You are on page 1of 116

Marcin Przybyek Granica rzeczywistoci

Gamedec

Warszawa 2004
1. Mapia puapka 1 2. Bdne koo 8 3. Zawodowiec 15 4. Syndrom Adelheima 24 5. Rajska Plaa 31 6. Granica rzeczywistoci 38 7. Polowanie 48 8. Finta 57 9. Flashback 66 10. 3 listopada 77 11. Mrok. 92 12. Anna. 107

Od Autora
Urodziem si w Putusku w roku 1968 i od razu chciaem by kosmonaut. Kiedy odkryem, e pojawiem si na wiecie o stulecie za wczenie, wpadem w depresj. Szukajc pocieszenia, zostaem psychiatr, lecz chocia przez lata pracy w koncernie farmaceutycznym przejechaem ponad 300 tys. kilometrw, nigdy nie udao mi si wej w hiperprzestrze; chocia poznaem setki nowych istnie, nigdy nie byli to Obcy.

Zmczony nieudanymi eksperymentami zaoyem wasn firm, w ktrej ucz zasad komunikacji midzyludzkiej, przemycajc gdzie si da metody gestykularnej konwersacji transgalaktycznej. GAMEDEC narodzi si z moich fascynacji grami komputerowymi oraz tsknoty za kosmiczn przygod. Opowieci o gierczanym detektywie, ktry toczy wirtualne boje ze zem czyhajcym w sieci, znajd kontynuacj w cyklu powieciowym.

Bardzo dzikuj: Ani (mojej onie) za mio i powicenie, Tadeuszowi Kobierzyckiemu (nauczycielowi) ;a wiedz i przyja, Maciejowi Parowskiemu Redaktorowi Nowej Fantastyki') za serdeczno pierwsz szans, Ojcu za inteligencj techniczn, matce za zwrcenie uwagi na subtelnoci literatury oraz Jarkowi Bralskiemu, Arkowi Michalskiemu i ukaszowi Grochowiczowi za to, e s.

1. Mapia puapka

W yciu kadego mczyzny pojawia si moment refleksji. Nie chodzi o chwile nad kuflem w jednym z high-barw na Jagielloska Street, lecz o ten szczeglny moment, gdy czowiek zaczyna widzie w penej krasie pierwsz poow ycia. Taki nastrj mnie ogarn, kiedy tkwiem w swoim biurze na trzysta czterdziestym drugim pitrze linowca Stockomville wdrapujcego si na orbit z Cotomou - dzielnicy Warsaw City pooonej w rozwidleniu rzek Vistula i Narau. To by wyjtkowo upalny marzec. Radiator regulujcy temperatur apartamentu pracowa jak szalony. Siedziaem rozparty w fotelu, patrzyem poprzez aluzje na konajce soce i czekaem na zlecenie. Moja agencja znalaza si na skraju bankructwa. Jedna dziesita populacji Warsaw City pogrona bya w wiatach Sensorycznych, wic rynek by olbrzymi. Ogoszenia zamieciem we wszystkich portalach, lecz nie tylko ja wpadem na taki pomys: wyroio si mnstwo partaczy i lamerw podajcych za gamedecw, a bdcych zwykymi nacigaczami. Reputacja profesji zacza podupada, i tak z powodu zgrai pataachw powoli godziem si z myl o zmianie zawodu. Zadzwoni telesens. W nozdrza uderzy oszaamiajcy zapach perfum. Zanim odwrciem si w kierunku ekranu, wiedziaem, e mam prac. I to nie byle jak. Chanelu nr 101 uywaj wyjtkowe kobiety Powoli spojrzaem spod ronda biokapelusza i za chwil dzikowaem stwrcy, e cie zasania mi oczy, ktre postanowiy pospiesznie opuci moje zepsute ciao. Z ekranu patrzya najpikniejsza kobieta, jak do tej pory widziaem. Okay, bya podretuszowana przez gierczany make-up, ale stary wyga bez trudu rozpozna klejnot. Za ni rozpociera si Deep Past World - jeden z najbardziej ekskluzywnych wiatw - za ona sama prezentowaa stosowny image: poyskujca uskami obcisa sukienka rozcita bya od bioder w d, by nie krpowa ruchw; znad ramienia wystawaa kolba lejzergana, dobrze wyrobiona i - spostrzegem to od razu - czsto uywana; caoci dopenia napiernik z kompozytw wyrzebiony w motywy wzburzonych fal. Info wywietlio jej nazwisko. Jane Seymour. Z tych Seymourw?, zastanawiaem si, gdy usyszaem jej aksamitny alt: - Pan Torkil Aymore? - Do usug. Poruszya si niepewnie. - Jest pan licencjonowanym solverem, prawda? - W dzisiejszych czasach, droga pani, zawd ten nazywaj gamedecem lub, duej, game detectivem. - W kadym razie pomaga pan graczom? Wziem gbszy oddech. - Z caym szacunkiem, pani... - Panno. - Panno Seymour, nie bezinteresownie. - Jaka jest pana stawka? - Najpierw musz pozna spraw. Kobieta rozejrzaa si - Czy to jest bezpieczny kana? Harry Norman, mj doradca i przyjaciel, twierdzi, e zabezpieczenia s solidne, lecz ostatnio gdzie znikn i nie mogem go zapa. Nie miaem pewnoci. - Absolutnie, droga pani.

- Dobrze. Sprawa wyglda tak. Niedaleko std jest ekranowana witynia, w ktrej utkwi mj... narzeczony. Siedzi tam ju dwa dni i nie moe wyj. Prbowaam dosta si do rodka, ale nie udao si. Nie wiem, co robi. - Mam nadziej, e nie usiowaa pani zdejmowa jego hemu? - Nie. Wiem, e to niebezpieczne. Hemy sensoryczne stymuluj mzg impulsami grawitacyjnymi w setkach miliardw miejsc jednoczenie, dajc wraenie penego uczestnictwa w grze. Po woeniu kasku pobudzenia te odczaj od ciaa orodki ruchowe i czuciowe, co w slangu graczy nazywane jest dewitalizacj. Dziki temu centra motoryczne mog wydawa polecenie ruchu rk, a ta ley bezwadnie. Za to rusza si inna - w wiecie cyfrowych przepyww. Przed zdjciem hemu naley przeprowadzi zabieg odwrotny - rewitalizacj. Mwic o ekranowanej wityni, panna Seymour miaa na myli nielicencjonowany twr, swego rodzaju wirus zaimplementowany do Deep Past World przez jakiego dowcipnisia. Narzeczony Jane nie mg wewntrz budowli wyj z gry, gdy haker wprowadzi program uniemoliwiajcy rewitalizacj. W sumie nie powinienem go potpia. To midzy innymi dziki takim jak on wci miaem prac. Hakerzy to nie zabjcy. Zawsze pozostawiaj zapanym w puapk drog wyjcia. Ktra jednak otwiera si dopiero po rozwizaniu jakiej piekielnej zagadki. Znaem tego typu sprawy Robota niewdziczna i wymagajca cholernego skupienia. Moe nie najdrosza, ale z pewnoci nie najtasza. Potarem czoo. - Panno Seymour... wezm to zlecenie za... dziesi tysicy W razie niepowodzenia pidziesit procent ryzykowaem. Wiedziaem jednak, e DPW jest jedn z najdroszych rzeczywistoci, za makija i perfumy zleceniodawczyni podpowiaday, e mam do czynienia z nieprzyzwoitym bogactwem. Poza tym byem zaduony. Kobieta okazaa si prawdziw arystokratk. Nie drgna jej brew. - Dopuszcza pan niepowodzenie? - Nie jestem geniuszem, droga pani. - Czy zdarzyo si panu zawie? Wkroczya na niebezpieczny teren. Postanowiem omin pytanie: - Pamitam przypadek, gdy rozwizaem pewien problem... za pno. W przypadku pani narzeczonego czas jest istotnym czynnikiem, a ja bardzo nie lubi pracowa w popiechu. - Zgoda. Kiedy pan wejdzie? - Za godzin. Gdzie jest najblisza brama? - Przeka panu koordynaty. Bd czekaa. Po rozczeniu si dokonaem rutynowego ogldu oa. Zczki i kontrolki wydaway si funkcjonowa prawidowo. Przeprowadziem szybki test automasau przeciwdziaajcego odleynom oraz regulatora ciepoty ciaa podczanego do kombinezonu. Poszedem do lodwki i wyjem z kontenera zasobnik z pynem infuzyjnym. Podczyem go do zaczepu: Wykonaem kilka prostych wicze fizycznych i wziem tusz. Odwieony zayem gamepill - kapsuk przestawiajc biochemiczne tory mojego ustroju na minimalizacj produkcji metabolitw. Dziki niej przez cztery doby nie musiaem si martwi o przepenienie pcherza moczowego i jelita grubego. Kosztoway majtek, lecz w mojej pracy byy nieodzowne. Sprawdziem czas. Byem w cuglach. Nacignem kombinezon, podczyem nanowtyczk pynu do gniazdka na przedramieniu i wygodnie si uoyem. Zanim zaoyem kask, zdyem jeszcze pomyle, e nie jestem pewien, czy zaryglowaem drzwi. Sprawdziem poczt. Jane przekazaa adres bramy i numer swojego konta bankowego. Wszedem na stron DPW i zalogowaem si. Poproszony o uiszczenie opaty, podaem numer panny Seymour. Za chwil staem przed menu z ubraniami. Przywdziaem kolczug ozdobion fantazyjnymi naramiennikami wraz ze stosownymi dodatkami. Z talerza ozdb wybraem skromny tatua na policzkach. Na bro obraem obosieczny topr noszony na plecach. Byem gotowy Wydaem instrukcj transportu do wskazanego przez Jane miejsca i za chwil podziwiaem rzadki las, wysokie paprocie, kolorowe ptaki krzyczce wrd listowia, gboko bkitny kolor nieba cudown muzyk otaczajc mnie ze wszystkich tron. Byem w Deep Past World! Niedaleko kamiennego portalu, z ktrego si wyoniem, staa panna Seymour. - Standard? - spojrzaa rozczarowana. - Sdzi, e taki obieywiat jak pan dorobi si jakich artefaktw. Umiechnem si pgbkiem. Postanowiem nie odpowiada na zaczepk. - Gdzie jest ta witynia? - Poprowadz pana. Szedem za ni i powoli zaczynaem aowa, e nie jestem pikny i bogaty Zaprosibym wwczas pann Seymour na drinka. A tak mogem co najwyej popatrze. - Nie widz innych Graczy - zagaiem. - Mao ich - przyznaa. - Przenieli si na wschd i poluj na smoki. Tutaj nie ma ju dzikich zwierzt. Weszlimy z Henrym, by troch odetchn od realium. Potem zamierzalimy wyruszy na owy. I gdyby nie ta diabelska witynia, ju od dwch dni bawilibymy si wraz z innymi - w jej gosie sycha byo wyrane rozalenie. Henry by gupcem, wac do jakiego budynku, kiedy obok mia tak wityni rozkoszy, pomylaem. Za niewielkim wzgrzem, poronitym przez skrzypy i widaki, rozpocieraa si kolorowa dolina okryta ko-

biercem wysokich, sodko pachncych kwiatw. W jej centrum przycupna okrga kaplica. Zatrzymaem si i odetchnem. Od tej chwili kady szczeg mg mie znaczenie. Otworzyem menu screenshotw i uwieczniem obraz caej niecki. Potem ruszyem w lad za przewodniczk. Wraz ze zblianiem si do budowli monumentalne tony ustpiy miejsca melodii dziwnie nostalgicznej, granej na zwielokrotnionych smykach, punktowanej gbokimi uderzeniami bbna i mikkimi odciskami basw. Ukad ki zdawa si by pozbawiony wzoru. Kamienne bloki wityni rwnie. - Pozwoli pani - odezwaem si - e najpierw sam obejrz obiekt, a potem, jeli uznam to za stosowne, zadam kilka pyta. - Zgoda. Dziewczyna usiada na pobliskim kamieniu. Otworzya okno podgldu innych zaktkw wiata i pogrya si w zadumie. Uruchomiem notatnik i wczyem nagrywanie. Dla wygody zwikszyem jaskrawo krawdzi obiektywu i kontrast obrazu. - Deep Past World, dzie zero, godzina... - wczyem chronometr - czternasta czasu lokalnego. Sektor... - zerknem na map. - F 45 amane na D 334. Narzeczony klientki, Henry.. Jak pani narzeczony ma na nazwisko? - Wallace! - odkrzykna Jane. - A wic Henry Wallace uwiziony zosta w tym obiekcie dwie doby temu... Okryem struktur, poszukujc wystajcych elementw, kamieni innego koloru czy zwyczajnych przyciskw, ktre mogyby peni rol dwigni, lecz, jak si tego spodziewaem, nic nie znalazem. ciana, wykonana z blokw piaskowca, bya stosunkowo gadka, wsparta na niskiej podmurwce z otoczakw. Wrciem do wejcia. Wygldao zwyczajnie. Pomidzy dwiema biaymi kolumnami mieciy si dbowe gadkie drzwi z pojedynczym kasetonem. Mosina klamka nie dawaa si poruszy nawet pod najsilniejszym naciskiem. Nie byo dziurki na klucz. Cofnem si i przyjrzaem portykowi. Zdawao mi si, dostrzegem wyryty niewielki napis. Przybliyem raz. Rzeczywicie byy tam greckie litery ukada si w cig: kappa, alfa, lambda, omega, sigma. Zrobiem zdjcie. Odszedem dalej i przyjrzaem budowli na tle drzew i wzgrz. Nie odnalazem prawidowoci. Obszedem ca dolin, od czasu do czasu robic fotki i rzucajc zdawkowe zdania do nagrywarki. Potem przysza pora na wspinaczk. Na szczcie pobliskie dby i jesiony byy stare, rosochate i chtnie przyjmoway goci. Obserwacje poczynione z wysoka rwnie nie przybliyy mnie do tajemnicy. Szpiczasty dach kaplicy pokryty by drewnianym gontem. Szczyt zdobia niewielka zota iglica zakoczona kulk. Odwiedziem jeszcze kilka drzew, patrzc z rnych ktw i szukajc powiza. Badania zajy mi kilka godzin. W kocu ponownie zbliyem si do gmachu i postanowiem przej do drugiej fazy. - Okay - mruknem do siebie - skoczylimy ogldanie, przechodzimy do osuchiwania... Nie zauwayem, e od duszej chwili obserwuje mnie zleceniodawczyni. Wydawaa si zdegustowana. - Przez tyle czasu nic pan nie znalaz? - zapytaa, nie kryjc rozdranienia. Wyczyem nagrywark. - Szanowna panno Seymour - ukoniem si dwornie. - Raczy pani wybaczy, lecz sdz, e mamy do czynienia z robot profesjonalisty Pozwoli pani zatem, e bd postpowa zgodnie ze wszystkimi zasadami, bo jeli je zami i co przeocz, bdzie pani musiaa zaaplikowa Henry'emu elektrowstrzsy. To nie bya przenonia. Wyjcie z gry bez procedury oznaczao dla mzgu szok porwnywalny do serii potnych elektrycznych wyadowa w obrbie caej kory mzgowej. W najlepszym wypadku koczyo si to blem gowy. Czciej wystpowaa amnezja i halucynacje - pozostaoci ze wiata. Zdarzay si, cho rzadziej, dugo trwajce stany paranoidalne, majaczeniowe, a w kocu - sporadycznie - przypadki utraty osobowoci, a nawet mierci. Dziewczyna umilka. Poprawia si na prowizorycznym siedzisku i zacia usta. Przybliyem ucho do drzwi. Cisza. Osuchiwanie murw rwnie nie przynioso rezultatw. Potem przysza kolej na obmacywanie i opukiwanie. Gdy zapada zmierzch, miaem za sob peny zestaw bada, ktry absolutnie niczego nie ujawni. Nieopodal dostrzegem kamienny krg przeznaczony na ognisko. - Jest pani kleryczk? - rzuciem. Skina gow. - Niech pani rozpali ogie. Robi si zimno. Otworzya menu czarw: w powietrzu przed ni zawisa ksiga. Wybraa zaklcie zapalajce i wycelowaa w palenisko. W powietrze strzeli wesoy pomie. Usiedlimy na trawie. Przestrze dookoa wypeniona bya graniem cykad, pohukiwaniami puchaczy i szumem drzew. Gwiazdy byszczay jak brylanty. Gdzie daleko na wschodzie arzya si una. By moe to owcy witowali ubicie kolejnego smoka. Albo odwrotnie. Po raz nie wiem ktry zdumiaem si nad fenomenem gier: czowiek nie odczuwa sennoci ani znuenia, bo cay czas jakby spa. Moje ciao spoczywao gdzie tam, w Cotomou, i odbywao przymusowe leakowanie. Wspomnienie realnej rzeczywistoci, zwanej w gierczanym slangu realium", byo tak lege, e zdawao si uud. - Teraz nadszed czas... - powiedziaem i przestraszyem si wasnego gosu; kilka godzin milczenia zrobio swoje - ...ebym zada kilka pyta. - Mylaam, e si nie doczekam - patrzya nieruchomo w ogie. - Nawet pan nie wie, jak nudne jest obserwowanie paskiej pracy. :- Nie denerwuje si pani losem narzeczonego? achna si.

Henry to dentelmen. Dopki dziaa jego oe gamepill, nie bdzie panikowa. Znam go. Poza tym wie, e w razie czego zmieni mu zasobnik i podam nastpn dawk prochu. Zmarszczyem czoo w niemym podziwie. - Przejdmy do interesujcych mnie kwestii - ponowiem. - Niech pani opowie ze wszystkimi szczegami, jak si tutaj znalelicie i jak Henry wszed do wityni. Skrzywia si. - Niewiele mam do powiedzenia. Weszlimy dwie i p doby temu. T sam bram, ktr wszed pan. Troch pobiegalimy i cieszylimy si otoczeniem. Potem Henry dostrzeg t kaplic i zaproponowa, bymy si razem pomodlili. Za dwa miesice mamy lub. To miaa by medytacja za nasze szczcie. Zgodziam si. On wszed pierwszy, a ja jeszcze przez chwil patrzyam na wiat. Wie pan - umiechna si niewinnie - euforia po wejciu. Skinem gow na znak, e rozumiem. Nawet mnie odurza DPW. Fotorealistyczna jako obrazu i krystaliczny dwik daway peni zudzenia. Na dodatek doskonale imitowane zapachy, poruszenia powietrza, strefy chodniejsze i cieplejsze, i jeszcze ta sodka muzyka - mona si byo zachysn. - Potem podeszam do drzwi - podja - lecz byy jak lita skaa. Nie mogam ich otworzy. Na pocztku mylaam, e to art. Prbowaam si z Henrym skontaktowa, ale milcza. Po kilku minutach zrozumiaam, e nie milczy, tylko po prostu si nie syszymy. Domyliam si, e to jaka puapka, i czekaam, majc nadziej, e poradzi sobie z zagadk. Henry jest piekielnie inteligentny.. Chciabym, dziecino, pomylaem, eby po rozwizaniu tej sprawy powiedziaa tak o mnie. - ...lecz po upywie czterdziestu omiu godzin daam za wygran. Wyszam z gry i sprawdziam ogoszenia w portalu. Pana oferta wydawaa si najsensowniejsza. - Mio mi - pochyliem gow, wspominajc, jak konstruowaem ogoszenie, pocc si, by wypado wiarygodnie. - Czy nie pamita pani niczego osobliwego, gdy wchodzi do rodka? Jaka barwa? Dwik? Moe co powiedzia? Zmarszczya brwi. - Nic takiego. Zaraz... - potara czoo. - Mam wraenie, e westchn. Mylaam, e to tak sobie, z zadowolenia. Ale teraz... wydaje mi si, e byo w tym westchnieniu co wicej... - Co? - Nie wiem... byo jakby gbsze. Zagryzem wargi. amigwka nie zapowiadaa si ciekawie. Po z gr siedmiu godzinach docieka miaem jedno westchnienie i tajemniczy napis. Wizja dziesiciu tysicy kredytw powoli odpywaa w nico. Znaem siebie i wiedziaem, e zoono problemu mnie przerasta. Z reguy w ukadankach tego typu byy jakie wskazwki, czasem wicej mylnych tropw. Tutaj nie byo prawie nic. - Skd si bior takie rzeczy? - spytaa. - wiaty sensoryczne nie zawsze s wasnoci . Wsptworz je gracze z caej Ziemi. Jeden na dziesi tysicy ma pstro w gowie i zamiast miejsc zabawy programuje takie wistwo. Podniosem si. Otworzyem menu ekwipunku i wycignem z niego pochodni. Przytknem drzewce do ognia i poczekaem, a zajmie. Pozwoli pani, e j opuszcz. Chciabym jeszcze sprawdzi. Oczywicie - odpara chodno - za to panu pac. Obserwacja ukadu gwiazd i chmur nic nie daa. Przypomniaem sobie o napisie. Wszedem w sownik i wczytaem zdjcie. Efekt tumaczenia by zaskakujcy. Czytao si kalos" i znaczyo po grecku pikno. Co we mnie drgno. Krew w yach zacza ywiej kry. Poczuem dawne podniecenie, ktre towarzyszyo mi w chwilach, gdy zbliaem si do rozwizania zagadki. Stary rupie si rozgrzewa, pomylaem. Otworzyem encyklopedi i odnalazem haso: Zoty podzia odcinka". Wyczytaem tam o greckiej estetyce i proporcjach. Naoyem siatk wsprzdnych na zdjcie kaplicy i przekonaem si, e stworzona zostaa zgodnie ze staroytnymi kanonami pikna! Mam, mam, mam, mylaem gorczkowo, sam ksztat budowli jest kluczem. Tylko co on oznacza, jak go zinterpretowa... Co trzeba zrobi, eby otworzy drzwi? Zrobi co piknego? Przybra pikn poz? adnie zapiewa? Powiedzie wiersz? Myli gorczkowo toczyy mi si w gowie, czuem jednak, e mijam si z rozwizaniem. Mimo to sprbowaem. Najpierw adnie si zaprezentowaem. Potem z rnymi intonacjami wypowiadaem sowo kalos", nastpnie prosiem, kaniaem si i plsaem. O wicie stwierdziem, e jestem za mao powabny. Wtedy spojrzaem na pann Seymour, ktrej dostarczyem zdrowej rozrywki i ktra bez adnych zahamowa miaa si ze mnie do rozpuku. Stwierdziem, e rozwizaniem zagadki moe by ona. Po wielu dyskusjach nakoniem j do przybierania kuszcych pz naprzeciwko wejcia, a nawet do czciowego i w sumie nieudanego striptizu. Po upywie doby od mojego wejcia zwtpiem. Zastosowaem wszystkie sztuczki: dawaem mylom odpyn, wracaem do nich, zmieniaem perspektyw, czepiaem si skojarze, czyem ze sob wszystkie elementy. Mj notatnik zapeniony by dziesitkami bezuytecznych drzewek i schematw zalenoci. Siedziaem oparty o kostropaty pie dbu i rozmylaem, gdzie popeniem bd. Co mnie zawiodo? Pami? Inteligencja? Spostrzegawczo? Obojtnie obserwowaem pann Jane, ktra gotowaa si do wyjcia. Postanowia osobicie sprawdzi stan zdrowia narzeczonego, a e mieszka po drugiej stronie Warsaw City liczya, e podr moe jej zaj sporo czasu. Poza tym chciaa mie w zapasie kilka godzin na konsultacj z lekarzem i przyjacimi.

Wtedy zza wzgrza wyonia si posta. By to siwowosy gral ze skrzan tarcz przewieszon przez plecy. U pasa zwisa mu potny szeroki miecz. - Co? Znowu kto znikn? - spyta basem. - Wie pan co o tym miejscu?! - zerwaem si. - Niech nam pan pomoe! - Pal diabli wynagrodzenie, pomylaem. - Nie, przyjacielu - odpar, nie zwalniajc kroku i przechodzc obok nas. - Ja tu nic nie poradz. - Ale tam moe zgin czowiek! - Jeli nie chce, to nie zginie - zamia si olbrzym. - Ale tak nie mona! - wrzasnem oburzony. - Mona, mona. Sam pan zobaczy - mczyzna oddali si. Patrzylimy z Jane na siebie i zastanawialimy si nad sowami nieznajomego. Kobieta bya nimi tak wstrznita, e usiada obok bramy i czekaa do zmierzchu. Kiedy soce zaczo znika za szczytami drzew, postanowiem zerwa kontrakt. Tylko tyle mogem dla niej zrobi: nie wzi pienidzy, na ktre i tak nie zasuyem. Ju otwieraem usta, gdy nagle usyszelimy skrzypienie. Spojrzelimy w kierunku wityni. W otwartych drzwiach sta Henry Wallace. - Henry! - krzykna Jane. Oboje podbieglimy do ocaleca. Wyglda marnie. Po raz kolejny musiaem doceni programistw. Tak subtelnie wyraonych uczu dawno nie widziaem: twarz lekko zapadnita i blada, oczy dziwnie byszczce. Sta oparty o kolumn. - Przepraszam, kochanie - wychrypia i usiad na schodkach. - yjesz! - krzykna uradowana Jane i czule go obja. Nie odwzajemni ucisku. Jego rka lekko pogadzia j po plecach. By oszoomiony. - Ciesz si, e nic panu nie jest - odezwaem si. Wtedy panna Seymour przypomniaa sobie o mojej obecnoci. Rozlunia oplot ramion wok szyi mczyzny i dokonaa prezentacji. - Henry, to jest pan Torkil Aymore, gamedec, ktrego wynajam, by ci ratowa. - Mio mi - Wallace prbowa wsta, lecz unis si tylko i z powrotem klapn na stopie. Wycign rk z przepraszajcym wyrazem twarzy. Ucisnem j. Bya szczupa i delikatna. - Ale pana wytrzymao - rzekem, ciekaw czajcej si w rodku zagadki. - C to za diabelska puapka? Pokrci gow na wspomnienie. - To dzieo hakera, wie pan - nie ustpowaem. - Takich przestpcw powinno si wsadza do wizienia! - zawtrowaa dziewczyna. - Prbowaem pana wydoby, ale zdaje si, e kaplic mona otworzy tylko od rodka, prawda? Miaem nadziej, e potwierdzi moje sowa. Inaczej reputacja, ktr dotd si szczyciem, mocno by podupada. Kiwn gow. Kamie spad mi z serca. - To nie przestpca - odezwa si cichym gosem. - To geniusz. Zatkao mnie. Panna Seymour zamara. - O czym ty mwisz? - wyszeptaa. Wallace patrzy w ziemi i przez chwil milcza. Po chwili podnis wzrok, w ktrym wci arzy si blask. - Nie byo adnej zagadki - powiedzia w kocu. - Mogem wyj, kiedy tylko chciaem. - Jak to!? - dziewczyna nie krya oburzenia. - Pozwolie mi czeka ponad trzy i p doby? Czy ty zwariowa?! Ju si szykowaam, eby do ciebie jecha! Mczyzna skrzywi si od haasu. - Tego nie sposb opisa - odezwa si przepraszajcym tonem. - Wejd sama, to zobaczysz. Ja na ciebie poczekam - westchn. - Dokadnie wiedziaem, ile mam czasu i jak dugo mog naciga strun. - Ale niech pan wreszcie powie, co tam jest! - nie wytrzymaem. - Co, co mona zobaczy tylko raz. Gos w rodku informuje, e kaplica nigdy nie wpuci po raz drugi tej samej osoby. - Niech pan si nie znca - bagaem. - Tam jest... - Henry wycign drcy palec w kierunku drzwi - ...pikno... Wybauszyem oczy. Dziewczyna zastyga. - Jak to pikno? - spytaa. - Nie do opisania. Kwintesencja. Czuem si, jakby kto zanurzy mnie w samej ostatecznej esencji... urwa na chwil. - Dotykaem ideau. - Bya tam inna kobieta? - Panna Seymour wci nie rozumiaa. Gdy Henry stara si jej wytumaczy istot zagadki i zapewnia o swojej wiernoci, obraz tajemnicy powoli klarowa si w mojej gowie. Puapk byo samo zjawisko, od ktrego nie mg si oderwa. Majc wiadomo, e nie bdzie drugiej okazji, stara si przebywa w wityni tak dugo, jak tylko mg. Prawdopodobnie gdyby by sam, siedziaby jeszcze duej. - Ale jak to moliwe? - spytaa mnie Jane, wysuchawszy do koca wyjanie narzeczonego. - Jak mona stworzy w grze taki fenomen? Usiadem obok i popatrzyem na zmierzchajcy wiat.

- To rzeczywicie geniusz - przyznaem. - A odpowiadajc na pani pytanie, sdz, e tylko w grze jest to moliwe. - W jaki sposb? - nie ustpowaa. Wtedy pomylaem, e posiadanie ony nie musi by miodem, jaki sobie kiedy wyobraaem. Wysuchiwanie tych wszystkich pyta i przymus odpowiadania... - Czym jest odczuwane przez nas pikno? - spytaem. - Zbiorem subtelnych wrae wynikych z obserwacji kolorw, ksztatw, proporcji i... czego jeszcze. Czego nieuchwytnego. W tej chwili mamy na sobie hemy sterujce naszymi doznaniami, operujce setkami miliardw zmiennych na mikrosekund. Twrca kaplicy zama formu pikna lub bardzo si do niej przybliy, komponujc tak mieszank dozna, e odwiedzajcy kaplic ma wraenie kontaktu z sam ide. Henry kiwa gow. Patrzyem na niego i zastanawiaem si, jakimi oczami spoglda teraz na przysz on. Czy kontakt z ideaem spowodowa, e zacz w niej przez kontrast dostrzega brzydot, czy wrcz przeciwnie, uczulony na przejawy pikna, widzia w niej wicej wiata? Nie umiaem odpowiedzie na to pytanie. Jego twarz zdradzaa jedynie wielkie zmczenie. Panna Seymour pokazaa klas. Zanim zgasy ognie zachodu, otworzya menu swojego banku i przelaa na moje konto ca sum. Uznaa, e skoro nie miaem adnych szans, nie jest w stanie oceni moich umiejtnoci i wypacenie poowy honorarium byoby nieuzasadnione. Trudno byo nie zgodzi si z jej logik, zwaszcza e ciar moich dugw znacznie si w tym momencie zmniejsza. Zanim si poegnaem i wszedem w bram, zastanawiaem si, czy kobieta zdecyduje si odwiedzi wityni. I znowu nie znaem odpowiedzi. Pozostawiem bro, tatua i ubranie w odpowiednich miejscach i wylogowaem si. Za chwil byem w portalu i wydaem dyspozycj rewitalizacyjn. Gdy zielony pasek wypeni si do koca, poczuem, jak wraca mi czucie w prawdziwym ciele. Zacisnem i rozluniem pici. Wziem gboki oddech i powoli wycignem rce do hemu. Delikatnie go poruszyem i ostronie zsunem. Leaem jeszcze chwil, trawic przeyte wydarzenia. Wreszcie odczyem zasobnik i usiadem. Przypomniaem sobie, w jaki sposb kiedy w Afryce polowano na mapy: myliwy dry w skorupie kokosa otwr na tyle duy, by ofiara moga przecisn przez niego do, lecz na tyle may, by rka zwinita w pi nie moga si wydosta. Nastpnie wkada do rodka byszczcy przedmiot. Tak skonstruowan puapk przymocowywa lin do drzewa i odchodzi. Mapa, widzc kuszcy obiekt, wkadaa ap i chwytaa go. Lecz ku jej przeraeniu okazywao si, e moe wyj rk tylko wtedy, jeli go wypuci. Nie chcc si z nim rozsta, szarpaa si dugie godziny, a do nadejcia owcy. Henry zosta schwytany w tak wanie puapk. W kadej chwili mg zostawi byszczcy przedmiot, lecz sam, z wasnej nieprzymuszonej woli, nie chcia tego zrobi. Wiecie, co jest najlepsze w pracy gamedeca? Rytua po wykonaniu zadania: gorcy antygrawitacyjny tusz, lampka koniaku i kubaskie cygaro. Okutany w mikki szlafrok rozpieraem si w fotelu, powoli zapadajc w drzemk. Przed oczami majaczyy obrazy z DPW: pikna twarz panny Seymour, tajemnicza kaplica, ka pena kwiatw, siwowosy gral i Henry Wallace. Zanim odpynem w sen, rozmylaem, czy sam zdecyduj si na wizyt w sanktuarium. Moe kiedy.

2. Bdne koo
I tak spaciem wszystkie dugi, a moja agencja po kilku chudych latach wysza na prost. Nalaem trzeci szklaneczk Jacka Danielsa. Alkohol rozchodzi si po ciele, wywoujc fale ciepa. Rozkoszowaem si uczuciem, e zrzuciem z barkw nieznony ciar. Powoli zapadaem si w senn otcha. Wspominajc wydarzenia z ostatnich kilku dni. Wszystko zaczo si niecay tydzie temu, gdy w gabinecie rozdzwoni si telesens. Poczuem zapach biura: perfumowanych podg i wymuskanych komputerw. Gdy podniosem wzrok, z holoekranu zerka zatroskanym wzrokiem ysawy urzdnik w nienobiaym konierzyku i stylowym krawacie w fosforyzujce kwadraty. Na cianie za nim pyszni si emblemat Creation Dome Industries - jednej z wiodcych firm w elektronicznej rozrywce. - Pan Aymore, nieprawda? - spyta papierowym gosem. - Torkil Aymore do usug - odparem tonem profesjonalisty - Czym mog suy? - Nazywam si Philip Fyodorowicz. Jestem dyrektorem pionu technicznego wydziau R&D Creation Dome Industries. Myl - nerwowo podrapa si w podbrdek - e miabym do pana prob... - zawiesi gos ale prosibym o osobiste stawienie si w naszej firmie. Rozumie pan - zatoczy wzrokiem krg - chodzi o tajemnic handlow... Nie ma teraz pewnych zabezpiecze - umiechn si przepraszajco. - Oczywicie - sprawdziem w informatorze adres. - Bd u pastwa... za dwie godziny. Fyodorowicz rozczy si. Zatarem rce. Zlecenie od takiej firmy oznaczao nie byle jaki profit! Od czasu nierozwizania sprawy panny Seymour los jakby zacz si do mnie umiecha. Po przejciu przez niezliczon liczb bramek kontrolnych, przy ktrych czuwali podejrzliwie patrzcy stranicy, po pokonaniu kilku kilometrw korytarzy i wind, dotarem przed oblicze przynalene do krawatu w wietliste kwadraty. - Jest pan, to dobrze... - wskaza rk kierunek marszu. - Prosz do mojego pokoju.

Pomieszczenie mogoby suy za apartament hotelowy. Przez krtk chwil zazdrociem Philipowi przepychu i wadzy Szybko jednak si opamitaem, przypomniawszy sobie, jak bardzo ceni wolno. Fyodorowicz z ca pewnoci by nieprzyzwoicie bogaty, lecz przypaci to uwikaniem w zalenoci, przy ktrych zapltanie w sie nanowodu wydawao si problemem dziecinnie prostym. - Spocznie pan? - wskaza biofotel. Dotd widywaem je tylko na reklamwkach. Ostronie zanurzyem si w lekko wibrujce wntrze. Wraenie mona porwna jedynie do najbardziej wyuzdanych przey, pomin wic opisy. Gospodarz zaj miejsce za gigantycznym biurkiem, ktre - o ile mogem zauway - penio rwnie funkcj stou masaowego, aparatu do manicure'u oraz osobistej, cakiem inteligentnej sekretarki. - Mamy - zagai, robic z palcw wieyczk - pewien problem. To, co teraz powiem, nie moe opuci tego pomieszczenia - spojrza surowo. - Dyskrecja jest wpisana w specyfik mojej pracy - odparem, usiujc wyglda na osob godn zaufania. - Mimo to czuj si w obowizku poinformowa, e w razie najmniejszego podejrzenia o przeciek nasi prawnicy nie zostawi na panu nawet naskrka. Pomylaem, e nie chciabym na stae pracowa dla Fyodorowicza. Szybko nabawibym si jakiego tiku albo innego wrzodu. - Przejdmy do rzeczy - podj po krtkiej pauzie. Zacisn oczy, jakby szykowa si do walki z silniejszym od siebie przeciwnikiem. - Jestemy w fazie alfa testw kaskw najnowszej generacji w zwizku ze zbliajc si premier gry o nazwie Telepadrom. Fraza brzmiaa jak pocztek handlowej prezentacji. - Dziwne sowo - skonstatowaem. W jego oczach mign dyrektorski bysk. - Pan jest szczery - cakiem adnie si umiecha - to dobrze. Teraz niech pan sucha... Zdecydowanie nie chciabym dla niego pracowa. - Nazwa wzia si std, e kaski umoliwiaj telepati. Uniosem brwi. - Prawdziw? - Najprawdziwsz. Niech si pan nie dziwi. Takie rozwizanie byo kwesti czasu. My po prostu jestemy pierwsi. Sk w tym, e podejrzewamy sabota... - Konkurencja? - By moe. Nie ma pewnoci. W kadym razie, po pierwszym etapie prb, alfatesterzy zaczli si dziwnie zachowywa. - To znaczy? - Oni si na siebie... poobraali. Moe nie wszyscy, ale, no... rozumie pan, spodziewalimy si raczej euforii i zachwytw. Czowiek nie po to wchodzi w wiat sensoryczny, eby si le czu. Zacisnem usta. Znaem sprawy wirtualnego sabotau. Diabelskie sztuczki. Dosownie. Kiedy jaka firma przygotowywaa now gr, inna, jeli tylko miaa okazj, wprowadzaa w ni niewidzialne wzory, symbole rozpadu i za, wkomponowane w krajobraz. Dziaay podprogowo i powodoway, e ludzie zaczynali wariowa. - Rozumie pan teraz, dlaczego pana wezwaem - odezwa si Philip. - Telepadrom jest przeomem w brany. Ludzie nie tylko bd si w nim wietnie bawili, nie tylko bd czuli zapachy, temperatur i wiatr, bd te mogli czyta i przekazywa swoje myli! Nie ukrywam, e firma Creation Dome zainwestowaa w ten projekt ogromne sumy Data premiery si zblia, a tu taki problem... - Stukn paznokciami w liski blat. - Niedopuszczalny - wydusi matowym gosem. - Niedopuszczalny. Panie dyrektorze, pomylaem, ostronie. Jeszcze troch stresu i zawa gotowy. - Czy jest pan gotowy zbada spraw? - Jestem gotw. - Jaka jest pana stawka? Czekaem na to pytanie i szczerze mwic, nie bardzo wiedziaem, co odpowiedzie. Skala problemu bya rednia, za to zleceniodawca - gigantyczny. - Pidziesit tysicy. W razie niepowodzenia poowa. Usyszaem, jak wypowiadam te sowa, i od razu poaowaem, e nie zadaem dwa razy wicej. Domyliem si, e Fyodorowicz zarabia tyle w tydzie. Dyrektor zamruga. - Oczywicie - szczekn niczym archaiczny zszywacz. - Rozumiem, e w razie niepowodzenia" jest standardow formu? Nie zdarzyo si panu zawie? Milczaem. - Zanim wejd w wiat - odezwaem si po chwili - chciabym porozmawia z tymi testerami. Gruby brzydal w granatowym garniturze krci gow osadzon na tustym karku. - Do niczego taka gra. Daje nadziej, a potem j zabiera - sapa. - Inne s uczciwe. adny wiat i tyle. Telepadrom jest inny. Tam si... przeywa co, czego tu ju nie ma. Podobnych wypowiedzi zebraem jeszcze kilka. Miaem wraenie, e czego w nich brakuje. Nikt jednak nie by skonny wyjawi, czego. Niektre osoby patrzyy na mnie spode ba, inne jakby celowo unikay mojego wzroku. Podszedem do adnej blondynki, siedzcej pod ciank dziaow. - A pani co moe na ten temat powiedzie? - spytaem mikkim barytonem. Zawsze dziaa na kobiety. Ta gra jest obrzydliwa. Robi ludziom krzywd. Nie chc si do tego przyczynia.

- Co pani ma na myli? - Ja nic nie wiem. Jeli panu nie powiedzieli, to mnie nie wypada. Kobieto, nie uatwiasz mi zadania, pomylaem ze zoci. Naciskanie nic by nie dao. Wydawaa si by uparta i uraona. Podsumowaem dane. Alfatesterzy rzeczywicie czuli si le. Co wicej, wiat sensoryczny poszczu ich przeciw sobie. Niektre osoby sprawiay wraenie ofiar, inne za - oprawcw. wiadczyo to o nie lada dywersji. Nie byo rady, naleao tam wej i nadstawi karku. Nie miaem zaufania do swojej samokontroli. Ale, jak mawiaj gdzie na wschodzie, lepiej wiedzie, e si czego nie ma, ni pawi si w zudzeniu, e jest odwrotnie. Do pokoju wszed Philip. Obok niego dziarsko maszerowaa korpulentna szatynka o bystrych brzowych oczach. - Zebra pan wywiad? - Omit spojrzeniem pracownikw. - To dobrze. Bdzie pan wchodzi? Kiwnem gow. - Doskonale. Bdzie panu towarzyszya nasza specjalistka do spraw jakoci. Nino - zerkn na kobiet, jakby bya podrcznym pilotem do holowizji - pozwl, e ci przedstawi gamedeka, pana Torkila Aymore'a. Panie Aymore, Nina Rostovsky. - Mio mi - podszedem i przycisnem usta do pulchnej doni. Staromodny gest przydawa profesji odpowiedniej aury. Testerzy dziwnie popatrzyli. Trudno byo dociec: z odraz czy kpin. Greckie przysowie mwi: Nie chciej wiedzie". - oa s tam - Philip wskaza kierunek. Hala testw bya imponujca. Modele leanek i oprzyrzdowanie wywoyway zawrt gowy Gaa, jakiej zadaem, po prostu mnie skompromitowaa. Staraem si ukry rumieniec zaenowania. Pidziesit tysicy? Jedno takie oe kosztuje dwa razy tyle! Byem przekonany e aparatura moga utrzyma gracza przy yciu nawet przez miesic. - Nino, przekazuj pana Aymore'a w twoje rce. - Fyodorowicz ukoni si i wyszed. Oczywicie. Dyrektor nie bdzie zawraca sobie gowy jakim gamedekiem, pomylaem ze zoci. Wany jest efekt i efektywno. A e, idioto, chcesz za robot grosze, to i szacunek ci si nie naley. - Oto nasze kaski - wyja z szafki lustrzane hemy. - Bardzo adne. Rozemiaa si. Miaa mocne biae zby. - Mnie te si podobaj. Musielimy je jako wyrni, wie pan: nowa generacja. Telepatia. - Czy pani ju bya w Telepadromie? - Oczywicie. Testowaam jego spjno. - Nie dopada pani adna depresja czy ze myli? Zmruya filuternie oczy. - Jak na razie nie. Wanie dlatego szef mnie wyznaczy na pask towarzyszk. - Rozumiem. - Rozejrzaem si i wziem gbszy oddech. - No to do roboty Gdzie jest prysznic? Po ablucjach zayem gamepill i obserwowaem, jak Nina podcza zasobniki z pynami. W midzyczasie sprawdziem na przedramieniu nanowtyczk, wykonaem kilka przysiadw i naoyem kombinezon. Pani Rostovsky zerkaa na mnie z nieukrywan przyjemnoci. Chyba dawno nie widziaa porzdnie zbudowanego chopa. Pozwoliem jej na odrobin radoci. Za chwil oboje bylimy gotowi. Owerole testerw byy najwyszej klasy Zaklem w duchu. Mgbym kupi takie oe i ubranko... Nie mogem sobie darowa nieszczsnej kwoty. Dziwna jest natura czowieka. Ledwo przyzwyczaiem si do myli, e wykaraskam si z dugw, a ju znalazem nowy powd do zmartwienia. Pooyem si, podczyem zczk, przyjem z ciepych doni byszczcy kask i ostronie nasunem go na gow. Nie wchodziem. Czekaem na asystentk, ktra, jak si spodziewaem, miaa peni rol przewodniczki. Nie chcieli ryzykowa, e wlez w miejsce, gdzie wyszczerz zby tajemnice handlowe". Procedura dewitalizacyjna wygldaa typowo. Samo menu wejcia w wiat nie przedstawiao adnych fajerwerkw. C, wersja alfa. Za chwil wok eksplodowa raj. Telepadrom by gigantycznym miastem skadajcym si z dziesitek zawieszonych w powietrzu platform. Na niebie krloway odcienie oranu i czerwieni, jakby zachodzio soce, chocia byo bardzo jasno. Daleko w dole szumia tropikalny las. Na granicy widnokrgu majaczy ocean. Wszystko byo nieprawdopodobnie plastyczne i trjwymiarowe. - Poszerzylicie rozstaw wirtualnych oczu! - wykrzyknem. Nina ubrana bya, podobnie jak ja, w lustrzany kombinezon. - Tak! - odkrzykna z zapaem. - Dziki temu wiat jest postrzegany bardziej stereoskopowo! - Fantastyczne! - Prawda? - To, to... eldorado! Rozemiaa si. - Szkoda, e nikt pana nie nagrywa. Mielibymy wietn reklam.

Nad nami przelatyway przeszklone furgonetki, wyej krlowa gigantyczny spacerowy statek poyskujcy chromem i szkem. - Nie ma ludzi - stwierdziem. - Zaraz to naprawimy Wprowadz enpecw. Otworzya bursztynowy katalog i wystukaa kilka komend. Za chwil zaroio si od powietrznych surferw, przechodniw i rollerw. Przemieszczali si ruchomymi chodnikami, skakali z ramp, kursowali przeziernymi windami, odwiedzali luksusowe hotele i restauracje. W takim miejscu mona si zadurzy na mier. Nawet Nina wygldaa pocigajco. - Wejdziemy na statek pasaerski. Bdzie lepszy widok - zaproponowaa. Potrzebowaem obrazu z lotu ptaka. Za chwil podlecia bezzaogowy szklany prom. Weszlimy po rampie i usiedlimy w puchatych fotelach. Statek bezszelestnie pomkn w stron giganta. Liniowiec mgby sam w sobie stanowi interesujce to gry By wielki jak Cotomou. Przez chwil podziwiaem niebiask architektur jego zamczystych nadbudwek, po czym zbliyem si do burty. Miasto w dole wygldao jak spenienie dziecicych marze. Uruchomiem aparatur. Wyostrzyem obraz i wzmocniem kontrast. Rozkazaem analizatorowi rozpatrywa nagrywany widok ze wszystkich ktw. Uruchomiem bibliotek negatywnych symboli. Procesory Creation Dome byy piekielnie szybkie. Obrazy migay jak szalone i wykluczay zbiory jeden po drugim. Nie mina minuta i byo po tecie. - Jak badania? - Rostovsky przestaa podziwia warstwy chmur i podesza do eterycznego laboratorium. - Symboli nie ma. Odetchna z ulg. Podczas wdechu jej piersi bardzo adnie si wypeniy Torkil, Torkil, jeste w pracy Uruchomiem aplikacj sprawdzajc integralno wiata. To bya druga i ostatnia moliwo sabotowania wirtualnych rzeczywistoci. Otoczenie mogo si wydawa spjne, ale naprawd byo nielogiczne, jak obrazki Eschera, w ktrych woda pynie pod gr lub mnisi w nieskoczono wchodz po schodach tworzcych zamknity krg. W komputerowych wiatach wprowadzenie anomalii byo moliwe. Nie postrzegano ich jako nietypowych zgodnie z zasad, e czowiek zamknity w systemie nie dostrzega jego wzoru. Programy rozbijajce integralno powodoway, e ludzie niewiadomie wysilali szare komrki, by nada spjno czemu, co jej nie posiadao. Efektem byo rozdranienie i przemczenie. Program przeczesywa Telepadrom obojtnym mechanicznym wzrokiem, podczas gdy spacerowiec majestatycznie przecina mleczne oboczki. Graa uspokajajca muzyka, pachniao wanili i rumiankiem. Chciao si piewa, taczy, opala i kocha. - Macie tu pla? - Spojrzaem w stron poyskujcego oceanu. - Jak najbardziej. Moemy tam polecie. Zdaje si, e Nina bya w podobnym nastroju. - Za chwil. Niech to si skoczy - wskazaem na zawieszone w powietrzu oko analizatora. Program nie wykry odchyle. Byem w kropce. Pozostawaa improwizacja. Waciwie wychodzia mi nie najgorzej, chocia w gbi duszy bardzo liczyem na te aplikacje. Jeste profesjonalist, Torkil, nadesza pora to udowodni. - Czy moemy uruchomi funkcj telepatii? - spytaem. - Oczywicie. - Kobieta otworzya zgrzebnie wygldajce okno, widocznie tylko dla technikw, i wydaa odpowiednie dyspozycje. - Moemy zaczyna. Trema. W kocu za chwil mia nastpi pierwszy w moim yciu kontakt mylowy! - Witaj, Nino - pomylaem. - Witaj, Torkilu - jej gos otoczony by lekk aur pogosu. - Echo to zamierzony efekt czy jakie widmo? - zaciekawiem si. - ladowa ptla - odpara. - Testerzy mwili, e na pocztku mona byo oguchn. - Nie rozumiem. - Ja co myl, ty to odczytujesz, a robisz to, mylc, co z kolei odbieram ja, rwnie mylc, wic odbierasz to ty i tak dalej, a do wielkiego huku. Technicy zaoyli jaka bramk ucinajc sygna powrotny. Teraz jest okay. - Suchaj, to dziaa! - No! - umiechna si promiennie. W socu Telepadromu wygldaa niemal piknie. Nie mogem zrozumie, jakim cudem w biurze Creation Dome nie zauwayem jej uroku. - Nie wyczaj na razie. Chc troch potestowa t telepati. - Lecimy na pla? - wskazaa zabudowania na granicy puszczy. - Zgoda! Statek niespiesznie zmieni kurs i popyn w kierunku oceanu. - Gdzie byli testerzy? - oparem si o barierk i podziwiaem dywan lasu. - Wanie tu i nad wod. Za kilkanacie minut znalelimy si nad turkusowymi falami. Obiekt, ktry Nina nazywaa pla, by w istocie fantastyczn platform unoszc si nad tafl krystalicznie czystej wody. Byy tam przeszklone baseny, zejcia kpielowe, stanowiska do nurkowania, batyskafy i inne cuda. Bezzaogowy statek przewiz nas w miejsce pooone blisko chodnika wchodzcego pod wod w przezroczystym tunelu. Dookoa plsali rozochoceni komputerowi plaowicze: muskularni modziecy i perfekcyjnie zbudowane dziewice. Chocia ich ciaa wyglday jak . skoczone dziea sztuki, o wiele wiksze zainteresowanie budzia we mnie gorcokrwista asystentka. - Wejdziemy w tunel? - wskazaa kciukiem przeziern tub.

- Za chwil. Uruchomi swoje zabawki. Symbole rozpadu lub miejsca dezintegracji nie musiay pokrywa caego wiata. Skrupulatno to podstawa w zawodzie gamedeka. Po kilkukrotnym przejrzeniu bibliotek byem ju prawie pewien, e problem lea gdzie indziej. Musiaem uspokoi myli i skierowa je na inne tory. Podwodny spacer wydawa si dobrym pomysem. W tunelu muzyka zmienia nastrj na romantyczny. - Tu jest - przeknem lin - fantastycznie. Stalimy w szklanej rurze zanurzonej w bkitnym oceanie. Dookoa pyway delfiny, wieloryby, omiornice i inne nieprawdopodobnie barwne stwory, ktrych jedyn funkcj byo wywoywanie pozytywnych wrae wizualnych. Promienie soca przecinay falujcy wiat mienicymi si klingami. Czuem si tak bogo, e z trudem pamitaem o celu misji. Telepadrom by skazany na sukces. Wrd tej scenerii Nina wygldaa jak mityczna syrena. Zajrzaem jej w oczy i ujrzaem... mio. - Pan, panie Aymore, te jest fantastyczny - usyszaem w gowie, gdy przywarem wargami do jej ust. Upyno jeszcze par chwil, zanim wynurzylimy si z tunelu. Z przykroci przypomniaem sobie o obowizkach. Nie miaem ochoty na powrt. Mgbym zosta jeszcze kilka dni. A najchtniej - tygodni. Myl, e sprawa stoi w miejscu, dobijaa si do psychiki niczym namolny trzmiel. - Musimy wraca, Nino - wydusiem z siebie. W jej oczach pojawi si bl. Wok pluskay mityczne stwory, rozbrzmiewa radosny miech. Przez chwil miaem ochot zosta enpecem. - Mj konsultant, Harry Norman, ma dostp do innych programw skanujcych. Musz je skopiowa. Potem wrc. gaem. By moe mia co w zanadrzu, lecz byem prawie pewien, e jego aplikacje si nie przydadz. - Pan kamie, panie Aymore? - usyszaem. Uwiadomiem sobie, e w Telepadromie blaga nie ma racji bytu. - Nie do koca. Po prostu boj si, e jego cudeka nie pomog. Popatrzya uwanie. Bysna zbami. - A, to co innego. - Nino, wracajmy. Nic tu nie wymyl. Musz si z tym przespa. Otworzya okno wyjcia i wyprowadzia nas do menu firmy Zamrugaem. Oczy musiay si przestawi na mniej trjwymiarowe rodowisko. Uruchomiem procedur rewitalizacyjn. Fizyczne ciao wypenio si znajomym mrowieniem. Lekko si poruszyem. Napiem i rozluniem poladki. Upewniwszy si, e mam pen wadz nad miniami, wycignem rce i delikatnie zsunem kask. Patrzyem przez chwil w biay sufit i przestawiaem percepcj na szar rzeczywisto. Byem krok od depresji. Po Telepadromie zwyky wiat wydawa si paski i gupi. Nina nie bya ju taka pikna. Siedziaa na skraju oa. Na brzuchu fadoway jej si wielkie, nieapetyczne zway tuszczu. Ale ona ma nadwag, pomylaem, chyba ze dwadziecia kilo. Umiechna si do mnie. Wcale mi si nie podobaa. Nie wiedziaem, co powiedzie. - No i jak, odpowiada ci nasz wiat? - spytaa z nadziej w gosie. - Bardzo - chrzknem - interesujcy. - Nie masz... ochoty powtrzy dozna? - naladowaa gosem holoreklamy. W pytaniu wyczuem przemycon zacht. Nie chciaem si z ni spotyka. Co byo bardzo nie w porzdku. Jeszcze przed chwil tuliem j w ramionach i caowaem, a teraz nie mogem na ni patrze! - Ee, tak, oczywicie, bd musia kontynuowa badania... - pltaem si w zeznaniach i coraz bardziej czerwieniem. Chciabym wytrze z pamici wyraz zawodu na jej twarzy, kiedy przebieraa si lekko przygarbiona i ze wzrokiem utkwionym w lnicej pododze wzywaa szefa. - Widz, e pani te w kocu dopado? - Fyodorowicz nie na darmo by dyrektorem. - Z panem rwnie nie najlepiej? - zdziwi si. - No c, jest pan tylko czowiekiem - skonstatowa. - Ma pan co? - Na razie nic - odparem. - Potrzebuj kilku dni. I oprogramowania. Spojrza gdzie ponad moj gow. - Ale niech pan pamita, e czas jest bardzo wany. No i - przeszy mnie katowskim wzrokiem - jeli stwierdzi pan, e sprawa pana przerasta, niech pan nie omieszka o tym poinformowa. Nie mamy czasu na amatorszczyzn. Dotkn mnie do ywego. Wracaem do domu i prbowaem przeanalizowa dziwn przypado. Zmczenie powodowao, e tylko wpatrywaem si w szyb. Pada deszcz. Warsaw City gino za parawanem mgy i chmur. Powietrzna takswka wloka si w korku. Wia silny wiatr i lekko koysao. Kiedy w kocu pneumobil zadokowa na waciwym pitrze, wiedziaem, e jedyne, co mog zrobi, to porzdnie si wyspa. Nie dane mi jednak byo wstpi do sodkiego krlestwa Morfeusza. Mimo sporej dawki whisky, podwjnego tuszu i uspokajajcej melodii sczcej si z gonikw, poczucie winy i wstydu gryzo dusz zatrutymi zbami. Rzucaem si w ku, nie mogc znale wygodnej pozycji. W kocu wyczyem masa i usiadem. Przebraem si w szlafrok, nalaem jeszcze jedn szklank przekltego pynu i stanem w oknie. Trzysta czterdzieste drugie pitro to cholernie wysoko. Deszcz usta, pozostawiajc po sobie umyte powietrze. Patrzyem na rozwietlone miasto przez miodowy pryzmat alkoholu. Stockomville ledwie zauwaalnie dra zawi-

eszony na swoich gargantuicznych linach. Myli goniy si niczym wietliste we: jedne za drugimi, jedne za drugimi w sinusoidalnym tacu, jaowym i podobnym do transu, ktry - miaem nadziej - w kocu pozwoli mi zasn. Okoo czwartej nad ranem udao mi si na tyle zdystansowa od wydarze dnia, e zaczem myle. Myle jak gamedec. I wtedy stao si. Olnienie uderzyo niczym meteoryt w kredow ska. Nagle wszystko ukazao si w perspektywie przejrzystej niczym zmyte deszczem powietrze nad Warsaw City. O spaniu nie byo mowy Odwieyem si, ogoliem, zanotowaem odkrycia w podrcznym notesie i przygotowaem si do drogi.

Dyrektor Fyodorowicz przyj mnie z ledwie zauwaalnym grymasem nadziei na pokerowej twarzy. Dzielnie milcza do chwili, gdy zamkn starannie drzwi. - Zdaje si, e chce si pan podzieli jakimi odkryciami? - usiad za biurkiem. - Najpierw zadam kilka pyta, ktre, mam nadziej, potwierdz moj hipotez. - Prosz bardzo - znw zoy palce w wieyczk. Pewnie dowiedzia si na jakim szkoleniu, e ten gest oznacza pozytywne nastawienie do rozmwcy. Dobrze wiedziaem, jakie jest jego nastawienie. - Pierwsze pytanie - zajrzaem do notatnika. - Czy pani Nina Rostovsky przebywaa w Telepadromie, oprcz, oczywicie, wczorajszego dnia, w towarzystwie innej osoby? Opuszki palcw tworzcych wieyczk lekko zbielay. Philip zacisn wargi. Czyby by na siebie zy e nie zwrci uwagi na taki szczeg? - Nie byo takiej potrzeby. Nina jest specjalistk od jakoci oprogramowania. Testowaa urzdzenia, enpecw i koordynacj wiata. - A telepatia? - Tym zajmowa si team techniczny... Zaraz sprawdz. - Dotkn konsolowego sensora. - Joanno, sprawd, czy Nina testowaa kaski. - Tak jest, panie dyrektorze. - odezwaa si wiszca w powietrzu gowa sekretarki. - Nie. Robili to Chang, Johnson, Kowa... - Dobrze, dzikuj - przerwa. - Tylko o to mi chodzio. Moe si powtarzam, ale to naprawd nie by miy typ. - Teraz drugie pytanie - rzut oka w notatki. - Czy alfatesterzy wchodzili pojedynczo? - Ale skd! - obruszy si. Wieyczka rozpada si na pojedyncze belki palcw. - To nie miaoby sensu! Wchodzili po dwie, trzy, a nawet cztery osoby. - I testowali telepati? - Naturalnie. - Nina mwia o ptli, jak wykrylicie podczas pierwszych prb... - Tak, rzeczywicie - jego wargi zwziy si, jakby mia zamiar opisa bardzo precyzyjn czynno. Sowa nakaday si na siebie wskutek wielokrotnego kursowania midzy nadawc i odbiorc. Zlikwidowalimy usterk. - Ptla powodowaa nasilenie sygnau, prawda? Fyodorowicz nie nalea do ludzi szczyccych si cnot cierpliwoci. - Ju powiedziaem, e problem zosta zlikwidowany, niech pan nie szuka rozwizania tam, gdzie go nie ma! Zamilkem, szukajc odpowiednich sw. Nie chciaem przebywa w jego towarzystwie duej ni potrzeba. - Czy zastosowano rwnie blokad ptli emocjonalnej? Zesztywnia. Patrzy szklanym wzrokiem, jakby prbowa sobie przypomnie, jak si nazywa. Mechanicznie nacisn sensor. Ponownie pojawia si gowa sekretarki. - Joanno, wezwij do mnie Whittakera, prdko. Zerwa poczenie, zanim usyszelimy potwierdzenie. Siedzielimy w milczeniu przez chwil cignc si w nieskoczono. mieszne: mimo e nie pracowaem w Creation Dome, czuem si jak pracownik na dywaniku. Zaczem si poci. Nagle zdaem sobie spraw, e jeli teoria si nie sprawdzi, dyrektor wydziau R&D nie bdzie si hamowa w okazywaniu rozczarowania. Wreszcie drzwi otworzyy si i wmaszerowa wysoki brunet o zdecydowanym spojrzeniu. - Wzywae mnie, Phil? - spyta mikkim gosem. Chyba tenor koloraturowy. - Tak, siadaj, prosz. Ten Whittaker musia by kim wanym, skoro spotyka si z tak uprzejmoci. Wok oczu Fyodorowicza pojawiy si zmarszczki skupienia. - Ktre telepatyczne kanay obejmuj nasze hemy? Whittaker zrobi min upodabniajc go do zdziwionego konia. - No wiesz, telepatia to telepatia. Po prostu sygnay z mzgu odpowiednio wzmocnione... - Dobrze - przerwa - a jak zakadalicie t blokad ptli? - No jak - brunet poruszy okciami niczym wodewilowy tancerz - wyselekcjonowalimy werbalny sygna i zaprogramowalimy bramk.

etrza.

Odetchnem z ulg. Fyodorowicz odchyli si na krzele i - jak si zdawao - uszo z niego troch powi-

- Gratuluj, panie Aymore. Jeli bdzie pan potrzebowa referencji, su panu. W tym momencie niemal go polubiem. - Mog wiedzie, o czym mwicie? - spyta Whittaker. Philip wychyli si do niego i poklepa lekko po policzku. - Ptla emocjonalna! - zamia si. - Przeoczylimy j, Jerry! Rozumiesz!? Trzeba odcedzi kana uczuciowy i te zaoy bramk! Koniec kopotw! - Jak to? - Brunet wci nie rozumia. - Panie Aymore... - dyrektor wykona zapraszajcy gest. - Wytumacz panu - odezwaem si. - Zamy, e do Telepadromu wchodzi dwoje ludzi. Wczaj funkcj telepatii. Teraz wystarczy, e jedno podoba si drugiemu chocia w minimalnym stopniu. Inicjator odczuwa, powiedzmy, sympati. Jest ona odbierana przez drug osob... i tak to si powinno skoczy. Jednak wskutek braku emocjonalnej bramki impuls wraca do waciciela, nakada si na pierwotny sygna, dajc poczucie wzrostu emocjonalnej wizi, i mknie znw do odbiorcy, ktremu take zaczyna si wydawa, e wzmaga si w nim zainteresowanie inicjatorem. Powstaje bdne koo, mona powiedzie, perpetuum mobile... - Sprzenie zwrotne dodatnie - Whittaker wszed mi w sowo, patrzc wzrokiem proroka w niewidoczne dla zwykego czowieka przestrzenie. - Powstaj kolejne uczucia nadbudowane na poprzednich - kontynuowaem - i ludzie si zwyczajnie w sobie zakochuj! Potem wychodz i spotyka ich straszna niespodzianka: ci, ktrzy romans zainicjowali, czuj si oszukani, a ci, ktrzy mu ulegli, maj poczucie winy! Twarz Whittakera rozjania si. - Rozumiesz, Jerry? - Philip chichota - Powiedz, ile czasu zajmie ci selekcja sygnau? - Razem z testami... dwa miesice. Fyodorowicz nieco spochmurnia. Uoy wargi w trbk. W kadym czowieku tkwi dziecko, nawet w dyrektorze. Westchn. - Trudno. Przebolejemy I tak nikt nas nie wyprzedzi. - Spojrza na mnie - Jestem panu winien gbok wdziczno. Nawet pan nie wie, ile znaczy dla mnie paska pomoc. Pewnie, e nie wiem. Gupek ze mnie. Pidziesit tysicy. Ugryzem si w jzyk. - Pana namiary mam w systemie - ponowi - naleno przel jeszcze dzisiaj. A jednak ugiy si pode mn kolana. Tak przyzwyczaiem si do dugw, e poczuem niemal tsknot. Wyszed zza biurka. - Ale niech mi pan powie - zatrzyma si i podrapa w podbrdek - dlaczego testerzy nie powiedzieli wprost, co si tam dzieje? atwiej by nam byo doj do przyczyny... - A pan by powiedzia? - spytaem. Zmarszczy brwi. Umiechn si i ledwo dostrzegalnie kiwn gow. - Dzikuj bardzo - wycign rk. - No tak... - zamyli si - zdaje si, e to wszystko? - Niezupenie - skrzywiem si i wyjem z teczki bukiet r. - Mam tu jeszcze jedn spraw do zaatwienia...

3. Zawodowiec
Jedna z moich najdziwniejszych przygd zacza si wietrznego padziernikowego poranka. Za oknami sipi napastliwy deszcz, muzyka sczca si ze spikerw bya krzykliwa i gupawa, a gabinet ton w szarych cieniach wywoujcych rozdranienie. Podczas takiej pogody czowiek ni to marznie, ni si poci, klimatyzacja gupieje, podobnie zreszt jak autoluksy, ktre niespodziewanie zapalaj si, by zaraz zgasn. Tonem we frustracji i zaczynaem si zastanawia, ktr otworzy butelk: Jacka Danielsa czy Johnny Walkera. Zzibnite kolana cicho woay, bym je przykry nanopledem, lecz zbyt zdrtwiaem, eby wycign rk. W kocu, zdesperowany, podszedem do barku. Nagle rozleg si cichy gong poczty. Wanie zrywaem plomby z Danielsa. Nie odstawiem butelki: nalaem ukochany pyn w krysztaow szklaneczk i wysczyem may yczek. Jestem uratowany, pomylaem z ulg. Zerknem na ekran. Panie Aymore, jeli chce Pan zarobi konkretne pienidze, zapraszam do siebie jutro, godzina 10.00. Przekaz by anonimowy, ale podano adres. Willanou? Luksusowa dzielnica. Kocham konkretne pienidze i tajemnicze anonimy.

Willanou to obszar potentatw: zamczyska, hacjendy siedliska i... graville, ostatni krzyk mody. Mj zleceniodawca mieszka wanie w latajcym domu. Byszczce paszczyzny skonych elewacji zdradzay, e gmach uruchomiony zosta niedawno. Takswka zaparkowaa przy rampie. Wrczyem kierowcy kart i czekajc na dokonanie transakcji, obserwowaem siedzib. Liczne detale uksztatowano zgodnie z trendem neoartdecor: paskorzeby naladujce meksykaskie i azteckie motywy rzygacze wystawiajce kwadratowe pyski poza zarys cian, futryny okien i drzwi - wszystko stapiao si w spjny artystycznie obraz stylizowanego omiocianu. Odebraem plastik i wyszedem na platform przed wejciem. Powietrze wypenia zapach lawendy i jaminu. Pysznicy si pod domem ogrd mia, jak si domyliem, oddzielny system pogodowy. Jamin w padzierniku? Niektrym to si powodzi... Na misternie zdobionych drzwiach zapalia si zielona kontrolka, po czym paszczyzna z westchnieniem odsuna si w bok. Wntrze byo zadymione i ciemne. Wo przywodzia na myl wschodnie kadzideka. Trafiem do jakiego g~uru? Nie lubi fanatykw. Zza sinych kbw wychyn pomarszczony, ysy mczyzna, ktrego czaszk pokryway liczne plamy przebarwie. Pod zapadnitymi oczami obwisay zielone skrzaste worki. Nie wyglda dobrze. - Torkil Aymore... - wydukaem. - Wiem, niech pan wchodzi. Wskaza przejcie do salonu. Ruchy mia zaskakujco energiczne. Usiedlimy naprzeciwko siebie w biofotelach. Ze wszystkich si staraem si nie myle, ile kosztoway Zaparzy kaw i poda mi filiank. Zacignem si podniecajcym i zniewalajcym aromatem. Pomylaem, e za paczk takiego brzowego proszku zrobi wszystko. Sam pi wod. Dostrzeg moje zdziwione spojrzenie. - Szkodzi mi. Rozejrza si po pododze, jakby szuka zgubionego wtku. W ciszy sycha byo mikki syk tlcego si kadzida. - Nie wie pan, kim jestem? - gos mia jedwabisty i w jaki niepojty sposb podobny do wszechobecnego dymu. - Wysa pan anonim... - Nie doszed pan po adresie? - Skoro pan nie yczy sobie, bym zna jego tosamo... Zerkn spod brwi. W oczach bysno zaskoczenie. - Mwi pan prawd. Zastanawiajce... Nie korcio pana? - W tym przypadku prawda ma tylko jeden wymiar - wypaliem. Co dokadnie miaem na myli? Chyba atmosfera wntrza pobudzia we mnie filozoficzny nastrj. Jego twarz nie zmienia wyrazu. Bezbarwne usta lekko obwisay. - Nazywam si Peter Kytes. Podskoczyem. Biofotel zareagowa wzmoonym masaem. - Peter Crash" Kytes? - spytaem na wdechu. Skin gow. Przytknem palce do skroni, eby pozbiera myli. Jeden z najsynniejszych zawodowych graczy. Legendarny Crash" z druyny Bezbolesnych. Jako jedyny w historii wiata Goodabads w jedenastu kolejnych meczach przyoy piecz. Zawodnik, ktry pobi rekord skali blu. Miaem sto pyta, lecz czuem, e powinienem uwaa na kade sowo. - Pan milczy - stwierdzi z zadowoleniem. Miaem wraenie, e czyta w mylach. - To dobrze o panu wiadczy - Martwe wargi rozcigny si w umiechu. Zby z pewnoci mia sztuczne. - Widz, e nie myliem si co do wyboru. Smakuje panu kawa? - Obdna. - Dostanie pan ca paczk. Mnie i tak si nie przyda. Usyszaem anielskie chry Zakaszla. Po chwili zrozumiaem, e to miech. - Oglda pan rozgrywki Goodabads? - zapyta. - Absolutnie - przytaknem gorliwie. Wygupiem si jak uczniak. Troch godnoci, Torkil. - Bardzo je lubi - dodaem, starajc si zmieni ton i postaw. Bez powodzenia. - Czyli zna pan reguy? - Naturalnie. - Gra pan kiedy? - W Goodabads? Dawno temu. Wicej w podobne: Keep Champions, Crying Guns... Zamyli si. - Taak... Sprawdzaem pana wyniki. A wic warto byo oprze si pokusie konfabulacji. - Jak na do krtki klanowy sta by pan niezy. Dzikuj. - Dobrze - podnis ton, prostujc si. - Wystarczy tych pogaduszek. Panie Aymore... - znw spojrza w podog. - Jestem chorym czowiekiem. - Przerwa. - Lekarz oznajmi, e nie powinienem ju gra. Moje ciao... mogoby tego nie przey. Miaem wraenie, e znajduj si w tajemniczej krypcie i rozmawiam z przedziwnym gnomem. To pewnie przez ten dym. - Co pan ma na myli? Maskowat twarz wykrzywi grymas zniecierpliwienia. - Gram od dziesitkw lat. Zaczynaem, gdy pana na wiecie nie byo. Nie byo te gamepilli. Bralimy inne specyfiki, niezbyt zdrowe... - ciemne oczy matowo poyskiway - ...troch mnie... popsuy A teraz - pod-

nis gow - nawet teraz przecigam strun i siedz w sieci za dugo... Zna si pan troch na farmakologii? Worki pod jego oczami wyday mi si wiksze i bardziej zielone ni na pocztku. - Jeli czowiek przesadzi sto razy, a ja - zakaszla - robiem to czciej, organizm zaczyna z gamepillem rywalizowa. - Zauway moje zdziwienie. - Zastanawia si pan kiedy, czym jest ten proch? Substancj chemiczn? Blokerem? Nie, prosz pana, nie byby tak drogi. Jedna kapsuka zwiera kilkadziesit miliardw nanobotw. Pieprzone minirobociki. Cz z nich wmontowaa si we mnie na stae. Normalnie impulsy synaptyczne je wyczaj. Ale... - potar kark. Zauwayem, e donie, podobnie jak skra gowy, pokryte s ciemnymi plamami. - W moim przypadku cz zmutowaa. Jestem permanentnie struty. Poddaj si mikrodializom. Przez kilka chwil trawiem usyszane informacje, zanim przerwaem cisz: - Dlaczego pan mi o tym mwi? Machn rk, jakby dodajc sobie odwagi. - Za miesic mam ostatni mecz. Ostatni w tym sezonie. Pewno pan wie. Oczywicie wiedziaem. W kanaach informacyjnych od dawna zapowiadano sensacyjne spotkanie Bezbolesnych ze Sprawiedliwymi. Media przewidyway kolejne zwycistwo druyny Crasha". - Pan mnie zastpi. Zbladem. Otworzyem usta, eby zaoponowa, Wycign rk w uspokajajcym gecie. - Wiem - wychrypia. - Nielegalne, nie uda si panu mnie podrobi, nie jest pan odporny na bl. To chcia pan powiedzie? Przeknem lin i przytaknem. - Jeli chodzi o pierwszy zarzut, wszystko zabezpieczyem, wzgldem drugiego i trzeciego... naucz pana. - Zmarszczy si. - I skoczmy ju z tym panowaniem". Mw mi Pete. - Ale... - Sto tysicy. Musiaem chyba zrobi gupi min.

