E. L.

James

Nowe oblicze Greya

Tytuł oryginału: FIFTY SHADES FREED

Para mi Mama con todo mi amory gratitud I dla mojego ukochanego Ojca Tatusiu, brak mi Ciebie każdego dnia

PODZIĘKOWANIA Dziękuję Niallowi, mojej opoce. Kathleen za to, że pozwala testować na sobie moje pomysły, jest przyjaciółką, powiernicą i specem od spraw technicznych. Bee za niewyczerpane wsparcie moralne. Taylorowi (także specowi od spraw technicznych), Suzi, Pam i Norze za pokazanie, co to znaczy dobrze się bawić. A za rady i takt bardzo bym chciała podziękować: Doktor Rainie Sluder za pomoc we wszystkich kwestiach medycznych; Anne Forlines za porady finansowe; Elizabeth de Vos za życzliwe uwagi dotyczące amerykańskiego systemu adopcyjnego. Dziękuję Maddie Blandino za przepiękne, inspirujące obrazy. A Pam i Gillian za kawę w sobotni poranek i pomoc w powrocie do rzeczywistości. Dziękuję także moim redaktorkom, Andrei, Shay oraz zawsze uroczej i tylko czasami wpienionej Janine, która moje bicie piany toleruje z cierpliwością, hartem ducha i ogromnym poczuciem humoru. Dziękuję Amandzie i całej ekipie z The Writer’s Coffee Shop Publishing House, a także wszystkim z Vintage.

PROLOG Mamusiu! Mamusiu! Mamusia śpi na podłodze. Już długo tak śpi. Szczotkuję jej włosy, bo to lubi. Nie budzi się. Szarpię ją. Mamusiu! Boli mnie brzuszek. Jestem głodny. Jego tu nie ma. Chce mi się pić. W kuchni podsuwam krzesło do zlewu i odkręcam kran. Woda opryskuje mi niebieski sweter. Mamusia dalej śpi. Mamusiu, obudź się! Leży i się nie rusza. Jest zimna. Idę po swój kocyk, przykrywam mamusię i kładę się obok niej na lepkim, zielonym dywanie. Mamusia nadal śpi. Mam dwa małe samochodziki. Jeżdżę nimi po podłodze obok mamusi. Chyba jest chora. Szukam czegoś do jedzenia. W zamrażalniku jest groszek. Zimny. Jem go powoli. A potem boli mnie brzuszek. Zasypiam obok mamusi. Groszku już nie ma. W zamrażalniku jest coś jeszcze. Dziwnie pachnie. Liżę i język przywiera mi do tego czegoś. Jem powoli. Fuj, niedobre. Popijam wodą. Bawię się samochodzikami i śpię obok mamusi. Jest taka zimna i nie chce się obudzić. Drzwi otwierają się z hukiem. Przykrywam mamusię kocykiem. On tu jest. „Kurwa? Co tu się, do kurwy nędzy, wyrabia? Co za porąbana dziwka. Cholera. Kurwa. Spierdalaj, gówniarzu”. Kopie mnie, a ja uderzam głową o podłogę. Boli mnie głowa. On dzwoni do kogoś, a potem wychodzi. Zamyka za sobą drzwi. Kładę się obok mamusi. Boli mnie głowa. Jest tu pani policjantka. Nie. Nie. Nie. Nie dotykajcie mnie. Nie dotykajcie mnie. Nie dotykajcie mnie. Zostaję z mamusią. Nie. Zostawcie mnie. Pani policjantka trzyma w rękach mój kocyk i podnosi mnie z ziemi. Krzyczę. Mamusiu! Mamusiu! Chcę do mamusi. Słowa zniknęły. Nie potrafię ich wypowiadać. Mamusia mnie nie słyszy. Nie mam żadnych słów. – Christianie! Christianie! – Jej głos wyrywa go z otchłani koszmarnego snu, z otchłani rozpaczy. – Jestem przy tobie. Jestem. Budzi się i widzi, że ona pochyla się nad nim, trzymając go za ramiona, potrząsając nim. Twarz ma naznaczoną udręką, w niebieskich oczach błyszczą łzy. – Ana. – Jego głos to pozbawiony tchu szept. W ustach czuje smak strachu. – Jesteś. – Oczywiście, że tak. – Miałem zły sen... – Wiem. Jestem przy tobie, jestem. – Ana. – Bez tchu wypowiada jej imię, które jest talizmanem chroniącym przed mroczną, dławiącą paniką przetaczającą się przez jego ciało. – Ćśś, jestem przy tobie. – Oplata go całą sobą, a jej ciepło wślizguje się do jego ciała, przeganiając cienie, odsuwając strach. Ona jest słońcem, jest światłem... i należy do niego. – Proszę, nie kłóćmy się. – Głos ma schrypnięty, gdy obejmuje ją mocno. – Dobrze.

– Przysięgi. Żadnego posłuszeństwa. Dam radę. Znajdziemy rozwiązanie. – Słowa wypływają z jego ust, gnane emocjami, konsternacją i niepokojem. – Tak. Znajdziemy. Oczywiście, że znajdziemy – szepcze i swoimi ustami zamyka jego, uciszając go, sprowadzając do teraźniejszości. ===aVxlVW1c

ROZDZIAŁ PIERWSZY Przez szpary w parasolu z trawy morskiej zerkam na letnie śródziemnomorskie błękitne niebo i wzdycham zadowolona. Na sąsiednim leżaku leży Christian. Mój mąż – mój podniecający, piękny mąż odziany wyłącznie w obcięte dżinsy – czyta książkę wieszczącą upadek bankowego systemu Zachodu. Musi być niesamowicie wciągająca. Jeszcze nigdy nie widziałam go w takim bezruchu. Na pierwszy rzut oka przypomina bardziej studenta niż prezesa jednej z największych prywatnych spółek w Stanach Zjednoczonych. Nasz miesiąc miodowy powoli dobiega końca, a my oddajemy się błogiemu lenistwu na plaży hotelu Beach Plaza Monte Carlo w Monako. Nie zatrzymaliśmy się w nim jednak. Otwieram oczy i zerkam na zacumowaną w porcie Fair Lady. Nocujemy, rzecz jasna, na pokładzie luksusowego jachtu. Zbudowana w 1928 roku, kołysze się majestatycznie na wodzie, królowa wszystkich jachtów w porcie. Wygląda trochę jak nakręcana zabawka. Christian jest nią zachwycony; podejrzewam, że kusi go, aby ją kupić. Ach, ci chłopcy ze swoimi zabawkami. Opieram się wygodnie, słucham na nowym iPodzie playlisty Christiana Greya i drzemię, delektując się popołudniowym słońcem. Cofam się myślami do jego oświadczyn. Och, tych wymarzonych oświadczyn w hangarze... Niemal czuję zapach polnych kwiatów...

– Możemy się pobrać jutro? – mruczy mi Christian do ucha. Leżę z głową na jego piersi w tym ukwieconym alkierzu, w który zamienił hangar, zaspokojona po naszym pełnym żaru seksie. – Hmm. – To znaczy tak? – W jego głosie słyszę pełne nadziei zaskoczenie. – Hmm. – Nie?

– Hmm. Wyczuwam, że się uśmiecha. – Panno Steele, ma pani problem z jednoznacznym wysławianiem się? Uśmiecham się szeroko. – Hmm. Śmieje się i przytula mnie mocno, całując w czubek głowy. – Wobec tego jutro w Vegas. Sennie unoszę głowę. – Myślę, że moi rodzice nie byliby tym zbytnio uradowani. Przesuwa opuszkami palców po moich nagich plecach, pieszcząc mnie delikatnie. – Na co masz ochotę, Anastasio? Vegas? Wielkie wesele ze wszystkimi bajerami? Powiedz mi. – Nie wielkie... Tylko rodzina i przyjaciele. – Wpatruję się w niego, poruszona niemym błaganiem w płonących szarych oczach. A czego on pragnie? – W porządku. – Kiwa głową. – Gdzie? Wzruszam ramionami. – Moglibyśmy zorganizować to tutaj? – pyta z wahaniem. – W domu twoich rodziców? Nie mieliby nic przeciwko? Prycha. – Moja matka byłaby w siódmym niebie. – W takim razie dobrze, tutaj. Jestem pewna, że moim rodzicom ta opcja bardziej by się spodobała. Christian gładzi moje włosy. A mnie szczęście wprost rozsadza. – A więc ustaliliśmy gdzie, zostało nam kiedy. – Powinieneś zapytać o to swoją matkę. – Hmm. – Uśmiecha się. – Mogę jej dać maksymalnie miesiąc. Zbyt mocno cię pragnę, aby dłużej czekać. – Christianie, przecież mnie masz. Już od jakiegoś czasu. Ale dobrze, niech ci będzie miesiąc. – Składam na jego torsie delikatny, niewinny pocałunek i uśmiecham się promiennie.

– Usmażysz się na skwarkę – Christian szepcze mi do ucha, wybudzając mnie z drzemki.

– Nie lubisz skwarek? – Uśmiecham się do niego słodko. Słońce zdążyło zmienić położenie i parasol nie zapewnia mi już ochrony przed jego promieniami. Christian jednym płynnym ruchem przesuwa mój leżak w cień. – Proszę zejść z tego śródziemnomorskiego słońca, pani Grey. – Dziękuję za pański altruizm, panie Grey. – Cała przyjemność po mojej stronie, pani Grey, i to nie altruizm przeze mnie przemawia. Jeśli się spieczesz, nie będę mógł cię dotykać. – Unosi brew, a oczy błyszczą mu wesoło. – Ale podejrzewam, że o tym wiesz i podśmiewasz się ze mnie. – Czy ośmieliłabym się zrobić coś takiego? – Udaję niewinność. – Owszem. I często to robisz. To jedna z wielu rzeczy, które w tobie kocham. – Nachyla się i całuje mnie w usta, żartobliwie przygryzając mi dolną wargę. – Miałam nadzieję, że nasmarujesz mnie jeszcze raz kremem z filtrem. – Wydymam usta. – Pani Grey, to brudna robota... ale nie potrafię odrzucić takiej propozycji. Siadaj. – Głos ma schrypnięty. Robię, co mi każe, a on powoli i skrupulatnie rozsmarowuje krem na moim ciele. – Jesteś naprawdę śliczna. Szczęściarz ze mnie – mruczy, gdy opuszki jego palców muskają mi piersi. – To prawda, panie Grey. – Rzucam mu spod rzęs spojrzenie pełne fałszywej skromności. – Skromność to pani drugie imię, pani Grey – stwierdza Christian. – Odwróć się. Kolej na plecy. Z uśmiechem przekręcam się na brzuch, a on rozwiązuje sznureczki góry od koszmarnie drogiego bikini. – Jak byś się czuł, gdybym opalała się topless, jak reszta kobiet na tej plaży? – pytam. – Nie byłbym zadowolony – odpowiada bez chwili wahania. – Nie podoba mi się też, że teraz masz na sobie tak niewiele. – Nachyla się i szepcze mi do ucha: – Nie kuś losu. – To wyzwanie, panie Grey? – Nie. To stwierdzenie faktu, pani Grey. Wzdycham i kręcę głową. Och, Christianie... mój zaborczy, zazdrosny, lubiący wszystko kontrolować Christianie. Na zakończenie klepie mnie w pupę. – Proszę bardzo, kobieto. Odzywa się jego nieodłączny, jak zawsze aktywny BlackBerry. Marszczę brwi. – Tylko dla moich oczu, pani Grey. – Unosi brew w żartobliwym ostrzeżeniu, daje mi jeszcze jednego klapsa, po czym wraca na swój leżak, aby odebrać telefon.

Moja

wewnętrzna

bogini

zaczyna

mruczeć.

Może

dzisiejszego

wieczoru

przygotowałybyśmy jakiś pokaz tylko dla jego oczu. Uśmiecham się na tę myśl i wracam do oddawania się popołudniowej sjeście. – Mam’selle? Un Perrier pour moi, un coca-cola light pour ma femme, s’il vous plait. Et quelque chose a manger... laissez-moi voir la carte. Hmm... Budzi mnie płynna francuszczyzna Christiana. Mrugam powiekami i dostrzegam, że z tacą w ręku oddala się od nas młoda kobieta w uniformie. Jasne włosy ma związane w kucyk, który kołysze się prowokacyjnie. – Chce ci się pić? – pyta mnie Christian. – Tak – odpowiadam zaspanym głosem. – Mógłbym ci się przyglądać przez cały dzień. Zmęczona? Oblewam się rumieńcem. – W nocy nie dane mi było pospać zbyt wiele. – Mnie także. – Uśmiecha się szeroko, odkłada BlackBerry i wstaje. Spodenki lekko mu się zsunęły, odsłaniając gumkę kąpielówek. Christian zdejmuje krótkie dżinsy, przyprawiając mnie o zawrót głowy. – Chodź ze mną popływać. – Wyciąga rękę, a ja wpatruję się w niego otumaniona. – Popływamy? – pyta, przechylając głowę na bok. W jego oczach tańczą iskierki rozbawienia. Kiedy nie odpowiadam, kręci powoli głową. – Widzę, że trzeba cię dobudzić. Jeden sus i jest już przy moim leżaku, po czym bierze mnie na ręce. Piszczę, bardziej zaskoczona niż przestraszona. – Christian! Puść mnie! – Dopiero w wodzie, mała – chichocze. Niesie mnie w stronę morza i wchodzi do wody, podczas gdy kilkoro plażowiczów przygląda się ze skonsternowaną obojętnością. Wiem już, że to reakcja typowa dla Francuzów. Obejmuję Christiana za szyję. – Nie zrobisz tego – mówię bez tchu, próbując zdusić chichot. Uśmiecha się szeroko. – Och, Ana, maleńka, czy nasza krótka znajomość niczego cię nie nauczyła? – Całuje mnie, a ja wykorzystuję okazję, wsuwając palce w jego włosy i całując mocno, gdy tymczasem on atakuje me usta językiem. Wciąga głośno powietrze i odsuwa się. Oczy ma pociemniałe, lecz czujne. – Już ja znam te twoje gierki – szepcze i powoli zanurza się razem

ze mną w chłodnej, przejrzystej wodzie, po raz kolejny odnajdując ustami moje wargi. Oplatam go nogami, zupełnie nie zważając na chłód Morza Śródziemnego. – Myślałam, że chcesz popływać – mruczę mu do ust. – Działasz na mnie mocno rozpraszająco. – Christian przesuwa zębami po mojej dolnej wardze. – Ale nie jestem pewny, czy chcę, aby porządni obywatele Monako zobaczyli moją żonę ogarniętą pożądaniem. Przesuwam zębami po jego brodzie, czując pod językiem łaskoczący zarost. Mam gdzieś porządnych obywateli Monako. – Ana – jęczy Christian. Owija sobie wokół nadgarstka mój kucyk i lekko pociąga, dzięki czemu ma dostęp do mojej szyi. Obsypuje ją pocałunkami. – Mam cię posiąść w wodzie? – pyta bez tchu. – Tak – odszeptuję. Odsuwa się ode mnie i obrzuca spojrzeniem, w którym obecne jest ciepło, pragnienie i rozbawienie. – Pani Grey, jest pani nienasycona i strasznie bezwstydna. Czyżbym stworzył potwora? – Na swoje podobieństwo. No więc jak będzie? – Posiądę cię, w jaki tylko sobie życzysz sposób, doskonale o tym wiesz. Ale nie teraz. Nie na oczach widowni. – Pokazuje głową na brzeg. Co takiego? Rzeczywiście wielu plażowiczów zrzuciło maskę obojętności i obserwuje nas z zainteresowaniem. Nagle Christian łapie mnie w talii, podrzuca do góry i puszcza, a ja cała zanurzam się w wodzie. Wyskakuję na powierzchnię, kaszląc, prychając i chichocząc. – Christianie! – besztam go, udając oburzenie. – Myślałam, że będziemy się kochać w morzu... i zaliczymy kolejny pierwszy raz. – Przygryza dolną wargę, aby ukryć rozbawienie. Pryskam na niego wodą, a on mi się odwzajemnia. – Mamy dla siebie całą noc – mówi, śmiejąc się jak głupi do sera. – Na razie, mała. Daje nura pod wodę i wyłania się metr ode mnie, po czym perfekcyjnym kraulem odpływa. Och! Żartobliwy, drażniący się ze mną Szary! Przyglądam mu się, dłonią osłaniając oczy przed słońcem. Co mogę zrobić, aby go do siebie zwabić? Płynąc do brzegu, rozważam możliwości. Przy naszych leżakach zdążyło pojawić się nasze zamówienie, więc szybko wypijam kilka łyków dietetycznej coli. Christian stanowi w tej chwili niewielki punkt w oddali.

Kładę się na brzuchu. – Może pan pocałować pannę młodą – oznajmia pastor Walsh. po czym bierze mnie w ramiona i składa na ustach niewinny pocałunek. Jestem teraz panią Grey. Z jednej strony namiotu znajduje się parkiet do tańca. że nikt nas nie słyszy. – Nareszcie jesteś moja – szepcze. Moje myśli biegną do dnia naszego ślubu. który przystrojono przepięknie w odcieniach bladego różu.. Ray i moja matka tańczą razem. jego brata Elliota. mam nadzieję. rozwiązuję sznureczki stanika i rzucam go niedbale na leżak Christiana. srebra i kości słoniowej. – Tylko mnie wolno zdjąć z ciebie tę suknię.. Ray. Jestem mężatką. śmiejąc się wesoło.. że związek mój i Christiana przetrwa dłużej niż . rozgrzewają mnie do czerwoności. że nawet Elliot potrafi się tak odstawić? Wszyscy uśmiechają się promiennie – z wyjątkiem Grace. pani Grey? – pyta cicho Christian. stojąc obok drużby Christiana. posyłając mi ten swój nieśmiały uśmiech. a w jego oczach lśni miłość. i coś bardziej mrocznego. Musi pan to przełknąć.. ogrzewa mnie całą. Jak mu się to udaje... Ano – szepcze z uśmiechem. panie Grey.. nawet tutaj. Pogoda nam sprzyja i woda skrzy się w popołudniowym słońcu. Jezu. Na szczęście pastor Walsh dyskretnie się cofnął. jasne? – Jego uśmiech i opuszki palców. Kto by pomyślał.. Ich widok sprawia mi radość zaprawioną kroplą goryczy. kiedy przyjęcie weselne się rozkręca.. Zerkam na wystrojonych gości. Wygląda bosko w prostym czarnym smokingu ze srebrną kamizelką i krawatem.. Zamykam oczy. – Gotowa na imprezę. popatrz sobie. szykowny. Ponownie rozstawili w ogrodzie namiot. Cała się rozpływam. Wygląda oszałamiająco w jasnoróżowej kreacji. – Ślicznie wyglądasz. jak bardzo potrafię być bezwstydna. którymi przesuwa po moim policzku. Mama.. A później. abyśmy mieli widok na zatokę. – Gotowa jak nigdy dotąd. Mam nadzieję. Poły uniesiono. Uśmiecham się promiennie do męża.. z drugiej zasobny szwedzki stół. Ze szczęścia kręci mi się w głowie.Hmm. coś gorącego. a słońce ogrzewa mi skórę. Proszę bardzo. moja druhna. Carrick i Grace przeszli samych siebie. Jest taki.. w obecności tych wszystkich ludzi? Bez słowa kiwam głową. Cholera. która wdzięcznie szlocha w nieskazitelnie białą chusteczkę.. Bob i Greyowie biją brawo – nawet Kate.

Obok mnie stoi Kate. kto stoi za mną. to po diable. – Christian obejmuje mnie ramieniem i całuje w skroń. aby poszukać twojego drużby. a może nie chcąc ubrać w słowa swoich obaw. – Ty także. – Cześć. – Ujmuje moje dłonie i ściska je mocno. co bym zrobiła. Przepięknie wyglądasz. w żadnym razie. ale Kate rzeczywiście potrafi wszystko trafnie podsumować. Christianie. – Och. co się dzieje? Chodzi ci o mamę i Raya? Kiwam ze smutkiem głową.. ale przez ostatni miesiąc miałam okazję popatrzeć. Tak ślicznie wygląda w długiej sukni z jedwabiu. – Hej. – I jest – szepczę. Po prostu. Funduje mi teraz Specjalne Przytulenie Katherine Kavanagh. – Uśmiecha się do nas. po czym oddala w stronę Elliota. Co nagle. Anastasio. . – Bardziej szczęśliwi osobno. – Urywam. gdyby mnie zostawił. Choć minęło sześć tygodni. – Ana. – Już? To pierwsze przyjęcie. – Do twarzy ci w tej ślicznej sukni. że znajduję się w centrum uwagi. – Odwracam się do niego. Zerka na mnie i marszczy brwi. jak bardzo jesteś szczęśliwa. Ano. – Puszcza mnie i obdarza uśmiechem kogoś. że za tobą szaleje. – Zresztą klamka i tak już zapadła – dodaje.ich. – Nie. tak bardzo go kocham. A jeśli z głowy spadnie ci choć jeden włos. na pierwszy rzut oka widać. – Witaj ponownie. – Pora się zbierać – mruczy Christian. – Zasługujesz na to. uśmiechając się szeroko.. – Są szczęśliwi. na którym mi nie przeszkadza. który przypadkiem jest moją osobą towarzyszącą. zgoda. Początek waszej znajomości był niekonwencjonalny. Dręczy mnie to powiedzenie. twój mąż odpowie za to przede mną. moją przyjaciółkę traktuje dość chłodno. wszystko będzie dobrze. Uciekam. – Kate – dodaje. Nie wiem. nie potrafiąc. to ma być najszczęśliwszy dzień twego życia – beszta mnie. maleńka. – Ana. pijącego w towarzystwie jej brata Ethana i naszego przyjaciela José. Uśmiecha się. Kto jak kto. – Naszły cię wątpliwości? – pyta niespokojnie. Chichoczę.

.. Nie chcę się już tobą dzielić z tymi wszystkimi ludźmi. – Z Theo. José. Ana. Cieszę się. pospiesznie ujmując jej dłoń i prowadząc w stronę parkietu. Dobry z ciebie przyjaciel.. tu jesteście! Gruchające gołąbki. – Wiem. Chichoczę. Jęczę w duchu. – Mówię poważnie. Możesz na mnie liczyć. – Nie będę cię prosił o kolejny taniec. – Chodźmy. – W jego ciemnych oczach widać szczerość. gdybyś tylko mnie potrzebowała. przewracając oczami. – Ach. pani Trevelyan? – Z dziadkiem Trevelyanem. mała. pani Grey. zrób przyjemność staruszkowi i zatańcz z Theo. . – Bardzo mnie to cieszy. zaprojektowanej dla mnie przez matkę Kate. – Dziękuję ci. – Chodźmy. – Uśmiecha się do nas kokieteryjnie. to nasze przyjęcie i wolno nam robić. co tylko chcemy. w jaki koronka opada z ramion. Dziękuję.. jeszcze jeden taniec z babcią? Christian sznuruje usta. musicie się na poważnie zająć kwestią moich prawnuków. – A ty. babciu. ale mówiłem poważnie. Christian patrzy na nią przerażony.. ale jestem umówiona ze starszym panem. A teraz mam ochotę porwać cię stąd i mieć całą dla siebie. Christian całuje mnie w usta. A teraz przepraszam cię. Niesamowicie podoba mi się sposób. – Na razie. Nie będę żyć wiecznie. zaczepia mnie José. widząc cię szczęśliwą. że możesz nazywać mnie babcią. I coś wam powiem. Myślę też. panie Grey. babciu – mówi. – Będzie mnie pan miał do końca życia. – Możemy opuścić swoje własne wesele? – Skarbie. dopasowanej sukni ślubnej. – Christian. śliczna Anastasio. Odwraca się do mnie.– Naprawdę? – Uśmiecham się nieśmiało i pociągam za koronkowe wykończenie prostej. Znalazła nas matka Grace. kochany. to takie skromne. Pokroiliśmy tort. a jednocześnie kuszące. – Oczywiście. Gdy idę w stronę dziadka Trevelyana. Chyba już wystarczająco cię monopolizowałem na parkiecie. Taką mam przynajmniej nadzieję. Marszczy z konsternacją brwi..

. którą musiałam o to stoczyć z Christianem. – Co takiego? – pyta mama. by pociągnąć na górę za sobą. Piorunuję ją wzrokiem. – Chodźmy – odzywa się zniecierpliwiony Christian. – Ale. zalewając zatokę odcieniami oranżu i akwamaryny. stojących niedaleko.. Anastasio. Przydadzą ci się. – Spakuj swoje rzeczy na podróż.– Dziadkiem Christiana – wyjaśniam. chyba nikt tego nie wie. Nie wyszlibyśmy stamtąd. Pięknie wyglądasz. Powodzenia ze wszystkim.. – Wzruszam ramionami. jak słońce zachodzi powoli nad Seattle. Oblewam się rumieńcem i puszczam jego dłoń. – Zgadza się. Marszczy brwi. o co mi chodzi. – Dobrze. nie rozumiejąc. – Nie przysięgałaś posłuszeństwa – przypomina mi taktownie. Kate prycha.. I to ja chcę cię rozebrać. co ma na myśli. no wiesz. Oczy mu rozbłyskują. To wspomnienie mnie otrzeźwia.. Jezu. Ani Mia. ależ ten mój Szary potrafi się dąsać. – Macha ręką. Ani ona. Odwracam się w stronę Kate i mojej mamy. – I nie rozpuszczaj włosów – mruczy. – Dzięki. ani Kate nie zdołały podstępem wyciągnąć z niego tej informacji. Co on zaplanował? Nie powiedział mi. – Muszę się przebrać. Jej mina łagodnieje. Kate przewraca oczami i odsuwa się taktownie. Annie. ani moja matka nie mają pojęcia o batalii. – Chwytam go za rękę. – Żadnego ale. i mieć nocne koszmary. Po tańcu z jak zawsze szarmanckim dziadkiem Christiana staję przy wyjściu i patrzę. a ja chcę mu sprawić przyjemność. ale dla mnie jest jasne. – Powodzenia. – Christian nie chce. mamo. Marszczę brwi. jakby to wszystko wyjaśniało. zostawiając nas same... dokąd się wybieramy. – Wiem. – Ale nie będę rozbierał cię tutaj. Dużą walizkę ma Taylor. – Nie przebieram się. Och. – Obdarza mnie lubieżnym uśmiechem. Prawdę mówiąc.. nie kończąc zdania. Uśmiecha się szeroko. że to ty chcesz zdjąć ze mnie tę suknię – wyjaśniam. . – Sądziłam. ale podoba mu się ta suknia.

Christian schyla się. Kiedy mnie puszcza. aby unieść skraj mej sukni. Dasz Christianowi naprawdę wiele szczęścia. a w jego oczach błyszczy duma. Chichoczę. uśmiechając się od ucha do ucha. mamo! – Nie mogę uwierzyć. uśmiechając się do nas czule.. . a on niezręcznie bierze mnie w ramiona. jak dorośle dzisiaj wyglądasz. a on żegna się z tłumem gości. Ray ściska mu ciepło dłoń. kiedy żegnamy się z nimi pospiesznie. Cudna z ciebie panna młoda.. Taylor otwiera mu drzwi. odwracam się i rzucam biało-różowy różany bukiet w stronę stojących razem młodych kobiet. że mężczyźni są z innej planety. – Bierze mnie w objęcia. Gdy Christian przytrzymuje mi drzwi. Po kolei ściskają nas i całują.– Tak ślicznie wyglądasz. gdy tymczasem nasi goście głośno życzą nam szczęścia. Och. Podchodzi Ray. Na końcu czekają Grace i Carrick. Ray. Bierze mnie za rękę i prowadzi pod ich wyciągniętymi ramionami. Rozpoczynasz nowe życie.. ale wręcz z innego wszechświata. Annie. – Gotowa? – pyta Christian. pod którym mamy przejść aż do frontowego wejścia. – A ty pomogłeś mi ją wychować. O nie. – Taki mam właśnie zamiar. – Dzięki. tato. Pozostali goście weselni utworzyli długi łuk. Głos ma schrypnięty. Christian jest nie tylko z innej planety.. Gdy wchodzę do samochodu. Pod powiekami czuję łzy. – Ray zakłada mi pasmo włosów za ucho. do tej pory udało mi się nie rozpłakać.. – Tak. – Opiekuj się moją dziewczynką.. Christianie. a wszystko będzie dobrze. śmiejąc się radośnie. – Śliczną dziewczynkę wydałaś na świat. Grace znowu się rozkleja. W audi SUV czeka na nas Taylor. kochanie. Łapie go Mia i triumfalnie nim macha. przy moim boku stoi już Christian. – Żoną też będziesz cudną – szepcze. Siadam na swoim miejscu. Carlo – mówi. – Kiwa głową memu ojczymowi i całuje mamę. – Jestem z ciebie taka dumna. mamo. wykrzykują słowa gratulacji i obsypują nas ryżem. – Ciesząc się każdą chwilą. Pamiętaj jedynie. – W głosie Carli pobrzmiewa nostalgia. – Och. – Carla delikatnie pociąga za wiszące luźno pasmo moich włosów i głaszcze mnie po brodzie. Wygląda niezwykle wytwornie w czarnym smokingu i bladoróżowej kamizelce. – Zduszam szloch.

Christian ujmuje moją dłoń i całuje. Christian stawia mnie i wymienia ze Stephanem uścisk dłoni. – Bardzo mi miło państwa poznać – wyrzuca z siebie Beighley. Taylor zatrzymuje audi przed prowadzącymi do samolotu schodkami i wyskakuje. nasi goście weselni obrzucają go ryżem. – Dziękujemy. panie Grey. – Uśmiecha się. aby otworzyć Christianowi drzwi. znasz Stephana. po czym Christian otwiera drzwi z mojej strony. że znowu chcesz nadużyć własności firmy! – Och. a to pierwszy oficer Beighley. Hmm. Ma na sobie mundur. – Dziękuję. a za nim wchodzi Taylor z moją małą walizką. Rozmawiają o czymś przez chwilę.– Moje gratulacje. – Tylko mi nie mów. W kabinie zastaję Stephana. Uśmiecham się do niej życzliwie. I wtedy go widzę: odrzutowiec Christiana z wielkim niebieskim napisem na kadłubie „Grey Enterprises Holdings. Kobieta rumieni się. Wygląda na trzydzieści kilka lat i także ma na sobie mundur. taką mam nadzieję. proszę pana. lecz kieruje się prosto na asfalt. – Na razie wszystko dobrze. – A to przypadkiem nie powinno dziać się w domu? Wnosi mnie bez wysiłku po schodach. – Co ty robisz? – piszczę. Inc. Anastasio. Będzie dziś naszym kapitanem. Zostawia ją na progu samolotu.. – Witam państwa Grey na pokładzie. pani Grey? – Na razie wszystko cudownie. siadając obok mnie. i szybko mruga powiekami. Mam ochotę przewrócić oczami. Lecz zamiast się odsunąć i zrobić mi miejsce. – Przenoszę cię przez próg – odpowiada.”. Obok niego stoi ciemnowłosa kobieta. po czym cofa się do audi.. Taylor – odpowiada Christian. – Gratuluję państwu – kontynuuje Stephan. co on planuje? Wbrew moim oczekiwaniom Taylor nie podjeżdża pod halę odlotów. Anastasio. pochyla się i bierze mnie na ręce. gdy Christian ją przedstawia. . – Och. Gdy samochód rusza. Dokąd jedziemy? – Sea-Tac – odpowiada zwięźle i posyła mi sfinksowy uśmiech. Bądź co bądź ten mężczyzna należy do mnie. pilota Christiana. Jeszcze jedna laska zauroczona moim stanowczo zbyt przystojnym mężem.

Ja tymczasem rozglądam się po kabinie. – Doskonale – mówi. – Dokąd lecimy? – Nie jestem już w stanie tłumić ciekawości. że wszystko prześpię – stwierdza rzeczowo Christian. Ślicznie tu. Wszędzie jasny klon i jasnokremowa skóra. Zajmujemy dwa fotele naprzeciwko siebie. Na końcu kabiny stoi jeszcze jedna młoda kobieta w mundurze – bardzo ładna brunetka. Między nimi stoi niewielki stolik z błyszczącym blatem. – Za szczęśliwe małżeńskie życie. Cóż. a jego oczy skrzą się podekscytowaniem. Boston? – Turbulencje? – Dopiero za Bostonem. – Dziękujemy – mówi Christian. Szampan jest przepyszny. – Po raz pierwszy piłam go z filiżanki. – Uśmiecham się szeroko. – Mamy pozwolenie na lot. który może nami trochę potrząść. – Shannon – odpowiada Christian. proszę pana – mówi Stephan. – Usiądź. – Bollinger? – pytam. Christian zerka w jej stronę i marszczy brwi. Dzień ukończenia przez ciebie studiów. Wygląda jak mały chłopiec. – Doskonale to pamiętam. wręczając po kieliszku różowego szampana. Razem jest ich chyba dwanaście. po czym wycofuje do części kuchennej. mam nadzieję. – Pozostawię państwa pod troskliwą opieką Natalii. – W rzeczy samej. – W Irlandii? – Lecimy do Irlandii! . – Witam państwa na pokładzie i proszę przyjąć moje gratulacje. Bierze mnie za rękę i prowadzi do jednego z przepastnych skórzanych foteli. ale potem odwraca się z uśmiechem do Stephana. Prześpi? – Wobec tego ruszamy. państwa stewardesy. Aż do Bostonu mamy dobrą pogodę. – Zdejmuje marynarkę i rozpina srebrną kamizelkę ozdobioną wytłaczanym wzorem. a ona uśmiecha się do nas grzecznie. Shannon? Irlandia? – Rozumiem. – Obok nas stoi Natalia.– Gotowi do lotu? – pyta ich Christian. Anastasio. Nad Shannon przesuwa się front pogodowy. – Stukamy się kieliszkami.

To rzeczywiście prawdziwa uczta: wędzony łosoś.. ewentualnie na Karaiby. – To dobrze – mruczy. – Pragnę spełniać twoje marzenia. Aspen.– Aby zatankować – dodaje. że marzyłaś o Europie – mówi miękko. przekomarzając się ze mną.. Christianie. Christian kręci głową i przesuwa palcem po dolnej wardze. że wybierzemy się do Nowego Jorku. Co takiego? – Potem południe Francji. Gdy samolot kieruje się w stronę pasa startowego. próbując wybadać moją reakcję. – I vice versa. – Nie. – Potem Paryż. Cała promienieję ze szczęścia. Uśmiecham się i robię. O rety. Och. posyłając mi pytające spojrzenie. nie mogąc oderwać od niego wzroku. Kręci głową. W wieku dwudziestu dwóch lat nareszcie opuszczam Stany Zjednoczone i wybieram się do Europy – i to nie byle gdzie. Anglia od zawsze była moim marzeniem. – Christian! – Londyn – mówi. co mi każe. Jego uśmiech staje się jeszcze szerszy. Natalia zostawia nas samych. Natalia donosi nam szampana i przygotowuje weselną ucztę. uśmiechając się do siebie idiotycznie. O rany! – Wiem. Anastasio. Nie mogę w to uwierzyć. O kurczę. a jako danie główne pieczona kuropatwa z sałatką z zielonego groszku i ziemniakami dauphinoise. – To ty jesteś spełnieniem moich marzeń. – Zapnij się. – A potem? – pytam niecierpliwie. tutaj? .. dziękuję – mówię cicho. – Na deser zaplanowałem sobie ciebie. Sądziłam. co się dzieje. przyglądając mi się uważnie. Wciągam głośno powietrze. Na jego ustach pojawia się tajemniczy uśmiech. panie Grey? – pyta Natalia. Ledwie mogę uwierzyć w to. ale do Londynu! Gdy znajdujemy się już w powietrzu.. Ma nieodgadniony wyraz twarzy. pani Grey – szepcze. sączymy szampana. – Deser.

. Prowadzi mnie na sam koniec kabiny. Przerzuca mi włosy przez ramię i przesuwa palcem po moich plecach. Włosy opadają.. Cię. schodząc ustami do ramienia. – Nieskończenie powoli odpina kolejne guziki. Wpatruję się w niego. Moim ciałem wstrząsa dreszcz wyczekiwania. Kiedy w moich włosach nie ma już żadnej wsuwki. Słyszałam o nim. Się. Jak on to robi. a ja odchylam głowę. – Uczyniłaś mnie dzisiaj najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. o rety. Christian składa czuły pocałunek na moich plecach. – Pomyślałem. choć ekscytującym dniu pragnę Christiana – całego. po czym przechodzimy wąskim korytarzem do końca. – Ale najpierw muszę z ciebie zdjąć tę bajeczną suknię. Jesteś.. W. że noc poślubną spędzimy na wysokości dziesięciu kilometrów. Kolejny pierwszy raz. Staram się stać nieruchomo. apodyktyczny i seksowny jak diabli. wstając od stolika i wyciągając do mnie rękę. Delikatnie wyjmuje z nich po jednej wsuwce. Klub Mile High. a jego dłonie biegną ku moim włosom.... Zamykam oczy i rozkoszuję się tym doznaniem. tuż nad górnym guzikiem. na plecy i aż do piersi. – Bądź cicho – upomina mnie. . lok za lokiem... Znaleźć. Pragnę. Jęczę. Chcę. Wygląda na bardzo wygodne. przeczesuje je palcami. a na łóżku leżą złote i beżowe poduszki.. Pomiędzy nimi mruczy: – Tak. Jezu. że w te dwa krótkie słowa potrafi wlać tyle obietnicy? Ochoczo spełniam jego polecenie.. sypialnia. coś. Tobie. – Jesteś moja – mówi bez tchu i kąsa mnie lekko w ucho. Czuję jego oddech. od ramienia do ramienia. Ano – szepcze mi do ucha. a dzięki sprawnym palcom szybko kończy zadanie. Po długim i męczącym. a serce wali mi jak młotem. Bardzo. przesuwając się w dół pleców. – Masz takie piękne włosy. – Tu jest łazienka. mimo że jego usta mnie nie dotykają. – Tak bardzo cię kocham. Moja. – Obsypuje pocałunkami mój kark. Ten mężczyzna zapiera mi dech w piersiach. odsłaniając szyję. – Taka piękna – mówi cicho. delikatnie masując mi skórę głowy. Christian odwraca się i bierze mnie w ramiona. co przywołuje moją wewnętrzną boginię. – Pokazuje na małe drzwi. – Odwróć się. ale cała jestem jednym wielkim pragnieniem. Głos ma niski. Nie robiłem tego nigdy dotąd.– Chodź – mówi. Jego palce przesuwają się niżej i pociągają za włosy. Pomieszczenie jest całe w kremach i klonie. – W jego oczach płonie miłość i coś bardziej mrocznego. co kocham. coś. wędrując wzdłuż koronkowego brzegu sukni. zręcznie rozpinając pierwszy guzik.

Spojrzenie Christiana błądzi wygłodniale po moim ciele. – Podaje mi rękę. ponownie mnie muskając opuszkami palców. Robię.. – Moja – szepcze. Christian gestem pokazuje. Chwyta skraj lewej pończochy i powoli ją zsuwa. przesuwa środkowym palcem po krzywiznach gorsetu opinającego mi piersi. aż do ud. Z typową dla siebie zręcznością odpina jednocześnie obie podwiązki. Zamykam oczy i odchylam głowę. co mi każe. – Moja – szepcze. a on wciąga głośno powietrze. po brzuchu. koronkowe majteczki i białe jedwabne pończochy. Pochyla się i odsuwa narzutę z łóżka. mojego męża. Raz jeszcze to powtarza. – Usiądź. Przesuwa dłonie niżej. Patrzy jedynie na mnie wzrokiem pełnym pożądania. świadoma rumieńca wypełzającego mi na policzki. – Ćśś. Wyglądasz zjawiskowo.Upajam się każdym słowem. Stoję twarzą do łóżka. Kciukami muska mą kobiecość. pas do podwiązek. Delikatnie ujmuje w dłonie piersi. a ja ujmuję ją i występuję z sukienki. – Odwróć się. przesuwając kciukami po nodze. – Twoja – mówię bez tchu. Oddycham coraz szybciej. – Moja – szepcze raz jeszcze. – Podoba ci się? – pytam szeptem. – Zatrzymaj się – mówi. a on klęka przy moich stopach i delikatnie zdejmuje z mych stóp białe pantofelki od Jimmy’ego Choo. i ulegam dalszemu urokowi Christiana Greya. Jego głos staje się ochrypły. Tłumię jęk. bawiąc się nimi.. rozkładając dłonie na pupie. – Jego dłonie zsuwają się z pośladków i Christian odpina tylne podwiązki. Spełniam jego polecenie. On sam w ogóle się nie odzywa. Mam na sobie obcisły gorset z bladoróżowej satyny. Chwilę później robi to samo z drugą pończochą. maleńka. po czym jego dłonie wędrują ku pośladkom. W tej akurat chwili zrobiłabym dla niego wszystko. aby miał lepszy dostęp do szyi. a jego kciuki zataczają kółka wokół brodawek napierających na materiał gorsetu. – Podoba? To za mało powiedziane. abym się odwróciła. – Stój nieruchomo – mruczy i nie odrywając pociemniałego spojrzenia od moich oczu. Ramieniem obejmuje mnie w talii i przyciąga do siebie. Zsuwa materiał z ramion i po chwili suknia opada u mych stóp kaskadą jedwabiu i koronki. – Ach. po czym trąca mnie nosem w szyję. Pod kuszącym palcem wzdłuż kręgosłupa przebiega mi dreszcz. .

abym miała lepszy dostęp do górnego guzika białej koszuli. zostawiając mnie bez tchu i jeszcze bardziej spragnioną. by chwilę później położyć się na mnie. żeby go pocałować. splecionymi ze sobą literami A i C. Jego usta odnajdują moje. Bierze je ode mnie. gdy powiedziałam „tak”. – O nie. Uszczęśliwiasz. serduszka i kwiatki. całuję prostą platynową obrączkę. Unosi brodę. – Ubranie – szepczę.. – Prezentu. mojego Szarego. – Ana – szepcze moje imię niczym modlitwę. Wyplątuje się z niej. że masz na sobie zbyt wiele ubrań. cóż za romantyzm..– To jak rozpakowywanie gwiazdkowego prezentu. – Panie Grey. gdy rozpinam mu kamizelkę. Bardzo. Tym razem naprawdę należy do mnie. – Głos mam miękki i przymilny. a ja chwytam jego krawat – srebrnoszary. Z jego gardła wydobywa się niski jęk. Wpatruje się we mnie wielkimi. Cię. skarbie. pani Grey. Są platynowe. ale on nagle unosi się. – Pozwól mi. Niespodziewanie Christian klęka. – Ana – dyszy. mój ulubiony – powoli go odwiązuję i ściągam z szyi Christiana. To mój prezent ślubny dla męża. mój mężu. jestem twoja od chwili. Zawsze będę twoja. a potem Christian jednym ruchem obejmuje mnie w talii i kładzie na łóżku. Chcę rozebrać mojego męża. – Nachylam się i biorę w dłonie jego ukochaną twarz. Przysiada na piętach. Zawsze. Ujmuję jego dłoń i zerkając na niego spod półprzymkniętych powiek. – Christianie. – Dla pani. po rozpięciu każdego kolejnego guzika składam delikatny pocałunek na jego klatce piersiowej. – Jestem twoja. proszę. – Pochylam się jeszcze niżej. a nasze języki upajają się sobą nawzajem. Kocham. A teraz wydaje mi się. przepełnionymi pragnieniem oczami. szepcząc między nimi: – Tak. który już otrzymałeś. Nasze oddechy mieszają się ze sobą. – Jego wargi ponownie odnajdują moje. całuje i wsuwa do kieszeni spodni. całuje mnie w usta i wplata palce we włosy. Wracam do drugiego guzika koszuli i naśladując Christiana. dłonie unieruchamiają głowę. . następnie zabieram się za spinki do mankietów. z wygrawerowanymi. puszczając mnie na chwilę. Marszczy brwi. – Moja Ana. Mnie. Christian jęczy i zamyka oczy. – Uśmiecha się do mnie i rzuca mi spojrzenie spod długich ciemnych rzęs.

obraca mnie na plecy. . Zaciskają się wszystkie mięśnie w moim ciele od pasa w dół. żono. To zmysłowy.– Jesteś taka piękna. Niemal na mnie leży. ku udom. Chwyta mnie za biodra. Zaczynając tutaj. – Ach. Niewielką kabinę przyćmiewa jego oszałamiająca uroda i pragnienie mego ciała. – Moja – mówi bezgłośnie. – Masz śliczne nogi. kuszący uśmiech w stylu Szarego. Wiję się pod nim. – Proszę.. haftka po haftce. aż dociera do miejsca. Schyla się i ściąga mi majteczki.. a moje biodra kołyszą się i unoszą w niewoli jego rytmu. słodkie. – Chcę cię nagą – mruczy i powoli rozpina mi gorset. żono moja – mruczy. – Christian.. Czuję na pośladkach twardość erekcji. Zamykam oczy i poddaję się och. Obsypuje pocałunkami wewnętrzną część łydki. Christian prześlizguje językiem po mym kręgosłupie. wielki i gotowy... – Jeszcze nie – dyszy i podciąga się nieco wyżej. co się dzieje. Rozchyla je szerzej.. pośladkom. Wstaje i jednym płynnym ruchem pozbywa się spodni i bokserek i teraz stoi nade mną nagi. Uśmiecha się szeroko.. Sekundę później jego usta znajdują się na mnie. szelmowski. – A ja ciebie. Mam ochotę całować każdy ich centymetr. Zanurza język w moim pępku. pani Grey? – szepcze mi miękko do ucha. Kiedy ta część mojej garderoby opada na łóżko. po czym wbija we mnie gorące spojrzenie.. – Przesuwa dłońmi po moich nogach... – Czego pani pragnie. – Proszę. by kontynuować niespieszną wędrówkę ust w górę mych nóg. tak blisko. Wraca na łóżko i tym razem obsypuje pocałunkami moją prawą nogę. pani Grey – rzuca ostrzegawczo i nagle przekręca mnie na brzuch. Jestem blisko. po czym chwyta mnie za lewą stopę.. Język Christiana prześlizguje się po podbiciu aż do kostki. by chwilę później go przygryźć. Zaciskam dłonie na jego włosach. błagam.. ale nie przerywa rozkosznych tortur.. aby je unieruchomić. tak bardzo zwinnemu językowi. – Christianie – jęczę. – szepcze i nim zdążę się zorientować. moja miłości. w którym łączą się uda. – Ciebie. wilgotne pocałunki. Och. Ustami dotyka dużego palca.. – jęczę. – Proszę się nie ruszać.. Tam się zatrzymuje.. moja najdroższa.

Jasny gwint. pani Grey. och. Zupełnie zapomniałam.. – Nie zamykaj oczu. Proszę. że Taylor i ochrona świetnie się bawią! – warczy. – Ana. Nachyla się. a ja przesuwam palcami w dół silnych. gdy powoli wślizguje się we mnie. Chcę cię widzieć. – wołam. – Cóż za niecierpliwość. Ana – wyrzuca z siebie i zaczyna się poruszać. Europa. – Christianie. – Zaufaj mi. wyprawiasz? – woła Christian. Co ja takiego zrobiłam? O nie. Pociera nosem mój nos. ach. Jego oczy ciskają błyskawice.. – Pani Grey. Leżę na plecach. pragnę cię. – Ja ciebie też kocham.. bierze ze swojego leżaka górę od mojego kostiumu i rzuca ją we mnie. Do wylądowania na Zielonej Wyspie mamy naprawdę sporo czasu. . Opiera się na łokciach i kładzie na mnie. umięśnionych pleców aż do pięknych pośladków.. ===aVxlVW1c ROZDZIAŁ DRUGI Jestem już zupełnie rozbudzona.. – Co ty. że spojrzenie ma mroczne niczym tropikalna burza. zaś erotyczny sen to jedynie wspomnienie. Podnosi na mnie wzrok i widzę. Jego usta przesuwają się wyżej. Stoi w nogach leżaka mokry i piękny.... do jasnej cholery. budząc mnie z niezwykle przyjemnego snu. – Leżałam na brzuchu. O rety.. – Christianie.. nikt nie patrzy. Naprawdę wściekły. Jestem przekonany. a on jest wściekły. a oczy płoną mu z gniewu... żono. – Mężu. – Włóż to! – syczy. – Muska ustami me usta.– Nie! – Do diaska! Wyczuwam na brzuchu jego uśmiech. – Kocham cię. Musiałam się przekręcić we śnie – bronię się słabo. Patrzy. – Nabożnie całuje mi piersi i bierze do ust lewą brodawkę. Naszym celem jest sprawianie przyjemności.

– Już? – Tak. Od czasu sabotażu Charliego Tango nieustannie nam towarzyszą ci przeklęci ochroniarze. Prawdę mówiąc. tak jakby.. Emanują z niego gniew i napięcie. Są jednojajowymi bliźniakami. . – Zbieramy się – mówi do mnie. Christian bierze z leżaka książkę oraz BlackBerry i skrywa wściekłość za przyciemnianymi szkłami okularów przeciwsłonecznych. – Dokąd idziemy? – pytam niepewnie. – Idziemy.. on też jest na mnie zły. Milczy poirytowany. a to wszystko moja wina. Cholera. Philippe’owi i Gastonowi.. francuskim ochroniarzom. Wszystkie kobiety na plaży opalają się topless – to przecież nic takiego. zbyt cicho.Jasna cholera! Czemu ciągle o nich zapominam? W panice zasłaniam dłońmi piersi. – No i jacyś obleśni paparazzi też mogli zrobić ci zdjęcie. Bierze mnie za rękę i daje znak Taylorowi oraz jego dwóm pomocnikom. Kurde. Robi mi się smutno. biorąc od niego książkę i telefon i wkładając je do plecaczka.. Po chwili zjawia się kelnerka z jego kartą kredytową i rachunkiem. Teraz jednak po jego poczuciu humoru nie został nawet ślad. stamtąd zaś na ulicę. Nie mogę się przyzwyczaić do oglądania go w takim swobodnym wydaniu: w krótkich spodenkach i czarnej koszulce polo. podnosząc wzrok na męża. – Na to już za późno – mówi cicho. gdy do prasy przeciekła wiadomość o naszych zaręczynach – to wszystko składa się na życie z Christianem Greyem. cała krew odpływa mi z twarzy. choć z jego kąpielówek kapie woda. że Christian dostrzeże zabawną stronę sytuacji. Za nami podążają Taylor i jego ekipa.. Masz ochotę znaleźć się na okładce „Star”? Tym razem naga? A niech to. nie złość się na mnie – szepczę. Wzdrygam się. Paparazzi! Kurde! Gdy pospiesznie wkładam stanik. Gdy kelnerka odchodzi. jest w takim nastroju. Cierpliwie obserwują z werandy nas i to. że lepiej się nie sprzeciwiać. Wzdycham w duchu.. co jest doprawdy dziwaczne. – L’addition! – warczy Christian do przechodzącej kelnerki. – Proszę. Niechętnie wkładam turkusową sukienkę na ramiączkach i japonki. ja wyglądam dziwnie w kompletnym stroju. co dzieje się na plaży. Wkłada spodenki. Christian prowadzi mnie do hotelowego lobby.. W mojej głowie pojawia się nieprzyjemne wspomnienie oblężenia przez paparazzich przed siedzibą Seattle Independent Publishing.. Może gdybym pozostała na brzuchu. Już. Czemu ciągle o nich zapominam? Taylor ma kamienną twarz i oczy ukryte za ciemnymi okularami. następnie szary T-shirt. Myślałam.

po czym prześlizguje się szybko po chłodnej.. Christianem i morzem. nie wpadając przy tym do wody. Woda rozpryskuje się wokół nas. Gdy tulę się do Christiana. Wsiada z gracją na skuter i wyciąga do mnie rękę. – Może być – mruczy z obrażoną miną. tak samo jak w przypadku Christiana. po czym znowu dodaje gazu i skuter wystrzeliwuje do przodu. To moja ulubiona część pływania na skuterze. – Proszę bardzo. Gdy Christian odcumowuje skuter. Christian prowadzi mnie na nabrzeże. nadal na mnie nie patrząc. na Taylora też jest wkurzony? Następnie Christian sprawdza paski w moim kapoku. Całuję go w plecy i opieram się o nie policzkiem. która jest godzina. pani Grey. – Patrzy przed siebie. Christian przekręca kluczyk i silnik budzi się do życia. a ja obejmuję go w pasie. gdy tymczasem Christian mija Fair Lady i płynie na otwarte morze. co miał okazję widzieć na plaży. – Ruszamy – mówi. Być może Christianowi poprawi się dzięki temu . ciemnej wodzie. podskakując na powierzchni wody niczym wprawnie rzucony kamyk. To jest takie fajne. tym razem nieco łagodniej. Cholera. że swego czasu nie pozwoliłby mi się tak dotknąć. wyczuwam każdy mięsień jego szczupłego ciała. Chwytam ją mocno i jakoś udaje mi się przerzucić nogę przez siedzenie za nim. Dogania nas Taylor w motorówce. przez marinę do centrum portu w kierunku Fair Lady.– Wracamy na łódź. Jezu. skąd przygląda nam się kilkoro urlopowiczów.. Dlaczego tylko ja muszę mieć kapok? Christian i Taylor wymieniają spojrzenie. Taylor przynosi mi z motorówki kapok. więc skuter rusza przed siebie. Taylor kręci głową z pełną rezygnacji irytacją i kieruje się prosto w stronę jachtu. Ściskam go mocno. patrząc w stronę nabrzeża. Sztywnieje. a ciepły wiatr smaga mi twarz i wywija włosami związanymi w kucyk. Kiedy docieramy do mariny.. Taylor i bliźniacy wsiadają do motorówki. Obejmuję go jeszcze mocniej. a ja go posłusznie zakładam. Dodaje gazu. Christian zerka na niego. niczego się nie da wyczytać. Ładnie pachnie. Myślę. może szóstej. mocno pociągając za środkowy. gdzie zacumowano motorówkę i skuter wodny należące do Fair Lady.. wtulając nos w jego plecy. podaję swój plecak Taylorowi. Christianie. wybacz mi. Zerkam na niego nerwowo. Rumienię się na myśl o tym. że coś koło piątej. Proszę. Uwielbiam to – jest tak bardzo ekscytujące. ale z jego twarzy. Christian odpycha się nogą od nabrzeża i skuter wpływa powoli do mariny. Nie mam pojęcia. – Złap się – nakazuje. myśląc o tym.

ale wiem. – To wszystko. Zatacza wielki łuk. po czym szybko się oddala. a ja przyglądam się linii brzegowej – łodziom w marinie. który kiwa głową.humor. proszę pana? – pyta młody mężczyzna. czekając na mój kapok. Christian ponownie marszczy brwi. – A chcesz tego? Skąd on wie? . – Sądzisz. – Złapało cię dziś słońce – mówi łagodnie Christian. do których jestem przyzwyczajona. Uwielbiam jego francuski akcent. rozpinając mi kapok. Kiwam entuzjastycznie głową. – W jaki sposób? – Coś wymyślę. Zupełnie nie przypomina to schludnych przecznic i kwartałów. Na jego ustach błąka się cień uśmiechu. ale wygląda niesamowicie malowniczo. jakby się nad czymś zastanawiał. – Masz ochotę na drinka? – pyta mnie. że zamierzam cię ukarać? – Głos Christiana jest iście aksamitny. Niespokojnie próbuję wyczuć jego nastrój. Przełykam ślinę. i chyba już mi wybaczył. a moja wewnętrzna bogini mruży oczy na leżaku. – Prosimy dwa razy gin z tonikiem. – A przyda mi się? Przechyla głowę na bok. – Wiesz dlaczego. – Jeszcze raz? – przekrzykuje hałas silnika. na którym zawieszoną na szyi tarczą odblaskową próbuje chwytać promienie słońca. Znajdujemy się na pokładzie jachtu i jeden ze stewardów stoi obok nas. jak przystało na osobę w tym wieku. W odpowiedzi uśmiecha się szeroko. – Dlaczego tak mówisz? – Głos ma łagodny. Christian zerka na mnie. Christian podaje mu go. że dobrze się bawi – dla odmiany zachowując się beztrosko. Może kiedy już wypijesz tego drinka. dodaje gazu i ponownie zawraca ku otwartemu morzu. mozaice żółtych. – A chcesz? – Tak. zdejmuje okulary i wsuwa zausznik za kołnierzyk T-shirta. Marszczy brwi. I trochę orzeszków i oliwek – mówi do stewarda.. Nie widzę jego twarzy.. białych i piaskowych biurowców i apartamentowców oraz górującym nad wszystkim skalistym zboczom. I jest to groźba podszyta zmysłowością. Christian zerka na mnie przez ramię.

. – Na zdrowie. czy nadal jest na mnie zły. powraca wspomnienie eleganckiego Christiana w smokingu i srebrnej kamizelce. Powinnaś już to wiedzieć. Nie potrafię wyczuć. Jasny gwint. To takie frustrujące. Należy do mnie? . Po prostu. – Superbogaty? W spojrzeniu Christiana pojawia się ostrożność. Nie mam pojęcia. Sir jakiś tam.. przyprawiłoby go to o zawał. Och! Ray. należy teraz do ciebie” – głośno i wyraźnie recytuje z pamięci słowa swojej przysięgi. A jego córka poślubiła jednego z europejskich książąt. – Brytyjski szlachcic. czy chcesz mi zrobić krzywdę czy nie. Co ja sobie myślałam? W duchu ganię się surowo. Usta zaciska w cienką linię. nie uległą. W jego oczach nie czai się już wesołość. widzę. – Pociągam spory łyk. Kiedy podnoszę wzrok. – Od tego. – Usiądź – nakazuje Christian. że twoja mama i Ray także. Christian zajmuje miejsce obok i wręcza mi gin z tonikiem. – Kto jest właścicielem tego jachtu? – pytam.. Uciekam się do swojej sprawdzonej techniki odwracania uwagi. jesteś moją żoną. – Od czego? – Skrywa uśmiech. jaki ma nastrój. – Tak jak i ty – mówię cicho. – Anastasio. Posłusznie siadam na krześle reżyserskim. Nie chcę cię widzieć nagiej w bulwarówkach. Och.. jego oczy przepełnione szczerością. co moje. Ty tego nie chcesz i jestem pewny.– To zależy – mamroczę. panie Grey. Mrugam szybko powiekami. nie rozbieraj się w miejscu publicznym. rumieniąc się.. – Tak.. pani Grey. że Christian przygląda mi się uważnie. Jego pradziadek zaczynał od sklepu z artykułami spożywczymi. – I tak jak ty – szepcze Christian i wsuwa do ust oliwkę.. – Na zdrowie. Drink jest zimny i przepyszny. W żadnym razie nie chcę robić ci krzywdy.. Steward przynosi nam drinki oraz przekąski i stawia je na stole z drewna tekowego. Och. – „Wszystko. – Tak. gdy patrzy na mnie podczas naszej ceremonii zaślubin. Nachyla się i całuje mnie w czoło.

– Przyzwyczaisz się. jego prawą ręką. – Christianie – odzywa się łagodnie Carrick... Przełykam ślinę. Jedno jest pewne: czyta teraz iście szatańską intercyzę”. Christian poprawia się niespokojnie na krześle. . Ale kim jest jego szczęśliwa wybranka? Nooz postara się jak najszybciej tego dowiedzieć. gdy Christian piorunuje ją wzrokiem. – Słucham – rzuca do aparatu i wstaje.... poślubiłam jedynie bogacza. gdy moje myśli biegną ku naszej rozmowie dotyczącej intercyzy. Elliot. – Telefon. i siedzieliśmy w kuchni. Christianie.. nie przysłuchując się rozmowie Christiana z Ros. Najpierw nic. Christian marszczy brwi.– To takie nienaturalne. ale bierze od niego BlackBerry. Christian marszczy brwi. O nie! Intercyza? Coś takiego w ogóle nie przyszło mi do głowy. a potem – gestem pokazuję na otaczający nas zbytek – wszystko. w końcu się ugiął i słychać już bicie weselnych dzwonów. obrzydliwie bogata. gdyż zaciska usta w cienką linię. czując. po czym rusza na dziób jachtu. – Na stronie Seattle Nooz Web pojawiła się informacja o twoich zaręczynach. podczas gdy Carrick i Christian czytali niedzielne gazety. Christian Grey. Wpatruję się w morze. – Nie – mówi do mnie bezgłośnie. by zapadła się pode mną ziemia. – Nie sądzę. – „Doszły nas słuchy – czyta Mia na głos – że najlepsza partia Seattle.. racząc się leniwym śniadaniem. Na pokładzie pojawia się Taylor. Wzdrygam się.. proszę pana. – Popatrzcie! – piszczy Mia. Kate. I w jej głowie pojawia się jakaś mocno nieprzyjemna myśl. wszyscy. Jestem bogata. jak z twarzy odpływa mi cała krew. nazajutrz po jego urodzinach. Nie zrobiłam niczego. – Tak szybko? – pyta zaskoczona Grace. aby zasłużyć na te pieniądze. Chichot Mii szybko cichnie. a temperatura atmosfery w kuchni Greyów spada poniżej zera. To była niedziela. Grace i ja dyskutowaliśmy na temat wyższości bekonu nad kiełbaskami. Marzę o tym. stawiając przed nami na stole swojego netbooka. Zapada cisza. gdy rzucam mu niespokojne spojrzenie.

Wszyscy powracają do ożywionej rozmowy. Jest naprawdę wkurzony. Mam nadzieję. ignorując wszystkich zgromadzonych przy stole. Ten atak wycelowany był we mnie. – Podpiszę wszystko. Szkoda. – Jest nieźle wkurzony z powodu Eleny. – Christianie. że powinniście to przedyskutować na osobności – upomina nas Grace. nie po raz pierwszy kazałby mi coś podpisywać. Rzuca gniewne spojrzenie Carrickowi i Mii. że tylko ja go słyszę.– Więcej nie będę poruszać tego tematu – warczy do ojca. po imieniu. – Żadnej intercyzy! – Christian niemal krzyczy i posępnie wraca do czytania gazety. – Jezu. O rety. który zerka na mnie nerwowo i otwiera usta. – Ano. byle nie na nas. Christian patrzy na mnie z powagą. a potem wszędzie. myślę. – Christianie – mówię cicho.. Wiem. że państwo Grey nie uznają mnie za jakąś naciągaczkę i łowczynię fortun. Ano. O kurczę. Skąd on wie. nie chodzi o ciebie – mówi uspokajającym tonem Carrick. – To ma cię chronić. co mówi tato – rzuca na tyle cicho. aby posprzątać po śniadaniu. Christian podnosi głowę i piorunuje mnie wzrokiem. wygląda na to. Wbijam wzrok w splecione dłonie. proszę. A oni patrzą najpierw na mnie. a Mia i Kate zrywają się od stołu. – Zdecydowanie wolę kiełbaski – oznajmia Elliot. Christian kładzie rękę na moich obu dłoniach. a ja nie wnoszę do naszego małżeństwa nic oprócz kredytu studenckiego. – Nie! – warczy. Jasny gwint. – I mów mi.. Ponownie blednę... Jesteś bardzo bogaty. a mnie serce podchodzi do gardła. – Przestań. – On ma rację. że Christian czuje jeszcze ból po wczorajszej „rozmowie” z Carrickiem na temat Eleny. że mama nie utrzymała języka za zębami. aby coś powiedzieć. czego będziecie chcieli ty i pan Grey. o czym myślę? – Nie zwracaj uwagi na to. potem na niego. że oni także napytali sobie biedy. Christian mierzy ojca spojrzeniem spod zmrużonych powiek. Christianie. .

mój Szary. Co takiego? – Pij – mówi bezgłośnie. Ano. – Do czego? – Do pieniędzy – mówi.. pani Grey. Wiem. Żadnej intercyzy.. ani nigdy. że nie jestem w stanie dokończyć zdania. Samo bikini kosztowało pięćset czterdzieści dolarów. Ten temat uważam za zamknięty. – Posyła mi stanowcze spojrzenie. Przesuwam w jego stronę niewielką miseczkę z solonymi migdałami i orzechami nerkowca. Prycha i kręci głową.. a jego oczy z szarych robią się niemal grafitowe. przy każdej nadarzającej się sposobności próbował mnie zapewniać. – Pańskie przekąski. Jest ładne. skutecznie mnie tym uciszając. jeśli mnie zostawisz. zgoda. Już raz ode mnie odeszłaś. – Christianie. – Częstuje się migdałem. Och.. może z czasem. Natychmiast przestań. – Opuszczam wzrok na zaciśnięte dłonie. na które wysłał mnie w towarzystwie Caroline Acton – osobistej stylistki z Neimana Marcusa – z myślą o podróży poślubnej. to przecież ty możesz chcieć zakończyć nasz związek. Ani teraz. Wzdrygam się. Prawdę mówiąc. wiesz przecież. Więcej nie będziemy go poruszać. Następnie zwraca się do Grace: – Mamo.. Idziemy do łóżka. czy możemy urządzić wesele u was? I rzeczywiście nie poruszył więcej tej kwestii. W jego oczach tańczą wesołe iskierki. Utrata Christiana. że jego pieniądze należą także do mnie.. jakie to uczucie. kurwa. – Przyzwyczaisz się – Christian przerywa moje rozmyślania. – Na tę myśl robi mi się niedobrze. przypominając sobie szalony wypad na zakupy. panie Grey – mówię z udawaną powagą. Oblizuje usta. gdy wraca do stołu. – Dopij drinka. – To było coś innego – szepczę poruszona intensywnością jego wyznania. równie dobrze możesz wszystko ze sobą zabrać. że mogę zrobić coś wyjątkowo głupiego. – To pani jest dla mnie najsmaczniejszą przekąską.– Anastasio. – Ale. – Przestań. starając się wlać nieco humoru do naszej rozmowy po tych moich niewesołych rozmyślaniach i faux pas z górą od bikini. ale to absurdalna kwota za cztery trójkąciki materiału. przewracając oczami. Przeszywa mnie tak wielki ból. . a ty.

ściany są kremowe. przymocuje? Christian odwraca się i bacznie patrzy na mnie błyszczącymi oczami. samo to spojrzenie mogłoby ponosić wyłączną odpowiedzialność za globalne ocieplenie. Chodź. i przesuwa po niej kciukiem. całego w pluszu. – Unosi jedną parę. Co on takiego zaplanował? Serce zaczyna mi szybciej bić. Ujmuje moją brodę. a łóżko zaścielone. Moja podświadomość podnosi zaniepokojona głowę znad książki – Dzieł zebranych Karola Dickensa. pociąga lekko. po schodach do głównej sypialni. – Ale chciałbym je teraz na tobie wypróbować. Wbijają się w skórę. Na obu ścianach ma iluminatory. W ustach czuję suchość. stamtąd zaś wąskim korytarzem do jadalni i dalej. w której znajdują się jego ubrania. – Christian uśmiecha się z wyższością i wyciąga do mnie rękę. – To nie to. jeśli pociągnie się za mocno. że gotowa jestem powierzyć mu własne życie. Zerkam nerwowo na łóżko. – Wygląda tak seksownie i uroczo. O rety. Idziemy przez pokład.O rety. Czy kiedykolwiek spowszednieje mi oglądanie go nagiego? Jest niewiarygodnie przystojny i cały mój. – Proszę. – Zaufaj mi. – Coś takiego potrafi być bolesne. O w mordę. opierając dłonie o oparcie krzesła. W dwie sekundy pozbywa się japonek. – Podaję mu dłoń. On także się trochę opalił. Rozchyla usta i między zębami dostrzegam koniuszek języka. Sekundę później wstaje i pochyla się nade mną. tom I. Nie idź siku – szepcze mi do ucha. ponieważ prawda jest taka. – Zamierzam dać ci nauczkę. Christian puszcza moją dłoń. Jak mogę się oprzeć? – Dobrze. meble wykonane z ciemnego orzecha. Ależ ze mnie szczęściara. – Podchodzi do mnie z gracją i podaje kajdanki. – Tak lepiej. Dopijam gin. nie odrywając wzroku od twarzy Christiana. Nie idź siku? Jakie to niegrzeczne. a włosy ma dłuższe niż zazwyczaj. aż Christian wprowadza mnie do luksusowo urządzonego salonu. a całości dopełniają dodatki w złocie i czerwieni. abym przestała przygryzać wargę. u licha. co myślisz. – Chcesz je najpierw przymierzyć? . opadające na czoło. W ciągu dnia została posprzątana. Z dolnej szuflady wyjmuje dwie pary metalowych kajdanek i samolotową przepaskę na oczy. Kajdanki! Jeszcze nigdy ich nie używaliśmy. To śliczna kajuta. Uśmiecha się do mnie lubieżnie. – Odwraca się i podchodzi do bogato zdobionej szafy. ściąga przez głowę T-shirt i rzuca go na krzesło. Do czego on je. szortów i kąpielówek.

. Serce zaczyna walić mi jak młotem. Dobrze.. Ile on ich ma? Nie pamiętam. Palcem wskazującym dotyka mego policzka. – Muska nosem mój nos. Dobrze? O rety. – Hasło bezpieczeństwa – dodaje miękko. – Wybierz jakieś słowo.. – Tak – mówię bez tchu. – Gdzie kluczyki? – W moim głosie słychać wahanie. jakby chciał mnie pocałować. Jak to możliwe. – To dobrze. że poślubiłam tego akurat mężczyznę. To znaczy do wszystkich. Będzie intensywne. Ano. jeszcze nic się nie dzieje. Cholera. Christian uważnie mi się przygląda. Nachyla się. Pokazuje mi schowany w dłoni metalowy przedmiot. – Składa na moim czole pocałunek.Sprawiają wrażenie solidnie wykonanych. że w prawdziwym życiu nigdy nie będę musiała ich nosić. ponieważ nie pozwolę ci się ruszać. To w tej chwili nasz jedyny kontakt fizyczny. Moje spojrzenie biegnie ku dowodowi jego podniecenia. Kuźwa. Mam nadzieję. – Lizak. delikatny jak muśnięcie piórkiem. – Będziemy potrzebować hasła bezpieczeństwa. Co takiego? – „Przestań” nie wystarczy. W moim podbrzuszu budzi się pożądanie. Uśmiecha się. – Masz się ochotę pobawić? – pyta niskim głosem. – Dobrze – mówię cichutko. To brzmi tak podniecająco. metal jest zimny.. – Tak. abym w muzealnej gablocie widziała choć parę. w przeciwnym razie coś takiego byłoby krępujące. ale wcale nie to będziesz miała na myśli. że potrafi to zrobić samymi tylko słowami? – Nie będzie bolało. Mój oddech jest zbyt głośny. Bardzo intensywne. Och. a ja już ciężko dyszę.. ponieważ prawdopodobnie tak powiesz. – Pasuje do obu kompletów. po czym przesuwa go w stronę ust. – Lizak? – pyta z rozbawieniem.

Prostuje się. Christian uśmiecha się. Wyciąga rękę. rozpuszczając mi włosy. zdejmuje mi ją przez głowę i rzuca na podłogę. do czego zamierza je przypiąć. kiedy przechyla mi głowę na bok i całuje w szyję. po czym robię. powtarza czynność. a moje ciało przeszywają rozkoszne dreszcze. Nadal nie wiem. co mi każe. a Christian chwyta za skraj mojej sukienki. Starannie dzieli moje włosy na trzy części. – Jutro przykleję to do twoich piersi – burczy i zdejmuje gumkę. Robię. obok przepaski na oczy. Kładzie oba komplety na stoliku nocnym. – Hmm. Unieś ręce. Jego delikatne. Wciągam głośno powietrze. Zbiera je w dłoń i pociąga lekko. i ściąga z łóżka narzutę. siada na łóżku i przekłada mnie przez kolano tak. Mrugam powiekami. Christian nachyla się. Chwyta mnie za lewą nogę i zakłada mi jedne na kostkę. – Usiądź – nakazuje. Och! Unosi prawą nogę. – Ach. Nagle chwyta mnie w talii. Wydaję okrzyk i chwilę później leżę na łóżku. Dotykając jego klatki piersiowej. wstaje z łóżka i bierze ze stolika obie pary kajdanków. a on wbija we mnie gorące spojrzenie. co mi każe.. po czym zasłania mi oczy . Mocnego. a on rozwiązuje mi górę od stroju kąpielowego i rzuca na sukienkę.. Dotykając wzwodu. I co my z tym zrobimy? – Nauczymy się z tym żyć. splata je powoli w warkocz i zakłada gumkę. – Interesujący wybór. – Wiesz. Niepoprawna z pani optymistka. – Teraz podkul kolana pod brodę. jaka jesteś piękna? – Przesuwa opuszkami palców w górę mego uda. by na mnie spojrzeć. ja zaś natychmiast spełniam jego polecenie. Obejmuję nogi rękami. a ja czuję mrowienie. – Mam zamiar dać ci nauczkę – mruczy. Odwracam. – Byłaś bardzo nieposłuszna – mruczy mi do ucha. unosi mi brodę i składa na ustach mokry pocałunek. a ja oddaję mu kajdanki. a ja mam teraz kajdanki przy obu kostkach. Daje mi jednego klapsa. Nie odrywając wzroku od mojej twarzy. Pociąga za niego lekko i nachyla się do mego ucha. – Odwróć się. Chyba zaraz eksploduję. niespieszne pocałunki doprowadzają mnie do szaleństwa. tak że robię krok do tyłu w jego stronę. pani Grey.Uśmiecha się szeroko i odsuwa. – Tak – szepczę. że czuję na brzuchu twardy wzwód. wszędzie.

zahaczając zębami o pępek. a to dopiero wstęp. w stronę piersi. . – Doprowadzasz mnie do szaleństwa – szepcze. – mruczy uspokajająco. ale teraz nie jestem się w stanie ruszyć. przepełniona frustracją. aby unieść biodra. ssie. – Więc mam zamiar doprowadzić do szaleństwa ciebie. – Będziesz musiała chłonąć całą przyjemność. wbijają się w ciało. Jęczę. Całuje mój brzuch. To nie do wytrzymania. Pociągam za kajdanki... że opadam na łóżko. odpowiadając na jego dotyk własnym rytmem. W normalnych okolicznościach unosiłabym już biodra. Dziwnie się czuję. Nie jestem w stanie wyprostować nóg. Co takiego? Z moich płuc ucieka całe powietrze. Nie ruszając się – mruczy. że aż tak. zdana na jego łaskę. Przygryza. – Bierze moją lewą rękę. słyszę jedynie swój przyspieszony oddech i wodę uderzającą o burty kołyszącego się lekko jachtu.. – Dobrze. Łapie mnie za pięty i popycha tak. Mam ochotę wić się pod nim.. Wisi teraz nade mną. – Jak brzmi hasło bezpieczeństwa. po czym to samo robi z prawą. Ano. Kajdanki zaciskają się. Błagam. Rozsuwa mi stopy. zadając niemal ból. lecz nie mogę. – Ach – wzdycham. O rety. aż będziesz krzyczeć. a ja jęczę. – Jesteś taka śliczna. skręca brodawki palcami.. Lewą dłoń mam przytwierdzoną do lewej kostki.. Nie mam wyboru. – Christianie – jęczę błagalnie i wyczuwam na skórze jego triumfujący uśmiech. Christian ma rację. Usta Christiana przesuwają się w górę. w dodatku na jachcie. pochylając się nade mną. Jestem teraz naga. zakłada kajdanki na nadgarstek. – A teraz – mówi Christian bez tchu – zamierzam pieprzyć cię tak. Nic nie widzę. O kurwa. Och.. taka skrępowana i bezradna. Chłodny metal wbija mi się w skórę. opierając ciężar na łokciach. Pociąga za sznurki po obu stronach dołu od bikini i chwilę później skrawki materiału opadają na bok. nie przerywając ani na chwilę.. To będzie trudne. Jestem taka podniecona. Anastasio? – Lizak. Nie miałam pojęcia.przepaską. gdy za nie pociągam. Nie jestem w stanie się zaprzeć. prawą do prawej. Stopy mam w powietrzu. Tak naprawdę mam wszystko gdzieś. i uwagę kieruje na piersi. Napiera na mnie twardym członkiem. Całuje wewnętrzną część mego uda.. nogi muszę trzymać zgięte. – Ćśś.. Anastasio. Nie mogę się ruszyć. – Aaa! – wołam.

to byłoby zbyt proste. – Proszę bardzo. Jego zęby zahaczają mi o brodę. Wycofuje się. maleńka. Anastasio? – Tak – jęczę. – Och. – Chcę cię widzieć. – Ćśś. nie do końca. Normalnie moje biodra wyszłyby mu natychmiast na spotkanie. To jest aż zbyt rozkoszne. – Ssie mocno. Tym sposobem będziesz więcej czuć. – Powiedz mi to – mruczy. Głos ma schrypnięty. że to potrafię. skarbie. Smakuje zimnym ginem i Christianem Greyem. a ruch ten promieniuje w głąb mego ciała. Krzyczę. Chwyta mnie za brodę. a ja wydaję okrzyk. Anastasio. – Wiesz.. bez reszty ogarnięta tym doznaniem. słodka udręka. ale nie mogę się ruszyć. badając. – Pragnę cię – kwilę. i wychodząc. dominując. Christian nieruchomieje. proszę! – Jeszcze raz? – pyta. unieruchamiając głowę. Boleśnie powoli wysuwa biodra i wchodzi we mnie do połowy. Głośno wciągam powietrze. błagam. Całuje mnie. gdy uderza w najwrażliwszą część mego ciała... Staję się jednym wielkim doznaniem. po czym zatacza biodrami kółko. – Nie ruszaj się. pociągając za kajdanki. Ano. i nie jestem w stanie się ruszyć. od czego ta staje się jeszcze twardsza. . całując mnie przy tym.– Mam sprawić. odrzucając głowę. Oddech ma przyspieszony. Pociągam bezradnie za nadgarstki. po czym wysuwa się. – Christian! Znowu wchodzi we mnie. Wbija się we mnie. Zwinny język wślizguje się do mych ust. rozkoszne dreszcze przenikają bezpośrednio do krocza. Masz leżeć nieruchomo – szepcze mi do ust. – Proszę. wszędzie – to słodka. Jego palce zaciskają się na brodawce. – Tak – jęczę. wchodząc. Drażni się ze mną raz jeszcze. abyś doszła w taki sposób? – mruczy z ustami przy brodawce. smakując. ale mój przyjmuje wyzwanie i oplata się wokół jego. – Nie! – Pragniesz mnie.. gdy usta wędrują ku moim. – O nie. – Och. – Ach! Christianie. a pachnie morzem. Słyszę przy uchu ciche westchnienie.

doznanie tak intensywne – zalewa mnie.. maleńka! Eksploduję wokół niego. Przy tobie czuję. Wysuwa się powoli.. – Powiedz.. to niebo. o nie. a ja się zatracam w rozkoszy.. po czym delikatnie pociera mi nadgarstki i kostki. To jest zbyt intensywne. przenikając do każdej części ciała.. aż do metalowych kajdanek. po policzkach płyną mi łzy. kontrolować zbliżający się orgazm. Tak bardzo pragnę wyprostować nogi. Jęczy głośno i wbija się głęboko. Całuje oczy. przestań. tego dla mnie już zbyt wiele. policzki.. – Powiedz mi. krzycząc głośno. Próbuję protestować. raz za razem.. Doznanie jest niezwykłe.. – Ponieważ mogę! Ponieważ cię kocham! Proszę. Ano? – Christianie. drugą plecy i dochodzi we mnie. Kładzie się znowu przy mnie i bierze w ramiona. muszę to wiedzieć. chcę. Nie mam siły otworzyć oczu ani ust. Christianie. Jęczę coś bez ładu i składu. – Kocham cię. do każdej kończyny. o nie. – Ana. Jedną ręką podtrzymuje mi głowę. moje ciało pulsuje i drży. i może robić ze mną to. – Nie wiem! – wołam. Nie jestem go w stanie powstrzymać. tylko jego. co mu się podoba. gdy orgazm rozrywa mnie na kawałki. ale mi dobrze. Ponownie zatacza biodrami kółko. – Właśnie tak – jęczy Christian. Dlaczego? – syczy przez zaciśnięte zęby.... Christian wstaje z łóżka i uwalnia mnie z kajdanek... po czym znowu wbija we mnie aż do końca.. Jestem jego. mocno... gdy cała jeszcze drżę. Do oczu napływają mi łzy. że Christian klęka i pociąga mnie za sobą na kolana. O rety. Anastasio – szepcze.– Dlaczego mi się sprzeciwiasz. Christian zrywa mi z oczu przepaskę i całuje mnie. to zbyt.. że żyję. ale nie jestem w stanie wydobyć z siebie głosu. Rozszalały hedonizm. paląc mnie niczym ogień trawiący wszystko na swojej drodze. Tak dobrze.. chcę. Czuję.. ignorując moje błaganie. To takie wycieńczające.. ale nie mogę. a we mnie wzbiera. Nie chcę go powstrzymać. Prostuję nogi. – Christianie. – Poczuj to. niesamowite.. – Mimo że doprowadzasz mnie do szału. to piekło. Bardzo delikatnie kładzie mnie z powrotem na łóżku i wysuwa się ze mnie.. nos. głęboko. Czuję się wykończona.. To .. takie wyczerpujące.. trzymając w dłoniach moją twarz. Znowu we mnie wchodzi.. Scałowuje łzy. jestem bezradna.

– Hej. Budzi mnie mocne parcie na pęcherz. Włosy nie zdążyły mu jeszcze wyschnąć i czuję zapach żelu pod prysznic i zapach Christiana. Wstaję ostrożnie z zamiarem pójścia do toalety.. – Uśmiecham się. Żadna ilość ćwiczeń z Claude’em nie przygotowałaby mnie na dzisiejsze popołudnie. a on mi. – Hej – mruczy. Gdzie ja jestem? W Londynie? W Paryżu? Och. – Przeciągam się. na jachcie. Spokojny wieczór a deux. Gdy z roztargnieniem myję w umywalce ręce. Prawda jest taka. Kiedy zerkam na niego.. Jest ciemno. Czuję. jak się kołysze na falach i słyszę cichy szum silnika. seks za karę w wykonaniu Christiana Greya alias Szarego. on marszczy brwi i wraca do pracy.. Jasna cholera! Co on mi zrobił? ===aVxlVW1c ROZDZIAŁ TRZECI Patrzę z przerażeniem na czerwone ślady na piersiach. Otwieram oczy zdezorientowana. zrobił malinki. Otulam się jedwabną podomką. Zaszokowana wpatruję się w lustro. – Okej. Uśmiecham się szeroko. poły podomki rozchylają się. że doskonale wiem jak – pan Ekstaza użył w tym celu swych najdoskonalszych technik. Stopy bose. Jak mogłam tego nie poczuć? Oblewam się rumieńcem.był niewątpliwie najbardziej intensywny orgazm. Malinki! Mam malinki! Jestem żoną jednego z najbardziej szanowanych biznesmenów w Stanach Zjednoczonych. a potem byliśmy na balecie i w kasynie. pracując na laptopie. – Płyniemy? – Pomyślałem. Skąd ta nagła nieśmiałość? Czuję na sobie wzrok Christiana. gdyż ciało mam zesztywniałe. Ma na sobie białą lnianą koszulę i spodnie khaki. Płyniemy. że skoro wczoraj zjedliśmy kolację na mieście. to dzisiaj spędzimy wieczór na pokładzie. Naprawdę częściej muszę być nieposłuszna. wspominając wczorajszy wieczór w kasynie. jaki dane mi było przeżyć. cholera. czując nagłą nieśmiałość. . Hmm. przyglądając mi się ciepło. – Długo spałam? – Tylko około godzinki. Hmm. Obok mnie siedzi Christian. – Dokąd płyniemy? – Do Cannes..

Kajdanki pozostawiły na nadgarstkach czerwone ślady.Moja podświadomość przygląda mi się znad okularów i cmoka z dezaprobatą. Ostatnimi czasy moje ciało wygląda inaczej. Wychodzę z przylegającej do sypialni łazienki i kieruję się do garderoby. Jasna cholera. najpewniej do końca podróży nie będę mogła włożyć nawet stroju jednoczęściowego. gdzie światełka mrugają i migoczą. wyglądam jak ofiara jakiegoś wypadku. co? – Aż tak zła. a szczotka odbija się i spada na łóżko. Przyglądam się kostkom – to samo. Jestem za bardzo wkurzona. Wiem. rzucam w niego szczotką. natomiast wewnętrzna bogini śpi jak zabita na szezlongu. Jak on śmiał? Już ja mu dam. Wchodzę gniewnie po schodach na pokład. O nie! Moja podświadomość krzyżuje ręce na piersiach – tym razem posunął się za daleko.. biorę z niewielkiej toaletki szczotkę i rozczesuję włosy. nie w porządku. jak jakąś nastolatkę! Nigdy dotąd nie zrobił mi malinki. Zmieniło się. a włosy mam błyszczące i doskonale obcięte. Fair Lady sunie przez spokojną. w ogóle nie patrząc w stronę Christiana. Do tego manicure. czemu to zrobił.. odwracam się i opuszczam sypialnię – ale zdążam dostrzec jego zaszokowaną minę i szybką jak błyskawica reakcję. Biorę głęboki oddech i powoli zaczynam się uspokajać. co mi zrobił. Sherlocku! – Jak bardzo? – W skali od jednego do dziesięciu? Pięćdziesiąt. Nie chcę teraz myśleć o nieskazitelnym wyglądzie. że stoi za mną. – No coś ty. Po tym. Przyjemna bryza przynosi zapach Morza Śródziemnego. Jest ciemno i ciepło. Jak śmiał mnie tak oznaczyć. . Patrzę na swoje odbicie. jaśminu i bugenwilli. nie mówiąc o absurdalnie drogim bikini. – Jesteś na mnie zła – szepcze. kierując się na dziób. Potrzebuję przestrzeni. Opieram łokcie o drewniany reling i wpatruję się w odległy brzeg. – Anastasio! – woła Christian i słyszę w jego głosie niepokój. niż słyszę. Stałam się szczuplejsza i bardziej wysportowana. gdy unosi rękę. Rozplatam warkocz. pedicure i wyregulowane brwi. – Wszystko w porządku? Ignoruję go. Zsuwam z ramion podomkę i wkładam spodnie od dresu i bluzeczkę na ramiączkach. Wszystko w porządku? Nie. Przesuwam wzrokiem po całym ciele. Na pewno pojawią się sińce. Okropnie wyglądam. – W jego głosie słychać jednocześnie zaskoczenie i podziw. osłaniając głowę. aby się uspokoić. odkąd go poznałam. Prędzej wyczuwam. Po raz pierwszy w życiu wyglądam nieskazitelnie – z wyjątkiem tych paskudnych malinek. Trafnie to ujęłam. Cholerny kontroler. Ja także potrafię się zachowywać jak gówniara! Wychodzę z garderoby. kobaltową toń. Na tę myśl ogarnia mnie prawdziwa wściekłość.

Czy on nie widzi. Christian nie spuszcza wzroku z mojej twarzy. Nie jest przyzwyczajony do oglądania mnie w takim stanie. odsłaniając górną część piersi. ale bojowy duch już mnie opuścił i on o tym wie. Przygląda mi się niespokojnie. – W porządku – mówi. – Christianie. Proszę. – Dużo się muszę nauczyć. nie złość się na mnie. Zła jak osa – syczę przez zaciśnięte zęby. Na plaży jasno przedstawiłeś swoje stanowisko. – Przepraszam. To granica bezwzględna! – syczę. Jego mina i fakt. „Pod względem emocjonalnym Christian to nastolatek. że czuje się zagubiony. . W końcu wzdycha i unosi ręce w geście rezygnacji i pojednania. – Nie lubię. co mi zrobił? Piorunuję go wzrokiem. mówią mi. Ano. nie zdejmiesz więcej stanika – burczy z rozdrażnieniem. Ledwie zauważalnie wzrusza ramionami. który przerósł jego najśmielsze oczekiwania. – No. gdy odwracam się i posyłam mu gniewne spojrzenie. że już to ustaliliśmy. o ile dobrze pamiętam. ale się powstrzymuję – nie chcę posunąć się za daleko. sukcesu. że nawet nie próbuje mnie dotknąć. co by wtedy zrobił. Bardzo jasno. I to usprawiedliwia to. I używa moich własnych słów.. – Myślę. z wahaniem unosi dłoń i zakłada mi za ucho pasmo włosów. co nawyczyniał? Nie rozumie. czujny i niepewny.– Tak. – Czasami zachowujesz się jak nastolatek – besztam go. Zupełnie ominął ten etap swego życia. Całą energię przelał na osiągnięcie sukcesu w świecie biznesu. – Nie lubię. Przypominają mi się słowa doktora Flynna. gdy się rozbierasz w miejscach publicznych. Bóg jeden wie. jak bardzo niedorzecznie się zachowuje? Mam ochotę na niego krzyczeć. Alleluja! – To dobrze! Przeczesuje palcami włosy. – Wiem – przyznaje cicho. A już na pewno nie aż tyle. Emocjonalnie ma wiele do nadrobienia”. Christian milczy. – W końcu wygląda na skruszonego.. musisz przestać próbować przywoływać mnie do nogi. Stawia krok w moją stronę. – Rozumiem. To moja granica bezwzględna – warczy. Spójrz tylko na mnie! Obciągam bluzeczkę. gdy zostawiasz na moim ciele ślady.

Nie wzdryga się. – Ja też. A zresztą pomyślałem. Anastasio. Unoszę brew. – W rzeczy samej – szepcze i puszcza moją dłoń. – Właśnie się przekonałem. Złość zupełnie mi już minęła. że dobrze pani celuje. Nigdy bym się tego nie domyślił. Wszystkie nasze. Uznajmy. . – Jestem pewna. aby tak się stało. chowając nos we włosach. – Tak. działania zaostrzyły mi apetyt. aby nie miała pani dostępu do broni. – Chętnie. Jak mogę mu się oprzeć? – Głodna? – pyta po chwili. Ciągle mnie zaskakujesz. – Jestem bardzo zaradna. po czym bierze mnie w ramiona. że to wtorek bez krawatu na Lazurowym Wybrzeżu.Serce mi nieco topnieje. no ale z drugiej strony nieustannie cię nie doceniam. jak kiedyś. Możemy się ubierać. Poza tym przez tydzień jacht należy do nas. Potrafię doskonale rzucać i strzelać. że moglibyśmy zjeść na pokładzie. pani Grey. Mrużę oczy. jak tylko mamy ochotę. Całuje mnie – to szczery. Albo usunę wszystkie potencjalne pociski z zasięgu pani wzroku. – Strzelanie do tarczy z Rayem. jak jego ciało opuszcza napięcie. Choć zachowuje się czasem jak gówniarz. pani Grey. – Tak – odpowiada. Mam zamknięte oczy i głowę opartą o jego klatkę piersiową. żeby pan o tym pamiętał. Stoimy przytuleni. że spodnie od dresu i bluzeczka na ramiączkach zasłużyłyby w jadalni na kilka surowych spojrzeń. że pięknie pachnie. – Uśmiecha się żartobliwie. Zakrywa moją dłoń swoją i uśmiecha się nieśmiało. – Wybaczyłaś mi? – A ty mi? Wyczuwam jego uśmiech. trzeba mu oddać. – Wzdycham i ostrożnie unoszę rękę. lecz sztywnieje. gdzie czeka na nas gazpacho... Obejmuję go mocno i czuję. i lepiej. Umieram z głodu. – Dołożę wszelkich starań.. eee. proszący o wybaczenie pocałunek – po czym ruszamy niespiesznie w stronę dziobu. po czym kładę mu ją na sercu. Ale mój strój nie jest odpowiedni na kolację. – Dla mnie wyglądasz dobrze. panie Grey. – Oboje musimy.. Odpowiadam mu takim samym uśmiechem.

Cóż.. – Zawsze będę cię kochać. – Jak masz ochotę spędzić resztę wieczoru? – Przechyla głowę i patrzy na mnie pytająco. by włosy ci się w coś wplątały – mówi cicho i przez chwilę milczy. – Kocham cię – mruczę. Czy ja kiedykolwiek zrozumiem tego mężczyznę? Hmm – ten crème brûlée jest przepyszny. Sprawdzam. – Nie chcę. – Desperacko szukam w głowie jakiegoś innego tematu. Rozbijam łyżeczką warstwę skarmelizowanego cukru i kręcę głową. – Uśmiecha się szeroko. – Chcę? – Rzucam mu spojrzenie spod rzęs i biorę łyk wina. Co mu się przypomniało? To coś bolesnego. Nie chcę mu o tym przypominać. Nie muszę wiedzieć. Wydaje się niespokojny. Czerwienię się. ale po chwili wyraźnie się odpręża. Czy już zawsze będę w tyle za panem Sekspertem? – Tak. Rozumiem. – Z powodu twojego nieposłuszeństwa. a jego oczy robią się ogromne. – Nie. by ucałować kącik jego ust. – Im pełniejszy masz pęcherz. uspokajającym uśmiechem. i pytam: – Co znaczyło to niechodzenie do ubikacji? – Naprawdę chcesz wiedzieć? – Uśmiecha się lekko.Steward stawia przed nami crème brûlée i dyskretnie odchodzi. Nasze łydki się splatają. Christian sięga po butelkę różowego wina i ponownie napełnia mój kieliszek. – Obdarzam go ciepłym. Anastasio. Christianowi robi się mnie w końcu żal. Kiedy steward uprzątnął nasz stolik. Nachylam się i kładę mu palec na ustach. Byłam jedynie ciekawa. – Czemu zawsze splatasz mi włosy w warkocz? – pytam z czystej ciekawości. – Pomimo mojego nieposłuszeństwa? – Unoszę brew. to sporo tłumaczy. – A ja ciebie – mówi miękko. Bierze do ręki łyżeczkę do deserów i marszczy lekko brwi. Ano. Nagle marszczy brwi. Uśmiecha się szeroko.. Christianie. czy jesteśmy sami. Siedzimy przy stole naprzeciw siebie. zapewne jakieś wspomnienie z pierwszych lat życia. . tym bardziej intensywny jest orgazm. a w jego oczach widać lubieżny błysk. – To pewnie przyzwyczajenie – dodaje. – A niech mnie. – Och. Nachylam się jeszcze bardziej. a on posyła mi ten swój nieśmiały uśmiech. to nieważne.

o pani Robinson.. – Nalegam. Podnosi mnie.. – Zatańcz ze mną.. A mnie nagle brak jest tchu. Kiedy się budzę. Christian gdzieś zniknął. a na suficie chybotliwie odbija się woda. Piosenka dobiega końca i Christian patrzy na mnie oczami pociemniałymi i błyszczącymi. kto ją wykonuje. Przeciągam się i uśmiecham. to . – Tak dobrze tańczysz – mówię. Muszę przyznać. Dość dawno już o niej nie myślałam. że to jego wersja przeprosin i upewnienia się. po czym każe wykonać obrót. – Chodź. nie prowadzą już razem interesów. – Nawet ja sobie przy tobie nieźle radzę. która nauczyła go tańczyć – i pieprzyć się. To coś latynoskiego? Christian uśmiecha się do mnie szeroko i zaczyna się poruszać. Hmm. o zgodę pytałeś mnie dwa i pół tygodnia temu. na co ty masz ochotę. Podaję mu dłoń. Christianie. Ponownie mnie przechyla i składa na ustach przelotny pocałunek. Christianie. zabierając mnie razem z sobą. że dobra z niej była nauczycielka. aczkolwiek niechętnie. czy to dlatego. Christian od dnia urodzin nie wspomniał na jej temat ani słowem. pani Grey. powtarzając słowa piosenki. Znam tę piosenkę. Jeśli chodzi o mnie. że wszystko jest już dobrze między nami. – Bierze mnie w ramiona. – Wiem. Ale wiem. – Mnie twojej by bardziej niż brakowało – mówi i wykonuje jeszcze jeden obrót. ale nie mogę sobie przypomnieć. ku jego rozbawieniu. Bierze ze stolika kieliszek z winem. płynny karmel. a z tego co mi wiadomo. W stacji dokującej na komodzie znajduje się jego iPod. – Brakowałoby mi twej miłości – mruczę. on zaś prowadzi mnie do salonu. – Skoro nalegasz. kobiecie. od czego ja cała się rozpływam. A potem śpiewa mi cicho do ucha. Śpiewa mężczyzna z głosem jak ciepły. lekko tandetnej melodii.Robiąc to. Sprawdzając ponownie twoją teorię? Wzruszam ramionami. wstaje i wyciąga rękę. na co ochotę mam ja – mruczy. – Chodź ze mną do łóżka. Z głośników płyną pierwsze takty zmysłowej. że myśli o niej. dobrze? – szepcze i ta płynąca prosto z serca prośba zupełnie mnie rozbraja. przez iluminatory sączy się słońce. Obdarza mnie enigmatycznym uśmiechem. Christian mocno mnie przechyla. ale nic nie mówi i zastanawiam się.. a ja piszczę zaskoczona. Włącza go i wybiera utwór.

jak się goli. Też się uśmiecham i obserwuję. a on pochyla się i daje szybkiego buziaka. włącza nocną lampkę i wpatruje się we mnie. że mu przeszkodziłam. Unosi brodę i pewnymi ruchami przesuwa maszynką po szyi. ja z ciekawości zgoliłam włosy łonowe. Wstaję i idę do łazienki. pani Grey – mówi. że w czasie. – Przypomina mi się wesołość Christiana. kiedy w Londynie odkrył. – Dzień dobry panu. jeśli znajduje się w jakimś pomieszczeniu sam – powód jest poważny i raczej nie mam teraz ochoty o nim myśleć. zrobiłaś? – wykrzykuje Christian. Uwielbiam ten widok. że nieświadomie naśladuję jego ruchy. – Dobrze się bawisz? – pyta. Musi być już północ. Zasznurowuję usta. – Nie – burczę. I zastaję w niej golącego się Christiana. który stara się wszystko mi wynagrodzić. – Dzień dobry. Przyłapuję się na tym. Moje policzki nabierają . Christianie. Zastanawiam się nad tym. udając nadąsaną. jeśli nie liczyć owiniętego wokół bioder ręcznika. – Mam zająć się tobą? – szepcze łobuzersko i unosi maszynkę. Połowę twarzy ma nadal pokrytą pianką. brudząc mi twarz pianką. – Doskonale – mruczę. godzinami mogłabym ci się przyglądać. jak to jest pójść do łóżka z dwoma różnymi mężczyznami – Christianem zagniewanym i Christianem. Odkryłam. – Następnym razem użyję wosku.taki seks za karę i seks na zgodę mogę mieć codziennie. Siada na łóżku w naszym apartamencie w hotelu Brown’s niedaleko Piccadilly. Och.. Sama nie wiem. Naturalnie moje dzieło nie spełniało rygorystycznych standardów Pana Doskonałego. że nigdy nie zamyka drzwi na klucz. Odwraca się i uśmiecha do mnie promiennie. gdy on brał udział w jednym ze spotkań.. Jest nagi. Jego usta tworzą zaskoczoną literę O. Na pierwszy rzut oka widać. – Co ty. w którym wydaniu podoba mi się bardziej. u licha. niespeszony tym. Christian odwraca się i uśmiecha drwiąco. Nie jest w stanie ukryć pełnej przerażenia wesołości. że jest w doskonałym humorze.

– Co? Nie.barwy pościeli w pokoju zabaw i próbuję obciągnąć satynową koszulkę. Wrócił żartobliwy nastrój. Zakrywam dłońmi twarz. Co on w tym widzi takiego zabawnego? – Przestań się ze mnie śmiać. co my tu mamy? – Christian składa pocałunek tam. nie rób tego. Po zapierającej dech w piersiach chwili odsuwa się i opiera na łokciu. – Nie śmieję się.. ujmując twarz w dłonie. Czemu tak bardzo się wstydzę? – Hej – mówi łagodnie i odciąga moje dłonie.. – No dobrze. żeby iść na woskowanie. Wiję się pod nim. zamieniając się w szept. – Przygryza wargę.. że mógłby nim zapalić suche drwa.. i przypomniał mi się salon piękności i pomyślałam. co o nich myślę. Jestem. nachyla się i prześlizguje ustami po nagim brzuchu w stronę mej kobiecości. wzięłam prysznic i przypomniały mi się te wszystkie twoje zasady. . Już się nie śmieje. Anastasio.. – Analizowałam je po kolei i to.. – To widzę. Ale dlaczego? – Uśmiecha się od ucha do ucha. nim jednak zdążę eksplodować. lecz obserwuje mnie czujnie. – Au! – wołam. – Och. Patrzy na mnie. żeby się nie roześmiać.. Dlaczego? Biorę głęboki oddech. ogoliłam się. Przytrzymuje mi rękę. – On chyba żartuje! Zakrywam się. – Mój głos cichnie. – Pochyla się i całuje mnie czule. kiedy wyszedłeś na spotkanie. osłaniając świeżo wygolone miejsce. lecz miłością. – Och. – Jesteś zniewalająca – szepcze i całuje raz jeszcze. – Chyba powinienem przeprowadzić dokładną inspekcję twego rękodzieła. Posyła mi spojrzenie tak gorące. jestem zachwycony – mówi. – Och.. Ano. – Dziś rano. Dlaczego? – Oczy skrzą mu się wesołością. eee. gdzie jeszcze rano miałam włosy łonowe. niechętnie poddając się przeznaczeniu. następnie przesuwa po mnie kolącą brodą. Cóż za wrażliwe miejsce. żeby nie widział. – Nie chowaj się. Nie miałam dość odwagi. że to właśnie by ci się spodobało. Odsuwa moje dłonie i przesuwa się zwinnie tak. – Powiedz mi. że teraz znajduje się między moimi nogami. – Ana! – Ja. – No mów. Mruga szybko. przepraszam. a oczy mu błyszczą – jednak tym razem nie rozbawieniem.

Och. Przechyla głowę. Podniecające? Naprawdę? – To cię podnieca? – W moim głosie słychać zdumienie. – Wyskakuje nago z łóżka i idzie do łazienki. – Och. Prycha... Ależ ty jesteś perwersyjny – mamroczę. moją maszynkę. Wpatruję się w niego. Nie – piszczę. – Intymne? – pyta szeptem. a co mi tam. – Nie. – A to dlaczego? Rumienię się. u licha. że daj spokój ze wstydem. Nie.Spojrzenie Christiana wędruje ku mojej twarzy. Kładę się na plecach i zakrywam ramieniem twarz. – Christian! Nie będziesz mnie golił. krem i ręcznik. Cholera – mamroczę. – Skoro cię to uszczęśliwia. – Chcę cię ogolić – szepcze. unosząc biodra. jest bardzo podniecające. że. . żebym nie musiała na to patrzeć. – Wprost przeciwnie.. – Nie widzisz? – Zerka w dół na wzwód. Ze wszystkich aroganckich. Czy to nie oczywiste? – Dlatego. – Mam pomysł. no ale jednak. – Chyba coś przegapiłaś – mruczy i pociąga lekko za włoski. Christianie... Poza tym robiliśmy już razem takie rzeczy. O nie! – moja podświadomość z trzaskiem zamyka Dzieła zebrane Karola Dickensa.. maleńka. że to położy kres jego skrupulatnym i raczej wścibskim oględzinom. łaknę intymności z tobą. – Pani Grey.. w sumie to prawda. jak już coś robić. – Ana. to porządnie. swój pędzel do golenia. proszę bardzo. zrywa się z fotela i kładzie ręce na biodrach. żeby mógł podłożyć mi pod pupę ręcznik. – To nie przystoi! – biadolę. A tę część twego ciała znam lepiej niż ty. Całuje wewnętrzną część uda. – Och. mając nadzieję. Widać w nim zmysłowe pragnienie. – Oczy ma szare niczym niebo podczas letniej burzy. masz stuprocentową rację. niosąc kubek z wodą. Co on. wiesz o tym.. to po prostu zbyt. Wszystko oprócz ręcznika kładzie na stoliku nocnym i patrzy z góry na mnie. Unieś biodra.. robi? Chwilę później wraca..

a wzdłuż mego kręgosłupa przebiega rozkoszny dreszcz. – Zadowolony? – pytam. Chwyta mnie za lewą kostkę i rozsuwa nogi. W końcu odsuwam rękę z twarzy i patrzę na niego.. co wydarzyło się później. Materac ugina się. – Ja też. – Leż nieruchomo – beszta mnie Christian i ponownie używa pędzla. – Dobrze. przesuwa maszynką po mej wrażliwej skórze. gdy przesuwa pędzlem po kości łonowej. . – Może dla ciebie. Owszem. po czym nakłada na niego krem. – Inaczej rzeczywiście cię zwiążę – dodaje groźnie.. – Ale to było fajne – mówi. To dobrze. pani Grey. Teraz jest idealnie. gdy Christian siada między moimi udami. – Uśmiecham się. to.. – Nie.. która mnie zaskakuje. Czuję łaskotanie. – Nie ruszaj się – burczy i wyczuwam. że mocno się koncentruje. a ja wbijam wzrok w dłonie. W sumie jednak ma rację. było. Siedzi i podziwia swoje dzieło. podniecająco. – Proszę bardzo. Nie mija dużo czasu. Jest ciepły. – Kolejny pierwszy raz. jak zanurza pędzel w wodzie. – Obiecuję. – I z delikatnością. Robię głośny wdech. – Och. – O ile mnie pamięć nie myli. że brak włosów łonowych może aż tak bardzo zmienić doznania. Lubię pierwsze razy. Wiercę się. ale takie przyjemne. – Bardzo. No to zaczynamy. Nie miałam pojęcia. dało ci sporo satysfakcji. Christian wraca do golenia. sporo. – Uśmiecha się szelmowsko i powoli wsuwa we mnie palec. Głos mam schrypnięty.. – Bardzo chciałbym cię teraz związać – mruczy. a wyciąga spode mnie ręcznik i wyciera pozostały na ciele krem. kiedy sięga po maszynkę. W jego spojrzeniu dostrzegam cień drwiny. – Robiłeś to już? – pytam z wahaniem.Słyszę. że nie będę się ruszać.. – Hmm.

. unosząc materiał koszuli nocnej. Przygląda mi się z czujnym. Popycham go lekko w stronę białego taboretu. – Wet za wet. gdy tymczasem ja delikatnie przesuwam maszynką po policzku. tylko się droczę. Czy nie tak zachowują się mężowie beznadziejnie zakochani w swoich żonach? – Christian unosi mi brodę i patrzy w oczy. – Mogę cię dziś gdzieś zabrać? . Christian wypuszcza powietrze. pora na rewanż. A niech mnie. że rozmyślnie mnie nie skrzywdzisz. manewrując tak. Kręcę powoli głową. – Nigdy bym cię z rozmysłem nie skrzywdziła. że zamierzam zrobić ci krzywdę? – Z tobą nic nigdy nie wiadomo. Ponownie przesuwam maszynką po szyi. Nachylam się i całuję go w usta. i nie polała się ani kropla krwi. po czym pociąga mnie do siebie.– Hej. odsłaniając kawałek gładkiej skóry. – Wiesz. – Ana – rzuca ostrzegawczo. aby unieruchomić mu głowę. robiąc minę na tyle poważną. – Siadaj – mówię. że mam jeszcze lepszy dostęp. – Sądziłeś. gdy dociera do niego mój zamiar. Hmm. na ile jestem w stanie. Bardzo delikatnie przesuwam maszynką w górę szyi aż do brody. ale nie. odsłaniając jeszcze więcej gładkości. Skonsternowany siada. Christian zamyka oczy. Christianie. panie Grey. Otwiera oczy i obejmuje mnie. a ja wyjmuję mu z dłoni maszynkę. – Zrobione. Naprawdę jest nieźle umięśniony. biorąc głęboki oddech. Patrzy na mnie nierozumiejącym wzrokiem. Opieram dłonie o jego przedramiona. – Odchyl głowę – szepczę. po czym poddaje się i odchyla głowę. wiem. – Wiem – mówi. Zaciska mocno powieki i rozchyla usta. Z niepokojem próbuje wybadać moją reakcję. co robisz? – pyta niskim głosem. Ano.. rozbawionym niedowierzaniem. Waha się. Przesuwa ręką w górę mej nogi. – Uśmiecham się z dumą. Niepewnie kładę dłoń na jego włosach nad czołem i chwytam je mocno. przechylając głowę tak. pozwala mi się ogolić. Jeszcze dwa ruchy i koniec. bym siadła na nim okrakiem.

. przyjaciółka Elliota. – Czemu mi o tym nie powiedziałaś? – Zsuwa mnie z kolan i wstaje. jasne. która zaprojektowała wnętrze domu Christiana w Aspen. unosząc brew. – No a teraz o co ci chodzi?! – wykrzykuje. Inwestycje? Jezu. architekt. Och. co zrobiłem wczoraj? – Wzdycha i chowa nos między moimi piersiami. Mają tam kilka galerii. Kręcę głową. jako że naznaczyłeś mnie malinkami. Sztuka. poza tym to bardzo stare. chce kupować dzieła sztuki. Że też musiał mi o niej przypomnieć. Przechadzam się z Christianem . – Nie. dziś nie będzie. zabytkowe miasteczko. – Chyba nie złościsz się jeszcze o to. – To kawałek drogi stąd. Nie chcę wyjść na zazdrośnicę.. Pomyślałem. Pomyślałem. – Nie. Jak mogę mu powiedzieć. Nazywa się Saint-Paul-de-Vence. – Nie znam się na sztuce. Wzrusza ramionami i uśmiecha się do mnie.– Nie będzie opalania? – pytam zjadliwie. że to akurat powstrzyma go od dalszego wypytywania. Gia Matteo. Jak ja mam to robić? – Co się stało? – pyta. że nie lubię Gii? Moja niechęć jest irracjonalna. Głodna jestem – burczę. – Kupimy tylko to. że wolałabyś zająć się czymś innym. jedno z najbardziej malowniczych miejsc. skutecznie udaremniając leżakowe plany. jakie w życiu widziałam. czemu nie? Postanawia zignorować mój ton. Christianie. co nam się spodoba. – Cóż. że mamy dopiero szkice od architekta wnętrz. Saint-Paul-de-Vence to warowne średniowieczne miasteczko na szczycie wzgórza. Oblizuje nerwowo usta. wiem. Nie mam na myśli inwestycji.. – No co? Kręcę głową. co nam się spodoba. – Mów – nakazuje. ale co nam szkodzi popatrzeć.. gdybyśmy natrafili na coś. Odsuwam się. ale z tego co czytałem. warto tam jechać i mój tato też poleca to miasteczko. – Posłuchaj. Podczas naszych spotkań czepiała się Christiana niczym jakaś pijawka. że moglibyśmy kupić kilka obrazów lub rzeźb do nowego domu. wiedząc doskonale.

Tyle tu do oglądania – wąskie uliczki i przejścia prowadzące do dziedzińców z kamiennymi fontannami. Usta Christiana wykrzywiają się lekko. Następna jest malarka specjalizująca się w martwej naturze – owoce i warzywa z bardzo bliska w nasyconych. ssąc zausznik okularów przeciwsłonecznych. Dobry pomysł. – W kuchni – mamroczę. – Pokazuję na trzy obrazy przedstawiające papryczki. Jest tu dość sporo turystów. a ja czuję to w lędźwiach. – Przypominają mi. – bierze mnie w ramiona – że mnie rozpraszałaś. Pięć tysięcy euro za jeden. Jeden.. . Gdzie byś je powiesiła? – Co? Christian muska mi nosem ucho. uśmiechając się do mnie. – Ja też nie – mówi Christian. ale przy boku Christiana czuję się bezpiecznie. – Może nie jakoś szczególnie szybko. jak kroiłeś u mnie warzywa. Leniwie zastanawiam się. – Te mi się podobają. O kurwa! – Są naprawdę drogie! – No i? – Ponownie trąca mnie nosem. kiedy bez powodzenia próbuje ukryć rozbawienie.po brukowanych uliczkach. żeby zrobił zdjęcia mi. rękę trzymając w tylnej kieszeni jego szortów. – Niezupełnie to miałam na myśli – burczę z dezaprobatą. – Chichoczę. czy powinnam mu pozwolić. Ano. gdzie byś je powiesiła? – Przygryza mi ucho. Bierze mnie za rękę i przechodzimy do kolejnego artysty. – Sądziłem. Docieramy do wysadzanego drzewami placu. ma na głowie tradycyjny beret. pięknych barwach. Zerkam na cenę. pomimo upału. Ciekawe. – Hmm. czy rzeczywiście je zniszczył. że poszło mi całkiem nieźle – mruczy. – Obrazy. naszej garderobie. W pierwszej galerii Christian przygląda się z roztargnieniem wiszącym na ścianie fotografiom erotycznym. rzeźby sprzed wieków i te współczesne. który znalazłam w jego garderobie. gdzie trzech starszych panów gra w bule. Taylor i Gaston albo Philippe – nie jestem w stanie ich rozróżnić – chodzą za nami. pani Grey. fascynujące niewielkie butiki i sklepiki. ale prawda jest taka.. Przywołują wspomnienie kartonu ze zdjęciami. – Przyzwyczaj się do tego. To prace Florence D’elle – nagie kobiety w różnych pozach.

Minę ma pełną rezerwy. Posunęłam się zbyt daleko? Powiedz coś. Zjedliśmy lunch i siedzimy właśnie na kawie w hotelu Le Saint Paul. wśród którego porozrzucane są małe. – Gdzie chcesz iść? On mówi! I nie jest na mnie zły – dzięki Bogu. Jego oczy stają się wielkie. czy to wspomnienie. – Cholera. Szary. że dziwka pozwalała mi bawić się swoimi włosami. . Przenosi wzrok na moją dłoń i marszczy brwi.. On jednak zachowuje milczenie. czy powiedzieć coś jeszcze. schludne domki. Wyraźnie pożera go wzrokiem. odziana w biel kobieta. Puszcza moją dłoń i wstaje od stolika. – Chodźmy. Nie wiem. Chwytam jego dłoń. Na uroczej wąskiej ulicy bierze mnie za rękę. Moje rozmyślania przerywa Christian.. Winnice i pola słoneczników tworzą radosny patchwork. Widoki są oszałamiające. błagam. ale kieruję uwagę z powrotem na obrazy. Ton jego głosu napawa mnie niepokojem. Przekroczyłam granicę? Nie mam pojęcia. Przygląda mi się. Kręci głową i bierze głęboki oddech. za którym siedzi młoda. – Naprawdę? – Tak. że widok rozpościera się aż do morza migoczącego na linii horyzontu. o mamusiu. że kochałeś swoją matkę. Pięć tysięcy euro. Serce mi zamiera i nie wiem. Decyduję się na to drugie i posłusznie wychodzę za nim z restauracji. czy po prostu odpuścić. ale nic nie mówi. Oddycham z ulgą i wzruszam ramionami. Christianie. – Pytałaś. O cholera. Mam ochotę przewrócić oczami. ponieważ nie mogę znieść panującej między nami ciszy. przyszpilając mnie niezgłębionym spojrzeniem szarych oczu. – Myślę. On chyba czuje się winny.Puszcza mnie i podchodzi niespiesznie do biurka. Co mam powiedzieć. – Tak. Dzień jest taki pogodny. a z jego twarzy niczego się nie da wyczytać. kiedy się bawisz moimi włosami. Serce podchodzi mi do gardła. Wydaje się zagubiony. – W moim głosie słychać wahanie. Patrzy na mnie niepewnie. kiedy słyszę coś takiego? – Lubię. Ma na myśli swoją biologiczną matkę. – Powiedz coś – szepczę. dlaczego zaplatałem ci włosy – mówi cicho. czy tylko sen. – To prawda. – Wydaje mi się.

ciesząc się. którą zostawiły kajdanki. moim Szarym. Ta myśl mnie zasmuca i po raz pierwszy się zastanawiam. unosi brodę i niespokojnie bada wyraz mojej twarzy. gdzie Philippe/Gaston zaparkował przestronnego mercedesa. Zawsze będzie Szarym. czy kiedykolwiek minie. nie minęło. Christian zatrzymuje się przed niewielkim sklepem jubilerskim i patrzy najpierw na wystawę. Nie chodzi o to. i należy on do mnie. czy coś jedli. Tak naprawdę przyciąga mnie to. pokaleczona dusza. żeby się zmienił? Nie.. Podnoszę na niego wzrok i przez chwilę podziwiam jego zniewalającą urodę.. Obejmuje mnie ramieniem i kierujemy się w stronę miejsca. aby czuł się kochany. Christianie. Wiem. pomimo tej całej swojej „szarości” mój mąż potrafi być taki romantyczny. Unosi dłoń do ust i na wewnętrznej stronie nadgarstka składa delikatny. że za nami drepcze nasza ochrona i przez chwilę się zastanawiam.. potem na mnie. że nie jest na mnie zły. Było. – To nie boli – powtarzam. Nie. jak kiepsko wywiązuje się ona ze swoich obowiązków? Wzdycham ciężko i przytulam go jeszcze mocniej. chyba nie – na tyle tylko. przepraszający pocałunek. – To nie boli – zapewniam go. Ujmuje moją wolną dłoń i przesuwa kciukiem po jasnoczerwonej linii.– Cieszę się. Chcę. że druga dłoń wysuwa się z kieszeni jego spodni. No ale prawda jest taka. Ją też ujmuje i obraca delikatnie. że urzeka mnie jedynie jego piękna twarz i oszałamiające ciało. co się kryje za tą perfekcją.. minęło. Puszcza mi lewą dłoń.. który podarował mi przy śniadaniu podczas naszego pierwszego poranka w Londynie. Wsuwam dłoń w tylną kieszeń szortów Christiana. Czerwoną linię zasłania platynowy zegarek Omega. – Wiesz.. że nie lubię rozmawiać o tamtym gównianym okresie. . moim Życiem Christian Wbrew wszystkiemu. że jednak się do mnie odzywasz. Anastasio Jesteś moim Więcej moją Miłością. jego delikatna. – Chodźmy – mówi i pociąga mnie za sobą do sklepu. Przekręca się tak. aby przyjrzeć się nadgarstkowi. Przenoszę wzrok na bladoczerwony ślad na nadgarstku. No ale potrafi być także brutalny. Wygrawerowane na nim słowa nadal mnie zachwycają. że który czterolatek nie kocha swojej mamy. bez względu na to.

– Drugą nogę też chcę. – Lepiej? – szepczę. i siebie.. Jest przepiękna. czy jego dłoń zamierza przesuwać się w górę. Jest szeroka i zakrywa czerwony ślad. po czym zabiera dłoń i kładzie ją na mym udzie. wpatrując się w błyszczące.– Proszę. W samochodzie nastrój ma refleksyjny. Bransoletka łapie wpadające przez okno promienie słońca i na ścianach zaczynają tańczyć małe połyskujące tęcze.. Mam na sobie krótką. że chuda jak tyczka sprzedawczyni przygląda się nam z zazdrością i dezaprobatą. rozkloszowaną biało-błękitną spódnicę oraz niebieską dopasowaną bluzeczkę na ramiączkach. – Tak już lepiej – mruczy. Za kierownicą siedzi jeden z bliźniaków – chyba Gaston – a Taylor zajmuje miejsce obok. – A ja tak. czy w dół. Zapina mi ją na nadgarstku. – Nie potrzebuję tego. Wstrzymując oddech. – Christian rozpina platynową bransoletkę. którą właśnie kupił. Christian pogrążył się w rozmyślaniach. mój Szary. – Dziękuję. Wygląda przez szybę na pola jaskrawożółtych słoneczników pławiących się w popołudniowym słońcu. – Potrząsam nadgarstkiem. Ujmuję jego dłoń i ściskam pokrzepiająco. – Nie. nie potrzebujesz. – Nie. Christian waha się i nie wiem. ale za to. zarzucam mu ręce na szyję i całuję.. Magiczną podróż poślubną. – Staję na palcach. Jeszcze nigdy nie miałam na sobie nic tak drogiego. że jest mój. Szczęściara ze mnie – szepczę. . delikatna: filigrany w kształcie drobnych kwiatków z maleńkimi diamencikami w środku. Do tego kosztowała trzydzieści tysięcy euro. Przekręcam się tak. nie w podziękowaniu za bransoletkę. Christianie. Zerka na mnie. a jego spojrzenie łagodnieje. Anastasio. Już tyle mi podarowałeś. to ja mam ogromne szczęście. Londyn. Dlaczego? Dlaczego on tego potrzebuje? Czuje się winny? Z powodu czego? Śladów na nadgarstkach? Biologicznej matki? Niezwierzenia mi się? Och. Paryż. Tyle zrozumiałam z prowadzonej po francusku rozmowy ze sprzedawczynią. że siedzę teraz przodem do niego. szare oczy. świadoma tego. Nagle chwyta mnie za kostkę i kładzie moją stopę na swoich kolanach. – Wiesz dlaczego – odpowiada Christian niepewnie. Lazurowe Wybrzeże. czekam na delikatny dotyk jego palców. Co on ma zamiar zrobić? Decyduje się ruszyć w dół..

i kładę drugą stopę na kolanach Christiana. że już go straciłam. To było odlotowe. – jeszcze bardziej ściszam głos – . Przed nami opuszcza się przyciemniana szyba i dziesięć sekund później można powiedzieć. Zerka na mnie i widzę. wyglądając jednocześnie przez szybę. maskują je paseczki od sandałów. pozostawiając nogi na jego kolanach.Rzucam nerwowe spojrzenie Taylorowi i Gastonowi. – Chcę się przyjrzeć twoim kostkom – wyjaśnia cicho Christian. co mi zrobiłeś. że jest tam także Gaston. bym rano je widziała. którzy patrzą przed siebie na drogę... że widząc te ślady. Kiedy tylko będziesz chciał. Och! W jednej chwili powściągliwy. że już zamknęliśmy ten temat. gdyby z przodu znajdował się tylko Taylor. Znowu jest roztargniony i zamyślony. a ja strząsam sandał na podłogę. że jesteśmy sami. Usta ma zaciśnięte. Christian uśmiecha się lekko i wprawnie rozpina jeden pasek.. – To nie boli – mamroczę..... a w następnej rozmowny? Jakie to. Ujmuję dłonie Christiana. Unosi rękę i wciska umieszczony na drzwiach z jego strony guzik. że przepierzenie nie jest jeszcze ciemniejsze. O nie. . jak w tej chwili – mówi. Odpinam pasy i przysuwam się bliżej niego. w stylu Szarego! I jak ja mam za nim nadążyć? – A jak się czujesz? – Mocno niefajnie – mówi cicho. Poprawia się na siedzeniu. gdy dostrzega czerwone ślady. Czego się spodziewałeś? – pytam miękko. poczuję się tak. Spojrzenie ma niespokojne. – To malinki mi się nie podobają – szepczę.. Mam ochotę wejść mu na kolana i mocno przytulić i tak bym zrobiła.kajdankami. mnie się to podobało. jakby mi wierzył. I poważnieje. to. Nie przypominam sobie. Kiwa głową. możemy zrobić powtórkę. Delikatnie przesuwa kciukiem po prawym podbiciu. nic dziwnego. mechanicznie głaszcząc mi stopę. że jest smutny. myślałam. – Nie spodziewałem się. że z tyłu tego auta jest tyle miejsca na nogi. Bardziej niż podobało. Ślady po kajdankach? Jezu. Powstrzymuje mnie świadomość. Odwraca się do mnie i wzrusza ramionami. To łaskocze. Wiem jednak. Wow.. – Wszystko inne... – Odlotowe? Moja wewnętrzna bogini unosi zaskoczona głowę znad powieści Jackie Collins. – Hej.. Nawet jeśli zostały ślady. Szkoda.

nie Gaston. krzywi się. muszę wiedzieć. okej. I pełną listę wszystkich osób. Dobrze.. Cholera. za godzinę muszę się znaleźć na pokładzie.– Tak.. Christian ponownie wciska guzik przy drzwiach i przepierzenie się podnosi. to Philippe. – Christian rozłącza się. wygląda na to.. Całodobowa ochrona w drugim magazynie danych. łącznie z personelem sprzątającym.. Wracam na swoje miejsce.. aby słyszeć rozmowę. Tak.. – Ktoś ranny? – pytam cicho. – Uśmiecham się szeroko. Chce. Pożar? W biurze Christiana? W głowie mam gonitwę myśli. w porządku. Przyślij mejl za dwie godziny. – W serwerowni? – pyta z niedowierzaniem. że argon jest rzeczywiście skuteczny. – Sądzę.. ale Christian nie puszcza kostki. ani na policję. – Tak? Dobrze. niż słyszę.. Przynajmniej na razie. po czym przeczesuje palcami włosy. Dziękuję. Napieram palcami na jego twardniejące krocze i bardziej widzę. a ja raz jeszcze obejmuję go palcami. – Monsieur. .. tak. żebym przestała? Kontynuowała? Nieruchomieje. Christian zerka na mnie.. Cholera. Każ Andrei zadzwonić do mnie. Taylor odwraca się. Raport dotyczący zniszczeń? Argon? To chyba jakiś pierwiastek? – Wiem. że powinna pani zapiąć pasy. – Ktoś ranny? Jakieś szkody? Rozumiem. po czym od razu wybiera w telefonie jakiś numer.. Marszczy brwi. – Aktywował się system przeciwpożarowy? Pożar! Zabieram nogi z jego kolan i tym razem mnie nie powstrzymuje.... – W takim razie godzina. – Nie... – Philippe.. – Welch. Nie. Znowu przeszkadza nam jego praca. – Barney – warczy. Próbuję opuścić nogi. – Kończy rozmowę. zapinam pasy i bawię się nerwowo bransoletką za trzydzieści tysięcy euro... pani Grey. Ani do straży pożarnej. Wzrok ma nieprzenikniony. które miały tam dostęp w ciągu ostatnich pięciu dni. Ostrzegawczo chwyta moją kostkę. że jest wcześnie. Kiedy? – Po raz kolejny obrzuca spojrzeniem zegarek.. – Głos ma niski. po czym wyjmuje z kieszeni nieodłącznego BlackBerry. Kiedy? – Christian raz jeszcze zerka na zegarek. Chcę mieć szczegółowy raport z wyliczeniem zniszczeń. że zadzwoniłeś. Robi kolejny wdech. a jego spojrzenie ciemnieje... Zerka na zegarek i odbiera telefon. Kręci głową. jak wciąga powietrze. Samochód przyspiesza.

docierając tym do sedna mego niepokoju. – Chcę popłynąć skuterem. Siedzi w mniejszym salonie. więc wiem. a jakżeby inaczej. opalać się – w ubraniu – ale nie jestem w stanie się odprężyć i nie opuszcza mnie uczucie niepokoju. zdejmuję niedorzecznie drogą bransoletkę i ruszam na poszukiwanie Taylora. proszę. – No i proszę bardzo. – Ana. nie wiedząc.– Niewielkie szkody. – Nic się tym nie martw. – Pani Grey – mówi. Mój zespół się wszystkim zajął. – Marszczy brwi. czy to było podpalenie – mówi.. – Gdzie wybuchł pożar? – W serwerowni. – Czemu tak mało szkód? – Serwerownia jest wyposażona w supernowoczesny system przeciwpożarowy. że nie chce rozmawiać na ten temat. – Chciałabym się wybrać na zakupy. podnosząc z zaskoczeniem głowę znad powieści Anthony’ego Burgessa. – Wstaje. Otwiera usta. nie martw się. Christian już ponad godzinę temu zaszył się w gabinecie na jachcie. Przebrawszy się w szorty i T-shirt. No. Jego odpowiedzi są zdawkowe. a teraz to? Co dalej? ===aVxlVW1c ROZDZIAŁ CZWARTY Nie mogę sobie znaleźć miejsca. – Nie martwię się – kłamię. – Nie chcę tym zawracać Christianowi głowy.. Próbowałam czytać. przylegającym do gabinetu Christiana. – Nie mamy pewności. – W Grey House? – Tak. spokojny i zupełnie niewytrącony z równowagi. co powiedzieć. – Ściska mi uspokajająco dłoń. Wzdycha. Charlie Tango. . – Eee. wrócił pan prezes. Moja dłoń mknie ze strachem ku szyi. proszę pani. – Dobrze. oglądać telewizję.

chwileczkę – rzuca do aparatu. do diaska. Patrzy na mnie z grzecznym wyczekiwaniem. Pukam więc do drzwi gabinetu i wchodzę. Taylor czeka pod drzwiami. czemu się czuję. – Puszcza mnie. wzdycham głośno i wyrażam. na litość boską! Mam ochotę przewrócić oczami. odpowiednią porcję pełnego frustracji oburzenia. a nie chciałbym stracić posady. aby móc wrócić do naszego miesiąca miodowego. Kurde. że dzieje się coś naprawdę poważnego. gdy mnie rozpraszasz. Kiedy mnie puszcza. Nie dam mu się onieśmielać. Przepraszam. – Idź wydać trochę pieniędzy. jakbym się znalazła w gabinecie dyrektora szkoły? Ten mężczyzna wczoraj mnie skuł kajdankami. gdyż nie zadaje mi dalszych pytań. Obdarza mnie tym swoim słodko nieśmiałym uśmiechem. nie wydaje mi się. Z uśmiechem opuszczam gabinet. zastanawiając się. brak mi tchu. Podchodzę do niego zdecydowanym krokiem i całuję go w usta. – Jasne. Muszę załatwić tę sprawę. – Wybieram się na zakupy. Prostuję się i posyłam mu szeroki uśmiech. – Nie przepraszaj. aby Christian wkurzył się na Taylora – ani rzecz jasna na mnie. „Nie powiedziałaś mu. Ignoruję ją. to w końcu mój mąż. Christian rozmawia przez BlackBerry.. eee. – Świetnie. – Nie. Zabieram ze sobą ochronę. że bierzesz skuter” – beszta mnie tym swoim śpiewnym głosem. – Coś jeszcze? – pyta. ale tylko je mrużę. oddzwonię – rzuca do telefonu. Z drugiej strony nie chcę. bierze mnie w ramiona i całuje namiętnie. Oczy ma pociemniałe z pożądania. proszę. kompletnie go zaskakując. wolno mi. opierając się o mahoniowe biurko.. niczego mi nie trzeba – odpowiada. – Kupić ci coś? – pytam. czy mogę mu jakoś pomóc. . weź jednego z bliźniaków i Taylora – odpowiada i wiem już. że nie jestem panią własnego losu. Stoję i patrzę na niego.. Minę ma poważną.– Pani Grey. A co. – Mam ochotę go pocałować. – Załoga się mną zajmie. – Całuje kącik mych ust. Chce. Odkłada go na biurko. – Rozpraszasz mnie. Podnosi wzrok. to przecież mój mąż. aby panu Greyowi się to spodobało. – Andrea. – W porządku. żebym już poszła. – Andrea. Moja podświadomość kręci głową i sznuruje usta. – Przesuwa palcem wskazującym po mojej twarzy. uwielbiam. Och.. jak mi się wydaje. maleńka. Co za megiera. – Dobrze.

a kiedy unosi w górę kciuk. ze spojrzeniem ukrytym za ciemnymi szkłami okularów. przekręcam kluczyk i silnik budzi się do życia. Popłyniemy za panią. i skuter rusza do przodu – ale tym razem silnik nie gaśnie. Jezu. jasne – mamroczę pod nosem. Kuźwa. po czym gaśnie silnik. opanowuję się jednak. Taylor nie kryje uśmiechu pełnego podziwu. że wszystko wydaje się takie proste? Próbuję jeszcze raz. pani Grey. Ha! I płynie! Mam ochotę krzyczeć i piszczeć z podniecenia. – Gaz trzeba dodawać powoli. Próbuję raz jeszcze. i jeszcze. dalej to łatwizna! – woła Taylor. Skuter wyskakuje do przodu. Towarzyszy nam Gaston. troje ludzi. kiedy znajdzie się pani jakieś półtora metra od nas. Oddalam się powoli od jachtu i wpływam do głównego portu. – Gotowa? Kiwam entuzjastycznie głową. aby w moim głosie nie słychać było sarkazmu. pani Grey! – woła Taylor. Do diaska! Jak Christian to robi. starając się. – Jasne. pani Grey. Za sobą słyszę gardłowy ryk motorówki. że dobry z niego nauczyciel. – Okej. tylko dlatego że chcę się wybrać na zakupy. Jego spokój i łagodność sprawiają. Tak! Płynie dalej. Dodaję gazu. – Proszę zawiązać pasek z kluczykiem wokół nadgarstka. pani Grey. Odpycha skuter od motorówki. Z ciepłą bryzą we włosach i rozpryskującą się wokół . i silnik znowu gaśnie. – Proszę przekręcić kluczyk. Zapinam kapok i obdarzam Taylora promiennym uśmiechem. aby mi pomóc wsiąść na skuter. – Okej. Kiedy dodaję gazu. Znajdujemy się na motorówce podskakującej lekko na spokojnej wodzie w porcie obok Fair Lady. Możemy płynąć? – Uśmiecham się. To niedorzeczne. – Pani przodem. skuter wystrzeliwuje do przodu. Jeśli pani spadnie. Wyciąga rękę.– Na górze wszystko uzgodnione. prześlizgując się po wodzie. silnik automatycznie zgaśnie – wyjaśnia. – Okej. bardzo powoli naciskając. a za sterami motorówki siedzi mężczyzna z załogi jachtu. Taylor cierpliwie zaznajamia mnie ze wszystkimi kontrolkami i przyciskami przy kierownicy skutera.

pani Grey – mówi spokojnie. Zastanawiam się. by pierwszy do brzegu dobił Taylor. skrzącej się w popołudniowym słońcu. Wow. Wzdycham. ale coś mi mówi. Gaston wyskakuje z motorówki i zawiązuje cumy. Chyba przygląda mi się zdumiony. jak wielką mam słabość do Taylora. Gdy wysiadam z motorówki.mnie wodą czuję się wolna. aby mi pomóc przesiąść się do motorówki. łapiąc za kierownicę. że wcale tego nie chcę. – Przestępuje z zakłopotaniem z nogi na nogę. że wsiadła pani na skuter. Taylor wzdryga się. Gdy kończę to robić. Przy nabrzeżu czekam i pozwalam. Christian jest zły – a w tej akurat chwili ma na głowie wystarczająco dużo zmartwień. Ale odjazd! Nic dziwnego. to jest naprawdę fajne. Spojrzenie Taylora nieco łagodnieje. że się przy tym nie wywracam. że zadzwonił do niego wzburzony Christian. na pewno sam mi o tym powie. prześlizgując się po błękitnej powierzchni Morza Śródziemnego. aby zrobić kółko wokół naszego okazałego jachtu. Wygląda jak wyciosany z kamienia. abym podpłynęła obok. na pokładzie dostrzegam Christiana. co ja mam z tobą począć? Uśmiecham się pogodnie do Taylora. Za to Gaston sprawia wrażenie lekko rozbawionego. aż Taylor wysiądzie z . że chodzi o mnie. co ochłodziło relacje galijsko-amerykańskie i podejrzewam. na jego twarzy dostrzegam cień niechętnego uśmiechu i sama także mam ochotę się uśmiechnąć. – Rozumiem. a skoro nie jest zbyt zadowolony. mój ty biedny. Och. ale nie lubię. Dociera do mnie. Bardzo powoli manewruję skuterem. Cóż. Nie widzę jego miny. podając mi torebkę. Wyciąga rękę. pani Grey – mówi cicho. w końcu jednak unosi rękę i wykonuje coś na kształt machnięcia. – Proszę po prostu wyjąć kluczyk. patologicznie nadopiekuńczy mężu. gdy mnie strofuje – nie jest w końcu moim ojcem ani mężem. Co ja sobie myślałam? Gdy stoję na nabrzeżu i czekam. Nie mogę uwierzyć. czy wydarzyło się coś. – Pani Grey – mówi nerwowo Taylor. Odważnie unoszę jedną rękę i macham do niego entuzjastycznie. – Dobrze. pana Greya tu nie ma. Taylor zaś pokazuje mi. choć trudno mi to dostrzec z takiej odległości. kiedy wrócimy na jacht. a jego policzki robią się różowe. skręcam. Minę ma ponurą i serce mi zamiera. kieruję się więc w stronę mariny. że Christian nigdy nie daje mi prowadzić. – Pan Grey nie jest zbyt zadowolony z tego. Ignoruję Taylora i resztę ekipy i po raz drugi okrążam Fair Lady. by znalazł się przy burcie motorówki. Zamiast kierować się w stronę brzegu i przedwcześnie kończyć zabawę. Zwinnie zeskakuję ze skutera mile zaskoczona tym.

a on kręci z rozbawieniem głową. Your Love Is King Sade to melodyjka zastrzeżona dla Christiana. Chyba go tym zaskoczyłam. Proszę. panie Grey. mrugam do niego. – Na razie. że nie zachowałeś się jak zrzęda. O kurczę! Pozwolenie na zabawę! – Dobrze. Słyszę w jego głosie uśmiech. Chcesz czegoś z miasta? – Tylko ciebie.motorówki. Nadawca: Anastasia Grey Temat: Dziękuję Ci Data: 17 sierpnia 2011. wiesz? – szepczę. – Mam drugi telefon. – Cóż. Rozłącza się. w jednym kawałku. Nie złość się. Samochód już czeka i Taylor otwiera przede mną drzwi. – Zrobię. Wzdycha. – Cześć – mówię cicho. wyczuwam wibrującego w torebce BlackBerry. – Ale fajnie było. – Naszym celem jest sprawianie przyjemności – odpowiadam. – Miło mi to słyszeć. chichocząc. Kryzys skuterowy chyba został zażegnany. mała. Po prostu bądź ostrożna. – Wrócę na jacht w motorówce. Wsiadając. by tak się stało. jakżebym śmiał kłaść kres twojej zabawie. Christianie. pani Grey. 16:55 Adresat: Christian Grey Za to. – Cześć – odpowiada. co w mojej mocy. Na razie. Twoja kochająca żona xxx . W samochodzie wystukuję szybki mejl.

co mi dolega. Czy kiedykolwiek się do tego przyzwyczaję? Taylor i Gaston posłusznie chodzą za mną pośród popołudniowego tłumu i wkrótce zupełnie zapominam o ich obecności. To jestem ja – to właśnie mi się podoba. uśmiecham się. że przytłacza mnie nie jedynie Christian. Zakładam ją jeszcze w sklepie. Czytając jego odpowiedź. Pobrzękuje uroczo i kosztuje pięć euro. by antidotum na to. znaleźć w końcu w małym sklepiku z pamiątkami dla turystów. której to się podoba. Mój kochany kontroler. Gucci. Ale w głębi duszy wiem czemu. i zdecydowanym krokiem mijam butiki Chanel. Nie chcę stracić kontaktu z dziewczyną. Zdaję sobie sprawę z tego. To cienka srebrna bransoletka na kostkę z małymi serduszkami i dzwoneczkami. To nie jest prośba.Nadawca: Christian Grey Temat: Próbuję zachować spokój Data: 17 sierpnia 2011. 16:59 Adresat: Anastasia Grey Proszę bardzo. co oderwie jego myśli od wydarzeń w Seattle. x Christian Grey Prezes & Nadopiekuńczy Mąż. Czemu w ogóle chciałam jechać na zakupy? Przecież ich nie znoszę. Inc. Od razu czuję się swobodniej. Ale co mam kupić komuś. ale także jego bogactwo. kto ma wszystko? Zatrzymuję się na niewielkim nowoczesnym placu otoczonym sklepami i przesuwam wzrokiem po wszystkich . coś. Diora i innych projektantów. nigdy. Grey Enterprises Holdings. Chcę kupić coś dla Christiana. Wróć w jednym kawałku.

– Rozumiem. Wyjmuję z torebki BlackBerry i dzwonię do José. – Ana. – Jasne – dodaje i tym razem ton głosu ma znacznie przyjaźniejszy. – Z tej strony Ana. Opowiadam mu swój plan. Christian mnie zaskakuje. bacznie mnie obserwując. aby zapakować mu prezent. że stoi w drzwiach kajuty. Kiedy dostrzegam sklep ze sprzętem elektronicznym. kiedy przyklejam ostatni kawałek taśmy. – Kto. wręcz niespokojny. powiadasz? Mieszkasz w jakimś niezłym hotelu? – Eee. Podziwialiśmy tam wtedy Wenus z Milo... Przychodzi mi do głowy zuchwały pomysł. więc przemykam się chyłkiem do naszej kajuty. . A jednak napytałam sobie skuterem biedy? Czy może chodzi o pożar w biurze? – W pracy wszystko pod kontrolą? – pytam z wahaniem. Uwielbiamy na nie patrzeć. cześć! Gdzie jesteś? Wszystko w porządku? – Wydaje się już bardziej przytomny. – Jachcie? – Dużym jachcie. nie powinnam była do niego dzwonić. – Wzdycham. W mojej głowie rozbrzmiewają słowa Christiana: „Wszyscy podziwiamy kobiece kształty. Cholera. nieważne. Gaston i marynarz pokładowy zajmują się skuterem. Coś takiego nie jest mi teraz potrzebne. a znam tylko jedną osobę. przypomina mi się nasza dzisiejsza wizyta w galerii.. czy to rzeźba. Na jachcie. Christiana nigdzie nie widać. – José. Potrzebna mi jedynie pomoc w wyborze odpowiedniego prezentu.. – Mniej więcej – odpowiada. a przez jego twarz przemyka cień irytacji. – Jego głos staje się chłodniejszy. która mogłaby mi jej udzielić..? – mamrocze sennie. – Mojej rady? – pyta zdziwiony. Przepełnia mnie dziecięce podekscytowanie. – Na południu Francji.po kolei. a jeszcze wcześniej w Luwrze. nie. – Dość długo cię nie było. – Jestem w Cannes na południu Francji i wszystko w porządku. Odwracam się i widzę. potrzebuję twojej rady. obraz czy film”.. Dwie godziny później Taylor pomaga mi przedostać się z motorówki na trap jachtu.

