You are on page 1of 119

Jzef Ignacy Kraszewski SZALONA

Powie

TOM PIERWSZY

II fare un libro meno che niente, Se il libro fatto non rif la gente. Giusti Byo to w sam Wigili Boego Narodzenia roku 18... nieg sypa, jak to on czasem umie, z zaspionego powo nieba powoli, spokojnie i polatujc w powietrzu, gsty, miciuchny jak puszek, i ukada si na ziemi, na gaziach drzew, na krzewach i zeschych rolin odygach, coraz wyraniej zarysowujc ich ksztaty na ciemnym jednostajnym oboku, rozcigajcym si nad caym widnokrgiem. Cisza bya w powietrzu prawdziwie zimowa, ktrej aden znak ycia nie przerywa, nawet wrony, ktre opieszale si przesuway ponad wierzchokami drzew, leciay nieme i smutne. Godzina bya zaledwie druga po poudniu, a ju zdawao si, e zmierzch nadchodzi, tak gsta zasona mrokw wisiaa nad zachodem. Dwr w Zamiowie na Woyniu, w okolicy Cudnowa i Lubaru pooony, nad skalistym brzegiem rzeki, wydawa si ze swym sadem i drzewami otaczajcymi, z budowlami do niego nalecymi, jakby zimowa kartka z albumu wydarta... Szare to niebios doskonale uwydatniao wszystkie pobielone szczegy krajobrazu, ja- sno wychodzcego na nim, ktre tylko spadajcy nieg jakby z na p przezroczystej ukazywa zasony. Dwr stary z dachem wysokim, przy ktrym si w niskim wydawa, ogromne topole i lipy, dugie pokrycia szop, stod i obr, nawet ogrodzenia i krzewy przy nich malowa nieg przylegajc, czepiajc si gazek i ciarem swym uginajc je ku ziemi. Z kominw dworu i kuchni podnosiy si do gry kby sinego dymu, ktrego barwa doskonale si zlewaa z kolorytem niebios i caego krajobrazu. W podwrzu, na gocicu, w dali na drodze wiodcej do wsi, nawet okoo gospody w rodku jej stojcej, nigdzie widocznego ycia nie byo ladu; dym z kominw wiadczy tylko, e si ludzie do chat pochowali i nie wymarli. Od dwudziestu czterech godzin prawie bez ustanku sypa ten nieg spokojny, a zalepione niebo nic a nic si nie rozjanio, prorokowano wiksz jeszcze nienic, ktra, szczciem bez wiatru, rwno spadaa na ziemi, wrc doskona i trwa sann, bo j poprzedziy mrozy, ktre grunt nawet botnisty i oparzeliste moczary styy. Myliwi cieszyli si zawczasu doskona ponow. W wielkiej izbie dworu zamiowskiego zmierzch si ju zawczasu czu dawa. Bya ona obszerna, cho troch niska i ze starowiecka niewytwornie przybrana w sprzt wygodny. Wejrzawszy na ni, domyle si po niej byo mona ludzi spokojnego ywota, ktrym u siebie dobrze byo, tak e tu nic zmieni nie potrzebowali i nie chcieli. St, krzesa, kanapy co najmniej wiek ju jeden na boym wiecie przebyy, ale poszanowane trzymay si krzepko i fizjognomia ich nie razia tak, jakby nowych a nieszykownych przybyszw. Na cianach bez wielkiego rozmysu tu i owdzie porozwieszane obrazy, niej i wyej, jak przysza niegdy fantazja, miay ju swe miejsce oznaczone pajczynami i pyem, ktre cho suba kiedy niekiedy obmiataa, wracay na dawne legowiska. Tak samo i wszystko, co tu byo, zdawao si z wiekw przyrose do miejsca i nieruchomo zadumane. Obrazw par wystawiay Chrystusa i Matk Bosk, inne byy bardzo starymi wizerunkami

ludzi dawnego kroju i stroju, nic a nic do dzisiejszych niepodobnych, tak ju sczerniaymi, e z niektrych tylko czci twarzy przeglday, a ptna powydymane, popkane miejscami, popielat warstw pyu przysonite, ledwie si w ramach trzymay. Nie tyka ich nikt przez poszanowanie od czasu, jak raz prba oczyszczania, przedsiwzita z pomoc cebuli, jednemu z pradziadkw zaszkodzia. Po ktach duej gocinnej izby byo komdek z brzami, stoliczkw, rnych gracikw duo, a na kadym z nich pomniejszych szkatueczek, zegarkw, skrzyneczek, koszykw, porcelany peno; bo w obyczaju wida miejscowym by musiao, co raz gdzie postawiono, zachowywa do zniszczenia. Niektre z tych zabytkw dosy byy postarzae, inne pootukane, inne zdaway si niekoniecznie potrzebne i wcale nie przyozdabiajce, ale miay za stare zasugi prawo przytuku i chleb, a raczej py askawy. Jednostajne ycie tego poczciwego dworu starego pitnowao si nawet na wygitej, czystej, cho starej pododze jego, na ktrej rozezna byo mona zwyke, w rnych kierunkach wydeptane cieki, nieco wicej wgbione. Trzy okna przysonite firankami wychodziy std na podwrze, jedno w gb i ku ogrodowi. Wszystkie opatrzone byy na zim jak naley, podwjnymi szkami, mchem i piaskiem w porodku. Po salce tej przechadza si z rkami w kieszeniach, z gow nieco do gry podniesion, piknego, wesoego dosy oblicza mczyzna niemody, siwy, wsaty, ubrany ze starowiecka, w butach do kolan i kapocie szarej z cienkiego sukna. Gowa to bya jakby z jednego z tych starych portretw wyjta, nie naszych czasw, lat dawnych, innego autoramentu. Kady wiek tworzy sobie fizjognomie waciwe. Niegdy, mimo walk, niepokojw i twardych prb losu, wielki spokj ducha i mstwo pitnoway si majestatyczn na licu pogod. Z tych wsatych rycerskich twarzy starych wizerunkw, ktrych ywoty byy jednym bojem i nieustannym mczestwem, patrzy spokj taki, jakby si im miaa szczliwo od urodzenia do zgonu. Nie wida w nich, co cierpieli, bo znosi to umieli jako prawi bojownicy Chrystusowi i prawe dzieci ofiarnej ziemi. Krzye Paskie bogosawiono, ramiona si nie uginay pod nimi, sia bya wielka, pynca z gbi. Na dzisiejszych twarzach wypieszczonych dzieci wieku wida konwulsje jego, chorob, sabo, niecierpliwo. Twarze s potargane, niespokojne, wystraszone, gniewne, wyzywajce, nieszczliwe. Wida z nich, e im mao tego, co daje ycie... eby im nigdy dosy nie byo... Stary pan, chory niegdy latyczowski (bo w tamtych stronach mieszka za modu), Eliasz Dorohub, nalea widocznie do ludzi przeszoci, a i z teraniejszoci si godzi. Sze dziesitkw lat na nim wcale zna nie byo, trzyma si prosto, wyglda zdrowo, czoo mia pogodne i nie zmarszczone, a cho chorstwo nosi tytularne, powiatowe i w wojsku podobno nie suy, co w nim jakby onierskiego byo. Obok przeze drzwi jejmo ze swym dworem st do wigilii przygotowywaa, ucieano siano, ustawiano snop w kcie, ludzie si krztali i chodzili, a chory sam pozostawszy duma, niekiedy pochylajc si w oknie i spogldajc na gociniec oznaczony kokami i drzew- kami, na ktrym nic wida nie byo. Spodziewa si nim pewnie gocia na wigili, a cho do pierwszej gwiazdy byo daleko, zda si ju niespokojnym troch; zdradza si coraz czstszym wygldaniem przez okna, w ktrych zza gstego niegu ledwie na kilka staj wida byo coraz mniej wyranie drzewek wysmukych pniaki. W domu okoo trzeciej ju dobrze zmierzchao... Z drugiego pokoju, w biaym czepku, jeszcze rannym, i ubraniu domowym, w fartuchu do gry podgarnitym, z kluczami u boku, wysuna si pani choryna, zarumieniona ze zmczenia, z oczyma byszczcymi i twarz tak jasn jak mowska. Jejmo modsz bya znacznie od ma, dosy jeszcze wie, niewielkiego wzrostu, okrgluchna, a wesoe usposobienie miao si jej na ustach i oczach. Niegdy musiaa to by blondynka, bo miaa jeszcze due oczy niebieskie i wosy posiwiae gdzieniegdzie powy odcie ozaca. Wchodzc powoli, jedn rk si w bok trzymaa, jak gosposia rada z siebie i spokojna o to, e uroczysta uczta wieczorna wstydu jej nie uczyni. Spojrzaa na ma, ktry si ku niej obrci. C jegomo tak sumujesz chodzc? odezwaa si gosem piewnym i miym w

okienko spogldasz... Chory zbliy si i w czoo j pocaowa. Czy to dziw Elusi? albo to jejmoci serce nie bije do tego samego, co mnie?? Rozmiaa si jejmo i pokazaa pikne jeszcze zby biae, ktre j modsz czyniy na oko, ni bya. Tylko si niepokoi nie trzeba, nie trzeba niecierpliwi rzeka. Ewaryst bdzie w sam czas... Ale bo i ksidza nie ma dotd... odezwa si chory. nieg miece okrutny, cho spokojny dodaa choryna, spogldajc ku oknu. Gdzie drogi wysa- dzane, tam atwo sobie rad da, ale na rwninach, w stepie! Pokrcia gow. Sanna si usaa doskonaa mwi chory koniom nie ma co cign, bo grudy wielkiej nawet nie byo. Ano do wieczora jeszcze daleko przerwaa jejmo przyjad w por. Choby si te i poczekao z opatkiem!! Chory si umiechn i pocign ku oknu, a jejmo wesza ywo do jadalni, gdzie wanie przy dozorze modego adnego dziewczcia wielki obrus, tylko na podobne uroczystoci dobywany, starannie sucy z pann rozcigali na sianie. Panienka, tak samo jak choryna, po domowemu jeszcze bya ubrana skromnie, ale jej i z tym dosy byo do twarzy. Nazwalimy j adn, inaczej bowiem wdziku jej modocianego, wieego okreli trudno. Pikn si nazwa nie moga, brzydk nie bya, a miaa w sobie to, co sympatycznie usposabia i pociga, co dobrego i miego w twarzyczce okrgej, rumianej, par ywych oczek rozpromienionej, umiechnitymi usteczkami rozweselonej, roztropnej i agodnoci serdeczn tchncej. Figurka jej przystawaa do twarzy i godzia si z ni (bo nie zawsze natura wszystkie czci swego dziea dobiera harmonijnie), bya tak zrczna, gitka, adniuchna jak panny Madzi wiey buziaczek, jeszcze dziecinnego wyrazu, a mimo niego powany i ju mylcy. Ustpia z zajtego miejsca dla chorynej, aby jej pokaza, jak obrus lea; spojrzay na siebie zaspokojone. Zwieszao si go tyle, ile byo potrzeba, siana nie nakad Pius za wiele, a tam gdzie si garby okazyway, panna Salomea naciskaa je i wygadzaa rk, Pius spod spodu wyciga. Wszyscy przy tej czynnoci mieli oblicza tak zamylone gboko, tak przejte tym, co spenili, jakby zadanie usania stou byo niezmiernej wagi. Panna Salomea, niemoda ju, ale czerstwa i zdrowa suga jejmoci, braa tu prym przed Piusem, milczcym i akomodujcym si jej wejrzeniom i cichym rozkazom. Pius by take niedzisiejszym sug, a jeli nie rwienikiem chorego, to o lat niewiele od niego modszym, rwnie jak on czerstwym, a z powodu stanu kawalerskiego jeszcze nawet okazujcym pewne do resztki modoci pretensje. Ju jegomo o Ewarysta si turbuje cicho szepna choryna do panienki chocia nie ma czego, bom ja pewna, e przybdzie w por. To tylko niedobrze, e Ewaryst do ostatniej godziny podr odoy... A bo si tam w Kijowie nie rozpuszczaj wczeniej, a drogi kawa, i kto wie, jaka tam droga? prdko odezwaa si Madzia. Obie jakoby si zmwiy, spojrzay na zegar stojcy w jadalni; odwieczny szafiasty str porzdku na cyferblacie ciemniaym, z biaego jakiego kruszcu, wskazywa, e byo ju po trzeciej... Wigilia, gdyby jak dodaa Madzia nie gotowa by bya przed pit. Zaczo si zastawianie stou. Wrd ciszy panujcej we dworze leciuchny szmer sanek przesuwajcych si po niegu dolecia do uszu chorynej, ktra wyjrzaa. M jej sta w oknie przypatrujc si, ale e zaraz nie wyszed na spotkanie do sieni, ju to zdawao si zapowiada, i nie Ewaryst spodziewany przybywa. I nim ku drzwiom pospieszy gospodarz, wszed, dononym gosem wesoym witajc, suszny mczyzna w sukni dugiej, czarnej, oznaczajcej duchownego. Niech bdzie pochwalony! Zaledwie chory odpowiedzia, gdy ksidz Zatoka doda ju z podobn intonacj:

Pokj temu domowi! I temu, kto mwi. Gosy si krzyoway wesoe. A pana Ewarysta nie ma? zapyta duchowny, ciskajc si z gospodarzem. Dotd nie ma! Ksidz Zatoka by w sile wieku mczyzna, zdrowy, ospowatej, czerwonej, wesoej twarzy, ktrej wyraz tak samo jak chorego malowa wielki pokj duszy, z ma przymieszk jakiego niby szyderstwa z marnoci tego wiata. Ale sypie! odezwa si ksidz jeszcze kilka godzin, a kopno bdzie. Ja myl, e to i Ewarysta opnio, bo w stepie, na polach miejscami ju nieg grubo lee musi, a mikki jak puch... Pada jak z rkawa, bez najmniejszego wiatru odezwa si go sanna bdzie doskonaa, byle si troch utara, i powinszowa panom, bo wywzka zboa pjdzie atwo... Jeeli sanna potrzyma odrzek chory ja ju niejeden taki rok pamitam, e si na Gody (Boe Narodzenie) sao, jakby miao trwa wieki, a koo Nowego Roku deszcz poszed. A! mao co nie bywao! zamia si ksidz ale Pan Bg askaw, le nie bdzie... Pius, wyprostowany, w nowym surducie, wnis wiato, bo ju w pokoju dobrze ciemnio, gdy sanie pod ganek zaszy... i w domu wszystko drgno... By to w tak tsknie spodziewany pan Ewaryst, ktry w chwil ma ju wpad ywym krokiem do pokoju i schyli si ojcu do kolan, gdy ten go za szyj chwyciwszy do piersi swych cign. Chop by jak woyska pszenica, niby kos bujny na silnej odydze, mczyzna w caym znaczeniu wyrazu, silny, zdrw, pikny, z wyrazem czystej, pewnej siebie modoci na licu poczciwym, rozjanionym w tej chwili radoci niezmiern, jak wlewa widzenie najdroszych swych i kta najmilszego, rodzinnego gniazda, w ktrym si wzroso, z ktrego si uleciao. Ewaryst podobny by do ojca, ale co z matki mia w umiechu i spojrzeniu, jakby si w nim zlay dwie dusze rodzicielskie w jedn. Mio na spojrze byo i ojciec te nie posiada si z radoci, i matka pakaa, wybiegszy do niego, i ks. Zatoka, z pobonym weselem, ze zoonymi rkami patrza na ten obraz szczliwoci najczystszej, najpikniejszej na ziemi, adn nie skalanej myl ni namitnoci czarn. Sowa z ust wylatyway, rway si, pltay, nie bya to rozmowa, by gwar jaki ucieszny, weselny, jakby usta w tej chwili strzyma nie mogy milczenia, wyrazy przeryway umiechy, nie suchano pyta ni odpowiedzi, cieszono si sob... Starym chorstwu zy z oczw pyny, ocierali je ukradkiem... Potrzeba byo do dugiej chwili na to, aby si uspokoiy te serca. Choryna wybiega koczy ubranie i myle o wigilii, Ewaryst siad z jednej strony przy ojcu, a ks. Zatoka z drugiej, ale stary patrza tylko na syna. Wrd tej sceny noc si zrobia zupena, a cho co na niebie ksiyca byo i nieg wieci troch, wiata ju mao dalej oczy dojrzay. Godzina wieczerzy si zbliaa i domownicy ciga zaczli, a Ewaryst szed serdecznie ich wita. Pierwszym z nich by stryjeczny brat chorego, zuboay pan Pawe, wcale do niego nie podobny, zgity wp, schorzay, stary, z odwrconymi u oczw czerwonymi powiekami, ktre cigle ociera. Ten, e nie mg mwi gono, bo i na zadyszk cierpia, cicho ciskajc Wary- sia bogosawi. Za nim wcign stary ekonom Otrobowicz, wierny suga domu, krzyczcy gono, a zachrypy i potrzebujcy odkaszliwa cigle, drab zamaszysty, wsaty, miay, ale wobec chorego pokorny i uniony a do zbytku. Od jadalnego pokoju wysuna si naprzd pani Zbiska, zwana tu pospolicie sdzin, daleka krewna samej pani, podstarzaa kobiecina z racem na rku i wystrojona ju jak na wili, z gow nastrzpion wstkami, mwica gosikiem miodowym i miejca si cigle. Siedziaa ona tu na asce krewnych, bo wszystko stracia wielk naiwnoci i nieopatrznoci swoj, i tu jej teraz nawet strzec musiano, aby pierwszy z brzegu furfant, korzystajc z atwowiernoci, ostatku nie zabra... Na ostatek wawo wybiega panna Madzia, take sierotka na opiece tego domu zostajca, i

jak brata, wesoo, serdecznie przywitaa pana Ewarysta, rozpoczynajc z nim zaraz rozmow o podry, w ktr si i inni, oprcz pana Pawa, mieszali. Ten tylko, z trudnoci gow podnoszc, krwawymi oczyma przypatrywa si chopcu i usta mu drgay, ale mwi si nie zebra. Aniby te cichego jego gosu dosyszano wrd powszechnego gwaru. Z ssiedniej jadalni bio ju pozapalane wiato do wieczerzy, st by gotw, gdy i choryna z opatkami na talerzu, przystrojona w sukni jasn, liliow, ukazaa si w progu. Zaczo si amanie Chlebem Paskim, yczenia i uciski, amanie wkoo, bo wszyscy si chcieli z sob rozama, a c powiedzie z serca i do serca. Zbiska pakaa dzikujc dobrodziejom, paka pan Pawe ciskajc brata, ktry si musia schyli do niego; Madzia te miaa zy w oczach... W izbie jadalnej czeka na opatek cay zastp do- mownikw, a do najmniejszego chopicia, wszystkich chorstwo obeszli podajc im opatek i kady do kolan si im kania, mruczc jak mg i umia: i z ruska, i z polska, yczenia na Chrystusowe Narodziny. Pius stary z opatkiem w ustach natychmiast pocz roznosi na przemiany polewk migdaow i barszczyk postny. Rozmowa potoczya si wesoo a ochotnie o zimie, o wicie, o roku nowym, ktry nadchodzi, i de politicis , bo u nas bez tego nic wiat nas tak obchodzi, jak gdybymy my go wielce obchodzili!! Otrobowicz mia wan wiadomo, i dla kawalerii owies zakupowano, co miao oznacza niechybn wojn, a ks. Zatoka mwi, e sysza o sucharach, co potwierdzao wrby owsiane. Chory przypomnia, i zawsze czasu wojny na zboe si ceny podnosz, co dla gospodarzy rzecz podana. Cudnowski Aron jedzi ju za kupnem, ale ile za par dawa, nikt z pewnoci powiedzie nie umia. Sprzeczano si troch, chory zapowiada, e w tym roku trzyma si bdzie z cen, bo w przeszym si popieszy. Wysza tedy na st i stara maksyma, e pierwszego kupca odpycha nie naley, zwaszcza gdy s przykady zmowy handlarzy midzy sob. Tymczasem Ewaryst o podry swej z Kijowa opowiada panu Pawowi. Choryna spytaa go, czy przywiz co od Baabuchy. Szczupaki, okonie, leszcze i karasie, pierogi z kapust, amace z makiem, kutia, wszystkie potrawy podaniowe z kolei si ukazyway, a ks. Zatoka dawa dobry przykad uywania daru boego, bo jad i pi, a si gosposia radowaa. Prawda, e, jak zarcza, a wierzy mu byo mona, od rana nic w ustach nie mia. Byo to jego zwyczajem w Wigili nie je do wieczerzy, a w W. Pitek poci o chlebie i wodzie. Butelczyna starego wgierskiego przysza na ostatek dla konkokcji i z resztk jej, po wycigniciu spod obrusa przepowiedni, jaki len bdzie w tym roku, przeszli wszyscy do salonu. Tu na ostatku idcy pan Ewaryst spotka si z Madzi, schyli si do jej ucha nieznacznie i szepn: Co ci mam powiedzie, ale ni czas, ni pora! Zdziwio si dziewcz mocno i, wcale niepomieszane, podnioso oczy na pana Ewarysta z tym spokojem, ktry wiadczy, e adne oprcz braterskiego uczucia w sercu jej nie postao. Ewaryst te mwic to nie wyglda na rozmarzonego, rzecz si widocznie tyczya czego im obu nie tak bliskiego, aby si potrzebowali poni i miesza. Mnie? c to moe by? zapytaa umiechajc si wesoa panienka tajemnica jaka? Spojrzaa w tej chwili na kuzynka, na ktrego twarzy postrzega, e to, co mia jej powiedzie, nie musiao by wesoe. Strwoya si nieco. Nic bardzo zego? spytaa... Bardzo zego nie odpowiedzia ywo, chcc skoczy, Ewaryst ale niespodzianego co, no... pniej. Z krtkiej tej sw zamiany wida byo, i choryc z Madzi by dobrze, poufale, lecz tylko po bratersku. Gdy w jednym ktku bawialni okoo butelki si skupili starsi, choryna ze Zbisk i Madzi zasiada na kanapie powoujc syna, aby si jej spowiada z caego swojego ycia w

miecie. Wprawdzie po kobiecemu i po macierzysku szczeglniej wypytywaa o warunki powszedniego ycia, o wygody, o godziny snu, pracy i spoczynku, lecz mona byo si domyle z tej na pozr obojtnej rozmowy, e instynkt matki byby jej da atwo odgadn, co stao poza tym, co rzdzio myl i sercem. Ewaryst nie potrzebowa ani si tai z niczym, ani odpowiedzi swych way, mwi miao i otwarcie, bo nic tai i niczego si wstydzi nie potrzebowa. Z wesooci studenck powiada matuli, jak to si urwisowsko i po modemu yo w tym miecisku, ktrego oboje pastwo chorstwo nie lubili. Ani tego wieczora, ani nazajutrz nawet Ewaryst nie mia zrcznoci rozmwi si z Madzi na osobnoci, moe te nie bardzo si z tym pieszy. Kilka razy dziewcz go zaczepiao. A c: ta tajemnica? Co mi to pan mia powiedzie? Bdzie na to czas, znajdziemy chwil stosowniejsz, to duga historia odpowiada, jakby wahajc si, chopak. Madzia, nie okazujc najmniejszego zniecierpliwienia, ruszaa jednak ramionami i pomrukiwaa sobie: Ciekawa rzecz, co te to moe by? Pierwszy dzie Boego Narodzenia upyn nie rozwizawszy zagadki. Dwch szlachty z okolic Lubaru, obowizanych panu choremu, przybyo w gocin. Madzia i pan Ewaryst cigle byli prawie zajci, pomagajc starym w przyjciu. Madzia jako nieodrodne dzieci Ewy bya troch zaciekawion, lecz par razy sprbowawszy doby tajemnic u kuzynka narecie musiaa powiedzie sobie, i rzecz bya zapewne niewielkiej wagi. Na drugi dzie sami zostali chorstwo; Ewaryst ju si by przed nimi wyspowiada z najgwniejszych spraw swych i myli i pod wieczr z Madzi znaleli si w sali jadalnej, pustej, sam na sam, jakby umylnie dla poufnej rozmowy. Ewaryst sam j rozpocz. Zwykle miay sposb jego mwienia i wawo, dowodzca, e si nad tym, co mia mwi, nie potrzebowa namyla dugo, troch si zmieniy, co uderzyo Madzi. Dawno miaa wiadomo od siostry? zapyta nie bardzo odwanie, ogldajc si dokoa. Jakby jednego wspomnienia tego dosy byo dla strwoenia wesoej Madzi, twarzyczka jej, dotd promieniejca, poblada, zmienia si i sowo zamaro na ustach. Potrzebowaa czasu na odpowied przychodzc jej nieatwo. Od siostry powtrzya spuszczajc oczy od siostry? Pan Ewaryst wie, e od Zoni prawie nie miewam wiadomoci nigdy... Mog powiedzie, e jej nie znam... A! dodaa ciszej ja sierot bdc, cho mi w domu waszym nigdy si to uczu nie dao, tak bym bya pragna zbliy si do niej! wiedzie co wicej! niestety! tej w yciu pociechy podobno nigdy mie nie bd. Jakemy si rozstay dziemi jeszcze, gdy mnie wzili pastwo moi najaskawsi na opiek, a Zoni zabraa pani Ozerekowa, ledwie kiedy, z dala co si o niej dowiem, a i listw nawet nie pisuje. Siostry jestemy, a jak obce! Podniosa oczy na pana Ewarysta i spytaa: Mw pan, moe wiesz co o niej? Ewaryst sta zdajc si namyla, patrza na biedne dziewcz, ktre zasmuci pytaniem, i wyrzuca sobie, i postpi jako niezrcznie. Natura jego szczera i otwarta nie dozwalaa mu kunsztownego obrotu nada rozmowie, krtko wic pomylawszy, znalaz najwaciwszym odpowiedzie od razu tym, na co chcia by przygotowa Madzi. Nie bd nic w bawen obwija rzek bo nie umiem, Zonia jest w Kijowie. Usyszawszy to, drgno dziewcz i przysunwszy si bliej, zawoao natrtnie: Widziae j! zmiuj si! mw! Jak ona jest? gdzie? Czy uchowaj Boe nie stao si co zego?

Ewaryst znowu na prno si namyla i way chwil. Ozerekowa umara rzek powoli. Wic ona zostaa sama, bez opieki? moe bez adnego sposobu do ycia, a! panie Ewarycie, zaklinam was, mwcie mi prawd ca, nie tajcie nic! Ja mam mstwo, bo mam wiar... Omielony tymi sowy, choryc pocz otwarciej. Posuchajcie, jak to byo. Nie nowina u nas w Kijowie widzie na niektrych odczytach kobiety... Madzia przerwaa ywo: Gdzie? na jakich odczytach? c to s za odczyty? Po prostu na lekcjach naszych profesorw tumaczy Ewaryst kobiet modych wiele teraz nawet uczszcza na takie, na ktrych by ich si spotka nie spodziewao. Nie ma w tym nic zego, ale e to nowo i e potrzeba si wcisn na lekcje pomidzy sam trzpiotowat modzie odwagi wiele musi mie, kto si na to way. A! Boe! wykrzykna Madzia, bledniejc i przysuchujc si z coraz ywszym zajciem. Na jednej lekcji mwi dalej Ewaryst w pierwszych awkach zobaczyem panienk, ktra mnie szczeglniej zaja; najprzd bardzo pikn i pen ro- zumu twarzyczk, troch zeszpecon krtko obcitymi wosami... Madzia sobie oczy zakrya... Ewaryst postrzeg, e wosy te j strwoyy, i doda prdko: Ale prosz sobie nie wyobraa, eby w tym byo co nadzwyczajnego... Bardzo wiele modych panien chodzi z krtko ostrzyonymi wosami. Przyczyn mody by moe potrzeba, bo kto sobie sam suy, ten z dugimi wosami wiele by traci czasu... Madzia westchna. Trzeba przyzna, e Zonia, gdy ona to bya, ma liczn twarzyczk, pen inteligencji, ycia, odwagi prawie mskiej mwi dalej Ewaryst. Zainteresowaa mnie niezmiernie. Zaczem si dopytywa, kto bya. Gdy mi nazwisko powiedziano, gdym si jeszcze imienia dowiedzia, byem ju pewien, e jest siostr wasz. Postanowiem, bd co bd, si z ni pozna, aby wam przywie od niej wiadomo. Tu wstrzyma si znowu Ewaryst, Madzia zrozumiaa, e si namyla nad dalszym cigiem opowiadania, i kadc mu do na rce dodaa: Prosz otwarcie! mwcie, nie oszczdzajc mnie; przecie Bg askaw, moe tak bardzo zego nic nie ma. Ja zego nic nie wiem odpar Ewaryst ale e mi si dziwn wydaa i ona, i jej ycie... Przerwa sobie nagle i doda: Trzeba o tym pamita, kochana Madziu, gdzie i jak si wychowywaa, a przy tym i temperament jej, i usposobienie wcale od waszego rne... Westchnienie, zawe prawie, wyrwao si z piersi biednej Madzi. Mw, panie Ewarycie, zaklinam was, ciekawa jestem, a wicej jeszcze niespokojn nic mi nie taj... Aeby mnie lepiej zrozumiaa pocz choryc musz ci doda to, e w naszym studenckim wie- cie, jak we wszystkich innych, s dwa prdy i dwa wiaty. Jeden idzie sobie z wolna krokiem mierzonym ku wiatu, ogldajc si, aby po drodze gowy nie rozbi, drugi pdzi gorczkowo, na olep, niedobrze wiedzc dokd, cho w najlepszej wierze, i ku dobru, ku jasnoci, ku prawdzie goni. Ja, moja Madziu, nale do ludzi spokojnych i nie chccych si awanturowa; inni szturmem zdobywaj lub pragn opanowa wielki cel, jaki maj przed sob. Dowiedziawszy si o Zoni, gdzie jej szuka miaem, poszedem na Pado do niejakiej pani Heliodory Paramiskiej, u ktrej ona mieszkaa. Tylko, Madziu moja, ani si dziwuj, ni wykrzykuj desperacko, gdy ci powiem, jak j zastaem. Powiedziano mi, e tylko wieczorem znale j mog. Trafiem do domku Agafii Prochorwnej Sahanowej, ktry mi wskazano. Tu gospodyni zaprowadzia mnie sama do pani

Heliodory. Z przedpokoju ju niesforny gwar jaki i rozmowa bardzo gona nieprzyjemnie mnie uderzya. Zawahaem si, czy wnij, i poprosiem starej Agafii, aby pannie Raszkwnie oznajmia, e si kto z ni chce widzie. Wesza, ja zostaem za drzwiami. Syszaem, jak mnie meldowano, i miay, dwiczny gosek zawoa: No, to moe przecie tu wej! miech wesoy towarzyszy tym wyrazom. Duy pokj na dole, do ktrego wszedem, znalazem peen dymu od papierosw i cygar... Zza obokw jego zobaczyem na kanapie siedzc kobiet, rednich lat, dosy przystojn, z gow odkryt i wosami tak postrzyonymi jak u Zoni, palc papierosa i rozprawiajc ywo bardzo z kilku modymi ludmi otaczajcymi stolik. Kilku innych siedzieli w gbi na krzesach, Zonia spodziewajc si jakiego gocia wysza bya nieco ku niemu. I ona trzymaa cygaretk w rku... Spojrzawszy na jej mink mia i wyzywajc przykro mi si zrobio. Postpiem niemiao krok ku niej i powiedziaem, kto jestem. A! bardzo mio mi pozna pana! odpara podajc rk po msku. Przypomniaem si jej z kuzynostwem, rozmiaa si. A! co tam! pokrewiestwo! odpara miao wszyscy ludzie s sobie brami, a przynajmniej by powinni. Prosiem, aby mi daa pozna gospodyni. Heldusiu zawoaa zwracajc si ku niej pan Ewaryst Dorohub. Towarzystwo otaczajce pani Heliodor ju j musiao o mnie objani na swj sposb, gdy dosy zimno zostaem przyjty. Znaem z daleka wszystkich tych panw jak oni mnie, naleelimy do tych przeciwnych obozw, o ktrych wspomniaem, wic nie miaem u nich aski. Zonia take przyja mnie bardzo chodno, dosy jej byo popatrze na mnie, aby pozna to, o czym gospodyni podszepnito, e naleaem do ciemnych. Umiechn si Ewaryst. Madzia, cho smutnie poeraa kade jego sowo, niezupenie zdawaa si je rozumie. Towarzystwo przed chwil tak wrzawliwe cign dalej choryc umilko prawie, szeptano po cichu. Dawano mi do zrozumienia, em tu by niezbyt podanym gociem. Nie zwaajc na to, zaczem wypytywa Zoni, gos zniywszy, o ni sam. Sdziem, e jej to bdzie znoniejszym, ale na pierwsze sowo odpowiedziaa mi gono. Przepraszam przerwaa smutnie Madzia ale opisze mi pan, jak ona wyglda; ja chc j widzie... Najprzd powiem, e jest bardzo, bardzo adna. Oczy ciemne, miao patrzce, czoo dosy wysokie, nosek may, usta jakby nadsane i dumne; pikne wosy, cho niemiosiernie obcite, ale bujne, przy tym figurka zrczna, silna, z ruchami troch mskimi. Ale ja jej jeszcze nie widz! zawoaa Madzia jake... ona jest... Pikna i miaa! powtrzy Ewaryst umiechajc si cho w kobiecie zawsze mnie taka jaka rubaszno razi, jej z tym do twarzy. Ma w sobie co sympatycznie usposabiajcego, szlachetnego, otwartego... niepodobna si ni nie zaj... Ale suchaje dalej mwi Ewaryst. Gdym j spyta, co si stao z Ozerekow: umara poczciwa sdzina, rzeka wzdychajc, i jej winnam, e si bardzo o przytuek i przyszo nie potrzebowaam kopota. Zapisaa mi, co miaa, z tym przybyam do Kijowa. Chc si uczy, bd si staraa mc sobie na ycie zarobi sama i nikogo ju nie potrzebowa... Syszc to pani Heliodora, siedzca na kanapie, dodaa: A ju to z Zoni, z jej odwagi i pracowitoci, to doprawdy przykad drugim bra, to kobieta! Szmer otaczajcych potakiwa tym sowom Zonia si umiechaa pogardliwie. Nie macie mnie z czego chwali odezwaa si na bezrybiu i rak ryba, tak te i ja. Gdzie wszystkie kobiety albo za piecem siedz, lub si kogo za poy trzyma musz, wygldam na osobliwo wielk, a w tym dziwu nie ma, tak by powinno. Dosy nas ju niewolnicami byo i sugami. A! Boe mj! przerwaa Madzia zaamujc rce i caa we zach. Ewaryst si zatrzyma

i po chwili koczy opowiadanie w krtszych wyrazach. Jednym sowem, moja Madziu, Zonia si zupenie wyemancypowaa... Przyja mnie cakiem jak obcego i na tym si prawie skoczya nasza znajomo z ni. Spotykalimy si czsto, zaledwie mi raczya gwk kiwn z dala i zaraz si odwracaa. Nie chciaem by natrtnym, tylko na wyjezdnym zbliyem si raz do niej, pytajc, czy nie zechce napisa co do ciebie albo ci co kaza powiedzie. Umiechna si na to. Jeli pan chcesz, mw jej, niech u nikogo na asce nie siedzi, niech niczyj nie bdzie niewolnic, niech przyjeda tu, uczy si i wyrobi si na czowieka! Powtarzam ci jej sowa... Aeby odmalowa wraenie, jakie cae to opowiadanie uczynio na Madzi, potrzeba by przypomnie wychowanie jej w tym spokojnym, patriarchalnym, starym zamiowskim dworze, do ktrego adna nigdy nowa myl si nie wcisna, gdzie wszystko nowe byo uznawane zym, zepsutym i psujcym, gdzie wiat jeszcze toczy si odwieczn, wybit kolej... Madzia suchaa ze zgroz i rozpacz w sercu. Zonia zdaa si jej zgubion. Rozpakaa si tak, e do swego pokoiku uciec musiaa. Ewaryst poaowa prawie, e jej smutn o siostrze przywiz wiadomo. Nie byo to jednak bez celu. Zonia, mimo swej ekscentrycznoci, a moe przez ni sam, zajmowaa go mocno, chcia, spodziewa si przez siostr wpyn na ni. Dnia tego Madzia, majc oczy od paczu czerwone, wcale si ju pod pozorem blu gowy nie pokazywaa, a choryna, przypisujc go potrawom witecznym, skazaa j na wszystko leczcy na wsi rumianek... Gdy rano potem wysza troch blada, a Ewaryst mg si do niej przybliy, najprzd stara si j natchn mstwem i wytumaczy, e Zonia wcale nie bya winn, e okolicznoci popchny j na t drog, na ktrej odwaga i charakter poczciwy nie dadz si jej obka. Zrb jedno odezwa si w kocu napisz do niej jak do siostry, nie dajc jej pozna, em ci j odmalowa troch zdzicza i dziwaczn, napisz jej od serca dugi list. Jestem pewny, e on na niej uczyni wraenie. A! mj panie Ewarycie odpara Madzia pokornie rce skadajc. Pisa! ja! ale czy ja potrafi tak napisa do niej, aby mj list... A! nic! nic! ja pisa nie umiem. Gdybym j widzie moga, klkn, zapaka, ucisn, to by moe poskutkowao, ale pisa! Nie! nie! Jednake myl poddana przez Ewarysta utkwia w niej. Innego dnia zapytaa go, jakby to naleao pisa. Zupenie tak, jakby do niej mwia odpar kuzyn. Nie trzeba nic a nic wyszukiwa, nic a nic ukada, pozwoli sercu, eby dyktowao, a choby wyrazy nie szykoway si bardzo udatnie, list przemwi do niej, serce uderzy... Spojrzaa na niego Madzia i ruszya ramionami. Ale ja listy pisz okropnie! dodaa. Gdzie to tam kobiecie bra si do pira! Z tym si rozeszli, lecz kto by by podpatrzy Madzi zaryglowan, siedzc w swoim pokoiku wieczorem przy ojowej wieczce, mylaby moe, i zakazany jaki bilecik pisze, tak go i zami skraplaa, i porywaa si do pira namitnie, i rzucaa je rozpaczliwie, kilka wiartek leao zasypanych literami, z ktrych znaczna cz bya pokrelona potem i pozamazywana. Po tej do p bezsennej nocy powiedziaa nazajutrz spotkawszy si z Ewarystem: Prbowaam pisa, ale co to warto? Na nic. Gdybym moga pojecha do niej do Kijowa, byoby wcale co innego. Wiesz przecie, e to by nie moe przerwa choryc a przeze mnie list posa, jakikolwiek bd, potrzeba koniecznie. Koniecznie? zapytaa Madzia. C by to znaczyo, gdyby wiedzc o niej ode mnie, sowem si nie odezwaa? odpar Ewaryst. Ale i ona moga napisa do mnie? niemiao odezwaa si Madzia. Moga i nawet myl t jej poddawaem, ale... C ona powiedziaa?

My si nie znamy, jestemy sobie zupenie obce, co ja do niej pisa bd? Kaniaj si jej pan ode mnie, jeli chcesz... I e ona tak mnie zbya, nic w tym dziwnego, wedle jej poj nie ma nic zego w odpowiedzi. Gdyby ty si okazaa obojtn, moja Madziu... To napisz! odezwao si dziewcz posuszne. Przez cay cig pobytu choryca u rodzicw trway i narady o ten list, i ciche o Zoni rozmowy. Panu Dorohubowi jednak i chorynie nie mwiono nic o Zoni, aeby ich tym nie martwi na prno. Po Trzech Krlach traf przynis szlachcica spod Wasilkowa, z okolicy wanie, w ktrej Ozerekowie mieszkali. Pani choryna, ktra si Madzi zaopiekowaa, zawsze pamitaa o jej siostrze i utyskiwaa nad tym, e j zabraa sdzina, nazywaa to nawet rozbojem i gwatem, gdy miaa zamiar obie siostry wychowywa razem. Szlachcic, pan Weryha, daleki krewny chorego, mia 6praw w okolicy i zwyczajem szlacheckim u krewnego obra sobie fundum. Wieczorami rozmawiano o najrozmaitszych sprawach i ludziach, byle czas jakkolwiek przepdzi. Choryna nie majc ju o co, spytaa o Ozerekow. A c tam sdzina Ozereko, nie wiecie, co si u nich dzieje? Sdzia zmar, to pani choryna pewnie wiesz. Sdzinie po nim niewiele zostao, a adu u nich nigdy nie byo. Biedowaa, chorowaa, gryza si, no i zmaro si te jej nie tak dawno. Dorohubowa rce zaamaa. A z wychowanic jej, siostr naszej Madzi, c si stao? zawoaa z przestrachem. Szlachcic dziwn zrobi min. Ozerekowa jej podobno zostawia po sobie wszystko, co tam byo... cho niewiele tego si zebrao. Pojechaa z tym, sysz, do Kijowa. Stary wsa pogadzi, umiechn si i nie dokoczy. Widzc wchodzc Madzi, choryna daa mu znak, aby milcza. Niespokojna potem schwycia Ewarysta do kta. Suchaje, co Weryha powiada szepna mu wszak to Zonia podobno po mierci Ozerekowej, ktrej si zmaro, pojechaa do Kijowa. Czy ty tam o niej nic nie sysza? Ewaryst tak by przyzwyczajony mwi przed rodzicami prawd, i w pierwszej chwili zarumieni si i zmisza. Kama nie mg, a caej prawdy mwi nie chcia. Syszaem, e ma by w Kijowie i e si czego uczy, sposobi si do czego... dobrze nie wiem odpar choryc... Chciaem si nawet o niej dowiedzie co wicej, ale mi trudno byo i czasu zabrako... A! to nie do darowania doprawdy odezwaa si matka agodnie. Przecie to siostra rodzona Madzi. My nie moemy j tak opuci. Sama jedna, nie majca ywej duszy na wiecie, to to marnie przepa moe! To si nie godzi! My bymy j wzili! Ewaryst znalaz si w trudnym pooeniu, nie mogc wyjani, dlaczego wzi j nie byo podobna. Doda tylko, e za powrotem si dowie o niej wicej, e sysza, i bya u pani jakiej itp. Nice ty o tym nie mw Madzi, aby si nie martwia dodaa choryna ja si z jegomoci naradz, a trzeba co na to zrobi, aby biedna dziewczynina nie przepada... Rozmyla ju Ewaryst, czy ojcu nie powiedzie prawdy caej, gdy choryna uprzedziwszy go ju si z nim naradzia i postanowiono, aby ona syna odprowadzia do Kijowa dla zabrania Zoni. Stary Dorohub nie czyni najmniejszej trudnoci w przyjciu jej pod sw opiek, znajdowa tylko, e kto wie, czy to dla Madzi dobrym bdzie, gdy nie wiadomo jak wychowana siostra do jej towarzystwa przybdzie. Choryna trafn znalaza t uwag. To prawda rzeka e po wychowaniu u tych Ozerekw nic bardzo dobrego si spodziewa nie mona, ale natura poczciwa nie powinna si bya da zepsu. Zepsuta czy nie odpar chory zawsze inaczej ona pewnie wyglda ni poczciwa Madzia, starsza od niej o rok: nie bez tego, eby na ni nie wpywaa. Moemy jej nie wyratowa, bo ju w tych latach przerabia j trudno, a Madzi zaszkodzi. Niech no jejmo pomyli dobrze. Mylano, roztrzsano, spierano si po trosze dni nastpnych, a e i Ewaryst bra udzia w rozmowach, nie trudno mu byo zmieni matki postanowienie, a przynajmniej wykonanie jego odroczy. Zgodzono si na to, aeby Ewaryst powrciwszy stara si bliej dowiedzie co o Zoni i

donis, czy choryna ma po ni przyjeda albo w inny sposb stara si jej by pomocn. Tym sposobem wszystko zostao w zawieszeniu. Madzia tymczasem ogromny swj list do siostry przygotowywaa. Rzecz byo dziwn, e ona, co pira nigdy nie trzymaa w rku, chyba dla przepisania jakiej recepty gospodarskiej, modlitewki albo zanotowania bielizny idcej do prania, gdy raz poprobowaa tej rozmowy z siostr na papierze, prawie namitnie si ni zajmowaa i wszystkie wolne godziny jej powicaa. Biegaa zamy- ka si w swoim pokoiku, bazgraa, przepisywaa, poprawiaa, odczytywaa, popakiwaa przy tym i los tego pisma tak j obchodzi jak nigdy jeszcze nic w yciu. Prawda, e sieroctwo zwikszao przywizanie do siostry i troskliwo o ni, e to serce piszce byo mioci pene ku nieznanej, biednej, opuszczonej Zoni, lecz i tajemnicze dziaanie myli oderwanej od czowieka, wracajcej do w odziey sw, niby dziecicia wasnego odzywajcego si do rodzicielki, przyczyniao si te do wraenia, jakie list na ni wywiera. W wigili wyjazdu Ewarysta arkusiki byy odczytane raz jeszcze, ponumerowane, poskadane i zapiecztowane jak najnieforemniej. Madzia w sekrecie oddaa je drc rk chorycowi, proszc, aby, uchowaj Boe, nie zgubi, a postara si koniecznie o odpowied, chorstwo ze swej strony polecili synowi, eby si o Zoni dowiedzia i szczer im o niej napisa prawd. Sama pani mylc o biednej sierocie popakiwaa; serdecznie pragna j zabra do siebie, a lkaa si razem nie ju utrapienia i niepokoju w domu, lecz wpywu siostry roztrzpiotanej na Madzi. Tak j sobie wyobraaa pani choryna, wiedzc, e w dom sdziego Ozereki bardzo by otwarty, gocinny, oywiony do zbytku, a o tym, co si tam dziao za ywota jego, rnie jako mwiono. Domek Agafii Sahanowej na Padole siga musia prastarych czasw, a przynajmniej budowano go wedle ich tradycji i obyczajw. Waciwie rzekszy, by to dwr wiejski przeniesiony do miasta. Cay z drzewa niepospolitej gruboci, mocno i porzdnie swojego czasu stawiony, skada si z dugiego korpusu, zwrconego ku ulicy siedmi czy omi oknami biao obramowanymi na tle ciemniaym bierwion sosnowych, i z dosy dugiego parkanu wysokiego, ktry opasywa dziedziniec obszerny z szopami i skadami. Szerokie wrota przytykajce do dworu wiody do rodka. Dom nie mia innego wejcia od ulicy. Sahanowie mieli oprcz podwrza, stajen i skadw, ktre wynajmowali, sad jeszcze rozlegy z tyu, owocowe drzewa i ogrd warzywny. Wacicielk teraniejsz tej piknej posiadoci bya stara Agafia Sahanowa, wdowa po zamonym kupcu, majca syna jedynaka, ktry gdzie w innej prowincji w subie rzdowej niepolednie zajmowa stanowisko. Kobieta bya prosta, pobona, ciekawa, nie majca ani wielkich trosk na gowie, ani zajcia koo domu, wic wszystko j ywo obchodzio, na co patrzaa. Jedyn cz swojego dworku, ktr wynajmowa bya zwyka nie spuszczajc si na kontrakty, oddawaa z kolei rnym lokatorom, z ktrymi zawsze czyy j wzy inaczej nazwa si nie mogce, chyba zwizkiem uprzejmej ciekawoci. Stara Agafia miaa zwyczaj siadywa godzinami u swoich, jak ich zwaa, postojalcw, gawd z nimi prowadzi, troch im suy i pomaga, nade wszystko za stara si by wtajemniczon w ich myli i sprawy. Niegdy bardzo pikna, ale bardzo uboga, zostawszy on bogatego kupca, cho do dobrego bytu nawyka, nie nauczya si dumy, ni podaa wydawa si z paska. Chodzia w chustce jedwabnej na gowie, w sukni bardzo prostej, odziana prawie jak suga, poufalia si chtnie w braku innego towarzystwa nawet z furmanami, ktrym wynajmowaa stajnie swoje, byle mie z kim pogawdzi, pomia si i mie od kogo posysze co nowego. Tak samo teraz skrztnie przysuchiwaa si staruszka pani Heliodorze, majcej u niej mieszkanie, aby do jej towarzystwa wstp uzyska i z ludmi by. A e tu wawa i wesoa uczszczaa modzie, ktr staruszka lubia, nieraz si podejmowaa sug wyrczy z samowarem, aby potem stan i posucha, jak si to miao i gwarzyo. Rozumiaa czy nie to, co mwiono, stara Agafia, ale j sam dwik mowy, samo jej brzmienie wesoe, twarze rozjanione, urywane i pochwytywane sowa niezmiernie bawiy. Lubia Heliodor, ale stokro wicej przywizaa si do Zoni, niemal jak do dziecicia, i dla patrzenia na ni gotow bya na najwiksze ofiary.

Dobre to byo serce niewiecie, ktre cho pene mioci dla syna oddalonego, dla ma zmarego, nie czuo si jeszcze ni nasyconym, potrzebowao powszedniego chleba mioci bliniego i nie przebierao w niej, byle nie godnie. Agafia stara, wanie rozmow jak weso doko- czywszy z parobkami, ktrzy pod wieczr z jej podwrza wychodzili, i poegnawszy ich, staa w cieplej, futerkiem podszytej ohrejduszce u wrt swoich i rozpatrywaa si dokoa, gdy si ku nim zbliy przystojny czowiek. Gospodyni ze sw pomarszczon, zawsze umiechajc si twarz, ktrej bardzo regularne rysy wyrazem dobroci uderzay, zajmowaa sob tak furtk suc do wejcia, i przybywajcy nie pozdrowiwszy min jej nie mg. Staruszka za nadto bya na rozmow akom, aby moga przepuci przechodzcego, nie poprobowawszy co z niego wycign. A do kogo to, paneczku, idziecie? zapytaa. Ja tu gospodyni, ja tu wszystkich znam, a was jako nie widywaam. Chciabym si widzie z Zoni Raszkwn rzek przybywajcy, ktry by nie kim innym jak Ewarystem. Jest w domu? Stara przypatrywaa si bacznie stojcemu przed ni, ale si nie spieszya go wpuci. Z Zoni Raszkwn? powtrzya z umieszkiem. Znacie j? prawda! to panienka, jakiej drugiej na caym Kijowie nie ma. Kochane dziecko. O! ja j jak crk kocham... Ewarystowi trudno byo si zebra na odpowied, a stara mwia, spogldajc mu w oczy: Oj, dla was chopcw to niebezpieczna czarownica! Kto j zobaczy aby raz, zapomnie nie moe, dosy, aby spojrzaa. Pokrcia gow. Ho! ho! ale z ni nie atwo! Pikna jak anioy niebieskie, ale miaa jak huzar... A u niej dzielne swko rzec, jak orzech zgry... Ewaryst sucha nie przerywajc Jest w domu? zapyta. A jest! jest! odpara Agafia ja jej sama zaniosam lampk, bo ona cigle si grzebie w tych papierach i ksikach, po ktrych jej nic, tylko modo marnuje, biedactwo, a do jej tej krasy, co ma, aby sobie los zrobia, na co jej wicej! Ale to dziecko ciekawe, a kto si takim raz urodzi, nigdy spokoju mie nie bdzie. Unikajc duszej we wrotach rozmowy, Ewaryst ruch zrobi, jakby chcia wej mimo staruchy. Czekaje rzeka to tak nie bdzie, bo i nie trafisz do niej po ciemku, ja was poprowadz. Juci ja do niej, kiedy sama jest, pj nie mog rzek choryc poprosicie j do gocinnej izby... kiedycie askawi. C to mylicie? odpara Agafia ona si zlknie u siebie przyj studenta? E! e! nikogo si ona nie boi i o nic nie dba... Tam, gdzie jest, was przyjmie... Stara powoli, skinwszy na Ewarysta, pomina furtk, przez podwrze zawrcia do dworu i wesza do ciemnej sieni. Idcie za mn w lad dodaa bo na prawo drzwi do lochu, niejeden, co ich nie zna, zaczepi si o zawiasy i wpad... Z sieni zwrcili si na prawo, do jeszcze ciemniejszego kurytarzyka i stara Agafia pomruczywszy co otworzya drzwi. Ewaryst sta w progu dosy duego pokoju z wielk prostot umeblowanego. Na lewo bya ogromna, perkalem zbrukanym dosy okryta sofa, a przed ni duy st zarzucony papierami i ksikami; kilka krzese drewnianych rnego ksztatu rozstawionych byo dokoa stou. Na prawo dua szafa, koo niej komoda, na cianach pki pokj czyniy podobniejszym do studenckiej ni do panieskiej kwatery... Na jednej z pek sporodka ksiek wygldaa dzi- wacznie trupia gowa, na ktrej umylnie rzucono biay czepeczek. wiey ten stroik na tej koci wyglda jak smutne szyderstwo... Na wielkim stole palia si lampka, przed ni siedziaa ze spuszczon gow, z

rozrzuconymi wosami Zonia, ktra posyszawszy otwierajce si drzwi podniosa twarzyczk z brwiami zmarszczonymi. Gocia wam przyprowadzam odezwaa si stara cho go nie w por gorzej Tatara, ale to dobrze, e was od tych waszych ksiek oderwie. Zonia nie podnoszc si z krzesa usiowaa pozna oznajmionego jej, tak jakby mu chciaa da odpraw. Zobaczywszy Ewarysta i poznawszy go, nachmurzya si bardziej jeszcze, lecz zmusia si widocznie i popchnwszy lec przed sob ksik, powstaa. Choryc wszed, Agafia, ktra nie miaa pozoru, by przyzosta, przynajmniej jak najpowolniej zamykaa drzwi, aby co z ich rozmowy pochwyci. Przywo wam ukony i list od siostry odezwa si wchodzc Ewaryst. Wracam ze wit ze wsi, od rodzicw... Zonia suchaa obojtnie, podaa mu rk i wskazaa miejsce naprzeciw siebie na sofie. Zdawaa si kwano zrezygnowan. Gdy choryc list jej poda, gruby i wielki, rzucia gow z umieszkiem, kadc go przed sob na stole. Madzia tak pragna was zobaczy doda Ewaryst e gdyby to byo przyzwoite a moliwe, gotow bya jecha ze mn. Zonia ruszya ramionami. A dlaczeg to wam si zdawao niemoliwe? odpara. Kobieta u was to zawsze dziecko, ktre kroku stpi nie moe, aby dla niego niebezpieczestwa si nie obawiano?... Siada na swoim stoku i przybraa postaw tak jako swobodn, e Ewaryst si zarumieni mimowolnie. Jedn rk zarzucia na porcz krzesa, bawic si ni puklami swych wosw, drug uja si w bok, nog zaoya jedn na drug, gwk podniosa do gry. Byo jej z tym adnie, lecz zdawao si, e umylnie przybraa postaw tak, aby jak najmniej by podobn do modej, skromnej panienki. Czu w tym byo troch zadanego sobie gwatu. Zmieszany Ewaryst nie wiedzia ju, jak dalej prowadzi rozmow, ktrej pragn, a do ktrej Zonia wcale si nie zdawaa usposobion, gdy na myl przysza mu matka. Nie tylko Madzia wybieraa si tak do was odezwa si ale i matka moja gotow bya przyjecha tu, dowiedziawszy si, e zostaa tak sam. Albo to ja sama nie powinnam sobie da na wiecie rady? odpara z oznak maej niecierpliwoci Zonia, poruszajc si na krzele. Ja wiem, e wara ze mn si trudno bdzie zrozumie dodaa bo wy inne myli macie w gowie, ktre wynielicie z domu, a ja troch si napiam z ywicego rda... Tak, nam si bdzie zrozumie trudno, wy po staremu kobiet, dziewczyn macie za istot, ktra bez acucha si obej nie moe i musi chodzi cae ycie na paskach, ja wiem i czuj co innego! Tak byo, ale tak by nie powinno, kobieta tyle przynajmniej warta jest co mczyzna i rwne ma prawa, jeeli w czym, to do owiecenia si i uczynienia niezalen. adnej opieki bym nie przyja nad sob, bo to jest niewola, ja nie znosz, nie cierpi niewoli. Wszyscy my i mczyni, i kobiety odpowiedzia Ewaryst po trosz swej swobody nieograniczonej musimy si wyrzec, bo bez tej ofiary nie byoby rodziny i nie byoby spoeczestwa... O! wiem ja to, wiem! przerwaa pikna Zo- nia. Dajcie pokj, wy mnie nie nawrcicie, a ja was nie myl gorszy. Umiechna si z pewnym rodzajem politowania i nagle dodaa: C? sann w drodze mielicie dobr? Zwrot ten w rozmowie prawie by obraajcym dla Ewarysta, ktry si zarumieni mocno i zamilcza. miaa dziewczyna popatrzaa na dugo, wstrzsna nieco ramionami i chwyciwszy lini ze stou, zacza gry jej koniec, jakby z niecierpliwoci. Dawaa mu do zrozumienia, e si go pozby chciaa. Ewaryst nie ustpowa. Zbuntowane to dzieci obudzao w nim coraz ywsze zajcie... Chobymy si od razu nie rozumieli odezwa si namyliwszy moesz mi

wierzy, panno Zofio, e z wielk i szczer yczliwoci zbliam si do ciebie, nie godzi si dobrego serca odpycha. Oczki jej bysny. C! apostoem chcesz pan by? nawraca mnie? naprowadzi na praw drog! parskna. Prosz ci, panie Dorohubie, nie wyobraaj sobie, e gow mam zawrcon jak fantazj bez podstawy. Bardzo dobrze rozwayam, dokd id, z czym i po co. Z tej drogi wasze, przepraszam pana, witoszkowskie moray cign mnie nie mog. Powiem ci otwarcie, mam przekonania, z ktrych gdybym si mu wyspowiadaa, odskoczyby jak od zapowietrzonej. Do kocioa nie chodz wcale, Pan Bg tego nie potrzebuje, wiar mam moj wasn, ktr na rozumowanych podstawach buduj, pojcia o yciu nadto zuchwae i wyemancypowane, aby pan Ewaryst Dorohub, wierny syn Kocioa, szlachcic z kociami, posuszne dziecko, bojaliwy ucze, po kropelce poykajcy nauk, aby si ni nie otru, mg najmniejsz dla takiej poganki uczu sympati... Mwia ywo bardzo, patrzc na Ewarysta, ktry sucha, nie okazujc zbytniego podziwienia; wszystkiego mg si spodziewa z tego, co sysza o Zoni i kku, wrd ktrego si znajdowaa... Nim mia czas odpowiedzie, Zonia wstaa z krzesa, popchna je, bujne swe krtkie wosy obu rczkami poprawia ywo i zacza si przechadza, z ukosa patrzc na gocia, jakby mu powiedzie chciaa: No ide sobie. Ewaryst siedzia. Ogadujesz si, panno Zofio rzek spokojnie nie wierz, aby zasza tak daleko, a sdz, e gdyby nieopatrznie zabiega istotnie na te krace, powrcisz z nich smutna i zawiedziona. O! nigdy! przenigdy! zawoaa Zonia gorco popaliam mosty za sob! Z tego stanowiska, ktrego si dobiam, ju si nie powraca... Za przyszo nikt rczy nie moe doda Ewaryst. Ja rcz, bobym zawiedziona i zmuszona zaprze si przekona, y nie chciaa! i umara! Jak to? Jak? najprociej w wiecie! kropla strychniny starczy... A godzi si to? zawoa oburzony Dorohub. Dlaczeg si nie ma godzi? Jak to? ja, com nie prosia o ycie, miaabym nie mie prawa zrzuci z siebie to brzemi, kiedy zechc? A Bg! krzykn Ewaryst. Z pogard obrcia si Zonia ku niemu. O waszym Bogu macie antropomorficzne pojcia odpara. Ruszya ramionami. Sam widzisz dodaa e z naszymi pojciami tak rnymi zrozumie si nam niepodobna. Przerwae mi pan rozdzia bardzo zajmujcy fizjologii a czas drogi. Prawda, i ja nie mam prav nawet w imi najwikszej yczliwoci dla was, domaga si z niego ofiary. Zonia stana chwil w pochodzie swoim po pokoju, bya podranion. Madzia mwi co dzie regularnie pacierz? poci w rody i pitki, odprawuje nowenny... ja jej tych rozkoszy nie broni, dlaczego wy mnie chcecie bo ja to czuj, wy chcecie mnie zaku w wizy? Nikt do mnie prawa nie ma! I nikt go nie roci odpar Ewaryst ale mamy dla ciebie mio. A! ta mio wasza! przerwaa Zonia jak ona adna w sowach, jak straszna w czynach. Z tej to mioci palono na stosach, wycigano na torturach. Gdy Zonia si tak rozgorczkowywaa, Ewaryst styg, bo mu lito nad t biedn ciskaa serce... Domylasz si, panno Zofio rzek rzeczy, o ktrych mnie si przynajmniej nie nio. Nie myl ci nawraca, jak ty to nazywasz, ale czuj i obowizek krwi, i nie wiem ju, jak nazwa t pobudk, czuj potrzeb zblienia si do panny Zofii... Jestem z obowizku tego

rodzajem opiekuna... O! bardzo prosz, bardzo prosz, tylko adnej opieki nade mn nie rozciga, opiek mam w mojej gowie i sercu, innej nie potrzebuj. I ani krewnych, ani przyjaci zna nie chcesz? spyta Ewaryst... Krewnych? nie rozumiem odezwaa si Zonia zwizki te krwi konwencjonalne s, natura ich nie zna... tylko o tyle, o ile one s potrzebne dla zachowania rodzaju. Co si tyczy przyjani, mylisz si pan, mam i potrzebuj przyjaci, ale najpierwszym przy- jani warunkiem jest jedno poj i zasad, a tych midzy nami nie ma i nigdy nie bdzie, chybaby pan na wiar naturaln si nawrci? dodaa szydersko. Ewaryst spuci gow milczcy. Zonia, widzc, e si go tak atwo nie pozbdzie, a mwi ju nie chcc, chwycia ze stolika list Madzi, rozerwaa kopert, dobya z niej wiartki, ktre si posypay na ziemi i zawoaa zbierajc je: A! tyle napisaa! Za wszystkie lata! Zna, e nic do roboty nie ma. Twarz biednego choryca, ktry zbity zupenie z tropu, dotknity bolenie ca rozmow, siedzia chmurny i widocznie cierpicy, tak bya wyrazist, e dziewcz kilkakro j zmierzywszy oczyma, pomimo zego swego usposobienia ku niemu, uczuo rodzaj politowania nad tak zmordowanym czowiekiem. Widziaa si zwycisk, moga by miosiern. Oczyma mierzya milczcego, wzbudza w niej pewien rodzaj wspczucia. Westchna z lekka. Tak rzeka troch zagodzonym gosem tak, my si nie zrozumiemy nigdy, stoimy zbyt od siebie daleko. Znam bardzo dobrze dom wasz i ducha, jaki w nim panuje. Ja dla was jestem buntownic, a wy dla mnie biednymi zalepionymi. Ewaryst da jej mwi. Powiadasz, e znasz dom nasz i ducha, jaki w nim panuje odezwa si duch to po staremu chrzeciaski, dodabym, chrzeciaski po staropolsku, co si nie tylko do sowa i litery wiza, ale z kadej dobywa iskr mioci, ktra jest ca nauk Chrystusa. Tak, mymy chrzecianie, ty si nazywasz pogank. Nie staa si ni sama przez si, kt ci ni uczyni? Z umiechem poprawia go Zonia. Powiedz lepiej, kto mnie zgubi? Kto mi ten kamie przywiza do szyi? Wszak tak? Ewaryst poruszy ramionami. A! to duga historia odezwaa si i zza paska dobya zegarek. Jeeli ciekawy, moesz widzie tego mistrza, ktremu winnam nawrcenie moje. Za kwadrans dadz herbat u Heldusi, zejdzie si na ni pewno wicej osb, ale powinien by i Jewaszewski... Ewaryst, ktry z dala w ulicach widywa wymienion figur i cokolwiek wiedzia o niej, rad by zaproszeniu i skoni gow przyjmujc je. Chcia z bliska zobaczy i pozna tego oryginaa. Jewaszewskiego w owych czasach widywano czsto w ulicach Kijowa, a samym strojem i postaci ciga oczy i uwag, zdajc si chcie tego, cho pozornie skromn mia powierzchowno. By to mczyzna ju lat czterdziestu kilku, jeeli nie pidziesiciu, suszny, wyprostowany, krzepki, z twarzy niepikny, siwiejcy, wielce i a do zbytku sztywny i powany. Mwi zawsze jak z katedry, a twarz jego duga, rysw dosy regularnych, cho niemiych, przybieraa nawczas wyraz jakiego natchnionego apostolstwa. Wygasza aforyzmy... nie rozumiejc i nie przypuszczajc adnego sprzeciwienia si i sporu. Mistrz rzek, a gdy si odezwa, rzecz powinna bya by skoczon, wszelka niepewno rozstrzygnit. Jewaszewski ubiera si dziwacznie, nosi ma podstrzyon brod i wsy, wosy dugie obcite rwno dokoa, konierz od koszuli spity wielkim fantastycznym guzem, czarne buty dugie i strj, ktry przypomina dostatniego wocianina maorosyjskiego. Zim i latem chadza w baraniej czapce. Bya to wwczas wyrocznia modziey, ktra si u niego chtnie zbieraa wieczorami i wynosia std myli najdziwniejsze, niekoniecznie w logicznym z sob zwizku bdce, ale wietne, niby oryginalne, niby nowe i niby obfite w nieskoczone wnioski...

