You are on page 1of 3

Ślady stóp moich badasz - Bruno Bonifacy z Kwerfurtu Zgodnie z tradycją Kościoła powszechnego, nadawanie imion świętych instytucjom

kościelnym jest praktyką stosowaną po dziś dzień, czego spóźnionym przykładem jest konfirmacja stosunkowo młodej diecezji łomżyńskiej, która wśród swych patronów ma Brunona Bonifacego z Kwerfurtu. Zapewne wybrano Brunona z Kwerfurtu, dla jego męczeńskiej śmierci na terenach Prusów, które administracyjnie, choć nie w całości, należą obecnie do diecezji łomżyńskiej, a niegdyś stanowiły dystrykt jurisprudencji diecezji augustowsko-sejneńskiej. I choć prawdą jest, że na wskazanym terenie zginęło wielu innych męczenników jak np. św. Wojciech, to z uwagi na liczne sygnifkacje jego imieniem szeregu ważnych struktur kościelnych, godziło się także tych innych wzorem świętości uznać i tytuł patrona przyznać. Nad diecezją łomżyńską patronat przyznano św. Brunonowi. To, że sława imienia Brunona Bonifacego nie sięga tak daleko jak przykładowo św. Wojciecha nie powinno w łomżyńskich diecezjanach rodzić poczucia niedowartościowania, uczy bowiem sam Mistrz: „Największy z was niech będzie waszym sługą” (Mt 23,11). Brunon z Kwerfurtu jest przykładem iście ascetycznej cnoty pokory. W liście do Henryka II, swego króla autochtona, Bonifacy pisze: „Oby Bóg wynagrodził Ci zasługę na ziemi żyjących, ponieważ Ty, królu znamienity, który powinieneś rządzić niemal całym światem, raczyłeś w imię Pana tak szlachetnie zatroszczyć się o mnie, najmniejszego sługę twego, żebym nie zginął” (List św. Brunona Bonifacego do króla niemieckiego Henryka II). Słowa listu nie są li tylko czystą etykietą, bo przecież Brunon z nie mniej znamienitego rodu jak Henryk II pochodził, mógł więc bez obawy o sprawy własne w ton bardziej wymowny uderzyć, jednak wyżej cytowanym słowom posłuszny najmniejszym sługą siebie tytułuje, i przy tym nie tylko deklaratywnie pozostaje. Wielu jest zapewne i takich, którzy w ascetycznej świętości tegoż Patrona radzi by widzieć jedynie przejaw głęboko skrywanej, lecz niezaspokojonej potrzeby afiliacji społecznej. Nie jest to jedynie – mówią - czcze przypuszczenie, bowiem jak opowiada Piotr Damiani, kiedy jakiś brat zakonny widząc jak Brunon umartwia swe ciało tarzając się w pokrzywach, rzekł mu: „obłudniku, dlaczego czynisz to publicznie dla zyskiwania rozgłosu”
(List

św. Brunona Bonifacego do króla niemieckiego Henryka II).

Riposta, jak i życie męczennika jest na miarę Chrystusową: „Twoim wzorem niech będą wyznawcy, moim niech będą męczennicy” (List św. Brunona Bonifacego do króla

niemieckiego Henryka II). Zresztą miejsce, gdzie święty Bonifacy czyni pokutę nie jest publiczne, bo też pokrzywy, z nielicznymi wyjątkami, nie rosną w miejscach publicznych, a znów nie każde odosobnione miejsce porasta łan pokrzyw. A gdyby nawet w czasach średniowiecza miało to być faktem, wówczas nie można całkowicie wykluczyć spotkania i tu z innym człowiekiem, bo jak mówią: góra z górą się nie zejdzie, ale człowiek z człowiekiem tak. Dziwne to zaiste, i dla nas niezwykłe, że młody człowiek śmierci szuka, że za nią goni. Czemu wprost Boga o nią dla siebie nie prosi, wszak śmierć, jak Ewangelia to dekretuje, jedynie z wyroków Bożych pochodzi?! Bo też męczennik nie śmierci, lecz woli Bożej ustawicznie poszukuje, i życie własne sensownym przez wypełnienie owej czyni. Sens życia bowiem o tyle spełniony zostaje, o ile ono samo Bożej sprawiedliwości drogami się toczy. Na zarzut, że sprawiedliwość Boża nie wiele ze znaną przeciętnemu człowiekowi miarą Minewry ma wspólnego, syn Idy cytatem z najbardziej autorytatywnej dla chrześcijan Księgi odpowie: „Bo myśli moje nie są myślami waszymi ani wasze drogi moimi drogami.(...) Bo jak niebiosa górują nad ziemią tak drogi moje - nad waszymi drogami i myśli moje - nad myślami waszymi” (Iz 55,8-9). Co więc począć z Bożą sprawiedliwością, kiedy np. taki Seneka występuje z maksymą artykułującą, że równość jest podstawą sprawiedliwości (Myśli, IV 30,11), a przecież Bóg we wszystkim nieskończenie przewyższa każdego człowieka, jak wobec powyższego, między nimi tj. Bogiem i człowiekiem, może zachodzić sprawiedliwość? Tej bowiem - wydawać by się mogło – w działaniu Najwyższego trudno jest dopatrzyć się w świecie, już chociażby z tej racji, że np. sprawiedliwi cierpią prześladowania, a niesprawiedliwi zazwyczaj w bardziej pożądane dobra opływają! Otóż przedmiotem sprawiedliwości Bożej są dobra duchowe, nie materialne. „Sprawiedliwość Boga jest Jego łaską. Łaska stanowi źródło Jego cierpliwości. Takie rozumienie sprawiedliwości sięga głęboko w tradycję biblijną” (Gnilka Joachim, Paweł z Tarsu, Wydawnictwo M). Tak też widział wartość dóbr doczesnych Brunon z Kwerfurtu: „Miał zaś od syna Bolesława, króla słowiańskiego, gdy uczynił go mnichem, dość znamienitego konia. Tego mąż święty z gorliwego dążenia do pokory zamienił i jako godny pochwały handlowiec wziął w ramach zyskownej wymiany osła. Z powodu niezmiernej tęsknoty za naszym Odkupicielem, który dosiadał grzbietu oślicy, mąż czcigodny chętniej jeździł na tym właśnie zwierzęciu” (Fragment żywotu św. Romualda wg. Piotra Damianiego). Dobrami duchowymi, którymi jako najpokorniejszy szafarz przy swej godności biskupiej rozporządzał, chciał się dzielić z tymi, co przez wzgląd na zatwardziałoś serc i nieokrzesane obyczaje za dzikich nawet wśród ludów pogańskich uchodzili. Celu dopiął groźnych Pieczyngów do wiary Chrystusowej przywodząc. Dziś jeszcze na niwie

Chrystusowej pracuje, ku pojednaniu podzielonych wyznawców Nazarejczyka prowadząc. Bo oto pod krzyżem nad brzegiem jeziora Niegocin przez wspólnotę ewangelicką z Giżycka postawionym – w 900 rocznicę męczeńskiej śmierci Brunona – przychodzą modlić się wspólnie katolicy i ewangelicy na większą chwałę Bożą.