You are on page 1of 249

ROMUALD KOPERSKI

POJEDYNEK Z SYBERIĄ
WYD. III

WSTĘP
Zimowe wieczory to najlepsza pora na odpoczynek. Padający za oknem śnieg i atmosfera domu pe nego ciep a i d!wi"k#w sprawiają$ %e oddajemy si" przer#%nym marzeniom & wiadomo$ nie zawsze realnym. 'ankiem przewa%nie zapominamy o wszystkim$ jesteśmy wypocz"ci$ a co za rym idzie & m#zg nasz pracuje trze!wiej. (iedy jednak nast"pnego dnia tkwimy w s uszności wieczornyc) uroje*$ +ąd!my pewni & jest to znak$ ze nad sprawą warto pomyśle,$ nawet jeśli wszystko wydaje si" kompletną +zdurą$ po prostu w myśl zasady$ %e tylko to$ co na poz#r g upie i szalone$ jest naprawd" cokolwiek warte... -ak a nie inaczej powsta szalony pomys przeja%d%ki samoc)odem z .uropy do /owego 0orku & ma si" rozumie, drogą lądową. (t#r"dy1 Przez ca ą 2y+eri"$ 3lask"$ (anad" i prawie cale terytorium 423. Wyczyn na poz#r niemo%liwy$ ale dlaczego nierealny1 W aśnie z tego powodu z uporem maniaka rozpoczą em przygotowania do podr#%y$ kt#re jak si" p#!niej okaza o$ od początku skazane +y y na niedoko*czenie. /ikt nie m#g mi pom#c lu+ c)o,+y pos u%y, do+rą radą$ poniewa% nikt tej trasy dotyc)czas nie przejec)a . /awet fac)owcy z 5oskwy zajmujący si" turystyką niekonwencjonalną rozk adali r"ce$ gdy% niewiele mogli mi o 2y+erii powiedzie,. 2y+eria$ przez kt#rą zaplanowa em podr#%$ to +ezkres tajgi$ +ezdro%y$ to p# zamkni"tego dotyc)czas świata. Znajomi$ kt#rym zwierzy em si" ze swoic) plan#w$ pukali niedwuznacznie palcem w czo o$ a przedstawiciele w adz 'osji uznali spraw" za tec)nicznie niewykonalną. 6ecz na przek#r wszystkim m#j mocno rozwini"ty instynkt w"drowania sprawi $ ze za wszelką cen" postanowi em t" podr#% od+y,. (ontynuowa em przygotowania7 szuka em map$ z+iera em informacje od meteorolog#w$ +ez rezultatu pisa em listy do koncern#w i r#%nyc) firm o poparcie mojej ekspedycji$ ale nikt nie +y zainteresowany udzieleniem mi jakiejkolwiek pomocy. -ylko profesorowie z 4niwersytetu 5iko aja (opernika w -oruniu zac)wyceni +yli moim pomys em. Poniewa% +yli to znawcy meteorologii i geografii$ fac)owo wyjaśnili mi$ co pod daną szerokością geograficzną mo%e mnie spotka,. Pr#cz tyc) cennyc) dla mnie informacji wszyscy jak jeden mą% odmawiali mi udzielenia pomocy. /ie powiod a si" te% pr#+a znalezienia wsp# towarzysza podr#%y i w og#le wszystko nie wyc)odzi o. (iedy do planowanej daty wyjazdu pozosta o sześ, tygodni$ zrozumia em$ %e nikt mi pojazdu na t" przeja%d%k" nie zafunduje$ poszed em wi"c na z omowisko$ gdzie

znalaz em porośni"tego ju% trawą starego land & ro8era. Wraz z zaprzyja!nionym mec)anikiem roze+raliśmy na cz"ści skazany na piec )utniczy samoc)#d$ po czym dokonując przer#%nyc) innowacji$ z o%yliśmy go na powr#t do kupy. /ie ro+iąc so+ie nic z niepowodze*$ kt#re mnie od początku n"ka y$ za atwia em wizy oraz inne dokumenty podr#%y i czym +li%ej +y o do wyjazdu$ pewniejsze stawa o si"$ ze na %adnego sponsora liczy, nie mog". -ak te% si" sta o. /a dwa dni przed planowanym terminem wyjazdu za+ra em si" za malowanie samoc)odu$ nota+ene niesprawdzonego jeszcze w terenie. Poinformowa em liczne media o swojej wyprawie$ lecz nikogo to nie zainteresowa o. Dwie godziny trwa o przygotowanie niez+"dnego skromnego wyposa%enia. W ten oto spos#+ 9: maja 9;;< roku$ w+rew opiniom wszystkic)$ w+rew radom znawc#w 'osji$ w+rew przestrogom przedstawicieli am+asady rosyjskiej w 2zwajcarii$ wyruszy em z Zuryc)u do /owego 0orku. =y em pe en optymizmu$ posiada em +owiem kompas oraz dost"pną w ka%dym atlasie szkolnym map" 'osji... /adszed dzie*$ kiedy marzenia sta y si" rzeczywistością. 9: maja 9;;< roku wyje%d%am z Zuryc)u. Zegna mnie garstka znajomyc)$ kt#rzy pewni$ ze nie powr#c" ca y i zdrowy z tej szale*czej wyprawy$ pozują ze mną do ostatnic) wsp#lnyc) fotografii. 3+y skr#ci, ten %a o+ny nastr#j$ zapowiadam sw#j ryc) y powr#t$ po czym opuszczam smutne to towarzystwo i zgodnie z wcześniej zaplanowaną trasą$ udaj" si" w kierunku granicy$ a+y przez /iemcy dotrze, do Polski. /ast"pnego dnia jestem ju% w rodzinnym >da*sku. Dwa dni poświ"cam na uzupe nienie skromnego wyposa%enia. Wreszcie przygotowania uznaj" za zamkni"te$ wi"c jeszcze kontrolnie dla zasady wje%d%am na wag". ?kazuje si"$ ze gotowy do drogi land & ro8er jest przecią%ony & wazy ponad pi", ton$ kiedy dopuszczalny jego ci"%ar nie powinien przekracza, tony@@@ /a nic zdaje si" pr#+a odcią%enia pojazdu & jestem pewien$ ze wszystko$ co znajduje si" w samoc)odzie$ jest niez+"dne do przetrwania w surowyc) warunkac) 2y+erii. W związku z tym$ ze ostatnimi czasy wsz"dzie straszono mnie mafią$ kt#ra grasuje na drogac) prowadzącyc) z .uropy Zac)odniej do 5oskwy$ uznaj"$ %e w celu zmniejszenia ryzyka naj+ezpieczniej +"dzie wjec)a, na teren 'osji od strony Ainlandii. Z >da*ska do Belsinek kursowa regularnie prom samoc)odowy$ postanawiam wi"c nast"pnego dnia nim wyruszy, w dalszą podr#%. 2amoc)#d swym dziwacznym wyglądem przyciąga uwag" przec)odni#w7 po o+u stronac) jest wymalowany wielkimi literami dający du%o do myślenia napis7 CZ4'IDB &

2Y=.'I3 & 3632(3 & D3/3D3 & /.W Y?'(E. Znajdujący si" na ca ej powierzc)ni dac)u +aga%nik z dodatkowymi kanistrami na paliwo oraz aluminiowymi skrzyniami ju% samym wyglądem m#wi o wielkiej przygodzie... Z dumą widz"$ %e prawie na ka%dym przec)odniu widok o+juczonego samoc)odu wywiera wra%enie. Po rutynowej kr#tkiej kontroli celnej wje%d%am na przerdzewia ą$ pokrytą +ia ą far+ą CPomerani"E$ prom pasa%erski$ kt#ry ma mnie przetransportowa, do Belsinek. Po zaj"ciu ka+iny udaj" si" do restauracji na kolacj". Dopiero teraz pierwszy raz Fd miesi"cy czuj" ulg"$ uświadamiam so+ie +owiem$ ze naprawd" jad"$ ze w+rew wszystkiemu i wszystkim doprowadzi em do rozpocz"cia wyprawy. 2zcz"śliwy siedz" w restauracji i jeszcze nie dociera do mnie fakt$ ze rzuci em wyzwanie 2y+erii i jej ca ej nieposkromionej naturze. Po dwudniowej podr#%y wyje%d%am na ulice Belsinek$ skąd drogą numer siedem udaj" si" w kierunku granicy z 'osją. Po kilkugodzinnej je!dzie docieram w po+li%e przejścia granicznego. 0est noc$ krotka kontrola celnik#w fi*skic)$ otwiera si" szla+an i wje%d%am na zalesiony pas uziemi niczyjejE. Po pi"ciu minutac) docieram do terytorium 'osji. Zapalają si" świat a reflektor#w$ ic) oślepiający +lask zmusza mnie do zatrzymania si". & Dokumenty do kontroli & us ysza em w znanym mi j"zyku rosyjskim. Powoli wzrok przyzwyczaja si" do panującyc) jasności i widz"$ ze samoc)#d jest otoczony przez %o nierzy. Podaj" paszport i czekam na dalszy rozw#j wydarze*. 4rz"dnik wraz z dokumentami oddali si" do po+liskiego posterunku$ co da o mi czas na rozglądni"cie si" po okolicy7 na prawo i lewo$ w pewnej odleg ości$ znajdowa si" ciąg oświetlonego terenu$ na kt#rym celowo ustawiono wie%e$ +y ca kowicie kontrolowa, teren. 5i"dzy dwoma rz"dami s up#w znajdowa si" ogrodzony drutem kolczastym zakazany pas. (a%dy s up m#g mie, oko o czterec) metr#w wysokości. 5oje dokumenty +y y sprawdzane d ugo i wnikliwie$ wreszcie po jakimś czasie zjawi si" %o nierz i oddając mi papiery$ zapyta o miejsce docelowe podr#%y. (iedy wyjaśni em mu$ ze jestem w drodze do /owego 0orku$ popatrza na mnie jak na idiot"$ po czym uśmiec)ną si" po+ a%liwie i poleci jec)a, dalej. (a%dy$ kto kiedykolwiek przekracza granic" lądową z 'osją$ wie$ co to za uczucie. -o oso+liwy dreszczyk emocji$ to pewnego rodzaju ruletka$ to sytuacja$ z kt#rej mo%e du%o wynikną,$ dlatego tez +ardzo si" ucieszy em$ ze t" przykrą spraw" mam ju% za so+ą... ? tym$ ze +y em w + "dzie$ przekona em si" nie+awem. Par" kilometr#w dalej zauwa%y em jasno oświetlony teren. >dy dojec)a em na miejsce$ domyśli em si"$ %e

. = oto$ wy+oje$ resztki twardej nawierzc)niG wszystko to sprawia$ %e wlok" si" %# wim tempem. ?strze%ono mnie przed +andami czy)ającymi na o+cokrajowc#w oraz %yczono szcz"śliwej podr#%y. Do tego wszec)o+ecne + oto i szaroś. pas graniczny Za dziesi".. -eraz dopiero widz"$ ile w tym stwierdzeniu jest prawdy. ?statni posterunek graniczny znajdowa si" na przedmieściac) Wy+orga. Przezornie pytam$ ile posterunk#w musz" miną.. Po tej kurtuazyjnej wymianie zda* poproszono mnie do o+drapanego +udynku$ kt#ry spe nia rol" urz"du celnego. kilometr#w +"dzie jeszcze jeden & odpar a uśmiec)ni"ta pani sier%ant. Podczas gdy zaj"ty +y em wype nianiem r#%nyc) formularzy wjazdowyc)$ samoc)#d zosta poddany og#lnym ogl"dzinom oraz o+wąc)any przez psa z wyglądu przypominającego wilka. na terytorium 'osji.dziesi"ciu dolar#w. Przy+y y ponury w ca ej okaza ości oficer oświadczy $ i% mam +ardzo do+re poczucie )umoru$ lecz +ardzo s a+e wiadomości z geografii$ gdy% /owy 0ork nie znajduje si" w 'osji$ tylko w 423. /igdy i nigdzie nie widzia em tyle drutu kolczastego w jednym miejscu. 6ecz co to1 (olejny szla+an. .$ +y opuści. 2-?P & Prosz" wnieś.. ?dpar em$ i% zapewne pan oficer posiada lepsze wiadomości z geografii$ lecz nie posiada fantazji$ poniewa% 'osja jest tylko moim krajem tranzytowym$ przez kt#ry zamierzam uda. Po raz kolejny ostrzeg o gro%ącym mi nie+ezpiecze*stwie i nieśmia o zapyta $ czy nie mam przypadkiem puszki piwa. op at" na oc)ron" środowiska & oświadcza mi ym g osem pani sier%ant i c)o. Dopiero teraz zauwa%y em +etonową wie%" o+serwacyjną podo+ną do tyc)$ kt#re stoją na niekt#ryc) lotniskac). geograficzną jeszcze nie zawita a.. 'uszam w kierunku Wy+orga czymś$ co kiedyś +y o drogą. & /ie dojedziesz nawet do 5oskwy & us ysza em g os i zauwa%y em uśmiec)ni"tego oficera & znawc" geografii. 'anek pog "+i jeszcze moją apati"$ gdy% dzie* ods oni miejsce mojego postoju.dopiero teraz znajduj" si" na w aściwej granicy. -u ju% mnie oczekiwano. & 5#wili mi ju% o tym w Zuryc)u & powiedzia em$ odwzajemniając uśmiec). (toś kiedyś powiedzia $ ze granice Z2'' tworzą najwi"kszy na świecie o+#z koncentracyjny. jest to paradoks$ p ac" r#wnowartoś. -utaj kontrolujący mnie oficer +y wczorajszy. Dooko a uwija o si" mn#stwo %o nierzy$ ka%dy prowadzi psa$ odnosi o si" wra%enie$ ze jest si" w koszarac)$ w kt#ryc) og oszono alarm +ojowy. Poniewa% +y a g "+oka noc$ zdecydowa em$ ze zostan" na granicy do świtu$ gdy% przyznam$ %e po tyc) ostatnic) ostrze%eniac) zro+i o mi si" +ardzo nieswojo. si" do /owego 0orku. Po trwającyc) oko o godziny formalnościac)$ zezwolono mi wjec)a. Wiosna pod t" szerokoś. ?kolica przera%a a i odpyc)a a. pi".

0ak jest teraz$ nie wiemy & dodali. si" do granicy pa*stwowej na odleg oś. 0edno z niewielu miast$ kt#re za czas#w niedawnego Z2'' udost"pnione +y o dla turyst#w zagranicznyc). Peters+urg Jdawniej 6eningradK do roku 9. -ajemnicza i zagadkowa.dziesiąt cztery kilometry@ Przede mną ca a 'osja.. & 2pr#+ujcie w 5oskwie$ tam mo%e coś znajdą$ ale c)y+a +"dzie te% ci"%ka sprawa$ gdy% za czas#w Z2'' mapy stanowi y przedmiot najwi"kszej tajemnicy pa*stwowej i +y y dost"pne tylko w kr"gac) wojskowyc) i niekt#ryc) s u%+ specjalnyc). Postanowi em$ i% nie +"d" zatrzymywa si" na drogac)$ a noce +"d" sp"dza zaszyty g "+oko w lesie. 0estem ju% w innym świecie & świecie smutnej$ twardej rzeczywistości. /iegustowne dekoracje szpecące otoczenie$ ludzie patrzący o+oj"tnym wzrokiem. I tak w nastroju cz owieka c)orego na mani" prześladowczą tego samego dnia +ez przyg#d doje%d%am do 2ankt Peters+urga.& ?wszem$ towariszcz komandir$ u mienia piwo jestH..9L +y stolicą carskiej 'osji. W nadziei otrzymania dok adniejszej mapy ca ego kraju$ jad" do pewnej firmy zajmującej si" turystyką$ kt#rej adres otrzyma em od przedstawicieli w adz 'osji w 2zwajcarii. P#!nym popo udniem opuszczam pi"kny 2ankt Peters+urg i udaj" si" w kierunku . ="dąc pod świe%ym wra%eniem wczorajszego dnia oraz przestr#g$ kt#re zewsząd otrzyma em$ zro+i em si" przesadnie ostro%ny i wsz"dzie wietrzy em podst"p. & -akiej mapy nie posiadamy$ jedyna$ jaką mo%emy ofiarowa. wypiliśmy po kilka piwek$ po czym ostatecznie wjec)a em do 'osji.$ to mapa regionu$ ale i ona jest niedok adna & odpowiadają. 2amo+#jstwem wr"cz wydawa o mi si" skorzystanie z jakiegokolwiek zaproszenia. tysiące kilometr#w$ docierając do miejsc$ gdzie jeszcze nie stąpn" a noga reportera$ gdzie miasta i wsie są tylko ma ymi punkcikami na +ezkresnyc) przestrzeniac). '#wnie% wszelkie przerwy w podr#%y mia y si" od+ywa. Po p# godzinnej je!dzie odnajduj" wskazane +iuro podr#%y$ kt#rego pracownicy +ezradnie rozk adają r"ce. 5ijam miasto Wy+org i trasą 5 & 9I udaj" si" w kierunku 2ankt Peters+urga.. Pi"kny zesp#l arc)itektoniczny i ur+anistyczny sprawi $ %e 2ankt Peters+urg po dzie* dzisiejszy jest wizyt#wką 'osji. -o prawie p# zamkni"tej dotyc)czas planety.. Wsz"dzie jest czysto i sc)ludnie. z dala od tras przelotowyc) i skupisk ludzkic). ="d" musia przemierzy. Dooko a nie ad i szaroś. nie mniejszą ni% sześ. Za wsp#lną pomyślnoś. Widok ten sprawia$ %e jest mi +ardzo nieswojo. /a podstawie przejec)anyc) kilometr#w o+liczy em$ ze przeci"tny o+ywatel +y ego Z2'' mia prawo z+li%y.. Zapewne wszyscy$ kt#rzy pierwszy raz zo+aczyli ten kraj$ przezywali$ podo+nie jak i ja$ podniecenie wywo ane czymś pot"%nym i nieznanym.

5oskwy. 0ad" ruc)liwą drogą$ kt#ra na mapie nazwana jest mi"dzynarodową. Zaczynam orientowa. do 5oskwy$ pospiesznie pakuj" wszystko do samoc)odu i udaje si" w kierunku 1∗ GAI . Do p#!nej nocy siedz" przy ognisku$ delektując si" ciszą$ myśląc o przysz ej drodze i czekającyc) mnie jeszcze przygodac).uropie Nrodkowej jest ju% prawie lato$ tu wiosna dopiero si" zaczyna. 5ijam posterunki >3IM9. /a pr#%no szukam jakic)kolwiek oznak %ycia$ wioska ro+i wra%enie niezamieszkanej. si" w przepisac) ruc)u drogowego o+owiązującego w tym kraju$ kt#re istnieją tylko teoretycznie$ poniewa% w praktyce pierwsze*stwo ma ten$ kto jedzie wi"kszym lu+ szy+szym pojazdem. Widząc wszec)o+ecną +ied"$ jeszcze nie zdawa em so+ie sprawy$ %e jad" przez naj+ogatszą cz"ś. o+#z z dala od oczu ludzkic). 'ozpalam ogie* i przygotowuj" kolacj". rosyjskim Gosudarstwienna Awto Inspekcja (Państwowa Inspekcja Samochodowa pozosta!o"# po specja$nym oddzia$e mi$icji% kt&ry za czas&w 'S(( zajmowa!a się kontro$) wje*d*aj)cych i wyje*d*aj)cych os&+ i pojazd&w z miast i osied$i. Wok# dziewicza natura. Pomimo p#!nej pory jest jeszcze +ardzo jasno$ wi"c szukam odpowiedniego miejsca na pierwszy nocleg. Wje%d%am w leśną ście%k"$ +y oddali. w . 'osji. si" od g #wnej drogi i roz+i. 'ano o+udzi mnie c) #d i śpiew ptak#w. 0estem odpr"%ony i oddyc)am wolnością. =ardzo ma e drewniane c)aty pomalowane na r#%norodne kolory.w jęz. Przecią%ony samoc)#d Cdo+ijaE na ka%dej nier#wności$ kt#ryc) +ardzo du%o na drodze. ?+serwuj" ją przez lornetk". Ptaki$ ptaki$ niesamowite ilości ptak#w rozśpiewanyc) w wiosennym koncercie$ w aśnie te skrzydlate stworzenia uzupe niające swymi g osami t" pi"kną rajską sceneri" naj+ardziej utkwi y mi w pami"ci z pierwszego noclegu na rosyjskiej ziemi. Daleko$ po przeciwleg ej stronie jeziora$ wida. D)cąc jeszcze za dnia dojec)a. samotną$ zagu+ioną w lesie wiosk". 5ijam wsie i osiedla$ drewniane malowane domy. W praktyce jest to +ardzo szeroki pas nier#wno u o%onego asfaltu$ z rozleg ymi piaszczystymi po+oczami$ kt#re mają znaczenie wojskowo & taktyczne$ stanowiąc idealną drog" dla pojazd#w gąsienicowyc). . 0est koniec maja i c)o. 5#j ośmiocylindrowy land & ro8er doskonale da so+ie rad" z + otem si"gającym po osie i po dwudziestu minutac) jazdy zatrzymuj" si" nieopodal niewielkiego jeziorka otoczonego +rzozowym lasem. W ka%dej osadzie kwitnie )andel przydro%ny$ towary najcz"ściej oferowane to kartofle i mleko$ a w miejscowościac) lezącyc) +lisko rzek i jezior & suszone ry+y.

=enzyna w 'osji jest +ardzo tania i mimo ze pojazdy te zu%ywają niekiedy do pi". Do kilkadziesiąt kilometr#w mijam c)arakterystyczne dla tego regionu kolorowe drewniane c)a upy$ kt#re ustawione po o+u stronac) trasy tworzą jednakowo wyglądające wsie. Do 5oskwy zosta o oko o dwustu kilometr#w$ wi"c nieca e trzy godziny jazdy.<O roku$ a konstrukcja spe nia rol" pomnika$ upami"tniającego tamte )istoryczne dni. Z zaciekawieniem patrz" na mijające mnie pojazdy$ rozszyfrowując ic) marki oraz lata produkcji. na taki luksus w 'osji$ nie jest dla mnie tajemnicą. ?d czasu do czasu wyprzedza mnie nowy pojazd marki zac)odniej$ przewa%nie mercedes lu+ +mw. Airma ta jest oficjalnym przedstawicielem turystyki niekonwencjonalnej na terenie 'osji.szosy. Po c)wili wje%d%am na trzypasmową arteri" szy+kiego ruc)u i po godzinnej je!dzie docieram do stolicy imperium. . jest na ic) u%ytkowanie. W tej w aśnie c)wili pomyśla em o wszystkic) moic) znajomyc)$ o przedstawicielac) w adz 'osji$ o oficerze Cznawcy geografiiE i innyc) Cgra+arzac)E$ kt#rzy +yli wr"cz pewni$ ze nic dojad" nawet do 5oskwy. 0e%d%ą tez i mniejsze samoc)ody7 lady$ wo gi$ stare po+iedy oraz wyprodukowane na w oskiej licencji & %iguli.dziesi"ciu litr#w na sto kilometr#w$ to ka%dego posiadacza sta. 2tare ci"%ar#wki$ jak zi y$ urale$ krazy & wszystkie wymalowane na kolor ciemnozielony. prywatnyc) samoc)od#w to demo+il wojskowy. -u% przed rogatkami stolicy widz" zapory przeciwpancerne usytuowane po prawej stronie drogi. 5 & 9I to jedna z g #wnyc) i +ardziej ruc)liwyc) dr#g prowadzącyc) do stolicy. (ogo sta. Ze zdumieniem stwierdzam$ ze wi"kszoś. Dopiero z ol+rzymic) napis#w dowiaduj" si"$ ze jest to miejsce$ do kt#rego dotar y wojska )itlerowskie w 9. Po dw#c) godzinac) oczekiwania uzyskuj" po ączenie i potwierdzam sw#j przyjazd. Du%y ruc) na tej trasie sprawia$ ze czuj" si" +ezpieczniejszy$ lecz pomimo to rozglądam si" +acznie na wszystkie strony. si" telefonicznie z firmą Pilgrim w 5oskwie. Po kilku godzinac) jazdy docieram do miasta -wer$ skąd pr#+uj" po ączy.

. 5oskwa to prawdziwa metropolia Jdwanaście milion#w mieszka*c#wK. & powiedzia jeden z pracownik#w. Doc)odząc do placu Dzerwonego$ przypadkowo trafiam na uroczystości związane z uroczystym poświ"ceniem cerkwi$ usytuowanej tuz przy na placu Defilad naprzeciw (remla. -ylko dzi"ki . 0est powszec)nie wiadomo$ ze na ca ym świecie wszystkie s u%+y specjalne rekrutują swoic) pracownik#w spośr#d najzdolniejszyc) a+solwent#w r#%nyc) wy%szyc) uczelni. . & /a razie odstawimy tw#j samoc)#d w +ezpieczne miejsce$ gdy% w 5oskwie r#%nie +ywa$ a jutro od rana dzia amy & doda . 0ak si" dowiedzia em$ Nwiątynia jest wierną rekonstrukcją stojącej tu ju% kiedyś cerkwi$ kt#rą w przesz ości na rozkaz 2talina z+urzono i przez wiele lat nie +y o po niej śladu. r#wnie% resztki starej CkomunistycznejE stolicy..II Ponad godzin" zaj" o mi odszukanie firmy Pilgrim$ w kt#rej spodziewa em si" uzyska. Pierwsze moje spostrze%enie dotyczy o powierzc)owności pracownik#w tej firmy. Po drugie & turystyka niekonwencjonalna w 'osji jest jeszcze w powijakac) i nie mo%e przynosi. o dofinansowaniu firmy przez rząd. & Dzisiaj jest ju% p#!no i niewiele mo%emy za atwi.. (a%da twarz +ez wyjątku zdradza a ponadprzeci"tną inteligencj". Podo+no przeszkadza a zakr"cającym w czasie defilad czo gom. 0est kolorowo$ czysto i +ogato$ ale nie do ko*ca$ gdy% wida. 4cieszy em si" z tej wiadomości i pomyśla em$ ze Pilgrim jest powa%ną firmą turystyczną$ skoro ma do dyspozycji kartograf#w. doc)od#w$ a skomputeryzowanej firmie Pilgrim wida. W firmie przyj"to mnie +ardzo %yczliwie$ pytając o prze+ieg dotyc)czasowej podr#%y. W centrum miasta CZac)#dE & szare i u+ogie do niedawna wielkie domy )andlowe + yszczą szyldami wszystkic) znanyc) firm zac)odnic). 0utro ściągniemy naszego pracownika$ kt#ry z wykszta cenia jest kartografem$ ma r#%ne mapy$ wi"c na pewno coś da si" zro+i. mapy oraz kilku wskaz#wek odnośnie poruszania si" po +ezdro%ac) 2y+erii. =ieda i u+#stwo wi"kszości mieszka*c#w są a% nadto widoczne. /ie jestem pewien$ czy Pilgrim przyją ten sam status$ ale du%o wskazuje na to$ ze tak. Ponadto +ezpośrednie kontakty z rosyjskimi +iurami podr#%y rozsianymi na ca ym świecie same m#wią za sie+ie. 6udzie w sile wieku %e+rzą na ulicac). 0eszcze nie tak dawno podo+ne firmy$ zajmujące si" o+s ugą turyst#w zagranicznyc)$ +y y nieoficjalnymi rezydenturami kt#regoś z sowieckic) wywiad#w.umy ludzi przer#%nyc) narodowości$ wsz"dzie panujący pośpiec). powodzi si" a% nadto do+rze$ co mo%e świadczy. /azajutrz wcześnie rano wyruszam o+ejrze. nową CdemokratycznąE stolic" 'osji. =ezro+ocie i )orrendalne ceny$ kt#re kilkakrotnie przewy%szają ceny na przyk ad w Zuryc)u.

do u%ytku wiernyc). swoim oprawcom.9 roku & Dzier%y*skiego$ lecz do dziś nikt nie odwa%a si" tkną. Wcią% jeszcze panuje wszec)o+ecny kult jednostki.. kilkutysi"czne miasto$ kt#rego pr#%no szuka. miasto & +"dzie pole$ a gdzie jest zielona plama$ kt#ra oznacza.. ?wszem$ w po+li%u wielkic) miast są drogi$ ale wyst"pują w odcinkac) nie ączącyc) si" ze so+ą$ wi"c generalnie dr#g nie ma. & 2y+eria & rzeki & to nie miejsce na przeja%d%ki samoc)odowe. tam$ gdzie spodziewa eś si"$ %e są drogi. ?perowa niezrozumia ymi dla mnie terminami. 2y+eria to nie setki$ lecz tysiące kilometr#w +ezdro%a$ +agien i =#g wie$ czego jeszcze... Za czas#w Z2'' mapy +y y o+j"te najściślejszą oc)roną i tajemnicą 0edną ze specjalności fac)owc#w od oc)rony kraju +y a dezinformacja. >dzie ma +y. /a czym polega ta si a1 /a tandecie ideologu$ na fantastyczności zjawiska1 (o o po udnia id" do Pilgrimu na spotkanie z kartografem. -o dopiero zo+aczysz na miejscu. & 3nton & przedstawi si" cz owiek Cod mapE.odwadze pewnego arc)itekta$ kt#ry podczas roz+i#rki w tajemnicy sporządza jej plan$ zdo ano ten za+ytek wiernie zrekonstruowa. Ncie%ki mogą +y. na mapie. 5o%e +"dzie kursowa tam prom$ a mo%e nie. w związku ze znajomością kartografii. /ie myśl$ ze mamy z yc) topograf#w i kartograf#w & nie w tym rzecz. -eraz przy tym ca ym zamieszaniu ma o kto wie$ kt#re są prawdziwe$ a kt#re nie. Podo+ną sytuacj" zao+serwowa em przed gmac)em$ w kt#rym mieści si" muzeum poświ"cone panu 6eninowi. 2nując si" po placu Dzerwonym$ widz" par" nowo%e*c#w sk adającyc) kwiaty przed zamkni"tym ju% definitywnie mauzoleum 6enina. /a 2y+erii wsz"dzie +"dzie czeka a na cie+ie niespodzianka. Przed to+ą setki rzek$ ale nie wierz$ %e zastaniesz most$ c)o. Dlatego produkowano miliony ni+y & dok adnyc) map i umiej"tnie podk adano je tak$ +y CprzypadkowoE dosta y si" w niepowo ane r"ce. -o pewnego rodzaju fenomen w dziejac) ludzkości$ kiedy to ofiary do+rowolnie sk adają cześ. 5o%e +y. 4wa%am ten pomys za nierealny. Przygotowa em mapy$ ale nie wiem$ na ile +"dą przydatne$ +o mogą +y. (wiat#w le%y tu du%o$ wi"c przypuszczam$ %e ofiarowywują je nie tylko m ode pary. -u z kolei t umy protestują przeciw projektowi zamkni"cia tego o+iektu. mo%e tajg" & natrafisz na step.:P roku wolno +y o usuwa. tak$ %e mapa +ardziej dok adna$ oka%e si" mniej przydatna. 5o%esz te% raptem zo+aczy. 3nton m#wi du%o i z przej"ciem$ starając si" na ka%dym kroku podkreśli. 3nton po o%y na stole plik map$ z kt#ryc) odczyta em$ ze nale%ą do 2zta+u . pami"ci po 6eninie. W 9. 2am niewiele o niej wiem$ gdy% tylko kilkakrotnie tam +y em$ a środkiem transportu +y nie samoc)#d$ lecz samolot. +ardzo niedok adne. pomniki 2talina$ w 9..+y +y wyra!nie zaznaczony na mapie. 3le jak spotkasz ludzi$ to zawsze pytaj & miejscowi wiedzą$ co jest w promieniu ic) domostw. swoją wy%szoś. Dzasami tak si" zagalopowywa $ %e odnosi em wra%enie$ %e facet jest rą+ni"ty. i ponownie odda.

Derkwie uwidaczniają pierwotną . Podzi"kowa em za wypo%yczenie map i do+re rady. ?so+liwie r#wnie% wyglądają pojazdy opuszczające stolic".>eneralnego 3rmii Z2''. /a rogatkac) uzupe ni em paliwo i ruszy em drogą numer siedem w kierunku (azania. z powrotem mapy odcink#w$ kt#re ju% przejec)a eś.G odnajduj" je na mapie$ a poniewa% jest ju% prawie ciemno$ postanawiam zanocowa. Przed oczami rozwiną si" wspania y widok na przepi"kny kreml$ z niezliczoną ilością staroświeckic) kopu cerkiewnyc) w środku. 0est ic) tyle$ %e cz"ś. 'ano opuszczam swoją kryj#wk" i udaj" si" do miasta 2uzdal. Droga wyjazdowa z 5oskwy znacznie si" r#%ni od trasy wjazdowej ze strony zac)odniej. z 5oskwy. (opert" wystarczy odda. Prawie dwie godziny przeciskam si" czteropasmową wyjazdową drogą$ stoj" w korkac)$ omijam popsute pojazdy$ kt#ryc) +ardzo du%o stoi po+oczac). sma%"$ a z pozosta ej reszty gotuj" zup" ry+ną$ nazywaną w 'osji uc)a. Nredniowieczem i dziczą Wsc)odu wia o od tyc) staryc) mur#w$ zmursza yc)$ poros yc) )istoryczną pleśnią. 2iedz" nad wodą i pierwszy raz w 'osji owi" ry+y$ kt#re na do+ry początek +iorą jak na zawo anie. ?+serwując ca y ten )armider drogowy$ zda em so+ie spraw"$ ze 'osja nadal nic dysponuje c)o. Pierwszą napotkaną drogą skr"cam na lewo$ jad" par" kilometr#w$ po czym zje%d%am z drogi na pustkowie i po pewnym czasie docieram do rzeki /erl. na poczcie$ a jak jej nie spotkasz$ to na posterunku >3I lu+ w jakimkolwiek urz"dzie. Prawie ka%dy ciągnie przyczep" i dodatkowo posiada +aga%nik na dac)u.+y kilometrem drogi$ kt#rą na Zac)odzie przyj"to nazywa. autostradą. do firmy & powiedzia . P#!nym wieczorem doje%d%am w po+li%e miasta W adymir. -owary transportowane to przewa%nie %ywnoś. Po%egna em pracownik#w Pilgrimu i +ezzw ocznie ruszy em w drog"$ +y jeszcze przed zmrokiem wyjec)a. (iedy ju% lez"$ s ysz" tylko szum rzeki i cic)e zawodzenie wiatru. i inne produkty dost"pne tylko w mieście. & -u są zaadresowane koperty$ dzi"ki kt#rym +"dzie mo%na odes a. Wiem$ ze w po+li%u znajduje si" miasto muzeum 2uzdal$ kt#re zamierza em zwiedzi. & Przed opuszczeniem terytorium 'osji wszystkie te mapy muszą powr#ci.. r#wnie% jest oznakowana jako droga mi"dzynarodowa$ to stan jej nawierzc)ni jest o wiele gorszy. Wko o tylko pola$ las i rzeka. Zasypiam szy+ko$ zm"czony nowymi wra%eniami. (a%dy samoc)#d$ czy to ci"%arowy$ czy oso+owy$ jest za adowany do granic wytrzyma ości. Wreszcie z dala od szosy$ wśr#d przyrody$ +ajkowego krajo+razu.. I c)o. w okolicy. /astaje c) odna noc i na dodatek zrywa si" porywisty wiatr$ wi"c czym pr"dzej zostawiam ry+y i zaszywam si" w namiocie.

5ijam du%e milionowe miasto /i%nyj /owgorod J>#rkiK$ nast"pnie zje%d%am$ z g #wnej drogi$ poniewa% c)c" dotrze. ciszy i wytc)nienia$ gdy% na rzece panuje du%y ruc). Przypomina to ruc) statk#w$ jaki panuje na redzie du%ego portu morskiego. Po na+o%e*stwie udaj" si" w dalszą drog" w kierunku miasta Dze+oksary. 2uzdal to prawdziwy klejnot prastaryc) rosyjskic) miast$ kt#re ze wzgl"du na swoje )istoryczne +ogactwo noszą nazw" Z otego (r"gu. Per ą w klejnocie są za+udowania kremla i so+oru wraz z kilkunastoma QRI & QRII & wiecznymi cerkwiami. Poni%ej$ na wprost mnie p ynie Wo ga. do osad 5aryjczyk#w JDzeremc)#wK$ wymierającej ju% grupy etnicznej zamieszkującej te tereny. =ogu. -rafiam na msz". Wo ga nazywana kr#lową rosyjskic) rzek to trudno wyo+ra%alna masa wody$ kt#ra w okowac) swyc) +rzeg#w sp ywa majestatycznie do ujścia. ?d razu wida.$ ze komuniści nie koc)ali car#w. -rudno tu szuka. 4daj" si" do odleg ego o trzydzieści kilometr#w miasta W adimir. Przez wiele kilometr#w tylko lasy$ pola i od czasu do czasu parokilometrowej d ugości wsie$ w kt#ryc) domy ustawione są wzd u% drogi. syreny i szum silnik#w okr"towyc). 2 yc)a. Widz" du%e tankowce$ dro+nicowce oraz +arki towarowe$ p ynące jedna za drugą. 0estem rozczarowany tym miastem muzeum i jego gospodarzami$ kt#rzy potrafią tylko d+a. Widz" ludzi na pok adac) mijającyc) mnie jednostek$ prawie ka%dy trzyma w r"kac) lornetk"$ widz"$ ze jestem .. o wygląd dom#w partii i komisariat#w milicji. (reml przez d ugie lata +y miejscem spotka* wszystkic) pokole* carskic). Wok# panuje +a agan$ +rak jakiejkolwiek informacji dotyczącej )istorii o+iektu$ poza kilkoma zardzewia ymi ta+licami$ z kt#ryc) trudno cokolwiek odczyta. Dziwi mnie te% fakt$ ze w miejsce to dowo%eni są turyści. Z drogi widz" za+udowania so+oru$ kt#re postanawiam zwiedzi. /iestety$ o+ecnie +udowle są zanied+ane.. (rajo+raz w aściwie si" nie zmienia. 6and & ro8er to wspania y terenowy pojazd & dzisiaj zda sw#j pierwszy prawdziwy egzamin7 po + otnistej si"gającej po osie glinie podjec)a wraz z adunkiem pod kil ku kilometrowa stromą g#r" okalającą koryto rzeki. 5iasto to uwa%ane jest za pierwszą stolic" CNwi"tej 'osjiE. D)y+a ze c)odzi tu g #wnie o pokazanie światu +ezmyślnej niszczycielskiej pot"gi 5inisterstwa (ultury +y ego Z2''.. 0estem zdziwiony$ %e w kraju$ w kt#rym prawie ca a gospodarka run" a$ funkcjonuje jeszcze tak do+rze flota śr#dlądowa.$ przesiąkni"tą pot"%ną +izantyjską kulturą. /iezapomniane$ niesamowite wra%enie.rosyjskoś.. 2ceneria jak sprzed wiek#w. Wśr#d +ogatyc) ikon$ +lasku i zapac)u świec$ panującego p# mroku$ roz+rzmiewa śpiew +rodatyc) kap an#w$ kt#rzy w pi"knej wokalnej )armonii i z niesamowitą skalą swyc) g os#w$ oddają cześ.

Zda em so+ie jednocześnie spraw"$ %e +"dzie to m#j pierwszy kontakt z prostymi mieszka*cami tego kraju. C/a zdrowieE & rozleg o si" wok# ogniska i po tyc) magicznyc) s owac) ustąpi y wzajemne dotyc)czasowe nieufności. -ransportowano z owione przez nas ry+y do miasta$ a w zamian przywo%ono nam potrze+ne do %ycia produkty. & /am pieniądze niepotrze+ne & powiada jeden z nic) & my tak prosto od serca. -eraz nie ma ju% ko c)ozu i nikt ju% ry+ nie odwozi$ i co za tym idzie$ nie mamy najpotrze+niejszyc) artyku #w %ywnościowyc). Po p# godzinnej krzątaninie siedzieliśmy ju% wko o ogniska$ a na drewnianyc) rusztac) sporządzonyc) przez moic) gości$ piek y si" ry+y$ kt#ryc) zapac) snu si" daleko w las$ dra%niąc nozdrza okolicznej zwierzyny. & -eraz to i my dwaj jesteśmy kapitalistami & powiedzia jeden z przy+y yc)$ śmiejąc si" g ośno sam ze swojego dowcipu. (o c)oz dawa nam u+rania i inne świadczenia$ a wyp ata +y a uzale%niona od licz+y z owionyc) ry+. 'y+ nam z+ywa$ a ty pewnie g odny & doda . & Do+ry wiecz#r.dziesiąt kilometr#w$ w kt#rym na dodatek i tak nic nie ma. Zresztą pieniądz tu nic nie jest wart$ a i naj+li%szy sklep oddalony jest o sześ. =y roz adowa. panujące jeszcze napi"cie$ związane z niespodziewanym zetkni"ciem si" dw#c) świat#w$ zaproponowa em wypicie flaszki za wsp#lne spotkanie$ co natyc)miast zosta o przyj"te z nieukrywaną radosną apro+atą. & Wielkie dzi"ki & odpowiedzia em i od razu zapyta em$ ile jestem za te stworzenia winien. Po c)wili widz" dwie poc)ylone sylwetki$ coś m#wią do sie+ie$ ale nic nie rozumiem$ ic) s owa zag usza jednostajne mlaskanie gumowyc) +ut#w. Po kr#tkim namyśle skierowali swoją #d! w kierunku wzg#rza$ na kt#rym rozstawi em ju% o+#z. Widzimy$ %e jesteś w drodze$ wi"c przynieśliśmy ci coś na kolacj" & powiedzia starszy z nic)$ stawiając na ziemi stare dziurawe wiadro pe ne %ywyc) jeszcze ry+. Zauwa%yli mnie r#wnie% p ynący rzeką ry+acy. & Wo+ec tego zapraszam na kolacj" & odpowiedzia em$ gdy% inaczej po prostu nie wypada o. Przy+yli spojrzeli po so+ie z minami staryc) panien$ kt#rym przedstawiono niedwuznaczną propozycj". & 3le to inny kapitalizm ni% u was. Da y rok jemy wy ącznie ry+y i tylko jesienią$ jak uda si" troc)" . 0ak cz owiek przy o%y si" do pracy$ to mo%na +y o nie!le %y. Podzieliliśmy zaj"cia7 ja zają em si" z+ieraniem drewna$ a ry+acy patroszeniem i przyrządzaniem ry+. Diekaw +y em ic) zac)owa*$ myśli i stosunku do o+cokrajowc#w..o+serwowany$ marynarze patrzą$ kto przy+y do tego znanego im pustkowia. & /am +y o do+rze za czas#w komunizmu i kolektywizacji.

. Po śniadaniu$ na kt#re sk ada y si" niedojedzone wczoraj ry+y$ wyruszam na poszukiwanie wiosek zamieszkanyc) przez 5aryjczyk#w.. Wznieśliśmy kolejny toast i c)o. ?j$ gdy+ym tak przed laty pozwoli so+ie na jazd" po tej roli$ oskar%ono +y mnie zapewne o sa+ota% i wrogoś. 0ak jest u was na Zac)odzie$ dopiero teraz co nieco wiemy & kontynuowa . & doda z prostotą.. (o c)oz & sp# dzielnia rolnicza w Z2'' gospodarująca na ziemi pa*stwowej oddanej w dzier%aw" +ezp atnie. W naszym przysi# ku wszyscy tak %yją$ +o c#% zro+i. W ramac) wszec)o+ecnej prywatyzacji$ odkupiliśmy wsp#lnie z sąsiadem t" starą #d! i owimy tylko na swoje potrze+y.$ to kupujemy ziemniaki. 2potykam pasterza pasącego stadko kr#w i pytam o naj+li%sze osiedle 5aryjczyk#w. I c)o. Przysi# ek & osiedle mieszkaniowe usytuowane przy zak adzie produkcyjnym. wo+ec klasy ro+otniczej. 'uc) na rzece i towarzyszące mu d!wi"ki syren okr"towyc) nic pozwoli y na d u%szy sen. -ą samą + otnistą drogą doje%d%am do traktu wiodącego w kierunku Dze+oksary. Poniewa% nie prowadzi a w tamtym kierunku %adna droga$ ruszy em po prostu na prze aj. nazw" C2owc)oz imienia 'ewolucji Pa!dziernikowejE$ C>wiazdy DzerwonejE lu+ C2owc)oz imienia 6eninaE.. Wszystko w totalnej ruinie i tylko walający si" wko o zniszczony sprz"t rolniczy przypomina o przeznaczeniu tyc) +udowli... & trze+a %y.. =yliśmy w#wczas szcz"śliwi$ %e %yjemy w tym kraju. 5am sześ. urodziliśmy si" i %yliśmy gdzie indziej$ oddaleni od sie+ie o tysiące kilometr#w$ to po kilkugodzinnej wsp#lnej +iesiadzie odnieśliśmy wra%enie$ jak+yśmy znali si" od dawna. -ak samo jedliśmy$ piliśmy i świeci y nad nami te same gwiazdy. & ="dzie ze trzydzieści wiorst & powiedzia zaskoczony cz owiek pilnujący kr#w$ po czym r"ką wskaza kierunek po udniowy.dziesiąt pi". I wszyscy w to wierzyliśmy$ +o tak pisano i m#wiono. & Dawniej m#wiono nam$ %e kapitalizm to o+rzydliwy system$ gdzie panuje wyzysk$ gdzie pracodawca zam"cza na śmier. +y a ju% noc$ siedzieliśmy dalej przy ogniu$ w poczuciu niewidzialnej wi"zi$ wi"zi ca kiem normalnej$ +o ączącej cz owieka z cz owiekiem. -rasa wiod a po rozleg ym$ p askim gruncie$ kt#ry kiedyś +y ziemią orną$ o czym świadczy y gnijące resztki zesz orocznego$ nieze+ranego z+o%a. Dz onkowie mieli prawo do posiadania domu i określonego stanu inwentarza... Przemieszczam si" nadwo %a*ską r#wniną$ na kt#rej co jakiś czas natrafiam na za+udowania opuszczonyc) sowc)oz#w. 3rea ten jeszcze do niedawna nale%a do kt#regoś z mijanyc) sowc)oz#w$ kt#re mog y nosi. lat i tylko kilkakrotnie +y em w du%ym mieście$ c#% wi"c mog" o świecie wiedzie. swoic) pracownik#w. I c)o. 0estem .ic) sprzeda. nie znaliśmy nawet swoic) imion$ nie +y o mi"dzy nami %adnej r#%nicy.