– Stawiam nogę na łóżku i pokazuję mu bransoletkę na kostce. – Podaję mu pudełko.. Uśmiecha się ciepło i już wiem. Christianie. a palce z nabożną fascynacją przesuwają się po fotografii aparatu. Bierze ode mnie pudełko i potrząsa nim lekko. o tak. mając nadzieję. mnie. że poprawię mu humor. . W końcu jego spojrzenie wraca do pudełka. – Uśmiecham się. Ma dwa obiektywy. rozpaczliwie próbując wybadać jego reakcję. – Dziś w galerii spodobały ci się fotografie Florence D’elle. Uśmiecha się szeroko i siada na łóżku. – Nieczęsto dostaję prezenty. ale ten aparat jest do. oby to nie na mnie był zirytowany. które odkryłam w garderobie. – Dla mnie? – pyta zaskoczony. – Przełykam ślinę. że odwrócę tym jego uwagę.. No i. nim stracę odwagę. a mnie przeszywa dreszcz. – Nikon? – Zaskoczony podnosi na mnie wzrok. Marszczy brwi i przesuwa opuszkami palców po czerwonej linii.. są jeszcze tamte zdjęcia. że dalej nic nie rozumie. chciałbyś zrobić zdjęcia. o co mi chodzi. eee. Po jego minie widać. że masz tę małą cyfrówkę. – Mam ciebie. – Ciężko ci coś kupić. Kiwam głową.– Byłam na małych zakupach – mówię z nadzieją. Tobie? – Wpatruje się we mnie. – Patrzy na mnie błyszczącymi oczami.. – Bardzo ładna – stwierdza. – Wiem. Christian wstrzymuje oddech. które pobrzękują wokół mojej kostki. Och. – Zgadza się.. – I to. gdy w końcu zaczyna rozumieć.. O tak. Nachyla się. ignorując leżące na kolanach pudełko. portretów i takich tam. Podchodzi do mnie i dotyka maleńkich dzwoneczków. – Co kupiłaś? – To. Kiwam nieśmiało głową. Masz przecież wszystko. eee.. I pamiętam. starając się nie przywoływać obrazów. Szybko rozrywa papier. – Zdjęcia. – Dziękuję – mówi z nieśmiałą radością. – Na pewno mi się spodoba.. rzecz jasna. że mógłbyś. co mówiłeś w Luwrze. A ja szybko. a jego oczy robią się wielkie. ujmuje moją brodę i składa na ustach czuły pocałunek. kontynuuję: – Pomyślałam. że nie mam się czego obawiać. – Jeszcze nie otworzyłeś.

Chcę? Zaczynam gorączkowo myśleć. wprawiając tym siebie w konsternację.O czym on teraz myśli? Och. wczoraj było naprawdę fajnie. To przeze mnie? Moje wcześniejsze pytania dotyczące jego biologicznej matki? Pożar w pracy? – Czemu tak mówisz? – pytam cicho. powinnam zadzwonić do Flynna? I nagle. – A nie? – pytam. widać w nich nieufność i coś jeszcze.. nie. aby miał w głowie mętlik. w chwili wyjątkowej przenikliwości. Przestań się tym zamartwiać. Wygląda na mocno zagubionego. Że my jesteśmy szczęśliwi. która zastanawia się głośno. O to właśnie chodzi? To jest powodem jego zachowania? Cholera. Nie chcę. Christian przełyka ślinę i przeczesuje palcami włosy. – Mieliśmy hasło bezpieczeństwa. Nie. czego? Bólu? – Dlaczego sądzisz. Od prawie trzech tygodni nie widział się z Flynnem. że jest szczęśliwy.. Ano. że chciałbyś. Od rana się nimi przejmuje.. boi się o mnie. Ta myśl mnie studzi. że robienie mi zdjęć jest. Sądziłam.. – Unoszę rękę. – Dla mnie tego typu zdjęcia były najczęściej polisą ubezpieczeniową. Wzbiera we mnie panika. – Mam w głowie mętlik – szepcze. skuter. Podnosi głowę. Bierze głęboki oddech. odsłaniając czerwoną linię. nie takiej reakcji się spodziewałam. jakbym była jakimś zwierzęciem hodowlanym. – I uważasz. . już ci to mówiłam.. Cholera. Christian się boi.. zagłuszając podświadomość. a moja podświadomość obrzuca mnie takim wzrokiem.. nie! To ty mówiłeś. Bingo! – Christianie. którą mi dziś kupił. uprzedmiotawianiem mnie? – Z twarzy odpływa mi cała krew. – Moje policzki robią się szkarłatne.. Wiem. Christian raz jeszcze wzrusza ramionami. Lubię ostry seks. gdy próbuję opanować rosnącą panikę. i potęguje to widok czerwonych śladów na mojej skórze. że tego chcę? – pyta zdeprymowany. przenigdy nie reaguje zgodnie z moimi oczekiwaniami. a jego spoj – rzenie prześlizguje się na mój nadgarstek. dociera do mnie prawda: pożar. Zaciska powieki. Że go uszczęśliwiam. Kurczę. Podobało mi się. eee. Kiedy otwiera oczy. czemu ktokolwiek miałby chcieć robić mi erotyczne zdjęcia. Charlie Tango. że zbyt długo uprzedmiotawiałem kobiety. jakieś intensywne emocje. Christian przecież nigdy. te ślady to nic takiego. gdzie wcześniej znajdowała się bransoletka. a oczy ma pełne. ponieważ nie jest przyzwyczajony do takiej reakcji na zadawanie bólu.

Christianie? – W moim głosie słychać frustrację. Jeszcze nigdy jego widok tak bardzo mnie nie ucieszył. a ja nie mam pojęcia. chwyta mnie i popycha na łóżko. Słowa te przywołują niepokojące wspomnienie – to. – Powiedz – nalegam. że jest w jakiś sposób powiązany z awarią Charliego Tango? Dlatego tak się martwisz? Porozmawiaj ze mną.. ale wydaje mi się. wyjmuję go z pudełka i zdejmuję blendę. co się teraz dzieje w jego głowie. jak Christian się odpręża i absurdalnie wydyma usta do obiektywu. Christianie – mówię cicho. Wtedy oczy mu ciemnieją. że to symbol kobiecego uciemiężenia. – Myślisz. – Nie. I jeszcze jedna próba. – Powiedz mi! Milczy. Wrrr! To takie wkurzające. Nadal nic nie mówi. Na ostatnim ujęciu kąciki jego ust niemal niezauważalnie się unoszą. ponownie naciskając spust. Znowu wciskam spust migawki i widzę. że tylko się ze mną droczy. panie Grey. Jasna cholera! Nie odezwie się do mnie. Och. lekko. Głos ma lekko schrypnięty.. a na karcie zapisuje się dziesięć zdjęć jego zaniepokojonej miny. – Nic – mówi i nagle znika z pola widzenia. robiąc zbliżenia jego rozbawionej twarzy. nieznanym mu dotąd okazem. Biorę z jego kolan pudełko i otwieram je. ciemiężona nie – odpowiadam. I całkiem często pan to robi. co mi powiedział na temat tego głupiego kontraktu. że to mój prezent – burczy. pani Grey – rzuca groźnie. nie przerywając pstrykania. a mina zmienia się na drapieżną. – Pstrykam kolejne zdjęcia. Cholera. ja to wiem. – W takim razie ja cię uprzedmiotowię – burczę. tak jak wcześniej dzisiejszego popołudnia. proszę. Kieruję obiektyw na Christiana. ale jednak to uśmiech. – Co się stało. – Hej! – wykrzykuję i robię kolejne zdjęcia. Może analizuje moje słowa. Wiedząc. miał zainicjować fajną zabawę. . – Myślałem. – Chcesz być ciemiężona? – mruczy jedwabistym głosem. Mina mu rzednie. Christianie. Ponownie unoszę aparat. Przygląda mi się biernie. dzięki Bogu. – Nieźle mógłbym panią uciemiężyć. i tym razem się uśmiecha. wrócił pan zmienny. – Doskonale o tym wiem. jakbym była jakimś fascynującym. – To przez ten pożar? – pytam. że aparat jest przygotowany do użycia przez niezwykle pomocnego sprzedawcę. Opuszczam aparat i patrzę na niego. Chichoczę. – Nie myśl o tym za dużo. na jego piękną twarz. Siada na mnie okrakiem. ale wygląda na to. – Cóż. Jednym ruchem zrzuca pudełko aparatu na podłogę.Przygląda mi się uważnie. naciskam spust migawki i trzymam.

przestań! – błagam. chichoczę i wiję się pod nim. jakby widział mnie po raz pierwszy. biodrze.Christian uśmiecha się do mnie. – Nie! Przestań! – wołam. on jednak nie odpuszcza – uśmiechając się szeroko i doskonale bawiąc. Pomimo warstw ubrań jego wzwód ociera się o moją kobiecość. – Och. Ciężko dyszę po tym ataku śmiechu. aż dociera do pośladka. wślizgując się władczo i zdecydowanie. unosząc moje kolano. Jego oddech jest podobny i Christian patrzy na mnie z. co za spojrzenie! – Jesteś. próbując powstrzymać. napierając na mnie. nie przerywając robienia zdjęć. Nagle jego pocałunek się zmienia. Och. – Cóż. Puszcza moje dłonie i wplata palce we włosy. co się dzieje? Christian wciąga głośno powietrze i z jego gardła wydobywa się jęk. rodzi się we mnie niepokój. on zaś nagle spełnia moją prośbę. ale zmysłowy. aż w końcu chwytam go za nadgarstek. Piękna – wyrzuca z siebie. chichocząc i odpychając jego ręce. O rany. żeby móc mnie torturować obiema rękami. Z uśmiechem jeszcze szerszym Christian łaskocze mnie niestrudzenie. Taka. pełen czci i podziwu. Na próżno. W tym pocałunku jest coś desperackiego. a on wygląda tak. Nagle kładzie się na mnie. – Żartujesz? – Odkłada aparat na łóżko. Podczas gdy w moim ciele krąży pożądanie. – Christian! – protestuję ze śmiechem. wsuwając mi nogę między uda. – A więc chce pani. Zamykając oczy. naciskając spust migawki.. talii. druga prześlizguje się po moim ciele: po piersi. – Christianie. wciskając w materac – jedną dłonią trzyma mi brodę. budząc każdy mięsień i tkankę. Ponownie mnie całuje. a w reakcji na jego pocałunek moje ciało zalewa fala pożądania. Zza aparatu widać jedynie jego niesforne włosy i szeroki uśmiech. próbując wywinąć się spod niego. Z zachwytem? Miłością? Czcią? A niech mnie. nie jest już słodki. pochyla się i całuje mnie w usta. To sygnał dla mojego libido. na początek sądzę. Jeszcze nigdy mnie nie łaskotał. a ja piszczę. unosi je i kładzie po obu stronach głowy. głęboki i wygłodniały – jego język przypuszcza atak na moje usta. tak? – pyta z rozbawieniem. Chwyta moje dłonie. a sam wisi nade mną. Rzucam głową na boki. abym robił jej zdjęcia.. Szary. czym? Moje płuca przestają funkcjonować. Chwyta aparat za obiektyw i fotograf staje się nagle modelem. że powinna się pani uśmiechać. – Łaskocze mnie bezlitośnie pod żebrami. Wpatruję się w jego kochaną twarz i płonące spojrzenie. Łapię głośno oddech i jęczę . co ty mi robisz? – szepcze skonsternowany.

poruszać. trzymając mocno.. Odpina guzik przy moich szortach i klęka szybko. że tak mnie pragnie. zagłuszając tę myśl. aby zagłuszyć to. Nadal znajduje się we mnie. Przez materiał lnianej koszuli całuję jego klatkę piersiową..mu do ust. zaciskając je w dłoniach. że Christian mnie potrzebuje i że jeśli chodzi o komunikację ze mną. – Potrzebuję cię – szepcze. wspinam. a ja zostaję w T-shircie.. Nieruchomieje. – Och. I wspinam się. przyciskając mocno do siebie. po czym wstaje i pociąga za sobą. nieustępliwy. po czym zatacza biodrami kółko. gorączkowo.. Tak bardzo. a moje ciało pulsuje wokół niego. ssąc i kąsając zębami. głośny i urywany. Nagle nieruchomieje. Gdy moje ciało powoli dochodzi do siebie. Ale górę bierze moja fizyczność. – Tak. że się we mnie zatraca. ciężko dysząc. ustalonemu przez niego rytmowi. Natychmiast unoszę powieki i widzę go nad sobą – jego twarz pełną napięcia. maleńka – syczy mi do ucha. Oczy ma zamknięte. on zaś rozpina rozporek. obejmując mnie w posiadanie. a on zaczyna się poruszać. To takie erotyczne. Moje ciało wyczekuje każdego kolejnego pchnięcia. wchodząc jeszcze głębiej. Całuję go ulegle. – Dojdź ze mną – dyszy.. oczy gorejące. tuląc do siebie. i nim zdążę złapać oddech. zamieniając mnie w jedno wielkie doznanie. Mocno mnie obejmuje. Ana! – woła i dołącza do mnie. Obracamy się tak. dla niego i dla siebie.. pełna determinacji.. Jęczę. I wiem. Jęczę głośno. Tak pysznie smakuje i pachnie Christianem. by po chwili znieruchomieć i opaść na moje ciało. jakby próbował wejść we mnie cały. Wydaję okrzyk zaskoczenia. w jakim Christian jest nastroju.. odrzucając głowę. Odsuwam na bok niepokój. oddając się jego rozgorączkowanej namiętności. ściągając je ze mnie razem z bielizną. Podnoszę wzrok na jego twarz. co go gryzie. tak że stoję teraz przed nim oszołomiona. to jego ulubiona forma wyrażania siebie. . że teraz to ja leżę na nim. znów leżę pod nim na łóżku. Prześlizguje się ustami po mojej brodzie. ale gryzę się w język niepewna. Przytrzymuje mi głowę i bez żadnych ceregieli wchodzi we mnie. Głos ma niski i schrypnięty. a ja tak bardzo tego pragnę.. a on zabiera mnie jeszcze wyżej. mam ochotę uczynić jakąś uwagę o byciu uprzedmiotowioną i ciemiężoną. – Muszę cię widzieć. – Otwórz oczy – nakazuje. przeczesując mu palcami włosy. desperacko i nim poddaję się temu rozszalałemu. wiedząc. – Ton głosu ma naglący. moim Christianem. a chwilę później znowu mnie całuje. raz jeszcze zastanawiam się. i to mocno. Nie rozbiera się.. pierwotnie.. co go dręczy. Ten żar i miłość mi wystarczają i jak na zawołanie szczytuję.. Raz za razem. Oplatam go nogami w pasie. W uchu mam jego oddech.

śmiać się z tobą i płakać. zaspokojony po seksie. czy teraz. co należy do mnie. pragnąc. – Ślubuję. .. co się dzieje? – pytam miękko i czekam niespokojnie. Wpadam na pewien pomysł. od teraz aż do końca naszych dni. Wzdycha i otwiera oczy. Dotykam czule jego twarzy. O kurwa. Że będę cię chronił. darzyć cię szacunkiem. – Och. Oddaję ci siebie. – Obiecuję ci miłość i wierność. jest teraz twoje. gdy będziesz jej potrzebować. Christianie. bez względu na to. Otwiera oczy i wpatruje się we mnie. Do moich oczu napływają łzy. ale i smutek – mówię cicho. że będę strzegł naszego związku i ciebie – szepcze. że temu komuś może chodzić o mnie. jakby czuł ból. a ja wiem. – Ślubuję ci być wierną partnerką w zdrowiu i chorobie. dzielić z tobą radość. że będę ci nieść pociechę.– Powiedz mi. – Urywa. Obserwuje mnie.To ten ktoś może wziąć na celownik mnie – szepczę. swą duszę i miłość. gdy zajdzie taka potrzeba. Wszystko. nie będąc w stanie mówić dalej. Zamyka oczy. – Ślubowałam. wspierać cię w twych dążeniach i marzeniach. – Dlaczego nie chcesz ze mną rozmawiać? Proszę. – Za co? – Że mi powiedziałeś. Wierzchem dłoni gładzi mnie po policzku. Dzielił twe radości i smutki i niósł pociechę. stać przy twym boku w dobrych czasach i tych złych. – Wzdycham. – . stać na straży twych nadziei i marzeń i zapewniać bezpieczeństwo przy moim boku. – I najbardziej martwi mnie to. ocierając kciukiem zabłąkaną łzę. – Robię pauzę. Ano – szepcze i zmienia pozycję. ale nic nie mówi. Christian wzdryga się. jak jego uścisk staje się jeszcze mocniejszy i to jedyna odpowiedź. nie każ mi łamać obietnic – błagam. aby się w końcu odezwał. – I miłować cię do końca swoich dni. dokąd nas los zawiedzie. a ja tymczasem kontynuuję: – Obiecuję bezwarunkowo cię kochać. że w końcu dotarłam do sedna jego niepokoju. Christianie. Obiecuję miłować cię. Minę ma posępną.. – Nie płacz – mruczy.. Zamiera. dzielić swoje nadzieje i marzenia i przynosić pociechę. – To podpalenie – mówi zwięźle i nagle wydaje się taki młody i bezbronny. A jeśli o mnie. w dobrych chwilach i złych. w końcu mi powie. szanował i obdarzał zaufaniem. Proszę. – Dziękuję – mówię cicho. Marszczy brwi. tak że leżymy teraz obok siebie. Czuję. w zdrowiu i chorobie. Twarz Christiana łagodnieje..

i znacznie bardziej wytrzymała. – Omiatam spojrzeniem jego ciało. – No co? – pyta z konsternacją Christian. – Potrafi pani być bardzo przekonująca. – Zerka na siebie. Mało brakowało. to był dopiero szybki numerek. – Cóż. pożar. kiedy wybierzemy się do twojego domu w Aspen i po raz pierwszy przypnę narty? Wciąga głośno powietrze. – Zasłania dłonią oczy i wzdryga się. – Ja? – Tak. Ty. Ignoruję go. a ja chcę się cieszyć tobą znacznie dłużej. Nadal w ubraniu. Postanawiam zmienić temat. – Ochrona zostanie wzmocniona – mówi rzeczowo. to tylko skuter wodny. jak trudno mi utrzymać ręce z dala od ciebie. – Christianie. Wydymam usta. Christianie.. Nadal ma na sobie szorty i koszulkę. jak się będziesz zachowywał. niż to widać na pierwszy rzut oka. – Jestem dorosła. – To ty mnie przyprawisz o zawał. No tak. . sama wiesz. Jezu. a na jego twarzy wykwita szeroki uśmiech.Kręci głową i na jego ustach pojawia się cień uśmiechu. Ha! Siadam na nim szybko. a ja mam ochotę śmiać się na widok malującego się na jego twarzy przerażenia. – A ty potrafisz się zamartwiać i dusić wszystko w sobie i pewnie umrzesz na zawał. a ja T-shirt. – Ty. – Nie – mówi poważnie. Chichoczę. – Minę ma poważną. – Do naszego domu – mówi w końcu. pani Grey. Policja o nim wie? – Nie. – No dobrze. Jak zobaczyłem cię na tym skuterze. – To dobrze. ale on w tej samej chwili odgaduje mój zamiar i chwyta za nadgarstki. potem na mnie. – Och.. Wyobrażasz sobie. – Rozumiem. Nawet dzieci na nim jeżdżą. nim skończysz czterdziestkę. Kiedy się w końcu z tym pogodzisz? Wzrusza ramionami i zaciska usta. że nie jest na to jeszcze gotowy. zwłaszcza gdy chichoczesz jak uczennica. ale uznaję. łaskotanie.

– Jaki jest najdłuższy okres. złoconych wnętrzach Wersalu.. gdzie jeszcze przed chwilą znajdował się mój palec. a ja opuszczam ręce. Gładzi mnie delikatnie po plecach. – Nie zniósłbym łaskotania. Przechadzamy się po wystawnych. został przekształcony przez Króla Słońce w okazałą. jak leżymy.. – Każda dobra żona przejmuje się samopoczuciem ukochanego męża. – Pociąga mnie lekko za włosy. proszę – szepcze. w końcu niemało mu płacę. Tak bardzo kocham tego mężczyznę. gdzie tobie będzie najlepiej. Obejmuje mnie i skrywa twarz w moich włosach. – Patrzyłem. a jemu świecą się oczy. przez który nie widziałeś się z doktorem Flynnem? – Dwa tygodnie. Nikt mnie nie łaskotał. – Chcesz zjeść kolację na brzegu? – Chcę zjeść tam. pełną przepychu siedzibę władcy. Dziękuję za prezent. – Myślę. że on ci pomaga.. a wkrótce stał się świadkiem upadku monarchii absolutnej. jak długo tak leżymy. – Na pokładzie jestem ci w stanie zapewnić bezpieczeństwo. Początkowo skromny pawilon myśliwski. jak Carrick łaskocze Elliota i Mię. – I tak powinno być. – Milknie. Christian prycha. – Dobrze.. – Całuję go w usta. unosi go i robi nam zdjęcie. Wzbiera we mnie znajomy ból i bezbrzeżny smutek. wiem – całuję go lekko w usta. i to wszystko tak fajnie wyglądało. – Ćśś. ja. – Chichoczę.– Nie rób tego. pani Grey? – pyta miękko. Czemu pytasz? Znowu cię kusi. Nie wiem. po czym przytulam się do jego piersi. – Bierze do ręki aparat. żebym na niego spojrzała. ale w końcu przerywam panującą w kajucie przyjemną ciszę. a on uśmiecha się nieśmiało. ale ja. – Cała przyjemność po mojej stronie – odpowiadam z uśmiechem. że zrobiłabym dla niego wszystko. panie Grey – besztam go żartobliwie. Kładę palec na jego ustach. – Bardzo ukochanego. . – Uśmiecha się. – Martwi się pani moim dobrym samopoczuciem. – Ukochanego? – szepcze i w tym słowie kryje się niepewne pytanie. tuląc się do siebie. gdy byłem mały. żeby mnie połaskotać? – Nie.

A potem uśmiecha się nieśmiało. jak w słońcu błyszczą twoje włosy. Uśmiechając się lekko. jaki można sobie wymarzyć. – Wyglądasz jak anioł. Rumienię się. – Pretensjonalny.Najbardziej okazała wydaje mi się na razie Galeria Zwierciadlana. odbijające się w zwierciadłach ogrody i spektakularnego Christiana Greya. odbijając się w wiszących na ścianie wschodniej lustrach i rozświetlając złote ozdobne liście oraz olbrzymie kryształowe żyrandole. Przechyla głowę i przygląda mi się z rozbawieniem. . autentycznie zaskoczony. – Ciekawie zobaczyć. – Zostały nam tylko dwa dni. – Po to tylko. – O Wersalu. prawda? – Uśmiecha się. – O czym myślisz? – pyta Christian miękko. tu jest ślicznie. – Oczywiście. – Zbudowałbym to wszystko dla ciebie – szepcze. To widok zapierający dech w piersiach. co chciałabyś zrobić lub zobaczyć? – Po prostu być z tobą – mruczę. – Naprawdę? – pyta. pani Grey? – Och. – Wiem. Wstaje od stołu. mojego męża. Christian udaje się za mną na środek sali. Z nieśmiałym uśmiechem idę za Christianem przez wielką salę. Jest coś. Rozglądam się po nieco bardziej oszczędnej w środkach przepychu jadalni Fair Lady i zasznurowuję usta. – Chce pani coś powiedzieć. stojącego przy moim boku. to jedynie taka uwaga. – Całuje mnie tuż pod uchem. Najlepszy miesiąc miodowy. Pokazuję ręką otaczające nas bogactwo. co się dzieje z despotycznym megalomanem. pociągając łyk kawy. podchodzi do mnie i całuje w czoło. robimy to dla kobiet. słysząc ten komplement. despoci. gdzie podziwiam widok – spektakularne. bierze za rękę i dodaje: – My. – To akurat trudno nazwać pretensjonalnością – mówi nieco obronnym tonem Christian. aby zobaczyć. panie Grey. Popołudniowe słońce wślizguje się przez okna. – Zakłada mi za ucho pasmo włosów. tu i teraz. które kochamy. który izoluje się pośród takiego przepychu – mruczę do Christiana.

Tak. jak ktoś próbował puścić z dymem GEH. Ana: Polujesz na ciekawy temat? .– Cóż. właśnie się dowiedziałam o pożarze w firmie Christiana. Cóż. co słychać w domu. Wróciwszy do naszej kajuty. Christian wie. postanawiam nadrobić zaległości we własnej korespondencji i włączam laptopa. Inc. Gdy kończę pisać mejl do mamy. Nadawca: Katherine L. W skrzynce czekają mejle od mamy i Kate przesyłającej mi najświeższe ploteczki i pytającej. Szybko piszę wiadomość. – Pewnie – odpowiadam pogodnie. że chcę z nim spędzać każdą chwilę? – Dziękuję za aparat – mówi i udaje się do gabinetu. Podróż super.. jak tam miesiąc miodowy. próbując ukryć rozczarowanie. Tak. w skrzynce pojawia się wiadomość od Kate. a przynajmniej do czasu. jesteś? Kate: TAK. że jest dostępna. To dziwaczne.. Ana: Hej. Kate: Tak też myślałam. Ana! Co słychać? Jak podróż poślubna? Widziałaś mój mejl? Christian wie o pożarze? Ana: U mnie wszystko dobrze. dowiedzieć się. Elliot nie chce mi niczego powiedzieć. 11:45 Adresat: Anastasia Grey Temat: O mój Boże! Ana. fantastycznie. Myślisz. widziałam twój mejl. a przez jakąś godzinę wytrzymasz beze mnie? Muszę sprawdzić mejle. Kavanagh Data: 17 sierpnia 2011. że to podpalenie? K xox Kate jest online! Uruchamiam swoją nowo odkrytą zabawkę – Skype – i widzę.

Kate: ☺ Muszę uciekać. to ja także.. x Kate: Na razie. Zerkam na zegarek. kiedy obie byłyśmy wstawione. jeśli tylko ty jesteś szczęśliwa. aby wieści o pożarze rozeszły się po całym Seattle. Udaję się na pokład. jestem pewna. Ana: Ja ciebie też.Kate: Ależ ty mnie znasz. Kate wie o wszystkim. Ana: Dobra robota. Ethan. Mocno mi ulżyło. Ana. ☺ Kate: Cóż. trzy tygodnie przed ślubem. Elliot jest kochany. Nie spodobałaby mu się uwaga o byłym Panu i nie jestem tak do końca pewna. Od kolacji minęła godzina i tęsknię już za mężem. aby sprawdzić. Ana: Jestem bardzo szczęśliwa. Lepiej niż dobrze. Kocham cię. nim Christian zobaczy nasz chat. że nareszcie mogę z kimś o tym porozmawiać. że Kate zacznie węszyć. Kate: A jak tam twój ulubiony były Pan? Ana: Kate! Kate: No co? Ana: TY WIESZ CO! Kate: Sorki. w końcu ugięłam się przed inkwizycją Kavanagh. Kate: Elliot dowiedział się od Grace! O nie. że Christian nie chce. Tamtego wieczoru. Sprawdź. Na razie. czy będę online.. Ana: Christian niewiele mi przekazał. Próbuję swojej sprawdzonej techniki odwracania uwagi nieustępliwej Kavanagh. Ana: Co u Elliota i Ethana? Kate: Ethana przyjęto w Seattle na studia uzupełniające z psychologii. <3 Można się było domyślić. Ana: Dobrze. czy czas przeszły jest tu na miejscu. Możemy pogadać później? Ana: Nie jestem pewna. Przewracam oczami i wyłączam Skype’a. Te strefy czasowe są do bani! Kate: Zgadza się. czy skończył pracę. . Wzdycham głośno.

Czuję przemożną ulgę.. – Jestem tu. a obok mnie stoi Christian. próbując odzyskać kontrolę nad walącym sercem. Czułym gestem odgarnia mi włosy z twarzy. widzę. odkłada coś na podłogę. maleńka – mruczy. – Hej – szepcze w ciemności. jakby rozmawiał z zapędzonym w róg dzikim zwierzęciem. Widzę. – Od dwóch dni zachowujesz się bardzo nerwowo – mówi cicho.. a w jego głosie słychać troskę. odruchowo szukając ręką Christiana. ocierając łzy. ale jego nie ma. – Nic. Następnie odwraca się bez słowa i powoli odchodzi. że uśmiech ma smutny i tęskny. Niemądry sen. Christian przygląda mi się z niewielkiego. – Hej. Wszystko w porządku – mówi łagodnie i uspokajająco. a ja od razu się uspokajam. jak bezskutecznie próbuje ukryć własny niepokój. Nic mu nie grozi. starając się ignorować to. uspokajając mnie. co czułam we śnie. że stoję sama. Spojrzenie ma poważne. ===aVxlVW1c ROZDZIAŁ PIĄTY Kręcę się. Christianie – mamroczę. . – To tylko zły sen. Ma na sobie krótkie dżinsy i szary T-shirt. że po policzkach płyną mi łzy. że najbardziej na świecie boję się utraty Christiana. Bierze mnie w ramiona i dopiero wtedy dociera do mnie. Odpowiadam mu promiennym uśmiechem.. Otulona jego zapachem trzymam się go kurczowo. Ze mną będziesz bezpieczna. Cholera! Od razu się budzę i rozglądam niespokojnie po kajucie. Schyla się. po czym wstaje i wraca do łóżka obok mnie. co się stało? – Gładzi mnie po policzku. kiedy jednak zerkam w lustro. stojącego przy łóżku fotela. znajdującym się na końcu drzwiom. – Och.Znajduję się w Galerii Zwierciadlanej.. Całuje mnie w czoło i mokre od łez policzki. – Ana. Wyglądasz jak anioł. walcząc o oddech. zupełnie sam. Zakłada mi włosy za ucho. on tu jest. nie panikuj. uśmiechając się z miłością. bez lustrzanego odbicia. gdy tak kieruje się ku podwójnym. a sala wokół mnie jest szara i ponura. Cała w panice. a od luster odbija się odgłos jego kroków w tym wielkim pomieszczeniu. I już wiem. Och. i budzę się. Nie! Odwracam głowę ku jego twarzy i przekonuję się.

– Obdarzam go promiennym uśmiechem. Posyła mi chłopięcy uśmiech w stylu „tak. Wstawaj. zanim wyruszymy w podróż powrotną. – Patrzyłeś. zaopiekuję się tobą. prawda? Christian nie potrafi ukryć chłopięcego podekscytowania i choć myśli mam niewesołe. było kilka wzlotów i upadków. Dlatego właśnie założyłeś kapok? – Unoszę brew. mam tylko dwadzieścia osiem lat” i klepie mnie w pupę. gdy przebywamy ze sobą dwadzieścia cztery godziny na dobę i nie jestem jeszcze gotowa. Co on takiego wymyślił? Christian przytwierdza kluczyk do mego nadgarstka. że jeszcze dziś odlatujemy do Seattle. Moja melancholia przybiera na sile. – Jakżebym śmiał. Czy istnieje coś. aby wiedział. Nie chcę wracać. – Jak zawsze. pani Grey. jak śpię? – Tak. Chichoczę. – Mówiłaś przez sen. gdy po awarii Charliego Tango Christian zaginął – wspomnienie kompletnej pustki i nieopisanego bólu. Mieliśmy cudowny miesiąc miodowy. skarbie. Tak mi dobrze. tylko nie praw mi kazań. – Cóż. ponieważ nie chcę. co czułam. – To nie o siebie się martwię. Chciałbym coś zrobić. . – Tak. ale to przecież normalne u nowożeńców. Christian unosi ręce w obronnym geście. – Chcesz. W mojej głowie co rusz pojawia się wspomnienie tego. żebym ja kierowała? – Tak. – Jestem wystarczająco duży i brzydki. okazuje się ono zaraźliwe. panie Grey. – Uśmiecha się szeroko. Z uśmiechem przyklejonym do twarzy próbuję je od siebie odsunąć. – Och? – Cholera! Co mówiłam? – Martwisz się – dodaje z troską w głosie. Wydaję zaskoczony okrzyk i uświadamiam sobie. Owszem. Wstaję za nim z łóżka. lecz o ciebie – warczę. – Kto zaopiekuje się tobą? Uśmiecha się pobłażliwie. – Kiedy marszczysz brwi. Nie przejmuj się.– Nic mi nie jest. Christianie. co uda mi się ukryć przed tym człowiekiem? Nachyla się i składa pocałunek między mymi brwiami. żeby samemu się sobą zaopiekować. – Przygląda mi się uważnie. jak bardzo się niepokoję tym podpaleniem. tworzy ci się tutaj małe V. aby dzielić się nim z jego firmą i rodziną. – Ależ pan ufa moim umiejętnościom. – Nie za ciasno? – Nie. ale się uśmiecha.

Myśl o ściganiu się z nim jest ekscytująca. Tak. Uśmiecham się szeroko. Niesamowicie mi się to podoba i jestem uradowana. Odpycha nas od jachtu. trę oczy i rozglądam się za Christianem. Będziemy tu stać przez cały dzień i debatować na temat pani umiejętności czy też w końcu się zabawimy? – Celna uwaga. Christian obejmuje mnie jeszcze mocniej. zdecydowanie zbyt wolno jak na mój gust. Taylor i dwóch członków załogi przyglądają się temu z rozbawieniem. ogłuszający ryk samolotu podchodzącego do lądowania przyprawia mnie o palpitację. panie Grey. ale nie mija sekunda. machając rękami i nogami. kiedy tu przypłynęliśmy. który mnie dręczy od dwóch dni. – Jak najbardziej – odpowiada z ustami blisko mego ucha. ruszamy do przodu. Gdy tak płyniemy w stronę brzegu. gdy silnik nie gaśnie. Kaszląc i plując. – Hola! – woła Christian zza moich pleców. to właśnie mi się podoba w takim środku transportu. Christian obejmuje mnie w talii i dociska uda do moich ud. opuszcza mnie cały niepokój. . że musimy zobaczyć lotnisko z mniejszej odległości. Mkniemy ku otwartemu morzu.– Owszem. jakby wbijało się w wody Morza Śródziemnego. Wylatuję ze skutera. Tak daleko od brzegu jest zimna. Od wczorajszego wieczoru. co wygląda na koniec pasa startowego. Gdy zbliżamy się powoli do czegoś. moje gardło zalewa nieprzyjemnie słona woda. śmiałbyś. Zaciskam dłonie na kierownicy skutera i siadam. prześlizgując szybko po wodzie. a Christian za mną. Dobrze mieć kapok. Jest tak głośny. ale już za późno. że Christian pozwala mi kierować. raz na jakiś czas słychać lądujący samolot. Wygląda tak. a ja cieszę się jak dziecko. że wpadam w panikę. Kierujemy się w jego stronę. Fair Lady zakotwiczyła na wysokości Saint-Laurent-duVar. wykonuję gwałtowny skręt. przekrzykując hałas. bo mylę go z hamulcem. zaś w oddali widać lotnisko nicejskie. Przekręcam kluczyk i uruchamiam silnik. – Gotowy? – wołam do Christiana. Dodaję więcej gazu. Postanawiam. – Celna uwaga. dodając jednocześnie gazu. – Ana! – woła Christian. pani Grey. ale w jego głosie ewidentnie słychać radosne podniecenie. a w tym akurat przypadku nie będziemy się mogli zatrzymać i kłócić na chodniku. Delikatnie dodaję gazu i skuter odpływa od Fair Lady. – Następnym razem wypożyczymy dwa skutery! – woła Christian. a wynurzam się na powierzchnię. Z krzykiem wpadam do przejrzystej błękitnej wody. pociągając za sobą Christiana.

brak mi tchu. nie było tak źle! – śmieję się. – Ale? – powtarza nieszczerze. Tak seksownie wygląda w tej swojej białej lnianej koszuli i dżinsach. – Och. Tyle że jestem mokry – burczy żartobliwie. Oddajemy się lenistwu w saloniku pierwszej klasy British Airways na lotnisku Heathrow. słysząc na końcu zdania to krótkie. po czym nachyla w moją stronę i mocno całuje. Musimy wziąć prysznic. Christian wzdycha i odkłada gazetę. – Tak – chrypię. W końcu uśmiecha się do mnie. Przez dwa ostatnie dni opanowałam je do perfekcji. z okularami przeciwsłonecznymi zatkniętymi za wycięcie koszuli. że wracamy do domu – burczę. – Smutno mi. co może się stać na skuterze! Bierze mnie w objęcia. Silnik zdążył zgasnąć. gdy płyniemy w stronę skutera. udając oburzenie. Kiedy się odsuwa. – To zrozumiałe. – Rzuca mi lubieżne spojrzenie. Mruga powiekami i uśmiecha się do mnie nieśmiało. Christian zajęty jest czytaniem „Financial Timesa”. Ja wyjmuję jego aparat. spojrzenie ma pełne paniki. . – Ja też. Christianie? To najgorsze. Widać. Teraz ja prowadzę. – Ja też to lubię. chcąc mu zrobić kilka zdjęć. – Wracajmy. – Ale? – pytam. Ujmuje moją dłoń. – Lubię. Przechylam głowę i posyłam mu spojrzenie nakłaniające do mówienia. podnosi do ust i składa na niej słodki pocałunek. niewypowiedziane na głos słowo. Skuter unosi się na wodzie kilka metrów od nas. – Chcę złapać tego podpalacza i pozbyć się go z naszego życia.Płynie już w moją stronę. Marszczy brwi. – Wszystko w porządku? – Gdy dopływa do mnie. Widzisz. – Christian! – besztam go. czekając na lot do Seattle. – Widzisz. ale nie potrafię powstrzymać euforii. jeśli coś takiego się powtórzy. – Chyba nie. że czuje ulgę. pani Grey? – pyta. ale zaskakuje mnie jego szczerość. – Lubię mieć cię dla siebie. – Jak tam. – Obetnę Welchowi jaja. Jego uwagę zwraca błysk flesza. po czym ujmuje w dłonie twarz i bacznie jej się przygląda. jak jesteś mokra. Uśmiecha się szeroko.

nawet w pierwszej klasie. jego uśmiech staje się jeszcze szerszy. słysząc jego groźny ton. ale przez jego twarz nagle przebiega cień. – Hej. Patrzy na mnie spokojnie i nie wiem. Posyłam mu blady uśmiech i patrzę. jak wraca do audi. – Wcale nie mam ochoty porzucać tego miłego snu. – Więc jeśli nie ma pani nic przeciwko. . Gdy niesie mnie przez hol. które straciłaś po tym. – O co chodzi? – Staram się trzymać niepokój na wodzy. jakie wyrosło między nami: podnoszę do oczu aparat i pstrykam jeszcze jedno zdjęcie. – Odzyskałaś te kilogramy. – Będziesz mnie tak niósł przez trzydzieści pięter? – Uśmiecham się wyzywająco. Prycha. czy chodzi mu o coś innego. Jesteśmy w podróży od niemal osiemnastu godzin. gdzie za kierownicą czeka Sawyer. z ogromną przyjemnością zauważam. co mi przychodzi do głowy. że nieco przybrała pani na wadze. jesteśmy na miejscu – mruczy Christian. Podróżowanie jest wykańczające. jak ode mnie odeszłaś – mówi cicho. – Muszę cię przenieść przez próg. mogę iść sama – protestuję zaspanym głosem. a co może poradzić sobie z tym nagłym napięciem. – Pani Grey. mówiąc. wciskając guzik przywołujący windę. czy rzuca mi tym wyzwanie i czeka na jakąś nonszalancką uwagę. że tylko się ze mną droczy. – Co masz na myśli. Taylor otwiera drzwi do holu Escali i uśmiecha się. – Witamy w domu. – Mruży oczy. ale wiem. że przytyłam? – pytam gniewnie Christiana. Zarzucam mu ręce na szyję. skorzystamy z windy. Jestem taka zmęczona. – Hej. odpina pasy i bierze na ręce. pochyla się nade mną. panie Grey.Wzdrygam się. – Hmm. któremu oddajemy się z Christianem na piknikowym kocu w Kew Gardens. – Co takiego? Uśmiecha się szeroko. śpiochu. – Niedużo – zapewnia. Robię jedyne. pani Grey. Taylor – odpowiada Christian. – Dzięki. Christian otwiera drzwi z mojej strony.

Nasze języki wykonują powolny. dzięki Bogu. – Prawda. nie robi tego jednak. Niesie mnie przez hol i korytarz aż do salonu i sadza na wyspie kuchennej.Jego nagła. – Także się uśmiecham. pani Grey. prawda? Jego oczy łagodnieją i posyła mi ten mój ulubiony nieśmiały uśmiech. Całuje mnie lekko w usta.. – Wiem.. ponieważbyś mi się nie przeciwstawiała. Ale wiedziałbym. Myślałam. szczęśliwy. Cholera. – Ale naprawdę chciałbym pójść do łóżka. . a serce przepełnia mi szczęście. obojgu nam brak tchu. – Lubię ci się przeciwstawiać. by spać. zmysłowy taniec. – Za nas. z lodówki zaś butelkę schłodzonego szampana – nasz ulubiony. po czym wnosi mnie do holu. panie Grey. – Wiem. Sam bierze drugi. – Badam grunt. nie roniąc ani kropli. Oczy mu pociemniały i pełne są lubieżnej obietnicy. I dzięki temu jestem taki. nadal trzymając mnie w ramionach. że Christian postawi mnie w końcu na ziemi. tym razem z większą pasją. zaskakująca udręka łapie mnie za serce. pocierając nosem o mój. – Prawda – odpowiada i wchodzi do windy. Obsypuje delikatnymi pocałunkami moją szyję. – Za nas. – Hej. nalewa bladoróżowy płyn do kieliszków i podaje mi jeden. – Witamy w domu. Stukamy się kieliszkami. Kiedy winda się zatrzymuje. Bollinger. W jego oczach tańczy radość. Och. jakby się przywoływał do porządku. – Ujmuję w dłonie jego twarz i przyciągam do swojej. – Bardzo szczęśliwy – mruczy. Potrząsa głową. – Gdybym nie odeszła.. Śmieje się. uśmiechając się nieśmiało. Całuje mnie raz jeszcze. nie stałbyś tu tak teraz. a ty jesteś naprawdę moja. – Mimo że jesteś gruba. i nie po to. że jesteś zmęczona – mówi cicho. pani Grey. nie stałbym. – Witamy w domu. delikatnie rozsuwa mi nogi i staje między nimi. Wyjmuje z szafki dwa kieliszki. W jego głosie pobrzmiewa nutka żalu. – Całuje mnie w kącik ust. a ja wplatam mu palce we włosy. pani Grey. – Mimo że jestem gruba? – pytam szeptem.. – To nasza pierwsza noc po powrocie. że zapewnię ci bezpieczeństwo. panie Grey – szepczę. Wprawnie otwiera butelkę. – Ponownie mnie całuje i obdarza tym swoim słynnym promiennym uśmiechem. – Uśmiecha się do mnie z konsternacją.

jakby moje stopy nie dotykały ziemi. Walczę ze sobą. Tak wiele się wydarzyło w ciągu minionych trzech tygodni – kogo ja oszukuję. Christian śpi spokojnie u mego boku. jednak bez powodzenia. bardzo mi skąpi informacji na ten temat. absurdalnie bogatego biznesmena i filantropa. przesunąć opuszkami palców po kłującym zaroście.W Seattle jest wczesny wieczór. aby mu nie przerywać snu. że wszystko wydarzyło się w tak ekspresowym tempie? Przekręcam się na bok. Skutek jest jednak odwrotny. a jednak w dole brzucha zaczyna się budzić pożądanie. Kto mógłby chcieć skrzywdzić Christiana? Po raz kolejny próbuję rozgryźć tę zagadkę. Dzisiaj musimy powrócić do swojej rutyny. aby popatrzeć na Christiana. Mój organizm funkcjonuje nadal według czasu europejskiego. Mam ochotę go pocałować. podnosząc głowę znad drugiego tomu Dzieł zebranych Karola Dickensa. wygląda młodo i beztrosko.. Ta myśl mnie mrozi. Rozkoszowałam się każdą chwilą naszej podróży poślubnej. Można by pomyśleć. Ktoś z branży? Dawna kochanka? Niezadowolony pracownik? Nie mam pojęcia. Hmm. nie chcąc go budzić. Wzdycham. Gdy śpi. Mój biało-czarny rycerz w lśniącej zbroi zawsze się stara mnie chronić. aby jeszcze zasnąć. że takie non stop okaże się przytłaczające. Rękę ma zarzuconą na moją pierś. aby go nie dotknąć. Mogłabym lekko przygryźć mu ucho i ssać. Śpij dalej. i w duchu mnie beszta. żeby bardziej się przede mną otworzył? Porusza się. Moja podświadomość rzuca mi gniewne spojrzenie. a usta ma lekko rozchylone. ale nie. – Uśmiecham się do niego uspokajająco. Ana”. nawet podczas kłótni. gdy tymczasem ja przyglądam się różowo-złotym oznakom świtu. „Daj temu biedakowi spokój. że on przygląda mi się. w ciągu minionych trzech miesięcy – że mam wrażenie. a ja nieruchomieję. Próbuję powoli i miarowo oddychać. ja jednak rzadko mam okazję odwdzięczyć mu się tym samym. ja jestem potwornie zmęczona.. Dziwnie będzie nie widzieć Christiana przez cały dzień po trzech tygodniach przebywania z nim praktycznie non stop. jak śpię. długie rzęsy rzucają cień na policzki. w której się dowiedzieliśmy o pożarze w Grey House.. tak jak on. za wszelką cenę pragnący mnie chronić. Kładę się i wbijam wzrok w sufit. a Christian. pani Grey. . żona seksownego. Każdą chwilą. Jak to możliwe. Jak mam sprawić. Wiem. – Co się stało? – Nic.. W poniedziałek wracam do pracy. Do licha! Wpatrują się we mnie szare oczy. Oto ja. z wyjątkiem tej. wsunąć język do jego ust.

I przychodzi mi do głowy. że w ogóle wypowiadam te słowa na głos. to i twoje. pociera twarz. Christian i ja jedziemy audi na północ autostradą I-5 w kierunku mostu 52. aby jakoś uspokoić rozbiegane myśli. Zaszył się w gabinecie. choćbym i chciała. Jeśli się nad tym zastanowić. że zajmie się tym pani Jones. Chwilę później po moich czarnych myślach nie ma śladu. Ale to kolejna rzecz. Mówił. – Co moje. mała. czy on znowu się zmieni w bardziej skrytego Christiana sprzed podróży poślubnej. Ukarałbyś mnie za zarysowanie twojego samochodu? Kochasz to audi bardziej niż mnie? – przekomarzam się. Przebiegam palcami po skórzanych drzwiach. – Zerka na mnie. iż musimy wrócić do rzeczywistości. a ty już mnie wyrzucasz? Jest w doskonałym nastroju.Christian przeciąga się. – Oczywiście – odpowiada Christian z uśmiechem. To żart? – Żartujesz. udoskonalona wersja. Kiepsko się czuję. że powodem mojego rozdrażnienia może być fakt. – Ale audi nie dotrzymuje mi towarzystwa nocą. – Tak to się fachowo nazywa? Nie mogę spać. Będzie tam cała rodzina. gdy rano Christian wyszedł z gabinetu. że to by się dało załatwić. Cholera! Wpatruję się w niego. – Z czego się tak cieszysz? – pytam. – Nie spędziliśmy w domu nawet jednej doby. a także Kate i Ethan. – Prawie – odpowiada i kładzie mi dłoń na kolanie. – Mogę ci służyć doskonałym panaceum. a nie wiem. to ten nastrój utrzymuje się od momentu. a ja się zaczęłam rozpakowywać. Uśmiecha się jak nastolatek. po czym uśmiecha do mnie. – Jestem pewna. a moje zęby łapią Christiana za ucho. Christian śmieje się. czy też zostanie ze mną jego nowa. do której muszę się przyzwyczaić – posiadanie pomocy domowej. Wybieramy się na niedzielny powitalny lunch w domu jego rodziców. uśmiechając się złośliwie. a ja przewracam oczami i chichoczę. Rano praktycznie nie miałam okazji porozmawiać z Christianem. że nie muszę tego robić. – Jet lag? – pyta. . Przez jet lag? Podpalenie? – Pozwoliłbyś mi siąść za kierownicą tego auta? – pytam zaskoczona. Możesz w nim spać – warczę. zabiorę cię do Czerwonego Pokoju Bólu. a ja nie umiem się wtedy na niego gniewać. Ale jeśli je zarysujesz.

Uśmiecham się za każdym razem. panie Grey. Jego uśmiech przygasa. Ja też. – Normalna! – prycham. Och. – Nie po trzech tygodniach małżeństwa z tobą. natomiast Elliot i Christian przekomarzają się i omawiają plany związane z nowym domem. Siedzimy razem wokół stołu na tarasie. – Wiem. Podejrzewam. Ano. Grace i Mia rozstawiają właśnie różne sałatki. Stojący przy grillu Carrick wygląda niesamowicie zabawnie w czapce szefa kuchni i fartuchu z napisem „Licencja na grillowanie”. nie chcąc mu psuć nastroju. – I vice versa. Mów. obejmując ramieniem uśmiechniętą Kate. Odwracam się i wyglądam przez szybę. że ta rozmowa jest taka. – Z tego. starając się odsunąć od siebie niewesołe myśli. tyle że dobrze to skrywa pod onieśmielającą innych otoczką. – Z Gią mamy się spotkać jutro wieczorem – odpowiada Christian... Odwracam się do niego i uśmiecham drwiąco. jak mało w nim czasem pewności siebie. A Ethan z Kate zasypują mnie pytaniami dotyczącymi naszej podróży poślubnej. Christian nie puszcza mojej dłoni. gdy na niego patrzę. że nastrój mam już o niebo lepszy.Posyła mi jeszcze jeden szeroki uśmiech. – Odwraca się i patrzy na mnie wyczekująco. że wszystko uda nam się ustalić. że nie jest do tego przyzwyczajony. to coś nowego. – Hej. pozostanę przy saabie – burczę. . – Strasznie bywasz frustrująca. Co się dzieje? – Nic. – Nie martw się. – Pewnie. – Mam nadzieję. To niesamowite. – Ja się staram – mówi cicho. – Uśmiecham się i humor mam już nieco lepszy. – Więc jeśli uda ci się sfinalizować plany z Gią. bawiąc się obrączką i pierścionkiem zaręczynowym. Christianie – dodaję szybko. Łatwo się z nim droczyć. Dopiero teraz to do mnie dociera. Prawda jest taka. Dużo się jeszcze musimy dowiedzieć na swój temat. – Żartuję.. korzystając ze słonecznej pogody. pewnie dlatego. jestem wolny od września do połowy listopada i mogę tam wtedy wejść razem ze swoją ekipą – mówi Elliot. Marszczy brwi. normalna. że to stan permanentny..

głównie z myślą o jego rodzinie. – Grace uśmiecha się promiennie. Unosi brew. ależ mam dzisiaj huśtawkę nastrojów. – I gratulacje dla Ethana. ale marszczy przy tym brwi. – Tak dobrze wyglądasz – mówi. Ciekawe. – Fajnie by było próbować – odszeptuje z lubieżnym uśmiechem i wydaje mi się. że by się ośmielił. kosztowne designerskie ubrania i perfumy – uśmiechającą się zbyt prowokacyjnie do mojego męża? Moja podświadomość gromi mnie wzrokiem. że żartuje. Sprawia wrażenie zrelaksowanego i sprawującego kontrolę nad sytuacją. Co takiego? Droczy się ze mną? – Nie ośmieliłbyś się! – warczę. – Nadal przebywasz na południu Francji? – Tak – odpowiadam z uśmiechem. Czemu takie decyzje podejmuje bez konsultacji ze mną? A może chodzi o Gię – krągłe biodra. „On żartował!” Moja podświadomość ponownie gromi mnie wzrokiem. Trudno powiedzieć. pełne piersi.Uśmiecham się do niego. a nie mam dzisiaj obcasów – syczę. – Z zadumy wyrywa mnie głos Kate. a gdzieś w głębi mnie pojawia się znajome. – Najpierw musiałbyś mnie złapać. Słucham toczących się przy stole rozmów. „Nie daje ci żadnego powodu do zazdrości”. Co się ze mną dzieje? – Ana. Dziobię widelcem w sałatce. tu i ówdzie lekko koloryzując. Oblewam się rumieńcem. przestraszając wszystkich. Z powrotem odwracam się w stronę Christiana. Dziwne. Przygląda nam się z zainteresowaniem. czy udało jej się poczynić jakieś postępy. Posyła mu uśmiech pełen uwielbienia. że jestem gruba. Christian zdaje pokrótce relację z naszej trzytygodniowej podróży. przyjemne podekscytowanie. Elliot niechcący strąca na ziemię kieliszek. – Oboje wyglądacie świetnie. Wokół stołu robi się małe zamieszanie. Oczywiście. a wszyscy doń dołączają. który dostał się na psychologię – wtrąca z dumą Mia. gdy tymczasem Elliot ponownie napełnia nasze kieliszki. Christian powiedział wczoraj. – Za szczęśliwą parę. mrużąc oczy. Zaszokowana odwracam się i patrzę na niego szeroko otwartymi oczami. Cholera. – Carrick z uśmiechem wznosi toast. Zerkam szybko na Kate. Ja z kolei nastrój mam nadal nieszczególny. ale mój dobry nastrój diabli biorą. jakby zapomniał o podpalaczu. jeśli nastrój ci się nie zmieni – szepcze mi Christian do ucha. ale czuję się lepiej. – Zabiorę cię do hangaru i w końcu dam w tyłek. .

Co ja takiego zrobiłam? – Zaparzę nam herbatę – mówi głosem schrypniętym od powstrzymywanych łez. zabieramy talerze i szklanki i zanosimy je do kuchni. gdy przechodzimy niespiesznie do salonu. Nigdy. że deszcz zaczekał. jak śpiewa. wciska pedał ściszający i zaczyna grać coś. a Ethan. jak jeden mąż. Grace chwyta moje dłonie i nieoczekiwanie bierze mnie w ramiona. który stoi teraz. Podchodzę powoli do Christiana. po czym wzrusza ramionami. – Lepiej się czujesz? . gdy wszyscy wsłuchujemy się w jego cichy. tak że słyszę ją tylko ja. – Wpatruje się w niego zdumiona. nie do końca wiedząc.Po deserze – truskawki z bitą śmietaną – niespodziewanie następuje oberwanie chmury. wszyscy Greyowie milkną i wpatrują się w Christiana. Chyba dotyczącej psychologii. za co mi dziękuje. Odpowiadam uściskiem. następnie na drzwi balkonowe. Zgodnie zrywamy się od stołu. – Kontynuuj – mówi miękko Grace. akompaniując sobie na pianinie. że znajduje się w centrum uwagi. – Dobrze. W gardle tworzy mi się gula. Ona i Carrick byli tam przed laty podczas swojej podróży poślubnej. Christianie. – Hej. a ja przyglądam się mojemu kochanemu mężowi. przyciągając do siebie. – Och. oni nie? Urywa. dziękuję – szepcze. wyglądając przez drzwi balkonowe. a ja wzruszam ramionami. a ja wsuwam dłoń w tylną kieszeń jego dżinsów. Uznaję to za dobry znak. kochana dziewczyno! Dziękuję ci. Kate rzuca mi pytające spojrzenie. – Obejmuje mnie ramieniem w talii. nagle świadomy panującej w salonie kompletnej ciszy. co jest mi znajome. ale nie do końca wiem skąd. Jego spojrzenie przesuwa się nerwowo na mnie. Christian odwraca się na stołku i marszczy brwi zakłopotany tym. O co chodzi? Christian śpiewa cicho. melodyjny głos i słowa Wherever You Will Go. Christian siada przy czarnym pianinie. Oczy jej błyszczą. aż skończymy – mówi z zadowoleniem Grace. Mia i Carrick pogrążają się w rozmowie. Pozostali wracają do pełnej skrępowania rozmowy. – Nigdy nie słyszałam. Kate i Elliot siedzą przytuleni na jednej z dużych. Ja miałam już okazję słyszeć. – Hej – mówię cicho. Grace pyta mnie o wrażenia z wycieczki do Saint-Paul-de-Vence. Grace uśmiecha się i całuje mnie w policzek. Zapada cisza. obłożonych poduszkami sof. Przyglądamy się stukającym o szybę kroplom deszczu. Christian patrzy na nią nieobecnym wzrokiem. jak śpiewasz. skoro do dziś są ze sobą tacy szczęśliwi. Nagle.

ale nikt nas nie słyszy. co mile mnie zaskakuje. – Jesteś pewny? – pytam oszołomiona. – To prawda. Postanawiam zmienić temat.Kiwam głową. – Nikt nigdy nie słyszał. W ustach robi mi się sucho. jeszcze zanim on zdąży obejść auto. Pożegnaliśmy się ze wszystkimi i idziemy w stronę samochodu. tutaj nie. – Taka chętna? – pyta z cierpkim uśmiechem. Pozwala mi prowadzić swoje auto? Moja wewnętrzna bogini zakłada szybko skórzane rękawiczki i buty na płaskim obcasie. Ostrożnie sunąc podjazdem. ale z ochotą się pobawię. jak śpiewasz? Nigdy? – Wygląda na to. ale czułe sprzęgło. – Jedziemy? Podnoszę na niego wzrok. – Christian rzuca mi kluczyki do R8. Wskakuje szybko do środka. O tak! – woła. – Masz zamiar dać mi klapsy? – pytam szeptem i nagle w moim brzuchu pojawia się cała chmara motyli. że w jednym zdaniu kryje się taka zmysłowa obietnica? – Zobaczę. ale nie tutaj. Oglądam się nerwowo za siebie. – Nie porysuj mi go – dodaje ze śmiertelną powagą – inaczej nieźle się wkurwię. – Bardzo. że nie – stwierdza cierpko. O rany. Chyba jeszcze nigdy nie uśmiechałam się tak szeroko. Powoli wycofuję samochód i skręcam na podjazd. Spojrzenie ma łagodne. a oczy mu ciemnieją. – Tak i wsiadaj. Przygląda mi się. – To dobrze. – Nie chcę robić ci krzywdy. – Tylko jeśli źle się pani zachowuje. jak uciszyć wszystkich obecnych. – Proszę. – Zdecydowanie wiesz. – Robię to na okrągło – mówi. zanim zmienię zdanie. A może to tego mi właśnie trzeba. Silnik nie gaśnie. zerkam w lusterko . uśmiechając się do mnie. próbując wybadać jego nastrój. to tego mi brakowało. co da się zrobić – odpowiadam z uśmiechem. ciepłe i lekko speszone. – W pracy owszem. pani Grey – mruczy mi do ucha. Jak on to robi. Wsiadam i przekręcam w stacyjce kluczyk. Christian przewraca oczami i otwiera przede mną drzwi od strony kierowcy.

.. Dobrze. Och. – Tak. emanuje z niego napięcie. ale jego oczy pozostają poważne. – Zerka na mnie i odsuwa telefon od ucha. Tak. kiepsko udając skruchę. . – Rozumiem – wzdycha Christian i pociera palcami czoło. Rzucam spojrzenie w lusterko wsteczne. Chce mi się śmiać zarówno z niego. Dodaję gazu i przyspieszamy gwałtownie.. jadę w stronę mostu 520. – Tak. bo nas pozabijasz. a ja już wiem. Droga przed nami jest pusta. jak Sawyer i Ryan wsiadają do audi SUV. Nagle Christian klnie pod nosem i z kieszeni dżinsów wydobywa BlackBerry. – Wszystko w porządku. nie wiem. coraz bardziej pewna siebie. jedynie kilka jadących za nami samochodów. – Słucham? – warczy gniewnie do osoby. Jak tylko dojedziemy. co za samochód! – Sorki – mamroczę. jak i z siebie. a ja zwalniam jeszcze bardziej. Zerkam w lusterko wsteczne. SUV-a dzielą od nas jakieś cztery auta i wszyscy jedziemy w spokojnym tempie. Cholera! Czuję przypływ adrenaliny.. uśmiechając się do mnie. Nie chcę jednak. – Zwolnij. aby mój kochany mąż dostał zawału. to się kwalifikuje jako złe zachowanie – rzuca lekko. A niech mnie. ale nie dostrzegam niczego dziwnego. Jedź – mówi spokojnie. Wyobrażam sobie. jak Sawyer i Ryan gorączkowo próbują nas dogonić i z jakiegoś powodu przyprawia mnie to o dreszczyk emocji. postanawiam więc być grzeczna. za nami jedzie tylko jeden samochód z przyciemnianymi szybami. Christian uśmiecha się do mnie drwiąco. Włączam się do ruchu. skarbie – mówi miękko. Spokojnie. jak jedziesz. a ja nie jestem w stanie się oprzeć. Wsuwa aparat do uchwytu na desce rozdzielczej i włącza zestaw głośnomówiący. Waham się chwilę przed wyjazdem na drogę. biedny Szary. Ani śladu audi SUV. Chyba czuje ulgę. Ona. która znajduje się na drugim końcu linii. – Cóż. Christian kuli się z napięcia. Cholera. – Nie – mówi i ogląda się.. mój biedny. że przyjechała z nami ochrona. – Na 520. Natychmiast zwalniam. – Jesteś tego pewny? – Tak – odpowiada z napięciem Christian. – Hola! Ana! – woła Christian. gdyż taka jestem zdenerwowana i podekscytowana. Christianie? – Uważaj. Trochę mam ochotę dla zabawy zgubić Sawyera i Ryana. że jest dokładnie na odwrót. – Co się dzieje.. coś się musiało stać. Nie miałam pojęcia.wsteczne i widzę.

Zwalniam. który widziałam wcześniej. w głowie zaczyna mi się rozjaśniać. – Ale gdy tylko wjedziemy na 520. które ma ochotę mnie udusić. ignorując rzucone mi przez Christiana spanikowane spojrzenie. Kiedy zerkam na Christiana. żebyś dodała gazu. Zaciskam dłonie na kierownicy i po raz ostatni zerkam w lusterko wsteczne. że spokoju to on akurat nie czuje. Śledzi! Jasna cholera. Cóż. Dodge nadal jedzie za nami. która nas śledzi. chce skrzywdzić Christiana. chcę. – Nie chcę. jest uzbrojona? I chce skrzywdzić Christiana? Cholera! Dopada mnie fala mdłości. a żołądek wraca na swoje miejsce. Na moście znajdujemy się tak blisko jeziora. Próbuję zdławić przerażenie.Kieruję się w stronę wjazdu na 520 w stronę Seattle. że ktoś nas śledzi? – Mój głos to świszczący szept. ciemny samochód. R8 wystrzeliwuje do przodu. – Skąd wiadomo. kto siedzi za kierownicą. Skąd on to wie? Włączam kierunkowskaz. Na szczęście ruch panuje raczej niewielki. wciskając nas oboje w siedzenia. asfalt jest mokry. Co rusz zmieniam pas. Następnie wciskam gaz do dechy. Chciałam jechać tym autem i chciałam jechać nim szybko. jak w normalnych okolicznościach. Jest późne popołudnie i choć deszcz już nie pada. swędzi mnie skóra na głowie. choć jestem pewna. Serce podchodzi mi do gardła. W mojej głowie rozlega się głos Raya udzielającego mi jednej z wielu lekcji samoobrony: „To panika może cię zabić albo poważnie ranić. poruszając się niczym czarny pionek w warcabach. która nas śledzi. gdy zbliżamy się do wjazdu na 520. wyprzedzając osobówki i ciężarówki. żebyś wpadła w panikę – mówi spokojnie. starając się uspokoić. A jeśli osoba. widzę. – Ten dodge za nami ma fałszywe blachy. Muszę zapewnić Christianowi bezpieczeństwo. skarbie – mówi łagodnie Christian. Z rozmysłem ignoruję gniewne. aby dodge musiał się zatrzymać i zaczekać na swoją kolej. Gdy biorę kolejny uspokajający oddech. że patrzy prosto przed siebie. i swój wjazd na 520 zgrywam w czasie tak. Prędkościomierz pokazuje sto dwadzieścia kilometrów na godzinę. – Bez paniki. a oczy rozszerza panika. jakbyśmy jechali po jego powierzchni. – Patrz na drogę. Nie używa tego zaczepnego tonu. Oddycham głęboko. nadal się nas trzyma. Kurwa! To ten? Przez przyciemnianą szybę zupełnie nie widać. Osoba. W duchu nakazuję sobie wziąć się w garść. pełne dezaprobaty spojrzenia innych . Kto nas śledzi?! Moje spojrzenie mknie ku lusterku wstecznemu i rzeczywiście. teraz mam okazję. mała – mówi spokojnie Christian. Annie”. Ktoś nas śledzi.

– Zastanawia mnie. Christian sztywnieje i zdejmuje BlackBerry z uchwytu. – Gdzie mam jechać? – pytam. – Grzeczna dziewczynka – rzuca pokrzepiająco. – Nie widzę dodge’a. czy robi to po to. Przemykamy obok wieży kontrolnej i stąd wiem. taki jest cichy i łatwy do prowadzenia. Ciekawe. oglądając się przez ramię. Szyby są zbyt ciemne. Ogląda się. – Głos Sawyera dobiega z zestawu głośnomówiącego. a wszystko na to wskazuje. Chcemy się przekonać. – Pani Grey. pani Grey. Zakładając. aby mnie nie rozpraszać. Równie dobrze może to być kobieta. – Twoja pani Robinson? – sugeruję. że ruch pozostanie niewielki. Przez chwilę jego ton przypomina mi nasze pierwsze kontakty w pokoju zabaw. – Naprawdę dobrze ci idzie. – Nie. Pani Grey dobrze sobie radzi. – Jesteśmy tuż za PN. Rzucam Christianowi nerwowe spojrzenie. a potem na południe. Światła na moście są zielone – dzięki Bogu – więc śmigam dalej. panie Grey. Zerkam w lusterko i chyba widzę dodge’a. Wzruszam ramionami. – Cholera! – klnie pod nosem. teraz nieco spokojniejsza. Wiemy. Uśmiecha się do mnie pokrzepiająco. – Próbuje pana dogonić. proszę się kierować na I-5. – Jakieś dziesięć samochodów za nami? – Widzę – mówi Christian. więc natychmiast odsuwam ją od siebie. Aż nie mogę uwierzyć. nie odrywając wzroku od drogi. za kilka minut zjedziemy z mostu. Zerkam na prędkościomierz – nadal sto dwadzieścia. że tak szybko jedziemy. że jesteśmy w połowie drogi przez jezioro Waszyngton. Ano – mówi cicho Christian. czy to mężczyzna? – rzucam w stronę BlackBerry. kiedy cierpliwie dodawał mi otuchy. Postaramy się wbić pomiędzy pański samochód a dodge’a. – Mnie też. kim jest ten drań. PN? Co to znaczy? – Dobrze. Jazda nim to prawdziwa przyjemność. Po czym rzednie mu mina. czy dodge nadal będzie państwa śledził – odzywa się Sawyer. – Kobieta? – pyta Christian. Panuję już nad samochodem. .kierowców. Ta myśl działa na mnie rozpraszająco. Podczas zjazdu z mostu ruch staje się większy i muszę zwolnić. patrząc przez wąskie lusterko wsteczne. Christian zaciska leżące na kolanach dłonie. siedząc nieruchomo.

– Nie. – Głos Sawyera jest spokojny. Udaje mi się szybko przemknąć przez zjazd na Montlake. – Tym się nie przejmuj – odpowiada. – Nie dla mojego prawa jazdy. – Trzymaj się go. – Nie rozmawiałem z nią od urodzin. Gdybym nie czuła takiego strachu. Chyba jeszcze nigdy nie prowadziłam z taką prędkością. Nie chcę irytować teraz Christiana. Ana – mruczy Christian. Teraz skoncentruj się na jeździe. Poza tym Elena nie zrobiłaby czegoś takiego. Niespodziewanie w jego głosie słychać nutkę wesołości. fantastyczne audi mknie po asfalcie. Wkłada BlackBerry z powrotem do uchwytu. W garbusie byłam w stanie wyciągnąć maksymalnie osiemdziesiąt. gdy zjeżdżamy na I-5.. Na szczęście ruch staje się nieco mniejszy. gdy ty w tym uczestniczysz – warczy. ale to auto ma zryw. może później. Zwykli śmiertelnicy zjeżdżają nam z drogi. ponownie lawirując między samochodami. Rany.– Ona nie jest moją panią Robinson – warczy. To nie w jej stylu. – A jeśli zatrzyma nas policja? – pytam. Na autostradzie panuje raczej mały ruch i w ekspresowym tempie udaje mi się przeskoczyć na szybki pas. tak że znowu jesteśmy w kontakcie z naszą ochroną. – Leila? – Jest w Connecticut z rodzicami. Zbliżam się do stu czterdziestu. Ale gdyby uciekła. proszę pana. Gryzę się w język. jej rodzice na pewno zawiadomiliby o tym Flynna. – Utrzymuj prędkość. Porozmawiamy o tym po przyjeździe do domu. – To by nie było takie złe. – Wyjechał z korka i nabrał prędkości. – Ma na liczniku sto czterdzieści pięć. – Ale to może być jakiś przypadkowy samochód. Cholera! Szybciej! Wciskam gaz i strzałka prędkościomierza przekracza sto pięćdziesiąt. Teraz. Mówiłem ci. Na chwilę zwalniam.. – Nie zamierzam ryzykować. – Przyspieszył do stu sześćdziesięciu. nawet by mi się to podobało. – Jesteś pewny? Robi pauzę. Jest fantastyczne – tak łatwo się prowadzi. Gdy wciskam pedał gazu. Zbliżamy się do skrzyżowania z I-5. . Cholera. Luke – warczy Christian do Sawyera. Znowu dodaję gazu i przyspieszam do stu dwudziestu.

– Dostałeś kiedyś mandat za przekroczenie prędkości? – Nie – odpowiada. Tak robię i mustang zjeżdża na sąsiedni pas. kiedy jest potrzebna? – Nie chcę dostać mandatu – mamroczę. Wyprzedzamy wolniejsze pojazdy. – A zatrzymano cię? – Tak. Tak jest! – Skręcamy w zjazd na Steward Street – mówi do Sawyera. sprawdzam lusterka. Muszę ostro hamować. – Niezły manewr. – To on jest dupkiem – mówi ze złością Christian. – Och. ale gdy go wymijam. gdzie się włącza długie? – Kierunkowskaz. pani Grey – stwierdza z uznaniem Christian. po czym warczy do mnie: – Zjedź na Stewart. Cholera. Wszystko sprowadza się do czaru. koncentrując się na drodze. Gdzie dodge. włączam kierunkowskaz. po czym wracamy na szybki pas.Luke? Na szybki pas wjeżdża ciężarówka. – I co z tego? – warczy. – Czar osobisty. proszę pana. Sawyer? – Ma prędkość sto siedemdziesiąt pięć. kiedy ford mustang nie chce mi zjechać z drogi. Włączam się do ruchu na . – Gdzie się podziewa policja. – Zamrugaj światłami – nakazuje mi Christian. – Kierujcie się prosto na Escalę. Zwalniam. Dam radę jechać jeszcze szybciej? Dociskam pedał gazu do podłogi. A teraz skoncentruj się. po czym z zaskakującą łatwością przecinam cztery pasy autostrady i docieram do zjazdu. kierowca pokazuje mi środkowy palec. Okej! – Eee. Pociągnij go do siebie. – Ale wyjdę na dupka. proszę pana. O kurwa! Serce po raz kolejny podchodzi mi do gardła. Zerkam w lusterka i przecinam trzy pasy naraz. Jezu. – Pierdolony idiota! – klnie Christian przez zaciśnięte zęby.

Światła zdążyły się zmienić na czerwone. że oboje nas wciska w fotele. Ignoruję jego ton. – Nie pamiętam drogi – mruczę zdenerwowana tym. Szybko – nakazuje Christian. Ano. szybko. że patrzy na mnie jak na wariatkę. – Ach. – Jedź dookoła. – Ana. Luke. – Na razie jedź cały czas prosto. proszę pana. – Pokazuje na wolne miejsce. I dodaje gazu. ale na Yale Avenue światła zmieniają się na żółte.Stewart Street i kieruję się na południe. Jadę tak szybko. pokazując na parking po południowej stronie Boren Avenue. Ale to oznacza. Ulica jest spokojna. . Gdzie się wszyscy podziewają? – Mieliśmy cholerne szczęście. – Tutaj. – Czemu tego nie wiedziałam? Ten człowiek od sześciu tygodni chodzi za mną krok w krok. – Jedź. że dodge także miał szczęście. – W głosie Christiana ponownie słychać niepokój. żebym zaparkowała. z dala od ulicy. jednostajny sposób. – Luke? – Tak ma na imię. – Jedź. perfekcyjnie. kiedy udało mi się tak ładnie zaparkować. I koniec tych cholernych pogaduszek – warczy Christian. że nie było korków. Ana! – woła. Kurde! – Po prostu to zrób. Zawieź nas do domu. Podskakuję i tak mocno wciskam pedał gazu. – Luke Sawyer. – Zatrzymaliśmy się na pierwszych światłach na Stewart – informuje nas Sawyer. To chyba jedyny przypadek. Cholera! Chce. Więc robię. – Patrz przed siebie! – warczy. a ja aż podskakuję. Z piskiem opon skręcam i wjeżdżam na zapchany parking. – Trzymaj się go. Zerkam na Christiana z ukosa i widzę. mało na niej samochodów. tutaj! – woła Christian. choć jak zawsze mówi w ten swój spokojny. jak się tylko da. – Tak! – Wydaje się mocno poirytowany. na koniec parkingu. a ja nie znałam nawet jego imienia. – Zgadza się. że dodge nadal siedzi nam na ogonie. Ana. Przemykam przez trzy przecznice. proszę pani – odzywa się Sawyer. Nie zwalniaj. – Zjeżdża w Stewart – rozlega się głos Sawyera. – PN jedzie teraz Steward Street.

– To adrenalina. – W porządku. Odgarnąwszy mi włosy z twarzy. że dałeś mi prowadzić swoje auto. – Dobra robota. – To oznacza. pani Grey. – Przejeżdżamy teraz przez Stewart i Boren. oczyszczający śmiech. a ja zarzucam mu ręce na szyję i szlocham cicho. Ano. Z mojego zaciśniętego gardła wydostaje się zduszony szloch i zaczynam płakać. a ja podskakuję. proszę pana. Christian chowa twarz w moich dłoniach i mocno tuli do siebie i tak siedzimy. – Może teraz ja powinienem siąść za kółkiem. maleńka. aby zabrzmiało to lekko. Wierzchem dłoni dotyka czule mego policzka. proszę. – Proszę tam pozostać. W dodatku w takich ekscytujących okolicznościach. Nie płacz. – Nie. proszę pana. zresztą jak zawsze. jedynie się przytulając. Śmieje się – to głośny. Jeszcze nigdy mnie nie zawiodłaś. – Christian delikatnie gładzi opuszkami palców moją twarz. . – Dziękuję. Poradziłaś sobie doskonale. Dodge was minął. strachu. – Nagle cała zaczynam się trząść. Oboje oddychamy z ulgą. – Desperacko się staram. nie. – Jeśli mam być szczera. – Wszystko dobrze? – pyta. – Kierowca dodge’a cię nie słyszy. oddychając głęboko. – W głosie Sawyera słychać nutkę irytacji. Jego twarz jest pełna miłości. następnie policzki.– Schowaliśmy się na parkingu pomiędzy Stewart a Boren – mówi Christian do BlackBerry. proszę pana. Zaskakuje nas głos Sawyera. – Tego bym nie powiedział. żalu – tyle emocji naraz – a jego słowa kompletnie mnie rozbrajają. całuje moje oczy. skarbie. nic nie mówiąc. aby cię tu wpuścić. Christian odwraca się do mnie. Widzę ten parking. Wyciąga ręce i mimo mocno ograniczonej przestrzeni jakimś cudem przeciąga mnie na swoje kolana. my pojedziemy za PN. Nogi mam jak z waty. Zdumiewasz mnie. to w tej chwili raczej nie uda mi się wysiąść. że przestaniesz marudzić na mój styl jazdy? – pytam. Uśmiecha się lekko kpiąco. wiesz? Śmieję się. – Jasne – odpowiadam szeptem.

przesuwając palcami po baczkach. – Całuję go w kącik ust. – Za co? Nie przepraszaj. znajdujemy się na parkingu w Seattle. wieczności. wyjmuje BlackBerry z uchwytu i rzuca go na fotel pasażera obok mych odzianych w sandałki stóp. że z jego gardła wydostaje się niski jęk. – Pocałuj mnie jeszcze. a strach obudził moje libido. – Tak? – mruczę mu do ust. Pragnę go. Moja gorączkowa reakcja sprawia. talię. moja śliczna. – Tutaj? – Głos ma zachrypnięty. jak jego usta lekko się rozchylają. – Masz takie miękkie usta. – Ana. uspokajający oddech. ocierając się o pierś. aż do pośladków. jak mi się zdaje. Ten pościg samochodowy był ekscytujący. Przerażający. Przechylając się nade mną. Pragnę cię. kiedy płaczesz. drugą na pupie. – Ach! – mówi i odsuwa się minimalnie ode mnie. przytrzymując mnie na miejscu. Christian nieruchomieje.. Przechyla głowę i przez chwilę przygląda mi się uważnie. rozkoszując się jego smakiem. – No i? – Cóż.– PN zwolnił pod Escalą. a ty ocierasz się o mnie.. Unosi moją brodę i składa na ustach delikatny pocałunek. że tak bardzo podnieca mnie jednym tylko słowem? – Tak. Jego dłoń zaciska się mocniej na moich włosach. – Jedźcie za nim – warczy Christian. – Pani Grey. Obejmuję dłońmi twarz Christiana. a ja witam go ochoczo. Jak on to robi. Poprawiam się lekko na jego kolanach. Przeprowadza rekonesans. – Użyj mojej koszuli. Językiem rozsuwa mi wargi. Ocieram nos wierzchem dłoni i biorę głęboki. Na te słowa moje pragnienie wydostaje się na wolność. mam ochotę się z tobą pieprzyć. Jedną rękę ma na mych plecach. – Wobec tego pieprz się ze mną. Zbyt ekscytujący. Teraz. Przez moje ciało przetacza się adrenalina przemieniona w pożądanie. to uciążliwe. Przesuwa dłoń w dół mego ciała. A potem jego usta łączą się z moimi. cóż za bezwstydność – szepcze po upływie. Teraz. dzielna dziewczynko – szepcze. – Przepraszam – mamroczę zawstydzona tym płaczem. – Pocałuj – szepczę bez tchu i patrzę. Brak mu tchu. po raz kolejny zaciskając wszystkie mięśnie w podbrzuszu. Christian odsuwa się i patrzy na mnie pociemniałymi oczami. – Christian całuje mnie w skroń. a usta . W ustach mi zasycha.

Jęczę głośno. Powoli wsuwa dwa palce pod koronkę i we mnie. dręcząco powoli wsuwając i wysuwając palce. Unoszę się i opadam. na publicznym parkingu. Jęczę i napieram biodrami na jego dłoń. Jestem w miejscu publicznym! To takie podniecające! Słyszę charakterystyczny dźwięk rozpinanego rozporka. a jego kciuk masuje mnie delikatnie przez cieniutką koronkę markowej bielizny. po czym pociąga do siebie i przechyla mi głowę na bok. wsuwając dłoń pod niebiesko-biały materiał. aby móc mi całować szyję. że masz spódnicę – mruczy. Chwyta mnie palcami pod brodę. – Proszę – szepczę. podciągając spódnicę. Kładzie dłoń na mojej kobiecości. pozostawiając mnie pustą i spragnioną. Druga dłoń chwyta moje biodro i razem zaczynamy się poruszać. Uważaj na głowę. – Ach! – wołam. a on wypuszcza powietrze przez zęby.ponownie odnajdują moje. . Lewą dłoń zaciskam na hamulcu ręcznym. ale dreszczyk ekscytacji pozostaje. Rozglądam się szybko i nikogo nie widzę. – Nie ruszaj się – szepcze. a on syczy przez zęby. – Ręce na moich kolanach. Czuję go w sobie niesamowicie głęboko. Christian kąsa moje ucho i pociąga za nie – to niemal bolesne. Kciukiem muska łechtaczkę. – Och. Przesuwa dłońmi po moich udach. jednym płynnym ruchem nabija mnie na siebie. tym razem z większą stanowczością. Druga dłoń Christiana zsuwa się z pośladków na udo. stawiając stopy na podłodze. Opieram się na palcach. Jego dłoń biegnie do mojej szyi. – Tak się cieszę. Christian przesuwa dłoń pod moją spódnicą i jego palce przez cienką koronkę zaczynają pieścić łechtaczkę. Robię. – Nie ruszaj się. a ja natychmiast nieruchomieję. – Pościgi samochodowe cię podniecają? – Ty mnie podniecasz. maleńka. a on wbija się we mnie – i wysuwa. Obejmując mnie jedną ręką w talii. Wsuwa mi ramię pod kolana. – Połóż nogi po obu stronach moich – nakazuje. co mi każe. opuszczając się na niego.. a kiedy ustalamy zgodne tempo. a przez moje ciało przebiegają rozkoszne dreszcze. To doznanie jest.. prawą opieram o drzwi. Pochyl się i unieś ten swój rozkoszny tyłeczek. Cholera! Naprawdę to zrobimy. a drugą odsuwając na bok koronkowe majteczki. Poprawiam się na jego kolanach. złączając uda. Znowu mnie całuje. Uśmiecha się drapieżnie i nagle cofa palce. Raz za razem wbija się we mnie. podnosi mnie i obraca twarzą w stronę przedniej szyby. Jesteś taka gotowa – mówi.

– Nikt nas nie widzi. Ana – mruczy. – Tak – syczy Christian. – Dalej. – Musimy to zrobić szybko. toczę rozszalałym wzrokiem po suficie R8. Powieki mam mocno zaciśnięte. a ja otwieram na chwilę oczy. Odwracam się ku niemu i uśmiecham szelmowsko. że się uśmiecha. Się – dyszy mi do ucha przez zaciśnięte zęby. – I jego palce zwiększają nacisk. ponad wszystko pragnące spełnienia. – Mnie jest zdecydowanie lepiej – dodaje. – Gdzie Sawyer? – warczy. – Ona? Trzymaj się jej. – Chcę cię słyszeć.– Ach! – Pospiesz. – Och. Przechodzi szybko na drugą stronę. Poprowadzę. aż wreszcie nieruchomieje. że jesteś taką ekshibicjonistką. że wbija się we mnie naprawdę głęboko. oddech na szyi. – Ale z ciebie rozpustnica. – A dodge? Czemu nie ma go z tobą? – Słucha uważnie. policzek. Jego głos w moim uchu. Kontrolę przejmuje moje ciało. – Straciłaś zdolność mowy? – Tak – mruczę. – Wracajmy. gdy tak leżę na nim. szybko zapina rozporek. Otwiera drzwi i pozwala mi zsunąć się ze swoich kolan na ziemię. – Seks w samochodzie! – wykrzykuję. Natychmiast się prostuję. Jestem wyczerpana i kwilę cicho. promieniująca od jego palców rozkosz i fakt. a moja głowa opiera się o jego szyję. i po raz ostatni wbija się we mnie. jak moja żona dochodzi? – Uspokajająco przesuwa dłonią po moich plecach. abym mogła wsiąść z powrotem. zajmuje miejsce za kierownicą. . rodzące się w głębi mego podbrzusza. po czym przytrzymuje mi drzwi. – Napięcie zeszło. że moje ciało przebiega dreszcz. sprawiają. – Sądzisz. Nie miałem pojęcia. po czym ponownie je zamykam i szczytuję. Ponownie jęczę i zamieniam się w jedno wielkie doznanie. – Christian rozłącza się i odwraca do mnie. skroń. Odpowiada mi równie szerokim uśmiechem i zakłada mi pasmo włosów za ucho. ale ton jego głosu sprawia. Czuję. pani Grey? – Christian ponownie zaciska zęby na moim uchu i pociąga. mała – szepcze chrapliwie. Kiedy odwracam się. że pozwoliłbym komukolwiek patrzeć. że już po mnie. prawda? – Rozglądam się nerwowo po parkingu. Przesuwa nosem po mojej brodzie i lekko całuje w szyję. doznając spełnienia. Ana. Wychodzi za mną. bierze do ręki BlackBerry i dzwoni. – Ach! – Czuję znajome wzbieranie rozkoszy. zapewne Ryana. obejmując mnie mocno. odsuwając mnie od siebie.

jedzie na południe. obdarzając mnie tym spojrzeniem. – Udało nam się dojechać aż tutaj. które wyzwala coś we mnie głęboko. – Anastasio Grey. nachyla się i szepcze: . Zamykam drzwi i przechodzę na koniec samochodu. – Christian kręci głową. Namiętność. mając nadzieję. jak je prowadziłaś. Usta zaciska w cienką. – FBI? – Nie pytaj. – Jedźmy do domu. – Gdzie jest. eee. Zabieram dłoń i przez chwilę siedzę cicho. Christian siedzi z otwartą buzią. spokój. skręca do garażu podziemnego Escali i na klawiaturze wystukuje kod dostępu. Brama unosi się i wjeżdżamy. gdzie czekam na Christiana. gniewną linię. że jest pogrążony w myślach. Przekręca kluczyk w stacyjce i pewnie wyjeżdża z miejsca parkingowego. abyśmy mieli wypadek trzy przecznice od domu. Christian parkuje audi na wyznaczonym miejscu. Gdy wysiadam z auta.. – Rzuca mi ponure spojrzenie. Podnosi moją dłoń do ust i całuje palec wskazujący. zdecydowany. – Wzdycha. Ryan to były pracownik FBI. żeby osłodzić to odrzucenie. Mój Szary... Też się uśmiecha. niepokój – i to wszystko w ciągu zaledwie kilku chwil. że poprawię mu tym nieco nastrój. nigdy mnie nie przestajesz zdumiewać. tym spojrzeniem. – Nie – mówi.. – Może białe – dodaję. Zdejmuje dłoń z kierownicy i powstrzymuje moją rękę. – Naprawdę podoba mi się to auto – mówię.Ona! Kierowca samochodu? Kto to może być? Elena? Leila? – Kierowcą dodge’a jest kobieta? – Na to wygląda – odpowiada cicho. pochylając się i uśmiechając do niego. Chłodny.. – Mnie też. Doskonale znam to spojrzenie. Widać. – Możesz mi takie kupić na urodziny. – Uśmiecham się drwiąco. Kładę dłoń na jego udzie i przesuwam ją wzdłuż szwu dżinsów. – No więc gdzie jest ta kobieta PN? – Na I-5. Z gracją wysiada. I podoba mi się. Chyba nie chcesz. – Kobieta? – Podobno. PN? A tak w ogóle to co to znaczy? Christian włącza się do ruchu na Stewart Street. No i że udało ci się go nie zepsuć. Kiedy zbliża się do mnie. – To skrót od Podmiot Nieznany.. że czuję się jak niesforne dziecko. I po raz pierwszy od jakiegoś czasu sprawia. spokojny.

Uśmiecham się do niego grzecznie i wymieniamy uścisk dłoni. Z jego twarzy nie da się nic wyczytać. Wciska guzik przywołujący. – Niedawno się wprowadziłem. że to pani Grey. – Apartament na ostatnim piętrze. – Ty jesteś Christian Grey – mówi młody mężczyzna. Moje policzki także różowieją. Uśmiecha się do mnie przebiegle. że was poznałem – mówi. W jego głosie słychać ulgę. Niesamowicie mi się tu podoba. – Kiedy się wprowadziłeś? – pytam. Christian zerka na nie z niepokojem. – Zakładam. Ramię Christiana obejmuje mnie jeszcze ciaśniej. łagodne brązowe oczy. Apartament szesnaście. Noah lekko się czerwieni i przygląda mi się odrobinę zbyt długo. dołącza do nas kierowca bmw. Christian wstukuje kod i winda ponownie rusza w górę. – Naturalnie. – Och. – Ale wygląda na to. Jest młody. Wychodzi. a gdy czekamy. – Odwzajemniam jego uśmiech. – Noah Logan. – Cieszę się. Wciągam głośno powietrze. Christian posyła mu spięty uśmiech. – Muszę wstukać kod. Christian zerka na mnie. Zapada niezręczna cisza. Wygląda. W końcu winda zatrzymuje się na piętrze Noaha. Rozsuwają się drzwi windy i wchodzimy do środka. ma swobodny strój i długie ciemne włosy. – Tak. – Wciska guzik z ósemką i drzwi się zasuwają. Pieprzyłem cię w nim. Bierze mnie za rękę i razem idziemy do windy. – W zeszły weekend.. być może powinienem pieprzyć cię na nim. – Noah uśmiecha się szeroko. – Wyciąga dłoń.– Podoba ci się ten samochód. Christian obejmuje mnie ramieniem i kiwa grzecznie głową. – Och. Mnie też się podoba. uśmiechając się do nas ciepło. a drzwi zamykają się bezszelestnie. Chodź. – Cześć – mówi. Christian ujmuje ją niechętnie. – Które piętro? – pyta Noah. że mamy towarzystwo.. jakby pracował w mediach. Ma życzliwe. – Witaj. . który chwilę później przeradza się w irytację. Gdy do garażu wjeżdża eleganckie srebrne bmw.

Kąciki ust Christiana unoszą się z rozbawieniem. I wydaje mi się. Zamyka na chwilę oczy. Patrzę na niego. – I co my z tym zrobimy? – Coś ostrego. – Wolę. proszę pana. – Pustelnikiem? – Pustelnikiem. Kiedy wpadamy przez podwójne drzwi. pani Grey. że może pani dodać kolejne nazwisko do listy swoich wielbicieli. po czym bierze mnie za rękę i ciągnie za sobą do holu. próbując ukryć zaskoczenie. Mruga. a oddech więźnie mi w gardle. . przyglądając mi się z rozbawieniem.– Sprawiał wrażenie sympatycznego – mówię. w korytarzu czeka Sawyer. ty każdego uważasz za wielbiciela. Przechyla głowę. – Chcesz więcej? Kiwam powoli głową. Patrzy na nas wyczekująco. Oczy ma niemal czarne. Sawyer odwraca się i kieruje w stronę gabinetu Taylora. nic nie mówiąc. Zamkniętym w swojej wieży z kości słoniowej – oznajmiam. Mamy godzinę! Christian przenosi spojrzenie na mnie. – Sawyer. Przewracam oczami. – Tak. – Nie znam jeszcze żadnych sąsiadów. żeby tak zostało. za godzinę masz mi złożyć sprawozdanie – rzuca Christian. Drzwi windy rozsuwają się i jesteśmy już w domu. Christian patrzy na mnie krzywo. – W naszej wieży z kości słoniowej. – Coś ostrego? Kiwam głową. – Czy ty właśnie przewróciłaś oczami? Tętno mi przyspiesza. – To dlatego. – Owszem – szepczę. – Christianie. – Jak ostrego? – pyta. Mnie się on wydał całkiem miły. – Ostrego? – Poproszę. że jesteś pustelnikiem.

To mój mąż. – Masz mnie. przeszywając mnie zuchwałym spojrzeniem. czy to przez ten pościg. pieszcząc mnie słowami. zalewając miękkim blaskiem ciemnoczerwone ściany. ===aVxlVW1c ROZDZIAŁ SZÓSTY – Masz coś konkretnego na myśli? – mruczy Christian. – Chodź – mówi i pociąga mnie ku schodom. jakby próbował odczytać moje myśli. Wzruszam ramionami. Jego zamiary są jasne. by przekręcić klucz w drzwiach. że twarz mi płonie. ma pani szczęście. Klucz ma przytwierdzony do breloczka. Christian włącza światło. który wcale nie tak dawno dostał ode mnie w prezencie. Dzisiaj spełniam prośby. Stoję i patrzę na niego. nagle ożywiona i bez tchu. – Carte blanche? – pyta szeptem i mierzy mnie bacznym wzrokiem. drewnem i środkiem do pastowania podłóg.– Cóż. Oblewam się rumieńcem na myśl. . do diaska! Pragnę tego. a w moim podbrzuszu zaczyna się rodzić podniecenie. a w moich żyłach pulsuje oczekiwanie. Masz od tamtego dnia. przyglądając mi się z namysłem. – Czego pragniesz. – Pani przodem. Nie wiem. seksownie. Co on takiego wymyśli? Zamyka drzwi i odwraca się. Przechyla głowę na bok. Carte blanche? O kuźwa – a z czym to się będzie wiązać? – Tak – mówię nerwowo. w którym wpadłaś do mojego gabinetu. w dodatku bardzo. – Perwersyjne bzykanko? – pyta. po czym z rozbawieniem wzrusza ramionami. adrenalinę. że podczas naszej podróży poślubnej pani Jones tu sprzątała. Christian uśmiecha się leniwie. – Ciebie. Gdy wchodzimy. ale chcę tego. pani Grey. Kiwam głową i czuję. mój wcześniejszy kiepski nastrój – nie rozumiem. Anastasio? – pyta miękko. Uśmiecha się kpiąco. pani Grey – mówi i teatralnym gestem otwiera drzwi. Czemu się teraz wstydzę? Uprawiałam już z tym mężczyzną perwersyjny seks wszelkiego rodzaju. Pokój zabaw pachnie uspokajająco znajomo: skórą. Pokój zabaw! Na szczycie schodów puszcza moją dłoń. ale wstydzę się przyznać? Moja podświadomość rzuca mi gniewne spojrzenie. „Przestań niepotrzebnie wszystko analizować”.

na których kiedyś wisiały wszystkie jego pejcze. – Jak pani sobie życzy. oddychając głęboko. a on ściąga mi ją przez głowę. Bluzeczka dołącza do leżącej na podłodze kurtki. że pokonaliśmy tę niewielką przeszkodę. Gdy to robię. rozkłada je i zsuwa mi ją z ramion. opierając rękę o ścianę pod wieszakami.– Wobec tego proszę mnie zaskoczyć. Posłusznie unoszę. – Odwróć się – nakazuje. – Teraz się odwróć i zdejmij spódnicę. Nachyla się. – Wyjdź z niej – mówi. Rozkloszowana spódnica upada mi do stóp. – Nagle klęka. Kąciki jego ust unosi hamowany śmiech i zmysłowa obietnica. odchylając mi głowę. w jego spojrzeniu zaś pożądanie miesza się kusząco z miłością. chwyta moje biodra i przyciąga mnie do siebie. – Przyjemnie się na panią patrzy. po czym zakłada gumkę. Niech spadnie na podłogę. – I pachniesz sobą. W końcu bierze ode mnie gumkę. Użyje ich dzisiaj? Zdjąwszy mi buty. Nie odrywając wzroku od jego twarzy. gdy tymczasem ja pochylam się do przodu. Christian nieruchomieje. Wygląda na to. panie Grey. Pociąga za warkocz. mną i seksem – mówi. – Unieś ręce. Został tylko jeden pejczyk i jedna szpicruta. pani Grey – szepcze mi do ucha. Przyglądam się im z ciekawością. – Krzyżuje ręce na piersi i przykłada do ust palec wskazujący. zerkając na niego nerwowo. Christian siada na piętach i podnosi na mnie wzrok. Uśmiecham się z ulgą i natychmiast spełniam jego polecenie. Chwyta za poły mojej kurtki dżinsowej. pani Grey. szpicruty i deski. a sekundę później kąsa je. odpinam guzik w talii i pociągam za suwak. . gdy ściągam z nadgarstka gumkę do włosów i podaję mu ją. szybko przyklęka i łapie mnie za prawą kostkę. całuje mnie lekko w usta. pani Grey. a ja odwracam się przodem do niego. – Proszę – szepczę. – Upajający zapach. Szybko zaplata mi włosy w warkocz. – Chyba zaczniemy od pozbawienia cię odzieży. Sprawnie rozpina mi sandałki. – Dobrze pomyślane. tak że mam na sobie już tylko koronkową bieliznę. po czym zanurza nos w złączeniu ud. Następnie ujmuje brzeg czarnej bluzeczki. – Czyni krok do przodu. Puszcza mnie i odsuwa się na bok. Jego oczy stają się wielkie. nic jednak nie daje po sobie poznać.

Jest w tym dobry – w budowaniu moich oczekiwań. brodą wskazując kierunek. Cholera. Słyszę odgłos jego bosych stóp na drewnianej podłodze. – Nachyla się. Rozlegają się dźwięki pianina. Zabawki! Och. uwielbiam. jednego. Wyczuwam go sobą. gdy jakaś kobieta zaczyna śpiewać... – Musisz mi to obiecać. Odwracam się. niegrzeczny. Robię głęboki wdech. Christian podchodzi do mnie niespiesznie. Do pianina dołącza gitara elektryczna. a ja pod wpływem jego słów cała się rozpływam. On jest taki. pani Grey? – szepcze mi do lewego ucha. – Twarzą do ściany – nakazuje.. w zmuszaniu mnie do czekania. sekundę później drugiego. że nawet najdelikatniejszy dotyk jest tak erotyczny? – . uwielbiam to wyczekiwanie. chyba na komodzie. Nie znam tego utworu. – Tym sposobem nie zobaczysz. lubię. Zbiera z podłogi moje ubrania oraz buty i wstaje z gracją. składa pocałunek na moim nagim ramieniu. – Grzeczna dziewczynka.Całuje mnie przez koronkowy materiał majteczek.. Naszym celem jest sprawianie przyjemności. że ten odgłos zamienia mnie w jedno wielkie rozedrganie? To nie ma sensu. bacznie nasłuchując – moje uszy nagle stają się wrażliwe na każdy najcichszy dźwięk. Zerka przez ramię i uśmiecha się do mnie kpiąco. Co to takiego? Odzywa się męski głos i mówi coś o tym.. uwielbiam. że będzie muzyczne interludium. – Hmm. Rozumiesz? – Tak. w podsycaniu pożądania.. jak kładzie. Hmm. Jeśli to powiesz. ciche.... śpiewać? – A więc ostro. natychmiast przestanę. a zaraz potem charakterystyczny stukot opadających na podłogę butów. gdy będziesz miała dość. pani Grey. Sam podchodzi do muzealnej gabloty cudów. Jak to się dzieje. moje buty i ubrania. Po chwili otwiera szufladę. Z trudem powstrzymuję jęk. co planuję. co on mi zamierza zrobić? – Obiecuję – rzucam bez tchu. a pani sobie życzyła niespodzianki. Subtelny syk budzącego się do życia sprzętu grającego mówi mi. przypominając sobie jego wcześniejsze słowa: „Nie chcę robić ci krzywdy. Szuflada zamyka się. łagodne i pełne smutku. zawodzić. ale chętnie się pobawię”. aby się nie bać śmierci. – Stań przy stole – mówi spokojnie. – Musisz mi kazać przestać. Jak on to robi. Słyszę. a mój oddech przyspiesza.. gdy Christian jest boso. po czym wsuwa palec pod pasek od stanika i przesuwa nim w poprzek pleców.

– Teraz cicho. – Wypowiada to łagodnie. wbijając biodrami w pupę. – Tak. – Wyjdź – mówi. Anastasio? Wszystkie mięśnie podbrzusza zaciskają się rozkosznie. I nagle daje mi mocnego klapsa. płynąca prosto z serca melodia. to dręcząca. składa pocałunek między łopatkami i przesuwa usta w dół pleców... – Nasuwa mi na oczy maskę do spania i mój świat pogrąża się w ciemnościach. Zatyka kciuki za gumkę majteczek i zsuwa mi je wzdłuż nóg. Okej. i ani pościg samochodowy. więc ramiona mam maksymalnie wyciągnięte.. Twarda powierzchnia chłodzi mi skórę i pachnie lekko woskiem do polerowania o nucie cytrusowej. Tak robię. żeby wszystko inne stało się bardziej intensywne. gdy mnie tym postraszył podczas lunchu.. – Mój głos to ochrypły szept. Jego dłonie prześlizgują się w dół pleców. więc na plecach czuję jego włoski. że pragnę tego od chwili. Uświadamiam sobie. Po raz kolejny się podporządkowuję. – Au! – wołam. – Jeśli puścisz. – Pochyl się i połóż na stole.. – Rozsuń nogi – nakazuje. – Chcesz. Zrozumiano? – Tak. Stanik opada na podłogę. – Dlaczego? Och. . Christian całuje mnie lekko w pupę i wstaje. – Zasłonię ci oczy. Bez wahania pochylam się nad stołem i opieram klatkę piersiową o wypolerowany drewniany blat.Zdejmij to – szepcze mi do ucha. dam ci klapsa. Blat jest szeroki. a czy muszę mieć powód? Wzruszam ramionami. – Eee. Następnie pochyla się nade mną. a ja pospiesznie spełniam jego polecenie. Delikatnie głaszcze mnie tam. – Powiedz mi. Piosenkarka zawodzi coś niezrozumiale. Zdjął koszulę.. gdzie przed chwilą uderzył. Tak robię. – Teraz. ani późniejszy seks w aucie nie zaspokoiły tej potrzeby. – Wyciągnij ręce i przytrzymaj się krawędzi stołu. a przez materiał dżinsów napiera na mnie erekcja. żebym dał ci klapsa.

niżej. To jest.. że z tym akurat trzeba powoli. muskając odbyt. Uderza mnie raz jeszcze. a w moich żyłach krąży niepokój i pragnienie. tak. To prawda – och. krok po kroku. Staram się nie wić pod nim. – Pobawimy się trochę w taki sposób – szepcze. taka jak teraz. – Nie ruszaj się – mówi. Jasny gwint. Słyszę cichy wytrysk jakiegoś płynu. – Mam dla ciebie mały prezent – szepcze Christian. rozkoszując się tym doznaniem. – Och. Daje mi jeszcze jednego klapsa. Ano. a potem wsuwa we mnie dwa palce. Ano. Z jękiem rozsuwam je szerzej. Jęczę. Z mojego gardła wydobywa się jęk.. – To jest lubrykant. – Ach. Moja. czy on chce przelecieć mój tyłek? – Nie to. a chwilę później jego palce masują mnie znowu tam! Nawilżając mnie. A w mojej głowie pojawia się wspomnienie z naszej lekcji pokazowej. Kurwa! Jego palec zsuwa się niżej po moim kroczu i powoli wsuwa we mnie. – Odpowiedz mi – szepcze nagląco. – Grzeczna dziewczynka. a on wysuwa palec i znowu wsuwa. tam! Wiję się. co robię teraz? Jęczę. – Rozsmarowuje jeszcze trochę. – Tak. – Przemyka palcem w dół moich pleców i wsuwa go między pośladki. . Natychmiast je wysuwa. uderzając w moją kobiecość.. mocno. i tak raz za razem. metalowego. że jesteś bardzo wilgotna.. jak wzdłuż kręgosłupa przesuwa się coś chłodnego. zapewne z tuby. rozsmarowując wilgoć na odbycie. Wysuwa palec i daje mi jeszcze jednego mocnego klapsa. Napieram na jego dłoń. I myślę. takie przyjemne. Anastasio. ale serce wali mi jak młotem. – Co ty zamierzasz zrobić? – pytam niespokojnie. I czuję. – Widzę. Christian wsuwa ją między moje pośladki. uwielbiam – kwilę. Od naszej akcji w aucie czy z powodu tego. O rety. O rety. który aż się spina.. – Już od jakiegoś czasu miałem na to ochotę. – Mówiłem ci. gdy strach miesza się we mnie z podekscytowaniem. Zatyczka analna. co myślisz – mruczy uspokajająco.– Szerzej. że uwielbiasz tu być.. myślę. że jedno i drugie.

tam! – Och. to kciuk. gdy przyzwyczajam się do nowego doznania.. Kciuk Christiana zatacza we mnie kółka. I czuję ją. W ustach mam sucho. Powoli obraca zatyczkę. Chwyta mnie za drugie biodro i rozstawia mi nogi jeszcze szerzej. a on wbija się we mnie i w tym samym czasie przyciąga do siebie. – Dobrze – wyrzucam z siebie. Obejmuje moją kobiecość i palcami delikatnie pieści łechtaczkę.. – Przesuwa wolną dłonią wzdłuż mego ciała. Gotowa? Czy jestem na to gotowa? – Tak. Jęczę. Rozumiesz? – Tak – szepczę. tam.. popychając moją stopę swoją. Kurwa. głośny jęk.. – Jego imię jest dla mnie niczym mantra. Powoli wyjmuje kciuk i słyszę.. wsuwa we mnie zimną zatyczkę.. i. Wsuwa zatyczkę mocniej i wślizguje się ona bez problemu. Próbuję przyswoić sobie wszystkie doznania: rozkoszne wypełnienie. I powoli.. aż dociera do biodra. – Kurwa! – wołam. dobrze mi. Oddech ma przyspieszony... Nieruchomieje. doświadczając tego nieznanego mi dotąd uczucia. – Grzeczna dziewczynka – mruczy. ale moje ciało ją przyjmuje. – Gotowa? – pyta szeptem. że taka jestem podniecona. że robię coś zakazanego. Wyczekiwanie walczy o palmę pierwszeństwa z niepokojem. gdzie jego kciuk obraca się we mnie. To jest małe. całuje mnie raz jeszcze między łopatkami. czy też odwrócił moją uwagę swymi zręcznymi palcami. a z moich ust wydobywa się długi. – Ach! – jęczę głośno. jak rozpina rozporek. . kuszące uczucie. mam dziwne uczucie. będę się z tobą pieprzył naprawdę ostro.. bardzo powoli. Niemal mdleję. Nachylając się nade mną. Nie wiem. skarbie. – Nie puszczaj się stołu – rzuca ostrzegawczo. – Christianie. ach. – Coś ostrego? Powiedz mi.– Wsunę to w ciebie.. gdy jego palce dają mi rozkosz. Kolejny palec wędruje między pośladkami i wsuwa się we mnie. tak jak i ja. a zatyczka napiera na ściankę... czy to dlatego. – Będzie bolało? – Nie.. Moje mięśnie protestują przeciwko temu najściu. Jest ciężka... ach... maleńka. Gwałtownie wciągam powietrze. jeśli będę zbyt ostry.. wsuwając zatyczkę jeszcze głębiej. Kiedy już znajdzie się w tobie..

– Proszę – błagam. oddychając coraz szybciej. Rozgrzewa mi to krew. co czuję. gdy mój wzrok przyzwyczaja się do przytłumionego światła. opadając. i jeszcze. – Kurwa! – krzyczę. Łapie rytm. – Witaj – mówi. – O kurwa – jęczę. jak robi głośny wdech – odgłos czystej. Czy miałam już okazję czuć się taka wyuzdana. – Właśnie tak – dyszy i daje mi mocnego klapsa w prawy pośladek. ale sama nie wiem. pulsując wokół niego – a Christian delikatnie wysuwa zatyczkę. aby nie przestawał. zdejmując mi z oczu przepaskę. wirując. Mam wrażenie.... Mrugam. Jęczę i słyszę. opadając. Wysuwa się ze mnie i sekundę później wbija raz jeszcze. To. prawdziwej rozkoszy. – Wytycznymi? . Kobieta nadal śpiewa. wbijając się we mnie raz za razem. on zaś chwyta mnie za biodra i głośno szczytuje.. Znajdujemy się na podłodze obok stołu. Ana – dyszy. – No i co.erotyczną przyjemność. Wszystko w moim podbrzuszu zaciska się i drży. – Tak – syczę. która rozchodzi się po moim ciele. było zgodnie z wytycznymi? – pyta z rozbawieniem. jest nie do opisania. – Leż nieruchomo – nakazuje. Siedzę mu na kolanach. taka. Christian pociąga delikatnie za zatyczkę. To mnie chyba rozerwie na pół. pragnęłam tego. maleńka – syczy.. – Tak. głowę opieram mu na piersi. Christian zawsze włącza tu automatyczne powtarzanie utworu. Nasze nogi są splecione.. o co: aby przestał. Unoszę rękę i dotykam czule jego twarzy. Och. Niespokojnie patrzy mi w oczy. wysuwając i znowu wsuwając. Unosi mi brodę i składa na ustach delikatny pocałunek. aby jeszcze raz obrócił zatyczkę? Moje mięśnie zaciskają się wokół niego i zatyczki. O rety.. że zaraz zemdleję.. – Jeszcze? – szepcze. – Och. unieruchamiając mnie w uścisku. A ja dochodzę – i jeszcze. Marszczę brwi. Uśmiecha się. Zabiera jedną dłoń z mego biodra i jeszcze raz obraca zatyczkę i pociąga ją powoli. – Tak. a on tuli mnie do siebie. Dziwne.

– Tak. – Mój – szepczę. Usta ma delikatne i ciepłe. Chyba ci się udało. Uśmiecha się nieśmiało.. że go poślubiłaś. Oczy mu płoną miłością. Pochyla głowę i całuje mnie czule. które wkładałeś tutaj. – Christian udaje oburzenie. – Uśmiecham się nieśmiało. – Inne dżinsy? – Te. – Podnosi głowę. Unosi brwi i odpowiada równie szerokim uśmiechem.. – Czy włożysz kiedyś te swoje. – Długimi palcami lekko dotyka mojego policzka. eee. – Ależ pani Grey. – Delikatnie unosi do ust końcówkę warkocza i całuje go nabożnie. – Wyglądasz w nich podniecająco. – Naszykować ci kąpiel? – Hmm. zwyczajnym platynowym krążku. – Twój – odpowiada. Bardzo podniecająco. Uśmiecham się szeroko. – Porządnie zerżnięta. . panie Grey. inne dżinsy? Marszczy brwi. – Cieszę się. – To chyba słusznie – mruczę.. O rety.. czy ja w ogóle miałam okazję mu się oprzeć? Sięgam po jego lewą dłoń i składam pocałunek na obrączce. – Dobrze.. – Moje policzki robią się czerwone.. cóż za język. Nadal ma na sobie dżinsy. Tylko jeśli się do mnie przyłączysz.. – Tamte? – Mruga z zaskoczeniem.. – Nigdy mnie nie rozczarowujesz. że poślubiłam bardzo niegrzecznego chłopca. Wyglądasz w tej chwili na porządnie zerżniętą... takim jak mój. – Jak się czujesz? – W jego głosie słychać troskę. – Nie ma sprawy. Jego uśmiech jest zaraźliwy. – Czyżby? – Aha. Wstaje i stawia mnie na podłodze.– Chciałaś ostro. – To dlatego. Mocno mnie obejmuje i wtula nos w moje włosy. – Niezwykle miło mi to słyszeć.

strach – wszystko minęło. Mocno go obejmuję. pani Grey.. – Ja. eee. podchodząc za nim do komody. ostatnio była pani w dziwnym nastroju. fatalny nastrój. może to zrobię. – Powiedz – prosi. – Prostuje się i bierze mnie w ramiona. były pracownik czy rywal z branży. Wzrusza przepraszająco ramionami. napełniając łazienkę słodkim. że cię w to wplątałem. ziewam głośno i się przeciągam. – Robiły to twoje uległe? – kończę za niego.. czy to vendetta. przepaska na oczy i moje majtki. Otula mnie jego zapach. pani Grey. – Co takiego? Kiwa głową. odkręcając wodę. A teraz zrzucaj koszulę i wskakuj do wanny. po czym prowadzi na dół. dla odmiany czując się swobodnie z samą sobą. Marszczy brwi. Wlewa do wanny kilka kropli olejku jaśminowego. Christianie? – wypowiadam na głos swoje obawy. ekscytacja... po czym bierze ze stołu miseczkę. – Po prostu czuję się lepiej. Uśmiecha się. – Wiem. Nie wiem. Idę za nim potulnie. a ja ją wkładam. tubka lubrykantu. Oblewam się rumieńcem. Podaje mi swoją koszulę. – Cóż. Kręcę głową. zmysłowym zapachem. Nachyla się i całuje mnie w usta. w której leży zatyczka. że przejmujesz się tymi ostatnimi wydarzeniami. Przykro mi. otwiera drzwi... Gdy wchodzimy do łazienki. Pani Jones.– Cóż. – Przedyskutujemy to jeszcze. – Nie powinieneś porozmawiać z Sawyerem? . – Jego głos przechodzi w udręczony szept. – A jeśli coś stanie się tobie.. Niepokój. bierze mnie za rękę. Christian zostawia miseczkę na komodzie. – Co się stało? – pyta Christian. rozbawiony i chyba zażenowany. – Proszę. Jestem odprężona – nasycona i spokojna. – Kto myje te zabawki? – pytam. Wyłącza muzykę. dla pani.. – Tak. jakby nie rozumiał pytania. Gdyby miało ci się coś stać z mojego powodu.

– Wiesz. nie kłóćmy się o to kolejny raz. Przebiegam palcami po jego nogach. – Ciekawe.. czy Ryan dogonił dodge’a. że nie musisz wracać do pracy – rzuca. już to przerabialiśmy. a gdy odwracam się przodem do niego. a ja wchodzę do gorącej. Wyjątkowo się z nią zgadzam. pachnącej wody i siadam niepewnie. – Muszę przygotować sobie rzeczy na jutro do pracy – mówię cicho. – I całuje mnie słodko w szyję. Christian rozbiera się i siada w wannie za mną. – Dowiemy się tego po kąpieli. O nie. Przed moimi oczami znowu pojawia się tamta kobieta. mała – mówi Christian.. słyszę dobiegający z gabinetu podniesiony głos Christiana.– Może zaczekać. – Au. – Tak tylko mówię. Nieruchomieje. – Musimy omówić plany dotyczące nowego domu. Nieprzyjemne uczucie po chwili zupełnie mija... które mi zafundował podczas podróży poślubnej. po czym przyciąga mnie do klatki piersiowej. Dziś wieczorem? – Jasne. znowu? – Christianie. Wzdycham. – Gdzie ty się. że chociaż projekty Gii Matteo są naprawdę rewelacyjne. Pociąga za warkocz. a mnie nagle się robi żal Sawyera. Moszczę się między jego nogami i tak leżymy zadowoleni w gorącej wodzie. Wkładam spodnie od dresu oraz bluzeczkę na ramiączkach i postanawiam iść do pokoju zabaw po swoje ubrania. Moja podświadomość unosi głowę znad trzeciego tomu Dzieł zebranych Karola Dickensa i mierzy mnie groźnym wzrokiem. – Spokojnie. Zamieram. Dobrze. – Skórę pośladków mam wrażliwą i gorąca woda ją podrażnia. Czym sobie zasłużył na taką niełaskę? Christian pomaga mi zdjąć koszulę. Wskakuj. Gdy idę przez korytarz. że nie będę się z nim z tego powodu droczyć. marszczy brwi. kurwa. Przytrzymuje mnie za rękę. podziewałeś? . – Zaciska usta. Na piersiach mam jeszcze blade siniaki po malinkach. Proszę. a on bierze do ręki mój warkocz i obraca go między palcami. ale uznaję.

Jutro wieczorem wraca Taylor.O cholera. po czym moje spojrzenie pada na stojącą na muzealnej komodzie niewielką porcelanową miseczkę z zatyczką analną. I moje gratulacje. – Takiego pytania to się akurat nie spodziewałam. w każdy niedzielny wieczór analizowaliśmy razem menu na nadchodzący tydzień i sporządzałam listę zakupów. że jestem w stanie spojrzeć pani Jones w oczy. Ja przynajmniej mogę mu się odgryźć. eee. czy ją kiedyś poznam. Zerkam nerwowo do salonu. chyba powinnam to umyć. – Proszę mi mówić po imieniu. i wślizguje się do gabinetu Taylora. Uśmiecha się. Z pomieszczenia gospodarczego wychodzi pani Jones.. Kiwa nam głową. – Och. będą mi jeszcze potrzebne.. – Mam to od pani zabrać? Wyciąga ręce po moje ubrania. wychodzi z gabinetu Christiana i szybko przechodzi przez salon.. Cieszę . Naprawdę nie chcę słuchać tego.. Jezu. chętnie pomogę. Krzyczy na Sawyera. brak prywatności jest naprawdę dziwaczny. – Kiedy będzie pani gotowa.. Obie podskakujemy na swój widok. patrząc na mnie wyczekująco. Biedny Sawyer. Prawdę mówiąc. – Kiedy zaczęłam pracować dla pana Greya. Dzięki Bogu.. Cóż. co ma mu do powiedzenia – krzyczący Christian nadal mnie onieśmiela. Och! Czemu wszystko musi się zmieniać tylko dlatego. – Uśmiecha się. – Witam w domu. – Rozumiem. Wzdrygam się i wbiegam po schodach. nie zauważyłam pani. – Pani Grey. – A pod nimi skrywa się miseczka z zatyczką analną! Moje policzki stają się purpurowe. – Och. sprząta przecież pokój zabaw. ale panuje w nim cisza. Taylor ma teraz dwa dni dla swojej córki. – Pani Grey. Przerywa nam pobladły Sawyer. nie czułabym się z tym komfortowo. Menu? – Eee. Ona wie. a więc teraz jestem panią Grey! – Dzień dobry. Zbieram swoje ubrania i buty Christiana.. nie patrząc w oczy. pani Jones. a przy nim Christian jest generalnie spokojniejszy. – Dziękuję. Ciekawe. To cud. Zabieram ją więc i schodzę na dół.. że mam na palcu obrączkę? – Chce pani przejrzeć menu na przyszły tydzień? – pyta. co my tam robimy.

Trochę z niechęcią myślę o powrocie do pracy. bo w tej akurat chwili nie mam ochoty omawiać z panią Jones kwestii menu ani zatyczek analnych. Zabieram się za ostatnie zadanie na dzisiaj. Wykorzysta tę sposobność i zmusi mnie do odejścia. że stało się tak dlatego. redaktor naczelna. Pospiesznie udaję się do sypialni. Muszę się od niego zdystansować. by udać się do gabinetu. że jest zajęty. Wyjmuję z nikona kartę pamięci i przerzucam zdjęcia na laptopa. mam wszystko. iż brałam ślub z szefem. kiedy on w końcu się o tym dowie. że dojdzie do kłótni. które przeczytałam podczas naszego miesiąca miodowego. Przypomina mi się apoplektyczna reakcja Roacha. O kurczę! . więc analizuję w myślach dzisiejszy dzień. Wkrótce potem moje stanowisko zostało potwierdzone. czego potrzebuję. Wygląda bardzo niewinnie i zaskakująco czysto. Wzdrygam się na tę myśl. Teraz dociera do mnie. Trochę to potrwa. Nie zebrałam się jeszcze na odwagę i nie powiedziałam Christianowi. kiedy mu powiedziałam. a miseczkę z zatyczką zabieram do łazienki. wiem jednak. Okej. że mam pomoc domową na każde zawołanie? Kręcę głową. Przyglądam jej się podejrzliwie. ale wtedy na ekranie pojawiają się zdjęcia z kilku ostatnich dni naszej podróży poślubnej. chcę wiedzieć. Christian siedzi jeszcze w swoim gabinecie. Nie mam ochoty zbyt wiele o tym myśleć. może kiedyś. Nie jestem już pełniącą obowiązki redaktora naczelnego – jestem Anastasia Steele. Być może powinnam z nim dzisiaj o tym porozmawiać. że w pracy zamierzam pozostać przy panieńskim nazwisku. że nie informuje mnie na bieżąco. To wystarczy? Będę musiała zapytać pana Seksperta. przy którym mogę pracować. czy powinno się to może sterylizować. Wstaję z krzesła. ale tego akurat za nic nie mogę powiedzieć Christianowi. że Christian pozwolił objąć mi bibliotekę w posiadanie. Czy Ryan wrócił? A może jedzie jeszcze w stronę Portland? Dogonił tę tajemniczą kobietę? Christian ma od niego wieści? Potrzebuję odpowiedzi. Mam konkretne powody.. Stoi w niej teraz białe drewniane biurko. że wychodzę za mąż i kto zostanie moim mężem.się z powodu tego przerywnika. więc myję ją szybko wodą z mydłem. Wyjmuję laptopa i zaglądam do notatek dotyczących pięciu rękopisów. Stawiam buty Christiana na podłodze. Fajnie. Czy ja się kiedykolwiek przyzwyczaję do tego. ubrania rzucam na łóżko. więc mam czas.. co się dzieje i trochę mam mu za złe. Jest siódma. Mam gdzieś. To nie jest przyjemna myśl.

Zasłaniam dłonią usta. Ciemnowłosy mężczyzna w jasnym kombinezonie. a on odwraca się na fotelu w moją stronę. na tylu śpię. walcząc z jego łaskoczącymi palcami. Jest kilka ujęć zrobionych z daleka. że je robił. Śpiąca. I jest zdjęcie. Skonsternowany obejmuje mnie jeszcze mocniej i całuje w czubek głowy. na których skręcam się pod nim i śmieję. Barney. no a teraz ten cholerny pościg. potem pożar w GEH. czy pozwala mi się dotykać tylko dlatego. – Okej. Barney. To musi być serwerownia GEH. Zirytowany unosi głowę.A na wszystkich znajduję się ja. aby go znaleźć – po prostu sprawdzić. młody. Już od lat nie ssę kciuka! Tyle zdjęć. Muszę go spytać. na którym widać jego i mnie na łóżku w naszej sypialni. błyszczące szare oczy. Nie miałam pojęcia. Och.. Ostrożnie mnie obejmuje... zakochany. co sobie myśli: czego ona chce? Kiedy siadam mu na kolanach.. czy jest bezpieczny. jeszcze raz. Christian robi pauzę. Zarzucam mu ręce na szyję i wtulam się w niego. beztroski. Marszczy brwi i wiem. czarno-biały obraz z kamery przemysłowej. unosi zdumiony brwi. czy to lubi. ale nie potrafię oderwać wzroku od Christiana. Uwalniam głowę i przytulam policzek do jego szyi. nagle przytłoczona swoimi uczuciami do niego. Mogę cię na chwilkę przeprosić? – Zasłania dłonią telefon. Zostawiam komputer i biegnę. a on patrzy w aparat. ale na mój widok wyraz jego twarzy łagodnieje. że nie zauważyłam. Stuka w klawisz na laptopie. Stoi w jasno oświetlonym pomieszczeniu z długim rzędem czarnych wysokich szafek. a teraz owszem. . Unosi mi brodę i zagląda w oczy. Bez pukania wpadam do jego gabinetu. wciskając telefon między ucho a ramię. – Eee. pozwala mi się dotknąć. co się stało? Kręcę głową.. Marszczę brwi. Na ekranie pojawia się ziarnisty. Zwijam się w kulkę. Ktoś chce mu zrobić krzywdę – najpierw Charlie Tango.. który jeszcze niedawno nie potrafił znieść mojego dotyku. na przykład takie. Uśmiecham się jak zadurzona idiotka. który nie zniesie łaskotek. rozchylone w uśmiechu usta. tak. Christian wciska kolejny klawisz i mężczyzna idzie w stronę kamery. – Okej. na którym opieram się o reling jachtu i patrzę przed siebie. Jak to możliwe. Bez wahania obchodzę biurko. Mój piękny mężczyzna. co mówiłeś? – kontynuuje. Przytulam się do niego. ale z opuszczoną głową. Kiedy podchodzi bliżej.. Barney. – Ana. cholera – ssę kciuk. jak je robił? Uśmiecham się na widok zdjęć. że mnie to sprawia przyjemność.. które zrobił z ręki. mój piękny mężczyzna: potargane włosy. gdy wydobywa się z nich mimowolny szloch. włosy mam na twarzy albo rozrzucone na poduszce. usta rozchylone. Christian siedzi za biurkiem i rozmawia przez telefon.

pani Grey.. Przygląda się uważnie obrazowi z kamery. kto to. Zobaczymy. po czym nieco się wyostrza. gdzie jeszcze zapuszczał się ten sukinsyn. – Barney. Albo obciął i zafarbował włosy. znam.. Nie wydaje się ani trochę zadowolony. proszę pana. Słyszałem panią Grey. Wokół głowy mężczyzny pojawia się ramka i nagle widzimy zbliżenie. – Da się choć trochę wyostrzyć obraz? – rzuca do telefonu. – Linia żuchwy – pokazuję na ekran – i kolczyk. pani Grey – mruczy. Właśnie włączam program rozpoznający twarze na całym cyfrowym materiale z kamer przemysłowych. Postura także pasuje. – Tak. Znasz adres pana Hyde’a? – pyta ostro Christian.Ekran ożywa. pamiętam. że bardzo uważnie przyglądała się pani byłemu przełożonemu. że ma w uchu kolczyk. proszę pana – dodaje Barney. małe kółko. Obraz robi się zamazany. – Barney to robi? – pytam cicho. że wasza współpraca była taka bliska. Czasem nie sposób zrozumieć motywów działania ludzi. Wzrusza ramionami. ale ratuje mnie Barney. który ignoruje język Barneya. – Mamy także zawartość jego twardego dysku. – Tak – odpowiada Christian. Ma potargane czarne krótkie włosy. słyszysz to? – Christian kładzie telefon na biurku i przełącza na głośnomówiący. Kurwa mać! Wiem. Nie wiem. – Christian – mówię cicho. – To Jack Hyde. robi mi się zimno. – Czemu miałby to robić? – pytam. proszę mi wybaczyć. – Tak. proszę pana. – Wygląda na to. ===aVxlVW1c ROZDZIAŁ SIÓDMY – Tak myślisz? – pyta zaskoczony Christian. Zerkam nerwowo na Christiana. i kształt ramion. Na głowie ma perukę. – Zaciska usta i obejmuje mnie ramieniem w talii. Prostuję się zafascynowana. . – Może z zemsty. Rzucam mu krzywe spojrzenie. a na wyostrzonym obrazie dostrzegam. Jestem po prostu zły. W linii jego żuchwy jest coś znajomego. Gdy przyglądam się temu mężczyźnie z opuszczoną głową. – Tak.

– Prześlę Welchowi także numery rejestracyjne. – Bardzo dobre – mówi cicho. – Tak jest. Christian gładzi mnie dłonią po plecach. ale też się pani przydaje. – Co się znajdowało na jego dysku? – szepczę. – Dzięki. – Christian rzuca mi sceptyczne spojrzenie. Sprawdź także wszystkie inne budynki GEH. i pani Grey się nie myli. składając na mych ustach delikatny. Barney. – Cóż. Uśmiecham się szeroko. – Dotyczyło to ciebie czy mnie? – Mnie – wzdycha. – Chcę mieć pewność. – Camaro dwa tysiące sześć – odzywa się podekscytowany Barney. – Już to zrobiłem. – Jasna sprawa. że powinnam ugryźć się w język. Po uśmiechu nie został ani ślad. To rzeczywiście Jack Hyde. Daj mi znać. żeby jeszcze raz je przeszukała. – Co tam było? Coś o twoim życiu? Christian kręci głową i przykłada mi palec do ust. Kręci głową. jak go gdzieś namierzysz. – I rozłącza się. pani Grey. – Tak jest. Krzywię się. gdzie jeszcze ten kutas był w moim budynku. że nie tylko robi pani dobre wrażenie. Widzisz? Czasem się przydaję. a to wyraźne ostrzeżenie. – Powiedz mi. . I sprawdź ten obraz ze zdjęć z dokumentacji działu kadr SIP. Jego twarz tężeje. proszę pana. Wiem. – Uśmiecha się. że tylko się ze mną droczy. – Świetnie.– Powiadom Welcha. pani Grey. – Sprawdź. – Dobra robota. A do Barneya rzuca: – Daj znać. – W jego oczach tańczy rozbawienie. jaki ma samochód. słodki pocałunek. do których mógł mieć dostęp. Ale on mruży oczy. – Dobre wrażenie? – prycham. – Niewiele – odpowiada. wygląda na to. czy da się go gdzieś namierzyć. zaciskając usta. – Nie. że to on. i powiadom firmę ochroniarską. – Barney może zrobić to wszystko? – pytam szeptem. Christian kiwa głową i uśmiecha się do mnie z zadowoleniem. Przeskanuję także miejski monitoring i zobaczę.

jesteś głodny. – Głodna? – pyta. aby zaczerpnąć tchu. Uśmiecha się niczym sfinks. proszę pana? – pytam słodko. Ma pani ochotę coś zjeść? – Eee. po czym wstaję z jego kolan. – A ja tak. a mnie ściska się serce. Uśmiecha się i całuje. oplatając sobie warkocz wokół nadgarstka. Kołysząc biodrami. mocniej tym razem. Chętnie to zrobię za panią. – Pani Grey. Opieram dłonie o poręcze jego fotela. – Wiem. Kiedy odrywamy się od siebie. Pachnie pysznie. – O. – Och. – A co byś zjadł? – No. które w tobie kocham. proszę pana. panie Grey. – Chciałabym zrobić kanapki sub dla mnie i dla pana Greya. – Całuje mnie w głowę. szaleńczo wali mi serce.. i co ja mam z panią zrobić? – Odpowiedzieć na moje pytanie. – Jak zawsze. Uśmiecha się nieśmiało. – Uśmiecham się szeroko. – I tak mogę cię przełożyć przez kolano – mruczy uwodzicielsko. . robi znacznie lepsze wrażenie niż ja. Nieruchomieje na ułamek sekundy. – Pan Grey lubi bagietki. W zamrażalniku jest kilka pociętych na odpowiednią długość. jak się śmiejesz. Zaskocz mnie – powtarza moje słowa z pokoju zabaw. Mruży oczy. nachylam się i całuję. Serce mi zamiera. panie Grey. Ale powstrzymaj świerzbiącą rękę. dobry wieczór. kiedy zastaję tam panią Jones. – Zobaczę. pani Grey. pani Grey.. pani Grey. – Nie. co da się zrobić. opuszczam gabinet i udaję się do kuchni.. – Naturalnie – mówi. – Coś ci naszykuję – chichoczę. Miesza coś w stojącym na kuchence garnku. Co byś zjadł? – Coś lekkiego.. pani Jones. – Uwielbiam. – Ależ pani jest milusia. – No więc na co ma pan ochotę. – To jedna z rzeczy.– Pan. najlepiej jakieś jedzenie.

Kiedyś. – Jeszcze nie teraz – oświadcza. aby się tobą dzielić.– Wiem. dojrzałe awokado.... a w pojemniku na owoce i warzywa duże. Kiedy dodaję do rozgniecionego awokado odrobinę soli i soku z cytryny. Kładzie je na barze śniadaniowym. aby odwrócić moją uwagę. z gabinetu wyłania się Christian z planami nowego domu. – Co pani gotuje? – Sos boloński. W lodówce znajduję szynkę. – Uśmiecha się do mnie ciepło. tak. – Jeszcze raz całuje mnie w szyję. – Eee. więc co Christian lubi do kanapki. Kładę dwie na talerzu. – Nie powinnam być jeszcze w ciąży? – Uśmiecham się kpiąco.. Marszczę brwi i otwieram lodówkę. prawda? – Jasne. Och. o ile tylko będzie to bagietka. Do zjedzenia na później. Uśmiechamy się do siebie. – W tym akurat się zgadzamy. Nieruchomieje i cały się spina. że robi to po to. Pewnie to ja będę musiała ustalić reguły naszych kontaktów i wspólnej pracy. całując w szyję. pani Grey. Hmm. by wyjąć coś do kanapek. dzielić? – Co robisz? Ładnie wygląda. . Ale na razie nie jestem gotowy. – Nie! Jeszcze nie! Odpręża się. sub? – Marszczę brwi zaskoczona tym. W zamrażalniku znajduję pokrojone i zapakowane w foliowe woreczki bagietki. Pani Jones gdzieś zniknęła. Pani Jones rozumie aluzję? – Pani Grey. Ale mam ochotę sama się tym zająć. eee.. Zrobię pani trochę miejsca.. – Całuje mnie za uchem i wiem. – Rozumiem. Podoba mi się pomysł gotowania dla Christiana podczas weekendów. Wzdłuż kręgosłupa przebiega mi przyjemny dreszczyk. to przypomina zwyczaje Christiana i jego uległych. – Kobieta przy garach – mruczy. to pichcenie. – Okej. – Ale tak w ogóle to chcesz mieć dzieci. na co mam ochotę po powrocie z pracy. podchodzi do mnie i obejmuje. może pani tam włożyć cokolwiek. dziękuję. Pani Jones może się tym zająć w tygodniu – ostatnie. co właśnie powiedziałam. Nie wolno mi zbytnio się nad tym zastanawiać. wsuwam do mikrofalówki i włączam rozmrażanie. Kręcę głową. Zamrożę go.

– Uśmiecham się drwiąco. on mnie naprawdę mocno kocha. która uwięzła mi w gardle. – przełykam ślinę. – Podoba mi się ściana ze szkła. – Podoba mi się jej propozycja z jedną ścianą na dole całą ze szkła.. jak ty chcesz. Co tylko sobie życzysz. walcząc z niewielką gulą.– Kanapki sub. – Charakteru? – Tak. kobieto. – Cóż. Wkurzy go to? Przygląda mi się spokojnie. żeby ten dom był taki.. – Mięczak? – powtarza z niedowierzaniem. Christian uśmiecha się do mnie. A co z planami piętra i piwnicy? – Podobają mi się. jakim jestem mięczakiem. aby jakoś tak łagodniej wkomponowała ją w dom. Żebyś był w nim szczęśliwy. – Chwyta się za bok.. – Nie chcę odbierać temu domowi jego całego charakteru.. – Pani Grey. Ano. Propozycje Gii są dość radykalne. jakby czuł straszny ból. Klepie mnie w tyłek. Christian rozkłada na blacie plany Gii. – Żartobliwie daje mi jeszcze jednego klapsa i podchodzi do lodówki. – A ja chcę.. odzyskując poczucie humoru. Christian marszczy brwi. Kąsa mnie w ucho. – Chcę. cóż. jakby zupełnie tego nie pojmował. rani mnie pani. O rany. – Moje ulubione. jaki jest – szepczę. gdzie ty jesteś. Może powinniśmy ją poprosić. To proste. W jego oczach widać szczerość. – Szybciej z tym jedzeniem. A później już ja ci pokażę.. – Chętnie. Moje serce wzbiera miłością. ale. – Będę szczęśliwy wszędzie tam. Jest twój. Daję mu kuksańca w bok. jaki jest teraz. żeby tobie także się podobał. Ta kobieta ma naprawdę spektakularne pomysły. zakochałam się w tym domu takim.. ale. – Jasne. – Napijesz się wina? – pyta. .. a ja wydaję pisk. – Podoba mi się taki. – Mięczak – burczę z dezaprobatą. – Ale? Wzdycham.

– Pomyślałam. On włącza pilotem telewizor z płaskim ekranem i przeskakuje po kanałach. Christian unosi brwi. – Nie chce mi się czytać i nie chcę iść do łóżka. – Poza tym zawsze nam zostaje improwizacja. jest już wpół do dziesiątej. – Na co byś miała ochotę? – Moglibyśmy pooglądać telewizję. Wzruszam ramionami. może cztery razy i Christian zazwyczaj czytał wtedy książkę. gdy Christian składa plany.. – W porządku – zgadza się ochoczo i udajemy się razem do pokoju telewizyjnego.. Siadam obok niego na sofie. jeśli ty chcesz. że moglibyśmy się poobściskiwać. – Chciałbym coś z tobą omówić. – Nie. Do tej pory byliśmy tam trzy. W ogóle nie interesuje go telewizja. – Strata czasu. jeśli ty tego nie chcesz. Kiedy kończymy. .. Ale pooglądam coś z tobą. Okej.. Przygląda mi się przez chwilę. – Lubię improwizację – szepczę.. – A ty? – pyta zaskoczony i jednocześnie rozbawiony. Na jego twarzy pojawia się szeroki uśmiech. – Eee. no ale kiedy się postaramy o dzieci? Może jeszcze minąć wiele lat. – Chciałabyś pooglądać jakieś konkretne bzdury? – Nie przepadasz za telewizją. – Chcesz mieć tam pokój zabaw? Gdy wypowiadam te słowa. – Uśmiecha się. czuję... – Zostawmy ten temat otwarty. jak na policzki wypełza ten jakże dobrze mi znany rumieniec. To w końcu będzie dom rodzinny. Szykuję się do zadania pytania za milion dolarów. Zaskakuje mnie ukłucie rozczarowania. podciągam nogi i opieram głowę o jego ramię. na razie. – Pokazuje na naszą sypialnię i zagłębiamy się w dyskusję na temat łazienek i osobnych garderób.. Pewnie ma rację.– Świetnie. prawda? – pytam z ironią. Kręci głową. – Wracasz do pracy? – pytam.

– Christian? – Nigdy tego nie robiłem – mówi cicho. – Cóż. . – A ty? Rumienię się.– Poobściskiwać? – Przygląda mi się tak. – Uśmiecha się do mnie kpiąco... Ponownie przerzuca kanały. Christian delikatnie kładzie na nich swoją dłoń. Zważywszy na twój brak doświadczenia. robiłem wiele rzeczy z panią Robinson. Ponownie chichoczę. Kiedy podnoszę głowę.. Opuszczam spojrzenie na splecione palce. – Oczywiście. panie Grey? Marszczy brwi. – Tak. aż trafia na stary odcinek Z archiwum X. za pierwszym razem. Przestaje przerzucać kanały. Wzrusza ramionami i kręci głową. – Mów – nalega. po czym mruży oczy z pełną rozbawienia ciekawością.. Wcale nie mam ochoty na tę rozmowę. – Chcę wiedzieć. – Nigdy? – Nie. – Nawet z panią Robinson? Prycha.. Kiedy po raz ostatni obściskiwałeś się przed telewizorem? – pytam nieśmiało. tak jakby. – Za pierwszym razem! A więc było więcej fagasów? – warczy. uśmiecha się do mnie. Chichoczę. – Czemu jest pan taki zdziwiony. jakby mnie ujrzał w zupełnie innym świetle. – Cóż. Abym mógł sprać tego kogoś na kwaśne jabłko. – Maleńka. – Cały czas tak robimy. – Czemu jest tak przerażony? – Moglibyśmy pójść do łóżka i tam się obściskiwać. jakby mi nagle wyrosły dwie głowy. Obściskiwanie się do nich nie należało. Oblewam się szkarłatnym rumieńcem. pozostawiając jakiś hiszpański tasiemiec. Wzrusza ramionami. – Co takiego? Z kim? O nie. przeczesuje palcami włosy i obrzuca mnie takim spojrzeniem. – Jestem i już. ale i żartobliwie..

Chcę poznać wszystkie szczegóły. – A on co teraz robi? – Nie mam pojęcia. a na jego ustach pojawia się rozbawiony. Patrzę w szare oczy. – Ile miałaś lat? – Piętnaście. – Przez krótki czas mieszkałam w Teksasie z mamą i Mężem Numer Trzy. abym ci powiedziała? Powoli kiwa głową. Krzyczę zaskoczona. Chwyta moje ręce i podnosi mi je nad głowę.. a ja poddaję się jego namiętnemu pocałunkowi. która twardnieje pod cienkim materiałem bluzeczki. On miał na imię Bradley i siedzieliśmy razem w laboratorium fizycznym. – A co z Picusiem numer dwa? Dotarł do drugiej bazy? . – Właśnie tak? – pyta. – Nie. jak cała krew spływa mi do podbrzusza. Wsuwa mi język do ust. – Dotarł do drugiej bazy? – mruczy mi do ucha. Byłam w dziesiątej klasie. – Tak – mruczę. – Wiję się pod nim. tak że opadam płasko na sofę. aby ująć mnie pod brodę. po czym unosi się i wyłącza pilotem dźwięk. jest wtedy niemożliwy.. – O tak. – A to zrobił? Tak cię dotykał? – Jego kciuk prześlizguje się po brodawce. – Naprawdę chcesz. Jego dłoń przesuwa się po moich żebrach i dociera do biodra. – Nie. z całą pewnością nadrobiłam braki. kiedy odrywa się od mych ust. Christian puszcza moją jedną rękę. – No więc czy ten Bradley dotarł do pierwszej bazy? – pyta cicho. żeby się dąsał. – Uśmiecha się szeroko.– Odkąd poznałam ciebie. Przesuwa dłonią w dół mego ciała i cofa ją do piersi.. Christian nieruchomieje. muskając nosem mój nos. a chwilę później kostki i pociąga za nie. – Do której dotarł bazy? – Christian! Nagle chwyta moje kolana. Składa delikatny pocałunek w kąciku mych ust.. Wkurzy się czy rzeczywiście chce wiedzieć? Nie chcę. nic z tych rzeczy – jąkam. próbując wybadać jego nastrój. Siada szybko na mnie. czując. arogancki uśmiech. wsuwając jedną nogę między moje. – Mów. – Nie – dyszę. W telewizji Mulder zdradza coś na temat osób najbardziej niewygodnych dla FBI.

Jego spojrzenie jest gorące... rozgniewane? Podniecone? Trudno wyczuć. Przesuwa się na bok i wsuwa dłoń w moje spodnie. – Nie – szepczę przyszpilona jego zmysłowym spojrzeniem. Christian uśmiecha się chytrze. – To dobrze. – Jego dłoń obejmuje moją kobiecość. – Brak bielizny, pani Grey. Pochwalam. Ponownie mnie całuje, gdy tymczasem jego palce wykonują magiczny taniec; kciuk prześlizguje się po łechtaczce, a palec wskazujący niezwykle powoli wsuwa we mnie. – Mamy się obściskiwać – jęczę. Christian nieruchomieje. – A nie robimy tego? – Nie. Obściskiwanie to bez seksu. – Co takiego? – Bez seksu... – Bez seksu, tak? – Wyjmuje dłoń z moich spodni. – Proszę. – Przesuwa po moich ustach palcem wskazującym i czuję własny, słony smak. Wsuwa mi palec do ust, naśladując wcześniejsze ruchy. Zmienia pozycję tak, że znajduje się teraz między moimi nogami i napiera na mnie twardym członkiem. Wykonuje jedno pchnięcie, drugie, trzecie. Wciągam głośno powietrze. – Tego właśnie chcesz? – mruczy, poruszając rytmicznie biodrami, ocierając się o mnie. – Tak – jęczę. Jego dłoń wraca do mojej piersi. – Wiesz, jaka jesteś podniecająca? Głos ma schrypnięty, gdy napiera na mnie jeszcze mocniej. Otwieram usta, aby wyartykułować odpowiedź, ale głos mnie zawodzi. Jęczę głośno. Christian odnajduje ustami moje wargi. Pociąga zębami za dolną, po czym ponownie wsuwa język. Puszcza moją drugą rękę i moje dłonie biegną łapczywie ku jego ramionom i włosom. Jęczy i podnosi na mnie wzrok. – Ach... – Lubisz, gdy cię dotykam? – szepczę. Marszczy brwi, jakby nie rozumiał pytania. Nieruchomieje. – Oczywiście. Uwielbiam, gdy to robisz, Ano. Jeśli chodzi o twój dotyk, to jestem niczym umierający z głodu człowiek na bankiecie. – W jego głosie słychać żarliwą szczerość.

