Po wielu dniach żeglugi statek wreszcie dobił do brzegu. Port różnił się od zwyczajnych portów.

Nie było stoisk, gdzie handlarze sprzedawali ryby, nie widziało się na każdym kroku marynarzy czy rybaków, a z knajp nie dolatywały strzępy morskich piosenek. W ogóle nie było knajp. Jedynymi osobami, które udało mi się zauważyć byli mnisi, ubrani w szare habity z kapturami. Oparłem się o burtę i spojrzałem dalej, poza port. Nad zwykłymi mieszkalnymi budynkami wznosił się wspaniały złoty pałac, pośrodku którego znajdowała się Skarbnica Wiedzy, największa biblioteka znana mieszkańcom Tariasu. Jedyny powód, dla którego przybyłem na tę odciętą od reszty świata Oceanem Bestii wyspę. Ocean Bestii... Co za głupia nazwa. Jedyną bestią, o ile można tak powiedzieć, okazał się kapitan, gdy zjadł całego rekina i wypił beczkę piwa, nie częstując nas, i przez całą noc śpiewał piosenki w bliżej nieokreślonym języku, nie dając nam spać. Tak, to było bestialskie. Sam ocean zawsze był spokojny, o nieruchomej tafli wodnej. Zszedłem na ląd wraz z innymi poszukiwaczami wiedzy. Czyli z dwoma oprychami, którzy musieli uciekać z kraju za zbrodnie przeciwko królowi i ojczyźnie. Tak, w naszych czasach nikt już nie poszukuje wiedzy. Wyspa ta często jest miejscem ucieczki. Przybywają tu różni przestępcy, przyodziewają szaty zakonne i gdy sprawa, w którą byli zamieszani, ucichnie, próbują uciec. I tu jest problem. Wielu przybyło tu na wyspę, ale nie słyszałem, aby ktoś stąd odpłynął. Kolejna zagadka do rozwikłania. Ale do rzeczy. Przyznam, że po miesiącu żeglugi poczułem się znacznie lepiej, stając na suchym lądzie. W każdym razie stałym, bo nie można nazwać suchym portu pełnego morskiej wody, przelewającej się przez nabrzeże. Chciałem podziękować kapitanowi za uroczą podróż, nie licząc wydarzenia z piwem i rekinem, ale ów gdzieś zniknął. Poprosiłem Pierwszego Oficera, aby przekazał kapitanowi moje podziękowania, po czym w poczuciu spełnionego obowiązku udałem się w stronę biblioteki, aby od razu zacząć mą przygodę z nauką. Powolnym krokiem ruszyłem w stronę Skarbnicy Wiedzy, podziwiając po drodze wspaniałą architekturę niespotykaną w innych miejscach świata. Niby niskie budynki, a jednak porażały swą wysokością. Domy, o przeróżnych, często zdwałoby się niemozliwych kształtach, ukazywały się mym oczom, wprawiając mnie w zachwyt i zdziwienie zarazem. Szedłem ulicami miasta, nie mogąc się nadziwić, kto mógł stworzyć tak niesamowite budowle. Po kilku godzinach doszedłem do głównego budynku Skarbnicy Wiedzy. Drzwi były otwarte na oścież. Wszedłem. Mym oczom ukazał się niesamowity widok. Setki, tysiące regałów wypełnionych przeróżnymi książkami. W ścianach głównej sali znajdywały się dziesiątki drzwi, prowadzących do różnych komnat. Stanąłem w drzwiach i poczułem się malutki wobec tej wiedzy. Dopiero po chwili zobaczyłem mnichów. Siedzieli i czytali lub przechadzali się pomiędzy regałami. Jeden z duchownych, starszy już jegomość, podszedł do mnie i zlustrowawszy wzrokiem uśmiechnął się miło i rzekł:

- Witaj w Skarbnicy Wiedzy, nieznajomy. Przyjrzałem się starcowi. Wyglądał na typowego Utarnianina, jednak mówił z dziwnym akcentem. - Witaj, starcze, oby bogowie błogosławili ciebie i twą rodziną – odpowiedziałem. Starzec uśmiechnął się ironicznie, nie wiem, czy na wzmiankę o bogach czy, rodzinie. Pociągnął mnie delikatnie za ramię i poprowadził w stronę stolika. Leżały tam woluminy zawierające spis wszystkich książek. Starzec usiadł przy stoliku i spojrzawszy na mnie, spytał: - Jaka tematyka książek cię interesuje? - Aktualnie wolałbym zwiedzić całą Skarbnicę Wiedzy, o ile jest to możliwe – odpowiedziałem. Chciałem najpierw zobaczyć, ile jest książek i sal. -Ależ oczywiście, że nie sprawi to kłopotu - ucieszył się starzec - Mogę cię osobiście oprowadzić, znam każdy zakamarek tej biblioteki, ale wpierw musze rozmówić się z przełożonymi. Poczekaj zatem kilka chwil, młody poszukiwaczu wiedzy, zaraz wrócę. Wstał od stolika i zniknął wśród regałów. Rozejrzałem się raz jeszcze, z większą jednak uwagą zacząłem się przyglądać twarzom mnichów. Niektórych nawet jakbym skądś znał. Z listów gończych? Jednak zanim sobie przypomniałem, przyszedł znajomy starzec i, uśmiechając się lekko, poprowadził mnie w stronę pierwszych drzwi od lewej. Za drzwiami była podłużna komnata. Znajdowało się tu kilka mniszek. Ubrane były tak jak mężczyźni - w szare habity. Jedna stała, inne siedziały, ale każda trzymała i przeglądała jakąś starą książkę. - Co one tu robią? Wcześniej nie widziałem na wyspie żadnych kobiet – spytałem starego mnicha. - Zajmują się konserwacją najstarszych książek, oryginałów, najcenniejszych dzieł – odpowiedział starzec. - Czyli nie można przeczytać tych ksiąg? – spytałem ze smutkiem. - Można, ich kopie znajdują się w głównej sali. Kiwnąłem głową i ruszyliśmy dalej. Przeszliśmy przez wiele sal. Niektórych nie pamiętam. Inne były tak niesamowite, że do dziś nie mogę uwierzyć, że je widziałem. Szliśmy tak dłuższy czas, aż doszliśmy do sali z napisem „ Sala Medytacji”. Starzec otworzył drzwi. W środku, siedząc na podłodze, medytowało kilku mnichów. Wokół najstarszego unosiła się dziwna poświata. - Co oni tu robią? – zapytałem starego mnicha. Spojrzał na mnie jakoś inaczej i odpowiedział: - Medytują. W czasie medytacji wymyślają własne światy. Starzec, który emituje tę dziwną poświatę, wymyślił świat, w którym teraz żyjemy. To znaczy żyją zwykli ludzie. Wyspa jest niezmienna. Cały znany ci świat to iluzja wymyślona przez tego starca. Z wyjątkiem ludzi. Oni są prawdziwi. - Nie wierzę! To niemożliwe! – krzyknąłem czując, że to miejsce przestało mi się podobać. - Zaraz ci to udowodnię. I tak miałem to dziś zrobić – powiedział starzec, po

czym podszedł do mnicha i przerwał jego medytację. Poświata natychmiast opadła , natomiast drugi mnich, medytujący obok, zaczął wytwarzać podobną aurę. Tymczasem mój przewodnik spojrzał na mnie i rzekł: - Cały świat się zmienił. Nie ma już znanych ci kontynentów, miejsc, krain. Wszystko jest inne. - Ty oszalałeś! – krzyknąłem. Zapragnąłem znaleźć się jak najdalej od tego zwariowanego starca oraz innych mnichów. Obróciłem się i wybiegłem przez drzwi, którymi weszliśmy. Biegłem szybko i po chwili znalazłem się w głównej sali. Wszystko wyglądało tak samo. Ci sami mnisi, ten sam spokój. Wybiegłem z budynku i pognałem w stronę portu, chcąc jak najszybciej znaleźć się na statku i odpłynąć z tej wyspy. Gdy znalazłem się w porcie, pomyślałem, ze zwariowałem tak jak tamten starzec. Zamiast statku zbudowanego z drewna na wodzie unosił się okręt zbudowany z lodu. Lodowe burty, maszt. Żagiel zdawał się być stworzony ze śniegu lub najdelikatniejszego puchu. Opierając się o burtę, stał tam kapitan, ubrany w długi, puszysty płaszcz. Zdawał się nie zauważać, że cały świat się zmienił. Gdy mnie dostrzegł, pomachał mi wesoło. Nie wiedząc, co robić, zawróciłem i poszedłem z powrotem w stronę Skarbnicy Wiedzy. Przy biurku siedział znajomy starzec. Uśmiechnął się do mnie. - Wiedziałem, że wrócisz. Sądzę, że powinieneś trochę odpocząć. Nie pamiętam, co się potem stało. Chyba zostałem zaprowadzony do komnaty, w której się później obudziłem. Zdaje mi się, że z kimś rozmawiałem. Mógł to być mój znajomy starzec lub inny mnich. Po kilku dniach doszedłem do siebie. Stałem na balkonie mej komnaty i podziwiałem wschód słońca, które było niebieskie, gdy usłyszałem pukanie do drzwi. - Proszę! - zawołałem z balkonu. Spojrzałem w stronę drzwi i zobaczyłem znajomego staruszka. Swoim zwyczajem uśmiechał się. Podszedł do mnie i, stanąwszy obok, zaczął patrzeć na słońce. - Trzeba będzie się przyzwyczaić do zmian – mruknął. Natomiast do mnie rzekł tymi słowy: - I jak sądzisz, zdołasz się przyzwyczaić i żyć ze świadomością, że wszystko prócz Wsypy jest iluzją? - Chyba tak – odpowiedziałem. - Spójrz na to z takiej strony; w Sali Medytacji będziesz mógł trafić do każdego świata, wszędzie. A w bibliotece będziesz mógł poznawać wiedzę, której tropem przybyłeś na Wyspę. - Chyba masz rację – odrzekłem. Spojrzałem na słońce. Moje nowe mnisie szaty łopotały na zimnym, północnym wietrze...

Sign up to vote on this title
UsefulNot useful