& 3 skąd jesteś1 & odpowiadają pytaniem.. Ziemia w aściwie dopiero teraz jest nasza$ +o przedtem nale%a a do ko c)ozu$ ale i tak +y a nasza & poprawi swa wypowied! o+uty w czerwone gumowce. D)cia +ym z wami porozmawia. i jednym tc)em wyrecytowa a7 . -ylko s upy linii energetycznyc) oraz gdzieniegdzie pokryte eternitem dac)y mogą powiedzie. i fotografowa. & 0estem przejazdem i z+ieram materia reporterski o 'osji. zaj"cia mieszka*c#w tej ciekawej wsi. & 5amy krowy$ świnie i dr#+$ a ziemia nasza jest +ardzo urodzajna. mi do fotografii. si" na 2y+erii.. Widząc$ %e rozm#wca jest ju% dostatecznie usatysfakcjonowany udzieleniem mi wywiadu$ czym pr"dzej podzi"kowa em za rozmow" i śmia o ruszy em mi"dzy domy$ a+y podpatrzy. par" fotografii$ czy nie macie nic przeciwko temu1 & zapyta em$ przezornie nie wyc)odząc z samoc)odu. -o 5aryjczycy. Drewniane zagrody$ studnie z %urawiami$ prymitywny sprz"t gospodarski7 wszystko to tworzy sceneri" 'osji z QRI wieku. Z ciekawością rozglądam si" mi"dzy domami. & 5o%esz pisa. i wykona... ekspedycji$ +y znale!.pewien$ %e nie potrze+owa +ym organizowa. /a pierwszy rzut oka przekonuj" si"$ %e c)o. /astąpi a kr#tka narada$ kt#ra wypad a na moją korzyś. to jeszcze . par" fotografii. przy+yszowi$ ze znajduje si" w QQ wieku. i wykona.. Pr#+uj" nawiąza. +li%szy kontakt z mieszka*cami$ kt#rzy ku mojemu zdziwieniu przyja!nie$ +ez skr"powania$ odpowiadają na pytania i jeszcze c)"tniej pozują do zdj". (o+ieta stan" a w postawie na +acznoś.uropa$ to czas zatrzyma si" tu przed wiekami. & 0ad" ze 2zwajcarii & odpowiadam. & 5y$ 5aryjczycy$ jesteśmy samowystarczalni i gdy+y +y o nas wi"cej$ to na pewno mieli+yśmy autonomi" & powiedzia najstarszy z grupy$ kt#ry r#%ni si" od innyc) posiadaniem czerwonyc) gumowyc) +ut#w.. 2owc)oz & w Z2'' pa*stwowe gospodarstwo rolne Wiorsta & dawna rosyjska miara d ugości r#wna 9$IPPL km. P#!nym popo udniem w oddali zauwa%y em jakąś wieś. & 5y 5aryjczycy$ nar#d +o)aterski & rozp"dzi si" cz owiek$ gdy ujrza skierowany na sie+ie o+iektyw aparatu fotograficznego & a ponadto ojciec m#j +y carskim oficerem & doda $ niemal krzycząc. & m#wią. -aka so+ie niez+yt okaza a osada$ coś oko o czterdziestu domostw. /a niewielkim placyku mi"dzy domami widz" rozmawiającyc) ludzi$ śmia o podą%am w tym kierunku. Zauwa%y em ko+iet" prowadzącą krow" na d ugim postronku$ wi"c spyta em$ czy zec)cia a+y pozowa. 0estem oczarowany tym skansenem$ zamierzam si" zatrzyma.

podr#% nocą. nocą@@@ -o za sprawą stanu dr#g$ gdzie jest wi"cej dziur ni% oryginalnej nawierzc)ni.. Zosta em tak zaskoczony tą recytacją wyuczonego tekstu$ %e w pierwszej c)wili nic wiedzia em$ jak mam si" zac)owa. Z ka%dym pokonanym kilometrem ro+i si" coraz ciemniej$ nieuc)ronnie nastaje noc. 4silnie wypatruje jakiejś +ocznej drogi$ +y uciec z tego drogowego pieklą$ lecz w ciemności nic nie mog" zauwa%y.. -ego dnia nie zro+i em du%o kilometr#w$ ale za to +y em +ogatszy o doświadczenie i materia reporterski. /azywam si" ?limpiada Wasilewna. si" za mi e przyj"cie$ przygotowa em dro+ne prezenty & czekolady dla ko+iet i dzieci$ a m"%czyzn o+darowa em papierosami i zapalniczkami. Pomny jeszcze ostrze%e* przed grasującą mafią$ +oj" si" zatrzyma. czas$ postanowi em kontynuowa. =rak +ia yc) linii dzielącyc) pasy ruc)u oraz stojące na drogac) nieoświetlone CresztkiE ta+oru transportowego$ dodają pikanterii nocnym podr#%om. ? tym$ %e ci prości ludzie mieli racj"$ czując si" szcz"śliwi$ przekona em si" miesiąc p#!niej$ +"dąc ju% daleko na 2y+erii. Zewsząd nadciągali ludzie$ prowadząc krowy na a*cuc)ac). Di"%kie pojazdy z demo+ilu wojskowego$ ze !le ustawionymi oślepiającymi świat ami$ spyc)ają mniej odwa%nyc) kierowc#w na po+ocza. Do pracy id" na czwartą rano i pracuj" do szesnastej. Zmrok przesiania mijane miasto Dze+oksary.dziesiąt osiem lat$ pracuj" w ko c)ozie. Po kilkugodzinnej je!dzie znalaz em si" w po+li%u drogi 5 & S prowadzącej do (azania. 0estem z pracy zadowolona.$ spyta em$ z jak daleka przysz a.& /azywam si" ?limpiada Wasilewna$ mam sześ. /astąpi a konsternacja i c)cąc cokolwiek powiedzie. Przyje%d%aj kiedyś jeszcze & krzyczeli$ mac)ając r"koma na po%egnanie. D)cąc odwdzi"czy. D)cąc nadro+i. Przyjemnie sp"dzi em czas wśr#d tyc) ludzi$ ale jak m#wi przys owie Ckomu w drog" temu czasE. Ze zgrozą stwierdzam$ %e na terenie 'osji nie da si" je!dzi. Podzi"kowa em za rozmow"$ fotografując jednocześnie niewiast" i krow" & przysz ą matk". . Do ko*ca dnia +y em pod wra%eniem spotkania z tymi lud!mi$ nic praktycznie nieposiadającymi$ a uwa%ającymi si" za szcz"śliwyc). Podzi"kowa em za wszystko i ruszy em w dalszą drog". & -o za tym +rzozowym lasem$ +"dzie ze dwadzieścia wiorst & odpowiedzia a ko+ieta..$ dooko a tylko +agna lu+ ciemny las$ odgrodzony od drogi stromą skarpą. Dzisiaj przyprowadzi am krow" do pokrycia. Podczas gdy zaj"ty +y em %egnaniem si" z ka%dym z oso+na$ gościnni 5aryjczycy przynieśli w asne produkty7 jajka$ mleko i domowej ro+oty w"dzonki. 'zeczywiście$ tego dnia w /acoli & tak nazywa a si" wieś & +y wielki doroczny dzie* inseminacji.

$ wko o pustka$ a droga prowadzi tylko na wprost. Droga z ka%dym metrem zdawa a si" +y. Po c)wili reflektory rozświetlają mrok mi"dzy drzewami$ śmia o wje%d%am do lasu i kieruj" samoc)#d g "+oko mi"dzy drzewa. si" od tej nie+ezpiecznej trasy.1 Dooko a tylko + otniste pola$ jad" wi"c dalej$ udząc si"$ %e mo%e par" kilometr#w dalej.samoc)#d na + otnistym placu oznaczonym jako parking$ wi"c jad" dalej$ +y pierwszą napotkaną +oczną drogą oddali. 'ano +udzi mnie odg os przeje%d%ającego motocykla. Przec)y om towarzyszą efekty d!wi"kowe$ szczeg#lnie wyra!ne$ gdy przecią%ona karoseria trze o ko a. Wreszcie dostrzegam +oczny$ nieoznakowany szlak & nie mam poj"cia$ dokąd prowadzi$ ale skr"cam na prawo i czuj" si" jak cz owiek$ kt#ry przed c)wilą dowiedzia si" o wysokiej wygranej na loterii.. ?mijam starą porzuconą opon"$ pie* zwalonego drzewa$ zardzewia y +lok wymienionego na drodze silnika. -o istne po+ojowisko$ gdzie dziury typowe dla dr#g polnyc) zastąpi y g "+okie do y. 5ijam wioski$ jedna$ druga i nigdzie nie widz" +ezpiecznego miejsca na nocleg. 6and & ro8er o+lepiony od do u do g#ry zesc)ni"tym + otem w niczym ju% nie przypomina 2zwajcariiG wygląda jak stary poniemiecki czo g po latac) wyciągni"ty z +agna gdzieś pod 2talingradem. Z+awienna odnoga okaza a si" trasą dojazdową do jakiejś miejscowości. suc)sza$ prowadzi teraz pod g#r". D#% mog" zro+i. w aściwego określenia dla tego czegoś$ po czym jec)a em$ ale na pewno nie +y a to droga... 3le nic nie wida. /atyc)miast te% duc) nadziei we mnie wstąpi . 0est ju% za p#!no na roz+icie o+ozu$ nie czuj" te% g odu$ wi"c przykrywam si" śpiworem i natyc)miast zasypiam.... Wytrzeszczam oczy do granic wytrzyma ości$ skupiając uwag" na najr#%niejszyc) przeszkodac) le%ącyc) na drodze.. Pi"knie si" sc)owa em & pomyśla em$ przyrzekając so+ie jednocześnie$ ze ju% nigdy w tym kraju nie +"d" jec)a nocą. Posuwam si" z pr"dkością dziesi"ciu kilometr#w na godzin"$ a przec)ylający si" na wszystkie strony samoc)#d przypomina sztormujący statek. i wyspa. 0ednak po c)wili ju% nie umiem znale!. . /ie wiem ju% nawet$ w jakim kierunku jad"$ myśl" tylko o tym$ %e+y si" gdzieś zatrzyma. W oddali zamajaczy y zarysy lasu. Po drugiej stronie duktu ujrza em rząd kolorowyc) drewnianyc) c)at$ mokryc) jeszcze$ lśniącyc) w porannym s o*cu. 5iejscami zasc)ni"ta na kamie* glina$ wyglądem przypominająca a*cuc) ostryc) szczyt#w g#rskic) lu+ dla odmiany + otnista ma! o+lepiająca gru+ą warstwą ko a. ?twieram oczy i ze zdziwieniem stwierdzam$ %e samoc)#d m#j stoi oko o dwudziestu metr#w od traktu$ do kt#rego przypadkowo wczorajszej nocy dojec)a em.

>dy+y nie drogi jec)a +ym prosto na wsc)#d$ ot$ tak$ na prze aj$ lecz teraz kiedy jeszcze gdzieniegdzie jest cywilizacja$ nie wypada tratowa. Po przesz ogodzinnej je!dzie doje%d%am do niez+yt ruc)liwej$ ale za to asfaltowej drogi. Nmia em si" w duc)u sam z sie+ie i z tego szale*czego pomys u przejec)ania samoc)odem do /owego 0orku. /a terenie 'osji )andluje si" czterema rodzajami +enzyny7 SP$ L:$ .. 'ejon jest lekko g#rzysty$ z rzadka porośni"ty lasami. Z trwogą pomyśla em$ ze skoro tu w . & Diesz si"$ ze jakąkolwiek dostaniesz & powiada.. Pytam o drog" w kierunku (azania i ruszam w dalszą podr#%. P#!niej to co innego$ +"d" jec)a na prze aj$ kiedy znajd" si" na +ezkresnyc) o+szarac) Dalekiego Wsc)odu$ gdzie kierunek jazdy ustala +"d" tylko na podstawie wskaza* kompasu. 2zy+ko jednak pocieszy em si"$ uznając$ ze winne tego stanu rzeczy są drogi$ prowadzące w niepo%ądanym przeze mnie kierunku.uropie mam ju% tego rodzaju k opoty$ to co dopiero +"dzie za 4ralem$ gdy wjad" na +ezkresne tereny 2y+erii.. /ie widząc lepszego rozwiązania$ ruszy em leśnym duktem przed sie+ie w nadziei dotarcia do jakiegoś skupiska ludzkiego. & Dojad" & musz" dojec)a. Wi"c p#ki dają$ uzupe niam z+iornik g #wny i dwa dodatkowe +oczne & ka%dy po osiemdziesiąt litr#w i dodatkowo ro+i" rezerw" w dziesi"ciu kanistrac) umieszczonyc) na dac)u. Domyśli em si"$ ze jest to o+wo!na stacja +enzynowa$ wi"c postanowi em uzupe ni.9 i . & nie dam wam$ smutasy$ tej satysfakcji. paliwo. tą drogą do miejscowości (anasz$ a nast"pnie +ocznymi$ oznaczonymi na mapie drogami$ do (azania. Droga jest wy+oista$ ale co najwa%niejsze & suc)a. Z pierwszyc) odczytanyc) po drodze ta+lic dowiaduj" si"$ ze znajduj" na trasie prowadzącej do 4ljanowska$ wi"c w przeciwnym kierunku$ +o prowadzącym na po udnie. Wiedzia em tylko tyle$ %e gdzieś w 'osji..@ 5ijam kilka ma yc) wiosek$ lecz nigdzie nic dostrzegam ta+licy z nazwą miejscowości. Po drodze mijam jakieś ma e miasteczko$ w kt#rym zauwa%am stojącą na skrzy%owaniu cystern"$ z kt#rej kierowcy zaopatrują si" w +enzyn".-ego dnia +ez pośpiec)u wypi em poranną kaw"$ sprawdzi em stan oleju w silniku$ uzupe ni em paliwo z kanistr#w. 0ednak szy+ko przypomnia em so+ie r#wnie% tyc)$ kt#rzy pukali si" w czo o$ kiedy im o tym opowiada em i wst"powa a we mnie w#wczas dziwna zaciek oś...T oktan#w$ wi"c kiedy podjec)a em$ pytam$ jaką sprzedają. 6eniwie spojrza em na map"$ z kt#rej i tak niczego si" nie dowiedzia em$ gdy% nie mia em najmniejszego poj"cia$ gdzie si" znajdowa em. Postanawiam dojec)a. 2przedający spojrza na mnie dziwnym wzrokiem. wszystkiego$ co znajdzie si" pod ko ami samoc)odu. 5a to do+re strony$ gdy% . & -u nikt o takie rzeczy nie pyta & doda ura%ony.

Zdą%y em ju% zao+serwowa. ?+ejścia są czyste i zad+ane.. so+ie kr#tką przerw"$ wi"c skr"cam i wje%d%am na plac w po+li%u świątyni. si" przez +rudne przemys owe dzielnice (azania i po p# godzinie jad" w kierunku miasta Perm. miasta lu+ du%ego osiedla ludzkiego$ drogi mi"dzy miastami są utwardzonymi nawierzc)niami lu+ po prostu nic nie ma. Przy wje!dzie do miasta zatrzymują mnie na posterunku >3I & rutynowa kontrola. 5D na przedmieściac) (azania. pewną prawid owoś. Doje%d%am do wsi Dzur)no$ gdzie po lewej stronie widz" murowaną cerkiew g#rującą nad pozosta ymi drewnianymi +udynkami. Dom z kolorowymi okiennicami$ z +ogato rze!+ionymi ornamentami$ gdzieniegdzie p# ksi"%yc & sym+ol imperium tatarskiego.dziesi"ciu kilometr#w dalszy odcinek trasy w kierunku Permu zamienia si" w piaszczysty dukt$ jestem pewien$ ze nie+awem droga si" sko*czy. Poniewa% miejsce$ gdzie si" zatrzyma em$ okaza o si" centralnym punktem wsi$ jak na zawo anie pojawili si" jej mieszka*cy. Patrz" na ludzi rozmawiającyc) w nieznanym j"zyku$ wiem$ ze to potomkowie legendarnyc) plemion mongolskic)$ wc)odzącyc) w sk ad imperium Dzyngis & c)ana.-. Pojawienie si" drogi asfaltowej lu+ +etonowej zwiastuje +liskoś. dymiące kominy$ wzd u% drogi kilometrami ciągną si" rurociągi. tylko pola$ od czasu do czasu wioski i opuszczone przez cz owieka$ zarośni"te trawą +udowle. 2kr"cam na o+wodnic" miejską szcz"śliwy$ %e nie musz" przeciska. Dziś jest identycznie & po przejec)aniu oko o sześ. /ajpierw przyjec)a y na .. Wje%d%am do wioski tatarskiej$ kt#ra ju% na pierwszy rzut oka r#%ni si" od poprzednic) mijanyc) po drodze.wje%d%ając na wzniesienie$ mog" o+serwowa. Z daleka dostrzegam meczet$ wi"c wiem$ ze jestem ju% na terenie -atarstanu. Wsz"dzie wida. (aza*$ stolica starego pa*stwa tatarskiego J-atarski D)anatK$ od QRI wieku przy ączonego do 'osji. /ie rozczulam si" jednak d ugo$ kupuj" c)le+ i ruszam w dalszą drog"$ +y po kilkugodzinnej je!dzie znale!. ?+ecnie to milionowe miasto$ kt#re rozkwit sw#j zawdzi"cza wydo+ywanej w okolicy ropie naftowej i jej przetw#rstwu. 5ilicjanci sprawdzają dokumenty. otaczający mnie teren. & Piekarni u nas nie ma$ ale c)le+ kupicie w ki+ecie & m#wi starsza pani i widząc$ %e nie +ardzo rozumiem$ sprostowa a z uśmiec)em & ki+et to w j"zyku tatarskim sklep. 0est s oneczne popo udnie$ do+ra$ r#wna droga$ wi"c jad" szy+ko i nadra+iam stracony wczoraj czas.. & Wszystko w porządku$ szcz"śliwej drogi & m#wią na po%egnanie. 'zeczywiście$ kilkaset metr#w dalej czytam napis wymalowany rosyjskim alfa+etem & (I=. 3le niewiele jest do oglądania$ wida. Widz" ludzi niosącyc) pieczywo$ wi"c pytam o piekarni". Postanawiam zro+i.

& /ie..staryc)$ wys u%onyc) rowerac) ciekawskie dzieci & tak +y o zawsze & p#!niej dopiero do ączyli dorośli. opowiadali z przej"ciem. -eraz przyjec)a z powrotem$ naprzywozi samoc)od#w$ trzy sztuki.$ pokaza. swoją o+ecnoś.. Zm"czony$ g odny i niewyspany pragn" jak najszy+ciej znale!. do danego w aściciela. (a%dy c)ce zaznaczy. Domyśli em si"$ ze jestem jeszcze wśr#d -atar#w$ co mnie +ardzo ucieszy o$ gdy% mia em ju% wyrzuty sumienia$ ze przeje%d%ając przez ic) tereny$ nie nawiąza em z nimi %adnego +li%szego kontaktu. dogodne miejsce na nocleg. Po kilkunastu minutac) odnajduj" g "+oki wąw#z i malowniczą p ynącą w nim rzeczk". Zwierz"ta kroczą szeroką tyralierą$ ka%de ma na so+ie kolorową o+ro%" lu+ c)ocia% wstą%k" oznaczającą przynale%noś. si" na odludziu$ opuszczam w asyście rowerzyst#w ostatnią na mojej trasie wiosk" tatarską.. -ymczasem we wsi od+ywa a si" w aśnie ceremonia p"dzenia z pastwisk kr#w i innego inwentarza... W celu natyc)miastowego zjednania so+ie przedstawicieli tego narodu pocz"stowa em dzieci cukierkami$ a doros yc) papierosami.. do samej wody$ co sprawia$ ze z daleka jestem niewidoczny$ wi"c nic zdradzam swojej o+ecności. 5iejsce na o+#z jest idealne$ udaje mi si" nawet dojec)a.$ dzieci toczą mi"dzy so+ą walki o pierwsze*stwo przy samoc)odzie. ten o+iekt. jaki /iemiec$ to nasz$ tylko przez dziesi". kilometr#w rzek" /ie szukam ju% %adnej ście%ki dojazdowej$ skr"cam na lewo i korzystając z r#wnego terenu$ jad" w zamierzonym kierunku. lat +y w DD' jako oficer oddzia #w radzieckic) stacjonującyc) w /iemczec). 6udzie krzyczą$ +iegają$ zaganiają swoje +yd o do domostw$ s owem & jeden wielki rozgardiasz. Ile przyjemności jest w zm"czeniu$ wie tylko ten$ kto po ci"%kim wysi ku ma w perspektywie +eztroski d u%szy odpoczynek. & 4 nas jest taki jeden$ co m#wi waszym j"zykiem /azywamy go C>ermaniecE & m#wi jeden z c) opc#w. /a mapie widz" oddaloną o oko o pi". Aotografuj" & ka%dy c)ce +y. Wieś. & Derkiew jest ju% dawno zamkni"ta i w aściwie niepotrze+na$ +o 'osjan u nas od dawna nic ma & powiedzia jeden z przy+y yc)$ widząc$ ze zamierzam fotografowa. Zm"czenie wr"cz odurza$ powoduje$ ze . w kadrze & wi"c sprawiedliwie ustawiam wszystkic) przy land & ro8erze i ro+i" jedno wsp#lne pamiątkowe zdj"cie$ fest +ardzo mi o i swojsko$ ale nauczony wczorajszym doświadczeniem$ kiedy to prawie przez ca ą noc przejec)a em zaledwie trzydzieści kilometr#w i to w przeciwnym kierunku$ pospiesznie zegnam serdecznyc) -atar#w i a+y jeszcze przed zmrokiem zaszy.$ coś powiedzie. o moim przy+yciu szy+ko si" roznios a i ca a prawie wieś wyleg a mnie zo+aczy. & /iemiec1 & zainteresowa em si".

czujemy si" jak w transie$ jak na lekkim rauszu. Dz ek w takim momencie nie od+iera ju% dok adnie świata zewn"trznego & jest mu po prostu + ogo. 2iedzia em wi"c so+ie na +rzegu tej rzeczki i +ezmyślnie wpatrywa em si" w pojawiające si" co c)wila kr"gi na wodzie$ powsta e za sprawą ry+$ kt#re w pogoni za owadami rzuca y si" co c)wil"$ mącąc leniwie p ynącą wod" Po+udzany przez wiatr ogie* co raz wy+uc)a nowymi p omieniami$ oświetlając rz"siście wszystko wko o. =y o + ogo... 3le jak to w %yciu +ywa$ znajdzie si" zawsze coś$ co ka%e nam ro+i, to$ na co w danej c)wili nie mamy najmniejszej oc)oty. -ak +y o i teraz$ przypomnia em so+ie +owiem$ %e od przesz o tygodnia nie mia em mo%liwości umycia si"$ korzystam wi"c z dost"pu do C+ie%ącejE wody i nie +acząc na jej niską temperatur"$ zanurzam si" w niej ca y i zmywam kilkudniowy +rud. ?rze!wiony zimną kąpielą nie czuj" ju% tej cudownej sennej + ogości$ mimo to kierując si" rozsądkiem$ udaj" si" na odpoczynek. Doraz +ardziej ciekawy jestem 2y+erii i tego$ co tam zastan". I c)o, z zainteresowaniem patrz" na mijane miejscowości$ to myślami jestem ju% daleko$ na wsc)odzie. /aj+ardziej interesują mnie ludzie i ic) losy$ +owiem zdaj" so+ie spraw"$ ze to ostatnia szansa$ +y pozna,$ zo+aczy, %yjącą jeszcze )istori" Dzisiaj rano po raz setny przyglądam si" na mapie tym dalekim stronom$ oczami wyo+ra!ni jad" ju% piaszczystymi duktami tajgi i wierzy, mi si" nie c)ce$ ze spe ni si" to nie+awem$ +o ju% za par" dni.. -ymczasem ruszam dalej w kierunku miejscowości 3rsk. 0ad" szeroką piaszczystą arterią$ wzniecając za so+ą tumany kurzu 5ijam nieliczne wioski$ kt#re w tak wielkim +ezmiarze lasu wyglądają jak oazy na pustyni. -eren jest dziewiczy$ ca kowite +ezludzie$ jak okiem si"gną,$ na przemian to las$ to leząca od ogiem ziemia. Po parogodzinnej je!dzie docieram do wi"kszej osady$ nazywa si" 5a amyz. /apotkani ludzie informują mnie$ ze na po+liskiej rzece Wiatce nie ma mostu$ lecz od czasu do czasu p ynie na drugą stron" +arka z ko c)ozu$ taki miejscowy prom... Zaniepokojony$ ale jednocześnie ciekaw dalszyc) wydarze*$ jad" w kierunku rzeki. Poniewa% od d u%szego czasu nic nie jedzie z naprzeciwka$ wnioskuj"$ ze przeprawy przez rzek" nie ma. Wreszcie po p# godzinnej je!dzie docieram na wysokie wzniesienie$ dostrzegam p ynącą w dole Wiatk" oraz stojący przy +rzegu gotowy do rejsu prom... Daj" sygna klaksonem$ +y na mnie zaczekano$ po czym +ardzo stromym i wy+oistym zjazdem docieram na +rzeg i po c)wili wje%d%am na pok ad wielkiej +arki$ kt#rą nazywano tu szumnie promem. /a pok adzie jest ju% kilkanaście pojazd#w. -raktory$ motocykle samoc)ody

oso+owe i ci"%arowe. Pytam$ gdzie mog" wnieś, op at" za przejazd. & 4 kapitana & odpowiadają wszyscy zgodnie. Przeciskam si" mi"dzy lud!mi$ samoc)odami$ z nara%eniem %ycia przedostaj" si" na doczepiony do +arki )olownik i po c)wili stoj" ju% na mostku kapita*skim. & D)cia +ym zap aci, za przejazd$ ile si" nale%y1 & pytam +rodatego ros ego cz owieka. & /ormalnie +ierzemy sześ, tysi"cy ru+li Jtrzy i p#l dolaraK ale widz"$ %eś nietutejszy$ wi"c nie c)c" nawet kopiejki$ +o u nas taki zwyczaj$ ze od gości nie +ierze si" zap aty & odpowiedzia z uśmiec)em cz owiek zwany kapitanem. & Dzi"kuj"$ kapitanie & powiedzia em$ sprawiając mu tym tytu em wyra!ną radoś,. & 2kąd i dokąd jedziesz1 & zapyta . (iedy mu wyjawi em swoje plany$ pomyśla i po c)wili powiedzia 7 & D)cia +ym da, ci jakąś rad"$ ale niewiele mog" powiedzie, na temat 2y+erii. -o wielka strona... /ie wiem tez$ czy zdo asz ją przejec)a,. -ak... %yją tam ludzie$ ale jacy$ nie mam poj"cia. 2y+eria do dzisiaj jest krajem wygna*c#w i +anit#w. 5am wuja$ mieszka ko o 2wierd owska tzn. ko o 0ekateryn+urga$ on przez lata tam prze+ywa ... & czekaj$ zaraz napisz" ci adres i kartk" do wuja. & ?n coś wi"cej ci na ten temat powie & doda . Podzi"kowa em za adres oraz list polecający i na odc)odnym zapyta em$ o kt#rej godzinie odp ywamy. & Dzekamy na wywrotk" ze %wirem$ +ez niej nie mo%emy odp yną,$ +o +yś nic wyjec)a po przeciwnej stronie rzeki. -rze+a najpierw wysypa, %wir$ +y wzmocni, mi"kki grunt & o+jaśni . & Uycz" ci szcz"ścia i nie zapomnij pozdrowi, ode mnie wuja & doda na po%egnanie. Wr#ci em na pok ad$ gdzie nudzący si" kierowcy +acznie oglądali land & ro8era. & Dzy to samoc)#d ameryka*ski1 Ile ma cylindr#w1 0aką osiąga szy+koś,1 Dzy mo%emy zo+aczy, silnik1 & pytali kierowcy jeden przez drugiego$ a ja fac)owo odpowiada em na ic) pytania i tak umilaliśmy so+ie wzajemnie czas oczekiwania na wywrotk". Wreszcie wjec)a a na pok ad$ powodując swym ci"%arem przec)y ca ej jednostki. -eraz +yliśmy ju% w komplecie i nie+awem prom ruszy zniecierpliwionyc) pasa%er#w. 'zeka Wiatka p ynie +ardzo malowniczo. 0ej wysokie strome +rzegi poros e g"stym świerkowym lasem tworzą niezapomniany$ przepi"kny krajo+raz. Dzisiaj wszystko wygląda wyjątkowo pi"knie$ +owiem za amujące si" przez rzadkie c)mury promienie s oneczne za+arwi y okolic" pastelowymi$ spokojnymi kolorami. w kierunku przeciwnego +rzegu$ na kt#rym czeka a d uga kolumna samoc)od#w i t um

P yniemy w g#r" rzeki. (apitan jak+y nie zauwa%a przeciwleg ego +rzegu i stojącyc) na* pasa%er#w. Dopiero po czasie wykonuje gwa towny zwrot i wraz z nurtem rzeki ostro%nie podc)odzi do +rzegu$ szukając dogodnego miejsca do cumowania. /a pok adzie manewruje ju% wywrotka$ +y w odpowiednim momencie wysypa, piac)$ po kt#rym wyjadą z promu pojazdy. Wreszcie cumujemy7 w pierwszej kolejności wyje%d%ają samoc)ody ci"%arowe & one swym ci"%arem u+ijają drog"$ nast"pnie traktory i wreszcie oso+owe$ kt#re z r#%nym skutkiem osiągają twardy grunt. Wreszcie kolej na mnie$ +ez pro+lem#w opuszczam prom$ sygna em %egnam kapitana i za og"$ stromym podjazdem wyje%d%am na piaszczystą drog" i po c)wili znikam mi"dzy świerkami. Droga podo+na do poprzedniej$ piaszczysta i r#wna$ wi"c przemieszczam si" stosunkowo szy+ko. 6as$ samotne$ opuszczone domy$ p#!niej ca e wsie. Prawie codziennie mijam miejsca usiane szczątkami ludzkic) siedlisk. Domy +ez okien$ z+utwia e resztki ornament#w zdo+iącyc) w przesz ości +udynki$ samotnie sterczące kominy$ gdzieniegdzie pozosta ości prymitywnyc) urządze* & wko o %adnego śladu %ycia. Ponuro sterczące ślady niespe nionyc) marze*$ nieudanyc) przedsi"wzi",. ?dnosi si" wra%enie$ ze jeszcze do teraz kr"ci si" w po+li%u jakaś energetyczna si a$ pami"tająca ciep o pomieszcze*$ zapac)y przyrządzanej strawy$ radoś,$ smutek i t"sknoty mieszka*c#w. Diekawe$ kiedy i dokąd odeszli stąd ludzie ku swojej kolejnej niewiadomej... 0est pewne$ ze w okalającym zgliszcza lesie na zawsze jest zapisana ic) przesz oś,... 5o%e to w aśnie tu mieszkali +o)aterowie powieści Puszkina i Dostojewskiego$ mo%e tą w aśnie drogą$ kt#rą teraz jad"$ p"dzi y trojki$ mija y pokryte śniegiem c)aty$ a z komin#w$ kt#re stoją do dzisiaj$ unosi si" prosto ku nie+u dym... Po godzinnej je!dzie zauwa%am jezioro +ajecznie po o%one wśr#d lasu$ wi"c zatrzymuj" si" na odpoczynek. Przyrządzam coś do jedzenia$ siadam na +rzegu$ jedząc$ podsumowuj" dotyc)czasową podr#%. 'osja jest pi"knym$ wcią% dziewiczym krajem i c)o, niewiele jeszcze widzia em$ to na podstawie prze+ytej drogi mog" stwierdzi,$ %e to jeden z ostatnic) naturalnyc) rezerwat#w przyrody. /a przyk ad tutaj7 k ująca w uszy cisza$ ca kowite +ezludzie$ jezioro$ las & wszystko to sprawia$ %e czuj" w so+ie niewidzialną$ pot"%ną si ". ?+cując coraz cz"ściej z niezmąconą przez cz owieka przyrodą$ w niewiarygodnie szy+kim czasie regeneruj" nadwątlone cywilizowanym %yciem si y. 2iedząc tak$ myśl" o milionac) znerwicowanyc) ludzi$ kt#rzy faszerowani przepisanymi przez lekarza ta+letkami udają %ycie$ wi"kszoś, z nic) myśli nawet$ ze te krety*skie ta+letki im pomagają. D#% my wiemy$ my$ dumni ludzie cywilizacji$ kt#rzy dawno do+rowolnie od ączyliśmy si" od naturalnego

CakumulatoraE1 /ic nie wiemy$ %yjemy tylko w pogoni i stresie$ w pogoni za czym1 & za niczym. 2iedzia em na +rzegu tego jeziora i +y em autentycznie szcz"śliwyG szcz"śliwy$ poniewa% mia em w perspektywie d ugie tygodnie kontaktu z tą przepi"kną$ cudotw#rczą przyrodą. Wieczorem dojec)a em do jakiejś mieściny i pewnie +y +ym ją miną $ ale wśr#d walącyc) si" ze starości drewnianyc) c)a up spostrzeg em ruiny starej murowanej cerkwi. 2kąd taka świątynia na tym pustkowiu1 Dlaczego jest murowana$ skoro wszystko dooko a jest z drewna1 & g #wkowa em. Zaciekawiony$ postanowi em zatrzyma, si" i w miar" mo%liwości dowiedzie, si" czegoś na ten temat. Zauwa%y em ko+iet" niosącą wiadra z wodą$ podszed em i zapyta em o cerkiew. & -o ty nie wiesz1 & zdziwi a si" niewiasta. & -o (onstantinowa Derkiew$ a miejscowoś,$ w kt#rej si" znajdujesz to ulu+iona letnia rezydencja carycy (atarzyny I. 3 tam & pokazuje r"ką & +y nawet ma y kreml$ ale ludzie go na ceg y roze+rali & zosta a tylko cerkiew$ +o nikt nie mia odwagi jej z+urzy,. -a oto droga$ kt#rą przyjec)a eś$ to stary szlak c)i*ski$ tedy przemieszcza y si" karawany kupc#w z 3zji do .uropy. -eraz ju% nikt tutaj nie je!dzi & zaduma a si" ko+ieta. & 3 czy ty jesteś Dyganem1 Dzym )andlujesz1 & pyta a$ patrząc na m#j o+ adowany samoc)#d. Wyjaśni em$ ze jestem turystą i dlatego jad" starą )istoryczną drogą$ c)c" zo+aczy, ciekawe zapomniane miejsca. & 3 kto to jest turysta i co ro+i1 & spyta a$ nie wiedząc w dalszym ciągu$ jak mnie zaszeregowa,. & -o taki facet$ co je!dzi i patrzy & odpowiedzia em zaskoczony tym +analnym pytaniem. Przyglądam si" z +liska świątyni$ kt#ra stoi na lekkim wzniesieniu$ otoczona zielonymi o tej porze drzewami 5etalowa +rama zamkni"ta na du%ą k #dk"$ wko o lezące drewniane szczątki rze!+ionyc) ornament#w stanowiącyc) w przesz ości ozdo+" cerkwi. W środku pozosta ości po +ogatym niegdyś wystroju & wszystko w totalnej rumie. /agle pojawi si" stary cz owiek i nie pytany przez nikogo zaczą m#wi,7 & Do tu jest do oglądania & to normalna kolej rzeczy$ wszystko musi si" narodzi, i wszystko musi umrze,... =y y czasy świetności caratu i cerkwi i to po nic) zosta o & wskaza g ową na cerkiew & +y y czasy świetności komunist#w i tez zosta y po nic) ruiny... -o ca kiem naturalne & powiedzia cic)o$ jak+y do sie+ie$ i tak jak niespodziewanie si" pojawi $ tak szy+ko odszed +ez s owa.

-o +y duc) cara & pomyśla em i śmiejąc si" sam ze swojego dowcipu$ po%egna em to )istoryczne miejsce. Przemieszcza em si" dalej na wsc)#d przez coraz rzadziej zamieszkaną cz"ś, 'osji$ gdzie spotykane w +ezmiarze las#w wioski wygląda y jak oazy na pustyni. /azajutrz$ oko o po udnia$ wje%d%am na dziurawe i ruc)liwe przedmieścia Permu. Panuje tu typowy dla rosyjskic) miast t ok i zgie k. Wielkie ci"%ar#wki wiozące !le za adowany adunek$ samoc)ody oso+owe$ motocykle oraz konne zaprz"gi. Wszyscy szeroką arterią dojazdową przemieszczają si" powoli w kierunku centrum. 2tawiam samoc)#d na parkingu )otelu o dumnej nazwie C2y+eriaE i udaj" si" na po+liski plac targowy. D)y+a nigdzie$ poza 'osją$ tak wyra!nie nie wida, r#%nicy$ jaka rysuje si" mi"dzy miastem a wsią. Podczas gdy wsie nie zmieni y si" wiele od czas#w cara$ to w miastac) nastąpi y wielkie przemiany. Widoczny jest ju% gdzieniegdzie zac)odni wystr#j$ a w sklepac) pr#cz rodzimyc) nieestetycznie opakowanyc) towar#w pojawiają si" kolorowe zac)odnie +u+le... '#wnie% targowisko pe ne jest ekskluzywnyc) zagranicznyc) produkt#w$ lecz ceny ic)$ podo+nie jak w 5oskwie$ są kilkakrotnie wy%sze ni% w kraju poc)odzenia. Do tego cz"sto )andlujący nie wiedzą$ co sprzedają$ gdy% napisy na opakowaniac) są o+coj"zyczne. 2am kiedyś +y em świadkiem$ jak ko+ieta zamiast kremem smarowa a twarz +ia ą pastą do +ut#w$ a to tylko dlatego$ ze pude ka pasty do +ut#w i kremu do twarzy +y y udząco do sie+ie podo+ne. ?glądającyc) jest wielu$ lecz kupującyc) ma o. 2paceruj" mi"dzy straganami i przyglądam si" ludziom. -warze mają skupione$ poruszają si" szy+kim$ nerwowym krokiem & ro+ią wra%enie$ jak+y ka%dy z nic) znalaz si" tu przypadkowo i pośpiesznie stara si" teraz opuści, ten Czakazany dla niego terenE Zauwa%y em tez$ ze mieszka*cy miast inaczej zac)owują si" ni% ic) krajanie mieszkający na wsi. W miastac) są +ardziej nieufni i z lekką +oja!nią patrzą na o+cyc). 5oja uroda jest czysto s owia*ska$ u+iorem nie wyr#%niam si" od miejscowyc)$ ale jednak 'osjanie z tego milionowego miasta wiedzą$ ze w aśnie ja jestem tu o+cy. Po czym to poznają1 (orzystając z okazji$ kupuj" troc)" warzyw i owoc#w$ +y witaminami uzupe ni, menu sk adające si" g #wnie z konserw Prze+ywając w tym zgie ku i )a asie od ponad trzec) godzin$ z t"sknotą ju% myśl" o ciszy i przestrzeni$ wi"c nie marudząc$ z+ieram si" i wyje%d%am z miasta. Wtopiony w sznur pojazd#w wolno posuwam si" naprz#d$ mijam liczne w tym mieście ogromne fa+ryki i dla urozmaicenia so+ie czasu$ pr#+uj" odgadywa, profil ic) produkcji Zauwa%y em$ %e wcale nie jest to a% takie trudne zadanie$ gdy% mo%na podzieli, fa+ryki na dwie grupy. Pierwszą grup" stanowią zak ady posiadające tzw. pomnik &

produkt. /a przyk ad przed +ramą wjazdową do fa+ryki produkującej traktory zastaniemy ustawiony na cokole traktor$ przed zak adem$ w kt#rym wytwarza si" o+ra+iarki & o+ra+iark" & pomnik$ itd. ?czywiście$ ka%da z tyc) fa+ryk ma jeszcze u+oczną produkcj"$ ale g #wny profil zosta ustalony Drugą grupą tworzą zak ady ogrodzone drutem kolczastym$ z licznymi wie%ami o+serwacyjnymi i c)o, te fa+ryki nie stawiają przed +ramą pomnika & produktu$ to i tak wszyscy si" orientują$ co jest tam wytwarzane. Dodam jeszcze$ ze$ niestety$ tyc) ostatnic) fa+ryk widzia em na mojej trasie wi"cej... 0eszcze nie tak dawno$ +o przed trzema laty$ wi"kszoś, miast +y ego Z2'' +y a niedost"pna dla o+cokrajowc#w i mia y nawet oficjalną nazw" Cmiast zamkni"tyc)E. -ajemnicy pa*stwowej strze%ono do tego stopnia$ ze nawet o+ywatele Z2''$ kt#rzy poc)odzili z innyc) stron$ mogli prze+ywa, w zamkni"tyc) o+szarac) tylko na podstawie wa%nej przepustki wystawionej oczywiście na określony czas. Ponad godzin" zajmuje mi wydostanie si" na drog" prowadzącą w kierunku ostatniego ju% na mojej trasie europejskiego miasta & 0ekateryn+urga Jdawniej 2wierd owskK. /ie zamierzam jec)a, g #wną szosą$ od+iera, so+ie przyjemności poznawania pi"knyc) okolic$ wi"c w miasteczku o nazwie (ungar zje%d%am na podrz"dną drog"$ +y prowincjonalnymi szlakami dotrze, do 0ekateryn+urga. Dwa dni zaj" o mi przemieszczenie si" wy+oistą$ pe ną + ota drogą w po+li%e wspomnianego miasta. Dni te nie nale%a y do najpi"kniejszyc)$ gdy% prawie ca y czas pada siarczysty deszcz$ uniemo%liwiając tym samym dok adne poznanie mijanyc) stron. W tym czasie odm#wi pracy jeden z tylnyc) teleskop#w i o+cią%ony samoc)#d Cdo+ija E ko ami$ trąc o zamontowaną nad tylnym + otnikiem skrzyni". 0azda +y a o tyle wyczerpująca$ i% wymaga a sta ego manewrowania po wy+oistej$ nieutwardzonej nawierzc)ni. Postanowi em odszuka, w mieście warsztat samoc)odowy i przemontowa, pec)ową skrzyni" w inne miejsce$ a powsta a w tym miejscu dziur" zanitowa, kawa kiem +lac)y. Dala operacja mia a za cel uzyskanie przestrzeni mi"dzy ko em a pod ogą pojazdu. Wje%d%am na rogatki miasta i Cdo+rowolnieE zatrzymuj" si" przy wjazdowym posterunku >3I$ znudzonyc) milicjant#w pytam o rad". & Znam jeden warsztat$ kt#ry jest nawet niedaleko stąd$ o tam & wskaza r"ką & to +aza naprawcza samoc)od#w C(amazE. 0est pewne$ ze mają wszystko$ co +"dzie potrze+ne do naprawy & powiedzia jeden z funkcjonariuszy. & Zapewne mają$ jak zwykle$ du%o pracy i niec)"tnie was przyjmą$ ale znam tam par" os#+ i zaraz zadzwoni" & doda $ %ycząc mi szcz"śliwej dalszej podr#%y. =ez trudu odnalaz em wskazany zak ad$ gdzie dzi"ki protekcji milicjanta ju% mnie oczekiwano.

& /iec) pan si" zg osi do kierownika & powiedzia jeden z mec)anik#w$ zamykając za samoc)odem +ram". Wszed em do +araku pe niącego funkcj" +iura i zapuka em do wskazanyc) drzwi. & Witamy na 4ralu & powiedzia kierownik +azy$ wstając zza +rudnego od smar#w +iurka. & W czym mo%emy pom#c1 & spyta $ podsuwając mi jednocześnie upa,kane krzes o. Wyjaśni em$ na czym polegają moje k opoty$ zaznaczając jednocześnie$ ze usterk" t" naprawi" sam$ do szcz"ścia potrze+ne są mi tylko no%yce do ci"cia +lac)y. & Do$ ty nie masz zaufania do naszyc) mec)anik#w1 & spyta kierownik. & /ie c)odzi o zaufanie & wyjaśni em$ lecz s ysza em$ ze macie du%o pracy$ wi"c nie c)cia +ym a+sor+owa, pa*skic) pracownik#w$ zresztą usterka nic jest skomplikowana... & 0e%eli jest to naprawa nieskomplikowana$ tym +ardziej pa*ska o+ecnoś, w trakcie naprawy jest z+"dna & odpar szef warsztatu. & /iec) mec)anicy poka%ą$ co potrafią$ a my tymczasem pojedziemy do mnie na o+iad. 0u% zdą%y em %on" powiadomi,$ %e +"dzie nas wi"cej na o+iedzie & doda uśmiec)ni"ty. /ie spos#+ +y o odm#wi,$ wi"c w+rew moim wcześniejszym za o%eniom$ zda em si" na towarzystwo kierownika. Wyjaśni em fac)owcom$ jakiej przer#+ki so+ie %ycz" i zostawiwszy ca y sw#j do+ytek na lasce mec)anik#w$ samoc)odem szefa pojec)a em na proszony o+iad. Po p# godzinnej je!dzie zat oczonymi$ dziurawymi i +rudnymi ulicami

0ekateryn+urga dojec)aliśmy do osiedla$ sk adającego si" z kilkunastu wysokic) +lok#w. ?siedle wygląda o odra%ająco$ przypomina o +ardziej slumsy typowe dla +iedoty po udniowoameryka*skiej ni% europejskie miasto zamieszkane przez cywilizowanyc) i wykszta conyc) ludzi. =rudne dziurawe ściany +udynk#w$ tygodniami niewywo%one śmieci$ +"dące miejscem spotka* +ezpa*skic) ps#w i kot#w$ zardzewia e +alustrady +alkon#w$ na kt#ryc) mieszka*cy przec)owywali stare$ niepotrze+ne ju% nikomu rzeczyG wszystko to tworzy o smutny o+raz rosyjskiej miejskiej rzeczywistości. Wc)odzimy na klatk" sc)odową i tylko poczucie taktu za+rania mi zatka, nos. 'oznosi si" tu straszny od#r dowodzący$ ze zwierz"ta domowe zro+i y so+ie w tym miejscu wyc)odek. =raku estetyki dope niają %elazne drzwi prowadzące do poszczeg#lnyc) mieszka*$ kt#ryc) jedynym zadaniem jest za+ezpieczenie drewnianyc) drzwi w aściwyc). (a%dorazowe otwarcie lu+ zamkni"cie mieszkania powoduje )a as$ roznoszący si" ec)em w ca ym +udynku. Wreszcie wc)odzimy do mieszkania$ gdzie wita mnie uśmiec)ni"ta %ona kierownika. Poustawiane w korytarzu kapcie świadczą o tym$ %e

w domu tym zdejmuje si" +uty$ wi"c c)cąc nie c)cąc zdejmuj" o+ ocone ekspedycyjne +uciory. Zaskakuje mnie du%y metra% i funkcjonalnoś, mieszkania. & -o Cc)ruszcz#wkaE & wyjaśnia gospodarz$ widząc$ %e rozglądam si" po pomieszczeniac). & 5ieszkania w 'osji mają par" określe*$ w zale%ności$ za czyjej kadencji +y y z+udowane. 5amy Cstalin#wkiE$ Cc)ruszcz#wkiE$ C+re%ni#wkiE i Cgor+acz#wkiE. /ajlepsze są jednak Cc)ruszcz#wkiE$ gdy% są najwi"ksze i solidnie zro+ione & doda z dumą. Po c)wili gospodyni poprosi a nas do o+szernej kuc)ni$ gdzie sta CsutoE zastawiony st# 7 +y y ziemniaki w mundurkac)$ ry+a w oleju$ konfitury w asnej produkcji i du%a wiązka szczypioru. & Dzym c)ata +ogata & wyrecytowa a gospodyni i przystąpiliśmy do posi ku. Dla mnie$ kt#ry od tygodni jada na kamieniu lu+ pniu drzewa$ o+iad ten +y wyśmienitą ucztą & siedzia em przecie% przy stole... Po o+iedzie otrzymaliśmy na deser podgrzany na patelni czarny razowy c)le+$ kt#ry posmarowany konfiturami spe nia rol" ciasta. /ie o+y o si" oczywiście +ez tradycyjnej rosyjskiej )er+aty$ kt#rą w 'osji podaje si" z konfiturami zawsze po posi ku. Po pewnym czasie gospodarz zatelefonowa do +azy$ gdzie oznajmiono$ ze samoc)#d jest ju% gotowy do dalszej drogi. Poinformowano r#wnie%$ %e w ramac) us ugi sprawdzono dok adnie ca y pojazd... Zadr%a em na wieś, o tej dodatkowej kontroli$ ale jeszcze wtedy ma o wiedzia em o 'osji i 'osjanac)$ a kompletnie nic o 2y+erii i 2y+irakac)$ +o jak si" okaza o$ to w aśnie 2y+iracy naprawiali mi samoc)#d$ +owiem od paru ju% godzin +y em na 2y+erii... 2erdecznie podzi"kowa em ma %once kierownika za gościn"$ po czym pojec)aliśmy po od+i#r pojazdu. & Ile jestem winien za napraw"1 & spyta em$ gdy znale!liśmy si" ponownie w warsztacie. & Za jaką napraw"1 & zdziwi si" kierownik. & -o tyko dro+na kole%e*ska pomoc i o jakic)kolwiek rozliczeniac) nie ma mowy. /a nic zda y si" moje protestyG widząc$ %e nic w tym przypadku nie wsk#ram$ o+darowa em pracującyc) przy naprawie mec)anik#w$ a tak%e szefa warsztatu puszkami piwa oraz zac)odnimi papierosami. /ie zapomnia em r#wnie% o gościnnej %onie kierownika$ kt#rej przez m"%a przekaza em kilka czekolad oraz inne s odycze. Zegnano mnie jak starego znajomego$ wszyscy jak jeden wylegli przed +ram" i d ugo jeszcze stali po moim odje!dzie. -ymczasem uda em si" w dalszą drog" w kierunku miejscowości$ gdzie mieszka wuj kapitana promu$ c)odząca )istoria 2y+erii. Dom wuja po o%ony +y w mieścinie$ kt#rą mo%na +y uzna, za peryferyjną dzielnic"

Dwa pozosta e +oki wype nia y za+udowania domu mieszkalnego oraz c)lew wraz z za+udowaniami gospodarczymi i prowizoryczna stodo a na siano. & /ie +"dziesz tu a. & zapraszam do środka. 0estem ju% stary i niejedno w %yciu prze%y em$ jednak ciekawy te% jestem innego Nwiata$ a i ty pewnie tez nie przyjec)a eś do mnie tylko na kartofle. /a środku sta a studnia$ jedynie ty podw#rza +y ods oni"ty$ ukazując widok na pola i rosnące na nim z+o%e... I ka%dy podniesiony przez niego przedmiot zosta pieczo owicie o+ejrzany$ tak jak troskliwie oglądane są samorodki$ znalezione ten jeden jedyny raz w %yciu przez poszukiwaczy z ota.0ekateryn+urga$ gdy% sta przy podrz"dnej dojazdowej drodze do miasta. si" po nocy$ zosta* do rana & powiedzia /iko aj Pietrowicz$ kiedy ju% czysty siad em do przyrządzonej ze wsp#lnyc) produkt#w kolacji. & Wejd!my dalej & powiedzia /ikolaj Pietrowicz$ otwierając drzwi prowadzące do domu. Wsz"dzie panowa lad i porządek$ co świadczy o o zami owaniu w aściciela do czystości. & (omfortu miastowego u mnie nie ma$ ale jest dac) nad g ową i$ co najwa%niejsze$ jest ciep o. 0ego pogodna$ pomarszczona g "+okimi +ruzdami twarz$ szczerze patrzące oczy i po)aratane ci"%ką pracą r"ce podświadomie wz+udza y szacunek$ świadczy y r#wnie% o tym$ ze cz owiek ten w swoim %yciu ci"%ko pracowa na c)le+.$ to +y em ju% prawie pewien$ ze siostrzeniec nie myli si" w ocenie swego wuja$ uznając go za Cc)odzącą )istori"E.. (ilka aluminiowyc) y%ek$ dwa stare garnki i par" pojemnik#w po musztardzie$ kt#re spe nia y rol" szklanek.. & powiedzia gospodarz$ . I c)ocia% nie zdą%yliśmy si" jeszcze do+rze pozna. ?+serwowa em go$ krzątającego si" po kuc)ni$ jak to swoimi wielkimi$ spracowanymi d o*mi skrz"tnie uk ada doro+ek swojego %ycia. Wyposa%enie mieszkania wygląda o na +lisko stuletnie$ lecz wszystko utrzymane w do+rym stanie$ og#lnie +y o +ardzo czysto i sc)ludnie. /iko aj Pietrowicz wygląda na osiemdziesi"cioletniego cz owieka. & 0est ju% p#!no i nawet nie zdą%yliśmy w tym ca ym zamieszaniu porozmawia. Wszed em na podw#rze kszta tem przypominające podkow" & jest to typowa za+udowa$ jaką mo%na zo+aczy. /ikolaj Pietrowicz$ jak wynika o z danego mi adresu$ z uwagą przeczyta list od siostrze*ca$ po czym powiedzia 7 & (artofle u mnie są$ nie +"dziemy g odowa.. Aront wraz z szeroką wa)ad ową +ramą ogrodzony +yt wysokim drewnianym parkanem$ kt#rego szerokie deski$ szczelnie przylegające do sie+ie$ zas ania y wn"trze posiad ości. & /a razie popijemy )er+aty$ p#!niej przygotuj" ci +ani"$ a wieczorem po kolacji so+ie pogaw"dzimy & powiedzia gospodarz$ nalewając wody do starego samowara. w ca ej 'osji. Dom sk ada si" z jednej iz+y$ kt#ra przedzielona +y a stojącym na środku zapieckiem$ tworząc tym samym jak+y dwa pomieszczenia & kuc)ni" i sypialni".

