusz . . To się Euzebiuszowi nie spodobało. Euzebiusz jest strasznie dumny ze swojego brata i ciągle nam o nim opowiada. . jak się jest policjantem! .Wygląda fantastycznie! Jutro przyniosę wam pokazać.Jonasz ma rewolwer.Zabija się na niby . .wyjaśnił Euzebiusz. . W każdym razie ma karabin.Ale to bardzo niebezpieczne. Kiedy indziej Euzebiusz opowiedział nam. ten co jest bardzo silny i lubi dawać chłopakom w nos.krzyknął Euzebiusz .Twój ojciec . .Rewolwery są dla oficerów. W zeszłym tygodniu Euzebiusz opowiedział nam.E.Dostaliśmy zdjęcie Jonasza w mundurze .Jasne. .powiedział Gotfryd.Nie rozśmieszaj mnie .powiedział Maksencjusz. że Jonasz pojechał ze swoim pułkiem na ćwiczenia i robił niesamowite rzeczy. . co? I Eugeniusz z Rufusem się pobili. że jest najlepszym żołnierzem w pułku. bo zostanie oficerem. .To dlatego. I Euzebiusz przyniósł nam zdjęcie: Jonasz wyglądał na nim bardzo fajnie.powiedział.JONASZ Euzebiusz.Co ty tam możesz wiedzieć? . . .I to nie na niby! . . w berecie.powiedział Gotfryd. .Nie ma galonów . .ale na pewno zostanie oficerem i będzie dowodził masą żołnierzy.zapytał Joachim. . ma starszego brata. . . . Żołnierze mają tylko karabiny. no i się pobili.powiedział Rufus.Na niby się nie liczy! To by było za łatwe! .zapytał Euzebiusz.A nie ma rewolweru? .Tylko spróbuj! .Na ćwiczeniach nie zabija się wrogów . że zabił mnóstwo wrogów i że generał mu pogratulował. .Mój ojciec ma rewolwer. że Jonasz po raz pierwszy stał na warcie i że wybrano go dlatego.powiedział Gotfryd.Policjant to tak jak oficer! . który nazywa się Jonasz i właśnie poszedł do wojska.Chcesz w nos? . tam! . cały uśmiechnięty.nie jest oficerem. .Poza tym mój ojciec ma kepi! A twój brat ma kepi.powiedział Rufus. że nie .powiedział nam któregoś dnia. udało mu się. Euzebiusz spróbował.

powiedział Rufus. Idioci tak samo jak reszta. Euzebiusz wrzasnął. .Dowodzi masą żołnierzy.krzyknął Euzebiusz.powiedział Euzebiusz. Ale obiecał powiedzieć Jonaszowi.Tak mi się wydawało . kim jesteście? Jesteście bandą idiotów! Wtedy żeśmy się wszyscy pobili z Euzebiuszem.zapytał Maksencjusz. . kto się topi.powiedział Euzebiusz .powiedział Gotfryd. dumny jak nie wiem co: . . i Rosół.nikogo nie uratowałeś i jesteś kłamca. na wojnie prowadzi innych do walki i żołnierze muszą mu salutować. . zgadujcie!. to wszystko bujda .powiedział śmiejąc się Euzebiusz.Wszyscy żołnierze stoją na warcie.Ma już stopień! Jest rekrutem! . W ogóle to zaczynamy mieć już dość Euzebiusza razem z jego bratem. nasz opiekun. że to nie jest stopień . Żebyś wiedział! Żołnierze muszą salutować mojemu bratu! O tak! I Euzebiusz przyłożył rękę do czoła. A wy wiecie. że ma brata w mundurze z galonami. co oficer .To nie jest stopień . . że to jest stopień. postawił nas do kąta. każdy po kolei. .Każdy to może robić! . wydaje rozkazy. chłopaki! . .A co robi taki rekrut? . któremu .Jasne.spytałem..Stać tak samemu po nocy i pilnować pułku. który wpuściłby do koszar wrogów? .Nie myślisz chyba. Ponieważ nikt nic nie mówił.powiedział Rufus.O wiele niebezpieczniej jest uratować kogoś. .On mówi. . .. A dzisiaj rano Euzebiusz przyszedł do szkoły strasznie przejęty. . . Napisał nam w liście! .Ale fajnie! ..zapytałem.Wiecie co? Dostaliśmy list od mojego brata! Przyjeżdża na przepustkę! Dzisiaj! Na pewno już jest w domu! Chciałem na niego poczekać. żeby stać na warcie? .powiedział Rufus.Zresztą to nic takiego stać na warcie .powiedział Kleofas. żeby w południe przyszedł po mnie do szkoły! I wiecie. . że dają pilnować pułku jakiemuś idiocie? Albo zdrajcy. .E. .To samo.Jakich wrogów? .A jak? .Chciałbym cię widzieć! . . co jeszcze? No. .zawołał.To trzeba być najlepszym żołnierzem w pułku. żeby zasalutować.Coś ty. Zazdrościliśmy trochę Euzebiuszowi.Nie rozśmieszaj mnie . i Jonasz ma na rękawie galon. ja dostałem pięścią w nos.powiedział Euzebiusz.powiedziałem. jak ja na ostatnich wakacjach! . tylko że ojciec się nie zgodził.