Klęka między moimi nogami i zdejmuje mi bluzeczkę. Pod nią jestem naga. Ściąga przez głowę swoją koszulę i rzuca ją na podłogę, po czym wciąga mnie na swoje kolana, przytrzymując mnie tuż nad pośladkami. – Dotknij mnie – rzuca bez tchu. O rety... Niepewnie unoszę rękę i opuszkami palców muskam włoski na jego mostku i blizny po przypaleniach. Głośno robi głęboki wdech, a jego źrenice rozszerzają się, lecz nie ze strachu. To zmysłowa reakcja na mój dotyk. Przygląda mi się z napięciem, gdy moje palce prześlizgują się delikatnie po jego skórze, wędrując najpierw do jednej brodawki, potem do drugiej. Twardnieją pod moim dotykiem. Nachylam się i obsypuję pocałunkami jego tors, a moje dłonie przesuwają się do umięśnionych ramion. – Pragnę cię – szepcze, a dla mojego libido te słowa są niczym zielone światło. Wplatam mu palce we włosy i odchylam jego głowę tak, by objąć w posiadanie jego usta. Moje podbrzusze płonie żywym ogniem. Jęczy i wciska mnie w kanapę, po czym siada i zrywa ze mnie spodnie, rozpinając jednocześnie rozporek. – Home run – szepcze i sekundę później jest już we mnie. – Ach... – jęczę, a on nieruchomieje. Ujmuje dłońmi moją twarz. – Kocham panią, pani Grey – mruczy i bardzo powoli, bardzo delikatnie kocha się ze mną, aż się rozpadam na milion kawałków, powtarzając jego imię i oplatając go sobą, nie zamierzając nigdy już puścić. Leżymy na podłodze w pokoju telewizyjnym. – Wiesz, zupełnie ominęliśmy trzecią bazę. – Moje palce wędrują wzdłuż mięśni piersiowych. Śmieje się. – Następnym razem. – Całuje mnie w czubek głowy. Podnoszę wzrok i patrzę na ekran telewizora. Pojawiają się napisy końcowe Z archiwum X. Christian sięga po pilota i włącza z powrotem dźwięk. – Lubiłeś ten serial? – pytam. – Kiedy byłem dzieckiem. Och... Christian jako dziecko... kickboxing, Z archiwum X i zero dotyku. – A ty? – Byłam za mała. – Jesteś taka młoda. – Christian uśmiecha się czule. – Lubię się z panią obściskiwać, pani Grey.

– I wzajemnie, panie Grey. Całuję jego tors i leżymy w milczeniu, oglądając ciąg reklam. – To były boskie trzy tygodnie. Pomimo pościgów samochodowych i pożarów, nie mówiąc o psychopatycznych byłych przełożonych. Jakbyśmy żyli we własnej bańce – mówię z rozmarzeniem w głosie. – Hmm – mruczy Christian. – Nie mam pewności, czy jestem już gotowy, by dzielić się tobą z resztą świata. – Jutro powrót do rzeczywistości. – Staram się, aby mój głos nie zdradził melancholii. Christian wzdycha i przeczesuje palcami włosy. – Ochrona zostanie wzmocniona... Przykładam mu palec do ust. Nie chcę wysłuchiwać tego po raz kolejny. – Wiem. Będę grzeczna. Obiecuję. – I coś mi się przypomina. Unoszę się i opieram na łokciu, aby mieć lepszy widok. – Czemu krzyczałeś na Sawyera? Natychmiast sztywnieje. O cholera. – Ponieważ nas śledzono. – To nie wina Sawyera. Przygląda mi się spokojnie. – Nie powinni byli dopuścić do tego, abyś zostawiła ich w tyle. Wiedzą o tym. Pełna poczucia winy kładę głowę na jego piersi. To moja wina. To ja chciałam im uciec. – To nie była... – Wystarczy! To nie podlega dyskusji, Anastasio. To fakt i nie dopuszczą, by sytuacja się powtórzyła. Anastasio! Jestem Anastasią, kiedy coś nabroję, tak samo jak dla rodziców. – Okej. – Nie chcę się kłócić. – Ryan dogonił tamtą kobietę w dodge’u? – Nie. I wcale nie jestem przekonany, że to była kobieta. – Och? – Ponownie unoszę głowę. – Sawyer widział kogoś ze związanymi włosami, ale tylko przez ułamek sekundy. Założył, że to kobieta. Ale skoro ty zidentyfikowałaś tego sukinsyna, możliwe, że to był on. – W głosie Christiana słychać odrazę. Nie wiem, jak zareagować na tę wiadomość. Christian przesuwa dłonią po moich nagich plecach. – Gdyby coś ci się stało... – szepcze. Spojrzenie ma poważne. – Wiem. Tak samo myślę o tobie. – Wzdrygam się na tę myśl. – Zmarzłaś – mówi, siadając. – Chodźmy do łóżka. Tam możemy zająć się trzecią bazą.

Uśmiecha się do mnie lubieżnie, równie zmienny jak zawsze, namiętny, gniewny, niespokojny, seksowny – mój Szary. Ujmuję jego dłoń, on zaś pomaga mi wstać. Bez słowa udaję się za nim do naszej sypialni. Nazajutrz rano Christian ściska mi dłoń, gdy zajeżdżamy pod SIP. W granatowym garniturze i krawacie wygląda w każdym calu jak prezes. Uśmiecham się. W tak eleganckim wydaniu nie widziałam go od baletu w Monte Carlo. – Wiesz, że nie musisz tego robić? – pyta mnie cicho. Kusi mnie, aby przewrócić oczami. – Wiem. – Nie chcę, aby siedzący z przodu Sawyer i Ryan mnie usłyszeli. Christian marszczy brwi, a ja się uśmiecham. – Ale chcę – kontynuuję. – Wiesz o tym. – Całuję go w usta. Zmarszczka na czole nie znika. – O co chodzi? Zerka niepewnie na Ryana, gdy tymczasem Sawyer wysiada z samochodu. – Będzie mi brakować tego, że mam cię całą dla siebie. Pieszczotliwie dotykam jego twarzy. – Mnie też. – Całuję go raz jeszcze. – To był cudowny miesiąc miodowy. Dziękuję ci. – Do roboty, pani Grey. – Nawzajem, panie Grey. Sawyer otwiera drzwi. Ściskam raz jeszcze dłoń Christiana, po czym wysiadam. Gdy idę w stronę budynku, odwracam się i macham mu lekko. Sawyer przytrzymuje mi drzwi, a potem wchodzi za mną do środka. – Cześć, Ana – uśmiecha się Claire z recepcji. – Claire, witaj. – Odpowiadam jej równie serdecznym uśmiechem. – Fantastycznie wyglądasz. Udała się podróż poślubna? – Było wspaniale, dziękuję. A co się działo tutaj? – Stary Roach bez zmian, ale zwiększono nam ochronę i mamy remont generalny serwerowni. Ale o wszystkim opowie ci Hannah. No jasne. Uśmiecham się do Claire i udaję do swego gabinetu. Hannah to moja asystentka. Jest wysoka, szczupła i tak kompetentna, że aż mnie czasem onieśmiela. Ale jest dla mnie przemiła, chociaż ma kilka lat więcej niż ja. Czeka na mnie latte – jedyna kawa, o którą ją proszę. – Witaj, Hannah – mówię ciepło. – Ana, jak miesiąc miodowy? – Fantastyczny. Proszę, to dla ciebie.

Stawiam na biurku niewielki flakonik perfum, który dla niej kupiłam, a ona z radością klaszcze w dłonie. – Och, dziękuję! Na biurku leży najpilniejsza korespondencja, a o dziesiątej Roach chciałby się z tobą spotkać. Na razie z mojej strony to wszystko. – Świetnie. Dziękuję. I dzięki za kawę. Wchodzę do gabinetu, stawiam teczkę na biurku i omiatam spojrzeniem stertę listów. Czeka mnie dużo pracy. Tuż przed dziesiątą rozlega się nieśmiałe pukanie do drzwi. – Proszę. Głowę wsuwa Elizabeth. – Cześć, Ana. Chciałam się jedynie przywitać. – Hej. Muszę powiedzieć, że na widok tej sterty korespondencji żałuję, że nie przebywam teraz na południu Francji. Elizabeth śmieje się, ale ten śmiech jest wymuszony. Przechylam głowę i przyglądam jej się tak, jak Christian mnie. – Cieszę się, że wróciłaś cała i zdrowa – mówi. – Do zobaczenia za parę minut na spotkaniu z Roachem. – Okej – mówię, a ona zamyka za sobą drzwi. Marszczę brwi. Co to miało być? Słyszę sygnał nadejścia wiadomości – to mejl od Christiana.

Nadawca: Christian Grey Temat: Nieposłuszne żony Data: 22 sierpnia 2011, 09:56 Adresat: Anastasia Steele Żono, Wysłałem poniższy mejl, ale do mnie wrócił. A to dlatego, że nie zmieniłaś nazwiska.

Chciałabyś mi coś powiedzieć? Christian Grey Prezes, Grey Enterprises Holdings, Inc. Załącznik:

Nadawca: Christian Grey FW Temat: Bańka Data: 22 sierpnia 2011, 09:32 Adresat: Anastasia Grey

Pani Grey, Uwielbiam docierać z Tobą do wszystkich baz. Życzę Ci udanego pierwszego dnia w pracy. Już mi brakuje naszej bańki. x

Christian Grey Prezes, który powrócił do rzeczywistego świata, Grey Enterprises Holdings, Inc. Cholera. Natychmiast mu odpisuję.

Nadawca: Anastasia Steele

Temat: Niech bańka nie pęka Data: 22 sierpnia 2011, 09:58 Adresat: Christian Grey Mężu, Odpowiadają mi bejsbolowe metafory w kontaktach z panem, panie Grey. W pracy chcę pozostać przy nazwisku panieńskim. Wieczorem Ci to wytłumaczę. Teraz wychodzę na zebranie. Mnie też brakuje naszej bańki... PS. Myślałam, że mam używać BlackBerry? Anastasia Steele Redaktor naczelna, SIP Niezła będzie o to walka. Już to czuję. Wzdychając, biorę ze stołu dokumenty i wstaję. Zebranie trwa dwie godziny. Biorą w nim udział wszyscy redaktorzy oraz Roach i Elizabeth. Omawiamy kwestie kadrowe, strategię, marketing, ochronę i koniec roku. W trakcie zebrania robi mi się coraz bardziej niezręcznie. Wyczuwam subtelną zmianę w nastawieniu współpracowników względem mnie – jest w tym dystans i szacunek, jakiego nie zauważałam przed wyjazdem w podróż poślubną. A Courtney z działu literatury faktu traktuje mnie wręcz wrogo. Może zachowuję się paranoidalnie, ale to w pewien sposób tłumaczy wcześniejsze dziwne powitanie Elizabeth. Moje myśli wędrują ku jachtowi, następnie ku pokojowi zabaw, a jeszcze potem ku ucieczce przed tajemniczym dodge’em. Niewykluczone, że Christian ma rację... Niewykluczone, że nie mogę już się tym zajmować. Ta myśl jest przygnębiająca, bo przecież

o czymś takim zawsze marzyłam. A jeśli nie tym, to czym się będę zajmować? Wracając do gabinetu, próbuję odsunąć od siebie te nieprzyjemne myśli. Kiedy siadam za biurkiem, szybko sprawdzam skrzynkę odbiorczą. Żadnej wiadomości od Christiana. W BlackBerry także nic. To dobrze. Przynajmniej nie ma ostrej reakcji na mój mejl. Być może porozmawiamy o tym wieczorem, tak jak napisałam. Jakoś mi trudno w to uwierzyć, ale ignoruję uczucie niepewności i otwieram plany dotyczące marketingu, które otrzymałam podczas zebrania. Zgodnie z naszym poniedziałkowym rytuałem Hannah wchodzi do gabinetu z tacą, na której znajduje się naszykowany przez panią Jones lunch, i razem jemy, omawiając to, co chciałybyśmy osiągnąć w tym tygodniu. Dzięki niej jestem także na bieżąco z biurowymi plotkami, których w ciągu trzech tygodni nazbierało się całkiem sporo. Gdy tak gawędzimy, rozlega się pukanie do drzwi. – Proszę. Na progu stoi Roach, a obok niego Christian. Na chwilę odbiera mi mowę. Christian rzuca mi gniewne spojrzenie i wchodzi do gabinetu, po czym uśmiecha się grzecznie do Hannah. – Witam, ty musisz być Hannah. Jestem Christian Grey – mówi. Moja asystentka zrywa się z krzesła i wyciąga rękę. – Panie Grey. M-miło pana poznać – duka, gdy wymieniają uścisk dłoni. – Napije się pan kawy? – Chętnie – odpowiada ciepło. Rzuca mi spojrzenie pełne konsternacji, po czym wybiega z gabinetu, mijając Roacha stojącego w progu mojego gabinetu. Jest równie oniemiały jak ja. – A teraz wybacz, Roach, ale chciałbym zamienić słówko z panią Steele. – Christian sarkastycznie akcentuje słowo „pani”. Oto powód jego wizyty... O cholera. – Oczywiście, panie Grey – mamrocze Roach, po czym zamyka za sobą drzwi. A ja odzyskuję zdolność mowy. – Panie Grey, jak miło pana widzieć. – Uśmiecham się stanowczo zbyt słodko. – Pani Steele, mogę usiąść? – To pańska firma. – Macham ręką w stronę krzesła, na którym wcześniej siedziała Hannah.

– Owszem. – Uśmiecha się do mnie drapieżnie, ale spojrzenie pozostaje poważne. Emanuje z niego napięcie. Kurwa. Serce mi zamiera. – Bardzo mały ten twój gabinet – mówi, siadając naprzeciwko biurka. – Mnie odpowiada. Przygląda mi się z pozornym spokojem, ale ja wiem, że jest wkurzony. Biorę głęboki oddech. – Czym mogę ci służyć, Christianie? – Przeprowadzam właśnie przegląd swoich aktywów. – Twoich aktywów? Wszystkich? – Wszystkich. Niektórym potrzebna zmiana marki. – Zmiana marki? W jakim sensie? – Myślę, że wiesz, w jakim. – Głos ma złowróżbnie cichy. – Błagam, nie mów mi tylko, że przerwałeś pracę po trzech tygodniach nieobecności po to, aby się tu zjawić i kłócić o moje nazwisko. – Nie zaliczam się do żadnych cholernych aktywów! Zakłada nogę na nogę. – Niezupełnie kłócić. Nie. – Christianie, ja pracuję. – Mnie to wyglądało na wymienianie się z asystentką ploteczkami. Policzki mi pąsowieją. – Układałyśmy plan na cały tydzień – warczę. – A ty nie odpowiedziałeś na moje pytanie. Rozlega się pukanie do drzwi. – Proszę! – wołam niepotrzebnie głośno. Wchodzi Hannah z niewielką tacą. Dzbanuszek z mlekiem, cukiernica, kawa w zaparzaczu – przeszła samą siebie. Stawia tacę na biurku. – Dziękuję, Hannah – mówię zażenowana tym, że tak głośno krzyknęłam. – Potrzebuje pan czegoś jeszcze, panie Grey? – pyta bez tchu. Mam ochotę przewrócić oczami. – Nie, dziękuję. To wszystko. – Obdarza ją tym swoim oszałamiającym, odurzającym kobiety uśmiechem. Hannah oblewa się rumieńcem i wychodzi. Christian przenosi uwagę z powrotem na mnie. – No dobrze, pani Steele, na czym stanęliśmy? – Niegrzecznie przerwałeś mi pracę, aby kłócić się ze mną o nazwisko.

– Chodzi o mnie. dopiero się poznaliśmy – mówię spokojnie.. a do mnie dociera. Zastanawia mnie. iż Christian jest właścicielem SIP. Spojrzenie ma chłodne i oceniające. Chowam twarz w dłoniach. – Nie wiedziałam. znam odpowiedź. Kiedy się nauczy nie reagować zbyt mocno? – Wstydzisz się mnie? – pyta. Niemądry. – Jezu. aby zrozumiał powody mojej decyzji. To mnie rozprasza. – Christianie. – Unoszę lewą dłoń. usta zaciskając w arogancką linię. Jasny gwint. najwyraźniej zaskoczony moją gwałtownością. że zamierzasz kupić to wydawnictwo. – Jak może chodzić nie o mnie? – Przechyla głowę. starannie dobierając słowa. – Dlaczego nie chcesz zmienić w pracy nazwiska? – pyta zatrważająco cicho. Spojrzenie ma lodowate. popatrz. że chce mi zapewnić bezpieczeństwo.Christian mruga powiekami. że jest urażony. Długimi palcami zdejmuje z kolana jakiś niewidzialny paproszek. aby nie patrzeć mu w oczy. czy musimy teraz o tym rozmawiać? – A czemu by nie? – Po trzech tygodniach nieobecności mam naprawdę masę pracy. Wiem. że nie. Cóż mogę rzec na ten temat? Powody były obłąkańcze: jego potrzeba sprawowania nad wszystkim kontroli. Celowo tak robi. autentycznie skonsternowany. O nie. Ale już wypowiadając te słowa. – Patrzę na niego gniewnie. No wiesz. Zraniłam jego uczucia. Mrużę oczy. jak to możliwe po zeszłej nocy i po trzech ostatnich tygodniach. Muszę sprawić. – Jestem twoja. to ostatnia osoba. – Nie miałam pojęcia. – Wzrusza ramionami. że masz tyle wolnego czasu – warczę. – Christianie.. Musi być wściekły – naprawdę wściekły. że jesteś moja. – Nie! Christianie. . Patrzy na mnie wielkimi oczami. apodyktyczny megaloman. rozbuchane skłonności prześladowcze uzasadnione zamożnością. Trzyma to w ryzach personel i żony. kiedy zaczęłam tu pracować. Cholera. ale zasadnicze znaczenie ma tutaj fakt. desperacko próbując zachować spokój. pokazując mu obrączkę i pierścionek zaręczynowy. – Lubię składać nieplanowane wizyty. – Dlaczego to dla ciebie takie ważne? – pytam. ależ on bywa irytujący. aby wszyscy wiedzieli. którą chcę w jakikolwiek sposób ranić. nie o ciebie. mogłabym dalej normalnie pracować i nie musiałabym mieć do czynienia z niezadowolonymi szeptami współpracowników.. oczywiście. – Chcę.. Gdyby nie wkroczył na scenę. Głos ma zwodniczo łagodny.

Co jeszcze mogę powiedzieć? Co jeszcze zrobić? – Nie to mam na myśli – warczy i przeczesuje dłonią przydługie włosy. przerażony szarooki chłopczyk w brudnych.. to wszystko. – Nie wystarczy. Nie mieli pojęcia. Zawsze miałam jakąś pracę i lubię to. – Urywam. że mniej cię kocham. Nie mogę płakać. Dali ci więc stołek Hyde’a. gdy tak naprawdę.. Jesteś dla mnie całym światem. że za ciebie wyszłam? – Mój głos jest niewiele głośniejszy od szeptu... O nie. Mruga powiekami. Następnie na jego czole pojawia się zmarszczka. Anastasio? Anastasio? Cholera. że otrzymałam silny cios w brzuch.. Zamykam oczy i trę czoło. Powtarzam to sobie w głowie. – Chcę. – Próbuję jedynie spełniać się zawodowo.... co zrobi z nią nowy właściciel i. Ale jej wykonywanie nie oznacza. a nie chcę jechać na twoim nazwisku. Nie mogę płakać. Nie wolno mi się rozpłakać. nie tutaj. abyś się nim . Chcę używać go tutaj. to o niej zawsze marzyłam.– To nie wystarczy. – A co? Przełyka ślinę. stało się to dzięki niemu? – Chcesz wiedzieć. Muszę coś robić. Nie chcieli kosztów wiążących się z zatrudnianiem pracownika wyższego szczebla. nie. co było z ich strony rozsądne. co powiedziałam. – To taka męcząca rozmowa. Zwariowałabym. Rzeczywiście chcę to wiedzieć? – To członkowie zarządu zdecydowali się powierzyć ci stanowisko Hyde’a. jakby się zastanawiał nad tym. na którą nie miejsce ani pora. nie chcieli wypłacać sporej odprawy. To praca moich marzeń. że wszyscy uważają. – Jak to? Co chcesz mi powiedzieć? Poprawia się na krześle. ale tylko tutaj.. dostrzegając przerażenie na mojej twarzy. Udusiłabym się.. opadające mu na czoło. – Nie. aby twój świat zaczynał się i kończył na mnie – mówi. Wiesz. – To prawda. – Posłuchaj. rozmawiamy teraz o moim nazwisku. ponieważ pragnę odrobinę się od ciebie zdystansować. za dużych ubrankach. tak. A przed moimi oczami pojawia się mały. – Pod powiekami czuję łzy. Christianie. – Duszę cię? – pyta ponuro. Nie mogę tkwić w Escali niczym więzień i nie mieć nic do roboty. iż dostałam tę pracę dzięki tobie. dlaczego dostałaś tę pracę. gdy spółka była w trakcie sprzedaży.. – I tak jest. próbując pojąć. Mam wrażenie. kiedy Christian otwiera szeroko oczy. Christian przygląda mi się bez słowa. jak w to zabrnęliśmy..

nie licząc rozprawienia się z nieposłuszną żoną – mówi.zaopiekowała do czasu. Doskonale sobie poradziłaś z tym wyzwaniem. O kuźwa. układając w głowie jakiś plan. aż nowy właściciel – urywa. – Tak więc jednym z powodów. Nie chcę zamykać cię w złotej klatce. Cóż. czego się właśnie dowiedziałam. dla których się tu znalazłem. – W jego głosie słychać coś na kształt dumy. W głowie mam kompletną pustkę. a jego usta wykrzywiają się w ironicznym uśmiechu – a mianowicie ja. Kurwa. Jasna cholera! – Co ty mówisz? – A więc to rzeczywiście dzięki niemu. – Nie chcę cię dusić. – To mój prezent ślubny dla ciebie. próbując coś powiedzieć – na próżno. – Podarowałeś mi zegarek. . Och. – Próbuję przyswoić to. – No więc jakie masz plany? – pytam z sarkazmem. Opieram się na krześle i z otwartymi ustami przyglądam się Christianowi. – Christianie – szepczę.. – Ja to robię. przejmie kontrolę. – Cóż. Kurwa! Jestem przerażona. po czym je otwieram. Marszczy surowo brwi. kiedy w końcu odzyskuję zdolność mowy. Nieposłuszna żona! Nie jestem nieposłuszna i nie należę do aktywów! Rzucam mu gniewne spojrzenie i już nie chce mi się płakać. nie chce tego racjonalna część mnie. odkąd skończyłem dwadzieścia jeden lat. przechylając głowę na bok. Nie potrafię zarządzać całą firmą.. Po raz kolejny otwieram usta – tym razem jeszcze szerzej. mrużąc oczy – jest omówienie tego. Uśmiecha się i kręci głową. – Uspokój się. Zamykam usta. Ano. Przez jego twarz przebiega cień uśmiechu. – Twarz mu posępnieje. – Mam więc zmienić nazwę na Steele Publishing? On mówi poważnie... jakby doznał olśnienia. – A za rok będzie należeć do ciebie. dokąd to zmierza? Christian podnosi nagle głowę. – Pociera w zamyśleniu brodę. – Och. co zamierzam zrobić z tym wydawnictwem. Hola – kolejna zmiana nastroju! I jak ja mam nadążyć za panem Zmiennym? – Zmieniam nazwę wydawnictwa na Grey Publishing.

pani Steele? – Tak. Tak mało świata widziałam i wiem tyle co nic! – Mówię coraz głośniej i coraz bardziej piskliwie. nie odrywając wzroku od mojej twarzy. Christianie. – Myślisz. która na etacie przepracowała zaledwie kilka miesięcy swego dorosłego życia. Odruchowo przełykam ślinę. ja. Nachyla się ku mnie. – Pogwałcenie zasad moralnych. lubieżne. – Staniesz się pośmiewiskiem. Kiedy ponownie podnoszę głowę. Zmysłowe. Ile przeczytałaś rękopisów? Cztery? – Pięć – mówię cicho. – Starannie wypowiadam każde słowo. nie. Oczy ma głodne i niemal grafitowe. jaką znam – ripostuje. studiowałeś na Harvardzie nauki ekonomiczne. Gapię się na niego.. Nawet podczas podróży poślubnej nie potrafiłaś się odciąć od pracy. – Uwielbiasz dobrą literaturę.. – Nie myśl o czym. że przejmuję się tym. – Christianie. – Coś panią bawi. znam to spojrzenie. – Nie z własnym mężem. Anastasio. I przygryzasz wargę. Miałeś przynajmniej jakieś podstawy.– Ale ty. na litość boską. uwodzicielskie. Anastasio? – Znam to spojrzenie. Ja przez trzy lata sprzedawałam farby i taśmę malarską.. . to ty. Tym razem rzeczywiście odebrało mu rozum. A ja prycham. – Chowam twarz w dłoniach. Jesteśmy w pracy. Nie. – Znajdujemy się w małym. jego oczy stają się wielkie. – Jesteś także najbardziej oczytaną osobą. – Nawet o tym nie myśl – rzucam ostrzegawczo.. Jezu. Ty. – I napisałaś pięć szczegółowych raportów. – Zwariowałeś? – Na twoim punkcie – szepcze. ponieważ tylko to mi przychodzi do głowy. O nie. Oczy Christiana stają się jeszcze większe. Jesteś bardzo bystrą kobietą.. nie! Nie tutaj. ale i rozbawione. co myślą inni? Poza tym nie zostaniesz z tym sama.. Kupować firmę dla swojej żonki. Czy on oszalał? Nagle zbiera mi się na śmiech.. Na pewno dasz sobie radę. – Śmiejesz się z męża? Nieładnie. względnie dźwiękoszczelnym gabinecie z drzwiami zamykanymi na klucz – szepcze. w ten charakterystyczny sposób. Cudowne dziecko świata biznesu.. zaszokowane. Mruży oczy. – Oczy mu ciemnieją.

pani Grey? Opuszczam ramiona. – Christianie. mruga do mnie i wychodzi. – Jesteś moją żoną. – Świetnie. – Taki mam zamiar. Wieczorem możesz mnie przelecieć na siedem sposobów.– Z szefem szefa mojego szefa – syczę. pełen . czując się. Christianie. Ależ on jest nieznośny! – Ale.. – Trzymam panią za słowo. A teraz muszę wracać do pracy. który tak się akurat składa. – Ale co. Co teraz? – Misja zakończona pomyślnie. A potem posyła mi ten swój promienny. zaskakując tym nas oboje. mała – mruczy. To najbardziej frustrujący. Po czym niespodziewanie wybucha śmiechem. jakby przejechał po mnie czołg – czołg. Gromię go wzrokiem. żebyś mi na nich towarzyszyła. aby wpisała ci daty do kalendarza. Nie tutaj! Mruga i po raz kolejny mruży oczy. – Aha. nie. Ale nie teraz. radosny uśmiech. Skoro tak wiele to dla ciebie znaczy. Czeka mnie sporo imprez towarzysko-biznesowych i chciałbym. – Uwielbiam robić z panią interesy. Mówię poważnie. Od tej pory to Hannah powinna ustalać ci grafik. – Okej – mamroczę oszołomiona. przestań z tą panią Steele! – warczę i walę pięścią w biurko. – Idź już. irytujący. Po czym prostuje się. skonsternowana i zaszokowana. Czy on nigdy sobie nie pójdzie? – Każę Andrei zadzwonić do Hannah. – Nachyla się jeszcze bardziej i składa na moich ustach czuły pocałunek. – Na litość boską. pani Steele. Do zobaczenia wieczorem. A teraz co? Przyszpila mnie hipnotyzującym spojrzeniem. Już się nie mogę doczekać tych siedmiu sposobów. – Och. pani Grey. – Klaszcze w dłonie i nagle wstaje z krzesła. Kładę głowę na biurku. pani Grey.. – Na siedem sposobów? – Unosi zaintrygowany brwi. Jest kilka osób. zmienię nazwisko! Otwiera usta i robi głośny wdech. Nachyla się nad biurkiem. jest moim ukochanym mężem. – Na razie. które musisz poznać.

– Już się robi. Jak mam sprawić. Prostuję się i trę oczy. ale może zaparzę ci herbaty? Kiwam głową. 14:23 Adresat: Christian Grey Panie Grey. aby on to zrozumiał? Mejl! Nadawca: Anastasia Steele Temat: NIE NALEŻĘ DO AKTYWÓW! Data: 22 sierpnia 2011. SIP Nadawca: Christian Grey Temat: Siedem sposobów . Niewidzącym wzrokiem wpatruję się w monitor. Nadal jestem w stanie szoku. Patrzę na nią bez słowa. Ano. umów się. – Wiem. Zanim następnym razem mnie odwiedzisz. proszę. Redaktor naczelna. Na co ja się właśnie zgodziłam? Okej.przeciwieństw człowiek na tej planecie. Ten człowiek postradał rozum. abym mogła się chociaż przygotować na Twoją dziecinną i apodyktyczną megalomanię. jak to robię. Pozdrawiam Anastasia Grey <–– zwróć. Rozlega się pukanie do drzwi i pojawia się w nich głowa Hannah. uwagę na nazwisko. Ana Grey szefową SIP – to znaczy Grey Publishing. Marszczy brwi. że nie lubisz. słaba i bez cukru? Kiwam głową. – Twinings English Breakfast. – Wszystko dobrze? – pyta.

ja się zastanawiałam. – Cześć – odpowiada nieufnie. – Tylko Flynnowi. . Próbuje być zabawny. nie zaliczasz się do aktywów. kiedy wieczorem wsiadam do samochodu. – Cześć – mówię cicho. szczerze mówiąc. ale ja nie jestem w nastroju do żartów. – Hej – mówi Christian miękko i sięga po moją dłoń. Grey Enterprises Holdings. I nie. Inc.Data: 22 sierpnia 2011. dziecinnego zachowania. – Kiedy się będziesz do niego wybierał. Przez jego twarz przemyka cień uśmiechu. Biorę głęboki oddech i wracam do sterty korespondencji. drażliwego i. Jak zawsze sprawiłaś mi wielką przyjemność. Ale z każdą godziną mój gniew przybierał na sile. – Jesteś na mnie zła? – szepcze. kiedy powinnam się koncentrować na pracy. co mam mu powiedzieć. drażliwy i dziecinny sposób. jesteś moją ukochaną żoną. Christian Grey Prezes & Apodyktyczny Megaloman. Christian milczy. – Chyba jest pani nie w sosie. dam ci listę tematów do omówienia – syczę. – Owszem – syczę. 14:34 Adresat: Anastasia Steele Moja droga pani Grey (z naciskiem na „moja”). Wyrywam mu dłoń – w nonszalancki. Przez całe popołudnie. – Komuś jeszcze przeszkodziłeś dzisiaj w pracy? – pytam zbyt słodko. Cóż mogę rzec na swą obronę? Byłem akurat w okolicy. pani Grey. Och. Mam dość jego nonszalanckiego. Wbijam wzrok w głowy siedzących przed nami Ryana i Sawyera.

że lekko się uśmiecha. – Jakżebym śmiał – odpowiada. że jesteś taki tępy. W holu czeka Taylor. Przy kuchence stoi pani Jones. – Pani Grey. – Wstukuję kod naszego apartamentu. . Christian poprawia się na siedzeniu. postępuję wbrew ustaleniom i wyskakuję z samochodu. Do holu wpada Ryan i pędzi do windy. Nie rozumiem. Robi krok w tył. o ile. – Drwisz ze mnie? – Mrużę oczy. I tyle. Gdy tylko zatrzymujemy się pod Escalą.Krzyżuję ręce na piersi i wyglądam przez okno. – Cześć. – Christianie. – Tak. – No co? – warczę. Podnoszę na niego wzrok i widzę. że wszystko sobie wyjaśniliśmy w twoim gabinecie – mówi zaskoczony. pani Grey. Drzwi windy się rozsuwają i wychodzę z niej gniewnie. – Rzeczywiście jesteś wkurzona. nie sprawdzając. unosząc ręce. ja jedynie podporządkowałam się twoim dziecinnym kaprysom. Odwracam się do niego. Policzki mu czerwienieją. – Z jakiego konkretnie powodu jesteś zła? Potrzebuję jakiejś wskazówki – mówi ostrożnie. Odwracam się i wsiadam do windy. – Dobry wieczór. czemu jestem taka zła – ale jestem i już. Obok mnie staje Christian i razem czekamy na windę. Cholernie zła. odgarniając włosy z czoła. Taylor – mruczę pod nosem. gdy mijam go szybko. – A więc odzywasz się do mnie? – O tyle. – A więc nie tylko na mnie jesteś zła? – pyta cierpko. – Przepraszam. Wsiada za mną. kto idzie za mną. Ryan się wycofuje. – Musisz się ostrzyc – burczę. ale ja nie odwracam wzroku. aby ją przywołać. jakbym trzymała go na muszce. Sądziłem. Wchodzę gniewnie do budynku. – Naprawdę nie masz pojęcia? Jesteś inteligentny i z pewnością się domyślasz. kiedy docieram do windy. Robi niespokojny krok w tył. Zostawiam teczkę na korytarzu i udaję się do salonu. – Naprawdę? – pyta. Nie mogę uwierzyć. proszę pani – jąka.

Jego słowa odwracają moją uwagę. po czym odpina górny guzik koszuli. Kiedy się odwracam. . Christianie. Jeśli czułeś się urażony faktem.. pani Jones. Marszczy brwi. gdy biorę z szafki kieliszek. jak reagujesz na fakt. Pociągam kolejny łyk wina. Chodzi o to. problemy.. – Nie. – Wzdycha. a kciukiem muska dolną wargę. – A po co? Ty mnie nie słuchasz. pieprzyć go! Od naszego popołudniowego spotkania mam problem ze zlokalizowaniem w sobie współczucia. wiesz.– Witam. A co tam. a moje ciało przebiega dreszcz. Przesuwa wierzchem dłoni po moim policzku. – Nie bądź zła. Tyle dla mnie znaczysz. – Wiem. których słucham. z drugiej tragiczne. że się z tobą nie zgadzam. – No to przestań mnie tak traktować – szepczę błagalnie.. Czy to tego mi brakowało przez cały dzień? Jego dotyku? Kręcę głową. Pociągam łyk wina. – Daj spokój – szepcze Christian. Jestem twoją żoną.. że mam. – Chodzi o twoje nazwisko? – Tak i nie. gdy chodzi o ciebie. dzięki – odpowiada. Christian też wchodzi do kuchni i obserwuje mnie niczym jastrząb. Robi dwa kroki w moją stronę i staje przede mną. dziecko byłoby dla niego czymś cennym! – Nie jestem skarbem ani dzieckiem. widzę. Nalewam sobie duży kieliszek sauvignon blanc. Jest bezradny. powinieneś był to powiedzieć. – Rozmawiaj ze mną – mówi cicho. – Ale nie jestem dzieckiem i nie należę do twoich aktywów. Delikatnie zakłada mi włosy za ucho i pieści je opuszkami palców. Cholera! To moja ludzka tarcza. a on puszcza moje ucho. – Chcesz się napić? – pytam słodko. Zdejmuje marynarkę i kładzie ją na blacie. Dobre. – Słucham. Jesteś jedną z niewielu osób. że pani Jones zniknęła. co ze mną począć. Jesteś jak największy skarb. Jak dziecko! Cenna jak dziecko. Idę prosto do lodówki i wyciągam butelkę białego wina. – Ano. jak dziecko – szepcze z powagą. Christian powoli rozwiązuje krawat. Wiesz o tym. nie odrywając ode mnie wzroku. Nie wie. Z jednej strony to komiczne. że nie zamierzam używać twojego nazwiska. a mój mąż przeczesuje dłonią włosy. Trudno mi odpuścić.

Nagle prostuje się i zerka szybko na zegarek. Spodziewa się. Christian prycha. a oczy gorące. O nie. Nie odpowiedział na moje pytanie. – Głos ma niski i pełen zmysłowego pragnienia. – Nie skończyliśmy tej rozmowy – burczę. – A jeśli odejdę? – I zajmiesz się czym? – Nie wiem. Powinniśmy coś zjeść. – Co jeszcze zostało do omówienia? – Mógłbyś sprzedać wydawnictwo. – Za niecałą godzinę zjawi się Gia. Czymś innym. że go zwiążę? Jasny gwint! – Siedem sposobów – szepcze. Co takiego? Łóżko? Jak? Uśmiecha się na widok mojej miny. że intensywnie się nad tym zastanawia. Poza tym – dodaje – ty już użyłaś swojej przysięgi niczym broni. A przynajmniej dopóki ty tam pracujesz. że w panującej obecnie sytuacji na rynku znalazłbym kupca? – Ile za nie zapłaciłeś? – Było względnie tanie. jeśli nadal jesteś na mnie zła. Hola! . – Cytowanie przysięgi ślubnej nie jest fair. ale ślubowałem przed Bogiem. Co za gówniany dzień. stać na straży twoich nadziei i marzeń i zapewniać ci bezpieczeństwo przy moim boku. – Sądzisz.– Urażony? – Marszczy brwi i wiem. Nie pozwolę go zamknąć. że to praca twoich marzeń. I wybacz. – Już się nie mogę doczekać. – Więc je zamykasz? Uśmiecha się kpiąco. – Anastasio. Rzucam Christianowi gniewne spojrzenie. jeśli się mylę. – Powiedziałaś. pastorem Walshem i naszymi najbliższymi czcić cię. W duchu wydaję jęk. Krzywię się. – Sprzedać? – Tak. – W jego głosie słychać nieufność. Anastasio. później wyżyj się na mnie w łóżku. jeśli w grę wchodzisz ty. To prawda. – Nigdy nie obiecywałem gry fair. – Damy radę. a teraz muszę się zmierzyć z Gią Matteo.

Przyglądam się linii wieżowców na tle nieba. Wcześniej jakoś pokonywałam dzielące nas różnice. pokoju zabaw. Pociągam łyk wina. Owszem.. – Panie Grey? – Chcielibyśmy teraz zjeść. które zaraz rzuci się na niego. – Wykonam teraz kilka telefonów – oznajmia Christian.. Ciekawe. – Ja to wezmę. wyrzuca do kosza zawartość mojego talerza i wstawia go do zmywarki. Przestań! Dla niego wszystko sprowadza się do seksu.. po czym znika za drzwiami gabinetu.. Nadal jestem zła na Christiana... – Nie dokończysz tego? – Nie.– Gail! – woła nagle i cztery sekundy później zjawia się pani Jones.. jakbym była jakimś egzotycznym stworzeniem. narzucając mu swoją wolę? A na domiar złego chce mi dać SIP! Jak.. na blacie kuchennym. a on uważa. Ale teraz? Wracam myślami do naszego ślubu i dręczących mnie . a w domu on nie chciał omówić drażliwych kwestii. – Nie smakowało pani? – pyta z niepokojem.. skąpanych w perłoworóżowym świetle zmierzchu. ale milczy. gdy wchodzę do kuchni. – Chyba ja też się napiję – wzdycha i ponownie przeczesuje palcami włosy. Oddycham z ulgą i udaję się do sypialni. wstaję i zbieram ze stołu w jadalni nasze talerze. Po prostu nie jestem głodna. – Zaraz zjawi się Gia – mówię cicho. – Wzrok wbijam w ledwie tknięte fettuccini. Atmosfera przy kolacji była niezręczna.. pokoju telewizyjnym. Powrót do rzeczywistości nie jest łatwy. – Dziękuję. Przygląda mi się nieufnie.. Uśmiecha się ze współczuciem. I jak zwykle Christian chce rozwiązać nasze problemy w sypialni. Christian krzywi się z niezadowoleniem. eee. gdybym ja wparowała do jego biura. proszę pana. – Oczywiście. – Było pyszne. Nim zdąży coś powiedzieć. pani Grey – mówi pani Jones. holu. jak sam by się poczuł. po czym odwraca się. Gdzie ona była? W gabinecie Taylora? Słuchała nas? O nie. W pracy nie czułam się swobodnie. miałabym zarządzać firmą? O biznesie wiem tyle. A zrobił? Moja podświadomość unosi brew i patrzy na mnie łagodnie. Christian nie odrywa ode mnie wzroku. zrobił. u licha. ponieważ znajdowaliśmy się w tej swojej bańce. Mierzy mnie uważnym wzrokiem.. że nie zrobił nic złego. Wchodzę do łazienki i krzywię się do swego odbicia w lustrze. co nic.

Jego kroki są powolne. Kiedy pojawiam się w salonie. spływają mi na ramiona kasztanową kaskadą. – Nie dziwię się. Zakładam je starannie za uszy i idę poszukać szpilek. Zmywam twarz. stwierdzam. – Owszem. Pachnie nieziemsko jak zawsze. – Jest bardzo uspokajające. a teraz czeka mnie jeszcze spotkanie z tą kobietą. Kiedy się prostuję. – To przestań być takim dupkiem.tamtego dnia obaw – co nagle to po. nie wolno mi tak myśleć. a na usta błyszczyk. – Requiem Gabriela Faure. Wyglądasz jakoś inaczej – mówi z roztargnieniem. Dlaczego jesteś taki irytujący? – Nie znoszę się z tobą kłócić – szepcze. – Zrobiłaś coś z włosami? – Wyszczotkowałam je – burczę. – Och. – Unosi brew. . że Christian to Szary. Nie słyszałam tego jeszcze. Mam na sobie szarą ołówkową spódnicę i bluzkę bez rękawów. po czym ponownie się maluję. w rytm muzyki. No dobrze! Moja wewnętrzna bogini wyciąga swój krwiście czerwony lakier do paznokci. – Bierze mnie w ramiona. – Wolałbym dupkę. – Dupek? – Dupek. Och. – Pani Grey – mówi ciepło. Obejmuję go mocno i ze wszystkich sił staram się nie rozpłakać. że Christian zdążył już rozłożyć na stole plany domu. wiedziałam. Chichocze i jeszcze mocniej mnie do siebie przytula. chowa twarz we włosach i zaczyna się lekko kołysać. Nie. Rozpinam dwa guziki. Muszę się tego trzymać i spróbować z nim wszystko przegadać. Christian podchodzi do mnie. Muzyka jest przepiękna. Przyglądam się sobie. – Ale to requiem – odpowiadam zdumiona... Kiedy za niego wychodziłam. Z głośników sączy się jakaś muzyka. Staję jak wryta. Na rzęsy nakładam dodatkową warstwę tuszu. po czym patrzy na mnie pytająco. relaksujące.. stęskniłam się za nim. – Zatańczysz ze mną? – pyta cicho. odsłaniając nieco dekolt. Pochylam głowę i energicznie szczotkuję włosy. Blado wyglądam. – Co to takiego? – pytam. Zostawiając plany na stole..

W tej chwili naprawdę cię kocham. – Christianie. Jej biżuteria to samotny brylant w charakterze naszyjnika i brylantowe kolczyki na sztyfcie. Jest bardzo zadbana – jedna z tych kobiet. następnie do mnie. Jest odrobinę niższa od mego męża. Wsuwam dłoń w tylną kieszeń jego spodni i szczypię w tyłek. – Wspaniale spędziliśmy czas. że dzisiejszego wieczoru to dobre wychowanie nie jest bez skazy. Bierze mnie za rękę. Choć mam wrażenie. wytuszowanych rzęs. – Muska ustami moją skroń. demonstrując idealne białe zęby. – Requiem? – mruczę nieco zaszokowana faktem. Gia uśmiecha się do nas blado. Christianie Greyu. ===aVxlVW1c ROZDZIAŁ ÓSMY Gia Matteo to atrakcyjna kobieta – wysoka i atrakcyjna. Oblewam się rumieńcem. – Jest już pani Matteo – mówi. Ano. – Gia – mówi uprzejmie Christian. którym rodzina zapewnia pieniądze i dobre wychowanie.Śmieje się i całuje mnie w czubek głowy. ostrzyżone i ułożone włosy blond wyglądają jak wymyślna korona. – Uśmiecha się promiennie. – Udało wam się zerknąć na plany? . zaskakując mnie tym.. Krótkie. O radości! – Poproś. Ja uśmiecham się chłodno. Ano. Christian obejmuje mnie ramieniem i przyciąga do siebie. jest mój. Irytujący – wręcz wkurzający – ale mój. Spodnium wygląda na drogi. Wyciąga wymanikiurowaną dłoń najpierw do Christiana. – Świetnie wyglądacie po podróży poślubnej – mówi bez zająknięcia. – To po prostu piękny utwór. Widzisz. Uśmiecham się szeroko.. ale jej buty mają zabójcze obcasy. idealnie pofarbowane. że tańczymy do takiej muzyki. Ma na sobie jasnoszary spodnium podkreślający krągłości. by weszła – odpowiada Christian. gdy do salonu wchodzi Gia Matteo. Wzrusza ramionami. Rozlega się dyskretny kaszel Taylora i Christian mnie puszcza. Tak jak i moja. dziękujemy. rzucając Christianowi spojrzenie spod długich. jasnoniebieska bluzka ma zbyt duży dekolt.

Gia nachyla się nad stołem. pani Grey biegnie na ratunek. gdy Christian wyłącza muzykę. biorę wszystkie trzy kieliszki i spiesznie wracam do mego niespokojnego rycerza. – Och. – Ktoś jest spragniony – mówi. Co takiego go bawi? Moja reakcja na Gię czy to. jak się go dotyka. kiedy dociera do mnie. w spokoju. Słyszę syknięcie iPoda. skarbie. Uśmiecha się . cieszę się – rozpływa się Gia i mówiąc to. – Poproszę. On rzeczywiście gra. Owszem. – Napijesz się czegoś? – pytam. Uśmiechając się pod nosem. przeciwnikiem zaś jest pani Matteo. a Gia rusza za nami. z lodówki otwartą butelkę sauvignon blanc i stawiam wszystko na barze śniadaniowym. gdy tymczasem Christian stoi obok niej i coś jej pokazuje na planach. Ale dotykanie to zupełnie inna sprawa. Christian odsuwa się nieznacznie i odwraca w moją stronę. mój. Bierze mnie za rękę i prowadzi do niego. On wie. jeśli macie. – Dolać ci wina. dotyka przelotnie jego ramienia. – Już się robi. ale generalnie obojgu nam podobają się twoje pomysły. Podnoszę wzrok na Christiana. z rozmysłem staję między nimi. Nie lubi. – Białe wytrawne. że Christian i ja odgrywamy razem przedstawienie – ale tym razem gramy w tej samej drużynie. że jej się podoba i że ona wcale tego nie kryje? Robi mi się ciepło na sercu. Otwieram szafkę. Ona nawet tego nie zauważa. Christian natychmiast sztywnieje. – Ana ma kilka uwag na temat tej szklanej ściany. Nieraz to widziałam – najczęściej w ogóle nie zwraca na to uwagi. że uszczypnęłam go w tyłek? – Tam leżą – Christian wskazuje stół w części jadalnej. paniusiu. A może wysyła tej kobiecie wyraźny sygnał. W końcu przypominam sobie o dobrych manierach. Zostaw go. Cóż. Christianie? – wołam. czując na sobie jego wzrok. Obecność tej kobiety wprawia go w zakłopotanie. unosząc z cierpkim rozbawieniem brew. jak kobiety na niego reagują. że jest zajęty. który uśmiecha się do mnie. Mój. że Christian być może próbuje mnie uspokoić. zdziro. prawda? Niechętnie puszczam dłoń męża i wracam do kuchni. Cholera! Sauvignon blanc – to białe wytrawne. wyjmuję z szafki trzy kieliszki. Czemu wcześniej tego nie dostrzegłam? Dlatego właśnie jej nie lubię.– Owszem – odpowiadam. Podając kieliszek Gii. – Może wina? – Chętnie – odpowiada Gia. i ogarnia mnie osobliwe uczucie. Christian przyzwyczajony jest do tego. Moja wewnętrzna bogini ma na sobie strój gladiatorki i nie idzie na żadne ustępstwa. Szybko nalewam wino.

żeby nie zakłócały widoku. a jej policzki stają się różowe. z pierwotnym domem. – Rozumiem. Upija łyk wina i wzrusza ramionami. Co tylko sobie życzysz. nie zrozum mnie źle. Ano. – Żadnego poważnego remontu? – pyta cicho. ileż w tym mężczyźnie sprzeczności. żebym była szczęśliwa – szczęśliwa we wszystkim. Hmm. ale otworzymy ją na większy taras. aby projekt nieco lepiej harmonizował. Trzeba oddać tej kobiecie. no wiesz. w dużej odległości od siebie. Dodać szklane zadaszenie albo dachówki. Upijam łyk wina. Dla mnie ten dom potrzebuje po prostu odświeżenia. który przygląda mi się uważnie. Nie podoba mu się ten pomysł. – Chyba rozumiem. – Kręcę głową dla podkreślenia swego stanowiska. który bierze go ode mnie ochoczo. „Nie myśl teraz o naszej kłótni” – nakazuje mi podświadomość. – Albo zamiast tarasu moglibyśmy wkomponować w szklane drzwi drewno w wybranym przez was kolorze. masz jakieś uwagi odnośnie do ściany ze szkła? – pyta Gia. Ja tylko – powstrzymuję się. aby ten dom był taki. Ale miałam nadzieję.. W głębi duszy chyba to wiem. – Na zdrowie – mówi Christian do nas obu. – Okej – mówi. ale patrząc na mnie. jak ty chcesz. który przygląda mi się w zamyśleniu. Mielibyście dzięki temu także zacienione miejsce do spożywania posiłków na świeżym powietrzu i generalnie do relaksowania się.uprzejmie. – Nie. Przypominają mi się jego wczorajsze słowa: „Chcę. że uda się to włączyć do domu w taki jakiś bardziej naturalny sposób. bardzo niezobowiązująco. obdarzając spojrzeniem pełnym rozbawionej wdzięczności. dzięki czemu nie czuję się głupio. – Ano. – Podoba ci się w obecnym wydaniu? – Generalnie tak. Gia zerka na nas. Bądź co bądź zakochałam się w tamtym domu i jego wyglądzie i nie chcę żadnych radykalnych zmian. Drugi kieliszek podaję Christianowi. Podnoszę wzrok na Christiana. jak w pozostałej części domu. Boże. że jest dobra. My unosimy kieliszki i zgodnie odpowiadamy. ale go nie odrzuca. A może zostawimy tę szklaną ścianę. to pomogłoby w utrzymaniu śródziemnomorskiego klimatu – kontynuuje. co masz na myśli. Chce. – Jak błękitne okiennice na południu Francji – mówię cicho do Christiana. . Jest twój”. – Chcę po prostu. – Tak. wpisujący się w styl śródziemnomorski? Kamienny taras już tam jest. co robię.. To świetny pomysł. Można dostawić kamienne kolumny.

Kiedy odwracam się do Christiana. Daję jej carte blanche. że pieścisz wzrokiem mojego męża? – Christian chce nieco zmienić naszą sypialnię – burczę.. To ja podejmuję w tej kwestii decyzje. o co chodzi. – Chętnie zobaczę poprawione plany. Tak! Zamierzam poprosić panią Matteo na słówko. Christian kładzie mi dłonie na ramionach i zwraca się do Gii: – Przy tym projekcie decyzje podejmuje pani Grey. W progu salonu rozlega się dyskretne kaszlnięcie. Odwracam się do Gii. Dotykam czule jego dłoni. Ma być tak. kto tu rządzi. nie na niego. – Tak? – pyta Christian. po czym oddala się razem z Taylorem. Upewniam się. – Mnie też. ale cieszę się.Gia patrzy na Christiana. Czy ona myśli. Gia niechętnie odrywa łakome spojrzenie od mojego męża i uśmiecha się do mnie. Hej. że jestem ślepa? – Jasne – mówi grzecznie. wyraźnie zdając się na mnie. Kręcę z frustracją głową. lśniące błyszczykiem usta. Słyszę w nim dumę i zawoalowane ostrzeżenie. Jej język przesuwa się szybko po górnej wardze. aż podejmie decyzję. że Christian i Taylor nie mogą nas słyszeć. przywołując całą swoją wewnętrzną siłę. Ciekawe. czekając. że powiedział Pani Prowokacyjnej-Niestety-Dobrej-w-Swoim-Fachu. muszę się z panem naradzić w pilnej sprawie.. paniusiu. Odwracamy się i widzimy Taylora. – Jeszcze jakieś kwestie do przedyskutowania? Nie licząc tego. – Pomysł z tarasem mi się podoba. widzę. a ty co byś wolała? – pyta Christian. – Christian ściska mi ramiona. – Ton jego głosu ulega subtelnej zmianie. ależ ten człowiek jest irytujący. daję jej popalić. po czym. kwestia sypialni? – pyta Gia nerwowo. uwzględniające większy taras i kolumny pasujące do charakteru domu. Stając za mną. jak sobie życzy. – A teraz przepraszam. że on nadal mi się przygląda – a nie jej. Jest bardzo bystra. W pełni ufam jej instynktowi. Obserwuję jej rozszerzone źrenice i rozchylone. Dla Gii? W pełni ufa mojemu instynktowi? Och. – Więc. – Ano. . – Panie Grey. popatrz na mnie. Mój instynkt dzisiejszego popołudnia pozwolił mu sponiewierać moje uczucia.

nie bardzo wiedząc. Przedstawię ci nasze pomysły dotyczące sypialni. – Urywa. Skoro to sobie wyjaśniłyśmy.. kompletnie osłupiała. Moja wewnętrzna bogini świętuje swoją jędzowatość. akurat kończymy. Jak wiesz. – Oczy-oczywiście – duka. – Oblewa się rumieńcem. jeśli sądziła pani. – Pani Grey. Mruga szybko. co ode mnie usłyszała. Christian i ja bardzo chcemy. kiedy mam nad nią przewagę. Wiem. pani Grey.. Nie może uwierzyć w to. o ile tylko będziesz trzymać ręce z daleka od mojego męża. To dla mnie nowość.– Słusznie się denerwujesz. wróćmy do kwestii domu. – W przeciwnym razie nici ze zlecenia. eee.. gorączkowo szukając właściwych słów.. Nie wycofuj się! Nie wycofuj! Tego obojętnego spojrzenia nauczyłam się od Christiana. Kiedy Christian do nas dołącza. Widać. P-przepraszam.. których zamierzasz użyć. patrząc beznamiętnie w jej wielkie brązowe oczy. że wyrażę się jasno. Wciąga głośno powietrze. Ja nigdy. . – Oczywiście – mamrocze. Zrozumiano? – Starannie wymawiam każde słowo. Gia nerwowym gestem przygładza włosy.. Ale ja się nie uginam. Ale jestem przekonana. – Jak już mówiłam. a głos ma niewiele głośniejszy od szeptu.. najmocniej przepraszam. Moja wewnętrzna bogini biegnie wokół areny. – Pozwól. – Świetnie. że to znajoma Elliota. że się odprężam. chciałam. machając do rozszalałej widowni. ponieważ w tej akurat chwili twój udział w tym projekcie wisi na włosku. że renowacja rezydencji Greyów to dla Gii bardzo prestiżowy projekt – kolejny sukces w jej karierze architektki. A ja mam gdzieś fakt. że wszystko będzie dobrze. a z jej twarzy odpływa cała krew. Gio. A więc potrafię. Mój mąż nie jest tobą zainteresowany. a potem poproszę o listę wszystkich materiałów.. – Ano. aby sprawa została postawiona jasno. – Sypialnia małżeńska? – pyta niespokojnie. że jest onieśmielona. ja. po raz pierwszy od popołudniowego spotkania z Christianem czuję. Teraz. co powiedzieć.. aby ten dom nie naruszał równowagi ekologicznej i chciałabym go uspokoić w kwestii rodzaju i pochodzenia tych materiałów. Nie może stracić tego zlecenia..

Jeszcze raz przyklepując włosy. – Chodziło o Hyde’a. – Doskonale. patrząc na mnie pytająco. – Tak.– Wszystko załatwione? – pyta. widzę. a ja wiem. – Za kilka dni przedstawię państwu poprawione plany. Mówię to na tyle głośno. – Czego chciał Taylor? – pytam częściowo dlatego. że jej się podobasz – mówię cicho. którego nie rozumiem. zadowolony. – Taylor cię odprowadzi. czym trzeba się martwić. że jestem ciekawa. Christian marszczy brwi. – Do następnego razu – mówię. – Tak myślisz? Nie zauważyłam. – Okazuje się. a częściowo dlatego. – Kiedy przyjechała. puszcza mnie i zaczyna składać leżące na stole plany. – Co z nim? – szepczę. o czym rozmawialiśmy. Obejmuje mnie w talii i odwraca się w stronę naszego gościa. Skąd wie? Wbijam wzrok w dłonie. Na progu salonu pojawia się Taylor. że mam nie ciągnąć tematu Hyde’a. – Zostawia na stole plany i bierze mnie w ramiona. – W jego głosie słychać gorycz. Opuszcza oczy. – Chodzi jej tylko o mój wygląd. a ja pąsowieję. – Gia uśmiecha się promiennie. a nawet odrazę. Szary. Kiwam głową i rumienię się z jakiegoś powodu. Och. Myślę. – Nic. byliśmy Christianem i Aną. – Jej nastawienie było wyraźnie chłodniejsze – mówi Christian. choć dla mnie ten uśmiech wygląda na wymuszony. a jego spojrzenie jest ciepłe i badawcze. że coś powiedziałam – mamroczę pod nosem. Panie Grey. że pragnę zmienić temat. Ano. a w ślad za nią wychodzi Taylor. nie! . że przygląda mi się ciepło i przez chwilę wydaje się nawet. – Wzruszam ramionami. po czym wypuszcza z ramion i kończy zadanie. – Powiedziałaś jej coś? – pyta. – Możliwe. – Na to. – Ton głosu ma cierpki. pani Grey. to wszystko. aby usłyszał. kręci głową i wyraz jego twarzy ulega zmianie. odwraca się na tych swoich wysokich obcasach i opuszcza salon. Jesteś zadowolona? – pyta mnie. Kiedy podnoszę wzrok. Prycha. – Na co więc się zdecydowałaś? – pyta. – Tak. a przy wyjściu państwem Grey. potem Christianowi. – Całuje mnie w głowę. panie Grey. że od kilku tygodni nie pojawia się w swoim mieszkaniu. – Będę się zbierać – Gia podaje rękę najpierw mnie.

. które opiszą. abym zarządzała wydawnictwem. Nim zacznę biegać.... – Próbuję zaadaptować się w tym nowym życiu. wszystko. żebym siedziała w domu. nie sądziłam. co czuję. Przeczesuje palcami włosy.– No co? – Jest zdeprymowany moją miną. O rety. I jak ja mam za nim nadążyć? – Co ja? – Och. – Dolna warga mi drży. Raz jeszcze dając sobie spokój z planami. Jestem? – Ana. Tym właśnie jest dla mnie moje nazwisko. – Urywam. Po prostu dzisiejszy dzień. To takie dezorientujące. – Chcę ci po prostu podarować cały świat. aby wszyscy wiedzieli. że aż tak pokocham. któremu ja nie chcę ustąpić. Gia to seksualny drapieżnik. – Nie – szepczę. – Zawsze tak będzie. szukając w głowie słów. tak mocno. Christianie. ty. – Ponownie czynię pauzę. Jego zachowanie w moim gabinecie mocno mnie skonfundowało i sfrustrowało. Ano. na których będę się uczyć. – Chyba nie jesteś zazdrosna. Zamyka oczy. – Ale jesteś niczym czołg.. o którym nigdy nawet nie śniłam.. pewnie.. co tylko chcesz. bo co by wtedy zostało z tej dziewczyny. on gapi się na mnie. Ale chcę także. Christian podchodzi do mnie i ujmuje pod brodę. co nigdy nie znajdowało się na liście moich marzeń. na ryzyko. – Jak możesz myśleć inaczej? Czy kiedykolwiek dałem ci do zrozumienia... właśnie to mu chciałam powiedzieć po południu. – Proszę bardzo. – A teraz chcesz mnie uczynić prezesem firmy. tak. I jeszcze chronić cię przed nim. że . Wszystko jest mi podawane na tacy: praca. jakby mi wyrosła druga ręka. – Czujesz się przytłoczona? – szepcze. Ano – mówi cicho. Zupełnie nie w moim typie. – Musisz mi pozwolić na podejmowanie własnych decyzji. mój piękny mąż. z drugiej chcesz. – Biorę głęboki oddech. – Zachowuję się niemądrze. – Na powierzchnię wydostają się wszystkie moje wcześniejsze sprzeczne uczucia. – Kiedy podnoszę głowę. w której się zakochałeś? Powiem ci co: bezmyślna kukła żyjąca od jednej imprezy dobroczynnej do drugiej. po czym wbijam wzrok w zaciśnięte dłonie. W jednej chwili chce. na błędy. – Liczysz się tylko ty. muszę nauczyć się chodzić. Z jednej strony chcesz mieć mnie w domu. że choćby trochę jestem zainteresowany inną kobietą? – Oczy mu płoną. Christianie. Zapewniać bezpieczeństwo. ty. Jak możesz być o nią zazdrosna? O kogokolwiek? Ona mnie w ogóle nie interesuje. którego nawet nie sądziłam. czując pod powiekami łzy. co? Rumienię się i przełykam ślinę. w następnej daje w prezencie wydawnictwo.. nie rozumiesz tego? Potrzebuję odrobiny niezależności. Kiwam głową. a on aż otwiera usta.

a on poddaje się memu dotykowi. – Nie – śmieję się wbrew sobie. – W jego głosie słychać zdecydowanie. – Tak. nie chciałam przebijać naszej bańki. kiedy chce podkreślić swoje słowa. ale jakoś nigdy nie było na to odpowiedniej pory. nigdzie się nie wybieram. – Daughter’s love? – Uśmiecha się ironicznie.. I przypomniałam sobie o tym dopiero wczoraj wieczorem. – W porządku. jakbym właśnie oświadczyła. iż należysz do mnie? Christian otwiera oczy i wpatruje się we mnie tak. Gdyby miało to dla ciebie wielkie znaczenie. – Twój – mówi. „światło oczu. – Dotykam delikatnie jego twarzy. odwróciło to moją uwagę od wielu spraw. że już wyraziłaś zgodę. Cię. – Sądziłem.. – Bardziej niż. zrobiłbym to. – Należę do ciebie? – pyta cicho. Powinnam ci była o tym powiedzieć albo przedyskutować to z tobą. – Czemu wpadłeś w panikę? – pytam. No i jeszcze Jack. Przepraszam. swobodę”[1]. – Zmieniłbyś nazwisko na Christian Steele. badając te słowa. No wiesz. powietrze. żeby wszyscy wiedzieli. – Szalony król Lear? – Kochany. – Nie chcę. szalony król Lear. – A dla ciebie ma? – Tak. Jego oczy robią się wielkie. Kocham. – Zrobię to dla niego. kiedy dostałem twój mejl. – Przyszło mi to do głowy. który mi przyszedł na myśl. – Wymachuję ręką tak jak czasami on. powtarzając słowa. – Na litość boską. Kiedy to w końcu dotrze do tej twojej niesamowicie tępej łepetyny? Ja. gdy byliśmy w podróży poślubnej. O rety. On ma rację. zamykając oczy. – Do mnie. Marszczy brwi. Spanikowałem dzisiaj. że Ziemia jest płaska. – To jedyny cytat. a cóż. które zaledwie wczoraj wypowiadaliśmy w pokoju zabaw.jesteś moja. Czemu mi nie powiedziałaś o nazwisku? Moje policzki czerwienieją. abyś mi się wymknęła. . Intensywne spojrzenie Christiana wytrąca mnie z równowagi.

negocjacje zakończone – szepcze. Wydaję pisk. ale teraz. Och. – Chodź. – Musisz mi obciąć włosy. Nie! Franco pracuje dla tego jędzowatego trolla! Może jednak podetnę mu te włosy. – Nie mogę obciąć ci włosów! – Ależ możesz. po czym posyła mi ten swój śliczny chłopięcy uśmiech. Prowadzę go do naszej łazienki. czy Christian jest po prostu szczęśliwy. W końcu Rayowi obcinałam je całymi latami i nigdy nie narzekał. że włosy opadają mu na oczy. – Tak. Biorę go za rękę. Jego oczy robią się wielkie. chichoczę i nie wiem. że przygląda mi się z kiepsko skrywanym rozbawieniem. – Tak? – pytam bez tchu. a mojej żonie się to nie podoba. – Chichoczę. czy. – To znaczy siedem sposobów – mruczy do moich ust. Wybiorę się do Franca. wie pani. – Tak myślisz? – Odsuwam głowę. co? – Pani Grey. Chwileczkę – on się ze mnie śmieje. o jakie perwersyjne bzykanko mu chodzi? – Trzeba się zająć bardzo ważną sprawą – kontynuuje. którego widok zapiera mi dech w piersiach. – Nie zamierzasz dotrzymać obietnicy? – pyta niepewnie. Przez chwilę wygląda na zaskoczonego. . Kciuki ma wsunięte za szlufki spodni. Całuje mnie w usta. Stojący w rogu biały drewniany taboret przenoszę przed umywalkę. – Christian uśmiecha się szeroko i potrząsa głową tak. podejmuję tę decyzję chętniej. – Cóż. Podobno są za długie. – Mam pomysł – dodaje. stwierdzam.. Sprawą najwyższej wagi. co to dla mnie znaczy? – Teraz już tak. Próbuję nadążać za zmiennością jego nastrojów. aby na niego spojrzeć. – Okej. Kiedy spoglądam na Christiana. czuje ulgę. Chwyta mnie w talii i obraca. po czym patrzy na mnie badawczo.. a oczy mu błyszczą radośnie. nagle poważniejąc.– Owszem. celna uwaga. – Złożono pewne obietnice. kiedy szerzej poruszyliśmy ten temat. Propozycja przedstawiona. Śmieje się. pani Grey. jeśli pani Jones ma jakiś garnek.

Och! – Chcę. Moja Ana – szepcze. Och. którymi doskonale wie. – Dlaczego? – szepczę. To pięknie wykrojone. zerkam na Christiana i widzę. oplatam go ramionami i całuję klatkę piersiową. a kąciki ust drżą mu seksownie. żebyś to zrobiła – kontynuuje.– Siadaj. guzik po guziku. żeby głębiej oddychać. a zastąpiło je coś bardziej zmysłowego. – Dobrze. że zamierza się wycofać. – Naprawdę chcesz. – Gotowy? – pytam cicho. – Pokazuję na taboret. aby go pocałować. megalomański dupek mocno potrzebujący potężnej dawki czułości. co czynię. Christian unosi rękę gestem mówiącym „zajmij się spinkami”. – Nie – mówi i kładzie mi dłonie na ramionach. Och. – Na co tylko sobie życzysz. to mój apodyktyczny. cudowne usta. a jego oczy robią się jeszcze większe. platynowy dysk z wygrawerowanymi inicjałami. Serce mi zamiera. Rozchylone.. I z jakiegoś niewytłumaczalnego powodu oczy ma szeroko otwarte. a chwilę później drugą. Moje spojrzenie przesuwa się z jego oczu na usta. dużo bardziej zmysłowego. mój Szary. po czym opieram policzek o łaskoczące włoski. – Ponieważ dzięki temu poczuję. moje włosy pozostaną nieobcięte. Powoli. Nawet jeśli jest apodyktycznym. jak mnie przytula. Moja wewnętrzna bogini przerywa zwycięski bieg wokół areny. O rany. że z jego twarzy zniknęło rozbawienie... To rozbrajające. Zsuwam mu koszulę z ramion i upuszczam na podłogę. Unoszę głowę. Christianie. – Zamierzasz umyć mi włosy? Kiwam głową. Gdy kończę. Ano. Przygląda mi się przez chwilę. co robić. I nim zdaję sobie sprawę z tego. megalomańskim dupkiem. Unosi zaskoczony jedną brew i przez chwilę mam wrażenie. uwielbiam. – Bo jeśli to zrobisz... spinki do mankietów. Bierze mnie w ramiona i tak stoimy nieruchomo. tuląc się w łazience. abym to zrobiła? . rozpina białą koszulę. Wyjmuję jedną. Odchylam się. nie przestając go obejmować.. Och. że się o mnie troszczysz. – Ana.

więc przesuwa taboret do przodu i dopiero wtedy odległość staje się idealna. – Teraz odchyl głowę. że jestem dupkiem. Puszcza mnie i posłusznie opiera głowę o brzeg umywalki.Kiwa głową i uśmiecha się nieśmiało. Hmm. pani Grey – mruczy i zamyka oczy.. Och. zaczynając od skroni. Z toaletki biorę szklankę. delikatnie rozchylone usta. – Może być taki szampon.. – Uśmiecha się. czy mnie to kiedykolwiek znudzi? Długie ciemne rzęsy. napełniam ją wodą i polewam głowę Christiana. Cholera! – Przepraszam! Śmieje się i wyciera rogiem ręcznika. porzucając telewizyjny styl bycia. podoba mi się sprawowanie kontroli. Powtarzam proces. – Nie kuś mnie. mam straszną ochotę wsunąć w nie język. Podoba mi się jego zapach. Wyciskam na dłoń odrobinę szamponu i wmasowuję w skórę głowy. patrząc na mnie wyczekująco. – Poproszę. ale nie utop mnie. nachylając się nad nim. Christian spełnia moje polecenie. – Pochyl się – nakazuję. . Jest niesamowicie uwodzicielski. Przez chwilę wygląda bezbronnie jak dziecko. aby były supermiękkie. Kupiliśmy go we Francji. proszę pana? – Podnoszę go do góry.. wiem. Wyplątuję się z jego objęć. – Hej. całuję go w czoło. pachnie tobą – dodaję szeptem. Przyciąga do siebie moją głowę i całuje mnie lekko. Zataczam palcami miarowe kółka. Pani Jones wie. po czym odkręcam kurki i napełniam umywalkę ciepłą wodą. Z podgrzewacza zdejmuję niewielki ręcznik. jakbym była prezenterką w Telezakupach.. – No to siadaj. jak sprawiać. O rany. Zdejmuję buty i z kabiny prysznicowej biorę jego szampon Chanel. mogę mu się bez przeszkód przyglądać. Ten dźwięk dociera bezpośrednio do mięśni w moim podbrzuszu. – Przyjemne to – mówi po chwili. – Ślicznie pani pachnie... – Osobiście dostarczony z południowej części Francji. Gdy metodycznie polewam mu włosy. Nalewam mu wody do oczu. Christian zamyka oczy i z jego gardła ponownie wydobywa się to niskie mruczenie. Kładę mu ręcznik na ramionach. Uśmiecham się. Nachylam się i chichocząc. mrucząc z zadowoleniem. ale jest za wysoki. delektując się dotykiem moich palców. Posłusznie spełnia moje polecenie i siada plecami do umywalki.

jego dłonie przesuwają się z pośladków . – Do spłukania – wyjaśniam. – Poproszę.– Prawda? – Raz jeszcze całuję go w czoło. – Jeszcze raz? – pytam. – Hmm – mruczy z uznaniem. panie Grey. Ponownie biorę do ręki szklankę. – Lubię. Podoba mi się zabawa we fryzjerkę. – Zaciska palce na moich pośladkach i nagle się prostuje. Kiedy już głowę ma całą w pianie. Otwiera oczy i spogląda na mnie. przez chwilę podziwiam piękne. Oczy ma nadal zamknięte. a sekundę później do pośladków. Pochylam się. jak głęboko i miarowo oddycha. a na jego twarzy maluje się błogość – ani śladu po bezradności. ta jego zmienność nastrojów.. by pocałować go w usta. Sadza mnie sobie na kolanach. Starannie spłukuję mu z włosów szampon.. delikatnie. Christian uśmiecha się szeroko. – Do tyłu. hmm. Poruszam biodrami. Otwiera oczy i patrzy na mnie niemal sennie. Hmm. a on posłusznie wypełnia polecenie. – Już się robi. a on trzyma dłonie na mojej pupie. – Cudownie. Tym razem udaje mi się go nie oblać. a ja szklanką spłukuję pianę. Wmasowuję szampon w tył głowy. regularne rysy twarzy mego męża. – Proszę nie obmacywać służby – burczę. mogłabym się do tego przyzwyczaić. której zazwyczaj używa Christian. Uśmiecha się. Powtarzam mycie. – Głowa do góry – nakazuję. drapiąc przy tym paznokciami. tę. Napełniam ciepłą wodą drugą umywalkę. słuchając. z czego po cichu jest dumny. widząc jego pytające spojrzenie. ale tym razem używam wody z sąsiedniej umywalki. – Nie zapominaj. po chłopięcemu. Klepię go w ramię. Spłukane. zamyka oczy i wzdycha z zadowoleniem. gdy ocieram się piersiami o jego twarz. udając dezaprobatę. Wyciągam z umywalki zatyczkę i wypuszczam wodę. Jego dłonie wędrują do mych bioder. Kto by pomyślał po naszej popołudniowej kłótni. Opuszcza dłonie nieco niżej i zaczyna mi podciągać spódnicę. jak drapiesz mi głowę paznokciami. Z jego gardła wydobywa się niski pomruk. Nie potrafię się oprzeć – czułym gestem gładzę go po policzku. Uśmiecham się do niego szeroko. że jestem głuchy – mówi. że potrafi się tak zrelaksować? Bez seksu? Nachylam się nad nim. – Proszę. słodko. – Opiera się. nie otwierając oczu. Jezu. jakbym go przyłapała na robieniu czegoś zakazanego. Woda skapuje mu z włosów na ramiona... Dalej się nad nim pochylam.

W ustach czuję suchość. Zsuwa mi majteczki. – Och. – Nie ruszaj się – warczy. – Doskonały wybór. chwyta mnie w talii i podnosi. – Pociąga delikatnie za materiał. – Wydymam usta. Christian mruży oczy i taksuje mnie gorącym spojrzeniem. później się nimi zajmę. muskając nosem mokrą brodawkę. przytrzymując mi głowę. Uśmiecha się leniwie i zmysłowo. – Zmuś mnie – rzucam mu wyzwanie. a potem do brody. Bluzkę mam przemoczoną i wszystko przez nią widać. pełne obietnic. – Więc jak. a ja unoszę biodra. pani Grey. Pochyla nagle głowę i przesuwa włosami po mojej bluzce. wszędzie. Łapię głośno powietrze. Jego palce zatrzymują się na końcu pończochy. a krople wody spływają mi po rękach. – Nie są nam potrzebne. Język także. Jestem mokra. następnie przesuwa do góry. Jego palce przenoszą się na górny guzik mojej bluzki. Chcę się z tobą pieprzyć na siedem sposobów i możemy to zrobić tutaj albo w sypialni. Z sykiem wypuszcza powietrze przez zęby. – O nie. co ja mam z tobą zrobić? – szepcze. Obsypuje delikatnymi pocałunkami moją szyję. W jednej ręce trzyma moje majtki. pani Grey – dyszy mi do ust. gorący i twardy. – Fantastyczny widok – mruczy i pochyla głowę. żebyś się nie ruszała. Puszcza moją brodę i kładzie dłoń na kolanie. Wsuwa palec pod gumkę i przesuwa w stronę wewnętrznej części uda. – Lubię je – mówi. – Odpowiedz mi.na kark. Tutaj czy w sypialni? – Tutaj – szepczę gorączkowo. Anastasio? – pyta. Wybieraj. – Jego dłoń wędruje ku majteczkom. Sekundę później jego usta odnajdują moje. – Jeśli mam cię pieprzyć na siedem sposobów. – Jesteś mokry. – Ja tylko pomagam. nie ma mowy. aby mu pomóc. z włosów skapuje woda. Ano. – Nie ruszaj się – nakazuje. – Wystarczy tego fiokowania się. Do diabła z włosami. Z gardła Christiana wydobywa się niski jęk. – Kiedy podnosi głowę. . – Och.. uśmiecha się do mnie lubieżnie. maleńka. wiercę się na jego kolanach. a on łapie delikatnie zębami dolną wargę. ale on przytrzymuje mnie jeszcze mocniej. mocząc nas oboje. a ja staję się Miss Mokrego Podkoszulka. chcę.. Oczy mu płoną. Wsuwam palce w jego mokre włosy. Wystarczy jedno twoje słowo. następnie zaś podciąga spódnicę do góry. Piszczę i próbuję mu się wyrwać. unosząc materiał spódnicy i łaskocząc mi skórę.

– Siądź na mnie. Okrakiem. – Patrzy mi prosto w oczy. Robię tak i rzucam mu prowokujące spojrzenie. No jazda, Szary! – Pani Grey – rzuca ostrzegawczo. – Czy pani mnie prowokuje? – Widać, że jest rozbawiony, ale też podniecony. To kuszące połączenie. – Tak. I co z tym zrobisz? – rzucam wyzywająco. W jego oczach pojawia się lubieżny błysk. – Spleć dłonie za plecami. Och! Posłusznie spełniam polecenie, a on zręcznie pęta mi nadgarstki, używając do tego celu moich majteczek. – Moja bielizna? Panie Grey, wstydu pan nie ma – besztam go. – Gdy chodzi o panią, pani Grey, to nie, ale o tym to pani doskonale wie. Obejmuje mnie w talii i przesuwa tak, że siedzę nieco dalej. Woda nadal skapuje mu z włosów. Mam ochotę pochylić się i zlizać mu krople z klatki piersiowej, ale ze związanymi rękami to nie takie proste. Christian pieści przez chwilę moje uda, po czym przesuwa dłonie na kolana. Delikatnie je rozsuwa, i swoje nogi także, nie zmieniając pozycji. Jego palce wędrują do guzików przy mojej bluzce. – Chyba nam nie jest potrzebna – mówi. Zabiera się za metodyczne rozpinanie guzików, ani na chwilę nie odrywając wzroku od moich oczu. Nie spieszy się, jego spojrzenie staje się coraz bardziej gorące. Tętno mi przyspiesza, oddech staje się płytki. Nie mogę uwierzyć – ledwie mnie dotknął, a ja już tak się czuję... podniecona, niecierpliwa... gotowa. Gdy mokra bluzka jest rozpięta, Christian obejmuje mi twarz, prześlizgując się kciukami po dolnej wardze. Nagle wsuwa mi jeden do ust. – Ssij – nakazuje szeptem, podkreślając literę „s”. I tak właśnie robię. Och... podoba mi się ta zabawa. Co jeszcze miałabym ochotę possać? Mięśnie podbrzusza zaciskają się na tę myśl. Christian rozchyla usta, kiedy przygryzam zębami delikatny opuszek kciuka. Z jękiem powoli wyjmuje mokry kciuk z moich ust i przesuwa mi nim po brodzie, szyi, obojczyku. Wsuwa go pod miseczkę stanika i odsuwa ją, uwalniając pierś. Nie odrywa wzroku od mojej twarzy. Obserwuje każdą reakcję, którą wyzwala jego dotyk, a ja obserwuję jego. To podniecające. Nieokiełznane. Zaborcze. Uwielbiam to. Druga dłoń Christiana robi to samo co pierwsza i teraz obie piersi są wolne. Niespiesznymi, kolistymi ruchami przesuwa kciukami po brodawkach, a one twardnieją pod jego dotykiem. Staram się, naprawdę się staram nie ruszać, ale sygnały z brodawek wędrują bezpośrednio do

mego krocza, więc jęczę i odrzucam głowę, zamykając oczy i poddając się tej słodkiej, słodkiej torturze. – Ćśś. – Zręczne palce Christiana nie zmieniają tempa. – Nie ruszaj się, skarbie. Puszcza jedną pierś, by położyć mi dłoń na karku. Pochyla głowę, bierze brodawkę do ust i mocno ją ssie, łaskocząc mnie mokrymi włosami. W tym samym czasie jego kciuk prześlizguje się po drugiej brodawce. Pociąga za nią i lekko obraca. – Ach! Christian! – jęczę, ale on nie przerywa powolnych, dręczących pieszczot. – Christianie, błagam – kwilę. – Hmm – mruczy. – Chcę, żebyś tak doszła. Moja brodawka ma krótką chwilę wytchnienia, gdy jego słowa pieszczą moją skórę. Mam wrażenie, że on przemawia do leżącej głęboko, mrocznej części mojej psychiki, znanej tylko jemu. Kiedy powraca do niej, tym razem z zębami, przyjemność jest niemal nie do zniesienia. Jęczę głośno i wiję się na jego kolanach, próbując choć trochę się poocierać o spodnie. Bezskutecznie pociągam za materiał majtek, tak bardzo pragnąc go dotknąć, ale jestem zgubiona – zatracam się w tym zdradzieckim doznaniu. – Proszę – szepczę, gdy igiełki rozkoszy przebiegają po moim ciele od szyi do nóg, stóp, sprawiając, że napinają się wszystkie mięśnie. – Masz takie śliczne piersi, Ano. – Jęczy. – Pewnego dnia je przelecę. O co, u licha, mu chodzi? Otwieram oczy i patrzę, jak ssie pierś, a moja skóra śpiewa pod jego dotykiem. Już nie czuję przemoczonej bluzki, jego mokrych włosów... nie czuję nic z wyjątkiem ognia. Ognia, który płonie rozkosznie w moim ciele. Wszystkie myśli umykają mi z głowy, a ciało napina się i zaciska... gotowe... spragnione wybawienia. A Christian nie przestaje – pieszcząc, ciągnąc, doprowadzając mnie do szaleństwa. Pragnę... Pragnę... – No już – dyszy. Jęczę głośno, przeciągle. Moim ciałem wstrząsa orgazm, a Christian przerywa swe słodkie tortury i oplata mnie ramionami, tuląc mocno do siebie, gdy tymczasem ja spadam... spadam... wiruję... Kiedy otwieram oczy, wpatruje się we mnie. – Uwielbiam patrzeć, jak dochodzisz. – W jego głosie słychać zachwyt. – To było... – Brak mi słów. – Wiem. – Nachyla się i całuje mnie w usta, głęboko, nabożnie, z miłością. Zatracam się w tym pocałunku. Odrywa usta od mych warg, aby zaczerpnąć tchu. Jego oczy mają barwę tropikalnej burzy. – A teraz ostro cię zerżnę – mruczy.

O kurwa. Chwyta mnie w talii, przesuwa na sam skraj swoich kolan i prawą ręką sięga do guzika granatowych spodni. Palcami lewej prześlizguje się po mym udzie, za każdym razem zatrzymując się przy krawędzi pończoch. Przygląda mi się bacznie. A gdy tak siedzimy twarzą w twarz, czuję się wyuzdana i ani trochę skrępowana. To jest Christian, mój mąż, mój kochanek, mój apodyktyczny megaloman, mój Szary – miłość mojego życia. Rozpina rozporek, uwalniając sterczący członek. W ustach mi zasycha. Uśmiecha się lekko drwiąco. – Podoba ci się? – szepcze. – Mhm – mruczę z uznaniem. Zaciska wokół niego dłoń i porusza nią w górę i w dół... O rety. Przyglądam się temu spod przymrużonych powiek. Kurwa, to takie seksowne. – Przygryza pani wargę, pani Grey. – To dlatego, że jestem głodna. – Głodna? – Chyba go tym zaskoczyłam. – Mhm... – mruczę i oblizuję wargi. Posyła mi enigmatyczny uśmiech i przygryza dolną wargę, kontynuując pieszczotę. Dlaczego widok zaspokajającego się męża tak mocno na mnie działa? – Rozumiem. Powinnaś była zjeść kolację. – Jego ton jest jednocześnie kpiący i surowy. – Ale może wyświadczę ci przysługę. – Kładzie dłonie na mojej talii. – Wstań – mówi miękko i już wiem, co zamierza zrobić. Wstaję, a nogi już mi nie drżą. – Klęknij. Robię, co mi każe i klękam na chłodnych kafelkach. – Pocałuj mnie – rzuca, trzymając członek w dłoni. Podnoszę wzrok i widzę, jak przesuwa językiem po górnych zębach. To podniecające, mocno podniecające widzieć, że tak łaknie mnie i moich ust. Pochylam się i całuję czubek naprężonej męskości. Słyszę, jak Christian głośno wciąga powietrze. Przesuwam językiem po czubeczku, smakując kropelkę wilgoci. Hmm... pyszna. On dyszy, a ja biorę go do ust i mocno ssę. – Ach... – Wypycha biodra w moją stronę. Ale ja nie przestaję. Osłaniając wargami zęby, nieustępliwie ssę. Christian ujmuje moją głowę, wplata palce we włosy i powoli wsuwa się i wysuwa z mych ust, a jego oddech staje się coraz głośniejszy i szybszy. Obracam językiem wokół czubeczka, a potem znowu ssę. – Och, Ana. – Wzdycha i zaciska powieki. Ta reakcja jest niesamowicie podniecająca. Reakcja na mnie. Bardzo powoli odsłaniam zęby.

– Ach! – Christian nieruchomieje. Nachyla się i podciąga mnie na swoje kolana. – Wystarczy! – warczy. Sięga mi za plecy, by jednym pociągnięciem uwolnić mi dłonie. Rozluźniam nadgarstki i wpatruję się w te płonące oczy, patrzące na mnie z miłością i pożądaniem. Dociera do mnie, że to ja mam ochotę pieprzyć go na siedem sposobów. Tak bardzo go pragnę. Pragnę patrzeć, jak rozpada się pode mną. Chwytam jego wzwiedziony członek, podnoszę się, drugą rękę kładę na jego ramieniu, po czym bardzo delikatnie i powoli opadam na niego. Wydaje głośny, gardłowy dźwięk i ściąga ze mnie bluzkę. Rzuca ją na podłogę. Jego dłonie biegną ku moim biodrom. – Nie ruszaj się – dyszy. – Proszę, pozwól mi się tym rozkoszować. Rozkoszować się tobą. Nieruchomieję. O rety... jak cudownie czuć go w sobie. Czule dotyka mojej twarzy. Oczy ma szeroko otwarte i dzikie, usta rozchylone. Wykonuje ruch biodrami, a ja jęczę, zaciskając powieki. – To moje ulubione miejsce – szepcze. – W tobie. W mojej żonie. O kurwa. Christianie. Nie potrafię się dłużej powstrzymywać. Moje palce wplatają się w jego mokre włosy, usta szukają jego ust, i zaczynam się poruszać. W górę i w dół, na palcach, rozkoszując się nim. Jęczy głośno. Mocno mnie obejmuje, a jego język wdziera się łakomie do mych ust, zabierając wszystko, co mu ochoczo daję. Po wszystkich naszych dzisiejszych kłótniach, mojej frustracji, jego frustracji – nadal mamy to. I zawsze będziemy mieli. Tak bardzo go kocham. Kładzie dłonie na moich pośladkach i kontroluje mnie, każąc się poruszać w jego tempie – w jego podniecającym, gorącym tempie. – Ach – jęczę bezradnie. – Tak. Tak, Ana – syczy, a ja obsypuję pocałunkami jego twarz, brodę, szyję. – Maleńka – dyszy, raz jeszcze biorąc w posiadanie me usta. – Och, Christianie, kocham cię. Zawsze będę cię kochać. – Brak mi tchu, ale pragnę, by to wiedział, pragnę, by miał pewność po tym niełatwym dla nas obojga dniu. Jęczy głośno i tuli mocno, szczytując we mnie, i to wystarcza, abym raz jeszcze spadła z krawędzi. Zarzucam mu ręce na szyję i poddaję się zalewającej mnie fali rozkoszy, a w moich oczach pojawiają się łzy, ponieważ tak bardzo go kocham. – Hej – szepcze, patrząc na mnie z niepokojem. – Dlaczego płaczesz? Zrobiłem ci krzywdę? – Nie – mamroczę uspokajająco.

Odsuwa mi włosy z twarzy i ociera kciukiem łzę, po czym czule całuje w usta. Porusza się na krześle, a ja się krzywię, gdy wysuwa się ze mnie. – Co się stało, Ana? Powiedz mi. Pociągam nosem. – Po prostu... po prostu czasami czuję się przytłoczona tym, jak bardzo cię kocham – szepczę. Na twarzy Christiana pojawia się ten jego wyjątkowy, nieśmiały uśmiech – wydaje mi się, że zarezerwowany tylko dla mnie. – Ze mną jest tak samo – szepcze i ponownie całuje. Uśmiecham się i rodzi się we mnie radość. – Naprawdę? – Doskonale wiesz, że tak. – Czasami wiem. Ale nie zawsze. – I vice versa, pani Grey. Uśmiecham się szeroko i obsypuję delikatnymi jak płatki kwiatów pocałunkami jego klatkę piersiową. Christian przesuwa dłonią po moich plecach. Rozpina stanik i zsuwa go ze mnie, po czym upuszcza na podłogę. – Hmm. Skóra na skórze – mruczy z zadowoleniem i ponownie bierze w ramiona. Całuje mnie w ramię, muska nosem ucho. – Bosko pani pachnie, pani Grey. – Pan także, panie Grey. Wdycham ten jego christianowy zapach, wymieszany teraz z uderzającym do głowy zapachem seksu. Już na zawsze mogłabym zostać tak w jego ramionach, zaspokojona i szczęśliwa. Tego właśnie mi trzeba po dniu pełnym pracy, kłótni i ucierania nosa zołzom. To tu pragnę być i pomimo jego bzika na punkcie kontroli i megalomanii – to moje miejsce na ziemi. Christian chowa twarz w moich włosach i oddycha głęboko. Wzdycham z zadowoleniem i wyczuwam jego uśmiech. Siedzimy tak, obejmując się mocno, nie odzywając ani słowem. W końcu dopada nas rzeczywistość. – Już późno – mówi Christian, gładząc mnie po plecach. – A ty masz nieobcięte włosy. Chichocze. – W rzeczy samej, pani Grey. Zostało pani tyle energii, by dokończyć to, co pani zaczęła?

– Dla pana wszystko, panie Grey. – Całuję go raz jeszcze w klatkę piersiową i niechętnie wstaję. – Nie odchodź. – Chwyta mnie za biodra i obraca. Obciąga mi spódnicę, po czym rozpina ją i pozwala opaść na podłogę. Wyciąga do mnie rękę. Ujmuję ją i daję krok ponad spódnicą. Teraz mam na sobie wyłącznie pończochy i pas. – Piękna pani jest, pani Grey. – Rozsiada się wygodnie i krzyżuje ręce na piersi, lustrując mnie wzrokiem. – Cholerny ze mnie szczęściarz – mruczy z uznaniem. – Owszem. Uśmiecha się szeroko. – Włóż moją koszulę i bierz się za obcinanie włosów. Bez niej znowu mnie rozproszysz i chyba nigdy nie pójdziemy spać. Wiedząc, że obserwuje mój każdy ruch, podchodzę powoli, kołysząc biodrami, do miejsca, gdzie leżą moje buty i jego koszula. Schylam się, podnoszę koszulę, wącham ją – hmm... – po czym narzucam na siebie. Oczy Christiana są okrągłe jak spodki. Zdążył już zapiąć rozporek i teraz przygląda mi się z uwagą. – Niezłe przedstawienie, pani Grey. – Mamy jakieś nożyczki? – pytam niewinnie, trzepocząc rzęsami. – W gabinecie. – Poszukam ich. Wchodzę do sypialni, biorę z toaletki grzebień, po czym udaję się do gabinetu Christiana. Gdy idę korytarzem, dostrzegam, że drzwi do gabinetu Taylora są otwarte. Za drzwiami stoi pani Jones. Zatrzymuję się jak wrośnięta w ziemię. Taylor gładzi ją po policzku i uśmiecha się czule. Następnie nachyla się i całuje w usta. W mordę jeża! Taylor i pani Jones? Gapię się na nich z otwartą ze zdziwienia buzią – to znaczy myślałam... cóż, coś tam podejrzewałam. Ale to oczywiste, że są razem! Oblewam się rumieńcem, czując się jak podglądacz, i z trudem ruszam z miejsca. Przemykam przez salon i wpadam do gabinetu Christiana. Włączam światło i podchodzę do biurka. Taylor i pani Jones... Wow! Zawsze mi się wydawało, że ona jest od niego starsza. Otwieram górną szufladę i zamieram. Pistolet. Christian ma pistolet! Konkretnie rewolwer. Kurwa mać! Nie miałam pojęcia, że mój mąż ma broń. Wyjmuję go z szuflady i sprawdzam bębenek. Jest naładowany, ale lekki... zbyt lekki. Musi być wykonany z włókna węglowego. Po co Christianowi broń? Jezu, mam nadzieję, że wie, jak jej użyć. Przypominają mi się nieustanne ostrzeżenia Raya dotyczące broni. Wojskowy zawsze

pozostanie wojskowym. „Broń palną trzeba umieć obsługiwać, Ano”. Odkładam rewolwer i znajduję nożyczki. Pędzę z powrotem do Christiana, a przez moją głowę przebiegają dziesiątki myśli. Taylor i pani Jones... rewolwer... Na progu salonu wpadam na Taylora. – Pani Grey, przepraszam. – Na widok mojego stroju jego policzki czerwienieją. – Eee, Taylor, cześć... eee. Obcinam Christianowi włosy! – wyrzucam z siebie mocno zakłopotana. Taylor jest równie zażenowany jak ja. Otwiera usta, aby coś powiedzieć, po czym zamyka je szybko i robi krok w bok. – Pani przodem, pani Grey – mówi formalnie. Twarz mi płonie. – Dziękuję – mamroczę i oddalam się szybko korytarzem. Kurde! Czy ja się w końcu przyzwyczaję do tego, że nie jesteśmy sami? Bez tchu wpadam do łazienki. – Co się stało? – Christian stoi przed lustrem, trzymając moje buty. Porozrzucane wcześniej ubrania leżą teraz złożone obok umywalki. – Wpadłam na Taylora. – Och. – Christian marszczy brwi. – W takim stroju. O cholera! – To nie wina Taylora. – Nie. Ale fakt pozostaje faktem. – Jestem ubrana. – Ledwie, ledwie. – Nie wiem, kto był bardziej zażenowany, ja czy on. – Próbuję techniki odwracającej uwagę. – Wiedziałeś, że on i Gail są... eee, razem? Christian wybucha śmiechem. – Tak, oczywiście, że wiedziałem. – I nic mi nie powiedziałeś? – Sądziłem, że wiesz. – Nie wiedziałam. – Ana, to dorośli ludzie. Mieszkają pod jednym dachem. Oboje wolni. Oboje atrakcyjni. Rumienię się. Głupio mi, że niczego nie zauważyłam. – Cóż, skoro tak to przedstawiasz... Po prostu myślałam, że Gail jest starsza od Taylora. – Jest, ale niewiele. – Patrzy na mnie z konsternacją. – Niektórzy mężczyźni lubią starsze kobiety... – Urywa, otwierając szeroko oczy.

Krzywię się. – Wiem – warczę. Christian wygląda na skruszonego. Uśmiecha się do mnie czule. Tak! Technika odwracania uwagi i tym razem okazała się skuteczna! Moja podświadomość przewraca oczami – ale jakim kosztem? Teraz wisi nad nami cień pani Robinson. – Coś mi się przypomniało – mówi pogodnie. – Co takiego? – burczę z rozdrażnieniem. Przystawiam taboret do umywalki, nad którą wisi lustro. – Siadaj – nakazuję. Christian patrzy na mnie z pobłażliwym rozbawieniem, ale robi, co mu każę. Przeczesuję grzebieniem wilgotne włosy. – Tak sobie pomyślałem, że w nowym domu moglibyśmy dla nich przeznaczyć pomieszczenia nad garażami – kontynuuje Christian. – Mieliby miejsce dla siebie. Wtedy może więcej czasu Taylor mógłby spędzać z córeczką. – Przygląda mi się uważnie w lustrze. – Czemu nie przyprowadza jej tutaj? – Nigdy mnie o to nie zapytał. – Więc może ty powinieneś wyjść z propozycją. Ale wtedy musielibyśmy się pilnować. Christian marszczy brwi. – O tym nie pomyślałem. – Może dlatego Taylor cię o to nie prosił. Poznałeś ją? – Tak. Słodka mała. Nieśmiała. Bardzo ładna. Opłacam jej szkołę. Och! Przerywam czesanie i patrzę na niego. – Nie miałam pojęcia. Wzrusza ramionami. – Uznałem, że chociaż tyle mogę robić. Poza tym dzięki temu mam pewność, że Taylor nie odejdzie. – Jestem pewna, że lubi pracę u ciebie. – Sam nie wiem. – Myślę, że bardzo cię lubi, Christianie. – Wracam do czesania. – Poważnie? – Poważnie. Prycha lekko, ale wygląda na zadowolonego, jakby w duchu się cieszył, że pracownicy go lubią. – No dobrze. Porozmawiasz w takim razie z Gią o tych pomieszczeniach nad garażem? – Oczywiście.

Na dźwięk jej imienia nie czuję już tej irytacji, co wcześniej. Moja podświadomość kiwa mądrze głową. „Tak... świetnie sobie dzisiaj poradziłyśmy”. Moja wewnętrzna bogini triumfuje. Teraz ta kobieta zostawi mojego męża w spokoju. Jestem gotowa na obcinanie włosów. – Jesteś tego pewny? Masz ostatnią szansę na to, aby się wycofać. – Czyń swoją powinność. To nie ja muszę na siebie patrzeć, lecz ty. Uśmiecham się. – Christianie, mogłabym patrzeć na ciebie przez cały dzień. Kręci rozdrażniony głową. – To tylko ładna powierzchowność, skarbie. – A pod nią kryje się bardzo ładny mężczyzna. – Całuję go w skroń. – Mój mężczyzna. Uśmiecha się nieśmiało. Biorę między palce pierwsze pasmo, wsuwam grzebień do ust i wykonuję cięcie, skracając włosy o dwa centymetry. Christian zamyka oczy i siedzi nieruchomo, wzdychając z zadowoleniem. Kontynuuję swoje dzieło. Co jakiś czas otwiera oczy i przyłapuję go na tym, że bacznie mi się przygląda. Nie dotyka mnie, a ja cieszę się z tego. Jego dotyk jest... rozpraszający. Piętnaście minut później już po krzyku. – Gotowe. – Zadowolona jestem z rezultatu. Christian wygląda równie fantastycznie jak zawsze, włosy ma nadal gęste i seksowne... tylko nieco krótsze. Przegląda się w lustrze. Na jego twarzy pojawia się przyjemne zaskoczenie. Uśmiecha się szeroko. – Świetna robota, pani Grey. – Obraca głową na wszystkie strony. Obejmuje mnie ramieniem i przyciąga do siebie, po czym całuje w brzuch. – Dziękuję. – Ależ nie ma za co. – Nachylam się i całuję go w usta. – Już późno. Spać. – Klepie mnie żartobliwie w tyłek. – Ach! Powinnam tu posprzątać. – Na podłodze leży mnóstwo obciętych kosmyków. Christian marszczy brwi, jakby w ogóle nie przyszło mu to do głowy. – Okej, pójdę po szczotkę – mówi cierpko. – Nie chcę, żebyś wprawiała personel w zakłopotanie brakiem odpowiedniego odzienia. – Wiesz, gdzie jest szczotka? – pytam niewinnie. Zatrzymuje się w progu łazienki. – Eee... nie. Śmieję się.

czego zdecydowałabyś się podjąć. wchodząc do łóżka. Christianie. Unosi się na łokciu i patrzy na mnie. Nie odrzucaj tej możliwości. – Christianie. gdy się zachowuje jak dupek. – Czasu. – Nic. – Czemu tak mówisz? – Ponieważ coś takiego nigdy nie było moim marzeniem. Leżąc w łóżku i czekając na Christiana. gdy zachowuje się apodyktycznie i dominująco. rozmyślam o tym. Hola! Skąd on może wiedzieć. który mogłabym poświęcić tobie. – Co tam? – pyta. co robisz – mruczy z rozbawieniem. że poradziłabyś sobie ze wszystkim. Nie jestem nim. A on na mnie. Ten pomysł całkiem mi się podoba. które się ma pod sobą. że to pochłonie zbyt dużo mojego czasu. ubrany jedynie w spodnie od piżamy. Po południu byłam na niego taka zła. Zarządzanie wydawnictwem mocno mnie od tego odciągnie. jak inaczej mógł się zakończyć dzisiejszy dzień. – Mogłabyś być dyrektorem kreatywnym. Skupiasz się na swoich talentach i zainteresowaniach. czy byłabym w tym dobra? – Martwię się także. Jak ja sobie poradzę z tym jego bezsensownym pomysłem? Nie mam ochoty posiadać własnej firmy. – Wyciągam swoją sekretną broń. Marszczę brwi. – Wiem. Przyszedł mi do głowy pewien pomysł. Chichoczę. – Lubię czytać książki. – Dałabyś radę. Christian marszczy brwi. Jego spojrzenie ciemnieje. – Bo widzisz – kontynuuje – zarządzanie odnoszącą sukcesy firmą polega na odpowiednim wykorzystaniu talentów osób. – Jaki pomysł? No i zaraz się zacznie. aby to wykorzystać.– Ja przyniosę. Anastasio. Może powinnam mieć hasło bezpieczeństwa i używać go wtedy. Uważam. Jesteś bardzo bystrą kobietą. Do diaska! – No co? – Robię minę niewiniątka. . Anastasio. Może tym hasłem powinno być słowo „dupek”. ja chyba nie chcę zarządzać wydawnictwem. po czym organizujesz strukturę firmy tak.

a Christian zamiera. – Cóż. Całuję go. nie wiem. – Mogę cię o coś spytać? – Głos mam cichy. – Ana. To nie ma znaczenia. to powinnam się wyżyć na tobie w łóżku. Szary.. przestań. źle cię zrozumiałam. Nie myśl o tym. abym cię związała. – Christianie – szepczę zaniepokojona. jęczy i odwzajemnia pocałunek. Och. – Chciałabyś mnie związać? – pyta. a znowu zapominamy o całym bożym świecie. Zupełnie nie to miałem na myśli. że choć przebył już długą drogę. Wydaje się zaszokowany.. ja. – Naturalnie. po czym dotyka kciukiem policzka. – A jak ci się zdaje? Cholera! – Że chciałeś. ale ja składam delikatny pocałunek w kąciku jego ust. Zawsze tak robisz. pełen wahania. Kurwa. nie. – Nachyla się i całuje w usta. Niepokój ściska mi serce. Ale proszę. Szary. Przemyśl wszystko. To było tylko pytanie i uświadamiam sobie. Dotykam czule jego twarzy. – Powiedziałeś dzisiaj. – Christianie. Mam wrażenie. jak reagowałbym na twój dotyk. Nachylam się. – Och. Szary. że to masz właśnie na myśli. że jeśli jestem na ciebie zła. Co miałeś na myśli? Nieruchomieje. On zamyka oczy.– Próbujesz odwrócić moją uwagę od problematycznej kwestii. I nie mija dużo czasu.. wciskając mnie w materac. Kurwa! Co się dzieje? – Ana. proszę. . Sądziłam.. Ano. Przekręcam się na bok i opieram na łokciu. że on wyznaje mi jakiś mroczny sekret. – urywa i przez jego twarz przebiega cień. Unosi ze zdumieniem brwi. – Dziwi mnie ukłucie rozczarowania. gdybym był skrępowany. Cholera! – Christianie. Oblewam się rumieńcem. Kręci głową ze smutkiem. nie odrzucaj tego pomysłu. Uśmiecham się do niego i wtedy coś mi się przypomina.. Oczy ma wielkie i pełne strachu.. – Eee. Ujmuje moją dłoń i kładzie ją na swoim walącym sercu. O to cię tylko proszę. ma jeszcze sporo do pokonania. Swędzi mnie skóra na głowie. Tak łatwo mi nie odpuści. Nie przejmuj się tym. – To wszystko jest nadal takie nowe – dodaje cicho. dobrze odczytując moją minę.

. – Podziwia pani widok. Przeciąga się.. chwyta mnie za kostki i pociąga do siebie. On bywa taki bezradny. nieszczęśliwego chłopczyka. ale ja łapię je w locie. mruga parę razy powiekami i otwiera zaspane oczy. że jeśli wieczorem się kłócimy. panie Grey. Och. I leży po mojej stronie łóżka. – Uwielbiam oglądać ten uśmiech po przebudzeniu. Łączy się z nim wiele przyjemnych wspomnień. tak że moja koszulka jedzie do góry. Oblewam się rumieńcem. ramię wokół talii. biorąc od niej filiżankę herbaty. który wygląda po prostu promiennie: świeżo wykąpany. Trąca nosem moje piersi i coś tam mamrocze z zadowoleniem. – Ale choć jesteś kusząca – zerka na budzik – muszę wstawać. Kładę ręce pod głowę i oglądam przedstawienie: Christian rozbiera się przed pójściem pod prysznic. – Hej – mruczy i uśmiecha się. wyplątuje z moich ramion i wstaje. Nie zmieniłabym w nim absolutnie niczego. . – Niezły ten widok. moje. Kto by pomyślał? Prześladuje mnie znajomy obraz Christiana jako brudnego. włosy wilgotne. chichocząc jak uczennica. przypominając sobie jej wczorajszą schadzkę z Taylorem. Jego dłoń przesuwa się z talii niżej.===aVxlVW1c ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY Nazajutrz budzę się przed budzikiem. moje udo... biała koszula i ten srebrnoszary krawat.. pani Grey? – Christian unosi brew. a noga między moimi. Z szelmowskim uśmiechem ściąga ze mnie kołdrę. Ma idealne ciało. pani Grey – wita mnie pani Jones. och. jego głowa spoczywa na mojej piersi. Ja jeszcze leżę. Christianie! – Dzień dobry. Delikatnie gładzę go po włosach. Siadam na stołku barowym obok mego męża. Porusza się. prześlizgując się po chłodnej satynie koszulki nocnej. Christian oplata mnie niczym bluszcz. Mój ulubiony. Zawsze tak jest. a on nachyla się i obsypuje pocałunkami moje kolano. Szary.. – Hej. Piszczę. Uśmiecha się szeroko i rzuca we mnie spodniami od piżamy. – Dzień dobry – odpowiadam. opiera o łóżko jedno kolano. w nocy on owija się wokół mnie. – Smaczny z ciebie kąsek – mruczy. przez co mnie robi się gorąco.

Posyła mi spojrzenie w stylu „naprawdę?-ale-to-ja-jestem-szefem”. – Okej! Biorę łyżkę. jak się skończył ostatni raz. że nie zabierasz Charliego Tango. jedz. – No co? – warczę. patrzy na mnie beznamiętnie. . że pan wie. A więc nie ma się co kłócić. żebyś poleciała ze mną. a ona odpowiada ciepłym uśmiechem. że będę musiał w tym tygodniu polecieć do Nowego Jorku. Po plecach przebiega mi dreszcz. – Jak się dostaniesz do Nowego Jorku? – Polecę firmowym odrzutowcem. Uśmiecha się lekko kpiąco. ale Sawyer i Ryan zostaną. a czemu pytasz? – Chciałam się upewnić. ale nie było mnie trzy tygodnie. po czym posypuję wszystko garścią jagód. Tamten wieczór był chyba najgorszy w moim życiu. – Dupek czy nie. – Wiem. Wzdycham. Ignorując ją. Christian sprawia wrażenie. Dostrzegam. ponieważ Christian uśmiecha się szeroko. – Możliwe. Chcę. – Czyli będę musiał tam nocować. że jesteś właścicielem tego wydawnictwa.. Marszczę brwi. jakby tego nie słyszał. w którym rozsmakowałam się podczas podróży poślubnej. Zakładam. Zgodnie z moim życzeniem naszykowała mi śniadanie. – Jedz – nakazuje. panie Grey. Robi mi się niedobrze na wspomnienie tych niespokojnych godzin spędzonych na czekaniu na wiadomości. Próbuję odsunąć od siebie koszmarne wspomnienia. – Nic. Och. jem płatki – burczę jak rozdrażniona nastolatka. – Och. a ja aż podskakuję. – Christianie. – Myślę. że zabierzesz ze sobą Taylora. – Ton jego głosu jest poważny. apodyktyczny Szary! – Dlatego. Pani Jones upuszcza coś do zlewu.– Co słychać. – Wczoraj nie jadłaś. Zerkam na panią Jones i uśmiecham się. – Trzepoczę rzęsami. Proszę. Jak możesz oczekiwać ode mnie zarządzania firmą. pani Grey? – pyta. Głos mam cichy. Sięgam po jogurt grecki i wykładam trochę na płatki. że zachowywałeś się jak dupek. jeśli ciągle będę nieobecna? Nic mi się tu nie stanie. – urywam. że pani Jones także znieruchomiała. Spojrzenie ma ciepłe. – Słowa Christiana wyrywają mnie z zadumy. Śmieje się ze mnie? Wtedy przychodzi mi do głowy coś okropnego. Pamiętam. nie wezmę w pracy wolnego.. gdy leciał śmigłowcem.

... ale nie taki był mój zamiar. – Pięć osób wyleciało za to z pracy. żebyś bawiła się bronią. nie. – urywam. – Wierzchem dłoni gładzi mnie po policzku. Nie ten zasięg. On ma broń Leili. – Eee. Odprowadzam go do korytarza. Nie wiesz nic na temat broni? Jego oczy robią się wielkie. Wstaje i wkłada szarą marynarkę. Stojący w progu Taylor kaszle dyskretnie. – Nie zniosłabym. Poza tym dopiero za dwa tygodnie wróci z naprawy. – Ana? – Ja tylko.. a wyraz twarzy Christiana łagodnieje.. Taylor – mówi Christian. kto jest za niego odpowiedzialny. O cholera! – A właśnie. – Musimy jechać – mówi. – Jest naładowany. Coś takiego już się nie powtórzy..– Nie poleciałbym Charliem Tango do Nowego Jorku. Ano. gdyby coś ci się stało – mówię cicho. że jest prawie naprawiony. Marszczy brwi.. myśleliśmy. New Hampshire? Nie pamiętam. . cieszę się. no wiesz.. Rzuca mi gniewne spojrzenie. Zaskoczona tym przez chwilę się zastanawiam. Kiedy ostatni raz nim leciałeś. myślałam. tego rewolweru się nie zabezpiecza. jak bardzo się będę denerwować podczas jego kolejnego lotu? – No co? – pyta. gdzie? Gdzieś na wschodzie. W twoim biurku jest broń. Zabrzmiało to oskarżycielsko. co się z nią dzieje. – Nie jestem w stanie dokończyć zdania. – Hej. Minę ma poważną. – Skąd wiesz? – Sprawdziłam wczoraj. Czy mogę mu powiedzieć. – Należała do Leili – mówi w końcu.. – Przez jego twarz przebiega cień i przez chwilę się zastanawiam.. – To był sabotaż. – Christianie. kończąc omlet. coś mi się przypomniało. Nadal jest w. ale. – Pięć? Kiwa głową. Mrugam zaskoczona. – Dzień dobry. że ty. Mam nadzieję. czy wie.. że go ponownie zabezpieczyłaś. Christian kiwa do niego głową.. Wzruszam ramionami. – Nie chcę. – Cóż.

Christian przytrzymuje mi drzwi. Otwieram usta. że nie chcę zaczynać dnia w kiepskim nastroju. Christian zawsze myje zęby przed śniadaniem. Odwraca wzrok. aby nauczył cię strzelać – mówię. gdy wychodzimy z windy. Przewraca oczami. – Prosisz o co? – Naucz się strzelać.. – Owszem. że Taylor i ja mamy odmienne poglądy związane z kontrolą dostępu do broni. – Powinieneś poprosić Taylora. – Jeszcze tylko umyję zęby – mamroczę. Krzyżuję tylko ręce na piersi i w lusterku wstecznym napotykam spojrzenie Taylora. – Nie. – Kiwa nam głową. pamiętając swój wczorajszy strój. – Biorę Christiana za rękę.– Dzień dobry. – Naprawdę? – pyta cierpko. a mój tata jest zagorzałym jej przeciwnikiem. Tutaj. ale uznaję. panie Grey. Cieszę się. gdy na siebie wpadliśmy. . ale kręci lekko głową. ale unika mojego spojrzenia. – Proszę. A Taylor nosi broń? Christian zaciska usta. – Ujmijmy to tak. – Czasami. w stanie Waszyngton. gardzę bronią. – Nie pochwalasz tego? – pytam. – Anastasio. aby rzucić jakąś kąśliwą uwagę. Christian posyła mi rozbawione spojrzenie. Wsiadamy do auta. I tak mnie wychowano. – Och. wspieram co najmniej dwie inicjatywy zajmujące się kontrolą dostępu do broni. Hmm. Koniec dyskusji. Anastasio. Na tę myśl się uśmiecham. jakbym była dzieckiem. koncentrując się na drodze. pani Grey. Nie rozumiem dlaczego. – Gdzie jest Leila? – pytam. W tym akurat wypadku jestem po stronie Taylora. Christian jego także doprowadza czasami do szału. wyraźnie sfrustrowany. po czym udajemy się razem w stronę samochodu. Od czasu sabotażu Charliego Tango nie pozwala mi jeździć samej do SIP.. Sawyer uśmiecha się grzecznie na powitanie. – Nie – odpowiada zwięźle. I znowu beszta mnie. Moja mama miała do czynienia ze zbyt wieloma ofiarami przestępstw z użyciem broni. gdy zjeżdżamy windą.

Przed południem mam przerwę w zebraniach. ściskając mi dłoń. Flynn. To ona mogła prowadzić tego dodge’a.. – Rozumiem. że to on płaci za jej naukę. że pozostaje po swojej stronie kontynentu. On na pewno uważa. Zawsze interesowała się sztuką. przyglądając mi się uważnie. 09:54 Adresat: Anastasia Grey . – No co? – Nic. Christian bierze mnie za rękę. W Connecticut u swojej rodziny. Nadawca: Christian Grey Temat: Pochlebstwa Data: 23 sierpnia 2011. – Sprawdziłeś to? Ma przecież długie włosy. – Ana. Nabieram podejrzeń. – Tak. Przeszłość Christiana trudno porównać z moją. Zapisała się do szkoły plastycznej w Hamden. na którą się składa Bradley Kent z lekcji biologii i jego średnio udane próby pocałowania mnie. Christian odwraca głowę w moją stronę. Flynn skierował ją do psychiatry w New Haven i wszystkie raporty są bardzo optymistyczne. nie chcąc się przyznać do irracjonalnej zazdrości. – Mam ją na oku – kontynuuje Christian – aby mieć pewność. Anastasio – mówi cicho. – Nie przejmuj się tym.– Już ci mówiłem. Chcę to wiedzieć? Powinnam go zapytać? No bo nie w tym rzecz. Gdy biorę do ręki telefon. – Urywa. że nie stać go na to. – Rozmawiałeś z nią? – szepczę.. W tym tygodniu rozpoczęła naukę. – Ulżyło mi. zauważam mejl od Christiana. sprawdziłem. więc. że robi to. aby zadzwonić do Kate. Christian wzdycha. O co chodzi? Wzruszam ramionami. a z twarzy odpływa mi cała krew. co należy. ale dlaczego się czuje w obowiązku. Czuje się lepiej. – Ja nie. aby to robić? Wzdycham.

który pojawia się na mojej twarzy. mój drogi.Pani Grey. To pewnie przez ten absurdalny uśmiech. jesteś mój. Próbuję pracować i proszę o nierozpraszanie przywoływaniem rozkosznych wspomnień. gdy tylko myślę o wczorajszym wieczorze. Komplementy z ust moich pracowników to nowość. ja Cię obronię. Nadawca: Anastasia Grey Temat: Ja się tu próbuję koncentrować Data: 23 sierpnia 2011. 10:48 Adresat: Christian Grey Panie Grey. Ale nie martw się. że tak mi się przyda ta umiejętność. który odmawia sobie konstytucyjnego prawa na mocy Drugiej Poprawki do noszenia broni. że regularnie obcinałam włosy Rayowi? Nie miałam pojęcia. I owszem. apodyktyczny mężu. a Ty. SIP . Cała się rozpływam. Usłyszałem trzy komplementy dotyczące nowej fryzury. jestem Twoja. utalentowaną. Anastasia Grey Redaktor naczelna. Grey Enterprises Holdings. Jesteś naprawdę cudowną. Powinnam się teraz przyznać. Zawsze. I całą moją. piękną kobietą. Christian Grey Prezes. Inc.

Hoplofob? A kto to taki? Nadawca: Anastasia Grey Temat: Długie wyrazy Data: 23 sierpnia 2011. Christian Grey Prezes & Hoplofob. Anastasia Grey . że rozmawiałaś z działem IT i zmieniłaś nazwisko. Chyba Pan wie. 10:58 Adresat: Christian Grey Panie Grey. :D Będę spał spokojnie. Po raz kolejny pańska sprawność lingwistyczna mnie oszałamia. Inc. wiedząc. że moja uzbrojona żona śpi przy moim boku. 10:53 Adresat: Anastasia Grey Pani Grey. do czego nawiązuję.Nadawca: Christian Grey Temat: Annie Oakley Data: 23 sierpnia 2011. Grey Enterprises Holdings. Ogromnie cieszy mnie fakt. I nie tylko lingwistyczna.

SIP Nadawca: Christian Grey .Redaktor naczelna. Czy Pani ze mną flirtuje? Christian Grey Zaszokowany prezes. 11:01 Adresat: Anastasia Grey Pani Grey. Inc. Data: 23 sierpnia 2011. Grey Enterprises Holdings. 11:04 Adresat: Christian Grey .. SIP Nadawca: Christian Grey Temat: Och! Data: 23 sierpnia 2011.abym flirtowała z kimś innym? Anastasia Grey Odważna redaktor naczelna.... Nadawca: Anastasia Grey Temat: A wolałbyś.

11:09 Adresat: Anastasia Grey NIE! Christian Grey Zaborczy prezes.. że Panią odwiedzę dzisiejszego popołudnia.Temat: Wrrrr Data: 23 sierpnia 2011. . Anastasia Grey Wiercąca się na krześle redaktor naczelna.. pani Grey? Możliwe. 11:14 Adresat: Christian Grey Warczysz na mnie? Bo to całkiem podniecające. Grey Enterprises Holdings. SIP Nadawca: Christian Grey Temat: Uważaj Data: 23 sierpnia 2011. 11:16 Adresat: Anastasia Grey Pani flirtuje i bawi się ze mną. Inc. Nadawca: Anastasia Grey Temat: Wow. Data: 23 sierpnia 2011.

Christian Grey Priapiczny prezes. Szef szefa mojego szefa może mnie kopnąć w tyłek i zwolnić. że wrócę do pracy. Anastasia Grey Redaktor naczelna. 11:20 Adresat: Christian Grey Będę grzeczna.) A teraz pozwól. Kopnięcie do nich nie należy. Grey Enterprises Holdings. które miałbym w tej chwili ochotę zrobić Twojemu tyłkowi. . aby szef szefa mojego szefa przypuścił na mnie atak w pracy. Inc. . Grey Enterprises Holdings. Christian Grey Prezes & Dupek. 11:23 Adresat: Anastasia Grey Uwierz mi. SIP Nadawca: Christian Grey Temat: $%^&*&#% Data: 23 sierpnia 2011. istnieje całe mnóstwo rzeczy. Nie chciałabym. Inc. Nadawca: Anastasia Grey Temat: O nie! Data: 23 sierpnia 2011.

11:26 Adresat: Christian Grey Nie musisz zarządzać imperium? Przestań zawracać mi głowę. ja już za nim tęsknię. Zaraz mam kolejne spotkanie. Pomyśl o moim tyłku. humor mam kiepski. Sądziłam. KC x Anastasia Grey Teraz wilgotna redaktor naczelna. czytając jego odpowiedź. SIP Gdy w czwartek Sawyer wiezie mnie do pracy.. Nastrój od razu mi się poprawia..Chichoczę.. Christian poleciał służbowo do Nowego Jorku i choć nie ma go dopiero od kilku godzin. a ja pomyślę o Twoim. Włączam komputer – czeka na mnie mejl. Nadawca: Christian Grey Temat: Już za Tobą tęsknię .. Nadawca: Anastasia Grey Temat: Idź sobie! Data: 23 sierpnia 2011. że jesteś miłośnikiem piersi.

SIP . Grey Enterprises Holdings. No bo w końcu jakiej mogę sobie napytać biedy w towarzystwie Kate? Anastasia Grey Redaktor naczelna. gdy wylądujesz – inaczej będę się martwić. Inc. gdy mnie nie będzie. Christian Grey Prezes.Data: 25 sierpnia 2011. Impulsywnie wystukuję odpowiedź. Dzisiejsza noc będzie pierwszą od dnia ślubu. którą spędzimy osobno. 04:32 Adresat: Anastasia Grey Pani Grey. 09:03 Adresat: Christian Grey Odezwij się do mnie. Zamierzam wybrać się na kilka drinków z Kate – dzięki temu może łatwiej zasnę. że Christian jeszcze jest w samolocie. Kocham Cię. choć wiem. Dziś rano była Pani rozkoszna. I ja będę grzeczna. Masz być grzeczna. Nadawca: Anastasia Grey Temat: Sam bądź grzeczny! Data: 25 sierpnia 2011.

Co zamierzasz robić z Kate? O nie. W tej chwili ta część znajduje się na wysokości dziesięciu kilometrów gdzieś nad Środkowym Zachodem w drodze do Nowego Jorku. że ma przyjść do nas. – Odkąd się poznaliśmy. że nie jest zadowolony. Proszę. Christian milczy. – Uśmiecham się od ucha do ucha. nic nam nie będzie. przewracając oczami. która znalazła się na moim biurku dzięki Hannah. Zbyt cicho. starając się go ułagodzić. że tak polubię kawę? Pomimo faktu. że Kate ma przyjść do naszego mieszkania. że okej – burczę rozdrażniona. nie chcę cię izolować od twoich przyjaciół. Proszę. że to irracjonalne. że dotarł na miejsce cały i zdrowy. Nadal milczy i wiem. – Tylko dopóki ten szaleniec jest na wolności. Sawyera i Prescott. Prescott – mówię. – Przecież powiedziałam. – Ma ochotę na szybkiego drinka. To moja najlepsza przyjaciółka. . ale ja jestem zbyt niespokojna i odprawiam ją machnięciem dłoni. – Okej – poddaję się.Klikam „wyślij” i popijam latte. – Wybieramy się na drinka. że brakuje jakiejś sporej części mnie. Wiem. mam wrażenie. spotkałam się z nią zaledwie kilka razy. – Proszę. czy chcę zjeść lunch. – Ano. daj mi wyjść! Christian wzdycha ciężko. że wieczorem wychodzę w towarzystwie Kate. – Christianie. że po wyjeździe Christiana będę tak wytrącona z równowagi i niespokojna. – Zostaniemy w domu. – Głos Christiana jest ciepły i lekko rozbawiony. prawda? Wzdycham ciężko i wracam do pracy. Dzwoni mój telefon służbowy. Nie sądziłam. Zalewa mnie fala ulgi. – Cześć. – Ana St-Grey. Z czasem chyba minie to poczucie straty i niepewność. To tylko szybki drink. – Sądziłem. – Razem z nami idą Sawyer i ta nowa kobieta. ale muszę mieć pewność. – Cześć. Mam tu Ryana. Gdzie on jest? Wylądował bezpiecznie? Hannah pyta. – Dlaczego mi nie powiedziałaś? – pyta cicho. W porze lunchu zaczynam maniacko sprawdzać pocztę i BlackBerry. – Jak lot? – Długi. Kto by przypuszczał. Ale myślałem.

Christianie! – besztam go. – Rozłącz się. dobrze. Żadne z nas nie odkłada słuchawki. – Rób. – Znowu czuję irytację. Prosiłaś. – Przepraszam. – Ja ciebie też. – Au revoir. Śmieje się.Christian śmieje się cicho. Moja podświadomość piorunuje mnie wzrokiem. więc dopiero wylądowałeś. – Straszny z ciebie dyrygus. – Do zobaczenia jutro wieczorem. pani dar stosowania hiperbol nie zna granic. Ochrona zna się na swojej robocie. – Aby mnie sprawdzić? – Tak. – Cóż. Później zadzwonię. . Mam wyrzuty sumienia. pani Grey. – Tak. I co ja mam z panią zrobić? – Jestem przekonana. panie Grey. – Ulga w jego głosie jest wyraźna. kiedy przewracasz oczami. – Zawsze wiem. Ano. „Widzisz? Spełnia twoje prośby”. – Och. co? – Twój dyrygus. Krzywię się do słuchawki. Christianie. żebym zadzwonił zaraz po wylądowaniu. – Au revoir. – Muszę kończyć. przecież rozumiem. Christianie. że coś ci przyjdzie do głowy. że się przeze mnie niepokoił. co ci się każe. – Och. cieszę się. Jezu. Uśmiecham się. nie chciałam cię martwić. Kocham cię. – Mój – mówi bez tchu. – Gdzie jesteś? – Na JFK. – To dobrze. wykonuj ich polecenia. – Tak. że jedno z nas jest skrupulatne. – Flirtujesz ze mną? – Tak. Wyczuwam jego uśmiech. Ano. – Pani Grey. Powiem Kate. proszę. Christianie – szepczę. Rozłącz się.

Kiedy się zjawiam. Grey Enterprises Holdings. Christian Grey Prezes.. Hannah puka do drzwi i wracam do pracy. Christian doleciał bezpiecznie i jak zawsze cacka się ze mną. Nadawca: Christian Grey Temat: Świerzbiące ręce Data: 25 sierpnia 2011. No wiecie co. mała Ana Steele? Wyglądasz tak. Kilka chwil później w mojej skrzynce pojawia się mejl. Wykonuj ich polecenia. rozmawia akurat z ożywieniem z Claire z recepcji. Kocham Cię. wyglądasz na żonę potentata. Kto by pomyślał. Muszę wiedzieć. nie ja. Następnie odsuwa na wyciągnięcie ramienia. Przez telefon jest Pani jak zawsze sympatyczna. Inc. to on lubi dyrygować.– Tak jest. 13:42 EDT Adresat: Anastasia Grey Pani Grey. wyrafinowanie! .. Mówię poważnie. – Robię to i uśmiecham się głupio do telefonu. Ale wystarcza jeden telefon. a po moim niepokoju nie ma śladu. że jesteś bezpieczna. Kate wygląda rewelacyjnie. – Fiu. – Ana! – woła i porywa mnie w objęcia. kocham tego mężczyznę. fiu. W obcisłych białych dżinsach i czerwonej bluzeczce na ramiączkach jest gotowa ruszyć w miasto. Boże.

– Zig Zag Café. żebyśmy wróciły do Escali. może dlatego. – Do Zig Zag. Musiała podłapać to od Mii. no więc jestem nieco bardziej asertywna niż kiedyś. – Proszę? – jęczy i wydyma usta. Zasznurowuję usta i wzruszam ramionami. proszę pani. Za nami podąża panna Belinda Prescott. – Cieszę się. Kate wpatruje się we mnie. że jest taka chłodna i profesjonalna. która na szczęście gryzie się w język. granatowy pasek i granatowe czółenka. nowa członkini ochrony – wysoka czarnoskóra Amerykanka. Okej. proszę. w ciemny. Ostatnim razem super się tam bawiliśmy. – Jeden. – Pana Greya tu nie ma – warczę. – Sawyer. poważny garnitur. Biedny facet. – No więc dokąd się wybieramy? – Christian chce. Wybrał ją Taylor. aby wróciła pani do mieszkania – wtrąca Prescott. Mam na sobie jasnokremową sukienkę bez rękawów. Uśmiecha się szeroko. aby zaprotestować. a ja przewracam oczami. Unoszę palec. Zerkam z ukosa na Kate i widzę. – Pan Grey prosił. Mam wielką ochotę na drinka w Zig Zag. Wypijemy tam tylko po jednym drinku. – Tak jest – odpowiada Sawyer i zerka na Prescott. jakby nie mogła uwierzyć oczom i uszom. Bardzo zasadnicza. gdy Sawyer włącza się do wieczornego ruchu. – Też ją ściskam. że piorunuje wzrokiem Sawyera. – Naprawdę? A nie możemy się wymknąć na szybkiego drinka do Zig Zag Café? Zarezerwowałam już stolik. że przyszłaś. Waha się. no i to niedaleko od mieszkania Kate. – Tak jest. Jeszcze się do niej nie przekonałam. że chce coś powiedzieć. – Dodatkowa ochrona doprowadza Grace i Mię do szału – rzuca lekko. do Zig Zag? Odwraca się i wiem. Ubrana jest tak jak Sawyer. Bierze mnie pod ramię i wychodzimy do zaparkowanego przed wydawnictwem samochodu. Otwieram usta. Kate kiwa głową. – Jeden drink. proszę. Z pewnością wydano mu stosowne polecenia. Za kierownicą siedzi Sawyer. możesz nas zawieźć. Normalnie nie robi takich min.Uśmiecha się szeroko. .

co chcę wiedzieć. aby zmienić temat. Jasna cholera. – Wiesz dlaczego? – Skoro Christian nie zamierza mi tego zdradzić. Kate uśmiecha się niemądrze i opowiada mi wszystko. że ma to coś wspólnego z informacjami. – Przeszywa mnie strzała gniewu. Jak to możliwe. może dowiem się wszystkiego od Kate.. Christianie! – Wiesz dlaczego? – Jack Hyde. Wzdycham. które Jack Hyde gromadził na komputerze w trakcie pracy w SIP.. – Cholera. że Kate wie o tym wszystkim. że Sawyer także wie. Przykładam palec do ust. – Nie. a ja nie? Podnoszę wzrok i widzę. prawda? Rumienię się jeszcze bardziej. Ana. Światła zmieniają się na zielone i rusza. . – Och. – Co u Elliota? – pytam. – Christian nie powiedział ci o tym. No tak. strasznie to wnerwiające. że Sawyer przygląda mi się w lusterku wstecznym. Założę się. – Jezu. Ale dlaczego wszyscy Greyowie? – Skąd to wiesz? – Od Elliota. Kate jak zawsze trafia w sedno. Od poniedziałku? Hmm. A ja nie. – Nie. – Żartujesz. skupiając się na drodze. a Kate kiwa głową. – Elliot mówił. w niedzielę zidentyfikowaliśmy Jacka. – Poważnie? – Nie powiedział ci? Policzki mi pąsowieją. – Nie wiedziałaś? – W jej głosie słychać niedowierzanie. Dlaczego mi nie powiedział? – Od poniedziałku – dodaje Kate.Gapię się na nią zdumiona. że chodzi mu o Christiana. – O czym? – Że ochronę Greyów potrojono. – Jak to? Sądziłam.

za nami zaś Prescott. To karierowiczka. że jak nie zostawi go w spokoju. To chyba wpływ Grace i Carricka. Chyba w zeszłym roku. – Czuję się lekko wstawiona. – Co w tym takiego zabawnego. . Minę ma chmurną. które prowadzi do Zig Zag Café i Prescott otwiera mi drzwi. – Za panią Anastasię Grey! Cóż za odmiana! Stukamy się szklankami. Jest bardzo anty. jak nieposłusznemu dziecku. a ona unosi szklankę. Zastanawiam się. – Nie! Kiwa głową. Och. Kate i mnie nie zamykają się buzie. odrzucam jednak ten pomysł. – Kate miesza słomką w trzecim drinku. na litość boską. – Elliot ma broń? – Nie. Bierzemy się pod ręce i idziemy przejściem. że zarzuciła sieci na Christiana. Kate raz jeszcze gapi się na mnie zdumiona. – Chciał intercyzy – rzucam smutno. – Christian także. Wybucham śmiechem. – Kate kiwa głową. Wkurzy się tylko i każe jechać do domu. sącząc drugie truskawkowe mojito. Próbowała się przystawiać do Christiana. W barze jest przytulnie i nie chce mi się stąd wychodzić. – Carrick to dobry człowiek. czy nie wysłać Christianowi esemesa. Steele? – warczy. – Serio? – Tak. Nic dziwnego. – Nie wypowiadaj przy mnie imienia tej zdziry! – wypluwa z siebie Kate. Kiwam z dumą głową.Sawyer zatrzymuje się na końcu przejścia. – Z Elliotem miała romans – wydyma wargi Kate. – Przelotny. Wyskakuję z auta. Sawyer odjeżdża w stronę parkingu. aby wznieść toast. – Mam o niej podobne zdanie. to ją zwolnię. a w ślad za mną Kate. Powiedziałam jej. – Christian jest zajęty. jak lubię z nią wychodzić. – No więc skąd Elliot zna Gię? – pytam. zaciskając usta i robiąc opatentowaną minę Katherine Kavanagh. to tylko drink. Już zapomniałam.

– Jasne. – Myślisz. – Nie byłam nigdzie sama. już późno. – To prawda – szepczę. Towarzyszy mi Prescott. – Uśmiecha się do mnie. Jakbym słyszała Christiana. Muszę się nad tym głębiej zastanowić. – Tak szybko wzięliście ślub. – Nie. mając przed sobą po szklance gazowanej wody mineralnej. pani Grey – mówi. Zajmują stolik na uboczu i obserwują nas oraz gości baru.. że się spotkałyśmy. iż zaciążyłaś. że masz na czole wytatuowany napis „łowczyni fortun”. Błagam! I muszę iść do kibelka. Nie przerabiajmy tego po raz kolejny. nie wiem. Zerkam na siedzących w pobliżu Sawyera i Prescott. odkąd wzięliśmy ślub – burczę bezgłośnie do zamkniętych drzwi kabiny. . a ja pokazuję jej język. jest mi ciepło i lekko kręci się w głowie. że wyjdziesz za pierwszego faceta. Zdecydowanie odczuwam skutki działania alkoholu. A tak w ogóle to co konkretnie Hyde miałby zrobić w tym barze? Christian jak zwykle przesadza. – Cóż za dojrzałe zachowanie. Małżeństwo wyraźnie ci służy. – Dla swojego syna pewnego dnia zrobisz to samo. Ana. – Kate. Wydajesz się dużo bardziej. ale nie teraz. – Mojego syna? – Do tej pory nawet nie przemknęło mi przez myśl. aż się wysikam. a ja dopiłam właśnie czwarte mojito.– Och. – A co ty masz taki pijacki nastrój? – Bo za mało cię widuję. Usłyszeć coś takiego z ust panny Katherine Kavanagh to prawdziwy komplement. Czy da się być jeszcze bardziej szczęśliwym? Pomimo całego jego bagażu. Dezaprobata wręcz z niej emanuje. Fajnie. – Wyciąga rękę i ściska mi ramię. Powinnyśmy się napić – odpowiada Kate. do oczu napływają mi łzy. że ona stoi po drugiej ich stronie i czeka. Nie wiedziałam. Obie wiemy. że moje dzieci będą bogate. wiedząc. uśmiechając się szeroko. Nie musi. że powinnyśmy coś zjeść? – pytam. Nie odzywa się ani słowem. który zawróci ci w głowie.. Jest piętnaście po dziesiątej. że aż myślałam. Powinnyśmy się zbierać. Cała się rozpromieniam. Ana. O cholera. – Wszyscy tak myśleli. Krzywię się. pewna siebie. a ponieważ prawdopodobnie zbyt dużo wypiłam. – Chodziło mu tylko o dobro jego syna. Chichoczę. – Ponownie wydyma usta.

Było nudno.. że nie ma mnie w domu. w przeciwnym razie z pewnością się rozpłaczę. że mnie wyciągnęłaś! Ściskamy się. Zatrzymujemy się pod mieszkaniem Kate. – Czemu szczerzysz się jak idiotka? Lubisz wkurzać Christiana? – Nie. Nic nie jadłam. kiwam głową Sawyerowi. Raczej nie. Cholera – Christian! Przekopuję się przez torebkę i wyławiam BlackBerry. kryzysie ekonomicznym i spadających cenach akcji. Muszę częściej się spotykać z Kate. a on wręcza Prescott kluczyki do auta. po czym wyskakuje z samochodu. Wczoraj wieczorem udaliśmy się razem na kolację dobroczynną. aby odsunąć od siebie te sentymentalne myśli. Wkurzy się – mruczę do Kate. Burczy mi w brzuchu. eleganckich kobiet rozmawiających o cenach nieruchomości. że Panna Wzór Wszelkich Cnót doniosła Christianowi. Brakowało mi babskich rozmów. – Dzięki. czując dziwną tęsknotę. Przypomniał mi. Szarości.. Dzisiejszy wieczór był fajny i odprężający. że uwielbiam przebywać w mojej bańce z Christianem. oby. GDZIE JESTEŚ DO CHOLERY? I jeden mejl. naprawdę nudno. – Ściskam dłoń Kate. Było tam tylu mężczyzn w garniturach i zadbanych. Więc spotkanie z osobą w moim wieku okazało się naprawdę odświeżające. Mocno mnie ściska. że nadal jestem młoda.. Czasami lubi mieć nad wszystkim kontrolę. O kurwa – pięć nieodebranych połączeń! Jeden esemes.natury. Macham jej. – Na ogół. I może wymyśli jakąś rozkoszną karę. Gdy mnie puszcza. ale prawda jest taka. Nadawca: Christian Grey Temat: Zły jak jeszcze nigdy .. – Naprawdę dobrze się dzisiaj bawiłam. – Zauważyłam – kwituje cierpko Kate. Szybko zmieniam temat. poznałam i poślubiłam mężczyznę swoich marzeń. – Odzywaj się do mnie – szepcze i całuje mnie w policzek. Ale niewiele do tego trzeba. – Jestem pewna.

po czym wzrusza ramionami z miną mówiącą „jak sobie pościelesz. – Czemu nie przerwałeś mojej rozmowy z Kate. ale jest późno i on pewnie śpi. Inc. ale złowróżbnie milczy. NIE ZŁOŚĆ SIĘ. JESTEM CAŁA I ZDROWA. że pijesz sobie drinki w barze. abym z nim mogła zamienić parę słów? – Pan Grey mi nie kazał. FAJNIE BYŁO. proszę pani. tak się wyśpisz”. Gdy czekamy razem na windę. Uznaję. czy do niego nie zadzwonić. Cholera! Naprawdę napytałam sobie biedy. aby go przepytać. TĘSKNIĘ ZA TOBĄ – PROSZĘ. czekając na jakąś odpowiedź.Data: 26 sierpnia 2011. że esemes wystarczy. Wzdycham. A czego się spodziewałam? Zastanawiam się. Christian Grey Prezes. wykorzystuję okazję. Sawyer wysiada i otwiera mi drzwi. – Około dziewiątej trzydzieści.. że tego nie zrobisz. . Masz pojęcie.. Sawyer mi mówi. Prescott zatrzymuje się pod Escalą. albo chodzi od ściany do ściany. Wpatruję się w telefon. Grey Enterprises Holdings. – O której godzinie zadzwonił Christian? Sawyer oblewa się rumieńcem. 00:42 EST Adresat: Anastasia Grey Anastasio. Serce mi zamiera. gdy tymczasem mówiłaś. Moja podświadomość gromi mnie wzrokiem. jak wściekły jestem w tej chwili? Do zobaczenia jutro.

Drzwi windy się otwierają i przez ułamek sekundy wpatruję się w stolik w holu. Ujmuje mój łokieć i cieszę się. proszę pani. Wargę też ma rozciętą. że Christian ma całą noc na ochłonięcie i że znajduje się na drugim końcu kraju. – Nie. Kulę się w kącie windy. a stolik jest przewrócony. Wkłada broń do kabury. ===aVxlVW1c ROZDZIAŁ DZIESIĄTY Serce wali mi jak młotem. Co jest nie tak? Na podłodze leżą okruchy potłuczonego wazonu. z której sączy się krew. Na progu salonu stoi Ryan. Och. Ubranie ma w nieładzie. – Może pani wyjść. – Co się stało. jak Ryan woła z salonu. Wsiadamy i jedziemy w milczeniu. Zalewa mnie fala ulgi. Jest tylko nieprzytomny. Krążący po moim ciele alkohol tylko potęguje ten dźwięk. a serce podchodzi mi do gardła. – Jezu Chryste! Rozpłaszczam się na ścianie windy. Z drugiej jednak strony. – Czy on. – Luke! – Słyszę.. – Proszę tu zostać – syczy. pani Grey – mówi łagodnie. wszędzie widać wodę. Słyszę ściszone głosy i chwilę później w holu pojawia się Sawyer. Nad okiem ma rozciętą skórę.. dzięki Bogu. wyciągając broń. Ale bardziej szokujące jest to. Sawyer chwyta mnie za ramię i wciąga z powrotem do windy. Staje w kałuży wody. – Mieliśmy gościa.. że u jego stóp leży skulony Jack Hyde. kwiaty i odłamki porcelany. wyrabia? W moim ciele buzuje adrenalina. – Kod niebieski! Kod niebieski? – Masz sprawcę? – odkrzykuje Sawyer. Drzwi windy się rozsuwają.. To mi daje trochę czasu. Nagle się cieszę. ponieważ nogi mam jak z waty. – Nie jestem w stanie dokończyć zdania. Przechodzę razem z nim przez podwójne drzwi. . Luke? – Mój głos nie jest głośniejszy od szeptu. w uszach dudni krew. Wychodzi do holu i znika mi z oczu.Zasznurowuję usta. do cholery. Patrzę przerażona na Ryana. tęsknię za nim. Co tu się.

abym przyszła tutaj. Wyłapałem go na monitorze. Kto by pomyślał. – Tak.. – Przez windę przemysłową. że wtedy go dorwiemy. – Musimy go unieszkodliwić – odpowiada Ryan. że najpewniej wyszła właśnie z panic roomu przylegającego do gabinetu Taylora. uznałabym. czy coś jej się stało? Jest ranna? – Tu jestem.. Rzeczywiście. Opuszczam spojrzenie na leżącego na ziemi Jacka. gdyby było inaczej. – Ryan mnie obudził. Teraz. cieszę się. Upierał się. Ociera krew z wargi. a oczy wielkie – pewnie tak samo. ale nic mi nie jest. Na policzku zaczyna mu wykwitać siniak. że tak szybko nam się przyda? Christian uparł się. krótko po naszych zaręczynach – a ja wtedy przewracałam oczami. Moją uwagę odwraca trzeszczenie drzwi do holu. Nie stałaby tu pani. Rozpoznałem go i postanowiłem go wpuścić. proszę pani. Gdybym znała go lepiej. więc uznałem. – Ryan zerka na Sawyera. stoi w koszuli nocnej i szlafroku. – Kiedy? – Jakieś dziesięć minut temu. – Ryan sprawia wrażenie lekko urażonego. A pani? Kiwam szybko głową i uświadamiam sobie. że wiem. twarz pobladłą. Rękawiczki? Jeszcze raz zerkam na Jacka. że się okazał tak przewidujący. włosy ma rozpuszczone. że wygląda na zadowolonego z siebie. – Uśmiecha się uspokajająco. aby go zrobić. mogę panią zapewnić. Zwisają z zawiasów. jak ma na imię. Ciężko oddycha. – Unieszkodliwić? – Na wypadek. gdyby się obudził. – Nic mi nie jest. Ano. ma brązowe skórzane rękawiczki.– A ty? – pytam Ryana. Ma na sobie jakiś kombinezon. – Ryan znowu wygląda na bardzo z siebie zadowolonego. widząc stojącą w drzwiach Gail. – Nieźle się rzucał. – Jak się tu dostał? – pytam. – Pokazuje za siebie na gabinet Taylora. Wiedziałem. – Co teraz? – Próbuję wyprzeć z myśli konsekwencje. Co się z nimi działo? – Był sam? – pytam Ryana. Odwracam się i widzę ją. Pani tu nie było. a Sawyer krzywi się z dezaprobatą. . że teraz albo nigdy. a Gail była bezpieczna. proszę pani. jakby właśnie przebiegł maraton.. ignorując jego ton. Miał rękawiczki. pani Grey. – A Gail? Pani Jones? – O nie.. Uświadamiam sobie. jak ja. to raczej dziwne w sierpniu.