& Wi"c c)cesz przejec)a.$ podtrzymamy wiekową rosyjską tradycje i napijemy si" po szklaneczce samogonu$ +"dzie si" nam lepiej gaworzy. -o miasto zawsze +y o związane z w adzą$ nasz o+ecny prezydent =orys 0elcyn urodzi si" i wyc)owa w 2wierd owsku$ ale czy miasto na tym zyska$ poka%e dopiero )istoria. & 0a ją ju% widzia em i nie wiem$ czy c)cia +ym ją powt#rnie zo+aczy. Wierzysz w to$ co ro+isz$ a to wi"cej jak po owa sukcesuG ja tez taki +y em i wygra em. & Pami"taj$ zawsze +ezpośrednio po wypiciu mocnego alko)olu wąc)aj c)le+$ najlepiej %ytni & to stary rosyjski wypr#+owany spos#+ na to$ +y jutro +y o do+re samopoczucie & upomnia $ śmiejąc si". -eraz miasto nasze nazywa si" jak dawniej & 0ekateryn+urg$ lecz miejscowi d ugo jeszcze +"dą nazywali to miasto 2wierd owskiem. ?powiem ci$ jak czasami g upio mogą u o%y. Dzy wiesz$ %e w 0ekateryn+urgu zamordowano rodzin" carską1 & spyta gospodarz$ krzątając si" po kuc)ni.przesądzając tym samym spraw" mojego noclegu. . & Pierwszy do dna & zakomenderowa gospodarz$ wypijając cala zawartoś. Dla ludzi z . 3le zanim zaczniemy so+ie opowiada. ca ą 2y+eri" & kontynuowa /iko aj Pietrowicz$ m#wiąc to g osem ani pytającym$ ani stwierdzającym. ?so+iście myśl"$ ze nie$ +o kim jest 0elcyn i jaki nosi +aga% doświadcze*1 & %aden$ to dziecko do+rej pogody$ ale teraz wypijmy za nasze spotkanie & powiedzia /ikolaj Pietrowicz$ nalewając gorza k" do pe na do naczynia po musztardzie. ludzie u sc)y ku QQ wieku & zo+aczysz to na trasie swojej wyprawy. 0ak +"dziesz w centrum$ to odwied! park miejski$ stoi tam od niedawna pomnik upami"tniający t" z+rodni"$ stoi dok adnie w tym miejscu$ gdzie ongiś sta dom$ w kt#rym zako*czyli %ycie 'omanowowie. & Dz owiek$ kt#ry przy o%y r"k" do niejednej z+rodni$ w tym do egzekucji rodziny carskiej$ nazywa si" 0aku+ 2wierd ow. 5am dac) nad g ową$ kawa ek pola$ krow" i jak widzia eś$ po podw#rku moim c)odzą kury....uropy$ kt#rzy mieszkają poza granicami +y ego Z2''$ nie stanowi to wielkiego +ogactwa$ ale sam zo+aczysz$ jak mogą %y. 0esteś odwa%nym cz owiekiem i patrząc na cie+ie$ czuj"$ ze sprostasz temu zadaniu. -woja prawdziwa przygoda zaczyna si" dopiero teraz$ gdy% 0ekateryn+urg jest zac)odnim przycz# kiem 2y+erii.$ ale to co ro+isz$ uwa%am za s uszne. szklany. Przez d ugie lata +y em cz owiekiem$ kt#remu oficjalnie odmawiano prawa do %ycia i traktowania jak istoty ludzkiej$ a to tylko dlatego$ %e +y em m ody i du%o rozumia em. & Przejec)a eś ju% szmat drogi$ ale najgorsze jest dopiero przed to+ą. 3le najwi"kszym dra*stwem komunist#w +y o to$ ze nazwiskiem mordercy nazwali miasto & kontynuowa .

0u% wtedy por#wnywano naszą prac" i nas samyc) do niewolnik#w z czas#w faraona$ z tą r#%nicą$ ze faraon p aci za swoic) niewolnik#w$ gdy% w wi"kszości wypadk#w musia ic) kupi. 5#g +ym jeszcze d ugo opowiada. W tej grupie +y em r#wnie% ja i tak w pa!dzierniku 9.si" losy ludzkie$ losy$ dzi"ki kt#rym dane mi +y o pozna. tamte smutne .. =rak +y o materia #w +udowlanyc)$ +etonu$ %elaza$ nawet siekiera +y a rzadkościąG +yli tylko ludzie$ opaty i !le skonstruowane ci"%kie taczki. /a terenie przysz ej +udowy zastaliśmy parotysi"czną grup" wi"!ni#w$ kt#rzy pomimo panującego ju% pod tą szerokością geograficzną c) odu mieszkali po prostu pod go ym nie+em lu+ w prowizorycznyc) sza asac) zro+ionyc) z ga "zi. 4rodzi em si" i wyc)owywa em w 5oskwie i na swoje szcz"ście lu+ nieszcz"ście uczy em si" w szkole$ kt#ra kszta ci a przysz yc) )ydrotec)nik#w i me)orant#w.$ a 2talin mia ic) za darmo. W drugim roku$ +y o to c)y+a latem$ rozszala a si" epidemia tyfusu i pociągn" a za so+ą tysiące ofiar. /a moic) oczac) ludzie zamarzali lu+ padali z wycie*czenia i g odu.. /iewykwalifikowanej si y ro+oczej w Z2'' +y o pod dostatkiem$ +o o+ozy koncentracyjne istnia y u nas ju% pi"tnaście lat przed Bitlerem$ lecz +rakowa o in%ynier#w i tec)nik#w$ czyli wyuczonyc) fac)owc#w.T9 roku znalaz em si" wraz z kolegami szkolnymi w 5iedwie%egorsku$ gdzie mieści si" zarząd +udowy (ana u =ia omorskiego. 6udzie czasami pracowali po czterdzieści osiem godzin +ez przerwy$ nie zawsze otrzymując wy%ywienie. o tym przekl"tym kanale$ ale jest mi ci"%ko przywo ywa. =y em tak jak inni wi"!niem i razem ze wszystkimi pracowa em$ a do tego +y em odpowiedzialny za wykonanie ponadludzkiej dziennej normy. 5ia em w#wczas dziewi"tnaście lat i do uko*czenia szko y +rakowa o mi niespe na roku nauki$ gdy w tym samym czasie naszemu Cwielkiemu wodzowi i przyjacielowi luduE$ towarzyszowi 2talinowi wpad do g owy iście farao*ski pomys +udowy (ana u =ia omorskiego. 2y+eri". -ylko pierwszej zimy$ jak si" szacuje$ zgin" o na miejscu +udowy oko o stu tysi"cy wi"!ni#w. Wyznaczono termin uko*czenia +udowy$ kt#ry wynosi dwadzieścia miesi"cy@@H I tak średniowieczną tec)niką rozpocz"to t" wielką inwestycj"$ r"cznie kopiąc ziemi"$ kt#rą wywo%ono taczkami na po+liskie )a dy. 0ako oso+a +ąd! co +ąd! wykszta cona zosta em majstrem falangi Jdwustu & $ trzystuoso+owa +rygadaK$ co nie znaczy$ ze tylko nadzorowa em prac". 3 w adza radziecka zawsze +y a pomys owa i mając na wzgl"dzie do+ro ludu$ stwierdzi a$ %e my$ uczniowie uczący si" melioracji i )ydrotec)niki$ ju% teraz zapowiadamy si" na przysz yc) wrog#w klasowyc)$ wi"c spreparowano fa szywe oskar%enie i wlepiono kilku m odzie*com w naszej szkole na początek pi"cioletnie wyroki.

I )istoria si" powtarza a7 jeden wyrok si" ko*czy & dok adano drugi$ sta em si" .$ stara em si" o przyj"cie na powr#t do szko y$ +y doko*czy.. & 0eszcze w#wczas nie wiedzia em tego$ ze w kraju tym$ kto raz +y wi"!niem$ temu ju% nigdy nie +"dzie wolno cieszy. daleko$ +y zaszy. W#wczas jeszcze nie przypuszcza em$ %e nie zo+acz" ju% nigdy moic) rodzic#w$ a dom rodzinny dopiero w trzydzieści lat p#!niej. Wi"c zamiast wyjec)a. Par" miesi"cy p#!niej na kt#rejś z wy%szyc) uczelni w 5oskwie dosz o do manifestacji studenckiej$ i poniewa% +y em ju% Cna okuE$ a m#j rocznik w aśnie w tym czasie studiowa $ wi"c przyszyto mi at" agitatora i pewnej nocy ponownie aresztowano. lat. Dodam tylko$ %e +udowa zosta a uko*czona zgodnie z terminem$ i tak pierwszego maja 9.. mowy. W Z2'' cz owiek wart +y tyle$ ile warte +y y jego papiery. si" wolnością. Wyrok od+y em w ca ości i nie doczeka em si" nawet jednej odpowiedzi na sk adane przeze mnie podania o warunkowe zwolnienie & prawdopodo+nie nikt ic) nawet nie rozpatrywa .. w ka%dej c)wili uwi"ziony. (ana okaza si" po prostu za p ytki.dni.. Po (anale =ia omorskim przysz a kolej na kana 5oskwa & Wo ga$ lecz tam +y em nied ugo$ +o z ama em nog" podczas wypadku i w ten spos#+ wylądowa em w szpitalu.. /a nic zda o si" t umaczenie$ %e nawet nie wiem$ gdzie owa uczelnia si" znajduje & organa +ezpiecze*stwa wyra+ia y swoje normy aresztowa* i o jakiejkolwiek dyskusji nie mog o +y. /ie c)odzi o pierwsze moje aresztowanie$ +o tego przewidzie. nauk". Pikanterii dodaje fakt$ ze kana okaza si" wielkim niewypa em$ gdy% przep yną nim tylko jeden statek$ i to pami"tnego pierwszego maja 9. ?czywiście starania moje spe z y na niczym i zyska em tylko tyle$ ze zn#w wpad em w oczy wszec)o+ecnej w adzy +ezpiecze*stwa. nie mog em$ ale o to$ co nastąpi o p#!niej & powiedzia /iko aj Pietrowicz$ przej"ty opowiadaną przez sie+ie )istorią w asnego %ycia. >dy+ym w#wczas wiedzia to$ co wiem teraz$ to na pewno %ycie u o%y +ym so+ie inaczej. si" w jakimś sowc)ozie$ nawet na etacie traktorzysty$ ja wr#ci em do 5oskwy i wierząc jeszcze naiwnie w sprawiedliwoś.TT roku. 3 jak mia je CpomazaneE lu+ nie mia ic) w og#le$ +y nikim i m#g +y.TT roku zosta uko*czony OOS & kilometrowy pomnik komunistycznej z+rodni$ gdzie w ciągu dwudziestu miesi"cy na skutek zimna i kator%niczej pracy zgin" o ponad trzysta tysi"cy ludzi. Po leczeniu kr#tko prze+ywa em w ma ym o+ozie pod 5oskwą$ gdzie pracowa em jako krawiec$ szyjąc mundury dla wojska$ lecz uznano to za z+yt przytulną posad" dla takiego wroga ludu jak ja i reszt" kary ze s awnego artyku u :L od+y em w +udynku wi"ziennym >#rnouralskiego izolatora. /iedawno czyta em w jakimś czasopiśmie$ %e (ana 2ueski$ d ugości 9PI kilometr#w +udowano dziesi"..

1 Po co1 Zawiś. w ciągu jednej do+y. Powiem ci$ co w %yciu jest najwa%niejsze. /astąpi a d u%sza c)wila milczenia$ po czym$ jak+y ko*cząc t" )istori"$ /iko aj Pietrowicz powiedzia 7 & /ie wierz nigdy w mądroś. Poczu em si" dumny z tego powodu$ %e to w aśnie ja$ a nie kto inny jest gościem tego niezwyk ego cz owieka$ kt#ry opowiadając swoje losy$ uczyni@ mnie godnym przekazania tej )istorii.$ nie zostawią ci" w +iedzie$ +o na 2y+erii o+owiązuje niepisany o+owiązek niesienia pomocy drugiemu cz owiekowi.. Uyj z poczuciem spokojnej wy%szości nad %yciem$ nie +#j si" +iedy$ nie %a uj straconego szcz"ścia$ przecie% nigdy nie jest tak$ ze ani goryczy do dna$ ani s odyczy do pe na.. 0eśli nie masz przetrąconego kr"gos upa$ jeśli o+ie nogi c)odzą$ o+ie r"ce si" ruszają & to komu tu zazdrości... =y em na dalekiej P# nocy$ pracowa em w kopalni z ota w 0akucji i na s ynnej +udowie numer ::I na 2ac)alinie. /ie szukaj nigdy tego$ co z udne7 majątku$ s awy & %e+y to zdo+y. W ka%dym cz owieku zawsze pozostaje coś nienaruszonego$ coś nietkni"tego$ czego nie mo%na . cz owieka po dwudziestopi"cioletnim wyroku1 3 jednak wygra em$ +o moje kości nie zosta y na 2y+erii i spe ni o si" moje marzenie & na staroś.. starc#w$ ale przynajmniej pos uc)aj$ co m#wią$ przeanalizuj i zostaw z tego coś dla sie+ie. Zapanowa a cisza$ kt#ra zwiastowa a$ %e gospodarz zako*czy swą opowieś. Dopiero rok 9..try+em maszyny niewolniczej$ kt#ra nie mog a +eze mnie pracowa. /ie musisz si" niczego o+awia.$ ale +ąd! pewien & w razie potrze+y zawsze na nic) mo%na liczy. & 2potkasz wielu takic) jak ja & m#wi dalej & +o na 2y+erii nikt nie osiedla si" do+rowolnie & wszyscy starsi ludzie mieszkający tam do dziś$ to tak jak ja$ +yli wi"!niowie. -o +ardzo ciekawa spo ecznoś... Przypomnia y mi si" w#wczas us yszane w 'osji czyjeś s owa$ ze na trasie swej podr#%y spotkam %yjącą jeszcze )istori"$ opowiadanie o tamtyc) przekl"tyc) przez miliony dniac).$ kto c)cia +y zatrudni. Przetrzyj oczy$ a najwy%ej ce* so+ie tyc)$ kt#rzy ci" koc)ają i kt#rzy ci do+rze %yczą /ie krzywd! +li!niego$ nie o+ra%ajG pami"taj & z nikim nie rozstawaj si" w gniewie$ +o nigdy nie wiadomo$ czy to nie tw#j ostatni uczynek i czy nic taki tw#j o+raz zostanie w ic) pami"ci. cz owiek rujnuje nerwy przez dziesi"ciolecia$ a mo%e straci.$ lecz c#% to +y a za wolnoś. z%era w ko*cu samego zawistnika.:P przyni#s mi wolnoś. dom$ ciep o i sytoś. Diesz si"$ ze nie marzniesz$ %e g #d i pragnienie nie rwą ci wn"trzności.. 2pojrza em na mojego rozm#wc"$ i tak jak w pierwszej c)wili naszego spotkania$ ponownie zwr#ci em uwag" na jego pogodną$ pomarszczoną g "+okimi +ruzdami twarz oraz spracowane r"ceG r"ce$ kt#re +y y świadectwem %ycia tego cz owieka i jego walki o przetrwanie.$ gdy% jest to taki sam kraj jak ka%dy inny i tacy sami ludzie$ kt#rzy mają takie same serca i cia a jak inni.

& -rzymaj si"$ wszystko +"dzie do+rze & dasz so+ie rad".$ a na pewno dojdziesz do celu. & (ieruj si" na (amie*sk 4ralski$ dalej to ju% tylko jedna droga$ wi"c nie z+ ądzisz & t umaczy napotkany starszy cz owiek.pokona. mo%na +y o pojedynczyc) przec)odni#w$ kt#rzy w o+ronie przed c) odnym wiatrem szli z g owami wtulonymi w ko nierze. Wi"c nie +#j si" 2y+erii$ naucz si" ją akceptowa. /a ulicac) 0ekateryn+urga panowa spok#j$ miasto pogrą%one +y o jeszcze w porannym śnie. i zniszczy. -ylko od czasu do czasu zauwa%y.. 'anek +y poc)murny i d%d%ysty$ a nadciągające ciemne c)mury zwiastowa y deszcz. Wreszcie wyje%d%am z miasta$ mijam ostatnie za+udowania starego drewnianego przedmieściaG przede mną roztacza si" ju% tylko pag#rkowata przestrze*.. & 5amy c)y+a taką samą krew & powiedzia nazajutrz /ikolaj Pietrowicz & oc)$ gdy+ym +y m odszy$ pojec)a +ym z to+ą & %artowa $ ściskając mnie przed odjazdem.. =y a ju% +ardzo p#!na noc$ kiedy udaliśmy si" na spoczynek i %al mi +y o$ %e rano ruszam w dalszą podr#%$ czu em +owiem dziwny niedosyt )istorii.. Zauwa%am stacj" +enzynową i c)o. = ądz" po 0ekateryn+urgu$ wreszcie pytam ludzi o drog". paliwa mam du%o$ to jednak zgodnie z zasadą tankowania do pe na$ nape niam po korki wszystkie z+iorniki. Wypatruj" drogowskazu z napisem (urgan$ gdy% wed ug mapy w aśnie to miasto stanowi m#j kolejny etap. -o 4ral Nrodkowy$ a za nim rozpościera si" 2y+eria@ ..

'ozpalone do zenitu czerwcowe s o*ce wisi ci"%ko nad ziemią.. (r#tki post#j$ prze+ieram si" w lu!ne letnie u+ranie i jazda dalej.III Z naprzeciwka mijają mnie liczne samoc)ody i ze zdziwieniem patrz" na kierowc#w$ kt#rzy jadą w samyc) podkoszulkac) lu+ wr"cz roze+rani do pasa. Po p# godzinie doje%d%am w po+li%e miasta. Wsz"dzie panuje +rud i nie ad$ ulice tylko kszta tem przypominają swoje przeznaczenie$ kolczaste ogrodzenia otaczające fa+ryki$ ciągnące si" kilometrami przez miasto zardzewia e rurociągi$ . W samoc)odzie ro+i si" piekielnie gorąco. unoszący si" smog$ dope niany +ezustannie czarnym dymem wydostającym si" z licznyc) wysokic) komin#w. 3le im gorąco & pomyśla em$ nie zdawa em so+ie jeszcze sprawy$ %e wjec)a em w inną stref" klimatyczną$ ze na dworze panuje trzydziestostopniowy upa ... ?+raz wiejskiej sielanki zako*czy si" r#wnie szy+ko$ jak si" pojawi $ gdy% po paru minutac) znalaz em si" ju% w centrum (amie*ska 4ralskiego. W#z jedzie r#wno$ jednostajnym rytmem rozdmuc)uje cisz" po udnia$ wielki$ ci"%ki$ pos uszny w moic) r"kac). -o (amie*sk 4ralski & przemys owy gigant 2y+erii. 6azurowe nie+o styka si" w oddali z gorącą$ +ia ą wst"gą piaszczystego duktu$ migocące cieple powietrze faluje$ a gorący wiatr uderza w twarz silnym strumieniem. /ad miastem wida. 0estem niesamowicie zdumiony$ gdy% jeszcze przed kwadransem +y o zimno i zapowiada o si" na deszcz. 0estem ju% w 3zji$ gdy% w aśnie g#ry 4ral na terenie 'osji stanowią europejsko & & azjatycka granic".. Przede mną przestrze*G przecinam zielone$ wilgotne od rosy ąki$ mroczną tajg" i pac)nące igliwiem zagajniki$ prowadzony jasnym pasmem drogi.. -u kr#luje wielki przemys z rafineriami$ %elazo+etonowymi +lokami$ z oskotem$ z t umami ludzi i nat okiem ruc)u samoc)odowego w ka%dym zau ku$ w ka%dym punkcie miasta. Dym powoli zakrywa nie+oG tworzy to pe ną grozy scen" ze strasznej +ajki$ w kt#reK okrutny czarnoksi"%nik rozpościera swe czarne$ wrogie skrzyd a$ okrywa mrokiem cale miasto.. 0estem na 2y+erii@ Diesz" si" jak dzieciak$ dziwna jest ta radoś. Po o+u stronac) drogi$ na o+szarze setek )ektar#w$ wida. wyp ywająca nie wiadomo z czego7 z drogi rzuconej daleko$ z ryku silnika$ z wiatru rwącego w g ow". Domki z+udowane są wed ug jednego projektu$ niez+yt zresztą gustownego$ ale za to swym nowym wyglądem dowodzą$ ze powsta y ju% po upadku w adzy radzieckiej. Wyje%d%am na ol+rzymią r#wnin" i w oddali widz" las komin#w fa+rycznyc). domki rekreacyjne stojące w r#wnyc) szeregac). Pierwszy raz w %yciu doświadczy em$ jak wielką rol" w klimacie odgrywają$ g#ry.

(orzystając z o+wodnicy$ omijam je szerokim ko em.. Po dw#c) godzinac) wyśmienitej jazdy doje%d%am do miasta (urgan i ju% +ez zdziwienia stwierdzam$ ze jest wiernym odzwierciedleniem poprzedniego przemys owego giganta7 t oczne$ +rudne i odpyc)ające. Z ciekawością patrz" na map"$ lecz. Po kierunkac)$ w jakic) drogi si" rozc)odzą$ wnioskuj"$ %e po prawej stronie mijam w aśnie Dzela+i*sk.. Przy akompaniamencie szczekającyc) ps#w nalewam do pe na przeznaczony na wod" pitną pi". 2prawa jakości oraz ewentualnego +raku wody na terenie (azac)stanu jest og#lnie znana$ wi"c przezornie nie c)c" dopuści.. =y to stary murowany +udynek$ odrapany i o)ydny$ jeden z wielu tysi"cy miejskic) dom#w$ na kt#ry wystarczy tylko spojrze. si" na . =ez trudu odnajduj" studni" znajdującą si" w centralnym punkcie wsi. D)o. nie ma drogowskazu$ to jednak wiem$ %e a+y dojec)a. ?podal dostrzegam niewielką osad"$ wi"c nieznacznie z+aczam z trasy$ +y zaopatrzy.. 5yśl" jeszcze przez c)wil" o tym dziwnym skrzy%owaniu$ a mo%e powstanie tu w przysz ości miasto1 /a razie rozkoszuj" si" +ezkresnym stepem$ widokiem adującym CakumulatoryE. (ominy fa+ryczne z ka%dym kilometrem pozostawa y w tyle$ a przede mną rozla a si" ol+rzymia r#wnina 2tepu Iszymskiego. Wyciskam z land & ro8era$ ile mog"$ p"dz" przed sie+ie w +ezmiar stepowej przestrzeni. Wtem dostrzegam znak ostrzegający przed nie+ezpiecznym skrzy%owaniem dr#g i po c)wili tu$ na tym pustkowiu$ widz" du%e skrzy%owanie$ a nawet najprawdziwsze rondo. Poczu em wielkie pragnienie wydostania si" z tego przemys owego pieklą i rezygnując z planowanego odpoczynku$ czym pr"dzej ruszy em ku prawdziwej sy+eryjskiej przyrodzie. si" w wod". w okolic" granicy z (azac)stanem. do (urganu$ musz" jec)a.dziesi"ciolitrowy rezerwuar celowo zamontowany na dac)u samoc)odu na wypadek podr#%y przez pustynny teren. Zatrzyma em si" przed jakimś domem..$ a+y zamarzy. 2woim nag ym nocnym przy+yciem +ardzo zaniepokoi em czujne wiejskie psy$ kt#re g ośnym ujadaniem po+udzi y śpiącyc) ju% o tej porze mieszka*c#w osady. nie widz" na niej takiego oznaczenia.$ +y drzwi tego domu zawsze +y y przed to+ą zamkni"te.poprzewracane latarnie uliczne & taki jest o+raz rosyjskiego miasta przemys owego.. Przeje%d%am przez walący si" most na rzece -o+# $ mijam lotnisko cywilne$ na kt#rym rol" pasa startowego pe ni wysypany %wir i ponownie wyje%d%am na nieko*czącą si" r#wnin". >dzieniegdzie pozapala y si" w oknac) +lade świat a$ wi"c nie c)cąc narazi. prosto. (o*czy si" natomiast asfalt$ wi"c tempo jazdy spada znacznie$ ale mam jeszcze nadziej" tej nocy dotrze. do sytuacji$ w kt#rej +y jej za+rak o. Wok# ca kowita pustka i nadziwi. si" nie mog"$ %e jeszcze jest pod ko ami asfalt.

0edzie si" Cmi"kkoE jak po r#wnym stoleG p"d pojazdu sprawia$ ze w tyle powstają tumany kurzu$ ciągnące si" jak ogon komety za mknącym szy+ko do przodu samoc)odem.$ jak sprawa wygląda na mapie. si" w podmok ym terenie$ ostro%nie zje%d%am na +ok$ po czym wyskakuj" z pojazdu$ +y rozprostowa.. kr#tką przerw"$ +y zo+aczy. do środka przez otwarte drzwi. Droga w świetle reflektor#w jest świetnie widoczna$ co sprawia$ %e szy+kie tempo jazdy jest utrzymane. =acząc$ +y nie zapaś.. Z przera%eniem patrz" na otaczający mnie teren i zastanawiam si"$ co zro+i"$ gdy wśr#d takiego krajo+razu raptem sko*czy si" droga. Wtem pojawia si" narastający piskliwy szum. ?p"dzając si"$ wskoczy em do samoc)odu$ zamkną em szczelnie okna i dost"pną pod r"ką mapą wy t uk em wszystkie$ kt#re zdo a y za mną wlecie. Postanawiam zro+i. W wyniku masakry$ jaką urządzi em tym ma ym stworzeniom$ szy+y samoc)odu pokry y si" czerwonymi plamami$ co podczas p#!niejszej jazdy znacznie utrudnia o mi widocznoś.$ co +"dzie$ gdy przy wje!dzie do tej autonomicznej repu+liki za%ądają okazania wizy$ kt#rej nie posiadam. /a pr#%no wypatruj" dogodnego miejsca na nocleg & wko o tylko +agna. 0ednak dopiero kiedy poczu em piekący +#l zda em so+ie spraw"$ %e trze+a natyc)miast z tego miejsca ucieka. Z kilometra na kilometr droga staje si" coraz +ardziej trudna$ po prawej i lewej stronic rozciągają si" nieko*czące po acie +agien i mokrade . nigdzie nie wida. -o zapewne te wielkie po acie +agien & t umacz" zaistnia e przed c)wilą zjawiskoG nie zdaj" so+ie jednak jeszcze sprawy$ %e od tego dnia w aśnie komary staną si" moim najwi"kszym wrogiem$ nie do pokonania. D)mara komar#w o+siad a moje skąpo u+rane cia o i od razu przystąpi a do konsumpcji. Pojawiają si" rzadkie lasy i ma e skupiska drzew. Po pewnym czasie znajduj" si" ju% na ca kowitym pustkowiu. Wreszcie +agna i + ota pozostają daleko w tyle$ zmienia si" otoczenie. najmniejszyc) ślad#w o+ecności cz owieka.nieprzyjemności$ czym pr"dzej opuszczam wieś. D)cąc nie c)cąc jad" dalej. 0u% tylko kilkadziesiąt kilometr#w dzieli mnie od granicy z (azac)stanem i z niepokojem zaczynam myśle. 0ak okiem si"gną.. Zmienia si" r#wnie% nawierzc)nia drogi$ kt#ra z u+itej kamienistej zamienia si" w piaszczystą.. kości i pooddyc)a. Pierwszy raz w %yciu zo+aczy em taką mas" owad#w$ kt#re siedząc na mnie$ tworzy y jak+y ciemny ko+ierzec. ="dąc jeszcze w 5oskwie$ dowiedzia em si"$ ze w adze (azac)stanu$ 0akucji oraz wielu innyc) +y yc) repu+lik radzieckic) nie darzą z+ytnią mi ością 'osjan i o+coplemie*c#w$ wymagając od nic) wiz przy wje!dzie na swoje terytoria & jak +"dzie ze . świe%ym powietrzem.

?+udzony z dziennej drzemki jakiś nocny ptak wyda stepowe zapac)y.. 0eden z nic) w stopniu oficerskim grzecznie poprosi o dokumenty$ polecając jednocześnie$ a+ym zjec)a na +ok i wy ączy przera!liwy krzyk$ rozrywając uroczystą cisz".mną$ oka%e si" nie+awem. Zorientowa em si"$ ze jedzie przede mną jakiś du%y pojazd$ kt#ry p"dząc w tym samym kierunku$ zostawia za so+ą tuman unoszącego si" piasku. Dwugodzinna przerwa świetnie wp yn" a na moje samopoczucie$ wi"c wyruszam dalej. z myślą$ %e nie mo%e si" uda... -eraz$ kiedy w par" miesi"cy po wyprawie staram si" opisa. (iedyś ktoś mądry powiedzia 7 naucz si" %y. 0adąc$ rozmyślam o nast"pnym etapie podr#%y$ o trudnościac) i niewiadomyc)$ o kt#ryc) jeszcze nie mam najmniejszego poj"cia.. Do granicy repu+liki +y o niedaleko i nie+awem zo+aczy em na ca kowitym pustkowiu jasno oświetlony o+iekt. Wko o panuje niezmącona %adnym )a asem cisza$ tylko od czasu do czasu s yc)a. znacznie si" pogorszy a. & tylko wtedy od czasu do czasu udaje si" coś naprawd". jazd" nocą$ przymusowy post#j wykorzystuj" na zjedzenie kolacji oraz pokrzepienie si" mocną kawą.$ %e zdo am szcz"śliwie dojec)a. Z podmuc)em wiatru idą w moim kierunku cieple upojne . do celu. /ie c)cąc ryzykowa.. jazdy na oślep$ zje%d%am ostro%nie na po+ocze$ a+y przeczeka. & (im jesteś i dokąd jedziesz1 & us ysza em g os i ujrza em kilku uz+rojonyc) po z"+y %o nierzy$ u+ranyc) w kamizelki kuloodporne. i pracowa.. do c)wili$ kiedy zawiesisty pyl opadnie. si" nie mo%e. /ie jest to kryzys psyc)iczny ani apatia$ tylko analiza sytuacji i doświadczenia$ kt#re w kr#tkim czasie trwania mojej ekspedycji zdą%y em ju% na+y. 0est noc$ noc +ez ksi"%yca$ mająca swoją mi"kką poświat"$ kt#ra sre+rzy lekkie opary$ stwarzając jakieś +ajeczne nieruc)ome jak+y wodne przestrzenie w dali. Po c)wili zatrzyma em si" przed pomalowanym w czarno & +ia e pasy szla+anem granicznym. /agle widocznoś. wszystkie moje przygody$ wiem$ %e to powiedzenie jest prawdziwe i %e ma wielką wartoś.. Widząc te wielkie po acie ziemi oraz odleg ości i warunki$ w jakic) si" o+ecnie znajduj"$ zaczynam wątpi. Dzuj" si" wyśmienicie$ wi"c w+rew wcześniejszym postanowieniom postanawiam kontynuowa. cic)y przyjazny szum wieczornego wiatru$ kr#lującego wysoko wśr#d koron po+liskic) drzew. 6ecz wtedy tej pi"knej nocy$ jadąc odludziem w kierunku granicy z (azac)stanem$ myśla em$ %e tylko to si" udaje$ w co si" świ"cie wierzy$ ale tak nie jest$ udaje si" to$ co na zdrowy rozsądek uda..

. na nasze terytorium & odezwa si" najstarszy rangą$ siadając jednocześnie na rancie me+la z wyglądu przypominającego +iurko. Zosta a tylko kwestia$ jak to zaproponowa. Podzi"kowa em skwapliwie za okazaną mi %yczliwoś.. W#z al+o przew#z$ pomyśla em$ widząc napi"cie pe ne oczekiwania i nadzieje malującą si" na twarzac) o+ro*c#w granic.motor$ po czym wraz z moimi wszystkimi dokumentami oddali si" do drewnianego +araku stanowiącego stra%nic". o zgod" na zro+ienia so+ie kr#tkiej przerwy$ gdy% na drogac) w nocy jest +ardzo nie+ezpiecznie i mo%na zosta.. drogą lądową do /owego 0orkuG zapewne pomyli em drog" i przez przypadek wjec)a em na granic" & dodaj" przezornie$ widząc gro!ne miny (azac)#w.. so+ie dodatkowej +iedy. & odpar oficer$ ro+iąc min" postaci tragicznej %ywcem wzi"tej z Dostojewskiego. & /ic nie mo%emy dla cie+ie uczyni. & Przepisy są przepisami i nie nale%y ic) w %adnym przypadku ama. ="dzie nieweso o & pomyśla em i z duszą na ramieniu wszed em do pomieszczenia. 2iedząc w samoc)odzie$ o+serwuj"$ co dzieje si" w jasno oświetlonej dy%urce7 ze+rali si" tam wszyscy o+ecni na posterunku %o nierze i skwapliwie$ jeden po drugim$ przeglądają papiery.$ +y nie urazi. & /ie posiadasz wizy i nie mo%emy cie+ie wpuści.$ +o istnieją przepisy$ kt#ryc) nie mo%emy ama. & 3 czym w og#le )andlujesz1 & zapyta uprzejmie oficer. dumy (azac)#w i nie napyta. ="dzie d u%sza przeprawa & pomyśla em$ widząc s u%+owe miny (azac)#w. & 3le prawd" m#wiąc & kontynuowa em & nie ma innej drogi$ wi"c jeśli mnie nie przepuścicie$ +"d" musia si" cofa. wiele kilometr#w i w rezultacie nic dojad" do /owego 0orku. /ie wiem dlaczego$ ale +y em pewien$ %e zaraz dojdziemy do o+op#lnej zgody i porozumienia$ a wsp#lną tego p aszczyzny +"dzie posiadana przeze mnie w#dka oraz do+rej marki zac)odnie papierosy. i po prostu od razu zaproponowa em wsp#lne wypicie piwa$ argumentując swą propozycj" suc)ym .$ zaraz zawr#c" i pojad" inną drogą & powiedzia em$ grając w te same karty$ co moi rozm#wcy$ zdając so+ie jednocześnie spraw"$ %e o tej porze roku po prostu nie ma innej drogi & ale skoro ju% jestem tutaj$ to prosz" c)o. Wtem jeden z nic) uc)yli drzwi$ gestami przywo ując mnie do sie+ie. napadni"tym lu+ wr"cz poz+awionym %ycia. & 3le% +ardzo prosz"$ jest dopiero druga w nocy$ a s u%+a nasza trwa do sz#stej$ wi"c nie ma pro+lemu & odpar oficer. W stra%nicy panowa oso+liwy zapac) & mieszanka dymu papierosowego i alko)olu$ co w po ączeniu z panującym ciep em tworzy o smr#d godny powa%nej pijackiej meliny. & /ie jestem kupcem$ lecz ekspedycją & wyjaśniam & staram si" dosta.

na terytorium (azac)stanu..$ a przed sz#stą godzina wjec)a. kanistr#w po +enzynie i nape niliśmy je do pe na. Przetrzymaliśmy kierowc" oraz towarzyszącego mu w aściciela spirytusu$ ale dopiero po pi"ciu godzinac) domyślili si"$ %e my te% ludzie i lu+imy wypi. & 5iesiąc temu mieliśmy jeszcze +ardziej weso o na s u%+ie & powiedzia do+rze ju% wstawiony oficer. /apomkną em jeszcze$ %e +"dzie niezr"czna sytuacja$ w kt#rej si" wszyscy znajdziemy$ kiedy to przy+"dzie nast"pna zmiana i zastanie nas wszystkic) w takim a nie innym stanie.. ?tworzono wi"c opuszczony dotyc)czas szla+an$ przepuszczając wszystkic) +ez kontroli$ a zatrzymującym si" automatycznie zdziwionym kierowcom puszczano stek wyzwisk i mac)ano r"kami$ a+y jec)ali dalej. Inni %o nierze r#wnie% patrzyli ju% zezem$ ale %aden incydent si" nie wydarzy $ panowa a po prostu solidarna pijacka zgoda. & /a zdrowie & zarycza y spragnione gard a (azac)#w i wypiliśmy po g "+szym. . /a stra%nicy zapanowa a weso a atmosfera$ wszyscy +yli w stosunku do mnie +ardzo %yczliwi i przyc)ylni. Znalaz em si" w doś.E i najlepszym wyjściem dla mnie +"dzie$ jak odjad" w jakieś ustronne miejsce i odpoczn".kontynentalnym powietrzem oraz tym$ %e piwo jest przednie$ gdy% zac)odnie.$ %e alko)ol dostatecznie w moim organizmie zadzia a .. Dzas p yną wyjątkowo szy+ko i zanim si" spostrzeg em$ na dworze +y o ju% jasno. Wyp ukaliśmy w#wczas pi". 3kurat w czasie naszej s u%+y na granic" wjec)a a cysterna ze spirytusem jadąca do Delinogradu. 2pojrza em na zegarek i ze zgrozą stwierdzi em$ %e jest piąta rano$ wi"c do zmiany na granicy pozosta a ju% tylko godzina. Powiedzia em w pijackim %argonie znanym na ca ym świecie C%e wysiad em i mam ju% dosy. trudnej sytuacji$ gdy% nie wiedzia em$ co zro+i. Uo nierze +yli zdania$ %e nie nale%y traci. Pr#cz o+iecanego piwa na stole znalaz y si" przyniesione przeze mnie +utelki z w#dką$ konserwy i oczywiście papierosy. >ospodarze doszli do +ardzo s usznego wniosku$ %e praca$ czyli sprawdzanie dokument#w$ przeszkadza im w kontynuowaniu do+rej za+awy. -y jesteś +ardziej inteligentny i ju% (azac)stan stoi przed to+ą otworem & śmia si" ru+asznie oficer$ ro+iąc przy tym g upie ma pie miny$ a ci"%ki nosowy oddec) świadczy $ %e ma ju% dosy. Zro+i em kilka nieokreślonyc) ruc)#w$ kt#re mog y+y świadczy.$ +y gospodarzy nie urazi. czasu$ wi"c natyc)miast przystąpiliśmy do konsumpcji. & /a s u%+ie nie mo%na$ ale do ko*ca przecie% tylko cztery godziny$ a i okazja taka$ %e z gościem to nawet wypada & odpar oficer$ a jego twarz i o+ecnyc) w pomieszczeniu %o nierzy promieniowa y w nadziei i szcz"ściu. Poleci em wi"c %o nierzom przygotowanie miejsca na stole$ a sam uda em si" da samoc)odu po niez+"dny prowiant7 alko)ol$ papierosy i zagryc)"..

/ast"pnie powąc)ano c)le+ i zagryziono +oczkiem z ce+ulą$ a miny (azac)#w wydawa y si" przy tym rytuale o+oj"tne. & P ynie tam niewielka rzeka i to jest wielki plus$ gdy% woda c) odzi$ a dzie* zar#wno dla cie+ie$ jak i dla nas$ zapowiada si" dzisiaj wyjątkowo upalny.& /ie ma czego si" +a. & Za twoją pomyślnoś. 'uszy em c)y%o przed sie+ie$ +y oddali. -aki w 'osji zwyczaj i nic na to nic poradz" & powiedzia prawie s u%+owo dow#dca$ a o+ecni %o nierze solidarnie potwierdzili ten fakt kiwni"ciem g owy.dziesi"ciu stopni skr".. na prawo.. I jak na komend"$ las %o nierskic) rąk si"gną po napitek.. do sie+ie & powiedzia gospodarz.. i a+yś dojec)a ca y i zdrowy do 3meryki & wzni#s toast oficer. Wjedziesz na step$ tam ju% nie ma %adnej drogi$ ale jed! ca y czas prosto$ a po oko o pi"ciu kilometrac) odnajdziesz rzek". I tak nikt w to nie uwierzy$ +o tacy ludzie jak ty rzadko + ądzą$ ale zawsze wym#wka jest. & 0eszcze jedno & doda & je%eli kiedyś ktoś cie+ie zapyta$ kt#r"dy si" tu dosta eś$ odpowiedz tak jak nam$ %e po+ ądzi eś. & -am & wskaza r"ką & jest piaszczysta droga$ jed! nią dziesi". -o do+re miejsce na ukrycie si"$ są tam krzaki$ nikt si" nie kr"ci & zako*czy dow#dca o+jaśnianie terenu. /adesz a oczekiwana przeze mnie c)wila po%egnania. P"dzi em do przodu wskazaną mi drogą$ a p"d pojazdu sprawia $ %e powsta za mną tuman piasku$ kt#ry na wz#r wojskowej dymnej zas ony przes ania mi widok na . /ape niono wi"c ponownie metalowe wojskowe ku+ki$ pokrojono w plastry ce+ul" oraz reszt" +rudnego od %o nierskic) rąk t ustego +oczku. ?kay1 & wymamrota dow#dca plac#wki$ mru%ąc przy tym porozumiewawczo oko. /asta a kr#tka cisza$ po kt#rej na stra%nicy rozleg si" metalowy$ g uc)y d!wi"k uderzanyc) o sie+ie ku+k#w wojskowyc). i dojś. ="dziesz co prawda jec)a w odwrotnym kierunku$ ale p#!niej jak odpoczniesz$ to nadro+isz te par" kilometr#w. & (azac)owie to c)arakterny nar#d & doda em$ +y poc)le+i. na po%egnanie. Da owaliśmy i ściskaliśmy si" z ka%dym z oso+na tak szczerze$ %e przypadkowy o+serwator stwierdzi +y$ %e jest świadkiem$ kiedy krewni %egnają +liską rodzin"$ odje%d%ającą w nieznane na sta e. & Po piątej & odpowiedzia jeden z mundurowyc).. si" od tego nie+ezpiecznego dla mnie miejsca$ gdy% lada c)wila spodziewa em si" nadejścia %o nierzy przyc)odzącyc) na s u%+". & Wi"c jeszcze jest dostatecznie du%o czasu$ +y wypi.$ ale kt#ra jest w aściwie godzina1 & wy+e kota do+rze ju% wstawiony oficer. & ?kay & odpar em$ i korzystając z okazji$ podzi"kowa em w najpi"kniejszyc) s owac)$ jakie umia em po rosyjsku wym#wi. kilometr#w na po udnie$ a nast"pnie pod kątem dziewi". prze o%onemu i pozosta ym %o nierzom. & Znam niedaleko stąd odpowiednie miejsce$ gdzie +"dziesz m#g wypoczą.

'ozejrza em si" po okolicy i z przera%eniem stwierdzi em$ %e nie ma tu %adnyc) kamieni ani kawa k#w drewna & niczego$ co mog o+y +y. Pomimo wczesnej pory na dworze panowa ju% solidny upa . Zjec)a em na d# na r#wną p aszczyzn"$ kt#rą kiedyś zapewne uformowa a rzeka. -opiąc si" po kolana w gliniastej mazi$ wydosta em si" na skarp". 6ecz dranie na . >dzieś kiedyś przeczyta em$ %e samica komara czuje o+ecnoś. swyc) przysz yc) ofiar z odleg ości sześciu kilometr#w. z zagro%onego terenu.. ze z+ocza$ +y znale!. Wreszcie opar si" g "+oko na podwoziu$ tak$ %e nie spos#+ +y o drzwi otworzy. Nmia em si" jeszcze d ugo$ w ko*cu sam nie wiedzia em czy to śmiec) radości$ czy rozpaczy. 5o%liwoś. Przede mną w odleg ości oko o dwudziestu metr#w p yn" a rzeka$ a z ty u +y o z+ocze z rzadka porośni"te krzakami. si" nad swoją nową sytuacją.$ stworzy a dodatkowo komary$ kt#re w aśnie w tej c)wili na mnie nas a a. i w rezultacie ze śmiec)em na ustac) opuści em ka+in" samoc)odu oknem. Zaczą em zastanawia. rozpościera@ si" widok na step z zesc) ą$ zesz oroczną roślinnością i tylko p ynąca przez jego środek rzeka nie pasowa a do tego ksi"%ycowego krajo+razu. pomocne w wyciągni"ciu samoc)odu z + otnej pu apki. -eraz przekona em si"$ ze jest tak naprawd". Wok# jak okiem si"gną. Przyroda$ %e+y si" ca kowicie satysfakcjonowa. Wyc)odz" z samoc)odu i z radością stwierdzam$ ze komar#w w tym rejonie nie ma. =ywa o przewa%nie tak7 roz+ijam o+#z w dowolnym miejscu. Dzar tego zdarzenia prys jak mydlana +a*ka$ kiedy pr#+owa em samoc)#d wycofa. /ie +ardzo w to w#wczas wierzy em. Po kr#tkiej je!dzie zgodnie z otrzymanymi instrukcjami zatrzyma em land & ro8era przy niez+yt stromej skarpieG przede mną wolno$ +ez szumu$ p yn" a średniej wielkości rzeka. (o a o+raca y si" ju% w glinianej mazi$ a ka%da pr#+a dodania gazu przynosi a wr"cz odwrotny skutek & samoc)#d powoli zapada si" ca y. 2tosując si" do rad otrzymanyc) od oficera$ postanowi em zjec)a.. -eraz dopiero uświadomi em so+ie$ %e to s o*ce przygotowa o dla mnie naturalną pu apk"$ nadając +agnu wygląd suc)ej$ twardej powierzc)ni. Z czego si" śmia em & śmia em si" z mojej daleko posuni"tej g upoty$ kt#rą wykaza em$ wje%d%ając samoc)odem na podejrzane pod o%e +ez uprzedniego sprawdzenia terenu.kiwającyc) jeszcze na po%egnanie dzielnyc) o+ro*c#w kazac)sta*skic) granic. zaczepienia liny wyciągarki o cokolwiek nie wc)odzi a w rac)u+". Do prawda przed wyjazdem zamontowa em w land & ro8erze wyciągark" linową$ licząc$ %e pr"dzej czy p#!niej spotkam si" z podo+ną przygodą$ ale w tym przypadku w %aden spos#+ nie mog em sam so+ie pom#c. Da kowitej stuprocentowej pewności na+y em w par" tygodni p#!niej$ +"dąc ju% na terenie dziewiczej sy+eryjskiej tajgi. Wtem patrz"$ a prz#d mojego pojazdu wolno$ majestatycznie zapada si" pod ziemi". si" jak naj+li%ej dającego c) #d nurtu.

$ nie mia em wyjścia & musia em zaufa. si" z powrotem w kierunku granicy i prosi.. ?garn" a mnie o+awa$ czy cz owiek celowo nie zostawi mnie w tej pu apce. -eraz r#wnie% g odne ic) wn"trzności wyczu y +liskoś. Dzi"ki =ogu komary zosta y w towarzystwie rzeki$ a mnie pr#cz wyrzut#w sumienia i pragnienia nic wi"cej nie dolega o.. Postanowi em uda. samoc)odem... samoc)odu z tej glinianej pu apki. 4stal śmiec) i %arty$ zda em so+ie +owiem spraw"$ %e +ez pomocy ludzi i sprz"tu nie zdo am wyciągną.. & Wojskowi mc ci nie pomogą$ +o nie mają odpowiedniego sprz"tu & powiada & zresztą ka%dy pojazd w tym terenie jest ma o u%yteczny. /a trakcie panowa spokoV i nic nie mąci o wszec)o+ecnej ciszy$ tylko ślady opon wskazywa y na to$ ze od czasu do czasu pr#cz mojego samoc)odu coś t"dy je!dzi o. '#%ne najgorsze myśli kot owa y mi 5D w g owie$ ale c#% mog em zro+i. & 2kąd idziesz1 & spyta zdziwiony. %o nierzy o pomoc.przek#r moim mod om i nadziejom zawsze si" pojawia y. /a z oś. 2tary cz owiek na wz#r doświadczonego dow#dcy zlustrowa miejsce mojej )a*+y$ po czym rzek niewyra!nie7 & Dztery konie. Wjec)aliśmy na step i jak poprzednio$ jadąc po wyra!nyc) śladac)$ dojec)aliśmy do wp# zatopionego w + ocie land & ro8era. 2tara em si"$ jak umia em$ wyjaśni. 2zed em prosto w kierunku granicy$ po jakimś czasie najpierw zauwa%y em na dalekim )oryzoncie tuman kurzu$ p#!niej ujrza em jadącego w moim kierunku motocyklist". & Zo+aczymy$ jak to wygląda & krzycza (azac)$ starając si" przekrzycze. =ez s owa zapuści motor i oddali si" w so+ie tylko znanym kierunku. ulu+ionego po%ywienia$ wi"c ile si w skrzyd ac) przylecia y do Cswojej letniej restauracjiE. Dz owiek ten +y starym rodowitym (azac)em i s a+o m#wi po rosyjsku. ryk stuletniego c)y+a motoru. (omary w ma eV lu+ du%ej ilości$ pr"dzej czy p#!niej$ ale zawsze i wsz"dzie do ko*ca mojej sy+eryjskieV podr#%y %ycie mi uprzykrza y. 'uszyliśmy w kierunku$ skąd przy+y em i po kr#tkiej je!dzie (azac) zatrzyma motocykl w miejscu$ gdzie skr"ci em samoc)odem w step. ca emu światu i wszystkim %ywym stworzeniom$ kt#re krew w %y ac) maVą..$ jednak gdy pad o s owo CgranicaE wykrzywi w grymasie swoje +ezz"+ne usta i coś powiedzia w nieznanym mi j"zyku$ rozumia em natomiast a% nadto jego gesty$ z kt#ryc) wynika o$ ze mam coś nie w porządku w g owie. temu niez+yt wylewnemu cz owiekowi & mog em tylko . /ie zwlekając$ ruszy em natyc)miast$ a drogowskazem +y y pozostawione przeze mnie rano ślady opon. Po godzinnym marszu przez spaloną s o*cem$ wymar ą krain"$ dotar em do znanej mi wcześniej piaszczystej drogi. >dy z+li%y si" i ujrza mnie idącego$ zwolni@ i zatrzyma@ motor. mu swoje nieszcz"ście$ ale przy+ysz zdawa si" s a+o mnie rozumie. & -ylko konie & doda i gestem nakaza mi$ +ym wsiad z nim na motor. >dy spyta em go$ skąd wiedzia $ ze to ślady mojego pojazdu$ wykrzywi swą starą twarz i odpar $ %e tylko ktoś$ kto nie zna okolicy$ mo%e tutaj skr"ci.

