You are on page 1of 64

NR 29 (547) 15 LIPCA 2007

TYGODNIK

CENA 4,70 ZŁ (W TYM 7% VAT)

SŁUŻBA ZDROWIA: Z głowy na nogi str. 9

INDEKS 337 374

ISSN 0867-4523

www.zolnierz-polski.pl

CZYM na patrole
LOTNICTWO: Problem szkolno-bojowy str. 36 MISJE: Moc dziewięciuset chłopa str. 14

SAMOLOTY VIP: KTO DA IM SKRZYDŁA str. 19

AAAAAAA AAAAAAAA W NUMERZE
NASZYM OKIEM

Czterech żołnierzy 1 Brzeskiej Brygady Saperów zostało rannych 8 lipca, gdy ich pojazd HMMWV najechał na podłożony na drodze improwizowany ładunek wybuchowy. Polacy wracali do bazy po wykonaniu zadania zabezpieczenia zebrania starszyzny plemiennej – szury
STR. 32

NIEBEZPIECZNA MISJA

TEMAT NUMERU

WOJSKO INTERWENCJE

CZYM NA PATROL?
Kontrowersje związane z opancerzeniem użytkowanych w Afganistanie pojazdów HMMWV po raz kolejny przywołały sprawę braku w Wojsku Polskim rasowych wozów patrolowych. Niestety, mimo wieloletniego zaangażowania w niebezpieczne misje, najwyraźniej lekceważono ten problem. Teraz powoli się to zmienia
STR. 4

SŁUŻBA JAK Z NUT?
Podobno służba liczy się od dnia, gdy pobierzesz plecak. Okazuje się jednak, że nie zawsze. Świetny przykład to kilkuset muzyków orkiestr wojskowych, absolwentów nieistniejącego już Wojskowego Liceum Muzycznego, i problemy z naliczaniem im wysługi. STR. 43

KULISYI WOJSKO LOTNICTWO

KTO DA IM SKRZYDŁA?
Piloci 36 Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego oblecieli niemal cały świat. Wozili ministrów, premierów, prezydentów. Teraz powoli mogą zwijać interes

KLUCZ WALCZY O PRAWDĘ
SIŁY POWIETRZNE

PROBLEM SZKOLNO-BOJOWY
Szkolenie lotnicze w polskich Siłach Powietrznych może być wkrótce niewydolne z powodu braku odpowiednich samolotów S T R . 3 6

STR. 19

Dlaczego pisma niektórych żołnierzy zawodowych do ministra obrony kierowane drogą służbową pozostają bez odpowiedzi? Jak podpowiada życie – najprawdopodobniej giną w przepastnych szufladach niektórych przełożonych. STR. 28
Koziej, Tadeusz Mitek, Wojciech Piekarski, Aleksander Rawski, Henryk Suchar Dział graficzny: tel.: (0-22) 684 51 70, CA MON 845 170; Marcin Dmowski (kierownik), Monika Klekociuk, Paweł Kępka, Andrzej Witkowski Korekta: tel.: (0-22) 684 03 55, CA MON 840 355; Renata Gromska (kierownik), Katarzyna Kocoń, Małgorzata Mielcarz, Katarzyna Pietraszek, Joanna Rochowicz Biuro Reklamy i Marketingu: Adam Niemczak (kierownik) , tel. (0-22) 684 53 87, 684 51 80, 684 55 03, faks: (0-22), CA MON 845 387; Joanna Brodowska, tel.: (0-22 ) 684 51 80;

TYGODNIK

Redaktorzy prowadzący: mjr Artur Goławski , tel.: (0-22) 684 52 30, CA MON 845 230; Aneta Wiśniewska, (0-22) 684 52 13, CA MON 845213; polska-zbrojna@redakcjawojskowa.pl Publicyści: Warszawa: Norbert Bączyk, Piotr Bernabiuk, tel.: (0-22) 684 52 29, CA MON 845 229; Anna Dąbrowska, tel.: (0-22) 684 52 44, CA MON 845 244; Paulina Glińska, tel.: (0-22) 684 52 29, CA MON 845 229; Sylwia Guzowska, tel.: (0-22) 684 02 32, CA MON 840 232; kpt. Grzegorz Predel, tel.: (0-22) 684 08 68, CA MON 840 868; Roman Przeciszewski, tel.: (0-22) 684 52 44, CA MON 845 244; Tadeusz Wróbel, tel.: (0-22) 684 52 44, CA MON 845 244; Bydgoszcz: Krzysztof

www.polska-zbrojna.pl

Dyrektor Redakcji Wojskowej Redaktor naczelny Artur Bartkiewicz, tel.: (0-22) 684 53 65, 684 56 85, faks: 684 55 03; CA MON 845 365, 845 685, faks: 845 503; sekretariat@redakcjawojskowa.pl Al. Jerozolimskie 97, 00-909 Warszawa Zastępca dyrektora Redakcji Wojskowej sekretarz redakcji „Polski Zbrojnej”: Wojciech Kiss-Orski, tel.: (0-22) 684 02 22, CA MON 840 222; wko@redakcjawojskowa.pl

Wilewski, tel.: (0-52) 378 25 90, CA MON 412 590; Gdynia: kmdr ppor. Mariusz Konarski, tel.: (0-58) 626 62 07, CA MON 266 207; Krzysztof Wygnał, tel.: (0-58) 626 24 13, CA MON 262 413; Kraków: Magdalena Kowalska-Sendek, Jacek Szustakowski, tel.: (0-12) 613 17 80,CA MON 131 780; Poznań: Piotr Laskowski, tel.: (0-61) 857 24 46, CA MON 572 446; Wrocław: Bogusław Politowski, tel.: (0-71) 765 38 53, CA MON 653 853; Fotoreporter: Jarosław Wiśniewski, tel.: (0-22) 684 52 29, CA MON 845 229; Współpracownicy: Andrzej Jonas, Krzysztof Głowacki, Marcin Kaczmarski, Włodzimierz Kaleta, Stanisław

Egzemplarze czasopism dostępne w wewnętrznym kolportażu wojskowym są bezpłatne

2 Polska Zbrojna

nr 29/2007

FORUMI SŁUŻBA ZDROWIA

Z GŁOWY NA NOGI
Wojskowa służba zdrowia wymaga pilnych zmian. Kierownictwo MON pracuje nad programem naprawczym, który ma rozwiązać najdokuczliwsze problemy lekarzy wojskowych STR. 9

REDAKTOR NACZELNY

Artur Bartkiewicz

W

To nasza wojna

WOJSKA LĄDOWE

POWRÓT DO PRZESZŁOŚCI
– VIII zmiana PKW Irak będzie misją o charakterze doradczo-szkoleniowym – mówił przed wyjazdem nad Eufrat przyszły dowódca Wielonarodowej Dywizji Centrum–Południe gen. dyw. Paweł Lamla. Zupełnie inny charakter będzie miała ta najbliższa, której żołnierze – jak zapowiedział dowódca IX zmiany gen. bryg. Tadeusz Buk – osiągną gotowość bojową 25 lipca. STR. 34
Prenumerata: RUCH SA, KOLPORTER SA, Garmond PRESS, GLM. Informacja: (0-22) 684 04 00 Kolportaż i reklamacje: PP DW Bellona – (0-22) 457 04 37, 6879 041, CA MON 879 041 Druk: Drukarnia Perfekt, ul. Połczyńska 99, Warszawa Numer zamknięto: 10 .07.2007 r. Zdjęcie na okładce: Aleksander Rawski/Paweł Kępka Projekt graficzny: Łukasz Kaugan , CaStudio Treść zamieszczanych materiałów nie zawsze odzwierciedla stanowisko redakcji. Tekstów niezamówionych redakcja nie zwraca. Zastrzega sobie prawo do skrótów.

niedzielę z Afganistanu dotarła do nas smutna wiadomość – czterech polskich żołnierzy wracających do bazy po wykonaniu zadania zostało rannych w wyniku eksplozji miny pułapki. Na szczęście w przypadku trzech z nich rany okazały się na tyle niegroźne, że po rekonwalescencji będą mogli kontynuować służbę w rejonie misji. Czwarty żołnierz będzie musiał wrócić do kraju. Wszystkim rannym w ataku saperom z Brzeska Redakcja życzy jak najszybszego powrotu do zdrowia. Jesteśmy z Wami. Atak na naszych żołnierzy zbiegł się w czasie z dyskusją na temat sprzętu, jakim dysponujemy w Afganistanie – w szczególności chodzi o otrzymane od Amerykanów Hummery, które są słabiej opancerzone niż oczekiwała tego strona polska. Wypadek naszych żołnierzy ma być dla krytyków koronnym dowodem na to, że jesteśmy niewystarczająco przygotowani do misji. Gdzieś w tle przewija się zaś zdanie: „Skoro to nie nasza wojna, a nie jesteśmy w stanie zapewnić odpowiedniego wyposażenia naszym wojskom, to wracajmy do domu”. Czy aby na pewno? Dyskusja o sprzęcie jest potrzebna – i bardzo dobrze, że się toczy. To dzięki krytycznym głosom dotyczącym wyposażenia indywidualnego żołnierzy wyjeżdżających na misję jest ono dziś lepsze, niż miało być. To dzięki szczerości żołnierzy, których w Afganistanie odwiedził minister obrony narodowej i dowódca Wojsk Lądowych, dziś żandarmeria i prokuratura bacznie przyglądają się kilku przetargom i już wkrótce poznamy pewnie wyniki ich śledztwa. Teraz krytykujemy Hummery – i to jest nasze prawo, a nawet obowiązek. Być może dzięki temu dorobimy się wreszcie porządnego pojazdu patrolowego (patrz materiał Norberta Bączyka „Czym na patrol?”). Trzeba krytycznie patrzeć na wyposażenie i dyskutować o tym. Jednak trzeba też walczyć. Dlatego że wbrew modnym ostatnim hasłom o „nienaszej wojnie” – ta wojna jest nasza. Jest nasza nie dlatego że są w nią zaangażowani nasi sojusznicy, choć jest to dość mocny argument. Chodzi o to, że jeśli my nie będziemy honorować sojuszów, nie uszanują ich również nasi sprzymierzeńcy. Ale walka, jaka toczy się w Afganistanie, jest czymś więcej niż tylko wypełnianiem sojuszniczych zobowiązań. Polacy, Amerykanie, Brytyjczycy, Kanadyjczycy, Niemcy i inne narody wolnego świata walczą tam o prawo do wolnego i bezpiecznego istnienia. O najbardziej podstawową z wartości, jakie wyznaje nasza cywilizacja – o wolność. I nie chodzi tu tylko o wolność Afgańczyków, czy – jeśli spojrzeć na sprawę szerzej – Irakijczyków. Chodzi o naszą wolność. Wolność, której granice wyznacza wolność drugiego człowieka. Nasi przeciwnicy rozumieją tę sprawę inaczej. Dla nich wolnością jest ich droga życia. I tylko ich. Co gorsza, islamscy fundamentaliści mają skłonność do „eksportu” tak rozumianej wolności. Można mówić, że zamachy w Madrycie bądź Londynie były retorsją za wojnę w Iraku czy w Afganistanie. Za co retorsją były zamachy z 11 września? Europa ma za sobą koszmarne doświadczenia zmagań z dwoma totalitaryzmami. Przed sześćdziesięciu laty chciały one narzucić jej obcy tradycji euroatlantyckiej wolności „nowy, wspaniały świat”. Wygraliśmy, ale koszty były ogromne. Kiedy Amerykanie walczyli z nazizmem tysiące kilometrów od swoich granic, zabitych liczyli w tysiącach niemal każdego dnia. I nie mówili: „to nie nasza wojna”, choć III Rzesza nie stanowiła dla nich wówczas zagrożenia. Do tragedii by nie doszło, gdyby świat interweniował szybciej. Dziś Europie i Stanom Zjednoczonym nową wizję wolności próbują narzucić islamscy fundamentaliści. Są dużo słabsi niż hitlerowskie Niemcy czy sowiecka Rosja. Jeśli jednak wzruszymy ramionami, poczują naszą słabość i swoją siłę. Nie możemy na to pozwolić. Wolność jest bardzo łatwo stracić i bardzo trudno odzyskać. Nie dajmy jej sobie odebrać. PS Naszemu redakcyjnemu koledze, Arturowi Goławskiemu, życzymy szybkiego powrotu do zdrowia. Jesteśmy z Tobą, Arturze!

Nakład: 20 000 egz.

nr 29/2007

Polska Zbrojna 3

TEMAT NUMERU

CZYM na patrol?
NORBERT BĄCZYK

Wnioski, jakie płyną z doświadczeń wojen partyzanckich w Iraku i Afganistanie, pokazują, iż nowoczesna armia zaangażowana w tego typu konflikty potrzebuje do skutecznego działania całego arsenału wyspecjalizowanych pojazdów
US DOD

Czas świetności HMMWV ma się ku końcowi – prognozowali od pewnego czasu wojskowi analitycy, obserwując przebieg partyzanckich wojen w Afganistanie i Iraku. Te głosy długo jednak nie docierały do części wojskowych i decydentów, którzy jeszcze do niedawna byli wręcz zachwyceni tym wozem. Mówiono nawet o „doskonałym pojeździe bojowym”, myląc zupełnie pojęcia i jakby nie dostrzegając, że HMMWV to po prostu uniwersalna lekka ciężarówka. Zachwyty nad amerykańskim pojazdem wynikały częściowo ze swoistego „kompleksu Honkera”. Samochód terenowy Honker, dobrze sprawdzający się w warunkach krajowych, w misji irackiej zaczął być wyko4 Polska Zbrojna

rzystywany jako wóz patrolowy. Jego niedostosowanie do tego typu działań było oczywiste, nie do tego przecież go projektowano, ale z braku innych środków musiał wystarczyć. Doszło do tego, iż armia, idąc za przykładem samych żołnierzy, zaczęła opancerzać te pojazdy. Powstał w ten sposób wóz Skorpion – namiastka chronionego patrolowca. W porównaniu z Honkerem i prowizorycznym Skorpionem amerykańskie HMMWV rzeczywiście wydawały się krokiem milowym w kierunku polepszenia bezpieczeństwa żołnierzy. Ciężarówka jest przecież bezpieczniejsza niż lekka terenówka, można ją także skuteczniej zabezpieczyć. Nie znaczy to jednak, że Hon-

ker okazał się samochodem złym. To po prostu inna klasa pojazdów – zresztą potrzebna wojsku, choćby w codziennej, garnizonowej służbie. Gorzej jest z HMMWV, gdyż w warunkach polskich trudno znaleźć dla niego zastosowanie inne niż pojazd pod zabudowy specjalne. Paliwożerna, dość szeroka lekka ciężarówka jako środek transportu dla czterech żołnierzy może i sprawdza się w US Army, gdzie paliwo jest tanie, ale nad Wisłą już niekoniecznie. A misje? Tak, HMMWV i jego klony, dziś budowane na całym świecie, to podstawowe pojazdy wojskowe służące w operacjach stabilizacyjnych. Również nasi żołnierze ich używają – dzierżawiąc od Amenr 29/2007

ALEKSANDER RAWSKI

Kontrowersje związane z opancerzeniem użytkowanych w Afganistanie pojazdów HMMWV po raz kolejny przywołały sprawę braku w Wojsku Polskim rasowych wozów patrolowych. Niestety, mimo wieloletniego zaangażowania w niebezpieczne misje, najwyraźniej lekceważono ten problem. Teraz powoli się to zmienia.

rykanów – w Iraku i Afganistanie. Tak jest dziś, ale czas świetności HMMWV szybko zbliża się ku końcowi.

Powrót mastodontów
Wnioski, jakie płyną z doświadczeń partyzanckich wojen w Iraku i Afganistanie, pokazują, iż nowoczesna armia zaangażowana w tego typu konflikty potrzebuje do skutecznego działania całego arsenału wy-

jenia. Formalnie (gdy mają wkm) można je zaliczyć, tak jak KTO, do klasy APC – Armoured Personel Carrier, ale z racji wspomnianej zwrotności są raczej mało przydatne w klasycznej wojnie. Najczęściej nazywane są APV – Armoured Patrol Vehicle, choć w tej materii panuje pewna dowolność. Dynamiczny rozwój pojazdów APV można śledzić, obserwując amerykańskie

angażować się w niebezpieczne misje stabilizacyjne, muszą mieć w swoich arsenałach rasowe, ciężkie APV.

Biało-czerwone patrole
Choć brzmi to niewiarygodnie, przez ostatnie kilka lat nie zrobiono praktycznie nic w celu wyposażenia naszej armii w dobre opancerzone pojazdy patrolowe. I to mimo rosnącego zaangażowania naszych wojsk na arenie międzynarodowej. Myśliwce F-16 czy Rosomaki wprawdzie bardzo wzmacniają nasz potencjał obronny, ale żołnierze patrolujący irackie miasteczka myśleli raczej o nowych hełmach, lepszych kamizelkach i właśnie patrolowcach. A tych nie było. Dostaliśmy wprawdzie ok. 140 HMMWV od Amerykanów, ale te użytkowane przez 18 Batalion Desantowo-Szturmowy to odmiany trochę starsze i słabo opancerzone. Na misjach wciąż korzystamy z pojazdów dzierżawionych od sojuszników, a ci często nie mogą nam zaoferować sprzętu z najwyżej półki, gdyż sami nie mają go dostatecznie dużo. Tak jest właśnie w Afganistanie, gdzie zamiast oczekiwanych HMMWV M1114 z opancerzeniem Frag Kit 5 dostaliśmy starsze M1025/1026 ze słabszymi osłonami, tzw. poziomu drugiego. Po raz kolejny zemścił się tu brak własnego wyposażenia. Tymczasem pierwszą jaskółką zwiastującą pewną poprawę w kwestii patrolowców była decyzja nabycia przez Żandarmerię Wojskową opancerzonych pojazdów Dzik-2 (Gucio) z AMZ Kutno. Obecnie firma ta z własnej inicjatywy prowadzi także badania nad prototypem pojazdu Tur. Nawiązuje on konstrukcyjnie do takich pojazdów jak MOWAG Eagle czy Iveco LMV, a zatem do patrolowców, które powstały przy wykorzystaniu ogólnej koncepcji z HMMWV, ale od podstaw projektowano je już pod kątem opancerzenia. Ponoć rozważana jest również budowa jeszcze większego pojazdu o roboczej nazwie Żubr. Wreszcie Wojska Lądowe przygotowały w ostatnim czasie wstępne założenie taktyczno-techniczne pod nowy pojazd patrolowy, ale do publicznej wiadomości nie przekazano jeszcze żadnych szczegółów na ten temat. Może doczekamy się za jakiś czas własnych rasowych pojazdów tej klasy? Ideałem byłoby wyposażenie armii (nie konkretnej jednostki, tylko czasowo oddziałów typowanych na daną misję) w kilka ich typów, podobnie jak czynią to Amerykanie czy Niemcy. Nowoczesna armia musi być bowiem dziś przygotowana nie tylko do konwencjonalnego starcia między państwami, ale także do działań w warunkach szarpanej woj ny partyzanckiej. Polska Zbrojna 5

Gotowi na śmierć

T

o, że żołnierze giną w czasie konfliktów zbrojnych, wpisane jest w ich profesję. Ważne jednak, aby do działania przystępowali w poczuciu, iż przełożeni zadbali jak najlepiej o ich bezpieczeństwo na polu walki. Służba ze starym lub złym sprzętem może budzić frustrację. Jednak nawet najnowsze wyposażenie nie chroni zupełnie przed stratami. Kontyngent kanadyjski ISAF ma doskonałe, opancerzone wozy patrolowe RG-31 (zdjęcie górne). Mimo to 4 lipca tego roku potężny ładunek wybuchowy zniszczył kompletnie taki pojazd, zabijając w jego wnętrzu sześciu żołnierzy.

specjalizowanych pojazdów. Zarówno stosunkowo lekkich, nieopancerzonych, ale o bardzo dużej dzielności w terenie, jak też ciężkich i bardzo ciężkich, odpornych na ostrzał i pułapki minowe. Te pierwsze służą do rajdów grup specjalnych czy działań w skrajnie niegościnnym terenie, drugie powinny stanowić wyposażenie oddziałów patrolowych poruszających się utartymi szlakami, a co za tym idzie, narażonych na działania zaczepne partyzantów. Dlatego HMMWV, stosunkowo lekko opancerzony i słabo odporny na pułapki minowe, jest coraz bardziej krytykowany właśnie jako patrolowiec. Jego konstrukcja, nawet w najnowszych i najmocniejszych odmianach M1114 czy M1151, nie jest dostosowana do tego, aby zamontować na niej zadowalające opancerzenie wraz z dużą ilością wyposażenia dodatkowego. HMMWV nadal może być skuteczny w różnych akcjach manewrowych, ale nie jako powolny wóz konwojowy czy patrolowy, gdyż wówczas jest mocno podatny na zniszczenie. Czym zatem powinien cechować się patrolowiec do działań w obszarze objętym wojną partyzancką? Zdaniem Amerykanów, Brytyjczyków czy Niemców, najbardziej dziś zaangażowanych w takie projekty, potrzeba kilku klas takich pojazdów, których waga waha się od kilku do nawet kilkudziesięciu ton. Praktycznie wszystkie wozy powstają na podwoziach ciężarówek, w układach 4x4 i 6x6. Ich cechą charakterystyczną jest maksymalna ochrona załogi, choćby kosztem zwrotności czy uzbronr 29/2007

zakupy uzbrojenia. Nasi sojusznicy realizują obecnie dwa ważne programy. US Army, poszukując następcy HMMWV, ogłosiła m.in. projekt Medium Mine Protected Vehicle, w którego ramach oczekuje wozów cięższych i większych niż popularne Humvee. Niezwykle ciekawy jest też program US Marine Corps o nazwie Mine Resistant Ambush Protected Armored Vehicles (MRAP). W jego ramach marines nabywają setki, a ostatnio nawet tysiące(!) ciężkich i średnich patrolowców, takich jak RG-31, RG-33, Golan, Alpha, Cougar, Buffalo czy Navistar International MaxxPro. Firmy, głównie z USA i RPA (gdzie od dawna powstają różnorodne APV; obecnie tamtejsze zakłady powiązane są z kapitałem brytyjskim), wciąż otrzymują kolejne zamówienia, na które Pentagon przeznacza miliardy dolarów. Amerykańscy oficerowie nie ukrywają, iż w niebezpiecznych operacjach takie wozy mają docelowo całkowicie zastąpić HMMWV. Warto zwrócić uwagę na fakt, że zamawiane pojazdy są coraz większe i cięższe. Aby stworzyć w miarę skuteczną ochronę przed improwizowanymi ładunkami wybuchowymi, potrzeba bowiem solidnej platformy. Co rusz powstają też nowe konstrukcje tego typu. Przykładowo ostatnio niemieckie Biuro ds. Technologii Obronnych i Dostaw zleciło firmie Krauss-Maffei Wegman pospieszne przygotowanie 25-tonowego wozu Grizzly w układzie 6x6. Coraz więcej państw zdaje sobie sprawę, iż jeśli zamierzają latami

WYDARZENIA ZAPIS
Centrum antyterrorystyczne

W

– Przygotowujemy żołnierzy na kolejną, X zmianę nie dlatego, że przewidujemy, iż może być X zmiana, tylko z tego powodu, że jako MON musimy reagować na każdą decyzję, jaką na wniosek prezydenta RP podejmie rząd – powiedział minister Aleksander Szczygło 7 bm. podczas uroczystego pożegnania na lotnisku wojskowym w podkrakowskich Balicach IX zmiany PKW Irak.

Dziewiąta i ostatnia?
czyńskiego w USA będzie również sprawa misji, w których biorą udział zarówno polscy, jak i amerykańscy żołnierze – stwierdził minister. Jak uzupełnił szef MON 9 bm. w radiowych „Sygnałach Dnia”, decyzja w sprawie dziesiątej zmiany zapadnie jesienią. IX zmiana PKW pod dowództwem gen. dyw. Tadeusza

S

zef MON podkreślił, że decyzja o wysłaniu polskich żołnierzy do Iraku zależy m.in. od mandatu ONZ, ewentualnej prośby władz rządu irackiego, a także poziomu wyszkolenia armii irackiej oraz od konsultacji z sojusznikami. – Pewnie jednym z tematów rozmów zbliżającej się wizyty prezydenta Lecha Ka-

Buka liczy 900 żołnierzy. Jej trzonem są pododdziały 1 Dywizji Zmechanizowanej, 25 Brygady Kawalerii Powietrznej i 49 Pułku Śmigłowców Bojowych. Ich głównym zadaniem będzie doradztwo i szkolenie Irackich Sił Bezpieczeństwa oraz wspieranie działań antyterrorystycznych. (AD, JS)

Polsce powinien działać zespół ekspertów zbierający i koordynujący przepływ informacji dotyczących ewentualnego zagrożenia terroryzmem – powiedział 4 bm. Władysław Stasiak, szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego, przedstawiając jednocześnie dane dotyczące terroryzmu, które jego biuro przygotowało na polecenie prezydenta. Minister Stasiak stwierdził, że co prawda nie ma konkretnych informacji o zagrożeniach terrorystycznych dla naszego kraju, ale potrzebne są rozwiązania mające lepiej przygotować Polskę na taką ewentualność. Po przeanalizowaniu zabezpieczeń antyterrorystycznych w innych państwach BBN uznało, że jednym z problemów jest obieg informacji. Rozwiązaniem są specjalne centra, w których specjaliści analizują informacje i przedstawiają decydentom propozycje działań. Minister Stasiak uważa, że podobne gremium powinno powstać w Polsce. Sugeruje, że bazą dla niego mogłaby być stała grupa ekspertów przy międzyresortowym zespole antyterrorystycznym. Zdaniem Stasiaka, na utworzenie takiego gremium potrzeba kilku miesięcy. (TW)

Kierunek Bałkany

W

ojskowych wyjeżdżających na półroczną misję do Bośni i Hercegowiny w ramach VII zmiany PKW EUFOR pożegnano 3 bm. w Centrum Szkolenia na potrzeby Sił Pokojowych w Kielcach-Bukówce. Zmianę, złożoną z 200 żołnierzy, sformowała 12 Dywizja Zmechanizowana i Żandarmeria Wojskowa. Polska grupa pod dowództwem ppłk. Grzegorza Parola będzie zajmowała się m.in. dostarczaniem pomocy humanitarnej i patrolowaniem polskiej strefy stabilizacyjnej. (ann)

A

Nauczanie od nowa
obrony ds. reformy wyższego szkolnictwa wojskowego prof. Bogusław Smólski podkreślił, iż kształcenie w uczelniach wojskowych będzie podstawową formą pozyskiwania kadr. W specyficznych dziedzinach, np. psychologii, kadry rekrutowane będą z uczelni cywilnych. Jak tłumaczył minister Szczygło, głównym założeniem programu jest to, aby przy reformie nie zapominać o tradycjach. Dlatego resort zrezygnował z koncepcji łączenia trzech wyższych szkół wojskowych w Uniwersytet Obrony Narodowej. Reforma dostosowuje wyższe szkolnictwo wojskowe do wymogów ustawy „Prawo o szkolnictwie wyższym” i programu profesjonalizacji armii. Nowy system wyższego szkolnictwa wojskowego ma zacząć funkcjonować od roku akademickiego 2008/2009. (AD, GP)

kademia Obrony Narodowej jako nowoczesny ośrodek badawczo-edukacyjny prowadzący studia strategiczne na rzecz organów władzy publicznej, Wojskowa Akademia Techniczna staje się ośrodkiem naukowym specjalizującym się w kształceniu dla MON w wybranych kierunkach, otwartym na cywilny rynek edukacyjny, i nowy Związek Uczelni Wojskowych Rodzajów Sił Zbrojnych utworzony na bazie Wyższej Szkoły Oficerskiej Wojsk Lądowych, WSO Sił Powietrznych i Akademii Marynarki Wojennej – to główne założenia reorganizacji wyższego szkolnictwa wojskowego. Decyzję w tej sprawie podpisał 5 bm. minister Aleksander Szczygło. Program przygotowany przez MON przewiduje też promowanie na pierwszy stopień oficerski kandydatów na żołnierzy zawodowych – absolwentów studiów I stopnia. Pełnomocnik ministra

JAROSŁAW WIŚNIEWSKI

Bez gorsetu i bojowo 12
nr 29/2007

6 Polska Zbrojna

Powodzenie misji w Afganistanie zależy od silnego zaangażowania militarnego, a także pomocy w rozwoju kraju i zdobycia poparcia mieszkańców – to główne konkluzje konferencji „Afganistan 2007”.

Afgańskie postulaty U

czestnikiem konferencji zorganizowanej 4 bm. w Akademii Obrony Narodowej był m.in. minister Aleksander Szczygło. Zdaniem prelegentów, wśród których znaleźli się oficerowie SGWP, Dowództwa Operacyjnego i analitycy Ośrodka Studiów Wschodnich, największym wyzwaniem w Afganistanie jest bieda i zacofanie oraz słabość lokalnych władz i problemy etniczne. Natomiast minister obrony pytany o realizację postulatów części wojskowych służących w Afganistanie, aby wzmocnić opance-

rzenie pojazdów, którymi jeżdżą na patrole, powiedział, że żołnierze nie mogą mieć postulatów, mają wykonywać rozkazy. – To nie jest związek zawodowy, ale struktura hierarchiczna, i byłoby dobrze, gdyby większość żołnierzy to zrozumiała – powiedział minister Szczygło. Dodał, że nasi wojskowi mają sprzęt, który niczym nie różni się od tego, jakim dysponują inne kontyngenty. W ocenie ministra błędem byłego szefa MON Radosława Sikorskiego było oczekiwanie, że dostaniemy sprzęt od Amerykanów. – Należało go zakupić, i wtedy byłaby pewność, że dostaniemy sprzęt na odpowiednim poziomie – powiedział szef MON. Były minister obrony odpiera zarzuty: – Według mojej wiedzy, opancerzonych hummerów brakuje samym Amerykanom. Forma pozyskania przez nas tego sprzętu nie miałaby więc nic do rzeczy – powiedział Sikorski PAP. (ATD, NB)

LICZBA TYGODNIA
36 LAT ma nowy dowódca fregaty rakietowej ORP „Gen. Kazimierz Pułaski” – kmdr por. Piotr Nieć. Jest absolwentem Akademii Marynarki Wojennej Stanów Zjednoczonych Ameryki w Annapolis oraz gdyńskiej AMW. Czteroletnie studia na uczelni za Atlantykiem skończył jako pierwszy przedstawiciel naszej floty. Z „Pułaskim” kmdr por. Nieć związany jest od siedmiu lat. (ann) Więcej o kmdr por. Piotrze Nieciu będzie można przeczytać w następnym, 30 numerze „Polski Zbrojnej”.

Z

Recepta w rotacji
minister Szczygło 4 bm. w TVN24. Zdaniem szefa MON, oficerowie zajmujący ważne stanowiska, np. w wojskowej administracji, powinni się zmieniać po upływie maksimum dwóch kadencji, a więc po sześciu latach. Minister uważa jednak, że same regulacje prawne niewiele zmienią. – Bez względu na przepisy, jeżeli sam człowiek nie będzie chciał się do nich stosować, to po jakimś czasie znowu zgrzeszy – stwierdził. (ad)

daniem ministra Aleksandra Szczygło, receptą na nieprawidłowości w wojsku jest duża rotacja na stanowiskach. Szef ministerstwa obrony odniósł się w ten sposób do opisanych w „Polsce Zbrojnej” nadużyć w centrum szkolenia łącznościowców w Zegrzu. – To niebezpieczny styk wojska ze światem polityki i biznesu, który często występuje, i stąd moje decyzje personalne związane z armią, czyli duża rotacja – powiedział

O ZNACZENIU PRASY WOJSKOWEJ i roli, jaką mają do spełnienia jej dziennikarze, mówił minister obrony narodowej Aleksander Szczygło 5 bm. podczas spotkania z pracownikami i kadrą zawodową Redakcji Wojskowej. Robocza wizyta ministra oraz towarzyszących mu dyrektora Departamentu Prasowo-Informacyjnego MON płk. Wojciecha Hajnusa i rzecznika prasowego resortu obrony Jarosława Rybaka była również okazją do zapoznania się z pracą poszczególnych działów i sekcji redakcji. (ATU)

nr 29/2007

Polska Zbrojna 7

JAROSŁAW WIŚNIEWSKI

WYDARZENIA ZAPIS AAAAAAA AAAAAAAA
Poligonowy tydzień

Lot na diecie
W
ojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie postawiła zarzuty wyłudzania nienależnych świadczeń i fałszowania dokumentów 59 żołnierzom z 36 Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego. Piloci i technicy obsługujący zagraniczne wizyty polskich VIP-ów nocowali na pokładach Tu-154M. Po powrocie do Warszawy przedstawiali w kasie fikcyjne rachunki wykonane na zdobytym w podróży papierze firmowym hotelu i w ten sposób rozliczali przyznane im diety hotelowe. Zdarzało się też, że nocowali w hotelu, lecz zawyżali koszty noclegu na wykonanych przez siebie fakturach, również na papierze hotelowym. Według naszych informacji, dokumenty wyglądały na prawdziwe i przez lata nikt nie kontrolował rozliczeń lotników. – Śledztwo trwało dość długo, bo musieliśmy sprawdzać rachunki z wielu krajów – przyznaje żandarm. – Sprawa dotyczy lat 1997–2003. Tą metodą dorabiali do uposażenia. Proceder uprawiały całe załogi – przyznał „PZ” prokurator z WPO. Połowa z grona podejrzanych jest już rezerwistami. Kilku przyznało się do winy i zaproponowało dobrowolne poddanie się karze. (ag)

Karaoke na 200-lecie
P
okaz musztry paradnej orkiestry wojskowej i kawalerzystów pułków ułanów na pl. Piłsudskiego rozpoczęły 7 bm. obchody 200. rocznicy powstania Księstwa Warszawskiego. Po pokazie wojsko przemaszerowało Traktem Królewskim do Łazienek na piknik historyczny, w którego trakcie warszawiacy mogli obejrzeć pokazy kaskaderskie kawalerzystów. Poza tym w Teatrze na Wyspie zorgani-

zowano po raz pierwszy w stolicy konkurs karaoke pieśni patriotycznych. Śpiewano m.in. „O, mój rozmarynie” i „Jeszcze jeden mazur dzisiaj”. Kulminacyjnym punktem obchodów był wieczorny koncert na Agrykoli, którego scenariusz powstał na podstawie „Śpiewów historycznych” Juliana Ursyna Niemcewicza. Podczas widowiska na scenie wystąpił chór Opery Narodowej oraz soliści Studia Buffo. (ad) pory postawiono zarzuty trzem osobom. W sierpniu ub.r. przeprowadzono na ul. Szaserów wewnętrzną kontrolę, która objęła nie tylko dokumentację medyczną pacjentów, ale także m.in. dokumenty związane z przetargami. W jej wyniku kilka osób zostało odwołanych ze stanowisk, część spraw skierowano do prokuratury. (ann)

Zarzuty na Szaserów

P

rzekroczenie uprawnień w celu osiągnięcia korzyści majątkowej przez inne osoby w trakcie przekazywania Agencji Mienia Wojskowego części nieruchomości należącej do Wojskowego Instytutu Medycznego – takie zarzuty postawiono dwóm osobom

w śledztwie prowadzonym przez Centralne Biuro Antykorupcyjne, a dotyczącym nieprawidłowości w WIM – poinformował Jarosław Hołda, p.o. warszawskiego wojskowego prokuratora okręgowego. Zarzuty usłyszeli gen. bryg. w st. spocz. Roman K. i płk rez. Sławomir Ch. CBA prowadziło śledztwo od końca 2006 r. na zlecenie Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie. Do tej

akie wiadomości drukujemy z ciężkim sercem. Odszedł nasz redakcyjny kolega Piotr Prymlewicz. Przegrał długoletnią walkę z ciężką chorobą. Piotr był fotoreporterem. Profesji tej poświęcił prawie 30 lat. Jego fotografie polskiej armii publikowała cała prasa wojskowa. W „Polsce Zbrojnej” pracował najdłużej. Był skromnym człowiekiem, dobrym i uczynnym kolegą. Takim pozostanie w naszej pamięci, a jego zdjęcia jeszcze długo będą się ukazywały na naszych łamach. Żegnaj Piotrze!