Kto nie przyjmowa doktryn Jewaszewskiego, tego on po prostu aja, a w mskim towarzystwie sowy tak dobitnymi, jakich tylko wieniacy uywaj po gospodach, gdy si. pokc. Mwic aposto podnosi rk jedn do gry i palec wskazujcy kierowa jak pistolet w pier suchacza... Z czego y i czym si waciwie zajmowa ten niby literat, po trosze prawnik, a gwnie filozof eklektyk, ktry pono niczego si nigdy nie uczy i by jenialnym autodydaktem, nikt dobrze nie wiedzia. Unika rwnie badania o przeszo, jak spojrzenia w oczy, w ktre nikomu patrze sobie nie dozwala i natychmiast je odwraca. Wiele dobrego by mogo w tym czowieku, zmieszanego z rn przez wiatry naniesion plew. Uczynnym by, oburzaa go wszelka niesprawiedliwo, bra sabych gorco w obron, ycie przy tym prowadzi niemal anachorety. ywi si w najprostszy sposb, po chopsku, a nawet z pewn przesad wszelkich wygdek i pieszczot unika, wytrway by na zmiany klimatu, kpa si w zimie w przerblach. Czyni to z zasady, a zdrowie mu jako dozwalao by jej wiernym. Gdy Ewaryst zgodzi si milczco na zblienie do Jewaszewskiego, Zonia troch zdumiona popatrzaa na niego, ale wida z niej byo, e przyja to rada. Wic odezwaa si poprawiajc bez ceremonii troch rozrzucone wosy przed maym lusterkiem, do ktrego si zwrcia wic chodmy do pokoju Heldusi, bo si tam ju nasze zwyke towarzystwo powoli ciga zacznie. Wiem, e ono dla pana sympatycznym nie bdzie, ale kto wie, moe si przekonasz, e w nim wicej jest ycia i przyszoci ni w waszych kkach, w ktrych hipokryzja panuje. Ewaryst umiechn si tylko, nie odpowiadajc nic. Zonia posza przodem i przez sie ciemn poprowadzia go do bawialni, w ktrej ju raz pierwszy si spotkali. Pokj ten obszerniejszym jeszcze wyda si teraz Ewarystowi, bo w nim nie byo nikogo oprcz gospodyni, wygodnie siedzcej na kanapie, z rkami zanurzonymi we wosach i gow spuszczon nad ksik. Nieodstpny papieros, chwilowo pooony na stoliku, kurzy si nie dopalony. Oprcz niej tylko stara Agafia krztaa si w ktku, przygotowujc herbat dla nieuniknionych co dzie goci. Choryc mg teraz lepiej si nieco przypatrze przyjacice Zoni, pani Heliodorze, ktrej twarzy nie kryy przed nim kby gstego dymu. Bya to rednich lat, moe trzydziestu, kobieta, majca jeszcze resztki modoci na twarzyczce, ktra nigdy nie bya pikn, ale teraz jeszcze byszczaa wielkim yciem i niepohamowan ywoci. Troch mae oczki czarne, troch szerokie usta rowe, troch blada i nalana okrga twarz, mimo nieregularnoci rysw, miay w sobie co miego i pocigajcego. Wszystko to ycie przesze, zapewne bez wielkiej rachuby prowadzone, przedwczenie zrobio zwidym i zmczonym. Rce te, ktre podniosa, biae, nieco chude, starsze prawie byy ni ona. Ale pod t powok zuyt czu byo namitn jeszcze ywotno ducha niezmordowanego, a oczy patrzay bystro i wiadczyy o rozumie. Spojrzawszy na choryca poznaa go zaraz wdowa i podaa mu rk, okiem pytajcym mierzc t, co go przyprowadzia. Zonia odezwaa si obojtnie, jakby zrozumiaa, e j pytano. Chcia pozna Jewaszewskiego. Wdowa wnet zwrcia wejrzenie na przybysza. Siadaj pan (wskazaa mu miejsce przy sobie na kanapie), Jewaszewskiego istotnie pozna i posucha warto, bo to czowiek jakich mao. Jakich nie ma! poprawia Zonia. Umys prawdziwie wyszy dodaa Heliodora osobisto znakomita, charakter pikny; a przy tym co za prostota! Koczya te sowa, gdy si drzwi otworzyy i wszed suszny chopak modziutki, czarnooki, z twarz do przystojn, cho przedwczenie pofadowan, jakby ju gwatownie jakim podlegaa zmianom, ktre mod czysto jej rysw nadweryy. Szybkim krokiem wpad do pokoju, witajc naprzd poufale podaniem rki Zoni, ktra bliej staa, potem tak samo podchodzc do gospodyni, ktr pozdrowi zaledwie sowem, i czapk na st rzuciwszy, wzi si do zwijania papierosw. Z jak nowin, ktrej gono powiedzie nie chcia z powodu Ewarysta, schyli si do ucha pani Heliodory i spyta zaraz o Jewaszewskiego, ktrego tu ojcem nazywano.

Spodziewam si, e dzi przyjdzie odpowiedziaa wdowa jeeli, bo to mu si czsto trafia, nie zapomni o dniu i godzinie, nie zapdzi si w jak rozpraw, ktrym u niego koca nie ma. Ale ja rcz, e bdzie przerwaa Zonia miao bo mi obieca. A najmilszej swej uczennicy i ukochanej creczce zawsze sowa dotrzymuje dodaa z maym ironii odcieniem wdowa. Zonia zdawaa si by dumn z nadanego jej tytuu i dokoczya: O! tylko co go nie wida! Tymczasem nadszed jeszcze drugi i trzeci modzieniec, a obiecanego pana ojca nie byo; wszyscy oni spogldali na Ewarysta z rodzajem nieufnoci i podziwienia, jakby tu sobie duszej jego przytomnoci nie umieli tomaczy. Hamowaa ona mielsz ich rozmow, chocia po naradzie cichej z Zoni panowie ci zdali si wkrtce mniej zwraca uwagi na natrta. Znali go oni wszyscy z widzenia jako jednego z tych kolegw, ktrzy ich kka unikali. Zaczto rozprawia o wykadach profesorw, wtrcono potem kilka kwestyj osobistych, oywia si pogadanka przy okrgym stole, za ktrym siedziaa wdowa, gdy na ostatek wszed w spodziewany Jewaszewski. Wnijcie jego miao ju w sobie co oryginalnego. Zatrzyma si na progu, oczyma mierzc i liczc towarzystwo, dojrza Ewarysta osobicie sobie nieznajomego i skrzywi si nieco. Od progu nie pieszy ku gospodyni, ktra wstaa na jego przyjcie, i wszyscy zwrcili si z pewnym uszanowaniem, witajc ojca. Zonia pierwsza podbiega ku niemu z poufaoci dziecinn i radoci widoczn, chwytajc go za rk, pochylia mu si do ucha i szepta co zacza. Oko jego zwrcone na Ewarysta dowodzio, e mu o nim mwia. Wiksz jeszcze powag na widok nieznajomego obleko si oblicze pana Jewaszewskiego. Ewaryst przystpi, aby mu si przedstawi. Ojciec przyj go zimno i ostronie, zamrucza sw kilka, zdawa si chcie zbada wprzdy przybysza, nim si mia cay przed nim otworzy. W wejrzeniu bdnym wida byo niemal obaw. Tymczasem drudzy otaczali ju go, a e za nim szo te kilku modziey, w pokoju zrobio si ju gwarno... Zonia, wcale si nie ceremoniujc z tymi towarzyszami, podawaa im rce, miaa si, dawaa przyblia do siebie a do zbytku; odprowadzaa jednych na bok, drugich klepaa po ramieniu. Bya teraz jakby w swoim ywiole. Jewaszewski zaczepiany cigle, ale prawie milczcy, nie spuszczajc z oka profana, szed powoli ku stoli- kowi. Zna byo po nim, e go ten obcy niepokoi troch. Zonia z ukosa obu ich mierzya oczkami, ciekaw bdc zblienia ku sobie. Inni jednak rodzielali ich, tak e Ewaryst pozosta na boku w pocztku, a e si cisn nie chcia, odosobniony sta sam jeden. Zobaczywszy to, Zonia troch si zmarszczya, podesza do Jewaszewskiego, wzia go pod rk i jak podbitego a posusznego niewolnika odwioda na stron. Niech no ojciec bdzie askaw, tego pana troch wemie na spytki i udzieli mu si troch. Jaki to tam mj kuzyn, zdaje si dobry chopiec, tylko zahukany wychowaniem... umylnie tu zosta, aby ojca pozna. Nie wtpi, e wy go, ojczulku, nawrcicie. Jewaszewski sucha zmarszczony. Ale, moja Zoniu odpar nie tak to atwa jest rzecz rozpowija umysy, na ktrych ciasne pieluchy, noszone dugo, zostawiy pitna. To si tak na poczekaniu nie robi. Trzeba zna subiekt, nim si zechce dziaa na niego, aby praca nie bya stracon nadaremnie... Tote prosz, aby si ojciec pozna z nim dodaa tonem dziwnie nakazujcym Zonia, jakby znaa moc sw nad starym. Jewaszewski popatrza na ni, gow pokrci i gdy mu si jeszcze umiechna, zamilk, jakby ju sprzeciwia si jej nie mg. Dziwny jaki stosunek czy te dwie istoty, bo w wejrzeniach starego ojca, kto by je chcia by bada, wicej by moe si znalazo ni rodzicielskie przywizanie. Dziewcz panowao widocznie nad nim i znao sw si, cho sobie moe z niej nie zdawao sprawy. Jewaszewski prawie z niej oka nie spuszcza, a gdy ona patrzaa na, roztapia si pod tym spojrzeniem i misza a niepokoi.

Zaraz po odebranym rozkazie zwrci si, manewrujc zrcznie, stary, zawsze kroczc z powag sobie waciw, wprost ku Ewarystowi. Pan tu pierwszy raz jeste midzy nami? zapyta go gosem pedagoga, ktry ucznia egzaminowi poddaje. Tak jest odpar Ewaryst. Ale w uniwersytecie ju pan jeste od dawna? mwi, cigle go badajc oczyma, stary. Drugi rok zaczynam. Na jakim oddziale, jeli wolno zapyta? cign dalej ojciec. Rozpoczem prawny rzek Ewaryst mam przed sob zawd ycia praktyczny, gospodarza wiejskiego. Agronomia u nas uczy si z tradycji, bo dalej poza ni nie wysza, ale stosunki prawne potrzebuj, aby si do nich przygotowa... Tak odpar sucho Jewaszewski. Wida, e pan posuszny woli rodzicw, wszelkich wyszych aspiracyj si wyrzeke i nie zamierzasz dalej siga nad to co pod rk. Skromno to pikna... Umiechn si ironicznie, Ewaryst nie bardzo wiedzia, co ma mu odrzec na to. Tak doda po namyle byem posuszny woli rodzicw, a oprcz tego i w sobie nie znalazem dotd pobudki do szukania drg innych. To dziwna, bo wanie pan jeste w tym bogosawionym wieku, gdy si nadziejami i mylami zwyko strzela wysoko. Tu Jewaszewski przybra jeszcze powaniejsz postaw pedagoga i pocz mwi z wolna, sam z luboci przysuchujc si sobie. Przyznaj si, e mi zawsze al, gdy widz modzieca w jego wieku, nie majcego odwagi zapisa si do falangi przodownikw! Nasz wiek tak potrzebuje tych rycerzy w obronie prawdy stawa majcych. Ewaryst mia odwag zapyta: Prawdy? ale jakieje prawdy? Ojciec z politowaniem pewnym spojrza na. Biada tym, co jej nie widz, co o ni pytaj! rzek. Stoi ona obnaona, jasna, widoma ponad gowami naszymi! Nie czujesze pan, i stoimy na faszu, oddychamy faszem, karmimy si nim, rdz jego jestemy przegryzieni. Wszystko, co istnieje, musi si obali i pj precz, abymy powrcili na drog prawdy, z ktrej zeszlimy... Kamie nie powinien zosta na kamieniu. Mwic to spojrza bystro na Ewarysta, szukajc w nim wraenia swej wymowy. Choryc sucha spokojny i pocisk ten gwatowny wcale si nie zdawa go obala, jak si mwca spodziewa. Przepraszam bardzo pana rzek pokornie lecz chcc si owieci musz by natrtnym w rzucaniu pyta i wtpliwoci. Ile razy ludzko z jakiegokolwiek bd powodu nagle zrywaa z tradycjami i gardzia zdobyczami i prac wiekw, ktre j poprzedziy, widzimy w historii zawsze upadek jej. Nie podnosi si, a znowu powracajc do acucha ogniw, ktre stanowi, czc si z sob, histori postpu ludzkoci. Istotny postp mnie si zdaje stopniowym pochodem, nie gwatownym miotaniem si. Czyme bylibymy wyrzekajc si tego, co przeszo zbudowaa? Jewaszewski suchajc zagryz usta, oczy mu rosy, powieki dray, par razy rzuci wejrzenie w bok Zoni, niby z wymwk, e go na rozpraw z zuchwaym przeciwnikiem narazia. To s pogldy przestarzae odpar z rodzajem pogardy ojciec, zatrzymawszy si chwil. S momenta w historii ludzkoci, w ktrych wielkie i gwatowne leki potrzebne s na zabjcz chorob, w takim momencie wanie my si znajdujemy... Mamy wiele, zaprawd wiele do czynienia! Burzy! burzy! Gwatownym ruchem rki Jewaszewski sowom zapragn doda wyrazu. Ewaryst sta milczcy. Gdybymy dozwolili i wszystkiemu wybitym torem powoli, nigdy by ludzko nie dosza do swych celw cign dalej ojciec odrobina prawdy, jak odziedziczylimy z przeszoci, tak si spltaa z faszem, i aby wykorzeni go i j powici potrzeba... chwilowo, nie

ma o to strachu odronie. Spojrza na choryca; zdao mu si, e dziaa na poczyna i cign dalej z wiksz miaoci i zapaem. Z faszywych drg nie schodzi si inaczej jak cofajc, lecz cofanie si to pozorne jest, bo ku prawdzie prowadzi. I stao si milczenie wielkie po tym aforyzmie, na ktry choryc nie odpowiada, Jewaszewski za nic jako na podordziu nie znalaz, by do niego przyczepi. Widzc jednak, e suchacz nie ucieka i zdaje si oczekiwa na dalsze wyjanienia, ojciec zaczerpn z innej beczki. Tak, mody panie odezwa si zaprawd wiele mamy do czynienia, pola chwastami pozarastay, nim zasiejemy je wyplenia, wyplenia musimy! Chwilk pomilcza. A wiesz pan doda zwracajc si ku niemu z ywoci gdzie ziarna prawdy szuka? Oto tam, gdzie je natura zawsze ukrywa na zapas gdzie ono grub warstw ukryte przechowuje si niezepsute u ludu! Lud potrzebuje owiaty odezwa si Ewaryst lecz nie wiem, czy j da moe? Owiaty wedle pojcia powszechnego on nie ma sprzeciwi si Jewaszewski ale ma skarby, o ktrych sam nie wie, zachowa instynkta zdrowe. Z tych czerpa nam potrzeba. Przy tym jest to do dzi dnia klasa paria- sw, wywoacw, na ktrych pasoytem siedzi i karmi si reszta ludzi, temu koniec pooy potrzeba. Czy nauka Chrystusowa nie pooya ju koca temu, ogaszajc braterstwo wszystkich ludzi i mio dla blinich czynic najpierwszym obowizkiem? spyta Ewaryst niemiao. Poduma chwil m natchniony. Nauk t zwichnito w kolebce doda. Lecz widz, e wy, kochany panie, zbyt zacofani jestecie, a ja od razu chcc was nawrci na wysze stanowisko, musiabym wielk z jego przekonaniami stoczy walk, odmy wic to na czas inny... Jewaszewski otar czoo, by ju zmczony, a nie bardzo pewien wraenia, jakie wywar, wola si wic tymczasowo wycofa, i lekko skinwszy gow chorycowi, postpi ku innym oczekujcym na modziecom, ktrzy z dala si ciekawie przypatrywali pojedynkowi jego z Ewarystem, nie wtpic bynajmniej, e pobity zostanie. Choryc jeszcze nie mg ochon po ukropie, jakim go zlano, gdy Zonia si ku niemu przysuna chcc pochwyci kuzynka, nimby przyszed do siebie po szwanku. Zdziwia si nieco znajdujc go spokojnym i raczej skopotanym ni zwycionym. A c? a co? zawoaa mwilicie z ojcem? prawda? co za wymowa? co za myli? jaki czowiek? Choryc pochyli gow, potwierdzajc to uwielbienie milczeniem. Mao miaem czasu do poznania go i rad bym bardzo kiedy wolniejszym go znale. O! to trudno! przerwao dziewcz. Z nim potrzeba chwyta momenty i sowa, on tak jest zajty, tak otoczony... Modzie za nim przepada cigna coraz ywiej. Wy nie wiecie, to encyklopedia chodzca! Spyta go o cokolwiek bd, kad nauk zna, w kad wnikn gboko, wszdzie wskazuje sabe strony, braki... umys dziwnie krytyczny... Ewaryst si ju nie sprzeciwia, lecz chd pewien i powcigliwo, z jak si wyraa o mistrzu wielbionym, rozdrania widocznie Zoni. Posuchajcie no tylko jeszcze z dala, co mwi bdzie rzucia szybko wskazujc mu, aby z ni razem zbliy si do ojca otoczonego modzie przekonacie si, jak uniwersalny to geniusz... Ewaryst szed posuszny w jej lady, przysunli si do gromadki, tu mowa bya o naukach w ogle. Jewaszewski wyrzeka na idealizm w nich i zrzdzone przeze szkody. Wszystko na nowo zdobywa potrzeba woa fantazja zastpia dowiadczenie. W pomoc rozumowi zwichnitemu musz przyj nieomylne zmysy. lepego dziadka bdzie dziatwa prowadzia...

Przyklanito mu. Komunay panoway wiatu wszdzie, rwno na katedrze, jak w salonach, w yciu i naukach. Precz z nimi do natury! do natury! do prostych obyczajw; do skazwek, ktre le w nas, a ktre faryzeusze tylko zowi chuciami i namitnociami. Tak daleko si zapdziwszy, nagle pan Jewaszewski powcign si, ostyg i chcc zmieni przedmiot, zagadn jednego ze stojcych o jak kwesti prawn. W tym mia si za bardzo mocnego. Stara jednak Agafia Sahanowa nie daa rozwin si dyskusji, bo pocza roznosi herbat. Rad by moe temu Jewaszewski i ze swoj szklank poszed na kanap, zabierajc miejsce przy gospodyni. O Ewarycie zapomniano troch: sta zasonity innymi; dochodziy go tylko urywki rozmowy, ktr bardzo prdko paplc wioda gwnie pani Heliodora. Sowo daj! tak jest! No ucieka z nim? krzycz na ni? za co? kochaa go? miaa zupene prawo! kobieta powinna by woln i i za sercem... Nikt nie przeczy. Jewaszewski doda: Te wszystkie kajdany form naszych towarzyskich, zadawnionych, przestarzaych popka musz... Niepodobna, aby mczyzna czy kobieta pokutowali ywot cay za nieroztropne jakie zobowizanie si przedwczesne... Ewaryst posyszawszy to spojrza na Zoni, chcia wiedzie, jak t tak zuchwale wygoszon prawd przyja. Zonia staa o st oparta z namarszczon brwi, z twarz zamylon, ale si nie sprzeciwiajc. Jedyny zwizek prawy zakoczy mistrz to zwizek serc... Gdy te si rozchodz, ludzie rozej si te maj prawo!! Komentarze tego piknego aforyzmu tak gone byy i haaliwe, i Ewaryst ju pochwyci nic nie mg oprcz gwaru. cisno mu si serce trwog jak, rad by zaprotestowa, lecz niepodobiestwem byo wdawa si w rozprawy z tym tumem. Nie widzc go, Zonia zbliya si ku niemu i sama wyszukaa w ciemnym ktku, w ktrym sta przysonity. Spojrzenie, jakie rzuci na ni, nie wiedzie dlaczego oblao j rumiecem... Sdzia, i powie co, i zdaa si oczekiwa od niego sowa, choby surowego, ale Ewaryst nie chcc rozpoczyna z ni walki, znajdujc j moe naprn, z cicha tylko egna j pocz. Wyraz smutny jego twarzy powiedzia jej to, czego usta nie miay. Przeczytaj prosz list siostry rzek wysuwajc si ku drzwiom i odpisz jej, a ja kiedy przyjd po odpowied. Zonia skina gwk i oczyma do drzwi go przeprowadzia. Wiosna w tym roku wczeniejsz bya ni zwykle i pikniejsz, ni u nas bywa, nie przeryway jej te powroty kapryne zimy i chodu, ktre ucinaj zielonym trawom gowy i warz licie mode. Rozwijao si wszystko z szybkoci nadzwyczajn, a ludzie korzystali z powrotu ciepa, wybiegajc na brzegi szeroko jeszcze rozlanego Dniepru, aby si cieszy widokiem wspaniaym wd i modej zieleni. Jednego z takich dni Ewaryst te wyszed do ogrodu, ktrego stare woskie orzechy jeszcze same jedne martwe stay na wiosny woanie. Pod nimi ju krzewy pomniejsze pobray szaty godowe, okryy si limi, zabieray do kwiatu. W ogrodzie o tej wieczornej godzinie pusto byo jako, bo znaczniejsza cz uczszczajcych tu goci widowiskiem jakim cyrkowym a gonym bardzo odcignit bya. On szuka tu spokoju i ciszy, ktrych potrzebowa. Od poznania Zoni, pomimo e si obrania mylom cigle powracajcym o niej, obraz tego biednego dziewczcia wci mu do serca zaglda. Zajmowaa go coraz wicej ju nie jako biedna sierota rzucona w tum, ktry dla niej by gronym, nie ja- ko obkana teoriami niebezpiecznymi, od ktrych j trzeba byo ratowa, ale jako dziwaczny idea, do ktrego si mimo swej woli przywiza. Sam on nie wiedzia, co w nim gwatowne dla niej uczucie obudzi mogo. Wszystko, w co wierzya, co mwia, razio go, oburzao, byo mu wstrtliwym, ona bya mu nad wyraz drog. Mio, jak powzi ku niej, moga by czysto zmysowym urokiem, a niemniej jednak bya potn i siln. Ewaryst upokorzony nie

mg si jej obroni. Walczy z sob, unika spotkania, odpdza wspomnienia, a zaledwie mu si przesuna przed oczyma, gwatowne, namitne przywizanie wracao. Nie ona je podsycaa, bo nikt obojtniejszym nie mg by dla niego nad ni. Prba nawrcenia przez Jewaszewskiego, cakowicie chybiona, odstrczya Zoni od niego. Patrzaa na z politowaniem, obchodzia si niemal ze wzgard, pozbywaa si go nie tajc wstrtu. Pomimo to Ewaryst kocha j coraz mocniej, coraz rozpaczliwiej, mona byo powiedzie. A mio ta gotow bya do ofiar, szlachetn, czyst, czynia go nieszczliwym i pozbawia spokoju. Po owym wieczorze dni z dziesi nie pokazywa si Ewaryst, nareszcie musia pj po odpowied dla Madzi. Zonia przyja go zimno, nie byo ju mowy o nawracaniu, mistrz uzna go niezdolnym i nieusposobionym. Wyrok jego srogi Zoni uczyni nieubaganie chodn i zobojtnion. Wspomnia o licie do siostry, ruszya ramionami. Co ja mog pisa do niej? odpara. Ona mnie tak nie zrozumie, jak ja jej pisma caego, wykrzykw pobonych i paplaniny dziecinnej nie mogam zrozumie. To biedne dziecko skazane na wieczn nico. al mi jej, ale ja na to poradzi nie mog. Jednak, cho kilka sw, jak do siostry! doda Ewaryst. Siostry? c to jest siostra? zapytaa Zonia. Siostr mi jest Heliodora, z ktr si rozumiemy, jedne mamy myli i uczucia! Ale ta, siostra ze krwi, nieznajoma, obca? Poprawia si jednak, moe dla pozbycia choryca. A wic dobrze rzeka odpisz, odpisz kilka sw... Przyjd pan; albo nie, przyl je panu... Po krtkiej tej rozmowie upyno par tygodni, a e listu nie byo, Ewaryst spotkawszy si z Zoni w ulicy zbliy si i zapyta o przyrzeczon odpowied. Troch niecierpliwie kazaa mu po ni przyj nazajutrz. To krtkie widzenie si z Zoni rozmarzyo na nowo choryca, gdy nazajutrz przyby i zasta j sam, by w takim usposobieniu egzaltowanym, e po pierwszych kilku zimnych sowach nie wstrzyma si od wybuchu. Chocia nie chcesz mnie zna ani za krewnego, ani za dobrego przyjaciela i okazujesz mi, nie powiem, obojtno, ale niemal wzgard odezwa si do niej pozwl, bym ja ci si przyzna, e ty we mnie wzbudzasz takie uczucie gorce, tak sympati, e ja bez trwogi, bez niepokoju pomyle o tobie nie mog, a nie myle o tobie jest mi niepodobiestwem. Zonia si zmarszczya. Bardzo dzikuj za to uczucie gorce odpara ywo ale prosz sobie wyperswadowa, aebym ja na nie kiedy choby ciepym odpowiedzie moga. Stoimy za daleko od siebie. Lecz skde ten niepokj o mnie? A! czy nie usprawiedliwia go twoje pooenie? ludzie, co ci otaczaj! zawoa Ewaryst. Ja si w tym pooeniu czuj zupenie bezpieczn, a co si tyczy ludzi otaczajcych mnie, tych szanuj i kocham. Jeste na drodze... zacz Ewaryst. Oburzona dziewczyna nie daa mu dokoczy. Tak! tak! na drodze zatracenia! zguby! rozmiaa si. A! prosz si mn nie opiekowa; wiem, gdzie jestem i dokd id. Bya, pomimo umiechu, zagniewana. Chorycowi zy wytrysny z oczw, pochwyci j za rce. Zoniu! daruj! nie gniewaj si zawoa nikt, nikt na caym wiecie lepiej ci nie yczy, wicej ci nie kocha nade mnie. Dziewcz miejc si wyrwao mu rce. C to! czy si zakocha we mnie? a, to by byo zabawne! zawoaa wesoo. Boisz si dla mnie urojonych niebezpieczestw, a sam mi grozisz jak mioci... Ot to s wasze faryzeuszowskie cnoty! Ewaryst si oburzy. Zoniu krzykn czerwienic si tak jest, kocham ciebie, kocham szalenie, ale

mio taka jak moja nie jest niebezpieczestwem, a mogaby by ratunkiem, bo byaby jawn, uczciw i wieczn... Zonia staa jak raona tym wyznaniem i pomilczawszy troch, odpowiedziaa chodno: Bardzo panu dzikuj, ale na nieszczcie ja mioci innej nie znam i zna nie chc nad mio prawdy i nauki, ta mi starczy... Zdawao ci si, sdzc nas z powierzchownoci, wnoszc ze swobody, jaka u nas panuje, e bd dla niego atw zdobycz. Mylisz si pan! Ewaryst przerwa jej z tak gwatownym oburzeniem, e zmusi do milczenia. Chwyci natychmiast za kapelusz i zimno j poegna. Rozstali si tak jako, jakby si ju widzie nie mieli. Choryc poprzysig sobie, e si do niej nie zbliy. Unika jej tak dalece, e spostrzegszy w ulicy zwraca si w drug stron, aby unikn spotkania. Staa si rzecz dziwna, bo raz, gdy niespodzianie ze- szli si z powracajc z ksikami Zoni, sama ona podesza ku niemu i przemwia: Gniewasz si pan na mnie, niesusznie. Nie jestem tak za, jak si wam zdaje, nawet troch serca si znajdzie we mnie... Miae czas sobie wyperswadowa ow mio, ale moemy by dobrymi kolegami. Podaa mu rk, ktr Ewaryst przyj z wdzicznoci wielk. Patrzaa na szydersko, ale bez gniewu. al mi was, ecie si nie dali nawrci ojcu, miaabym z was dobrego towarzysza, a tak... Ruszya ramionami. Ja si wam wydaj awanturnic, a wy mnie, no, powiem po naszemu, faryzeuszem... ale bez gniewu! bez gniewu! I nie dajc Ewarystowi przyj do sowa, poegnaa go i pobiega w swoj drog. Ta odrobina serca, ktrej dowodem byo sw kilka rzuconych po drodze Ewarystowi, na nowo mu zawrcia gow. Walczy z sob, tak pragn si zbliy do niej, pj, popatrze, posucha cho gosu, w ktrego wyrazie niby szyderskim brzmiaa stumiona bole. Obawia si, aby nowe widzenie si jeszcze mocniej go nie obaamucio, nie rozmarzyo bardziej jeszcze. Chodzi smutny mczc si i zymajc na siebie. Przechadzka tego dnia bya rodkiem rozpdzajcym, gwatowny ruch czasem mu myli wzburzone uspokaja. Tym razem nie bya ona skuteczn. Zamiast ukoysa si, myli jego rozbujay tylko i poczy lata po wiecie. Wyrzuca sobie, e si opiera tym nowym prdom, ktre dokoa niego biegy z tak si, e bliej nie zapozna si z tym, co t biedn Zoni zajmowao tak gorco... Ze spuszczon gow siedzia tak na awce, w kt midzy krzaki zasunity, pod pniem jednego z ogromnych drzew orzechowych, dzielcych go od ssiedniej ulicy, plecami do niej zwrcony, gdy usysza za sob gosy i chd. Chcia si poruszy, aby spotkania z kimkolwiek bd unikn, gdy w jednym z nich pozna brzmicy mu zawsze w uszach wspomnieniem wesoy gosik Zoni, a w drugim zdao mu si, e rozeznawa mow mistrza... Nieprzyjemne wraenie, jakie zespolenie ich czynio na nim, nie dao mu si ruszy z miejsca. Pozosta na awce. Rozmawiajcy, idc poza nim i poza krzakami, zbliali si, zatrzymali. Sysza, jak mistrz z wolna wyrzek: Tu sidmy! W adnym pewno innym razie nie wayby si by Ewaryst podsuchiwa, teraz serce mu bio, uczu si jak przykutym, nie mg, nie chcia ruszy. Czu, e popenia moe wystpek... dobrowolnie stajc si wiadkiem rozmowy, ktra bya poufn i nie dla jego uszu przeznaczon, a nie mg odej. Byo to nad siy jego. Sidmy odpowiedziaa Zonia wesoo. Widok std przeliczny... wiosna, cho to dziecinna rzecz si ni rozczula, ale zawsze robi jakie wraenie... Ha! powrt natury do ycia po nie orzewiajcym dooy patetycznie Jewaszewski. Nieuniknionym to, e istoty bdce czci skadow tego wiata, powoanego ciepem i

wiatem do odradzania si, czuj kada w sobie to samo pragnienie czenia si, grupowania, dobierania wedle instynktu... To mwic westchn lekko. Jest to doda pora miostek i mioci, gdy nawet suche wierzby puszczaj. Milczenie trwao chwil, bo Zonia nie odpowiadaa. Ja wanie tak such wierzb jestem koczy Jewaszewski pod ktrej kor spkan i skowat pyn jeszcze ycia soki i prdy. Wiosna czyni te na mnie dziwnie wyzywajce wraenie... Odmadza mnie. Wy, ojcze, na duchu modymi jestecie i modszymi od wielu naszych mokosw odpara Zonia. Nie tylko na duchu przerwa ywo Jewaszewski czuj si modym tym, co pospolicie a niewaciwie nazywaj sercem, a co w istocie zmysem jest tylko. Gdybymy byli w nowo zreformowanym wiecie wolnego wyboru wedug znakomitego systemu Fouriera, znalazaby si moe istota, ktra by dla mnie poczua sympati, a ja dla niej... Ewarystowi, ktry sucha tych dziwnych zwierze poufnych ojca, zrobio si gorco, pi cisn. Zonia milczaa. Tak, moja Zoniu mwi dalej mistrz jest to prawem natury, e si istoty sobie pokrewne i potrzebne cz parami, dlatego w pewnych szczeglniej porach ta tsknota, ktra w naszym spoeczestwie kunsztownym, wykoszlawionym nie jest ani zrozumian, ani uwzgldnian. To wraenie, jakie na tobie czyni wiosna, jest pragnieniem zadouczynienia prawom natury... Chcesz kocha. Zonia rozmiaa si, lecz gos jej by jaki przymuszony i jakby nieszczery. Mylisz si, ojcze odpara zimno serce moje nic nie pragnie oprcz nauki i przez ni opanowania wiata. Codziennie naraon jestem na ocieranie si o modzie, ktra mi si podoba stara, aden z nich nie obudzi we mnie uczucia, s mi obojtni. Dla was, ktremu winn jestem wiato, mam najwicej poszanowania, wdzicznoci, sympatii. Mistrz chwil milcza. Zoniu zawoa przysza chwila, gdy ja ci wasne twe, dla ciebie niezrozumiae uczucia wytoma- czy powinienem. Jest to jasnym, jest to prawem natury, bujna modo cignie ku dopeniajcej j dojrzaoci. Twoje serce naley mi si, bo ja tak samo sercem caym jestem twoim... Kocham si w tobie! artujesz ze mnie odpara troch zmieszana Zonia moje uczucie dla was jest przywizaniem dziecicia, niczym wicej... Bo sama siebie nie znasz, bo si udzisz zawoa Jewaszewski powinna mnie kocha, my jestemy dla siebie przeznaczeni. Ja ci umysowo wychowaem dla siebie na poowic swej duszy... Ale, panie Jewaszewski zmienionym gosem odezwaa si Zonia ja najlepiej przecie znam siebie! Pan artujesz sobie!! Chodmy std! Chodmy! Prosz zosta da si sysze drcy gos Jewaszewskiego, ktry zdawa si gniewny i zrozpaczony... Twoim przeznaczeniem jest by moj, moj w caym znaczeniu tego sowa! Bd co bd, to si sta musi... Ulegniesz gorcej mioci mojej, bdziesz szczliw i mnie uczynisz szczliwym... Daje pan pokj i nie mw takich niedorzecznoci gono pocza Zonia. Wcale si z powag nauczyciela i mistrza nie zgadza chcie zawrci gow uczennicy... Przyjmuj to jako art, ale mi przykro, e moge go si dopuci ze mn. Tu gos Zoni podnis si i zacz by coraz dobitniejszym. Masz mnie za dziecko? ja nim nie jestem! Znam siebie bardzo dobrze, jeeli si zakocham w kim, o! pewnie na nic w wiecie zwaa nie bd i oddam mu si, nie pytajc, czy wiat pozwoli, czy rozgrzeszy, czy mj ukochany zwizany czym bdzie, czy wolny. To prawo natury, bo to prawo serca, ale nie czujc mioci, nie bdc porwan tym szaem witym, nie dam si kupi ani mdroci, ani milionami!! nie sprzedam si ani za wieniec laurowy mojego kochanka, ani za tron, gdyby go mia.

Jewaszewski dysza gniewnie, sycha byo mruczenie jakie niewyrane. W tej chwili Zonia krzykna gono i zawoaa: Ratujcie!... Mistrz pochwyci j wp i usiowa ustami dotkn jej twarzy, dziewcz bronio si mnie, lecz nim potrzebowao rce podnie na zuchwalca, ju Ewaryst, skoczywszy przez krzaki, przypad z tyu i za konierz porwawszy mistrza szarpn nim tak, e si potoczy i pad na ziemi. Zonia, ktra nie stracia przytomnoci, spojrzaa na lecego mdrca, usiujcego si podnie, tak jak czasem chrzszcze lece na grzbiecie przewrci si sil, rzucia okiem na Ewarysta i odskoczya kilka krokw... Wycigna rk ku niemu, odzywajc si z krwi zimn: Odprowadzisz mnie do domu! Nie ogldajc si na podnoszcego si, nieco potuczonego upadkiem Jewaszewskiego, Zonia sza krokiem dosy szybkim z ogrodu, z pocztku ani si nawet odzywajc do choryca. Dopiero gdy si nieco oddalili, obejrzaa si na i rzeka: Biedny stary, musia gdzie za wiele wypi wina, przyszo mu niedorzeczestwo do gowy... Nigdym si po nim tego nie spodziewaa... Wstyd mi za niego i al... Prosz was, nie mwcie o tym nikomu... Dla was wicej ni dla niego bd milcza odpar Ewaryst ale kiedym ju by tak szczliwy, em w por przyby na ratunek... Zonia zacza si mia. Prosz ci, panie Ewarycie, nie wyobraaj sobie, e mnie wyratowa, byabym si sama obronia temu oszalaemu biedakowi. Kobieta, ktra potrzebuje obrocw, niewarta moe obrony! W najgorszym razie dodaa, miao patrzc w oczy kuzynowi mam doskonae zby, ktre mi natura nie darmo daa. Choryc sucha smutny. Ale, moja Zofio rzek lepiej by byo podobno nigdy si nie naraa na to, aby ich potrzebowa. Jake moga... Daj mi pokj! rozum potrzeba okupi dowiadczeniem rzeka Zonia. Prosz ci, jakem ja pomyle nawet moga, aby ten czowiek, dla ktrego rozumu i nauki mam cze tak, ktry by dla mnie ojcem duchownym i inicjatorem, mia si podobnego wybryku dopuci?... Moga jeli nie przewidzie to odpar Ewaryst to z samych tych teoryj dziwacznych, jakie on gosi, wycign wniosek, i go adne prawo nasze spoeczne ani religijne krpowa nie bdzie... Ale powinien go by zdrowy rozum wstrzyma od narzucania mi si z uczuciem, ktrego ja przecie podziela nie mog! odpara Zonia. Mylisz, e rozsdek ma jak wadz nad uczuciami? rzek Ewaryst. Powinien j mie, lecz one przeciwko niemu nieustannie zwyciski bunt podnosz. Szli chwil w milczeniu. Biedny stary odezwaa si Zonia al mi go... bdzie mi go brako! Spodziewam si, e si nam wicej nie pokae doda choryc i e wy go nie bdziecie widywa. Nie wiem odpara Zonia jeeli si wytrzewi! Ruszya ramionami. Nie da ci to do mylenia dooy choryc e teorie, ktre do takiej praktyki doprowadzaj, niewiele warte by musz? Zoni oczy zabysy. Jeste niesprawiedliwym zawoaa gorco chwila szau i saboci nie ma nic wsplnego z teoriami. Zwierz odezwao si na chwil w mdrym, mame dlatego pogardzi mdroci? A c warta mdro, ktra nie umie zapanowa nad czowiekiem, co j wyznaje? doda Ewaryst. Do wypadku tego przywizujesz zbytni wag spokojnie odpowiedziao dziewcz. Mnie on pewnie z raz wytknitej nie sprowadzi drogi...

Choryc spuci gow smutnie. Wiem, wy si litujecie w duszy nad obkan dodaa a ja zupenie tak samo nad tob, co mi si wydajesz na mier duchow wyznaczonym, na ycie automatu, ktremu za sznurki suy bd stare przesdy, konwencje, przerdzewiae prawa i strupieszae fanatyzmy... Z nas dwojga ja jeszcze jestem szczliwsz, yj yciem, gdy ty bdziesz si ywi mierci... No, ale dlatego ty, mniemany mj wybawco ze szpon uwodziciela, nie gniewaj si na oszala sw, nazwijmy, siostr, ja ci sprzyjam o tyle, o ile moje serce komu moe sprzyja. Mam troch saboci dla ciebie, moe rodzcej si z tego, e mi ci serdecznie al... Z umiechem wdzicznym zwrcia si ku niemu. Ewaryst zbyt gorco pochwyci caowa jej rczk. O! bardzo prosz nie naladowa Jewaszewskiego, zimno, po koleesku si rozstamy... Sympatii mojej nie tomacz pan sobie inaczej, tylko swym kalectwem! Rozmiaa si. Byli ju w uliczce bliskiej domu Agafii Sahanowej. Ewaryst doprowadzi j tylko do miejsca, z ktrego domostwo wida byo, cisn jej rk i poszed. Wypadek ten dziwny, a wicej jeszcze rozmowa w drodze z Zoni przykro mu serce cisny. Rozstawszy si z nim dziewcz wawym krokiem wprost pobiego do dworku, w ktrego oknie otwartym na ulic siedziaa z papierosem w ustach pani Heliodora. Przywitay si poruszeniem gw i umiechem. Chod no do mnie, Heldusiu, co ci mam wietnego do powiedzenia zawoaa Zonia. W chwilk potem spotkay si w progu pokoju Zoni, ktra za wchodzc drzwi zamkna. Miaam awantur ywo poczo dziewcz zrzucajc z gowy kapelusik tyrolski z pirkiem. Awantur! ty! a tom ciekawa rzeka mruc oczy i puszczajc dym kbami wdowa. Poszlimy do ogrodu z ojcem, rozmawiajc sobie o tym i owym cigna Zonia dalej pod orzechami na awce, skd widok pikny, siadam z nim. Stary wyda mi si jaki dziwny, podraniony, niespokojny. Ni z tego, ni z owego, mwic o naturze, wtrci o mioci, dalej o wielkiej dla mnie sympatii, potem ju, e si kocha szalenie, a gdym si z niego miaa i perswadowaa mu, pochwyci mnie wp caowa. A! tego ju nadto! Szarpnam si mu z krzykiem z rk. Licho tam przynioso na mj gos Dorohuba, a ten jak go chwyci za kark... Heliodorze papieros wypad z ust, zaamaa rce, namarszczya brwi, twarz jej dziwnie si wykrzywia i przybraa wyraz grony. Miaa czego bo krzycze zawoaa i czego si tak opiera? Jak to! przerwaa Zonia. No, c! zjadby ci by pocaowawszy! krzykna gniewnie gospodyni. Prawdziwie nie rozumiem ci! Byam pewn, widzc, jak si z ojcem obchodzisz, e go rozumiesz od dawna, widocznie mia pasj do ciebie. Okazywaa mu si yczliw, c byo naturalniejszego nad to, by myle, e si z sob porozumiecie... Heldusiu! zamiaa si Zonia co tobie? Przypatrzya ty mu si kiedy? Ja go tak brzydkim nie znajduj odpara gospodyni rozum i natchnienie opromieniaj go. Bierze go sobie z jego rozumem i natchnieniem zawoaa Zonia bo ja go nie chc. Tak, mylisz sobie wybra jakiego mokosa, ktry ci skompromituje i uczyni nieszczliw mwia Heliodora cigle z gniewem. Ja nie myl jeszcze o adnym miejc si wtrcia Zonia daj mi pokj. Ty nie mylisz dzi, ale to darmo, natura si o swe prawa upomina przerwaa wdowa, dobywajc ju cygaretk. Z nim byaby szczliw, a z drugim napytasz ez... Ale dodaa z poruszeniem ramion co mi do tego, jak sobie kto pociele, tak si wypi. Przykro mi tylko bdzie, jeeli do nas Jewaszewski z twojej przyczyny chodzi przestanie. I dlatego, aby ty go nie stracia, ja miaam pa ofiar? zapytaa gwatownie Zonia

Heldusiu! Ofiar! ofiar! szepna wdowa t ofiar padniesz sama nie wiedzc kiedy i jak, jak my wszystkie... i nie bdziesz z niej miaa nawet tej pociechy, eby si pochwali takim czowiekiem jak Jewaszewski... Moja Heldusiu odezwaa si Zonia suchaj, ja mam w tym inne wyobraenia i zasady. al ci Jewaszewskiego? zawadzam ci w domu? No to mw, jutro si wybior std! Co ci to w gowie rzucajc si ku niej i obejmujc j rkami z nag czuoci wielk, zawoaa pani Heliodora. Jeste jak siarka! wnet buchasz pomie- niem... C ja bym poradzia bez ciebie, ja, co ci tak kocham! niewdzicznico! Po ucisku tym pucia dym wdwka i ciszej dodaa: Suchaj no, spodziewam si, e Dorohubowi o tym mwi zakazaa? Nie rbe z tego wielkich rzeczy, ja w tym, e my Jewaszewskiego zagodzimy, i bdzie po staremu! No, c wielkiego? co osobliwego? zachciao mu si causa adnej dziewczyny! Ludzka rzecz! Kto by mu to tam za ze mia! eby ode mnie by chcia pocaunku dodaa ze miechem nie byabym mu go poaowaa! E! dziecistwo!! Na tym skoczya si rozmowa. Przez kilka tygodni Ewaryst nie spotyka si z kuzynk, nie sysza nic o niej, nie mia kogo nawet zapyta. Jewaszewskiego, o ktrym myla, e powinien by nazajutrz po wypadku w ogrodzie miasto opuci, zobaczy par razy z daleka nic a nic nie zmienionym i w tak przyodzianego powag jak zawsze. Przychodzio mu do gowy, e go wyzwa moe, ale nikt si nie zgosi. Jednego dnia na Kreszczatyku, idc ulic, choryc nie uwaa dobrze na przechodzcych okoo siebie, gdy poczu, e go kto z lekka za rk pochwyci. Ulica bya prawie pust, przed nim sta Jewaszewski. Sweczko odezwa si cichym gosem. Znalaze si pan gorczkowo w pewnym wypadku pocz mistrz nie zrozumiawszy, co si dziao... bo to bya prba temperamentu. Studium! rzecz w wiecie najniewinniejsza! Mwi serio, choryc chcia mu przerwa, ale nie dopuci go do sowa Jewaszewski. Omyki tej, zreszt zupenie wytomaczonej, ja panu bynajmniej nie mam za ze... koczy mistrz pozory byy przeciwko mnie, gorca krew tomaczy pana. Rzecz uwaam za skoczon. Nauka ycia jak inne wymaga ofiar, ja i z siebie je chtnie skadam na jej otarzu. Wszake, spodziewam si, e pan bdziesz dyskretnym. Suchaj pan odpar Ewaryst lekcewaco jak i co byo, w to nie wchodz, zapytaj pan swojego sumienia, jeeli teorie paskie daj mu jak wadz i kompetencj, nie zamilczabym moe o tym dla niego, ale dla panny Zofii musz. Chcia odej, gdy Jewaszewski go za rk przytrzyma. Nieche pan wie o tym doda e rzecz midzy nami zostaa wyjanion, e rozumna niewiasta wytomaczya sobie prb, na jak j wystawiem w interesie nauki... Choryc mia si zacz pogardliwie. Czytae pan Tartuffa? zapyta pokazuje si, e i nauka ma swych Tartuffw! egnam pana! I poszed. Milczenie byo mu nakazanym przez Zoni i w jej interesie, zachowa wic je wicie, unikajc wszelkiego zetknicia si z tym ojcem, dla ktrego mia najwiksz pogard. Wypadek w ogrodzie, o ktrym tylko Zonia, jej przyjacika i on wiedzia, zosta tym lepiej ukrytym dla wszystkich, e Jewaszewski nie przesta wcale uczszcza na wieczory do pani Heliodory, a na nich okazywa dla piknej Zoni tego samego, co dawniej, ojcowskiego afektu i uwielbie. Co do niej, bya moe troch zimniejsz dla mistrza, lecz nie przestaa ulega urokowi jego sowa, pociga j ku sobie ow mnieman mdroci swoj, zlepkiem najrozmaitszych zrzynkw i

kawakw szychu, z ktrymi si popisywa umia wcale zrcznie. Unika on ludzi, ktrzy by z nim cilejsz, logiczn poprowadzi mogli dyskusj, a modziey starczyy byskotki, jakimi ich olepia. Nadspodziewanie wszystko zostao w tym stanie, jak byo, a przynajmniej oczy obcych rnicy dostrzec nie mogy; nie miay powodu domyla si niczego. We dwa dni po spotkaniu w ogrodzie Jewaszewski wybrawszy godzin, w ktrej by pewnym, e si z Zoni nie spotka, przyszed do oczekujcej na niego wdowy. Agafi Sahanow, zawsze natrtnie pragnc wtrci si do kadej rozmowy, wyprawiono pod jakim pozorem. Wiesz, moja dobrodziejko, co si stao? zagada mistrz po wyjciu staruszki. A wiem! to gupi dzieciak z tej Zoni! pocza gorco wdowa. Ale bo pozwl, ojczulku, powiedzie, pospieszye si. Nie radzie si mnie, mwiam cigle, czekaj, a ja j przygotuj... Ot masz skutek niecierpliwoci. C pani chcesz, moja droga obie rce wycigajc przed siebie i cigajc ramiona rzek Jewaszewski. Pasja, namitno! Ja mwiem sto razy, musi by jaki koniec... Bya ze mn jak najlepiej, braem j za rce, obejmowaem, pochylaa si na moje ramiona, gowa mi si zawrcia, oszalaem! Pani Heliodora suchajc rumienia si nie wiadomo z jakiego powodu, e nie ze wstydu, to pewna. Mwiam wam, ojczulku odezwaa si mwiam sto razy: cierpliwoci, bdziesz j mia. Dziewcz adnych gupich przesdw ju nie ma, ale mi j trzeba byo da przygotowa... E!! popsulicie spraw! Trzeba naprawi! odezwa si zbliajc do wdo- wy Jewaszewski. Mw pani, perswaduj! Jak tam bdziesz uwaaa. Wy, kobiety, w tych sprawach jestecie mdrzejsze od nas. Ja to w czci poatam odpowiedziaa Heliodora. Ona si nie gniewa ju, ale co dalej? Zdradzie si. Co dalej? gwatownie zawoa Jewaszewski sierota! bez funduszu... bez opieki. C ona chce? moe lepiej wyj jak za mnie? Ale ty si z ni nie moesz oeni! przerwaa wdowa. Dlaczego? dlaczego? wtrci ywo mistrz dlatego, e byem niegdy onaty? Ale nie jestem! nie jestem! To byo wariackie oenienie w wieku takim, gdy czek rozumu nie ma za grosz. Pani nie wiesz? To bya prosta dziewczyna, Kozaczka, tyle tylko, e bardzo pikna. No i c? Porzuciem ja j i ona mnie, przepada bez wieci! wiele lat temu? pitnacie! Na wiecie jej nie ma, boby si zgosia przecie, cho dla kawaka chleba. I jaki to tam by lub, w maej wiejskiej cerkiewce, prawie bez wiadkw, bez metryki. Nie miaem nawczas dwudziestu lat!! Jewaszewski chodzi prdko po pokoju rozgorczkowujc si. Wic c ma sta na przeszkodzie oenieniu? nic, nic. A ju kiedy inaczej nie mona i kiedy ona tam bdzie tych form wymagaa, no, to si oeni... Wdowa patrzaa, suchaa, palia papierosa i krcia ustami dziwacznie. Ty wiesz, ojczulku rzeka e ja, twoja wielbicielka, uczyniabym dla ciebie co tylko w mej mocy. Wszake ja j nie dla czego wziam tu do siebie, tylko aby ci j da. Ano, trudno! strasznie samowolna i uparta. Mylaam, e jej zawrcisz gow, e padnie przed tob plackiem. Albo nie opanowaem jej ducha? odezwa si mistrz. Paramiska rk machna. Co to za panowanie! rzeka. Teraz kiedy znowu zgoda nastanie, trzeba podwoi upajajcego trunku waszej mdroci. Rozmiaa si wdwka i dorzucia: Kiedy nie moe si zakocha w twarzy, niech si w geniuszu zakocha. Albo to takich nie byo przykadw? Jewaszewski sta jako zadumany i jakby wtpicy o sobie. Tylko mi pani pomagaj, jako tego dokonamy. Rzu myl oenienia, przecie to... co

znaczy nosi imi moje i dzieli losy... Ostatnie wyrazy, ktre si nieco dumnymi wydawa mogy, byy w oczach wdowy cakiem usprawiedliwione. Jewaszewski w istocie mia wpyw i znaczenie ogromne, modzie caa przepadaa za nim i sza pod jego dwuznacznym wielce, bo nie wiedzie dokd majcym prowadzi, sztandarem... Sawa tego znakomitego czowieka rozchodzia si przez adeptw po prowincjach, oprcz tego do wzrostu jej przyczyniay si rzadko, ostronie, ale dosy zrcznie rzucane w pismach zbiorowych artykuy i broszury, ktre Jewaszewski pod jakim przezroczystym pseudonimem wydawa. Jako pisarz da dowody przedziwnego instynktu, obierajc sobie form, ktra dozwalaa mu z myli pokazywa roki, koce, strzpki, kawaki, nie zmuszajc do rozwinicia ich w pewnym cigu logicznym, w pewnej caoci jawnej. Jewaszewski udawa humoryst i dobrze mu z tym byo. Humor ma swoje prawa, najprzd wydrapuje si na pewn wyyn pozorni), z ktrej wygodnie jest sar- ka, nie dajc si pochwyci, po wtre posuguje si fantazj dozwalajc omija miejsca, ktrych si przebrn nie spodziewa, na ostatek chwyta on, co napadnie, i sieka na bigos najkosztowniejsze ingrediencje z najbrudniejszym mieciem, i to mu uchodzi. Za filozofem humoryst kaza si Jewaszewski dorozumiewa niezmiernie gbokiego myliciela. Co przyzna mu potrzeba, mimo wszystkich jego wad i uomnoci, by w dobrej wierze. Zdawao mu si, e to, co czyni, istotnie wiodo do wielkiego celu, i e on do tej roboty powoanym by i stworzonym. Przekonania jego byy tak gbokie, iby si by za nie cierpie nie waha. Gwatowna mio dla uczennicy bya w nim saboci, ktr on sam opakiwa, lecz tak upart, e go zmoga. Czu, e ona mu szkodzi musiaa, e do pewnego stopnia poniaa go; drczy si, lecz nie mg zwyciy. Wpyw Jewaszewskiego, o ktrym mwilimy, by tak wielki, i gdy zosta zmuszonym uy go przeciwko chorycowi, Ewarystowi natychmiast si to uczu dao. Potrzebowa si go pozby, odosobni go, zmusi, aby si przenis gdzie indziej. Nie byo innego rodka, czu w nim nieubaganego nieprzyjaciela... Wieczorami kko adeptw, jeeli si nie zbierao u pani Heliodory lub u ktrego ze studentw, najczciej si cigao do mistrza. Jewaszewski zamieszkiwa w jednym z nawczas dosy jeszcze rzadkich domw murowanych na gwnej ulicy, na drugim pitrze, ciasno, ubogo, skromnie. Wchodzio w jego program ycie jak najbardziej do ludowego zblione, wic i przyjcia byy nadzwyczaj proste, a herbata, wdka, ser, sonina, nawet ogrki kwane, stanowiy zwyk przeksk. Modzie si scho- dzia, jak kto sta, niektrzy w koszulach woonych po buracku, bo i Jewaszewski w domu strj ten zwykle nosi... Dwa pokoje z przedpokoikiem stanowiy cae mieszkanie, w ktrym stoy od siekiery, stoki drewniane, sprzt chat wieniaczych umylnie by na okaz wystawiony. Mnstwo ksiek porozrzucanych najdziwaczniej, bez najmniejszego starania o zachowanie ich, stanowiy cech domu. Na stole, na pkach, na ziemi, na sofie na ksztat tureckiej walay si powtykane, pozakadane, porozpaszczane dziea w najrozmaitszych jzykach, w najrniejszych przedmiotach, zdajce si posugiwa do jakiej przedsiwzitej pracy. Siadano na nich, deptano je, zrzucano okciami, nikt, a gospodarz sam jak najmniej si o nie troszczy. Troch miesznie wrd nich wydawaa si gitara, ulubiony instrument Jewaszewskiego, towarzyszcy mu do piosenek maoruskich, ktre wypiewywa lubi i uchodzi w nich za mistrza. By chlubny z tego talentu, ale si popisywa z nim rzadko i tylko w chwilach natchnienia, ktre mu niekiedy przychodziy tak niespodzianie jak inne fantazje jego. Ca sub mistrza stanowi jaki Waka, wyrostek, ktry z panem by za pan brat (i to naleao do programu). Jewaszewski utrzymywa, e wychowaniu jego mnogie powica godziny i mia z niego zrobi czowieka co si zowie. Tymczasem by Waka co si zowie obuzem i

urwisem. Sawnie ju pi wdk, ale w tym Jewaszewski te celowa i bez niej y nie mg. Gdy mistrz w, a raczej bat'ko, bo go tak zwano, w domu si znajdowa i z ulicy wida byo, e si w oknach wiecio, wchodzi do niego, kto chcia. W kominie sta wiekuicie kipicy samowar, podawano herbat, pali kady, co chcia i co z sob przynis, a za- ksywano chlebem, sonin, ogrkami, ryb jak lub niewykwintnymi owocami. Najczciej przybywajcy nie zdejmowa czapki, a gdy miejsca byy pozajmowane, siada na stole lub na ziemi. Witanie si z gospodarzem nie byo obowizujcym. Jewaszewski w koszuli legiwa na sofie, otoczony ksikami, u boku majc na zawoanie gitar, wrd goci krci si Waka na stopie zupenej rwnoci, mieszajc si do rozmowy, gdy mu si podobao. Brano go te za uszy, gdy si to komu podobao. Nieograniczona swoboda panowaa na tych wieczorach, w cigu ktrych gocie si mieniali i przedmioty rozmowy; Jewaszewski umia tak zawsze wystpowa ze sowem, e wywiera wraenie. Gdy mu to nie byo na rk, milcza i nikt nie by w stanie go na sowo wycign, gdy nie chcia mwi piewa... W dniach, gdy mu starzy przyprowadzali nieznanych, modych adeptw, wystpowanie gospodarza byo wicej na wraenie obrachowane, staranniejsze; nigdy jednak zupenie przyjte formy si nie zmieniay. Spierano si czsto o idee, ale trafiao si mwi i o ludziach; kko Jewaszewskiego byo dosy szerokie i liczne, nie obejmowao jednak wszystkiej modziey. Stay poza nim i jednostki odosobnione, i inne, cho pomniejsze, kka i keczka. Po wypadku w ogrodzie jednego dnia trafio si co mwi o profanach, kto wspomnia o Dorohubie jako o uczniu, ktry do miesznoci pilno sw posuwa, nie opuszcza adnej prelekcji, przychodzi zawczasu, pisa zapalczywie, wymiewano si te z pedanta... Gadajcie sobie, co chcecie rzek niejaki Zyycki zawsze taka pracowito dowodzi maego umysu, niewielkiej zdolnoci i trwoliwego ducha... A, dobrze go scharakteryzowa odezwa si z sofy brzdkajc po gitarze Jewaszewski ale niekompletnie. O! ho! jest tam co wicej! Czekano, aby wyjawi t tajemnic, ale zacz podpiewywa piosenk i urwa. Siad przy nim Zyycki. Co wicej? zapyta. Ciekawy! doda patrzc na gitar gospodarz... hm! To ptasio! Ty wiesz, co znaczy ptasio? A po co on tak pragn si wlizn i podpatrzy nasze zebrania u Heldusi? A jak to on sucha pilnie... Kto by powiedzia, e ma misj nastawia uszy i (dokoczy ciszej) chodzi z jzykiem. Tu brzdkn z caych si po strunach, jakby wasne sowa chcia zaguszy... I pocz piewa, a gdy piewa, suchano w skupieniu ducha i nikt nie mia mu przerywa. Zyycki siedzia w swym miejscu, a mistrz skoczy dumk. Powiedz ty mnie szepn mylisz, e on chodzi z jzykiem? Jewaszewski tylko gow kiwn. Nazajutrz nawet w innych ju kkach, nie bdcych w zwizku z mistrzem i jego uczniami, koso spogldano na pana Ewarysta. Nie spostrzeg tego rycho, bo w ogle do zbytku moe by bojaliwym w zawizywaniu znajomoci i robieniu stosunkw. Symptomata nieufnoci jednake rosy z dniem kadym. Z wolna najlepsi znajomi pod wpywem jakich guchych wieci zaczli ostyga, odsuwa si, unika. Choryc poczu wreszcie otaczajcy go chd, domyli si moe, skd nim wiao, ale wcale go to nie zdawao si obchodzi. Samotno nie dolegaa mu zbytnio w pocztku, lecz gdy troch ni znudzony usiowa z niej wyj, zacz si niecierpliwi, dostrzegajc, e modzie stawia mu si wicej ni obojtnie, bo pogardliwie. da tomaczenia nie chcia, nadto by dumnym, wiedzia, e powinien to przypisywa wpywowi Jewaszewskiego i moe by mu z placu ustpi, gdzie indziej si przenoszc, gdyby nie Zonia. Nie chcia i lka si j tak opuci. Widywa j rzadko, bo do pani Heliodory nie chodzi, spotykali si czasem w ulicach, bya