Po c)wili stali ju% przede mną jak je!d!cy apokalipsy$ a konie ic) +y y spocone i wygląda y tak$ jak+y ktoś o+la je szamponem. d ugo i wygląda o tak$ jak+y ic) dyskusja przesz a w k #tni". Zsiedli wreszcie z koni i odpi"li liny przywiązane do siode . 2traci em ju% nadziej"$ %e kiedykolwiek ujrz" jeszcze starego cz owieka$ ju% gotowa em si" do powt#rnej wycieczki na granic"$ kiedy us ysza em g osy i śmiec)y$ tak mi si" przynajmniej zdawa o... Woda zamiast c) odu oferowa a niezliczone ilości komar#w$ tak dokuczliwyc)$ %e nawet pra%ące s o*ce$ kt#re wypali o wszystko wko o$ wydawa o si" tylko z+awiennym gorącem. Dopiero po c)wili w ostrym świetle zac)odzącego s o*ca pojawi y si" rosnące z ka%dą c)wilą sylwetki czterec) je!d!c#w p"dzącyc) w moją stron".. Wywnioskowa em z tego$ %e gdy+y nie zapo+iegliwoś.. 2pacerowa em wi"c po wysuszonej na koś. i pośmia. & Dlaczego krzycza eś1 & spyta znajomy (azac). Zauwa%y em$ ze u+ieg oroczna trawa stepowa oc)rania m ode !d!+ a świe%ej i jednocześnie gle+" przed utratą wilgoci. & =a em si"$ %e mnie nie zauwa%ycie & odpowiedzia em prawie ze wstydem$ a (azac)owie na to wy+uc)li tak g ośnym śmiec)em$ ze przez c)wil" myśla em$ ze naprawd" zwariowali. '#%ne jeszcze filozofie i naukowe myśli przyc)odzi y mi do g owy$ ale inna ciągle powraca a & czy nie zawiedzie mnie (azac). spod zesc) eK zesz orocznej trawy. +y o tylko ic) g ośne śmiec)y i t"tent z+li%ającyc) si" koni. ziemi i z nud#w przygląda em si" wszystkiemu. si" ryc) o w pustyni". & pomyśla em. ?dszed em wi"c w step na odleg oś. -rwa o to dosy.. zaczyna a si" pojawia.$ %e dor#wnywa y wiekiem swoim w aścicielom. oko o pi"ciuset metr#w$ gdy% wysoka temperatura +y a +ardziej znośna ni% ciąg e +ezskuteczne oganianie si" od owad#w. Wszyscy +yli c)y+a w jednym wieku i nie posiadali ju% uz"+ienia$ a ic) twarze wykrzywione w spazmie śmiec)u przypomina y gro!ne maski afryka*skie. Poczu em zm"czenie fizyczne$ efekt nieprzespanej nocy$ p#!niej do ączy a apatia$ efekt widoku zatopionego land & ro8era$ wreszcie poczucie +ezsilności. Widok ten pog "+i moją apati"$ gdy% podejrzewa em$ %e starsi ci panowie przy+yli tu tylko po to$ +y si" za+awi. '#wnie% ic) konie nie reprezentowa y si" z+yt szykownie i skory +y em sądzi. -o +y a pora roku$ gdy nowa$ m oda roślinnoś. Wreszcie (azac)owie doszli do porozumienia i zjec)ali na swyc) rumakac) ze skarpy. >estykulowali przy tym %ywo$ a z ruc)#w ic) rąk wynika o$ ze tematem dyskusji jest land & ro8er. . 3le sta o si" inaczej$ śmiec)y ic) ucic) y H rozpocz"li %ywą rozmow" w so+ie tylko znanym j"zyku.. Zac)cia o ci si" 2y+erii$ ty +aranie. 5in" o pra%ące po udnie i s o*ce$ czerwieniejąc jak+y ze wstydu$ c)yli o si" wolno ku zac)odowi. 2zkapy +ez uprz"%y$ tylko u siode wisia y zwoje lin.czeka. samej natury$ ziemia ta mog a+y zmieni. & -utaj@ -utaj@ & dar em si" jak roz+itek na +ezludnej wyspie$ lecz nie odpowiedzia nikt$ s yc)a.

>dy wreszcie zrozumieli moje intencje$ ponownie zacz"li %ywo rozmawia. minut$ a ja zrozumia em w#wczas$ %e pomimo szczeryc) c)"ci$ starając si" im pom#c$ +y +ym im tylko zawadza . Da a operacja trwa a nie d u%ej ni% pi"..... Poprosi em przy okazji$ +y powiedzieli$ ile za t" przys ug" so+ie %yczą Wydawa o mi si"$ %e nie +ardzo wiedzą$ o co mi c)odzi$ wi"c +y im to wizualnie wyt umaczy. P#!niej o+ejrzeliśmy twoje wyposa%enie i doszliśmy do wniosku$ ze jesteś o+cokrajowcem i dlatego nie przyjmiemy od cie+ie pieni"dzy. w miejscu$ uwa%ając mnie tym samym za nieprzydatnego g upka. Wida. w swoim ojczystym j"zyku$ a ja na pr#%no stara em si" zrozumie. 0a natomiast zaczą em si" ju% modli. samoc)#d z +agna i w czym mog" im pom#c$ lecz oni tylko ruc)em r"ki nakazali mi sta.$ wyciągną em portfel z pieni"dzmi. 3le nie zgadza y si" nam napisy na samoc)odzie$ +o one nie są po rosyjsku. c)ocia% jedno s #wko. +y o$ %e są zadowoleni$ wydawali si" nawet +ardziej przyja!ni. z glinianej pu apki. -y przyjec)a eś z daleka i . si" na szczycie skarpy. W (azac)stanie jest taki odwieczny świ"ty zwyczaj$ ze gospodarz odpowiada dos ownie g ową za +ezpiecze*stwo gościa$ kt#rego podejmuje. /ast"pnie do ączono lin"$ kt#ra przytwierdzona +y a do samoc)odu i oryginalny zaprz"g +y ju% gotowy. Po c)wili silne rumaki$ kt#ryc) rasy do dzisiaj nie mog" określi. (azac)owie zatrzymali konie$ odpi"li lin" ączącą samoc)#d z zaprz"giem$ a ja niezw ocznie wskoczy em do samoc)odu$ uruc)omi em silnik i jak+y +ojąc si"$ ze zn#w si" zapadn" wraz z samoc)odem w + oto$ z rykiem silnika wyjec)a em na samą g#r". Podzi"kowa em im$ jak umia em$ za wy+awienie mnie z opresji$ dodając$ %e gdy+y nie ic) pomoc$ to =#g jeden wie$ jak +y si" zako*czy a ta przygoda.Zapyta em us u%nie$ jaką tec)niką mają zamiar wyciągną. Bo@ )o@ & krzykn"li na konie moi wy+awcy$ liny si" napi" y i samoc)#d przy pomocy ko*skic) mi"śni zaczą powoli wype za.$ +y na op acenie tej imprezy wystarczy o mi pieni"dzy. Przyglądali si" mi przy tym uwa%nie$ jak+y szacowali$ na ile mogą mnie skasowa. 0eden z nic)$ z trudem +rodząc w gliniasteK mazi$ doszed do samoc)odu i zawiąza lin" za tylny zaczep. /a ko*cu związali liny ze so+ą tak$ ze powsta w"ze podo+ny do orczyka. (azac)owie sprawnie zwin"li swe liny i przypi"li je na powr#t do siode . 2amoc)#d wyjec)a ju% na twardy grunt. Zostawiwszy konie związane razem ze so+ą$ podeszli do samoc)odu i wtedy jeden z nic) s a+ym rosyjskim spyta $ czy mogą jeszcze w czymś pom#c. Pozostali ustawili cztery konie w dwa szeregi i stosując jakieś dziwne wiązania$ sprz"gli je razem.$ pi" y si" zr"cznie z+oczem$ +y wreszcie znale!. & /a początku myśleliśmy & odezwa si" jeden z nic) & ze jesteś geologiem$ wi"c 'osjaninem i nawet +y o nam weso o z tego powodu..

Po d u%szej je!dzie przez wypaloną s o*cem krain"$ w oddali rozpostar si" widok na szmaragdowy potop ziela$ utworzony przez soczystą m odą traw". Po jakimś czasie dotarliśmy do skraju lasu$ (azac)owie zatrzymali ... jakiekolwiek wynagrodzenie.. Propozycja ta jak+y z nie+a spad a$ gdy% w związku z nieprzespaną nocą oraz wydarzeniami dzisiejszego dnia czu em si" nieswojo na tym terenie i nie +y em w stanic logicznie ju% myśle. Daleko na )oryzoncie wida. /iemniej jednak na podstawie o+serwacji$ kt#re poczyni em$ %yjąc d ugie 4ta na Zac)odzie$ teraz prze+ywając w 'osji$ stwierdzi em +ardzo filozoficznie$ %e świat dzieli si" na dwie r#wne polowy. Pisząc powy%sze$ zdaj" so+ie spraw"$ i% nie wyjawiam nieznanyc) dotąd spraw. Patrzy em na ic) spalone s o*cem twarze i pomyśla em o tyc) wszystkic) Czac)odnic)E starcac)$ mieszkającyc) w ekskluzywnyc) domac) starc#w$ czo gającyc) si" do gro+u i czepiającyc) si" swyc) n"dznyc) przyzwyczaje*. 0ednak na jednej z nic) jest nie do %ycia$ na drugiej zaś nie do wytrzymania. Wsiad em wi"c do samoc)odu i ruszy em za moimi wy+awicielami. Da y ten widok przypomina szar%" kawalerii$ kt#ra śmia o p"dzi do ataku.prze+ywasz na naszej ziemi$ wi"c jesteś naszym gościem & powiedzia do+itnie$ zataczając przy tym r"ką krąg na o+szar$ gdzie$ jak okiem si"gną. (azac)owie dosiedli koni i ruszyli k usem$ kiwając r"koma$ +ym jec)a za nimi.. cywilizacji i szanują tylko to$ co potrafią i posiadajGW. (azac)owie zapytali$ z jak daleka przy+ywam i dokąd si" udaj".. i jeśli so+ie tego %ycz"$ to poprowadzą mnie przez jakiś czas we w aściwym dla mnie kierunku. Wreszcie oznajmili$ ze muszą ju% odjec)a.. Pewnie i z ca kowitą swo+odą siedzieli w siod ac)$ a rumaki ic) e+ w e+ p"dzi y przed sie+ie. Pozostali (azac)owie przytakn"li kiwni"ciem g owy$ a ja zrozumia em wtedy$ ze są za dumni$ a+y przyją. (azac)owie jeszcze c)wil" jec)ali w kierunku wsc)odnim$ nast"pnie skr"cili na po udnie. (onie ic) przesz y teraz w galop$ zostawiając za so+ą niewielki$ zdmuc)iwany przez wiatr na +ok$ tuman kurzu. Pocz"stowa em wi"c ic) papierosami$ kt#re c)"tnie przyj"li i dok adnie o+ejrzeli$ z ic) min nic nie wynika o$ nie wyrazili nawet zac)wytu w+rew moim oczekiwaniom. Wyglądali przy tym na ludzi$ kt#rzy ka%dego dnia walczą o swoje %ycie.$ roztacza o si" pustkowie. +y o r#wnie% ciemną wst"g"$ kt#ra z ka%dą c)wilą ros a w oczac)$ wreszcie rozpozna em w niej ścian" g"stego lasu. Wiedzia em tez$ %e znają ka%dy centymetr tej ziemi$ ze posiadają umiej"tności i wiedz"$ kt#ra przekazywana jest w tym kraju z pokolenia na pokolenie. 0ec)ali dok adnie na wsc)#d$ tak jak+y posiadali kompasy$ od czasu do czasu oglądając si" tylko za sie+ie$ jak+y czuwając nad tym$ czy jad" ca y czas za nimi. 5oi starcy +yli z %elaza. >dy odpowiada em na ic) pytania$ niczego nie komentowali$ tylko w milczeniu s uc)ali.. Zrozumia em w#wczas$ %e nie są oni zwolennikami osiągni".

-am je%eli kogoś spotkasz$ to zapytaj$ gdzie przeprawiają si" promy z ko c)ozu. 0ak ju% +"dziesz na drugiej stronic$ to lekko od+ij na .. & -rze+a nam troc)" odpoczą. czasu na gotowanie makaronu$ zagryzaliśmy t" wykwintną kolacj" czerstwym ju% prawie c)le+em. Pomyśla em natyc)miast$ ze jest c)y+a tutaj taki zwyczaj$ %e wszyscy palą wsp#lnie jednego papierosa$ podo+nie do tradycji Indian ameryka*skic) palącyc) fajk" lu+ polskic) g#rali$ kt#rzy tak so+ie o+myślili$ %e piją w#dk" z jednego kieliszka. & Dalsza twoja trasa przez (azac)stan nie +"dzie ju% +ardzo skomplikowana & powiedzia optymistycznie jeden z nic). (azac)owie zaś z wiadomyc) przyczyn wrzucili c)le+ do potrawy i zmuszeni +yli czeka. =y to zapewne )aszysz lu+ coś w tym rodzaju. naszym gościem$ to zapraszamy do sie+ie. Po kolejnym razie$ gdy wciągną em dym do p uc poczu em$ %e świat mi z lekka wiruje przed oczami$ a przem"czony organizm popad w dziwną + ogoś. 2zeptali coś do sie+ie i co c)wil" %yczliwie na mnie spoglądali. Zjedliśmy konserwy mi"sne$ kt#re przyrządzi em na ciep o$ a poniewa% nie c)cia em traci. dalej & odpowiedzia em. +y o$ ze mnie na sw#j spos#+ zaakceptowali. 0eden z nic) zają si" w tym czasie ko*mi$ pozostali zacz"li gromadzi. drewno na ogie*. & Zapili my teraz naszego papierosa & powiedzia jeden z nic)$ +o te twoje to nic nie dzia ają & doda $ wyciągając z kieszeni sfatygowanej kufajki zawiniątko z tytoniem i szarą +i+u k".. Zr"cznie skr"ci d ugiego papierosa i poda@ mi go do przypalenia. 4ścisn"liśmy so+ie d onie$ jeszcze raz podzi"kowa em (azac)om za pomoc$ a oni %yczyli mi szcz"śliwej podr#%y. & Wo+ec tego nam ju% czas w drog"$ wi"c si" po%egnajmy. ?ko o trzydziestu kilometr#w na po udnie znajduje si" nasza wioska & powiedzia jeden z tu+ylc#w & je%eli masz oc)ot" +y. Dopiero teraz przypomnia em so+ie$ ze ca y dzie* mc nie jedliśmy i c)ocia% uczucia g odu nie odczuwa em$ to zaproponowa em spo%ycie wsp#lnej kolacji. -eraz dopiero zgad em$ co za papierosy palą tu tu+ylcy.$ a% troc)" rozmoknie. (azac)owie szy+ko si" po apali$ %e ic) Cfajka pokojuE w moim m#zgu ju% funkcjonuje. & oznajmili$ gdy dojec)a em do nic). D)"tnie na to przystali$ wi"c wyciągną em prowiant i rozpoczą em przygotowania do wieczerzy. D)ocia% inni r#wnie% +yli palaczami$ to z jakiegoś powodu sc)owa tyto* z powrotem do kieszeni. -ym razem jednak poc)walili konserwowe jedzenie i gdy siedzieliśmy ju% przy )er+acie$ z min ic) wida. & 5usisz jec)a.. Zapali em wi"c tego skr"ta i po paru sztac)ac) poda em (azac)om.. Papieros krą%y teraz mi"dzy mną a wy+awicielami. oko o trzystu kilometr#w na wsc)#d$ a% dojedziesz do rzeki Iszym. & Dzi"kuj"$ ale ju% dostatecznie du%o dla mnie zro+iliście$ poza tym straci em czas i c)cia +ym ruszy.si" i zsiedli z koni..

p# noc i jed! ca y czas w tym kierunku. Powr#ci o zm"czenie$ czu em si" niezdolny do dalszej jazdy$ wi"c zdecydowa em si" sp"dzi. .. Do dzisiaj nie przypominam so+ie$ jaki moment wy+ra stary cz owiek$ +y zostawi. Pokiwaliśmy so+ie r"kami i ruszyli w swoją stron". 0eszcze raz uścisn"liśmy so+ie d onie$ po czym (azac)owie przywo ali pasące si" konie$ okie znali je$ dopi"li popr"gi i zgra+nie na nie wsiedli. 2ta em jeszcze d ugo$ patrząc na nic)$ a% sylwetki jadącyc) ca kiem zmala y. nim do po+liskiego lasu.. =y o jeszcze jasno na dworze$ gdy zasną em i nie pami"tam$ czy kiedykolwiek w %yciu tak do+rze spa em. ?twieram drzwi do ka+iny$ patrz"$ a na siedzeniu le%y woreczek z tytoniem$ ten sam$ kt#ry (azac) po skr"ceniu papierosa tak skwapliwie c)owa do kieszeni.. -ego wieczoru d ugo myśla em jeszcze o tyc) ludziac)$ o ic) dumie$ o ic) poświ"ceniu$ o ic) szacunku do tradycji i o tym$ %e a+y mi pom#c$ tam i z powrotem przejec)ali ponad sto kilometr#w. noc na miejscu$ a poniewa% samoc)#d sta na otwarteK przestrzeni$ postanowi em wjec)a. Po jakimś czasie dojedziesz do drogi$ kt#ra zaprowadzi ci" prosto do ?mska.. mi t" pamiątk".

. stracony czas i niezw ocznie ruszy. si" purpura$ kt#ra przyozda+ia a nie+o jak+y ceremonialną szatą$ mieniącą si" t"czowo wszystkimi kolorami$ od liliowego poprzez ziele* i nie+ieskoś. Przewodniczący ko c)ozu nie prezentowa si" wytwornie7 u+rany +y w kufajk" oraz minimum dziesi"cioletnią flanelową koszul"$ na nogac) mia o+ ocone gumowce. & 4 nas jest wszystko w porządku i praktycznie %adnyc) du%yc) zmian nie ma & t umaczy na wyrost spiesznie przewodniczący$ zanim zdą%y em cokolwiek wyjaśni. . go ym okiem$ ale tak si" z o%y o$ %e znalaz em si" tu przypadkowo i potrze+uj" waszej pomocy. Zo+aczywszy mnie oraz okaza y zagraniczny samoc)#d$ momentalnie przyją wr"cz postaw" zasadniczą. >odzin" p#!niej p"dz" ju% przez morze r#%norodnyc) stepowyc) traw. >odzina za godziną p yną wartko$ wreszcie p#!nym popo udniem docieram do rzeki Iszym. & 0esteście pewnie z 5oskwy1 Dziennikarz1 & zapyta przewodniczący$ k aniając si" nisko. /asta kolejny dzie*. 0ak zwykle pierwsze zjawiają si" dzieci. zac)wycania si" przepi"knym widokiem$ raz nieko*czącymi si" o+szarami wypalonego przez s o*ce stepu. si" na drugą stron" rzeki & czy mo%ecie mi w tym pom#c1 Przewodniczący natyc)miast odzyska rezon i +"dąc mile zaskoczony$ powiedzia $ %e uczyni dla mnie wszystko$ co jest w jego mocy. si" stopniowo. & -o$ %e u was jest wszystko w porządku$ to wida. Dzieci z entuzjazmem wskaza y mi najokazalszy +udynek i po c)wili jestem ju% w Cga+inecieE sekretarza tej instytucji. o przepraw" promową. i za radą staryc) (azac)#w spyta. 'az jad" przez p askowy%$ kt#ry o+ni%ając si" stopniowo jak gigantyczne sc)ody$ prowadzące daleko w doliny$ daje mo%noś. 0edna po drugiej opada y nocne zas ony. & powiedzia em. Wypocz"ty i oczarowany tym zjawiskiem postanowi em nadro+i. /a widnokr"gu jako preludium do +rzasku pojawi y si" fioletowe pasemka$ świeci y przez moment i zaraz znika y$ tracąc swą intensywnoś. Daleko na prawo widz" jakąś wieś$ na oko oko o dwudziestu stojącyc) ko o sie+ie dom#w oraz pi". d ugic) +arak#w wyglądającyc) jak za+udowania gospodarcze lu+ c)lewnie & pewnie ko c)oz imienia 6enina. Po niespe na dziesi"ciu minutac) +udząc w osadzie sensacj"$ znalaz em si" w centrum wioski. (rajo+raz zmienia si" co c)wil". -eraz powoli zacz" a ukazywa.... & Prosz" si" nie denerwowa.IV ?+udzi em si" jeszcze przed świtem. -rwa o to kr#tko$ a% wreszcie spoza tej poświaty ukaza o si" czerwone rozpalone s o*ce. w dalszą drog". /atyc)miast postanawiam tam dojec)a. Wkr#tce gwiazdy pocz" y +lednąc$ a nie+o rozjaśnia.. Widząc$ ze jest to ma y ko c)oz$ spyta em$ gdzie mieści si" +iuro. 0estem w drodze przez 2y+eri" & wyjaśni em & i c)c" przedosta. 'ozpalam ogie*$ zagotowuj" wod"$ zjadam śniadanie.

Wielkie stado koni$ a raczej klaczy z ma ymi !re+iątkami. & >dzie jest nasz prom1 & spyta przewodniczący przy+y ego. Doszliśmy do du%ego ogrodzenia i oczom moim ukaza si" niesamowity widok. Przewodniczący kroczy pierwszy i o+jaśnia wszystko$ co napotkaliśmy po drodze. Dzas p yną nam mile. Wtem ktoś zapuka do drzwi i ukaza a si" w nim g owa kt#regoś z pracownik#w. 2pecjalizujemy si" w )odowli koni i w tym roku mamy du%o !re+iąt.. & 5am du%o przyjaci# z Polski$ mieszkają tu w (azac)stanie.-o$ ze na swoim o+szarze jest kr#lem i w adcą$ nie+awem pokaza . D)od!$ poka%" ci & powiedzia $ wstając zza +iurka. & ?c)$ gdy+ym +y przewodniczący. kilometr#w stąd i czekają na traktory & odpar przy+y y. Pierwszy raz w %yciu widzia em taką licz+" koni jednocześnie. Xre+iątka za+awia y si"$ ganiając i +rykając$ a klacze dostojnie sku+a y resztki wyst"pującej jeszcze gdzieniegdzie trawy. Przewodniczący nic na ten temat nie wiedzia $ ale jak us ysza s owo Polska$ to wyra!nie si" o%ywi . & W (azac)stanie du%o ko c)oz#w specjalizuje si" w )odowli koni & wyjaśni gospodarz & jesteśmy specjalistami w tej dziedzinie. Powiedzia em$ ze poc)odz" z Polski$ kt#ra r#wnie% posiada tradycje )odowli koni. Do prawda 0akuci tez )odują konie$ ale nasze tradycje są o wiele starsze.$ i to zaraz & doda dumnie$ a ton jego polecenia wyklucza jakąkolwiek dyskusj". D)cąc umili. & 0est c)wila czasu & powiedzia gospodarz & wi"c poka%" ci moje gospodarstwo. (iedy nie Podnosząc s uc)awki$ pokr"ci kor+ką od telefonu$ ju% po paru minutac) zjawi si" w pomieszczeniu cz owiek okazujący przesadny szacunek dla przewodniczącego.. & Panie przewodniczący$ Cprzewo!nikiE ju% p yną$ za jakieś dwadzieścia minut ju% tu +"dą & powiedzia i +ez czekania na komentarz zamkną za so+ą drzwi. W okolicac) Pietropaw owska jest jeden ko c)oz$ gdzie oko o m odszy$ to te% +ym si" z to+ą za+ra & westc)ną .. przewodniczącemu czas oczekiwania na moją przepraw"$ opowiedzia em o celu wyprawy$ +arwnie opisując swoje dotyc)czasowe przygody. regiony$ w kt#ryc) prze+ywa $ opowiadając przy tym najr#%niejsze przygody z tego okresu. & D) opcy stoją jakieś sześ. Podw adny opuści pomieszczenie$ a przewodniczący zaproponowa )er+at".. & Po ączcie si" z nimi przez radio i niec) najszy+ciej$ jak mogą$ tu podp yną$ trze+a redaktora przeprawi. & Za czas#w mojej m odości tez du%o podr#%owa em$ co prawda nie za granic"$ ale kawa Z2'' zwiedzi em & przewodniczący o%ywi si" +ardzo i w przyp ywie wspomnie* zaczą wymienia. ?+serwujący nas z daleka ludzie coś szeptali do sie+ie i +yli zapewne przekonani$ ze przewodniczący przyjmuje u sie+ie wa%ną oso+" ze stolicy.

5e+lościanka$ kolorowy telewizor$ rega y z ksią%kami i mn#stwo najr#%niejszyc) dywan#w$ kt#re zamiast le%e.$ tak nie wida. Wi"kszoś. 5iejscowoś. w osadzie. & 3le% nic si" nie sta o & uspokoi mnie m ody cz owiek wyglądający na inteligenta. na pod odze$ przyozda+ia y ściany.. Przeprosi em na wst"pie gospodarza za zak #canie spokoju oraz wyt umaczy em przyczyn" tak p#!nyc) odwiedzin. polską.osiemdziesiąt procent pracownik#w stanowią Polacy. 2am natomiast wdrapa si" po dra+ince do ster#wki i coś powiedzia do sternika$ kt#ry tylko przytakną g ową. 'ozleg si" d!wi"k syreny okr"towej i od+i ec)em wśr#d za+udowa*.$ zaraz %ona zaparzy )er+at". Wed ug moic) o+licze* do ?mska pozosta o oko o pi"ciuset kilometr#w i za cel postawi em so+ie o+ejrzenie tego miasta o wsc)odzie s o*ca. Pocz"stowa em wi"c za og" papierosami$ a za pazuc)" kapitana wsadzi em flaszk"$ mru%ąc przy tym znacząco oko. do jakiejś c)aty i zapyta. Wc)odz" do środka i pierwsze wra%enie jest wr"cz szokujące. & us ysza em w czystym j"zyku rosyjskim. & Prosz" wejś. o skrzy%owanie$ i oczywiście o dalszą drog". Ponownie przejec)a em$ a skrzy%owania jak nie wida.. & Uycz" ci pomyślnej dalszej drogi i zawitaj jeszcze do nas & powiedzia na po%egnanie przewodniczący i opuści pok ad. Po kilkugodzinnej je!dzie docieram do miejscowości 'oszinskoje$ gdzie wed ug mapy znajdowa. Przejec)a em przez wieś$ ale nigdzie %adnego skrzy%owania dr#g nie zauwa%y em. & /ie c)cia +ym sprawia. Wkr#tce prom do+i do +rzegu$ opuszczono klap" wjazdową$ a przewodniczący ruc)em r"ki poleci mi wjazd na pok ad.$ ile jestem winien za przew#z$ ale ten si" uśmiec)ną i powiedzia $ %e jest tylko pracownikiem$ kt#remu przewodniczący wyda polecenie. /ie mając innego wyjścia$ postanowi em zapuka. 5ieszkanie urządzone +y o +ardzo nowocześnie. Zapada ju% zmierzc) i niewiele ju% ludzi mo%na +y o spotka. & 0estem tu lekarzem & oznajmi & i cz"sto si" zdarza$ ze +udzą mnie w nocy & prosz" siada. Dzując$ ze wstąpi y we mnie nowe si y$ postanawiam jec)a. Podszed em do sternika$ a+y zapyta.. si" powinno skrzy%owanie dr#g. k opotu & powiedzia em & prosi +ym tylko$ +y wskaza mi . Zatrzyma em samoc)#d przy okaza ym drewnianym domu i zapuka em do drzwi. +ez przerwy ca ą noc. & -o nasi & powiedzia przewodniczący & podjad" z to+ą$ z"+y nie +y o nieporozumie*. wygląda a tak jak inne w tej okolicy i wida. +y o$ ze powsta a wed ug takiego samego projektu jak pozosta e. /ie marudząc$ ruszam w drog". -o prawdziwi patrioci i naprawd" kapitalni ludzie$ +ardzo c)"tnie prze+ywam w ic) towarzystwie. z nic) do dzisiaj w paszportac) ma wpisaną narodowoś. ?d+iliśmy od +rzegu i po dziesi"ciu minutac) +yliśmy ju% na drugiej stronie rzeki.

3ndriej wraz z %oną przyglądali si" mojej mapie$ a twarze ic) wyra%a y przy tym weso oś.pan drog" prowadzącą do ?mska. Dzekamy wi"c tutaj na lepsze czasy Zapyta em o dalszą drog" 3ndrzej wykrzywi w grymasie usta i przecząco pokiwa g ową & -o nie %adne drogi & odpar & -o tylko zarysy gliniastyc)$ + otnistyc) szlak#w$ kt#re w euforii wsp# zawodnictwa i wykonania planu radzieccy kartografowie oznaczyli na mapac) jako drogi Do prawda o tej porze roku są suc)e$ ale za to tak wy+oiste$ a normalna jazda jest wprost niemo%liwa. i nie denerwowa. & -o świetnie & ucieszy si" lekarz & dawno nikt u nas nie +y $ zro+isz wi"c nam przyjemnoś. W ten spos#+ to ja nigdy nie dojad" do /owego 0orku & pomyśla em$ ale nie c)cąc urazi. & 0a tylko na c)wil". Wreszcie rozmowa zesz a na tematy og#lne$ a -atiana w tym czasie$ w+rew moim protestom$ zaj" a si" przygotowywaniem kolacji & 0ako lekarze jakoś dajemy so+ie rad"$ gdy% %ywnoś.$ ale teraz$ w sytuacji$ w jakiej znajduje si" 'osja$ znale!. & Zaraz wszystko panu wyt umacz" & powiedzia gospodarz & prosz" tylko siada. si" gdzieś przenieś. & t umaczy em$ udząc si"$ ze gospodarz zrezygnuje z pocz"stunku$ ale odnios o to wr"cz odwrotny skutek. si". & /ie myśl przypadkiem$ ze sami so+ie wy+raliśmy ten pi"kny zakątek na Ziemi & śmia si" 3ndriej$ nalewając )er+at". praktycznie mc nas nie kosztuje. & 3 gdzie znajduje si" tu skrzy%owanie1 & zapyta em$ pokazując oznaczenie na mapie. jest inna & powiedzia po c)wili 3ndriej & znam okolic" w promieniu co najmniej dwustu kilometr#w i jestem pewien$ ze nie ma tu ani kilometra porządnej drogi$ mo%e dalej$ +li%ej ?mska$ ale tu na pewno są tylko polne wy+oiste szlaki. si" to śmieszne$ ale nasze pensje . gospodarza$ zro+i em min" zadowolonego z o+rotu sprawy. goszcząc u nas c)ocia% przez c)wil". 2c)odzimy z 5oskwy i tam ko*czyliśmy studia$ p#!niej gdy otrzymaliśmy ju% dyplomy$ dostaliśmy tez pi"cioletni nakaz pracy$ kt#ry skierowa nas w aśnie tutaj Do prawda jesteśmy tutaj ju% sz#sty rok i mogli+yśmy pr#+owa. & -atiana i 3ndriej & przedstawili si" gospodarze. jakieś inne lepsze miejsce jest rzeczą praktycznie niemo%liwą. ?+oje są lekarzami i od sześciu lat pracują na tej plac#wce. >dy jesteśmy gdzieś z wizytą$ to zawsze ludzie coś nam podarują 'az jajka$ raz kartofle$ czasami i mi"so si" trafi -o si" +ardzo liczy$ +o najdro%sza jest tu %ywnoś. & -o adnie wygląda tylko na mapie$ ale rzeczywistoś. 5o%e wam wydawa.. & 2krzy%owanie1 & zaduma si" 3ndriej & -u nie krzy%ują si" %adne drogi$ ta kt#ra prowadzi w kierunku ?mska jest nieoznaczona$ a początek sw#j ma na placu ko c)ozu..

Wsiad do swojego s u%+owego gazika i ruszy przodem. ku swojemu przeznaczeniu. 0ajka sadzone$ kartofle sma%one na s oninie$ szczypior i jakąś ma! przypominającą w smaku ser & -o specjalnoś. 0azda od+ywa a si" slalomem$ a samoc)odem targa y raz po raz wstrząsy. & (azac)owie ro+ią to z ko+ylego mleka$ początkowo mieliśmy do tego uprzedzenia$ ale si" przyzwyczailiśmy & spr#+uj$ naprawd" jest do+ry$ a ponadto zdrowy & zac)"ca lekarz. 3ndriej zaproponowa $ ze poprowadzi mnie par" kilometr#w$ +ym ju% na początku nie po+ ądzi . . Podzi"kowa em jeszcze raz za wszystko i dalej samotnie ruszy em w ciemnoś.$ prawda1 3le c#%$ cz owiek nie wy+iera ojczyzny & doda filozoficznie na zako*czenie -atiana poda a kolacj". Zgodnie z tym$ co m#wi 3ndriej$ droga ta nie nadawa a si" do u%ytku.są ni%sze ni% na przyk ad mec)anik#w pracującyc) w ko c)ozie & to jest w pe ni s owa r#wnoś. ?msk w +lasku wsc)odzącego s o*ca. 2kr"ciliśmy w stron" ko c)ozu i po kilku minutac) staliśmy przed zamkni"tą ju% +ramą 3ndriej zatrą+i i po jakimś czasie ukaza a si" sylwetka str#%a$ kt#ry w towarzystwie psa nieokreślonej rasy podszed do +ramy zak adu. Po posi ku gospodyni poda a jeszcze )er+at" i w asnej ro+oty ciasteczka$ kt#re +y y twarde jak kamie*$ ale wyśmienicie smakowa y & 5o%e zostaniesz u nas na noc & zapyta a -atiana & miejsca$ jak widzisz$ wystarczy dla wszystkic) & Dzi"kuj" & odpar em & ale i tak ju% jestem sp#!niony w swoim planie podr#%y$ +o mia em troc)" nieplanowanyc) przyg#d. Wko o otacza y mnie ciemności$ tylko od czasu do czasu gdzieś daleko na )oryzoncie mo%na +y o zauwa%y. (oleiny i wy+oje$ kt#re zosta y uformowane przez traktory wiosną$ zesc)ni"te teraz na kamie* tworzy y twardą nier#wną nawierzc)ni"$ kryjącą du%o rozmaityc) niespodzianek. mia a mnie do ?mska. regionu & powiedzia 3ndriej$ pokazując mazisty ser. 3tmosfera naprawd" +y a mila i z c)"cią +ym jeszcze d u%ej pozosta u gościnnyc) lekarzy$ ale przyrzek em so+ie za wszelką cen" ujrze. 0adący przodem samoc)#d doktora zostawia za so+ą tuman g"stego kurzu$ co +ardzo utrudnia o widocznoś. 'zeczywiście$ smakowa wy+ornie$ przypominając twar#g ostro przyprawiony zio ami. Widząc zainteresowanie$ opowiedzia em pokr#tce dotyc)czasową podr#%$ a gospodarze z zainteresowaniem s uc)ali$ od czasu do czasu zadając pytania. Doktor coś powiedzia cz owiekowi pilnującemu do+ytku pa*stwowego$ +ram" otwarto$ wjec)a em na dziedziniec. ?mijając liczne przeszkody sk adające si" ze staryc) cz"ści oraz maszyn$ po c)wili wyjec)a em na zesc)ni"tą$ glinianą drog"$ kt#ra zaprowadzi.$ wi"c da em mu sygna świat ami$ +y si" zatrzyma .

-eren +y r#wny i poros y trawą Dzyste$ wilgotne poranne powietrze oraz śpiew licznyc) tu skowronk#w natyc)miast usun" y przykre zm"czenie 'ozgląda em si" urzeczony dooko a$ oddyc)a em ca ymi p ucami i cieszy em si" otaczającą mnie przestrzenią -o niesamowite uczucie$ kt#re cz owiek odczuwa$ +"dąc sam na takim pustkowiu. pojazd#w & puś.$ z jaką si" przemieszcza em$ wywnioskowa em$ ze znajduj" si" ju% +lisko g #wnej drogi prowadzącej do ?mska..$ postanowi em opuści. gliniasty szlak$ wjec)a. Po trwającej oko o trzydziestu minut je!dzie zauwa%y em w oddali s upy telegraficzne$ wywnioskowa em wi"c$ %e znajduje si" tam droga.. Przed wjazdem przezornie z+ada em teren$ kt#ry okaza si" wilgotny$ ale dostatecznie twardy. & nie ma rady$ trze+a rusza. 3sfalt o+jawi si" jak sen 2amoc)#d sunie r#wno$ nie podskakując na wy+ojac) Do za komfort jec)a. Dostrzegam znak drogowy & ?msk SI km & gaz do dec)y$ ale radoś. 0adąc tak$ rozmyśla em o producentac) samoc)od#w$ urządzającyc) rajdy samoc)odowe mające podkreśli.+lado świecące świate ko$ dające dow#d$ ze jeszcze istnieje tu jakieś %ycie. drogą asfaltową. świetnoś. Po c)wili dojrza em jadącą drogą ci"%ar#wk" i +y em ju% pewien$ ze zo+acz" ?msk o wsc)odzie s o*ca.cie tu przez 2y+eri" swoje maszyny$ zo+aczymy$ kt#re ca e dojadą do celu.. Zaparzy em so+ie kaw" i popijając ją ma ymi yczkami$ delektowa em si" ka%dą c)wilą sp"dzoną wśr#d przyrody nietkni"tej ludzką r"ką. pragnienie i gdy zapali em w ka+inie świat o$ oniemia em. D)cąc jak najszy+ciej tam dotrze.$ kiedy zatrzyma em si" na odpoczynek Wko o jak okiem si"gną. na porośni"tą trawą r#wnin" i jec)a. gdzie si" o+ecnie znajduj". Po kilkugodzinnej je!dzie stwierdzi em$ ze usta mam pe ne piasku Zatrzyma em 5D na c)wil"$ +y odpoczą. . =iorąc pod uwag" kierunek oraz pr"dkoś. prosto na p# noc. rozciąga o si" pustkowie. g#ry 0akie% pi"kne +y o to uczucie. W ączy em +iegi terenowe i ruszy em w kierunku p# nocnym. Da e wn"trze samoc)odu sprawia o wra%enie$ jak+y ktoś posypa wszystko mąką Dro+ne cząsteczki zesc)ni"tej gliny wcisn" y si" wsz"dzie$ tworząc gru+y +ia y ko+ierzec 0a natomiast wygląda em jak m ynarz$ tylko oczy po yskiwa y wśr#d szarej zas ony Py +y wsz"dzie w uszac)$ w nosie$ we w osac) i na odzie%y. Daleka czerwona poświata zwiastowa a ryc) e pojawienie si" s o*ca 'oz o%y em map" i stara em si" odgadną. i ugasi. 0ak dalekie i śmieszne wydaje si" w#wczas cywilizowane %ycie pogo* za pieni"dzmi$ za +ogactwem$ za s awą Dzu em si" wolny$ silny i jak mi si" wydawa o$ +y em zdolny przestawia.. dalej w g ą+ tej glinianej pustyni.. Do ro+i. Zacz" o świta.

& odpowiedzia em grzecznie i ruszy em w kierunku Irtysza. Wr#ci em wi"c pospiesznie do samoc)odu$ opar em g ow" na kierownicy i przysną em na oko o godzin". & 2kąd masz t" map"1 & spyta nieufnie & Z 5oskwy & odpowiedzia em$ wyjaśniając jednocześnie okoliczności$ kt#re sprawi y$ ze sta em si" posiadaczem map 2zta+u >eneralnego 3rmii Z2''.. 6edwo si" u o%y em wygodnie pod krzakiem$ c)cąc przymkną.... do /owosy+irska$ to musisz o+jec)a. zalany teren. Poranne s o*ce wysoko ju% świeci o nad )oryzontem$ w ka+inie zro+i o si" ciep o$ a mnie ogarn" a sennoś. Po p# godzinnej je!dzie poczu em silne znu%enie$ zasypia em ju% za kierownicą. P#!niej +"dziesz jec)a ca y czas wzd u% rzeki$ a% do miejscowości (aczin. -am nale%y skr"ci. Przejec)a em most na Irtyszu i skierowa em samoc)#d na drog" prowadzącą wzd u% rzeki. 2tromym zjazdem docieram do rzeki & patrz"$ a tu dos owny las namiot#w. & powiedzia kontrolujący. Doje%d%am do posterunku >3I 2zla+an & kontrola . & protestowa em & /ic si" nie poradzi$ innej drogi nie ma & powiedzia s u%+owo.Z daleka widz" kominy fa+ryczne$ s upy wysokiego napi"cia$ zarysy dom#w mieszkalnyc) Droga dokument#w. jakieś inne agodnym ukiem skr"ca na prawo$ wi"c domyślam si"$ ze przemieszczam si" o+wodnicą.. -rze+a znale!. 'oz o%y em map" na masce samoc)odu$ milicjant spojrza na mą i wyprostowa si" jak pora%ony piorunem. na c)wil" oczy$ a ju% mnie o+siad y komary. /ie +ardzo w to wierzy $ ale zaczą o+jaśnia.. 4wa%aj na sie+ie w (azac)stanie & ostrzeg milicjant & tam o+cyc) nie +ardzo lu+ią. & /iedaleko & odpowiedzia str#% prawa & +"dzie oko o tysiąca pi"ciuset kilometr#w.. & (t#r"dy1 & Przez (azac)stan. & 0est zalana wodą i je%eli c)cesz dojec)a. & Dalej drogi nie ma & oznajmia kontrolujący milicjant. & W aśnie szcz"śliwie go opuści em$ a teraz ka%ecie mi powt#rnie tam jec)a. na lewo i dojec)a. & -o rzeczywiście +ardzo +lisko. Przejedziesz przez most na Irtyszu i skr"cisz na prawo. /ie ro+iąc so+ie nic z sąsiedztwa$ postanowi em pospa. & Pokaz map"$ to ci o+jaśni"$ jak dalej jec)a. /ic na si " & pomyśla em i skr"ci em w pierwszą drog" prowadzącą w kierunku wody. & 0ak daleko jest stąd do /owosy+irska1 Y zapyta em. do miasta (arasuk$ dalej do /owosy+irska prowadzi ju% tylko jedna droga. -o klasa ro+otnicza ?mska odpoczywa nad wodą..

+rakujące ci"g o & pomyśla em i ruszy em ponownie w kierunku granicy z (azac)stanem. Zostaj" tu do p#!nego wieczora & pomyśla em$ przygotowuje so+ie wygodne posianie.$ jak wielka +y a moja radoś. /ieprzespana noc oraz og#lne zm"czenie wp yn" y +ardzo apatycznie na moją psyc)ik" ? niczym innym nie marzy em$ tylko o tym$ +y znale!. Zjec)a em z +ardzo stromej skarpy w po+li%e wody$ ustawiając samoc)#d pod naturalnym parasolem utworzonym z drzew g"sto rosnącyc) w tym miejscu. Po przejec)aniu oko o trzydziestu kilometr#w$ zauwa%y em po prawej stronic las oraz wiodącą prosto do niego polną drog" & 2kr"ci em w tym kierunku i po paru minutac) znalaz em si" ju% wśr#d szumiącyc) drzew. Doc)odzi o po udnie i %ar p ynący z nie+a sta si" dokuczliwy niemi osiernie. W dole$ w g "+okim korycie$ majestatycznie p yną Irtysz.$ na czym polega usterka. kowala i doro+i. Po dw#c) godzinac) wjec)a em do miejscowości noszącej nazw" rzeki & Irtysz. troc)" si" przespa. Dofną em wi"c samoc)#d i z rozp"du sforsowa em g#r" 5usz" znale!. =y o upalne przedpo udnie$ powietrze suc)e i s o*ce pra%y o niemi osiernie. Początkowo udzi em si"$ ze te wredne ptaszyska uspokoją si"$ ale gdzie tam$ krą%y y +ezustannie i dar y si" wnie+og osy. -rudno określi.. /a kt#rymś z po+liskic) drzew uwity so+ie gniazdo siwe wrony i w aśnie teraz zaniepokojone moim przy+yciem krą%y y wok# samoc)odu$ kracząc g ośno. na stromą skarp". . 6ecz co to1 Przek adnia nie funkcjonuje$ skrzynia +ieg#w pozosta a na +iegac) drogowyc). /atyc)miast za pomocą m otka wyprostowa em je i zamontowa em we w aściwe miejsce -roc)" k opotu sprawi a mi regulacja raz udawa o w ączy. tego dnia i to z ca kiem + a)ej przyczyny.$ kiedy wydo+y em je na zewnątrz i stwierdzi em$ ze jest tylko lekko wykrzywione. Wreszcie po dwugodzinnyc) pr#+ac) zakontrowa em nakr"tki i samoc)#d +y ju% got#w do dalszej drogi. Zaglądam pod samoc)#d i ze zgrozą stwierdzam$ i% zgu+i em ci"g o ączące skrzyni" +ieg#w z rączką umo%liwiającą prze ączenie przek adni. si" gdzieś w cieniu drzew i c)o. Dzym pr"dzej ruszy em wi"c w dalszą drog" z nadzieją znalezienia odpowiedniego miejsca. 5iejsce okaza o si" wymarzone na odpoczynek Drzewa dawa y cie*$ nad wodą wia lekki wiaterek przynoszący c) #d$ a samo miejsce oddalone +y o od skupisk ludzkic).miejsce na odpoczynek$ pomyśla em$ uruc)omi em silnik$ prze ączy em przek adni" na +iegi terenowe i ruszy em$ +y wjec)a. 4zupe ni em paliwo$ po czym wjec)a em RI3 ramp"$ +y dok adnie stwierdzi. si" tylko +iegi terenowe$ innym razem tylko drogowe. Patrz"$ a ci"g o$ kt#re uwa%a em ju% za stracone$ znajduje si" wciśni"te mi"dzy ścian" dodatkowego z+iornika a ram" samoc)odu. We wsi znajdowa a si" stacja paliw$ a przy mej najazdowa rampa umo%liwiająca napraw" podwozia. 6ecz nie dane +y o mi spa.

0akiś dziwaczny up#r wstąpi we mnie al+o podświadomoś. =y p#!ny wiecz#r i świat o dzienne zaczyna o ju% +lednąc. 0ec)a em wolno przez t" skąpaną w %arze s o*ca krain"$ prze+ijając si" przez niewidoczne$ stale nast"pujące po so+ie ściany gorąca.. Wreszcie docieram do miejscowości (acziriG jad" teraz na wsc)#d w kierunku miasteczka (arasuk. si" od tego strasznego mi d!wi"ku$ ale nic przynios o to po%ądanego skutku$ gdy% temperatura panująca na zewnątrz sprawi a$ %e po prostu zalewa em si" potem$ +rakowa o mi tlenu$ oczy wyc)odzi y na wierzc). r#%norodny i zmienia si" cz"sto. Zatrzyma em si" na c)wil"$ gdy% organizm m#j wszed w faz" kryzysu$ +y em zm"czony i czu em s a+oś. do /owosy+irska. (ropelki potu sp ywa y jedna po drugiej$ ca e cia o zro+i o si" mokre i lepkie$ pot zalewa mi twarz i przesiąka przez koszule. Dzu em stale podnoszącą si" temperatur"$ ci"%ką$ dr"twą mas" powietrza$ w kt#rą si" coraz +ardziej zag "+ia em. =y a tylko rozpalona s o*cem droga$ py $ piac) i lekki wiatr$ kt#ry nie przynosi c) odu. widoczną na mapie drogą & dalej mapa pokazywa a tylko +ia ą plam".. w (azac)stanie na otwartym terenie. 0edna myśl mnie tylko opanowa a & do rana dojec)a. (ilometr za kilometrem posuwa em si" do przodu$ o+oj"tny na to$ co si" wok# mnie dzia o i tylko w myślac) pociesza em si"$ ze kiedyś przecie% z tego piek a wyjad" i zn#w znajd" si" gdzieś$ gdzie jest c) #d i cie*$ gdzie nie +"dzie s o*ca ani zapac)u spalonej ziemi. Delowo zrezygnowa em z wieczornej kolacji$ +o jak ju% wcześniej zauwa%y em$ prze+yte dzienne odleg ości zwi"ksza y si" wraz z pog "+ianiem si" g odu. Zrezygnowa em z wymarzonego odpoczynku$ rozpali em ogie* i przygotowa em posi ek. mi coś szepta a$ ale za %adną cen" nie c)cia em nocowa. >dy +y em najedzony$ jec)a em wolniej i raz po raz morzy a mnie sennoś. Wstąpi a we mnie jakaś o+oj"tnoś. Wszystko przypomina o wielką szac)ownic"$ gdzie kolorem jasnym oznaczone +y y stepy$ a .. 5ija em pojedyncze osady$ jec)a em przez lasy$ r#wniny i p aszczyzny$ gdzie s o*ce wszystko wypali o.Wreszcie zm"czone +ezustannym lotem siad y na po+liskic) ga "ziac)$ ale gard a mia y nie do zdarcia & ciągle przera!liwie g ośno kraka K. Zaparzy em piekielnie mocną kaw"$ spakowa em wszystko do samoc)odu i ruszy em w dalszą$ drog". Przekl"te wrony. troc)" odizolowa.. (rajo+raz +y ciemnym soczyste$ zielone oazy. we wszystkic) cz onkac).. Wed ug mapy odleg oś. /arzuci em na g ow" śpiw#r$ +y c)o.$ spowodowana zm"czeniem i kontynentalnym upa em nie do zniesienia. ocenia em na oko o dwieście sześ.dziesiąt kilometr#w$ z czego osiemdziesiąt kilometr#w mog em przejec)a.