- Miewasz czkawk? - spyta podczas pierwszej sesji, rankiem nastpnego dnia. - Chyba jak kady? - Umiesz j opanowa? - Filianka herbaty, woda, wstrzymanie powietrza... Zachichota. - Pytam, czy potrafisz j zlikwidowa si woli. Zbaraniaem. - A po co mi to? Spojrza surowo. - Wiesz, czym jest bl na poziomie dwudziestu w skali Hammerfielda? Zamarem. Wanie tyle wytrzymywa jako jedyny w Goodabads. Haczykiem w grze bya nie tylko biego w posugiwaniu si czarami czy umiejtno taktycznej wsppracy. Goodabads bya popularna, bo trafie nie odnotowywano jako punktw, lecz sprawiay fizyczny bl. Dlatego Bezbolesnych i Sprawiedliwych obdarzano wyjtkow estym. Byli bohaterami. Im wicej otrzymywali trafie, tym wiksz znosili udrk. Sami decydowali, w ktrym momencie odpa z rozgrywki. Dziesi H odpowiadao doznaniom kolki nerkowej, pitnacie - operacji chirurgicznej na ywo. Osiemnastk wytrzymywali nieliczni przez kilkanacie sekund. Do dwudziestki nikt si nawet nie zbliy. Oprcz Crasha". - Nie wiem - odparem. Nachyli si nade mn. Jego cera z bliska wygldaa gorzej ni powierzchnia ksiyca. - Zdradzi ci moj tajemnic? - wyszepta. - Ja te nie wiem. Powstrzyma gestem pytania. - Najpierw czkawka - poda mi kawa chleba. - Jedz. Ugryzem wielki kawa. - Dalej - ponagla. Posusznie pakowaem pieczywo do ust. Byo czerstwe i kruche. Z trudem je przeuwaem, starajc si przeyka najwiksze ksy. Nie musiaem dugo czeka. Nagle oczy wyszy mi z orbit, przeyk rozdar ostry bl, a przepona skurczya si w gwatownym spazmie. - Brawo - zakaszla. - Uspokj si. Rozgryzem resztki i przeknem. Wyprostowaem plecy i postaraem si przybra wyraz twarzy opanowanego faceta. Podskakujcego faceta. - Teraz zlokalizuj miejsce skurczw. Zamknem oczy. Wyobraziem sobie przepon targan cyklicznymi wstrzsami i przechodzcy przez ni przeyk. - Widzisz? - Yhm - przytaknem. - Hyk! - Teraz powiedz sobie tak: czkawka? Prosz bardzo! Chc czkn? Ale prosz! Ju teraz? No? Prosz! Zapraszam! Otworzyem oczy, czknem i zaczem si mia. Nie podziela mojej wesooci. - Zrb to - nakaza.

Zamknem oczy Czkawka?, pomylaem. No dalej! Chce mi si czkn? Prosz bardzo! Czknem. Nie ustpowaem. Jeszcze raz wyobraziem sobie miejsce skurczw. Zachciem je do spazmu. O dziwo poczuem ulg i jakby rozlunienie. - Dobrze! - krzykn. Naprawd podejrzewaem go o telepati. - Teraz delikatny wdech! Nie za szybko! Poruszyem piersi. Czknem. - Nie rozpraszaj si! - napomnia. - Oddychaj, ale cay czas przyzwalaj na czkawk. Skupiem si. Jeszcze raz rozluniem przepon. Poszo atwiej. Nie odrywajc uwagi od minia wykonaem kontrolowany wdech. I wydech. Wyranie czuem, jak skurczowe pogotowie rozprasza si i ulatuje. Wdech i wydech. Czkawka? Zapraszam! No? Zapraszam! Wdech i wydech. - Gratuluj! - twarz gnoma rozjani szczery umiech. - Udao si za pierwszym razem! Bd z ciebie ludzie! - W yciu nie przypuszczaem, e mona to zrobi w ten sposb!

Odwiedzaem Pete'a rano, a wracaem pnymi wieczorami. Przerabiaem dziesitki ukadw palcw, gestw rk i fraz odpowiedzialnych za rzucanie czarw ofensywnych, defensywnych i wspomagajcych; ogldaem transmisje z meczw, uczc si rozpoznawania przed czasem, jakie zaklcie rzuci przeciwnik, wkuwaem, ktra magia jest najskuteczniejsza w ktrych sytuacjach, oswajaem si z czkawk, zapraszaem" bl podczas wicze ze stymulatorem i... uczyem si lata. Bezboleni to skrzydlate demony Sprawiedliwi s anioami. Mecz, w ktrym zgodziem si wzi udzia, mia si rozgrywa w Sidmym Niebie, ostatnim bastionie Sprawiedliwych. Jeli udaoby si przyoy piecz w ich twierdzy oznaczaoby to ostateczne zwycistwo diabw - najwyej cenione i najhojniej opacane. Pete kaza mi rusza ramionami w kadej sytuacji: gdy staem, siedziaem, chodziem czy spaem. Po dwch dobach treningu miaem takie zakwasy, e nie byo mowy o ruszaniu ramionami, a nawet szyj. Mimo protestw nie pozwoli mi bra lekw przeciwzapalnych i przeciwblowych. Zamiast tego miaem powtarza: Bl jest tylko informacj, bl jest tylko informacj", do obrzydzenia. Po dziesiciu dniach zarzdzilimy pierwszy test offline. Weszlimy w portal, ktry przywita nas poncym napisem: No pain - no gain". Pete nakaza mi woy specjalnie spreparowanego skina: moja twarz stawaa si jego twarz, a mj gos jego gosem. Pasowa idealnie. Uzbroiem si w trjzb ozdobiony motywami piekielnych scen. Or czempiona. Wszedem w bram i wyoniem si na sprystej, biaej chmurze. Naprzeciwko unosi si Pete. Chocia zachowuj dystans w stosunku do wszelkich religii, widok skrzydlatego archanioa w lnicej zbroi, dziercego wowaty miecz, wywoa we mnie bogobojny lk. - To jest Sidme Niebo - wyjani. - Wcz map. Wykonaem polecenie. Na obraz naoya si trjwymiarowa projekcja. - Widzisz moj twierdz? - Tak. - A swoj? - Oczywicie. - Zrobimy mecz jeden na jednego. Przyoenie pieczci oznacza wygran. - Zgoda. Uruchomiem procedur autostartu. - Sprawiedliwy Pete kontra Bezbolesny Torkil - odezwa si niebiaski bas. - Odliczanie do meczu: trzy dwa, jeden, teraz! Zmaterializowaem si przy swojej warowni. Wczyem map. Przez chwil by za daleko, by go dostrzec. Potem zobaczyem, jak pdzi skonie w d, lekko trawersujc w lewo, by unikn frontalnych strzaw. Odbiem si od chmury i wzleciaem w powietrze. Niebo miao nierealny turkusowy odcie. Przypomniaem sobie podstawowe ukady rk i zaklcia. Ulokowaem trjzb w pochwie. Poprawiem kontrast celownika. Szybowanie szo mi zupenie niele. Torkil, Torkil, ty zbju, dobry jeste. Zerknem na map. Pete wszed w zasig czarw. - II-sai-siaa! - wykrzyknem, ukadajc palce w znak ognia. Ponca kula pomkna w miejsce, w ktrym za moment mia si znale. Wykonaem salto, tak jak mnie uczy. Obok przemkn deszcz lodowych iskier. - Niele! Drobna sylwetka Pete'a mkna midzy chmurami. Przybliyem obraz. Ledwo mogem go utrzyma w celowniku. Zapomniaem o skrzydach. Zaczem spada. Wznowiem falowanie ramionami. Rozejrzaem si. Musia si ukry za ktrym z obokw. Wczyem map. Wtedy zaatakowa. Wyprysn zza puszystych kbw i zblia si ciasnym ukiem. Zamie" - rozpoznaem pocztek sekwencji i pospiesznie wykonaem kontr... uamek sekundy za pno. Targn mn mrony huragan i porwa w powietrzny wir. Powstrzymaem si od krzyku. Przed oczami rozwina si czerwona tama skali Hammerfielda i stana na trjce. Pete zatacza wira, szykujc si do drugiego uderzenia. Wyjem trjzb. Oprcz zwykego celownika rozjarzy si wskanik inercyjny podpowiadajcy, w ktrym kierunku mam rzuca. Cisnem z ca moc. Kytes wykona zgrabny unik

i zacz przebiera palcami. W prawym grnym rogu rozbysn licznik odmierzajcy czas, po ktrym bro ponownie zmaterializuje si w mojej pochwie. Nie zgadywaem, jaki czar szykuje oponent. Zanurkowaem. - Dobrze! - krzykn. Za plecami usyszaem skowyt nienych psw. Przemkny obok. Odetchnem i zerknem na map. Zbyt blisko mojego bastionu. Zdaje si, e Pete te to zauway, bo zacz si ode mnie oddala. Rzuciem si w pogo. - II-ja-harm! - wykrzyknem i splotem palce w symbol lawy. Gorcy strumie przeci powietrze. Szkaratna struga otara si o jego rami. Nad anielsk sylwetk dostrzegem tam blu. Wskazywaa jedynk. Sukces, psiama, sukces. Sprawiedliwy lizga si w powietrzu z niewiarygodn zwinnoci. Trafienie graniczyo z cudem. Przypomniaem sobie o czarach wspomagajcych. - Ija-sai-geno! - wrzasnem, ukadajc donie w ksztat przyspieszenia. Krew odpyna do stp, dopad mnie trjkowy bl. Bl to tylko informacja, bl to tylko informacja. Zbliyem si do Crasha" na odlego dwudziestu metrw. Kamienie fortecy rzucay cie na jego bkitn karacen. - Puu-ja-gai! - wykonaem czar spowolnienia. Wycelowaem nad gow Pete'a. Spowia go seria byskawic. Wstga blu powdrowaa do czterech. - Mam ci! - krzyknem. Anio znikn za murem. Mocniej uderzyem ramionami. Znioso mnie za daleko. Kytes idealnie wcelowa w wsk bram rdzamcza. Poprawiem lot i wpadem midzy szare kolumny Prosto w puapk. Niebiaski legion ruszy na mnie widmowym orszakiem i zmiady eterycznymi kopytami. Wstga Hammerfielda skoczya do jedenastu. Jak przez mg widziaem Kytesa wznoszcego si do wieycy otarza. Powstrzymaem okrzyk blu. Trjzb z sykiem zmaterializowa si w pochwie. - Dobrze! - usyszaem z wielkiej odlegoci. - Nie zwijaj si, nie kurcz! Przyjmij bl, przyjmij! Rozluniem minie. Odetchnem. Bl jest tylko informacj, bl jest tylko informacj, wdech, wydech, wdech, wydech. Czuem si z powrotem jak przy trjce. Ruszyem z kopyta. Dziarsko uoyem znak zapory. - Daam-ga-dam! Magiczna ciana zamkna si tu za Crashem". Zmeem w zbach przeklestwo. Skoczyem w podziemne przejcie. Wiedziaem, e droga jest dusza, lecz skoro grn zamknem na najblisze trzydzieci sekund, nie miaem wyboru. Rzucone przeze mnie spowolnienie powinno wynagrodzi stracony czas. Pdzc wskimi korytarzami, zastanawiaem si, jak mu przeszkodzi. Nie przychodzi mi do gowy aden czar. Lada moment mogo nastpi rozstrzygnicie: Sprawiedliwy przyoy piecz. Gra skoczona". Spojrzaem na chronometr. Powinien ju dotrze do ofiarnicy Dlaczego nie przykada? Wpadem do gwnego hallu. Na wiszcej platformie, w gwnej baszcie, jarzy si otarz Bezbolesnych. Obok unosi si Pete. Jego srebrzyste skrzyda majestatycznie uderzay w powietrze. - Lekcja numer... - zamia si. - Nie pamitam ju, ktry. Kto wygrywa w Goodabads? - Ten, kto przyoy piecz - odparem. Podniecenie ustpio. Bl powrci. Bl jest tylko informacj, bl jest tylko informacj, wdech, wydech... - ...nie walka, lecz taktyka. Mocujc si z tortur, zgubiem pierwsz cz zdania. - Suchasz mnie? Trudno kontrolowa udrk i koncentrowa si na rozmowie. Skinem gow. - wietnie. Modliem si, by wyj. Sekundy wloky si w nieskoczono. Ciao amao si i gio, w rodku co wyo i rozrywao wntrznoci. - Modlisz si, by wyj? - zdecydowanie mia zdolnoci telepatyczne. - Cierpliwoci. Podczas meczu moesz cierpie duej. Nie zamykaj oczu! Oddychaj! Pamitaj: Gra to nie jatka. Liczy si taktyka, przebiego i wyczucie czasu. Dobrze wymierzysz i moesz wpa do twierdzy przeciwnika bez jednego ciosu. Spjrz na mnie. Nie dotknem miecza. Wdech, wydech, wdech, wydech. - Zaczynasz panikowa. To le. Tpy obuch dar mi wtrob, trzustk i odek. Chryste, nie dam rady". - A teraz terapia wstrzsowa. - Wycign ostrze. Ci mnie w twarz. Krwawa wstga zatrzymaa si na trzynastce. Jknem. Skoczyem w gr i cisnem trjzbem. Chybiem. - Skoncentruj si! Nienawidziem. Chciaem go zabi. Rozszarpa. Splotem palce w symbol ognistego deszczu. By zbyt blisko, by go unikn. Ponce meteory uderzay w anielskie skrzyda. Dziewitka. Niele jak na todzioba. Zatoczy wariacki piruet i odpowiedzia oddechem biaego smoka - czarem ostatecznym. Rura mrozu rozcia mnie na p. Tak czuli si ludzie przejechani przez lokomotyw. Ledwo apaem oddech. Osiemnacie, osiemnacie. Zapomniaem o wiecie. Spazmatycznie skuliem skrzyda i staranowaem go. Nie wpyno to na poziom blu, ale dao mi chwil. Umieram! Przyoy piecz. - Sprawiedliwy przyoy piecz - usyszelimy zwielokrotniony pogosem bas. Leaem na kamiennej posadzce i konaem. - Gra skoczona. - Wychodzimy.

Ostatkiem si otworzyem okno i wydaem dyspozycj. Bl ulecia w cigu dwch sekund. Odetchnem, czujc, jak wracam do ywych. Byem przeraony. Nie dam rady, mylaem. Zostawiem pirackiego skina i or we waciwych miejscach. Rozpoczem rewitalizacj. Rkami i palcami stp poruszyem dopiero wtedy, gdy ycie zaczo wraca do prawdziwego ciaa. Nie miaem ochoty zdejmowa hemu. Poczuem, e ciga go Pete. Ujrzaem nad sob trdowat twarz. - Przeraony? - zgad. - To normalne. Przejdzie ci. - Zakaszla. - Przez nastpne dziesi dni wiczymy z botami. - Pete, powiedz mi - spytaem par dni pniej w czasie przerwy na kaw" - dlaczego ja? Jest tylu lepszych. Zawodowcw. Podnis szklank z wod. - W twj zawd wpisana jest dyskrecja - wychrypia. - Zdradzisz klienta i egnasz si z profesj. yknem czarnego napoju. To bya prawda. - Poza tym - cign - znasz wiele gier. Trudnisz si rozwizywaniem problemw. Masz szersze horyzonty. - Ale to przecie bez sensu! - uderzya mnie myl. - Prosisz o zastpstwo... Zgoda. Umwilimy si. Ale niedugo ruszy kolejny sezon. I co? Znowu mnie zatrudnisz? Blada twarz umiechna si zagadkowo. - Nie, drogi Torkilu. Zagram. - Filianka wdrujca do moich ust zatrzymaa si w p drogi. - Syszae o zoenetach? Zoeneci. Cyberduchy. Ludzie yjcy w sieci. Tak, syszaem o nich. Przed zgonem swoich zepsutych cia opacali w serwisie medycznym odpowiedni konserwacj, podczas gdy ich umysy ju nigdy nie opuszczay cyfrowego wiata. Niektrzy - ci najbogatsi - zupenie pozbawiali si fizycznych powok. Mzgi przebyway w netombach - skrzyniach grawitacyjnych, ktre utrzymyway idealn homeostaz i kontroloway przemian materii, przy okazji dajc pene zudzenie ycia. W grach. - Mam tyle zasobw - wyjani - e bd mnie mogli podtrzymywa przez najbliszych trzysta lat. A jeli zarobi... - zakaszla - a zarobi z pewnoci, to, daj Panie Boe, zapewni sobie niemiertelno - wycign zniszczon rk i klepn mnie w kolano - albo przynajmniej duuugowieczno! Jego ciaem wstrzsn trzeszczcy miech. - Powiesz kolegom, e zostae duchem? - Oczywicie. Tylko ogosz, e zrobiem to z wasnej woli, a nie z musu. Uniosem brwi. - A, dziwisz si. Nie znasz ycia zawodowca. Umiechnem si pgbkiem. - Wanie si ucz... Kiwn gow. - Zawodowcy nie maj znajomych w zwykym tego sowa znaczeniu. - Pochyli si w moim kierunku. Mczyo mnie ju podziwianie kraterw na jego policzkach. - Wszyscy moi, jak to okrelasz, koledzy, znaj mnie wycznie przez gry. A jak z pewnoci zauwaye, moje skiny znacznie mnie... upikszaj. Po kolejnych dziesiciu dniach szo mi o wiele lepiej. W stymulatorze wytrzymywaem pitnacie H, ukad Sidmego Nieba znaem na pami, czary oraz kontry miaem w maym palcu, za dzielenie uwagi midzy kontrol blu i strategiczne mylenie przychodzio mi coraz atwiej. Kulao troch latanie, no i... nie bardzo wierzyem w swoje aktorskie zdolnoci. Trik mg si powie tylko wtedy, gdyby udao mi si tak wczu w rol, e oszukabym nie tylko sdziw, komentatorw, przeciwnikw i kolegw z druyny, ale rwnie kilkunastomilionow widowni. Stawka bya cholernie wysoka. W razie wpadki lecia nie tylko Pete, ktry mia si od czego odbi. Leciaem take ja. I to z o wiele wikszej wysokoci ni moje trzysta czterdzieste drugie pitro. Zaczem si ba. W drugiej poowie padziernika wyszo soce. Na wiecie zrobio si troch janiej i weselej. Jako nie miaem ochoty traci tego, co z takim trudem wypracowaem. A oszustwo, na jakie si zgodziem, byo naprawd wielkiego kalibru. Ostatni dekad przygotowa spdziem w gravilli: razem jadalimy, medytowalimy, spalimy i gralimy. Ludzie jed w Himalaje, studiuj buddyzm, doznaj owiecenia. Ja otrzymaem swoj porcj du chowych przey w Willanou, w domu umierajcego gracza, wrd cieni przesyconych zapachem kadzida. Dzie dzielilimy na rwne porcje: rano trening offline, przerwa, stymulator Hammerfielda, przerwa, medytacja, przerwa, obiad, potem drugi trening, omwienie taktyk, przerwa, ogldanie meczw z udziaem Kytesa i... zadania aktorskie. Uczyem si jego odzywek, ruchw, typowych zagra, unikw i atakw. Czasem nie wiedziaem ju, kim jestem. Przedostatniego wieczoru siedzielimy przed panoramicznym oknem, sczc w ciszy gorc herbat. Jak to wszystko si uda, to si chyba upij - mrukn, lekko si kiwajc. - Kurwa. Nie mog si upi. To by mnie zabio. Pooyem mu rk na ramieniu. - Mog ci poleci kilka wiatw, gdzie s imitacje alkoholu... Nawet lepsze, bo bez kaca. W dzie meczu wykonaem tylko jedn prb na stymulatorze. Poprosiem Pete'a, by podkrci do osiemnastu. Wytrzymaem. Wolaem nie myle, e moe dojdzie do sytuacji, kiedy bd musia udowodni, e

jestem synnym Crashem", brnc przez rozgrywk ze szkaratn dwudziestk nad swoj postaci. Widownia z pewnoci byaby zachwycona. Nie przypominaem sobie zakl, taktyk ani standardowych zagra. Wiedziaem, e nic nie wiedziaem. Byem jakby w transie. Wykonaem peen zestaw tybetaskich wicze, wziem prysznic, pooddychaem na tarasie i odbyem pgodzinn medytacj. Jak kapan podczas przygotowa do mszy, wszystko robiem z nabonym skupieniem, celebrujc kady ruch i czynno. Miaem czas. Miaem ca wieczno. Wdech, wydech, wdech, wydech, byem oceanem, byem przestrzeni, byem tajemnic tajemnic. Na dziesi minut przed meczem stanem przed oem. Pete ucisn mi rk i wasnorcznie zainstalowa pyn infuzyjny. Sprawdziem nanozczk na przedramieniu. Uoyem si i przyjem z jego rk hem. Hem Petera Crasha" Kytesa. Przeszedem pod poncym napisem i przywdziaem skina. Nie modliem si o jego szczelno. Byem powietrzem. Pewnym ruchem osadziem trjzb w pochwie. W westybulu przywitaem si z kumplami z druyny: tego poklepaem, z tamtym si uciskaem, innemu daem prztyczka. Tak jak Peter. Byem powietrzem. Podniecony gos komentatora brzmia jak przez grub zason. Wzniosem z Bezbolesnymi bojowy okrzyk i odtaczyem taniec demonw. Byem powietrzem. Z oddali usyszaem znajomy bas: Bezboleni kontra Sprawiedliwi. Zaczynam odliczanie: trzy, dwa, jeden, teraz!" Wyoniem si w znajomym miejscu obok twierdzy. Machinalnie wczyem map i wzniosem si eleganckim ruchem do rozgrywajcego. - Mike, chwytaj! - rzuciem piecz. Tak jak Pete. Wdech, wydech i ju pruem powietrze zawrotnymi ptlami, systematycznie je zwajc i rozszerzajc. Tak jak Pete. Zza obokw wychyn pierwszy Sprawiedliwy Zoyem znak pioruna. - Aar-na-nah! - krzyknem. Dobrze obliczona salwa wytrcia go z rwnowagi. Wstga wskazaa czwrk. Leciaem dalej. Taktyka, taktyka, wdech, wydech, wdech, wydech. Spojrzaem na map. Koledzy wykaczali nadgryzionego przeciwnika. Sze, dziesi, trzynacie, usyszaem jego jk. Szesnacie. Sprawiedliwy Jock Flymann zrezygnowa", odezwa si bas. Z mapy znikna bkitna kropka. Cienias, przemkno mi przez gow. Zerknem na map. Byem w poowie odlegoci. Moja druyna napotkaa spor grup obrocw. Nie byo wrd nich stranika pieczci. Gdzie on si ukrywa? Zawrciem. - Gor-na-sija! - usyszaem za plecami. Lodowe ky!, pomylaem i byskawicznie wzniosem si za obok. Czar z sykiem przemkn pod stopami. Usyszaem oklaski. - Sia-nan-gah! - strzeliem ogniowym smokiem w miejsce, gdzie przed chwil si unosiem. Piekielna bestia trafia prosto w pier archanioa, odbierajc mu dziesi punktw. Nawet nie stkn. Zerknem na info. Frank Ashgan. Dowiadczony zawodnik. Wytrzyma do osiemnastu. Sprawiedliwy rzuci si na mnie wyjwszy ponce ostrze z pochwy. Demony nie maj ora do walki wrcz. Wykonaem efektowny przewrt, wyjmujc z pochwy trjzb. Gdy opadaem, koczc ptl, spostrzegem ktem oka celownik inercyjny. Cisnem i nie patrzc na rezultat, wykonaem unik. 0 praw ydk otary si niene psy. Przeciwnik jkn. Z jedynk to ja mog seks uprawia. Wdech, wydech, wdech, wydech. Zobaczyem, jak nurkuje za chmur. Wstga wskazywaa szesnastk. Nie cigaem go. Wczyem map. Moj grup otoczono i zwizano walk, a stranik przeciwnika mkn do naszej warowni! Zaklem. Nad demonami zawiso widmo klski. Pete nie popeniby takiego bdu! - Czyby nowy podstp synnego Crasha"? - komentowa podniecony gos. - Ija-sai-geno! - uoyem palce w gest przyspieszenia. Dookoa wiszczao powietrze. Minem walczcych towarzyszy. Najzdrowszy by Hank Rubinstein i Jef Mandela. Wczyem map i zaznaczyem dwa punkty w zamczysku. - Hank do alfa, Jef do beta! - krzyknem. - Stranik! Czerwone punkty oddzieliy si od walczcych i podyy do bazy. Za nimi ruszyy trzy niebieskie. Bezbolesny Hans Ragnar zrezygnowa", odezwa si niebiaski gos. Sprawiedliwy John Okinawa zrezygnowa". - Oi-gan-ran! - uyem niebezpiecznego czaru przemieszczenia. Gdybym le wycelowa, uderzybym w mur. Gwarantowana dwudziestka. Znalazem si nad wieyc otarza dokadnie w momencie, gdy stranik prbowa sforsowa grne wejcie. - Hank i Jef, atakujcie mj cel! - zaznaczyem przeciwnika na mapie. - Daam-ga-dam! - zablokowaem wrota. Anio zawrci do alternatywnego tunelu. Prosto w ramiona moich diabw. Mapa wskazywaa, e zblia si trzech Sprawiedliwych. Zaznaczyem ich. - Do wszystkich oprcz Mike'a. Atakowa moje cele! Mike, le do... - wskazaem miejsce daleko na prawo od gwnego cigu - punktu gamma! Zostawiem walczcych i wykonaem lot przechwytujcy w stron pocigowcw. Nie byli w ciemi bici. Strzelili lodowym hufcem, soplem jadu i zanieczyszczeniem. Rzuciem si w bok, lecz obrzydliwy strumie hufca trafi mnie w lew rk, a sopel zatopi si w brzuchu. Wstga wskazaa dziesitk. Wdech, wydech, wdech, wydech. Dobrze, e nie trafili zanieczyszczeniem. Zoyem palce. - Puu-ja-gai! Szczliwie caa trjka leciaa blisko siebie. Spowolnienie objo wszystkich.

Zwikszyem szanse mojej grupy na efektywny pocig. Odskoczyem. Wdech, wydech, wdech, wydech, taktyka, taktyka. Odnalazem punkt gamma. Mike walczy z anioem. By osabiony Siedemnacie mg wytrzyma najwyej kilkanacie sekund. Widziaem, e le koordynuje ataki. Trjzb zmaterializowa si w pochwie. Niewiele mylc, wycignem go i cisnem. Za nim posaem strumie lawy w miejsce, w ktrym przeciwnik powinien si zjawi, unikajc pocisku. Wrzasn. Dziewitnacie to koniec. - Mike! - krzyknem i wycignem w przelocie rk. Z ulg przekaza mi piecz. Bezbolesny Mike Gunner zrezygnowa, Sprawiedliwy Web Diamond zrezygnowa". Web to ten stranik, ucieszyem si, dobra nasza! - Tak, prosz pastwa! To nowa taktyka! - dar si komentator. - Ale czy nie za ryzykowna, czy nie za ryzykowna?! Ze zdwojon energi rzuciem si w stron fortu aniow. Wczyem map. Trwaa zaarta walka w naszym zamczysku. Nie wiedziaem, czy zd. I czy poradz sobie z nie tknitym obroc. Szafirowe kamienie fortecy wychyny zza obokw. Szum na widowni narasta. Wtedy zobaczyem archanioa. ;Ciska czar za czarem. Nie kontrowaem, wykonujc uniki i nieustannie zbliajc si do celu. Bkitne smugi mijay mnie w bezpiecznej odlegoci. Rozlegy si brawa. Bezbolesny Gregory Falck zrezygnowa, Bezbolesny Joseph Gloom zrezygnowa, Bezbolesny Robert Swordsman zrezygnowa". - Pospiesz si, Crash"! - syszaem bagalne krzyki towarzyszy. Zdekoncentrowaem si. Zza zasony oddechu wyyn szarpicy bl. Straciem rytm. Przeleciaem ad blankami tylko po to, by stratowa mnie znienawidzony niebiaski legion. Wdech, wydech, wdech, dech. Spirala, korkocig, do wejcia, do wejcia. anurkowaem w podziemia. Wiedziaem, e bdzie czeka przy otarzu. Krwawy pas pokazywa siedemnacie. Trafi mnie centralnie. Bl to tylko informacja, bl to tylko informacja. Z pasj mijaem kolejne zakrty. Zaskoczy mnie u wejcia do hallu. niena kula dosownie rozsmarowaa mnie po cianie. Wstga wskoczya na dwadziecia. Bl olepia i rozbija na setki kawakw. Nie wiedziaem, jak oddycha, Bezbolesny Narcyz Polaski zrezygnowa, Sprawiedliwy Steven Vabuse zrezygnowa, Bezbolesny.. Zaczynaj si sypa. To ju koniec. - Pete, nie utrzymamy! Bezbolesny..." Bl? Prosz bardzo! Trjzb zmaterializowa si w pochwie. Wyjem go i rzuciem prosto w pier anioa. Boli? Zapraszam! No ju! Byem powietrzem. Archanio zatoczy si. - Raa-na-rach! - splotem rce w gecie jeziora ognia. Skrzydlata posta utona w pomaraczowych jzorach. Wskanik wskoczy na trzynacie. Bl? Jak najbardziej! Taktyka, taktyka. To nie jatka", sowa Petera wydaway si odlege o setki lat. Sprawiedli wy... zrezygnowa, gnowa, owa", obijao mi si w czaszce. - ...dwadziecia, prosz pastwa... - gos komentatora by znieksztacony i porwany - ...ten niezmordowany czowiek jest chyba z elaza... Huk widowni. W grze majaczy otarz. Nie poleciaem prosto. Wiedziaem, e celuje tam archanio Czas zwolni. Krzyki kolegw rozpyny si w dali ucichy za horyzontem wydarze. Rzuciem si w bok, lekko odwrciwszy gow. Ostrze mrozu cio powietrze w miejscu, gdzie znalazbym si za chwil gdybym obra prost drog; odbiem si od cian i nie patrzc ju na nic, poszybowaem do otarza. Bezbolesny Pete Crash Kytes przyoy piecz Koniec meczu". Dookoa szala niewidzialny tum. Syszaem, jak skanduj moje - nie moje imi. Komentator pia ze szczcia. Staem na kamiennej posadzce rozbity rozdarty, zniszczony, zdezintegrowany, zabity, ukrzyowany Ostatkiem si uniosem do w gecie pozdrowienia. Odpowiedzia mi grzmot milionw garde. Jak w Koloseum. Dla jednego takiego momentu warto y. Zrozumiaem, dlaczego Peter Kytes wybra Goodabads. Cierpienie i rado zjednoczyy si w spiralnym tacu. Wziem gboki oddech, chonc kad drobin czasu i uruchomiem okno. Wydaem dyspozycj wylogowania. Bl odpyn krwaw rzek. A wic tak wyglda Styks... Taniec zwycistwa pamitam jak przez mg. Dyskusje, zachwyty i okrzyki trway godzin. Byem powietrzem. Po poegnaniu z wiwatujcymi towarzyszami i fanami wszedem w menu ekwipunku. Zostawiem skina i bro, wyszedem z portalu, z ulg witajc znajomy widok wypeniajcego si paska rewitalizacji. Zrobiem to, udao si, tuko mi si w gowie, ale byem zbyt wyczerpany, by odczuwa rado. Nie wiem, w ile minut po powrocie do prawdziwego ciaa cignem kask. Pete czuwa przy ou. Przed nim jarzy si holoekran, na ktrym komentatorzy ywo omawiali mecz. Zdawao mi si, e widz zy w jego oczach. - To byo... pikne - wyszepta. Najpierw tylko si umiechaem. - Dziki tobie, mistrzu. Tydzie pniej usyszaem w wiadomociach: - Synny Peter Crash" Kytes po spektakularnym zwycistwie nad Sprawiedliwymi postanowi zasili szeregi cyberduchw. Powodzenia na nowej drodze ycia, Pete! Lider zespou Bezbolesnych... Te mi nowina. Wyczyem wizjer i spojrzaem w okno. Nad Warsaw City gromadziy si cikie listopadowe chmury. Mistrz nigdy ich ju nie zobaczy. No, chyba e zajrzy na stron z pogod. Westchnem i nalaem do szklanki snist porcj Jacka Danielsa. Wzie udzia w duym oszustwie, Torkil. I otrzymae za to pienidze, odezwa si z wyrzutem wewntrzny anio. Wszystko jest kwesti optyki, uspokaja diabe kojcym gosem. Czy nie lepiej uzna, e nie byo to patne zlecenie, lecz spenienie ostatniej woli schorowanego czowieka, ktry wybiera si na tamten wiat? Cokolwiek by to znaczyo.

4. Syndrom Adelheima
Do wiatw, ktre darz najwikszym sentymentem, naley Dream Space. Nazwa odzwierciedla istot: tczowe mgawice, bajkowe planety, tysice kosmicznych stacji, barw, faktorii, setki gildii, stronnictw i klanw oraz miliony graczy zakochanych w prniowych przygodach. Swego czasu przydarzya mi si tu przedziwna historia. By rok 30 253 czasu terraskiego. Wiodem niezaleny i beztroski ywot kosmicznego korsarza. Miaem spore zasoby i niezy statek: Tigerwhale MK IV cieszy si saw myliwca zwrotnego i wytrzymaego. Okleiem go dziesitkami usprawniajcych moduw, obciyem systemami obronnymi, dodaem kilka typw inteligentnych autopilotw, wtoczyem kilkaset metrw szeciennych podprzestrzennych adowni i - wierzcie mi - czuem si jak krl. Wszystko zaczo si pierwszego sierpnia. Pocztek miesica by waciwym momentem sprawdzania cen towarw, usug i ogosze. Zbliaem si do kompleksu stacji w sektorze Omegaville z adunkiem chipw i nadziej sprzedania ich ze sporym zyskiem. Rozpieraem si w obszernym kokpicie przed dziesitkami kolorowych monitorw i realistycznym widokiem za panoramiczn szyb, a tu ostry sygna namierzania wyrwa mnie z bogostanu i postawi w stan gotowoci. Trzech kaperw pilotujcych kittyhawki liczyo na atwy up. Nie wiedzieli, e kupiem program maskujcy: ich skanery widziay stary typ piranhi, kryp tani i rozlaz. Tymczasem mj tygrys szykowa ky. Uruchomiem autopilota i autogunnera. Wyrzuciem na zewntrz stacjonarn kamer i przeczyem si na widok zewntrzny Program pilotau generowa randomizowan prdko i krzyw lotu. Dziki temu przeciwnicy musieli zrezygnowa z komputerowego namierzania celu. Mj cybernetyczny strzelec, sprzony z autopilotem, nie mia natomiast problemw z przewidywaniem trajektorii lotu wrogich maszyn. Rozsiadem si wygodniej i analizowaem dynamik starcia. Od kittyhawkw oderway si cygara rakiet. Wypuszczanie wabikw pozostawiem sobie, Automat reagowa zbyt nerwowo. Tymczasem mj myliwiec pynnie lawirowa midzy smugami pociskw, ostrzeliwujc trzy wehikuy jednoczenie. Z jednego wytrysna struga ognia. - Cholera! - w lewym grnym ekranie ujrzaem wciek twarz napastnika okolon pomaraczowym, ctkowanym hemem. - To nie jest piranha! Kto ty jeste? Czym ty latasz? - Mnie pytasz? - spytaem zblazowanym gosem - Czy ci zapraszaem? - Cairo, wycofajmy si! - obok pojawia si fizjonomia adnej Latynoski w identycznym kasku. - Mam dekompresj! - Julia ma racj! - wrzasna buka trzeciego pirata poznaczona licznymi bliznami. Prawdopodobnie przywdzia paskudnego skina, by straszy ofiary. Wstrzymaem ogie, widzc, e statek Julii goni resztk si: kadub iskrzy i pali si w kilku miejscach. Kittyhawki zwolniy i wyrwnay lot. - Ehem... - Cairo otar spocony nos. - Dziki, bracie, e nas oszczdzi, cho miae wite prawo wysa nas do wiecznoci. Klan Panter nie zapomina przysug. - Pozdrawiam wolnych wojownikw i prosz o askaw pami - rzekem jowialnie. - Moesz pokaza, czym latasz? - spyta lider. Zamiaem si. - Niech to pozostanie moj sodk tajemnic. - Talisman? Powiedz - nalega pobliniony. - Gupi, Gred - uci Cairo. - Gdyby to by talisman, roznisby ci jednym strzaem. - Starczy tych pogaduszek - zawyrokowaem. - Szanowna pani - ukoniem si piknoci - i cni panowie, czas to pienidz. Pozwlcie, e si oddal. - Ale jak ci zw! - nie ustpowa Gred. - Torkil Aymore, do usug. Gamedec. Przywdca zapa si za hem. - O rany, gamedec. No to wszystko jasne.

Kosmiczny bar Laughing Droid" by miejscem gwarnym, barwnym i wesoym. Opijaem udan transakcj i rechotaem, suchajc najnowszych kawaw lnicego barbota, gdy obok stan smutny kosmonauta. Zdawa si absorbowa szaro i kurz, wyglda niczym mucha rozgnieciona na szybie akwarium. Grozbitek albo pracownik, pomylaem. Miaem dobry humor i nie mogem patrze na bl bliniego. - Hej, kolego, drinka? Spojrza zapylonym wzrokiem. - Tak le wygldam? - Niewane. Jimmy! - zaktywizowaem barbota. - Mleczna droga" dla mojego przyjaciela i dla mnie. Parskn. Nie jestem pewien: autoironicznie czy tylko sarkastycznie. Naprawd potrzebowa pomocy. - atwo zawierasz przyjanie - powiedzia wznoszc szko.

- Miaem pomylny dzie. Daem nauczk kilku narwacom i sprzedaem wielki transport chipw. Pokiwa gow. Chromowany konierz rzuca kolorowe refleksy. - Chipy z zagbia? - Oczywicie. Najtasze. Py jakby opad. Twarz nabraa rumiecw. Wycign rk. - Nie przedstawiem si. Stanley Ciehowsky. - Torkil Aymore. Gamedec. - O?! - Nie byo ju smutnego kosmonauty Sta przede mn rosy brunet w kombinezonie skrojonym wedug najnowszej mody. - Gamedec? Z dowiadczeniem? Wydem doln warg i przybraem poz starego wyjadacza. Wikszego weterana mg znale tylko w Casablance". - Moemy usi? Gdzie... - rozejrza si - tam? Zleconko, zleconko, pomylaem, to naprawd udany dzie. Usadowilimy si niedaleko gigantycznego okna, z widokiem na poblisk Galate - planet kupcw oraz orbitujcy kompleks baz. - Posuchaj mnie, Torkil - zacz konfidencjonalnym szeptem. - Poczekaj... - otworzy okno o nieznanym wygldzie. Tym samym potwierdzi przypuszczenie, e jest pracownikiem. Wyda jakie dyspozycje, po czym je zamkn. - No. Teraz nas nie usysz. Pracuj... - W Nanotronic Arts - wszedem mu w sowo. achn si. - To byo proste - przyzna. - Jestem funkcjonariuszem Suby Bezpieczestwa... - Czyli kim takim jak ja? - Co w tym rodzaju, tyle e... nie mam dowiadczenia. Czekaem. - Chodzi o Bruno Adelheima. Westchnem. Bruno Adelheim. Czowiek legenda. Najbogatszy biznesmen w Dream Space, waciciel synnego chipowego zagbia. - Czego od niego chcesz? Nerwowo potar czoo. - Podejrzewam, e... cheatuje. - Ba. Wszyscy to wsz. Ale zdaje si, e wanie ty powiniene mie najlepszy obraz sprawy? Zachowywa si jak tajny agent na terenie wroga: zerka dookoa, poci si i sapa. Szczcie, e w Dream Space nie zaimplementowano programw generujcych niewiey oddech. - Moja firma to duy organizm - zgrzytn zbami. - Standardowe procedury, standardowe programy, standardowy szit. Wykrywamy przedszkolne wirusy i podstawowy sabota, Do reszty wynajmujemy zewntrzne kompanie... - Wic dlaczego do tego nie... - Bo nikomu na tym nie zaley - przerwa. - Kada gra potrzebuje mitu. Stworzonego przez gracza, nie enpeca. Sercem Dream Space jest Bruno Adelheim i jego legendarny majtek. To numero uno. Gdyby zosta oskarony, wiat straciby co szalenie istotnego... - Chyba e demaskator zostaby now gwiazd. Jego oczy zapony. Jak mogem przedtem widzie w nich kurz! - Ot wanie! Czowiek, ktry udowodniby oszustwo takiej rybie, mgby odnie sukces. Wyobraasz sobie? miaek, ktry pokona zotego Bruna! Za przyblokowanie jego imperium wielu tuzw suto by zapacio. Mnstwo menederw zazdroci mu powodzenia... - Mam zrobi to za ciebie? Udowodni oszustwo? - Czytasz w moich mylach. - Nie boisz si, e sam zapragn sawy? - Co by zyska? Gamedec pastwicy si nad pokonanym? Mia racj. - A nie obawiasz si, e jak go zadenuncjujesz, twoi pracodawcy ci zwolni? - Pieprz ich. Bd mia tyle profitw od tutejszych elit... - Nie zapominasz, e jestemy w... Grze? - spytaem ostronie. W jego renicach zapali si niebezpieczny ogie. Z tym kurzem to musiao by przywidzenie. - Co z tego, e w grze"? - warkn. - A czym gra rni si od rzeczywistoci? W realium jestem pracownikiem drugiej kategorii, niezbyt przystojnym i nie bardzo bogatym. Tutaj mam pod sob dwa skrzyda kittyhawksw i niez sie restauracji. Zgadnij, ktr rzeczywisto wybieram? Tfu! - splun pod st. - Gdybym mia fors, ju dawno zostabym zoenetem. - Taak... - uniosem brwi, bo dotaro do mnie, e facet nie mierdzi groszem. - A jak zamierzasz mnie wynagrodzi? Umiechn si chytrze. - Pienidzy nie mam. Ale... jak wiesz, pracuj ; w firmie, ktra tworzy ten wiat. Jeli si zgodzisz, mgbym co zaaranowa. Na przykad gdybym zaproponowa ci najnowszy model... talismana? Z prywatnym hangarem?

O nic wicej nie pytaem. Zlecenie Stanleya przyjem rwnie z osobistej ciekawoci i ambicji. Spotkanie legendarnego Bruna oznaczao dla mnie, jako gamedeka, spore wyzwanie. Adelheim nie by czowiekiem atwo osigalnym. Obwarowa si imponujcym hierarchicznym systemem, zarwno enpecw, jak i graczy. Porusza si zawsze w towarzystwie eskorty, jakiej nie powstydziyby si najwiksze armady Kontakt mailowy odpada: otrzymywa tyle listw od wielbicieli i wielbicielek, e z pewnoci ich nie czyta. Propozycja usug rwnie nie wchodzia w gr - codziennie odrzuca dziesitki. Przypadkowy" kontakt w barze by wykluczony: jeli Bruno mia ochot si napi, szed do jednego z wasnych lokali, zaopatrzonych w najnowsze muzowibry, holoprojektory, somastymulatoy i dziesitki ekskluzywnych dziewczt - nie zawsze enpecek. W miejscach tych miaa prawo przebywa wycznie najgstsza mietanka Dream Space. Pogoska niosa, e ceni odwanych pilotw.

Raz w miesicu krl chipw dokonywa osobistej inspekcji posiadanych faktorii. Towarzyszy temu swoisty festyn: setki maszyn rozmaitego sortu i tonau asystoway mu w karnawaowym orszaku, wypluwajc prniowe ognie, laserowe iluzje i mnemoprojekcje. Co lepsi piloci popisywali si ewolucjami, za krowniki i transportowce poyskiway jaskrawymi wiatami pozycyjnymi. W tumie myliwcw, z ktrych kady usiowa zwrci uwag, trudno wywoa naleyte wraenie. Z dala orszak wyglda jak eteryczny w mienicy si odcieniami tczy Zbliaem si z relatywn prdkoci tysica dwustu kilometrw na godzin. Wystarczajco duo na efektowne entree i troch mao, by skutecznie wyhamowa. Przybliyem obraz, eby zlokalizowa sztucznych pilotw. Dla dowiadczonego awiatora nie byo to trudne; lecieli pynniej, pewniej i nigdy nie szarowali. Gdy pierwszy by w zasigu, namierzyem go. Zareagowa jak typowy enpec: energicznie poderwa maszyn i namierzy mnie rwnie. Posaem w jego kierunku dwie pozytronowe salwy - niezbyt grone, lecz nie pozostawiajce wtpliwoci co do moich zamiarw. Ochrona Bruna zaja strategiczne pozycje, przypadkowi piloci rozproszyli si, cikie maszyny lekko odchyliy tor: nikt si nie wtrca. Wanie na to liczyem. Bruno postanowi zaszczyci mnie kilkunastoma sekundami uwagi. Jeli w tym czasie nie zrobi czego, co go zaskoczy wyda swoim gorylom rozkaz i... rozpoczn gr w wybranym przez siebie hangarze, bez statku i karnej kwoty odliczonej od wirtualnego konta. Pozwoliem przeciwnikowi zaj si od tyu i wybraem nastpnego enpeca. Za chwil napastnik odpali rakiety. Wczyem dopalacze. Zerknem na radar. Mkny za mn dwa pociski rozpoznajce ksztat. Gdy byem bardzo blisko drugiego sztuczniaka, zamaskowaem statek, nadajc mu charakterystyk kittyhawka, odpaliem flary i energicznie zmieniem tor. Tak, jak przewidywaem, systemy namierzania rakiet zgupiay i bolidy grzmotny w wabiki tu obok nic nie podejrzewajcego enpeca, ktry susznie uzna, e jest atakowany. Tyle e nie przeze mnie, lecz przez mojego przeciwnika! Gdy rozgorzaa midzy nimi walka, rozlegy si miechy i brawa. Zaryzykowaem i jeszcze raz zaczepiem jednego z nich. Odpowiedzia stekiem przeklestw (to najnowsza poprawka do programu) i palb ze wszystkiego, co mia na pokadzie. Powtrzyem trik w stosunku do trzeciego komputerowego pilota, zmieniem charakterystyk na firefoxa i spokojnie si oddaliem. Dookoa walczcej trjki zgromadzia si rca czereda. Wysypay si dziesitki kamer i nagrywarek. Ekrany w kokpicie zaroiy si od ubawionych twarzy lcych pozdrowienia i gratulacje. Odpowiadaem uprzejmie, acz zdawkowo, czekajc na jeden konkretny komunikat. Wreszcie dostrzegem gb zatrzanit w hem ze zotymi insygniami Adelheima. - Prezes Star Chip Factories Limited, pan Bruno Adelheim, yczy sobie rozmawia z panem na prywatnym kanale - wymamrota basem ekran. - Prosz zlikwidowa pozostae poczenia. - Facjata znikna. - Przepraszam, koledzy - odezwaem si do gwarzcych pilotw. - Jego Magnificencja chce ze mn mwi. - Wow! - Ten to ma farta... Niebieski przycisk i w kokpicie nastaa aksamitna cisza. Usunem maskowanie, wyrwnaem lot i zbliyem si do czoa korowodu. Jeden z ekranw komunikacyjnych rozjarzy si zotym blaskiem i wywietli trjwymiarowe logo Adelheima. Po chwili ujrzaem przystojnego szpakowatego mczyzn, wylegujcego si na stylowej kanapie, otoczonego trzema urodziwymi, skpo odzianymi kobietami. - adny trik - usyszaem mikki baryton. - Znakomite wyczucie czasu, wietny pilota i zimna krew. Wrd moich najemnikw moe dwch umiaoby powtrzy ten wyczyn, panie... - Aymore. Torkil Aymore. Nieznacznie unis brwi. - Zdaje si, e skd znam to nazwisko... - Wtpi. - C sprowadza do mnie tak znakomitego pilota? Zazdro konkurencji? - Osobista ambicja i ciekawo. Wyszczerzy biae zby - Czyby? Mniejsza o to. Po obchodzie zapraszam do siebie.

Komnata audiencyjna zotego Bruna przerastaa wszystko, co dotd widziaem. Musia zatrudni dziesitki programistw i kreatorw, by stworzy tak wysmakowane wntrze. Dwiki, barwy, ksztaty i zapachy wywoyway erekcj. Przypomniaa mi si tajemnicza kapliczka w Deep Past World. Moe w tworzeniu tego pomieszczenia macza palce ten sam haker. - Chc pana ostrzec, panie Aymore - szepn mi do ucha podkomorzy - Niech pan przy nim bro Boe nie wymawia sowa gra" czy wiat sensoryczny". W ogle nic o grach! Strasznie tego nie lubi! - Postaram si pamita, panie... - Gildenstern. - Dzikuj. Strzepn pyek z mojego rkawa. - Szkoda czasu. On si atwo niecierpliwi. Ruszyem przez gszcz holorzeb i iluzji. - Chce pan u mnie pracowa? - usyszaem gos Adelheima. - Przez jaki czas... - wynurzyem si zza kpy sodko pachncych rolin i ujrzaem go rozpartego na gigantycznym ou, w otoczeniu dziewczt. - Dobra odpowied - pochwali. - Podobaj si panu moje lale? - Enpecki? Zmarszczy brwi. - Sabo si znamy, dlatego panu wybaczam. Jeli panu nie wyjaniono, informuj, e przy mnie nie wymawia si ani tego wyrazu, ani adnego innego poddajcego w wtpliwo realno mojego krlestwa! Paranoik. Czy tu wszyscy zwariowali? - Absolutnie, panie prezesie. Owszem, podobaj si, panie prezesie. - Od razu lepiej. Niech pan ktr wybierze. - Wybieram brunetk w czerwono-zotym bikini. - Szybko pan si uczy. Nie dostanie jej pan - stwierdzi stanowczo. Zdar dziewczynie figi, obnay czonka i wprawnie wprowadzi w rozkoszne wntrze. Przypali cygaro. Zacign si. Przeknem lin. - Czas to pienidz, drogi panie - wysapa wykonujc ruchy niegodne filozofa. - Pan si dziwi? Dlaczego miabym marnowa cenne minuty na pierdoy dotyczce pana pracy, potem czeka, a wyniesie pan dup z mojego pokoju, a nastpnie pyta Margarit, czy ma ochot? Jak pan widzi, pal znakomite cygaro, konwersuj, spkuj i mgbym robi sto innych rzeczy, na przykad sprawdzi stan finansw swoich fabryk. Wycign przyrodzenie z czeluci brunetki i pooy si na plecach. - Wskakuj. Dziewczyna posusznie rozpocza spazmatyczny taniec. - Widzi pan? Teraz dodatkowo oszczdzam energi. Szybciej! - sykn. Kobieta wpada w trans. - Zaczyna pan od dzisiaj. Bdzie pan mi towarzyszy w lotach jako przyboczna eskorta. O szczegach z podkomorzym. - Tak jest... - Odmaszerowa. - Chciaem tylko powiedzie, e... pracuj ju.,. prawie przez cztery doby.. Spojrza surowo. - I chciabym si uda na... jednodniowy urlop.

Harry Norman krci kdzierzaw gow. By wiskim blondynem o cikim czole i krzaczastych brwiach. wiat komputerowych przepyww nie mia przed nim tajemnic. - Niezy wir. I tak przy tobie? Bez skrpowania? Ponownie potrzsn grzyw. Wyssa z papierosa bkitny dym. Wypuci go nozdrzami niczym smok. Barwa nie bya ju czysta. - Jak dotd nikomu nie udao si udowodni mu kantu. - Zerkn przez okno restauracji. O zmierzchu Warsaw City wygldao magicznie: miliony iskierek okien drgajcych w nagrzanym powietrzu, szeregi powietrznych cigw pobyskujcych wiatami pneumobili, wzgrza biurowcw, owki linowcw i satelitarne wieyce tworzyy nierealny nastrj. - Domylasz si, dlaczego? - spytaem, krojc nalenik. Uwielbiaem jedzenie w neomilkbarach. Spojrza z ukosa. Lubiem t jego wielk poczciw gb i inteligentny bysk w oku. - Tak. I ty te si domylasz, stary lisie. - Cheat ma ograniczony zasig i jest wczany w okrelonych momentach? - Krtkich momentach. - Umiechn si. - Jeste jego gwardi przyboczn? - Zgadza si. - Wic reszt pozostaw mnie. - Wlatuj. Pozostacie na miejscach. - Luksusowy statek Bruna wpyn w paszczk pierwszej faktorii chipw.

Upyn rwno miesic od mojego wcielenia do korpusu Adelheima: trzydzieci dni jaowych docieka, poszukiwa i komputerowych testw Normana. W kocu doszlimy do wniosku, e cheat musi by uruchamiany w trakcie inspekcji. Problem polega na tym, e Bruno zakaza zbliania si do fabryk. Zamanie tabu wizao si z najsurowsz kar: zestrzeleniem i wykluczeniem z grona uprzywilejowanych. Zagadka przypominaa kwadratur koa. Ochrona liczya dwudziestu zabijakw. Przedarcie si do luzy byo niemoliwoci. Odezwa si monitor komunikacyjny Ten, ktry czy mnie z rzeczywistoci.. Widok Harry'ego na tle gabinetu by bardziej nierealny ni otaczajcy mnie kosmos. - Kole - szepn konfidencjonalnie. - On co kombinuje. Mam odczyty z tego plantu... - Ale co ja mam robi? - Nie wiem. To, co widz, nie jest jeszcze dowodem. Musiaby si dosta w obszar oddziaywania. Wtedy otrzymabym pene dane. Parsknem. - Zdaje si, e doskonale o tym wie, bo lot do wrt rwna si samobjstwu. - Psiakrew... Moe ich namwisz? - Do rewolucji? Zgupiae? Patrzy z podziwem i zazdroci. - Ale si ustawi. Sprawa nie do zamania. - No, chyba e poprzez inspekcj jego prywatnego apartamentu... - Realnego? - A jakiego? - Wej do komputera? - potrzsn blond kudami - To byoby najprostsze. - Energicznie wydmuchn dym. - Psiakrew, wle tam, bo mnie szlag trafi! - Sorry pal, nie da rady. - Przecie nie zginiesz! To gra! - Co z tego? Zestrzel mnie w kilka chwil... - Ale moe podlecisz wystarczajco blisko, eby zapa sygna. Wystarczy cz sekundy... - A jak nie podlec? Spal si i po sprawie. Przygryz paznokie. - Nienawidz takich sytuacji. Zerknem na monitor. - Co on tak dugo siedzi? Poczekaj... - wytumiem kontakt i poczyem si z dowdc skrzyda. - Torkil do Totha. Czy szef zawsze tak marudzi? Zaronita gba w zotym kasku zdawaa si lekko poruszona. - Nigdy. Dziwne... Nadarzaa si okazja. - Moe co mu si stao? Sprawdz. - Sta! Jest rozkaz! Ruszysz, to zestrzelimy! - Czowieku, a jak zasab? Chcesz za to odpowiada? A jeli umrze? Wiesz, co powiem policji, jak si okae, e przez twj gupi upr nie zdylimy udzieli mu pierwszej pomocy? W tym momencie rozleg si alarm. W kadej grze zaimplementowany jest program uruchamiajcy specjalny sygna na wypadek osabienia funkcji yciowych gracza. Znacznik wskazywa wntrze fabryki. - Le! - wrzasn Harry. Ruszyem na penym cigu. Stalowe wrota zbliyy si z niebezpieczn prdkoci. Wszedem w ciasny wira i z fasonem wliznem si do wntrza faktorii. - Brawo, piracie! Mam! Mam ten program! - Szef ranny! - dar si Toth leccy tu za mn. - Wszyscy do fabryki! Naprawd maj tu paranoj. Jak mu, gupku, chcesz pomc? Masa serca zrobi? - Mam jego adres! Wychod! Wychod! - krzycza Norman. - Zaczekaj... Zwolniem i zatrzymaem si przy limuzynie Bruna. Zajrzaem do kabiny. Za szklan kopu dostrzegem znajome oe, a przy nim trzy pikne dziewczyny pochylajce si nad nieruchomym ciaem. - Wychodz. W Dream Space gr mona zapisa wycznie na ldowiskach. Byskawicznie przyziemiem, wydaem dyspozycj sejwu i wylogowaem si. Pasek rewitalizacji pez niewiarygodnie wolno. Ledwo poczuem ycie w prawdziwym ciele, zerwaem kask, wypiem nanowtyczk i podniosem si z oa. Harry czeka z gotowym ubraniem. Pasek od spodni dopinaem w samochodzie. Mj blond przyjaciel prowadzi jak pijany. Dookoa koysay si pojazdy, trbic i olepiajc nas reflektorami. Nad Warsaw City zalega pmrok. - Ktra godzina? - spytaem. - Czwarta rano.

Drzwi wejciowe do apartamentu Bruna nie wyglday dobrze ani przed, ani po wyamaniu przez Harryego Normana, z zawodu programisty, w wolnych chwilach wandala amatora. W rodku panowa zaduch i baagan. Tak wyobraaem sobie meliny. Przedarlimy si przez niezidentyfikowane graty w korytarzu, potknlimy si o puste kartony po pynach infuzyjnych i dotarlimy do duego pokoju, ktrego centraln cz zajmowao oe. Spoczywao na nim nieruchome ciao starca. - Bruno... - wyszeptaem. Kontrolki sygnalizoway ustanie funkcji yciowych przed trzydziestoma siedmioma minutami. cignem z siwej gowy hem. Otwarte, wyschnite oczy patrzyy w niezmierzon dal. Gos Harry'ego wyrwa mnie z osupienia.

- Dzwo na policj, ja zajm si komputerem. - A gdzie tu jest telesens... Zjawili si za p godziny. Obejrzeli, zapisali, pocmokali, a potem spojrzeli na nas jak na mordercw. Skd pan zna denata? - zapyta wyszy. - Z gry... - Doprawdy? - odezwa si niszy. - Wic jak pan tu trafi? - Zasab w trakcie... - Sprawdzimy... Harry oderwa si od monitora. - Mam! - krzykn. - Niech panowie ustal jego personalia! Dat! Dat urodzenia! Wyszy funkcjonariusz wyglda na uraonego. - Co pan mi tu... my lepiej wiemy... - Daj spokj, Tex - uspokoi go niszy. - Sprawd, Mczyzna pokrci gow i zerkn w notes. Wystuka instrukcje. - Bronisaw Adamski, urodzony w 2155 roku... Co? - spojrza na ciao. - On ma... czterdzieci lat? Wyglda na dziewidziesit! - Ot to. - Norman westchn. - Masz swojego cheata, Torkil. Przyspiesza czas. W obrbie faktorii. Dlatego jego fabryki produkoway wicej ni inne. Tyle tylko, e w tym samym tempie si starza. Dlatego nie mogli go wykry.

Leciaem w nieznanym kierunku, wpatrywaem si w przepastny kosmos i wspominaem wydarzenia, ktre miay miejsce po wizycie w mieszkaniu Adelheima. Dla policji wyjanienia mojego przyjaciela byy zbyt skomplikowane. Zanim oczyszczono nas z podejrze, upyn miesic drobiazgowych ekspertyz, analiz i eksperymentw. W kocu naukowcy potwierdzili sowa Harry'ego: Bruno, implementujc swj program, przypadkowo odkry wpyw gierczanych impulsw na temporalne tory metaboliczne ywych organizmw. wiat dowiedzia si, e gry nie tylko udaj czas, symulujc dnie i noce, lecz poprzez wytworzenie doskonaej iluzji rzeczywistoci generuj go w nieuchwytny sposb Twrca cheatu, decydujc si na akceleracj, skaza si na przyspieszone starzenie. Fenomenem zajo si kilku jajogowych, zapowiadajc rewolucyjne publikacje. Zanim ich dziea ujrzay wiato dzienne, w instrukcjach do gier pojawiy si odpowiednie ostrzeenia, a encyklopedie zyskay nowe haso. Dziwio mnie jedno: jakim cudem nikt nie zada prostego i, jak mi si zdawao, podstawowego pytania - dlaczego, u diaba, to zrobi? Ominem niewielk planetoid i ponownie zanurzyem si w przeszoci. W gowie dudni jego gos: Czas to pienidz!", Dlaczego miabym marnowa cenne minuty?" Przed oczami stana wystraszona twarz Gildensterna: On si atwo niecierpliwi..." Wszystko powoli nabierao sensu. Bronisaw Adamski si spieszy. Wybra krtkie barwne ycie w grze, powicajc nieciekawe, cho dugie w realium. Czy prawdziwy wiat jest a tak nieatrakcyjny? Dziwisz si, Torkil? A Ciehowsky? Przekazae mu ca spraw i splendor spyn na niego. Jest teraz wielkim magnatem. Wirtualnym, bo wirtualnym, ale zawsze. Rozparem si w pachncym nowoci skrzanym fotelu. Zerknem na drugiego pilota, pontn enpeck obdarzon zmysowym gosem. A ty nie zwariowae? Przyje kredk malowane pienidze? Pogadziem piknie zaprojektowane monitory. Talisman MK 0 Mj wasny, nowiutki talisman. Syndr'om Adelheima (SA) - po raz pierwszy wykryty w 2195 roku przez pracownika >Sub Wewntrznych >Nanotronic Arts, Stanleya Ciehowsky'ego w >wiecie sensorycznym >Dream Space (DS), polegajcy na przyspieszonym starzeniu organizmu >gracza wskutek wprowadzenia w >gr nielegalnego oprogramowania skracajcego >wirtualny czas. Pierwsz ofia SA pad Bronisaw Adamski (BA) (ur. 2155, zm. 2195) wykazujcy silne objawy >uzalenienia od gier, znany w wiecie Dream Space jako >Bruno Adelheim. Sekcja zwok wykazaa wiek biologiczny ok. 95 lat, mimo metrykalnych 40. BA opracowa i zaimplementowa w DS ww. >cheat, dziki czemu rozwin imponujc sie fabryk i w cigu trzech wirtualnych lat sta si najbogatszym czowiekiem w DS. W rzeczywistoci ubogi kawaler uzyskujcy realne profity na zaspokojenie podstawowych potrzeb od zamonych graczy w zamian za bonusy w DS. Patrz rwnie: >osobowo graniczna, >eskapizm, >choroby graczy. Powszechna Encyklopedia Multisensoryczna wydanie XXXIII

5. Rajska Plaa
Dziwne s koleje losu i niezbadane cieki ludzkiego serca. Przysowie mwi, e czowiek szuka szczcia daleko, nie dostrzegajc, e ono kryje si tu za rogiem. Bya kiedy bajka o kozioku gupoku, czy jako tak, opowiadajca o podrach w odlege krainy ktre skoczyy si konkluzj: Szuka biedaczysko tego, co mia bardzo blisko". O prawdziwoci tych sw miaem okazj si przekona niedugo po telesensycznej rozmowie:

- Pan Torkil Aymore? - rednio atrakcyjna blondynka w nieokrelonym wieku, wystrojona w elegancki akiet, patrzya na mnie podejrzliwie. - Do usug, pani... - Lena Ray, jestem asystentk senatora Roberta O'Neila. Zatkao mnie. Miewaem zlecenia od najrozmaitszych osb, ale krgi rzdowe? - Czy co si stao? - spytaa z udawan trosk. Miaa oko. - Nie, wszystko w porzdku - chrzknem. - Czy znalazby pan czas, by spotka si z senatorem? - Pani artuje. - Jutro? O jedenastej? Biuro senatora O'Neila miecio si w sporym budynku zaaranowanym na modny w wiecie politycznym styl technoklasycystyczny: joskie kolumny z tytanowymi inkrustacjami na gowicach, tympanom z ruchomymi figurami wyobraajcymi walk dobra ze zem, zamiast akroterionu holoprojekcja lilii, po bokach wejciowej rampy misy z wirtualnym ogniem i inne mie dla oka ozdoby. Po wejciu w majestatyczne odrzwia czujesz si, jakby ci pokn potwr demokracji. Niezbyt mie doznanie. Mechaniczny portier odziany w szary uniform wskaza odpowiedni wind i wrczy darmowy holoplan instytucji. A wic na to id moje podatki. W pokoju Leny Ray pachniao wiosn. Domyliem si, e uywa dodatkw zapachowych do odwieania ubra. Aromat bardzo mi odpowiada. Nie mogem tego samego powiedzie o jej zachowaniu. Spojrzaa krzywo. - Jest pan. wietnie. Jako tego wietnie" nie widziaem w jej twarzy. Wstaa zza biurka. Marchewkowy kostium by idealnie dopasowany i utrzymany w doskonale neutralnym tonie. Podobnie jak caa jej postawa. - Prosz za m. Zerkna na mnie jak na zodzieja. Otworzya dbowe drzwi. Za nimi pyszni si dygnitarski gabinet. Panie senatorze, przyby pan Aymore - spojrzaa na mnie z wyranym wyrzutem. - Gamedec... Szpakowaty m stanu wsta zza hebanowego biurka i podszed do nas sprystym krokiem. Wycign do, ktra wcale nie przypominaa wydelikaconych apek gryzipirkw: palce mia grube i stwardniae. - Witam pana... - ucisk wzmocni politycznym chwytem za nadgarstek. Oczywicie daem si zapa w puapk i widzc jego szeroki umiech, poczuem si autentycznie wywyszony. - Leno - zwrci si do sekretarki - zrb nam... - spojrza na mnie - Czego si pan napije? Brandy? Whisky? - Poprosz o wod. Ale jeste gupi, Aymore! U gospodarza tego formatu woda? Zmarnowa tak szans! Zamio ci umys? Ty troglo... - Panie Torkilu? - zorientowaem si, e od kilku chwil co mwi. Patrzy lekko skonsternowany Wcale mu si nie dziwi. - Prosz o wybaczenie, wanie skoczyem wyczerpujc spraw... - skamaem. Otworzy szerzej oczy By znakomitym graczem. - Oczywicie, rozumiem. Nieche pan siada, gdzie moja gocinno? Kobieta wysza. Opadem na potny zamszowy fotel. - Tak... - przysiad na krawdzi biurka. - Kiedy si nie wie, od czego zacz, najlepiej zacz od pocztku - umiechn si. - Najlepiej. - Sprawa jest, wbrew pozorom, prywatna. Uniosem brwi. - Zaproponowaem spotkanie tutaj, bo w zasadzie nie bywam w domu, no, chyba e chc si przespa... Ale nawet wtedy pi tylko moje ciao, bo duchowo uczestnicz w grach, a raczej w jednej, konkretnej, i wanie w tej sprawie pana... Do gabinetu wesza Lena z tac. Postawia naczynia na stoliku do kawy. - Dla pana - zerkna na senatora - to, co zwykle. - Dzikuj, Leno. Wychodzc, nie zapomniaa zmierzy mnie nieyczliwym spojrzeniem. - ...wezwaem. Zacisn usta. Poprawi bkitny krawat i utkwi wzrok w moich oczach. Spojrzenie polityka. Paskudne uczucie. - Syszaem, e jest pan dyskretny. Skinem gow, uznawszy, e bdzie to najlepszy gest z magazynu profesjonalnych". Odetchn i ponownie poprawi wze krawata pod nienym konierzykiem. - Dobrze - otrzsn si i poruszy ramionami, jakby uwieraa go marynarka. - Wie pan, nie sdziem, e to takie trudne - wyzna. Wycign szyj do gry i przekn lin. - Moim ulubionym wiatem jest Rajska Plaa. Sign po szklank i wypi spory haust. Nie wiedziaem, co powiedzie. W jego upodobaniach nie byo niczego niezwykego. wiat jak kady inny. No, moe prawie. Wymylono go dla samotnych serc. Uksztatow-

any zosta na wzr Costa Brava z oczywistymi modyfikacjami i usprawnieniami. Panowaa tam moda na upikszajce skiny. wiat modelek i modeli szukajcych bratniej duszy... i ciaa. - Wie pan co? Przejdmy na ty Mw mi: Robert. - Torkil. Wypi drugi yk. - Jestem kawalerem, zapracowanym, potrzebuj partnerki. Rozumiesz? - Myl, e tak - odparem niepewnie. - Mam nadziej, e nie podejrzewasz, e chodzi tylko o seks. - Ale... - Wybraem ten wiat, bo dawa najwiksze prawdopodobiestwo odnalezienia rwnie samotnej, pragncej bliskoci kobiety. Zrobiem gupi min. - I stao si. Zakochaem si. - Gratuluj. Zachowa kamienn twarz, lecz jestem przekonany, e zastanawia si nad moim IQ. Przez chwil milcza. Podszed do okna. - Nazywa si Lara Sanders, jest cudowna pod kadym wzgldem. Planujemy lub... - Tam czy tu? W Rajskiej Play byy witynie i urzdy wszelakiego sortu oferujce kontrakty czasowe i stae. Zawarty zwizek by szanowany i traktowany jak najprawdziwszy sakrament. Znane byy pary szczycce si gromadk wirtualnych dzieci. Oczywicie zoeneci. - Na razie tam - odpar O'Neil smutno. - Wanie w zwizku z tym ci wezwaem. Postaraem si powstrzyma wytrzeszcz. Chyba nie prosi o bogosawiestwo? - Ot... rozmawiaem z ni, namawiaem, ale... nie chce wyjawi swoich prawdziwych personaliw. Nie mam pewnoci, czy nie jest... - Enpeck? - Tak. Odepchn si od parapetu i zacz kry po puchatej wykadzinie. - Nie rozumiem jej zachowania. - Potar kark. - Kochamy si, mam wraenie, e znamy wasne myli, rozumiemy si bez sw... - przerwa, jakby szuka waciwych okrele. - Czuj si, jakbymy si znali od lat: to prawdziwa bratnia dusza. Nie sdz, eby bya programem... - Mao prawdopodobne - yknem pynu. - Ale nie widz innych przyczyn, dla ktrych miaaby ukrywa tosamo! Skrzywiem si. Brak wyobrani u polityka? - Moe jest uomna... - Przy dzisiejszym stanie medycyny? Nie artuj. - Brzydka... - To prdzej. Dabym jej pienidze na plastyk. Zreszt rozmawialimy o tym. Mwi, e nie jest szpetna. Skapitulowaem. - Co mi si widzi, e trafie na prawdziw kobiet. Wychyli szklank do dna. - Ot wanie. Nie mog o niczym innym myle. Niepewno doprowadza mnie do szau. Musisz si dowiedzie, kim ona jest. Szacowaem cen. Zadanie byo banalne. Mg je wykona lamer. Zleceniodawca wydawa si bogaty, ale... Nie miaem sumienia. Etyka nie pozwalaa. - To nie jest trudne - odstawiem szko. - Nie? - wydawa si zaskoczony. - Ile chcesz? Westchnem. - eby ci nie obrazi, proponuj trzy tysice. - Takie grosze? - pokrci gow. - Nie mog si na to zgodzi. Sprawa jest zbyt wana. Pi tysicy i ani centa mniej. Wyszczerzyem zby.