T

Zjazd Koleżeński „Promocja ’77”

W

dniach 14–16.09.2007 r. na terenie WSOWLąd im. gen. Tadeusza Kościuszki organizowany jest Zjazd Koleżeński Absolwentów Wyższej Szkoły Oficerskiej Wojsk Zmechanizowanych im. Tadeusza Kościuszki – Promocja ’77 Informacji udzielają telefonicznie: (0-71) 7 658-231 – płk dr inż. Tadeusz DAKUDOWICZ (0-71) 7 658-257 – ppłk dr inż. Aleksander WRONA (0-71) 7 658-487 – ppłk rez. mgr inż. Kazimierz LASEK lub mailem: wsowrona@interia.pl Szczegółowy program spotkania i inne informacje będą dostępne na stronie internetowej WSOWLąd: www.wso.wroc.pl

8 Polska Zbrojna

JAROSŁAW WITKOWSKI

nr 29/2007

WOJSKO SŁUŻBA ZDROWIA
ROMAN PRZECISZEWSKI/BELLONA

Z głowy na nogi
W ŁO D Z I M I E R Z K A L E TA

W
nr 29/2007

Wojskowa służba zdrowia wymaga pilnych zmian. Kierownictwo MON pracuje nad programem naprawczym, który ma rozwiązać najdokuczliwsze problemy lekarzy wojskowych.
du. Załogę polskiego szpitala polowego w Iraku tworzono po części z lekarzy bez specjalizacji lub z jedną specjalizacją. – Zabrakło specjalistów, więc personel uzupełniono paramedykami – pisał jeden z lekarzy wojskowych na łamach „Skalpela”, pisma środowiska. Kierownictwo resortu oraz oficerowie powstałego przed sześcioma miesiącami Inspektoratu Wojskowej Służby Zdrowia (IWSZ) zamierzają postawić wojskową służbę zdrowia na nogi. Będzie to trudny, wymagający czasu proces. Do najpilniejszych zadań na dziś (a nawet wczoraj) specjaliści wojskowej służby zdrowia zaliczają podjęcie decyzji co do sposobu przygotowania optymalnego systemu naboru lekarzy, by jak najszybciej zwiększyć ich liczbę w jednostkach. Równolegle powadzone są prace nad rozwiązaniami prawnymi, które umożliwiłyby kształcenie na dużą skalę wojskowych ratowników medycznych oraz zmiany etatowe w jednostkach.

Rozmowa z płk. dr. n. med. ANDRZEJEM WIŚNIEWSKIM, szefem Inspektoratu Wojskowej Służby Medycznej
J. WIŚNIEWSK I

Wojskowa służba zdrowia choruje, podobnie jak powszechny system opieki zdrowotnej. To właśnie reforma krajowego lecznictwa przyczyniła się po części do resortowych kłopotów. Najlepszym przykładem jest kuriozalne przyporządkowanie wojskowych szpitali Narodowemu Funduszowi Zdrowia. Wiele złego zrobiły też nieprzemyślane decyzje (cztery lata temu w rezerwie kadrowej mieliśmy 300 lekarzy wojskowych, których zwolniono z armii ze względu na brak stanowisk), jak i równie szkodliwe zaniechania. W resorcie przez lata nie powstała docelowa koncepcja wojskowej służby zdrowia. W wyniku zaniechania nie rozwiązano m.in. problemu kształcenia oficerów lekarzy. W efekcie siłom zbrojnym brakuje ok. pięciuset medyków. W jednostkach nie ma specjalistów w wielu niezbędnych dziedzinach. Szczególnie chirurgów i anestezjologów. Tych pierwszych – w Wojskach Lądowych – można zliczyć na palcach rąk. Anestezjologów jest kilka razy więcej, ale często właśnie robią specjalizację. Są problemy z zapewnieniem opieki medycznej na misjach zagranicznych, bo brakuje specjalistów chętnych do wyjaz-

WAM PO WAM
O tym, że armii zacznie brakować lekarzy, wiadomo było już pięć lat temu. Taki był efekt likwidacji Wojskowej Akademii Medycznej. Jej absolwenci byli zo-

Dlaczego wojskowa służba zdrowia jest w tak słabej kondycji? – Przede wszystkim szkodzi jej to, że została rozbita na wiele różnych ośrodków decyzyjnych. Niektóre z nich próbują podejmować decyzje wpływające na jej przyszłość, nie mając do tego kompetencji. Zarządzanie służbą zdrowia w armii musi być jasno i jednoznacznie zdefiniowane. Jeśli ma na przykład odpowiadać za szpitale polowe czy misje pokojowe, to muszą one jej podlegać. Choćby dlatego, że trzeba wybrać i właściwie wyszkolić personel medyczny tych ośrodków według współczesnych potrzeb wojska.  Polska Zbrojna 9

WOJSKO SŁUŻBA ZDROWIA
Czyli jakich? – Nie możemy myśleć kategoriami ostatniej wojny. Musimy być przygotowani do nowych wyzwań. Doświadczenia z misji pokazują, że trzeba szkolić żołnierzy w zakresie udzielania pierwszej pomocy zarówno w podstawowym zakresie, jak i zaawansowanych czynnościach ratowniczych. MON jest gorącym zwolennikiem i propagatorem tego kształcenia. Wojskowi ratownicy medyczni mają być w gotowości do natychmiastowego działania w każdych warunkach. Ta gotowość będzie kosztować, ale innego wyjścia nie ma. Ratownicy medyczni są najbliżej żołnierza, najszybciej mogą udzielić poszkodowanemu odpowiedniej pomocy. To pozytywnie wpływa na kondycję psychiczną żołnierzy. Kim będą uzupełnione wakaty w koszarach po lekarzach, których coraz bardziej brakuje? – Część wakujących stanowisk w jednostkach lekarskich zajmą ratownicy potrafiący udzielić poszkodowanemu pomocy i szybko przewieść go do szpitala. Odpowiedzialność za ich działania oraz nadzór w rejonie sprawować powinny szpitale wojskowe. One również winny odpowiadać za przygotowanie ratowników do działania w kraju oraz na misjach. Ratownicy zmienią diametralnie dotychczasowy model służby w koszarach. Czy wojsko rezygnuje z naboru oficerów lekarzy? – Jeszcze w tym roku zapytamy słuchaczy Wydziału Wojskowo-Lekarskiego UM, czy chcą pracować w wojsku i zacząć od piątego lub szóstego roku studiów – w zależności od finansowych możliwości resortu – przeszkolenie wojskowe w Centrum Szkolenia Wojskowych Służb Medycznych. Jestem za tym, by, obserwując bacznie możliwości finansowe resortu, odtworzyć, co się da, z modelu służby oraz kształcenia lekarzy w ramach sił zbrojnych. Na początku będziemy robić to wielotorowo, aby w pierwszej kolejności rozwiązać najbardziej dokuczliwe problemy, jak chociażby coraz dotkliwszy brak lekarzy. Skoro oficera służby medycznej w jednostce nie można awansować, to trzeba pomyśleć o godziwym dodatku dla niego, który – jeśli przepracuje on w armii na przykład 25 lat – wliczałby się do emerytury. Wkrótce zapadną też decyzje co do szkolenia podchorążych – przyszłych oficerów lekarzy. (WK) bowiązani do co najmniej 12-letniej służby zawodowej, co gwarantowało stałą obsadę i rotację lekarzy w jednostkach. Likwidując WAM, zakładano, że podchorążych zastąpią kandydaci z cywila – absolwenci akademii medycznych oraz Wydziału Wojskowo-Lekarskiego Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, który przejął po części tradycje WAM. Lekarzy z cywila zgłaszało się jednak – i tak jest do dziś – niewielu. W tym roku z kilkunastu kandydatów zdających egzaminy do studium oficerskiego – na 60 miejsc przyjęto dwóch. A właściwie dwie, bo były to kobiety. Wydaje się, że system rekrutacji wymagać będzie poważnej korekty. Dla dwóch osób nie warto robić kursu oficerskiego! – Wciąż niemała część studentów gotowa jest płacić za kształcenie w akademii medycznej. Dlatego słuszny wydaje się system stypendialny, dający szanse bardziej inteligentnej młodzieży, która pieniędzy nie ma – ma nadzieję płk dr n. med. Andrzej Wiśniewski, szef IWSZ. Czy armia zdecyduje się rekrutować kandydatów do służby spośród studentów Wydziału Wojskowo-Lekarskiego UM. Ustawa z 2002 r. powołująca uczelnię stwierdza m.in., iż uniwersytet prowadzi działalność dydaktyczną, także z uwzględnieniem potrzeb sił zbrojnych, a minister obrony corocznie określa wielkość potrzeb SZ w zakresie kształcenia studentów w poszczególnych zawodach medycznych. Dotąd były to zapisy martwe. Resort nie zgłosił żadnego zapotrzebowania na kształcenie przyszłych lekarzy wojskowych w UM. – Próbowano, ale wyniki z egzaminów lekarskich, uzyskiwane przez słuchaczy tego wydziału, były najniższe ze wszystkich akademii – twierdzi jeden z oficerów dawnego Zarządu Wojskowej Służby Zdrowia. Żołnierze w jednostkach pozyskiwanie cywilów do służby uważają za pomysł mało realny. Twierdzą, że lekarz wojskowy powinien mieć odpowiednie cechy charakteru, których nie zapewni dyplom lekarza i trzymiesięczne przeszkolenie oficersko-medyczne. Dlatego MON planuje nowy system kształcenia lekarzy, dający podobne efekty jak WAM. Minister Aleksander Szczygło wyłączył kwestie kształcenia lekarzy z opracowanego projektu reformy szkolnictwa wojskowego, ale z informacji IWSZ wynika, że w najbliższym czasie także w tej sprawie należy spodziewać się propozycji.

JAROSŁAW WIŚNIEWSKI

SIŁOM ZBROJNYM BRAKUJE OK. PIĘCIUSET MEDYKÓW. W JEDNOSTKACH NIE MA SPECJALISTÓW W WIELU NIEZBĘDNYCH DZIEDZINACH. SZCZEGÓLNIE CHIRURGÓW I ANESTEZJOLOGÓW
licznie podlegają zwierzchnictwu wojska. Nie są na etatach MON, pensje płaci im NFZ. Mogą dostać podwyżki, ale tylko zgodnie z przepisami finansowymi MON, gdy są one przeznaczone dla całej armii. To konsekwencja „wrzucenia” placówek do funduszu. Jesteśmy chyba jedyną armią, która tak nieroztropnie potraktowała służbę zdrowia. – Niemal 90 proc. pacjentów szpitali i przychodni wojskowych to dzisiaj cywile. To, że zajmują się nimi lekarze w mundurach, ma też zalety – lecząc, więcej się uczą, częściej też wykonują zabiegi i operacje – mówi płk Wiśniewski. Niestety, lekarza z wojskowego szpitala prawie nie sposób wysłać na misję do Iraku. Szpital ma kontrakt, który musi zrealizować. Jak nie ma specjalisty – bo jest na misji – to trzeba znaleźć zastępstwo. Po powrocie zaś lekarz może nie mieć gdzie wrócić do pracy. W każdym przypadku, wyjeżdżając, straci więcej, niż zyska. A oficerowie lekarze, wzorem cywilnych kolegów, nauczyli się liczyć pieniądze. Dla „kasy” coraz częściej odchodzą z wojska. Pogarsza to i tak już trudną sytuację wojskowej służby zdrowia. – Obawiam się, że w tym roku może odejść do cywila nawet 90 proc. oficerów, którym akurat kończy się piętnastoletni staż w zawodowej służbie, ponr 29/2007

ODZYSKAĆ DLA ARMII SZPITALE
Oficerowie lekarze w szpitalach wojskowych „ucywilnili się”. Tylko symbo-

10 Polska Zbrojna

zwalający osiągnąć minimum emerytalne – martwi się szef IWSZ. Podkreśla, że kierownictwo resortu widzi konieczność reformy szpitali wojskowych oraz przyporządkowania pracujących tam lekarzy MON.

BONUSY RATOWNIKÓW
Także lekarze w jednostkach przypominają coraz bardziej cywilnych medyków. Brygada czy pułk to obecnie… publiczny zakład opieki zdrowotnej. Jeżeli dowódca nie podpisze umowy z NFZ, nie

będzie miał mu kto leczyć podwładnych w koszarach. Lekarz w jednostce mógłby przyjmować także kadrę z rodzinami, ale nikt mu za nadgodziny nie zapłaci. Dowódcy narzekają też, że lekarze zajęci robieniem specjalizacji oraz innymi czynnościami właściwymi ich profesji potrafią w jednostkach bywać gośćmi. Lekarze z kolei skarżą się na decyzje kadrowo-administracyjne zmuszające ich do pracy bez większej nadziei na awans. Pracują na stanowiskach kapitanów lub majorów za mniejsze pieniądze, niż mogą zarobić w cywilu. Do tego są często traktowani jak szefowie służby – zagrzebani w papierach – i niewłaściwie wykorzystywani. Chociażby do tzw. zabezpieczenia strzelań. Instruktorzy z Centrum Szkolenia Wojskowych Służb Medycznych (CSWSM) przekonują, że równie dobrze pierwszej pomocy mógłby udzielić poszkodowanemu ratownik. – Czy koniecznie na strzelnicę musi jechać oficer? Dermatolog czy okulista latami nie widzieli, jak się reanimuje rannego. W inspektoracie podjęto działania mające na celu podniesienie rangi tej specjalności medycznej. M.in. przygotowano zmiany etatowe w pododdziałach medycznych jednostek, jak też w polskich kontyngentach. Rozpatrywane jest podniesienie części etatów do

stopnia chorążego, a może nawet wyżej. Ratownicy szkolić się będą w łódzkim centrum. – Nie będziemy mieli z tym żadnych problemów. Czekamy jedynie na ustalenie szczegółowego zakresu medycznych czynności ratunkowych, które mogą być podejmowane przez ratowników w wojskowej służbie zdrowia, co pozwoli na sprawne współdziałanie z państwowym ratownictwem medycznym – mówi płk lek. Piotr Jamrozik, komendant centrum. – Chętnych na tę specjalność medyczną nie brakuje. Ostatnio na 20 miejsc zgłosiło się 50 osób. W większości po licencjatach, a nawet z ukończonymi studiami magisterskimi, pokrewnymi do medycznych. Dla ratowników z tytułem magistra wojsko przewiduje bonus – stanowiska oficerskie w jednostkach – podkreśla wagę specjalności płk dr n. med. Jarek Ziaja, szef Oddziału Szkolenia i Doskonalenia Zawodowego IWSZ. Aby zwiększyć liczbę żołnierzy tej specjalności, konieczne będzie kadrowe oraz sprzętowe doinwestowanie CSWSM. Obecnie nie ma w etacie centrum ani jednej sanitarki. Wielu zagadnień można nauczyć ratowników praktycznie, np. na szpitalnych oddziałach ratunkowych, ale własne sanitarki ułatwiłyby nauczanie ich działania w ewentualnej walce i na misjach. 

nr 29/2007

Polska Zbrojna 11

NA CELOWNIKU
Rozmowa z gen. bryg. w st. spocz. prof. dr. hab. inż. BOGUSŁAWEM SMÓLSKIM, pełnomocnikiem ministra obrony ds. reformy wyższego szkolnictwa wojskowego, nowo mianowanym dyrektorem Narodowego Centrum Badań i Rozwoju

Bez gorsetu
Minister obrony zatwierdził 5 lipca program reformy wyższego szkolnictwa wojskowego. Czy można go uznać za program autorski, za którego efekty bierze Pan odpowiedzialność? – Tak ważne przedsięwzięcia muszą mieć lidera. Jeśli trzeba będzie zmierzyć się z krytyką, to jestem gotów. A jeśli chodzi o zasługi – nie przypisuję ich wyłącznie sobie. Nie ukrywam własnego wkładu w program, ale jego ogólne założenia zostały zdefiniowane już w pierwszym dniu urzędowania przez ministra Aleksandra Szczygło, a finalny kształt powstał przy wydatnej pomocy wielu instytucji resortu, w tym Sztabu Generalnego WP, dowództw rodzajów sił zbrojnych, departamentów kadr oraz nauki i szkolnictwa wojskowego. Był on przedmiotem dwóch debat w zespole ministra obrony z udziałem dowódców RSZ. Ważna była również bardzo dobra współpraca z podsekretarzem stanu w MON Jackiem Kotasem, odpowiedzialnym m.in. za sprawy szkolnictwa wojskowego. Najważniejsze atuty programu są takie: gwarantuje on wyso12 Polska Zbrojna

ni niepublicznych dorobiliśmy się zaledwie kilku spośród istniejących trzystu, które korzystając z intelektualnych zasobów szkół publicznych, zdołały osiągnąć poziom akademicki. Niech to nauczy pokory tych, którzy niedawno biegali z szabelką, chcąc ciąć, co się da i „tworzyć” od nowa.

i bojowo
ką jakość kształcenia, niesie w sobie otwartość systemową dającą możliwość elastycznego pozyskiwania kadr do wojska oraz jest akceptowany. Czy po czterech latach dywagacji w resorcie doczekaliśmy się ostatecznego, stabilnego modelu szkolnictwa? – Ostatnie lata to czas nowych wyzwań i ogromnych zmian w armii. Zapewne nie zdajemy sobie z tego sprawy, ale dzisiejsze wojsko w niewielkim stopniu przypomina siły zbrojne sprzed dekady. Nie możemy zatem mówić o trwałym modelu szkolnictwa. Powinien on mieć trwałe tylko podstawowe cechy, zaś jego kształt musi się zmieniać. Wiemy, że szkolnictwo jest niesłychanie wrażliwe na gwałtowne zmiany. Dobrej uczelni nie zbuduje się w rok. Po dekadzie istnienia uczel-

oficerowie, jak i podoficerowie, pojawiając się w szkolnictwie, nie zostaną zepchnięci na boczny tor kariery, a kadencja dydaktyka czy instruktora będzie stanowiła istotny element rozwoju zawodowego. Zwłaszcza w dokształcaniu podyplomowym chcemy wdrożyć mechanizm przekazywania doświadczeń bojowych. U nas przepływ personelu między jednostkami a szkołami pozostał – mimo deklaracji towarzyszących wdrażaniu pragmatyki w 2004 r. – na poziomie śladowym. Nieliczni dydaktycy wracali po misjach do szkół, zaś dowódcy – do jednostek. Trudno więc mówić o transferze doświadczeń. – Ustawa pragmatyczna jest mocno krytykowana, m.in. za zbyt sztywne reguły, za podział na rodzaje stanowisk – z czego na
nr 29/2007

ARTUR GOŁAWSKI

Które cechy systemu szkolnictwa wojskowego powinny być niezmiennymi kanonami? – Reformę należy wprowadzić tak, by jak najlepiej wykorzystać wszystko to, co wartościowe i co może służyć utrzymywaniu wysokiego poziomu profesjonalnego kształcenia żołnierzy. Czas dostarcza nam ogromnej ilości doświadczeń. Myślę o misjach i ludziach, którzy brali w nich udział. Zdobyli oni zupełnie nowe doświadczenia. Niewybaczalną rzeczą byłoby z nich nie skorzystać. Stąd zamiar, by umieścić w pragmatyce przebiegu służby zawodowej przepisy zapewniające, że zarówno

szczęście się wycofujemy, a co szkodziło efektywnemu zarządzaniu kadrami. Mimo nowelizacji ustawy zachowano w niej wymóg wykształcenia magisterskiego dla kandydatów na oficerów. To jest sprzeczne z deklaracjami, które leżały u podstaw reformy. – Otóż nie. W reformie wracamy do sprawdzonych rozwiązań umożliwiających uzyskanie stopnia podporucznika inżynierom i licencjatom. Wprowadzenie przed czterema laty wymogu magisterium było podyktowane chęcią wzmocnienia pozycji studium oficerskiego. Chciano wtedy podkreślić, że MON będzie czerpało z „ogromnych” zasobów absolwentów uczelni cywilnych, masowo zgłaszających się do służby wojskowej. W wielu specjalnościach okazało się to jednak niemożliwe. Pomysł ze studium nie tyle się skompromitował, ile załamał. Trzeba więc szukać innego rozwiązania, które maksymalnie uelastyczni rekrutację kadr. – Dlatego chcemy, by oficerami mogli zostawać absolwenci studiów pierwszego stopnia. Przy nadchodzącym niżu demograficznym, w sytuacji fiaska pomysłu studium oficerskiego jako podstawowego źródła naboru kandydatów na oficerów, to jedyne rozsądne rozwiązanie. To by znaczyło, że przepis umożliwiający promowanie licencjatów na magistrów znajdzie się w projekcie nowej ustawy. – Zespół prawników w MON pracuje nad uporządkowaniem systemu ustaw resortowych. Tam właśnie znajdą się zapisy nowych wymagań w zakresie wykształcenia oficerów. Zachowujemy prawa nabyte – ci, którzy obecnie studiują w szkołach wojskowych, skończą je na obowiązujących zasadach. Zgodnie z przyjętą zasadą, drugi stopień wykształcenia żołnierz będzie musiał osiągnąć przed objęciem stanowiska oficera starszego. Ostatecznymi decydentami, czy ma to nastąpić tuż po studiach licencjackich, czy później, będą gestorzy korpusów osobowych. Chcemy, aby program studiów drugiego stopnia zawierał nie tylko elementy kształcenia akademickiego, ale i fachowego wojskowego. Zakładamy też wprowadzenie kursów dla generałów, które trzeba będzie ukończyć między poszczególnymi stanowiskami etatowymi przyporządkowanymi stopniom generalskim. Co się kryje pod pojęciem „związek uczelni wojskowych”? Ma to być miejsce towarzyskich spotkań rektorów czy wstęp do ściślejszej współpracy w przynr 29/2007

szłości? A może to zwiastun Uniwersytetu Obrony Narodowej? – Do pomysłu UON nie wracajmy. Zamiar budowy uniwersytetu z kilkunastoma kierunkami studiów dla 600 studentów na roku plus Collegium Medicum sam się skompromitował. O związku trzeba mówić na tle całej reformy. Uczelni mamy dziś pięć, w tym trzy rodzajów sił zbrojnych. Proponujemy, by AMW, WSOSP i WSOWLąd utworzyły zgodnie z możliwościami, jakie daje „Prawo o szkolnictwie wyższym”, związek uczelni RSZ mający luźną formę organizacyjną. Jego elementami będą rada komendantów-rektorów i konwent, do którego wejdą m.in. zastępcy dowódców RSZ ds. szkolenia. Konwent będzie określał misję uczelni i jej strategię. Wszędzie tam, gdzie to możliwe i zasadne, związek ma uczyć współdziałania, „wspólnego języka”, rozsądnej „jointności”. Nie będzie to gorset uwierający szkolnictwo. Chcemy w całym szkolnictwie wojskowym wprowadzić standard kształcenia w części edukacji wojskowej, którą można uznać za wspólną dla wszystkich RSZ. Szkolenie unitarne dla wszystkich podchorążych można robić w jednym miejscu i czasie, skoro dotyczy to ok. 600 osób na roku. – Z czasem związek może podlegać ewolucjom, ale tylko wtedy, gdy będzie to racjonalne i będzie służyło uzyskaniu nowej jakości. Nie chcemy narzucać niczego poza tym, że szkoła wrocławska ma specjalizować się głównie w kształceniu korpusu ogólnowojskowego na kierunku zarządzanie, zaś dęblińska – kształcić pilotów i nawigatorów na kierunku lotnictwo i kosmonautyka. Obie na studiach pierwszego stopnia. W tej koncepcji Wojskowa Akademia Techniczna ma skupiać awangardę badawczą wojska. Dlaczego? – Trudno sobie wyobrazić armię bez zaplecza intelektualnego i naukowo-badawczego oraz ośrodka integrującego to zaplecze. Jeśli np. uznajemy, że bardzo ważnym programem dla armii jest to wszystko, co dotyczy kompleksowego wyposażenia nowoczesnego żołnierza (tzw. żołnierz XXI wieku), to musimy wskazać jedną organizację odpowiedzialną za integrację wszystkich podsystemów na tym żołnierzu. Podobnie z sieciocentrycznością, robotyzacją pola walki itd. Takich programów, integrujących środowiska badawcze w pracach na rzecz armii, MON powinno wygenerować pięć–sześć. Wojsku jest też niezbędny ośrodek do weryfikacji ofert z zewnątrz. Jeśli go nie stworzymy, nadal będziemy mieli

kłopoty z „suwerennością” podejmowanych decyzji, nadal będziemy borykać się z problemami towarzyszącymi wdrażaniu np. Rosomaka, gdzie każda z uczestniczących w tym procesie instytucji osobno bada poszczególne właściwości wozu: jedna strzela, druga ostrzeliwuje, trzecia sprawdza, czy działają układy OPBMR – a w końcu rozmywa się odpowiedzialność za całość. Wykreujmy więc organizację – laboratorium badań poligonowych, mającą metody oraz zdolność, by badać uzbrojenie i sprzęt wojskowy, tworząc dobre wymagania taktyczno-techniczne.

Proponujemy, by AMW, WSOSP i WSOWLąd utworzyły związek uczelni RSZ mający luźną formę organizacyjną
Czy WAT wchłonie wojskowe instytuty badawczo-rozwojowe? – Czeka je reorganizacja. Zmienia się otoczenie – następuje silna integracja instytucji zajmujących się w Polsce badaniami. Z 78 instytutów PAN pozostanie kilkanaście, ale zintegrowanych, większych, mocniejszych. Jutro będą się przekształcać cywilne JBR i powstaną silne państwowe instytuty naukowe. Zatem nie będzie już miejsca na małe, słabe instytuty. Myślę o przeorientowaniu wojskowych JBR-ów ze struktur wyspecjalizowanych branżowo na zorganizowane zadaniowo, aby skupiały zespoły badawcze wokół wieloletnich, ambitnych i ważnych projektów, o bardzo dobrze zdefiniowanych utylitarnych celach, o jakich przed chwilą wspominałem. Największe zmiany czekają AON. – Akademia zostanie przekształcona w nowoczesny badawczo-edukacyjny ośrodek akademicki, podległy ministrowi obrony, zdolny do prowadzenia długofalowych badań w dziedzinie bezpieczeństwa oraz bieżących analiz i studiów strategicznych na rzecz urzędów prezydenta, premiera, ministra obrony, a także innych organów władzy publicznej. Do realizacji tych zadań będą: Wydział Bezpieczeństwa Narodowego, Wydział Zarządzania i Dowodzenia oraz Instytut Badań Strategicznych. 
Rozmawiał Artur Goławski Pełny zapis rozmowy publikujemy na stronie www.zolnierz-polski.pl

Polska Zbrojna 13

WOJSKO MISJE
Na niedawnym poligonie w Nowej Dębie, na zaproszenie dowództwa IX zmiany PKW Irak, w szkoleniu żołnierzy wyjeżdżających na misję wzięli udział mjr rez. Arkadiusz Kups oraz instruktorzy współpracujący z jego zespołem Combat 56: st. sierż. Jacek Frucz – szkoleniowiec policyjny, oraz Adam Pietrzak – lekarz specjalista medycyny ratunkowej. Dwudniowym szkoleniem objęto przygotowujących się do irackiej misji żołnierzy z części pododdziałów 1 Warszawskiej Dywizji Zmechanizowanej, 25 Brygady Kawalerii Powietrznej i 21 Brygady Strzelców Podhalańskich.

Przedłużenie ręki
dziewięciuset

PIOTR BERNABIUK

Moc chłopa
Co pół roku kolejne jednostki Wojska Polskiego uczestniczą w stabilizowaniu sytuacji w Iraku, tymczasem 25 Brygada Kawalerii Powietrznej jest tam obecna nieustannie. – Przygotowania do tej misji stały się w kawalerii standardem, wypracowaliśmy wzorcowy ich model. Od czego zaczynacie przygotowanie kolejnej zmiany? – Rozpoczęliśmy je, zanim jeszcze dostałem rozkaz, gdyż wiedziałem, że najtrudniejsze będzie zebranie ludzi i sformowanie zespołu. Poprzednia zmiana wyjeżdżała w styczniu, a ja już na początku lutego miałem ludzi na obecną zmianę. 14 Polska Zbrojna

Rozmowa z gen. bryg. IRENEUSZEM BARTNIAKIEM, zastępcą dowódcy IX zmiany PKW w Iraku, dowódcą 25 Brygady Kawalerii Powietrznej

Po co aż taki pośpiech? – Proces planistyczno-organizacyjny, przeprowadzenia badań, certyfikacji, jest mozolny. Wpływa na to wiele czynników zupełnie od nas, dowódców, niezależnych. Jednym z takich wąskich gardeł są np. badania lekarskie. Na wyniki czekamy tygodniami, nie wiedząc, czy żołnierz jest zdolny do służby w misji. A jak jest zdolny? – Pierwsze trzy–cztery miesiące poświęcamy na tak zwaną żołnierkę, na przygotowanie indywidualne, wyszkolenie strzelca aż „do bólu”, żeby umiał posługiwać się każdym z pięciu typów broni w drużynie.

Co się dzieje, gdy żołnierze już wszystko potrafią? – W drugim miesiącu następuje zgrywanie w plutonach, w trzecim – treningi kompanią, czwarty wypada w czerwcu... W końcówce maja zamknąłem cykl, scertyfikowałem swoją samodzielną grupę powietrzno-szturmową i 18 czerwca przekazałem ją gen. bryg. Tadeuszowi Bukowi, dowódcy dywizji. Teraz, podczas ćwiczeń „Eufrat”, pomyślnie przeszliśmy ostateczny sprawdzian.
nr 29/2007

Z
PIOTR BERN ABIUK (2)

Żołnierze zostali wyposażeni na wyjazd do Iraku w broń krótką. Dla niektórych pistolet był nowością. Dopóki nie nauczą się wyjmować go z odpowiednio umieszczonej kabury, odbezpieczać i przeładowywać, a następnie skutecznie strzelać, dopóty nie zostanie on ich sprzymierzeńcem. Tymczasem może stać się bronią ostatniej szansy.
Zdaniem instruktorów, przydzielenie żołnierzom wyjeżdżającym do Iraku broni krótkiej wywołało przeróżne kontrowersje i niepotrzebne dyskusje. Tak mówi o tym mjr rez. Arkadiusz Kups: – Najważniejsze jest to, żeby P-83 sam wpadał w rękę, układał się tak, jakby był jej przedłużeniem. Żołnierz powinien z bronią jeść, spać, biegać, aż dojdzie do tego Jedziecie na bardzo niebezpieczną wyprawę. – To nie jest misja pokojowa, jak się jeszcze czasem słyszy. Zmagamy się tam z przeciwnikiem, którego nie widzimy, który może pojawić się w bazie lub w mieście, ubrany i wyglądający jak każdy inny człowiek. Może będzie sprzedawał pomarańcze na rynku? To on ostrzeliwuje bazę, dyktuje warunki. Narzuca nam swoją taktykę. Przykładem są miny pułapki. Mało tego, przechodzi do tradycyjnego sposobu odpalania ładunków poprzez kabel. Jest to najbardziej niebezpieczna technika działania. A nas widać, bo jesteśmy w mundurach, w oznakowanych pojazdach. W dzień i w nocy można śledzić każdy nasz krok. To jest w pewnym sensie nasza słabość. W jakich sytuacjach żołnierze są najbardziej narażeni na ataki? – Podczas patroli i konwojów oraz wówczas, gdy pocisk spadnie wprost pod nogi, w bazie. Każde wyjście na zewnątrz jest zadaniem bojowym i wtedy zawsze jest niebezpiecznie. Sztuką w tej misji jest umiejętność
nr 29/2007

etapu, że nie będzie mu w niczym przeszkadzała. A jak zacznie się coś dziać, to ręka odruchowo trafi na kolbę. Broń krótka przeznaczona jest do użycia w sytuacjach krytycznych, awaryjnych i z pewnością na bliskich odległościach – od dziesięciu metrów do zera. Ponieważ na wszystko będzie bardzo mało czasu, to na myślenie może go zupełnie zabraknąć. Pojawi się też największy stres, bo z bliska zobaczymy przeciwnika, jego rysy, oczy, minę... W każdej chwili może też dojść do kontaktu bezpośredniego, do walki wręcz. Stąd konieczność wypracowania odruchów.

EKSPERT

St. sierż. Jacek Frucz,
szkoleniowiec policji i instruktor Combat 56: – Żołnierze podczas misji będą wykonywali zadania zbliżone do policyjnych. Zatrzymanie cywila do kontroli i przeszukanie go wcale nie jest proste. Szczególnie gdy odbywa się wśród ludzi, gdy reakcja świadków zdarzenia jest nieprzewidywalna. Nie wolno wówczas rzucić gościa na ziemię i „oprawiać” go sposobami stosowanymi w systemie Combat 56. Paradoks polega na tym, że najbezpieczniej dla obu stron jest wówczas, gdy stosujemy techniki szokujące, gdy oddziałujemy krzykiem i bólem. Nasz podopieczny przeżyje wprawdzie szok, ale wkrótce ból minie, tętno się uspokoi i pozostanie co najwyżej nieprzyjemne wspomnienie. Unikniemy w ten sposób niebezpiecznej dla życia i zdrowia konfrontacji, mogącej zakończyć się trwałymi uszkodzeniami ciała, czasem również użyciem broni ze wszystkimi tego konsekwencjami.