5iasto +y o puste.$ ze sen jest +lisko$ ni+y ciep y i mi"kki worek$ w kt#ry mo%na si" zapaś.=y o ju% ciemno$ gdy ruszy em w dalszą drog". /ie +y a to droga pierwszej klasy$ pe no +y o w niej dziur i nier#wności$ ale tempo jazdy niepor#wnywalnie wzros o. pustk" nie+a. 0ec)a em teraz +ardzo z ym odcinkiem drogiG traktory jadące t"dy wiosną zmieni y drog" w +agno$ teraz wszystko wysc) o i nawierzc)nia +y a pe na twardyc) do #w i kolein. Po godzinnej je!dzie w porannym piekącym s o*cu dojec)a em do jakiejś malej mieściny$ w kt#rej (4 mojej radości i zdziwieniu wjec)a em na asfalt. wzrok i wyo+ra!ni"$ a+y w ten spos#+ ustrzec si" od snu. posz y ju% koszmary poprzednic) nieprzespanyc) nocy. =y a c)y+a piąta rano$ kiedy zauwa%y em rosnącą samotnie w polu k"p" niewysokic) drzew. pasterza$ ale wko o nikogo nie +y o. Wpatrywa em si" w pustą$ monotonną drog"$ starając si" dostrzec coś ciekawego$ co mog o+y zają. 2kąd na tym pustkowiu tak wielkie stado koni1 (to je pilnuje1 Pytania +ez odpowiedzi. 5iną em skrzy%owanie z drogą prowadzącą do miasta (argat$ po czym dostrzeg em drogowskaz7 . Po p# nocy wjec)a em na ulice miasta (arasuk. ?+udzi o mnie r%enie koniG spojrza em na zegarek$ +y o po si#dmej.. 3 potem świt przyszed mg ami. ?tworzy em drzwi$ coś krzykną em$ ale si" nie +a yG wspią em si" na stopnie$ +y dojrze. (onie c)odzi y samopas. jak zmoczona i potem wysuszona sk#ra. Wko o samoc)odu$ jak s"py gotowe do uczty$ zgromadzi o si" stado koni. Pod samoc)odem coś si" o+luzowa o i dzwoni o o ram". 0ec)a em wzd u% ciemnyc) okien sklepowyc) i zamkni"tyc) na g uc)o +ram$ przez wymar y plac przywalony fioletowym cieniem ol+rzymiego pomnika 6enina$ potem skr"ci em w jakieś ulice i dojrza em znak drogowy & /owosy+irsk. Pozosta ą cz"ś. Dwie godziny snu w czarodziejski spos#+ zregenerowa y m#j organizm i w niepami". Zapowiada si" kolejny upalny dzie*. Nwiat wok# mnie pozostawa +ez %adnyc) kszta t#w i kolor#w$ a jedynym d!wi"kiem +y o monotonne pomrukiwanie silnika. /atyc)miast skierowa em tam samoc)#d$ ustawiając go tak$ +y nie +y widoczny z drogiG wy ączy em silnik$ opar em g ow" na kierownicy i natyc)miast zasną em. 4ruc)omi em silnik i powoli ruszy em$ a konie rozc)odzi y si" na +oki$ otwierając przede mną wolną daleką przestrze*. =y em zm"czony i odczuwa em +#l w ca ym ciele. nocy jec)a em uparcie naprz#d$ odliczając dziesiątki i setki kilometr#w jak w jakimś transie. Wszystko rozp ywa o si" w mlecznyc) oparac) i ksi"%yc uciek jak zdmuc)ni"tyG potem o+udzi si" wiatr & przegna c)mury i s o*ce zn#w zacz" o drą%y. 5i"śnie mia em zesztywniale do tego stopnia$ ze utraci y elastycznoś. 'ozwiera em powieki a% do +#lu !renic$ +y em zm"czony i wyczerpany$ d awi o mnie pragnienie snu i świadomoś.

5usia em porządnie si" koncentrowa. si" na roz+icie o+ozu. 5ijaliśmy skrzy%owania na czerwonym świetle$ jec)aliśmy ulicami jednokierunkowymi w przeciwną stron"$ Zdziwieni przec)odnie przystawali$ komentując mi"dzy so+ą zdarzenie & cyrk +y nie z ej ziemi. Wreszcie wyjec)aliśmy poza miasto. mocną kaw". 5iejsce to znajdowa o si" nad rzeką ?+. odpowiednie miejsce na post#j a+y wypoczą. 3+y tam si" dosta. nale%ycie.$ +y nadą%y. do miejscowości ?jasz$ po czym zjec)a. do rzeki.$ nale%a o jec)a. Pokiwa a mi na po%egnanie ekipa telewizyjna oraz licznie zgromadzeni ludzie. D ugo szuka em dogodnego dojazdu do wody$ gdy% wsz"dzie szerokim pasem ros y kolczaste krzewy$ kt#re na wz#r wojskowyc) zasiek#w +roni y dost"pu do rzeki. =y pi"kny letni wiecz#r. -emperatura powietrza znacznie si" o+ni%y a$ wpadający do ka+iny podmuc) powietrza przyjemnie c) odzi rozpalone upa em czo o. 'adiow#z zakr"ci prawie na miejscu$ 5ilicjanci pomac)ali na po%egnanie i ca ą mocą silnika pognali z powrotem w kierunku +a aganu$ jaki zostawili w mieście. Dzisiaj postanowi em wcześniej ni% zazwyczaj znale!. P"dzi em drogą$ kt#ra oddala a mnie od miasta i przy+li%a a do tajgi$ a szaro+ia y asfalt szumia w c)wili$ kiedy w#z na+iera pr"dkości$ a% w ko*cu sta si" szarym$ p#!niej czarnym pasem +iegnącym wśr#d niewzruszonej zieleni. Przed so+ą dostrzeg em ju% znany mi z mapy las$ za kt#rym nios a swoje wody szeroka sy+eryjska rzeka. Zegar umieszczony na ta+licy rozdzielczej wskazywa drugą po po udniu$ kiedy Znalaz em si" na ulicac) najwi"kszego miasta 2y+erii & /owosy+irska./owosy+irsk <<I km. ZV Pani redaktor podesz a do milicjant#w zaj"tyc) organizacją ruc)u$ a ściślej m#wiąc$ roz+lokowywaniem du%ego korka$ kt#ry sami zro+iliG coś im poszepta a do uc)a$ milicjanci pokiwali twierdząco g owami. z g #wnej drogi i jadąc prosto na p# noc dotrze. & -rze+a to uczci. Zostawili ca y ten +a agan uliczny$ wsiedli do wys u%onej ady$ w ączyli sygna y świetlne i d!wi"kowe i jak przysta o na prawdziwyc) milicjant#w$ z piskiem opon ruszyli przodem. 2amoc)ody na d!wi"k znanego sygna u pos usznie zje%d%a y na +ok$ a gdy +rak o miejsca$ wje%d%a y na trotuary i ziele*ce. Wreszcie zniecierpliwiony w ączy em . Po c)wili jec)a em ju% wśr#d szumiącyc) +rz#z i jode . za mknącym przede mną radiowozem. kości i wypi. Ponad godzin" zaj" o mi wydostanie wzmo%onego ruc)u panującego w po+li%u sy+eryjskiej metropolii. Podczas kr#tkiego postoju roz o%y em mapy szta+owe oglądając je uwa%nie$ znalaz em pi"kne miejsce$ kt#re mog o nadawa. & pomyśla em i zjec)a em na Po+ocze drogi$ a+y rozprostowa.

6e%a em ju% wygodnie$ gdy uwag" moją przyku d!wi"k$ kt#rego początkowo nie mog em określi.G tak +y o i tym razem$ gdy% w miejscu$ gdzie si" zatrzyma em$ +y o du%o komar#w. 6ecz pec) prześladowa mnie ju% od kilku dni$ nie dając mi porządnie wypoczą. restauracji$ +o i tak komary nic mi nie zap acą & pomyśla em i natyc)miast salwowa em si" ucieczką do namiotu. Przez siatk" c)roniącą wn"trze namiotu przed owadami przygląda em si" zac)odzącemu s o*cu i c)marom komar#w$ k "+iącyc) si" w świetle palącego si" jeszcze ognia. /awet o+rzydliwy smr#d maści$ kt#ra skutecznie podra%nia a sk#r"$ +y dla komar#w zaporą tylko przez kr#tką c)wil". Przerzuca em si" z +oku na +ok$ nie mogąc zasną.. 2zczypa a mnie twarz podra%niona śmierdzącym mazid em i piek y mnie wszystkie miejsca$ w kt#re ukąsi y mnie komary. 2 yc)a. /ie na wiele si" to zda o$ i tak lata y i +oleśnie kąsa y. +rudny i g odny$ ale najwa%niejsze$ %e odizolowany od tyc) przekl"tyc) owad#w. 0ak +a*ka mydlana prys a perspektywa umycia si" w +ie%ącej wodzie i zro+ienia dro+nej przepierki.. Zerwa si" wiatr i nawia ciemne c)mury. +rzmiące wr"cz +asem$ dopiero po c)wili odgad em$ %e d!wi"k ten poc)odzi od skrzyde ek milion#w$ a raczej miliard#w komar#w. Po o%y em si" spa.. Wysmarowa em twarz jakimś śmierdzącym paskudztwem$ kt#re$ jak wynika o z napisu na opakowaniu$ mia o skutecznie c)roni. (rwio%ercze owady doprowadza y do szale*stwa.najni%szy +ieg i jak czo g przedar em si" taranem przez naturalną przeszkod"$ wje%d%ając samoc)odem na piaszczysty +rzeg. (omary stawa y si" coraz agresywniejsze i nie dawa y za wygraną =y y nieczu e na wydo+ywający si" z ogniska g"sty dym$ kt#ry zamiast mnie +roni. 'oz+i em szy+ko namiot i rozpali em ogie*$ a gdy ju% porządnie si" rozpali $ dorzuci em do niego wilgotną traw"$ +y wytworzy si" dym i odstraszy kąśliwe owady. Pomimo pragnienia snu i zm"czenia$ sen nie nadc)odzi . 5iejsce na pierwszy rzut oka +y o wymarzone. =ardzo niskie$ d ugie uuu.. przed r#%nymi owadami$ a szczeg#lnie komarami. Przeszed mnie dreszcz na myśl$ co +y ze mną +y o$ gdy+ym si" znalaz tu przypadkowo i nie posiada namiotu. /asta a pos"pna$ czarna noc. I rzeczywiście c)roni o$ ale tylko przez pierwsze minuty$ p#!niej traci o sw#j odstraszający zapac) i zasyc)a o skorupą na twarzy. /ie dam z sie+ie d u%ej ro+i. krwi$ a ofiar" doprowadzi. przed owadami$ powodowa kaszel i wyciska z oczu zy. do szale*stwa. 0eszcze p# godziny zaj" o mi polowanie na oso+niki$ kt#re w pogoni za mną wlecia y do środka. Pod drzewami$ gdzie panowa a jeszcze wilgotna i oci"%a a gorączka$ k "+i y si" g"ste c)mary komar#w w takic) ilościac)$ %e od za+ijania ic) krew pokrywa a mi twarz i szyj". 2iada y na spodniac) i koszuli$ prze+ijając materia swoimi cienkimi %ąd ami$ znajdowa y dla sie+ie zawsze dogodne miejsce$ +y si" napi.. +y o zawodzenie wiatru$ . =y las$ śpiew ptak#w i szumiąca cic)o szeroka rzeka..

/ale%a o wi"c szy+ko opuści. /awet komary$ czekające ju% od rana na swoją ofiar"$ siedzące jeden ko o drugiego na siatce oc)raniającej wn"trze namiotu tak g"sto$ %e zas ania y dost"p świat a dziennego$ +y y ju% tylko dro+nostką. Postanowi em zatrzyma.. reszt" komar#w$ kt#ryc) +y o jeszcze du%o we wn"trzu pojazdu. to miejsce i to w taki spos#+$ +y jak najmniej krwi znalaz o si" w ic) g odnyc) +rzuc)ac).. Do prawda musia em z+oczy. ? przyczynie zac)owania milicjant#w dowiedzia em si" par" godzin p#!niej$ siedząc . tysiąca pi"ciuset kilometr#w$ gdy% kraina ta le%a a na po udniu$ ale tematem mojej przysz ej ksią%ki mia +y. =y a ona nieskomplikowana i polega a na szy+kim zwini"ciu namiotu i ucieczce. do miasta 3+akan$ w po+li%u kt#rego mieszka liczny jeszcze lud azjatycki & D)akasi..kt#ry przegna ju% ciemną zas on"$ a teraz zamiata pojedyncze$ ciemne o+ oki$ a% wreszcie po jakimś czasie oczyści ca kowicie nie+o. 2pa em oko o dziesi"ciu godzin. Wieczorem zatrzyma em samoc)#d przed napisopomnikiem (rasnojarsk. si" w (rasnojarsku na noc$ +y rankiem nast"pnego dnia dotrze. ?+cokrajowcy w (rasnojarsku$ to wr"cz niemo%liwe. 4stali em taktyk" odwrotu. ?dpoczynek$ poranne rześkie i czyste powietrze spowodowa y we mnie zadziwiające zmiany. Dok adnie sprawdzali wszystkie dokumenty$ a w szczeg#lności wiz"$ na kt#rej sta o jak +yk & (rasnojarsk. Zatrzyma em si" na c)wil"$ +y powy+ija.. D ugo jeszcze kr"cili g owami z niedowierzaniem$ wreszcie otworzyli szla+an i przepuścili mnie dalej. Dojec)a em do posterunku >3I$ a pe niący na nim s u%+" milicjanci na m#j widok wr"cz oniemieli$ doznając kr#tkotrwa ego szoku.. Dro+nostką o tyle utrudniającą %ycie$ %e niemo%liwy sta si" dalszy po+yt nad rzeką. z wyznaczonej trasy na odleg oś. Dzu em si" zn#w silny i niestraszne mi +y y %adne przeszkody. ?ko o po udnia jec)a em ju% d ugim mostem przez rzek" -om$ miną em odpyc)ające przemys owe miasto (emerowo$ p#!niej malowniczo po o%ony 3czinsk. wroga$ z krzykiem na ustac) opuści em namiot i nie +awiąc si" ju% w jego sk adanie$ wrzuci em wszystko nied+ale do samoc)odu. Zjad em wczorajszą kolacj" wraz ze śniadaniem$ zro+i em porządek w samoc)odzie i ruszy em w dalszą drog".. 'aptem ksi"%yc wyskoczy $ p yną spokojnie nie+em szerokim i pustym i zn#w o%y y wszystkie cienie i szmery świata$ a ja nie wiedząc kiedy$ zapad em si" w pustk". =y zdezorientowa. W dole p yną 0enisej$ a po o+ydwu jego stronac) rozciąga o si" paromilionowe miasto. cz owiek 2y+erii$ wi"c zale%a o mi na odwiedzeniu tego ma o znanego azjatyckiego ludu. 4ruc)omi em silnik i przedzierając si" ponownie przez kolczastą$ zapor"$ wyjec)a em w las$ a p#!niej na ogrzaną ju% porannym s o*cem otwartą przestrze*.

dziesi"cioletnim i posiada porozmawia. & Przez d ugie dziesi"ciolecia %yliśmy w jarzmie$ %aden cz owiek nie m#g z w asnej woli porzuci.$ ani wynają. =y cz owiekiem oko o o+cokrajowcem$ podejmowa mnie oso+iście. i posili. 3 ponadto jak a*cuc)em związany +y mieszkaniem$ kt#rego nie spos#+ ani sprzeda. & Dlaczego ludzie stąd nie wyjadą1 & zapyta em. /iedawno$ +o przed paroma miesiącami$ c)cia a odwiedzi. & Dzy wiesz$ co to +y a za akcja1 Ile ofiar poc) on" a1 Przejec)a eś t" tras"$ to sam wiesz$ jakie to są odleg ości.$ %e jest cz owiekiem o nieprzeci"tnej inteligencji$ zna j"zyki o+ce$ )istori" i mo%na +y o z nim ... Wielka szkoda$ ale to miasto jest ju% praktycznie wielkim cmentarzem. Po drugiej wojnie światowej miasto sta o si" jedną wielką fa+ryką +roni$ ściągano tu najlepszyc) uczonyc) i fac)owc#w z ca ego Z2''.dziesiąt dwa lata$ a ko+iet pi". & =o nic mają dokąd i nie mają pieni"dzy & odpowiedzia w aściciel lokalu. 5oim rozm#wcą +y & 5orozow & tak w aściciel tego przy+ytku$ kt#ry widząc$ %e jestem przedstawi si" w aściciel. -o ze wzgl"du na pluton$ kt#ry si" tutaj dostosowuje do cel#w z+rojeniowyc). to miasto jakaś mi"dzynarodowa komisja$ c)y+a z organizacji >reenpeace +adająca r#%ne rzeczy$ mi"dzy innymi skal" napromieniowania$ ale w adze 'osji nie wpuści y jej na teren (rasnojarska. w mieście tylko na podstawie specjalnyc) przepustek wystawionyc) na określony czas.wygodnie przy stole w niez+yt stylowo urządzonym motelu$ gdzie zatrzyma em si"$ +y odpoczą.. =y o wida.dziesiąt sześ. swojego zak adu pracy$ a o+owiązek meldunku przykuwa go do miejsca po+ytu. Promieniowanie wyst"puje wsz"dzie7 średnia %ycia m"%czyzn wynosi pi". & 0eszcze par" miesi"cy temu +y miastem ca kowicie zamkni"tym dla o+cokrajowc#w$ nawet 'osjanie z zewnątrz mogli prze+ywa. 'ozw#j sw#j zawdzi"cza drugiej wojnie światowej$ kiedy to w o+awie przed nadciągającym frontem niemieckim przeniesiono tu wszystkie zak ady produkcyjne i wielkie fa+ryki z zagro%onej cz"ści europejskiej. -eraz to ju% nie jest %adna tajemnica$ %e ca y potencja radzieckiej +roni jądrowej zosta praktycznie tutaj wyprodukowany. Dlatego w aśnie uc)odzi za szale*stwo ka%dy protest w miejscu niekwestionowany dar mowy. 6udzie %yli w wiecznym strac)u i niczego nie +yli w stanie zro+i. pi". /aprawd" nic nie zmyślam$ to są dane ju% teraz oficjalne & powiedzia gospodarz. & (rasnojarsk jeszcze niedawno +y miastem szczeg#lnej troski w adz & opowiada gospodarz$ gdy ju% po posi ku siedzieliśmy przy )er+acie..$ ani zamieni. na ka%dy temat. & Zresztą jak +"dziesz jutro w mieście$ to popatrz na twarze$ nie ujrzysz %adnego starego cz owieka & doda $ udowadniając swoją racj".

& 0ak ju% jesteś W (rasnojarsku$ to musisz koniecznie zo+aczy. Pok#j +y +ardziej ni% skromnie urządzony$ nie mia toalety ani wody$ ale przyzna. & Dzy zostaniesz na noc1 & zapyta .$ +y zo+aczy. Przepraszam$ %e si" tak rozgada em$ ale zauwa%y em$ %e ci" to interesuje$ a ponadto$ pisz o tym$ niec) ludzie si" dowiedzą$ jak %yliśmy i jak jest o+ecnie. trze+a$ %e +y czysty. Po dwudziestominutowej je!dzie dr#%ką$ kt#ra pi" a si" ca y czas pod g#r"$ wjec)a em na osiedle sk adające si" z kilku drewnianyc) . tu na miejscu & w (rasnojarsku. /azajutrz gospodarz czeka ju% na mnie ze śniadaniem. Zaraz po śniadaniu wyruszy em o+ejrze.. kilometr#w$ a od trzydziestu lat 2to +y są parkiem narodowym i nie wolno tam %adnymi pojazdami wje%d%a.. kilometr#w pod g#r" dra owa. & -o ol+rzymie g azyG m#wią$ %e najstarsze na świecie. Dojec)a em na miejsce$ a tam okaza o si"$ %e do kamieni jeszcze sześ. +ez okazania papier#w. Zaraz ci wyt umacz"$ jak do nic) dojec)a. & Wo+ec tego postaw samoc)#d pod oknem recepcji$ wiesz$ to jest du%e miasto i r#%nie +ywa & doradzi knajpiarz z tytu em doktora. =y y tu do niedawna czasy$ %e nie wjec)a eś ani nie wyjec)a eś z miasta +ez dokument#w i przepustki$ najlepiej z aktualną datą wa%ności. 2ą ewenementem w tym krajo+razie i mają swoją legend".. & powiedzia gospodarz t wyrysowa plan na kartce papieru.$ ale w sumie to niczego nie zmienia$ gdy% ludzie nie mają pieni"dzy. 2to +y & powiedzia . te specjalne kamienie. & -o ju% niedaleko$ tylko oko o sześciu kilometr#w$ za godzin" +"dziesz na miejscu & poinformowa cz owiek stojący przy szla+anie i noszący odznak" stra%nika przyrody. /ie uśmiec)a o mi si" sześ. & /ie mam wyjścia$ przecie% nie roz+ij" namiotu na ulicy & odpowiedzia em. jakieś kamienie$ kt#re podo+no są najstarsze na świecie. Dzy uwierzysz mi$ %e poza (rasnojarskiem prze+ywa em mo%e dziesi". Przez wszystkie lata +y em pracownikiem naukowym dzia u fizyki jądrowej & powiedzia gospodarz$ jak+y si" usprawiedliwiając. 0eszcze przed dwoma laty +yliśmy po prostu wi"!niami. /awet na tramwaje nie wolno ci +y o patrze. /ie podr#%ują i jak dawniej muszą siedzie. & Z+ieram materia y do ksią%ki o 2y+erii$ zr#+cie wyjątek i wpuście autem$ to nie potrwa d ugo & m#wi" do stra%nika$ uśmiec)ając si" przy tym mile.. Wszed do dy%urki$ rozmawia z kimś przez telefon i po c)wili podni#s szla+an$ wpuszczając mnie na teren rezerwatu.. & Zaraz & odpar stra%nik & musz" zapyta.zamieszkania al+o pracy. -eraz jest ju% inaczej i mo%na si" swo+odniej po 'osji porusza. kierownika.. 4rodzi em si" i wykszta ci em w (rasnojarsku & wcale nie jestem gastronomem$ dopiero od roku tym si" zajmuj".. razy i to zawsze s u%+owo.

. Wdrapaliśmy si" z trudem na jeden z nic)$ przypominający wielkiego s onia.$ %e m#wi ca kiem powa%nie.. o szczepionkac) & powiedzia $ a z miny jego +y o wida. Pensjonariuszy mamy tak du%o$ . si" na kontakt z o+ecnymi tu kleszczami$ ruszyliśmy w powrotną drog". o pewnym nie+ezpiecze*stwie$ na kt#re +"dziesz nara%ony$ prze+ywając w lesie & powiedzia z powagą w g osie kierownik. si"$ gdy% kleszcz wc)odzi pod sk#r" +ez+oleśnie i dopiero po oko o p# godzinie nast"puje pierwszy o+jaw$ jakim jest sw"dzenie. na drzewac) i czeka. -u ju% na mnie czekano. w drog". & Dzi"kuj" & odpowiedzia em & zaraz wypakuj" co trze+a i mo%emy rusza. & powiedzia kierownik po kontroli$ kt#ra wypad a na naszą korzyś. & Witamy na 2to +ac) & powiedzia m ody cz owiek$ kt#ry zapewne pe ni tu rol" kierownika. & D)cia +ym jeszcze coś pokaza. Zro+i em kilka fotografii otaczającej nas pi"knej panoramy i nie c)cąc d u%ej nara%a. Paso%yty te potrafią miesiącami siedzie. 'oztacza si" stąd widok na (rasnojarsk$ rzek" 0enisej i ol+rzymie po acie tajgi$ wyglądającej jak ocean$ kt#ry swoimi wodami otacza wysp". Znalezienie kleszcza pod sk#rą jeszcze nie przesądza sprawy$ wa%ne jest tylko$ +y nie prze+ywa on tam d u%ej ni% dwadzieścia minut$ +o dopiero po tym czasie nast"puje infekcja.dom#w. & W ca ym (rasnojarsku nie ma ta+letki od +#lu g owy$ a co dopiero m#wi. 'zeczywiście$ g azy te$ a w aściwie kamienne g#ry$ nie pasowa y do otaczającej nas zewsząd tajgi. na stosowną okazj"$ a kiedy wyczują$ %e ofiara jest ju% pod nimi$ po prostu spadają na nią i w%erają si" w cia o. & 5amy tutaj szpital dla zwierząt$ a w aściwie dom pogodnej starości. Wi"c prze+ywając na tym terenie$ musisz co pewien czas ogląda. Po c)wili staliśmy ju% przy s awnyc) kamieniac)$ kt#ryc) kszta t kojarzy mi si" z wyglądem zwierząt. & Zaraz dam przewodnika$ kt#ry zaprowadzi ci" w najpi"kniejsze miejsca i kilku ludzi do noszenia sprz"tu & powiedzia kierownik$ przej"ty rolą organizatora. & 2zczepionki1 & zdziwi si" kierownik. ?t#% w tym roku mamy tu niesamowitą licz+" kleszczy$ kt#re są zainfekowane wirusem powodującym zapalenie opon m#zgowyc). 2zliśmy ście%ką pomi"dzy drzewami i z owrogo patrzeliśmy na otaczające nas konary$ na kt#ryc) czai y si" niewidoczne dla nas kleszcze. & 5usz" ci" uprzedzi. & Dzy macie jakieś szczepionki przeciw temu1 & zapyta em. 5ieliśmy ju% par" przypadk#w śmiertelnyc) i trze+a +ardzo uwa%a. Przy samoc)odzie czeka na nas ju% kierownik$ kt#ry z ojcowską troskliwością o+ejrza dok adnie nasze cia a$ czy przypadkiem nie Cz apaliśmyE kleszcza.

2podo+a a mi si" +ezpośrednioś. 5amy tu lisic"$ kt#ra odgryz a so+ie ap"$ c)cąc wydosta. /ie ociągając si" wi"c$ wrzuci em do skar+onki kwot"$ za kt#rą podejrzewam zwierz"ta jad y ca y miesiąc. /ie mamy %adnyc) dotacji od pa*stwa i utrzymujemy zoo z wolnyc) datk#w$ o tam jest skar+onka & wskaza kierownik r"ką. Drogą prowadzącą wzd u% 0eniseju opuszczam (rasnojarsk i udaj" si" na po udnie w kierunku miasta 3+akan. Wjec)a em na most i ujrza em miasto w pe nej krasie7 w dole p yną 0enisej$ a ol+rzymie wie%owce stojące nad samą rzeką do z udzenia przypomina y nowojorski 5an)attan. z %yciem pomimo odniesionej ranyG ma e nied!wiadki$ kt#rym w u+ieg ym roku ktoś zastrzeli matk" i wiele innyc) zwierząt i ptak#w. Po%egna em fanatyk#w przyrody i ruszy em w kierunku miasta. +y o uśmiec)ni"te m ode twarze. Dentrum ca kowicie r#%ni o si" od podo+nyc) miejsc w innyc) sy+eryjskic) miastac)$ ulice +y y zad+ane i praktycznie wszystko świeci o czystością. . teraz coś$ jak ju% tu jesteś & za to$ %e wjec)a eś samoc)odem & powiedzia prosto z mostu kierownik rezerwatu. Podo+nie jak w /owosy+irsku$ na ulicac) panowa wzmo%ony ruc) i wida. 6udzie nas informują lu+ przynoszą poszukiwane zwierz"ta.$ z sercem wykonywa swoją prac". si" z potrzaskuG wilka z przestrzeloną apą$ kt#remu uda o si" ujś. Po c)wili ponownie jad" d ugim mostem$ w dole widz" port rzeczny$ a opodal ol+rzymią elektrowni" wodną z+udowaną na sztucznie utworzonym zalewie rzeki. Zwierz"ta$ kt#re tu widzimy & powiedzia kierownik$ kiedy spacerowaliśmy ju% pośr#d licznyc) ogrodze* i klatek & są inwalidami i to w wi"kszości wypadk#w za sprawą cz owieka. =y o po udnie i skwar dawa si" ju% porządnie we znaki$ nape niając udr"ką ka%dy zakątek tego kamiennego miastaG liście na drzewac) wiotcza y$ gorący asfalt wr"cz si" topi i pot"%nie pac)nia smo ą. & Wrzu.%e takiej licz+y zwierząt nie powstydzi o+y si" %adne zoo. tego cz owieka$ kt#ry$ jak +y o wida.

+y inny odcie*$ lecz na pr#%no & +y a tylko jedna far+a & koloru k)aki. Wreszcie po namyśle sprawa si" wyjaśnia & tej strony po prostu nie posiadam$ poniewa% w 5oskwie wyposa%ono mnie tylko w te mapy$ kt#re prowadzi y na wsc)#d w kierunku Przylądka Die%niewa. jakiś inny kolor lu+ c)o. Po czterogodzinneV je!dzie ko*czy si" teren zalesiony i wje%d%am na pag#rkowaty$ na kt#rym nie rosną ju% %adne drzewa. Wok# ca kowite +ezludzie$ wi"c nie ma kogo si" zapyta. troc)" cienia. Doje%d%am do malutkiej mieściny o nazwie Pierwomajskoje$ w kt#rej dostrzegam prowizoryczną stacj" +enzynową Widząc$ ze wje%d%am teraz w rejony praktycznie niezamieszkane przez ludzi$ przezornie uzupe niam do pe na wszystkie z+iorniki i kanistry. 4pa staje si" coraz +ardziej dokuczliwy$ jest +ezwietrznie i jak okiem si"gną.V -rasa jest +ardzo malownicza Droga raz pnie si" stromo w g#r"$ raz gwa townie opada. Wpatrywa em si" w otaczającą mnie przestrze* i stara em si" znale!. 2zukam wi"c odpowiedniej mapy regionu i nigdzie nie mog" takowej znale!.$ jeszcze raz przewracam wszystko do g#ry nogami i taki sam rezultat.$ miesza tylko cieple powietrze. po map". Wykorzystuj" te nier#wności terenu$ wje%d%am wolno pod g#r"$ a nast"pnie z pr"dkością na granicy ryzyka zje%d%am w d# $ tak +y si ą rozp"du wjec)a. Po godzinie doje%d%am do rozwidlenia dr#g znajdującego si" na ca kowitym pustkowiu. /a )oryzoncie wyra!nie prezentowa y si" silnie wyg adzone p askowy%e z zaokrąglonymi szczytami$ kt#re w świetle zac)odzącego s o*ca przy+ra y jednolitą matową +arw" k)aki Przestrze* mi"dzy g#rami a miejscem$ gdzie si" zatrzyma em$ +y a wielką doliną$ ca kowicie golą$ +ez %adnego za+udowania$ +ez %adnego drzewa$ & +y a tylko trawa$ trawa tego samego koloru co g#ry. /atyc)miast do+y em og#lną map" 'osji$ kt#rą mia em w szkolnym atlasie i .. mnie do celu. %adnego miejsca$ gdzie +y o+y c)o. na nast"pne wzniesienie$ po lewej i prawej stronie tej pag#rkowatej trasy rozciągają si" tylko wielkie po acie lasu. ?niemia em zdumiony tym widokiem$ gdy% pierwszy raz w %yciu zo+aczy em krajo+raz jednokolorowy. Zdaj" si" wi"c na intuicj" i wy+ieram drog" prowadzącą w lewo$ czyli po udniowy wsc)#d Dziesi"ciokilometrowym podjazdem pn" si" pod g#r"$ wreszcie osiągam szczyt i z wra%enia automatycznie si" zatrzymuj" Przede mną roztacza si" krajo+raz$ jakiego dotyc)czas nie widzia em. /ie odnajduj" %adnego drogowskazu i zmuszony jestem si"gną. /iewiele tez pomaga mi kompas$ gdy% wed ug niego o+ydwie drogi mogą doprowadzi. nie wida. 0est duszno i gorąco$ s o*ce w zenicie$ w ka+inie gorąco jak w piekle$ a pracujący na wysokic) o+rotac) wiatrak zamiast c) odzi. 'ezygnuj" wi"c z odpoczynku i ruszam dalej przed sie+ie.

-empo jazdy +y o wyśmienite. ju% wśr#d D)akas#w. i +y. /iedaleko drogi zauwa%y em znane mi ju% kamienie stojące na gruncie ornym. z tego piaszczystego wypalonego s o*cem miejsca. stwierdzi em$ ze nie mogą poc)odzi.z zadowoleniem przeczyta em$ ze rozciągające si" przede mną pasmo g#r to 2ajan Wsc)odni$ czyli o+rany kierunek jazdy +y prawid owy. /ie wiedzia em tylko co. dzisiaj jeszcze trzysta$ +y jutro przed po udniem +y. na dworze +y o jeszcze c) odno$ to +ezc)murne nie+o zapowiada o ju% kolejny dzie* pra%ącego piek a Zaparzy em kaw" i siad em na masce samoc)odu /ie wiem dlaczego$ ale czu em jakiś niepok#j$ coś mnie podświadomie dr"czy o$ ale nie mog em określi. i pewnie +y mnie zjad a$ ale wjec)a em na ulice Dzarnog#rska i moją uwag" zaj" y inne sprawy. =y o ju% ciemno$ kiedy zdecydowa em si" na nocleg$ zjec)a em z g #wnej drogi w szczere pole i oddali em si" od g #wnej trasy na +ezpieczną odleg oś. stu trzydziestu kilometr#w na godzin". Z ka%dym kilometrem +y o ic) coraz wi"cej w tej pustej stepowej krainie i ju% wiedzia em$ ze to nie przypadek$ ze coś wa%nego oznaczają. sta y nietkni"te$ o+orane po prostu w ko o. W świetle reflektor#w zauwa%y em jakiś pag#rek i stojące na nim du%e kamienie$ o+jec)a em wi"c t" g#rk" i staną em z jej drugiej strony$ +y si" skry. 'oz+i em namiot$ zjad em kolacj" i zm"czony gorącym dniem u o%y em si" do snu. Z%era a mnie ciekawoś. Doś si" nie zgadza o & tylko co1 Wreszcie wzrok m#j pad na stojące na wzniesieniu kamienie$ skąd si" tu wzi" y w tym stepowym krajo+razie ?+ejrza em je z +liska i ponad wszelką wątpliwoś. niewidoczny z po+liskiej drogi. /ie+awem zapomnia em o sprawie i dopiero jakiś czas p#!niej zo+aczy em zn#w podo+ne kopce i stojące na nic) kamienie. Do 3+akanu pozosta o oko o czterystu kilometr#w$ wi"c postanowi em przejec)a. ?+udzi em si" wcześnie rano i c)o. /a nie+ie świeci y gwiazdy$ zwiastując upalny dzie*. '#wna asfaltowa droga sprawia a$ ze czasami osiąga em pr"dkoś. -emperatura powietrza znacznie spad a$ wia muskając delikatnie rozpaloną jeszcze upa em twarz. przyjemny c) odny wietrzyk$ . Da e pole +y o dok adnie zaorane$ tylko kopiec i stojące na nim wysmuk e g azy jak jakaś świ"toś. Pewności na+ra em$ gdy doje%d%a em do Dzarnog#rska$ a po o+ydwu stronac) drogi ciągn" y si" kilometrami wielkie pola uprawne. ?d czasu do czasu mija mnie jakiś pojazd$ ale w zasadzie droga +y a pusta$ wi"c jec)a em +ezustannie na pe nym gazie$ po ykając szy+ko kilometry otaczającej mnie pustki. co. =y o tez wyra!nie wida.$ ze kszta t ic) uformowa a ludzka r"ka (to je tu przytaszczy i w jakim celu & rozmyśla em & mo%e to jakiś znak topograficzny1 & r#%nie kom+inowa em$ ale nie znalaz em %adnego sensownego wyt umaczenia.

Z +oku sta murowany +ia y +udynek nale%ący pewnie do komendantury. Wi"!ni#w +y c)y+a komplet$ gdy% t umnie +y o na placuG wszyscy mieli jednakowe szare u+ranka i g owy ogolone na zero. rodowityc) D)akas#w. /a ca ym świecie wn"trza podo+nyc) przytulisk są szczelnie zamkni"te przed oczyma ciekawskic)$ lecz w 'osji jak+y na odwr#t & popatrzcie so+ie ludzie$ przyzwyczajcie si" zawczasu do tego widoku. & Dokumenty samoc)odu prosz" & powiedzia skośnooki$ salutując przy tym z gracją. dalej & powiedzia i zasalutowa s u%+owo... & Wszystko w porządku$ mo%esz jec)a. ?+iekt +y ju% stary$ poniszczone +araki$ zardzewia e ogrodzenie$ tylko wie%e wartownicze +y y w do+rym stanie & widocznie te wa%ne +udowle cz"sto konserwowano. & Prosz" +ardzo & powiedzia em i poda em mu niewa%ny ju% +ilet na przejazd promem z >da*ska do Belsinek. 2kośnooki o+ejrza wnikliwie Cdokumenty wozuE. ?l+rzymi plac ogrodzono podw#jną strefą drutu kolczastego$ pośrodku kt#rej ustawiono drewniane +araki. 2prawdzono je r#wnie% wnikliwie i %yczono mi pomyślnej drogi.. -roc)" g upio mi si" zro+i o z faktu +ezczelnego oszustwa$ jakiego dopuści em si" w stosunku do tego uczynnego i mi ego cz owieka$ pokazując mu niewa%ny +ilet na prom$ ale na w asne usprawiedliwienie pomyśla em so+ie$ %e to przecie% %arty i postanowi em od teraz zawsze oszukiwa. Uarty te sta y si" dla mnie o tyle za+awniejsze$ %e w czasie kiedy podawa em lipne papiery do kontroli$ . 2kośnoocy milicjanci & D)akasi i CprostoocyE 'osjanie. -ym razem poda em do kontroli prawdziwe dokumenty wozu$ a jako prawo jazdy pokaza em swoją kart" +ankową$ t umacząc$ %e na tym czarnym pasku są zakodowane wszystkie moje dane. 2zcz"śliwy z faktu$ %e znajduj" si" z drugiej strony drut#w$ wcisną em gaz do dec)y i opuści em to przyjemne miasteczko.. Pe niący s u%+" milicjanci +yli mieszanej narodowości. W p# godziny p#!niej zatrzyma mnie posterunek >3I na przedmieściac) 3+akanu. Zapyta em przy okazji o jakąś miejscowoś.$ gdzie mo%na +y spotka. W mieście co prawda %yjemy pospo u & D)akasi i 'osjanie$ ale jak pojedziesz drogą w kierunku =ie ego 0aru$ to ka%da napotkana po drodze c)a upa zamieszkana +"dzie przez D)akas#w & doda mundurowy$ %ycząc mi szcz"śliwej podr#%y. /ast"pna okazja nadarzy a si" w par" minut p#!niej przy wyje!dzie z miasta. posterunki >3I. 4derzy o mnie to$ %e o+iekt ten sta na widoku$ ods aniając nawet to$ co +y o w środku.. & 0esteś ju% w D)akasji..5anewrując pomi"dzy licznymi dziurami i innymi przeszkodami lezącymi na drodze$ zo+aczy em po raz pierwszy rosyjskie wi"zienie urządzone na wz#r niemieckic) o+oz#w koncentracyjnyc).

do zdj". /a dworze panowa ju% doskwierający upa . & 'o+i" dokumentacj" o ludziac)$ a nie o +iedzie$ o ludziac) prawie nieznanyc) .. 2 o*ce świeci o ju% z podo+ną si ą jak dnia poprzedniego. ?puszczona na poz#r wieś o%y a jak dotkni"ta czarodziejską r#%d%ką. & 3 co u nas ciekawego do fotografowania1 2tare walące si" c)a upy i na ka%dym kroku widoczna +ieda & odpowiedzia 3zjata. Zaczą em gaworzy. Przy jednym z za+udowa* zo+aczy em krzątającego si" m"%czyzn"$ wi"c natyc)miast skierowa em tam samoc)#d. -am spotkam D)akas#w & pomyśla em i skr"ci em w tym kierunku.1 & zapyta em. 0est rzeczą wiadomą dla ka%dego idioty$ %e a+y znale!. Przyk ady mo%na +y +y o jeszcze mno%y. 5iasto ze swoimi kominami pozosta o z ty u$ a przede mną ods ania a si" suc)a piaszczysta kraina. Wszystko$ co %y o teraG na tym pustkowiu$ +y o ciep e i oświetlone pot"%nym snopem s onecznego świat a Panowa +ezruc)$ a okolica milcza a ni+y martwa woda. tysiące kilometr#w$ na kt#ryc) znajdują si" setki podo+nyc) posterunk#w.. Po c)wili jec)a em ju% wzd u% nadszarpni"tyc) z"+em czasu walącyc) si" drewnianyc) dom#w.kontrolujący mnie milicjanci mieli +ardzo de+ilowate miny. & 0estem turystą i ro+i" dokumentacj" o narodac) mieszkającyc) na terenie 'osji czy zgodzicie si" pozowa. >orący$ monotonny świat milcza przykryty kloszem szklanego nie+a. do czasu$ kiedy mi si" to samemu nie znudzi. /a razie postanowi em si" tak +awi.. o czytaniu tego pisma.$ ale nie o to w tym sprawozdaniu c)odzi.. Zauwa%y em za+udowania oddalone par" kilometr#w od g #wnej trasy i prowadzącą do* piaszczystą drog". & -ak$ a o co c)odzi1 & spyta m"%czyzna$ podc)odząc do zniszczonego ogrodzenia.. Po drugie & %aden z kontrolującyc) funkcjonariuszy nie zna alfa+etu aci*skiego$ a co dopiero m#wi. & 2koro si" tak upierasz$ to nie mam nic przeciwko temu & powiedzia D)akas rozglądając si" wko o$ jak+y szukając pomocy. Wtem ko+iety od ączy y si" od grupy$ coś cic)o mi"dzy so+ą poszepta y i jak+y czymś przestraszone roz+ieg y si" w pośpiec)u do . We wsi +y o pusto i gdy+y nie spacerujący w po+li%u domostw nieliczny dr#+$ pomyśla +ym$ %e nikt tu nie mieszka..uropejczykom. si" tak g "+oko w 'osji$ trze+a +y o prze+y. & Dzie* do+ry$ czy wiosk" t" zamieszkują D)akasi1 & zapyta em cz owiekG o wyglądzie 3zjaty. z mieszka*cami wioski. Zewsząd garn" y do mnie dzieci$ ko+iety i m"%czy!ni. Wiem$ %e to nie adnie z mojej strony$ ale kontrole >3I sta y ju% si"$ +rzydko m#wiąc$ upierdliwe.

.. og#lną fotografi". & 3 czy nie c)cia a+y pani osiedli. ?dzyska em szy+ko rezon$ wyca owa em ko+iet" i podzi"kowa em za ten pi"kny sym+ol gościny i przyja!ni$ a o+ecnym 3zjatom +ardzo si" to spodo+a o i +ariera początkowej nieufności zosta a prze amana. Widocznie w tyc) stronac) wiara lu+ o+yczaj nie pozwala fotografowa.swoic) c)a up. /aradzi y si" mi"dzy so+ą i same wy+ra y do tego odpowiednie miejsce. & /ie +y am nigdy w Polsce$ ale s ysza am$ %e to kraj +ogatyG c)cia a+ym kiedyś tam pojec)a. 3le nie+awem przekona em si"$ %e +y em w + "dzie$ +owiem po kilkunastu minutac) ujrza em wracające ko+iety u+rane w c)akaskie ludowe kolorowe stroje. & /ie. -o w aśnie jedna z wielu c)or#+$ jakimi jest dotkni"ta wysoko rozwini"ta cywilizacja7 cz owiek przyzwyczajony jest do c)amstwa i do tego$ %e nie ma nic za darmo$ wszelkie proste$ +ezinteresowne o+jawy przyja!ni i do+rego serca sprawiają$ %e si" gu+i w takiej sytuacji i nie wie$ jak nale%y si" zac)owa. ko+iet$ pomyśla em$ patrząc na tą scen".. Przyjrza em si" jej uwa%nie i zauwa%y em$ %e rzeczywiście posiada s owia*skie rysy twarzy. 4derzy a mnie wr"cz dziecinna prostota tyc) ludzi7 niezak amana$ szczera i ufna. >dy dowiedzieli si"$ %e poc)odz" z Polski$ podesz a do mnie jedna niewiasta i oświadczy a$ %e te% jest Polką. /a 2y+erii mieszka wiele narodowości$ c)y+a oko o stu dwudziestuG %yjemy wszyscy w zgodzie i wzajemnie so+ie pomagamy i ka%dy powie to samo$ %e si" tu urodzi i tu jego ojczyzna. & 0akie . D)akasi to wspania y nar#d & doda a$ wszystko tym zdaniem wyjaśniając. Poprosi em ko+iety$ +y ustawi y si" ko o sie+ie$ gdy% c)cia em wykona. si" w Polsce$ jako Polka ma pani teraz do tego pe ne prawo1 & zapyta em. i zo+aczy. D)akasi c)"tnie pozowali do fotografii i na moją proś+" rozmawiali ze so+ą w swoim j"zyku. & tu wśr#d 3zjat#w1 & 5oi rodzice po wojnie zostali tu wywiezieni$ niestety$ ju% nie %yjąG urodzi am si" tutaj$ ale w paszporcie mam napisane Polka & wyjaśni a. -u si" wśr#d tyc) ludzi urodzi am i wyc)owa am i tu jest moja ojczyzna. & Dzy jesteś w drodze na jutrzejsze świ"to1 & zapyta jeden z m"%czyzn. Wesz y na stojącą pod +rzozą aweczk" i uśmiec)ając si" %yczliwie$ cierpliwie z powagą pozowa y do zdj".$ jak %yją moi krajanie. W geście tym +y o tyle prostoty i serca$ %e w pierwszej c)wili z+arania em$ nie wiedząc$ jak mam si" zac)owa. 0estem jedyną oso+ą w okolicy$ kt#ra posiada urod" europejską$ ale traktują mnie tu wszyscy jak swoją. & 0ak pani tu si" znalaz a1 & nie mog em si" nadziwi. /ajstarsza z nic) przynios a du%y kwadratowy +oc)en c)le+a$ kt#ry w imieniu mieszka*c#w wioski mi podarowa a.