Zgodnie z ustaleniami, okoo dwudziestej trzeciej rozpoczem przygotowania do wejcia. Sprawdziem w komputerze, w ktrym katalogu mieszcz si odpowiednie narzdzia. Wziem prysznic, nacignem kombinezon i zbadaem jego komunikacj z leank. Potem podczyem do oa zasobnik z pynami, przetestowaem automasa i upewniem si, e nanozczka na przedramieniu funkcjonuje prawidowo. Wykonaem kilka wicze, zaryglowaem drzwi, zayem gamepill, pooyem si, podczyem pyn i nasunem kask. Ten opis by okrrropnie mechaniczny i drtwy, wic go troch poszatkowaem. Chronometr wskazywa kwadrans do dwunastej. Doskonale. Wszedem w portal Rajskiej Play Goci witao sodkie intro przedstawiajce zachody soca, koyszce biodrami piknoci, grajcych w biosiatkwk modziecw i - oczywicie - caujce si pary. Wszystko okraszone romantyczn muzyk. Wszedem w menu skinw. - Wybierz pe - poleci intymny gos bdcy poczeniem brzmienia mskiego i kobiecego. Wybraem drzwi oznaczone symbolem Marsa. Mam nadziej, e ukochana Roberta nie jest facetem, przemkna myl. To byoby najprostsze wyjanienie. Zachichotaem. Nazywam si Lara Sanders vel Leon Salceson. He, he". Za chwil rozbawienie uleciao. Psiakrew, jeli to mczyzna, senator bdzie mia kopot. Na tak operacj

plastyczn chyba si nie zgodzi... Ze zbioru twarzy wybraem pmask, lekko upikszajc, lecz pozostawiajc charakterystyczne rysy Dziki niej wygldaem jak swj przystojniejszy brat. Pula cia przytaczaa liczb opcji. Cae szczcie, e prezentacje byy ruchome. Gdyby leay bezwadnie... Otrzsnem si z zamylenia. Wybraem slot z wygldem osobistym. Nie musiaem wstydzi si sylwetki. W katalogu opalenizn nieco si przybrzowiem i spojrzaem w wirtualne zwierciado. No, no, Torkil... Zaraz si w sobie zakochasz. To znaczy w nim, to znaczy w sobie... Id ju, bo dostaniesz paranoi. Kwiecista koszula z krtkimi rkawami i spodenki do kompletu uzupeniy obraz. Wydaem dyspozycj wejcia. Przeszedem przez wietlisty krg i... stanem na gorcym piasku. Wszechobecny szum fal, pisk mew, radosne pokrzykiwania dziewczt i chopcw, ciepy wiatr omywajcy ciao, soce grzejce skr... byem na Rajskiej Play. Plaowicze, parasole, migacze, lizgacze, spacerowce, sterowce, od czego zacz? Zatarem rce. Do pracy, przyjacielu, przypomnia wewntrzny cenzor, jeste tu subowo! Zaklem. Uruchomiem konsol i wprowadziem polecenie namierzenia zleceniodawcy Na trjwymiarowej mapie ukaza si czerwony punkcik kilometr dalej. Musia wej wczeniej. Porusza si bardzo wolno. Spacerowa. Ju j spotka albo czeka w umwionym miejscu. Ruszyem. Gdy odlego wynosia sto pidziesit metrw, wydaem dyspozycj podpisw. Bya nielegalna, ale w zawodzie gamedeka nieodzowna. Nad wszystkimi obecnymi ukazay si imiona i nazwiska. Uruchomiem eteryczn lornet. Pooyem si ha wydmie i zlokalizowaem go. Szed w towarzystwie modej dziewczyny. Lary Sanders, jeli wierzy wirtualnym napisom. - Dzie dobry, panie senatorze... - mruknem. - Dzie dobry, panie przystojny - odezwa si mikki kobiecy gos. Odwrciem si. Przed oczami majaczy gigantyczny i bardzo adny ppek. Zapomniaem wyczy gogle. Wycofaem zoom. Obraz ucieka, ukazujc coraz wiksze poacie opalonego, pokrytego zotymi woskami brzucha z wyranie zaznaczonymi miniami prostymi, wsk tali, bkitne bikini, biustonosz wypeniony po brzegi poyskujcymi w socu piersiami, pikne nogi, anielsk twarz i wosy o kolorze dojrzaej pszenicy Chwyciem si za serce. - Czy jestem w niebie? - wychrypiaem. Nie pamitaem, czy oprogramowanie uwidaczniao wzwd. - Prawie - odpara Ann Sokolowsky, tak przynajmniej sugerowaa etykieta. - Przecie to Rajska Plaa. Spojrzaa na moje spodenki. - O! Traktuj to jako komplement. Przeknem lin. Ciekawe, jak kobiety poradziyby sobie z tym odruchem. - Nie przedstawisz si? - spytaa. Uzmysowiem sobie, e tylko ja widz litery. - Przepraszam. Torkil Aymore. - Pierwsze to imi? - zamiaa si. - A drugie nazwisko... - artuj. Ann Sokolowsky - wycigna rk. - Nawet nie wiesz, jak mi mio. - Domylam si - znaczco zerkna w d. - Zdaje si, e w czym ci przeszkodziam? Przez chwil zbieraem myli. - Ach, tak! Odwrciem si. Zakochani zniknli z pola widzenia. Mapa wskazywaa, e byli tu za wielk wydm. Moesz mi powiedzie, co wyprawiasz? Dla postronnej osoby moje czynnoci musiay wyglda dziwacznie. - Zaraz ci powiem. Podbiegniesz ze mn? - Jeli to zrobi, wyjanisz? - Obiecuj. Za chwil leelimy na piaskowej grani. Para zbliaa si do kawiarenki owietlonej chiskimi lampionami. Uruchomiem lornet. - Nie znam tego urzdzenia - zdziwia si Ann. - To prywatna aplikacja. - Jeste hakerem? - Skd! Poczekaj chwileczk... Wczyem konsol. W powietrzu zamajaczyo okno rozkazw. Odszukaem odpowiedni katalog. Gdzie jest ten program, zaraz, aha: spy v. 1.85. Enter. Rozjarzy si celownik w postaci szkaratnego krzya, dzielcego pole widzenia na wiartki. - Czy moesz mi wreszcie... - Za sekund. Najazd. Siedzieli przy stoliku i co zamawiali. Za chwil cay wiat wypenia towarzyszka O'Neila. Miaem wraenie, e mnie widzi i syszy. Musiaem sobie przypomnie, e to tylko zudzenie. Wydaem polecenie identyfikacji. Napis Lara Sanders" znikn. Zamiast niego pojawi si komunikat: Searching..." Kilka sekund i nad gow ukazao si nowe logo: AC: Alive Character: Lena Ray". O mj Boe! - Jeste detektywem? - spytaa blondynka. Z trudem zapaem oddech. - Czym... w tym rodzaju. Wycofaem zoom. Spojrzaem na skrzce si morze. Przetarem oczy. - Intrygujesz mnie! - w gosie dziewczyny dao si sysze podniecenie. Ze te musiaem pozna tak superlask w czasie pracy Musz si z ni um... Myl urwaa si w momencie, gdy obiektyw lornety obj jej posta. Czerwony celownik dzieli doskonae ciao na wiartki, a nad gow widnia napis: NPC: Non Player Character: female version 345.00012". - Co tak patrzysz? - spytaa speszona.

Zabrzmi to dziwnie, ale musiaem dugo lawirowa, zanim udao mi si j przekona, e musz si wylogowa, e nie mam czasu, a w ogle to nie jej wina. Oczywicie umwiem si za kilka dni. Nie miaem sumienia odmawia. Poza tym... bya bardzo adna. Wydaem dyspozycj rewitalizacji. Gdy zielony pasek wypeni si, poczuem, jak wraca czucie w prawdziwym ciele. Powoli zdjem kask i usiadem na ou. Sprawa wydawaa si skoczona: obiekt zidentyfikowany, na dodatek znany. Wystarczyo poczy si ze zleceniodawc i poda konto... Kiedy czowiek nie umie podj decyzji, najlepsze, co moe zrobi, to umy si, napi, przebra w wiee ubranie i wygodnie usi. Tak te zrobiem. Zegar wskazywa za kwadrans pierwsz w nocy Wypaliem cygaro i uruchomiem telesens. Lena Ray nie odbieraa. Ale z ciebie dure. Jak ma odebra, skoro przebywa w wiecie pod faszyw tosamoci, w dodatku w towarzystwie O'Neila? Musisz poczeka do rana. Punktualnie o smej wystukaem numer. Gdy rozwietli si ekran, poszarzaa na twarzy. - Dzie dobry, dzwoni w sprawie... - Wiem, w jakiej sprawie pan dzwoni - przerwaa. - On ju wie? - Najpierw postanowiem porozmawia z pani. Jej surowe rysy jakby zmiky. - Naprawd? To bardzo... adnie z pana strony. - Czy zechce si pani ze mn spotka? Pub Iron Joker" nadawa si do rozmw idealnie: loe ukryte wrd listowia i lekki, nienachalny jazz tworzyy atmosfer dla intymnych zwierze. Panna Ray zacigna si papierosem. - Wiedziaam, w jakim celu pana wynaj. Dlatego byam taka oscha. - Ale po co to wszystko? Przechylia gow w bok. Na jej twarzy zagoci wyraz rezygnacji i zmczenia. - Kocham go od dawna - westchna. - Ale jestem niemiaa, a on... to chodzca twierdza. Czasem myl, e zosta politykiem, eby skompensowa chroniczny lk przed ludmi. Dowiedziaam si, e odwiedza Pla, odnalazam go i... uwiodam - umiechna si do wspomnie. - Kiedy zaproponowa lub, byam najszczliwsz osob pod socem. Ale gdy chcia pozna moj prawdziw tosamo... przestraszyam si. - Czego? - Odrzucenia. Odrzucenia, nie rozumie pan? Pracujemy razem od trzech lat i nigdy nigdy nie wykaza inicjatywy.. Jak mogam liczy, e spodoba mu si prawdziwa Lara? Siorbnem z filianki. Muzyk mieli niez, ale kaw lurowat. - Niech mi pani teraz powie, co mam zrobi. Wzruszya ramionami. Wypucia dym i pokrcia gow. Po bladym policzku spyna za. Wrciem do domu. Spacerowaem w t i z powrotem, zmarnowaem kilka cygar i p butelki dobrej brandy Delikatno materii powodowaa, e nie potrafiem odnale waciwego tropu. Lara to Lena, Lena kocha Roberta. Robert kocha Lar. A Lara to Lena. Psiako. Teoria Jeeli a = b i b = c, to a = c", mimo e matematycznie spjna, w odniesieniu do ludzi nie musiaa si sprawdza. Robert chce si eni. Tam i tu. Lena pragnie za niego wyj. W obu miejscach. Wic co za problem? Potrzsnem gow. Taki, e skoro nie zwrci na ni uwagi, pewnie nie jest w jego typie. Ale gdyby si dowiedzia? Moe by przejrza na oczy? Gdyby kilka dni wczeniej kto powiedzia, e przyjm rol swata, wymiabym go. Teraz mogem si mia z samego siebie.

Tak czy owak musiaem si z nim spotka. Gdy wchodziem do gabinetu, odprowadza mnie kamienny wzrok asystentki. Odetchnem, kiedy za plecami trzasny drzwi. - Jeste! Jake si ciesz! - O'Neil zaprezentowa znajomy promienny umiech i podwjny uchwyt. Usiadem. - Poczekaj - uprzedzi gestem. - Najpierw si napij. Mam nadziej, e bdziesz mi towarzyszy? Skinem gow. - Leno - odezwa si do telesensu - to, co zwykle. A dla Torkila... - spojrza pytajco. - To samo. - Dobry wybr - wyszczerzy zby - nikt nie przygotowuje takich drinkw jak Lena. Za chwil wniosa tac. Wykorzystaem moment, by przyjrze si jego postawie. Nie byem pewien... Kiedy wysza, sign po szklank. Poszedem w jego lady. - Posuchaj Robercie, sprawa nie jest prosta... - Nie udao si? - Udao, tyle e, zaraz ci wyjani... - Enpecka? - Nie...

- Peda! Wiedziaem, e to facet! - Te nie... - Kobieta? ywa? - Tak, ale... - Nie chce si przyzna? Dlaczego? Paskudna? Poamana? Pryszczata? - Nic takiego... Wypi haust. - Powiesz mi? Westchnem i rwnie si napiem. - Wanie si zastanawiam. - Oparem okcie o kolana. - To mia kobieta... - Rozmawiae z ni? - Tak... - Ty moesz, a ja nie? To bezsens! Wynajm innego gamedeka, z mniejszym bagaem skrupuw. - Robert, zastanw si. Nie uszanujesz woli kobiety, z ktr chcesz si eni? Zamilk. Spojrza z wyrzutem. - To po co przyjedae? Moge mi wszystko powiedzie przez telesens. - Sam sobie zadaj to pytanie... Moe po prostu miaem nadziej, e sprawa sama si rozwie... ugryzem si w jzyk. - Jak sama? Co ty mwisz? Co si miao samo.., - urwa, jakby si zakrztusi wasnymi zbami. Patrzy szeroko otwartymi oczami i trwa w bezruchu kilkanacie sekund. Jasny gwint, pomylaem, najwyszy czas! Co to za mczyzna, ktry potrzebuje pomagiera, by poradzi sobie z kobiet? Bierz jaja w gar i sam sobie organizuj ycie! - Chyba pjd - odezwaem si. - Zadzwo. Kiwn gow. Miaem wraenie, e dra. Kiedy wyszedem z gabinetu, panna Ray, blada jak ciana, siedziaa sztywno przy biurku. - Nic mu nie powiedziaem - szepnem. - Prawie nic. Zreszt - machnem rk zniecierpliwiony idcie oboje do diaba. Po poudniu odezwa si telesens. Gdy odebraem poczenie, ujrzaem Len siedzc Robertowi na kolanach. - Jeste geniuszem, Torkilu - odezwa si lekko podchmielony senator. - A ja jestem palantem. - Nie mw tak o sobie - powiedziaa pieszczotliwie Lena i dziobna go palcem w nos. - Niewielu jest ludzi, ktrzy potrafi co powiedzie, nic nie mwic, a jednoczenie zastymulowa. Obudzie we mnie mczyzn! - Ach, mj ty mczyzno! - przysza pani O'Neil przytulia si do senatora. Opanowaem zaskoczenie. - Bardzo si ciesz. Szczerze mwic... - Nie przypuszczae, e ja te podkochuj si w Lenie? Teraz dopiero to zrozumiaem. Jasne jak soce. Od dawna j kochaem, a e nie potrafiem uczucia okaza, przeniosem je w inny wymiar... - A e na wiecie nie ma przypadkw - wszedem im w sowo - mio i tak odnalaza waciw osob. Ot to. - Dzikuj, panie Torkilu - odezwaa si Lena. - Gdyby nie pan, nie wiadomo, ile by to jeszcze trwao. Gdzie bierzecie lub? - I tu, i tu. - Robert popi z butelki. - Jest nas teraz czwrka. Trzeba towarzystwo jako poeni... Sam si zdziwiem, jak atwo odtworzyem w pamici ten kod. Po kilku godzinach poszukiwa mj skaner zlokalizowa go na play, niedaleko ultrahotelu. Gdy zobaczyem, jak przechadza si wrd plaowiczw, serce zabio mi ywiej. Tajemnicza female version 345.00012. Nie daa si dugo przeprasza. - Miaem kilka spraw do zaatwienia, ale teraz jestem do twojej dyspozycji - tumaczyem. - Rozumiem - spojrzaa uwanie. - Ciesz si, e wrcie. Sowo honoru, e mwia szczerze.

6. Granica rzeczywistoci
Obudziem si z dziwnym uczuciem, e zapomniaem o czym bardzo wanym. W mieszkaniu pana wa upa. Nurzaem si we wasnym pocie. Zerknem na aurometr: dwadziecia dziewi stopni Celsjusza wraz z wilgotnoci blisk stu procent bynajmniej nie odpowiaday moim preferencjom. Signem po pilota, wycelowaem w radiator i wcisnem guzik przywracajcy domylne parametry Niestety mign holonapis informujcy o uszkodzeniu urzdzenia, a potem jeszcze sugestia asysty specjalistycznego serwisu". Zacisnem zby. W ktrej szufladzie biurka powinien by kontroler otwierajcy okna. Odnalaz si zakurzony pod kilkoma warstwami nieprzydatnych przedmiotw, zalegajcych tam niczym geologiczne pokady nagromadzone w przeszym yciu. Wycelowaem w szklane tafle i nacisnem strzak w d. Nic si nie stao. Cholera, moe odwrotnie. Wic strzak skierowan do gry Szyba ani drgna. Przeknem przeklestwo. Odkleiem pidam

od plecw i cisnem na podog. Szybka lustracja manipulatora: strzaka w gr, strzaka w d, blokada, timer, programator Jak to si otwiera? Przecie nie blokad? Na wszelki wypadek wcisnem pozostae guziki. Dziaay prawidowo: po wczeniu blokady na wywietlaczu pojawia si kdka, timer uruchomi zegarek, programator rozwin menu kalendarza. Spodnie oblepiay mi nogi. Usiadem na brzegu fotela i nastawiem timer na p minuty Sekundy wloky si duej ni zwykle. Potem pilot wdzicznie zabrzcza, lecz okno pozostao na miejscu. - Kur... Zacisnem palce na nasadzie nosa. Wytarem brwi, ktre zebray cz potu z czoa. Uruchomiem programator, zerkajc na cienny chronometr. sma za pi, drugi czerwca... dobrze, okno ma si uchyli o... trzydzieci procent... dnia... drugiego czerwca o godzinie... sidmej pidziesit... niech bdzie osiem. Nie ma pewnoci, czy zegary linowca s poprawnie ustawione... Masowaem skronie, sapaem i modliem si o zmiowanie. Medytacj przerwa piewny sygna pilota. Rzut oka na okno. Bez zmian. Ju uniosem rk, by roztrzaska bezuyteczny zom o podog, ale w ostatnim momencie delikatnie odoyem go na biurko. Uruchomiem telesens. - Gdzie jest numer do administratora... Dobrze znana ysa fizjonomia przekrelona haczykowatym nosem udaa zainteresowanie. - O, pan Aymore, dzie dobry czym mog suy? - Pan artuje? Nie wie pan, e nawali u mnie radiator? - Rzeczywicie? - zerkn na konsol. - Najmocniej przepraszam, usuniemy usterk najszybciej, jak tylko si da... - Czyli? - Jest sobota... - Potar kark. Ten gest nie wry nic dobrego. - W soboty nie mamy wykwalifikowanego personelu. Przyjad w poniedziaek. Rano. Przeknem granat wciekoci, ktry eksplodowa ze straszliw si w odku. Jeszcze jeden i wrzody gotowe. - Niech si pan nie denerwuje, sugeruj otwarcie okna. - Jak, skoro nie reaguje na polecenia pilota?! Struka potu wycieka z nogawki i wsika w dywan. Jeli natychmiast nie cign spodni, oszalej. - A jakie pan naciska guziki? - zapyta spokojnie administrator. - Jak to jakie? Strzaki! W gr, w d i nic... - W jakiej sekwencji? Zamurowao mnie. - Sucham? - Ach, zapewne nie czyta pan ogosze? To wyjania nieporozumienie. Mamy remont elewacji. Dlatego zmieniony zosta kod dostpu. Musi pan nacisn strzak w d, potem trzy razy strzak w gr, jeszcze raz w d i... niech si pan nie mieje... dwa razy mocno tupn. W pobliu ramy. Stumiem kanie, a moe... szalony miech. - Pan mwi powanie? - Najzupeniej, panie Aymore, lekka wibracja wywoana... Rozczyem si, podbiegem do tafli i wykonaem rytua. Ciche syknicie rozsuwajcych si szyb brzmiao jak najpikniejsza melodia. Odcignem gumk spodni, by uly spoconym nogom. Powracaem do ywych. Weekend, mylaem podziwiajc panoram Warsaw City. Moe wybra si na spacer? Albo zakupy? Przecignem si i wrciem do schodzonego wntrza. Najpierw prysznic. Zaraz po wyjciu z azienki dostrzegem migajcy wskanik wiadomoci. Znajomi czy praca? Uruchomiem nagranie. Na ekranie pojawi si szczupy mczyzna w szarym garniturze. Na wskiej twarzy czai si niepokj. - Prosz pana... - wysoki gos lekko dra. - Prosz o pomoc. Jak najszybciej. - To... wane. - Wcisn jaki guzik. - Przekazuj adres. Bagam, niech si pan pospieszy. - Koniec wiadomoci - owiadczy kobiecy alt. Jednak praca. W sumie si cieszyem. Nie ma to jak weekend z zagadk. Nazywa si Richard Begin i mieszka w podmiejskiej dzielnicy, niedaleko puszczy Kampinou. Dziesi minut takswk. Podczas ldowania obejrzaem okolic. Dom, podobnie jak wikszo posesji, zbudowano dobre pidziesit lat temu. Sypialnia emerytw. Gdy przyziemilimy, zszedem po stopniach i stanem na chodniku z betoplastiku. Wcignem w nozdrza zapach sosnowych igie. Dookoa panowaa boga cisza. Ach, wsi spokojna, wsi wesoa! Zerknem ponad korony drzew na pnocny zachd: niecae dziesi kilometrw dalej z centrum boru wyrasta linowiec Kampiville. Jego szczyt gin w bkitnym niebie. Weekend rozpocz si niezbyt szczliwie, nabraem jednak przekonania, e zakoczenie bdzie bardzo pomylne. Podszedem do ogrodzenia i wcisnem guzik sensofonu. Misternie rzebiona furtka rozsuna si, zapraszajc do ogrodu. Z drzwi budowli wybieg zleceniodawca. - Ju pan jest? Dziki Bogu! Prosz, dzie dobry... Richard Begin - przedstawi si i wycign szerok do. By wyszy ode mnie o gow, - Niech pan wejdzie.

Mieszkanie urzdzono zgodnie z zamierzch mod. Wydawao si rzadko uywane. - Pan tu nie mieszka? - Ma pan oko - odpar z kuchni. - Tylko w weekendy. To mojej mamy. Zmara dziesi lat temu. Wrci z filiankami herbaty. Usiedlimy przy okrgym szklanym stoliku. Ostatnio widziaem podobny w starym filmie. - Zaraz poka panu... - Wycign z kieszeni pomit kartk papieru, pooy na blacie i rozprostowa. Wydruk z domowej drukarki. Moja rzeczywisto jest gr~. Dobrze si rozejrzyj. Moe znajdziesz wyjcie? Uniosem brwi. Sprawa dla gamedeka czy psychiatry? - Gdzie pan to znalaz? - Dzisiaj rano, bya wetknita w furtk... - Sprytnie - orzekem. - Bez elektronicznych ladw. - Moe odciski palcw, DNA? Pokrciem gow. - Autor na pewno o tym pomyla. Oczywicie sprawdz, ale wtpi. - No wanie. Wic zobaczyem t kartk, wszedem w sie, znalazem pana ogoszenie w portalu Montgommery i od razu zadzwoniem. Tkno mnie. Jakby niezlokalizowane swdzenie. - Dlaczego zwrci si pan do mnie? To raczej sprawa dla... policji. - No a gra? Pan przecie jest specem od gier! A tu kto grozi, znaczy, sugeruje, e jestem w wiecie gry! To bardzo nieprzyjemne uczucie... - Gra pan kiedy? - Bardzo czsto. Jestem graczem - spuci gow. Czasem troch si gubi w tych rzeczywistociach. Obrciem wistek. Westchnem. Signem po filiank. Herbata smakowaa jak zwietrzaa. Pewnie po mamie. Gorcy pyn pomg mi zebra myli. - Panie Begin - demonstracyjnie mlasnem, eby zwrci na siebie uwag, bo klient wydawa si jaki roztargniony. - Wedug mnie kto wie o tym hobby i stara si wyprowadzi pana z rwnowagi. Moe to zawi, moe tylko gupi art. Moe chodzi pana majtek? Pokrci gow. Straciem nadziej na intratne zlecenie. Nie umiechao mi si niaczenie znerwicowanego gracza. - Niech pan zignoruje ten list. Prawdopodobnie to kawa. Jeli incydent si powtrzy radz powiadomi policj, chocia nie sdz, by moga pomc. Rozumie pan, maa szkodliwo czynu. - No ale gra?... - na jego szyi drgn jaki misie. A tak, to moja dziedzina. Wstaem. - Jako dowiadczony gamedec owiadczam, e nie znajduje si pan w adnej grze. Otacza nas najprawdziwsze realium. - Jest pan pewien? - Zastanwmy si: jeli pan jest w grze, to ja te, prawda? Chyba e jestem enpecem! - zachichota. - Nie przypominam sobie, ebym wchodzi ostatnio w jaki wiat. Zwaszcza podobny do Warsaw City. Zreszt nie ma takiej gry. Wycignem rk. - Uspokojony? Patrzy mi w oczy jakby wypatrywa zagubionego paproszka. - Ile... Ile panu pac? Ucisnem jego drc do i pogryem si na chwil w filozoficznej zadumie. Dziwna ta sobota. - To usuga gratis. Przyjacielska. Napicie na jego twarzy zelao. - Dobry z pana czowiek. - Do widzenia. - Ruszyem do wyjcia. - Ale... - usyszaem za sob. Odwrciem gow. - Niech pan to wemie. - poda anonim. - Ta kartka dziaa mi na nerwy Jej miejsce jest u pana. - Skoro pan nalega. Pogoda bya pikna: powietrze krystaliczne i spokojne, na niebie pojedyncze altocumulusy; bogostan i odprenie. Komu by si chciao robi tak gr? Nudna i do blu realna. Obok takswki przeleciao stadko gobi. A tamtemu czowiekowi przydayby si prochy. Koysanie pojazdu nastrajao do drzemki. Dotarem na ramp na swoim trzysta czterdziestym drugim pitrze i miaem ju gotowy plan. Najpierw krtka drzemka, a potem spacer w dzielnicy rozrywek. Ha, to jest ycie. Zdejmowaem paszcz i przystpowaem do realizacji pierwszego punktu, gdy co mnie zatrzymao, Jak on powiedzia? Portal Montgommery? Nie znam takiego portalu! Uruchomiem przegldark. Nazwy pdziy jak szalone, lecz Montgommery" wrd nich nie byo. Teraz inaczej, sprawdz, gdzie zamieciem ogoszenia... Pojawia si lista. - Manama, Melbourne, Merry Jokes, Mexico, Miami, Midnight Scenes... Nie ma. Nie ma. Wykrciem numer Richarda. - Nie ma takiego numeru, nie ma takiego numeru - powtarza alt. - Jak to, przed godzin z nim rozmawiaem... Zadzwoniem do administratora. Znowu ta paskudna ysa morda. - Witam pana, czym mog suy? Bezczelny typ. Ty dobrze wiesz, czym moesz i powiniene suy, a nie suysz.

- Czy telefony s sprawne? - W Stockomville? - Nie, na Marsie. - Ehehe, arty si pana trzymaj, panie Torkilu. A o co chodzi? - Ju nic, dzikuj bardzo. Sprawa zacza mnie intrygowa. Nie wierzc w jako pocze, postanowiem wrci do Kampinou i wszystko wyjani. Podczas lotu takswk staraem si odtworzy tre rozmowy. Moe si pomyli? Moe nie Montgommery, ale jaki inny? Czyby mi si pokrcio? Nie miaem pewnoci. Na miejscu zacignem si pachncym powietrzem i powrcia fala nostalgicznych uczu. Cay problem wyda si niewany. Lecz skoro ju znalazem si pod domem niedoszego zleceniodawcy, wypadao rzecz domkn. Rozejrzaem si po okolicy. Gdyby nie towarzystwo, moe i ja bym sobie taki domek wybudowa? Wcisnem guzik sensofonu. Pikny dzie. Po prostu wymarzony. Zjem co dobrego. Naley mi si. Okienko automatu byo nieme. Przecie twierdzi, e mieszka tu w weekendy. Po kilku minutach zrezygnowaem. Musia wyjecha. Moe zgodnia? Poczuem skurcz odka. Spojrzaem na pobliskie domy. Warto by spyta ssiadw... moe go widzieli... Wiedziaem, e si nie odwa. Po niadaniu, spaghetti i potnej misce warzyw, postanowiem wygrza koci na tarasie widokowym. Dzielnica rozrywek to miejsce, w ktrym warto si zakocha. Zreszt byo w kim: dookoa krcio si sporo adnych dziewczyn. Zrezygnowaem z podrywu, posiek by suto zaprawiony czosnkiem. Oparty o plastmetalow balustrad syciem wzrok widokiem rozlegych rekreacyjnych platform, leniwie eglujcych spacerowcw i wielkich ekranw holobimw. Rodziny przechadzay si, jedzc lody i gawdzc, w biofontannach piszczay dzieci, powietrze pachniao wolnym dniem. Mj wzrok przycigna holotransmisja wycigw formuy gamma. Poyskujce bolidy mkny po spazmatycznie poskrcanych torach. Zblienie ukazao kokpit, w ktrym siedziao dwch pilotw. Obaj trzymali wolanty. Wytrzeszczyem oczy Przetarem powieki. Dwch pilotw w jednym bolidzie!? Jakie to wycigi? Przecie to absurd! Co oni wyprawiaj? - Widzi pan to samo co ja? - zaczepiem starszego jegomocia w biokapeluszu. - Wycigi - rzek starczym gosem. - Te si tym kiedy interesowaem. Ale dzisiaj... to nie na moje zdrowie - poklepa si w pier. - Za duo emocji. - Ale w tych bolidach jest po dwch kierowcw! Spojrza na ekran bez zainteresowania. - Czego to teraz ludzie nie wymyl... Oddali si. Miara si przebraa. Zaoyem okulary, wycignem z futerau przenony telesens i zadzwoniem. - Biuro statystyk do usug, czym mog suy? - spytaa recepcjonistka. Co dzisiaj za duo mam do czynienia z urzdnikami. - Niech pani bdzie tak askawa i sprawdzi adres pana Richarda Begina, w okolicy Kampinou. Wystukaa dane. - W Kampinou nikt taki nie mieszka. Rzeczywicie, to mieszkanie jego matki. - A kobieta o tym nazwisku? - Zaraz... Rwnie nie. - Niech pani sprawdzi w caym okrgu. Richard Begin. - Chwileczk... Nie ma. Jest pidziesiciu Beginw, ale adnego Richarda. Zakrcio mi si w gowie. - Ma pani moliwo sprawdzenia regionu Europy rodkowo-Wschodniej? - Usuga bdzie patna. - Zgadzam si. - Jeden moment... Nic z tego. Piset dwadziecia trzy osoby o tym nazwisku, ale adnego Richarda. Przykro mi. Ziemia zacza usuwa mi si spod stp. - Mnie rwnie. - Paci pan trzydzieci pi kredytw. Wystukaem instrukcje. - Dzikuj - umiechna si. - Miego dnia! Wziem gboki oddech, wstrzymaem go na szczycie, odliczyem dwanacie uderze serca i wypuciem powietrze. Buddyjskie wiczenie Petera Crasha" Kytesa, czempiona Bezbolesnych, ukoio nadszarpnite nerwy Wycignem z kieszeni kartk. Twoja rzeczywisto jest gr. Dobrze si rozejrzyj. Moe znajdziesz wyjcie? Nigdzie nie ma wskazwki, e adresatem jest Richard. Przeknem lin. Jak on mnie poegna? Jej miejsce jest u pana". Wspomniaem wasne sowa: Jeli pan jest w grze, to ja te, prawda?" Rozejrzaem si bezradnie. Czyby cae to zlecenie byo tylko pretekstem, eby wrczy mi wiadomo? Czyby wistek by w istocie skierowany do mnie? Mocniej uchwyciem porcz i poczuem bl palcw. Bl. Pokrciem gow. Nie wchodziem w adn gr. Nie pamitam. Co znaczy: Nie pamitam"? To aden dowd. Mona dzi robi tyle cudw, e wywoanie czciowej amnezji wydaje si realne... Spojrzaem na absurdalne wycigi. Ale po co? Po c kto adowaby mnie w tak dziwaczny wiat? To gigantyczne pienidze! Symulacja na tak skal, eby zabawia si losem jednego czowieka? Nonsens! Kucnem, by przyjrze si fakturze chodnika. Jeli by iluzj, to doskona. Lekko chropawa powierzchnia. W dotyku ciepa, drapica i...

ledwie wyczuwalnie wibrowaa. Perfekcja. Przytknem ucho do nawierzchni. Setki stpni. Nie ma si do czego przyczepi. - Mamo, popac, pan patsy bokiem! - krzykna dziewczynka. - Cicho, pan jest pijany, nie trzeba si mia. Wstaem. Otrzepaem paszcz. Mgbym uzna, e wszystko to gupi dowcip, ale skd wycigi? Ale przecie! Najprostsza rzecz pod socem! Gest otwarcia okna! W kadej grze wyglda identycznie: przyciskasz okie do tuowia i podnosisz do z wycignitym wskazujcym palcem. Rozejrzaem si. Po co robi pomiewisko. Wykonaem ruch. Nic si nie stao. Ponowiem prb drug rk. Bez rezultatu. No to po problemie. To realium. Ale byem gupi. Przez chwil naprawd uwierzyem... Spacer by odwieajcy. Kilka dziewczt zawiesio na mnie spojrzenie. Okoo siedemnastej w znajomej chiskiej restauracji uraczyem si sut i tust obiadokolacj. Po kilku lampkach wina przysza senno. O, spa mi si chce. To nie gra. Podczas jazdy do domu miaem ochot ucaowa takswkarza. Za to, e tak piknie jedzie i e w ogle jest cudownie. Na ko padem w ubraniu. Obudzi mnie chodny powiew. Jasne, nie zamknem okna. Cae szczcie. Leniwie si przekrciem. Zaszeleci wygnieciony paszcz. Z kieszeni wysuna si zmaltretowana kartka. Twoja rzeczywisto jest gr. Dobrze si rozejrzyj. Moe znajdziesz wyjcie? - Srutututu. Kto mi zrobi kawa i tyle. - W ustach miaem magazyn szmat. - Pewnie Harry Siedzi na Hawajach i wydziwia. Jak wrci, to mu wygarn. Skierowaem niepewny krok do azienki, zrzucajc po drodze ubranie. - Zby zby, zby Umy. Zby. Dokonawszy generalnych ablucji przebraem si, zaparzyem porzdnej kawy i usmayem omlet z groszkiem. Czas na mae niadanko i ogldanko... Wiadomoci. Bardzo lubi wiadomoci w soneczny niedzielny poranek. - ...saw City jest wiadkiem niezwykego widowiska - perorowaa spikerka. - W dzielnicy rozrywek mamy do czynienia z wydarzeniem bez precedensu. Czy widzimy happening szalonej artystki? A moe akt zdesperowanej, samotnej matki? - Ciekawe - wydukaem, ujc. - Faktem jest, e od p godziny ta kobieta... Kamera zrobia najazd. Na jednym z powietrznych pojazdw staa moda brunetka z trudem apica rwnowag. Za chwil ugia nogi i przeskoczya na inny, przelatujcy obok pneumobil. - ...rzuca si z aerauta na aerauto. Prbowalimy przeprowadzi z ni wywiad, ale nie wydaje si zainteresowana... Zoom, bardzo adna twarz. Oczy wyraaj rozterk i niepokj. Ale przede wszystkim jakby... niecierpliwo. - Jaki jest jej cel? - pyta spikerka. - Policja rozpostara ochronn siatk. To doprawdy cud, e jeszcze nic jej si nie stao. Mamy informacj, e desperatk jest niejaka Pauline Eim, znana jako gamedec w spdnicy.. Wstrzymaem ruch waczy. Operator zrobi zdjcie. Z ekranu patrzya teraz ju na pewno zrozpaczona kobieta. Gamedekini. Miaem wraenie, e czeka na mnie. Byskawicznie dopiem kaw i poknem resztk jedzenia. Po chwili siedziaem w takswce, zawijajc mankiety i poprawiajc futera telesensu. - Pan te chce j zobaczy? - spyta pilot. - Ta... - Moe cholera spadnie? - zarechota z nadziej. Na platformie widokowej koysa si gsty tum. Do barierki dotarem zmity i poturbowany. wiea koszula i spodnie! Eim balansowaa na czerwonej furgonetce. Wok unosiy si policyjne wozy byskajc bkitem i zieleni. Zoyem donie wok ust. - Pauline! Nie usyszaa. - Paulineee! Zaczem wymachiwa obiema rkami. - Paaauuuliiinneeee!!! - Co si pan tak drzesz? - prychna korpulentna blondynka. - Co si pani tak pchasz? - odparem. - Paaauuuliiineeee!!! - Ludzie, patrzcie, wariat, wariat - nie dawaa za wygran. - Id mi z oczu, enpecko gupia, bo nie wytrzymam! Wyda usta i sypna iskrami spod cignitych brwi. - Co, prosz?! - Paaauuuuliiiineeee!!! Wtedy Eim mnie zobaczya. - Tooo jaaaa!!! Mnie szukasz!!! - Zawoajcie policj, to cham jaki! - nie odpuszczaa paniusia. Gamedekini kiwna gow, e rozumie, i skoczya na policyjny wz. - Policja! - krzyknem. - Pan te wzywasz policj? - zdziwia si blondynka. - Wybawczyni ty moja!

Spojrzaem na ni z mioci i strzeliem w pysk. Zatoczya si z krzykiem. Poprawiem. Wstyd si przyzna, ale sprawio mi to przyjemno. - Policja! - wrzasna. - Policja! - zawtrowaem.

Na posterunek trafiem tu po gamedekini prowadzonej przez dwch rosych drabw. Nasze oczy spotkay si i rozpoznay. Odetchna. Po trwajcych do poudnia przesuchaniach, protokoach, rejestracjach i ostatecznej operacji opacenia grzywny zostaem zwolniony. Wyszedem z dusznego budynku i usiadem na awce. P godziny pniej doczya Pauline Eim. Drugi kierowca bolidu klasy gamma. Parokrotnie przekna lin. Wygldaa na zmczon. - Dlaczego to zrobia? - Nie widziae holobimw z wycigami? - Widziaem. Opara si mocniej o deski. - Zrozumiaam, e jest jeszcze jeden gracz. Sposobem na odnalezienie go byo zrobienie czego absurdalnego, przeczcego zdrowemu rozsdkowi, a jednoczenie interesujcego dla mediw. - Bardzo inteligentne - przyznaem. - Ale ryzykowne. Nie wiemy, co tu oznacza mier. Skoro wszystko jest takie realne... Parskna. - To nie Happy Hunting Grounds. - Ale te nic, co znamy. Spaa? - Tak. - Brudzia si? - Yhm. Przez chwil milczelimy. - Ty te dostaa dziwne zlecenie? Potwierdzia, pochylia si i opara okcie o kolana. Czarne wosy zasaniay jej twarz. - W sobot rano? Ruch gow. Potem szepna: - Od gocia, ktrego pniej nie mogam namierzy. Pamitam, byam wcieka. - Patrzya w ziemi. Nawali radiator, zrobio si gorco, a w dodatku... - Nie moga otworzy okna? Spojrzaa zaskoczona. - Poka swoj kartk! - krzyknem. Wycigna zwitek. Twoja rzeczywisto jest gr.. Dobrze si rozejrzyj. Moe znajdziesz wyjcie? - Psiakrew, mylaem, e bdzie podpowied. - Okno jest podpowiedzi - wyjania cicho. - Jak to? - Otworzye je w dziwaczny sposb? - Bardzo dziwaczny. - W jaki sposb wychodzi si z gry? - Otwierajc ok... O jasna cholera! Nie moemy wyj, bo nie znamy waciwej sekwencji! - Mam wraenie - powiedziaa - e do otwarcia bdziemy potrzebni oboje.

Dugo spacerowalimy Mijalimy przechodniw, sklepy, bary, kafejki, nie wiedzc, czy ogldamy prawdziw prawd, czy te prawd innego rodzaju. - W sumie to nie musi by gra - zauwayem bezradnie. Skina gow. - Kto mg to wszystko ukartowa... - cignem. - Nie mamy ani jednego niezbitego dowodu. Przystana i zajrzaa mi w oczy. - W wielu grach te nie ma dowodw. Jedynym pewnikiem jest otwarcie okna. Dopki tego nie zrobisz, masz wraenie penego uczestnictwa. Chyba e gra muzyka. - No, ale pocenie, zmczenie... - Wszystko do zasymulowania. Podjlimy spacer. - Jeli to gra, to kto j zrobi i dlaczego wybra nas? - spytaem. - Szalony programista? - poprawia wosy, umiechajc si ironicznie.

- Fakt, bardzo banalne. - Bogaty ekscentryk? - S ciekawsze i prostsze rozrywki. - Firma? - zgadywaa. - Najprawdopodobniej. Tylko czemu w takim dziwnym ukadzie? Jestemy testowani? I dlaczego, do diaba, Warsaw City? - Dla peni zudzenia i poczucia niepewnoci? Podoba mi si jej sposb rozumowania. Nie tylko umys miaa pikny. Zgrabne nogi, adnie uksztatowane biodra, wska talia, paski brzuch i drobne piersi. Jak dla mnie, wzr dla enpecek. Nie spodobao mi si tylko ostatnie skojarzenie. - Zadam ci dziwne pytanie, Pauline... Bdziesz si miaa, ale... - zatrzymaem si i uwanie na ni spojrzaem - ... czy przypadkiem nie jeste enpeck? Patrzyem w orzechowe oczy i tonem. Milczaa. Ludzie zakochuj si w enpeckach. Na przykad w Rajskiej Play... - A ty, Torkilu? - spytaa cicho. - Ja? Gdyby tak byo, bybym troch przystojniejszy. Lekko si zarumienia. - Dla mnie jeste bardzo przystojny. Chrzknem. Ruszylimy. - Umwmy si, Pauline, e dla ciebie mog by nawet enpecem, dobrze? Wybuchna miechem, a ja za ni. Ani si spostrzeglimy kiedy opucilimy teren dzielnicy rozrywek i zawdrowalimy w nieznany zauek. Zmierzchao. - Chyba si zgubilimy - stwierdzia. - Wiesz co? Chciabym z tob porozmawia, ale zwyczajnie. Jak to si wszystko skoczy Jeli jestemy w wiecie, to z pewnoci kto nas obserwuje. - Spojrzaem w gr. - Hej! Jest tam kto? Rozemiaa si i pokrcia gow. - Paranoja. Nagle rozleg si kobiecy krzyk. Dobiega zza najbliszego budynku. Rzucilimy si tam. Za rogiem ciemna sylwetka mczyzny pochylaa si nad bezwadnym ciaem. Napastnik spostrzeg nas i odskoczy w cie. Olepio nas wiato ruszajcego auta. Schylilimy si w ostatnim momencie, pojazd przelecia z rykiem tu nad naszymi gowami i znikn za najbliszym budynkiem. - Trzeba zadzwoni na policj! - krzykna Pauline. - Czekaj. Nie zauwaya, e ten drab by podobny do mnie? Podszedem do lecej. Dotknem ttnicy szyjnej. Nie ya. Tak, jak si domylaem, przypominaa gamedekini. - Widzisz? Ona wyglda jak ty. Pauline kucna. - O Boe... Na brzuchu kobiety lea portfel ogoocony z kart. W zakadce tkwi hologram, caowaa si na nim z jakim mczyzn. Ze skrzanego zagicia wysuna si plakietka identyfikacyjna. Katherine End. Nage skojarzenie rozwietlio przestrze. Przed oczami stan Richard Begin. Begin i End... Pocztek i koniec... Zerknem ukradkiem na Pauline. Nie spostrzega nazwiska ofiary. Wci patrzya na jej twarz. Na razie nie dzieliem si swoim odkryciem. Nie byem pewien konkluzji. Wstalimy Cisza i ciemno otuliy nas aobnym welonem. Policji nie wezwalimy. Rozstalimy si w cikim milczeniu. Ona wrcia do siebie, cokolwiek to znaczyo, ja za poszybowaem do Stockomville. To nie bya atwa noc. Gowa mi pucha od domysw. Pauline: jest programem czy ywym czowiekiem? Jestem w grze czy w realium? Spatano nam figla w prawdziwej rzeczywistoci czy kto manipuluje nami, patrzc na ekran? Okoo pitej, kiedy wit zoci wschodnie niebo, doznaem olnienia. Wiedziaem, e jestem w grze. O smej wkroczyli spece od radiatora. Miaem ochot im dokopa. Powstrzymaem si. Wyszedem na ramp nieumyty, nieogolony, we wczorajszej koszuli i... z plasmagunem w kaburze. Pauline miaa czas, by o siebie zadba: wosy zwizaa w koski ogon, naoya spdniczk mini, bia koszul z abotem i gustowne bolerko. Czekaa przy gruzowisku, obok przeartych rdz kontenerw, tak, jak si umwilimy Gdy zbliyem si na dwadziecia krokw, wyja zza paska may igowy rewolwer. - Myl, e wiem, jak otworzy okno - owiadczya, celujc w moj gow. Zatrzymaem si. - Poczekaj chwil - powiedziaem ze sztucznym spokojem. - Nie wiemy, czy tu mona bezkarnie umrze. By moe to jedyne rozwizanie, ale jeli t gr stworzy wir, moe si okaza, e ju nie wstan z oa... - adny wywd - przyznaa, nie opuszczajc broni. - Tylko sdz, e jeste enpecem. Wcale nie byo dwch graczy Gra to model sytuacji konfliktowej. S w niej przeszkody, ktre naley pokona. Przeszkod byo mylenie, e jeste ywy. To puapka. Jeli si j ominie, wszystko staje si jasne... - Zaczekaj, na mio bosk! Mamy czas. - Przycupnem na odamku betonu. - Chc si zastanowi.

- Miae ca noc i jestem przekonana, e doszede do tego samego wniosku. Drtwiej mi rce, wykorzystujesz to. - Ot wanie! - podchwyciem. - Ja te mog ci podejrzewa o enpecostwo! Mwisz, e jestem programem, a twierdzisz, e zastanawiaem si ca noc! Enpece si nie zastanawiaj! Rozmawiasz ze mn jak z czowiekiem! Poprawia chwyt na rkojeci. - To odruch. - Dobra - zrezygnowaem. - Jeste gamedekini. Wic zacznij myle. - Myl. Jestem otoczona rzeczywistoci. Musz si przez ni przedrze. Znale jej granic. Myl, e granic rzeczywistoci jest mier. - Lub mio. Chwycia mocniej bro, rozstawia szerzej nogi. Bardzo zgrabne nogi. - Co masz konkretnie na myli? - spytaa twardo. - Pamitasz t kobiet? - Denatk? Trudno zapomnie takie ostrzeenie: Facet ci dziabnie, wic zrb to pierwsza. - Tak te mona. A przypominasz sobie jej portfel? - Oczywicie. Oprniony z kart. Zwycizca zgarnia wszystko. Wziem gboki oddech. - Hologram. Pamitasz hologram? Ten z caujc si par? Mylisz, e to tylko ozdobnik? - Tak uwaam. Mdlej mi rce. Jeli masz co nowego do powiedzenia, to si spiesz. - Te mam przy sobie bro. - Nie jestem zaskoczona. - Wycign j i rzuc na ziemi. - Nie prbuj. Signem po pistolet. - Ostrzegam ci! Torkil! Ostronie wycignem spluw i upuciem na wir. Tylko sucho zachrzci. Zrobiem krok w jej kierunku. - Nie zbliaj si! - Wiesz, co otworzy okno? - Twoja mier. - Moliwe. Ja wol myle, e okno otworzy nasz pocaunek. Jej oczy zmatowiay. - Powiedziaa, e gra to model sytuacji konfliktowej. Zabawa z utrudnieniami i podpowiedziami. Przeszkod jest nieufno i to, co widzielimy w zauku. Podpowiedzi jest hologram. Po co wrzucono nas razem? Mczyzn i kobiet? Dlaczego potrzebni jestemy oboje do sekwencji otwarcia? Jak rol odgrywao dotknicie warg w bajkach? Co najtrudniej osign, gdy pozory wiadcz przeciw? - Co? - Zaufanie. - Zrobiem drugi krok. Nie zareagowaa. - atwo jest niszczy. To nie wymaga mylenia ani odwagi. Myl, e morderstwo byo mylnym tropem. Zacht do oportunizmu. - Zbliaem si. - Jeli gr zrobi kto z gow na karku, a tak sdz po poprzednich zagadkach - oparem pier o luf - najpikniejszym rozwizaniem bdzie wanie to. Drgna. - Moesz we mnie celowa - wyszeptaem. - Ale pozwl mi dziaa. Opucia rewolwer. Objem j i dotknem wargami jej ust. Dookoa eksplodoway brawa. Odskoczylimy od siebie. U naszych stp pono okno wylogowania. W powietrzu zmaterializoway si tysice ekranikw ze miejcymi si twarzami. Na tle chmur pojawi si potny napis: Supra City". - Prooosz pastwa! - rozleg si zwielokrotniony echem gos. Pojawi si jegomo w nienagannie skrojonym garniturze. Nad jego gow zamajaczy napis: Geofrey Higgins". - Oto mamy zwycizcw pierwszego virtuality show firmy Novatronics! Wanie adujemy im wymazane wspomnienia! Pamitaem. Z dyrektorem do spraw reklamy Novatronics Ltd., Geofreyem Higginsem, umwiony byem na dziesit. Pauline ju czekaa w jego gabinecie: spoczywaa w skrzanym fotelu prezentujc dugie, opalone nogi. Gospodarz wsta. - Witam pana... Pani Eim, pan Torkil Aymore, gamedec, panie Aymore, pani Pauline Eim, gamedekini dokona krtkiej prezentacji. Wycigna wsk do. Ucisnem j, jakbym obejmowa nagie ciao. - Drodzy pastwo, zaprosiem was celem przedstawienia bardzo interesujcej propozycji. Geofrey nie zasypia gruszek w popiele. Wymieniem z Pauline porozumiewawcze spojrzenie. - Ot przygotowujemy si do wylansowania gry Supra City napdzanej nowym silnikiem, umoliwiajcym niespotykane rzeczy. Gracze bd musieli spa, bd si mczy, bd, jakby tu powiedzie, odczuwa rnorodne potrzeby, brak higieny zmusi ich do umycia si, gd do... Widziaem, e take dla Pauline nie brzmi to zachcajco.

- Engine Supra City umoliwi stworzenie wiernej kopii naszego miasta. Gra jest gotowa. Zaprojektowalimy ciekawe questy wymylilimy intrygujcych enpecw i mnstwo niespodzianek. Teraz trzeba tylko odpowiedniej reklamy I tu pojawia zadanie dla was. Poda kopie dokumentw. Nagwek brzmia: Scenariusz projektu Granica Rzeczywistoci". - Oto, co wam proponuj. Poddamy was amnezji wstecznej... Jednoczenie otworzylimy usta, eby zaprotestowa. - Prosz si nie niepokoi. Przetestowane, sprawdzone, w razie czego wysokie odszkodowanie. Pienidze zawsze mnie uspokajay. Spojrzaem pytajco na dziewczyn. - Po czym wprowadzimy was w gr do waszych wasnych apartamentw. Obudzicie si jakby nigdy nic w znajomej pocieli. - A gdzie tu reklama? - spytaa Pauline. - Aa... - Geofrey umiechn si chytrze. - Przez cay czas bdzie was ogldao dwadziecia, a w porywach nawet trzydzieci milionw. Bdzie to pierwszy virtuality show! Wstaem. - Ja dzikuj. - Niech pan poczeka. Nie pokaemy golizny. Zawahaem si. - Mimo to... - Niech pan zerknie w scenariusz. No? Nieche pan siada. Czy myli pan, e to przypadek, e zaprosiem najlepszych gamedekw w miecie? Usiadem. Pauline te nie zbieraa si do wyjcia. - Myl, e uznacie eksperyment za bardzo ciekawy Przy okazji bdzie to bezpatna reklama... jeli sobie poradzicie. Niech pan przeczyta scenariusz. - Mwi do mnie, ale patrzy na ni. - Pani Eim, bardzo prosz. Skoro ju tu jestem, pomylaem i zanurzyem si lekturze. Gdy dobrnem do koca, ponem z podniecenia. - Ju, panie Aymore? Pani Eim? Skoczylicie? No i jak? Kobieta kiwna gow. Miaa wypieki na twarzy. - A pan? - Wchodz. - Prawda, e to wyzwanie? Wiedziaem, e si nie oprzecie! Rozumiecie zasady?... Najpierw musicie si zorientowa, e to gra, potem, e istnieje drugi gracz, wreszcie, e gest otwarcia okna jest nietypowy Do jego wykonania jestecie potrzebni oboje... Za udzia inkasujecie po dziesi tysicy Zabicie" drugiej osoby daje zwycizcy dodatkowe dziesi, za za pocaunek, ktry jest najtrudniejszy, oboje otrzymacie dwadziecia. W ten sposb Novatronic promuje filozofi win-win... Pauline nie odrywaa ode mnie nieprzeniknionego spojrzenia. - Mam nadziej - powiedziaem - e znajdziemy najwaciwsze rozwizanie. Obok materializowao si coraz wicej ludzi: postacie z Supra City, enpecowie, boty, kto co krzycza, reklamowa, przejeday napisy, projekty map, potrzsano nam rce, wrczano czeki... Jak mogem sam sobie to zrobi? Zerknem na Pauline. Patrzya na mnie wzrokiem zagubionym i zmczonym. Nie ywiem wobec siebie pozytywnych uczu. Zainteresowanie gr osigno nieoczekiwany poziom. Higgins by zachwycony i zafundowa nam kolacj na szczycie holowizyjnej wiey. Skorzystalimy z zaproszenia nastpnego dnia, gdy si porzdnie wyspalimy. W wietle wiec gamedekini wygldaa zachwycajco. Na jej szyi byszczaa gustowna kolia. - Powiedz mi - powiedziaa ciszonym tonem - czy by jaki moment, w ktrym zyskae pewno, e to gra? Przeuem kawaeczek kraba. - Yhm. - Naprawd? Kiedy? - W nocy. Przed naszym - umiechnem si obuzersko - pojedynkiem. Przypomniaem sobie szczeg, zupenie absurdalny. - No? - Tupanie nog podczas otwierania okna. Zasonia usta, eby nie wybuchn miechem. Tak te wygldaa piknie. - Czarowna noc - spojrzaa wymownie w okno, jakby i je naleao sprawdzi. - Tak. Obok wiey przelatywa holobim. Wywietla relacj z wycigw formuy gamma. Bolidy mieciy... trzech pilotw. Zamarlimy. - Co to, do diaba... - zmiem serwetk i zerwaem si z krzesa, strcajc widelec. Z brzkiem uderzy w posadzk. Pauline patrzya szklanym wzrokiem. - Tylko nie to...

Obraz przybliy si i ukaza twarz jednego z kierowcw. By to Higgins. Umiechn si i wznis kciuk. Pod nim pojawi si napis: To tylko art!" Zdaje si, e nasz gony miech mocno zbulwersowa eleganckich goci.

7. Polowanie
Zawsze uwaaem, e instynkt jest po to, eby si nim kierowa. Zwaszcza gdy przed czym ostrzega. A jednak pamitam niejedn spraw, w ktrej wewntrzny gos alarmowa na kadym kroku, a ja mimo to brnem w niebezpieczne rejony. Ta zacza si e-mailem: Szanowny Panie, Zapraszam na spotkanie w starej szopie przy Soneczna Street, dwa kilometry na poudnie od Wooden Podkowou. Charakterystyczny krzywy komin. Pojutrze o 10.30. Intratne zlecenie. Z wyrazami szacunku Hannibal Hunt

Jakie to intratne zlecenie mog dosta w starej szopie? Sprzeczno kua w oczy. Odezwa si ostrzegawczy mentalny sygna. Ruszyy wspomnienia filmw o mafii, obrazy opuszczonych domostw i morderstw dokonanych wrd pl. Troska o dyskrecj posunita do tego stopnia najpewniej oznaczaa kopoty. Ale pomylaem te, e moe to jaki ekscentryk. Dziwak. Lubi dziwakw. Chaupa rzeczywicie sprawiaa wraenie, jakby si miaa rozlecie. Blaszan rur imitujc komin zmaltretowano i powykrcano chyba celowo, by uczyni niezawodnym znakiem rozpoznawczym. Ostronie wszedem do rodka. Wszechobecny kurz zniechca do oddychania. Rozejrzaem si. adnych mebli, zawalone schody, ciemno i pusto. Kto mi zra bi kawa? Rozleg si pneumatyczny syk i cichy klang windy Z podogi wychyna luksusowa, obszerna kabina. Wzbia tuman pyu, miaem jednak wraenie, e oddziela j przezroczysta warstwa powietrza. Antygrawy? W rodku czyni powitalne gesty umiechnity tustawy jegomo w garniturze skrojonym zgodnie z najnowszymi trendami mody. Nie ukrywa rozbawienia moj min. Zaprosi mnie do rodka. Zmruyem oczy i niechtnie wkroczyem w szary obok Za progiem otoczyy mnie setki liskich rczek: niewidzialna sia cigna ze mnie cay brud. Antygrawy No, no... - Witam, panie Aymore - wycign bia, czyst rczk. - Hannibal Hunt. - Mio mi. Ucisnem jego do, co przypominao mitoszenie gowonoga. Winda cichutko sapna i zapada si pod ziemi. Wdepne, wdepne, naigrawa si instynkt. Samo przebywanie w takim ukrytym miejscu implikowao konieczno milczenia. Nie ulega wtpliwoci, e waciciel posesji potrafi mnie zmusi, ebym trzyma gb na kdk. Wkraczaem w stref przemocy. Porwnabym wntrze do paacu, tyle e paac spaliyby si ze wstydu. Przepych szed eb w eb z funkcjonalnoci i nowoczesnoci. Byo przytulnie, ciekawie, rozkosznie i hotelowo. Mgbym si natychmiast wprowadza. Za panoramicznymi oknami szumiao morze prawdziwsze od realnego. Gospodarz lustrowa mnie szarymi oczkami, serdecznie obnaajc zby. Czuem si jak Ja i Magosia razem wzici, szacowani przez Bab Jag pod wzgldem wartoci kulinarnej. Hannibal... Otrzsnem si. - Robi wraenie, prawda? - jego nalana buka wyraaa dum. Zadraem. Po co mi to pokazae? Nie chc ci zna! - Owszem. Bardzo... efektowne. - I wygodne. Drinka? Przeknem lin. - Duego. I mocnego. Wybuchn szczerym miechem. Zupenie jakby sugerowa: Lubisz wypi, co? Ja te!". Odnalazem skrzan kanap. Sta przy niej przepikny zocony stolik z alabastrowym blatem. - Mona? - spytaem. - Oczywicie - odpar braterskim tonem. Powstrzyma si, eby nie doda protekcjonalnie: Kurewsko droga ta sofa, kosztowaa mnie sto tysicy. stolik sprowadziem z Pekinu, ale siadaj, i ty troch naciesz". Albo mam paranoj, albo powinienem natychmiast ucieka. Odci mi odwrt, stawiajc snist szklanic z pomaraczowym pynem. Sam nie pi. - Niech pan sprbuje. Od tego przybywa mskoci - parskn oblenie. Drink, niestety, by bardzo smaczny. Nie potrafiem tego ukry. - Panie Aymore - odezwa si, gdy przeykaem. Mam do pana spraw. Jest pan inteligentnym czowiekiem, wic ju si pan domyli, e dyskretn. Skinem gow. - Wraz z przyjacimi polujemy w Happy H ting Grounds.

Da mi chwil na przetrawienie tej informacji. wiat HHG by nielegalny. Lasy i bagna z mn stwem niebezpiecznej zwierzyny, czsto bez realnych odpowiednikw. Nigdy go nie widziaem, dostp, jak gosia plotka, by limitowany Nie wiadomo, kto gr stworzy, pewne natomiast byo, e za udzia w niej grozia wysoka kara - kilka lat wizienia. W tym wiecie nie istniay adne sensoryczne ograniczenia: moge zamarzn, spon, zosta przecitym na p, kady fizyczny uraz posiada pen reprezentacj zmysow. W synnej Goodabads zawodnicy od czuwaj specyficzny, indukowany bl, do ktrego przyzwyczajaj si przez lata. W HHG wszystko wygldao jak prawdziwe ycie. Czyli moge take na prawd zgin. Oczywicie mier wirtualna nie musi oznacza natychmiastowego zgonu ciaa, ale z reguy dochodzi do wstrzsu, ktry nieleczony doprowadza w cigu kilkudziesiciu minut do terminacji funkcji yciowych. Tak gosi teoria oparta na dowiadczeniach ze zwierztami. - Jak si pan z pewnoci domyla, ma pan zlecenie w tej wanie grze... - Dlaczego ja? Zagdaka. By to rodzaj miechu. - Po reklamie, jak pan sobie zrobi tym virtuality show, nie wyobraam sobie nikogo lepszego. - A Pauline Eim? - To zadanie dla mczyzny.. Z jego twarzy znikn umiech. Ciarki przeszy mi po plecach. - Zgin nasz przyjaciel. Drugi jest w cikim stanie. Prawdopodobnie wyjdzie z tego bez cielesn go szwanku, ale polowa ju si nie odway. Rozumie pan, e sprawa nie jest dla policji: zakazany wiat... skrzywi si. - Zdaje si, e specyfika Happy Hunting Grounds polega wanie na tym, e mier... - Wiem, co pan chce powiedzie. To byli znakomici owcy. Polujemy zawsze w grupie. A zaatakowao ich co, co nie byo zwykym programem - pochyli si w moj stron. - Potrzebujemy pana, panie Torkilu. To ajno jest jakim wrednym oszustwem... Chcemy, eby dowiedzia si pan, czym ono jest i kto je stworzy. Wypiem yk. Zacisnem powieki, eby zebra myli. - Macie rekordingi? - Najpierw ustalimy cen. - Wolabym wiedzie, z czym mam do czynienia. - Jaka jest pana stawka? Zaciem usta. - Ryzyko jest due. Pidziesit tysicy - Ty sukinsynu, dodaem w mylach. - Proponuj dwadziecia. - Na jego wrednych usteczkach bka si bogi umieszek mwicy: Podskakuj, podskakuj, nic ci to nie pomoe". Nie spotkaem si dotd z tak dawk uprzejmej przemocy. Upyno kilka sekund. - Zgoda? - bardziej stwierdzi, ni spyta. - Przejdmy do drugiego pomieszczenia. W rozlegej bibliotece siedziao piciu doskonale ubranych jegomociw. Sczyli pyny i patrzyli podejrzliwie. To ja powinienem was, gangsterzy, mierzy wzrokiem, nie odwrotnie. - To jest Torkil Aymore - oznajmi Hunt. Podszed do monitora i uruchomi zapis. Ujrzaem trjwymiarow projekcj trzscych si drzew i porozrywanej mgy Dookoa biegali myliwi i krzyczeli. Obraz na moment obrci si o sto osiemdziesit stopni i ukaza przykucnit poczwar, przypominajc mezozoicznego velociraptora, pastwic si nad wyjcym mczyzn. Kamera zmienia kierunek, jej operator dalej ucieka. Film zatrzyma si. - To wszystko? - wykrzyknem. Miaem ochot zdzieli go w eb. - Nikt nic wicej nie nagra? Sta i milcza, nie domylajc si, e jest idiot. - Teraz wszystko w pana rkach. - Odwrci wzrok do jednego z obecnych. - Nick? Szczupy brunet skin gow. Hannibal umiechn si. - Od ptora roku pracuje pan, panie Aymore, w Global Industrial na stanowisku dyrektora departamentu wsparcia sprzeday pionu klientw indywidualnych. W tej samej firmie co Nick Hartman. Jestemy biznesmenami - dorzuci, widzc moje zdziwione spojrzenie. - A pan myla, e kim? Mafi? - rozemia si. Pozostali zawtrowali. - Podejrzewamy e przeciwnik kontroluje nasze poczynania - cign. - Jako gamedec zwrciby pan jego uwag i zosta... poarty. Kamufla jest niezbdny. Troch si rozluniem. Przynajmniej nie miaem do czynienia z mobsterami. - Nicka ju pan zna, ten siwy to Hans Zack z Electronics World, ysiejcy kurdupel - obecni zachichotali - nazywa si Larry Joy, Manual Electrics, obok niego Marcin Tondo, Multichemical Laboratories, i wreszcie Jozue Othox, Sensual Supermarkets. Stara paczka przyjaci. Usiadem. - Moe pan to jeszcze raz puci? - spytaem. Hunt uruchomi obraz. - Niech pan zatrzyma! - krzyknem, gdy pojawi si potwr. - Najazd! - zakomenderowaem. Hannibal wrczy mi manipulator. Nie lubi wykonywa polece. Przewijaem tam i z powrotem, jednak zapis by zbyt krtki. Nie dostrzegem niczego ciekawego. - Moecie co wicej o... tym gadzie powiedzie? - pytaem.

Nick wzruszy ramionami. - Jest piekielnie szybki. - Jakby za szybki - potwierdzi Larry. - Ma si wraenie, e zna nasze myli - doda Marcin. - I zamiary - uzupeni Jozue. - Gramy w HHG od wielu lat - kontynuowa Hartman. - Ubilimy mas zwierzyny, ale czego takiego nie widzielimy Musisz to sam zobaczy. - Aha, i jeszcze jedno - odezwa si Hannibal - adnych widocznych okien. On nie moe wiedzie, e co kombinujemy. Jeste po prostu jednym z nas.

Przygotowanie odpowiedniej aplikacji zajo mi kilka dni. Stworzenie niewidzialnych okien nie stanowio problemu. Miaem kilka programw. Wyzwaniem byo sterowanie. Wpadem na pomys nawigacji jzykiem: uderzenia w odpowiednie zby wywoyway okrelone efekty W ten sposb miaem niewykrywalne okna i operatyw. Byem z siebie bardzo dumny. Gdy przygotowywaem si do wejcia, towarzyszylo mi ju inne uczucie. Natarczywy wewntrzny gos podejmowa prby przejcia kontroli nad moimi rkami nakadajcymi kombinezon, instalujcymi pyn, sprawdzajcymi automasa i wreszcie wciskajcymi na gow kask. Nie suchaem go. Suchaem - a jake zadufanej w sobie i gupiej jak but wiadomoci. Wprowadziem kod HHG. Ukazaa si wyblaka, skromna strona. Wygldaa jak zapomniane i przez nikogo nieodwiedzane miejsce. Uruchomiem szar, schowan w rogu aplikacj logowania. Zostaem poproszony o haso. Wprowadziem je. - Welcome to the Happy Hunting Grounds! - zacharcza sztucznie obniony gos. Pdziy w moim kierunku zielone litery utworza ne ze splecionych drzew. Odruchowo zasoniem twarz. Napis ze wistem i odpowiednim muzycznym akordem przelecia przez moje eteryczne ciao. adny pocztek, pomylaem i ze zdziwieniem otarem pot. No tak, brak blokad. Jak puszcz mi zwieracze, to dopiero bdzie bal. - Choose your gear! - nadjechao pomieszczenie z ubiorami. Wybraem solidne buty, panterkowe spodnie wraz z kurtk, zestaw pasw i zasobnikw... kask i kamizelk kuloodporn. - Choose your weapons! - wok zmaterializowaa si zbrojownia. Byo tam wszystko: od osobistych pistoletw, poprzez karabiny plazmowe, przenone stanowiska laserowe, wyrzutnie rakiet i modzierze. Podszedem do ciszego sprztu. Chwyciem zestaw dziakowy i... z krzykiem upuciem na stop. - Psiama! - wrzeszczaem, podskakujc i rozmasowujc spuchnity paluch. - Kto to wymyli?! W wikszoci gier sprzt daje tylko ulotne wraenie ciaru. Moesz zaadowa cay plecak i jedyne, co odczujesz, to lekki ucisk przypominajcy, e w ogle co dwigasz. Bro nie way, tylko stawia opr. Tutaj wszystko miao przepisow gramatur. Rozejrzaem si. Uspokj si, chopie, to tylko fantom blu, przypomnij sobie Goodabads... Umiechnem si na wspomnienie triumfu. Pulsowanie jakby troch zelao. Ostatecznie zabraem lekki karabinek z holocelownikiem i zapas trzech magazynkw. Byy wyjtkowo cikie. O umwionej porze wszedem w stylizowane odrzwia i wynurzyem si w strugach deszczu. Dookoa paroway wysokie trawy Zaklem i postawiem konierz. Cienkie struki popyny po plecach. Niskie niebo zacignite byo kouchem chmur. - Pierwszy raz? - spyta Hannibal, wynurzajc si spord cieni. Przy nim pojawio si sze innych postaci. Podziwiaem ich umiejtnoci kamuflau. - Fantazja, nieprawda? - spyta, przysuwajc czerwony nos. Nie do, e mokro, to jeszcze zimno. Przyjrzaem si towarzyszom. Kady mia inny rodzaj sprztu. Nick Hartman zatrzanity by w ten sam zestaw, ktry przed chwil bolenie mnie dowiadczy, ale on zdawa si nie mie kopotw z dwiganiem. Hans Zack przewiesi przez plecy dug snajpersk flint. May Larry obwieszony by pokan liczb granatw, zapalnikw i skaczcych min. Marcin Tondo dumnie podtrzymywa kolb plazmowej kuszy. Jozue upodobni si do kowboja: do obu ud przypi kabury z imponujcymi pistoletami. Hunt zadowoli si karabinem podobnym do mojego, tyle e... dwukrotnie wikszym. W tym grubasie drzemaa spora si. Spojrzaem na ostatniego uczestnika. Nie znaem go. Podtrzymywa sprzone lufy miniguna. - To Mark Amber - wyjani Hannibal. - Nie mg uczestniczy w spotkaniu. Przedzieralimy si przez trawy, zarola i gste krzewy. Rzadkie akacje nie daway schronienia przed napastliwym deszczem. Kiedy ju byem zupenie mokry, ulew zastpia mawka. Oblepione ubraniami ciaa paroway, dodatkowo zagszczajc mg. Przewodnikiem by Hunt. Tylko on mia czujnik ruchu. Nagle zatrzyma pochd i wznis rk. Nakaza marsz pkolem. rodkiem szed Mark. Trawy ustpiy miejsca niszej, bagiennej rolinnoci. Woda chlupaa w butach. Fantazja, psiakrew, fantazja. Przyjrzaem si idcemu w centrum. Amber wydawa si do pewny siebie. Od czasu do czasu zerka na mnie, jakby dodajc mi otuchy. Nagle usyszaem po prawej stronie gwatowny

szelest. Odwrciem gow. To Hans zerwa z ramienia snajperk i skada si do strzau. Spojrzaem w kierunku wskazywanym przez luf. W oddali jakby poruszy si las. - Dragol! - krzykn Hunt - W dali po lewej! Obok Nick uruchamia serwomechanizmy dziaa. Przyoyem bro do oka. Holocelownik lustrowa otoczenie. Oguszy mnie strza z flinty Zacka. Inteligentne namierzanie podyo za strumieniem energii i wydobyo z mroku skrzydlaty ksztat. Skrzyowanie brontozaura z orem. Jednym sowem smok jak dom. Wychyn z mgy niczym niewielki zielony pagrek. Bezgonie otworzy paszcz. Zagrao dziako Nicka. W sekund pniej dostrzegem bkitne salwy Marcinowej kuszy, przeplecione czerwonymi igami karabinu Hunta, tymi snajperskimi salwami, zielonymi punktami pistoletw Jozuego i wietlistym gradem miniguna. Domyliem si, e Joy ,gdzie si przekrada, by podoy bestii sapersk niespodziank. Dotar do nas ryk, zsynchronizowany z otwarciem paszczy, lecz odlego bya tak wielka, e usyszelimy go dopiero teraz. Nacisnem spust. Kolba walna mnie w rami. Przewrciem si. Zaklem, rozmasowujc bark. Potwr szed na nas niczym zew zagady, aposto Armagedonu, otoczony koron strzaw, stawiajcy stopy w bukietach wybuchw, je apokalipsy. Rykn niczym grom, zatrzyma si, zachwia i - w zwolnionym tempie zwali si na traw. Po chwili ziemia zadraa od fali uderzeniowej. Pod wzgldem praw fizyki wiat zrobiony by doskonale. Chciaem ucieka. Podszed Hunt. - Oczywicie to nie ten. To zwyky dragol. Bardzo adny okaz. - Fajnie byo, nie? - krzykn Nick. Pozostali przybiegli i dzielili si przeyciami. - Tamten, jak pamitasz - tokowa Hannibal - by duo mniejszy i, zapewniam ci, o wiele bardziej niebezpieczny. Podeszlimy do smoka. Rzeczywicie, interesujcy projekt. Niebieskozielona uska, fantazyjny pysk okolony rowymi wzorami, zote rogi, zwaliste cielsko i skrzaste skrzyda. W sam raz na cian. Wielk jak holobim. - No, panowie - krzykn Hunt. - Skoncentrujmy si. Potraktujmy to jako miy wstp. Ruszylimy w tej samej formacji. Stuczony bark doskwiera mi coraz bardziej. Symuluj nawet wylewy? Brawo, brawo. Zajrzaem pod materia. W miejscu zetknicia obojczyka z ramieniem pyszni si wspaniay siniak. Koniec ze strzelaniem. Musiao mi pkn jakie naczynie. Co jeszcze? Ataku serca chyba bym nie przey. Umiechnem si. Wchodzilimy na niewielkie wzniesienie. Tu przy grani Hunt nakaza zwolni. Pacnem jzykiem w lew grn jedynk. Rozjarzyo si okno nagrywania. Nigdy nic nie wiadomo. Hannibal i Larry idcy na skrzydach ostronie wychylili si zza grzbietu. Napite plecy rozluniy si, Przewodnik da znak do marszu. Nagle zawrci. - To on, to on! - wrzasn. Mczyni zaczli si wycofywa. Zza pagrka wyskoczy dwunony gad. Mia moe dwa metry wzrostu. Porusza si niezwykle zwinnie. owcy otworzyli ogie. Stworzenie jakby wiedziao, ktrdy pjd smugi. Zgrabnie je przeskakiwao i nieuchronnie zbliao si do Marka. Ten pru perowymi seriami, lecz niewielki cel z atwoci unika trafie. Strzelaem z biodra, moje niecelne salwy tryskay z dala od napastnika. Byem zauroczony gracj jego ruchw. Dookoa wykwitay wybuchy min Larryego, lecz potwr by cigle zbyt daleko. Amber odwrci si i zacz ucieka, lecz po chwili dugi pysk chwyci go za biodro i szarpn w ty. Wstrzymaem ogie. Zack i Marcin take przerwali kanonad, zdajc sobie spraw, e zwierz unikajcy strzaw moe wyrzdzi zdobyczy wiksz szkod. Schwytany dar si wniebogosy. - Wyloguj! - krzyczelimy. - Wyloguj! Drapienik szarpa krwawice biodro i sycza, Ofiara niewprawnie usiowaa otworzy okno, lecz bezwadna rka nie suchaa polece. Zrozumiaem, jak niebezpiecznym wiatem jest Happy Hunting Grounds. Happy... ponury dowcip! - Chryste! Zrb co! - jcza Hunt. Otworzyem usta, by si usprawiedliwi, lecz w tym momencie obraz Marka rozwia si. Gad podnis na nas krwawy wzrok. - Wynosimy si! - zakomenderowa przewodnik. Po chwili staem w zbrojowni. Odoyem karabin wszedem w menu strojw. Mokra odzie bya lekk przesad. Mogli sobie odpuci, przecie to tyko menu. Wyszedem z aplikacji egnany tubalnym: See you again, happy hunter!" Z ulg powitaem znajomy pasek rewitalizacji. Gdy poczuem realne ciao, okazao si, e bark mam cay i zdrowy. Zdjem kask, zsunem kombinezon, zaoyem szlafrok i usiadem naprzeciw monitora. Za chwil zapiewa teesens. - Nagrae to? - pyta rozdygotany Hunt. - Tak. Co z nim? - Czekamy na ambuans. oe wskazuje, e yje. - Jeli nie wpad we wstrzs, nic mu nie bdzie. - Pal go diabli! Wiesz, co to byo? - Chyba artujesz. Mam nagranie. Skontaktuj si najszybciej, jak to moliwe. Na razie tam nie wchodcie. - Dziki za rad. Analiza encyklopedyczna wskazywaa na velociraptora. Jego budowa stanowia, wedug sw naukowcw, zblienie do ideau mordercy", za on sam by okrelany dumnym mianem drapienika doskonaego". To by si zgadzao, mruczaem do siebie. Raz po raz puszczaem projekcj, doszukujc si niewidzialnych szczegw. Miao si wraenie, e gad po prostu wie, gdzie za chwil padnie strza, i uamek sekundy wczeniej robi unik. Jeli jest programem, to stworzonym przez geniusza. Zwolniem tempo. Atak wyglda jak

hipnotyzujcy taniec. Podoy muzyk i mona puszcza jako hoodysk. Pokrciem gow. Z jak szybkoci to bydl skacze? Zatrzymaem film, zaznaczyem wektor i otworzyem zapis czasu Wczyem play". Program wykona zadanie i automatycznie przeszed do nastpnych pomiarw. No no, sprinter z niego zawoany. Zrobiem najazd na nogi. Obrciem ekran, by lepiej zobaczy stawy skokowe. Komputer dalej liczy prdkoci. W pewnym momencie ktem oka dostrzegem jaki przeskok, Zatrzymaem zapis i cofnem. Play Znowu skok w prawym grnym rogu. Cofnem. Play. W prawym grnym rogu jest... zegar! Chronometr wskazywa pitnast dwanacie. Obok biegy sekundy i ich mniejsze dziesitne i setne siostry Raptem wskanik przeskoczy na pitnast czternacie. Psiakrew! W HHG nie ma domylnej opcji zegara! Nerwowo wydaem dyspozycj wyapania anomalii czasowych. Raport wskazywa, e w trakcie ataku dokonano omiu manipulacji. Zaczynao mi wita rozwizanie. Sterujcy bydlciem ledzi przebieg akcji, po czym cofa czas i dopasowuje ruchy skurczybyka do posuni myliwych! Spojrzaem w okno. Pada deszcz. Nie tskniem za mokniciem. Przypomniaem sobie spraw Bronka Adamskiego vel Bruno Adelheima. Odkd zama zasad gierczanego czasu, pojawiao si coraz wicej programw odksztacajcych. Widocznie twrca raptora posiada jeden z nich. Gracze nie mieli pojcia, e wykonuj akcje, ktre s analizowane i zapisywane. Po cofniciu czasu przeciwnik zna ich posunicia i potrafi okreli kierunki pociskw. Wspomnienia uczestnikw byy resetowane. Dobry program temporalny mg stworzy iluzj cigu zdarze. Nawet posiadanie zegarka niewiele zmieniao. Odmierzaby minuty jakby nigdy nic. A e w HHG nie ma adnych pomocniczych wskanikw w polu widzenia... Opadem na fotel i jeszcze raz puciem projekcj. Spojrzaem na Marka. Biedny draniu. Oberwao ci si, bo nie miae szans. Nikt nie mia. Patrzyem, jak strzela, pociga za spust... Zaraz, jak on za ten spust pociga? Miaem do niespodzianek. Cofnem zapis i wykonaem zblienie na palce. Wykonywa nimi dziwne ruchy. Paralityk czy co? Wtedy zrozumiaem. Amber otwiera niewidzialne okna. Instynkt uruchomi czerwony alarm.