Zza węgła
Kolejnym przykładem jest strzelanie z ukrycia, zza opancerzonego pojazdu. Jak można zajmować pozycję strzelecką, nie wykorzystując go jako osłony? W zasadzie każdy to rozumie, tylko nie zawsze stosuje, a siedząc blisko pancerza, naraża się na rykoszety. Żołnierze ćwiczyli wykorzystywanie pancerza jako osłony i nagle klękali, jakby nie wiedzieli, że między kołami jest prześwit. Stojąc, dostaną w najgorszym wypadku w nogi, klęcząc, narażają inne partie ciała. Ci wojskowi, którzy byli w Iraku lub Afganistanie, interesowali się  wyjścia z krytycznej sytuacji, zapanowanie nad wydarzeniami, gdy wóz płonie, gdy dowódca ma rannych czy zabitych. Jedynie zimna krew pozwoli zadbać o żywych, wyprowadzić ich spod ognia, wezwać wsparcie. Będę robił wszystko, aby żołnierze w zespołach bojowych mieli jak największy komfort psychiczny, świadomość, że gdzieś tam nad nimi wiszą śmigłowce, i jak będzie trzeba, natychmiast przybędą z pomocą. A co będziecie robić teraz, po ćwiczeniach „Eufrat”? – Część żołnierzy wylatuje już 7 lipca, część będzie miała prawie miesiąc, by wypocząć z rodzinami. Zadecydowałem, że w tej końcówce robimy sobie wolne, i generał Buk, dowódca dywizji, to zaakceptował. Dwie doby przed wylotem zbieramy się w Krakowie. Z jednego miejsca, z bazy lotniczej, zabieramy wszystko, ładujemy bagaże, i w drogę. Czujecie się dobrze przygotowani? – Należałoby oddzielić problem wyposażenia i sprzętu od przygotowania żołnierzy do realizacji zadań. Na temat wyposażenia, jako zastępca dowódcy dywizji i dowódca 25 BKPow, nie chciał-

bym za bardzo dyskutować. Wiele zmieniło się od czasów drugiej zmiany, ale ciągle trwa walka o lepszy sprzęt. A żołnierzy trzeba dobrze wyposażyć, bo bierzemy ich zdrowie i życie na sumienie. Co w przygotowaniach do IX zmiany było nowością? – Rewolucja w strukturze organizacyjnej. Rozwinąłem mocno elementy ugrupowania bojowego, które są podstawowym narzędziem działania. Wyciąłem ze struktury nadmiernie rozbudowany batalion dowodzenia, zastępując go znacznie skromniejszą komendą bazy. I z tych dziewięciuset żołnierzy udało nam się sformować aż osiemnaście elementów ugrupowania bojowego, czyli dwudziestoosobowych plutonów. Mamy więc czternaście plutonów lądowych, szturmowych, grupy specjalne i artyleryjsko-przeciwlotniczą grupę wsparcia ogniowego, ponadto mieszaną eskadrę śmigłowców. I te zasoby podzieliłem na dwie grupy, na lądową i samodzielną grupę powietrzno-szturmową. Dysponujemy potężnym narzędziem do działania, które zamierzamy wykorzystać w sposób, którego z oczywistych przyczyn dzisiaj jeszcze nie zdradzę.  Polska Zbrojna 15

WOJSKO MISJE
wszystkim, co zapewnia bezpieczeństwo. Dla nich bubel stanowi zagrożenie – przykładem VIST w warunkach pustynnych, pas z napisem WP, buty dla wyjeżdżających do Afganistanu, kabury, ładownice... Często żołnierze kupują sobie to, co zwiększa ich ochronę, i jeszcze walczą z niektórymi przełożonymi, oczekującymi jednolitości.  EKSPERT

Kpt. Sławomir Chrobak, dowódca 1 szwadronu 7 Batalionu
Kawalerii Powietrznej, był w Iraku dwukrotnie, w I i IV zmianie:
– Dowodzę bodajże najstarszym pododdziałem złożonym z szeregowych zawodowych. Ludźmi, którzy chcą robić to, co robią, mają zapał, są zdyscyplinowani i bardzo wymagający względem siebie. Nie można ich jedynie nudzić rutyną i powtarzalnością. Trzeba dać im emocje i perspektywę czegoś konkretnego. I należy korzystać z ich praktyki, z tego, co mówią na temat broni, wyposażenia. To my mamy najlepszą wiedzę o tym, bo to my wyjeżdżamy potem za bramę bazy. Nie wszystkie amerykańskie wzorce chciałbym żywcem przenosić do nas, ale z pewnością tak zwane efemki (field manual), podręczniki, w których wszystkie procedury rozbite są na czynniki pierwsze i nieustannie uaktualniane. Jedna z nich, dotycząca działania w górach, funkcjonowała do 2003 r. Odkąd Amerykanie zaczęli ponosić straty w Afganistanie, kiedy dostrzegli, że przeciwnik się od nich uczy, natychmiast uaktualnili treść dokumentu. Walczący opisują zdarzenia po każdej operacji, ktoś to zbiera, opracowuje, szuka przyczyn, wyciąga wnioski i przelewa na papier, który dociera do dowódców niższego szczebla. U nas natomiast jest takie brodzenie – jeden robi to tak, bo mu się wydaje, że dobrze, drugi według „Rangersa”, trzeci dopadnie jakąś „efemkę”, a czwarty chciałby robić według „efemki”, ale nie zna angielskiego. I jak się zbierzemy do kupy, to wszystko jest bardzo chaotyczne. A przecież większość zadań misyjnych jest taka sama dla kawalerii, dla batalionów z „szóstej”, dla Świętoszowa czy Szczecina... Dla chłopaków, którzy są zawodowcami, to, że noszą inne-

Mjr rez. Arkadiusz Kups:
– Czego możemy w ciągu dwóch dni nauczyć żołnierza? Głównie panowania nad sytuacją. Na przykład podejścia do obcego człowieka, przedstawiciela innej kultury, religii – o nieznanych zamiarach – ze świadomością, że odgrywamy ten spektakl przed publicznością, która nie będzie biła braw, jeśli popełnimy błąd. Pierwszym pozytywnym sygnałem jest nasza pewność siebie, jednak pozbawiona agresji, arogancji. Jeśli sprawy zajdą dalej, niż przypuszczaliśmy, musimy wkraczać bardziej zdecydowanie.

go koloru berety, nie ma żadnego znaczenia. Na czym się więc opieramy? Na doświadczeniu ludzi, którzy już tam byli. Pozostali dopiero wydorośleją, złapią właściwe podejście do spraw, na miejscu. Efekty już widać. Ktoś nas wreszcie wysłuchał, że etat drużyny w kompanii nie może być ośmioosobowy. Mam więc w plutonie cztery drużyny po pięć osób wraz z dowódcą plutonu. Po pięciu ludzi na pojazd. Etaty zostały utworzone pod zadanie, co ułatwia wyjazd uformowanym pododdziałem bez zbędnego zamieszania.

Czy nadal jedni żołnierze będą wykonywali ryzykowne zadania, a drudzy gnili w bazie? – W moim pierwszym wniosku po majowym rekonesansie w Iraku stwierdziłem, że konieczne jest rotowanie ludzi. Jeśli żołnierz pojeździ tydzień na patrole, a potem będzie stał na wieży, obserwując odpowiedni sektor, to się nie zanudzi. Ochraniający bazę również będą brali udział w akcjach bojowych. Dotąd, gdy jedni pół roku siedzieli w bazie, drudzy w terenie, ci pierwsi byli zestresowani, drudzy zamęczeni, a wszyscy razem mieli dość. Wszyscy więc ruszą do boju? – Do najtrudniejszych operacji będę starannie dobierał ludzi, bo nie może być żadnej przypadkowości, bezsensownego ryzyka. Jakiego efektu Pan Generał oczekuje? – Bazy nie można ochraniać, zamykając się w murach. Nie można przez pół roku skulić się i siedzieć na „przetrwaniu”. Trzeba zwiększyć aktywność, prowadzić działania na pierścieniu zewnętrznym, pięć, do dziesięciu kilometrów wokół bazy. A to jest praktycznie cały rejon Diwanii. Zakładam, iż uda nam się odwrócić sytuację, że to nie terroryści bę16 Polska Zbrojna

dą nas nękali, ale my będziemy ich ścigać. Na to musi się oczywiście nałożyć dobra współpraca z gubernatorem prowincji i z 8 Dywizją Armii Irackiej. Musimy też mieć na to mandat, który otrzymamy w rozkazie operacyjnym. Co będzie siłą zmiany? – Nie chcę poróżnić żołnierzy z 1 WDZ i 25 BKPow, bo stanowią jedną siłę i będą wykonywać wspólnie zadania. Cieszę się jednak, że będziemy mieli w składzie pododdział kawalerii kpt. Sławomira Chrobaka, wytrawnych zawodowców, z dużym doświadczeniem bojowym. Wcześniej byli planowani do Afganistanu, przeszli więc szkolenie daleko wychodzące poza program. Nie ograniczaliśmy się w szkoleniu do dokumentów instrukcyjnych, często nienadążających za tym, co my już robimy. A robimy wiele rzeczy wynikających z doświadczeń, które do oficjalnego obiegu wejdą dopiero za kilka lat. Kawalerzystów widziano nawet w Tatrach. – Mieli tam zupełnie niekonwencjonalne szkolenie prowadzone przez instruktorów z Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, między innymi mjr. rez. Andrzeja Blachę.

A to są mistrzowie w stosowaniu technik linowych łączonych z działaniem ze śmigłowca, znakomici specjaliści od sztuki przetrwania w skrajnych, górskich warunkach. Cieszy mnie, że ratownicy wysoko oceniali umiejętności naszych chłopaków. A w Łodzi...? – Aby poczuli się pewniej, w Łodzi, opierając się na systemie Krav Maga, szkolili się w walce, w kontakcie bezpośrednim. To bardzo dobre szkolenie na tak zwaną czarną godzinę, gdy już wszystkiego zabraknie. Jakie uczucia towarzyszą generałowi kawalerzyście tuż przed opuszczeniem kraju? – Z jednej strony jest to dla mnie jakieś wyróżnienie, żołnierskie spełnienie się i wewnętrzna misja. Z drugiej, jak każdy normalny człowiek, boję się. O siebie i o swoich żołnierzy. Nie ukrywam też radości, że lecę na czele trzech setek swoich ludzi. To ważne, że ci, którzy rzeczywiście będą „zamiatać” w prowincji, mają swego dowódcę z kraju. I czuję moc całego zespołu, tych dziewięciuset chłopa. 
Rozmawiał Piotr Bernabiuk

nr 29/2007

PIOTR BERNABIUK

SAMOLOTY VIP WOJSKO
O wymianie rządowych Tu-154M mało kto dziś myśli.

Specpułk z warszawskiego Okęcia to jednostka doborowa. Jego piloci spędzili za sterami wojskowych samolotów pasażerskich setki, a nawet tysiące godzin. Oblecieli niemal cały świat. Wozili ministrów, premierów, prezydentów. A teraz powoli mogą zwijać interes.

da im skrzydła
NORBERT BĄCZYK

KTO TO
i „045”), które od wiosny przechodzą tzw. płytki remont i modernizację w Mińsku na Białorusi. W ten sposób w lipcu na krótko Siły Powietrzne nie będą miały żadnego samolotu Jak-40. Na szczęście remonty potrwają tylko kilka miesięcy i teoretycznie już na początku sierpnia powinniśmy mieć znów dwa, a we wrześniu cztery sprawne samoloty tego typu. Tymczasem, jak twierdzą niektórzy piloci ze specpułku, „VIP-y straciły zaufanie do Polska Zbrojna 17

PIOTR PRYMLEWICZ/BELLONA

J

ak-40 o numerze „048” należący do 36 Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego 26 czerwca, mimo trudnych warunków pogodowych, sprawnie wykonał kolejny lot, przewożąc ważne osobistości z Okęcia na lotnisko Krzesiny. To było jedno z ostatnich zadań tej 27-letniej maszyny przed planowanym remontem. Dołączy ona bowiem wkrótce do pozostałych trzech polskich Jaków („047”, „044”
nr 29/2007

WOJSKO SAMOLOTY VIP
tego samolotu i nie chcą nim latać”. Następców popularnych „jaczków” natomiast nie widać. Podobnie jak śmigłowców dla VIP-ów. „Analizując stan samolotów i śmigłowców rządowych, trzeba jasno powiedzieć, że nie możemy realizować zadań związanych z transportem najważniejszych osób w państwie. Utrudnia im to wykonywanie konstytucyjnych obowiązków i zagraża ich bezpieczeństwu w czasie lotów. Może doprowadzić do utraty prestiżu i spadku zaufania do rządu RP. Tymi maszynami przewożeni są także goście naszego prezydenta i rządu”. To bynajmniej nie głos jakiegoś analityka-malkontenta, ale opinia ministra obrony narodowej Aleksandra Szczygło. Minister opisał w ten sposób możliwości 36 specpułku na spotkaniu Rady Ministrów. Przedstawiciele rządu chcieli się dowiedzieć, jak wygląda sytuacja w tej jednostce oraz jak MON zamierza rozwiązać istniejący kryzys. Jeśli chodzi o sprzęt, krzepiących informacji za wiele być nie mogło.
Bell 412

Czy leci z nami szyba?

Teoretycznie specpułk ma dziewięć samolotów i dziesięć śmigłowców – z różnych przyczyn w większości są one coraz mniej pewne. I nie chodzi tu tylko o wiek. Nawet stosunkowo młode samoloty M-28 po ostatnich problemach z silnikami trzeba było czasowo uziemić, i choć formalnie przywrócono je do lotów, ich użycie wciąż stoi pod znakiem zapytania. Podobnie rzecz ma się ze śmigłowcami W-3 Sokół. Niestety, w ich przypadku kontrowersje budzą kwestie serwisu – jego jakości, dopełnienia procedur czy czasu wykonywanych prac okresowych. Mamy tu do czynienia z często sygnalizowanym problemem braku płynnej i wzajemnie satysfakcjonującej współpracy na linii wojsko–przemysł zbrojeniowy. Przykładowo w W-3 o numerze „504” zareklamowano szyby po dość krótkim okresie eksploatacji śmigłowca. Piloci z „trzydziestego szóstego” nie mają najlepszej opinii o współpracy z PZL „Świdnik”, dostaje się też WZL nr 3 czy Mielcowi. Jednakże to właśnie dwa Sokoły „salonki” wzmocnią w najbliższym czasie Spec-Pułk. To maszyny pierwotnie
Jak-40

przeznaczone do Iraku. Również samoloty Tu-154M miewają swoje kaprysy. Już kilkakrotnie ich pasażerowie musieli znajdować sobie inny środek transportu. Co ciekawe, w Tu-154 również wystąpił „szklany problem”. Kilka miesięcy temu w jednym z dwóch latających w specpułku samolotów pękła zewnętrzna warstwa przedniej szyby. Łącznie od początku 2006 r. w pułku odnotowano 255 usterek i awarii. Tu-154M miały ich 49, Jak-40 – 67, M-28 – 34, Mi-8 – 66, W-3 – 35, zaś samotny Bell 412 zaliczył ich pięć. W najbliższych miesiącach liczba potencjalnych awarii radykalnie się obniży. Powód jest dość prozaiczny – z eksploatacji wycofano okresowo Jak-40, zaś trzem śmigłowcom Mi-8 zostało po kilkanaście godzin resursu i wkrótce też przestaną latać.

Największy wróg
Skąd ten sprzętowy marazm, mimo że o wymianie sprzętu mówi się od lat? Na nieszczęście największym wrogiem pułku wożącego ważne osobistości są… ważne osobistości. Do 36 splt przylgnę-

Mi-8

Łącznie od początku 2006 r. w pułku odnotowano 255 usterek i awarii. Tu-154M miały ich 49, Jak-40 – 67, M-28 – 34, Mi-8 – 66, W-3 – 35, zaś samotny Bell 412 zaliczył ich pięć

Do 36 splt przylgnęła opinia, iż „wozi polityków w luksusie za nasze pieniądze”. Opinia nieprawdziwa, gdyż nawet na pokładzie prezydenckiego Tupolewa specjalnych luksusów nie ma
nr 29/2007
JAROSŁAW WIŚNIEWSKI (4)

M28-Bryza

18 Polska Zbrojna

ła opinia, iż „wozi polityków w luksusie za nasze pieniądze”. Opinia nieprawdziwa, gdyż nawet na pokładzie prezydenckiego Tupolewa specjalnych luksusów nie ma. Takie głosy sprawiły jednak, iż kolejne ekipy rządzące zabierały się do pozyskania nowych samolotów dla VIP-ów z poczuciem winy, iż kupują dla rządu „bardzo drogie zabawki”, gdy tymczasem pieniądze przydałyby się na inne, ważniejsze cele. W rzeczywistości jednak samoloty i śmigłowce są bardzo potrzebne zarówno przedstawicielom władz, jak i całemu Wojsku Polskiemu. Przecież dzisiaj, w czasach wzmożonej komunikacji lotniczej oraz stale rosnących potrzeb transportowych, to właśnie statki powietrzne 13 elt i 36 splt są najintensywniej wykorzystywane. Jeśli zatem na jakimś ważnym spotkaniu międzypaństwowym zabraknie przedstawicieli Polski, bo w drodze do celu odmówi posłuszeństwa zdezelowany samolot, nie tylko politycy odczują dyskomfort – będzie to miało także wpływ na utratę prestiżu Polski.
Tu-154M „101” Tu-154M „102” Jak-40 „044” Jak-40 „045” Jak-40 „047” Jak-40 „048” M-28 „0205” M-28 „0206” M-28 „0207” Mi-8 „620” Mi-8 „630” Mi-8 „631” Mi-8 „633” Mi-8 „634” Mi-8 „636” Mi-8 „660” W-3 „504” W-3 „618” W-3 „619” Bell 412 „02”

strzeżeniami odnośnie do prawidłowości postępowania w procedurze przetargowej. Jak czytamy w oficjalnych dokumentach MON, „najważniejsze zarzuty dotyczyły braku oświadczeń ekspertów, że w czasie pracy przy przetargu nie zachodzi u nich konflikt interesów. Brakowało ewidencjonowania znaczącej części dokumentacji przetargowej czy protokołów z posiedzeń komisji przetargowej. Pojawiły się rozbieżności pomiędzy wstępnymi założeniami taktyczno-technicznymi a warunkami przetargu” (mogło to doprowadzić do uzasadnionych protestów jego uczestników i w konsekwencji zablokowania procedur). Faktem jest, iż od początku przetarg ten był mocno krytykowany przez część ekspertów za, ich zdaniem, ewidentne ustawienie go pod firmę Embraer.

Wybrać z głową
Obecnie w Ministerstwie Obrony trwają prace nad jak najszybszym sposobem pozyskania nowych samolotów mających zastąpić Jak-40. Minister Aleksander
29.06.1990 r. 20.12.1990 r. 29.04.1979 r. 29.04.1979 r. 05.06.1980 r. 10.07.1980 r. 15.04.2002 r. 14.05.2002 r. 19.05.2003 r. – 31.05.1977 r. 01.07.1977 r. 23.09.1977 r. 09.09.1977 r. 14.07.1977 r. 31.03.1983 r. 23.05.1993 r. – – 01.05.1991 r. 29.04.2009 r. 20.04.2010 r. 29.04.2007 r. 29.04.2007 r. 05.06.2007 r. 10.07.2007 r. wg stanu technicznego wg stanu technicznego wg stanu technicznego – 12.10.2008 r. 07.01.2009 r. 15.12.2008 r. 13.10.2006 r. 05.10.2005 r. 17.19.2007 r. 01.09.2007 r. – – wg stanu technicznego

przepisami; niezależnie od tego w WZL nr 3 mają być wyremontowane także cztery silniki AI-25 do Jaków. Jednak to i tak nie rozwiąże problemu, bowiem mimo przedłużonego resursu, według dostępnych danych nawet o kolejne pięć lat, oraz statusu VIP, awaryjność tych prawie 30-letnich samolotów będzie zapewne nadal wysoka, a ryzyko ich eksploatacji dość poważne. Dlatego w tej chwili nie sposób odpowiedzieć na pytanie, czy polskie Jak40 będą jeszcze kiedykolwiek wozić najważniejsze osoby w państwie. Być może w najbliższej przyszłości zastąpią je inne samoloty z leasingu. Trzeba jednak czekać na konkretne decyzje. Trochę podobnie sprawa ma się ze śmigłowcami z Okęcia. Helikoptery Mi-8, mimo leciwego wieku (są starsze nawet od Jaków!), można także doposażyć czy przedłużać im resurs. Zajmują się tym Wojskowe Zakłady Lotnicze nr 1 w Łodzi, w których już dziś stoi w oczekiwaniu na remont połowa Mili specpułku (maszyny o numerach „630”, „634” i „636”). Najpewniej niedługo trafi tam
– – w remoncie od kwietnia do lipca w remoncie od kwietnia do lipca w remoncie od maja do sierpnia w remoncie od lipca do września w czerwcu niesprawny w czerwcu niesprawny w czerwcu niesprawny nie uwzględniono usprawnienie w WZL nr 1 resurs godzinowy na wyczerpaniu resurs godzinowy na wyczerpaniu oczekuje na remont w WZL nr 1 oczekuje na remont w WZL nr 1 resurs godzinowy na wyczerpaniu prace w WZL nr 3 modernizacja w PZL Świdnik prace okresowe w WZL nr 3 –

ZAPAS KALENDARZOWEGO RESURSU

Problem z maszynami przeznaczonymi dla VIP-ów jest związany z dość dużą dynamiką sceny politycznej oraz nieprofesjonalnym systemem zakupów wyposażenia wojskowego, mogącym rodzić podejrzenia o korupcję i nieuczciwy lobbing. W pierwszym przypadku wystarczy stwierdzić, iż częste zmiany rządów czy nawet samych tylko ministrów z oczywistych przyczyn nie sprzyjały procesom decyzyjnym. Bardziej irytująca jest natomiast sprawa druga, gdyż w Polsce przetargi na samoloty czy śmigłowce dla VIP-ów prześladuje wręcz jakieś fatum. Także ostatni, firmowany przez Agencję Mienia Wojskowego, zakończył się dość raptownie miesiąc temu. Jego odwołanie było spowodowane zanr 29/2007

Sprzęt 36 Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego

Szczygło powołał w trybie pilnym podsekretarza stanu w MON, Jacka Kotasa, na stanowisko pełnomocnika MON ds. leasingu i zakupu samolotów VIP. – Z powodu wieloletnich opóźnień bardzo ważny jest czas dostarczenia nowych maszyn. Dostałem zielone światło, aby przygotować rozwiązanie, które będzie zgodne z prawem i jak najszybciej doprowadzi do pozyskania nowych maszyn – mówił na posiedzeniu Rady Ministrów w połowie czerwca szef MON. Powód do pośpiechu jest, chociaż jesienią 36 splt będzie znów miał cztery Jak-40, po remoncie na Białorusi; samoloty zostaną wyposażone m.in. w nowe radary pogodowe i awionikę zgodną z obecnie obowiązującymi

reszta tych śmigłowców. WZL nr 1 mogą zatem przedłużyć żywot wiekowych wiropłatów, ale nie będzie to proces szybki, mają bowiem dużo pracy przy innych maszynach. I tak jak w przypadku Jaków, remonty śmigłowców mają charakter wyłącznie doraźny. Następcy Mi-8 ze specpułku pojawią się jednak dopiero po rozstrzygnięciu wielkiego przetargu na śmigłowce. Warto też już dziś pomyśleć o następcach Tu-154M. Najważniejsze jednak, aby wszystkie przedsięwzięcia były realizowane z głową, uwzględniały potrzeby, oczekiwania i doświadczenia użytkowników, a proces decyzyjny był w pełni klarowny. Niby truizm, ale jak do tej pory – jakby nieoczywisty.  Polska Zbrojna 19

INFORMACJE DODATKOWE

DATA PRODUKCJI

SAMOLOT

WOJSKO AAAAAAAA AAAAAAA POLSKI TRADOC
ARTUR GOŁAWSKI

Niepozorne przeformowanie kwatery 2 Korpusu Zmechanizowanego może mieć poważne konsekwencje dla sprawności Wojsk Lądowych. Pod warunkiem, że decydenci odważą się dać żołnierzom prawo mówienia o błędach służbowych bez oglądania się na kwestie personalne. I że to prawo będzie egzekwowane.
EKSPERT

Gen. bryg. Marek Ojrzanowski,
dyrektor Departamentu Transformacji MON: – Im szybciej powstanie Centrum Doktryn i Szkolenia, tym lepiej. DT postuluje, by było instytucją o połączonym charakterze. Proponujemy nazwę Połączone Centrum Doktryn i Szkolenia. Powinno ono objąć obszarem odpowiedzialności całość sił zbrojnych, szczególnie w wymiarze opracowywania doktryn, regulaminów i procedur użycia wojsk w różnych środowiskach. Powinno wprowadzać nowatorskie rozwiązania w tym zakresie, brać czynny udział w międzynarodowych eksperymentach związanych z kompleksowym planowaniem i realizacją działań militarnych, zajmować się opracowaniem scenariuszy i udziałem w ćwiczeniach, głównie na poziomie sił zbrojnych (operacji połączonych). Musi też zająć się instytucjonalnie zbieraniem wniosków i doświadczeń z realizowanych przez nasze wojska operacji (misji) oraz z ćwiczeń krajowych i zagranicznych. PCDiS powinno mieć Ośrodek Badań i Eksperymentów, gdzie można by rozgrywać wirtualnie wszelkie nowatorskie propozycje, dokonywać symulacji, wspomagać ćwiczenia i działania praktyczne. Niezbędne jest tu zapewnienie współpracy z istniejącymi w NATO i na świecie podobnymi ośrodkami (w tym w AON i JFTC). Postulujemy, aby centrum powstało tak szybko, jak to możliwe, także dlatego, że system zbierania doświadczeń już powstał; zajmuje się tym Zarząd Szkolenia SGWP. My proponujemy, by PCDiS podlegało właśnie P-7 i było jego organem wykonawczym. Gdy centrum powstanie, DT zaproponuje mu daleko idącą współpracę, polegającą na spotkaniach i konferencjach roboczych, których celem będzie wymiana informacji, idei i koncepcji oraz ich testowanie metodą symulacji.

ŹRÓDŁO wojskowego
JAROSŁAW WIŚNIEWSKI

CDiS powinno zająć się koordynacją działalności i rozwoju ośrodków szkolenia poligonowego Wojsk Lądowych.

Centrala MON ustala polityczne kierunki rozwoju sił zbrojnych. Sztab Generalny planuje i koordynuje realizację programów rozwojowych. Dowództwo Operacyjne kieruje kontyngentami za granicą oraz szykuje się do operacji kryzysowej na terenie ojczyzny. Inspektorat Wsparcia dba o logistykę. Inspektorat Wojskowej Służby Zdrowia zmaga się z problemami opieki medycznej. Rodzaje sił zbrojnych przygotowują jednostki do akcji. Szkoły wojskowe kształcą kolejne zastępy żołnierzy. Wśród centralnych instytucji brakuje tej, która definiowałaby jednocześnie nowe koncepcje prowadzenia działań militarnych, ustalała adekwatne do aktualnych wyzwań sposoby szkolenia indywidualnego oraz zbiorowego kadry dowódczej i instruktorskiej albo definiowała wymogi odnośnie do potrzebnych wojsku technologii i broni. Takiej placówki nie mamy, ale „wakat” nie potrwa już długo. Utworzenie trustu najlepszych militarnych mózgów, pod nazwą Centrum Doktryn i Szkolenia, zaproponowali w ubiegłym roku autorzy Strate-

gicznego Przeglądu Obronnego. Choć pomysł ma dłuższą historię. Był postulowany przez sztabowców z Rakowieckiej i Cytadeli już w 1999 r.

Pole do popisu
Ośrodek fermentu intelektualnego w naszym wojsku działałby na ideowej licencji US Army Training and Doctrine Command (TRADOC), sformowanego przez Pentagon w 1973 r. po klęsce w Wietnamie. Mieściłby się w Krakowie. Zagospodarowałby na starcie spadek ludzki i nieruchomościowy po kwaterze 2 Korpusu Zmechanizowanego. W myśl koncepcji rodem z SPO byłby łącznikiem między polskim wojskiem a Centrum Szkolenia Sił Połączonych NATO (JFTC) w Bydgoszczy, i pozwoliłby nam włączyć się w obieg informacji w systemie transformacji sojuszu północnoatlantyckiego (wymienianych między Sojuszniczym Dowództwem Transformacji – ACT, Połączonym Centrum Analiz i Wniosków – JALLC, Centrum Działań Połączonych – JWC oraz JFTC).
nr 29/2007

20 Polska Zbrojna

fermentu
A
merykański TRADOC, mieszczący się w Ft. Monroe w Virginii, był obarczony nie tylko zadaniem sformułowania nowych doktryn wojowania i szkolenia wojsk. Miał również wskazać decydentom z Pentagonu, jakie technologie i bronie będą niezbędne armii przyszłości. Pomógł w ustaleniu wymagań taktyczno-technicznych m.in. dla czołgu M1 Abrams, śmigłowca AH-64 Apache, zestawów rakietowych Patriot, wielolufowych wyrzutni MLRS, a nawet latającego radaru rozpoznania sytuacji naziemnej J-STARS. TRADOC podlegają 33 szkoły wojskowe (centra szkolenia; nie akademie) w 16 garnizonach. Od placówek szkolących spadochroniarzy i pancerniaków, przez ośrodki dla saperów i artylerzystów, po akademię podoficerów starszych, Szkołę Rangersów, centra doskonalenia kapelanów, finansistów, wuefmenów, żandarmerii i wywiadu.

CDiS mogłoby zagospodarować kilka nieuprawianych bądź zaniedbanych wojskowych „poletek” nad Wisłą. Dobrze byłoby, aby zajęło się koordynacją działalności i rozwoju ośrodków szkolenia poligonowego Wojsk Lądowych. Poprzez podporządkowany Ośrodek Badań i Eksperymentów specjaliści z centrum prowadziliby – we współpracy z Centrum Symulacji i Komputerowych Gier Wojennych AON – badania, testy i ćwiczenia doświadczalne; poszukiwaliby nowych zasad prowadzenia walki – adekwatnych do zdolności naszych sił zbrojnych. Definiowaliby także przyszłe potrzeby i normy szkoleniowe, tworzyliby, sprawdzali i rozwijali doktry-

kiem: że powstanie sprawny system zbierania doświadczeń i wypracowywania koncepcji szkoleniowych. Jeśli go nie stworzymy, CDiS będzie instytucją fasadową – komentował jeden z autorów SPO. Zwrócił uwagę, że podstawowym źródłem informacji zasilających taki system powinien być każdy żołnierz uczestnik ćwiczenia bądź operacji militarnej. Przed powrotem do rutynowych zajęć w jednostce wypełniałby on formularz meldunku, gdzie zapisywałby uwagi i wnioski. Mógłby go składać na ręce przedstawicieli centrum drogą służbową bądź bezpośrednio – indywidualnie. Pozyskane informacje, po opracowaniu, powinny zasilać centralną bazę

EKSPERT

Gen. Franciszek Gągor,
szef Sztabu Generalnego WP: – Dyskusja na temat powołania Centrum Doktryn i Szkolenia trwa. Żadne decyzje jeszcze nie zapadły. Analizujemy sytuację, zestawiając koszty z możliwym do osiągnięcia efektem. Zastanawiamy się, czy instytucja, która istnieje w bardzo dużych siłach zbrojnych, ma rację bytu w polskiej armii. Ministerstwo obrony dysponuje takim budżetem, na jaki stać nasz kraj, więc chcemy tworzyć tylko instytucje rzeczywiście potrzebne. Na pewno niezbędne jest Centrum Operacji Lądowych. Skłaniamy się ku rozwiązaniu, w którym, zwłaszcza w czasie pokoju, realizowałoby ono część kompetencji Centrum Doktryn i Szkolenia – głównie chodzi tu o szkolenie dowództw dywizji czy kontyngentów wyjeżdżających na misje. Taką rolę już spełnia 2 Korpus Zmechanizowany. Pamiętajmy też, że w tym roku powstał w SGWP Zarząd Szkolenia (P-7), który ma zbierać i opracowywać wszystkie nowe pomysły dotyczące szkolenia i doktryn.

Motto TRADOC brzmi: „Tu zaczyna się zwycięstwo”. Komendantem TRADOC, szefem dla ponad 50 tys. żołnierzy i pracowników, jest generał William Wallace (cztery gwiazdki, lat 61), weteran walk w Wietnamie, były dowódca elitarnego 11 Pułku Kawalerii Pancernej, a ostatnio dowódca V Korpusu US Army, który zdobył w 2003 r. Bagdad. Takie stanowisko musi zajmować niekwestionowany autorytet w mundurze. Także u nas.

EKSPERT

ny. Wreszcie testowaliby efektywność nowych wzorów uzbrojenia i wyposażenia. Brzmi inspirująco, prawda? CDiS mogłoby też stać się brakującym ogniwem w łańcuchu dowodzenia operacyjnego: Centrum Operacji Lądowych – dowództwem komponentu lądowego. Docelowo stanowiłoby mobilne stanowisko dowodzenia wspierające szkolenie i certyfikację oddziałów i związków taktycznych. Według naszych informacji „Program rozwoju i modernizacji technicznej Sił Zbrojnych RP w latach 2007–2012” przewiduje, że COL powstanie w latach 2009–2012. – Jeśli zostaną sformowane, CDiSz i COL powinny być odrębnymi instytucjami. Jako dowódca Dowództwa Operacyjnego pilniej potrzebuję Centrum Operacji Lądowych – powiedział „PZ” gen. broni Bronisław Kwiatkowski.

Rewolucja mentalna
– Sformowanie takiej instytucji, sprowadzającej do koszar ideę transformacji sił zbrojnych, ma sens pod jednym warunnr 29/2007

danych. To przypomina zasadę działania podległego oryginalnemu TRADOC Centrum Zbierania Doświadczeń Wojsk Lądowych (Center for Army Lessons Learned). CALL zbiera i analizuje informacje z ćwiczeń i operacji bojowych, opracowując na ich podstawie wnioski rozpowszechniane wśród dowódców, sztabowców, zwykłych żołnierzy, a nawet słuchaczy szkół wojskowych. Kamieniem węgielnym polskiego systemu zbierania wniosków i doświadczeń powinny być prawnie (być może ustawowo) usankcjonowane prawo i obowiązek każdego żołnierza do wyrażania opinii o zauważonych błędach i niedociągnięciach, a także do przedstawiania rozwiązań doskonalących, związanych z zadaniami służbowymi. – Istotą systemu zbierania i upowszechniania doświadczeń jest obiektywne wskazywanie niedociągnięć oraz świadomość, iż istotne są fakty i zdarzenia, a nie tożsamość osób odpowiedzialnych za błędy – komentuje jeden z uczestników  prac nad SPO.

Gen. w st. spocz. Czesław Piątas,
były szef SGWP: – Oby Centrum Doktryn i Szkolenia oraz Centrum Operacji Lądowych powstały jak najszybciej. Potrzebujemy uzupełnienia łańcucha dowodzenia o COL. Niezbędny jest też ośrodek, który weryfikowałby przyjęte doktryny, kreował zmiany w procesie szkolenia i artykułował potrzeby dotyczące zamawianego sprzętu bojowego. CDiS powinno zajmować się też przekładaniem treści zadań operacyjnych na struktury jednostek. Ważną jego funkcją musi być zbieranie, analiza, przetwarzanie i dystrybucja wniosków z ćwiczeń operacyjnych. Nie robi tego dziś Dowództwo Operacyjne, bo jest za małe kadrowo. Sądzę, że utworzenie CDiS zmieniłoby organizację wojska. Należałoby się zastanowić, czy nie „przenieść” Zarządu Szkolenia SGWP do DO z zadaniem koordynowania szkoleń prowadzonych w rodzajach sił zbrojnych. A jeśli powstanie COL, nie wiem, czy będzie potrzeba utrzymania szczebla dywizji.