.krzyknęła pani. ale najbardziej przejęty był oczywiście Euzebiusz.Maksencjusz! . Nie mógł usiedzieć w ławce. że Jonasz go poznał. że chce jej się śmiać.Na polu bitwy nie. Zwłaszcza ty. wiercił się i rozmawiał z chłopakami.wszyscy salutują. rozczochrał mu włosy i dał kuksańca. że jego brat. Ale macie się zachowywać spokojnie.. nie.sam wam opowie. Na chodniku czekał na nas Jonasz. to. a kiedy zadzwonił dzwonek. i trochę żeśmy się rozczarowali. .Nie wiem. Euzebiuszu.zawołał na widok Euzebiusza. że go zobaczymy po skończonych lekcjach. kiedy nie był jeszcze żołnierzem i nikt mu nie salutował.. że teraz. Pozwolę wam z nim porozmawiać.Dlaczego nie jesteś w mundurze? . ale jesteś nieznośny! Jeśli się zaraz nie uspokoisz. co się dziś z tobą dzieje. Miał na sobie żółty sweter i niebieskie spodnie w prążki. . .A! Są i koledzy. ale my ją znamy i wiemy.Zresztą po szkole .czy to prawda.Na polu bitwy? . żeby być godnym brata żołnierza! Lekcja okropnie nam się dłużyła. . mieliśmy już spakowane tornistry i pędem wylecieliśmy z klasy. zostaniesz w szkole po lekcjach. podoficer.. Ja już go kiedyś widziałem. Sam chciałbym mieć takiego! . . to znaczy. . .zawołaliśmy wszyscy.Na przepustce? Też masz pomysły! . przychodzi po niego do szkoły. żeby poszukać czegoś w szufladzie. Zostałem przydzielony do kuchni. którzy najbliżej siedzą. że kiedy tak robi. Jest bardzo fajny i silny. ale to było przedtem. Nie był w mundurze. Pani schyliła się... .. . dowodzi pan ludźmi na polu bitwy? . musisz być grzeczny.Niech pan powie . . kiedy ma pan galony. A potem popatrzył na nas i powiedział: . Czasem to niezbyt przyjemne.krzyknął Maksencjusz.Się masz.Euzebiuszu! . ale za to można się najeść. I cieszyliśmy się.roześmiał się Jonasz.Znowu urosłeś! I Jonasz pocałował Euzebiusza w oba policzki.powiedział Euzebiusz .powiedział Jonasz. pyszczku! .zapytał Euzebiusz. proszę pani! Nie! . Pani spojrzała na nas zdziwiona i Euzebiusz wytłumaczył jej. Okropnie fajny ten brat Euzebiusza. Ten gruby to Alcest. Weszliśmy do klasy bardzo przejęci.Dobrze.. A tamten to.Och. ale w kuchni pilnuję obierania jarzyn.zapytał Rufus . dumny. A potem powiedziała: . . To jest Mikołaj.