Nastpnego dnia Harry przysa mi najnowsz wersj spowalniacza czasu. Nie byem pewien, czy speni swoj funkcj, ale wolaem go mie ni nie mie. Dostarczy te wieego ledczego". Cho si dopytywa, nie wtajemniczyem go w szczegy Dla jego bezpieczestwa. Wizyta w szpitalu skoczya si zderzeniem z szerok piersi ochroniarza, ktry burkn, e ma zakaz". Widzc tp, zacit gb zrozumiaem, e przekupstwo nie wchodzi w gr. Medinformator twierdzi, e Mark yje i oprcz stanu poszokowego, nic mu nie dolega. Nie dawao mi spokoju pytanie, dlaczego wynajli drugiego gamedeka, nie informujc mnie o tym. I czy tylko przypadkiem bestia wybraa wanie jego? Odpowiedzi nie znaem. A czas ucieka. Musiaem zda raport zleceniodawcom. Spotkanie wyznaczyli w tym samym miejscu. Tym razem nie zrobio ju na mnie wraenia. Czowiek si przyzwyczaja. Wyjanienia czasowego triku przyjli z wyranym zainteresowaniem. Kiwali gowami, patrzyli na projekcj, ledzili przeskakiwanie zegara i co midzy sob szeptali. - Teraz wszystko wydaje si jasne, panowie - podsumowa Hunt. - Gratuluj, panie Aymore. Paskie odkrycie wyjanio naprawd bardzo wiele. - Tyle - odezwa si Nick - e to jeszcze nie koniec. - Tak jest - podj Hannibal. - Trzeba terroryst wyledzi.

Pogoda bya pikna. wiecio soce, pieway ptaki, a mnie... zalewa pot. Kuloodporne kamizelki s doskonaymi izolatorami. Skradalimy si pkolem, Tym razem szedem w centrum. Nie obciaem si niepotrzebnym balastem. W kaburze zwisa zwyky omiostrzaowiec. Nie zamierzaem go uywa. Towarzysze wzili swj sprzt, bardziej dla kamuflau ni z ochoty na polowanie. Cae szczcie zreszt, e byli uzbrojeni, bo po drodze trafi si skrzydlaty potwr - skrzyowanie pterodaktyla z wem - oraz dwa tyranozaury, ktre wbrew dawnym pogldom paleontologw - nie umiay biega. Strzelaniny byy miym przerywnikiem ponurych myli, ktre zeray mj mzg. Baem si. Mwi, e najgorszy jest lk przed strachem. Tak te byo w istocie, bo gdy zza zaroli wyskoczy nasz number one, waciwie poczuem ulg. Pacnem lewy grny kie. Czas zwolni. Z radoci stwierdziem, e spowolnieniu ruchw ulegli nie tylko owcy, lecz take raptor. Rzuciem si w jego kierunku, wykonaem skok i wyldowaem na jego grzbiecie. Stwr wierzga w sztucznym, baletowym tacu. Dostrzegem zdziwione twarze myliwych ruszajcych wargami niczym ryby w akwarium. Pacnem czwrk i przytrzymaem. Czas zwolni jeszcze bardziej. Nacisnem prawy grny kie. Otworzyo si okno ledczego". Wybraem opcj podania do adresu, objem szyj gada w miosnym ucisku i zaczem si modli. Pasek postpu akcji mozolnie pi si do celu. Przypomniaem sobie nudne wykady Normana: Pamitaj, dopki w grze co widzisz, jest to tylko mentalna projekcja. Kiedy tego dotykasz, wchodzisz w kontakt z miejscem generacji programu. Moesz wtedy wyledzi rdo. Dotyk, tak realium, jak i w wiatach, jest zmysem, ktry w najprostszy sposb prowadzi do prawdy".

Otworzyem oczy. Pasek min poow. Zwierz taczy pode mn niczym otya madonna wypeniona helem. Wzbi obok powoli odksztacajcego si kurzu. Byem jak eglarz na rozkoysanym pokadzie fregaty. Poprzez tuman widziaem zdenerwowanego Hannibala; krzykiem i gestem zakazywa im strzela. Lufy powdroway ku ziemi, poyskujc chromowan stal. Nick podnosi palec i pokazywa mnie innym. Co woali. Pasek wskazywa dziewidziesit procent. Zlustrowaem sytuacj. owcy stali w pkrgu z opuszczon broni. Velociraptor wierzga, lecz jego twrca nie mg sobie poradzi z moim programem. Gdy w miejscu paska postpu mign napis subject found", niemal krzyknem z radoci. Powstrzymaem si, bo mj nienaturalnie cienki gos mgby kogo przestraszy. Nie do, e wygldam dla nich jak rozmazana plama, to jeszcze miabym piszcze? Zeskoczyem ze stwora, wyczyem spowolnienie i wylogowaem si.

Nie pamitam, o czym mylaem, przebierajc si, wzywajc takswk i jadc pod wykryty adres. Moe o niczym, skoro zdecydowaem si na wizyt w domu mordercy, bez broni, bez zabezpieczenia, nie powiadamiajc nikogo. Nazywa si Jan Sanders i mieszka w niewielkiej wieycy, blisko centrum Ursynou. Nie pukajc otworzyem drzwi i wpadem do ciemnego mieszkania. Dopiero gdy ujrzaem jego sylwetk sabo owietlon powiat monitora, zrozumiaem, e wszedem do jaskini lwa. - Brawo, Aymore - zamiast ryku lwa usyszaem ponury szept. - Program ledczy zdradzi twoje personalia. Czuj si zaszczycony. Bohater virtuality show Novatronics. Siadaj. Ekran ukazywa zatrzyman scen tu po tym, gdy zeskoczyem z gada. - Twj program - odezwa si z cienia, wskazujc wskie krzeso - by o dziesit po przecinku na wszy ni mj. Przej sterowanie strukturami temporalnymi i mogem tylko czeka. - Nie uciekae? - Po co? Elektroniczne lady przy transakcjach i tak znacz mj trop. Wolaem porozmawia tutaj, we wasnym mieszkaniu, ni si tumaczy w supermarkecie. - Dae si zapa, ot, tak? Przywykem ju do ciemnoci. Dostrzegem jego okrg twarz i umiech. - Nie, drogi Torkilu, to ty dae si zapa. Zjeyy mi si wosy. Ma tu azienk?, pomylaem, czujc ucisk na pcherz. - Na pewno ju si wylogowali - odezwaem si - i prbuj ci namierzy poprzez mj komputer - blefowaem. Ponownie si umiechn. Mia do poczciw twarz. Jak to pozory myl. - Nikt si nie wylogowa. Widzisz ten ekran? - wskaza wywietlacz. - Zaraz jak wyczye spowalniacz, przejem kontrol. Trzymam ich w tym stanie od ponad p godziny. Nie wiedz nawet, e znikne. Mgbym to robi do ich zasranej mierci, czyli a przestanie dziaa gamepill, ale nie jestem okrutny.

Parsknem. - Doprawdy? Zabie czowieka, a dwch powanie poranie. Zmarszczy brwi. - Biedny, naiwny czowieku. Tak ci powiedzieli? Nikogo nie zabiem i nie miaem takiego zamiaru. Wszyscy yj i czuj si dobrze. Jak chcesz, moesz zadzwoni do nieboszczyka. - Ale przecie twj potwr gryz ich... - Dobrze wiesz - przerwa - e mier moe nastpi wwczas, gdy uszkodzone s wane organy. Mj raptor zadawa jedynie bl. Nie zauwaye, e przy ostatnim polowaniu chwyci za biodro? - To by gamedec! Umiechn si pobaliwie. - aden gamedec. Zwyka potka z Magic Light Industries, asystent ktrego z przydupasw Hannibala. - Jak to? - Przynta. Troch si zna na hakerstwie, wic udawa gamedeka, czyli ciebie. Wiedzieli, e sprbuj go unieszkodliwi. Twj kamufla by lepszy. Daem si nabra. Przypomniaem sobie spojrzenia Ambera. Zdawao mi si, e mnie uspokaja, tymczasem szuka wsparcia! Jak bardzo zmienia si postrzeganie w zalenoci od stanu wewntrznego. Wtedy byem przekonany, e to opanowany weteran, teraz, gdy przypominaem sobie jego oczy, nie miaem wtpliwoci, e goci w nich strach! - Ale dlaczego to robie? - spytaem. - Nie odpowiedzieli na moje dania. Zbaraniaem. - Jakie dania? - Nie powiedzieli ci? Oczywicie. Pewnie rwnie nie wiesz, kim s? - To biznesmeni... Zamia si. Mia krzywe zby. - Jacy biznesmeni! To najgrubsze ryby w akwarium. Hannibal Knee... - Chyba Hunt? - przerwaem. Uderzy pici w st. - Jaki Hunt? Czowieku! To Knee, prezes Magi Light Industries! Pozostali to Nick Hammond, waciciel Global Industries, Leonard Jay, szef Manu Electrics, i inni: Marcin Takeda, Hans Stein i George Ortend, prezesi.

Sami prezesi! Kto normalny wchodzi w tak gr? Nie pomylae o tym? Gry s pikne i barwne: to miejsca, gdzie si odpoczywa! Po choler komu wiat, gdzie dookoa czai si niebezpieczestwo? Oni pawi si w luksusach. Nie znaj stresu. Wic szukaj go w HHG. Wic im, kurwa, daem stres. Wiesz chocia, po co ci wynajli? - No... - Rajcuje ich przygoda, ale nie a tak, by da si zabi. Nie poinformowali ci, e maj zgrabne programiki, ktrych zadaniem jest wylogowa ich na moment przed fatalnym kocem? Pewnie, e nie. Dlatego pad na nich blady strach: pokiereszowaem dwch, cho nie powinienem. Wytrzeszczyem oczy Krzywo si umiechn. - No? No widzisz, biedny gamedeku? - O jakich daniach mwie? - Nie przypuszczasz chyba, ebym by durnym psychopat? Jestem idealist. Od kilku miesicy ich szantauj. Prosiem, eby zaczli paci pracownikom za nadgodziny przestali zmusza ludzi do pracy ponad siy, zatrudnili wicej osb tam, gdzie mniejsze zespoy nie daj rady. Zero odzewu. - Czy ty troch nie przesadzasz? To naiwne. - Ja przesadzam? - wychrypia - Ja, kurwa, przesadzam? Wiesz, jak si traktuje pracownikw w dzisiejszych czasach? To s obozy pracy, nie firmy! Luzie si wykaczaj, trac zdrowie, o yciu rodzinnym zapominaj, a jak si dopominaj o swoje, co sysz? Jak si nie podoba, droga wolna!" Moja ona, moja kochana Pamela - zagryz wargi - pracowaa dla tego chuja, Hannibala. Teraz gryzie ziemi, bo jedzili na niej jak na ysej kobyle. Braa robot do domu, opieprzali j, ochrzaniali, a ona si stresowaa. Mwiem: Kochanie, daj spokj, to tylko praca, a ona si baa, marniaa i w kocu pada na serce. Co miaem powiedzie. Rozoyem donie. - Kiedy zaatakowaem po raz pierwszy przestraszyli si, ale uznali to za przypadek. Po drugim wezwali ciebie. Nie zastanawiali si dugo. Psuem im, skurwysynom, zabaw. - Spojrza na mnie mokrymi oczami. Wykorzystali ci! - wrzasn - Rozumiesz?! Okamali i wykorzystali, bo tylko to potrafi! Chcieli przy twojej pomocy mnie uciszy! eby mc wreszcie, pohasa po tym jebanym Happy Hunting Grounds! eby im aden mie nie dyktowa, jak maj traktowa drugiego czowieka! Bo oni, bogowie zasrani, wiedz lepiej!

Trafiem w moment zeskoku co do nanosekundy. Wyprostowaem si i podniosem rce. - Nie strzelajcie! Ju jest niegrony! Obejrzaem si. Potwr rozwia si w powietrzu. owcy patrzyli oniemiali. Na ich twarze wypez umiech. Wrzasnli z uciechy. - Brawo, bracie! Znakomicie! Podeszli i klepali mnie po plecach. - Ale rodeo! - No, to jest klasa! - pochwali Nick Hartman vel Hammond. - Mwiem, e jest najlepszy? - wykrzykiwa Hannibal Hunt vel Knee. - Niech ucauj t gb! - zbliy si Hans Zack vel Stein. Patrzyem na nich z obrzydzeniem. - No - odezwa si Hannibal - dawaj adres tego drania. - A co z nim zrobicie? Jego twarz stwardniaa. - To ju nasza sprawa. - Oddacie go policji? W kocu zamordowa czowieka. - To ci nie interesuje. Adres - powtrzy. Pozostali otoczyli nas wskim koem. - A moe ja powiadomi policj? - Twj kontrakt dobieg koca. Bd profesjonalist. Odetchnem gbiej. - Musz panu co powiedzie, prezesie Knee... Zesztywnia. Podobnie jak reszta owcw. - Wiem o wszystkim. O ultimatum, waszych prawdziwych stanowiskach, nawet o tym, e w wyniku napaci velociraptora nikt w istocie nie zgin. Pobledli. - Sukinsyn - wysycza Nick - ja go zaraz... - wymierzy we mnie dziako. - Zaczekaj - powstrzyma go przewodnik. - Widziae, co zrobi z gadem? To spec. - Dlaczego nie chcielicie si zgodzi na jego dania? Tak trudno traktowa czowieka jak czowieka? Nikt nam nie bdzie si dyktowa warunkw! - Bo od pozycji siy to wy jestecie, prawda? - Chrzanisz. Nie znasz praw rynku? - Nie. Od kilkunastu lat nie mam nad sob szefa. Otyy mczyzna brzydko si umiechn.

- Mylisz, e nie potrafimy ci zmusi? Tutaj moe jeste mocny, ale jak wyjdziemy... W realium moe ci si sta prawdziwa krzywda, wiesz? - Nazywasz si Hannibal Knee? - spytaem. - Tak i owiadczam, e jeli nie dasz tego adresu, nie bdzie dla ciebie bezpiecznego miejsca na wiecie. Pacnem praw doln semk wydajc polecenie Janowi Sandersowi. W powietrzu zamajaczy ekran. Co to jest?! - krzykn Hans.

Obraz ukazywa nas od gry Projekcja bya zatrzymana w momencie, gdy zeskakiwaem na ziemi. Pacnem sidemk. Film oy i zacz odtwarza nasz rozmow. Naciskajc na prawy dolny kie ciszyem gono. - Nagranie to pozostanie w posiadaniu moim, mojego wsplnika, waciciela drapienika oraz w depozycie u notariusza. Jeli stanie mi si jaka krzywda... rozumiecie? Larry Joy vel Leonard Jay podszed, eby da mi po gbie. Pacnem lew grn jedynk. Czas zwolni. Uchyliem si od ciosu i strzeliem go w uchw. Powoli wylecia w powietrze. Wyczyem spowolnienie. Rozleg si guchy jk. Ziemia zadraa, gdy uderzy w ni plecami. - Uspokj si, Jay - Hannibal patrzy, jakby chcia mnie pore. - Rozumie pan, e w tej sytuacji nie moemy dokona transakcji. - Ale oczywicie - umiechnem si. - Poegnam panw. Wzniosem rk w gecie wylogowania. - Ach, zapomniaem - odwrciem si do ponurej gromadki. - Wasz ulubiony gad wrci. Unieszkodliwiem go tylko czasowo. - Bdzie nas dalej drczy! - wyrwao si Jozuemu. - Moe przyjmiecie go do kompanii? Naprawd niewiele si rnicie. Staem w oknie, patrzyem na nocn panoram Warsaw City i odtwarzaem w pamici przebieg sprawy. Nie wiedziaem, jak dugo uda si Janowi pozosta nieuchwytnym. Nie miaem te pewnoci, czy paczka Hannibala nie zdecyduje si na usugi innego gamedeka. I oczywicie nie miaem pojcia, jakie mj nastpca zajmie stanowisko. Przez kilka dni dane mi byo uczestniczy w kolejnej odsonie odwiecznej walki dobra ze zem, lewicy z prawic, tacu czarnej i biaej kropli splecionych w symbolu jin jang. Wspomniaem podmoke tereny Happy Hunting Grounds. Dobrze, e nie musz tam wraca. Wypiem yk brandy. Bursztynowy pyn spyn gorc strug do odka. Odetchnem. Nocne powietrze pachniao ozonem i ulotnym aromatem beztroskiego dziecistwa.

8. Finta
Dziewczyna miaa agresywny, ostry profil. Szlimy gwnym traktem rozrywkowej dzielnicy. wiata kafejek, holoprojekcji i reklam wydobyway z cieni jej regularne rysy, karminow szmink i ciemne, byszczce oczy. Objem j w talii. Pod cienkim materiaem wyczuem wysportowane, szczupe ciao. Odwzajemnia spojrzenie i wdzicznie cmokna w powietrze. Bysny dugie szpilki spinajce krucze wosy. Nie odzywaem si, by nie psu przyjemnego napicia, jakie narastao midzy nami z kadym krokiem i oddechem. Za plecami da si sysze narastajcy haas: szum migacza, wrzaski i miechy Odwrcilimy si. Na pokadzie pojazdu weselia si gromada podpitych chystkw wymachujcych broni. Nagle jeden z nich wycelowa w naszym kierunku. Rzucilimy si w bok. Trzy bkitne dyski rozpruy materia chodnika i rozbiy holowystaw sklepu z bibelotami. Osoniem dziewczyn przed odamkami. Przez chwil trwalimy w bezruchu, przykucnici. Pojazd przemkn obok i znikn za zakrtem, pokrzykiwania rozpyny si w dwikach ulicy. Partnerka poprawia garderob. - Idioci! - skwitowaa. Spojrzaem z trosk. - Wszystko w porzdku? Obcigna materia na krgych piersiach i wzia gboki wdech. - Moemy i. Kilkanacie metrw dalej janiay otwarte drzwi hourobaru. Wntrze zapraszao przymionymi wiatami, neojazzow muzyk, mikkim gwarem, zapachem kawy i perfum. Wskazaem drzwi. - Wstpimy? Umiechna si i lekko si do mnie przytulia. Pier w biostaniku napara na moje ebra. Pozostaem na wdechu. Sczylimy cytrynowy al", milczelimy i patrzylimy sobie w oczy, suchajc tukcych si serc. Odleg cian zdobi duy holobim: nalana twarz biskupa poyskiwaa na tle symbolu stacji Global News. W dole ekranu wieciy litery: Rajmond Halloway". - Ojcze biskupie - wywiad prowadzia drobna dziennikarka - czy mgby ojciec wyjani widzom, na czym polega tak bronione przez ojca stanowisko? - Projekt Brahma - zabrzmia cichy, jakby wiszczcy gos duchownego - byby pocztkiem koca. Koca wiata? - Naszego, tego tutaj, zwanego przez graczy realium, na pewno. Dopki gry s rozproszone, nie maj penej wadzy nad duszami. Gdy wszystkie zostan poczone z jednym wiatem, padnie na ludzko cie zotego cielca. Brahma, wedug zapowiedzi twrcw, niczym nie bdzie si rni od rzeczywistoci. - Duchowny wzi szeleszczcy wdech. Po co tworzy drugi wiat? Czowieczym celem nie jest naladowanie kreacji Pana, lecz jego wielbienie. Ten, kto chce stworzy Brahm, sprzeniewierza si dzieu Boga, ktry umiowawszy nas, ofiarowa nieskoczenie zoony, wspaniay ekosystem. Jestemy synami marnotrawnymi, odrzucajc taki

dar, nurzajc si w wiatach sensorycznych, rdach grzechu i gnunoci. Dlatego postanowiem postawi weto i nie dopuci do realizacji. Brahma moe by bram do piekie. Moim obowizkiem jest zatrzyma ten niepokojcy exodus do wiata konsumpcji. Nie dopumy do... - Ciekawe, ktra firma dostaa koncesj na budow - przerwaem. - Szefowie pewnie rw wosy z gw - szczupymi palcami gadzia szyjk kieliszka. - Zmieni czowieka i projekt ruszy. Pienidz rzdzi wszystkim. Uniosa brwi w zamyleniu. - Obawiam si, e w kociele trudno jest tak po prostu kogo zwolni...

Pokoiki hourobarw maj niepowtarzalny urok: wielkie oe wyoone srebrzystoszarym aksamitem, gsty, futrzany dywan, cicha, intymna muzyka. Nie czekalimy. Podesza i zacza rozpina mi koszul. Dzikowaem Bogu, e zaoyem t z guzikami. Biozcza psuj atmosfer. Zabraem si za jej bluzeczk, ale nie potrafiem jej podcign. Bya zbyt obcisa. Rozemiaa si i popchna mnie pnagiego na spryste oe. Zerwaem narzut, odkrywajc kremow, atasow pociel. Odwrcia si plecami. Wykorzystaem ten moment, by schowa pod kodr krtki n. cigaa elastyczny materia niesychanie wolno, odsaniajc plecy rozszerzajce si cudownymi krzywymi. Rozpia biostanik i odwrcia si w samej spdniczce. Czy caa ta scena nie trwaa zbyt dugo? Byskawicznie rozpiem spodnie i cignem je razem ze slipkami i skarpetami. Spoczywaem oparty o poduszki niczym egipski bg ziemi Ged czekajcy na niebiask kochank Nut. Pomaraczowe figi miay pikny wykrj, podkrelajcy wcicie talii i krgo bioder. Troch aowaem, e tak szybko je cigna. Godne uwagi, e zostaa w biopoczochach. Pasek lewej by jakby cianiej opity... albo miaa niezauwaalnie grubsze udo. Trudno rozpozna przy tak gbokiej opaleninie. Gdy poruszaa si w gr i w d, a jej brzowy ppek ociera si o moje policzki, doznawaem tysicy zawaw i cudownych zmartwychwsta. Gdy zblialimy si do szczytu, odchyliem si na puchowe wzgrza i zerknem w miejsce, gdzie pooyem bro. Bya w zasigu. Zaoyem praw rk za gow i zaczem si bawi kucykiem. Na widnokrgu dozna rozpoznaem nieuniknion gst fal rozkoszy zwiastujc zbliajcy si koniec. Kobieta czua j take, bo bya jakby w transie. Tu przed finaem uniosa si, zatrzymaa i wystudiowanym ruchem pooya lew rk na brzuchu. Zacisnem szczki bronic si przed skurczem. Przecigna palcami po pionowej brudzie midzy miniami prostymi i zatrzymaa na krgej piersi. Napiem cae ciao. Rka powdrowaa wyej, do szyi. Ktem oka spostrzegem, e prawa znika za udem. Czyby lewy pasek poczochy, ten bardziej opity, by zmyk? ciskajc w spoconej doni zmaltretowany kucyk, zupenie zapomniaem o nou. Signa do wosw i wyszarpna ostr stalow szpil. Jej biodra opady, nadziewajc si na mnie do samego dna. Wybucha gwiazda orgazmu. Moja lewa rka zablokowaa jej praw, ktra wycignwszy zza poczochy krtki sztylet prbowaa ugodzi mnie w brzuch. Oderwaem kucyk uwalniajc drzemice w nim cienkie ostrze i z caej siy wbiem w gadki brzuch. Krzykna. Pocignem noem w d, otwierajc szkaratn ran. Krew trysna na pociel. Dziewczyna zwiotczaa. Zanim osuna si na posanie, zgas ostatni spazm rozkoszy, a jej obraz rozmy si i znikn, podobnie jak czerwone plamy Serce walio jak kowalski mot. Przed oczami zamajaczyo okno punktacji i projekcja ukazujca ca scen w zwolnionym tempie. - Zabjstwo przy uyciu broni biaej - odezwa si aksamitny gos. Trjwymiarowy znacznik najecha na obraz rki ciskajcej kucykow rkoje. - Tysic punktw. - Obok obrazu zamigotay liczby - Zabjstwo podczas aktu seksualnego - kontynuowa gos - bonus razy dwa. - Liczba podwoia si. - Zabjstwo w walce projekcja ukazaa moment, gdy przytrzymaem rk ze sztyletem. Automatyczny operator zrobi najazd. Nie zdawaem sobie sprawy, e bya tak blisko... - Bonus razy cztery - Liczby zawiroway. - Zabjstwo podczas wsplnego szczytowania, bonus razy dziesi. Odezwa si cichy akord grany na dzwonach i rozbysa odznaka w prawym grnym rogu. - Gratulacje. Osigne nowy poziom. Twoja ranga to... - wyszukiwarka zatrzymaa si na chwil Skrytobjca. Odetchnem. Na ten awans czekaem naprawd dugo. Otrzymany punkt dowiadczenia przeznaczyem na wzmocnienie spostrzegawczoci. W kocu wanie ona uchronia mnie przed przegran. Zainstalowaem kucyk. Sprytna bestia, mylaem. Szpilki we wosach byy pierwsz fint. Opity pasek na poczosze sugerujcy, e co z tyu ukrywa, drug. Gest rk biegnc przez ciao - trzeci. Finta w fin cie w fincie. Staruszek Herbert si kania. Wycignem n spod kodry Nie pomylaa o tym, e wyczuj, e jest odwrcona zbyt dugo i zachca do ukrycia broni. No i oczywicie nie wiedziaa, e beztrosko odrzuciem rk za gow, eby trzyma n! w gotowoci. Bez straty czasu na zamach. Poprawiem koszul i zerknem w lustro. Imid potnego blondyna o kwadratowej uchwie, dugich wosach zaczesanych do tyu i stalowym spojrzeniu bardzo mi odpowiada. wiat Twisted & Perverted by jedynym, w ktrym stosowaem peny kamufla.

Ledwo zszedem do baru, zaczepio mnie dwch ubranych na czarno jegomociw. Nie miaem ochoty na bjk. - Gratulujemy - odezwa si chudy dryblas. - Sucham? - Pan wyszed, a ona... hm... nie. - Jestemy w T&P To si zdarza, nieprawda? Niski brunet umiechn si. Byo w tym grymasie co brudnego. - Tak, ale pan nie wie, kogo pan przed chwil pokona, panie... Aymore. Z zaskoczenia otworzyem usta. Troch udawaem. Specjalnie stosowaem niewyszukane cyfrowe narzdzia, eby kto usiujcy namierzy moje prawdziwe dane nie musia si zbytnio mczy. Dziki temu przeciwnik nabiera przekonania, e nie jestem zbyt silnym oponentem. Albo uznawa, e sam jest wietny. Finta w fincie. Usiedlimy. - Kog wic zadgaem? - spytaem niefrasobliwie. Anorektyk sign po papierosa. - Koleank po fachu. Bardzo dobr. Zrobiem zdziwion min. - Ostatni z listy - doda drugi. Stare filmy podpowiadaj, e najlepsz metod wycigania informacji jest milczenie. Milczaem wic. Skoro eliminacje dobiegy koca, oto nasza propozycja. .. - Eliminacje? - przerwaem. - Szukamy kogo najlepszego. Czy nie uwaa pan, e najdoskonalsz metod wyonienia czempiona s zawody? Zamyliem si. Ostatnimi czasy nie szukaem zajcia. To raczej robota mnie znajdowaa... Brunet znowu paskudnie si umiechn. Jak to jest? Przecie widz tylko projekcje wewntrznych stanw. Rzeczywicie tak si krzywi czy to bd programu? Zatar rce. - Reprezentujemy pewn osob, ktra potrzebuje ochrony. - Wecie policj. Albo bodygardw. - V Runners maj za mae dowiadczenie. - Chudy si skrzywi. Postanowiem nazwa go Vinnie. - A ochroniarze, c, stoj... przy ou. Tu, w grze, najlepszym stranikiem jest gamedec. Nie zaszkodzi, jeli przy okazji wietnie rozumie zasady T&P, a pan, jak si wydaje, opanowa je w stopniu mistrzowskim... - Ta niby przypadkowo spotkana dziewczyna... - zaczem. - ...doskonale wiedziaa, co robi - wszed w sowo czarny. Ze wzgldu na brudny umiech nazwaem go Harry. - Znaa moje personalia? - Tak. Ale to ju nie ma znaczenia. Odpada z gry. - Czy mgbym wiedzie, kim bya? Mczyzna zeszpecony zgniym grymasem odchyli si na oparcie fotela. - To pana nie obchodzi. Liczy si pan i zlecenie. Zmruyem oczy. - Kto potrzebuje pomocy? Vinnie splt palce. - Salvator Nes - sowa wypyny z jego ust niczym dugi, modulowany syk. Harry zoy rce jak do modlitwy. - Sprawa jest delikatna. Obawiamy si, e co mu grozi. - Kto to jest? - Ju mwilimy. Salvator Nes. Potrzsnem gow. - A naprawd? - Ten fakt nie jest relewentny. Pan ceni dyskrecj? - Chc zna ryzyko. Vinnie wyprostowa si na krzele. Zatrzeszczay wizania rattanu. - Honorarium je zlikwiduje. - Hm? - staraem si usun z oczu bysk chciwoci. - Pidziesit tysicy za udan ochron. Przeknem lin. Zapowiadaa si mia praca, ale... - A jeli nikt si nie pojawi? - Dziesi procent. - Jak dugo? - Do odwoania. - Chcecie ze mnie zrobi psa na smyczy? Co bdzie, gdy rzecz si przeduy do dwch, trzech miesicy?

Harry potar kark. - Tego nie przewidzielimy - Spojrza w prawo, jakby prbowa zwizualizowa rozwizanie. - C. myl, e po dwch miesicach... Vinnie unis rk. - Bdziemy musieli to skonsultowa.

Zawsze powtarzam: po zamordowaniu kochanki we antygrawitacyjny tusz, owi si w szlafrok i zrelaksuj piwem, winem, brandy lub dymem z cygara. Ewentualnie wszystkim naraz. I powspominaj. Albo jeszcze lepiej odtwrz zdarzenie z nagrywarki. Na to ostatnie nie miaem czasu. Wczyem muzyk, ustawiem fotel naprzeciwko panoramicznej szyby, wziem w gar cik szklanic z Danielsem i zatopiem si w medytacji popoudniowego krajobrazu Warsaw City Pneumobile, ludzie - tak naprawd niewidoczni z powodu odlegoci, ale zawsze mona poimaginowa - drabiny linowcw i nierealne miliardy wiate... uwielbiaem ten widok. Zrobiem gapiowat min - zawsze pomagaa mi w koncentracji. Jak mona zaszkodzi graczowi w T&P? Osabi blokady i naprawd zamordowa? Pokrciem gow. Zgon odczuwano w sposb nieprzyjemny, ale ograniczniki byy bezpieczne. Niektrzy - masochici - wrcz rozkoszowali si chwil wniknicia w ciao ostrza, kuli lub promienia energii: specyficznym mdlcym uczuciem, gdy po caym organizmie przechodzi dreszcz, a minie wiotczej. Wzdrygnem si na to wspomnienie. Mao prawdopodobne. Program by legalny, nieustannie kontrolowany przeznaczony dla umiarkowanych zboczecw. Takich jak ja. Prawdziwa mier oznaczaaby procesy sdowe, odszkodowania, kopoty i gigantyczne straty Nawet najlepszy haker nie odwayby si na to. O ile by podoa. yknem. Aaale adne aerauto. Limuzyna, limuzyna... Podziwiaem podune srebrne cygaro. W rodku pewnie lala jak malowanie. Pojazd przepyn i zgin w powietrznym nurcie. Jeli co mu grozi, musi by bardziej pokrtne... Na przykad trik czasowy. He, he. Wykrzywiem twarz w wyuzdanym grymasie. Uwizi diaba w nieskoczonym orgazmie, a skoczy si gamepill! H, panowie przy ou musieliby odczy go na twardo. A wtedy biedaczek przeyby szok. Wyrwa kogo z takiego stanu... Uuu, reset gwki gotowy. Ja bym tak zrobi.~ Naprawd byem zboczony. Torkil, skup si! adne niebo. Tamta chmurka jak... baranek. Baranek boy. Cholera! Ze zoci odstawiem szklank. Przesadziem z trunkiem. Wstaem i zaczem si przechadza. Myl!

Anio str" to jedna z form pracy gamedeka. Czowiek nie uczestniczy bezporednio w wiecie, tylko go obserwuje. Co jak duch, niewidzialny wiadek albo wanie anio. By utrudni przeciwnikowi wyledzenie powiza, kontaktowaem si tylko z Vinnle'em i Harrym. Salvator nie powinien wiedzie, czy przy nim jestem. Ale chyba wiedzia. Mimo to zachowywa si naturalnie. By ysym, drobnym mczyzn lubujcym si w duszeniu prostytutek. Mordy bez broni byy najwyej punktowane. Zdawao si, e podnieca go szamotanina, jki kobiet, ktre prbuj si broni, nawet te momenty, kiedy prostytutki go atakuj lub rani. Chyba mia troch nie po kolei w gowie: mamrota wersety z Apokalipsy i z tym wiksz zaciekoci rzuca si w szalestwo. Poderwaa go pontna szatynka. Gdzie w bramie. Typowy wstp do pojedynku. Obejrzaem j dookoa. Standardowe wyposaenie: dwa noe w poczochach, duga brosza od biedy mogca suy jako narzdzie do amania krtani. Niewiele wicej. Salvator jak zwykle by bez ora. Tylko wprawne rczki. Wdrapali si do jakiego pokoju - wirtualnego mieszkania kurtyzany - i rozpoczli rytua. Kobieta daa si pooy na plecach. Zdziwiem si, bo w tej pozycji miaa niewielkie szanse na szybkie dobycie ostrzy. Kamizelk z biuteri rwnie pooya poza swoim zasigiem. Moe punkty dowiadczenia przeznaczaa na si ud i miadya klatki piersiowe? Obserwowaem akt bez wikszego zainteresowania. Skupiem si na stabilnoci programu, ledzc wykresy w oknie podgldu. Gdy byli mniej wicej poowie stosunku - tak przynajmniej wskazyway wskaniki podniecenia - wychwyciem ingerencj program. Otworzyem drugie okno. Psiakrew! ledczy! Uruchomia program ledczy! Dotyka go wykorzystuje to... ale po co?! Otworzyem trzecie okno. Wczyem program kontrujcy. Pasek postpu ledzenia zwolni, ale nadal pi si do celu. Zaalarmowao mnie co innego. Go by rozbierany. Zdejmuje mu skina! Wtedy zrozumiaem. Dla osoby pragncej zachowa anonimowo najwikszym zagroeniem bya demaskacja! Program ledczy suy wyuskaniu Indywidualnego Numeru potwierdzajcego tosamo i przywoaniu oryginalnego wygldu, za rozbieracz przygotowywa miejsce na prawdziw skr! Dreszcz przeraenia poczuem wtedy, gdy kontroler poinformowa, e wanie uruchomiono ukryt kamer. - Anio str do ochrony! - Tak? - W czwartym oknie ukazay si znajome gby. - Wycofajcie ptaszka! Niech ucieka! Poczcie si z nim! - A pan nie moe jako pomc? - zdawali si b zdezorientowani. - Nie pora na wyjanienia! Musi biec do azylu! T&P nie jest jak inne wiaty, gdzie mona wyj w kadym miejscu. To byoby zbyt atwe: przegrywasz walk, wic zmykasz w inny wymiar. Do tego cel suyy azyle - niewielkie budki z symbolem uniesionej rki. Tylko tam dziaa gest otwarcia okna. Vinnie i Harry wbiegli~ do budynku. Zanim dotr do pokoju, moe by po wszystkim! Uruchomiem kolejn aplikacj i wprowadziem dwch enpecw z maksymalnym poziomem agresji Wpadli do pomieszczenia siejc zamt i chaos. Spkujca para rozczya si z krzykiem. Pasek ledczego zatrzyma si na osiemdziesiciu procentach: Rozbieracz na siedemdziesiciu. Odetchnem. Bandyci ruszyli do

ataku. Salvator, niewiele mylc i nie, tracc czasu na zakadanie odzienia, wyskoczy przez okno. Przeniosem pole widzenia za mury. Byem przekonany, e si poamie. Spryciarz uchwyci si rynny i sprawnie zsun si w d. Ruszy do najbliszego azylu w stroju Adama. Widzowie bd mieli temat do licznych opowieci. Wrciem do pokoju. Cra Koryntu wykorzystaa luk midzy bandziorami i rzucia si do wyjcia. Na schodach zderzya si z milusiskimi Nesa. Przewrcia Harry'ego i zanim zdyli si zorientowa, znikna w cienistej ulicy Nie ograniczony fizycznymi przeszkodami, sprawnie podyem jej ladem. Pasek rewitalizacji dotar do koca, a ja poczuem ywe ciao. Nie wstawaem z oa. Potrzebowaem chwili na zastanowienie. Myli nie chciay dokona adnej sensownej syntezy. Westchnem z rezygnacj i zsunem kask. Odczyem nanowtyczk i poszedem do kuchni. Mocna kawa jest tym, co gamedecy lubi najbardziej. To i wielki, nowiutki holomonitor z gromad nielegalnych programw. - Wyledz ci, panienko - mruczaem. Nasze aplikacje stary si i nawzajem blokoway. Miaem rekording jej wyjcia, nie tylko obraz sylwetki, lecz dokadny zapis procedur. Zdobycie adresu byo kwesti czasu. Zadzwoni telesens. Ekran ukazywa gustowny apartament, a na pierwszym planie liczn twarz... Pauline Eim! - Witam pikn pani! - zakrzyknem. - Co za niespodzianka! Nawet nie wiesz, nad czym pracuj! Umiechna si zagadkowo. Jakby smutno. - A moe wiem? - Sucham? - Nic im nie mw. Czekam u siebie. - Ale... Rozczya si. Ledwie zapaem oddech, usyszaem drugi gong. Przyjem poczenie. Ciemny ekran, gos Harry'ego: - Ochraniana osoba czuje si dobrze. Dzikujemy za asyst. Skrzywiem si. Zaciemnienie wizji zakrawao na paranoj. - Obawiam si, e to jeszcze nie koniec. - Na czym polegao zagroenie? Poczuem ostrzegawcze ukucie. - Pracuj nad tym... - Jak pan co znajdzie... - Oczywicie.

Niedawno wymieniem holomonitor. Nowy model oferowa obraz o takiej nieprawdopodobnej gbi i ostroci, e ogldajc te same aplikacje co kiedy miaem wraenie, e widz szczegy, ktrych przedtem nie byo. Patrzc na mieszkanie gamedekini z bliska, a nie poprzez ekran, miaem podobne odczucia. - Ty bya t panienk? - bardziej stwierdziem, ni spytaem. Odpowiedziaa znaczcym milczeniem. - Nie przypuszczaem, e kiedy staniemy po przeciwnych stronach barykady. Podaa mi drinka. - Jestemy najemnikami. Tyle e ja wiem, dla kogo pracuj. I w zasadzie zaprosiam ci, by namwi do zdrady. Przysowie mwi: Nigdy nie mw nigdy Chciaem wykrzykn, e gamedec jest jak ksidz albo inny adwokat i jeli raz zdradzi klienta, nigdy nie powinien przyj nastpnej sprawy Ale tego nie zrobiem. Pauline znaa t piewk. Czekaem, a mi odsoni drugie dno. Opara si o blat dbowego biurka i skrzyowaa pikne nogi w siatkowych poczochach. Skd ja znam te uda? Zmarszczyem brwi. Ach, pewnie z Supra City. - Pamitasz Novatronics Ltd. i Geofreya Higginsa? - spytaa. - Tego od virtuality show? Pewnie. Wtedy jakby - spojrzaem na jej pene usta - bliej si poznalimy. Lekko si zarumienia. - Pamitasz t gr? - Dokadnie odwzorowane Warsaw City Cigle popularna. Ale co to ma do rzeczy? - Chcesz zna spraw, to suchaj. Wychylia szklaneczk. - Novatronics ma najwiksze dowiadczenie w dziedzinie tworzenia wiatw zblionych do alium. - Nie przesadzaj. A Happy Hunting Grounds? chociaby T&P? - Chodzi o infrastruktur: dziaajce sklepy, restauracje, rozumiesz? - Nie. - Ale o projekcie Brahma syszae? - Nawet niedawno... - przypomniao mi si wystpienie biskupa. ykna znowu. - Ten wiat to wielka szansa. - Dla kogo? Odstawia puste szko. Otara usta wierzchem doni, jak maa dziewczynka szykujca si do wyrecytowania wiersza. - Gdzie moje maniery? - rzucia w powietrze. - Wy si jeszcze nie znacie.

Staem. Czyby kto nas podsuchiwa? Podesza do sztucznej cianki i wcisna czerwony przycisk. Rozjarzy si zieleni. Biaa paszczyzna z cichym mlaskiem ucieka w gr. W cienistej wnce staa kevlarowa skrzynia ozdobiona niewielkim panelem sterowniczym. Netomb. Za matow szybk dostrzegem mzg zawieszony w polu grawitacyjnym, otoczony sieci wosowatych naczy. Przerwaa cisz: - Pozwl, e ci przedstawi - wskazaa pudo - To jest Konon Eim, mj syn. Zascho mi w gardle. Zrozumiaem, dlaczego tak szybko wypia alkohol. Wlaem w siebie spory haust i nie patrzc gdzie, postawiem oprnion szklaneczk. - Ile... - wydukaem - ile... ma lat? - Siedem. A zoenetem jest od dwch. Odniosem wraenie, e ma ochot pogaska klatk, tak jak matka dotyka gowy dziecka, lecz nie zrobia tego. Widok urzdzenia tak dalece odbiega od wygldu czowieka, e blokowa ludzkie odruchy, - By wypadek. Mj m, Charlie, pilotowa migi orbitalne. Prywatny interes. Na pite urodziny, obieca Kononowi rejs. Banalne a do blu. - Skurczya si. - Syn mia wicej szczcia. Udao si go uratowa... w pewnym sensie. Zapado milczenie. Nie bardzo wiedziaem, co robi: obj j? Obj ich oboje? Napiem policzek w gecie pumiechu, pzaenowania, zaszuraem butami i spojrzaem w d. Potem pogmeraem jzykiem przy dzile. Cae pikne zdanie. Byem wdziczny e wreszcie si odezwaa: - Brahma ma by taki jak realium: administracja, szkoy, uczelnie, wszystko najnormalniejsze na wiecie. Teraz rozumiesz, dla kogo to szansa? - Westchna. - Po katastrofie weszam w spoeczno rodzicw nieletnich zoenetw. Wiesz, ile ich jest na Ziemi? - Wzruszyem ramionami. Nie wiedziaem. - Okoo piciu tysicy. Sporo, nie uwaasz? Jeli da dasz do tego dorosych, circa dwadziecia tysicy, to wychodzi mae miasto. Spojrzaa z hamowan rozpacz na cik skrzyni. - Konon to mae dziecko. Jak mylisz, czy moe ledzi rozwj swojego ciaa, widzie, jak ronie? Skd! Od dwch lat przywdziewa skiny bohaterw, chopw wielkich jak dby Od dwch lat siecze, rbie, strzela, skrada si i dziwaczeje. Jego koledzy to nie przyjaciele z podwrka, ale inne zabijaki. Nie chc myle, ile razy prbowa seksu, ile razy go widzia i ile razy zabi. Chc, eby si rozwija, rs, mia symulacj normalnego, rzeczywistego wygldu, tego, jak wyrasta mu meszek pod nosem, wypadaj zby, jak ma hormonalne erekcje, jak pi i tak dalej. Chc, eby chodzi do szkoy, przebywa w zwykym otoczeniu. Nakaniam go do odwiedzin Supra City, ale nie sucha. Nie lubi si brudzi, my, poci, robi kupy... W Brahmie miaabym nad nim kontrol zupenie jak zwyka mama: to ja otwieraabym portale o innych wiatw. Zamrugaem. Nigdy nie przypuszczaem, e modociani zoeneci maj takie problemy. - Za pi, dziesi lat - podja - mam nadziej, bdzie moliwe odtworzenie jego ciaa. Jak si do niego odniesie? Czy w ogle bdzie chcia wyj z tych cukierkowych wizji? Jeli nie przywyknie do Brahmy, to wyewoluuje! - Zacisna pici. Podesza do mnie i mocno si przytulia - Wyewoluuje i przestanie by czowiekiem! Gadziem jej smuke plecy i szukaem sw pocieszenia. Nie zdyem. - Jak mam mu wytumaczy, e to, co robi, jest na niby? Dla niego to na niby jest jedyn rzeczywistoci! Dlatego potrzebny jest wiat bez okien wiszcych w powietrzu! Inaczej powstan potwory! Zwolniem ucisk i oparem si o parapet. Za duo napi jak na moj biedn gow. - A dwu-, trzylatki? - rzucia. - Zdajesz sobie spraw, jakie spustoszenie nastpuje w ich umysach? Uspokoia si. Podesza do barku i nalaa sonecznego pynu. - I to wszystko blokuje Rajmond Halloway vel Salvator Nes - owiadczya, podajc mi szko. Cudem nie wypuciem szklanki. - Jego witobliwo?! - Zoeneci maj duo pienidzy i chc mie wasny wiat. Firma Novatronics chce im to zapewni Wygraa przetarg. Dogadaa si z konkurencj. Wszystko jest na dobrej drodze. A witoszek wetuje. Cae szczcie, e jest zwykym czowiekiem. Jak na duchownego ma ciekawe hobby, nie uwaasz? - Novatronics wynaja ci, by go rozebra, na gra i zaszantaowa? - A ty jeste jego ochroniarzem.

Ciekawe, co on w tych panienkach widzi? Moe realizuje misj oczyszczania wiata? Sceneria jak poprzednio: schody, kawalerka, due ko. Nes zrywajcy z niej ubranie... Torkil, jeste zazdrosny? Przemogem nieprzyjemne uczucie i skoncentrowaem si na pracy. Spkowali. Zacisnem zby. Ciao miaa zmienione: bledsze, grubsze w talii, wiksze piersi. Mimo to czuem si nieswojo. Egoisto! Pomyl, jak ona si czuje i dla kogo to robi! Otworzyem okno namiaru. Moe wyczya odczucia cielesne? Teoretycznie to moliwe. Szkoda, e nie spytaem. Kontroler poinformowa o uruchomieniu kamery. Wczyem wizj. W powietrzu zamajaczya pprzezroczysta reprezentacja obiektywu. Pauline miaa wpraw w niezauwaalnej operatywie. Ciekawe, jak to robi. Tak jak ja, jzykiem, czy moe palcami? A moe wyszkolia si w mentalnych

instrukcjach? Rzecz bya moliwa i syszaem o gamedekach, ktrzy opanowali t sztuk. Mnie wydawaa si zbyt absorbujca. Okno stanu zawiadomio o uruchomieniu ledczego i rozbieracza. Wczyem kontr. Pauline zastosowaa maskownic. Jej aplikacje znikny. Zaklem. Otwieraem liczne programy i usiowaem zastosowa remedium. Bez skutku. Po kilku chwilach wczyem podgld Harry'ego i Vinnie'ego. Opierali si o mur i leniwie wcigali dym. - Panowie, nie wiem, co si dzieje. Nic nie widz. jaki podstp - gos mi dra. - Lepiej bdzie, jak go wycigniecie. Mam zwizane rce. - Uruchom drabw! - krzykn Vinnie, zrywajc si do biegu. - Nnie mog... Nie wiem, czy sam bd w stanie wyj... - Jasna cholera! - wrzasn Harry. Wyczyem ich. Spojrzaem na scen pode mn. Salvator cigle by ysym drobnym facetem duszcym Pauline, ktra doskonale odgrywaa scen szalonej walki o ycie: z trudem apaa oddech, charczaa i bezskutecznie prbowaa go z siebie zrzuci. Harry i Vinnie wpadli do pomieszczenia. W tym momencie posta Nesa zamazaa si. Ochroniarze zamarli. Widmo przybrao ostrzejsze ksztaty, ukazujc powierzchowno Rajmonda Hallowaya, wcale nie drobnego mczyzny, koczcego morderczy akt. - Ojcze, nie! - krzykn Vinnie. Ciao prostytutki spazmatycznie wygio si i opado, by za chwil rozwia si w niebycie. Nagi, wieccy od potu biskup siedzia na ku, dyszc i sycc wzrok migajcymi punktami nagrody Harry zdar z siebie kurtk i rzuci na twarz zwycizcy. Rozgldali si, szukajc kamer. - Torkil! - wrzasn Vinnie. - Wya, popapracu!

Odczekaem jeszcze godzin. e niby tak mnie zablokowaa. Sprawdziem nagranie wasnych czynnoci. Wyglday wiarygodnie. Wylogowaem. Ledwo zaczem rejestrowa dwiki z rzeczywistoci, usyszaem piewny sygna telesensu. Zsunem kask, odczyem nanowtyczk i usiadem na ou. Przybraem zdesperowany wyraz twarzy i rozczochraem wosy Odebraem poczenie. - Ty partaczu! - dar si gos w gbokiej czerni. - Vinnie? - Sucham? - Przepraszam, pan od biskupa? Zdaje si, e trafi go szlag. Niemal czuem, jak gryzie wargi i jzyk. - Od Salvatora Nesa, fajfusie! Wypatrosz ci! Jezu! - Nie wzywaj imienia Pana Boga nada... - Czy ty kpisz!? To ma by najlepszy gamedec? Dostaniesz taki wilczy bilet, e nawet winia z chlewni ci nie wynajmie! Jeste skoczony! Syszysz? Skoczony! Naprawd si przestraszyem. Szlachetno szlachetnoci, a pienidz pienidzem. - Mog wszystko wyjani. Mam nagranie wasnych procedur. Nie daa mi szans. Miaa nowsze oprogramowanie... - Gwno dostaniesz, nie fors! Gwno i wilczy bilet! Zamilkem, zacisnem wargi i spokojnie spojrzaem w czer. - Pienidze mi si nie nale. Przyznaj. Ale z tym biletem prosz nie przesadza. - e co?! - Niech pan nie zapomina, e prawdziwy wilczy bilet na pana... przepraszam, na ojca Hallowaya to mam ja. Razem z jego Indywidualnym Numerem i scen zabjstwa na tle seksualnym. Nagrane z lotu ptaka. Chciaby pan zobaczy? Patrzylimy z Pauline w ekran. Spikerka informowaa: - Czonkowie parlamentu przyjli wystpienie biskupa z wielkim zdziwieniem. Podczas przemwienia wielebny wspomnia o potrzebach zoenetw, rozwoju ludzkoci i niesieniu pomocy. Ostatecznie opowiedzia si za ustaw i wycofa weto. Projekt przegosowano i budowa rozpocznie si lada dzie. Z pewnoci odetchnli rwnie... - Za przyszo Konona - uniosem kieliszek. Gamedekini wybraa naprawd miy lokal. Rzadko bywaem w nocnych klubach. Zapatrzyem si w gr wiate na talerzu. - Przegraem spraw. eby pomc twojemu synowi. Skina gow. - Przegrae, eby wygra. Finta w fincie... - Z tym panem... Salvatorem... wyczya odczucia, prawda? Spojrzaa mi w oczy. Tak gboko jak kiedy w Supra City. - Oczywicie. Zalaa mnie fala czuoci. Miaem ochot j obj. I wtedy co mnie tkno. - Dlaczego zadzwonia, zanim ci namierzyem? Wyszczerzya zby. - No wreszcie! Jeli zapiesz obraz caoci, masz u mnie causa.

Zmarszczyem brwi, wytrzeszczyem oczy i wydem usta. - Co robisz? - To mi pomaga w myleniu... Rozemiaa si i ykna z kieliszka. Rozpoczem ukadanie amigwki: - Niby mona to podcign pod fakt, e podczas walk programw twoje aplikacje widziay moje. Przy dobrym systemie mogaby mnie wyuska, ale tak szybko? Zwaszcza e byem anioem? Przesuwaa palcami po szyjce kieliszka. - Dalej, panie Aymore, dalej. - Wszystko wyglda na wielk machinacj Novatronics. - Splotem rce. - Firma informuje biskupa e wie o jego hobby, a e wielebny uniemoliwia budow Brahmy, przekaz jest ukryt grob. Spec z Novatronics przewiduj, e nie zrezygnuje z przyjemnoci i bdzie szuka ochrony Gamedekw jest wielu, sprawa nieoficjalna. Jak kler moe do nich dotrze? Najlepiej poprzez zaufanego, zalenego od nich polityka. Firma zna czowieka i za pewn opat prosi go o wskazanie takich, a nie innych detektyww. - To by senator O'Neil. - On? - Ma wobec ciebie dug wdzicznoci... a e widzia virtuality show, skojarzy mnie z tob. Koordynowaam przebieg caej akcji... - Chyba nie jeste na staych usugach Novatranics? Zmarszczya czoo. - Przypominam ci, e utrzymanie mojego syna jest niezwykle drogie. Ugryzem si w jzyk. A potem wrciem do tematu. - O'Neil daje list najlepszych, a kler urzdza eliminacje. Wanie... eliminacje! To bya podpucha! Ta kobieta bya... - Moj koleank po fachu - Pauline wesza mi w sowo. - Poprosiam j, eby si podoya. - Jak to?! - Dalej, panie Aymore. Stumiem wzburzenie. Postanowiem podj wtek po rozwikaniu zagadki. - Tak wic wygrywam, zostaj bodygardem, Salvator spotyka ciebie jako dziwk, a ty go namierzasz... Zdajc sobie spraw, e ci przyblokuj. No wanie. A gdyby mi si nie udao?

Przechylia gow. - Tobie? Niemoliwe. Przyjem komplement jak sodkie ciastko. - Zatem wiedziaa, e ci odnajd. Ale e bya niecierpliwa, zadzwonia pierwsza i... - Zwerbowaam ci, co byo czci caego planu. Dlatego byo mi wszystko jedno, czy zdysz mnie zdemaskowa, czy nie. - Od pocztku byem agentem Novatronics!? - Wiedzieli, e nie odmwisz. Wprowadzilimy ci na stanowisko podwjnego agenta, a powiadomilimy.. z pewnym czasowym przesuniciem. - Genialne - pokrciem, gow. - W ten sposb dla ochroniarzy byem stuprocentowo wiarygodny. - No i, tak jak Novatronics przewidziao, pomoge w zdobyciu nagrania, ktrego, jak si okazao, nie trzeba byo ujawnia. Swoj drog - umiechna si sodko - nie rozumiem, co w nim takiego nadzwyczajnego. Nadem policzki. - Pikna finta: podoy gamedeka, ktry niby chroni, a naprawd ma wkopa, bo taki jest plan. Pokrciem gow. - Wszystko przewidziaa? Przytakna. - Gratuluj scenariusza. Tylko dlaczego dopiero teraz o wszystkim si dowiaduj? Prychna. - Jakebym moga gamedeka pozbawi zagadki? Miaa racj. yknem z kieliszka. Myli wrciy na ziemi. - Skoro w istocie pracowaem dla Novatronics, co z moim honorarium? - Zajrzyj na konto, a si zdziwisz. Oczy zawieciy mi jak gwiazdy Wzniosem szko w gecie toastu. Za chwil przypomniaem sobie jtrzcy fakt. Spochmurniaem. - Mwisz, e si podoya? - przeknem lin na wspomnienie orgii. - O nie. To si tak nie moe skoczy. Daj mi jej adres. Musimy si zmierzy naprawd. Pauline cmokna w powietrze. Ten gest dziwnie mi si skojarzy... - Hej! Czy to na pewno bya koleanka?!

9. Flashback

Tego dnia miaem wyjtkowo dobry humor: szczeglny i rzadki stan ducha, kiedy czowiek pawi si w kojcym przewiadczeniu, e wszystko si uoy a lune wtki przeszoci splot si w gustown cao. Leaem w pocieli i obracaem w palcach nowy walktel. Zastpowa przenone telesensy, ktre powoli wychodziy z mody. Cieszyem oczy eleganckim wygldem, wcigaem w nozdrza fabryczny zapach. Aparat by zsynchronizowany z biosoczewkami narogwkowymi. Stare okulary mogem wyrzuci w kt. Dziki lensom urzdzenie mogo wygenerowa dowolnej wielkoci trjwymiarowy ekran: panienka z biura numerw wielkoci spacerowca. Mikronadajniki grawitacyjne, montowane przedtem w okularowych zausznikach, umieszczono na obwodzie szkie: dostarczay dwik bezporednio do orodkw mzgowych, wytwarzay take nieskoczon gam zapachw. Zmysem dotyku obejmoway tylko opuszki palcw. Poza smakiem i czuciem technologia przenonych maszynek osigna szczyt. W zasadzie walktele mogy zamienia obraz otoczenia w gr. Tylko kto chciaby si bawi w realium, gdzie byle upadek koczy si prawdziwym skaleczeniem, a otoczenie musi opiera si na tym samym planie co rzeczywisto? - Czekaj, dziecino, wyprbujemy ci... Otworzyem menu pocze. Byo tak wielkie, e troch si przestraszyem. Odruchowo wcisnem gow w poduszk. Da tknem wiszcego w powietrzu znaczka Normana. Na wskazujcym palcu poczuem lekki opr eterycznego klawisza. Zapali si sygna komunikacji. Raptem pod sufitem zamajaczya gigantyczna gowa blondyna. - Torkil? - programista przeciera oczy - Co gay wybauszasz? Nie wygldam chyba tak le? - Nie, nie, Harry - postaraem si przybra normalny wyraz twarzy. Wycignem rk w prawy grny rg i zmniejszyem ekran. Buka rozmwcy troch si skurczya. - Wyprbowuj tylko - chrzknem - nowy walktel. - O! Pan Aymore ma za duo pienidzy? - rozemia si. - W takim razie upraszam o askaw pami. - O tobie nigdy nie zapominam, przyjacielu drogi. - Zrobiem gupi min. - No dobra, tylko tyle od ciebie chciaem. Urzdzonko sprawne. Skrzywi si. - adnie, adnie. Budzi, eby powiedzie do widzenia. Nie chciao mi si pracowa. Postanowiem nie sprawdza poczty, tylko wej w sie ot tak, z czystej ciekawoci, jak za starych dobrych czasw. Miaem ochot na Dream Space: pohasa Talismanem, zarobi nieco wirtualnego brzdku... Ale zanim otworzyem stron gry, zaskoczya mnie reklama. Wikszo sieciowcw instaluje filtry ograniczajce spam, jednak moja profesja wymaga nieustannego ledzenia rynku. Znalazem si w powietrznym tunelu: miaem wraenie spadania i wznoszenia si, pdziem w przd i w ty jednoczenie. Tylko gry daj moliwo czenia sprzecznych odczu. Da si sysze mskoeski wielogos: - Otcha... Otaczajca przestrze uoya si w litery. - ...to nie jest zwyky wiat. Zawirowaem. Albo wiat zawirowa. Nie byem pewien. - Chcesz sprawdzi, czy naprawd jeste twardzielem? Prawdziwym, nie udawanym? - Poczuem przyspieszenie, za moment zaczo mnie wyhamowywa. Czy moe odwrotnie. - Mylisz, e wiesz, kim jeste? Pojawio si lustro. Zobaczyem swoj twarz, ktra gwatownie odmodniaa, zmienia si w oblicze dziecka, by po chwili zakwitn siatk zmarszczek i przeksztaci si w mask mumii. - Sdzisz, e panujesz nad sob? Wydaje ci si, e znasz swoje myli? - Co odksztacio mi gow i wywrcio na lew stron. Zupenie jak po wypiciu poowy Johnny Walkera. - Oto wiat interaktywny, elastyczny, dopasowujcy si do ciebie jak bioubranie! Co pomylisz, to si staje! - Przede mn pojawia si butla wypeniona bursztynowym pynem. - Czego si boisz, to si pojawia! - Poczuem migrenowy bl gowy, typowy dla stanw przepicia. - Czego pragniesz, to ci kusi! - Zobaczyem karafk pen wieej, zmroonej wody Niele mnie skoowao. Zamiast goej panienki, dzbanek ha dwa o. - Nas moesz oszuka, ale nie oszukasz siebie! Powietrzny tunel przeksztaci si w wirujc galaktyk zbit z fioletowej materii, nade mn zamajaczyo bkitne niebo. - Nowa wielopoziomowa gra... - wpadem w dziur i rozpoczem optaczy lot w czarn czelu. Nie powstrzymaem okrzyku przeraenia. Przed oczami zamajaczy poncy napis: Otcha!" - Sprawd, co w tobie siedzi! Czy ciocie i wujkowie mieli racj? Nagle znalazem si na przyjciu sprzed lat. Urodziny. Obrzydliwe matrony: ciocia Hortensja i Hiacynta krcce nalanymi twarzami, karcce surowym wzrokiem: Co z ciebie wyronie?" - Czy racj miae Ty? Inne wspomnienie. Kradn jabka z plantacji ssiada. Goni mnie mechadog. Ustawiam biper i otwieram magnetyczne ogrodzenie skleconym w domu wytrychem. Stranik chwyta w zby wabik, przechodz przez otwr i zamykam go od drugiej strony. - A moe prawda jest jeszcze inna? - Przed oczami wiruje fioletowa mga. - My tego nie wiemy. Wiesz to Ty. Tyle, e nie jeste jeszcze wiadom! To gra inna ni wszystkie, bo kady spotyka w niej co innego... - Staem w gabinecie przed wielkim lustrem oprawionym w zote rzebione ramy - Samego siebie! Reklamwka skoczya si. Potrzsnem gow. Jak yj, czego podobnego nie widziaem. S gry historyczne, strategiczne, science fiction, fantasy, sportowe, pararzeczywiste, ale eby wymyli co takiego? C przetarem oczy, usuwajc powidoki - w sumie zawsze byo to moliwe. Wywoywanie wspomnie, skojarze, powiza, jak w hipnozie. Trzeba byo tylko kogo, eby na to wpad. I wychodzi, e ju kto taki si znalaz.

Wycignem pprzezroczyst rk, by wej na stron Dream Space. Zawahaem si. Czy jestem prawdziwym twardzielem? Umiechnem si pgbkiem. Pewnie, e tak!

Menu zawieszone byo nad powoli obracajc si mas powietrza. Zdziwio mnie ograniczenie wyboru pci: tylko drzwi dla pa. - Jestem mczyzn... - rzuciem w powietrze. - To pewne? - spyta wielogos. - Nieomal w stu procentach. - Wic nie musisz si obawia czasowej odmiany... Rozejrzaem si za rdem gosu. Wiedziaem, e to bez sensu. - Szukasz nas? - chr zanis si miechem. - Jeste pewien, e to gra dla ciebie? Zmarszczyem brwi. - Co to do diaba ma zna... - Podpisz dokument. Przede mn zamajaczya karta: OWIADCZENIE Niniejszym potwierdzam, e przyjmuj na siebie wyczn odpowiedzialno za wszelkie wydarzenia i ich skutki, jakie spotkaj mnie w grze Otcha" oraz po jej ukoczeniu. Tu umie swj IN...

- Co to za arty? Wielogos zdawa si dobrze bawi. - Bez zatwierdzenia nie wejdziesz... - Nie dbacie o klienta? - O takiego, ktry nie dba o siebie? Nie... - Na wszystko macie odpowied? Wielogos zaszczyci mnie dostojnym milczeniem. Wprowadziem podpis. - Gratulujemy odwagi. Witamy w Otchani. Wybierz, ach, to znaczy - kilka chichotw - wejd w drzwi i dokonaj wyboru wygldu. Kobiecych skinw uywaem niezwykle rzadko: Kiedy, dawno temu, z ciekawoci. Modele byy najrniejsze: biae, czarne, te, mieszane, niskie, wysokie, szczupe, grube, stare, mode, nawet dzieci. Wybraem katalog Krew afrykaska 1/ biaa 18/ ta 1/ wiek 28/ wzrost 170/ talia 59/ biodra 90/ biust 90/ oczy bkitne/ wosy kasztanowe". Tym sposobem ograniczyem zbir do niecaych piciuset figur. Po skomponowaniu twarzy ze zbiorw cz, policzkw, ust, oczu, nosw i szczk, przekroczyem dziwne drzwi ozdobione wstgami, cekinami i serpentynami. Otoczy mnie gwar niezliczonych gosw: kto si mia, kto krzycza, nieco dalej toczya si dyskusja, raptem rozleg si dziki ryk i rwnie nagle ucich, z tyu sczyy si niezrozumiae szepty i jakby odlegy, zwielokrotniony echem szloch. Staem w niewielkim pokoju udekorowanym jak do karnawau: lampiony, balony, girlandy, skrawki materiau zwisajce z niskiego sufitu, sterty szeleszczcych mieci pod stopami. Obrazu dopenia tum dziwacznie ubranych ludzi: w pantalonach, kaftanach, satynowych szatach, jedwabnych pidamach ozdobionych pufiastymi guzikami... Tu obok przemaszerowa rycerz, szczciem nie nadepn mi na nog pancern folg. Go w seledynowym turbanie wykca si z drobnym barmanem o marchewkowych wosach postawionych w szpic. Co to za cyganeria? Z ruchliwej ludzkiej masy wychyn wysoki Murzyn ubrany w zot szat przetykan miedzian nici. rednica fryzury afro wynosia z pewnoci okoo metra. - Witaj, nieznajoma. Wytrzeszczyem oczy Spojrzaem na swoje niade ciao. Zapomniaem, e jestem kobiet! W sumie si cieszyem. Zmczya mnie egzystencja zmarnowanego wymitego detektywa. Z przyjemnoci powitaem wie, pontn powok. To raj dla transseksualistw! - Witaj, pikny chopcze - odparem, czy raczej odparam, zmysowym gosem. - Jestem mistrzem labiryntu, twoim przewodnikiem. Przeka ci kilka podstawowych informacji. - Nie wielogos? Zdziwi si. - Nic nie wiem o adnym wielogosie. - Rozmawia...am z nim w menu. - Ach - achn si - to musiaa by realizacja twoich obaw. Gos wewntrzny. Zatkao mnie. Ten program jest niebezpieczny! Murzyn podszed bliej. - W Otchani nie ma nic pewnego i niezmiennego. Nazywamy to podstawow zasad. Gra ma wiele poziomw. Czy dostaniesz si do nastpnych, nie wiem. Zalee to bdzie od elastycznoci umysu. Znajdujemy si w westybulu. To rozgrzewka. Ma pomc graczom w rozbudzeniu ukrytych pokadw psychiki. Jeli nie chcesz si pogubi, pamitaj, e tu niemal wszystko jest odwrotne. Od tej pory dawna gra" jest doem". Dawny d" jest gr". Lewa strona jest po prawej i vice versa. Kobiety s mczyznami, mczyni kobie-

tami. Nie" znaczy tak", a tak" znaczy nie". W caym tym galimatiasie ja jestem jedynym cznikiem z tym, co nazywasz normalnoci. Zamilk. Trawi...am uzyskane informacje. Zapowiadao si interesujco. Spojrzaam na jego niecodzienny strj. - Dlaczego tak ekstrawagancko si ubrae? Wyszczerzy zby w kolorze koci soniowej. - Nie wiem. To twj sen, nie mj. - Czy to znaczy, e ja nadaem, nadaam ci wygld? Rozcign wargi w dyskretnym umiechu i si odwrci. - Bdziesz wiedziaa, jak mnie przywoa. Otworzyam usta. - Czyli jak? - krzyknam za znikajcym w tumie cznikiem. Straciam go z oczu. Moe si rozwia? Weszam midzy ludzi. Obok przekoziokowa akrobata ubrany w zielony kostium. W ucho dmuchn poykacz ognia. - Uwaaj! Cholera, wosy mi przypali! - nadspodziewanie szybko weszam w kobiec rol. Przy barze sta drobny mczyzna o rozczochranej mlecznej czuprynie. Nie wiem, dlaczego przycign moj uwag. Twarz ani przystojna, ani mylca. Moe wyrnia si tym, e sta nieruchomo i z nikim nie rozmawia? - Co za pikno si zblia - powita mnie wesoym gosem. Mocniej zakrciam biodrami. Wypiam piersi. - Merci, merci, madame, za pokaz - ukoni si w pas. Zaszeleciy te pcienne spodnie. Pomaraczowe szelki zwakoway si na bawenianej koszulce. - Wystarczy kurtuazji - przerwaam. - Wiesz co o tym miejscu? - Co nieco... - Jeste graczem? - A wygldam? W sumie byo mi wszystko jedno. - Tak. - Wic moe jestem. - Rozejrza si. - Mio tu, prawda? Te wszystkie pokrcone kierunki, tum artystw, happeningowcw i innych wirusw. Oni, kochana, czuj si jak u siebie! - Na tym polega caa gra? Na aeniu po kuriozalnych pokojach i gadaniu z dziwakami? Wyd usta. - Niezupenie. S inne poziomy Wysze. Ale ich nie widziaem. Podobno byli gracze, ktrzy si t a m dostali: opowiadali mas dziwnych rzeczy. - Przekn lin. - Mwili, e dopiero wtedy zaczyna si zabawa. Ale, szczerze mwic, nie bardzo mnie tam cignie. Tu mi si podoba. To jest, by tak rzec, knajpa z towarzychem non-stop! I prochami! Moim zdaniem twrcy najwicej zarobi na westybulu. Staam, milczaam i mrugaam. - Powiadasz, e nastpne poziomy s wyej? - No jako tak.