Polska Zbrojna 21

WOJSKO PODOFICEROWIE
KRZYSZTOF ROGOZIŃSKI

Podoficerskie dylematy ytamelyd eiksrecifodoP
Pod koniec 2006 r. prezydent podpisał tzw. małą nowelizację ustawy o służbie wojskowej żołnierzy zawodowych, wprowadzając wydłużenie okresu przejściowego dla oficerów i podoficerów. Dla oficerów o rok, dla podoficerów o cztery lata, do 31 grudnia 2010 r. Tym samym zyskali oni czas na osiągnięcie tożsamości posiadanego stopnia wojskowego ze stopniem etatowym zajmowanego stanowiska. Mówiono, że przed zwolnieniem ze służby uratowano kilka tysięcy podoficerów. Za sprawą nowego przepisu podoficerowie mogą w okresie przejściowym powtarzać kadencję na zajmowanych stanowiskach, chociaż nie osiągnęli tożsamości stopnia ze stanowiskiem. Jednak już w momencie wprowadzania małej nowelizacji wiadomo było, że nie pozwoli ona wyznaczyć żołnierza na niższe stanowisko służbowe. W szczególnej sytuacji znaleźli się podoficerowie z jednostek restrukturyzowanych i likwidowanych, takich jak brygady obrony terytorialnej. Dla nich wprowadzenie wydłużonego okresu przejściowego (art. 175 i 176 ustawy) nie niosło żadnej ulgi. W myśl art. 45 żołnierza zawodowego zwalnia się z zajmowanego stanowiska, gdy jest ono likwidowane. Wyznaczenie na nowe lub zmienione stanowisko może nastąpić zgodnie z art. 38–43, z których wynika, że nie można żołnierza wyznaczyć dziś na niższe stanowisko służbowe.

Pojawiające się informacje o zamiarze wyznaczania podoficerów na niższe stanowiska przynoszą oprócz nadziei sporo niepewności co do dalszych losów kadrowych żołnierzy likwidowanych i restrukturyzowanych jednostek.
Optymizmem napawało spotkanie szefa Sztabu Generalnego WP z pomocnikami dowódców ds. podoficerów, które odbyło się 23 kwietnia br. Sprawa wyznaczania podoficerów na niższe stanowiska została też pomyślnie przyjęta przez szefostwo MON, zaś ze strony polityków spodziewaliśmy się szybkiego wprowadzenia poprawki.
KRZYSZTOF WILEWSKI

Wprowadzenie zmian w zasadach wyznaczania na stanowiska ma dla korpusu podoficerskiego dwa aspekty. Po pierwsze, w odniesieniu do restrukturyzowanych jednostek propozycja poprawki do ustawy przyjęta przez sejm i przekazana prezydentowi oraz do senatu 15 czerwca br. może okazać się spóźniona, zaś efekty jej

CZY WYZNACZAĆ WSZYSTKICH?
Sygnały o niepewnej sytuacji podoficerów z jednostek restrukturyzowanych i likwidowanych przekazywano do Konwentu Dziekanów Korpusu Oficerów WP z nadzieją na pozytywne rozwiązania. Spotkania przedstawicieli żołnierzy z kierownictwem resortu zaowocowały podjęciem działań w zakresie korekty art. 176 ustawy. Nowe brzmienie przepisu miało umożliwić podoficerom zajmowanie niżej zaszeregowanych stanowisk. Zapewnienia najwyższych dowódców dały im nadzieję na stabilizację. 22 Polska Zbrojna
nr 29/2007

wprowadzenia mogą nie uratować przed zwolnieniem części podoficerów, zwłaszcza zwalnianych z wysokich stanowisk etatowych. Po drugie, wprowadzenie zmian w art. 176, dotyczących możliwości wyznaczenia podoficera na niższe stanowisko, zawiera drobną niekonsekwencję. Z treści zmienionego artykułu wynika, iż podoficer może być wyznaczony za jego pisemną zgodą na niższe stanowisko (pkt. 3 w ust. 1 art. 176), ale preambuła tegoż przepisu wskazuje, iż dotyczy on żołnierza mającego wyższy stopień wojskowy od rangi stanowiska, które zajmuje. Zatem podoficerowie o stopniach tożsamych z obecnie zajmowanym stanowiskiem nie będą mogli być wyznaczani na niżej zaszeregowane stanowiska.

art. 176 ustawy? Na niższe stanowisko będzie mógł być wyznaczony każdy podoficer z wyjątkiem tego, wobec którego tożsamość już została osiągnięta. Podoficerowie mający wyższy stopień wojskowy od rangi stanowiska, którzy nie osiągnęli tożsamości, po wyrażeniu przez nich zgody na piśmie będą mogli zgodnie z literą prawa zostać wyznaczeni na stanowiska niższe, „nietożsame”. Dochodzi więc do tego, że ci podoficerowie, którzy zajmują wyższe stanowiska etatowe i są „tożsami”, będą mieć ograniczoną, a może nawet całkowicie odebraną możliwość wyznaczenia na niższe stanowisko, nawet jeśli deklarowaliby chęć takiego wyznaczenia. W praktyce po wprowadzeniu art. 176 w obecnym brzmieniu starszemu chorążemu sztabowemu – szefowi służby TOŻSAMOŚĆ PODOFICERA (U-10) w restrukturyzowanej brygadzie Jedną z intencji reformy armii i no- OT nie będzie można zaoferować stawej ustawy z lipca 2004 r. było wpro- nowiska niższego (U-9 lub U-8) nawet wadzenie zasady tożsamości posiada- za jego zgodą. Paradoksalnie, każdy innego przez żołnierza stopnia wojsko- ny podoficer w stopniu starszego chowego ze stopniem etatowym stanowi- rążego sztabowego, ale zajmujący staska, które ten żołnierz nowisko U-9 lub niższe, będzie mógł zajmuje. Co wproprzyjąć każde niższe stanowisko. wadza zmiana Co ciekawe, zgodnie z art. 176 Podoficerowie ust. 2 po wyznaczeniu na niżo stopniach tożsamych sze stanowisko tenże podofiz obecnie zajmowanym stanocer po zakończeniu okresu wiskiem nie będą mogli zostać wyznaczeni na stanowiska zaprzejściowego będzie mógł szeregowane niżej nadal służyć na tym stanowisku. Tak więc idea dążenia do tożsamości stopnia i stanowiska w korpusie podoficerskim została w tej sytuacji zachwiana. Może bowiem w rezultacie prowadzić do zwalniania młodych, wykwalifikowanych żołnierzy.

Sprostowanie

W

MAŁO CZASU
Zaczęły się wakacje i czas wykorzystywania urlopów zarówno przez żołnierzy, jak i wdrażających oraz nowelizujących ustawę. Sprawę skierowano już do Konwentu Dziekanów Korpusu Oficerów WP z nadzieją na skorygowanie nowelizowanego przepisu art. 176 w izbie wyższej parlamentu. Niezależnie od działań parlamentarzystów podoficerowie (zwłaszcza z brygad OT) liczą na zrozumienie i wsparcie najwyższych dowódców. Mamy nadzieję, że tak oczekiwana nowelizacja w zakresie wyznaczania podoficerów na niższe stanowiska nie spowoduje, iż dla niektórych z nas będzie to ostatni służbowy urlop. 
St. chor. sztab. Krzysztof Rogoziński jest pomocnikiem dowódcy 18 Brygady OT ds. podoficerów

artykule autorstwa pana redaktora Artura Bartkiewicza pt. „Kilka słów o kobietach” oraz w artykule pana redaktora Bogusława Politowskiego pt. „Syndrom blondynki” („Polska Zbrojna” nr 27 z 1.07.2007 r.) zamieszczono nieprawdziwe i nieścisłe informacje. Nieprawdą jest, co wprost zarzucają autorzy tych publikacji, jakoby kryterium doboru kadry do wyjazdu na misję w składzie PKW Afganistan w jednostkach 11 Lubuskiej Dywizji Kawalerii Pancernej stanowiła płeć żołnierzy zawodowych. Rzekoma dyskryminacja bohaterki wspomnianych artykułów w rzeczywistości nigdy nie miała miejsca, a sugerowanie, jakoby kobietom nie dawano szansy na dowodzenie, czy wręcz pisanie wprost o „odebraniu pani porucznik dowodzenia plutonem”, jest daleko idącym nadużyciem. Otóż, wbrew temu, co pisze pan redaktor Artur Bartkiewicz, osoba ta wyjeżdża do Afganistanu na odpowiedzialne stanowisko, nie ma zatem mowy o żadnym „braku zgody na wyjazd”. Nieprawdziwe jest również twierdzenie autora, iż „ambitna pani porucznik nie pojedzie do Afganistanu, ponieważ jest kobietą”. W jednostkach 11 Lubuskiej Dywizji Kawalerii Pancernej o tym, kto planowany jest do udziału w misjach i jakie stanowisko będzie tam zajmować, zawsze decydowały względy merytoryczne, nigdy zaś płeć żołnierza, co starają się wmówić czytelnikom autorzy artykułów. Należy też wskazać, iż służące w jednostkach dywizji kobiety brały i nadal biorą udział w misjach poza granicami kraju, ciesząc się przy tym niezmiennie znakomitą opinią i szacunkiem zarówno przełożonych, jak również podwładnych i kolegów, co także zadaje kłam tezie autorów o ich rzekomej dyskryminacji.

dowódca cz.p.o. gen. bryg. dr Mirosław ROZMUS Od Redakcji:

C

hcieliśmy serdecznie przeprosić dowódcę i żołnierzy 11 DKPanc za nieścisłości, które wkradły się do wskazanych w sprostowaniu artykułów. Nie było intencją Redakcji narażanie na szwank dobrego imienia 11 Dywizji, której zasług dla polskiej armii nikt w Redakcji nie kwestionuje. Artykuł „Syndrom blondynki” miał na celu wyłącznie zwrócenie uwagi na kwestię służby kobiet w polskiej armii. Redakcja wyraża szczere ubolewanie, że do materiałów wkradły się błędy mogące rzutować na dobre imię jednostki, jej dowódcy i służących w niej żołnierzy.

nr 29/2007

Polska Zbrojna 23

WOJSKO BROŃ KRÓTKA
Jedyne, co łączy większość pistoletów znajdujących się w wyposażeniu armii państw NATO, to nabój 9x19 mm Parabellum.

W armiach państw NATO używane są różne typy pistoletów. Istnieje jednak pewna standaryzacja. Dominują te na nabój 9x19 mm, którego natowska wersja ma pocisk o masie 7,5 grama. Jednak w armiach państw środkowoeuropejskich nadal w użyciu jest broń na naboje Makarowa 9x18 mm. Oczywiście ze względu na specyfikę działania więcej typów i kalibrów broni istnieje w siłach specjalnych.

Pistoletowa
TA D E U S Z W RÓ B E L

Stary, ale jary
W armiach belgijskiej, brytyjskiej i kanadyjskiej używany jest pistolet 24 Polska Zbrojna

Brownig HP (High Power), którego produkcję rozpoczęto jeszcze w 1935 r. w belgijskiej Fabrique Nationale w Herstal. Była to pierwsza na świecie, w tej kategorii broni, konstrukcja z dwurzędowym magazynkiem mieszczącym 13 nabojów. Co ciekawe, w trakcie II wojny światowej pistolet był produkowany w okupowanej Belgii dla armii niemieckiej i równolegle w Kanadzie dla aliantów. Brownig HP został zmodernizowany w latach 50., a następnie 80. Specjaliści twierdzą, że chociaż zewnętrzne zmiany w pistolecie były niewielkie, to faktycznie

BROWNING HP

Bez odmienności
W
armiach państw Unii Europejskiej nienależących do NATO używa się podobnych pistoletów. W armii fińskiej jest to Browning HP, aczkolwiek siły specjalne i żandarmeria wojskowa dostały w ostatnich latach Walthery P99. Browningi mają też Irlandczycy,

nr 29/2007

mamy do czynienia z nową bronią. Browning HP inspirował też konstruktorów wielu późniejszych typów pistoletów. W przypadku niektórych podobieństwa są tak liczne, iż uchodzą one za jego klony. Równie długo pozostaje w użyciu niemiecki pistolet Walther P38, którego produkcję uruchomiono w 1938 r. Ćwierć wieku później ta broń z aluminiowym szkieletem stała się, pod oznaczeniem P1, pistoletem służbowym Bundeswehry. Do dziś P38 używają portugalskie siły zbrojne.

było zamówienie 230 tys. 92F przez armię francuską. Produkowany na licencji we Francji pistolet dostał miejscowe oznaczenie PAMAS-G1. Broń ta znana jest też jako model 92G, bardzo podobny do 92F, ale skrzydełko na zamku pełni wyłącznie rolę zwalniacza kurka. W wersji francuskiej pistolet ma wyłącznie bezpieczniki wewnętrzne. Oczywiście w Beretty jest również wyposażona armia włoska.

Nowa generacja
Następca Walthera pojawił się w Niemczech dopiero po około 30 latach. Został nim zmodyfikowany pistolet Heckler & Koch USP, któremu nadano wojskowe oznaczenie P8. Jest to broń ryglowana przez przekoszenie lufy z normalnym zewnętrznym kurkiem. Jeśli chodzi o mechanizm spustowy, istnieje możliwość wyboru spośród trzech rozwiązań. Może to być mechanizm z samonapinaniem, bez samonapinania lub samonapinający. Poza armią niemiecką od 2006 r. USP mają w swym arsenale siły zbrojne Estonii. Natomiast armia grecka jest użytkownikiem starszych modeli pistoletów, które powstały w firmie Heckler & Koch – P9 i P7. Na oba Grecy kupili licencję. W odróżnieniu od USP mają one magazynki mniejszej pojemności, na dziewięć i osiem nabojów 9x19 mm. Niemniej jednak największy sukces na natowskim rynku pistoletów odniosła włoska Beretta. W latach 80. wygrała rywalizację na nową broń, która miała zastąpić w amerykańskiej armii Colta M1911A1 na amunicję kal. 11,43 mm. Amerykanie wybrali model Beretta 92SB-F, któremu nadali oznaczenie M9. Pistolet ten – tak jak chcieli – miał obustronną dźwignię bezpiecznika, ale różnił się od modelu 92SB kształtem szkieletu. Dokonano też drobnych zmian w mechanizmach wewnętrznych. Później oznaczenie 92SB-F uproszczono do 92F, zaś modyfikację pistoletu nazwano FS. Drugim wielkim sukcesem

że „98” ma mechanizm spustowy z samonapinaniem. Zwiększono też liczbę nabojów w magazynku z 13 do 15. Do armii węgierskiej też trafił lokalny produkt, pistolet FEG P9RC z 14-nabojowym magazynkiem. Podstawową bronią krótką wojskowych w Czechach jest nadal pistolet Vz.82 (na nabój Makarowa 9x18 mm), lepiej znany pod cywilną nazwą CZ83. Jednak w tym kraju powstało wiele interesujących konRóżnorodność strukcji. Niedawno Turcja postanowiła, iż Poważnym konkurentem Beretty i He- podstawowym pistoletem jej sił zbrojckler & Koch jest szwajcarski SIG-Sauer. nych będzie Kilinc 2000, kopia najbarJego P226 trafił do brytyjskich sił zbroj- dziej popularnego na świecie modelu nych pod oznaczeniem Żaden z nowych pistoletów czeskiej broni CZ75. L105A1, a P228 do Jak widać, żaden amerykańskich – jako z nowych pistoletów nie powtórzył sukcesu M11. Pistolet ten jest nie powtórzył sukcesu szczególnie ceniony rynkowego Browninga HP. rynkowego Browninprzez żołnierzy sił I raczej nie ma na to szans, ga HP. I raczej nie ma specjalnych. Kompakna to szans, gdyż gdyż współcześnie jest towy SIG-Sauer P225 współcześnie jest znalazł z kolei uznanie znacznie większa konznacznie większa w oczach Kanadyjczykurencja, zaś konstrukków, jako następca HP. cje są zbliżone do siekonkurencja, zaś Natomiast armia norbie parametrami techweska używa austria- konstrukcje są zbliżone do nicznymi. Można jedckich pistoletów Glock nak wskazać na pewną siebie parametrami 17, lokalnie oznaczotendencję rynkową. technicznymi nych jako P80. Trafiły Największym wzięone też m.in. do sił zbrojnych Holandii, Ło- ciem cieszy się broń o masie poniżej kilotwy i Portugalii. Broń ta znana jest już grama, wyposażona w mechanizm spustow Wojsku Polskim. Pistolety Glock ma wy z samonapinaniem lub samonapinająŻandarmeria Wojskowa. cy. Są to pistolety ryglowane z reguły przez Podstawową bronią krótką w hiszpań- przekoszenie lufy, ale np. Beretta czy Llaskich siłach zbrojnych jest krajowej kon- ma M-82 mają rygiel wahliwy, zastosowastrukcji pistolet Llama M-82. Wariant wy- ny wcześniej w P38. Długość ich luf waha konany ze stalowym szkieletem i zamkiem się w przedziale 95–125 mm, a linii celoważył aż 1,1 kg i mimo iż przeszedł testy, wania przekracza 150 mm. Niemal stanwojsko go nie chciało. W tej sytuacji pro- dardem jest zasilanie z magazynków dwuducent stworzył szkielet z lekkich stopów, rzędowych, zawierających co najmniej co obniżyło masę broni do 875 g i tym ra- 13 nabojów 9x19 mm. Najczęściej jest ich zem zadowoliło wojskowych. 15, ale np. magazynek pistoletu Walther Na krajową konstrukcję postawiła też P99 zawiera 16 nabojów, a Glocka o jeden Bułgaria, wprowadzając do armii pistolet więcej. Zróżnicowanie panuje też co do maArcus 98 DA. To rozwinięta wersja mode- teriału, z którego wykonany jest szkielet lu Arcus 94, który uznawany jest za klona broni. Mogą to być stopy lekkie lub two Browninga HP. Podstawowa różnica to, rzywa sztuczne.

GLOCK 17 WALTHER P99 HK USP SIG-SAUER P226 BERETTA 92F

którzy rozpoczęli ich wymianę na HK USP (kupili 1400 pistoletów za 800 tys. euro), ale irlandzcy rangersi używają SIG-Sauera P226. Sprawdzonego HP używają również

Maltańczycy. W ich arsenale są też pistolety Taurus PT92, brazylijska kopia Beretty 92F. W rodzime Glocki 17 wyposażona jest armia austriacka. Pistolety Glock 17

i 19 mają także Szwedzi. Cypryjczycy stali się natomiast jednymi z pierwszych posiadaczy belgijskich FN Five-SeveN kal. 5,7 mm.

nr 29/2007

Polska Zbrojna 25

WOJSKO PROBLEMY

POLEMIKA WOJSKO
Z ciekawością przeczytałem polemikę Adriana Szmidta dotyczącą „Bubli dla żołnierzy” („PZ” nr 25) i muszę stwierdzić, że to, co autor napisał, ma niewiele wspólnego z rzeczywistością.
ZYGMUNT SZOSTEK „Dlaczego większość nowo wprowadzanych przedmiotów zaopatrzenia mundurowego ma kolor czarny?” – pyta autor. A właśnie dlatego, że są to głównie przedmioty znormalizowane dla całych sił zbrojnych, a nie tylko dla pana Szmidta. Również dlatego, żeby były mniejsze zapasy i żeby małe środki finansowe mogły być wydane na te nowe przedmioty, a nie na gromadzenie zapasów, odmiennych dla każdego rodzaju sił zbrojnych. „W naszej armii po wycofaniu rogatywek polowych pozostaje tylko paradować w hełmie lub berecie.” Panie Szmidt, mundur polowy nie jest do tego, aby w nim paradować. Paraduje się w innym mundurze. I jeszcze taki kwiatek: „Zwykłe żołnierskie podkoszulki byłyby OK, gdyby nie wychodziły ze spodni. Są po prostu za krótkie. Poza tym po kilku praniach mechacą się i rozciągają”. Coś tu nie gra. Jeżeli koszulka po kilku praniach się rozciągnęła i w dalszym ciągu wychodzi ze spodni, to oznacza, że pan Szmidt pobrał koszulkę stanowczo za małą. Może trzeba ją jeszcze kilka razy wyprać i wtedy będzie dobra? wielu witrynach: www.NETTAX.pl, www.INFOR.pl, www.LEX.pl, www.SEJM.pl itp.). I tak, rozporządzenia MON dotyczące przepisów ubiorczych znajdują się w następujących dziennikach ustaw: z 2005 r. poz. 53 i 54, z 2006 r. poz. 996 (wprowadzające tzw.„R-kę dla wszystkich żołnierzy rezerwy, a nie tylko dla powołanych na ćwiczenia”) i 1137, oraz rzy zawodowych, z wyjątkiem jednostek pływających Marynarki Wojennej, − munduru ćwiczebnego tropikalnego dla żołnierzy zawodowych i kandydatów na żołnierzy zawodowych jednostek pływających MW, − bielizny letniej i bielizny zimowej specjalnej dla wszystkich żołnierzy zawodowych i kandydatów na żołnierzy zawodowych, w kolorystyce odpowiedniej dla danego RSZ; − czapki zimowej i rękawic zimowych pięciopalcowych dla wszystkich żołnierzy zawodowych i kandydatów na żołnierzy zawodowych, − szelek do przenoszenia oporządzenia, zasobnika piechoty górskiej, karimaty, śpiwora dla pododdziałów specjalnych dla wszystkich żołnierzy zawodowych (zamiast koca), − skarpetek letnich dla wszystkich żołnierzy zawodowych i kandydatów na żołnierzy zawodowych. Ponadto zastąpiono: pelerynę oficerską koloru khaki i pelerynę oficerską koloru granatowego dla żołnierzy zawodowych – peleryną-namiotem wzór 2000 z omasztowaniem, koszulkę gimnastyczną i spodenki gimnastyczne oficerskie dla żołnierzy zawodowych – ubiorem sportowym, kurtkę polową wzór 93 z podpinką – ubraniem ochronnym dla wszystkich żołnierzy zawodowych i kandydatów na żołnierzy zawodowych, z wyjątkiem jednostek pływających Marynarki Wojennej, trzewiki – butami specjalnymi i trzewikami letnimi dla wszystkich żołnierzy zawodowych i kandydatów na nich, dresy – ocieplaczem ćwiczebnym dla wszystkich żołnierzy zawodowych i kandydatów na żołnierzy zawodowych, skarpetki zimowe koloru czarnego – skarpetami zimowymi dla wszystkich żołnierzy zawodowych i kandydatów na żołnierzy zawodowych. Umożliwiono także przechodzenie na własność z chwilą wydania m.in.: czapki zimowej, kominiarki koloru khaki, oznak identyfikacyjnych z nazwiskiem, szalokominiarki, rękawic zimowych palcowych, bielizny letniej i zimowej, rękawic taktycznych, butów specjalnych i trzewików, oraz po okresie używalności m.in.: ubrania ochronnego, beretów, mundurów polowych, peleryny-namiotu, ocieplacza ćwiczebnego, rękawic polowych. Wspomnę jeszcze, że rozpoczęły się prace m.in. nad nowymi przedmiotami mundurowymi, w tym: tkaninami na mundury generalskie, półbutami damskimi, kombinezonami i kurtkami zimowymi czołgisty, kombinezonami pilota (nowa tkanina), kombinezonami jednoczęściowymi MW i ubraniami sztormowymi. Jeżeli według autora jest to niewiele, to co tak  naprawdę by go zadowoliło?

Czym różnią się żołnierze?
„Kolejne pytanie: czy potrzebne jest wyposażenie szeregowego zawodowego w tak wiele części umundurowania wyjściowego? Może warto przeznaczyć tę środki na zakup wyposażenia polowego?” A dlaczego szeregowy ma się odróżniać od innego żołnierza zawodowego? Zresztą, w czym tą zwiększoną liczbę umundurowania polowego szeregowy zawodowy pomieściłby, skoro już teraz „zasobnik żołnierski wz. 97, jak się go zapakuje, to nie ma szansy, aby pokrywa mogła to przykryć.” A ten zasobnik według Pana Szmidta to „stary sort”. Panie Szmidt, czy pisząc o sortach, miał Pan na myśli pierwyj sort, czy może wtoroj sort? Mogę również zapytać autora, dlaczego pisząc polemikę, nie wykorzystał informacji, które bez trudu można znaleźć w internecie? Przecież wszystkie rozporządzenia ministra obrony, które regulują należności, zasady wydawania i użytkowania umundurowania (przepisy ubiorcze) są publikowane. Pisze Pan o małej dostępności przepisów ubiorczych, o tym, że nikt nie wie o tzw. „R-ce”, że nikt nie wie o położeniu broni „przez kark” (ach ta ogólna mania wypowiadania się w imieniu wszystkich). A czy w ogóle Pan tych przepisów szukał, i gdzie Pan ich szukał? Obawiam się, że nigdzie. Jeżeli jednak chciałby Pan znaleźć te przepisy, służę pomocą. Wszystkie rozporządzenia MON są publikowane w dziennikach ustaw, które są dostępne w każdej jednostce i w internecie, na

Czy tylko same buble
z 2007 r. poz. 477. Rozporządzenie MON z 3 czerwca 2004 r. w sprawie umundurowania i wyekwipowania oraz ubiorów cywilnych żołnierzy zawodowych i kandydatów na żołnierzy zawodowych aktualizowane było trzy razy (szczegóły w dziennikach ustaw z 2004 r. poz. 1548, z 2005 r. poz. 1262, z 2006 r. poz. 1151 i poz. 1633). Podobne rozporządzenie dotyczące służby zasadniczej żołnierzy aktualizowane było w 2007 r. (szczegóły w dziennikach ustaw z 2005 r. poz. 1827 i z 2007 r. poz. 535), można tam znaleźć informacje na temat koszulo-bluzy polowej wzór 93, która nie została wycofana, oraz wiele innych informacji, które powinny zainteresować Pana Szmidta. Pozwolę sobie kilka przypomnieć.

Co się komu należy
Rozporządzenie ministra obrony z 14 listopada 2006 r. „zmieniające rozporządzenie w sprawie umundurowania i wyekwipowania oraz ubiorów cywilnych żołnierzy zawodowych i kandydatów na żołnierzy zawodowych” (poz. 1151 i 1633) wprowadziło należności: − munduru polowego letniego dla wszystkich żołnierzy zawodowych i kandydatów na żołnie-

nr 29/2007

Polska Zbrojna 27

KULISY LOTNICTWO MORSKIE

walczy o prawdę

ROMAN PRZECISZEWSKI

Dlaczego pisma niektórych żołnierzy zawodowych do ministra obrony kierowane drogą służbową pozostają bez odpowiedzi? Jak podpowiada życie – najprawdopodobniej giną w przepastnych szufladach niektórych przełożonych.
28 Polska Zbrojna
nr 29/2007

O
KMDR STANISŁAW CIOŁEK: – Na polecenie ministra przygotowaliśmy już pewne propozycje rozwiązań...

KMDR TADEUSZ DRYBCZEWSKI: – Wszystko rozbije się o pieniądze...

ficjalny komunikat prasowy był lakoniczny. Ograniczał się jedynie do informacji, że minister obrony Aleksander Szczygło przebywał na lotnisku 43 Bazy Lotniczej MW. Wizyta związana była z odprawą kierowniczej kadry MON, która odbyła się na pokładzie fregaty rakietowej ORP „Gen. Tadeusz Kościuszko” w Zatoce Gdańskiej. W trakcie odprawy poruszano zagadnienia dotyczące perspektyw rozwoju MW, w tym przyszłości lotnictwa morskiego. Na koniec pojawił się niby mało znaczący komunikat, że na pokład fregaty minister poleciał śmigłowcem pokładowym Kaman SH-2G z 28 Puckiej Eskadry Lotniczej... – Lecieliśmy z ministrem około dziesięciu minut. Zaraz po starcie szef resortu rozmawiał z nami, pytał też o problemy służby. Opowiedzieliśmy mu o mankamentach codzienności. Minister z niedowierzaniem kręcił głową. Gdy stwierdziliśmy, że o tym wszystkim już kilka razy meldowaliśmy w pismach, które wysyłane były drogą służbową, pan Szczygło był bardzo zdziwiony. Powiedział, że nie otrzymał od nas żadnego listu i że o niczym nie wie – relacjonuje por. pil. Mirosław Makowski z klucza lotniczego SH-2G. W czasie wizyty dziennikarza „PZ” okazało się, że listów do ministra obrony narodowej było już przynajmniej kilka, kierowanych imiennie nie tylko do Aleksandra Szczygło. Wcześniej podobną kore-

A

merykański wielozadaniowy śmigłowiec pokładowy ZOP Kaman SH-2G przeznaczony jest do rozpoznawania, wykrywania oraz identyfikacji celów nawodnych i zwalczania okrętów przeciwnika. Może prowadzić akcje poszukiwania i ratowania życia (SAR), jak również być wykorzystany jako śmigłowiec logistyczny do zaopatrywania własnych jednostek pływających. Jest wyposażony w systemy rozpoznania, dowodzenia, łączności i walki, transferu danych śmigłowiec–okręt oraz w specjalne pławy radiohydroakustyczne (pasywne i aktywne), będące jedną z najbardziej efektywnych form wykrywania zanurzonych okrętów podwodnych.

spondencję adresowano również do Jerzego Szmajdzińskiego, a później Radosława Sikorskiego. Jednak żaden z listów nie spotkał się z jakąkolwiek reakcją urzędującego ministra.

Łapanka na okręcie
Kiedy kadra klucza podpisała się pod pierwszym pismem? – O tym najlepiej powie panu kapitan Zawada. Z tym że on jest już w cywilu – podpowiadają piloci. Kapitan Zawada? To nazwisko niektórym znawcom militariów może być dobrze znane. Wiąże się przecież z historią pozyskania śmigłowców Kaman SH-2G Super Seasprite przez Marynarkę Wojenną. Jak wiadomo – pierwsze dwa egzemplarze tych maszyn 12 września 2002 r. przybyły do

Polski na pokładzie ORP „Gen. Tadeusz Kościuszko”. Kolejne dwa otrzymaliśmy w ramach amerykańskiego programu Excess Defense Articles 25 września 2003 r. Śmigłowce, pilotowane przez polsko-amerykańskie załogi, przyleciały z niemieckiej bazy w Nordholz i były przeznaczone dla fregaty rakietowej ORP „Gen. Kazimierz Pułaski”. – To cenny nabytek dla Marynarki Wojennej, mogący przyczynić się do zwiększenia jej skuteczności – cieszyli się przełożeni. – Te śmigłowce są ekonomicznym wydłużeniem okrętowego systemu walki – perorowali inni. Niemal w tym samym czasie Christopher Hill, ambasador USA w Polsce, wręczał „certyfikaty Kamana” dziewięciu pilotom, sześciu nawigatorom i 20 technikom, którzy zakończyli właśnie w USA przeszkolenie. Jednym z nich był kpt. pil. Robert Zawada, dowódca klucza śmigłowców pokładowych w 28 Eskadrze Lotniczej MW. – Gdyby ktoś mi wtedy powiedział, że tak szybko pożegnam się z mundurem, to bym go wyśmiał – mówi były kapitan, a obecnie przedstawiciel jednej z zachodnich firm lotniczych w Polsce. Dlaczego trafił do rezerwy? Zawada sięga po dokumenty. Wynika z nich, że aby rozpocząć szkolenie na wielozadaniowym śmigłowcu pozyskanym od Amerykanów, trzeba najpierw zaliczyć minimum 150 godzin w powietrzu na innych maszynach. Mało tego – dopiero po wylataniu na SH-2G kolejnych 50–60 godzin piloci i nawigatorzy mogą przystąpić do zaawansowanego szkolenia, czyli startów i lądowań z pokładów fregat oraz lotów na zastosowanie bojowe, obejmujących wykrywanie i zwalczanie okrętów podwodnych, a także rozpoznanie oraz radiolokacyjne wskazywanie celu. – Od początku była to wielka lipa. Do klucza kierowani byli piloci z minimalnym, nawet kilkunastogodzinnym nalotem, a program szkolenia na Kamanach coraz bardziej krojono. Doszło do tego, że niektórzy piloci tylko raz na kilka miesięcy lądowali na okrętach. Tymczasem Amerykanie uczyli nas, że w lotnictwie pokładowym najważniejsze jest ustawiczne szkolenie i ciągłe podtrzymywanie nawyków. Oni w ciągu dwóch miesięcy muszą minimum osiem razy, w tym cztery razy w nocy, siadać na okrętach – opowiada Robert Zawada. Albo inna sprawa: – Na okręcie do najważniejszych czynności związanych z bezpieczeństwem lotów (tzw. helicopter controler) byli wyznaczani ludzie przypadkowi, niemalże z łapanki, bez certyfikowanych kursów wymaganych przez przepisy NATO. Będąc w rejsie, woleliśmy lądować na okrętach zachodnich niż na naszych. Na obcych czuliśmy się bezpiecznie i komfortowo, na na-  Polska Zbrojna 29

ROMAN PRZECISZEWSKI (2)

nr 29/2007

SEBASTIAN BĄBEL

KULISY LOTNICTWO MORSKIE
szych – nigdy. Poruszałem tę sprawę na każdej odprawie. Bez rezultatu... Kapitan powtarza, że nie mógł się pogodzić z polskimi realiami. Chodziło przecież o bezpieczeństwo kolegów, a także o wykorzystanie doświadczeń z drogiego przeszkolenia za oceanem. Czyżby w kraju nie były one nikomu potrzebne? Pierwsze jego pismo do ministra obrony o realiach służby na Kamanach nie wyszło poza Brygadę Lotnictwa MW, której podlegają eskadra i jej klucz. Kapitana przekonano, że „większą siłę oddziaływania będzie miało podobne w treści wystąpienie, ale podpisane przez dowódcę eskadry”. Przystał na to. Niestety, żadnej odpowiedzi „z góry” nie było. Na kolejny list, podpisany już przez niego, tak samo. Zaraz potem znalazł się w rezerwie. Z własnej woli. Jakby się poddał bądź zwątpił w sens tego, co robi. nieczności docenienia kadry klucza (w zwykłej eskadrze służy się za te same pieniądze i nikt tam nie wie, co to jest kilkumiesięczna rozłąka), jak i uwagi czysto służbowe. Dlaczego bowiem, mimo tak odpowiedzialnych zadań, niektórzy piloci pododdziału mają w planie jedynie 15–20 godzin nalotu szkolnego? Czemu w obu fregatach nadal nie obsadzono etatu podoficera, taktycznego kontrolera lotów, a w sytuacjach awaryjnych, gdy trudno wylądować na małym skrawku pokładu, „zające największą wartość bojową poprzez wszechstronność wykonywanych zadań. Jest to osiągane w wyniku wieloletniego, bardzo kosztownego procesu szkolenia wymagającego zarówno użycia okrętów, jak i zużycia dużej ilości środków bojowych”. – Dlaczego więc nas się tak traktuje? – wtrącają teraz retoryczne pytanie.