dla dosy uprzejm, spoufalenie z nim braterskie roso, ale nic wicej. Ewarysta te mio nie ostygajc wesza, mwic jzykiem kolegw jego medykw, w stadium chroniczne. Byo to uczucie bez nadziei, a uparte. Zdawao mu si, e czujc dla niej przywizanie, ma zarazem obowizek cho z daleka czuwa nad ni. Wypadek w ogrodzie by jakby skazwk dla, e los go jej na obroc przeznaczy. Wic cho pooenie coraz si stawao przykrzejszym, bo atwiej jest znie osamotnienie zupene ni samotno wrd tumu, postanowi wytrwa na stanowisku. Z dala patrzc na niepodobna byo nie czu szacunku i sympatii dla czowieka, ktry szed tak miao swoj drog, z podniesionym czoem, nie dajc si podrani i nie chcc wiedzie ani sysze, co go otaczao, oddany jedynie pracy. Widzc si wszdzie prawie odepchnitym, Ewaryst skoczy na tym, e si usun powoli od towarzystwa, ktre mu najmilszym byo. Zamyka si w swym mieszkaniu, chodzi na lekcje, odbywa przechadzki w t stron, gdzie si najmniej ludzi spotyka spodziewa, w ulicach unika zaczepek i stykania si z dawnymi przyjacimi, ktrzy teraz dla niego ostygli, i z czystym sumieniem a dum jego, z troch smutku w duszy, zosta tak na uboczu, nie dajc nawet nieprzyjacioom tej pociechy, by go widzieli cierpicym. Musiao to obrusza Jewaszewskiego i jego towarzyszw; spodziewali si bowiem, e zmusz choryca do zmiany miejsca pobytu, do wyniesienia si ze studiami gdzie indziej, a mistrz spostrzegszy, e mu si nie udao nieprzyjaciela odpdzi, chodzi zaspiony. Widok tego wiadka sceny dla niego bolenie pamitnej nie dawa Jewaszewskiemu spoczynku, nie mg na patrzy. Gniewao go i to, e kilka razy mwic o nim z Zoni i starajc si przed ni go spotwarzy, przekona si, i tego nie dokae braa go ywo w obron. Niech ojciec mwi, co chce o jego zacofaniu i lepocie, na to si zgodz, e biedak obaamucony jest wychowaniem i e daleko nie zajdzie, wszystko to prawd by moe, ale zym on nie jest i natura a serce poczciwe... Z jego faryzeuszowskimi pryncypiami odpar mistrz nawet poczciwym by nie mona. Tak! prdzej, pniej zasiane ziarno faszu kiekowa musi i zaguszy nawet dobre popdy. Ja go nie cierpi i ostrzegam. Zonia wiedzc, jak ten wstrt ma sobie tomaczy, milczaa, umiechaa si, nie sprzeciwiaa. Jewaszewski rad by, e si przynajmniej z nim spotka nie potrzebowa. Na list Madzi Zonia, jak bya przyrzeka, odpowiedziaa i odpowied nie zapiecztowan oddaa Ewarystowi. Sama nie wiem, co tam popisaam powiedziaa mu, wrczajc j... Nienawidz ludzi grzecznych, bo grzeczno prowadzi do faszu, nie lubi by grzeczn dla nikogo, ale znowu daremnej przykroci siostrze bym zrobi nie chciaa. Pan znasz lepiej, jak tam do niej pisa by potrzeba, przeczytaj mj list, jeeli znony, to go odeszlij, jeeli nie do rzeczy, to spal ale ja ju innego nie napisz... Ewaryst wedug rozkazu postpi i list przeczyta. By on zimny, mao mwicy, ale nie zawiera w sobie racego nic. Nie wyzywa do cilejszych stosunkw. Ewaryst postanowi go wysa, aby zudzenie poczciwej Madzi rozproszy. Po odpowiedzi tej dugie nastpio milczenie, domyla si choryc, jak ona przykre musiaa uczyni wraenie i e Madzia zami j moe oblaa... Nie napisaa ju rycho, zraona, odepchnita, ale w kilkanacie tygodni przy korespondencji z domu odebra znowu list do Zoni... Nie chcia z nim i do jej mieszkania, nie wiedzia, jak go odesa, i cho zwykle z lekcji wprost szed do domu, tego dnia zatrzyma si, oczekujc na wyjcie Zoni, o ktrej wiedzia, e bya w sali na odczycie. Nierycho ukazao si dziewcz, jak zawsze otoczone rojem modziey, wrd ktrego wygldaa jak krlowa ze swym dworem. Kochali si w niej niemal wszyscy, a ta miaa i ekscentryczna dziewczyna zawracaa gowy szalenie i robia prozelitw, jakimi najwymowniejszy mdrzec nie mg si by pochlubi. Nie ma niebezpieczniejszych apostow nad kobiety. W ich ustach prawda nabiera blasku, a fasz traci sw potworno. Kunszt uwodzenia nawet bez

wiadomoci jest im wrodzonym. C, gdy do wdziku, do uroku modoci przyczy si talent, dowcip, umiejtno sowa i zapa, ktry jest ywioem zaraliwym? Tego dnia Zonia z weso twarzyczk wychodzia z lekcji, a rozmowa gona, rozpoczta w progu sali, przeduaa si w ulicy. Modzie wyzywaa j na sowo, rada gos jej posysze. Ewaryst stojcy z daleka nie chcia si poczy z tym dworem Zoni, przypatrywa mu si tylko, majc zamiar pj za ni i zbliy si, gdy pozostanie sam. Ona nie spostrzega go nawet i, swobodn wiodc rozmow dalej, sza, za sob prowadzc cay szereg wielbicieli. Zna ich wszystkich Ewaryst, z zazdroci zakochanego, prawie mimowolnie j szpiegowa, ale do- td adnego szczeglnego znaku sympatii dla nikogo nie dopatrzy. Najgoniejszymi wielbicielami Zoni byli: najprzd sam mistrz, ktry j wynosi pod niebiosa i za przykad stawia kobietom, potem Zyycki, chopak gorcego temperamentu, niewielkich zdolnoci i powierzchownoci niepocigajcej. Mia w sobie co gburowatego, wyglda na parobka, a niskie czoo szerokie, z oczyma maymi, gboko pod nim osadzonymi, wyraz przykry nadawao jego fizjognomii wyzywajcej i szermierskiej. Przeladowano Zyyckiego mioci dla Zoni, ktrej on si nie wypiera, ona wiedziaa o niej i miaa si tylko, nie grozio jej z tej strony adne niebezpieczestwo. Daleko wicej niepokoi Ewarysta mody, wieo jak si zdawao nawrcony, jak dziewcz pikny, delikatny, co chwila rumienicy si kolega, Zorian Szeliga. By to chopak majtny, jedynak u rodzicw, wypieszczone dzieci matki, rozwinite przedwczenie, rozgorczkowane ju do ycia i upojone pierwszymi jego kielichami. Z domu, w ktrym czuwano nad nim troskliwie, Zorian puszczony nagle na swobod buja jak mody rebak, ktry si wyrwa ze stajenki. Bardzo pikna biaa twarzyczka, z ktrej jeszcze dziecinna wieo nie zesza, otoczona wosami kruczymi, oczy czarne wyraziste, usta kobiecym namaszczone wdzikiem, postawa majca w sobie take jaki niewieci urok i co pieszczotliwego czyniy Zoriana ulubiecem wszystkich pa i panienek. Heliodora zwaa go Antinousem i okazywaa mu moe do zbytku posunit yczliwo. Z pierwszego wejrzenia, od jednej rozmowy z Zoni, Zorian si w niej zakocha po dziecinnemu, szalenie. Nie kry si z tym, by jej natrtnym. Z pocztku i z niego si miaa. Jewaszewski zada, aby uya caej przewagi, jak nad nim miaa, dla pozyskania go gronu, ktremu przodowa. Chciano mie bogatego Zoriana, bo grosz, nawet w propagandzie naukowej, jak w kadej innej, bywa potrzebnym, a nie miano go wiele. Zoni udao si nie tylko nawrci adne chopi, ale z niego uczyni niewolnika. Ewaryst wiedzia o tym po trosz, lecz po raz pierwszy teraz, przy wychodzeniu z lekcji spostrzeg z podziwieniem jakie spoufalenie Zoni z tym wielbicielem, porozumiewanie si oczyma, obejcie si tak prawie serdeczne, i krew mu od serca uderzya do gowy. Instynkt wskazywa w Zorianie ju nie przyjaciela piknej dziewczyny, ale jej kochanka; Zorian zajmowa przy niej miejsce pierwsze, o ktre nikt z nim nawet si spiera nie way, zdawa si nie ju sucha jej, ale jakby troch jej sw wol narzuca, ktrej si ona nie sprzeciwiaa. Dotkno go to tak, e o licie Madzi zapomnia, i z sercem zbolaym powlk si z wolna, nie widziany, za Zoni. Modzie, ktra j otaczaa, powoli rozchodzi si zacza, gromadka zmniejszya si, narecie pozosta tylko Zorian i ona. Idc rozmawiali pochyleni ku sobie, jakby zapomniawszy si, e ludzie na nich patrze mog. Szeliga uj j pod rk, nie sprzeciwiaa mu si. Zdumiony coraz mocniej, Ewaryst spostrzeg, e para ta zamiast i wprost do dworku Sahanowej, udaa si najswobodniej do mieszkania Zoriana, ktry pikny lokal zajmowa do opodal od pani Heliodory. Gdy ju mieli wchodzi razem, choryc w progu widzc ich spodziewa si jeszcze, e Zonia si zatrzyma lub zawrci; lecz dziewcz miao, nie przerywajc rozmowy, w ktrej oboje byli zatopieni, zniko we drzwiach kamienicy. Jak skamieniay Ewaryst pozosta w miejscu, rozpacz go ogarna. Nie wiedzia sam, jak dugo tu sta, upyno moe p godziny, nim znowu Zorian i ona wyszli zajci sob i razem skierowali si ku domowi Agafii Sahanowej.

Dnia tego ju listu Madzi nie mg odda siostrze, powlk si do domu. Nazajutrz ku wieczorowi Zonia chodzia po swoim pokoiku w dziwnym jakim usposobieniu: twarzyczka jej, zawsze dosy wesoa i odbijajca atwo najmniejsze wraenie, bya niezwyczajnie rozpromienion i umiechnit szczciem jakim. Chodzia, oburcz podrzucajc gste swe wosy, bawic si nimi, czasem stajc przed maym zwierciadekiem i sama si umiechajc do siebie. Roztwarta ksika leaa niedbale rzucona na stoliku. Kilka razy dziewcz prbowao j wzi w rk, chciao si zmusi do czytania i rzucao z niecierpliwoci. Stawaa zadumana, pync gdzie mylami w te wiaty marze, z ktrych na ziemi do najpikniejszej rzeczywistoci powraca tak trudno... Nie wida byo najmniejszej troski na jej twarzy, lecz jakby szczcia rozpamitywanie... Chodzia po ubogiej izdebce, zwyciska, szczliwa, pani siebie. Gdy w korytarzyku kroki si sysze day, zna byo, e ten natrt, co jej mia myli porwa zote, gniew w niej obudzi. Z niechci i wyrazem nadsania posza prdko do drzwi, jakby precz chciaa odpdzi tego, co mia stawa midzy ni a jej marzeniem. Nie pojmowaa zuchwalca, co w chwili uroczystej takiego wniebowzicia zamci si way jej sen szczliwy. Otworzya drzwi gwatownie i ujrzaa w nich stojcego Ewarysta. Chopak mia postaw tak biedn, pokorn, smutn, i j ni rozbroi. Nie miaa okruciestwa go dobija. A! to wy! zawoaa to wy! Prosz! Spodziewaa si kogo innego! odezwa si choryc. Nikogo odparo dziewcz, obracajc si ku niemu z powracajcym gniewem. Kog mylicie? Nie wiem rzek Ewaryst. To nie wiem powiedzia tak jako, jak gdyby chcia nie wiedzie o nikim, a musia si kogo domyla. Zonia patrzya na podejrzliwie, byo to zym znakiem, czua si winn... Mam list od Madzi odezwa si Ewaryst, dobywajc go dlategom si przyj tu omieli. A! list znowu od Madzi! zawoaa, rczk wycigajc i chwytajc go Zonia. Choryc mia czas w tym ruchu jej ywym dostrzec, e na palcu miaa piercionek, ona, co nigdy adnych nie nosia. By to zoty w, ktrego gow stanowi duy brylant. Zonia domylia si, e piercie mg by dostrzeony, i ywo odwrcia wiecc gow jego do doni. By to drugi zy znak, lecz czy ich ju Ewarystowi wicej potrzeba byo. Z samej twarzy dziewczcia mg wyczyta, e w sercu zasza zmiana. Bya to jakby inna istota, jak alabastrowe naczynie, w ktrym teraz gorejce wiato przewiecao je cae. Nigdy tak bardzo kobiet nie wydawaa si chorycowi, dawniej byo w niej co dziecicego, chopicego, studenckiego, teraz czu byo rozbudzon do ycia niewiast. Rnicy midzy Zoni dawniejsz a now nie kady by dostrzeg moe, chocia bya ogromn, stanowiy j jakby nowe wlane siy, jakby jakie poczucie wasnej doli i wiadomo losu. mielsz bya ni kiedykolwiek, wdziczniejsza ni dawniej, w ruchach, w mowie przebijaa si jeeli nie zalotno, to instynkt, ch podobania si. Bya t sam mia Zoni, a jednak zupenie inn. Im duej przypatrywa si jej Ewaryst, tym sroej bola, czu, e bya dla niego stracon, lka si, by zgubion dla siebie nie bya. List od Madzi! powtrzya wzdychajc dziewczyna i obracajc go w rkach zafrasowana. Na jedn odpowied trudno mi si byo zebra, zdaje si, e w niej pomieciam wszystko ju, co tylko mogam do tej biedaczki napisa, czeg ona moe chcie ode mnie? Spojrzaa na Ewarysta i zobaczya z jego twarzy, i jej t obojtno mia za ze. Choryc milcza. Zonia list, nie otwierajc go, na st rzucia; spojrzaa w okno... Po chwilce odwrcia si znowu ku niemu. Siadaje, prosz, mj wybawco dodaa troch szydersko...

Gdybym nim mg by szepn cicho Ewaryst. Zonia poczua w tym jak dwuznaczno. Od czeg i od kogo by mnie chcia ocali? spytaa. Od ciebie samej pocz omielajc si choryc. Zagadka? Czyby mi miao od tej szalenicy grozi jakie niebezpieczestwo? spytaa. Choryc odpowiedzia wejrzeniem penym znaczenia. Zonia wskazaa mu sof nakazujco, musia usi. Stana u stou, przedzielona nim od niego. Mw mi kazanie, a bd wymownym, bo ta Zonia dodaa to rogata i uparta istota. A wic? co tam ona spataa? sucham. Pozorna artobliwo jej wymowy krya le coraz rosncy niepokj. Nie mam najmniejszego prawa ani ci kazania mwi, ani dawa nauk rzek Ewaryst ale szczere moje, ciche przywizanie wytumaczy natrctwo. Zoniu, powiem ci tylko jedno nazwisko: Zorian. Dziewcz zapono szkaratem. Dotd patrzao w oczy kuzynowi, spucio renice, podnioso rce i zamylone poczo si wpatrywa, machinalnie jako, w swj piercionek. Zorian! powtrzya. C mylicie o nim i o mnie? Zorian si w tobie kocha, o tym wie cay wiat doda Ewaryst. Milczenie dosy dugie przerwao rozmow. Zonia cigle wpatrywaa si w piercionek, ktry obracaa na palcu. Zorian si kocha we mnie, powiadasz?... tak? zacza powoli. A gdybym ja te kochaa jego? c z tego? Czy ja nie mam prawa odda mojego serca i siebie, komu mi si podoba? Jestem zupenie woln, nic nigdy od rodziny nie potrzebowaam, nic od niej wymaga nie bd, ale jej nad sob przewodzi nie dozwol. Wolna zupenie, gdybym kochaa Zoriana, c dalej, panie Ewarycie? mw! Byoby to nieszczciem! zawoa choryc z uczuciem gbokim. Mylisz si! przerwaa mu z wybuchem jakiego zapau Zonia mylisz si! A! byoby to najwyszym szczciem, byoby nowym do ycia narodzeniem! Mio, przyznaj teraz, jest uszlachetniajcym, wielkim uczuciem... jest tajemniczym wzem ywota... jest apoteoz... Porwaa ksik, na ktrej miaa chwil rk opart, i rzucia ni silnie o st. Kocham Zoriana! zawoaa tak jest, nie omylie si, kocham go mioci dziwn, jakiej moe na wiecie nie byo... Zmienione role, ja jestem kochankiem, on kochank, kocham go sercem mskim, namitnoci mczyzny, a on przy mnie jest jakby dzieweczk niemia!! Panuj nad nim, jest moim... To wyznanie dziwaczne, ktre si jej z ust wyrwao, osupio Ewarysta, zaama rce i domi cinitymi twarz sobie zakry. Powiesz, em szalona! wybuchna Zonia. O! wierz mi, w yciu, jakie si nam dostao w udziale, sza jest skarbem. Jam szczliwa, em oszalaa! Zoniu! na Boga! to istne ju szalestwo krzykn przeraony choryc. Jakie nastpstwa, co za przyszo! Zorian jest maoletnim, a przynajmniej pod rodzicw wadz, ja znam t rodzin. Drobna szlachta, co si ogromnego dorobia majtku, nigdy na wiecie nie dozwoli na oenienie... Zonia wybuchna miechem... Oenienie! ale ja o wyjciu za niego ani pomylaam! Ja chc go kocha, to mi starczy, jestem pewna, e gdyby si ze mn oeni, to by mi moje szczcie popsuo! Choryc krzykn ze zgrozy. A! wy, witoszki, faryzeusze... ludzie trupy! zawoaa. Zoniu, ja mwi z tob nie mog nawet, myli mi zami zachodz przerwa Ewaryst. Sza byby niczym, ale ty lep tak, e nie widzisz nastpstw... Ty si zgubisz... Gwatowne, cho krtkie wybuchy choryca zday si w kocu dziaa na dziewcz. Mj panie Ewarycie odezwaa si zimniej troch. Powtarzam ci, e ja mam prawo zgubi si w taki sposb, jak mi si podoba... Kocham Zoriana i czuj, e on mnie kocha.

To dziecko! przerwa choryc gwatownie. Nie wtpi, e ci kocha dzi i szaleje, ale to jest namitno moda, to ogie somiany, ktry jutro zaponie tak samo dla innej. Zonia podniosa oczy i ruszya ramionami. Kt, kochajc, myli o jutrze? Jutro! a! mj Boe! ono do nas nie naley... I odesza od stou, za ktrym siedzia Ewaryst, przybity ju do ostatka i zrozpaczony... Nierycho mg si on zebra na ostyglejsz odpowied. My w istocie, moja Zoniu, stojemy pojciami od siebie tak daleko, e si nam niepodobna zrozumie. Nie wiem nawet, czy wierzysz w tego Boga, co ja, a z pewnoci lekcewaysz te Jego prawa, ktre ja za wite uwaam... Nie chc mwi o tym, co nakazuje nam wiara, abym nie wywoa z ciebie blunierstwa. Lecz, oprcz boych, s prawa ludzkie, obowizujce, s przepisy ycia, od ktrych pod groz kary uwolni si nie mona, jest spoeczno i opinia potpiajca... Choby nie chciaa, jeste czstk tego spoeczestwa i prawom jego ulegasz, nie yjecie na pustyni... Zonia zwrcia si gow ku niemu, idc sama ku oknu. Wanie przeciwko okowom, jakie ta strupieszaa spoeczno wkada na nas, my chcemy walczy. Tu nie dosy sowa, trzeba czynw. Jeli chcesz, moja mio jawna, ktr wy nazwiecie bezwstydn, jest tak protestacj. W tej chwili ty jeste hipokryt przerwa Ewaryst z pumiechem gorzkim namitno twoj chcesz pokry paszczem teorii... To fasz! Zonia zarumienia si mocno. Moe masz suszno! odpara dumnie. Kto ma skarb, ten go broni, nawet z otarza chwytajc, co napadnie... Wyznanie to, nieco upokorzonym tonem wypowiedziane, przejo litoci Ewarysta, porwa si z miejsca i pad przed ni na kolana. Zoniu! zaklinam ci! nie gub si!! krzykn. Brwi piknemu dziewczciu cigny si grono... Mogabym si obrazi tym twoim strachem przerwaa. Nie rozumiem, jak ty sobie wyobraasz mio, chyba rozpust obrzydliw. Krzywdzisz mnie i jego... Mio Zoriana dla mnie jest tak pikn, szlachetn, czyst jak moja dla niego. Kochamy si dwiema duszami bratnimi... Ewarycie. Rumieniec wybieg jej na twarz i nie dokoczya.

Wierz w to, co mwisz rzek choryc. Chc nawet wierzy, i w tej mioci idealnej oboje wytrwacie, cho ona z waszymi teoriami si nie godzi. Nowy rumieniec obla twarzyczk Zoni, ktra ywo odwrcia si od niego. Ja mog temu uwierzy koczy choryc ale wiat, ale ludzie co powiedz, widzc ci chodzc do niego. Albo ja si z tym kryj? spytaa Zonia. Ludzie to wezm za cynizm! doda Ewaryst. Niech bior, za co chc spokojnie, ze wzgard jak odezwaa si Zonia co to mnie obchodzi? Ja dla ludzi nie powic ani jednej minuty mojego szczcia. Odpowied zamara na ustach choryca; zrozpaczony odstpi od niej. Nie byo ju sposobu ani mwi z ni, ani chcie j przekona. Dwoista sia czynia t mio niezwycion, jej wasna, poparta teoriami swobody nieograniczonej, ktre jej wpojono. Przewrcona gowa dziewczcia dopomagaa rozpomienionemu sercu. Choryc sta jeszcze czas jaki milczcy, patrzc w ziemi, wzi kapelusz, skoni si jej z daleka i wyszed powoli. Nie zatrzymywaa go wcale. W bramie, gdy ju na ulic wychodzi, nie ogldajc si nawet, uczu si za rk chwyconym. Stara Agafia Sahanowa z tajemnicz min, dajc mu jakie znaki, szeptaa prdko: Heliodora Iwanowna, paniczyku, Heliodora Iwa- nowna, na mio bo, prosi was na chwil rozmowy do swojego pokoju. Chodcie koniecznie. I pochwyciwszy go za rkaw, starucha cigna, jakby si lkaa, aby jej ofiara si nie wylizna. Powtarzaa cigle: Heliodora Iwanowna! Ewaryst nie rozumiejc, po co do niej mia i, i majc to wezwanie za omyk, opiera si nieco. Mylicie si moe, ja tak jak nie znam Heliodory Iwanownej rzek do starej. Nie myl si, nie myl, wiem pewnie, wracacie od krewnej waszej, od Zonki; chodcie na sowo! Pocigna go za sob ku domowi i przez inny ciemny korytarzyk ku drzwiom, ktre si natychmiast otworzyy. Staa w nich pani Heliodora, tym razem bez papierosa, niecierpliwa, podraniona i ledwie wpuciwszy gocia do swego gabinetu, zamkna za nim drzwi na rygiel. Pokoik niewielki by obrazem ycia kobiety, ktra w nim mieszkaa. Najwikszy niead panowa w tym niby eleganckim buduarze. Elegancja bya chwilowa i ju naleaa do przeszoci, niead stanowi teraniejszo ca. Stroiki, tytu, papierosy, ksiki, cacka, listy, wistki i okrawki wstek, ryciny na wakach i materie w sztukach, zaczte roboty kobiece i zawalane seksterna, rozsypane pienidze i gaganki pomite tak zajmoway wszystkie miejsca, i usi prawie nie byo gdzie. Ani te pani Heliodora zapraszaa gocia, stana przed nim, zaamaa rce poplamione atramentem i poke od dymu papierosw, woajc: Pan wiesz! pan wiesz! co ona najlepszego robi! Sobie i mnie naprowadzi biedy! Wodz si z sob po caych dniach, bywa u niego, jak mam kocham. Mwiam jej, niech cho nie tak jawnie... ani chce sucha. Choryc mia czas zebra myli. Pani dobrodziejko odezwa si wiem o tym troch, ale pozwl mi powiedzie sobie, e tej pogardzie opinii i tej emancypacji Zoni winny z pewnoci nauki przez mistrza wygaszane. Byy one dla niej przygotowaniem do ycia i jego prawide. Sialicie ziarno, ktre schodzi. miae to obwinienie jakby wod zimn oblao pani Heliodor, oburzya si. Ja nic nie mam przeciwko wolnemu rozporzdzeniu sercem rzeka jkajc si nieco. Co ojciec gosi, to wszystko prawda. Dosy mielimy tyranii mskiej, kobieta powinna by woln. Tak, jak mam kocham, ale yjemy wrd wiata skoowaciaego, my, nas odrobina, trzeba mie pewn wiar.

Ja panu wprost powiem, e to si skoczy awantur. Rodzice tego chopca lada dzie si dowiedz, a to s ludzie dumni, eni mu si nie dadz, rozdziel ich i ona bdzie najnieszczliwsza. Ona mu ufa! przerwa Ewaryst. Heliodora porywczo si odezwaa umiechajc: Jemu ma ufa! ot to nieszczcie, to chopiec rozpieszczony, zepsuty przed czasem, rozpustnik... Zaraz po przyjedzie do Kijowa, wiadkiem stara Agafia, zakocha si by tak samo w crce gospodyni, u ktrej sta... za co potem przypaci, jak mam kocham, i ledwie si odkaraska od niej. Wydali j za jakiego kancelist. Sysz, jeszcze i teraz si do niej wczy, jak mam kocham. A ja wiem najlepiej, na sobie, bo sowo daj, e i do mnie si wdziczy, ale jak!! A ona biedaczka te jego amory bierze za dobr monet... Rzucia si pani Heliodora gwatownie. Potem na mnie powiedz, e z mojej przyczyny... Tu zatrzymaa si troch; na wp sama do siebie, zadumana mwi pocza: Co innego jej radziam i sowo daj, byabym to doprowadzia do skutku. Jewaszewski si chcia z ni oeni, jak mam kocham. Prosz pana dodaa z gbokim przekonaniem potem niechby si bya, wyszedszy za m, kochaa, jak chciaa, nikt by jej sowa nie powiedzia. Nawet m? wtrci Ewaryst. Wdowa si umiechna szydersko. Albo to m ma wszystko wiedzie? dodaa przez zby. Choryca ju niecierpliwio, e go tu nadaremnie zatrzymywano. Zdaje mi si rzek e jeli kto, to pani i ten pan Jewaszewski, ktry tu ma tak powag, moecie pann Zofi powstrzyma i skoni j. Ale kiedy si szalenie zakochaa! przerwaa Heliodora. Tak, szalenie zakoczy Ewaryst kaniajc si na poegnanie lecz szaom tym nie ona sama jest winn. Chcia ju odchodzi, gdy podbiegszy ku niemu zatrzymaa go gospodyni. Prawdziwie panu powiadam, e ja zupenie gow trac pocza. Mylaam, pan do familii naleysz, abycie potem nie mwili, e ja przyczyn. Ja umywam rce! ona mnie sucha nie chce. Spojrzaa na choryca, ktry sta nie chcc ju duej przeciga rozmowy. Wic widzi pan dodaa ja przed nim nie taj, to si skoczy katastrof, ja winn nie bd, jak mam kocham. Widzc, e choryc nie otwiera ju ust, Heliodora mu pomoga drzwi odryglowa i szepna na wychodnym: Jak dwa a dwa cztery, zobaczy pan awantura gotowa. Chopiec zepsuty, cho tak si wydaje, jakby go dopiero z pieluszek rozwinli, a ona jak wariatka. Choryc oguszony, zmczony, wyszed z dworku Agafii, nie umiejc znale drogi. Co mia pocz? mgli co poczyna?? nie wiedzia sam. Cignc powoli do domu wpad na myl, ktra mu si zdawaa jak sabiutk nadziej, jeli nie ocalenia Zoni, to przynajmniej lepszego ocenienia niebezpieczestwa, na jakie bya wystawion. Zoriana Szelig, w pierwszych miesicach po jego przybyciu, gdy jeszcze nie by nawrcony i wcignity w kko reformatorw, pozna by Ewaryst, by nawet par razy u niego i mode chopi przylgno zrazu do powanego i przyzwoitego choryca, nawykym bdc do lepszego towarzystwa. Pniej, chocia Zorian zdawa si go unika, zachowywa si jednak przez grzeczno jakby dobry znajomy. Witali si z sob, rozmawiali o rzeczach obojtnych. Mao go zna choryc, a z tego, co widzia i sysza, wyobraa sobie dosy pochym, dziecinnym, wielce namitnym, a nie bardzo odwanym. Na charakter mokosa w istocie mao rachowa byo mona. Zapragn zbliy si znowu do niego. Nie byo to atwym. Towarzystwo otaczajce bogatego jedynaka zupenie si teraz zmienio, krlowali tu ojciec i jego synowie z ducha, co byo najzagorzalszego i co najgorszym okiem patrzao na choryca. Nie mg on si wciska pomidzy adeptw, aby nie wywoa jakiego

nieprzyjemnego zajcia. Nazajutrz jednak, nie odkadajc, pod pozorem ksiki jakiej, ktr by dawniej poyczy Zorianowi, poszed do niego w godzinie rannej, w ktrej si nikogo spotka nie spodziewa. Na kwater akademick mieszkanie Szeligi byo niezwyczajnie wspaniaym. Mody panicz trzyma lokaja w liberii, mia salon, kilka pokojw i cay komfort, jaki zwykle tylko starszych otacza, ulubieniec matki, piesz- czoszek nawyky do wygd, zawczasu ju czyni z nich ycia warunek. Ewaryst zasta go jeszcze w ku, pijcego kaw, ktr mu z ca elegancj zamonego domu podano. Wicej byo koo niego przyborw toaletowych i fraszek ni papierw i ksiek. Nauka bya tu gociem, po ktrym lady zacierano. Z wielk uprzejmoci, posunit do przesady, przyj dawnego znajomego Zorian, przepraszajc za to, e w ku go zasta. Jestem troch niezdrw! doda zakopotany. Pierwsz rzecz, ktra wpada w oczy chorycowi, bya na stoliczku przy ku w aksamit oprawna za szkem fotografia, w ktrej na pierwszy rzut oka pozna Zoni. Kazaa si ona bya fotografowa z ksikami pod pach, w mskim kapelusiku, i obrazek ten, uderzajcy oryginalnoci, znanym by powszechnie. Zorian, nie dostrzegszy, e Ewaryst mia czas na spojrze, dosy zrcznie natychmiast go przysoni. Suba wysza. Korzystajc z poufaoci koleeskiej choryc umylnie zwrci uwag na obrazek. Pokae mi, jak to pikno ukrywasz przede mn tak starannie zawoa chwytajc fotografi, ktr Zorian prno mu wyrwa usiowa. A! to moja kuzynka! rzek stawiajc na powrt obrazek Ewaryst. Szeliga zarumieniony lea milczcy, zmiszany bardzo. Kuzynka! powtrzy kuzynka! Tak jest doda choryc siostra jej wychowuje si przy moich rodzicach! Wszyscy mwi cign dalej, o ile mg najspokojniej e wy si szalenie kochacie w Zoni! Bardzo temu wierz, bo jest i liczna, i pena ycia a zdolnoci, cho gwk ma troch przewrcon. Zorian sucha pilnie, z wolna przychodzc do siebie. No, kocha si trudno zabroni doda z wolna Ewaryst lecz jako yczliwy ci przyjaciel radzibym by ostronym. Wtpi, aby rodzice wasi pozwolili si eni, a z famili mojej biednej kuzynki moglibycie mie nieprzyjemnoci... Ale, prosz ci wtrci Szeliga prosz ci, c? za co? wszyscy niemal akademicy kochaj si w pannie Zofii. A ja te kocha si nie zabraniam doda choryc tylko po przyjacielsku zwracam uwag, e to szlacheckie dzieci, dobrego domu, cho ubogie, i nie bez zwizkw. Szeliga, widocznie pomiszany, pi kaw tak niezrcznie, e mu si na poduszk wylewaa. Bardzo dzikuj wybkn. Przecie kochanie si nikomu krzywdy nie czyni! Zacz si mia, lecz miech by wymuszony i kwany. Choryc nie podnosi ju draliwej sprawy, pocz chwali mieszkanie, mwi o lekcjach, o pogodzie, o swojej ksice i udajc wesoego, wkrtce poegna Zoriana, ktry po wyjciu jego lea dugo zadumany na pocieli. Upyno dni par a biedny choryc usiowa si uspokoi, chocia smutny by w duszy i nie widzia ratunku dla zdziczaej Zoni. Traf zrzdzi, e si z ni nie spotyka i z lekcyj wychodzcej wida jej nie byo. Ciekawo go braa przekona si, czy kroki, jakie przedsibra, przyday si na co, o tym nie mia sposobu si przekona, chodzi na zwiady do niesmacznej, roztrzepanej i napastliwej pani Heliodory nie mia ochoty. Wanie gdy myla o tym, jak by si mg dowiedzie nieznacznie o Zoni, spotka j w ulicy sam jedn. Sza z ksikami pod rk, z gow spuszczon, naspiona, blada i cierpica, bo twarz jej zdradzaa bole jak. Nie widziaa nadchodzcego Ewarysta, ktry sam narzuca si jej nie chcia. Bya jednak tak biedn i tak mu si al jej zrobio, e si przybliy. Zamylone dziewcz podnioso gow przestraszone, drgno i nierycho zdao si rozpoznawa kuzyna.

Nie jeste chora? zapyta Ewaryst. Ja? chora? dlaczeg to? odpara, chmurno patrzc na niego. Chor moe jestem, ale na duszy, a na takie choroby sam kady sobie by musi lekarzem. Nic przecie nie zaszo! szepn Ewaryst. Ale dlaczeg tak si troszczysz o mnie? niechtnie zawoaa Zonia. Prawdziwie, e czasem przywizanie, czy jak tam si to nazywa, wicej dokuczy ni przeladowanie i staje si jednym z najnudniejszych. Posyszawszy to Ewaryst skoni si i chcia odej, oczy jej bysny, popatrzaa na milczcego i cierpliwie znoszcego jej niegrzeczno dodajc: Ciekawy jeste! prawda? co mi jest. Ostatni raz widziae mnie tak szczliw! C robi, ycie jak rzeka toczy si, to czystymi krysztaowymi wody, to niosc z sob brudy i miecia. Mwia powoli, idc ze spuszczonymi w ziemi oczyma, na wp sama do siebie, p do tego powiernika zawojowanego, na ktrego mao zwaaa. Ludzie s jak psy cigna dalej co gdy widz, e jeden z nich smaczn ko ogryza, jeeli mu jej odebra nie mog, to cho przeszkadza by radzi, cho powala j... Wszystkim zawadza to, e ja kocham kogo, e jestem kochana i e mi z tym byo dobrze. Zatruli mi ju moje szczcie powalali... Rzucia okiem na suchajcego Ewarysta. Co o mnie mwi jemu, tego nie wiem, ale przede mn oplwali biednego chopca, aby mi go obrzydzi, zro- bili go rozpustnikiem, powywlekali historie jakie brudne o nim... Syszae i ty pewnie? Ewaryst gow potrzs. C mi tam? Przeszo to rzecz zapomniana, utopiona. Co dziwnego, e, kochajc, serca znajdowa plugawe? Nie mia dowiadczenia, nie zna ludzi... Napi si moe z kauy! ale co mi tam... Nie miem ci powiedzie, moja Zofio odpar idcy za ni choryc e i ty moesz by w tym przypadku. Ja ci go obrzydza nie chc, ale nie znajduj, aby by godnym tej wielkiej mioci, ktr masz dla niego. Dlaczego? zapytaa Zonia. Bo ani umysem, ani sercem nie dors ciebie rzek choryc. Znam go, jest to pochy chopak, w ktrym serce na chwil bije mocno, ale oprcz uczucia, w ktrego rozbir ja wchodzi nie myl, nie ma tam nic! Albo si kocha dla czego i za co? odpara Zonia kocha si, bo si musi, widzi si gupot wasn, i to nic nie pomaga... Powiedziaa to smutno, Ewarysta pocieszyo niemal jej strapienie, byo ono znakiem jakiego rozmysu, przepowiedni zwrotu. Sam smutek mwi ju wiele... Wahaa si, a mio, ktra si waha, blisk jest ostygnicia. Sdzi, e najlepiej j bdzie zostawi sam sobie. Przeszedszy kilkadziesit krokw a ku dworkowi Sahanowej, w milczeniu maoznaczcymi przerywanym pswkami, u wrt jego prawie poegna si z Zoni, ktra doszedszy ju tu, po rozstaniu z nim, zadumaa si u wnijcia dugo, papierosy swe i ksiki oddaa stojcej tu starej Agafii, a sama posza ywo w drug stron. Ewaryst byby poprzysig, e szukaa tego nieszczliwego Zoriana, o ktrym mylaa cigle. Naprzeciwko mieszkania zajmowanego przez mistrza by dom od dawna ju nie najmowany, chocia gospodarz, bogaty kupiec, wieo go kaza odwiey, pomalowa i star a dosy niepokan budow uczyni wygodniejsz, ni bya za modu. Obyczajem wszystkich wacicieli Jefrem Wasyliew obrachowa sobie poniesione na restauracj wydatki i wymagania jego tak byy przesadzone, e dugo nikt si do mieszkania na pierwszym i jedynym pitrze nie zgasza. D zajmowa Wasyliew z liczn rodzin, a e by zamonym i rachowa umia dobrze, wola pustk widzie kamieniczk, nieli j tanim najmem skompromitowa. Jednego dnia przecie gocie Jewaszewskiego, ktrzy czsto przez okna wygldali, dostrzegli, e naprzeciw zawieszono firanki i pewien ruch da si widzie u Wasyliewa. Ot Jefrem przecie znalaz kogo, co mu da, ile zapiewa! odezwa si jeden z

akademikw, spogldajc naprzeciwko. Jewaszewski, ktry o prozaicznych przedmiotach, o yciu powszednim i drobnostkach jego nierad by mwi, bo dla nich najwiksz okazywa pogard, tym razem mrukn: Mwili, e tam jaka jejmo, bogata wdowa z Moskwy czy nie wiem skd przybya, daa si Jefremowi obaamuci. Bogata! wdowa! przerwa miejc si Zyycki a! w to nam graj! moe jeszcze moda i przystojna! ho! ho! Mistrz ruszy pogardliwie ramionami, niewiele go to zdawao si obchodzi. Ciekawa modzie, majc z okien mistrza tak doskonae stanowisko do obserwacji, a wiedzc, e za firankami krya si istota pci eskiej, o ktrej fama chodzia, e jest wyposaon obficie, nie schodzia prawie z czatw. Zyycki, ktry by prniak i lubi si lada czym rozrywa, szczeglniejsz zwrci baczno na lokatork Jefrema Wasyliewa. Nie dosy mu byo czatowa w oknie, przypatrywa si z ulicy, azali czego nie ujrzy dajcego wnioskowa, czy gra warta bya wieczki, poszed do Wasyliewa, u ktrego bra herbat i sardynki i mia z nim pewien rodzaj znajomoci. Jefrem by opasy, na pozr dobroduszny, miejcy si, poyskujcy z dobrego bytu, rumiany jak burak czowieczyna, ktry powszednim ludziom mg si wydawa niezmiernie prostym burakiem, ale w istocie by najprzebieglejszym z ludzi. Niewiele wiedzc i umiejc, bo by wychowacem natury i wasnej pracy, Wasyliew mia ten przedziwny instynkt ludzi zmuszonych y w spoeczestwie nad nich wyksztaceszym; obawia si wszystkich, nie ufa nikomu, uwaa w ogle wiat za nieprzyjaciela i chytrzy... Dosy byo od niego zada si czego dowiedzie, aby obudzi jego podejrzenie. Nikt nigdy nie doby nic z niego, ale nie da pozna po sobie tej przebiegoci, owszem, udawa prawdomwc i prostaka. Kady od- chodzi od niego pewien, e doby z Jefrema, co chcia, on potem mia si w kuak za odchodzcym. Zyycki zagada naprzd o wierci funta herbaty, ktrej mia potrzebowa, potem o ostatnim pudeku sardynek, jakie std wynis, nareszcie doda: Ano, powinszowa kupcowi, wszak to pierwsze pitro najte!... Wasyliew si w kark poskroba i rk machn. C, dobrze? spyta Zyycki. A! co za dobrze! z biedy! trzeba byo... Co robi zamrucza Jefrem. A komu najlicie? Jefrem ramionami poruszy. Albo ja wiem! odpar obojtnie. Zyycki dorzuci: Urzdnikowi? co? I! nie... jaka baba... Niechtnie mwi! Stara, moda? z dziemi? pyta akademik. Ciekawo ta i ch mieszania si w cudze sprawy nie podobaa si kupcowi, zagada co ywo do prykaszczyka, nie dosysza niby pytania. Zyycki sta na prno, odpowiedzi nie byo. Jefrem niby o niej zapomnia. Powtarza pytania nie wypadao, kupiec rce woy w aksamitne szarawary i sta patrzc w wiat, jakby o lokatorce mowy nigdy nie byo. Tymczasem zoyo si, e ta, o ktr wanie dopytywa ciekawy modzieniec, wracajc z miasta wchodzia do kamienicy. Wasyliew nie mg jej nie powita i nie ukoni si, a Zyycki nie mg nie domyli si, kto bya, bo wesza wprost do tego domu. A e sza powoli, rozpatrujc si, Zyycki doskonale si jej przypatrzy. Wiek trudno mu byo odgadn, gdy jejmo widocz- nie bya odwieon, pomalowan dosy jaskrawo, ale, cho z pozoru nadawao jej to wielk wieo i blask, budzio podejrzenia. Rysy twarzyczki, nadzwyczaj regularne, niegdy musiay by bardzo pikne, byy nimi jeszcze, szczeglniej oczy czarne i usteczka bardzo malekie. Chd, ubranie, pewna wymuszono w caej postawie, ruchach, umiechach zdaway si w tej pani chtk okazania si daleko dystyngowasz, ni w istocie bya. Mwio co, e moga by prost bardzo kobiecin, ktrej los, a raczej pikno day niespodziane stanowisko w wiecie, kopotliwe i utrudzajce. Mona byo przysic, e ta sztywna jejmo, zrzuciwszy bardzo wytworne

stroje, nierwnie by si czua swobodniejsz i szczliwsz. Oczy jej biegay bojaliwie, jakby si cigle czego lkaa... Ubir jej grzeszy jaskrawoci, byskotkami i brakiem smaku, ale by za to kosztowny i obrachowany tak, aby si nim wydawa. Przechodzc pani ta rzucia trwonym okiem na studenta, umiechna si kupcowi i wbiega co najprdzej do domu, jakby jej pilno ukry si byo. E! e! panie Wasyliew, wasza lokatorka krasawica! zawoa Zyycki. Jefrem ruszy ramionami. A c? nie? Albo mwi nie? odpar kupiec. A! no! krasawica! Wdowa czy zamna? zapyta akademik. Ej, ej! pocz kupiec albo to do mnie naley! Co ja miaem o to pyta!! Poniewa widocznie unikajcy duszej rozprawy w tym przedmiocie Wasyliew zwrci si z wymwkami do prykaszczyka, Zyycki by zmuszony ze szczup odcign zdobycz. Zanis tego dnia na gr wiadomo, e wdowa, czy te Bg j wie kto, bya kobiet niestar i wcale jeszcze nie szpetn. Z okna dao si wyszpiegowa, e dzieci u niej nie byo, pokazywaa si stara suca z gow chustk zawizan, moda suca bez chustki, obie mocno brzydkie, i chopiec ubrany czysto, ale niewytwornie; wdowa, bo wszyscy byli pewni, e ni bya, nie unikaa zbytecznie okazywania si w oknie. I owszem, wychylaa si, niby dla spogldania na ulic, a mona byo posdzi, e te troch dla pokazania si, cigle bardzo wystrojona i obwieszona klejnotami. Czasem przechadzaa si tak wewntrz domu, e j mogli ciekawi postrzegacze oglda. Nie zdawaa si mie adnego zajcia, a wczkowa robota, ktr czasem trzymaa w rku, bya jakby dla okazu chwycona, nie siadywaa nad ni. Jakim sposobem owa obca zupenie tu lokatorka znalaza znajomych, nikt nie wiedzia. Zaczli tu powoli jako uczszcza urzdnicy, biurokracja, mieszczanie, ludzie redniego stanu. Widywano ich tam wieczorami pijcych herbat, przechadzajcych si, grajcych w wista, przyjmowanych wieczerz. Z drugiego pitra od Jewaszewskiego wzrok atwo w gb siga na pierwsze i, jeeli story nie byy pozapuszczane, salon nieznajomej by jak na doni. Jewaszewski jako wanie o tym czasie, nie wiadomo z jakiego powodu, zrobi si zamylony, smutny i niespokojny. Sta si nierwnie nawet obojtniejszym w propagandzie swoich idei. By jakby chory i znuony, gitara spoczywaa, piosnki od niego nie mona byo posysze. Mniej daleko ni dawniej uczszcza do pani Heliodory na herbaty, czciej si zasiadywa w domu. Ci, co go znali dawniej i widywali w przystpach twrczoci, utrzymywali, e musia nad nowym dzieem pracowa. Pytany o to nawiasowo Waka rusza ramionami, mia si i mwi: E! kudy! Drudzy, uczniowie medycyny, wnosili z tej cery, i cierpia na wtrob, i to go po trosz czynio tetrykiem. Heliodora, ktrej by potrzebnym dla nadania powagi jej salonikowi, a moe i jej samej, gniewaa si prawie za te oznaki zobojtnienia, przypisujc zy humor mistrza Zoni, ktra go nie tak przyjmowaa jak dawniej. Wdowa miaa obyczaj otwartego wygadywania si z mylami, nie ukrywaa wic ich i przed Jewaszewskim, chciaa go wycign na otwarte tomaczenie, nie szczdzia wyzywa, ale mistrz a ojciec milcza. Frasunek, strapienie wida byo na pomarszczonym czole, cierpia widocznie, a mwi nie chcia. Wszyscy jego uczniowie i przyjaciele tym stanem ducha byli zaniepokojeni. Zdao si, jakby nagle zwtpi o sobie. Najgorsza polemika w kwestiach ywotnych, ktre dawniej go poruszay ywo i wywoyway wybuchy, teraz znajdowaa go zimnym. Rzuci czasem jakie sowo jakby dla pozbycia si natrtw i chodzi zaspiony po pokoju. Kilka razy nie zastano go w domu wieczorem i nie wiedzie gdzie go byo szuka.

O tym mg jeden tylko co powiedzie Jefrem Wasyliew, ktry wiedzia, bo on wszystko musia zawsze podpatrze, jak jednego wieczora powanym, ale mimo to jakim wahajcym si krokiem Jewaszewski wsun si do jego kamienicy i poszed wprost na gr do drzwi owej nieznajomej nikomu lokatorki. Tu, jakby si waha, czy ma wnij, czy nie, dugo sta cicho Jewaszewski; na ostatek, na odwag si ze- brawszy, wkroczy wprost do izby gocinnej, w ktrej owa bielona i rowana osbka siedziaa. Wieczr by, ale jeszcze jasny, i przez okna wpad jaskrawy blask zachodu. Gdy Jewaszewski wkroczy, gospodyni zwrcia na niego oczy. Nie mwic ani sowa, mistrz stan, wlepi w ni wejrzenie, spuci rce i patrza. Ona te zdziwiona w pocztku spogldaa na, potem zacza si miesza, na ostatek krzykna: Anuszka! ratuj! i upada zemdlona. Na woanie to wbiega stara suga, plaszczc w donie i zawodzc, Jewaszewski si z miejsca nie rusza. Za star natychmiast zjawia si moda suga z krzykiem... Zaczto cuci omdla, ktra ju przychodzc kilkakro do siebie, co zobaczya Jewaszewskiego, to oczy zakrywajc rkami mdlaa na nowo. Trwao tak moe z p godziny, a mistrz nie ustpowa, kobiety suce nadaremnie si go pozby usioway, mrucza, e z pani Eudoksj Filipown mwi musi. Uspokoia si ona wreszcie, chocia wci jeszcze pakaa i kanie konwulsyjne wyrywao si jej z piersi. Anuszka z towarzyszk wyszy, bo im daa znak, aby j zostawiy sarn, zdaje si jednak, e dla bezpieczestwa pozostay pode drzwiami, bo pniej si ta caa scena rozgosia tak, e co o niej nawet wiedzia nazajutrz Wasyliew, ale nie mwi ywej duszy, na Jewaszewskiego tylko patrza z ukosa bardzo i gb krzywic. Po wyjciu kobiet dugo jeszcze mwi nie mg pocz Jewaszewski, bo Eudoksj co spojrzaa na, to zasonia twarz rkami i zachodzia si z paczu. On czeka. No c, Eudoszka! odezwa si narecie nie chcesz ty mnie zna?... Nie byo odpowiedzi, pacz tylko. Ja was nie znam! nie znam! tak jak wy mnie nie znali! odezwaa si na ostatek kobieta zza ez. Ja was zna i wiedzie o was nie chc To ja winien! przerwa Jewaszewski. A kto? a kto? odpowiedziaa ledwie dosyszanym gosem kobieta. Przez czas jaki pakaa znowu, Jewaszewski nie ustpowa. Darmo ty si bdziesz mnie zapieraa pocz z wolna, widzc, e ez i kania nie przeczeka darmo, Eudoszka, prawda musi zawsze wyj na wierzch. Bya ty moj on, kto z nas winien, nie chc ja sdzi, ty czy ja, czy oboje, a ot, co wyszo z tego. Lat mino dosy, Eudoszka, ja taki jaki byem goy, a ty wysza na pani. Ja si nie eniem, bo o tobie pamitaem, a ty ya z drugim, jakim prawem? Ty bya moj i nie przestaa moj by. Nie! nie! pocza woa kobieta niech Pan Bg sdzi, niech ludzie sdz, ja niewinna. Ja do ciebie nic nie chc mie, ty do mnie nie miej te, jak mnie porzucie wwczas, tak niech zostanie na wieki. Hej! Hej!! odezwa si zimno Jewaszewski to darmo, bo tak nie moe by. Ty bya moj i moj musisz by. Ju ja nie pytam o to, co si z tob dziao, ale przeznaczenie ci tu przynioso... to darmo, ty mi si ju nie wymkniesz! Eudoksja Filipowna, ktra pakaa cigle, nagle jak zrozpaczona porwaa si i pobiega z rkami podniesionymi do stojcego uparcie Jewaszewskiego. Niechaj dzieje si, co chce! niech mnie bior i krzyuj, i biczuj, i kani, i sadz do wizienia, ja ciebie nie chc zna i nie bd... A, to zobaczymy! odezwa si chodno Jewaszewski. O! ja wiem! woaa kobieta rce amic gdy- bym ja tu bya przysza, jak odeszam, w jednej koszuli, bez kopiejki przy duszy, ty by mnie ani zna, ani si o mnie upomina,

ale ty na moj biedn chudob akomy! Ja ciebie znam! ja si tob brzydz jak przekltym szatanem. Gdy wspomn ycie moje, modo moj, a com ja ucierpiaa z tob, gotowam dzi w Dniepr na dno prdzej, ni znowu z tob zacz na nowo te mki. Jewaszewski si nie broni, ustami porusza, ramionami wstrzsa, czeka, a sroga burza przeminie, kobieta cigle zami si zalewaa. Jak sobie chcesz, Eudoksja Filipowna zawoa po dugim przestanku wola twoja. Zamelduj do urzdu, e jeste on moj, ktra zbiega przed laty i przepada jak kamie w wod, niechaj wyprowadz ledztwo, ja przysign, ty nie moesz duszy gubi. A przysiesz, to wiadkw znajd. Bdziesz musiaa odpowiada, z kim to ty ya, gdzie, skd tobie przyszo to, co masz. Zobaczymy! Przeszed si po pokoju. To darmo, Eudoksja, ja nie podaruj swojego, a ty mi nie ucieczesz. A chcesz pogada w dobry sposb, poradzi si, poadzi, poprobujmy. Biedna kobieta, nie wiedzc co pocz, rce amaa z rozpaczy, kobiety stojce pod drzwiami, przeraone, wszystkich witych znanych sobie na ratunek pani wywoyway. Przychodzio im na myl pobiec do policji i da zna o napaci, ale lkay si, nie wiedzc, o co chodzio, aby gorszej nie nawarzy kaszy. Przycicha jako w kocu zaczo i rozmowa, przerywana czasem tylko paczem tumionym, dochodzia ich uszw. Bardzo nieprdko, bo ju noc, wyszed nareszcie Jewaszewski i pani zawoaa Anuszki swej, ktra j znalaza straszliwie zmienion, z twarz zami wymyt z bielida i barwiczki, na p omdla, nie mogc prze- mwi sowa, nie chcc wytomaczy nic, narzekajc tylko, e j Bg ukara srodze. Poniewa nie miaa w nikim zaufania wdowa, a sama ona i jej kobiety koniecznie kogo na rad i ratunek wezwa chciay, zawoano Wasyliewa, wydajcego si dobrym i litociwym czowiekiem. Kupiec poszed na gr chtnie, ale w pocztku lokatorka nie miaa odwagi powiedzie mu prawdy caej. Mod, prost kozacz dziewczyn dla krasy mnie ten czowiek zalubi przyznaa ze zami Eudoksja byam dzieckiem, gdy si to stao, a nie rozumiaam nic, tylko e pani bd, bo Jewaszewski mia kawa ziemi, a kto wiedzia, co ona bya warta. Jemu wprdce sprzykrzya si i wie, i ona. Chcia dalej w wiat, wypominajc mi, e ja mu byam kul u nogi, kamieniem u szyi. O! e ja tam duszy nie wypakaam, e nie umaram, e nie poszam si utopi, Bg tylko askawy ratowa. Nie chcia mnie zna za on, wypomina, e lub by zy, e my lat nie mielimy, e i wiadkw, i zapisu nie byo. Pdzi mnie z domu, a wygna. Poszam ja ze zami, sama nie wiedzc dokd, bo ju rodzicw nie byo, a braciom si pokaza srom miaam. Z wzekiem biednym powdrowaam do miasta, gdzie? po co? na sub! Znalazam dobrych ludzi, co mi przyjli, a potem poczciwego, co jak on mnie wzi i trzyma, i szanowa, i kocha, a umierajc mi, co mia, zostawi. Wasyliew suchajc opowiadania gow krci i dawa do zrozumienia, e sprawa za bya. Nie chcecie z nim y? rzek w kocu na to rady innej nie ma, okupi mu si trzeba. Gb mu zatka. Ale i on pewno nie gupi, kiedy moe mie wszystko, jakby chcia odrobin si zaspokoi! Trudna sprawa! Po cichej naradzie, w cigu ktrej kupiec si od wylkej kobiety dowiedzia, co miaa, bo mu ze strachu spowiadaa si ze wszystkiego, poszed rano Wasyliew w poselstwie do Jewaszewskiego. Zaledwie mg zagai, gdy ten mu odpar: Po co wy, Jefremie Polykarpiczu, mieszacie si w nie swoje sprawy! Palca midzy drzwi ka nie trzeba. To domowa rzecz, dajcie mi z ni upora si samemu. Z tym go odprawi. Do wieczora da folg Eudoksji i czas do namysu. Wieczorem nie przyjmowano nikogo, poszed on na rozmow i siedzia do pna, a gdy wychodzi, ci, co go po drodze najrzeli, powiadali, e pospn mia twarz i brwi cignite. Ca noc kobiety okoo Eudoksji spdzi musiay, bo na serce chorowaa z paczu i smutku. Usna dopiero nad ranem, nie

wychodzia z domu, nie jada prawie, posaa wiece do cudownych obrazw i tak przetrwaa do wieczora. Nadszed znowu nieubagany przeladowca, ale kobiety mwiy, e agodniejszym si okazywa i dobrymi sowy stara si paczc i narzekajc uspokoi. Przybywa i dni nastpnych, a Eudoksja powoli przychodzi zacza do siebie, czego pierwszym znakiem byo, e twarz pomalowaa i suknie wdziaa paradne, piercionki i klejnoty. Jewaszewski pi ju u niej herbat i gadali z sob po cichu. Tylko gdy wyszed od niej, wzdychaa ciko, a nocami jeszcze popakiwaa. Wasyliew, cho si usun od tej sprawy, utrzymywa, e si ona skoczy zgod. Mruga jednym okiem, mia si i Anuszce szepta: Ano jeszcze i chrzciny mog z tego by!! Stara go uderzaa po ramieniu nie chcc sucha. Tymczasem przyjaciele mistrza nie wiedzieli nic, prcz e zasza w nim niepojta, niewytomaczona zmiana. Nie poznawano tego apostoa gorliwego, teraz pogr- onego w milczeniu, pospnego, zobojtniaego na wszystko. Stopniami przesta bywa u pani Heliodory, a nawet u siebie przyjmowa. Nie zastawano go prawie nigdy w domu wieczorami, a Waka, cho z miny mu zna byo, e co wiedzia, zaklina si, e o niczym wcale nie wie i nie zna... Metamorfoza ta ogromne uczynia wraenie na adeptach mistrza, szukano jej przyczyn nadaremnie, a tymczasem grono, ktremu przewodniczy, zaczo si z wolna rozpierzcha. Nikt nie mg go zastpi. Pragncym wiedzy i jakiego postpu, ktry lepiej nazwa byo potrzeba poskokiem, potrzebujcym wodza do walki z ciemnot i barbarzystwem, jak si wyraali, jakby z nieba spad nawczas przybywajcy si tu doktoryzowa ucze uniwersytetu w Bonn, niejaki Euzebiusz Komnacki, ktry ju stopie magistra filozofii w Niemczech by uzyska. Rodem z okolic Kijowa, pan Euzebiusz znany tu by w modoci, a sawa nadzwyczajnej nauki wyprzedzia go do Kijowa! Modzie wyobraaa sobie naturalnie, i przyniesie jej z sob wiato najczystsze, u zachodniego zaczerpnite ogniska, najwiesze wypadki nauki, bada, filozofii i teorii spoecznych. Jewaszewskiego, ju zobojtniaego, wie o tym przybywajcym wspzawodniku dotkna dosy ywo... Podraniona mio wasna nie daa mu cofn si z placu boju bez okazania si na nim przynajmniej. Mwilimy, jak by zawsze ostronym w wypowiadaniu czstkowym teoryj swoich i pomysw; cho go nauka istotna trwoya troch i prba, jak mia przeby, mi nie bya, musia dla czci swej spojrze w oczy panu Euzebiuszowi. Zapowiedziano mu ju zawczasu nie tylko jego przybycie, ale niezmiern ch poznania tego luminarza, jakim goszono Jewaszewskiego. A! zobaczymy, zobaczymy, co to nam tu ten mokos przywiezie osobliwego z zagranic odzywa si z zawczesnym przeksem bardzo rad bd ujrze, posysze, uczy si... Z udan pokor wyczekiwa na gocia. Unika go, ucieka od niego byoby uzna si bez walki zwycionym. Zawczasu zdania byy podzielone, jedni utrzymywali, e mistrz wyjdzie zwycisko, drudzy objawiali pewn milczc dwuznaczn obaw. Niektrzy zapowiadali nieprawdopodobn rzecz w modziecu wprost przybywajcym z Zachodu, zacofanie. Nie potrzeba mwi sobie dodawa mistrz e tam ju caa mdro. Latyskie rasy si przeyy, Niemcy miewaj bziki, a na Sowian przypad czas odrodzenia myl now strupieszaego wiata! To moje najmocniejsze przekonanie! W ten sposb obwarowawszy si na wszelki wypadek, aby, gdyby zosta pobitym, nie uzna si za zwycionego, Jewaszewski czeka. Euzeubiusz przyby nareszcie, niektrzy widzieli go ju i mwili o nim tylko: zobaczycie. Jednym z pierwszych, ktrym dano byo si z nim spotka, by Ewaryst, ktrego rodzice z Komnackiego famili w bliskich byli stosunkach... Na pierwszy rzut oka mody filozof wcale nie by imponujcym. redniego zaledwie wzrostu, fizjognomii nic nie mwicej, milczcy, skromny, potulny, nie popisujcy si niczym, czyni wraenie czowieka niewielkich zdolnoci. By to jednak pozr udzcy; pan Euzebiusz,

nieatwo dajcy co doby z siebie, gdy zosta powoanym do wypowiedzenia zdania, zmienia si zupenie, nabiera powagi, rozwija niepospolity dar sowa, wychodzi z powszedniego swojego stanu, przybierajc ton czowieka tak pewnego siebie i tego, co gosi, e nikt mu dotrzyma nie mg. Mia nauk istotn, gruntown i rozleg, na pewnych opart posadach i w pierwszej rozmowie z Ewarystem da mu pozna jak daleko by od radykalizmw naukowych i spoecznych. Sceptyk troch w wielu przedmiotach, przez to samo rewolucyjnego nie mia ducha, bo do burzenia potrzeba zapau i wiary, a sceptycyzm naukowy woli kroczy powoli, bo w skutek pochodu swojego nie ufa. Nazwalimy to sceptycyzmem naukowym, co by raczej miar i wiedz granic rozumu nazwa naleao. W nim wtpliwo w rzeczach wielu czya si z niewzruszon wiar w metod badania i istotne nauki zdobycze. Spotkanie si z sob dwch owych znakomitoci, zapowiadane cigle i z dnia na dzie odkadane, gdy Jewaszewski, jak gdyby go chcia unikn lub spodziewa si jakiej przeszkody uwalniajcej, zwczy cigle z nim, miao zrazu przyj do skutku w mieszkaniu mistrza. Dogadzao to jego prnoci, e nowo przybyy mia mu pierwszy odda uszanowanie, przeciwko czemu pan Euzebiusz nic a nic nie mia, bo ani dumy, ani ceremonialnoci nie byo w nim najmniejszej. Tymczasem dowiedziaa si o tym pani Heliodora i ca sw strategi wymierzya przeciwko projektowi, dowodzc, e powinni byli zetkn si niby przypadkiem na gruncie neutralnym. Szo jej o to, aby bya wiadkiem trymfu, a bodaj ju tylko walki, i by o nich pniej opowiada de visu et auditu. Modzie sw podkomendn wyprawia na wszystkie strony z takim naleganiem, sama napada o to tak gwatownie Zyyckiego i mistrza, e si jej oprze nie mogli. Zyycki partem jej odpar z pocztku: Ale bo to, widzi pani, wiadoma rzecz, przyjdzie do jakich rozpraw naukowych, to trzeba zupenej swobody sowa, a przy kobietach zawsze si czowiek za jzyk ksa musi. A c to, my proste jakie bigotki, fanatyczki, skromnisie, ktre lada sowo rumieni! Przecie wapan wiesz, emy bez tych gupich przesdw i e przy nas wszystko mwi mona. Koniec kocem postanowiono, ktrego wieczora mia. pan Euzebiusz przyj do Heliodory, do ktrej i Jewaszewski si obieca. Zonia, cho teraz mocno zajta sob, smutna i podraniona, bardzo chciaa widzie przybysza i by przytomn owej naukowej szermierce. Zbierajc si na ni, nikt tylko o tym nie pomyla, jak i kto zagai rzecz i wyprowadzi na st. Nie znano pana Euzebiusza, ktry sam wicej unika rozpraw dyletanckich o naukowych przedmiotach, ni je wywoywa. Za niego rczy byo mona, i gotw o pogodzie, o ulicy, o lada fraszce mwi wieczr cay, niby mia w nie powiconym miejscu wyrwa si z kwesti naukow. Jewaszewskiemu te polemika bya nie na rk, nie by do niej usposobiony teraz, obawia si pedanta, to jest czowieka z logik i systemem, mwicego o rzeczy gbiej zbadanej; i on wic nie by skonnym do zaczepki. Euzebiusz, nie chcc by zupenie sam wrd obcych, troch znajomego Ewarysta z sob pocign, ktry rad by przy tej zrcznoci Zoni cho z daleka zobaczy. Pani Heliodora, objawiajca przy kadej zrcznoci sw wzgard dla form wszelkich towarzyskich, do elegancji, do wystpw, jednake tego wieczora porobia pewne mao znaczne ustpstwa, aby si zbyt parafiasko nie wyda gociowi. Zwykle wystpowaa w sukni dosy przeszarzanej a niedbale zapitej pod szyj, a czsto bez konierzyka czystego i rkawkw. Tego dnia sukni woya nowsz i nienej biaoci manszetki. W izbie umieciono starannie i niezliczone resztki papierosw wyrzucono do komina zastawionego parawanikiem. Stara Agafia zastosowaa si do instrukcji i woya chustk wie, a sukni jedwabn. Do herbaty przysposobiono wymylniejsz przeksk. Jedna tylko Zonia nie chciaa si ubra inaczej, tylko jak na codzie. Z gabinetu przytykajcego, zawsze zarzuconego gratami, wyniesiono kompromitujce

rupiecie do sypialni, aby nim zwikszy miejsce, przyczajc go do salonu. Daleko jeszcze byo do wieczora, a dzie niesychanie upalny i gorcy dokucza, gdy ju Heliodora z papierosem chodzia niespokojnie po swoim saloniku majcym by wkrtce teatrem walki. Nikt jednak nie przychodzi i zmierzcha zaczo, gdy pierwsi panowie akademicy, co najmodsi i najniecierpliwsi, ciga si zaczli. Przybywali bardzo powoli i wanie ci, o ktrych gospodyni jak najmniej chodzio. Zonia wysza nieprdko, zadumana, blada, milczca, z mink pogardliw i roztargnion. Na kilka pyta jej zadanych ledwie psowami raczya odpowiedzie. Gdy nadszed Zorian, ktrego gospodyni przyja bardzo zimno, we dwoje z nim zaczli chodzi, szepczc, po salce. Szeliga pokornie kroczy za Zoni, ktra si z nim obchodzia jak z niewolnikiem, ale razem okazywaa mu poufao tak, e nawet Heliodora ramionami ruszaa. Bo ju za oczami rbcie sobie, co chcecie powiedziaa zniecierpliwiona na ucho swej towarzyszce ale przy ludziach trzeba si zachowa skromniej. A mnie co ludzie obchodz? odpowiedziaa krtko i ostro Zonia. Byo ju kilku modziey, gdy Ewaryst wprowadzi pana Euzebiusza. Cho go tu ju opisywano jako niepozornego wcale, pani Heliodora nie moga ukry zdumienia, zobaczywszy niepoczesn, skromn figurk, wszelkiej mistrzowskiej pozbawion powagi. Chwycia go zaraz sobie do rozmowy i jeszcze bardziej si zdumiaa, syszc go jkajcego si i mwicego tak proste rzeczy w sposb tak pospolity, iby go nawet o adn uczono posdzi nie mona. Zobaczywszy wchodzcego Ewarysta, nieszczliwy Zorian stchrzy i zdezerterowa od Zoni. Ta zrozumiawszy atwo powd ucieczki sama go dognaa i daa mu natychmiast nauk, e chce i rozkazuje, aby wcale na Dorohuba nie zwaa i na krok si od niej nie oddala. Pieszczone chopi byo wyranie na mkach. W chwili gdy Ewaryst przyszed si z kuzynk przywita, Zorian powtrnie prbowa si wymkn, ale Zonia gono mu powiedziaa: Czeg pan uciekasz? Stj pan i nie odchod. Szeliga pozosta niemy i jak wkuty. Mwiono przy kanapie i dokoa stou o wszystkim, co na myl przyszo, o profesorach, o materialnych warunkach pobytu w Kijowie, o niektrych wykadach, o doktoryzacji, ktr pan Euzebiusz mia tu odbywa, ale kwestyj tak upragnionych, naukowych i spoecznych, nie poruszy nikt. Czekano na mistrza. Par razy ktry z modziey z przeaju co rzuci na st, nikt tego nie podnis. Pan Euzebiusz opowiada gospodyni o piknych brzegach Renu, a studentom o pielgrzymkach ich kolegw niemieckich ponad nimi. Po kilkakrotnych zapytaniach na migi uczynionych przez star Agafi wzgldem roznoszenia herbaty, na ostatek Heliodora daa znak przyzwalajcy i miano j roznosi, gdy mistrz ze swym sztabem, zoonym z kilku adeptw najmielszych, ukaza si narecie w progu. Wszystkich oczy zwrciy si na niego, blady by, wejrzenie mia jeszcze bdniejsze i staranniej kryjce si ni zwykle, ale ubir jego troch staranniejszy dawa pozna, e myla, jak si tu pokae. Heliodora miaa przygotowany frazes przy przedstawieniu dwch mw wzajemnym. Pocza od modszego, a potem dodaa: Pan Jewaszewski, naszej modziey mistrz i ukochany ojciec, nasz luminarz, o ktrym niepodobna, aby pan nie sysza, bo sawa jego daleko siga poza nasze kresy. Euzebiusz wita go z pewnym respektem, tumic may umieszek, a Jewaszewski co burcza pod nosem, niezupenie bdc rad z takiego zaprezentowania. Pierwsza chwila zakopotania przesza w milczeniu. Modzie koem wielkim otoczya tych panw, oczekujc na ich starcie z sob. Jewaszewski za par frazesw rzuciwszy wnet zamilk. Pan Euzebiusz zmierzy go oczyma raz i drugi i dalej co mwi z gospodyni.