Pokoi byy z pewnoci setki, jeli nie tysice. Drzwi, sale, przedsionki, sienie, salony, wszystkie podobne i wypenione podobnie dziwn menaeri: linoskoczkami, szczudoazami, tancerzami, klaunami, zamaskowanymi przebieracami, rozhulanymi, rozpiewanymi, rozkochanymi, pijanymi. Niektrzy mnie zaczepiali, inni potrcali, odwaniejsi zastpowali mi drog i zagldali w oczy. Odtrcaam ich, bo chciaam dotrze do schodw. Niejasne informacje doprowadziy mnie w kocu do klatki schodowej z luksusowego tekowego drewna. Srebrna tablica informowaa: Na wyszy poziom: Trzy pitra w gr, potem amfilad przed siebie, w prawo, w lewo i w prawo hi,hi". - Bardzo mieszne - mruknam. Przyapaam si, e od duszego czasu mj umys; funkcjonuje dokadnie tak, jak podczas rozwizywania jakiej sprawy Torkil, a w zasadzie Torkilko, jeste na wakacjach, upominaam si w mylach. Zapamitaam instrukcj i postanowiam wykona j dokadnie odwrotnie. Zeszam trzy pitra w d. Amfilada rozcigaa si w przd i w ty. Oczywicie ruszyam w kierunku przeciwnym do sugerowanego. Jak to byo? Aha, w prawo, lewo i prawo, czyli powinnam i w lewo, prawo i lewo. Energicznie poprawiam fiszbinowy stanik i miao ruszyam wyznaczon tras. Ostatnie drzwi opatrzone byy metalow pyt: Nastpny poziom?" Naparam na klamk. Pomieszczenie niczym nie rnio si od poprzednich. A do tego stopnia, e przy barku dostrzegam znajomego blondyna. Niedaleko fika zielony akrobata, a poykacz ogni spija kolejn porcj spirytusu. - Psiakrew! Roztrzepaniec w tych spodniach rozpostar rce. - Witaj, pikna! Ju si za tob stskniem! Chyba co zay, bo oczy mia szkliste. Podeszam i oparam si o polerowany blat. - Cigle tu stoisz? - A bo mi le? Przyjrzaam mu si uwanie. Co mi zawitao. - Ty te jeste przewodnikiem? - Nie. - Nie" to znaczy tak"?

- Nie" znaczy nie" i tyle. Moe to nie przewodnik. Tamten Afroman mwi, e jest jedynym cznikiem z normalnoci. Czyli, jeli go zrozumiaam, przewodnicy mwi prawd. - Mwie, e jest gdzie wyszy poziom. Byam tam, poszam zgodnie z instrukcj, zeszam trzy pitra w d i wyszam wanie tu. ykn niebieskiego trunku. - Chcesz si wydosta z labiryntu? - Jego wzrok nabra ostroci. - Naprawd? A co wedug ciebie te ciany oznaczaj? Co to wszystko - zatoczy rk - ilustruje? - Stukn mnie w pier. Miaam ochot strzeli go w pysk. - Najwikszym wrogiem czowieka jest on sam. A najstraszniejszym wizieniem jego wasny umys. - Jeste moim przewodnikiem! - Nie jestem twoim geniuszem. Ale oczywicie! Przypomniaam sobie wykady z psychologii. Podwiadomo nie zna sowa nie"! Nic nie mwiam o geniuszach! To on uy tego sowa w zdaniu: Nie jestem twoim geniuszem". Wedug analizy kontrastywnej powiedzia: Jestem twoim geniuszem"! Czyli duchem opiekuczym! Poczuam typow gamedeczan dum. Nie mogam opanowa skurczu umiechu. Odezwaam si: - Zwyke maszerowanie w t i z powrotem nie ma sensu. Mury, schody, pomieszczenia, ludzie, symbolizuj... schematyczno umysu, prawda? - Nie. - Czowiek myli, e si rozwija, a wraca w te same miejsca, prawda? - Nie. - Dlatego czuje si bezpieczny, bo ma pozr zmian, ale adna przemiana si nie dokonuje, prawda? - Nie. - Skoczysz z tym nie"? - spytaam. - Skoczysz z tym nie"? - spytaem. Spojrzaam w bok. Stao tam moje mskie odbicie i patrzyo rwnie zdziwionym wzrokiem. Wpatrywaem si w kobiece alter ego spogldajce na mnie szeroko rozwartymi oczami. Rozdwoiam si! Dotknem kobiety. Uczucie byo dziwne i podniecajce. Przypomniaem sobie chwile seksu, kiedy uroda partnerki tak mnie podniecaa, e chciaem ni by, wchodziem gbiej i gbiej, jakbym pragn, eby cz mnie rzeczywicie si ni staa. Jakbym chcia by kobiet. I oto byam kobiet, dotykan przez siebie samego, mskiego. I raptem zapragnam posi wszystkich krzepkich mczyzn na ziemi i upaja si rozkosz, celebrowa swoj urod na otarzach ich cia. Zerkaem na nich oboje i gadziem blond wosy postawione na sztorc. Przygldaem si im ze swoich dugich szczude i zastanawiaem si, o czym tak rozprawiaj. Wanie wypluwaem spirytus w pomie pochodni, gdy zwrcia moj uwag dziwna grupa mylca tak jak ja i dodatkowo na kilkanacie innych sposobw. Odrywaam usta od karminowych warg kochanka, gdy moj gow nawiedzi gwar moich-niemoich myli. Nasze guziki zaczepiy si w tacu. Pochyliem si nad haftem, gdy ogarn mnie chr wewntrznych gosw. Syszelimy w gowach wielogos. Msko-eski, wzmagajcy si z kad sekund, pulsujcy, omdlewajcy, zstpujcy po schodach ciaa w katedralne gbie nadbrzusza i miednicy maej. Ruszylimy szturmem przez amfilad pokojw, z kadym mijanym pomieszczeniem dzielc si na coraz mniejsze czstki. Z setek otoczakw przemienialimy si w tysice kamykw, ktre po upywie sekund rozsypay si w setki tysicy ziaren piasku, rozbijajcych si na miliony drobin pyu. Byem milionem osobowoci. Bylimy wieloci. Zerwa si wiatr, ktry rozwia widok pokojw, schodw, linoskoczkw i baznw. Znalelimy si nad otchani. Kolejny podmuch rozproszy nas cakowicie. Bylimy powietrzem. Powiem inaczej: byo powietrze. Pod spodem obracaa si eteryczna spirala. - Czy jeste gotowy na mier? - spyta gos. Pojcie stracio znaczenie. Ale tak, chciaem odpowiedzie, lecz zamiast tego tylko pomylaem. Nie miaem wszak ust ani puc. Po prostu mnie nie byo. Byo samo bycie. Oto, czym egzystencja rni si od esencji. - A wic gi! Zapadem si w czer. Lub ogarna mnie czer. Albo poknem czer. Moe raczej ona pokna mnie. A najpewniej wszystko razem.

Wylogowao mnie. Pasek rewitalizacji pi si w stron koca znacznika, a ja powoli odzyskiwaem poczucie realnoci. Mikki dwik zasygnalizowa pene odzyskanie wadzy nad ciaem. Zacisnem pici i poladki. Wziem gbszy wdech. Delikatnie zdjem kask. A wic to tak? Tylko tyle? Taka gra? Rozejrzaem si po gabinecie. Przeczesaem palcami wosy Za duo na niej nie zarobi. Sama wyrzuca czowieka w realium, nie daje adnych odpowiedzi... Odetchnem i cignem kombinezon. W azience wszedem do komory tuszu. Na konsolce ustawiem pgst mg z minimaln iloci biodetergentu. Miaem ochot na dug kpiel. Wydaem polecenie lekkiego unoszenia. Niewidzialne grawitacyjne poduchy pochwyciy mnie i ukoysay. Uczucie niedosytu i rozgoryczenia powoli ustpowao leniwemu opa-

daniu, niczym w otcha. Usyszaem szelest. Uniosem gow. Za mg oparu majaczya posta. Byskawicznie wyczyem suspensor i tusz. - Torkil, Torkil. - Harry Norman. Wyszczerzony. W prawej rce pistolet. Obok pikna Pauline Eim, matka zoeneta, moja - jak mi si wydawao - przysza partnerka. Bro w rce lewej. - Gdzie stare nawyki, druhu miy? - Blondy krci gow. - Zapomniae zamkn drzwi? Gamedec nie pamita o tak fundamentalnej sprawie? Chcesz, eby ci kto zrobi krzywd na ou? Zawinem si w szlafrok. Rozejrzaem si bezradnie. Na przyszo trzeba bdzie wykombinowa schowek na bro. Stanem na antypolizgowej macie tu obok kabiny. - Skd wiesz, e byem w wiecie? Dotkn powierzchni oa. - Jeszcze ciepe. - Przyszlicie mnie... przed czym obroni? - umiechnem si z przymusem. - Maj na mnie napa? Pauline staa nieruchomo. Harry rwnie nie zmieni pozycji. Potrzsn gst grzyw. - W zasadzie to przyszlimy ci ukatrupi. Wszedem w twj terminal i zobaczywszy, e dopiero co si zalogowae, postanowiem zrobi to we nie. Byoby to... hm... bardziej humanitarne. Ale pospieszye si i teraz trzeba bdzie na ywca. - Wzruszy ramionami. - Trudno. Zakrcio mi si w gowie. Oparem si o cian. - No dobra. - Norman unis bro. - Zaraz! - wykrzyknem. - A sowo wyjanienia? Holofilmw nie ogldasz? Nie wiesz, e morderca przed oddaniem strzau wyuszcza ofierze zawikan intryg? Rozemia si. Kobieta pozostaa niewzruszona. - Masz racj, przyjacielu. Tyle e w filmach li faceci po skoczonej opowieci gin wskutek sprytu tych dobrych albo dziki przypadkowi. - Rozluni ramiona i opuci luf. - To nie film. Powiem ci, dlaczego. Chod, Pauline, usidziemy. Spoczli na fotelach. Szkoda, e nie ukryem tam jadowitych kolcw. - Mog wyj z azienki? Przyzwoli gestem. Ostronie przekroczyem prg i oparem si o futryn. - Pamitasz - odezwa si - niedawno otrzymae ofert pracy z Novatronics. Skinem gow. - Nie przyje jej. Odrzucie te drug i trzeci. To by bd. - Oboje pracujecie dla tej firmy? - I z przykroci informujemy, e nie masz na nich haka. A wiesz troch za duo: o Brahmie, Supra City, Hallowayu, prezesie Knee i wielu innych fiszach. Wolny strzelec, ktry skupia tyle informacji, jest niebezpieczny. - Nie wygupiaj si, Harry, chyba mnie nie zastrzelisz? Dla pienidzy? - Nie chodzi o mamon, ale wielk gr, ktr zwyczajnie przeoczye - parskn. - Synny gamedec tak zagubi si w swoich wiatkach, e nie zauway, i wiat si zmienia. Przeszy mnie dreszcz. - Novatronics ju dawno szykowa si na miejsce gwnego rozgrywajcego. Zaapalimy si w odpowiedniej chwili. A ty? Spnie si. W dodatku stae si czowiekiem niewygodnym. Przeoy bro do drugiej rki. Sprawdzi poziom naadowania baterii. - Pienidz czy wszystko. Politycy, biznesmeni, byli wrogowie... jednoczy ich ch zysku, a ty ze swoim idealistycznym podejciem mgby wszystko zepsu. Energicznie przerzuci pistolet do prawej rki. - Harry, zaczekaj, chyba mnie nie zdradzisz? Sprawdziy si moje koszmary: nie zauwa spisku, nie ogarn caoci obrazu, zdradzi mnie przyjaciel i przeknem lin - przyjacika. Stao si, przeoczyem, przeoczyem! - To chyba wszystko. - Harry podnis bro. W jego oczach nie byo litoci. Tylko czyste wyrachowanie. - Poczekaj, Norman, daj mi t przyjemno - niespodziewanie odezwaa si pani Eim. - Kiedy nie wykorzystaam okazji. Przypomnia mi si virtuality show i nieprzyjemny widok wylotu lufy. Tym razem odlego bya mniejsza, a Pauline nieskora do rozmw. Boe! By zabitym przez kobiet! I to tak, ktra bdzie z tego czerpa przyjemno! Napiem wszystkie minie. Co miaem do stracenia? Rzuciem si na nich jak jaki optaniec. Pauline odchylia si na oparcie i wystrzelia. Norman rwnie odda strza. Pociski wywaliy wielkie dziury w cianie. Jeszcze yj! Zanim Harry odzyska rwnowag, zamachnem si, eby mu wytrci pistolet. Chybiem. Zaklem w duchu. Niemal czuem miejsce na plecach, ktre za chwil rozedrze salwa Pauline. owic kad mikrosekund ycia, skoczyem na mczyzn... i przeleciaem na wylot. Odwrciem si. Znieruchomieli. Patrzyem na nich oniemiay Stali jak manekiny Przewrcony fotel lekko si kiwa na porczy. Podszedem do postaci Normana. Wycignem rk. Utona w garniturze. - Fantomy?! Machnem rk. Cios przelecia przez obraz gowy. - Rany boskie! Fantomy?! Chwyciem si za serce. - Cholerne dowcipnisie! - wrzasnem i nieporadnie zaatakowaem widma. - Kto to zrobi? Wyuskaem z oczu soczewki. Zapomniaem je wyj przed wejciem. Postacie znikny Rzuciem szka na biurko. Gardo ciskaa fala grozy.

- Tak mnie nastraszy! - darem si w stron, gdzie przed chwil stali niedoszli mordercy - Tak mnie nastraszy! Przez ten walktel! Norman! Masz przesrane, wydymacu! Przesssrane! Masowaem rozfalowan pier. Opadem na fotel. - Dostan zawau. Kurwa, zawau dostan przez ten dowcip. Ogarna mnie furia. - Dowcip! Dowcip! Do dupy ci, Norman, wsadz nanowtyczk za ten dowcip! - Odchyliem gow, by gbiej odetchn. Rozwizanie zagadki byo proste. Asasynami byli Harry i Pauline. Z tych dwojga tylko Harry mia kompetencje, eby napisa program. W ktrym sklepie kupowaem t zabawk? Sprzedawcy musieli by w zmowie z tym idiot. Dostan ode mnie, oj, dostan... Stres powoli si wypukiwa. A Pauline te oberwie. Przecie musiaa mu udostpni personalnego skina. Pokrciem gow. Pauline, Pauline, jeste taka mdra, a daa si namwi na gupi numer. Przecie to si mogo le skoczy. Podniosem gow. Czowiek to dziwna istota. Prawie si uspokoiem. Pewnie odchoruj stres za kilka dni. Podszedem do holomonitora. Uruchomiem tablic pocze. Usiadem. Jednak jestem jeszcze saby. Na ekranie pojawia si gba programisty. - Okropny chuju, co ty mi zrobi - zaczem ogldnie. - Gratuluj, panie Aymore - odpowiedzia dziwnie zgrubiaym gosem. - Wstawie pogos do moduu brzmie... Twarz blondyna przemorfowaa si w facjat rogatego demona. - Harry! Daj spokj! Mam do kawaw! - Jest pan pewien, e wybra pan waciwy numer? - odpowiedzia gboki baryton zwielokrotniany skompresowanym echem. - Jest pan pewien, e zdj soczewki? Odruchowo signem do oczu. Niczego nie znalazem. Gupawo wpatrywaem si w nierealn kozi fizjonomi. - Myli pan, e zna pan rzeczywisto? Kto panu zagwarantuje, e przez cae ycie nie nosi pan soczewek, innych soczewek? To jaka paranoja. - O? Widok demona jawi si jako dziwny? Na popielatym pysku pojawi si przelotny umiech. - A przecie podania, legendy, bajki, filmy? Nie sdzi pan, e z czego si wziy? Westchn. Poczuem jego oddech. - Kiedy ludzie wierzyli w euklidesowsk geometri. Dzisiaj wiedz, e Grek, cho mdry, zbdzi. yjecie w wiecie zaoe, ktre pomagaj systematyzowa otoczenie i dziki temu nie zwariowa. A to tylko banalne, ordynarne zaoenia. Na przykad e to, co pan widzi, jest holoprojekcj. Tymczasem materia ma t waciwo, e jest ciga jak... hm... jak bioguma do ucia. Wycign szponiast ap. Ku mojemu przeraeniu brunatne przedrami pokryte szcztkowymi uskami i rzadk szczeci przeszo przez paszczyzn ekranu i spoczo na blacie biurka! Chciaem krzykn, ale tylko si zakrztusiem. Czart podnis si i pochyli w kierunku monitora. To znaczy w moim kierunku. Z pynnej przestrzeni projekcji wychyna druga rka, rogi, pysk, potny kark najeony wyrostkami, bary z dugimi, rozchodzcymi si ku grze rogowymi odrostami, a za nimi cay gigantyczny tuw wraz z przepisowym ogonem i koczynami dolnymi zaopatrzonymi w imponujce racice. Demon z gracj stan obok mnie. Palce stp wyday ciche, gbokie tpnicie. - Bez obawy - z bliska jego gos brzmia jak oddech miechw montowanych przy kocielnych organach. - Nie jestem zym diabem. Nazywam si Lirot. Przeknem lin. - Och tak, wiem - cign. - Wydaje si panu, e moje istnienie jest niemoliwe. Mentalno ludzi zawsze nas, biesw, mieszya i troch - zaszura kopytem - brzydzia: Niemoliwe, niemoliwe". Malutki i gupi rd ludzki wypowiada to sowo milion razy na sekund. Jakby wiedzia, co jest moliwe, a o nie. Widzi mnie pan? I wydaje si panu, e istniej? - W istocie mi si wydaje i mam nadziej, e to tylko zwid - wychrypiaem. Jego miech brzmia jak odlege echo gromu. - Niech pan signie rk w okolice potylicy. Czuje pan? Pomacaem. - Nic tam nie ma. - Doprawdy? Nie wyczuwa pan zgrubienia pod skr? No tak, nikt z pana rasy go nie czuje, bo ukryty tam... byt, ktry dla atwiejszego zrozumienia nazw, hm... chipem, usuwa z pola zmysw informacj o swoim istnieniu: czowiek go nie widzi, nie percypuje dotykiem, nawet chirurg operujcy t okolic bezwiednie ominie go, niczego nie rejestrujc. Nie wiedzia pan, e wszyscy go maj? - Nie. - Ale to moliwe, nieprawda? Ma pan tyle odwagi, eby go zerwa? Bdzie bolao. Zawahaem si. - Nnie wiem, gdzie go szuka...

- Jeli pan si zgodzi, zdezaktywuj go. Bez obawy. My, diaby, egzystujemy w wielu wymiarach. Mj pazur przejdzie przez skr w niezauwaalny; sposb. Przez chwil milczaem. - Zgoda. Wycign skat rk. Z tyu szyi poczuem mdlcy dotyk, a moe mi si wydawao. Faktem jest, e raptem zgaso wiato i znikna fonia. - Zachowaj spokj - usyszaem w gowie. Chciaem co powiedzie, ale nie potrafiem. Drtwymi rkami grzebaem w okolicach ust. Nic nie czuem. Z okalajcej ciemnoci wydobyem sabiutkie i niewyrane zarysy otoczenia. Mj gabinet w odcieniach czerni i szaroci, bez gbi. W absolutnej ciszy. Obrciem si w stron towarzysza. Jego masywny ksztat by ledwie widoczny Dowiadczaem jakby przebywania na dnie oceanu: byem niemy, guchy, niedowidzcy znieczulony. - Oto twoje niedorozwinite zmysy. Te prawdziwe. Oczy w zaniku. Inwolucja zakocze nerwowych skry, degeneracja ucha wewntrznego. Tak widzielibycie wiat, gdyby nie dobrodziejstwo mojej rasy, ktra nie do, e pomoga wam mapowa otoczenie, to jeszcze pozwolia uomnym mzgom owe mapy obrabia. I co? Jaka jest rzeczywisto, biedny czowieku uzaleniony od zmysw? Gdyby wiedzia, jak my, demony, postrzegamy wiat, nigdy nie zaznaby spokoju. Jego ksztat przybliy si. Z trudem dostrzegem powikszajce si szpony. Rozbysy kolory. Wybuchy dwiki. - No. - Potwr nie odrywa rki. - A teraz maa modyfikacja.

Kolor powietrza uleg ledwie dostrzegalnej zmianie. Usyszaem dziwne, gbokie brzmienia wypeniajce eter. Podszedem do okna. Nad Warsaw City unosiy si straszliwe budowe najeone ostrzami, wypustkami i rogami. Z dysz umieszczonych pod spodem wydobyway si kby smolistego dymu przysaniajcego rdzawe soce. Midzy gmachami kursoway pkate ksztaty podobne do sterowcw. Powietrze przecinay dziesitki rogatych, skrzydlatych stworze. Pod tym wszystkim tkwio przycupnite miasto. Mniej wspaniae od tego, ktre pamitam. - To, co widzisz, jest bardziej zblione do prawdy ni znana ci panorama. Cho oczywicie nie jeste w stanie percypowa w sposb dany biesom... Usiadem na pododze. Z abiej perspektywy cielsko potwora wydawao si monumentalne. - Hodujecie ludzi? - Myisz, e opowieci o cyrografach to bajki? Czym jest dusza? Tym samym co program. Te nie mona jej dotkn, zway, cho rezyduje w mzgu tak jak prd w komputerze. Tak, dusze s jak najbardziej realne. A e rzeczywisto jest ciga, nawet nie wiesz, jaki z nich mona robi uytek. - Po co mi to pokazujesz? Rogata posta nieznacznie si pochylia. - Jeste gamedekiem. Rozumiesz, czym jest rzeczywisto zmysw. Zostae obrany na mesjasza. Nasza rozmowa jest objawieniem albo zwiastowaniem, nazwij j, jak chcesz. Ogosisz udziom nowin. - Jak? - Tak, e Szatan rzdzi wiatem. Miaem wraenie, e za chwil rozstpi si podoga, wpadn w szczelin i obudz si szczliwy we wasnym ku. Ku mojej rozpaczy nic takiego nie nastpio. - Ale po co ta szopka z Harrym? Z walktelem? Lirot umiechn si. Chciaoby si powiedzie: demonicznie. - Diabelskie sztuczki. Mamy... poczucie humoru. Mona powiedzie, e wszystkie stany, jakie przeszede, byy wstpem do poznania ostatecznej prawdy. Musiae oswoi si ze zudnoci postrzegania. Uuda? Uuda? Chwyciem si tej myli niczym ostatniego skrawka ldu toncego pod oowian wod. Spojrzaem na popielat twarz i silc si na spokj, podniosem rk w gecie wylogowania. Oblicze stwora rozcign sardoniczny umiech. - Materia jest ciga. Nie uciekniesz. Znalazem si na stronie Otchani. Nie pamitaem, ebym j widzia przy poprzednim wyjciu. Tak, teraz bdzie prawdziwe wylogowanie! Wydaem dyspozycj. Pasek rewitalizacji wypenia si bogim zielonym wiatem. Gdy dobieg do koca, poczuem realne ciao. Zmwiem tybetask modlitw i cignem kask. Wypiem nanowtyczk. Rozejrzaem si. Mj gabinet. Mj komputer. Kuchnia. Szklana ciana. Sypialnia. azienka. Ostronie wstaem i zdjem kombinezon. Chyba zadzwoni do twrcw z gratulacjami. Jakim cudem dotarli do moich lkw? Pokazali zdrad, teori spiskow, a nawet to, e wiatem rzdzi... - Diabe? Odwrciem si. Z cienia przy zasonie, za holomonitorem, wyoni si Lirot. - Mwiem, e rzeczywisto jest ciga, ode mnie nie uciekniesz. - Bogowie! - ryknem i uniosem rk w gecie wylogowania. Akompaniowa mi czarci miech. Tym razem znalazem si w menu, ktre odwiedziem przy wchodzeniu w gr. Oczywicie! Musz zostawi skina! Odoyem na miejsce damskie fataaszki, rozstaem si z pocigajc twarz i seksownym ciaem. - Do widzenia - rzuciem niepewnie.

- Zapraszamy ponownie - odezwa si wielogos. Nabraem pewnoci. Teraz wszystko wygldao prawidowo. Wyszedem z gry. Znalazem si na stronie gwnej. Pprzezroczyste rce wystukay kod rewitalizacji. Pojawi si znajomy pasek. Mierzyem prdko przesuwu zielonej wstgi uderzeniami serca. Dokadnie tak, jak zwykle. Z czerni wirtualnej przestrzeni przeniosem si do wntrza ywego ciaa. Energicznie cignem kask. - A kuku! - powitaa mnie umiechnita, popielata gba oddalona o niecae dwadziecia centymetrw od mojej twarzy Pachnia migdaami. Chciaem wybuchn paczem, lecz zamiast tego wzniosem omdla prawic w znanym gecie. Tym razem zobaczyem od razu szmaragdowy pas. Nie zastanawiaem si, czy to dobrze, czy le. Byem gotw na kolejne spotkanie. Zsunem kask. Rozejrzaem si. O dziwo, rogatego sublokatora nie dostrzegem. Nieufnie odpiem nanowtyczk i zszedem na podog. Przecignem si. Rozsunem biozcze kombinezonu. - Lirot! - zawoaem. - Lirot! Cisza. Zajrzaem do kuchni. Cudownie pusta. azienka rwnie. Przeszedem do sypialni. Ku mojej uldze, tam take go nie znalazem. Ani w sieni. Staem boso na ciepej wykadzinie i zastanawiaem si, co dalej. Skoro wszystkie poprzednie wylogowania okazay si faszywe, nie byo pewnoci, e to jedno, nie wiadomo dlaczego, miaoby by prawdziwe. Wolaem, eby oponent pokaza si ju teraz. Nie byoby dobrze, gdyby wyskoczy zza zasony za kilka dni, podczas subowej rozmowy. Otworzyem szaf, by zaoy ubranie. Ujrzaem umiechnitego diaba. - Ratunku! - huknem. - Skoczcie z tym! - woaem w powietrze. - Dosy! Wylogowuj si! Wylogowuj! Nie zapac wam! Syszycie!? Gracz Torki Aymore wychodzi z gry Otcha! Zrozumiano?! Nie wacie mi si powtarza tego jeszcze raz! Demon chichota. Spojrzaem na niego z pogard. - To ma by poczucie humoru?! Pieprz si. Wylogowaem. Zaraz po zakoczonej rewitalizacji zrzuciem kask, zdarem kombinezon, wyszarpnem nanowtyczk i zdecydowaem si zbada mieszkanie. Wycignem z szafki plasmagun. Drug rk chwyciem bokken, drewniany miecz treningowy Po namyle odoyem go. Potrzebowaem rki do otwierania szafek. Byem zdeterminowany, wcieky, nie zawahabym si strzeli, nawet gdyby bestia odpowiedziaa agresj. Byo mi wszystko jedno. A w zasadzie nie. Chciaem si znale w realium. Przejrzawszy wszystkie dziury stwierdziem, e obuza nie ma. Przestraszyli si moich krzykw? Moliwe. Opadem na fotel. Pooyem bro na biurku. Pewnie administrator uzna, e przesadzili i dali mi spokj. Podrapaem si po owosionym brzuchu. Przytyem? Spojrzaem na holomonitor. Zadzwoni do nich. Gra jest genialna, ale zbyt mczca. Musz to zmodyfikowa. Poszedem do azienki, by obla twarz wod. Spojrzaem w lustro i ujrzaem starca. Oparem okcie o umywalk i cicho zakwiliem. Osunem si na posadzk, przykryem rcznikiem zmarszczone ciao i utkwiem wzrok w pododze. Zaczo do mnie dociera, e kto si na mnie uwzi. Ktry z moich wrogw. Nie byem pewien, czy postarzenie jest realne, cho pamitajc casus Adelheima wiedziaem, e to moliwe. Dopuszczaem jednak, e moe wci tkwi w grze i kto nie pozwala mi wyj. Wszystkie sprawy, ktre kiedy rozwizaem, stany mi przed oczami. Czsto rozpatrywaem moliwo zaptle, uwika logicznych, sabotau, czasem natrafiaem na prby, ale nigdy tak perfidne. Nie byo sensu podnosi ponownie rki. Rozwizanie tkwio gdzie indziej. Moe mj wiek by rozwizaniem. Jeli kto chcia mnie zaatwi, to dziea dokona. Zarzuciem za duy szlafrok (zmalaem?) i powlokem si do komputera. Wybraem numer Pauline. - Boe, jak ty wygldasz! Zmrozio mnie. Wolabym, eby kobieta okazaa si demonem. - Ty te to widzisz? - Kochanie! Zmiko mi serce. Po raz pierwszy odezwaa si do mnie w ten sposb. - Chyba wreszcie kto okaza si lepszy ode mnie. Zastawi na mnie sida tak niby reklam: jeste prawdziwym twardzielem? - Nie widziaam... - Mniejsza. Najecha mi na ambicj, a ja si zapaem. No i mnie dorwa. Kilka razy wylogowaem. Pewnie wtedy nastpowaa akceleracja. Posad orchidee na moim grobie. Zakrya doni usta. Zerknem na chronometr. - Pomyle, e leaem niecae sze godzin. Co si nie zgadzao. - Zaraz...! Ale to niemoliwe! Przecie skra nie moga tak nagle zwiotcze! Jest w niej woda, ktra nie zdyaby wyparowa! - Gratuluj, Aymore - odpowiedzia tubalny gos. Patrzyem bez cienia emocji, jak twarz kobiety przeksztaca si w oblicze Lirota. Zamknem oczy. - Ty jeste moim przewodnikiem? - Nie... Skd wie, o czym mwi? To przewodnik! Najwikszym wrogiem czowieka jest on sam... On sam! Patrzyem w diabelskie oblicze i uzmysowiem sobie, e kogo mi przypomina. Torkil, Lirot... Ale Lirot to Toril czytany od tyu! Czyby przypadek? - Ty to j a? - Witaj, Torkilu. - Wycign przez ekran potn rk.

Ucisnem j. - Zanim wszede w Otcha, miae wrogw na zewntrz, bye detektywem, a zagadki ukada kto inny Teraz przeciwnikiem bye ty sam. Czy gamedec zdoa rozwiza zagadk, ktrej jest autorem? - Czy jej nie rozwizaem? Pod fotelem otworzya si czarna dziura. Wpadem w otcha. Nabraem niewyobraalnej prdkoci: mijaem jzyki ognia, wyjce dusze, paczcych potpiecw, zaginione wiaty, zapomniane legendy. Wyldowaem na wysepce otoczonej jeziorem lawy. Porodku staa bkitna kaplica. Naprzeciwko pojawi si chopczyk. Bez trudu rozpoznaem w nim siebie. Dalej w wityce sta pikny Torkil. Tylko w snach czowiek moe by taki urodziwy a jednoczenie podobny. - Jestemy tym, skd przychodzisz i tym, dokd zmierzasz - odezwali si razem. - Ja dziecko i j a idea? - Ot to. - To mio. Wasz widok ma mi w czym pomc? - Bdziesz go pamita. Dobre i to, pomylaem. Najbardziej pokrzepiaa mnie myl, e pozbyem si przekltego demona. - A ostateczna odpowied? Przecie musicie j zna. Zamiali si. - Znamy j. Ostateczna odpowied to odpowied udzielona w danej chwili. - A Bg? - Och, Bg jest osobisty. Dlatego jest ideaem, doskonaoci i wszechobecnoci. - Bo jest osobisty? - Oczywicie. - Czyli kady ma innego Boga? - Ale totalitarne mylenie. Co ci inni obchodz? Przecie ich nigdy nie poznasz! Dlatego wany jest tylko jeden Bg: Twj. Bo to Bg caego wszechwiata. Takiego, jaki znasz. W wielkiej przenoni jestemy obrazami Ojca i Syna. - I Ducha witego? Zachichotali. - W swoim czasie i na niego przyjdzie czas! Byem przekonany, e tym razem zielony pasek jest prawdziwy. Koniec gry, pointa, do widzenia. Bez strachu zdjem kask tylko po to, by ujrze nad sob wielk gb Normana. - A kuku! - Odpieprz si, odwal! Podam was do sdu! Harry zdbia. - Zwariowae? Dzwoni do ciebie od kilku godzin. Czybym w czym... - rozejrza si - przeszkodzi? Leaem sztywny, nieruchomy, jakbym wpad w katatoni. Powoli podniosem rk do oka. Zapomniaem zdj soczewki. To zwyky telesens. - To naprawd ty? Blondyn pokrci z niesmakiem gow. - Za duo siedzisz w tych wiatach. Musisz odpocz. - Ale to ty? Modliem si, by nie usysze znienawidzonego: Gratuluj, Aymore". - To ja. Stary poczciwy Harry. Odetchnem. - Wiesz co? Przepraszam ci, ale rozcz si. Musz odpocz, a przede wszystkim wyj to wistwo z oczu. - Soczewki? Walktel? Robi wraenie, nie? - Piorunujce. - No dobra, jak tak, to tak. Zadzwoni pniej. - Harry? - Hm? - Wierzysz w diaby? Odczyem nanowtyczk i cignem kombinezon. Wspaniae, realne odczucia. Wydubaem soczewki. Pooyem je obok walktela, na ku. Prysznic by przyjemniejszy ni w czasie rozgrywki. Wisiaem chyba z godzin. Obiecaem sobie golenie, a potem wielkiego drinka. Starem z lustra par i zdrtwiaem. Obok mojego odbicia ujrzaem Lirota. Signem do oczu. Nie znalazem soczewek. Spojrzaem jeszcze raz. Bies umiechn si. - Nie szukasz przypadkiem Ducha witego? - Na rany Zbawiciela - powiedziaem martwym gosem. - Zwariowaem. - To nie psychoza - odezwa si diabe. - I nie gra. To flashback. Nawrt. - Mam halucynacje? - Mona to tak okreli. Ja wol mwi, e otworzye trzecie oko... Spojrzaem na swoje oblicze. Porodku czoa zamajaczya przymknita powieka. Potarem oczy. Te prawdziwe. - Oko wewntrzne. - kontynuowa. - Gra spowodowaa otwarcie szlakw neuronalnych dotd nieaktywnych. Nic niecodziennego. Sokrates mia swojego Dajmoniona, Carl Gustav Jung Filemona, a ty bdziesz mia Lirota. - Zawsze bd ci widzia? - Nie sdz. I nie pyskuj. Pamitaj, e jestem od ciebie mdrzejszy. Aha, zmiemy to imi. Moe nie Lirot, ale Leroy? Albo Lee Roth?

10. 3 listopada
Skra na jej ramieniu bya ciemna, twarda i na pita, jakby gruba na centymetr. Pewnie od morskich kpieli. W bkitnych oczach odbijay si dwa ksiyce: rowy i purpurowy Mikki szept ledwie przebija si przez huk oceanu. - Torkil. Torkil. Zimny dotyk na twarzy Otworzyem oczy i zaraz je zamknem z solennym postanowieniem, e teraz obudz si naprawd. - Torkil - bardzo adny baryton. Uniosem powieki. Powiata Warsaw City, przefiltrowana przez salon i wpadajca wsk szpar do sypialni, nadaa surrealistyczn gbi pochylajcej si nade mn fizjonomii. Twarz androida. Gwatow-' nie si cofnem i oparem o zagwek. Zza krawdzi' materaca, ktry raptem zda si tratw ratunkow sunc po rozhukanych falach, wyrastaa posta ywcem wzita z komiksw o superbohaterach: polerowane naramienniki, ramiona i przedramiona poznaczone kreskami cze, korpus poyskujcy niezrozumiaymi detalami i zwoje bioder z zaznaczonymi liniami serwomechanizmw. Szerokie pancerne stopy wyej ydki zblione ksztatem do ludzkich oraz masywne kolumny ud. Szerokoktne soczewki optyczne. Prbowaem wydusi z siebie co sensownego. Zamiast tego z trudem przeknem lin. Motomb! W istocie by to pierwszy model, z jakim miaem okazj si spotka. - Zdaje ci si, e si nie znamy - burkn. - Ale tylko zudzenie. Zreszt uwielbiasz sytuacje, kiedy nie jeste pewien, czy to, co widzisz, istnieje, czy moe istnieje, ale inaczej. Pochyli gow. - Przyspieszyo ci serce. To mieszne widzie wntrze ludzkiego ciaa. Co dzisiaj jade? - Ale... - wyjkaem. Doprawdy, czasem lepiej jest milcze. - Wystarczy zagadek. Po takiej kwestii zwyky czowiek powinien usi lekko si rozluni. Maszyna staa. Nie podlegaa ludzkim odruchom. - Jestem Peter Crash" Kytes. - Pete?! - We wasnej osobie, cho - znowu potrzsn ramionami - nie do koca we wasnym ciele. - Dlaczego o takiej porze... - I tu dochodzimy do sedna. Potrzebuj pomocy. A moe... - usyszaem cichutki szelest dochodzcy zza jego gowy Tylna kamera. - Obaj potrzebujemy. e o spoecznoci zoenetw nie wspomn. - Co ty do diaba opo... - Pamitasz trzeci listopada? - Dzie zoeneta? Oczywicie, pamitaem. Tydzie wczeniej...

Umwiem si z Pauline i Normanem niedaleko bramy. Przed zaoeniem kombinezonu adnie si uczesaem, ogoliem, uyem nawet perfum. Rzecz jasna, poza poprawieniem samopoczucia nie miao to adnego znaczenia. Kilka przysiadw, test oa, zasobnik, nanowtyczka, hem na gow i moim oczom ukaza si ekran dewitalizacji. Wydaem instrukcje i powitaem znajome uczucie utraty kontroli nad fizycznym ciaem i jej odzyskania, lecz ju nad ciaem wirtualnym. Strona Brahmy bya ukwiecona, rozkrzyczana entuzjastycznymi hasami, skrzca si reklam i linkw. W menu skinw miaem do wyboru jedn jedyn, wasn, oficjaln skr z potwierdzonym Indywidualnym Numerem. Strojw byo znacznie wicej. Wszystkie z naszywkami, z prawdziwych" materiaw. Pogod zapowiadano ciep, zdecydowaem si na cienk koszul i beowe spodnie. Podszedem do wrt, pchnem je i wkroczyem w wiat Brahmy. Nieopodal kolorowi si tum, do ktrego, jak mrwki do kopca, cigali coraz liczniejsi gocie. Pod niebem przepyway transparenty: Witamy w Brahmiel", 3 listopada - dniem zoeneta!", W sieci niemiertelno!" i inne, ktrych nie zdyem przeczyta. - Torkil! Tutaj! - Pauline wygldaa jak zwykle olniewajco: dugie nogi, krtka spdniczka, olepiajco biaa koszula z abotem. Aksamitka. Jeszcze kilka takich spotka i si owiadcz. Zawsze powtarzam, e mczyzna, ktry ma zamiar zoy kobiecie powan propozycj, przez miesic powinien z ni obcowa z zawizanymi oczami. Inaczej wzrok go omami, biedak wybka nieszczsn propozycj i bdzie stracony. Obok sta Harry. Zdaje si, e mia odmodzonego skina. - Witam urocz pani i kochanego przyjaciela - objem ich. - Norman, czy przypadkiem nie zapomniae o uaktualnieniu skry? Blondyn umiechn si z satysfakcj. - Mam jeszcze miesic. - Czyli wygldasz o niecae pi lat modziej? - Yes. - Widzisz, Pauline? Harry powinien by kobiet. zawsze tak ustawi terminy, eby wyglda urodziwiej ni w rzeczywistoci.

- Czy nie zapominasz, e mwisz do przedstawicielki pci piknej? - zmarszczya brwi. - Wanie miaem ci powiedzie, e wygldasz jak oywiona poezja, w zwizku z czym brak mi tchu. Komplement przyjty. Podeszlimy do jednej z bramek wpuszczajcych goci. Stranik wbity w szafirowy mundur wrcza holokulary i uproszczone modele walktela. Przyjrzaem si prezentom. Oczywicie znaczki Novatronics. No, no, drogie upominki. Wygiem usta w podkow. Ale zaraz, przecie to tylko wirtualne przedmioty! Sam si nabraem. Rozbawia mnie wasna podatno na sugesti. Zerknem na zawias szkie. rubka. Obraca si. Wntrze zausznika ozdobione drobnymi literkami: Made in Free Europe". Pokrciem gow. Rzeczywicie perfekcyjny wiat! W zwykych grach detale tego typu byy pomijane. - Kolega myli - skomentowa Norman. - Spotkamy Konona? - spytaem Pauline. Przytakna. - Obieca, e bdzie. - Panie - chwyci mnie za rami niemody mczyzna. Poczuem si jako nieswojo. - My si... znamy? Wrczy mi plastikow kart. - Moje konto. Prosz. Kocz mi si pienidze na zasobniki. Rodzina nie yje. - Nie moesz zarobi w sieci? - Staram si, ale przewodnik gry nie jest w stanie opaci serwisu. Bez oszczdnoci to niemoliwe - Masz ciao? - Bardzo zepsute. Utrzymanie kosztuje majtek. Spojrzaem na plastik. - Dobrze. Bd pamita. Unis rce. - Bogosawi ciebie i dzieci twoje, panie. Wtopilimy si w tum. Wpatrywaem si w czerwony przedmiot. - Dziwisz si? - klepn mnie Harry - W realium dugo ycia dyktuje kod genetyczny, a w sieci zasobno konta. - To troch straszne. Raptem odepchnito nas do tyu. W poprzek zgromadzenia przesuwa si klin rozwrzeszczanych ludzi. Nieli flagi z symbolem skrzyde na bkitnym tle. Skandowali hasa: - Dlaczego mamy si brudzi?! Dlaczego mamy si brudzi!? Jeden z nich, roztrzepany obszarpaniec o niebieskich wosach, wszed na drewnian skrzynk i przytkn tub do ust: - Ludu zoenecki, posuchaj mnie! Dlaczego musimy defekowa? Moemy je, bo to przyjemne, ale my si, poci? mierdzie? Opamitajcie si, zoeneci! Czemu rzdzi nami paradygmat homo realium? Jeli pragniemy lata, powinnimy lata, jeli chcemy przenika przez ciany, dlaczego nie? Powsta homo virtual! Najwyszy czas zrozumie, e bdzie rozwija si w innym kierunku! Chcemy wolnoci! Niezalenoci! Skoro moemy korzysta z nadnaturalnych zdolnoci, po co wikamy si w pseudolojalno wobec organicznych braci!? Podeszy do niego draby ze suby porzdkowej. delikatnie cignli go z podium i poprosili o spokj. Nie protestowa. Usyszaem tylko: - Nie dotykaj mnie, ty enpecu w cyfr szarpany.. Spojrzelimy na siebie. wiat wbrew pocztkowym obawom zapowiada si ciekawie. Usyszelimy guchy odgos wczanego nagonienia. Rozjarzyy si holobimy ukazujce czarn twarz prezydenta Brahmy, Merula Andy. W oddali majaczya scena, z ktrej przemawia. - Zoeneci! Odpowiedzia mu huk braw. Fala entuzjazmu dotara do nas, otoczya i zalaa. Wkrtce rwnie krzyczelimy i klaskalimy. - Oto nasz wiat! Znw huk radoci. - Jak widzimy, ledwo powstao pastwo, ju mamy ruchy separatystyczne! Zagdakay zwielokrotnione pogosem miechy. - Nie martwcie si. Jestemy spoeczestwem w peni demokratycznym. Nie bdzie ucisku. By tego dowie, zaprosiem przedstawiciela firmy Creation Dome Industries, ktry ma dobr nowin! Do mikrofonw podszed przystojny brunet. - Dzie dobry, zoeneci! Szkoda, e nie jestem jednym z was! Odpowiedziay mu miechy. Za chwil rozlegy si brawa. Mgby by politykiem. - Z przyjemnoci informuj, e zatwierdzony zosta alternatywny wiat dla wolnych zoenetw, o roboczej nazwie Wisznu. Separatyci wznieli wiwaty. - Nie bd w nim obowizyway adne ograniczenia: architektoniczne, programowe, merytoryczne. Wasze moliwoci bd odpowiaday mitycznym bogom!

- Brawo ten pan! - krzycza lider demonstrantw. - Opaty bd identyczne. Wisznu rwnie bdzie posiada portale do wszystkich gier. Najwikszy oczywicie bdzie go czy z Brahm. Do koca roku projekt powinien by zrealizowany. Kilka sw na temat... - O, Konon! - Pauline przygarna powego siedmiolatka. Mia jej usta i zarys uchwy. Oczy i wosy, jak si zdawao, odziedziczy po nieyjcym ojcu. - Jeszcze nie poznae wujkw Torkila i Harry'ego? - Twoi nowi faceci? Jego wzrok by zaskakujco dorosy i przenikliwy. - Przesta! - pohamowaa odruch karcenia. Wycignem rk. - Torkil Aymore, gamedec. - Miaem nadziej, e informacja o zawodzie nastawi go przychylnie. - Wiele o tobie syszaem. - Naapraawd? - spojrza podejrzliwie. - Gamedec? A zagrasz ze mn w Crying Guns? - Jeli bdziesz mia ochot... - Konon, to jest Harry. Blondyn ucisn mu do. - Harry Norman. Programista. - Haker? - chopiec patrzy uwanie. Miao si wraenie, e jego uwadze nie umknie aden szczeg. Czy ycie w sieci tak go wyczulio? - Nie powiem, e tak. - Rozumiem - Konon powoli pokiwa gow. - To bardzo inteligentny chopak - zwrciem si do Pauline. - A za - westchna. - Przyzwyczaie si do nowego skina? - pogadzia go po gowie. Przypomniaem sobie netomba, w ktrym spoczywa jego mzg. Nieporadno matki usiujcej czule go dotkn. - Jest gupi! Wygldam jak dzieciak! - Jeste dzieckiem. - Ale skd wiadomo, e takim?! - Twj wygld zosta przewidziany przez genomaty. W rzeczywistoci wygldaby identycznie. - Nawet taka sama krostka by ci si zrobia - zaartowaem wskazujc na czerwon kropk. - Nie lubi tego wiata! - Ci... - uciszya go matka Na mwnicy znw sta prezydent. - W religii neochrzecijaskiej pierwszy listopada jest witem wszystkich kanonizowanych. Drugiego wspominamy tych, ktrzy odeszli w inny wymiar. Uznalimy wic, e dobrze bdzie, jeli nasz dzie bdzie w jaki sposb korespondowa z poprzednimi. Dlatego dniem zoeneta obwoalimy trzeci listopada. Na niebie wykwita trjwymiarowa data. - Brahma, bdcy odbiciem realium - ponowi Merul - stanowi wyraz naszej solidarnoci z organicznymi pobratymcami, pragnienie, by rodzaj ludzki nie rozdwoi si na ga cyfrow i cielesn. Lecz aby chci mogy si urzeczywistni, potrzebne jest prawo. Szczcie, e w naszych szeregach prawnikw jest sporo, nie pytajcie, dlaczego. Rozlegy si miechy. - Wiadomo - szepn Norman - Maj najwicej kasy. - Trzeba pamita - cign mwca - e nie wszyscy zoeneci s fascynatami gier. Jedni s tu przymusowo, czekajc na przeom w produkcji bezmzgw, niektrzy si zastanawiaj, inni widz szans na dugowieczno lub nawet niemiertelno. Wielu chce si uczy, pracowa. W zawodach nie wymagajcych bezporedniego uczestnictwa, takich jak wykadowca czy pisarz, jest to cakowicie moliwe. Co do opcji poruszania si w realium, jak dotd nie mielimy adnych widokw, ale i to si zmieni. Panie i panowie, oto Henry Bald, przedstawiciel firmy Novatronics! Na mwnic wszed nomen omen ysy, przysadzisty mczyzna. - Mio mi pastwa powita i oficjalnie podzikowa za zaufanie, jakim zoenecka spoeczno obdarzya reprezentowan przeze mnie firm. wiat Brahma jest misternie wykoczony i z pewnoci odpowiada waszym potrzebom. Dzisiaj chciabym przedstawi co zupenie nowego. Bardzo prosz zaoy okulary i aktywowa walktele. Spenilimy jego polecenie. Ujrzaem zdjcia bezwadnych cia lecych w tunelach tlenowych, a potem rzdy netombw. - Wikszo obecnych, nie liczc pzoenetw... - Pzoenetw? - spojrzaem na Harry'ego. - Starcy i sparaliowani - wyrwa si Konon. - Nie maj pienidzy na serwis, wic umr, ale zanim to si stanie, chc y jak ludzie. Wytrzeszczyem oczy. - ...ley na oddziaach intensywnej terapii czy we wasnych kach otoczonych aparatur - przemawia przedstawiciel Novatronics - albo wisi jako mzgi w netombach. W pierwszym przypadku opacacie personel medyczny, w drugim pacicie firmom farmaceutycznym za zasobniki z pynami, ktre raz na tydzie trzeba wymienia. Opaty, jak doskonale wiecie, s nadzwyczaj wysokie, nawet dla bardzo zasobnych kieszeni. Maszyny utrzymujce ciao przy yciu, nanomasae, antybiotyki, pensje pielgniarek, koszty lekarstw, obsuga netombw, powane pienidze wydawane z tygodnia na tydzie, bez nadziei na popraw. Firma Novatronics postanowia wyj na przeciw waszym oczekiwaniom i zaproponowa znaczce innowacje.

Ujrzaem modele androidw: chodzcych po schodach, wsiadajcych do takswek, przechadzajcych si po parkach. - Nasz najnowszy produkt to motomb... ruchomy netomb. Urzdzenie, ktre was uniezaleni. Nie bdziecie bezwolnymi ciaami czy mzgami zamknitymi w skrzyniach. Po przeniesieniu centralnego ukadu nerwowego w cakowicie bezpieczne wntrze motomba sami bdziecie o siebie dbali: serwisowali, instalowali pyny... Projekcja ukazaa droidy otwierajce w korpusach pojemniki na zasobniki, wymieniajce je i wznoszce kciuki w gecie OK". - Motomby s samowystarczalne: posiadaj dugowieczne akumulatory zasilane z dowolnej sieci, schowki na pyny zawieraj miejsce na kilka zapasw, pole widzenia jest cyfrowo obrobione: poszerzylimy kt obserwacji, dodalimy ekran kamery wstecznej... Zobaczyem przykady stylizacji obrazu widzianego przez androida: wskaniki odlegoci obiektw, indykatory obrazw ruchomych, chronometr, informacje o temperaturze, pooeniu, minimap, menu usug w zaznaczonym promieniu, jak rwnie - u dou - powikszalny odczyt z tylnego oka. - Dostp do sieci jest nadzwyczaj prosty Wystarczy podczy wtyczk. Animacja ukazaa stosowne czynnoci. - Mzg wcale nie znajduje si w gowie, ale w tuowiu, w dobrze zabezpieczonym wntrzu. Na uproszczonym przekroju robota rozjarzya si czerwona powiata zaznaczajca skarbiec. - Za dodatkow opat oferujemy postrzeganie optyczne w dowolnym przedziale promieni elektromagnetycznych, audio w wybranym spektrum drga mechanicznych i inne atrakcje! Podstawowy model' to Oscar. Wersje mska i kobieca. Na przezroczystym podium obracay si wypolerowane, stalowoszare roboty o lekko kanciastych, humanoidalnych twarzach. Kobieta" bya odrobin nisza i smuklejsza od mczyzny". - Linie ekskluzywne to Neo i Digit. Zarwno mczyzna", jak i kobieta" pierwszego typu mieli pomaraczowe wstawki i romantyczne bordowe peleryny Byli wysi od poprzednikw i gustowniej wykoczeni. Druga para bya czarna, przywodzca na myl postacie negatywnych bohaterw filmowych: miaa poyskujce, nieco zowrogie pyty ochronne ozdobione mistern zot inkrustacj, przedramiona stylizowane na rycerskie rkawice i barki podkrelone imponujcymi, sterczcymi naramiennikami. - Wersja deluxe, dla najbardziej wymagajcych, zostaa ochrzczona: Doom. Mski android, ktry si teraz pojawi, skojarzy mi si z czogiem. Srebrnobiay, poznaczony niezliczon iloci linii, ktre poszerzay si, ujawniajc dodatkowe wyposaenie: katapulty in, wycigarki, sensory, urzdzenia obronne, narzdzia i inne, ktrych przeznaczenia nie rozumiaem. Model eski wyglda niemal... pontnie. Podobnie jak mski odpowiednik zaopatrzony by w liczne schowki, lecz o mniejszych wymiarach. Gdy modele odwrciy si plecami, okazao si, e na opatkach maj zamontowane generatory antygrawitacyjne. - Motory umoliwiajce lot zostay zatwierdzone przez przepisy. Doom moe lata szlakami powietrznymi i jest ich penoprawnym uytkownikiem! Uchyliem szka i spojrzaem na Harry'ego. Napotkaem jego zdumiony wzrok. - Podstawowa wersja, czyli Oscar, jest zaledwie piciokrotnie drosza od luksusowego netomba. Ujrzaem wykres z przecinajcymi si krzywymi. wietlisty wskanik przesuwa si wraz z gosem objaniajcego. - W przeliczeniu na opiek nad ciaem, inwestycja zwraca si po dwudziestu latach, za jeli porwna koszty pynw netomba, po czterdziestu. Te okresy mog si wydawa do dugie, ale czy nie jest prawd, e niejeden zoenet przymierza si do niemiertelnoci? Zrobi pauz. - Niniejsza propozycja przeznaczona bya dla udzi, ktrzy przywizani s do organiki. Trzeba jednak pamita, e tkanki ludzkie s uomne i starzej si. Dlatego mamy inn ofert, prawdziwy przeom. Co dla odwanych, ale i umiejcych liczy. Pojawi si film reklamowy. Mzg odmawia ci posuszestwa? Jeste uzaleniony od komrek? Mamy recept! Digital Brain. Dibek. Mzg syntetyczny. Hardware dla twojej duszy. Bezpiecznie przeniesiemy kad psychik do sztucznej struktury, ktra si nie starzeje i nie psuje! Dibek jest indywidualny, stanowi dokadn kopi neuralnych konstelacji. I tak jak one, daje moliwo nowych pocze, jeli odczuje odpowiednie synaptyczne impulsy! Nie kopiujemy dusz. Nie klonujemy. Po przeniesieniu bdziesz mia pene wspomnienie procesu, a w starym mzgu nie pozostanie nic. To transfer. Animacja ukazaa pprzezroczyst struktur wnikajc w mzg, wyjmujc z niego wietlist pltanin odzwierciedlajc jego ksztat i wkadajc w sztuczny odpowiednik. Grawitacyjna apa faktycznie przeniesie twj program" do nowego, lepszego, niezawodnego mieszkania"! Dibek moesz umieci w motombie lub skorzysta z drugiej opcji Novatronics i zapewni sobie tanio niemiertelno w ubezpieczonych sejfach! W razie, gdyby chcia wrci do organicznego mzgu, ktry zaraz po transferze jest zamraany, apa przeniesie ci z powrotem. Przeprowadzilimy wiele prb... Animacja ukazaa szeregi dibekw z konsolami wskazujcymi, e s zamieszkane przez ywe dusze. W przyszoci planujemy prby rozwoju ludzkich moliwoci! Ju za dwa tygodnie...

Ku mojemu zaskoczeniu film ukaza Goodabads i walk demonw z anioami. Cay wiat ujrzy oficjalny transfer duszy synnego gracza Bezbolesnych, Petera Crasha" Kytesa! Kamera zrobia najazd na lidera diabw. Ujcie zwolnio tempo. Punkt widzenia zatoczy koo wok rogacza efektownie rzucajcego trjzbem. Nad gow szkaracia si synna dwudziestka w skali Hammerfielda. Lider czempionw Goodabads przekroczy granic techniki! Czy nie jest to najlepsza gwarancja? Znw twarz prezentera. - Bardzo prosz zdj holokulary i wyczy walktele. Zdjem szka. - Dzikuj za uwag. Zachcam do wejcia na stron Novatronics, gdzie mona dokona wszelkich formalnoci. No i oczywicie zapraszam na transmisj! Panie prezydencie, chciabym... - To, bracie - odezwa si Harry - dwudziesty trzeci wiek! - Mamo - Konon pocign Pauline za spdnic. - Kup mi takiego motomba! Moglibymy razem chodzi na spacery! Kobieta zacisna wargi. Akurat o spacery ci chodzi, smyku, pomylaem. Zabaweczka si spodobaa i tyle! Zamyliem si. Dziwna jest ludzka natura. Organiczni wchodz w wiaty, a zoeneci wracaj do realium. Czowiek zawsze dy tam, gdzie go nie ma. Na podium wszed Merul. - Dzikuj przedstawicielowi Novatronics... - Harry - wtrciem - powiedz, jak jest z opatami za Brahm? - Z tego, co wiem, zoeneci uiszczaj co w rodzaju podatku. Dla pastwa. Novatronics pobiera tylko myto za przejcia przez portale. Interes pewny, bo zoenetw bdzie przybywa, nie ubywa. - Zgodnie z naszym prawem - wychwyciem sowa prezydenta - do Brahmy maj wstp wszelkie postacie NPC z innych aplikacji, za wyjtkiem zwierzt oraz fantastycznych, gronych stworw czy hm... powiedzmy, magicznych zjawisk. I wanie w tym momencie koczymy cz oficjaln! Powitajmy goci z gier i bawmy si! Na niebie wybuchy race. Rozjarzyy si holoprojekcje i laserowe animacje. Hukna muzyka. Usyszelimy, jak otwieraj si wrota najbliszej gry - Rajskiej Play W tum podnieconych zoenetw wmieszay si liczne dziewice w plaowych strojach i modziecy w kwiecistych szortach. Merul mia wyczucie. Urzdzi wiec w pobliu najseksowniejszego portalu. Zanim dojd sportowcy, wikingowie i inne pokraki, towarzystwo si sparuje, rozochoci i bdzie karnawa, e prosz siada! W oddali zamajaczyy inne otwarte wrota. Poyskiway karaceny rycerzy, grzmiay pieni barbarzycw, usyszelimy wist kosmicznych pojazdw, przeleciay promy pobyskujce klingami szperaczy, powietrze wypeniy balony i sterowce. Uniosy si platformy rozrywkowe dwigajc setki taczcych ludzi. Troch si rozlunio. Przysiedlimy na bioawce i przygldalimy si zabawie. Krajobraz przysoni mi opalony nagi brzuch. Uniosem oczy, by spojrze w renice okolone bkitnymi tczwkami ukochanej Ann Sokolowsky, vel Non Player Character: female version 345.00012. - Torkil? - jej gos sprawia, e uginay si kolana - Jak si ciesz, e ci widz! Wstaem. Obja mnie. Odwzajemniem ucisk. - Twoi znajomi? - spytaa ze szczer ciekawoci. - Pozwl, e ci przedstawi: Pauline Eim, gamedekini, jej syn Konon i Harry Norman, programista. Przyjaciele, oto Ann Sokolowski, moja... znajoma. Ktem oka dostrzegem lodowaty wzrok brunetki. Blondynka w bikini lekko si odchylia. - Nie mog oderwa ci od towarzystwa? - spytaa zalotnie. Napiem policzki w pumiechu. Pokrciem gow. Nachyliem si do ucha. - Wpadn jutro. Obiecuj. - Hej! Bracie! Baryton motomba przerwa potok wspomnie. - Przepraszam. Zamyliem si. - Nie mamy czasu na mylenie. Trzeba dziaa. Sytuacja bya dziwna. Siedziaem w pocieli. W piamie. Po pnocy. Obok ka sta stalowy potwr i twierdzi, e mam nie myle. Postanowiem dokadniej zbada okolicznoci. - Pete, powiesz mi, o co chodzi? - Syszae o zapowiadanym transferze mojej duszy z mzgu do dibeka? Za tydzie? - Tak. - Wiesz, co si potem stanie? Rozejrzaem si po wzgrzach i dolinach jedwabnej kodry w poszukiwaniu podpowiedzi. Krajobraz milcza. Kytes przerwa cisz: - Firmy farmaceutyczne dostan w plecy, a Novatronics i jej podobne zdobd nowy rynek. - Nie przesadzasz? Zoenetw jest dwadziecia pi tysicy.. - Trzydzieci. Masz stare dane. Trzydzieci tysicy i kady buli miesicznie tyle, ile kosztuje redniej klasy bryka. Skd Pauline ma tyle pienidzy? Czci twarzy robota uoyy si w zowrbny grymas. - W perspektywie bdzie ich pidziesit, sto, dwiecie tysicy, za dziesi lat milion klientw. To ju powany nabywca.

- Dojdziesz do meritum? - Dostaem propozycj nie do odrzucenia. - Od pigularzy? Kiwn gow. Przysun si bliej. - Wiesz, jak wyglda procedura transferu? - Nie bardzo. - Przenoszony siedzi w wirtualnym pokoju i patrzy w okno. Na tle nieba przepywaj rne przedmioty. On gono relacjonuje, co widzi. To samo widz wiadkowie... w moim przypadku kilkaset milionw obserwatorw. W mzg wnika apa, wzmacnia sygna tak, e trzyma program, czyli dusz, silniej od tkanek. Wyjmuje go. Podmiot przez cay czas relacjonuje, co widzi. Chwytak wkada go w dibek. Pada pytanie: jak si pan czuje? Czowiek odpowiada: dobrze, wszystko pamitam. Miaem wraenie, e robot westchn. - Wiesz, o co poprosili mnie gocie z farmy? Milczaem. - O nic wielkiego. Na ostatnie pytanie mam odpowiedzie: czuj si dobrze, jestem gotowy do transferu. Nastaa cisza. Bardzo powoli zrobio mi si gorco. - W ten sposb dasz do zrozumienia, e ci skopiowano! Nie przeniesiono ywej duszy, ale j powielono! - Zasiej ziarna strachu we wszystkich chtnych: czy z tym przemieszczeniem to nie bujda? Czy to w ogle moliwe? Pewnie oszukuj! Kopiuj psychik i wklejaj w dibeka! Biedak, ktry zosta w mzgu, jest zamraany, a go, ktry siedzi w sztucznym, ma jego pami i yje sobie dalej! Klon ze wspomnieniami! Tyle, e nie pamita transferu, bo nie moe! Bo w istocie niczego nie przenoszono! - Nie pomog argumenty, e gdyby firma oszukiwaa, nie robiaby szopki z holowizj, wiedzc, e skopiowany tak wanie odpowie. Wtpliwoci pozostan. Nawet jeli odwoasz, mao kto uwierzy. - Pomyl, e mnie przekupiono. Nikt nie zgadnie, e szanta nastpi dokadnie z przeciwnej strony. Bd plotki, haas w gazetach, nikt nie bdzie mia pewnoci. - Firmy farmaceutyczne utrzymaj klientw. - Osign cel. Potwr usiad na ku. Zastanawiaem si, czy drewniana konstrukcja wytrzyma ciar. - Bez obawy - nie zatraci zdolnoci czytania w mylach. - Mj motomb to Doom. Model luksusowy. Lekki, wytrzymay i z pen reprezentacj czuciow. Wiem, z jak si mj stalowy zad napiera na twoje poduchy A jak zechc... Z okolicy krocza wysun replik penisa. - Mog zaliczy panienk. I bd czu dokadnie to samo. A w razie potrzeby nawet duo wicej. Dostrzeg moje zniesmaczenie. Paka schowaa si z cichym sykiem. Zachichota. - Gamedec? Pruderyjny? - Jeszcze nie powiedziae, dlaczego propozycja farmaceutw jest nie do odrzucenia. Machn apskiem. Zawiszczao powietrze. - Gdy byem mody, ale ju popularny, musieli mnie wzi na celownik. Monitorowali zakupy w aptekach. A kupowaem... - Anestetyki?! - Chyba artujesz! - obruszy si. - Na wasnej skrze dowiadczye, e moja metoda tolerowania blu jest skuteczna! Zwyke rodki dopingowe skracajce czas reakcji. Wikszo e-sportowcw je bierze. Tyle, e czempioni powinni bardziej uwaa. - Skoro wszyscy bior, moe szanta nie jest tak mocny? - Problem w tym, e jak prasa si dowie, zaczn si dociekania, czy dwudziestka w skai Hammerfielda te nie bya wynikiem chemii. A to zniszczy moj saw, karier i bd czyci wirtualne buty. I zdechn, bo nie zarobi. - Po przeniesieniu bdziesz kosztowa tyle, co za prd! - Jak czowiek przyzwyczai si do luksusw, trudno z nich zrezygnowa. Mniejsza. Nie zwykem si poddawa. I mam zamiar odpowiedzie kontratakiem. - Na szanta chcesz odpowiedzie szantaem? - Skd ja to znam, pomylaem. - Ot to. - Masz co na oku? - Nic. Ale, jak wiesz, jestem czowiekiem czynu. Na pewno co znajdziemy. - My? - Bdziesz mi potrzebny. Sprzeciwianie si Doomowi jest rwnie skuteczne jak podstawianie nogi, eby zatrzyma bolid klasy gamma. Zgodziem si na podr w nieznanym kierunku, w rodku nocy, czciowo zirytowany, troch zaskoczony i mocno zaintrygowany. Kytes prowadzi limuzyn jak rajdowiec. Rzucao nami na wszystkie strony. W pewnym momencie przekroczy granic korytarza. Mandat murowany. - Musisz tak si wygupia? - trzymaem si kurczowo podokietnikw. - Zaraz wyapie nas komputer, pojawi si mundurowi i... - Nikt si nie pojawi. Policja to najmniejszy problem. - Jak to si nie pojawi? Jak to najmniejszy? - Czujniki nie wykryy przekroczenia, a co do drugiego pytania, ledz nas.

- Firmy farmaceutyczne? - Podejrzewam, e jedna. Iga adrenaliny. Wsteczny ekran pokazywa tylko ciemno. - Niech pomyl. - Dumanie na gos zawsze mnie uspokajao. - Najwikszym producentem oprzyrzdowania dla zoenetw jest... Pharma Nanolabs? - Powiedziabym: Bingo", tylko e nie lubi tego sowa. - Oni ci naciskaj? - Nie s tacy gupi, eby si zdradza. Podejrzewam, e inne korporacje te mog w tym macza palce. Obniy puap i wzi ostry zakrt wok kpy dbw. - Litoci! - rozmasowaem obity okie. - Jestem organiczny! - Za soczewki. - Prosz? - Od walktela. I daj mi go. Wykonaem polecenie. Przed oczami ujrzaem obraz obrobiony przez skrzynk. Droid przyjrza si urzdzeniu. - W porzdku. Wybierz mj numer. - Nie znam... - Dodaem go do listy. Odnalazem adres i wydaem polecenie poczenia. - wietnie. Szarpn wolantem. Wgnioto mnie w poduszki. - Za stary na to jestem - wystkaem, gdy wznosilimy si na wyszy puap. Nagle obraz przysoni mapa otoczenia. - Co to?... - Jeste podczony do moich czujnikw. Widzisz ten pojazd? Na mapie za niebieskim ksztatem reagujcym n ruchy wolanta posuwa si inny, czerwony. Jeszcze raz zerknem na ekran monitorujcy przestrze z pojazdem. - Lec na wyczonych wiatach? - Tak jak my. I o to chodzi. Teraz zamaemy im obraz... Wykona skrt o szedziesit stopni. ledzcy pozostali na starym kursie. Pojazd zwolni, jakby pilot zastanawia si, co dalej. Za chwil dotar do krawdzi mapy. - Prymitywne gnojki - skwitowa Peter. - Maj zwyky radar. - Pokrci gow. Zaczem si przyzwyczaja do jego wygldu. Gestykulacja i miny przestay razi. Wyrwna lot i zwikszy skal mapy. - Te budowle - podwietli kompleks urbanistyczny - to laboratoria wspomnianej firmy Jestemy oddaleni o szedziesit kilometrw. Niedugo wyldujemy na jakie przyjemnej polance. - A reszta drogi? - Niespodzianka.

Szaleczy wiatr furkota w spodniach, trenczu, koszuli, wyrywa wosy z gowy, wyciska zy z oczu i dech z piersi. Potne apska trzymay mnie pod pachami, a stalowy korpus pcha przeciw agresywnym podmuchom wiatru generowanego prdkoci circa dwustu kilometrw na godzin. Spojrzaem pod stopy. W dole migay czarne szczyty mazurskich sosen. Zastanawiaem si, czy dobrze zabezpieczyem biozcza butw. Jak mi spadn, to szukaj wiatru w polu. Chocia nie. Patrzaki Petera wyledz nawet ziarnko piasku. - Nie... Mona... Wolniej?! - krzyknem z caej siy. Nieekonomiczne pojawi si napis przed moimi oczami. Nie mam powierzchni nonej. - Skrzyde?! Wanie. Ale niedugo zamontuj. - Wspaniale! - wcale nie byo mi do miechu. Przezibienie gotowe, pomylaem, przy dzisiejszych wirusach rozoy mnie na miesic. Wyldowalimy na dachu jednego z budynkw. - Detektory na pewno nas wykryy. Ju wiedz e jestemy - oznajmiem zrezygnowany. - Nic nie wiedz i nic nie widz - odpar Pete. Syszaem go tylko w uszach. W powietrzu nie byo gosu. - Mam szepta? - spytaem. Przytakn. - A umiesz gotowa? Mechanicznymi ramionami targn miech. - Po co mnie tu przywioze? Majc takie zdolnoci moesz spenetrowa nawet baz wojskow. - Mog - odezwa si gos - ale po wejciu raczej... zwracabym na siebie uwag, nie sdzisz? Wosy zjeyy mi si na gowie.

- Chcesz, ebym wlaz do rodka? Oszalae! - Ja bd baz, hakerem, map i doradc. Praca komandosa to twoja specjalno. - Jestem detektywem od gier! A to jest realne jak cholera! W dodatku mierdzi kryminaem albo i czym gorszym! Ironiczny grymas wykrzywi jego twarz. - Takie jest ycie. Im czowiek starszy, tym rzadziej robi to, co lubi, a czciej to, co musi. - Filozof si znalaz! Przecie sam mnie w to wpakowae! - Zdobd narzdzia wadzy, a ja wykonam twoje proby. - Kabotyn! Motomb wyranie si umiechn. Bysny stalowe imitacje zbw. - Do roboty!

Wypalenie niewielkiej dziury w dachu zajo mu mniej ni trzydzieci sekund. Wyczenie kamer i czujnikw zaatwi w midzyczasie. Przewietli budynek na kilka sposobw. Wszystko to widziaem na wasne cyfrowe soczewki. Zsunem si po linie, ktr wystrzeli z jednej z licznych kieszeni na korpusie. Ujrzaem pprzezroczysty napis: Jeste na terenie wroga. Powodzenia. - Dowcipni si znalaz - wyszeptaem. - Przed tob poprzeczny korytarz. Skr w lewo - usyszaem jego gos. - Aha, i bd cicho. Wychynem zza wga i zamarem. W moim kierunku szed stranik. Luzaczek. Kamizelka kuloodporna, wizjery na oczach, samoczynny karabin plazmowy w kaburze. Pancerne buciory wayy po dwa kilogramy kady. Pozostaem na wdechu. Nie widzi ci. Ufa, kretyn, elektronice. Ale usysze moe, chocia wzmocniem szumy. Nosa te mu nie zatkam, wic si nie po. Miaem ochot zdzieli doradc w elektroniczny eb. Minie ci i pjdzie prosto, potem skrci i bdziesz mia ohoio trzydziestu sekund na dobiegnicie do windy. Po cichu. Uzbrojony osiek min mnie w odlegoci metra i oddali si spokojnym krokiem. Liczyem sekundy Zdaway si dugie jak ycie kwiatw. Odetchnem dopiero, gdy znikn za zakrtem. Ruszyem. Paszcz, cho zrobiony z mikkiego syntetyku, niemiosiernie szeleci. W windzie oparem si o lustra i ciko dyszaem. - Ktre pitro? - Minus dziesi. Archiwa. Wcisnem klawisz. - Tam jest dwch drabw - usyszaem gos. - Pestka. - Moe dla ciebie. Wcz mi minimap i przewietl te cholerne ciany. Niech te co widz! - Och, przepraszam. Ju si robi... Dookoa rozjarzyy si pprzezroczyste paszczyzny i linie znaczce mury, przepierzenia, rury drzwi, meble... - Kabelki i kanalizacj moesz usun. - Za duy gszcz? - zgodzi si Pete. - Stranikw podwietl na czerwono. - W jakim widmie to skanujesz? - Co blisko promieni kosmicznych. - A umiesz piewa? Odpowiedzia mi chichot. Humor mnie opuci, gdy usyszaem gong. Ledwo wychynem z windy, drog zagrodzia laserowa zapora. Pi poziomych ostrzy. - Panie wypolerowany - szepnem. - Ma pan rad na to? - Te je widzisz? To dobrze. Czekaj. Zablokowa to ja umiem prawie wszystko, ale eby wyczy, na to potrzeba czasu... Czerwone sylwetki stranikw wieciy gdzie w oddali. Miaem wraenie, e oddziela mnie od nich co najmniej dziesi rzdw cian. Zaznaczone janiejszym kolorem kamery krciy si w powolnym tacu, byem jednak pewien, e mnie nie widz. Pete z pewnoci nadawa im sekwencje z pustym pomieszczeniem. - Nie mog wyczy - odezwa si. - Przy kciuk do czytnika. - Wyzwol alarm! - Odczyta twoje linie jako nie twoje. - A znasz inne? - S w banku danych. No dalej. Zawahaem si. - Pete. Jeszcze mog std wyj. Jeli popenisz bd, moje szanse spadn do zera. Odpowiedziao mi milczenie. Po chwili usyszaem spokojny gos.