Wszystko zależy od Warszawy
Stanisław Ciołek jeszcze półtora roku temu pełnił służbę w 56 Pułku Śmigłowców Bojowych w Inowrocławiu w stopniu pułkownika. Wkrótce potem objął stanowisko dowódcy Brygady Lotnictwa Marynarki Wojennej i został komandorem. Przez cały czas jest pilotem. – Dlatego ja tych chłopaków rozumiem. Ich pisma przechodziły przez eskadrę, potem brygadę, ja się pod nimi podpisywałem i drogą służbową posyłałem wyżej. Co działo się z nimi dalej, nie wiem – przyznaje dowódca. Z kolei kmdr Tadeusz Drybczewski, zmieniający akurat jeden ze sztabowych pokoików na trochę większy gabinet szefa lotnictwa Marynarki Wojennej, zauważa, że „problem jest znacznie szerszy i dotyczy nie tylko pilotów tego klucza”. Czy np. piloci śmigłowców, uczestniczący w dyżurach lotniczych i akcjach ratowniczych, nie mają racji, domagając się dodatków za swą „ponadnormatywną” pracę? – Wszystko zależy od Warszawy, my sami nie możemy podjąć żadnych decyzji w tej sprawie. Wszystko rozbija się o pieniądze, o nasz skromny budżet... Z nieoficjalnych rozmów w sztabie brygady wynika, że większość pism kadry kierowanych drogą służbową do ministra obrony poszła do wyższych przełożonych i najprawdopodobniej „zaginęła w przepastnych szufladach”. Przypadkowa rozmowa Aleksandra Szczygło z pilotami wielozadaniowych śmigłowców Kaman SH-2G ma natomiast swoje konsekwencje. – Na polecenie ministra przygotowaliśmy już pewne propozycje rozwiązań, które mogłyby zadowalać naszych żołnierzy zawodowych. Przesłaliśmy je wyżej – mówi kmdr pil. Ciołek. Kadra klucza jest jednak sceptyczna. Przesłanie propozycji „wyżej” wcale nie gwarantuje, że będzie lepiej. Dlatego też jeden z techników podoficerów ma już tego dosyć. W kluczu lotniczym SH-2G – jako technik śmigłowca z obowiązkową znajomością angielskiego na poziomie trzecim – ma etat U4. Na Krzesinach, gdzie czeka etat starszego technika samolotu wielozadaniowego, od razu będzie miał U7. – W tym kluczu nie docenia się ludzi. Tylko dlatego odchodzę – gorzko tłuma czy. Co będzie dalej?
nr 29/2007

– Kapitan Zawada przeszedł do cywila, a problemów klucza lotnictwa pokładowego było coraz więcej. Na każdej odprawie informowaliśmy o nich przełożonych. Co pewien czas wysyłaliśmy także list do kolejnego ministra obrony. Niestety, bez najmniejszego efektu – dopowiada por. pil. Sebastian Bąbel, p.o. dowódcy klucza. Dziś w etacie klucza jest dziewięciu pilotów, pięciu nawigatorów i personel techniczny. Nieduża grupa, jednakże latająca na bardzo drogim sprzęcie. Operująca od fiordów po basen Morza Śródziemnego. Wykonująca jednocześnie zadania na ziemi, w powietrzu i na morzu. Niebojąca się prawdy. Por. pil. Mirosław Makowski: – W morzu jesteśmy częściej niż niejedni marynarze. Obstawiamy przecież dwie fregaty i raz po raz musimy być poza domem. Por. pil. Sebastian Bąbel: – Tylko dlatego w ubiegłym roku byłem cztery miesiące w morzu. I co z tego miałem? Por. pil. Mirosław Jaros: – Zgodnie z obowiązującymi przepisami, 9 zł dziennie dla osoby nieetatowej zaokrętowanej na fregacie. Por. nawig. Rafał Chojnacki: – A w jakiej sytuacji znaleźli się nawigatorzy? Z grupy personelu latającego zostali przesunięci do pionu technicznego i natychmiast dostali po kieszeni. Mimo niesamowitego w tym kluczu obciążenia. Kpt. inż. Wojciech Gawan: – Gdyby nie uciążliwości służby i stoicyzm przełożonych, nikt by nie myślał o pożegnaniu z mundurem. Tymczasem w rezerwie jest już Zawada, mundur zdjął też kpt. nawig. Robert Piwowarski, również przeszkolony w USA. Czy przełożeni nie widzą, co eliminuje kadrę ze służby i szkolenia? Lista żołnierskich pretensji jest długa. Znajdują się na niej zarówno uwagi o ko30 Polska Zbrojna

PORUCZNICY SEBASTIAN BĄBEL, MIROSŁAW JAROS I RAFAŁ CHOJNACKI: – O naszych problemach meldowaliśmy wielokrotnie. Bez rezultatu...

Do klucza kierowani byli piloci z minimalnym, nawet kilkunastogodzinnym nalotem, a program szkolenia na Kamanach coraz bardziej ograniczano. Doszło do tego, że niektórzy piloci tylko raz na kilka miesięcy lądowali na okrętach
łoga dyżurująca musi wspierać przy lądowaniu załogę kończącą zadanie w powietrzu i nad morzem”? Albo – co zakrawa już na ironię – dlaczego Kamany nadal nie mają odbiornika GPS kompatybilnego z systemem taktyczno-nawigacyjnym? Ostatni przetarg na jego zamontowanie unieważniono. Zamiast niego śmigłowce mają być doposażone w urządzenie umożliwiające montaż w drzwiach przedziału operatora karabinu maszynowego typu PK. – Może jest tak dlatego, że w czasie lotów nad morzem posługujemy się GPSami, które kupiliśmy sami za własne pieniądze? – zastanawiają się niektórzy piloci. W ostatnim liście do ministra obrony zaakcentowali, że „na całym świecie lotnictwo pokładowe jest elitarne, przedstawia-

ROMAN PRZECISZEWSKI

Co przeszkadza w służbie?

24

października 2007 r. w Centralnej Bibliotece Wojskowej odbędzie się już po raz drugi gala finałowa ogólnopolskiego konkursu dla jednostek wojskowych „Lex et Patria”. Organizatorem imprezy są: Stowarzyszenie Żandarmerii Wojskowej „Żandarm”, Komenda Główna Żandarmerii Wojskowej oraz Departament Wychowania i Promocji Obronności MON. Patronat honorowy nad uroczystością objął minister obrony narodowej. Wojsko Polskie od lat cieszy się niesłabnącym zaufaniem społecznym, dlatego warto, aby pamiętano o tych, którzy przyczyniają się do utrzymania tak dużego kapitału zaufania Polaków do munduru. Stąd też pomysł, aby pokazać osoby, które dzięki rzetelnemu przestrzeganiu prawa są wzorcem dla innych. Ich przykład spowoduje z pewnością odrodzenie mody na zapomniane niekiedy cnoty, takie jak przyzwoitość, uczciwość, bezinteresowność. Natomiast pozytywna rywalizacja w konkursie przyczyni się do wzmacniania poszanowania prawa w naszej armii. Zgłoszenia kandydatów indywidualnych z jednostek wojskowych przyjmuje Komenda Główna Żandarmerii Wojskowej. Regulamin konkursu i kwestionariusz zgłoszeniowy można znaleźć na stronie internetowej: http://www.zolnierz-polski.pl.

nr 29/2007

Polska Zbrojna 31

NASZYM OKIEM

zterech żołnierzy 1 Brzeskiej Brygady Saperów zostało rannych 8 lipca, gdy ich pojazd HMMWV – trzeci w kolumnie zespołu bojowego „Bravo” – najechał na podłożony na drodze improwizowany ładunek wybuchowy. Polacy wracali do bazy po wykonaniu zadania zabezpieczenia zebrania starszyzny plemiennej – szury. Poszkodowani, chorąży Włodzimierz Dorociak oraz trzech starszych

C

szeregowych – Andrzej Cyran, Michał Ożóg i Krzysztof Trzebuniak, zostali ewakuowani śmigłowcem do amerykańskiego szpitala polowego w Kandaharze. Trzej najlżej ranni po opatrzeniu już nazajutrz opuścili szpital – mają niegroźne obrażenia ciała, głównie potłuczenia, a jeden poparzenia rąk i nóg. Wkrótce wrócą do służby. Hospitalizowany pozostaje st. szer. Ożóg, u którego stwierdzono uraz głowy oraz oparzenia rąk, nóg i pleców. Jak tylko pozwoli na to stan zdrowia, zostanie ewakuowany do kraju. Jego życie nie jest zagrożone. (ag)

Zaat w
32 Polska Zbrojna
nr 29/2007

takowani afganistanie
nr 29/2007

Polska Zbrojna 33

WOJCIECH KALISZCAK (2)

WOJSKA LĄDOWE
– VIII zmiana PKW Irak będzie misją o charakterze doradczo-szkoleniowym – mówił przed wyjazdem nad Eufrat przyszły dowódca Wielonarodowej Dywizji Centrum– –Południe gen. dyw. Paweł Lamla. Zupełnie inny charakter będzie miała ta najbliższa, której żołnierze – jak zapowiedział dowódca IX zmiany PKW Irak gen. bryg. Tadeusz Buk – osiągną gotowość bojową 25 lipca.
wane na to, żeby przygotować nowe dowództwo i pododdziały Wielonarodowej Dywizji Centrum–Południe do udziału w misji, może nie całkowicie innej, ale z zupełnie innymi zadaniami. Wracamy do tego, co było wcześniej, czyli podczas I, II, III zmiany – do misji stabilizacyjnej. Oczywiście doradztwo szkoleniowe pozostało jako drugi element naszych zadań. trzeby Sił Pokojowych w Kielcach. Wykładowcy i instruktorzy z Bukówki oraz zaproszeni przez komendę CSnPSP partnerzy prowadzili kursy specjalistyczne. W Kielcach albo na poligonie w Nowej Dębie zorganizowano m.in. kursy doskonalące dla oficerów centrów operacyjnych, języka angielskiego z zakresu słownictwa wojskowego dla kierowniczej kadry oraz instruktorsko-metodyczny dla dowódców kompanii i plutonów. W ramach przygotowań do wyjazdu na misję centrum zorganizowało również zajęcia dotyczące religioznawstwa i kultury Iraku. Wykładała kadra dydaktyczno-naukowa różnych uczelni cywilnych, takich jak: Uniwersytet Jagielloński, Uniwersytet Warszawski i Instytut Badań Studiów Wschodnich. Ponadto przy współudziale z policją odbył się kurs prowadzenia negocjacji. – Ta umiejętność może być niezwykle przydatna np. w czasie negocjacji z terrorystami, którzy przetrzymują zakładników, czy z osobami, które blokują drogi lub organizują jakieś protesty – twierdzi komendant kieleckiego centrum płk dr Tomasz Bąk. – Kursy zaplanowaliśmy tak, aby wszyscy mogli nie ty-

R

ozwój wypadków nad Eufratem spowodował, że IX zmiana PKW Irak będzie pełniła misję stabilizacyjną. – Myśleliśmy, że po przekazaniu odpowiedzialności za prowincje 8 Dywizji Piechoty armii irackiej, Irakijczycy będą w stanie sami dać sobie radę – mówi p.o. dowódcy 2 Korpusu Zmechanizowanego gen. dyw. Włodzimierz Potasiński, który był kierownikiem ćwiczeń „Eufrat IX” – ostatniego sprawdzianu dla wyjeżdżających w lipcu nad Zatokę Perską żołnierzy. – Okazuje się, że sytuacja w Iraku tak mocno się zmieniła, iż musieliśmy zmienić przeznaczenie misji. Stąd też ćwiczenia były ukierunko-

PRZYGOTOWANIE ZMIANY
Za formowanie i szkolenie IX zmiany była odpowiedzialna 1 Dywizja Zmechanizowana. W ramach trzymiesięcznych przygotowań do wyjazdu nad Eufrat żołnierze szkolili się na poligonie w Nowej Dębie oraz w Centrum Szkolenia na po-

Żołnierze nie powinni zachowywać się jak rutyniarze. Sytuacja w Iraku tak dynamicznie się zmienia, że IX zmiana będzie zupełnie inna niż te, na których byli wcześniej

JAC E K S Z U S TA KOW S K I

do przeszłości
34 Polska Zbrojna

JAROSŁAW WIŚNIEWSKI (2)

nr 29/2007

FORUM

| SŁUŻBA | WYDARZENIA | LUDZIE | MILITARIA | W GARNIZONIE | PORADY | ŚWIAT | TO I OWO | SPORT | HISTORIA
wśród których ok. 130 jest z 21 Brygady Strzelców Podhalańskich. Z większością z nich, jeszcze jako szef sztabu 21 BSP, był na V zmianie. – Myślę, że będą dużo lepiej działać niż poprzednio, aczkolwiek przed dwoma laty spisywali się bardzo dobrze – mówi o swoich byłych podwładnych komendant z Bukówki. – Nie powinni jednak zachowywać się jak rutyniarze. Na początku kursów staraliśmy się dowieść, że sytuacja w Iraku tak dynamicznie się zmienia, że IX zmiana będzie zupełnie inna niż te, na których byli. Dlatego nasze szkolenie zmieniamy, wykorzystując bieżące meldunki operacyjne z Iraku. Musimy na nie reagować i na podstawie tego, co się dzieje nad Eufratem, wprowadzać poprawki do szkolenia. Dowódca IX zmiany PKW Irak gen. bryg. Tadeusz Buk, który od 15 czerwca dowodzi 1 Warszawską Dywizją Zmechanizowaną, przed zakończeniem ćwiczeń „Eufrat IX” nie ukrywał, że jego wcześniejsze obawy odnośnie do przygotowania żołnierzy do misji zostały całkowicie rozwiane. – Oni są świetnie przygotowani do wyjazdu i przejęcia zadań od VIII zmiany – stwierdził gen. Buk. 

le teoretycznie, ile praktycznie jak najlepiej przygotować się do działania w ramach IX zmiany. Myślę, że sztuka ta nam się udała, czego odzwierciedleniem były ćwiczenia „Eufrat IX”, na których – moim zdaniem – wymierne efekty przyniósł kurs dla oficerów centrów operacyjnych. Oprócz naszych wykładowców zajęcia na tym kursie prowadziło czterech oficerów z Żagania, którzy podczas poprzednich zmian pełnili w Iraku obowiązki oficerów. Mogli więc przekazać swoją praktyczną wiedzę tym, którzy teraz jadą na te stanowiska.

FLESZ
ELBLĄG. Program kształcenia w Akademii Podoficerów Starszych Armii USA, wzajemna nauka i wymiana doświadczeń oraz zagadnienia etyki podczas wykonywania zadań służbowych – to część zagadnień poruszanych podczas kursu dla pomocników dowódców ds. podoficerów na szczeblu wojsk lądowych (United States Army Sergeants Major Academy Basic

ELASTYCZNOŚĆ SZKOLENIA
Płk Bąk na misji w Iraku był dwukrotnie: na II zmianie odpowiadał za wyszkolenie żołnierzy armii irackiej, a na V był zastępcą dowódcy 1 Brygadowej Grupy Bojowej. Doświadczenia z misji z pewnością pomogły mu w przygotowaniu programów kursów dla żołnierzy IX zmiany,

Trzy pytania do gen. dyw. WŁODZIMIERZA POTASIŃSKIEGO, kierownika ćwiczeń „Eufrat IX”
Na co kładziono największy nacisk podczas kierowanych przez Pana ćwiczeń? – Podczas ćwiczeń z dowództwem i sztabem dywizji zwracaliśmy uwagę na sposoby współdziałania w układzie międzynarodowym nowego sztabu. Natomiast ćwiczenia praktyczne z pododdziałami miały na celu sprawdzenie, w jaki sposób decyzje wypracowywane na mapach są realizowane w terenie. Kładliśmy nacisk na aktywność i jeszcze raz aktywność. Jej brak w rejonie odpowiedzialności rodzi większe zagrożenie. „Eufrat IX” był nie tylko okazją do zgrania wszystkich komponentów, które przez najbliższe pół roku stanowić będą jeden zespół, ale i dobrym momentem do wyeliminowania błędów. Udało się to zrobić? – Każde ćwiczenia mają na celu przede wszystkim sprawdzić, ale i szkolić. My mieliśmy dodatkowe możliwości wyłapania wszystkich niedociągnięć, gdyż i w kierownictwie ćwiczeń, i w ćwiczącej dywizji byli oficerowie amerykańscy, którzy bezpośrednio przyjechali z Iraku. Mogliśmy więc na bieżąco reagować na to, co jest najważniejsze, co mniej ważne, co trzeba poprawić. Zatem uczyliśmy nie tylko ćwiczącą dywizję, ale też i siebie. W kierownictwie ćwiczeń byli prawie wszyscy oficerowie, którzy przebywali już na misji w Iraku na wcześniejszych zmianach. Korzystając z uwag oficerów amerykańskich, wprowadziliśmy pewne korekty do przygotowań. Powinny one wyjść na dobre IX zmianie. Jaka jest Pańska rada dla żołnierzy IX zmiany? – Wszyscy muszą się przestawić na bardziej ofensywne działanie. To nie oznacza, że ta misja stabilizacyjna ma być bardziej bojowa. Ofensywne działanie to szybsze reagowanie na zagrożenia, które mogą spotkać żołnierzy.

Sergeants Major Course), który na bazie 16 Batalionu Dowodzenia im. Ziemi Elbląskiej oraz 16 Żuławskiego Batalionu Remontowego w Elblągu odbywał się 21 maja–28 czerwca. Kurs został zorganizowany przez Akademię Podoficerów Starszych Armii Stanów Zjednoczonych (United States Army Sergeants Major Academy).

TORUŃ. Z okazji przypadającej na 1 lipca trzeciej rocznicy powstania Szkoły Podoficerskiej Wojsk Lądowych w Toruniu 29 czerwca w toruńskiej podoficerce odbyła się uroczysta zbiórka, w której wzięła udział niemal cała kadra oraz pracownicy wojska SPWLąd. Podczas uroczystości m.in.: przedstawiono rys historyczny szkoły, wręczono akt mianowania na stopień młodszego chorążego st. sierż. sztab. Leszkowi Mydle oraz wręczono kadrze odznaki pamiątkowe Szkoły Podoficerskiej Wojsk Lądowych w Toruniu nadane przez radę szkoły.

ZEGRZE. Płk dypl. Marek Stolarz został nowym komendantem Centrum Szkolenia Łączności i Informatyki. Uroczystość odbyła się 28 czerwca. Pełniący obowiązki komendanta ppłk Andrzej Jasiński wraz z płk. Markiem Stolarzem zameldowali zdanie i objęcie obowiązków komendanta CSŁiI szefowi szkolenia Wojsk Lądowych wz. gen. bryg. Piotrowi Pcionkowi. W uroczystym apelu uczestniczyli przedstawiciele władz samorządowych, kadra, pracownicy wojska i żołnierze z pododdziałów centrum. Płk Stolarz przybył do Zegrza ze stanowiska dowódcy 9 Pułku Dowodzenia z Białobrzeg.

Oprac. G.P.

nr 29/2007

Polska Zbrojna 35

SIŁY POWIETRZNE
PONAD CZTERDZIEŚCI LAT MINĘŁO, a Iskra ciągle taka sama – dobra, ale nie na współczesne czasy.

PIOTR LASKOWSKI

Wyższa Szkoła Sił Powietrznych w Dęblinie – główny ośrodek wojskowego szkolenia lotniczego z 82-letnią tradycją – nie jest dziś w stanie przygotować pilotów polskich Jastrzębi. Nie wiadomo też, czy stanie się centrum szkolenia dla pilotów zagranicznych we wschodniej części Europy.

S
36 Polska Zbrojna

Problem szkolno-bojowy
pu Lim czy MiG-21, a obecnie nadaje się raczej do muzeum. W USA lata nawet kilka tych maszyn, które mogłyby konkurować z polskim zespołem Biało-Czerwone Iskry, notabene w 2006 r. reprezentującym nasze Siły Powietrzne tylko (sic!) w Brnie w Czechach.

Siły Powietrzne nie mają odpowiedniego samolotu szkolno-bojowego, na którym przyszli piloci samolotu wielozadaniowego mogliby przygotowywać się do wykonywania misji. I nie chodzi tutaj tylko o szkolenie zaawansowane klasy LIFT (Lead-In Fighter Trainer) w ośrodku szkolenia lotniczego, ale również o trening w eskadrach lotnictwa taktycznego. Same symulatory bowiem sprawy nie załatwiają. A samolot szkolno-bojowy o osiągach i możliwościach taktycznych zbliżonych do samolotów bojowych jest tańszy w użyciu i pozwala zaoszczędzić na eksploatacji samolotów bojowych. Tego typu działania praktykowane są w światowym lotnictwie od lat. Brak samolotu, który mógłby zastąpić wprowadzone do służby 44 lata temu szkolne TS-11 Iskra, już teraz utrudnia wykonywanie zadań stojących przed Siłami Powietrznymi. To stare maszyny, bez odpowiedniej awioniki, które w żadnym wypadku nie ułatwią polskim pilotom przejścia na samolot F-16. Podczas gdy wszyscy zainteresowani głośno wyrażają swoje opinie na temat zaawansowania technicznego „efa”, nikt otwarcie nie mówi, że Iskra była dobra, ale dla ery samolotów ty-

Co wybrać?
W WSOSP przygotowano co prawda nowe programy szkolenia na Iskrach dla pilotów samolotów wielozadaniowych, ale dotyczą one tylko treningu lotów w nowych formacjach. Reszta jest po staremu. – Wyposażenie kabiny nie nadaje się do szkolenia na F-16 – mówi mjr pil. Marek Stefni z wy-

działu szkolenia lotniczego dęblińskiej uczelni. Tylko dzięki dużym umiejętnościom kadry inżynieryjno-lotniczej można mówić, że te maszyny jeszcze latają, a ich sprawność wynosi aż 46,4 proc. W porównaniu z samolotem szkolenia podstawowego PZL-130 Orlik, którego sprawność wynosi tylko 21,9 proc., konstrukcja inż. Tadeusza Sołtyka sprzed lat jawi się faktycznie jako ponadczasowa. W 2006 r. w „Szkole Orląt” na Iskrze zanotowano tylko jeden tzw. wypadek lekki (zaświecenie lampki „brak ciśnienia oleju” wraz ze spadkiem ciśnienia oleju) i poważny incydent (odpadnięcie kołpaka osłony przedniej w czasie lotu) oraz
WYŻSZA SZKOŁA OFICERSKA SIŁ POWIETRZNYCH W DĘBLINIE w 2007 r., przy etacie wynoszącym 90 statków powietrznych, ma 131 samolotów i śmigłowców. Jednak z ogólnego stanu ewidencyjnego, aż 40 z nich ma zakończony resurs, a kolejne zakończą go w najbliższym czasie. Samolot szkolenia podstawowego PZL-130 Orlik ma sprawność wynoszącą tylko 21,9 proc.

nr 29/2007

onów i JSF oraz południowokoreański T-50 Golden Eagle koncernu Korean Aerospace i Lockheed Martin. Ciekawa jest oferta włoska, która obejmuje 49 proc. udział zagranicznego kontrahenta w produkcji samolotu. Najmniej atrakcyjne wydają się propozycje zakupu używanych samolotów T-38A/C Talon – nie najlepsze zdanie na ich temat mają polscy piloci, którzy latali na nich w USA, czy nabycie F-5 – szkolą się na nich Hiszpanie. Wydaje się, że szans nie ma czesko-amerykańska propozycja sprzedaży L-159B Albatros II (wariant lekkiego samolotu bojowego L-159 Alca) oraz polska konstrukcja I-22 Iryda, chociaż co rusz w prasie pojawiają się informacje Długoletni o jej reaktywacji. Proponowano ją okres użytkowania nawet w tym roku dla lotnictwa Iskier świadczy o tym, że indyjskiego. Szef lotnictwa Sił w obsłudze samolotów przePowietrznych gen. bryg. pil. Leznaczonych do szkolenia mamy szek Cwojdziński informuje bogate doświadczenie, więc jednak, że siły nie starają się perspektywicznym pomysłem o powtórne przyjęcie Iryd. jest zakup maszyn nowych Innym rozwiązaniem mógłby lub mało używanych być leasing samolotów szkolno-bojowych. Z ciekawą propozycją wyszły fińskie siły powietrzne, oferując nam 24 incydenty lżejszego kalibru. Dla po- wydzierżawienie swoich Hawków Mk 51 równania na Orliku było 30 incydentów, i Mk 52, których mają za dużo, a używają na An-28 tylko cztery, a jedenaście na ich do szkolenia na samoloty F-18. śmigłowcach Mi-2. Kogo szkolić? W Dęblinie nie mają faworyta – jednego konkretnego typu samolotu, na którym Od nowego samolotu będą zależały chciano by szkolić przyszłych pilotów ma- możliwości szkolenia polskich pilotów, szyn wielozadaniowych. Nie opracowano i nie tylko ich. Istnieje bowiem pomysł też jeszcze programu, według którego ta- o przeszkalaniu na samolot wielozadaniokie szkolenie miałoby się odbywać. Ma po- wy pilotów z innych krajów w ramach prowstać później, gdy zostanie wybrany sa- jektowanego Międzynarodowego Ośrodmolot lub inny wariant szkolenia. ka Szkolenia Lotniczego w Dęblinie. JedJak dotąd istnieją więc trzy koncepcje nak bez nowej koncepcji szkolenia i trezwiązane z przyszłym szkoleniem. Wy- ningu opracowanego według sojusznidaje się, że ta ze szkoleniem pilotów po- czych standardów nic nie ruszy. za krajem jest w tej chwili najmniej bra„Szkole Orląt” potrzeba ok. 16 nowych na pod uwagę ze względu na wysokie samolotów. W kosztach zakupu mogłykoszty (2–6 mln dol. za pilota). Dotych- by uczestniczyć na przykład państwa, któczasowe szkolenie lotników w USA po- re chciałyby szkolić swych pilotów w Dędyktowane jest po prostu koniecznością. blinie. Chodzi tutaj głównie o nowych Długoletni okres użytkowania Iskier członków NATO. Rumuni, Węgrzy, Słoświadczy o tym, że w obsłudze samolo- wacy i Czesi muszą wyszkolić średnio tów przeznaczonych do szkolenia mamy ośmiu pilotów rocznie. To piloci do przebogate doświadczenie, więc perspekty- chwycenia i szkolenia u nas. Chociaż i tuwicznym pomysłem jest zakup maszyn taj pojawiają się problemy. Czesi mówią, nowych lub mało używanych. I tutaj ofert dlaczego nie, nasi piloci mogliby się szkojest najwięcej. Brytyjski BAE Systems lić w Polsce, ale jak zakupicie do szkoleproponował uruchomienie w Polsce pro- nia nasze samoloty L-159... dukcji i serwisowania samolotów Hawk Dęblin ma dobrą kadrę dydaktyczną, Mk 66, a później Hawk 128 oraz przysła- możliwość korzystania z poligonów nie instruktorów z RAF. Z kolei rosyjski w Nadarzycach i Ustce (bardzo ważny RSK MiG w porozumieniu z partnerami element w szkoleniu bojowym), jak rówzachodnimi stawia na samolot MiG AT. nież tradycje w szkoleniu dużej liczby piMy natomiast nie bardzo. W grę wchodzą lotów, także zagranicznych. Stąd też poteż włoska Aeromacchi z samolotem mysł, aby szkolić lotników na przykład M-346 do szkolenia m.in. pilotów Typho- z Iraku, Nigerii czy Libii. 
PIOTR LASKOWSKI (2)

FLESZ
DĘBLIN. Bezapelacyjnym zwycięzcą finałowych zmagań o tytuł najlepszego wykładowcy kształcenia obywatelskiego w 2 Brygadzie Radiotechnicznej został reprezentant 8 Szczycieńskiego Batalionu Radiotechnicznego mł. chor. Bartłomiej Korol. Radiotechnicy z Lipowca okazali się także najlepsi w nieoficjalnej klasyfikacji zespołowej prowadzonej w trakcie konkursowych zmagań. Konkurs przeprowadzono podczas konferencji metodycznej wykładowców kształcenia obywatelskiego, która odbyła się w kompanii radiotechnicznej w Dębinie.

KOSZALIN. Płk dypl. Krzysztof Żabicki został nowym komendantem Centrum Szkolenia Sił Powietrznych. Uroczyste przekazanie obowiązków i sztandaru centrum odbyło się 2 lipca. Pełniący obowiązki komendanta ppłk dypl. Andrzej Witek wraz z płk. Żabickim zameldowali przekazanie i przyjęcie obowiązków szefowi wojsk OPL SP gen. bryg. Stanisławowi Babiakowi.

WŁOCHY. Integracja polskich i włoskich sił powietrznych to jeden z głównych celów odbywających się we Włoszech od 29 czerwca do 12 lipca ćwiczeń „Polish Tiger 2007”. Po raz kolejny piloci i technicy z 7 Eskadry Lotnictwa Taktycznego i 33 Bazy Lotniczej z Powidza szkolą się z pilotami z 51 Skrzydła włoskich sił powietrznych w miejscowości Istrana. Polacy wylecieli czterema samolotami Su-22 (jeden jest dwumiejscowy) oraz transportowcem CASA C-295M. Dowódcą polskiej ekipy jest ppłk dypl. pil. Maciej Trelka, szef 7 elt.

ZANIEMYŚL. Uczestnicy XIII Wieloboju Terenowego Stowarzyszenia „Rodzina Wojskowa” Sił Powietrznych strzelali, biegali na orientację, udzielali pomocy i wykazali się wiedzą związaną z F-16. Na metę dotarli zmęczeni, ale szczęśliwi. Tym razem na terenie wielkopolskiego Zaniemyśla spotkały się 23 drużyny reprezentujące koła stowarzyszenia ze wszystkich rodzajów sił zbrojnych.

oprac. G.P.

nr 29/2007

Polska Zbrojna 37

MARYNARKA WOJENNA

ROZSTANIE i powitanie
KRZYSZTOF W YGNAŁ

Kilka dni temu ORP „Iskra” wyruszyła w rejs szkoleniowo-nawigacyjny z podchorążymi Akademii Marynarki Wojennej. Barkentyna weźmie udział w regatach „Tall Ships Races”. Wyjście żaglowca w morze poprzedziła ceremonia nadania nowemu jachtowi imienia s/y „Admirał Dickman”. Jego matką chrzestną została tegoroczna absolwentka AMW ppor. mar. Magdalena Kozłowska.
CHRZCINY. Ppor. mar. Magdalena Kozłowska, matka chrzestna jachtu, w obecności komendanta-rektora AMW kontradm. dr. inż. Czesława Dyrcza polała kadłub szampanem, wypowiadając tradycyjne słowa: płyń po morzach i oceanach.

A

Akademia Marynarki Wojennej wzbogaciła się o nowy jacht s/y „Admirał Dickman”. Ceremonię chrztu zorganizowano na Nabrzeżu Pomorskim w Gdyni. Ppor. mar. Magdalena Kozłowska, matka chrzestna jachtu, w obecności komendanta-rektora AMW kontradm. dr. inż. Czesława Dyrcza polała kadłub szampanem, wypowiadając tradycyjne słowa: płyń po morzach i oceanach. Banderę z rąk komendanta przyjął dowódca jachtu st. chor. sztab. mar. Ireneusz Kamiński. Od tej pory na jachcie szkolić się będą podchorążowie i studenci AMW. – To nie ostatni jacht,
nr 29/2007

38 Polska Zbrojna

FLESZ
GDYNIA. Podczas uroczystej zbiórki kadry, marynarzy i pracowników jednostki kmdr Mirosław Badurowicz przyjął 5 lipca obowiązki dowódcy 43 Bazy Lotniczej Marynarki Wojennej w Gdyni-Babich Dołach. W uroczystości uczestniczyli szef lotnictwa Marynarki Wojennej kmdr pil. Tadeusz Drybczewski i dowódca Gdyńskiej Brygady Lotnictwa Marynarki Wojennej kmdr pil. Stanisław Ciołek. Dowódca brygady podziękował pełniącemu obowiązki dowódcy od lutego 2007 r. kmdr. por. Eugeniuszowi Trzpisowi. Pożegnanie marynarzy „Iskry” SIEMIROWICE. Decyzją ministra obrony narodowej kmdr Krzysztof Grudnowski został wyznaczony na stanowisko dowódcy 44 Bazy Lotniczej Marynarki Wojennej. Od 2003 r., po reorganizacji jednostek Gdyńskiej Brygady Lotnictwa MW do struktury eskadr i baz lotniczych, służył na stanowisku zastępcy dowódcy bazy, a od lutego 2007 r. pełnił obowiązki dowódcy.

KRZYSZTOF WYGNAŁ (4)

ŚWINOUJŚCIE. Wikariusz generalny biskupa polowego WP ks. prałat płk Sławomir Żarski 1 lipca poświęcił kaplicę garnizonową w Świnoujściu. Na uroczystość przybyli m.in. kontradmirał Jerzy Lenda – dowódca 8 Flotylli Obrony Wybrzeża, i Janusz Żmurkiewicz – prezydent Świnoujścia. Budynek kaplicy w przyszłości na być kościołem garnizonowym pw. bł. ks. kmdr. por. Władysława Miegonia. W uroczystej mszy świętej oprócz gości i wiernych wzięła udział Orkiestra Garnizonowa 8 Flotylli Obrony Wybrzeża. St. chor. sztab. mar. Ireneusz Kamiński, dowódca „Admirała Dickmana” (na zdjęciu z prawej), przyjmuje banderę.

jaki kupiliśmy – powiedział kontradm. Dyrcz. Akademia wkrótce będzie miała kilka takich jednostek. Cieszymy się, że pełnomorski jacht będzie służył uczelni. Tymczasem ORP „Iskra” wyruszyła w swój kolejny rejs, dowodzona przez kpt. mar. Jacka Miłowskiego. Pożegnał ją szef szkolenia morskiego MW kontradm. Andrzej Rosiński. – Niech ten rejs będzie dla was spełnieniem marzeń – powiedział admirał. – Z ogromnym rozrzewnieniem wspominam swoją pierwszą marynarską praktykę. Wierzę, że wy również na pokładzie „Iskry” poczujecie się prawdziwymi wilkami morskimi. Życzę wam stopy wody pod kilem. – Po raz pierwszy żegnam „Iskrę” jako komendant akademii – mówił admirał Dyrcz. Spędziłem na jej pokładzie 15 lat. Każdy rejs jest dla tego okrętu ważny. Młodzi ludzie
nr 29/2007

okrzepną, poznają marynarskie życie. Przeżyją przygodę. Podczas rejsu podchorążowie odbędą na pokładzie ORP „Iskra” praktykę marynarską. Zapoznają się z warunkami nawigacyjno-hydrograficznymi i hydrologiczno-meteorologicznymi na akwenach, na których będą pływać. Nauczą się obsługi urządzeń, takielunku. – Chciałbym, aby na naszym pokładzie – powiedział kpt. Miłowski – nauczyli się pokory dla morza i podstawowych rzeczy, jakie marynarz musi znać. „Iskra” weźmie udział w regatach „Tall Ships Races”, odwiedzi porty: Arhus, Kotka, Sztokholm, Szczecin, Świnoujście, Rostock, Visby i Turku. Na morzu załoga spędzi blisko 800 godzin, a rywalizować będzie z prawie setką żaglowców różnych klas z kilkunastu państw. Powrót żaglowca do kraju planowa ny jest na 27 sierpnia.