Podawano herbat. Suchacze przybyli, aby by wiadkami starcia, gorca modzie wyczekiwaa niecierpliwie na prno. Ale suchaj no, Zyycki odezwa si jeden po cichu pki to tego bdzie? trzeba im koniecznie ko rzuci, aby si pogryli... Jewaszewski mruk jest, dopki potu nie poczuje. Nie ma rady, trzeba, aby jeden z nas podnis jak kwesti... Zgadzali si na to wszyscy i mody Helmer, z nazwiska niby Niemiec, ale z rodu i charakteru Chocho czystej krwi, przystpiwszy do stolika, pocz panu Euzebiuszowi wykada najnowsz teori spoeczn wedle ewangelii Jewaszewskiego, cigle si odnoszc do niego. Nastawa szczeglniej na starosowiaskie, jakoby wydobyte z mrokw przeszoci, prawa i zwyczaje nowej organizacji gmin i podziau wasnoci itp. Pan Euzebiusz sucha bardzo cierpliwie, niekiedy nawet troch ju jkajcemu si Helmerowi podpowiadajc z Haxthausena. Gdy wykadajcy dokoczy, stao si milczenie. Komnacki patrza wprost pod st, zdawa si namyla. To nie s wcale rzeczy nowe rzek w kocu wszystkie spoeczestwa od takich organizmw zaczynay i przez nie przeszy, ale eby do nich powraca drog rozumowania i teorii, byoby to dobrowolnie cofa si nazad ku barbarzystwu. Jewaszewski suchajc zarumieni si nieco. Wyznasz pan rzek sucho i aforystycznie e dzisiejsze stosunki spoeczne w Europie nie s wcale ideaem i e z pomoc tej niby cywilizacji, ktra si przeya, doszedszy do takich rezultatw, ludzko ma prawo czego lepszego szuka na innej drodze. Ludzko ma zawsze prawo szuka polepszenia swego bytu odpar Euzebiusz to jej ziemskie zadanie, lecz po drogach ju ubitych i zbadanych nie ma po co chodzi raz wtry. Wanie pytanie, czy to s drogi ju zbadane rzek Jewaszewski. Kady nard ma swe posannictwo i we wasnej skarbnicy szuka powinien ziarna, to skarbnica nasza... Ziarno stare moe dawniej zej nie miao czasu. A dla mnie to pytanie rzek Euzebiusz czy ziarno jest nasze. Widz je wszdzie w pierwotnych organizacjach spoeczestwa jako przygotowawcze i przechodowe. Jewaszewski wyd usta mocno, rzuci okiem po swym audytorium z wyrazem maego szyderstwa i zamilk. Zrobio si cicho. Ostatnie sowo dawao jakby zwycistwo przybyszowi, nikt nie mia ochoty si odzywa, gdy w miejsce Helmera wystpi drugi modzieniec z patetycznym dowodzeniem o koniecznoci reform radykalnych, burzcych, aby plac do czynu dla przyszoci oczyci. Odwoywa si te w swych argumentacjach do Jewaszewskiego, ktry okazywa znaki zniecierpliwienia i nieukontentowania. Zaczepiony wprost Euzebiusz, widzc, e idzie o wyznanie wiary, nie waha si z nim i pocz spokojnie bardzo. Tak jest! tak jest! potrzeba reform, trzeba ulepsze, trzeba postpu, ale zarazem jasnego pojcia, jak si on w historii objawia. Widzimy go czasem nastpujcym po wielkim kataklizmie, burzeniu i niszczeniu, to prawda, lecz daleko dzielniejszy, pewniejszy jest postp stopniowy, powolny i nierewolucyjny. Wielkie kataklizmy historyczne zawsze prawie wychodz na korzy nie tym, co si do ich spenienia przyczyniali, co je wywoali, ale obcym, wiadkom bezczynnym... Instynkt burzenia waciwy jest narodom dziecinnym lub zdziecinniaym. Jewaszewski spojrza po swoich, modzie osupiaa, zachowaa si milczco, nie odpowiedzia nikt bardzo dugo. A tak! tak! przebkn mistrz popiwszy herbat powoli noga za nog, kulejc, za jakie dziesi pokole dojdzie si do tego, e si namaca chorob, a za drugie dziesi troch j podkuruje...

Rzek to po cichu z ironi wielk. Praca okoo postpu skal naszego ycia nie powinna si mierzy rzek Euzebiusz. Ludzko caa, zbiorowy czowiek ma ywot jeden, ktrego my jestemy malekimi czynnikami... Jednostkom moe by z tym niewygodnie, ale c znacz jednostki? Znowu patrzano po sobie, nikt ju nie prbowa zaczepia Komnackiego, ktry pozosta odosobniony, jakby midzy nim a otaczajcymi otwarta wojna wypowiedzian zostaa. Jewaszewski nie wdawa si ju w dalsz polemik, widzc, e kracowo od siebie teorie jego i przywiezione z zagranicy przez Euzebiusza si rniy. Sarkastyczny umiech bdzi po jego wargach. Ewaryst patrza, jak Zonia w czasie tej krtkiej wymiany sw staa wpatrzona i wsuchana w Euzebiusza, brwi zmarszczywszy; spojrzaa potem na Jewaszewskiego i czekaa, co dalej nastpi. Modzie gorczkowo po ktach si ucieraa. Pani Heliodora, siedzca przy swym gociu, bya jako kobieta wyranie pod wraeniem nowoci i atwo mona byo pozna, e mistrz straci wiele w jej przekonaniu. Uparte jego milczenie, bd co bd, kazao si braku odwagi i wiary w siebie domyla. Rozmowa staa si gwarn i rozdzielia po grupach. Go zwrci si na klimat, porwnujc ten, w ktrym y lat kilka, z miejscowym. Wpad na meteorologi, kto wtrci arcik jaki i on mu dopomg wesoo wtrujc. Sowem, mistrzowi wyda si bardzo pospolitym. Zagadnity w ktku przez Zyyckiego Jewaszewski: A c, ojcze? A co? mokos niedowarzony i pedant! odpowiedzia mistrz, odwracajc si. Nie ma z kim gada! Zonia, ktr jej wielbiciel zapyta cicho o zdanie, odpara: Nie rozumiem go, widz tylko, e nas z pogard traktuje i zbywa lada czym... Wyranie unika polemiki. cisna ramionami. Wielkie oczekiwania jakiej walnej bitwy musiay si na tym szarmyclu rozbi, bo nikt ju nie spodziewa si, aby Jewaszewski albo Euzebiusz podnis rkawic. Adepci mistrza nadto byli przejci dugo ssanymi teoriami jego, aby si atwo pobi dali i nawrci, niektrzy jednak z nich chodzili zadumani, przeuwajc sowa Euzebiuszowe... Zdania byy chwiejne i rozdwojone. Ku kocowi ju wieczora Zonia miaa zrczno zbliy si do gocia i rzucia mu kilka pyta w przedmiocie, ktry j najbardziej obchodzi, co do praw kobiety i kwestii jej emancypacji. Gorco pocza na niewol niewiast utyskiwa, nalega na potrzeb wyzwolenia i w kocu tak nacisna dosy milczcego pana Euzebiusza, e odpowiedzie jej musia. To, co pani nazywasz kwesti praw kobiety, a co ni by mogo w rednich wiekach, dzi nie istnieje. Prawie we wszystkich cywilizowanych narodach kobieta ma te same prawa co mczyzna. Kwestia caa zamyka si w uzdolnieniu. Jak mczyni, tak kobiety nierwno s wyposaeni, nie kada by moe pann Herschel, ale kadej jest to dozwolonym. Kto w sobie czuje siy, odwag, wytrwao, czemu by nie mia dobija si stanowiska, do ktrego czuje si zdolnym?... W Ameryce kobiety zajmuj katedry po uniwersytetach... mog si ich dobi i u nas! Umiechn si dwuznacznie. Zbyta w ten sposb Zonia, nie majc si o co z nim sprzecza, zamilka. By bardzo grzeczny i w wyrazach pochlebnych nader winszowa jej zapau do nauki, o ktrym ju sysza. W oglnoci nadzieje pokadane na panu Euzebiuszu mocno zawiedzione zostay. Znajdowano go zimnym, unikajcym rozmowy serio, pogardliwym niemao, cho nie chybi nikomu. Modzie mwia, e sztywny by i krochmalny. Ci, ktrzy wygldali fajerwerku, powiadali, e brako mu na geniuszu i wymowie... Sowem, jedno mona byo z tych sdw wnie, e nie zrobi wra- enia wcale, ale w gbi duszy tych, co go suchali, cho si nie przyznawali do tego, zosta lad trway, materia bogaty do rozmyla.

Jewaszewski, ktry zawsze prawie kadego wieczora mia cho jedn chwil wniebowzicia, natchnienia i zapau, ktry improwizowa co chaotycznie niezrozumiaego, lecz tak zaprawnego, e upajao, tego dnia chodzi ostygy i jak nieswj. Ju byo po dziesitej, gdy na dany przez Euzebiusza znak Ewaryst poszuka kapelusza, aby si wymkn z nim razem. Znaczniejsza cz zgromadzenia pozostaa jeszcze z pani Heliodor, i dopiero po wyjciu Komnackiego towarzystwo si oywio, wybuchny zdania, sdy i przeksy. Mistrz, ponury, milcza. Gospodyni suchaa nie mwic swojego zdania; modzie zbywaa arcikami. Oczekiwano dugo, nim narecie Jewaszewski przygotowawszy si zawoa z powag nakazujc: Ot to s owoce zagranicznego wychowania! Modzie powraca nam obca wszystkiemu, co nasze, nie rozumiejca ani potrzeb, ni tradycji, z umysem przykrajanym do niemieckiej lub francuskiej mody, a my w pokorze ducha padamy na twarz przed wielkim geniuszem Zachodu!! Sd ten, w ktrym bya odrobina prawdy, wydeklamowany piknie, wywoa oglne uznanie. Mistrz zwyciy, otoczono go ze czci, by rad z siebie i piecz t przyoywszy do historii pamitnego wieczoru, natychmiast si oddali. Pilno mu byo, a prawd mwic Euzebiusz, postp, nauka mniej go teraz daleko obchodziy od wasnej sprawy. Biedny czek walczy dotd z bardzo cikim zadaniem ycia ubogiego, podtrzymywanego rozmaitymi zarobkami niewidomymi; zjawienie si tej, ktra bya niegdy jego on, przybywajcej jakby umylnym losu .zrzdzeniem dla wyzwolenia, stawio go w pooeniu nader wiele dajcym do mylenia. Mg nagle, biorc t kobiet yciem znkan, zwid i mniej pontn, ni bya kiedykolwiek, uzyska przez ni niezaleno. Tomaczy si sam przed sob, e bogactwo byo rodkiem, ktry w jego rkach obfite mg wyrobi owoce... Godny dostatku, pokona si sofizmatami... Koci byy rzucone, postanowi opanowa jak sw wasno Eudoksj razem z jej majtkiem. Kobieta przestraszona bronia mu si, jak moga, znajc go z przeszoci, wrecie zdaa si ju ulega i zgadza na wszystko. Trwoga j zmoga. Ukadano si tymczasem, prbowaa jeszcze Eudoksja okupi si od niewoli, Jewaszewski nie przyjmowa adnej ofiary, trzyma si prawa. W Wasyliewie nie znalazszy doradcy, kobieta tak jak ze wiecami udawaa si do wszystkich witych i bogosawionych w pieczarach i po cerkwiach, tak mylami szukaa midzy tymi, ktrych poznaa w Kijowie, czowieka, co by j mg ze szpon Jewaszewskiego ocali. Przysze ycie z tym czowiekiem, gdy mylaa o nim, wydawao si mczarni, miaa zosta z pani niewolnic, skazan na wieczne wypominanie przeszoci, na surowe zamknicie w domu... Kto wie? na niedostatek moe? Toncy brzytwy si chwyta, chodzc mylami po ludziach, do ktrych listy sobie przywioza i poznaa ich w Kijowie, wpada na ostatek na myl zwierzenia si panu radzcy Jabykinowi. By to czowiek, ktry niegdy y w przyjani z przybranym mem Eudoksji. Znajomo z nim, odnowiona teraz, sigaa lat dawnych. Poniewa Jabykin rzadko do niej przychodzi, bo by teraz na wysokim stanowisku i tylko przez pami dla przyjaciela jego przyjacik odwiedza, posaa do niego Anuszk z zaklciem, aby przyby na chwil rozmowy. Jewaszewski bywa co wieczora. Radzc wic w dzie koniecznie proszono. Czowiek by powany na oko, w prywatnym yciu lubicy wygdki i wesoe towarzystwo, dobrego serca, maej gowy, a wielkiego poszanowania dla praw i formalnoci z nimi zwizanych. Lat ju okoo szedziesiciu, a nierad, by je na nim czytano, zawsze wygolony wieo, dosy otyy. Radzca stkn, e musia wrd dnia na pierwsze pitro si drapa po ociajcym niadaniu. Przyjto go tu ze czci wielk, posadzono wygodnie, a Eudoksja zacza od tego, e pada przed nim na kolana, na cienie nieboszczyka zaklinajc, aby j, biedn sierot, ratowa. zawe byo opowiadanie przeszoci, bolesna spowied, bez ktrej obej si nie mogo.

Radzca sucha z uwag naton. W czasie powieci ruchy rk tylko oznajmyway, i stary wtpi, aby Eudoksja ratowa byo mona. Sprawa wasza cika bardzo, nie zgry jej jak orzech ani wyplun jak skrynk chleba... Wszystko zaley od tego czowieka, jaki on jest i czy z nim co zrobi mona, jak nic, podda si potrzeba... A ucieka za kraj wiata! ucieka! zawoaa Eudoksja. Zapewne rzek radzca gdyby mona, czemu nie? Mylicie, e on ap zagiwszy na was ju nie pilnuje noc i dzie? albo goni nie bdzie? A nu listy gocze pjd, a pochwyc gdzie? Jabykin rce rozstawia szeroko i skada je na odku, okazujc, e nie widzia ratunku. Prosia go jeszcze Eudoksja, aby porednikiem by i mwi z Jewaszewskim. Zaklinaa si, e nie miaa wicej caego majtku nad pidziesit tysicy rubli, z tych poow gotow bya odda mowi, byle j swobodn zostawi. Radzca przyrzek wda si w t spraw, ale szepn na ucho Eudoksji: E! mateczko, mwicie o pidziesiciu, a ja nieboszczyka kiesze znaem!! E! e! Zakrya sobie oczy jejmo usiujc wytomaczy, czego ju radzca nie sucha, szed natychmiast do Jewaszewskiego. Trzeba byo przyjani, jak mia dla nieboszczyka, aby go po niadaniu ona drugi raz na wschody drugiego pitra wycigna. Gdy stan u drzwi, ociera pot z czoa, z brody, z szyi i dysza, a go al byo. Jewaszewskiego zasta na konferencji z Wak, ktry srodze mia potargan czupryn. Sposb ten wychowywania ludu nie wchodzi w teorie Jewaszewskiego, lecz w praktyce okazywa si czasem niezbdnym. Radzca bardzo mao by znanym mistrzowi, a urzdowe jego stanowisko i wstrt do pospolitowania si wizyt czyniy bardzo dziwn. Jewaszewski si jej celu od razu domyli. Posadzi dygnitarza w krzele, Waka uciek, zacza si rozmowa od gorca i od nieszczliwoci tych, co na drugie pitro s skazani. Preludia do rozmowy zajy z kwadrans czasu, dajc Jewaszewskiemu mono rozmylenia si, co mia pocz. Radzca poufnie i w tonie przyjacielskim pocz rozmow. E! stary rzek do niego ja jej przyjacielem, ale i tobie nie wrogiem. Na co tobie si to zda? To wzi kobiet star, ktra do was serca nie ma? a co to bdzie za ycie? mczarnia dla niej, mka dla ciebie. To proste kobiecisko, ty jej pokaza nigdzie nie bdziesz mg, ma swoje narowy, ktre tobie bd niemie. Nie lepiej ci wzi dwadziecia pi do kieszeni i zosta swobodnym?... Ona z oczw zejdzie... ty si bdziesz mg oeni... Opar si Jewaszewski, przywizujc do litery prawa, do obowizkw ma i ony, ale Jabykin sucha tego nie chcia. Co ty mnie takie rzeczy mwi bdziesz? odezwa si albo my ciebie nie znamy, albo to ty nie zapisany jako libera i wolnodumiec, u ktrego adnej wiary nie ma? albo to nie wiadomo, e ty i modzie baamucisz? a tu, nagle taki religijny si stae i tak szanujcy prawo. Bodaje by zdrw... Ostatni argument bladoci okry twarz mistrza, ktry nadzwyczaj gorco pocz si wypiera swych przekona. Jabykin gow krci. Trwao jeszcze chwil, ale ju z coraz mniejszym ze strony Jewaszewskiego oporem, ucieraniem si o on, przystawa wreszcie na indemnizacj trzydziestu tysicy rubli z powodu, jak mwi, e ta kobieta wicej go daleko kosztowaa... Radzca zwyciy... Wszystko to, wystpienie do ony, negocjacje z ni, ukad ostateczny, wypata pienidzy przez rce radzcy, pokwitowanie i podpiska dana przez mistrza w takiej tajemnicy si odbyy, e nikt z przyjaci Jewaszewskiego nie domyla si nawet caej sprawy. Wasyliew nikomu o niej nie mwi. Jednego wieczora, gdy Zyycki by u mistrza, spostrzeg zdziwiony mocno, e mieszkanie niedawno zajmowane przez malowan pani stao puste.

A to, prosz ci, ojczulku zawoa albom lepy, albo co, wszak u Wasyliewa ta jejmo, co staa na pitrze, ani ladu. C to jest? umara! Albo ja tam wiem! odpar zimno Jewaszewski. Wasyliew zapytany przez ciekawego studenta powiedzia mu, e wdowa za interesami pilnymi odjechaa do Petersburga, wzdychajc, i na mieszkaniu wiele straci. Wiksze jeszcze byo zdziwienie Zyyckiego, gdy w kilka dni potem przybywszy do Jewaszewskiego zasta go pakujcym si i wybierajcym jak w drog. C to jest? zapyta. Mistrz namyla si z odpowiedzi. Wiesz co rzek wycigajc rk i palcem dotykajc piersi jego ja dla ciebie nie chc mie tajemnic... Przestrzeono mnie, e jestem notowany i na oku, musz zmieni sposb ycia, mieszkanie, wszystko... Powic si nauce, zamkn, odosobni... Mj wpyw uwaany by za szkodliwy, to mogo mie dla mnie i dla was grone nastpstwa. Z boleci serca, ale usuwam si, usuwam, musz. To mwic uciska Zyyckiego i otar suche oczy... Bd zdrw! przyjacielu rzek zobaczymy si w lepszych czasach. Nazajutrz szeptano sobie po cichu nowin, e Jewaszewski by zmuszony si usun. Nikt prawie nie wiedzia o tym, e zaj mieszkanie naprzeciwko, oprnione i zapacone przez Eudoksj. W ulicy wieczorem gdy wychodzi, mao go kto mg pozna, bo wdziewa oficjalny cylinder, wosy mia uoone jak inni podstarzali kawalerowie, buty dugie zniky i owa chopska fizjognomia ustpia miejsca jakiej nowej, przypominajcej urzdnika. Z domu wychodzi bardzo rzadko i to tylko na wista do radzcy, ktry go polubi bardzo. Klepa go po ramieniu i szepta mu na ucho: E! ty may! jaki ty rozum mia, e Eudoksji Filipownej nie wzie, a to by ci z ni ycie zbrzydo! P dnia pokony bije, a p dnia si maluje! Zonia tak unikaa Ewarysta, e prawie jej nie widzia przez par miesicy, a pyta o ni nie mia kogo, i za do niej si mu brako. Gdy pomyla o zgubionym dziewczciu, paka mu si chciao. Madzia, ktrej siostra na listy nie odpisywaa lub odpowiadaa tak, e nic z jej pisma oprcz obojtnoci i lekcewaenia wyczyta nie byo mona, zgaszaa si o wiadomoci do choryca, ten odpisywa oglnikami, aby nie obwinia, unikajc szczegw, lecz nie tajc, e Zonia bya bardzo dziwaczn, mao przystpn itp. Zmuszony wrecie co donie o niej, cho nie widzia jej od tak dawna, Ewaryst jednego dnia zmusi si pj do dworku Sahanowej. Robio mu przykro niezmiern z bliska patrzy na t istot, dla ktrej mia niewymown sympati, a ratowa jej nie mg. We wrotach ju z dala zobaczy star Agafi, zaczepiajc przechodzcych dla upragnionej gawdki i miechu. Stara bya bardzo wesoa, a bez ludzi y nie moga i chwili. Zobaczywszy go, poznaa z dala starucha i wita zacza, zabierajc si prowadzi do gospodyni. Ju weszli w korytarz, gdy Ewarystowi, zmierzajce- mu do pokoju Zoni, Agafia pokazaa drzwi bawialni. Mylc, e j tam znajdzie, wszed Ewaryst. Heliodora sama leaa rozcignita na sofie z ksik w rku i cygaretk w ustach. Zerwaa si prdko, zobaczywszy Ewarysta. Mylaam, e pana w Kijowie nie ma rzeka tyle czasu go nie widziaam... Ewaryst oczami szuka Zoni. A Zonia gdzie? spyta. Zdumiona mocno wdowa rozmiaa si szydersko. A to pan nic nie wiesz! odezwaa si ju tygodni ze sze, jak jej u mnie nie ma! Raony jak piorunem Dorohub poskoczy ku gospodyni. Gdzie jest? zawoa. Wyniosa si pocza Heliodora. Ju przyznasz pan, e ja jej tu nie krpowaam w niczym, miaa swobody, ile chciaa, robia, co jej do gowy przyszo, ale, dziwaczna!! sprzykrzyo jej si tu, no, wyniosa si, nawet nie wiem dokd, bo jej nie widuj. Zaniemia choryc. By to cios, ktrego si nie spodziewa.

Nie moe by rzek aby pani cakiem nic nie wiedziaa o niej, zmiuj si pani nade mn, powiedz... Wdwka dziwnie pokrcia gow. Pan take si w niej kochae, sowo daj odezwaa si dziewczyna ta ma osobliwe szczcie, wszyscy przepadaj za ni i Jewaszewski. Nie wiesz pan moe, co si z nim stao? zapytaa. Nic nie wiem. Jak w wod wpad!! Osobliwa te rzecz, nagle zwin chorgiewk. Powiadaj, e jest w miecie, e po urzdnikach na wieczory chodzi, a nikt go z dawnych przyjaci nie widzi. Takiej dezercji, przyznam si, em si po nim nie spodziewaa! Pokiwaa gow, patrzc w oczy chorycowi. O Zoni tyle wiem szepna ciszej, poufnie niech pan si tym nie martwi, e Zoriana Szelig pucia... Zwodzi j, tak liczn dziewczyn, a mia razem drug kochank, i to jeszcze kogo! Jak si dowiedziaa, pluna w oczy i kazaa i precz. Naja sobie mieszkanie osobno... sama jedna ze suc. Sysz, schodz si tam u niej wieczorami, siedz do pna, co mwi, to powtarza nie chc. Na dole w tym samym domu mieszka Teofil Zagajo, Litwin, akademik, medyk, ten, sysz, nie wychodzi od niej, pokochali si bardzo. Byle tylko znw tak nie byo jak z Zorianem. Umilka, patrzc wci na zbolaego Ewarysta, ktry ze spuszczonymi oczyma siedzia zabity, niemy, bez ducha prawie, powtarzajc po cichu: Nieszczliwa! zgubiona! Widzc go tak znkanym, al si zrobio kobiecie, ktra serce miaa a nadto dobre i mikkie, wzia go z wolna za rk i dodaa pocieszajc: Ju to prawda, jak mam kocham, e za nic i za nikogo rczy nie mona. Czowiek sam za siebie nie wie, czyby rczy! No, ale co do Zoni, ja panu powiadam, ona taka zuchwaa jest, szalona, lecz rozum ma i wzi si tak nie da! O! nie! C z tego, kiedy ludzie patrzc, co wyrabia, myl sobie nie wiedzie co i szkaluj j. A ona o to nic a nic nie dba. Patrzy miao wszystkim w oczy, plecie, co chcecie. C to znowu za Zagajo? spyta sabym gosem Ewaryst. Pani go zna? Widziaam go, chopiec niczego, roztropny bardzo, ale zawierucha mwia Heliodora porywczy, gorczka. Ubogi bardzo, wyglda dosy dobrze, gada duo, kci si lubi... Mnie si zdaje dodaa e ona i z tym niedugo zerwie, bo czego chce, trudno odgadn!! Ewaryst nie mia ju co mwi, a wdowa cigna dalej: Czemu pan bo czasem nie zajdziesz do mnie! Ot by sobie wieczorek przepdzi spokojnie, bo u mnie teraz tak duo osb nie bywa, od czasu jak Jewaszewskiego nie stao... Czasem tam par znajomych, a czciej nikogo... Mnie pana al, tak yjesz samotnie, a zadurzye si niepotrzebnie w tym trzpiocie... Grzecznie podzikowawszy, Ewaryst po krtkiej rozmowie poegna gospodyni, ktra go a w korytarz, cigle zapraszajc na herbatki, wyprowadzia. Nietrudno byo dowiedzie si o nowe mieszkanie Zoni, gdy stara Agafia zaczepia go na wychodnym i wskazaa mu je bardzo dokadnie. Ewaryst, nowym niebezpieczestwem biednej dziewczyny rozbudzony, postanowi tego dnia jeszcze pj do niej. W kamienicy pokazano mu mieszkanie na tyle od dziedzica, w ktrym si ju wiecio. Suca niepozorna otworzya drzwi nie oznajmujc. W pokoju siedziaa Zonia sama, opodal od stou, zmczona i tak smtna, jak gdy j widzia ostatni raz. Gdy choryc wszed, podniosa si, powoli idc ku niemu, i przywitaa zimno... Dawnomy si nie widzieli rzeka przypatrujc mu si. Tak dawno wyjkn gosem zbolaym choryc em nawet nie wiedzia, gdzie szuka panny Zofii.

A! a! porzuciam Heliodor odezwaa si ywo dobra kobieta, ale ograniczona, a panowa chciaa nade mn i dawa mi rady! Ja tego nie lubi. Wskazaa krzeseko. Teraz jam sobie sama pani! Ewaryst, nie mogc pochwali tego, milcza. Wam, ludziom starego wiata, wydaje si to szkarad jak. Panna! sama jedna i przyjmujc u siebie mnstwo modziey, a na dole w tym samym domu akademik. Pan Teofil Zagajo! wtrci Ewaryst. Ju wiesz? pochwycia rumienic si Zonia jestem pewna, e Heliodora to zwiastowaa, dodajc, e jest moim kochankiem! Nagle wstrzymaa si i dodaa: A! powinnam si wytomaczy z mojej zerwanej przyjani z panem Zorianem, bo przypominam sobie, em si nawet niegdy przyznawaa przed panem, e go kocham. A! kochaam go szalenie, cho wart tego nie by. Istota jaka limaczej natury, bez energii, bez serca, zbydlcona... pfe! pfe! A! jak nas ludzie okrutnie zawodz mwia coraz ywiej. Jak orzechw tych ludzi, wicej pustych i robaczywych ni dobrych, zby na nich psuj, aby mie usta pene prchna!! Pfe! Od czasu jakemy si widzieli, zostaam straszn pesymistk! ycie jak komedia bez sensu, snem jakim i zmor... ciy, dolega, a nie opaca si niczym... Plugawa kaua ten wasz wiat! Zoniu moja wtrci Ewaryst tak on si moe wydaje tym, co na niego oczyma skoszonymi patrz. A! zapewne! wy patrzycie na prosto! idealici karmicy si mrzonkami. Aby nie y w tej brudnej rzeczywistoci, stworzylicie sobie wiat, ktrego nie ma... pikny jak baka mydlana, ale pusty! Daj mi z nim pokj! W tej chwili, ze piewk na ustach i cygarem w rku, bez ceremonii, w kurtce jakiej, bez chustki, w pantoflach na nogach wszed pan Teofil Zagajo. Zobaczyw- szy go w tym stroju, Zonia si zarumienia, on zacz si przypatrywa Ewarystowi. Pan Teofil, mj ssiad, ktry w negliu sobie pozwala mnie odwiedza, co mu si przebacza, bo pracowity bardzo, nie ma czasu si ubiera. A! pewnie! odpar pan Teofil z kolegami nie robi si ceremonii. Pierwszy raz z bliska widzia choryc tego koleg. By to modzieniec silny, zdrw, szerokich ramion, rozkwity bujno, z twarz nie tak pikn jak rozumn, ale razem wiejc zawczesnym chodem. Na wygadzonym czole, w spojrzeniu jasnym i sigajcym do gbi malowao si pojcie atwe, inteligencja ywa, lecz jakby przedwczesn staroci zwida. Poezji modoci, jak ma kada prawie twarz w tym wieku, jaki mia Teofil, nie byo ladu W nim. Stara j nieubagana walka z losem, zawczesne pojednanie si z rzeczywistoci czy samo dziwne wewntrzne usposobienie czowieka, ktry nie musia nawet czu potrzeby uciekania si do adnych ideaw dla ukraszenia sobie ycia. Byo w nim co rubaszno-onierskiego, co, co zowi chopskim, szed po wiecie pewien swej siy i nie wtpic, e nad nim zapanuje. agodnoci i przymilania si nie byo w nim znaku, raczej umylnie przybrana szorstko i wyraz siy stojcej do popisu. Z Ewarystem przywita si dosy obojtnie i poufale, tak samo i z Zoni, z ktr zdawa si obchodzi nie tak, jakby z kobiet naleao. Siad zaraz w krzele rzucajc na stolik czapeczk i palc dalej cygaro. Zonia bya jakby zakopotana t poufaoci zbytni, z ktr si u niej rozsiada jak w domu, ale wprdce przysza do siebie i zwrcia si z rozmow do Ewarysta. Pan Teofil misza si do niej psowami szyderskimi z jak wyszoci troch dziwaczn. W ogle nie by to czowiek wstrtliwy, mimo gburo- watej swej powierzchownoci, zdawao si, e na rachowa byo mona i e pod t powok chropaw byo i serce poczciwe, i umys zdrowo rozwinity. Ewaryst mg sobie atwo wytomaczy przewag jego nad Zoni

poczuciem siy, jak mudzin objawia. Obcujc z nim, potrzeba byo albo mu si podda, lub go podbi, a ostatnie musiao by rwnie trudnym dla serca, jak dla ducha, bo Zagajo mia w sobie co, co go do panowania nad drugimi wyznaczao. Mwi z tak miaoci i si przekona, i spr z nim wie byo prnym. W rwnym wieku z Ewarystem, obchodzi si z nim jakby z mokosem, z gry na spogldajc. Z Zoni pozwala sobie artw delikatnych, ale tak dla niej nieprzyjemnych, e cigle rumieni si i niecierpliwi musiaa. Rozmowa o sprawach oglnych wywoaa z jego strony surowe krytyki wszystkiego, o co potrcono, nie przebacza ani nauczycielom, ani wspuczniom. Mwi zwile, stanowczo i prawie nie chcc sucha opozycji. Zonia z widocznym niepokojem suchaa go, patrzc, jakie wraenie czyni na Ewarycie, ktry wicej mu dawa mwi, ni sam si odzywa. Wspomniano co o Jewaszewskim. Komediant! zawoa Zagajo skoczy jak oni wszyscy, schowawszy si za kulisy. Nigdy nie byem wielkim jego wielbicielem, bo czsto cay wieczr go suchajc, gdym kwintesencj chcia wycisn z tego, co wygasza z tak prozopopej, kropli nie wydusiem z tego prchna. U mnie czowiek jest w czynie, a sowo!... to zdawkowa moneta tych, ktrzy grubej nie maj. Widzc, e gocia tego, ktry tu by jak w domu, nie przesiedzi i z Zoni si ju nie bdzie mg rozmwi, choryc poegna j, zostawujc pana Teofila, ktry woa sucej wanie, aby podawaa herbat. Cae obejcie si jego u Zoni race byo jak samowol zbyteczn, ktr ona znosia bez szemrania. Czasem tylko brwi si jej cigay i sznuroway usta, jakby chciaa wybuchn, lecz wprdce sia tego czowieka braa gr. Z przykrym wraeniem, ktre zawsze wynosi z sob, ile razy Zoni widzia, powrci pan Ewaryst do domu. Niewymowny al tej zbkanej dziewczyny nie da mu dugo niczym si zaj. Myla, wzdycha i znuony tym dumaniem bezowocowym, wzi si do jedynego lekarstwa, ktrego zwyk by uywa, gdy mu co dolegao. Zasiad do ksiek i pracy. Wieczr ju by pny, dzie jesienny, ciepy i pikny. Noc nadesza niepostrzeona, a jej cisza nadto sprzyjaa pracy, ktr by zajty Ewaryst, by mu si j chciao przerywa. Pozby si natrtnych myli, zatopi cay w swych studiach i ani zwaa, jak zegarek na kominie stojcy wybi pnoc. W domu wszystko ju, jeli nie spao, to si uciszyo. Okno jego pokoju otwarte wychodzio na ulic, w ktrej guche milczenie maego miasteczka ledwie kiedy niekiedy krok spnionego przechodnia przerywa, zbliajc si i ginc potem w oddali. Okoo pierwszej byo, gdy wrd tego upienia niezwyczajny jaki szmer z ulicy uderzy jego ucho. Szed kto, a raczej bieg krokiem nierwnym, przerywanym, popiesznym, to omdlewajcym. Co jak jk guchy, gos stumiony na wp paczem odezwa si te u drzwi kamienicy, w ktre sabe uderzenie sycha si dao. Ewaryst wyjrza i w mroku zobaczy kogo stojcego u wnijcia. Bya to kobieta... rk bezsiln bia we drzwi, opierajc si gow o nie. Jakim przeczuciem wiedziony, Ewaryst chwyci wiec i zbieg co prdzej ze wschodw z kluczem, aby zobaczy, kto to mg by. Gdy drzwi otworzy, ujrza przed sob Zoni, z rozpuszczonymi wosami, nie ubran, okryt chustk na- rzucon naprdce. Twarz jej miaa wyraz obkania, oczy biegay wkoo przelke, usta nie mogy wyda gosu. Rkami drcymi wskazywaa poza siebie Zabiam! krzykna ratuj mnie. Nie wiem... nie wiem, co mam zrobi z sob zabiam. Nie moga mwi wicej i opara si o cian, czoo gorce tulc do niej, jakby je chciaa ostudzi. Choryc nie mogc poj, co si jej stao, na p zemdlon uj za rk i si niemal poprowadzi z sob. Sza bezmylna i posuszna, jczc i dyszc, a gdy si znaleli na grze, pada w krzeso, zakrywajc sobie oczy. Ewaryst poda jej wody, odtrcia j.

Mw, na Boga, co si stao! zawoa. Zabiam go! odpara gwatownie porywajc si z krzesa Zonia alem niewinn! Tak, mwiam mu sto razy, e rewolwer zawsze mam przy sobie, e nie powinien si way progu mojego przestpi w tej godzinie. Pooyam si w ko, niepoczciwa suca otworzya mu drzwi, mia wnij do mnie po nocy. Lampka si palia, bo nie cierpi ciemnoci, zobaczyam go wprost idcego do mnie. Zawoaam, e strzel, nie sucha, mia si, rzuci si ku mnie. Zakrya sobie oczy. Pad we krwi si tarzajc! Zabiam go! tak! a takem go kochaa. O! ja nieszczliwa! Widz go, jak pad z jkiem, za piersi si chwytajc i krzyczc: Szalona! Tak! Byam szalona, byam niegodziwa... a teraz sobie chyba odbior ycie. Jku i paczu jej niepodobna byo utuli. Ewaryst nie wiedzc sam, co ma zrobi, waha si, czy i dowiedzie si o Zagaj, czy pilnowa j tutaj, aby sobie ycia nie odebraa. W tej niepewnoci, gdy jeszcze walczy z sob, Zonia si zerwaa nagle i krzykna: Chod ze mn! Tak, ja tam powinnam by na miejscu i nie ucieka ani kama. Com spenia, tego si nie wstydz, ale auj! ach, auj. Bez niego y? na c mi ycie... I otulajc si chustk pocza niecierpliwie biec ku drzwiom, naglc: Ze mn, chod ze mn! chod tam! ja musz tam by... Choryc, nie wiedzc prawie, co czyni, bo czasu do rozmysu nie mia, chwyci czapk, cigna go gwatownie woajc zdyszana: Chod! idmy! W ulicach byo pusto, biegiem prawie pdzia Zonia, nie rozpoznajc drogi, padajc co chwila, tak e j Ewaryst podtrzymywa musia i prowadzi. Gdy si zbliyli ku mieszkaniu, Zonia si zatrzymaa z trwog patrzc na kamienic. Choryc spostrzeg na pierwszy rzut oka, e wypadek nie musia by tak strasznym, jak si wyda Zoni, gdy okoo kamienicy adnego nadzwyczajnego znaku ycia ani zbiegowiska nie byo. Staa czarna, milczca i drzwi tylko wchodowe na p otwarte, ktrymi wybiega Zonia, wiadczyy, e po niej nikt nie wychodzi pniej ani spostrzeg, e stay otworem. Milczenie to dziwnym si zdao i jej nawet, uspokoia si nieco, cignc za sob Ewarysta. Gdy weszli w podwrze, znaleli je milczcym i pustym take, na pitrze tylko drzwi mieszkania Zoni otwarte byy cakiem i wiecio w nich. Z trwog posuwaa si ona ku nim, sigajc okiem w gb; tu nie byo nikogo, sprzty tylko porozsuwane, niead, krwawe szmaty porzucone, a w drugim pokoiku przy ku Zoni na pododze ogromna plama krwi zaschej. Zobaczywszy j, Zonia si cofna z krzykiem do pierwszego pokoju. Ewaryst posadziwszy j w krzele sam zbieg co prdzej szuka sugi i, jak si domyla, rannego pana Teofila. Wiedzia, e ten sta na dole, i po gosach, ktre z wntrza si sysze mu day, doszed atwo mieszkania Zagajy. Ruch w nim by widocznie tumiony umylnie, aby nie pobudzi ssiadw. Ewaryst wsun si miao. W dosy obszernej jedynej izbie za parawanem sycha byo waw rozmow i krztanie. Suca Zoni biegaa z wod i patkami. Ewaryst ujrza na ku lecego rannego pana Teofila, ktremu dwu z ssiedztwa zwoanych studentw rany opatrywao. Zagajo lea z ustami zacinitymi, z zamknitymi oczyma, blady, pomazany krwi, ale z wyrazem mstwa i obojtnoci, dowodzcym wielkiej siy charakteru. Wtem jeden z opatrujcych ran odwrciwszy si postrzeg i pozna Ewarysta. A pan co tu robisz? zapyta. atwo si domyli rzek choryc mwcie, jest niebezpieczestwo? Ba! odpar jeden z opatrujcych o wos, a byaby go pooya trupem. Szczciem kula siy wielkiej nie miaa, olizna si po ebrach, ale bdzie mia liza si z czego! Lecy otworzy oczy, skierowa je na Ewarysta, pozna go i rzek gosem suchym, prdkim: Powiedze jej pan, e nie ma nic gupstwo! Ja winienem! art by niedorzeczny!

Gotowa sobie co zrobi, powiedz jej, e rana nieznaczca troch krwi. Zamkn szybko oczy, a Ewaryst co prdzej pobieg na gr. Zonia, jak j porzuci, siedziaa w krzele, z gow z porczy zwieszon... Usyszawszy zbliajcego si, porwaa si konwulsyjnym ruchem, oczyma chciaa z twarzy wyczyta, co przynosi. Uspokj si rzek Ewaryst daj sowo, e jest zaledwie ranny, adne niebezpieczestwo mu nie zagraa... ma dwch, co go opatruj. Przytomnoci nie straci wcale, krwi tylko mu ubiego troch. Zdaje si, e w domu nikt nawet strzau nie sysza. Razem z chorycem suca oniemielona pokazaa si w progu, jakby pani w pomoc przyj chciaa. Zobaczywszy j, gniewna Zonia ruchem rki wskazaa jej, aby sza precz. Chciaa co powiedzie. Precz zawoaa dziewczyna id, nie pokazuj mi si! Wiadomo, ktr Ewaryst jej przynis, z wolna zdawaa si j uspokaja. Siada znowu w krzele zadumana. Teraz dopiero, gdy wielka trwoga odesza, poczua znuenie i bliska bdc mdoci, zadaa wody. Choryc sam jeden musia nie bardzo umiejtnie przyj na ratunek. Niepodobna byo j tak opuci sam, suca bowiem, znajc sw pani, natychmiast zabrawszy, co miaa, wyniosa si tak, e w p godziny jej ju nie byo. Wyszedszy z mdoci, Zonia z wolna odzyskaa przytomno i sama zaja si sob. Ewaryst chcia j namwi, aby si pooya, ofiarujc pozosta na stray, choby za drzwiami. Krew, krew! ja tam nie pjd! odparo dziewcz. Dniao ju, gdy choryc szepn jej, e mgby odprowadzi do Heliodory. Myl t pochwycia ywo, poprawia ledwie ubranie i wyszli. W sieniach stana na chwil u drzwi Teofila, niepewna, jakby do niego wnij chciaa, lecz Ewaryst, ujwszy j za rk silnie, gwatem prawie uprowadzi. Przez ca drog sza milczca i jak nieprzytomna, saniajc si... Dopiero u dworku Sahanowej, ktry sta jeszcze zamknity, wskazaa okno, do ktrego zastuka byo potrzeba, aby staruszk obudzi. Przybycie Zoni o tej godzinie, w tym stanie jakim nieprzytomnoci, poruszyo wnet dom cay. Agafia posza zbudzi pani Heliodor, ktra nierycho, bledsza ni zwyczajnie, caa drca, okryta szlafroczkiem jakim, bosa zjawia si w salonie, a zobaczywszy Ewarysta cofna si z krzykiem. Dugiego czasu byo potrzeba, nim si przeze drzwi mona byo porozumie. Zonia, zaledwie wszedszy do saloniku, powloka si ku sofie, pooya na niej i, jakby cudem, natychmiast usna... Choryc wic mia czas, nieco ju ogarnitej w ssiednim gabinecie, pani Heliodorze opowiedzie wszystko. Wdowa suchaa zdumiona tak, e tylko psowami mu przerywaa... A mwiam odezwaa si na ostatku, ochonwszy nieco mwiam zawsze, e to si okropnie skoczy. Ta Zonia! no, prosz ja pana! z pistoletem! jak mam kocham! Co to bdzie! co to bdzie. Uchowaj Boe ledztwa! Sdz doda Ewaryst e si to wszystko cicho skoczy. W domu nikt podobno nie sysza i nie wie, a pan Teofil chwali si nie bdzie z rany, na ktr zasuy. Heliodora wci ramionami ruszaa. Jak mam szczerze kocham odezwaa si po cichu oczy spuszczajc ja mylaam, e oni z sob byli ju tak, e prosz pana, to nie do uwierzenia. Niech pan sobie przypomni, co ja mu mwiam... z ni nie ma co artowa! To dziewczyna szalona. Co teraz z ni pocz? Dzie si robi, gdy choryc wyszed od wdowy, ktra mu przyrzeka czuwa nad Zoni. Na palcach prze- suwajc si przez salonik zobaczy j lec na sofie, jak bya pada na ni, i gboko upion. Zmarszczone brwi i bolesny wyraz ust jakby marzenia przykre zdradzay... Heliodora stana nad ni z zaamanymi rkami, a stara Agafia, nie rozumiejc nic jeszcze, czekaa poerana ciekawoci, aby si dowiedzie, co si stao z t houbk.

Nazajutrz, niewiele spoczwszy, choryc powrci okoo poudnia do pani Heliodory, u ktrej dotd pozamykane byy okiennice. W bramie Sahanowa powiedziaa mu na ucho, e houbka spaa jeszcze. Wzdychaa ciko staruszka i potrzsaa gow. Oj to, panoczku, czasy! to czasy! chyba niedugo czeka na Antychrysta! Co to si dzieje! Jakie to teraz chopcy, jakie dziewczta. Prawda, bywao i dawniej rnie, od czego modo! ale si cho Boga bali, panoczku, a pokutowali a teraz! Rzucia rk. W sieniach, wyszedszy ku niemu, pani Heliodora oznajmia, e Zonia twardym snem kamiennym spaa jeszcze. Jczaa tylko przez sen i wyrazy si jej wyryway niezrozumiae. Wdowa nie chciaa j budzi, spodziewajc si, e tak snem przejdzie wszystko. Tego dnia wic Ewaryst si ju nie dowiadywa, zapewniwszy, e Heliodora o chorej mie bdzie staranie. Rano znalaz okiennice otwarte i star Agafi z rkami w kieszeniach u wrt na swym stanowisku. A co, przychodzicie si o houbk dowiedzie? nieprawda? odezwaa si no, ja ju nic nie powiem, bo ja nie rozumiem nic, idcie do pani, ona wam wytumaczy, kto ich dzi zrozumie! Z popltanej mowy Agafii Ewaryst tylko domyli si, e Zoni gorzej nie byo. Heliodora wysza do niego z papierosem. Jak si ma Zonia? zapyta. C? zdrowa rzeka obojtnie wdowa. Wyspaa si, siy jej wrciy i co, mylicie, zrobia, gdy wstaa? Pierwsza rzecz, e ona powinna tam by u ka chorego, aby go pilnowa! Com si naprosia, co naperswadowaa! Z ni wszystko groch na cian, bo to upr, jakiego drugiego nie masz. No i koniec kocem, powloka si, jestem pewna, e teraz przy chorym siedzi! Kwano dokoczywszy, wdowa chciaa duej rozpowiada o sobie, jak si w nocy nastraszya, gdy j obudzono, jakie miaa uczucia, wraenia, jak j pniej okropnie gowa bolaa itp., lecz choryc podziekowawszy za przyjacielsk pomoc popieszy szuka Zoni. W mieszkaniu jej, w ktrym nowa suca, polecona przez Agafi, gospodarowaa, nie byo nikogo. Powiedziaa chorycowi pomywajc wanie podog niemoda kobieta, e panna bya na dole u studenta. Ewaryst wchodzi tam teraz nie chcia, prosi, by j wywoano; Zonia wysza ju zupenie spokojna, bledsza tylko ni zwykle i z ustami spalonymi. Widzisz odezwaa si do choryca miejsce moje przy nim. Dziki Bogu, e yje, bo ja bym go nie przeya. Nie odstpi od ka, pki zdrw nie bdzie. Jest tak poczciwy, e mnie nie obwinia i nie gniewa si na mnie. Kocham go wicej moe ni dawniej. Choryc nie wiedzia, co odpowiedzie, tomaczy jej niestosowno tego postpowania byo daremnym, bo zrozumie nie moga i nie chciaa, co nie byo po jej myli. Krtko podzikowawszy Ewarystowi za pomoc i opiek, podaa mu rk, spojrzaa na okiem jakim obkanym, zeszklonym i piesznie wesza nazad do chorego izdebki.

TOM DRUGI

Choryc przyby na wita Wielkanocne do Zamiowa, gdzie na jak zawsze oczekiwano i wygldano przyjazdu z niecierpliwoci. W cigu tego roku stary ojciec jego, jak to podyym ludziom, co si dugo dobrze i krzepko trzymaj, trafia czsto, nagle by na zdrowiu podupad. Przyczyna choroby bya mao znaczca, jakie przezibienie; choroba sama nie miaa charakteru gronego, a skutki jej okazay si daleko smutniejsze, ni przewidywano. Przeleawszy dugo w ku, pan Eliasz wsta z niego o kiju, nogi mu brzky, osabiony by znacznie. Biedna choryna zalewaa si zami, on za sam jak nigdy wesoego udawa, artowa i usiowa dla uspokojenia ony ukry cierpienie. Czu jednak dobrze, e si koniec zblia, i starym obyczajem, nie trwoc nikogo, ze spokojem umysu i przytomnoci wielk rozporzdza zawczasu wszystko tak, aby, uchowaj Boe czego, jejmoci oszczdzi kopotu, zostawi w porzdku interesa, obmyli nawet pogrzeb wasny, oszczdzajc biednej Elusi wszelkiego zachodu. Z t delikatnoci, jak tylko wielka daje mio i moc charakteru, chory czyni przygotowania te tak, aeby si ich nawet Elusia nie domylaa. Stary Pius i ks. Zatoka jedni byli wtajemniczeni i do pobonego kamstwa dopomagali. Ksidz na prno usiowa dowie, e nic tak pilnego nie byo. Pan chory bo si trwoysz na prno mwi do sam na sam nogi odejd, siy wrc, bdziesz zdrw jak ryba, a to wszystko tylko prna troska. A daje bo mi jegomo pokj odpowiada z pumiechem chory. Da Pan Bg zdrowie, niech bdzie imi Jego bogosawione, kae si stawi przed swj trybuna, sta si wola Jego. Ja si bynajmniej nie trwo, ano potrzeba, na wszelki wypadek, zostawi rzeczy w porzdku... Biedna Elusia i tak bdzie miaa przez wierzch gowy do roboty, trzeba jej oszczdzi troski. C to szkodzi, e si ad zrobi?... Potrzeba byo niezmiernych wysikw umysu, aby powoywanie urzdnika do pisania testamentu czym upozorowa i jejmoci si nie da domyli, o co w istocie chodzio. Wozi papiery ks. Zatoka, oddawa je w sekrecie stary Pius, przyjmowano sdowe figury niby dla jakiej sprawy o granic. Chory tak wszystko urzdza bacznie, i o najmniejszym szczegle nie zapomina. Jak mi si zemrze mwi wy tu wszyscy gowy potracicie. Pjdzie wszystko na haaj, na baaj, urwij, podaj, skorzystaj z tego hultaje, szkody narobi. Wic i trumna w pichrzu bya do miary zrobiona, sucha, i wiato w skrzynce zawczasu kupione, do ktrego, aby si nie dobray szczury, chory okucie kaza da mocne i postawi w miejscu bezpiecznym. Ks. Zatoka mia informacj co do pogrzebu, ktry skromnie chcia odby kaza chory, bez zbytku. Pius wiedzia, gdzie i jak, z jakim przyrzdem zastawi chleb aobny. Rozumie si, e w testamencie nikt zapomniany nie by, nawet Madzia i Zonia. O tej, e mao byo wiadomoci, bo rozpowiadania o jej losach nawet przed siostr pan Ewaryst unika, chory jej czynic zapis doda warunek, aby sumy kapitalnej nie miaa prawa podnosi, a za m wyszedszy. Gdy wszystkie te formalnoci po cichu dopenione zostay, stary pan znacznie si uspokoi i jakby dni ostatek sobie i swoim chcia rozweseli, okazywa cigle myl dobr, a arty si go trzymay, i jejmo si wydziwi temu nie moga. Ze szczegln czuoci powita chory syna, bo mia cigle jakie ze przeczucia, e go ju nie zobaczy, a chcia z nim, jako z mczyzn, pomwi sam na sam o przyszoci, o rnych

rzeczach, ktrych pisa i opisywa nie wypadao. Z rwn niecierpliwoci czekaa na syna matka, bo wierzya w to, e jego przybycie ojca orzewi; a Madzia wygldaa jak brata, spodziewajc si, i z niego przecie co wicej dobdzie o tej siostrze, o ktrej tak wiedziaa mao, e si najgorszych domylaa rzeczy. Przybywajcego Ewarysta znalaza rodzina zmniaym, ale matka utrzymywaa, e wychud i zmizernia, e twarz mia jak smutn, i po staropolsku chciaa tym naukom koniec pooy, a syna wzi na wie, folwark mu jeden wypuci, bodaj ju oeni. Chory na to gow kiwa nie mogc powiedzie, co myla, a w duchu mwi: Po co jeden folwark wypuszcza, kiedy rycho wszystko mu spadnie na gow. Mia to starych, pobonych ludzi jasnowidzenie koca swojego, ktre dane jest tylko wybranym... W czasie wit goci cigle byo dosy, zajcia wiele, a do poufnych, cichych rozmw mao zrcznoci. Od Wielkiej Nocy do przewodw dnia prawie nie byo, eby kto nie przyjecha, nie nocowa, a czasem i kilku goci mia Zamiw, ktrym szczeglniej choryna bya rada, bo jej starego zabawiali. Madzia na prno zabiegaa okoo kuzynka, chcc go wybada o siostrze, zbywa j ni tym, ni owym i widocznie unikajc duszej o tym rozmowy. Na ostatek jednego wieczora dziewcz go tak przydybao i naparo, e wykrci si sianem nie mg. Prdzej lub pniej lka si, aby na nie przygotowan nie spada jaka wiadamo o Zoni jak piorun. Nalegaa Madzia, wiedziona i przywizaniem do jedynej swej, i pewn ciekawoci prawie gorczkow tego, co przed ni a ukrywa musiano. Wiesz, moja Madziu rzek Ewaryst, gdy mu si znw z paczem prawie naprzykrza zacza wiesz i rozumiesz, e gdybym mia co dobrego do powiedzenia ci, dawno bym przynis. Ale c tak zego by moe, o Boe mj! woao dziewcz nieche ja cho wiem, abym si najgorszego nie domylaa... Nie moesz si domyli nic tak zego doda Ewaryst co by nieszczliw prawd przeszo. Madzia paka zacza, ale zza ez upominaa si raz o ca, prawdziw histori siostry. Opowiedzie jej nawet tak wprost nie mg Ewaryst, aby nagie fakty gorszymi si nie wyday jeszcze, ni byy w istocie, spenione pod wpywem faszywych poj i gorcego temperamentu. Musia wic cho w oglnych rysach opowiedzie wiejskiemu dziewczciu, wychowanemu pobonie, nawykemu do poszanowania prawd starych, jakimi nowinkami karmia si modzie i jak miaa przewrcone gowy. Madzia cigle wykrzykujc: Ale to nie moe by! suchaa z niedowierzaniem. Trzeba byo narecie przy- stpi do rzeczy. Z blem serca, duo osaniajc, odmalowa Ewaryst najprzd dom Ozerekw, w ktrym Zonia si wychowaa, potem Heliodor Paramisk, u ktrej mieszkaa czas do dugi, towarzystwo, jakie si tam zbierao, wpyw propagandy Jewaszewskiego, stosunki z panem Zorianem, na koniec przyja z Teofilem Zagajo i owo wystrzelenie do niego... Podziwienie Madzi stao si w kocu niemym osupieniem, nie rozumiaa ju nic, nic nad to, e siostr ratowa bya powinna. Ewaryst nie chcia jej wyjawi wszystkiego, nie powiedzia, e Zonia uratowan by nie moga, bo po wystrzale do Teofila, przenisszy si do niego, ya z nim otwarcie, jak to si tam zwao, na wiar. O lubie nie byo mowy, cho Zagajo obiecywa si eni; Zonia wyzywajc cay wiat jawnie si popisywaa ze swoj mioci i nie krya stosunkw. Tomaczya swe dziwne postpowanie po wystrzale tym, e swobodnie sercem i rk sw sama rozporzdza chciaa... Lito nad rannym zwyciya j. Rozmowa cicha skoczya si zami. Jak mg, pociesza i uspokaja Madzi choryc, na niewiele si jednak zday jego dobre sowa. Nazajutrz, z czerwonymi oczyma, biedne dziewcz owiadczyo wprost Ewarystowi, i ma mocn i niezachwian wol jecha do siostry i, powtrzya znowu, ratowa j.