Kiedy wracam. Pani Jones znika w kuchni i chwilę później przynosi apteczkę. – Tak. Taśma klejąca? Dopiero po chwili docierają do mnie implikacje. Wzdrygam się na tę myśl. – Mam coś. aby Hyde zniknął z mojego domu. aby go podnieść. Mogą być? Oczy wszystkich zwracają się na mnie. Z kieszeni wysuwa srebrną taśmę. Odzyskała już opanowanie. Bierze Ryana za ramię. Jasny gwint! Jack był uzbrojony? Do gardła podchodzi mi żółć. Nie myśl o tym. Czasami trzeba trochę wyluzować. kiedy się schylam. starając się ukryć strach. a do ekipy zdążyła dołączyć panna Prescott. który powoli i z niepotrzebną ostrożnością krępuje Hyde’owi ręce za plecami. Ana! – Powinniśmy zawiadomić policję? – bąkam. Wręczam spinki Sawyerowi. On się wzdryga pod dotykiem wacika nasączonego środkiem antyseptycznym. Sawyer kuca i ostrożnie podnosi z ziemi glocka. – Tak. Z gabinetu Taylora wychodzi Sawyer. – Ja się tym zajmę. pani Jones ogląda bałagan w holu. Zdążył założyć lateksowe rękawiczki. proszę pani. sznurka albo liny.– Czego potrzebujecie? – pyta pani Jones. To dobrze. prowadzi go na próg salonu. Ponownie czuję w gardle żółć. Nie. proszę pani. Spinki do kabli. Chcę. – To jego? – pytam. – Powinieneś to robić? – pytam. będą idealne – odpowiada Sawyer z powagą. że to połączenie strachu i alkoholu czyni mnie zuchwałą. Szybko odsuwam od siebie te myśli. . Ryan walczył w moim domu z człowiekiem uzbrojonym. robiąc krok w naszą stronę. Spinki do kabli. czym moglibyśmy go związać. żeby opatrzyć ranę nad okiem. Wtedy dostrzegam leżącego na podłodze glocka z tłumikiem. – Proszę tego nie dotykać. pani Grey – ostrzega Prescott. Blednie i wkłada ją z powrotem. nie ma siniaków. Mam ochotę zapaść się pod ziemię. po czym przykuca. ale odwracam się i idę do naszej sypialni. – Pan Grey by tego oczekiwał. aby obszukać Jacka. Rumienię się na wspomnienie wczorajszego wieczoru. Odruchowo pocieram nadgarstki i zerkam na nie szybko. Niewykluczone. i to jak najszybciej. – Czegoś. proszę pani – odzywa się Ryan i znowu się krzywi. O cholera. Sawyer wsuwa pistolet do foliowej torby. pani Grey – mówi.

że czegoś nie ogarniam. Kiwa głową. że jest na mnie zły – naprawdę bardzo zły – i robi mi się słabo na myśl. – Sawyer zerka na zegarek. Cholera. pokazując na Jacka. nim powstrzyma mnie myśl o gniewie Christiana. Funkcjonariusz Walker zamknął się z Sawyerem w gabinecie Taylora. więc nie martw się. Może śpi. proszę pani. Ten człowiek – ponownie spoglądam na Hyde’a – wdarł się do mojego domu i musi go zabrać policja. Może nie powinnam teraz dzwonić. – Dzwoniłeś do Taylora po instrukcje? Przez chwilę wygląda na zakłopotanego. że dzisiaj dałam mu już wystarczająco dużo powodów do zmartwień. Od razu włącza się poczta głosowa. – Nie. Sięgam do torebki i wyjmuję BlackBerry. proszę. – Po oprzytomnieniu będzie go boleć głowa – odpowiada Ryan. postanawiam więc zadzwonić do Christiana. Ale patrząc na tę czwórkę. Zadzwoń do mnie. zastanawiając się. – Rozłączam się. Nie bardzo wiem. wystukuję jego numer. Ale wszystko jest pod kontrolą. – Zadzwoń na policję – mówię do Sawyera. Nikt nie ucierpiał. na ich niespokojne twarze. Coś się we mnie jeży. Funkcjonariusz Skinner siedzi przy stole w części jadalnej i pogrążony jest w rozmowie z Ryanem. Jest taki wkurzony. Dzięki Bogu. – Nic mu nie jest? – pytam. – Na Wschodnim Wybrzeżu jest pierwsza czterdzieści pięć w nocy. ale nie odbiera komórki. I jak się będzie stresował tym. – Moim zdaniem powinniśmy – mówię z mocą. O nie. To ja. uznaję. że nie ma go tutaj i nie będzie aż do jutrzejszego wieczora. proszę pani. Szybko. – Cześć. Nie złość się. Wiem. żeby reszta mnie nie słyszała. – Tak. – Dzwoniłeś do Christiana? – pytam szeptem. – Przed chwilą dzwoniłem do Taylora. co powie. co powiedzieć. że mnie nie było. co oni sobie przekazują.Ryan i Sawyer wymieniają spojrzenia. A gdybym wróciła po pracy do domu? Blednę na tę myśl. W mieszkaniu doszło do incydentu. Nie mam . że pewnie go wyłączył. I wtedy coś sobie uświadamiam. patrząc z pogardą na mojego byłego szefa. Odwracam się i oddalam o parę kroków. wyjmuje telefon i dzwoni. Może jednak nie będzie na mnie aż tak bardzo wkurzony. Wiem.

pojęcia, gdzie jest Prescott, niewykluczone, że również w gabinecie Taylora. Detektyw Clark siedzi razem ze mną na sofie w salonie i zasypuje mnie pytaniami, które wyrzuca z warknięciem. Jest wysoki, ciemnowłosy i można by go uznać za przystojnego, gdyby nie ta krzywa mina. Podejrzewam, że obudzono go i wyciągnięto z ciepłego łóżka, ponieważ włamano się do domu jednego z najzamożniejszych i najbardziej wpływowych biznesmenów w Seattle. – Był kiedyś pani przełożonym? – pyta zwięźle. – Tak. Jestem zmęczona, koszmarnie zmęczona, i chcę iść w końcu spać. Christian nadal milczy. Plusem jest to, że pogotowie zabrało Hyde’a. Pani Jones przynosi detektywowi Clarkowi i mnie herbatę. – Dzięki. – Clark odwraca się do mnie. – A gdzie jest pan Grey? – W Nowym Jorku. Sprawy służbowe. Wróci jutro wieczorem... to znaczy dziś wieczorem. – Jest już po północy. – Hyde jest nam znany – burczy detektyw Clark. – Będzie pani musiała przyjść na komendę i złożyć zeznania. Ale to może zaczekać. Jest już późno, a na ulicy czeka paru dziennikarzy. Mogę się tu rozejrzeć? – Naturalnie. – Czuję ulgę, że koniec wypytywania. Wzdrygam się na myśl, że na zewnątrz są dziennikarze. Cóż, jutro się będę nimi przejmować. Muszę zadzwonić do mamy i Raya, żeby się nie martwili, gdyby usłyszeli coś na temat tego zajścia. – Pani Grey, a może pójdzie już pani do łóżka? – pyta pani Jones. Głos ma ciepły i pełen troski. Patrzę w jej życzliwe oczy i nagle zbiera mi się na płacz. Ona dotyka mojego ramienia. – Jesteśmy już bezpieczni – mówi cicho. – Rano, jak się pani trochę prześpi, wszystko będzie lepiej wyglądać. A wieczorem wróci pan Grey. Zerkam na nią nerwowo, powstrzymując łzy. Christian będzie taki wkurzony. – Ma pani na coś ochotę przed snem? – pyta mnie. Dociera do mnie, że jestem strasznie głodna. – Chętnie bym coś przekąsiła. Uśmiecha się szeroko. – Kanapka i mleko? Z wdzięcznością kiwam głową, a ona udaje się do kuchni. Ryan nadal siedzi przy stole z funkcjonariuszem Skinnerem. Detektyw Clark dokonuje oględzin bałaganu przed windą. A mnie nagle ogarnia tęsknota – tęsknota za Christianem. Chowam twarz w dłoniach, gorąco

żałując, że go tu nie ma. On by wiedział, co robić. Co za wieczór! Mam ochotę siąść mu na kolanach, żeby mnie tulił i mówił, że mnie kocha, chociaż nie robię tego, co mi się każe – ale na razie mogę o tym zapomnieć. W duchu przewracam oczami... Dlaczego mi nie powiedział o wzmocnieniu ochrony dla wszystkich? Co konkretnie znajduje się w komputerze Jacka? Ten facet jest taki frustrujący, ale w tej akurat chwili mam to gdzieś. Chcę mojego męża. Tęsknię za nim. – Proszę bardzo, Ano. Kiedy podnoszę głowę, pani Jones wręcza mi kanapkę z masłem orzechowym i dżemem. Od wieków nie jadłam czegoś takiego. Uśmiecham się nieśmiało i biorę kęs. Kiedy w końcu wchodzę pod kołdrę, zwijam się w kulkę na części Christiana, ubrana w jego T-shirt. Zarówno poduszka, jak i koszulka pachną nim i kiedy zasypiam, modlę się w myślach o jego bezpieczny powrót... i dobry humor. Budzę się nagle. Jest jasno i pęka mi głowa. O nie. Mam nadzieję, że to nie kac. Ostrożnie otwieram oczy i stwierdzam, że na krześle siedzi Christian. Ma na sobie smoking, a z kieszonki na piersi wystaje mucha. Zastanawiam się, czy to mi się przypadkiem nie śni. W ręce trzyma szklaneczkę z ciętego szkła z jakimś bursztynowym płynem. Brandy? Whisky? Nie mam pojęcia. Jedną nogę ma założoną na drugą, więc widzę czarne skarpetki i wyjściowe pantofle. Prawy łokieć spoczywa na poręczy krzesła, a palcem wskazującym rytmicznie przesuwa po dolnej wardze. W bladym porannym świetle jego oczy płoną ponuro, ale generalnie nie da się niczego wyczytać z jego twarzy. Serce mi zamiera. On tu jest. Ale jak...? Musiał wczoraj wieczorem wylecieć z Nowego Jorku. Od jak dawna przygląda mi się, jak śpię? – Hej – odzywam się szeptem. Przygląda mi się chłodno, a ja czuję ściskanie w brzuchu. O nie. Odrywa smukłe palce od ust, dopija drinka i odstawia szklankę na nocny stolik. Tli się we mnie nadzieja, że mnie pocałuje, ale okazuje się płonna. Z powrotem się opiera i patrzy na mnie spokojnie. – Witaj – mówi w końcu cicho. I już wiem, że nadal jest zły. Bardzo zły. – Wróciłeś. – Na to wygląda. Powoli siadam, nie odrywając wzroku od jego twarzy. W ustach czuję suchość. – Długo już tak siedzisz? – Dość długo. – Nadal jesteś zły. – Ledwie jestem w stanie wypowiedzieć te słowa.

Przygląda mi się tak, jakby się mocno zastanawiał, co odpowiedzieć. – Zły – mówi, jakby testował to słowo, sprawdzając znaczenie i niuanse. – Nie, Ano. Zły to stanowczo zbyt mało powiedziane. O mamusiu. Próbuję przełknąć ślinę, ale to trudne, jak się ma sucho w ustach. – Zbyt mało powiedziane... To nie brzmi dobrze. Przygląda mi się zupełnie beznamiętnie i nie odpowiada. Zapada krępująca cisza. Sięgam po szklankę z wodą i biorę łyk, starając się jednocześnie uspokoić walące serce. – Ryan złapał Jacka. – Próbuję innej taktyki i odstawiam szklankę na stolik. – Wiem – odpowiada lodowatym tonem. Oczywiście, że wie. – Długo jeszcze będziesz taki monosylabiczny? Jego brwi unoszą się minimalnie, jakby nie spodziewał się tego pytania. – Tak – mówi wreszcie. Och... w porządku. Co robić? Obrona – najlepsza forma ataku. – Przepraszam, że wyszłam z Kate. – Szczerze? – Nie – mamroczę po chwili, ponieważ taka jest prawda. – Więc po co to mówisz? – Bo nie chcę, żebyś się na mnie złościł. Wzdycha ciężko i przeczesuje dłonią włosy. Piękny jest. Wkurzony, ale piękny. Upajam się jego widokiem. Christian wrócił – rozgniewany, ale cały i zdrowy. – Chyba detektyw Clark chce z tobą porozmawiać. – Nie wątpię. – Christianie, proszę... – Prosisz o co? – Nie bądź taki lodowaty. Jeszcze raz unosi z zaskoczeniem brwi. – Anastasio, nie czuję się lodowaty. Ja płonę. Płonę z wściekłości. Nie mam pojęcia, jak sobie poradzić z tymi... – szuka w głowie odpowiedniego słowa – ...uczuciami. – Mówi to z rozgoryczeniem. Jego szczerość mnie rozbraja. Jedyne, czego pragnę, to wpakować mu się na kolana. O tym właśnie marzę od wczorajszego powrotu do domu. A co mi tam. Ku jego zaskoczeniu wstaję, siadam mu niezgrabnie na kolanach i zwijam się w kulkę. Nie odpycha mnie, a tego się właśnie bałam. Po krótkiej chwili obejmuje mnie i chowa twarz w moich włosach. Pachnie

whisky. Ile on wypił? Pachnie także żelem pod prysznic. Pachnie Christianem. Zarzucam mu ręce na szyję, a on wzdycha raz jeszcze, tym razem głębiej. – Och, pani Grey. Co ja mam z panią zrobić? – Całuje mnie w czubek głowy. Zamykam oczy, rozkoszując się jego bliskością. – Jak dużo wypiłeś? Nieruchomieje. – Czemu pytasz? – Raczej nie pijasz mocnego alkoholu. – To druga szklanka. Miałem męczącą noc, Anastasio. Nie czepiaj się. Uśmiecham się. – Skoro pan nalega, panie Grey. – Wącham jego szyję. – Bosko pachniesz. Spałam po twojej stronie łóżka, ponieważ poduszka pachnie tobą. – Naprawdę? A nawet się zastanawiałem, dlaczego leżysz po tej stronie. Nadal jestem na ciebie zły. – Wiem. Jego dłoń rytmicznie gładzi moją szyję. – A ja jestem zła na ciebie – szepczę. Nieruchomieje. – Bądź łaskawa wyjaśnić, co ja takiego zrobiłem, że zasłużyłem na twój gniew? – Powiem ci później, kiedy już nie będziesz płonąć z wściekłości. – Całuję go w szyję. Christian zamyka oczy, ale nie odwzajemnia się. Obejmuje mnie jeszcze mocniej. – Kiedy myślę o tym, co mogło się stać... – Głos ma ledwie głośniejszy od szeptu. – Nic mi nie jest. – Och, Ano. – To niemal szloch. – Nic mi nie jest. Nikomu nic się nie stało. Trochę to nami wstrząsnęło. Ale Gail nic nie jest. Ryanowi nic nie jest. A Jacka już nie ma. Kręci głową. – Nie dzięki tobie – mruczy. Słucham? Odsuwam się i piorunuję go wzrokiem. – Jak to? – Nie chcę się teraz o to kłócić, Ana. Mrugam. Cóż, może ja chcę, ale uznaję, że lepiej odpuścić. Przynajmniej się do mnie odzywa. Raz jeszcze wtulam się w jego ramiona. Wplata palce w moje włosy i zaczyna się nimi bawić.

– Mam ochotę cię ukarać – szepcze. – Stłuc cię na kwaśne jabłko – dodaje. Serce podchodzi mi do gardła. Kurwa. – Wiem – mówię cichutko. – I może to zrobię. – Mam nadzieję, że nie. Przytula mnie mocniej. – Ana, Ana, Ana. Wystawiłabyś na próbę cierpliwość świętego. – Mogłabym zarzucić panu wiele, panie Grey, ale na pewno nie bycie świętym. W końcu słyszę niechętny chichot. – Celna uwaga, jak zawsze, pani Grey. – Całuje mnie w czoło. – Wracaj do łóżka. Ty też miałaś męczącą noc. Wstaje szybko, nie wypuszczając mnie z ramion, i kładzie do łóżka. – Położysz się ze mną? – Nie. Mam parę spraw do załatwienia. – Zabiera ze stolika swoją szklankę. – Śpij. Za dwie godzinki cię obudzę. – Nadal jesteś na mnie zły? – Tak. – Wobec tego spróbuję zasnąć. – I dobrze. – Przykrywa mnie kołdrą i raz jeszcze całuje w czoło. – Śpij. A ponieważ jestem przymulona po wczorajszym wieczorze, czuję ulgę, że wrócił. Ponieważ generalnie zmęczyło mnie nasze poranne spotkanie, robię dokładnie to, co mi każe. – Masz tu sok pomarańczowy – mówi Christian, a ja otwieram oczy. To były najlepsze dwie godziny snu, jakie pamiętam. Budzę się wypoczęta. W głowie nie czuję już pulsowania. Miło widzieć sok pomarańczowy, tak samo jak mego męża. Ubrany jest w dres. I od razu wracam myślami do hotelu Heathman i pierwszej mojej pobudki u boku Christiana. Szary podkoszulek jest wilgotny od potu. Albo ćwiczył w znajdującej się w piwnicy budynku siłowni, albo biegał. – Idę pod prysznic – mówi i znika w łazience. Marszczę brwi. Nadal zachowuje się chłodno. Może jego myśli zajmuje to, co się wydarzyło, może jest nadal zły, może... co? Siadam i sięgam po sok, po czym wypijam go szybko. Jest pyszny, lodowaty i zostawia w mych ustach przyjemny smak. Wyskakuję z łóżka, pragnąc zminimalizować dystans – rzeczywisty i metafizyczny – między moim mężem a mną. Zerkam na budzik. Ósma. Ściągam przez głowę T-shirt Christiana i wchodzę za nim

do łazienki. Właśnie myje włosy pod prysznicem. Bez chwili wahania wślizguję się do kabiny. On sztywnieje w chwili, gdy go obejmuję – tuląc się do mokrych, umięśnionych pleców. Ignoruję jego reakcję, tuląc go mocno, i zamykam oczy. Po chwili przesuwa się tak, że oboje stoimy pod kaskadą gorącej wody, i wraca do mycia włosów. Stoję i obejmuję mężczyznę, którego kocham, a woda spływa po mnie strumieniami. Myślę o tych wszystkich razach, gdy mnie tu pieprzył i tych, gdy się tu ze mną kochał. Zaczynam obsypywać pocałunkami jego plecy. Christian ponownie sztywnieje. – Ana – rzuca ostrzegawczo. – Hmm. Moje dłonie wędrują powoli w dół jego umięśnionego brzucha. Kładzie obie ręce na moich i zatrzymuje. Kręci głową. – Nie rób tego. Natychmiast go puszczam. Odmawia mi? Moje myśli zaczynają wirować – czy coś takiego miało już miejsce? Moja podświadomość kręci głową, usta ma zasznurowane. Patrzy na mnie gniewnie znad oprawek okularów, a jej mina mówi: „Tym razem naprawdę narozrabiałaś”. Czuję się, jakby uderzył mnie w policzek. Mocno. Czuję się odrzucona. On już mnie nie chce. Ból przeszywa mnie swoją okrutną włócznią. Christian odwraca się i z ulgą stwierdzam, że nie jest tak do końca obojętny na moje zabiegi. Bierze mnie pod brodę i patrzy mi w oczy. – Nadal jestem na ciebie cholernie zły – mówi cicho i poważnie. Cholera! Opiera czoło o moje i zamyka oczy. Unoszę rękę i dotykam czule jego twarzy. – Nie złość się na mnie, proszę. Uważam, że przesadzasz – szepczę. Prostuje się, blednąc. Moja ręka opada. – Przesadzam? – warczy. – Jakiś pieprzony szaleniec wdziera się do mojego mieszkania, aby porwać mi żonę, a ty uważasz, że przesadzam! – Oczy mu płoną, gdy patrzy na mnie, jakbym to ja była szaleńcem. – Nie... eee, nie o to mi chodziło. Myślałam, że masz na myśli moje wyjście z Kate. Zamyka oczy, jakby czuł ból, i kręci głową. – Christianie, mnie tu nie było. – Próbuję go jakoś uspokoić. – Wiem – szepcze, otwierając oczy. – A to wszystko dlatego, że nie potrafisz wypełnić prostego, cholernego polecenia. – W jego głosie słychać gorycz i tym razem to ja blednę. – Nie chcę rozmawiać o tym teraz, pod prysznicem. Nadal jestem na ciebie cholernie wściekły, Anastasio. Sprawiasz, że mam wątpliwości co do swoich osądów.

Odwraca się i szybko wychodzi z kabiny. Owijając się ręcznikiem, opuszcza łazienkę, pozostawiając mnie samą pod strumieniem gorącej wody. Cholera. Cholera. Cholera. Wtedy dociera do mnie znaczenie jego słów. Porwać? O kurwa. Jack chciał mnie porwać? Przypomina mi się srebrna taśma i niechęć do zastanawiania się, po co mu ona. Czy Christian ma więcej informacji? Pospiesznie myję ciało, a potem włosy. Chcę to wiedzieć. Muszę. Nie pozwolę, by trzymał mnie w nieświadomości. Kiedy wychodzę z łazienki, sypialnia jest pusta. O rany, ale się szybko ubrał. Biorę z niego przykład i w ekspresowym tempie wkładam ulubioną śliwkową sukienkę i czarne sandałki. Wybrałam taki akurat strój, ponieważ wiem, że Christian go lubi. Energicznie wycieram ręcznikiem włosy, po czym splatam je w warkocz i upinam w kok. Zakładając kolczyki ze sztyftem, pędzę do łazienki, gdzie tuszuję rzęsy i przeglądam się w lustrze. Blada jestem. Zawsze blada. Biorę głęboki, uspokajający oddech. Muszę stawić czoło konsekwencjom decyzji o spędzeniu sympatycznego wieczoru w towarzystwie przyjaciółki. Wzdycham, wiedząc, że Christian tak tego nie postrzega. W salonie go nie ma. W kuchni krząta się pani Jones. – Dzień dobry, Ano – mówi słodko. – Dzień dobry. – Uśmiecham się do niej szeroko. Znowu jestem Aną! – Herbaty? – Chętnie. – Zjesz coś? – Poproszę. Dziś mam ochotę na omlet. – Z grzybami i szpinakiem? – I serem. – Już się robi. – Gdzie Christian? – Pan Grey jest w swoim gabinecie. – Jadł śniadanie? – Zerkam na dwa nakrycia. – Nie. – Dzięki. Christian rozmawia akurat przez telefon. Ma na sobie białą koszulę i wygląda w każdym calu jak zrelaksowany prezes. Pozory mylą. Być może nie wybiera się dziś jednak do biura. Unosi głowę, kiedy zjawiam się w drzwiach, ale kręci głową, dając mi do zrozumienia, że moja obecność nie jest mile widziana. Cholera... Odwracam się i idę przygnębiona do kuchni.

Pojawia się Taylor odstrojony w ciemny garnitur. Wygląda, jakby doświadczył ośmiu godzin niczym nieprzerwanego snu. – Dzień dobry, Taylor – mamroczę, próbując wyczuć jego nastrój i sprawdzić, czy udałoby mi się wyciągnąć z niego jakieś szczegóły związane z tym, co się dzieje. – Dzień dobry, pani Grey – odpowiada i w tych czterech słowach słyszę współczucie. Uśmiecham się do niego, wiedząc, że musiał wytrzymać z rozgniewanym, sfrustrowanym Christianem wracającym do Seattle wcześniej, niż zaplanował. – Jak lot? – ośmielam się spytać. – Długi, pani Grey. – Ta lakoniczność wiele mówi. – Wolno mi spytać, jak się pani czuje? – dodaje łagodniejszym tonem. – Dobrze. Kiwa głową. – A teraz muszę panią przeprosić. – Po tych słowach udaje się do gabinetu Christiana. Hmm. Taylor jest tam mile widziany, ale ja nie. – Proszę bardzo. – Pani Jones stawia przede mną śniadanie. Straciłam apetyt, ale jem, nie chcę jej robić przykrości. Gdy kończę śniadanie, Christian nadal przebywa w gabinecie. Unika mnie? – Dziękuję, pani Jones. – Zsuwam się ze stołka barowego i idę do łazienki, aby umyć zęby. Przypomina mi się, jak Christian dąsał się z powodu naszych przysiąg ślubnych. Wtedy też zaszył się w gabinecie. Czy to właśnie robi? Dąsa się? Wzdrygam się na myśl o jego późniejszym koszmarze sennym. Znowu tak będzie? Naprawdę musimy porozmawiać. Musi mi powiedzieć o Jacku i wzmocnionej ochronie Greyów – o tym wszystkim, co skrywane było przede mną, a przed Kate nie. Zerkam na zegarek. Ósma pięćdziesiąt. Spóźnię się do pracy. Kończę myć zęby, nakładam na usta odrobinę błyszczyku, biorę z wieszaka cienki czarny żakiet i wracam do salonu. Z ulgą stwierdzam, że Christian je właśnie śniadanie. – Jedziesz? – pyta ma mój widok. – Do pracy? Tak, oczywiście. – Podchodzę do niego odważnie i opieram dłonie o krawędź blatu. – Christianie, wróciliśmy niecały tydzień temu. Muszę się zjawić w pracy. – Ale... – Urywa i przeczesuje palcami włosy. Pani Jones dyskretnie zostawia nas samych. – Wiem, że mamy do omówienia wiele kwestii. Jeśli ochłoniesz, to być może zajmiemy się nimi dziś wieczorem. Otwiera zdumiony usta.

– Ochłonę? – Głos ma niesamowicie łagodny. Rumienię się. – Wiesz, o co mi chodzi. – Nie, Anastasio. Nie wiem, o co ci chodzi. – Nie chcę się kłócić. Przyszłam, aby zapytać, czy mogę jechać swoim samochodem. – Nie możesz – warczy. – W porządku. Mruga szybko. Widać, że spodziewał się kłótni. – Prescott ci będzie towarzyszyć. – Mówi to ciut mniej agresywnie. Do diaska, tylko nie ona. Mam ochotę wydąć wargi i zaprotestować, ale się powstrzymuję. Przecież teraz, kiedy Jack został schwytany, możemy zrezygnować z części ochrony. Przypominają mi się „mądrości” mojej mamy, którymi mnie raczyła dzień przed ślubem. „Ana, skarbie, musisz wybierać, o co warto walczyć. Tak samo będzie w przypadku dzieci, kiedy już przyjdą na świat”. Cóż, przynajmniej pozwala mi jechać do pracy. – Dobrze – burczę. A ponieważ nie chcę go tak zostawiać, nie, kiedy jest między nami tyle napięcia, robię niepewny krok w jego stronę. Christian sztywnieje i przez chwilę wygląda tak bezbronnie, że aż mi się ściska serce. Och, Christianie, tak bardzo mi przykro. Całuję go delikatnie w kącik ust. Zamyka oczy, jakby się delektował moim dotykiem. – Nie czuj do mnie nienawiści – szepczę. Chwyta moją dłoń. – Nie czuję do ciebie nienawiści. – Nie pocałowałeś mnie – szepczę. Mierzy mnie podejrzliwym spojrzeniem. – Wiem – burczy. Strasznie mnie korci, aby spytać o powód, ale nie jestem pewna, czy chcę poznać odpowiedź. Nagle Christian wstaje, obejmuje dłońmi moją twarz i sekundę później jego usta opadają na moje. Zaskoczona robię głośny wdech, niechcący dając jego językowi zielone światło. Wykorzystuje tę sposobność i wdziera się do mych ust, a kiedy zaczynam odwzajemniać ten pocałunek, puszcza mnie. Oddech ma przyspieszony. – Taylor zawiezie ciebie i Prescott do SIP – mówi. Oczy mu płoną. – Taylor! – woła. Rumienię się, próbując odzyskać choć odrobinę spokoju. – Tak? – Taylor staje w drzwiach.

żeby ich ewentualnie uspokoić. tak jak w dniu ogłoszenia naszych zaręczyn. tak jednak nie jest. Trochę wolałabym wrócić do domu. włącznie ze mną. Trochę rozumiem dlaczego. Wchodzi i siada. proszę pani. nim docieramy do wydawnictwa. Tak jak się obawiałam. więc Szary powinien się cieszyć. – Byłbym wdzięczny. co się stało wczoraj wieczorem. Jest pierwsza. – Taylor odwraca się na pięcie i znika. Jack przebywa w areszcie. Roach mnie o to prosił – dodaje pospiesznie. Taylor. – Jasne – odpowiadam zaskoczona tą niezapowiedzianą wizytą. Jak na komendę odwracają się. Gdy wsiadam do audi.– Przekaż Prescott. ale w tej chwili nie mam czasu się nad tym zastanawiać. patrząc wyczekująco na audi. zastanawiam się. – Chciałam jedynie sprawdzić. Rozlega się pukanie do drzwi i głowę wsuwa Elizabeth. ale to oznacza cały dzień w towarzystwie Pana Wściekłego. aż nagle przypominam sobie. – Wobec tego do zobaczenia – dorzuca chłodno. odrzucając do tyłu długie. co da się zrobić. Na szczęście obie rozmowy są krótkie i udaje mi się je wykonać. – Uśmiecham się słodko. przed budynkiem czeka kilkoro dziennikarzy i fotografów. Mam nadzieję. – Pani Grey. Media zdążyły się już dowiedzieć o aresztowaniu Jacka i o tym. pod wjazd dla dostawców. czy przed SIP będą czekać paparazzi. – No wiesz. gdybyś nie pakowała się dzisiaj w żadne tarapaty – burczy Christian. Na jego twarzy pojawia się cień niechętnego uśmiechu. Prescott i ja zjeżdżamy do garażu windą przemysłową. – Zobaczę. ale nie poddaje mu się. zbyt wiele rzeczy jest poza jego kontrolą. – Na razie – szepczę. czarne włosy. że do wieczora nabierze do tego wszystkiego choć odrobinę dystansu. Jedziemy w milczeniu. że pani Grey jedzie do pracy. a jej policzki się czerwienią. czy wszystko w porządku. – Podjedź od drugiej strony. aby uniknąć dziennikarzy. . jest pani pewna. – Dobrze. po tym. że został schwytany w naszym mieszkaniu. Możesz je zawieźć? – Oczywiście. że miałam zadzwonić do Raya i do mamy. że chce to zrobić? – pyta Taylor. a ja nie odrywam się od pracy. – Masz chwilkę? – pyta pogodnie.

Nadal żadnego mejla. Zerkam na skrzynkę odbiorczą.. cokolwiek. – To świetnie.. Cóż. aby spisać Twoje oświadczenie.00 zjawi się u Ciebie detektyw Clark. Wstaje. dzięki. – Wiem. starając się nie analizować zbyt głęboko tego. że jestem żoną jego szefa. 13:04 Adresat: Anastasia Grey Anastasio.. jakie odbyło się dzisiaj na półkuli zachodniej. jak bardzo jesteś zajęta.. Odpycham od siebie nieprzyjemne myśli i biorę do ręki BlackBerry w nadziei. Ano. Po co Roach ją tu przysłał? Może jego troska wypływa z faktu. Nie wiem. Jack chciał zrobić mi krzywdę. aby to on przyjechał do Ciebie. Christian Grey . – Jasne. – Uśmiech Elizabeth dociera dla odmiany także do oczu. co czuję. To Christianem bardziej się przejmuję. – Eee. czy też jeszcze bardziej sprowokuję tym Pana Wściekłego. najbardziej bezproduktywne spotkanie. Właśnie w tym momencie z komputera dobiega sygnał nadejścia mejla. to żadna nowość.. daj znać. Nadawca: Christian Grey Temat: Oświadczenie Data: 26 sierpnia 2011. To chyba najkrótsze. czy mam do niego napisać. Dziś o 15. – Nic mi nie jest – odpowiadam. Pozwolę ci wrócić do pracy. abyś jeździła na komendę. – Gdybym mogła coś zrobić. Nalegałem. że czeka tam na mnie wiadomość od Christiana.. Już tego próbował.Gazety piszą o aresztowaniu Jacka Hyde’a. ponieważ nie chcę. ale na razie nikt nie powiązał go z pożarem w GEH.

W głowie mam jednak pustkę. Moja podświadomość robi minę harpii.Prezes. jego reakcja była zdecydowanie przesadzona. Kiedy się obudziłam. więc decyduję się na lakoniczność. Christian nie jest dziś w nastroju zabawowym. SIP Przez następne pięć minut wbijam wzrok w monitor. O której godzinie zdecydował się wrócić z Nowego Jorku? Z imprez wychodzi na ogół między dziesiątą a jedenastą. że mam wątpliwości co do swoich osądów”. że wyszłam do baru. Tak czy inaczej po wylądowaniu musiał doznać szoku jak cholera. Ax Anastasia Grey Redaktor naczelna. więc może to nie ma znaczenia. że wrócił. czekając niespokojnie na odpowiedź. Przypominają mi się jego słowa: „Nadal jestem na ciebie cholernie wściekły. Anastasio. Nic dziwnego. to aż do wylądowania w Seattle nie miał pojęcia o Jacku. 13:12 Adresat: Christian Grey Okej. Jeśli Christian przyleciał tylko dlatego. Okej. Nadawca: Anastasia Grey Temat: Oświadczenie Data: 26 sierpnia 2011. Czy Christian wrócił do domu dlatego. policji. Inc. Sprawiasz. próbując wymyślić jakąś lekką i dowcipną odpowiedź. Poznanie prawdy staje się dla mnie nagle bardzo ważne. Prostuję się. czy z powodu incydentu z Jackiem? Jeśli to pierwsze. Grey Enterprises Holdings. Wczoraj o tej porze ja przebywałam jeszcze na wolności razem z Kate. wróciwszy rano do domu. ale na próżno. Przez pięć pełnych minut wpatruję się w ten mejl. że zrobiłam sobie wychodne. że ma dzisiaj w głowie taki mętlik. miał na sobie smoking. . cieszę się. o niczym. Wtedy coś mi przychodzi do głowy. A czy wolno mi go winić? Mój biedny Szary najpewniej odchodził od zmysłów.

Nadawca: Anastasia Grey Temat: Twój przylot Data: 26 sierpnia 2011. SIP Nadawca: Christian Grey Temat: Twój przylot Data: 26 sierpnia 2011. Inc. 13:26 Adresat: Anastasia Grey A dlaczego pytasz? Christian Grey Prezes. 13:29 Adresat: Christian Grey .Muszę się dowiedzieć – wrócił z powodu Drinkgate czy z powodu tego szaleńca? Nadawca: Anastasia Grey Temat: Twój przylot Data: 26 sierpnia 2011. Grey Enterprises Holdings. 13:24 Adresat: Christian Grey O której godzinie postanowiłeś wczoraj wrócić do Seattle? Anastasia Grey Redaktor naczelna.

prawda? Postanowiłeś wrócić. Christian Grey Prezes. czy też wróciłeś. gdy tymczasem prosiłeś. SIP Nadawca: Christian Grey Temat: Twój przylot Data: 26 sierpnia 2011. 13:32 Adresat: Anastasia Grey Ciekawość to pierwszy stopień do piekła. ponieważ wyszłam na drinka z przyjaciółką. Anastasia Grey Redaktor naczelna. 13:35 Adresat: Christian Grey Czym ma być ta zawoalowana aluzja? Kolejną groźbą? Doskonale wiesz. Grey Enterprises Holdings. Inc. o co mi chodzi. Nadawca: Anastasia Grey Temat: Co? Data: 26 sierpnia 2011. bym tego nie robiła. że z ciekawości.Powiedzmy. ponieważ w Twoim mieszkaniu był szaleniec? .

że i Kate. Pierwsza czterdzieści pięć i nadal żadnej odpowiedzi. Żadnej odpowiedzi. Uważam. która wyszła na drinka z przyjaciółką. że wzmocniono ochronę wszystkich Greyów. moje czyny wyglądałyby inaczej. co postrzegasz jako potencjalny powód do niepokoju. Powiesz mi więc? Czy dalej mnie będziesz traktować jak dziecko.Anastasia Grey Redaktor naczelna. że niepokoisz się czymś. Towarzyszyło mi dwoje członków ochrony. że w kwestii mojego bezpieczeństwa generalnie przesadzasz i rozumiem dlaczego.. Nigdy nie mam pojęcia. co dzieje się z Tobą. Gdyby POINFORMOWANO MNIE o całej sytuacji. SIP Wpatruję się w monitor. Rozumiem. Nadawca: Anastasia Grey Temat: Chodzi o to. niż ja? A ja jestem Twoją ŻONĄ. że bezpieczniejsze byłyśmy w tamtym barze niż w domu. Jestem dorosłą kobietą. nie tylko nas. że najlepsza przyjaciółka wie więcej o tym. Masz pojęcie. Nie zdawałam sobie sprawy z konsekwencji ZMIANY ZDANIA. i ja będziemy bezpieczne. Od Kate się dowiedziałam. czy też to tylko coś. czy czymś się rzeczywiście niepokoisz. że rzeczywiście przyleciałeś do Seattle. 13:56 Adresat: Christian Grey Twoje milczenie uznaję za przyznanie. co znajdowało się na komputerze Jacka – tak przynajmniej twierdzi Kate. jakie to irytujące stwierdzić. doprowadzając do tego.. Zerkam na zegarek. że tak też będę się zachowywać? Nie tylko Ty jesteś cholernie wkurzony. Prawda jest taka. Jasne? . Uznałam. Data: 26 sierpnia 2011. ale jesteś niczym chłopiec podnoszący fałszywy alarm. ponieważ TY NIC MI NIE MÓWISZ. że. ponieważ ZMIENIŁAM ZDANIE.

No. Grey Enterprises Holdings. Proszę bardzo – to ci da do myślenia. Powinnaś zważać na język. że to mnie donikąd nie zaprowadzi. Grey. Być może porozmawiamy o tym. lecz biorę do ręki świeżo otrzymany rękopis obiecującego nowego autora i biorę się za czytanie. Biorę głęboki oddech. Moje spotkanie z detektywem Clarkiem ma spokojny przebieg. Ja też nadal jestem cholernie wkurwiony. Ja też jestem wściekła. SIP Klikam „wyślij”. – Nie ma za co. 13:59 Adresat: Anastasia Grey Jak zawsze. Nie odpowiadam. w mejlu jest Pani szczera i bezpośrednia.Ana Anastasia Grey Redaktor naczelna. Inc. Christian Grey Prezes. może dlatego. Zważać na język! Krzywię się do monitora. że trochę się przespał. uświadamiając sobie. Pani Grey. Warczy mniej niż w nocy. koniec tego. Nadawca: Christian Grey Temat: Chodzi o to. A może po prostu woli pracować w ciągu dnia. – Dziękuję za złożenie oświadczenia. detektywie. Data: 26 sierpnia 2011. kiedy wrócisz do NASZEGO mieszkania. Hyde pozostaje w areszcie? . Wcześniej było mi przykro i dręczyły mnie wyrzuty sumienia. że. pani Grey.

Guzik dżinsów jest rozpięty. że odpowie mi jednak na kilka pytań. Stoi obok pianina. Nie chcę się kłócić. Chyba taką ją wolę. Tak właśnie zrobię. Niewykluczone. że w holu znowu panuje porządek... Dziś rano wypisano go ze szpitala. pani Grey – mówi miękko Christian. w ustach mam sucho i pocą mi się dłonie. Serce wali mi jak młotem.– Tak. Mam taką nadzieję. Nawet pan nie ma pojęcia. I zatrzymuję się. a nie wiem. – Dziękuję. pani Grey. czy wystarczy mi na nią energii. Christian nie odrywa płonącego spojrzenia od mojej twarzy. Po drodze zerkam na obrazy – wszystkie Madonny wydają się nienaruszone. – Miłego dnia. Na bosaka. Drzwi windy rozsuwają się i dostrzegam. próbuję uporządkować myśli. – Gdyby coś jeszcze się pani przypomniało. – Miłego dnia. – Rano rozmawiałem z panem Greyem. . Interesujący człowiek z tego pani męża. – To dobrze. a obok niego Prescott. Podchodzi do mnie niespiesznie. Ostatni tydzień był bardzo niespokojny dla mnie i mojego męża. Gdy wjeżdżam windą razem z Prescott. detektywie. proszę pani. ubrany w obcisły czarny T-shirt i dżinsy. a w kącikach jego ciemnych oczu tworzą się zmarszczki. Po jego wyjściu przez chwilę się zastanawiam. Uszkodzone drzwi zostały naprawione. – Też tak uważam. – Uśmiecha się. Czuje ogromną ulgę. Strasznie się denerwuję. – Dobry wieczór. Przy takich zarzutach raczej nieprędko go wypuścimy. Christian na pewno mi nie powie. Ale czasami nie ma wyjścia. Wiem. Tym razem za kierownicą siedzi Sawyer. W milczeniu jedziemy do Escali. podarte na kolanie i seksowne. Zasznurowuję usta. O kurwa. – Uśmiecham się grzecznie. Coraz ciężej mi na duszy. Oto moja wizytówka. które wkładał w pokoju zabaw. jak bardzo. jakie konkretnie zarzuty usłyszy Hyde. O rety. Prescott otwiera je przede mną. – Wyjmuje ją z portfela i wręcza mi. Stawiam teczkę na podłodze w korytarzu i udaję się do salonu. TE dżinsy. że mnie i Christiana czeka potężna kłótnia. Dzisiaj wydaje mi się dziwnie małomówna. proszę o telefon. Na stoliku znajduje się nowy wazon z jasnoróżowymi i białymi peoniami. Co ja chcę mu powiedzieć? Chyba wszystko zawarłam w swoim mejlu. Są sprane.

Brak mi tchu. ===aVxlVW1c ROZDZIAŁ JEDENASTY – Naprawdę? – szepczę. – Tak. serce wali jak szalone. ale zbliżając się do mnie. ale słyszę. mam zastrzeżenia – szepczę. próbując ukryć błysk rozbawienia. O nie. nadal jest zły. Zatrzymuje się przede mną. Wygląda podniecająco – ach. Będziemy się kłócić? Ostrożnie cofam się o krok. Przełykam ślinę. Marszczy brwi. jakie są twoje. i jak zwisają mu z bioder. Cholera. pani Grey – mówi przesłodzonym tonem i wyciąga coś z tylnej kieszeni dżinsów. nie dam zamydlić sobie oczu Panem Chodzący Seks. te dżinsy. ale ten uśmiech nie obejmuje oczu. że już wróciłaś. a ja zerkam na niego i rozpoznaję wydruk swojego mejla. – Rozumiem. jeśli mamy o tym rozmawiać. Jest zły? Rozbawiony? Podniecony? Nic z tego – nie mam pojęcia. Zamykam oczy zaskoczona tym delikatnym dotykiem. – Lubię te dżinsy – mruczę. Czekałem na ciebie. – W jego głosie pobrzmiewa ostrzegawcza nutka. . Czemu się tak ubrał? Co to znaczy? Nadal się dąsa? – Naprawdę. Uśmiecha się drapieżnie. W oczach Christiana płonie gniew. Nie potrafię oderwać wzroku od jego twarzy. Wwierca się we mnie wzrokiem. – Ja także – szepcze. Próbuję wybadać jego nastrój. uśmiecha się lekko drwiąco. Christianie – mówię cierpko. Muszę się fizycznie zdystansować – od jego zapachu. że ma pani pewne zastrzeżenia. On się prostuje i po raz kolejny przygważdża mnie intensywnym spojrzeniem. – Wiesz czemu. Muszę się od niego odsunąć. rozpraszającego ciała w tych podniecających dżinsach. Załatwmy tę sprawę raz na zawsze.. – Chyba wiem. – Czemu przyleciałeś z Nowego Jorku? – pytam szeptem. Mruży oczy.. gdy Christian się nachyla i dotyka nosem mego nosa. Ubrał się tak. jak rozkłada arkusz papieru. a ja otwieram natychmiast oczy.– Dobrze. Unosi go. jego spojrzenia. żeby odwrócić moją uwagę. W ustach czuję jeszcze większą suchość. – Głos ma miękki. Już mam zrobić krok w tył.

cierpliwie. cieszę się. . że ledwo oddycham. – Jestem kobietą. na pewno zabroniłbyś mi wyjść. a twarz mu tężeje. – Tak. To dopiero przesadzona reakcja! Zaczynam przewracać oczami.. Ryan nie powinien był go wpuszczać. Gdybym to zrobiła. – Tak. narażając się na niepotrzebne ryzyko. Jasna cholera. Ano. jakbym mówiła do dziecka. po czym zaciska powieki. tak mocno. co powiedzieć... że skrócisz wyjazd służbowy. że część ochrony musiała jechać z tobą. ponieważ w głębi duszy cieszę się. Wściekły na siebie. kiedy zjawił się Jack. Poza tym dzięki temu nie było mnie w domu. co mogło się stać.– Dlatego. – Gdyby coś ci się stało. Christianie”. – Zmieniłam po prostu zdanie – wyjaśniam powoli. ale przerywam. po czym kontynuuje: – Co więcej. Ano – szepcze. W oczach Christiana pojawia się szaleńczy błysk. – Nic mi się nie stało – udaje mi się wydusić. Byłem taki wściekły. ignorując dalszą część zdania. – To takie dezorientujące. – Brak mi słów. – Och. że stoi przede mną cały i zdrowy. Tak się właśnie zachowujemy. ale nie chciałam cię martwić. jakby z bólu. Ale gryzę się w język. Chciałam się z nią spotkać. Natychmiast przypomina mi się nasza kłótnia dotycząca ślubnych przysiąg. że wyszłam z Kate? – Dlatego. Mruga powiekami. – I nie pomyślałaś. – Zmieniłaś zdanie? – Nie potrafi ukryć lekceważącego niedowierzania. – Powinnam była zadzwonić. O tym nie pomyślałam. Słyniemy z tego. że przyleciał. – Gdybym choć przez chwilę pomyślała... a tak bardzo stęskniłam się za Kate. „Nie obiecywałam. – Ale mogło. naraziłaś Ryana na niebezpieczeństwo tym. kiedy dostrzegam minę Christiana. że jestem w jego ramionach. Kręci głową i nagle stwierdzam. Gdyby Ryan tego nie zrobił.. że nie dotrzymałaś danego słowa i przeciwstawiłaś mi się. Uświadamiam sobie. Chyba nigdy nie byłem tak wściekły. – Nie dotrzymałam słowa? Tak to postrzegasz? – pytam.. O nie. – urywa. Och. że będę ci posłuszna. Wściekły na ciebie. Umierałem dziś tysiąc razy na myśl o tym. że naprawdę nie wiem. Jack nadal przebywałby na wolności. jakby nie docierało do niego znaczenie moich słów. Wściekły na wszystkich. mocno mnie obejmując. może z wyjątkiem. Choć jest na mnie wściekły.. aby do mnie zadzwonić? – Piorunuje mnie wzrokiem.

Nieruchomieje i wiem.. Szary. wyćwiczone mięśnie. trzymając dłonie na jego plecach. że już mnie nie chce. . Wiem. Stopniowo się odpręża. co czułeś. – Nie ufałem sobie – mówi cicho. że nie spierzesz mnie na kwaśne jabłko.– Z wyjątkiem? – Tego razu w twoim dawnym mieszkaniu. – Naprawdę? – pyta sceptycznie. gdy odrywa usta od moich. – Urywa. które szukają. Kiedy Leila tam była. Pomyśl o tym. że nie chcę robić ci krzywdy – mówi ostrożnie. gdy przypomina mi się paskudne uczucie odrzucenia. – Tak. – Zastanów się – mówię. biorą. postrzeganie mnie. Całuje moje włosy. Tak ci się tylko wydawało. wiem. dają. – Wcale nie. – Rano byłeś taki zimny – mówię cicho. Wiem. – Tak bardzo we mnie wierzysz – szepcze. Ale jednak czuję ulgę. W każdym razie nie fizycznie. jak to na ciebie podziałało. że to czcza pogróżka. Myślę. – Obejmuję dłońmi jego twarz. Szary – przepraszam. – Dziś rano miałem wielką ochotę cię ukarać i. – Nie wiem. jak podczas naszej podróży poślubnej poczułeś się na widok śladów po kajdankach. Jak zmieniło twoje postrzeganie świata. Zazwyczaj jest taki silny. Często mi powtarzałeś. że przetwarza te informacje. czy to prawda – mruczy. – Nad tym.. To go właśnie gryzło? Że zrobi mi krzywdę? Dlaczego ja wierzę w niego bardziej niż on sam? Nie rozumiem tego. Jego dłonie wędrują do mojego karku. tak bardzo ma wszystko pod kontrolą. – Nie wiem. – Martwiłeś się. błagają – o co? Tego nie wiem. kiedy odeszłam. że zrobisz mi krzywdę? – kończę za niego.. – Christianie. Nawet nie chcę o tym myśleć. czując pod T-shirtem twarde. raz jeszcze go obejmując i nosem muskając klatkę piersiową. Przy ostatnim słowie głos mi się łamie. Szary. – Chciałem. Pragnę jedynie czuć jego usta i z żarem odwzajemniam pocałunek. a ja biorę głęboki oddech.. Wiedziałam. Przecież bałam się wtedy. Och. że rzeczywiście by to zrobił. czego się dla mnie wyrzekłeś. Unoszę głowę i jego usta odnajdują moje. że nigdy mnie nie skrzywdzisz. jak sobie radzić z tym gniewem. ani przez chwilę nie wierząc. Och. Jeszcze mocniej go obejmuję. Odchyla mi głowę. Chyba brak mu słów albo zbyt się boi je wypowiedzieć. którego doznałam pod prysznicem.

– Siadaj – nakazuje. – Nie jestem dzieckiem. Wzdycha. po czym bierze za rękę i schyla się. musimy porozmawiać. Cóż. To dla niego zbyt trudne? Ale wtedy prostuje się. tuląc się do siebie.– Wierzę. Puszcza mnie. – Chciałem cię chronić. Mój Szary wrócił.. – Co chcesz wiedzieć? – Słyszę w jego głosie rezygnację. O nie. – Później. poszło łatwiej. Dobrze go znowu widzieć. – Masz rację. Wierzchem dłoni gładzi mnie po policzku. dając mu się prowadzić do sofy. co mi każe. po czym przyciska mnie mocno do piersi. – Mnóstwo rzeczy – burczę. odwraca się do mnie. Trzymałeś mnie w nieświadomości. Po gniewie nie ma już śladu. – Proszę. Och. – Rozmawiajmy. Niektóre rzeczy nigdy się nie zmienią. – Christianie. Wzdycha z rozdrażnieniem. Unoszę głowę i uśmiecham się nieśmiało. pani Grey. myślę. – Śmieje się. Christian siada obok mnie i chowa twarz w dłoniach. najwyraźniej pogodzony z rozwojem sytuacji. robiąc. – Przesuwa dłońmi po moim ciele i łapie za pośladki. – Poza tym – szepczę – nie mamy już umowy. O rety. Otwiera usta z pełnym rozbawienia zaskoczeniem. – Po co twojej rodzinie dodatkowa ochrona? . by podnieść z podłogi mój mejl. Porozmawiajmy. zamknięci w swoich objęciach. – Christianie! – besztam go. niż się spodziewałam. patrząc mi prosto w oczy. – O czym? – Wiesz o czym. nie mamy.. dłońmi przeczesuje włosy. – Chodź do łóżka – szepcze po długiej chwili. – Pytaj – mówi z prostotą. Stoimy pośrodku salonu. – Mam tego świadomość. Wypycha biodra i dociska do mnie twardniejący członek.

podnosi stołek barowy i stawia go po drugiej stronie wyspy. że cię nakarmię. Co więc się stało? Dlaczego teraz? Christian mruży oczy. a wszystkie mięśnie poniżej pępka mocno się spinają... – Siadaj – mówi. Raporty na temat Carricka. powiedz! – Powiedzieć co? – Jesteś taki.. To by było na tyle? Nic więcej z niego na razie nie wyciągnę? Prowadzi mnie do kuchni. kiedy się dowiedziałeś. no i garść informacji na temat Elliota i Mii. Chodź – wstaje i wyciąga rękę. że zamierzał spalić moje biuro lub. irytujący. – Rzuca mi gniewne spojrzenie. – Sądziliśmy. sukcesy sportowe. – Wiesz przecież. – Jesteś głodna? Co takiego? Ściągam brwi i jak na zawołanie burczy mi w brzuchu. – Ty też. – Pozwól. Znajdowały się tam dane personalne moje i reszty rodziny. Jakbyś chciał dodać coś jeszcze. kariera. Dziwna sprawa.. opis jego kariery zawodowej. – Carricka? Dlaczego jego? – Jeszcze tego nie wiem.– Hyde stanowił dla nich zagrożenie. – Tym razem głos ma pełen zmysłowej obietnicy. – urywa.”. – Christianie. – Nie wiedziałem. Do diaska. że na komputerze są informacje dotyczące twojej rodziny. Zdradza mnie krwisty rumieniec.. – Powiedziałeś „zamierzał spalić moje biuro lub. dopiero teraz dostrzegając jej nieobecność. – Dałem jej i Taylorowi wolny wieczór. – Nie wzmocniłeś ochrony od razu. opis kariery mojej mamy. – Tak też myślałem. – Gdzie pani Jones? – pytam. no bo wiesz – wzrusza ramionami – kiedy się jest na świeczniku. Chodźmy do łóżka. jak tego nie lubię. – Jadłaś dzisiaj? – pyta surowo. To były różne rzeczy: raporty z czasów moich studiów na Harvardzie. – Skąd wiesz? – Z jego komputera.. . że to dokuczliwa obsesja. W typowy dla siebie sposób próbuje odwrócić moją uwagę od tego. o czym rozmawialiśmy. – Spojrzenie ma chłodne. – Nakarmisz mnie? – szepczę. ludzie się tobą interesują. W szczególności Carricka.

– Tak. niech będzie tak. Wróciło aroganckie rozbawienie. jak Christian porusza się po kuchni. Godzę się z tym. Teraz masz coś zjeść. Hmm – tosty? . Rzucam mu pytające spojrzenie. – Cóż za niecierpliwość. I nagle brak mi tchu.. kiedy przewracasz oczami. Sądziłam. jak ty chcesz. Otwiera lodówkę i na blacie za mną stawia różne naczynia. – Christianie. – Ton ma żartobliwy.. – Widzisz? – pyta. a potem robię.. – Bez podglądania. – Więc będziesz gotował? – W moim głosie wyraźnie słychać niedowierzanie. co wtedy czuję. Wow. – Kładzie mi palec na ustach. Otwieram jedno oko i widzę.. wkłada coś i włącza ją. – Zamknij – powtarza. bawimy się w kuchni. a ty wiesz. – Zamierzasz zasłonić mi oczy? – pytam z niedowierzaniem. – Nie – burczę. Pasuje do mojej sukienki. Rozbudza moją ciekawość. Okej. jak z tylnej kieszeni dżinsów wyjmuje śliwkowy jedwabny szalik. – Dlaczego? Przygląda mi się przez chwilę. Chcę porozmawiać. Podchodzi do mikrofalówki. Taka chętna do rozmowy. – Ponieważ mogę.. że czeka nas wielka kłótnia. kobieto małej wiary. Nie wystarczy – mamrocze.. uciszając mnie. co mnie czeka i słucham. w duchu przewracając oczami. Powiedziałaś. – Hmm. – Och. Zasznurowuję usta. – Wiem. – Możemy mieć to już za sobą? – rzucam z irytacją. – Całuje mnie lekko w usta. pani Grey. Skąd go wziął? – Zamknij – nakazuje raz jeszcze. Zamknij oczy. gdy Christian zawiązuje mi szalik z tyłu głowy. że jesteś głodna. Najpierw nimi przewracam. Czuję na powiekach delikatny dotyk jedwabiu. Śmieje się cicho. – Później porozmawiamy. natychmiast mnie uspokajając. Słyszę uruchamiany toster.Och. co mi każe. – Tak! – Najpierw muszę cię nakarmić – oświadcza i przesuwa ustami po mojej skroni. a proszę bardzo.

Wiercę się na stołku.. Prostuję się. – Tak. Kuchnię wypełnia mieszanka egzotycznych. Na piskanie mikrofalówki Christian mnie puszcza. Jakiś mężczyzna zaczyna śpiewać. – Smakuje ci? – pyta cicho. że teraz umiem rozpoznać ulubione wino Christiana. Następnie słyszę odgłos wyciąganego z butelki korka i chlupot wina nalewanego do kieliszka. – Delikatnie uwalnia moją wargę. Tym razem sam odchyla mi głowę.. O rety.. – Masz być grzeczna. Anastasio. panie Grey. któremu nie spodobał się mój mejl.. Jakie to trafne. – Cholera! Kurwa! – klnie Christian i na blat spada z brzękiem jakieś naczynie. zagniewany Christian. O rety. pikantnych zapachów. miętą. Obrączka stuka o kieliszek. – szepcze. Śpiewak na iPodzie zawodzi o podłych gierkach. – Znowu znajduje się blisko mnie. orzeźwiające wino. Do moich ust wpływa chłodne. a głos ma głęboki. Hmm. Chwila ciszy. Niemal słyszę. Przełykam. Hmm. że już to ustaliliśmy. Christian włącza muzykę.. Całuje mnie ponownie. – Tak robię. Och.– Tak. To dopiero seksowny dźwięk. a potem cichy syk budzących się do życia głośników.. – Odchyl głowę. gdy Christian upija kolejny łyk wina. Tyle tylko. wcale nie tak odległe – ja na swoim łóżku w Vancouver i podniecony. a ja się uśmiecham. którym mnie poi. Szary! . jak się uśmiecha. – I nie przygryzaj wargi. czy pani ze mną flirtuje? – Tak. oregano. wszystko uległo zmianie? Nie bardzo. – Głodna? – Myślałam. – Nie ruszaj się. niski i seksowny. Wracają wspomnienia. Po otwarciu mikrofalówki apetyczny zapach przybiera na sile. Jestem chętna do rozmowy – mruczę. a jego ciepły oddech owiewa mi policzek. – Pani Grey. Pachnie czosnkiem. Spełniam jego polecenie i czuję jego wargi. a ja łakomie przełykam wino. – Najpierw chyba coś do picia – szepcze Christian. rozmarynem i chyba jagnięciną. – Dalej. – Jeszcze? – Z tobą zawsze chcę jeszcze. – Mhm – mruczę z zadowoleniem. Sancerre.

że taka jest właśnie jego gra – powolne uwiedzenie żony. Tym razem to chlebek pita i humus. – Mój Szary – szepczę. Słyszę. a teraz. – Właśnie się oparzyłem. . Chwilę później staje obok mnie. Czyli pani Jones – a może nawet Christian – była na zakupach w delikatesach. Mruczy z zadowoleniem – on także je. – Ujmuje moją dłoń. które pięć tygodni temu odkryłam zaledwie dwa kwartały od Escali. Wsuwam palec do ust i ssę delikatnie.. Proszę. ale chcę ich więcej. a ja żuję z entuzjazmem. – O nie. Żartobliwego. na razie. pani Grey. wyszarpuje z niej Tshirt i całuje wszystkie palce po kolei. wysuwając palec z mych ust. i dźwięk ten wędruje bezpośrednio do mego krocza. – Pięćdziesiąt odcieni. już – mówię uspokajająco. mój mąż.. pikantną jagnięciną polaną chłodnym. A teraz otwórz je szeroko. a on wsuwa do nich widelec z gorącą. – O tym. jest taki nieodgadniony. jak bardzo jesteś zmienny. Otwieram usta. Tyle że pragnę się także pobawić. – Wyprostuj się – nakazuje. maleńka – mówi w końcu i czule całuje mnie w kącik ust. – O czym myślisz? – pyta cicho Christian. Seksownego jak diabli... – No już.. Łapię go za materiał koszulki i przyciągam do siebie.– Wszystko w porządku? – Tak! – warczy. jeśli będziesz to robić. – Dostaniesz klapsa. – Wsuwa mi palec wskazujący do ust. a ja uświadamiam sobie. Mmm. Daje mi kolejny kęs. O cholera. – Och. miętowym sosem jogurtowym. – Może ty possiesz lepiej. – Chwytam jego dłoń i powoli wysuwam palec z ust. Sądziłam. – Smakuje ci? – Tak. – Jeszcze? Kiwam głową. Zabawnego. jak mój mężczyzna głośno wciąga powietrze. że jest wściekły. Smakuje pysznie jak zawsze..? Ten mężczyzna. po czym nachylam się i najpierw dmucham na palec. Christian wstrzymuje oddech. Żuję. Udzielił mi kilku odpowiedzi. Nieruchomieje. Bez dotykania. chyba chleb. a potem dwukrotnie go całuję. Ale takiego go właśnie kocham. Wydymam usta. To przyjemna odskocznia po tym całym dzisiejszym napięciu i wczorajszym koszmarze z Jackiem. Christian odkłada widelec i coś odrywa. – Otwórz.

warkocz opada mi na plecy. – Ponieważ teraz pora na moje ulubione danie. zapach ten zaczęłam kojarzyć z ukojeniem. Na ciebie. Chwyta go i pociąga lekko. Nawet zimne są pyszne. – Jasna sprawa – burczę. Mrugam powiekami w przytłumionym świetle. – Pokój zabaw – mruczy. czy to było zaledwie tydzień temu? Przed pokojem zabaw stawia mnie na ziemi. Umieram z głodu. a na końcu wylizuję mu palce. Kiwam głową. Karmi mnie powoli.– Jeszcze? – pyta. gołąbki z liści winorośli. – Otwórz szeroko buzię. Głos ma niski i schrypnięty. tak że robię krok w jego stronę. co jakiś czas scałowując mi z kącika ust jakiś okruszek albo wycierając je palcami. nie mogę odmówić. czego nie chcę nazwać. – Podejmujesz wyzwanie? – pyta. Prawdę mówiąc. – Chyba schudłaś – mówi z dezaprobatą.. Naprawdę? To dobrze. ale przypomina mi się jego groźba. czy to dobry pomysł. ale nadal obejmuje w talii. Wnosi mnie po schodach na piętro. A ponieważ jest przyzwyczajony do słowa „wyzwanie”. nie wiem. odwraca tyłem do siebie i rozwiązuje szalik. – Poproszę dokładkę wszystkiego. – To dobrze – szepcze mi do ucha. Przez moje ciało przepływa fala pożądania i coś. Pamiętam jego uwagę po powrocie z podróży poślubnej i jak mocno mnie ukłuła. Jestem najedzona. Domyślam się. . choć wolę je na ciepło. Tu zawsze pachnie tak samo: wypolerowanym drewnem i cytrusami. Delikatnie wyjmuje z moich włosów spinki. Bierze mnie na ręce. a potem gryź – mruczy. Ale nie chcę. Szybko otwiera drzwi. Już-już mam wydąć wargi. – Jeszcze? – pyta. Jezu. Christian puszcza mnie. Kręcę głową. a ja piszczę zaskoczona. by Christian znowu się oparzył. co mi każe. – Mogę zdjąć szalik? – Nie. że uśmiecha się zadowolony. Hmm – jedno z moich ulubionych dań. Robię. Och.. Powoli i cierpliwie mnie karmi.

– Najpierw musimy cię rozebrać. że prosi mnie o pozwolenie. robi krok w moją stronę. a ja wiem. – Powinieneś w nich pozostać – szepczę.. aby spojrzeć mu w oczy. – Myślę. bioder. – Och. najpierw jedną. – Taki mam zamiar.– Mam plan – szepcze mi do ucha. – Głos ma miękki. potem drugą. Całuje mnie w szyję. wow. Co on zamierza mi zrobić? Przełykam ślinę. wyzwalając rozkoszny dreszcz biegnący wzdłuż kręgosłupa. Kładzie dłonie na moich biodrach i zsuwa mi majtki. Anastasio. Opuszczam wzrok na jego dżinsy. Na jego twarzy pojawia się cień pełnego podziwu. – Unieś nogi. Christian wstaje. co mi każe. rozkosznie powoli. dotykając nosem mojego nosa. co stanowi dla mnie pokusę wręcz nieodpartą. a mnie natychmiast wyostrzają się pozostałe zmysły. hipnotyzujący.. – Tak właśnie myślałam – odpowiadam. jakby zależało od tego jego życie. Pragnę połączyć się z nim w sposób znany tylko nam. Zostaję w sandałkach i bieliźnie.. przytwierdzonych do wiszącej nad nami belki. Przesuwam palcem wskazującym tuż nad paskiem. Oczy mu płoną. niemal dumnego uśmiechu. – Zamierzam doprowadzić cię do szaleństwa – szepcze. Guzik dalej ma odpięty. Pociąga za warkocz.. pani Grey. – Pozbądźmy się tej sukienki – mówi. Sukienka prześlizguje się po mojej skórze. Tak robię. obsypuje mi szyję delikatnymi pocałunkami. a moje ciało . gdy chwyta moje dłonie i unosi mi je nad głowę. zapach Christiana zmieszany z zapachem pokoju – wszystko słyszę i czuję intensywniej. czując łaskoczące włoski. – Robię. Przypina mi prawą kostkę do krzyża. a on ściąga mi suknię przez głowę i rzuca na podłogę. po czym to samo robi z lewą. a on najpierw ściąga mi majtki. o rety. że się już dość naoglądałaś. Christian robi głęboki wdech. a kiedy przechylam głowę. podciągając materiał w górę ud. Przypina mi nadgarstki do skórzanych kajdanek. i jeszcze raz wyjmuje szalik. I nagle przyciąga mnie do siebie i całuje tak. brzucha. rozciągnięta na krzyżu. Jego cichy oddech. krew pulsująca w uszach. Zatrzymuję się przy guziku. Chwyta mnie delikatnie za kostkę i pociąga w prawo. co sobie zaplanował. a ja podnoszę wzrok. Mruga i przechyla głowę.. Ponownie zasłania mi oczy. Jestem zupełnie bezradna. po czym kiwam głową. ponieważ nie widzę. Doprowadzić do szaleństwa. Odwraca mnie przodem do siebie. – Pochyl się. Jego oczy stają się ciemnoszare.. moja podekscytowana reakcja. po piersiach. Pragnę tego – nieważne. potem sandałki.

Po chwili. którego Christian teraz dotyka. Chwilę później z głośników zaczynają się sączyć delikatne. Marszczę brwi. Czemu tak się czuję? Przez muzykę? Christian przesuwa dłoń w dół. To chyba Bach. – Proszę – kwilę. – Tak właśnie ja czuję się przez ciebie. Powoli zwiększa intensywność dotyku i ssania. – Och. To jedyne miejsce na moim ciele. próbując się uspokoić. Jego palce zataczają we mnie kółka. aż do piersi. potem drugi. odsłaniając jedną pierś. co tam słychać – mruczy. po szyi. przesuwając kciukiem po łechtaczce. – Wiem – mruczy. Mruczy z uznaniem i całuje mnie w szyję. Pięknie tak pani wygląda. choć on wcale mnie nie dotyka. Powoli wsuwa we mnie najpierw jeden palec. Przez chwilę zajmę się podziwianiem widoku – mówi miękko. . – Zobaczmy. poddając moje brodawki słodkim męczarniom. Praktycznie nie jestem w stanie się ruszyć. Palce przenoszą się na lewą pierś. Nie przestaje. że jest zbyt chłodna. Kciukiem odchyla miseczkę stanika. – Myślę. Głos ma ochrypły. – Ach. ależ ty jesteś gotowa. Jęczę i wypycham biodra na spotkanie jego palców i dłoni. ale Christian ujmuje moją brodę i pociąga lekko. Wyjmuje z niej coś i kładzie na blacie. próbując dojść do tego. Przesuwa dłońmi po moich bokach. jedną zatrzymując na biodrze. by i ją uwolnić. że muzyka i jakieś zabawki. a potem coś jeszcze. pani Grey. całując i ssąc. Anastasio. Może dlatego. pozbawioną tchu i wijącą się na krzyżu. – Christianie – jęczę błagalnie. Pociągam za kajdanki. melodyjne dźwięki pianina. Po chwili bierze mnie pod brodę. ale tytułu nie znam. tak że puszczam dolną wargę. a on zaczyna od początku. Uśmiecham się. Z jego gardła wydobywa się niski pomruk. W ślad za palcami do piersi wędrują jego usta. gdy tymczasem druga wędruje w dół brzucha. zbyt obojętna. Krzyczę. Co takiego? Jęczę. Delikatnie obejmuje dłonią moje łono. a kciuk masuje łechtaczkę. co mnie niepokoi. jak podchodzi cicho do komody i otwiera jedną z szuflad. unosi głowę i całuje lekko w usta. Coś w tej muzyce wywołuje we mnie niepokój. Christian wstaje. i tam właśnie koncentruje się całodniowe napięcie i niepokój. gdy od piersi do krocza przeskakują iskry przyjemności. gdy kciukiem muska lewą brodawkę. a jego usta zamykają się wokół prawej.znowu zalewa jego ciepło. Jęczę. Szufladę tyłkową? Nie mam pojęcia. może dwóch słyszę. zostawiając mnie samą. co intensyfikuje te całe tortury.

w co on się bawi. – Tak jak ty. – Frustrujące.. a potem po drugiej brodawce. – Christianie. Na biodrze czuję jego wzwód. ta cała stymulacja. a potem.. – To wibrator. proszę cię. gdy palce Christiana nie przestają się we mnie poruszać. Przesuwa wibrator w dół. skutecznie uciszając. – Ćśś – mówi uspokajająco i całuje mnie w usta. i słyszę cichy brzęk. zaczynam wspinać się coraz wyżej.. – Nie ruszaj się. prawda? – mruczy z ustami na mojej szyi. łona. – Ach – jęczę. a potem najpierw po jednej. – Frustrujące. ależ to jest intensywne.. Jestem blisko. Nachyla się i raz jeszcze mnie całuje. aby doznać nieco tarcia. kciuk – zabójcze połączenie zmysłowych tortur. łechtaczki. gdy wysuwa ze mnie palce. próbując wypchnąć biodra w jego stronę.. a miękki materiał dżinsów dotyka mojej nogi... pobudzające do życia wszystkie synapsy. i żarliwie odwzajemniam pocałunek. Obiecujesz jedno. I znowu zaczyna się poruszać – wibrator. iż zaraz eksploduję. gdy przedmiot przesuwa się po mej skórze..O kurwa. – Ach! – wołam. między piersi. Kurwa.. Jest nadal ubrany. – Co to? – pytam bez tchu. Odchylam głowę i wydaję głośny jęk. Czuję coś dużego.. pociągając za kajdanki. Mokrymi pocałunkami obsypuje moje ramię. I wtedy on znowu przerywa. O nie! Nagle już wiem. prawda? – mruczy mi do ust. Przebiega mnie dreszcz.. – Christian! – wołam. Ciało mam tak uwrażliwione.. Przesuwa się tak. Niesamowite doznanie. muzyka. bardziej intymny kontakt. skarbie. Cieszy mnie ten cieplejszy. Przykłada mi go do klatki piersiowej. a Christian zatrzymuje palce. – Nie – kwilę głośno. owalnego i wibrującego. – Ćśś – mówi i całuje mnie w usta.. dotykając mojego brzucha.. Ponownie doprowadza mnie nad samą krawędź i nieruchomieje. to takie intensywne. Odrywa usta od moich warg i znowu rozlega się ten dźwięk. palce. – urywa.. Christian porusza się. błagam cię! . że wydaje mi się. – Nie! Christianie – błagam. że jego ciało ociera się o moje. Tak drażniąco blisko. i dziwne. maleńka – mówi. nie odrywając dłoni od mego ciała.. – Christianie. a orgazm się oddala.

trzeci. – Doprowadzasz mnie do szaleństwa – szepcze.. jaką znam. Staje przede mną. chwyta moje pośladki i napiera na mnie biodrami. Nie mam pojęcia. Christian nieruchomieje. obejmuje mnie jedną ręką w talii i schyla się.. Jak długo? Potrafię się w to bawić? Nie. nie. To nie jest miłość. – Po mojej twarzy spływają łzy. Moje zakończenia nerwowe krzykiem domagają się spełnienia. emocje rozrzucone na wietrze. W ekspresowym tempie uwalnia mi dłonie. Czuję się. Nie. – Christianie. Zamierza dalej to ciągnąć. a do oczu napływają łzy. Zamykam oczy i modlę się cicho. Moje ciało wymęczone. – Nie! – Patrzy na mnie zdumiony. w głowie pustka. I wtedy pęka tama – cały niepokój. nie. a ja mrugam. Christian sięga za siebie. podchodzi do łóżka i siada na nim. doprowadzając moje ciało do stanu wrzenia. – Proszę – szepczę raz jeszcze. Ach! – Proszę – jęczę błagalnie. Odwracam się od niego. Wiem. Ale on pozostaje nieprzejednany.. Dotyk chłodnej satyny na moim uwrażliwionym ciele wcale nie jest przyjemny. Jedną dłonią ściąga mi z oczu szalik i bierze pod brodę. guziki dżinsów wbijają się w ciało. patrząc w jego płonące oczy. Proszę. jakby to była kara. wypychając biodra. – Czerwony. Nie. proszę. trzymając mnie na kolanach. Czuję się przytłoczona. lęk i strach z ostatnich dwóch dni kumuluje się we mnie. Obejmuje mnie mocno. ściąga z łóżka satynowe prześcieradło i otula mnie nim. nie obiecywałam ci posłuszeństwa. – Jesteś najbardziej frustrującą kobietą. Ana. Bierze mnie na ręce. nie. Czerwony. Tak bardzo go potrzebuję. a on bezlitosny. Ja jestem bezradna. drugi. tuląc do siebie. nie. Dalej będzie mnie torturował. Szlocham żałośnie. raz. A chwilę potem znowu się odsuwa... – Nie. nie. Do oczu napływają mi łzy.. Jego dłoń raz jeszcze ześlizguje się w dół mego ciała. nie mogę tego zrobić. Nie. To zemsta. – Czerwony – kwilę. kołysząc lekko do tyłu i do przodu. . jak daleko zamierza się tym razem posunąć. Bzyczący odgłos cichnie i Christian mnie całuje. aby zrobić to samo z kostkami. proszę. Nie. – Jezu Chryste. że on nie przestanie. Nie. A ja chowam twarz w dłoniach i łkam. Wciągam głośno powietrze – jego krocze ociera się o moje. Tak bardzo go pragnę.Ponownie dotyka mnie wibratorem i za każdym razem w kluczowym momencie go odsuwa.

Ty nigdy. W moich oczach ponownie wzbierają łzy. Łzy mają działanie oczyszczające.– Przepraszam.. gniew Christiana. – Wyłącz. Jak to możliwe. Przewraca oczami. ale nie bardzo mu to wychodzi. a on wzdycha. po czym odchyla się nagle. Poprawiam stanik. Och. uzbrojony szaleniec w mieszkaniu. Nie znoszę. – Nie jesteś fanką Wariacji Goldbergowskich? – Niekoniecznie. Ostrożnie unosi rękę i dotyka palcami mej twarzy. pościg samochodowy. płaczę. Kręci ze smutkiem głową i zamyka oczy. aby dotykał moich piersi. proszę. plany związane z moją karierą. zdzirowata pani architekt. Zmienia pozycję. Poruszam się na jego kolanach. Kręcę głową. uniemożliwianie przeżycia orgazmu to standardowe narzędzie w. i z tylnej kieszeni spodni wyjmuje pilota. Raz po raz całuje moje włosy. jak wyjeżdża. – Ana. Kiwam głową. Rogiem prześcieradła wycieram nos i stopniowo uświadamiam sobie.. – Oczywiście. Patrzy na mnie. – Urywa. ja w jego ramionach. Przepraszam – mruczy Christian.. że w jednej chwili jest tak bezlitosny. kłótnie. – Ana. a w drugiej taki czuły? . a on się krzywi.. – Pomóc ci? – pyta cicho. próbując ukryć widoczny w jego oczach wstyd. jego wyjazd. – Sorki – mamroczę. tę muzykę – pociągam nosem. Chowając twarz na jego szyi. tak że oboje leżymy teraz na łóżku. wybacz mi. tak że patrzy teraz na mnie z góry. Christian ociera mi kciukiem łzy. gdy próbuję poskładać w całość swoje myśli i uczucia. że w pokoju nadal rozbrzmiewają kliniczne dźwięki utworu Bacha. pociągając mnie za sobą. proszę. – Lepiej? – pyta. Tyle się wydarzyło przez kilka ostatnich dni – pożar w serwerowni. – Dałem się ponieść – mówi nieprzekonująco.. – Czemu to zrobiłeś? – Mój głos jest ledwie słyszalny. – Przepraszam – powtarza. Marszczę brwi.. Nie chcę. Wciska coś i zamiast pianina słychać mój urywany oddech. Oblewam się rumieńcem. – Christian unosi się z łóżka. nie puszczając mnie.

– Musisz przestać to robić – mówię cicho. Ana. – Więc teraz mnie karzesz? Przełyka ślinę. Zmieniłaś zdanie. nie odrywając wzroku od twarzy Christiana. Jestem odrętwiała.. – Okej. Mrugam powiekami. jakbym nią była. kiedy płaczesz – mruczy. Gdybym był w Seattle. kończy się to tak. – A ja nie chcę się tak czuć. że czujesz się gówniano. a w jego oczach widać niepokój. – Nie robisz tego.. Wiem. Poza tym. co się każe. Dobrze – mówi w końcu. Unoszę ku niemu twarz. że się o mnie martwisz. jest zagubiony i bezbronny. Dla dobra nas obojga. drżące westchnienie. A ja postaram się bardziej liczyć z twoimi. – Wiem. nie powiedziałaś mi. proszę – szepcze. Christianie – szepczę.. Wiem. próbując powstrzymać napływające do oczu łzy.. że nie ożeniłeś się z uległą. Marszczy brwi. Przygląda mi się bacznie. – Proszę cię o to. Wiem. Uleciał gdzieś tak bardzo mi teraz potrzebny gniew. – Po pierwsze. Przez tego mężczyznę w głowie mam mętlik. – To prawda – przyznaje. – Pamiętaj o tym. – Wiem. ale nieruchomieje tuż nad moimi ustami. Na Fair Lady powiedziałeś. ciągotkami do sprawowania kontroli. Sądząc z wyglądu.. milcząco prosząc mnie o pozwolenie. Głos ma nabrzmiały szczerością. Prycha. – Postaram się – mówi cicho. że do ciebie nie zadzwoniłam. Mam ochotę zwinąć się w kulkę i zniknąć. Przepraszam.. sprowadziłbym cię do domu. Więcej nie zachowam się tak egoistycznie. po czym zamyka oczy.. – No to przestań mnie traktować tak. – Ja nigdy co? – pytam. – Nie chcę cię oglądać w takim stanie. byłem w Nowym Jorku. a on całuje mnie czule. – Nigdy nie obiecywałam ci posłuszeństwa. Co ja mam począć z tym kontrolującym mężczyzną? Nauczyć się bycia kontrolowaną? Słabe szanse. bezsilny i wściekły. Nachyla się. – Twoje usta są takie miękkie.– Nie płacz. gdzie jesteś. proszę.. że właśnie wymierzenie mi kary zaplanował. Nie musi odpowiadać. Biorę drżący wdech. . – Głos ma teraz łagodny. gdybym rzeczywiście była w domu. Wydaję głośne.

że trzeba mnie chronić.. czego mi nie chcesz powiedzieć? Na muszce trzymała mnie twoja dawna uległa. Wpatruje się we mnie bez słowa. że rozmawiałyście o Elenie. – Rozmawiałaś z moją matką o Elenie? – Głos Christiana robi się wyższy o oktawę. – Bardzo się tym przejmuje.. – A zresztą po raz kolejny próbujesz teraz odwrócić moją uwagę. No więc o co chodzi? Christian podnosi na chwilę rękę i posyła mi spojrzenie. Nie wiadomo czemu wydaje ci się. Ściąga gumkę. W mojej głowie pojawia się obraz Jacka Hyde’a. Z moim tatą też rozmawiałaś? – Nie! – kręcę głową. – Oby tak było. – Lub? – Coś dotyczącego Jacka. mówiąc „lub”? – pytam. – Nie wdawałam się w szczegóły. – Hyde jest zamieszany w sabotaż Charliego Tango. a obok niego glock. – Tak. Zerka na mnie. Myślisz. Przytulam się do niego. – Nie mogę uwierzyć. ale tylko fragment. irracjonalny strach o moje bezpieczeństwo. z którego nic nie potrafię wyczytać. O to właśnie w tym wszystkim chodzi – jego strach.– Wiem – mówi i momentalnie blednie. Ty nie umiesz nawet strzelać. Z Carrickiem nie łączą mnie tego rodzaju relacje. coś mi się przypomina. Ale wtedy ty rozpoznałaś . – Dać za wygraną? Nigdy. cóż... Chryste. Śledczy znaleźli fragment odcisku palca. Przez chwilę leżymy. może nie taki irracjonalny. zaraz. Jack. Grace nie musi znać wszystkich drastycznych szczegółów. i nie patrz tak na mnie – warczę. kiedy się krzywi. Nie przebolałam jeszcze tych jego uwag dotyczących intercyzy. Kładzie się na plecach i wolną ręką zakrywa twarz. – Co wcześniej miałeś na myśli. Obwinia siebie. co? Opieram brodę o obojczyk Christiana.. nic nie mówiąc. rozplata warkocz i przeczesuje palcami moje włosy. Grace i ja rozmawiałyśmy o niej. Ana.. Jego dłoń dotyka końca mego warkocza. ja owszem. więc nie byli w stanie go dopasować. Mów. napastowała mnie twoja pedofilska kochanka. Wzdycha i ponownie zakrywa twarz. – Nie dajesz za wygraną. Nie lubię pozostawać w nieświadomości. że nie poradzę sobie z tym. – Twoja matka ma o niej takie samo zdanie. Cholera! – Kładzie się i ponownie zakrywa ręką twarz. leżącego na podłodze w naszym mieszkaniu. kładąc głowę na jego piersi.

O kurwa. – Christian nieruchomieje. W głowie mi szumi. dając do zrozumienia.Hyde’a w serwerowni. . Wczoraj dostarczył jakieś gówno temu nowemu gościowi. wystarczający do uśpienia całego tuzina. Och. – I? Co jest takiego ważnego w tym samochodzie? Christian milczy.. Gdy wypowiada te słowa. Temu. że albo nie wie. Przez moje ciało przebiega zimny dreszcz. – Nie pamiętam. – Ale w taki właśnie sposób Hyde’owi udało się dostać do budynku. – Dla mnie to nie ma żadnego sensu. ale się w końcu odzywa. – Policja znalazła w nim. który się właśnie wprowadził. – Właśnie. – Ponownie milknie i tuli mnie do siebie jeszcze mocniej. którego poznaliśmy w windzie. gdy próbuję przyswoić te informacje. – Jakie rzeczy? Przez dłuższą chwilę milczy i otwieram usta. pewne rzeczy. – Ja też nie – mówi Christian. był odrażający. jak się nazywa. Jako nieletni miał kilka wyroków w Detroit. że ujdzie mu to na sucho? Owszem. Próbuję przypomnieć sobie Jacka z czasów. – Cholera – mówię cicho. i list. w kartotece znajdowały się odciski palców i fragment pasował. Zawsze był taki niepoczytalny? Jak mógł pomyśleć. Kierowcą był Hyde. a na jego twarzy maluje się napięcie. przypomina mi się srebrna taśma. – Wczorajszego wieczoru Hyde przyszedł cię porwać. Pracował dla firmy dostawczej. – List? – Zaadresowany do mnie. – Materac... Jack uszkodził Charliego Tango? Ale Christian zdążył się rozkręcić. – Jego głos zamienia się w pełen przerażenia szept. gdy razem pracowaliśmy. ale żeby stuknięty? – Nie rozumiem dlaczego – mówię. aby go ponaglić.. – Powiedz mi. – Dziś rano w garażu Escali znaleziono samochód dostawczy. środek usypiający dla koni. – Co w nim było? Christian kręci głową. albo nie zamierza tego ujawnić.

Welch także. .. Do Seattle przeprowadziliśmy się krótko po mojej adopcji. Ale sądzimy. Mię adoptowali już tutaj. – Nie. że urodziłeś się w Seattle. – Tak. – Chyba akurat jasnoniebieską..– Wiem. – Skąd wiesz? – Kiedy zaczęłaś dla niego pracować. Wkłada ją sobie pod kark i patrzy na mnie nieufnie. że kluczowe jest tutaj Detroit. sięga za siebie i bierze jedną z poduszek. No a jakżeby inaczej. – Dla niego masz także szarą teczkę? – pytam drwiąco. Policja bada tę sprawę. Christian unosi głowę i patrzy na mnie. Och. – Co zawiera jego teczka? Christian mruga powiekami. – Więc Jack pochodzi z Detroit? – Tak. ===aVxlVW1c ROZDZIAŁ DWUNASTY – Sądziłam. Grace chciała zamieszkać na Zachodnim Wybrzeżu. – Nadal nie rozumiem. – Naprawdę chcesz wiedzieć? – Aż tak źle? Wzrusza ramionami. kazałem go sprawdzić. – Detroit? – patrzę na niego skonsternowana. Niewiele mam wspomnień z tamtego czasu. Przez jego twarz przemyka rozbawienie. Bardzo to jest przyjemne. Z jego twarzy trudno cokolwiek wyczytać. – Ana. Po chwili kręci głową. z dala od wielkich aglomeracji miejskich. Elliota i mnie Greyowie zaadoptowali w Detroit. W głowie mam zamęt. no i znalazła pracę w szpitalu Northwest Hospital. ja się urodziłem w Detroit. Co to ma wspólnego z Jackiem? Christian odrywa dłoń od twarzy. – Palcami nadal rozczesuje mi włosy.

. postanawiając odpowiedzieć. a nie uległą. uspokajający oddech. I chyba tak robię. Zapewniania mi bezpieczeństwa. z dala od twojej przeszłości – mówię cicho. To działa w obie strony. jak mocno przesadzone mogą się okazać twoje reakcje. a do oczu na nowo napływają mi łzy. – Czasami wyobrażam sobie ciebie jako dziecko. Ta myśl jest obrzydliwa. Nie! To aluzja do niego? I nagle mam przed oczami Christiana jako małego. przykrywając prześcieradłem. – Nic – burczę. pamiętasz? – Mój głos jest ledwie słyszalny. Ano. Jestem jego żoną. Ignoruję ją. Smutek. nie jestem pewna. Nie jestem dziwką i narkomanką. że powinnam wierzyć ci na słowo... brudnego.. nie. Kurwa. Aż miło na niego patrzeć”. nie jakąś nabytą przez niego spółką.. kiwając głową. Nie umiem ocenić. – No co? – pyta skonsternowany moją reakcją.. Cholera jasna. jak możesz tak mówić? Każdego dnia mierzysz się ze swoją przeszłością. pięćdziesiąt odcieni. Christian sztywnieje. O co chodzi? Podnoszę wzrok i dostrzegam jego niepokój. Czuję ściskanie w żołądku. – Ta część twego życia nie jest zamknięta. Nie chcę twojej litości. Być może to mój sposób na zakotwiczanie cię w teraźniejszości. – To nie litość – szepczę zbulwersowana. Anastasio. – Biorę głęboki. – Ty jednak mi się przeciwstawiasz – szepcze z konsternacją. Czy nie to Christianowi się we mnie spodobało? – Doktor Flynn powiedział. – Nie mówiłem o sobie. Na zawsze. Robię jedynie to. co zawsze. – Nie wiem. – Nie. Właśnie. zanim zamieszkałeś z Greyami. – To współczucie i smutek. Czy ja to robię z rozmysłem? Moja podświadomość zdejmuje okulary i zaczyna żuć koniec zausznika. że ktoś mógł zrobić coś takiego małemu dziecku. Opieram policzek z powrotem o jego klatkę piersiową. zagubionego chłopca. ale milczy. Obejmuję go jeszcze mocniej. Ściągam brwi. Christian parska i przeczesuje palcami wolnej ręki włosy.. że dlatego właśnie odczuwasz potrzebę sprawowania nade mną kontroli. Sam mi to powiedziałeś. – Wiem. Przypominają mi się słowa doktora Flynna: „Rób po prostu dalej to samo.– Znam gorsze rzeczy – szepcze. Tę część swego życia mam za sobą. którą była jego matka. Christianie. przestraszonego. Christian jest zadurzony w tobie po uszy.

Że nie wiedziałam. posłuchaj mnie. Wzdrygam się na wspomnienie uderzeń pasem. Okej.. Że go błagałam – a on nie przestawał. . Jestem znacznie silniejsza od niej. Ano? Blednę.. Ja ciebie także kocham – szepczę. – Czy tego właśnie zapewnienia potrzebuje? Wypuszcza z płuc powietrze i zamyka oczy. że cię nienawidzę? – Teraz to w moim głosie słychać niedowierzanie. co mi zrobisz. Bez względu na to. Ponownie nieruchomieje.Przez chwilę milczy. – Wygląda. Wstrzymuje oddech. dlaczego użyłaś hasła bezpieczeństwa. jakbym stanowiła dla niego zagadkę. że kochałeś swoją mamę i że nie mogłeś jej uratować. – Unoszę głowę.. – Powiedział. Serce mi się ściska. – Chowam się? – Tak. – Oczywiście.. a teraz. Mam ciebie. – Teraz nie. – Nie. Że nie chciałam eskalacji. Proszę. Ale ja to nie ona. Christianie. Christianie. – Nie chowaj się przede mną. – Cholerny Flynn – burczy do siebie. jak wtedy tutaj. – Zapytałaś mnie dzisiaj. Marszczy brwi.. jakby nie takich słów się spodziewał. Nie byłeś w stanie. a ty jesteś teraz znacznie silniejszy i wiem. Teraz albo nigdy. – Ale muszę wiedzieć. – Nie jestem nią. Proszę. – Nie. – Urywa i wpatruje się we mnie. Nie rozumiałem dlaczego. nie przede mną. – Nadal mnie kochasz? – pyta.. – Przez całe życie się chowasz. wiem. aby zajrzeć w jego rozszerzone strachem oczy. Co mogę mu powiedzieć? Że byłam przerażona. że nie powinnam zmieniać swojego zachowania. ale i mocniej mnie przytulając. – Nadal sądzisz. Unosi rękę. – Przestań – szepcze. – Tak powiedział? – pyta cierpko. Och. jak.. znowu zakrywając ręką twarz. czy cię nienawidzę. zawsze będę cię kochać. że mnie kochasz. Nagle przekręca się na bok i teraz leżymy twarzami do siebie. odgarnia mi włosy z twarzy i zakłada je za ucho. że tak. – Christianie. czy przestanie. jakby czuł ulgę.. – Podnoszę głowę i odciągam mu rękę z twarzy. – Kręci głową. Patrzy na mnie z niedowierzaniem.

– Całuje mnie w usta. Nie umiem. – Ponieważ. Tak jak potrzebuję ciebie. – Naprawdę? – Nie rozumiem. drugą wsuwam w jego włosy. Z jego twarzy trudno cokolwiek wyczytać. zimny. Ano. A mimo to z tobą. Jedną ręką głaszczę go po plecach. Postaram się być bardziej wyrozumiała.. ponieważ byłeś taki rozgniewany i odległy.. trwającej całą wieczność chwili mówi cicho: – Cieszę się. że mogę mieć pewność. – Tak.. Nigdy nie chciałem zrobić ci krzywdy – mruczy..Przełykam ślinę. że to się wzajemnie wyklucza. Uśmiecham się szeroko. Obejmuje mnie mocno i kładzie mi głowę na piersi. – Ja też nie.. – Nie mam pojęcia. – urywa. – Potrzebujesz czego? – Kontroli. Patrzy na mnie. Oczy mu ciemnieją.. – Chcę. Nie wiedziałam. Dlaczego mnie to cieszy? Christian także się uśmiecha. – Postaram się. – To. Po długiej. Christianie. – Nie – mówi w końcu. . iż mnie powstrzymasz. – Zamierzałeś pozwolić mi dojść? – szepczę i czuję. że to zrobiłaś.. – Dałem się ponieść chwili. Próbowałem.. tuląc go mocno. – Kręci z rozdrażnieniem głową.. – Ja ciebie także potrzebuję – szepczę. – Przy tobie często mi się to zdarza. Wzdycha i odpręża się w moich ramionach... Poniosło mnie. co się dzieje w mojej duszy.. i. To właśnie sedno naszego dylematu – jego potrzeba sprawowania kontroli i jego potrzeba posiadania mnie. Stanowimy plątaninę nagich i odzianych w dżinsy nóg oraz satynowej pościeli. – Całuje raz jeszcze. Jego usta wyginają się w smutnym uśmiechu. Nie wierzę. Nie chcę robić ci krzywdy. – To oznacza. Delikatnie gładzi mnie po policzku. jakby próbował dostrzec. Przełykam ślinę. Och? I z jakiegoś dziwacznego powodu ta myśl sprawia mi przyjemność. – Ale skuteczne – mruczy... ale nie spuszczam wzroku. – Potrzebuję. Nie umiem odpuścić. dlaczego się pani szczerzy. pani Grey.. jak daleko się posuniesz. Tylko tak potrafię funkcjonować.. O kurwa. surowe. żebyś mnie potrzebowała – mówi cicho. jak na moje policzki wypełza rumieniec.

– Opiekujesz się. Jesteś bezpieczny. rozgląda się gorączkowo i marszczy brwi. ciesząc się tą ciszą po burzy. że właśnie to mnie obudziło. Tak bardzo go kocham. delikatnie rozjaśniając krwiście czerwone ściany. szare i dzikie. przyciąga do siebie i całuje. gdy wyjechałeś. – Chcę się tobą opiekować. gdy rozpoznaje miejsce. w którym się znajdujemy. – Ana – dyszy i bez żadnego wstępu obejmuje moją twarz. Przez cały czas. nadal w dżinsach. Mocno. Klękam przy nim. Do oczu napływają mi łzy. Jasna cholera! Śni mu się jakiś koszmar. Zawsze będę kochać. twarz wykrzywioną z bólu. Gdzie ja jestem? Pokój zabaw. proszę. miałeś zły sen. Światło jest włączone. Christian jęczy ponownie i dociera do mnie. Jedną dłonią trzyma moją brodę. Chcę pracować. proszę cię. gdy tymczasem kolanem rozsuwa mi nogi. – Kocham cię. a drugą unieruchamia głowę. Tak bardzo za tobą tęskniłam. Tak bardzo go potrzebuję. Ano. Jego język wdziera się desperacko do mych ust. Christian obraca się. tak że leżę teraz pod nim. między mymi udami. chwytam za ramiona i potrząsam. Wzdycha. jak wyjeżdżasz. Budzę się zdezorientowana. . Patrzy na mnie nierozumiejącym wzrokiem. Leży obok mnie. powieki ma zaciśnięte. – Christianie. wyczerpana zapadam w sen. Nie wracajmy do tego. Nie znoszę. – Mogłaś jechać ze mną. – Siadam.– Potrzebuję! – oświadczam żarliwie. Wyczuwam jego uśmiech. – Nie! – woła. Mruga. – Christianie. Słuchając miarowego bicia jego serca. Oboje leżymy w bezruchu. Mości się. Ledwie dając mi szansę na złapanie oddechu. – Ja ciebie też kocham. zrzucając z siebie prześcieradło. – Christianie. – Oczywiście. – Christianie. – Nie – jęczy. obudź się. Obudź się! Otwiera oczy. a źrenice rozszerza mu strach. Jesteś w domu. – Naprawdę? – Wydaje się zaskoczony.

ale nadal wydaje się poruszony. Łapię go za ramiona i wysuwam biodra w jego stronę.. – Jestem tu – szepczę. nie z bólu.. jakby nie mógł uwierzyć. Nasze gorące. a chwilę później opada na mnie całym ciężarem. Pragnę go. Przygląda mi się przez ułamek sekundy. Przez chwilę patrzy mi w oczy. – Ach! – krzyczę.. pożądaniem – miłością? Nie wiem. Och. próbując go uspokoić. wisząc nade mną. Opuszcza rękę i rozpina rozporek. – Ana – jęczy niemal niezrozumiale i doznaje spełnienia. To zdecydowanie nie mój wieczór.. długi czas. Mój mały. – Och. napędzany strachem. Jasny gwint. – Głos mam schrypnięty i przepełniony pragnieniem. co mam do zaofiarowania. A potem jego usta znowu przypuszczają atak na moje. zalewając me ciało ognistym pożądaniem.. – Głos ma niski i schrypnięty. Kiwa głową. Pragnę go teraz. Pragnę uzdrowić siebie. . ciężko dysząc. Twarz ma wykrzywioną. wchodząc we mnie raz za razem.. – Potrzebuję cię. zagubiony chłopiec. Słodki Jezu. jakby dopiero teraz mnie zauważył. – Ja ciebie także – szepczę bez tchu. pieszcząc jego kochaną twarz. dyszące oddechy mieszają się ze sobą. po czym uwalnia nabrzmiały członek. Christian jęczy i ponownie całuje. oczy. Tulę go do siebie.. – Nachyla się i całuje mnie czule. Porusza się gorączkowo. – Dobrze się czujesz? – pytam. jakby w końcu dotarło do niego. A jeszcze niecałą minutę temu spałam. Ana. pozostawiając mnie na krawędzi. ale odpowiadam na każde jego pchnięcie. odciążając mnie nieco. Christian gorączkowo całuje mi twarz. wlewając się we mnie. Ana. Jęczy głośno.. Pragnę go uzdrowić. – Eee. policzki. ale zaskoczona jego skwapliwością. Marszczy brwi i patrzy mi w oczy. – Wiję się pod nim i po chwili Christian uśmiecha się zmysłowo. W końcu kręci głową i opiera się na łokciach.. zabierając wszystko.– Ana – dyszy. – Tak. że tu jestem. Potrzebuję tego. Patrzy na mnie takim wzrokiem. desperacko pragnąc jego dotyku. Jęczę i całe nagromadzone wcześniej napięcie seksualne wybucha z pełną mocą. Uwięziony w spodniach członek naciska na moje miękkie ciało. gdzie się znajduje. – Och. – A ty? – pyta z troską w głosie. Jednym płynnym ruchem zatapia się we mnie. ciało sztywne. Christian wysuwa się we mnie i przytula przez jakiś czas. Proszę. znowu.. napierając na mnie biodrami. brodę. pozwalając mi zaczerpnąć tchu. A niech to. oddycham głęboko i aż się wiję z pragnienia.

– Och. po czym wraca do całowania. Tak robię.. Powoli. – Siadaj – nakazuje.. – Nie. Jego usta odnajdują moje. I to wystarcza – odlatuję. Cała zamieram z wyczekiwania. ujmuje moją twarz i całuje ją. Odchylam się i otwieram szeroko usta.– Pani Grey. jak nachyla się i obsypuje pocałunkami moje prawe udo.. a patrzenie na Christiana jest tak bardzo erotyczne.. a włosy niczym welon spływają mi na ramiona i piersi. och. Wciągam głośno powietrze. chwyta mnie za nogi tuż nad kolanami i pociąga do siebie. Całuje mnie szybko. Wyciągam rękę i dotykam jego włosów. wykrzykując głośno jego imię. O rety. jakie są jego zamiary. chwyta mnie za biodra i ściąga z łóżka na jego czekające kolana i. Wypycha biodra w moją stronę. I nie dając mi czasu na powrót do Seattle.. gdy wypełnia mnie sobą. wysuwając biodra w górę.. Obserwowanie. obejmując mnie mocno. Klęka na podłodze.. tak dobrze go w sobie czuć. Obejmuje dłońmi moje pośladki i unosi mnie. pozwalając mu zabrać mnie. delektując się tym słodkim seksem.. Powoli i delikatnie masuje to słodkie miejsce w moim wnętrzu.. Delikatnie wsuwa we mnie palec. tak że moja pupa znajduje się na brzegu materaca. a ja już nie mogę wytrzymać i padam na łóżko. poddając się temu łagodnemu rytmowi.. unosi i opuszcza. a ja czuję rozchodzące się od podbrzusza iskierki rozkoszy. Opieram się na dłoniach – doskonale wiedząc. Eksploduję wokół niego. – Jesteś tak cholernie piękna – mruczy. że widzę gwiazdy. tak bardzo powoli. Napinam mięśnie ud.. wyginając plecy w łuk. maleńka – dyszy. Moje ciało tężeje. gdy delikatnie rozsuwa mi uda. ma pani swoje potrzeby – mruczy. Christian muska nosem mój brzuch. Jego szare spojrzenie nie opuszcza mojej twarzy. po czym zeskakuje z łóżka. słodkimi pocałunkami. ach – jęczę. . Nieruchomieje. Podnosi na mnie wzrok. rozkoszując się dotykiem jego ust. unosi mnie i opuszcza. jak jego język prześlizguje się po najwrażliwszej części mnie. Świat koncentruje się w złączeniu mych ud. gdzie tylko ma ochotę. – Patrz – szepcze. na planetę Ziemię. Mam wrażenie. Zarzucam mu ręce na szyję. – Jeszcze z tobą nie skończyłem – mruczy. po czym obsypuje go czułymi. a ramiona zaczynają drżeć. a ja patrzę. gdy walczę o pozostanie w pozycji siedzącej. O kurwa. kierując się ku górze. wzwód. – Aaach – jęczę..

– Jeszcze chwileczkę – szepczę.. Ano – szepcze mi do ucha. uświadamiam sobie. – Mhm. ku spełnieniu. Pójdziemy do sypialni. – Pani Grey.. sprawiając wrażenie niewinnego. A kiedy czuję. Podnosi mnie delikatnie i kładzie na łóżku. – Chodziło mi o twój sen. – Ja też cię kocham. – Nachyla się i całuje mnie w szyję. Wplatam palce w jego włosy.. czoło opierając o moje. wyczerpana i nareszcie zaspokojona. dół. . Tuli mnie mocno i sam także doznaje spełnienia. wyżej i wyżej. – Ej – besztam go i delikatnie dotykam policzka. Christian nieruchomieje. – Dojdź dla mnie. – Kocham cię. – Mhm. – Przeniesiemy się do łóżka czy chcesz spać tutaj? – Mhm.. Niechętnie odwracam się w jego stronę. że tego właśnie pragnęłam – tego połączenia. Nie lubię spać tutaj. że wpatruje się we mnie. w idealnie dopasowanym rytmie. maleńka – szepcze. Christianie. – Na to jedynie panią stać? – Mhm. Mruga powiekami. a w jego błyszczących źrenicach widzę miłość. Leżę w jego ramionach. – Wszystko dobrze? – pytam. góra. całe moje ciało się napina i dochodzę głośno. a jednocześnie bardzo z siebie zadowolonego. Trzyma mnie mocno. Muska nosem moją szyję.. proszę ze mną rozmawiać. Kiwa głową. powoli podnosząc mnie i opuszczając.. – Wydaje się rozbawiony. Otwieram oczy i stwierdzam. – Teraz lepiej? – pyta cicho. dół. tej manifestacji naszej miłości. Zaciskam powieki. Góra. nie przerywając płynnego ruchu naszych ciał. – Teraz tak. i cicho szepcze moje imię. – Chodź. uśmiechając się radośnie.– Ana. jak moje ciało zbliża się ku granicy. opadając w przepaść.

że jest trzecia dwadzieścia. Podchodzę do pianina. co się dzieje. abyś się potknęła i skręciła kark. Co to za utwór? – Chopin. – Obudziłem cię? – pyta. zaniepokojona jego reakcją. bym mogła siąść obok niego. – Nosi tytuł Duszenie się. po czym zaczyna grać to samo. chowając twarz na mej szyi. Kończy. – Zostaw je.. jest strasznie smutny – to żałobny lament. – Waha się. Gdzie Christian? Wtedy słyszę dźwięki pianina. no nie? Parska.Wyraz jego twarzy ulega natychmiastowej zmianie. a po chwili odsuwa się ode mnie i wstaje z łóżka. – Przepraszam – mówię cicho. Christian zamyka oczy i obejmuje mnie mocno. Głos ma zachrypnięty. Znosi mnie na dół do naszej sypialni. Ale serce mi pęka. Czuję. Coś jest nie tak. ale nie przestaje grać. – Nie chcę. którym był zaledwie chwilę temu. Też się podnoszę. Słucham jak urzeczona. on zaś nie przerywa gry. e-moll. – W porządku – mruczę. Nie przerywa gry. Całuje moje włosy. a ja kładę mu głowę na ramieniu. Zarzucam mu ręce na szyję zaskoczona tym. owijając się satynowym prześcieradłem. jak ja mam nadążyć za tymi zmianami nastroju? Co takiego mu się śniło? Nie chcę zadawać mu dodatkowego bólu. Christianie.. nie wytrzymuję. – Naprawdę wstrząsnęło tobą to wszystko. Otwieram oczy. że przygląda mi się nieufnie. za wszelką cenę pragnąc powrotu żartobliwego chłopca. . – W porządku – powtarzam uspokajająco. który już kiedyś słyszałam. Biorę go za rękę. Zerkam na budzik i widzę. skąd ten smutek? Przeze mnie? Ja do tego doprowadziłam? Kiedy kończy i od razu zaczyna grać po raz trzeci. dopóki utwór nie dobiega końca. Christiana nie ma w łóżku. mimo że jest jeszcze ciemno. który gra. tylko przesuwa się. Szybko wstaję z łóżka. – I nim zdążę się zorientować. bierze mnie na ręce. jak siedzi skąpany w świetle lampy. – Tym. domagając się szczegółów. że nie było cię przy mnie. – Nie mówmy o tym – szepcze. Jedno z preludiów. chwytam podomkę i biegnę korytarzem do salonu. Utwór. – Chodźmy spać – mówi cicho. jak szybko się uspokoił. Zatrzymuję się w progu i patrzę. Schylam się. Podnoszę wzrok i widzę. jakby coś mi się zaciskało wokół serca. Kurwa mać. aby podnieść ubrania. gdy tymczasem pokój wypełnia boleśnie smutna muzyka.

ale jednocześnie dać więcej z siebie Christianowi. taka zimna. co mi każe. Patrzy na mnie zaspanym wzrokiem. Przyciska czoło do mojego. – Obejmuję dłońmi jego twarz. Wpatruję się w sufit i do głowy przychodzi mi myśl. Analizuję naszą wczorajszą rozmowę. W jego oczach widać udrękę. prawda? Kwestia zasadnicza jest taka. on tuli mnie do siebie. aby robić to. Czuję się. Nie prosi mnie o to. i nie chciałaś się obudzić. Ona nie robi tego. – Owszem. że uważam Christiana za silnego i dominującego – podczas gdy tak naprawdę jest taki kruchy i delikatny. co za wieczór.– Obłąkany dupek wdziera się do mojego mieszkania. przeżywał takie udręki. by go nie obudzić. Postanawiam. czekając. W końcu także wstaje. Trudno uwierzyć. widać w nich ból. mój zagubiony chłopczyk. który pozwoli mi zachować integralność i niezależność. W porównaniu z nim jestem silna. że ten mężczyzna obok mnie. wstrząsnęło to mną. Co takiego? – Leżałaś na podłodze. Och. zwalczam jednak tę pokusę i prowadzę go z powrotem do sypialni. spokojnie śpiąc. – Dzień dobry. co się jej każe. proszę. aby mu nie przysparzać dalszych zmartwień. że nie żyjesz – szepcze. Ja jestem jego „więcej”. Szary. . – Śniło mi się. by przesunąć palcem wzdłuż gumki. Ale czy mam w sobie dość siły dla nas dwojga? Dość siły. jak również tak bardzo dręczył mnie. Ściskam jego dłoń. dotykiem skóry na skórze. Kiedy się budzę. a kiedy je otwiera. – Biorę go za rękę i wstaję. Ironię losu stanowi fakt. Postanowiliśmy jedynie. panie Grey – uśmiecham się. – Zamyka na chwilę oczy. czy pójdzie za mną. – Jestem tutaj i zimno mi bez ciebie w łóżku. że oboje bardziej będziemy się starać. że w ten weekend wyjątkowo się postaram. Używa haseł bezpieczeństwa. zapewniając mu nieco spokoju? Wzdycham.. że to on mnie uważa za kruchą – a wcale taka nie jestem. którym jest mój mąż. we śnie wyglądający tak spokojnie i młodo. Leżę bez ruchu. to był tylko zły sen. Doprowadza mnie do szaleństwa. aby sprawdzić. Rany. Wracaj. jakby przejechał po mnie czołg – czołg. Ma na sobie spodnie od piżamy i kusi mnie. a on moim. Rozkoszuję się jego ciepłem. że kocham tego mężczyznę i muszę znaleźć dla nas kompromis. – Przepraszam. – Hej. Taki. aby mi porwać żonę. Christian porusza się i unosi głowę z mojej piersi..

zapłaciłaś dwadzieścia cztery tysiące dolarów za ten weekend. a ja się rozpływam. zjem naszykowane przez nią śniadanie. – Uwielbiam ten dźwięk – mówi. – Och. Uśmiecha się nieśmiało. Jest pochmurny i szary dzień. Uśmiecham się szeroko. w białym T-shircie i czarnych dżinsach w ogóle . to chciałbym ją zabrać do Aspen. – Dzisiejszy dzień będzie lepszy? – Dobrze – zgadzam się. – W dniu licytacji należały do ciebie. by pogoda zepsuła mi humor. Mój mąż ma oczywiście odrzutowiec. – Kiedy mój mąż w końcu przestał katować pianino. Czymś jest podekscytowany – promienieje jak bożonarodzeniowe lampki i wierci się jak mały chłopiec z wielką tajemnicą. pani Grey. Z potarganymi włosami. ale nie pozwalam. Taylor zawozi nas na lotnisko Sea-Tac. – Aspen? – Tak. – Panny Kathie? – Mojej nauczycielki gry na pianinie. przesuwając dłoń w górę mego uda. Chichoczę. Gapię się na niego. – Na podróż do Kolorado nie potrzeba przypadkiem kilku godzin? – pytam.– Dzień dobry. Dobrze pani spała? – Przeciąga się. Bądź co bądź. ty i to twoje przewracanie oczami – szepcze. Christian ma dzisiaj znacznie lepszy nastrój. aby odwrócić jego uwagę. – Co chcesz robić? – Jak już pokocham się z żoną. Ciekawe. – Odrzutowcem nie – odpowiada głosem ociekającym miodem i łapie mnie za tyłek. – Katować pianino? Napiszę mejl do panny Kathie i przekażę jej to. – Przewracam oczami. Jak mogłam zapomnieć? Jego dłoń kontynuuje podróż po moim ciele i wkrótce wszystko wylatuje mi z głowy. – Aspen w Kolorado? – Właśnie to. – Nasze. Chyba że je przeniesiono. co on takiego wymyślił. – To były twoje pieniądze. dobrze. to owszem. aż pod samolot odrzutowy GEH gotowy do lotu.

łapie za uda i przerzuca sobie przez ramię. a potem Kate i Elliota. kręcąc głową. Ignorując moje błagania i bezskuteczny opór. Kładzie mi dłonie na biodrach. – Christian. Elliot. – Och. – Och.nie wygląda dzisiaj jak prezes. jak Stephan z uśmiechem wchodzi do kokpitu. Anastasio. – Christian odpowiada uśmiechem. Kątem oka dostrzegam. – Zarzucam mu ręce na szyję i na oczach wszystkich mocno całuję. – Nasi goście są? – Tak. Goście? Odwracam się i łapię głośno powietrze. Ujmuje moją dłoń. – Niespodzianka! – mówi. proszę pana. – Miłą? – Mam taką nadzieję.. – Dzień dobry panu – uśmiecha się pilot. że za rzadko spotykasz się z przyjaciółmi. dziękuję. . wsuwając kciuki w szlufki dżinsów. – Uśmiecha się ciepło. Christianie. który wydaje okrzyki godne obłąkanego gibona. – Wzrusza ramionami i posyła mi przepraszający uśmiech. jak Pierwszy Pilot Beighley włącza różne guziki na panelu sterowniczym. Christian mija w wąskiej kabinie siedzących naprzeciwko siebie Mię i Ethana. po czym wyjmuje z bagażnika nasze rzeczy. Kate. Mia i Ethan – siedzą na kremowych skórzanych fotelach i śmieją się do mnie. – Mam dla ciebie niespodziankę – mruczy i całuje moje kłykcie. – Dzięki za tak szybką gotowość. postaw mnie! – Uderzam go w tyłek. W drzwiach stoi Taylor i stara się powstrzymać wesołość. Taylor otwiera drzwi Christianowi. O rety. czeka na nas Stephan. Puszcza mnie i bez ceregieli schyla się. Hmm. Christian i Stephan wymieniają uścisk dłoni. gdy Taylor zatrzymuje się przed schodkami. – Uśmiecha się szeroko. Ależ jestem uradowana! – Mówiłaś. Wow! Odwracam się do Christiana. – Rób tak dalej. a zaciągnę cię do sypialni – mruczy. – Jak? Kiedy? Kto? – mamroczę niewyraźnie. – Nie ośmieliłbyś się – szepczę mu do ust. Zaglądam do kokpitu i patrzę.. Kiedy wchodzimy do samolotu. co to może być? Sawyer wyskakuje z auta i otwiera mi drzwi. Uśmiecham się szeroko.

– Proszę państwa o wybaczenie – zwraca się do naszych gości – ale muszę zamienić z żoną słówko na osobności. – Christian! – wołam. – Postaw mnie! – Wszystko w swoim czasie, mała. Mia, Kate i Elliot śmieją się w głos. Do diaska! To nie jest zabawne, tylko krępujące. Wyraźnie zaszokowany Ethan gapi się na nas z otwartymi ustami, kiedy znikamy we wnętrzu kabiny. Christian zamyka za nami drzwi i puszcza mnie. Obdarza mnie chłopięcym uśmiechem, bardzo z siebie zadowolony. – Niezłe przedstawienie, panie Grey. – Krzyżuję ręce na piersi i patrzę na niego z udawanym oburzeniem. – Zabawne, pani Grey. – A jego uśmiech staje się jeszcze szerszy. O rany. Wygląda tak młodo. – Zamierzasz kontynuować? – Unoszę brew, nie mając pewności, jak się z tym czuję. No bo przecież pozostali nas usłyszą, na litość boską. Nagle górę bierze nieśmiałość. Zerkam nerwowo na łóżko i na wspomnienie nocy poślubnej na moją twarz wypełza rumieniec. Wczoraj tyle rozmawialiśmy, tyle robiliśmy. Mam wrażenie, że przeskoczyliśmy przez jakąś nieznaną przeszkodę – ale w tym właśnie problem. Jest nieznana. Napotykam gorące, lecz rozbawione spojrzenie Christiana i po prostu nie mogę zachować powagi. Jego uśmiech jest taki zaraźliwy. – Chyba niegrzecznie będzie kazać naszym gościom czekać – mówi słodko, robiąc krok w moją stronę. A od kiedy przejmuje się tym, co myślą inni? Cofam się i wpadam na ścianę kabiny, a Christian przyciska mnie do niej, unieruchamiając gorącem swego ciała. Pochyla głowę, by musnąć nosem mój nos. – Miła niespodzianka? – szepcze i wyczuwam w jego głosie nutkę niepokoju. – Och, Christianie, fantastyczna! – Zarzucam mu ręce na szyję i całuję w usta. – Kiedy to wszystko zorganizowałeś? – pytam, kiedy już się od niego odklejam. – Wczoraj wieczorem, kiedy nie mogłem zasnąć. Napisałem do Elliota i Mii, no i oto oni. – Dziękuję ci. Na pewno będziemy się świetnie bawić. – Taką mam nadzieję. Pomyślałem, że łatwiej będzie unikać prasy w Aspen niż w domu. Paparazzi! Ma rację. Gdybyśmy zostali w Escali, czulibyśmy się jak więźniowie. Dreszcz przebiega mi po plecach na wspomnienie trzasku migawek i błysku fleszy aparatów tych kilku fotografów, przed którymi Taylor uciekł dzisiejszego ranka.

– Chodź. Musimy zająć miejsca, Stephan niedługo będzie startował. – Podaje mi rękę i razem wracamy do kabiny. Wita nas wesołe pokrzykiwanie Elliota. – Cóż za ekspresowa samolotowa obsługa! – woła drwiąco. Christian go ignoruje. – Panie i panowie, proszę o zajęcie miejsc, ponieważ za chwilę rozpoczniemy kołowanie przed startem – rozlega się spokojny i pewny głos Stephana. Z części kuchennej wyłania się brunetka – eee... Natalie? – która nas obsługiwała podczas lotu do Europy. Zbiera kubki po kawie. Natalia... Ma na imię Natalia. – Dzień dobry, panie Grey, pani Grey – mówi, mrucząc przy tym jak kotka. Czemu w jej obecności czuję skrępowanie? Może dlatego, że ma ciemne włosy. Christian sam się przyznał, że generalnie nie zatrudnia brunetek, ponieważ mu się podobają. Uśmiecha się grzecznie do Natalii i zajmuje fotel naprzeciwko Elliota i Kate. Witam dziewczyny szybkim uściskiem, macham ręką do Ethana i Elliota, po czym siadam obok Christiana i zapinam pasy. On kładzie dłoń na moim kolanie. Sprawia wrażenie zrelaksowanego i zadowolonego, chociaż nie jesteśmy sami. Zastanawiam się, dlaczego zawsze nie może taki być. – Mam nadzieję, że spakowałaś traperki – mówi do mnie ciepło. – A nie będziemy jeździć na nartach? – W sierpniu to byłoby sporym wyzwaniem – odpowiada z rozbawieniem. Och, no tak. – Jeździsz na nartach, Ano? – wtrąca Elliot. – Nie. – Jestem pewny, że mój braciszek cię nauczy. – Elliot mruga do mnie. – Na stoku także jest szybki. Oblewam się rumieńcem. Kiedy podnoszę wzrok na Christiana, widzę, że patrzy beznamiętnie na brata, wydaje mi się jednak, że próbuje powstrzymać śmiech. Samolot rusza z miejsca i zaczyna kołować w stronę pasa startowego. Czystym, dźwięcznym głosem Natalia zapoznaje nas z samolotowymi procedurami bezpieczeństwa. Ma na sobie granatową koszulę z krótkim rękawem i ołówkową spódnicę do kompletu. Do tego nienaganny makijaż – naprawdę jest bardzo ładna. Moja podświadomość unosi wyskubaną brew. – Nic ci nie jest? – pyta mnie Kate. – To znaczy po tej całej aferze z Hyde’em?

Kiwam głową. Nie chcę myśleć ani rozmawiać o tym człowieku, ale Kate ma chyba inne plany. – No więc dlaczego mu odbiło? – pyta, w ekspresowym tempie dochodząc do samego sedna sprawy. Widać, że szykuje się do dalszego przesłuchania. Christian mierzy ją chłodnym wzrokiem i wzrusza ramionami. – Zwolniłem go z pracy – mówi otwarcie. – Och? Dlaczego? – Kate przechyla głowę, a ja mam wrażenie, że siedzi przede mną Nancy Drew. – Przystawiał się do mnie – mamroczę. Próbuję kopnąć pod stołem Kate w kostkę, ale nie trafiam. Cholera! – Kiedy? – Kate gromi mnie wzrokiem. – Wieki temu. – Nic mi o tym nie mówiłaś! Wzruszam ramionami przepraszająco. – Niemożliwe, żeby chodziło o zwykłą urazę. Jego reakcja jest zdecydowanie zbyt ekstremalna – kontynuuje Kate i tym razem kieruje pytanie do Christiana: – Jest niezrównoważony psychicznie? No a co z tymi informacjami, jakie posiada na temat rodziny Greyów? – Uważamy, że ma to jakiś związek z Detroit – odpowiada spokojnie Christian. Zbyt spokojnie. O nie, Kate, błagam, odpuść. – Hyde też pochodzi z Detroit? Christian kiwa głową. Samolot nabiera prędkości, a ja biorę Christiana za rękę. Zerka na mnie pokrzepiająco. Wie, że nie znoszę startu i lądowania. Ściska mi dłoń, a kciukiem gładzi po knykciach. – Co rzeczywiście o nim wiesz? – pyta Elliot, nie zwracając uwagi na fakt, że siedzimy w małym odrzutowcu, który pędzi po pasie startowym i zaraz wzbije się w powietrze. Tak samo nie zwraca uwagi na rosnącą irytację Christiana. Kate pochyla się w naszą stronę, słuchając uważnie. – Mówię to prywatnie – rzuca do niej Christian. Kate zaciska usta. Przełykam ślinę. Cholera. – Mało wiemy na jego temat. Jego ojca zabito podczas burdy w barze, matka piła na umór. Jako dziecko przebywał w różnych rodzinach zastępczych. I pakował się w tarapaty. Głównie kradzież samochodów. Trafił do poprawczaka. Jego mama w końcu wróciła na ścieżkę trzeźwości, a Hyde zupełnie się zmienił. Miał stypendium w Princeton. – Princeton? – pyta zaciekawiona Kate.

– Aha. To bystry chłopak. – Christian wzrusza ramionami. – Nie tak bardzo. Dał się złapać – burczy Elliot. – Ale przecież nie udałoby mu się odstawić takiego numeru w pojedynkę? – pyta Kate. Christian sztywnieje. – Tego jeszcze nie wiemy – mówi cicho. O cholera. Ktoś mógł działać do spółki z Hyde’em? Odwracam się i z przerażeniem patrzę na Christiana. Po raz kolejny ściska mi dłoń, ale odwraca wzrok. Samolot gładko wzbija się w powietrze, a w moim brzuchu pojawia się to paskudne uczucie. – Ile on ma lat? – pytam, nachylając się ku swojemu ukochanemu tak blisko, by tylko on słyszał. Choć chciałabym wiedzieć, co się dzieje, wolę nie prowokować pytań Kate. Wiem, że to irytuje Christiana, a od czasu Drinkgate moja przyjaciółka na pewno znajduje się na jego krótkiej liście. – Trzydzieści dwa. Czemu pytasz? – Z ciekawości. – Nie interesuj się Hyde’em. Cieszę się, że ten pojeb tkwi w areszcie. – To niemal reprymenda, ale postanawiam zignorować jego ton. – A ty uważasz, że nie działał sam? Na myśl, że ktoś inny mógł być w to zaangażowany, robi mi się niedobrze. To by znaczyło, że jeszcze nie koniec. – Nie wiem – odpowiada Christian i zaciska usta w cienką linię. – Może ktoś, kto żywi wobec ciebie urazę? – sugeruję. O kurwa. Mam nadzieję, że to nie ten zdzirowaty troll. – Na przykład Elena? – szepczę. Zerkam niespokojnie na Kate, ale widzę, że jest pogrążona w rozmowie z Elliotem. Wydaje się na nią wkurzony. Hmm. – Lubisz ją demonizować, prawda? – Christian przewraca oczami i krzywi się. – Może i żywi urazę, ale nigdy by czegoś takiego nie zrobiła. Ale nie rozmawiajmy o niej. Wiem, że to nie jest twój ulubiony temat. – Doszło do waszej konfrontacji? – szepczę, nie mając pewności, czy rzeczywiście chcę to wiedzieć. – Ana, nie rozmawiałem z nią od tamtego przyjęcia. Proszę, daj już spokój. Nie chcę o niej rozmawiać. – Unosi moją dłoń do ust i całuje. – Znajdźcie sobie ustronne miejsce – rzuca żartobliwie Elliot. – Ach, no tak, już to zrobiliście, ale nie trwało to zbyt długo. Christian podnosi głowę i posyła bratu chłodne spojrzenie.

– Odpieprz się, Elliot – mówi bez złości. – Chłopie, ja tylko mówię, jak jest. – W oczach Elliota błyszczy wesołość. – Co ty tam wiesz. Elliot uśmiecha się szeroko. – Ożeniłeś się ze swoją pierwszą dziewczyną. – Pokazuje na mnie. O cholera. Dokąd to zmierza? Rumienię się. – Dziwisz mi się? – Christian ponownie całuje moją dłoń. – Nie. – Elliot ze śmiechem kręci głową. Kate klepie go w udo. – Nie bądź takim dupkiem – beszta go. – Słuchaj się swojej dziewczyny – teraz Christian uśmiecha się szeroko. Zatykają mi się uszy, gdy nabieramy wysokości. Kate patrzy gniewnie na Elliota. Hmm... coś między nimi nie tak? Nie jestem pewna. Elliot ma rację. Jestem – byłam – pierwszą dziewczyną Christiana, a teraz jestem jego żoną. Ta piętnastka i podła pani Robinson się nie liczą. No ale przecież Elliot o nich nie wie. Kate mu nie powiedziała. Uśmiecham się do przyjaciółki, a ona mruga do mnie konspiracyjnie. U Kate moje tajemnice są bezpieczne. – Panie i panowie, będziemy lecieć na wysokości dziewięciu i pół kilometra i powinno nam to zająć godzinę i pięćdziesiąt sześć minut – oznajmia Stephan. – Mogą już państwo przemieszczać się po kabinie. Z aneksu kuchennego wyłania się Natalia. – Mogę zaproponować państwu kawę? – pyta. ===aVxlVW1c

ROZDZIAŁ TRZYNASTY Na Sardy Field lądujemy bezproblemowo o 12:55. Stephan zatrzymuje samolot w dość sporej odległości od głównego terminalu i przez okienko dostrzegam, że czeka na nas duży minivan VW. – Ładne lądowanie. – Christian uśmiecha się i ściska dłoń Stephanowi, gdy szykujemy się do wyjścia. – To wszystko kwestia wysokości gęstościowej, proszę pana – uśmiecha się Stephan. – Nasza Beighley jest dobra z matmy. Christian kiwa głową do pierwszego pilota.

– Trafiłaś idealnie. Gładkie lądowanie. – Dziękuję panu. – Uśmiecha się z zadowoleniem. – Miłego weekendu państwu życzę. Zobaczymy się jutro. Stephan odsuwa się, abyśmy mogli wyjść. Christian bierze mnie za rękę i sprowadza po schodkach. Obok samochodu czeka Taylor. – Minivan? – pyta zaskoczony Christian. Taylor posyła mu skruszony uśmiech i wzrusza lekko ramionami. – Na ostatnią chwilę, wiem – mówi udobruchany Christian. Taylor wraca do samolotu po nasze bagaże. – Masz ochotę na obściskiwanie się na tylnej kanapie vana? – mruczy do mnie Christian z szelmowskim błyskiem w oku. Chichoczę. Kim jest ten człowiek i co zrobił z panem Niewiarygodnie Wkurzonym, którego musiałam oglądać przez kilka ostatnich dni? – No już, gołąbeczki. Wsiadajcie – ponagla nas zniecierpliwiona Mia. Wchodzimy do auta, anektujemy podwójną kanapę na samym końcu i siadamy. Przytulam się do Christiana, a on kładzie rękę na moim oparciu. – Wygodnie? – pyta cicho, gdy Mia i Ethan zajmują miejsca przed nami. – Tak. – Uśmiecham się, a on całuje mnie w czoło. Jako ostatni wsiadają Elliot i Kate. Taylor wkłada do samochodu bagaże i pięć minut później mkniemy przed siebie. Wyglądam z ciekawością przez szybę, gdy jedziemy w stronę Aspen. Drzewa są zielone, ale żółciejące końcówki liści przypominają o zbliżającej się jesieni. Na zachodzie błękitnego nieba widać ciemne chmury. W oddali rysują się Góry Skaliste, ich najwyższy szczyt znajduje się dokładnie na wprost nas. Są porośnięte bujną zieloną roślinnością, a w ich najwyższych rejonach leży śnieg. Wyglądają jak namalowane ręką dziecka. Znajdujemy się w zimowej stolicy sławnych i bogatych. A ja mam tutaj dom! Trudno mi w to uwierzyć. I jak zawsze, kiedy próbuję ogarnąć myślami bogactwo Christiana, dopada mnie poczucie winy. Czym sobie zasłużyłam na takie życie? Nie zrobiłam nic, nic z wyjątkiem zakochania się. – Byłaś już kiedyś w Aspen, Ano? – pyta Ethan, odwracając się i wyrywając mnie z zadumy. – Nie, a ty? – Kate i ja często tu przyjeżdżaliśmy, gdy byliśmy nastolatkami. Nasz tato to zapalony narciarz. Mama niekoniecznie.

– Mam nadzieję, że mąż nauczy mnie jeździć na nartach. – Zerkam na mego mężczyznę. – Nie byłbym tego taki pewny – mruczy Christian. – Nie będzie aż tak źle! – Mogłabyś skręcić sobie kark. – Już nie żartuje. Och. Nie chcę się kłócić i psuć mu dobrego humoru, więc zmieniam temat. – Od jak dawna masz tutaj dom? – Prawie dwa lata. Teraz to także twój dom – mówi miękko. – Wiem – szepczę. Nachylam się, całuję go w brodę, po czym znowu się moszczę przy jego boku, słuchając, jak przekomarza się z Ethanem i Elliotem. Co rusz swoje pięć groszy wtrąca Mia, ale Kate milczy. Ciekawe, czy dąsa się z powodu Jacka Hyde’a, czy chodzi o coś innego. Wtedy sobie przypominam. Aspen... Dom Christiana został przeprojektowany przez Gię Matteo, a przebudowany przez Elliota. Ciekawe, czy właśnie to okupuje myśli Kate. Nie mogę zapytać jej o to przy Elliocie. A czy Kate w ogóle wie o jej wkładzie w ten dom? Marszczę brwi, zastanawiając się, co takiego może ją gryźć. Postanawiam, że zapytam ją o to na osobności. Przejeżdżamy przez centrum Aspen i humor mi się poprawia. Patrzę na niewysokie domy w stylu alpejskim, wykonane w większości z czerwonej cegły, i niezliczoną ilość małych domków z końca ubiegłego wieku, pomalowanych na różne kolory. Dostrzegam także mnóstwo banków i sklepów designerskich, co zdradza stopień zamożności lokalnej populacji. Oczywiście, że Christian pasuje do tego miejsca. – Czemu wybrałeś Aspen? – pytam go. – Słucham? – patrzy na mnie pytająco. – Żeby kupić dom. – Mama i tata przyjeżdżali tu z nami, kiedy byliśmy mali. Tutaj nauczyłem się jeździć na nartach i podoba mi się to miasteczko. Mam nadzieję, że tobie też się spodoba, a jeśli nie, to sprzedamy dom i poszukamy innego miejsca. Jakie to proste! Zakłada mi za ucho pasmo włosów. – Ślicznie dzisiaj wyglądasz – mruczy. Policzki mi płoną. Mam na sobie dżinsy, T-shirt i cienką granatową marynarkę. Do diaska. Czemu jestem przy nim taka nieśmiała? Całuje mnie czule, słodko, z miłością.

Taylor wyjeżdża z miasta i dalej podążamy drugą stroną doliny, wspinając się krętą górską drogą. Wraz z wysokością rośnie moja ekscytacja. Wyczuwam, że Christian jest cały spięty. – Co się stało? – pytam, gdy mijamy kolejny zakręt. – Mam nadzieję, że ci się spodoba – mówi cicho. – Jesteśmy na miejscu. Taylor zwalnia i skręca w bramę wykonaną z szarych, beżowych i czerwonych kamieni. Na końcu podjazdu zatrzymuje się przed imponującym domem. Ma okna z dwóch stron wejścia, spadzisty dach, a do jego budowy użyto drewna i takich samych kamieni, jak do bramy. Jest zachwycający – nowoczesny i surowy, bardzo w stylu Christiana. – Dom – mówi do mnie bezgłośnie, gdy nasi goście wysypują się z samochodu. – Ładny. – Chodź. Zobacz – mówi. W jego oczach widać podekscytowanie, ale i niepokój, jakby miał mi właśnie pokazać swój szkolny projekt albo coś w tym rodzaju. Mia wbiega po schodkach i mocno ściska czekającą tam drobną kobietę. Kruczoczarne włosy ma przyprószone siwizną. – Kto to? – pytam, gdy Christian pomaga mi wysiąść. – Pani Bentley. Mieszka tu razem z mężem. Opiekują się domem. Jasny gwint... kolejni pracownicy? Elliot także ściska na powitanie panią Bentley. Gdy Taylor wyjmuje z auta bagaże, Christian bierze mnie za rękę i prowadzi do drzwi. – Witam, panie Grey – uśmiecha się pani Bentley. – Carmello, to moja żona, Anastasia – przedstawia mnie Christian z dumą. Jego język pieści moje imię. – Pani Grey. – Pani Bentley wita mnie pełnym szacunku skinieniem głowy. Wyciągam do niej dłoń. Nie dziwię się, że w stosunku do Christiana zachowuje się bardziej formalnie niż w przypadku reszty rodziny. – Mam nadzieję, że mieli państwo spokojny lot. Zapowiadają dobrą pogodę na cały weekend, ale ja mam wątpliwości. – Zerka na gromadzące się za nami szare chmury. – Lunch jest gotowy, kiedy tylko mają państwo ochotę. – Uśmiecha się. Ma ciemne, błyszczące oczy i natychmiast czuję do niej sympatię. – No dobrze. – Christian nagle bierze mnie na ręce. – Co robisz? – piszczę. – Przenoszę panią przez jeszcze jeden próg, pani Grey. Uśmiecham się szeroko, gdy wnosi mnie do dużego holu, a po szybkim całusie stawia delikatnie na drewnianej podłodze. Wystrój wnętrz jest surowy i przypomina mi salon w

Escali – wszędzie białe ściany, ciemne drewno i sztuka współczesna. Hol otwiera się na wielki salon, gdzie trzy białe skórzane kanapy ustawiono wokół kamiennego kominka stanowiącego centralny punkt pomieszczenia. Mia bierze Ethana za rękę i ciągnie w głąb domu. Christian mruży oczy, patrząc, jak się oddalają. Zaciska usta i kręci głową, po czym odwraca się do mnie. Kate gwiżdże głośno. – Niezła chata. Oglądam się i widzę, że Elliot pomaga Taylorowi wnieść bagaże. Ciekawe, czy Kate wie o wkładzie Gii w wystrój tego domu. – Mała wycieczka? – pyta mnie Christian, a ja od razu zapominam o Mii i Ethanie. Emanuje z niego ekscytacja – a może niepokój? Trudno powiedzieć. – Pewnie. Po raz kolejny czuję się przytłoczona jego zamożnością. Ile ten dom musiał kosztować? A ja nie dołożyłam do tego ani centa. Na chwilę wracam myślami do tamtego dnia, gdy Christian zabrał mnie po raz pierwszy do Escali. Wtedy też byłam przytłoczona. „Przyzwyczaisz się” – syczy moja podświadomość. Christian ściąga brwi, ale bierze mnie za rękę i prowadzi od jednego pomieszczenia do drugiego. W supernowoczesnej kuchni znajdują się czarne szafki i blaty z jasnego marmuru. Jest tutaj także imponująca piwniczka z winami, a obok niej wielkie pomieszczenie z dużym telewizorem plazmowym, miękkimi sofami... i stołem bilardowym. Na jego widok oblewam się rumieńcem. – Masz ochotę na partyjkę? – pyta Christian z szelmowskim błyskiem w oku. Kręcę głową, a on znowu marszczy brwi. Prowadzi mnie na piętro. Znajdują się tam cztery sypialnie, każda z własną łazienką. Sypialnia małżeńska wygląda zupełnie inaczej. Stoi w niej olbrzymie łóżko, jeszcze większe od tego, które mamy w domu, a naprzeciwko niego znajduje się wielkie okno panoramiczne z widokiem na Aspen i zielone góry. – To Ajax lub jeśli wolisz, Aspen Mountain – wyjaśnia Christian, bacznie mi się przyglądając. Stoi w drzwiach, a kciuki ma wsunięte w szlufki czarnych dżinsów. Kiwam głową. – Jesteś bardzo milcząca. – Ślicznie tu, Christianie. – I nagle tak bardzo bym chciała znaleźć się z powrotem w Escali. Przecina szybko pokój i staje przede mną.

iść na zakupy. Jestem zaszokowana. – Przeczesuje palcami włosy. I zapomnij o tym. – Wiem. Elliot i jego ekipa zrealizowali jej projekt. – My – powtarzam automatycznie. nawet na ryby.. – Wątpię. – Tak. – To trochę tłumaczy. To było bardzo niedyskretne z mojej strony. – Elliot pieprzył się z większością mieszkańców Seattle. Christianowi chyba ulżyło. oglądać tę paskudną telewizję. Słodki. niebieskooki Elliot? Christian przechyla głowę. Zaprojektowała ten pokój w części piwnicznej. – To nie moja sprawa. – Nie przejmuj się tym tak. czemu ciągle tak się z tobą droczy – mruczę. – Jesteś bardzo bogaty. że miała romans z Elliotem? Christian przygląda mi się przez chwilę z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Ja też przepraszam.. – Dlaczego rozmawiamy o Gii? – Wiedziałeś. – Wzruszam ramionami. To tylko dom. co wydarzyło się przez miniony tydzień. Przepraszam. na wycieczkę górską. my jesteśmy bogaci. Odprężmy się i dobrze się bawmy. – Nie ja. Chyba bawi go moja mina.– O co chodzi? – pyta. – A co konkretnie zrobiła tu Gia? – Gia? – unosi zaskoczony brwi. Po wszystkim. bezpretensjonalny. – Wiem. . proszę. – Na pewno nie chodzi ci jedynie o rozwiązłość Gii czy Elliota. Na co tylko masz ochotę. – Nie! Kiwa głową. Nagle zbiera mi się na płacz. Wciągam głośno powietrze. – Kate chyba tego nie wie. co ci powiedziałem na temat Elliota. Ano. dobra? Możesz tu zostać i czytać. patrząc mi w oczy. – Czasami zaskakuje mnie. jasnowłosy. aby trąbił o tym na prawo i lewo. zanurzając nos w moich włosach. Przerobiła to miejsce? – Owszem. – To znaczy głównie z kobietami – żartuje Christian. jak bardzo. bacznie mi się przyglądając. Bierze mnie w ramiona i tuli mocno. – Tak.

Żyjącym w celibacie. moja rodzina zakładała. pochyla głowę i czule całuje w usta. że żyjesz w celibacie. lekarstwem na raka i trzema życzeniami złotej rybki w jednym. Ja w ogóle nie musiałam na ciebie czekać. Chichoczę i zaczynam się odprężać. – To. – Co masz przez to na myśli? – Całuje mnie w głowę. dlaczego masz ten dom. – Palcem unosi mi brodę. I wcale nie mam na myśli tego wszystkiego. – I prawdziwe. – Kiedy to do ciebie dotrze? – besztam go. – Pani Grey. – Byłeś doskonałą partią. a przede mną stoi zagubiony chłopczyk. – Kładę dłoń na jego sercu. że cię kocham? – pytam rozdrażniona. – Choć czuję się. – Wiesz. czy pani się ze mnie śmieje? – Może troszkę – przyznaję. – Aż taka ze mnie nagroda? – Christianie. jesteś wygraną w totka. a jego oczy robią się wielkie jak spodki. ale jednak gejem. Po długim pocałunku do utraty tchu Christian odsuwa się i mierzy mnie wzrokiem pełnym zwątpienia. Zniknął mój pewny siebie. . – Kiedy dotrze do tej twojej wyjątkowo tępej łepetyny. Christian gejem? Dobre sobie. – Obejmuję go mocno. – Cieszę się. że jestem gejem. – Obdarza mnie tym swoim nieśmiałym uśmiechem. Jak bardzo się myliłam.. – Mam na myśli to. – Lekceważącym spojrzeniem obrzucam sypialnię. to takie słodkie. Mówiłem ci. Unosi brew. przyciągając usta do swoich. nie rozumiem. Christianie. gdzie latasz służbowo. – Uśmiecham się. Christian nieruchomieje i długą chwilę milczy. że zaczekałeś. – Na panią warto czekać.. masz mieszkanie w Nowym Jorku. jakbym oszukiwała. co rozumiem. – Uwierz mi. Wtedy tego nie wiedziałem. – Na ciebie także. Uśmiecha się szeroko. – Czekałem na ciebie – mówi miękko. ale dlaczego tutaj? Przecież z nikim nie dzieliłeś tego domu. proszę – szepczę i obejmuję jego twarz.– On naprawdę nie ma pojęcia o mojej przeszłości. – Ja też sądziłam. – Masz jacht. seksowny mąż. pani Grey.

Jestem objedzona i odrobinę podchmielona. Zejdźmy na lunch. – Ale chętnie wybiorę się na zakupy. ty na co masz ochotę? – pyta Christian. – Ana. wstając od stołu. – No to ustalone – rzuca Kate. Christian unosi brew. – Mia klaszcze w dłonie. Ethan uśmiecha się drwiąco. że nie jest to kwestia podlegająca dyskusji. – Taylor będzie wam towarzyszył – mówi Christian i wiem. bezpośrednia jak zawsze. skończywszy się delektować włoską ucztą złożoną z najprzeróżniejszych antipasto naszykowanych przez panią Bentley i dwiema butelkami Frascati. Chyba mu ulżyło. Rzucam spojrzenie Kate. że nie znoszę zakupów. Ryby albo zakupy? Jezu.Przełyka ślinę. Wie. Oczy wszystkich zwracają się na nią. co za wybór. – Pogoda idealna na ryby – sugeruje Christian. – Niepotrzebna nam niańka – ripostuje Kate. – Rozdzielmy się. gdzie zniknęliśmy. – Chodź. – Ja pójdę na ryby – oświadcza Ethan. – Pewnego dnia – odpowiada. Może chce pogadać. Kate napotyka moje spojrzenie i mówi bezgłośnie: „zakupy”. Pogadamy o tym. Kate posyła mu gniewne spojrzenie. co mamy ochotę robić. Reszta się będzie zastanawiać. Kładę dłoń na ramieniu przyjaciółki. jeśli chcesz – mówi cicho. chłopcy jakaś outdoorowa nuda. Zdecydowanie coś jest nie tak między nimi. – Moglibyśmy wybrać się do miasta – proponuje Mia. . – Dziewczęta zakupy. pokazując na panoramiczne okno. – Mogę tu z tobą zostać. idź na ryby. – O nie! – mówi nagle Kate. – Nie. – Wszystko mi jedno – kłamię. – Przyda mu się taka męska rozrywka. To jakiś postęp. – Patrzcie – mówi. Uśmiecham się. Siedzimy w kuchni wokół drewnianego stołu. Rozpadało się. on też. – No i po wycieczce w góry – mruczy Elliot. – Uśmiecham się cierpko do Kate i Mii. która patrzy z pobłażaniem na Mię.