Dzie* dzisiejszy pomimo dr"czącego upa u +y dla mnie szcz"śliwy$ a ponadto +y dniem odpoczynku. /ie spiesząc si"$ jec)a em wolno w kierunku 3skizu. Do zmierzc)u pozosta o jeszcze wiele godzin i do pokonania tylko dziewi". dla mnie$ gdy% zda em so+ie spraw"$ %e przez czysty przypadek$ +"d" mia Cwszystkic) 3zjat#wE na jednym placu$ a co za tym idzie$ wz+ogac" sw#j skromny dotyc)czas materia reporterski. >dy tylko zatrzyma em samoc)#d$ tak jak sta em$ w u+raniu$ rzuci em si" do wody. swe nadwątlone si y.. takiej okazji.dziesiąt kilometr#w. -o ulga$ jaką znają przewlekle c)orzy$ kt#rym z jakiś powod#w ustaje gwa townie +#l. 5og em si" przecie% od D)akas#w dowiedzie. Do za rozkosz$ kiedy spocone$ rozpalone od s o*ca$ sw"dzące od +rudu cia o zanurzy si" w c) odnej$ orze!wiającej wodzie. Pla%owa em prawie do wieczora. & 0ak daleko jest do 3skizu1 & zapyta em podniecony tą wiadomością.. ="dzie par" tysi"cy os#+$ niekt#rzy przy+"dą z +ardzo daleka. . Zn#w zauwa%y em usypane sto%kowate nasypy i stojące na nic) kamienie. =y a to wspania a wiadomoś. Przed po%egnaniem wr"czy em wszystkim po ma ym prezencie$ nie zapominając przy tym$ +y o+darowa.dziesi"ciu kilometr#w & odrzek m"%czyzna. 6ecz co to1 Woda jest s ona$ smakuj" powt#rnie & jest s ona.. i skaka. Zdumiewające$ jak szy+ko potrafi organizm za pośrednictwem odpowiednic) +od!c#w zregenerowa. 5ając jeszcze prawie p# dnia przed so+ą$ zaproponowa em so+ie odpoczynek$ myśląc g #wnie o orze!wiającej kąpieli. ju% +rudem$ przemawia dodatkowo za tym$ +y nie przepuści.$ a świat wydawa mi si" +ardziej r#%owy. du%e jezioro. dzieci dodatkowo s odyczami. Po lewej stronie zauwa%y em dosy. Aakt$ %e przez ostatnie dni nie mia em okazji umycia si" i zdą%y em zarosną. /ikt nie ukrywa swojej radości$ cieszyli si" wszyscy$ starzy i m odzi$ atmosfera spotkania +y a tak przyjazna$ %e c)"tnie +ym pozosta na d u%ej wśr#d tyc) ludzi.. Wi"c to s one jezioro$ skąd tutaj s#l1 /ie zaprzątam jednak tym so+ie g owy$ wa%ne jest$ %e c) odna i przynosi ulg" cierpiącemu cia u. & -o ty nic nie wiesz1 0utro od samego rana wielkie świ"to w 3skizie$ na kt#re zjadą si" przedstawiciele lud#w azjatyckic) %yjącyc) na 2y+erii. Dzu em si" jak nowo narodzony$ mia em oc)ot" +iega. /a zmian"$ kąpiąc si"$ jedząc i ucinając w cieniu samoc)odu drzemk". & 3le ze mnie dure* & pomyśla em.$ co to za ziemno & kamienne konstrukcje$ tak licznie stojące w ic) regionie.świ"to1 & zdziwi em si". & /iedaleko$ +"dzie oko o dziewi". Zegnaliśmy si"$ jak +yśmy znali si" od lat i naprawd" zro+i o mi si" smutno$ %e tak wspania e c)wile trwają tak kr#tko.

si" rozmaite imprezy towarzyszące. (rajo+raz do z udzenia przypomina widok$ jaki mnie wczoraj zauroczy $ kiedy sta em na wzniesieniu i zac)wyca em si" jedno+arwnością terenu i zaokrąglonymi szczytami g#r. & ?ficjalnie otwarcie uroczystości jest o dziewiątej rano$ ale do+rze +y +y o$ +yś +y tu o #smej$ to +"dzie jeszcze ca a godzina. >dy doje%d%a em ju% do szczytu$ ze zgrozą stwierdzi em$ %e widoczna z do u stromizna pnie si" w g#r" +ardziej pionowo ni% przypuszcza em. na jego szczyt i tam sp"dzi. +ieg#w w czasie jazdy pod g#r"$ prze ączy em +ieg najni%szy$ wcisną em gaz do oporu$ tak %e pracujący na najwy%szyc) o+rotac) silnik wprawi w wi+racje ca y samoc)#d.$ kt#ra dopiero u samego szczytu przec)odzi a w dwudziestometrowej d ugości stromizn". Wreszcie zauwa%y em agodną poc)y oś. ?śmiocylindrowy land & ro8er z prawie trzema tonami adunku pią si" pod g#r" z taką lekkością$ jak+y jec)a po r#wnej asfaltowej drodze. Zatrzyma em samoc)#d$ zlustrowa em jeszcze raz przeszkod"$ w ączy em +iegi terenowe i śmia o ruszy em pod g#r". 'zekomy plac okaza si" wielką doliną$ wok# kt#rej rozciąga o si" pasmo g#r 2ajanu Zac)odniego. & 3le% oczywiście$ I czujemy si" zaszczyceni faktem$ %e przyjec)a eś z tak daleka. si" na miejscu uroczystości jeszcze przed godziną #smą.$ %e są +ardzo zm"czeni. Zawa)a em si" przez c)wil"$ ale wrodzony instynkt ryzyka zwyci"%y . wam specjalnego k opotu1 & zapyta em. Podszed em do organizator#w$ przedstawi em si" i zapyta em$ czy +"d" m#g uczestniczy. Wsz"dzie wida. noc$ a pojawi. 5"%czy!ni rozstawiali w aśnie jurty$ a ko+iety nosi y w wiadrac) wod" z ustawionyc) na t" okazj" +eczkowoz#w. na szczyt. /a miejscu zasta em komitet organizacyjny$ zaj"ty oznaczaniem poszczeg#lnyc) sektor#w$ w kt#ryc) mia y od+ywa. w tym miejscu na noc$ ale doszed em do wniosku$ %e lepiej +"dzie$ jak dojad" dzisiaj do 3skizu i odnajd" miejsce$ gdzie jutro ma od+y. /iedaleko miejsca$ gdzie sta em$ rozciąga o si" niewysokie wzniesienie$ a w aściwie p askowy%.Początkowo c)cia em zosta.$ +y nie sprawia. samoc)#d$ tak a+yś wsz"dzie mia +lisko & I doda . z daleka$ gdy% +y o wida. W+rew og#lnie przyj"tym zasadom m#wiącym$ %e nie nale%y redukowa. 0utro wska%emy ci miejsce$ w kt#rym +"dziesz m#g ustawi. =yli ju% te% pierwsi goście$ jakiś lud w"drowny$ kt#ry musia przy+y. /aje%d%a em ju% na przeszkod"$ kiedy mimowolnie . Postanowi em wjec)a. & ? kt#rej godzinie najlepiej przyjec)a. w jutrzejszej uroczystości. si" świ"to. Po godzinnej je!dzie dotar em na miejsce. 0adąc wzd u% z wypatrywa em niez+yt stromego miejsca$ kt#re nadawa o+y si" na to$ +y +ez z+ytniego ryzyka wjec)a. +y o puszczone samopas konie.

. /ale%y tu wyjaśni.niepotrze+nie zdją em nog" z gazu i tym samym wytraci em pr"dkoś. 0aki ogromny wp yw na samopoczucie cz owieka ma przestrze*@ 4czucie wolności$ wi"zi i przynale%ności do przyrodyG c)cia o si" +iega. Do szczytu pozosta o oko o pi"ciu metr#wG zacisną em nerwowo r"ce na kierownicy i poc)yli em si" automatycznie do przodu$ tak jak+y zmiana pozycji cia a mog a w jakiś spos#+ odcią%y.. Peda gazu +y wciśni"ty w pod og" z taką si ą$ %e +ola a mnie ju% noga. do c) odnicy kostki cukru. nie wida. w tej karko omnej wspinaczce.$ po kt#rej wjec)a em na g#r" i w duc)u przyzna em organizatorom racj"$ %e woleli nawet wizualnie nie uczestniczy. Po c)wili przednie ko a osiągn" y szczyt$ o+roty silnika gwa townie si" zwi"kszy y i samoc)#d sta ju% w poziomie na rozleg ej p aszczy!nie p askowy%u. '#%no+arwne upierzenie tyc) ptak#w$ po yskujące w promieniac) zac)odzącego s o*ca$ tworzy o jak+y dysonans$ nie pasując do otaczającego mnie świata$ kt#ry jak poprzednio +y w kolorze k)aki.$ krzycze. W c)wil" p#!niej przejec)a em na drugą stron" p askowy%u$ skąd roztacza si" przepi"kny widok na dolin" i odleg e pasmo g#r 2ajanu Zac)odniego. ?+serwujący nie wysi ki organizatorzy uwa%ali$ %e wywr#c" samoc)#d$ ale +y em innego zdania i dlatego ponowi em pr#+"$ +y w+rew ic) opinii zdo+y. 2wym przy+yciem zaniepokoi em park" g"si azjatyckic)$ kt#re teraz krą%y y nade mną$ g ośno g"gając. Wok# panowa a cisza i jak okiem si"gną.$ %e s a+o rozwini"ta sie. Wielo+arwny t um ludzi pou+ieranyc) w r#%norodne stroje ludowe$ samoc)ody$ auto+usy oraz mn#stwo je!d!c#w$ kt#rzy na uroczystoś. Pr#+a si" nie uda a$ w ączy em wsteczny +ieg i wolno ty em zjec)a em ze wzniesienia. przy+yli konno. 2pojrza em w d# i dopiero teraz z g#ry zo+aczy em$ jak stroma jest poc)y oś. Dumny z sie+ie wysiad em i poklepa em samoc)#d po masce$ tak jak ro+ią to je!d!cy po sko*czonej gonitwie i ju% zastanawia em si"$ czy w nagrod" nie wrzuci... +y o najmniejszego śladu o+ecności cz owieka. . Prz#d samoc)odu nie+ezpiecznie podni#s si" w g#r"$ tak %e ca y ci"%ar cia a spoczywa na plecac)G dopiero teraz w ączy em +lokad" k# powodującą$ %e wszystkie ko a jednocześnie spe nia y rol" nap"dową. pojazd. drogowa lu+ jej ca kowity +rak sprawi y$ %e ko* na po udniu 'osji nieruc)omą przestrze*. Podo+nie jak poprzednio$ tyle %e o wiele szy+ciej$ dotar em do stromego podjazdu$ zredukowa em +ieg na najni%szy i na pe nym gazie najec)a em na przeszkod". Dolina +y a pe na gości. 2amoc)#d mozolnie pią si" pod g#r"$ od czasu do czasu wpadając w wi+racje$ kiedy o+racające si" ko a traci y przyczepnoś.$ ka%de zm"czenie zamienia si" w#wczas w wigor. Do p#!nej nocy siedzia em$ wpatrując si" w +ezd!wi"czną /azajutrz przed godziną #smą +y em ju% na miejscu. szczyt.$ +araszkowa.

przedstawiciele w adz poszczeg#lnyc) narod#w oraz miejscowi prominenci. Z ty u natomiast znajdowa si" wielki +azar$ na kt#rym mo%na +y o na+ywa. >oście$ kt#rzy przy+yli na uroczystoś. W adza u+rana +y a w mundury lu+ garnitury$ z g"sto poprzyczepianymi odznaczeniami i orderami$ wieśniacy w stroje ludowe$ a pracownicy sowc)oz#w w kufajki.jest najpospolitszym środkiem transportu. 2tatus spo eczny uczestnik#w tego dorocznego świ"ta +y atwo rozpoznawalny. Wok# try+uny )onorowej ustawiono drewniane podwy%szenia$ na kt#ryc) mia y si" od+ywa. (a%dy Z widz#w m#g ogląda. & -o świ"to ma d ugą tradycj" & t umaczy a pani redaktor & i jest związane z wypasem +yd a. to$ na co mia oc)ot"$ a ja z panią redaktor przemieszcza em z miejsca na miejsce$ pytając o interesujące mnie rzeczy. Pośrodku doliny zosta a umieszczona try+una$ na kt#rej mieli zasiąś. & -o naczalstwo & wyjaśni a dziennikarka$ mając na myśli nadje%d%ającyc) przedstawicieli w adz. Dorośli u%ywają go zamiast samoc)odu$ a dzieciom zast"puje on rower. 0ak za dawnyc) czas#w komunistycznyc) przyjazd prominent#w zosta +urzliwymi oklaskami. ?rganizatorzy sądzili$ %e jestem reporterem zac)odniej telewizji$ ustawili wi"c m#j samoc)#d w centralnym miejscu tu% o+ok try+uny )onorowej$ a na dodatek przydzielili mi jedną z dziennikarek$ kt#ra mia a za zadanie u atwianie mi pracy w +ezpośrednic) kontaktac) z przedstawicielami poszczeg#lnyc) narodowości. artystyczne wyro+y ludowe oraz r#%ności7 +aloniki$ pi eczki itd. /ieco dalej znajdowa y si" prowizoryczne jad odajnie$ w kt#ryc) ka%da z grup etnicznyc) poleca a swoje narodowe potrawy. . (r#tko przed godziną dziewiątą zauwa%y em jadącą kolumn" samoc)od#w oso+owyc) prowadzonyc) przez radiow#z milicyjny. wyst"py artystyczne i zawody sportowe. Po c)wili samoc)ody podjec)a y pod try+un" i wysiad a z nic) grupa dostojnik#w pa*stwowyc). Wywodzi si" jeszcze z czas#w poga*skic)$ kiedy to nasi przodkowie z+ierali si" o określonej porze roku i prosili r#%nyc) +o%k#w o opiek" nad +yd em i o uczczony . organizator#w z + "du$ wr"cz przeciwnie$ utwierdzi em ic) w tym przekonaniu$ zak adając na plecy du%y magnetofon reporterskiG trzymany w r"ku metrowej d ugości mikrofon oraz s uc)awki za o%one na uszy sprawi y$ %e wygląda em jak prawdziwy sprawozdawca telewizyjny. +y o świąteczny nastr#j. /ie stara em si" wyprowadza. /a estrad" wkroczy y pierwsze zespo y artystyczne$ a w wyznaczonyc) sektorac) rozpocz" y si" zawody zr"cznościowo & sportowe.ok panowa jak na wielkim +azarze i czu. /astąpi o oficjalne otwarcie uroczystości poprzedzone przem#wieniem i wr"czeniem dyplom#w oraz medali. w c)arakterze widz#w$ mieli do dyspozycji agodne z+ocze z widokiem na ca ą dolin".

. & Duc)om zmar yc) zapewniono wszystko$ czego mogli+y potrze+owa. & /iekoniecznie$ wszystkie tu o+ecne ludy i grupy etniczne są +ardzo +lisko spokrewnione z 5ongo ami$ ale nie tylko & prosz" spojrze. o tym uczonyc) s #w.pomyślny sezon pasterski.e. Za czas#w Z2'' uroczystości tyc) nie +y o$ gdy% +y y za+ronione$ ale teraz ju% od trzec) lat wznowiono t" starą tradycj". 6udzie wierzyli$ %e po śmierci ic) dusze w"drują na nie+ia*skie pastwiska$ gdzieś daleko ponad zac)murzonymi szczytami g#r. (onku+iny s u%ące swym panom po śmierci$ dywany$ derki$ przedmioty kultu i z+ytku. -o kur)any$ prastare gro+y wywodzące si" z kultur epoki +rązu J9:II lat p. przysz ego świata innego ni% ten$ kt#ry znali za %ycia$ a ic) %ycie toczy o si" na +ezkresnyc) pastwiskac).. (ur)any gro+owe imitują ziemską siedzi+" zmar yc) & kontynuowa a pani redaktor. Dia a arystokrat#w +y y zmumifikowane$ wype nione trawą i we ną & zac)owane na wiecznoś..n.. ?dnosi si" wra%enie$ %e wcią% tu są$ trze+a wierzy. W zesz ym roku opodal granicy z D)inami i 5ongolią$ na +ezdrzewnym p askowy%u zwanym 4kok odkryto ic) gro+y$ drewniane komory gro+owe wype nione litym lodemG to$ co kry o si" pod spodem$ zosta o zakonserwowane na ponad dwa i p# tysiąca lat. ? wszystkic) wymar yc) ludac) 2y+erii wiemy zadziwiająco niewiele. -ereny na kt#ryc) si" teraz znajdujemy$ +y y ic) zimowym pastwiskiem$ ale tak%e miejscem poc)#wku. w nieśmiertelną dusz" i w to$ %e duc)y poc)owanyc) w tyc) kur)anac) ludzi są mi"dzy nami. na tym i tamtym świecie$ dlatego konie c)owano wraz z ic) w aścicielami. 6udy nie sk ada y si" tylko z +ogaczy$ grze+ano r#wnie% +iedak#w. w przysz ym %yciu. Ponad dwa tysiące lat temu z g#r po udniowej 2y+erii znikną %yjący tam tajemniczy lud & 2cytowie. 6udy 2y+erii nie mog y si" +ez nic) o+ejś.. & Wi"c wywodzi si" to z 5ongolii1 & zapyta em. Uyjący tu D)akasi dotąd wierzą$ %e g ośne wo anie jest świ"tokradztwem & o+ra%a +owiem prastare duc)y. (opce te kryją jeden lu+ wi"cej gro+#w$ +ogato wyposa%onyc) w +ro*$ ozdo+y z +rązu i ceramiki. Wyznacznikiem +ogactwa +y y konie$ z+ytek i nami"tności.. Do dzisiaj si" m#wi$ %e jest to świ"to otwarcia pastwisk.. /ie potrafili so+ie wyo+razi. 0ednak wszystkic) razem z ko*mi i to nie jest przypadek. /ie wystarczy napisa... =yli wśr#d nic) okrutni wojownicy i spokojni pasterze. na te usypiska ziemi i stojące na nic) kamienie & pani redaktor wskaza a r"ką na oddalone nieco sto%kowate nasypy$ kt#re od kilku dni przykuwa y moją uwag".K$ znane od neolitu a% do wczesnego średniowiecza. Da e po udnie 'osji jest g"sto usiane kur)anami. -o$ co wiemy o tyc) wszystkic) ludac)$ poc)odzi z ziemi$ z drewnianyc) kom#r gro+owyc)$ gdzie c)owano zmar yc)$ otoczonyc) wszystkim$ co ukoc)ali za %ycia..

4roczystoś.e. /ie do wiary$ jak stara jest ta kultura.n. -roc)" prawdy w tym musi +y.$ skoro w nic niewierzący komuniści$ dla kt#ryc) nie +y o %adnej świ"tości$ nie odwa%yli si" z+ezcześci.$ wystarczy popatrze. tyc) gro+#w. & W tej c)wili trudno mi powiedzie. Uyjący tu D)akasi$ 2zorcowie$ -uwi*czycy i =uriaci są +lisko spokrewnieni z narodami mongolskimiG zresztą$ co tu du%o m#wi. & Dzy CskaczkiE ju% +y y1 & pytali wko o. & Wszystkie j"zyki narod#w saja*skic) reprezentują turecką grup" j"zykową.$ %e impreza +y a do+rze i sprawnie zorganizowana przez megafony umieszczone na samoc)odac) informowano na +ie%ąco$ jakie wyst"py i zawody od+"dą si" wkr#tce. /a estradac) wyst"powali tancerze$ śpiewacy oraz muzycy grający na instrumentac) ludowyc). na twarze$ nie jestem pewna$ czy odr#%ni +yś 5ongo a od na przyk ad D)akasa & doda a jak+y na potwierdzenie swojej tezy. od+ywa a si" ju% w pe nej krasie. /ie ma w tyc) stronac) %adnej uroczystości$ na kt#rej +y nie +y o wyścig#w konnyc)$ to prawie świ"toś. & -o nazwa wyścig#w konnyc)$ to jak+y narodowy sport w azjatyckiej cz"ści 'osji. . 0ednocześnie sportowcy rywalizowali mi"dzy so+ą w zapasac)$ +iegac) i najr#%niejszyc) grac) zr"cznościowyc). Pani redaktor mia a ca kowitą racj"$ ludzie tu o+ecni wyglądali prawie jednakowo i nie spos#+ +y o si" po apa.dziesi"ciu. & Ile narodowości %yje o+ecnie w 'osji1 & zapyta em. ?statnio du%o si" o tym m#wi & doda a. & Dzy j"zyk$ kt#rym pos ugują si" o+ecni tu przedstawiciele lud#w$ jest j"zykiem mongolskim1 & zapyta em. & Do oznacza s owo CskaczkaE1 & zapyta em. & powiedzia a pani redaktor & ale za czas#w Z2'' +y o ic) sto trzydzieści i wszystkie mia y sw#j odr"+ny j"zyk$ teraz +"dzie oko o dziewi". & t umaczy a pani redaktor. 0est jeszcze jedna ciekawostka & ciągn" a pani redaktor & do dziś nie jest znane miejsce poc)#wku najwy+itniejszego zdo+ywcy i w adcy imperium & Dzyngis & c)ana$ ale są przes anki$ %e gr#+ jego znajduje si" na terenie 'osji w okolicac) (yzy u. -rze+a przyzna. Przed nami zatrzyma a si" ci"%ar#wka pe niąca rol" auto+usu$ kt#rą przy+yli sp#!nieni goście./a gro+y te zosta a rzucona klątwa$ kt#ra ostrzega$ %e jeśli ktoś naruszy spok#j zmar yc)$ przyp aci to %yciem.$ kto do jakiej grupy narodowościowej nale%y. ? niekt#ryc) plemionac) saja*skic) wspominają c)i*skie zapiski kronikarskie z trzeciego wieku p. & /ie & odpowiadali zapytani$ +"dą pod koniec imprezy.

Wtem na placu zawrza o jak na gie dzie nowojorskiej$ gdy dociera wiadomoś. Podą%yliśmy w tym kierunku$ +y z +liska zo+aczy.umy ludzi o+lega y poszczeg#lne estrady$ ka%dy stara si" zo+aczy. Wsz"dzie dymi y r#%nej wielkości samowary$ gdzie mo%na +y o napi. gonitw". Z podziwem patrzy em na tyc) m odyc) c) opc#w i ic) umiej"tnoś. 5egafony kilka razy powt#rzy y wiadomoś..um wrza $ ludzie przekrzykiwali si" wzajemnie$ panowa jeden og#lny )armider. je!d!c#w posiada a siod a$ ale +yli i tacy$ co jec)ali$ dosiadając koni +ez siode $ po prostu na oklep. 6udzie powc)odzili na dac)y samoc)od#w$ a najmniejsi c) opcy ustawili konie w po+li%u Hi siedząc po kilku na jednym koniu$ wszystko o+serwowali z g#ry.G pewien w tym momencie +y em$ ze c) opcy ci +"dąc jeszcze niemowlakami$ najpierw nauczyli si" je!dzi. & C2kaczkiE to odwieczna tradycja i )azard & powiedzia a & o+ecni tu ludzie nale%ą do r#%nyc) rod#w$ kt#re wsp# zawodniczą ze so+ą. & 0akie pieniądze1 & zapyta em. Przyw#dcy tyc) rod#w ro+ią mi"dzy so+ą nieoficjalne zak ady$ kt#re opiewają czasami na +ardzo wielkie sumy. przer#%nyc) specja #w azjatyckiej kuc)ni. Z napoj#w alko)olowyc) polecano tylko kumys$ w#dk" sporządzoną z ko+ylego mleka$ kt#rą sprzedawano +ezpośrednio z du%yc) ka* przeznaczonyc) do transportu mleka. 0ak +urza przelecia ta+un dosiadany przez m odyc) je!d!c#w$ z kt#ryc) najstarszy m#g mie. o spadku kursu dolara i ka%dy z 3zjat#w ile si w nogac) podą%y ku o+rze%om doliny$ gdzie prowizorycznymi taśmami +y oznaczony tor wyścigowy.$ odkrawając so+ie ulu+ioną sztuk" mi"sa. si" gorącej )er+aty. lat dwanaście. Wiadomo$ %e za czas#w komunistycznyc) za+ronione +y y jakiekolwiek loterie i )azard. & Dlaczego ci ludzie tak wrzeszczą1 & zapyta em panią redaktor.$ na kt#rą wszyscy czekali. =y y tradycyjne pierogi +uriackie$ gdzie rol" farszu spe nia ugotowany kartofelG r#%ne rodzaje ciast i pieczywaG cukierki w asnego +aran piekący si" nad ogniem & ka%dy za dro+ną op atą m#g si" sam o+s u%y. W adze wiedzą o tym od dawna$ ale . 5ądrzy 3zjaci wpadli wi"c na iście szata*ski pomys $ wykorzystując do tego celu oficjalne świ"ta pa*stwowe$ w czasie kt#ryc) nikt nie za+rania ścigania si" na koniac)$ poniewa% +y a to jedna z licznyc) dyscyplin sportowyc). konno$ a dopiero p#!niej c)odzi. Wok# +y o gwarno i weso o$ 3zjaci suto zajadali$ w#dką popijali i g ośno komentowali poszczeg#lne wyst"py. sie+ie sprawia y$ %e odnosi o si" wra%enie$ jak+y ko* i cz owiek stanowi y jedną ca oś. jak najwi"cej$ lecz nie dla wszystkic) wystarczy o miejsca w po+li%u podwy%szenia. . & -u c)odzi o pieniądze & odpowiedzia a$ rozglądając si" uwa%nie na +oki. Zaraz od+"dą si" CskaczkiE$ czyli wyścigi konne. Wi"ksza cz"ś. /ajpierw od+y a si" prezentacja koni. Przeszliśmy z panią redaktor w po+li%e jurt i sza as#w$ z kt#ryc) mo%na +y o popr#+owa. dosiadania koniaG ic) wyprostowane sylwetki$ ruc)y i twarze wyra%ające pewnoś..

si" to dziwne$ ale ka%da w adza troc)" si" +a a tyc) rodowyc) klan#w & komuniści +yli wr"cz usatysfakcjonowani$ %e uda o im si" zrzeszy. Po c)wili us ysza em dzikie wrzaski i wycie przypominające g osy Indian ruszającyc) do atakuG s yc)a.. Nwi"to otwarcia pastwisk zosta o zako*czone.. +y o t"tent prze+iegającyc) w po+li%u koniG po c)wili dziki wrzask jak+y przycic) $ a% wreszcie zamar i +y o s yc)a. tylko o%ywione g osy.. Walczyli ju% wszyscy7 je!d!cy na torze i widzowie mi"dzy so+ą$ +ezpardonowo rozpyc)ając si" i prąc w kierunku$ skąd mia y nad+iec konie. +y o glosy nawo ywa* i warkot ruszającyc) samoc)od#w. Wreszcie gonitwa si" rozpocz" a$ zawrza o jak w uluG ludzie cisn"li si" i podskakiwali$ ro+ili wszystko$ a+y zo+aczy. 3zjata spojrza na mnie jak na stwora nie z tej planety$ gdy% widocznie w g owie mu si" nie mieści o$ a+y ktoś nie wiedzia $ ile ma +y. 5o%e wydawa. okrą%e*. +y o tylko opadający ju% tuman kurzu. +y o ostatnic) gości oddalającyc) w kierunku$ gdzie +y a . W dolinie czu o si" wielkie napi"cie.przymykają na to oko$ +o zdają so+ie spraw"$ %e rody te są silne i +lisko powiązane. W dolinie zapac)nia o krwią. walk" toczącą si" na torze. -owarzysząca mi pani redaktor otrzepywa a si" jak kura przejec)ana przez ci"%ar#wk" i z o+urzeniem powtarza a7 & /a śmier. si"$ ile to razem +"dzie kilometr#w. 'ozgorza y t um g ośno skandowa ka%dorazowe pojawienie si" je!d!c#w. Wreszcie ostatnie okrą%enie. Z trudem oc)rania em aparat fotograficzny i reporterski magnetofon$ t um C mnie ścisną i ju% w og#le nic nie widzia em$ ani toru$ ani koni & widzia em tylko Pokrzywione w ekstazie azjatyckie twarze. mieli ścigający si" je!d!cy. & 0eszcze cztery & odpar $ patrząc na mnie jak na sko*czonego idiot"$ a ja ju% nie mia em odwagi spyta. (omuniści i o+ecnie rządzący nie c)cą o taką +ąd! co +ąd! dro+nostk" prowokowa. 4stawieni wzd u% prowizorycznego ogrodzenia milicjanci z trudem panowali nad sytuacją$ napierający t um wyc)odzi ju% prawie poza ogrodzenie. tyc) ludzi w ko c)ozac) & doda a pani redaktor.. 6udzie pozostali na swoic) miejscac)$ wi"c domyśli em si"$ %e to dopiero pierwsze okrą%enie. +y mnie c)olery zadepta y. niesfornyc) zawsze 3zjat#w. & Ile jeszcze +"dzie okrą%e*1 & zapyta em stojącego o+ok mnie m"%czyzn". Po godzinie w dolinie zapanowa ju% spok#j i w świetle popo udniowego s o*ca wida. 'ozlu!ni si" %elazny uścisk$ t um si" rozc)odzi $ skośnookie twarze wyra%a y u jednyc) smutek$ u innyc) zadowolenie. Zza zakr"tu wyc)yli a si" ju% czo #wka$ krzyczano$ dopingując swoic) faworyt#wG konie przelecia y w szale*czym tempie$ powodując dr%enie ziemi$ g owy widz#w jak na komend" odwr#ci y si" w przeciwną stron"$ lecz wida. 2k adano jurty i prowizorycznie z+udowane c)aty$ s yc)a. 6udzie rozje%d%ali si" w r#%ne my. 6udzie wyc)ylali g owy w kierunku$ skąd nadjec)a.

Po%egna em gościnnyc) organizator#w oraz panią redaktor z nara%eniem %ycia towarzyszącą mi w oglądaniu Wyścig#w konnyc) i ruszy em w kierunku na po udnie$ +y dotrze.tylko wypalona s o*cem trawa. do miasta (yzy $ okolicac) kt#rego zamieszkiwali przedstawiciele narodu -uwi*czyk#w. .

Wreszcie krajo+raz zmieni si" jak za dotkni"ciem czarodziejskiej r#%d%ki. Zro+i o si" c) odno$ wi"c zaszywam si" w namiocie i natyc)miast zapadam w sen. Dzeremuszki$ a p ynąca opodal rzeka to najd u%sza z rosyjskic) rzek & 0enisej. /ad dalekim lasem ciemnia o ju% nie+o$ do em p yn" a rzeka$ a nad polami unosi y si" wilgotne mg y. Po c)wili zo+aczy em niewielką dolin" i stojące w niej liczne drewniane c)aty. Ziemia porośni"ta +y a jakimiś roślinami7 wysokimi$ k ującymi$ wiecznie suc)ymi$ tak$ %e nawet na myśl mi nie przysz o$ %e mog y one zakwita. si" na noc gdzieś w po+li%u. Za wsią p yn" a dosy. 0ec)a em teraz krajem spalonym s o*cem$ polami +ez drzew$ +ez cienia$ +ez dzikic) zwierząt. 'ad nie rad ruszy em w przeciwnym$ niezamierzonym kierunku i rzeczywiście po godzinnej je!dzie sta em ju% na prowizorycznym na+rze%u$ o+serwując p ynący w moim kierunku )olownik z doczepioną +arką. 'oz o%y em namiot i nie c)cąc zdradza.. Zapyta em przypadkowego przec)odnia$ jak mo%na przeprawi. +ezludną stepową krainą wzd u% pasma 2ajanu Wsc)odniego. si" przez rzek".$ dokąd mnie =ozia zawiod a. Za godzin" dojedziesz & doda i po%egna mnie mac)ni"ciem r"ki. Pomimo %e +y a ju% dwudziesta druga$ na dworze +y o jeszcze ca kiem jasno. i kierunek jazdy$ doszed em do wniosku$ %e przede mną znajduje si" miejscowoś. swej o+ecności rozpalaniem ognia$ zjad em kolacj" na zimno. du%a po yskująca rzeka.VI Poniewa% z miejscowości 3skiz$ gdzie si" znajdowa em$ nie prowadzi a w kierunku (yzy u %adna droga$ postanowi em jec)a.. jak wszystkie inne rośliny w tym kraju. Wraz z innymi pojazdami wjec)a em na pok ad. >odziny jazdy ciąg y si" jak zro+ione z gumy. Zdając so+ie spraw"$ %e jest ju% za p#!no na przepraw" przez rzek"$ postanowi em zatrzyma.. 0ec)a em +ardzo powoli$ oślepiony wsc)odzącym s o*cem.. =iorąc pod uwag" pr"dkoś. +y o pojedyncze drzewa$ za kt#rymi spostrzeg em zlewającą si" z nie+em czarną drog". Zewsząd otacza a mnie zielona wy+uja a trawa$ w oddali wida. Z ta+licy umieszczonej na +udynku poczty dowiedzia em si"$ %e rzeczywiście znajduj" si" w Dzeremuszkac). & ?dp ywamy za godzin" & poinformowa mnie skośnooki sternik$ widząc$ %e jestem . D)y+a nikt nawet nie zna nazwy tyc) +adyli. i przekwita. na p# noc do 2ajanogorska$ tam kursuje co jakiś czas prom. Zatrzyma em samoc)#d$ wyją em mapy$ a+y zo+aczy. & -u nie ma przeprawy & odpowiedzia napotkany & musisz jec)a. 2kr"ci em na lewo i po kr#tkiej je!dzie zatrzyma em si" opodal kilku rosnącyc) o+ok sie+ie drzew.

2ternik zamyśli si" i po c)wili odezwa si"7 & Powiem ci szczerze7 lepiej tam nie jed!. & 0a to wiem$ ale oni mogą nie zdą%y. 0ak mo%na tu %y. pot$ sk#ra na d oniac) stwardnia a i sta a si" szorstka niczym gru+oziarnisty papier ścierny..nietutejszy. & 3le ja nie jestem 'osjaninem & odpowiedzia em. /iewiele ulgi przynosi pracujący wiatrak i pootwierane okna$ do wn"trza samoc)odu wdziera si" gorący strumie* poz+awionego wilgoci powietrza. & 0ak ju% tu jestem$ to tam pojad" & odpowiedzia em$ ale po tym$ co us ysza em$ nieweso o na duszy mi si" zro+i o.. Wok# +y a pustkaG nic$ tylko nagie piaskowe Wzg#rza rzadko porośni"te k"pami wysokiej$ wysc)ni"tej trawy. & Do (yzy u & odpowiedzia em. & Znasz tam kogoś1 & dopytywa si" sternik.. Przed ka%dym z dom#w zauwa%y em stojącą +eczk"$ a poniewa% nigdzie wok# nie zauwa%y em %adnej studni$ domyśli em si"$ %e woda jest tu dowo%ona. Z+li%a o si" po udnie$ kiedy dotar em do drogi prowadzącej w kierunku (yzy u. & 3 dokąd jedziesz1 & zapyta .1 & pomyśla em$ patrząc na walące si" drewniane c)aty$ otoczone wypaloną ziemią. & Zro+isz jak uwa%asz$ ja tylko cie+ie ostrzeg em & doda pojednawczo. Po czterogodzinnej$ pe nej udr"ki je!dzie dotar em do miejscowości -uran oddalonej siedemdziesiąt kilometr#w od (yzy u.. & Dlaczego1 & zainteresowa em si".. & /ie$ jestem tylko turystą & wyjaśni em.. Po godzinie$ zgodnie z tym$ co powiedzia kapitan$ prom od+i od na+rze%a i ruszy w kierunku przeciwnego +rzegu. Warto napisa. Daleko z tylu pozosta y drzewa i ąki z zieloną trawą rosnącą w sąsiedztwie rzeki. -eraz na powr#t otacza mnie ksi"%ycowy krajo+raz poz+awiony %ycia. tego zauwa%y. najmniejszego śladu %yciaG wszystko co %y o$ skry o si" gdzieś przed lejącym si" z nie+a piek em. Wieś ro+i a wra%enie wymar ej$ nie +y o wida. Dia o moje przesta wydziela... testament & pomyśla em$ kiedy znalaz em si" na drugiej stronie rzeki$ ale zaraz przypomnia em so+ie$ %e ju% mi wr#%ono$ %e nie dojad" nawet do 5oskwy. Zresztą$ o+oj"tnie kim jesteś$ oni nie lu+ią nietutejszyc) i są +ardzo agresywni & paru ju% stamtąd w trumnac) odjec)a o. Pra%ące s o*ce sprawi o$ %e w ka+inie +y o tak gorąco$ %e nie spos#+ +y o normalnie oddyc)a. 0ak ry+a wyciągni"ta z wody otwiera em usta i kr#tkimi oddec)ami apa em w p uca rozgrzane powietrze. & -am mieszkają -uwi*czycy$ kt#rzy +ardzo nie lu+ią 'osjan. ?dkry em +laszane wieko i zajrza em do jednej z nic)$ wydo+y si" z niej +agnisty od#r i ujrza em czarną$ .

tyc) ludzi$ porozmawia. ?+raz tego piek a na ziemi pozosta do dzisiaj w mojej pami"ci & widz" stale podgrzewaną s o*cem pordzewia ą +eczk" i znajdującą si" w niej zgni ą wod". Dzisiaj postanawiam wcześniej ni% zwykle wz+i. D)cia em spotka. si" w kierunku na wsc)#d. 2zlak +y tylko jeden & przez pustyni" i wypalone s o*cem g#ry & 2ajan Wsc)odni. Zapas wody pitnej określam na trzy dni i uznaj" go za wystarczający. /ikt nie zainteresowa si" moim przy+yciem$ jak to +y o w innyc) miejscowościac)$ wi"c lekko zawiedziony zrezygnowa em ze spotkania z -uwi*czykami$ zadowalając si" poznaniem krajo+razu$ w jakim ci ludzie mieszkają. o+#z i korzystając z dost"pu do wody wyszorowa. Zapad a jasna nocG nie+o czarne$ wygwie%d%one$ konstelacje Pegaza i Perseusza uk adają mi si" w kszta t +yka rwącego przed sie+ie z poc)ylonym +em$ jak+y c)cia mi . Dzysty i najedzony siadam na piaszczystym +rzegu i rozkoszuj" si" ciszą oraz p ynącą leniwie przezroczystą wodą. Zaplanowa em$ %e nast"pnego dnia wyrusz" o świcie$ +y jeszcze w porannym c) odzie przejec)a. =y em pewien$ %e znajduj" si" w jednej z wiosek zamieszkanyc) przez -uwi*czyk#w.ciep ą$ lepką od r#%nyc) glon#w wod". w to miejsce wz+urzona wiosennymi roztopami rzeka$ rozpalam wi"c ogie* i przygotowuj" ciep y posi ek. Wczesnym wieczorem c) odz" ju% spalone s o*cem cia o w czystej$ przezroczystej wodzie.. Zda em so+ie spraw"$ %e przede mną pierwszy prawdziwy egzamin$ przy zdawaniu kt#rego nie mog" spodziewa. 6ecz wieś trwa a w swojej śpiączce$ zauwa%y em tylko cz owieka jadącego na koniu i starszą ko+iet"$ kt#ra par" c)a up dalej na+iera a z +eczki wod" do wiadra. ?c)$ co za ulga@ ?podal na +rzegu lezą suc)e ga "zie$ kt#re musia a przynieś. tą samą drogą1 /ie. najdogodniejszą tras"$ kt#rą dotr" do Irkucka$ a tym samym nad jezioro =ajka .. jak najwi"cej kilometr#w. Przestudiowa em parokrotnie mapy$ starając si" o+ra. do (yzy u$ tylko prosto stąd uda. na sie+ie i sprzyjające mi dotyc)czas szcz"ście. si" %adnej pomocy$ %e mog" tylko liczy. Zegnam si" znakiem krzy%a i ruszam piaszczystym +ezdro%em w kierunku p# nocno & wsc)odnim. Wr#ci. kilkudniowy +rud i zro+i. dro+ną przepierk". Do prze+ycia oko o ośmiuset kilometr#w ca kowitego +ezludzia$ gdzie przeszkodami +"dą g#ry$ piac)$ upa oraz rzeki. 2prawdzam stan paliwa i stwierdzam$ %e wystarczy go na oko o tysiąc dwieście kilometr#w$ uzupe niam olej w silniku i ro+i" og#lny przegląd samoc)odu. z nimi i nie doje%d%a. Po godzinie docieram do rzeki =ij & D)em$ a poniewa% p ynie ona na p# nocny wsc)#d$ udaj" si" w tym kierunku i je%eli warunki terenowe na to pozwalają$ jad" wzd u% jej koryta.

. Domyśli em si"$ %e nale%y wierzy. 2zy+y o+lepi g"sty +ia y piasek$ w kt#rym wycieraczka % o+i a uparcie p# ksi"%yc. 0ec)a em powoli$ na wyczucie$ strza ka szy+kościomierza kiwa a si" niec)"tnie. ?+liczy em przejec)ane kilometry i doszed em do wniosku$ %e musz" si" ju% znajdowa... kierunek p# nocno & wsc)odni i zje%d%a em tylko wtedy$ kiedy warunki zmusza y mnie do tego.. >dy tylko pierwsze promienie s o*ca wyjrza y zza )oryzontu$ ruszy em w dalszą drog". (rajo+raz si" nie zmieni $ wydawa si" tylko jeszcze +ardziej suc)y.. c)wilowym olśnieniom.da.. wskazaniom kompasu i nie ulega. (o a samoc)odu ci"%ko pokonywa y kilometr za kilometrem$ zostawiając wg "+ienia w gorącym piac)u. Po jakimś czasie zatrzyma em si" na pag#rkuG o+ok samoc)odu. 2zukając potwierdzenia w przys owiu$ %e tylko 5$ przedstawia jakąś wartoś.. ?d dw#c) dni jec)a em przez pustą ziemi" z rzadka napotykając na c)arakterystyczne punkty$ na kt#re m#g +ym wzią. 0edynym odpoczynkiem od wszec)ogarniającej pustki +y y posi ki$ kt#re spo%ywa em$ siedząc w cieniu samoc)odu. niedaleko rzeki (azyr. /ast"pnego dnia zauwa%y em ślady opon. Zatrzyma em si" i spojrza em na map".$ co jest trudne$ nast"pnego dnia jeszcze wcześniej wyruszy em w drog". Da y czas stara em si" utrzyma.. -ylko silnik dudni uporczywie$ pewnie$ w tej +ia ej gmatwaninie...... Perspektywa +liskości wody sprawi a$ %e natyc)miast ze zdwojoną energią ruszy em dalej. 2y+eri" +ykiem +ierz$ +racie. Do za gwiazdy$ co za noc. Wkr#tce znalaz em si" w morzu piasku$ pozostawiając widoczny ślad wiodący wśr#d wydm. =yle do przodu & do Irkucka$ do =ajka u. /iestety$ w asnyc)$ gdy% nie+awem okaza o si"$ %e je%d%" wko o. Par" kilometr#w dalej rzeka wielkim zakolem skierowa a si" na po udnie$ a przede mną rozpostar a si" pofa dowana$ wypalona s o*cem +ezkresna przestrze*. 5apa gdzieniegdzie wskazywa a g#ry i rzeki$ ale najcz"ściej a+solutnie nic & +y a tylko +ia a plama. /oc przespa em w samoc)odzie. namiar kompasem. si"$ gdzie jestem. Zatrzyma em pojazd$ zaczeka em$ a% puls si" uspokoi$ wy+ra em p# noc i ruszy em przed sie+ie. Po godzinnej je!dzie przez pustyni" zatrzyma em samoc)#d$ a+y mniej wi"cej zorientowa. 2tep$ piac) i s o*ce. do+ry przyk ad. Pod wiecz#r zerwa si" silny wiatr wijący raz po raz z innyc) kierunk#w$ powodując piaskowe zamiecie i trą+y wietrzne unoszące tumany kurzu... Zauwa%y em nor" wykopaną$ przez jakieś zwierz"$ ni%ej solniska po wysc) ym jeziorze a .. Przeje%d%a em nieko*czące si" do y i wierzc)o ki$ ale za ka%dym razem widoczny dla mnie )oryzont ogranicza si" do tylko do nast"pnego pag#rka.. 2tep wypalony +y przez s o*ce$ a krajo+raz wok# mnie suc)y i wypalony na koś.

dalej1 Zatrzyma em si" na c)wil"$ sprawdzi em kierunek jazdy i pomimo %e zapad a ju% ciemna noc$ postanowi em jec)a. /ic na si ". /ie+awem ujrza em r#wnie% sprawc" wszec)o+ecnego smrodu & zwierz" +y o wielkości psa i znajdowa o si" w stanie daleko posuni"tego rozk adu. Dienie$ kt#re powstawa y za sprawą rozproszonego świat a reflektor#w$ tworzy y ma e jeziorka wody po yskującej w świetle ksi"%yca$ do kt#ryc) +y o ju% ca kiem niedaleko. Przygląda em si" zw okom wnikliwie$ ale nie uda o mi si" odgadną.na drugim +rzegu jurt" i stojącą o+ok niej szop" na %erdziac).. ?+szed em c)at" dooko a i utwierdziwszy si"$ %e w po+li%u nie ma nikogo$ nieśmia o zajrza em do środka. 5o%e to rozk ada si" cz owiek1 & pomyśla em przez c)wil"$ ale natyc)miast przywr#ci em do porządku zm"czony s o*cem umys $ zdając so+ie spraw"$ %e nie znajduj" si" na planie filmowym jakiegoś westernu$ tylko przypadkowo napotka em niezamieszkaną c)at".. 2ta em si" niespokojny i c)cąc jak najszy+ciej wydosta.. Do ro+i. si" z tej piaszczystej matni$ automatycznie zwi"kszy em tempo jazdy.. gatunku denata. %yciodajna rzeka$ lecz na szczycie wida.. Wyciska em z silnika$ ile si" da o$ omija em wi"ksze nier#wności i jak szaleniec$ na z amanie karku$ z g#rki na g#rk" & +yle do przodu. (orzystając z resztek si $ wy ączy em silnik i tak zako*czy em walk" ze snem i naturą. /iestety$ s o*ce c)owa o si" ju% za )oryzont$ a ja jeszcze znajdowa em si" wśr#d +ezkresu piasku i arc)ipelagu wysepek utworzonyc) z wysc)ni"tyc) odyg roślin. Wewnątrz jurty sta kolisty niski st# $ kt#ry wydawa si" jeszcze ni%szy od naszyc) aw. Pod ścianami sta y awki przykryte kilimami..$ %e jest niezamieszkana$ gdy% wiejące wiatry nawia y wko o niej poka!ną g#rk" piac)u o+lepiającego szczelnie ściany tej okrąg ej +udowli. Doraz wolniej$ wolniej & samoc)#d ledwo si" toczy $ g owa coraz ni%ej$ ni%ej$ a% wreszcie opad a na kierownic".. . Wy ączy em silnik i pieszo uda em si" w kierunku oso+liwego domostwa. (a%dy kolejny pag#rek +y ju% tym ostatnim$ za kt#rym mia a p yną. I tak si" nie uda. Zacz" y si" )alucynacje & k"py sterczącyc) odyg dawa y z udzenie daleko po o%onyc) wiosek$ w kt#ryc)$ jak mi si" wydawa o ze wzgl"du na panującą noc$ nie pali o si" %adne świat o. Po jakimś czasie zm"czenie wzi" o g#r" nad emocjami i kolejne wzniesienia nie +udzi y ju% nadziei$ a ja pozosta em sam$ myślami sk #cony ze so+ą. /auczony przykrym doświadczeniem$ przezornie o+jec)a em wysc)ni"te jezioro i p"dzi em dalej we wcześniej o+ranym kierunku$ mając nadziej"$ %e jeszcze przed wieczorem dojad" do rzeki.. Panowa og#lny i wszystko wygląda o tak$ jak+y gospodarz tylko na kr#tką c)wil" opuści domostwo. Z daleka +y o wida. +y o tylko kolejne takie samo wzniesienie. dalej$ mając nadziej" na wydostanie si" z tego oceanu pustki. Doc)odząc$ poczu em silny od#r rozk adającej si" jakiejś padliny$ kt#ry pot"gowa si" w miar" z+li%ania si" do jeziora.

pomi"dzy naturalnymi przeszkodami$ ju% ... 6and & ro8er widocznie +y tego samego zdania$ gdy% odpali za pierwszym o+rotem rozrusznika i po c)wili +y em ju% w drodze. W ciągu poprzedniego dnia odwali em p# torej setki. 2pojrza em na otaczający mnie teren i pomyśla em$ %e teraz to %arty ju% si" sko*czy y. Wyją em map" i +usol".$ ale %aden d!wi"k nie wydo+y si" z mojego gard a. Wdrapa em si" na dac) samoc)odu$ gdzie zamocowany +y pi". si" niedaleko licznyc) w tym rejonie !r#de dającyc) początek sy+eryjskim rzekom p ynącym stąd na p# noc. -o$ co kiedyś +y o wodą$ zmieni o si" w g"stą$ cuc)nącą$ zieloną ciecz$ w kt#rej zadomowi y si" jakieś przezroczyste zwierzątka. /ie ma c)wili do stracenia & trze+a stąd szy+ko wia.. -ej nocy jeszcze siedemdziesiąt.. Panująca temperatura oraz suc)oś. Intensywne poranne s o*ce rozpali o +lac)y samoc)odu do tego stopnia$ %e temperatura wewnątrz samoc)odu r#wna a si" temperaturze$ w jakiej wytapia si" stal. >dy+ym nie musia kluczy. Pomyśla em$ %e nie ma co ro+i.. si" do ka%dej sytuacji i wyjś. ?twierając usta$ s ysza em trzeszczenie wysc)ni"tego podnie+ienia$ a zrogowacia y j"zyk +y szorstki jak u m odego kota. z +yle czego tragedii. 3le +y o to c)wilowe i zaraz panowa em ju% nad sytuacją. z ka%dego k opotliwego po o%enia. Zlany potem wygramoli em si" z samoc)odu. Przysz y mi na myśl ostrze%enia$ jakie s ysza em o jakiejś gro!nej c)oro+ie spowodowanej piciem nieprzegotowanej wody azjatyckiej i przez c)wile tak si" tym przeją em$ %e niemal ju% stwierdzi em pierwsze jej o+jawy u sie+ie. Pr#+owa em coś powiedzie.. /ie raz w %yciu +y em w gorszyc) warunkac)$ dzi"ki temu jestem teraz Wystarczająco elastyczny$ mog" +ezpro+lemowo dostosowa. Przeanalizowa em kierunek wczorajszej jazdy o zac)odzie s o*ca i doszed em do wniosku$ %e nawet gdy+ym po zmroku nieznacznie z+oczy z o+ranego kierunku$ to i tak powinienem znajdowa. ?twierając wieko$ us ysza em syk podo+ny do tego$ jaki s yszy si"$ otwierając +utelk" wody sodowejG zajrza em do środka i oniemia em z wra%enia. Dotkni"cie jakiejkolwiek cz"ści grozi o poparzeniem.dziesi"ciolitrowy z+iornik z wodą. 2pojrza em w lusterko i zo+aczy em twarz podo+ną do tyc)$ jakie si" widuje na świ"tyc) o+razac)$ w kt#ryc) artysta celowo podkreśli +rzydot" dia+ a. 0adąc$ w myślac) o+licza em przejec)ane kilometry. Prawie tygodniowy zarost$ przekrwione$ wyra%ające stadium o+ "du oczy$ strąki niemytyc) w os#w & wszystko to sprawia o$ %e podo+ny +y em do jakiejś dzikiej kreatury. 5omentalnie zda em so+ie spraw" z gro%ącego nie+ezpiecze*stwa.>dy si" prze+udzi em$ s o*ce sta o ju% wysoko na nie+ie. kontynentalnego klimatu sprawi y$ %e zasc) o mi w gardle. Wprost przeciwnie..