USTKA. Dwustu studentów uczelni cywilnych rozpoczęło 2 lipca specjalistyczne szkolenie w Centrum Szkolenia Marynarki Wojennej. Przejdą oni cykl szkoleń w specjalnościach: eksploatacja i naprawa urządzeń elektronicznych oraz elektrycznych pokładowa i techniczna ogólna, a także ogólnologistyczna. Wszyscy przejdą także szkolenie ogólnowojskowe obejmujące główne aspekty działania żołnierza na polu walki. Kończąc szkolenie, studenci uzyskają status podoficera rezerwy Marynarki Wojennej, co po zakończeniu studiów uprawnia ich także do odbycia dodatkowego przeszkolenia na oficerów rezerwy.

Oprac. G.P.

Polska Zbrojna 39

WOJSKO ODZNACZENIA

Nowe ordery, krzyże i gwiazdy
RYSZARD CHOROSZY

Żołnierze i funkcjonariusze za czyny męstwa i odwagi w czasie pokoju dostaną nowe honorowe wyróżnienia. To już druga w ostatnich miesiącach nowelizacja ustawy z 16 października 1992 r. o orderach i oznaczeniach dotycząca żołnierzy.
Przypomnijmy, że w połowie października 2006 r. – również z inicjatywy prezydenta Lecha Kaczyńskiego – parlament uchwalił Order Krzyża Wojskowego. Jest on nagrodą za wybitne czyny bojowe połączone z wyjątkową ofiarnością i odwagą w czasie działań bojowych przeciwko aktom terroryzmu w kraju lub podczas użycia wojska poza granicami państwa w czasie pokoju. Jest to odpowiednik Orderu Wojennego Virtuti Militari. Do końca maja br. prezydent RP przyznał żołnierzom 14 orderów, w tym w trzech przypadkach pośmiertnie. Wobec nowych zagrożeń i coraz większego zaangażowania Sił Zbrojnych RP w misjach stabilizacyjnych, istniała potrzeba wprowadzenia nowych odznaczeń o niższej randze niż Order Krzyża Wojskowego. W ten sposób zostanie zachowany jego elitarny charakter, a będzie możliwe nagradzanie większej liczby żołnierzy, czego zresztą domagali się dowódcy. Nie było dotąd odznaczeń upamiętniających nienaganną służbę wojskową w kontyngentach. Grupa odznaczeń wojskowych zostanie zatem powiększona o:
KRZYŻ WOJSKOWY – nadawany w czasie pokoju za czyny męstwa i odwagi dokonane podczas działań bojowych przeciwko aktom terroryzmu w kraju lub podczas użycia Sił Zbrojnych RP poza granicami. Może być przyznany tej samej osobie czterokrotnie, może nim zostać wyróżniona także formacja walcząca, cywil oraz funkcjonariusz: Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Agencji Wywiadu, Służby Kontrwywiadu Wojskowego, Służby Wywiadu Wojskowego, Centralnego Biura Antykorupcyjnego, Straży Granicznej i Pożarnej; WOJSKOWY KRZYŻ ZASŁUGI Z MIECZAMI, MORSKI KRZYŻ ZASŁUGI Z MIECZAMI, LOTNICZY KRZYŻ ZASŁUGI Z MIECZAMI – może być nadany jako nagroda za rzetelną i sumienną służbę w czasie działań bojowych przeciwko aktom terroryzmu w kraju lub podczas użycia Sił Zbrojnych RP poza granicami państwa w czasie pokoju w warunkach szczególnie niebezpiecznych, niebezpośrednio w styczności z przeciwnikiem. Żołnierz może być dwukrotnie wyróżniony tym krzyżem.

WOJSKOWY KRZYŻ ZASŁUGI, MORSKI KRZYŻ ZASŁUGI, LOTNICZY KRZYŻ ZASŁUGI – nadawany jako nagroda za dokonany w czasie służby czyn przynoszący szczególną korzyść poszczególnym rodzajom sił zbrojnych, a wykraczający poza normalne obowiązki.

Ponadto nowela ustawy o orderach i odznaczeniach wprowadziła gwiazdę pamiątkową jako nagrodę za nienaganną służbę w polskich kontyngentach wojskowych. Jest to novum w naszym systemie odznaczeń. Kształtem nawiązuje do róży wiatrów, umieszczona jest na niej także nazwa państwa lub regionu geograficznego 40 Polska Zbrojna

JAROSŁAW WIŚNIEWSKI

nr 29/2007

terenu działania PKW. Gwiazda będzie przysługiwała żołnierzom oraz funkcjonariuszom za co najmniej „jeden dzień nienagannej służby rozpoczętej w ramach kontyngentu lub operacji wojskowej na danym terytorium”. Z wnioskiem o nadanie Krzyża Wojskowego lub Gwiazdy występuje do prezydenta RP minister obrony narodowej lub spraw wewnętrznych i administracji. Jednocześnie nowymi odznaczeniami wojskowymi oraz gwiazdą mogą być wyróżnieni – w terminie do końca 2010 r. – żołnierze służący poza granicami w latach 2002–2007. Gwiazda może być również nadana obywatelowi innego państwa współdziałającego z polskimi kontyngentami wojskowymi poza granicami kraju. Jednocześnie przywrócono z okresu II Rzeczypospolitej (ustanowiony ustawą z 8 stycznia 1938 r.) trzystopniowy Medal za Długoletnią Służbę.

Nawiązywanie do tradycji

odznaczeń zawarty noSzczegółowy opis nowych prezydenta wojskowych będzie1992 r. wwsprawelizacji rozporządzenia RP z 10 listopada wie opisu, materiału, wymiarów, wzorów rysunkowych oraz sposobu i okoliczności noszenia odznak, orderów i odznaczeń. Wzory nowych odznaczeń wojskowych oparto na polskiej tradycji odznaczeniowej oraz symbolice państwowej i wojskowej. Zarówno Krzyż Wojskowy, jak i Krzyże Zasługi Wojskowy, Morski i Lotniczy, z mieczami i bez mieczy, mają taki sam kształt krzyża kawalerskiego jak odznaka Orderu Krzyża Wojskowego.
Przez nawiązanie do kształtu Orderu Krzyża Wojskowego utworzono charakterystyczną, łatwo rozpoznawalną grupę odznaczeń wojskowych nadawanych przede wszystkim za działania bojowe przeciwko aktom terroru w kraju i poza granicami lub podczas użycia polskich sił zbrojnych poza granicami państwa w czasie pokoju. Jednocześnie wyjątkowy charakter służby w polskich kontyngentach w Afganistanie i Iraku stał się impulsem do opracowania odznaczenia o zupełnie nowej symbolice. Odznaczenia o charakterze pamiątkowym, mające w swej nazwie określenie gwiazda, będą miały wspólny zasadniczy wzór odznaki i wspólne zasady komponowania barw wstążki z użyciem barw państwa lub terenu działania polskiego kontyngentu. Kolejne nadanie Krzyża Wojskowego, od-

znaki Wojskowego Krzyża Zasługi z Mieczami czy też każdorazowy udział w zmianie kontyngentu lub operacji wojskowej oznacza się nałożeniem na wstążkę okucia w kształcie listewki o szer. 5 mm. W hierarchii starszeństwa nowe odznaczenia plasują się nie tylko za orderami, ale także za Krzyżem Walecznych. Za nim znajdują się: Krzyż Wojskowy, Krzyż Zasługi za Dzielność, Krzyż Zasługi z Mieczami, Wojskowy Krzyż Zasługi, Medal za Ofiarność i Odwagę, Medal za Długoletnią Służbę oraz Gwiazda.

PRZEWIDUJE SIĘ, ŻE NOWELIZACJA USTAWY WEJDZIE W ŻYCIE PO TRZECH MIESIĄCACH OD JEJ OGŁOSZENIA W DZIENNIKU USTAW, CZYLI PRAWDOPODOBNIE NA POCZĄTKU IV KWARTAŁU BR.
Nowe regulacje wprowadzają więc czytelny podział na trzy kategorie: odznaczeń i orderów cywilnych, wojskowych i wojennych. Dodatkowo chronią tradycję tych ostatnich, czyli orderów wojennych, uznawanych w polskiej tradycji historycznej za najcenniejsze. Przewiduje się, że nowelizacja ustawy wejdzie w życie po trzech miesiącach od jej ogłoszenia w Dzienniku Ustaw, czyli prawdopodobnie na początku IV kwartału br. Trzymiesięczny okres vacatio legis pozwoli na przygotowanie i wyprodukowanie przez Mennicę Państwową odznak i odznaczeń zgodnie z wzorami rysunkowymi, które zostaną określone w rozporządzeniu prezydenta RP. „Polska Zbrojna” pierwsza publikuje ich wzory. 

DOTYCHCZASOWE MEDALE RESORTOWE

O

BECNIE W RESORCIE OBRONY NARODOWEJ PRZYZNAWANE SĄ NASTĘPUJĄCE MEDALE: ZA ZASŁUGI DLA OBRONNOŚCI KRAJU, SIŁY ZBROJNE W SŁUŻBIE OJCZYZNY ORAZ MEDAL WOJSKA POLSKIEGO. Medalem Za Zasługi dla Obronności Kraju wyróżnia się osoby, które „wykazały męstwo lub odwagę w bezpośrednim działaniu związanym z obronnością kraju albo osiągnęły bardzo dobre wyniki w realizacji zadań obronnych. A także posiadają szczególne zasługi w dziedzinie rozwoju myśli i techniki

wojskowej oraz potencjału obronnego, jak również w zakresie szkolenia i wychowania wojskowego, zaś swoją pracą zawodową bądź działalnością w organizacjach społecznych znacznie przyczyniły się do rozwoju i umocnienia systemu obronnego kraju”. Medal ustanowiony w 1966 r. dzieli się na trzy kategorie: złoty, srebrny i brązowy. Złoty medal Za Zasługi dla Obronności Kraju mogą dostać rodzice, których co najmniej pięcioro dzieci pełni lub pełniło nienagannie czynną służbę wojskową, zaś srebrny – za posłanie do wojska czterech synów.

Z kolei Medal Siły Zbrojne w Służbie Ojczyzny wręczany jest tylko raz w roku z okazji Święta Wojska Polskiego. Przyznaje się go żołnierzowi lub pracownikowi wojska, który wzorowo przesłużył lub przepracował w wojsku co najmniej 5 lat (wtedy przysługuje medal brązowy), 15 lat (srebrny) lub 25 lat (złoty). Jeśli dana osoba rozpoczęła służbę po 15 sierpnia, to okres do końca roku kalendarzowego zalicza się do wymaganej wysługi. Na ogół nie rozpatruje się wniosków tych żołnierzy, którzy uzyskali w opinii okresowej ocenę dobrą lub dostateczną. A ponadto medal o tym samym stopniu mo-

że być nadany osobie tylko raz. Ustanowiony w 1999 r. Medal Wojska Polskiego dzieli się na trzy stopnie: złoty, srebrny i brązowy. Może być nadany osobom, które „aktywnie wspierają na arenie międzynarodowej pokojową działalność wojska, przyczyniły się do rozwoju potencjału obronnego RP oraz popularyzacji dziejów i tradycji WP na arenie międzynarodowej, a także szczególnie zasłużyły się w integracji dowództw sojuszniczych. Medal ten przyznaje szef MON – z własnej inicjatywy bądź na wniosek podsekretarzy stanu, szefa Sztabu Generalnego WP i dowództw rodzajów sił zbrojnych.

nr 29/2007

Polska Zbrojna 41

WOJSKO LIBAN

42 Polska Zbrojna

nr 29/2007

INTERWENCJE POLEMIKI KOSOWO WOJSKO
Podobno służba jest liczona od dnia, gdy pobierzesz plecak. Okazuje się jednak, że nie zawsze. Świetny przykład to kilkuset muzyków orkiestr wojskowych, absolwentów nieistniejącego już Wojskowego Liceum Muzycznego, i problemy z naliczaniem im wysługi. O sprawie tej mówi się od ładnych paru lat. I od ładnych paru lat nie widać jej końca.

Służba jak z nut?
PAULINA GLIŃSKA

W
Płk Krzysztof Liminowicz,
szef Oddziału Emerytalnego DSS:

iększość muzyków orkiestr wojskowych to właśnie absolwenci Wojskowego Liceum Muzycznego, jedynej szkoły średniej w Wojsku Polskim funkcjonującej na zasadzie szkoły chorążych. Większość z nich rozpoczęła swoją edukację, a zarazem służbę wojskową, w wieku 15 lat. Było to możliwe dzięki przepisom ustawy o służbie wojskowej z 30 czerwca 1970 r., które stanowiły, że „na naukę do szkół wojskowych kształcących kandydatów na żołnierzy zawodowych oraz do orkiestr wojskowych mogą być przyjęci – za zgodą przedstawiciela ustawowego – również małoletni, którzy nie ukończyli 17 lat życia, mający odpowiednią zdolność fizyczną i psychiczną do odbywania nauki w szkołach i orkiestrach wojskowych, jeżeli złożą zobowiązanie do pełnienia zaEKSPERT

wodowej służby wojskowej po ukończeniu nauki”. Liceum niby takie jak każde inne wojskowe, z tą tylko „niewielką” różnicą, że od momentu wstąpienia do WLM słuchacze zostali skoszarowani i ubrani w wojskowe mundury. Przez dwa pierwsze lata nauki nazywano ich elewami szkoły podoficerskiej, kolejne trzy byli kadetami szkoły chorążych. Przez cały okres nauki w WLM obowiązywały ich regulaminy wojskowe – pełnili służby, brali udział w ćwiczeniach wojskowych, wykonywali rozkazy. Korzystali także z przepustek stałych, jednorazowych, rozkazów wyjazdu. Legitymowali się książeczką wojskową, dostawali przysługujące im uposażenie oraz dodatki. Liceum skończyli ze stopniem młodszego chorążego i dyplomem ukończenia szkoły chorążych. Zostali skierowani do orkiestr wojskowych, by pełnić służbę jako żołnierze zawodowi.

W czym tkwi problem?
Dziś wielu muzyków, zarówno tych w służbie czynnej, jak i emerytów wojskowych, boryka się z niesprawiedliwym w ich ocenie sposobem naliczania lat służby. Podstawowym problemem jest pobyt muzyków wojskowych w WLM przed ukończeniem 17 roku życia. Zgodnie z obowiązującą wówczas ustawą o służbie wojskowej, „małoletni przyjęci na naukę nie są żołnierzami do czasu ukończenia 17 lat. Po ukończeniu 17 roku życia powołuje się ich do czynnej służby wojskowej w charakterze kandydatów na żołnierzy zawodowych, jeśli zostaną uznani za zdolnych do zawodowej służby wojskowej”. Z przepisów wynika więc jasno, że do okresów czynnej służby wojskowej wlicza się służbę pełnioną w charakterze kandydata na żołnierza zawodowego, ale nie wlicza się okresu bycia elewem. Jeśli, mając 15 lat, nie jest się żołnierzem, to rzecz jasna lata służby „nie lecą”. Problem jednak tkwi znacznie głębiej, bowiem jak traktować uczniów WLM,  Polska Zbrojna 43

SYLWIA GUZOWSKA

– Kadeci w wojskowych liceach muzycznych byli uczniami w wieku od 15 do 19 roku życia. Jednakże zgodnie z przepisami art. 101 ustawy z 30 czerwca 1970 r. o służbie wojskowej żołnierzy zawodowych (DzU z 1992 r. nr 8, poz. 31), dopiero w wieku 17 lat byli powoływani do czynnej służby wojskowej. Zatem tylko okres nauki w liceum wojskowym od 17 roku życia zaliczany jest do służby wojskowej i tym samym do wysługi emerytalnej. Problem ten był już wielokrotnie wyjaśniany przez różne departamenty MON, w tym Kadr, Prawny i Spraw Socjalnych.

nr 29/2007

WOJSKO INTERWENCJE

Z prawnego punktu widzenia

O

kres nauki przypadający przed 17 rokiem życia nie jest brany pod uwagę przy ustalaniu prawa do wojskowych świadczeń emerytalnych, biorąc pod uwagę art. 12 ustawy z 10 grudnia 1993 r. o zaopatrzeniu emerytalnym żołnierzy zawodowych oraz ich rodzin (tekst jednolity – DzU z 2002 r. nr 11, poz. 108 z późn. zm.), gdyż nie jest zaliczany do służby wojskowej w Siłach Zbrojnych RP, jak również do okresów równorzędnych z tą służbą. Nauka między 15 a 17 rokiem życia w rozumieniu art. 6 i 7 ustawy z 17 grudnia 1998 r. o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych (DzU z 1998 r. nr 162, poz. 1118 z późn. zm.), nie jest traktowana jako okres składkowy, jak również nieskładkowy. Dlatego też nie może podlegać zaliczeniu do wysługi emerytalnej w trybie art. 16 ustawy o zaopatrzeniu emerytalnym żołnierzy zawodowych oraz ich rodzin. W związku z powyższym okres nauki między 15 a 17 rokiem życia w Wojskowym Liceum Muzycznym w ramach obowiązujących unormowań prawnych pozostaje bez wpływu na prawo do świadczenia oraz jego wysokość, zarówno w wojskowym, jak i powszechnym systemie emerytalnym.

którzy, mimo że nie osiągnęli ustawowo wymaganego wieku, nosili mundur, jeździli na ćwiczenia wojskowe, mieszkali w koszarach? Nie wiadomo. Obecnie obowiązuje zatem zasada naliczania lat służby zgodnie z wiekiem (od 17 roku życia), a nie z rzeczywistym pięcioletnim okresem szkolenia, chociaż i tak,

Wypowiedzi z NFoW
„suzafonek”: – Jeżeli ktoś mi powie, że pierwsze dwa lata nauki były na innych zasadach, to ciekawe jest porównanie sytuacji, w której na jednym roku rozpoczyna naukę dwóch uczniów: 17- i 15-latek. Kandydat 17-letni ma zaliczony cały okres, natomiast 15-latek pełniący służbę na identycznych warunkach i zasadach ma zaliczony okres służby dopiero od ukończenia 17 roku życia. Niezaliczenie mi okresu służby od dnia

PIOTR PRYMLEWICZ

Dziś wielu muzyków, zarówno tych w służbie czynnej, jak i emerytów wojskowych, boryka się z niesprawiedliwym w ich ocenie sposobem naliczania lat służby

wstąpienia do WLM podważa moją obecność w tej szkole, równość wobec prawa i sprawiedliwość. Powoduje straty finansowe, opóźnienia w nabywaniu praw do urlopów, praw emerytalnych i innych świadczeń. Jeżeli jest dokument, który mówi, żeby małoletni w WLM traktowani byli na innych prawach, to chciałbym się z nim zapoznać. Jeżeli wynika z niego, że nie powinni być skoszarowani, mieć

44 Polska Zbrojna

nr 29/2007

wnioskując z wypowiedzi, istnieje w tej sprawie całkowita dowolność. – W mojej jednostce wojskowej uznają całą służbę, czyli od 15 roku życia. Na każdą zmianę lub podwyżkę mam decyzję administracyjną, w której są podane paragrafy oraz uzasadnienie, że posiadam wymaganą wysługę upoważniającą mnie do pobierania odpowiednich świadczeń i urlopów – to wypowiedź „przeempla” na Niezależnym Forum o Wojsku. I kolejna, niejakiego „Juranda”: – Sprawa jest o tyle dziwna, że niektórzy z naszych kolegów mają zaliczony pełny okres nauki w liceum, inni pierwsze dwa lata po 1,3 proc., a jeszcze innym wysługę liczą od 17 roku życia. Właściwie we wszystkich orkiestrach wojskowych istnieje ten problem. Lata służby, uwzględniane np. przy nagrodach jubileuszowych czy urlopie dziadkowym, naliczane są różnie w różnych jednostkach. Co dziwne, zdarza się i tak, że przy nagrodzie jubileuszowej naliczana jest służba od 15 roku życia, ale jeśli już chodzi o emeryturę, obowiązuje 17 rok życia jako wiek początkowy. Jak słusznie zauważa „Jurand” na NFoW: – Skoro wiek jest barierą, to dlaczego w innych przypadkach uznaje się i wlicza do emerytury pracę na roli, naukę w niektórych szkołach zawodowych przed

17 rokiem życia. Uważam, że jesteśmy w pewien sposób dyskryminowani. Być może problem tkwi także w tym, że liceum muzyczne ustawodawca wrzucił do jednego worka razem z pozostałymi liceami wojskowymi, funkcjonującymi na zupełnie innych zasadach. Absolwent WLM z Orkiestry Garnizonowej Sił Powietrznych w Bytomiu uważa, że odpowiedzialny za te niedociągnięcia jest właśnie w dużej mierze ustawodawca, który zapomniał o specyficznym charakterze takiego liceum.

Jeśli jesteś zainteresowany: służbą w „CZERWONYCH BERETACH” chcesz mieć możliwość wzięcia udziału w misjach stabilizacyjnych poza granicami kraju, poznać smak przygody i zostać spadochroniarzem, ZGŁOŚ SIĘ DO NAS!!!

O

Próby rozwiązania
Zmiany prawa podczas służby osłabiają motywację. Któż bowiem lubi zmieniające się reguły gry? Muzycy wojskowi chcą, aby poważnie potraktować ich czas spędzony w WLM i stworzyć przepis, który w jednakowym stopniu zaliczałby do lat wysługi cały okres nauki w liceum. Coraz częściej pojawiają się także głosy, że ta sytuacja jest sprzeczna z prawem. Wielu absolwentów WLM zaczyna się zastanawiać nad wywalczeniem swoich praw drogą sądową. Jak przyznają, to smutne, że muszą walczyć o coś, co im się należy. Uważają, że pozostawiono ich samym sobie i pozbawiono złudzeń co do jednoznacznego rozwiązania tego problemu. 

głaszamy nabór kandydatów do służby zawodowej na stanowiskach szeregowych zawodowych w nw. specjalnościach: – kierowca kat „B” – kierowca-elektromechanik kat „C” – kierowca-elektromechanik kat „C+E” – operator radiostacji – elektromechanik – zwiadowca-płetwonurek – płetwonurek

O

Absolwent Wojskowego Liceum Muzycznego:

d prawie dwóch lat wysługę naliczaną mam od 1991 r., tj. od ukończenia 17 roku życia. Wcześniej, do 2005 r., uwzględniali mi cały, 5-letni okres nauki w liceum. W marcu 2005 r. dowódca POW, powołując się na akty prawne, wydał decyzję, w której stwierdzał, że mam 16 lat i 7 miesięcy wysługi (czego nie kwestionowałem, bo zaliczał mi okres całej nauki w liceum wojskowym, tak jak do tej pory było mi naliczane). W listopadzie tego samego roku, czyli po upływie siedmiu miesięcy, dostałem decyzję od tego samego dowódcy (podstawa prawna była identyczna jak w tej z marca), według której moja wysługa wynosiła już tylko 15 lat i 10 miesięcy. Od tej niekorzystnej dla mnie decyzji odwołałem się do dowódcy Wojsk Lądowych, w załączeniu przesłałem także decyzję z marca. Niestety, dowódca WL podtrzymał w mocy decyzję dowódcy okręgu wydaną w listopadzie, pisząc w uzasadnieniu, że dowódca okręgu wojskowego działał zgodnie z prawem. Podobno jest to zgodne z obowiązującą ustawą o służbie wojskowej, ale czy przestrzeganie tej ustawy nie narusza moich praw nabytych? O ile się orientuję, prawo nie może działać wstecz, a tu – moim zdaniem – zadziałało. służb, pobierać żołdu, jeździć na przepustki i podlegać regulaminowi wojskowemu, to MON ma jeszcze większy problem, bo przed sądem będę sobie rościł o odszkodowanie za wykorzystanie mnie jako nieletniego. „dodo”: – Bałagan decyzyjny, niekompetencja, wciskanie kitu, straszenie... W życiu nie spodziewałem się, że doczekam takich czasów, kiedy będą mi mówić, iż mimo tego, że mieszkałem w koszarach i w niczym mi życia wojskowego nie oszczędzono, to tak naprawdę nie byłem w wojsku i powinienem się cieszyć, że miałem jedzenie za darmo, ubranie oraz dach nad głową i nie obciążałem budżetu swojej mamy.

WYMAGANIA – obywatelstwo polskie, – wykształcenie gimnazjalne, – odbyta zasadnicza służba wojskowa, – kategoria zdrowia – zdolność do służby w wojskach powietrznodesantowych, – niekaralność, – dyspozycyjność, – zgoda na wykonywanie skoków spadochronowych oraz udział w wojskowych misjach pokojowych, – znajomość języka angielskiego będzie dodatkowym atutem, – zaświadczenia lekarskie ze zgodą lekarza pierwszego kontaktu o braku przeciwwskazań do zdawania egzaminu z wychowania fizycznego.

Z

kandydatami do służby na ww. stanowiskach zostanie przeprowadzona rozmowa z psychoprofilaktykiem. Ponadto rozmowy kwalifikacyjne z ogólnej wiedzy wojskowej oraz egzaminy z wychowania fizycznego przeprowadzane będą w dniach: – 9, 23 lipca – 13, 27 sierpnia – 10 września – 8 października – 12 listopada – 10 grudzień o godz. 9.00 w JW 4009, 30-901 Kraków, ul. Ułanów 43 Kontakt: szef sekcji personalnej, tel. (0-12) 355 56 55 lub (0-12) 355 55 38.

nr 29/2007

Polska Zbrojna 45

PRAWO PORADY

KOLEJNA zmiana ustawy
4 lipca 2007 r. wchodzi w życie zdecydowana większość postanowień ustawy z 24 maja 2007 r. o zmianie ustawy o powszechnym obowiązku obrony Rzeczypospolitej Polskiej oraz o zmianie niektórych innych ustaw (DzU nr 107, poz. 732). Przyjrzyjmy się tym postanowieniom.

GRAFIKA: MARCIN DMOWSKI

nasz poradnik
Ile wolnego za służbę
Jaka jest podstawa prawna dotycząca dni wolnych za służbę? Wcześniej one się należały, teraz już nie, przynajmniej u mnie w jednostce. Zagadnienie czasu służby żołnierzy zawodowych jest przedmiotem regulacji art. 60 ustawy z 11 września 2003 r. o służbie wojskowej żołnierzy zawodowych (Dziennik Ustaw z 2003 r. nr 179, poz. 1750; z 2004 r. nr 116, poz. 1203 i nr 210, poz. 2135; z 2005 r. nr 122, poz. 1025; z 2006 r. nr 104, poz. 711, nr 191, poz. 1414 i nr 220, poz. 1600 i 1602 oraz z 2007 r. nr 107, poz. 732). W myśl jego ust. 3 – w zamian za czas służby przekraczający normę czterdziestu godzin służby w tygodniu, z uwzględnieniem trzymiesięcznego okresu rozliczeniowego dla czasu służby ponad tę normę, żołnierzowi zawodowemu przysługuje czas wolny od służby w takim samym wymiarze. Problematyka dotycząca tej kwestii została szczegółowo unormowana w przepisach rozporządzenia ministra

obrony narodowej z 29 sierpnia 2006 r. w sprawie dodatkowych dni wolnych od służby oraz rozkładu czasu służby żołnierzy zawodowych (Dziennik Ustaw z 2006 r. nr 161, poz. 1138). W szczególności, zgodnie z par. 9 tego aktu prawnego, żołnierzowi zawodowemu przysługuje dzień wolny od służby za każde siedem służb dyżurnych lub dyżurów pełnionych w okresie nie dłuższym niż dwadzieścia osiem dni.

Mianowanie na wyższy stopień
Czy żołnierz nadterminowy może być awansowany na starszego szeregowego, nie będąc na etacie st. szer.? Pytam, ponieważ u mnie w jednostce robią mi z tego powodu problemy. Twierdzą, że nie można, ale nie podają też żadnych argumentów. Problematykę mianowania żołnierzy odbywających nadterminową zasadniczą służbę wojskową na stopnie wojskowe regulują przepisy rozporządzenia ministra obrony narodowej z 17 czerwca 2004 r. w sprawie mianowania na stopnie wojskowe (Dziennik Ustaw z 2004 r.

46 Polska Zbrojna

nr 29/2007

P

otrzeba dokonania kolejnych zmian w ustawie z 21 listopada 1967 r. o powszechnym obowiązku obrony Rzeczypospolitej Polskiej (Dziennik Ustaw z 2004 r. nr 241, poz. 2416 z późn. zm.) była przede wszystkim skutkiem nowych uwarunkowań użycia Sił Zbrojnych RP w okresie pokoju. Wynikają one ze zmian w środowisku bezpieczeństwa międzynarodowego i dotyczą głównie konieczności użycia jednostek i pododdziałów wojskowych w różnego rodzaju misjach wymuszania oraz utrwalania pokoju, a także humanitarnych, prowadzonych przez organizacje międzynarodowe (ONZ, NATO, UE), jak i koalicje państw. Wynikały również z konieczności dostosowania struktury najwyższych organów dowodzenia Sił Zbrojnych RP do zmieniających się potrzeb prowadzenia, zarówno narodowych, jak i sojuszniczych, operacji połączonych na terenie kraju.

Wojsk Specjalnych, których czynny udział w operacjach jest częstokroć gwarantem sukcesu. W tym zakresie powstała także potrzeba powołania dowództwa szczebla operacyjnego zdolnego do równoległego dowodzenia wojskami w kilku, a nawet kilkunastu operacjach poza granicami kraju. Wzorem innych państw NATO i UE, powinno ono mieć zdolności nie tylko dowodzenia wojskami, ale również planowania i dowodzenia operacjami międzynarodowymi. Na tle tych doświadczeń omawiana ustawa przewidziała utworzenie kolejnego rodzaju Sił Zbrojnych RP – Wojsk Specjalnych, oraz ustawowego umocowania Dowództwa Operacyjnego, z zaszeregowaniem jego dowódcy do poziomu dowódców rodzajów sił zbrojnych.

Kompetencje dowódcze
Jednocześnie w celu uproszczenia systemu zabezpieczenia logistycznego oraz zwiększenia zdolności wsparcia jednostek operacyjnych, w tym realizujących zadania poza granicami kraju, ustawową instytucją stał się Inspektorat Wsparcia Sił Zbrojnych, odpowiedzialny przede wszystkim za zarządzanie gospodarką wojska w dzietomiast, że do mianowania na stopień wojskowy starszego szeregowego (starszego marynarza) jest uprawniony dowódca jednostki wojskowej, której ewidencją żołnierz jest objęty, od szczebla co najmniej dowódcy pułku (równorzędnego). Ust. 2 tego przepisu wskazuje, że w przypadku, gdy wspomniany dowódca jednostki wojskowej nie ma uprawnień do mianowania – właściwym do mianowania jest przełożony tego dowódcy. Samo mianowanie na stopień wojskowy starszego szeregowego (starszego marynarza) następuje rozkazem przełożonego uprawnionego do mianowania na ten stopień – ust. 3. Podkreślenia wymaga również, że ogólnym warunkiem mianowania na wyższy stopień wojskowy jest posiadanie odpowiednich kwalifikacji wojskowych oraz pozytywnej opinii służbowej (par. 3 ust. 1).

Nowy rodzaj SZ
Doświadczenia ostatnich lat (zdecydowane zwiększenie udziału militarnego Polski w operacjach międzynarodowych) wyraźnie wskazały na potrzebę posiadania w siłach zbrojnych jednolitych, dobrze przygotowanych
nr 150, poz. 1584; z 2005 r. nr 68, poz. 598 i nr 133, poz. 1121 oraz z 2006 r. nr 86, poz. 596). Zgodnie z par. 9 ust. 1 wspomnianego aktu prawnego, w czasie odbywania nadterminowej zasadniczej służby wojskowej żołnierz może być mianowany na stopień wojskowy starszego szeregowego (starszego marynarza). Z kolei ust. 2 tego przepisu stanowi, że na stopień wojskowy starszego szeregowego (starszego marynarza) można mianować szeregowego (marynarza), który: 1) ma wykształcenie co najmniej gimnazjalne i przygotowanie zawodowe lub kwalifikacje (uprawnienia) niezbędne dla potrzeb Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej; 2) w czasie służby wojskowej osiągnął bardzo dobre lub dobre wyniki w szkoleniu i wykonywaniu zadań służbowych oraz dyscyplinie wojskowej. Z kolei w myśl par. 6 ust. 1 wspomnianego rozporządzenia, z wnioskiem o mianowanie na stopień wojskowy starszego szeregowego (starszego marynarza) występuje przełożony żołnierza, od szczebla co najmniej dowódcy kompanii. Par. 7 ust. 1 rozporządzenia stanowi na-

dzinie logistyki, zarządzanie obroną terytorialną, wydzielonymi siłami inżynierii wojskowej i obrony przed bronią masowego rażenia, terenowymi organami wykonawczymi ministra obrony narodowej w sprawach operacyjno-obronnych i rządowej administracji niezespolonej oraz realizację zadań wynikających z obowiązków państwa gospodarza, a także państwa wysyłającego. Wyznaczanie na stanowisko szefa Inspektoratu Wsparcia Sił Zbrojnych będzie się odbywało na zasadach analogicznych jak w przypadku dowódców rodzajów sił zbrojnych. W dotychczasowym kształcie pozostawione zostały kompetencje dowódcze szefa Sztabu Generalnego WP. Znowelizowana ustawa o powszechnym obowiązku obrony Rzeczypospolitej Polskiej dokonała przesunięcia kompetencji związanych z przebudową systemu dowodzenia Siłami Zbrojnymi RP. Powierzyła bowiem zadania w tym zakresie dowódcy operacyjnemu Sił Zbrojnych, podporządkowując mu – dotychczas podporządkowane dowódcy Sił Powietrznych – Centrum Operacji Powietrznych oraz – dotychczas podporządkowane dowódcy Marynarki Wojennej  – Centrum Operacji Morskich.
Prawnik
Obowiązujące przepisy ustawy z 11 września 2003 r. o służbie wojskowej żołnierzy zawodowych (Dziennik Ustaw z 2003 r. nr 179, poz. 1750; z 2004 r. nr 116, poz. 1203 i nr 210, poz. 2135; z 2005 r. nr 122, poz. 1025; z 2006 r. nr 104, poz. 711, nr 191, poz. 1414 i nr 220, poz. 1600 i 1602 oraz z 2007 r. nr 107, poz. 732) nie zawierają regulacji określającej maksymalny czas pełnienia zawodowej służby wojskowej przez szeregowych zawodowych. Stanowią one jedynie, w art. 42 ust. 1, że pełnienie zawodowej służby wojskowej w korpusie szeregowych zawodowych odbywa się na podstawie kontraktu na pełnienie służby terminowej. Z kolei art. 12 ust. 3 wspomnianej ustawy przesądza, że kontrakt na pełnienie służby terminowej zawiera się na okres do sześciu lat. Generalną normą przesądzającą, do jakiego maksymalnie czasu żołnierz zawodowy może pełnić zawodową służbę wojskową, jest art. 111 pkt 5 przywołanej ustawy, w którego myśl obligatoryjną przesłanką zwolnienia żołnierza zawodowego ze służby wojskowej jest osiągnięcie przez niego wieku sześćdziesięciu lat.