– Tutaj.. Wybieramy się do klubu? Ale ja nie chodzę do klubów. – Rzuca szybkie spojrzenie Kate i dostrzegam. – Ana. Marszczy brwi. Christian będzie zachwycony. Kate śmieje się z mojej miny. Mia bierze mnie za rękę i zaciąga do markowego butiku pełnego różowego jedwabiu i rustykalnych. Taylor powinien jechać z nami. W tle słychać ciąg dalszy soulowej składanki: Dionne Warwick śpiewa Walk on By. lekko zaszokowana. mam nadzieję. natomiast Taylor czeka na zewnątrz. Mrugam. Elliot marszczy brwi. – Eee. Och. Jest bardzo krótka i ma odkryte plecy. Jak wrócisz.. aż przymierzalnię opuszczą Kate i Mia. Za nami wchodzi Kate. – Dobry plan. Uwielbiam tę piosenkę. Kolejny świetny utwór – jedna z ulubionych piosenek mojej mamy. sprawia wrażenie bardziej zrelaksowanej. że nie jest zły na Kate. „Sukienka” to chyba za dużo powiedziane.– Kate. – Będziesz w tym wyglądać świetnie. Powinnam ją wgrać do iPoda Christiana. nibyfrancuskich mebli. chowając się przed deszczem pod szeroką markizą. – Super w tym będziesz wyglądać. ponieważ ostentacyjnie go ignoruje. że leciutko się rumieni. ale sprawia wrażenie. Ona tego nie widzi. a jeśli wybierzemy się wieczorem do klubu. Ana. masz zabójcze nogi. – Proszę. – Mia trzyma w rękach skrawek srebrnego materiału. Gdy czekam. kiedy jesteśmy same. Uśmiecham się nieśmiało do męża. ale Mia zapewniła. – Muszę wyskoczyć do miasta po baterie do zegarka. – Dobra – burczy Elliot. – Myślisz? Mia uśmiecha się do mnie promiennie. Zerkam na trzymaną w ręce sukienkę. Teraz. a ja niechętnie udaję się do przymierzalni. jakby myślami był gdzie indziej. Z głośników słychać Say a Little Prayer Arethy Franklin. przymierz. po czym wzrusza ramionami i choć raz gryzie się w język. podchodzę do okna i niewidzącym wzrokiem wyglądam na ulicę. trochę to krótkie. pojedziemy na ryby – mówi Christian. że na wieczorne wyjście nadaje się idealnie. – No idź i przymierz – nakazuje Mia. – Weź audi. . twój mąż padnie z zachwytu.

W końcu kupuję nieprawdopodobnie wysokie szpilki Manolo Blahnika z paseczkami. ona odchyla głowę. Z przymierzalni wychodzą roześmiane dziewczyny. którym zajmiemy się w następnej kolejności. Wygląda mi to na jubilera. tu robi? Ściskają się na powitanie. Tak. do diaska.. po czym wzrusza ramionami. – Masz stracha z powodu tej sukienki? Wyglądasz w niej zjawiskowo. Patrzy na mnie. – Co się stało. – Eee. Biegnie szybko do sklepu. Przewracam oczami i po raz kolejny myślę. Po drugiej stronie ulicy wysiada właśnie z dużego audi. Że co? Za taki skrawek materiału? Mrugam i potulnie wręczam jej moją kartę Amex. jakie mam szczęście. powinnam. Ana? – Mia stoi z rękami na biodrach. może szuka tych baterii do zegarka. Ana? – pyta. jakby je wykonano z fragmentów lustra. – Pani Grey – mruczy Błyszczykówna. a ja gapię się za nią. które wyglądają. walcząc ze sobą. ciężki naszyjnik. która zdecydowała się na dwie spódnice. Idealnie pasują do sukienki i . ale nie sam – z kobietą. – Młoda sprzedawczyni z grubą warstwą błyszczyku na ustach uśmiecha się do mnie. jasne.Wygląda na to. – Eee. ale nadal ani śladu Kate i Mii. – Poproszę osiemset pięćdziesiąt dolarów. Ona odwraca się i oddala. że potrzebne mi są także buty i duży. tak. jakby chciał się schować przed deszczem. że moimi zakupami zajmuje się Caroline Acton. osobista stylistka.. Cholera. Idziemy do kasy? – Dołączam do Mii.. Całuje ją w policzek i już biegiem wraca do samochodu. śmiejąc się z czegoś. Kilka minut później wychodzi. Nagle moją uwagę przyciąga Elliot. podobają ci się te buty. Nie. Co to miało być? Oglądam się niespokojnie w stronę przymierzalni. On też był świadkiem tego spotkania. nie. że przyłapano mnie na węszeniu. O kurwa! Rozmawia z Gią! Co ona. Zerkam na czekającego przed butikiem Taylora. – Dzień dobry pani. co mówi Elliot. Powinnam powiedzieć Kate? Moja podświadomość zdecydowanie kręci głową. Kate rzuca mi pytające spojrzenie. Przez dwie kolejne godziny chodzę oszołomiona za Kate i Mią. Co ja mam zrobić? – No i co. – Wszystko dobrze? – Tak.. Rumienię się zażenowana tym. nie powinnam. To przecież mogło być zupełnie niewinne spotkanie.

– Nie kończy zdania. – Ale nie jest. jak ci się układa z Elliotem? – pytam. Dość mocno mnie to wszystko krępuje. Och. – Wiesz. gdyż Mia poszła z zakupami na górę.Christian biednieje o tysiąc dolarów z ogonkiem.. Cholera. no i jeszcze ten całus w policzek. że po zakupach zasługujemy na koktajle. O nie. – Kiwa głową w stronę Mii. – Zasznurowuję usta. Przygotowuje nam po truskawkowym daiquiri. że to część pakietu. – Świetnie będziesz wyglądać. To przecież dawni znajomi. Więcej szczęścia mam ze srebrnym naszyjnikiem. okazyjna cena: osiemdziesiąt cztery dolary. Ściska mi z wdzięcznością dłoń. – Kate. Nie teraz. nadopiekuńczy. – Och.. Rozkładamy się w salonie na sofach. na którego kupno nalega Kate. – Nie chcę teraz o tym rozmawiać. no nie? Nie. oznajmiając: „Doskonale rozumiem i uszanuję twoją prywatność”. co widziałam? A co widziałam? Elliota i Seksualną Drapieżniczkę – rozmowę. a w jej oczach przez ułamek sekundy widać ból. że to nie w moim stylu. że coś nie gra. Mam jej powiedzieć.. W końcu mamy chwilę dla siebie. – Przyzwyczaisz się – mówi życzliwie. gdy wracamy do samochodu. – Słyszałaś o tym? – Tak. a ona bierze mnie pod rękę. Kiwam głową. Szary. nie powiem jej. Ale mam informacje z wiarygodnego źródła. Christian zadzwonił do Elliota. że wpędziłam cię w tarapaty. . – Przyzwyczajasz się do posiadania pieniędzy? – pyta bez złośliwości moja przyjaciółka. Nie widziałaś się z Elliotem od czasu Drinkgate? – Nie. naprzeciwko płonącego w kominku ognia. – Elliot ostatnio zachowuje się nieco chłodno – mówi cicho Kate zapatrzona w ogień. – Przepraszam. Szary.. śmiech. Kate. To zupełnie nie w stylu mojej nieustępliwej Kate. – Och? – I chyba mam przechlapane za to. Przewracam oczami. Szary. W co ten Elliot Męska Dziwka Grey sobie pogrywa? Po powrocie do domu Kate uznaje. Kręci głową. Christian jest. Wiedziałam. Mia zostawiła nas z tyłu. on zadzwonił do mnie.

W garażu stoi samochód: audi. mieć dzieci. wnuki i w ogóle. wchodzę więc i włączam światło. Na początku myślałam. a ja mocno ją przytulam. Kiwa ze smutkiem głową.. Odruchowo pocieram ramię w miejscu. że się rozpłacze. choć możliwe. Przy okazji się rozejrzę. Spróbować znaleźć tu trochę czasu na osobności.. – Twoje „i żyli długo i szczęśliwie” – mówię cicho. Przypomina mi się. Boczne drzwi są otwarte. nie znoszę oglądać cię w takim stanie. oba z silnikami o pojemności 125 cm3. „Kto go gryzie” – warczy moja podświadomość. gdzie znajdę drewno? – pytam. – A może rano wybralibyście się na spacer? – Zobaczymy. Uśmiecha się blado. – Mia. co go gryzie.. Postanawiam nic nie wspominać o Gii. .. Ale Elliot jest czarujący. Mogłabym się z nim zestarzeć. Czy to oznacza powrót różowej piżamy? Odwraca się w moją stronę. – Umiesz jeździć? – pyta Elliot. Uciszam ją zaszokowana krnąbrnością własnych myśli. Jak on się może tak bawić uczuciami mojej przyjaciółki? Wraca Mia i zmieniamy temat. ciepły i zabawny. gdzie miałam wielkiego sińca po upadku. – Zakochałam się w nim. Stoją tu także dwa skutery śnieżne. sympatyczny. – Chyba w garażu. Chociaż mamy lato. – Kate. – Może powinnaś z nim porozmawiać. że Elliotowi o tym powiem. w którym po południu widziałam Elliota. ogień syczy i strzela iskrami. – Pójdę sprawdzić.– Naprawdę mi na nim zależy – szepcze. Udaję się do przylegającego do domu garażu z miejscem na trzy samochody. Dowiedzieć się. w taki deszczowy dzień kominek to świetna sprawa. że to jedynie świetny seks. no wiesz. Na dworze już tylko kropi. Odwracam się. Świetlówki budzą się głośno do życia. Gdy wrzucam ostatnie polano. I przez jedną okropną chwilę myślę. Ale moją uwagę tak naprawdę przyciągają dwa motocykle terenowe. To zupełnie nie w stylu Kate. jak Ethan przed rokiem próbował nauczyć mnie jeździć na motocyklu.

– Elliot uśmiecha się lekko drwiąco i zatacza ręką łuk. Na nasz widok Christian nieruchomieje. – Przerywa nam Kate. – Kate patrzy na nas z konsternacją. – Christiana tu nie ma. – Trochę sobie gadaliśmy – wyjaśnia Elliot. niegrzecznego chłopca. – Unoszę ganiąco brew.. Dzięki Bogu. – Zawsze robisz. – Uśmiecha się do niej szeroko. Milkniemy. mała.. Nie powinnam. jasnowłose coś! Biorę głęboki oddech.. bo i beze mnie ma wystarczająco wiele zmartwień. – Masz ochotę na przejażdżkę? Parskam. – Musiałem coś załatwić w mieście. – Tu jesteś. – Nie.. co ci każe? – Elliot ma w oku łobuzerski błysk niegrzecznego chłopca.– Wróciłeś. jak przez jego twarz przemyka cień niepewności. jak Christian i Ethan rozładowują czarną furgonetkę. O cholera. – Na to wygląda. – Hej. – Przyszłam sprawdzić. Podchodzi niespiesznie do jednego z motocykli. – To umiesz? Męska dziwka! – Trochę.. to co robisz w garażu? – Szukam drewna do kominka. Nie sądzę.. Och. wróciłeś.. słysząc zatrzymujący się przed domem samochód. – Christian. – Ale się staram. – Nie pojechałeś na ryby? Elliot kręci głową. – Nie. – Skoro nie chcesz się wybrać na przejażdżkę. czy nie pomóc Anie. Niegrzecznego chłopca z Detroit. aby pokazać. eee. że jesteśmy sami. Coś! Wypielęgnowane. – Nie. – I przez jedną krótką chwilę widzę. Miałem parę spraw do załatwienia w mieście. siada i chwyta za kierownicę. – Złowiłeś coś? Bacznie się przyglądam reakcji Elliota. . Wrócił już? – Nie wiem. aby Christian się z tego ucieszył. przerzuca długą nogę przez siodełko. przejmuje się moim bezpieczeństwem. Elliot.. Och! Christian wrócił. – Uśmiecha się szeroko. w którym zakochała się Kate. Uruchamia się mechanizm podnoszący bramę garażu i chwilę później widzimy.

a przez deszcz staje się śliska i zdradziecka. co robiła Ana – warczy Kate – ale czy możemy wrócić do domu? Schyla się. – I Christian wydyma usta. Kate jest zła – ale wiem. Wybucham śmiechem. Tak się cieszę. jak to się dzieje. widzę w nich żar. – Nie zgodziła się. O cholera. . – Głos ma miękki i uwodzicielski. ale w jego ustach brzmi to jak coś nieprzyzwoitego. – Mnóstwo kieszonek. że nie na mnie. – Ja nie. on zaś uśmiecha się triumfalnie. – Próbowałem namówić ją na przejażdżkę. Taylor się nim zajmie. – A co z rybami? – kontynuuje Ethan z nutką szyderstwa w głosie. – Hej – mówi. patrząc na mnie pytająco. a mnie zamiera serce. – Naprawdę tak powiedziała? – pyta cicho. – Złowiłeś coś? – pytam zaskoczona. – Podjęłaś właściwą decyzję. Jego spojrzenie natychmiast staje się lodowate. – Hej. bardzo ładnie wydyma. Fajny kombinezon. podnosi dwa polana. – Zostaw go. Ignoruje zarówno Kate. – Elliot unosi brew.. W tej chwili ziemia jest bardzo twarda. – Gdzie mam zanieść cały sprzęt? – woła z dworu Ethan. odwraca na pięcie i wychodzi. nie mam nic przeciwko szczegółowej analizie tego. – To mistrz dwuznaczności. Szare spojrzenie Christiana przenosi się z powrotem na mnie. Ale Kavanagh owszem.. przeznaczony tylko dla mnie. – Padał deszcz. Czerwienię się. W jego głosie słychać niedowierzanie. – Umiesz jeździć motocyklem? – pyta mnie Christian. – Mokry jesteś – mruczę. Pod nieprzemakalną kurtką ma na sobie kombinezon. że tobie by się to nie spodobało – dodaje Elliot życzliwie i bez podtekstów. Nie wiem. Co robicie w garażu? – Ana przyszła po drewno do kominka. Bardzo przydatny na rybach. a kiedy zagląda mi w oczy. – Niezbyt dobrze. że go widzę. który sprzedałam mu u Claytona. Uśmiecham się szeroko. Elliot wzdycha i bez słowa udaje się za nią. Powiedziała. Uśmiech Christiana gaśnie. – Słuchajcie. Ethan mnie uczył.– Kapela garażowa? – pyta ironicznie i rusza w moją stronę. jak i Elliota.

– Pani Bentley się tym zajmie! – odkrzykuje. że weźmiemy jedynie kąpiel. Podchodzi do mnie nieśpiesznie. Wracam do sypialni i rozpakowuję zakupy. Ma na sobie T-shirt i spodnie od dresu. upajając się jego widokiem. nie widzieliśmy się tylko kilka godzin. Jesteś mokry. – Nachyla się i całuje mnie w usta. – To dobrze – mruczy i zakłada mi luźne pasmo włosów za ucho. po czym przesuwa palcem wskazującym po moim T-shircie. Ethan uśmiecha się szeroko i wchodzi do domu.. brzuch i dalej. Zapach jest boski. pani Grey? – Bardzo. – Bawię panią. pani Grey. że bardzo.. Przechyla głowę na bok i patrzy na mnie. – Owszem. od obojczyka przez piersi. . nie odrywając wzroku od jego twarzy. buty i naszyjnik. to nasze pieniądze. chyba jaśminowy. – I powtarzam ci to po raz miliardowy. – Pociąga mnie za brodę. Stęskniłam się. – Jeśli tylko weźmiemy ją razem. – Puls mi przyspiesza. Jest boso. Naszykuję ci kąpiel. – Pochyla się i całuje mnie w usta.. – O co chodzi? – Myślałam o tym. Tak robię. To niedorzeczne. Natychmiast zaczyna się pienić.. – Tak – mruczę. wchodząc do pokoju. – Unieś ręce. Ja też się za tobą stęskniłem. jak bardzo za tobą tęskniłam. Wydaje się ubawiony. – W wannie ci to nie będzie potrzebne – szepcze i powoli podciąga mi koszulkę. – Sądziłam. panie Grey. – Wygląda na to. – Najpierw chcę cię porządnie ubrudzić. – Co kupiłaś? – szepcze i wiem. – Sukienkę. Zamyka drzwi. – Skruszona podnoszę wzrok. Odkręcam wodę w dużej owalnej wannie w przylegającej do naszej sypialni łazience i nalewam odrobinę drogiego płynu do kąpieli. że chce zmienić temat rozmowy. Wydałam sporo twoich pieniędzy. żebym puściła dolną wargę. Upuszcza koszulkę na podłogę. – Mile spędziłaś czas? – pyta Christian.

To akurat go zainteresowało. ale mi dobrze. Jeszcze bardziej dekadenckie jest to. TAM. że kiedy tylko wykonamy jakiś ruch. – Naprawdę? Chyba ma tu dom – odpowiada z lekceważeniem. masuje podeszwy. że to ty wpadłaś wtedy do mojego gabinetu. pociąga delikatnie za palce.– Cholera. – Spokojnie. Prycha. Zamykam oczy. że Christian myje mi stopy. – Jeżę się.. Wyjaśniam. osłabiona i oszołomiona niedawnym orgazmem. – Christianie. – I posyła mi spojrzenie mówiące „nie mam pojęcia dlaczego”. Kiedy otwieram oczy. mój mąż. Uważam. to przecież łazienka. .. Christian mnie nie puszcza. puszcza lewą stopę i zabiera się za masowanie prawej. woda! – Próbuję usiąść. Hmm. – Całuje duży palec. – Zakręcę kran. jakby czegoś nie rozumiał. Siedzimy naprzeciwko siebie w wannie. że Elliot jest nieźle zadurzony w Kate. Całuje każdy po kolei i lekko przygryza mały palec. – Urywa. Wyskakuję z łóżka. nagi i już niedługo mokry. Nie chcę się kłócić z powodu Kate. stając po stronie przyjaciółki. która jest pełna wody – tak pełna. – Przekręca się na bok i całuje mnie. – Aaach! – Czuję to. Odprowadzam go wzrokiem. Zamykam oczy i pozwalam. co widziałam. oni są tylko przyjaciółmi. – Była z Elliotem. – Podoba ci się? – Mhm – mruczę niezrozumiale. że ma głowę przechyloną na bok. Christian przerywa masaż. To bardzo dekadenckie. – Widziałam w mieście Gię – mówię. po czym dodaje ciszej: – Właściwie wiem. widzę. Och. aby jego palce dawały rozkosz moim stopom. Nie wydaje się ani trochę zainteresowany. Palce ma tak zręczne i silne. że znowu udaje mi się odprężyć. Wraca do masowania. Wstaje z gracją z łóżka i udaje się powolnym krokiem do łazienki. – Kate jest oszałamiająca. woda przelewa się przez krawędź i chlapie na podłogę. że jest w niej nieźle zadurzony. – Ana. w podbrzuszu. wanna! Śmieje się. – Jak to: z Elliotem? – pyta raczej zaskoczony niż zaniepokojony. – Ale i tak się cieszę.

18:55 MST Adresat: Anastasia Grey Pani Grey. Nadawca: Anastasia Grey Temat: Mój tyłek nie wydaje się w tym duży? Data: 27 sierpnia 2011.. Z poważaniem Pani G x Nadawca: Christian Grey Temat: Apetyczny Data: 27 sierpnia 2011. Wyglądam. że powinnam zapytać go o zdanie. 18:53 MST Adresat: Christian Grey Panie Grey. zwłaszcza w tych niebotycznych szpilkach i nieprzyzwoicie kusej sukience. Biorę do ręki BlackBerry. Mam nadzieję. iż odsłaniam tak dużo ciała. że nie spodoba mu się fakt. super. czesząc mnie i malując. Na pierwszy plan wysuwają się nogi. że Christian wyrazi aprobatę. Włosy mam wyprostowane. nie poznając laleczki. Potrzebuję Twojej rady dotyczącej stroju. która wpatruje się we mnie. ..Przeglądam się w dużym lustrze. Kate zaszalała tego wieczoru. usta szkarłatnie czerwone. choć dręczy mnie nieprzyjemne przeczucie. oczy obrysowane czarną kredką. Szczerze wątpię. Z uwagi na nasze entente cordiale uznaję.

Inc. – Ana. – No i? – pytam szeptem.. Podchodzi powoli do mnie. gdy muska palcami moje łono zakryte jedynie cienkim materiałem majteczek. a jego oczy robią się wielkie jak spodki. po czym powoli wraca palcami do brzegu sukienki. Wow. jak jego długie palce poruszają się lekko. O kurwa. może się nie udać. drzwi do sypialni otwierają się i stojący w progu Christian zamiera. zafascynowany moimi odkrytymi plecami. Christian nieruchomieje. Głos ma lekko schrypnięty. Otwiera usta. Grey Enterprises Holdings i Inspektorat ds. Z poważaniem i wyczekiwaniem Pan G x Christian Grey Prezes. Tyłków. Powoli wchodzi do pokoju i zamyka drzwi. po czym kładzie mi dłonie na ramionach i odwraca w stronę lustra.. po mojej pupie i zatrzymuje się na nagim udzie. Patrzę. po czym przesuwa palce wyżej. chyba tak. Gdy czytam jego mejl. Przesuwa palcem wzdłuż kręgosłupa. Jego dłoń ześlizguje się niżej. a sam staje za mną. – No i? – pytam cicho. – Do tego – szepcze. – Jest niedaleko od tego miejsca.Aby jednak mieć pewność. drażniąco po mojej skórze. Ma na sobie czarne dżinsy i białą koszulę. Wygląda bosko.. ... – Sporo odsłania – mruczy. pozostawiając po sobie delikatne mrowienie. aż dociera do srebrnego materiału sukienki.. wyglądasz. Wciągam gwałtownie powietrze. po czym Christian opuszcza wzrok. Napotykam jego spojrzenie w lustrze. – Dotyka brzegu sukienki. a do tego czarną marynarkę. przyjdę i poddam Pani tyłek szczegółowym oględzinom. – Podoba ci się? – Tak.

Szkoda. a Mia niestrudzenie wszystkich namawia na rundkę po klubach.. – Akceptujesz to? – szepczę. niedaleko od tego miejsca. wsłuchując się w każde słowo wypowiadane przez Ethana prowadzącego rozmowę z Christianem.. Rozmawiają głównie o psychologii i jak na ironię to Christian wydaje się większym znawcą tematu.. Jęczę cichutko. – Nie chcę. A potem. Christian wkłada palec do swoich ust. . Wyglądasz oszałamiająco.– No i. a nic nie powinno się stać. Siedzimy w ekskluzywnej restauracji w mieście. które wyszeptał kiedyś. Przyglądanie mu się w lustrze.. Całuję go.. wsuwa powoli palec i wysuwa. a Ethan jest. Kładzie wilgotny palec na mojej dolnej wardze. Zamykając oczy. – Więc bądź grzeczną dziewczyną i się nie schylaj. – Nie.. Anastasio. – Wsuwa we mnie palec. jest niesamowicie erotyczne. cóż. Widać. Parskam cicho. – Chodź – mówi cicho. „Ty jesteś najlepszą terapią”. a po chwili jeden wsuwa się pod materiał. czekając na deser. Oddech mam przyspieszony. a nagrodą jest szelmowski uśmiech. Rozmawia z ożywieniem z Ethanem. czy są jedynie przyjaciółmi. czy też łączy ich coś więcej.. słuchając jednym uchem ich rozmowy. że mu smakuje. że jego szeroka wiedza to skutek doświadczeń z tak dużą liczbą psychiatrów. W tej akurat chwili wyjątkowo nic nie mówi. Wieczór upływa wesoło. że lepiej ugryźć się w język. by ktokolwiek to widział.. dopasowany do rytmu jego palca. Christian sprawia wrażenie wyluzowanego. bardzo smakuje. gdy się kochaliśmy. Naprawdę jestem? Och.. Christianie. do tego. – Nagle wyciąga palec i odwraca mnie twarzą do siebie. a po jego minie wnioskuję.. mam taką nadzieję. jak to robi. że podczas wycieczki na ryby zadzierzgnęła się między nimi nić sympatii. ale nie zamierzam zabraniać ci w tym chodzić. Nie wiem. ale w świetle wczorajszych wydarzeń w pokoju zabaw uznaję. Mam ochotę zripostować. że Mia jest zadurzona w Ethanie. Widać. że już-już miałam dojść.. trudno powiedzieć. – jego palce prześlizgują się po majteczkach. – To jest moje – mruczy mi do ucha. Oblewam się rumieńcem. Czy już zawsze będę się płonić na ten widok? Bierze mnie za rękę. W głowie rozbrzmiewają mi słowa. dotykając mego wilgotnego ciała – do tego..

Oni zaś. To czekanie jest nie do zniesienia. rozmazując widowiskowy makijaż. Pokłócili się? Co go gryzie? Chodzi o tamtą kobietę? Serce zamiera mi na myśl. że mógłby skrzywdzić moją najlepszą przyjaciółkę. Elliot wyjmuje z kieszeni małe pudełeczko. Sięga po jej dłoń. okrzyki. po czym pada przed nią na jedno kolano. tak słodko. – Dobrze – szepcze bez tchu. po czym rozlega się ogłuszający hałas. Spędź ze mną resztę życia. Twój wdzięk. Wszyscy wstrzymujemy oddech. milkną. a ja nagle czuję. Zostań moją żoną. A on przez chwilę wpatruje się w Kate.Zerkam na Kate. Oczy wszystkich zwracają się na niego. O. Przez ułamek sekundy słychać jedynie zgodne westchnienie ulgi. stają i patrzą. Boże. otwiera je i wręcza Kate. Błagam. Po jej policzku spływa łza. odsuwając z hałasem krzesło. natomiast w jego oczach widać pragnienie. A niech mnie! ===aVxlVW1c ROZDZIAŁ CZTERNASTY Uwaga całej restauracji skupia się na Kate i Elliocie. Do diaska. Kate patrzy na Elliota wzrokiem pozbawionym wyrazu. a nawet strach. prywatnym świecie. On zachowuje się nerwowo. Kate! Połóż kres jego męczarniom. Oboje z Elliotem sprawiają wrażenie nieco przygaszonych. Atmosfera zrobiła się napięta. częściowo się spodziewając. ale to w sumie żadna nowość. lecz jednak pełna nadziei. jak Gia i jej wypielęgnowany tyłek podchodzą do naszego stolika. twoja uroda i żywiołowość nie mają sobie równych i skradłaś mi serce. gwizdy. – Moja piękna Kate. Elliot nagle zrywa się od stołu. Zaczyna mnie boleć głowa. Rzucam spojrzenie w stronę drzwi. że ujrzę. Ślicznie wygląda. że w ogóle nie przypomina przy tym mojej Kate. Spontaniczne brawa. a śmiech nieszczery. że z moich oczu płyną łzy. A mógł ją prosić o rękę na osobności. Cholera! Kate płacze? A potem na jej twarzy pojawia się pełen niedowierzania uśmiech towarzyszący pełni szczęścia. jego żarty są ciut za głośnie. kocham cię. niespokojna. nieświadomi otaczającej ich wrzawy. . tkwią w swoim małym. a w całej restauracji robi się cicho: wszyscy przestają jeść. Pierścionek. Mój.

że tak. że nie powiedziałam nic Kate.Wyjątkowo piękny. Elliot milczy zaskoczony. Puszczam jego rękę. aby uściskać Kate i Elliota. – Ponieważ dwa tysiące dwa jest o niebo lepszy od dwa tysiące trzy – przekomarzam się. – Pan. – No co? – pyta. a tłum szaleje. – Och. że tak kurczowo się go trzymam. a potem siada. Oblewam się szkarłatnym rumieńcem i przypomina mi się jego wcześniejsza wyrazista prezentacja zagrożeń związanych z długością mojej sukienki. Uśmiecham się drwiąco. – Widzisz? Przejmował się oświadczynami – szepczę. Wiedziałeś o tym? – szepczę. – Prosimy o dwie butelki Cristala. jak i mnie – zamyka go w niedźwiedzim uścisku. Lelliot – mówi półgłosem. a potem – zaskakując zarówno Elliota. Elliot wyjmuje pierścionek z pudełeczka i delikatnie wsuwa go na palec Kate. pani Grey. Za mną stoi Christian. lekko zażenowana. Śmieje się. Ana. Całują się jak na nich wyjątkowo niewinnie. tak bardzo się cieszę. – Ty smakujesz najlepiej – szepcze i całuje mnie za uchem. Kate patrzy to na pierścionek. I jeszcze raz się całują. Nie miałam pojęcia. – Zgadza się. jeśli jest. Nie mogę oderwać od nich wzroku. Przywołuje kelnera. – Nachyla się ku mnie. jakże się cieszę. Tulę mocno przyjaciółkę. Christian ściska mi dłoń. panie Grey. – Przepraszam. Elliot podnosi się z kolan. kłania się z wdziękiem. . uśmiechając się z zadowoleniem. – Ni to śmieje się. Czy to właśnie robił z Gią? Wybierał pierścionek? Cholera! Och. Anastasio. – Kate. Po kolei gratulujemy szczęśliwej parze. ni płacze. Moje gratulacje. – Dla wymagającego podniebienia. Uśmiecha się i już wiem. a on nią potrząsa. po czym ciepło ściska swego brata. – Uśmiecham się. Mia pierwsza zrywa się od stołu. to na Elliota. po czym zarzuca mu ręce na szyję. ma bardzo wymagające podniebienie i dość szczególne upodobania. Rocznik dwa tysiące dwa. – Dobra robota. Ściska dłoń Elliota. Lelliot? – Dzięki.

Christian i Kate wymieniają krótki i nieco niezręczny uścisk. jak piłam go po raz pierwszy w klubie Christiana. Christian. – Pierwszy raz. przechodzi na sam początek krótkiej kolejki przed klubem i natychmiast nas wpuszczają. Elliot posyła siostrze spojrzenie pełne irytacji. Christian marszczy brwi. – Dziękuję. no i nie miałbyś problemu z pamiętaniem o rocznicy. Puszczając ją. A potem nastąpiła ta interesująca podróż windą. Gratulacje! Wszyscy sączymy szampana. a Kate robi się czerwona jak burak. pierwsza się o tym dowiesz. że jego nastawienie do Kate to w najlepszym razie tolerancja. że powinniśmy zapytać Elliota i Kate. obejmując mnie w talii. pamiętam. co ja. – Wezmę to pod uwagę. Przez chwilę się zastanawiam. Jej zamiary względem narzeczonego są tak czytelne. czy to miejsce nie należy . okej? – Och. – O tak. Christianie. Też mam taką nadzieję – odpowiada uprzejmie. więc to jakiś postęp. – Elliot uśmiecha się drwiąco. Zax to najbardziej ekskluzywny klub nocny w Aspen – tak przynajmniej twierdzi Mia. – Elliot. pobierzcie się w Boże Narodzenie. Wiem. Z teatralną emfazą otwiera butelkę. To byłby taki romantyczny ślub. że zaznasz w małżeństwie tyle szczęścia. – Mruga do mnie. – Myślę. cóż. na co oni mają ochotę. – Jak już wypijemy tego szampana. Unosi pytająco brwi. Hmm. Christian unosi kieliszek. to moglibyśmy iść potańczyć? – Mia odwraca się i patrzy prosząco na Christiana. że niemal rozlewam szampana za czterysta dolarów. – W twoim klubie – wyjaśniam. – Za Kate i mojego drogiego brata. Cristal jest taki pyszny i przypomina mi się. więc jak coś ustalimy. – Dopiero co oświadczyłem się Kate. ustaliliście już datę? – szczebiocze Mia. Elliota. – Mia klaszcze w dłonie. to znaczy ja żłopię. Uśmiecha się szeroko. mówi tak cicho. a najczęściej ambiwalencja. gdy piłam szampana. Wrócił kelner z szampanem. – Co tak zajmuje twoje myśli? – pyta szeptem. Elliot wzrusza ramionami. że słyszymy go tylko ona i ja: – Mam nadzieję.

Obejmuję Christiana jeszcze mocniej. ale tłoku nie ma.przypadkiem do niego. że Christian mnie obejmuje. gdy trzymając się za ręce. Podłoga i ściany wibrują od muzyki pulsującej ze znajdującego się za barem parkietu. pluszowej sofie. po raz ostatni trzepocze do mojego męża rzęsami. Panna Satynowe Spodenki prowadzi nas do zarezerwowanego narożnego boksu niedaleko baru z bezpośrednim dostępem do parkietu. witamy – mówi bardzo atrakcyjna długonoga blondynka w krótkich spodenkach z czarnej satyny. Christian natychmiast się jeży i posyła chłopakowi spojrzenie każące mu się odczepić. że to koszmar senny epileptyka. Nadziani mieszkańcy Aspen chcący się pobawić w sobotni wieczór ubrani są raczej swobodnie i po raz pierwszy czuję się nieco zbyt wystrojona. odrzuca do tyłu długie włosy i kołysząc biodrami. Zerkam na zegarek – jedenasta trzydzieści. a mnie już szumi w głowie. Światła są przytłumione. ściany czarne. – Max weźmie państwa okrycia. – Posyła nam ten swój megawatowy uśmiech. Usta ma w identycznym kolorze jak muszkę. na szczęście nie w satynę. rusza w głąb baru. W świetle migoczących na niskim stole świec ich twarze są łagodne i . po czym uśmiecha się lekko drwiąco. zważywszy na fakt. W obecnym stanie uważam. – Panna Satynowe Spodenki trzepocze rzęsami do mojego męża. Tylko ja mam płaszcz – Christian nalegał. po czym wraca tam. ruszają w stronę parkietu. Pod dwiema ścianami znajdują się rzędy boksów. amerykańskie uzębienie. a on rzuca mi pytające spojrzenie. abym pożyczyła trencz Mii. Dwa kieliszki szampana i kilka kieliszków Pouilly-Fume wypitych do kolacji robią swoje. który zakryje mi plecy. – Szampana? – pyta Christian. Ten czerwienieje i szybko podaje Christianowi numerek do szatni. Kate i Elliot siedzą obok siebie na miękkiej. a Mia kiwa entuzjastycznie głową. więc Ethan lituje się nad nią. Najlepsza miejscówka w tym lokalu. – Zaprowadzę państwa do stolika. Młody mężczyzna odziany na czarno. uśmiecha się i bierze ode mnie płaszcz. Ludzi jest sporo. Wyglądają na takich szczęśliwych. Mia przestępuje już z nogi na nogę. Cieszę się. Uśmiecha się szeroko. – Za chwilę ktoś przyjdzie odebrać państwa zamówienie. światła wirują i mrugają. skąd przyszła. koszuli bez rękawów i małej czerwonej muszce. a pośrodku bar w kształcie litery U. aż się paląc do tańca. Ethan podnosi kciuk. odsłaniając idealne. – Ładny płaszcz – komentuje Max. – Panie Grey. że to nie pełnia sezonu. a wystrój ciemnoczerwony. przyglądając mi się uważnie.

– Uśmiecha się słodko – tak. On siada przy mnie i niespokojnie przeczesuje wzrokiem klub. – Prosimy butelkę Cristala. – Czego się napijecie? – pyta Christian. – Poproszę piwo – mówi. Ochrypnę.. ale – chyba mądrze – zmienia zdanie. – Dziękuję. – Panna Spodenki Numer Dwa uśmiecha się do niego grzecznie. Ma w sobie coś wiktoriańskiego. Już przynoszę. Ale Ethan na pewno woli piwo. Kiwa z zachwytem głową. Choć trzeba przyznać.. Wprost emanuje z niej szczęście. – Poproszę szampana. Elliot otwiera usta. słodko – do Christiana. Ten Cristal jest pyszny. On się nachyla i całuje ją w usta. Elliot – mówi grzecznie Christian. koleżanko. Patrzę na niego z miłością. On jest mój. że policzki ma nieco zarumienione. – Pokaż mi pierścionek. – Nie będziesz płacił także tutaj – warczy Elliot. – No co? – pyta mnie Christian. abym usiadła. Przyjemnie pławić się w jej radości. . – Muszę przekrzykiwać muzykę. – Kate? – pyta Christian. – Nie jesteście tutaj sami! – wołam. więc wślizguję się na miejsce obok Kate. zanim wrócimy do domu. trzy piwa Peroni. Pierścionek jest śliczny: jeden większy kamień otoczony maleńkimi diamencikami. proszę pana. To jest nawet podniecające. – Ana? – Też szampan. rzeczowy sposób. Po prostu machnął ręką i nawet nie chciał słyszeć o innym rozwiązaniu.promienne. butelkę zimnej wody mineralnej i sześć kieliszków – mówi w ten swój autorytatywny. Elliot się śmieje. zawsze mający wszystko pod kontrolą. ale oszczędza nam trzepotania rzęsami. aby coś powiedzieć. – Nie zaczynaj. Kręcę zrezygnowana głową. a potem kładzie dłoń na udzie Elliota i ściska je. Kate uśmiecha się promiennie i wyciąga dłoń. Mój Szary. Christian gestem mi pokazuje. ubrana w obowiązkowe spodenki z czarnej satyny. Elliota i Ethana uregulował rachunek w restauracji. Pomimo sprzeciwów Kate. – Piękny. Do stolika podchodzi młoda kobieta z krótkimi ciemnymi włosami i psotnym uśmiechem.

– Uśmiecham się drwiąco. na co nas stać. A ja szybko muszę odwrócić wzrok. dziewczyny. Za to miałeś okazję ze mną spać. Ale w sumie ma rację. – Już raz na mnie zwymiotowałaś. Trochę poskaczemy i zgubimy te kalorie z musu czekoladowego. – Popatrzę sobie na ciebie – mówi. pani Grey – mruczy mi do ucha. – Wypij to. – Pani Grey. I w tej chwili uświadamiam sobie. Pokażemy. Jego oddech mnie łaskocze.– Nie trzepotała do ciebie rzęsami. Wracają Ethan i Mia. niż słyszę. że zaczynam tolerować kobiety wgapiające się w mojego męża. A powinna? – pyta. – Nie rozumiem. Uśmiecha się. – Ethan ma na razie dość. uśmiechając się drwiąco. – W moim głosie słychać ironię. jak tylko potrafię. – Christian podaje mi kieliszek z wodą. Skąd wie o popołudniowych koktajlach? Krzywię się. Wstaję. Chodźcie. . – Proszę. Prawie. – To prawda. Ocieram usta wierzchem dłoni. Chwilę później znowu sączę szampana. Biorę od niego kieliszek i wypijam wodę w najmniej kobiecy sposób. – Wiem. Uśmiecha się i oczy mu łagodnieją. – Trzy kieliszki białego wina do kolacji i dwa kieliszki szampana. – Nie ma pani powodu do zazdrości. dlaczego narzekasz. a wcześniej truskawkowe daiquiri i dwa kieliszki frascati w porze lunchu. Marszczę brwi i bardziej widzę. – To dobrze. Wypij. rumieniąc się na widok spojrzenia. jest pani zazdrosna? – Ani trochę. – Grzeczna dziewczynka – mówi. – Kobiety najczęściej tak robią. – Wydymam usta. nie kryjąc rozbawienia. – Idziesz? – pyta Elliota. – Och. aby zademonstrować tym swój sprzeciw wobec jego rozkazów. Wraca kelnerka. Nie mam ochoty na powtórkę. jakim obdarza moją przyjaciółkę. jak wzdycha. Christian ujmuje moją dłoń i całuje knykcie. Kate od razu wstaje.

Właściwie to zdarza mi się tańczyć dopiero teraz. a potem zaczyna tańczyć. Zaczynam się poruszać..– Idę spalić trochę kalorii – oświadczam. techno z dudniącymi basami. Na parkiecie nie tańczy zbyt wiele osób. że parkiet powoli się zapełnia. że nie tańczył z pierwszą żoną. Jezu. Otwieram oczy i widzę.. odważniej. – Może powinnaś wypić więcej wody – mówi ostrzegawczo. Towarzystwo oceniam jako eklektyczne – młodzi i starzy razem się bawią w sobotnią noc. Jezu. I o dziwo stwierdzam. Są owłosione. Oglądam się na nasz stolik. po czym nachylam się i szepczę Christianowi do ucha: – Możesz na mnie patrzeć. Zamykam oczy. Mia wpatruje się we mnie z przerażeniem. gotując się z wściekłości. unosząc wielkie ręce. a potem wracają do bioder. Niebieskie oczy błyszczą w pulsującym ultrafioletowym świetle. Kate. – Nic mi nie jest. Uśmiecham się. a jego dłonie wędrują do moich pośladków. Te sofy są niskie.. – Uśmiecha się. Otwieram oczy. Zaczynam się ruszać nieco. Nagle na moich biodrach pojawiają się dwie dłonie. – Daj spokój. Christian się przyłączył. – Prostuję się szybko. ściskają je. To pulsujący rytm. Kate unosi w górę kciuki. Mężczyźni patrzą. to tylko zabawa. – Zabieraj łapska! – przekrzykuję dudniącą muzykę. Kurwa! To nie on. . a ja uśmiecham się do niej promiennie. a ja biorę głęboki oddech i ruszam na parkiet za nią i Mią. – Jestem taka szczęśliwa! – przekrzykuje muzykę. Zamykam oczy i poddaję mu się. że nawet mi się to podoba. kiedy znam Christiana.. a moje obcasy wysokie. a Thomas Hardy. Kate ściska mnie mocno.. Muzyka pulsuje.. Obracam się na pięcie. Mia i ja musimy tańczyć bliżej siebie. To on nauczył mego ciała pewności siebie. Jane Austen nie miała fajnej muzyki do tańca. To Christian. Chichoczę na tę myśl. sporo miejsca wymaga ten jej taniec. a nade mną góruje jasnowłosy olbrzym z nienaturalnie dużą liczbą zębów i lubieżnym uśmiechem. Aż tak jestem kiepska? Kładę ręce na dłoniach Christiana. Mia uśmiecha się do nas szeroko i skacze z entuzjazmem po parkiecie. Kate chwyta mnie za rękę. Nigdy nie byłam dobrą tancerką. Cholera. więc mamy dla siebie sporo miejsca. on to dopiero miał wyrzuty sumienia. – Okej. – Nie schylaj się – warczy. Jak mogłam nie robić tego przez pierwszych dwadzieścia lat mego życia? Wolałam czytać niż tańczyć. złotko. Oj! Zakręciło mi się w głowie i muszę wesprzeć się na ramieniu Christiana. Poruszam biodrami.

po czym puszcza jego ramię i . O nie! Kate stoi obok mnie i zdumiona wpatruje się w nas wszystkich. aby go powstrzymać. Jasnowłosy Olbrzym zrywa się z parkietu i w tej samej chwili dołącza do nas Elliot. może raz. Przygląda się natrętowi z wrogością. Rozglądam się gorączkowo. – Mam męża. Au! Cholera. Zmienia się muzyka i zamiast wymyślnego tekstu piosenki zatytułowanej Sexy Bitch słyszymy pulsujący kawałek techno dance i piosenkarkę śpiewającą głosem pozbawionym emocji. i Christian go uderza. Nie krzyczy. Elliot chwyta Christiana za ramię. trzymając się za czerwony policzek.. Nie patrzy na mnie. Christian obejmuje mnie w talii i przesuwa na bok. Cholera. że poszedł do toalety. Pojawia się także Ethan. – Jasnowłosy Olbrzym unosi ręce w geście poddania i zmywa się z parkietu. robiąc nam miejsce i zachowując bezpieczną odległość. moja ręka. Przewraca się na parkiet jak worek kartofli. pokazując obrączkę. – Ja już go uderzyłam! – przekrzykuję muzykę. Christiana nie ma przy stoliku. Christian nie patrzy na mnie. uderzam go w twarz.. – Wyluzuj. okej? Nie miałem złych zamiarów. Pozostali tancerze odsuwają się niczym fala na jeziorze. – Wynoś się! – krzyczę. Och. co robię. Cholera. To jak oglądanie filmu w zwolnionym tempie. który w ogóle się tego nie spodziewał. Cóż.Nim zdaję sobie sprawę z tego. nie! – wołam spanikowana. potem na Christiana. – Christian. Spojrzenie Christiana wędruje za jego oddalającymi się plecami. Idealny cios w szczękę Jasnowłosego Olbrzyma. Piecze. którą trzymał przy policzku. Kate zatraciła się w tańcu. Opuszcza dłoń. po tym jak przystawiał się do mnie Jack Hyde. Podsuwam mu rękę pod nos. – Trzymaj te swoje cholerne łapska z dala od mojej żony – mówi. Kurwa mać! – Sama potrafi się o siebie zatroszczyć – odkrzykuje Jasnowłosy Olbrzym. jakiej jeszcze u niego nie widziałam. Elliot patrzy najpierw na mnie. mam nadzieję. Jasny gwint. stając przed nim. Patrzy na mnie. a mimo to słychać go ponad muzyką. on go zabije. Przy moim boku stoi Mia wpatrująca się gniewnie w Jasnowłosego Olbrzyma. ty dupku! Wzrusza raczej arogancko ramionami i posyła mi fałszywie skruszony uśmiech. Robię krok w tył i natrafiam na klatkę piersiową. którą tak dobrze znam.

że tak. że to ty. „Dotknij mnie”. ale ja zaczynam się poruszać. która nadal mnie piecze. na tę myśl się wkurzyłam. Christianie. aż w końcu patrzy mi w oczy. Och. Zarzucam ręce na szyję Christiana. jak zareaguje Christian. Dostrzegam w nim coś z awanturującego się nastolatka. Christian patrzy jeszcze za tamtym facetem. – Chcesz tańczyć? To tańczmy – warczy mi do ucha.. Biorę go za ręce. ewoluuje w coś innego.. Moje dłonie wędrują w . Och. Proszę. – Uderzyłaś go? – pyta Christian. – Wszystko w porządku? – pyta w końcu.. ależ Christian umie się ruszać. wróć do mnie. coś bardziej podniecającego.idzie tańczyć z Kate. Gdy tak Christian patrzy na mnie. – Oczywiście. Mocno wkurzyłam. Zrobiłam to dlatego. Wiedziałam. nie puszczając. nic nie mówiąc. – Zatańcz. Patrzy na mnie beznamiętnie. że jakiś głupi pacan mógłby to zrobić mojemu mężowi. że straci swoją cenną samokontrolę. Trzyma mnie blisko siebie.. ogień w jego oczach powoli się zmienia. przyciąga do siebie i przesuwa mi ręce za plecy. instynktownie podążam jego śladem. że wiedziałam. Myślałam. mojej miłości. Przygląda mi się uważnie. Ponownie ujmuję jego zaciśnięte dłonie. A może? W głębi duszy wiem jednak. Po raz kolejny otacza nas tłum tancerzy. Zatańcz ze mną. że obłapuje mnie jakiś nieznajomy. – Chcesz usiąść? – pyta mnie Christian. Co mnie opętało? Dotykanie mnie nie stanowiło przecież zbrodni przeciwko ludzkości. – śpiewa wokalistka. ale wszyscy zachowują co najmniej półmetrową odległość. coś bardziej mrocznego. a kiedy zaczyna poruszać biodrami. cóż. – Nadal jest wściekły. – Tak. – Zatańcz ze mną. Jeszcze nigdy nie uderzyłam nikogo w twarz. dlaczego go uderzyłam. ale jego dłonie coraz słabiej ściskają mi nadgarstki. błagam. – Nie... Stoi nieruchomy jak słup. zatańcz ze mną. Pocieram dłoń. ocierać się o niego. ale ręce miał owłosione. Nagle chwyta mnie za nadgarstki. I myśl. Aż w końcu je puszcza. proszę cię. widząc. a potem kładę obie na jego piersi.

Rozglądam się. jaki mamy dla siebie. Dzięki niemu czuję się seksowna. – A gdyby tu byli dziennikarze? – pytam. – Usiądziemy? – dyszę. można by odnieść wrażenie. – Lubię cię rozgrzaną i spoconą. a może to jego wyrzucono. że do mnie wrócił. Choć wolę ten efekt osiągać w jakimś ustronnym miejscu – mruczy. W chwili gdy bierze mnie za rękę i obraca najpierw w jedną stronę. Może sam wyszedł. Spojrzenie ma lodowate. Uśmiecham się. nigdzie nie widzę także Jasnowłosego Olbrzyma. Ethan i Mia mniej nieprzyzwoicie. Nikt na nas nie patrzy. Christian przyciska mnie do siebie. Wyjmuje z kubełka z lodem butelkę peroni i pociąga spory łyk. – Proszę. – Prowadzi mnie do stolika. Biorę kolejny łyk szampana. można by pomyśleć. Ja wiem. Christian obraca mną na tym małym kawałku parkietu. Dzięki niemu czuję się pełna wdzięku. On też się uśmiecha. – Przez ciebie cała jestem rozgrzana i spocona – szepczę. Trochę się dziwię. że chodzi mi o jego znokautowanie Jasnowłosego Olbrzyma. uśmiechając się lubieżnie. czując przez marynarkę wyćwiczone mięśnie. że nie wyrzucono nas z klubu. Zapomniawszy o gniewie. Tańczymy razem i daje mi to niesamowite poczucie swobody. Sytuacja była już pod kontrolą. ale wcale nie kocham go przez to mniej. ponieważ pomimo swych pięćdziesięciu odcieni ma całe morze miłości do oddania. Bierze mnie w ramiona. że jego miłości towarzyszy nadopiekuńczość i potrzeba sprawowania kontroli. No to piję. Brak mi tchu. A zresztą i tak chce mi się pić. gdy jeden utwór płynnie przechodzi w drugi. a ja dopasowuję się do jego powolnego. potem w drugą. że incydent na parkiecie w ogóle nie miał miejsca. Christianie. ani na chwilę nie puszczając. . Kate i Elliot zachowują się nieprzyzwoicie na parkiecie. Uosobienie arogancji. – Ale ty nie stoisz ponad prawem. że to człowiek bez trosk. Christian od razu się orientuje. Dzięki niemu czuję się kochana.górę jego ramion. Gdy siedzimy przy stoliku. Marszczę brwi. zmysłowego tańca. – Mam dobrych prawników – odpowiada spokojnie. – Christian stawia przede mną kieliszek z wodą i przygląda mi się uważnie i wyczekująco. wiem. – Pewnie. Patrząc na niego teraz.

że Christian wkurzy się na maksa. Muzyka jest głośna. Dojechaliśmy do domu. jakbym nie rozumiała tego. że dobrze sobie z nim radzisz. – Cóż. – Przytrzymuje mi płaszcz.. a ty mu wtedy dawałaś w twarz. – Mam cię zanieść? – pyta Christian. co należy do mnie – mówi chłodno. aż Christian odbierze z szatni mój płaszcz. co oczywiste. Kręcę głową. Do stolika podchodzą Kate i Elliot. – Nadal się zastanawiam. Gdy czekamy. a coś takiego mogłoby zepsuć wasz wieczór. – Tak – odpowiada Christian. – Nasz wieczór – poprawia mnie. Bierze mnie za rękę. co czuję w związku z zachowaniem Christiana. wiedziałam. a Taylor stoi cierpliwie przy samochodzie. że może być jeszcze gorzej. Czy ja radzę sobie z Christianem? – Proszę. Niechętnie otwieram oczy i chwiejnie wysiadam z minivana. – Zbierajmy się. – Jest porywczy. – Radzę? – Marszczę brwi. Wzruszam ramionami.. Wtedy martwiłam się. – Pojadę po pannę Grey i pana Kavanagh – mówi Taylor. Nagle czuję się tym wszystkim przytłoczona. Chcę cię zabrać do domu – mówi. Kate i Elliot zdążyli już zniknąć. pojedziemy z wami. dudniąca. Biorę jeszcze jeden łyk szampana. – Ana. – O co chodziło z tamtym gościem na parkiecie? – Obmacywał mnie. obudź się. W jej głosie słychać nadzieję. Prycham i uśmiecham się. Kate patrzy na mnie pytająco. – Christian potrząsa mną lekko. – Jedziecie? – pyta Kate.– Nikt nie będzie dotykał tego. bolą mnie stopy i kręci mi się w głowie. – Super. Och. prawda? – dodaje cierpko. – Myślę. . – Otworzyłam oczy. a ja wsuwam ręce w rękawy. – Można tak to ująć. przyglądając się Christianowi odbierającemu mój płaszcz.

Przewracam oczami i wykonuję polecenie. Prycham. łapie za kostkę i delikatnie zsuwa mi jeden but. – Pozwól. muszę zrobić siusiu. Słyszę. – Proszę. – Wkłada mi w dłoń dwa paracetamole i podaje szklankę z wodą. Zaczyna odpinać pasek mojego płaszcza. Delikatnie przeciera mi prawe oko. Zbyt jestem zmęczona. ale wolę to. Prostuje się. schyla się. – To ta wysokość. A niech mnie. Kręci głową. – Łykaj. Nie jesteś do niej przyzwyczajona. a ja otwieram zaskoczona oczy. jak postukuje stojącymi na toaletce buteleczkami. – Nie lubisz makijażu? – Lubię. W stopach czuję bolesne pulsowanie. Nie miałam pojęcia. potem drugi. trzymając moje szpilki. próbując odepchnąć jego dłonie. Robię nadąsaną minę. Wzdycham. z którą się ożeniłem – mówi po chwili. No i alkohol. – A ja już widziałem te buty gdzieś przy moich uszach – mruczy.Christian kiwa głową. co robi. panie Grey. – Całuje mnie w czoło. cóż za ulga. Och. – Świetnie. że jednak ja. – Jesteś wykończona. Ujmuje moją dłoń i prowadzi do łazienki. – Ja to zrobię – mruczę. aby otworzyć oczy i sprawdzić. Siedzę znieruchomiała. Potrzebujesz chwili prywatności? – pyta ironicznie. Siadam na krześle i zamykam oczy. po czym prowadzi mnie do drzwi. – Oczy zamknięte – mówi. Czemu my tu wchodzimy? – Siadaj – mówi. co? – pyta miękko. – I mam wyjść? . Chwilę później odchyla mi głowę. – Ach. Kiwam głową. trzyma w ręce wacik. – Cóż za wstydliwość. Owszem. Gdy wchodzimy do domu. Uśmiecha się lekko kpiąco. Śmieje się. Połknij to. że jestem aż tak zmęczona. – Lepiej? – pyta rozbawiony. co kryje się pod nim. Kiwam głową. gdy metodycznie zmywa mi makijaż. patrząc na nie marzycielsko. zdejmuje ze mnie płaszcz i rzuca go na jedno ze znajdujących się w sypialni krzeseł. Oto kobieta. bierze mnie za rękę i prowadzi na piętro do naszej sypialni.

za dużo wypiłaś. Christian bierze mnie w ramiona i całuje.Chichoczę. Rozpraszający widok. Uśmiecham się. – Chcesz zostać? Przechyla głowę na bok. – Byłeś taki wściekły – mówię cicho. – Ręce do góry – mówi miękko. Christian wstaje. Christian w piżamie. – Na mnie? – Nie.. panie Grey. Christian zbliża się do mnie. – Choć miałbym wielką ochotę się w tobie zanurzyć. Kładziemy się spać. Kiedy wychodzę. ścieżynkę. co się nazywa sukienką. To już by była przesada. żebyś patrzył. Przykrywa mnie i całuje w czoło. Wynocha. – Całuje mnie w ramię. Bierze mnie za rękę. on ma już na sobie spodnie od piżamy. – Myślę. na którym wisi już płaszcz Mii. Nasze miętowe oddechy mieszają się ze sobą. znajdujesz się na wysokości dwóch i pół tysiąca metrów. – Owszem. Zdejmuje mi majtki i jestem naga. Nie na ciebie. Nie był zły na mnie. – Ale z ciebie zbok. pani Grey. . Chodź. – Zrób krok – mówi. – Dla odmiany. – Myślę. Jestem gotowa do snu. – Jak zawsze. Odsuwa kołdrę. a zeszłej nocy niezbyt dobrze spałaś. a ja wychodzę z sukienki. Postęp. że choć raz muszę się z panem zgodzić. Wkłada mi przez głowę swój T-shirt. Powinno się ją sprzedawać z informacją o zagrożeniu zdrowia. Nie chcę. Byłem. – Owszem. Jak urzeczona wpatruję się w kaloryfer na jego brzuchu. że jest pani trochę pijana. Przyjemna. po czym zsuwa sukienkę i pozwala jej opaść na podłogę. Wstaję i wyganiam go z łazienki.. Hmm. – Fajny widok? – pyta cierpko. przytrzymując się go dla zachowania równowagi. – Całuje mnie w drugie ramię. – Odwraca mnie i odpina jedyny guzik na karku. – Pomogę ci się rozebrać z tego kusego czegoś. jak siusiam. a ja gramolę się do łóżka. a w jego oczach czai się rozbawienie. – To przyjemna odmiana. rzuca moją sukienkę i majtki na krzesło.

jak się w tej chwili czuję. że będziesz już spać.. To przez Christiana. w mojej głowie rozbrzmiewa słowo „postęp”. Uśmiecham się. jak kładł mnie spać. Głowa? Zaskakująco w porządku. – Całuje mnie w policzek. To było słodkie. czy spodoba mi się dom. – Przeczesuję palcami jego włosy. a ja cała się rozpromieniam. – Nie odchodź – mówię błagalnie. – Jest taki stanowczy. – Co się stało? – pyta zaspanym głosem. – Jest sobota. Trwam na granicy świadomości. to polecenie. to Christian. – Ana. maleńka – szepcze. gdy przypominam sobie. Przeczesuje palcami włosy. jak daje mi klapsy. on także się obudzi. Dzień dobry. . Za dużo wypiłam. Uśmiecham się szeroko.– Zamknij oczy. Brzuch? W porządku. Dziwne. oczekuję. Przez moją głowę przemykają scenki z minionego dnia. Śpij. – Nic.. Jego reakcja na moją sukienkę. Dokonuję szybkiej analizy tego. ===aVxlVW1c ROZDZIAŁ PIĘTNASTY Jest mi za ciepło. Kto by pomyślał. Dłoń mam nadal czerwoną. Jego niepokój związany z tym. a on się budzi. Ciekawe. a gdy zasypiam. Proszę. a jego usta raz jeszcze muskają moje czoło. – Muszę wykonać kilka telefonów. naprawdę słodkie. A potem Christian kładący mnie do łóżka. Późno już. – Pani Grey. Zamykam oczy. a przydałoby mu się jeszcze trochę snu. nogi splecione są z moimi. nie dane ci będzie odpocząć. Kąpiel. wiedząc. jak wyglądają dłonie Christiana po tym. Christian przerzucający mnie w samolocie przez ramię. ramieniem obejmuje mnie w talii. że Christian mi na to pozwolił. – Dziękuję za opiekę wczoraj wieczorem. – To groźba. Ano. Znokautowanie Jasnowłosego Olbrzyma – na to wspomnienie piecze mnie dłoń. Kiedy tu wrócę. Popołudniowy seks. Mgliście wspominam wydarzenia minionego wieczora. jeśli położę się teraz przy tobie. ślicznie dziś pani wygląda. – Dobrej nocy. no i niespodziewane. Poruszam się. że jeśli do końca się obudzę. ale mam jednak lekkie zawroty. Jego głowa spoczywa na moim ramieniu.

ale miałbym ochotę na odrobinę oporu – mruczy. przesuwając nosem po mojej żuchwie. – Ach tak? – Nagle przekręca się tak. Ty przecież wiesz. – Nie mogę znieść myśli. – No bo jesteś – mruczy. wciskając mnie w materac. że leży na mnie. – Jak się czujesz? – Lepiej. – Delikatnie przesuwam opuszkami palców po jego twarzy. . A gdyby sobie tego pani życzyła. – Będę walczył. oczywiście. W jego głosie pojawia się gniew. w tej chwili mogę pani przypomnieć. jak to jest. niż na to zasługuję. że cię boli? – Eee. prawda? – Uśmiecham się drwiąco. a ja się krzywię. że cię dotykał. że cały czas mnie sobie podporządkowujesz. Ujmuje moją dłoń i całuje ją czule. Spojrzenie mu łagodnieje. – Dostał ode mnie w twarz. – Co za kutas! Myślałam. Jest już dobrze. wiesz? Podporządkowanie sobie ciebie w łóżku to moja fantazja. – Całuje mnie w szyję. zachował się jedynie niestosownie.. proszę powstrzymać swoją świerzbiącą rękę.. a on patrzy na mnie ze zdziwieniem połączonym z rozbawieniem. panie Grey. – Od uderzenia? – pyta. mój Szary. – Och.– Lubię się tobą opiekować. Co takiego? – Myślałam. że wiem. – Niezły ma pani prawy sierpowy. – Hmm. Przytrzymuje mi ręce nad głową. Puszcza ją natychmiast. Przygryza mi ucho. – Dzięki tobie czuję się kochana. – Ależ pani Grey. ale zdradzają go oczy. ale ból znika. nic mi nie jest. Trochę boli mnie ręka i tyle. które błyszczą triumfalnie. wtedy właściwie tego nie czułam. jakby wygrał World Series albo Super Bowl. pani Grey. jak to się dzieje. To właśnie chcę robić – mówi cicho. Christianie. – Proszę o tym pamiętać. Och. Ściska mi dłoń. – Czemu mi wczoraj nie powiedziałaś. – Nie zrobił mi krzywdy. że wczoraj zostawiliśmy to już za sobą. panie Grey... Nie wiem.

– Nie przygryzaj wargi – ostrzega. Spojrzenie ma nadal czujne. Christian puszcza mi ręce i opiera się na łokciach. że rodzi mu się jakiś pomysł. ocierając się kroczem o jego krocze. żeby tu stała zbyt długo – i zastanawiam się. – Więc chcesz się ostro pobawić. – Trzepoczę rzęsami i poruszam się pod nim prowokacyjnie. Nagle obraca się na plecy. Kiwa głową. – Teraz? Wzrusza ramionami i widzę. a ja go puszczam. Co to ma być? Przepychanki? Fantazja? Czy zrobi mi krzywdę? Moja wewnętrzna bogini kręci głową: „Nigdy”. – To miałeś na myśli. – Tak – syczy. – Myślę. Otwiera usta i głośno wciąga powietrze. kiedy położył się spać. Uśmiecha się do mnie nieśmiało i jeszcze raz kiwa powoli głową.. na którą pan ma ochotę. pani Grey – szepcze i szybko całuje mnie w usta. Hmm. tak? – pytam. Christian musiał ją tu postawić. kładę je po obu stronach jego głowy i przytrzymuję. ignorując ból własnej dłoni. – Celna uwaga. Moje włosy otulają nas kasztanowym welonem i poruszam głową tak. panie Grey. Biorę spory łyk. Sięgam po stojącą obok łóżka szklankę z wodą. tak że siedzę teraz na nim. aż ściska me nagie pośladki. badając moją reakcję. Leży na mnie. Może być fajnie. – Zaczekaj. że łaskoczą go w twarz. Woda jest zimna i gazowana – zbyt zimna. a Christian zatacza palcami małe kółka na moich udach. że znajduję się w niekorzystnej sytuacji. żebym stawiała ci opór? Tutaj? – szepczę. Hmm. . Uchyla się. zabierając mnie ze sobą. próbując ukryć zaskoczenie. – Chcesz. Posłusznie przestaję. prawda? Uśmiecha się kpiąco i raz jeszcze przyciska do mnie krocze. przesuwając rękę coraz wyżej. rozpraszając mnie. mój Szary ma ochotę na małą awanturę.. a jego twardniejący członek wbija się kusząco w moje miękkie.Oporu? Nieruchomieję. ale nie próbuje mnie powstrzymywać. mówiąc o kładzeniu się spać w gniewie? Kiwa głową raz jeszcze. Chwytam jego ręce. O rety. ochocze ciało. – Niekorzystnej? – No bo przecież obecna pozycja to taka.

– Kiepska ze mnie aktorka. Wydaję cichy okrzyk i czuję. wlewając do jego ust chłodną wodę. W odpowiedzi na to jedno słowo moje libido eksploduje. czując pod językiem kłujący zarost. Szarpie mnie za brodawkę. Podoba mu się mój dotyk! Próbuje chwycić moje nadgarstki i w końcu z jednym mu się udaje. a ja przestaję grać. odwracam głowę na bok. Jego wolna ręka natychmiast pojawia się na mojej brodzie. Kontynuuję odpychanie – rany. więc poddaję się. A potem nagle rzuca mnie na łóżko obok siebie. a on przesuwa po niej zębami. – Okej. To ta ręka. Z gardła Christiana wydobywa się niski. Uśmiecha się szeroko. Jest za ciężki. Kładę je na jego piersi i z całych sił odpycham od siebie. mimo zaciętego oporu z mojej strony. tymczasem on stara się rozsunąć kolanem moje uda. jak od piersi rozchodzą się ostre iskierki rozkoszy obierające za cel moje podbrzusze. Przełyka. – Tak. To takie frustrujące i podniecające. Obie przytrzymuje lewą ręką. Christian z jękiem unieruchamia mi drugą dłoń. – Dzikuska – szepcze głosem pełnym lubieżnego zachwytu. Oczy płoną mu dziko i zmysłowo. – Więc mam być niechętna do współpracy? – uśmiecham się drwiąco. Zaskoczona krzyczę i chwilę później on znów jest na mnie. przesuwając zębami po jego żuchwie. nachylam się i całuję. Nachylam się i całuję go lekko w usta. odsuwam jego dłonie z pośladków i ponownie unieruchamiam mu je przy głowie. Zaczynam z nim walczyć. Na próżno próbuję uwolnić dłoń z jego żelaznego uścisku. podczas gdy prawa wędruje niespiesznie – wręcz bezczelnie – w dół mego ciała. Kiedy próbuje mnie pocałować. ale na próżno. seksowny dźwięk. która mnie boli.Podążając za jego przykładem. pani Grey – mruczy. spróbuję – szepczę. ale drugą łapię za włosy i ciągnę mocno. uniemożliwiając mu to. Odstawiam szklankę na stolik. . gdy próbuje mnie chwycić za dłonie. – Ach! – Uwalnia głowę i patrzy na mnie. – Bardzo smaczna. ale jest ciężki – ale on nie zamiera. – Spróbuj. Raz jeszcze usiłuję go z siebie zrzucić. Jednocześnie staram się złączyć kostki i zrzucić go ze mnie. uśmiechając się wesoło. jak by to zrobił kiedyś.

– Ty – szepczę. Oczy mu płoną. – Ana – dyszy. Wpycham mu kciuk do ust. – Przesuwa usta na szyję. mając nadzieję. językiem próbuje się wedrzeć do moich ust. gdy usta wędrują do moich piersi. że to będzie szybki numerek. że mieliśmy odgrywać jakąś scenkę. Przez moje ciało przetacza się fala gorącego pożądania. Gdy Christian popycha mnie na materac. Twardy. Jego dłonie wędrują w górę mego ciała. Pragnę go – teraz. Mam gdzieś to. Christian wypuszcza z sykiem powietrze. a on ssie i przygryza opuszkę. – Skóra – mruczy ochryple. Jest ode mnie znacznie silniejszy. że wcale nie chcę stawiać mu oporu. Delikatnie przygryza mi dolną wargę. że nie umyłam zębów. Przestaję walczyć i żarliwie odwzajemniam pocałunek. Skopuję stopami spodnie od piżamy. próbując się uwolnić z jego bezlitosnego uścisku. – Christian. – Smakuje ci? – pyta. – Jesteś taka piękna. Proszę. – Ach! – Jęczę i wiję się. a ja rozkoszuję się jego reakcją. Odchyla się. abym go mogła pocałować. Oplatam go nogami w pasie i piętami zsuwam mu z tyłka spodnie od piżamy. uwalniając członek. – Kurwa – mruczy. pieszcząc biodra. mocno ją zaciskając. Wczepiam palce w jego włosy. po czym bierze ją do ust i ciągnie mocno. rozsmarowuję ją kciukiem. lecz współpraca dłoni i języków. wsuwam kciuk do ust. walcz ze mną – mruczy. a w głowie mam mętlik. przygryzając lekko. aby go posmakować. w której się zatracam. Sądziłam. Mam gdzieś to. – Słyszę w swoim głosie ciche błaganie. Wyczuwając na czubku kropelkę wilgoci. tak jak zawsze. ale to przegrana sprawa. piersi. I dociera do mnie. a oddech ma urywany. – Tak. – Jego oddech jest delikatny. nachylając się nade mną. gdy przesuwam dłonią w górę i w dół. brzuch. maleńka. wypychając biodra w jego stronę. . – Ćśś – szepcze i muska brodawkę językiem. chwytam jego głowę i przyciągam do siebie. I całuje mnie wszędzie. Biorę go do ręki.– Och. Chwytam za przód jego spodni i pociągam w dół. Jak to? Ciężko dyszę. – Taka piękna skóra. szybka i niecierpliwa. Jego usta wędrują wzdłuż mojej żuchwy aż do brody. po czym oplatam go nogami w pasie. Wiję się pod nim. I już nie ma walki. Jęczę. że go tym skuszę. Podnosi mnie i jednym ruchem pozbawia T-shirtu.

dyktując tempo. – Chciałeś oporu – mówię. Zaczynam się poruszać. znowu próbując zrzucić z siebie. – Zwiążę cię – rzuca ostrzegawczo. – Ach! To jest to. czy coś się stało? – Skonfundowałaś mnie. Brak mi tchu. Jego oczy niczego nie zdradzają. – Unosi mnie i powoli opuszcza na siebie. zrobimy. chwilę później jest czuły i słodki. – Chcę po prostu. wplatam palce w jego włosy. pani Grey? – Mocno ssie. Tego właśnie pragnę. upajając się jego obecnością w sobie. Ponownie próbuję skusić go do wejścia we mnie. jego usta odnajdują moje i oboje zatracamy się w sobie. ocierając się o niego. Ale on się nie spieszy. a w jego oczach rozbłyska podniecenie. Ciągnę go za włosy. Odwraca się i patrzy na mnie. Znowu bierze brodawkę do ust. Płonące szare oczy wwiercają się w moje. Ano. – Wszystko w swoim czasie – mruczy z ustami przy mojej skórze. – Fajnie było. Przejmując kontrolę. unieruchamia je i opiera się na mnie całym ciężarem. . – Dobrze.. co on teraz myśli? Przez chwilę sprawia wrażenie skonsternowanego. – Czy naprawdę jest aż tak tępy? Najpierw się siłujemy. – Weź mnie – błagam. Christian jęczy. Obejmując go za szyję. – Cholera. Jego dłoń gładzi moje plecy. Puszcza moje dłonie i siada na piętach. Oddech mam płytki i urywany. Pieprzyć to. dysząc ciężko. Christian chwyta moje dłonie. – Niecierpliwi się pani. – Co to. Jestem w łóżku z Panem Zmiennym.Uśmiecha się i zabiera za drugą pierś. Jęczy i podnosi wzrok.. – Raz jeszcze naciskam piętami. nie odrywając rąk od moich dłoni. a nasze oddechy powoli się uspokajają. Leży nieruchomo na plecach. Wiję się i odpycham go. Jęczę głośno. – Coś jesteś milczący – szepczę i całuję go w ramię. żebyś się ze mną kochał. pani Grey. Och. – Nie chcesz się grzecznie bawić? – pyta zaskoczony. Muskam palcami włoski na klatce piersiowej Christiana. Unosi głowę i patrzy na mnie. Christianie. a jego dłoń w irytująco powolnym tempie zsuwa się na biodro. Nic z tego. Tego potrzebuję. podciągając mnie na kolana. jak pani chce. Kładę pięty tuż pod jego pośladkami i pcham. – Proszę.

– Chyba złym. po czym kręci głową. klatkę piersiową. Ty możesz mnie dotykać. Tamta piętnastka oczywiście nie mogła. Przez chwilę wygląda jak człowiek. ale w jego głosie nie słychać przekonania. w swoim tempie. który tonie. – Och. kalejdoskopowego życia seksualnego mego męża przede mną? Moja podświadomość mierzy mnie podejrzliwym wzrokiem. Dyktująca warunki. coś odmiennego. eee. To. że teraz leżymy twarzami do siebie. Christian marszczy brwi. – Tak. – To proste wyjaśnienie. raz jeszcze kocha się ze mną. jakby nie do końca rozumiał moje pytanie. Jasna cholera! – Sądziłam. – Nigdy dotąd nie zrealizowałeś tej swojej fantazji? Rumienię się. O rety. Wtedy. które wiele mówi.. – Pani Robinson mogła cię dotykać.. – W dobrym znaczeniu czy złym? Wpatruje się we mnie.. – Chyba mi się podobało. Anastasio. wciąga mnie na siebie i całuje namiętnie.. I bardzo powoli i czule. – Odmiennego w dobrym znaczeniu czy złym? Przesuwam palcem po jego ustach. Na jego twarzy widnieje powątpiewanie i chyba ból. szyję. Cholera. W jego oczach czai się nieufność. małe okrągłe blizny. Ty. „Naprawdę chcesz się zapuszczać w tamte rejony?” – Nie. że chcę wiedzieć. – Wypowiadam te słowa. Czemu o niej wspomniałam? Christian nieruchomieje. Mój zagubiony chłopczyk. – W dobrym – mówi w końcu. Czy ja naprawdę chcę wiedzieć więcej na temat kolorowego. Christianie.. Całuję jego twarz. że ci się podobało. zanim mój mózg zdąży je zarejestrować. On jęczy..– Skonfundowałam? Przesuwa się tak. – Jego słowa są niewiele głośniejsze od szeptu.. – To było coś innego – mówi cicho. Nagle stwierdzam.. – Teraz nie? Przez chwilę mi się przygląda. . Z roztargnieniem całuje mi palec. Zalewa mnie fala uczuć.

– Zaraz lądujemy. – Kate ruchem głowy wskazuje ogród za domem. Jest piękny. Christian ubrany jest w czarne dżinsy i T-shirt. Podnosi głowę i dostrzega mnie w oknie. – Po prostu przyglądałam się Christianowi. jakbym go szpiegowała. Marszczę brwi i uwagę przenoszę z powrotem na mojego męża i pana Bentleya. – Co robiłaś? – pyta Kate. zatopieni w rozmowie. Odwracam się i widzę. – Siostro! – wykrzykuje i trudno nie dać się ponieść jej radości. – Nieźle cię wzięło. co wygląda jak bambusowy kijek. – Rozmawia z panem Bentleyem! – woła z kuchni Mia. jakby go ważył. Kate zrywa się ze stołka i podbiega. Dalej rozmawiają. ciemne oczy. Gdzie Christian? – Na dworze. uśmiechając się i próbując wyrzucić z myśli niepokojący obraz Christiana z kijkiem. – Hej. Podchodzę do okna. Nagle czuję się tak. a pani Bentley przyrządza gofry. ty moja przyszła szwagierko? – odpowiadam. Nokautuje osobników wagi ciężkiej! – woła wesoło Ethan. W roztargnieniu wyciąga przed siebie rękę z kijkiem. Zapnij pasy. Och. jest chudy i ma na sobie robocze spodnie oraz T-shirt z logo straży pożarnej w Aspen. O rety. po czym przecina nim powietrze.– Ana Tyson. – Na co ma pani ochotę? – Dzień dobry. – Prycha... Siedzi przy barze śniadaniowym razem z Mią i Kate. Pan Bentley nie widzi w jego zachowaniu niczego dziwacznego. aby mnie uściskać. że się dąsa. – Dzień dobry. co się między nimi dzieje. Po głosie można poznać. a mój piękny mąż rozmawia z jakimś mężczyzną. Christiana z nimi nie ma. – A ciebie nie. jak posyła Ethanowi jadowite spojrzenie. Gdy idą trawnikiem w stronę domu. z którego rozciąga się widok na ogród i góry. Mąż pani Bentley ma jasne włosy. bezchmurny letni dzień. Po raz kolejny się zastanawiam. tym razem bliżej domu. Christian schyla się i podnosi z ziemi coś. – Pani Bentley się uśmiecha. Co tylko pani poda. po czym znowu się zatrzymują i Christian powtarza gest z kijkiem. gdy schodzę do kuchni na śniadanie. śpiochu – budzi mnie Christian. Macham do niego z zażenowaniem. . pani Grey. po czym odwracam się i wracam do kuchni.

Moja przyjaciółka cała promienieje i pomyśleć. Wykończyła mnie niemożliwie długa wycieczka i piknik na szczycie spektakularnej góry. ale dzisiaj nie dało się go oderwać od Kate. ale mąż mnie wyręcza. ona w zasadzie też. kogo byś chciała. Christiana nie interesuje to na tyle. gdzie wczoraj spali. że jesteś bezpieczna. że zaledwie wczoraj po południu była tak bardzo go niepewna. – Jak minął pani weekend. ale smutno. – Uśmiecham się ogarnięta nagłą nieśmiałością. – A tobie jak się podobało? – pytam. – Wiedziałem. – Powinniśmy zabrać Raya. dziękuję panu. Ponownie opieram głowę o jego ramię i zamykam oczy. Wzrusza ramionami. Elliot chrapie cicho obok Kate. Z przodu siedzą Taylor i Ryan.Sennie szukam pasów. . Chętnie by się wybrał na ryby. Nie naciskam jednak. Muszę dorwać Elliota i wypytać go o Gię. Nie wiem nawet. po czym wraca na swoje miejsce. – Naprawdę. po czym wraca do książki. Zabrać kogoś. Ale wygląda na zrelaksowanego. aby pytać. – Dobrze. Czyta właśnie jakąś umowę. gdy tylko nam przyjdzie ochota. pani Grey? – pyta mnie Christian. Uśmiecha się szeroko. Całuje mnie w czoło. Pierwszy pilot Beighley oznajmia. Zerkam spod rzęs na Christiana. jak się rumienisz – rzuca żartobliwie i się przeciąga. Robię się czerwona jak burak. – Bardzo – odpowiada po chwili. Ciekawe. lepsza niż męska dziwka. Może to rodzinna ksywka? Słodka. Dłoń Elliota spoczywa na kolanie Kate. – Możemy tam lecieć. Kate posyła mi uśmiech pełen zadowolenia. jak jej kampania z Ethanem. Ja się uśmiecham. Od rana wydaje się przybita. Nasze spojrzenia się krzyżują. Jak nazwał go Christian? Lelliot. jakby zaskoczony moim pytaniem. – Dobry pomysł. – Uwielbiam. gdy jedziemy już audi do Escali. a Christian bierze mnie za rękę. co jest irytujące. że zbliżamy się do Sea-Tac. Marszczę brwi. Reszta towarzystwa także jest spokojna – nawet Mia. – Chyba udało ci się zrelaksować. nanosząc na marginesach poprawki. Elliot nagle otwiera oczy i patrzy prosto na mnie.

panie Grey. poza ścianami mieszkania. – Bardzo dobrze. On patrzy na mnie. Chcę rujnować nastrój daremnymi próbami? Dziwnie było go widzieć poza jego normalnym środowiskiem.. Okazuje się. że to był najzwyklejszy w świecie zbieg okoliczności. Christian myje zęby. – Możliwe. że tym razem trzymała się z daleka od Christiana. Hmm. aby obejrzeć poprawione plany. jakby nie był w stanie zrozumieć moich słów. Wie coś? A gdyby rzeczywiście wiedział. Wyciąganie informacji z mojego męża przypomina rwanie zębów. Uśmiecha się. pani Grey. Ale i tak jej nie ufam. Christian nie ciągnął tego tematu. powiedziałby mi? Wzdycham. – Chronić mnie? – Christian śmieje się ze mnie. aby popracować w spokoju nad naszymi planami. – Uśmiecham się drwiąco. . na ogół jestem bezpieczna. a mieliśmy taki cudowny weekend. – Jak twoja ręka? – Lepiej. kiedy ja kładę się do łóżka. Przecież się przeprowadzamy – do wielkiego domu na wybrzeżu. Całuje mnie lekko w knykcie i zmienia temat. zrelaksowanego i zadowolonego w towarzystwie rodziny. ale wygląda na to. że miała swój udział w wyborze pierścionka. Przez jedną okropną chwilę sądziłam. Przed seksualnymi drapieżniczkami – szepczę. Chichoczę. Chcę usłyszeć taką samą wersję od Elliota. dziękuję.. A ja chcę się z tobą zestarzeć. że będę cię chciała trzymać od niej z daleka. do paparazzich i do Jacka. Dobre chociaż to. że mamy się z nią spotkać dziś wieczorem. gdy się dowiedziała. A może źle działa na niego mieszkanie tutaj. ale istnieje możliwość. Plany Gii zostały zaakceptowane. a w przyszłym tygodniu do domu wkracza ekipa Elliota. Zapomniałam. że przy tym poziomie stresu nie dożyjesz czterdziestki. gdy przypomina mi się mina wstrząśniętej Gii. że widziałam ją w Aspen. że miał wspólnika. Ujmuję jego dłoń.– Christianie. że nie. razem ze wszystkimi wspomnieniami i skojarzeniami? Może powinniśmy się przeprowadzić? Prycham. Jutro czeka nas powrót do rzeczywistości – powrót do pracy. Już ci mówiłam. Wybrała się do swego letniego domku. który co prawda siedzi w areszcie. Przewracam oczami. Gotowa na ponowne starcie z Gią? Cholera. – Jak zawsze.

nie brakuje. Unosi zaskoczony brew. – Coś? – No wiesz. Nauczyłem się. – Wszystko w porządku? – pytam. O cholera! A może to jest właśnie odpowiedź. Christian wchodzi do sypialni. Dziękuję ci. Christianie. – A ty tęsknisz za tym? – pyta.. jak to robić inaczej. ale i zadumany. ale lubię się bawić. Teraz wiem. Uśmiecha się łagodnie. zapewniające tak wiele możliwości. i innych rzeczy – szepczę zażenowana. co utkwiło mi w pamięci. – Nie? Kręcę głową i czule dotykam jego kochanej twarzy. – Głos ma cichy i spokojny. wyluzowany. – Nie wiedziałem. Anastasio. mniej niespokojnie – jest szczęśliwszy. . Wiesz o tym. Będzie mi brakować tego widoku. – Nie. Ano – mruczy i całuje mnie w usta. – Weekend był cudowny. – Urywa i marszczy brwi. – Brakuje ci tego? – Czego? – pyta zaskoczony.. Kiwa z roztargnieniem głową i wchodzi do łóżka. że nie mógłbym się tak zachowywać.. co by powiedział na to Flynn. Kręcę głową – jesteśmy za młodzi. – Wcale nie czekam na powrót do rzeczywistości – burczę. – No wiesz. a jednak tak odległe.. jak zawsze przystojny.. – Ode mnie? Jego spojrzenie łagodnieje. Gdybyś chciał zrobić coś. – Po twoim odejściu doktor Flynn powiedział mi coś. A jednak w otoczeniu rodziny zachowuje się mniej kontrolująco. z pejczem albo tą twoją szpicrutą. Och! – Nie chcę. Tej panoramy. Dla mnie to było objawienie.. Może potrzebuje własnej rodziny. Może na tym właśnie polega problem Christiana: zbyt długo tkwił w izolacji od prawdziwego życia. – Wzruszam ramionami.. żebyś robił mi krzywdę. to wszystko jest dla nas zbyt nowe. gdybyś ty nie wyrażała zgody. Ciekawe. Dotyka mego policzka. – Ty jesteś moją rzeczywistością. – urywam i oblewam się rumieńcem. ale spojrzenie ma niewzruszone. Seattle u naszych stóp. Ano.. Powiedział.Spoglądam na nocne niebo. Chłostania. Wpatruje się we mnie.

że Pana kocham. dobrej wanilii. Nadawca: Anastasia Grey Temat: Dzień dobry Data: 29 sierpnia 2011. Chciałam jedynie powiedzieć. 09:14 Adresat: Christian Grey Panie Grey. 09:18 Adresat: Anastasia Grey . zobaczymy..– Cóż. W tej akurat chwili mam ochotę na trochę starej.. SIP Nadawca: Christian Grey Temat: Zapominając o poniedziałkowej chandrze Data: 29 sierpnia 2011. To tyle. Twoja na zawsze Ax Anastasia Grey Redaktor naczelna. – Przesuwa kciukiem po mojej wardze i raz jeszcze mnie całuje.

09:26 Adresat: Christian Grey Drogi Panie Grey... SIP . Cóż za przyjemne słowa z ust żony (posłusznej czy nie) w poniedziałkowy ranek. Nadawca: Anastasia Grey Temat: Mijające się nocą statki Data: 29 sierpnia 2011. że już coś Pan wymyśli. Mam nadzieję. Christian rzeczywiście zabiera mnie na niezwykle fascynujące przyjęcia. Inc.. No tak. że się nie zanudzisz. Zapewniam Cię. Z pozdrowieniami Pani G. Jestem przekonana. x Anastasia (posłuszna) Grey Redaktor naczelna.Pani Grey. że ja czuję dokładnie to samo. Grey Enterprises Holdings. x Christian Grey Prezes. aby dodać nieco pikanterii tej kolacji. Przewracam oczami. Kolacja Amerykańskiego Stowarzyszenia Stoczni.. Sorki za wieczorną kolację.

odzyskując spokój. Mięśnie w moim brzuchu rozkosznie się zaciskają. – Musiałam przesunąć dwa spotkania. Nadawca: Christian Grey Temat: Wczorajszy wieczór Data: 30 sierpnia 2011. Pan Fox w przyszłym tygodniu i doktor.. Grey Enterprises Holdings. Do drzwi puka Hannah. Siadaj. abym przyszła do jego gabinetu. To Roach. Inc. wyrywając mnie z rozmyślań. – Gotowa na przejrzenie grafiku na ten tydzień? – Jasne.. Czekający Niecierpliwie Na Kolację ASS. Dzwoni mój telefon. – Możemy do tego wrócić za dwadzieścia minut? – Oczywiście...Nadawca: Christian Grey Temat: Różnorodność nadaje życiu smak Data: 29 sierpnia 2011. 09:24 Adresat: Anastasia Grey . – Uśmiecham się. Inc. Ciekawe. co wymyśli. Prosi. 09:35 Adresat: Anastasia Grey Pani Grey Mam kilka pomysłów.. Hmm. x Christian Grey Prezes.. i minimalizuję program pocztowy.

Brakowało mi srebrnych kulek. niezły. x Anastasia Grey Redaktor naczelna. Grey Enterprises Holdings.. pani Grey. Kocham Cię x Christian Grey Pełen podziwu Prezes. To wszystko. 09:33 Adresat: Christian Grey Drogi Panie Grey. że doroczna kolacja ASS potrafi być tak stymulująca? Pani nigdy mnie nie rozczarowuje.Był. Kto by pomyślał. Nadawca: Anastasia Grey Temat: Uwielbiam zabawkę kulkami Data: 30 sierpnia 2011. SIP . To Pan nigdy nie rozczarowuje. Inc. Pani G..

. Jeszcze nie wyznaczono daty rozprawy.. Christian Grey Prezes. Dłonie Christiana. Nadawca: Anastasia Grey Temat: Hyde Data: 1 września 2011.. 15:24 Adresat: Anastasia Grey Anastasio.Hannah puka do drzwi gabinetu.. To oznacza. Inc. Do Twojej wiadomości: Hyde’owi odmówiono wyjścia za kaucją i pozostał w areszcie. Chciałby. Hannah uśmiecha się i wychodzi. przerywając mi erotyczne myśli związane z wczorajszym wieczorem. Może tak być? Jego język.. że ponownie muszę przesunąć część twoich spotkań. jego usta. Tak – mamroczę. Nadawca: Christian Grey Temat: Hyde Data: 1 września 2011. Jest oskarżony o próbę porwania i podpalenie. 15:53 .. próbując powstrzymać nieokiełznane myśli. abyś wzięła dziś udział w zebraniu. dzwoniła właśnie asystentka pana Roacha. – Jasne. – Wejdź. pozostawiając mnie w towarzystwie rozkosznych wspomnień. – Ano. Grey Enterprises Holdings.

Co jest nie tak z Prescott? Jeśli jej nie lubisz. Christian Grey Prezes.Adresat: Christian Grey To dobra wiadomość. Prescott nie jest aż taka zła. SIP Nadawca: Christian Grey Temat: Hyde Data: 1 września 2011. Ochrona pozostanie bez zmian. Grey Enterprises Holdings. Inc. czytając ten arogancki mejl. Czy to oznacza. Nadawca: Anastasia Grey Temat: Nie gorączkuj się! . to ją zastąpię kimś innym. że zmniejszysz nieco ochronę? Naprawdę nie przepadam za Prescott. Krzywię się. 15:59 Adresat: Anastasia Grey Nie. Koniec dyskusji. Ana x Anastasia Grey Redaktor naczelna.

SIP Nadawca: Christian Grey Temat: Nie kuś mnie Data: 1 września 2011. Schowaj tę świerzbiącą rękę! Ana x Anastasia Grey Redaktor naczelna. Jednakże ręka rzeczywiście mnie świerzbi. A nad Prescott się zastanowię. 16:11 Adresat: Anastasia Grey Mogę Panią zapewnić. 16:03 Adresat: Christian Grey Ja jedynie pytałam (przewracam oczami). Możliwe. . Inc. że wcale się nie gorączkuję. X Christian Grey Prezes. Grey Enterprises Holdings.Data: 1 września 2011. że dziś wieczorem coś z tym zrobię.

A teraz przestań mnie zadręczać. 09:18 Adresat: Christian Grey Mężu. Psujesz mnie. SIP Nadawca: Anastasia Grey Temat: Jacht & szybowiec & klapsy Data: 5 września 2011. aby nie rozpraszały mnie myśli o Tobie. Naturalnie będę się spodziewać co tydzień takiego traktowania. Twoja żona .. za chwilę mam nieplanowane spotkanie z autorem. Uwielbiam to. Doskonale wiesz.Nadawca: Anastasia Grey Temat: Wiercenie się na krześle Data: 1 września 2011. jak zapewnić dziewczynie niezapomniany weekend. Będę się starać. 16:20 Adresat: Christian Grey Obiecanki cacanki. Ax Anastasia Grey Redaktor naczelna. Ja tu próbuję pracować..

. O rety.jest pozwalanie Ci na to – ponieważ ja także Cię kocham.. . Grey Enterprises Holdings.jest psucie Pani. ponieważ kocham Panią. Christian Grey Zadurzony Prezes. Inc. SIP Nadawca: Christian Grey Temat: Moją życiową misją... Data: 5 września 2011.. Pani Grey. A teraz przestań być taki ckliwy. Data: 5 września 2011.. Nadawca: Anastasia Grey Temat: Moją życiową misją. Ależ z niego romantyk. I zapewnianie Pani bezpieczeństwa.. 09:33 Adresat: Christian Grey .xox Anastasia Grey Redaktor naczelna. 9:25 Adresat: Anastasia Grey . Bo jeszcze się rozpłaczę....

Hmm.. Gdzie ona jest? – W recepcji. Za drzwiami kręci się Prescott. Ciekawe.. – Przyszła Leila Williams i chce się z tobą spotkać. – W ustach robi mi się sucho. – Leila Williams? Nie znam żadnej. Hannah odsuwa się na bok i do gabinetu wchodzi Prescott. Wprost emanuje z niej wydajność i skuteczność. Och! – I panna Prescott chce z tobą porozmawiać – dodaje. SIP Następnego dnia wpatruję się w stojący na moim biurku kalendarz. Czego ona chce? ===aVxlVW1c ROZDZIAŁ SZESNASTY – Mam ją odesłać? – pyta Hannah zaalarmowana wyrazem mojej twarzy. – Cześć.. – Proszę. Nie przyszła sama. zostawiając nas same. – Pani Grey. a Hannah otwiera szeroko oczy na widok mojej miny. Towarzyszy jej jakaś młoda kobieta. Wiem. – Wpuść ją.Anastasia Grey Równie zadurzona redaktor naczelna. – Nie. Dziwne. Panno Prescott. Leila Williams znajduje się na pani liście zabronionych gości. że pojedziemy wtedy do domu. – Daj nam chwilkę. Leila? Kurwa. No nic dziwnego. Ano – mówi Hannah. Mówi.. Uśmiecham się na tę myśl. że to sprawa osobista. proszę usiąść. aby zobaczyć postępy Elliota i jego ekipy. Do drzwi puka Hannah. Hannah. czy Christian ma jakieś inne plany. – Słucham? ... Tylko pięć dni do dziesiątego września – moich urodzin. Hannah zamyka drzwi.

Śmieję się. – Muszę to pani odradzić. zwróciła się bezpośrednio do Claire. . co ma do powiedzenia. – No to czemu w ogóle wiem. że nie powiedziała Christianowi. – W takim razie mam mało czasu. – W tym akurat przypadku mogę pójść na ustępstwo. – Uświadamiam sobie. Poza tym kiedy ostatni raz widziałam Leilę. więc tak.Mam taką listę? – Na naszej liście. – Prescott uśmiecha się do mnie z zażenowaniem. Rozumiem. że nawet Prescott musi robić siusiu. niż zamierzałam. proszę pani. Marszczę brwi. że tu przyszła? Prescott przełyka ślinę i przez chwilę wygląda na zakłopotaną. Chciałabym także być obecna przy rozmowie. aby panią chronić. Taylor wie o niej? – Krzyżuję nieświadomie palce. – Dobrze. Ona weszła. – Jeszcze raz muszę porozmawiać z Claire o protokole – mówi ostrożnie. Prescott wstaje. – Och. pani Grey. – Zjawiła się tutaj z jakiegoś powodu. – W jej głosie słyszę rezygnację. Taylor i Welch jasno się wyrazili. Ma śliczny uśmiech. – Jest niebezpieczna? – Tego nie wiem. – Chciałabym wcześniej przeszukać obie panie. – Mówię to głośniej. Prescott przygląda mi się przez chwilę. pani Grey. Wolno ci to zrobić? – Jestem tu po to. – Nagrałam mu się na pocztę głosową. – O rany. Prescott tłumi westchnienie. Po raz pierwszy widzę pęknięcie w jej zbroi. mając nadzieję. – Właśnie. – Naprawdę chcę usłyszeć. a Claire zadzwoniła do Hannah. aby nie dopuścić do prób kontaktowania się z panią. czego ode mnie chce. – Jasne. Chciałabym się dowiedzieć. była uzbrojona. – A moim zadaniem jest do czegoś takiego nie dopuścić. – Dobrze. Och. – Hannah! – wołam. wolno. proszę pani. proszę pani. proszę pani. – Byłam w toalecie.

by zrobić mi krzywdę. Klikam „wyślij”. proszę pani. – Mam odwołać następne spotkanie? Jest o czwartej. Christian wpadnie w szał. Hannah kiwa głową i wychodzi. po czym waham się. Hannah. – Możesz sprawdzić. Piszę krótki mejl. Czego. możesz je tam obszukać? Będziecie tam miały dość prywatności? – Tak. sprawdzając godzinę. W razie potrzeby wykorzystam niedawno nabytą umiejętność uderzania w twarz. wolna. ale na drugim końcu miasta. Muszę mu powiedzieć. czy sala konferencyjna jest wolna? – Już sprawdziłam. Jestem dużą dziewczynką. Przez chwilę czuję ukłucie żalu. zaprowadź Leilę Williams i jej towarzyszkę do sali konferencyjnej. u licha. . – Naturalnie. ale tak naprawdę. Nie zrobiła tego wtedy. Nadawca: Anastasia Grey Temat: Goście Data: 6 września 2011.Otwiera drzwi zbyt szybko. Tak dobrze się dogadujemy od czasu Aspen. Jest tu Leila i chce się ze mną zobaczyć. zakłada nogę na nogę i kiwa głową. Spotkam się z nią w obecności Prescott. aby przyszła tu po to. że to robię. – Wobec tego przyjdę tam za pięć minut. – Tak – mówię. myślami gdzie indziej. nie martwić się. chce Leila? Nie sądzę. – Hannah zerka niespokojnie to na Prescott. Postaraj się. gdy miała doskonałą okazję. Musiała czekać tuż za nimi. – Prescott. to na mnie. 15:27 Adresat: Christian Grey Christianie. Moja podświadomość sznuruje usta.

a włosy czyste i lśniące. SIP Szybko chowam BlackBerry do szuflady w biurku. gdy tylko wchodzę. że przeszkadzam. – Głos Leili jest cichy.Zadzwonię zaraz po. Kiwa głową i wychodzi. że zgodziła się pani ze mną spotkać. – Nic innego nie przychodzi mi do głowy. – To moja przyjaciółka. – Co mogę dla pań zrobić? – pytam. tak bardzo dziękuję. Jej koleżanka także – kolejna ciemnowłosa młoda kobieta z brązowymi oczami. jakby czytała mi w myślach. proszę. że niedługo oddzwonię. – Hannah. Ano.. – Przepraszam. Ax Anastasia Grey Redaktor naczelna. . u licha. Wstaję. dlaczego nam przerywa. szczypię się w policzki. Wygląda jak ja. Policzki ma zaróżowione. I co ja mam. doskonale wiedząc. Jest bardzo atrakcyjna. jestem gotowa.. Biorę głęboki oddech i wychodzę z gabinetu na spotkanie z osławioną Leilą. Wstaje. Mam na linii pana Greya. – Pani Grey. wygładzam szarą ołówkową spódnicę. Susi. – Susi także zna pana Greya. Gestem pokazuję. – Witam. Ma na sobie jasnoróżową bluzkę i białe spodnie. Przeproś go i powiedz. Rozlega się pukanie do drzwi. – Tak – mówi Leila. ignorując dochodzące z biurka dźwięki Your Love Is King. by weszła. Obie patrzą na mnie ze zdumieniem. To Hannah. brązowe oczy błyszczące. O nie. aby dodać im nieco kolorków i rozpinam górny guzik szarej jedwabnej bluzki. – Siądźcie. – Bardzo nalegał – mówi bojaźliwie. teraz powiedzieć? Uśmiecham się grzecznie. To mnie krępuje. Odwracam się do dwóch siedzących naprzeciwko mnie kobiet. Leila wygląda znacznie lepiej. – Eee. że jestem zajęta. lecz wyraźny. – Powiedz mu. Wygląda jak Leila. Okej. Prescott stoi w rogu pomieszczenia. Jeszcze jedna. Waha się. – Kiwam głową. – Nie wątpię. nie odrywając wzroku od Leili. Przykro mi z powodu ochrony. proszę – mówię cicho.

– Kiedy się uspokoisz. które kompletnie zlekceważyłaś. rozumiem. teraz powiedzieć? Zerkam nerwowo na Prescott. Lulu? – Dasz sobie radę? – pyta Leilę. – Tak. po raz kolejny zresztą.Głos zabiera Susi. O mój Boże.. – Nie rozłączaj się – syczy. . że jest zażenowana. – W co ty. Zarumieniona kiwa głową i wstaje. Leila i ja odwracamy zgodnie głowy w jej stronę. – Eee. Susi posyła mi szeroki. – Christianie – mówię cicho. Kobietę. o co pani chodzi – mamroczę. Susi się krzywi. starając się ukryć rozdrażnienie. – Widać. jakby czuła ból. – Do widzenia. – Uśmiecha się do mnie. Podejrzewam. uciszając ją w pół zdania. Przewracam oczami. jak dzwoni. że Leila kopnęła ją pod stołem. – Robi krok w moją stronę i podaje telefon. Leila gapi się na Susi jednocześnie rozbawiona i przerażona. Nie mam dużo czasu. Prescott zamyka oczy. – Wydałem ci wyraźne instrukcje. sobie pogrywasz? – krzyczy. Co ja mam.. Wstaję i szybko wychodzę z sali. Biorę głęboki oddech i wracam do sali konferencyjnej. – Zaczekam w recepcji. proszę pana. Gotuje się z wściekłości. Nie chcę tego słyszeć. która usidliła Chris. – Panie Grey – mówi. Ana. kurwa. że to mocno dziwaczna sytuacja.. ale ona pozostaje obojętna. – Jak to mam na ciebie nie krzyczeć?! – Pyta jeszcze głośniej. do cholery. Christianie. To sprawa Lulu. Susi i Christian… Nie jest to coś. o czym chciałabym teraz myśleć. Prescott wyjmuje z kieszeni telefon i odbiera. a ona się uśmiecha. jestem wkurzony na maksa. porozmawiamy o tym.. Susi się opamiętuje. Unoszę rękę. ani na chwilę nie odrywając wzroku od Leili. – Nie krzycz na mnie. Nie słyszałam. Jasny gwint. Kurwa. Leila i Prescott patrzą na mnie wyczekująco. szczery uśmiech i wychodzi. – Wiem. ale ja także pragnęłam panią poznać. – Nazywamy siebie klubem uległych. a jej oczy błyszczą wesoło. Oddaję telefon.

Nie chcę. aby się zbliżała do mojego męża. Ale musiałam załatwić parę spraw. To dorosły mężczyzna. Podobno sobie z nim radzę. Ale nie sądzę. Jej oczy lekko się rozszerzają. Jego będziesz musiała spytać.. Gapię się na nią i mam ochotę oświadczyć. mam ochotę powiedzieć. że nie czujesz się. panem Greyem. – Znacznie lepiej. Och. Podnosi głowę i dostrzega moje zdziwienie. Napytałam sobie większej biedy. Leila bawi się nerwowo końcami włosów.. by chciała to usłyszeć. na ogół. chciałam przeprosić – mówi cicho. . Tak. – Dlaczego spotkanie z nim jest dla ciebie takie ważne? – pytam łagodnie. no i chciałam zobaczyć się z Susi. Przez chwilę patrzy na mnie. że nie wniosła pani oskarżenia. dobrze. bawiąc się nerwowo włosami. Po co tu w ogóle przyszła? Dokonać oceny przeciwnika? Wytrącić mnie z równowagi? A może potrzebne jej to jako swego rodzaju zamknięcie pewnego etapu w życiu? – Leilo – mówię z rozdrażnieniem. a potem śmieje się cicho. Za samochód i mieszkanie. jakby moja reakcja ją zaskoczyła. czy nie ma pani nic przeciwko temu. – To prawda. O cholera. panią i.. – Kręci mi się w głowie. – Wielokrotnie odmawiał mi spotkania – mówi cicho. Och. Chciałam zapytać.– Na czym stanęłyśmy? – pytam Leilę i siadam naprzeciwko niej. – I podziękować za to.. – Tak. O kurwa. Wygląda na skruszoną. że tu jesteś? Kręci głową. – Po pierwsze. niż sądziłam. Dziękuję. że mam.. – Chciałaś zobaczyć się z Christianem? – A więc dlatego się tutaj zjawiła. Nie spodziewałam się przeprosin. – Twój lekarz wie.. lecz od Christiana. Nie potrzebuje mojego pozwolenia. – Wiedziałam.. – Tak – mówi szybko.. – Wiem. – Teraz lepiej się już czujesz? – pytam delikatnie. – To nie zależy ode mnie. eee. że później będę musiała ponieść konsekwencje.

O w mordę! Mam dziwne uczucie w żołądku. Cieszę się. – Jej głos zmienia się w smutny szept. że lepiej się czuje. a na jej twarzy maluje się wdzięczność. – W myślach przebiegam wzrokiem po wiszących w salonie obrazach. niepewnie badając własne uczucia względem tej kobiety po potwierdzeniu się moich podejrzeń co do hojności Christiana. – Opuszcza wzrok i przesuwa palcem po krawędzi blatu. a nas zostawi w spokoju. – I za szkołę plastyczną.. niewykluczone. Jasna cholera.. która wygląda na nieco bardziej zrelaksowaną. jakby zamierzała wyjawić długo skrywany sekret. – Miałam poważne problemy psychiczne i gdyby nie pan Grey i John. bo mnie to ciekawi... mojego chłopaka. jak mam mu za to dziękować. Wiem to. jakbym szybko spadała. to znaczy doktor Flynn. Dwa pędzla jego byłej uległej. Pan Grey ma już dwa moje obrazy. . Nie wiem. – Kochałam Geoffa. Gdyby nie on. Dalej malować i uczyć się. – A jakie masz plany na pobyt tutaj? – Zabrać od Susi swoje rzeczy. mogę być z panią szczera? – pyta kompletnie nieświadoma moich sprzecznych uczuć.. zerkając na Prescott. – Kochałam mojego męża. Może teraz zajmie się w końcu swoim życiem. Ku swemu zaskoczeniu nie żywię do niej urazy. – Tylko dwa. Wiedziałam! Christian opłaca jej szkołę. – Jakiego rodzaju malarstwo uprawiasz? – Głównie abstrakcje. Czego ona ode mnie oczekuje? Takie rzeczy powinna przecież mówić Christianowi. Och. zaczynają się wyznania intymne. Leila nachyla się ku mnie. Jutro wracam do domu. ale ona kontynuuje. gniłabym w jakimś zatęchłym psychiatryku. Zachowuję kamienny wyraz twarzy. – Przykro mi bardzo – mówię automatycznie. – Wzrusza ramionami i ponownie patrzy na mnie. – Pani Grey..– Chcę mu podziękować. – Naturalnie – mamroczę. – Rozumiem. – Przepadają ci teraz jakieś zajęcia? – pytam. wrócić do Hamden. który zginął w tym roku. Po raz kolejny brak mi słów. jakby mnie nie słyszała.. to dobrze. nie mnie. Czy one wiszą w moim salonie? Ta myśl nie jest przyjemna. i jeszcze jednego mężczyznę..

Wiem. . Och. że nie mogę się powstrzymać i także chichoczę. to znaczy był. – Tak też myślałam. Wiem. Z panią – mówi. Kiwa głową. jak byłam w apartamencie – dodaje ostrożnie. – Rozumiem. – Uśmiecha się. – Wiem. Spryciula. „Albo manipulatorka” – szepcze moja podświadomość. – Dlatego właśnie tu przyszłaś? – Tak. że dobrze go zna. A więc taki jest plan Leili. Tak. Chcę tego słuchać? Wzdrygam się na wspomnienie strachu. Kiedy Leila podnosi na mnie wzrok. jaki potrafi być opiekuńczy. – Będziesz miała szansę zobaczyć się z Christianem. Słucham? – A skąd to wiesz? – Widziałam to. Christian Grey robi z nas śmieszki. – Tak.. kiedy Leila była niewidzialnym cieniem w naszym mieszkaniu. Wkraczanie na teren prywatny. jej brązowe oczy pełne są sprzecznych emocji. Następnie chichocze tak słodko. – Wydawał się bardzo szczęśliwy. który czułam. – Często tam przychodziłaś? – Nie. Niechętnie muszę przyznać. – Wypowiada to niemal bezgłośnie. jest. Moja podświadomość przewraca z rozpaczą oczami i wraca do czytania podniszczonego egzemplarza Dziwnych losów Jane Eyre. a jej policzki stają się czerwone. nim jestem je w stanie powstrzymać. że to wbrew prawu. Przełykam ślinę i uderzam w moralizatorski ton. Jej oczy stają się ze zdziwienia jeszcze większe. Ale z panią zachowywał się inaczej. To dla mnie żadna nowość. Przesuwa paznokciem po krawędzi.– Mojego męża. On jest bardzo łatwy do kochania – szepczę. jak mogłam o tym zapomnieć. A Christian zachowuje się zgodnie z jej przewidywaniami. – Tak. – Słowa te wydostają się z moich ust. – Poprawia się szybko. Uśmiecha się. związany z moją reakcją? Ale ja wobec tej biednej młodej kobiety żywię przede wszystkim współczucie... – Wiesz. że niedługo zjawi się tu Christian. ale dominuje chyba niepokój. wbijając wzrok w stół. Zerkam na zegarek..

że w wydawnictwie zjawił się Christian. Zbyt cichy. – Chcę wstać. Leila ponownie wbija wzrok w stół. potem na nią. a na końcu na Prescott. Leila nerwowo wbija wzrok w stół i ponownie przesuwa palcem po krawędzi.– Zrobiłam to tylko kilka razy i miałam szczęście. ze spuszczoną głową wychodzi z pomieszczenia. – Przestań – mówi.. a już go znam. – No więc? – pyta ostro. twarz pobladłą. – Ty – mówi cicho do Prescott – jesteś zwolniona. Jasny gwint. O nie. Oczy ma wielkie. nawet on jest na mnie wkurzony. i podniecająco. W szarym garniturze. Mógł mnie wsadzić do więzienia. – Chciałam się z tobą zobaczyć. że Leila także. ale ty mi nie pozwalałeś – szepcze. a nim zdąży je zamknąć. a jednocześnie swobodnie. Prescott szybko. Christian zamyka za nią drzwi i podchodzi do stołu. .. – Więc przyszłaś dręczyć moją żonę? – Głos ma cichy. napotykam spojrzenie Taylora. Nagle za drzwiami robi się jakieś zamieszanie i już wiem. i podejrzewam. Zachowuje pełen determinacji spokój. Christian staje naprzeciwko Leili. to nie jest fair. kładzie obie dłonie na drewnianym blacie i nachyla się w jej stronę. potem Leilę. Cholera! Cholera! To moja wina. Za to także muszę podziękować panu Greyowi. Usta ma zaciśnięte i nie reaguje na mój nerwowy uśmiech. Wyjdź stąd. Blednę. Płonący wzrok Christiana przeszywa najpierw mnie. Chwilę później drzwi się otwierają i wpada do środa. że mnie nie złapano. Prawdę zdradza groźny błysk w oku – wprost kipi z wściekłości. – Co ty tu. a głos ma tak niepokojąco cichy.. – Nie sądzę. Unosi ostrzegawczo palec. robisz? – warczy. Leila podnosi bojaźliwie wzrok. aby to zrobił – mówię cicho. – Christian! Ignoruje mnie. choć dobrze to skrywa. Włosy ma w nieładzie – z pewnością od przeczesywania palcami. kurwa. Prostuje się i patrzy na nią gniewnie.. – Christianie. z poluzowanym krawatem i odpiętym górnym guzikiem białej koszuli wygląda poważnie. Christian patrzy najpierw na mnie. że natychmiast milknę i siedzę jak wrośnięta w krzesło.

Christianie! Wpatruję się w niego. Leila ponownie przesuwa palcem po krawędzi blatu. co robisz? – Nie. ubezpieczenie zdrowotne. – Leila chce ci jedynie podziękować.. – Tak – szepcze. Potrzebujesz czegoś? – Ton głosu ma minimalnie łagodniejszy. Nic więcej. Rozumiesz? Jasna cholera. masz odpowiedź. – Czy u ciebie wszystko dobrze. Zrozumiałaś? – Christianie. Ale on ucisza mnie zimnym spojrzeniem. – Musiałaś się dowiedzieć czego? – warczy. Ignoruje mnie. Była na wakacjach. Teraz zaś Taylor zawiezie cię na lotnisko. – Dlaczego musiałaś się ze mną spotkać? Wiesz przecież. – I po raz pierwszy patrzy mu prosto w oczy. jeśli jeszcze raz zbliżysz się do mojej żony. . – Wiedziała. koncentrując się na Leili. O co mu. Przeczesuje palcami włosy. proszę – mówię błagalnie. – Podczas choroby mieszkałaś u Susannah? – Tak. koniec z pomocą. chodzi? Nie może jej uwięzić w jednej części kraju. – Tak. Dlaczego zachowuje się tak niemądrze? Moje współczucie względem tej smutnej kobiety przybiera na sile. piorunując ją wzrokiem. – Christian. koniec ze wszystkim. że powinnaś się ze mną kontaktować wyłącznie przez Flynna.– Leilo. Gapi się na nią.. kurwa. – Co w recepcji robi Susannah? – Przyszła ze mną. – Dobrze. Proszę bardzo.. – próbuję ponownie.. z tym wszystkim będziesz się mogła pożegnać. Lekarze. – Tak. Rozumiem – mówi Leila cicho. szkoła plastyczna. – Czy u mnie wszystko dobrze? – pyta drwiąco i z niedowierzaniem w głosie. Christian przesuwa palcem wskazującym po dolnej wardze. żebyś mogła wrócić na Wschodnie Wybrzeże. Christianie! – Musiałam się dowiedzieć. Przestań ją dręczyć. A jeśli raz jeszcze przekroczysz granicę Missisipi.

ponieważ nie mam pewności. „Pięćdziesiąt odcieni” – syczy moja podświadomość. Christian marszczy brwi. Christian nie zachowuje się racjonalnie. – Leili może nie pasować powrót jeszcze dziś. a w jej głosie słychać smutek i tęsknotę. Powodzenia – bąkam. No i skąd wie. – Do widzenia. Krzywię się. a z moich płuc ucieka całe powietrze. Oczy ma wielkie jak spodki. Leila odwraca się do mnie. – Głos ma niski. – Ton Christiana jest nieco bardziej pojednawczy. proszę pana.– To dobrze. Musi w tym wszystkim chodzić o coś więcej.. – To Christian Grey. Nie może jej tak wszystkiego dyktować. Czy Christian z nią był taki przez cały czas? Ze mną na początku też taki był? Trudno mi to sobie przypomnieć. Kiwa głową i odwraca się ku niemu. – Anastasio – ostrzega mnie. – Do widzenia. pani Grey. Leilo. – Leila przyszła tu spotkać się ze mną. a potem z powrotem na mnie. Ma swoje plany – oświadczam oburzona w jej imieniu. Gromię wzrokiem Christiana. do widzenia. Dziękuję. – Miałam jasno określone instrukcje. że spotkała się pani ze mną. którego znam – mówi. – Dziękuję. Christianie. Postąpiłam niezgodnie z nimi. pani Grey. gdzie mieszka Susannah? – Do widzenia. że dotyczy. Ta kobieta znajduje się w moim miejscu pracy. – Doktor Flynn. Nie mogę oddychać. Christian rzuca mi gniewne spojrzenie. nie z tobą – mówię z rozdrażnieniem. W południe mam lot – mówi cicho do Christiana. Wstaję i wyciągam rękę. Jego oczy nieco łagodnieją. Leila uśmiecha się do mnie żałośnie i wstaje. co się powinno mówić na pożegnanie byłej uległej swego męża. Głos ma lodowaty.. – Zatrzymałaś się u Susannah? – Tak. Ujmuje ją z wdzięcznością. – Tak. – O dziesiątej ktoś po ciebie przyjedzie i zawiezie cię na lotnisko. pamiętaj.. – Chciałabym zostać do jutra. – Eee. – Zerka nerwowo na mego męża. – To nie dotyczy ciebie. – Okej. .. Oczywiście.

że jest tu Leila. A kiedy po raz ostatni wy dwie przebywałyście w jednym pomieszczeniu. – Wiem. – Ale. Jeszcze bardziej mnie to wkurza. ona była chora. że będę się bardziej starać. Ponownie marszczy brwi. Christian nieruchomieje. Kazałam ci się nie martwić. Susannah i cała reszta. Obiecałam. – Ton ma oskarżycielski. że istnieje lista zakazanych gości. ale ona zatrzymuje się przed nim i podnosi wzrok... Czemu byłeś wobec niej taki bezwzględny? Wzdycha. Zasługujesz na to – mówi i wychodzi. Bycie świadkiem jego rozmowy z Leilą okazało się wręcz bolesne. – Głos mam pełen oburzenia. I tylko tyle. a także twoją drugą przyjaciółeczkę. – Zadzwoń do Claude’a Bastille’a i daj mu wycisk albo spotkaj się z Flynnem. I zwolniłeś tę biedną kobietę. – Cieszę się. Nie chcę. podchodzi do mnie i przysiada na krawędzi blatu. Jak mógł ją potraktować w tak zimny sposób? – O co chodzi? – pyta z rozdrażnieniem. – Ty nie rozumiesz. Po chwili jego usta się wykrzywiają. i wiem. po czym kiwa głową do Taylora. Christian zamyka drzwi i patrzy na mnie niepewnie. nim on zdąży cokolwiek powiedzieć. Christianie. one stanowiły przyjemną rozrywkę. że jesteś szczęśliwy. Powiedziałam ci. Była tu ze mną przez cały czas. ale więcej nie zamierzam jej wierzyć na słowo. co zrobiła. Wcale nie zamierzałam rozładowywać atmosfery. Prescott obszukała ją. Nie wiedziałam. jakby rozmawiał z dzieckiem. Marszczy brwi. Nie przypominam sobie otrzymania od ciebie bulli papieskiej zakazującej mi spotykania się z Leilą. – Czego? – Przeciwstawiać mi się. – Bulla papieska? – pyta z rozbawieniem i wyraźnie się odpręża. gdy tymczasem wykonywała tylko moje polecenia. który wychodzi za Leilą do recepcji. – O ciebie. aby się do ciebie zbliżała. że nie będziesz tego robić. że teraz czuje się już lepiej. żeby się na mnie gniewać – syczę. a jednak on uśmiecha się do mnie z lekką drwiną. . Otwiera buzię zaskoczony moim wybuchem. – Nawet nie myśl. – Anastasio – mówi takim tonem. Ty z kolei jesteś centrum mego wszechświata. aby ją wypuścić. przyglądając się jej nieufnie. było niewybaczalne. gdy widzi. Christian przygląda mi się beznamiętnie.Otwiera drzwi. Leila. – Nieprawda. że w ogóle mi nie do śmiechu. a jednak tu przypędziłeś. – Obiecałaś. ona cię miała na muszce. To.

Przewracam oczami. nie wydaje mi się. Marszczę brwi.– Ale ty zrobiłeś dokładnie to. że nie jest mu łatwo tego słuchać. przypominając sobie wyrzuty sumienia dręczące go w chwili. a do gardła podchodzi żółć. jeśli ona się zjawi u mnie. ciemnowłose dziewczyny . że ma ją gdzieś? Kiedyś mu na niej zależało. Nagle niczego tak bardzo nie pragnę. I szokuje mnie fakt. przypominając sobie też. „To Christian Grey. – To nie jest prawda. jak z uczuciami względem biologicznej matki. – Nie chcę. abyśmy zaczęły się z Leilą wymieniać przepisami i wzorami haftów. Jego uczucia względem Leili i pozostałych uległych splatają się z uczuciami względem matki. gdyby było inaczej. Dlaczego się tego wypiera? To tak samo. jesteś tym. – Mam to w dupie. Przełykam ślinę. gdy się dowiedział o jej załamaniu nerwowym. właśnie dzięki dawnemu życiu. ponieważ cię kocham. Nie płaciłbyś za szkołę plastyczną i tę całą resztę. zupełnie go nie rozumiem. którego poznałam i pokochałam. W jego oczach widać lód. którego znam”. czego chciała. Co się zmieniło? Czasami. Chciała się z tobą zobaczyć i wiedziała. Ale nie sądziłam. Zależy ci na niej. Nieruchomieje. Christianie. w chwilach takich jak ta. Gapię się na niego wstrząśnięta. W mojej głowie rozbrzmiewają słowa Leili. jakby miał to gdzieś. że przylecisz jak na skrzydłach. Wiem. Mój mąż zachowuje się jak nastolatek.. co dotyka ciebie. – Posłuchaj. kiedy zgodziłam się wyjść za ciebie. kim jesteś. Zaakceptowałam ten fakt. obecnemu i w ogóle. aby to do niego dotarło. że ten mężczyzna nadal potrafi mnie zaszokować. żeby prześladowało cię moje dawne życie. To oczywiste. że troszczy się o nią. Christianie. Mój żołądek zaciska się boleśnie na tę myśl. Jak może mówić. Ona też cię kocha. jak sprawić. że ją wykąpał. Cholera. tak bardzo niepasująca do mężczyzny.. – Nie zrobiła mi krzywdy. że zachowasz się wobec niej tak bezwzględnie. Jego reakcja na nią byłą taka zimna. że nie mam serca – burczy. Co takiego? – Christianie. To. – Już ci kiedyś mówiłem. „Lubię chłostać szczupłe. Nadajemy na kompletnie różnych falach. dotyka także mnie. no tak. – Czemu tak nagle jej bronisz? – pyta zaskoczony i zirytowany. Christian wzrusza ramionami.

Najczęściej wykorzystujesz w tym celu perwersyjne bzykanko. – Lubię ci sprawiać przyjemność. jakby nie rozumiał. że tak się wkurza. że kiedy robię coś. z czym on . tak pięknie pachnie. że jego dotyk mnie rusza. – Wzruszam zrezygnowana ramionami. od tego. – Christianie – mówię ostrożnie. Christian jest mistrzem w odwracaniu mojej uwagi od tego. Słucham? – Na ogół tak.. Odsuwa się. albo okrutne. – Christianie. Zasznurowuję usta i staram się nie dać po sobie poznać. Mój zagubiony chłopczyk. Strasznie mnie to męczy. Nachyla się i szepcze mi do ucha: – Tego akurat jestem pewny. – Rumienię się zirytowana zarówno na niego. – Do domu – upiera się. co ci się nie podoba. gdy Leila przeżywała załamanie? Patrzy na mnie gniewnie. Ja go próbuję ganić. ty obmyślasz sposób.. – Koniec tej dyskusji. Wzdycham i kręcę głową. – Za wcześnie – burczę. – I sprawiasz – przyznaję cicho. „W takim razie po co poruszałaś ten temat?” – Ty wiesz co. Jedziemy do domu. Czemu tak trudno okazać mu trochę uczuć. które jest albo fantastyczne. – Chyba tak – szepcze. A ja wiem. że próbuje w ten sposób odwrócić moją uwagę.. – Delikatnie przesuwa kciukiem po mojej wardze. a oczy mu błyszczą zmysłową ciekawością. – Co było fantastyczne? – pyta. – Fantastyczne? – pyta. ja. Czwarta dwadzieścia trzy. ponieważ wszystkie wyglądacie jak tamta dziwka”. a on mi psuje szyki. w jaki się na mnie odegrasz. tak jak wtedy. Jak on może tego nie dostrzegać? Moje serce rwie się ku niemu. Och. Nic dziwnego. Zerkam na zegarek. Moja podświadomość przygląda się pogardliwie swoim wypielęgnowanym paznokciom. jak i na siebie.. co bolesne. a na jego twarzy widnieje arogancki uśmiech.takie jak ty. – Chodzi mi o to. Kurde. – Wiem – mówi miękko. – Mam dość wykłócania się z tobą ciągle o to samo. Mam jeszcze sporo pracy. Cholera! Nie chcę tego omawiać w sali konferencyjnej SIP. Marszczy brwi.

. Ana. Dlatego właśnie jest to tak bardzo dla mnie ważne. Christianie. – szepczę z przerażeniem. – Nie myśl o tym zbyt dużo. Uwodzicielski kochanek zniknął. sprawdzając nasze granice i silną wolę. – Ona nigdy nie była moją kochanką – warczy i zaciska usta.. Nie. – Głos ma niski i schrypnięty. – Christianie. – Nie. W jego spojrzeniu próbuję odnaleźć coś.nie ma ochoty się mierzyć. Delikatnie dotyka mego policzka. kiedy zostawia mnie samą pośród tamtego przepychu.. że w ułamku sekundy ten mężczyzna z ziejącego wściekłością kontrolera zmienia się w uwodzicielskiego kochanka. Kciukiem wyczuwa tętno. Nachyla się i składa na ustach czuły pocałunek. Nie w pracy.. szare oczy w niebieskie. on jest nie do wytrzymania. – Muszę jeszcze popracować. Dopiero co siedziała tu twoja kochanka. Anastasio? – powtarza. Jego oczy stają się większe. Nie. zamiary jasne. – Moglibyśmy zostać tutaj. Przebiega mnie zimny dreszcz.. wracając myślami do miesiąca miodowego. Nie. Och. że jest zadowolony. O nie. . Marszczy brwi.. – A masz takową? – Widać. Marszczy brwi i chwyta mnie za rękę. że mu na niej zależy. „A ty mu na to pozwalasz” – wcina się moja podświadomość. O nie. Leila to przeszłość – mówi lekceważąco. żeby przyznał przed samym sobą. – Chcesz całą listę? – pytam. – Kajdanki – burczę.. – Głos ma uwodzicielski. jak to możliwe. Och. nim jestem w stanie się powstrzymać. W oku ma szelmowski błysk. Wzdycham. Może ma rację. że to ja bym zrobiła coś niewybaczalnego. co mi pozwoli zrozumieć. nie chcę uprawiać tutaj seksu. – Do domu – powtarza bardziej stanowczym tonem. Wpatrujemy się w siebie. zerkając na mnie znad Jane Eyre. Chcę jedynie. Załóżmy. – Nie chcę zostawiać śladów na twoim ciele. Wtedy także należałabym do przeszłości? Skoro Christian potrafi się tak zmienić. sprawdzając się nawzajem. – To tylko semantyka. – Jedźmy do domu. – Tak – mówi i ujmuje mnie pod brodę. Wygina usta w zmysłowym uśmiechu. to może się zmienić w stosunku do mnie? Przypomina mi się fragment mego snu: pozłacane lustra i odgłos jego kroków na marmurowej podłodze. – Co było fantastyczne.. chociaż podczas choroby Leili bardzo się o nią martwił.

– Och. – Wszystko w swoim czasie – mruczy. a głowa Christiana znajduje się między moimi udami. gdy Christian dmucha lekko na łechtaczkę.. że mógłbym odwrócić się od ciebie. Język Christiana obraca się i muska centrum mojego wszechświata.... Zabierz mnie do domu – mówię błagalnie. To wszystko jest kwestią kontroli. Christianie. – Ach! – wołam. jeśli to zrobisz. – Dlaczego? – Tak łatwo potrafisz się od niej odwrócić. Pocałuj mnie. Jestem skuta miękkimi skórzanymi kajdankami. – Nie dochodź – mruczy ostrzegawczo. choć staram się. proszę – jęczę. – Dam ci klapsa. Ana – gani mnie. popołudniowym świetle. Ano? Skąd ci to w ogóle przyszło do głowy? – Nieważne. Obejmuje mnie mocno. a język nie przerywa. – Doszłaś. łokcie mam przytwierdzone do kolan. Przewraca mnie na brzuch. owiewając mnie ciepłym oddechem. – To triumfująca reprymenda. Och. co robi. Jęczę... – I sądzisz. Moje ciało eksploduje pod jego bezlitosnymi działaniami. a ja drżę i opieram się na przedramionach. Jęczę głośno w proteście. wyciskając ze mnie każdą kroplę obezwładniającej rozkoszy. A kiedy jego usta dotykają moich. Ściąga brwi. Nie jestem w stanie powstrzymać swej niewolniczej reakcji. – Och. Daje mi mocnego klapsa. Mam ochotę wyprostować nogi. Ano. Jego mistrzowski język nieustępliwie mnie pieści. – Och. – Jego język podejmuje erotyczne podboje. . naprawdę się staram. Daremnie próbuję sprawować kontrolę nad rozkoszą. Palce wplecione mam w jego włosy i pociągam mocno. czasami mnie przerażasz. zna się na tym. przeciwstawiając się tym wysublimowanym torturom. Otwieram oczy i niewidzącym wzrokiem wpatruję się w sufit naszej sypialni skąpany w łagodnym. – Obejmuję dłońmi jego twarz. zatracam się. – Kontrola. wplatam palce we włosy i przyciągam usta do swoich.

– Dojdź dla mnie – nakazuje. – Tak. po czym chwyta mnie za biodra i wchodzi we mnie. potem drugie. Nachyla się i delikatnie całuje w usta. Idziemy na kolację? – W jego oczach błyszczy miłość i radość. I poruszam się coraz szybciej. żebyś mi coś powiedział – szepczę. – Czy to pokrywa się z listą. Tylko ty. pani Grey? – mruczy. Całuje mnie w ramię i odsuwa włosy z twarzy. – Uśmiecham się. od biodra do łona i łechtaczki. – Chcę. . po czym przechyla się i odpina najpierw jedne kajdanki. kocham cię – jęczy i wbija się we mnie. Christian delikatnie gładzi mi pupę. Kiwam głową. Christian jęczy. – Jesteś moja. – No i? – pyta. gdy moim ciałem wstrząsa rozkosz. Ponownie wydaję okrzyk.. Umieram z głodu. Jego dłoń przesuwa się niespiesznie po moim ciele. – Mhm. – Ruszaj się – nakazuje. Gdy Christian jest już głęboko we mnie. Obejmuje mnie ramieniem i pociąga na swoje kolana. – Tak. a ja niechętnie obracam się na bok twarzą do niego. odchyla mi głowę i skubie zębami szyję. – Moje ciało ponownie się napina. – I dobrze. On też się uśmiecha i całuje raz jeszcze. Ale to długa lista. Ana. Leżę na brzuchu ledwie przytomna. Rozkoszuję się poczuciem wypełnienia. Wyciągam rękę i lekko pociągam za włoski na jego piersi. – Och. Ana – dyszy mi cicho do ucha. Opiera się na łokciu. I tak się dzieje – moje ciało posłusznie spełnia jego polecenie. – Szybciej – szepcze. gdy muska mnie palcami.. tyłem do siebie. Kwilę cicho. Pokrywa się. Jęcząc. Christian trzyma mnie mocno. drżąc jeszcze po przeżytym przed chwilą orgazmie.– Kontrola – rzuca. nadal wrażliwej po wcześniejszych pieszczotach. obejmując go w najbardziej intymny sposób. zatracając się we własnej rozkoszy. – To znaczy tak? – Mhm. Wołam głośno jego imię. – Tak. unoszę się i opadam na jego kolanach. nieruchomieje.

Powiedz – zachęcam go w myślach. – Tak. zależałoby. Tak. 09:33 Adresat: Christian Grey To było zdecydowanie pierwsze miejsce. Wzdycha i kręci głową. – To dobrze. Otwiera usta. że rozmawiam z tobą teraz. nie odrywając wzroku od mojej twarzy. – Mami mnie pani i oszałamia. którego znam i kocham. – Unoszę głowę i całuję go. – Nie rozmawiasz.. i jestem świadkiem walki. po czym je zamyka. – Chcę. w naszym łóżku o. aby coś powiedzieć. Co za ulga. Głodna jestem..– Co takiego? – Nie złość się. Zadowolona? – Jego słowa są ledwie głośniejsze od szeptu. dzięki Bogu. Nieruchomieje. Och. – Nie mogę uwierzyć. Bardzo. Z jego oczu znikają wszelkie ślady dobrego humoru. może bólu. którą toczy z samym sobą. Nadawca: Anastasia Grey Temat: Lista Data: 9 września 2011. pani Grey. Ana? – Zależy ci na niej. Ponieważ Christianowi. :D . – O co chodzi. Chodźmy jeść. zależy mi. Kładę mu palec na ustach. gdy przez jego twarz przemyka cień jakiegoś uczucia. – Tak. żebyś to przyznał. tutaj.

. Ostatnie wieczory były. Uśmiecham się do monitora. Nie miałam jeszcze odwagi zapytać. nie dbam o to. Po co do mnie dzwoni tata José? .. – Pan Rodriguez! Dzień dobry! – Swędzi mnie skóra głowy. że to Christian. Albo. Inc. czy któreś z jej obrazów wiszą w mieszkaniu – i szczerze mówiąc. – Ana. Tu José senior. moglibyśmy spróbować czegoś jeszcze.) Christian Grey Świetnie bawiący się prezes.. SIP Nadawca: Christian Grey Temat: Powiedz coś nowego Data: 9 września 2011. Zdecyduj się. skarbie. a krótka wizyta Leili poszła w zapomnienie. spodziewając się. Znowu potrafimy się zrelaksować. Odzywa się BlackBerry i przystawiam go do ucha. .. 09:42 Adresat: Anastasia Grey Powtarzasz to od trzech dni.Ax Anastasia Grey Redaktor naczelna. – Ana? – Tak. interesujące. Grey Enterprises Holdings.

– Hannah! – wołam.. Och. – Dziękuję.. – Głos mu się łamie. robił w Portland? – Przewieziono go helikopterem. Chwilę później wsuwa głowę do gabinetu i widzi. – Miał wypadek samochodowy. – Co się stało? Wyjaśniam szybko. Po prostu go nie widziałem. Ana.. – Ana? – Jerry. co się stało? – Głos mam schrypnięty i nabrzmiały łzami. u licha. że twojemu ojcu nic nie będzie. – Jest w szpitalu. – Panikę zastępuje przypływ adrenaliny. ===aVxlVW1c ROZDZIAŁ SIEDEMNASTY – Panie Rodriguez. Portland? A co on. Chodzi o mojego ojca. Mój tato.. Lepiej tu szybko przyjedź. już jadę. Szpital uniwersytecki OHSU. Jadę tam teraz. O nie. – Głos mu się łamie. Panie Rodriguez – nie! – Spotkamy się na miejscu – mówi zdławionym głosem i rozłącza się. Mam problem z oddychaniem. Oczywiście. nie widziałem tamtego samochodu. Tatusiu. – Tak. Muszę jechać. przepraszam. Będę cię informować na bieżąco.. Odbiera po drugim sygnale. uspokajający oddech i dzwonię do Roacha. Słodki Ray. – Okej. – O rety. Ray. Przestaję oddychać..– Skarbie. Ano. Biorę głęboki. zdając sobie sprawę z niepokoju w swoim głosie. że pospiesznie pakuję teczkę. że przeszkadzam ci w pracy. – Jedź. . – Co się stało? – Serce podchodzi mi do gardła. – Rzucam słuchawkę na biurko. Mam nadzieję. – Mój ojciec miał wypadek. że musisz jechać. Nie. Za gardło łapie mnie przerażenie. Ray. jadę. Chodzi o Raya. Ano? – Marszczy brwi. Nie. – Ray miał wypadek. – Przeniesiono go do Portland.

– Waha się. Chwytam żakiet. . że dzwoniłam i że muszę z nim porozmawiać? To pilne. Miał wypadek. Czasem lubi się gdzieś oddalić. Jeśli będzie trzeba. gdybym czegoś potrzebowała. Troska widoczna na jej ściągniętej. bladej twarzy niemal mnie gubi. – Marszczy brwi. Zostawił u mnie telefon. – Pani Grey.– Odwołaj moje wszystkie dzisiejsze spotkania. proszę pani. Sawyer kiwa głową i otwiera tylne drzwi audi SUV.. każ mu do mnie zadzwonić. Jęczę cicho z frustracji. dobrze? – Walczę ze łzami. Rozłączam się. – Koniecznie. – Mam nadzieję. żeby podładować baterię. jest gdzieś w budynku. Powodzenia. Posyłam jej wymuszony uśmiech. mogę spytać. Nie przejmuj się pracą. Będziesz musiała dokończyć przygotowanie tej prezentacji e-bookowej. A kiedy idziemy szybko w stronę parkingu. żeby zadzwonił. Natychmiast. – Przekaż mu po prostu. – Zabieram BlackBerry. niech Courtney ci pomoże. – Rozumiem.. ze wszystkich sił starając się zachować spokój. Na mój widok w recepcji Sawyer zrywa się na równe nogi. – Tak. Pan Grey wie? – Zadzwonię do niego z samochodu. notatki znajdziesz w pliku ogólnodostępnym. skąd ta nieplanowana podróż? – Chodzi o mojego tatę. Jakoś sobie poradzimy. Podciągam kolana do brody. Nie jestem już w stanie dusić w sobie bólu. że nic mu nie jest. – Dobrze. Ana. i wychodzę z gabinetu. pani Grey. a ja wsiadam. – Możesz mu przekazać. – Proszę. – Pani Grey? – pyta skonsternowany moim nagłym pojawieniem się. – Naturalnie. – Jest tam Christian? – pytam bez tchu. proszę pani. – Zadzwonię. – Spróbuję go poszukać. – Tak – szepcze Hannah. pyta: – Pani Grey. – Jedziemy do Portland. torebkę i teczkę. Trzęsącymi się palcami sięgam po BlackBerry i dzwonię na komórkę Christiana. a po moich policzkach zaczynają płynąć gorące łzy. Tatuś. I poniedziałkowe. – Głos Andrei jest pogodny i rzeczowy. ale otwiera przede mną drzwi. – Eee. – Wszystko w porządku? – Nie – szepczę.

– Gdzie konkretnie w Portland. Christianie. Proszę. a kiedy Christian leciał nim po raz ostatni. ale prawda jest taka. Sawyer wyjeżdża z parkingu i rusza w stronę I-5. O cholera. – Tak. że ma zostać w Seattle i załatwić swoje sprawy. – OHSU – wyduszam z siebie. – Kocham cię. – Pa. nad którym pracujemy od miesięcy. – Tak. Jadę właśnie do Portland. – Portland? Proszę. powiedz mi.. Nie chcę się martwić jeszcze o ciebie. Nie mogę tego odwołać. Ana. – Wiem! Przepraszam. maleńka. – Ten duży szpital. skarbie. Charlie Tango wrócił z naprawy. W tle słyszę jakiś stłumiony głos. on prowadzi. Najpierw muszę załatwić coś tutaj. Przylecę jak najszybciej. – Chryste. – Mam spotkanie z delegacją z Tajwanu. Dzwoni mój telefon. – Do zobaczenia. Czemu ja nic o tym nie wiem? – Zjawię się jak najszybciej. że nic nie szkodzi. Nie spiesz się. Your Love Is King. Co się stało? – Ray miał wypadek. że jest z tobą Sawyer. niech Ray wyzdrowieje. – Ja ciebie też. – Dobrze. pani Grey? – pyta delikatnie Sawyer. Trzymaj się Luke’a. Ros – warczy gniewnie Christian. że pragnę. Leć ostrożnie. – Oczywiście. mogę się tam zjawić dopiero za jakieś trzy godziny. . – Dobrze – szepczę. „Proszę. aby był przy mnie. – Cholera! – Tak.. To deal. – Gdzie jest Ray? – Szpital OHSU. – Christian – rzucam do aparatu. gdy tymczasem ja płaczę cicho na tylnym siedzeniu. – Dam sobie radę. maleńka – mówi cicho. niech Ray wyzdrowieje”. I chcę powiedzieć. Przylecę. w duchu żarliwie się modląc. – Och.

No już. Muszę teraz znaleźć ostry dyżur. – Jesteśmy na terenie szpitala. Ja ją wezmę. Nic nie wiem na temat interesów Christiana. – Już sprawdzam. niech Ray wyzdrowieje. Nie sądzę. Co on kombinuje z Tajwańczykami? Wyglądam przez szybę. Proszę. „Niech Ray wyzdrowieje. Proszę zostawić teczkę. – Budzi mnie głos Sawyera. aby moje serce to wytrzymało. aby otworzyć mi drzwi. – Pokazuje na duże białe drzwi z niebieskimi literami układającymi się w napis POCZEKALNIA. – Pani Grey. niech Ray wyzdrowieje”. Kiwa głową.. aby nie była to prawda. Jest tutaj od dwóch godzin. . Sawyer zatrzymuje się przed wejściem i wyskakuje z auta. Tutaj pielęgniarki mają granatowe uniformy. proszę pani. a ja wchodzę szybko do tętniącej życiem recepcji. starając się skupić na tłumaczeniu. Recepcjonistka uśmiecha się do mnie grzecznie. Luke. kiedy drugiego dnia w pracy u Claytona spadłam z drabiny i skręciłam nogę w kostce. Poczekalnia znajduje się tam. zatrzymując się na każdym piętrze. Gdyby zechciała pani zaczekać. Raymond Steele. że pani jest. W końcu drzwi otwierają się na drugim piętrze. Ray i Christian. – Dziękuję. – Wiem. – W czym mogę pomóc? – pyta jedna z nich. – Nawet wypowiadając te słowa.. Winda jedzie koszmarnie powoli. Puszczam się niemal biegiem. obrzucając mnie spojrzeniem krótkowidza. jak trafić do wind. nie próbując jej nawet poprawiać. Lokalizuje Raya i wysyła mnie na drugie piętro na blok operacyjny. Musi dolecieć cały i zdrowy. Wzdrygam się na to wspomnienie. Wracam myślami do mojej ostatniej bytności w OHSU. zaklinam je. i do pani dołączę. niech Ray wyzdrowieje”. Czuję ściskanie w żołądku i robi mi się niedobrze. Blok operacyjny? Kurwa! – Dziękuję – mamroczę. Niedawno go przyjęto. gdy mijamy Międzynarodowe Lotnisko King County.Znowu podkulam nogi. panno Steele. gdzie jest. Jest chyba na bloku operacyjnym numer cztery. przekażę. szybciej! Krzywię się. Opieram się i od nowa zaczynam swoją mantrę: „Proszę. a ja podbiegam do kolejnej recepcji. – Mój ojciec. Sprawdza coś w komputerze. Proszę. Kiwam głową. – Tak. patrząc na wsiadających i wysiadających ludzi opóźniających mi dotarcie do taty. – Zaparkuję samochód.