- Jestem prawie pewien, e si uda. - Prawie? - Mj organiczny mzg nie jest w stanie uwzgldni wszystkich zmiennych. Niedugo to si zmieni. Dziki za pocieszenie. Odetchnem, przypomniaem sobie skrawki dotychczasowego ycia, podszedem do sensora i przyoyem palec. Klingi zamigotay i zniky. - Brawo! Teraz prosto i... A zreszt zaznacz szlak na to. Podoga zmienia zabarwienie. Szedem zdecydowanie i tak cicho, jak potrafiem. Dobrze, e zaoyem te zamszowe buty. - Pamitasz o kamerach? Pamitam. Zerknem na minimap. Byem w poowie drogi do drzwi skarbca. Niepokojco blisko pulsoway dwie czerwone kropki. - Ci stranicy te maj na oczach sensory? Tylko soczewki. Ale to wystarczy, eby zmieni twj wygld. Zaniepokoiem si. - Jak to wygld? Nie znikniesz mnie? Jest szkopu. Otwieraj wrota, wkadajc jednoczenie dwie karty w konsol i wstukujc kod. Nie zrobi tego ot, tak, bez przyczyny, dla nikogo. Bdziesz musia ich przekona. Zatrzymaem si. Pot wystpi mi na czoo. Przyspieszyo ci serce. - Czy ty zwariowa?! - wysyczaem. Mwiem, e po wnikniciu w struktur wroga mj wygld byby mao przekonujcy. Nawet gdybym go zmodyfikowa w przypadku kontaktu z zasoczewkowanymi, nie mgbym nikomu ucisn rki. Wykrywacze metalu piszczayby na kadym kroku. Bye mi potrzebny gwnie ze wzgldu na tak wanie ewentualno. - Och, dziki, e dopiero teraz mi mwisz. Zaoszczdziem ci stresu. Miaem ochot powiedzie nie id", zawrci, obrazi si, wypi si na ca akcj, byem wcieky e mn manipuluje i traktuje jak narzdzie. Mimo to czysta ciekawo pchaa do przodu, a ambicja nie pozwalaa na dziecinne dsy. Ruszyem. Brawo! Kytes stosuje zasad marchewki? Niezalenie od okolicznoci mio byo przeczyta pochwa. Doszedem do zakrtu. Za rogiem byszczay wrota archiwum. Przy rzsicie owietlonym panelu podsypiao dwch cerberw. - Jak wygldam? Biay fartuch, okulary, brunet, ostre rysy. Nazywasz si doktor Marcus Ogilvy, maksymalny poziom dostpu. Nie powinno by problemw. - Skd znasz gocia? Znalazem w bazie danych. Wybraem go, bo to wanie on zoy mi propozycj... - Czyli jestemy w domu. Wychynem zza zakrtu. Draby poderway si i patrzyy na mnie zdziwionym, oszukanym przez elektronik wzrokiem. - Spocznij, cymbay, dlaczego drzemiecie?! - Panie... doktorze, jest trzecia nad ranem... - Nazwisko? - Przecie pan wie, O'Hara... Dlaczego tak pno? - Otwieraj, nie gadaj. - Ale przecie - odezwa si drugi - potrzebna jest autoryzacja doktora Alberiha... - Pan przezibiony? - wtrci O'Hara - Jaki gos inny.. Ciut go zmodyfikuj. Patrz, stresuje si. Wywietli wntrza ich cia. Serca omotay jak szalone. S midzy miotem a kowadem. Widocznie znaj tego Ogilvy'ego od bardzo zej strony. Nie zwracaj uwagi na zdanko o gosie. Ma tylko odwrci twoj uwag. Postanowiem zaszarowa. - Ty si, kurwa, nie interesuj moim przezibieniem! A ty - spojrzaem na drugiego - chwytaj walktel i dzwo do Alberiha. A jak ci opierdoli i si rozczy, to opierdol ci ja! I te odcz, tyle e od roboty! Udaem, e patrz na nadgarstkowy walktel. Skoro Ogilvy piastowa takie stanowisko, musia by bogaty. Miaem nadziej, e w moim imidu nie zabrako urzdzenia. - Swdzi pana tamta prba? - podlizywa si onierz. Zabrako. Ale dowiedziaem si czego nowego. - Licz do piciu... - Ta chrypka pewnie dlatego, e pan za dugo w laboratorium siedzi. - Stranicy woyli karty. - Te wszystkie bakcyle musz wyazi z pojemnikw. - Raz... - Ju, zaraz, panie doktorze - wystukiwali kod. - Nie wierz, e s w stanie je utrzyma.

- Dwa... - No. Wrota westchny Odwrciem si i miao wmaszerowaem w ciemne wntrze. - Gdzie wcznik? - szepnem. wiato zaraz samo si zapali. Ale da popis. Wszedem midzy rzdy stalowych szaf. Powiedzieli co bardzo ciekawego. - Zgadzam si. Odszukaj dzia mikrobiologiczny. Na minimapie rozjarzy si sektor. Gdy do niego dotarem, przyjrzaem si napisom na drzwiczkach: Klebsiella species, czwarta generacja", Proteus species, odmiany o podwyszonej zjadliwoci", Staphylococcus aureus lethalis"... - Czy to nie wyglda jak zbrojownia? - spytaem. - Tak jakby - usyszaem gos. Czytaem dalej: PicoDNAvirusy", PicoRNAvirusy", Stadia beta", Postacie gotowe", Marketingowe plany zakae"... - Marketing zakae?! - No i, bracie, musz to powiedzie. Bingo! Przy kciuk. - Mam linie Ogilvy'ego? - Postaram si. Drzwiczki usuny si w bok. Przyjrzaem si minidyskom. Wykresy zakae wirusowych", Biznesplan epidemii pneumokokowych na rok 2177", Studia porwnawcze zjadliwoci modyfikowanych drobin prionowych"... - Szkoda czasu - odezwa si Pete. - Wkadaj je po kolei do walktela. Zrobimy kopie. Rozejrzaem si za miejscem do siedzenia. Nieopodal stao podwietlone biurko. Wsunem pierwszy dysk. Reszt pooyem na blacie. Pasek kopiowania, wywietlany przed oczami, powoli wspi si do stu procent. Woyem nastpny. Kytes zdradza niecierpliwo. - Zobacz, co byo na tym pierwszym! Otworzyem plik. Ujrzaem mod, kobiec twarz objaniajc wykresy: - Jak dobrze wiemy, sezony zachorowa, podczas ktrych znaczco wzrasta sprzeda medykamentw, s niekontrolowalne. Jeeli zim rednia temperatura nie schodzi poniej piciu stopni Celsjusza, a takie zimy s najczstsze, spada liczba infekcji grnych i dolnych drg oddechowych. Mikroorganizmy, cho maj naturaln zdolno mutacji stymulowan przez rodki higieny osobistej oraz antybakteryjne i antygrzybicze preparaty czyszczce, nie utrzymuj jednak tempa rozwoju, ktre zadowolioby rosnce potrzeby firmy. Dlatego mikrobiologiczne laboratorium opracowao plan emisji cile wyselekcjonowanych szczepw bakterii, wirusw, prionw, grzybw i nanobotw, ktre w istotnej mierze zwiksz popyt na preparaty z rodzaju nanopenicylin, untermakrolidw, hipercefalosporyn smej generacji oraz nanolekw... Pojawi si znacznik zakoczenia kopiowania. Woyem nastpny dysk i wrciem do wykadu. - Fakt, e wypuszczamy mikroby wyhodowane we wasnych laboratoriach, daje nam przewag nad konkurencj, poniewa dokadnie znamy ich antybiotykowraliwo, nie musimy bada i docieka. Przedstawiciele terenowi s w stanie udzieli fachowej porady lekarzom. Dziki temu wzmacniamy profesjonaln wi z preskrybentami, udowadniamy rzetelno usug dostarczajc doskonaych preparatw w przystpnych cenach. Zapasy niewykorzystanych rodzin bakcyli nastrajaj optymistycznie. Wedug wstpnych wylicze Pharma Nanolabs nie powinny si troszczy o poziom sprzeday do roku... Kolejny dysk zosta skopiowany. Wymieniem krki. - A oto szczegy... - Torkil? - w gosie Kytesa byo zaniepokojenie. - Zwiewaj. Zwiewaj, a wiatr wyrwie ci wosy. Ludzie, ktrzy nas ledzili, zasugerowali laboratorium, by stranicy zdjli soczewki. Zerwaem si na rwne nogi. - Zabierz dyski. I zaso twarz. Wycignem spod pachy starego plazmowego firebirda. - Do nikogo nie strzelaj! - Ale do czego mog? Rany boskie!, przemkna myl. A jak to nie Peter? Zaufaem stalowej kukle bez twarzy! Wypadem na korytarz. Stranicy wanie sigali do oczu. - Panie doktorze! - krzykn O'Hara. - Chwileczk! Rzuciem si do ucieczki. - O rany! - usyszaem za plecami. - To nie on! - Poka, co z tyu! - krzyknem do Kytesa. Pojawio si mae okno. Wsunem luf pod lew rk i oddaem dwie salwy w ciany. Plazmowe gluty wyrway grudy plastiku i tynku. Podnis si kurz. Strzeliem jeszcze kilka razy. - Zmienili kody! - krzykn Kytes. - Laserowa bramka! Rozpdziem si i przypomniaem sobie, jak kiedy, podczas kursw aikido przeskakiwaem nad wyprostowanym mczyzn mojego wzrostu. Potnie mi fady paszcza! Wybiem si. Koo prawego ucha

usyszaem wibrujce winicie. W cian obok windy uderzy jakby ognisty meteoryt. Strzelaj do mnie! Poy ukochanego trencza zostay po drugiej stronie bariery Dobrze, e mi butw nie przycio. Kolejna wibracja po lewej stronie. Podoga o niecay metr przede mn zamienia si w miejsce wykopalisk. Przewrt nie wyszed jak dawniej. Bolenie otarem grzebie opatki i krzy. - Otwieraj! - krzyknem do Pete'a. Odwrciem si plecami do kierunku biegu i wypaliem kilkanacie razy w ciany, sufit i podog. Ochroniarzy zasoni biay obok. Nie maj soczewek, wic mnie nie widz! Upadem na kolana i przetoczyem si w szczelin drzwi. Wrota zamkny si w tej samej chwili, kiedy dwie postacie wyprysny z oboku kurzu. Nie s samobjcami. Sprytne chopaki. Niby goni, ale nie tak gorliwie, by da si zabi. Moe jednak miaem jakie szanse. Rozejrzaem si. Do szybu na rnych poziomach zbliay si czerwone pajacyki. - Dojedziesz na sam szczyt - usyszaem Pete'a. - Jeszcze kontroluj cz ich elektroniki, ale kto z drugiej strony bardzo szybko si uwija. Maj dobrego programist. - Dziki za pocieszenie. Nie udaoby ci si wyci dziury nad wind? - Za dugo. Szyb, a zwaszcza jego szczyt, ma wzmocnion konstrukcj. W kocu to dwig. Spojrzaem w gr. Na dachu majaczya robocia sylwetka. - Widz ci - szepnem. - Przyspieszyo ci serce. Rozemia si. - Ja te ci kocham. Stranik przed wind nie zdj suchawek. Na p sekundy przed otwarciem ogusz go, a ty zdziel go w szczk. Potem w potylic i chodu do dziury. Napiem minie. Odezwa si gong. Za rozsuwajcymi si paszczyznami usyszaem gwatowne poruszenie. Mczyzna zaciska donie na uszach. Dlaczego ludzie s tacy gupi? Haas ma w bbenkach, a zamyka oczy Walnem go w twarz. Lekko si zatoczy, ale nie upad. Przestraszyem si. W starciu bezporednim miaem niewielkie szanse, o pojedynku kowbojskim nie wspominajc. Spojrza z nienawici. Bysna lufa karabinu. Wypaliem dug seri pod nogi. Musia si zasoni przed poncymi odpryskami. Wyskoczyem w powietrze i kopnem go grzbietem stopy w to samo miejsce, w ktre uderzyem pici. Tym razem gucho stkn i upad. Przepraszam. Mam nadziej, e masz dobrego lekarza. Hm... do ktrego nie przychodz przedstawiciele Pharma Nanolabs. - Szybciej! - krzycza Kytes. Na minimapie dostrzegem tuzin czerwonych punktw. Rzuciem si w znanym mi ju kierunku. - Ciebie wci nie widz? - spytaem w powietrze. - Jeszcze nie. Ale to kwestia sekund. Uchyliy si ssiednie drzwi z oznakowaniem: Wyjcie awaryjne". Uderzyem w nie barkiem, przewracajc znajdujcego si za nimi ochroniarza. Kopnem go w nerk. Zawy. Nie jestem rzenikiem! Miaem nadziej, e go nie uszkodziem. Ostrzelaem podog i ciany Kurz. Chwyciem lin. Gdy mnie wcigao, modliem si, eby nikt nie skrci mnie o nogi. Pete mao nie wyama mi ramion, kiedy startowa. Chyba ze trzy G! Czuem, jak wizada, cigna i minie wyduaj si, prbujc utrzyma w caoci nieomal trzystukilogramowe ciao. - Kytes! Zlituj si! - wychrypiaem. Zaraz zwolni. Przyspieszenie mino. Nie czuem ulgi. Co sobie nadweryem. Bl w barkach nasila si. Nie wytrzymam! Pamitaj. Bl jest tylko informacj. Chyba nigdy nie pojm, jak on to robi. Skupiem si na kontroli udrki. Wdech, wydech, wdech, wydech. Podmuchy wiatru zdaway si dziaa jak narkotyk. Cierpienie troch ustpio. Czy za kadym razem, gdy go spotkam, bdzie bolao? Gwatownie skrci. Midzy obojczykami rozjarzya si byskawica tortury. Odebrao mi dech. cigaj nas. Dobrze, e mnie nikt nie widzia. Otworzyem usta, zacisnem oczy, zy pocieky po policzkach i tak bezgonie kaem, gdy stalowy potwr wykonywa szalone wirae. Ocknem si w fotelu pojazdu. Spojrza na mnie. Miaem wraenie, e ruchoma twarz wyraa wspczucie. - Masz naderwane cigna i wizada obu staww barkowych. Lekko wywichnity prawy obojczyk. Spore stany zapalne po obu stronach mostka. Niewielkie uszkodzenie w okolicy opatki. Mikrourazy prostownikw grzbietu. Wylew w okolicach krzya. I.. dawno nie robie siku. - Dziki... panie... doktorze - wyjkaem. - Masz co na bl? Skrzywi si. - Tylko moj metod. Powrt pamitam jak przez mg. Miaem gorczk. Chyba mu doradziem, eby jecha do Pauline. Pomys wydawa si sensowny: lokacja Kytesa bya spalona, mojej nie chciaem naraa, a ona i tak pracowaa dla Novatronics. Przyja mnie najczulej, jak potrafia. Naszpikowaa prochami i uoya w ku. Ostatnie sowo, jakie usyszaem, wyszo z metalowej gardzieli Pete'a: - Bohater...

Transmisja z przeniesienia duszy Kytesa okazaa si wielkim medialnym sukcesem. W cigu godziny do siedziby Novatronics nadeszo z gr siedem tysicy zapotrzebowa. Nastpne tyle dotaro po upywie doby. - Ciekawe, dlaczego nie wszyscy? - patrzyem na unieruchomione rce i zwoje kolorowych rurek odywiajcych sponiewierane ciao. Nienawidziem szpitali. Na twarzy androida pojawi si wyraz zastanowienia. - Niektrzy licz na bezmzgi. - Pauline - zwrciem si do brunetki - co to waciwie s te bezmzgi? - Czekam na nie od kilku lat. Klony wyhodowane z tkanek dawcy, pozbawione mzgw. - To moliwe? - zdziwiem si. - Na razie nie. Za duo zaley od regulacji neurohormonalnej - pokrcia gow. - Nie wiem, kiedy uciskam Konona. - Uciskasz go w Brahmie - odezwa si milczcy dotd Harry. - Zaakceptuj jego form ycia tylko pod warunkiem, e sama zostan zoenetk. - Nie mwisz powanie - obruszyem si. Spojrzaa na mnie jak na kogo niedorozwinitego. - Dopki nie bdziesz mia dziecka, nie zrozumiesz, czym jest rodzicielska mio. Zascho mi w gardle. - Mylaem, e my.. - niespokojnie spojrzaem na suchaczy. - Nie podoba ci si ju enpecka? Uboda mnie do ywego. Nie wiedziaem, co powiedzie. Wypunktowanie rnic midzy czowiekiem a programem wydawao si bezcelowe. Przecie je znaa. Na jej ramieniu pooy kosmat ap Lee Roth. Diabe z koszmaru. - A ty znasz rnic midzy psychik sztuczn i yw? Wytrzeszczyem oczy Miaem nadziej, e go nie sysz. - Skoro Novatronics potrafi skopiowa mzg i psychik, tu znaczy, e potrafi te stworzy sztuczn dusz. Nawet jeli na razie idzie na atwizn i tego nie robi, jest tylko kwesti czasu, kiedy twoja Ann Sokolovski stanie si rwnie skomplikowana co ty. Powiem wicej. Gdyby jaka modelka zgodzia si na sklonowanie bezmzga, ktry przyjby dibeka, Ann mogaby... - Sta si czowiekiem? - Cokolwiek to znaczy. - Z kim ty rozmawiasz? - Pauline patrzya okrgymi oczami. Henry rwnie. Kytes unis kanciaste brwi. Zmieszaem si. Demon znik. - To przez prochy.. Peter, trzeba ujawni te dane - zmieniem temat. Jego twarz pozostaa nieruchoma. - Nic nie ujawnimy Nie wyrzuca si asa, jeli atak nie przyniesie korzyci. Oni nie pozbyli si atutu i my te tego nie zrobimy. - Ale ludzie. Ludzie bd chorowa. - I si leczy. Nie naruszymy tej rwnowagi. Chyba e rozgrywka rozwinie si dalej. Spojrzaem na niego uwanie. Fragmenty ukadanki zoyy si w cao. - Akcja bya zaplanowana. Nie improwizowana. Dokadnie wiedziae, dokd lecimy i po co. Przytakn. - Jeste agentem Novatronics. Std twoje nadzwyczajne wyposaenie i determinacja, by kontratakowa". Nie robie tego dla siebie, bo pienidze z zawodw Goodabads s tylko czci twojego uposaenia. Wychwyciem ledwie zauwaalne potwierdzajce gesty Harry'ego i Pauline. - Znowu zostaem wynajty przez firm, w ktrej wszyscy, zdrajcy, pracujecie. Milczenie. - Przypuszczam, e ta klinika take do niej naley, bo inaczej nie moglibymy swobodnie rozmawia. Przeknem lin. Trudno byo znie cisz. - Jak wyzdrowiej, to was zamorduj. Zamknem oczy. W wiecie snu czekaa female version z dwoma ksiycami odbitymi od rogwek.

11. Mrok.
Zerknem na wskanik naadowania broni. Dwadziecia strzaw. Pot spywa po skroniach. Stalowa rczka fotonowej fuzji parzya rozognione zagicie midzy kciukiem a palcem wskazujcym. Kady oddech by bolesnym baganiem o koniec. Szmer za plecami. W moim jku, gdy obracaem si na picie i przykucaem, skadajc do strzau, brzmiaa desperacja czowieka zmczonego nieustajcym strachem. Fioletowe smugi energii rozdary zombiego na strzpy, parujce resztki bryzny na ekrany centrum dowodzenia. Na tej stacji nie ma ywej duszy! Za pancernymi szybami czerni si lodowaty kosmos. Nadstawiem ucha. W pobliu szumiaa stacja respawnu. Jeli do niej dotr, mam szans na regeneracj! Ruszyem na zgitych nogach. Nie byem w

stanie opanowa drenia kolan. Stan energii 30%". Ominem plamy brunatnej mazi i wychynem zza plastikowej cianki. Szlag! Natychmiast si schowaem. Kamera! Musz w ni trafi! Rzut oka na stan baterii pistoletu. Siedemnacie. Bogowie, prowadcie moje rami, Za plecami pka wietlwka. Napiem minie. Dreszcz mierci przebieg po krgosupie. Guchy pomruk i ledwie syszalne gulgotanie mogo zapowiada tylko jednego stwora: wierzboaza. Rzuciem si w bok, majc nadziej, e ruchu nie zarejestruje urzdzenie optyczne. Niestety dosyszaem charakterystyczny przyspieszony pisk. Odwrciem si do potwora. Cay korytarz wypenia brunatny robal, ktry jakby uprzejmie zaprasza do okrgej paszczy, okolonej setk jadowitych kolcw. To chyba koniec! - Masz e-mail, masz e-mail - oznajmi kobiecy alt, gdy przetaczaem si po desce rozdzielczej. Wykonaem gest pauzy. wiat znieruchomia: wierzboaz wanie unosi przedni cz glutowatego cielska, szykujc si do ataku, a do pomieszczenia wbiegali trzej zombi, ktrzy usyszeli alarm wywoany przez kamer. Przyjrzaem si korytarzowi w oddali. Tam rzeczywicie by respawn. Otworzyem okno poczty. W powietrzu zamajaczy list: Szanowny Panie, z pewnoci sysza pan o grze Mrok i nagrodzie, jak ufundowali twrcy za rozwizanie zagadki. W zamian za pomoc oferujemy cz upu. Czekamy jutro o godzinie 11.00 w portalu gry. Z gry dzikujemy za pomoc. Pozdrawiamy Fear Walkers Uniosem brwi. Zapowiadao si normalne zlecenie: jacy gracze napotkali zbyt skomplikowany problem i postanowili poprosi o pomoc gamedeka. Stskniem si za zwyk robot. Jeszcze raz zlustrowaem centrum operacyjne pitego poziomu stacji kosmicznej Raven Heart: potwr na co najmniej dziesi strzaw i trzech goci po dwa. Pozostaje jeden adunek na pudo... A nie, bo jeszcze kamera. Przeknem lin. Zmczony jestem. Zostawi to na pniej. Otworzyem okno sejwu. Zgraem stan i wylogowaem. - Stacja Raven Heart egna - oznajmi grobowy gos, gdy oddala si kompleks kosmiczny - See you again - doda bas. Obraz bazy zakryy odksztacajce si sylwetki potworw. - That is... if you dare... Znalazem si na gwnej stronie. Rozejrzaem si dookoa. Pprzezroczyci gracze zapoznawali si z reguami, dyskutowali, omawiali strategie. Wczyem dyspozycj rewitalizacji. Zalaa mnie czer, widziaem jedynie poziomy pasek wypeniajcy si zieleni. Gdy wskanik dotar do stu procent, poczuem swoje ciao. Odetchnem znajomym zapachem apartamentu. Zsunem kask i usiadem na ou. Za szklan tafl rozpocieraa si nocna panorama Warsaw City. Z perspektywy Cotomou, dzielnicy, z ktrej wyrasta mj linowiec, miasto wygldao bardzo okazale. Wypiem nanowtyczk doprowadzajc do ciaa niezbdne substancje odywcze. Zasobnik przymocowany do zaczepu oa by niemal pusty. Otrzsnem si i rozpiem kombinezon. Graem niemal cztery doby. Poczuem ucisk na pcherz i odbyt. Gamepill przesta dziaa. Jeszcze godzina i naluszka byaby niezbdna.

Rankiem zajrzaem do informatora. Mrok nie by gr typu MNRPG, czyli Multiplayer Net Role Playing Game. By w zasadzie singlem podobnym do tego, w ktrym przebywaem dzie wczeniej. Gra wymagaa obecnoci czterech osb w trybie wsppracy. Takie zabawy zajmoway niszow pozycj, wikszo uczestnikw wybieraa wielkie wiaty z tysicami ywych postaci. W tytuach podobnych do Mroku czy Raven Heart liczyo si nie tyle rodowisko i mnogo moliwoci, co pomys i intryga. Na oficjalnej stronie informowano, e dla pierwszego zwyciskiego teamu firma Safe House Electronics ufundowaa pojazd osobowy marki Tossan Lambda oraz pi tysicy kredytw. Wzruszyem ramionami. Pneumobilu nie potrzebowaem, zwaszcza e Lambda bya modzieowym modelem bez opcji lotu w stratosferze, a zlecenia za pi tysicy dawno przestay mnie interesowa. Ale... wci lubiem gra.

Portal wyglda niewinnie. Spokojna muzyka, nastrojowe alpejskie widoczki. Wrd tumu eterycznych postaci dostrzegem dwie dziewczyny i chopca. Instynkt podpowiedzia, e to oni. Odmodzeni staruszkowie albo przyjdzie mi niaczy dzieci. Wzruszyem ramionami i podszedem do nich. Fear Walkers? Dosy szumna nazwa jak na trjkcik. - Specjalizujemy si w horrorach. Ostatnio skoczylimy System Shock XXI, Shadows Beneath i Hellside. - owiadczy blondyn, nad ktrym majaczy napis David". Ciekawe, dlaczego ostatnio"? Czyby lamerzy udajcy weteranw? A co z wczeniejszymi Contorted Bodies, Haunted Mansions czy choby Raven Heart? Na ich miejscu pochwalibym si wszystkimi osigniciami. - Naprawd pan si zgodzi? - brunetka o imieniu Gabrielle, jeli wierzy wirtualnym napisom, zacisna pici w gecie radoci. - Jestemy bardzo szczliwi - potwierdzia ruda Steffi. - Sam Torkil Aymore z virtuality show!

- Mwiem wam? - odezwa si chopak. - Forsa zwabi kadego! - Za pozwoleniem - wtrciem - pienidze nie byy motywem. Po prostu lubi gra, a Mroku nie znam. - Nie chce pan swojej czci nagrody? - spytaa Gabrielle. - O nie, musicie mi zapaci. Inaczej to niemoralne. - Szkoda czasu na rozmowy. - David prawdopodobnie by przywdc stadka. - Przejrzyjmy reguy i wchodmy. Wedug opisu obszar gry obejmowa dom z otoczeniem. Na uczestnikw czekaa tajemnica do rozszyfrowania. Aby zdoby nagrod, wszystkie osoby z druyny musiay przey". W rozgrywk zaimplementowano uczucie godu, potrzeby fizjologiczne i sen. - Po co? - skrzywi si Dave. - Nie pjdziesz z koleank do toalety - umiechnem si z udawanym alem. - Samotno potguje lk. Gdy zechce ci si pi, powdrujesz do kuchni rwnie bez towarzystwa. Zmorzy ci sen, wic pooysz si do ka. Strach w ciemnoci jest bardziej realny.

Na modrym niebie wiecia centralna gwiazda naszego systemu planetarnego, rozsiewajc niewidzialne promienie, od ktrych brzowieje skra. W oddali majaczyy sine granie gr. nieg trzeszcza przy kadym kroku. - Zima? - Krucze wosy Gabrielle poyskiway odbitym bkitem nieba. - Szybciej zapada zmrok! - zamia si zowieszczo David. Okoliczne wierki odbiy spaszczony rechot. Zacignem si krystalicznym powietrzem. - Ostatni raz widziaam nieg trzy lata temu. - odezwaa si cicho Steffi. - Gdzie? - odwrcia gow Gabrielle. - Bylimy na wakacjach w okolicach koa podbiegunowego. - Raju, ale fajnie, wakacje z przygodami! - rozochoci si David. - Zimowisko! - brunetka klasna w donie. - Ciekawe, czy bdzie dobre arcie? - Chopak przystan, pochyli si i ulepi niek. Na kocu drogi, porodku niewielkiej polany, sta wyniosy dom. Poyskliwe kasztanowe dachwki, beowy tynk, modrzewiowy pot. Okna odbijay mrony szafir nieba.

Kamienne schody prowadziy do szerokich czarnych drzwi o wyokrglonym szczycie. David pierwszy dostrzeg pk kluczy wiszcy na ozdobnym miedzianym haku. Spina je chromowany piercie. Wrd cyfrowych ostrzy poyskiwa mosiny brelok. - Daj - wycignem rk. - Specjalista przy pracy - zachichota do dziewczyn, wrczajc mi klucze. Wczyem nagrywark. Wyostrzyem brzegi obrazu. - Dzie zero, godzina... - rzut oka na chronometr - ...jedenasta trzydzieci, gra Mrok. Wchodzimy do domu, ktry jest przestrzeni rozgrywki. Klucze... - zrobiem najazd na obiekt. - Przy nich wisior... - Przedstawia reprodukcj synnej ryciny Leonarda da Vinci: koo z symbolem czowieka wpisanego w kwadrat i okrg. Z pewn modyfikacj. Zamiast ludzkiej twarzy wyryto ohydnie umiechnit gow rogatej bestii. Rewers... - obrciem medalion. Tylko napis: Mrok". - Gracze - skierowaem wzrok na towarzyszy. - Steffi... rudowosa pikno delikatnie si umiechna. - Gabrielle... - brzowooka brunetka obnaya zby jak do zdjcia w urnalu - oraz przewodnik David... - Modzieniec skin powanie gow. - Od tej pory nagrywam bez przerwy - uprzedziem ich. - Kady szczeg moe mie znaczenie. Moesz otworzy. - Podaem blondynowi metalowy piercie. Odszuka waciw kling i wsun do czytnika. Usyszelimy piewny dwik walktela. Chopiec sign do kieszeni. Zaoyem okulary. - Wy te wcie - poradziem kobietom. - Davidzie, wcz wsplny odbir. - Mog si poczy? Skinem gow. W trjwymiarowym oknie generowanym przez urzdzenie komunikacyjne, widocznym przez nasze okulary, pojawia si poczciwa twarz gosposi. - Dzie dobry pastwu. Tak jak si umawialimy, pokoje s przygotowane, ka pocielone, ciepa woda bez ogranicze, spiarnia i lodwki pene. Pobyt opacony do jutra, do godziny smej. ycz miego wypoczynku! - Bardzo dzikujemy - odezwa si zbity z tropu David. - Aha - umiechna si i zmruya oczy. - Bdcie ostroni. - Co pani ma na myli? - Wane, co ty masz na myli, chopcze. Gospodyni odwrcia si i znikna w mroku. Chocia nie jestem podatny na sugesti, poczuem lekki dreszcz. A moe po prostu zmarzem? W sieni, ledwo zamknem drzwi, oblaa nas absolutna ciemno. - Niech kto zapali wiato - zamiaa si nerwowo Gabrielle. - Nie ma autoluksw? - zdziwi si Dave. Po omacku odszukaem archaiczny pstryk. - Aaaaaa! - wrzasna brunetka.

Usyszaem, jak Steffi tupie nogami. Zakryem uszy przed przeraliwym kobiecym piskiem. David skuli si, jakby osania si przed ciosem. Nie wiedzia, czego si przestraszyy dziewczyny, bo sta plecami do... lustra, ktre odbijao czwrk poszukiwaczy przygd, w tym dwie pionierki spanikowane do granic wytrzymaoci. Odbicie byo prawie wierne, lecz zamiast naszych gw prezentowao gby rogatych bestii. Dziwnie byo patrze na przeraone mordy potworw. Dopiero gdy towarzyszki wypukay hormony walki z zaalarmowanych krwioobiegw, opuciem rce. - To tylko lustro - zmatowia mi gos. - Troch... zmodyfikowane Krysztaowa tafla bezszelestnie wsuna si w szpar w cianie. - Ju po wszystkim. Zielone, fosforyzujce strzaki prowadziy przez korytarz w prawo, do kuchni. - Ale z was strachajy - namiewa si David. - fotomontau si obawiaj! To pewnie rozgrzewka. A co bdzie, jak zobaczycie prawdziw, yw paskud? - wykrzywi twarz. - Ju widzimy - brunetka wytara z stresu. Obok lodwki staa konsola z czarnym ekranem, na ktrym widniao jedno zdanie: Co kryje si w mroku?" Blondyn wycign rk do klawiszy. - Ostronie - ostrzeg wysoki kobiecy gos. - Wprowadzenie nieprawidowej odpowiedzi koczy gr. Niewprowadzenie odpowiedzi do godziny smej rano nastpnego dnia koczy gr. Wirtualna mier jednego z uczestnikw koczy gr. Zanim mnie dotkniesz, dobrze si zastanw, Davidzie. Wyd wargi ze wzgard maskujc zaskoczenie. - Oto zegarki - odezwa si gos. Na blacie zmaterializoway si chronometry nadgarstkowe. - Sugeruj ich zaoenie. - Ja mam dosy - odezwaa si Steffi. - Troch optymizmu! - lider Fear Walkers wskaza chodziark. - Godni? Pokrcilimy gowami. - No to do roboty! Torkilu, prowad! Rozejrzaem si. Na parterze oprcz kuchni znajdowaa si jadalnia i duy salon z kominkiem. Przeszedem do gwnego pomieszczenia. Fotele, sofa, zestaw holowizji. Pod oknem dziwna stalowa skrzynia. Zrobiem zoom. Cyfrowy zamek. Na pokrywie wyryty symbol strzelby. Odwrciem si. Schody na pitro. Drzwi do piwnicy. - Zaczniemy od podstaw, czyli podziemi. Tam najatwiej o ciemno. - Ju mi mrwki chodz po plecach - zadygotaa Gabrielle. - Super - zapali si David. Objem ramieniem Steffi, do ktrej dziwnie nie pasowaa nazwa Fear Walker". Rozlunia si. - Mam nadziej, e jeste penoletnia? Zblienie z dzieckiem, ktre nie jest enpecem, realne czy w grze, byo przestpstwem. - Od miesica. - Spojrzaa w prawo. Albo bya leworczna, albo kamaa. Jak wiadomo, statystyczni praworczni, przypominajc sobie autentyczne wydarzenia patrz w lewo, za konfabulujc - w prawo. Z makutami jest odwrotnie. Pod materiaem swetra czuem bardzo atrakcyjne ciao. Nie miao znaczenia, jak wygldaa w realium. wiaty byy dla mnie realniejsze od rzeczywistoci. Ludzie ksztatowali w nich powierzchowno tak, jak chcieli, a nie jak dyktowaa dziwka natura. Otworzyem drzwi. Mrok. Odszukaem wcznik. - Wygupiaj si z tymi przecznikami - gdera David. - Odkd yj, nie widziaem domu z takimi wichajstrami. - Krtko yjesz - skonstatowaem, schodzc po wskich schodkach. - Ja pamitam. Drzwi na lewo prowadziy do kotowni. Pod kuchni znajdowaa si sala treningowa z kilkoma automatami do wicze i such saun. Obok, pod salonem, pysznia si sala balowa z wirtualnymi fordanserami. - Idcie si pogimnastykowa - zakomenderowaem. - Sprbujcie nie wadowa si w tarapaty. Ja sprawdz tam - wskazaem pomieszczenie z piecem. Oczywicie mrok. Wczyem wiato. Bardzo zadbana, sterylna centrala. Kanciasty granatowy golem podgrzewa wod. Zerknem na konsol sterowania. Odczyty temperatur wyglday na prawidowe. Z brzucha grzewczego potwora wypezay spltane miedziane rury, jak jelita wyprute atakiem nieznanego drapienika. Wowisko wnikao w cian niczym dziesitki ttnic toczcych oywcz krew w organizm domostwa. Kady dom ma swoje serce... Zamyliem si. Moj uwag przycigna mgieka unoszca si nad jedn z rurek. Podszedem i wycignem rk. - Chryste! Przegrzana para zaatakowaa przedramiona i szyj mronym ukszeniem, ktre w uamku sekundy przeksztacio si w wyjcy amarantowy spazm blu. Skonie zbliajca si podoga uderzya mnie w bark i bok gowy. Zwijaem si, jczc przeklestwa. Drgajcy sup wodnego pyu wciekle sycza, wydobywajc si z uszkodzonej rury Przed oczami stan pamitny dzie. Miaem cztery lata. Wycignem rczk i chwyciem czarny uchwyt, sdzc, e to wietna zabawa. Ojciec krzykn i rzuci si do mnie, ale byem szybszy. Sprytniejszy. Pocignem z caej siy i biay bl oparzeliny zala wrzeszczc twarz, szyj i pier. Wrzcy ry. Zacisnem oczy. zy popyny na czyst plastikow podog. Przypomniaem sobie miesice w szpitalu, reper-

atywy, wszczepy komrek macierzystych i drczce pytanie: Czy bd mg si bawi z kolegami? Czy tutaj nie zmieni mnie w potwora? W uchylonych drzwiach stana Gabrielle. - Co si stao?! Skoncentrowaem si i nakazaem miniom, eby ustawiy mnie pionowo. - Zimna woda - wykrztusiem. Gabrielle chwycia mnie pod rk i zaprowadzia do azienki obok sauny. W midzyczasie zdyem odmwi mantr i zagodzi bl do Hammerfieldowskiej czwrki". Wgramoliem si pod tusz. Odkrciem wodospad mronej odsieczy. Staem, kiwaem si, draem z blu i dreszczy wywoanych skokiem temperatury. Jak wytrzymam do rana?! Po chwili brunetka wrcia. Moja nago nie zrobia na niej wraenia. - Znalazam w apteczce - podaa mi niebiesk i czerwon tabletk. - Chyba wiedzieli, co si stanie, bo zanim j otworzyam, musiaam rozwiza zagadk. Zmarszczyem twarz. Bl nie pozwoli okaza zdziwienia w inny sposb. - Nie bya trudna - cigna. - Musiaam wpisa nazwisko reysera Midnight Howl. Szczcie, e nie ja rozwizywaem problem. Pierwszy raz syszaem ten tytu. Umiechna si: - To mj ulubiony film. Najdrosze specyfiki. - skomentowaa, gdy ykaem proszki. - Nanoleki. Inflaheal i painstop. Za dziesi minut bdziesz jak nowy. Siedziaem na awce do skonw, okutany w mikki szlafrok. Zrozumiaem, dlaczego tylko brunetka przeja si moim losem: David obtacowywa wirtualne tancerki, otoczony krgiem dwiku i wiata, a Steffi katowaa doskonae ciao setk stopni Celsjusza w saunie. Gabrielle, upewniwszy si, e ju mi lepiej, wsiada na rower i wznowia wiczenia. Odetchnem. Bl mija. Rozejrzaem si po siowni. Uwag przyciga dziwnie ocieniony kt. Nie rozumiaem, dlaczego by taki mroczny. Nic go nie zasaniao. Podnosiem si, by rzecz zbada, gdy z sali balowej dotar krzyk. Wpadlimy z Gabrielle do pulsujcego muzyk wntrza. David lea na posadzce, trzymajc si za jdra. Dookoa rechota tum fordanserek. - Przestacie! Przestacie! - baga chopak, czogajc si do wyjcia. Podbieglimy i wycignlimy go z kolorowego zgieku. Brunetka zatrzasna drzwi. Usadzilimy rannego pod cian. Jcza. Mrugnem do Gabrielle. Pobiega na gr po leki. - Co si dzieje? - dobieg do nas przytumiony gos Steffi. - May wypadek! Panujemy nad sytuacj! - odkrzyknem w stron sauny. Rudowosa nacisna na klamk. Usyszaem, jak brunetka zbiega po schodach. Nagle rytmiczne odgosy krokw przerwa rumor i stumiony jk. Zostawiem Davida i pobiegem na gr. - Nie mog wyj! - krzykna Steffi. Brunetka leaa na podecie, cicho jczc. Miaa nienaturalnie wykrzywion rk w barku. Sprawiaa wraenie, e zaraz zemdleje. Oznaczaoby to przegran: program automatycznie by j wylogowa. Przypomniaem sobie kursy pierwszej pomocy. Niewiele mylc, chwyciem za jej przedrami, zablokowaem stop klatk piersiow i nacignem z caej siy. Bark chrupn. Oczy dziewczyny wyszy z orbit. - Aaaaa! - Nastawione. - Wypucie mnie! - dara si Steffi uwizionaw saunie. - Zostawiam ci dwie - wcisnem brunetce w rk czerwon i niebiesk tabletk, zerwaem si i pobiegem do sali wicze. - Masz - podaem leki Davidowi. Spojrza pytajco. - Zaraz bdziesz jak nowy. Nabia te. - Ratunku! - Pomiennowosa walia w szklane drzwi. Caa byszczaa od potu. - Dusz si! Otworzyem szerzej oczy i zmarszczyem brwi. Ta mina pomagaa mi w skupieniu. Nacisnem klamk. Nie ustpowaa. - Pomocy! - krzyczaa uwiziona. - Usid na pododze! Tam jest najchodniej! - poradziem. Odsunem si na kilka krokw. Obejrzaem drewnian cian. Nic. - Wycz piec! Dziewczyna posusznie przekrcia regulator. Siedziaa po turecku i ciko oddychaa. Czerwona zasona wosw oblepiaa czaszk i smuke plecy. Nagle Steffi rozczapierzya palce i zawya nienaturalnie niskim gosem: - Nieeee! Sprawdziem jeszcze raz klamk. Dlaczego nie ustpuje? Przecie to nielogiczne... Zamka nie ma... Co musi uruchamia mechanizm zapadki... Na chybi trafi pchnem j do gry i natrafiem na sprysty opr. Szarpnem mocniej i usyszaem szczk zwalnianego rygla. Szklana tafla ustpia. Wycignem dziewczyn. Bya w szoku. Uoyem j pod prysznicem i wczyem lodowaty deszcz. Przestrzenie midzy jej ebrami gwatownie si zapady, gdy wzia histeryczny wdech. Zacza gono szlocha. Co miaem zrobi? Zrzuciem szlafrok i wszedem do kabiny. I te histerycznie wcignem powietrze. Wytrzymaem kilka sekund odmierzanych uderzeniami spanikowanego serca i podgrzaem wod. Podniosem dziewczyn. Strasznie pakaa. I bya strasznie pikna. Przytulia spryste ciao do mojego, uniosa biodra i stalimy si jednym. Adrenalina to najlepszy afrodyzjak.

Wyleczeni i przebrani zebralimy si w sali wicze. David i Gabrielle troch dziwnie na nas patrzyli. A moe mi si zdawao. - No, mistrzu, co to byo? - odezwa si lider. Nie miaem pewnoci, czy pyta o prysznicowe tete-a-tete, czy o wydarzenia w piwnicy Zaoyem to drugie. - Mam teori, ale najpierw powiedz, co czue, kiedy dostae od fantoma midzy nogi? Zarumieni si. - Bl jak cholera, oczywicie. To nie ma znaczenia... - Pozwl - przerwaem - e ja bd decydowa, co ma znaczenie. I nie ciemniaj o blu. To akurat jest oczywiste. Zacisn zby. - Nie chcesz mwi? - Potarem brwi. - W takim razie ja bd zgadywa, a ty mi pomoesz, dobrze? Skin gow. - Jeste niemiay. Dziewczyny zesztywniay. Patrzyy oniemiae. - Dave? - odezwaa si Gabrielle. - Niemiay? - Kiedy bye maym chopcem - kontynuowaem - moe na jakiej szkolnej holotece czy przy innej okazji postanowie przeama swoj uomno... - Poprosiem do taca najadniejsz dziewczyn w grupie - przerwa. - Tak poradzia mama. Podszedem, a ona mnie wymiaa. Przyczyy si koleanki - opuci gow. - Miaem przechlapan ca podstawwk. Dowiedziay si wszystkie dziewuchy, e kurdupel Dave startowa do Priscilli. Byem pomiewiskiem. Nie odezwaem si do adnej dziewczyny, dopki nie zdaem do gimnazjum. - I dlatego jeste taki niby na luzie? Skrzywi wargi. - Nie wiem. Podesza do niego Gabrielle i czule go obja. - Teraz ty - spojrzaem na brunetk. - Chyba wiem, o co chodzi - wyznaa. - Kiedy leaam przy schodach ze zwichnit rk, przypomniaa mi si przedwczenie skoczona kariera sportowa. Steffi i Dave kiwnli gowami. Widocznie znali t histori. - Byam nieza w pice grawitacyjnej. Podczas kwalifikacji do mistrzostw juniorw wysza na jaw wada w stawie biodrowym. Miaam kontuzj podczas meczu. Czuam si dokadnie tak samo jak dzisiaj. Wcieky bl i rozpacz. Potem wykryli za pytk panewk. Powiedzieli, e cholerstwo bdzie si odnawia. Marzenia o sawie odpyny w niebyt... - oczy zaszy jej zami. - A tak to kochaam... Lekarze powiedzieli, e mona naprawi, ale trzeba zmodyfikowa genotyp, wyhodowa now miednic, bo tamta sama si nie przerobi, zrobi operacj, wymieni, a wiecie, ile zarabiaj moi rodzice. Jeli kiedy tyle zarobi, to bd za stara. - Kopna w aparat wzmacniajcy minie brzuszne. Nadem policzki. Zapowiadaa si sesja terapeutyczna. - Steffi - spojrzaem na kochank - nie mw. Jako dziecko zamkna si w jakiej komrce i nie moga si wydosta? - Dokadnie tak. Krzyczaam, wyam, koleanki si miay, a ja w panice pchaam caym ciaem, waliam piciami, bagaam... - pokrcia gow. - A jeszcze wikszy wstyd poczuam, kiedy wreszcie mnie wypucili... - Drzwi byy otwarte, tylko trzeba byo je pocign zamiast pcha? - Jakby przy tym by. Klepnem si w kolano. - No to mamy komplet osobistych strachw. Dave boi si kobiet, Gabrielle kontuzji, Steffi zamknitych pomieszcze, a ja... Spojrzeli ciekawie. - ...szpitala. Lider Fear Walkers przekn lin. - Ale jak to moliwe, e gra znaa takie sprawy? - O, to nie takie trudne. Odpowiedni skan, impuls i strza w dziesitk. - Niemoliwe. Umiechnem si. - Nie takie rzeczy widziaem w Otchani. Wzruszy ramionami - Syszaem, e to straszne nudy. - Jak dla kogo... Otrzsn si. - Kontynuujemy czy wychodzimy? - Chyba artujesz? - wypiem dumnie pier. To pierwszy etap. Zniechcajcy. Prawdopodobnie wikszo graczy odpada wanie tutaj. Ze strachu albo dlatego, e nie mog otworzy apteczki. Steffi i Dave spojrzeli zdziwieni. - Te pastylki - wskazaem opakowania lece na pododze - zawdziczacie Gabrielle. - Jak to? - spyta blondyn. Mrugnem do brunetki. - Widzielicie Midnight Howl? - spytaa. Wytrzeszczyli oczy. Zdaje si, e mielimy szczcie. Postanowiem nie zdradza si z moj indolencj. - Idziemy - zakomenderowaem. Podszedem do wypatrzonego wczeniej kta. W pododze czernia si klapa. - I nawet wiem, dokd.

Gdy dotknem drzwiczek, w powietrzu zamajaczy napis: Kto jest autorem powieci Wyprawa do wntrza Ziemi? Modzie, rzecz jasna, nazwiska Juliusza Verne'a nie znaa, ale stary spec od fantastycznych wizji nie mia kopotw z odpowiedzi. Pod wazem oczywicie czai si mrok. Wcznika nie byo. - Dave, kochany - umiechnem si jowialnie. - Przy kominku s jakie szczapy. Poka, e bye dobrym skautem i przynie cztery pochodnie z zapalnikiem. Gdy druyna stana na skalistym, nierwnym podou, zrobio si nieswojo. Dziewczta rozcieray ramiona. W oddali rozlegao si echem kapanie wody Krople w jaskini... Dwik, ktry nasi wochaci przodkowie znali a za dobrze. Sala najeona bya stalagmitami. Uniosem pochodni. Sklepienie zdobia gsta szczotka stalaktytw. - Gdzie jestemy? - wyszeptaa Gabrielle. - To korzenie domu - mruknem. Skay odbiy i odksztaciy gos w nikncy czarny szum. - Prakorzenie. .. - Przesta - Steffi przytulia si do mojego ramienia. Jakie to szczcie, e Fear Walkers to nie sami faceci. - Pjd przodem - oznajmiem. - Ostronie - palce Steffi przesuny si po moich plecach jak najsodsza obietnica. Zrobio mi si ciepo na sercu. W sercu lodowatej jaskini. Ogromn sal wypeniaa rozkoysana czer. Chwiejny pomie pochodni owietla tylko liskie kamienie pod stopami. Za chwil strac poczucie kierunku. Gierczany zegarek nie zawiera kompasu. Odwrciem si do pozostaej trjki, eby uprzedzi, e nie mog i dalej. Nagle za plecami usyszaem znajomy niski pomruk i gulgotanie. Zwielokrotnione jaskiniowym pogosem dwiki brzmiay jak zapowied koca wiata. Od stp do gowy oblaa mnie fala zimna. W okolicy karku i nasady czaszki poczuem wibrujce buczenie, jakby kto wsadzi mi wibrator w rdze krgowy. W nosie zawierci rdzawy zapach krwi. Adrenalina wstrzykna zabjcz dawk we wszystkie yy. Odwrciem si tak szybko, e co strzelio mi w szyi. Krzyknem i odruchowo przysiadem, jakbym skada si do strzau z fotonowej fuzji. Tyle, e w nagle zgrabiaej i bezwadnej doni trzymaem dopalajc si ga. Nike wiato wydobywao z cieni pomarszczony pysk wierzboaza, wielki jak wrota dzielnicy uciech. Migoczcy pomie sprawia, e jadowite kolce zbowe zdaway si koysa jak zboe przy silnym wietrze. - W nogi! - wrzasnem, rzuciem w potwora pochodni i popdziem za zmykajcymi towarzyszami. Nogi jak z waty ledwie mogy odnale waciwy rytm. Czarne postacie znikay w otworze wazu. Wytrzeszczyem oczy i staraem si zapamita miejsce, gdzie zardzewiaa drabinka wyrastaa z podoa. Otoczya mnie ciemno. Bulgotanie za plecami przybrao na sile, jakby tysic diabw gotowao krew w kotle wielkoci jeziora. Uderzyem gow o metal. Walczc ze saboci w udach, wskakiwaem na olizge, zimne prty. Z ulg zobaczyem wiato sali gimnastycznej. Wycigny mnie krzepkie rce Davida i smuke donie dziewczt. - Glut tu nie wejdzie - uspokaja chopak. - Za wskie przejcie. - To wierzboaz! - krzyknem. - Co? - wytrzeszczya oczy Gabrielle. - Do salonu! Biegiem! I ng nie poama! - rozkazaem. - Ty znasz to stworzenie?! - dopytywaa si Steffi, gdy tarasowalimy fotelami drzwi. Podbiegem do skrzyni z symbolem broni. Poczulimy pierwszy wstrzs. Na cianie przy kominku pojawia si rysa. Bestia uderzya drugi raz. Pknicie pomkno do sufitu i zatrzymao si na centralnej lampie. Czemu tu tak ciemno? Spojrzaem na chronometr. Szesnasta i soce zaszo? Aha, zima. Pewnie grudzie. Trzeci wstrzs. Posypa si tynk. Na cianie przy oknie balkonowym i w jadalni pojawiy si kolejne zarysowania. - Co to jest? - Steffi chwycia mnie za rk. - Robal z gry Raven Heart. Jako specjalici od horrorw powinnicie go zna. - Jacy tam specjalici - wypalia. - Znamy trzy gry! Zaley nam na nagrodzie, pomylelimy, e nie zechcesz pracowa z amatorami... - Gupstwa pleciesz. Nie wiesz, na czym polega praca gamedeka? Dla mnie nie ma znaczenia, czy jestecie weteranami, czy todziobami. Kolejny wstrzs. - Chodcie! - krzyknem. - Tu jest skrzynia z broni. Zamek cyfrowy. Musimy zama kod! Bezradnie rozoyli rce. - Patrzcie i mylcie! David! Zapal wiato! Wcznik jest obok kominka! Salon zalaa ta powiata. Potnemu tpniciu towarzyszy trzask drewna. - Co to byo? - zatrwoya si Gabrielle. - Sforsowa przejcie i rozwali saun. Ju nie musisz si jej ba, Sfeffi. - Bdzie tutaj za chwil! - David kucn przy skrzyni i wpatrywa si w wieko jak superman przepalajcy stal laserowym wzrokiem.

Wzmocniem kontrast nagrywarki. Musiaa by jaka podpowied. Rozluniem wizy koncentracji. Opuciy mnie myli. Kolejny huk. Unis si py z kawaka tynku, ktry odpad od sufitu. Patrzyem przymglonym wzrokiem na zamek byskajcy zielon kontrolk, byskajcy zielon kontrolk... w tym samym tempie, co odtwarzacz holowizji! - Steffi...! Wstrzs. Zarysowaa si ciana w pobliu drzwi do piwnicy. - Wcz holoprojektor! Dziewczyna zdziwia si, ale wykonaa polecenie. Trjwymiarowy ekran ukaza fragment horroru. Mczyzna zapatrzony w okrgy ksiyc. Na jego twarzy zaczy wyrasta wosy renice przybray ksztat pionowych szpar, poczernia nos, ludzkie zby zmieniy si w wilcze ky. Wyciu bestii towarzyszy mocniejszy ni dotychczas wstrzs. Odpad spory kawa muru w salonie i jadalni. adny st. Szkoda. - Pauza! - krzyknem do rudowosej. Ekran zastyg, ukazujc twarz wilkoaka. Zerknem na klawiatur zamka cyfrowego. Przypominaa ukad klawiszy walktela! - Dave! Dawaj swj walktel! Mczyzna wyszarpn urzdzenie zza paska. Przyjrzaem si literom pod klawiszami. Wilkoak na tej klawiaturze to... 94556525! Wprowadziem kod. Rumor towarzyszcy kolejnym wstrzsom wiadczy, e robal zniszczy piwniczne schody. Klapa skrzyni uchylia si z cichym sykiem. Westchnlimy na widok arsenau. - Diabe nie ma szans - zachysn si David chwytajc bazook. - Zwr uwag, ktr stron celujesz - pouczyem. - eby przypadkiem nie rozwali ciany za plecami. Dziewcztom wrczyem automatyczne karabinki i poleciem, by mocno opary kolby o biodra. Sam wziem miniguna. Wedug moich oblicze potwr powinien pa po dziesiciosekundowej palbie. Jednego tylko nie przewidziaem. Wielki ryj wtargn do salonu, wzniecajc tuman kurzu, wyrzucajc w gr odamki mebli, muru i tynku, kawaki prtw zbrojeniowych i poamanych drzwi. Grupka rozpierzcha si w popochu. Steffi leaa nieruchomo. Jej widok si nie rozwia, co oznaczao, e jest przytomna. Przy nogach walao si kilka pokruszonych cegie. Gabrielle krztusia si w jadalni. Jej karabin lea w salonie. Pozosta David, przecierajcy oczy i ja. Cudem uniknem zasypania przez gruz, przetaczajc si w bok. Nacisnem jzyk spustowy i ze zdziwieniem stwierdziem, e nic si nie dzieje! - Cholera! - krzyknem, szukajc dwigni bezpiecznika. Rozjarzya si smuga pocisku z bazooki. Granat wybuch w brzuszysku robala. Glista skurczya si i wciekle zwina, wyrywajc parkiet tu obok nieruchomej Steffi. - Gi, ddownico! - krzyknem, otwierajc ogie. Odrzut pchn mnie na cian. Nie chybiem. Smugi wypruway z galaretowatego cielska strzpy krwistej materii, znaczc salw szkaratnym szlakiem. Ogie wgryz si w ran przy pysku i zacz j pogbia. wierzboaz zwrci na mnie paszcz. - Gi, padalcu! wietlista smuga naddwikowych pociskw tona w czeluciach bestii ze zowieszczym chlupaniem i trzaskiem dartych wntrznoci. Potwr drga, ale powoli si zblia. Dziesi sekund ju upyno! Usyszaem gdakanie karabinu. To Gabrielle wzia si w gar i strzelaa z jadalni. Spojrzaem na stan magazynka. Pitnacie kul to uamek sek... Myli przerwa bysk, ktry rozdar poczwar na czci. Przeadowana bazooka Davida dokoczya dziea.

Nie sprztalimy Siedzielimy przy zrujnowanym stole i jedlimy cakiem smaczn kolacj. Steffi przysza do siebie po czerwonej i niebieskiej tabletce. Zdaje si, e na potrzeby gry ich dziaanie troch wzmocniono. W salonie opada kurz, przykrywajc biaym caunem rumowisko i cierwo wierzboaza. Nastroje byy grobowe. David, ktry chyba czu si w obowizku wzmocnienia morale, wznis kieliszek wina. - Za dobr zabaw! Dziewczyny spojrzay na niego jak na wariata. - To tylko gra! - nie ustpowa. - Co si tak przejmujecie? Uparcie trzyma puchar. - On ma racj - przetarem oczy. - Przeywamy przygod. Cakiem interesujc, nie sdzicie? - To tylko gra - przytakna Steffi. Potrzsna rudymi wosami, jakby zrzucajc ciar wspomnie. - Gra mocna jak diabli! Wycigna rk po kieliszek. Lew rk. Odetchnem. - Bdziemy mieli co opowiada znajomym! - przyczya si Gabrielle. Krucze wosy miaa przyprszone wapiennym pyem. Rozlego si pukanie do drzwi. Spojrzelimy na siebie. - Do broni - warknem. Uznaem, e minigun bdzie nieporczny w ciasnej sieni, signem wic po jednorczny stustrzaowiec. - Ubezpieczajcie mnie - szepnem do gromadki za plecami. - Kto tam? - rzuciem w stron drzwi. Odpowiedziaa cisza.

- Kto tam? - ze wszystkich si staraem si zachowa spokj, ale jako mi nie wychodzio. Znowu to uczucie buczenia w caym ciele. wiat zacz wibrowa. Zdawaem sobie spraw, e to tylko odczucia, e rzeczywisto jest niezmieniona, ale nie mogem opanowa drenia. - Kto tam? - wykrztusiem po raz trzeci gosem zachrypnitym z wysiku. Oguszyy mnie natarczywe uderzenia. Odskoczyem od hebanowej paszczyzny, ktra raptem wydaa mi si ostatni zapor przed piekielnymi hordami. - Dosy tego - owiadczyem sztucznie zuchowatym tonem. Nacisnem klamk. Drzwi same otwary si szerzej. Co wyrywao mi klamk z rki. Walczyem, eby j utrzyma. - Jezu Chryste - wyszepta David. Potworna moc coraz silniej napieraa na drzwi. Wytyem wzrok. Na granicy percepcji wirowaa i odksztacaa si plama czerni. - Ognia! - krzykn David. Kucnem, unikajc salw. Niebieskie i czerwone smugi przeszyway pulsujcy twr, nie wyrzdzajc mu krzywdy. Minie mdlay nie od wysiku, ale od niezrozumiaego lku. Nieustrukturalizowana otcha chciaa wedrze si do rodka, a ja byem jedyn przeszkod. Stumiem obezwadniajcy strach i rozpaczliwie przycignem skrzydo drzwi do siebie. Strzay ucichy. - Po... mcie - wysyczaem, usiujc przekrci zasuw. Rzucili si do drzwi. Szczkna zapadka. Z wysikiem apaem powietrze. Nie wiem, co dusio bardziej: niedotlenienie czy przeraenie. Stalimy w sieni, patrzc na siebie szeroko otwartymi oczami. Widziaem, e tamtych te ogarnia panika. Musiaem ich czym zaj. Inaczej na dwik walktela gotowi byli wylogowa. - Wracamy do stou - zarzdziem. - No, rusza si, szybciej! - Steffi - dowodziem - zaparzysz herbaty. David, rozpal w kominku. Gabrielle, sprawd, czy mona uruchomi holowizj. Jeli tak, nastaw jak spokojn muzyk. Bez obrazu. Modzie ruszya do pracy. - Ale szefie - odezwa si Dave. - Kominek przywaliy resztki tego... bydlcia. To chyba bez sensu. Rozpalaj, nie marud. - Ale tu jest brudno! - Posprztaj. Dwadziecia minut pniej pilimy aromatyczny, gorcy pyn, suchalimy Debussy'ego i patrzylimy w wesoy pomie. Nastroju nie psuo nawet cielsko poyskujce stygncymi ranami. - No - sapnem usatysfakcjonowany - Nieza z nas ekipa. Steffi, przynie wino. Po oprnieniu butelki caa awantura wydaa si niewana. Nawet zwoki potwora, ktre pod wpywem grawitacji zaczy si powoli zapada, przestay robi wraenie. - Id si przewietrzy - oznajmiem. - Nie boisz si? - spytaa Steffi. - Po kilku kieliszkach adna bestia mi niestraszna. Mwiem powanie. Alkohol jest wietnym lekiem na odwag. Dawniej mwio si: wypij dla kurau. Powietrze byo cudownie lekkie. Staruszek Beethoven cierpicy na chorob puc z pewnoci by je doceni. Przeszedem kilka krokw w stron niskich sosen, nakrytych szaroniebieskimi poduchami niegu. Niemal usyszaem synne tam-tam-tam-taaam" z Pitej Symfonii, zwane pukaniem losu", kiedy zobaczyem trzy starsze kobiety stojce w cieniu. - Panie... w jakiej sprawie? Milczay. Wzrok nieskoczenie powoli oswaja si z ciemnoci. Co dusio mi krta. Mj gos chrypia jak odtwarzany w zwolnionym tempie: - Panie... z ssiedztwa? Cisza. Jedna, blada, w chucie okrywajcej czarne wosy, lekko si umiechna i wywrcia oczy, ukazujc biaka. Zesztywniaem. Umys przedziera si przez logiczne ukady jak wdrowiec ukszony przez botnego wa, ktry brnie przez bagna, tracc z kadym krokiem czucie w drtwiejcych koczynach. Powoli, pokonujc parali, spojrzaem na nieg. Nie widz ladw, napyna myl. Skd przyszy te baby? Nie zapraszaem ich. Dlaczego tu s? Chciaem ucieka. Nogi przykleiy si do puszystego podoa. Mrok jest w nich! wiato padajce z kuchennego okna, ktre dotd rzucao troch luksw w otcha nocy, nagle zadrao i zgaso. Zalaa mnie czer. Ratunku!, wrzeszczaem w mylach, bo zdrtwiae gardo odmwio posuszestwa. Oprzytomniaem w sieni, ryglujc drzwi. Hormony stresu rozryway szyj wybuchami pulsu. Podniosem gow, zacisnem szczki i z caej siy wyszczerzyem zby Nie chciaem, eby tamci zobaczyli mnie w takim stanie. Przed oczami wiroway niebieskie punkciki. Ich plsy zakci chwiejny cie na cianie. Twarz Davida owietlona pomieniem wieczki przypominaa mord kobuka. - Ciesz si, e jeste. - Co si stao? - spytaem, tumic drenie. - wierzboaz si osun, zaiskrzyo i zgaso. Zdaje si, e uszkodzi jakie kable. Przeknem lin. - Sprawd tu, w skrzynce - wskazaem konsol wystajc ze ciany. - Bezpieczniki.

W wyobrani widziaem, jak trzy mojry wchodz po schodach. Blondyn posusznie przesun si w stron drzwi, niewiadom zagroenia. Wtedy walny dokadnie w rytmie tam-tam-tam-taaam!" Huk niemal nas przewrci. Zastanawiaem si, czy jeszcze maj ludzk posta. Dziewczta w salonie, owietlone pegajcym blaskiem kominka, ciskay bro w rkach. - Nie utrzymamy si! - wrzasnem. - Na gr, na schody! David! Bierz najciszy sprzt! Gdy wbiegalimy na pierwsze stopnie, doszed nas zgrzyt rozdzieranej stali antywamaniowych odrzwi. W co ja si wpakowaem?! Na pitrze rozstawiem eski batalion na flankach, a my z Davidem zajlimy pozycj na pierwszej linii. Na schodach pojawi si czarny, poyskliwy potwr ywcem wzity z dwudziestowiecznego dwuwymiarowego filmu pod tytuem Obcy", protoplasta nastpnych wciele kosmicznego szatana. Wrzeszczc wniebogosy, rozpruwalimy wijcy si kadub z rykiem czterech luf, w dymie spalonego prochu i gejzerach kwasu tryskajcego z ran. Cz schodw zapada si w eksplozji kurzu. Jako drugi natar czekoksztatny, skoczny obrzydliwiec z rozszczepion uchw, z ktrej wystaway szable odyca. Rozpoznaem w nim kolejn medialn gwiazd, predatora. Filmowe i komiksowe wcielenia dowodziy, e by skuteczniejszy i silniejszy od Obcego. Omin powitaln kanonad, odbijajc si od bocznej ciany i wykonujc salto. W przelocie wystrzeli z naramiennego dziaka. Pocisk przelecia blisko szyi Gabrielle. Zblada. Zanim napastnik wyldowa przy resztkach balustrady, cisn wczni w Davida. Chopak uchyli si w ostatnim momencie. Odrzuciem potwora rakiet z podwieszonej pod minigunem wyrzutni. Impet cielska pchanego przez pocisk rozbi ca cian. Z grzmotem osuna si cz dachu. Trup predatora spocz wrd poamanych sosen. Wycofalimy si w gb korytarza. Owion nas mrony wiatr. Gwiazdy w przewicie wyglday jak z innej galaktyki. Przysoni je zowrogi ksztat zmiennoksztatnego bohatera holokina lat pidziesitych dwudziestego drugiego wieku. Tylko jemu udao si osign poziom charyzmy poprzednikw. Dziesitki szczk ciy powietrze, a wowaty tuw miota si niczym bicz w rce wprawnego tresera, zanim uspokoilimy go granatami z bazooki i ostatni rakiet, jaka mi pozostaa. Skrylimy si w jednej sypialni. Pozostae pomieszczenia byy odcite bd zrujnowane. Zapada cisza. Ognie z luf nie rozwietlay ju ciemnoci wieczki gdzie zgubilimy. - Gabrielle, Steffi - w mroku mj gos brzmia dziwnie gucho. - Sprawdcie, ale ostronie, czy przy waszych karabinach nie ma zamontowanych lamp. Usyszelimy cichutki pisk. Na pododze pojawia si czerwona kropka. - To chyba nie to - odezwaa si brunetka. - Niby wiato - prbowa artowa David. Olepia nas najprawdziwsza biaa powiata z reflektora pod broni Steffi. Odetchnem. Rozejrzaem si po pomieszczeniu. W cianie widniay drzwi do drugiej sypialni. - Chyba na noc bdziemy mogli si rozdzieli - odezwa si blondyn. Czyby po tym wszystkim chodziy mu po gowie kosmate myli? - Steffi, powie - podnis si. - Sprawdz. Znikn w krgu wiata. Za chwil si wychyli. - Chod, Gabrielle. Jest due ko i biotusz. Zgodnie z oglnie przyjt dynamik gier, czekaa nas maa przerwa. Twrcy nie mogli przesadzi z maltretowaniem graczy, bo za fama zniszczyaby popyt. Wic moglimy odpocz. Umylimy si, Steffi zgasia lamp i zalaa nas czer przekuta kilkoma punktami gwiazd, widocznymi przez rcznie tkane firanki. Staem przy oknie i nie mogem si zdecydowa, co dalej, gdy nagle poczuem, jak dziewczyna si do mnie przytula. Uwielbiam kobiety obdarzone instynktem bliskoci. Wyczyem mylenie i suchajc ciaa, wczogaem si za ni do jaskini pod kodr. Mgbym tam spdzi tysic lat. Ze sodkiej drzemki wyrwao mnie wiato. Otworzyem oczy Gowa Steffi spoczywaa na mojej piersi, a jej ciepa do wci dotykaa nadbrzusza. Za oknem co byszczao, jakby zorza polarna. Przyjrzaem si dokadniej i rozpoznaem eteryczny zarys postaci. Poltergeist! Zerwaem si, budzc kochank. Chwycilimy bro. Latarka rozwietlia ciemnoci. - David! Gabrielle! - pisna rudowosa. Ktem oka dostrzegem powiat, sczc si przez szpar pod drzwiami prowadzcymi na korytarz. Bya wszdzie! David i Gabrielle wpadli z rozwichrzonymi wosami. Zielona aura rozwietlaa ich sypialni. Zaryglowaem drzwi. - Nie ma dokd ucieka! - krzykn blondyn. - A nasza bro chyba nie pomoe - dodaem. Kto zacz szarpa klamk okna. Podskoczylimy. Za sekund do dranicego dwiku doczyo si zgrzytanie zamka w drzwiach. Gabrielle przycisna donie do uszu. - Nie wytrzymam! Znios robale, potwory parali, ale nie duchy! - Uspokj si! - David chwyci j za ramiona. - Pomyl o nagrodzie! - Pieprz nagrod! Chc std wyj! Drzwi od ich sypialni zaczy wieci. Staraem si myle racjonalnie, ale nie znajdowaem rozwizania. Przez szczeliny w oknie i drzwiach przescza si fosforyzujcy dym. Wyrwaem Sfeffi bro i zaczem si rozglda. - Gamedeku, czas na twoj akcj! - desperowa Dave. Przypomniaem sobie o strychu. Skierowaem kling wiata na sufit. - Jest! - dostrzegem klap. - Spuszczane schody! David! Cignij!

Gdy zamykalimy waz z drugiej strony, sypialnia miaa ju nowych ektoplazmatycznych wacicieli. Widma nie day za wygran. Wkrtce nasza kryjwka przypominaa namiot z cienkiego ptna, owietlony ze wszystkich stron wcibskimi lampionami. - To koniec - stwierdzi Dave. - Co racja, to racja. - Podniosem z podogi bia kred. - Co to? - spojrza na przedmiot w moim rku. - Narzdzie, ktrym trzeba nakreli znak. - Chronicy przed duchami? - Wanie. - Pospiesz si! - ponaglaa Gabrielle, obserwujc ponce na seledynowo ciany. Usiadem po turecku i uruchomiem odtwarzanie dotychczasowych akcji. Obudzi mnie wit wpadajcy przez panoramiczne okna. Podniosem gow. Pozostaa trjka spaa jak dzieci, uoona w ktach kredowego kwadratu wpisanego w koo. Znak okaza si skuteczny. Narysowaem go w ostatniej chwili. Kawalkada obmierzych zjaw zatrzymaa si w pdzie i otoczya krg, syczc zajadle. Szukay luki w rysunku. Szczcie, e sosnowe deski byy rwno uoone: biaa linia zachowaa cigo. Widma nie mogy si dosta do zakltego krgu, wic ryczc wciekle, odleciay w zawiaty. Spojrzaem na zegarek. Sidma trzydzieci. P godziny na rozwizanie zagadki. Zejcie na parter okazao si cakiem powanym wyzwaniem. Ominlimy cierwo zmiennoksztatnego i zobaczylimy, e schody s zawalone. Posuylimy si prowizoryczn lin skrcon z ubra. - Czarnego z gb w gbie omijajcie szerokim ukiem - poradziem. - Ten kwas przepali nawet beton. Na bezchmurnym niebie wiecio soce. Dziewczta szczkay zbami. - Taki adny dom - skonstatowa Dave. - A teraz to dymice rumowisko. Gdy stanlimy obok konsoli, chronometry wskazyway sidm czterdzieci pi. Spojrzelimy na ekran. Co kryje si w mroku? - Czas na odpowied - blondyn potar ramiona. - Gabrielle, daoby si zrobi kaw? Dziewczyna podesza do kuchni. - Wysiada elektryka. - Moe jest przecznik na gaz? - Czekaj. Jest. - Cudownie. Mistrzu - spojrza na mnie. - Jeli co zrozumiae, to nas owie. Jako nie api przesania. Sidma czterdzieci sze. Przysiadem na kuchennym blacie. - Zastanwmy si. Dom ma pi poziomw. Na samym dole spotkalimy robala. W piwnicy przydarzyy si wypadki podobne do wydarze z przeszoci. Steffi przytulia si do mojego uda. - Na parterze - cignem - zaatakowaa nas czarna plama, a po niej staruchy, ktre si zmieniy w filmowe kreatury. - Jakie? - Dave szeroko otworzy oczy. - Ostatni to zmiennoksztatny, a te dwa na pocztku? - Obcy i predator - zmarszczyem brwi. - e jak? - rzucia przez rami Gabrielle. - Czy tylko ja w tym towarzystwie ogldam dwuwymiarowe obrazy? Odpowiedziaa mi jednoznaczna cisza. - Niewane. Idmy dalej, bo czas ucieka. Na pitrze odparlimy zmasowan szar duchw, a ochroni nas magiczny znak na strychu. Blondyn kiwn gow. - Powtrka z rozrywki zaliczona. A teraz: co z tego wynika? - Ukad budowli przypomina sen Junga. - Kogo? - spytaa Gabrielle. - Twrcy psychologii gbi. - Jaki staruch? - dopytywaa si. - Bardzo stary staruch. Dziewitnastowieczny. - Niele - pokrcia gow. - ni mu si taki wanie dom. I wiecie, co go powiedzia? e to obraz duszy. Towarzystwo zastrzygo uszami. - Mwi, e jaskinia to podwiadomo kolektywna. - Zapowiada si wykad - skrzywi si David. - Kawa - Gabrielle postawia cztery filianki. Chciwie zapaem czark. - To cz psychiki wsplna wszystkim ludziom. Niedostpna ogldowi. Zawarte w niej treci, archetypy, widzimy pod postaci symboli. - No, w mordeczk, adna teoria - zniecierpliwi si przewodnik. - Ale... - zerkn na zegarek - jest sidma czterdzieci siedem. - Co spotkalimy w jaskini? - cignem. - wierzboaza. Potwora prymitywnego, podstawowego, mona rzec. Niczego prostszego od glisty nie wymylisz. Moe dlatego Diuna bya tak popularna. - Co? - Steffi wytrzeszczya oczy. - Niewane. Moim zdaniem podziemia to wanie to, zwaszcza e o poziom wyej, w piwnicy przydarzyy si wypadki zwizane z nasz osobnicz przeszoci. Byaby to podwiadomo indywidualna, czyli pami. - Co z parterem? - spytaa rudowosa. yknem parzcego napoju. - wiadomo - odparem zapawszy powietrze. - Dlatego walczylimy z wytworami kultury. Pitro symbolizuje neotyp. - Sidma czterdzieci osiem - David stukn w szybk zegarka.