Sześć czy dziewięć
Służę w wojsku dziewięć lat. Od roku jestem żołnierzem zawodowym. Ile lat mogę służyć jako starszy szeregowy zawodowy. Są różne opinie: jedni mówią, że sześć lat, inni, że dziewięć!

nr 29/2007

Polska Zbrojna 47

PO SŁUŻBIE
LEKSYKON TAJNYCH SŁUŻB

W

ywiad to bardzo ogólne pojęcie. „Wielki Leksykon Służb Specjalnych Świata” Jana Lereckiego, który właśnie wydała Książka i Wiedza, wyróżnia kilkadziesiąt metod działalności wywiadowczej. Najbardziej znany jest wywiad aktywny, czyli szpiegostwo. Tu też jest ogromne zróżnicowanie ze względu na konkretny obszar zainteresowań (szpiegostwo atomowe) lub sposób działania (szpiegostwo elektroniczne). W leksykonie można znaleźć też wyjaśnienia wielu terminów i słownictwa branżowego specsłużb. I tak chociażby u Izraelczyków „szeregowiec” to niewyszkolony, nienależący do

żadnej organizacji amator prowadzący działalność wywiadowczą na własną rękę. Ogólnie jest przyjęte, że radiooperator to „muzyk”, a seksagentka to „jaskółka”. Znaczącą część publikacji Jana Lareckiego stanowią hasła dotyczące polskich i zagranicznych służ specjalnych, współczesnych i historycznych, aczkolwiek ilość informacji o poszczególnych z nich jest bardzo zróżnicowana. Szerzej opisane są, co oczywiste, służby kluczowych państw świata. W przypadku egzotycznych krajów kończy się często na jedno- lub dwuzdaniowej notce. Autor już w przedmowie zastrzegł, iż

musiał wyselekcjonować z zebranego materiału to, „co najistotniejsze, aby przyszły użytkownik uzyskał maksimum wiedzy zawartej w minimum słów”. Przyznał również, że ze względu na trudność w dostępie do niektórych informacji w leksykonie są „białe plamy”. Jednak w sumie publikacja jest godna polecenia, gdyż porządkuje wiedzę z tego zakresu. I co najważniejsze, to pierwsze tego typu wydanie w Polsce. (tw)

Jan Lerecki, „Wielki Leksykon Służb Specjalnych Świata”, Książka i Wiedza, 2007

Bombowe asy
iększość publikacji poświęconych lotnikom i ich wojennym wyczynom to wspomnienia pilotów myśliwców. Trudno się zresztą dziwić – opisy podniebnych potyczek mają w sobie coś z rycerskich, honorowych pojedynków, nawet jeśli są rozgrywane w czasie brutalnej wojny. Książka Mike’a Spicka dowodzi, że wyczyny pilotów bombowców mogą być nie mniej interesujące. Są nawet barwniejsze, jeżeli wziąć pod uwagę różnorodność zadań, jakie wykonują. Autor omawia udział bombowców i samolotów szturmowych w czasie wojny w po-

SŁOWO KAPELANA

W

wietrzu na wszystkich frontach – w Norwegii, w podboju Europy Zachodniej i Bałkanów, w bitwie o Wielką Brytanię, w rejonie Morza Śródziemnego, Arktycznego i Pustyni Zachodniej oraz w nieudanym podboju Wschodu, aż po koniec Trzeciej Rzeszy. Opisuje używane przez Niemców maszyny i techniki bombardowań. Jednak głównym tematem opracowania są ludzie. Angielski pisarz prezentuje sylwetki wybranych lotników spośród około 600 członków załóg bombowców odznaczonych Krzyżem Rycerskim – najwyższym wyróżnieniem dla żołnierza Trzeciej Rzeszy. (ad)
Mike Spick, „Asy lotnictwa bombowego Luftwaffe”, Dom Wydawniczy „Bellona”, Warszawa 2006

„I

Podziemna broń

F

undacja „Warszawa Walczy 1939–1945” podjęła inicjatywę opracowywania i wydawania cyklu książek o walczącej stolicy. W serii „Warszawskie Termopile” ukazało się ponad 20 pozycji, m.in. poświęconych wydarzeniom 1944 r. w poszczególnych dzielnicach Warszawy – na Żoliborzu, Bielanach, Pradze, Czerniakowie czy Mokotowie. Dwudziestą piątą książką z serii jest pozycja poświęcona konspiracyjnej broni – zarówno z okresu 1939–1944, jak i Powstania Warszawskiego. Publikacja opisuje konspiracyjny system produkcji w niewielkich warsz-

tatach granatów, butelek zapalających, pistoletów maszynowych Sten i Błyskawica oraz sposoby zaopatrywania w nie oddziałów. Przeczytamy też o znaczeniu zrzutów lotniczych z Zachodu oraz o broni kupowanej od Niemców i zdobywanej na nich. Przede wszystkim jednak dowiemy się o pomysłowości oraz odwadze polskich podziemnych twórców techniki uzbrojenia i zapoznamy się z ich sylwetkami. Dzięki swoistemu przewodnikowi po stolicy można też z tą pozycją w ręku odwiedzić miejsca ważne dla tworzenia i dystrybucji broni. Książka jest tym ciekawsza,

że została uzupełniona o zdjęcia z czasów wojny, a także fotografie powojenne prezentujące wybrane rodzaje uzbrojenia zgromadzone w muzeach. Przeplatają się w niej również wspomnienia uczestników walk. (ann)

Juliusz Powałkiewicz, „Broń konspiracyjna”, Fundacja „Warszawa Walczy 1939–1945”, Warszawa 2005

dź i Ty czyń podobnie” Ł 10,37. Przypowieść o miłosiernym Samarytaninie ciągle urzeka, ale potrafi też nas, chrześcijan, zawstydzić. Kiedyś Szekspir włożył w usta Hamleta słowa podziwu dla bohatera przypowieści Jezusa: „Ten to byłby król, gdyby królował!”. Na czym polega wielka moc oddziaływania przykładu Samarytanina? Odpowiedzią jest polecenie Jezusa – „idź i czyń podobnie”. To znaczy zachowaj przykazania Dekalogu streszczone w jednym: „będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją mocą i całym swoim umysłem, a bliźniego swego jak siebie samego”. Aby „zobaczyć” drugiego człowieka niepotrzebne są środki materialne, fachowa wiedza, stanowisko. Dopiero wtedy, gdy zauważymy człowieka, powinno nastąpić to, co spotkało Samarytanina: głębokie wzruszenie. To, że kogoś spotkało nieszczęście, że ktoś cierpi, pobudza do czynu. Bywa jednak, że nie zmienimy sytuacji drugiego człowieka, gdyż nie znajdziemy środków zaradczych. Wtedy, kiedy nie da się już nic zrobić, można przecież być blisko tej osoby, podać dłoń. Nie trzeba nawet nic mówić, wystarczy, że się jest, że się swoją obecnością odgania demona samotności. Nie tylko w tzw. szerokim świecie, ale i wokół nas jest dużo cierpienia, bólu, na które tak naprawdę niewiele możemy poradzić. Jest tego świadomy także Pan Jezus i dlatego każe nam pielęgnować zwykłe, a jednocześnie tak bezcenne niekiedy – współczucie. Bo cierpienie, jeżeli można się nim z kimś podzielić, staje się mniejsze, może nawet możliwe do uniesienia.

48 Polska Zbrojna

nr 29/2007

TRADYCJE
Ma 90 lat, z czego 60 poświęcił pracy naukowej, w tym 56 historii Wojska Polskiego. Na swoim koncie ma 315 pozycji naukowych i popularnonaukowych oraz ponad trzysta własnoręcznie narysowanych map. Prof. dr hab. Tadeusz Marian Nowak nie spoczął na laurach, wciąż poszerza swój dorobek naukowy.
dawano wiele wartościowych prac. Należało tylko postępować rozsądnie. – Bezsporny pozostaje fakt, że to nie był czas na pisanie o wojnach polsko-rosyjskich. W sytuacji, gdy mały ustęp tekstu nie pozwalał na publikacje, wybór był prosty – usunąć go. Uważałem, że na opracowanie i publikacje dotyczące tej tematyki prędzej czy później nadejdzie czas – mówi profesor. Tadeusz Marian Nowak obala mit, że w PRL-u nie było współpracy z Zachodem. Jako przykład podaje kontakty ze Szwedami, którzy podczas studiowania źródeł dotyczących okresu panowania Karola X Gustawa zwrócili się o pomoc do naszych historyków wojskowych. W ten sposób rozpoczęła się współpraca i przyjaźń polskiego naukowca i szwedzkiego oficera. Przez wiele lat kpt. Arne Stade przysyłał prof. Nowakowi w formie przezroczy różne dokumenty. Dzięki nim odnalazło się

Stworzony
dla nauki
SY LW I A G U ZOW S K A

S

Przełomowy 1951 r.
W tym roku w Wojsku Polskim powołano do życia dwie instytucje naukowo-dydaktyczne: Wojskową Akademię Techniczną i Akademię Wojskowo-Polityczną oraz mającą na celu ożywienie prac naukowych nad historią WP Komisję Wojskowo-Historyczną MON. Wtedy rozpoczęła się przygoda prof. Nowaka z wojskiem. 1 sierpnia przybył z Krakowa do Warszawy, by objąć funkcję sekretarza naukowego Komisji Wojskowo-Historycznej. Jego zadaniem było inspirowanie, prowadzenie, koordynowanie i publikowanie prac historyczno-wojskowych. Jednak zanim profesor przyjął propozycję gen. Stanisława Okęckiego objęcia tego stanowiska, zastrzegł sobie, że będzie zajmował się wyłącznie historią dawną, na co generał przystał, uznając, że do opracowywania dziejów najnowszych jest wielu innych kandydatów. – Dostałem zestaw 72 tytułów prac, obejmujących w sumie wszystkie zagadnienia z historii wojska i wojen polskich, od Mieszka I aż do udziału Polaków w Komunie Paryskiej w 1871 r. – mówi prof. Nowak. – Na ich podstawie opracowałem szczegółowe konspekty przyszłych prac naukowych i po zatwierdzeniu ich przez komisję rozpocząłem poszukiwanie autorów poszczególnych dzieł. Nie miałem z tym kłopotów, ponieważ zwracałem się do ludzi, którzy mnie znali z czasów studiów i pracy na UJ.
nr 29/2007

Ż

Nie tylko praca
dziesięć lat. W czasie studiów ukończył roczny kurs kartografii. Swoimi umiejętnościami wspierał kolegów historyków, którzy, jak stwierdził, potrafili świetnie pisać, ale rysować już niekoniecznie. W Warszawie namówił do współpracy ppłk. Mariana Krwawicza. Prof. Nowak malował też krajobrazy, rzeźbił figurki

ycie profesora to nie tylko metodyka i metodologia nauk historycznowojskowych oraz historia myśli, sztuki i techniki wojskowej. Ważne miejsce zajęły w nim odkrycia archiwalne i edycje źródeł rękopiśmiennych. Jednak prawdziwą pasją od najmłodszych lat jest kartografia. Pierwsze mapy narysował, mając

z kory. Fotografuje od 14 roku życia. Z nostalgią wspomina prawie 20-letni okres pracy w telewizji. Był ekspertem w „Wielkiej grze” i autorem 33 odcinków tego teleturnieju.

W ciągu ośmiu lat ist209 luf dział zrabowanych dzin i 60-lecia pracy naukonienia Komisji Wojprzez Karola X i Karola wej prof. dr. hab. Tadeusza skowo-HistoryczXII, a następnie sprzeMariana Nowaka Wojskowe Biuro nej MON pod danych Portugalii. Badań Historycznych i Muzeum Wojska w Białymstoku zorganizowały 26 czerwca opieką prof. NoProf. Nowak przyw warszawskiej siedzibie WBBH konferenwaka ukazały się znaje, że od dziecińcję naukową. Historyk oprócz gratulacji stwa nie cierpi polity24 książki i kilkai życzeń otrzymał dedykowany mu nunaście wydawki. Starał się jej unimer 2/2007 „Przeglądu Historycznonictw popularnokać: – Między innymi -Wojskowego” oraz XLIV tom naukowych. dlatego nie chciałem „Studiów i materiałów do historii wojskowości” zajmować się historią Coś za coś współczesną. Jest ona zbyt Profesorowi przyszło praprzesiąknięta polityką i bywa cować w ciężkich czasach PRL-u. narzędziem w rękach polityków. Dostrzega on jednak w minionej epoce spo- Dobry historyk powinien być zawsze ro plusów. Stwierdza, że mimo cenzury wy- obiektywny.  Polska Zbrojna 49

Z okazji 90. uro-

SYLWIA GUZOWSKA (2)

zybko nauczył się czytać, pisać i liczyć. Szkoła była dla niego żywiołem. Od czasów gimnazjalnych pasjonowały go kartografia, hieroglify egipskie, język hebrajski. Zafascynowany dziejami starożytnego Wschodu, rozpoczął studia historyczne na Uniwersytecie Jagiellońskim. Wiedział, że został stworzony do nauki, lecz nie przypuszczał, że jego życie i praca będą związane z wojskiem.

GRY WOJENNE SILENT HUNTER 4
Huk torped, szum oceanu, niepokojące dźwięki sonaru i pół metra wody pod kilem – to wszystko i dużo, dużo więcej czeka nas w czwartej części znanej wszystkim amatorom podwodnych wojaży serii Silent Hunter zatytułowanej „Wolves of the Pacific” (Wilki Pacyfiku).
ANDRZEJ POTOCZNY

Wilki
na haczyk wyjątkowo atrakcyjny okaz. Wtedy zaczyna się kilka minut prawdziwych emocji, których ukoronowaniem jest widok płonącego i nabierającego wody japońskiego pancernika. A potem... znowu cierpliwość, bo nasza nadmierna aktywność zazwyczaj wywołuje zainteresowanie wrogich niszczycieli. Aby uniknąć nieprzyjemnego kontaktu z bombami głębinowymi, najlepiej po każdym „występie” zejść na dużą głębokość, uspoko-

Tak jak obiecywałem – po tym, jak dwa tygodnie temu opisaliśmy grę przeznaczoną dla miłośników długiego planowania i strategicznych, długofalowych decyzji – przyszedł czas na coś dla miłośników akcji. Jej miejsce: Pacyfik, czas: grudzień 1941, cel: przekonać japońską flotę wojenną, że rozpoczęcie wojny z USA było jej największym i zarazem ostatnim błędem. Droga jednak do tego daleka. Jak wyglądał dla Amerykanów początek wojny z Japonią, wiemy wszyscy – klęska w Pearl Harbour, ofensywa Japonii na wszystkich frontach i szok wywołany tym, że ktoś ośmielił się podnieść rękę na „kraj wolnych”. Uruchamiając grę Silent Hunter, trafiamy w sam środek wojennego piekła. Jako dowódca okrętu podwodnego US Navy mamy za zadanie odmienić losy konfliktu. Nikt nie obiecywał, że będzie łatwo.

„Kosztowna” symulacja
Pierwszą walkę stoczymy jednak nie z niszczycielami przeciwnika, tylko z własnym komputerem. Osoby, które miały do czynienia z serią o „cichym łowcy” (ang. Silent Hunter), wiedzą dobrze, że jakość grafiki rośnie z każdą kolejną częścią serii. Silent Hunter IV jest dobitnym potwierdzeniem tej reguły. Falujące morze, wierne odwzorowanie wnętrza naszego okrętu, a także sylwetek okrętów przeciwnika, efektowne wybuchy i smugi dymu unoszące się nad okrętem nieprzyjaciela, który miał pecha stanąć na naszej drodze – to wszystko niestety „kosztuje”. I nie chodzi tu tylko o cenę gry, ale również o jej wymagania sprzętowe. Zasadniczo, jeśli nie jesteśmy wyposażeni w PIV z zegarem 2 GHz, 1 GB pamięci RAM i kartę graficzną dysponującą co najmniej 128 MB RAM pamięci – zatoniemy, zanim jeszcze uruchomimy grę. A to i tak mało – prawdziwe atuty gry zobaczymy dopiero na sprzęcie o klasie lepszym. Jeśli jednak jesteśmy w stanie poradzić sobie z wysokimi wymaganiami programu, możemy zaczynać. Gracz, który nie miał do czynienia z poprzednimi programami z tej serii, na początku może dostać zawrotu głowy. Silent Hunter nie jest bowiem prostą rozgrywką, a skomplikowanych meandrów nawigacji ło-

dzią podwodną nie da się opanować w pięć minut. Mierząc się z japońską flotą, musimy mieć świadomość, że mamy do czynienia z wysokiej jakości symulatorem okrętu podwodnego, i chociaż możemy ułatwiać sobie zabawę, wyłączając kolejne opcje i zmniejszając realizm rozgrywki, to i tak czeka nas trochę nauki. Jako kapitan okrętu musimy bowiem znać się na wszystkim – od nawigacji, poprzez umiejętne manipulowanie głębokością zanurzenia, sprawne obsługiwanie peryskopu, aż po samą esencję walki – skuteczne odpalanie torped, obsługę działa pokładowego, a nawet... działka przeciwlotniczego. Tak, tak – mimo że nasza załoga to doświadczone wilki morskie, może się zdarzyć, iż w kryzysowej sytuacji będziemy chcieli wziąć wszystko we własne ręce. I Silent Hunter IV stwarza taką możliwość. Na początku recenzji pisałem, że Silent Hunter IV jest grą akcji. To prawda. Jest jednak drobne „ale”. Podwodne łowy to jednak mimo wszystko nie to samo co bieganie z karabinem po dżungli. Bliżej im raczej do łowienia ryb. Na początku potrzeba dużo cierpliwości. Gros naszej aktywności to pływanie po gładkiej tafli oceanu i wypatrywanie, czy na horyzoncie nie majaczy sylwetka wrogiego okrętu. Gdyby przyszła nam do głowy zabawa w czasie rzeczywistym, to jedna misja naszej dzielnej załogi może nam zająć kilka godzin. Na szczęście gracz może trochę „podkręcić zegar” i, przyspieszając upływ czasu, skrócić oczekiwanie na walkę – ale opcję tę należy wykorzystywać ostrożnie. Po pierwsze, jeśli przyspieszymy czas za bardzo, może się zdarzyć, że z impetem wpadniemy na kilka japońskich niszczycieli, a wtedy możemy nie wyjść z walki w jednym kawałku. Po drugie, jeśli obierzemy stały kurs i nie będziemy go kontrolować, grozi nam wpłynięcie na mieliznę albo uderzenie o skały otaczające wyspy. Nasza załoga – jak na dobrych żołnierzy przystało – wykonuje z żelazną konsekwencją każdy nasz rozkaz, nawet taki, który w prostej linii prowadzi do unicestwienia okrętu. Dlatego ruszając do walki, musimy uzbroić się w cierpliwość. Nagrodą za to – tak jak w przypadku łowienia ryb – jest moment, w którym złapiemy

ić silnik i powoli, jak gdyby nigdy nic, wycofać się na z góry upatrzone pozycje. To znowu wymaga odrobiny cierpliwości. Ale cóż – cierpliwość to pierwszy krok do zwycięstwa.

Dla morskich wilków
Silent Hunter IV jest niewątpliwie grą wybitną i, nie oszukujmy się, jedyną w swojej klasie. Drugiego tak realistycznego symulatora okrętu podwodnego po prostu nie ma. Miłośnicy filmu i serialu „Okręt” mogą kręcić nosem, że tym razem autorzy gry rzucili nas do walki na Pacyfiku i nie pozwolili po raz kolejny dowodzić załogą niemieckiego U-Bota, ale z drugiej strony – wreszcie możemy powalczyć po stronie dobra, no i tym razem „nasi” na pewno wygrają wojnę. Jestem zresztą przekonany, że malkontenci zamilkną po kilku pierwszych misjach, kiedy

50 Polska Zbrojna

nr 29/2007

Pacyfiku
znów poczują niepowtarzalną atmosferę walki w głębinach oceanu i napięcie oczekiwania, aż wystrzelona przez nas torpeda osiągnie cel. Zresztą fanów serii nie trzeba do niczego namawiać – i tak ochoczo sięgną po każdą kolejną część niezależnie od tego, gdzie i z kim przyjdzie im walczyć. A co można poradzić innym? Cóż – jeśli lubicie gry realistyczne aż do bólu, o doskonałej grafice, i nieobce są wam arkana morskich potyczek – to gra dla was. Jeśli natomiast wolicie nieco szybszą akcję i pewniej się czujecie, mając pod stopami twardy grunt, poczekajcie na naszą kolejną propozycję. 

Silent Hunter IV jest niewątpliwie grą wybitną i – nie oszukujmy się – jedyną w swojej klasie. Drugiego tak realistycznego symulatora okrętu podwodnego po prostu nie ma

KONKURS
la wszystkich, którzy mają ochotę wypłynąć na błękitne wody Pacyfiku, mamy dobrą wiadomość. Na chętnych czeka pięć gier Silent Hunter IV: Wolves of the Pacific. Wszystko, co trzeba zrobić, to udzielić poprawnych odpowiedzi na trzy pytania i wysłać je do 3 sierpnia na adres: Redakcja Wojskowa, Al. Jerozolimskie 97, 00-909 Warszawa, albo na adres e-mailowy: joanna.brodowska@redakcjawojskowa.pl (w losowaniu biorą udział tylko odpowiedzi z pełnymi namiarami na adresata). 1. Wymień imię, nazwisko oraz stopień przynajmniej jednego z japońskich dowódców kierującego atakiem na Pearl Harbour. 2. Dlaczego podczas ataku na Pearl Harbour nie został uszkodzony żaden ze stacjonujących tam amerykańskich lotniskowców? 3. Wymień trzy platformy (oprócz komputerów PC), na które przeznaczone są gry dystrybuowane przez firmę Cenega Poland.

D

nr 29/2007

Polska Zbrojna 51

WYPOCZYNEK KONDYCJA AAAAAAA AAAAAAAA

52 Polska Zbrojna

nr 29/2007

AAAAAAAA MILITARIA AAAAAAA

Wielki tort
USA. Amerykańskie siły zbrojne kontynuują zakupy opancerzonych pojazdów chroniących przed minami pułapkami (MRAP). Firma BAE Systems poinformowała pod koniec czerwca, że dostała zamówienie na 441 wozów za 213,9 mln dolarów . W jego ramach dostarczy 425 pojazdów RG-33 4x4 w dwóch wersjach – patrolowej i dla sił specjalnych. Zależnie od źródeł, tych pierwszych będzie 251– 255. Pozostałe 16 to wozy ewakuacji medycznej na bazie większego RG-33L 6x6. W styczniu po parze RG-33 i RG-33L trafiło na testy do marines i już tegoż miesiąca piechota morska złożyła pierwsze zamówienie na 15 RG-33 i 75 RG-33L. Również w końcu czerwca kolejne zlecenie na wyprodukowanie 455 wozów Cougar (na zdjęciu) za 221 mln dolarów dostała firma Force Protection Inc. 395 wozów otrzyma podwozie 4x4, a pozostałe 60 – 6x6. Mają one powstać do końca 2008 r. Uwzględniając ostatnie zamówienie, firma zawarła już kontrakty na dostawę ponad 1800 MRAP. Według szacunków Departamentu Obrony w sumie zakupionych może zostać ponad 18 tys. opancerzonych pojazdów chroniących przed minami pułapkami . Koszty całego programu sięgną 20 mld dolarów. (wr)

KONTRAKT NA NSM
NORWEGIA. Kongsberg Defence poinformował o zawarciu kontraktu wartości 2,746 mld koron na dostawę dla norweskich sił zbrojnych morskich pocisków uderzeniowych (NSM). Uzbrojone zostaną w nie nowe fregaty klasy Nansen i okręty rakietowe klasy Skjod. NSM, który – jak podaje producent – jest pierwszym przeciwskrętowym pociskiem czwartej generacji, ma masę około 400 kg i może razić cele morskie i lądowe odległe o 150 km. (w)

Mniej Tajfunów
AUSTRIA. Pod koniec czerwca konsorcjum Eurofighter, które tworzą Alenia Aeronautica, BAE Systems, EADS CASA and EADS Deutschland , poinformowało, że osiągnęło porozumienie z austriackim rządem w kwestii renegocjowanego kontraktu na dostawę samolotów bojowych Typhoon (Tajfun). Zamiast wcześniej planowanych 18, Austriacy nabędą tylko 15 maszyn. Zmiany będą też w części serwisowej kontraktu. W efekcie zamiast 2 mld euro Wiedeń zapłaci o 370 mln euro mniej. (wt)

Dodatkowe Black Hawki
USA. Defence Security Cooperation Agency poinformowała pod koniec czerwca Kongres USA o możliwości sprzedaży Brazylii sześciu nowych śmigłowców Sikorsky UH-60L. W pakiecie znalazłyby się dwa zapasowe silniki T-700-GE-701C, wciągarki, części zamienne, dokumentacja techniczna, szkolenie brazylijskiego personelu i wsparcie logistyczne. Jeśli zrealizowane zostałyby wszystkie opcje, wartość kontraktu wyniesie 300 mln dolarów. Brazylia ma obecnie cztery zakupione w 1997 r. śmigłowce Sikorsky S-70A. Jest w nie wyposażona 2 Eskadra 4 Batalionu Lotnictwa Wojsk Lądowych w Manaus. Również w czerwcu pojawiła się informacja, że Kolumbia zakupiła 15 używanych UH-60L z nadwyżek amerykańskiej armii. Wartość tej transakcji wniosła 225 mln dolarów. W wiadomości DSCA z września zeszłego roku informującej Kongres o możliwości tej transakcji podano kwotę 303 mln dolarów. Kolumbijska armia ma już ten model śmigłowca. (ww)

Największy w Azji
KOREA POŁUDNIOWA. Po dwóch latach prób morskich południowokoreańska marynarka wojenna przejęła okręt desantowy „Dokdo” o wyporności 14 tys. ton. Jest on największą tego typu jednostką w Azji. Kadłub desantowca ma 199 m długości. Poza 300-osobową załogą zabiera 720 żołnierzy piechoty morskiej wraz z siedmioma opancerzonymi amfibiami,

sześcioma czołgami, dziesięcioma ciężarówkami, trzema działami, siedmioma śmigłowcami i dwoma poduszkowcami desantowymi. Eksperci wojskowi zauważają, że „Dokdo” może pełnić też rolę lotniskowca, gdyż na jego pokładzie jest rampa startowa. Tak więc mogą operować z niego nie tyko helikoptery, ale i samoloty pionowego startu. Ponoć w planach jest zbudowanie jeszcze dwóch takich desantowców do 2016 r. (wrt)

nr 29/2007

Polska Zbrojna 53

MILITARIA ŚMIGŁOWCE
BOEING HH-47 Chinook

PAWEŁ HENSKI

ODMŁODZONY
Do wartego ok. 15 miliardów dolarów przetargu na dostarczenie 141 śmigłowców stanęły trzy firmy. Boeing zaproponował dwuwirnikowy śmigłowiec HH-47 Chinook (odmłodzoną wersję CH-47), Lockheed Martin – US101, a Sikorksy HH-92 Superhawk. Niekwestionowanym liderem w tej rywalizacji wydawał się Lockheed Martin, który wspólnie z firmami Agusta Westland i Bell przygotował US101 – wersję znanego na rynku europejskim śmigłowca EH101 Merlin. Dodatkowym atutem Lockheeda był wybór US101 (pod nazwą VH-71) na nowy śmigłowiec dla prezydenta USA. Tuż za US101 typowano HH-92 Superhawk firmy Sikorsky. Nikt nie 54 Polska Zbrojna dawał szans przestarzałej i zbyt dużej – jak się wydawało – konstrukcji Boeinga. Gdy jednak siły powietrzne ogłosiły 9 listopada 2006 r., że zwycięzcą przetargu został właśnie HH-47, zaskoczenie było ogromne. Wielu przedstawicieli tych sił i Pentagonu otwarcie podawało w wątpliwość słuszność takiego wyboru. Zdziwienia nie krył szef sztabu amerykańskich sił powietrznych gen. T. Michael Moseley. Do frontalnej ofensywy przystąpili przegrani, czyli Lockheed i Sikorsky. W listopadzie 2006 r. obydwie firmy zgłosiły swoje zastrzeżenia związane z przetargiem do federalnej instytucji kontrolnej (US Government Accountability Office – GAO). 26 lutego br. GAO podtrzymała zastrzeżenia przegranych oferentów, stwierdzając, że rzeczywista ocena prawdopodobnych kosztów eksploatacji śmigłowców przez siły powietrzne rozmijała się z wymaganiami przedstawionymi w ofercie. GAO stwierdziła też, że powinny one doprecyzować warunki przetargu. Jeśli w wyniku doprecyzowania tychże warunków oferta Boeinga nie będzie dalej uznawana za najlepszą, przetarg powinien być unieważniony. Decyzję o ewentualnym powtórzeniu przetargu GAO pozostawiła siłom powietrznym. Pod koniec maja br. przetarg na śmigłowiec CSAR-X został wznowiony. Ponr 29/2007

Jednym z priorytetów amerykańskich sił powietrznych jest wyposażenie lotnictwa w nowe śmigłowce do prowadzenia bojowych akcji poszukiwawczo-ratowniczych (CSAR-X). Mają one zastąpić do 2012 r. starzejącą się flotę 105 śmigłowców ratowniczych HH-60G Pave Hawk.

AAAAAAAA
SIKORSKY HH-92 Superhawk

AAAAAAA

Gdy siły powietrzne ogłosiły 9 listopada 2006 r., że zwycięzcą przetargu został HH-47, zaskoczenie było ogromne. Wielu przedstawicieli tych sił i Pentagonu otwarcie podawało w wątpliwość słuszność takiego wyboru

LOCKHEED MARTIN US101

CHINOOK
prawiono zapis o warunkach oceny kosztów eksploatacji śmigłowca, zapewniając oferentom możliwość uszczegółowienia danych na temat proponowanych przez nich maszyn. Siły powietrzne USA planują ostateczne rozstrzygnięcie przetargu jesienią 2007 r. W ten sposób rozciąga się w czasie kolejny (po kłopotach z przetargiem na latające cysterny KC-X) przetarg na potrzebne amerykańskiemu lotnictwu maszyny. Wbrew pozorom wybór śmigłowca HH-47 jest bardzo racjonalny. Jest to znana i sprawdzona konstrukcja używana w lotnictwie amerykańskim od czterdziestu lat. Pomimo swojego „zamierzchłego” rodowodu HH-47 zostanie zbudowany
nr 29/2007

praktycznie od podstaw. Dziś armia i siły powietrzne używają śmigłowców CH-47D, a lotnictwo sił specjalnych wersji MH-47. W 2001 r. rozpoczęła się produkcja śmigłowców CH-47F, które zastąpią wersję „D”. Wprowadzenie wersji HH-47 oznaczałoby unifikację, a dzięki temu spadek ogólnych kosztów eksploatacji. HH-47, pomimo relatywnie skomplikowanej konstrukcji (dwa wirniki) i dużej głośności (w treści przetargu nie było o tym ani słowa), ma największy spośród konkurentów udźwig, zasięg (ponad 2000 km bez tankowania; ok. 1500 km HH-92 i ok. 1400 km US101) i pułap lotu (5638 m wobec 4200 m HH-92 i 4267 m US101). Atutem

dwóch pozostałych śmigłowców może być jedynie to, że potrzebują mniej miejsca do lądowania oraz że są relatywnie trudniejsze do trafienia z ziemi. Chodzi tu szczególnie o tzw. ślad termiczny, który HH-47 ma większy, a tym samym może być łatwiejszy do namierzenia przez ręczne wyrzutnie rakiet przeciwlotniczych. Kabina HH-47 ma być wyposażona w pełni cyfrowe urządzenia, radar do obserwacji w podczerwieni (FLIR), radar do lotów z odwzorowaniem rzeźby terenu i unikania przeszkód (nawet w sytuacji skrajnie złej widoczności), system redukcji wibracji, odladzania wirników oraz  sondę do tankowania w powietrzu. Polska Zbrojna 55

ARMIE ŚWIATA TURCJA FRANCJA

W

armii francuskiej śmigłowce uważane są za bardzo istotne narzędzie walki, a wojsko używa ich z powodzeniem już od ponad pół wieku. Wiropłaty występują w arsenałach wszystkich rodzajów sił zbrojnych, a zatem w Wojskach Lądowych (Armée de Terre), Wojskach Powietrznych (Armée de l`Air), Narodowej Marynarce Wojennej (Marine Nationale) oraz Żandarmerii Narodowej (Gendarmerie Nationale), przy czym większość z nich podlega tym pierwszym. Śmigłowce francuskiej lądówki zgrupowano w Lotnictwie Lekkim Wojsk Lądowych, w skrócie ALAT (L`Aviation Légčre de l`Armée de Terre). Ta formacja posiada nie tylko własne oddziały liniowe, w tym brygadę aeromobilną, ale także dwie szkoły lotnicze oraz rozbudowane zaplecze logistyczne. Ponieważ Paryż prowadzi aktywną i szeroką politykę zagraniczną, helikoptery z charakterystycznym napisem „Armée de Terre” na belce ogonowej można spotkać w różnych częściach świata, głównie zaś w by-

łych afrykańskich koloniach Francji. Dziś oddziały ALAT pełnią służbę m.in w Dżibuti, na Wybrzeżu Kości Słoniowej, w Gabonie czy Czadzie, ale także w Kosowie i Afganistanie.

Tylko na własnym sprzęcie
Co niezwykłe, oddziały śmigłowcowe wojsk lądowych użytkują wyłącznie rodzimy sprzęt. Mają ponad 400 wiropłatów sześciu różnych typów. Inną cechą charakterystyczną ALAT był do tej pory brak w jego arsenałach wyspecjalizowanych śmigłowców szturmowych oraz średniej wielkości maszyn wielozadaniowych, jakie spotykamy w armiach innych państw. Francuskie wojska lądowe mają bowiem zaledwie dwie kategorie śmigłowców. Lekkie śmigłowce pomocnicze HL (d`Hélicoptčres Légers) rodziny Gazelle, uzupełnione w szkolnictwie niewielką liczbą lekkich Fennec AS 555, oraz śmigłowce transportowe, zwane manewrowymi HM (d`Hélicoptčres de Manoeuvre), rodziny Puma/Cougar. Lekkie Gazelle w odmianach SA 341F2 oraz 342M/L1 stanowią jedyne wyposażenie eskadr szturmowych, rozpoznawczych oraz bliskiego

wsparcia i ochrony, do tego w wersjach bez uzbrojenia wykorzystywane są w szkolnictwie i jako maszyny łącznikowe. Z kolei transportowe śmigłowce Puma SA330 i Cougar AS 532 to wyposażenie eskadr manewrowych. Francuzi nie mają też ciężkich wiropłatów transportowych, takich jak CH-47 czy CH-53, które również mają inne armie. Jako ciekawostkę można dodać, iż największe i najnowocześniejsze helikoptery francuskich wojsk lądowych Eurocopter EC 725 HUS (Hélicoptčre Unités Spéciales) Caracal znajdują się wyłącznie w 3 Eskadrze przeznaczonej do operacji specjalnych.

Jaka przyszłość?
Problemem Francuzów jest to, iż śmigłowce Gazelle i Puma są konstrukcjami dość wiekowymi i niezbyt nowoczesnymi. Dlatego wymiana parku maszynowego w wojskach aeromobilnych uważana jest za priorytet w dziedzinie długofalowych zakupów uzbrojenia. W pierwszej kolejności zdecydowano się na modernizację 24 śmigłowców Cougar AS 532, tak aby pozostały one w służbie do ok. 2025 r.