Choryc zmuszonym by wyzna wrecie, e ratunek przychodzi za pno, a i wprzdy byby wysikiem prnym. Zagajo po wyzdrowieniu, za zgod Zoni, wyjecha by na mud czy do Litwy do krewnych, jakoby dla przygotowania ich do swego oenienia. Zonia zostaa sama jedna i czekaa jego powrotu. Smutny by to by widok dla ciebie tej biednej Zoni teraz, opuszczonej na wp, chorej... czekajcej na tego, ktry si jej mem by obieca... Przecie gdy kto z rodziny na zaraliw chorob ley odpowiedziaa Madzia gdy za wystpek pokutuje w wizieniu, obowizkiem jest nie opuszcza go, pomaga... Im biedniejsza Zonia, tym ja tam potrzebniejsza jestem... Ale jake moesz si std oddali nie wydajc tajemnicy, ktra rodzicw moe zmartwi... odezwa si Ewaryst. Obowizek i obowizek! powtarzao dziewcz uparte. Przed pani choryn padn do ng, powiem troch, nie wszystko. Ona mnie zrozumie i pozwoli jecha, pan chory te si nie sprzeciwi. Co bdzie, to bdzie, ja tam musz by... Ewaryst na prno stara si j od tego zamiaru odwie, Madzia, zwykle potulne i posuszne dziecko, bya do niepoznania upart. Dwie nas jest na wiecie mwia sieroty jestemy, Pan Bg nam tylko tyle da, e siebie mamy... A! czy ja mog j opuci. Prne byy namowy Ewarysta, nazajutrz choryn jeeli nie o wszystkim wiedziaa, to przynajmniej o tym, e Zonia bya nieszczliw i e jej siostra moga by potrzebn. Powoaa zaraz syna, aby jej wytomaczy, jak tam rzeczy stay. Ewaryst znacznie agodzc prawd musia jej nieco wyjawi. Dosza sprawa do starego pana, a ten wzi syna na konfesat w cztery oczy, domylajc si nienadaremnie, i tam co wicej by musiao, ni przed kobietami wyzna... Ukrywa przed chorym syn nie mg, a pan Eliasz te egzaminowa tak cile, i bez kamstwa si wywin nie byo podobna. Powiedzia wic prawd, jak bya, zastrzegajc, aby kobietom jej nie powtarza. zy pocieky z oczw staremu, milcza dugo. Po c tam Madzia ma jecha? odezwa si tamt ju jeden Pan Bg chyba salwowa moe, a ta si naje strapienia i, co gorzej, pobrucze si poczciwe dziewcz, chodzc okoo tej nieszczliwej zasmolonej. Koniec kocw zrozumieli wszyscy, i Madzi z jej ofiarnoci i mioci dla siostry ani si bardzo sprzeciwia, ni jej byo mona strzymywa. Dziej si wola boa! doda chory obowizek niezaprzeczony, niech jedzie! Tylko jej tak puci samej ani myle... Narada z choryn nad osob, ktr by Madzi doda byo potrzeba, trwaa po kryjomu dni kilka. Pan Eliasz te i obrachowywa zaraz, jak w podr t wyposay wychowank, aby si nie troszczya o grosz do zbytku. Par tysicy zotych po rodzicach pono miaa Raszkwna u chorego na prowizji i o te prosia, stary gow kiwa, wsa krci i ze swojej szkatuki tysic zotych dokada na wszelki wypadek, pokwitowania adnego nie dajc. Niech to tam bdzie na chwa bo, co ona ma si z sierocego ekspensowa! rzek. Jejmo w obawie, aby jej ukochanej nie zabrako i dla siostry, ze swoich dochodw ogrodowych i nabiaowych sumk jak przeznaczya. Sowem, wyprawiano j z domu jak dzieci rodzone. Towarzyszk podry miaa by stara wdowa po ekonomie, siedzca na askawym chlebie w drugim folwarku, pani Trawcewiczowa, kobieta bardzo jeszcze wawa, bywaa w wiecie, wygadana, a do domu chorstwa przywizana. Trawcewiczowej powierzy byo mona Madzi, bo ona dowiadcze w yciu miaa pono a do zbytku, nim w kocu do portu maeskiego przypyna i nieboszczykowi Trawcewiczowi rk oddaa. Z domu opowiadaa si Makowsk, a famili t uwaaa sama za senatorsk, primo voto potem bya za porucznikiem jakim niemieckiego nazwiska, secundo za maym dzierawc Rabczycem, ktry j w ndzy zostawi; a zjawi si w Trawcewicz, poczciwy czek, za ktrego z biedy posza, a bya z nim szczliw.

Dzieci nigdy nie miaa de domo Makowska, niegdy pono bardzo pikna, duo opowiadaa czasem o ludziach, co za ni biegali, a nad ktrych intrygami zawsze tryumfowaa... Bya to i teraz jeszcze matrona powana, susznego wzrostu, otya, trzymajca si bardzo prosto i mimo siwych wosw w loki pozawijanych sznurujca usta zmarszczkami otoczone. Miaa t jedn wad de domo Makowska, e usta jej nigdy nie prnoway. Materiau do opowiada dostarczaa bogata skarbnica przeszoci. Chocia Ewaryst take wkrtce mia do Kijowa powraca, Madzia niecierpliwa, niespokojna, chciwa spenienia posannictwa swego, rwaa si tak, i na niego czeka nie chciaa. Trawcewiczowej te korzysta z tej gratki i przejecha si do Kijowa, ktrego tak dawno nie widziaa, pilno byo. Na kilka ju dni wprzd zajmowano si wyborem, bo z takiego domu jak chorstwo nie wyjedao si bez zapasu, a ulubionej swej wychowanicy nie moga puci stara jejmo bez wszystkiego, co tylko w drodze byo potrzebne. Tym za, co w domu siedzie nawykli, mnstwo rzeczy wydaje si niezbdnymi... Madzia jechaa z pragnieniem wielkim, ale z trwog i tsknot za tymi, ktrych tu zostawia. Mao wyjedaa w yciu, sama za nigdy nie wyruszya za progi zamiowskie, pierwsza podr z takim celem musiaa j niepokoi. zawe byo i dugie poegnanie z choryn, ktra nieustannie powtarzaa Trawcewiczowej: A pilnuje mi, prosz ci, tej Madzi, bo ona gow traci atwo... Na co powana de domo Makowska odpowiadaa jednostajnie: Niech pani choryna bdzie spokojna, e ju ze mn najbezpieczniej w wiecie... Dopatrz jak oka w gowie! Chory, majcy cigle przeczucia niedobre, pobogosawi j milczcy. Speniasz obowizek doda w kocu. Pan Bg ci powinien poszczci, wracaj nam zdrowo! Za kilka dni i Ewaryst te mia wyjecha w pomoc ekonomowej, aby mie opiek nad Madzi. Po mszy w domowej kapliczce, ktr ks. Zatoka odprawi, ruszya bryka wyadowana z paczcym dziewczciem, a choryna z ganku, chory przez okno krzyem witym j egnali. Madzia obiecywaa pisa i donie o sobie. Pusto si zrobio w Zamiowie, gdy wesoego dziewczcia, ktre tu bardzo mao znaczce zajmowao na pozr miejsce, nie stao. Choryna zadumana obrachowywaa popasy i noclegi. Dzi Madzia nocuje tam, jutro popasa musi, da Bg, w karczmie tej... itp. Nie mwia tego, czym najwicej si frasowaa, to przybyciem i spotkaniem z sob dwch rodzonych sistr, tak do siebie niepodobnych. Ewaryst te najbardziej si tym kopota, nie mogc nawet przewidzie, jak si one rozumie i pogodzi z sob bd mogy. Pilno mu byo jecha, aby na wszelki wypadek przyj w pomoc niedowiadczonej Madzi. Dziewcz w istocie nigdy jeszcze w yciu samoistnie i o wasnej woli nie wystpowao, lecz mio daje odwag i siy wielkie. Przybywszy do Kijowa zmordowane byo dziewcz nie tyle drog, co nieprzerwanymi opowiadaniami awantur Trawcewiczowej de domo Makowskiej, szczeglniej z oficerem od huzarw, ktrego zwyciya. Madzia, stanwszy u celu, poczua trudno zadania i pooenia swojego. Noc spdziwszy w gospodzie, do dnia posza do kocioa, a stamtd wprost kazaa si zawie do siostry. Trawcewiczowa koniecznie jej chciaa towarzyszy, lecz Madzia stanowczo jej zapowiedziaa, e sama jecha musi. Obrazio to nieco towarzyszk, ktra si skadaa rozkazami pani chorynej, lecz ucisk i serdeczne proby Madzi uagodziy j. Z bijcym sercem wesza na wschody wskazanego jej domu. Niepoczesna suga, przypatrujc si jej podejrzliwie, wprowadzia na tyach do lichego, przyciemnionego mieszkania. Przedpokoik sta w nieadzie, nie umieciony i zarzucony gratami, druga izdebka maa, niby bawialnia, okryta pyem, zdawaa si opuszczon. Przez ni przechodzi byo trzeba do sypialni, gdzie jak mwia suga, pani leaa chora. Wszystko, co tu spotykaa nawyka do porzdku i dostatku wiejskiego Madzia, wiadczyo o ubstwie i zaniedbaniu.

W izdebce o jednym oknie, na ku licho zasanym, siedziaa blada Zonia, w rku trzymajc czepeczek dziecinny z niebieskimi wsteczkami. Przy niej staa pusta kolebka. W twarzy biednej chorej malowaa si rozpacz jakby staa, zamknita w sobie, obojtna na wszystko. Widzc wchodzc nieznajom jak, ktra z trwog i wzruszeniem przestpowaa prg, Zonia wlepia w ni oczy, nie tajc, e jej natrctwo to byo nieznonym. Zdawaa si mwi: Po co ty tutaj? Nie moga ani pozna, ni si domyli siostry, a ta tak bya pomieszana, tak zbolaa, e ju wszedszy, stan musiaa, aby odetchn i zebra siy. Zonia, ktra z rk nie wypucia trzymanego czepeczka, patrzaa nic nie mwic, gotowa wybuchn za pierwszym sowem obcej przybyej. Nie domylaa si w niej nawet siostry, ale jakiej niepotrzebnie litociwej istoty, ktrej pociechy nie potrzebowaa. Madzia przypieszya wreszcie kroku, pominwszy koysk i rce rozpostarszy, zawoaa: Zonia moja, to ja siostra twoja Madzia! to ja... I pada na kolana u ka. Zadrgna Zonia i poblada bardziej jeszcze, zdawao si, e ten wykrzyk serdeczny Madzi i jej serce otworzy. Co si w niej dziao, Bg wie jeden, wycigna rk ku siostrze. A! to ty! Madzia! Przybya rzucia si jej na szyj, chwil milczay obie. Umylnie przybyam do ciebie pocza Madzia siadajc przy ku Zoni, ktra zadumana milczaa ponuro. Wiedziaam, e moesz potrzebowa pociechy, pomocy siostrzynego serca. Pociechy! pociechy! zamruczaa obracajc w rku czepeczek dziecicy Zonia. Na wiecie w nikim i w niczym pociechy nie ma. ycie to straszna mczarnia... nic wicej. Zoniu kochana, to prba, prba czowieka Pan Bg... Nie moga dokoczy Madzia, bo na ustach siostry spostrzega umiech tak szyderski, tak goryczy peny i zwtpienia, e si ulka blunierstwa. Rozumiem to odezwaa si Zonia powoli ty, pobone dzieci, przyjechaa mnie wicej nawraca ni pociesza. Chcesz zarazem moj dusz zbawi i swoj. Przykro mi ci jednak powiedzie z gry, e ze mn nie zrobisz nic. Ja ju raz jasno przejrzaam i nazad nie pjd w ciemnoci. Stracone twe zachody! Moja Zoniu kochana szybko przerwaa Madzia gdybym moga da ci moj wiar i moje szczcie, i spokj duszny a! Bg widzi, ebym ci je oddaa, ale moim najpierwszym obowizkiem byo przyj ci suy, pomc, uly... W czym? jak? troch szydersko odezwaa si Zonia widzisz, mam jaki taki dach nad gow i z godu nie mr a reszta!! Chora jeste? spytaa Madzia rumienic si. Widzisz podnoszc do gry czepeczek dziecka i wskazujc na koysk rzeka Zonia przebyam chorob cik sama bo jego nie byo aby na wiat wyda dziecin, ktrej krzyk by pierwszym i ostatnim. Sysz go dotd w uszach i sercu, sysz to powitanie ycia rozpaczne... a potem... trup... trup!! Miaam przeczucie, e ono y nie bdzie, a walczyam z nim, mylaam, e je wydr tej mierci. Dwie zy ciche popyny jej po twarzy. Madzia suchaa nie miejc pociesza. O! dzieci szczliwe, e umaro dodaa Zonia wrci do nicoci, w milczenie i noc mierci, to szczcie jeszcze w porwnaniu do naszych losw, walka bez celu, zawody bez koca, zgnilizna dokoa, a jakby na urgowisko temu miecisku obrzydliwoci w czowieku iskra jaka, co si pali jasno, co wieci, pokazuje, tomaczy i cignie ku mrzonkom, ktrych nigdy na wiecie nie byo i nie bdzie. Los anioa zakltego w obrzydliwe bydl, zmuszonego zwierzciem by, anioem si czujc... i... Ze spuszczonymi oczyma suchaa Madzia tych wykrzykw boleci, ktre szmerem tylko obijay si o jej uszy. Strwoona, wicej dorozumiewaa si w nich bezbonoci i blunierstwa, ni je rozumiaa. Cudowny instynkt uczy j w tej chwili, e nawracanie sowem byoby tu prnym, e

jeden mioci czyn mg wiadczy za wiar, co go natchna. Walczy na sowa z Zoni, ktra nimi szermowa bya nawyka, nie mylaa biedna wieniaczka, zmilczaa pokornie. Zoni, gdy si raz usta rozwizay, nie moga si ju powstrzyma od wynurzenia alu swojego. ycie? ty go nazywasz prb? Szczliwy, kto j przetrzyma zwycisko mwia z szyderstwem. W istocie to prba, szczeglniej dla rozumu, ktry, nic pochwyci nie mogc, do szau poprowadzi moe. Nierycho i nieatwo cierpliwa Madzia, usiujc powoli myli jej wyrwa z tego koa, w ktrym bdzia, potrafia j sprowadzi do rzeczy potocznych, do ktrych w swym yciu powszednim bya nawyk. Teofil, ktry ma by mem moim odezwaa si miao Zonia do spuszczajcej oczy siostry pojecha do familii. Bdziemy ubodzy, zdaje mi si, e rodzice jego, na mudzi czy Litwie mieszkajcy, s proci chopi. Ja tam nie wiem, mnie to wszystko jedno. Dobrze, e dziecina umara, bo nawet we dwojgu nam wyy bdzie ciko. Ja, com miaa po Ozerekowej, to straciam prawie wszystko! O! nauka ycia duo kosztuje] dodaa szydersko. Byam we wszystkim nadto ufajc i uczynn, korzysta, kto chcia, z mojego dziecistwa. Nie kopocz si tym odpara niemiao Madzia ja, co mam, tom ci przywioza. Zonia, patrzc na ni, zamilka troch. Ja nic nie przyjm od ciebie rzeka nie godzi mi si obdziera tak dobrodusznej i atwowiernej. Sierot jeste i jak ja kiedy zapotrzebujesz y bez pomocy niczyjej. A! ja mam choryn, ktra mnie nie opuci, oni s dla mnie dobrzy i kochajcy jak rodzice... Tak, maj w tobie sug bezpatn i niewolnic odpara Zonia. Zamilczay obiedwie, zy stay w oczach Madzi. Widziaa, e sprzeciwia si siostrze nie mona, szanowaa w niej bole wielk. Po chwilce, pomylawszy, Madzia zacza zrzuca z siebie to, co jej do roboty zawadza mogo. Wstaa z krzesa mwic skromnie: Pozwolisz, pki tu jestem, e si troch zajm twoim gospodarstwem. Jestem do tego przywyka, mnie to z naogu ju potrzebne, a widz, e suga twoja, zapewne za wiele majc do czynienia, troch si zaniedbaa. Zonia ruszya ramionami. Wszystko to jedno rzeka gorzko czy barg, na ktrym ndzarz ley, troch czyciej czy brudniej wyglda. Madzia, nie suchajc ju, krzta si zacza. Suga, ktra z zaoonymi rkami i ciekawie si z drugiego pokoju przypatrywaa przybyej i przysuchiwaa rozmowie, znika. Madzia musiaa jej pj szuka, aby si z ni naradzi. Oczyma za ni pobiega leca na ku Zonia i jakby nie rozumiejc tego cichego stworzenia, patrzaa jak na jakie dziwowisko. W domu okaza si niead wszelkie przechodzcy pojcie. Pienidzy nie byo wcale, ostatnie oddaa Zonia na kamie grobowy i pogrzeb dziecicia. Przekupni, u ktrych brano duej bez zapaty, dawa nie chcieli. Pierwsz wic czynnoci by musiao opatrzenie sugi pienidzmi i wyprawienie jej do miasta. Madzia, nakazawszy popiech, sama wzia si zaraz do porzdkowania w dziwnie zaniedbanym mieszkaniu. Zonia to na czepeczek, ktry cigle trzymaa w rku, to na ni patrzaa, ruszajc ramionami. Wrd tego zatrudnienia Madzia rzucaa czasem jakie swko, mwia o domu w Zamiowie, o swych opiekunach, wspomniaa o Ewarycie, ktry mia przyby wkrtce. A! Ewaryst wtrcia Zonia troch si umiechajc gdybym bya chciaa, miaabym z niego opiekuna, bo si tak kocha we mnie jak inni. A! to ich kochanie dodaa nie lepszy i on od drugich. Myla, e atwo mi gow zawrci... Madzia, ktra si wcale nie domylaa tego, zarumienia si mocno i zaprotestowaa.

Ewaryst! On! zawoaa. Ale to najszlachetniejszy czowiek w wiecie. Gdyby si kocha w tobie, byby to wyzna przed rodzicami i oeni si z tob. Zonia parskna szydersko. On! ze mn! przerwaa. Nie mona gorszej z sob sprzc pary jak mnie z nim! To witoszek jak wy tam wszyscy, a ja jestem poganka i dzika! Ale, Zoniu! zaprzeczya siostra. A! tak! ja kama ani udawa nie umiem, ani si kry z uczuciem, z myl, jak was od dziecistwa uczono woaa Zonia. Dlatego wybraam sobie czowieka tak dzikiego jak ja sama. Ewaryst kocha ci jak siostr wtrcia Madzia. Troch wicej z pewn dum dodaa Zonia sam mi si do tego przyzna. Ze wszystkich malowanych paniczw, co si koo mnie krcili, on by najznoniejszy, ale tego samego chcia co inni, tylko prosi inaczej. Madzia caa drca zaprzeczya gorco. Ewaryst jest najszlachetniejszym z ludzi! zawoaa. A ty si chyba w nim kochasz przerwaa gwatownie Zonia patrzaje, aby w najszlachetniejszy nie skorzysta z twojej saboci. O! oni wszyscy s jednakowi. A ten, ktrego ty wybraa? odwaya si mrukn Madzia.Zamilka nieco Zonia. Ten! ja nie wiem! Szczery jest przynajmniej, nie obiecywa mi nic... jam nic nie wymagaa pocza powoli jeeli mnie teraz opuci, abym mu nie bya ciarem, nie bdzie to zdrad. Wiedziaam, co mnie czeka moe. Dla biednej Madzi caa ta z siostr rozmowa bya jakby gorcym elazem pitnowanie, za kadym wyrazem chciaa krzycze ze zgrozy, chciaa zaprzecza. Zimne szyderstwo Zoni zamykao jej usta. Mona sobie wystawi niepokj Trawcewiczowej, ktra sama jedna siedzc w gospodzie, nie majc z kim mwi, obawiajc si o Madzi, nie wiedziaa nawet, gdzie jej szuka, i w trwodze tej musiaa przetrwa do wieczora. Dopilnowawszy obiadu, nakrywszy do niego sama przy ku siostry, co jej suyo za pretekst do wyniesienia prnej koyski, Madzia oznajmia Zoni, e musi pj do gospody, opowiedzie si swej towarzyszce, a na noc pilnowa jej powrci. Ty mi wcale nie jeste potrzebna, a ja takich dugw wdzicznoci zaciga nie chc odezwaa si Zonia u mnie nie ma si gdzie pooy. A! ja przywykam sypia na ziemi... i nic mi to nie szkodzi zawoaa Madzia dopki tu jestem, chc by przy tobie. Prosz mnie nie wypdza. Zreszt ja jak ty jestem uparta i nie dam si odegna atwo. To mwic uciskaa cigle z podziwienia nie mogc wyj Zoni, okrya si chustk i wybiega woajc: Do zobaczenia! Ewaryst, powrciwszy do Kijowa, drugiego dnia ju by pod domem, w ktrym Zonia mieszkaa. Chcia si dowiedzie o obie siostry, bo nie mniej o Madzi, jak o starsz by niespokojny. Nie mia jednak wchodzi, nie wiedzc, jak je zastanie, gdy z ogromnym wyadowanym workiem powracajca z miasta nastrczya mu si Trawcewiczowa. Rad jej by niezmiernie Ewaryst, ale ona jemu wicej daleko, potrzebowaa ze swych przygd, ze swojego postpowania si wytomaczy, wygada, nastka. A! to was tu sam Pan Bg zesa nam na ratunek pocza odprowadzajc go na stron i rce zaamujc de domo Makowska. Co si tu u nas dzieje! na rany Chrystusowe! Co ta moja nieszczliwa panienka cierpi z t biedn siostr swoj. Ale tu, jak Boga kocham, dugo nie wyy! Potoku sw pani Trawcewiczowej ani byo utrzyma, sucha wic milczcy choryc. Ta, prosz pana choryca, Zonia, to zgorszenie okropne! bo to ani panna, ani zamna i w nic nie wierzy, i ze wszystkiego si mieje, i niech Pan Bg ma miosierdzie nad ni, ale co wygaduje, to mnie sta- rej wosy staj na gowie, a biedna panienka ze wstydu si pali cay boy dzie, a tamtej ani zamkn gby, ani uprosi, eby nie blunia. Jak na zo! Nasza panienka, ja panu chorycowi powiadam, wita jest, bo to cierpliwo anielska, a z

siebie by koszul gotowa zdj, aby tamtej losu uly. Zastalimy j, panie, prawie bez chleba kawaka i w dugach, przeszo tysic zotych ju pko... fiut! poszo... a koca ani wida! Mnie za najgorzej na sercu, prosz choryca, kiedy my powrcimy do domu; ja, przyznaj si panu, nawet bielizny takiego zapasu nie wziam, a co tam si z moimi kurcztami dzieje, Bg jeden wie. Pewnie wszystkie jastrzb wychwyta! Na chwa Jego! C robi. Jake si ma chora? zapyta Ewaryst. Zastalimy j w ku, opakiwaa jeszcze to dziecko, ktre stracia, a to aska Paska, e je Bg wzi cho, doprawdy nie wiem, czy nawet je ochrzcili. Teraz ju si podniosa, wstaa, chodzi, ale strasznie zmizerowana. Czeka na wiadomo od tego, co to si z ni powinien eni, cho to, midzy nami powiedziawszy, widami pisano. Odjecha j, porzuci, gdzie niby aa jak mud do familii si pieszy, a kto go tam znajdzie i przepyta. Pokiwaa gow ekonomowa. Ta zgubiona na wieki. Pastwo chorstwo choby j i chcieli wzi do Zamiowa, co z ni tam robi? Jzyka nie strzyma, a jak zacznie ple banialuki, wosy wstaj! wosy wstaj! Madzia u niej jest? zapyta Ewaryst. Ani na chwilk jej nie opuszcza, bo to zote serce tej panienki dodaa Trawcewiczowa ale co to pomoe? Tylko si nasucha takich herezyj, e uszy widn, a tamtej nie nawrci!! Mnie najto stancyjk tu obok, a Madzia dzie i noc przy niej, a koca temu ani wida. Juem si kilka razy pytaa, odpowiada mi zawsze: Jake ja j mog tak porzuci? Wic chyba gdyby ten przyjecha, co ona na niego czeka, ale gdzie ona kiedy si go doczeka!! Chciaa si jeszcze w dalsze ale i opowiadania zapuci ekonomowa, gdy Ewaryst poegnawszy j powlk si z wolna na gr. Cicho byo w mieszkaniu, gdy wszed, Madzia z oczyma spuszczonymi siedziaa u okna w pierwszym pokoju z poczoch, w drugim za stolikiem zarzuconym papierami i ksikami spostrzeg Zoni, ktra, gow podparszy na rkach we wosach utopionych, zdawaa si czyta co czy myle nad ksik, ktra przed ni leaa roztwarta. Zobaczywszy Ewarysta, Madzia z lekkim wykrzykiem pobiega ku niemu, w nim widziaa cay ten swj Zamiw kochany, za ktrym tu tsknia, gniazdo owe spokojne, z ktrego j burza wygnaa. Zonia, ktrej pikna twarz, blada, teraz jeszcze si boleci na niej wyryt wdziczniejsz wydawaa, z wolna podniosa si take. Lekki, niedostrzeony rumieniec przebieg po jej licu, odepchna ksik i ruszya si ku pierwszemu pokojowi, gdzie ju drca z radoci i niepokoju siostra zasypywaa przybyego pytaniami. Przywitanie Zoni byo zimne i dumne jakie, wskazaa na Madzi. Bardzo si dobrze stao, e pan przyby odezwaa si to biedne stworzenie przybiego tu w pomoc siostrze, ktrej nic pomc nie moe, i marnuje si tu daremnie. al mi tej prnej dla mnie ofiary, na ktr i nie zasuyam, bo sama bym do niej nie bya zdoln. Ale c za ofiara! nie dajc jej mwi przerwaa Madzia nagrodzio mi si to stokrotnie przyjemnoci suenia ci. Ironicznie rozmiaa si Zonia i zwracajc do Ewarysta dodaa ywo: Rzecz niepojta! Z dziesi listw pisaam do Teofila, adnej odpowiedzi. Zaczynani myle, e moe czuje, i midzy nami rachunek za kul skwitowany, i myli gdzie indziej szczcia szuka. Zmarszczya brwi i dorzucia z gorycz: Wszystko by moe! Ale nie, nie! poprawia si wnet jestem niesprawiedliwa! To prosta chopska, otwarta natura, nie obiecywaby mi powrci, nie zmuszaam go do niczego... Da mi sowo dobrowolnie. Listy si mogy zabka wtrci Ewaryst. Nie odpara Zonia cho jeden by by doszed. Wyjecha troch niezdrw, ale silny jest i zna siebie, doktr, poczuby niebezpieczestwo. Ja nie wiem! Zapatrzya si w podog

milczc. Wszystko najgorsze zawsze si sta moe szepna ze jest najprawdopodobniejsze w kadym razie, na dobre dzieci tylko rachuj. wiat przecie na to zbudowany, aby by katowni wielk, a cae stworzenie tak rozumnie obrachowane, aby jedni drugich zabijali, jedli i mczyli. Na tym stoi wszystko! katownia. Zoniu! wtrcia jakby proszc j Madzia. A! ty naiwna istoto! rozmiaa si Zonia dla ciebie jest to przedpokj do raju, gdzie zaboconym buty czyszcz i czupryn muskaj, aby si lepiej zaprezentowali!! Madzia jak przybita nie miaa na odpowied sowa, spojrzaa zza ez na Ewarysta. Zonia straszniejsza jaka wydaa mu si, ni bya, z ust jej sama gorycz rozpaczliwa pyna... I nie dziw, ksika, nad ktr j znalaz w mylach zatopion, bya wyznaniem wiary Schopenhauera. Aby tej goryczy nie da si rozpywa szerzej, cho- ryc pocz mwi de Madzi o domu, z ktrego jej przywozi ukony i rne drobne zapomniane rzeczy. Choryna przysyaa notatk rnych sprawunkw, ktre powracajce konie Ewarysta do Zamiowa wie miay. Rozmowy o tych wielce prozaicznych przedmiotach Zonia nawet nie suchaa. Nie obchodzio j nic oprcz jej samej, a siostra, tak wylana dla niej, nie budzia innego uczucia nad pewien rodzaj politowania swej nicoci. Patrzaa na ni z wyyn mdroci swej, nie widzc anielskiej dobroci serca, ktremu umys nie dorwnywa. Tak samo prawie Madzia podziwiaa straszliwy rozum siostry bolejc nad brakiem uczucia, nad wyschniciem serca. Lito z obu stron bya jedynym wzem, ktry je czy... Za wychodzcym Ewarystem Madzia ze zami na oczach i wymuszonym na ustach umiechem wymkna si z pokoju do sieni. Czua, e przy Zoni otwarcie si z nim rozmwi nie moga... Kiedy mylisz powraca? zapyta choryc. Sama nie wiem, Zonia si co chwila spodziewa wiadomoci albo powrotu... (Tu skromnej dziewczynce tak zabrako wyrazu, i innego nie znalaza nad ma). W Zamiowie wszyscy na was tylko czekaj mwi Ewaryst. A ja! ja tak tskni do Zamiowa! przerwao dziewcz oczy spuszczajc, jakby si lkao, aby z nich Ewaryst wicej, ni byo potrzeba, nie czyta... Na zapytanie o Zoni zaamaa rce Madzia. Niewymownie mi jej al, ale ja jestem za saba, za... gupia dodaa pokornie abym si jej na co przyda moga. Prbowaam, a! prbowaam wszystkiego! Do kocioa nie chce i ze mn, o religii z ni mwi nie mona... a! jaka ona nieszczliwa! Dziewcz si rozpakao... Na niczym wic skoczyy si te ciche szepty w sieni i Madzia wrcia do siostry, a na pana Ewarysta u dou oczekiwaa niezbagana Trawcewiczowa w nadziei, e moe si od niego co dowie o powrocie do domu... Kurczta pozostawione bez opieki zy jej wyciskay... Pierwszych dni kilka Ewaryst prawie nie widywa Raszkwien, nie spotka Trawcewiczowej, a odpraw koni swych do domu urzdzi tak, aby ekonomowa i Madzia mogy przez nie przesa listy i sprawunki. Upyn tak tydzie cay, gdy jednego dnia odebra kartk od Madzi, proszc, aby si z nim rozmwi gdzie moga, nie chciaa, aby przychodzi do Zoni, by wic zmuszony Ewaryst miejsce schadzki wyznaczy w izdebce ekonomowej, ktra o tej porze szczciem na nieszporach bya. Madzia twarzyczk miaa jak wystraszon, zblad i pobytem tym w Kijowie widocznie zmczon. Nie skarya si wcale, nie moga jednak podrobion wesooci okry tego, co cierpiaa. A! panie Ewarycie odezwaa si witajc go prawdziwie nie wiem, nie miem, a musz si i poskary przed panem, i o rad go prosi. Sama nie umiem z tego wybrn. Zmieszana, skopotana, to spuszczaa oczy, to podnosia je zaponiona i Ewaryst pozna

atwo, i to, co mu powiedzie miaa, wiele j kosztowao. Mw otwarcie, prosz odezwa si choryc. Ja bo j tak kocham, tak mam lito nad ni, tak bym chciaa wytomaczy wszystko jej sieroctwem, nieszczciem mwio dziewcz tak by mi byo bolenie j oskara. Stao si co? przerwa Ewaryst. Ale nic! nic! prdko zacza Madzia tomaczy si nic si nie stao, tylko mi si to jako wydaje dziwne... Ja nie wiem doprawdy, czy ja tu duej wytrwa potrafi, cho z duszy pragn jej nie opuszcza. Rumienia si mwic cigle i zy jej staway w oczach, cho wypyn nie mogy. Pewnie, panie Ewarycie, w tym nie ma nic zego, tylko ja jestem taka jaka ograniczona, trwoliwa, nie znam wiata, to si boj wszystkiego... Nie miaa mwi, o co chodzio, choryc nalega. Ja tam nie wiem, ale mnie by si zdawao, e kobieta tak sama jedna mieszkajca, a choby z siostr, i taka smutna... i w takim pooeniu, nie powinna by przyjmowa... modziey... Ju dawniej kilku kolegw jej ma czasem si dowiadywao, ale teraz od dni kilku co wieczr si ich tyle schodzi, i taka wrzawa, rozmowy, miechy... Rada bym uciec, bo jacy tacy ci panowie miali, prawie niegrzeczni, co jest w ich obejciu si tak dziwnego, e ja siedz wieczr cay jak na mkach, nie rozumiem nawet po wikszej czci, co mwi, ale tacy s natrtni. Madzia, rumienic si cigle, zwijaa i rozwijaa w palcach chusteczk, jkaa si, na ostatek tchu jej zabrako. Choryc sucha prawie gniewny. Niepojt byo rzecz dla niego, aby w takim pooeniu, jak bya Zonia, szuka mona takiej rozrywki. Zapyta, o czym rozmawiano. A! tego to ja doprawdy powiedzie nie potrafi odpara Madzia tylko wiem, e dla mnie to niezrozumiae, dziwne. Rozmowy prowadz uczone, chocia w nich s czasem... rzeczy, ktrych ja bez rumieca, bez strachu nie mog sucha. Chodmy do Zoni rzek Ewaryst. A! nie! nie! powie, pomyli, em j oskarya przed wami zaamujc rce dodaa Madzia mnie jej al! Jej nic wyperswadowa niepodobna, chodzi tylko o to, czy ja, czy ty mi radzisz zosta tu duej, bo ja tych wieczorw z tymi panami znie nie potrafi. Zamyli si choryc smutnie. Ha rzek zdaje mi si, e ty tu ju zrobia, co moga tylko, niepodobna, aby si duej na takie wystawiaa mczestwo. Nie mona bardzo obwinia Zoni, ktra przywyka do tego towarzystwa, do tych rozpraw i sporw. Dla niej jest to rozrywk dzi, przy jej smutku prawie konieczn, dla ciebie mk nieznon. Wracaj do Zamiowa. Madzi zy popyny. A j tak na zgub zostawi! Sam! sarn jedn! Nie, to si nie godzi. Biedne dziewcz, poskarywszy si, aowao ju teraz, e obwinio Zoni, i z pokor wrci byo gotowe w atmosfer, ktra je dusia. Ewaryst odszed z przykrym w duszy uczuciem. Upyno par tygodni. Od Madzi, ktr widywa czasami, coraz mizerniejszej, bledszej, smutniejszej, dowiadywa si, cho nie dopowiadaa wszystkiego, e towarzystwo wieczorami bywao coraz liczniejsze. Nie skarya si ju na nie, lecz z jej twarzy zbiedzonej wida byo, co cierpiaa. Ewaryst, ktrego nieszczliwa Zonia zawsze cigna ku sobie jak sympati, cho on sam wyrzuca j sobie, pomimo e widzenia jej i ywienia tej namitnoci unika pod rozmaitymi pozorami, czasem przychodzi tutaj. Teraz mg to sobie tomaczy Madzi i obowizkiem czuwania nad ni. Wieczorami tylko nie pokazywa si prawie nigdy, gdy w towarzystwie modziey, jaka si tu zbieraa, czu si nieswoim i sporw wywoywa nie chcc, zbyt cierpia suchajc bredni. Jednego dnia w porze przedobiedniej zrzdzenie ja- kie dziwne sprowadzio go w chwili, gdy by moe najpodaszym, przynajmniej dla Madzi.

W progu ju postrzeg, e co niezwyczajnego si stao. W drugim pokoju Zonia siedziaa jak trup blada, z ustami zakszonymi, z rkami wycignitymi i pociskanymi na stole. Lea przed ni papier pomity. Nad ni staa Madzia, blada take i przestraszona, a ujrzawszy Ewarysta pobiega ku niemu. Chod! chod! na ratunek... List, ten list. Choryc nie mg zrozumie, o co chodzio... Wtem Zonia wstaa jak spryn jak rzucona i z oczyma iskrzcymi podesza do Ewarysta. Umar rzeka, podajc mu papier umar... To mwic pada na krzeso i gow zakrya rkami. Madzia si zachodzia z paczu... Ewaryst rzuciwszy okiem na list napisany najniewprawniejsz rk jak, do ktrego doczona bya sepultura, dowiedzia si z niego, e Teofil Zagajo, chory przybywszy do familii, po kilkunastodniowej chorobie zmar z tyfoidalnej gorczki. Zonia paka nie moga, oczy jej pony arem jakim, oddech w piersiach tumio kanie wewntrzne, za nie pocieka z oka. Usta miaa wykrzywione dzikim, ironicznym umiechem... Mruczaa niezrozumiaymi wyrazami bez zwizku. Pociesza j, chcie uspokaja w takiej chwili nie byo ani mona, aniby ona dopucia. Pozostawao jedno otoczenie j jak najtroskliwsz opiek, a tak miaa w Madzi, ktra teraz bardziej ni kiedy na krok jej nie odstpowaa. Zonia tak bya pogrona w swym smutku, e nikogo widzie si nie zdawaa, siedziaa skamieniaa, osupiaa, nie syszc rozmowy, nie odpowiadajc na pytania. Czasem odejmowaa donie od twarzy, a nawczas wida byo suche jej oczy, byszczce gorczk, spalone usta i zmarszczone czoo... Ewaryst przesiedzia tu godzin kilka, na ostatek naradziwszy si z Madzi, wyszed po cichu. Jedno z dwojga, bole ta miaa albo j zabi, lub spyn powoli, jak wszelki bl ludzki, roztapiajc si W tym rozkadniku wszystkich czowieczych szcz i mczarni w czasie. Sama gwatowno pierwszego wraenia kazaa si domyla, e ono dugotrwaym by nie moe. W miecie, kogo napotka Ewaryst, wszyscy mu mwili o mierci Teofila, o ktrej wiadomo przysza wspczenie inn drog do zwierzchnoci uniwersytetu. Ubolewali modzi towarzysze nad strat czowieka wielkich zdolnoci i charakteru i nad pooeniem biednej Zoni. Jaki niepokj dugo nie da zasn chorycowi, pragnby si by dowiedzie o Zoni i o jej siostr, i jak tylko dnie zaczo, pobieg najprzd do Trawcewiczowej. Powiedziano mu, e po ni przed paru godzinami przysano i e co sta si musiao w kamienicy ssiedniej, koo ktrej bieganina wielka bya, lecz ludzie ciekawi o przyczynie jej nic dowiedzie si nie mogli. Pobieg wic na gr Ewaryst z najgorszymi przeczuciami i w progu spotka wychodzcego ju doktora B..., profesora uniwersytetu. Zna go Ewaryst dawniej. Co si tu stao? zapyta. Profesor odpar dosy flegmatycznie: Otrua si laudanum... szczciem spostrzeono wyprnion buteleczk zawczasu i mierci dao si zapobiec. Odchoruje tylko... W pokoju przy ku Zoni zasta Madzi we zach ca i drc rodzajem febry, ktr j przestrach nabawi. Zonia leaa w ku sparta na okciu i gniewna. A! tak! nie dalicie mi umrze! prawdziwe dobrodziejstwo! woaa szyderczo. Potrzeba, ebym ya! y bd, lecz moe nie na to, bycie si tym cieszyli. Gupie ycie! Zoniu! przerywaa co chwila siostra. Milcze mwia chora ocalia mnie, to si tak u was nazywa! Wedug twojego witobliwego pojcia to jest da mi czas do pokuty! Zobaczysz, jak bd pokutnic... kanie konwulsyjne gos jej przerywao. Madzia obejmowaa j rkami odpychaa j z

gniewem, bezlitonie... Widok tej sceny poruszy Ewarysta niewymownie, siad w pierwszym pokoju, nie wiedzc ju, co ma pocz z ocalon i z biedn Madzi, ku ktrej ona okazywaa niech i gniew nieprzebagany. Nie zraona tym siostra nie odstpowaa od ka, zmuszajc j do brania lekarstwa, klkajc przed ni i bagajc. Zonia patrzy na ni nie chciaa, w kilka godzin pniej niecierpliwo ocalonej dosza do tego stopnia na widok siostry, e na p zerwawszy si z ka, zacza woa: Ale uwolnijcie mnie od tego anioa, bo ja jestem szatanem, ja go nie znosz. Na wszystko, co chcecie, przysign, e ycia sobie nie odbior; tylko niech mi go ona swoim anielstwem nie zatruwa... niech jedzie si modli, jeli chce, za grzechy moje! a niech mnie zostawi sam. Choryc zbliy si, chcc j uagodzi, rzucia si ku niemu z prob. Sowo, rka, przysiga, ycia sobie nie odbior, do tej gupiej prby, ale Madzia niech powraca, skd przyjechaa, ja z ni y nie mog. Siostra, caujc po rkach, przepraszaa j, nic to nie pomogo. Jeste anioem, sam dobroci i powiceniem woaa namitnie winnam ci ycie, ale wanie dlatego niech ja ci nie widz... Jed! ty tu umrzesz ze mn, a ja si wciekn! Na to usposobienie nie byo ratunku. Madzia ucieka, schodzc jej z oczw do Trawcewiczowej, aby si tam wypaka i pooy do ka, gdy poczua si chor, a Ewaryst musia natychmiast po doktora pieszy. Przy Zoni zostawiono kobiet, ktra przyrzeka jej nie opuszcza. Wieczorem Madzia leaa w gorczce i tydzie cay choryc by w wielkiej o ni trwodze, a modo tylko i spokj, z jakim znosia cierpienie, uratoway jej ycie. Zonia wstaa ju trzeciego dnia i bole jej ostyga znacznie. Wiedziaa o chorej siostrze, ale sama to czua, e si jej pokazywa nie moga po okruciestwie, z jakim si z ni obesza. Madzia, zaledwie powstawszy po chorobie, zacza myle o wyjedzie do Zamiowa, tak smutna i cierpica na duszy, tak znkana niepowodzeniem swojej wyprawy, e Trawcewiczowa po caych dniach nad ni pakaa, zapomniawszy o swych kurcztach. Ewaryst przychodzi si pode drzwi dowiadywa do niej, a gdy doktr zgodzi si na wyjazd, sam zacz przynagla, aby powracaa. Nadszed dzie wyjazdu, Madzia nie moga oddali si bez poegnania. Zebraa reszt pienidzy, aby je Zoni zostawi, zaledwie tyle, co na drog byo potrzeba, biorc z sob, i uprosia choryca, aby dla uniknienia jakiej przykrej sceny poszed razem z ni do Zoni. Zastali j ju zatopion w ksikach, bo si z now gorcoci rzucia do nauki, aby o blu zapomnie, wychudzon, rozgorczkowan, powierzchownie zaniedban, przyodzian bez najmniejszego starania, z wosami nie uczesanymi, tak e robia wraenie jakiego zdziczaego stworzenia. Ujrzawszy w progu siostr, Zonia gwatownie odrzucia ksik i podesza ku niej. Nie mogo to uj jej oka, ani wprzd wiadomoci, e Madzia ciko przechorowaa. Twarz zmieniona dawaa pozna, e sabo bya gron, dziewcz chwiao si jeszcze na nogach, a widok siostry poruszy je tak mocno, e zaraz u drzwi przysi musiaa, by zebra przytomno i si. Zonia patrzaa na ni z jak dum razem i politowaniem. al mi ci serdecznie odezwaa si stojc przed ni e si tu tak wybraa mnie nawraca, nie majc po temu si, i odpokutowaa za moje grzechy. Sabe z ciebie stworzenie. Patrzaj na mnie, com stracia dziecko i ukochanego, i wszystkie ycia nadzieje, i ochot do niego, widzisz, e jeszcze lepiej si trzymam od ciebie!! Przepraszam ci, moja Madziu! nie umiem by inn, tylko tak, jak mnie Bg stworzy! Nie masz za co przeprasza odpara z wolna odzyskujc siy Madzia. Zrobiam, com bya powinna, a e si to na niewiele przydao, nie moja wina! Westchna. Ty si nie gniewaj na mnie, mogam by niezrczn, alem z dobrego serca chciaa ci

przyj w pomoc. To daremna, nie pomoe mi nic sucho odezwaa si Zonia. Ja musz powraca mwia z cicha Madzia... chc si poegna. I z paczem rzucia si jej na szyj. Zoniu kochana odezwaa si kajc wr do Boga, pomdl si, spokj ci da skrucha, pociech modlitwa, cierpliwo rezygnacja... Wiele zniosa, bdzie ci to policzone... Moja droga! Zonia przerwaa suchym miechem: Bd spokojna o mnie przebkna bd wiedziaa, co czyni i jak sobie drogi szuka. Kazalicie mi y, musz si o to stara, aby ycie sobie uczyni znonym. Z. chwili tej korzystaa Madzia, aby wzeek z pienidzmi wcisn nieznacznie w rce Zoni i szepn jej: Jeli mnie kochasz, we, ja nie potrzebuj. Po krtkim wahaniu si i namyle Zonia przyja dar siostry i w milczeniu j w czoo pocaowaa zadumana. Kiedy si porachujemy dodaa ja nie rozpaczam, e moje dugi popac! Sowa te wyrzeka z dum jak, jakby grob. Poszy potem dwie siostry na chwil do drugiego pokoju, bo Madzia potrzebowaa jeszcze prosi Zoni o co na osobnoci, proby jej te wszystkie zwracay si ku Bogu i modlitwie, bo ona innej ucieczki i ratunku nie znaa. Zonia przyjmowaa je umieszkiem szyderskim, ruszaniem ramion i milczeniem, powtarzajc: O! nie frasuj si o mnie, dam sobie rady! W wyrazach tych przebijaa si jakby ju osnuta myl postpowania w przyszoci. Gdy obie razem wyszy do pierwszego pokoju, w ktrym na nie Ewaryst oczekiwa, aby Madzi odprowadzi, Zonia zbliya si ku niemu: Cho Madzia wyjedzie, moesz mnie przecie czasem odwiedzi odezwaa si. Prawda, e ju teraz w tym szkielecie kocha si jak dawniej nie bdziesz, ale tym lepiej, bo mnie nudzi, a sam si mczy przestaniesz. Przyjd czasem jak do dobrego kolegi. Ja dalej uczy si myl i i tak daleko, jak mi siy starcz. Nauka wrecie potrzebna mi jest, aby sobie na chleb zarobi. Madzia, znowu rozpakana, uciskaa j namitnie, Zonia pozostaa zimn i mogo si zdawa, e t natur skonn do sprzecznoci wanie jej czuo pobudzaa do ostygania i szyderstwa. Ewaryst, idcy za Madzi, pozosta by nieco u progu, gdy wskazujc na ni z rodzajem umiechu dziwnego, Zonia szepna mu na ucho: Jaki jeste lepy! Caa ta czuo siostry dla mnie, czy ty nie rozumiesz tego, bya... aby si zbliy do ciebie. Biedaczka si w tobie kocha bez nadziei... To mwic zamkna silnie drzwi, a Ewaryst, oburzony i zdziwiony, pospieszy za uchodzc ze cinitym sercem biedn Madzi, na ktr pod wschodami ju ubrana i do drogi gotowa czekaa Trawcewiczowa. Ot si Pan Bg przecie nade mn ulitowa zawoaa e nas wyrwie z tego pieka. Po odjedzie Madzi choryc dugo bardzo nie widzia Zoni, a mao co sysza nawet o niej. Niektrzy z towarzyszw opowiadali mu, e cudownie po doznanym ciosie przysza do zdrowia, wypikniaa, oywia si i znowu gorco zajmowaa nauk, a wicej jeszcze kwestiami spoecznymi, o ktrych namitne rozprawy toczyy si u niej na wieczorach, czsto do pnej nocy. Co najzapalesza modzie zbieraa si tam na herbat, cygara i rozmowy wielce oywione. Widywano tam pani Heliodor i dwie czy trzy panie, rwnie postpowe i wyemancypowane jak gospodyni. Towarzystwo to tak do smaku przypadao modym panom, i co dzie prawie byo ich tu peno. Opowiadano Ewarystowi o tych przyjciach u Zoni jako najnieceremonialniejszych w wiecie. Studenci przybywali poubierani, jak si komu podobao, herbat rozdawano o tyle, o ile szklanek stawao, a drudzy na ni czekali. Papierosy przynosi z sob kady, siada, gdzie chcia i gdzie miejsce znalaz, a niead mia panowa w dwu pokoikach prawdziwie studencki.

Nie trafio si chorycowi spotka z kuzynk, a w kilka dobrych tygodni, i ledwie j pozna. Gdy widzia ostatni raz, bya ta, blada i wychuda, teraz j znalaz odmodzon, rozkwit, wie, z twarz weso i urgajc wiatu, z wejrzeniem jasnym i miaym, zmienion tak nadzwyczajnie, i nie mg si wstrzyma od podziwienia. Prawda? znajdujesz, em znowu wyadniaa odezwaa si do niego miejc si i poprawujc pikne swe wosy, z rodzajem kokieterii burszowskiej uoone. C ty chcesz? wiecznie si gry niepodobna! ycie jest gupi rzecz, ktr trzeba wada rozumnie. Nauczyam si o nic nie dba. Walka.... to walka, kto w niej padnie, sam winien. Popatrzya na choryca, ktry milcza. No, przyjde kiedy do mnie! dodaa. Ty si kocha we mnie, prawda? ale to ju przeszo, a ja miaam i mam sabo do ciebie. Chciaabym z ciebie zrobi czowieka! Pocza si mia i podaa mu rk. No, do zobaczenia! nieprawda? I nie czekajc odpowiedzi posza dalej wesoo. Ta nowa metamorfoza Zoni znowu przykre jej wspomnienie odwieya chorycowi. Pochlebia sobie, e zapomnia ju o niej, e si zupenie rozczarowa i ostyg! Niestety! nie ma nic niebezpieczniejszego nad ar pod popioami ukryty! Choryc wrci do domu rozmarzony tym zjawiskiem, nccym go ku sobie si dla niego niezrozumia. Czym moga w nim budzi t nadzwyczajn sympati, sprzeciwiajc si rozumowi, nie majc siedliska w sercu, gniedc si w jakiej fantazji zmysowej! Ewaryst nie mg sobie wytomaczy i sam na siebie si oburza. Mg zaledwie czu dla niej politowanie, na mio nie zasugiwaa, a choryc kocha si w niej namitnie. Czu to, e gdyby si jej da wcign w blisze, codzienne stosunki, ta kobieta by go opanowaa, a nawet, dra na myl sarn, sprowadzi go moga z drogi surowszych obowizkw, zaszczepi w nim sw niewiar i szyderstwo ze wszystkiego. Postanowi wic unika jej, a to mu przyszo tym atwiej, e w dni kilka odebra nagle oznajmienie o saboci ojca, z rozkazem, aby jak najprdzej do Zamiowa przybywa. Przejty trwog, nie straci ani chwili, a jednak gdy ju mia siada na wzek pocztowy, ulegajc niepojtej jakiej saboci, zajecha do Zoni, aby jej swj wyjazd oznajmi. Znalaz j sarn, siedzc w oknie i zaduman. Jad do Zamiowa rzek wchodzc szybko ojciec mocno zapad, musz spieszy. Chciaem ci to oznajmi, nie wiem, kiedy powrc... Kaesz mi co Madzi powiedzie? Kaniaj si, kiedy chcesz zimno odpara Zonia. Przyznam ci si, e mi to przykro robi, i jedziesz, cho prawie ci nie widywaam. Nawykam ot tak, nie wiem czemu, rachowa na ciebie, cho na wypadek pogrzebu! dodaa z umiechem gorzkim. Ty mnie teraz unikasz, a ja czsto myl o tobie. Ci, co mnie otaczaj, to haastra niewiele warta... Wracaje prosz, a nie zapominaj o Zoni. Wycigna mu rk, Ewaryst j ucisn ze wzruszeniem. Dwa sowa doda kiedy ju rachujesz na mnie, pozwle mi spyta si, moesz by w potrzebie? mw otwarcie. Zawahaa si rumienic nieco Zonia, poprawia wosy. Potrzeby moje nie s wielkie rzeka jeeli moesz... Nie dokoczya, choryc natychmiast wyprni pu- gilares i co mia, pooy na stole. Zonia raz jeszcze milczc, zawstydzona troch, wycigna rk do niego. Dzikuj rzeka cicho i gosem zamanym dodaa nakazujco: Wracaje... prosz. We wzroku, ktry ku niemu zwrcia, byo co jak wilgotna za, a w gosie jak tumiony pacz. Ewaryst by rwnie poruszony i chcc ukry wraenie, jakiego dozna, poegna si co prdzej i wyszed. Wsiadajc do bryczki ujrza j z dala na galerii domu stojc i dajc mu chustk znak na

poegnanie. Wszystko to byoby moe niebezpiecznie podziaao na niego, gdyby nie ciar, jaki mia na sercu, gdyby nie myl o ojca chorobie, o tym, co zastanie w domu. Obiecawszy podwjn zapat na pocztach, pdzi nie zatrzymujc si a do ostatniej stacji od Zamiowa, dzie i noc, nie zsiadajc prawie z bryczki. Najstraszniejsze trapiy go przeczucia. W miasteczku, do ktrego przyby drugiego dnia wieczorem, miaa go niespodzianie spotka ta wiadomo, ktrej si tak lka. Znalaz tu starego Piusa, z oczyma zapakanymi. Chory od wczoraj nie y! A! panie jka si, oczy ocierajc dawny suga domu tak umiera to doprawdy lepiej jak y. Skoczy jak wity pan chory... Czu swj zgon nadchodzcy, przygotowa si do niego pobonie i umar z gromnic w rku, z modlitw na ustach, jakby w Bogu usypia. Choryc, obawiajcy si o matk, ktrej zna przywizanie do ojca, tym pilniej jeszcze pospieszy std do Zamiowa. Przeraaa go ta myl, jak tam znajdzie biedn wdow i cay ten dom okryty tak nag aob. Noc bya, gdy stanli u wrt. Zwyka cisza i spokj panoway we dworze, tylko z dala wida byo przez lekko przysonione okiennice pokoju, w ktrym ciao zostao zoone, wiato otaczajce grobowe oe i piew cichy dochodzi uszw ze sw nut przecig, tskn, pen blu razem i nadziei. Wchodzc wprost do ciaa ojca, zasta przy klczniku nad ksik zazawion matk, ktra z cichym smutkiem chrzecianki modlia si, z majestatem boleci powanej, powcignitej, jaki wiara daje tylko gboka. Wstaa na widok syna, ktry klkn najprzd nogi ojca caujc, a gdy powsta, chwycia go milczc w objcia i trzymaa dugo, jako jedyn ju ycia podpor. Ewaryst znalaz j dziwnie, nadludzko ju uspokojon, przytomn, pani swej boleci. Dziecko moje rzeka, wyprowadzajc go z sob nie moge przyby po ostatnie jego bogosawiestwo, lecz bogosawi ci nieprzytomnego i spynie to sowo ojcowskie na gow twoj, a puklerzem ci bdzie w yciu. O! jak pikn mia mier! o! jak bogosawion, jako ycia nagrod... Teraz, dziecko moje dodaa ty tu ju panem... A! matusiu kochana, nie ja! nie ja! przerwa Ewaryst i niech mnie Bg broni od tego, abym o tym pomyla, ty tu pani jedyn. I przypad do kolan jej rozrzewniony. Nazajutrz dzie eksportacji i pogrzebu by wyznaczony, a rozporzdzenia chorego tak wszystko uatwiay, i najmniejszego zachodu nie mia nikt okoo tego aktu uroczystego. Choryna tylko, na siebie biorc odpowiedzialno, pogrzeb usiowaa wspanialszym uczyni, ni go chcia mie nieboszczyk. Wrd egzorty aobnej ks. Zatoka, przyjaciel chorego, sam si tak rozpaka mwic o cnotach jego, e cho z wymowy nie syn, wszystkich do ez pobudzi. Sza za pogrzebem, podtrzymywana z jednej strony przez syna, z drugiej przez Madzi, choryna; dotrwaa mnie do koca i powrcia do Zamiowa z tym samym mstwem, ktrego teraz nowe, osierocone ycie potrzebowao. Ewaryst musia dla pomocy i pociechy matki jaki czas przy niej pozosta. Choryna nawet, starodawnym obyczajem, zbytniej wagi nie przywizujc do nauk, a wielk do praktyki i czynnego ycia, chciaa syna wycign z Kijowa i osadzi na wsi. Sama zamierzaa pozosta przy nim, dopki by si nie eni, a potem uspokojona o niego chciaa osi w drugim folwarku i tam czeka koca, ktrego prawie z utsknieniem wygldaa. W domu tym, ktrego osi niewidom by w starzec, co teraz uby mu tak nagle, brako go na kadym kroku, przypomina si co chwila, lecz pozostawi po sobie wszystko w takim porzdku, tak naprzd obrachowane, i zdao si, jakby jeszcze on mia w rku zarzd cay. Tak jegomo nieboszczyk chcia, tak pan Eliasz rozporzdzi odzywao si cigle. Gdy si nieco uspokoio w domu po pogrzebie i wszystko weszo w dawne karby, Madzia dopiero miaa si zapyta choryca o siostr. Uczynia to zakopotana, rumienic si, wstydzc

niemal tej poczciwej ciekawoci swojej. C z t biedn si dzieje? przebkna niemiao. Mao j widywaem odpar rwnie zmiszany Ewaryst. Na wyjezdnym tylko byem u niej. Nie zdaje mi si, aby tam zaszo co nowego, nic gorszego. Madzia spojrzaa badawczo na niego, chcc wicej z niego wyczyta, ni mg jej powiedzie. Ewaryst doda prdko: Wierz mi, Madziu, ja nie straciem wszelkiej na- dziei... Biedna Zonia, ktrej nieszczciom winne jej wychowanie, w samych nich znajdzie lekarstwo. Nie rozpaczam! powtrzy. A! daby to Bg odpara Madzia aby si sowa twoje sprawdziy. Rozmowa nie przecigna si duej dnia tego, lecz nastpnych, przy wszelkiej zrcznoci, przy kadym spotkaniu Madzia usiowaa zrcznie wybada kuzynka. Ten, w istocie niewiele jej majc do powiedzenia, powtarza swe pociechy. Prawie dwa miesice przecign si pobyt Ewarysta na wsi, lecz w kocu, mimo usilnego nalegania matki, potrzebowa wrci do Kijowa, aeby tam raz nauki dokoczy i zda egzamina. Wszystko to razem nie powinno si byo nazbyt przecign, a choryna cieszya si zawczasu, e ta podr bdzie ju ostatni i e Ewaryst wrciwszy osidzie na wsi. Jedyn jej myl teraz byo, dla siebie jak najmniej ze dworu zostawujc, przygotowa synowi pobyt wygodny i miy. W czasie, ktry mia spdzi w Kijowie, choryna chciaa oczyci, poprzerabia, ustroi pokoje dla syna. Teraz on w jej przekonaniu by gow domu. Na prno Ewaryst prosi, aby go w dawnych jego pokoikach zostawiono, choryna mu nawet nie odpowiadaa. Z dnia na dzie cigany wyjazd na ostatek zosta ju na pewno oznaczony. Poniewa przedtem testament by otwarty i w nim zapis dla Madzi i Zoni wyczytano, mg choryc pod pozorem czciowej jego spaty (cho ta bya zampjciem obwarowana) co zawie Zoni, aby jej ycie uatwi. W wigili te czatowaa na Madzia, ktra cigna swojego, co moga, proszc go o zabranie listu do siostry. Zaledwie przybywszy na powrt do Kijowa, nazajutrz popieszy do Zoni choryc, a chcc j zasta sarn poszed rano. Nie byo jej jeszcze w domu, lecz bardzo gadatliwa suga nowa upewnia, e natychmiast pani nadejdzie, wstrzyma si wic oczekujc na ni. Mieszkanie te same, ktre zna, mao co znalaz zmienione, co jednak jakby nowym, innym yciem wiono po nim. W oknie stay kwiatki, ktrych tu nigdy nie bywao, wicej czystoci, porzdku, nawet maych elegancyj dostrzeg zdziwiony nieco Ewaryst... Midzy ksikami rozrzuconymi na stoliku dostrzeg i poezyj, i romansw, wprawdzie bardzo miaych i jaskrawych, lecz z innego przybyych wiata. Siedzia chwil rozpatrujc si w tym Ewaryst, gdy w progu stana Zonia i wesoym przywitaa okrzykiem. Spojrzenie na aob kazao si domyla straty, jak ponis. Zonia, ktra przy ostatnim ich widzeniu si bya ju odmodzon i zmienion na korzy swoj, wydaa si chorycowi jeszcze pikniejsz teraz, lady tego, co przecierpiaa, zniky zupenie, twarzyczka si wypenia, oczy miao i wesoo patrzay, ubrana bya z pewnym staraniem, p msko, p po kobiecemu, i stawia si z jak brawur, z ktr jej byo do twarzy. Nie krya bynajmniej radoci, jak jej sprawia widok Ewarysta, chwycia go za obie rce, wpatrzya mu si w oczy i powtarzaa poruszona: A! przecie wrcie! mylaam, mylaam doprawdy, e ci chyba nigdy nie zobacz, i czuam, e ty mi jeste potrzebny, aem si na siebie gniewaa! Te owiadczenia niespodziewanej czuoci wprawiay Ewarysta w niewysowiony niepokj i trwog. Chciao mu si ucieka, tak w nim budzia obaw. Mwiam ci ostatni raz, gdymy si widzieli dodaa po chwili e mi ci ludzie, ta modzie, z jednym wyjtkiem ciebie, obrzydliwo sprawiaj! Wszyst- ko to mae, dziecinne, faszywe, nadte, chytre paskudne. Jacy z nich ludzie porosn, ja nie wiem... Mwia ywo, nie dajc si prawie odzywa Ewarystowi, pilno jej byo wyspowiada si przed nim.