- Nie popdzaj go - uja si za mn Steffi. - Tik, tak, tik, tak - drani si. - Czyli ta cz duszy - podjem - ktra podpowiada, czym lub kim moemy by. Stanowi co w rodzaju ducha opiekuczego. - Dlatego otoczyy nas zjawy. - W oczach Gabrielle odbio si echo nocy. - Strych - przysunem si bliej Steffi. Byo naprawd zimno. - Moe obrazowa najwysz warstw psychiki. - Czyli? - David przytuli si do brunetki. - Ja wedug Junga przedstawia struktur doskona. Jej symbolami s koo, krzy, trjkt, kwadrat. . . - To dlatego narysowae ten znak? - ciekawie spojrzaa rudowosa. - Symbol wziem z breloka. David wypuci z obj Gabrielle. - Sidma czterdzieci dziewi i pitnacie sekund, a my cigle jestemy w lesie. - Mamy zgod na hipotez, e budowla symbolizuje ludzk psychik? - spytaem. Przytaknli. - Idmy dalej. Pytanie: Co si kryje w mroku" jest wieloznaczne. Trzeba odpowiedzie konkretnie, bo rozwizaniem jest prawdopodobnie jedno sowo. Zatem: czym jest mrok? - Czer. Ciemno. - Steffi patrzya w dno filianki. - Tak jest z naszego, zmysowego punktu widzenia - odparem. - Ale mrok nie istnieje. To my, ludzie, go widzimy", bo nasze oczy s bonami wiatoczuymi, nie adnymi organami postrzegania rzeczywistoci. Jeli padnie na nie promieniowanie elektromagnetyczne o dugoci fali, ktr potrafi zarejestrowa, percypujemy jak barw. Mrok to miejsce, gdzie nie ma wiata, wic nasze oczy s bezuyteczne. - Rzeczywicie - odezwa si David z przeksem. - Jako nigdy na to nie wpadem. Puciem do niego perskie oko. - Chocia nie widzimy w ciemnociach, otacza nas ta sama rzeczywisto: ciany meble, drzewa, niebo. A jednak wydaje nam si, e w ciemnoci rzeczywicie co si czai. - Ale co? - spytaa Gabrielle Siorbnem kawy. - Cie. - Mwisz zagadkami - Steffi spojrzaa bagalnie. - Ta cz duszy ktra powoduje, e bez trudu rozpoznajemy zo i zagroenie. Pami naszych przodkw zachowana w najgbszych zwojach mzgu, ostrzegajca, czego naley si ba. Z reguy zlepiona z nieakceptowanymi cechami charakteru. Nie chcemy pamita, e jestemy zawistni, zepsuci, zazdroni, zoliwi, sadystyczni, zboczeni... - zabrako mi przymiotnikw - ...wic wypieramy t wiedz do podwiadomoci. - No i co? - ponagli blondyn. - Mimo e wypieramy cie, on cigle w nas jest. Tyle e nie mamy pojcia o jego istnieniu. Na tym polega fenomen podwiadomoci: wprawdzie gromadzi miliony danych, ale na co dzie ich n i e w i - da. - Ale jaki to ma zwizek z mrokiem? - David zerkn na zegarek. - W mroku nic nie wida. Co to znaczy? - Nie wiem. - To znaczy, e mrok symbolizuje nieznane. Czyli? - Podwiadomo? - spytaa Steffi. - Brawo. W mroku jest nieznane, a dla duszy nieznane znaczy tyle, co podwiadome. - I dlatego mwisz, e siedzi tam cie? - David nieco si oywi. - Tak jest. W ciemno rzutujemy, niczym stare kinowe projektory, nasz nieznan natur. Pamitacie t plam czerni otwierajc drzwi? Nic w niej nie byo, a balimy si jak cholera. Bo w ciemnoci kryje si archetyp za: obcy, diabe, wampir, wilkoak. - Boimy si samych siebie?! To absurd! - wykrzykn David. Dopiem resztk kawy. - Czyby? A przypominasz sobie lustrzane powitanie w sieni? Zamilk. Odczekaem chwil. - Bae si, ogldajc horrory? - Jak diabli. Czasami chowaem si pod kodr. - A widzisz. - Ale co ma jedno do drugiego? - Treci, ktrych si tak lkae, w y m y l i l i l u d z i e. Czowiek nie jest zdolny stworzy tego, czego nie ma w sobie. Zapado milczenie. Sidma pidziesit jeden. - Psiakrew, on ma racj - sapn lider Fear Walkers. - Ale co z odpowiedzi? - Co czyo wszystkie stwory, ktre napotkalimy? - Zeskoczyem z blatu. Milczenie. - Byy kopiami ju wymylonych bestii: wierzboaz z Raven Heart, alien, predator, zmiennoksztatny, duchy, wszystko ju widzielimy. - Czyli? - David odstawi pust filiank. - Gabrielle, daoby si zrobi drug kaw? - Nie wiem, czy zdymy wypi... - brunetka spojrzaa na zegarek. Sidma pidziesit dwie.

- Zbierzmy, co jeszcze zostao - cmoknem. - Jakie byy zagadki przy apteczce i klapie do jaskini? - O autora jakiej ksiki... - Gabrielle zacia usta. - Juliusza Verne'a - potwierdziem. - Pytanie przy apteczce? - O reysera! - Rebus przy skrzyni z broni? Rudowosa otworzya usta. - Czowiek przemieniajcy si w wilka! - A teraz przyjrzyjcie si temu. Na blacie pooyem pk kluczy i brelok przedstawiajcy wpisan w kwadrat i koo ludzk posta z mord bestii. Sidma pidziesit osiem. - Gotowi? - spytaem. Przytaknli. - Steffi, pisz. Uniosa palce nad klawiszami. Zastukay styki. Na ekranie pojawia si odpowied: Czowiek Monitor rozjarzy si zotym wiatem. Wywietli napis: Gratulacje! - Firma Safe House Electronics winszuje zwycistwa - odezwa si znajomy kobiecy gos. Obraz wygenerowa migajc liczb: 5 000 kr!!! - Hurra! - zakrzyknlimy i rzucilimy si sobie w ramiona. - By otrzyma drug cz nagrody - podj gos - odpowiedz na drug cz pytania. Zamarlimy. Sidma pidziesit dziewi i trzydzieci sekund. - Jak drug cz?! - krzykn David. - Nic o tym nie wiedzielimy! - oburzya si Gabrielle. - Cicho! - podbiegem do konsoli. Na ekranie widnia napis: A konkretnie? Zamknem oczy. Rozgniewane krzyki uleciay w niebyt. Osabiem wizy koncentracji, pozwoliem, by umys pody tropem swobodnych skojarze. Co znaczy czowiek konkretnie? Dwch ludzi postawionych przed t sam rzecz widzi co innego, bo patrz przez pryzmat indywidualnych dowiadcze. Ich wiaty si rni, cho tkwi w tej samej rzeczywistoci. Zatem czowiek konkretnie" to... Palce stukny w klawisze: Ja Ekran wybuch fajerwerkami. Pojawia si powoli rotujca sylwetka Tossana Lambdy. - Gra skoczona! - odezwa si gos. - Prosz wpisa swoje... Spojrzaem na zegarek. Tik, tak. sma. Dwie sekundy Odetchnem. Czasem w dwch sekundach zawarta jest wieczno. Fear Walkers obciskiwali mnie i skandowali. Nawet David mnie ucaowa, co rozpoznaem po charakterystycznym drapniciu podbrdkiem. Przytuliem ca trjk i spojrzaem przez okno na onieone szczyty. Zanim si wylogowalimy, zdecydowalimy si na krtki spacer po okolicy. - Przel ci adres - szepna Steffi. Kiwnem gow. nieg pod butami skrzypia mikko i przyjanie. Zupenie inaczej ni na pocztku gry. - Lubisz rude wosy czy moe wolisz inny kolor? - spytaa Steffi, muskajc wargami moje ucho. Przypomniaa mi si Ann Sokolowsky. - Niech... zostan rude - zajknem si. Preferowaem blondynki, ale nie chciaem, by Steffi w jakikolwiek sposb naoya si na obraz female version z Rajskiej Play. - Ale z nich winie - przeywa David. - Zataili, e maj dwa pytania. To oszustwo! Wcignem w nozdrza zapach topniejcego niegu. - Czyby zapomnia, ktry z ziemskich gatunkw jest najgorsz besti?

12. Anna.
Zjawiska przyrodnicze wygldaj najpikniej, gdy masz kiesze pen pienidzy albo dusz wypenion beztrosk. apiesz w nozdrza ulotny zapach istnienia, cieszc si po prostu tym, e yjesz... Dalekie pomaraczowe koo owietlao zmarszczki oceanu. Leaem na wysokich skaach, wok ktrych rozpocieray si doskonale utrzymane plae. Obok prya ciao Ann Sokolowsky, vel female version 345.00012. Kochaem takie chwile. Gdy odezwa si interkom, przysza fala smutku. Otworzyem pprzezroczyste okno, przysaniaj c soneczn tarcz. - Torkil? - z ekranu patrzya Steffi. Ann uniosa gow. - Steffi? - przywitaem rudowos. - Jak... zdrowie? Spojrzaa podejrzliwie na Ann. - Widz, e przeszkadzam. - Ale nie... - zawahaem si. Przecie przeszkadzaa. - To jest Ann Sokolowsky. Aniu, poznaj Steffi...

Wstyd si przyzna: nie znaem jej nazwiska. - Alland - dokoczya. - Bardzo mi mio - umiechna si blondynka. - Mnie rwnie. Hm... - rozejrzaa si nerwowo. - Co to za gra? Chyba jej nie znam. - Och, to Rajska Plaa - odezwaa si Ann. - wiat dla zakochanych. Moja szyja i krta jakby zalay si betonem. Zwrciem drewniany wzrok na rudowos. Usiowaa zapa si pod ziemi. - Moe... zadzwoni pniej - przemoga chrypk. - Tak, skontaktuj si jutro. - Zrobiem powan min. Naprawd si ciesz, e zadzwonia. Nasze spojrzenia sploty si, ogrzay i zwizay w namitnym ucisku. Uspokoia si. - Czekam - poprosiem. Wracalimy ze ska, trzymajc si za rce. Dookoa spaceroway pogrone w rozmowach pary. Piasek przesypywa si pod stopami. - Od dawna znasz t dziewczyn? Otwieraem usta, by odpowiedzie, gdy podbieg do nas dziwny, przysadzisty, jakby nieco przybrudzony osobnik. Zastanawiaem si, skd wytrzasn takiego skina. - Skd jeste? - zwrci si do Anny. Zatrzymalimy si. - Std... Z Rajskiej Play... - odpara zbita z tropu, - Tu s twoje korzenie? - mia skrzekliwy gos. Rozejrzaa si bezradnie. - Jestem std... - A, enpecka? - jego umiech by jaki blunierczy. Ogarna mnie furia. - Zmiataj, popapracu! - uniosem rk. Brudne indywiduum odsuno si kilka krokw. - Bez obrazy krzykn pojednawczo. - Do takich jak pani nic nie mamy. Sprawdzaem - bysn wiskimi oczkami - czy nie diginetka. - Co? - zdziwiem si. - Ta zaraza zagraa wszystkim! - wyrzuci kiebaskowate rczki w gr. - Organikom i zoenetom! W realium i w sieci! Strzemy si! Jegomo zmyka zygzakiem, jakby kto za nim strzela. Podbieg do innej pary. - Skd pochodzisz? - spyta atrakcyjn kobiet. Przez chwil patrzylimy, nie odzywajc si. Pocignem Ann za sob. - Nie psujmy sobie wieczoru. Na wschodzie byszczay pierwsze gwiazdy. Zbliylimy si do wody Mokry piasek, utwardzony przez fale, wydawa si szklisty. - Czy ty mnie pamitasz? - przerwaem cisz. - To znaczy jak wychodz? Wylogowuj si? Ja o tobie pamitam. Myl, wspominam, snuj plany... A ty? Bkitne oczy w unie zmierzchu wyglday niemal granatowo. - Oczywicie, e o tobie pamitam. Mam pami. Mwi tak, bo tak czuje, czy dlatego, e j zaprogramowano? Zmierzchao: zgaszona czerwie przechodzia w purpur i fiolet. Zepchnem niechciane myli w gb mzgu. Odetchnem zapachem morza. - Wiesz - postanowiem zmieni temat - chciabym z tob obejrze now gr Phantom Games, nazywa si Infinity. Erpeg w kosmosie. Podobno lepsza od Dream Space. - Multiplayer? - zaciekawia si. - Jak Rajska Plaa. Melancholijnie pokrcia gow. - Do Brahmy czy Wisznu, prosz bardzo. Tam mog, jak wszyscy Non Player Characters. Ale w inne wiaty wchodz tylko ywi gracze. Nie jestem kompatybilna.

Chciaem kogo posieka. Tak bardzo staraem si nie pamita, e jest programem, ale ten fakt dziwnie czsto powraca w rozmaitych okolicznociach. - Przykro mi - zacisnem wargi. - Mnie rwnie. I znowu nie wiedziaem, czy rzeczywicie co czuje, czy tylko o tym mwi. Wolaem nie pyta. Neojazzowa muzyka z kawiarenki przycupnitej nieopodal tona w szumie fal. Stanlimy naprzeciw siebie. Tak jak dziesitki razy wczeniej oniemiaem w obliczu doskonaego pikna. W jej ksztatach zaklta bya odpowied na ostateczne pytanie, granice ciaa znaczyy przepa midzy istnieniem i mierci. - Czy wiesz, e twoja sylwetka jest poezj zaklt w ksztat? - ciskao mnie w gardle. Na tle nocy jej opalenizna wydawaa si niemal czarna. Bysny zby. - Lubi, kiedy tak mwisz. Zbliyem rk do piersi uwizionej w napitym plaowym topie. Dotyk by jak przekraczanie nieprzekraczalnej granicy Chciaem krzycze. - A to lubisz? - wydusiem. Pokrcia gow. - Uwielbiam. Wychodziem z gry z najwiksz niechci. Upywaa czwarta doba i gamepill przestawa dziaa. Musiaem. Na gwnej stronie krci si tum eterycznych postaci. Zapoznawali si z reklamami nowo uruchomi-

onego dodatku: kosmoportu, z ktrego mona byo si uda na stacj orbitaln. Ich rado i podniecenie byy mi obce. Cho mogem polecie z Ann, i tak bya uwiziona w Rajskiej Play niczym zoty orzech w upinie. Unosiem rk w gecie rewitalizacji, gdy mj wzrok przycign powoli rotujcy szecian reklamowy otoczony krzykliwymi hasami. Wczeniej go nie widziaem. W sieci nietrudno co przegapi. Rozwinem go. W twarz uderzya eksplozja barw. Chcesz, by twoja mio staa si taka jak ty? Pragniesz da jej ycie? Twrca Rajskiej Play, firma Blue Whales Interactive, proponuje absolutne nowum! Upgraduj j do dibeka! Woymy psyche ukochanej w syntetyczny mzg! Nadasz jej podane cechy i staniesz si rwny Stwrcy! Na twj wzr, a jeli chcesz, nawet podobiestwo, stworzymy najprawdziwszego czowieka! Masz kopoty z przyjacimi? Wykreuj nowych! Oto nasze kontakty... Ciekawe. Zgraem poczenia. Obok poyskiwa inny szecian: Masz ju cyfrowego przyjaciela? Stworzye przyjacik? Wstp do Creators Club! Poznaj innych Kreatorw! Podziel si wraeniami! W naszej spoecznoci... Oczywicie. Zamknem bry. Ledwie pojawia si co nowego, od razu jak grzyby po deszczu mno si fankluby ligi, stowarzyszenia i inne podejrzane zgrupowania. Stroniem od wszelakich skupisk. Czowiek w grupie staje si czym o wiele gorszym od czowieka pojedynczego. Brzmi nieprawdopodobnie, ale tak jest. Zdjem kask i usiadem na ou. Pcherz miaem peen, ale jelita puste. Przebywaem w Play przynajmniej przez miesic, robic przerwy jedynie na sikanie. Odywianie przez nanowtyczk spowodowao, e ju po pierwszej czterodniowej sesji w przewodzie pokarmowym panowaa prnia niczym w lodwce kawalera. cignem kombinezon. Lustro wiszce naprzeciw ukazao proporcjonaln rzeb mini obcignitych cienk skr. Nie przyoyem do tego rki: nowy typ oa stymulowa ukad motoryczny na tyle intensywnie, e nie tylko przeciwdziaa zanikom, ale rozbudowywa muskulatur. Brzuch zanadto zaklnity. Powinienem co zje. Nie byo to takie proste, odzwyczajony system trawienny nie znisby zwykego poywienia. Trzeba byo odwiedzi neomilkbar. Ale przedtem chciaem si skontaktowa z przedstawicielem Blue Whales Interactive. Odziany w szlafrok zasiadem naprzeciwko konsoli. Powstrzymaem si od kawy. Zabiaby mnie. Na holoekranie pojawia si inteligentna twarz ysiejcego szatyna. - Levi Chip, Blue Whales Interactive, czym mog suy? - Dzie dobry Torkil Aymore, dzwoni w sprawie ogoszenia o dibekach. Umiechn si szerzej. - Ach, bardzo mi mio. W takim razie moe porozmawiamy w... bardziej cywilizowany sposb? - Sucham? - Czy paski komputer jest wyposaony w vipres? - Niedawno zainstalowaem... - Wic zapraszam do siebie. Jego fotel zacz si odchyla. O co mu chodzi? Wydaem dyspozycje. Podnek unis moje podudzia, oparcie zaczo opada, a gow otulia bioksztatka. Ach, rozumiem! Przed oczami zamajaczya kreska dewitalizacji. Subtelnie testuj wypacalno klienta! Mao kogo sta na virtual presence, tak jak nieliczni mog sobie pozwoli na wykup sejfu z dibekiem. Wyoniem si w niewielkim pomieszczeniu otoczonym holoekranami. - Jak pan ocenia nasze produkty? - gos za plecami. Odwrciem si. Wyglda tak samo, moe mia odrobin wicej wosw. Ach, ta mio wasna. - Wirtualnych partnerw? - Robi wraenie, prawda? Novatronics postawio na realno wiata, a my inwestujemy w rozbudowanie sztucznej inteligencji. Zreszt to zrozumiae, jeli wzi pod uwag specyfik Rajskiej Play.. A propos, widzia pan ostatni mod? Dodalimy kosmoport. Mona polecie na baz orbitaln! Tam to dopiero urzdzilimy baseny.. - Port widziaem, ale jeszcze nie korzystalimy. - cignem brwi i przeszedem do rzeczy - Mam partnerk w pastwa grze. - To dla nas zaszczyt. - Widziaem ogoszenie o moliwoci upgradu. - Tak. - Chciabym dowiedzie si czego wicej. - Usidmy. Zmaterializoway si biofotele. Na ekranach pojawiy si projekcje ukazujce wntrza laboratoriw Blue Whales Interactive. Wic do tego by mu potrzebny vipres. Chcia zrobi prezentacj! - Wykupilimy licencj od Novatronics - rozpocz. Monitory ukazay przekroje syntetycznych mzgw. - O ile nasi konkurenci trudni si gwnie przekadaniem ywych dusz do dibekw, my zrobilimy co zgoa innego i... nie zawaham si uy tego sowa: rewolucyjnego. Poddalimy analizie tysice ukadw psychicznych z najrniejszych krgw kulturowych i wiekowych... Ekrany ukazay migawki twarzy rozmaitych ras. ...i udao si nam stworzy program konstruujcy dusze od zera lub awansujcy istniejce cy&owe byty do poziomu psychiki organicznej. Nie przesadz, jeli powiem, e zbliamy si do stworzyciela. Splotem rce na kolanach.

- Nie chce pan powiedzie, e zrozumielicie dziaanie psychiki? - Oczywicie, e nie. Pojlimy jedynie jej struktur. Ujm to inaczej. Maszyny liczce j pojy i nas o tym poinformoway. Czowiek jest, jakby to powiedzie, za gupi, by zrozumie co tak skomplikowanego jak dusza. Nie daem po sobie pozna, e spodobaa mi si ta odpowied. - I na tej podstawie rozpoczlicie kampani reklamow? Jestecie pewni, e wiecie, co robicie? Psychika to nie bahostka. - Ale panie Aymore, niech pan si uspokoi. Pozwoli pan, e przypomn, na czym polegaa pierwsza prba zapisania i odtworzenia dwiku za pomoc aparatu zwanego fonografem. - A co to ma do... - Prosz o szans. Za chwil wszystko stanie si jasne. Wcisn przycisk na konsolce fotela. Na ekranach pojawiy si animacje. - Ot fonograf by tub zbierajc drgania powietrza, podczon do igy na ktr owe drgania byy przenoszone. Jej koniec przykadano do woskowego walca, ktry powoli si obraca. Drgajca szpila obia w nim zygzakowaty rowek. - Bardzo zajmujcy opis, ale wci nie rozumiem... - Ale pan jest niecierpliwy. - Zmruy oko. - To musi by mio. Kiedy nagranie skoczyo si, cofano walec... Projekcje ledziy jego sowa i dopasowyway si tempem. - ...wkadano szpic w wyrzebiony rowek, krcono korb, kolec podajc za ladem drga, poruszenia byy przenoszone na wzmacniajc drgania tub i okazao si, e... - Urzdzenie odtwarzao nagrany dwik. - Ot wanie. - Unis rk. - Bagam, jeszcze chwila, zaraz pan zrozumie. Wyobramy sobie, e fonograf rejestrowa tylko jeden ton, powiedzmy nut C. Ekrany wywietliy wielki paluch naciskajcy fortepianowy klawisz. - Fonograf - cign - odtworzyby j bez problemw, nieprawda? Skinem gow. - Teraz pianista gra sonat, za obok akompaniuje skrzypek. Czy sdzi pan, e urzdzenie ma jakikolwiek kopot z zapisem? - Nie sdz. - Brawo. Dodajmy bbny, parti smyczkw, drewno, blach, nawet dzwonki i harf. Dorzumy pokasywania, szepty, dwiki za oknem, oddalone szczekanie psa... Animacja ukazaa orkiestr wraz z domem i otaczajcymi go ulicami. Porodku tkwi malutki fonograf. - Nagranie odtworzyoby wszystkie te dwiki - stwierdziem. - Dokadnie - przedstawiciel szeroko si umiechn. - Na tym przykadzie chc wyjani, e nie trzeba zna natury zjawiska, eby je skopiowa. - Zrobi krtk pauz. - Jak to jest, e ucho syszy wszystkie instrumenty grajce jednoczenie? Dlaczego ich brzmienia nie zlej si, nie znios, nie odksztac? Przecie wci drga jedno i to samo powietrze! Iga te nie ma kopotw z zapisaniem tego caego galimatiasu. Co najciekawsze - przekn lin - cho sycha krocie brzmie, to r o w e k j e s t jeden. Zapada doniosa cisza. Projekcja ukazywaa wielki kolec drgajcy w woskowej szczelinie. - Z tego, co zrozumiaem - ocknem si z zamylenia - kopiujecie konstelacj duszy, nie dbajc o jej sens? - Niezupenie. Jak powiedziaem, schemat jest nam znamy Dlatego igie jest kilkaset i nie obi cieki, ale raczej odciskaj lad w przestrzeni trjwymiarowej, co czyni ich zapis wielokrotnie pojemniejszym i bardziej zoonym od jednowymiarowej linii. - Troch mnie pan uspokoi. - Taka jest moja rola. Obraz na ekranach ukazywa leniwie pync rzek otoczon wyniosymi topolami. - Tak wic, jestem zainteresowany.. - podjem. - Stworzeniem czowieka? Dotaro do mnie, jak wielk wag moe mie to przedsiwzicie. To ju nie bya zabawa. Dotd mogem korzysta z towarzystwa Ann bez zastanawiania si nad przyszoci. - Pan myli - zauway Levi. - To dobrze. Dziaam troch na szkod swojej firmy, ale w perspektywie dugofalowej jestem przekonany, e na korzy. Bardzo prosz, niech pan rozway konsekwencje. Po woeniu do dibeka paska mio otrzyma odpowiedni IN, zacznie podlega prawu. Pracujemy nad moliwoci przyznania diginetom praw do gosowania. - Diginetom? - tego okrelenia uy dziwny czowiek, ktry zaczepi nas na play. - Och, to robocza nazwa dla osb yjcych w sieci, lecz w odrnieniu od zoenetw nie majcych organicznego pochodzenia. Myl jednak, e ten termin si nie przyjmie. W kocu praktycznie niczym nie bd si rni od braci pocztych w realium. - Moe tym, e nie maj rodzin... I wspomnie z dziecistwa. - Kania si synny Dickowski Blade Runner. Pan te oglda starocie? - W zasadzie miaem na myli Newborna Sennhausera. - A, tak. Potraktowa temat powaniej.

- Zrobi pierwsz sensown analiz, nie epatujc widza strzelaninami i brawurowymi sekwencjami pocigw. - Po marketingowym przesileniu wielu reyserw zaczo tworzy ambitniejsze holobrazy... - zmarszczy brwi, porzdkujc myli. - Wracajc do wtpliwoci, rzeczywicie nie bd mieli wspomnie z dziecistwa. Ale tylko pozornie. - To znaczy? Ekrany wywietliy paczcego noworodka. - Czym jest dziecistwo? Pocztkiem ycia. Niesusznie kojarzymy je z malekimi ludzikami potykajcymi si o wasne nki. Czy sdzi pan, e duy, gabarytowo duy czowiek, ktry si dopiero urodzi, nie bdzie mia dziecistwa? - Chyba nie sugeruje pan, e po upgradzie Ann zacznie si zachowywa jak osesek! - Nie. Zdolno mowy, poruszania, mylenia, wszystko to bdzie gratis zaimplementowane. Ale reszta, czyli wzmacnianie torw neuronalnych, tworzenie skojarze, to wszystko bdzie tylko ladowo zaznaczone w jej mzgu. Ostateczny ksztat tych podstruktur zalee bdzie od interakcji i wasnych przemyle. No i oczywicie od paskich preferencji w momencie kreacji. Damy panu do wyboru szeroki wachlarz matryc. - A nie moglibycie uy... mojej? Rozemia si. - Chyba nie chciaby pan uprawia seksu z krewn?! Rozmowa z Levi Chipem troch mnie rozstroia. Musiaem si zastanowi. Spacerowaem powietrznymi estakadami Warsaw City i czekaem na wit. Przebywanie w grach do szybko rozstraja dobowy rytm. Nad gow z rzadka powistyway pneumobile, a w dole rozpoczynay kursy tuby transportu publicznego. Pierwsze gry pojawiy si u schyku XX wieku. Dwie kreseczki udajce paletki tenisowe odbijay kwadratow pik na dwuwymiarowym monitorze. Nie poprzestano na tym: pojawia si grafika trjwymiarowa, do gier wkroczya fabua, w kocu rozrywka dorwnaa kinu. W latach dwudziestych XXI wieku paskie monitory zostay wyparte przez ekrany 3d. Po odkryciu fal grawitacyjnych skonstruowano kaski stosowane w diagnostyce medycznej. Gdy zmapowano mzg, kto wpad na pomys zastosowania odkrycia w grach. Wprowadzono prototypy leanek, zaproponowano pierwsze rodowiska i prawdziwe uczestnictwo. Dzisiaj gry dorwnay nie kinu, ale yciu. Ba, przecigny je. Moja Anna wyewoluowaa z kreseczki odbijajcej pieczk. Parsknem. Oparem si o balustrad i zapatrzyem na pnocny wschd. Mj Stockomville w towarzystwie innych linowcw gin w bkicie niczym nienaturalnie wycignity owek. Nie chciaem by z Ann na zawsze, ale lubiem j na tyle, by zrobi jej prezent. Z drugiej strony, pakowa j w gmatwanin ycia penego stresw i przeszkd? Czy rodzice podzcy organiczne dziecko zadaj sobie takie pytania? Nie miaem pojcia. Czy nie lepszy jest byt pseudowiadomy? Bdzie moj utrzymank czy sama zdecyduje si na prac? Jeli bd za ni paci, zwie si ze mn, uzaleni jak ona i crka jednoczenie. A moe zacznie si puszcza na lewo i prawo? Otrzsnem si z przekornych myli. Poradzi sobie. W Rajskiej Play nie ma przewodnikw. Zreszt sprawdz. Zapiszcza zassany odek. Gdzie tu powinien by neomilkbar. Z menu Dla graczy" wybraem naleniki z serem. Oczywicie tylko tak si nazyway Naprawd byy specjalnie zbilansowanym pokarmowym miksem. Waciciel twierdzi, e jego prapradziadek serwowa w tym samym miejscu dokadnie takie same potrawy. W kadym razie pod wzgldem smaku". Moliwe, ale podawa je kilkaset metrw niej, pod poziomami i estakadami, ktre przykryy stare miasto. Jak bdzie wygldao jej ycie? Starannie przeuwaem pokarm. Pierwszy ks by niebezpieczny: grozi bolesnym skurczem przeyku. Umys zrodzony bez obcie ciaem, chorobami, starzeniem, zmczeniem, blem, znajcy tylko beztrosk i zabaw... Jaki bdzie? Lepszy czy gorszy od pokrconych ludzkich psychik? Popiem truskawkowym izotonicznym pynem. Wstawao soce. Budowle umiechny si do nowego dnia. Czy warto si w to pakowa? Moje dotychczasowe ycie miao wiele cech tak cenionej wolnoci: robiem, co chciaem, jadem, co lubiem, wstawaem, kiedy miaem ochot, i bawiem si w to, co mi odpowiadao. Nie posiadaem zwierzt domowych, nawet elektronicznych: niezalenie od faktu, e wntrza miay suche i pozbawione ycia, nie znisbym skowytu droida pozbawionego gaskw". Kreacja czowieka, choby tylko opacenie procesu, stwarzaa sytuacj zalenoci. Tafle drzwi bysny popchnite przez nowego gocia. Harry Norman! Oczywicie ten zdeklarowany kawaler te tu si ywi. - Torkil! Ty stegozaurze! Wstaem i poddaem si torturze miadenia eber. Otar si o mj policzek niegolonym zarostem. Usiad i zamwi pierogi. - Zachciao si papu staremu graczowi? - pyta, paaszujc danie. - Po miesicu... Potrzsn blond kudami. W wesoych oczach odbijay si wieyce miasta. - Te gry ci zabij. Trzeba y! - Prbuj, kochany, zastanawiam si tylko, gdzie? Dziarsko dziabn widelcem w ciasto. - Znasz mnie. Lubi wiaty, ale zoenetem zostan dopiero, jak si zestarzej. Jeli bdzie mnie sta. Po chwili jego talerz by pusty. - Chod, przejdziemy si - zaproponowaem.

- Odzwyczailimy si od dreptania? - zarechota. - Odwal si. Na zewntrz zrobio si gwarno. Dzieci pdziy do szkoy, kobiety zaglday do sklepw, w restauracjach i kawiarniach pojawili si konsumenci. Ich widok wywoa w pamici Brahm. Nawet powietrze podobnie pachniao. Poczuem silne szturchnicie. Spojrzaem zy na blondyna. Wskazywa wzrokiem idce deptakiem dwa motomby, jeden mski, drugi eski. Najtasze modele, Oscary. Mczyzna" obejmowa kobiet" w talii. Oglday si za nimi dziesitki zdziwionych oczu. Poyskujce chromowan stal androidy zdaway si nie zwraca na gapiw uwagi. - Popisuj si - stwierdzi Norman. Chonem widok, zdajc sobie spraw, e za kilka lat nie bdzie niczym niecodziennym. Coraz wicej zoenetw przebkiwao o przenosinach z nieruchomych netombw do nowoczeniejszych nonikw. - S jak kosmonauci na obcej planecie: te w skafandrach, niczego nie zjedz, nie poczuj zapachu... Czy pewnego dnia bd si tak przechadza z Ann? Przysowie mwi, e nieszczcia chodz parami. Mnie te tak si zdawao, pki nie usyszaem pukania do drzwi. Rzadko przyjmuj goci. Ostatnio by tu Harry, chyba ze trzy lata temu. Zjawi si te Peter Crash" Kytes w zbroi motomba. Aha, i w grze Otcha, cho wirtualnie, pojawili si Norman, diabe imieniem Lirot oraz pikna Pauline Eim. Tym razem gamedekini postanowia wpa naprawd. - No co? - przecisna si obok mnie w progu. - Rewizyta! Jeszcze pod wraeniem dotyku sprystych piersi, ktre otary si o mj tors, staraem si zrozumie jej wypowied. Prawda. Byem u niej dwa razy: gdy rozgryzaem spraw wielebnego Raymonda Hallowaya i po szalonym rajdzie w ramionach opancerzonego Crasha". Dlaczego akurat teraz? Powlokem si za ni do salonu. - adnie tu - usadowia si w fotelu. - Poprosz drinka. - Somkowego, pomaraczowego czy fosforyzujcego? - spytaem przez rami. - Pierwszy to ubrwka z sokiem jabkowym - zgadywaa - ostatni pewnie gin z tonikiem, a to rodkowe? Campari z wycinit pomaracz? Przytaknem. - W takim razie aden z nich. Przezroczysty na skaach. - Martini z lodem? - Dodaj kropl wdki. - Uu. Jest... - zerknem na chronometr - dwunasta. Tak wczenie? - A co to? Drobnomieszczaskie przesdy? Miaa racj. Sam uwaaem je za niedorzeczne. Nalaem i sobie. Zlustrowaem swoje ubranie. Na szczcie byo czyste. Dobrze, e zjadem. Inaczej nie mgbym pi, a z ust jechaoby mi rodkiem odkaajcym. Kiedy w odku, a potem w gowie zrobio si ciepo i przyjemnie, uznaem, e wizyta gamedekini to wcale dobry pomys. Na stole skrzyo si szko, z gonikw pyna koyszca muzyka. - Pauline - odezwaem si, nalewajc pyny - jak to jest by kobiet? - Chodzi ci o menstruacj, orgazm i te sprawy? - wycigna rk po alkohol. Bya jak zwykle nienagannie ubrana: oczywicie mini, oczywicie kabaretki, biaa bluzka z abotem i czarne wosy upite w kok. Typ Hiszpanki. Moe nie mj ulubiony, ale z pewnoci miy dla oka. - Nie, w zasadzie o bycie jako takie - odparem po chwili. - Wolaaby by czy nie by? - Kobiet? Co za pytanie. Oczywicie, e by! - A wirtualnie? Chciaaby y jak zoenetka? - Mam to w planach. Jeli zamierzasz zaprosi mnie do ka, informuj, e takie tematy raczej nie dziaaj pobudzajco. Nie zdoaem ukry zaskoczenia. Poruszyem si jako niezgrabnie i rzuciem jej gupie spojrzenie. Udaa, e nie widzi. - Jeli chodzi o zoenectwo - podja - wystarczajco duo kopotw mam z Kononem. - Smyk si buntuje? - Jak cholera. Marudzi, e Brahma jest nudny. Otrzsna si. Poprawia wosy. Wiedziaa, e przy tym ruchu okrglej piersi. - Wracajc do tematu, moe zrobiby troch goniej? - wskazaa na spikery. Do jakiego tematu?! Stanem przy klawiaturze i pokrciem kkiem. Goniki nasiliy masa klatki piersiowej mikkimi basami. Zapatrzyem si na panoram Warsaw City Mam roztrojenie jani. Jedna kobieta tam, w Rajskiej Play, duch, cyfrowa, cho w dotyku jak aksamit. Druga te tam, rudowose wcielenie realnej nieznajomej. Trzecia tu. Organika. Jelita w rodku. Jak si nie umyje, to mierdzi. Tyle e teraz i na og jest bardzo czysta... Przypomniaem sobie wyuzdany seks z Twisted & Perverted, ktry prawdopodobnie odbyem wanie z ni, cho oficjalnie nigdy tego nie potwierdzia. Wyzwolona... - Tak dawno nie robiam tego na ywo, e postanowiam odwiey wraenia. Odwrciem si. Rozpinaa bluzk. I tak niezaprzeczalnie ywa... Seksuolodzy twierdz, e najprzyjemniejsz czci aktu nie jest szczytowanie, lecz immisja. Zgadzam si z nimi, zwaszcza gdy opierasz podbrzusze o niewiarygodnie spryst pup. Plecy jak najpikniejsze skrzypce. Ja w niej. W tym miejscu czylimy si, jednoczylimy, stapialimy. Wanie tam byem kobiet. Wsuwanie i wysuwanie symbolizowao oddalanie i czenie tego, co mskie i eskie. Mogem si owiadczy, wyzna dozgonn mio, zgodzi na wszystko. Jczaem i klem. Chicho-

taa. Musia j bawi sprzg przeklestw i nabonej czci, jak oddawaem jej ciau. Gdyby tylko wiedziaa, co w niej widz... Odwrcia si na wznak. Spojrzaem na cudowny wykrj brzucha i pogalopowaem w wir spenienia. Leelimy obok siebie. Przed oczami wiroway mirae, ktre si ukazay podczas zblienia: wielomasztowe jachty o niebotycznych rufach i bukszprytach wysunitych daleko w przd, porty morskie, Arabowie w ozdobnych turbanach... - O czym mylisz? - O wizjach, jakie miaem... - Miae wizje?! - Gdy czowiek obcuje z dzieem sztuki... Rozemiaa si. - Gupi jeste. Po co mi ta Anna? le mi z Pauline? - Masz przekaz, masz przekaz - odezwa si alt komputera, a ja, powodowany gupim odruchem, wycignem rk do pilota. - Witaj, Torkilu - na ekranie widniaa anielska twarzyczka Steffi w koronie pomiennych wosw. Przeknem lin. - Zgodnie z twoj prob dzwoni, ale e bardzo si denerwuj, postanowiam nagra wypowied i po prostu j przesa. W ten sposb jako sobie poradz ze stresem i nie powiem niczego gupiego... Ktem oka dostrzegem sztywn twarz gamedekini. - Wiesz, gdy wczoraj rozmawialimy, ta Anna powiedziaa, e jestecie w miejscu dla zakochanych, to mnie bardzo zasmucio... - zagryza wargi. Eim chciaa zagry mnie. Tak mi si przynajmniej zdawao. Steffi odetchna. - Jak widzisz, kolor wosw pozosta ten sam, jak prosie. Twj wzrok na kocu rozmowy podtrzyma mnie na duchu. Mam nadziej, e si nie pomyliam. - Spojrzaa melancholijnie. - Odezwij si do mnie. Troch... - przekrzywia gow - tskni. Przekaz dobieg koca. Gamedekini wyskoczya z pocieli i zacza si ubiera. - Bierzesz si za nieletnie? Namawianie, eby zostaa, nie miao sensu. - Przecie wiesz, e rwnie dobrze moe by staruszk - zripostowaem. - Widz, e to dziecko. Po latach spdzonych w wiatach czowiek wyczuwa takie rzeczy. Ile ma wiosen? Nacigna poczochy. - Skoczya osiemnacie... - No to masz szczcie. Mio z ni byo? - poprawiaa biozcza na spdniczce. - Miaem zlecenie... Gupio si czuem, lec w pocieli i patrzc, jak szykuje si do wyjcia. Szybko jednak oceniem, e przy jej byskawicznym tempie, zanim zd woy nog w drug nogawk, ona ju zamknie za sob drzwi. Nie ruszaem si, eby zachowa jasno myli. - Ciekawe. Teraz gamedecy zajmuj si wanie tym? - wysapaa, poprawiajc mankiety bluzki. - Czy jeste zazdrosna? - A Anna, o ktrej wspominaa, to moe ta enpecka w bikini, ktra ci zaczepia podczas otwierania Brahmy? - Tak... - O! Panu Torkilowi nie wystarczaj ju organiczki i panienki w sieci? Jeszcze programy posuwa?! Ale Pauline, przecie oficjalnie my nie jestemy razem. Miaa czerwone policzki. - Pauline... Zacia usta. Szukaa walktea. - Pauline, jeli jeste zazdrosna... Jaka narcystyczna cz mojej natury domagaa si, eby to usysze. Ale ze mnie gupiec. Oczywicie, e bya zazdrosna. Dotaro to do mnie dopiero po trzaniciu drzwi.

Pogoda, jak zwykle w Rajskiej Play, sprzyjaa miosnym wyznaniom: lekki wiatr, soce, zapach morza i muzyka wypeniajca eter romantycznymi tonami. Nie byem zdecydowany, co powiedzie Annie. Postanowiem pyn z prdem: co bdzie, to bdzie. Po lekkim lunchu wygrzewalimy si na leakach grawitacyjnych. Ustawiem powolne obracanie wok dugiej osi. Po dziesiciu rewolucjach czuem si jak baran na ronie. - Ann - nie wiedziaem, jak zacz. - Czy chciaaby zobaczy realium? - Widziaam - mrukna. Obracao j wok osi strzakowej. Zachowywaa si jak migo samolotu. - W newsach, serwisach. Jest takie jak Brahma, prawda? yknem ze somki. - Tak. - Tylko e troch brzydsze i s na nim znaki... Oderwaem usta od spiralnie pomalowanej rurki. - Znaki?

- lady... upywu czasu. - poprawia rk pod po liczkiem. - Realium si starzeje, prawda? Umiechnem si. - Od milionw lat... Nastpnych kilkanacie minut spdziem w bogim niebycie, obserwujc lazur nieba, surferw i po wolne spacerowce konkurujce z cumulusami. - Ann, chciaem ci o co zapyta. Otrzsna si z drzemki. Zoono jej programu bya zadziwiajca. - Czy... czy nie chciaaby si rozwi... To jest, czy nie chciaaby wej do... dibeka? - Dibeka? - czarne renice okolone turkusowymi tczwkami rozszerzyy si. - Chcesz ze mnie zrobi czowieka? Tylko patrzyem. - Ale - przekna zy - oczywicie, e chc! Naprawd? Naprawd to dla mnie zrobisz? Zeskoczya z przeziernych poduch. Zrzucia mnie z moich. Poturlalimy si po wydmie. Przyjem ucisk. - Mam taki... - wydusiem z trudem, bo tak mocno mnie przytulaa - ...zamiar. - To cudownie! Rzecz jasna, nie miaem pojcia, czy co czuj, czy tylko zachowuje si, jakby czua. Pocieszaa mnie myl, e wkrtce ta kwestia przestanie mie znaczenie. - Ann, tylko jedna proba. Rozstawalimy si po wschodzie soca. Gdzie daleko pokrzykiway mewy. - Sucham? - Zrobi to dla ciebie. Staniesz si diginetk, ale to nie oznacza lubu. Wreszcie to wykrztusiem. Przez chwil patrzya w piasek. Umiechna si. W tym umiechu bya wolno. - Chcesz zachowa niezaleno? - Wanie. - To chyba oczywiste? Moe dlatego tak j kochaem? - Spotkajmy si w wirtualnym laboratorium - zaproponowa Levi Chip. - Dlaczego wirtualnym? - zdziwiem si. - Maszyny, kable, monitory, klawiatury nie s w stanie zastpi dobrze zaprojektowanego sieciowego menu. Obejrzy pan wszystko szybko, dokadnie i w dowolnym powikszeniu. - Zgoda. Zapadajc si w fotel, miaem wraenie, e odchodz w inny wiat. - Co my tu mamy.. - przedstawiciel Blue Whales Interactive rozglda si po wielkich holoekranach. Na jednym wywietlia si lista. - wietnie - podj. - Niech pan pozwoli - wskaza materializujcy si fotel. Przygaso wiato. - Gotowy? Odprony? - rozemia si. By naprawd dobrym handlowcem. Poruszyem barkami. - To spory stres - przyznaem. - Zaradzimy - wystuka polecenie. Po moim ciele rozeszy si relaksujce masaowe impulsy Zamruczaem. - Widz, e pan si nie opiera - skomentowa. - Czemu takiemu? Nigdy! Da mi kilka minut. Masa rozpyn si w dreszczykach podobnych do kropli deszczu. - Ju? Skinem gow. - A wic do roboty Na pocztek sfera archetypowa, czyli podwiadomo kolektywna... Jak pan sdzi? Matryca rasy czarnej, tej, biaej, czerwonej? - Zanim... - zajknem si - przystpimy do wyboru, chciabym si jeszcze upewni... - Tak? - Co w zasadzie bdziemy robi? - W jakim sensie? - Czy bdziemy konstruowa dusz z kawakw psychik, ktre magazynujecie w banku danych? Zapa si za gow w udawanym gecie pokuty. - Czy to moliwe, e nie wyjaniem tak podstawowej sprawy?! Umiechnem si. - Moliwe. Wyczy ekran wyboru i wystuka co na transparentnej konsolce. Monitor wywietli schemat mzgu. - Nie bdziemy kompilowa psyche pana ukochanej z fragmentw innych jestestw. To byoby aosne. Wic z czego? Potar policzki, jakby chcia pobudzi krenie. Jake uparta jest ludzka natura. Nawet w cyfrowym otoczeniu potrzebuje kinestetycznych bodcw. - Pan pozwoli - zacz - e zanim odpowiem na pytanie, posu si krtkim wstpem. Moe po wysuchaniu sam pan znajdzie rozwizanie. W kocu jest pan gamedekiem? - Umiechn si zaczepnie i odwrci do klawiszy. - Wyobramy sobie mzg noworodka.

W przestrzeni ekranu pojawi si rotujcy obiekt. - Organ ten, w przeciwiestwie do wszystkich pozostaych, w zasadzie nie wie, do czego jest przeznaczony. - Ciekawe. - Nieprawda? Nerki nie potrzebuj szkolenia, eby poj, jak filtrowa krew, wtroba bez zbdnych pyta obejmuje rol metabolicznej fabryki, serce ssie i pompuje, jakby nigdy nic innego nie robio, puca pracuj niczym kowalskie miechy i tylko ten szary, pofadowany zlepek tkanki nie bardzo moe si poapa w zadaniach, jakie ma spenia. - Ma pan racj. Dziecko nie umie chodzi, koordynowa ruchw...

- O prawidowym postrzeganiu - wszed mi w sowo - czy komunikowaniu nie wspominajc. Na ekranie pojawiy si pulsujce linie czce mzg z oczami, uszami, jam ustn i skr. - Co wic robi nasz pupilek? Gromadzi informacje. - Susznie czyni - przyznaem. - Ale - unis palec jak trefni, ktry ma zaskoczy monarch celn point - nie robi tego chaotycznie. Projekcja ukazaa obszary kory i wntrza narzdu, pulsujce barwami. - W kocu jest to mzg, a nie mieciarka. Informacje s selekcjonowane i porzdkowane. Pytanie: jak szarak to robi, skoro nie wie, z czym ma do czynienia? - Bo... - zmarszczyem brwi i wytrzeszczyem oczy by si lepiej skupi - ma specyficzn struktur? Brawo! - wykrzykn. - Mzg organizuje dane zgodnie z indywidualn, swoist struktur! Jaki mzg, taka dusza! - Jeli dobrze rozumiem, ksztat naszej psychiki w duej mierze zaley od... - Ksztatu mzgu: oczywicie nie rzeby postrzeganej makroskopowo, ale wewntrznej organizacji. Zastanowiem si. - Troch ju rozumiem, ale wolabym, by to pan odpowiedzia na pytanie, ktre postawiem na pocztku. Skin gow. - Rodzimy si ze zdeterminowanym ukadem neuronw. Impulsy psychiczne w trakcie ycia troch go modyfikuj, ale generalnie pozostaje ten sam. Psyche zaley od konstelacji komrek nerwowych. Gdybymy chcieli woy pana dusz w dibek, zrobilibymy grawitacyjny odcisk mzgu, stworzylibymy jego syntetyczny odpowiednik i przenieli elektryczny ukad, czyli pana ja, do nowego mieszkania. - Znam procedur. - W przypadku Anny zrobimy co zgoa przeciwnego. Najpierw ustalimy konstrukcj psychiki, a pniej zrobimy z niej co w rodzaju odlewu, na podstawie ktrego zbudujemy dibek. - Czyli, powracajc do pytania, nie skopiujecie fragmentw psychiki z zapamitanymi obrazami, dwikami, przeyciami, a jedynie struktury, gdzie te rzeczy s zapisane? - Bingo. Odetchnem. - Chyba rozumiem. - Pokiwaem gow. - I dzikuj za gratisowy wykad. Wyszczerzy zby. - Wpisany w cen usugi. Ponownie otworzy ekran wyboru podwiadomoci kolektywnej. - A wic jak? Wydem wargi. - Czy nie wszystko jedno? W kocu to obszar wsplny. - Moe tak, moe nie, ma pan wybr. - Rasa czarna? - strzeliem. Spojrza zdziwiony. - Najmniej znieksztacona - wyjaniem. - Pierwotna? Niby tak. Odhaczone. Na monitorze znikn pierwszy wiersz z listy. - Teraz warstwa pamiciowa. Na razie pustawa. Rzecz jasna woymy tam troch wiedzy oglnej, o czym pniej, oraz wspomnienia z Rajskiej Play. Pan wie, e miaa innych mczyzn? - Podobnie jak wiele organiczek. - Tak... - podrapa si w brod. - Tyle e podrywanie facetw byo jej, jakby tu powiedzie, zawodem. Bya prostytutk?! Ciemnoci umysu rozwietlia paniczna myl. Nie prostytutk, tylko romantyczn dziewczyn szukajc partnera, odezwa si uspokajajcy gos. - Rajska Plaa to miejsce dla samotnych serc - przypomnia Chip. - Anna jest programem towarzyskim... - Niby o tym wiedziaem, ale nigdy nie przykadaem wagi... - odezwaem si niepewnie. - Ale niech pan powie, gdy mnie tam nie ma, ona nie wie si z innymi?! - Oczywicie, e nie. Wypuciem powietrze. - Ma wbudowany modu wiernoci. Jeli jestecie par, kto musiaby naprawd si postara, eby was rozerwa. - Tak jak w yciu? - Tak jak w yciu. Rozwin kolejny zbir. - Struktura podwiadomoci indywidualnej kobiet sukcesu: artystek, biznesmenek, wykonawczy wolnych zawodw typu lekarz, nauczyciel, psycholog, filozof, chemik, fizyk, astronauta, ma pan pen list. Ekran zaroi si od punktw i podpunktw. Zlustrowaem zestawienie. - Moe pan rozszerzy haso: Artystki"? - Su.

- O, tego szukaem. Pisarki. Znw zdziwienie. Podobay mu si wybory czy wrcz przeciwnie? - Jest pan pewien?

- Raczej tak. Rozbudowana fantazja implikuje zamiowanie do gier. - Zgadzam si. Sam podobnie bym postpi. No, to mamy za sob. Teraz sfera wiadomoci, mona powiedzie, centrum dyspozycyjno-kierowniczego. Najmniej stabilne ukady Due rnice. Oto lista sawnych kobiet, ktre zgodziy si na skan. Ekran powikszy si i zaroi od mrowia nazwisk. - Chryste, ile ich jest? - Kilkanacie tysicy i wci przybywa - Chip nie kry dumy. - Gratuluj. - Proponuj kompilacj co najmniej dziesiciu typw. Dla penego zrwnowaenia i zatarcia podobiestw. - Niech pan mi co wybierze. - Pan artuje. Potarem kciki oczu. - Jej obecny charakter bardzo mi odpowiada. Musielicie czerpa skd wzorce. Zastanowi si. - Troch mi pan pomg. Jej numer to... - 345.00012 - Pamita pan? - W kocu jest moj wybrank. Znowu to spojrzenie. Wystuka kod. - Matryc oparlimy na szeciu nazwiskach. Musi pan doda cztery. - Dowolna poetka, eglarka, gospodyni domowa i tancerka. - Niech bdzie... Wyda dyspozycje. Z ekranu znikn podpunkt. - Przechodzimy do sfery motorycznej. Spodziewam si, e chciaby pan, eby bya wysportowana? Spojrzaem na list. - Akrobatka. Ekran zmieni si. - Ukad wegetatywny Czyli umiejtno panowania nad odruchami. - Joginka - wybraem ze zbioru. - Przerwa? - Nie, idmy dalej. - Wedle yczenia. Sensoryczny typ wyobraeniowy, dwikowy czy kinestetyczny? Zmarszczyem czoo. - Czyli? Levi umiechn si. - Ma zwraca uwag na pana wygld, gos czy dotyk? - Moe... - lekko si podnieciem - miks kinestetyczno-dwikowy. Zawsze uwaaem, e kobiety najlepiej reaguj na tembr mojego gosu i pieszczoty. - Zrobione. Rozwin kolejn grup. - Dugo jeszcze? - westchnem. - Przerwa? Zaprzeczyem. - Tworzymy czowieka, nie pneumobil - przypomnia. - Ma pan szczcie, e milion innych szczegw jest zautomatyzowanych. Chociaby zbilansowanie tego zbioru, dziki czemu cegieki matryc zatr si i przeksztac w oryginaln psyche. - Cmokn przeczajc okna. - Jakim ma operowa skryptem komunikacyjnym? Kolejna zagadka. Dziwio mnie, jak mao wiem o psychice. - Moe pan wyjani? - S dwa: mski i eski. Chrzknem. - W takim razie odpowied jest chyba oczywista? Umiechn si pod wsem. - Niech si pan nie spieszy. Chciaby pan, eby lubia rozmawia o problemach i rozmylaa na gos czy raczej eby szukaa rozwiza i mylaa milczc? Zrobiem gupi min. - To drugie, rzecz jasna. Zacisn wargi, powstrzymujc umieszek. - Mski. Wystuka instrukcje. - Temperament? - Nimfomanka! - Wybuchnem miechem. - Uwaga - pogrozi mi palcem. - Poleci za kadym mczyzn. Wstrzymaem oddech. Przejrzaem schemat. - W takim razie oczko w d. Spuci oczy i umiechn si blado.

- Pozwol sobie zauway - odezwa si - e przy tym poziomie potrzeb satysfakcjonujcy seks jest moliwy tylko w warunkach cyfrowych. - Dlaczego? - W realium pojawiby si problem otar i podranie. Statystyczne luzwki by nie wytrzymay. Przygryzem policzki. Czy takie ycie nie staoby si monotonne? - Jeszcze jedno oczko w d. Przyj polecenie bez komentarza. Kolejny podpunkt ulecia z ekranu. Wcisnem si w oparcie. Dalsz cz kreacji pamitam jak przez grub zason: stopie optymizmu, potencjay rozwojowe, dynamizmy zmian, mechanizmy obronne, pobudliwo, poziomy uczu, jakie wykresy zestawienia, ujmowanie, dodawanie, rwnowaenie... Pod koniec byem tak skoowany, e gdyby zapyta, jak si nazywam, odpowiedziabym: Maria Callas" i nie widziabym w tym niczego dziwnego. - Wdruki zrobimy standardowe. Ocknem si z katatonii. Przed oczami bysn setny ju chyba zbir. - e co? - jknem. - Chyba nie chce pan, eby uczya si wszystkiego od nowa? Potrzebna jej wiedza z zakresu sztuki, nauk cisych, humanistycznych, powinna si orientowa w polityce, geografii... - zrobi pauz, widzc, e trac wtek, ale dzielnie kontynuowa: - Zna prdy religijne, wreszcie rozumie system usug i wymian handlowych, w ktrym obracamy si, nie zwracajc uwagi na jego zoono... - Nie wiedziaem, w jakim skomplikowanym wiecie yj... - opada mi gowa. Uderzy w klawisz. - Zrobione. Od pana zalee bdzie jeszcze tylko jedno. Brzmiao to jak wybawienie. Podniosem matowy wzrok. - Mianowicie? Otworzy proste menu. - Wyksztacenie. - Powstrzyma mnie gestem, widzc rodzce si pytanie. - Tytu magisterski wpisany w usug. Penoletnia, e si tak wyra, osoba powinna mie skoczone studia, nie uwaa pan? Krciem gow. - No, spokojnie - poklepa mnie po plecach. - Masa?~ - Nie... ju mi lepiej. Wyostrzyem spojrzenie i przyjrzaem si propozycjom. Na moj twarz wypez drapieny umiech. - Programistka. Zastuka niczym pianista koczcy koncert i zamkn terminal. Prbowaem przypomnie sobie ostateczny ksztat stworzenia. Wspomnienie byo niczym dungla, ktr przeszedem dawno temu, we mgle, odurzony tropikaln malari. Nie byem pewien dokonanych wyborw, nie pamitaem polowy opcji, wszystko si pomieszao. - W domu znajdzie pan dokumentacj dzisiejszej pracy i kompletne drzewo wariacji. Pozwoli to przemyle wszystko jeszcze raz. Czyta w moich mylach. - A na dzisiaj koniec - podnis si. - Na dzisiaj? - Procedura trwa miesic. Zdziwi si pan, ile razy bdzie pan co dodawa, przewartociowywa, modyfikowa. W ten sposb unikniemy przykrych i nieodwracalnych konsekwencji: osoby raz oywionej nie da si zareklamowa... Ledwie wyczyem vipres i wstaem z fotela, rozpiewa si telesens. Wycignem obola rk, jakby bronic si przed rozmow. Gupia koczyna posuchaa jakiej niewiadomej czci osobowoci i przyja poczenie. Zanotowaem w pamici, by nauczy si kontrolowa odruchy. Ostatnio kosztoway mnie sporo nerww. - Dzie dobry, Creators Club, Sarah Koronowsky dzwoni do pana, aby pomc w nieatwej roli twrcy digineta, zwaszcza podczas pierwszych miesicy obcowania z nowo narodzon... - Przepraszam - przerwaem - jak firm pani reprezentuje? - Creators Club. Potarem czoo. Zlustrowaem urodziwe oblicze okolone brzow burz wosw. Kolejna pikna kobieta w moim yciu? Tylko nie to. - Ach tak, widziaem wasz reklam. Pani wybaczy, jestem bardzo zmczony.. - Rozumiem. Kiedy mam zadzwoni, by spokojnie porozmawia? Zawahaem si. Nie miaem ochoty nigdzie wstpowa, z drugiej strony taka laska... - Moe za miesic. Chip mia racj. Preferencje zmieniaem dziesitki razy. Dzwoniem, spacerujc, kpic si, lec w ku, jadc takswk. W kocu niemal si za przyjanilimy Ksztat przyszej Anny nabiera pro porcji. Sama zainteresowana bya bardzo ciekawa informowaem j wic tak szczegowo, jak tylko po trafiem Ku mojemu zdziwieniu zasugerowaa kilka bardzo sensownych poprawek. I znowu nie wiedziaem: ona czy programici tworzcy jej cyfrowy byt? ~ moe cie wiadomych przepyww, ktry wymkn si ich przewidywaniom? Albo i nie wymkn? Okres ostatnich modyfikacji przerway dwa wydarzenia. Pierwszym by e-mail od Steffi. Tskni za tob. Kiedy wyruszymy na kolejn wypraw?

Niedugo, odpisaem. Czybym mia trzy serca? - mylaem, wysyajc wiadomo. Naprawd miaem ochot na spotkanie. Jako tak na drugi dzie za dzwonia Pauline: - Tak, jestem zazdrosna. - przyznaa. - Kochanie... - Z pewnoci mam trzy serca. - Trzeba byo tak od razu... - No bo - poskarya si gosem maej dziewczynki - ona zadzwonia, jak bylimy w ku, i poczuam si okropnie. - Rozumiem. - Przyjedziesz do mnie? Zrobio mi si gorco. Kto kiedy porwna mczyzn do akceleratorw, a kobiety do hamulcw. Byem facetem. Zdawaem sobie spraw, e takie emocjonalne rozdarcie nie moe si dobrze skoczy, a jednak skoczyem w przepa. - O smej. Nie wiem, co byo gwnym motorem: ciekawo czy chu. Moralny kac nastpnego dnia by tak wielki, e zastosowaem radykalne rodki: zablokowaem poczenia zarwno ze Steffi, jak i Pauline. Sekretarka nagrywaa wiadomoci, a ja ich nie ogldaem. Posunicie byo bezlitosne, cho wolaem je nazywa ascetycznym. Trzy serca, trzy ciaa, to jeszcze mogem znie, ale trzech rozumw nie posiadaem. Chciaem si skoncentrowa na najwaniejszym. Odnowi kontakty, jak bdzie po wszystkim, pocieszaem si. Przez pierwsze dni czuem si podle. Potem przyszo przyzwyczajenie. Wolaem nie myle o chwili, gdy bd si musia odzwyczai": nie chciaem sobie wyobraa, jakie miny zrobi moje partnerki i jak przyjm moje przeprosiny Pakowaem si w nieze bagno. Na dzie przed transferem, pnym wieczorem, odezwa si telesens. Automat wywietli numer Creators Club. Stumiem przeklestwo. Byem podekscytowany jutrzejszym wydarzeniem, nie miaem ochoty na pogaduszki z natrtami. Przyjem poczenie, wyobraajc sobie, e sensor, ktrego dotykam, jest w istocie mechanizmem spukujcym azienkowe nieczystoci. Irytacj zagodzia atrakcyjna twarz o orzechowych oczach. - Pan Torkil Aymore, nieprawda? Czy jestem jedyn osob na wiecie, ktra wie, ~ pytanie jest agresywn form rozmowy zmuszajc do odpowiedzi? - Prawda. Co to za dziwna muzyka? - Och, taki nasz rytua. Prezes Creators Clul Ariston Borgia, specjalnie j skomponowa jako t: rozmw z potencjalnymi czonkami, ktrzy denerwuj si przed transferem. Ma waciwoci uspokajajce. - Dziwne tony. Pani Sarah Koronowsky, o ile dobrze pamitam? Zarumienia si. - Asystentka prezesa. Chciaam pana namw do wstpienia do naszego klubu. Oferujemy ciekav~ bonusy, spotkania, odczyty, wymian dowiadcze ponadto... - Ju mwiem, nie jestem zainteresowany. - Moe zmieni pan zdanie pniej... - Nie sdz. - Jeszcze jedno - wycigna rk, jakby chciaa przedrze si przez ekran i powstrzyma mnie przed przerwaniem poczenia. - Z naszych danych wynika, e jutro przeprowadzi pan oywienie, a po akcji uici opat. Czujemy si w obowizku poinformowania, e kilku naszych czonkw miao problemy z przelewem na konto Blue Whales Interactive. Zbystrzaem. Kwota bya niebagatelna. - Prosz kontynuowa. - Zdarzao si, e pierwszy przekaz nie trafia we waciwe konto. Pienidze po prostu znikay... - To interesujce. Levi Chip nic o tym nie wspomina. Przymkna oko. - Taka informacja raczej nie przysporzyaby mu klientw, nie sdzi pan? - Proponujecie jak ochron? Zacisna usta w napitym umiechu. - Moe pocz pana z prezesem. Na ekranie pojawia si przystojna, cho nieco nalana twarz szarookiego blondyna. - Mio mi, Ariston Borgia - zabrzmia bas. - Niestety adnej ochrony nie zapewniamy chcemy po prostu pana ostrzec. Niech pan dobrze sprawdzi poczt, numer konta, poszuka wirusw. Nic nie wiemy o sprawcy, jego modus operandi czy motywach, ale po cichu, obok policji, prowadzimy prywatne ledztwo. Rozbysy mi oczy. - ledztwo? Moe mgbym w czym pomc? Jestem gamedekiem z wieloletnim dowiadczeniem. Albo mi si zdawao, albo lekko si cofn. aden prezes nie lubi, gdy kto prbuje okaza, e w czymkolwiek go przewysza. - Dzikujemy - odpar przez lekko zesztywniae szczki - ale na razie nie widzimy takiej potrzeby. Po prostu niech pan uwaa. Po wymienieniu kilku grzecznociowych fraz poegnalimy si. Ju kadem si do ka, gdy ponownie zapiewa sygna poczenia. - Chrystusie, czy dadz mi spokj? Walczyem z palcem, ktry znw okaza si silniejszy ode mnie i uruchomi rozmow.

- To jeszcze raz ja - Ariston Borgia umiechn si przepraszajco. Tym razem muzyka w tle bya inna. Rwnie dziwna, ale jaka wesoa. - Kochany panie, jest pno, padam ze zmczenia, nie macie innych sposobw werbowania czonkw? - Zaraz panu wyjani, ot... Tym razem palec okaza si mdrzejszy. Chocia prezes zacz mnie intrygowa, opuszka odruchowo wcisna klawisz wyczenia dwiku. Przygldaem si z ukrywanym rozbawieniem, jak prezes si umiecha, co tumaczy, wybausza oczy i opuszcza kciki ust, jakby szykowa si do skomplikowanego wywodu. Szczerze mwic, nie wiem, co mi strzelio do gowy. W pewnym momencie odchyli si i zamilk. Czeka na moj reakcj. Wczyem dwik. - To bardzo interesujce - odezwaem si. Zauwayem brak dziwnej melodii. Zapewne utwr skoczy si w trakcie tyrady. Prezes zrobi zaskoczon min. Wida nie trafiem w temat. - A teraz pozwoli pan, e udam si na spoczynek. Mj ulubiony palec zgasi ekran, gdy rozmwca otwiera usta, eby zaprotestowa.

Chip wyznaczy procedur na dziewit rano. Twierdzi, e powinienem wej w Rajsk Pla i czuwa przy Annie. Ekranowane pomieszczenie w nadmorskim hotelu byo biae, spokojne, troch surrealistyczne. Za oknem rozpocieraa si przepastna perspektywa rajskiego nieba i oceanu. Na cianie rozjarzy si ekran z twarz Leviego. - Operacja przypomina przeniesienie ywej duszy do dibeka. Prosz usi na tym fotelu. Pan obok. Dobrze bdzie, jeli potrzyma pan partnerk za rk - umiechn si. Partnerk..., powtrzyem w mylach. Wybaczcie, dziewczyny! Przed oczami zamajaczyy smutne twarze Pauline i Steffi. Co mi zawyo w duszy. Zacisnem szczki. - Za chwil zobaczy pani za oknem rne obiekty - gos Chipa. - Wszyscy bdziemy je widzie. Prosz gono je nazywa. Bdzie to gwarantem cigoci transferu. Co wystuka. Przyj powiadomienia gotowoci od wsppracownikw. Zmwiem koan koncentracji. Poczucie winy odpyno w dal. Wiedziaem, e nie na zawsze. - Mona? - spyta Levi. Kiwnlimy gowami. - Odpr si - szepnem. Patrzya w okno wzrokiem, ktry - jak si zdawao - siga dalej ni cyfrowe mirae. - Krzeso - odezwaa si. Spojrzaem przez szko. Istotnie, w powietrzu powoli przepywao krzeso. Dziwna procedura. Mebel przysun si do framugi, a od drugiej strony wychyn kolejny obiekt. - Ryba - przedstawiciel morskiej fauny sun ladem siedziska. - Rzeba - leniwie obracajcy si posg. - St... Drzewo... abd... Okrt... Garnek... Obraz... Krlik... Krawat... Majtki... Opanowaem miech obserwujc monstrualne cytrynowe figi, wydymajce si niczym agle. Dziki ci, Panie, za poczucie humoru, odetchnem, moe dziki niemu przetrwam cikie chwile. - Mczyzna... Mogliby go ubra. - Kobieta... Chocia z drugiej strony.. Przedstawicielka pci piknej zbliaa si do krawdzi, gdy na tle oceanu zawis zielony napis: Koniec transferu za 10 sekund... 9... 8... Zerknem na Ann. Nie odrywaa oczu od cyfr. 4... 3... 2... 1. Nagle si wyprya i zacisna rk na moich palcach. Szeroko otworzya oczy Goci w nich lk ale te uniesienie. Rozchylia blade usta. - Ja... Jake wane sowo dla kadego czowieka. Przecitny homo realium wymawia je sto razy dziennie nie zastanawiajc si, co ono znaczy i dlaczego w ogle moe je wypowiedzie. - ...jestem. Drugi podstawowy wyraz. Jestem". Ja jestem" Esencja i egzystencja zawarta w najprostszym ze zda. W jej oczach zakrciy si zy. Spojrzaa na mnie - jedynego bliskiego jej organicznego czowieka. Czy nie tak patrzy wykluwajce si piskl na pierwsz yw istot? Czy niesusznie uznaje j za mam? Wstrzsn ni szloch. Bardzo ludzki i cielesny. Do boju rusz cyfrowe odpowiedniki hormonw stresu, zaskocz neuroprzekaniki, pojawi si uczucie niepewnoci charakterystyczne dla ukadw nie ogarniajcych caoci swojego bytu...", tumaczy kilka dni wczeniej Levi. Podniosa si i mocno mnie obja. Pakaa. A ja razem z ni. Laem zy po czci w odruchu empatii, po czci z niepokoju, co teraz bdzie. Echem powrcia jedna z ostatnich telesensycznych dyskusji z Chipem: - Zapytam ostatni raz, potem bdzie za pno; jest pan pewien? Ma pan przemi partnerk. Swego rodzaju idea. - Istotnie: swego rodzaju.

- Jest pan niezadowolony? - Przeciwnie. Ale to nie czowiek. - Co panu kae tak sdzi? Jak widzi pan rnic? S pewne zachowania... - Doprawdy? Niech pan pozwoli zauway, e mio to nie gaz ani fala przepywajca midzy kochankami. Moe troch feromonw, ale poza tym to przede wszystkim uczucie zrodzone w duszy. Paskiej duszy, Czy Anna pana kocha, jest i pozostanie tajemnic do koca wiata. Wszak mamy do dyspozycji jedynie jej sowa i czyny, czy nie? - Tak, ale... - Czym wic rni si jej partnerstwo od partnerstwa organiczek? One te jedynie komunikuj swoje uczucia. W realium kaski telepatyczne si nie przyjy. - Jestem w peni wiadomy egzystencjalnej samotnoci. Chc j uczyni czowiekiem ze wzgldw, ktrych sam do koca nie rozumiem, jednego jednak jestem pewien. - Tak? - Robi to dla niej. - Bo? - Skoro mona zrobi co dobrego, a decyzja zaley ode mnie, chc to uczyni. - To nie bdzie samo dobro. Spojrzaem w renice rozszerzone przeraeniem, szczciem i niezrozumieniem. To nie bdzie samo dobro..." Zaraz po procedurze przewieli j do szkoy", gdzie miaa wykona pierwsze kroki na nieatwej drodze autokreacji. Gdy zamykali drzwi transportowca, miaem wraenie, e rozstaj si z ukochan umierajc na zawa. Przetarem zazawione oczy. - My te si poegnamy - odezwa si Levi zza szyby. - Sugeruj panu wylogowanie, mocn kaw i... przelanie na nasze konto umwionej kwoty - umiechn si drapienie. - Numer znajdzie pan w swojej poczcie. Poczuem ostrzegawcze ukucie.

Harry Norman przesa mi najnowsze programy antywirusowe, skanujce, naprawcze, cay zestaw gwarantujcy elektroniczne bezpieczestwo. Przeczesaem system na wszystkie sposoby: sprawdziem poczenia, oe, nawet oprogramowanie kasku i vipresu, o platformie cyfrowej nie wspominajc. Ani ladu robali. W poczcie istotnie tkwi numer Blue Whales Interactive. Otworzyem okno przeleww i przepisaem rzd cyferek, znakw i liter. Rzecz jasna atwiej byoby je skopiowa i wklei, ale przepisy bankowe ju dawno tego zabroniy: zodziejskie wirusy najatwiej gniedziy si wanie w schowkach Wprowadziem IN. Zastanawiaem si, czy nie zapyta Chipa o kradziee. Jako niezrcznie. Poza tym sprzt zosta sprawdzony, uzdrowiony, w kocu by: komputerem gamedeka, nie jakiego amatora. Wziem gboki wdech i wydaem dyspozycj przelewu Za sekund przyszo potwierdzenie. Wypuciem powietrze. Postanowiem zastosowa si do rady Leviego: zaparzyem kaw, wczyem muzyk, pogimnastykowaem si, potem wziem tusz i automasa. Kiedy byem zupenie odprony, odezwa si sygna poczenia. Znowu zapalecy z CC. - Gratulujemy oywienia! - z ekranu radonie patrzya Sarah Koronowsky. - Dzikuj, czy ledzicie kady mj ruch? Umiechna si przepraszajco. - Przecie pan jako gamedec rozumie, e w dzisiejszych czasach w zasadzie nie ma ucieczki przed sieci. Chocia nie jest pan naszym czonkiem, objlimy pana programem... - Kochana Saro - przerwaem - to strasznie mio, ale ja naprawd nie nadaj si na czonka waszego klubu. - Szkoda - umiechna si smutno. - To muzyczka na cze udanego transferu? - Take dzieo naszego prezesa. - Mam wraenie, e wczoraj syszaem jej fragment podczas rozmowy z pryncypaem. - Mao prawdopodobne. Jest zarezerwowana tylko na takie okazje. - Bardzo dziwny utwr. Moe powinien przerzuci si na malarstwo? W szkole" Anna miaa przebywa przez nastpne dwa miesice. By to obszar Rajskiej Play zamknity dla turystw, odgrodzony wysokimi ywopotami i jeszcze szczelniejszymi zaporami antywirusowymi. Nie bardzo rozumiaem, czego si tam uczy Pierwszy raz zobaczyem j trzy dni pniej, przez grub szyb. Patrzya na mnie tak zagubiona i zdezorientowana, e chciaem wy z rozpaczy Miaa rozbiegane oczy. Otworzya usta, jakby prbowaa co powiedzie. Wskazaa na mnie, wykonaa nieokrelony gest nad swoj piersi i raptownie zagryza wargi. Zakrya twarz. Podesza do niej korpulentna pielgniarka i j wyprowadzia. Otyo wzmacnia poczucie bezpieczestwa, pomylaem. - Po co ta szkoa? - zapytaem Chipa po powrocie do realium. - Anna przeywa ponarodzeniowy szok - wyjani. - Informacyjny, emocjonalny, cielesny - chrzkn oczywicie w pewnym sensie, wreszcie wiadomociowy, a nawet samowiadomociowy. No i nazewniczy. Nawet pan nie wie, jak uatwiaj nam ycie matryce nazw, ksztatw i dwikw. Ona ich jeszcze nie zna.