że Euzebiusz powinien być dumny ze swojego brata. zrobił się całkiem biały i popędził przed siebie jak szalony. . My też sobie poszliśmy.krzyknął Jonasz. a Alcest powiedział. .Wtedy Euzebiusz spojrzał na Jonasza. któremu w wojsku tak dobrze się powiodło. . do licha? Zaczekaj na mnie! Zaczekaj! I Jonasz poleciał za Euzebiuszern.Euzebiusz! Euzebiusz! .Co mu się stało.

. Normalnie pomoce przynosi zawsze Ananiasz.Aha . Gotfrydzie .Można by napisać: Banda Mścicieli. kiedy jest pytany. proszę pani!” . . bo miał grypę.. W ten sposób nieprzyjaciele wiedzieliby. na pewno wyrzucono by cię ze szkoły! . .wyjaśnił nam Gotfryd. mówię do ciebie! Kiedy zadzwonił dzwonek. Pokażę wam coś fajnego! Wyszliśmy ze szkoły i zapytaliśmy Gotfryda. z którym pani miała do pomówienia. A na schodach Gotfryd powiedział nam: . ale wracaj szybko. przeszliśmy przez ulicę. Chodźcie!” Gotfryd ze wszystkiego lubi robić tajemnice. dobrze? Nie włócz się po korytarzu.aleś ty odważny! . więc żeśmy wszyscy krzyczeli: „Ja! Ja.kawałek kredy! . Wtedy podnieśliśmy ręce i zawołaliśmy: „Ja! Ja.Dziękuję ci. . . Kleofas.powiedziała pani.Czekajcie.powiedział Joachim . znów przeszliśmy przez ulicę.Patrzcie! W ręku miał .. .No . żeśmy tu byli.Proszę o ciszę! .Wracaj na miejsce. co nam chce pokazać. strasznie dumny. Gotfryd jeszcze raz rozejrzał się dookoła.nigdy byście nie zgadli .powiedział Rufus . poszliśmy kawałek prosto.powiedział Gotfryd. Gotfryd poszedł zadowolony jak nie wiem co i wrócił uśmiechnięty od ucha do ucha.Fajnie by było . który jest najlepszym uczniem w klasie i ulubieńcem naszej pani.O rany .powiedziała pani.napisać coś na murze. a my stanęliśmy koło niego. który nie usłyszał.jakby Rosół albo pani wiedzieli. Gotfrydzie. jak zawsze. . . Ale poszliśmy za nim. włożył rękę do kieszeni i powiedział: . ale Gotfryd rozejrzał się na wszystkie strony i powiedział: „Nie tutaj.A potem wyrzucą mnie ze szkoły! Świetnie! Brawo! . z garścią pełną kawałków kredy. oprócz Kleofasa.Po szkole chodźcie wszyscy ze mną. proszę do tablicy. . proszę! . skręciliśmy za rogiem. Kleofas. Może ty pójdziesz. a potem Gotfryd zatrzymał się. proszę pani!”.powiedział Maksencjusz. ale tym razem Ananiasza nie było. dlatego nas złości.powiedziała pani.Zabrakło nam kredy! Trzeba będzie przynieść. wybiegliśmy wszyscy z klasy oprócz Kleofasa.Rosół dał mi pięć kawałków .powiedział Joachim .KREDA No.A ja dałem pani tylko cztery! .No .