Widok tych mokosw ju mnie wcale nie bawi. Lalki otrbami powypychane. Wszystko to gono wyznaje pryncypia, ktrych jutro si wyprze dla kawaka chleba. Pamitasz tego szanownego mistrza mojego i ojca Jewaszewskiego, od ktrego causa mnie uratowae. By to przecie wdz nasz i prorok, jasna gwiazda! Nie wiem, skd spyn na niego strumie zoty, i prorok zmieni si w najpocieszniejszego trutnia, ktry od swych adeptw jak od zapowietrzonych ucieka. eby go widzia teraz! Nie zna nas! Boi si spojrze, aby nie skompromitowa. Jego alter ego Zyycki dosta may urzdzik i zerwa z nami... Dobre s zasady, ale chleb i spokj dla nich jeszcze lepszy. Mizerne robactwo! Spluna z pogard. Ewaryst, ktry patrzy na ni i sucha z zajciem, mimowolnie by pod urokiem jej sw gorcych... wydaa mu si, jak niegdy, zachwycajca. Ludzie dodaa maj jasne chwile szlachetne i poczciwe, to prawda, ale w ogle i z natury swej s podli. Nie wyjmuj siebie!! Zwrcia oczy za okno, przy ktrym siedziaa, i zamylia si dumnie. Twarz jej z tym wyrazem pogardy dla wiata bya pikn jak staroytna maska tragiczna i straszn zarazem. Choryc oka z niej spuci nie mg. Po krtkim milczeniu pocz mwi o domu, o Madzi i usiowa naprowadzi rozmow tak, aby przywiezion dla niej pomoc mg odda. Gdy zagai o tym, dziwia si mocno, ale weselej spojrzaa i odetchna. W moim yciu odezwaa si ty jeden zawsze przybywasz w por. Dziwna rzecz, zaczynam wierzy w jaki fatalizm, ktry nas z sob wie. Boj si, bym nie uczepia si ciebie jak kamie do szyi, bo ja nie mog by czym innym, tylko kamieniem! Niestety! Choryc powiedzia jakich kilka sw niezrozumiaych, by nad miar wzruszony. Jak to nigdy pierwszym wraeniom, ktre maj by tak trafne, wierzy nie trzeba dodaa Zonia wydawae mi si z pocztku nieznonie sztywnym, teraz czuj w tobie ycie. Ewaryst chcia ju co prdzej przerwa t niebezpieczn rozmow i skada list i pienidze, aby j poegna, cho go wstrzyma usiowaa, gdy wesza pani Heliodora. I ta, od czasu jak jej nie widzia Ewaryst, zmienia si w osobliwszy sposb, wybielaa, utya, spowaniaa, a strj jej by daleko staranniejszy. Pani Heliodor, niegdy Paramisk, wdow odezwaa si szydersko Zonia prezentuj panu jako pani mod, od miesica zalubion przez radzc nadwornego Majstruka... A c? nie siurpryza! Wprawdzie radzca nadworny bez zbw, ale oboje maj co je. Ale, prosz ci, ty papugo nieznona! zawoaa pani Majstrukowa. Ju ci jzyk wierzbia. Jake nie? odpara Zonia taka metamorfoza! Heliodora wyrzeka si szatana i spraw jego, wieczorkw ze studentami i rozpraw o chopach i emancypacjach, a ma za to pozycj socjaln, radzc bez zbw i... Pani Heliodora blisk bya gniewu. Zonia uciskaa j i zamilka. Mogabym i ja co o tobie powiedzie, ty szatanie dugojzyczny odezwaa si niegrzecznie pani Majstrukowa ale si mci nie chc. Zonia si zarumienia nieco. Przynajmniej mi nie zarzucicie, abym przesza do cudzego obozu! odezwaa si a z ndznego ycia mojego nikt mnie rachunku sucha nie ma prawa!! Ewaryst byby si moe ze szczebiotania dwch przyjaciek wiele ciekawych rzeczy dowiedzia, lecz skorzysta z przyjcia pani Majstrukowej, aby Zoni poegna. Odprowadzia go do drzwi i w progu nakazujco powiedziaa: Ale bywaje u mnie! Mwia to z takim przekonaniem o swej sile, jakby wiedziaa, e choryc oprze si jej nie potrafi. Wchodzi do niej z obaw, ale wyszed teraz upojony tak, i sam siebie si wstydzi. Bio mu serce nie litoci ju dla szalonej tej Zoni, ale namitnoci lep, niepamitn ni jutra, ni nawet godnoci wasnej.

To, co powinno byo choryca ustrzec od niebezpieczestwa, jego ycie przesze skromne, samotne, dalekie od zwykych mskich pochoci modzieczych czynio go wanie sabym. Bya to pierwsza jego namitno, wybuchajca z tak si, e walczy z ni nie umia. Pragnienie zblienia si do Zoni, niepohamowane, czyo si w nim z trwog zwiastujc niebezpieczestwo. Wiedzia, e oprze si jej nie potrafi w niczym, e ona moe go zaprowadzi na bezdroa, i zawczasu czu, e sza bdzie musia okupi wstydem i zami. W kobiecie tej graa chwilowa fantazja jaka, pobudzajc do drgania wystyge serce, w nim z krwi razem poruszaa si dusza. Byo to pierwsze marzenie jego. Nie chcc myle nawet o tym, bo mylenie dziaao na burzco, Ewaryst nie powrci do siebie, poszed do dawnego znajomego Euzebiusza Komnackiego, aby jakim nowym wraeniem zatrze pami o tym, co go tak silnie poruszyo. Zasta go nad pisaniem rozprawy, otoczonego ksi- karni, tak ostygego i zagrzebanego w studiach, jak go zostawi. Zazdroci mu. Komnacki powita go kondolencj, sysza bowiem o mierci chorego. Zapewne powrci bdziesz musia na wie, ty szczliwy czowieku rzek do niego Euzebiusz gdy ja, prawdopodobnie, otrzymawszy stopie, gdzie bakaarzowa bd zmuszony. Nie wiem jeszcze, kiedy wrc do wiejskiego ycia, ale i ja egzamina chc zda wprzdy, zabawi wic czas troch duszy. Gdyby nie ksiki i nie kilku ludzi powaniejszych, nudzibym si tu strasznie doda Komnacki. Prbowaem dla odmiany troch si pokuma z modzie i odwiedzi par razy nasze znajome, pani Heliodor, pann czy pani Zoni ale... Tu Euzebiusz uci nagle. Pani Heliodora posza za m przerwa Ewaryst. Wiem o tym, musiaa biedna skoczy na starym radzcy mwi Komnacki a owa Zonia wyglda jeszcze podobnego koca. Przepraszam wtrci jeste to istotnie jaka kuzynka twoja? Choryc z lekka si zarumieni. Daleka bardzo krewna odpar ktrej dola mocno mnie jednak obchodzi. Tym gorzej rzek pan Euzebiusz bo, wedle wszelkiego prawdopodobiestwa, szczliw by nie moe. Kobieta wielkich zdolnoci, jak si zdaje, ale jeszcze wikszego rozpasania umysowego. Ze towarzystwo j zgubio. Zdaje mi si odezwa si troch dotknity tym choryc, czujc ju obowizek bronienia jej e nieszczcia, ktrych doznaa, sprowadz w niej zmian na lepsze. Euzebiusz si umiechn. Ha! daj to Boe odezwa si lecz s kresy, z ktrych zawrci si niepodobna, a ta biedna podobno je przekroczya. Chorycowi zrobio si smutno i bolenie, lecz widzia w tym razem lekarstwo na namitno swoj. Przez par miesicy tu nie byem rzek nie wiem, co si z ni dziao. Uczya si i trzpiotaa razem odpar Komnacki. Modzie do niej lgnie, bo nigdy nic podobnego w pci niewieciej nie ogldaa, a ona! Ruszy ramionami. Nie syszae o czym, o kim? spyta niemiao Ewaryst. Nic tak dobitnego i pewnego rzek Komnacki spokojnie. Wiem, e raz ju przez ni podobno odprawiony bogaty w modzik, Zorian, na nowo si do niej uwiza i przyjmowaa go czas jaki, ale przepdzia w kocu. Mwiono mi o innych, e chwilowo byli w askach, wszystkich podobno ten los spotyka, e nielitociwie ich wyszydziwszy precz odgania. W tym nie byoby jeszcze nic tak ostatecznie zego odpar Ewaryst. Komnacki si skrzywi i zwrci rozmow na co innego, duej go dopytywa nie chcia choryc. Wrci spokojniejszy do domu, sam si okamujc i dowodzc, e w istocie w stosunku tym nie byo dla tak wielkiego niebezpieczestwa, jak sdzi w pocztku. Sama pocho Zoni, na

ktr mia patrzy, bya zbawiennym lekarstwem. Nazajutrz z ostyglejsz ju myl wszystko rozwaywszy, powrci do pierwszego, dawnego postanowienia, aby Zoni o ile monoci unika i nie spotyka si z ni, chyba bardzo rzadko. Mia tyle mocy nad sob, e cho po kilkakro by ju w drodze do Zoni, wrci do domu, poszed gdzie indziej, przemg t si, co go cigna. Upyn tydzie, choryc tryumfowa; a jednake cigle o tym tylko myla i walczy z sob. Zamyka si w domu, zagrzebywa w robocie. Jednego wieczora znowu si tak zwyciywszy, zasiada do pracy, gdy drzwi si otworzyy, wesza Zonia. Zna byo po niej, e przywiezione jej pienidze po kobiecemu uya, co jako do niej nie byo podobne. Bya strojna, kapelusik, futerko, zarkawek, a do bucikw ciepych, wszystko miaa jak z igy. Wchodzc zatrzymaa si w progu. Czy mona? Ewaryst porwa si zmieszany. Prosz si nie rusza, siadam naprzeciw, ogrzej si i wychodz, bo wizyta moja o tej porze tak przyzwoitego modzieca mogaby nawet skompromitowa. Nie byam w sile oprze si tej zachciance. Tydzie nie bye u mnie. Gra przysza do Mahometa. Wszystko to mwia gosem jakim nieswoim, sodszym, bardziej pieszczonym, w ktrym drgao jakby uczucie. Byem troch chory i bardzo, bardzo zajty! odpar zmieszany Ewaryst wanie si wybieraem. Ale ja wiem, e kto nie chce przyj, jest zawsze chory i bardzo zajty rozmiaa si Zonia, rzucajc zarkawek na st i podpierajc si na rczkach wedle zwyczaju. Dlatego ja dodaa chcc ci widzie koniecznie, przyszam sama. Westchna. Widzisz, jak si staam pokorn i agodn, zamiast ci aja, ja si tomacz. Co to si stao z t Zoni!! Choryc sowa nie mg znale na odpowied, krew w nim pobudzona pomieniem biega po yach... Zonia siedziaa spokojna jaka, psmutna i patrzaa mu w oczy upornie, natarczywie. Juci te przez lito, nawet wedug waszych zasad chrzeciaskich, naleao, aby przychodzi nawraca nieszczliw, zgubion grzesznic pocza mwi a grzesznica sama zostaa zmuszon przyj kusi anachoret!! Trzeba to byo w art obrci i choryc wypar si ostatniego przydomku. Jeli nie anachoret, przynajmniej jeste... no purytaninem dodaa cho bya chwila, gdy si w Zoni kochae... To mwic wstaa z krzesa. Pocza si przechadza po pokoju, zajrzaa do drugiego, ogldaa ksiki, z ciekawoci kobiec odgadywaa ycie Ewarysta po tym, co do niego naleao. Ksika jaka zaja j, wzia z pki nie pytajc i woya do zarkawka. Obchodzia si z mieniem i osob choryca, jakby do nich miaa prawo zupene. Przeszedszy si tak par razy, wzia swj zarkawek z ksik. Id nie odprowadzisz mnie? Z chci rzek Ewaryst ale jeeli tam zastaniemy zwyke towarzystwo? Nikogo! daam im wszystkim odpraw odezwaa si Zonia. Zorian znowu mnie chcia uszczliwia, dwm czy trzem innym musiaam drzwi pokaza... a teraz si nudz jak grzeczne dziecko. Winiene mi za to indemnizacj! Mwic tak zeszli powoli ze schodw, w ulicy zerwaa si bya zawieja, nieg mit okrutny, choryc zawoa na sanki. Siedli do nich oboje i zwoszczyk popdzi cwaem. A! tak lecie! lecie, na koniec wiata, zamknwszy oczy! Przysuna si do Ewarysta.

Nie ka jecha do domu! ruszajmy gdzie w wiat. Mrz jest dobry, ja powoli usn, a we nie, mwi, lekka mier przychodzi... Tak sobie umr, przytulona do ciebie... Zamilka. Po krtkiej przejadce sanki stany u drzwi kamienicy. A! ju! odezwaa si wstajc tak prdko... Powoli, zadumana, powloka si na wschody spierajc na rku Ewarysta, nie mwic nic. Weszli tak na gr. Tu, jak przebudzona, Zonia zawoaa na sug o samowar i herbat. Bdziem sami, w zawieruch nikt nie przyjdzie odezwaa si. Choryc by cigle jak pod wraeniem snu jakiego, mczcego razem i miego... Zonia, cho mao zdawaa si zwaa na niego, widziaa dobrze, co si z nim dziao. Niekiedy umieszek szyderski razem i wesoy przebiega po jej ustach... Nim podano herbat, wszcza rozmow o Zamiowie, o siostrze, o przyszoci. Zakopiesz si na wsi rzeka to nieuchronne. Jest to rodzaj barogu, jak te, w ktrych niedwiedzie pi przez zim, spa bdziesz wygodnie cae ycie. Oenisz si naturalnie z cnotliw i spokojn istot, ktra... bdzie ci mocno kochaa, nie majc kogo innego... Wszystko to bardzo adne, tylko nie wiem, czy to nazwa yciem, czy umieraniem. Tpieje wszystko, zmysy, umys... czowiek grabieje, zdrtwia si, zastyga, nie cierpi i nie czuje. Myl mielsz zaegna ks. proboszcz, namitno ukoysze ona, sercu wystarcz uciski dzieci. Ale czy to ycie? Choryc nie mia si jej przeciwi, cho go rania bolenie tymi szyderstwy. Do rozpoczcia takiego ycia mnie jeszcze daleko rzek eni si wcale nie myl. A! to ci oeni! przerwaa Zonia. Nie mam dotd ochoty odezwa si Ewaryst. Popatrzaa na. Taki klejnot jak ty bdzie tak poszukiwanym dodaa Zonia e w kocu kto go pochwyci! Podawano herbat. Pierwszy raz Zonia sama koo niej gospodarowa zacza, dawniej robia to suca. Widzisz rzeka nauczyam si kobiecych obowizkw, bo na c my biedne wicej si wam zda- ymy? Obrbiamy wam chustki do nosa, gotujemy w kuchni, smaym konfitury i nosy ucieramy dzieciom. Kobieta wasza to jeszcze zawsze po staremu suga... gowy ni myli podnie jej nie wolno, ani mie serca na swj wasny uytek, bo ona naley do pana. Ze wy z takimi manekinami moecie y, kocha si, pieci i wytrwa, to wam honoru nie czyni. Ja, gdybym bya mczyzn, chciaabym mie kochank, co by mnie dorosa. Milcza jeszcze choryc. Z niewolnicami wygodniej dodaa Zonia podajc mu herbat... Wiesz wtrcia nagle ja z mioci pojmuj nawet niewol, ale dobrowoln! Przepraszam ci, Zoniu odezwa si w kocu Ewaryst lkam si, aby ty fantazji nie braa za mio. Zonia poblada nieco, oczy jej si zaiskrzyy. Mylisz? spytaa. Ja bo nie wiem, czy ktra mio nie jest fantazj? O wiekuistych na wiecie mowy nie ma. Ale z nich trwaa potem przyja urasta rzek choryc. Nag po prostu odpara Zonia ale i nag ma sw warto!! Skrzywia usta i dodaa: Nie sd o mnie surowo, Ewarycie, nie miaam nigdy fantazji, nie kochaam moe nigdy, szukaam tylko kochania i pragnam go ale gdy raz znajdzie serce to, za czym biegao po wiecie!!... Przerwaa nagle, milczenie dopowiedziao. Godzina bya pna, choryc siedzia jak na arzcych wglach, wsta wrecie, aby j poegna. Popatrzaa na niespokojnie. Wrcisz do mnie? zapytaa, chwytajc go za rce nie zrazisz si zuchwalstwem moim i narzucaniem? Wrcisz?

Choryc szepn co cicho. Musisz dodaa ja ci ka... nie bro bo si tej... sympatii (tu si umiechna), jak masz dla mnie. Pooya mu rk na ramieniu, pochylia gow ku niemu. Jutro pamitaj! jutro! Mniej pozornego a zrczniejszego czowieka nad Jefrema Wasyliewa trudno byo znale na wiecie. Dorobiwszy si znacznego handlu i posiadoci nieszpetnej, wcale nie zaspokojony tym, co mia, a mao z tego uywa, dzie i noc przemyliwa milczco Wasyliew, jak by dorobi si wicej. Patrza on ju na wyrose z ziemi jak grzyby fortuny ogromne, mia za co rce zaczepi, bo i znaczny kapita obrotowy nosi za czerwon koszul w brudnym pugilaresie, obawiajc si go powierzy kasie; lata go nie przygniatay, umys ywy by jeszcze, pole, na ktrym pracowa, wdziczne, ama wic gow, jak to wszystko wyzyska. Najwiksz trosk bya dla kamieniczka, kupiona dla powikszenia handlu, a niezbyt dobrze procentujca. Odnowione mieszkanie na pierwszym pitrze ledwie po dugim oczekiwaniu znalazo lokatork, juci nieszczcie go jej pozbawio. Jewaszewski, ktry po jejmoci odziedziczy zapacony lokal, w adnym razie duej w nim siedzie nie myla nad termin, a rad si by nawet pozby. Utrapienie z tym pitrem, ktre miao znowu sta pustk, tak uciskao Wasyliewa, e przysza mu myl genialna. Postanowi zaoy rodzaj herbaciarni i restauracyjki na grze. By to doskonay sposb puszczenia w obieg z zyskiem wielu artykuw handlu znajdujcego si na dole, przywabienia nowych znajomoci i zarobku, cho nie bez kopotu. Dojrze zarazem sklepu na dole i gospody na pitrze dla czynnego i bystre oko majcego czowieka nie byo nad siy. Modzie akademicka, z ktr w wielorakich by stosunkach Wasyliew, dawaa si pocign atwo, a i na reszt askawej publicznoci, szczeglniej czasu oywionych kontraktw, liczy zabiegliwy gospodarz. Nowe czekay go wydatki, bo dla przywabienia goci potrzeba byo, na wzr moskiewskich restauracyj, sprowadzi cho may orchestrion od Kaufmana z Drezna; cay nowy sprawi inwentarz... na to go jednak starczyo. Raz powziwszy myl, gdy si Jewaszewskiego pozby, Wasyliew piorunem j wykona i w czasie, gdy pan Ewaryst powrci do Kijowa, ju herbaciarnia staa otworem i jak wszystkie zakady nowe cieszya si powodzeniem wielkim. Szczeglniej studenci uczszczali tu chtnie, majc pokj oddzielny dla siebie, gdzie wrzawliwie rozprawia mogli i rozmaitych wycznych uywali przywilejw. Schodzio si tu i uczcego si, i czasem uczonego wiata dosy na wyborn herbat, do ktrej przeksk zawsze dosta byo mona, a w razie potrzeby i wina a do szampana. Przy tym gospodarz by przyjacielski, wes i wydawa si tak dobrodusznym, e go za bardzo potulnego miano. Zabka si tu czasem i pragncy popularnoci pan profesor, i obcy jaki ciekawy podrny, wprowadzony przez jednego z klientw miejscowych. Bywali tu po drodze wszyscy niemal w stycznoci bdcy z modzie. Na wytworno nie sadzi si Wasyliew, ale to, co dawa w szczupych dozach, byo dobre; herbata celowaa. Kadego te wieczora, szczeglniej zimowego, w pokoju na tyle, gdzie palono ile chciano wszelkiego zielska chodzcego pod imieniem tytoniu, peno byo gwarliwych kupek. Jednego dnia, a miao si ju ku wionie, cho lody i niegi jeszcze uparcie si trzymay, siedziao tu kilku modych ludzi i kilku starszych. By i pan Euzebiusz Komnacki, i pikny Zorian, i cz tych, co dawniej uczszczali do Holiodory za czasw Jewaszewskiego. Znacznie si u nas zmienio od roku mwi jeden postradalimy Jewaszewskiego, ktry nam kominka wywin. Daj mu pokj przerwa drugi musia on mie suszne i wielkie powody, ja go nie obwiniam. Ja te nierad bym odezwa si pierwszy jednak mi to niezrozumiae, a koniec kocw zawsze dezercja!

No! no! zaszemrali drudzy czowiek by wielkiej inicjatywy, budzi do ruchu i ycia, nie godzi si go potpia. Czekajmy, to si wyjani doda kto z boku. A! czekajmy! albo si wyjani lub gorzej zaciemni poprawi inny... Rozmieli si niektrzy. Nasza poczciwa Heliodora pokutuje radczyni, i ani do niej zajrze mwi z boku trzeci. W ulicy spotkawszy j darmo si czek kania, odwraca gow, nescio vos. Zachciae, obawiaa si zestarze, a nikt inny do otarza si nie kwapi. Z ciemnego kta wyrwa si kto z komentarzem tro- ch miaym, ktry miech tumiony obudzi, inni zaprotestowali. Wszystko to nic wtrci kto z boku najbardziej al to Zoni! To bya bohaterka nasza, to bya Tytania, jak j susznie nazywano, to bya kobieta, jakiej drugiej nie ma na wiecie, a i t stracilimy. Rozmowa o Zoni byaby zaraz oywia si, bo kilka gosw gorcych podnioso si ze stron rnych, gdy Tardziak, jeden z najwawszych modziecw, nie tyle do nauki, jak do gawdy i figlw, wszed piewajc maorusk piosnk i wiodc z sob jegomoci, ktrego od niejakiego czasu czsto tu widywano wieczorami. By to cudzoziemiec przybyy przed kilku miesicami, ktrego znali z widzenia i nawet niby z bliska prawie wszyscy, ale waciwie kto on by, co tu robi, po co przyjecha, dlaczego siedzia, powiedzie nikt nie umia. Zwa si on i mianowa Francuzem i na biletach stao: Monsieur Henri d'Estompelles, mwi jednak wymienicie po niemiecku, co Francuzom trafia si bardzo rzadko, niele po angielsku, wprawnie po wosku, rozumia po rosyjsku i kaleczy te ten jzyk, rwnie jak polski, na ostatek nie byo ludzi troch znaczniejszych w Europie, o ktrych by nie utrzymywa, e by ich przyjacielem, i przedmiotu, o ktrym by mwi nie mg tak zrcznie, jakby by gboko wtajemniczony. Typ to by commis-voyageura, ale wyszego rzdu, bystre pojcie, znajomo ludzi, a raczej instynkt w ich ocenianiu, jaki daje dowiadczenie, ogromny, ucho baczne, wzrok, co zdajc si nie patrze, widzi, przy tym powierzchowno zrczna, obejcie si atwe, wcibstwo i umiejtno badania a niewygadania si znakomita. redniego wzrostu, gibki, zawsze bardzo starannie ubrany, uperfumowany, pachncy, pan Henryk obraca si we wszystkich koach, jakie mu tylko byy dostpne. Cisn si do arystokracji i wpywowych urzdnikw z natrctwem niemal bezczelnym, z pokor a od upodlenia posunit, obcowa chtnie z modzie i w hulankach bra udzia chtny, gra we wszystkie gry, poczwszy od bilardu, w ktrym by mistrzem, by jednym sowem do wszystkiego, a Maorosjanie powiadali o nim po swojemu kudy ki, to Kozak (gdzie go rzucisz, Kozakiem wszdzie). Pan d'Estompelles mia, jak powiada, udzia w jakiej fabryce tkanin jedwabnych i podre odbywa dla studiowania, gdzie by si one umieci day, zarazem jednak podejmowa si sprowadza wina z Bordeaux, machiny z Belgii, zegarki ze Szwajcarii i konserwy misne z Ameryki. Tych mnogich interesw, ktrymi by obarczony, wcale po nim domyli si nie byo podobna. Na pozr nie robi nigdy nic, bawi si po dniach i nocach w takich towarzystwach, gdzie nawet guzika kocianego umieci nie byo podobna, a w rozmowach porusza chtnie takie kwestie, ktre z powoaniem jego nie miay najmniejszego zwizku. Chocia na biletach stao owo de arystokratyczne, w demokratyczniejszych koach mwi po cichu, e nazywa si po prostu Destompelles, bez apostrofy, a przybra j w interesie handlowym, aby z ni atwiej wnij do towarzystw, ktre mu byy potrzebne. Potrzebnymi za, dziwna rzecz, zday si by te, do ktrych najchtniej uczszcza, cho w nich owa apostrofa wcale nie bya cenion. rednich lat, ale trzymajcy si modo i obyczaje majc do zbytku modziecze, pan Henryk ze studentami by w najlepszej komitywie, za pan brat. Ugaszcza ich, dawa si zaprasza i nie

byo nad niego lepszego, szaleszego koleki. Rozumie si, e przybylec z Zachodu wiz z sob teorie socjalne najwieszego kroju, tylko co z pieca, i gardowa za nimi. Sam si opowiada przyjacielem od serca Mazziniego i wielu innych znakomitoci jaskrawej barwy. W przedmiocie socjologii mia niepospolit erudycj i zasady kracowe. Zreszt w ideach, ktre gosi, cisej logiki, cigu pewnego trudno byo dopatrze, dosy mu byo, gdy teoria wiecia nowoci, a sza daleko, aby jej przyklaskiwa. Charakteru zdawa si niezmiernie otworzystego, wygadywa si na pozr ze wszystkim, co mia, o sobie tylko milcza. Z tego, co mu si kiedy niekiedy, pod naciskiem pyta niedyskretnych wylizno, nic nie byo mona wycign, nawet uamki te zblione do siebie nie schodziy si. Ale czek by miy, cho go do rany przyoy, dla kobiet galant i nie przebierajcy w nich, do kieliszka gotowy choby o pnocy, do wszelakiej zabawy na promotora niezrwnany. Ci, co mieli go zrczno widywa lub sysze o nim od k arystokratycznych, w ktrych rad si obraca, powiadali, e tam, nadzwyczaj sprytnie, gra rol zupenie odmienn i silnie napitnowan konserwatyzmem, ale co komu innemu za ze by poczytano, jemu uchodzio jako doskonaemu filutowi, ktry w pole mia wyprowadza monych... Nadzwyczajna ciekawo cechowaa pana Henryka. Jakby zadaniem ycia jego byo wszystko wiedzie, podsucha, zna kadego, wsun si wszdzie, nie opuszcza adnej zrcznoci robienia nowych znajomoci i inicjowania si w nowe stosunki. Dosy powiedzie, e by w przyjani z Wasyliewem, a wszdzie, gdzie mieszka, z kadym z gospodarzy w najpoufalszej zayoci... Nie byo rzeczy, ktrej by sobie opowiada nie kaza, choby na pozr najmniejszej nie miaa wagi, zaciekawiaa go lada drobnostka. Pami te mia nadzwyczajn, a cho nazwiska le wymawia, do mu byo raz widzie czowieka i dowiedzie si co o nim, aby go sobie przypomnie. Powiedzielimy, e pan Henryk wchodzi z modym Tardziakiem, bardzo adnym chopaczkiem, z ktrym by w szczeglnej zayoci, gdy wanie imi Zoni wymawiano. Widywa on j z daleka i by jednym z najzapaleszych czcicieli i jej wdzikw, i charakteru niepodlegego; docisn si jednak do niej dotd nie zdoa. Nie nazywa j nigdy inaczej, jak la belle Titania! No, c o piknej Tytanii nowego? zawoa zaraz. Nowego nic, stare ale nad tym, e dla nas jest tak jak stracona rzek kto. A! a c si z ni stao? zapyta milczcy dotd Euzebiusz. Siedzi zamknita od kilku miesicy, prawie jej nie wida pocz jeden z tsknych wielbicieli. Zmienia si bardzo, a temu wszystkiemu winien ten Ewaryst. Co? Ewaryst? zapyta Komnacki. Chyba jako krewny namwi j do zmiany ycia. Zaczto si mia i ramionami rusza. C, nie wiesz, e si szalenie w sobie kochaj, e po caych dniach s z sob, chodz, jed razem, zdaje si, e nawet w jednym domu mieszkaj, on na dole, a ona na grze. Kto tam z nich kogo opanowa, powiedzie trudno, ale z charakteru Zoni wnoszc, ona kuzynka musiaa wzi za gow... Ewaryst! zawoa Euzebiusz ale to niepodobiestwo, prawda, e nam znik nagle z oczw, e nie bywa nigdzie, lecz byem pewny, e si gotuje do egzaminw. Ani o nich myli! przerwano. On! tak powany! tak surowy, nie woa Komnacki to co innego by musi, wy go nie rozumiecie, ja go znam. mieli si otaczajcy. C? przysza kryska na Matyska rzek jeden. Ludzie tego temperamentu co on nie szalej atwo, ale raz puciwszy si diabelskiego taca, gotowi do zdechu... Widzielicie Ewarysta, jak wyglda rzek Zorian to szkielet, tak wyndznia, ale ja, panowie moi, nie dziwuj mu si, bo Zonia, w ktrej ja do dzi dnia jestem rozkochany, rozbroiaby ascet... To szatan czy anio, nie wiem, a pewno niepospolita istota, z gliny naszej ulepiona. Ma suszno! sowo honoru! ma zupen suszno doda gorco pan Henryk ja j

wielbiem z daleka, bo teraz si do niej zbliy niepodobna, ale owiadczam, e takiego uroku, takiego wzroku, takiego co pontnego, porywajcego, jak ona ma, w caym wiecie nie widziaem; mog si pochwali, e co do kobiet najrozleglejsze studia czyniem nad nimi, niemal po caym wiecie, ale ani nasze Artezjenki, ani rzymskie trasteweranki trzynastoletnie, ani Gruzinki, ani jasnowose crki Albionu... kada w swoim rodzaju pikna, z ni si mierzy nie mog! To co idealnego. Idealnego zawoa jeden ze starych wielbicieli chocia ona wcale na anioa nie pozuje, ale na zucha, ktrego szorstko czasem groz przejmuje! Ba! doda to wszystko nic jeszcze, widzie j z dala, fraszka, sysze j i widzie razem, gdy j szlachetny zapa ogarnia, gdy oczy si jej zaiskrz, gdy stanie si jak Juno zbrojna, straszna, niezwyciona, pada trzeba na kolana. Saperlotte! przerwa Francuz duo by mona da, aby si mc cho zbliy do niej. E! dawniej nie byo nic atwiejszego rzek Zorian kwano teraz nie wiadomo, co si jej stao. Jak to, nie wiadomo? Zakochaa si w Ewarycie, on w niej i nie dabym zamanego szelga, e si pobior. A nawczas wtrci szydersko pan d'Estompelles znajomo bdzie atwa!! Zaczto si umiecha. eby si mia z ni oeni, to wtpi zaprzeczy jeden. Dlaczego? spyta Zorian ona poprowadzi moe czowieka, gdzie zechce, czy do otarza i lubu, czy do rzeki i na mier! I ja wtpi, aeby si Ewaryst mg z ni oeni rzek Euzebiusz. Znam rodzin, matka by si sprzeciwia... Caa przeszo tej biednej Zoni... W tej przeszoci nie ma znowu nic takiego stan w obronie ktry. Zaczto si sprzecza, za i przeciw, niektrzy uniewinniali, ubolewali drudzy, Francuz pociesznie ze zoonymi rkami objawia yczenie, aby za m posza co prdzej i ma sprzykrzya. Co jest nieuchronnym w kobiecie tego charakteru doda bo syszaem, e czowiek, ktrego wybraa, ma by zimny, terre terre , pospolity. Bardzo przepraszam przerwa Euzebiusz czowiek to i z charakterem, i ze zdolnociami, i z nauk nie tylko nie pospolity, lecz jeden z najgodniejszych poszanowania, jakich mi si spotka w yciu trafio, ale zarazem skromny i umiarkowany. Francuz si skrzywi. Jest to cnota negative doda ja j mao ceni, gdy z garnka nie kipi i nie pryska, mao w garnku... A garnek, z ktrego kipi i tryska, najczciej rzek Komnacki wyszumi pian pust, co mia w sobie, na ziemi! To mwic wsta, wzi za kapelusz i pokoniwszy si wyszed. Pedant zarozumiay! rzuci kto za nim. Ci, co si tak zapinaj mocno rzek Francuz najczciej albo bielizn maj brudn, lub adnej. Rozmowa przesza zaraz na fraszki. Komnacki, ktry szczerze kocha Ewarysta, zmartwi si wiadomoci o nim. Nie moga ona zupenie by zmylon, lecz pociesza si tym, e przesadzon by musiaa. Bd co bd postanowi pj do niego, mwi z nim otwarcie i przekona si, jak rzeczy stay. W dawnym mieszkaniu choryca dowiedzia si tylko, e je opuci i wynis si do domu, ktry mu wskazano. Poszed tam natychmiast. Nie zasta go w domu. Naiwny suga powiedzia mu: Pan na grze. Prdko wrci? Nie wiem, prosz pana, bo, bo on tam cigle prawie siedzi. Jeeli interes jaki jest, mog

prosi. Po namyle Euzebiusz zgodzi si na to, prawie w teje chwili zszed Ewaryst. Przyjaciel znalaz go zmienionym tak, e ledwie potrafi ukry swe zdumienie. Twarz mia schudzon i wyk, oczy zapade i czarno obwiedzione, znuenie jakie malowao si na caym obliczu, niepokj w wejrzeniu, smutek na czole. Zestarzenie za wczesne, chorobliwe, tak uderzao, i witajc go nie mg si wstrzyma od zapytania: Nie jeste chory? Chory nie jestem odpar choryc lecz i zdrw bardzo si nie czuj. Jeste zmieniony troch. Sam to widz westchn Ewaryst. Moe si zamczy przygotowaniem do egzaminw? pyta Komnacki. Umiechn si gorzko Ewaryst. Gdzie tam! rzek cicho wcalem o nich nie myla, nie wiem, co bdzie z nimi. Spojrzeli na siebie. Spodziewam si odezwa Euzebiusz i wierzysz w przyja moj dla siebie. Nie bierz mi za ze, e w imi jej rzuc niedyskretne pytanie. Co si z tob dzieje? Chodz wieci dziwne, tak dziwne, e ja im wierzy nie chc. Strwoony tu przyszedem. C mwi? co? zapyta niespokojnie choryc. Nie bd tai cign dalej Euzebiusz powiadaj, e wpade w sida kobiety, ktra ci opanowaa. Znalimy j po trosze wszyscy jako gwatownego charakteru, dziwaczn, niepomiarkowan. Nie chce mi si wierzy, aby ty mg sympatyzowa z istot tak rn od ciebie, nad ktrej dziwactwami sam przede mn ubolewae. Komnacki skoczy. Choryc dugo siedzia, namylajc si nad odpowiedzi. To, co si stao ze mn, dla mnie samego jest czym niepojtym rzek Ewaryst. Przyznam ci si najprzd, em si w niej zakocha namitnie na pierwsze wejrzenie. Przyczyna dla mnie ukryta, namitnoci nigdy racjonalnie niepodobna wytomaczy. Walczyem z sob, zwyciyem si, a na ostatku, gdy w chwili, nie wiem, jak j oznaczy, litoci czy obudzonej sympatii zbliya si sama do mnie, zapragna mnie zaprzc w niewol, poddaem si... Dzi zwizany jestem, nie wadam sob. Lecz z twarzy twej, ze sw nawet twoich widz, e nie jeste szczliwy. Ewaryst zamilk znaczco. S chwile upojenia niebiaskie i straszne godziny zgryzoty odezwa si pomilczawszy. Zonia jest na przemiany anielsk istot i czym zdziczaym strasznie. Szczcie z ni staje si mczarni. Z tych niebios bij nieustannie pioruny... C wic dalej? zapyta Euzebiusz. Albo mylisz, e ja wiem? odpar choryc. Jestem w pooeniu najokropniejszym. Matka nakazuje mi, baga o powrt, ja ani j porzuci nie mam siy, ani tam zawie. Na to ona sama zgodzi si nie chce... Z dnia na dzie, bez obmylonego jutra, yj gorczkowo... A ona? zapyta Komnacki... Choryc spuci oczy. Kt t istot zrozumie rzek. yje tak, jakby jutra nie miaa, nie wierzya w nie i cae chciaa pochon jednym tchnieniem. Ten stan, w jakim ja i ona znajdujemy si, nie moe si okreli, chyba gorczk... A wszystkie gorczki zabijaj doda Komnacki. I najczciej s nieuleczone zakoczy Ewaryst... Milczeli oba. Choryc nie mia na przyjaciela oczw podnie... Lekarstwa jednak szuka potrzeba wtrci Euzebiusz. Smutn rezygnacj, jakby przyjt pokut za grzechy, wida byo w rysach zmczonych Ewarysta, obudza lito tym poddaniem si losowi, przeciw ktremu uznawa si bezsilnym. Komnacki czu si w obowizku odwoa si w tej sprawie do rozumu. Nie bd ci czyni wymwek, e upad rzek bo nie wiem, czyby kto na twym miejscu by silniejszym, lecz sza przemija, trzeba si otrzsn.

Mylisz si, sza nie przemija, ale ronie odpowiedzia Ewaryst a gdybym nawet ochon, sprawa sumienia cofa si nie dozwala. Ona mnie kocha, za- wierzya mi, nie mylaa o swej przyszoci, ciy ona caa na mnie. Nie mam wyjcia. Wic si oenisz? spyta przyjaciel. Dla matki tego teraz uczyni nie mog odezwa si Ewaryst lecz jestem gotowy! Euzebiusz uderzy w rce zrozpaczony. Jaka rkojmia przyszoci? zawoa. Wanie to mwi, gdy co zaszeleciao w przedpokoju i zaledwie czas mia wstrzyma si, Zonia wesza krokiem powolnym. Jak Ewarysta, tak j zmienion wielce znajdowa Komnacki, ale tu metamorfoza bya inn. Dzikie stworzenie, zaniedbane, przybierajce charakter mski, teraz stao si wicej kobiet. Zonia bya nierwnie pikniejsz i staraa si by wdziczn, strj jej by smakowny, a nawet wyszukany i malowniczy, cho jaskrawy i dziwaczny. ycie w peni bio z jej wejrzenia, umiechao si na ustach, mona byo pomyle, e caa sia, ktr Ewaryst uroni, do niej przesza i zwikszya jeszcze ju i tak energiczny charakter. Wchodzia tu pewna siebie, jak pani, bez najmniejszego zakopotania, spokojna, dumna, z pumiechem szyderskim nieco, lecz wesoym razem. Nie przerywam? zapytaa stajc w progu. Komnacki skoni si zimno. Pan dawno nie bye u nas dodaa tak, u nas, bo zapewne wiesz, e ja i Ewaryst stanowimy par szczliw. Dlatego tak yjemy samotni. Ja przynajmniej najmniejszej nie mam ochoty wyj z tego ycia we dwoje... Mnie w nim bardzo dobrze. Dla Ewarysta moe yczyabym czasem towarzystwa, dla siebie nie potrzebuj go. Komnacki nie odpowiadajc przypatrywa si bacznie piknej Zoni. Dla niego bya to istota nowa, wyszlachetniona, zagodniaa nawet, cho zawsze jeszcze na kobiet zuchwaa do zbytku. Troch nachmurzona twarz Ewarysta kazaa si domyla Zoni, e mg by wzity przez przyjaciela na konfesat. Skrzywia si i przystpujc do choryca rk pocigna po jego czole. Precz z tymi zmarszczkami! zawoaa. O czyme tak smutnym mwilicie, panowie? Oba zapytani milczeli. Mogabym si domyli dodaa szydersko. Przyjaciel nie mg przenie na sobie, by nie da pozna Ewarystowi, e sobie okrutny kamie przywiza do szyi. Ruszya ramionami. Przyjaciel ma suszno mwia dalej ale niech powie on, czy nie bylimy, czy nie jestemy szczliwi. Bysk szczcia wart co przecie. Ja, co nie ufam jako niemiertelnoci, ywotom z anioami, znajduj, e cho raz si upi tu godzi i trzeba... Zarzucia mwic to rce na szyj chorycowi, ktry je namitnie caowa zacz... Scena ta niespodziewana tak zmiszaa Komnackiego, e ledwie si nie porwa ucieka. Byo w niej co tak namitnego, e wiadek zdawa si nie w miejscu. Zonia nie czua tego wcale. Nie psuj nam pan naszych dni jasnych odezwaa si do stojcego, osupiaego Euzebiusza. Skocz si one a nadto prdko, bo wszystko si koczy. Przyznam si panu, e najliczniejszym kocem byoby dla mnie teraz umrze, nie rozczarowanej i szczliwej, ale los nie bywa tak litociwym, jest mciwy i zy... Z podniesion gow przesza si zadumana po pokoiku, popatrzaa na obu przyjaci, zbliya si do Ewa- rysta, ktremu co na ucho szepna, i wysza, lekko skoniwszy gow Komnackiemu. Upyno duo czasu, nim usta otworzy mogli. Musz ci poegna odezwa si Euzebiusz ciskajc z czuoci przyjaciela. Byem tu niepotrzebnym, czuj to, przyniosem z sob zaniepokojenie, przepraszam ci... Choryc usiowa go wstrzyma jeszcze, Komnacki wyrwa si widzc, e na teraz sowa byyby prne... Po wyjciu jego siedzia choryc w krzele dugo, zadumany gboko i, spojrzawszy na

zegarek, poszed z wolna na gr. Bya godzina obiadowa. Mieszkanie Zoni dawniejsze, bo zmienia go nie chciaa, odwieone, strojne, ubrane we wszystko, co ycie uprzyjemnia moe i myl rozerwa, prawie pask miao fizjognomi, ktra z maymi oknami, z dawnym pozorem tych izdebek bya w sprzecznoci. Ewaryst stara si o to, aby jej szczcie otoczy blaskiem, wysa mikko, nada mu poezj i wdzik. Nie aowa nic, a e z domu nie chcia czerpa, bo si tai z tym, co si tu dziao, bo kama musia przed matk, robi wic dugi. Liche drzwiczki osaniay portiery, firanki okryway okna, podog brzydk zalega dywan... Sprzty byy wytworne i bogate. Wrd tego zbytku i sama jego pani ju si z nim harmonizowaa; a wszystko, co j otaczao, podnosio jej wdzik oryginalny, dranicy, upajajcy. Zobaczywszy w progu Ewarysta, Zonia rzucia ksik, ktr trzymaa w rku. Miae gocia, nad ktrego wolaabym kadego innego. Komnacki czyni mi wraenie rozumnej ryby... Krew musi mie zimn jak one. To bardzo dobry i bardzo do mnie przywizany czowiek rzek choryc. Albo i ryby nie s dobre? odezwaa si Zonia szydersko... Troch saboci, troch czego ludzkiego daje wdzik i smak czowiekowi; dlatego ja mogam oszale za tob, bo w rozumnym i witym by grzesznik pokorny... Przysza i znowu go obja rkami. Ty bo dzi jeste chmur... rzeka a temu winien Komnacki. Do szczcia nigdy ludzi nie trzeba przypuszcza, dosy, aby na nie spojrzeli, wzrokiem je zwarz... Dawa do stou! zawoaa ku drzwom. Po obiedzie sanki i w wiat! Pamitasz ten krtki przejazd nasz, tego dnia, gdym ciebie porwaa, gdymy przytuleni do siebie, milczcy, rozmarzeni lecieli jakby w oboki! a! to bya chwila, ktr ja... w chwili skonania przypomn... Zapacia mi za ycie cae. Czuam serca twego bicie, wiedziaam, e moim... Chorycowi zajaniay oczy i twarz si rozmiaa. A! to bya chwila, na ktrej nazwanie w jzyku nie ma sowa... doda... Siadali do stou. Zonia nalaa wina sobie i jemu i wychylia chciwie kieliszek, rzucia si rwnie apczywie do jedzenia i zmuszaa Ewarysta, aby j naladowa. Pi wprawdzie i oywi si nieco, lecz je nie mg. Caa burza rozbudzonych myli czarnych wia mu si po gowie zawieruch aobn, jakie zowrogie przepowiednie puszczykami mu hukay... Siebie byby chtnie da na ofiar zemcie losu, ktry nie cierpi szcz kradzionych, ale j!! Dra o t istot nieopatrzn, upojon, ktra nie widziaa przed sob przepaci. W Zamiowie cigle na choryca oczekiwano; matka go tomaczya, nie miaa przynagla do powrotu. Byoby to egoizmem mwia niech siedzi, pki wszystkiego nie skoczy, aeby ju tam nie wraca. Bya spokojn, modlia si tylko na intencj jego, aby mu bez zbytniego wysiku poszo wszystko szczliwie. List kady stanowi tu teraz epok, liczono czas na listy Ewarysta, oczekiwano na nie z niecierpliwoci, posyano cigle na poczt, a w odebranych wyczytywano wicej, ni w nich byo. Choryc tomaczy si niezrcznie i kade inne ni matki oko znalazoby w tych pismach zawikanych atw do podejrze pobudk. Madzia, nie bdc wcale podejrzliw, jakim instynktem niepokoia si o Ewarysta. By bardzo mogo, e jak odgadywaa Zonia, kochaa si w nim potajemnie co jej szeptao przeczuciem smutku, czego zego... Wiedziaa, e si kocha w Zoni, bo ona jej to miejc si z niego opowiadaa, lecz teraz, po tym wszystkim, co z ni zaszo, mge on j kocha jeszcze, albo ona zbliy si do niego? Byo to niepodobiestwem. Co go tam jednak trzymao, a w listach czu byo jakby al i srom jaki, zdradzajcy si mimo woli. Nie byaby Madzia nigdy potrafia nic zego na Ewarysta pomyle, bo w nim widziaa

idea, tymczasem smutne j czekao rozczarowanie. W czasie pobytu w Kijowie, skazana na dugie samotnoci godziny, pani Trawcewiczowa de domo Makowska wpada na myl dowiadywania si o stryjecznego brata jakiego, o ktrym suchy chodziy, i mia by urzdnikiem w Kijowie. Chodzc i ledzc, po nici dosza do kbka, znalaz si w istocie pan Krzysztof Makowski, w biurze sdu jakiego nadzwyczaj lich zajmujcy posad, stary, ubogi, brudny, sierota bez rodziny, dla ktrego kieliszek by jedyn konsolacj ywota. Stryjeczni, ktrzy si nigdy nie znali i spotka nie spodziewali, uradowali si sobie wzajemnie; pan Krzysztof, ktry o swych protoplastach zapomnia, dowiedzia si o nich z ust Trawcewiczowej, a ona tak bya szczliwa, i miaa si przed kim wygada, e starego suchajcego cierpliwie pokochaa serdecznie. Ten tylko, kto dugo wszelkich zwizkw bliszych by pozbawiony, pojmie, jak oboje starzy odyli wsplnymi wspomnieniami. Pan Krzysztof, chocia miejsce mia na oko bardzo podrzdne i cho ubogo si nosi i wydawa, a na kieliszeczek nie aowa, uciua by jednak troch grosza i po wyjedzie siostry, gdy nagle zachorowa, rozporzdzi mieniem swym na jej korzy. Nigdy w wiecie si nic podobnego nie spodziewaa biedna wdowa i gdy nierycho, drog urzdow doszo j zawiadomienie, i po p. Krzysztofie, synu Wojciecha, Makowskim, koleskim regestratorze, ma deponowane w opiece ptora tysicy rubli i ruchomoci, naprzd o mao nie omdlaa, potem pojechaa da na msz za dusz nieboszczyka, na ostatek wpada do Zamiowa chwali si swym szczciem, opowiadajc, e musi natychmiast jecha do Kijowa. Gdy po kilkogodzinnej relacji opuszczaa z listami do Ewarysta dwr, Madzia wzia j na stron i ucisnwszy prosia pod sekretem, aby si dowiedziaa o Zoni. A juci! a jake! dowiem si dokumentnie, niech panienka bdzie spokojna. Odbieranie z opieki pienidzy, wyszukiwanie ruchomoci, ich sprzeda, nie byy rzecz tak atw, jak si Trawcewiczowa spodziewaa. Formalnoci, chodzenia, podpisywania byo bez koca. Miaa wic czas Trawcewiczowa szuka i Ewarysta, i Zoni. Tym sposobem mimo woli dowiedziaa si o tym, e mieszkali w jednym domu, e byli cigle razem, e jak jej powiedziano, Zonia teraz opywaa w dostatkach i stroia si. Reszt odgadn nie byo trudno, a ludzie t par pokazywali z umiechem palcami, opowiadajc sobie jej dzieje. Doszedszy tajemnicy tej Trawcewiczowa zachorowaa. Jezusie Nazareski! woaa jak si jejmo nasza dowie o tym, umrze z desperacji! Umrze, powiadam! Choryc, takie ycie, i to krewna, i taka szalona... i tak bez Boga i wstydu! Jak ja tam powrc! jak ja im w oczy spojrz! Co powiem! Cho ty id zaraz wskro ziemi! Bodaj byy oczy moje tych rubli nie oglday, gdy na tak sodom naszego panicza miay patrze. Narzekaniom nie byo koca. Ewaryst ulk si jzyka ekonomowej i sam poszed do niej, rumienic si ze wstydu, proszc upokorzony, aby matki nie martwia i nie mwia nic. Przyrzeka to skopotana stara. Trzeba byo powra- ca narecie, ale zamiast wprost do Zamiowa ekonomowa pojechaa do folwarku, w ktrym przebywaa, stamtd odesaa listy, kazaa powiedzie, e chora. Obawiaa si zdradzi czym, bodaj zami. Nazajutrz po jej powrocie Madzia, siadszy na wzek prosty, kazaa si zawie do niej. Przed ni tajemnicy adnej ani nie moga, ani chciaa robi Trawcewiczowa, zreszt wierzbia j tak jzyk, e utrzyma go nie byo sposobu. Panienko moja zota! krzykna amic rce z czym ja przyjechaam, com przywioza, to wolaabym tego Kijowa nigdy nie oglda... Madzia przelka si i pierwsze sowo jej byo: Choryc! A tak! tak! Choryc! zawoaa ekonomowa. O Chryste Panie! Chory? A! panienko moja! lepsza by choroba bya. I strzelia jak z procy: Co tu tai, yje z twoj siostr jak m z on, bez lubu, bez wstydu... cae miasto na to

patrzy. Ledwie sw tych dokoczya, gdy trzeba byo Madzi ratowa, bo pada bez zmysw. Co si z biednym, wstydliwym, kochajcym dziewczciem dziao, gdy otworzywszy oczy przypomniaa t straszn wie, co jej serce przebia opisa niepodobna. Trawcewiczowa aowaa teraz, e jej powiedziaa wszystko, a Madzia nie pojmowaa, jak si pokae chorynie, nie zdradzajc swej boleci i wstydu. Zatrzymaa si do nocy, a wrciwszy musiaa uda bl gowy, aby pj si wypaka do ka. Choryna wprawdzie domylaa si, e nienajlepsze pewnie wiadomoci o Zoni musiay by przyczyn choroby, lecz wolaa o to nie bada. Nazajutrz Madzia z wypieczonymi rumiecami cho- dzia, snua si raczej z gorczk w gowie i piersi. Mylaa, co pocz, chcc koniecznie jeli nie Zoni, ktr uwaaa za zgubion, to Ewarysta ratowa. Mio jej dla siostry zmienia si w oburzenie, wstrt, gniew prawie. Zrzucia jej idea czysty z podstawy jego posgowej i potuka nielitociwa. Tego jej przebaczy nie moga. Za dobrodziejstwa, ktre dowiadczaa od chorstwa, za ich serce, wypaci si tak niewdzicznoci! Madzia bya w rozpaczy. Nawyka do cichej swej roli posusznego dziecicia, ktre nie miao stpi kroku, kierujc si wol wasn, obawiaa si sama siebie, nie bya pewn, czy godziwym bdzie to, co pomyli... Brako jej odwagi i dowiadczenia, cho czua obowizek. Zazdrocia zuchwalstwa siostrze, z ktrego ona tak zy robia uytek. Inne uczucia miszay si z tymi i wprawiay j w stan niezwyczajny, ktry oka choryny uj nie mg, bo Madzia nie umiaa udawa i kama. Na kilka jej zapyta: Co ci jest? Jeste jaka nieswoja? odpara rumienic si, pomiszana, skadajc blem gowy. Choryna poprzestaa na tym. Tymczasem dni i noce marzya, co ma zrobi. Byaby natychmiast poleciaa sama, aby wyrwa choryca, zawstydzi i do opamitania przywie siostr, podr bya niepodobiestwem. Chcc j przedsibra, trzeba si byo cho w czci wyspowiada przed choryn, zaniepokoi j, a ona i tak ju miaa dosy w yciu do zniesienia. Z przernych tych myli pozostaa w kocu jedna, uparta, aby si poradzi poczciwego ks. Zatoki, przyjaciela domu. Zwierzenie si przed nim, jako przed duchownym, nie pocigao za sob adnego niebezpieczestwa, zreszt by on tak przywizanym do domu Dorohubw, tak zac- nym a prostodusznym czowiekiem, e na ze go uy nie mg. Poniewa przyjeda teraz rzadziej, a czasu mia niewiele, Madzia musiaa sobie skomponowa jakie naboestwo, aby pojecha do niego. Nie byo w tym nic nadzwyczajnego i staruszka podejrzenia mie adnego nie moga. Do dnia wybraa si Madzia z Zamiowa, aby trafi na msz rann, a po niej z kocioka posza do plebanii. Ks. Zatoka siada wanie do kawy, gdy Madzia wesza do niego. Domyli si, e j co musiao niezwykego sprowadzi. Mj ojcze odezwaa si caujc go w rk przebacz mi, e ci zatruj twoj rann godzin, przybyam prosi o rad. Siadaje i miao rzek wesoo ks. Zatoka wcale si nie spodziewajc nic tak bardzo wanego... Madzia od ez zacza; ksidz jeszcze i z ez atwych u kobiet nie wnioskowa nic wielkiego. Syszae, ojcze, o siostrze mojej? odezwaa si nareszcie omielajc. Do ks. Zatoki doszo co byo o pochoci panienki, ale nie wiedzia szczegw. Zonia dodaa Madzia wychowaa si w domu, gdzie jej religijnego pokarmu brako, rzucona bya przez sieroctwo swe w wiat bez opieki, zbkaa si biedna... nie potpiam jej, cho moe inni jej nie przebaczaj. Bdc w Kijowie patrzaam sama na jej postpowanie, odbolaam wiele, poradzi nic nie mogam. Madzia zarumienia si spuszczajc oczy, nie miaa wypowiedzie wszystkiego. Teraz dodaa prdko mam wiadomo pewn, e choryc, ktry si ni dawniej

zajmowa, gdy ona owdowiaa... Albo za m wysza? zapyta ksidz. Pacz na to odpowiedzia, ks. Zatoka zaczyna si niepokoi ywo... C choryc? co? zbaamucia go? przerwa gorco. A! ojcze! ja nie mog powiedzie! krzykna zanoszc si Madzia yj z sob bez lubu, razem, w jednym domu... Zakrya oczy, ks. Zatoka z caych si uderzy w swe szerokie rce... Jezu miosierny! zawoa on, choryc! A c to bdzie, gdy si staruszka dowie ona... Pochwyci si za gow. Moe to plotki przerwa to do niego niepodobne. Stateczniejszego modzieca nie spotkaem w yciu! Wiadomo t przywioza Trawcewiczowa odpara Madzia niech jegomo dobrodziej wypyta si j, jeli chce. Mnie to mao nie zabio. Ona jest moj siostr! to syn naszych dobrodziejw! Znowu pacz mow przerwa. Im duej to tak pozostanie mwia zza ez tym gorzej, trzeba to zerwa, nim si choryna dowie, nim... Ale dokoczy nie moga. Ksidz, kaw sw porzuciwszy, krokiem ogromnym biega poruszony po izdebce, coraz to rce zaamujc. I on, cho starszy, dowiadczony, w tej pierwszej chwili nie widzia takiego ratunku, ktry by chorynie mg oszczdzi boleci i obej si bez jej udziau w tej sprawie. wieo znkana mierci ma, osaba na zdrowiu, moga biedna staruszka pa ofiar tego ciosu, ktry zawis nad ni. Znajc j, wiedzia ks. Zatoka, e nawet mier jedynego syna moe by j tak nie przygniota, jak jawny i tak wielki upadek. Potrzeba byo choryn oszczdzi, ale c pocz bez niej, i w imi jakiego prawa? Czowiek, ktry uniesiony namitnoci nie zwaa ani na srom, ani na swe obowizki, mge by posusznym gosowi obcego czowieka, radzie i probie przyjaciela? Po smutnej namysu chwili ks. Zatoka zwrci si do paczcej Madzi. Dobrze zrobia rzek zawiadamiajc mnie o tym. Moe by, e jaka rada si znajdzie, ale w tej chwili, musz si przyzna, e wobec tego wielkiego nieszczcia i ja trac gow. Wezw Boga na pomoc, azali mi nie zele natchnienia. Jakkolwiek to nad siy moje odezwaa si Madzia chobym si ze wstydu i blu spali miaa, pojechaabym ratowa syna moich dobrodziejw, ale jake wyjecha? I na co by si to zdao przerwa ksidz. Siostr by nie nawrcia, a choryca nie wybawia. Ale choryc! on! To mi si w gowie nie mieci! Po krtkim namyle doda proboszcz: Pojechabym ja, ba! a co tam pocz? Przede mn si nie przyzna, zbdzie lada sowem. Przecie to jawne i tak jawne, e cae miasto patrzy na to! odezwaa si Madzia. Nie kryj si wcale. A dawno si to stao? zapyta duchowny. Nie wiem westchno dziewcz. Na tym si skoczya zupenie bezowocna narada, ktra ksidza tylko, jako przyjaciela chorynej, wzburzya i zgryza. Odprawiwszy o ile mg uspokojon Madzi, ks. Zatoka rozbierajc to, co mu powiedziaa, wpad na myl, e wszystko plotk chyba by musiao. Dla przekonania si pojecha do Trawcewiczowej. W ganku swojego dworku, zobaczywszy gocia niebywaego, stojca ekonomowa odgada zaraz, co go sprowadzao. Ju mu panienka powiedziaa! szepna sobie. Proboszcz niedugo czekajc zawoa: Ce to jejmo za plotk przywioza? Obrazi tym niezmiernie de domo Makowsk. Daj Panie Boe, aby to plotka bya odezwaa si prostujc dumnie tylko e na nieszczcie wita prawda, a ja nawet tej niewinnej duszyczce wszystkiego tak nie opowiadaam,