Stoimy tak całe wieki.. Odsuwamy się od siebie. Wzdrygam się na myśl o tym. – José delikatnie gładzi moje włosy. Kiedy się prostuję. – Tak bardzo mi przykro. Tato. – Klepie mnie zdrową ręką po plecach. pieprzony. ale jego przetransportowano śmigłowcem tutaj.. – Niewiele wiemy. gdy do poczekalni wchodzi Sawyer. panie Rodriguez – szlocham. Pan Rodriguez podaje mi chusteczkę. Papo – upomina go cicho José. Ostrożnie go obejmuję. – Mnie się nic nie stało. – Operują go. Ray.. A ja szlocham głośno. Nie wiem. nie płacz. starając się zachować spokój. – Dziękuję – mamroczę. po czym zajmuje miejsce w kącie poczekalni. Ale samochód uderzył od strony pasażera. tato złamał rękę i nogę. mam tylko sińce na żebrach i guza. Czekamy na wieści. w końcu dając upust bólowi i napięciu.. Nie. – O to będzie musiała pani zapytać któregoś z opiekujących się nim lekarzy. skarbie. – Usiądź. co mu jest? Co oni robią? José unosi ręce. . towarzyszącym mi od trzech godzin.– Co mu jest? – pytam. – Nie. Sawyer kiwa grzecznie głową. Ana. bierze mnie w ramiona i tuli mocno. O nie. Znowu ogarnia mnie uczucie paniki.. pijany. Ano. co się dzieje. – Ana! Pan Rodriguez ma rękę w gipsie i posiniaczony policzek. aby powstrzymać ten grad pytań i siada obok mnie. Nas zabrano do szpitala w Astorii. – To pan Sawyer. Pan Rodriguez próbuje się wtrącić. Uderzył w nas jakiś głupi. w Raya. – Och. Ochrona – mamroczę. surowej poczekalni. ale w myślach krzyczę: Chcę wiedzieć teraz! Otwieram drzwi i wchodzę do funkcjonalnej. Zarzucam mu ręce na szyję i cicho łkam. stając za mną. a ja wycieram oczy. cóż. O nie. Papa! – ucisza go José. nie. Siedzi na wózku i na jednej nodze także ma gips. – Hej. – Calmate. co się teraz może dziać z Rayem. – Co się stało? Wiemy. dukając słowa przeprosin. tato i ja wybraliśmy się do Astorii na ryby. – Łamie mu się głos. – Ana. nie. gdzie siedzą pan Rodriguez i José. nie.. Cudownie mieć obok siebie przyjaciela. – José prowadzi mnie do jednego z winylowych foteli.

niosąc papierowy kubek z gorącą wodą i torebeczkę herbaty. a one akurat nie zapewniają ciepła. – Mów mi José – poprawia mnie. – Mój głos przechodzi w szept. – Podobno ryby dobrze tu biorą. a ja z wdzięcznością biorę od Sawyera kubek. – Niedługo wszystkiego się dowiemy. Siadam z powrotem obok niego. Pan Rodriguez i José puszczają moje dłonie. . To nie Twinings. – Kurde. – Jego ciemne oczy pełne są strachu i żalu. Kiwam głową i biorę kolejny łyk. – Dlaczego akurat Astoria? – pytam. jaką lubię! Cieszę się z tego odwrócenia mojej uwagi. – Ana. Mam na sobie białą koszulę z krótkim rękawem i czarny letni żakiet. Pan Rodriguez bierze mnie za drugą rękę. – Czemu to tak długo trwa? – rzucam w przestrzeń i biorę łyk herbaty. Trochę rozrywki ze staruszkiem. Wie. – Panowie też coś chcą? – pyta ich Sawyer. Wraca Sawyer. – Hej. Ana. – Policja zabrała tego pacana do aresztu. i czekamy.. niech Ray wyzdrowieje”. i jest paskudna. José ujmuje moją dłoń.. Posyłam mu blady uśmiech. Temperatura mego ciała jeszcze bardziej się obniża i znowu wstrząsa mną dreszcz.. lecz jakiś tani gatunek. Proszę. A pan Rodriguez. Pan Rodriguez z zamkniętymi oczami. proszę. Ana – mówi delikatnie José. strasznie zmarzłaś. José zdejmuje skórzaną kurtkę i otula mi nią ramiona. Czekamy.. a po chwili wstaję i wyrzucam ją do małego kosza na śmieci. José wzrusza ramionami. pani Grey? – pyta Sawyer. Proszę. Ana. Zrobiliśmy sobie męską wycieczkę.. – Ty także mogłeś odnieść obrażenia. niech Ray wyzdrowieje. Powoli piję herbatę. jeszcze gorsze. Kiwam z wdzięcznością głową.. ponieważ na tyle tylko mnie stać. – Przynieść pani herbatę. Obaj kręcą głowami i Sawyer wraca na swoje miejsce. nim rozpocznie się rok akademicki. a José trzymając mnie za rękę i co jakiś czas ją ściskając. a on wychodzi z poczekalni. Siódma rano. – Panie Rodriguez. – Przełykam ślinę na tę myśl. „Tatusiu.Zaczynam się trząść. chyba się modląc. zjawiając się przy moim fotelu. tak bardzo przepraszam. zimno ci? Kiwam głową. Zanurzam saszetkę w wodzie.. a ten koleś był pijany w trzy dupy – syczy z odrazą José.. To był wypadek.

Fuj! Wstaję i przemierzam poczekalnię. Głos ma cichy i nabrzmiały bólem. . – Nie chcemy być nigdzie indziej – odpowiada pan Rodriguez. niech Ray wyzdrowieje. Bierze mnie za rękę. „Proszę. kiedy sądziłam. – Panie Rodriguez. od samej jego obecności. jego ciepło. Drzwi ponownie się otwierają i do poczekalni wchodzi młody lekarz w niebieskim fartuchu medycznym. że pan także brał udział w wypadku? José opowiada mu pokrótce. Herbata już zupełnie wystygła. – Christian! Zrywam się z fotela. to mój ojciec. Wygląda na wykończonego. poznaliśmy się podczas ślubu. Zamykam oczy i zmawiam w myślach modlitwę o bezpieczny przylot mojego męża. Poprawia się na krześle. Proszę. Niedługo powinien się zjawić. po czym zajmuje miejsce obok mnie. ale rozsądnie nic nie mówi. Piętnaście po drugiej. po czym znowu siadam. Jego twarz momentalnie robi się nachmurzona. – Christianie. mierząc wzrokiem kurtkę José. jak to było. Rozumiem. aby tu być? – pyta Christian. – Wita się kiwnięciem głowy. Kręcę głową.Przypomina mi się ostatni raz. Nagle drzwi się otwierają i wszyscy podnosimy wyczekująco głowy. – Ale jest ci zimno? – pyta. że dotarł cały i zdrowy. Ostatni raz. a on ściska moją. – Jesteś głodna? Kręcę głową. niech Ray wyzdrowieje”.. gdy tylko dostrzega. dziękując Bogu. I jakaś część mnie od razu czuje się spokojniejsza i silniejsza. Do poczekalni wchodzi Christian. Gdzie ci lekarze? Ujmuję dłoń José. A sekundę później jestem już w jego ramionach. Czas tak strasznie się wlecze. że José trzyma mnie za rękę. – José. José senior. że wszystko stracone. sadza. kiedy Charlie Tango zaginął. Christian kiwa głową. wdychając jego zapach. Zerkam na zegarek. – Jadłaś coś? – pyta. – Coś wiadomo? Kręcę głową. – I obaj czujecie się na tyle dobrze. kiedy też tak czekałam na wiadomości. Kiwam głową. jego miłość..

Ale jakoś sobie poradziliśmy i udało się uratować śledzionę. – Najbardziej ucierpiała przepona. Co to znaczy? Uginają się pode mną kolana i od upadku ratuje mnie tylko silne ramię Christiana. Oczy ma prawie tak niebieskie jak fartuch i w innych okolicznościach uznałabym go za przystojnego. ale martwi nas to. – Jestem Ana. będzie mogła to pani zrobić za jakieś pół godziny. Wprowadziliśmy pani ojca w stan śpiączki. – Jestem doktor Crowe. Teraz musimy po prostu czekać. że w mózgu pojawił się obrzęk. tak długo! – Mogę go zobaczyć? – pytam szeptem. – Przepraszam – jąka się lekarz i przez chwilę mam ochotę kopnąć swego męża. Stan pani ojca jest stabilny. – A jakie są prognozy? – pyta spokojnie Christian. Udało nam się ją wznowić.. trudno w tej chwili powiedzieć. – Jak długo będzie w stanie śpiączki? – To zależy od tego. jak będzie reagował jego mózg. Możliwe. – To w takich przypadkach procedura standardowa. odwraca się i wychodzi. ale krytyczny. że w pełni odzyska zdrowie. – Cóż. że pani ojciec doznał wielu poważnych urazów głowy i z rezonansu wiadomo. z mojej głowy odpływa cała krew. Christian staje przy mnie i obejmuje w talii. aby unieruchomić go na czas. Och. – Tak. – Ray Steele – szepczę. – Pani Grey – wtrąca Christian.Gdy zrywam się z fotela. Najbardziej nas jednak martwi fakt. ale na razie wszystko jest w rękach Boga. – Panno Steele. Najczęściej trwa to od siedemdziesięciu dwóch do dziewięćdziesięciu sześciu godzin. gdy będziemy śledzić ten obrzęk. przynajmniej żyje – szepczę do Christiana. Uszkodzenie mózgu? Nie. – Dziękuję. Doktor Crowe kiwa głową. . – Doznał poważnych obrażeń wewnętrznych – mówi doktor Crowe. panie doktorze. – Pani jest krewną? – pyta lekarz. – Panie Grey. Przeniesiono go na oddział intensywnej terapii na piątym piętrze. podczas operacji z powodu utraty dużej ilości krwi doszło do zatrzymania akcji serca. Niestety. jego córka. A potem z moich oczu znowu zaczynają płynąć łzy..

Christianie. Delikatnie gładzi mnie po głowie i trzyma za rękę. Pan Rodriguez unosi rękę i zatrzymują się w drzwiach. A potem oddaję mu kurtkę. – Głos mu drży. już jest dobrze. że powinniśmy jechać. – Luke Sawyer – wyjaśniam. Jasne. – Luke może was zawieźć. Dzięki. – Tak dobrze było odnowić po tylu latach kontakty. – To sprawny i zdrowy człowiek. – Ściskam go mocno. Dotyka mojego policzka... nadal jest ci zimno. – Zostajecie w Portland? – pyta go Christian. ale ciesząc się. a José wygląda na skonsternowanego. I wychodzą. Ana – szepcze mi José do ucha. – Nie. ściskając ich po kolei. – Jesteś blada. – Zamierzałem zamówić taksówkę. że przygląda nam się uważanie. myślę. Może tak być. Bierze mnie za rękę. – Papo. Byłoby super. Wtulam się w niego przytłoczona nieszczęściem mego ojczyma. – Zostaw ją. który patrzy niewidzącym wzrokiem na syna. – Bądź silna. Wstaję i żegnam się z panem Rodriguezem i José. że jest tu ze mną mój mąż. – Gdyby coś się zmieniło. – Och. Ana? – Odwraca się w moją stronę i patrzy na mnie pytająco. – Na to liczę. José kiwa głową. . – Wiem. Sawyer wstaje. Siada na fotelu i pociąga mnie na kolana.– Usiądź – mówi łagodnie Christian. – Trzeba was gdzieś podrzucić? José marszczy brwi. Ty musisz odpocząć. gdy José pcha wózek z ojcem w stronę przytrzymywanych przez Sawyera drzwi. Stał się moim przyjacielem. Przez jakiś czas nic nie będzie wiadomo – mówi José do pana Rodrigueza. ponownie biorąc w ramiona. – Będę się za niego modlił. jak już odpoczniesz. To działa na jego korzyść. – Oczywiście. Zerkam nerwowo na Christiana i widzę. Christian i ja zostajemy sami. Chodź tutaj. – Możemy tu wrócić wieczorem. od razu damy wam znać – mówię. Dzięki. Ano.

Tak wychodzi taniej. Po raz pierwszy od kilku godzin uśmiecham się szczerze. a na obu rękach wenflony z kroplówkami. Do ust ma włożoną rurkę. a ja uśmiecham się raz jeszcze. Och. To dobrze. Tatuś. – Ale myślałam. Ciekawe po co. – Całuje moje włosy. Wydaje się taki mały na tym dużym łóżku. Ray leży na samym końcu. otoczony tą całą technologią. – Zajrzymy do Raya? – pyta miękko. Mój uśmiech gaśnie. Na monitorze wyświetla się bicie serca: bip. Możemy go obejrzeć i się poobściskiwać. Powinno nam się udać ograniczyć zwolnienia do minimum. chwacki – odpowiada z cichą dumą w głosie. – Nie teraz. Jedna noga leży na kołdrze. – Ulegli w jakim sensie? – Pozwolili mi kupić swoją stocznię za kwotę mniejszą. Mieszczący się na piątym piętrze oddział intensywnej terapii jest surowy i sterylny. Będziemy się w niej zajmować wyposażaniem łodzi. niż byłem skłonny zaoferować. Kupił stocznię? – To dobrze? – Tak. To dla mnie szok. – Na szczęście nie nalega. wypełniony ściszonymi głosami i pikającymi urządzeniami. – A co z siłą roboczą w tutejszej stoczni? – Zostanie przeniesiona do innych zajęć. – Jak Tajwańczycy? – Ulegli – mówi. tutaj. – Chyba mam go w domu. – Nie znam. bip. Do palca ma przytwierdzone coś w rodzaju klamerki. – Chwacki? – Tak mówią o łódce w Filadelfijskiej opowieści. że ty już masz stocznię. umieszczona w niebieskim gipsie. – Och. Najpierw chcę zobaczyć Raya. bip. – Całuje moje włosy.– Jak Charlie Tango? – pytam. Jest . – Mam. A budować je na Dalekim Wschodzie. Każdy z czterech pacjentów ma swoją salę pełną nowoczesnej aparatury. – Uda mi się namówić cię na coś do jedzenia? – pyta. ulubionym filmie Grace.

byle tylko przywróciła mojego ojca do zdrowia. tatusiu. Poczekam na zewnątrz. Ale kto wie? – Mogę tu chwilę posiedzieć? – Naturalnie. wypuszczanie. Proszę. zasysanie. Sprawdza wykresy. – Narządy wewnętrzne pan Steele ma w dobrym stanie – mówi cicho siostra Kellie. Na monitorze widać cztery linie. Szum tego urządzenia przeplata się z bip. ja naprawdę chcę mu powiedzieć. Opadam na stojące przy łóżku krzesło. myśląc z ironią. Wygląda na dwadzieścia kilka lat. – Bardzo mocno śpi. Mam to gdzieś. kładę głowę na ramieniu Raya i zaczynam szlochać. że gapi się na mojego męża. Ma jasne włosy i bardzo ciemne oczy. – Proszę. – Tak. W końcu miała okazję dobrze mu się przyjrzeć. Nigdy tak tego nie postrzegałam. pokazując wyraźnie. – Uśmiecha się życzliwie. a na jej policzkach widać charakterystyczny rumieniec. Christian staje w nogach łóżka i patrzy. pielęgniarka dyplomowana”. jakby spał. Na jej plakietce widnieje napis: „Kellie. – Och. – Mogę go dotknąć? – pytam. tatusiu. wypuszczanie. że rurka w jego ustach podłączona jest do respiratora. Och. – Uśmiecha się do mnie. z wahaniem sięgając do jego dłoni. Całuje mnie w głowę i wychodzi. jak biorę Raya za rękę. Jest zaskakująco ciepła i to właśnie sprawia. ignorując ją. że Ray jest tu z nami. Niech się gapi na Christiana. Kiwam głową. że dopiero teraz. Zasysanie. Będziesz mogła spokojnie posiedzieć przy tacie. ile jej się podoba. Christian kładzie mi dłoń na ramieniu i ściska je pokrzepiająco. a każda porusza się. Zbliżam się do niego powoli. kiedy jest nieprzytomny i mnie nie słyszy. Ten człowiek jest moją opoką. Klatkę piersiową ma owiniętą śnieżnobiałym bandażem. wyzdrowiej – szepczę. To akurat wiem. bip monitora nadzorującego pracę serca. wygląda spokojnie.silne i miarowe. . Po jednej stronie łóżka stoi filigranowa pielęgniarka. Trzymam dłoń Raya. bip. – Słyszy mnie? – pytam. jak bardzo go kocham. Podnoszę wzrok i widzę. Dociera do mnie. że się rozklejam. – Muszę zadzwonić. zasysanie. Choć w ustach ma rurkę. Christian patrzy na mnie. – Dziękuję – mówi Christian. wypuszczanie.

Mój słodki. wyzdrowiej. o tym. . – Cześć. że zabiorę go z nami do Aspen. że nie jest mu lekko: mój zagubiony chłopczyk zmuszony do radzenia sobie z czymś. Dałem pielęgniarkom numery naszych komórek. aby mógł wybrać się z Christianem na ryby. Proszę. jak go zapamiętałam. – Cześć – mówi. aby nikomu nie przeszkadzać. że lepiej się poczuje. a on od tak dawna przed nim uciekał. Bardzo cicho. Chodźmy coś zjeść. Chciałabym wziąć kąpiel – mówię cicho. Ano? – Patrzy na mnie i wiem. od jak dawna tu jest. tatusiu. Kiwam głową. kiedy lataliśmy szybowcem i żeglowaliśmy. Ściągam brwi. – Okej. – Ana. Apartament w Heathmanie wygląda dokładnie tak. bip monitora. i zapewniam. To prawdziwe życie. a wieczorem wrócimy do szpitala. że teraz czuje się zupełnie bezradny. nad czym nie ma kontroli. Przez całe popołudnie był wycofany i zamyślony. że w nogach łóżka cicho stoi Christian. Takiej sytuacji nie był w stanie przewidzieć. Obiecuję. a respirator zasysa i wypuszcza powietrze i jedyną jego odpowiedzią jest monotonne. ale uspokajające bip. bip. Ray leży nieruchomo. widzę. ale to mój tato i tak bardzo go kocham. Proszę. Jezu. opowiadam mu o naszym weekendzie w Aspen i tym zeszłym. Ileż razy wracałam myślami do tamtej pierwszej nocy z Christianem Greyem? Stoję sparaliżowana w progu. gdyby coś się zmieniło. że pan Rodriguez i José także są mile widziani. odpoczniemy. jeśli będzie się mógł czymś zająć. Zjemy coś. to wszystko zaczęło się właśnie tutaj. jak mamy nadzieję przekształcić go w dom ekologicznie zrównoważony. W jego oczach widać współczucie i troskę. – Dom z dala od domu – mówi miękko Christian. Niech sobie spokojnie pośpi. tak? – pyta. zameldujemy się w hotelu. Nie wiem. naszych planach. Kiedy podnoszę głowę. Nie jestem ciałem z jego ciała. Opowiadam o naszym nowym domu. on jest w śpiączce. żyjący pod kloszem Szary. Po policzkach płyną mi łzy. – No więc wybieram się na ryby z twoim tatą.dopiero teraz. – Chcesz wziąć prysznic? Kąpiel? Na co masz ochotę. Zadzwonią. Nie chcę go zostawiać. panem Rodriguezem i José. stawiając moją teczkę obok jednej z kanap. proszę. wiedząc. wyzdrowiej. Proszę. – Kąpiel.

– Niezdrowa ciekawość. a w łazience roznosi się zapach kwiatów lotosu. przerażona i zmarznięta. – Tak też myślałam. – Skarbie. Christian co jakiś czas całuje mnie w głowę. – Rozumiem.. plecami dotykając jego klatki piersiowej. Narządy wewnętrzne ma w dobrym stanie. Z łazienki wychodzi Christian. Leżę pomiędzy nogami Christiana. Musimy być teraz cierpliwi – mruczy. Zaskoczona dostrzegam. Wchodzi do sypialni. że mam cię przy sobie. W tej chwili nie mam nic do ofiarowania. A gdzie jest Taylor? – Och. przyglądając mi się czujnie. .Och. – Czemu pytasz? Wzruszam ramionami. – Eee. – Chodź. I w końcu jest mi ciepło. Sztywnieje i prycha. odchylając głowę. Twarz mu tężeje. Christianie – jestem odrętwiała. Woda jest cudownie ciepła i pachnąca. tak by widzieć moją twarz.. Nie wiem. do której przylega królewskich rozmiarów łazienka. W końcu jakoś zbieram się w sobie i wchodzę za nim do sypialni. prawda? Wtedy. Obejmuje moje ramiona. – Posłałem Taylora po parę rzeczy. Ano – mówi cicho Christian. Delikatnie zsuwa mi z ramion żakiet i kładzie na krześle. – Nie wszedłeś do wanny z Leilą. tak mi się przypomniało. co powiedzieć. Christian bierze mnie w ramiona. Dobrze. ale tak bardzo się cieszę. Pociąga lekko za upięte w kok włosy. No a jakżeby inaczej. po czym rozpina bluzkę. Coś do spania. – Bierze mnie za rękę i prowadzi do łazienki. Kiwam z aprobatą głową. – W jego głosie słychać zaskoczenie.. on żyje. – Kąpiel. Oboje milczymy. Nie wiem. To dobrze. – Nie widziałem cię jeszcze w takim stanie. aby poczuł się lepiej. Rękawy koszuli ma podwinięte. kiedy ją kąpałeś? – pytam. Więc tylko patrzę na niego wielkimi oczami. zaciskając dłoń na moim ramieniu. No wiesz – mówi. Tak. a stopy mam oparte o jego stopy. nie. Zazwyczaj jesteś taka odważna i silna. Chyba jestem w stanie szoku.. Chwilę później dobiega stamtąd dźwięk napuszczanej do wanny wody. że na łóżku leży kilka toreb z Nordstrom.

Nie chcę. no i jest z kimś związana. – Jeden z wielu twoich wielbicieli. żebyś mi znowu zmarzła.– Jak długo masz zamiar jej pomagać? – Dopóki nie stanie na nogi. Otulona miękkim hotelowym szlafrokiem wpatruję się w porozkładane na łóżku torby. czy choć raz poszedłeś do sklepu i coś sobie kupiłeś? – Napastowania? – Owszem. którym pomagasz. A tamten młody chłopak pożerał cię wzrokiem. – Leila mówi. co lubię. Ale była. Para dżinsów i jasnoniebieska bluza z kapturem. przypominając sobie. że masz jej dwa obrazy – szepczę.. – Czemu pytasz? – Są także inne? – Inne? – Twoje byłe. – Miałem. . Po kąpieli czuję się trochę lepiej. Jak on miał na imię? – Paul. A niech mnie. rozlewając wodę na płytki. – Byłaś podenerwowana. mój rozmiar. – Nie licząc napastowania mnie u Claytona. była jedna. Jak wiemy. Ostrożnie zaglądam do jednej.. – Owszem. tam na pewno jest nie tylko „coś do spania”. Jezu. – Wzrusza ramionami. o ile dobrze pamiętam. Uśmiecham się. – Z kolejnym Panem? – Tak. – Tak lepiej – szepcze i całuje mnie w skroń. Chichoczę. Tak naprawdę nieszczególnie mi się podobały. Chyba ma je teraz Elliot. jest zupełnie pozbawiony dobrego smaku. – Żeni się z moją najlepszą przyjaciółką. Przewracam oczami. – Ubierz się. a on otacza mnie jednym ramieniem. że to nie pierwszy raz. – Tak lepiej – szepcze. Były zbyt kolorowe jak dla mnie. Teraz pracuje już jako lekarz. gdy kupował mi ubrania podczas pobytu w Heathmanie. napastowania. Nie wiem. – W takim razie lepiej już się przymknę. a on uśmiecha się z ulgą i całuje mnie w usta. Taylor kupił ubrania na cały weekend i wie. – Och? – Studiowała medycynę.

Chciałbym. – Christianie. nie jestem głodna. José właśnie wychodzi. że jutro będziesz o cały rok starsza. Christian pracuje przy laptopie w części apartamentu pełniącej funkcję gabinetu. Patrzy na mnie urażony – ale i rozbawiony.– Gotowa – mówię cicho. Możemy jechać teraz do Raya? – Pewnie. – Wyglądasz tak młodo – mówi miękko Christian. – Dobranoc. ponieważ nie jestem z nim spokrewniony. – Że się nie wpieniłeś. – Dobra robota – mruczę. – Nadal za tobą szaleje – mówi cicho Christian. Uśmiecham się smutno. Przyjedziemy tutaj. Marszczy brwi. – Wzruszam ramionami. – No i zaczęły działać środki przeciwbólowe. ale jest dobrze. – I? – pytam niespokojnie. Christian uśmiecha się lekko. – Gdzie twój tato? – Był zbyt zmęczony.. po czym przytula mnie lekko. aby wolno mi było zobaczyć Raya.. José kiwa głową i odchodzi. jubilatko? – Pewnie. José zerka szybko na Christiana. – Nie jestem w nastroju na świętowanie. ponieważ w tej akurat chwili zupełnie mnie to nie obchodzi. – I pomyśleć. żebyś coś zjadła. Może po wizycie u Raya. pod nią zaś biały T-shirt. proszę. – Stan bez zmian. Chcę mu życzyć dobrej nocy. cześć. Christian. José. Zalewa mnie fala ulgi. – Wcale nie. Rano miał przecież wypadek samochodowy. – Widzimy się jutro. a ja dżinsy i bluzę. – Dobranoc – mówi Christian. – Ana. Ledwie tknęłaś kolację. Gdy wchodzimy na oddział intensywnej terapii. Brak wiadomości to dobra wiadomość. – Mañana. A nawet jeśli. Ma na sobie czarne dżinsy i szary sweter z dzianiny. . Musiałem się wykłócić o to. – José uśmiecha się smutno.

a nawet ciut zmalał. – Bierze mnie za rękę i otwieramy podwójne drzwi prowadzące na oddział.. posiedź z nim. To o tatę się martwię. Porozmawiaj. dzięki Bogu. A ja i Christian pójdziemy do poczekalni. Jak się trzymasz? – Dobrze. Christian uśmiecha się do mnie pokrzepiająco. – Ana. kochanie. – Jako lekarz prowadzący pani ojca cieszę się. wdziewając piżamę. Ma krótkie włosy. a potem zostawia mnie z moim ukochanym ojcem. pozwólmy tym dobrym ludziom pobyć trochę z panem Steele. Chodźmy do twojego taty. Wkładam biały T-shirt mojego męża i wchodzę do łóżka. Och. – Christianie. której jeszcze tu nie widziałam. Jego parametry życiowe są stabilne i silne. – Chodź.– Ja się nigdy nie wpieniam. – Nawzajem. mogąc panią poinformować.. Wierzymy. Uśmiecha się do mnie ciepło. Naprawdę dobrze się tu nim zajmujemy. – To dobra wiadomość – mówię cicho. – Niespodziankę? – Otwieram szeroko oczy. Teściowa ujmuje moją dłoń i ściska lekko. . kobietą. Mam dla ciebie niespodziankę. – Jest w dobrych rękach. Och. – Zdecydowanie. Pomogły jej życzliwie słowa doktor Sluder i Grace. że wszystko zmierza w dobrym kierunku. nieśmiały uśmiech i lekko południowy akcent. Studiowałyśmy razem w Yale. Grace. Oboje wychodzą. – Doktorze Crowe. Miło cię było znowu widzieć. Kiwam głową. – Pani Grey – wita mnie formalnie doktor Sluder. W nogach łóżka Raya stoi Grace pogrążona w rozmowie z Crowe’em i innym lekarzem. po czym odwraca się do mnie i bierze w ramiona. Doktor Sluder to ekspert w swojej dziedzinie. kołysanym do snu przez cichy szum respiratora. Zerkam na Raya i po raz pierwszy od wypadku moja nadzieja rośnie. To dobrze robi. pani Grey. – Całuje go w policzek. Na nasz widok Grace się uśmiecha. Obrzęk przestał się powiększać. Lorraina. – Chyba lepiej się już czujesz – mówi ostrożnie Christian. – Ana. że wróci do zdrowia. Grace uśmiecha się.

ale. ale ponieważ moja wewnętrzna bogini zniknęła gdzieś. przypominając sobie. – Śpij – mruczy i to jest polecenie. ===aVxlVW1c ROZDZIAŁ OSIEMNASTY Otwieram oczy. Ana. Zamykam oczy i odpływam. myślę o tym. I o naszej pierwszej wspólnej nocy. Och. – Cholera! Tatuś! – wołam głośno. – Skarbie. – A gdzie miałbym być? Chcę być tam. gdzie ty. Leżymy w pozycji na łyżeczki. Mogę się nie wpieniać. musisz jeść. Będąc tutaj.. Ciekawe. Nie będziemy się kochać? Czuję ulgę. – Mhm – zgadzam się.. w hotelu Heathman. że jutro coś zjesz. i wtedy do mnie dociera.. przez cały dzień trzymał ręce z daleka ode mnie. Czuję potworne ściskanie w żołądku. On ma rację. No tak. czy powinnam się niepokoić takim obrotem sprawy. Uśmiecham się. Prawdę mówiąc. jak daleko udało nam się zajść. – Skąd wiedziała? – Rano do niej zadzwoniłem. świeżo wyprasowaną pościelą próbuję się zorientować. zabierając ze sobą moje libido. Poprosiłeś Grace. Odwracam głowę i przez chwilę mu się przyglądam. – Obiecaj mi coś – mówi miękko.. Byłaś po prostu.– Tak. Powinnaś już spać. Jest pogodny wrześniowy ranek. Ona sama chciała przyjechać i sprawdzić. Całuje mnie w głowę. co z twoim ojcem. Co to była za noc. Jestem taka zmęczona. aby tu przyjechała? Christian wślizguje się pod kołdrę i bierze mnie w ramiona. – Dziękuję. pomyślę o tym rano. dlaczego jestem w Portland. gdzie jestem. że dużo mi dała rozmowa z doktor Sluder i twoją mamą. Myślę. gdy widzę cię w kurtce innego faceta. – Nie. Otulona czystą. Ano. jesteś wykończona. chwacka – mówi. Proszę. – Mhm – mruczę zgodnie. że tu jesteś – mamroczę i sennie całuję go w tors. Odwracam się i wtulam w Christiana. . Godzinami ci się przyglądałem. – Mhm? – Obiecaj.

śmigłowiec – Charlie Tango. Znam tę firmę dzięki moim kolczykom drugiej szansy i zegarkowi. Wszystko dobrze – mówi miękko. od razu mnie uspokajając. Przyczepiono do niej kilka zawieszek: wieża Eiffla. Dziękuję ci. Przez chwilę sprawia wrażenie skonsternowanego. Jest już ubrany w czarny T-shirt i niebieskie dżinsy. – Hej – patrzy na mnie ciepło. oczywiście. Za nasze wszystkie pierwsze razy w pierwsze urodziny. Ray miał dobrą noc. wyczuwam podekscytowanie Christiana.– Hej. – Tak. ślicznie zapakowane pudełko z dołączonym bilecikiem. – Hej – mruczę.. uśmiechając się do niego. a ja wybucham śmiechem. . wykonaną ze srebra albo platyny. – Wanilia? – Wzrusza przepraszająco ramionami. – Dzień dobry. Nachyla się i całuje mnie w czoło. szybowiec. Odwijam ostrożnie papier. – Wszystko? – Wszystko. Dotyka dłonią mojego policzka. Kocham Cię. – Otwórz. albo białego złota – nie wiem. – Wręcza mi niewielkie. łóżko i rożek lodowy? Zaskoczona podnoszę głowę. Grace. ależ to słodkie. ale jest totalnie urzekająca. – Christian siedzi na brzegu łóżka. Cartier. – Proszę. – Rano dzwoniłem do szpitala. Cx O rety. – Chciałbym ci złożyć życzenia urodzinowe.. Za wszystko. które obchodzisz jako moja ukochana żona. Mogę? Uśmiecham się niepewnie i dotykam jego policzka. Ano – szepcze i całuje moją skroń. Dziękuję ci – mówię cicho i siadam. Wyłania się spod niego śliczne pudełko z czerwonej skóry. Naturalnie. – Och. katamaran. Choć martwię się bardzo o ojca. Udziela się ono i mnie. Odczytuję bilecik. Ostrożnie otwieram pudełeczko i odkrywam delikatną bransoletkę z zawieszkami. super. londyńska taksówka. Marszczy brwi. – Ja też cię kocham – mruczę.

– Możesz tam włożyć zdjęcie albo co tylko chcesz. Och. – Przepraszam. Uśmiecha się szeroko. Dziękuję ci – mruczę mu do ucha. – Masz dziś urodziny – mówi miękko. Przełyka głośno ślinę i tuli mnie jeszcze mocniej. Zarzucam mu ręce na szyję i moszczę się na jego kolanach. Ale jesteśmy tutaj. co bym zrobiła bez ciebie. – Nie płacz. – Głos ma miękki jak puch. – To taki cudowny prezent. Obracam w palcach dwie ostatnie zawieszki: literka C – no tak. – Szkoda. – Głos mi się łamie. – Wiem – szepczę. Jest super. jest śliczna. Jęczy cicho i zatapia mnie w objęciach. – Hej. Po policzkach płyną mi łzy. – Wstawaj. rozbrajająco nieśmiały uśmiech. Najbardziej podoba mi się serce. Przechyla mi głowę i składa na ustach delikatny pocałunek. – I musisz przestać mi dziękować. – Rozumiem. Pod powiekami czuję łzy. tak pięknie pachnie: świeżą pościelą. Pociągam nosem w raczej mało kobiecy sposób. i niespokojna jednocześnie.– Christianie. – Rzucam mu spojrzenie spod rzęs. Wiem. To medalion. żelem pod prysznic i Christianem. – Jeszcze raz wzrusza przepraszająco ramionami. gdy próbuję nie dać się przytłaczającym mnie emocjom. że zamówiłeś moje ulubione śniadanie. Jestem po prostu taka szczęśliwa i smutna. Uśmiecham się na tę myśl. – Twoje zdjęcie. To słodko-gorzkie. wraca mi apetyt. że zjadam płatki z jogurtem greckim. – Zawsze w moim sercu. – Nie wiem. Kiedy już siedzę przy stole w nowych dżinsach i T-shircie. – Przewraca oczami. I na koniec jest jeszcze kluczyk. że Christian się cieszy z tego. . Po śniadaniu zajrzymy do Raya. byłam pierwszą dziewczyną. Posyła mi ten swój uroczy. – Do mego serca i duszy – szepcze. Jak dom. proszę. że nie jesteśmy w domu i że okoliczności nie są bardziej sprzyjające. – Dziękuję. mój dom. która mówiła mu po imieniu. Dziękuję.

gdy drzwi się zasuwają. – Nie rób tego – szepcze. Jest mi o wiele lżej na duszy niż wczoraj. Skąd mój słodki Szary zawsze wie. Minę ma poważną – oczywiście. kciukiem ocierając się o Charliego Tango. – Anastasio.. Ach. – Podoba ci się? – Podoba? To za mało powiedziane. A chciałabym w ogóle. – Okej. Uśmiecha się i raz jeszcze całuje moją dłoń. Christian ujmuje moją dłoń i całuje knykcie. że jest ranek – wtedy świat zawsze wydaje się lepszy niż w ciemnych odmętach nocy. – Nie rób czego? – Nie patrz tak na mnie. że kosztowała majątek. On także patrzy mi w oczy. – Pieprzyć umowę – mruczę. Po pierwszej spędzonej z nim nocy użyłam jego szczoteczki.– Chcę jedynie. podnoszę wzrok na Christiana. przyglądam się sobie w lustrze. abyś wiedział. co mi podarować? Biorę głęboki oddech i raz jeszcze przyglądam się bransoletce. – To prawda. uśmiechając się szeroko. Dlaczego się uśmiecha? Ta myśl nie daje mi spokoju.. – To co. Jak mogłabym zapomnieć. a teraz mam dwadzieścia dwa lata i jestem mężatką! Starzeję się. A może dzięki słodkiej pobudce mego męża. Coś mi się przypomina. że to doceniam. Ze śmiechem biorę teraz jego szczoteczkę w hołdzie tamtej pierwszej. Potrząsam nadgarstkiem i zawieszki przy mojej bransoletce delikatnie brzęczą. Płuczę usta.. taki już jestem.. Myjąc zęby. Bardzo mocno. Stać go na to. A może dzięki wiadomości. Może dlatego. Gdy idziemy do windy. Christian opanowany i mający wszystko pod kontrolą. gdy wchodzę do łazienki. Gdy wsiadamy do pustej windy. Strasznie jestem blada. Kręci głową. . Uśmiecha się lekko drwiąco. Podczas ostatniego pobytu w tym hotelu byłam panną. No ale taką już mam cerę. jedziemy? – Tylko umyję zęby. Założę się. że Rayowi się nie pogorszyło. Tak jak ciebie. aby był inny? Uśmiecham się. cóż. Uwielbiam to cacko.

Winda zatrzymuje się na parterze i rozsuwają się drzwi. Zerkam pytająco na Christiana. a ja podnoszę na niego wzrok. pewnie poszedł po samochód. Gdy mijamy konsjerża. – Kocham cię. – Sawyer? – Załatwia różne sprawy. gdy się całujemy – naprawdę całujemy. Jęczy i trzyma moją głowę. w moim podbrzuszu powoli. leniwie rodzi się pożądanie. On kiwa głową i podnosi słuchawkę. Nie zapominaj o tym – szepczę. – Tylko popołudnie? – unoszę brew. – Zaraz się z nim zobaczymy. strasznie pani zachłanna. ale ciągle tak nowe i ekscytujące terytorium. Christian ściska mi mocniej dłoń. a on uśmiecha się tajemniczo. – Pani Grey. – Jedźmy odwiedzić twego ojca. nim zdecyduję się wynająć ją dzisiaj. chłopięcy odgłos. – Ana – mówi bez tchu. że jesteśmy w TEJ windzie. że po prostu nie chce puszczać mojej ręki. to owszem. Bierze mnie w ramiona. i to taki beztroski. Odwzajemniam pocałunek. czy może dlatego. Wiem. Christian daje dyskretny sygnał sympatycznemu panu w średnim wieku. Jakie różne sprawy? Christian ignoruje drzwi obrotowe. Rozglądam się.Śmieje się. – Pewnego dnia wynajmę tę windę na całe popołudnie. szukając wzrokiem audi SUV i Taylora. bierze za rękę i prowadzi przez lobby. Przyklejam się do jego ciała. czy dlatego. popychając go na ścianę. czy to dlatego. ale w powietrzu czuć już zbliżającą się jesień. wpatrując się w jego pociemniałe oczy. rusza przez zwykłe. I nie wiem. że od ponad doby mnie nie dotknął. – O co chodzi? . Na tę myśl robi mi się ciepło na sercu. No tak. – Gdzie Taylor? – pytam. Christianie Greyu. Chyba się denerwuje. Moja wewnętrzna bogini popada w omdlenie. Nasze języki wdzierają się na tak dobrze znane. że jest po prostu moim odurzającym mężem. – Bardzo miło mi to słyszeć. – Całuje mnie szybko. zwracając mi moje libido. Marszczę brwi i przez chwilę wygląda na zdenerwowanego. – Jeśli chodzi o ciebie. Poranek jest ciepły.

białego sportowego auta wysiada Taylor. Całuje mnie w usta. bo to jedyne. – Tak. że muszę przytrzymać się jego ramion. I to ja prowadzę? Uśmiecha się szeroko. – Naturalnie. Widzę. Zerkam w lusterko wsteczne. znajomy. pani Grey. do czego jestem w tej chwili zdolna. Uśmiecham się do niego promiennie. Na mojej twarzy pojawia się uśmiech od ucha do ucha i zaczynam podskakiwać w miejscu cała podekscytowana. Szybko zamyka za mną drzwi. Rzucam się w jego czekające ramiona. Christian ma minę taką samą jak ja. Odwiedźmy twojego tatę. – Teraz to dopiero przesadziłeś – szepczę. pani Grey. Taylor otwiera je dla mnie z uśmiechem. Wiruje ze mną na chodniku. Podaje mi kluczyk. Kiedy przekręcam kluczyk. Zatrzymuje się nagle i stawia mnie na ziemi. aby zlokalizować źródło tego dźwięku. – Dobrze – obiecuję. – I obdarzam go szybkim uściskiem. – Chodź. – No co? – Nie chcę. Moją uwagę przyciąga szum podjeżdżającego samochodu.. silnik z rykiem budzi się do życia. po czym zawracam i ruszam w stronę szpitala.. – Dla pani wszystko. – Wszystkiego najlepszego – mówi. – Dziękuję. że próbuje wybadać moją reakcję. Gdy odwracam się. – Jest piękny! Dziękuję. „Możesz mi taki kupić na urodziny. . samochód nagle się zatrzymuje. Taylor. najlepiej biały”. tak nagle. który przygląda mi się ostrożnie. pani Grey – mówi szorstko. Tak jak prosiłam. Cóż za publiczne okazywanie uczuć. – Hola! – wykrzykuje zaalarmowany Christian. lusterka boczne. Z eleganckiego. – Spokojnie. Rumieni się. Gapię się na niego. – Wszystkiego najlepszego. – Proszę jechać ostrożnie. Nikt nas tym razem nie goni – rzuca ostrzegawczo. O rety. Obok mnie siedzi Christian. O cholera! To R8.. Puszcza mnie. – Uśmiecha się do mnie. nie potrafiąc ukryć podekscytowania. wkładając kluczyk do stacyjki. Zwolnij – warczy. Jest chrapliwy. gdy wsiadam do auta. czym go wyraźnie zaskakuję. To twój samochód. a ja pędzę w stronę drzwi od strony kierowcy.. żebyś znalazła się w szpitalu obok ojca. – Masz więcej pieniędzy niż rozumu! – wołam. Kupił mi pieprzone audi R8! Jasny gwint. Patrzę znowu na Christiana.Wzrusza ramionami.

– Ten drugi kierowca? Kiwa głową. co stało się z tym dupkiem.. Naprawdę powinnam ostrożniej jeździć. Nieco później zjawia się doktor Crowe z dwoma asystentami i mówi ciepło: – Pani Grey.. Stan Raya nie uległ zmianie. Przy łóżku kręci się siostra Kellie.. Jestem wstrząśnięta jego językiem i szyderczym tonem. Kiedy zamykam drzwi. Udaję się do pustej na szczęście poczekalni. nie. – Lepiej? – O wiele – burczy. aby wykonać kilka telefonów. Aby sprawdzić... pani Grey. tato. – To bardzo obiecujące. – Rozłącza się. który uderzył w Raya – on na pewno wie. Christian wychodzi do poczekalni. żebyś pociągnął za wszystkie sznurki.. i chyba zaróżowiły mu się nieco policzki. – Zaczekam.Puszczam pedał gazu i uśmiecham się. Zrobimy mu tomografię komputerową. Chciałabym wiedzieć. Patrzy przy tym przez okno na panoramę Portland. – Chcesz już jechać? – Eee.. Muszę zapytać Christiana. ale kiepsko mu wychodzi. Ojciec Any jest na oddziale intensywnej terapii. jakby mu było całkiem wygodnie.. – Wszystkie parametry życiowe są dobre. odwraca się do mnie. A kiedy opowiadam mu o swoim poranku. Nie da się przewidzieć każdego pijanego kierowcy na świecie. jak sobie radzi jego mózg. pora zabrać pani ojca na radiologię. Minę stara się mieć surową. – Ile powyżej dopuszczalnego limitu?. . gdzie Christian rozmawia przez telefon. Informuj mnie na bieżąco. Dobrze. – Podnoszę na niego wzrok.. Pomimo rurek mój ojciec wygląda tak. Chcę.. nadal zdumiona jego pogardą. – Długo to potrwa? – Do godziny. – Uśmiecha się do mnie miło. Rozumiem. – Jakiś pijany matoł z osiedla przyczep kempingowych z południowo-wschodniej części Portland. – Naturalnie. Jego widok sprowadza mnie na ziemię. pani Grey. Wszystkie zarzuty. tak. sprawdzając sprzęt i zapisując coś w karcie. Wygląda na zagniewanego. Podchodzi do mnie i spojrzenie mu łagodnieje.

– Rozłącza się. Nie wypuszczając mnie z objęć. – Prawdę mówiąc. ale on mnie powstrzymuje. ale mama nie odbiera. Twoja mama bardzo mnie uspokoiła. że do mnie nie zadzwoniła. A ponieważ jesteśmy sami. – W Heathmanie znają wszystkie szczegóły?. Dlaczego nie zadzwoniła? – Może dzwoniła – mówi Christian. Brak nieodebranych połączeń. – Dziwię się.. a Christian sztywnieje. ponownie zamieniając się w prezesa. . – Siada i wyciąga ręce. – To prawda. paczki? – Christian zerka na zegarek. zeskanuję i ci odeślę. Powiedzieć jej o Rayu – mówię cicho. Tak. kiedy już poznam wyniki tomografii. dziękuję. ETA to jaki czas?. że ją masz. co z obrzękiem mózgu. Próbuję wstać z jego kolan.. ale dzisiaj mam już o wiele lepszy nastrój. Mogą zaczekać. – Wszystko w porządku? – Tak. jest za to kilka esemesów: życzenia urodzinowe od Kate. – Moja mama to niezwykła kobieta. A pozostałe.. Włącza się automatyczna sekretarka.. – Nie tak wyobrażałem sobie dzisiejszy dzień – mruczy Christian. – Dobrze. niż słyszę sygnał jego BlackBerry. – Ja też nie. To bardzo miłe z jej strony.. Jak mama mogła zapomnieć o moich urodzinach? – Nie ma jej w domu.– Co się stało? – Nic. Raya zabrano na tomografię komputerową. Nie nagrywam żadnej wiadomości.. Przytulam się do jego piersi i słucham rozmowy. Andrea. Później zadzwonię. To może poczekać do poniedziałku rano.. Zaczekamy. aby sprawdzić. Chciałabym poczekać na wyniki. Nie. Kiwa głową. Christian obejmuje mnie mocniej i rozsądnie nie czyni żadnej uwagi na temat braku matczynej troski. – Zadzwoń do niej teraz – mówi łagodnie.. ochoczo siadam mu na kolanach. Dobrze. – Andrea – rzuca do mikrofonu. że wczoraj przyjechała.. Bardziej wyczuwam. Szczęściarz z ciebie. – Dobrze.. eee. wyjmuje telefon z kieszeni. Tak robię. Kręcę głową zasmucona. Wydrukuję. jest mi nieco przykro. Christian gładzi mnie po plecach i opiera brodę o moją głowę.. Mii i Ethana. Idź do domu. podpiszę. Ale nie od mamy. – Powinnam zadzwonić do swojej.. Wyjmuję z kieszeni BlackBerry. ale na wszelki wypadek wyślij mi mejlem. To w końcu moje urodziny. José.. nic nam nie trzeba..

To robota dla Sama i Ros. – Jest rozbawiony. – Christianie. – Co mam ci powiedzieć? – Dlaczego to robisz? – Ale co? – Pracujesz akurat w taki sposób.– Chodzi o ten deal z Tajwanem? – Tak. – Prostuję się i patrzę mu w oczy. Poza tym. kiedy się w końcu odzywa. Lubię słuchać o tym.. – Oczywiście. pani Grey? – Zanurza nos w moich włosach. żeby wygrywać. co robisz w pracy. – Naprawdę? – Wydaje się zaskoczony. Miejscowa stocznia jest od niego uzależniona. Ważą się losy wielu miejsc pracy. – Nie! Nigdy. Gra. – Lubię słuchać wszystkich strzępków informacji.. – Nie chcę być biedny – mówi cicho. Ziewam. – Już to przerabiałem. że to ważny deal. Marszczy brwi i przez chwilę nic nie mówi. po czym kręci głową. którymi raczysz się ze mną podzielić. ty zarabiasz krocie. – Jestem za ciężka? Parska. która zawsze była dla mnie bardzo prosta. to gra – mruczy. – Znowu się tulę do jego piersi. – Powiedz mi. – Porusza się pode mną. – Myślałam. Po prostu wygodnie mi na twoich kolanach. – W moim głosie słychać ironię. I nie zamierzam przerabiać raz jeszcze.. – Nudzę panią. – Jest ważny. – Jakoś trzeba zarabiać na życie. . Jestem zaskoczona. – I chodzi o to. Ale w obecnej sytuacji ekonomicznej nie mamy wielkiego wyboru. Och! – Musimy to teraz przekazać związkom. – Uśmiecham się drwiąco. – Zawsze spragniona informacji. maleńka. – Martwisz się tym Tajwanem? – Nie. a on przygląda mi się z rozbawieniem.. – Nie.

– Cóż. mam ochotę się przejechać. Mózg Raya wrócił do normy – cały obrzęk się cofnął. – Christian uśmiecha się do mnie. – Okej..– W przeciwieństwie do życia. Unosi mi głowę i całuje. Choć z tobą jest łatwiej. – No to jedźmy. zobaczmy. – Tylko takiego? – Och. – Chyba tak. – To nie jest gra przez cały czas. kocham także Christiana megalomana i kontrolującego Christiana. – To całe mnóstwo Christianów. Wzrusza ramionami i wiem. że powiedziałam je na głos. – Pięćdziesiąt odcieni – mruczy mi we włosy. możemy robić wszystko. Śmieje się. – Możemy się przejechać? Christian i ja znajdujemy się ponownie w R8. pani Szara. Och! Ton jego głosu sprawia. na co tylko masz ochotę. – Wszystko? – Wszystko. Są niemal grafitowe. Christiana seksperta. – Jasne. perwersyjnego Christiana. że jutro wybudzą go ze śpiączki. – Właśnie tak.. a mnie przepełnia optymizm. – Czasami – mówi cicho. Ile obietnic można wlać do jednego słowa? – Cóż. – Kocham filantropijnego Christiana – mruczę. co słychać u pani taty. że czuje się coraz bardziej niezręcznie. Jesteś przecież także filantropem. – To twoje urodziny. – Dopiero gdy wypowiadam te słowa. maleńka. romantycznego Christiana. Doktor Sluder zdecydowała. dociera do mnie. lista nie ma końca. że odwracam się i patrzę mu w oczy. nieśmiałego Christiana. . Ze mną łatwiej? Ściskam go mocno. – Pewnie co najmniej pięćdziesięciu.

wchodzimy? – Pani przodem. do głowy przychodzi mi pewien pomysł. do której się udaliśmy po wernisażu. – To prawda. – Nie przypominaj mi! Poza tym. Teraz. Ano. czytając mu na głos jeden z przysłanych mi rękopisów. Zgłodniałaś? – W jego głosie słychać nadzieję. Po lunchu zahaczamy o Heathmana. – Najlepsza decyzja w moim życiu. – To co. . – Uśmiecham się drwiąco. – Zaplanowałeś już lunch? – pytam niepewnie. a kiedy wjeżdżamy na I-5. że ten wyniosły palant nadal tam kelneruje? – pyta Christian. kiedy wiem. – Przechylam się i całuję go w usta.Moje auto śmiga jak marzenie. żeby zabrać laptop Christiana. Popołudnie spędzam z Rayem. – No to mu się udało. że jego stan się poprawia. – Nie. w której José wystawiał swoje prace. Christian krzywi się z rozbawieniem. delikatnie dociskam pedał gazu. Mijam galerię. Gdy wracamy do Portland. i zatrzymuję się przed restauracją Le Picotin. – Tak. Pąsowieję. – A czemu miałabym to zrobić? – Żeby sprawdzić. Christian się śmieje. z którego zadzwoniłaś do mnie po pijaku. – Próbował wywrzeć na tobie wrażenie.. – Myślisz. jestem w stanie się nieco odprężyć. – Przez chwilę myślałem. że zamierzasz zabrać mnie do tamtego koszmarnego baru.. – Znam takie jedno miejsce. po czym wracamy do szpitala. – Unosi ironicznie brew. – Spojrzenie ma łagodne i ciepłe. czy azalie jeszcze żyją. ale i tak wciska nas w fotele. i tak mnie zabrałeś do hotelu. Za jedyny akompaniament służy mi odgłos aparatury podtrzymującej go przy życiu. – Gdzie chcesz zjeść? To twój dzień. – Wyniosły? Dla mnie był w porządku. pani Grey. mała – rzuca ostrzegawczo Christian. – Spokojnie.

– Rano wrócimy. Zdrowiej. Dziękuję. ale uznaję. – Dobrze – poddaję się. – Pomyślałem. – Naprawdę? Dokończymy to. Śmieję się. Chodź. co zacząłeś kilka miesięcy temu? – Jeśli dopisze pani szczęście. Całuję Raya w policzek. Jego palce są miękkie i ciepłe. – Nie mogę się doczekać. że później to zrobię. Zastanawiam się. Wydaje się mała. z cienkimi ramiączkami. Ja mam czas – mogę mu go dać. trzymam Raya za rękę. – Chcę cię nakarmić. Ana. Gdy czytam. sama nie wiem. pani Grey. – Całuję go. wyciąga rękę i prowadzi mnie do sypialni. Christian unosi mi brodę i całuje mnie w usta. Och. Uśmiecha się. Nadal ma na palcu ślad po obrączce – nawet po tylu latach. Godzinę czy dwie później. aż zdejmę to później z ciebie. W środku znajduje się czarne body bez ramiączek z biegnącym przez środek pasem koronki. – Chcę umyć teraz pana Steele – mówi siostra Kellie. Nie podoba mi się. Jest prześliczna – dopasowana. – Christianie. Ściskam mocno dłoń Raya.Przepełnia mnie nadzieja. z błyskiem w oku otwierając drzwi do naszego apartamentu. – W jego głosie słychać zdecydowanie. Znowu się śmieję. Mam nadzieję. – Pora jechać. – Buty do kompletu. czując pod ustami nieznajomy zarost. – Wręcza mi jeszcze jedną torbę. Nie chcę go zostawiać. – Zmieścisz – mówi pewnie. podnoszę głowę i widzę. nie mam ze sobą nic eleganckiego. – I proszę – podaje mi pudełko. – Christian – odpowiada. Dziękuję ci. że kolację zjemy na dole. Otwiera szafę. Patrzę na niego pytająco. nieco urażony. demonstrując wiszący na wieszaku duży biały pokrowiec na odzież. – Owszem. – Myślisz o wszystkim. czy nie zadzwonić raz jeszcze do mamy. Ray potrzebuje czasu. – Uśmiecha się chytrze. myślę. – Taylor? – pytam. Już późno. W prywatnej sali – mówi Christian. – Piękna. Kocham cię. tatusiu. Rozpinam zamek i wyjmuję z pokrowca sukienkę z granatowej satyny. że się w nią zmieszczę. . że w nogach łóżka stoi siostra Kellie i Christian z laptopem.

pasmo po paśmie. Sporo tam ludzi w wieczorowych strojach. pokazując na stojące przed toaletką krzesło. ale mijamy tamte drzwi i Christian prowadzi mnie na sam koniec. Dwie kobiety posyłają mu spojrzenia pełne podziwu. Cieszę się. drogie panie. – Mama! – szlocham. a on ściska mi dłoń. mamo! – Skarbie. – Pozwól – mówi. ten mężczyzna jest mój.. moja matka i Bob stoją tam z uniesionymi kieliszkami. Nie w swoje urodziny. Och. rozpoczynając sobotni wieczór. Znam tę minę i wiem. pan Rodriguez i José. tuląc się do niej. ogolona i generalnie dopieszczona siadam na brzegu łóżka i zabieram się za suszenie włosów. umyta. ślicznie wyglądasz. ale jakoś zachowuje spokój. W lustrze widzę. Brak mi słów. Bez krawata. Po moich policzkach płyną łzy i skrywam twarz na jej szyi. Hmm. Obejmuje moją twarz i kciukami ociera łzy. .. Nie płacz. Skrywam uśmiech.. Christian wygląda obłędnie w białej lnianej koszuli. – Niespodzianka! O rety. To taki silny mężczyzna. Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin. piją. że mamy towarzystwo. po czym wchodzimy do innego. atrakcyjna. Tak. Carrick i Grace. wyłożonego drewnem pomieszczenia. – Wysuszysz mi włosy? Kiwa głową. Mia i Ethan. że czuję się. gdy zjeżdżamy w milczeniu na mezanin. Moja mama wychodzi przed szereg i zarzuca mi ręce na szyje. Christian bierze mnie za rękę i przyciąga do siebie. – Skarbie. Siedzą. Do sypialni wchodzi Christian.Świeżo wykąpana.. Jak? Kiedy? Odwracam się z konsternacją do Christiana. ale okazuje się. – Łamie jej się głos. Kate i Elliot. że idziemy do prywatnej sali. Na początku myślę. tylko dalej suszy mi włosy. bacznie mi się przyglądając. bardzo to przyjemne. ale nic nie mówi. że lepiej się teraz nie sprzeciwiać. kochanie. Powoli i metodycznie suszy mi włosy. rozmawiają. przylegając do nich niczym druga skóra. Wsiadamy do windy. – Chodź – ponagla. że się uśmiecha. Zatrzymuję się i gapię na nich. że nie odstaję strojem od reszty towarzystwa. Och. Ray wydobrzeje. mamusiu. – Nie jest ci to obce – mruczę. Muszę przyznać. Nie płacz. gdzie kiedyś omawialiśmy naszą umowę. Sukienka podkreśla moje krągłości. czarnych dżinsach i marynarce.

wręcza mnie i Christianowi kieliszki z różowym szampanem. – Płacz. Kelner. – Och. – Grace ściska mnie mocno. – Jak się tu dostaliście? Kiedy przylecieliście? – Twój mąż przysłał po nas samolot. – Ray dobrze trafił. Wszystkiego najlepszego. Wszystkiego najlepszego. aby się tu zjawić. – Wszystkiego najlepszego. – Uśmiecha się szeroko. – Wytrzyj oczy. – Biorąc mnie za rękę. To twoja impreza. a ja znowu muszę walczyć ze łzami. że chciałby. Christian wyplątuje mnie z objęć Elliota. Idź obmacywać swoją narzeczoną. abyś się dobrze bawiła. ile tylko masz ochotę. aby świętować urodziny mojej pięknej żony. skarbie. Ana! Jak mogłabym zapomnieć? Nie tak łatwo zapomnieć siedemnastogodzinny poród. Za was wszystkich. jakie nadejdą. . jak tylko mamy potrafią. – Elliot bierze mnie w ramiona. moja kochana. – Wszystkiego najlepszego. – Christian unosi kieliszek. Mnóstwo ludzi przyjechało. dłonią głaszcząc mnie po twarzy. kochanie. Pociągam nosem zażenowana i uradowana tym. – Wyciera mi chusteczką nos tak. biorąc się w garść. mamo.– Myślałam. Doktor Sluder to jeden z najlepszych specjalistów w kraju. pierwsze z wielu. którego wcześniej nie zauważyłam. – Już lepiej. skarbie. kochana dziewczyno. dziękuję. – José zatapia mnie w uścisku. – Wystarczy tego obmacywania mojej żony. robiąc miejsce kolejce chętnych do złożenia mi życzeń. – Carrick uśmiecha się. Ano. ale niestety. – To byłby idealny dzień. że tu jesteś. – Okej. gdyby Ray był tu z nami. że wszyscy zadali sobie tyle trudu. aby spędzić z tobą twój wyjątkowy dzień. mała? Twój staruszek się wyliże. Wszystkiego najlepszego. Ano. Chichoczę przez łzy. – Mamo! – ganię ją. – No jak tam. a ona się uśmiecha. Christian odkasłuje. Odsuwa się na bok. że zapomniałaś. – Dziękuję. Jego stan się stale poprawia i wiem. Elliot uśmiecha się do niego szelmowsko i mruga do Kate. aniołku. że przybyliście.

Uśmiechamy się. ale cieszę się.. wiedząc. jakie rzuca jej Ethan. Dziwnie tak cieszyć się wieczorem na łonie rodziny. – Zostajesz tu na noc? – pytam. Nic o tym nie wiedziałaś? Kręcę głową. że przyjechaliście. José bardzo się o niego troszczy. teraz to do mnie dotarło. – Tak. że Pan Bogacz mógłby mnie przed tym powstrzymać? Przylecieliśmy śmigłowcem! – Uśmiecha się szeroko. Pan Rodriguez trzyma się na uboczu. – To podniecające. – Pokazuję jej bransoletkę. Jestem trochę nieobecna duchem. – Tak. Kiwam głową. – Naprawdę? – Tak. czarująca. sterylnym oddziale intensywnej terapii. Dzięki. krojąc mu jedzenie. podłączony do podtrzymującej życie aparatury leży na zimnym. dbając. – Co ci dał na urodziny? – To. – Och. Tak bardzo ją kocham. – Wszystko dobrze? – pyta Kate.. aby kieliszek nie był pusty. którego uważam za ojca. – Też tak myślę. choć trudno tak do końca powiedzieć. wyjątkowo jak na nią delikatnie. nie? Przytakuję. – Myślisz. lód? – Nie chcesz wiedzieć. że ją lubi. Jest w swoim żywiole. Zerkam na mamę. patrzę na podekscytowanie Mii i podziwiam jej wielki apetyt. urocza! – Tak. tak jak i ja. widzę spojrzenia. Wszyscy.. przysłuchując się rozmowom. – Niezły koleś. Paryż. aby jej o tym powiedzieć. ciętego dowcipu José. że Christian umie go pilotować. Myślę. – Londyn. że odpoczął. Kiwam głową i ujmuję jej dłoń. Lepiej wygląda. Słucham słownych potyczek Elliota i Christiana. że człowiek. Muszę pamiętać. że wszyscy się tutaj zjawili.. Zycie jest takie cenne. . Chyba wszyscy zostajemy.Przyglądam się toczonym przy stole ożywionym rozmowom. I pomyśleć. dowcipna i ciepła. Widać.

że ty i José. no nie? – chichocze. które w mało atrakcyjny sposób spływa jej po brodzie. a w jej oczach błyszczy miłość. – Byłabyś fantastyczną synową. – urywa i patrzy na mnie z czułością. – Oczywiście – obiecuję. – Oczywiście. – Traktuj go dobrze. jak Christian śpiewa razem z moimi przyjaciółmi i rodziną. gorąco życząc sobie. Dla Greyów. Ty. posyła mi całusa. – Tak. aby pożegnać się z jego tatą.. cóż. po czym wychodzi.. O nie. Dobrze wybrałaś. – Pomyśl jakieś życzenie – szepcze do mnie Christian. a ja się rumienię na wspomnienie lodów Ben & Jerry’s & Ana. – Bardzo go kocham.. – José uśmiecha się szeroko. wyzdrowiej. ale jest dla mnie jak brat.. – Tak? Brzmi nieźle. Grace patrzy.– Chyba się domyślam. – Ściskam pana Rodrigueza. a ja oblewam się rumieńcem. że z Rayem coraz lepiej. Jednym dmuchnięciem gaszę wszystkie świeczki.. I jesteś. – Och. aby przynieść ojcu płaszcz. – Ściskam mocno José. Napotykając moje spojrzenie. – Bardzo wam dziękuję za przybycie. myślałem. Cieszę się. że zadowoli się pan przyjaźnią.. – Też tak uważam – szepczę. Przykucam. Wszyscy śpiewają mi Happy Birthday. O północy pan Rodriguez i José zbierają się do wyjścia. . – Mam nadzieję. – Za nic w świecie nie przepuściłbym takiej okazji. Po kolacji na stole pojawia się wspaniały czekoladowy tort. Śmiejemy się. – Ma gest. przez co śmiejemy się jeszcze głośniej. i jeszcze audi R8. Tak bardzo cię kocham. Kate zachłystuje się winem. Ano. – Wiesz. był taki czas. Ano. – Uśmiecha się smutno. twój tata i Ray musicie przyjechać do Aspen i wybrać się z Christianem na ryby. aby mój ojciec wyzdrowiał. na którym płoną dwadzieścia dwie srebrne świeczki. Tatusiu. Twój mąż to dobry człowiek. – Bardzo lubię pańskiego syna. Proszę.

że się z tego wykaraska.. czy myśli teraz o Stevie. – To dobrze.. – Dziękuję ci za cudowne urodziny.. – I już nie mogłam z nim żyć. Nasz pacjent wygląda mniej więcej tak samo. – Cała przyjemność po mojej stronie. Wiem. a ona czule zakłada mi za ucho pasmo włosów. o którym nigdy nie mówimy. wycierając oczy. Moja mama. Bob postanowił zostać w hotelu. Cieszę się. Zaciskam dłonie na klapach marynarki i przyciągam jego usta do moich. – Nareszcie sami – mówi cicho. Ma większy zarost. że nauczyłaś się tego od niego. że mam w torebce chusteczki. Jest taki uparty. kochającym i hojnym mężem. był czas. – Mamo. Uśmiecham się. Podchodzę do niego i przesuwam palcami po klapach marynarki. Po wspólnie zjedzonym śniadaniu otwieram prezenty. jako że we troje nie zmieścilibyśmy się do mojego R8. To znaczy Taylor nas tam wiezie. Naprawdę jesteś niezwykle troskliwym. Mężu Numer Trzy. Ray. Mama na jego widok doznaje szoku i razem trochę płaczemy. – Ściska mu dłoń i delikatnie gładzi po policzku. że kochasz Raya – szepczę. Christian i ja jedziemy do szpitala. – Dzisiaj mają go wybudzić ze śpiączki. których do Seattle zabierze Charlie Tango. – Wiem. Siedzimy obok niego i ja trzymam za rękę ją. – Wzdycha. opierając się o drzwi. z czego w duchu się cieszę. Myślę.Christian zamyka drzwi do naszego apartamentu. – Och. Jego obecność byłaby nieco dziwna i Ray na pewno wcale by nie chciał. twoja przyjemność. Po prostu się od siebie oddaliliśmy. po czym żegnam się ze wszystkimi Greyami i Kavanaghami. Tak dobrze się tobą opiekował. aby Bob oglądał go w takim stanie. kiedy ten mężczyzna stanowił centrum mojego wszechświata. Zawsze będę go kochać. a ona Raya. Zróbmy coś w związku z nią – szepczę. że zawsze będę kochać Raya.. – Opuszcza wzrok na swoje dłonie i zastanawiam się. – Łamie mi się głos. – Ana. Wzrusza mnie jej uczucie do byłego męża. – Tak. – Wiesz. .

Kocham go. że nie mogą zostać dłużej. Mężczyźni też potrzebują takich słów. Szkoda.– Rozmawiałaś z Christianem? – Uważa cię za upartą? – Na to wygląda. – Wracajmy. Zalewa mnie fala ulgi. jak mama z Bobem wchodzą po schodkach do odrzutowca GEH. tylko muszą wracać do Savannah. a Christian siedzi za kierownicą SUV-a. – Odwracam się do mamy. Ray oddycha samodzielnie. – Do zobaczenia. Gładzę go po zarośniętym policzku i wyjmuję chusteczkę. Ana. Christian obejmuje mnie za ramiona. by jechać na lotnisko razem z mamą i Bobem. by wytrzeć z kącika jego ust ślinę. a ja zajmuję swoje miejsce przy łóżku. – Jasna sprawa. Upieram się. Patrzę. a potem znika. nie tylko kobiety. Taylor jedzie za nami R8. A ty dbaj o siebie. Tak szczęśliwie. A o Raya się nie martw. że przylecieliście – mówię cicho głosem nabrzmiałym łzami. – Widać. – Tak bardzo cię kocham. – Powiem mu. – A ja jego. że cię uwielbia. Kiedy wracamy wieczorem do szpitala. maleńka – mówi cicho. gdy przytula mnie na do widzenia. skarbie. Dziękuję. To smutne pożegnanie. – Dobrze. ja ciebie też kocham. Christian wychodzi. . że to cecha rodzinna. Macha do mnie. żeby mu o tym mówić. aby poszukać doktor Sluder i doktora Crowe’a i dowiedzieć się od nich czegoś nowego. Dopiero po chwili uzmysławiam sobie. – Pamiętaj. Ma rację. Jeszcze nie jest gotowy na to. Jest centrum mojego świata. – Będziesz prowadził? – Jasne. którego nie może przegapić. Postanawiam przeczytać Rayowi wieczorem dodatek sportowy z niedzielnej gazety. Bob – szepczę. moja kochana dziewczynko. aby opuścić ziemski padół. że nie słychać już szumu respiratora. mamo. – Opiekuj się nią. Ray wygląda inaczej. Pewnie jest jakiś mecz Marinersów. Tak dobrze razem wyglądacie. – Chyba jesteśmy szczęśliwi. Chichoczę. – Och.

Wracam do łóżka ojca. Wstaję i pochylam się nad nim. pańska pielęgniarka. Ray marszczy brwi i nie wiem. – Mój tato się obudził! – Uśmiecham się promiennie do siostry Kellie. jaka nas dzieli od dyżurki pielęgniarek. Pojawia się siostra Kellie z dzbankiem małych kostek lodu i szklanką. – Kocham cię. ściskam dłoń Raya. . Tatusiu! ===aVxlVW1c ROZDZIAŁ DZIEWIĘTNASTY Łzy płyną mi po twarzy. – Tatusiu? – Jestem. Zażenowany macha ręką. – Chcesz trochę wody? – pytam. jestem – mruczy i otwiera oczy. Annie. – Hej. czy to dlatego. choć nie jestem pewna. Kiwa głową oszołomiony. całując w czoło. Mój tatuś wrócił. Wrócił. – Chce wody. Annie. – Nie płacz. czy powinnam mu dać. Wody. Oczy ma zamknięte i od razu się martwię. Wygląda na to. – Dzień dobry. – Przyniosę.Rozkładam dodatek sportowy niedzielnego „Oregoniana” i zaczynam czytać raport o meczu Soundersów z Real Salt Lake. Czytając. – Biegiem pokonuję tę niewielką odległość. Annie. która odwzajemnia mój uśmiech. – Co się dzieje? Biorę jego dłoń w obie ręce i tulę ją do policzka. że wróciłeś. – Miałeś wypadek. Tak mi lekko na sercu. że mecz był zaciekły. że krępuje go to wyjątkowe jak na mnie okazywanie uczuć. tatusiu. Jesteś w szpitalu w Portland. – Wynik końcowy: dwa do jednego dla Real Salt Lake. Dobrze. czy też dlatego. przegraliśmy? Nie! – chrypi Ray i ściska mi dłoń. – Ja ciebie też. Pańska córka twierdzi. że znowu zapadł w śpiączkę. Jestem Kellie. że chce się panu pić. panie Steele. – Głos Raya jest schrypnięty. – Wezwij doktor Sluder – mówi do swojej koleżanki i szybko wychodzi zza biurka. że nie pamięta wypadku. ale Soundersów pogrążył samobój Kaseya Kellera.

Christian uśmiecha się. to.. wyraźnie się koncentrując. – Możemy zjeść w pokoju? No wiesz. My wrócimy do domu. spokojny wieczór? – Jasne. spędzić miły. Mierzy mój samochód spojrzeniem pełnym pożądania i wcale mu się nie dziwię. gdy wchodzimy do holu. – Christian całuje mnie w głowę. Był taki spięty przez cały czas? Odkłada laptop na bok. – Brakowało mi tego dźwięku. – To dobrze. chcę go przetransportować do Seattle. Teraz. wstaje i bierze mnie w ramiona. – Porozmawiam z doktor Sluder. Kiedy wchodzę. I jestem szczęśliwa. – Mówi. . – To zrozumiałe. – Uśmiech nie schodzi ci z twarzy – mówi Christian. Zasięgnę jej opinii. że tata się obudził. unosi głowę. W ogóle nie pamięta wypadku. czy czuje się na tyle dobrze. a nim zajmie się moja mama. kiedy wysiadam i wręczam boyowi kluczyk. – Tęsknisz za domem? – Tak. – Czuję niesamowitą ulgę. pije. – Będziemy świętować? – pyta. kiedy go wybudzono. Christian obejmuje mnie ramieniem. jest generalnie oszołomiony. – W porządku. Chodź.W poczekalni Christian wpatruje się w ekran laptopa. Uśmiecha się i znika napięcie z jego twarzy. – Świętować? – No. – Jak się czuje? – pyta. – Bierze mnie za rękę i razem idziemy do windy. Och. Już? – Nie jestem pewna. – Obudził się – oznajmiam. wcześniej nie zwracałam na to uwagi. – Och. Zapada zmierzch i robi mi się zimno. gdy zatrzymuję auto przed Heathmanem. Chichoczę..

abyś dotykał mnie tym. – I tym. – Zatrzymuję się na obrączce. Włosy ma jeszcze wilgotne po kąpieli. czy pani mnie uwodzi? – Mam taką nadzieję. – A ty? Unosi z rozbawieniem brew. – Tylko tak? – Jego oczy ciemnieją. – To znaczy? – Proszę nie udawać wstydliwej. pani Grey. – Chciałabym. Jestem świeżo wykąpana i mam na sobie jedynie T-shirt Christiana oraz majtki. – Głos ma niski. – Na co masz teraz ochotę? – Głos ma miękki. który zdążył się uformować pod obrączką.. po raz pierwszy od wieków najedzona. – Jeszcze nigdy przy mnie tyle nie zjadłaś – stwierdza. powiadasz? – Oj tak. . – Muskam palcem niewielki odcisk. – Pociąga mnie za rękę i sadza sobie na kolanach. – Przesuwam po jego palcu wskazującym. – Anastasio. – Tartę tatin mają tu naprawdę rewelacyjną. ujmuję jego dłoń. – Drapię paznokciem po palcu serdecznym. Dido zawodzi coś o białych flagach. co zawsze. iPod jest włączony. Poprawia się na krześle. odwracam i muskam jej wnętrze. – Pani Grey.. – Może tym? – Przesuwam palcem po środkowym palcu i wracam do wnętrza dłoni. – Lubię mieć do ciebie niczym nieograniczony dostęp. że to ci się uda. – Byłam głodna. aż do pośladków.– Było pyszne – mruczę z zadowoleniem. – Na to. Christian nachyla się i drugą ręką bierze mnie pod brodę. Ubrany jest w czarny T-shirt i dżinsy. – Przesuwa dłonią w górę uda. odsuwając od siebie talerz. Rozsiada się wygodnie na krześle i pociąga łyk białego wina. – To bardzo seksowne. z góry wiadomo. – Seksowne. Drugą rękę kładzie mi na karku i całuje mnie mocno. To mówi: ten mężczyzna jest mój. – Chodź tutaj. Christian przygląda mi się uważnie. Wyciągam rękę. – Zdecydowanie tym.

– Może trzeba mnie przytemperować. Och. Wplatam palce w jego włosy. – Łóżka? Pociąga mnie za włosy tak. – Wiem. czy ty też na to pójdziesz. Brak nam tchu. co chciałbym zrobić. pani Grey? Wzruszam ramionami. – A gdzie by pani wolała. no wiesz.. Oczy mu błyszczą. . gdy nagle Christian się odsuwa. – Chodźmy do łóżka – mruczy.. plackiem z jabłkami i Christianem. a nasze języki wirują wokół siebie. – Wstań – mówi mi do ust i puszcza mnie. – Zdejmuje mi T-shirt przez głowę.. – Nie lubisz delikatności? – Oczywiście. że jest rozbawiony. – Och. Pociąga za mój kucyk i całuje mnie. Nie jestem ze szkła. że lubię.. więc zostaję w samych majtkach. Czemu tak na mnie działają jego stopy? Chwilę później wraca i zaskakuje mnie. – Afirmację życia – powtarza. – Posyła mi gorące spojrzenie. Christian jest bosy. ale widać. udając obojętność. Przygląda mi się przez chwilę. – Zadziorna dziś jesteś. przez ostatnie dwa dni obchodził się pan ze mną bardzo delikatnie. Unosi zaskoczony brwi. bojąc się. Kiwam głową. – Zaczekaj tutaj. panie Grey. – Nie przygryzaj wargi – szepcze. Krew w moich żyłach staje się coraz bardziej gorąca. po czym odwraca się na pięcie i wychodzi do sypialni. Chwytam go za bicepsy. po czym wstaje nagle z krzesła. – No i co z tym zrobisz? – pytam wyzywająco. że mnie upuści. – Trzepoczę rzęsami. – Mruży oczy. To zależy. Podchodzi do najmniejszej z trzech kanap i sadza mnie na niej. Nie ruszaj się. Ale. pochylając się nade mną od tyłu. że patrzę mu w oczy. nie wypuszczając mnie z ramion. różnorodność nadaje życiu smak. – Zaskocz mnie.Smakuje białym winem. – Masz ochotę na coś mniej delikatnego? – Na coś stanowiącego afirmację życia. – Może to dobry pomysł. Na starość robisz się apodyktyczna... – Chyba się tego pozbędziemy.

– Szlafroki? – Improwizuję. – Powiedz to. kolana mam przed nosem. na kanapie? – Podciągnij kolana – nakazuje cicho. – Chyba zmienię muzykę. patrząc na mnie zza kanapy. gdy przechodzi na drugą stronę kanapy i opada przede mną na kolana. który zaczyna śpiewać o tym. – Tak – wyduszam z siebie piśnięcie. przywiązując drugi pasek do drugiego kwiatonu. – I oprzyj się. – Nie ruszaj się – rzuca ostrzegawczo i to samo robi z drugą nogą. zgodnie z zapotrzebowaniem mam zamiar panią skrępować. żebym przestał. – Usiądź. że mnie obserwuje. niemal dziecinny kobiecy głos. Och. a tymczasem on zachowuje się tak spokojnie. Kiwam głową. kiedy będziesz mieć dość? Kiwam głową. – Głos ma surowy. Rozkłada na sofie ręcznik. – Wstaje i podchodzi niespiesznie do stacji dokującej iPoda. Uśmiecha się drwiąco. W pokoju natychmiast rozbrzmiewa słodki.. obserwuję ruch mięśni pleców pod materiałem T-shirtu. . No więc tak. Gdy zmienia piosenkę. – Uśmiecha się i drugi koniec paska przywiązuje do kwiatonu na tylnym rogu kanapy. spodziewając się. – Nie masz pojęcia. Nachyla się i całuje mnie. Ale nie. Ręcznik? – Zdejmij majtki. Moje ciało przecinają błyskawice pożądania wywołanego samymi tymi słowami. jak podniecająco w tej chwili wyglądasz – mruczy i pociera nosem o mój nos.Natychmiast robię. pani Grey. ale wypełniam jego polecenie. Opieram stopy o krawędź kanapy. Och. Siedzę wyprostowana.. Christian sięga po moją lewą nogę i tuż nad kolanem przywiązuje koniec paska od hotelowego szlafroka. – Okej – mówi łagodnie Christian. związana i podniecona jak diabli. – Chwyta mój kucyk i odchyla mi głowę.. O rety. Christian odwraca się i nasze spojrzenia się krzyżują.. mój słodki Szary. co mi każe. – Jego głos to pozbawiony tchu szept. lubię tę piosenkę. – Dobrze. Jak on to robi? Oto ja. że ręce także mi przywiąże. Przełykam ślinę. z szeroko rozsuniętymi nogami. – Powiesz mi. rozchylając mi uda.

Robię. – Potrzyj dłonie. – Zacznij od szyi i zjeżdżaj w dół. Widzieć. – Nie ruszaj się – rzuca ostrzegawczo.. – Tak jak bym ja to robił – dodaje. – Mocniej – nakazuje Christian. Siedzi nieruchomo między moimi udami i tylko mi się przygląda. Zamykam oczy i ciągnę mocno. a jego spojrzenie ciemnieje. żebyś się dotykała. Dlaczego mnie nie dotyka? – To dobrze – mruczy. – No dobrze. A on wylewa mi na każdą dłoń po odrobinie olejku. jak podoba ci się twój dotyk. Zrób to. O kurwa. Słodki głos śpiewa. Niżej. Ana. erotyczne. co mi każe. Jęczę. Nie potrafię oderwać wzroku od jego hipnotyzującego spojrzenia. Kiwam głową. Właśnie tak. Chcę cię widzieć. Jest zapachowy – bogaty. – Wyciągnij ręce. – Jeszcze raz. jak pod moim dotykiem brodawki twardnieją i wydłużają się. że nie ma w niej nic słodkiego. – Tak. Czuję. O rety. – Pieść się. O kurwa. woń. Dłonie kładzie na kolanach. – Nie bądź nieśmiała. – Niżej – mruczy Christian. chcę. Nie dotyka mnie. – Ręce. No już. której nie potrafię rozpoznać. Kładę sobie ciepłe dłonie na szyi i zsuwam je do górnej części piersi. – Obnażona? Bezbronna? – pyta z tą swoją niesamowitą umiejętnością wyrażania na głos moich myśli. . Jeszcze raz. Z mojego gardła wydobywa się głośny jęk. zmysłowy. pociągam mocniej i czuję. jak zaciskają mi się mięśnie w podbrzuszu. Mrugam powiekami. – Wiercę się pod jego gorącym spojrzeniem. – Otwórz oczy. na jego twarzy widać wyraźnie wesołość i wyzwanie. rolując je i obracając między palcami. piżmowy.. Pociągam delikatnie za brodawki.Nagle czuję się mocno obnażona. – Oprócz pożądania. Dłońmi obejmuję piersi. Powtarzam proces. Anastasio. Waham się. To jest takie. Wiję się.

unieruchamiając mnie. a potem językiem po złączeniu mych ud. Ty. – Głos ma niski i schrypnięty. Niedługo. Ana. Niżej. – No już. – Christianie. muskają uda. Ano. – Niżej – mówi bezgłośnie. Nie ruszaj się.. Moje dłonie prześlizgują się po brzuchu. a Christian głośno wciąga powietrze. Mam ochotę wyciągnąć nogi. Dotknij się. – Jeszcze – szepcze. krzycząc coś niezrozumiałego. jego palce zaciskają się na nadgarstkach. Stanowi uosobienie zmysłowości. – Christian przesuwa językiem po zębach. dłoń opierając o łechtaczkę. kiedy jednak próbuję mu zabrać dłonie. Chłoń przyjemność. po czym wsuwa we mnie dwa środkowe palce. i przedłuża te cudowne męczarnie. proszę. – Je też zwiążę. – Ach! Pragnę go dotknąć. – Poddaj się – szepcze Christian. Znowu jęczę. atakując zarówno słodki guziczek w moim wnętrzu. Niżej. w górę i w dół. że odwiązuje mi nogi. gdy moim ciałem wstrząsają dreszcze. dysząc. – Och. Wiercę się. pochyla się i przesuwa nosem. Puszcza mnie. – Nie ruszaj się. dłonią. – Opiera dłonie o moje kolana. Zaczyna poruszać palcami. Ledwie jestem w stanie zarejestrować. Chwyta moje dłonie. Rozkosz wzbiera w dolnej części mego ciała. – Dalej. zrobię. Przyciska dłoń do łechtaczki. Lewą dłonią muskam swoją kobiecość i pocieram ją powoli. Kręci powoli głową.– Nie ruszaj się. O cholera. Moje dłonie zaciskają się na ręczniku. odchylając głowę na oparcie. Ach! Doznanie jest intensywne – naprawdę intensywne. jak i łechtaczkę. zbliżają się do łona. Jęczę głośniej i powtarzam ruchy dłoni. ale nie mogę. – Jeszcze. . Gotowa? – Tak – dyszę. Jęczę. Ano. Jego dłonie zsuwają się z moich kolan. – Szybko cię doprowadzę do orgazmu. – Ty to zrób – szepczę. szybko. pociągając za paski. Teraz. Eksploduję wokół jego palców.. niżej.

Otwiera duże. Chichoczemy oboje. pani Grey. co się stało z Rayem. – I co pani z tym zrobi. . – No i uważam. Do naga.. plecami na jego klatce piersiowej. wydaje się taki młody. – Ach! – krzyczę. Dzięki temu wrócił ci apetyt. beztroski i szczęśliwy. – Uśmiecha się do mnie. – Chryste. O nie. Nachylam się i całuję kącik jego ust.. szare oczy i minę ma taką. gdy tak napiera na mnie raz za razem. tak właśnie jest. – Cieszę się. panie Grey. Christian zamyka oczy i mocno mnie obejmuje. że coś chwyta mnie za serce. – Ma pani fantastyczny tyłek. – Zapominasz o zeszłej nocy i dzisiejszym poranku? – Tego się nie da zapomnieć. – Och. Odwracam się i gromię go wzrokiem. na podłodze obok kanapy. a kiedy to robi. Ściska mnie za pośladek. – Pan także. a ja raz jeszcze rozpadam się na kawałki.. – Wystarczająca afirmacja życia? – Christian całuje moje włosy. że wiele jest w tobie słodyczy – mruczę. Nie tylko na jedzenie – dodaje z uśmiechem. gdy się zaczyna poruszać. którą włączył. – Ponieważ cię kocham – mówi cicho. – Choć pański nadal jest zakryty. pani Grey? – Zamierzam pana rozebrać. Dziękuję ci. Ana! – woła Christian. Uśmiecha się szeroko. a on wbija się we mnie.. Ana – syczy przez zaciśnięte zęby. że klęczę przed kanapą. pomimo tego. A ja znowu zaczynam się wspinać. On nawet się nie rozebrał. Ach. Jego palce zaciskają się na moich biodrach. pulsując wokół niego. Daj człowiekowi złapać oddech. Nie. Leżę na moim mężu. nawiązując do tej piosenki. poważne. – Ależ tak – szepczę.– Moja kolej – mruczy i obraca mnie tak. – O tak – mruczę. Tym razem ty też bez ubrania. że Ray jest przytomny. Rozsuwa mi nogi i daje mi mocnego klapsa. – Dalej. wykrzykując jego imię. – Christianie. – Unoszę brew. Dzięki tobie ten weekend był taki wyjątkowy. Ana. wpatrując się w sufit. Jego uśmiech blednie. – Chyba powinniśmy zrobić to jeszcze raz.

– Głos ma ledwie słyszalny.– Wiem. aby wiedział. skoro mnie pani ma. Zamyka oczy. – Liczyłem na rundę numer dwa. a ja przesuwam delikatnie zębami wzdłuż jego żuchwy. swego rodzeństwa? Mówiłam mu to wiele razy. Ja ciebie także kocham. miłości swoich rodziców. Jego oczy to szare oceany zagubienia.. – Dzień dobry – mówię nieśmiało od progu. Gdy wchodzimy do sypialni. Wiesz o tym. Obejmuję go ramieniem w pasie i udajemy się do sypialni. Chodź. ale od czasu wypadku Raya jeszcze ważniejsze jest dla mnie to. marszczę brwi. rozpaczliwie próbując odtworzyć ten lekki nastrój sprzed zaledwie kilku chwil. Nie będę na niego naciskać. Kiedy do niego dotrze. – I także jesteś dla mnie cenny. – Uwierz mi – szepczę. – Cóż. jak bardzo go kocham. – Pieszczę jego twarz. strachu i bólu. – Pooglądamy telewizję? – pytam. Christian prycha. ponieważ to prawda. przytrzymując mu dłonie koło głowy. – Cóż. a mimo to Christian znowu ma to spojrzenie. – Wstaje i pociąga mnie za ręce. Mam ochotę wślizgnąć się do jego ciała i go przytulić. Wrócił mój zmienny Szary. wyglądając na zagubionego. Unoszę brew i zatrzymuję się obok łóżka. – Zmarzniesz. Christian pracuje przy komputerze. Zrobić wszystko. Czas. Jest wczesny ranek. Christianie. biorąc głośny oddech. w takim razie to ja przejmę dowodzenie. byle to spojrzenie zniknęło. Trzeba nam czasu. mój słodki Szary. – Staraj się. a ja popycham go na łóżko i szybko na nim siadam. pani Grey. Och. – To nie takie proste. to co zamierza pani ze mną zrobić? Nachylam się i szepczę mu do ucha: – Zamierzam zrobić ci loda. prawda? Nieruchomieje. – Muskam palcami jego twarz. że jest dla mnie całym światem? Że jest wart miłości mojej. Bardzo się staraj. . Wpatruje się we mnie zdumiony. a on chyba pisze mejl..

– Pracowałem. Ciekawe. Annie. Trochę potrwa. że coś jest nie tak. – Uśmiecham się. – Całuje mnie w ucho. jeśli chcesz. – Okej. – Naprawdę? – Tak. Super. że jesteś zajęty. zarzucam mu ręce na szyję i całuję. – Zaraz będzie śniadanie. . Uśmiecham się z pobłażaniem. kiedy tu przyjedzie. Chce z tobą porozmawiać o tym kutasie Hydzie. Ray jest poirytowany. – Christian poprawia się na krześle. Widzę. wyczuwając. – Co się stało? – pytam. a potem pojedziemy do twojego taty. Zjedzmy. o co chodzi. Christian i ja chcemy cię przenieść do Seattle. co nie może zaczekać? – No właśnie. jest mu niewygodnie i nudzi mu się. – Nie bądź niemądry. czemu zawracacie sobie mną głowę. – Dowiemy się. miałeś wypadek samochodowy. – Potrzebujesz czegoś? – Oddałbym królestwo za pączka. że chciałby porozmawiać z tobą tutaj. – Kiedy przyjeżdża? – Dzisiaj. Kiwam głową. – Christian wygląda na skonsternowanego. Powiedziałem mu. – Nie. Mogę tu zostać sam. – Przyjedzie do Portland? – Na to wygląda. Wszystko go swędzi. żeby się do mnie uśmiechnąć. Chcę jechać z tobą. Ja też jestem zaintrygowany. Wcześnie pani dziś wstała. – Tak jak i pan.Odwraca się i uśmiecha do mnie. – Nie mam nic do ukrycia. Marszczę brwi. – Tato. nim w pełni wyzdrowiejesz. że na razie przebywasz w Portland i że będzie musiał zaczekać. – Co jest takiego ważnego. Odpiszę na jego mejl. Przebiegam przez pokój i siadam mu na kolanach. – Dostałem mejl od detektywa Clarka. – Pani Grey. – Nie rozumiem. – Możesz tu zostać. Ale on twierdzi. a on ma na tyle przyzwoitości. – Ściskam czule jego dłoń. Wzdycha.

– Myślę. – Clark zjawi się tutaj o czwartej. że ja też bym chciał. . Bierze swojego laptopa i wychodzi razem ze mną na korytarz.– Przywiozę ci pączka. Kończy rozmowę. kiedy do poczekalni wchodzi młoda para. a Christian kiwa głową. – Przewracam oczami. – Panie Grey. – Jedźmy wszyscy po kawę i pączki. żeby pojechał po nie. Poproś Taylora. Kobieta cicho płacze. – Nikogo tu nie ma. Zaszalejemy. że ma na myśli danie mi klapsa. dziękuję. Taylor wprowadza detektywa Clarka. Po chwili uśmiecha się kpiąco i przechyla głowę. który wygląda na bardziej rozdrażnionego niż zazwyczaj. Być może takie już ma rysy twarzy. choć pozostałe łóżka na oddziale są zajęte. Naprawdę powinien tu sobie zrobić biuro. że jest sam. rozmawia przez telefon. że zgodzili się państwo ze mną spotkać. – Później się zabawimy. – Nie. Ray chce kawę i pączki. Christian znowu jest w poczekalni. Rozdrażniony wydaje się zawsze. To dziwne. Christian śmieje się. – Ekstra! – Przyzwoitą kawę też chcesz? – O tak! – Da się załatwić. ja pojadę. Dokładnie o czwartej rozlega się pukanie do drzwi apartamentu. – Głos ma surowy. – Okej. Na zewnątrz cierpliwie czeka Taylor. Ciekawe. Już-już mam mu rzucić wyzwanie. a on patrzy na mnie gniewnie. Albo i dwa. Marszczę brwi. gdybym miał wypadek. pani Grey. Co może być takie pilne? – Dobrze. – Im prywatność potrzebna bardziej niż nam – mówi cicho. czy odstraszył wszystkich innych gości. Wzruszam przepraszająco ramionami. – Zabierz ze sobą Taylora. – Głos ma uwodzicielsko niski i wiem.

– To niedorzeczne! – wyrzuca z siebie. – Wszystko. Ściągam brwi. no i został zwolniony. – To z panią Grey chciałbym porozmawiać – mówi znacząco Clark. – Oczywiście. Ale tylko kładę dłoń na kolanie Christiana. zamykając za sobą drzwi. że odrzucił pani awanse. – Prawdę mówiąc. który odwraca się i wychodzi. tylko mi proszę nie mówić. no i dlatego. – To nie jest prawda. Jasna cholera. Detektyw Clark spojrzenie stalowoniebieskich oczu kieruje na Christiana. po czym kontynuuje: – Hyde twierdzi. Ściskam mu nogę. Ja siedzę na kanapie. na której wczoraj tak dobrze się bawiłam. Pan jedynie chce mi zadać kilka pytań? – Tak. – Kręcę głową. Twierdzi. że przejechał pan taki kawał drogi po to tylko. Odkasłuje.– Detektywie Clark. – Na pewno chce pani. Raz jeszcze ściskam nogę Christiana. by usiadł. Jack jest jeszcze bardziej szalony. – To nieprawda – oświadczam spokojnie. Christian siada obok mnie cały spięty. może pan powiedzieć w mojej obecności. że stało się tak dlatego. – Chciałabym. – Muszę to usłyszeć z ust pani Grey – mówi spokojnie. było dokładnie na odwrót. niż sądziłam. że chciała pani jego posady. To on w bardzo agresywny sposób składał mi propozycje. proszę pani. aby mój mąż tu został. że wymyśliła pani historyjkę o seksualnym napastowaniu po to. patrząc na Christiana i stojącego przy drzwiach Taylora. co chce pan powiedzieć mojej żonie. żeby go uciszyć. – Detektywie. pan Hyde utrzymuje. – Dobrze – mamrocze z rezygnacją Clark. . – Głos Christiana jest chłodny i rzeczowy. że napastowała go pani seksualnie i wielokrotnie składała wulgarne propozycje. Och! Niemal wybucham śmiechem. aby go powstrzymać przed zerwaniem się z kanapy. Nie mam nic do ukrycia. Na tę myśl moje policzki robią się czerwone. aby pani mąż był obecny? Marszczę brwi. Detektyw Clark zaciska na chwilę usta w cienką linię. Christian niemal niedostrzegalnie kiwa głową Taylorowi. aby zadręczać moją żonę tymi absurdalnymi oskarżeniami. aby go zwolniono. – Christian ściska mu dłoń i zaprasza. Detektyw Clark odwraca się w moją stronę. – Pani Grey.

Jutro jeszcze bardziej drobiazgowo przeszukamy jego mieszkanie i może wtedy coś się wyjaśni. jak to było naprawdę. Jestem oszołomiona tymi oskarżeniami i denerwuję się. – Clark opiera się o kanapę. po czym macha z rezygnacją ręką. Nie wiedział.– Nie musisz słuchać tych bredni. wykorzystując mejle. Nie wiedziałam. – Chyba powinnam opowiedzieć detektywowi Clarkowi. powaliłam go na ziemię. Hyde. że Christian może wybuchnąć. że to dzięki niemu mnie zatrudniono i że oczekuje w zamian usług seksualnych. że Christian zdążył już kupić SIP. – Ostatecznie ja. wspominając tamten incydent.. co mówi Hyde. eee. – Pan Hyde pewnego wieczoru zaczepił mnie w redakcyjnej kuchni. Detektyw Clark się czerwieni. choć żadna nie pracowała dłużej niż trzy miesiące.. – My też napotkaliśmy ten problem – burczy Christian. – Rozmawialiście z którąś z byłych osobistych asystentek Hyde’a? – Christian zadaje to pytaniem tonem niemal sympatycznym. – Rozumiem. – A czemuż to? Christian posyła mu stalowe spojrzenie. Choć wszystko wskazuje na to. wówczas mojego narzeczonego. że od jakiegoś czasu Hyde tam nie mieszka. – Myślę. jest zwykłym kłamstwem. Powiedział mi. Christian przez chwilę patrzy na mnie beznamiętnie. Wzruszam przepraszająco ramionami i robię minę mówiącą „witam w moim świecie”. – Ponieważ moja żona pracowała dla niego. oskarżył mnie nawet o to. – Rozumiem – mruczy Clark. że jestem przysłanym przez Christiana szpiegiem. najpewniej po to. Próbował rozmawiać z pięcioma byłymi asystentkami Hyde’a. – To. Ale prawda jest taka. że kryje się za tym coś więcej. że żadna nie chce z nami rozmawiać. – Tak. Próbował mnie szantażować. aby pomóc mu w przejęciu wydawnictwa. On cierpi na urojenia.. ciężko wzdychając. że Hyde monitoruje moją pocztę. Zaskoczony Clark unosi brwi. Ano. – Mój szef ochrony. jak się bronić. Wszystkie twierdzą. – Kręcę głową. a ja sprawdzam wszystkich jej współpracowników. że był wzorowym przełożonym. – Już raz robiliście przeszukanie? . a ja wiem.. Christian rzuca mi spojrzenie pełne dumy. choć wcale się tak nie czuję. panie Grey. – Głos mam spokojny. – Powaliła go pani? – Mój ojciec to były wojskowy. które wysłałam do Christiana. tak samo jak detektyw Clark. dotknął mnie. Och? Patrzę na niego zdziwiona.

Przy okazji odwiedzę cioteczną babkę. – Christian wstaje. Już panu mówiłem. Zrobimy to ponownie. – A takie słowo w ogóle istnieje? – Teraz już tak. Jak to się mówi. że preferuję kontakt bezpośredni. Kiwam głową. panie Grey. że Clark mi uwierzył? – Jasne. – Tak. że Hyde to porąbany dupek. Jeszcze dokładniej. – Niezły z ciebie przeklinacz. to chciałbym się teraz zająć pracą. Christian otwiera drzwi i Clark wychodzi. – Nadal nie postawiono mu zarzutów? Mam na myśli próbę zabójstwa Ros Bailey i mnie – mówi cicho Christian. że tak. Opadam na kanapę. On wie. – I nie rozumiem. . – Christian nie potrafi ukryć rozdrażnienia. – Panie Grey. – Nie mogę. jeśli to wszystko. możemy spokojnie działać. kurwa. Ten pojeb Hyde. dwie pieczenie. pani Grey – mówi grzecznie detektyw Clark. – To wszystko. dlaczego nie mogliśmy załatwić tego przez telefon. – Chyba już panu mówiłem. – Przeklinacz? – Uśmiecha się drwiąco. a skoro i tak jest w areszcie. po co pan tu przyjechał? Clark najeża się. pogrywa? – syczy przez zaciśnięte zęby.. – W co on. – Co za dupek. – Dziękuję za poświęcenie mi czasu. – Nie mam pojęcia. panie Grey. – Clark zachowuje kamienną twarz. – Cóż. Nie ma ona dla mnie żadnego znaczenia. – Clark? – Nie. możesz uwierzyć? – wybucha Christian. Potrzebujemy czegoś więcej niż fragmentu odcisku palca. jeśli chodzi o sabotaż pańskiego śmigłowca. która mieszka w Portland.. Myślisz. także wstając. Co takiego? – Liczymy na znalezienie większej ilości dowodów.– Tak. chyba że chce pan dodać coś jeszcze w odniesieniu do tamtej notatki? Notatki? Jakiej notatki? – Nie.

Chcę się tylko upewnić. Nie wiem. tatusiu. – Lubię. – Chcę z nim jechać. Jedźmy odwiedzić twojego tatę i spróbować go namówić na jutrzejsze przenosiny.Niespodziewanie uśmiecha się. I dziękuję ci. – Jedź już. Jest południe. on wygląda na śpiącego. skarbie. Ja też pojadę. Zajrzy ze mną wieczorem. – Powiedz Christianowi. – Okej. przestronny pokój w centrum rehabilitacyjnym w szpitalu Northwest w Seattle. tatusiu. Podróż. mocno go wymęczyła. że chce zostać w Portland i nie robić nam kłopotu. – Całuję go w czoło. – Nie wybierasz się do pracy? – Pewnie tak. Nazajutrz Ray lustruje swoje nowe otoczenie – jasny. czego ci trzeba. że jestem mu wdzięczny – mówi cicho. . – Prześpij się trochę. Och. że się nie zgodzi. – Sam mu to możesz powiedzieć. Annie. – Nie myśl o tym pojebie. że masz tu wszystko. naturalnie śmigłowcem. kto to. Dziś wieczorem pozwolę Sawyerowi poprowadzić twoje R8. co? Kiwa głową. Odzywa się BlackBerry. – Do zobaczenia później. Przyniosłam ci coś do czytania. – Jasno dał nam do zrozumienia. Może się nagrać na pocztę głosową. – Lubię się tobą przejmować. Sawyer i Taylor mogą wziąć samochody. Zerkam na wyświetlacz – nie znam tego numeru. – Nie odbierzesz? – pyta Ray. – Ray chwyta moją dłoń i ściska mocno. – Dzięki. Christian przygląda mi się i przez chwilę mam wrażenie. – Na razie. – Zmęczony jesteś. – Pokazuję na leżący na stoliku przy łóżku stosik magazynów sportowych. Nie musisz się tak mną przejmować. – Nie. jak nazywasz mnie tatusiem. Przypomina mi się przeszłość. siada obok mnie i bierze w ramiona. – Porozmawiam z nim.

co z tym zrobić. jak ktoś mnie woła... nadal w stanie szoku. jak się pani ma? Odsłuchała pani moją wiadomość? Dzwoniłam dzisiaj. – Tak się cieszę. a z mojej twarzy odpływa cała krew. – Podaje mi mały zbiorniczek. – Test ciążowy. Doktor Greene porusza myszką i włącza się monitor. że jedna została przesunięta – Hannah mi o tym wspominała – ale cztery? Jak to możliwe? Gabinet doktor Greene jest przestronny. to już ponad trzynaście tygodni. Ominęły mnie cztery wizyty? Spóźnię się z zastrzykiem. – Wie pani.. – Cóż. nim odjechałam – mamroczę. – Och. Przed kolejnym zastrzykiem lepiej zróbmy test. dlaczego odwołano pani piątkową wizytę. – Tak. Cztery wizyty? Wpatruję się w nią zdumiona. – Mój ojciec miał wypadek samochodowy i właśnie go przetransportowaliśmy z Portland. Wychodziłam akurat na lunch. Cholera. dlaczego odwołała pani cztery wizyty. – Nie. . Ja. Wstaję jak w transie i potykając się. – Swędzi mnie skóra głowy. idę do toalety. że w moją stronę idzie szybkim krokiem doktor Greene. – Nie wiem. – Pani Grey. O nie.. przykro mi. Cztery wizyty! Jak to? – Być może powinnyśmy porozmawiać o tym w moim gabinecie. – Oczywiście. co powiedzieć. – Test? – szepczę. Oszołomiona wracam za nią do szpitala i razem udajemy się do jej gabinetu. Jak on się czuje? – Całkiem dobrze. minimalistyczny i doskonale wyposażony. dziękuję. w którym czeka na mnie Sawyer. Jak mogłam przegapić cztery wizyty? Coś tam pamiętam. To tłumaczy. – Toaleta jest tuż obok gabinetu. Jak zawsze wygląda nienagannie. – To świetnie. zastanawiałam się. słyszę. Ciut dużo. – Pani Grey! Pani Grey! Odwracam się i widzę. Sięga do szuflady biurka. że złapała mnie pani.Gdy wychodzę ze szpitala i ruszam w stronę SUV-a. Ma pani teraz trochę czasu? Kiwam potulnie głową.

Nie. Napije się pani wody? – Chętnie. Podnosi na mnie wzrok. że nie pojawiły się u pani żadne objawy? Kręcę głową. – Cóż. to znaczy. Na pewno. – Nie. Objawy? Nie sądzę. Kiedy wracam do gabinetu doktor Greene. W głowie trwa szaleńcza gonitwa myśli. cholera. że jest pani w ciąży. to pewnie czwarty albo piąty tydzień. To za szybko”.. – Mogłybyśmy zrobić badanie usg. Doktor Greene unosi brew. jest pani bardzo blada. „Proszę. Dziecko. Zrobimy to usg. Unosi brew. To za szybko. Rozumiem. ===aVxlVW1c ROZDZIAŁ DWUDZIESTY Gapię się na doktor Greene. – Musiałam stracić poczucie czasu. że to niezawodna metoda antykoncepcji. – Zaszokowana – szepczę. Upijam trochę wody. – Myślałam... żeby sprawdzić zaawansowanie ciąży. znowu? Nagle robi mi się niedobrze i zaczynam się w myślach modlić. Nie chcę dziecka. cholera. Nie. nie. kiedy przybiera on jasnoniebieski kolor. nie. cholera. To za szybko.. – Generalnie tak. Siadam i bez słowa podaję jej próbkę moczu. jeszcze nie teraz. Proszę. pani Grey. – Mój głos ledwie słychać.. Kurwa. że do poczęcia doszło zaledwie kilka tygodni temu. Kurwa. Kiwam bez słowa głową i biorę od niej szklankę. Spojrzenie ma poważne. że jest pani zaskoczona. myślałam. abym usiadła na krześle naprzeciwko biurka. Że co? Nie. gestem pokazuje. że Christian się wkurzy. – Christian się wkurzy.Cholera. Jak mogłam do tego dopuścić. podejrzewam. I w głębi duszy wiem. dobrze? Mam czas. W ciąży? Od kiedy? – Rozumiem. – Miała pani w ogóle krwawienie? Marszczę brwi. . a mój świat się rozpada. Zanurza w niej mały biały patyczek i patrzy. cholera. – To normalne dla depo. – Pani Grey. kiedy się pamięta o zastrzyku – mówi spokojnie. Dziecko. – Co to znaczy? – Napięcie niemal mnie dusi. Sądząc po pani reakcji..

Monitor się uruchamia. Zapominam o skrępowaniu i wpatruję się oniemiała w monitor. Patrzę na nią z rezerwą. czasem tak się zdarza. jasny gwint! Jak mam się rozluźnić? Rumienię się i próbuję odnaleźć w myślach miejsce. Bieliznę? Spodziewałam się. Prawdziwe.. Greene nakłada na sondę prezerwatywę i nawilża ją bezbarwnym żelem. ale tak. wyglądający niesamowicie nowocześnie.Kiwam z oszołomieniem głową. Wow. Po co mam zdejmować majtki? Wzruszam z konsternacją ramionami. Rozluźnić? Jestem w ciąży. Cóż. Dziecko Christiana. – Marszczy brwi. – Świetnie. co mi każe.. – Pani Grey. żeby coś powiedzieć. jest pani z całą pewnością w ciąży. To czwarty lub piąty tydzień. najprawdziwsze dziecko. Ta mała fasolka to dziecko. które przeniosło się gdzieś w pobliże zaginionej wyspy Atlantydy. zatrzymując obraz na monitorze. że obie go widzimy. Maleńka. Siada. w którym jestem szczęśliwa. – Doktor Greene przysuwa ultrasonograf. – Bierze do ręki długą białą sondę. Wciska jakiś guzik. i stuka w klawiaturę. – Proszę – mówi. – Jest jeszcze za wcześnie. po czym szybko robię. i pokazuje na maleńką fasolkę w tej burzy sepii. a doktor Greene prowadzi mnie w stronę czarnej skórzanej kozetki. W przypadku tak wczesnej ciąży tylko taka umożliwia zobaczenie czegokolwiek. że będzie przesuwać głowicą aparatu po moim brzuchu. Dziecko! – Mam to pani wydrukować? . Powoli i delikatnie wsuwa sondę. To mała fasolka. – Wygląda na to. i kładę się pod miękkim białym kocem. Moje. – A teraz proszę zgiąć nogi w kolanach i rozchylić uda – mówi rzeczowo. ustawia monitor tak. Jasny gwint. Jestem zbyt ogłuszona. proszę się rozluźnić. – To ulstrasonografia przezpochwowa. Och. – Proszę ściągnąć spódnicę i bieliznę i przykryć się leżącym na kozetce kocem – mówi dziarsko. W moim brzuchu skrywa się mała fasolka. Powoli doktor Green przesuwa sondą i nie jest to zbyt przyjemne. że zastrzyk szybko przestał działać. ona chyba żartuje! – Okej – burczę zażenowana i wykonuję jej polecenia. aby zobaczyć bicie serduszka. Kurwa mać! Na monitorze widzę jedynie odpowiednik białego szumu – tyle że w odcieniu sepii.

aby się tobą dzielić”. ale ja nie słucham. Chichocze i piszczy z radości. Prześladują mnie jego słowa: „Nie jestem jeszcze gotowy. Moszczę się na tylnej kanapie. pani Grey? – pyta łagodnie. Wiem. Nagle robi mi się nieprzyjemnie zimno i ogarniają mnie złe przeczucia. Mam fasolkę. Ale nie jestem. Powinnam mieć lat trzydzieści. Może. doktor już z powrotem siedzi za biurkiem. Nie. że powinnam być szczęśliwa. Wtedy będzie można określić dokładny wiek dziecka i ustalić datę porodu. Jestem w stanie szoku. ale ja ignoruję jego niepokój. Stanowczo za wcześnie. nadal nie będąc w stanie wydobyć z siebie głosu.. – Dobrze. – SIP. Ubieram się szybko. Gdy wręcza mi pudełeczka z tabletkami i broszurkę. Proponuję za cztery tygodnie. Kiedy wychodzę zza parawanu. Wszystko będzie dobrze. ale nie mam pojęcia. a czego nie. – Dokąd. A co z moją pracą? Co z SIP? Co ze mną i Christianem? Nie. żebym się mogła wytrzeć. może powinnam to zakończyć. Grzecznie żegnam się z doktor Greene i wychodzę. Powinnam być przecież szczęśliwa. co wolno. To za wcześnie. Nie. Kładę odruchowo dłoń na brzuchu. Próbuję stłumić rosnące uczucie paniki.. Christian się wkurzy – to wiem. małą fasolkę. Sawyer wyskakuje z auta i otwiera mi drzwi. Moja mała Fasolka. gdy ja i . Powinnam być szczęśliwa. Następnie delikatnie wysuwa sondę i podaje mi papierowy ręcznik. To się stało zbyt wcześnie – zdecydowanie zbyt wcześnie. w jakim podążają moje myśli. – Musimy ustalić termin kolejnej wizyty. dalej coś mówi. Tu jest broszurka o tym. jak bardzo.Kiwam głową. I co ja mam zrobić? Do moich myśli wdziera się obraz małego chłopca z miedzianymi włosami i szarymi oczami. Może się pani ubrać. Marszczy brwi. a doktor Greene wciska jakiś guzik. Do oczu napływają mi łzy. biegającego po łące koło nowego domu. Otulam się ciaśniej marynarką. – A tymczasem chciałabym.. Może nie powinnam mówić Christianowi. Jest chłodne jesienne popołudnie.. gdy dostrzega moją minę.. gdy siadam. Niepokoi mnie kierunek. zamykam oczy i opieram głowę o zagłówek. Kochał maleńką Mię – Carrick mi o tym mówił – i teraz też ją uwielbia. pani Grey – mówi. Nie. – Moje gratulacje.. Może powinnam ostrzec Flynna. aby zaczęła pani przyjmować kwas foliowy i witaminy dla kobiet w ciąży. co najmniej.

. Christian podrzuca go wysoko. że nie mogę winą obarczać jej. – Klepię delikatnie brzuch...Christian go gonimy. Czemu pytasz? Ponieważ teraz jestem. Czeka na mnie mejl od Christiana.. – Oczywiście – mówi Hannah cicho. Patrzę na nią chłodno. Jestem gruba i nieporadna. uspokajający oddech. Wracam do rzeczywistości. – Rozpogodzona wychodzi z gabinetu. co tu się działo podczas mojej nieobecności. w ciąży! – krzyczę na nią w myślach. że byłaś na innych spotkaniach albo nie miałaś czasu. a potem sadza sobie na biodrze i razem wracamy do domu. Z przygnębieniem uruchamiam komputer. Christian. – Ana. Na ogół dlatego. Kiedy Sawyer zatrzymuje się pod SIP. dźwigam pod sercem nasze dziecko. dziękuję. – Widzisz tę kobietę? – mówię cicho do fasolki. Nie. – Już pędzę. gdy tylko się zjawiam w redakcji. jak Christian odwraca się ode mnie ze wstrętem. – Zaskoczona wchodzi za mną. Zrobiłam coś złego? Kręcę głową i wzdycham głośno. Patrzę za nią. – Wszystko w porządku? – Muszę wiedzieć. Dwie albo trzy. Mojej maleńkiej Fasolki. – Przepraszam. – Możliwe. Jak twój tata? – pyta Hannah. kurwa. Kręcę głową zirytowana na siebie i Hannah. – Już lepiej. że jesteś tu dzięki niej. po czym czuję się jak kompletna idiotka. choć w głębi duszy wiem. abym o tym wiedziała? Nie zawsze zaglądam do kalendarza. możesz dopilnować. bo przecież mówię do fasolki. – Jeśli będziesz przenosić jakieś spotkania. czy przesunęłaś albo odwołałaś wizyty u doktor Greene. tak miło cię widzieć. Nadawca: Christian Grey . Ależ on się wkurzy. – Możesz mi zrobić herbatę? Potem zdasz mi relację z tego. Mogę cię prosić do gabinetu? – Jasne. Biorę głęboki. wysiadam z auta i wchodzę do budynku. – Doktor Greene? Tak. a odgłos jego kroków odbija się echem od szklanych tafli ścian i podłogi. Oddala się ode mnie w sali pełnej luster. A potem widzę.

Mam nadzieję. Inc. Nadawca: Anastasia Grey Temat: Tęsknię Data: 13 września 2011. Wystukuję szybką odpowiedź. 13:58 Adresat: Anastasia Grey Pani Grey.Temat: Tęsknię Data: 13 września 2011. 14:10 Adresat: Christian Grey Pewnie. a już za Panią tęsknię. Może tak być? Twój kochający mąż Christian Grey Prezes. Dopiero od trzech godzin jestem w pracy. Grey Enterprises Holdings. co i jak. X Anastasia Grey . Przyjadę po Ciebie około szóstej i możemy do niego zajrzeć w drodze do domu. że Ray już się zaaklimatyzował w nowym miejscu. Po południu odwiedzi go moja mama i sprawdzi.

Do zobaczenia o szóstej. Nie wiem. Ale nie zamierzam pisać ci o tym w mejlu. Grey Enterprises Holdings. 14:14 Adresat: Anastasia Grey Wszystko w porządku? Christian Grey Prezes. 14:17 Adresat: Christian Grey Tak. SIP Nadawca: Christian Grey Temat: Tęsknię Data: 13 września 2011. Inc. że się wkurzysz. Christianie. Nie. co zrobić.Redaktor naczelna. X Anastasia Grey Redaktor naczelna. Nadawca: Anastasia Grey Temat: Tęsknię Data: 13 września 2011. SIP . Strasznie się boję. Mam jedynie dużo pracy.

kierując się w stronę szpitala. zrobić? – Cześć – mówi ostrożnie Christian. – Tak. . – Ana. Nie. – Chcesz. ale masz zimną dłoń. a ja tchórzę. że będę musiał lecieć na Tajwan – odzywa się Christian. Wyglądam przez szybę. Nie. – Możliwe. przewiezienie taty i w ogóle. Zjem coś. Naprawdę nie miałam czasu. Kiedy? – Pod koniec tygodnia. Kręci głową z frustracją. gdy wsiadam do SUV-a. nie jadłam. – Nic. u licha. Kiedy zaśnie? Chowam twarz w dłoniach. żebym do listy obowiązków ochrony dołożył karmienie mojej żony? – Przepraszam. że wkurzysz się na maksa. Jest pod wrażeniem tempa. – Okej. – Zjem wieczorem. – Cześć – mówię cicho. Zaciska usta. – Och. No wiesz. – W pracy wszystko dobrze? – Christian nie daje za wygraną. I co ja mam. Jestem tchórzem. co się dzieje? – W jego głosie słychać większą stanowczość. kiedy znajdujemy się w zamkniętej przestrzeni i jest z nami Taylor. ale nic nie mówi. Christian wyraźnie się rozluźnia. – Ana – gani mnie z irytacją. Jadłaś coś dzisiaj? Czerwienię się. – Bierze mnie za rękę. to mogłoby być niebezpieczne dla nas obojga. ponieważ wiem. kiedy ci powiem. – Co się stało? Kręcę głową. że jestem w ciąży. I martwię się Rayem. Może w przyszłym. – Po prostu tęskniłam za tobą. „Powiedz mu!” – syczy moja podświadomość. w jakim wraca do zdrowia. Cóż. – Rany. – Stan Raya jest dobry. Dzięki. Taylor rusza. – Może teraz? Mogłabym mu powiedzieć teraz. Rozmawiałem z mamą. To był naprawdę dziwaczny dzień.Kiedy mu powiem? Dziś wieczorem? Może po seksie? Może podczas seksu.

– Uśmiecham się do niego blado. pozwolimy ci się przespać. Dłubię w swoim talerzu. I też kibicuje Marinersom. Wzrusza mnie jego milcząca wdzięczność wobec Christiana i na chwilę zapominam o tym. Przełykam ślinę. – Proszę. żebyś poleciała tam ze mną. – Niewiele znam kobiet. Tyle razy już to przerabialiśmy. Doprowadzasz mnie do szału. – Christian wyciąga rękę i razem opuszczamy szpital.. które przepadają – uśmiecha się Ray. – Długo cię nie będzie? – Najwyżej kilka dni. Wzdycha i robi nadąsaną minę. Była tu dzisiaj także twoja mama. Chciałbym. abyś mi w końcu powiedziała. – Jestem w ciąży. – To dobrze. – Do zobaczenia jutro. albo nie zrobi czegoś jeszcze gorszego”. wstając z krzesła. kiedy mój ukochany mąż wyjeżdża. – Tatusiu. Ale szybko się męczy. co mnie gryzie. uspokajający oddech. jak rozmawiają o rybach i Marinersach. powiesz mi w końcu. Christian całuje moją dłoń. „Zakładając. – Dzięki. Moja podświadomość zasznurowuje usta. Ana. – Szybko wrócę. . co cię dręczy. – Do diaska! Ana. proszę. Mój żołądek ściska się ze zdenerwowania. – Tak sobie pomyślałem. dobrze? – Całuję go. – Chodź. ale nie jestem głodna. a z jego twarzy bardzo powoli odpływa cała krew. Teraz albo nigdy. Mam swoją pracę.. Fajnie. Skąd wie? – Cóż. – Co takiego? – szepcze pobladły. Nieruchomieje. teraz.– Chcę. – Christianie. To kurczak w sosie pani Jones. Dodała mi otuchy. Ray ma dziś znacznie lepszy humor. Przełykam ślinę i próbuję opanować uczucie paniki. – Ale za łowieniem ryb nie przepada – mówi cierpko Christian. gdy tak siedzę i słucham. Christianie. że wpadliście. Biorę głęboki. co się stało? – Christian odsuwa z irytacją swój talerz. że spytam – burczy z rozdrażnieniem. że mąż cię nie zamknie.

– Myślisz. kurwa. – Ale jak? Jak. Patrzy na mnie nierozumiejącym wzrokiem. – Wiem. – Tylko mi tu nie zaczynaj płakać – warczy. jedną rzecz! Cholera! Nie wierzę. Pieluchy.. A może zrobiłaś to celowo? – Oczy mu płoną. – Christianie.. – Dlatego właśnie tak bardzo lubię kontrolę. a ja aż podskakuję. – Nie – szepczę. Jego spojrzenie staje się lodowate. zwolniłby ją. – Znamy się od pięciu. proszę. Żeby nie wyskoczyło nagle takie gówno i wszystkiego nie spierdoliło. Nie. – Kurwa. po czym wstaje nagle. że zastrzyk okazał się nieskuteczny.– Jestem w ciąży. – Przepraszasz?! Kurwa! – Wiem. Tak było. – Sądziłem. Mała Fasolka. – Chryste. Jak mogłaś być taka głupia? Głupia! Głośno wciągam powietrze. Kurwa. minut. kupy i wymioty. Chciałem ci pokazać świat.. a teraz. jest naprawdę wściekły. prawie przewracając krzesło. że to uzgodniliśmy! – woła. jak? Cóż za niedorzeczne pytanie. – Masz jedną rzecz do zapamiętania. ale brak mi słów. by zostać ojcem? – W jego głosie wściekłość miesza się z paniką. Ignoruje mnie.. Cholera. nie potrafiąc wydobyć z siebie głosu. – Zamyka oczy. – Zapomniałaś? Powiedz mi. Ana! – Uderza pięścią w stół. Kurwa mać. nie krzycz. że to nie jest odpowiedni moment. – Przepraszam – szepczę... Wbijam wzrok w dłonie. na mnie. ale kiepsko mu to wychodzi. – Zapomniałaś o zastrzyku? Patrzę na niego. że jestem gotowy na to. Nie mogę mu powiedzieć o Hannah. Chcę mu powiedzieć. – Przeczesuje palcami włosy. Cholera. – Nie jest odpowiedni! – krzyczy. . Oblewam się rumieńcem i posyłam mu spojrzenie o treści „A jak ci się wydaje?”. – Po moich policzkach zaczynają płynąć łzy. – Zastrzyk? – warczy. Chyba próbuje się opanować. Przepraszam.

herbata wystarczy. Przykro mi – mówi łagodnie. – Ana. – A skąd to. kładę ręce na stole. – Mogę ci podać coś jeszcze? – Nie. – Zaraz przyniosę. Znika za podwójnymi drzwiami i zatrzaskuje je za sobą. – Powiedz mi skąd! – Oczy mu płoną. że żadne z nas nie jest na to gotowe. opieram o nie głowę i szlocham. ale uważam. gdy przez twarz przemyka tak wiele emocji. Odwraca się na pięcie i rusza w stronę holu. Szary. Wzdrygam się mimowolnie. patrząc. kurwa. – Słyszałam. – Wycieram nos. Zostaję sam na sam z ciszą – nieruchomą. wiesz? – krzyczy. – Łamie mi się głos. – Wiem. że będziesz cudownym ojcem. Zostawił mnie. Uśmiecha się życzliwie. niż sobie wyobrażałam. Teraz nie mogę pić alkoholu. Prostuję się szybko. – Obok mnie stoi niepewnie pani Jones. tym razem głośniej. Idę za nią i przysiadam na stołku. Pani Jones waha się przez chwilę i przypominam sobie o Fasolce. Odsuwam od siebie talerz. gdy z odrętwieniem patrzę na zamknięte drzwi. Och.I wszystko staje się jasne. pieprzyć to! – ryczy Christian i unosi ręce w geście porażki. – Jesteś pewna? Niewiele zjadłaś. tak bardzo mi przykro. którą dostałam od doktor Greene. Jego kroki odbijają się echem od drewnianej podłogi. Stawia przede mną parujący kubek. Zabiera nasze talerze i udaje się do kuchni. zabierając po drodze marynarkę. milczącą pustką salonu. Najbardziej oczywisty jest strach. – Och. . skarbie. Na jego twarzy maluje się strach i odraza – wściekłość bezradnego nastolatka. – Już się robi. – Właściwie to poproszę o herbatę. Cholera! Jego reakcja okazała się znacznie gorsza. – Nie jestem głodna. ocierając z twarzy łzy. Po raz kolejny podskakuję. dziękuję. Podnoszę na nią wzrok. – Chcesz może ziołową herbatę albo coś innego? – Poproszę kieliszek białego wina. Dla mnie to też jest szok. jak parzy mi herbatę. – Jakoś damy radę. Mogę? Muszę przestudiować broszurkę.

. – Skoro nie chcesz jeść. że coś ci naszykuję. I ciebie także pokocha. a jednak świetnie sobie poradził. Kiwam głową i z kubkiem herbaty udaję się do biblioteki. odkąd go poznałam.. – Wiesz. Na co masz ochotę? – Patrzy na mnie z nadzieją. zerkam na zegarek: jedenasta. że napastowałam go seksualnie. że pomimo krzyków i ostrych słów kocha mnie. To przez niego? Przez nasz związek? A jeśli się z tym nie pogodzi? Jeśli będzie chciał się rozwieść? Do gardła podchodzi mi żółć. Niczego nie kontrolował. mała Fasolko? Dotykam delikatnie brzucha. Wyjmuję broszurkę i zabieram się za czytanie. Drżąc.. – To początek. Pod wieloma względami Christian jest taki delikatny i wiedziałam. że nic mu się nie stało. Mam nadzieję. Wyjmuję z torebki BlackBerry i zastanawiam się. . Fasolko. Wiem. że to dla niego szok – ale jego reakcja była naprawdę przesadzona. Widzisz. Nagle zbiera mi się na śmiech. Dotykam brzucha. Pięć minut później wiem już. że kiepsko zareaguje na wieść o ciąży. Wiem to. ale ja naprawdę nie jestem w stanie niczego przełknąć. to już zbyt wiele. To moje schronienie. a stuknięty Jack Hyde rozpowiada. Nie wolno mi tak myśleć. kiedy zaginął Charlie Tango. Popieprzony na pięćdziesiąt sposobów. Budzę się zmarznięta i zdezorientowana. czy nie zadzwonić do Christiana.. Nie. powinnaś jeść. że ochłonie i wróci. to właśnie twój tatuś. Pozwól. Nie wiem... A jeśli już nie wróci? Cholera! Może powinnam zadzwonić do Flynna. Powracają wspomnienia tamtego czekania. tak... A czy kiedykolwiek jest inna? Moja podświadomość unosi brew. to przynajmniej powinnaś odpocząć. troskliwy i kochający.. Nie potrafię się skoncentrować. że nie ma go w domu. a teraz. On wróci. Miejmy nadzieję. Ale dzisiejsza nowina. Rozsiadam się wygodnie na fotelu i zapadam w drzemkę. Gdzie Christian? Wrócił? Cała zesztywniała wstaję z fotela i ruszam na poszukiwanie męża.. co ze mną zrobiłaś. Christian nigdy tak mnie nie zostawił. Przez kilka ostatnich dni był dla mnie taki miły. Fasolko. Przez weekend był taki słodki. Czwarty albo piąty tydzień. – Tak. Mój mąż właśnie mnie zostawił. Pani Jones uśmiecha się do mnie.– Ano. szybko. ty. ponieważ jestem w ciąży. Nie chodzi już tylko o ciebie. cóż. Wróci. Ach tak. Wzdycham. mój ojciec miał groźny wypadek samochodowy. Moje życie jest skomplikowane. co zrobić. który to tydzień? – pyta miękko. Wiem.

– Ćśś! – Myślę. jak zataczając się. Jakiś dźwięk.. Swędzi mnie skóra głowy. Marszczę brwi i obejmuję go w pasie. Jasny gwint.. – Cholera! To Christian w holu. bo ledwie stoi. Gdzie był? Jak się dostał do domu? – Zaprowadzę cię do łóżka. że mój nieposłuszny mąż jest taki wkurzony. Pomalujemy go na różowo czy niebiesko? Tę słodką myśl zakłóca fakt. Słyszę.. wszystko w porządku? Opiera się o gałkę drzwi do holu. nie mówiąc o chodzeniu. – Christianie. wchodzi przez podwójne drzwi. . aby czuwać. Kiedy wychodzę z wanny.Nie. Mam taką nadzieję. – Pani Grey – mówi niewyraźnie. Biegnę w jego stronę. Po drodze zaglądam do sypialni dla gości. On pewnie pojechał do. Zrywam się z kanapy i sekundę później widzę. Coś mnie budzi. „Gdzie jesteś?” Udaję się do łazienki i biorę kąpiel. Wracam do biblioteki po BlackBerry i wysyłam mu esemesa. – Och. jak nie znosi pijaków. Nie wiem. Biorę z łóżka kołdrę i idę do salonu. Strasznie mi zimno. Jest pijany. – rży. Może to byłby pokój Fasolki. Anastasio. Jest bardzo pijany. Zaskoczona tą myślą stoję w progu i zastanawiam się. Wkładam jedną z satynowych koszul nocnych w stylu lat trzydziestych oraz podomkę i idę do salonu. nie. Przestań tak myśleć. świetnie wyglądasz. Wesprzyj się na mnie. nie. – Cholera! – powtarza zduszonym głosem. Cholera. jak po podłodze przesuwa się stolik. Christian pijany? Wiem. gdzie? Do kogo mógłby się wybrać? Elliota? A może jest u Flynna. jego nadal nie ma.. co zrobić. że powinieneś pójść do łóżka. – Gdzie byłeś? Przykłada palec do swoich ust i uśmiecha się do mnie krzywo. – Z tobą.

– Najpierw cię rozbierzemy. Jasny gwint. uśmiechając się szeroko. Cholera. – Kładę dłonie na biodrach. uważam. – Christianie. Położę cię do łóżka. Zdejmę ci marynarkę. – Tak. ale po chwili na jego twarzy pojawia się udręka. idziemy. – Łóżko – mówi. Christianie – mówię łagodnie. – Nareszcie mówisz z sensem. . Patrzy na mnie. Słyszałem o tym. siadaj! Uśmiecha się kpiąco. – Pokój wiruje. zaraz puści pawia? – Christianie. że powinieneś iść spać. – Słyszałeś o czym? – Małe dzieci. – No już. prawie nas oboje przewracając.. ale on mnie nie puszcza. W przeciwnym razie wszyscy bylibyśmy jedynakami. – Chodź do mnie – mówi niewyraźnie.. Marszczę brwi. – Christianie.– Jesteś bardzo piękna. Pijany Christian jest uroczy i swawolny. i usiądź. Rób. że to nieprawda. co ci każę. jakby próbował się skoncentrować.. – Popycham go w jego stronę. – Popycham go lekko. Ana.. ależ z pani generał. a on opada na materac. na której widok robi mi się przeraźliwie zimno. – Jestem pewna. Uśmiecha się szeroko. – Tak. – No i się zaczyna. – Usiądź. – Zabawna jesteś. – A ty pijany. – Chodź do mnie – mówi. zero seksu. Wolę jego niż Christiana wkurzonego jak diabli. – Uśmiecha się. – Tak. – Położymy cię spać. – Pani Grey. – Okej – mówi. po wcześniejszej udręce nie ma śladu. Jakoś w końcu docieramy do sypialni. łóżko. – Opiera się o mnie i wącha moje włosy.

. Nim zdąży z powrotem paść na materac. I nawet cicho pochrapuje. Rzucam marynarkę na podłogę i zaczynam rozwiązywać krawat. nieszczęśliwy mąż. – Przesuwa dłońmi po moich biodrach. – Zawsze powinnaś ubierać się w satynę albo jedwab. Udało mi się poluźnić mu krawat. A zresztą to może być ona. – Lubię czuć na tobie ten materiał. potem drugi. – Christianie. Leży na kołdrze. Ostrożnie odpinam mu pasek i przeciągam przez szlufki. On wypycha biodra w moją stronę. zestresowany. – Ładnie pachniesz. zabieram kołdrę. widać ścieżynkę. Mamrocze coś niezrozumiałego. Nie bez problemu. o Boże. – Tak. co mówisz. ale się nie budzi. że aż muszę zdusić chichot. zdejmuję krawat i delikatnie odpinam górny guzik koszuli. Marszczy brwi. już rozumiem. Wstrzymuję oddech. Szare oczy ma zachmurzone. Cóż. jedną rękę nad głową. Ściągam jeden but i skarpetkę. Siadam na łóżku obok niego. pijany. Pięknie wykrojone usta ma rozchylone. – Wymawia to słowo tak starannie. Nie bądź niemądry. Wracam do salonu. Anastejszia – mówi niewyraźnie. Na tę myśl ciężko mi się robi na sercu. chwytam za jego krawat i szybko pozbawiam marynarki. – A tutaj mamy intruza. Christian podnosi na mnie wzrok.Znowu się uśmiecha.. On kładzie ręce na moich biodrach. Jasny gwint. Nie mogę się oprzeć. Koszula wysunęła mu się ze spodni. którą się przykrywałam. Wpatruję się w niego.. ale się udaje. i idę z nią do sypialni. Mówi do Fasolki. twarz rozluźnioną.. mój młody. O rety. nie wiesz. no nie? – mówi do mojego brzucha. aby go dalej rozbierać. – Będziesz wolała jego niż mnie – mówi ze smutkiem. przynajmniej wrócił do domu. Nachylam się i całuję je. Ciekawe. po czym przyciąga mnie do siebie i usta przyciska do mego brzucha. Opada na łóżko i zakrywa ręką oczy. po czym niezdarnie siada. Twardo śpi. Ściska mi się serce. Wygląda młodo – no ale przecież jest młody. skąd ten brak oporu – Christian śpi jak zabity. Jest tak cholernie piękny. – Ona. ale się nie budzi. – Nie będziesz mi dawał spać. nie bez wysiłku opiera na łokciach. gdzie był. . nawet pijany i chrapiący. bour-bon. – A od ciebie czuć alkohol. Chyba nie mam energii ani siły. Kiedy wstaję.

Dlaczego. Otwiera się skrzynka odbiorcza. Ale to.. niczego nieświadomego pijaka. Czuję się taka oszukana. Kurwa. upokorzona. Jak on mógł? Jak mógł pojechać do niej? Po mojej twarzy płyną gorące.. potrzebę wyżycia się na mnie. ta zdrada to zbyt wiele. łkając cicho. Tak. Jednak najpierw sprzątnę jego ubranie. i co ja mam z tobą zrobić? Dotykam jego włosów – są takie miękkie – i całuję skroń. Kołyszę się w przód i w tył. na podłogę spada BlackBerry. Teraz rozumiem. ===aVxlVW1c ROZDZIAŁ DWUDZIESTY PIERWSZY Wpatruję się w esemes. Podciągam kolana pod brodę i oplatam je ramionami. że do tego dojdzie. Dlaczego? Jak mógł mi to zrobić? Wie. Mogę spać obok niego. Och. po czym podnoszę wzrok na śpiącego męża. Cieszę się z naszego spotkania. co czuję do tej kobiety. Czy już zawsze tak będzie? . Pani Eleny Zdzirowatego Trolla Robinson. Nogi mam jak z waty i powoli osuwam się na stojący przy łóżku fotel. A więc to do niej pojechał. Christianie. powoli i boleśnie. w poprzek łóżka. O nie. a nad nim jakiś inny. Wygląda tak pogodnie. – Kocham cię. Przerzucam przez ramię marynarkę.Siadam i ponownie mu się przyglądam. Zawsze będę cię kochać. Potrafię zrozumieć i wybaczyć jego wściekłość i gniew. Szary. Wiedziałam – wiedziałam. śpiąc snem pozornie niewinnego.. Podnoszę go i niechcący odblokowuję. Szary.. Czego się spodziewałam? Zbyt szybko wzięliśmy ślub. nie. Jak mógł jechać właśnie do niej? Jak? Nóż obraca się w moim sercu. Nie martw się. Nawet kiedy jesteś pijany i szlajałeś się nie wiadomo gdzie. po czym wstaję z łóżka i przykrywam go drugą kołdrą. Do wpół do drugiej w nocy pił – z nią! Chrapie cicho. Raz jeszcze całuję jego skroń. Gdy to robię. gniewne łzy. chroniąc siebie i chroniąc moją Fasolkę.. kocham cię.. tak właśnie zrobię. Szary. nie. Dlaczego. Kręcę głową i podnoszę z podłogi skarpetki i krawat. – Hmm – mruczy. Cholera. Widzę mojego esemesa. rozgoryczona. Będziesz cudownym ojcem. To od niej.

. Wierzchem dłoni ocieram łzy.Przez łzy przyglądam się leżącej na łóżku sylwetce Christiana. że od Leili także nie. Całowanie mnie w miejscu publicznym. robiłeś z tym Zdzirowatym Trollem? Muszę wiedzieć. nie.. Za nasze wszystkie pierwsze razy w pierwsze urodziny. i serce podchodzi mi do gardła. Minę ma gniewną. Andrei i ode mnie. Ani jednego mejla od Zdzirowatego Trolla. Wyszłam za niego z miłości i w głębi duszy wiem. widząc. jaki był w ten ostatni straszny. Nie. I nim jestem w stanie się powstrzymać.. nie pozwolę. Musiał to zrobić niedawno. Ale teraz nie chodzi już tylko o mnie. naruszam jego prywatność. do diaska. ciesząc się. Szybko sprawdzam pozostałe esemesy. jakby czegoś szukał. ale nadawcami są jedynie Elliot. nie – nie mogę uwierzyć. mogłabym przeczytać mejle Christiana.. weekendowe żeglowanie i szybowanie. Powinnam? Odziana w zielonkawy jedwab moja wewnętrzna bogini kiwa zdecydowanie głową.. ale się nie budzi. sprowadzenie mojej rodziny i przyjaciół.. by robił to mnie i naszej Fasolce. . Czuję ulgę.. Mejli są całe setki.. a także kilka zdjęć José.. po jego zdradzie? Myślę o tym. no i od różnych pracowników jego firmy. Wyciąga rękę. które obchodzisz jako moja ukochana żona. Co ja mam z tobą zrobić? I co. gdy mój ojczym leżał pogrążony w śpiączce.. że z nią nie esemesował. że on także mnie kocha. centymetr po centymetrze. dwa kroki do przodu i trzy do tyłu. O rety. moją wiarę.. Raz jeszcze zerkam na esemesa i szybko układam plan. Sprawdzić. Taylor. A ja? Dojdę do siebie po tej. Przyjęcie urodzinowe. To chyba dobrze. Nic od Eleny. głównie od Ros. Wiem to. Tapeta w jego telefonie to patchwork maleńkich zdjęć przedstawiających mnie w różnych pozach – nasza podróż poślubna. Szary. i kocham cię. Po każdej komplikacji przesuwamy się w przód. nadwerężasz moje zaufanie. C x Nie. Biorę głęboki oddech i przesyłam esemes na mój telefon. Och. czy z nią nie koresponduje. Przewijam je i wszystkie wydają się nudne jak flaki z olejem. po czym coś mruczy. Och.. nie tym razem. Wychodzę ze skrzynki odbiorczej. On się z tym w końcu pogodzi. Kocham Cię... Kładę dłoń na brzuchu. Doktor Flynn powiedział. Ale z nim tak właśnie jest. Christianie. Etap pierwszy zakończony. że zawsze tak będzie. Dostrzegam ikonkę mejla i w mojej głowie pojawia się kusząca myśl. że powinnam mu wierzyć na słowo – cóż. Ros i ja. cudowny weekend. Przypomina mi się jego boleśnie słodki prezent urodzinowy. Andrea. Jego spokojna siła. Christian przekręca się na bok i zwija w kłębek pod kołdrą.

ale dalej mocno śpi. W ramach przypomnienia oto lista tego. Nadawcą jest Barney Sullivan. Dane pracowników GEH i SIP. umieszczone są w załączniku. Adresy domów Greyów: Pięć nieruchomości w Seattle Dwie nieruchomości w Detroit Szczegółowe życiorysy następujących osób: Carrick Grey Elliot Grey Christian Grey Dr Grace Trevelyan . więc Hyde mieszka pewnie w tamtej okolicy. Zerkam na Christiana. Nadawca: Barney Sullivan Temat: Jack Hyde Data: 13 września 2011. Nigdy dotąd nie słyszałam. samochód PN został wypożyczony przez nieznaną kobietę posługującą się sfałszowanym prawem jazdy i nie ma żadnych poszlak. którzy mieszkają w tamtej okolicy. aby ją łączyć z okolicą South Irving Street. informatyk Christiana. Jak już Welch panu mówił.Moją uwagę zwraca jeden mejl. a temat to: Jack Hyde. który przesyłam także Welchowi. jak chrapie. Na służbowym komputerze Hyde’a nie ma nic o jego wcześniejszych asystentkach. 14:09 Adresat: Christian Grey Kamery przemysłowe w Seattle pokazują białego vana dopiero od South Irving Street. Otwieram mejl. co znaleziono na komputerze Hyde’a.

Zamykam za . zwłaszcza że podczas ostatniej tu bytności musiałam użyć hasła bezpieczeństwa. rzucam ostatnie spojrzenie memu anielskiemu śpiącemu Judaszowi i wychodzę z sypialni. Sullivan Kierownik działu IT. Miałam ciężki dzień. Z szafy z pościelą wyjmuję poduszkę. czyli w szafce w pomieszczeniu gospodarczym. kołdrę i prześcieradło. Nie ma żadnych mejli od Zdzirowatego Trolla ani Leili Williams i trochę mnie to pociesza. Klikam w załącznik. niech tu sobie chrapie. Kładę BlackBerry na stoliku nocnym. co jeszcze uda mi się znaleźć. Dowiedziałam się. dotyczące następujących osób: Dr Grace Trevelyan Carrick Grey Christian Grey Elliot Grey Fotografie: Carrick Grey Dr Grace Trevelyan Christian Grey Elliot Grey Mia Grey Będę kontynuował swoje śledztwo i zobaczymy. Cóż. aby go otworzyć na BlackBerry. GEH Ten dziwny mejl natychmiast odwraca moją uwagę od mojej nocnej niedoli. że zapach i atmosfera tego pokoju działają na mnie uspokajająco. To był dopiero dzień. Co ja robię? Jest środek nocy. Wyjmuję go i biegnę na górę. że zostanę matką i że mój mąż brata się z wrogiem. biorę torebkę. Dziwne. Zapalam światło. Zapasowy klucz do pokoju zabaw znajduje się tam gdzie zawsze. Nie zamierzam dzisiaj z nim spać. Jutro obudzi się sam. B.Anastasia Steele Mia Grey Artykuły z gazet papierowych i elektronicznych. ale jest zbyt duży. po czym otwieram drzwi i wchodzę do pokoju zabaw. Zerkam na budzik: już po drugiej.

Cóż. która godzina. Pociągam cicho nosem. Nie ma tu okien. będziemy rodzicami. abym mu pozwalała biec do tamtej paskudnej kobiety za każdym razem. Zmierzenie się z Christianem zawsze stanowiło wyzwanie. Może to nieco melodramatyczne. Kładę się na kanapie.sobą drzwi na klucz. . Nagle czuję się staro.. więc nie wiem. Wiem. sama i zmarznięta w pokoju zabaw BDSM. Wciskam „przekaż” i piszę: CHCIAŁBYŚ. Będzie musiał wybrać – ona albo ja i nasza Fasolka. że chwilę później zasypiam. biorę do ręki torebkę i podchodzę do drzwi. – Ana! – woła Christian. aby tu zajrzał. ale tym razem naprawdę przeszedł samego siebie. bierze mnie w ramiona i mówi. No tak – jestem w pokoju zabaw.. Pusty. Ktoś szarpie za gałkę przy drzwiach. Przestaję wstrzymywać oddech i sprawdzam na BlackBerry godzinę. W skrzynce odbiorczej odnajduję esemes. jeśli drzwi będą zamknięte.. Jezu. KTÓRY CI WYSŁAŁA? DZIĘKI TEMU PO WSZYSTKIM NIE BĘDZIESZ MUSIAŁ DO NIEJ BIEC. by odsłuchiwać wiadomości. Wciskam „wyślij” i wyłączam dźwięk. Otwieram je powoli i wyglądam na korytarz. ale on nie wchodzi. A jednak jestem tutaj. jeśli chce wojny. jak mu powiedziałam. TWOJA ZONA. Nie ma mowy. Kulę się pod kołdrą. ale tak jestem wykończona. Przewracam oczami. Fantazjuję. Musiał do niej zadzwonić. otulam kołdrą i wyjmuję z torby BlackBerry.. ABY PANI LINCOLN DOŁĄCZYŁA DO NAS. Zamieram. że rano Christian będzie mnie gorączkowo szukał i nie wydaje mi się. gdy pojawia się jakiś problem. to ją będzie miał. będzie miał za swoje. Słyszę stłumione głosy. Pomimo tej całej brawury przytłacza mnie ogrom oszustwa Christiana. że z radości pada przede mną na kolana. Nie chcę się spóźnić do pracy. Mam cztery nieodebrane połączenia i dwie wiadomości na poczcie głosowej. Nie mam czasu. które po chwili się oddalają. O nie. GDY W KOŃCU POROZMAWIAMY O ESEMESIE. Siódma trzydzieści. że jestem w ciąży. To powinien być szczęśliwy czas. biorę głęboki oddech i schodzę na dół. Budzę się przestraszona i zdezorientowana. O cholera. jak bardzo kocha mnie i naszą Fasolkę. Owijam się kołdrą. Co on sobie myślał? No. Przypomina mi się. zupełnie nie jak dwudziestodwulatka. jaki Christian otrzymał od tego podłego Zdzirowatego Trolla. Trzy razy dzwonił Christian i raz Kate.