Boisz się! .Fajnie by było . że kreda to papieros. jeżeli jesteś mężczyzną! I Euzebiusz z Maksencjuszem sobie poszli. .A jeśli potem wszystkich nas wyrzucą? . chodź. I Joachim poleciał strasznie szybko. który zrobił się cały czerwony. tylko dalej bawić się kredą. Więc zaczęliśmy szukać.Klasy to jest zabawa dla dziewczyn! .. wąsy..Przecież pamiętani . a potem .Nie. I Alcest powiedział.Wiem który.powiedział Joachim. mój drogi! .powiedział Maksencjusz. . No. i pędem poleciał do siebie.powiedział Alcest.Idziemy się bić na plac! . chory? . wiecie. . to napisz coś na murze .Wiecie co.Aha .. .zapytał Euzebiusz. . bo umrę ze śmiechu! . . ale zawsze jest tak samo: kiedy człowiek szuka plakatów. . że w domu czekają na niego z podwieczorkiem.powiedział Maksencjusz.powiedział Euzebiusz .. brody i fajki! Uznaliśmy. chłopaki . który tak się dla was narażałem? Trzymajcie mnie.powiedział Gotfryd. .powiedział Maksencjusz. że to dobry pomysł. co je czekoladowe ciastko z kremem. . żeby tak spieszył się do domu.. tylko że na ulicy nie było plakatów.Boję się? Ja. domalować okulary. jak na złość nigdzie ich nie ma. .Dobra. Gotfryd zaczął udawać.No.Co ty. Nigdy nie widziałem.Jeżeli się nie boisz. Bo przez tę całą zabawę kredą nie zauważyliśmy. Zostaliśmy sami z Gotfrydem. No. Inaczej spóźnię się do domu i będę miał drakę.Ja już sobie idę.To nie jest zabawa dla dziewczyn! Wtedy Euzebiusz zaczął stroić miny i zapiszczał cienkim głosikiem: . postanowiliśmy nie szukać dłużej plakatów. .powiedział Euzebiusz. Ponieważ robiło się późno.Może pogramy w klasy! Narysujemy na chodniku i. .Panna Maksencja chce grać w klasy! Panna Maksencja chce grać w klasy! . że zrobiło się strasznie późno.krzyknął Maksencjusz. . z takim dzieciakiem. wiecie. mój drogi! Nie..porobić rysunki na plakatach. Nawet wyciąłem sobie taki z gazety mojej mamy..powiedział Euzebiusz .że gdzieś tu niedaleko był plakat. .krzyknął Maksencjusz. . ale przy końcu ulicy się rozdzielili. chłopaki? .

zatknął ją sobie między górną wargę a nos.To zobacz.Tak? . więc próbowałem mu zabrać. że nie. . . Gotfryd był strasznie wściekły. co ja zrobię z twoim kawałkiem! I trach! .spytałem. więc poszliśmy do domu. Ale Gotfryd pokręcił głową. .krzyknął.Dasz mi kawałek? . A ponieważ nie mieliśmy już kredy. .Patrz! . co zrobię z twoim kawałkiem! I rozgniótł obcasem jeden kawałek kredy. jakby to były wąsy. .krzyknąłem. .Zobacz.rozgniotłem obcasem jego kawałek. kreda upadła na ziemię i złamała się na dwie części.

o przygodach Asterixa . 1959 rozpoczął pisać teksty do popularnych serii książek obrazkowych. był przez kilka lat dyrektorem wydawnictwa dla dzieci w Nowym Jorku.in. a przede wszystkim opowiadania o szkolnych i domowych perypetiach Mikolajka i jego kolegów. Renę Gościnny urodził się w Paryżu jako syn polskiego emigranta (Francuzi wymawiają jego nazwisko: gosini.młodego Galia. m. z akcentem na ostatniej sylabie). kształcił się w Buenos Aires. . a od r. Po powrocie do Francji pracował w redakcji tygodnika dla starszej młodzieży „Pilote”. potem został dyrektorem wydawnictwa. wśród Rzymian.Twórcami cyklu książek o Mikołajku i jego szkolnych kolegach są: znany humorysta francuski René Goscinny (1926-1978) oraz rysownik Jean Jacques Sempé.