jak mnie tam ludzie. Na co zreszt byo sucha, dosy patrzy. Na dole w kamienicy stoi choryc, a ona na grze; ano, jako ywo, cae dni u niej siedzi, zamknici we dwoje romansuj. Jedz razem, jed na spacery, ani dbaj o ludzi. Ju to prawda, e siostra panny naszej do niej nic niepodobna, bo to Kozak czysty, a niczego si nie wstydzi. 2ya najprzd z tym, do ktrego bya strzelia raz, ten mia si z ni eni, tymczasem i dziecko umaro, i on. Wychuda bya, wymizerniaa, strach, a teraz krew z mlekiem, jak ania, i co dawniej chodzia w przydeptanych trzewikach, staa si elegantk, stroi si, a strach. Choryc na ni tysicami, sysz, ekspensuje i w dugach po uszy... Ot odezwa si ksidz, wysuchawszy opowiadania Trawcewiczowej ot prawdziwa kara boa i plaga na dom ten poczciwy i wity. Dowie si, uchowaj Boe, choryna, to j ubije. C on myli, eni si, czy co? Albo ja wiem? odpara ekonomowa. Jak si dowiedzia, e ja jestem w Kijowie, a oczy przecie mam, przyszed sam do mnie prosi, abym go nie wydaa przed jejmoci. Nie wstydzi si! krzykn proboszcz. A! no, juci, musia wstydu zby w to boto lezc... dokoczya ekonomowa. C, jegomo jeszcze powie, e ja plotki wo? Daam sowo, e chorynie nie powiem, bo i bez tego bym nie zrobia takiego skandalu, ale Madzi nie mogam ukry. To siostra rodzona! Milcze, moja pani Trawcewiczowa, i dalej wiadomoci tej nie puszczaj, moe si nam uda wprzd zaradzi na to, ni si matka dowie. A komu ja mam gada? kurcztom moim! odpara ekonomowa. Co to tu kto u mnie bywa? Niech jegomo pilnuje tylko, aby kto inny nie przywiz wiadomoci, bo z ssiedztwa znajomi raz wraz jed do Kijowa, aeby chcieli, nie chcieli, to si dowiedz. W miecie o tym bbni. Gdy w Zamiowie ochraniano tak nieszczliw matk, aby do niej smutna nie dosza wiadomo, Ewaryst te dra mylc nad tym, co bdzie, gdy si ona dowie. Czule przywizany do niej, wiedzia, co cierpi, rad by te dla niej osoni tajemnic swj stosunek z Zoni, ale ona bya despotyczn. Zdawaa si z niego szuka chluby, umylnie si z nim popisywa i na przekr chorycowi czyni go jak najjawniejszym. ycie to we dwojgu, w pocztku wystarczajce jej, zaczynao nawykej do liczniejszego towarzystwa przykrzy si coraz bardziej. Jedyny sposb obralimy mwia do Ewarysta aby si wzajemnie jak najprdzej zbrzydzi i naprzykrzy sobie. Siedzimy oko w oko, liczc plamy i przejadajc mio, aby si co rychlej ni przesyci. Masze jej ju za wiele? O! nie! nigdy, nigdy odpowiadaa Zonia lecz ty, niewinny baranku, ochdszy, dostaniesz zgryzot sumienia... ycie potrzeba urozmaica jak jedzenie... Powtarzaa to cigle, wreszcie raz dodaa: Niepodobna dugo wytrwa w takiej samotnoci, ja potrzebuj ludzi. Ale w naszym pooeniu odpar Ewaryst kogo mamy zaprasza, kto chce bywa? Jak to? w naszym pooeniu? oburzya si Zonia nie moe by pikniejsze i szlachetniejsze nad nasze, kochamy si nie zwaajc na wiat i ludzi, wbrew wszystkim legalnym przeszkodom, odwanie... nie mamy si czego wstydzi... Niech patrz! i owszem... Nadesza wiosna, Zonia w domu usiedzie nie chciaa, nie moga, a idc na przechadzk cigna z sob Ewarysta. Trafiao si, e spotykali dawnych znajomych Zoni, ktra ich witaa i zaczepiaa, i ledwie choryc zdoa j wstrzyma od duszej z nimi rozmowy, od pocignicia ich za sob przez ni. Chwile wielkich rozczule i zapaw przeplatay teraz czsto spory i wywoywane jakby naumylnie sprzeczki, z ktrych choryc zawsze wychodzi pobity. Nie umiejc si jej opiera, na p z rozpaczy, pl z rezygnacji przystawa, na co chciaa. Jednego bardzo piknego dnia majowego zadaa Zonia jecha za Dniepr do jakiego lasku, ktry

suy za cel dalszym wycieczkom. Obiad zosta przyspieszony, konie zamwione i natychmiast po nim, znuona ju samotnoci z Ewarystem, Zonia kazaa jecha, nie bez myli, e po drodze trafi si moe znajomi. Miaa ju najmocniejsze postanowienie wcignicia kilku przynajmniej do siebie i zmuszenia choryca, aby si nie sroma i nie kry ze szczciem, z ktrym ona si troch popisywa chciaa. Mio jej bya ju w tej drugiej epoce rozwoju, gdy sama sobie nie starczy i potrzebuje pokaza si ludziom. Rachuba Zoni nie zawioda jej i w lasku, w ktrym wysiedli, zastali szumn msk majwk na trawie z butelkami i koszykami. Choryc nie dozwoli si zbliy do widocznie ju bardzo podweselonych panw, lecz kilku z nich, a midzy nimi i pan Henryk d'Estompelles, zobaczywszy t, ktr nazywali Tytani, chwycili kieliszki i podbiegli naprzeciw wypi jej zdrowie. Francuza nieraz ju spotykaa Zonia, zawsze zapatrzonego w ni z wyrazem zachwytu, cigajcego j oczyma gorcymi. Cho rozmiowana w chorycu, nie moga by na to obojtn. Francuz niezmiern sw miaoci wielce jej si podoba. Kade zuchwalstwo byo jej sympatycznym. O ile choryc tym toastem na cze Zoni by oburzony i zmiszany, o tyle ona, moe troch na przekor jemu, przyja go wesoo, wdzicznie i gdy drudzy panowie powrcili do swego kka, wstrzymaa Francuza rozmow bardzo yw. Pan Henryk, jakby wiedzia, w co gra, by aski piknej Tytanii pozyska, uderzy zaraz w teorie spoeczne najskrajniejsze, w krytyk stanu obecnego dowcipn, cho z komunaw zoon. Zonia pomagaa mu do niej serdecznie, gorco. Po dugim osamotnieniu ten powrt do swojego ywiou nabiera dla niej nowego smaku. Nie pytajc choryca, wobec niego odezwaa si do Francuza, podajc mu rczk, ktra teraz bya zawsze starannie bardzo rkawiczk parysk okryta. Prosz pana, aby nas odwiedzi. Ewarycie dodaa pocz swoje proby z moimi... Choryc ledwie sw kilka zamrucza, lecz te byy dostateczne dla pana Henryka, aby si czu ju upowanionym do oddania wizyty. W Ewarycie budzi ten awanturnik i blagier wstrt niewypowiedziany. Zonia znajdowaa go niezmiernie zabawnym, dowcipnym, oczytanym, a co u niej szo przede wszystkim, miaych i gorcych przekona. Jeste chyba zazdrosny woaa miejc si bo niepodobna Francuzowi odmwi znakomitych darw umysu. Z nim si czuje, jakby od cywilizowanego wiata powietrze inne, zdrowe zawiao na zgnilizny nasze. Pan d'Estompelles nie czekajc duej zaraz nazajutrz przyszed do Ewarysta i upomnia si, aby go zaprowadzi do pani, nie mona mu odmwi byo. Zonia jakby si odwiedzin tych spodziewaa, bya bardzo starannie ubran i przyja go z niezwyk sobie kokieteri. Choryc sta troch milczcy na boku, gdy najgortsza rozmowa zawizaa si midzy panem Henrykiem a Zoni. Zdawao si, e na ten wystp Francuz cay swj zapas wiadomoci, konceptw, teorematw i aforyzmw wyczerpa. Mwi z gorcoci wielk, a dla dodania powagi swym sowom nieustannie przywodzi imiona i zdania swych znakomitych przyjaci Anglikw, Wochw i Francuzw. Z nimi wszystkimi, dawa do zrozumienia jasno, by we wsplnoci idei, byli to jego intimes, nazywa ich po imieniu, zdradza si z najbliszymi stosunkami. Ludzi tych, ktrych Zonia z zachwytem ksiki czytaa, on by powiernikiem i bratem. Olniewa j tym, i gdy po nadto przeduonej wizycie wyszed, Zonia zawoaa, e jest nim zachwycona. Przykro to podziaao na Ewarysta, ktry nie ukrywa wzruszenia. Zonia rzucia mu si na szyj. A! ty zazdroniku zawoaa nie obawiaje si, abym go pokochaa. Wprawdzie doskonale rozumiem, e dwch naraz kocha mona, gdy przedstawiaj dwa rne a pokrewne nam typy, ale on mnie tylko bawi, a ty, ja ciebie potrzebuj jak chleba i powietrza! Francuz, raz otrzymawszy prawo bywania w tym domu, korzysta z niego z natrtnoci, na

ktrej znaczeniu omyli si nie byo podobna. By zakochany, wybiera zrcznie godziny, gdy Ewarysta nie byo w domu, i za- siada godzinami na grze. Mona byo posdzi nawet Zoni, e mu to uatwiaa pewnymi wskazwkami. A jednak kochaa Ewarysta! bya do niego namitnie przywizan, ale mio Francuza pochlebiaa jej i Francuz z caym swym dowcipem, zrcznoci i blag umysowo by od niej niszym, gdy w Ewarycie, milczcym i posusznym nawet, czua opr jakiej siy nie dajcej si zwyciy. Francuzem rzucaa jak pik... Kad jej myl najzuchwalsz, ktr Ewaryst zbywa milczeniem, pan Henryk podnosi, wychwala, rozjania, zachwyca si ni. Choryc by kochankiem, ten czcicielem i bawochwalc. Jednego dnia pan d'Estompelles, zastawszy j sam, omieli si wrecie do tego stopnia, e padszy na kolana, wyzna jej najgortsz mio swoj. Zonia porwaa si z miejsca miejc. Wstawaj pan! zawoaa nie bd miesznym. Ja Ewarysta kocham i nie zdradz go, bobym miaa wzgard dla siebie. Jestem wolna, mog sob rozporzdzi, gdybym go kocha przestaa. Tu zatrzymaa si nieco, jakby jej przysza myl jaka. Kochasz si pan? spytaa go zamylona. No, mieje cierpliwo czeka! Kto wie? Ja pana lubi, moe si zo tak okolicznoci!... Niezmiernie zdziwiony niespodzianym tym zwrotem, Francuz rozpyn si w wyrazach wdzicznoci. Cicho! dosy! siadaj pan przerwaa Zonia do tego wypadku, o ktrym uczyniam wzmiank, moe bardzo daleko, moe nigdy si tak nie zoy... Ale, jeli kochasz, daje dowd czekajc, kto wie? Czeka i kocha jest wielk rozkosz! dodaa ironicznie ja sama tego dowiadczyam na sobie, gdym si w Ewarycie zakochaa... Natychmiast pikna Tytania zwrcia rozmow na inny przedmiot, wpada na nowy ustrj spoeczny, na reorganizacj maestwa i rodziny wedug zasad nowych i nie daa ju Francuzowi mwi o mioci. Na poegnanie pozwolia mu ucaowa sw rk i ucisn. Zatem kaesz mi pani czeka? dajesz nadziej? zawoa pan d'Estompelles.

Zrozumiejmy si dodaa Zonia, patrzc mu w oczy. Ja kocham szalenie Ewarysta, wtpi, bym w yciu drugi raz kocha moga, ale moe przyj chwila, chwila przesytu, fantazji, nawczas... D'Estompelles, jako Francuz, wicej w tym wyznaniu czyta, ni byo napisano, trzymajc si tej teorii, e kobiety tylko przez p to mwi, co czuj, wyszed wic uszczliwiony. Gdy w godzin kilka choryc wrci, Zonia mu si rzucia na szyj. Wiesz! wiesz! krzykna ze miechem. D'Estompelles tu by i padszy na kolana owiadczy mi mio swoj! Choryc si namarszczy strasznie. Powinna mu bya drzwi pokaza! zawoa. Wstyde si, dlaczego? kocha si wolno kademu, bo to uczucie bezwiedne, przymusowe. C on temu winien, e si we mnie kocha, albo ja, em w tobie zakochana? Pomiaam si z niego, ale nie myl dlatego traci gocia, ktry mnie bawi... A spostrzegszy, e Ewaryst stoi nadsany, dodaa: Suchaj ty! Powiniene wiedzie, e Zonia nie zdradzi nigdy, bo zdrada jest tchrzostwem i podoci, a ja mam odwag i cze godnoci mojej. Tego dnia gdy kocha przestan ciebie, a pokocham innego, powiem ci to gono, tak jak teraz mwi. Niech daj do stou!! Cae ssiedztwo Zamiowa wiedziao ju o przyczynie, dla ktrej choryc przedua tak pobyt swj w Kijowie, jedna matka nic si nie domylaa. Z dobr wiar w to, co do niej pisa, aby ociganie si wytomaczy, powtarzaa nieraz przed ssiadkami, jakie go tam rne trudnoci trzymay, a panie litociwe spuszczay oczy i suchay w milczeniu. Biednej matki przeznaczeniem byo zosta raon jak od pioruna wiadomoci, do ktrej wcale nie bya przygotowan. Ewaryst, obawiajc si da zbyt wiele pienidzy z domu, aby na nadzwyczajne swe wydatki nie zwrci uwagi i podejrze nie obudzi, poycza, jakemy mwili, u lichwiarzy i robi dugi. Zonia, nawykszy do zbytku i ycia kosztownego, wcale si z pienidzmi obchodzi nie umiaa; fantazje jej, czsto krtkotrwae, byway bardzo drogie. Gwnym dostarczycielem pienidzy chorycowi by niejaki Lejzor Cudnowski, czsto jedcy do Kijowa i chciwie wyzyskujcy zrczno zarobkowania. Nie mogo mu si to jednak pomieci w gowie, dlaczego choryc, tak zamony, innego kredytu nie mia i wysokie opaca procenta. Niepokoio go to... Przyszed na ostatek do faszywego przekonania, e interesa zamiowskie le sta musiay, e nieboszczyka zbyt szacowano wysoko i e kapita jego poyczony synowi mg by w niebezpieczestwie. W dodatku pienidze na jak spekulacj byy mu pilno potrzebne, pocz si upomina natarczywie. Ewaryst odda nie mg, ofiarowa procenta podnie. Lejzor si przestraszy. Gdy ani proby, ani groby, ani nalegania nie pomagay, postanowi uda si do choryny. Nic o tym nie mwic Ewarystowi, zmilczawszy, ruszy do Zamiowa. Czowiek by zapalczywy niezmiernie, a gdy szo o pienidze, bez wzgldu na nic w wiecie. Jednego dnia oznajmiono chorynie, e Lejzor Cudnowski, ktrego ona nie znaa wcale, potrzebuje pilno mwi z ni w interesie. Zdziwiona staruszka wysza spokojnie do sali jadalnej, w ktrej Lejzor sta ju niecierpliwic si nawet t ma zwok, jakiej dozna, czekajc na ni. Pali go ju niepokj o swj kapita. Jestem Lejzor Cudnowski rzek kaniajc si, tonem bardzo miaym i gono. Pani choryna mnie nie zna, ale ja panu chorycowi suyem na jego danie, mam z nim rachunki znaczne, pienidzy odebra nie mog, musz si do janie pani obrci. Choryna z podziwienia krzykna. Co? co? pienidzy mj syn mia potrzebowa, kiedy ile chce ma lecych w domu? C to jest! szachrajstwo jakie? Lejzor si oburzy. Ja nie jestem aden taki, co szachruje zawoa zreszt co tu gada dugo, przecie

mam weksle jego rk podpisane... Ale to nie moe by! oburzya si choryna weksle s chyba faszowane. Mj syn nie potrzebowa poycza. yd na wyraz faszowane rzuci si jak oparzony. Faszowane! krzykn. Co to znaczy faszowane? Mnie tego w moim yciu nikt nigdy nie powiedzia, ebym ja co faszowa! Ja nie jestem faszerz aden... Rce mu dray, gdy pugilares rozwizywa i usta si ju zamkn nie mogy od gniewu. Pan choryc potrzebuje duo na swoj kochank mwi jkajc si moe nie chce, aby pani o tym wiedziaa... Takie ycie to kosztuje wiele! Co za dziw, e tyle traci! Choryna nie zrozumiaa z pocztku. Co pleciesz, czowiecze? zawoaa. Tak! to ja faszerz i plot ofukn si Lejzor i do pienidzy moich doj nie mog, i jeszcze bd musia takie sowa znosi! Co to pani nie wie, e on jak m z on yj z pann Raszkwn, siostr tej, co jest przy pani? To to widzi i wie cay wiat. Choryna zachwiaa si, chwycia za st i z piersi jej wyrwa si krzyk tak bolesny, e Madzia i stara suca wbiegy przestraszone w sam czas, aby jej nie da upa zemdlonej. Lejzor przejrza dopiero janiej, gdy zobaczy, co si stao. Odprawiono go czeka do przedpokoju, nim choryna przyjdzie do siebie. Nie potrzebowaa na to dugiego czasu, niezmierna energia i sia charakteru dwigny j natychmiast. Nie uroniwszy zy, nie powiedziawszy sowa prnego, przeegnaa si choryna i kazaa zawoa yda do sali, Madzi i sug odprawiajc. Musiaa tylko usi w krzele, bo nogi jej utrzyma nie mogy. Lejzor wszed znacznie ostygy i zmiszany. Janie pani daruje pocz. Co si wapanu naley? zapytaa choryna prosz o te weksle. yd przystpi do stolika i pooy na nim papiery. Zaraz bdziesz mia wypacone drcym nieco gosem dodaa choryna. Nie myl wapan, aeby mnie t potwarz swoj pierwszy o tym oznajmi, o czym ja wiedziaam dobrze. Syn mj nie ma sobie nic do wyrzucenia, ratowa biedn krewn sw, a li ludzie na niego wymylili czernido. Zabolao, e acan mia to przede mn powtrzy. Janie pani... pocz Lejzor. Nie mamy z sob nic do mwienia, dosy przerwaa choryna nakazujco dosy, ani sowa wicej. Bierz wapan pienidze, a jeeli potwarze rozgasza bdziesz, wiedz, e znajd rodek, aby nie uszy bezkarnie. Chcia Lejzor jeszcze raz mwi, nie dopucia stara. Do! zawoaa nie chc sysze nic wicej. Kasa bya przy chorynie, ktra zawoaa Madzi, dajc jej klucze. Caa suma Lejzorowi nalena wynosia do szeciu tysicy rubli. Przynie mi szkatuk zawoaa do wylkej i domylajcej si jakiej katastrofy wychowanki. W oczach milczcego i nie miejcego si ju odezwa Lejzora dobya choryna zwitek zawierajcy kilkadziesit tysicy rubli, oddzielia z nich, co byo potrzeba, i wzgardliwym ruchem rki rzucia je na st biorc weksel. egnam wapana rzeka pokazujc na drzwi. Jeszcze raz probowa si odezwa, lecz powtrnie rk wskazaa mu wyjcie... Dopiero gdy ten wiadek wyszed, rozpakaa si biedna choryna, ale Madzi nie powiedziaa sowa, nie poskarya si, milczaa uparcie. Po poudniu kazaa wszystko przygotowa do podr- y, nie tomaczc si ani dokd, ni po co ma jecha. Z suchymi oczyma, gosem powanym dawaa dyspozycje. Ty nie masz potrzeby jecha rzeka do Madzi bladej i wystraszonej pojedzie ze

mn suca. Spodziewam si powrci wkrtce, nie chc, by si drog nadaremn mczya. Pocaowaa j w gow i par ez na ni pocieko. Nie domylaa si choryna, e biedna wychowanka wiedziaa wszystko i taia przed ni. Paniusiu droga cicho omielia si odezwa Madzia ja bym w drodze moe na co si przyda moga albo na miejscu. Salomea nie zawsze zdrowa, czsto cierpi na bl gowy. Choryna popatrzaa na ni. Nie, moje dziecko, lepiej eby w domu zostaa. Wierz mi, nie pytaj! Madzia, ktrej strach i al byo puszcza choryn sarn, do ng jej si z paczem rzucia. Droga pani moja woaa z paczem nie szczd mnie anielskim sercem swoim. Ja wiem wszystko... jam ju z t boleci chodzia dawno... Pozwl mi odsugiwa sobie za zdrad niewdzicznej tej... Popakay si tak obie. Wahaa si choryna, czy j ma zabra z sob, chcc jej oszczdzi jeszcze wrae, lecz Madzia prawie si nie daa odpdzi. Nazajutrz rano przyby ze msz wit powoany ks. Zatoka i znalaz staruszk blad, przygnbion troch, ale mn i zrezygnowan. Po mszy zamkna si z nim, chcc mu zwierzy si ze swym nieszczciem. Po pierwszych sowach, nie dajc si jej rozala, przyjaciel domu przerwa cicho: Wiem ja ju wszystko, nie krwaw pani sobie serca; wiem, pacz i modl si... Bg da, e dusz uratujecie... Choryna potrzsaa gow. Co poczn, nie wiem jeszcze sama rzeka. Uda mi si wyrwa z rk tej nieszczliwej czy nie? Mame naprawiajc zgorszenie, namawia go do oenienia si z kobiet, ktra nigdy z godnoci niewiasty, matki domu dostojestwa nosi nie potrafi? Wedle prawa i sumienia winien by i do otarza... a jaka przyszo? Ks. Zatoka nic nie odpowiedzia dugo. Bg natchnie szepn w kocu. Lecz bdziesze pani mie siy? Zaczerpn je w mioci syna rzeka z powag choryna. Co pniej si ze mn stanie, Bg jeden wie, lecz pki nie speni, com obowizana, dotrzymam siy wszystkie. Mj ojcze dooya w kocu nadzieja w Opatrznoci, e syna uratuj. Nie bdzie guchym na gos matki, powrci mi do domu, ale niestety cho droszy mi bdzie ni kiedy, nie ten to mj ju dawny Ewarystek, ktry nigdy na sobie plamki nie mia... Zbrukali mi go li ludzie, abymy pokorniejsi byli i cnot si chlubi nie mogli. Imi Paskie niech bdzie bogosawione, nawet gdy karze i smaga dzieci swoje. Smutny to by wyjazd z domu, podr mczca, a przybycie do Kijowa nawet mn choryn tak ucisno, e Madzia musiaa j najprzd pooy w ko, gdy trzsa si, jakby febry dostaa. Naleao teraz obmyli rodki, jakich miaa uy choryna dla odzyskania syna. Nie bya jeszcze pewn, czy ma go wezwa do siebie, czy naraajc si na nieuchronn i przykr scen z Zoni, o ktrej zuchwalstwie wiedziaa, wprost wnij na gr w godzinie, gdy Ewaryst si tam znajdowa. Pooywszy w ko biedn, trzsc si staruszk, Madzia z niepokojem, ktry jej usiedzie nie dawa w pokoju, z gow rozpalon znueniem i paczem, wybiega przed bram domu zajezdnego na Padole, w ktrym si zatrzymali. By to wieczr wiosenny i co yo, korzystao z niego. Tumy snuy si po ulicach, na ktre osowiaymi z blu oczyma patrzaa. Nagle wzdrygna si i w pierwszej chwili chciaa rzuci si nazad do bramy, gdy tu o krok od niej stana Zonia, w adnym bardzo ubraniu wiosennym, w kapelusiku pmskim, ktry nosia zawsze, z twarz czerstw i wie, z wesoymi oczyma i, poznajc siostr, krzykna. Madzi myl przez gow przebiega, e moe los szczliwy nadarzy to spotkanie, aeby chorynie oszczdzi strapienia. Pozostaa wic, ostrym wejrzeniem mierzc Zoni. Ta przysza ku niej nie zmieszana wcale i pooya jej rk na ramieniu.

Madzia? a ty tu co robisz? Ja odpowiedziao dziewcz z oburzeniem w gosie ja bym powinna ci pyta, niewdziczna i niedobra Zoniu, co ty robisz? Co zrobia? Ja! odpara Zonia, dumnie wykrzywiajc usta powiem ci, co robi, kochamy si z Ewarystem, a yjemy z nim jak m z on. Jeli mylisz, e przybywajc tu, czy ty, czy ktokolwiek inny, zerwiecie to maestwo serc i dusz, to si mylicie. Ewaryst nie da si oderwa ode mnie, a ja go nie puszcz... Take ju wstyd wszelki stracia! krzykna Madzia. Wstyd? Nie rozumiem, czego si mam wstydzi zawoaa Zonia. Wstydem byoby odda si nie kochajc, ale my si kochamy! Madzia zakrya oczy, Zoni si renice zaiskrzyy. O, ja wiem cigna dalej szydersko ty by chciaa nas rozczy, bo ty sama si w nim kochasz, a pokorna, cnotliwa, pobona wychowanka chorynej, spodziewasz si imienia maonki. Wybije to sobie z gowy. Nie miaa sw na odpowied Madzia, tylko wykrzyk zgrozy. Ja dawno znam, czuj t twoj mio dla niego dodaa Zonia c z tego. On ci nie kocha i nie kocha! Poszukaj sobie innego... Zoniu, ty tracisz zmysy przerwaa wrecie Madzia. Bogiem si wiadcz, nie mylaam ani marzyam o takim zwizku, nigdym si go nie czua godn. Zlituj si nie nade mn, ja znios wszystko, ale nad matk nieszczliw. A? czy i ta przyjechaa zapytaa ywo Zonia aby mi zrobi scen? Madzia zamilka. Bardzo dobrze dokoczya Zonia nie bd jej unikaa, i owszem! Czekam! Staniemy z sob oko w oko. Bd pewna, e nie uciekn, e si nie zawstydz, e nie uczyni nic, aby si pozbawi tak dramatycznego epizodu w yciu moim. Madzia osupiaa. Zaklinam ci zawoaa odcigajc j na stron oszczd tej biednej pani mojej chwil okropn, ktrej moe nie przeyje. Oznajmij Ewarystowi, skryj si, kt wie? moe choryna da si przebaga i... ja nie wiem! On si moe oeni z tob. Zonia suchaa z ciekawoci na przemian gniewn i szydersk. Ja nie myl ani przebagiwa, bo si czuj niewinn, ani si kry, ani upokarza, ani prosi. Co do oenienia, kwestia, czy ja bym mu si poddaa! Wycie ludzie z innego wiata, ja jestem poganka i swobodne dziecko natury... Zatrzymaa si nieco i zapytaa ywo: Wic jest choryna? mw! Madzia gow daa znak potwierdzajcy. Wic bardzo dobrze, raz si to wyjani i rozwie. Nie cierpi ukrywania si i tajemnic, to niegodne czowieka, co si szanuje. Zawrcia si, umiechna wzgardliwie, patrzc na przeraon siostr i nie egnajc j odesza prdkim krokiem. Patrzc na ni atwo rozpozna byo, e zamylia si gboko, potrcali j przechodnie, zaczepiaa si o otwarte drzwi sklepw, sza krokiem nierwnym. Prdki ten pochd usta nagle pod naciskiem myli nowej, zwolnia chodu, pocza si oglda, jakby szukaa kogo. Nastrczy si jej z dala idcy Komnacki, ktry chcia j pomin niepostrzeony, ale skina na, aby si przybliy, i czekaa... Mj Ewaryst si nudzi i tskni za panem odezwaa si agodnie przyjde pan kiedy do nas, a jeeli ja nie jestem w askach, to do niego. Na przykad jutro rano. Mam pewne powody, dla ktrych yczyabym sobie bytnoci paskiej i bardzo o ni prosz. Nie dla siebie dodaa ale dla Ewarysta. Przyjde pan, bd askaw. Nie mg si oprze daniu pan Euzebiusz, skoni si i zamrucza, e suy bdzie. Zonia sza dalej powolnym krokiem cigle i, zamiast obra najprostsz drog do domu, wybieraa widocznie ulice, na ktrych najwicej osb spotka si spodziewaa. Zobaczya Zoriana, do ktrego teraz rzadko raczya sowo przemwi, i ten nie mia si

nawet zbliy do niej, daa mu znak, aby przyszed. C to pan tak z wielkiej mioci dla mnie przeszede do nienawici, czy co? pocza. Ja! a to skd wniosek? odpar Zorian zdziwiony. Przecie mgby si kiedy pokaza u nas odezwaa si. Wiem to, e z Ewarystem nie macie stosunkw i nie lubicie si, ale ja nie jestem obowizana koniecznie podziela jego fantazji. Ja potrzebuj ludzi i towarzystwa, moesz czasem przyj do mnie. A! Zoniu! podchwyci w uniesieniu modzieczym zapalczywy Zorian, ktry wzdycha do przywrcenia dawnych stosunkw. Zoniu! pozwl mi si tym dawnym imieniem nazywa!! Gdyby znaa serce moje i gorco tej pogardzonej mioci, dawno by si troch ulitowaa nade mn. O mioci nie ma mowy przerwaa Zonia by czas, em ci lubia i mylaa, e kocha ci bd, ale nie wiedziaam, e przeszede na wiar tureck i e po kilka naraz sutanek uszczliwiasz... Ja za z nikim serca podziela nie umiem, zbyt jestem dumna. To byy potwarze! zakl si uderzajc w piersi Zorian. Daj pokj! to bya natura twoja, z ktr ja walczy nie myl; to naley do przeszoci. Dlatego przyj na gawd do mnie moesz. Wiesz co? jutro, na gr do mnie wprost, dobrze? Krlowo! aniele! krzykn zachwycony Zorian. Pjd, gdzie rozkaesz, w ogie, w wod! Umiechna si z politowaniem. Na takie prby tak adnego chopaka naraa nie myl rzeka. Kijowskie czarownice by mnie zabiy... Do widzenia, jutro rano... Poegnaa co prdzej Zoriana, widzc nadchodzcego w dali pana Henryka d'Estompelles. Z tym bya poufa- lej i lepiej ni z innymi, a Francuz mia wielkie nadzieje. Zrcznie przesuna si ku niemu na drug stron ulicy i ju z dala zacza si umiecha. Henryk, ktremu si rzadko trafiao to szczcie spotkania jej samej, bieg naprzeciw niecierpliwy. Znak dany mu upowania do towarzyszenia i rozmowy. A! pani, co za dzie dla mnie! zawoa pozwolisz mi zaj miejsce u swojego boku? A nawet z wielk przyjemnoci, bo mam kilka sw, ktre mu chciaam powiedzie, liczc go za przyjaciela. Przyjaciela! westchn Henryk wielbiciela! czciciela! Wszyscy Francuzi przesadzaj, wiesz pan dlaczego? odezwaa si Zonia. Oto dlatego, e prawdziwego uczucia im braknie. Kochacie gowami i zmysami, nie sercem, dlatego zmagacie si na czuoci, nie wiedzc miary ich i wagi. To niesprawiedliwo, przynajmniej co si mnie tyczy gorco odpar Henryk. Ja pani kocham sercem, gow, zmysami i wszystkimi wadzami, jakie mam... No, ale ja w ulicy owiadcze sucha nie mog odpara Zonia odmy je na pniej. Jeeli wrd tych wadz znajduje si mono dawania dowodw przyjani... Pani wtpisz? Pytam tylko. Ofiaruj ycie, jeli trzeba zawoa Francuz. Przesada przerwaa Zonia dam maej przysugi. D'Estompelles zadra z radoci, dawao mu to nadziej. Suchaj pan pocza Zonia prowadzc go z sob w uliczk pust, co jeszcze bardziej rozradowao Francuza. Suchaj pan. Rodzina Ewarysta i moja zjechaa si tu, aby nas rozerwa. Francuzowi oczy z radoci byskay. Wiem, co sobie mylisz - przerwaa gow potrzsajc sdzisz, e gdy nas rozpdz, ja nawczas na pociech podam panu rk. Ale, nie! Mam w sercu Ewarysta, a teraz, gdy mi gro, e go odbior, kocham go jak tygrysica. Pan Henryk spuci gow. Mwiam panu dodaa zimno gdy przestan kocha, moesz mie nadziej, inaczej

nie! Pan mi powiniene usuy teraz, choby mu ta suba nie smakowaa. Znacznie chodniej Francuz wtrci: O c to chodzi? Powiem panu zaraz rozkazujco gosia Zonia, z gry patrzc na niego. Jutro rano, choby nawet przed dziesit, bdziesz si pan przechadza nie opodal od naszego domu, majc na oku drog od Padou. Ma ni przyby choryna, matka Ewarysta, potrzeba, aby mi da zna, nim nadjedzie lub nadejdzie... Potem przyjdziesz pan do mnie, sidziesz w salonie i nie opucisz go, dopki ja nie pozwol. Rozumiesz pan! Doskonale, i zastosuj si do rozkazw literalnie rzek Francuz grzecznie. Szczeglniej mi si podoba siedzenie w salonie. Zonia, ktra z roztargnieniem go suchaa, podaa mu rk i zakoczya: A teraz id pan swoj drog, ja musz jeszcze do Heliodory... Wymkna mu si i znika. Pani Majstrukowa zajmowaa teraz dom drewniany wasny, to jest ma swojego, ktry dosy bdc zazdrosny, goci nie lubi, a nawet eskie towarzystwo Zoni mia w podejrzeniu. Kobiety midzy sob mawia to jak farma- zony, zawsze maj peno sekretw i jedne drugim do wszystkiego zego dopomagaj... Dla spokoju domowego pani Heliodora wyrzeka si dawnych znajomoci, cho za nimi czasem wzdychaa. Postarzawszy nieco, lubic wygodne ycie, ktre teraz miaa, szanowaa je i cae dni spdzaa na sofce z cygaretk i ksik. Zonia bywaa u niej czasem, gdy m nie znajdowa si w domu, a ona niekiedy na chwilk wpada do niej. Z dawnej przyjani pozostao im do mie wspomnienie. Heliodora moga przed towarzyszk swobodnych dni wydobywa ich wspomnienia. Zonia wpada do niej w godzinie, gdy i radzca Majstruk by w domu, ktry szczeglny mia wstrt do modych, piknych elegantek. Tolerowa jedn Zoni, znajdujc, e bya szelma jak ogie sprytna. Braa go szturmem. Spotkawszy we drzwiach zawoaa podajc rk: Nie pytam, czy pani w domu, bo radzca jeste tak zazdrosny, e jej gowy na ulic nie dasz wychyli. Ja? A tak! Wszak mog na chwilk? Prosz bardzo! zawoa, drzwi otwierajc radzca i wprowadzajc Zoni. Zostaniecie u nas na herbacie. Nie mog, mam dwa sowa do Heliodory, w moim interesie rzeka Zonia i lec do domu, bo mi pilno. Oho! pilno! umiechn si radzca to ju interes serdeczny i niebezpieczny. Nie tak, jak si wam zdaje odpalia Zonia moje serdeczne interesa kocz si na jednym! To mwic wesza do przyjaciki wymijajc radzc, ktry pozosta w salonie. Wiesz pocza wprost wchodzc i nie witajc si. Wielk wojn mi wydaje familia. Matka Ewarysta, kobieta surowa i nieubagana, zjechaa z moj sio- str. Myl niezawodnie oblec tego biedaka, mnie skonfundowa i nas rozerwa. Ale ja si te broni bd. Heliodora porwaa si przestraszona. C ty zrobisz? To ju zostaw mnie odpara Zonia. Mam ci tylko prosi o jedno, wyrb to u tego tyrana twojego (wiedziaa, e sucha pode drzwiami), aby ci pozwoli jutro przyj do mnie rano i posiedzie. Przy obcych nie bd mieli robi mi historii. No to c? zawoaa Heliodora albo my tam u ciebie moemy siedzie zaog cigle? Ja to wiem przerwaa Zonia ale bd miaa czas Ewarysta do oporu przygotowa... cho na wstpie pomiszam im szyki.

Gdy to mwia, zaciskaa usta i jak ko arabski przed bitw rzucaa ognistym wzrokiem dokoa. Nie tyle obawy byo w niej wida, co zapau. Heliodora namylaa si, nie bardzo moe chciaa si miesza w cudz spraw. Zonia j uciskaa. Przyjd, prosz ci, daj mi ten dowd przyjani. Radzca nie bdzie przeciwny. Gruby gos podsuchujcego pode drzwiami, na p ze miechem, powtrzy za ni: Radzca nie bdzie przeciwny, jeeli idzie o to, aby arystokratom figla wypata... O to idzie dodaa Zonia. Heliodora nie moga si ju opiera przyobiecaa. Nie tracc wicej czasu, pocaowaa j w czoo Zonia, zawina si do wyjcia i we drzwiach podawszy rk gospodarzowi, wybiega tym razem ju wprost pospieszajc do domu. Ewaryst, ktrego duga jej przechadzka samotna niepokoia, zobaczywszy j przesuwajc si pod oknem, wybieg na spotkanie. Od dawna Zonia nie witaa go z tak czuoci, z takimi oznakami przywizania jak teraz, zarzucia mu rk na rami i tak prowadzia na gr. Stskniam si za tob! zawoaa. A gdzie bawia tak dugo? Na przechadzce najprzd, potem u Heliodory. Ta mnie zatrzymaa. Jestem dzi jaka rozmarzona, smutna, niespokojna i potrzebuj ciebie mie przy sobie. Weszli tak razem na gr. Zonia zrzucia z siebie ubranie spacerowe i pada na krzeso, wskazujc miejsce obok Ewarystowi, ktremu w oczy patrzaa. Nie chciaa mu powiedzie nic, a nie moga si powstrzyma od niepokojcego wyrazu w gosie i twarzy. Obie rce wycigna ku niemu. Ty mj! prawda, e ty mj! odezwaa si namitnie e mi ciebie nikt odebra nie potrafi? Pytanie to zdziwio bardzo choryca. Cigy niepokj, ktry go trapi, budzi si za lada swkiem. Moja Zoniu przerwa zbliajc si ku niej skde to pytanie? Czy wiesz co? Czy si obawiasz czego? Ja? niczego w wiecie si nie lkam oprcz jednego ciebie odpara Zonia smutnie. Wiem, e pki bd miaa twe serce, mog polega na nim, ale mame ja to serce twoje? nie ostygo ono w piersi? Nie znuya ci ta dziwaczna, niecierpliwa, mieszna Zonia? nie zamczya ci swym kochaniem? Mw! Potrzebujesze sw! rzek z westchnieniem Ewaryst. C znaczy sowo, gdy wiesz z ycia naszego o tych ofiarach, ktre ci nios chtnie, a ktre s wielkie. Zoniu! ja dla ciebie kami, oszukuj matk, drcz si w sumieniu, a ty chcesz, abym ci powiedzia, e ci kocham! Rzucia mu si na szyj nic nie mwic i tak na niej zawisa zadumana, rk Ewarysta do ust przyciskajc gorcych. O! nikt ci tak jak ja kocha nie bdzie! zamruczaa. Prawda, nie przyniosam ci dziewiczego, ale uwide, biedne serce, co nie rozkwitszy zascho... Ale ja tamtego nie kochaam, on mnie tylko uczyni spragnion mioci, ktr ca, pierwsz wylaam na ciebie. Ani ty, ani ja ju tak drugi raz w yciu kocha nie bdziemy. Jeden kwiat taki rozwija si na tej suchej, kolczystej odydze ndznego ywota... Ciebie nikt tak kocha nie bdzie, i ja nie bd tak nigdy kochan. Jestem dumn t mioci, bo ty wierzysz w pieko i nie wahae si dla mnie stan nad urwiskiem, w ktrym ono gore... A! czemu w takiej mioci nie mona dotrwa do koca... Ewaryst chcia jej przerwa, nie daa mu si odezwa, usta zatykajc rk. Mam straszne jakie przeczucia cigna dalej sama nie wiem, co mi jest. Zdaje mi si, jakby mi ciebie odebra chciano! Spojrzaa na niego, Ewaryst poblad strasznie. Ty dzi masz te przeczucia odezwa si ja z nimi yj cigle, ja si budz po nocach syszc we nie gos matki, posta jej widz przed sob cigle! Kady jej list przeraa mnie,

nie miem rozama piecztki. Nie pojmuj nawet, e dotd kto mnie nie oskary... Przyznam ci si, e wolabym ju moe przetrwa straszn godzin, ktr przeczuwam nieustannie. A! nie wywouj jej przerwaa Zonia. Jeste pewny, e bdziesz mia si nie zaprze si mnie... zobaczywszy zy matki? Ewaryst gow zwiesi. Dosy tego rzek gosem zamanym nie mwmy o tym. Owszem, zbrjmy si na t chwil, mylmy o niej zawoaa Zonia ja stan mnie, nieulkniona, cho stokro wicej w ich oczach winna, w moich nawet, ale ty? ty? Ja? odezwa si choryc. Nauczya mnie by prawdomwnym, Zoniu, powiem ci wic, ja nie wiem, co poczn. I nie wiesz, na czym skoczysz! szepna gosem agodnym kobieta... Tak! masz suszno, lepiej nie mwmy o tym... nie mylmy... kochajmy si i korzystajmy z chwili kadej, bo wszystkie policzone... Na oczach Zoni nigdy Ewaryst prawie zy nie widzia, zdziczaa biedna pakaa zawsze wewntrz, poerajc zy swoje, teraz z rzs toczyy si dwie krople srebrne i zbiegy po policzkach. Ewaryst caowa j w czoo, dugo milczeli oboje. Nagle Zonia podniosa si, twarz rozjaniajc, plaskajc w donie, woajc na sugi i cignc za sob Ewarysta do zastawionego stou... liczny wieczr wiosenny! woaa wypijemy herbat, potem sidziemy w oknie razem i bdziemy oddycha jego powietrzem, szepta, marzy... a do dnia! Ja dzi jestem ciebie spragniona, godna, nie wypuszcz ci na chwil! Choryna wstaa bardzo rano, nabrawszy energii, ktra j na krtko opucia; chciaa by najprzd na naboestwie i pojechaa do kocioa razem z Madzi. Std miaa odwie j i zostawi w gospodzie nie chcc bra z sob. Naboestwo przecigno si do dugo... W chwili rozstania Madzia przylgna do rk staruszki, ktra pocaowawszy j w gow z lekka odepchna. Mdl si rzeka i czekaj na mnie. Siy, ktrych wczoraj zabrako, daa staruszce wola i przekonanie obowizku; jechaa sama jedna, blada, drca, lecz czujc, e si nie cofnie i nie da niczym sprowadzi z drogi. Gdy powz stan przed domem, Francuz ju by z oznajmieniem na grze. Ewaryst, znajdujcy si w mieszkaniu swoim na dole, wyjrza, ale nie domyli si matki, nie przeczu jej. Wysiadajca choryna znalaza si ze sucym sama, w niepewnoci, czy miaa i do syna wprost, czy do Zoni. Jeszcze si namylaa, gdy Ewaryst wyjrza syszc szelest w sieni, zobaczy matk i zachwia si. Trwao to jedno okamgnienie, natychmiast przybieg do niej i zniy si do jej kolan. Poruszona i zmieszana staruszka, nie mwic nic, razem z synem wesza do jego mieszkania. Na grze Zonia z rozpalon twarz staa w oczekiwaniu gorczkowym. Domylia si, e choryna wstpi musiaa do syna, i ulka si widocznie. Caa jej rachuba na wiadkw zostaa wniwecz obrcon. Ewaryst jak winowajca, z gow zwieszon, blady, czeka odezwania si matki, ktra zy poykaa. Przyjechaam po ciebie pocza choryna drcym gosem, ale bez gniewu. Kady czowiek zbdzi moe, ale zy tylko trwa w grzechu. Pobdzie okrutnie, Ewarycie, czynic wsplniczk winy twojej kobiet, ktrej winiene by opiek i przykad cnoty, pobdzie jawnoci wystpku, zgorszeniem, nie mwi, e mnie serce zakrwawi, bo c moje znaczy gdy obrazi Boga i prawa Jego!! zy mow jej przerway, lecz je natychmiast otara... Przyjechaam zerwa te obrzyde, wystpne zwizki dodaa pojedziesz ze mn. O Zoni nie mwia nawet. Ewaryst sta niemy. Im prdzej, tym lepiej zawoaa choryna bez adnych poegna, tomacze. Damy jej, co zechce, obmylimy los, ale ciebie ja zabieram zaraz... Spojrzaa na.

Matko kochana, to nad siy moje, nawet dla ciebie ja tego uczyni nie mog. Wyrazy te zday si chorynie dech i mow odbiera; rk przyoya do piersi, tchna z wysikiem. Ewarycie przerwaa nie mw tego! nie mw! Nie poznaj w tobie syna mojego poczciwego Eliasza, ciebie samego nie poznaj. To nie twoja mowa. Ewaryst mia czas si namyli. Inny sposb widz naprawienia za, jakie uczyniem odezwa si nie godzi mi si uy innego. Powinienem si z ni oeni. To by nie moe ywo odpara choryna Koci nie uznaje za wane maestwo, ktre si w grzechu poczo. Zonia jest twoj blisk krewn narecie dodaa dumnie nie jest to synowa dla chorego ani crka dla mnie, ani ona dla ciebie, ani matka dla rodziny... Nie bd okrutna, matko droga, miej lito rzek Ewaryst. Posusznym ci by nie mog, powicajc j nie mog... Wic kochasz t?... spytaa choryna amic rce. Kocham j. I c to jest za mio! woaa oburzona sromotna! bydlca! Ewarycie! Co si z tob stao! O nieszczliwa ja! Kt mi odda syna! Ewaryst pad jej do ng, ale ciskajc je jcza i powtarza: Matko, ja jej opuci nie mog... Tym oporem niespodziewanym choryna zdawaa si rwnie zdumiona, jak pomieszana. Zamilka... Chcesz wic, abym ci daa do wyboru midzy mn a ni, bo ja z ni nigdy nic wsplnego mie nie bd? Syn amic rce nie mwi sowa blada, straszliwie cignita twarz jego mwia, co si z nim dziao. Na grze Zonia staa w oczekiwaniu gorczkowym, rzucajc oczyma dokoa i zdajc namyla si, co pocznie. Siedziaa Heliodora niespokojnie spogldajc na ni, sta pan Henryk, znajdowa si ju Komnacki, a na wschodach sycha byo idcego Zoriana. Heliodoro, prosz ci, bd tu gospodyni za mnie odezwaa si zmienionym gosem ja musz zej do Ewarysta. Gwatownie otworzya drzwi, rzucia nimi, zbiega pdem ze wschodw i zaczerwieniona, dyszca, z oczyma piorunujcymi, nieulkniona i dumna, wtargna raczej, ni wesza do pokoju Ewarysta. Choryna czua j nadchodzc, choryc zdrtwia. Wejrzenie, ktrym j spotka w progu, prosio o lito nad matk. Choryna, ktra niedawno staa jeszcze przybita i paczca, na widok Zoni przybraa dumn i zimn postaw. Jestem Zofia Raszkwna pocza gosem podniesionym, miao stojc naprzeciw chorynie jestem kochank Ewarysta i nie wstydz si tego. Staj przed pani, nie prosi o adne przebaczenie, ale przyzna si do tego, e nie on mnie, ale ja jego uwiodam. Tak jest, kocham go i on mnie kocha. Chcesz nas pani rozdzieli w imi religii, ja stoj przy nim w imi serca mojego i praw, jakie mamy do siebie. Dla mnie religi jest natura. Choryna tak bya przeraona tym wyznaniem zuchwaym, i nierycho odpowiedziaa. Z wapann ja do czynienia ani do mwienia nic nie mam odezwaa si dumnie. To jest syn mj, ja wapanny zna nie chc. Odwrcia si. Mamo! zawoa Ewaryst. Milcz! przerwaa matka. Wolno tej obkanej i bezwstydnej nie zna Boga i praw Jego, nie mie wstydu, przesta by kobiet, ale tobie, synu rodzicw chrzeciaskich, nie godzi si Boga, ktrego znae, wypiera. Zwrcia si do Zoni. Ustp wapann std i zostaw nas samych. Nie pjd na krok zawoaa Zonia gdzie on, tam i ja. Nie zwizaa nas adna

przysiga u otarza, ale ja jego, a on mnie opuci nie moe... Choryna z dum na ni spojrzaa. Ewarycie! ta kobieta mnie std wypdza! Syn pad jej do ng. Zonia patrzaa na to zaoywszy rce. Nie ustpi rzeka jak do siebie. Jeeli Ewaryst chce mnie rzuci, nie broni mu. Niech spyta sumienia swojego. Jeszcze moment Ewaryst ciska nogi matki, ktra ju, widzc, e nic pocz nie moe, wyrywaa si ku drzwiom. Zonia ustpia jej z drogi. Za matk wlk si syn, stumionym gosem powtarzajc: Matko, ulituj si. Choryna nic ju nie odpowiadaa, oczy jej nawet spotka si nie chciay ze stojc naprzeciw Zoni, ktra czekaa koca tej sceny, z mstwem dzikim, rosncym w miar niebezpieczestwa. Wyrwawszy si synowi, ktry za ni szed schylony, staruszka otworzya drzwi, drc i saniajc si, sudze kazaa si do powozu prowadzi. Nie odwrcia si do Ewarysta, ktry rkami uciskajc gow, gdy j zobaczy odjedajc, wpad nazad do mieszkania i nie widzc Zoni rzuci si w rozpaczy na krzeso. W milczeniu zbliya si do niego, z pokor. Ewarycie! przebaczenia! litoci! mstwa pocza cicho. Pierwsza, najstraszniejsza walka zwycisko przetrwana. Uspokj si, wszystko skoczone. Utulia domi gow jego. Choryc siedzia jak nieprzytomny, jki bez sw cikie wyryway mu si z piersi. Chcia goni za matk, zrywa si i upada nazad na siedzenie. Mstwa! powtarzaa Zonia. Lecz to mstwo, ktre mu natchn chciaa, w niej samej si wyczerpywao. Pobudzaa je w sobie, a rce si jej trzsy i lice blado trupio... Ewaryst ochon wreszcie troch, popatrzy na Zoni z wyrazem boleci agodnym i wsta. Musz jecha za matk rzek. Nie obawiaj si. Wiem, co ci winienem, i nie opuszcz... Zacignem obowizki, ktre speni, bdziesz on moj. Przebagam matk. Oczy Zoni zawieciy krtko i z zaszy, potrzsa gow. on! rzeka wol by kochank, to ofiara przynajmniej... Nie moemy si przecie naigrawa z praw boskich i ludzkich przerwa Ewaryst inaczej si to skoczy nie moe i nie powinno. Nie otrzymawszy na to odpowiedzi, choryc przeszed si po pokoju. Musz jecha do matki powtrzy bd spokojna. Jed krtko odpara Zonia stanie si, co przeznaczone. Z lekka przycisnwszy usta do jego czoa, odstpia od Ewarysta, jakby mu woln chciaa zostawi drog. Bd czekaa w trwodze twego powrotu dodaa jed, jam na asce twej. Uczy, co ci si podoba... Zoniu! zawoa Ewaryst, zwracajc si do niej, ale ju bya wysza i drzwi si zamkny za ni. Na grze oczekiwali j wiadkowie powoani, usiujc rozpozna z twarzy, co przynosia z sob, Heliodora zbliya si do niej, lecz gow tylko poruszya znaczco, dajc jej zna, e mwi nie ma o czym i nie moe... Sprawa nie bya skoczon. Podszedszy ku rodkowi pokoju, okiem potoczya po gociach swoich. Przebaczcie mi rzeka z przymuszonym szyderstwem mielicie by wiadkami dramatu, tymczasem artyci zawiedli... Skonia si, jakby ich poegna chciaa, i wszyscy zrozumiawszy, e duej zatrzymywa ich nie chciaa, zabrali si do wyjcia.

Umiechna si do Francuza i szepna mu niewyranie: Moesz mi by potrzebny... Heliodor ucisna: Fatygowaa si na prno rzeka jej wszystko si odbyo na dole. Pani choryna nie chciaa sobie ng kala o progi moje. Ale jake si skoczyo? Pierwszy szturm odpar Ewaryst zwycisko mwia z pewnym zwtpieniem Zonia co bdzie z drugim, ja nie wiem. Ufam mu. Potrzsa gow pani Majstrukowa, postaa i widzc, e ju wicej nic z milczcej i pogronej w sobie wydoby nie bdzie moga, poegnaa j sowami pociechy. No, bde spokojn. Choryc uczciwy chopiec, on ci tak nie porzuci... Podro si i poeni was. Inaczej nie moe by. Ucaowawszy raz i drugi zamylon, wybiega pani Heliodora. Zonia usiada w oknie, spara si na rku i patrzaa w ulic, a nie widziaa nic. Ogniste patki latay jej przed oczyma. Ewaryst, schwyciwszy pierwsz dorok, jaka mu si nastrczya, kaza si wie po gospodach, bo nie wiedzia, gdzie szuka matki. Nie byo ich zreszt tak wiele, aby poszukiwanie zbyt mogo zabra czasu. Wonica, kierujc si domysem, zawiz go tam wanie, gdzie zdrtwia w krzele choryn cucia Madzia z Salome. Staruszka przyjechaa tak osaba, e j z powozu wysadzi musiano, nie odezwaa si do Madzi, a pyta jej nikt nie mia i nie potrzebowa. Ju to, e powracaa sama, mwio dosy. W rozpaczy Madzia, amic rce, zacinajc usta, aby nie da si z nich wydoby duszcym j kaniom, biegaa okoo chorynej. W myli jej stao, e ona powinna i i stara si siostr skruszy i ubaga, aby si upokorzya, lecz wczorajsze z ni spotkanie tak ma dawao skutku nadziej! Kobiety krztay si jeszcze okoo chorynej, ktra paka zacza po cichu, co za szczliwy znak uwaano, gdy Ewaryst wbieg do pokoju. Nie zwaajc na wiadki, ktre si natychmiast cofny, pad do ng staruszce. Paka i on, nie mogc przemwi nic, prcz nazwiska matki! Choryna, nie dajc si zama przywizaniu macierzyskiemu, nie odpowiadaa dugo. Jeeli mi przynosisz to, czegom od ciebie daa rzeka w kocu dobrze, e posuchae sumienia, otworz ci rce moje. Jeeli chcesz wymc na mnie, abym bogosawia twojemu szalestwu Ewarycie, nie znasz mnie... Pojad sama paka, modli si, prosi Boga o upamitanie twoje ale nie poba wystpkowi. Ojciec z grobu uznaby mnie winn i siebie niegodn. On by na to nie zezwoli nigdy ja nie mog... A gdy syn milcza, dodaa jeszcze: Rzu t bezwstydnic, jed natychmiast ze mn, to moje sowo ostatnie. Zapa jej za grzech i sromot sw, co zechce. Matko przerwa Ewaryst sdzisz j niesprawiedliwie, bez litoci. Ja jej porzuci nie mog. Choryna odtrcia go z lekka. Ide, powracaj do niej zawoaa gniewnie jeeli midzy nami dwiema wybierajc, j wola nade mnie... Id... Sta naprzeciw niej milczcy choryc i gdyby bya spojrzaa na niego, zmikoby moe serce macierzyskie, byaby si skruszy daa, lecz umylnie unikaa na wejrzenia. Straszna chwila milczenia upyna, przerywana tylko cichym kaniem Madzi w drugim pokoju... Po upywie jej Ewaryst jeszcze si schyli do ng matki; usuna si od niego. Masz do wyboru rzeka midzy mn a ni, innej drogi nie ma. Wybieraj. Opuci jej nie mog odezwa si syn chmurno... Usyszawszy to, choryna powstaa z energi, do ktrej niedawno nie byaby si miaa. Krokiem prdkim, nie odwracajc si ku niemu, wysza z pokoju.

Ewaryst sysza, jak przerywanym, ale nakazujcym tonem wydawaa rozkazy do wyjazdu natychmiast. Suba zacza posuszna biega i zbiera rzeczy, ciga tumoki, pospiesznie chwytajc wszystko... Choryc sta sam w izbie, postanowiwszy dotrwa tu do koca. Mia jeszcze nadziej, e matka nad nim si ulituje. Wtem po cichu zbliya si do Madzia. Ewarycie zawoaa cicho zlituj si, zabijasz matk. Kocham Zoni, auj jej, ale ona ma siy do zniesienia nieszczcia, w ktre popada wasn win. Choryna! ona tego nie przeyje! Madziu! ty mw za mn, za siostr! pro j zawoa Ewaryst ja Zoni opuci nie mog... Bybym pody. Skoczyo si na paczu. Tymczasem rzeczy ju wynoszono do powozu. Konie zaprzgano. Choryna sabym gosem powtarzaa cigle: Jecha! jecha! Musiano z pomoc miejscowych ludzi pozrzuca naprdce, co jeszcze zostawao, i staruszka si do powozu prowadzi kazaa. Zobaczywszy j wychodzc, pobieg Ewaryst za ni, aby, cho przy wiadkach, jeszcze sign po jej rce. Choryna usuna mu je gniewnie. Jecha! odezwaa si ostatkiem gosu... I powz potoczy si, zostawujc choryca wrd podwrca, osupiaego, skamieniaego z boleci. Ludzie, patrzcy a nie rozumiejcy, co si dziao, mieli tyle litoci nad nim, e go do izby prawie gwatem zaprowadzili. Nie wiadomo, jak dugo byby tu siedzia, nie wiedzc, co si z nim dzieje, Ewaryst, gdyby Komnacki, ktry niespokojny krok jego ledzi, nie wszed i nie wdajc si ani w badania adne, ani w pocieszenia naprne, nie skoni go do powrotu do domu. Zabra go do doroki i wywiz jeszcze nie oprzytomnionego. Tu zaledwie wszed na d, gdy Zonia nadbiega z gry. Nie pytaa go, wiedziaa, e wraca wypiwszy dla niej kielich goryczy do dna. Serce jej zakrwawio si patrzc na nieszczliwego, nie byo sw na pocieszanie, milczenie mwio wszystko. Komnacki by tak niespokojny o stan przyjaciela, e szepn o doktorze. Ewaryst, dosyszawszy to, potrzs gow. Krtko zabawiwszy i zostawujc ich samych, wyszed pan Euzebiusz... Reszta tego pamitnego dnia upyna w pogreniu jakim milczcym. Zonia z rkami na piersi skrzyowanymi chodzia po pokoju. Ewaryst siedzia, ruszy si nie mogc. Nadesza noc tak i oboje nie myleli o spoczynku, a siy si wyczerpay i sen pochwyci ich tak, jak siedzieli... Rano wymkna si Zonia na gr, Ewaryst zwlk si do ka. Komnacki przyprowadzi doktora mimo zakazu, ale ten gow potrzsszy uzna, e on tu nic radzi nie moe. Cisza straszna zalega dom, jakby ycie si zatrzymao. Nie ma jednak boleci, ktra by pierwszej gwatow- noci z czasem nie postradaa. W kilka dni na pozr wrcio wszystko do dawnego porzdku. Na Ewarycie, ktry nigdy wesoym i trzpiotowatym by nie umia, nawet w chwilach szczcia zachowujc powag charakterowi waciw, nie tak wielkie byo przejcie tej burzy, jak na Zoni. Staa si milczc i zamknit w sobie. Zbliaa si czasem do choryca, jakby chciaa przynie mu jakim wyrazem lub pieszczot ulg w smutku, i cofaa si. Zmarszczone czoo nosia cigle, a zostawszy sama, godzinami jak wryta staa w jednym miejscu... Walka wewntrzna odbywaa si w jej sercu, cho adnym swkiem nie oznajmywaa przez usta. Gdy Ewaryst zblia si do niej, chcc j wywie z tego pogrenia w sobie, drgaa jak przestraszona i z lekka unikaa pieszczot jego, usuwajc si pod rnymi pozorami. W rozmowach krtkich ani on, ani ona nie wspominali o tym, co przeszo... Oboje starali si zatrze dla siebie wspomnienie dnia strasznego. Ewaryst narecie wmawia w siebie, e matka odezwie si do niego i ulegnie koniecznoci, ale z Zamiowa nie przychodzio nic. Tydzie ju upyn w nie zmienionym tym stanie ducha obojga, gdy Zonia zacza si z niego pozornie otrzsa. Mona si byo dorozumiewa w niej jakiego postanowienia, ktre

nowym yciem j natchno... Ewaryst nie wychodzi jeszcze, ona potrzebowaa ruchu, nie przyjmowaa nikogo, ale par razy wybiegaa z domu na godzin i wracaa poruszona a niespokojna. Widywa j Komnacki, chodzc po jednej ulicy ogrodu, sam, z gow spuszczon, nie rozeznajc tych, co j mijali. Pikna twarz jej nosia lady widome cierpienia, zarazem dumy i jakby gniewu na wiat cay. Jednego dnia z przechadzki wesza tak zadumana do Heliodory i siada naprzeciw niej nic nie mwic. Pani Majstrukowa par razy zagadna j o co i nie otrzymaa odpowiedzi. Nieznone ycie takie! zawoaa nagle. Wiesz, lepiej si utopi! Raz prbowaam si otru, a gdybym teraz znowu na inny sposb chciaa si pozby ycia, to si znajdzie dobrodziej, ktry mnie na powrt na tortury odda... Co to pleciesz! odezwaa si Heliodora. Nie rozumiem ciebie. Postawia na swoim. Prawda, bardzo piknie! rozmiaa si gorzko. A widziaa ty Ewarysta? od czasu jak matka si z nim tak nielitociwie obesza, jak zabity! Patrzc na niego, gniew mnie porywa i rozpacz. Cierpi dla mnie, za mnie, a ja nic na to poradzi nie mog. Przesadzasz wszystko przerwaa pocieszajc pani Majstrukowa. Nie umiem sobie kama mwia Zonia. Na Ewarysta patrzc... szalej. Co ten biedny czowiek winien? Jam go wcigna, rzuciam mu si sama na szyj. Nie wiedziaam, e mio zabija! Ze spuszczon gow pocza chodzi po pokoju, nie suchajc oklepanych frazesw, ktrymi j Heliodora pociesza chciaa. Niekiedy poruszaa ramionami. Tyle tylko potrafili rzeka pomilczawszy e mio, ktra by moe ostyga bya, zrobili gortsz. Ewaryst nigdy mnie moe tak nie kocha, a ja... A ty? spytaa Heliodora. Ja? suchaj krzykna gwatownie daabym za ycie! To mwic rzucia si we drzwi i ucieka... Stan gorczkowy trwa cigle. Komnacki, ktry si co dzie tam dowiadywa, ledzc zmiany, jakich si spodziewa w Ewarycie, nie mg zrozumie nic oprcz tego, e si coraz mocniej do Zoni przywizywa. Jej chd, czasami jaki przymuszony, czasami niespodzianie zmienia si w szalone roznamitnienie, z ktrego gwatem si wyrywaa. Z Zamiowa nie byo nic. Nikomu si do tego nie przyznajc, Ewaryst potajemnie napisa do Madzi, dajc od niej wiadomoci o zdrowiu matki. Odpowiedzi dugo nie byo. Przysza wreszcie ukradkiem pisana, polana zami, w sowach zamknita niewielu, poza ktrymi trzeba byo czyta, czego wypowiedzie nie moga. Pani choryna pisaa Madzia w drodze nam chorowaa i po powrocie musiaymy po doktora Mochnackiego posya, bo byo niedobrze. Teraz, cho troch jest lepiej, ale taka zmieniona, e nam si serce, patrzc, kraje. Prawie nic nie je, p dnia si modli, a pacze. Dawniej gospodarstwo i interesa zajmoway j, teraz s jej obojtne. Gdyby pan widzia pani choryn, przestraszyby si i poaowa. Imienia paskiego ani razu nie wymwia, a co dawniej cigle zagldaa do pokojw, ktre byy dla niego przeznaczone, teraz tam jej noga nie postaa. Z listu widzia Ewaryst, e si nie mg adnej spodziewa zmiany; on te Zoni porzuci nie mg. Pooenie si stawao tym ciszym, e potrzebowa pienidzy na ycie, a to, do czego mia prawo, dawno zostao wyczerpane, na caym za majtku i kapitaach pani choryna miaa doywocie. Prosi nie chcia, ze strony matki nie byo nadziei, aby si nad nim ulitowaa, musia y dalej dugami, ktre robi, a tych warunki coraz cisze si staway. Poczciwy, spokojny, zimny na pozr Komnacki by jedyn ucieczk obojga, radzia si go i zwierzaa mu Zonia, otwartym sercem mwi z nim Ewaryst.