Jak jeden mąż odwracają się i wpatrują we mnie. Mój mąż z prędkością karabinu maszynowego wyrzuca z siebie instrukcje. – Ana! – Christian wali w drzwi. czy to. Taylor. drugim szybko się wycieram i otulam. który nadal wpatruje się we mnie. Ignoruję Christiana i udaję się do naszej sypialni. Christian nadal ma na sobie ubranie. zmywając z mej skóry nocne wyczerpanie. Wchodzę do sypialni. Sawyer.Na progu salonu stoją Taylor. Przez chwilę. Wchodzę pod prysznic. przez jedną krótką chwilę mogę udawać. . Odkręcam wodę pod prysznicem. a kiedy kończę. Słyszę za sobą jego kroki. Niczym szczury uciekające z tonącego okrętu. Kręcę głową. ale przyjemnie. Owijam głowę ręcznikiem. otulając się ciaśniej kołdrą. że wszystko jest dobrze. będę gotowa za jakieś dwadzieścia minut – mówię cicho. a z niej do łazienki i zamykam drzwi na klucz. to strach czy gniew. Och. Kiwa głową i spojrzenia wszystkich przenoszą się na Christiana. Christian opiera się o przeciwległą ścianę. Głos ma niski i schrypnięty. W jego oczach widać ostrożność. Woda obmywa mnie gorącym strumieniem. Mijam go i wchodzę do garderoby. do holu i do kuchni. – Odpowiedz mi. Otwieram drzwi. – Ana. dziękuję. – Odejdź! – Nigdzie nie odejdę. – Ignorujesz mnie? – pyta z niedowierzaniem. czuję się silniejsza. pani Jones i Christian. ale cudownie piękny. Szare oczy są szeroko otwarte i nie wiem. co maluje się na jego twarzy. – Sawyer. gotowa stawić czoło czołgowi. otwórz te cholerne drzwi. jak u tropionego drapieżnika. – Gdzie byłaś? – pyta Christian. w którym spał. Jest blady. – Ana! – woła za mną. czyli Christianowi Greyowi. – Nie jestem głodna. Myję włosy. – Zje pani śniadanie. Ryan i pani Jones rozbiegają się szybko do gabinetu Taylora. – Ana. – Jak sobie chcesz. ale nic nie mówi. Ryan. proszę. pani Grey? – pyta pani Jones. Zasznurowuje usta. Nagle Sawyer. stając w progu.

przyglądając mi się. Wstaję i schylam się. gdy je wkładam. to nie jest moja. Przez rozstawione nogi widzę jego stopy i wyczuwam na sobie intensywne spojrzenie. Christianie – warczę. ale ty postanowiłeś najpierw mi nawymyślać. gdy wyjmuję z szuflady majteczki La Perla z czarnej koronki. Jestem pewna. że robi się nieprzyjemnie i ty biegniesz do niej. szukając czegoś do ubrania. Christianie. śledząc wzrokiem moją przesuwającą się po udzie dłoń.. – Znajduję stanik i powoli go wkładam. – Ana. – Co ty robisz? – pyta cicho. prostuję się i wracam do komody. – Nie interesuje mnie to.. – Głos Christiana jest niski i chrapliwy. że nie zauważam. śliwkowa sukienka. W lustrze widzę. – Odpowiedz mi. – A jak myślisz? – Głos mam słodki jak miód. Zadzwoń do niej. aż zrobi mi przejście. już ci mówiłem. – To nie jest w tej chwili ważne. – Ana. do tego czarne kozaczki na wysokim obcasie. Jestem przekonana. Staję przed Christianem. W końcu się odsuwa – dobre maniery biorą górę. – Gdzie byłaś? – pyta. – Fakt jest taki.. . że ona ci wszystko wyjaśni – burczę. – Urywa. Wyjmuję z szuflady czarne pończochy samonośne i siadam na łóżku. aby wysuszyć ręcznikiem włosy. Christian staje pośrodku sypialni i kładzie ręce na biodrach. – Dlaczego mnie szpiegowałaś? – pyta. ale ja nadal go ignoruję i powoli wkładam drugą pończochę. czekając. Zaciska usta. że ochoczo cię teraz wysłucha. – Nie chcę tego słuchać. jak stoi nieruchomo w drzwiach. iż jestem naga. Gestem godnym zdobywczyni Oscara pozwalam.. Wyczuwam na sobie jego spojrzenie. Delikatnie naciągam jedną pończochę. która przez lata cię wykorzystywała. gdy podchodzę do komody. Ach tak. by ręcznik upadł na podłogę i udaję. – Wczoraj był czas na rozmowę. – Macham lekceważąco ręką. a potem upić się z kobietą. – To nie było tak. Kiedy kończę.– Cóż za przenikliwość – burczę. Zdejmuję ją z wieszaka. – Idź i zapytaj swoją panią Robinson. szukając stanika do kompletu. Mimo wszystko oblewam się rumieńcem. skąd biorę suszarkę.

a Christian podchodzi szybko do mnie. co powiedziałeś? Patrzy na mnie nierozumiejącym wzrokiem. Tak robi każdy kochający rodzic. co przynosi życie. – Tchórzliwie. Ale ty jesteś już dorosły i musisz się zmierzyć z tym. – Przespałeś się z nią? – Co takiego?! Nie! – Patrzy na mnie i ma czelność wyglądać jednocześnie na urażonego i rozgniewanego.Włączam suszarkę. że tak właśnie było? – Oczy mu płoną. A więc nadal jest zły.. przestań. – Uważasz. – Nie poszłam się upić ze swoim byłym. skupiając się na tym. Przełykam ślinę i koncentruję się na suszeniu. wyłączam suszarkę. że zobaczyłam go.. – Wszystko się we mnie gotuje. Usuwam mu się z drogi. Próbuję powstrzymać przebiegający mnie dreszcz. – Gdzie byłaś? – pyta cicho lodowatym tonem. prawda jest taka. – Cóż. a nie zachowywać się jak rozkapryszony nastolatek. Patrzy na mnie gniewnie. – Gdzie byłaś? – pyta ostro. że tego nie zrobiła. Masz pojęcie. I przykro mi. kiedy BlackBerry wypadł ci z marynarki. A więc myślisz. Wzruszam ramionami. że cię zdradziłem? – W jego głosie słychać moralne oburzenie? – Zdradziłeś – syczę. aby samemu się tym zająć. więc już go nie słyszę i susząc włosy. ale ja zdążyłam się już rozkręcić. Może i nie cieszysz się z tego dziecka. – Czyżby cię to obchodziło? – Ana. – Który nie był zaadresowany do ciebie – warczy. – Pamiętasz wczorajszy powrót do domu? Pamiętasz. – Zabierając swoje prywatne życie do tej kobiety i tchórzliwie jej się żaląc. ponieważ ty byłeś zbyt pijany. Moja podświadomość wydaje westchnienie ulgi. – Cóż. Otwiera usta. Tak. a on zamiera. Natychmiast. przyglądam mu się w lustrze. Odwracam wzrok. Dłonie ma zaciśnięte w pięści. widziałam esemes. Spotyka się z tamtą przeklętą kobietą i jest zły na mnie?! Jak śmie! Kiedy moje włosy są już suche i puszyste. Tak właśnie powinna była zrobić twoja matka. podobają mi się. Ja też nie skaczę z radości. miałeś rację. jak bardzo mnie zraniłeś. – Christianie. bo wtedy może nie prowadzilibyśmy tej rozmowy. zważywszy na kiepskie . Rzeczywiście wolę to bezbronne dziecko od ciebie. spotykając się z tamtą kobietą? Blednie. – Nie dotykaj mnie – warczę. co robię. kiedy cię rozbierałam.

. Unosi z niedowierzaniem brwi. – Mrużę oczy. – A teraz przepraszam. prawda? – warczę. – Udaje mi się uchylić od odpowiedzi. ciała z twojego ciała. wytrzymaj. Przełyka ślinę i robi krok w moją stronę. nie potrafię nawet zapamiętać swojego nazwiska. Ale albo zrobisz to ze mną. czego chcę. Nie. to raczej nie jest dobry znak. a w jego głosie pojawia się coś ciepłego. I możesz użalać się teraz nad sobą i nienawidzić samego siebie. Mój ton jest równie lodowaty jak jego i nie jest mi łatwo udawać brak zainteresowania. Jasny gwint. – Myślałaś. Nie wycofaj. aby odejść? – Głos ma jeszcze cichszy od szeptu. – Nadal tu jestem.zgranie w czasie i twoje chłodne powitanie tego nowego życia. – Już sama nie wiem. albo sama się tym zajmę. Wstaję i rzucam mu obojętne spojrzenie. – Ty byś krzyczała? – Ile sił w płucach. A kiedy wrócę. – Jestem ciężarną kobietą. Przeglądam się w lustrze. zacznę krzyczeć na całe gardło. którą wczoraj porzuciłeś. eee – Grey. Wstrząśnięty mruga powiekami. Świetnie ci idzie. Bądź silna... – Wiem. Podnoszę z podłogi buty. – Nie chcesz mnie? – szepcze. – Czyżby? – I łamie mi się głos. Ja się odsuwam i unoszę ręce. chciałabym skończyć się ubierać. co robisz – mruczy. Twarz mu tężeje. a jego oczy przesuwają się szybko i łakomie po moim ciele. ale ja jadę do pracy. Teraz błyszczyk. Biorę do ręki tusz i maluję rzęsy. – Tego właśnie chcesz? – pyta cicho. uwodzicielskiego. po czym rozprowadzam go po twarzy. Nie wycofaj się teraz. Wielkie niebieskie oczy. Wydymam usta do kobiety w lustrze. ale policzki zarumienione. – Jesteś moją żoną – mówi niebezpiecznie cicho. przeniosę swoje rzeczy do pokoju na górze. Aha. o nie. twarz blada. Grey – szepczę groźnie. – Nawet o tym nie myśl. Nieźle wyglądam w samej bieliźnie i kozaczkach. Steele. O nie. Wiem. Bardzo powoli Christian cofa się o krok. nie rób tego. siadam raz jeszcze na łóżku i wkładam. Mruga. a jeśli mnie dotkniesz. Ana. – Oddycham ciężko.. Grey. – Kiedy twój mąż woli towarzystwo byłej kochanki. kiedy zanurzam palce w słoiczku z kremem.. pociągając za cholewki. Decyzja należy do ciebie.

Czy jeśli znowu nawalę. Spojrzenie ma intensywne i przypomina mi się nasz poranek w Aspen. – Marszczy brwi. – Wypiłem drinka z kimś. Mrugam. a ze mną nie? – Byłem na ciebie zły. – Jakoś udaje mi się powstrzymać szloch. Christian nieruchomieje i przełyka ślinę. – A co będzie następnym razem. kiedy przekroczę jakąś wyimaginowaną linię? Który już raz kłócimy się o to? Jakbyśmy się znajdowali na kole Iksjoma. Udaje się. że uwierzę. Zła za twoją zdradę. Ta ciąża dla mnie jest także szokiem – mówię cicho. że zastrzyk nie zadziałał. Nie. Wiem. Przełykam ślinę. – Próbujesz mnie nastraszyć? – pytam bez tchu. – To znaczy? Prostuje się i przeczesuje palcami włosy. Próbowałem zobaczyć się z Flynnem. – Elena nareszcie rozumie. – No co ty! – warczę. Tak jak i teraz. Ale w końcu znalazłem się w jej salonie. – To ty jej szukałeś? – Na początku nie. Zaszokowany zamyka na chwilę oczy. ty okazałeś się taki zimny i bezduszny. – Dlaczego z nią mogłeś rozmawiać. ja to dopiero jestem na ciebie zła. Oczyściliśmy atmosferę. Jeśli mnie dotknie. – Mogło być też tak. jaką ma władzę nade mną i moim zdradzieckim ciałem. że oskarżyłeś mnie o celowe zajście w ciążę. Nie. Uspokój się. jakbym go uderzyła w twarz. Patrzy na mnie. Zła za to. Postanawiam trzymać się gniewu. Ledwie jestem w stanie oddychać. – I spodziewasz się. że wczoraj. z kimś kiedyś byłem blisko. – Nie taki był mój zamiar. ulegnę. też do niej pobiegniesz? – Nie mam zamiaru więcej się z nią spotykać – powtarza chłodno i zdecydowanie. Zła za to. siląc się na odrobinę grzeczności. – Powinnam była więcej myśli poświęcić zastrzykom. nic nie mówiąc. Nie. Ale nie zrobiłam tego celowo. – Cóż. co czuję. Anastasio. Milczy. Wiem. starając się zbić go z tropu. . kiedy tak bardzo cię potrzebowałam.– Nikt by cię nie usłyszał – mruczy. iż nigdy więcej się z nią nie spotkasz? – syczę z wściekłością. Próbuję innej taktyki. rozdrażniony i zagniewany. Nie zamierzam więcej się z nią spotykać.

– Ona nic dla mnie nie znaczy. – Nie potrzebuję jej. Wtedy. Stoimy. Robi krok w moją stronę. kiedy jej potrzebujesz. Ana. – Doskonałej rozrywki – szepcze.– Wczoraj naprawdę dałeś dupy – szepczę i znowu gotuję się z gniewu. krzyków czy morderstwa.. – To ty dałaś dupy trzy albo cztery tygodnie temu. Wzdycha i znowu przeczesuje palcami włosy. – Cieszę się. – Nie licząc tych okazji. dopóki nie zamyka za sobą drzwi. – Proszę. przestań. – Nie znoszę. pani Grey – mówi cicho. – A ja zapewniłam ci już wystarczająco dużo rozrywki. że wyprowadzam się z tej sypialni. – Do zobaczenia wieczorem – mówi głosem bez wyrazu. pozwól mi się ubrać. no nie? – Owszem. Nie musiałam się uciekać do łez. Potrzebuję ciebie. Stoję jak wrośnięta w ziemię. że nawet w ciąży jestem zabawna. Ta kobieta to moja granica bezwzględna. Christianie. – Przez kilka ostatnich tygodni miałam naprawdę dużo na głowie. W oczach ma niebezpieczny błysk. – Na litość boską. – Niezłe przedstawienie. ponieważ zbyt jestem wściekła. abym była taka idealna jak ty! Och. Zasługuję na Kongresowy . Chwiejnym krokiem podchodzę do łóżka i osuwam się na nie. I przez krótką chwilę mam ochotę wziąć go w ramiona i ukoić. ale ja znowu się cofam. – Co za ironia. nie uległam także jego czarowi. kiedy nie pozwalasz mi się dotykać. Boże broń. przestań. Z wyjątkiem tego. – Zniknęła z mojego życia. prawda? Raz jeszcze mruży oczy. kiedy zapomniałaś o zastrzyku. – Cóż. – Chciałabym ci wierzyć.. Patrzy na mnie beznamiętnie. wymieniając się gniewnymi spojrzeniami. – Nie doszliśmy za bardzo do porozumienia. On się odwraca i wchodzi do łazienki. Opieram się jednak pokusie. – Muszę wziąć prysznic – burczy. – Nie rób tego. przestań. – Wczoraj nie potrzebowałeś.

Dziękuję. czemu zjawiłaś się tak szybko. – Zamierzam wyskoczyć do delikatesów. – Och. ale mam nadzieję. żołądek wywraca mi się na drugą stronę. Kate. – Christian i ja pokłóciliśmy się. O Fasolce wiem od niecałej doby. – Zrobił ci krzywdę? Przewracam oczami. – Pani Grey. To Kate. – Dzień dobry. Gdy do mojego nosa dociera jej zapach. to wszystko. Nie żegnam się z Christianem. . Steele. Czemu. Na biurku czeka na mnie latte. Co słychać? – Spadaj. Czy nasze małżeństwo jest zagrożone? Dlaczego on nie rozumie. Cholera. Wiedziałam. Fasolko? A tak było dobrze. mówiąc. klepiąc brzuch. jaką głupotą i idiotyzmem było pobiegnięcie do tamtej kobiety? I co ma na myśli. Ano? Kiwam głową i zamykam się w gabinecie. Głaszczę brzuch i ocieram łzy. – Runda druga zakończyła się patem. – No dobra. – Eee.Medal Honoru. kiedy ja i Sawyer wychodzimy. – Jesteśmy na miejscu. mogłabym prosić o herbatę? – Czuję zakłopotanie. Nie jestem głodna. Kupić coś pani? – Nie. śmierdzi jak diabli. och. tracę opanowanie i z oczu zaczynają mi płynąć łzy. – Dobrze się czujesz. Co się dzieje? – Zaczyna się Inkwizycja Katherine Kavanagh. Gdy wyglądam przez przyciemnione szyby SUV-a. że nie. u licha. Jedziemy do roboty. ponurym niebem i ogarniają mnie złe przeczucia. W sumie nie omówiliśmy kwestii dziecka.. Dzwoni BlackBerry. – Możliwe.. Dzięki. nie. „Nie zna nawet twojego imienia”. Cholera! Nie chcę się spóźnić. Biorę głęboki oddech. ale czuję się podle. że nie bez powodu nie lubiłam nigdy kawy. Sawyer. – Dlaczego Christian cię szukał? – pyta bez żadnego wstępu. Nadal jest pod prysznicem. ale biorę głęboki oddech i jakoś udaje mi się zapanować nad emocjami. Stoimy na skraju przepaści. – Warga mi drży. że tatuś to przegrana sprawa. Nie doszliśmy do żadnego porozumienia. Christian jeszcze krócej. że nigdy więcej się z nią nie spotka? Jak. mam w to uwierzyć? Zerkam na budzik – ósma trzydzieści. – Sawyer przerywa moją zadumę. Jezu. Mój nastrój komponuje się z szarym. Fasolko – szepczę.

Sawyer jest wyjątkowo czujny i troskliwy. – Tak. – Przestań. – Nie mogę w tej chwili rozmawiać z Kate. Nie rozpłaczę się. – Och. Wraz z upływem kolejnych godzin uzmysławiam sobie.. A ja uzmysławiam sobie. robiąc sobie przerwę tylko na lunch. jak rzadko w przeszłości miały miejsce takie sytuacje. że możesz na mnie liczyć. Gdy zbliżamy się do pokoju Raya. jak myślisz. ma na sobie piżamę – wygląda jak dawny Ray. A potem rzednie mu mina. Sawyer. Ana. otwiera szeroko ramiona i mocno mnie tuli.. co jest zupełnie nie w jego stylu. Ray siedzi podparty poduszkami i czyta gazetę. że rano się nie załamałam. Ale pamiętaj. – Annie? – szepcze. – Zaczekam na korytarzu. I od razu czuję się o niebo lepiej. proszę. Cóż. że choć na chwilę mogę od niego uciec. dzięki. że się rozpłaczę. – Kate. Dlaczego? Dlatego właśnie tak bardzo lubię siadać . Wiem. licząc na wiadomość od Christiana. a taka jestem z siebie dumna. aby odwiedzić Raya.– Tak. Ana – szepcze. pyta: – Przynieść pani może herbatę? – Nie. mam spotkanie. – Ray dobrze? – Tak – mówię cicho. Później oddzwonię. Przez całe przedpołudnie raz na jakiś czas sprawdzam mejle. – Och. Ale on milczy. O piątej Sawyer i ja jedziemy do szpitala. tatusiu. Biegnę do niego. – Dobrze. Wszystko w porządku? – Tak. Annie. Nie rozpłaczę się. Ogolił się. okej? – Okej. – Co się stało? Przytula mnie mocno i całuje w głowę. – Hej. ja też. jak chcesz. Irytuje mnie to. Później pogadamy. Otwiera przede mną drzwi i cieszę się. ale nie taką. że w ogóle nie zamierza się ze mną kontaktować i że nadal jest wściekły. a on. – Uśmiecha się. Rzucam się w wir pracy. – Okej. – Później zadzwonię. – Pamiętam – szepczę wzruszona jej słowami. – Nie. na który zjadam kremowy serek i bajgla z łososiem.

Christianowi na kolanach? Po chwili wyplątuję się z objęć Raya i siadam na krześle obok łóżka. które pojawiają się w kącikach mych oczu. Przypomina mi się kłótnia z powodu przysiąg ślubnych. kiedy rano myślał. On wie? I walczę ze łzami. – Christian dzwonił i mówił. – Makaron. – To dobry człowiek. – Spaghetti. ale ta noga w gipsie cholernie mnie swędzi. – Czuję się też dobrze. że zdrowiejesz. – Już się robi. – Ujmuję jego dłoń. Cholera. Dobrze wyglądasz. że odeszłaś. Za nic nie chciałbym tego stracić. ten twój mąż – mówi pokrzepiająco Ray. Kiedy wracam do Escali. penne. A co powiedzieli lekarze? – Nie chcę rozmawiać teraz o moim mężu. że pracuje dziś do późna – informuje mnie przepraszająco pani Jones. mojego męża nie ma. – Zdarza mu się. to bolesny temat. Ale teraz to ja jestem stroną pokrzywdzoną. Nie posiadał się z rozpaczy. tato. I Ana... powinnaś wiedzieć. Ray marszczy z niepokojem brwi. Kiwa głową. – Ja też. – U ciebie i Christiana wszystko dobrze? – Pokłóciliśmy się – szepczę. jego dąsanie osiągnęło zupełnie nowy poziom. – Co byś miała ochotę zjeść? – W oku pani Jones widać stalowy.. – Poradzimy sobie z tym. Och. Mrugam powiekami. fusilli? – Spaghetti z pani sosem bolońskim. W tej chwili niepotrzebne mu moje problemy. Czemu sam nie mógł mi tego powiedzieć? Jezu. tato.. Uśmiecha się. – Uśmiecha się życzliwie. . – Och. Dzięki za wiadomość. – Nic takiego. – Powiedz staruszkowi. tak się cieszę. pełen determinacji błysk. że pan Grey szalał. Annie. – Och. Kręcę głową. Chciałbym jeszcze pobujać wnuki na tej swędzącej nodze.

Nie jestem w stanie z nikim rozmawiać. – Dobranoc. jest wkurzony. Moja pierwsza myśl to „gdzie jest Christian?” Siadam i spuszczam nogi z łóżka. Może jest po prostu za wcześnie. nigdy sobie nie wybaczę – ani Christianowi. iż takie zachowanie jest niedopuszczalne. Chcę.. Christianie. – Cześć. Żadne z nas się nie rozłącza. Nie wiem. Kładę dłoń na brzuchu. – Cześć – mówi. a nie inna.. – Wracasz do domu? – Później. Nie zamierzam dać się zastraszyć. O jedenastej oczy same mi się zamykają. – Głos ma chłodny. Tak. żeby przyznał. Wpatruję się w telefon. Wysyłam jej esemesa. Dzwonię do niego. co się z nim dzieje. moja podświadomość krzyczy: nie! Jeśli usunę tę ciążę. Siedzę przy biurku w bibliotece. – Dobranoc. co ty narobiłaś? Nie jestem w stanie rozmawiać z Kate. że jest siódma trzydzieści. Do środka sączy się światło jesiennego poranka. – No to ci nie przeszkadzam.Jest dziewiąta. Fasolko.. Kiedy się budzę. Cholera. obiecując. że niedługo zadzwonię. Ja nie pobiegłam w te pędy do pedofilskiego kochanka. – Jesteś w biurze? – Tak.. a jego nadal nie ma. a ja szlocham głośno w poduszkę. Może nie ma tak być. I rozłącza się. Ja też jestem. I nawet gdy wypowiadam w myślach te słowa. Ale sytuacja jest taka. zastanawiając się. – Och. Zerkam na budzik i widzę. Ano – mówi w końcu. – Ana. choć cisza staje się coraz bardziej krępująca. czego mój mąż ode mnie oczekuje. A gdzie miałbym być? Z nią. Na podłodze obok łóżka leży srebrnoszary . Zwijam się w kłębek pod kołdrą i w końcu tama puszcza. zgoda. głowę mam ciężką. Zrezygnowana idę na górę do mojego dawnego pokoju. Przenoszę spojrzenie na stojący w bibliotece stół bilardowy i przypominają mi się nasze partyjki.

że jeden jest od Christiana. – Tak. że się wtrącam. Mina jej rzednie. – Ano. mój ulubiony. On tu był. I rozbłyska we mnie iskierka nadziei. Przytulam do niego policzek. – Waha się. patrząc. Wieczorem go tu nie było. jak śpię. Podnoszę go i wpatruję się w niego. Kiedy schodzę na dół. a ona milknie. wybacz mi. .krawat Christiana. że chciałabyś to wiedzieć. Christian? – pytam. proszę. Kiwam głową. ale nie stawiaj na nim kreski. chociaż na dowód mam jego krawat. że moja mina dobitnie jej mówi. Jestem pewna. gładząc jedwabisty materiał. 06:45 Adresat: Christian Grey Ano. pani Jones krząta się w kuchni. kiedy widzę. – Dzień dobry – mówi pogodnie. Uznałem. Kiedy docieram do pracy. – Dzień dobry. Serce zaczyna mi walić jak młotem. – A więc wrócił na noc do domu? – Muszę się upewnić. Muszę sfinalizować parę spraw na WSU. Nadawca: Christian Grey Temat: Portland Data: 15 września 2011. iż nie mam ochoty rozmawiać teraz o moim krnąbrnym mężu. sprawdzam mejle. – Już wyszedł. Lecę dzisiaj do Portland. To uparty człowiek.

Łzy napływają mi do oczu. dawno się nie słyszeliśmy. Och. Zaraz tam przyjdę. Grey Enterprises Holdings. a ja aż podskakuję. które jakoś udaje mi się zatrzymać w żołądku – siedzę i wpatruję się apatycznie w monitor. Odzywa się BlackBerry. Znam go. Kurwa! Całe moje ciało pokrywa gęsia skórka i czuję przypływ adrenaliny. witaj. Osuwam się na podłogę i chowam twarz w dłoniach. – Ana? – To Hannah. czy jej nie zignorować. – Przyszedł do ciebie Boyce Fox. Zerkam na wyświetlacz – to Mia. a mój świat przestaje się obracać. ale wygrywają dobre maniery. – Głos mi zanika. zastanawiając się. Cholera. Jezu. Tylko tyle? Mój żołądek wykonuje fikołka. Cholera! Będę wymiotować. – Zaprowadź go do sali konferencyjnej. Kurwa.Christian Grey Prezes. – Cóż. szukając natchnienia i zastanawiając się. Po lunchu – znowu kremowy serek i bajgiel z łososiem. . tego mi tylko trzeba. To Jack Hyde. Inc. Pędzę do ubikacji i zwracam śniadanie. Po jakimś czasie rozlega się delikatne pukanie do drzwi. jak ja i Christian zamierzamy rozwiązać ten wielki problem. Ano. zdławiony strachem. – Męski głos. ===aVxlVW1c ROZDZIAŁ DWUDZIESTY DRUGI – Jack. Jak się wydostał z więzienia? Dlaczego ma telefon Mii? Krew odpływa mi z twarzy. – Tak? – Wszystko w porządku? – Zaraz stąd wyjdę. – Mia – witam ją pogodnie. poproszę. Waham się. – Zaparzyć ci herbaty? – Tak. w głowie mi się kręci.

za którego wyszłaś. – Jack. Chcę pięć milionów dolarów. Mia. – Tak – szepczę. próbując odsunąć od siebie strach. – Nie rozłączaj się. ten kutas. – Zrozumiałaś? – krzyczy. Przez moją głowę przelatują różne opcje. Masz dwie godziny. Jego rodzina? Jak to? – Czego chcesz? – Chcę jego pieniędzy. A więc teraz ty mi je dostarczysz. Oczywiście. próbując opanować panikę. ale gardło ściska mi panika. potrzebuję więcej czasu. Ani temu twojemu skurwysyńskiemu mężowi. – Moja odpowiedź jest automatyczna. dzisiaj. Rozłącz się. Chyba znowu będę wymiotować. Powiedzieć Christianowi? Powiedzieć Taylorowi? Zadzwonić na policję? Skąd Jack się dowie? Czy rzeczywiście ma Mię? . Oddycham głęboko. Dowiem się. Spierdoliłaś mi życie. a potem zabiję. – Posłuchaj. – Inaczej ją zabiję. Ani glinom. że ją masz? Połączenie zostaje przerwane. to mógłbym być ja. Tylko tyle. Prycha drwiąco. Pogarda Hyde’a mnie szokuje. jeśli to zrobisz. Nikomu nie mów. i jego cała pierdolona rodzina zapłacicie mi. Co takiego? Mia! Nie! – Co jej zrobiłeś? – szepczę. Nie mów nikomu. Grey spierdolił mi życie. i mdłości przechodzą. – Tak. W głowie mam gonitwę myśli. nie mam dostępu do takich pieniędzy. dwie godziny. Jest teraz ze mną ta mała zdzira. dlaczego do ciebie dzwonię. inaczej ta mała dziwka popamięta. Żołądek znowu podchodzi mi do gardła. Skąd mam wiedzieć. Trzy godziny. Wpatruję się z przerażeniem w telefon. Jesteście mi coś winni. Zrozumiałaś? Próbuję odpowiedzieć. Gdyby sprawy poukładały się inaczej. Wyczuwam rozgoryczony uśmiech. Chwytam głośno powietrze.– A jednak mnie pamiętasz – mówi łagodnie. – Miej ze sobą telefon. Naprawdę chcę tych cholernych pieniędzy. Ani jego ochronie. inaczej najpierw ją zerżnę. A ty. – Pewnie się zastanawiasz. Właśnie uciąłem sobie pogawędkę z twoją szwagiereczką. a w ustach czuję metaliczny posmak strachu. ty podpuszczalska dziwko i łowczyni posagów. – Tak. – Daję ci dwie godziny. – Jack. on ma Mię.

Cholera. pędząc w stronę recepcji. Jechać do banku.. że wyskoczyło mi coś nagłego.. że narazi Mię na niebezpieczeństwo. wzbudzi to jej podejrzenie i niewykluczone. – Jest z panem Greyem? – Tak. I tobie. jak długo mnie nie będzie. Znaleźć książeczkę czekową. – Sawyer. Fasolko. Odwołaj moje popołudniowe spotkania. To dobrze. Przebrać się. układając w głowie plan. – Hannah. Wszystko w porządku? – Hannah marszczy brwi. Muszę zapewnić bezpieczeństwo Christianowi. proszę pani. – Taylor? – szepczę. Proszę. proszę. Dobrze. czasu na zastanowienie się – ale w tym celu muszę postępować zgodnie z jego instrukcjami.. – Nasze spojrzenia jeszcze raz się krzyżują. – Jasne. proszę pani. Chce pani zaczekać tutaj. gdzie czeka Sawyer. – Nie czuje się najlepiej. – Tak! – wołam przez ramię. Mia. – Jeszcze raz zerka na mnie. Chcę jak najszybciej znaleźć się w domu. gdy widzi moją minę. – Nadal są w Portland? – Tak. .. Zawieź mnie. Sawyer. – Nie czuję się dobrze. jedź szybciej. Sawyer wciska guzik w bezprzewodowej słuchawce. aby odebrać telefon. – Tak – mówi i się rozłącza. Jechać do domu. pójdę z tobą. a na jej twarzy maluje się niepokój. gdy uważnie się przyglądam jadącym za nami samochodom. Ktoś nas śledzi? Serce wali mi jak młotem. Nasze spojrzenia krzyżują się w lusterku wstecznym i widzę. – Zrywa się z fotela na dźwięk mego głosu i marszczy brwi. że się dowie. A jeśli on nie ma Mii? Jak mogę to sprawdzić? Jeśli zadzwonię do Grace.. Zerkam przez tylną szybę SUV-a. – W jego głosie słychać współczucie.. Chwytam torebkę i ruszam do drzwi. że marszczy brwi. Nie jestem pewna. Rozumiem. Och. Wiozę ją z powrotem do Escali. ile miejsca zajmie pięć milionów dolarów? Ile będzie ważyć? Będę potrzebować walizki? Powinnam uprzedzić bank? Mia. Moja dłoń wędruje do brzucha. Powiedz Elizabeth. nim przyprowadzę samochód? – Nie. że pani Grey jest ze mną. Wszystkie wydają się niegroźne. Kiwa głową. do domu.Potrzebuję czasu. muszę wyjść. Chciałem dać ci znać. proszę pani. Mówił. Z przerażeniem wyglądam przez szybę. – Oczywiście. – T. Jakimś cudem uciec Ryanowi i Sawyerowi.

Teraz muszę jedynie wymknąć się niepostrzeżenie z Escali. czy mam przy sobie prawo jazdy i zerkam na zegarek. opierając się o drzwi. że ma pięćdziesiąt odcieni? A teraz się do mnie nie odzywa. i wsuwam go za pasek czarnych spodni. Sprawdzam. ale jest zamknięta. że znajduje się on w jego szafce z dokumentami? Sprawdzam. Zmieści się do niego pięć milionów dolarów? Na podłodze stoi torba sportowa Christiana. Wyrzucam zawartość na podłogę i upycham torbę do worka. czy jest naładowany. Jest ich pięć. Po chwili wahania wyjmuję pistolet.– Możemy się pospieszyć? Nie czuję się dobrze. więc zakładam. – Sawyer dociska pedał gazu i nasz samochód mknie ulicą. starając się to robić jak najciszej. Trenowałam tylko na strzelnicy. W ogóle się nie zna na broni. że pojechała z Ryanem po sprawunki. Nie wspominał kiedyś. Grey. Skupiam się na znalezieniu właściwej książeczki czekowej. pociągam za szufladę i znajduję książeczki czekowe. Jezu. pani Jones w nim nie ma. Będę musiała trzymać się planu A. Biorę głęboki oddech i nieco spokojniej udaję się do naszej sypialni. I natychmiast ogarnia mnie irytacja na Christiana. Jasny gwint. Może powinnam tu spać zeszłej nocy. że Sawyer nadal jest w gabinecie Taylora. kto sam przyznaje. Pani Jones rzeczywiście myśli o wszystkim. Może mi się przyda. Moje spojrzenie zatrzymuje się na broni Leili. Z szafy wyjmuję duży worek marynarski. proszę pani. . Dobiegam w panice do biurka. Jaki jest sens kłócić się z kimś. Szybko się przebieram w dżinsy i bluzę z kapturem. a tylko jedna na nazwiska C. Mam nadzieję. Zamykam je za sobą i staję na progu. Nie mam pojęcia. że jej nie zabezpieczył. Łóżko zostało pościelone i przez chwilę czuję ból. – Tak. Wiem. Nigdy nie strzelałam do człowieka. Otwieram ją. poza zasięgiem kamery. Na swoim rachunku mam mniej więcej pięćdziesiąt cztery tysięce. Powoli i cicho udaję się do holu. Kiedy docieramy do mieszkania. aby o tym myśleć. że Ray mi wybaczy. a tymczasem ja pędzę do gabinetu Christiana. Za pasek dżinsów wkładam broń. ale nie – jego strój sportowy jest czysty i świeży. Zniknął jej samochód. To powinno wystarczyć. sprawdzam. ile jest na tym. Nie – nie mam czasu. Myślę. Ostrożnie otwieram drzwi. a stopy wsuwam w adidasy. mógł sobie zrobić krzywdę. Przełykam ślinę. Ale Christian na pewno ma pięć milionów. Sawyer idzie do gabinetu Taylora. Wyjmuję z torebki telefon i dzwonię do Sawyera. Grey i A. A może są w sejfie? Cholera. Nie znam szyfru. spodziewając się znaleźć w niej brudne ciuchy. Od telefonu Jacka minęło trzydzieści jeden minut. że w windzie zamontowana jest kamera.

Gdy wyjeżdżam. Wiem. najpierw na korytarzu i dalej na schodach. nowoczesny i powściągliwy w formie. wiedząc. – Chciałabym wypłacić dużą kwotę. że będzie próbował mnie powstrzymać. że z własnego domu muszę się wymykać jak przestępca. Ale jest już za późno. – Pani Grey! – W chwili. Pani Nieszczery Uśmiech unosi jeszcze bardziej nieszczerą brew. Winda zjeżdża bezszelestnie do garażu. Przekręcam kluczyk w stacyjce i z piskiem opon pędzę do bramki. i jasnozielone szkło. pędzę do saaba. Kiedy Sawyer jest już na górze. że Sawyer najpewniej stracił posadę. Podchodzę do informacji. Wyjeżdżam na Fourth Avenue. że Sawyer zadzwoni do Christiana albo Taylora. I czekam jedenaście koszmarnie długich sekund. otwieram drzwi. Nie myśl teraz o tym. Przyciszone głosy. ale na razie ani śladu Sawyera. kiedy będę musiała – teraz nie mam na to czasu. ale zajmę się tym później. i źle się czuję z tą świadomością. aż się podniesie szlaban. Prześladuje mnie jego mina pełna zdumienia i urazy. – Ana! – woła z niedowierzaniem. bije w szaleńczym rytmie. nieszczery uśmiech i przez chwilę żałuję. biegnę do windy i wciskam guzik przywołujący. on wbiega do holu. W głębi duszy wiem. gdy się zamykają. podłogi. Wbiegam do niej i gorączkowo wciskam guzik oznaczający garaż podziemny. Cóż za ironia. Muszę dostać się do banku i zabrać stamtąd pięć milionów dolarów. Wypuszczam długo wstrzymywane powietrze. Drzwi rozsuwają się ze zbyt głośnym brzdękiem sygnalizującym gotowość kabiny. że dzieli nas zaledwie korytarz. Mam nad Sawyerem ze dwie minuty przewagi i wiem. Budynek banku jest elegancki. od których odbija się echo. Po koszmarnie długiej chwili drzwi powoli zaczynają się zasuwać. rzucam worek na fotel pasażera i siadam za kierownicą. – W czym mogę pani pomóc? – Młoda kobieta posyła mi pogodny. nerwowo wyczekując widoku wyjeżdżającego z garażu SUV-a. uspokajający oddech. Czy to się uda? Rozłączam się i słyszę jego kroki. Zerkam w lusterko wsteczne. jestem w pokoju na górze. mógłbyś mi w czymś pomóc? – mówię cicho. że się przebrałam w dżinsy. Słyszę krzyk Sawyera. Zerkając tęsknie na swoje R8. – Sawyer. proszę pani – odpowiada i w jego głosie słyszę konsternację. . – Już idę. we wstecznym lusterku dostrzegam wybiegającego z windy przemysłowej Sawyera.– Pani Grey. Muszę uratować Mię. Nigdy dotąd nie dzwoniłam do niego po pomoc. Biorę kolejny głęboki. Serce mam w gardle.

a potem on siada za biurkiem naprzeciwko mnie. proszę pani – mówi cicho i prowadzi mnie do niewielkiego. Wystukuje na klawiaturze komputera kilka liczb. pani Grey. Ale chciałabym rozmawiać z kierownikiem. – Proszę.– Ma pani u nas rachunek? – W jej głosie słychać nutkę sarkazmu. pani Grey. tym razem z niedowierzaniem i respektem. – Pokazuje na czarne skórzane krzesło stojące obok szklanego biurka z supernowoczesnym komputerem i telefonem. . Dwadzieścia pięć po drugiej. – Wychodzi szybko. Nie mogę wymiotować w tej chwili. pani Grey? – pyta grzecznie. – Jaką kwotę chce pani dzisiaj wypłacić. Nie teraz. Raz jeszcze lustruje mnie wzrokiem. Jej oczy rozszerzają się lekko i nieszczerość ustępuje miejsca szokowi. – Pięć milionów dolarów. Poproszę kierownika. – Proszę spocząć. Biorę głęboki oddech i mdłości mijają. proszę mi wybaczyć to pytanie. – Tędy. – Wiem od pracownicy. Jezu. – Rozumiem. Mogę zobaczyć prawo jazdy? – Z jowialnego pozera zmienia się w poważnego bankowca. – Pani Grey. – Na szczęście przechowujemy u siebie rezerwę gotówki dla całego Wybrzeża Północno-Zachodniego – chełpi się. ale czy ma pani jakiś dowód tożsamości? – Tak. to jeszcze broń wbija mi się boleśnie w plecy. Jestem Troy Whelan. – Zazwyczaj prosimy o uprzedzanie nas o takich wypłatach. Blednie. Pięć milionów dolarów. Nerwowo zerkam na zegarek. Na nazwisko Christian Grey. Och. Wyciąga dłoń. Do gabinetu wchodzi pan w średnim wieku. Łysieje. że chce pani wypłacić dużą kwotę. Co muszę zrobić? Mam przy sobie prawo jazdy i naszą wspólną książeczkę czekową. jakbym codziennie prosiła o taką ilość gotówki. ale ma elegancki. – Urywa i posyła mi uspokajający. wymieniamy uścisk dłoni. skromnie umeblowanego gabinetu ze ścianami z zielonego szkła. – Patrzę jej przy tym prosto w oczy. – Uśmiecha się. ale wyniosły uśmiech. że zbiera mi się na mdłości. spieszę się. – Mamy tu z mężem kilka rachunków. czy on mi próbuje zaimponować? – Panie Whelan. – Tak – warczę. Siadam na krześle i nie dość. drogi grafitowy garnitur i pasujący do niego krawat. – Zgadza się. – Oczywiście. Mam po prostu wypisać czek? – Wszystko po kolei.

Nie sądziłam.000 $”. – Proszę. Mia. na czym by widniało moje nazwisko? Wyjmuję portfel. tu jest napisane Anastasia Steele. że pański bank nie chciał się wykazać wolą współpracy? – Prostuję się i obdarzam go swoim najbardziej nieprzystępnym spojrzeniem. Benedict Arnold to w porównaniu z Whelanem niewiniątko. Niezdarnie otwieram książeczkę i wyjmuję z torby pióro.. inaczej najpierw ją zerżnę. Wraca pan Whelan. Co takiego? Nie. – Zgadza się. myśl o Mii. Cholera.000. – Marszczy brwi. Ten rachunek? – Pokazuję mu książeczkę czekową. a później zabiję”. że wygląda na zażenowanego. starając się poskromić szaleńcze bicie serca. – Przekopuję się przez torebkę. . to nie będzie konieczne. Zaczekam na zewnątrz. Co mogę mieć. mam nadzieję. Nie mogę nikomu nic powiedzieć. że dobrze robię. – To jest mocno nieregulaminowa sytuacja. – Tak. tak. – O nie. 5. Nie mogę mu tego pokazać! Wyciągam kartę kredytową Amex. Krew odpływa mi z twarzy. O Boże. pani Grey. – Oczywiście. Wychodzi z gabinetu. – Pani Anastasia Grey – czyta Whelan. otwieram go i znajduję nasze zdjęcie. – Czy mam przekazać mężowi.. Będzie także pani musiała wypełnić kilka dodatkowych dokumentów.. pani Grey. – Cholera! – Na pewno mam coś z właściwym nazwiskiem. pobladły i zmieszany. Czy mam po prostu wpisać kwotę? Nie mam pojęcia. Ma na tyle przyzwoitości.– Pani Grey. chyba na nowo mnie oceniając. – Och. A teraz przepraszam na chwilę. – Zadzwonię do pana Greya.. – Będzie pani musiała wypisać czek. – Jest na linii numer jeden. na łóżku w kajucie Fair Lady. Prześladują mnie odrażające słowa Jacka: „Nie mów nikomu. Proszę jedynie wcisnąć odpowiedni guzik. Trzęsącymi się palcami piszę: „Pięć milionów dolarów. Przez chwilę milczy. Znowu wypuszczam wstrzymywane powietrze. że to się okaże takie trudne. to wystarczy. – Pani Grey? Pani mąż chce z panią rozmawiać – mówi i pokazuje na stojący na szklanym biurku telefon.

Dla twojej rodziny. Drży mi dłoń. – Cześć – mówię cicho. Narazi siostrę na niebezpieczeństwo. o okupie. Przykładam ją do ucha. usiłując opanować nerwy. – A dziecko? – pyta bez tchu. nasza Fasolka. – Tak. ja. Moja Fasolka. – Zaopiekuję się dzieckiem – mówię cicho. – Tak – szepczę. że jedyny sposób na utrzymanie Christiana na dystans i uratowanie jego siostry. – To dla ciebie. Będzie interweniował. – Nie – szepczę. że odchodzę? I wtedy uzmysławiam sobie. Nie! Dłonią zakrywam usta. O nie. – Christianie – szlocham. Bierze głośny oddech.. – Christianie. – Weź wszystko. I przeszywa mnie włócznia bólu.Cholera! Cholera! Cholera! Co mam powiedzieć Christianowi? Domyśli się. starając się uspokoić szaleńczy oddech. – Pięć milionów wystarczy? Och. O nie. proszę. – łamie mu się głos. Niemal mu mówię: o Jacku. błagam przestań! – Tak. proszę! Błagam go w duchu. – Ale dlaczego pieniądze? Zawsze ci o nie chodziło? – Jego pełen udręki głos jest ledwie słyszalny. Słucham? – Nie! – Mój głos idealnie pasuje do jego głosu. – Tego właśnie pragniesz? Nie! – Tak. o Mii.. – Christianie.. i wciskam jedynkę. O nie. Co? Moja dłoń wędruje z ust na brzuch. Zaufaj mi. to kłamstwo. – Ana.. – Odchodzisz ode mnie? – Słowa Christiana to pełen udręki szept. Nie! Łzy spływają mi po policzkach. – I niemal się uginam. . – Odchodzisz? – pyta. Anastasio. a do oczu napływają łzy. Proszę. jak może tak myśleć? Pieniądze? Dlatego myśli.... – Walczę ze łzami. gdy sięgam po słuchawkę. próbując zdusić sprzeczne emocje.. – Weź wszystko – syczy.

. tylko nie na mnie. – Moja pracownica przyniesie wodę. – Christianie! Nie. Ratuję twoją siostrę. proszę pani. i na czeku także. Może wody? Kiwam ponuro głową. – Przepraszam. przynajmniej Christian tak myśli. godzin później – nie wiem – wchodzi Panna Nieszczery Uśmiech z karafką z wodą i szklanką.. Gdyby mogła złożyć tu pani podpis. – A dobrze wyglądam? – warczę. ty draniu! Piorunuję go wzrokiem. Kiwam głową do Whelana. – Głos ma schrypnięty. Szybko zerkam na zegarek. Patrzy wszędzie. I nie opuszczam. W tej chwili muszę się .. Składam podpis najpierw na wykropkowanej linii na dole czeku. Przygotowanie pieniędzy zajmie nam mniej więcej pół godziny. Kobieta wychodzi. Chowam twarz w dłoniach i zalewam się łzami. przerażonymi myślami.. Biorę szklankę i piję z wdzięcznością. traci znaczenie. Rozłącza się. Jakoś naprawię wszystko między mną a Christianem. a potem na dokumencie. czy też Whelan nie wie. Kilka chwil.. zostawiając mnie z mymi poplątanymi. po czym stawia je na biurku i nalewa mi wody. Następnie marszczy brwi i nie wiem. Moja podświadomość zasznurowuje usta. Zadzwoniłeś do niego. Cóż. To mocno niezgodne z regulaminem. która szlocha w jego gabinecie.. Kładzie na stole jakiś dokument. Przynajmniej na razie da mi spokój. Przerywa mi nieśmiałe pukanie do drzwi. proszę pani. mocno nalegał. Anastasia Grey. zostawiając mnie sam na sam z moim smutkiem. jeśli nie jest na to za późno.... – Dziękuję. – Pani mąż zgodził się zlikwidować lokaty warte pięć milionów dolarów. pani Grey. że nigdy go nie opuszczę. ale jako nasz główny klient. I cała ta głupia kłótnia. – Pani Grey – mówi cicho. minut. czy to z powodu niezgodności z przepisami. – Wezmę to. „Ponieważ to właśnie mu powiedziałaś”. nalegał. ja też cię kocham. Obiecałam. – Dobrze się pani czuje? – pyta. choć nie odezwałam się ani słowem.. Jest mocno zażenowany. a tymczasem ja przygotuję pieniądze. Właśnie odeszłam od męża. – Milknie i jego policzki czerwienieją.– Zawsze będę cię kochać. ciągnąca się za nami od kilku dni. jak sobie radzić z kobietą. Wchodzi Whelan. Łzy kapią na biurko. Jack dał mi dwie godziny – powinnam zdążyć. a on na paluszkach wychodzi z gabinetu.

Och. – Pani Grey. – Dziękuję. z kim nie chcę się spotkać – mówię do Whelana. Ana. Chwytam za oparcie krzesła. – Jest tam ktoś. i wpadam z powrotem do niewielkiego gabinetu. Ray. a ja wychodzę. uspokajający oddech. Cholera! Nasze spojrzenia się krzyżują i próbuje wybadać moją reakcję. To pomaga. Przy wejściu czeka Sawyer. Może zdołam po prostu zostawić te pieniądze Jackowi. dobrze się pani czuje? Kiwam głową i groźnym wzrokiem każę mu się odczepić. Trzęsą mi się nogi. Później zajmę się mężem. I co ja mam teraz zrobić? Zerkam na zegarek. – Ktoś mnie śledzi. Sawyer może mi zepsuć cały plan. Christianie – jak mogłeś tak pomyśleć? Rodzi się we mnie gniew. Obciągam bluzę. jest wkurzony. Jego oczy robią się wielkie jak spodki. Tak. – Pani Grey. Już prawie kwadrans po trzeciej. a ja zabiorę Mię do domu. – Pani Grey? – W głosie Whelana słychać konsternację. Opadam na oparcie. że kręci mi się w głowie. A jeśli Jack kłamie? A jeśli wcale jej nie ma? Z pewnością mogłabym zadzwonić na policję. że nauczyłeś mnie strzelać. – Wstaję i czuję. przeczesując spojrzeniem hol. Unoszę palec wskazujący w geście mówiącym. że to Christian. Biorę jeszcze jeden głęboki. Pan Whelan marszczy brwi. Rozlega się pukanie do drzwi. Myśl. myśl! Whelan . gniew. że kiedyś pobłogosławię chwilę. Och. tak bardzo się cieszę. inaczej najpierw ją zerżnę. że zaraz przyjdę. Muszę to zrobić. Cholera! Założę się. Jack może zadzwonić w każdej chwili. Może sobie uciec. Odwracam się na pięcie. czując pokrzepiającą obecność pistoletu Leili. Włącza się poczta głosowa. gdy Leila trzymała mnie na muszce? Och. Muszę uratować Mię. to brzmi niedorzecznie! Dzwoni mój telefon. nie. zakrywając pistolet.skoncentrować na Mii. – Mam zadzwonić na policję? – Nie! – Kurwa mać. – To Whelan. Nie mogę. niemal zderzając się z panem Whelanem. Kto by pomyślał. – Pieniądze czekają. Kiwa głową i odbiera telefon. ale przytrzymuje mi drzwi. Muszę to zrobić. Your Love Is King. Ray! Wieczorem będzie na mnie czekał. O nie! Czego Christian chce? Sypać sól na moje rany? „Zawsze chodziło ci o pieniądze?” Och. „Nikomu nie mów. a potem zabiję”.

Dodge! – To może mi zająć więcej niż trzy minuty. – Jesteś bystra. – Jak sobie pani życzy. – O. że może stąd wyjść. drżącymi palcami wystukuję numer Mii. I dam wam dwóch ochroniarzy. . Ochroniarz przyszedł za tobą do banku. tak. – Mam jeszcze jedną prośbę. dzwoni moja wypłata – mówi pogardliwie Jack. – Mam problem. Grey. Czarny SUV. Każę dwóm pracownikom zanieść torby. Rozłącza się. – Możemy z niego skorzystać? Uniknęłabym wtedy niepotrzebnego zamieszania przy głównym wejściu. dodge. – Zamieniam się w słuch. – Rozumiem. u licha. Pewnie myśli. – Serce raz jeszcze podchodzi mi do gardła. Proszę za mną. Mógłby mnie pan na chwilę zostawić? – Naturalnie – odpowiada Whelan i chyba się cieszy. Dla pracowników. – Panie Whelan. – Muszę zadzwonić. kierując się w stronę dodge’a. Macie tu tylne wyjście? Marszczy brwi.przygląda mi się z rosnącą desperacją i oszołomieniem. Co?! Skąd on to. pani Grey. Coś wymyślisz. – Wiem. Jest zaparkowane na tyłach banku. I kiedy dotrzesz do samochodu. Dwie minuty później moja świta i ja znajdujemy się na ulicy. suko? – Tak. kto siedzi za kółkiem. Kiedy zamyka za sobą drzwi. Na tyłach banku czeka samochód. Cholera! Otwieram drzwi i widzę. że jestem stuknięta. wie? – Będziesz musiała go zgubić. Nie mam czasu na te bzdury. że Whelan cierpliwie czeka. Szyby są przyciemniane i nie widzę. żeby do niego dotrzeć. – Powiedz to! – warczy. Rozumiesz. będzie mi potrzebna pomoc w zaniesieniu toreb do auta. pani Grey. – Mamy. jak na łowiącą posagi dziwkę. wyrzuć swój telefon. Masz trzy minuty. „Jesteś stuknięta” – warczy moja podświadomość. Ale gdy się zbliżamy.

– Ana. Elizabeth? A co ona ma wspólnego z Jackiem? Whelan i jego ekipa wracają do banku. że nie lubisz Jacka. Elizabeth z redakcji! Otwiera bagażnik. Ciekawe. – Dlaczego to robisz. – Moje powitanie jest lodowate. Wciska hamulec. że rzeczywiście tak jest. – Ma na ciebie jakiś haczyk? – pytam. wszystko będzie dobrze. – Ale ty nie możesz tego robić. wymuszenie i możliwe. Każ mu wypuścić Mię. jakbyśmy się wybierały na miłą przejażdżkę. – Pani Grey. – Telefon. Blednie i marszczy z niepokojem czoło. Pan Whelan odkasłuje. uderzając twarzą o zagłówek przy przednim siedzeniu. zostawiając mnie samą z kierowniczką działu kadr SIP. Na głowie ma czarną bejsbolówkę. Podaję go jej. – I sugeruję. – Miło cię widzieć poza redakcją. która jest zamieszana w porwanie. że jeszcze kilka innych przestępstw. że jest gotowa łamać dla niego prawo. Zadzwoń do Jacka. a ona wrzuca go do pobliskiego kosza na śmieci. Dlaczego? Elizabeth otwiera tylne drzwi i wpuszcza mnie do auta. Kim jest ta kobieta? Elizabeth zatrzaskuje moje drzwi i siada za kierownicą. Oglądam się nerwowo za siebie. – Elizabeth. – Cicho – mówi. kiedy włącza się do ruchu. – Ma czelność uśmiechnąć się. gdy tymczasem w mojej głowie panuje gonitwa myśli. ale trzymaj buzię na kłódkę. – To zmyli pościg – mówi z zadowoleniem. kierując się na wschód. Coś tak paskudnego. Christian mówił. Elizabeth? Sądziłam.drzwi od strony kierowcy otwierają się i z samochodu wysiada ubrana na czarno kobieta. co to takiego? Kradzież w pracy? Coś z jej życia prywatnego? Coś natury seksualnej? Wzdrygam się na tę myśl. a ja lecę do przodu. Cholera! Nasze spojrzenia krzyżują się w lusterku wstecznym i patrzę na nią gniewnie. abyś zapięła pasy. To jest złe. obserwując mnie czujnie. ale wyczuwam w niej niepewność. pani Grey – mówi. – Elizabeth. I w tej chwili wiem już. – Chyba chce pani podziękować osobiście. że żadna z . Zerka na mnie raz jeszcze i przez chwilę w jej oczach widać ból. masz pieniądze. – Kazałam ci być cicho – warczy. Nigdzie nie widać Sawyera. Muszę uścisnąć mu dłoń i podziękować. Dwóch młodych pracowników banku wkłada tam ciężkie torby. pani Grey? – mówi. to było interesujące popołudnie. – Cóż.

Po jego obu stronach widać rzędy niskich. Zdjął kolczyki i ma na sobie garnitur.asystentek Jacka nie chce puścić pary z ust. Praktycznie czuję jego pogardę. Szybko się modlę: proszę. To dla Mii. otwierając drzwi. – Kogoż my tu mamy. suko – prycha. W czaszce czuję koszmarne pulsowanie. otwierając i zamykając je po kolei. W ustach mam tak sucho. niespodziewany cios mnie przewraca. . – A jej telefon? – W koszu. proszę. Elizabeth wjeżdża na parking i zatrzymuje się przed jednym z budynków. Żółć podchodzi mi do gardła. wyludnioną uliczkę. Z głuchym odgłosem moja głowa uderza w beton. – Najpierw sprawy najważniejsze. Dlatego właśnie ze mną też chciał się pieprzyć. Być może z nimi jest tak samo. Usta zaciska w cienką ponurą linię i wysiada z samochodu.. że zastanawiam się. – Wysiadaj – warczy Elizabeth. – Nie musisz tego robić – szepczę w odpowiedzi. emanując arogancją i nienawiścią. zatrzymując się przede mną. niech nic jej nie będzie. Odwraca się do mnie. że ledwie jestem w stanie mówić.. – Czas na przedstawienie – mówi cicho. niech nic jej nie będzie. To dla Mii. jak z Elizabeth. – Dobrze – warczy Jack i nagle uderza mnie mocno w twarz. Cholera. Gdy wychodzę z auta. Chwilę później jedziemy przez dzielnicę mieszkalną. czy dam radę stać. a w moim ciele buzuje adrenalina. gdzie po jednej stronie znajduje się zniszczony plac zabaw. nogi tak mi się trzęsą. Garnitur? Idzie w moją stronę. a po drugiej wielki betonowy parking. Eksploduje w niej ból. Chłodny popołudniowy wietrzyk niesie ze sobą zapach nadchodzącej jesieni. Ma krótkie włosy. Ten mocny. – Gdzie Mia? – jąkam się. Elizabeth opuszcza centrum Seattle i kieruje się ku wzgórzom we wschodniej części miasta. – Kasa? Elizabeth otwiera bagażnik i zagląda do toreb. – Jest tu naprawdę wielka kupa forsy – mówi z podziwem. oczy napełniają się łzami i prawie nic nie widzę. Skręca w lewo w boczną. Ze strachu swędzi mnie skóra na głowie. – W drzwiach budynku pojawia się Jack. opuszczonych budynków z cegły. Dostrzegam nazwę jednej z ulic: SOUTH IRVING STREET. Serce mi przyspiesza.

krzycząc z bólu.. mrok i ściszone głosy.. Mia. . Odwracam się do Elizabeth. Trzyma się za udo... Ogarnia ją ciemność. Proszę jej dać trochę czasu. Szeptane słowa stają się wyraźniejsze. Jack na tym nie poprzestaje. Ona stoi na końcu tunelu. Zaciskając mocno powieki. – Ana! – Głos Christiana.. Ból. ty popierdolona suko! – krzyczy Jack.. – ANA! Ciemność.. Przerażony głos Christiana. zbliża się ciemność. walczę z mdłościami i bólem. O nie – Fasolka. Pisk opon. – A dziecko? – Te słowa są pełne udręki. hamulce.. Ale mózg funkcjonuje normalnie i nie ma żadnego obrzęku. a siła uderzenia pozbawia me płuca całego powietrza. nie jestem w stanie otworzyć oczu. nie czuję nic prócz palącego bólu. – Dlaczego nadal jest nieprzytomna? – Pani Grey doznała ciężkiego urazu głowy... drzwi. ale parametry życiowe ma stabilne i dobre. Podciągam kolana. Gdzie ja jestem? Choć naprawdę się staram. Nie! Nie! Nie! – Jack! – piszczy Elizabeth. Kula trafia go tuż nad kolanem.. ratujcie Mię. krzyki. kroki.. spokój.... Ból. Obraz się zamazuje..W duchu krzyczę z bólu i przerażenia.. Drżącymi rękami celuję w Jacka. bieganie... Cholera.. ręka. – Ma potłuczone żebra. walczę o cenny oddech. aby sięgnąć do tyłu i wyjąć zza paska broń. Przewraca się.. moja mała Fasolka. pociągam za spust i strzelam. I nagle gdzieś daleko robi się zamieszanie. Obudzi się. Fasolka. Bok. klatka piersiowa. kiedy będzie gotowa. to latarnia morska w moich ciemnościach. Patrzy na mnie z przerażeniem i unosi ręce... ===aVxlVW1c ROZDZIAŁ DWUDZIESTY TRZECI Wszystko boli. Głowa. Ogarnia mnie. och... Nie na środku ulicy. a jego palce czerwienieją od krwi. A ja mam jedną cenną sekundę. zwijając się w kłębek i oczekując kolejnego ciosu.. – Nie tutaj... Broń wypada mi z dłoni. – To za SIP. Głos Christiana. – Kurwa! – ryczy. na litość boską! – Ta suka na to zasługuje! – odpowiada wzgardliwie. panie Grey. Kopie mnie mocno w żebra. i włoskowate pęknięcie czaszki. Fasolka.

Gdyby nie Ana. Chce tego dziecka. uparta i głupia.. Żadnego ruchu. – Nie zostawię jej. Zachowała się niewiarygodnie odważnie. Ostrzegałeś mnie. – Wiem. – Odważna.. nic się nie rusza. Wszystko jest ciężkie i obolałe: ręce. przerażona i wściekła.. – Wszyscy myśleliśmy. – Ja z nią posiedzę. Gdy wynurzam się z mgły. dziecko?. jak uratowała moją córkę. Rozluźniam się i raz jeszcze tracę przytomność. – Nie. dzięki Bogu”. Fasolka. dzięki czemu nie czuję bólu. Bardzo pragnę się obudzić – jego głos jest pełen bólu. Martwi się o dziecko. – Chryste. powinieneś się przespać. powieki. „A dziecko?. – Głos mu się łamie. „A dziecko?. „A dziecko?. głupia żona. Zależy mu na dziecku. Bezskutecznie próbuję przyłożyć dłoń do brzucha... Czuję się jak kompletny idiota. Chcę tu być. Mia! – A co z Mią? – Jest zamroczona. Och. Oczy i usta mam zamknięte. – Och.. to udręczony szept. głowa. – Christianie. Czemu mi nie powiedziała? – Głos Christiana pełen jest cierpienia. uspokój się. nie chcą się otworzyć. Christian! Jest tutaj. że Hyde’em nie ma się już co przejmować. . – Och..... modlitwą. Mała Fasolka jest bezpieczna.– Dziecku nic się nie stało. że ustąpiłem jej w kwestii ochrony. nogi. No tak. kiedy się obudzi. Och. Och. dzięki Bogu”.. – Te słowa są litanią. tato. Och. dzięki Bogu.. ale Mia potrafi być uparta. – Christianie... dzięki Bogu. Dopiero za kilka godzin Rohypnol przestanie działać... Ana to niezwykła młoda kobieta. A moja szalona. żadnej reakcji. dzięki Bogu”. Przynajmniej tyle mogę zrobić po tym.. O rety. dzięki Bogu. Moja Fasolka. panie Grey.... dźwięki stają się głosami.

ale napotykam opór.– Hej – mówi cicho Carrick – nie bądź dla niej surowy. Po raz pierwszy poczułem. Słyszę ciche głosy. Próbuję ruszyć głową. że nie zabiła tego skurwiela. To. walczę... ale ja nie mam poczucia czasu. możliwe. – Szkoda. Mgła się podnosi. . Wokół mnie zamyka się mgła. Lepiej wrócę już do twojej mamy. Walczę z mgłą.. a ja znowu odpływam. co robiliśmy. z dzieckiem. W jej głosie słychać gniew.. – Christianie! Co zrobiłeś? – Byłem taki rozgniewany... – Christian jest zły.. Co ona.... synu... Nie. – To mówi Grace. Nie. – To niemal szloch. – Jeśli nie przełożysz jej przez kolano. Christianie. Ale raz jeszcze spadam w nicość. – Christian wydaje się zrezygnowany.. Żywi ogromną urazę do pana ojca i pana. Tato! Jest tutaj. – Ale kiedy w końcu się z nią spotkałem.. Naprawdę powinieneś się przespać. – Co zrobiłeś? – Mamo. Hyde to naprawdę porąbany sukinsyn. Ray. panie Grey. No wiesz. u licha. sobie myślała? – Uwierz mi.. – Mówiłeś mi. – To uparta młoda kobieta. w dół. Mgła otacza mnie raz jeszcze i coś ciągnie mnie w dół.. zobaczyłem wszystko z właściwej perspektywy. było złe. że to zrobię.. ani dla siebie. panie Grey. Słowo to wynurza się i staje się niewyraźne.. ja to zrobię. że zerwałeś wszelkie kontakty.. – Hej. – Dla mnie to by oznaczało więcej papierkowej roboty. Jest trzecia w nocy.... moja żona nie jest w stanie odpowiedzieć na pańskie pytania. panie Grey. – Detektywie.. Panna Morgan śpiewa jak przysłowiowy kanarek. Nie! – Jak to nie rozmawialiście ze sobą? – To Grace. jak pan widzi.. – Wiem.

– Wiem. Kocham cię. a ona tak często mi okazuje. Jego zarost delikatnie drapie mi wierzch dłoni. aż dasz mi się tak tulić. co ona robiła.. sterylnej sali szpitalnej. kochanie.. Nie! – Uwierzyłeś jej? – Na początku tak. że naraziła własne życie. – Och.. dlaczego Ana się nie budzi? – Głos mu się łamie.. Cieszę się. których się kocha. – Była na mnie wściekła. skarbie. Nie. Boli mnie głowa i klatka piersiowa. Tylko się obudź. zapada ciemność.. .. Próbuję. – A dziwisz się jej? W tej chwili ja też jestem na ciebie zła.. – Powiedziała.. I dać jej czas. w sobie również. Otwieram oczy. maleńka. Nie do wiary. Tęsknię za tobą. – Prawie ją straciłem. – Kochanie. zawsze widzisz w każdym to.. proszę. – W końcu do niej dotarło.. Dzięki nim postrzegasz świat w innym świetle. – Ja też. Przepraszam za wszystko. Ale ciało nie chce mnie słuchać i raz jeszcze zapadam w sen. Hmm. Babcia! Wabi mnie słodka nicość. Przepraszam. Masz tak od zawsze. że można się wściekać tak naprawdę tylko na tych... co najgorsze. wróć do mnie.– To. że ode mnie odchodzi. i do mnie też. że ty kochasz ją. zraniłem Anę – szepcze. Strasznie chce mi się siusiu.. Christianie! Słyszę tłumiony szloch. Nie. Pali się tylko lampka.. Myślę. jak bardzo mnie kocha. – Dwadzieścia cztery lata czekałam... – Też o tym myślałem. skarbie.. Zawsze możesz na mnie liczyć. mamo. Ana bardzo cię kocha i to oczywiste. tak bardzo. Chcę go zobaczyć. że porozmawialiśmy. Och. że zostanę babcią. – Zawsze ranimy tych.. wszędzie panuje cisza. Znajduję się w czystej. których kochamy. Będziesz ją musiał przeprosić. Próbuję. – To prawda. Z dziećmi tak już jest. – Och. Nie. Nie.. mamo..

– Patrzy znacząco na mojego męża. – Hej – chrypię. ściska ją mocno i przykłada do kłującego policzka. – Proszę. – Pani Grey. po czym przenoszę spojrzenie na pielęgniarkę. po raz kolejny wdzięczna za to. – Jezu. Czemu wszystko mnie boli? – Muszę wstać. – Och. Jeszcze raz próbuję się podnieść. – Głos ma zduszony i pełen ulgi. Zawołam pielęgniarkę. W uszach ma duże perłowe kolczyki. witamy. Powiadomię doktor Bartley. Panie Grey. – Ana. Muszę siusiu. Próbuję wstać. . a moja dłoń opada na łóżko. Boli mnie prawa ręka i dostrzegam wkłuty w nią wenflon. Patrzy na mnie. – Naprawdę chce mi się siusiu – skrzeczę. odprawiając go. że się pani obudziła. – Proszę. W gardle i ustach mam strasznie sucho. gdzie jest? – Tak. że pani Grey chciałaby odrobiny prywatności. że moje ciało reaguje. Budzi się nagle i unosi głowę. – Pani Grey. – Wyjmę pani cewnik.ale najbardziej czuję nacisk na pęcherz. – Ma pani cewnik. nie ruszaj się. – Ana – ostrzega Christian. – Mam na imię Nora. – Dobrze. jestem pewna. Chcę wstać. ale jej włosy są kruczoczarne. Ano. to obrzydliwe. Odwracam głowę – cieszę się. Christian śpi. że wykonuje moje polecenie – i znowu je otwieram. czuję się taka słaba. Wyciągam dłoń. Siedzi obok mnie i opiera się o łóżko głową i splecionymi rękami. co ci się każe? – warczy rozdrażniony. Szpital. Zamykam szybko oczy. Chwyta moją dłoń. Do sali wchodzi pielęgniarka. – Szybko wstaje i naciska stojący na stoliku dzwonek. i przesuwam palcami po jego miękkich włosach. Muszę iść siusiu. po czym ściąga brwi. Zerkam niespokojnie na Christiana. Co? Och. – Proszę – szepczę. Ma pięćdziesiąt kilka lat. Wie pani. – Muszę iść do ubikacji – szepczę. – Czy choć raz zrobisz to. – Podchodzi do łóżka.

obok zirytowanej pielęgniarki. Zarzucam mu ręce na szyję. Cofa się kilka kroków.– Nigdzie nie idę. Ostrożnie siadam na sedesie. dam sobie radę. – Proszę. to moja żona. – Usiądź. Sikaj. Ignoruje ją. a potem pochyla się i całuje mnie w czoło. Unosi ręce w geście poddania. – Panie Grey! Oboje ją ignorujemy. Niesie mnie do przylegającej do sali łazienki. . Siostra Nora pomaga mi wstać. On patrzy na mnie z irytacją. – W porządku! – warczy i przeczesuje palcami włosy. Chwieję się. – Ja ją wezmę – mówi i rusza w naszą stronę. a siostra Nora idzie za nami. – Ma pani dwie minuty – syczy do pielęgniarki. Biorę go za rękę. – Panie Grey. Jezu. zanim się przewrócisz – warczy. – Nie dam rady przy tobie. Pochyla się i delikatnie bierze mnie na ręce. – Nie. nadal mnie podtrzymując. stawiając mnie delikatnie na ziemi. – Idź. proszę – szepczę. – Proszę – powtarzam. – Christianie. aż stoi tuż za progiem. Dwie minuty później Christian wraca. Posyła jej spojrzenie pełne wrogości. oślepia mnie migotanie żarówki fluorescencyjnej. Ana. – Możesz upaść. popychając stojak z kroplówką. – Piorunuje ją wzrokiem. – Pani Grey. Wezmę ją – mówi przez zaciśnięte zęby i odsuwa na bok stojak z kroplówką. Mam na sobie cienką szpitalną koszulę. boli mnie dosłownie wszystko. – Panie Grey! – protestuje siostra Nora. Odwraca się na pięcie i wychodzi. Nogi mam jak z waty. To niewiarygodnie krępujące. – Do diaska. – Próbuję go odprawić. jest pani zbyt lekka – mruczy z dezaprobatą. a moje ciało protestuje. Christian zapala światło. drzwi otwarte. – Zaczekam na zewnątrz.

po czym przenosi uwagę na mnie. Irytujący facet. zgodę na jedzenie musi wydać lekarz. – Jeśli skończył pan już. aby umyć ręce. no nie? – Jak się pani czuje? – pyta życzliwie. Owija mi ramię rękawem ciśnieniomierza. Zerkam na Norę. – Głodna? – Zaskoczony mruga powiekami. jakby nie spał od wielu dni. Odsuwa się. Obolała. bolą mnie żebra od kopniaka Jacka i czuję pulsowanie w boku od upadku na ziemię. Głodna. – Och. ponieważ umywalka wisi bardzo blisko. Christian odwraca się i wchodzi z powrotem.. – Jestem zdezorientowana. dawno się nie golił. a koszulę ma pogniecioną. panie Grey. Ależ mi ich brakowało. Kończę. Dziękuję.. Skąd ta niedorzeczna nieśmiałość? Przewraca oczami. – Jak się czujesz? – Ignorując pielęgniarkę. – Panie Grey. – Rozłącza się. . – Już – mówię. ale najpierw sprawdzę pani parametry życiowe. Zupę. Kiwam głową. ale i z lekką nutką rozdrażnienia powiązaną.. Wygląda okropnie. – Przyniosę pani wodę. po czym z kieszeni spodni wyjmuje BlackBerry i wciska jakiś klawisz. Bardzo – szepczę. Robię bilans moich obrażeń. z Christianem.. ciesząc się. proszę – mówię.. Marszczę brwi. a wtedy. pani Grey – szepcze i zanosi mnie do łóżka. mrużąc oczy. a potem zbada panią doktor Bartley. Patrzy na niego z niechęcią. Dobrze. chciałabym obejrzeć panią Grey. która patrzy na Christiana. – Co byś chciała zjeść? – Cokolwiek. a chwilę później znowu znajduję się w jego ramionach. Przez chwilę patrzy na nią beznamiętnie. tęskniłem za panią. jak sądzę. Poza tym chce mi się pić i jeść. – Wszystko mnie boli i chce mi się pić.. – Siostra Nora jest wściekła. rozluźniam się i rozkoszuję uczuciem ulgi. Boli mnie głowa. Włosy ma w nieładzie. ale się odwraca. wycierając ręce w ręcznik. siada w nogach łóżka. Zanurza nos w moich włosach. Zerkam niespokojnie na Christiana. że nie muszę wstawać. – Proszę bardzo – odpowiada bardziej wyważonym tonem.– Odwróć się. – Ana chce rosół.

Nie mogłam ryzykować. co zrobiłaś. Kiwa głową. – Jak ją schwytali? – Elizabeth Morgan – odpowiada krótko. – Nie! Kiwa głową. Zdejmuje rękaw i bez słowa wychodzi. patrząc na siebie.– Taylor? – pytam szybko. Wraca Nora z dzbankiem wody. – Porwała ją z siłowni. później ci wszystko wyjaśnię. Zaczynam się śmiać. – Ana.. psze pani – mruczę i biorę wytęskniony łyk chłodnej wody. Milczymy. – Mia? – pytam. – Małymi łyczkami – rzuca ostrzegawczo. tak cudownie słyszeć twój śmiech. – Tak. – Tak już działam na kobiety. Nafaszerowano ją prochami.. – Christian zaciska usta. a Christian bacznie mnie obserwuje. a ona napełnia szklankę i podaje mi. O rety. dzięki Bogu. dzięki Bogu. emanując dezaprobatą. Dzięki tobie. Ano. – Mówił. Pójdę po lekarza. – Uśmiecha się drwiąco. – To. pani Grey. – Powinnaś mi powiedzieć! – Zaciska dłonie w pięści. – przeczesuje palcami włosy – było niewiarygodnie odważne i niewiarygodnie głupie. . Co za cudowny smak. – Jest bezpieczna. – Nie przyszedł mi do głowy żaden inny pomysł – szepczę. ale klatkę piersiową przeszywa mi ból. – Myślę. – Ciśnienie w normie. – O tak. Mogłaś zginąć. Marszczę brwi. że wkurzyłeś siostrę Norę. – Och. że ją zabije. jeśli komukolwiek powiem. Nadal nie rozumiem. Dzięki Bogu. A więc to całe szaleństwo nie okazało się bezcelowe. Christian zamyka oczy. – Wiem. Jest teraz otumaniona i wstrząśnięta. że walczy z gniewem. Zalewa mnie fala ulgi. – Rzeczywiście ją mieli? – Tak. Mii nic nie jest. że nic jej nie jest. ale jakimś cudem nie ma żadnych obrażeń. Biorę kolejny łyk.

Nie chciałam.– Od czwartku umarłem tysiąc razy.. Nigdy. Musieli usunąć mu kulkę. że lepiej mnie znasz. inaczej sam bym go zabił. – Christianie. – Przez krótki czas sądziłem. – Gładzi moje włosy. a moje ciało przebiega dreszcz. Wzdycha i nie wiem. ale pod strażą. – Jego głos jest ledwie słyszalny. – Byłaś nieprzytomna przez ponad dwadzieścia cztery godziny. Tuli mnie jeszcze mocniej. W końcu. Mój pusty żołądek ściska się boleśnie. – Po twarzy płyną mi łzy. . ty pierdolona suko!” Blednę. – Jak się domyśliłeś? – pytam szybko. Och.. – Kiedy rozmawialiśmy w banku. – Ćśś. do oczu napływają łzy. O cholera. że nigdy cię nie zostawię. – Hej. którą wpakowałaś mu w nogę – mówi Christian z goryczą. – Christian nachyla się nade mną. irytacji czy urazy. – Nie. maleńka. co ty sobie myślałaś? – W jego głosie słychać udrękę. – A Jack i Elizabeth? – W areszcie. co powiedziałam. Ana. Jack tu jest? „To za SIP. a głos ma pełen troski. żebyś się w to mieszał i narażał życie Mii na niebezpieczeństwo. – Ale przecież tak okropnie się zachowałem. zerkając na zegarek. – Wiesz? – Domyśliłem się. a ja łkam mu w szyję. w której części szpitala leży. – Już jesteś bezpieczna – mruczy. No naprawdę. Wyjmuje mi z dłoni szklankę i czule przytula. To znaczy Hyde tutaj. czy to westchnienie gniewu. że cię straciłem. Myślałam. Wcale nie zamierzałam od ciebie odejść. wiem. Jak wymyśliłeś. że od ciebie odchodzę. – Ćśś. aby skierować jego myśli na inny tor. Tyle razy ci powtarzałam. Czwartku? – Jaki mamy dzień? – Prawie sobota – odpowiada. Christianie. tak bardzo przepraszam. – Za to. – Zaskoczyłeś mnie – mruczę do kołnierzyka koszuli. – Na szczęście nie wiem. Zakłada mi włosy za ucho.

wtulając twarz w moje palce. potem drugie. następnie własnego nosa. przesuwając palcami po zaroście.– Ledwie zdążyłem wylądować w Seattle. Jestem doktor Bartley. – Już ci mówiłam. Wiesz o tym. . – Przesuwa kciukiem po mojej wardze. Trudno mi się koncentrować jednocześnie na doktor Bartley. – Naturalnie. co zrobiłaś. Martwiłem się o ciebie – mówi miękko. siostrze Norze i Christianie. – Byłeś więc jeszcze w Portland. ale słyszę. kiedy Sawyer zadzwonił z samochodu? – Właśnie mieliśmy startować. kiedy zadzwoniono do mnie z banku. – Całe życie martwię się o ciebie. to że źle się czujesz i jedziesz do domu. – Dobry wieczór. i sprawdza moje wszystkie odruchy. Świeci mi lampką do oczu. mojej matki i Kate. Proszę – szepczę. Ma na myśli naszą Fasolkę. pani Grey. Och. Przekazuje także wiadomość dla Raya. Drży mi warga. – Musiałam jakoś wydostać się z domu. A teraz nie chodzi już tylko o ciebie – dodaje gniewnie. a dotyk delikatny. że nie miałam innego pomysłu. Ostatnie. Drzwi otwierają się. – W ogóle się nie przejmujesz własnym bezpieczeństwem. aby im przekazać. Christianie! – Jack zadzwonił do mnie do pracy – mówię cicho. Niepewnie dotykam jego twarzy. Zamyka oczy. – Naprawdę? Ściąga brwi. Graniczyło z szaleństwem. że dzwoni do swego ojca. Dołącza do niej siostra Nora i Christian wycofuje się na koniec sali. – Także? – Tak samo jak ja. – Wzruszam ramionami. To. Zabiera się za gruntowne badanie. – Jestem wściekły. – Dał mi dwie godziny na zdobycie pieniędzy. zamykając najpierw jedno oko. – Zwiałaś więc Sawyerowi. – Nie bądź na mnie zły. co o tobie słyszałem. gdzie wykonuje kilka telefonów. Christian zaciska usta. Ale głos ma miły. i do środka wchodzi młoda czarnoskóra kobieta w białym fartuchu narzuconym na szary strój operacyjny. On także jest na ciebie zły. każe dotykać jej palców. zaskakując nas oboje. że się obudziłam. było niesamowicie głupie.

– Super. Zobaczymy. ale się powstrzymuje. i wtedy podejmiemy decyzję o wypisaniu ze szpitala. który z pewnością pani czuje. Sugeruję. . – Nie ma za co. – Dziękuję. Taylor. Uśmierzą także ból głowy. – Jedynie jakieś czyste ubranie dla mojego męża. W Olympic zaszaleli. Miała pani dużo szczęścia. Lekarka się uśmiecha. po czym wychodzi razem z siostrą Norą. łyżka. koszyczek z bułkami. dzięki – mówi Christian. Rozlega się pukanie do drzwi i wchodzi Taylor. proszę pani.. srebrna solniczka i pieprzniczka. – Tak. Taylor. Jutro dyżur ma doktor Singh. Na razie nic stałego. – Witam. odprawiając go. On tu był – tak. pani Grey. – Patrzy na nas znacząco. gdy ja leżałam nieprzytomna. W mojej głowie pojawia się wspomnienie jego głosu. – To wszystko? – pyta.. Umieram z głodu.. – Pani Grey jest głodna – wyjaśnia Christian. – Witaj. aby trochę się pani przespała. A niech mnie! – Jedzenie? – pyta zaskoczona doktor Bartley. Dziękuję. lniana serwetka. Christian wyjmuje zawartość pudełka: termos. Szczęścia? Nie takiego słowa bym użyła. – To rosół. Piastuje czarne pudełko z kremowym napisem „Fairmont Olympic”. Taylor kiwa głową. jak będzie się pani czuła rano. Doktor Bartley bada mi żebra. pani Grey. pani Grey. O cholera. miska. że chce dodać coś jeszcze. – Są potłuczone. pani Grey? Zerkam na Christiana. – Taylor. ale stanowczo.Ray. a Taylor stawia na nim pudełko. – Wydaje mi się. Christian przysuwa do łóżka stolik na kółkach. Ale wszystko wygląda dobrze. – W brzuchu mi burczy. ale tylko część płynna. – Coś jeszcze mogę pani przynieść. – Zupa może być.. dotykając ich delikatnie. talerzyk. nie pęknięte ani złamane. dziękuję ci. Krzywię się. – Przepiszę pani środki przeciwbólowe.

że zablokowaliśmy taką możliwość. – Uspokój się i jedz. co mówisz – warczy. – Nigdy mi nie chodziło o pieniądze – warczę nagle. Mruży oczy. Wracam do jedzenia. i uznałem. Taylor wychodzi. Robię przerwy tylko po to. Jak to się stało. Biorę łyk i stwierdzam. że zawalił mi się cały świat. Dobrze. Kiwam entuzjastycznie głową i nie przerywam jedzenia. – Od czwartku rano. Spojrzenie Christiana łagodnieje i po chwili wraca do opowiadania. co powiedziałaś. Ale wtedy zacząłem się zastanawiać nad tym. ponieważ rozprasza mnie zupa. odkręcając termos i nalewając do miski rosołu. nie mam pojęcia. – Od jak dawna masz ją na sobie? – pytam. Jestem głodna jak wilk. proszę pani. co się wydarzyło.Uśmiecha się. – Dobry? – pyta Christian. Niespodziewanie ogarnia mnie gniew. że jesz. po telefonie z banku sądziłem. Opowiadaj. po tym jak się zorientowałeś. co się dzieje. – On też jest na ciebie wkurzony – dodaje mrukliwie Christian. jak pachnie. Przestaję jeść. aby wytrzeć usta lnianą serwetką. że Hyde został zwolniony za kaucją. to ja nie będę mówił. – Cóż. . Christian przygląda się z konsternacją swojej koszuli. Taylor także! Ale nie zastanawiam się nad tym. Christian patrzy na mnie zaskoczony żarliwością moich słów. – Nie potrafi wyrzucić z głosu bólu. – Tak jest. – W każdym razie krótko po twoim telefonie Taylor poinformował mnie. tak się cieszę. – Uważaj. – Jak mogłeś w ogóle to pomyśleć? Nigdy nie chodziło o twoje pieprzone pieniądze! – Głowa zaczyna mi pękać i krzywię się. – Jak nie będziesz jeść. – Opowiedz mi o tym. – Uśmiecha się krzywo. pyszny ten rosół. że rosół smakuje równie wspaniale. sądziłem. że coś jest mocno nie w porządku. Ano. ponownie przysiadając na łóżku. O cholera. już dobrze. Christian przeczesuje palcami włosy i kręci głową.. Pachnie pysznie i unoszą się nad nią pasma pary. – Jestem głodna.. Marszczy brwi. – Och.

Wycieram miskę ostatnim kawałkiem bułki i wkładam go do ust. jak twoje spotkanie z tamtą kobietą. a ja robię. – Wiem. – Spojrzenie ma pełne skruchy. jak Sawyer mnie znalazł. – Nie wiem. ciebie już tam nie było. Pomimo naszej rozmowy. – Jedz. On także namierzył moją komórkę? – Saab jest wyposażony w urządzenie do namierzania. niż sobie wyobrażasz. pani Grey. Wszystkie nasze samochody je mają. jakbym go uderzyła w twarz. Oddycha z ulgą. nie ma wpływu na dziecko. – Nie wiedzieliśmy. – Nora uśmiecha się. Bierze głośny wdech.Gromię go wzrokiem. że będziesz mnie śledził. . Christian zabiera się za chowanie wszystkich naczyń do pudełka. – Nagrałem ci wiadomość. że Hyde może cię szantażuje czy coś w tym rodzaju. – Nasze pieniądze. – Wzdycha. tym razem z małym papierowym kubkiem. co mi każe. – Krzywi się. będąc w ciąży? – Tak. – Grzeczna dziewczynka. więc ruszyliśmy kierowani tym namierzaniem. Czemu się uśmiechasz? – Coś mi cicho mówiło. Mój włożyłam do worka. Po raz pierwszy od dawna czuję się nasycona. – Skończyłam. jedz. – Jack kazał mi pozbyć się komórki. – Mogę to wziąć? No wie pani. Zamyka na chwilę oczy i kręci głową z rezygnacją. – Kontynuuj – mówię cicho pomiędzy kęsami przepysznej świeżej bułki. Pożyczyłam więc telefon Whelana i to jego aparat wyrzuciłam. To lortab. – Proszę. – I jest mi przykro. Wiedziałem. – To zraniło mnie bardziej niż cokolwiek innego. że jesteś w banku. – I co w tym takiego zabawnego? – pyta. a potem zadzwonił Sawyer. – Prawie tak bardzo. żebyś mógł namierzyć swoje pieniądze. Rozlega się pukanie do drzwi i raz jeszcze wchodzi siostra Nora. Kiedy dotarliśmy do banku. Bardziej. Ano – mówi cicho. i nagle wygląda na wykończonego. – Głos ma łagodny. Uznałem. że Mia zaginęła. więc pojechaliśmy prosto tam. – Coś przeciwbólowego. Christianie – szepczę. Taylor zaczął namierzać twoją komórkę. pokazując białą pigułkę w kubeczku. Christian wzdycha. Dopóki zupa jest gorąca. – Ana – ostrzega.

– Siostra Nora patrzy znacząco na Christiana. wychodzi. Christianie. Delikatnie mnie obejmuje. że jest strasznie zmęczony. – Dobranoc. Jedź do domu. – A to czemu? – Nie chcę ci zrobić krzywdy. pani Grey – mówi i posławszy Christianowi ostatnie surowe spojrzenie. W głowie czuję bolesne pulsowanie. gdy w klatce piersiowej czuję przeszywający ból. Nie odchodź! Dopiero zaczęliśmy rozmawiać! Christian prycha. Przełykam tabletkę. Całuje mnie w głowę. – Ty także musisz odpocząć. zapraszając go do łóżka. Christianie. – Unoszę kołdrę. – Masz kroplówkę. – Myślę. – Powinna pani odpocząć. – Zdejmuje buty oraz skarpetki i ostrożnie kładzie się obok mnie. po czym milknę. żeby został. On kiwa głową. Chichoczę. – Pieprzyć to. Przekimam się w fotelu. Nora robi gniewną minę. a ja kładę głowę na jego piersi. wiem. i choć tak bardzo chcę. Marszczy brwi. Widzę.Kiwam z wdzięcznością głową. – Nie zostawię cię. że spuszczę cię z oczu. Proszę. – Jeśli choć przez chwilę myślałaś. Widzę. – Śpij ze mną. abym mogła się położyć. – Nie mogę. to jesteś w dużym błędzie. a potem przekręcam się na bok. On unosi brew. – Siostra Nora chyba za mną nie przepada. – Christianie. – Nie zrobisz. popijając wodą. że siostrze Norze nie spodoba się taki układ – szepcze konspiracyjnie. pani Grey. Nie! – Wychodzisz?! – wykrzykuję i wzbiera we mnie panika. – Proszę. Proszę. . ale pochyla się nade mną i poprawia poduszki. Patrzę na niego gniewnie. że ta propozycja jest dla niego kusząca. że powinnam go nakłonić do pojechania do domu. Wyglądasz na wykończonego.

a on delikatnie zakrywa ją swoją. tak bardzo cię przepraszam. – Pani Grey. Siostra Nora ma zaciśnięte wargi. że żałuje.. Kręci głową. Jeszcze raz całuje mnie w głowę i wciąga głęboko powietrze. – Proszę pozwolić mu spać – szepczę. Och. próbuję poskładać w całość fragmenty rozmów. Całuje moje włosy. – Czemu pojechałeś do tamtej kobiety? – Och. – Wiemy. detektyw Clark.. będąc na granicy świadomości. a ja znowu wtulam się w Christiana. biorąc mego męża w obronę. Przykładam palec do ust. Poza tym to prawda. – zaczyna siostra Nora. mrużąc oczy we wczesno porannym świetle.. – Proszę. nawet moja podświadomość to przyznaje. Chyba ma dzisiaj dobry nastrój. – Przepraszam. Rutynowe przesłuchanie. ale prześlizgują mi się przez głowę i pozostają gdzieś na skraju pamięci. Christian rzadko mówi przez sen.. Ana – jęczy. – Dzięki jego obecności lepiej mi się spało – upieram się. Przez chwilę oboje milczymy. i. – Nie dotykaj mnie. a ja nie wiem. Tylko Ana – mamrocze niewyraźnie przez sen. To już coś. Ściągam brwi. dlaczego Jack zrobił to wszystko? – Hmm – mruczy Christian. okej? – Muszę wiedzieć. za to.– Ależ ja kocham ten dźwięk – mówi z lekkim smutkiem. że mnie rozśmieszył? Czy za ten cały pasztet. Nie jego – syczy surowo. to frustrujące i takie męczące. Przynajmniej twierdzi. Muszę wiedzieć dlaczego. za co mnie przeprasza. – A. które słyszałam. Wzdycham ciężko. a ja się krzywię. gdy powoli zasypia. Kojąco działa na mnie powolne unoszenie się i opadanie jego klatki piersiowej. Obejmuje mnie mocniej. Christian porusza się. w który się wpakowaliśmy? Kładę dłoń na jego sercu. – Teraz chcesz o tym rozmawiać? Nie możemy zostawić tego tematu? Żałuję tego. a ręce skrzyżowane na piersi. A kiedy ja także odpływam... a siostra Nora i ja zamieramy. Wzdrygam się na myśl o zdawaniu relacji z czwartkowych wydarzeń. maleńka. odwraca się na pięcie i wychodzi. . Uch. i detektyw Clark chce z tobą porozmawiać... – To pani łóżko. gdy śnią mu się koszmary. Śpij już. Nigdy więcej. – Jutro ci powiem – burczy z irytacją. Właściwie tylko wtedy.

Ciekawe od kogo. kochana dziewczyno.. Zbliża się do łóżka i przygląda mi się uważnie. Będę twoim dozgonnym dłużnikiem. a on przysiada na skraju łóżka i ujmuje moją dłoń. – Lepiej. – Mogę wejść? – pyta. Kilka bukietów. Jest wściekła jak diabli. co jej się przytrafiło. Myślę. odważna. – To dobrze. przepełniony wdzięcznością i współczuciem. – Głos mu się łamie. – Jest tutaj? . ale milczę. Kiedy leżałaś nieprzytomna. – Nie wiem. – Jak się czuje Mia? Oczy zachodzą mu mgłą. Gdzie Christian? – Nie wiem. Jego uśmiech jest zaraźliwy. prawdopodobnie uratowało jej życie. Jestem obolała – mówię szczerze. a więc to po nim Christian ma ten uśmiech. jakoś tak się to nazywa.. a uśmiech gaśnie. Słońce wpada do pokoju i w końcu mogę się dokładnie przyjrzeć sali. – Na pewno nie odszedł daleko. To. Mam kwiaty! Nie zauważyłam ich w nocy. – Jak się czujesz? – Lepiej. Ach. Ku mojemu zaskoczeniu pochyla się i całuje mnie w czoło. Kiedy się obudziłam. jestem sama. – Jest trochę na ciebie zły. co zrobiłaś. Ma na sobie ciemny garnitur – pewnie jest dzisiaj w pracy. ty szalona. kiedy widzi. – Podano ci jakieś środki przeciwbólowe? – Lor. Rozlega się delikatne pukanie do drzwi i pojawia się w nich głowa Carricka.. jak ci podziękować za moją córkę. – Christian jest zawsze na mnie zły. w której leżę. co powiedzieć. jakby to było coś dobrego. Ściskam jego dłoń. – Wiem. zresztą słusznie. że gniew to zdrowa reakcja na to. Och. – Naturalnie. Uśmiecha się promiennie. jego nie było. że nie śpię. cały czas czuwał przy twoim łóżku. – Carrick uśmiecha się lekko drwiąco.Kiedy się budzę. Nie wiem.. – Naprawdę? – Carrick uśmiecha się z zadowoleniem. – Mogę usiąść? Kiwam głową.

a on gładzi mnie z uczuciem po policzku. dziękuję. obok łóżka stoi Christian. wróciła do domu. – Będę się zbierał. Patrzy na mnie. trzymając tacę z jedzeniem. Taka . Och. On wie! – Grace przeczytała twoją kartę. Udaję się do łazienki. – Jestem w łazience! – odkrzykuję. ale to tępy. wykąpany i ubrany cały na czarno. – Eee. Następnie odwraca się i wychodzi. demonstrując mój posiłek: płatki owsiane z suszonymi owocami. Głowa nadal mnie boli. – Oto pani śniadanie. Ano. naleśniki z syropem klonowym. Kiwam głową. – To najlepsze. Powiedziała mi. Muszę się stawić w sądzie. – Mówię poważnie.. Wow. by Grace spuściła ją teraz z oka. Dziękuję. walcząc ze łzami. O rety. Czuję się brudna. Jest ogolony. Znają się na swojej robocie.. – Ciebie też trzeba pilnować – beszta mnie. – Nie chcę. Podnoszę na niego wzrok. Tylko. wchodząc do łóżka. Uśmiecham się szeroko. daj mu trochę czasu.. Zdumiewa mnie jego wdzięczność. Może teraz jakoś zdołam zapomnieć o tej całej intercyzie. Tak już lepiej. – Dzień dobry. Grace bardzo ceni doktor Singh i doktor Bartley. niemający porównania z wczorajszym. – Później do ciebie zajrzę. sok pomarańczowy i herbata Twinings English Breakfast.. Pomimo dzielenia łóżka z Christianem dobrze mi się spało i czuję się wypoczęta. Z ulgą stwierdzam. a jego spojrzenie łagodnieje. – Nachyla się i raz jeszcze mnie całuje. Moja podświadomość kiwa mądrze głową. bekon. Ostrożnie wstaję z łóżka. – Uśmiecha się i wstaje. Nigdy nie odpłacę ci się za to. co mu się mogło przytrafić.– Nie. – Ana! – woła Christian. Rumienię się. – Christian przekona się do tego – mówi miękko. abyś niemądrze ryzykowała własne życie czy życie mojego wnuka.. pani Grey – mówi pogodnie. Ignoruję swoje odbicie w lustrze. co dla nas zrobiłaś. Wygląda na wypoczętego. ale muszę się wykąpać. Moje gratulacje. Jestem sztywna i obolała. nieprzyjemny ból. Przysuwa stolik na kółkach i unosi pokrywkę. po raz kolejny się ze mną zgadzając. Koszmarnie wyglądam.. Kiedy otwieram drzwi. Rozmawiali o tym. kończąc szorowanie zębów. że mam znacznie więcej siły niż wczoraj. Nie sądzę. – Wiem. jak to jest.

. – Och. – Do oczu napływają mi łzy. To normalne – dodaję. – Myślałem. – Gdybym wiedział. jesteś silny. – A o czym tu rozmawiać? Będziemy rodzicami.. A nasze dziecko obdarzy cię bezwarunkową miłością. co możemy zrobić. – Ja też jestem. Christian przysiada na skraju łóżka i przygląda mi się z uśmiechem. – Lubię patrzeć. że dzięki temu zaczniesz jeść. ledwie słyszalny. – Christianie Grey! – Odstawiam miskę z owsianką. musimy o tym porozmawiać. że jestem w ciąży. tak jak ja. a na jego pięknej twarzy widać powątpiewanie. postawisz granice. przysuwam się do niego i ujmuję jego dłonie.jestem głodna. Wypijam cały sok pomarańczowy i zabieram się za owsiankę. – To dlatego. Naszemu dziecku nic więcej nie potrzeba. – Tak. Odpycham tacę. – Ana. . Siedzi nieruchomo. – Nigdy nie miałaś takiego apetytu. Mieć więcej czasu tylko dla nas. Christianie – zduszam szloch. Podnoszę na niego wzrok i serce mi zamiera. który się bardzo stara.. Kiedy cię zobaczyłem na tamtym parkingu. – Och. Nieruchomieje. z którego zniknęła cała wcześniejsza chłopięca radość. To jedyne. czy potrafię. Będziemy rodziną. ja jednak widzę jego strach. Głos ma pełen bólu. nie wiem. bladą. – Jak się czujesz? – Lepiej – mamroczę między kolejnymi łyżkami. – Christianie. Patrzy na mnie wzrokiem pozbawionym wyrazu. – Jesteś przerażony – szepczę. – Ja to rozumiem. Ano – szepcze Christian. Potem myślałem. idealnie by było zaczekać. – Jaki może być ze mnie ojciec? – Głos ma ochrypły. – Nie przerywaj jedzenia – rzuca ostrzegawczo. jak jesz – mówi. – Taki. że znowu cię straciłem. – No co? – pytam z pełnymi ustami. jesteś zabawny. że aż mi ślinka cieknie. Jesteś kochający. Christianie. obecnego w tym pokoju słoniątka. że potrafisz. Musimy poruszyć temat maleńkiego. Ale chyba nie dlatego się uśmiecha. – Wzrusza ramionami. już dawno bym cię zapłodnił. Prycha i wykrzywia usta w ironicznym uśmiechu.. desperacko siląc się nonszalancję. że cię straciłem. – Oczywiście. Ale będzie nas troje i razem będziemy dorastać.

co zrobiłem. – Ale Fasolka mi się podoba. Kochająca mnie po tym wszystkim. – No to niech będzie Junior... zachwyt i miłość. jak mężczyzna. ale śniadanie ci stygnie – mruczy Christian. – Ja myślałem o imieniu Junior. najbardziej na świecie. tyle że oczy ma ciemniejsze. – Tak. O cholera. I spójrzmy prawdzie w oczy: nie masz wielkiego wyboru. Przełykam ślinę i wracam pod kołdrę. Podsuwa mi tacę. ale naleśniki pod przykryciem jeszcze ciepłe – prawdę mówiąc. czule. ponieważ Fasolka i ja nigdzie się nie wybieramy.. – Wiesz – mruczę między kęsami – Fasolka może być dziewczynką. Owsianka jest zimna. A teraz proszę bardzo. – Fasolka? – Fasolka. odważna i silna. I całuje mnie słodko. – Ja też cię kocham – mówi bez tchu. co? – Wydaje się zaniepokojony. Zawsze będę cię kochała. – Masz preferencje? – Preferencje? . W jego szarych oczach widzę strach. dająca mi nadzieję. Christianie. – Głos ma miękki. ===aVxlVW1c ROZDZIAŁ DWUDZIESTY CZWARTY – Mógłbym cię tak całować cały dzień. odrywając się od moich ust. rozpływają się w ustach. – Jedz. bardziej zmysłowe. Patrzy na mnie z rozbawieniem. – Postarasz się i ci się uda. Unosi brwi. Delikatnie ujmuje moją dłoń i kciukami ociera mi łzy. uważając na wenflon i kroplówkę. kocham cię. – Uśmiecha się do mnie nieśmiało i całuje raz jeszcze.. To było tak.zimną i nieprzytomną.. Christian przeczesuje palcami włosy. – Postaram się być dobrym ojcem – szepcze mi do ust. który uwielbia swoją żonę. Znowu się przełączył. Mój Pan Zmienny. jakby spełniły się moje najgorsze obawy. – Dwie kobiety..

Grey. że próbuje uciec od tematu. czy uda mi się go jakoś uspokoić. Siada w fotelu obok łóżka i bierze do ręki „Seattle Times”. Christian rozmawiający z Grace. Ale prawda jest taka. Rozumiem. Chcesz przeczytać? Kręcę głową. Posłusznie czyta raport na temat świetnie się rozwijającego rynku bajgli i o tym. że myśl o dziecku przeraża Christiana. a przynajmniej takie sprawiają wrażenie. że Mia jest bezpieczna i że moja Fasolka jest bezpieczna. ja też. To raport dotyczący Jacka i Elizabeth. Do diaska! Czai się na granicy mojej pamięci z tego czasu.. że nadal się boi. Chciałabym tak myśleć. Nieruchomieję. Powiedział. Christianie. ale nie pojmuję. – Znowu? – Pismacy od kilku dni przerabiają ten sam temat. bo ma przecież doskonały wzór do naśladowania. Lubię cię słuchać. Pokrótce opisuje porwanie Mii. Dziwna się wydaje ta jego reakcja. gdy leżałam nieprzytomna. Pomimo tego wszystkiego. W kącikach oczu ma wywołane niepokojem zmarszczki. – Jedz – warczy i wiem. – Znowu pojawiła się pani w gazetach. choć jestem pewna. Ja jem. że Jack i ja leżymy w tym samym szpitalu. Zobaczę. mój udział w jej uratowaniu i fakt. Kiedy Christian kończy. Jezu. że wszystko się sprowadza do jego biologicznej matki. – Ty mi przeczytaj. Marszczy brwi. – Przyglądam mu się uważnie. – Wystarczy. że będzie zdrowe – mówi cicho. proszę. że pani Robinson wcale mu się nie przysłużyła. Może to ten Zdzirowaty Troll tak bardzo go poranił. wyraźnie zakłopotany tym pytaniem. jak i Carrick to wzorowi rodzice. jem. że będzie się starał.. Ale słuchając jego kojącego głosu. prawie przypominając sobie prowadzoną szeptem rozmowę. że Boeing musiał odwołać premierę któregoś modelu. przedstawiający ich jako współczesnych Bonnie i Clyde’a. mówię: – Przeczytaj coś jeszcze. Och. to takie frustrujące. gdy jem. że nic mi nie jest. Zarówno Grace. . Och. Zlewa się z innymi wspomnieniami. Christian marszczy brwi.– Chłopiec czy dziewczynka. Czytając. pani Grey. Skąd dziennikarze zdobywają te wszystkie informacje? Muszę zapytać Kate. ale ja wiem. dlaczego aż tak bardzo. przeżywam moment cennego spokoju. – W jego głosie słychać rozgoryczenie. Zaczyna czytać artykuł na głos. że porozmawiam z nim jeszcze na ten temat. nie panikuj. – Jem. wiedząc. Postanawiam. co się wydarzyło w ostatnim tygodniu.

bierze mnie za rękę i ściska pokrzepiająco. To rutynowa procedura. prawda? – Nie sądzę. Właśnie mam go zamiar o to zapytać.Ciekawe. Cichym głosem zdałam relację z wydarzeń tamtego dnia. Clark wstaje i żegna się z nami. po czym siada na łóżku. proszę o natychmiastowy powrót do szpitala. by tym razem zdołał wyjść za kaucją. że mogę jechać do domu. Mam ochotę skakać z radości. że nie celowałaś wyżej – mruczy. – Nie. pani Grey. – Nie wypuścicie go znowu. Pół godziny później Clark kończy. ale wcale nie mam ochoty przeżywać na nowo czwartkowych wydarzeń. Christian marszczy brwi. – Pani Grey. – Będę się streszczał. dla którego poszedł się z nią zobaczyć. Kiwam głową. kiedy rozlega się pukanie do drzwi. doktor Singh oświadcza. a w tym samym czasie do pokoju wchodzi doktor Singh i dwoje stażystów. Widziałam. Na razie to wszystko. pani Grey. czy też będę go musiała przycisnąć. – Panie Grey. że ma pewne podejrzenia. że jadę do domu. Clark go ignoruje. proszę pani. – Mogłaby tym pani oddać przysługę rodowi niewieściemu – zgadza się Clark. gdyby ból głowy się nasilił albo zaczęłaby pani niewyraźnie widzieć. jak Christian krzywi się przy niektórych fragmentach. Muszę pani zadać kilka pytań związanych z czwartkowym popołudniem. proszę pana. Do pokoju wchodzi Clark. Wygląda na skruszonego. czy Christian sam mi kiedyś zdradzi powód. – Szkoda. – Cieszę się. kto ją wpłacił? – pyta Christian. To informacje poufne. ale wydaje mi się. – Wiemy. panie Grey. Słucham? – Dziękuję. . Nie dowiedziałam się niczego nowego. Przeszkadzam? – Tak – warczy Christian. że się pani obudziła. Mogę zrobić to teraz? – Proszę – odpowiadam. Christian wstaje i podsuwa Clarkowi swoje krzesło. Zbadawszy mnie dokładnie. pani Grey. – Moja żona powinna odpoczywać – zjeża się Christian. Christian oddycha z ulgą.

– Uśmiecham się drwiąco.. Zadaje jej jakieś pytanie. Ray tu był. – I? – Nic nie stoi na przeszkodzie. To chyba jedna z niewielu kobiet.Po wyjściu doktor Singh Christian prosi o krótką rozmowę na korytarzu.. że sama chciałabyś mu o tym powiedzieć. – Taylor przywiózł ci czyste rzeczy. Oświadczył. Mama mówiła. ale nikomu poza tym. – Muszę cię ostrzec. – Dziękuję – uśmiecham się. kiedy leżałam nieprzytomna. nie ma przeciwwskazań. ciesząc się. Christianie! – Boli mnie głowa. – Moja mama wie – dodaje Christian. panie Grey. – Wzrusza ramionami. – Wiem. Zostawia drzwi uchylone. aby mi dał spokój. – Wie o dziecku? – Uznałem. które pozostają obojętne na jego czar. Chciałem się tylko upewnić. Pomogę ci się ubrać. Och. Da spokój? Czuję ukłucie rozczarowania. Wchodzi siostra Nora. – Chyba nie jestem jeszcze gotowa. – Powiedziałem mu. że powinienem cię przełożyć przez kolano. . że ochoczo się tym zajmę. Uśmiecha się szeroko i wraca do mnie wyraźnie poweselały. – To co. Twojej mamie też nic nie mówiłem. Och. że mnie nie ubiegł. do domu? – pyta Christian. że na ogół się czeka do dwunastego tygodnia. – Jasne. – No co ty! – W mojej pamięci czai się echo szeptanej rozmowy. aby mieć pewność. aby powiedzieć Rayowi. Na koniec jej dziękuję. Przez jakiś czas dam ci spokój. Mruga do mnie. – Tak. Ja powiedziałem swojemu tacie. czy chcę. aby usunąć mi wenflon. Rumienię się. – Najpierw chciałabym się zobaczyć z Rayem. Patrzy gniewnie na Christiana. – Widziała twoją kartę. Tak. Wcale nie wiem. Co takiego? Christian śmieje się z mojej miny. Ona się śmieje. uśmiechając się szelmowsko. Jest wkurzony na maksa. – O co chodziło? – O seks – mówi.

. Pod powiekami czuję łzy. że dobrze strzelasz – mówi szorstko. I naprawdę przepraszam. uspokój się. – Teraz natomiast jedź do domu i odpocznij. że nauczyłeś mnie strzelać. abym go kiedykolwiek widziała w takim stanie. – A ty jesteś blada. Och. Obaj się postarzeliśmy przez kilka ostatnich dni. Masz za wysokie ciśnienie. Przez chwilę mierzy mnie wzrokiem pełnym kiepsko skrywanej ojcowskiej dumy. Opuszczamy szpital tylnym wyjściem. a on w końcu mi odpuszcza. Postarzał się. teraz wygłasza całą tyradę.. że coś takiego już się nie powtórzy. Wygląda tak. która szlocha i szlocha. – A ja się cieszę. Denerwuje się. – Próbuję zmienić temat. wymachując obiema rękami. tato.Ray rzeczywiście jest wściekły. że tak mu uciekłam. Nie jestem przyzwyczajona do takiego okazywania uczuć przez Raya. nie jest źle. Wezmę gorący prysznic i będzie zupełnie dobrze. przesuwając kciukiem po knykciach. – Dobrze wyglądasz. Christian milczy. – W jego oczach pojawia się nagle strach. że niedługo ją odwiedzimy. coś się stało. ale w końcu udaje mi się. Ale dziękuję. – Twoja matka czeka na telefon – dodaje nieco spokojniej. przepraszam. Nie przypominam sobie. – A biedny Christian! Jeszcze nigdy go takiego nie widziałem. Znowu jestem dwunastoletnią dziewczynką. – szepcze. – Tato.. ganiąc mnie za nieodpowiedzialne zachowanie. proszę. gdy Sawyer wiezie nas do domu. – Nic mi nie jest. Taylor prowadzi nas do czekającego SUV-a. – Zadzwonię do niej. Ściska mi dłoń i bierze mnie w ramiona. – Gdyby coś ci się stało.. Całuję go w policzek. aby uniknąć paparazzich. Ja unikam spojrzenia Sawyera zażenowana. przepraszam. jak Christian wczoraj wieczorem. Chwytam jego dłoń. Dzwonię do mamy. – I musiałem się jeszcze użerać z twoją matką – warczy. – Tato. Przez całą naszą rozmowę Christian trzyma mnie za rękę. kiedy obiecuję. Obiecuję. Większą część drogi zajmuje mi uspokajanie jej. Christian rozsądnie postanowił zostawić nas samych. – Ray. tato. . Na co dzień małomówny.

Zarzucam mu ramiona na szyję i tulę się. – Christian otacza mnie ramionami i przyciąga do siebie. Chowam twarz w dłoniach i szlocham. Christian pomaga mi wysiąść. – Myślisz. – Welch chce się ze mną spotkać. nie. Ale gdy wsiadam do tak dobrze mi znanej windy. kiedy w końcu uwalniam się od matki. Nie. zmyć wspomnienie ataku Jacka. – Welch. Nie chciał nic mówić przez telefon. – Cichutko – szepcze. nie jak z Leilą. Szlocham w jego T-shirt. Zanosi mnie do naszej łazienki i delikatnie sadza na krześle. – Jesteś w domu. Taylor wjeżdża do garażu w Escali i zatrzymuje się obok windy. ty pierdolona suko!” – i że powiedziałam Christianowi.– Co się dzieje? – pytam. – Cieszysz się z powrotu do domu? – pyta. – Christian marszczy czoło. – Och. „Ty dziwko i łowczyni posagów”. Pragnę zmyć z siebie brud ostatnich dni. Ale już za późno. i całe moje ciało obejmuje dygot. – A jak sądzisz. dopada mnie potworność tego. Kręcę głową. – Och. mój paraliżujący strach o Mię. Tu fotografowie nas nie znajdą. następnie prowadzi do czekającej windy. że znalazł powiązanie? Kiwa głową. aby nas wypuścić i dopiero potem zaparkować. – Puszcza zapora. Christianie. przypominając sobie podły atak Jacka – „To za SIP. tuląc mi głowę do piersi. przez co musiałam przejść. a od ścian odbija się echem odgłos wody. Kiedy drzwi windy się rozsuwają. Nic ci nie grozi – mówi. o mnie i o Fasolkę. Dlaczego? – Dowiedział się czegoś na temat tego skurwiela Hyde’a. – Prysznic? – W jego głosie słychać troskę. Kiwam głową. co to może być? – Nie mam pojęcia. – Hej. łkając cicho. – Kąpiel? – pyta. o której istnieniu nawet nie wiedziałam. i zaczynam łkać. że odchodzę – „Odchodzisz ode mnie?” – i mój strach. . Christian bierze mnie na ręce i zanosi do holu. – Tak – szepczę. – Po południu przyjedzie tu z Detroit. całując moje włosy.

Fasolka i ja. Czuć dotyk jego skóry na mojej. Bierze mnie w ramiona i długo. uważając szczególnie podczas zdejmowania mi przez głowę Tshirta. kołysząc lekko w strumieniach ciepłej wody. Za to. odsuwa mi dłonie od zalanych łzami policzków i obejmuje moją twarz. co powiedziałam. nadal jest – pomimo wszystkiego. ale nie puszcza.. – Przestań. maleńka. że mnie kocha. Patrzę na niego. że tu jest. na które upadłam. – Pomogę ci się rozebrać – mówi cicho. – To dobrze. – Ja też przepraszam. Kiwam głową. Niech ci się przyjrzę – mówi i przez chwilę nie rozumiem. piękny mężczyzna. proszę. Klęka przede mną. to rozkoszować się przebywaniem w jego silnych. I tak się cieszę. – No. co się wydarzyło. Moje oczy na nowo wypełniają się łzami. mrugając powiekami. Ano. ale w tej akurat chwili jedyne. nieustannie próbującą wyciągać z męża informacje. w każdym razie tak twierdzi moja mama. oboje nas uspokajając. co ma na myśli. – Jesteś bezpieczna. Szybko mnie rozbiera. opiekuńczych ramionach. Nie mogę znieść. – Głos ma schrypnięty. Wiem. – Ćśś. ale one płyną uparcie. długo mnie tuli. a on raz jeszcze całuje mnie w czoło. że kocha mnie bardziej niż kogokolwiek innego na świecie. . że się przeze mnie martwiłeś. gdy płaczesz. – Lepiej? – pyta. Oboje jesteście – szepcze. wątpiący w siebie. Nie mogę go zmusić. z których nie jestem dumny. To wyczerpujące. Przestaję płakać i odsuwam się trochę. gdy Jack mnie uderzył. no już. Co jakiś czas całuje moje włosy. Wiem. Christian pomaga mi wejść do kabiny. Pozwala mi płakać w jego pierś.. gdy tymczasem wokół nas tryska woda. – Przepraszam.– Hej – mówi cicho Christian. Nie chcę być suszącą głowę żoną. jego włoski na moim policzku. którego kocham. Przepraszam za wszystko. Christianie. Do tanga trzeba dwojga. – Całuje mnie w czoło. I wtedy coś do mnie dociera: wszelkie wyjaśnienia z jego strony muszą wyjść właśnie od niego. sam musi chcieć mi powiedzieć. za to. Mówiłem i robiłem rzeczy. Sporo mi musi wyjaśnić. którego przez własną lekkomyślność mogłam stracić. Ale on ujmuje moją dłoń i ogląda uważnie ramię. po czym wchodzi do mnie pod zapraszający strumień gorącej wody. – Uśmiecha się krzywo. Ale głowa nie boli aż tak bardzo. czego pragnę. i na razie to musi wystarczyć. Wycieram nos wierzchem dłoni. sam w ekspresowym tempie pozbywa się ubrań. – W jego szarych oczach widać skruchę. Kciukami ociera łzy. że tak ryzykowałam. To mężczyzna. za to.

ale prosiła. – Lubię poza tym. Wyczuwam. a na łokciu i nadgarstku zadrapania. Mniejszy owija sobie wokół bioder. Marszczę brwi. Twarz ma kamienną. czy odwzajemnić pocałunek. bo nie rozumiem. . pani Grey. Przesuwa ustami po sińcu. Całuje je po kolei. a oczy ma pociemniałe z wściekłości. Wyciska na myjkę więcej żelu i z czułą. gdy ból stanie się naprawdę duży. – Bierze szampon i zabiera się za mycie włosów. – Mamy cię umyć. następnie myje mi nogi i stopy. że się waha. łzom czy decyzji o niezadręczaniu Christiana pytaniami. – Mam ochotę go zabić. – Och. Ostrożnie wycieram włosy. nie tutaj. plecy i drugą rękę. czy to dzięki prysznicowi. Christian zaciska usta. Uśmiecha się szeroko i całuje lekko w usta. Czuję się odświeżona i pełna energii i nie wiem.Na ramieniu mam sińce. maleńka – jęczy z udręką w głosie. ale da się znieść. Otula mnie dużym ręcznikiem. Bierze z półki myjkę i żel. Jego gniew jest wręcz namacalny. przeczesując palcami mokre włosy. Cholera. – Ja też. – Przyciągam jego głowę i całuję w usta. – To nie boli – mruczę. Szare oczy płoną. abym je zażyła dopiero.. żeby go uspokoić. mówi poważnie. Krzywię się. – Delikatnie myje moją potłuczoną rękę. – Nadal nie rozumiem. ramiona. Po chwili kabinę wypełnia znajomy zapach jaśminu. tam gdzie Jack mnie kopnął. bolesną delikatnością myje mi bok i pupę. Ale nie teraz. Wstaje i dotyka opuszkami palców posiniaczonych żeber. – Nie – szepcze mi do ust i odsuwa się. gdy ślizgają się po dużym sińcu na biodrze. następnie szyję. Wydymam wargi i atmosfera między nami natychmiast staje się lżejsza. – Odwróć się. Ależ przyjemnie być czystym. Myślę o Elizabeth. – Ja rozumiem – mówi ponuro Christian. Odwraca mnie bokiem do siebie i przesuwa palcami po moim ciele. nic poza tym. Ogląda uważnie moje kolano.. Pieszczę jego głowę. – Nic mi nie jest. dlaczego Elizabeth była w to wplątana. Prawie to zrobiłem – szepcze. Doktor Singh dała mi środki przeciwbólowe. po czym klęka. Boli mnie głowa. – Umyjmy cię.

– Jesteśmy ulepieni z tej samej gliny. ale wtedy coś mnie rozprasza. Lubił ostry seks. a ja obserwuję. – Ty nie jesteś taki jak on. Uśmiecha się drwiąco. Trafił do poprawczaka”. Marszczę brwi. że trafnie odczytałam jego myśli. – Fajny widok? – Skąd wiesz? – pytam. Na wielu pendrive’ach. że nie pamiętam. – Że mi się przyglądasz? – Nie. Szkoda. – Hyde miał filmy. . I na tym koniec. potwierdzając. Och! – No właśnie. Christianie. I pakował się w tarapaty. Głównie kradzieże samochodów. Christian także lubi ostry seks. kiedy leżałam nieprzytomna.. – Od detektywa Clarka. – Christian ściąga brwi. – To słowo wydostaje się z moich ust. – Co mam przestać? – Nieruchomieje i przygląda mi się niespokojnie. – Nie jesteś – powtarzam zdecydowanie. Materiał do szantażu. twoja wiara we mnie jest wzruszająca. ale nic nie mówi. Posyłam mu pytające spojrzenie. zwłaszcza w świetle ostatnich dni. – Filmy.. Jego spojrzenie twardnieje. Przypominają mi się informacje. dlaczego może tak myśleć. – Wcale nie – warczę. Clark był u mnie. a po niej odraza. „Jego ojca zabito podczas burdy w barze. – O Elizabeth. – Ana. Blednie. – Przestań. głuptasie – besztam go. matka piła na umór. No tak. nim jestem w stanie się powstrzymać. Więcej się dowiemy. jak przez jego twarz przemyka najpierw konsternacja. choć rozumiem. kiedy przyjedzie Welch. na których pieprzy się z nią i ze wszystkimi asystentkami. Mój mąż wyciera ręcznikiem włosy.To coś nowego. a w mojej głowie pojawia się kolejne dręczące wspomnienie. jakie Christian wyjawił podczas lotu do Aspen. napinając skórę na czole. – Christianie. – Opieram dłonie na biodrach. – Obaj macie burzliwą przeszłość i obaj urodziliście się w Detroit. a klatkę piersiową i ramiona ma nadal pokryte kropelkami wody połyskującymi w świetle halogenów. Filmy z nimi wszystkimi. co mówił. Jako dziecko przebywał w różnych rodzinach zastępczych. Co takiego? Marszczę brwi.

kiedy leżałam nieprzytomna? – Nie przypominam sobie. Christian blednie. detektyw Clark. ale twojej siostrze groziło niebezpieczeństwo. Droczy się ze mną! A może nie? Rzucam się na niego. Obolałe żebra dają o sobie znać i krzywię się. – I nie dąsaj się – dodaje. – Mam zgodę twego ojczyma. Śmiertelnie poważny. zachowałam się lekkomyślnie. a on suszy mi włosy. Ona też jest na ciebie wściekła. – Nie zrobiłbyś tego! – Ależ tak. głaszcząc jego twarz. zaskakując mnie tym. – To prawda. – Chodź. twoja mama. a mnie przypomina się postanowienie o niewyciąganiu z niego na siłę informacji. – Wyłącza suszarkę i odkłada na łóżko. I wiem. – Uśmiecha się drwiąco. Ujmuje moją brodę. Mina mu rzednie. – Ale koniec z lekkomyślnością. Szczotka zawisa w powietrzu. – Słyszałam kilka waszych rozmów. – Wystarczy – mówi. – Skończ z tym całym „wszyscy są wściekli na Anę”. – Zachowuj się! – nakazuje i przez chwilę jest zagniewany. Delikatnie całuje moją dłoń. że temat zamknięty. – Jest poważny. – Naprawdę? – pyta nonszalancko. Odwracam się. tak. Ponieważ następnym razem spiorę cię na kwaśne jabłko. dobrze? – Mówię samą prawdę. a on uchyla się tak. – I Kate? – Kate tam była? – Krótko. twój tato. . – Christian jest zaskoczony moim wybuchem. Wysuszę ci włosy. Mój tato. – Dziękuję ci – mówi.Ucisza mnie pocałunkiem. że padam na łóżko. – Tak. Ubrana w spodnie od dresu i T-shirt siedzę pomiędzy nogami Christiana. Jasna cholera. – Więc Clark powiedział ci coś jeszcze. – Przepraszam – mruczę. – Tak.

Zamyka oczy i kręci głową. – Teraz nie chodzi już tylko o ciebie – szepcze. – Okej. – Coś ugotujesz? – pytam niewinnie. Ma tyle przyzwoitości. . – Potrzebuję ciebie. Widziałem siniaki. Rzucam mu gniewne spojrzenie. – Chodź do mnie – mruczę. – Siadam. Co takiego? – Nie patrz tak na mnie. Niechętnie kiwam głową. – Nie – szepcze. – Rób. – Christianie – jęczę. Ano. że nie mam na sobie czegoś bardziej kuszącego niż spodnie od dresu i T-shirt. Jezu. – Przyniosę ci lunch. to z całą pewnością mogę się zająć gotowaniem. – Coś odgrzeję. ale wtedy przypominam sobie o sińcach i wiem. – Nie. a Christian się spina. udając. – Do łóżka! – Oczy mu płoną. Kiedy je otwiera.– Ty naprawdę w ogóle nie zważasz na własne bezpieczeństwo. Unosi rękę i zakłada mi za ucho zabłąkany lok. jakby dużo go to kosztowało. – Głos ma stanowczy. – Do łóżka? – Potrzebujesz odpoczynku. że wcale nie krzywię się z bólu. Śmieje się. – Christianie. widać w nich postanowienie. przesuwając opuszkami palców wzdłuż gumki spodni. co ci każę. Natychmiast. Pokazuje palcem poduszkę. żeby się rozebrać. – Wydymam wargi. Całuje mnie w czoło. że w ten sposób nie wygram. Kusi mnie. Nieoczekiwanie w mojej krwi eksploduje gorące pożądanie. – Prostuje się. Głośno wciągam powietrze. Pani Jones jest zajęta. I odpowiedź brzmi „nie”. Wskakuj do łóżka. ja to zrobię. Usta mu drżą. – Ana. kładź się. skoro mam ochotę na seks. żeby się roześmiać. wstaję i bezceremonialnie zdejmuję spodnie. żałując. Wstrzymuję oddech. Dobrze się czuję. – Podciąga mi T-shirt i kładzie dłoń na brzuchu. kiedy odsuwa dla mnie kołdrę.

Christian zamyka oczy i marszczy czoło. Śpij. Dobry Boże. zanim zamieszkałem z Carrickiem i Grace. Odrzucam kołdrę. tocząc z powiekami z góry przegraną walkę. że jedzenie potrawki z kurczaka może być takie wyczerpujące.. – Jesteście spokrewnieni? – Nie.. Nie miałam pojęcia. Christian je ze mną. Przyrządzana przez panią Jones potrawka z kurczaka to jedno z moich ulubionych dań. nie. Twarz ma bladą jak ściana. że masz odpoczywać. – Całuje mnie. Ku memu zaskoczeniu nie odmawia. Christian siedzi w fotelu. – Zabiera moją tacę. Ale nie mam z tamtego okresu żadnych wspomnień. Mieszkałem w rodzinie zastępczej. Mogę tutaj? Kiwam głową. gładząc go po włosach. Jestem najedzona i śpiąca. – Bo jestem zmęczona. Powiedziała. przyglądając mi się. – Doskonale podgrzane – rzucam kpiąco. a jego szare oczy błyszczą w tym nastrojowym świetle. – Mieszkałeś? Z Jackiem? Kiwa głową. Kiedy się budzę. za oknem zmierzcha. – Nie rozumiem – mówię cicho. – Kiedy mnie znaleziono w mieszkaniu dziwki. Obejmuje mnie ramieniem. Pokój wypełnia jasnoróżowe światło. Siadam. – Głos ma łagodniejszy. zwija się w kłębek i kładzie mi głowę na kolanach. znajdowałem się pod opieką stanu Michigan. a on się uśmiecha. Zrzuca buty i wślizguje się obok mnie. Oczy ma wielkie jak spodki. zapraszając go do łóżka. W ręce trzyma jakieś papiery. Taki miał plan? – Wyglądasz na zmęczoną. – Co się stało? – pytam natychmiast. – Welch właśnie wyszedł. . Wślizguję się do łóżka i z frustracją krzyżuję ręce na piersi. siedząc po turecku na środku łóżka. – I tak masz leżeć – mówi wyraźnie ubawiony. – To dobrze. jakby wytężał pamięć. ignorując protesty żeber. – Muszę trochę popracować.– Słyszałaś doktor Singh. O cholera. – I? – Mieszkałem z tym skurwielem – szepcze.

. W ogóle tego nie pamiętam. sprane niebieskie Tshirty.. Może oni ci pomogą. Wiem. Musiał być bardzo niedożywiony. mniej więcej dwunastoletnim bliźniakom – obaj mają jasne włosy i uśmiechają się szeroko do aparatu. – Proszę. a teraz się dowiedział. – Jak długo? – szepczę. Zupełnie jakby moje życie dzieliła wielka przepaść. sprzed tego okresu i po nim.Rodzina zastępcza? To nowość również dla mnie. Ale to. to było tak dawno temu. To cię właśnie gryzie? – Pamiętam inne rzeczy. – Mniej więcej dwa miesiące. Zduszam szloch. Ma ganek i mały ogród. gdy do oczu napływają mi łzy. z jasnorudymi włosami i nachmurzoną miną. Drugie zdjęcie przedstawia rodzinę – na pierwszy rzut oka zwykłą rodzinę z klasy robotniczej – męża. żonę i ich dzieci. Włączam lampkę przy łóżku.. – Nie pamiętasz pobytu u rodziny zastępczej? A czemu miałbyś pamiętać? Christianie. że w chwili śmierci matki Christian miał cztery lata. – Podaje mi dwa zdjęcia. że brak mu jakiejś części układanki. Ale ten chłopczyk wygląda na dużo młodszego. – To ja. ale oboje uśmiechają się ciepło do aparatu. Dorośli mają na sobie rozciągnięte. mój słodki Szary. młodszy. – Głos ma zupełnie bezbarwny. a mężczyzna jest obcięty na jeża. – Może powinieneś. Christian kiwa głową. Kurwa. a za nim chowa się szarooki chłopczyk z miedzianymi włosami. ściskający w rączce brudny kocyk. Kiedy poznałem mamę i tatę. Na pierwszym zdjęciu widać nędzny dom z żółtymi drzwiami i dużym oknem w dachu. – Welch przywiózł ci te zdjęcia? – Tak. Tuli mnie mocno. żeby dobrze im się przyjrzeć. Zupełnie tego nie pamiętam. Przyglądam się uważnie dzieciom: dwóm chłopcom. a serce podchodzi mi do gardła. jest jeszcze jeden chłopiec. Wielkooki i przerażony. Kobieta ma spięte jasne włosy. Mają po czterdzieści kilka lat. Mężczyzna obejmuje ramieniem nadąsaną nastolatkę. Mój kochany kontroler lubi mieć wszystko na swoim miejscu. – Rozmawiałeś o tym z rodzicami? – Nie. Już rozumiem. Och. Niczym się nie wyróżnia. – To ty – szepczę.

Razem możemy do nich jechać. przyglądając się temu chłopcu. – Może wiedział. że ma Mię. powiedział. Patrzy na mnie. Kręci głową. Och. – Zadzwonię do nich. Christianie. – Proszę. Tuli się do mnie jak mały chłopiec. – Skurwiel! – Myślisz. – Dobrze. Wpatrują się we mnie szare oczy. – Opuszczam się niżej. albo możesz to zrobić sam. że powinieneś porozmawiać z mamą i tatą. a nie jego? – Kto wie? – W głosie Christiana słychać gorycz.czy dziewięciolatek ukrywający strach za maską wrogości. dobrze? – pytam szeptem. – Do gardła podchodzi mi żółć. Nie. Jezu. Christianie. uważam. Oczy ma otwarte. Rozpoznaję w nim Jacka. – Oczy Christiana pozostają zamknięte i tuli się do mnie tak. Christian ma rację – w ogóle nie zważam na swoje bezpieczeństwo. – Christianie. I Ana. Na tę myśl zbiera mi się na mdłości. błagam! – Ja zadzwonię – szepcze. smutny ośmio. że się spotykamy. O cholera. on pieprzył wszystkie swoje asystentki i je filmował. który patrzy wyzywająco w aparat. że zrobił to wszystko dlatego. że to mógł być on. ja też mogłam skończyć jako bohaterka obrzydliwego filmu. Jak wolisz. które Christian robił swoim uległym. że wszystko mogło się ułożyć inaczej. Opanowując drżenie całego ciała. ty w ogóle nie jesteś taki jak on. jakbym była tratwą ratunkową. Ale to tylko dziecko. – Kiedy Jack zadzwonił do mnie. – Nie sądzę – mruczy Christian. Barney zna dokładne daty. Może od początku planował uwiedzenie mnie. to ten starszy chłopiec. jak zaczęłaś pracować w SIP. Pamiętam naszą kłótnię o tamten wyjazd do Nowego Jorku z Jackiem. Głaszczę jego włosy. I wtedy przypominają mi się zdjęcia. . – Gówno mnie to obchodzi. „Jesteśmy ulepieni z tej samej gliny”. przypominając o tamtym chłopczyku ze zdjęcia. Coś mi się przypomina. Christian zamyka oczy i wzdryga się.– Jack jest na tym zdjęciu? – Tak. Ignorowałam wtedy wszystkie złe przeczucia. a w jego oczach widać ból i zwątpienie w siebie. kiedy miałam tamtą rozmowę w sprawie pracy. – Christian zamyka oczy i obejmuje mnie jeszcze mocniej. że Greyowie adoptowali ciebie. aż nasze twarze znajdują się na tym samym poziomie. – Informacje na temat mojej rodziny zaczął gromadzić dopiero jakiś tydzień po tym. żeby powiedzieć. próbuję sobie przypomnieć różne rozmowy z Jackiem z mojego początku pracy w SIP.

że Carrick podniósł słuchawkę. – Ostatnie zdanie wypowiada niemal szeptem. – Tak?. . Może oni rzucą na całą sprawę nieco światła. Jak ja ci się odwdzięczę? Rumienię się. Oni mogą przyjechać tutaj. ale ona nie zwraca na to uwagi. – Zresztą jest sobota wieczór i pewnie nie ma ich w domu. Christian rzuca jej gniewne spojrzenie. – Dlaczego? – Nie chcę. Obejmuję go i opieram głowę na jego piersi. żebyś gdzieś jeździła. Serce mi się ściska.. Krzywię się i głośno wciągam powietrze. spokojnie mogę jechać. – To dobrze. Siada i bierze do ręki leżący na stoliku telefon. – Tato? – Jest zaskoczony.. – W jego głosie słychać zdziwienie i uzmysławiam sobie. na równi wzruszona i zakłopotana jej słowami. rodzina zastępcza w Detroit. – Już jadą.. Gdy stoimy w progu salonu. Grace bierze mnie w ramiona. – Dziękuję. Uśmiecha się ironicznie. – Wtulam się znowu w niego zdumiona. – Ana. – Zadzwoń. – Mia! Ostrożnie! Ją wszystko boli. Carrick także mnie ściska i całuje w czoło. jakbym rzuciła mu wyzwanie. Christian przez chwilę przygląda mi się wzrokiem pozbawionym wyrazu.... Widzę. – Christianie. – Zerkam na budzik. Ana. Znalazł powiązanie. – Rozłącza się. Dochodzi siódma. – Okej. w ogóle tego nie pamiętam. Powinnam się ubrać.. – Och! Przepraszam. miażdżąc mi żebra. że mnie wyrwałaś z łap tamtym dupkom. Świetnie. A potem dopada mnie Mia. – Nie idź. Welch właśnie wyszedł. kochana Ana – szepcze. Christian obejmuje mnie jeszcze mocniej. Przyjedziecie?. Całkowicie dobrowolnie.– Nie. – Uratowałaś dwoje moich dzieci.. – Nie – mówi stanowczym tonem. że pewnie nigdy dotąd nie prosił ich o pomoc. – Okej – mówi. – Ana ma się dobrze. że tyle mi o sobie powiedział. że to cię dręczy. Jesteśmy w domu.

Fasolka. A gdy całuje mnie w policzek. Odsuwa się i zakłopotana wyciera oczy. Christian bez słowa wręcza Grace zdjęcie. że tu jedziemy. Ana? – krzyczy na mnie w kuchni. Junior! – Co się stało? – pyta. Taylor – mówi zaskoczony. Nienagannie ubrana w obcisłe czarne dżinsy i jasnoróżową bluzkę z falbankami. to ustaliliśmy datę ślubu. – Z bardziej przyjemnych tematów. – Będzie powitalna imprezka. – Jezu. Kate pała słusznym oburzeniem na mnie i Christiana. Posyłam mojemu biednemu mężowi spojrzenie pełne współczucia. czasami zupełnie nie używasz mózgu... Cieszę się. po czym bierze głęboki oddech. że moja przyjaciółka zaraz wygłosi wykład na temat nieulegania żądaniom porywaczy. Wow.. Kate! – Tak się o ciebie martwiłam. Zjawia się Taylor. – Dziękuję.. – Och. błędnie odczytując mój niepokój. Carrick obejmuje ją za ramiona i także przygląda się fotografii. – Panie Grey? Na górę jadą właśnie panna Kavanagh. widzę. jednak ona bierze mnie w ramiona. – Nie płacz. – No to naszykujmy coś do jedzenia – oświadczam. – Och. że w jej oczach błyszczą łzy. Gratulacje! – Cholera. jej brat i pański brat. . Wszyscy mnie tym zadręczają! – warczę. Patrzy na mnie gniewnie i przez chwilę sądzę. a oczy wszystkich kierują się na nas. – Mia. A ona zakrywa dłonią usta. kochanie. proszę.. Przechodzimy razem do kuchni. że włożyłam wygodną sukienkę bez rękawów i balerinki. Christian ściąga brwi.. Steele – szepcze.. Przynajmniej jakoś się prezentuję. żebyś była pierwszą druhną. – Zadzwoniłam do Elliota i powiedziałam mu. Dobrze wygląda. natomiast Grace i Carrick gromią wzrokiem Mię.. ale przede wszystkim na Jacka i Elizabeth. – Mia uśmiecha się radośnie. Kate. pomożesz mi? – Naturalnie.– Nie jest tak źle – mruczę z ulgą. – Co ty sobie myślałaś. gdyż od razu rozpoznaje Christiana. kiedy mnie puszcza. Maj. Bo ja też zacznę. Christian zaś prowadzi rodziców do swego gabinetu. – Grace dotyka policzka syna. – Kate. No i oczywiście chcę.

Słyszałam. Więc jakoś w maju? Cholera. aby nie pamiętał. Twarz ma poważną. Jego oczy robią się wielkie. Christian patrzy na nas niechętnie. dopóki jego uwagi nie odwróci Elliot. Nikogo innego się nie słucha. towarzyskiej rodziny. – Wstrząśnięty – mówi cicho. i niesamowicie mnie to cieszy. . – A lekarstwa. obserwując resztę rodziny. – Mam nadzieję. – Jeden łyk nie zaszkodzi – szepcze i mruga do mnie konspiracyjnie. Chcę się napić. tyle rzeczy. – Jest równie chłodna. Ponieważ to prawda. Jasny gwint. że ty mu kazałaś. I znowu przeżywam chwilę frustracji. która dzięki małżeństwu weszła do dużej. Wzruszam ramionami i biorę mały łyk szampana. – urywa. Nie sądzę. cholera. Elliot podaje mi kieliszek z szampanem. że Christian rozmawiał także z Grace. Wchodzą razem do salonu. gdy stoimy razem w kuchni. których wolałbym.. podchodząc do mnie. Cieszę się. Marszczę brwi. Wiem. W moich myślach czai się nieproszone widmo Zdzirowatego Trolla.– Eee. Doktor Greene mówiła. kiedy próbuję sobie przypomnieć ich rozmowę w szpitalu. – Uśmiecham się. Grace uśmiecha się. Na pewno nie spodziewałaś się dzisiaj nas wszystkich. Grace całuje go w policzek. Wzdycham.. Mrużę oczy. Dostrzegam zaskoczona. po czym oddala się do siedzącej na kanapie Mii. – Jesteś dla niego bardzo dobra. – Kate – wita ją chłodno. pani Grey? – Mierzy wzrokiem kieliszek. Kiedy Fasolka ma przyjść na świat? W myślach dokonuję obliczeń.. Och. po prostu strasznie się cieszę. Dla odmiany jakaś dobra wiadomość. że Mia i Ethan trzymają się za ręce. – Cudownie was widzieć. Z gabinetu wychodzi pobladły Christian. kiedy dostrzega w mojej dłoni kieliszek. Ano. a za nim rodzice. Cholera. – Usiądź. że to czwarty lub piąty tydzień. – Jego spojrzenie łagodnieje. Jestem jedynaczką. – Tak dużo pamięta z życia ze swoją biologiczną matką. – Jak tam Christian? – szepczę do Carricka. Carrick dołącza do rodziny i obejmuje całą grupę. że do nas zadzwonił. Ale to. aby to była prawda. – Christianie. Po drodze bierze od Elliota kieliszek. Do diaska. Powiedział.. cholera. Wyglądasz na zmęczoną. Moszczę się na kanapie obok Christiana. że pomogliśmy. I zagłębiają się w rozmowie o ostatnim meczu Marinersów z Rangerami. – Przytulam ją mocno.

– Sporo się dziś od nich dowiedziałeś? – Trochę. Pamiętam jedzenie. – Przeczesuje dłonią włosy. proszę pana.. – Zsuwa z bioder dżinsy. – I jak się z tym czujesz? – pytam cicho. czemu ten sukinsyn tak bardzo się uwziął na naszą rodzinę. Christianie! Byłeś dzieckiem i kochałeś swoją mamę. Nosiła tytuł. Znam ją. Pani Collier dobrze gotowała. – Moi rodzice uważają cię za ósmy cud świata – mruczy Christian.– Jeden łyk – syczy i odbiera mi kieliszek. Gdyby byli choć trochę tacy jak dziwka. Jesteś moją matką? Cholera. Pani Collier nazywała mnie Ptaszyną. sam nie wiem. – Tamta kartka. patrząc mi w oczy. Och. .. Marszczy brwi. Zdążyli już uzyskać zgodę na adopcję. – Co się stało? – Teraz to ma sens! – Ale co? – Ptaszyna. Była u Collierów. ale zgodnie z prawiem musieli odczekać. Ptaszyno. czy nie upomni się o mnie jakiś żyjący krewny. – Kurwa! – mówi nagle.. zdejmując T-shirt. Serce mi się ściska – Szary! – Pani Collier mi ją czytała. że ty nie – prycham. – Z tym. Och. – Och. Napisane tam było coś w rodzaju: znasz mnie? Bo ja ciebie tak. – To ma sens? – Kartka – mówi. – Kręci ze wstrętem głową. – Uwielbiałem tę książeczkę. kompletnie go rozbrajając. podczas gdy mama i tata czekali na załatwienie formalności. Chryste. – Trochę wspomnień wróciło. Mieszkałem z Collierami dwa miesiące. Obejmuje mnie ramieniem i wraca do rozmowy z Elliotem i Ethanem.. Leżę w łóżku i go obserwuję. Dla mnie to w ogóle nie ma sensu. – Trzepoczę rzęsami. – Tak jest. – Całe szczęście. Ściągam brwi. że nie mam krewnych? Pieprzyć to. – Jego oczy stają się wielkie. – To z książeczki dla dzieci. Wkłada piżamę. I przynajmniej wiemy. którą zostawił ten sukinsyn. by się przekonać. wchodzi do łóżka i delikatnie mnie do siebie przytula.

Wybij to sobie z głowy. – Christian kręci głową. Wydymam usta. Zaczyna cicho: – Wyobraź sobie coś takiego: nastoletni chłopiec dorabiający do kieszonkowego. i co ja mam z tobą zrobić? – Całuje moje włosy. On wiedział. Kręci z rozdrażnieniem głową. – Poprawiam się na łóżku i krzywię.Nie wiem. Ana... – Powiesz policji? – Tak. – O nie. ===aVxlVW1c ROZDZIAŁ DWUDZIESTY PIĄTY . – Przekręca się. co powiedzieć. Cholera. Patrzy mi w oczy.. w dół ścieżynki. ten sukinsyn wiedział. – Ana. – Więc pracowałem u Lincolnów. Czemu? – Jak się pani czuje. – A tak w ogóle to dziękuję ci za dzisiejszy wieczór. on mówi. – Nie dziękuj mnie. Och? – Chciałaś wiedzieć. A pan? – Dobrze. O kurwa. lecz Mii.. miałaś męczący dzień. – Urywa. tak że leżymy teraz twarzami do siebie. Poza tym mam dla ciebie bajkę na dobranoc. pani Grey? – Dobrze... Bóg jeden wie. co Clark zrobi z tą informacją. no to świetnie. I pani Jones. Ana. zamyka oczy i przełyka ślinę. – Maleńka. sprzątając jakieś śmieci z niedawno zrobionej dobudówki. żeby mieć za co w sekrecie popijać.. – Ale za co? – Nakarmienie mojej rodziny. Śmieje się i chwyta moją dłoń.. Powiem. Wszystkie włoski na ciele stają mi dęba. Och.. jakby próbował wyrzucić z niej przykre myśli. bo spiżarnia jest świetnie zaopatrzona. gdy żebra znowu dają o sobie znać. – Chryste. – A ja wiem co. a on wzdycha.. Przesuwam palcami po jego brzuchu.