Śmigłowce po francusku
NORBERT BĄCZYK

Francuskie wojska aeromobilne mogą poszczycić się długą tradycją i znacznymi możliwościami bojowymi. Największą jednostką śmigłowcową nad Sekwaną jest 4 Brygada Aeromobilna. Obok niej istnieją liczne mniejsze formacje, m.in. podległe siłom specjalnym. Francuzi bodaj jako jedyni na świecie latają tylko na własnym sprzęcie.

56 Polska Zbrojna

nr 29/2007

Za pewien czas pełną gotowość operacyjną osiągnąć mają pierwsze eskadry 5 Pułku Śmigłowców Bojowych wyposażone w zupełnie nowe, bardzo nowoczesne śmigłowce szturmowe EC 665 Tigre, które obecnie są wprowadzane i kierowane w pierwszej kolejności do szkoły ÉFA w Le Cannes des Maures. Nie przez przypadek Tygrysy trafiają najpierw do pułku odpowiedzialnego za wsparcie misji specjalnych, gdyż nad Sekwaną przywiązuje się dziś dużą wagę do rozwoju formacji tego rodzaju. Koszty zakupów EC 665 są jednak tak duże, iż trzeba było zrezygnować z pierwotnego zamiaru nabycia aż ponad 200 takich śmigłowców. Obecnie Paryż zamierza kupić 80 sztuk (z opcją na dalsze 40), w tym połowę maszyn w odmianie bliskiego wsparcia i ochrony HAP (Hélicoptčre d`Appui Protection), uzbrojonej w pociski przeciwlotnicze Mistral, 30 mm działko oraz niekierowane pociski rakietowe kal. 68 mm. Drugie 40 ma być w najnowszej odmianie bliskiego wsparcia i destrukcji HAD (Hélicoptčre d`Appui Destruction), nieco cięższych, lepiej opancerzonych, o zwiększonej mo-

cy silników, uzbrojonych dodatkowo w pociski przeciwpancerne. Można nawet spotkać opinie, że docelowo wszystkie śmigłowce mogłyby zostać skonfigurowane do odmiany HAD. Na razie jednak to już dobrze poznane Tigre EC 665 HAP jako pierwsze będą wchodzić do armii. Do końca tego roku Francja ma mieć 15 takich maszyn. Odmiana HAD nie pojawi się w linii przed rokiem 2010, a jej dostawy potrwają do 2015. Bardzo pilnej wymiany wymaga także flota śmigłowców transportowych HM. Następcą Pumy SA 330B/BA ma być inny produkt Eurocoptera, śmigłowiec transportowy NH 90 TTH, na którego zakup zdecydowała się również Marine Nationale (27 NH 90 NFH), i to właśnie ona dostanie je jako pierwsza. Pierwotnie planowano kupno na potrzeby ALAT aż 133 NH 90, jednak po raz kolejny gigantyczne koszty i opóźnienia w programie tego śmigłowca zrewidowały plany. Przewiduje się, iż dla wojsk aeromobilnych zostanie zakupionych 68 helikopterów NH 90 TTH, przy czym pierwsze egzemplarze dopiero w 2011 r., a ostatnie – sześć lat później. 

Struktura organizacyjna ALAT
ajwiększą jednostką ALAT jest 4 Brygada Aeromobilna (4čme Brigade Aéromobile – BAM) utworzona w czasie restrukturyzacji w roku 1999 w miejsce 4 Dywizji Aeromobilnej (4čme Division Aéromobile – DAM). Pokojowa kwatera główna brygady mieści się w Essen-lésNancy. Podstawową siłę brygady tworzą cztery pułki śmigłowców bojowych (Régiments d`Hélicoptčres de Combat – RHC). Są to: 1 Pułk Śmigłowców Bojowych z siedzibą w Phalsbourgu, 3 Pułk Śmigłowców Bojowych z Etain, 5 Pułk Śmigłowców Bojowych z Pau oraz będący właśnie w likwidacji 6 Pułk Śmigłowców Bojowych z Compičgne. Obok brygady śmigłowcowej w skład Lotnictwa Lekkiego wchodzą jeszcze Oddział Lotnictwa Lekkiego Wojsk Lądowych do Operacji Specjalnych (Le Détachement ALAT des Opérations Spéciales - DAOS) z siedzibą w Pau w sile trzech eskadr śmigłowców do operacji specjalnych (Escadrille des Opérations Spéciales – EOS), podlegająca także DAOS Wojskowa Grupa Śmigłowcowa (Groupe Interarmées d`Hélicoptčres – GIH) do współpracy z Żandarmerią Narodową, Eskadra Lekka do działań w Górach (Escadrille Légčre de Haute Montagne – EHM), zgrupowanie operacyjne ALAT w Dżibuti, oddziały wsparcia technicznego i badań lotniczych oraz dwie szkoły lotnicze (L`École d`Application de l`Aviation Légčre de l`Armée de Terre - EAALAT) w Dax i Le Cannes des Maures. W tej drugiej miejscowości mieści się także Szkoła Francusko-Niemiecka Tygrys (L`École Franco-Allemande Tigre – ÉFA Tigre) szkoląca pilotów śmigłowców Tigre/Tiger. Oddziały śmigłowcowe 4 Brygady Aeromobilnej współpracują ściśle z formacjami Brygady Rozpoznawczej (Brigade de Renseignement – BRENS) z Metzu. Z kolei oddziały DAOS podlegają bezpośrednio Brygadzie Wojsk Specjalnych Wojsk Lądowych (Brigade des Forces Spéciales Terre – BFST) z Pau. Łącznie w ALAT, dowodzonym obecnie przez gen. dyw. Jeana-Claude’a Allarda, służy około 5,5 tys. żołnierzy, z czego 4,2 tys. w 4 Brygadzie. Według oficjalnych danych z wiosny, ALAT ma na stanie 448 śmigłowców, z czego ok. 200 w BAM.

N

PUMA i GAZELLE

Oddziały śmigłowcowe wojsk lądowych użytkują wyłącznie rodzimy sprzęt. Mają ponad 400 wiropłatów sześciu różnych typów

Śmigłowce ALAT, stan na początek 2007 r. – Gazelle Canon – 25 sztuk – Gazelle HOT – 35 sztuk – Gazelle Mistral – 30 sztuk – Gazelle Vivian – 72 sztuki – Tigre – 7 sztuk – Puma – 107 sztuk – Cougar – 24 sztuki – Cougar Horizon – 4 sztuki – Caracal – 8 sztuk – Gazelle nieuzbrojone – 118 sztuk – Fennec – 18 sztuk

TIGRE

ARMEE DE TERRE (3)

nr 29/2007

Polska Zbrojna 57

W

ŚWIAT ENERGETYKA
Wzrost cen gazu, niezbyt dobre prognozy na przyszłość dotyczące ropy – nawet do 100 dol. za baryłkę – każą się zastanowić nad tym, czy ludzkości wystarczy nośników energetycznych na najbliższe 25–30 lat. Główna przyczyna niepokoju to kolosalny wzrost gospodarczy Indii i Chin oraz niepewność dostaw od tradycyjnych eksporterów. Irak, pomimo obecności amerykańskiej armii, pogrążony jest w chaosie i balansuje na granicy wojny domowej. Iran i Wenezuela próbują wykorzystać surowce jako oręż w walce z „amerykańskim imperializmem”. W Arabii Saudyjskiej kwitnie działalność organizacji terrorystycznych kierowanych przez skrajnych radykałów islamskich, w Algierii zaś trwa wojna domowa. Nie lepiej przedstawia się sytuacja w Nigerii. W delcie Nigru, gdzie znajdują się bogate złoża ropy, powstała armia partyzancka, która wszczęła wojnę z rządem i kompaniami naftowymi.

ZAPA
z niedźwiedziem
KRZYSZTOF GŁOWACKI

EUROPA NA CELOWNIKU
Brak nośników energii dla gospodarki międzynarodowej oznacza, że rosyjskie „zapasy” stają się strategicznym zasobem dla wspólnoty najbardziej rozwiniętych państw świata. Władze na Kremlu są tego świadome, dlatego Moskwa dąży do uzyskania pozycji globalnego lidera w dziedzinie energetyki. Władimir Putin modernizuje linie przesyłowe, otwiera nowe złoża i zwiększa liczbę odwiertów. Widoczna jest także poprawa w kwestiach technologiczno-wydobywczych i finansowo-inwestycyjnych. Rosjanie, mimo podjętych działań, nie tracą z pola widzenia Starego Kontynentu. Nie tak dawno doszło do parafowania przez Moskwę strategicznego porozumienia z władzami Algierii. W myśl umowy, Rosjanie mają przejąć znaczną część afrykańskich dostaw gazu do państw Europy Zachodniej. W zamian Algieria ma dostarczać skroplony surowiec klientom Gazpromu w USA. Według zachodnich ekspertów, zawarty układ jest poważnym zagrożeniem i oznacza wielki krok ku ustanowieniu monopolu na rynku energetycznym. Obecnie Stary Kontynent eksportuje około 60 proc. gazu. Przewiduje się jednak, że w najbliższym okresie import „płynnego paliwa” stanowić będzie nawet 80 proc. europejskiej konsumpcji. Ostatnio Rosja, Bułgaria i Grecja podpisały ostateczne porozumienie o budowie ropociągu z bułgarskiego portu Burgas nad Morzem Czarnym do greckiego portu Aleksandrupolis nad Morzem Śródziemnym. Rurą, którą do końca dekady zbuduje konsorcjum kontrolowane przez 58 Polska Zbrojna

Surowce energetyczne są dla Kremla substytutem broni strategicznej. Moskwa dąży do uzyskania pozycji globalnego lidera w dziedzinie energetyki.

nr 29/2007

ASY
Cudze bierzecie, swego nie znacie
Gaz wydobywany w Polsce jest o połowę tańszy niż kupowany od Gazpromu, bo jego cena sięga mniej więcej 70–80 dolarów za 1000 m sześc., łatwiej dociera do odbiorców i sprawujemy nad nim pełną kontrolę. PGNiG zamierza zwiększyć w 2008 r. wydobycie krajowe z obecnych 4,3 mld do 5,5 mld m sześc.
nr 29/2007

rosyjskie państwowe firmy paliwowe, popłynie ropa z pól naftowych w Rosji i Kazachstanie. Przebiegająca przez Bałkany „nitka” ominie zatłoczoną tankowcami cieśninę Bosfor w Turcji, pozwalając zwiększyć liczbę dostaw i zmniejszyć koszty transportu. Jakby tego było mało, niedawno włoski koncern Eni zaczął budować ropociąg przez Turcję z portu Samsun nad Morzem Czarnym do wielkiego terminalu portowego Ceyhan nad Morzem Śródziemnym. Ta rura ma być gotowa do końca dekady i transportować od 50 do 75 mln ton surowca ze złóż w Rosji i Kazachstanie.

na początku br. Rosjanie odcięli dostawy ropociągiem Przyjaźń. Obecnie skupiamy się na wsparciu rodzimych firm, głównie PKN Orlen i Grupy Lotos, w poszukiwaniu nowych złóż. O pieniądze na inwestycje nie musimy się martwić – oba przedsiębiorstwa mają dobrą kondycję finansową. Zamierzamy także przystąpić do wydobycia ropy z dna Bałtyku. Petrobaltic, kompania wchodząca w skład Grupy Lotos, planuje czerpać surowiec z dwóch złóż położonych w okolicach Gdańska. Według szacunków, zawierają one co najmniej 110 mln baryłek ropy naftowej. Jak donosi fińska prasa, powołując się na ekspertów kompanii Neste STEPY PEŁNE GAZU Oil, eksploatacja nowych złóż będzie W orbicie wpływów Kremla jest rów- rentowna z dwóch powodów: wysokich nież Turkmenistan. Kraj ten ma ponad cen na ropę i niewysokiego poziomu 20 bln m sześc. gazu, który znajduje się wód. Głębokość Bałtyku u wybrzeży nie głównie pod dnem Morza Kaspijskiego przekracza 100 m, tymczasem na szeli w dorzeczu Amu Darii. Niestety, mimo fie Morza Północnego, gdzie jest zlokatak dużych złóż, państwo jest znacząco uza- lizowany główny rezerwuar nośników leżnione od Rosji. Problemem jest oddale- energii, osiąga pół kilometra. Kompania nie od potencjalnych nabywców i to, że na- Lotos rozpocznie wydobycie w 2008 r. wet wówczas, gdy władze sprzedają suro- Jej menedżerowie mają nadzieję, że zawiec bezpośrednio, zawsze muszą korzy- pasów ropy w okolicach Gdańska wystać z rosyjskich gazostarczy do 2033 r. ciągów. W efekcie Mo- Stare polskie porzekadło Jeśli chodzi o gaz, skwa kupuje większość rozwiązaniem pomówi: umiesz liczyć, turkmeńskiego gazu zwalającym częścioi odsprzedaje go jako wo uniezależnić się licz na siebie. Dziś, swój Europie Zachodod Kremla jest połow obliczu surowcowej niej po zawyżonej cenie. żenie większego naW kwietniu 2003 r. ekspansji Rosji, nabiera cisku na rodzimą eksTurkmenistan podpisał ploatację. – Pod koono szczególnej wagi z Gazpromem ramowy niec br. rozpoczniekontrakt stulecia. Przez my wydobycie su25 lat, począwszy od 2010 r., republika ma rowca, m.in. z odwiertu koło Wilgi, dostarczać Rosji 100 mld m sześc. gazu w pobliżu Warszawy – informuje Zbirocznie i dostawać za to 4,4 mld dolarów. gniew Tatys, szef polskiego oddziału Dla Kremla to niezwykle korzystna amerykańskiej spółki FX Energy, która transakcja. Formalnie oznacza ona, że poszukuje u nas złóż gazu. Zwiększenie nikt inny nie będzie w stanie kupić turk- wydobycia „błękitnego paliwa” powinno meńskiego gazu. Dodatkowy surowiec być wstępem do ucieczki z rosyjskiej pętli idący przez rosyjską sieć przesyłową po gazowej. Dziś gaz pozyskiwany ze złóż prostu się nie zmieści. w okolicach m.in. Jasła, Lubaczowa, SaRosja zaktywizowała także swoją po- noka lub w Bałtyku pokrywa niecałe litykę energetyczną wobec Kazachsta- 32 proc. rocznego zapotrzebowania. nu. Według ocen specjalistów, zapasy Oprócz tego PGNiG wraz z prywatnymi surowcowo-mineralne republiki są war- koncesjonariuszami prowadzi z powodzete ponad 8 trylionów dolarów. Ilość ro- niem prace poszukiwawcze. Niedaleko py naftowej sięga 7 mld ton, zaś gazu wielkopolskiego Kościana znaleziono zaziemnego 2,5 bln m sześc. soby szacowane na 10 mld m sześc., w okolicach Międzychodu i Lubiatowa odkryto W STRONĘ NIEZALEŻNOŚCI złoża gazu oceniane na 7 mld m sześc. Stare polskie porzekadło mówi: umiesz W sumie polskie rezerwy surowcowe naliczyć, licz na siebie. Dziś, w obliczu su- dające się do wydobycia to co najmniej rowcowej ekspansji Rosji, nabiera ono 105–110 mld m sześc. Mówi się jednak szczególnej wagi. Zwłaszcza że impor- o kilkakrotnie większych, jeszcze nieudotujemy ze Wschodu niemal 100 proc. zu- kumentowanych i nieodkrytych złożach. żywanej w kraju ropy. Na szczęście Pol- Zdaniem analityków, przy obecnej wielska ma gdański Naftoport. Niedawno kości wykorzystywanego gazu powinny mieliśmy okazję go „wypróbować”, gdy one starczyć na kilkadziesiąt lat.  Polska Zbrojna 59

WYDARZENIA ZAPIS AAAAAAA AAAAAAAA

Szturm na meczet

PAKISTAN. We wtorek

(10 bm.) pakistańskie siły rządowe przypuściły szturm na okupowany przez radykałów islamskich Lal Masjid (Czerwony Meczet) w Islamabadzie. Akcję militarną przeprowadzono po fiasku negocjacji. W momencie zamknięcia numeru gazety podawano, że zginęło ośmiu żołnierzy i ponad 50 islamistów, a podobna liczba miała się poddać. Jednak według naocznych świadków liczba zabitych jest znacznie większa. Nie był to pierwszy atak na kompleks świątynny, gdzie ekstremiści zabarykadowali

się w ubiegłym tygodniu. Komandosi podjęli szturm w niedzielę, ale zakończył się on niepowodzeniem. Radykałowie z Czerwonego Meczetu, którzy żądają m.in. wprowadzenia w Pakistanie szarijatu, czyli prawa koranicznego, oskarżani są o terroryzm. Taki zarzut postawiono mulle Abdulowi Azizowi, którego schwytano, gdy przebrany za kobietę próbował wymknąć się z oblężonej przez służby bezpieczeństwa świątyni. Tamtejsi ekstremiści są też łączeni z ostatnim zamachem na prezydenta Perveza Musharrafa. Jego samolot został ostrzelany 6 bm. podczas startu z bazy lotniczej w Rawalpindi. Anonimowy oficer wywiadu ujawnił, że na dachu jednego z domów w pobliżu lotniska znaleziono dwa działka przeciwlotnicze oraz lekki karabin maszynowy. (tw)

NATO

CHORWACJA. – Polska po-

Polskie poparcie

piera dążenie do wstąpienia Chorwacji i krajów Europy Południowo-Wschodniej do NATO i Unii Europejskiej – przypomniał wicepremier, minister edukacji Roman Giertych 6 bm. w Dubrowniku, gdzie uczestniczył w międzynarodowej konferencji przywódców państw europejskich „Szczyt Chorwacja 2007: nowe europejskie wyzwanie”. Jego zdaniem, z wypowiedzi, jakie padały na szczycie, wynika, że możliwe jest, by zaproszenie do NATO nowych krajów oraz data ich wstąpienia do paktu zostały podane już na najbliższym szczycie organizacji w Buka-

reszcie. Wicepremier zaznaczył, że prywatnie sądzi, iż ratyfikacja umów przez parlamenty narodowe mogłaby zakończyć się przed końcem tej dekady. Roman Giertych podkreślił, że Polska „wskazuje, iż mnożenie warunków przystąpienia do paktu północnoatlantyckiego nie jest właściwe”. Obecny w Dubrowniku sekretarz generalny NATO Jaap de Hoop Scheffer zauważył natomiast, że kandydujące do sojuszu kraje bałkańskie wprowadzają obecnie reformy niezbędne do członkostwa w jego strukturach. Powiedział też, że z wejściem do NATO łączą się nie tylko przywileje, lecz także obowiązki. (ted)

Symbol geniuszu
ROSJA. Słynny Kałasznikow to nie
tylko przykład nowej myśli technicznej, ale także symbol talentu, kreatywnego geniuszu naszego narodu – oświadczył prezydent Władimir Putin z okazji 60. rocznicy skonstruowania automatu AK-47 przez inżyniera przemysłu zbrojeniowego gen. Michaiła Kałasznikowa. Mający 87 lat konstruktor zaapelował ze swej strony o wzmożenie walki z podróbkami jego dzieła. Przedstawiciel Rosoboroneksportu Walerij Warłamow podał, że stanowią one około 90 proc. światowego handlu kałasznikowami. W nielegalną produkcję tej broni jest zaangażowanych 11 krajów, wśród nich USA. Według danych firmy, Rosja traci przez to około dwóch miliardów dolarów rocznie. (w)

Tajemniczy tunel
IRAN. Dziennik „Washington Post” podał 9 bm., że w pobliżu irańskich zakładów nuklearnych w Natanz powstaje tunel. Gazeta opublikowała zdjęcia lotnicze terenu budowy, które analizują eksperci rządowi i agencje wywiadu. Przypuszcza się, że Iran liczy na to, iż schowanie materiałów promieniotwórczych w podziemnych bunkrach uchroni je przed zniszczeniem w razie ataków lotniczych. – Sądzimy, że są to prace nad budową kompleksu tuneli związanego z zakładami w Natanz. Ma on najprawdopodobniej służyć jako ochrona urządzeń do produkcji materiałów nuklearnych, które mogłyby zostać tą drogą ewakuowane w razie nagłej potrzeby – stwierdził w telewizji Fox News były inspektor kontroli zbrojeń w ONZ David Albright. (wr)

w skrócie
Dwie bazy
RUMUNIA. – W tym roku po-

wybrzeżu Morza Czarnego, zaś druga – w Babadag niedaleko wybrzeża. Ponadto Amerykanie uzyskali dostęp do poligonów w Cincu i Smardanie.

wstaną wspólne rumuńsko-amerykańskie obiekty wojskowe, namacalne symbole mocnego sojuszu między naszymi krajami – oświadczył 4 bm. ambasador USA w Rumunii Nicholas Tauban. Tym samym potwierdził otwarcie dwóch baz wojskowych. Pierwsza z nich – „Mihail Kogalniceanu”, znajduje się na

Ostrzeżenie ministra
UKRAINA. – Jakiekolwiek pró-

do międzynarodowych manewrów wojskowych „Morska Bryza 2007” na Morzu Czarnym, które rozpoczęły się w tym tygodniu. Hrycenko podkreślił, że zgodę na ich przeprowadzenie wydał parlament. Protesty przeciwko ćwiczeniom zapowiedziała m.in. Komunistyczna Partia Ukrainy.

by zablokowania manewrów zostaną udaremnione – ostrzegł 5 bm. przebywający w Odessie minister obrony narodowej Ukrainy Anatolij Hrycenko. Jego wypowiedź odnosiła się

Biała księga
JAPONIA . Budowa „tak szyb-

ko, jak to możliwe” tarczy chroniącej kraj przed coraz nowocześniejszymi północno-

koreańskimi rakietami – to jedno z zaleceń z białej księgi – dorocznego raportu japońskiego resortu obrony, pierwszego, gdy zyskał on formalny status ministerstwa. Poza zbrojeniami Korei Północnej, która przeprowadziła pierwszą próbę jądrową, i koniecznością wzmocnienia systemów antyrakietowych, autorzy dokumentu zwrócili też baczną uwagę na rosnący potencjał militarny Chin, m.in. zapowiedź pozyskania przez nie lotniskowców. (t)

60 Polska Zbrojna

nr 29/2007

Dokumenty

zbrodni
ROSJA. Federalna Służba

Poszukiwanie wyjścia
Za Atlantykiem trwa dyskusja, jak zakończyć udział w coraz bardziej niepopularnym konflikcie w Iraku, tak by nie wywołać jeszcze głębszego kryzysu na Bliskim Wschodzie.
IRAK. W administracji USA

nasila się debata nad wycofywaniem wojsk z Iraku – podał 9 bm. dziennik „New York Times”. Według jego informatorów, niektórzy doradcy prezydenta George’a Busha zalecają mu, aby ogłosił zamiar rozpoczęcia stopniowego wycofywania żołnierzy amerykańskich z Bagdadu i innych miast, gdzie ponoszą największe straty. Ponoć zwolennikiem takich działań jest sekretarz obrony Robert Gates. Natomiast kilku republikańskich senatorów wezwało Busha do zmiany lub przynajmniej „rozważenia” obecnej strategii, opartej na niedawnym zwiększeniu do 170 tys. liczebności sił amerykańskich, które koncentrują się na próbach zapewnienia bezpieczeństwa w stolicy Iraku i zachodniej prowincji Anbar. Jednak rzecznik Białego Domu Tony Snow oświadczył, że rząd amerykański nie planuje rychłego wycofania wojsk z Iraku. Prezydent Bush jest jak dotąd przeciwny temu, by wytyczyć granice

czasowe dla ich obecności, co zalecała m.in. komisja Bakera i Hamiltona w grudniu 2006 r. Wezwała ona do wycofania większości oddziałów bojowych do wiosny przyszłego roku. Zwolennikami szybkiego zakończenia udziału w wojnie w Iraku są demokraci. Tymczasem szef australijskiej dyplomacji Alexander Downer przestrzegł, że zbyt szybkie wycofanie wojsk koalicji z tego kraju mogłoby spowodować wybuch regionalnego konfliktu na Bliskim Wschodzie. Taki rozwój wypadków jest tym bardziej prawdopodobny, że panuje duże napięcie na pograniczu iracko-tureckim. Ankara żąda, by władze irackie i Amerykanie aktywnie zwalczali kurdyjskich separatystów mających bazy na północy kraju i stamtąd dokonujących wypadów na terytorium Turcji. Jednocześnie gromadzi oddziały wojskowe w pobliżu granicy. – Na północnej granicy Iraku mamy do czynienia z wielką mobilizacją, którą służby bezpieczeństwa

i wywiadowcze oceniają na ponad 140 tys. żołnierzy ze wszystkimi rodzajami sprzętu – poinformował iracki minister spraw zagranicznych Hosziar Mahmud Zebari. Turecki minister spraw zagranicznych Abdullah Gul ujawnił pod koniec czerwca, że są już szczegółowe plany operacji militarnej przeciwko rebeliantom kurdyjskim w północnym Iraku. Nadal nie gaśnie też konflikt wewnętrzny między irackimi szyitami i sunnitami. Stąd niektórzy amerykańscy naukowcy sądzą, że najlepszym rozwiązaniem byłoby stworzenie trzech federalnych stref – kurdyjskiej, szyickiej i sunnickiej. – Być może nadchodzi moment, gdy jedyną szansą na większą stabilizację Iraku może okazać się miękki podział kraju – stwierdzono w opublikowanym w ubiegłym tygodniu raporcie politologów Edwarda P. Josepha z Johns Hopkins School of Advanced International Studies oraz Michaela O’Hanlona z Brookings Institution. (tw)

Bezpieczeństwa poinformowała 8 bm. o odtajnieniu materiałów archiwalnych dotyczących masowych represji w latach 1920–1950. – Teraz będzie mógł do nich zajrzeć każdy, kto zwróci się do stosownego urzędu FSB i wyjaśni, w jakim celu chce poznać ich zawartość – powiedział szef Urzędu Rejestracji i Zasobów Archiwalnych FSB Wasilij Christoforow. Zastrzegł, że dane dotyczące etatowych tajnych pracowników organów bezpieczeństwa i ich współpracowników nie zostaną ujawnione. Rosyjscy obrońcy praw człowieka oceniają to posunięcie władz pozytywnie. Mają jednak zastrzeżenia odnośnie do wprowadzonych ograniczeń w dostępie do dokumentów. Nie wiadomo też, czy odtajnione zostaną jakieś nowe materiały, czy też – jak zauważyła w rozmowie z agencją AP członkini ruchu obrony praw człowieka Ludmiła Aleksiejewa – te ujawnione już wcześniej, do których dostęp bez żadnych wyjaśnień ograniczono pod koniec lat 90. (wr)

US DOD

W nowej
jednostce
WIELKA BRYTANIA. Książę
Harry, który ze względów bezpieczeństwa ostatecznie nie został wysłany do Iraku, przechodzi obecnie szkolenie w batalionie elitarnego pułku Royal Gurkha Rifles – podała 9 bm. gazeta „The Sun”. Na zakończenie treningu porucznik Wales, bo tak w wojsku nazywa się młodszego syna księcia Karola, dostanie tradycyjny, zakrzywiony nóż Gurkhów – kukri. Będący trzecim w kolejności do brytyjskiego tronu książę Harry służył wcześniej w pułku kawalerii Blues and Royals (pancerna jednostka rozpoznawcza). (ted)

nr 29/2007

Polska Zbrojna 61

TO I OWO
UCY WILIZOWANY SZPIEG

Dymiący fiołek
GWIAZDĄ IV MAŁOPOLSKIEGO PIKNIKU LOTNICZEGO BYŁ JEDEN Z NAJBARDZIEJ WIDOWISKOWO LATAJĄCYCH PILOTÓW AKROBACYJNYCH ŚWIATA TUREK ALI OSMET ÖZTÜRK. Jest pilotem od 1984 roku. Pracował jako pilot doświadczalny i kapitan odrzutowych samolotów dyspozycyjnych. W powietrzu spędził ponad 4500 godzin. Od 2000 r. lata wyłącznie na pokazach lotniczych jako profesjonalny pilot akrobacyjny w zespole Acromach Sky Dancers. Miliony ludzi podziwiają jego akrobacje na najszybszym dwupłatowcu świata Acromach Super S2S, nazwanym przez niego „Purple Violet” (fiołek). „Fiołka” zbudował sam Ali Öztürk z Barrettem Brummettem na bazie samolotu Pitts Special. (szus)

Ekspansja
D

demokracji

o niedawna Afganistan był dla mnie jednym z wielu egzotycznych miejsc na mapie. Ot, pamięta się coś z historii o spacerującym tu ze swoim wojskiem Aleksandrze Macedońskim, o buforze chroniącym „perłę korony brytyjskiej” – Indie, a także o całkiem niedawnej radzieckiej interwencji. I tyle. Jednak od pewnego czasu kraj ten stał się mi, jak każdemu Polakowi, znacznie bliższy. Mam niemal wrażenie, że jest „tuż za rogiem”. I jak go tak obserwuję, ze zdziwieniem dostrzegam, że ten niezbyt demokratyczny dotychczas kraj przyczynił się do tego, że zalążek demokracji pojawił się w Wojsku Polskim. Zaiste, niezbadane są ścieżki fortuny. Demokracja jak to demokracja – polega m.in. na prawie do swobodnego mówienia. Wiadomo – vox populi vox Dei. I tak nasze wojsko poczuło moc, tupnęło nogą. „Chcemy mieć taki sprzęt jak Amerykanie, i basta!”. Postulat w zasadzie słuszny i trudno mieć do niego zastrzeżenia. Każdy z nas chce posługiwać się w pracy jak najlepszym sprzętem. Ja np. pracuję dużo przy komputerze i bardzo chciałbym, żeby monitor był przyjazny dla moich oczu. Mój pracodawca wzrusza jednak tylko ramionami, i tak sobie w majestacie prawa ślepnę. Co tam jednak oczy – żołnierze na misji narażają życie. Codziennie. Należy im się jak najlepszy sprzęt – bez dwóch zdań. Co jednak, jeśli tego wymarzonego sprzętu nie można zapewnić natychmiast? „Nie jedźmy na misje bojowe” – podnoszą się głosy. I to przestaję rozumieć. Czułbym się bardzo niekomfortowo, gdyby np. policja przestała łapać przestępców, bo ma gorsze od nich wyposażenie. Albo gdyby strażacy przestali gasić pożary, bo ich amerykańscy koledzy są lepiej zabezpieczeni przed ogniem. I trochę się boję, że dziś w Afganistanie – a jutro w kraju – ktoś zacznie narzekać na sprzęt i powie: przepraszam, poczekam na lepsze wyposażenie. Kto mnie wtedy obroni?

Ostania walka czołgu Kosmiczne jajo ażą się losy czołgu z Nowej Huty. Jak do-

W

nosi „Gazeta Krakowska”, pojazd, który nieodpłatnie wyremontowało Muzeum Lotników Polskich, miał powrócić przed Muzeum Czynu Zbrojnego na obchody 750-lecia miasta. Jednak członkowie krakowskiego Porozumienia Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych nie chcieli, aby maszyna produkcji radzieckiej zniknęła z os. Górali. Uznali, że pojazd jako symbol minionej epoki musi być zdekomunizowany, ponieważ nosi inicjały „IS” (skrót od „Josif Stalin”). Dla pozostałych kombatantów czołg jest natomiast pamiątką po tych, którzy walczyli za ojczyznę. Krakowski oddział IPN uznał, że czołg może wrócić na stare miejsce, ale bez tabliczki „IS”. Teraz jednak jest kolejny problem – nie ma środków na przetransportowanie pojazdu na dawne miejsce. (ad)

Statek kosmitów rozbił się niedaleko bazy lotnictwa w Roswell w stanie Nowy Meksyk w 1947 r. – ujawnił porucznik lotnictwa USA Walter Haut w liście, który pozwolił otworzyć dopiero po swojej śmierci – czytamy w „Fakcie”. Wojskowy zostawił zaprzysiężoną relację o katastrofie statku z czasów, kiedy był oficerem prasowym bazy. Najpierw, jak twierdzi żołnierz, sporządził dla prasy informację o tym, że w pobliżu jednostki rozbiło się UFO. Ale dzień później wojsko zmieniło wersję i podało, że to nie statek, lecz balon meteorologiczny roztrzaskał się na pustyni. W swoim liście Haut ujawnia jednak, że widział w hangarach jednostki statek kosmitów – przypominający jajko metalowy obiekt długości ok. 4 m i szerokości ok. 2 m. Oglądał też dwa ciała. – Miały ok. 120 cm wzrostu i nieproporcjonalnie duże głowy – opisuje porucznik. Opowiedział też o trwającej miesiącami akcji zacierania przez wojsko śladów katastrofy UFO. Czy należy wierzyć amerykańskiemu wojskowemu? Trudno nam ocenić. Z UFO jest jak z yeti – albo się w nie wierzy, albo nie. Jedno jest za to pewne – w prasie zaczął się sezon ogórkowy. Pojawiają się więc informacje o różnych sensacjach – biciu wymyślnych rekordów, tajemniczych kręgach w zbożu, no i oczywiście o UFO. (ann)

Nonsens tygodnia: Wojskowa Agencja Informacyjna
Weekendowe wydanie „Dziennika” kusiło czytelnika dużym materiałem na temat losów polskich żołnierzy w Iraku. Redaktor Talaga, który przez kilkanaście dni towarzyszył naszemu kontyngentowi, zdał dość ciekawą relację, opisując blaski i cienie służby w Diwanii. Postanowił nawet wyręczyć instruktorów przygotowujących żołnierzy do wyjazdu, informując tych ostatnich, że do Iraku nie jadą na wakacje. Dotychczas wydawało się wojskową cenzurę, oskarża- ło nam się o uszy coś o bianam, że wszyscy sobie z te- jąc armię, że nie podaje peł- łym wywiadzie i o praktykogo dobrze zdają sprawę. nej informacji o ostrzałach, wanej od zawsze zasadzie, Choćby dlatego, że w „Polrannych żołnierzach czy ofia- że podczas działań wojensce Zbrojnej” opisywaliśmy rach zespołu stresu bojowe- nych informacje należy pojuż, iż aktualna sytuacja go. To wydało nam się niedawać z głową. Nie ma to w Iraku nie przystaje do mi- zwykle interesujące. „Czy my nic wspólnego z cenzurą, sji szkoleniowo-doradczej, wszyscy – obywatele Rzetylko z troską o bezpieczeńjaką teoretycznie powinni czypospolitej – nie mamy stwo żołnierzy – o które pełnić tam polscy żołnierze. prawa do pełnej informadba też, co zresztą wyraźAle nie mamy pretensji – ni- cji?” – pyta dramatycznie nie podkreśla, redaktor Takogo nie zmuszamy do lekdziennikarz „Dziennika”. laga. Tekst ciekawy – ale tury naszej gazety. Zacieka- A my pytamy: „Czy prawo do za chęć uczynienia z armii wił nas inny passus tekstu. pełnej informacji mają nasi agencji informacyjnej witaOto redaktor zżyma się na przeciwnicy”? Bo kiedyś obi- my w tej rubryce. (ap)

62 Polska Zbrojna

nr 29/2007

JACEK SZUSTAKOWSKI