Poszed do niego z now sw myl, ktra mu przysza po odebraniu smutnego listu Madzi. Znam o tyle matk moj odezwa si do niego i wiem, e nie ulegnie, mnie nie pozwala na to sumienie. Zdaje mi si, e gdybym raz si oeni, matka by si nawczas przebaga daa. Widziaaby, e rzecz speniona, bogosawiona przez Koci, uprawniona, obali si nie da, przebaczyaby nam. Jak ci si zdaje? By by to bardzo mogo rzek po namyle pan Euzebiusz lecz przed oenieniem, ktre jest zwizkiem nierozerwanym, wiekuistym, namyli si trzeba, mj Ewarycie. Pomimo gorcej mioci waszej, ktra jest moe wypadkiem modoci obojga, czy wasze dwa charaktery s dla was stworzone, ja nie wiem. W pojciach waszych zachodz radykalne rnice. Ty jeste czowiekiem umiarkowanym i spokojnym, ona gorczkow i rwc si do wszystkiego, co nowe, co obiecujce a mamice. Dzi godzicie si z sob, bo mio z obu stron ustpstwa robi, ale pniej, gdy ona musi ostygn, gdy ty na wie j wycigniesz, ycie twoje jednostajne i spokojne jej nie wystarczy. Nawczas ona w najdziwaczniejszych pokusach szuka bdzie pokarmu wybujaej fantazji, a ty... Ewaryst, nie chcc si zgodzi na okrelenie charakteru Zoni, nie mg zaprzeczy, e w gwnych rysach Komnacki mia nieco susznoci. Zdaniem jego innego wyjcia z tego pooenia nie byo, tylko to, jakie on wykazywa, oenienie. Mj drogi przerwa Komnacki trzeba najprzd si upewni, czy si ona zgodzi na to. Ile razy mi si trafio sysze j mwic w tym przedmiocie, jelim dobrze zrozumia, protestowaa zawsze w imi swobody i godnoci czowieka przeciwko maeskiej niewoli, znajdujc, e kobieta i mczyzna powinni by w kadej chwili zupenie wolni, tak si rozsta, jak przystali do siebie. A! zawoa Ewaryst ty wiesz, czego Zonia nie wygaduje, gdy raz sobie cugle puci. Nie idzie zatem, aeby staa przy tym jak przy niezomnej prawdzie. Ale ja j syszaem sto razy powtarzajc to samo odpar pan Euzebiusz. Jest to wanie jeden z tych aksjomatw, przy ktrych si ona upiera najmocniej i na nim zasadza swoje mrzonki o reformie spoecznej. W tym, jestem pewien, ulegnie doda Ewaryst. Rozmyl si dobrze, nim ten krok stanowczy postawisz rzek Komnacki. W kadym innym razie bez namysu powiedziabym ci: e si z t biedn, cho bardzo pontn istot, sumienie kae mi mwi: namyl si dobrze. Wieczorem zaproszony na herbat przyszed Komnacki. Zonia w czasie niebytnoci choryca, jak zwyka bya bez ceremonii pldrowa po jego papierach, tak i teraz szukaa w szufladkach, czy nie byo listu, znalaza pismo siostry, odczytaa je, zamylia si gboko, a wieczorem chodzia chmurna. Byli we troje tylko. Ewaryst zaraz po herbacie wszcz rozmow i napomkn, e innego nie mieli wyjcia tylko oenienie. Rozumiem odezwaa si Zonia chcesz matk tym sposobem zmusi do przyjcia faktu spenionego. Gdy ksidz pomruczy nad nami po acinie i da nam par piercionkw, choryna ulec bdzie musiaa? wszak tak! Ale ja, wanie dlatego, aby si jej nie narzuca, na lub nie pozwol. Obeszlimy si bez lubu raz... obchodmy si i dalej. Cay urok naszego zwizku wolnego zniknie, gdy si on stanie przymusowym... Ja tego nie chc. Wedle waszych praw przykuci bymy byli do siebie, to idea upadlajca! Ja bym musiaa by twoj, ale w teje chwili nie chciaabym ni by, bo musu nie znosz. Zreszt ani ty, ani ja nie moemy przysiga na to, e si bdziemy kochali, to absurdum. Do mioci aden ksidz zmusi, adna przysiga znagli, aden obowizek skoni nie moe, gdy serca wystygn. Przepraszam, e zapoycz frazesu aciskiego z ksiki francuskiej, ktr wczoraj czytaam. Spiritus flat, ubi vult, tak samo mio, ktra jest spirytusem take i niezbadanej natury... Mwia ywo, gono, dumnie, a dokoczywszy pochwycia w donie gow siedzcego ma i pocaowaa go w czoo. Kochank jak kochank rzeka a on byabym nieznon, zupenie jak pies

trzymany na acuchu, ktry po niejakim czasie zy jest i wcieky... Wystawe sobie mnie tam u was, w spokojnym Zamiowie, obok witej chorynej, skazan na chodzenie na palcach, na mwienie po cichu rzeczy pozwolonych, na mczarni poskramiania si we wszystkim. Wedle moich poj dodaa kadego czowieka zadaniem jest rozwija si wedle si swoich najpotniej, wedle was obowizkiem jego jest poskramia si, jest ducha gnbi, ciao, ktre go mieci, mczy, aby oddziaywao na, nie mie ciekawoci, bo to prowadzi do pieka, nie mie wasnej myli, bo ta wiedzie do herezji, sowem, sta si automatem w rkach ksidza... A tym ja by nie chc i nie mog. Strzsna gow, okryt wosami bujnymi, odsuna je z twarzy i zamilka. Ewaryst patrza na ziemi. Komnacki chcia mu wejrzeniem powiedzie: A c, nie miaem susznoci? Aeby jednak poprze przyjaciela, pan Euzebiusz zwrci si do Zoni: Nie bd si z pani spiera o zasady rzek. Spytam j tylko o jedno. Czy mio najwysza nie jest i nie powinna by bodcem do ofiar i czy dowodem jej najlepszym nie jest ofiara z siebie? Jest ofiar granica odpowiedziaa Zonia. ycie dla ukochanej istoty gotow jestem da, przekona moich i swobody dusznej nigdy. Ta zalecana przez pobonych faryzeuszw ofiara intelektualna jest gorzej ni samobjstwem, bo zabija dusz i upadla! Ewaryst spojrza na ni, mwia z zapaem ogromnym, a wej z ni z tej drogi, po ktrej kroczya, na ubity gociniec poj cisej ortodoksji, nie byo sposobu. Bya jawn buntownic. Oba przyjaciele zamilkli. Ja to jedno widz dodaa Zonia e Ewarystowi ciy to ycie ze mn i to stanowisko niejasne wedug niego, e rad by wyj z zawikania, pogodzi si z matk... A! ja to pojmuj! ja nad tym bolej; wszystko jestem gotowa zrobi, tylko nie mwi na czarne, e mi si wydaje biaym... Zatrzymaa si nagle... i przystpia znw do Ewarysta. Drogi mj, troch mstwa! zawoaa przetrwajmy chwil przeomu, a zwyciymy... Ludzie, co si dzi oburzaj, zobojtniej i zostawi nas w pokoju naszym i w tym, co zowi naszym grzechem! Rozmiaa si i zanucia, ale wesoo, ktr okazywaa, bya widocznie zapoyczon i wymuszon. Natychmiast potem rzucia jakie pytanie radykalne Komnackiemu, zmuszajc go do rozprawy z sob, ktrej on nie lubi, bo nie zwyk by z kobietami wdawa si w uczone spory, znajdujc, e maj logik serca doskona, ale grzeszn przeciw logice myli. Szyderstwami zasypaa go pikna Zonia, bijc w to szczeglniej, co Komnackiego najmocniej drani mogo. Mimo tej rozprawy na ostre rozstali si potem przyjacielsko; bo Zonia cho si kcia z nim, miaa dla szacunek. W kilka dni potem Komnacki siedzia u siebie w domu nad ksikami, gdy nie oznajmujc si wpada, z t samowol, z jak zawsze wszystko speniaa, co jej przyszo do gowy, Zonia. Cho umiech na ustach miaa, czoo byo zaspione. Nieprawda zawoaa od progu wizyta niespodziewana i niemia, przepraszam za ni, ale jestemy przyjacimi. Nie kopocz si pan mn dodaa widzc, e Komnacki zapina surdut i poprawia ubranie ja natychmiast wychodz. Stana naprzeciw niego. Oboje kochamy Ewarysta rzeka cho kade z nas inaczej, potrzeba o nim myle. On nie ma si do wytrwania na tym wyomie. Kocha mnie, ale matka ma swe prawa. Ja nie znaam prawie matki, dlatego moe jestem tak dzik i zuchwa. Miae pan suszno mwic, e prawdziwa mio zmusza do ofiary. Tak. Ja go kocham bardzo i jestem gotow na najwiksz, najstraszniejsz, jak mog uczyni. Tu, spojrzawszy na Komnackiego i odgadszy myli jego, wtrcia: Mylisz si pan i nie rozumiesz mnie, jeli sdzisz, e mwi o lubie. Nie. Ofiary

przekona nie uczyni, mwiam to, co innego chc zrobi. Zatrzymaa si i spojrzaa znowu na Komnackiego, wycigajc do rk. Daj mi pan sowo, e to pozostanie midzy nami! Chtnie. Zonia, parasolik zarzuciwszy od niechcenia na plecy, przesza si milczca par razy po pokoiku. Ewaryst si zamczy, zabije ze mn rzeka czuj obowizek porzucenia go. Niech myli, co chce, a jeeli mnie nie zrozumie i myle bdzie le o mnie, uzna mnie poch, swawoln, tym lepiej, nie bdzie szalonej kochanki aowa. Powiadam panu, on si zamczy na mier, a ja zabjstwa przez mio popenionego na nim nie chc mie na sumieniu. Wol cierpie, wol gin!! Komnacki zaama rce z niemym uwielbieniem, ale razem z pewnym niedowiarstwem. Mam duo siy nad sob, gdy raz obudz w sobie wol. Pan wiesz, e w czowieku wola stanowi o, na ktrej si ycie obraca; ja j mam. Walczyam z sob i z mioci moj, z egoizmem namitnoci, na ostatek al mi si zrobio tego czowieka, puci go musz. Kocha mnie, ale by biernym zawsze w caych tych dziejach mioci naszej. Kocha mnie wprzdy, nim si we mnie ta pasja dla niego obudzia; potem ja go uwiodam, ja go rozzuchwaliam, jam spoia, jam uczynia niewdzicznym synem... Ja powinnam naprawi to ze, odda tego czowieka samemu sobie i rodzinie. On moe by szczliwy, wracajc przez pokut i skruch nazad do owczarni, a ja w tej trzodzie zdechabym z tsknoty za grami i swobod. Kocham go z caych si duszy mojej, ale takiej ofiary uczyni nie mog. ycie chtnie. Gdyby jutro kaza mi si z sob utopi w Dnieprze, bez namysu, a do Zamiowa! nigdy... Wic co pani mylisz pocz? przerwa Komnacki. A! to jest moja tajemnica! umiechna si smutnie bardzo Zonia, patrzc w okno. Ofiara postanowiona, wola niezomna! zawoaa z blem a! panie! teraz gdy mi przychodzi speni j, rozsta si z tym szczcia marzeniem, starga ten mj wze zoty, porzuci tego czowieka, przed ktrego sercem i charakterem dusza moja klczaa w uwielbieniu, gdy pomyl, e nigdy nie usysz z ust jego sodkiego imienia, Zoniu, gdy powiem sobie, nigdy!! panie, szalej z blu! Zacia usta, przymkna oczy. Ale c ja bym zrobi moga dla niego, co tyle uczyni dla mnie? tylko to jedno! dam mu swobod i wrc spokj sumienia. Oczy czarne, we zach pywajce, zwrcia ku Komnackiemu z pytaniem. Nie umiem pani powiedzie wicej nic nad to, e mam dla niej poszanowanie najwysze. Dzikuj sucho odpara Zonia. Tak dodaa po namyle ofiara wielka, ale aby si mniejsz wydawaa, dodam, e fantazja w niej udzia ma take. Jestem nielitociw dla siebie jak dla drugich, gdy wnijd w dusz moj, widz w niej jasno. Pomimo mioci dla Ewarysta to ycie z nim ciyo mi, byo pozbawione ruchu, powietrza, widnokrgu. On by nadto dobry i posuszny, byy chwile... Tu przerwaa i natychmiast dodaa: Wic, widzi pan, kropla egoizmu jest w tym kielichu goryczy i osadza go. Komnacki nie mia pyta ani o szczegy, ani o wyjanienie tego, co nazwaa swoj tajemnic. Mam pask aprobat? zapytaa. Uwielbienie odezwa si Komnacki. Ani sowa Ewarystowi! mwia gorczkowo. Ja sama jeszcze nie wiem, kiedy i jak to wykonam... Chciaabym na wiekuiste rozstanie wzi z sob tego szczcia wspomnienie ywe... A! ust oderwa nie mog od napoju, po ktrym mty i fusy ycia mi zostan. Lituj si pan nade mn i nie potpiaj mnie, choby pozory przeciwko Zoni byy. Spenia ofiar... Pamitaj! Podaa rk i wysza drzwi zatrzaskujc za sob. Komnacki pozosta chwil przestraszony,

niepewny, co pocz, i ciekawy... Nie mg wytrzyma, by zaraz nazajutrz nie pj wieczorem do Ewarysta. Tu tak wszystko jako zasta po dawnemu, Zoni tak oywion, tak weso, tak starajc si rozerwa choryca, i zwtpi, aby to, z czym mu si zwierzya, prawd by miao. Wzi to za wybuch jej bujnej fantazji. Najmniejszego znaku w mowie jej nie byo, ktry by da wnosi, e zwtpia o przyszoci. Mwia nawet o niej i umiech lata po ustach. Jedno go uderzyo tylko, e wesoo Zoni bya daleko bujniejsz, dziecinniejsz ni zwykle, co w niej nienaturalnego znajdowa. Czuo dla Ewarysta nigdy ywsz i jawniejsz nie bywaa. On te zdawa si oywiony i tego wieczora swobodniejszej myli ni zwykle. Na dzie nastpujcy Zonia uoya projekt wycieczki w okolice, na ktr zaprosia Komnackiego. Ale nas troje bdzie mao, trzeba modego i weselszego ywiou doda troch woaa biegajc. Zapromy tego eleganta Zoriana, z ktrego si mia mona, wemy Francuza, ktrego blaga jest wymienita, a czowiek te dobry, gotowa bym i Heliodor spowania zagarn, ale zazdrosny wielce radzca wprosi si z ni, bo jej nie wierzy. Midzy nami mwic, ma racj, Heliodora si czasem zapomina... biedne stworzenie! Ewaryst, cho doborowi towarzystwa rad nie by, lecz e zastpi go nie mia czym, a wiedzia, e to Zoni robio przyjemno, na wszystko przystawa. Tego wieczoru zamwiono konie, rozesano zaproszenia. Zonia staraa si upewni, e Komnacki im nie chybi. Pogoda na dzie nastpny zwiastowaa si tym pewniejsza, e wieczorem nadcigna burza gwatowna z piorunami i w czasie jej barometr zacz si podnosi do gry. Powietrze wic miao by odwieone, licie zielesze, py przybity i natura w wypranych szatach. Przepowiednia nie zawioda, ranek nadszed przeliczny. Zwykle obojtna na wygody ycia i nie bardzo o czym pamitajca, Zonia tego dnia zdziwia wymaganiami Ewarysta, ktrym mu trudno byo uczyni zado. Chciaa mie pasztety, szampana i wszystko, co najkosztowniejsze a najwytworniejsze. Widzc, e choryc troch si waha, dodaa rzucajc mu si na szyj: Ten raz! mj drogi, kto tam wie, czy kiedy znowu zbierzemy si na tak hulank weso. Wiesz, e rzymski poeta powiada: chwile chwyta trzeba. Tyle ich czowiek przepacze... Ewarysiu! ten raz! Choryc si nie opiera, pozwoli jej wzi, co chciaa, co zamarzya, i ostatek pienidzy wyda na to, nie mwic, e nie wiedzia, czym istotne potrzeby zaatwi jutro. Wszyscy gocie zaproszeni stawili si, nawet w kwestii bdca radczyni Majstrukowa, za ktr w lad szed m pcherzowato nadty... Wesoo towarzyszya wyprawie. Wprawdzie na niebie oczyszczonym burz druga si z dala zbiera zda- waa, ale, zdaniem wszystkich, nie moga ona przyj przed noc. Przodem wysana suba z zapasami tak wszystko w maej karczemce wrd lasu urzdzia, e gdy powozy przybyy, szampan ju by zmroony, stoy nakryte i wszystko gotowe na przyjcie... Zonia do trzpiotowatoci posuwaa wesoo, ciskaa Heliodor, bawia pana Majstruka, miaa si z Zoriana, a szczeglniej nalegaa na Francuza, aby on zastpowa i wyrcza gospodarza, a do szalestw pobudza. Panu d'Estompelles dwa razy tego mwi nie byo potrzeba. Zacz od tego, e do radzcy si przysiad, aby go spoi, co wprdce mu si udao, chcia to samo uczyni z Ewarystem, ale ten mia po ojcu staropolsk gow i mg pi duo nie poddajc si winu, ktre go nie upajao... Zorian, wielbiciel pci piknej bez wyboru, tego dnia pozbawiony przedmiotu, do ktrego by mg wzdycha, bo Zonia go zbywaa ostro, zwrci troch ju zawrcon gow ku wywieonej pani Heliodorze, ktra go przyjmowaa po staremu, sympatycznie i kiedy niekiedy tylko przestrzegaa: Radzca patrzy! uwaaje! nie masz pojcia, jak zazdrosny!

Niech patrzy, kiedy on ju tak jak ja niewiele widzi mwi Zorian przysuwajc si. Oprcz pani oczek i biaych zbkw, ja ju olepem na wszystko... No, widzisz szepna Heliodora gdy byo mona, to si nie umizgae, a teraz... Zawsze mona! wykrzykn aforystycznie Zorian. A cicho, zlituj si, radzca sucha! woaa Heliodora. Sucha, ale nie syszy, daj sowo koczy Zo- rian wicej pi ni ja, a mnie oprcz gosiku pani... nic ju nie dochodzi. Spnione te umizgi adnego chopca w najlepszy humor wprawiy Heliodor. Zonia przechadzaa si, nalewaa sama, wznosia toasty, ciskaa Ewarysta, ukradkiem co szeptaa Komnackiemu, na ostatek, gdy ju pno by zaczynao, pocza si kci o co z Francuzem i miejc si a spierajc z nim, odprowadzia go na stron. Stana tak, aby ich widziano, ale we wrzawie rozmowy nikt nie mg usysze. D'Estompelles szed za ni z twarz mocno zarumienion, co j wcale pikn nie czynio. Masz pan dobr pami? zapytaa go nagle. Wtpisz pani o tym? odpar Francuz. Nie, pytam... Sowa mojego nie zapominam nigdy, cudzego rzadko. Rozmowa niezmiernie ywa si stawaa, jak rakiety wolanta latay sowa. Pamitasz pan, com mu kiedy powiedziaa? Wszystko, com z jej licznych ust sysza! Mwiam raz, eby czeka. Francuz si rzuci: Wanie to czyni. No, a gdyby ta chwila, na ktr pan czeka miae, nadesza... D'Estompelles o mao nie pad na kolana. Patrz na nas odezwaa si Zonia udawaj pan, e si kcimy. Na Boga! janiej, moja krlowo... co kaesz? Powiem panu najprzd, e mi, e mi si ycie z Ewarystem znudzio, chc zmieni teatr i rol... D'Estompelles, ktry tak radykalnego nic si moe nie spodziewa, troch si zmiesza. Po kryjomu ja nic nie robi nigdy dodaa dumnie Zonia. Kocha pana, nie kocham, ale moe nawykniemy do siebie. Nie mam nic oprcz tej sukni, co na mnie. Chcesz pan mnie wzi i ucieka gdzie za wiat do Parya? C'est prendre ou laisser dokoczya. Francuz osupiay sta, wytrzewia zupenie, chwil niemy jako i zmiszany zdawa si namyla. Niepewno ta trwaa p minuty moe. Zonia tego dnia bya cudnie pikna, ubraa si z wielk elegancj, jakby chciaa i potrzebowaa si podoba. D'Estompelles oczarowany zawoa: Uciekamy! dokd chcesz? kiedy? jestem w pogotowiu. A la vie et la mort! Dam zna kiedy odezwaa si Zonia wycigajc rczk drc ku niemu i bledniejc. Sowo! Przysiga, jeli trzeba. Gdzie sowa za mao, tam przysiga nic nie znaczy dodaa Zonia. Gotuj si pan do podry. Jeszcze raz musz mu powtrzy, nie mam nic oprcz sukni, ktr wo. Z tego domu nie godzi mi si wzi nic! nic!! D'Estompelles w zachwyceniu patrza na ni. Nie jestem bogaty, ale co mam, u ng twych skadam. Ja bogactwa nie potrzebuj, nawet ubog by potrafi dodaa idc ju ku towarzystwu Zonia. Myl pan tylko, aby na dany znak by gotowym... Pojedziemy do Parya. D'Estompelles prdko podchwyci: Gdzie kaesz... Jeszcze raz zwrcia si Zonia ku niemu: Sowo? Najwitsze! Szybkim krokiem powrcia z nim do stolika, chwycia swj kieliszek szampaskiego.

Pij zdrowie Francji i szlachetnych a miych jej dzieci! zawoaa. Wszyscy wzili kieliszki, tylko radzca ulk si politycznej aluzji i troch zatrzyma, lecz Zorian, ktrego interesem byo w tej chwili, aby pi jak najwicej, dola mu do szampana koniaku i zmusi do wychylenia. Po czym jak najserdeczniej si uciskali, co Heliodorze zrobio tak przyjemno, e si a przechylia z awki, miejc z tej serdecznoci mowskiej. Komnackiego bacznoci nie usza rozmowa na uboczu z Francuzem ani toast wzniesiony, lecz pooy to na karb jakich ukadw o dalsz zabaw, ktrej gospodarstwa podj si d'Estompelles. Chocia chmura, od dawna ju zbierajca si na zachodzie, coraz przybieraa groniejsze rozmiary i momentami warczao w niej, nikt nie zdawa si widzie, e nadchodzia. Dopiero silna byskawica i trzask padajcego nie opodal w lasku piorunu sposzy goci i zmusi ucieka pod dach. Zorian skorzysta z zamtu i porwa Heliodor pod rk, uprowadzajc j, gdy radzca niespokojny, a nie bardzo ng pewny, jeszcze si zza awy, na ktrej siedzia, dobywa. Jedna ciasna izdebka, przyciemniona teraz nadchodzc nawanic, i alkierzyk may suyy gociom za schronienie... Po pierwszym uderzeniu piorunu deszcz si puci jak z wiadra i gromy zaczy pada jedne po drugich z tak gwatownoci, i rozmawia byo trudno. Po olepiajcym blasku byskawic nastpoway ciemnoci, wrd ktrych radzca na prno oczami szuka ony mruczc: Ale gdzie jeste, Heliodoro? Oprcz tego, skutkiem burzy i szampana, gdy siad na awie, tak gwatownie spa mu si zachciao, e w kocu zdrzemn si musia. Zonia w jaki stan niezwyczajny upojenia wprawiona zostaa burz, stana w progu z kieliszkiem i za kadym gromem pia zniszczenia zdrowie. A! co za liczny fajerwerk na zakoczenie woaa czy moga pikniej, cudowniej si zamkn ta biesiada? Pioruny, bijcie! choby w nas!! Heliodora, przeciwnie, obawiaa si ich i za kadym wykrzykiwaa co stumionym gosem, na p omdlaa przechylajc si w objcia litociwego Zoriana. Radzca drzema... Francuz sta zamylony, jakby go wesoo niedawna opucia nagle. Ewaryst by u boku Zoni, ktra mu rk pooya na ramieniu. A! gdyby litociwy ktry uderzy teraz w nas dwoje! Co za liczna, wesoa mier, Ewarycie! zawoaa konic si ku niemu. Ale pioruny s nielitociwe i gupie dodaa bij w drzewa, trzaskaj w wod, morduj tych, co by y chcieli, a aden nie przyjdzie, gdzie go biedny, znkany woa!! Deszcz powoli ustawa zaczyna i niebo si odsaniao na jaskrawo malowanym zachodzie. Czas i potrzeba byo powraca do miasta... Zonia sama jedna z Ewarystem siada do najmniejszego powoziku, chciaa by z nim. Radzca picy z on i Zorianem zabra si do drugiego, w trzeci siedli Komnacki i Francuz, ktry zdawa si niezmiernie znuony, ale zarazem szczliwy. Pan Euzebiusz, artujc sobie z jego upojenia, bo tak tomaczy dziwny wyraz jego twarzy, rzek mu wsiadajc: Wiesz, panie Henryku, wydajesz mi si tak, jakby w ciebie jeden z tych piorunw uderzy! Kt wie? odpar Henryk moe!! Umiechnli si, lecz na tym pytaniu i odpowiedzi skoczya si ich rozmowa, dojechali do Kijowa nie przemwiwszy ju do siebie; Francuz udawa drzemk... Nic potem nie zmienio si w yciu Zoni i Ewarysta, nie mona byo w niej dostrzec najmniejszego ladu myli, ktre sobie karmia. Okazywaa tylko czuo nadzwyczajn dla choryca i bya momentami zadumana... Jednego wieczora poskarya si na bl gowy przy herbacie. Wiesz, id ty na d do siebie odezwaa si do Ewarysta ja si poo... To mwic obja go, ucisna z caych si, gorcymi usty dotkna czoa i dodaa:

Dobranoc. Choryc zszed na d nakazujc milczenie ludziom. Gdy wsta rano, wchodzcy suga na zawoanie wyda mu si tak zmieszanym, e go to uderzyo. Co ci jest? Nic mi, panie... To mwic zajkn si, schyli i po pewnym namyle rzek: Pani nie ma. Jak to, nie ma? posza na spacer? ktra godzina? spyta Ewaryst. Nie, prosz pana, suca powiada, e pani wysza jeszcze wczoraj wieczorem, gdy si pan pooy, i nie powrcia. Na stoliku ley jaki list. Ewaryst jak oszalay polecia na gr... W istocie na stole zapiecztowan zobaczy kartk, ktr rozerwa z popiechem. Stay na niej te sowa: Daruj! duej y nie mogam z tob! Bd zdrw! Przebacz wszystko. Nie go za mn, zostaw mnie memu przeznaczeniu. Bd zdrw! Drc rk, niewyranie nakrelone byy te sowa. Sta nad nimi zdrtwiay Ewaryst, gdy wszed Komnacki. Trzyma w rku papier, ktrym mu oznajmia Zonia, aby z rana Ewarysta odwiedzi. Choryc rzuci mu si na piersi woajc: Nie ma jej! Wiem o tym odezwa si Komnacki. Mna, cho obkana kobieta spenia to, co sdzia obowizkiem... Nie bdziemy malowa tych pierwszych chwil tsknoty i samotnoci, ktre dla choryca o mao nie stay si gronymi. Par dni snu si po pustych ktach domu chwytajc, co pozostao po Zoni, ktra nic nie zabraa z tego, czym j obdarza. Znik tylko medalion Ewarysta, w ktrym byy przez ni ucite mu wosy. Trzeciego dnia choryc pooy si musia, wezwano doktora, ktry zawyrokowa, e chory mia z zazibienia febr niedobr. Komnacki z wasnego popdu napisa, oznajmujc o tym Madzi i dodajc, e Zonia nie wiadomo jakim sposobem znikna, uchodzc dobrowolnie... W istocie Ewaryst ani dopytywa, ani si dowiedzia, co si z ni stao, cho w miecie mwiono gono, e ucieka z Henrykiem d'Estompelles, co j ostatecznie w opinii publicznej zabio. Ualano si nad chorycem, potpiano kobiet bez serca, niegodn tego szczcia, jakie j spotkao... D'Estompelles uchodzc zostawi ogromne dugi i adnego ladu, dokd si uda, ani ochoty do zapacenia ich. Jak si tam o nim wyraano, nie bdziemy powtarzali. Tego dnia, gdy wiadomo o ucieczce Zoni rozesza si po miecie, skorzysta z niej Zorian i poszed z ni do pani Heliodory w godzinie, w ktrej radzcy w domu nie byo. Pani Majstrukowa zakrzykna naprzd: Nie moe by! a to wariatka! Potem jednak dooya, e zawsze si po tej wietrznicy mona byo tego spodziewa, a ona uwaaa nawet, e z Francuzem po kryjomu dawno miaa stosunki... Rozmowa o Zoni tak dugo si jako przecigna panu Zorianowi, e dopiero powrt do domu pana radzcy go wyposzy. Ewaryst lea chory, a cho sabo nie zdawaa si niebezpieczn, bya tej natury upartej, o ktr si wszelkie leki rozbijaj. Nadjechaa pani choryna z Madzi. Zawczasu, unikajc zbyt wielkiego wraenia, oznajmi Komnacki przyjacielowi, e si przybycia matki jego spodziewa, i gdy staruszka wesza przestraszona, zazawiona, niepamitna tego, co si stao i co ucierpiaa, Ewaryst podnis si i paczc pad w jej objcia. Osabienie wywoao te zy. O przeszoci mowy nie byo. Choryna nie chciaa o niej pamita i pragna, aby on take o niej zapomnia. Nie przyszo to atwo... Starania matki, powracajcy z wolna spokj ducha, day Ewarystowi si tyle, e mg powoli by przewiezionym do Zamiowa. Chciaa tego choryna, wiedzc, jak do miejsc i do

rzeczy wi si ywe a bolesne wspomnienia. Madzi poleconym byo zrobi, co chciaa, z t pozostaoci po siostrze. Wesza na gr zapakana, aby przeczyta tam kart historii serca ludzkiego, wypisan tym, co jej towarzyszyo. Najmniejszy sprzt, papier, ksika miay na sobie pitna przeszoci. a ksikach Zonia kada przypisy i znaki, stare jej seksterna wiadczyy o pracy tej duszy, chciwej wiedzy i upojonej jedn jej wypit kropelk. Byy tam i pamitki krtkiego ycia z Teofilem, i w czepeczek dziecicia, ktre nie yo, schowany gdzie z listami. Jakby gardzia tym, co o niej powiedz ludzie, Zonia nie zniszczya nic, nie spalia adnego wistka... Na Madzi te pokoiki robiy wraenie mieszkania po umarym. W istocie bya te ona dla nich umar. Rozbudzia si lito w sercu dziewczcia i al jaki zatracenia tych wspomnie wczoraj jeszcze drgajcego ycia; obowizek jednak nakazywa rozproszy to i zniszczy. Madzia kazaa wszystko sprzeda z licytacji, a grosz na ubogich oddaa. Choryna znalaza to najrozumniejszym... Zaproszono do Zamiowa na pierwsze dni pobytu w nim Komnackiego, ktry, pomimo zaj przykuwajcych go do miasta, przeprowadzi Ewarysta. Dokoa niego nikt nigdy imienia znikej nie wymwi, unikano wszystkiego, co j w jakikolwiek sposb przypomina mogo... Choryna, jak bya surow wprzdy, tak si staa niewypowiedzianie czu i dobr dla syna. Serce macierzyskie dawno mu przebaczyo. Mia na sercu Komnacki, aby w jej opinii podnie nieszczliw Zoni. Jednego dnia pocz opowiada sw rozmow z ni, ale staruszka mwi mu nie daa. Przepraszam pana, ja o tym wiedzie nie chc! sucha nie bd. Usiowanie to spezo na niczym. Madzi tylko po cichu udao mu si szepn o tym, a biedne dziewcz zasromane nie zrozumiao rehabilitacji, ktra w jej przekonaniu niemoliw bya. Zmilczaa, nie mwic sowa, nie moga darowa te siostrze, ktra chorycowi zwichna ycie, odebraa zdrowie, uczynia go nieszczliwym. Wstawszy z oa i na pozr wrciwszy do zdrowia, Ewaryst nad wiek wydawa si postarzaym i smutnym. Zajcie okoo gospodarstwa i interesw nie dawao mu zbyt myle o przeszoci, lecz wida byo, e to, co spenia z obowizku, niewiele go obchodzio. Automatycznie jako zabawia si, pracowa, czyta, chodzc z niestart nigdy chmur na czole. Choryna wysilaa si dla niego na nowe rozrywki, cigaa ludzi, uprzedzaa najmniejsze zachcianki, ycia mu modzieczego przywrci nie moga. Pozosta jakby pokutnikiem, noszcym na sobie pami i brzemi grzechu... W cichym domu, z oczyma w ten posg smutku (jak go zwaa) wlepionymi, Madzia krcia si posugujc staruszce i jej synowi. Czasem za, patrzc na niego, zakrcia si jej w oku, ale z ni zaraz uciekaa do ktka. W par lat po opisanych wypadkach ssiad Zamiowa, pan Zenon Przetocki, ktry tam niekiedy bywa i Madzi widywa mia zrczno, a wiedzia, e miaa troch grosza i wiele przymiotw dobrej ony i gospodyni, owiadczy si o rk jej chorynie. Staruszka bardzo bya za tym; zdziwia si mocno, gdy zarumieniona Madzia, upadszy jej do kolan, z paczem prosi zacza, aby jej do tego nie zmuszaa, e za m i nie chce i nie myli, a suy jej bdzie zupenie losem swym zaspokojona. Bardzo ci dzikuj, moje dziecko odpara choryna ale ja niemiertelna nie jestem; zostaniesz tu sama. Gdyby si cho Ewaryst oeni, to by w domu pozosta moga, ale tak, przy kawalerze... nawet nie bdzie wypadao... Gdzie si ty podziejesz? co poczniesz? Moja dobrodziejko! zawoaa Madzia jakbym tu pozosta nie moga, na staro przysid gdzie u panien miosiernych i tak ycia dokocz... zy jej biegy z oczw, draa tulc si do chorynej a powtarzajc, e jej opuci nie chce i nie moe. Musiaa stara zmilcze i przeprosi pana Zenona tomaczc dziewcz wstrtem do maestwa... Ewarysta choryna gwatownie oeni pragna, nie miano mu o tym mwi, nastrczano

zrcznoci poznania modych osb, matka intrygowaa po trosze, niewidocznie; choryc grzecznie si zawsze wywija, tak i najmniejszej nie dawa nadziei, aby to kiedy do skutku przyj mogo. Po upywie lat kilku matka otwarcie omielia si go nakania do tego. Choby wielkiego serca nie mia mwia przywiesz si, samemu czowiekowi y niedobrze, nie bd moga umrze spokojn o ciebie. Opiera si Ewaryst i nierycho odpowiedzia matce, nagradzajc dawny swj upr powolnoci synowsk. Dobrze, niech mi mama on wybierze i da oeni si dla matki. Tak si stao, stara choryna wyswataa mu mod, adn, dobr, powoln panienk, ktra miaa t jedn wad, e w niej duszy nie byo... Ewaryst przywiza si do niej, jak do dobrego dziecicia, ktre trzeba byo prowadzi na pasku. Oenienie jego Madzia opakaa po cichu, ale byo ono dla niej rkojmi, e w domu pozostanie, e na swj idea patrze bdzie moga z daleka i poi si marzeniem dziecinnym... Zmara pani choryna. Madzia w tym samym pokoiku, ktry zajmowaa za jej ycia, pozostaa pomocnic modej pani, z kluczykami chodzc i wyrczajc j w gospodarstwie. Ewaryst by dla niej z przyjani wielk, lecz od czasw Zoni, cho z twarzy mu jej nie przypominaa, nosia wspomnienie tej niezapomnianej i zbliy si nie mg do niej, nie mylc o zatraconej. Gosem te czasem Madzia mwia tak podobnym, e Ewaryst mimowolnie drga cay i aby go nie sucha, ucieka... O zbiegej pannie Raszkwnie nie tylko w Zamiowie nic nie wiedziano, bo tu nic doj nie mogo, ale i w Ki- jowie te, nawet midzy dawnymi przyjacimi pana Henryka d'Estompelles, do ktrych si on podobno odzywa, nikt nic nie wiedzia... Znika, jakby wpada w wod... Pami tylko tej Tytanii zostaa pomidzy modzie i stary Jewaszewski, ktry dosuy si wysokiego jakiego stopnia w hierarchii naukowej, w chwilach wynurze poufnych opowiada o niej z entuzjazmem jako o istocie nadzwyczajnej. Nie podzielaem ja nigdy jej przekona mwi z powag bo bya nadzwyczaj kracow, lecz niepodobna byo wigorowi jej umysu i sprystoci charakteru si nie dziwi. Przewidzie byo atwo, e co tak przerosego zginie marnie, bo to si utemperowa nie mogo! Kto te dni grozy i sdu Boego przey w stolicy Francji i by wiadkiem ostatniej walki zrozpaczonej i oszalaej Komuny z wojskiem, po czci z niemieckiej ju niewoli zbiegym, mszczcym si na swoich za klsk poniesion od wroga, ten dni tych grozy nie zapomni pki ywota. Pary przypomina ogniem Boym zniszczone grzeszne grody Wschodu, wielki kataklizm dziejowy spad na jakby z niebios samych. Komuna w konwulsyjnych, ostatnich drganiach wciekle si mcia za wasne szay na wszystkim, co j otaczao, chciaa, aby z ni gin wiat, miasto, skarby, pamitki, wszystko... Pary gorza, na wieczornym niebie olbrzymi roztaczajc un, pomienie i dymy buchay do gry, powietrze przejte byo zgorzelizn, smrodem petrolu, dymami prochu, woni krwi, ktra rynsztokami pyna i w kauach cinaa si po ulicach... Trupy zalegay podwrza, barykadoway przejcia, rzdami stay oparte o mury, kupami walay si po ogrodach... Modzie, starcw, kobiety, dzieci, matki z niemowltami u piersi wida byo wrd tych stosw zwok, nad ktrymi paka nie byo komu. Na ostatni akt tej tragedii rozpocztej orgiami regencji i rozpust Ludwika XV spadaa zasona ognista... Parya w Paryu pozna nie byo podobna; byo to owo miasto wesela i uciechy, co mia si umiao gilotynie Robespierra i wchodzcym wojskom koalicji na gruzy Cesarstwa? miasto, co wabio wiat ku sobie piosnk i rozkosz? Wygldao jak grd zwyciony i zdobyty, niestety, przez wasne dzieci na wasnych dzieciach, z przelewem krwi, w ktrym ni jedna, ni druga strona nie szczdzia ani kapastwa ni staroci, ani niemowlctwa ni saboci... Prawda, e w tym szale caego tumu niewiasty staway si onierzami barbarzyskimi, a dzieci bohaterami.

Tego wieczora miasto byo jak cmentarz i trupiarnia straszne, a na czole miao pomi poaru... W malekiej uliczce, w ssiedztwie zdobytego cmentarza Pre-Lachaise, odgrywa si dramat, jakich ten dzie liczy tysice. Kupka komunardw bronia si wciekemu napadowi wersalczykw, podnoszc jeszcze nad gowami poszarpan, zbocon, zszarzan jak achman czerwon chorgiew! Przyparci do muru komunardzi, wystrzelawszy adunki ostatnie, strzaskawszy kolby na gowach napastnikw, stanli bezbronni czekajc mierci. Na czele ich, w podartym mundurze jakim, z twarz zaognion, z wosami rozczochranymi, z pian na ustach, ze zgrzytem zbw, wykrzykujc: Niech yje Komuna! sta czowiek lat rednich, niepomny ju, e mier bya przed nim. Oczy krwawe zdaway si wyskakiwa z powiek, twarz powalana prochem, rce pomazane krwi, odzie poszarpana od kul i ci wiadczyy, e walczy ju od dawna. Gdy reszta towarzyszw jego prbowaa przed naciskajcym batalionem wersalczykw ocali si, drapic si na mur, do ktrego bya przypart, on jeden stawi czoo kulom i bagnetom bezbronny, nie mylc o ratunku. Urga mierci, mia t gorczk boju, w ktrej si zapomina o yciu, o sobie, staje si dzikim zwierzciem. Ze schrypych piersi buchao tylko ciszej coraz: Niech yje Komuna! na urgowisko onierzom, ktrych bagnety do piersi jego wymierzone byy... Z drugiego rzdu nagle grad litociwych kul posypa si na niego, szaleniec podskoczy w gr, zakrci si jakby miertelnym tacem i mia pa na ziemi, oblany krwi z ran kilku, gdy bagnety wbiy si w piersi i boki i drgajcego trupa zatrzymay w powietrzu. Wida byo strumie krwi, ktry z ostatnim wykrzykiem buchn mu z ust i potoczy si na piersi obnaone. On i chorgiew padli razem na ziemi, a jeden z onierzy porwa zdarte znami, poszarpa je w kawaki i wrzasn: Precz z tym zboconym achmanem! W jednej chwili garstka komunardw zmienia si w stos trupw. Z wciekoci od tych szalecw nie mniejsz wersalczycy dobijali bezbronnych. Co jeszcze stao przy murze, to rozmiadone kolbami run musiao na ziemi. Dopki jki i tchnienia sycha byo, zwycizcy bili i dobijali pastwic si nad trupami jeszcze. Sza mordu ich ogarn, zdao si im za mao tych polegych, szukali oczyma ofiar nowych. W oknie domostwa, ktrego aluzje byy pospuszczane, ukazaa si gowa kobiety obwinita chust; onierz jeden za cel j wzi ze miechem, wisna kula i trup zawis gow i rkami z okna. miech si da sysze w szeregach zwycizcw, pijani byli krwi obrocy porzdku. Dowodzcy nimi podporucznik, niedawno z Niemiec wrcony jako jeniec spod Sedanu, zawoa wreszcie na onierzy, aby szli za nim szuka ofiar nowych. W kupie trupw nie poruszao si ju nic, nie byo ycia, nie byo nawet mona rozezna cia zlepionych w jedn mas nieforemn, polan krwi czarn, zbitych kolbami w olbrzymie gnojowisko... Mur, przy ktrym si odegraa ta scena sturamiennego dramatu, pomalowany by bryzgami krwi, poznaczony odciskami doni i palcw krwawych, ktre przylegy do niego... Jak na urgowisko tej tragedii rozlewu krwi bratniej, spod plam wieych wyglday napisy i rysunki stare, brzmice wesooci i rozpust. Krew zamazywaa lady bezbonoci i swawoli... Kupka onierzy, dyszc jeszcze mordem, upojona atwym zwycistwem, biega po nowe laury, szukajc, na kim by je zbiera moga... Ktek, ktry niedawno by teatrem zaartej walki, ju w mroku nocy zalega cisza mierci. Odblaskiem uny tylko owiecone byy trupy, pobojowisko, mur, droga i suche gazie drzew, zwieszone nad oszarpan zagrod. W dali sycha byo, czego moe ucho ludzkie drugi raz ju nie usyszy razem, krzyki i strzay, i piewy przedmiertne, i woania gincych, i trzask poncych budowli, i grzmot walcych

si murw. W gbi gucho odzyway si dziaa jak dzwony aobne... Walka rozpaczliwa dogorywaa... Ulice zajmoway patrole wojskowe, na placach obozoway regimenta; pod palcymi si gmachami rozstawiay si szeregi nadbiegajcych zwycizcw. Tu i owdzie za uciekajc gromadk goniy strzay i ludzie; gdzieniegdzie rozpaczliwa rka rzucaa ogie i laa pokarm pomieniom... Domy stay zamknite jak trumny... W jednej z uliczek wiodcych ku murom krwawym, w mroku nocnym, na progu lichego domostwa pokazaa si kobieta. Z ubioru, na pierwszy rzut oka, wzi j byo mona za proste dzieci ludu, twarz zdawaa si mwi o innej przeszoci. Na krtko ucitych wosach czarnych miaa zawizan chustk jedwabn, niedbale, zapewne nie dnia tego, bo j ruch poskrca i zsun, na sobie sukni czarn, zszarzan, na piersiach chustk, ktrej wze niedbale spltany zwiesza si na plecach. Zbocone poczochy, wykrzywione obuwie niejeden ju dzie okryway jej drobne nogi. Rce miaa obnaone do p, chude i zwide, ale na twarzy owieconej un poaru dziwny wyraz energii, szau, niepokoju, dzikoci... Twarz ta, pikna niegdy, dzi jeszcze bya zastanawiajca si, ktra z niej tryskaa oczami ognistymi, zmarszczon brwi, czoem pofadowanym, ustami zacitymi dumnie. Jakby wypchnita rzucia si ze drzwi domostwa, stana w progu, obejrzaa si dokoa, przyoya rk do serca, nastawia ucho na szum i gwar daleki. Spojrzaa ku niebu, na ktrym jak olbrzymia zasona wahaa si una krwawa... I wida byo przebiegajc po jej licu groz tego widowiska, jakby mciw z niego rado. Niepewna, czy ma i dalej, wysuna si do p ulicy, noga jej olizna si na bruku, spojrzaa na i dostrzega kau ciemn. Cofna si... W mroku tu wida byo bielejce ciaa... Legy one tak, jak je pooyy kule, jedne na drugich, zastyge w ostatnich ycia drgnieniach. Z ciekawoci pochylia si kobieta nad zwokami rozstrzelanych... Jeden z nich twarz mia obwis wosami, odgarna je, popatrzya i cofna si... Dalej w uliczce cicho byo... Na chodniku lea zabity pies, ktrego nie oszczdziy kule. Niemiaym krokiem, przesunwszy si do murw znowu, kobieta sza, jakby przekradajc si dalej, sza wzdu domw zamknitych, pustych, w ktrych najmniejszego ladu ycia nie byo... W miar jak si posuwaa dalej, krok jej stawa si ywszym, niepokj wikszym, szukaa oczyma tego ktka, w ktrym przed ma chwil wrzaa walka... Rg ulicy jeszcze go jej zakrywa, a saby odblask uny ledwie si dozwala kierowa wrd zawad rnych, kau i gruzw, ktre chodnik i ulic zawalay... Stanwszy w rogu, kobieta rzucia oczyma w prawo i lewo... W lewo biega uliczka pusta i wymara, w prawo mur wysoki koczy si owym pobojowiskiem. Z dala rozezna go nie byo atwo... Na ciemnym tle poszarpanej odziey i zaschej krwi, kawakami gdzieniegdzie bielay ju zke trupie piersi, rce, nogi i twarze. Jaki instynkt wskaza jej ten kt czarny... Opierajc si o mury, sun si zacza ku niemu. Sza, to gorczkowo przypieszajc kroku, to zdajc si waha i lka. Niekiedy na sercu machinalnie kada rk, aby mu nie da bi zbyt gwatownie i gono. Dugi czas wloka si tak do rogu murw, a przed trupami stana. Zacisna rce na piersiach i patrzaa w nie okiem olepym. Schylia si potem z wolna... drgna i pada. Na wierzchu zawiecia jej twarz znana... Zdawaa si nie wierzy widzeniu i snua si po niej oczyma, a drce rce wycigna ku zwokom i gow zabitego podniosa. W tej chwili buchny gdzie z dala pomienie poarne i blask ich powia po trupach. Kobieta krzykna, w wietle tym poznaa twarz, ktrej szukaa. Bya okropn, kula jedna przedziurawia jej czoo, druga na wylot przeszya policzki. Usta w ostatnim krzyku, krwi zgsej pene, otwarte, zastygy... Z wolna pooya kobieta podniesion tu gow i zapatrzya si w ni.

Z oczw jej adna za nie pocieka, usta skrzywiy si ironicznym umiechem, jakby znalaza tu miejsce dla siebie przeznaczone, usadowia si u ng trupa, na drugim trupie. Ze wzrokiem wlepionym w zbroczon gow, martwa, zostaa tak nieruchoma. Co mylaa i czy mylaa co? mona byo zwtpi, e ya nawet, gdyby nie drgania jej ciaa i spadanie na piersi gowy... Trwao to, nie wiedziaa, jak dugo. Schylia si raz jeszcze do zwok i oburcz dwign je chciaa, lecz ciar ich i j obali. Zerwaa si i siada znowu. Noc tymczasem pyna. Mrz przeszed po ciele skostniaym kobiety, wstaa i zacza i ywo, ogldajc si za siebie. Nie wiedziaa, gdzie sza, lecz zdawaa si wiedzie po co. Wyraz energii powrci na twarz. Ulic wprost, mijajc t, z ktrej wysza, skierowaa si ku miastu, nasuchujc krzykom i jakby ich szukajc. Par razy zwrcia si ciasnymi przejciami tam,. skd one pochodziy... Sza coraz ywiej, bo los zdawa si jej sprzeciwia, gosy, ktre gonia, uciekay przed ni. Sza jakby pustyni wymar, wszdzie widok ten sam, zamknite domy, trupy u cian, kaue krwi, kupy nie pogrzebionych zwok, gdzieniegdzie barykada rozwalona, strzaskane dziao... Cisza w pobliu, gwar dziki w dali... Chd jej zmieni si w bieg, ale tchu brako do prdszego cigania, oprze si musiaa o cian i spoczywa. Potem zaledwie cokolwiek odzyskawszy si, biega znw dalej. U zbiegu ulic kilku docigna placyku. W porodku jego pali si ogie, onierze na ziemi lec obozowali. Spostrzegszy to widmo wychylajce si z nocnych mrokw jeden z onierzy krzykn: Petroleuza! Nie wstrzymao to jej w pochodzie. Wtem oficer, ktry na ziemi spoczywa, wsta i zbliy si ku niej. By to mody czowiek, na ktrego twarzy rzadki tego dnia malowa si smutek i groza. Wida w niej byo lito jakby wstydzc si siebie. Po co tu idziesz! cichym gosem odezwa si do wprost ku niemu zmierzajcej. Kobieta stana, rce zakadajc na piersi i miao w oczy patrzc pytajcemu. Po co tu idziesz! powtrzy niecierpliwie mody oficer, nog uderzajc o bruk. onierze jego z dzik dz krwi popodnosili gowy, czekali odpowiedzi. Kobieta zwlekaa z ni, bo usta jej, zesche, spalone, gosu wyda nie mogy. Oficer mia si czas jej przypatrzy, zdawao si, e wyraz twarzy, postawa, rozpacz, jaka si w niej malowaa, poruszyy mu serce, wskaza jej uliczk ssiedni, aby uchodzia. Kobieta staa uparcie. Czego chcesz? powtrzy oficer, widzc, e niektrzy z onierzy wstawali ju, radzi now pochwyci ofiar. Czego chc? Przychodz prosi was, abycie mnie rozstrzelali! odezwaa si przybya. W akcencie jej mowy paryanin pozna cudzoziemk. Zbliy si ku niej z tym ywsz ciekawoci. Wapani nie jeste Francuzk? zawoa. Nit, alem polubia spraw Francji i Komuny... Powinnicie mnie rozstrzela. onierze zamiali si miechem dzikim i niektrzy z nich powstawali, oficer nakaza im spoczywa. Nie bardzo go suchano. Pragn ocali t ofiar, ktra mu si narzucaa sama. Kuli mi aujecie? odezwaa si kobieta starczy wam ich przecie, z Niemcami ju si bi nie potrzebujecie, a z naszego obozu zostao niewiele... Szydersko wybuchna miechem. O! jak przeciw Komunie bylicie dzielni, wy, cocie Niemcom tysicami zabiera si dali! Oficer, z obawy, aby nie rozdrania onierzy, nakaza jej milczenie gwatownie, chwyci za rk i odrzuci j opodal nieco na stron. Milcz i id! krzykn wcieky.

Czemu mnie nie rozstrzelacie? nie macie litoci. Bo szalona, kobieto! woa oficer a wariatw na serio francuski onierz nie bierze... Przecie caa Komuna bya domem wariatw jak ja! zamiaa si kobieta a nie mielicie litoci nad ni, nie miejcie jej nade mn. Precz! woa uparty oficer. Pjd wic do Sekwany! odezwaa si szukajca mierci. Na modym oficerze twarz sympatyczna i gos ten boleci a rozpaczy peen coraz wiksze zdaway si czyni wraenie. Da znak jednemu z kapralw i poszepta mu co na ucho. Kapral gronie przystpiwszy do oczekujcej chwyci j za rk i powid za sob. Sza za nim posuszna, spodziewajc si moe mierci, gdy kapral zastuka do bramy na rogu uliczki stojcego hoteliku, uderzy potem paaszem we drzwi, zakl po oniersku i gdy si te otworzyy wreszcie, wepchn w nie kobiet. Gospodarz zblady sta w progu. Odpowiesz mi za ni gow twoj zawoa ka- pral zdaj ci j, to jedna z naczelnic petrolez; porucznik kaza mi ci j pod stra odda. Naznaczysz jej pokj taki, aby ani oknem skoczy, ani uciec nie moga; daj jej co trzeba do jedzenia. I powtrzy znowu: Odpowiadasz za ni gow. Oberysta, z obaw spojrzawszy na kobiet., ze wstrtem jakim, natychmiast j wprowadzi do dolnej izby, ktra miaa u okna kraty. Stao w niej ko, st i par krzese. Uwiziona obejrzaa si obojtnie, instynkt ludzki rzuci j na oe, a nim gospodarz wyszedszy wrci z butelk wina i chlebem, kobieta spaa jak kamie. Sen ten mg by mierci, tak by cichy i gboki. Gospodarz z przeraeniem przyoy ucho do jej ust, oddech zaledwie czu byo... ya jednak... Nim dzie si zrobi, z placyku przed ober wywoano wojsko, ktre gdzie indziej wycign miao. Oficer wstpi po drodze, szepczc co gospodarzowi, ktremu na rk wrzuci par dwudziestofrankwek. Stary Francuz gow tylko potrzsn, zrozumia. Gdy okoo poudnia podniosa si przebudzona kobieta i z podziwem znalaza si yw jeszcze, chciaa natychmiast wyj, lecz drzwi byy zamknite. Na stukanie do nich zjawi si otyy oberysta klnc, e mu spokj przerywano. Surowo i grono obchodzi si z uwizion. Siedzie mi spokojnie! zawoa mam wydane rozkazy, aby was nie wypuszcza. Zburczawszy j tak, zamkn, a po chwili przynis niadanie, ktre ajc na stole postawi i odszed. Dugo na nie patrzaa kobieta z jakim wstrtem i osupieniem; instynkt pokierowa jej rk, zacza je. Chciaa umrze, lecz godu znie nie moga. Tak samo gderzc da jej obiad oberysta, trzymajc cigle na klucz zamknit. Dni kilka upyno. Po Paryu zdobytym czyniono poszukiwania najtroskliwsze resztek komunardw, ktre pdzono na sd, na rozstrzelanie, na wygnanie zabjcze. Zemsta bya straszliw. Gospodarz co godzina si musia spodziewa, e mu t kobiet zabior, nikt nie przychodzi po ni. Milczca ta, grona, ponura, dumna winowajczyni swym nieustraszonym mstwem zjednaa sobie sympati Francuza. Stara si z niej wyleczy przypominajc, e bya petrolez wciek, nie pomagao to, czu lito nad nieszczliw. Zmusiy j prawie sugi, aby poszarpane zmienia suknie, a gospodyni przysaa jej swoje. Biernie posuszna kobieta dawaa z sob robi, co chcieli. Siedziaa po caych dniach u okna, patrzc oczami wygorzaymi w ulic, zawsze niema. Lecz z wolna w tym wizieniu ostyga gorczka, serce chdo, a moe i ch do ycia wracaa.

Jednego wieczora zjawi si oficer, ktry j sobie przypomnia. Miaa twarz, ktr zapomnie trudno... Zapyta gospodarza, co si z ni dziao. Siedzi milczca i jak trup blada odpar, ramionami dwigajc, oberysta trzech sw nie odezwaa si do mnie. Otworzono izdebk, mody porucznik wszed, nie wstaa zobaczywszy go. Siad przy niej na krzeseku, dugo w milczeniu wpatrujc si w jej twarz jeszcze pikn, a teraz rozpacz i zwtpieniem dziwnie upoetyzowan. Przyszedem pani dopomc, aby si ocalia rzek oficer. Miaa czas ochon, musiaa kogo utraci w tej nieszczsnej walce... Teraz gdy pierwszy bl przemin, gdy wrcia ochota do ycia, powiedz pani, co dla niej uczyni mog? Wy? dla mnie? odpara kobieta. Ja nie dam nic, ani nawet ycia. Sdzicie, e darowujc mi je, zrobilicie ask? Nie, tylko przeznaczeniem moim, aebym umrze nie moga nigdy, gdy tego najwicej pragn. Ale c zrobi z tym waszym darem? dodaa bolenie i szydersko. Ja ju nie wierz w nic, na wiecie nie mam nikogo! Moecie wrci do waszego kraju? Ja!! rozmiaa si nigdy! Prawda, odjlicie mi ochot mierci, ale nie dali pragnienia ycia. C dalej? Oficer, ktrego wyrazy jej coraz wicej poruszay, przekonywajc si, e kobieta do innego musiaa nalee wiata, ni sdzi w pocztku, tym si sta litociwszym. Powiedz mi, pani, co dla niej uczyni mog? Ja nie wiem sama odpowiedziaa obojtnie. Kogo przecie mie musisz tu w miecie? ywej duszy; jedyny czowiek, ktry mi nie by obcy, poszed do Komuny i da si zabi za ni. Tam, w rogu uliczki... widziaam trupa jego. Spojrzaa w okno. Nie mg szczliwiej skoczy dodaa ale ja? Porucznik by zakopotany; kobieta bystro na spojrzaa. Oddaj mnie do Wersalu, tam ja sobie kul uprosz... Nie, to nie moe by zawoa wojskowy. Okryj si pani czym i id ze mn, znajd dla niej schronienie. Potrzeba y. Posuszna, z obojtnoci jak, daa si przyodzia kobieta z pomoc oberystki, ktra do chtnie usu- ya jej kapeluszem i okryciem. Oficer poda jej rk, wyszli. Wieczorem nasza nieznajoma, w ktrej czytelnik atwo si domyli Zoni, znalaza si w maym kku kobiecym, ktremu polecon zostaa przez porucznika. Z pewn trwog, ale litoci razem patrzay na ni te panie i dzieci. Siedziaa cigle martwa i milczca, posuszna i obojtna, dajc z sob robi, co chciano. Trzeciego dnia oswoiy si z ni pierwsze dziewcztka domowe. Chodziy one koo niej dugo, nim si przystpi omieliy, jedna z nich spara na kolanach patrzc w oczy, druga z boku przygldaa. Od cichego szczebiotania zacza si znajomo, przez te dzieci pojednaa si z yciem znowu. Wieczorem na kolanach trzymaa dziewczynk i szeptay co z sob poufale. Nazajutrz zawizaa si przyja wielka, a Adolfinka bez swej pani kroku zrobi nie chciaa. Matka odcigaa j w pocztku, zostawia potem jako pociech biednej, smutnej cudzoziemce. Ta tylko z dziemi obcowaa, ale tak pilno chodzia koo nich, e si im i domowi staa potrzebn. W maym ogrdku zasta j porucznik biegajc z Adolfin. Kilka lat upyno i poszukiwania komunardw powoli ustaway, nie byo szczciem komu denuncjowa biednej Zoni. Przy dzieciach nie chciaa zosta, cho je kochaa. Gos wewntrzny mwi jej czasem: kt wie, czy t trucizn, ktr w sobie nosz, nie zatruabym ich modych serc i gwek... Za porednictwem porucznika, ktry si do ocalonej przywizywa co dzie wicej, znalaza Zonia pomieszczenie, ktre dla siebie najstosowniejszym uznaa, przy redakcji jakiego dziennika.

Wielki przyznawano jej talent, bo we Francji odwaga pisarza czsto za starczy, a Zonia miaa jej wicej ni drudzy. Pisaa z ogniem, cho mwia, e nie wierzya ju w nic, nawet w niewiar, zapa j porywa i unosi do dawnych marze, stawaa w ich obronie gorco... W tym yciu spokojniejszym z wolna pikno i troch wieoci wrcio. Porucznik, ktry czsto u niej spdza wieczory, coraz wicej si ni zachwyca. Jednego wieczora owiadczy si jej z gotowoci oenienia. Zonia popatrzaa na zdumiona i potrzsa gow. Allons donc! zawoaa ot, to bym si wam odwdziczya za ocalone ycie, zatruwajc wasze? Podaa mu rk. Przyjacik wasz do mierci, ale on? Co za myl, poruczniku! Chciaby mnie poprowadzi przed ksidza, do otarza, kaza przysiga! To si moim zasadom sprzeciwia... a potem! zobaczylibycie, jakbym si wam prdko sprzykrzya. Dzikuj, zostamy, jak jestemy! O dalszych jej losach nie wiemy, ale z pewnoci pisze jeszcze gorce artykuy do republikaskiego dziennika, a po obiedzie, mwi, pije czasem troch absyntu z wod, ktry bardzo lubi.