Och. uderzyła raz jeszcze.. ale przystojny nastolatek. Byłem sam i nagle pojawiła się Ele. Przyniosła mi lemoniadę. – Musisz zrozumieć. Następnie przekręca się na plecy i wbija wzrok w sufit.. – Nieświadomie jego dłoń dotyka policzka. Nie mogłem się tego doczekać – szepcze. są pełne niepokojących wspomnień. na siebie. – Wynoszenie gruzu to naprawdę katorżnicza praca. i zresztą wyznaje. Kiwam głową. Więc następnego dnia wróciłem. Rodzice krótko mnie ... Ciężko pracowałem. – Ale potem mnie pocałowała. Trochę pogadaliśmy. – Prycha i kręci głową. Ale podejrzewam... starsza kobieta. zastygły w bezruchu i zaszokowany. czyli wyrzucaniem gruzu do kontenera. moje życie było piekłem na ziemi. – Nikt mnie nigdy tak nie pocałował ani nie uderzył.. jakby nic się nie stało. i wtedy mnie uderzyła.. Nie wspomniała o tym. Mój ówczesny terapeuta był kompletnym dupkiem. byłem wysoki jak na swój wiek i buzowały we mnie hormony. – Próbuję zaprezentować ci jakiś kontekst. W mojej głowie myśli pędzą szaleńczo.. Naprawdę chcę to usłyszeć? Christian zamyka oczy i przełyka ślinę. – Kręci głową.. tak cholernie wkurzony na wszystkich. Nie. co o tym myśleć. Tak. że w sposób zachęcający.. – To był gorący wakacyjny dzień. ale ja już to widzę: przerażony. Nie miałem przyjaciół. Zupełnie nie wiedziałem. Kiedy wieczorem odchodziłem. a ja uczyniłem kilka przemądrzałych uwag. – Byłem wkurzony. jakby wyznawał jakiś mroczny sekret... Zająłem się więc pracą. tak się na ciebie rzuca. – Wróciła do domu. abym stawił się nazajutrz. rodziców. Wykorzystała dziecko. – Cóż. Kiedy je otwiera..Ledwie mogę oddychać. że wyglądam jak posąg. Serce mi się ściska. A kiedy skończyła. nagle rozbawiony.. zostawiając mnie tam samego. mam nadzieję. Miałem piętnaście lat. – Podczas pocałunku nie dotykała mnie – mówi cicho i odwraca głowę w moją stronę. – Chcesz tego słuchać? – pyta Christian. – Mruga powiekami. próbując wybadać moją reakcję.. jakby nadal nie mógł w to uwierzyć. co się stało. Marszczy brwi. Zachowywała się tak. Dziewczyny w szkole. skonfundowany nawet po tylu latach. Laska? Robi mi się niedobrze. Mocno. naturalnie byłem zaskoczony i wkurzony. niezła laska. – Urywa. poprosiła. – Tylko jeśli ty chcesz opowiadać – mówię cicho. pani Lincoln. i cholernie podniecony. a oczy zachodzą mgłą. samotny. No pomyśl tylko.

mam na to powiedzieć? Christian niepewnie zakłada mi pasmo włosów za ucho. spokojny i pod kontrolą. tylko więcej. – Wiem. nie wiedząc. A kiedy ona mnie całowała. i wszystko przed tobą okazało się nudne. puste. – Cóż. O kurwa. I oszczędzę ci drastycznych szczegółów. Aż świerzbią mnie palce. – Wiesz? – Tak. u licha. Nie znosiłem. Ale to był sposób na wyładowanie się. . ale było to samo. Przestaję oddychać. dopóki nie poznałem ciebie. Wdawałem się w naprawdę paskudne burdy. czego się spodziewać. – Nie byłem w stanie znieść niczyjego dotyku. kurde. pozwalając mi oddychać. – I wiesz co. Jego spojrzenie łagodnieje.. Muszę wsadzić dłonie pod poduszkę i oprzeć na niej głowę. kiedy ktoś za bardzo się do mnie zbliżał. Nie dotykała mnie. mierne.trzymali. – No. Dotyka mego policzka. I nawet kiedy nasz związek dobiegł końca. to już wiesz. – Wpatruje się w sufit i przeczesuje palcami włosy. Musiała wiedzieć. – Nareszcie – szepczę. – Mój świat był poukładany.. trzymała tylko moją twarz. O rety.. ależ ja się biłem. nie ruszam się jednak. jak to było. Podejmując decyzje. mój biedny Szary. Och. mój świat pozostał dzięki niej wyraźny. Ano? Mój świat stał się nagle wyraźny. – Ja też – mówię cichutko. niewinność. – Postawiłaś mój świat na głowie. aby zwalczyć pokusę objęcia go. – Zakochałem się – szepcze. – Jego głos ledwie słychać. żeby także ich dotknąć. Nie byłem. Znowu przekręca się na bok. uroda i spokojna odwaga. Dokładnie tego mi było trzeba. nie rozumieli. to tak boli. – Urywa. Na tolerowanie jakiejś formy fizycznego kontaktu.. następnego dnia wróciłem tam. Kiwa głową. Była powiewem świeżego powietrza. a potem pojawiłaś się ty i twój cięty język. Z dwóch szkół mnie wyrzucono. I tak było. I co ja. – Zamyka na chwilę oczy. Biłem się. Być może od Grace. Alleluja! Uśmiecham się nieśmiało. I tak się zaczął nasz związek.

. – Ona przekierowała mój gniew. Dopóki nie poznałem ciebie. Waha się. – Stania się Panem? – Tak. uważasz. Och. Pozwoliłem. teraz to sobie uzmysławiam. Elena stanowiła centrum mojego wszechświata. Na krótki czas się tego wyrzekłem. pozwalała mi doświadczać tego.. ty taki nie jesteś. No wiesz. – Zaciska usta. że zasługujesz na to. . – Głównie do wewnątrz. aby cię bito. co ma na myśli. do czego nie sądziłem. Zacząłem się przykładać do nauki. I zawsze tak będzie. Doktor Flynn już od jakiegoś czasu mi o tym mówi. Taki już jestem. Kiwa głową. gdy widzi moją reakcję. dzięki niej nauczyłem się radzić sobie ze światem. – Rzucenie studiów? – Moja decyzja.. aby ktoś inny podejmował za mnie decyzje.. że samotna kobieta znajduje nieco szczęścia w ramionach młodego kochanka. Powiedz mi! – Jeśli dorastasz. Dopiero niedawno zacząłem postrzegać nasz związek tak. w dniu moich urodzin. A ona zrobiła wiele dla mnie. – Lubię. najlepsza w życiu. objęcia kontroli i podejmowania własnych decyzji. Ano.. – Ale ty lubisz kontrolę – szepczę. Kiedy byłem młodszy. No wiesz.. Christianie.– I wszystkiemu nadałaś właściwe proporcje. niekochanego dzikusa.. – Ana. mając całkowicie negatywny obraz swojej osoby.. – Jako tako. Zrobiłbym dla niej wszystko. zastanawiając się. że jestem zdolny. Wzdrygam się na wspomnienie Eleny i Christiana kłócących się podczas jego przyjęcia urodzinowego. na tym. uważając się za jakiegoś wyrzutka. znacznie łatwiej uzewnętrzniać w ten sposób ból. – Dla niej ta strona naszego związku polegała na seksie i kontroli.. Poprzez poddanie się jej odnalazłem siebie i siłę potrzebną do objęcia kontroli nad swoim życiem. Marszczę brwi. – Dotyk – szepczę. Dzięki niej przestałem pić. jak powinienem.. – Twoja decyzja? – Tak.

– Ona wiedziała – szepcze. Kiwa głową.. żebym poleciał wtedy do Georgii i cieszę się. – Nie nauka pilotażu? Kręci głową. że się przestraszysz i odejdziesz. Blednę. – Dzięki temu mogłem wszystkich trzymać na dystans i mieć wszystko pod kontrolą. – Pana? – szepczę. – Twoja biologiczna matka? – Nie chciałem znowu cierpień. Dotyka mego policzka. – W jego głosie słychać ulgę. – Najlepszą decyzją okazało się poślubienie ciebie. Sądziła. – Ty – mówi cicho. – Naprawdę wiesz? . – Ta. Tak mi się przynajmniej wydawało. że potrzebuję wszystkiego tego. która uratowała moją siostrę. – Stąd wiem. – I wszystko się rozsypało. Ściągam brwi.. podziw i niedowierzanie. – Uważała. że domyśliłaś się dlaczego – dodaje cicho. O rety. Co zresztą zrobiłaś. I szczerze mówiąc. którą mi ono zapewniało.. Jestem pewny. Marszczę brwi. – Nie założenie swojej firmy? Kręci głową.. Namawiała mnie. A potem ty ode mnie odeszłaś. – Brakuje. – Uśmiecha się łagodnie. – Wiedziała co? – Że zakochałem się w tobie bez pamięci. – urywa. ta twoja idiotyczna akcja.– Mnie? – Tak. – Brakuje ci tego? – szepczę. co łączy się z moim stylem życia. Wolałabym o tym nie myśleć. – Wiesz co? – Że mnie naprawdę kochasz. Och! – Ale tylko kontroli. – Czego? – Tamtego życia. że jej się udało. – Jego słowa są ledwie słyszalne.

I cofnęło mnie to do czasu. Na siebie. – Przyjemnie się je całuje. że moja mama nie chce jej już znać – jej kręgi towarzyskie uległy zmniejszeniu – ale rozumie. – Miałaś rację. – Kiedy marszczysz brwi. kiedy nie miałem kontroli nad swoim życiem.. Poszedłem zobaczyć się z Flynnem. Ale tak powiedział jego lekarz! – Christianie.. Ponieważ tyle ryzykowałaś. – Wzdycha. Elena właśnie wychodziła.. Ambitna? Ja? – Cóż. tuż nad nosem. która dobrze sobie radzi mimo recesji. – Dlaczego cię to dziwi? Mówiłam ci. aby je usłyszeć. – Byłem taki wściekły. ale on był akurat na wywiadówce. Na wszystkich. – No więc chodziłem i chodziłem. że tam jestem... O cholera. Na ciebie. Serce wali mi jak młotem. rzeczywiście tak powiedziałam. a jednak nadal tu jesteś. – Jesteś jeszcze taka młoda i wiem. Tylko nie jedynak. – Udaliśmy się do spokojnego baru i wypiliśmy butelkę wina. Przeprosiła mnie za to. – Urywa. Musiałem wyjść. ale była to dla mnie abstrakcja. czy mam ochotę na drinka. Czasami zachowuję się tak paskudnie. że ty chcesz mieć dzieci. Naprawdę chcę tego słuchać? Moja podświadomość unosi ostrzegawczo brew.. Kładzie mi palec na ustach. O cholera.– Tak. Ale teraz to chyba nie jest najbardziej odpowiedni moment. Myślałem o dziecku. – Christian unosi brew. kiedy mi powiedziałaś o ciąży. aby o tym wspominać. znalazłem się w salonie.. Ja byłam jedynaczką. tego się kompletnie nie spodziewałem. wypowiedziałam wiele okropnych słów. że jesteś w ciąży. dla mnie. że bardzo ambitna. jak się zachowałem. i chodziłem. i nagle. Boli ją. Moja podświadomość gromi mnie wzrokiem. co się stało. Zdumiał ją mój widok. Wspomniałem. mnie też zdziwił fakt.. Wyczuła. Wyciąga rękę i przesuwa palcem po zmarszczce na moim czole. że jesteś w ciąży. że nie zamierzam od ciebie odejść. I jeśli mam być szczery. jak się zachowała podczas tamtego przyjęcia.. Zasłużyłem na to. – Przewraca się ponownie na plecy. Nawet kiedy cię zapytałem.. Poza tym to moja bajka. Chryste. że przez jakiś czas będziemy tylko we dwoje. robi ci się takie V – mruczy.. Jestem nastolatkiem.. i zapytała. – Z powodu tego. . Rozmawialiśmy o jej firmie. w życiu nie przyszło mi do głowy. – Cóż za ironia – szepczę. Tylko jednym? Nie.. – Ćśś. dla mojej rodziny. – Wcześniej sądziłem. nie twoja. – Przesuwa palcem po moim policzku. że jestem wściekły. – Kiedy mi powiedziałaś. Dochodzimy do sedna sprawy. pokrzyżowałaś moje plany..

– Sądziłam. Strach chwyta wielką łapą moje serce. Jeszcze przeprosiła. popatrz na mnie! Pociągam go za ramię. I że ta cała sytuacja jest bardzo niezręczna.. – Jest tym zaszokowany. a kiedy znalazłem. że posunęła się za daleko. – Nie. Powiedziałem. kiedy po raz ostatni znajdowaliśmy się w tym samym pomieszczeniu. Powiedziałem jej. ona się nachyliła. – Nie miałem szansy. Zobaczyła moją minę i uzmysłowiła sobie. byłaś na mnie taka wkurzona. że powiedziałeś jej o ciąży. co powiedzieć. a on je opuszcza i patrzy mi w oczy. Ana. Pierdolony Zdzirowaty Troll! – To była chwila zawieszona w czasie. Twarz ma bladą. Przełykam ślinę. ale że widzi. Oboje nas to zaszokowało.. – Byłam.Marszczę brwi. obróciła wszystko w żart. Z mojego ciała ucieka całe powietrze. mniej więcej w połowie drugiej butelki. iż moje życie należy teraz do ciebie.. Powiedziała. że więcej się nie spotkamy. – Czemu to przede mną przemilczałeś? Wzrusza ramionami. a poza tym – przełyka ślinę – kocham ciebie. O tak. Christianie. Cholera. Stwierdziła. Do czego on zmierza? – Zobaczyła. Nie wiem. Przełyka ślinę. Już od lat nie myślę o niej w ten sposób. Pożegnaliśmy się. że brakuje jej naszej przyjaźni. zasłaniając ręką oczy. no i poszła w swoją stronę. że jest szczęśliwa z Isaakiem i że nie miała nic złego na myśli. że serce przestaje mi bić. czego on mi nie mówi? Chcę to wiedzieć? – Przystawiała się do mnie. oczy szeroko otwarte. – Jego głos jest niski. Mam wrażenie. Wpatruję się w niego. że kocham swoją żonę.. co się wydarzyło. – Natychmiast się wycofała. nie. zważywszy na to. A ja zamarłem – szepcze. zbyt niski. aby mnie dotknąć. – W każdym razie tamtego wieczoru. Swędzi mnie skóra na głowie. – Miałeś. Nie mogłem nie przyznać jej racji. – Co? – wyrzucam z siebie. Powiedziałem jej.. Och. .. że się wzdrygam. – Rano nie mogłem cię znaleźć.

Chcę być centrum twojego wszechświata. – Widzisz. – I tyle? – Mniej więcej. Kiedy piłem. źle. nie płacz. – Wzdycha. Ale. Do oczu napływają mi łzy.. Och.. W mojej głowie pojawia się wspomnienie – prowadzona szeptem rozmowa – głos Christiana: „Ale spotkanie z nią w końcu pozwoliło mi spojrzeć na wszystko z odpowiedniej perspektywy. – No bo jak to możliwe? – mówi cicho. – Jesteś nim. To się nie zmieni. Po raz pierwszy poczułem. . To. – Cholera. – Dotyka mego policzka.. Och. jak zaczął się związek mój i Eleny. Pragnąłem wrócić do domu.. przypomniały mi się twoje słowa: „Gdyby to był mój syn. chcę cię mieć dla siebie. potem przerzuciłem się na bourbon. Mówił to do Grace. To dobrze. – Ana – szepcze. Ana. O nie... – Nie zniósłbym tak bliskiej jej obecności. Nie chcę się tobą dzielić. było złe”. a przynajmniej przez jakiś czas. – Och? – To koniec? – Tak.– Całowaliście się? – Nie! – prycha. zrezygnowany uśmiech.. – Byłem przygnębiony. do ciebie. doskonale to rozumiem. Nigdy dotąd tak tego nie postrzegałem. z dzieckiem. – Przepraszam – mówię cicho.. Prycha. gdy cię ujrzałem po raz pierwszy.. Christianie. Ano. – Maleńka. Tamtego wieczoru wreszcie to do mnie dotarło. – Och. wiedziałem.”. I poczułem się. Zostałem więc i wykończyłem butelkę... i do niej też. I zacząłem myśleć o Juniorze i o tym. No wiesz. – To nie jest prawda. Proszę. Koniec nastąpił w chwili. Posyła mi smutny. co robiliśmy. że brzydko się zachowałem. nie płacz.. – Za co? – Że następnego dnia byłam taka wściekła.

że czuje ulgę. Pomyśl o tej książeczce. mój Szary. Uśmiecha się. że kochałeś. że jestem do tego zdolny. – Och. Dlatego właśnie tak bardzo cierpisz. Była ładna. W końcu odzywa się: – Szczotkowałem jej włosy. I masz rację. że będę gównianym ojcem. – Strasznie się boję. – Całuje mnie w czoło. – Nie wiedziałem. a na jego twarzy pojawia się uczucie ulgi. – Wystarczy spojrzeć na ciebie.. Kiwam głową. – Nie. – Oczywiście. – Christianie. – Dotyka mego policzka. – Głos ma niewiele głośniejszy od szeptu.. nie milknij. Kochałeś ją. że pozwoliłabym ci na to? Otwiera oczy i patrzy na mnie przez całą wieczność chyba. Tak bardzo cię kocham. Była gównianą matką. Nadal pragnąłeś mieć mamę. – Dolna warga mi drży.. Patrzy na mnie szeroko otwartymi oczami. – No dobrze. Christianie – szepczę. Nie przepraszaj. Szary. a on zamyka oczy. ale myślę. proszę. Marszczy brwi i cofa rękę. Tak właśnie powinno być. – Fasolka także będzie cię kochać. a ty ją kochałeś. – Łzy płyną coraz szybciej. – Ależ tak... a on przesuwa po niej kciukiem. Wszystkie dzieci. Takie już się rodzą. starając się poskromić targające mną emocje. Ana. nawet ty. – To dopiero była bajka. Będziesz centrum świata Fasolki. Uśmiecha się ze smutkiem. Juniora – szepczę. – Dzieci bezwarunkowo kochają swoich rodziców. którą lubiłeś. których okropieństwa nawet nie jestem w stanie sobie wyobrazić. Och. Wygląda na udręczonego wspomnieniami.. Dotykam jego kochanej twarzy. – Jak twoja głowa? . – Nie sądzę. to już koniec bajki na dobranoc. Będziesz miała kogoś jeszcze do kochania. czy sądzisz. Dość się w życiu wycierpiała. – Ależ ty jesteś silna. – Nie – szepcze. Szary. Christianie. nie. Och. – Wybacz jej. – Dlatego właśnie potrafisz kochać mnie – mówię cicho. Zaciska ją w pięść. Zaprogramowane na miłość. Nic nie mówi. gdy byłeś mały. – Była gównianą matką.– Przepraszam.

kiedy jednak próbuję pogłębić pocałunek. – Potrzebujesz tego. Nie wiem. Dziękuję za tę wiele wyjaśniającą bajkę na dobranoc.. ty prawie nieżywa? Przez fakt. że powinnaś pójść teraz spać. uwierz mi. Ona należy do przeszłości. Powiedziałaś. Okej. otwarty.– Moja głowa? – Prawdę mówiąc. Mówiłaś. z braku lepszego słowa? Ściąga brwi. Może to przez ten widok na tamtym parkingu. – Dlaczego nagle stałeś się taki. – Nie – szepcze. – Mam jedno pytanie. nadal byście się przyjaźnili? – To więcej niż jedno pytanie. że tak.. Nie musisz odpowiadać. – Rozpaczliwie pragnę się z tobą kochać. aby go pocałować i nasze usta stykają się na chwilę. chyba zaraz eksploduje od tego wszystkiego. – Mówisz mi to wszystko. To określenie rozumiem – mówi z cichą szczerością. – I tak dowiedziałam się od ciebie więcej. Nie zamierzam się z nią więcej spotykać. co mi powiedziałeś! – Boli? – Nie. – Naprawdę? – Sam wiesz. „Nareszcie!” – Dobranoc. że to twoja granica bezwzględna. Moja podświadomość oddycha z ulgą. Christianie. i to mi wystarczyło. Odpuszczę teraz ten temat.. aby Elena stawała między nami. – Przepraszam. a ja nie chcę. że chcesz wiedzieć.. . Przekroczyła granicę. – Och? Jakie? – Patrzy na mnie nieufnie. – Nie.. Wydymam usta. tyle razy ci to mówiłem.. Spać! Jak mogę zasnąć po czymś takim? – Spać – powtarza surowo. gdy tymczasem wyciąganie z ciebie informacji to prawdziwy koszmar. Proszę. nie sądzę. ale od czasu urodzin była dla mnie czymś w rodzaju niedokończonej sprawy. – Dlaczego jestem otwarty? Nie wiem. niż mogłabym się spodziewać. Myślę. Jego spojrzenie łagodnieje. że zostanę ojcem. – Gdyby nie przystawiała się do ciebie. – Nachylam się. – Rumienię się. on się odsuwa. Nie może. – To dobrze.

– Kocham cię bezwarunkowo. Marszczy brwi. a włosy pozostawiam rozpuszczone.. I mnie też. Christian je śniadanie. troszczy się o mnie. ta jego długa bajka na dobranoc najwyraźniej pomogła mu się pozbyć części demonów. – Nie. w jaki sposób Christian nauczył się takiej dyscypliny. No naprawdę. cóż. Praca – tak.. Christianie – mruczę. Odrobina tuszu do rzęs i błyszczyku. pogrążając pokój w ciemnościach. Na mój widok widelec z omletem zatrzymuje w połowie drogi do ust. Coś. że oboje odzyskaliśmy równowagę. a potem dokonuję szybkiego przeglądu garderoby. . gdy czuję ból w żebrach. Do tego pończochy i czarne czółenka od Louboutina. – Dzień dobry. Chcę coś seksownego. i ręce trzyma ode mnie z daleka. ból żeber zmalał – choć owszem. To powinno załatwić sprawę. Biorę głęboki oddech. – Wiem – szepcze i wyczuwam ten jego nieśmiały uśmiech. Chyba mogłabym jechać do pracy. więc od razu też się krzywię. przyznaję.– W takim razie śmiało. Jest poniedziałek i cały wczorajszy dzień spędziłam w łóżku. że taki nienasycony mężczyzna może mieć w sobie tyle samokontroli? Naprawdę nie chcę rozmyślać o tym... gdy wtulam się w niego. co mogłoby pobudzić Christiana do działania. Biorę szybki prysznic. – Uśmiecham się słodko. Od tamtego wieczoru nie rozmawialiśmy o Zdzirowatym Trollu. Decyduję się na niemal nieprzyzwoicie krótką czarną spódnicę i białą jedwabną bluzkę z falbanką. Budzę się. To chyba najdłuższy okres bez seksu od. Śpij. W pokoju jest jasno. Wybiera się pani gdzieś? – Do pracy. Mój kontroler. jest kochający i rozmowny. pani Grey. Odkąd wróciłam do domu. a Christiana nie ma w łóżku. a jest już późno. Kto by pomyślał. Ale już nie taki jak wczoraj. Zerkam na zegarek i widzę. Christian pozwolił mi jedynie na krótkie odwiedziny u Raya. że to temat zamknięty raz na zawsze. Będę musiała coś z tym zrobić. Głowa mnie nie boli. Wygląda na to. Mam nadzieję. nadal paskudny kontroler z niego. Tak. od pierwszego razu. – Gasi lampkę. Chcę jechać do pracy. że jest siódma pięćdziesiąt trzy. że śmiać się muszę ostrożnie – ale jestem sfrustrowana. musisz odpoczywać. Christian jest znacznie bardziej zrelaksowany. Uśmiecham się czule.

– Płatki? – Wolałabym jajecznicę i razowe tosty. To proste. – Naprawdę? Nie zauważyłam. – Pani Grey. Oblewam się rumieńcem. Pani Jones uśmiecha się szeroko. Gail. Pani Jones stawia przede mną herbatę. nie jedziesz do pracy. – Ta spódnica jest bardzo krótka – mruczy z lekką dezaprobatą. tak? Uśmiecha się. – Przesuwa palcem po nagim ciele tuż nad pończochą. a Christian patrzy na mnie zdziwiony. Więc równie dobrze mogę jechać do pracy. – Zamierzasz wagarować? – Nie zostawię cię tu samej. czy to strój odpowiedni do pracy. – Zje pani śniadanie? – Chętnie. Puls mi przyspiesza.– Nie wydaje mi się. – Ana. Mrużę oczy. – Christian jest stanowczy. – Na to wygląda. Zwłaszcza tutaj. pani Grey. Zakładam nogę na nogę. że ma na sobie te same spodnie od piżamy i T-shirt. – Już się robi. – Doktor Singh zaleciła ci tygodniowe zwolnienie. – Dobrze wyglądasz – mówi Christian. – Nie. – Pani Jones próbuje ukryć uśmiech. – Nie.. Dzień dobry. – Ale. nie pamiętasz? Siadam na stołku obok niego i podciągam nieco spódnicę. nie mam zamiaru spędzić całego dnia sama w łóżku. Patrzę na niego gniewnie i dopiero teraz zauważam. że dopiero za tydzień możesz wrócić do pracy. ale i odrobiną irytacji. – Nie jestem pewny. – Christianie. . – Czyżby. A doktor Singh powiedziała. pani Grey? – Uśmiecha się z rozbawieniem. – Christian prycha. Nie kłóć się. Zaczynam wariować? – Mamy poniedziałek.. w których spał. – A ty jedziesz do pracy? – pytam. – Bardzo dobrze.

nachyla się i całuje mnie w głowę. to kwestia dyskusyjna. byłaś z szpitalu. – Dyskusyjna? – Dyskusyjna.. Prycha. „och”. Podejrzewam. – Upija łyk kawy. Czas najwyższy. – Świetnie. Właśnie zostawiliśmy Raya i pana Rodrigueza oglądających mecz piłki nożnej na nowym telewizorze z płaskim ekranem. – Możemy sprawdzić. Wstaje. . Dlaczego? Jedziemy w kierunku północnym. ale skoro nie wybieram się do pracy. mogę ci umyć plecy? – pytam z ustami pełnymi jajecznicy. – Fajnie widzieć. Christian prowadzi rozluźniony. Robi to celowo. że w moim głosie słychać nadzieję. pozwalając mi cieszyć się widokiem umięśnionych ramion i nagich pleców. – Och. uśmiechając się pod nosem. – Mile. Pani Jones stawia przede mną jajecznicę. – Naprawdę? Posyła mi spojrzenie spod długich rzęs. – Nie musisz pracować? – Nie. – Eee. – Sądziłam. jak Elliotowi idzie praca w naszym domu. Ros wróciła z Tajwanu. by dalej flirtować z moim mężem. – Mam lepszy pomysł. – Chętnie. Wychodząc z kuchni.. Jedz. Co takiego? Och! Przypomina mi się. – Idę pod prysznic. że to ty masz lecieć do Tajwanu. że to Christian go kupił.– Cóż. jak jesz – mówi cicho. Uśmiecha się lekko drwiąco i wraca do jedzenia omletu. – Ana. Zastygam w połowie kęsa. Wszystko poszło zgodnie z planem. Jestem zbyt głodna. A więc dzisiaj zamierzam spędzić mile czas z moją żoną. że mieliśmy to zrobić przed wypadkiem Raya. – Uśmiecha się. Szare oczy mu ciemnieją. – No właśnie. – Mile? – Wiem. – Christian kiwa głową. ściąga przez głowę T-shirt. O rety. – Nie.

że się nie przebrałaś. – Cieszę się. Jedziemy wysadzaną drzewami alejką pod dachem liści. Nie kupił jeszcze kołyski. Porastająca łąkę wysoka trawa robi się złota. a słony powiew znad Zatoki miesza się z zapachem nadchodzącej jesieni. Pod ścianami rozstawiono rusztowania. że postanowiłam odpuścić. . – Cóż. których zieleń miesza się z żółcią i miedzią. Przyglądam mu się. ale krótka spódnica została. że mogę. Włożyłam co prawda dżinsową kurtkę i buty na płaskim obcasie. seksownie z potarganymi włosami. Przed nim stoi kilka dużych furgonetek z wymalowanym na boku logo i napisem GREY CONSTRUCTION. – Uśmiecha się jeszcze szerzej. marynarce w prążki. pani Grey.Od czasu „rozmowy” jest bardzo zrelaksowany.. w ray-banach. Jego palce przesuwają się kusząco w górę uda. Alejka skręca i w polu widzenia pojawia się cel naszej podróży. – Zamierzasz dalej mnie tak drażnić? – Może. że nareszcie mi się zwierzył. Cień pani Robinson nie wisi już groźnie nad nami. młodo. I pomyśleć. Ale czuję. Christian skręca w podjazd prowadzący do naszego nowego domu. Słońce świeci. – Uśmiecha się. ale jestem dobrej myśli. białej lnianej koszuli i dżinsach. że jest mi bliższy niż kiedykolwiek. lepiej trzymaj ręce przy sobie. – Uśmiech ma chłopięcy. – Jak sobie pani życzy. może dlatego. Wygląda swobodnie. że będziemy mieć dziecko. Zerka na mnie i kładzie mi dłoń na udzie. pani Grey. że to nie ulegnie zmianie. Zupełnie jakby zdjęto mu z ramion wielki ciężar. Na klawiaturze wystukuje kombinację cyfr i biała metalowa brama się rozsuwa. gdy prowadzi. – Każdy kij ma dwa końce – szepczę. Może powodem jest to. I trochę się już pogodził z tym. – Śmiało. Podnoszę jego dłoń i odkładam na jego kolano. – Dlaczego? – Dlatego.. Do diaska. że tutaj będzie nasz dom. a na dachu widać mężczyzn w kaskach. Mam nadzieję. Dzień jest piękny. To takie spokojne i śliczne miejsce. a pośród niej widać jeszcze kilka żółtych słoneczników. Kładę dłoń na jego dłoni. To się obróci przeciwko mnie.

choć Christian twierdzi. dzięki. skąd dobiega nas głos Elliota. Czekajcie. które Elliot ignoruje. że to wersja mocno optymistyczna. W części dziennej zburzono jedną ścianę. – Hejka. Dzięki. Kilka minut później w drzwiach pojawia się Elliot. a moje żebra protestują. a ich miejsce zajęły nowe. informując o postępach prac. bracie! – Rozglądamy się. – Jasne. Dom to w zasadzie szkielet. . która wygląda jak grube płótno. To plac budowy. Za to mu przecież niemało płacę. Elliot cierpliwie nam wszystko wyjaśnia i podaje przybliżoną datę zakończenia remontu. Elliot. Wyczuwam jego ekscytację. zaraz do was zejdę. zakryte białymi płachtami. gdy tylko zostajemy sami. Liczy na to. – Zostawię was. aby zrobić miejsce na szklaną ścianę Gii. A niech mnie – święta z widokiem na Zatokę. Elliot oprowadzanie kończy w kuchni. że kamienne schody z misterną żeliwną balustradą są na swoim miejscu. – Hej. – Chodźmy poszukać Elliota. Część pierwotnych ścian zniknęła. Podłogi przykryte są twardą tkaniną. jak ubieramy olbrzymią choinkę. Nie mogę się doczekać. – Na górze! – Macha do nas z dachu.Christian zatrzymuje samochód przed portykiem i gasi silnik. gdzie powieszę te zdjęcia z papryką. – Chichoczę. i rozpoczęto prace nad tarasem. Zastanawiam się właśnie. Elliot nas oprowadza. Z ulgą stwierdzam. – Zapraszam na mały rekonesans. – Ściska dłoń Christiana. Parskam śmiechem i wysiadamy z auta. Pomimo tego całego bałaganu widok pozostaje zachwycający. – A jak się czuje młoda dama? – Podnosi mnie i obraca. poklepując się po kasku. które kupiliśmy we Francji. że będziemy się mogli wprowadzić jeszcze przed Bożym Narodzeniem. – Lepiej. – Christian bierze mnie za rękę. Już widzę. – Zadowolona? – pyta. a przygląda się temu zachwycony chłopczyk z miedzianymi włosami. – Czas najwyższy. bracie. Zerkam na Christiana. uśmiechając się od ucha do ucha. Przyda wam się to – mówi. bo jego samego nie widać. żebyście mogli się tu powałęsać. Christian rzuca mu ostrzegawcze spojrzenie. Ale uważajcie. a ten wzrusza ramionami. – Jest tutaj? – Mam nadzieję.

– Za jakieś siedem czy osiem miesięcy. – We trójkę? Ktoś do nas dołącza? Christian przechyla głowę na bok. że miałabyś ochotę na posiłek na świeżym powietrzu. – Właśnie myślałam o zdjęciach papryk. – Na łące? – pytam. – Naprawdę? Pierwszy uśmiech dziecka? Wyjmuję z portfela zdjęcie z usg. gdzie nieczęsto będę je oglądać. – I składa na mych ustach słodki pocałunek.. Rumienię się. – Wiem.– Bardzo. Christian kiwa głową. – Nie mam pojęcia dlaczego – mruczę i całuję opuszkę kciuka. . – Możemy we trójkę urządzić sobie piknik. Chwileczkę. – Miałem na myśli spożycie posiłku.. Ostatnio ciągle jestem głodna. – Chcę powiesić w tym domu twoje portrety autorstwa José. – To moje ulubione zdjęcia. Mija kilka sekund. – Uśmiecha się. Dzieci! Więcej niż jedno? Ośmielę się wspomnieć o tym teraz? Kładzie rękę na mym brzuchu. mam dowód. Wstrzymuję oddech i zakrywam ją swoją dłonią. Zdjęcie. Musisz zdecydować gdzie. Oczy mu ciemnieją. W moich żyłach nadzieja miesza się z pożądaniem. Wzdycham. – Trudno uwierzyć – szepcze i po raz pierwszy słyszę w jego głosie zachwyt. – Pomyślałem. – Jasne. Fasolka. jaki głód masz na myśli. patrząc na mnie. – Tak. Och. – Widzisz? Christian uważnie się przygląda. – To będzie świetne miejsce dla dzieci – wzdycha. – Zależy. – Głodna jesteś? – pyta. przesuwając kciukiem po mojej wardze. – Nie bądź taka – beszta mnie. pani Grey. które wisi w moim gabinecie. A ty? – Tak samo. Kiwa głową. Uwielbiam to. Uśmiecham się szeroko. – Gdzieś.

– Wzruszam ramionami. Wzdycha ciężko. Myślałam. A z niego wyjmuje wiklinowy kosz piknikowy i koc w kratkę. Fasolka. Prawdziwa idylla. Przewraca oczami i odbiera. – Pierwsze z wielu. – Dwojga? – Testuje to słowo. – Twoje dziecko – szepczę. – Co najmniej dwojga. Razem idziemy na łąkę. Wplatam palce w jego włosy. opierając ręce o zgięte w kolanach nogi. – Wystarczy? – Truskawek owszem. widzę. on marynarkę. Ros. Tak nam ciepło. – Jasne. Zamyka oczy i wygląda na mocno zadowolonego. śmiało. – Możemy na razie skupić się na tym jednym? Uśmiecham się. wyciągając do mnie rękę. – Nasze dziecko – poprawia. – Pewnie. – Bardzo. Christian wsuwa mi do ust kolejną truskawkę. – Pani Jones naszykowała nam pyszne jedzonko – mówi. – Wydaje się oszołomiony. Christian przesuwa się na kocu i kładzie głowę na moim brzuchu. Leżę obok niego. jaki odebrał podczas naszego pikniku. Tak. a otacza nas wysoka złoto-zielona trawa. po czym krzywi się i sprawdza numer na wyświetlaczu wibrującego BlackBerry. który przywieźliśmy z Londynu. – Wielu? – W jego oczach pojawia się niepokój. a ja gryzę ją powoli.– Och. – Kiedy zamierzasz powiedzieć rodzicom? – pyta Christian. Wychodzimy przed dom. – Smaczna? – szepcze. W jego oczach pojawia się niebezpieczny błysk. że zrzuciliśmy ja kurtkę. – To prawda – szepczę. – Chodź – mówi. Zdjął buty i skarpetki i przygląda mi się.. na ciepłe jesienne popołudnie. Christian kiwa głową i otwiera bagażnik R8. – Christian się rozłącza. patrząc w jego pociemniałe oczy. – Niedługo. To trzeci telefon. ale był tam pan Rodriguez. .. żeby powiedzieć Rayowi dziś rano. chroniąc przed ciekawskimi spojrzeniami pracowników Elliota.

– Celna uwaga. – Całodobowo.... po czym zrywa się na równe nogi. Christian wciska w telefonie jakiś klawisz. z wyjątkiem prezesa. Dzięki – mówi przez zaciśnięte zęby i się rozłącza. Christian zaciska usta w cienką linię. – A . jakby ważył coś w myślach.. po prostu to zrób. – Linc? Były mąż Eleny? – Ten sam. Czuję przebiegający po plecach dreszcz..– Welch – warczy. Swędzi mnie skóra głowy. Jego nastrój zmienia się diametralnie. – Ros... dziękuję. Informuj mnie na bieżąco. To on wpłacił kaucję za Hyde’a. po czym bierze głęboki oddech. Zaciska usta. – Zdarza mi się. – Rozłącza się i przez chwilę patrzy na mnie beznamiętnie. Zniknął mój droczący się. Hyde wyszedł za kaucją i popełnił kolejne przestępstwo. – Co się stało? – Linc – mówi zwięźle. Mruży przez chwilę oczy. O nie.. Kurwa mać! Christian jest wściekły. – Bo wiesz.. Słyszę cię. Marszczę brwi. Linc stłukł żonę na kwaśne jabłko. to trochę impulsywne – mówię cicho. następnie zwolnij zarząd. – Co ty przed chwilą zrobiłeś? – Klękam obok niego. a zastąpił go zimny i wyrachowany pan wszechświata. – Kiedy miałem dwadzieścia jeden lat. flirtujący mąż. Wpatruję się w niego zaszokowana.. Och! – Eee. Złamał jej szczękę. lewą rękę i cztery żebra za to. Mam to gdzieś. o co chodzi? – No więc tak.. ile mamy kapitału akcyjnego Lincoln Timber? – Klęka. – Jego wzrok twardnieje. – Rozpierdoliłem mu firmę. – Cóż. – Jestem tego świadoma. po czym uśmiecha się do mnie chłodno.. – Och? Milczy przez chwilę. Christian mruży oczy i uśmiecha się drwiąco. Słucha przez chwilę.. pani Grey. skonsoliduj udziały z GEH. – Plan miałem gotowy już dawno temu – dorzuca cierpko.. wyjdzie teraz na idiotę – mówię oszołomiona. że pieprzyła się ze mną.

ale tego nie mogę mu podarować. powinna była wnieść oskarżenie. Chwytam jego głowę. zatraceni w odkrywaniu się na nowo. rozwalić mu firmę na kawałki i sprzedać temu. O kurwa. Unosi brew. nie zrobiła tego jednak. Patrzę w płonące szare oczy. – Ana – dyszy. Mam dość. że nadszedł czas zapłaty. – Nie – mruczę raz jeszcze. aby zapewnić ci bezpieczeństwo.. Ana. – Poza tym – Christian uśmiecha się drwiąco – sami nieźle na tym zarobimy. a jego oczy ciemnieją. zaskoczony moją gwałtownością. Zamierzam go zmiażdżyć. – Zębami pociągam lekko za jego wargę. na świeżym powietrzu. po czym przełykam ślinę. patrząc na niego. Puszczę go z torbami. Jest rozdarty i w jego błyszczących szarych oczach widać niezdecydowanie. Christian potrafi być naprawdę groźny. Ale z Hyde’em to już mocno przegiął. Christian łapie głośno oddech. przestań. Zapewnić je maleństwu – mruczy i delikatnie kładzie mi dłoń na brzuchu.. Wstrzymuję oddech. – Nie. – Nie chciałem cię przestraszyć – szepcze. które nagle łagodnieją. – Nie przestraszyłeś – kłamię.. dzięki czemu mój język ma wolny wstęp do jego ust. Och. i przez chwilę pochłaniamy się nawzajem. Rozchyla usta i z rozmysłem muska opuszkami palców moje łono. Uważam. Zapewnić je mojej rodzinie. co zrobił Elenie. – Zrobię wszystko. na naszej łące.. Niezdarnie zabieram się za rozpinanie mu koszuli. – Po prostu mnie zaskoczyłeś – szepczę. panie Grey – szepczę. To. On jęczy i odwzajemnia pocałunek. Pragnę go tutaj. żądny moich ust. że wpłacił kaucję za człowieka. który próbował mnie zabić. wczepiam palce we włosy i przyciągam do siebie tak mocno. a jego dłoń ześlizguje się po moich pośladkach do skraju spódnicy. – Celna uwaga. – Hola. – Ana.. Blednę. Minęło zbyt dużo czasu. Puszczam go. Pożądanie eksploduje w moim ciele niczym ładunek wybuchowy. że nasze usta się łączą. tak bardzo go pragnę. Och. Cóż. Jej sprawa. Och. – Pragnę cię. teraz. Całuje mnie lekko w usta. na ogół nie kieruję się chęcią zemsty. – Odsuwa się i chwyta moje dłonie. kto oferuje najwyższą cenę.. .teraz się dowiaduję. porwał moją siostrę i skopał żonę. Christian patrzy na mnie. A niech mnie.

– Nie. Nagle zmienia pozycję i teraz siedzę na nim okrakiem. Patrzę. drażniąc mnie i kusząc. O twoim braku instynktu samozachowawczego. Słyszę kolejny jęk. Kapituluje z jękiem. Ta natychmiast twardnieje. Jedną dłonią przytrzymuje mi głowę. odsłaniając także tę pierś. Och. Rozchyla ją i całuje wzgórki piersi. panie Grey. która napiera na materiał stanika. – Ach! – jęczę. a ja odrzucam głowę.. – Jedną dłonią trzymam go za ramię. a jego usta odnajdują moje. że toczy ze sobą walkę. a jego usta lądują na moich. Po chwili siada. – Ana! – wykrzykuje Christian i gromi mnie wzrokiem. tak że patrzymy sobie w oczy. gdy z posiniaczonych żeber zaczyna promieniować ból. a spódnicę mam podciągniętą do pasa. – Tęskniłem za tym – szepcze i przesuwa zębami po mojej brodzie. Usta przesuwa na moją szyję. – Podoba mi się – dodaje. Sam opada obok mnie. Christianie. wciskając mnie w miękką trawę pod kocem. a jego palce nadal drażnią moje brodawki. kochać się z nim – wszystko naraz. – Ja także. naznaczając drogę czułymi pocałunkami. Widzę. jego palce zaś sprawnie rozpinają mi bluzkę. uwalniając pierś i ocierając nosem o brodawkę. jak jego język przesuwa się po krawędzi stanika. . Całuje mnie. Zamyka na niej usta i mocno ssie. a palce drugiej wplatam w jego włosy. Jego dłonie prześlizgują się po koronkowym wykończeniu pończoch.. – Błaga każda komórka w moim ciele. – Proszę.– Proszę. wypychając je w jego stronę. łapczywie wciągając powietrze. Chwyta obie piersi w dłonie. Rozpinam dwa górne guziki jego koszuli i nagle tracę nad sobą kontrolę: mam ochotę całować go wszędzie. – Twoje ciało się zmienia – szepcze. – Jest pani taka piękna. a dźwięk ten odbija się echem w moim ciele. – Pan także. drugą natomiast obejmuje mnie w talii i kładzie na plecach. Nie chcę ci zrobić krzywdy. ani na chwilę nie przerywając pocałunku. Dotykam czule jego twarzy. – O tym właśnie mówię. A zaraz potem krzywię się. docierając do najbardziej mrocznych zakątków. potrzebuję cię. nie przestawaj – jęczę. Chwyta miseczkę delikatnie w zęby i pociąga. – Tak lepiej. no i mogę podziwiać widok. Mruczy z uznaniem. Jego kciuk ociera się o brodawkę. pani Grey. – Unosi rękę i wsuwa palec wskazujący do drugiej miseczki. Odsuwa się i patrzy na mnie z góry. rozebrać go.

smakując. że nie jesteś przywiązana do tej akurat bielizny – mruczy. – Ach – jęczy. ależ ten facet całuje. Oplata ramieniem moją talię. – Chcesz tego? Tutaj? – pyta. po czym rozpina rozporek. Chcę się tobą delektować. aż kładzie się na kocu. a moje usta i język przesuwają się do jego brodawki. po czym wsuwa je pod nią i pociąga. On chwyta moje biodra. a ja opieram dłonie o jego tors i patrzę na niego. rozrywając delikatny materiał. rozpalając. rozkoszując się tym uczuciem.. gdzie kończą pończochy. a zaczyna nagie ciało. Ana – szepcze. Łapię głośno powietrze.. Christian zamyka oczy.– Hej. Jego podniecenie jest takie rozkoszne. Hmm. Całuje prawy kącik mych ust. Przesuwa dłońmi po moich udach. – Wplata mi palce we włosy i przytrzymuje głowę. – Unosi mnie i frustrująco powoli opuszcza. – Ciężko dyszę. a jego język wsuwa się do mych ust. – Pociąga zębami za dolną wargę. gdzie pragnę być dotykana.. – Christianie. Mój język przesuwa się po mostku. i także pobudzające. Czuję każdy wsuwający się we mnie centymetr. Popycham go delikatnie. Pieszczę jego twarz. Tak pięknie pachnie. wirując wokół włosków na klatce piersiowej.. Jego dłonie zataczają małe kółka. Unosi biodra. a ja napieram na niego. Pociągam ją lekko zębami. – Całuje lewy. a jego kciuki muskają moją kobiecość. Och. Odurzająco. szukając. – Powoli. Łapie mnie w talii i unosi. Ponownie mnie sadza. Mój piękny mężczyzna. I nagle siada. – Czuję. Ma przyspieszony oddech. Nachylam się i całuję jego szyję. uwalniając naprężoną męskość. – Powoli.. Prostuję się i czuję jego twardniejący członek. Chcę poczuć cię całą. potem drugą okrągłą bliznę. – W jego głosie słychać zmysłowy podziw. jaka jesteś mokra.. nie prośba. patrzymy sobie prosto w oczy – Zrobimy to powoli. tak że czubkami kciuka mnie dotyka. Pyszny jest.. Powoli. a w oczach ma szaleńczy błysk. – Tak – mruczę. maleńka. Powoli rozchylam koszulę i dotykam ciepłej. dotyka tam. minęło tyle czasu. – Powoli – szepcze i to polecenie. nie spiesząc się. a w jego oczach maluje się podniecające połączenie miłości i pragnienia. tak że ociera się o mnie członkiem. – Bez pośpiechu. – Nie spieszmy się. – Mam nadzieję.. Całuję najpierw jedną. docieram do szyi i od nowa zabieram się za rozpinanie guzików. pani Grey. jedwabistej skóry. Znowu kładzie mi dłonie na udach. zatrzymując się w miejscu. – Och. po czym przesuwam palcami po brodzie. . Przesuwa palcami po gumce majteczek. powoli przesuwając usta niżej. uspokajając. Hmm. – Delikatnie odsuwa moją głowę. Jego oczy są pełne zmysłowej obietnicy.

Otwieram oczy i widzę. szybciej. – Lepiej? – szepcze. – To mój ulubiony stan. Całuję go i muskam nosem. wyżej. – Kochaj mnie. za tym podniecającym uczuciem... Proszę.– Ach. smak.. ostro ujeżdżam. nie ruszaj się. – Tęskniłem za panią. ujeżdżam go. To podniecająca fuzja zmysłów: dotyk. Mhm. Ana – jęczy. Poruszamy się w zgodnym rytmie. – Na chwilę poważnieje... Tuli mnie do piersi. Jego usta całują moją szyję.. – Znacznie. Popycham go na koc i zaczynam się poruszać. Na plecach czuję słońce. – Koniec brawurowych popisów. Unoszę głowę... usta otwarte. Jego zęby przesuwają się z mojej brody na ucho. A tobie? – Uśmiech mam równie szeroki.. – Nie. okej? – Koniec – obiecuję. podnosząc mnie i opuszczając. Obejmuję jego twarz i całuję namiętnie. Oczy ma zamknięte. że jeszcze nie tak dawno by mi na to nie pozwolił. – Tylko ja – szepcze i wypycha biodra. a ja eksploduję wokół niego.. że Christian wpatruje się we mnie lubieżnie. żebym się nie ruszała. w powietrzu unosi się słodki zapach jesieni. – Jazda – szepcze. że jest we mnie. – Och. – A ja za panem. – Powoli. czuję. we mnie. trawą kołysze lekki jesienny wietrzyk.. – Proszę. – jęczę i chwytam się jego ramion. potem padam na jego klatkę piersiową.. głowę odrzuconą. Christian uśmiecha się szeroko. Moja dłoń spoczywa na jego klatce piersiowej.. Tak bardzo się za tym stęskniłam. wsuwając się we mnie jeszcze głębiej. Próbuję się unieść. gdy on szczytuje. Jęczę. Christianie. Uwielbiam to. Odrzucam głowę i wydaję zduszony krzyk rozkoszy. pani Grey. że Christian jest pode mną. tylko czuj.. ale trzyma mnie za biodra tak. Zanurzony w tobie – mruczy. wołając moje imię. . myśląc o tym. zapach i widok mojego ukochanego męża.... Dłonie Christiana przesuwają się na moje uda i kciukami delikatnie dotyka łechtaczki.. rozkoszując się tym. – Ponownie wysuwa biodra i przez moje ciało przetacza się dreszcz rozkoszy. pani Grey.. I wspinam się coraz wyżej... Zamykam oczy i rozkoszuję się jego dotykiem.. jak serce stopniowo się uspokaja. wspinam. Zatacza biodrami kółko. Ach. dokładnie w chwili. ale on mnie przytrzymuje.

Christian nadal traktuje mnie tak. – Cóż.. Mogę to robić dla niego. Nadal nie pozwala mi jeździć do pracy. chyba mi się to podoba. Tak się jedynie zastanawiam. . stół. – Myślę.. Uwielbiam jego perwersyjne bzykanko – nasze perwersyjne bzykanko. to jak się czujesz? – Dobrze. Przyglądam mu się. – Celna uwaga. kiedy uprawiamy seks. przykuta do łóżka. Tak przy okazji. Postaram się. Szczęśliwa. Tak. naprawdę lubię testować twoje granice – szepcze. Mogę to robić dla siebie. zamykając oczy. Patrzy na mnie uważnie.. – Wiesz.– Zawsze powinnaś ze mną rozmawiać – szepcze. – Całuje moje włosy. oplatając się wokół niego jak wino. Mówiłeś. może kiedy wrócimy do domu”. że ci tego brakuje. Od naszego pikniku minęły dwa dni. A ty? – Tak samo – mruczy. bardzo jesteś apodyktyczny. próbując rozszyfrować jego minę.. – Aha. zobaczymy. jakbym była ze szkła. Dwa dni od obietnicy „cóż. – Czasami – mówi cicho. Och. My w pokoju zabaw.. gdy przypomina mi się szpicruta. – Och. – Wiesz. Uśmiecha się lekko drwiąco. Ty. więc pracuję w domu. – I wzajemnie. – No co? – pyta. Jestem rozluźniona.. na krzyżu. Odkładam na bok stosik listów z zapytaniami i wzdycham. z nim. To mogę robić. Napotykam jego nieśmiały uśmiech. – Granice czego? – Rozkoszy. – Cóż. – Ja też się lubię bawić – mruczę i podnoszę wzrok. – Składasz zażalenie? – Nie. że będziemy tu szczęśliwi – szepczę. Tallis. Jeszcze raz muskam go nosem. Fasolka. a w powietrzu czai się obietnica. Grey. co da się z tym zrobić – mruczę i całuję go lekko w usta. Mam gęsią skórkę. może kiedy wrócimy do domu – szepcze. ja i. Tak bardzo go kocham.

licząc na to. aby sprawdzić. Cóż. składam dżinsy i klękam przy drzwiach sypialni. z czym to się może wiązać. gdy koncentruje się na tym. że niedługo zajrzy. już się nie mogę doczekać. co gra. co u mnie. Idę na paluszkach do salonu. Nadawca: Anastasia Grey Temat: Rozkosz mego męża Data: 21 września 2011. Zerkam na stół do bilarda.Nie byliśmy w pokoju zabaw od tamtego razu.. że mnie nie zauważył. zatrzymuję się w progu i patrzę na Christiana. Wygląda jak zawsze niezwykle pięknie. gdy użyłam hasła bezpieczeństwa. Na dworze zmierzcha. moje ulubione. ale melodię słodką i pełną nadziei. Znajduję bluzeczkę na ramiączkach w takim samym kolorze i wkładam ją szybko. 20:45 Adresat: Christian Grey Proszę Pana. że gra teraz inny utwór. Wiem. Oblewam się rumieńcem na myśl o tym. Drzwi są uchylone i słyszę. że mu tego brakuje. mnie też.. Ze stolika nocnego zabieram BlackBerry. a światło odbija się w jego miedzianych włosach. Ukryje moje sińce. nie jedną z tych swoich pieśni żałobnych. Moje myśli przerywa łagodna. Christian gra na fortepianie. Tak.. Niebo jest cudnie różowe. zostawiając jedynie jasnoniebieskie koronkowe majteczki. po czym rozbieram się. Biegnę do naszego pokoju. Z szuflady wyjmuję wypłowiałe dżinsy Christiana. Zawsze Pańska Pani G x Wciskam „wyślij”. Podekscytowana oddalam się cicho.. równie pogodny. . A powiedział. kiedy chce badać moje granice. zwłaszcza teraz. liryczna muzyka. i wpadam na pewien pomysł. Czekam na pańskie instrukcje. nieświadomy mojej obecności. Szybko wystukuję mejl.

– Tak i co dalej? – szepcze. O rety. . głowa przechylona na bok. proszę pana. Co on mi zrobi? Chwilę później wraca przebrany w dżinsy. Dżinsy opinające się na udach. ścieżynka.. Inc. Nic nie mówi. Serce wali mi jak młotem. Nic nie mówi. Trzydzieści siedem sekund później drzwi się otwierają. Serce zaczyna mi coraz szybciej bić. – A więc chcesz się pobawić? – mruczy. Nadawca: Christian Grey Temat: Rozkosz mego męża <–– uwielbiam ten temat. Proszę być gotową. pępek. Grey Enterprises Holdings.Parę chwil później muzyka nagle się urywa.. rozpięty guzik. umięśniony brzuch. Hmm. Całą wieczność nic nie mówi. Unosi brew. O cholera. Ja pozostaję nieruchoma. Czekam i czekam i w końcu BlackBerry się odzywa. płonące szare oczy. włoski na klatce piersiowej. Mam spuszczony wzrok i widzę w progu jego bose stopy. Christian Grey Niecierpliwy prezes. O cholera. „Proszę być gotową!” Z mocno bijącym sercem zaczynam liczyć. – Tak. Zwalczam w sobie pokusę podniesienia głowy i dalej patrzę w dół. maleńka Data: 21 września 2011. Zaraz przyjdę. a ciało zalewa fala adrenaliny. – Tak. Zaintrygowała mnie Pani. Och. lekkie wybrzuszenie pod rozporkiem. Jego spojrzenie łagodnieje. 20:48 Adresat: Anastasia Grey Pani G. ale idzie do garderoby. Nadal się nie odzywa.. a więc nareszcie.. ja zaś zerkam szybciutko do góry. W końcu schyla się i podnosi z podłogi dżinsy.

.. Jakoś to przeżyję – szepcze rozbawiony. chwilą spokoju. Promienie popołudniowego słońca ogrzewają mi skórę.. Mój żołądek zaciska się w taki rozkoszny sposób. maj 2014 Leżę na kocu piknikowym i wpatruję się w bezchmurne. Bierze mnie za rękę. co? – mruczy mi do ust. – Jak wejdziemy. mojego czasami Pana. a mnie to bardzo pasuje. ===aVxlVW1c EPILOG Wielki Dom. Życie z Christianem nigdy nie będzie nudne... Pod drzwiami pokoju zabaw Christian zatrzymuje się i delikatnie mnie całuje. – Już wystarczy. tak jak ci pokazywałem. a potem przesuwa nosem wzdłuż linii żuchwy i delikatnie przygryza mi ucho. nauczyłam się je doceniać i żyć chwilą. Uśmiecham się. – Bierzesz mnie od dołu. Rozkoszuję się tą chwilą. po czym mocno łapie za włosy. ojca mego dziecka. Ależ mi dobrze. – Nie martw się.. Witki pejcza w zmysłowym tempie prześlizgują się po moim zaokrąglonym brzuchu. że czuję tę radość. Zycie tu i teraz jest cudowne. gdy w mojej głowie pojawiają się wspomnienia z minionej nocy w naszym mieszkaniu w Escali. ale nie mam. błękitne letnie niebo. to spełnienie. a ja idę za nim korytarzem i dalej po schodach na piętro. Rany.. rozluźniam się.. tak jak mój mąż. – Słucham? – Nie rozumiem. Powinnam mieć wyrzuty sumienia.. klęknij. W jego oczach widać miłość. chwilą stuprocentowego zadowolenia. o czym on mówi. Oprócz nieba widzę także polne kwiaty oraz wysoką zieloną trawę.. kochanka. zachwyt i lubieżne myśli. Ano? – Christian szepcze mi do ucha. – Tak. Patrzy na mnie. że lepiej nam będzie na górze – dodaje. – Myślę.– Grzeczna dziewczynka – mruczy. brzuch. mojego Szarego. kości. proszę pana.. Kocham tego mężczyznę: mojego męża. ..

– Proszę co? Łapię głośno powietrze. Zamieram. kciukiem muska delikatnie brodawkę. już. i rozkosz rozchodzi się od piersi w dół.. odwraca przodem do siebie i zdejmuje mi z oczu przepaskę. – Jest pani taka gotowa. Odchylam głowę. proszę. . – Proszę. Jęczę. – Nie. Stoję w pokoju zabaw przytwierdzona do krzyża. na piersi. Pejcz upada na podłogę. Pośladki mnie pieką od słodkich smagnięć pejczem. wpychając brodawkę w jego dłoń. pozwalając poczuć słony smak mego podniecenia. – Ach. – Aach. Nie. dół. guziki rozporka wbijają mi się w skórę. Przesuwa palcami po mojej wardze. Oczy mam zasłonięte. uderzając w to miejsce. a potem patrzę w jego płonące szare oczy. – No już. Proszę. – Chcesz tak dojść? – pyta. proszę pana. – Tak lepiej. Są takie wrażliwe. – Naprawdę. – Lubię cię słyszeć – szepcze Christian. a potem wsuwa mi je do ust. Anastasio? – Ciebie.– Och. Wysuwa ze mnie palce.. a z mojego gardła wydobywa się jęk. – Całego ciebie – dodaję bez tchu. Zawsze. – Czego pragniesz. Wciąga głośno powietrze. Jego palce są delikatne i uwodzicielskie. – Pani Grey – dyszy i pociąga zębami za ucho. – Nie. Jego palce zatrzymują się we mnie. dłoń Christiana przesuwa się na brzuch i jeszcze wyżej. Mrugam powiekami. pani Grey? A to zależy od pani? – Zaciska palce wokół brodawki. dół. w ten słodki guziczek. proszę pana.. Na biodrze czuję jego wzwód. Palce wślizgują się we mnie i wyślizgują. gdy jego palce kontynuują nieustępliwie. – Przesuwa dłoń w dół i jego palce wsuwają się we mnie.. rytmicznie wchodząc we mnie i wychodząc. – Pociągam za kajdanki. – Ćśś – mówi Christian i bierze jedną w dłoń. Christian kładzie dłoń na piekącej skórze i gładzi ją delikatnie.

Jęczę. O rety. Gdy podnoszę na niego wzrok. inaczej znowu cię zakuję w kajdanki. Mięśnie w moim podbrzuszu zaciskają się rozkosznie. Powtarza to. Kładzie mnie delikatnie. że patrzy na mnie. Christian nieruchomieje. – Otwórz oczy i popatrz na mnie – nakazuje. a jego nieustępliwy język jest jednocześnie łakomy i hojny. widzę. przyciągam jego głowę i mocno całuję. Słyszeć jego urywany oddech i ciche jęki. Christian jęczy.– Ssij – szepcze. a mój język wdziera się do jego ust. Biorę go jeszcze głębiej i wycofuję się. żeby go złapać. gdy uwalniam jego członek. smakując i delektując się. – Ach! Przestań! – woła i wysuwa się ze mnie. a ja unoszę ręce. Odwraca mnie twarzą do ściany. a ja zaciskam wargi i przebiegam po nim językiem. co się dzieje. Odwracam się przodem do niego. podczas gdy palce wędrują ku jego dżinsom. i jeszcze. i jeszcze raz. Pociągam za pasek. a ja wsuwam go jeszcze głębiej do ust. Przechyla mi głowę na bok i prześlizguje się ustami w górę szyi aż do ucha. – Chcę. pani Grey. Zamykam oczy i ssę mocno. Wysuwa się. – Grzeczna dziewczynka – mówi. po czym rozpinam guziki przy rozporku. On chwyta moją głowę. ale tak. Głos ma niski. a on kładzie mi dłonie na ramionach. kładzie dłonie na moich pośladkach i pociąga mnie do siebie. rozkoszując się jego smakiem i twardością. rozpina je. że dotyka go tylko mój ciążowy brzuch. Przygryzam jego brodę i obsypuję pocałunkami szyję. tak że pupa leży na skraju materaca. Głos ma schrypnięty. Chowam ręce za plecami i podnoszę na niego niewinny wzrok. Pociąga mnie za ramiona. Wypycha biodra. pociąga za warkocz i bierze w ramiona. każąc wstać. zatrzymując mnie. – Nie dotykaj. Po chwili jego dłonie przesuwają się ku kajdankom nad moją głową. Łapie mój warkocz. po czym znowu we mnie wchodzi. – Ma pani usta stworzone do robienia loda. usta mając pełne jego męskości. . bierze mnie na ręce i podchodzi do łóżka. – Zamyka oczy i wsuwa się do mojej buzi. wypełniając mnie sobą aż do gardła. mocno mnie całuje. by chwilę potem wsunąć go sobie do ust. po czym szybko się wycofuje. – Głos ma miękki i uwodzicielski. usta rozchylone i głośno wciąga powietrze. Uwielbiam to robić. Chcę jedynie twoich ust – warczy. żebyś wzięła go do ust. Klękam przed nim. Oczy ma pociemniałe. Nagle mnie puszcza i nim zdążę się zorientować.

że dotyka ustami brzucha. Tak. gdy on nieruchomieje.. Jęczy. – Ja nie lubię. Robię to i przyciągam go do siebie. ale przyjemnie. – Dotykam jego kochanej twarzy. Och. i trwa. – Dalej. – Och. – Patrzy na mnie. Czuję ją. dopóki nie skończysz trzydziestu lat. Chichoczę. Christianie. a mój orgazm trwa i trwa. Jęczy. a potem całując brzuch. – Możesz o nim zapomnieć. jestem po prostu troskliwym ojcem. Zamykam oczy i rozkoszuję się tym doznaniem. – Oplatam go jeszcze ciaśniej i wysuwam biodra w jego stronę. a on posyła mi ten swój nieśmiały uśmiech. – Tak – dyszę. że tak będzie. – Mam ciebie więcej. ale tym razem tak naprawdę. Od początku wiedziałam.. gdy zaczynam się wspinać. że już lubi seks. proszę. Tak. – Nie. – Jesteś cudownym ojcem.– Opleć mnie nogami w pasie – nakazuje. Mocniej. i jestem blisko. jak jest mnie więcej. – Myślę. Chwytam jego ramiona. Proszę. Przesuwa się tak. – Podoba mi się – mruczy. Och. – Tańczy? A tak! Wow. gładząc. nacierając na mnie z nową determinacją. nic mi się nie stanie. młoda damo.. bosko. – Jak tam moja córka? – Tańczy – śmieję się. Ana – jęczy przez zaciśnięte zęby i ja eksploduję wokół niego. – Uśmiecha się. – Okej? – pyta z troską. szczytując. marszcząc z niepokojem brwi. Christian marszczy brwi.. wbijając się we mnie raz za razem. Christianie. – Christianie. – Naprawdę? – pyta cierpko. On się nachyla. – Ana! – woła. Jeszcze wykrzykuję jego imię. Nie przestawaj. Wydymam usta. Och. proszę. Jęczy i zaczyna się poruszać. Christian leży obok mnie z dłonią na moim brzuchu. – Och. gdy Druga Fasolka wyczynia w moim brzuchu harce. on zaś wykonuje powolne pchnięcia. ale z ciebie hipokryta. . kładzie ręce po obu stronach mojej głowy i bardzo powoli wsuwa się we mnie.

Podnoszę się na łokciach. A ty? . Ted mówi coś. Ted nasycił się popołudniową drzemką i teraz baraszkują niedaleko.– Jest super.. mój kochany mały mężczyzna. nie wie. Christian ma niesamowitą cierpliwość do Teddy’ego. a potem przez chwilę bezlitośnie łaskocze. Rzuca się nagle na mnie. To taki magiczny dźwięk. – Kochasz perwersyjne bzykanko – szepcze. a ręce unosi mi nad głowę. nigdy nie ma dość. pełen rodzicielskiej radości. rzucając się w ramionach Christiana. co to strach. – Tak. – Ted. kocham perwersyjne bzykanko. oczko w głowie mamy i taty. I kocham ciebie. Ted uśmiecha się promiennie. uśmiecham się jak idiotka. mój mały mężczyzna. Teddy wyje ze śmiechu. żeby spróbować znowu twojego mleka. – Poszukajmy mamusi. Jest tu gdzieś na łące. zmienny. Wyrzuca go wysoko do góry – wstrzymuję oddech – i łapie go. zachwycona tą zabawą. Christian z kolei nadal jest nadopiekuńczy – w stosunku do nas obojga. a mały piszczy z zachwytu. Uśmiecham się szeroko. Bardzo. mocno całuje. słyszałem mamusię. radośnie. – Jeszcze. Budzi mnie pisk radości mojego syna i choć nie widzę jego ani Christiana. a ja oddycham z ulgą. jak dochodzisz. Mój słodki. zachwycony nową zabawą. i rozgląda się po łące.. No ale przecież tak właśnie powinno być. Ted piszczy z radości. Chichoczę. kontrolujący Szary. Chowa się w trawie. Większą niż w stosunku do mnie. – Christian! – I już się nie mogę doczekać. tatusiu! – piszczy. – Poszukajmy mamusi. Och. Kładę się szybko. Mój mąż całuje miedziane włoski Teda. czego nie słyszę. Bierze Christiana za rękę i pokazuje miejsce. a mnie znowu serce podchodzi do gardła. Prycham. Christian spełnia jego życzenie. co robią. aby zobaczyć. a Christian śmieje się głośno. zarzuca nogę na moją. Ten stawia go w końcu na ziemi. Nie potrafię się oprzeć. Leżę cicho. Christian wiruje z Tedem w objęciach. A mój śliczny mały chłopczyk. – Christian! Ale z ciebie zboczony. w którym mnie nie ma.

– Hej. a mnie na ich widok rośnie serce. panie Grey. Podobni jak dwie krople wody. Teddy ogląda telefon ze wszystkich stron. Christian muska nosem jego włosy. Jezu. – Też się uśmiecham. najulubieńsi na świecie. Cześć. Oczywiście Ted jest najpiękniejszym i najmądrzejszym dzieckiem na tej planecie. że jutro skończy dwa latka. – Miejmy dużo dzieci – mówi. Mały się od niego odgania. Czym sobie na niego zasłużyłam? – Dobrze pani wygląda. I kto to mówi! Christian wyjmuje z kieszeni BlackBerry i daje go Tedowi. Wyciąga rękę i kładzie ją na moim brzuchu. a za nim Christian wyłaniają się z wysokiej trawy. – Ładna jest ta nasza mamusia. – Pan także. ale przecież jestem jego matką i wolno mi tak uważać. Chyba śpi. – Delikatnie z mamusią – beszta Teda. – Mamusia! – piszczy mój synek i wspina się na mnie. Wydaje się taki poważny. Christian jest po prostu sobą. Podnosi Teda i siada obok mnie. tatusiu. słysząc władczy ton syna.– Mamusiu! Prycham. To nam gwarantuje jakieś pięć minut spokoju. – Przynajmniej jeszcze jedno. jak jego tatuś. sadzając sobie naszego syna na kolanach. Chichoczę. Uśmiecham się kpiąco.. no nie? – szepcze Christian Tedowi do ucha. – Jak tam moja córka? – Dobrze. – Nie mogę uwierzyć. pani Grey. wpatrując się w niebo i uśmiechając od ucha do ucha. Christian uśmiecha się i całuje włosy Teda. – Wzdycha tęsknie. – Christian uśmiecha się do mnie. – Cześć.. taki podobny do ojca. mamusiu. – Teddy! – odkrzykuję. taki skoncentrowany. On chichocze i też mnie całuje. – Cześć. panie Grey. po czym wyrywa się z moich ramion. W białym T-shircie i dżinsach wygląda równie apetycznie jak zazwyczaj. . bardziej zainteresowany tatusiowym telefonem. cóż. A Christian jest. a ma dopiero dwa latka. maleńki! – Tulę go do siebie i całuję jego pulchny policzek. kiedy czyta mejle. Ano. – Dzień dobry. – Mamusiu! Chwilę później słyszę ich kroki i najpierw Ted. Moi dwaj ulubieni mężczyźni.

– Mnie też się podobał. Hmm. – Już ci daję. – Nic im nie będzie. zimny i pyszny. co? – W jego głosie słychać cień niepokoju. Wyłania się właśnie z wysokiej trawy. – Lód! – Ted wyciąga rączki i Sophie podaje mu jeden.. rzucając telefon na trawę. Christian ich obserwuje. panie Grey. dziesięcioletnią córkę Taylora. – Oddaję mu nieco mniej cieknącego loda. – Nie odchodźcie za daleko. – Owszem. O rety. – Częściej powinniśmy to robić. Już z niego kapie. – Mogę iść z Tedem na spacer? – pyta Sophie. biorę od synka łakocie i szybko wsuwam do ust. – To wspaniała dziewczynka. – Dobrze. – Mój! – protestuje Ted..Odwracamy się i widzimy Sophie. Wszystko mam pod kontrolą. – Jeszcze przez co najmniej trzy miesiące nie musisz się martwić o córkę. a ja wchodzę mu na kolana.. – Mogę dać jednego Tedowi? – Pewnie – odpowiadam. ależ będzie brudny.. – Sofiiii – piszczy zachwycony Ted. a w jego głosie słychać oburzenie. Piszczę cicho. Bierze małego za rękę i razem odchodzą. zlizując nadmiar soku. Okej? Całuje mnie za uchem. – Poza tym Ted zupełnie stracił dla niej głowę. Christian prycha i nosem pieści moje włosy. Przewracam oczami. że Christian ją trochę przeraża. gdybyś przestała pracować. – Dziewczynki. – Skoro tak pani twierdzi. Jasnowłosy aniołek. Siadam. Zresztą co by mogło się stać tutaj? – Marszczy brwi. – Podobał mi się wczorajszy wieczór – mówi. – Mam od Gail lody na patyku – mówi Sophie. – I moglibyśmy. – Orzechowe oczy Sophie są duże i poważne. – Oczywiście. żurawinowy. Zrywa się z kolan Christiana. pani Grey. I ładna. Nieruchomieje i kładzie dłonie na moim brzuchu. który wędruje prosto do jego buzi. a on obejmuje mnie mocniej i uśmiecha się do mej szyi. Christianie. – Przygryza je. Uśmiecha się szeroko. . Myślę.

– Grey Publishing ma autora na liście bestsellerów „New York Timesa”. nie przejmuję się tym tak bardzo jak Christian – to nie był płacz. – Jesteś pewny? – Tak. Nie chcę go denerwować. Odchylam się tak. Christian odwraca się nagle i popycha mnie na koc. – Ja też to lubię – mruczę. – Ale. a on mnie całuje. Boyce Fox sprzedaje się rewelacyjnie. Prawdę mówiąc. lubię mieć cię w domu. Widząc. Nie chcę. po której biegają dzieci. . – Okej. – Przepraszam.. ale zmysłowa. a ja uśmiecham się i też go całuję. O nie. Patrzy na mnie błyszczącymi oczami. sprzedaż e-booków też idzie świetnie i w końcu udało mi się zgromadzić odpowiednią ekipę. zaciągnęłaś mnie na jej grób. Nie. proszę. – I zarabiasz pieniądze w tych trudnych czasach – dodaje Christian z dumą.. – Ale Ella to takie śliczne imię. – Myślałeś już o mojej propozycji? Spina się. na którego dźwięk wbiegałabym na górę. Obracam się na jego kolanach i ujmuję jego twarz w dłonie. – Ana. pani Grey? – Groźba jest realna. Ruszam za nim. że coś wymyślisz – mruczę. nie odrywając dłoni od mego brzucha. że ją kochałem. skąd dochodzi ten dźwięk. aby moją córkę kalała moja przeszłość. – Och.– Czy pani przewraca oczami. Przestań próbować to naprawiać – burczy. pani Grey. – Christian! Nagle rozlega się głośny płacz Teda. – Nie nazwę córki po mojej matce. ponieważ jednak znajdujemy się na środku łąki. – Całuję kącik jego ust. Koniec dyskusji. Przepraszam. Uśmiecha się szeroko i kładzie dłonie na moich pośladkach. Wystarczy. ale wolniej. Całuję. Christian niczym pantera zrywa się z koca i biegnie w stronę. – Tak już lepiej. postanawiam poruszyć delikatny temat. Pokazuje na nos. porzuć ten pomysł. odpowiedź brzmi „nie”. Ana. Po chwili pokazuje palcem na drugi kącik. Naprawdę. że jest w dobrym nastroju. Nie bądź na mnie zły.. i co ja mam z panią zrobić? – Jestem pewna. – Cholera.. żeby widzieć jego twarz. pokonując po dwa stopnie naraz. – A może zrobię to teraz? – szepcze z lubieżnym uśmiechem. ignoruję zaproszenie. – Zmusiłaś mnie do przyznania.

gdzie leżą resztki jego loda. – Tak dobrze sobie z nim radzisz – mówi cicho. – Dałabym mu swojego. No więc tatuś bierze synka od mamy i sadza sobie na biodrze. . – Czuję twojego loda tutaj. – Myślę. – Sophie. Zerkam na Christiana.. Cóż.Christian kołysze Teddy’ego w ramionach. wyciągając do mnie ręce. – Lód – szlocha. – Uśmiecham się drwiąco do męża. ale zdążyłam już zjeść. Lód.. potem na swoją dłoń i wyciąga ją do Christiana. Sophie. och. Biorę jego rączkę i całuję klejące się paluszki. – No już. Nasz chłopczyk żałośnie płacze i pokazuje na ziemię. – Całuję go w główkę. roztapiając się i brudząc trawę. – Pójdziemy do pani Taylor? – Kiwa głową i uśmiecha się słodko. – Włóż paluszki do buzi. Pójdziemy do pani Taylor i poprosimy. – Tylko dlatego. – Och. Uśmiecha się szeroko. żeby nam dała drugiego. – Hmm. zupełnie jak jego tata. skarbie. o czym teraz myśli. – Głaszczę ją po głowie. że mam już wprawę z Greyami. – Spadł mu – mówi ze smutkiem Sophie. chcąc.. już. Ten się uśmiecha i bierze paluszki Teda do ust. Jego uśmiech zrobił się słodko-gorzki i zastanawiam się. żeby wziął go Christian. że tatuś też chce posmakować loda – szepczę do uszka Teda. – Z tym malcem? – Targam Tedowi włosy. Christian podaje mi go niechętnie. Ted patrzy najpierw na mnie. Ted chichocze i wyciąga ręce. na twoich paluszkach. Ted przestaje płakać i przygląda się uważnie swojej dłoni. – Wiem.. tak ślicznie pachnie. – Może cię nieść tatuś? – Kręci głową i zarzuca mi rączki na szyję. gdzie Gail? – Była w dużym domu. maleńki. on ma przynajmniej wymówkę – ma dopiero dwa lata. – Lód – pociąga nosem. – Mamusiu! – zawodzi Ted. nie przejmuj się tym. Tak robi. smaczny. Pachnie moim małym synkiem. Mój zmienny mały chłopczyk. – Lód! – Tak.

. Macham do Taylora. Na mój widok zamyka książkę. – Święte słowa. Głos mam słaby i wszystko jest rozmazane: ściany. Na korytarzu Christian bierze mnie w ramiona. że jest z nami już dwa lata. Przykłada palec do ust i włącza elektroniczną nianię. tak.. Biorę go za jedną rączkę. Doktor Greene go ignoruje. – Chciałam go sama urodzić. Teddy mocno śpi.Śmieje się. Trudno się z niego nie śmiać. jak Christian mu czyta. kurwa. – O tak. spokoju doktor Greene. mój mały uparciuch. Zatrzymuję się pod drzwiami do pokoju Teda i słucham. który ma wyjątkowo dzień wolny i siedzi przed garażem w dżinsach i białym podkoszulku. strachu Christiana. Sophie biegnie wesoło przed nami. Patrzy na mnie łagodnym wzrokiem.. Poprawia Tedowi kołderkę. – W samą. a tata za drugą i robimy huśtawkę. aparatura. to prawda. Teddy wierci się na rękach Christiana. Ale najpierw muszę zrobić coś ważnego. – Ściskam jego dłoń. dotyka jego policzka.. – Całuję go i przez chwilę wracam myślami do narodzin Teddy’ego: cesarskiego cięcia. Chcę jedynie zasnąć. Musimy zrobić cesarskie cięcie. uspokój się. porę! – warczy na nią Christian. – Ledwie mogę uwierzyć w to. Skurcze zwolniły pomimo oksytocyny. dziecko jest zagrożone. pani Grey. – Pani Grey. kocham go. majstrując przy starym motocyklu. „Jam jest Lorax! Mówię w imieniu drzew. kiedy w końcu zaśnie – mruczy mi do ust. . Och.” Kiedy zaglądam do środka. Teraz ma ochotę iść. ale jest super. kiedy mojej Fasolce groziło niebezpieczeństwo. – Doktor Greene jest stanowcza. – Boże. a Christian dalej czyta. – Christianie.. odziani na zielono ludzie. Wzdrygam się w duchu na to wspomnienie. poród trwa już piętnaście godzin. – Wiem.. a potem prostuje się i wychodzi na paluszkach.

– Panie Grey. – Siostro. skarbie. – Przewieziemy? – pytam jednocześnie ja i Christian. Drzwi otwierają się i zamykają. Jestem tutaj. biorąc go za rękę. i jest tu tyle osób. – Tak. Otrzyma pani znieczulenie zewnątrzoponowe. musi pan założyć fartuch medyczny. Chcę do domu. proszę. tak. światła na suficie zlewają się w jeden jasny ciąg. – Zaraz tu przyjdzie. Cesarka. proszę się przygotować do cięcia. Ana – błaga Christian. – Nie. – Całuje mnie w czoło i z jego tonu wnioskuję. Pani Grey. Właśnie to jest męczące – przetrzymywanie bólu. maleńka. pani Grey. – Chcę zobaczyć Fasolkę. Jesteś moją silną Aną. Chwilę później jest już przy mnie. Doktorze Miller. Jestem taka zmęczona. – Okej – szepczę. Przejeżdżamy przez kolejne drzwi. Czuję. – Mogę w takim razie zasnąć? – Tak. . a potem możemy działać. – Nareszcie – mruczy doktor Greene. – To niemal szloch. po czym ją puszcza. – W jego oczach płonie strach. jesteś po prostu wyczerpana. Christian całuje mnie w czoło.– Pani Grey. Ściska mi dłoń. – Słucham? – Natychmiast. Nie bój się. – Boję się – szepczę. – Co się dzieje? – Nic się nie dzieje. Cholera! Miażdżę Christianowi dłoń. – Christianie! – wołam i ogarnia mnie panika.. proszę wezwać anestezjologa. – Zobaczysz. że coś jest nie tak. Wszystko w porządku. nie. – Ma kolejny skurcz. – Christian? – Szukam mojego męża. Teraz. – Pani Grey. I nagle jedziemy – szybko. panie Grey. – Proszę. a parę chwil później pielęgniarka ustawia mi na klatce piersiowej parawan. jakby wokół mojego brzucha zaciskała się stalowa obręcz. Jest tak głośno.. Skarbie. przewieziemy panią na salę operacyjną. anestezjolog już tu jest.

Christian znika mi z oczu i chwilę później pojawia się. pani Grey. Theodore Raymond Grey. Ile punktów? – Dziewięć. – Ma pani syna. Moje dziecko. Christian jest blady. bardzo cię kocham. – Mogę go zobaczyć? – pytam bez tchu. To najpiękniejszy widok na świecie. . po prostu śpi. pani Grey? – Zza zasłony dobiega mnie głos doktor Greene.. widzę.. Koncentruję się na twarzy Christiana.. – Och. Moja Fasolka.Czuję. Martwi się. Jest piękny. – Nasz syn. Christian zagląda za parawan i blednie. Taki piękny. Christianie. – Dobrze ci idzie. Ano – szlocha. – Co się dzieje? – Ssanie! Dobrze. że w oczach ma łzy. jak po moim ciele rozchodzi się znieczulenie.. Głos ma zachrypnięty. Nie bój się. – To dobrze. Czuję w środku dziwne ciągnięcie. – Dziękuję ci. – Kocham cię – szepczę. Kiedy zerkam na Christiana. trzymając mojego syna otulonego błękitnym kocykiem. zaczynamy. ale patrzy zafascynowany. Nie bój się. – To prawda – mówi Christian i składa pocałunek na czole naszego pięknego chłopca. Na jego czole widać kropelki potu. Na zmarszczce pomiędzy brwiami. Ano – szepcze Christian i w jego oczach także widnieją łzy. – Oto twój syn. Theodore Raymond Grey jest tego zupełnie nieświadomy. pokrytą białą mazią i krwią. Nagle powietrze przeszywa gniewny krzyk. Dlaczego się martwi? – Czuje to pani. pani Grey – szepcze. Jeszcze nigdy czegoś takiego nie czułam. – Co czuję? – Nie czuje. Ana. Twarz ma różową. – Nie. że zaczynam szlochać. Jest przerażony. Jest spięty. o płaczu nie ma mowy. Oczka zamknięte. Doktorze Miller. – Tak bardzo.

Emanuje z niego podniecenie. – Myślisz. Christian bierze mnie w ramiona. Mój mąż skończył właśnie rozstawiać drewnianą kolejkę. a byś się przekręciła. jak się odnajduje w macierzyństwie. . Kiedy jednak patrzy na mnie.. Chcę rozstawić prezent Teda. – Christianie. Nie. że wpatruje się we mnie. Christian blednie i kładzie dłoń na mym brzuchu. Poprzednio mało brakowało. że dlatego. – Bierze mnie za rękę i schodzimy na dół. który podarowałam Christianowi kilka lat temu. Ciekawe. dwumiesięczną córeczką Kate i Elliota. Przyjadą Ray i José. – Nie. – Nie zamierzam znowu tego przeżywać.. Christianie. – To dom. Christian nie może się doczekać wschodu słońca. Uśmiecha się szeroko i całuje ponownie. Avą. i Greyowie. Widok jest po prostu zachwycający: zmierzch nad Zatoką. jak tamtego pierwszego dnia. Tym razem od razu cesarskie cięcie. iż sam chce się pobawić tą kolejką. – Podoba mi się imię Phoebe – szepcze. – To prawda – odpowiada. Tak.. – Ja ciebie także. – Uśmiecham się do niego. Na ten widok za każdym razem czuję radosny dreszcz. Jutro odbędzie się przyjęcie urodzinowe Teda. by na niego spojrzeć. Podejrzewam. Wyglądam przez okno i widzę. – Wcale tak nie było. Ano.– Co się stało? – Christian unosi mi brodę. Zawsze. Christianie. dokładnie tak. widzę. cały dzień czekał na tę chwilę. on ma dopiero dwa lata.. – To dobrze. łącznie z nową kuzynką Teda. – Kocham panią. – Przypomniały mi się narodziny Teda. – To piękny widok – mruczy. – Phoebe Grey? Phoebe. ja. – Nie. że mu się spodoba? – Patrzy na mnie niespokojnie. – W jego głosie słychać zdecydowanie. Całuje mnie delikatnie w usta. tak jak tamten śmigłowiec. Barney z biura przerobił dwa małe silniki tak. Przez jakieś dwie minuty. – Mój ulubiony. jego spojrzenie łagodnieje. – Niezły widok. którą kupił Teddy’emu na urodziny. a kiedy odwracam się. pani Grey. mnie też się podoba. żeby działały na energię słoneczną. – Oczywiście. jak słońce się chowa za Półwyspem Olimpijskim. Czekam niecierpliwie na spotkanie z Kate.

– To ozdoby choinkowe. Czystością. Wsuwa mi palce we włosy. Duża.. Uśmiecha się. O-zdo-by.. Był w szkole. Nie krzyczy jak. Nie mam słów. Jest lekarzem. Też go całuje. Cały czas się uśmiecha. Lelliot. Lubię być blisko Nowej Mamusi. Ściskam kocyk.. i patrzy na obrazek. Pełno w nim bombek. Zęby ma małe i białe. Nieruchomieję. Wbiega. – Mamo! On to woła. a Nowa Mamusia się go nie boi. Jest miła i się uśmiecha. Ja w ogóle nie mówię. Lelliot jest duży. – Proszę. Ale lubię. Nie tylko jedna. Najpierw lampki. Christianie. Mam nową mamusię. Idzie w stronę mamusi. Przytulam mocno swój kocyk. jak to robi. On mówi. Ładnie pachnie. To także mamusia Lelliota. i Christianem. Nie brązowa i brudna. Bardzo głośny. Słowa mam w głowie. I dotyka tylko moich włosów. Moja głowa wypowiada to słowo. – A to. Jest duży i głośny. Christianie? W pokoju z dużymi kanapami stoi duża choinka. błyszczących bombek. – To są lampki. Całuje Nową Mamusię. O-zdo-by. Czyta mi książki. Nigdy nie krzyczy. który mogę sobie wsadzić do uszu i posłuchać swojego serca. Widziałem już takie. i Lelliotem. Ale w sklepach. który namalował dla mojej nowej mamusi. – Tatuś ma głęboki. Uśmiecha się. kiedy kładę się spać. – Elliot. To dom z mamusią i tatusiem.===aVxlVW1c ODCIENIE CHRISTIANA PIERWSZE BOŻE NARODZENIE SZAREGO Sweter mnie gryzie i pachnie nowością. zajrzyj. skarbie. Tatuś też tu jest. – urywa i wyjmuje sznur z małymi kwiatuszkami. Cały czas. Mnóstwo ładnych. a potem możemy wieszać bombki. Kuca i go przytula. W moim nowym domu jest dużo kanap. Lubię jego głos. Wszystko jest nowe. Moja nowa mamusia pokazuje mi pudełko. Obrazek. . – Chcesz mi pomóc w ubieraniu choinki. O-zdo-by. – Dzień dobry. Ma obrazek. Nie w domu. Na obrazku Lelliota Christian jest bardzo mały. Nigdy nie jest głośny. łagodny głos. gdzie są kanapy. Ma stetoskop.. a Christian ma smutną minę. jesteśmy w salonie.

Możesz wziąć mamusię za rękę i zaprowadzić mamusię do kuchni i pokazać. Tatuś nie robi mi krzywdy. a potem możesz to powiesić na choince. Gładzi mnie po głowie. – Tatusiu. żebyś był głodny. Jej paznokieć jest błyszczący i różowy. zobacz mój obrazek. Mamusia uśmiecha się. – Uwielbiam twój uśmiech. Dobry. – Śliczna choinka. Makaron z serem. Ty i mamusia dobrze wybraliście. tak to się robi.. Nigdy nie widziałem zielonych jajek. o-zdo-bę. Szeroko. To wesoły dźwięk. Lelliot mnie nie bije. Christianie? Mówię „tak” głową i raz jeszcze potrząsam dzwoneczkiem. Okej? A co teraz powiesz na lody? . czy moja nowa mamusia złości się. Ale nie wiem. Nowa Mamusia złości się. – Christianie. Dzwoni wesoło. kiedy tatuś rozmawia ze mną. Mamusia wydaje się smutna. – Co dzisiaj robiłeś? Pokazuję mu choinkę. Dzwoneczek dzwoni. On też głaska mnie po głowie. Umiesz to zrobić. – Zobacz. – Podoba ci się dzwoneczek. kiedy jest na mnie zły. i zielonych jajkach. – Jej dłoń przesuwa się na moje ramię. – Mamusia mruga powiekami i wyciera ręką oczy. a za chwilę wesoła. kochanie. Nie. musisz mi mówić. Cofam się o krok i ściskam kocyk.Czyta o kocie i kapeluszu. To uśmiech specjalnie dla mnie. Zjadłem cały obiad. Jeszcze raz potrząsam. – Nie chcę. – Mamusia wiesza na choince czerwoną oz. Lampki na choince są ładne. czy nie. Gładzi mnie po głowie. – Lelliot jest zły. a ja nieruchomieję i ściskam mocno kocyk. Biję Lelliota. Tatuś przykuca i robi się malutki. kochany chłopcze. i szynce. Jest ładny. Haczyk przechodzi przez tę dziurkę. – Masz śliczny uśmiech. – Kupiłeś choinkę? Mówię „tak” głową. – Pokazuje na mnie długim palcem. gdy to robię. Wybranie właściwej choinki to ważne zadanie. – Spróbuj ten mały dzwoneczek.. Potrząsam nim. Lelliot jest zły na mnie. Lelliot się mnie boi. że jesteś głodny. – Zawiesimy na choince dzwoneczek? Moja głowa mówi „tak”.

białe. Są lepsze niż makaron z serem. . i przytulam kocyk. Czarne i białe. Nowa Mamusia nie wie. Stoję i patrzę na nią. Ja się śmieję. Christianie? Moja nowa mamusia siada. Choinka jest ładna. żebym dla ciebie zagrała. Ale czarne też mi się podobają. jak mamusia także śpiewa. Czasami gra głośno. To Mikołaj. Ale Mikołaj nigdy nie przyniósł mi żadnego prezentu. Byłem niegrzeczny. Mamusia uśmiecha się do mnie. Ja chcę powiesić gwiazdę na choince. Jest czerwona i jest na niej rysunek pana w czerwonej czapce i z długą białą brodą. białe. Moja nowa mamusia mówi. Nowa Mamusia wypowiada po kolei literki. Lubię dźwięk. Lubię białe dźwięki. Idę od białych do czarnych. Lelliot się śmieje. – Chcesz. żeby mnie dotykał. czarne. Christian. – Podoba ci się ta piosenka. Widziałem obrazki przedstawiające Mikołaja. Gwiazda jest jasna i błyszcząca. Ta piosenka jest wesoła. Nie mogę nigdy powiedzieć Nowej Mamusi. Lelliot też ma skarpetę. Dotyka białych i czarnych i pojawia się piosenka. Mamusia śpiewa o brzydkim kaczątku. Lelliot umie przeczytać słowo na swojej skarpecie. Czarnych do białych.. jakby miał skrzydła jak ptak. bardzo grzeczny. Christianie? – I mamusia ma tę smutno-wesołą minę. Wciska pedały pod fortepianem. że jestem grzeczny. Tatuś podniósł Lelliota i Lelliot ją powiesił. żeby tatuś mnie podnosił. czarne. Nie chcę. czasami cicho. Tatuś wiesza skarpetę nad kominkiem. Na mojej skarpecie też jest słowo. A na czubku choinki jest duża gwiazda. Jest tam napisane Lelliot. Czarne są złe.. ale jestem zły.Moja głowa mówi „tak”. Lelliot lubi wieszać gwiazdę na choince. Mamusia się śmieje. białe. czarne. żeby Nowa Mamusia o tym wiedziała. którzy są niegrzeczni. Mikołaj nie przynosi prezentów chłopcom. Światełka migoczą i każde ma inny kolor. Mam skarpetę. Moja nowa mamusia pozwala mi dotykać te czarne i białe klocki w fortepianie. Mamusia śmiesznie kwacze.. Czarne. Teraz jestem grzeczny. Lubię jej uśmiechy. ale nie chcę. Mikołaj przynosi prezenty. Lelliot jest śmieszny. Obok choinki stoi fortepian. Bardzo lubię.. Białych do czarnych. Nie chcę. Lelliot lubi. Podobają mi się te niebieskie. Białe. C-H-R-I-S-T-I-A-N. Lelliot śmiesznie kwacze i macha rękami.

a ja zasypiam. po jadalni. – Bastille uśmiecha się arogancko. Kolejne dni niczym się od siebie nie różnią i przydałoby mi się trochę rozrywki. ponieważ choć rano bardzo się starałem.. Nie znoszę golfa. Tulę do siebie kocyk. Jego ostatnie słowa są dla mnie niczym sól na rany.Tatuś siedzi na moim łóżku. Nie tak jak. Lata nad mamusią i lata nad tatusiem. który bawi się lego.. Mój helikopter jest niebieski. Leci przez drzwi do gabinetu tatusia i na górę do mojego pokoju. że jestem niegrzeczny. mój osobisty trener skopał mi tyłek. Czemu to tak długo trwa? Chcąc się dowiedzieć. A właśnie – Ros ma do mnie zadzwonić i przekazać dane. Gdy przyglądam się panoramie Seattle. Lata wokół choinki. kiedy mam niedobre sny. dopada mnie znajome znużenie. Czasami w pokoju jest ciemno i mam niedobre sny. w co ona sobie pogrywa. Moja mamusia nie jest zimna. Cieszę się. sypialni mamusi i tatusia. Mam pociąg i helikopter. w którym mieszkam. Mam duży pokój. a teraz. Bastille to jedyna osoba. kiedy śpi ze mną. pokoju Lelliota. i lata nad Lelliotem.. Moja nowa mamusia kładzie się ze mną do łóżka. Grey. Mikołaj nie wie. odprawiając Claude’a Bastille’a stojącego w progu mego gabinetu. Pracowałem cały weekend. że ma zapewnioną wygraną. Mikołaj był. Leży i śpiewa cicho. Niedobre sny o tym. co było. gdy odwraca się i wychodzi. – Golf w tym tygodniu. zerkam na swój grafik i sięgam po telefon.. nie po kilku walkach z Bastille’em. Nie powinienem tak się czuć. i helikopter. I już nie mam niedobrych snów. wiedząc. Mój dom. Mój nastrój jest równie kiepski jak pogoda. i helikopter. POZNAJCIE SZAREGO Poniedziałek. co ostatnio przykuło moją uwagę. Marszczę brwi. że jedyne. 2011 – Jutro – mówię. Prawda jest taka. bo to mój dom. której pozwalam wygrywać. i samochód. że Bastille jest dobrym nauczycielem. Lata nad pianinem i ląduje na środku białego. a teraz chce mnie jeszcze dobić na polu golfowym. po kuchni. . zaczyna mnie nosić. w czterech ścianach gabinetu. Lata po domu.. I choć niechętnie. że Mikołaj nie wie. i samolot. Ale się czuję. 9 maja. że muszę jakoś wytrzymać te lekcje.. Czyta mi. muszę przyznać. Mój helikopter umie latać. to decyzja o wysłaniu dwóch frachtowców z towarem do Sudanu. Patrzę na niego gniewnie. nie tak jak. ale tyle spraw firmowych załatwia się na fairwayach. Helikopter lata po naszym domu.

taa. jakby ta dziewczyna potrafiła przejrzeć mnie na wylot. zaniepokojony ich kierunkiem. że zachowuję się jak nadąsany nastolatek. Pora na przedstawienie. Jest dość atrakcyjna. niedoinformowanych idiotów. Ta myśl jest niepokojąca. niewinna blada róża. Napotykam zakłopotane spojrzenie intensywnie niebieskich oczu i zatrzymuję się w pół kroku. bladych nóg i brązowych kozaków. – Wpuść ją – burczę. Ma drobną. – Tak – warczę do Andrei. Dla studenckiej gazety WSU.. jest atrakcyjna. panie Grey. No. To niezwykła barwa i przez jedną okropną chwilę mam wrażenie. że trochę jestem ciekawy jego córki i tego.. – Steele? Spodziewałem się Katherine Kavanagh. na to zgodziłem? Nie znoszę wywiadów – bezmyślne pytania zadawane przez bezmyślnych. kurwa. jakby to ona była winna. Panna Kavanagh jest niedostępna. sprawia wrażenie człowieka rozumnego. Nic się pani nie stało? Usiądzie pani? I znowu ten rumieniec. bym znowu przewrócił oczami. I muszę przyznać.O Chryste! Muszę przetrzymać wywiad z nieustępliwą panną Kavanagh. – Jest tutaj panna Anastasia Steele. no. Brunetka. Wiem. a ona duka początek pełnych . a prawdziwe piękno kryje się przecież wewnątrz. Ciekawe. która jest teraz cała czerwona. blada. związanych gumką włosów. Grey. Znam jej ojca. Wyciągam dłoń. Przewracam oczami. Dzwoni telefon. na której kiedyś zamierzam zarobić. Nie znoszę niespodzianek. Kurwa. czy jabłko rzeczywiście pada niedaleko od jabłoni. w taki lekko nieokrzesany sposób – szczupła. Powstrzymuję krnąbrne myśli. jestem Christian Grey. – Panno Kavanagh. Ten wywiad to przysługa dla niego – taka.. właściciela firmy Kavanagh Media. czy wszędzie ma taką skórę – nieskazitelną – i jak by wyglądała zaróżowiona i rozgrzana uderzeniami laski. – Zjawiła się panna Anastasia Steele. z burzą mahoniowych. Zabawmy się trochę. Zrywam się z krzesła. Przyglądam jej się uważnie. Krzywię się. ale mam to gdzieś. Taa. Gapi się na mnie i mało brakuje. która wylądowała na czworakach. O czym ty. kurwa. Chwytam ją za szczupłe ramiona i pomagam wstać. Do gabinetu wpada plątanina długich kasztanowych włosów. Owszem. słodką twarz. Grey? Ta dziewczyna jest za młoda.. mała. Czuję się. myślisz. to tylko twarz. Robiliśmy razem interesy. tłumię rozdrażnienie z powodu takiej niezdarności i podchodzę szybko do dziewczyny. proszę pana. obnażony. Czemu się. bo w drzwiach wybucha jakieś zamieszanie.

eee.. proszę. Jej skóra jest chłodna i delikatna. miękkie. panną Kavanagh na Uniwersytecie Stanu Waszyntgon. ale teraz skrywam uśmiech pod palcem wskazującym i opieram się pokusie włączenia dyktafonu samemu. Nim zdążę się powstrzymać. że mógłbym poprawić jej umiejętności ruchowe za pomocą szpicruty. Przypomina mi się jej mało eleganckie wkroczenie do mojego gabinetu i z rozbawieniem pytam. uległa. W normalnych okolicznościach taka niezdarność cholernie mnie wkurza. koszmarnie ubrana. – Panna Kavanagh jest niedysponowana. wyjaśniam: – Miejscowy malarz. przychodzi mi do głowy. ale z jakiegoś niewytłumaczalnego powodu bawi mnie to. Nerwowy i wstydliwy mól książkowy? Tak wygląda. Trouton. Gdy zaczyna się denerwować coraz bardziej. panie Grey. Dwa razy upuszcza to cholerstwo na mój stolik Bauhausu. Gdy siadam naprzeciwko niej. Celna uwaga. potulna. Chryste. Dostrzegam to z pełną rozbawienia ironią. w którym idą moje niestosowne myśli. aby usiadła. jak się nazywa. że nigdy tego nie robiła. ale uścisk dłoni zaskakująco silny.. Widać. Jak ta młoda kobieta może być dziennikarką? Nie ma w niej absolutnie nic asertywnego. Zwyczajność zmieniają w nadzwyczajność – mówi z rozmarzeniem. czy ona w ogóle nie wie. Studiuję literaturę angielską razem z Kate.. próbuję powściągnąć myśli. jak się ubierać? Rozgląda się nerwowo po gabinecie – patrzy wszędzie. jak po raz kolejny oblewa się rumieńcem. Wyjmuje z wielkiej torby złożoną kartkę i cyfrowy dyktafon. Jest uroczo zdenerwowana. Trzepocze tymi swoimi długimi rzęsami przysłaniającymi wielkie niebieskie oczy.. Kręcę głową skonsternowany kierunkiem. przysłała więc mnie. Odpowiednio użyta potrafi . że przygląda się bacznie wiszącym w gabinecie obrazom. Panna Steele jest bystra. byle nie na mnie. Cyfrowy dyktafon? A nie zniknęły one razem z kasetami VHS? Chryste – ale z niej niezdara. Racząc ją jakimiś frazesami. – Głos ma cichy i lekko śpiewny. Profil ma delikatny – zadarty nos. że nie przeszkadza to panu. Katherine. Zauważam. chowa szczupłą figurę pod bezkształtnym swetrem i brązową rozkloszowaną spódnicą.. pełne usta – a jej słowa dokładnie odzwierciedlają moje uczucia. Przyznaję jej rację i patrzę.zażenowania przeprosin i wsuwa swoją małą dłoń w moją. zachwycona moimi obrazami. eee.. „Zwyczajność zmieniają w nadzwyczajność”. – Anastasia Steele. – Są piękne. Mam nadzieję.

Recytuję zwykłą śpiewkę o tym. ponieważ to ja mam wręczać absolwentom dyplomy. – Nie będzie mi to przeszkadzać – mówię. Mam kilka pytań. Przestań być takim palantem. skarbie – myślę ironicznie – ale w tej akurat chwili mam to totalnie gdzieś. panno Steele. a na jej twarzy maluje się szczerość i wyczekiwanie. – Nie mam pojęcia. jakby moje słowa ją zaskoczyły i rany. aby przywołać do porządku swoje niesforne myśli. Nie jestem do tego przyzwyczajona. Chce mi się śmiać. Widzę. przestań. że w tym. Niech się wije. Ani krzty oryginalności. Ta myśl studzi mi krew. – Czy Kate. że pracują dla mnie wyjątkowi obywatele Stanów Zjednoczonych. kiepsko . – Nie będzie panu przeszkadzać. bla. Grey. – Potrzebuję jeszcze chwili. dzięki Bogu. To. wyjaśniła cel tego wywiadu? – Tak. aby zdobyć dodatkowe fundusze.. prawda jest taka. nieprzyjemne. Ale. jakbym ufał komukolwiek. aby umieścić na ławie dyktafon? – Mruga powiekami. Ludzie. a Wydziałowi Sozologii w Vancouver przyda się nieco rozgłosu. jeśli nagram pańskie odpowiedzi? – pyta. co robię. W kupowaniu kulejących. jak zadała sobie pani tyle trudu. – Ależ proszę się nie spieszyć. panie Grey. Grey. że to zaszczyt. ponieważ nie potrafię oderwać oczu od twoich ust.przywołać do porządku nawet te najbardziej płochliwe. to znaczy panna Kavanagh. bla. – Teraz mnie pani o to pyta? Po tym. Och. którym poświęcam swój czas. – Świetnie.. Ożeż! Jak mogłem wcześniej nie zauważyć tej wargi? – Przepraszam. jestem cholernie genialny. Panna Steele mruga powiekami. natychmiast. – Tego właśnie oczekiwałem – rzucam cierpko.. Na tę myśl poprawiam się na fotelu. i których sowicie wynagradzam – bla. ponieważ nie tego się spodziewam od osób. Wciska na dyktafonie „start” i marszczy brwi. której udało się stworzyć takie imperium. a ja czuję obce mi ukłucie skruchy. Sam z PR mówi mi. Czemu zawdzięcza pan swój sukces? O Chryste! Nie stać jej na nic lepszego? Co za beznadziejnie nudne pytanie.. Ma się pojawić w kolejnym. robi minę pełną dezaprobaty! W ogóle się nie przygotowała do tego wywiadu? Powinna o tym wiedzieć. czemu się na to zgodziłem.. po czym bierze się w garść i prostuje się. – Zakłada za ucho pasmo włosów. ostatnim w tym roku akademickim numerze gazety studenckiej. którym ufam. To rozczarowujące. panno Steele. Ona podnosi na mnie wzrok i przygryza tę swoją pełną dolną wargę.. zerkając do notatek. I tak właśnie robi. – Jest pan bardzo młody jak na osobę.

– A w tej akurat chwili miałbym ochotę sprawować ją nad tobą. Czy ona próbuje mnie sprowokować? Wkurwiają mnie jej pytania. aby sprawować kontrolę.zarządzanych firm i stawianiu ich na nogi albo. że już mnie nie interesuje branża telekomunikacyjna. – Może ma pan po prostu szczęście – mówi cicho. – Och. Gdybym podjął decyzję. panno Steele. Gromię ją wzrokiem. panno Steele. a to nieuchronnie prowadzi do ludzi ze szczebla kierowniczego. Nikt mnie nigdy nie zapytał. że uważam ją za atrakcyjną? – Mam czterdzieści tysięcy pracowników. Kontrola to moje drugie imię. Popisując się erudycją. Aby osiągnąć sukces w biznesie. czy miałem szczęście. Kontynuuję. jeśli takie określenie bardziej pani odpowiada. – Widać. Szczęście? Nie ma w tym żadnego cholernego szczęścia. – Uważa pan. cytuję słowa mojego ulubionego amerykańskiego przemysłowca. starając się odwrócić myśli od jej ust. Zapewnia mi to swoiste poczucie odpowiedzialności. panno Steele. i sprzedałbym firmę. To nie ma nic wspólnego ze szczęściem! Pieprzyć to. władzy. pilnowanie ich. gdy przekona samego siebie. a tu takie pytanie. w razie potrzeby odgadywanie ich zamiarów. Jej oczy robią się wielkie. To właśnie robię i w tym jestem dobry. – Nie musi pan odpowiadać przed zarządem? . po mniej więcej miesiącu dwadzieścia tysięcy ludzi miałoby problem ze spłatą hipoteki. iż urodził się po to. trzeba mieć dobry zespół. Moja odpowiedź sprawia. Ten atrakcyjny rumieniec po raz kolejny pojawia się na jej twarzy. Szczęście? Ogarnia mnie irytacja. pozbawianiu ich aktywów i sprzedawaniu temu. zabieranie ze sobą ludzi. że odzyskuję równowagę. jeśli są rzeczywiście do niczego. ale unosi delikatną brew i w jej spojrzeniu czai się potępienie. że lubi pan rządzić – mówi poważnie. Że co? Może te jej błękitne oczy rzeczywiście potrafią mnie przejrzeć. I co ty na to. znowu przygryza wargę. jej postawa czy fakt. Ciężka praca. a ja potrafię wyczuć. – Poza tym ogromną władzę człowiek zdobywa wtedy. sprawuję kontrolę we wszystkich dziedzinach życia. kto da najwięcej. a jeśli się nie nadają – bezlitosne pozbywanie się ich. Tak już lepiej. O. czy ktoś się do tego nadaje. że ma ogromną władzę? – pyta łagodnie. To jedynie kwestia odróżnienia tych dwóch rodzajów firm. Wydaje się skromna i cicha. że jej usta się otwierają. Moja irytacja rośnie. panno Steele? Czuję.

Poza tym kiedy mam mieć czas na relaks? Ta dziewczyna nie wie. – Posyłam jej cierpki uśmiech. ale udzielam gładkiej odpowiedzi. Moje serce już dawno temu zostało straszliwie pokiereszowane.– Jestem właścicielem mojej firmy. Uspokój się. aby się zrelaksować? Żegluję. Powinna to wiedzieć. i z jakiegoś niewytłumaczalnego powodu bardzo mnie to cieszy. Prawdę mówiąc. że łatwo pana poznać? . W mojej głowie pojawia się ona w różnych pozycjach w moim pokoju zabaw: rozciągnięta na krzyżu. okej. Ta dziewczyna to same sprzeczności: nieśmiała. jak to złożyć i rozłożyć. nikt nie zna mnie dobrze. Tak. – Lubię budować różne rzeczy. latam. Na tę myśl poprawiam się na fotelu. – Mam różnorodne zainteresowania. Poza tym kocham statki. – Ale skoro tak ciężko pan pracuje. a nie logika i fakty. Jak ich nie lubić? – Mam wrażenie. Co robię. – Możliwe.. Wie. że jednak zastanawiam się nad jej pytaniem. Testuję granice drobnych. Nie muszę odpowiadać przed zarządem – rzucam ostro. że jestem wkurzony. w sposób oczywisty bystra. nie wymieniając dwóch ulubionych hobby. może z wyjątkiem Eleny. Unoszę pytająco brew. aby się zrelaksować? – Zrelaksować? – uśmiecham się szeroko. a ja ku swemu zaskoczeniu uzmysławiam sobie. te słowa w jej ustach brzmią nieco dziwnie. co by powiedziała na pannę Steele. Grey. co je mają i przekazują tym. że nie mam serca. pieprzę się. – Uśmiecham się. Recytuje kolejne pytanie: – Czy pańscy przyjaciele powiedzieliby. przywołuję je do porządku. no i cholernie podniecająca. panno Steele. – A poza pracą ma pan jakieś zainteresowania? – kontynuuje pospiesznie. To jak mechanizm obronny.. Lubię wiedzieć. zabierają towary tym. Co jest tego powodem? Jej pytanie przywołuje mnie brutalnie do rzeczywistości. Serce? Ja? O nie. maleńka. skrępowana. brązowowłosych dziewcząt takich jak ona. Bardzo różnorodne. przyznaję. Cóż mogę powiedzieć? – One rozprowadzają jedzenie po całej planecie. Ponętna z niej laleczka. przykuta kajdankami do łóżka.. jakby mówiło to pańskie serce. Kurwa mać! Skąd te myśli? I uwaga – znowu ten rumieniec. Ciekawe. to co pan robi. ile mam pod sobą spółek? Ale ona patrzy na mnie tymi swoimi szczerymi błękitnymi oczami.. – A czemu mieliby tak mówić? – Bo dobrze mnie znają. – Inwestuje pan w produkcję przemysłową. co nie mają. jak wszystko działa: na jakiej zasadzie. leżąca na ławie do chłosty. właściwie interpretując moją reakcję. Choć niektórzy powiedzieliby.

– Patrzę na nią. co cholernie mnie wkurza. – W jej głosie ponownie słychać przyganę. – Bardzo filantropijne podejście. te usta potrzebują przeszkolenia. Mówi jak bogate dziecko. – Dlaczego więc na ten się pan zgodził? – Ponieważ jestem dobroczyńcą waszej uczelni. udając znudzenie. ale owszem. – Chcę zasługiwać na to. Uśmiecham się i przyznaję jej rację. wyobrażam sobie. – Mówi pan jak konsument pierwszej wody.. – Nie mam filozofii jako takiej. że pieprzę jej usta. że to ty się tu zjawiłaś zamiast niej. Lubię kontrolę zarówno nad samym sobą. słowa Andrew Carnegiego: „Ten. Z determinacją dążę do celu. – Ma pan swoją filozofię? A jeśli tak. ale kiedy przyglądam się uważniej jej ubraniom. a ja podziwiam tego rodzaju upór. – Wzruszam ramionami. – Ale cieszę się. a zbyt wielu ludzi na tej planecie jest niedożywionych. kiedy o tym myślę. którzy mnie otaczają. Od czasu Susannah ile minęło? Dwa miesiące? I oto ślinię się z powodu jakiejś brunetki. wiem. Bez końca wierciła dziurę w brzuchu moim ludziom z PR. panno Steele. rzeczywiście potrzebuję nowej uległej. Tak. Może jedynie zasadę przewodnią. co robię. W konsumpcji nie ma nic złego – to w końcu ona napędza to. Cóż za przyjemna myśl. może objąć w posiadanie wszystko inne. Pozwalam sobie na wyobrażenie. do czego ma słuszne prawo”. – Inwestuje pan także w technologie rolnicze. a ta myśl to skąd się wzięła? Choć teraz. Nie wychowała się w zamożnej rodzinie. prywatności potrzebuję jak powietrza. – Został pan adoptowany. kto posiądzie umiejętność władania własnym umysłem.– Mocno bronię swojej prywatności. co tylko chciało. co zostało z amerykańskiej gospodarki. aby je posiadać. jak klęczy przed mną. Rzadko udzielam wywiadów. maleńka. – Robiąc to. i aby odsunąć od siebie te wszystkie myśli związane z głodem. – A więc chce pan obejmować rzeczy w posiadanie? – Jej oczy się rozszerzają. Cholera. panna Kavanagh nie pozwalała się zbyć. Tak. Czy to właśnie jest pańska pasja? Nakarmienie biednych tego świata? – To całkiem niezły biznes. tak to można ująć. Na przykład ciebie. zachowując kamienną twarz.. które miało wszystko. to jaką? – recytuje raz jeszcze. że tak nie jest. jak i nad tymi. panno Steele. Jak dalece ukształtowało to pański charakter? . no i prawdę powiedziawszy. Walmart i chyba Old Navy. Skąd pańskie zainteresowanie tą akurat branżą? – Nie da się zjeść pieniędzy. Naprawdę mógłbym się tobą zaopiekować.

że jest taka zdenerwowana. którego nie śmie zadać moja własna rodzina. – Głos mam lodowaty. – To nie jest pytanie – warczę. i kochających rodziców. Cóż za frustrujące babsko. To by odpowiedziało na jej pytanie. – Jest pan gejem. a potem zerżnąć na moim biurku. a ona blednie. kurwa. naprawdę jest bardzo atrakcyjna.. zastanawiając się. Niewypowiadane na głos pytanie. zresztą ku memu rozbawieniu. Zbywam ją. jest tu napisane. Nie zna własnych pytań? Może nie ona je kleciła. czy nie dać jej rzeczywiście popalić. ale ona drąży temat. by przełożyć ją przez kolano i sprać na kwaśne jabłko. panna Kavanagh. Powinna to wiedzieć. – Bardzo przepraszam. Podoba mi się to.A co to ma. – Zaoferowała się pani. – Czy musi pan poświęcać dla pracy życie rodzinne? A po co mi cholerna rodzina? – Mam rodzinę. panie Grey? Że niby co? Nie mogę uwierzyć. Anastasia. Ku mej mściwej radości wygląda na koszmarnie zażenowaną swoim pytaniem. Nic dziwnego. Posunąłbym się nawet do stwierdzenia. pytając. – Nerwowo zakłada włosy za ucho. – Unoszę brwi. Anastasio. nie jestem. . Nie interesuje mnie powiększanie tej rodziny. – Nie. Pytam ją o to. że zadała mi to pytanie. nie. – Pracujecie razem w gazecie studenckiej? – Nie. ile miałem lat. ale twarz zachowuję kamienną. w jaki mój język roluje się wokół niego. to ona je przygotowała. w taki dyskretny sposób. To moja współlokatorka. Co za niedorzeczne pytanie. Drapię się po brodzie. aby przeprosić. wspólnego z ceną ropy? Rzucam jej gniewne spojrzenie. No i wygląda na skruszoną. Zamknij ją. Śliczne imię. kiedy zostałem adoptowany. Kurwa.. Podoba mi się sposób. Ale ma na tyle przyzwoitości. Mam brata i siostrę. Gdybym został z tamtą dziwką. – Eee. Grey! – To fakt powszechnie znany.. najpewniej bym nie żył. To. że jest piękna. – Dla pracy poświęca pan życie rodzinne. I dobrze. eee. Biorę głęboki. Kate. uspokajający oddech. Jak ona ma czelność? Muszę zwalczyć ochotę. że przeprowadzi ten wywiad? – pytam i nagradza mnie uległe spojrzenie: wielkie oczy nerwowo czekające na moją reakcję. starając się zachować spokój. Ponownie rumieni się i przygryza tę cholerną wargę.. panno Steele.

ty nie pieprzysz tej dziewczyny. ale za dwie minuty ma pan kolejne spotkanie. które siedzi na mojej kanapie. Wygląda na zaskoczoną i znowu przygryza tę wargę. do diaska. panno Steele? – Ja naprawdę w niczym nie chcę panu przeszkadzać. to spotkanie. ona to widzi i przełyka ślinę. przepraszam. – Chciałbym dowiedzieć się czegoś na pani temat. maleńka. O nie. Na razie muszę zdać egzaminy końcowe. – Na czym skończyliśmy. po czym zamyka za sobą drzwi. – Panie Grey. panie Grey. – Co ma pani w planach po ukończeniu studiów? Wzrusza ramionami. – To wiele wyjaśnia. Ale Grey. – Jeszcze nie poczyniłam planów. Będę to miała na uwadze – duka. – Niewiele tego jest – mówi. proszę. Chcę się dowiedzieć. Dlaczego to jest takie podniecające? – Och. A czemu. – To chyba oczywiste. – Gdy przyciskam palce do ust. Kate jest chora – mówi cicho. Teraz moja kolej. Jazda mi stąd! Natychmiast! Jestem zajęty.– Zostałam oddelegowana. że nie jest odporna na mój czar. że to powiedziałem? Łamię złotą zasadę – nigdy. – Kurwa. że przeszkadzam. Po czym dodaje: – Choć nie jestem pewna. ale to nigdy nie pieprzyć się z personelem. frustrujące stworzenie. – Dla mnie nie. Cieszy mnie myśl. – Jestem skonfundowany jej odpowiedzią. – Jeszcze nie skończyliśmy. Rozlega się pukanie do drzwi i na progu staje Andrea. panie Grey – bąka. Ponownie kieruję swoją uwagę na to intrygujące. Onieśmielam ją. Odwołaj. ale szybko bierze się w garść. wpatrując się we mnie. – Oczywiście. . Andrea oblewa się pąsowym rumieńcem. czybym tutaj pasowała. – Mamy tutaj doskonały program dla stażystów. czy za tymi pięknymi oczami kryją się jakieś tajemnice. Andreo. Dobrze. Dla wyrównania rachunków. Co mnie opętało. nie? Co jest nie tak z moją firmą? – Dlaczego tak pani uważa? – pytam. Andrea waha się. Rumieniec wraca. Rzucam jej gniewne spojrzenie.

zbyt szybko. wychodząc z jej ust – i przez chwilę wyobrażam sobie te usta na każde moje zawołanie. – Otrzymała pani wszystko. Ta myśl mnie irytuje. – Do zobaczenia. – Panie Grey. – Kiwa głową i szybko cofa dłoń. ponieważ dawno już mnie tak nikt nie zafascynował. a mnie czeka długa droga. Cholera. Rumieni się jak na zawołanie. Możesz sobie pomarzyć. Chowa dyktafon. – Cóż. Cholera. Przełykam ślinę. niż zamierzałem. – Cała przyjemność po mojej stronie – odpowiadam zgodnie z prawdą. Nie powinna prowadzić przy takiej pogodzie. proszę pana – odpowiada cicho. pragnąc choć na chwilę jej dotknąć. aby nic się pani nie stało. potrzebującą mnie. – Jest pan bardzo uprzejmy. panie Grey. panie Grey – warczy. Tak. by opuszczała mój gabinet. co trzeba? – Tak. Zarówno Andrea. Ta myśl jest mocno niepokojąca. proszę zachować ostrożność. a pada deszcz. panie Grey. – Miała pani jakiś płaszcz? – Tak. nie mogę pozwolić jej tak odejść. Przychodzi mi do głowy pewien pomysł. Cóż za rozkoszny odcień różu. Grey. pragnę tę dziewczynę chłostać i pieprzyć w moim pokoju zabaw. wychodząc z gabinetu w ślad za nią.. Panna Steele ma pazurki! Uśmiecham się za jej plecami. panno Steele – mówię cicho.. Tak. zbiera się. Wstaje. co by nie mogło zaczekać. – Może oprowadzić panią? – Jestem pewna. Mieć ją związaną i spragnioną.. . Z jakiegoś niewytłumaczalnego powodu nie chcę. jak i Olivia zaszokowane podnoszą wzrok. w jaki te słowa brzmią. Kawał drogi. Podaje mi drobną dłoń. To oczywiste. – Chcę dopilnować. Ja ją tylko odprowadzam. W myślach przebiegam swój popołudniowy grafik – nic. panno Steele. ufającą mi. – Ton mam bardziej surowy. a ja wyciągam rękę. że desperacko pragnie stąd wyjść. tak. – Dziękuję za rozmowę. ale nie mogę jej tego zabronić.. Cholera. Jej odpowiedź wbija mnie w fotel – sposób.Znowu się denerwuje i sięga po swój dyktafon. że ma pan zbyt wiele zajęć. – Wraca pani do Vancouver? – Wyglądam przez okno.

wciskam guzik przywołujący. brzmiące dziwnie. proszę pana. natychmiast. Sobota. po czym odwraca się w moją stronę. 14 maja. nieznajomo. Apartment 7. 2011 Anastasia Rose Steele Data urodzenia: 10. – Anastasio – mówię tytułem pożegnania. pozostawiając moje imię w powietrzu. Montesano. Co to było? Muszę się dowiedzieć więcej o tej dziewczynie. – Welch.1989 r. Nieruchomieje i blednie.09. Panna Anastasia Steele powinna się lepiej ubierać. kiedy mijam ją w drodze do gabinetu. która natychmiast zrywa się z krzesła i przynosi granatowy płaszcz. patrzę na wiszące na ścianach obrazy i przypominają mi się słowa panny Steele. a kiedy wsuwam go na jej szczupłe ramiona. Ta świadomość jest niezwykle przyjemna. Spokojnie mogłyby dotyczyć jej. – Tak. Chryste. – Połącz. – Mam na linii pana Welcha. – Połącz mnie z Welchem. I drzwi windy się zasuwają. Haven Heights. „Zwyczajność zmieniają w niezwyczajność”. Podchodzę do windy. WA Adres: 1114 SW Green Street. Biorę go od niej i wzrokiem nakazuję wracać na miejsce. Dzwoni telefon. dotykam skóry na karku. musisz mi kogoś sprawdzić. Vancouver. ta Olivia jest irytująca – przez cały czas robi do mnie maślane oczy. WA 98888 Telefon komórkowy: 360 959 4352 Nr ubezpieczenia zdrowotnego: 987-65-4320 . Przytrzymuję go jej. ale seksownie jak diabli. Płaszcz rzeczywiście jest z Walmartu. a ona staje obok mnie. Tak! Mam na nią wpływ. Hmm. Drzwi się rozsuwają. – Andrea – warczę. Gdy siedzę przy biurku i czekam na telefon. – Christianie – szepcze.Ganię wzrokiem Olivię. A niech mnie. Wsiada do windy.

1969. sposób.2006..04.1990. Portland.2006 Mąż Stephen M. Próbowałem stawiać opór. Vancouver. Kobiety. próbując znaleźć klucz do enigmatycznej panny Anastasii Rose Steele. a potem zniknęła w czeluściach mego budynku. rozwiedziona 12. żeby się przekonać. czego od nich oczekuję.09.0 Wcześniejsza edukacja: Montesano JR-SR High School Wynik maturalny: 2150 Zatrudnienie: Sklep żelazny U Claytona NV Vancouver Drive. Morton – 16.. że panna Steele jest po prostu za .08. Obawiam się teraz. czy o niej zapomnę.16 $ Zawód: Studentka WSU Wydział Humanistyczny – specjalizacja: j. Cały tydzień.1970 Mąż Frank Lambert – 1. gdzie pracuje panna Steele.Rachunek bankowy: Wells Fargo Bank. Po co tu przyjechałeś? Wiedziałem.1989.01.09.07. zm.2009 Przynależność polityczna: nie stwierdzono Wyznanie: nie stwierdzono Orientacja seksualna: nieznana Związki: Na chwilę obecną nie stwierdzono Mam ten raport od dwóch dni i teraz studiuję go po raz setny. że muszę ją znowu zobaczyć. Nie znoszę czekać.. 18. owdowiała 11. A ja nie bawię się w czekanie. w jaki zakładała włosy za ucho.2007 Mąż Robbin (Bob) Adams – 6.03.07. Czekałem pięć dni.09. OR (na pół etatu) Ojciec: Franklin A. WA 98888 Nr rachunku: 309361: saldo 683.1989 Matka: Carla May Wilks Adams Ur.06. przygryzanie wargi. pięć pierdolonych dni. Jej drżące palce na dyktafonie. Tak.. To cholerne przygryzanie wargi jest najgorsze. na nic. 1. Lambert Ur. gdy w windzie wypowiedziała moje imię. Nigdy dotąd nie uganiałem się za kobietą. A teraz siedzę w samochodzie zaparkowanym przed skromnym sklepem żelaznym na przedmieściach Portland. rozwiedziona 31. że tak to się skończy. angielski Średnia ocen: 4.1989 Mąż Raymond Steele – 6. że odtwarzam w głowie naszą rozmowę.. Wiedziałem od chwili. Grey. W tym tygodniu podczas szczególnie nudnych spotkań przyłapuję się na tym. rozumiały.. Głupiec z ciebie. które miałem. Nie potrafię wyrzucić tej przeklętej kobiety z myśli i zaczyna mnie to poważnie wkurzać. 11. Wiedziałem.

młoda i nie okaże zainteresowania tym. cholerny osioł. Nie powiedziałem o niej Flynnowi i cieszę się. sposób. Swoje potrzebny zaspokajam głównie w sklepach internetowych. i dlatego tu jestem. żeby mnie dręczył tymi najnowszymi pierdołami opartymi na rozwiązaniu. Sprawdźmy.. Prycham. niż sądziłem. Grey. Zapomniałem. wpatruje się w monitor komputera i skubie lunch – bajgla. Jest tylko jeden sposób. Być może powinienem mu jednak powiedzieć. Poszukam uroczej panny Steele i się zabawimy.. . Przewracam oczami – nie chcę. a ja mogę dzięki temu spokojnie się jej przyjrzeć. prawda? Czy w ogóle byłaby dobrą uległą? Kręcę głową. Wysiadam z samochodu i ruszam w stronę wejścia. jej potworne zażenowanie. czego można się spodziewać w takim miejscu. jakiej pragnę. ale skoro tu jestem. Stoją tu rzędy regałów z tym wszystkim. na parkingu w ponurej części Portland. Przypomina mi się pytanie. Te niedorzeczne myśli dręczą mnie od dnia. Dobrze ją zapamiętałem. Już się nie mogę doczekać. uznając. Sklep jest znacznie większy.. gdy ją poznałem. Rzeczywiście jest atrakcyjna. nawet w snach. Jest całkowicie pochłonięta swoim zadaniem. aby się tego dowiedzieć. Bezmyślnie ociera okruszek z kącika ust i ssie palec. Mój kutas od razu reaguje. która zadała podczas wywiadu. Stoi za ladą. Przejechałeś taki kawał drogi. Pora na przedstawienie. rozlega się dzwonek. Tego mi właśnie trzeba.. panno Steele? Orientacja seksualna nieznana – może jest lesbijką. Może ta nastoletnia reakcja minie. nawet bardzo. Dlatego właśnie tu jesteś. rzepy.. bo teraz się zachowuję jak jakiś prześladowca. zerżnę i wychłostam. że to mało prawdopodobne. dla którego tu jestem. Tak. Dlaczego brak chłopaka. pracuje w sklepie żelaznym. kółka na klucze – taa. Gdy wchodzę. który zaprząta mi myśli. Kurwa! Ile ja mam lat? Czternaście? Reaguję cholernie irytująco. i choć zbliża się pora lunchu. ile osoba mojego pokroju może w nim znaleźć inspiracji... niekoniecznie w takiej właśnie kolejności. czy panna Steele jest równie urocza. Zajmuje mi to całe trzy sekundy. co mam do zaoferowania.. kiedy ją skrępuję. Raport na jej temat nie powiedział mi niczego niezwykłego – z wyjątkiem ostatniego faktu. to jak na sobotę panuje tu spokój. kiedy ją znowu zobaczę – te niebieskie oczy mnie prześladują. może się zaopatrzę w kilka rzeczy. To powód. jak zapamiętałeś.. w jaki jej skóra zrobiła się jasnoróżowa.. Cholera. Potrzebuję jedynie rozrywki – a na chwilę obecną jedyna rozrywka.

Ma na sobie dżinsy i obcisły T-shirt. znowu. Pytanie za milion dolarów brzmi jednak tak: czy umiałaby być uległą? Najpewniej nie wie o tym zupełnie nic. Pokazać panu? – Tak. nie ten bezkształtny worek. Ale ja chętnie jej wszystko wytłumaczę. – Mamy opaski w różnych rozmiarach. Mam na imię Ana.Podnosi głowę i zamiera. Gra rozpoczęta. – Ana. A więc nie jest lesbijką. – Potrzebuję paru rzeczy. – Byłem akurat w okolicy. który niewątpliwie rezerwuje dla klientów. Proszę prowadzić. a ja muszę zdusić chęć wyciągnięcia ręki i uniesienia jej brody. Dalej się na mnie gapi. co potrafię zrobić z kilkoma takimi spinkami. ze wszystkimi fizycznymi atrybutami.. Cóż za miła niespodzianka. aby przymknęła usta. co stanowi miłą odmianę.. Spełnia wszystkie warunki: słodka. Miło znowu panią widzieć. Muszę zrobić małe zakupy. szczupłą talię i idealne cycki. – Znajdują się w dziale elektrycznym. prostuje się tak samo. – Głos jej drży i oblewa się rumieńcem. – Przyjechał pan do Portland służbowo? – pyta. i posyła mi sztuczny uśmiech. czy to dobra reakcja czy zła. panie Grey? Bierze głęboki oddech. jak podczas wywiadu. panno Steele. Budzi się we mnie nadzieja. i widzę. dobra reakcja. jakie cenię u uległej. .. panno Steele. Chce mi się śmiać. Ja dzięki temu mogę spokojnie podziwiać jej fantastyczny tyłek. że było warto. Zauważam długie nogi. Patrzy jedynie. jak by wyglądała w zabójczych szpilkach. Przyleciałem tu aż z Seattle. Ach. – Panie Grey – szepcze bez tchu. Byłaby pani zdumiona tym. Ciekawe. regał ósmy. panno Steele. żeby cię zobaczyć. – Pani przodem – mruczę. aby prowadziła. panno Steele.. Głos ma wysoki i próbuje udawać brak zainteresowania. Na początek spinki do kabli. co podczas wywiadu. wpatrując się we mnie inteligentnymi oczami w odcieniu błękitu. Czym mogę służyć. a ja nie wiem. – Naprawdę miło. Louboutiny. nie ma jak louboutiny. Kobiety rzadko doprowadzają mnie do śmiechu. chyba zaszokowana. którymi najwyraźniej potrafi mnie przejrzeć.. Ma na nogach trampki. Głośno wciąga powietrze. grzeczna i piękna. Rzeczywiście na mnie reaguje. Wychodzi zza lady i pokazuje na jedną z alejek.. – Panno Steele. pokazując ręką.

koniuszki naszych palców się stykają. Czy ona się ze mnie śmieje? Och.. To by akurat była nowość – kolacja z kandydatką na uległą. Po raz kolejny oblewa się rumieńcem – Chryste. – Od dawna nie miałem w ręce pędzla. Rumieni się. ja lubię być przygotowany. Są przydatniejsze. – Te będą dobre – mruczę. Odwraca się szybko i idzie w stronę działu nazwanego MALOWANIE I TAPETOWANIE. Efekt odczuwam w kroczu. mam ludzi. a nie standardowej rozmowy. Nie masz dużo czasu. – Ta może być – mówię. Jak na randkę? Zgodziłaby się? Kiedy zerkam na nią. a ona ponownie się rumieni. . – Taśmę malarską mamy w innym dziale. – Nie remontuję. Grey.. W roztargnieniu przesuwam po nich palcami. że spojrzenie ma wbite w splecione dłonie. – Potrzebuje pan czegoś jeszcze? – pyta szybko. Wybieram większe spinki. – Finansuję badania dotyczące płodozmianu i gleboznawstwa. Albo jest wyjątkowo troskliwą sprzedawczynią.. Ale w jaki sposób zacząć? Może od kolacji. – To wszystko stanowi część pańskiego planu nakarmienia świata? – Uśmiecha się lekko. – Remontuje pan mieszkanie? Powstrzymuję prychnięcie. Kurwa! Blednie. chętnie bym jej tego zabronił. Szersza taśma jest bardziej skuteczna. bo za pomocą jednej można skrępować dwie ręce albo dwie nogi. gdy znajdujemy taśmę malarską.. Mógłbym ją zaprosić na kolację.– Odwiedzałem wydział rolniczy WSU w Vancouver – kłamię. – Taśmy malarskiej. Na tę myśl się uśmiecham. poukładanych według rozmiarów i kolorów. – Coś w tym rodzaju – mruczę. – Coś jeszcze? – Głos ma cichy i schrypnięty. Schyla się i bierze z półki dwie rolki o różnej szerokości. Co ja jestem. – Przynajmniej to jest prawda. – Długo tu pani pracuje? – Oczywiście znam już odpowiedź. Gdy mi ją podaje. szczeniak? – Cztery lata – bąka. Nie patrzy na mnie. – Tędy – mówi cicho. Tak naprawdę to przyjechałem tu do pani. Podążam za nią ochoczo. to obiecujące. No już. ależ ta dziewczyna jest nieśmiała. widzę. Docieramy do spinek. panno Steele. Zagaj jakąś rozmowę. albo chce się mnie jak najszybciej pozbyć ze sklepu. którzy to dla mnie robią. W przeciwieństwie do niektórych ludzi.

. To najbardziej zaskakująca rzecz. Cholera – przestań. – Jest bardziej szorstki i nieprzyjemniej się ociera. – Chyba jeszcze trochę sznurka. Tak! – Książki – szepcze.. reaguję na nią tak samo. no wie pan. majsterkowanie jest nie dla mnie. – Kombinezon – wyrzuca z siebie. Literatura brytyjska? Założę się. że Bronte i Austen.. Może. Głównie literatura brytyjska.. Drżą jej palce. dając mi kolejną szansę podziwiać jej niezły tyłek. Klasyka. – Szybko przechodzi przez alejkę. Normalne. Anastasio? – Napotykam jej spojrzenie i jej źrenice się rozszerzają. – Pokazuje na moje dżinsy. Jej spojrzenie przesuwa się po moim ciele.. – O jaki sznurek panu chodzi? Mamy syntetyczny i z włókna naturalnego. a ja się spinam. szpagat. jak ona na mnie... – Potrzebuje pan czegoś jeszcze? – Nie wiem. Kurwa. maleńka. Nie potrafię się oprzeć. – Majsterkowiczowi? – pyta zaskoczona.Chryste.. Mam ochotę ryknąć ze śmiechu. Kiwam głową. – Zawsze mogę je zdjąć. Wyjmuje z prawej kieszeni praktyczny nożyk i jednym ruchem odcina sznurek. próbując odpędzić od siebie wizję panny Steele podwieszonej do sufitu w pokoju zabaw. – Poproszę pięć metrów sznurka z włókna naturalnego. Lustruje mnie! Ożeż. jeśli się ciągnie.. kabel.. jaka wydostała się z jej słodkich usteczek od czasów tamtego „gejowskiego” pytania. . znowu zażenowana. Nieźle. panie Grey. Jęczę w duchu. tłumiąc wesołość. – Chyba nie chce pan pobrudzić ubrania. A co pani proponuje? – Chcę zobaczyć jej reakcję. – A co jest dla ciebie. a na końcu robi węzeł przesuwany. – Jakiego rodzaju książki? – Och. Och. – Była pani harcerką? – Zorganizowane zajęcia grupowe to nie dla mnie. – Tędy. ale udaje jej się odmierzyć pięć metrów. zwija starannie. Te wszystkie romansidła. Nie jest dobrze.

Kim. sam się dziwię. – Mogę zostać w Portland. Taylor będzie musiał mi przywieźć laptopa i jakieś ciuchy. ależ ona na mnie działa. Podnosi wzrok i uśmiecha się z ulgą. – Kate będzie zachwycona. Moja współlokatorka. wzrok ma spuszczony. – Jak praca nad artykułem? – pytam. To najdłuższe zdanie. co jest jego normalnym weekendowym zachowaniem.Robi się czerwona jak burak. Nieustępliwa panna Kavanagh chce zdjęć. że nieco się rozluźni. dobrze? – Wyjmuję z portfela wizytówkę. abym zniszczył ubranie – mruczę. panie Grey. nie o sobie. Zdziwiłabyś się. żeby jej dłużej nie dręczyć. Rozpływa się w uśmiechach dla panny Anastasii Steele. a ja po raz kolejny ruszam w ślad za nią. jest ten złamas? – Eee. przepraszam na chwilę.. Proszę o telefon przed dziesiątą rano. – Nadal się uśmiecha. Albo Elliot. Boże broń. – Dobrze. Może jutro. A i tak mówiła o kimś innym. Pracować w hotelu. Panna Kavanagh. a jej twarz rozpromienia się niczym letni świt. Kiwam głową. że nie mogła sama przeprowadzić tego wywiadu. Bez słowa odwraca się i szybko oddala. Chryste. . policzki zarumienione. że nie ma żadnych pańskich oryginalnych zdjęć – dodaje. – Ana! – Oboje odwracamy się w stronę młodego mężczyzny. odkąd się poznaliśmy. który pojawia się na drugim końcu alejki. O ile oczywiście znajdziemy fotografa. Nareszcie. lecz Katherine. jestem w okolicy.. wręczając mi niebieski kombinezon. – Cóż. – Wziąłby pan udział w sesji zdjęciowej? – Nie potrafi ukryć zdziwienia. wrócę do Seattle i zapomnę o tej głupiej wyprawie. – Da mi pani znać w kwestii jutra. Chryste. Jest niesamowita. – Wezmę ten kombinezon. Świetnie jej idzie. po czym kręci głową. Jest redaktorem naczelnym gazety i była załamana tym. – O jakiego rodzaju zdjęcia jej chodzi? Przygląda mi się przez chwilę. Może pokój w Heathmanie. aby spędzić z tobą więcej czasu. – Martwi się jedynie. jakie wypowiedziała do mnie. – To nie ja go piszę. Jest zawstydzona. – A jeśli nie zadzwoni. – Uśmiecha się. Chyba że się szlaja. Interesujące. licząc. – Czy coś jeszcze? – pyta bez tchu. – Tu jest numer mojej komórki. Ta myśl działa na mnie przygnębiająco. co gotów jestem zrobić. a wzrok wbija w podłogę. Prawdę mówiąc. u licha. Dzięki temu będę mógł spędzić więcej czasu z uroczą panną Steele. Da się to załatwić.

. Cholera. Patrzę. co mam do zaoferowania. jak znika na zapleczu. – No to później pogadamy. – Jasne – mówi. – O kurczę. Marszczę brwi. chyba nie TEN Christian Grey? Ten od Grey Enterprises Holdings? Tak. Powinienem już iść. Rozmawiają cicho. – Panie Grey. – Coś jeszcze. Będzie potrzebowała solidnego przeszkolenia. panie Grey? – Tylko te rzeczy – burczę. Mogę w czymś panu pomóc? – Anastasia się wszystkim zajęła. Może ten koleś to jej chłopak. – Ton mam celowo szorstki. czy jeszcze się z nią zobaczę. Wiek odpowiedni. – Razem czterdzieści trzy dolary. może w raporcie Welcha są błędy. nie dłoni. Muszę wiedzieć.Idzie w jego stronę. to ja. czy istnieje choć cień szansy na to. po czym kontynuuje: – Znam Paula. gdzie studiuje administrację. a on się oddala. Paul. Ana. – Chwileczkę. że aż mnie to zaskakuje. – Niemrawo ściska mi dłoń. kończy mi się czas. dotykając jego ramienia. Jęczę w duchu na myśl o tych wszystkich interesujących możliwościach. to Paul Clayton. to Christian Grey. która nie wie zupełnie nic? Cholera. Jak mogę ją o to spytać? Jestem gotowy wziąć sobie nową uległą. po czym wyplątuje się z jego objęć. To jasne.. odkąd zaczęłam tutaj pracować. którego nie rozumiem. a nadal nie wiem. że ona w ogóle nie odwzajemnia uścisku. panie Clayton. taką. Cholera. kiedy widzę. nie chłopak. Zabieraj od niej te swoje łapska! Zaciskam dłonie w pięści i czuję się nieco lepiej. do diaska! Chcę jeszcze raz zobaczyć jej śliczne niebieskie oczy i spróbować odgadnąć. Brat szefa. Ale czy ona będzie w ogóle zainteresowana? A może źle wszystko interpretuję? Wraca do kasy i wbija na nią moje zakupy. Jest bardzo pomocna. a ten kutas zatapia ją w niedźwiedzim uścisku. Wtedy mówi do niego coś jeszcze. – Eee.. no i nie odrywa od niej głodnego wzroku. – W jego głosie słychać szacunek. Panie Grey. Tak wielką czuję ulgę. Popatrz na mnie. – Super. o czym myśli. że zastanowi się nad tym. Ona wygląda na skrępowaną i przestępuje z nogi na nogę. ty złamasie. – Panie Clayton. Świetnie. ale niezbyt często się widujemy. Cholera. Wzrok ma przez cały czas spuszczony. W końcu unosi głowę. – A teraz się odpierdol. Przyjechał właśnie z Princeton. Brat właściciela tego sklepu. – Posyła mi dziwne spojrzenie. że nie są ze sobą blisko.

– Och.. Tak. na razie. – Nie mogę tak po prostu wyjść. Muszę dać jej znać. Cieszę się. Muszę iść. że panna Kavanagh nie mogła przeprowadzić tego wywiadu. – Świetnie. znowu. Wobec tego być może do zobaczenia jutro.Tylko tyle? – Chce pan reklamówkę? – pyta. E L James .. wbrew rozsądkowi pragnę jej. – Zachwycony jej zdumioną miną przewieszam reklamówkę przez ramię i wychodzę ze sklepu. Sprawnie pakuje zakupy do torby. – Jej imię. tak? Kiwa głową i oddaje mi kartę. To tyle. Dziękuję. że jestem zainteresowany. jeszcze jedno. No to tyle. dziękuję za przeczytanie. Anastasio. śliczne imię dla ślicznej dziewczyny. dziękuję.. Teraz muszę czekać. ześlizguje się z mojego języka. gdy podaję jej kartę kredytową. Anastasio. – Zadzwoni pani do mnie w sprawie tej sesji zdjęciowej. – Poproszę..