. Zdawa o mi si"$ %e ko uj" wśr#d tyc) samyc) k"p.$ to +ardzo ciekawe uczucie$ kiedy za szklank" wody jesteś got#w odda. Po kilku godzinac) zatrzymuj" si" i nalewam +enzyny z kanistr#w. spowodowana pragnieniem1 Dzy +oli1 W m#zgu mi si" gotowa o. -rawa coraz wy%sza krzaki & zawsze rosną .. wszystko$ co posiadasz. /ie czuj" si" ju% najlepiej. si"$ jak d ugo cz owiek mo%e wytrzyma. 0eden pe en zostawiam na dac)u. Do +"dzie$ je%eli dzisiaj nie dotr" do rzeki1 0ak wygląda śmier. Prosz" mi wierzy. Diekawe rozmyślenia ma cz owiek w takiej sytuacji. si" z )ukiem. /awet nie zauwa%y em kiedy. Pokonując nieko*czące si" pag#rki tej martwej krainy$ przygląda em si" poszczeg#lnym cz"ściom pojazdu z dziwną mi ością.. Dz owiek urządza si" na tym świecie jak+y mia %y. 5ijają nast"pne godziny. >odziny$ w kt#ryc) ju% nic nie myśla em. 0ad" szy+ciej zygzakiem & szukam.. Zapomina lu+ przez wrodzoną g upot" nie wie$ czego mu naprawd" naj+ardziej potrze+a. 0ak sc)izofrenik czepiający si" dro+nej nieistotnej przes anki$ uczepi em si" myśli$ %e samoc)#d nie powinien ko*czy... 'uszam dalej. /ie czuj" ju% upa u$ pragnienia$ g odu & czy tak lekko wygląda agonia1 /a pewno nie & to dopiero początek. Do tego zaczynają si" omamy wzrokowe & zaczynam widzie. Pragnienie sprawi o$ ze doszed em ju% do granic wytrzyma ości. 0ak w p# śnie przemieszczam si" do przodu i tak jak poprzedniego dnia7 ka%dy pag#rek$ wzniesienie$ +y y tym$ skąd mia em ujrze.. 2traci em poczucie czasu$ minuty wydawa y si" godzinami. na innyc)$ nieznanyc) mi dotyc)czas falac). Po prostu automatycznie jec)a em. Pogo*1 Za czym1 2am śmia em si" ze swojej g upoty. Podo+no nied ugo... Podświadomie czu em$ ze to %elazo mnie nie zawiedzie. Wtem jak+y prze+udzenie & ciągnie troc)" wilgocią. /a przyk ad7 zda em so+ie spraw"$ %e %ycie moje w tej c)wili jest uzale%nione od takiego sprz"tu jak samoc)#d. podw#jnie.. Dlaczego tak myśla em$ nie wiem do dziś$ mo%e wyt umaczą mi to psyc)iatrzy. %yciodajny krajo+raz. 5yśli$ kt#re w normalnyc) warunkac) uznawane +y y za rozdwojenie ja!ni$ uros y do rzeczywiście wa%nyc) pro+lem#w.. /a postoju nie odpoczywam$ nic nie jem. -o mnie pociesza i uspokaja.. wiecznie & %aden dzikus tego nie ro+i. na z omowisku$ lecz rozwali. ?+liczam$ %e wystarczy na czterysta kilometr#w. Zaczą em od+iera. +ez wody. (ierownica$ zegary i pomrukujący silnik wydawa y mi si" +ardziej wa%ne ni% moje w asne r"ce i ja ca y. 0ak śmieszne i puste wyda o mi si" moje dotyc)czasowe %ycie. Pod ko ami najprawdziwsza trawa@ Pewno rzeka +lisko. 5in" o po udnie$ a krajo+raz pozostawa niezmieniony. -rze+a jej poszuka.. 5am wra%enie$ %e sztywnieją mi r"ce$ na ustac) wyst"puje dziwne mrowie$ oddec) mam szy+ki i świszczący$ a przy pr#+ie po kni"cia śliny czuj" piekący +#l gard a. Zaczą em zastanawia.+y +ym nad =ajka em.

Woda.. Dzynnoś. /o$ teraz dopiero trze+a mnie zo+aczy. ?+udzi ruszy em dalej. Dzisiaj tylko odpoczywam. Dzie* jest s oneczny i upalny. si"$ jeś.. Pij" & pluskam si". Wszystko$ co +y o$ wydawa o si" tylko koszmarnym snem. (aczki zrywają si" spod n#g... Przygotowa em śniadanie$ uzupe ni em wod" i wraz z pierwszymi promieniami s o*ca . Dwumetrowe trzciny. -rawa jest g"sta i soczysta. jest pi"kna. Wcale mnie nie interesuje$ %e mam +rudne$ przepocone u+ranie i wypada o+y zro+i. i spa. w niej twarz.. /awet wartka rzeka p yn" a wolniej i ciszej. Dzasami +ezczynnoś. t"$ jak si" p#!niej okaza o$ pracoc) onną$ wykona em i tak niepotrze+nie$ gdy% ogarn" o mnie takie lenistwo$ %e nawet ry+ nie c)cia o mi si" owi.. Wieczorem d ugo jeszcze ws uc)uj" si" w d!wi"ki %ycia. ją pod piersią$ zanurzy. (to widzi ją codziennie$ ten nie wie$ ile to warte & paś. mnie ptasi jazgot.+lisko wody. si"$ nad jaką to rzek" przygna mnie los. P"dz" jak op"tany$ rzucam si" w u+raniu do wody. sprawi a jednak$ %e wieczorem zaczą em zastanawia. 0u% widnia o. 'ozmyślając jak$ nawet si" nie spostrzeg em$ jak zapad zmrok. przepierk"$ %e samoc)#d wymaga ogl"dzin i dro+nyc) napraw$ %e nale%a o+y zro+i. Da kiem inny duc) we mnie wstąpi $ w niepami". Wrodzona ciekawoś. -rawa po pas$ ziele*$ rzeka & +ajka. 3ngary$ kt#ra korytem swym doprowadzi mnie prosto nad =ajka . -eraz odpoczą. 2zum wody$ rec)ot %a+ i nawo ywania ptak#w.. W domniemanym miejscu$ gdzie spodziewa em si" znajdowa. -u ju% nie zgin". posz y niedawne cierpienia.. -eraz mog" g#ry przesuną. dalej przez step lu+ podo+ną do stepu krain".$ prze+udzi. (ompletnie nic. -rzcina. /ie czu em cz onk#w tak +y em wycie*czony i pot uczony. Wko o nasta a cisza i wygląda o tak$ jak+y ca a przyroda u o%y a si" do snu. 2iadam na +rzegu$ zapalam papierosa i wiem$ %e jestem dzisiaj najszcz"śliwszym cz owiekiem na Ziemi. porządek w ka+inie i w skrzyniac) na dac)u & wszystko to jest niewa%ne. 4my em si" starannie i pac)nący świe%ością sy+eryjskiej wody poszed em spa. /azajutrz +udz" si" jak nowo narodzony.$ +y o rzek i rzeczek do wy+oru. 0edyną czynnością$ w kt#rą w o%y em troc)" wysi ku$ +y o za o%enie nowego )aczyka na %y k". na traw"$ poczu.. 5o%e to 4da$ mo%e to 4rug al+o (umoj$ ostatecznie i tak nie mia o to %adnego znaczenia$ poniewa% ze zgrozą stwierdzi em$ %e dalsza trasa +"dzie musia a oprowadzi.. Dzisiaj nic nie ro+i". ?d kilku dni Cmieszka emE na pustyni$ zapomnia em ju% co to trawa$ woda$ rośliny... Wr#ci o %ycie z podw#jną si ą. (omar#w tu nie ma$ wi"c zasypiam pod go ym nie+em.. 4spokajający +y jednak fakt$ %e jadąc w kierunku p# nocno & wsc)odnim pr"dzej czy p#!niej +"d" musia dojec)a.

3+y nie p"dzi. lądu$ tak ja upewni em si"$ %e na pewno jad" w do+rą stron". /ie +y o wi"c innego wyjścia$ jak uda. w nieznane$ postanowi em wjec)a. 0ednodniowy odpoczynek do tego stopnia doskonale zregenerowa nadwer"%ony wysi kiem organizm$ %e kolejny dzie* wielkiej niewiadomej przyprawia mnie o mi y dreszczyk emocji. 0ednocześnie pomyśla em$ %e pr"dzej na tym pustkowiu napotkam pomnik 6enina ni% most$ po kt#rym m#g +ym si" przeprawi. p ynącej wody. Podjec)a em do urwiska. 0u% na pierwszy rzut oka stwierdzi em$ %e a+y utrzyma.Początkowo jec)a em wzd u% koryta rzeki$ ale nie+awem stare zwietrza e ska y zagrodzi y mi drog"$ zmuszając do zmiany kierunku jazdy w przeciwną stron". w aściwy kierunek jazdy$ musz" przedosta. Doś w rodzaju miniaturowego wodospadu.. Z ukrytym smutkiem o+serwowa em rzednącą pod ko ami samoc)odu traw"$ +y po c)wili znale!. 3 tak$ ile w tym wszystkim uroku i niezapomnianyc) c)wil. Przy+y o krzak#w$ a z nimi c) odu. -aki %al +y o rozstawa. Wy ączy em motor. Wreszcie zauwa%y em dogodne miejsce. przykrej niespodzianki$ prze+y em najpierw tras" przeprawy w +r#d. W dole pluska$ szemrze i dyszy ku mnie + ogością rzeka. Zaczyna si" jakaś ziemia orna$ +ruzdy. i zaczynające si" piaszczyste pod o%e.. W miejscu tym woda wydawa a si" p ytka$ ale c)cąc unikną. wody. . 'ad nie rad natyc)miast uda em si" w tym kierunku. si" w kierunku po udniowym$ czyli w kierunku !r#d a i tam szuka. /ie oddalając si" z+ytnio od koryta rzeki$ pokonywa em piaszczyste wzniesienia$ z daleka +acznie o+serwując szerokoś. -am$ gdzie grunt orny$ tam i ludzie. 5iejsce ostatniego postoju kompletnie nie nadawa o si" do przejazdu na drugą stron" ze wzgl"du na g "+okoś. Po drugiej stronie rząd drewnianyc) c)at. Wok# rozpościera si" suc)y pag#rkowaty teren$ w kt#ry wrzyna a si" okolona zielenią rzeka. (ontrola wypad a pozytywnie i po c)wili ociekającym wodą land & ro8erem p"dzi em ju% drugą stroną rzeki. & P#!nym popo udniem zauwa%y em ptaki lecące w tym samym kierunku. si" z zielenią@ /ie+awem rozgląda em si" ju% po okolicy$ kt#ra z tej wysokości wygląda a jak du%e powi"kszenie mapy. si" na drugą stron" rzeki. si" w okolicy. na widoczny w oddali pag#rek$ +y lepiej zorientowa. si" zn#w w znanej krainie. Pomyśla em w#wczas$ %e gdy+y zaproponowano mi podr#% +ezpieczną$ w kt#rej +"d" wiedzia $ co zro+i" jutro i pojutrze$ to wiem$ %e nie mia +ym z niej %adnej przyjemności. 0ak marynarz rozpoznający po ptakac) +liskoś.. dogodnego miejsca do przeprawy. 0adąc w kierunku wzniesienia$ z lekkim niepokojem dostrzeg em ko*czącą si" pod ko ami roślinnoś.

Zawraca w kierunku wsi i znika mi"dzy domami. Doda te%$ %e zro+imy tak to og#lnie$ a potem przeniesiemy si" do niego do domu. & Witamy w 3rszanie & powiedzia jeden z nic) i przedstawi si" jako sekretarz czy so tys. & 3 ty skąd si" tu wzią eś1 & zapyta przyjaznym g osem jeden z nic).w . Zatrzymaliśmy si" ko o jakiegoś +araku$ kt#ry$ jak si" domyśli em$ stanowi świetlic" lu+ coś w tym rodzaju. o moim przy+yciu dosy. 0est zdziwiony nie mniej ni% ja.warze rosyjskiej okre"$enie pospo$ite.Burra. Ncie%ką po drugiej stronie jedzie ktoś na rowerze. & Z .∗-u*yk . 'uszy em +rzegiem$ a oni drugą stroną i nie+awem zauwa%y em p ytkie miejsce$ gdzie po o+u stronac) rzeki wida. pod s o*ce$ przystawia otwartą d o* do czo a. 0eden po drugim zaczynają si" gromadzi.<: roku z %o nierzami na pancerzac) wjec)a y zwyci"sko na ulice =erlina & tak ja wjec)a em triumfalnie z 'osjanami na masce samoc)odu do wioski. i do tego od tej strony. ?powiedzia em wi"c o swojej dotyc)czasowej podr#%y i o licznyc) . 2 ysz" inwentarz domowy$ pieje kogut$ +eczy owieczka$ gdzieś s yc)a.. & 5amy gościa$ to przecie% zapraszamy. Wieś.o cz!owieka. /ie wyt umaczy mi$ co znaczy Cog#lnieE$ a co w og#le Czro+imyE$ ale domyśli em si"$ %e ludzie ci c)cą coś us ysze. & Wi"c i oni tutaj czymś je%d%ą & powiedzia em g ośno i +ez wa)ania wjec)a em do wody$ szcz"śliwie wyje%d%ając z drugiej strony. C2o tysE uciszy ze+ranyc) i$ niczego ludziom nie wyjaśniając$ od razu dopuści mnie do g osu.$ doc)odząc do sie+ie. 6udzie pytali jeden drugiego$ co si" sta o$ co to za ze+ranie$ kto w aściwie przyjec)a . 0eden z nic) wskaza mi kierunek jazdy.uropy & odpowiedzia em i wyt umaczy em pokr#tce pow#d niespodziewanej wizyty. & 0edziemy & odezwa si" tonem rozkazującym$ +ez pytania usiad na masce samoc)odu$ wskazując r"ką kierunek jazdy. 5ieszka*cy nie zauwa%yli jeszcze mojego przy+ycia & +o kog#% tu mo%na si" spodziewa. I tak jak czo gi radzieckie w 9. =o%e$ co za uczucie & na c)wil" prawie si" rozklejam. & 5u%ykiM$ nie +"dziemy tu do nocy stali & odezwa si" jeden z nic). W lot po apali si"$ %e tak jak+y c)c" do nic). szy+ko si" roznios a$ gdy% sala si" zape ni a. Wioska. 0u% zauwa%y . Ic) jednakowe kufajkowe u+iory sprawiają z daleka wra%enie$ jak+y przynale%eli do jakiegoś wojska. 0eszcze mnie nie zauwa%y $ ale wiem$ %e zro+i to lada c)wila. Dosiad si" do niego jeszcze drugi$ trzeci$ dzieci natomiast s ysza em +iegające po dac)u$ ka%dy si" uczepi $ gdzie m#g . . Zatrzymuje si" i +y lepiej widzie. +y o ślady k# . Po c)wili ukazują si" pojedynczy mieszka*cy.. +y o ju% na pierwszy rzut oka$ %e jestem dla nic) atrakcją nie +yle jaką. ?%ywili si" stojący dotyc)czas +iernie mieszka*cy osady$ g ośno komentując zdarzenie i wida. +awiące si" dzieci. o mojej wyprawie i o mnie samym. Ws uc)uj" si" w odg osy skupiska ludzkiego.

5e+le [ sta y sztywno pod ścianą$ a ka%dy przedmiot mia swoje miejsce. ?panowa si" jednak i powiedzia 7 & Wszyscy mamy jednakowe %yciorysy typowe dla milion#w ludzi %yjącyc) na 2y+erii. 2ekretarz mieszka w domu niczym niewyr#%niającym si" spośr#d innyc). rozmow" i za p#!no po apa em si" w idiotyzmie swojego pytania. Wypi em r#wnie%$ +o inaczej nie wypada o. land & ro8eraG zro+i si" taki t um$ %e z ledwością dosta em si" do środka. >ospodarz przedstawi mnie %onie i kilku o+ecnym m"%czyznom$ kt#rzy$ jak si" p#!niej okaza o$ +yli cz onkami rodziny. 4siedliśmy przy du%ym prostokątnym R stole. /ajpierw front$ potem niemieckie o+ozy koncentracyjne$ ucieczki z nic)$ karne agry koncentracyjne$ wyzwolenie pod koniec wojny & i w nagrod" za to wszystko & ojczyste wi"zienie i zes anie na 2y+eri". panowa c) #d domu +ez duszy i +ez serca. & -o za spotkanie & wzni#s toast i wyc)yli do dna. 5in" mia srogą i spodziewa em si"$ %e zaraz wy+uc)nie. Z regu y wszystko stoi otworem & po prostu nie ma tu nic na tyle wartościowego$ +y zamyka.. Pok#j +y czysty i +ardzo niegustownie urządzony. Zorientowa em si"$ %e nie +ardzo wiedzieli$ o co w tym wszystkim c)odzi$ czy na polecenie w adz przyjec)a em specjalnie do nic)$ +y wyg osi. Pierwszy raz zo+aczy em zamkni"te drzwi na 2y+erii. =udynek c)arakteryzowa si" tylko czerwoną ta+licą umieszczoną na ścianie$ kt#rej treści w pośpiec)u nie uda o mi si" odczyta. 2ekretarz do+y +utelk" i nala w kieliszki. d ugo & odpar $ uśmiec)ając si" przy tym c)ytrze. W sumie sam +y em tym wszystkim zaskoczony$ ale rol" swą odegra em do ko*ca. >ospodarz zlustrowa mnie gro!nie$ nie wiedząc$ czy drwi" z niego$ czy pytam o g upoty. Po co w og#le w tyc) domac) zamki1 Weszliśmy do środka. . 6udzie s uc)ali w milczeniu$ gdy%$ jak sądz"$ przyzwyczajeni +yli do s uc)ania. Prosto z ma ego przedsionka$ typowego dla rosyjskic) c)at$ weszliśmy do du%ej kuc)ni. W pomieszczeniu Hj\. /ast"pnie ze stojącego na szafie s oika wydo+y du%y klucz i otworzy drzwi do pokoju gościnnego.przygodac)$ jakie mia em po drodze. & Pan tu dawno mieszka1 & wyrwa o mi si" nieopatrznie$ gdy% c)cia em nawiąza. 5ieszkamy wi"c tu wszyscy dosy. /astąpi y +urzliwe oklaski$ w czasie kt#ryc) jakaś dziewczynka z rumie*cami na twarzy podarowa a mi coś w rodzaju +arwnego kilimu. jakiś odczyt po ączony Z prelekcją$ czy jestem znajomym sekretarza i przyjec)a em do niego w gościn". 6udzie wyszli z sali i poszli podziwia.. 4k oni em si" naj adniej jak umia em i impreza zosta a zako*czona.

Przekona em si"$ ze %adna pogarda nie jest tak straszna jak pogarda cz owieka rosyjskiego. Du%o do myślenia da a mi ta wizyta. Domy$ kominy$ drogi.∗/ursaczki .. Diekawe c)araktery mają ci ludzie$ pomimo ze w tym momencie +y em w jego oczac) mniej wart ni% przys owiowe zero$ to jednak nakarmi mnie i nawet zaproponowa nocleg pod w asnym dac)em. Doś urazi o jego rosyjską dusz"$ domyśli em si"$ %e cz owiek ten mnie nie szanuje$ a +y o to efektem pope nionej przeze mnie gafy. Zro+i o mi si" spieszno jak nigdy w %yciu i przyznam$ %e nigdy si" tak g upio nie czu em$ gdy% naprawd" +y o inaczej$ ale nic potrafi em ju% tego temu cz owiekowi wyt umaczy.o na t!uszczu.& -ak w aśnie myśla em & powiedzia em$ +o inaczej nie wypada o. Wesz a gospodyni i wnios a dymiący garnek$ kt#ry postawi a na stole.. >ospodarz natomiast o+jaśni dalszą drog"$ ostrzegając o +agnac) i nieprzejezdnyc) o tej porze roku traktac) prowadzącyc) do =ajka u. & -o +esz+armakM$ świe%o zro+iony & wyjaśni a. Daleko poza mną pozosta y zaokrąglone szczyty 2ajan#w$ stepy i piac)y pustynne. Zajada em$ a% si" uszy trz"s y$ jedzenie +y o smaczne$ ostre i po%ywne.potrawa "rodkowoazjatycka z duszonej +araniny% jarzyn i kaszy. /ast"pnego dnia oko o po udnia wjec)a em na wzniesienie$ z kt#rego ujrza em sporej wielkości miasteczko. 0estem po prostu szcz"śliwy. 0eszcze d ugo widzia em twarz sekretarza$ twarz wyra%ającą s o*ce i mr#z jednocześnie. /ikt nic nie wie o tym kraju$ o 'osjanac)G wiedza o nieszcz"ściu jest wiedzą ja ową. -o jednak prawda$ %e cz owiek jest istotą stadną..s!one p)czki z ciasta sma*one. .. .. 0ak ju% od tego odwyk em. /ie myśl" o poniesionyc) ranac). >dy odje%d%a em$ gospodyni poda a jeszcze tore+k" z +ursaczkamiM$ %ycząc szcz"śliwej dalszej drogi. W tej c)wili nie mia o znaczenia$ czy spotkam cz owieka prostego$ czy wykszta conego profesoraG liczy a si" w tej c)wili CsztukaE cz owieka & po prostu cz owiek. Wystarczy o kilkanaście dni z dala od ludzi i osiedli$ +y cz owiek zapragną drugiego cz owieka... . Droga nie +y a ju% tak ucią%liwa$ gdy% spotyka em cz"ściej rzeczki i jeziora. 2toj" na wzg#rzu i rozkoszuj" si" widokiem na cywilizacj". /a stole znalaz si" jeszcze c)le+$ ce+ula i odygi dzikiego czosnku. =y o to Dzeremc)owo$ skąd wed ug mapy prowadzi a ju% +ita droga do Irkucka.. Wyczu em$ %e dzieje si" coś niedo+rego$ gdy% to nie po rosyjsku. -o wszystko wygląda jak +ajka.∗/esz+armak .. Do =ajka u pozosta o oko o czterystu kilometr#w. >ospodarz nala jeszcze po kieliszku samogonu i +utelk" sc)owa do szafy. 0estem zn#w wśr#d ludzi.

pod o%a.. /ie c)ce mi si" wierzy.Po godzinie land & ro8er stoi ju% na asfalcie. (t#r"dy si" tu dosta y1 Dzy przyjec)a y na ko ac)1 5ijam 3ngarsk i z drogowskazu dowiaduj" si"$ %e do Irkucka pozosta o czterdzieści sześ. ?dnosz" wra%enie$ %e p yn". i r#wnoś. W o+awie przed tym$ +y jakiś czarodziej dotkni"ciem r#%d%ki nie zmieni asfaltu w + otnistą ma!$ czym pr"dzej wskakuj" do samoc)odu i ruszam w kierunku Irkucka. /azwano je r#wnie% Pary%em 2y+erii. Da e rzemios o powsta o dzi"ki Polakom$ r#wnie% nauka i kultura przyw"drowa y tu z Polski. Za panowania cara Iwana >ro!nego miasto sta o si" stolicą zes a*c#w politycznyc) i kryminalnyc). 4stawiam samoc)#d na tle napisu i ro+i" pamiątkową fotografi" dla potomnyc). /a dworze panuje upa nie do zniesienia. kilometr#w. ?powiadano mi$ %e pierwszym szewcem w mieście +y Polak$ pierwszym fryzjerem & Polak$ pierwszym piekarzem & Polak$ itd. Wzmo%ony ruc) sprawi $ %e dopiero po godzinie zatrzymuj" si" przy du%ym kamiennym pomnikonapisie & Irkuck. '#wnie% ja pytam. Wreszcie wje%d%am na szeroką$ r#wną$ asfaltową drog"$ takiej .. Wi"c jeszcze dzisiaj wykąpi" si" w =ajkale. %adnyc) nier#wności$ gwa townyc) podskok#w$ %adnyc) z owrogic) trzeszcze* podwozia. te% samoc)ody zagraniczne z kierownicą po prawej stronie. >romadzą si" przypadkowi przec)odnie$ przyglądają si"$ pytają.$ %e a% tak daleko zajec)a em. Domyślam si"$ %e to import z 0aponii. Wyc)odz" z samoc)odu$ tupi" nogami$ podziwiając twardoś. Dooko a nowe osiedla$ parki$ skwery & wsz"dzie du%o zieleni. Wje%d%am na ulice Irkucka. /a drodze panuje o%ywiony ruc)7 mijają mnie stare ci"%ar#wki$ motocykle i zdezelowane ady. Duma i zadowolenie z sie+ie rozpierają nie wn"trze.. Irkuck & )istoria 2y+erii & miasto za o%one przez (ozak#w w 9P:O roku & sw#j rozw#j zawdzi"cza #wczesnemu )andlowi )er+atą$ z otem oraz sk#rami zwierząt futerkowyc). & (t#r"dy naj+li%ej nad =ajka 1 & 0ed! do 6istwianki & m#wi jeden z przyglądającyc) si" ludzi. & Prowadzi tam do+ra droga & wszyscy zagraniczni tam je%d%ą & dodaje. 2amoc)#d$ podo+nie jak w innyc) miastac)$ wz+udza sensacj". Wida. ?dleg ości od naj+li%szyc) siedlisk ludzkic) mierzone W tysiącac) kilometr#w da y miastu miano Cwi"zienia +ez mur#wE. Zauwa%am stacj" +enzynową i tankuj" land & ro8era do pe na. P# godziny zajmuje mi przedostanie si" ulicami rozleg ego Irkucka do wskazanej drogi prowadzącej nad jezioro. W Irkucku do dziś pozosta o du%o ślad#w polskości$ gdy% po powstaniu styczniowym przywieziono tu ca y kwiat polskiej inteligencji..

gościom takiej dro+nostki. Nciągni"to materia y +udowlane z Zac)odu i opierając si" na CimperialistycznejE tec)nologii$ uko*czono +udow" nawet przed terminem. si" w ozdo+ionym marmurem )otelu o nazwie C=ajka E. P#!niej$ gdy +y em ju% w 6istwiance$ opowiedziano mi )istori" powstania tej trasy. Z materia #w +udowlanyc) dost"pnyc) w Z2'' u%yto do +udowy tylko piac)u i wody. ta do dzisiaj jest jedyną miejscowością nad jeziorem o d ugości sześciuset trzydziestu sześciu kilometr#w$ gdzie mo%na zatrzyma. samego Pana =oga$ gdy% 'osjanie na pewno nie przyznają si" do tego ze wstydu. W przygotowanym programie strona ameryka*ska wyrazi a oc)ot" na kr#tki odpoczynek nad =ajka em. Pnie si" w g#r"$ opada w d# $ niezliczone ilości zakr"t#w przecinającyc) z+ocza zalesionego terenu. ?t#% droga ta powstanie zawdzi"cza planowanej wizycie prezydenta 2tan#w Zjednoczonyc) Dwig)ta Da8ida . -ymczasem wje%d%am do 6istwianki... Pierwsze$ co uderza$ to przezroczystoś.dziesi"ciokilometrowego odcinka drogi z Irkucka nad =ajka oraz ekskluzywnego )otelu w malowniczo po o%onym miejscu ko o wioski 6istwianka. Pomimo %e do wizyty pozosta tylko miesiąc$ w adze radzieckie JD)ruszczowK zdecydowa y si" na natyc)miastowe rozpocz"cie +udowy pi". Pikanterii ca emu wydarzeniu dodaje fakt$ %e delegacja ameryka*ska z jakic)ś tam przyczyn nad =ajka nie przy+y a. -emperatura wody pomimo %e jest środek lata$ jest tak niska$ %e kąpiel mo%liwa jest tylko dla śmia k#w lu+iącyc) lodowatą wod".isen)owera w Z2''. wody.. 2zosa przypomina autostrad". 0ezioro wita mnie s o*cem i c) odem zarazem. Dodam jeszcze$ %e miejscowoś. =yle pr"dzej do przodu$ jak na finiszu. wody zawdzi"cza licznym podwodnym !r#d om oraz wyst"pującym tylko tutaj mikroorganizmom$ kt#re samoczynnie ją oczyszczają. =ajka jest najwi"kszym na świecie z+iornikiem s odkiej wody$ jego g "+okoś. I nie myl" si". 6istwianka sta a si" nad+ajkalskim CkurortemE ze wzgl"du na mo%liwoś. Do jakiś czas wje%d%am na szczyt i w#wczas drzewa ods aniają to$ co przede mną & z daleka widoczna ciemnonie+ieska du%a plama & to ju% =ajka . dojazdu oraz znajdujący si" tam )otel. ?+serwuj" oc)raniające drog" +arierki... Ile to wszystko kosztowa o$ nale%y spyta.jakości$ %e wr"cz zastanawiam si"$ czy rzeczywiście jestem w 'osji. 5iejscowi . Dzi"ki temu splotowi wydarze* miejscowoś. P"dz" z pr"dkością ponad stu kilometr#w na godzin" & to dla mnie zawrotna pr"dkoś. 'osjanie wiedzieli$ %e niezagospodarowanie terenu przy jeziorze praktycznie wyklucza ameryka*ską zac)ciank"$ ale #wczesne do+re stosunki dyplomatyczne sprawi y$ %e nie wypada o odm#wi. doc)odzi do 9POI metr#w$ a czystoś. Po estetyce i dok adności wykonania sądz"$ %e poc)odzą z Zac)odu. Dotyc)czas w 'osji nigdzie takic) nie widzia em.

Zatrzyma em si" i wszed em do środka. kopiejk" le%ącą dwadzieścia metr#w pod powierzc)nią wody. restauracj". ?toczony jest wysokimi zalesionymi z+oczami$ w kt#ryc) roi si" od wszelakiej zwierzyny & nied!wiedzi$ jeleni$ osi i znanyc) wszystkim sy+eryjskic) so+oli..$ %e w niej si" nie znajdowa em$ zawdzi"czam mądrym ksią%kom$ z kt#ryc) dowiedzia em si"$ %e =uriaci %yją nad =ajka em$ są urody typowo azjatyckiej$ trudnią si" ry+o #wstwem i myślistwem. 0edna zagroda ko o drugiej$ po ączone ze so+ą w jeden ciąg. /iemniej jednak ka%dy z nic) patrzy na mnie pe nym nadziei wzrokiem. /ota+ene$ nie spotka em na trasie swojej ekspedycji narodu$ kt#ry tym zaj"ciem +y si" nie para $ a odkrycie faktu$ %e ludzie ci mają skośne oczy$ da o tytu doktorski niejednemu etnografowi. & Dzego mo%na si" napi. W 6istwiance otacza y mnie twarze europejskie$ wi"c sk onny +y em sądzi. informacji.. =y o ju% p#!ne popo udnie$ wi"c )andlarzy niewielu. D)cia em$ +y ktoś wskaza mi drog" do wioski zamieszkanej przez stary azjatycki nar#d =uriat#w. & /a jak d ugo przyjec)a eś1 & zapyta a przy okazji. & 5amy c)i*ski sok z czarnej porzeczki$ c)i*skie wino i rosyjską w#dk" & oznajmi a +ufetowa.1 & zapyta em ko+iet" stojącą za +arem. Z+ocza okalające jezioro s yną z +li%szyc) naszym sercom +ogactw$ a mianowicie diament#w$ z ota i innyc) minera #w$ kt#re ogląda. si" z tego miejsca i gdzie indziej zasi"gną. W gru+ej +ąd! co +ąd! +lasze wyci"to drzwi i okna$ a na dac)u zro+iono oryginalny zadaszony taras$ na kt#ry prowadzi y strome Cruc)omeE sc)ody. mo%emy na wystawac) sklep#w ju+ilerskic). si" po okolicy. We wn"trzu panowa p# mrok7 po prawej stronie na ca ej d ugości sta y drewniane sto y$ pod ścianą szczytową mieści si" +ufet. & /a kr#tko$ c)c" troc)" odpoczą. 0ec)a em pomi"dzy drewnianymi domami +udowanymi jeszcze za czas#w cara. Zatrzymuj" samoc)#d w centralnym miejscu wioski$ kt#re jest po ączeniem dworca auto+usowego$ portu i miejscowego jarmarku. Pewnoś. =y nikomu nie zro+i. przykrości uzna em$ %e najlepiej +"dzie oddali.. & 5asz szcz"ście & odpowiedzia a +ufetowa & jutro$ najdalej pojutrze$ +"dzie gości u .utrzymują$ %e mo%na zauwa%y. 2kr"ci em w pierwszą lepszą drog"$ kt#rą nazwano dumnie ulicą Dzapajewa. i rozejrze. Nwieci y nastrojowe lampki.$ %e do =uriat#w jeszcze nie dojec)a em. =ajka zaskakuje r#wnie% swą wielkością oraz malowniczym po o%eniem.. =y to najzwyklejszy w świecie kontener$ kt#ry pomys owo zaadaptowano na. 'aptem wzrok m#j pad na coś$ co nie pasowa o do wszec)o+ecnej jednolitej arc)itektury.

=y em w wyśmienitym nastroju i %al mi +y o$ . Wyo+ra%a em so+ie nawet noc walki z insektami tam zamieszkującymi. 5ą% przygotuje ci zaraz +ani"$ to si" odświe%ysz. -ymczasem +iesiada trwa a w najlepsze$ +y o gwarno i przyja!nieG ka%dy pi z ka%dym i trwa o to prawie do +ia ego rana. (azik$ c) opak w wieku dwudziestu sześciu lat$ szczyci si" ju% dyplomem in%yniera +udowlanego i c)ocia% +y typowym 'osjaninem$ to jednak nikt o nim inaczej nie m#wi jak Polak$ gdy% ojciec jego +y Polakiem. >odzin" p#!niej siedzia em ju% czyściutki i rześki na dac)u kontenera i wraz z gospodarzem dopija em rozpocz"tą wcześniej +utelk" w#dki. Dom okaza si" +ardzo zanied+any. -ymczasem zjawi si" sam gospodarz$ mą% +ufetowej$ kt#ry w zamian za wynaj"cie c)aty o+ieca przewodnictwo po okolicy oraz przeja%d%k" odzią po =ajkale & rozwia tym samym wszelkie wątpliwości dotyczące tego tematu.nas sam 2o %enicyn$ czy wiesz$ kto to jest1 & ?czywiście$ wiem & odpar em zac)wycony perspektywą spotkania z pisarzem. Do spania oferowa %elazne wojskowe #%ka i s omiane sienniki. 4wa%ając wi"c dzisiejszy dzie* za zako*czony i +y uczci. Zaprzyja!niliśmy si" momentalnie i postanowiliśmy$ %e zo+aczymy si" jutro i w spokoju porozmawiamy. & (ilkadziesiąt metr#w dalej stoi wolna c)ata$ kt#ra nale%y do nas. si" w c)acie$ gdy% piaszczyste pla%e =ajka u stwarza y wr"cz komfortowe warunki o+ozowe$ ale z grzeczności przysta em na propozycj". mo%esz si" tutaj & na pewno +"dzie ci smakowa o. Wypi em z gospodarzem po jednym$ po czym pojec)aliśmy ulokowa. /ie +y em specjalnie za tym$ +y gości. ?czami wyo+ra!ni widzia em te% ju% samego 2ol%enicyna dedykującego mi swoją ksią%k".. ry+" +ajkalską. /ie+awem gromadnie zro+i o si" przy naszej awie i w#dka la a si" ju% potokiem. 0ak c)cesz$ to mo%esz w niej zamieszka. & doda a. moje rzeczy w c)acie. i nad =ajka em troc)" odpoczą. & -o (azik$ on jest Polak & przedstawiono go. Uywi. dojazd do =ajka u$ zam#wi em p# litra w#dki i zakąsk"$ tzn... Dowiedzia em si"$ %e ojciec mieszka w Polsce$ a on tu wraz z rosyjskimi dziadkami. & Przyp yną z 3meryki do W adywostoku i teraz jedzie przez ca ą 2y+eri" do 5oskwy. Po jednego zaraz pos ano.. Du%o natomiast +y o zdec) yc) muc) i innego rodzaju ro+actwa.. W aśnie u nas w 6istwiance ma si" na kilka dni zatrzyma. 5e+li w środku nie +y o$ tylko resztki sto u dziwnym Dudem trzyma y si" jeszcze kupy. D)cia em c)at"$ mam c)at" & pomyśla em niez+yt zac)wycony perspektywą snu pod dac)em. >dy dowiedziano si"$ %e poc)odz" z Polski$ natyc)miast zro+iono list" Polak#w mieszkającyc) w 6istwiance.

Po po udniu odwiedziliśmy muzeum =ajka u$ gdzie przewodniczka wyrecytowa a w j"zyku angielskim o florze i faunie jeziora. Ic) dom niczym si" nie r#%ni od pozosta yc) we wsi. Wieczorem spotka em si" z (azimierzem$ kt#ry zaprosi mnie do swoic) dziadk#w. & =y y to medale z czas#w drugiej wojny światowej.. /ast"pnie z taśmy wideo dowiedzieliśmy si"$ %e w muzeum gości towarzysz =re%niew z ma %onką oraz prezydent 0elcyn +ez ma %onki. =y y r#wnie% pomidory i og#rkiG jedząc je$ wiedzia em ju%$ %e gościna ta +"dzie drogo kosztowa a$ +o kto jada takie warzywa na 2y+erii.%e tak mi e towarzystwo ju% si" rozc)odzi c)wiejnym krokiem do dom#w. rzek. & -ak wojowaliśmy$ wojowaliśmy i co nam teraz z tego & powiedzia jak+y sam do w pe nej krasie. >ospodyni poda a )er+at" i ciasteczka domowej ro+oty. 3ngara jest jedyną rzeką wyp ywającą z =ajka u$ do jeziora natomiast wpada trzysta trzydzieści sześ. /a jednym z nic) odczyta em & CZa wzi"cie =erlinaE. W ko*cu i ja docz apa em si" do stojącego samoc)odu i usną em cic)utko jak dziecko. Poniewa% +y o ju% p#!ne popo udnie$ postanowiliśmy$ %e przeja%d%k" po jeziorze zro+imy jutro i udaliśmy si" na kolacj" do restauracjo & konteneru. >ospodyni nie przesadza a$ c)waląc si" swoimi umiej"tnościami kulinarnymi. 2potkaliśmy r#wnie% wycieczk" z 423 i dw#c) indywidualnyc) turyst#w z Arancji$ kt#rzy$ jak z rozmowy wynika o$ przylecieli samolotem do Irkucka$ +awili si" )ucznie przez ca y tydzie*$ a teraz nie +ardzo wiedzieli$ jak i za co wr#ci. ?powiedzia em pokr#tce o za o%eniac) swojej wyprawy i wr"czy em gospodarzom dro+ne upominki$ kt#re ze so+ą za+ra em. Dopiero teraz zo+aczy em =ajka 6istwiank" i 3ngar". do Arancji. 'anek przywita mnie lekkim kacem i przyznam$ %e szumia o mi jeszcze w g owie$ ale oko o po udnia +y em ju% CnormalnyE i po wczorajszym Cwieczorku zapoznawczymE nie pozosta o ani śladu. & =y em w waszyc) stronac) & powiedzia dziadek i na potwierdzenie wyją ze starej szafy zawiniątko$ kt#re mi poda .. /a podw#rku stary sprz"t rolniczy$ ma y c)lewik$ +ania i szopa na drewno. Dziadkowie mieszkali niedaleko CmojejE c)a upy. & Do ci" tu z tak daleka przygna o1 & zapyta starszy cz owiek na powitanie. Wspomnia a o =enedykcie Dy+owskim i 0anie Dzerskim$ ale s #wkiem nie pisn" a$ %e +yli polskimi zes a*cami i gdy+y nie ten pierwszy$ to =ajka do dziś +y uwa%ano za martwe jezioro. Podana +y a sma%ona ry+a om#l gromadnie wyst"pująca w wodac) =ajka u. Wraz z gospodarzem pojec)aliśmy na jedno z okolicznyc) wzniesie*$ skąd rozpościera si" widok na jezioro$ .

śladu drugiego cz owieka$ woda czystsza od tej$ kt#ra p ynie z naszyc) europejskic) kran#wG teraz wiem$ %e to co widz"$ czyni ten zakątek prawdziwym rajem. 'ozmawialiśmy o polityce$ ozmianac) nast"pującyc) na świecie i c)ocia% nic praktycznie ze spotkania nie wynios em$ to przyjemnie +y o tyc) starszyc) ludzi pozna. >ospodyni sporządzi a sa atk" z dzikic) warzyw i wszystko smakowa o wy+ornie. & -eraz kolej na kąpiel & powiedzia gospodarz. 'ozpali em ogie* i z daleka o+serwowa em efekty po owu ry+. Do dzisiaj zagadką dla geolog#w jest fakt wyst"powania w =ajkale fok$ kt#re spotykane są w s onyc) wodac) 3rktyki. +lisko wody & za%artowa em. & Dzisiaj na o+iad +"dzie świe%a ry+a$ jeszcze nie wiem jaka$ ale na pewno +"dzie & śmia si" gospodarz$ rozwijając %y k"$ do kt#rej przywiązane +y y liczne )aczyki. /atyc)miast je wypatroszy i ponownie zarzuci . /azajutrz wraz z moimi gospodarzami wyp yn"liśmy na jezioro.sie+ie.$ zawsze mo%e +y. +y a pe nia lata$ to d u%szy po+yt w jeziorze +y niemo%liwy. Woda +y a wr"cz lodowata i c)o. troc)" dzikiej ce+uli i dzikiego czosnku. & Zapewne po pijanemu$ +o na trze!wo to strac) sta. ?dpoczywa em ca ą g"+ą wśr#d najczystszej c)y+a na świecie przyrody. & 3le co narzeka. -eraz naocznie stwierdzi em$ jak du%o ry+ jest w jeziorze. nie wida. >ospodyni natomiast uda a si" do lasu$ +y przynieś. Po c)wili osolone i poz+awione ości piek y si" na ro%nie pomys owo zro+ionym przez gospodarza. gorzej. Dac) nad g ową jest i g odu nie znamy & powiedzia $ ko*cząc tymi s owami temat. & /asi kąpią si" nawet w zimie & powiedzia a gospodyni$ widząc moją wykrzywioną w grymasie +#lu twarz. & -eraz szy+ko do piac)u & krzykną gospodarz i wyskoczywszy z lodowatej otc) ani leg na pla%y$ o+sypując si" gorącym$ czystym$ %# tym piaskiem. Disza$ ciep o$ spok#j. 3c)$ co za ciep o. i posiedzie. W muzeum =ajka u dowiedzia em si"$ %e o+szar ten zamieszkuje . -ak sp"dzi em ca y dzie*. & 0est taka tradycja$ %e wszyscy$ kt#rzy pierwszy raz są nad =ajka em$ muszą za%y. -ylko my i dziewicza natura. Wi"c ja za nim. lodowatej kąpieli. /ie min" o pi"tnaście minut od momentu$ kiedy gospodarz zarzuci CsznurE i ju% na +rzegu +y o oko o dziesi"ciu ry+. Wracając$ zo+aczyliśmy +araszkujące w wodzie foki. troc)" w cieple rosyjskiej c)aty. Inaczej jezioro si" pogniewa & doda . >odzinny po #w sprawi $ %e do jedzenia mieliśmy ca e wiadro. Ponad godzin" p yn"liśmy wzd u% dzikiego piaszczystego +rzegu$ po czym wysiedliśmy na pla%y i roz+iliśmy o+#z. 0ak okiem si"gną.

5ieszkali tu opodal w prymitywnie skleconyc) sza asac). /ikt si" o nic) nie troszczy $ c)o. si" pieszo. na ten temat.ponad osiemset gatunk#w zwierząt$ z czego wi"kszoś. /ie wiadomo te%$ co z nimi w ko*cu zro+iono. pracowali ponad ludzkie si y. & -o najwi"kszy cmentarz w okolicy. Wsiedliśmy do jego wys u%onego gaza i pojec)aliśmy leśną drogą w g ą+ lasu. /ast"pnego ranka spotka a mnie mi a niespodzianka. Do dzisiaj ludzie +oją si" m#wi.. =ywa o tak$ %e gdy kt#ryś z nic) uleg wypadkowi$ to za %ycia jeszcze przysypywano go po prostu kamieniami. 3 +y o to tak7 sp"dzając mile wieczorny czas z mieszka*cami 6istwianki napomkną em coś o c)"ci na+ycia oryginalnego starego rosyjskiego samowara.. ?trzyma em w prezencie pi". nikomu przykrości po prostu wszystkie przyją em$ upyc)ając je$ gdzie si" da o.. & Doś ci poka%" i jak mo%esz$ to napisz o tym na Zac)odzie & powiada. P#!nym popo udniem opuści em gościnną 6istwiank" i uda em si" w kierunki Irkucka.. /ie c)cąc zro+i. /ikt nie widzia ic) wyje%d%ającyc) stąd. w dalszą podr#% dopiero jutro. 0estem tak zauroczony jeziorem$ %e postanawiam wyruszy.. Po oko o pi"tnastu minutac) (azik zatrzyma samoc)#d i powiedzia $ %e dalej musimy uda.dziesiąt samowar#w. =y y r#%nej wielkości$ zro+ione z mosiądzu$ +rązu i nowsze$ z cynku. 6e%ą tu zw oki setek japo*skic) je*c#w wojennyc)$ kt#rzy pracowali tu po wojnie. P#!niej$ +"dąc ju% +ardzo daleko od =ajka u$ zostawi em je po prostu g "+oko w tajdze.. /a razie nie m#w nikomu$ %e cie+ie tu przywioz em$ nigdy nic nie wiadomo$ a fakt ten jest jeszcze g "+oko utrzymywany w tajemnicy. . Zaznaczam$ %e tylko wspomnia em$ nie +iorąc so+ie tego z+ytnio do serca. Wdrapaliśmy si" na niewielkie wzniesienie$ skąd ujrza em du%e kamienio omy. Prawdą jest c)y+a$ %e zasypano ic) %ywcem kamieniami.. 0estem pewien$ %e akcją z+ierania samowar#w zają si" oso+iście (azik. Wiecz#r sp"dziliśmy w restauracjokontenerze$ nawet sam +atiuszka przyszed do nas i napi si" z nami w#dki. Dzy wiesz$ jakie temperatury panują u nas zimą1 0ak jest minus dwadzieścia stopni$ to ludzie w piecu nie palą$ +o powiadają$ %e dzisiaj ciep o jest na dworze. W wiosce czeka na mnie (azik.. ma c)arakter endemiczny$ czyli w aściwy danemu regionowi$ niewyst"pujący nigdzie indziej. Wr#ciliśmy do wioski. 'osjanie jednak zareagowali na moją proś+" +ardzieV spontanicznie$ a efektem +y o to$ %e nieznani ludzie od samego rana znosili mi samowary. Diekawe$ co za par" tysi"cy lat powiedzą arc)eolodzy$ kiedy wyciągną z +agna tyle samowar#w.

Po drodze czeka y na mnie naturalne przeszkody w postaci +ezdro%y tajgi$ rzek$ +agien i >#r 2tanowyc)$ kt#ryc) wysokoś. =rzeg +y tu kamienisty. si" we wszystko$ co +"dzie dost"pne$ +y przetrwa.m. 2iedzia em tej nocy d ugo przy ogniu$ rozkoszowa em si" widokiem =ajka u pogrą%onego we śnie. /ieopodal zauwa%y em ma y wąw#z i tam postanowi em roz+i.p. doc)odzi do trzec) tysi"cy metr#w n. ?puści em g #wną dr#g i leśnym traktem uda em si" w kierunku jeziora. 5iejsce +y o pi"kne.W mieście uzupe ni em paliwo i ruszy em w kierunku po udniowym$ a+y znale!. -ak wi"c w 4 an & 4de nale%a o zaopatrzy. Przywyk em dostatecznie do sparta*skic) warunk#w$ jakie towarzyszy y mi od miesiąca$ tak %e nie zaprząta em so+ie specjalnie g owy czekającymi mnie trudnościami. Znajdowa em si" niedaleko 4 an & 4deG z mapy wynika o$ %e dojadą tam jutro oko o po udnia. Przezroczysta woda$ las$ śliczny widok na jezioro. Podświadomie czu em$ %e wszystko +"dzie do+rze. -eraz dopiero wygospodarowa em czas na to$ +y zastanowi. si" nad dalszą trasG 'oz o%y em mapy. ?d czasu do czasu drzewa ods ania jezioro7 wielkie$ nie+ieskie$ mieniące si" w kolorac) popo udniowego s o*ca. /ajgorsze jednak +y o to$ %e ten o+szar na mapie +y przewa%nie +ia ą plamą$ co oznacza o$ %e jest to ca kowite +ezludzie i +rak na tym o+szarze czegokolwiek. -ylko po+liska magistrala kolejowa zak #ca a co jakiś czas cisz" tego zakątka. do 0akuck wynosi a oko o tysiąca dziewi"ciuset kilometr#w. si" z drugiej strony jeziora. wiar" skali umieszczonej na mapie$ odleg oś. 0ezioro +y o spokojne$ . o+#z. w ci"%kic) warunkac) sy+eryjskiej tajgi. -akic) widok#w jeszcze nigdy w %yciu nie widzia em. '#wnieG c)odzenie po +rzegu wymaga o nie lada wysi ku$ gdy% pod ci"%arem cia a stopy zapada y si" po same kostki. D)owają si" przy nici szwajcarskie +etonowo & trawiaste krajo+razy. Postanowi em$ %e nast"pnym docelowym etapem mojej podr#%y +"dzie 0akuck W linii prostej$ jeśli da. 0ec)a em teraz wzd u% =ajka u szeroką$ piaszczystą drogą wspinając si" na kolejne zalesione wzniesienia. I co dalej1 Przygląda em si" mapie i rozwa%a em r#%ne warianty dalszej podr#%y$ wreszcie powzią em +ardzo ryzykowną decyzj". Wieczorem dojec)a em do miejscowości =a+uszkin. /apotka em +ajkalsko & amurską magistral" kolejową$ Poniewa% nigdzie w po+li%u nie zauwa%y em przejazdu kolejowego$ przejec)a em przez stromy nasyp i znalaz em si" zn#w nad jeziorem z tym$ %e z drugiej jego strony. Wyg adzone przez wod" kamienie le%a y gru+ą warstwą co utrudnia o jazd"$ gdy% ko a samoc)odu zapada y si" w kamiennym + ocie.