- Tego jej ucz? - Tak. Osoba nie umiejca ogarn wasnych dozna powinna przebywa w otoczeniu z ograniczon liczb bodcw. Dostaje proste zestawy symboli w ka dej kategorii zmysowej. Szkol j w systematyzowaniu i nadawaniu im wewntrznych, niewyraalnych mian. - Czy cierpi? Podrapa si pod nosem. Twarz mu si wyduya - Tak jak gamedec usiujcy zama zagadk ktra zdaje si niemoliwa do rozwizania. Zna pan uczucie niemocy w takich sytuacjach? Umiechnem si. - Wydaje mi si, e tak... Zmarszczy czoo. - Skoro jestemy przy zagadkach... Przela pan ju pienidze? Zmrozio mnie. - Ale tak, zaraz po transferze. Lekko zblad. - Moe pan przesa potwierdzenie? - Ju przesyam... - nie mogem opanowa drenia palcw, gdy szukaem waciwego pliku. Nie tylko dygotaem ze strachu przed kradzie, co z powodu bycia posdzonym o nierzetelno. Zerkn w podrczny ekran. Ciko westchn. - Pomyli si pan w kilku miejscach. Zamiast iksw s igreki, w miejsca dziewitek wpisa pan sidemki... i dwjki zastpi pan trjkami. - Niemoliwe! - Niech pan sam sprawdzi. Porwnaem dokument z numerem, ktry otrzymaem poczt. - Rzeczywicie. Zaraz to wyjani... - Obawiam si, e nic pan nie wskra - przerwa. - To nie pierwszy raz. - Co pan mwi? - udaem zdziwienie. - Creators Club pana nie ostrzega? Prowadzimy razem z nimi ledztwo. Kilkunastu naszych klientw popenio podobny bd. Nie wiadomo dlaczego mylili cyfry bd litery. Podejrzewamy wirusa... - Ale sprawdzaem komputer tu przed poczeniem! - Robota geniusza. Za kadym razem konto jest inne, a po kilku dniach kto je likwiduje. - Na pewno zapisalicie numery. - Oczywicie. - Wystarczy ustali, do kogo naleay i... - Bank Centralny udziela wci tej samej odpowiedzi: konta prywatne s niemoliwe do wyledzenia, nie znajduj si w adnym rejestrze, jak miliony innych osobistych skrytek. - Ale przecie mona jako do nich doj! Co ma pocztek, ma i koniec! Umiechn si smutno. - Uywa pan logiki przedmiotw wobec bytw cyfrowych. Konta nie s okrelonymi miejscami, pudekami czy skrzynkami. To software znajdujcy si nie wiadomo gdzie, w przypadku sejfw osobistych mona powiedzie, e w zasadzie nigdzie. Mamy numery, ale, by tak rzec, osoba nie bdca posiadaczem moe tam tylko co woy, nigdy za wyj, a ju na pewno nie odkry, kto konto zaoy. Gdyby tak byo, aden prywatny sejf nie byby bezpieczny. Przesyy trwaj kilka nanosekund, nastpnie specjalne programy zacieraj map pocze. Gdyby nie to wszyscy, ktrzy chc ukry swoje bogactwo, byliby na asce zodziei. Takie mamy prawo. Pena dyskrecja prywatnych kont. - Chce mi pan powiedzie, e zostaem okradziony, pan wiedzia o niebezpieczestwie i mnie nie ostrzeg? Moe dlatego tak pan odradza oywienie z lku przed kolejnym problemem? Umiechn si krzywo. - Prowadz dzia kreacji w firmie BWI. Wypeniam swoje zadania najlepiej jak umiem. Prowadzimy ledztwo angaujc CC i policj. Klientw mielimy ponad dwa tysice, pan jest czternast ofiar. Rwnie dobrze moe to by przypadek. Po prostu dmuchamy na zimne. - Raczej na letnie... - Mam propozycj. Jest pan detektywem. Prbujemy rozgry t zagadk od p roku i nie posunlimy si ani o krok. Daj panu nastpne p na rozwikanie sprawy. Jeli zapie pan zodzieja, a on wci bdzie mia pienidze, transfer bdzie gratis. Wytrzeszczyem oczy W yciu nie dostaem zlecenia za piset tysicy. - Co ty kombinujesz?! - twarz Pauline wygldaa jak maska bogini wojny: pikna, okrutna, jakby przybrudzona sadz z ognisk, na ktrych ywcem palono pojmanych wojownikw. Przeoczyem ostrzegawczy sygna sekretarki moe dlatego, e zadzwonia w nocy, a moe z powodu zaamania kradzie. Podobno kobiety kochaj nas za bdy, ktre popeniamy. W jej twarzy nie widziaem mioci, tylko wcieko rozdranionej mii i satysfakcj szermierza, ktry wytrci przeciwnikowi bro z rki. - Kochasz si ze mn, jakby odprawia msz i skada ofiar bogom, zachowujesz si jak niespena rozumu... - zamachaa rkami, szukajc waciwych sw. - Potem dowiaduj si, e lata za tob jaka ruda siksa, a ty si uganiasz za mechaniczn pann... - przekna lin.

Miaa podkrone oczy Zrozumiaem, e zaskoczyo j udane poczenie, dlatego przemowa, ktr z pewnoci wielokrotnie wiczya, zacza si rwa. - Spotykamy si znowu, ty tak jak poprzednio wchodzisz we mnie jak w wityni olnienia, myl, e zaraz si owiadczysz, po czym nastpnego dnia... - wzia wdech. - Nastpnego dnia blokujesz poczenia! Ty winio! Gdybym sta naprzeciwko, otrzymabym seri ciosw. Przyoya rk do piersi. Uspokoia oddech. Oparem si o poduszki, rozpaczliwie szukajc linii obrony. - Prbuj si z tob skontaktowa - podja - chyba od dwch miesicy Byy ciekawe sprawy. Dosta je kto inny. Chciaam porozmawia. Gadaam ze sob. Nie. - Spojrzaa w przestrze z wielkim zdziwieniem. - Ja si wygupiam. Ja si kompromituj. - Pokrcia gow. Nie wygldaa ju jak bogini wojny Co najwyej zapomniana walkiria przed wizyt u specjalisty od depresji. Wycigna rozczapierzone palce. - Przepraszam, to pomyka, nie powinnam bya... - Pauline, kochanie... Przekna z. - Nie nazywaj mnie tak. - Pauline, jestem ajdakiem. Powinienem by dawno zadzwoni... Nie wiem, czy to kwestia pnej pory, natoku myli, moe szoku po werbalnej napaci, w kadym razie wypaliem bez adnych agodzcych wstpw: - Oywiem Ann. Jest ju diginetk. Zamurowao j. Zaczem wtpi, czy w ogle e odezwie, gdy usyszaem jej cichy gos. - Oenisz si z ni? Skrzywiem si. - Nie planuj maestwa, zrobiem to z dobrego serca... Trafi j szlag. Powiedziaa tylko: - Aha, z dobrego... I przerwaa poczenie. W sumie si nie dziwi Przez chwil dumaem, czy mam si oddzwoni. I niej nie, ale poruszone sumienie zapragno upiec drug piecze na tym samym ogniu winy. Czy to ja miaem szczcie, czy raczej Steffi, fakt faktem, e zastaem j w grze, nie w realnej pocieli, Bg wie, jak naprawd wygldaa. Dookoa buzi okolonej pomiennymi wosami trwa w cyfrowym bezruchu wiat Raven Heart. Czonkini Fear Walkers odrabiaa prac domow. - Torkil? - spojrzaa okrgymi oczami. - Ju mylaam, e ci straciam... Jake rna bya jej reakcja od wciekego atak Latynoski! Twarz, przed chwil pena gierczanego napicia, zagodniaa i zapona wdzicznoci. - Strasznie si ciesz... - szepna Steffi. - Pewnie byam zbyt natrtna... Chyba mogem z ni normalnie porozmawia: - Codziennie o tobie myl... Trzy serca, trzy serca, naigryway si zoliwe duszki. - Ale ostatnio dziej si w moim yciu wane rzeczy .. Usiada na czciowo spalonym fotelu. Przyjrzaem si otoczeniu. To chyba by poziom drugi... - Uwaaj - ostrzegem - niedaleko jest korytarz, gdzie zombi cigle si odradzaj. Za ktrym przepierzeniem jest drabinka, wejd na ni. Znajdziesz pomieszczenie z lepszym wyposaeniem. - Dziki - potrzsna lokami. - Mwie o jakich zmianach... Czas na spowied. Szczcie, e spowiedniczka niezbyt surowa. - Syszaa o diginetach?... Gdy koczyem, siedziaa sztywno i wpatrywaa si we mnie nieruchomym wzrokiem. Zgadywaem, e rozdzieray j sprzeczne uczucia. Z jednej strony zachwycona bya pigmalionowsk wizj, z drugiej martwia j kradzie. - Na pewno sobie poradzisz z tym zodziejem - pocieszya. - Po tym, co zrobie w Mroku, wierz w ciebie. Lubi, gdy kto tak mnie pociesza. - Chciaabym, eby mnie kto tak kocha - teraz skupia si na pozytywnej czci opowieci. Ju chciaem wyzna mio, gdy odezwa si ostrzegawczy sygna: Ostronie, nie szafuj uczuciami tylko dlatego, e ci jej al. Uczciwie! - Steffi, nadal bardzo ci lubi. - Naprawd? - podniosa byszczce oczy. - Trudno to wyjani... Czasami zdaje mi si, e mam trzy serca. - I jedno jest dla mnie!? - ucieszya si. - Cae?! Parsknem. Wszystkiego si spodziewaem, ale nie tego. Dla wikszoci kobiet taka konstatacja oznaczaaby druzgoczc konieczno dzielenia si z dwiema rywalkami. - Tak, cae. Ale teraz ona jest waniejsza. Dopiero co si urodzia. - Jest bardzo adna. - W tej chwili to najmniej istotne. Przeywa szok. Musz przy niej by. Przytakna. - A drugie serce? Przeknem lin. - Gamedekini. Nazywa si Pauline Eim. - Rozumiem. - Potara kolana. Nie bya tak twa da, jak mylaem. - Nie obrazisz si, jeli... - z; dra jej gos - wyl co jaki czas wiadomo? Pokrciem gow.

- Oczywicie, e nie. Powstrzymaa ruch przerwania poczenia. - Torkil. - Tak? - Powodzenia. I.. pozdrw je ode mnie.

Prezes Creators Club przyj mnie jak brata: uciska, obcaowa, usadzi i wrczy cik szklank whisky. - A wic zdecydowa si pan na czonkostwo? - Niezupenie. Rka nalewajca alkohol do drugiej szklanki spowolnia ruchy, jakby potne cielsko prezesa zmienio si w tejcy kisiel. - Czemu zatem zawdziczam wizyt? - Nie wie pan? Zostaem okradziony. Rozchlapa kilka kropli. Przez chwil zastanawiaem si, czy biomateria spodni strawi barwiony trunek. Tkanina leciuteko zadraa, ale po chwili plama rozpyna si jak za dotkniciem czarodziejskiej rdki. - Pan?! - spojrza przeraony. - Gamedec?! Okradziony?! Niemoliwe! Zareagowa co najmniej dziwnie. Przej si kolejn ofiar? Zdumiewaa go brawura przestpcy? - Jak to si mogo sta? - spyta i pocign yk whisky. - mieszne, ale chciaem zada to samo pytanie. Zakrztusi si. - Ale, ale mwiem panu, e prowadzimy ledztwo... - Wanie. A konkretnie kto? Zarumieni si. - Ja... Wiedziaem. - ...mam pewne kwalifikacje, troch si znam na ludziach, posiadam kontakty... - Gratuluj. - ...i jestem bliski przeomu. Akurat. - Co pan odkry? Odzyska rezon. - Wszyscy: my, policja, nawet Blue Whales Interactive podejrzewaj o t robot wybitnego programist, ktry wprowadza w komputer ofiary niewidzialnego wirusa, zmieniajcego numer konta w momencie przelewu. Jestem przekonany e pan take ma tak hipotez. Kiwnem gow. - Dziwne zatem, e mimo ostrzee i skanw nikt wirusa nie odkry. Zaczynam podejrzewa co innego. - Nachyli si w moj stron. - Wamanie - wyszepta. Wytrzeszczyem oczy. - W czasie transferu? Zapali si. - Wyobramy sobie: w trakcie procedury, gdy pan bezbronnie ley na ou i czuwa przy ukochanej w Rajskiej Play, zodziej wchodzi do paskiego mieszkania i przykleja do komputera ma pluskw... Mogo tak by. Podjem wtek. - Dziki temu, gdy wychodz z gry i skanuj komputer programami antywirusowymi, nie wykrywam infekcji... - Zgadza si - siorbn i zamaszycie odstawi szklaneczk. - Ale gdy chip wyczuwa, e przesya pan pienidze, a wystarczy mu setna nanosekundy` - Wysya impuls zmieniajcy kilka cyfr i liter dokoczyem. - Genialne. Opad na poduchy fotela. - Wanie, panie Aymore, rozpracowalimy zagadk. Parsknem. - To tylko hipoteza. - Paskie mieszkanie sprawdzimy jako pierwsze.

- Najpierw klamka - przystawi do rczki skaner. - Aha! Tak jak mylaem! Wskaza ledwie widzialne linie. - Uywa pan rkawiczek? - spyta. - Nie potrzebuj. Zim u nas nie ma... - A wic zgadza si. Jeszcze tylko zdjcie do dokumentacji... - aparat zapiszcza - i wchodzimy do rodka. Przez chwil usiowaem sobie przypomnie, czy nie mam baaganu. Ariston wtargn do rodka j czog, nie byo czasu na rozmylania. Sprbowaem spojrze na wntrze oczami obcego. Wygldao przyzwoicie.

- Komputer w salonie? - domyli si. - Zobaczymy .. Naoy cyfrowe gogle i wczy infrareflektor. Obszedem komputer od drugiej strony i przyjrzaem si obudowie. Ani ladu. - No... mam ci, skarbie - wysycza Borgia. Zaoy popielat nanorkawic i przytkn palec za zagiciem wlotu powietrza. Po chwili oderwa go od szarej powierzchni. - Nic nie widz - sapnem skonsternowany. - Bez tych szkie to trudne - rozemia si. - Pomog panu. Przytkn drugi palec do opuszki i podway niewidzialny ksztat. Wtedy zobaczyem cieniutki kwadratowy listek. Prezes otworzy prniow torebk i delikatnie woy arkusik do rodka. Zapiszcza odsysacz powietrza. Na spoinie zamrugaa zielona lampka. - Widz, e istotnie jest pan dobrze przygotowany - rzekem z uznaniem. Zsun z oczu gogle i umiechn si. - Nie mwiem?

Zastanawiajce, dlaczego pokj widze z oywiecami przypomina sal rozmw w wizieniach: grube szyby uniemoliwiajce dotyk, wzmagajce poczucie izolacji i niemocy Tym razem Anna wygldaa lepiej. W oczach pojawi si spokj, w ruchach wicej pewnoci. - Torkil - wyszeptaa. Ubrali j w kwiecist zwiewn sukni. Wygldaa jak motyl: kruchy, delikatny nowo narodzony. - Aniu, jak si czujesz? Przytkna palce do szyby. - Dziwne pytanie. Nie umiem odpowiedzie. - Niech pan raczej nie pyta - odezwaa si pielgniarka z tyu. Zdaje si, e inna ni poprzednia, ale take gruba. - Zamiast tego lepsze s krtkie zdania twierdzce. Bez zaprzecze. Kiwnem gow - Ciesz si, e tu jestem. Z tob. Rozemiaa si. Jako tak szeroko i sztucznie. - O uczuciach te nie. Niech pan sobie przypomni elementarz - upomniaa mnie biaa dama. Skrzywiem si. Miaem wraenie, e Anna patrzy na mnie z kim samym zainteresowaniem jak na reszt wiata. Chciaem, eby patrzya z wiksz mioci, a ty czasem to ona potrzebowaa mioci. - Jestemy tu razem - odezwaem si. Skina gow z dziecicym umiechem. - Ty i ja jestemy w szkole. Potrzsna gow. - Ty i ja - potwierdzia.

Po kilku dniach otrzymaem radosny telefon prezesa Creators Club. - Policja odkrya chipy u wszystkich poszkodowanych! Byy te stare, ale cigle czytelne odciski rkawic! ledztwo nabiera rozmachu! - To wspaniale, panie Borgia. Troch mu zazdrociem. Kiedy on bawi si w detektywa, ja ledziem rozwj osobowoci i cho byo to zjawisko interesujce, aowaem, e nie mog si rozdwoi. - Podejrzewa pan kogo? ciszy gos. - Myl, e nie powiem niczego odkrywczego, ale dane klientw Blue Whales Interactive znamy tylko my i niektrzy technicy BWI, zatem... - Pula obejmuje pracownikw i czonkw klubu? Zrobi zatroskan min. - Niestety. Chocia niekoniecznie, bo pierwsza kradzie miaa miejsce przed powstaniem CC, a ofiar byem ja. - Pan?! - C robi. I tak jestem wdziczny losowi. Moe dziki nowemu cyfrowemu przyjacielowi oraz klubowi, ktry stworzyem, nie stoczyem si na dno? - Mimo wszystko dane, jakie sprawca posiada, godziny transferw... - Podpowiadaj, e jest blisko nas? Zgadzam si. Lecz jeli tak, to musia wstpi do CC na pocztku jego istnienia. W gowie rozbysa mi naga myl: - Musia albo musiaa.

- Zbadaem chip, ktry mi podesae. - Harry zamwi jak zwykle pierogi. Nie wiem dlaczego, ale lubiem spotkania w neomilkbarze. Moe przypominay mi modziecze lata, gdy rozpoczynalimy karier cyfrowych zabijakw i nie byo nas sta na nic lepszego? Poza tym jedzenie w tym miejscu, w pobliu widokowej platformy na poudniowym oliborzu, byo naprawd znakomite. Sam paaszowaem pyzy z misem. Mgbym zabi za takie danie. - No i? - wydusiem, przeknwszy ks. - Pusty. - e jak? - Robota geniusza. Miaem do geniuszy. Wbiem zby w tuste biaawe ciasto. - Programik uruchomi si w trakcie przelewu - cign. - Przestawi X na Y, sidemki na dziewitki, czy odwrotnie, nastpnie sam si usun z komputera, a potem - ciachn widelcem pieroga i woy go do ust. - A potem - wyduka - uchun si ch chipa. - Usun si z chipa? - Przecie mwi. Popiem herbat ze szklanki ujtej w metalow obrcz z uszkiem. Waciciel mwi, e to jaka tradycja z dwudziestego wieku. Miaem wtpliwoci, ale wygldao to rzeczywicie egzotycznie. - To samo stwierdzili spece z policji wyznaem. Harry pokrci gow. - Geniusz.

Tym razem widziaem prawie swoj Ani. Zaoya szafirowy sarong, ulubiony ubir sprzed transferu. Nad niadym brzuchem kwiecio si bolerko tym samym wzorze. Sza pynnie, wdzicznie i od progu si umiechaa. - Witam, panie przystojny! Skurczyo mi si serce na brzmienie powitania: tymi samymi sowami odezwaa si do mnie po raz pierwszy. - Jestem tu - odparem ostronie. - Moesz ju mwi swobodniej - zachcia. - adnie wygldasz. - To dla ciebie. - Naprawd? Zaczesaa zoty kosmyk za ucho. - Coraz wicej umiem. Coraz atwiej. - Pani Ania robi postpy - potwierdzia pielgniarka oparta o cian. - Jeszcze tylko miesic - pocieszyem j. - Chciaabym ju wyj - spojrzaa smutno. Siostra pokrcia gow. - Jeszcze pojcia abstrakcyjne. - O mj Boe - jknem. - Co? - spytaa, rozchylajc usta. - Co przez to rozumiesz? Korpulentna opiekunka spojrzaa na mnie gronie, zacisna pi i przyoya j do brody.

O tym, e winna jest sekretarka Aristona, Sarah Koronowsky, dowiedziaem si z sieciowych newsw. Przedstawiono zdjcia jej mieszkania po rewizji: skrytk z nieuywanymi chipami, dyplom wyszej szkoy informatycznej, nawet rkawiczki - rzecz raczej archaiczn w dobie globalnego ocieplenia. Nie miaem czasu na proces. Podobno przebiega bez wikszych problemw. Byy dowody, bya winna. Niestety, pienidzy nie odzyskano. Bardzo mnie to stropio. Levi nie okaza wspczucia: - Przykro mi, panie Aymore. Co prawda prezes Borgia twierdzi, e to dziki panu zama zagadk, ale pienidz to pienidz. Musi pan zapaci. I tak zostaem bez grosza.

Przy zwalnianiu Ani ze szkoy uprzedzano, e statystyczny oywieniec potrzebuje do przystosowania okoo tygodnia. Zalecano cierpliwo i milczenie. Wychodzia na dugie spacery, podczas ktrych praktycznie si nie odzywaa; po caodziennym wypadzie wracaa do lokum oddanego przez firm na wieczne uytkowanie i kada si spa. Miaem wraenie, e niepotrzebne sowo moe j urazi. Obserwowaem j z daleka i czekaem. Gdy min zapowiedziany czas, zacza si komunikowa.

- Jestem... jaka... niezorganizowana. Widz tak wiele zjawisk, e nie potrafi ich uj, uj w... - Schemat? - podpowiedziaem. - W szkole byo prociej. Teoretycznie wiele wiem, a mimo to wszystko - powioda dookoa rk - jest... szokujce.

Cigle gryza mnie sprawa Sary. Niepokoio, e cao zostaa zaatwiona beze mnie, dziwi fakt, e nie znaleziono skradzionej sumy opiewajcej na, bagatela, siedem milionw, po p miliona od okradzionej sztuki. Zadaem sobie trud i odnalazem wizienie, w ktrym j osadzono. Scena rozmowy przypominaa widzenia z Ani. Sarah wysza zza energetycznej zasony zmita i poszarzaa. Pozostao wewntrzne pikno, ktre z trudem przebijao si przez zasmucon twarz, pozbawion ycia i makijau. - O, pan Aymore - przywitaa mnie bez entuzjazmu. Gdzie si podziaa ta pena wigoru sekretarka? Podesza bliej i usiada za stoem, po drugiej stronie niewidzialnej bariery. - Przyszed pan obejrze zodziejk? Informatyczk pracujc dla niepoznaki jako asystentka? Pod oszustk? Przeknem lin. Trudno uwierzy, e bya winna. Przemogem chrypk. - Przyszedem po swoje pienidze. Rozemiaa si sardonicznie. - Nie mam paskich pienidzy Ani paskich, ani niczyich innych. - Jak to moliwe? Spojrzaa, jakby chciaa mnie oplu. - Jestem niewinna, oto jak. W yciu nie widziaam tych pieprzonych chipw, kto je podoy. Jestem, a raczej byam, bezrobotn informatyczk bez dostatecznej wiedzy, by zrobi ten, jak to mwi, genialny program. Dlatego zatrudniam si jako asystentka, bo studia byy jedn wielk pomyk - zacza bezgonie szlocha - jak pomyk, byy kaprysem, rozkazem mojego gupiego ojca! Chwycia krawd blatu i spucia gow. Poskrcane wosy faloway w rytm paczu. - Chciaam by wizaystk - chlipaa. - Nawet kosmetyczk. - Pocigna nosem. - To mnie interesuje. Uroda, a nie jakie chrzanione zerojedynki! Wszystkie egzaminy opaciam. Brzmiao zbyt mao prawdopodobnie, eby byo nieprawd. - Uczestniczy pan w rozprawach? - Zajmowaem si Ann. - Kim? - Oywion. - A. - Wycigna chusteczk i wydmuchaa nos. - To bya farsa. Nikomu nie zaleao na ustaleniu faktw, odkryciu prawdy. To s zwykli ludzie, ktrzy chc jak najszybciej przej do nastpnej sprawy. Wszystko pasowao, opinii publicznej zaleao na zamkniciu sprawcy, po co si zagbia? Jak pomyl, e ich pensja pochodzi z naszych podatkw... - Jeli nie pani, to kto? - Czonek klubu, bez wtpienia. - Albo Levi Chip. Spojrzaa na mnie ze zoci. - Nie wierz. - Ariston? Potrzsna grzyw. - Sam zosta okradziony. To najlepszy czowiek pod socem. Da mi prac. Zawsze pilnowa, by dzwoni do klientw przed transferem i po, mwi, e wtedy potrzebuj najwikszego wsparcia, chyba wiedzia, co mwi, bo przedtem by terapeut. Skomponowa t muzyk... Nie byem zachwycony zmianami, jakimi zaskoczya mnie Anna, gdy nabraa wicej pewnoci siebie. - Nie w bikini? - lustrowaem spdnic i koszul do dokadnie maskujce figur. - Tak ciepo. - Czy jeste ze mn tylko ze wzgldu na ciao? spytaa wcale nie mikko. Gdzie jest moja Anna?, mylaem w popochu. Co jej wszczepili? Kompleksy? Pogard dla nagoci. Opanowaem odruch paniki. Miejmy nadziej, e to tylko pytanie sondujce. Przerwaem przeduajc si cisz: - Wiesz, jak staroytni Grecy nazywali barbarzycw? Spojrzaa zaciekawiona. Rozpoznaem gest z dawnych czasw. - Nie. - Ci, co nigdy nie chodz nago. - Naprawd? Znw znany grymas.

- Ciao i dusza to miks. Metafizyczne poczeni Nie rozdzielajmy ich, bo wpakujemy si w neochrzecijaski bekot. Zdejmij to, bardzo adne przyznam, wdzianko, i cieszmy si cielesnoci. O ile mog tak powiedzie w wiecie, dodaem w mylach. - Na chwil. - Zacza ciga materia. - Dlaczego na chwil?! - Uroda rozsdnie dawkowana przetrwa prb czasu. Baba jak cholera! Ratunku! - Przecie si nie starzejesz! Umiechna si jak nauczycielka tumaczca cc dziecku. - Ale twoje oczy si starzej. Pami o mnie. Nie chc, eby pewnego dnia si znudzi. Przez sekund miaem wraenie, e w tle, midzy jej kolanami, widz skrawek rudej czupryny chowajcej si za wydm. Gdy wyostrzyem wzrok, ju j nie byo. Moe mi si zdawao. Otrzsnem si z zamylenia. Spojrzaem na towarzyszk. Znw bya moj Ann. Lecz w jej oczach goci... - Zacza si ba? Spucia gow. - Kiedy wszystko byo takie proste...

- Mia pan racj. Zachowuje si inaczej. Levi Chip zacisn usta. - Obronnie? - Co... w tym rodzaju. Spojrza skosem w d. - No c. Dopiero si uczy. Przedtem bya, mona powiedzie, odpowiednikiem sufickiej esencji. - Czego? - Osobowoci dziecicej: ciekawej, nie znajcej lku, elastycznej. Kady z nas taki by. Czy majc tak wiedz mgby j wykorzysta do celw przestpczych? To by dopiero by przypadek: sprzedawca okradajcy klientw. - Przepraszam, e pytam, ale jakie jest paskie wyksztacenie? Pgbkiem si umiechn. Lekki rumieniec. - To sycha? Ciesz si. Jestem odpowiednim czowiekiem na waciwym stanowisku. - Czyli? Wypry pier. - Doktor habilitowany filozofii i psychologii. - Obu tych dziedzin? - Nie ma dobrej psychologii bez filozofii. A filozofii bez osobistego rozwoju. Patrzyem nieruchomymi oczami. - I kto taki pracuje w tej firmie? - Lubi to zajcie. Poza tym - przybliy si do ekranu - jestem niezastpiony. I oni o tym wiedz. Gratuluj wiedzy. A na informatyce si pan zna? Rozemia si. Pogrozi palcem. - Przypominam, e winn osadzono w wizieniu. Rozumiem paskie rozgoryczenie finansow strat, ale czy pani Sokolowsky nie jest tego warta? Nawet pi razy tyle. - Mwi pan, e przed przeniesieniem jej psychika bya... jaka? - Podobna do sufickiej esencji. - A tak, pamitam. A teraz? Co z ni si teraz dzieje? - Pierwsza faza dojrzewania to mobilizacja mechanizmw obronnych. - Ale czego, do diaba, si boi? Wzi gboki wdech. Szykowa si wykad. Miaem do wykadw. - Gwnym zadaniem psychiki jest stabilizacja wewntrznego wiata. Nie wszystko czowiek jest w stanie od razu przyj. Zwaszcza nowo narodzony, choby jego konstytucja bya wyselekcjonowana z najlepszych linii genetycznych. - Jak dugo to potrwa? Rozoy rce. - Cierpliwoci. Czy pan od razu by taki mdry jak teraz? - Nie chce pan powiedzie, e bd czeka trzydzieci pi lat? Rozemia si. Machn rk. - Troch krcej. Ann wiele rzeczy ma za sob. - Rok? - By moe. Najpewniej dwa razy tyle. - Ale... - Ile upyno czasu od oywienia? - przerwa. - Trzy miesice. - Pora na stymulacj. Niech j pan zabierze w nie bardzo bezpieczne miejsce. Ona musi si zmobilizowa. Uniosem brwi. - Psychik rzdz dwie armie, by tak rzec. Hufce porzdku i hordy chaosu. Porzdkowi to mechanizmy obrony osobowoci. Pilnuj, by nic si nie zmienio.

- Siy zachowawcze... - Hordy chaosu to dynamizmy rozwojowe. D do zmian, ktre, jak pan zapewne wie, nastpuj w wyniku czstkowych dezintegracji. - eby zbudowa co nowego, trzeba zniszczy przestarzae? - Dokadnie tak. Niech ona poczuje zagroenie, niech si z czym zmierzy, wtedy pokae, na co j sta. - No dobrze, lecz... - Anna jest sukcesem - wszed w sowo. - Wszystko z ni jest w porzdku. Ale oprcz rzeczy, ktre dotychczas poznaa, musi nauczy si y. Nie ma lepszego nauczyciela od zwykych relacji i codziennych wydarze. - Przetar oczy - Ze smutkiem, bo pana polubiem, prosz o wprowadzenie elaznej zasady: ze mn kontaktuje si pan wycznie w przypadkach... nazwijmy je medycznymi, czyli wtedy, gdy bdzie si dziao co sugerujcego, e w jej mzgu szwankuje jaki ukad. Niech pan mnie traktuje jako rodzaj pogotowia neurologicznego. Wszystkie pozostae problemy powinien pan omawia... z ni.

Niedugo potem Sarah Koronowsky zostaa zwolniona po rozprawie apelacyjnej. Jej adwokat, opacony przez Aristona, dowid, e proces by poszlakowy, a werdykt oparty na niedostatecznych dowodach. Nigdy nie zrozumiem logiki sdw i w ogle tak zwanego wymiaru sprawiedliwoci. Pani Koronowsky w chwale powrcia na stanowisko sekretarki prezesa Borgii, sprawa stana w miejscu, a sprawca, jeli mia troch oleju w gowie, nie powinien decydowa si na kolejny skok. Siedem milionw wystarczyoby na wygodn egzystencj. Ja bym tak zrobi: kupi gravill gdzie na poudniu byej Hiszpanii czy Francji i cieszy si yciem. Poegnaem si z pienidzmi, a do klubu CC postanowiem nie dzwoni. Nie miaem nerww.

- O Boe! - Anna oderwaa palce od rozpalonej rury wydechowej bolidu klasy gamma. A jednak zasymilowaa wykrzyknik i zacza go uywa, jak reszta ludzi, jako niewiadomego idiomu. Bo przecie wcale Boga nie wzywaa. - Co to jest?! Nieprzyjemne! Machaa bezradnie rk. Zacignem j do ulicznego kranu. Odkrciem wod i przytrzymaem zarumienione opuszki w lodowatym strumieniu. - To bl. Powietrze przeciy cigajce si machiny Rozwiao jej wosy Jedyn rozrywk w wiecie Speed Demons byy wycigi. Mimo prostoty zaoe, gwarantoway niezapomniane przeycia i adrenalin na najwyszym poziomie. - I wy z tym yjecie? - patrzya na oparzenie. - Nie spotkaa tego w Brahmie? - Rzadko tam bywam. - Dam ci lekarstwo. Podeszlimy do automatu. Ze szpary wypady tabletki. Po eliptycznym torze przetoczy si peleton wielobarwnych, poyskliwych machin, pozostawiajc zapach ozonu i cichncy dwik gromu. - yknij. Nie bardzo jej to szo. Przecie ykanie to odruch. Czego si, do diaba, wygupia? - Nie umiem. Za due. Daj wody - wycigna rk. Zdaje si, e ktra z pa matryc zataia, e ma kopoty z pigukami. Zaklem w duchu. Ale zaraz, przecie wegetatywnie to ona jest jogink! Postanowiem zaryzykowa. - Za chwil - odsunem kubek. - Zaufaj mi. - Daj! - Posuchaj. Ciao jest mdre. Samo wie, jak przeyka. Nie przeszkadzaj mu. Przez chwil walczya ze zoci. Opanowaa si. - Wdech, wydech, wdech, wydech - szeptaem. Koysaa si w rytm sw. Nagle jej twarz pojaniaa. - Poszo! - Brawo. Brawo! Ucisnem j. Przytulia si jak kiedy. Wrcilimy do bolidu. Zasunem szyb i wczyem rozruch. Ruszyem na penym przyspieszeniu. Otoczenie rozlao si w smugi prdkoci. - Tego czego w realium jest bardzo duo - stknem, wchodzc w wira. - Blu? To straszne! - krzykna, chwytajc si podokietnikw. - Po prostu trzeba uwaa!

Staraem si nie okazywa zdziwienia, gdy grzeczni panowie w kombinezonach ze znakiem Novatronics wepchnli do mojego apartamentu antygrawitacyjn platform dwigajc dwumetrowe pudo. - Pan Torkil Aymore? - spyta jeden z nich. - Zgadza si.

- To dla pana. - Wcisn na pilocie kontrolk. Blokady na krawdziach opakowania puciy. Paszczyzny prostopadocianu zoyy si w rwne harmonijki, odsaniajc poyskliwy prezent. eski Doom by zgrabniejszy od Oscara, Neona i Digita, mimo to wci emanowa czym nieludzkim. - Naa... pewno? - zajknem si. - Nie zamawiaem motomba. Wrczy mi list. - Nie ma wtpliwoci. Znw co nacisn na pilocie. Platforma zsuna adunek na podog i podya jak pies za wacicielami. - Miego dnia - strzeli palcem w daszek czapki. Rozerwaem kopert. Drogi Torkilu! Sporo mylaam i doszam do wniosku, e moja zo nic nie zmieni. Pogodziam si z myl, e nie jestem sama. Moe prawdziwsze bdzie stwierdzenie, e usiuj si pogodzi. Dziewczynie potrzebne jest to wdzianko, jeli nie chce zdziwacze. Sama widz, jak Konon si zmieni, gdy zacz uywa zbroi. Pewnie nie wiesz, ale niedawno awansowaam na dyrektora ds. Wirtualnego Bezpieczestwa Novatronics. Gdy si nie ma szczcia w mioci, satysfakcj daje praca... Niewane. Istotne jest to, e udao si zorganizowa dla Ciebie, a w zasadzie dla niej, ten model. W pudle, przy stopach, znajdziesz instrukcj obsugi, gwarancj i oprogramowanie. Moe kiedy mi si odwdziczysz. ciskam Pauline Kochana Pauline. Zalaa mnie fala wdzicznoci. To by wielki gest. Nie byoby mnie sta na zakup droida, a ju na pewno luksusowego Dooma. Podszedem do pachncego nowoci korpusu. wiato zaamywao si na stylizowanych udach i ramionach, matowo poyskiway kontrolki, przez ktre nie przepywao jeszcze wirtualne ycie. Dyrektor Eim miaa racj: ludzka egzystencja powinna przynajmniej zahacza o realium, choby po to, by zobaczy, na czym opierali si twrcy gier. Z zamylenia wyrwaa mnie naga myl: Anna jako robot, a nie uwiziony w sejfie mzg, musi gdzie mieszka!

Masz babo nanoplacek, rozmylaem, zapoznajc si z obsug korpusu. Okazao si, e zanim woy si we sejf z dibekiem bd organicznym mzgiem, trzeba go wstpnie oywi", to jest wprowadzi podstawowe oprogramowanie wegetatywne, co jak w ywych organizmach ukad autonomiczny zajmujcy si oddychaniem, trawieniem, kontrolowaniem cinienia krwi, temperatury i tak dalej - tyle e w przypadku motomba aplikacje nadzoroway temperatur staww, przepywy energii, stan akumulatorw, naprenia w koczynach i inne typowo techniczne zjawiska. Chocia czy nasze ciaa nie s techniczne? Przerwaem rozmylania i przyjrzaem si diagramowi, poszukujc odpowiedniego slotu. Odnalazszy go na schemacie, przysunem si do zbroi i wcisnem przycisk w okolicach biodra. Wysuna si peczka. Pooyem na niej nonik pamici i wsunem kiesze. Napd zaszumia i nagle z gonikw robota dobiega cicha, dziwna muzyka. Natychmiast j skojarzyem z kolawymi dzieami Aristona. Co to jest? Umilenie programowania? Gdy na ekranie telesensu pojawia si smaga twarz Latynoski, zmiko mi serce. - Pauline najmilsza... Spucia oczy. - ...dzikuj ci za pikny prezent. To wspaniay gest. - Miaam nadziej, e si ucieszysz. - Chyba artujesz. To najpikniejsza rzecz, jak w yciu otrzymaem. Spojrzaa smutno, a w jej oczach odbija si al setek ucinionych pokole. - Mogabym ci da duo wicej. Zascho mi w gardle. - W zasadzie chciabym zapyta o jedn rzecz. Syszysz t muzyk? Patrzya w dal, jakby nie rozumiaa moich sw. - To najnowszy pomys programistw. Umuzykalniony program. - Co takiego? - Czy to naprawd istotne? - zapytaa ze znueniem. Zrobio mi si wstyd. Mimo to musiaem wiedzie. - Uwierz, e tak. Wyjani ci to kiedy. Westchna. - Dobrze. Oto skrt metody Muzyka to matematyka: dwiki uoone w logiczne, proporcjonalne sekwencje. Okazao si, e przy niewielkiej modyfikacji z kadego programu, nawet do droida, mona zrobi utwr muzyczny. Ot i caa tajemnica. - Jak - zajknem si - jak sdzisz, czy mona zrobi program przestawiajcy co w psychice i zakamuflowa go w postaci muzyki?

- Rodzaj hipnozy? Hm... - potara podbrdek. - Staroytni mwili, e muzyka jest tajemnic duszy... Fakt istnienia dwunastu dwikw i symboli tonowych wskazuje na cis korelacj struktury psychiki i muzyki. Mona powiedzie... e muzyka masuje dusz. Teoretycznie wic byoby to moliwe...

- Zna pan jakie dobre banki udzielajce kredytw? Ariston na ekranie telesensu jowialnie si umiechn. - Ciesz si, panie Torkilu, e pyta pan wanie mnie. Ot specjalnie dla czonkw klubu CC European Bank udostpni korzystnie oprocentowane poyczki na mieszkania dla droidw... - Skd pan wie, e mam dla Ann motomba? - To chyba oczywiste, skoro zadaje pan takie pytanie. - Rzeczywicie chc dla niej kupi lokal. Nawet wypatrzyem stosowny apartament w linowcu Kampiville, niedaleko std. - Puszcza Kampinou? - Wanie. - To rzeczywicie blisko Cotomou i paskiego Stockomville. Zrobiem pospn min. - Tyle, e przez dziaalno tajemniczego sprawcy zapaciem za oywienie Anny dwa razy i teraz nie mam pienidzy. Splt rce. - Taak - wystuka co na konsolce. - Przesyam panu namiary banku i formularz czonkostwa CC. Po wypenieniu dokumentu otrzyma pan kredyt. Osobicie tego dopilnuj.

Borgia dotrzyma sowa. Rzeczywicie, po wstpieniu do Creators Club pozyskanie kredytu stao si proste jak plazmowy miecz. Porednik nieruchomoci zaatwi wszystkie formalnoci: mieszkanie w zasadzie naleao do Anny, pozostao tylko przelanie pienidzy. Postanowiem telesensycznie poinformowa o tym prezesa CC. - Bardzo dzikuj - umiechnem si serdecznie. - Bez pana pomocy pewnie nic bym nie wskra. Uprawiajc wolny zawd, nie jestem dla banku dobrym partnerem. - Zawsze si w klubie wspieramy. A propos, zapraszam na pogadank o pierwszych krokach w wirtualnym zwizku. Jutro o osiemnastej, portal Rajskiej Play. - Przykro mi, ale za chwil wchodz do gry Anna cigle mnie potrzebuje. A zaraz potem, jutro o dziewitej, robi przelew na konto porednika nieruchomoci. - Ale tak, rozumiem. - Zmruy oko - Powodzenia. Rozczyem si. Wziem tusz i zaczem nakada kombinezon. Nie zdziwiem si, syszc sygna telesensu. - Prezes Borgia? - udaem zdziwienie. - Tak... - przybra tumaczcy ton. Ukradkiem wczyem nagrywanie rozmowy. - ...zapomniaem panu przypomnie, eby przed wejciem w sie sprawdzi pan zamki w domu. - Czy to nie ta uspokajajca melodia, ktr syszaem przed oywieniem Anny? - udaem zaskoczenie. Umiechn si. - Ma pan dobr pami muzyczn. Pomylaem, e przed spotkaniem przyda si troch terapii. Wyszczerzyem zby. - Z pewnoci. Pozwoli pan, e wysucham do koca? - Dla kompozytora to zaszczyt.

Na Rajskiej Play panowa pmrok. Byo tu po zmierzchu. Zbliyem si do bungalowu Anny i zajrzaem przez okno. Spaa jak niemowl. pij, moja maa, pomylaem i odwrciem si na odgos krokw. Przyjem ucisk doni sobowtra. - Ciesz si, e przysza, Pauline.

Harry przyoy si do pracy. Na dziewiciu ekranach obserwowaem swj apartament ze wszystkich moliwych ktw. Przysnem na kilka godzin, gdy z drzemki wyrwao mnie wiato rcznej latarki. Znieruchomiaem. Sprawdziem odczyt chronometru. Druga nad ranem. Intruzem by poczciwy Ariston Borgia. Co on robi? Przeszed si po caym apartamencie, przyklejajc w rnych miejscach jakie malekie przedmiociki, tak mi si przynajmniej wydawao. Lkliwie spojrza w moim kierunku i wyszed. Korcio mnie, by sprawdzi,

co robi, lecz baem si wsta, przeczuwajc, e to nie koniec. Przeleaem w pnie jeszcze godzin i usyszaem sapnicie otwieranych drzwi. Sarah? Jednak Sarah? Kobieta przesuna si z koci zrcznoci przez hall i ostronie wesza do salonu. Przemkna myl, e moe mnie zabi, kiedy le bezbronnie na ou. Ponne obawy. Omina leank i zacza si rozglda. Podesza do komody i wycigna szuflad. Czego ona szuka? Wyrzucia ubrania i zabraa si za nastpn. Kiedy koczya demolowa azienk, byem niemal zdecydowany wkroczy do akcji, co mnie jednak powstrzymywao. Wrcia do salonu, kucna i zacza szpera wok komputera. Wstaa, jednak zamiast odej, cigle si rozgldaa. Szczcie, e wytrzymaem jeszcze kilka minut, bo daa za wygran i wysza. Wstaem z oa, zdjem kask i rozejrzaem si dookoa. Co za baagan. Zaalarmowao mnie nage odemknicie drzwi. Ledwo zdyem si pooy i nasun hem, do wntrza wparowa prezes. Czy mj apartament to hotel? Potny mczyzna pokrci gow i zabra si za sprztanie. Zakrcio mi si w gowie. Porzdnicki? Upakowa ubrania do szuflad, po czym zaoy cyfrowe gogle i zabra si za ukadanie bibelotw na blatach. Robi to do dokadnie, niemal tak, jak stay przed demolk. Po p godzinie mieszkanie wygldao jak nowe. Pochyli si, by obejrze komputer, co przy nim zrobi, cmokn i wyszed. Tym razem to koniec goci, pomylaem i zapadem w sen.

Dokadnie o dziewitej trzydzieci wystukaem jego numer. - Borgia! Znowu mnie okradli! Ratuj, przyjacielu! - Jak to? - zdziwi si. - Te pienidze na mieszkanie! Nie dotary! Znw pomyka! Umiechn si smutno. - Wic mamy sprawczyni. - Sucham? - Wybacz, kolego, ale musiaem to zrobi. Wynagrodz ci to. Byem tej nocy w twoim mieszkaniu i zamontowaem kamery Myl, e to, co nagray, moe ci zainteresowa. Niedugo u ciebie bdziemy.

Istotnie, za godzin wtargn do mieszkania na czele czterech policjantw. Towarzyszya im lekko spanikowana Sarah. - Prosz bardzo, panowie - odezwa si blondyn. - Tu umieciem kamery - przeszed si po mieszkaniu i usun chipy wielkoci ebka od szpilki. - A oto zapis. Mona? - spojrza pytajco, podchodzc do czytnika. Przytaknem. Wsun dysk w szczelin. Holobraz wywietli wizyt Sary: skradaa si przez hall i salon tak samo jak w rzeczywistoci, ale zamiast wywraca szuflady po prostu podesza do komputera, schylia si, wykonaa przy nim niezidentyfikowane czynnoci i wysza. - Ale to nie tak byo! - krzykna przeraona. - Przyznaje pani, e wamaa si tu tej nocy? - spyta sierant. Pokrciem gow, podziwiajc psychologiczny kunszt blondyna. Gdyby sprawczyni zobaczya zwyky zapis, mogaby, zachowawszy zimn krew, wyprze si wszystkiego i powiedzie, e to komputerowa symulacja. Modyfikacja wizyty zaskoczya j i spowodowaa, e sama si wygadaa. - Tak, ale w innym celu, powiedz im, Borgia! Mczyzna podszed do komputera i zdj z niego jaki przedmiot. Pokaza go policjantom. - Przykleia chip. - Ale, ale to nieporozumienie! - Sarah podbiega do niego. - Powiedz im, przecie sam mnie namwie, ebym tu przysza! - Nie wiem, Saro, o czym mwisz. - Jak to? Mwie, e to Aymore jest zodziejem, e okrad siebie, eby odsun podejrzenia, wstpi do klubu, eby by bliej ofiar, e sam podoy sobie chip, gdy u niego bye, i zrobi to we wszystkich mieszkaniach, a take w moim apartamencie! - Spojrzaa na policjantw. - Panowie, przysigam, e mwi prawd! On twierdzi, e Torkil to geniusz komputerowy i stworzy niewidzialnego wirusa, ale przestraszy si, e oprcz policji ledztwo prowadz rwnie Ariston i Levi, dlatego zdecydowa si mnie wrobi! Prezes w zaufaniu poinformowa mnie, e gamedec bdzie tej nocy w grze, poda adres i namwi, ebym poszukaa tych robali! Prbowaam, ale nic nie znalazam! Blondyn sta z zaoonymi rkami i lekko si umiecha. - Bardzo adna historyjka, Saro, ale myl, e ci nie pomoe. Jestemy w mieszkaniu czowieka, ktry chcia kupi apartament dla cyfrowej ukochanej. Wiedziaa o tym i dlatego podoya chip. Pienidze nie dotary na miejsce. Okrada go. - O niczym nie wiedziaam i niczego nie podkadaam! Ja tylko szukaam... - Doprawdy? - umiechn si z politowaniem. - To mieszkanie nie wyglda jak po rewizji. Chyba e pan Aymore posprzta. Czy tak byo? - spojrza niewinnymi oczkami. - Niczego nie dotykaem - zapewniem.

- Panno Saro Koronowsky - odezwa si sierant - aresztuj pani pod zarzutem wamania i kradziey. Zbliy si do niej z kajdankami. - Pozwolicie pastwo, e skoro jestecie w moich progach - odezwaem si - wcz si do dyskusji? Dlaczego chce pan sku t kobiet? Funkcjonariusz spojrza zdziwiony. - Widzia pan. W nocy wamaa si i podoya chip. - Nie uwierzy pan w jej sowa? Czowiek w mundurze umiechn si cynicznie. - Pod wpywem stresu sprawca wygaduje rne rzeczy Czasami pomysowe, ale historyjka panny Koronowsky nie trzyma si kupy. - Na pewno? - Ale to nagranie... - Jest sfaszowane. - Jak pan mie! - wybuchn Borgia. Odsunem si o p kroku. Way co najmniej trzydzieci kilogramw wicej ode mnie. - A tak. Ot tej nocy wcale nie byem w grze. Stuknem w klawisz. Holoekran wywietli cudowny poranek na Rajskiej Play. Po piasku spacerowaa Ania z Pauline ubran w mj osobisty skin. - Pauline? - odezwaem si. Mj sobowtr podnis gow. - Tak, Torkilu? - Dobrze si bawiycie? Sokolowsky rozemiaa si. - To byo bardzo interesujce. Ariston zblad. Widok mnie i Anny na tle oceanu by bardzo romantyczny Mrugnem do nich. - Na razie was poegnam. Wyczyem podgld. - Udawaem uczestnictwo w grze, a naprawd drzemaem na ou obserwujc mieszkanie z innych kamer, zainstalowanych przez mojego przyjaciela. Wybraem numer Harry'ego. Przywitaa mnie zaspana twarz. - Przyjacielu? Masz to? Przetar oczy. - Cze, Torkil. Myl, e twoja hipoteza jest prawdziwa. - Znakomicie. Zosta z nami. - Spojrzaem na zebranych. - Oto, co zdarzyo si tu naprawd. Uruchomiem zapis i komentowaem: - Pan Ariston instaluje kamery Na razie wszystko si zgadza. Przewinem godzinny fragment, w ktrym nic si nie dziao. - Teraz pani Koronowsky pldruje apartament w poszukiwaniu nieistniejcych pluskiew. Na nieszczcie szuka ich take w pobliu komputera, co moe wyglda jak podoenie robala. Jak widzicie, istotnie zrobia z mieszkania pobojowisko. Kobieta sponia si. Z rumiecem byo jej do twarzy Policjanci zrobili gupie miny. Najbardziej krzywi si sierant, ktry dopiero co stwierdzi, e jej historyjka nie ma sensu. Przewinem film. - Powtrne odwiedziny prezesa, ktry susznie postanowi posprzta po poprzedniczce, bo wiedzia, e widzc baagan, domyl si wizyty wamywacza" i nie zdecyduj si na przelew! Nie byoby dowodu winy! Sprawdza w goglach, jak wygldao wntrze przed interwencj, by tu wszak przedtem z tym samym ekwipunkiem... i voila, wszystko lni! Swoj drog dzikuj. Nie musiaem sam si mczy. Nienawidz sprztania. - Mrugnem do niego. Patrzy na mnie jak bojowy mech przed oddaniem miertelnej salwy. - Teraz podkada chip i wychodzi. - No, ale... w takim razie... - sierant wyranie straci rezon - kto jest tym wamywaczem? Zodziejem? Czas na ostatni akt. - Zapraszam pastwa bliej. Otworzyem w komputerze okno poczty i odnalazem numer konta, na ktre miaem wpaci pienidze. Rozwinem nowy plik tekstowy. - Prosz o uwag - podniosem rce jak prestidigitator - zamierzam przepisa powyszy numer. W tym momencie prezes Creators Club rzuci si do ucieczki. - Ale co pan! - krzyczeli szamoczcy si z nim policjanci. Przyprowadzili go do ekranu, trzymajc za nadgarstki. W cichoci ducha pogratulowaem sobie sprytu. Tak kumulowaem napicie, eby nie wytrzyma i prbowa prysn. Dziki temu mundurowi ostatecznie uwierzyli, e kobieta jest niewinna. Czowiek bardzo atwo przywizuje si do pierwszego wraenia i niechtnie je porzuca. - Mona? - spytaem niewinnie. - Zaczynam. Na ekranie pojawi si wyk cyfr i liter.

- Teraz sprawdcie, czy zrobiem to poprawnie. Porwnali cigi. Pierwszy odezwa si sierant. - Zrobi pan bd w kilku miejscach. Umiechnem si zjadliwie do Borgii. - C za zaskoczenie. - Ale co to ma do rzeczy? - zdziwi si dowdca. - Bd te bdy popenia w nieskoczono, dopki nie zostan odczarowany przez terapeutyczne tony muzyki pana prezesa. - Nie rozumiem. - Pozwoli pan? Zaoyem suchawki na uszy jednego z policjantw. - Harry - odezwaem si do maego okienka na holobrazie, z ktrego Norman przyglda si nam z nieskrywanym rozbawieniem. - Pu ten kawaek. Przez chwil stalimy w milczeniu. Sarah patrzya na mnie z nadziej. Zacisnem powieki, co znaczyo: Wszystko bdzie dobrze". Ariston wyglda jak hipopotam zamknity w klatce bez wentylacji. Policjant zdj mikrogoniki. - Bardzo pana prosz - pooyem rk na jego ramieniu - niech pan sprbuje przepisa ten numer bezbdnie. Po kilku bezskutecznych prbach sierant by przekonany. - Jak to moliwe? - spyta. Umiechnem si. - Najlepiej wyjani to sam autor. Ja wiem tylko tyle, e by terapeut w prestiowym zwizku European Therapists, z ktrego zosta usunity za eksperymenty nad programowaniem umysu za pomoc impulsw dwikowych. Wedug analiz przeprowadzonych przez Novatronics - wskazaem Harry'ego - w muzyce, ktr Ariston podkada pod rozmowy Sary z wybranymi klientami, konkretnie te poczenia, ktre poprzedzay oywienie i transakcj, byy zawarte hipnotyczne treci powodujce, e osoba poddana transowi permanentnie mylia si podczas przepisywania numeru, zawsze w tych samych miejscach. Tu po transakcji pani Koronowsky dzwonia drugi raz, tym razem z muzyk odczarowujc. Nie byo adnego komputerowego wirusa, adnego wamywacza, tylko hipnoza, czyli te rodzaj buga, ale implementujcy si w gowie. Ariston dobiera ofiary bardzo starannie i tylko im dokada" do muzyki hipnotyczny podkad. Gdy dowiedzia si, e jestem gamedekiem, chcia zdj ze mnie muzyczny trans jeszcze przed oywieniem Anny, lecz nie wiedzia, e podczas rozmowy byem tak zmczony, e wyczyem foni. Std jego zdziwienie, e jednak zostaem okradziony". Susznie si lka - spojrzaem na niego przyjanie - bo istotnie, cho zajo to troch czasu, rozgryzem go. - A panna Sarah? - spyta skonsternowany sierant. - Niewinna ofiara prezesa - odparem. - Ariston dowiedziawszy si, e mnie okrad, przestraszy si i postanowi j wrobi. Moe stwierdzi, e ma ju wystarczajco duo pienidzy i czas koczy ze zodziejstwem, albo jedno i drugie. Myl, e plan awaryjny mia gotowy od dawna, wiadczy o tym zaprogramowany skaner wywietlajcy nieistniejce lady rkawic oraz zestaw do wykrywania chipw, ktrych uywa podczas wizyty w moim apartamencie. Wcale nie znalaz robala na moim komputerze. Chip cay czas by przyklejony do nanorkawicy, ktr mia na rku. Trik polega na umiejtnie wykonanym ruchu. Daem si nabra. Podrzucenie listkw do mieszka pozostaych graczy i odcinicie ladw na klamce nie byo trudnym zadaniem, jak rwnie podrzucenie chipw i rkawic do apartamentu Sary. Podczas procesu pani Koronowsky zorientowa si, e poszlakowa sprawa nie gwarantuje trwaej odsiadki, wic sam opaci adwokata, by wzbudzi jej zaufanie, przyj z powrotem do pracy i postanowi poczeka na okazj, ktra niezbicie udowodni jej win. W midzyczasie otrzymaem w prezencie motomba wraz z muzycznym programem, ktry nasun mi myl, e sprawc jest prezes Borgia. Postanowiem zastawi na niego puapk i sam stworzyem okazj do kolejnej kradziey. Prezes wmwi Sarze, e to ja jestem zodziejem. Upokorzona kobieta atwo uwierzya swojemu wybawcy i rozpaczliwie usiowaa oczyci si z podejrze. Rzeczywicie zamierzaem dzisiaj wpaci spor sum na konto porednika nieruchomoci, ale jak panowie widzieli, nie mam szans poprawnie wypeni formularza. Zostabym okradziony... - specjalnie zaakcentowaem sowo: zostabym" i spojrzaem na prezesa CC - bo w istocie jeszcze przelewu nie dokonaem. Borgia bezsilnie spuci gow. Wreszcie zachowa si jak klasyczny przestpca przyapany na gorcym uczynku. Zerknem na Harry'ego. - Suchae tej muzyki? - Nie. Tylko analizowaem struktur. Odetchnem. Stuknem w klawisze i przesaem mu podpisany formularz z kwot i numerem konta. - Mam prob. Wypenij to za mnie i przelej.

Po kilku dniach wina zostaa udowodniona, pienidze odzyskane, a moje konto powikszyo si o milion kredytw. Ariston pod przymusem odczarowa" moj psyche, co sprawdziem przy wiadkach. Do programw, serwerw i chatw wprowadzono nowy typ bramek antyhipnotycznych, pojawiy si firmy reklamujce najnowsze skanery i aplikacje szukajce muzycznych puapek. Ogoszono to, co od dawna wszyscy wiedzieli, tyle e nie potrafili udowodni i udokumentowa, a tym bardziej wykorzysta: umys jest programem i jako taki

moe podlega manipulacjom, a nawet zainfekowaniu cyfrowym wirusem. Ostateczna rnica midzy diginetami i organikami zostaa zniesiona. Nieprawdopodobne? A c moe by dziwniejszego od tego, e miesic wczeniej wszyscy, cznie ze mn, uwierzyli w histori, w ktrej jedynym dowodem by pusty chip?

Wreszcie mogem zaj si Ann. Przewiozem motomba do siedziby Blue Whales Interactive, gdzie przenieli zasobnik z dibekiem we wntrze machiny. Spotkalimy si przy wejciu. Rzucia mi si w ramiona. Przygotowaem si na mier. Ku mojemu zaskoczeniu stalowy droid mia nadzwyczajne wyczucie dotyku. Gdy skoczya wygasza dzikczynne peany, podaa mi krek. - Wczytaj w walktela i za soczewki. Gos brzmia w realium dokadnie jak w Rajskie; Play. - Co to jest? - spytaem. Mechaniczne czci twarzy uoyy si w umiech - Zobaczysz. Wsunem dysk i zaoyem sprzone z walktelem cyfrowe rogwki. Czy chcesz uaktywni program Anna"? pojawi si napis w powietrzu. Pacnem w eteryczne Tak". - O rany! - obraz Dooma rozpyn si, a w jego miejscu pojawia si Ann Sokolowsky odziana w to samo bikini, w ktrym zobaczyem j po raz pierwszy, dawno temu, gdy rozwizywaem sercowe dylematy senatora O'Neila. - Aniu! - podszedem i przytuliem zimny metal. Odskoczyem. - Lepiej, jeli bdziesz tylko patrzy - umiechna si, tym razem nie mechaniczn twarz, ale najprawdziwsz Anin buzi. - Moe kiedy zrobi motomby odziane w skr... - westchnem. - Syszaam, e ju prbuj. Wic to tak widziay siebie te dwa Oscary, ktre widzielimy z Normanem! Wcale nie musiay si czu jak na innej planecie! - Nie ma muzyki - stwierdzia. Rozemiaem si. Ile jeszcze razy usysz podobne komentarze? - Aniu, w realium nie usyszysz melodii ot tak, z powietrza. Po piciu minutach zapomniaem, e dotykam droida: rka motomba rozgrzaa si od mojej doni. Za kilka chwil nie pamitaem, jak wyglda Doom. Spacerowalimy najadniejszymi deptakami. Do idyllicznego nastroju nie pasoway wytrzeszczone oczy przechodniw. No i skpy strj partnerki. Mylaa o tym samym, bo zatrzymaa si przed wystaw sklepu z odzie. Promocja! jarzy si trjwymiarowy napis. Ubrania dla motombw gratis! Weszlimy. - O! Jest muzyka! - diginetka ciekawie si rozgldaa. - Jak w domu! - Dlaczego taki pomys na promocj? - spytaem sprzedawczyni, gdy Anna mierzya strj. - Ile ubra kupi droid? - stara sprzedawczyni umiechna si obuzersko. - Przecie nie zbiedniej! A wie pan, jaka to reklama dla sklepu?! Klientw dwa razy wicej ni zwykle! Kady chce zobaczy cudaka! Sokolowsky wysza zza kotary odziana w sarong ozdobiony holoprojekcj czerwonotych kwiatw i krtk kamizelk do kompletu. - Bez tego byam po prostu naga - szepna mi do ucha. - Wreszcie czuj si jak czowiek.

Jako nigdy nie uwierzyem w istnienie psychopatw, dlatego postanowiem odwiedzi byego prezesa Creators Club w nowym lokum. - Witam zwycizc - umiechn si wychynwszy z energetycznej bariery. W rce trzyma hologazet. Ucisnbym do, ale nie mog - spojrza na oddzielajc nas eteryczn cian. Usiedlimy. Przygldaem si jego twarzy i szukaem rysw drapiecy zoczycy, kogo pozbawionego wyszych uczu. Moe mia nazbyt cikie kostne way nad oczami, ale czy to co znaczyo? Wtpi. - Przyszede porozmawia? - miaem wraenie. e oddzielajca nas ciana zadraa od basu. - Jestem ciekawy - umiechnem si. - Jak si czuj? - wyszczerzy zby. Potarem skro. - Nie. Chc wiedzie, dlaczego to robie. - Kradem? Chciaem uatwi mu zadanie: - Zabranie czego instytucji, firmie, pastwu jest atwiejsze, bo odbierasz co bezosobowej strukturze, ale ywym, prawdziwym osobom, z ktrymi rozmawiae? Umiechae si do nich? Wybuchn gromkim miechem.

- A czyme jest umiech? Umiechaj si wszyscy: od samarytan po najgorszych zwyrodnialcw. Nigdy nie oceniaj po umiechu. To prymitywny grymas. Co w tym jest. - Wic dlaczego? - Cigle nic nie rozumiesz, prawda? Pooy przed sob gazet. Numer sprzed kilku dni. Holobrazki migay, ukazujc powtarzajce si animowane sekwencje. Na pierwszej stronie widniaa jego twarz i tytu: Ariston Borgia Odkrywa Cyfrow Natur Duszy!" Mlasn. - Dziennikarze to kretyni. Nie wiedz, e odkry to Platon w dialogu Timaios. Ja tylko rozwinem jego myl. Pokrciem gow. - Chodzio o saw? Umiechn si pgbkiem. Odchyli si do tyu. - Te. Mimo wszystko nie chciaem, eby mnie zapali, a tylko poraka moga ujawni mj geniusz. Czy zawsze mylisz tak schematycznie i jednotorowo? Jakim cudem udao ci si rozwika t spraw? Urazi mnie. - Po prostu si komunikuj. Kiwn gow, patrzc w bok. - Przeceniana jest rola wiadomoci. C, e rozmawiaem z ofiarami, i tak ich nie znaem. Nie chciaem zna. A moe wiedziaem, e poznanie jest niemoliwe... Najpierw zaaranowaem szopk z samookradzeniem, potem zaoyem klub, nawizaem kontakty z BWI i przygotowaem si do pracy Pierwszy raz by jak podr Kolumba do Nowego wiata: nie wiedziaem, czy si uda, sprawdzaem wasne umiejtnoci, wiedz, dawaem upust wciekoci na dupkw, ktrzy wykluczyli mnie z European Therapists. Efekt by piorunujcy. Jego twarz zagodniaa. - A potem... - spojrza ostro, jakby prbowa opowiedzie szczurowi ldowemu, czym jest sztorm na otwartym morzu - kradzie jest wcigajcym, wrcz uzaleniajcym, bardzo atrakcyjnym sposobem zarabiania pienidzy. Ani si spostrzegem, jak rozgrywka pochona mnie bez reszty Jeste graczem, wic powiniene zrozumie. Podgldaem twoj rozmow z Sar i stwierdziem, e chc si z tob zmierzy, chocia czuem, e jeste niebezpieczny. Jaka cz osobowoci kazaa mi skoczy w przepa. Podoyem nagranie z hipnogramem. Gdy si dowiedziaem, e jeste gamedekiem, postanowiem si wycofa... Tyle e wtedy zadziaaa moja nieznana natura: palec obdarzony wasn wol... Ale nie udao si. Mimo wszystko bya to wspaniaa rozgrywka. - Nie masz wraenia, e wyrzdzae zo? Opuci kciki ust w bazeskiej parodii antycznej maski. - Greccy bogowie czynili zo raz za razem. Herosi rnli si, truli, obdzierali ze skry. Celtowie uwaali, e wiatem rzdzi szalona starucha. Mit, przyjacielu, jest obrazem duszy. - Nie rozumiem. - A ja nie rozumiem pojcia za.

Na Rajskiej Play zachodzio soce. Bylimy sami. Odetchnem zapachem wieczornej bryzy. Ostatnich pi miesicy jawio si niczym dekada. Z trudem ogarniaem wydarzenia, ktre przywiody nas do tego miejsca: reklama w portalu gry, pierwsze rozmowy z Chipem, ktnie z Pauline, telefony od Steffi, konstrukcja psyche Anny, transfer do dibeka, kradzie i perypetie z Creators Club, szkoa, proces Sary Koronowsky, wizyty w niezliczonych grach, zwolnienie niewinnej, prezent od dyrektor Eim, zastawienie puapki na hipnotyzera, przeprowadzka oywionej do nowego mieszkania, rozmowa z winiem... Miaem wraenie, e wychodz na prost z bardzo dugiego wirau. Jeli ja si tak czuem, doznania niespena procznej Sokolowsky byy dziesiciokrotnie silniejsze. Przyjrzaem si jej. Twarz niby ta sama, ale rumieniec na policzkach... Kiedy te si rumienia, lecz jako... bardziej przewidywalnie. Umiechnem si do tej myli. Wanie. Dawniej nie musiaem si zastanawia, co ona przeywa. Teraz... Spojrzaem w morze. Zza lnicego widnokrgu wystawaa maleka czstka soca. Czerwona jak grapefruit. Teraz mog si jedynie domyla. Albo i zaryzykowa... Stanem naprzeciwko. Zatrzymaa si i spojrzaa tym samym wzrokiem co kiedy. Nie przypuszczaem, e wspomnienie z dawnych czasw, gdy bya programem, podziaa na mnie uspokajajco. Zrozumiaem, e nowej Anny po prostu nie znam. Ale czy poznanie kogokolwiek w ogle jest moliwe? Przypomniaem sobie dziwaczn wymian zda z byym terapeut. Otrzsnem si i spojrzaem na towarzyszk. Nie uciekem i wycignem rk do jej piersi. Gdy dotykaem sprystej tkanki, wybuch gejzer podniecenia: bez pytania o zgod, filozofowania czy doszukiwania si gbi w kadym gecie. Wzia gboki wdech. - Mylaam - wydusia przez cinite gardo - e si nie doczekam. Oddychaa coraz szybciej. Przysunem si. Jej ciao promieniowao arem jak nigdy przedtem. Przytuliem j. Draa. Jednak jest rnica. Odwzajemniaa ucisk bardziej intensywnie i spontanicznie ni kiedy. Tulilimy si i caowalimy przez dug chwil, tak dug, e na pewno gdzie tam w nieskoczonoci cigle si jeszcze caujemy. W tajemnym zaktku wiecznoci przy dogasajcym socu Rajskiej Play osignem niemiertelno. Potem ugiy si pod nami kolana. Nie mogc duej hamowa dzy, wtargnlimy w siebie niczym wezbrane fale, przy oguszajcym akompaniamencie dudnicych serc. wiat dookoa obraca si, wirowa i koysa, jakby to on, a nie my, upi si namitnoci.

Nie wiem, ile godzin leelimy, patrzylimy w gwiazdy i na nowo poznawalimy wzajemne milczenie. Gdy si egnalimy, uprzedziem, e musz odpocz kilka dni i uporzdkowa sprawy w realium. - Przecie ja te mieszkam w realium! - odpara ze miechem. Prawda. Zapomniaem.

Po zdjciu kasku, kombinezonu i wypiciu nanowtyczki wykpaem si, ubraem w szlafrok i nalaem szklank Jacka Danielsa. W uszach hucza ocean. Komputer informowa o nieodebranych wiadomociach od Steffi i Pauline. Pozostae dwa serca domagay si posuchu. yknem palcego pynu. Zamknem oczy i zobaczyem sylwetk Anny na tle zachodzcego soca. Odemknem powieki i miaem wraenie, e przez chwil widz poczciw twarz Aristona Borgii. Zamrugaem. Za szyb mienio si milionem wiate miasto, ktre nigdy nie zasypia. Zerknem w prawo, gdzie pord kilku innych linowcw majaczy Kampiville. Ciekawe, czy std wida jej okno? Zmruyem oczy. Daremnie jednak wytaem wzrok. Ledwie widziaem pulsujce wiata pozycyjne i rozmazan powiat dziesitek tysicy szklanych tafli, cigncych si od czarnej puszczy do atramentowego nieba. Gdzie tam, na sto pitnastym pitrze, czyli o ponad dwiecie poziomw niej, tkwi motomb wicy umys ukochanej. Jednej z trzech ukochanych, poprawiy zoliwe duszki. A moe czterech? Przed oczami zamajaczya twarz Sary. Haust alkoholu uciszy upiorny chichot. Zastanawiaem si, czy Anna zostaa w Rajskiej Play, czy moe si wylogowaa tak jak ja. Nie zaywaa gamepilla, nie musiaa je, moga przebywa w wirtualiach tak dugo, jak pozwalay akumulatory A kiedy motomb sta bez ruchu, wystarczay na bardzo dugo. Jeli jednak si wylogowaa, to czy staa w tym samym miejscu, czy przechadzaa si po pustym mieszkaniu? Moe patrzya w okno i szukaa mojego wzroku? Majc wmontowane te wszystkie optyczne wzmacniacze, moe umiaaby mnie odnale? Podniecaa j perspektywa nowego ycia czy raczej ogarniaa depresja z powodu samotnoci? Nie miaem pojcia, a decyzja, ktr podjem, wydawaa si coraz bardziej problematyczna. Odwrciem wzrok. Stuknem szkem w biurko i opadem w przepastny fotel. Odezwa si telesens. Drgnem. Kto mie zakca wity czas gamedeka? Jeli Steffi, to... Na ekranie widniaa znw umalowana i jakby promieniejca twarz Sary W tle majaczyo wntrze przytulnego baru i brzmiaa pocielowa muzyka. Spojrzaa przepraszajco. - Nie przeszkadzam? - Ale skd - skamaem. Poprawia wosy. - Jeszcze... moemy przej na ty? Serce zabio mi mocniej. - Z przyjemnoci. - Wic jeszcze ci nie podzikowaam. Zawdziczam ci wolno. Pomylaam... - zerkna niepewnie - e moe bymy si spotkali. Mam troch czasu... - wzia gboki wdech. Nie chciaem patrze na wypeniajcy si dekolt, ale gupie oczy, nie pytajc o zdanie, chony widok, jak spragnione gardo pochania zimny pomaraczowy sok. Wci nie odbyem wicze uczcych kontroli nad ciaem. Moe zreszt nie chciaem ich odby? - ...i jestem w bardzo miym lokalu. Zajrzaa mi w oczy wietlistymi piwnymi oczami tak gboko, e miaem wraenie, jakby mnie dotkna gdzie w rodku. Przeszed mnie dreszcz. - Co ty na to? - spytaa szeptem. O, nie.