. /amawiali mnie do odwiedzenia miasta i mieszczącego si" tam s ynnego muzeum etnograficznego. Du%y ruc) uliczny$ nie ad i upa typowy dla po udnia i pory roku. 2kansen$ do kt#rego dotar em$ okaza si" godny swego miana. 5iejscowoś. mo%na +y o najr#%niejszy sprz"t gospodarski$ jaki +y w danym rejonie i czasie u%ywany. Wystr#j świątyni stanowi y liczne p #tna zawieszone na ścianac) i suficie. & pomyśla em i pomimo %e dzie* z powodu panującego upa u nadawa si" tylko na kąpiel w po+liskiej rzece$ ruszy em na po udnie. -ypowa azjatycka sym+olika sakralna . 0asna >#ra lamaizmu w 'osji. 5iasto typowe dla 2y+erii. Zo+aczy. W świątyni +y o kolorowo jak na stoisku odpustowym. mo%na +y o za+udow" typowo europejską$ azjatycką oraz jurty nomad#w.g adkie i pe ne pastelowyc) kolor#w malowanyc) przez zac)odzące s o*ce 2pokojny +y em i ja. W ostatniej c)wili z ta+licy informacyjnej$ kt#ra wisia a przy wejściu do muzeum$ dowiedzia em si"$ ze dwadzieścia kilometr#w na po udnie znajduje si" unikalny zesp# sakralny +uddyzmu. /iedaleko miasta zatrzyma em si" na kr#tką c)wil" i przypadkowo spotka em jadącyc) na rowerac) w"dkarzy. Wszed em do środka.$ gdzie znajdowa a si" świątynia$ nosi a nazw" Iwo*sk & Dacan i jak zorientowa em si" na podstawie licznika$ znajdowa a si" dok adnie dwadzieścia kilometr#w od 4 an & 4de. Przyzna.ksponowano tam +udownictwo rosyjskie z r#%nyc) stron i wiek#w. /ie +ardzo mia em oc)ot" na zwiedzenie tego oso+liwego parku$ ale coś mnie podkusi o i wjec)a em do miasta. Przy ka%dej eksponowane c)acie o+ejrze. do %ycia. trze+a$ ze zapewne warto +y o to zo+aczy. Zdecydowa em o jak najszy+szym wyje!dzie z miasta. 0eden z dw#c) klasztor#w pozosta yc) z czterdziestu sześciu na terenie 'osji$ kt#ry cudem przetrwa czasy 2talina i w adzy radzieckiej. Dominowa czerwony. (ominy$ +loki mieszkalne$ gdzieniegdzie fragmenty starej za+udowy. Po niespe na p# godzinnej je!dzie$ z daleka zo+aczy em nietypową dla okolicy +udowl".$ ale lejący si" z nie+a %ar od+iera dos ownie c)". (lasztor w kszta cie pagody po ączony z wioską zamieszkaną przez duc)ownyc) +uddyjskic) prezentowa si" wyśmienicie w otaczającej go smutnej$ poz+awioneK kolor#w azjatyckiej rzeczywistości. -o trze+a zo+aczy. Panowa a )armonia pastelowyc) czerwieni. 'ano po%egna em ostatecznie =ajkal i pojec)a em starym$ nieucz"szczanym ju% szlakiem kupieckim w kierunku 4 an & 4de.

. 2tepy po )oryzont. /atura stworzy a mnie takiego$ %e po prostu lu+i" szuka.$ natyc)miast go stąd za+ierano. Da a masa kara+in#w i reflektor#w. 5apa 2y+erii jest istną mapą +#lu$ pe ną geograficznyc) paradoks#w i niespodzianek. Przyrzek em so+ie poszukanie literatury na ten temat. =iada te% temu$ kto domyśli si"$ co to za gliny.. Dopiero w drodze pomyśla em$ %e nie wynios em stamtąd %adnej informacji i nawet nie wiem$ czy wszyscy =uriaci wyznają lamaizm$ czy te% cz"ś. 6ecz dokąd1 /a wprost rzeka$ wko o wydmy piaskowe. Z wra%enia zatrzyma em samoc)#d. Z rzadka tylko pokraczne drzewko o+ amane stepowym +uranem narusza niesamowitą monotoni" krajo+razu. /ic tu po to+ie. Pracownicy tego kom+inatu zapewne zadowoleni +yli$ %e mi"so p ywa w kapuśniaku. 4pa $ kurz$ piac) zgrzyta w z"+ac). guza. si" tam w celu uzyskania przyzwolenia na fotografowanie wn"trza. Dziesiątki zasiek#w kolczastyc) +ezlitośnie oplatającyc) )a dy piac)u$ ol+rzymie koparki i wyn"dznia e drzewka pokryte gru+ą warstwą py u. 3le jednak coś goni mnie do przodu.dodawa a tajemniczości i powagi. /ie pozwolono mi zro+i. 3 mo%e to nie wartownicze wie%e1 5o%e geologiczne al+o wiertnicze1 Do dia+ a$ adna mi ropa@ Wie%e z reflektorami i kara+inami maszynowymi. Przed wejściem$ dwa ol+rzymie kamienne lwy & insygnia si y i w adzy.$ +o mo%e si" coś komuś nie spodo+a. przyj" a c)rześcija*stwo. fotografii wn"trza7 odm#wiono grzecznie$ ale stanowczo. Dom znajdowa si" po prawej stronie świątyni. Przy wejściu sta y naczynia z jakimś napojem$ kt#ry pili wierni wc)odzący do środka. Do mnie powstrzyma o$ nie wiem do dziś. -o pewnie taki$ do kt#rego +y y (omitet Dentralny wi"kszą przywiązywa wag" ni% do fa+ryki czo g#w w Dzela+i*sku. 'aptem step gwa townie spada stromym urwiskiem do m"tnego Budanu i tam w dr%ącyc) oparac) wilgoci zamajaczy y szkielety wie% wartowniczyc). =ia e s o*ce$ okrutne i o+oj"tne$ +ije +ezlitośnie w oczy jak lampa śledczego na przes uc)aniu. si" ca emu o+ozowi$ ale i tak fakt natrafienia na taką instytucj" zro+i na mnie du%e wra%enie. /ie mia em czasu ani sposo+ności przyjrze. /apotkany mnic) r#wnie% nie +ardzo +y rozmowny$ ograniczy si" tylko do wskazania domu$ w kt#rym mieszka najwa%niejszy duc)owny i poradzi uda. Zauwa%y em niewinny drogowskaz & C(om+inat >linno & ZiemnyE Zaraz si" domyśli em$ co to za kom+inat. Do+ry cz owieku$ plu* na to wszystko$ prze%egnaj si" i wracaj do domu. 0e%eli natomiast kt#remuś z"+y zacz" y wypada. 2tojąc przed wejściem$ w ostatnim momencie zaniec)a em zak #cenia spokoju +uddystom i zadowoli em si" zro+ieniem kilku fotografii stojącej przede mną świątyni. lu+ zaczą ysie. Po jakimś czasie droga si" rozwidla a. Przypomnia em so+ie$ %e jadąc$ widzia em dr#%k" +iegnącą w +ok od trasy$ wi"c zawr#ci em i w nią skr"ci em.. -rze+a szy+ko stąd zmyka. /a w asne oczy zo+aczy em coś$ o czym czyta em i .

P#!niej$ jadąc ju% przez 0akucj"$ cz"sto spotyka em najr#%niejsze Ckom+inatyE$ ale to pierwsze spotkanie ze s ynnymi o+ozami koncentracyjnymi 2y+erii pozosta o mi do dzisiaj g "+oko w pami"ci.$ a zo+aczy. .wiedzia em$ %e istnia o. Do do tego$ %e o+#z w pe ni funkcjonowa $ nie pozostaje %adnyc) wątpliwości$ +o przecie% gdy+y +y przesz ością$ nie +y o+y kara+in#w maszynowyc) na wartowniczyc) wie%ac).. -o wielka r#%nica wiedzie.

-eraz kiedy zacz" o świta. Znikają pojedyncze drzewa$ tworzą ciemną ścian" lasu. 5igają zagajniki po prawej i po lewej stronie. D#%$ wypada zn#w si" do nic) przyzwyczai. Dz owiek ju% zdą%y zapomnie. 0ad" prosto na p# noc. spokojnym$ dokądś ta trasa prowadzi.$ zdrowy rozsądek podpowiada mi$ a+y pospa. Pojawiają si" komary. tyle gwiazd rozrzuconyc) niczym paciorki na czarnym aksamicie. 3 tu raptem taka niespodzianka.. -rwa to d ugo. /awet kury są tu rzadkością. -ylko w taką noc mo%na ujrze.$ rozdwaja si" po +okac). /ie wida. ?+jad" je zalesionymi dolinami$ wi"c staram si" zmieni.. inaczej$ swoim %yciem. ?wady mo+ilizują mnie do wcześniejszego zaszycia si" w namiocie. Droga$ a raczej piaszczysty dukt leśny$ w miar" przejec)anyc) kilometr#w coraz +ardziej porasta zielenią.$ r#%owi si"$ zap onie delikatną zorzą$ a% wreszcie tryśnie pierwszym promieniem wsc)odzącego s o*ca. -a nazywa si" =agdarin. Dopiero p#!niej skraj nie+a na wsc)odzie zaczyna jaśnie. =iednie tu i n"dznie. 5ijam wolno wiosk"$ nie podejrzewając jeszcze$ %e niepr"dko zo+acz" nast"pną. kierunek na p# nocno & wsc)odni. -ak jest i teraz.. o tyc) mi yc) stworzeniac). jazdy wyra!nie zmala a$ do wieczora zdo a em przejec)a. Du%o natomiast wyn"dznia yc) ps#w z wyp owia ą postrz"pioną sierścią. Pr"dkoś. Zawsze tak +ywa$ dop#ki są wy+oje i r#%ne nier#wności mo%na +y.. Z daleka widoczne pierwsze wzniesienia >#r 2tanowyc). Z ty u pozosta y stepowe piac)y i wioski z +eczkami na wod" stojącymi przed domami.. ?znacza to$ %e nie+awem si" sko*czy. 2tare walące si" drewniane c)aty$ poc)ylone w agonii p oty. 2tąd$ z g#ry$ widz" wszystko7 przydymione ju% wieczorną mg ą lasy$ ogarni"te c) odem doliny$ wygasające palenisko s o*ca i po yskliwy strumie*. 'oz+i em o+#z na wzniesieniu. Plejada gwiazd na czystym nie+ie i ksi"%yc zalewa y las od+laskiem innyc) świat#w. Poranne promienie ama y si" w %ywicznyc) s"kac) i oszronionyc) poranną rosą .$ kiedy sen nie nadc)odzi1 6and & ro8er szeroką piersią tnie świat na p# i to$ co przed nami stanowi o ca oś. kr#w ani ąk zielonyc). 0ad" z+oczem$ omijając naturalne przeszkody$ klucząc mi"dzy drzewami i skupiskami g"styc) ciernistyc) krzew#w. /ie czuj" zm"czenia$ za to od naporu myśli szumi mi w g owie. ?d czasu do czasu wioska & malutka osada zagu+iona w lesie. -akiej nocy wszystko zdaje si" %y. ludzi je tu przyciąga. par" godzin$ ale c#% zro+i. tylko sto osiemdziesiąt kilometr#w.VII /oc +y a c) odna i cic)a$ tak cic)a$ %e s ysza o si" szum owadzic) skrzyde . >dy staje si" raptownie r#wna$ oznacza to$ %e nie+awem nie wiadomo kiedy si" nagle sko*czy. Pewnie +ezpa*skie i tylko o+ecnoś.

?d tego momentu nie mia em ju% oparcia w mapie. -eraz +y ju% dla mnie ca kiem normalny. Do wieczora prze+y em tylko osiemdziesiąt kilometr#w. 2 yszy si" lepiej$ widzi si" wyra!niej i rozr#%nia si" niespotykane wcześniej wonie. Pomimo %e to niewiele$ +y em zadowolony$ gdy% trasa okaza a si" trudniejsza ni% myśla em. pompa przetaczająca paliwo ze z+iornik#w zapasowyc) do g #wnego. ]atwo$ lekko$ +ez opor#w. 4p ywa y godziny$ a kilometr#w nie przy+ywa o. /a szcz"ście okaza o si"$ %e to & za sprawą +rudnyc) filtr#w$ po wymianie kt#ryc) pro+lem znikną . Powracają uśpione zmys y. 2ta em si" niewolnikiem kompasu. Zatrzymywa em si"$ H wyc)odzi em z samoc)odu$ o+iera em punkt na )oryzoncie$ por#wnywa em go Z kompasem i w ten spos#+$ wolno$ ale w miar" dok adnie$ jec)a em we w aściwym kierunku. Dz owiek przywyk do wszec)o+ecnej pustki. 6as +y pe en s o*ca. ?d razu k ad em si" spa. ?dzwyczai em si" ju% od ciep a domowego$ mi"kkic) dywan#w$ wygodnego #%ka. /iczym te% wydawa y si" pro+lemy$ z kt#rymi spotyka em si" na co dzie*$ %yjąc w CstadzieE miejskim. W miejscu$ gdzie si" znajdowa em$ mapa pokazywa a tylko nic nie m#wiącą +ia ą plam". Do czeka mnie w naj+li%szyc) dniac)1 Przede mną nieprze+yte lasy$ rzeki i +agna. Prymitywne pionierskie %ycie przynosi wiele korzyści$ +owiem uczy . Przyznam$ %e pierwszy raz zro+i o mi si" nieswojo. (lucząc pomi"dzy naturalnymi przeszkodami$ po jakimś czasie niezdolny +y em określi. Patrzy em na otaczający mnie +ezkresny teren i c)ocia% +ardzo c)cia em$ nie mog em so+ie wyo+razi. /ie +y o innego wy+oru$ jak tylko podą%a. si" prosto w wy+ranym kierunku. wielkości tego pustkowia. kilometr#w musia em zatrzymywa. W og#le cz owiek +ardzo szy+ko dziczeje i powraca do świata zwierząt. Do po udnia przejec)a em trzydzieści kilometr#w. szlakiem f udost"pnionym przez natur". Wieczne nat"%enie uwagi spowodowane jazdą po pe nym rozmaityc) zasadzek +ezdro%u sprawi o$ %e Dzu em si" wyczerpany i wieczorem nawet nie mia em oc)oty na kolacj".. Nmieszy y mnie wr"cz swą +analnością. na p# nocny wsc)#d$ ale letnie ulewy$ kt#re niedawno przesz y nad tym terenem i inne naturalne przeszkody nie pozwala y kierowa. Do tego zacz" a szwankowa. Podr#% sta a si" m"cząca. Do +y o przede mną$ wiedzia tylko =#g. /iespieszno mi +y o tego poranka w drog". kierunek jazdy. /iesamowita licz+a wiatro om#w sprawi a$ %e mniej wi"cej co pi".szyszkac). (raj ten początkowo przera%a i odpyc)a . si" i gdy nie +y o mo%liwości o+jazdu$ za pomocą wyciągarki usuwa em na +ok zwalone pnie drzew. 5ija dzie* za dniem i nic nowego si" nie zdarzy o. (raje Zac)odu ze swoją cywilizacją wydawa y mi si" o+oj"tne$ nic nieznaczące i dalekie. Zjad em śniadanie$ zaparzy em kaw"$ potem drugą. /ast"pnego dnia poprawi em wczorajszy rekord$ przeje%d%ając sto trzydzieści kilometr#w. 5usia em jec)a.

Disza$ spok#j. luksus#w i tak zwanyc) wyg#d %yciowyc) jest nie tylko z+"dna$ lecz stanowi niewątpliwą przeszkod" w rozwoju duc)owym cz owieka. 2ą zapewne te% w kosmosie. & 3 to+ie1 & -e% do+rze. Przyda +y si" doświadczony sy+eryjski myśliwy do towarzystwa. ?siemdziesiąt procent populacji tego +ogatego Jw co1K narodu to potencjalni de+ile niemający nawet swojego j"zyka. (iedyś w Polsce widzia em s ownik kaszu+ski & 2zwajcarzy nawet tego nie mająG +ywa tak$ %e cz owiek z jednej wsi nie rozumie drugiego mieszkającego w miejscowości oddalonej o osiem kilometr#w@ Dzy w takim wypadku mo%na nazwa. /ie ma czasu na podziwianie przyrody. pieniądze +ogactwem1 3le wracając do tematu.. =ez trudu pokonuje strome piaszczyste wniesienia$ czasami tylko j"knie$ wpadając w jakąś niezauwa%oną przeze mnie dziur". Dz"sto dają zna. -o wszystko$ co ci ludzie mają so+ie do powiedzenia. Z dnia na dzie* prze+ywam wi"cej kilometr#w. 6and & ro8er pomimo przecią%enia spisuje si" do+rze. & 0ak idzie1 & Do+rze. ?d+ijam w +ok w wąską leśną przesiek". /ikt w tej c)wili mnie nie przekona$ %e jest jakieś miejsce na Ziemi$ gdzie ic) nie ma. Nmia o radz" so+ie ju% z +ezdro%ami.. o so+ie. Dzy to genetyczne$ czy nast"pstwo do+ro+ytu1 W 2zwajcarii spotka em +ardzo ma o ludzi posiadającyc) duc)owe wn"trze. Do przodu & jeszcze par" kilometr#w nim zapadnie zmrok. 2amoc)#d si" zawa)a $ przy)amowa gwa townie$ a p#!niej wyskoczy do g#ry jak+y wypc)ni"ty przez . /ie rozr#%niam wi"kszości g os#w.. ?d dziesi"ciu lat mieszkam w 2zwajcarii i zao+serwowa em tam +ardzo ciekawą rzecz7 6udzie mieszkający tam rozmawiają j"zykiem niewymagającym %adnego samodzielnego myślenia. g "+oki d# .. /ajprzyjemniej jednak jest wieczorami. Doś przemyka +okiem$ gdzieś świecą ciekawe zwierz"ce oczy.. Zje%d%ając stromym z+oczem$ wpad em w dosy. /ast"pnego dnia sta o si" to$ czego w g "+i duszy naj+ardziej si" o+awia em. 6as ma wielu mieszka*c#w. -rzaska raptownie amana ga ązka$ coś z owrogo pomrukuje z daleka. /ie jestem tu sam. Di ludzie wiedzieli$ co jest najwa%niejsze na tym świecie i co stanowi najwi"kszą wartoś. I to świadczy jeszcze do+itniej o +raku kultury$ )istorii i u+#stwie umys owym.. Purpurowe s o*ce s u%y mi za punkt orientacyjny. /ajmądrzejsi ludzie zawsze prowadzili prostsze i skromniejsze %ycie ani%eli +iedacy. 0akie to niesamowite uczucie$ gdy po zmroku siedzi si" przy ogniu$ a dooko a tylko dziewicza tajga. 2ą oczywiście komary.. Z g#r ciągnie c) odem$ nad dolinami ściele si" wieczorna mg a. Wi"kszoś.cz owieka$ kt#re potrze+y są podstawowymi potrze+ami %yciowymi. /ie korzystam z mapy. Porozumiewają si" mi"dzy so+ą dialektami wywodzącymi si" z j"zyk#w kraj#w ościennyc). D ugo podje%d%am pod stromą g#r"$ a potem w d# $ do g#rskiej kotliny.

. Zatrzyma gwa townie swojego CrumakaE i odruc)owo si"gną po przewieszoną przez plecy strzel+". -o niemo%liwe. Po c)wili luf skierowana +y a w moim kierunku. =y o to jednak stwierdzenie podo+ne do tego$ jak+y +iedny oznajmi $ %e posiadając pieniądze$ +y +y +ogaty.. Pikanterii wydarzeniu doda fakt$ %e nie +ardzo mog em określi.. Zauwa%y mnie r#wnie% jadący na nim cz owiek. Po nied ugim czasie dojec)aliśmy di . & /iedaleko stąd są wojskowi i mają taki warsztat mieszczący si" w samoc)odzie$ na pewni pomocy nie odm#wią. Po c)wili o+op#lne zaskoczenie min" o i w kilku s owac) wyjaśni em przyczyn" mojej tragedii. 2ytuacj" ratowa y jeszcze gumy$ kt#re zamontowa em na przednim moście$ w innym wypadku nadwozie nie mia o+y oparcia$ ale tak czy inaczej$ dalsza jazda sta a si" niemo%liwa$ gdy% ko a tar y o podwozie. & /ie denerwuj si" & powiedzia myśliwy & coś na twoją przypad oś.. 2iadaj$ podjedziemy do nic). Dooko a$ niestety$ +y a tylko dziewicza tajga.. & Camino$ aminoE. /ie +"dziesz musia tu zimowa. ?d+y o to si" na tyle niefortunnie$ %e ca y ci"%ar samoc)odu opad na przednie ko a.niewidoczną spr"%yn". Pewne +y o$ %e gdzieś za Irkuckiem na 2y+erii.$ gdzie w aściwie si" znajduj". Po d u%szyc) ogl"dzinac) stwierdzi em natomiast$ %e posiadanie spawarki uratowa o+y sytuacj". 4sadowi em si" na tylnym siodle motocykla$ kt#rego marki nie mog em określi i ruszyliśmy znanymi myśliwemu ście%kami. czuwa a nad moją duszą /ie min" o p# godziny od ca ego zdarzeniG kiedy uszy moje wy owi y odg os motocykla. /ast"pnie poszy+owa par" metr#w i ci"%ko si" zwali . Wymac)iwa em przy tym r"kami w naj+ardziej$ jak mi si" wydawa o przyjacielski spos#+. /ie pami"tam ju%$ czy kim z orzeczy em ca emu światu$ czy te% + aga em los o pomoc$ wiem tylko$ %e +y em spokojny & tak jak+y przydarzy o mi si" to w środku miasta.. Dalsza jazda okaza a si" niemo%liwa$ gdy% na skutek wy amania gniazd mocującyc) amortyzatory ci"%ar samoc)odu zawis na spr"%ynac). poradzimy. 0estem pewien$ %e jaki opatrznoś. & śmia si"$ po yskując z otymi z"+ami. w tej g uszy1 2 uc) mnie nie myli . Zda em so+ie spraw"$ %e skoro dalsza jazda jest niemo%liwa$ to ekspedycja moja w pewnym sensie si" zako*czy a. 2 ysza em ju% wyra!nie & t +y motocykl@@@ 'uszy em jak op"tany w kierunku$ skąd do+iega d!wi"k. Dzy tak wygląda wyścig o %ycie1 D!wi"k +y ju% tu% & tu% & wreszcie ujrza em motocykl. 2 owo to oznacza CprzyjacielaE$ zdaje si" w j"zyk )iszpa*skim. /ie wiem$ skąd mi si" wzi" o s owo$ ale zaczą em krzycze.. P"dzi em$ nie +aczą na ga "zie rozdzierające twarz$ przewraca em si"$ wstawa em i +ieg em dalej.. Dzy to nie z udzenie & powątpiewa em. /apotkany cz owiek okaza si" myśliwym$ kt#ry wyruszy w tajg" w celu wz+ogacenia domowej spi%arni.

tw#j samoc)#d & powiedzia oficer. 5#wi tak szy+ko$ %e tylko w cz"ś.$ wyjaśni cel naszej wizyty. 5ia em o+awy$ czy trafi" na powr#t w miejsce postoju$ wi"c poprosi em myśliwego$ +y mi towarzyszy . go rozumia em$ nie rozumia r#wnie% s uc)ający nas oficer i w pewnym momencie trzasną pi"ścią w st# i krzykną 7 & Po kolei@@@ /ape ni dwie szklanki alko)olem i gestem nieznoszącym sprzeciwu zaprosi nas do konsumpcji. & 5y do starszyny & krzykną myśliwy$ a przec)odzący %o nierz wskaza nied+ale jeden z +arak#w. & -o ściągniemy go tutaj & powiedzia oficer$ podnosząc s uc)awk" polowego telefonu. Droga +y a szeroka na dwa metr i +ardzo nier#wna$ ale za to twarda i$ co najwa%niejsze$ wśr#d malowniczyc) +rz#z wiod a ku mojemu wy+awieniu. Wszystko od+y o si" szy+ko i sprawnie$ tak jak+y %o nierze s u%yli w . & -o nie do wiary$ %e dojec)a eś tak daleko$ c)c" natyc)miast zo+aczy. Po c)wili przed +arakiem zatrzyma si" d!wig samoc)odowy$ na kt#rym ju% siedzia o kilku %o nierzy. -eraz dopiero raczono nas wys uc)a. & powiedzia em$ wyjaśniając dok adnie przyczyn" unieruc)omienia mojego pojazdu. Podo+nie jak kiedyś (azac)owie$ tak teraz %o nierze zaj"li si" wyciąganiem land & ro8era$ nie dopuszczając mnie do g osu. ?ficerowie$ a +y o ic) kilku$ zaj"ci +yli w aśnie spo%ywaniem śniadania sk adającego si" z w#dki i jakic)ś konserw. & /areszcie i my mamy gości & odezwa si" jeden z oficer#w i natyc)miast zaprosi nas o+u do sto u. Po c)wili zo+aczy em$ %e wojsko tu nie stacjonuje na sta e & +y o to coś w rodzaju prowizorycznej plac#wki$ kt#ra zajmowa a si" +ud#wG czegoś w okolicy. /a placu +y o w sumie pusto$ kr"ci o si" tylko niewielu %o nierzH u+ranyc) w wyp owia e mundury wojskowe. /ajpierw za pomocą liny wyciągni"to pojazd na g#r"$ nast"pnie podczepiono liny pod przedni most i unosząc prz#d do g#ry$ poz+awiono przednie ko a przyczepności... Po c)wili dziwny konw#j sk adający si" z motocykla i wojskowego d!wigu przemieszcza si" +etonową drogą wśr#d zielonyc) +rz#zek.prowizorycznej drogi$ zro+ionej z p yt +etonowyc). /a sam widok ilości alko)olu zro+i o mi si" s a+o$ ale c#%$ nie +y o wyjścia & wypi em i przegryz em kawa kiem c)le+a. & 2toj" oko o pi"ciu kilometr#w stąd i c)y+a nie dam rady o w asnyc) si ac) tutaj dojec)a. 5yśliwy staną na wysokości zadania i zanim zdą%y em cokolwiek powiedzie. =arak okaza si" komendanturą$ kuc)nią i magazynem r#%nyc) sprz"t#w. Weszliśmy do środka.. /ie wiem dlaczego$ ale wejście nasze przyj"te zosta o z widocznym zadowoleniem +iesiadującyc).

?panowa si" jednak i r#wnie% tajemniczo coś szepną mec)anikowi na uc)o. Pozostali oficerowie zainteresowali si" tematem poufnej rozmowy i po c)wili wszyscy zanosili si" od śmiec)u. Aac)owc#w pojawi o si" a% nadmiar. -en ostatni mia +ardzo g upią min" i nie dowierzając temu$ co us ysza $ pokornie zamkną za so+ą drzwi. Panowie oficerowie zainteresowani +yli +ardziej og#lnym wyglądem samoc)odu i silnika ni% powsta ą awarią$ zostawiając podwozie swoim$ jak to określili$ najlepszym fac)owcom... ?kaza o si"$ %e w celu przywr#cenia land & ro8erowi zdolności poruszania si"$ potrze+na jest spawarka$ kt#ra +y a w posiadaniu moic) gospodarzy. Po c)wili wszyscy +yliśmy ju% w komplecie$ a na stole pojawi y si" nowe +utelki w#dki i zimne mi"so przyniesione przez kuc)arza.. Widząc moją zdezorientowaną min"$ wyjaśniono mi r#wnie%$ w czym rzecz. /ie +y o tylko +ardzo istotnej rzeczy$ a mianowicie ani jednej elektrody. =ez przeszk#d dotarliśmy do drogi +etonowej ączącej$ jak si" p#!niej dowiedzia em$ wojskową lini" kolejową z miejscem stacjonowania +rygady. Z tą w aśnie intymną sprawą gości u nas mec)anik. & /ie tra. Po jakimś czasie nasza li+acja zosta a zak #cona przez przy+ycie jednego z mec)anik#w$ kt#ry coś szepną dow#dcy na uc)o. & 0a cie+ie zaraz zastrzel" jak psa & krzykną dow#dca$ zrywając si" z miejsca. 6and & ro8era pod)olowano pod prowizoryczny drewniany podjazd pe niący rol" podnośnika i warsztatu samoc)odowego zarazem. ?peracja spawania podo+na +y a do wielkiego fajerwerku. ?kaza o si"$ %e wyjście z sytuacji znalaz sam dow#dca$ poleci +owiem mec)anikowi$ +y pospawa metalowe elementy podwozia$ drutem kolczastym.. (orzystając z okazji$ poprosi em mec)anik#w o og#lny przegląd$ wymian" filtr#w i oleju. Po kilku godzinac) naprawiony samoc)#d zosta doprowadzony pod +arak oficerski$ a mec)anik$ kt#ry mia +y. samoc)#d dziwad o$ kt#ry przejec)a wed ug nic) ju% po ow" świata. zastrzelony$ oso+iście zameldowa o dokonaniu .my cennego czasu & odezwa si" jeden z nic) i +iorąc mnie pod pac)"$ ruszy w kierunku +araku oficerskiego. Da em tylko filtry i olej$ a resztą zaj"li si" z przyjemnością fac)owcy.pomocy drogowej$ a nie w jakimś zapad ym +atalionie +udowlanym. Do dzisiaj cudem wydaje mi si" fakt$ %e przy operacji tej nie sp oną ca y m#j samoc)#d. D)cia em oso+iście to zro+i. /a teren jednostki wjec)aliśmy z wielką pompą witani przez weso yc) oficer#w$ kt#rzy t umnie wylegli przed +arak$ +y zo+aczy..$ ale nie pozwolono mi si" +rudzi. W otoczeniu g"sto sypiącyc) si" iskier$ +ez maski$ gasząc raz po raz swoje przesiąkni"te smarami u+ranie$ spawa mec)anik gniazda teleskopowe spawami gru+ości palc#w doros ego cz owieka. ?glądali$ radzili$ okraszając swe uwagi wiązkami przekle*stw. Zawieruszy a si" te% moim gospodarzom maska spawalnicza & ale udowodniono$ %e 'osjanin jak c)ce$ to mo%e.

& Dwa tygodnie temu przyw"drowali do nas dwaj geologowie & tydzie* z nami pili$ a% trze+a ic) +y o odwie!. wi"cej os#+. /a nic zda y si" wykr"ty.. 'anek przyni#s z so+ą Cpustyni"E w ustac) oraz przejmujący +#l g owy. Zeskoczy z . Wtem$ co to1 Warkot motocykla. & 0eśli szanujesz gospodarzy$ to pij@@@ Po CśniadaniuE uda o mi si" przekona.. /iec) ktoś spr#+uje +ezp atnie naprawi. Wzywaliśmy do nic) lekarza$ kt#ry dwa dni straci $ zanim do nas dotar . o+na%one z ote z"+y w uśmiec)u. /awet nie wiem$ kiedy odpad em z Czawod#wE$ pami"tam jeszcze tylko$ %e ktoś przyni#s akordeon$ a myśliwy$ kt#rego spotka em si" w tajdze$ ta*czy na stole. -eraz$ kiedy po czasie wracam pami"cią do tamtyc) c)wil$ to ogarnia mnie wielka t"sknota za tymi dniami sp"dzonymi z +ąd! co +ąd! o+cymi lud!mi. & Po śladac) trafi em & krzyczy z daleka & ale kawa ju% odjec)a eś. zap aty. Aakt$ %e mia o to miejsce gdzieś w tajdze sy+eryjskiej$ te% nie jest +ez znaczenia. =y przyjemniej +y o kontynuowa. /iec) ktoś kiedyś spr#+uje mi t umaczy. zatrutyc).naprawy. Podzi"kowa em za wszystko i %egnany s owami Cszczastliwo wamE ruszy em we wskazanym kierunku.. /ie +rak o ani jedzenia$ ani picia. 5oje pojawienie si" wśr#d %ywyc) wywo a o aplauz godny gwiazdy estrady. Zza drzew wy ania si" kr"pa posta. Po godzinnej je!dzie zatrzyma em si" na odpoczynek. na akordeonie. & 5usicie zosta... gospodarzy$ %e czas w drog".. /ie +y o ju% dow#dc#w i podw adnyc). /ie +y o te% mowy o tym$ +y zaraz opuści. Przy+yli z zadowoleniem mec)anicy naprawiający land & ro8era oraz goście sk adający si" z %o nierzy stacjonującyc) w leśnej +rygadzie. -acy są ci miastowi & doda . gościnne progi. rozpocz"tą li+acj" wyniesiono sto y na zewnątrz$ co mia o niewątpliwie t" do+rą stron"$ %e przy stole +iesiadnym mog o si" pomieści. ?kaza o si" +owiem$ %e wczoraj jeszcze gra em ślicznie. Wypity wczoraj alko)ol sprawi $ %e g ow" mia em ci"%ką$ a widok g#rskiego potoku sprawi $ %e wzros o moje pragnienie. =atalion +y ju% dawno na nogac)$ a z sąsiedniej iz+y oficerskiej do+iega y weso e g osy. myśliwego. so+ie samoc)#d pod jakąkolwiek szerokością geograficzną. =iorąc pod uwag" realia europejskie$ to wszystko wydaje si" przyjemnym snem. W#dka zjednoczy a wszystkic) i od+ywa o si" jedno wielkie przyj"cie.$ %e 'osjanie są narodem z ym. -warz mia em pokąsaną przez komary$ kt#re podo+nie jak i ja mia y zapewne teraz kaca. c)ocia% do jutra & poinformowa mnie oficer. & I tak niewiele od cie+ie wymagamy & powiada jeden. W %adnym wypadku nie c)ciano przyją. Z daleka ju% wida. /a dzie* do+ry otrzyma em p# szklanki alko)olu i kawa wczorajszego gotowanego mi"sa. Do+rze$ %e mamy do dyspozycji wojskową drezyn"$ +o w innym wypadku pewnie +y nam tu na miejscu pomarli. (t#ryś z oficer#w wspomina wczorajszy mi y wiecz#r$ a reszta przy tyc) wspomnieniac) doskonale si" +awi a.. /oc sp"dzi em w %o nierskim #%ku ustawionym ko o otwartego okna..

motoru$ pogrze+a w plecaku i wyciągną kawa do+rego mi"sa. & 0eszcze jedno & powiedzia myśliwy. 0e%eli szcz"ście ci dopisze$ to jadąc na p# nocny wsc)#d$ trafisz na pasio ek -okko. Znam te tereny$ gdy% przez wiele lat polowa em tam zimą i jestem pewien$ %e samoc)#d nie ma tam %adnyc) szans. /ie czekając na odzew$ zaczą z+iera. Zapyta em jeszcze$ ile mniej wi"cej kilometr#w do -okko i gdy dowiedzia em si"$ %e nieca e czterysta$ to postanowi em czym pr"dzej ruszy. Po%egnaliśmy si" jak starzy znajomi. /ajgorsze$ %e nie mo%na tego o+jec)a. & =ez mi"sa nie mam po co si" w domu pokazywa. .$ +o po prawej pasmo >#r 2tanowyc)$ a na wprost >#ry Patomskie. do 0akucka$ to musisz si" +ardzo spieszy. Ual mi tylko +y o$ %e %yczliwego myśliwego$ podo+nie jak i innyc) spotkanyc) po drodze$ wi"cej ju% nie zo+acz". & śmia si" Cna z otoE nasz przyjaciel. & 0e%eli c)cesz dojec)a. Wyją em zeszyt i wszystko skrz"tnie zapisa em.. 5yśliwy spieszy si" wyra!nie$ gdy%$ jak wyjaśni $ +a si" o reszt" mi"sa$ kt#re gdzieś sc)owa w lesie. -am mam znajomyc) myśliwyc)$ pokierują ci" na CzimnikiE$ a te z kolei doprowadzą ci" do 4 u$ a stamtąd ju% +ita droga do samego 0akucka. W tajdze coraz wi"cej + ota. & 2arnina Y wyjaśni & trze+a tylko zaraz upiec$ +o do wieczora si" popsuje. drzewo na opa $ a po p# godzinie cudowny zapac) roznosi si" wko o ognia. w tamtym kierunku.

$ %e je%d%" po prostu w ko o. Wi"c tak wygląda tropikalna d%ungla & pomyśla em. 0ak%e mi e w tym momencie wydawa y mi si" same komary. nieweso o.. Z tego etapu podr#%y najgorzej wspominam miliony ma yc) muszek atakującyc) +ezustannie i wciskającyc) si" wsz"dzie. Po d ugiej i strasznej zimie$ po c)erlawej$ niedonoszonej wiośnie & przysz o powt#rne$ dr"czące upa ami sy+eryjskie lato.. P#!niej zla a si" z otoczeniem i do dzisiaj jest dla mnie zagadką$ skąd si" wzi" a i dokąd prowadzi a. ?czywiście +y em w + "dzie$ gdy% trwa o tu ju% sy+eryjskie lato i nazajutrz przekona em si"$ co pod tą szerokością geograficzną kryje poj"cie ClatoE. Wygląda o to tak7 ko a o+raca y si" w + otnistej mazi$ powodując ka%dym swym o+rotem zapadanie si" samoc)odu. Pot zalewa oczy$ prze%era koszul"$ sp ywa wzd u% ca ego cia a. Za sprawą sta ego kluczenia mi"dzy naturalnymi przeszkodami straci em po raz kolejny orientacj" i nie +ardzo wiedzia em$ gdzie si" dok adnie znajduj".$ kt#rą prze+ywa em$ przeciągając 2i" wyciągarką.VIII Po po udniu odnalaz em w tajdze ledwo widoczny zarys jakiejś drogi. zmys y. Wyskakiwa em wi"c i rozwijając lin" wyciągarki$ szuka em dogodnego .. Wnioskowa em wi"c$ %e dopiero niedawno zawita a tu wiosna. Do tego do ączy a apatia i w og#le zacz" o +y. 5o%na +y o dos ownie postrada. 0azda sta a si" praktycznie niemo%liwa$ wko o + oto i +agna. -e kilometry to odleg oś. /ie +ieg a dok adnie w po%ądanym przeze mnie kierunku$ ale mimo wszystko nie rozstawa em si" z nią przez przesz o dwie godziny. Początkowo sądzi em$ %e to za sprawą licznyc) tu rzeczek$ ale okaza o si"$ %e to coś o wiele gorszego$ +o rozmarzająca wieczna zmarzlina. Zima wydawa a si" teraz +ajką. wielkie zwa y zesz orocznego śniegu i lodu$ kt#re miejscami mia y par" metr#w wysokości. /ie +y o po prostu sposo+u na to ro+actwo. ?statnie dni +y y tak ci"%kie$ %e dzienne osiągi nie przekracza y dziesi"ciu$ pi"tnastu kilometr#w. Wype z o nieznane mi dotąd ro+actwo$ atakując mnie wściekle. Zauwa%y em$ %e czym +ardziej aa p# noc$ tym wieczory stają si" c) odniejsze. Przysz y c)wile zwątpienia. 5ia o to do+rą stron"$ gdy% dokuczliwe ro+actwo nie dawa o si" tak we znaki$ co nie znaczy$ %e w og#le zostawia o mnie w pokoju. Pomimo zapa u$ z jakim pokonywa em drog"$ dziennie przeje%d%a em średnio oko o osiemdziesi"ciu kilometr#w. Doraz cz"ściej zaczyna em spotyka. =y em oczywiście optymistą$ poniewa% p#!niejsze doświadczenia pokaza y$ gdzie najc)"tniej %yją owady. Wilgotna$ ciep a i pe na owad#w. 'zeczki nie stanowi y dla mnie przeszkody$ gdy% +y y w miar" p ytkie i land & ro8er +ez trudu je pokonywa $ ale si"gające po osie + oto zacz" o mnie powa%nie niepokoi. Wszystko wydawa o si" takie samo. Dwa dni p#!niej zauwa%y em$ %e teren staje si" coraz +ardziej grząski. 'zeczki podo+ne jedna do drugiej$ wzniesienia te% ni+y takie same i zacz" o mi si" wydawa.

$ ile w ten spos#+ przewr#ci em drzew$ ale na pewno ze+ra o+y si" par" setek. -o przecie% tylko + oto i troc)" niewyg#d & t umaczy em so+ie. Dierpienie cz owieka )artuje$ w przysz ości pozwala +ardziej doceni. ?panowa mnie wigor walki. so+ie sprawy$ i% w +yciu Cna dnieE r#wnie% drzemie si a$ kt#ra kiedyś wyzwoli energi" i po+udzi do dzia ania. >dy s o*ce stan" o w zenicie i %ar zala tajg"$ sta em ju% na niewysokim wzniesieniu$ a od s onecznyc) promieni c)roni y mnie +rzozy. =y to +odaj%e piąty dzie* zmaga* z +agnami. ?puści y mnie si y i nadzieja. 5og o+y +y. 'ozmyśla em tak i coraz +ardziej utwierdza em si" w przekonaniu$ %e jeszcze du%o mog"$ %e jestem silny$ +y em wr"cz pewien$ %e znajduj" si" niedaleko -okko czy innej miejscowości.$ wzywa.. 2ytuacja wydawa a si" +ez wyjścia. W c)wilac) za amania psyc)icznego traci em ju% nadziej"$ %e kiedykolwiek stąd si" wydostan"$ marzeniem wr"cz wydawa o mi si" ujrzenie twardej polnej drogi. -eraz to ju% nie zgin" & pomyśla em dumny ze swojej pomys owości. I w#wczas coś si" we mnie prze ama o. 2kaka em jak ma pa + otna od drzewa do drzewa$ podczepia em lin" i jec)a em. . -ego dnia pogrą%ony w tym smutnym nastroju nie przesuną em samoc)odu ani metra do przodu. o wiele gorzej$ gdy+ym na przyk ad zatopi w +agnie samoc)#d. (iedy cz owiek cierpi$ przysz oś. (a%dego ranka )ucza o mi w g owie. wydaje mu si" straszna. /ie zawracając so+ie g owy %adnymi innymi czynnościami$ od razu uruc)omi em silnik$ +y si" troc)" podgrza przed pierwszymi trudami... -rudno mi określi. radoś. Doświadczy em tego na w asnej sk#rze. 0akaś wola walki$ wola czynu.miejsca$ +y ją zaczepi. 'uszy em pieszo do przodu$ +y oceni. D)cia o mi si" krzycze. /iedaleko zauwa%y em du%y +rzozowy zagajnik$ poszed em tam i z radością stwierdzi em$ %e ziemia +y a tam jak+y twardsza. /ie mo%e wtedy ju% zdawa. 2am podo+ny +y em do jakiegoś stwora zamieszkującego +agna & nie +y o na mnie miejsca$ gdzie nie +y o+y zasc)ni"tego + ota.. wzrokowo miejsce przysz ej jazdy. po par" metr#w$ ale do przodu. Zwijająca si" lina wyciąga a samoc)#d i przemieszcza a go do miejsca zaczepienia. =y ju% p#!ny wiecz#r$ wi"c pozosta em na miejscu$ o+iecując so+ie kontynuowanie walki z samego rana. Przewa%nie +y y to drzewa$ skarla e niewyrośni"te modrzewie.. ?+udzi em si" wraz z +rzaskiem. pomocy$ zmys y moje doc)odzi y do szale*stwa.. 2iedzia em po prostu na powalonym po+liskim drzewie i świat si" przede mną zawali . W nocy śni y mi si" uśmiec)ni"te twarze pracownik#w am+asady rosyjskiej & C5#wiliśmy panu & 2y+eria jest nieprzejezdnaE. '#%ne myśli przyc)odzi y mi do g owy$ myśla em nawet jak+y tu lekko umrze. W ten spos#+ podczepiając lin" setki razy$ prze+ywa em par" kilometr#w. i szcz"ście. =iegiem wr"cz wr#ci em do samoc)odu$ podczepi em lin" wyciągarki do najgru+szego drzewa i powoli na pierwszym +iegu wype z em z + otnej pu apki. Dzasami tak straszna jak ciemny tunel$ z kt#rego nie ma wyjścia.

Z radością te% stwierdzi em$ %e w miejscu tym nie +y o %adnego ro+actwa$ nawet omija y je komary. Przezornie przejec)a em par" kilometr#w i z radością stwierdzi em$ %e c)o.. =y po prostu C+ielszy od +ieliE. (t#regoś s onecznego popo udnia urządzi em pranie. 5artwi em si" tylko$ czy a+y g "+okoś. /ajedzony$ czysty i +ezpieczny. -eraz dopiero si" czu em. /a pewno jednak do rana. ju%$ jak rusza strumie* & p yną szeroko po p askic)$ szaryc) kamieniac) +e kocząc monotonnie. -ego dnia wieczorem dotar em do wielkiej polany otoczonej dooko a modrzewiowo & +rzozowym lasem. Dzarną i mokrą$ w kt#rej ko a samoc)odu grz"z y po osie. Przyjrza em si" dok adnie i nie stwierdzi em %adnej czarnej plamki na jego powierzc)ni. Dzy%+ym +y na innej planecie1 Zostan" tu na zawsze. Przypomnia o mi to do z udzenia pi"kne kanadyjskie krajo+razy. rzeki utrzyma si" na sta ym poziomie. 'zeka p yn" a ju% kamienistym szerokim korytem$ a dooko a pi"trzy y si" zarośni"te lasem z+ocza.. /ast"pnego dnia ujrza em ślady o+ecności cz owieka.Nwiat zawirowa przede mną ca ym swym pi"knem. Wi"c tu +y cz owiek1 -eraz dopiero rozumia em sens s #w Ccz owiek jest zwierz"ciem stadnymE. 4my em r#wnie% gruntownie samoc)#d. =rudne rzeczy przywiąza em sznurem i rzuci em w nurt +ystrej rzeczki. Powstająca rzeka p yn" a w kierunku p# nocno & wsc)odnim$ wiedzia em wi"c$ %e jadąc jej korytem pr"dzej czy p#!niej dotr" do drogi wspomnianej przez myśliwego. Diekawi o mnie +ardzo$ gdzie si" znajduj" & dokąd mnie ta nieznana rzeka zaprowadzi i jak jeszcze daleko do 0akucka. (rajo+raz zmieni si" nie do poznania. Zauwa%y em miejsce . 0estem +ardzo daleko od cywilizacji & pomyśla em. -ak c)y+a powstają rzeki & pomyśla em$ prując wod" na +oki. Po rozmiarac) paleniska wnioskowa em$ %e +y u%ywany zimową porą. Dalej +y o wida. -o +y a moja o+ecna autostrada$ po kt#rej +ezkolizyjnie porusza em si" do przodu. Dotyc)czas +y o idealnie$ czasami tylko opuszcza em koryto rzeki$ +y ominą. jakiś naturalny wa i pi"trzącą si" za nim wod". Wko o jak okiem si"gną. sterty u+itego zesz orocznego śniegu$ kt#ry pomimo %e le%a tu od miesi"cy$ +y +ielutki jak+y dopiero napada . 'ozgrzany porannym s o*cem śnieg tysiącami %# tyc) strumyk#w sp ywa w doliny ods aniające ziemi". Pomyśla em$ %e warto +y +y o si" posili. Dooko a zieleniejąca tajga$ czysta przezroczysta woda.. i zarządzi em godzinną przerw"$ Darowana przez myśliwego sarnina$ c)o. =y to opuszczony sza as$ wko o kt#rego wala y si" szczątki narz"dzi i jakieś stare garnki. Par" kilometr#w dalej staną em jak wryty. /asta y pi"kne dni. ziemia ju% taja a$ to jednak zac)owa a twardoś. capi a dziczyzną$ smakowa a jak %adne inne mi"so na świecie. 0ak przyjemnie zro+i o mi si" na duszy. Po godzinie +y y czyste i pac)nące jak+y zosta y uprane w pralce. 0ec)a em ju% teraz w aściwie kamienistym +rzegiem$ gdy% na środku rzeki +y o ju% miejscami +ardzo g "+oko.

?+ecnie pracowali w nowo za o%onej sp# ce rosyjsko & ameryka*skiej. ludzi uwa%a a+y to dzie o za +ardzo +rzydki kicz. -eraz z kolei ja opowiedzia em o swoic) perypetiac) i z rozmowy wysz o$ %e w aściwie nam w jednym kierunku. /ast"pny dzie* nie przyni#s nic nowego & s yc)a. -ego popo udnia siedzia em na kamieniu i zaj"ty +y em +ez reszty owieniem ry+$ kt#re +y y tak g odne$ %e +ra y nawet na pusty )aczyk. Pozostawi em wi"c roz o%ony o+#z i w . losu i tu na miejscu zaczeka. Doś gdzieś tu jest@ & wrzeszcza em na ca e gard o. (ilkanaście kilometr#w$ wi"c niedaleko stąd$ popsu im si" samoc)#d i w aśnie są w drodze do kopalni$ kt#ra znajduje si" niedaleko tego miejsca. +y o$ %e są lud!mi tajgi. =yli +ardzo sympatyczni i +udzili zaufanie.przeprawy przez rzek". Zaczą em traci. /ie wiedzia em jeszcze$ %e znajduj" si" ju% pod tą szerokością geograficzną$ gdzie o tej porze roku rozpoczynają si" jasne noce. Wszystkie odcienie %# ci i czerwieni. Igor i (ola opowiedzieli kr#tko$ jak si" tu znale!li. Postanowiliśmy$ %e przyciągniemy ic) uszkodzonego gazika$ sp"dzimy razem noc$ a nast"pnego dnia dotrzemy do kopalni z ota.. ?dwr#ci em g ow" i ujrza em dw#c) m"%czyzn idącyc) w moją stron". Z posiadanyc) map niczego si" nie dowiedzia em$ gdy% nie mia em poj"cia$ gdzie si" w og#le znajduj". 0estem pewien$ %e gdy+y jakiś malarz wiernie odtworzy to$ co widzia em$ to wi"kszoś. +y o tylko szum drzew i wody. ?+ydwaj +yli uśmiec)ni"ci i wymac)iwali przyja!nie r"kami. Dr"czy a mnie niepewnoś. ju% nadziej" i powoli przygotowywa em si" do podj"cia jakiejś decyzji. 4+rani w kompozycje u+ra* wojskowo & cywilnyc)$ d ugie sk#rzane +uty$ przez rami" przerzucone c)le+aki$ o+aj mieli przytwierdzone do pasa du%e no%e. Po o+u jej stronac) widnia y świe%e ślady opon samoc)odowyc). Przywitaliśmy si" jak +yśmy si" znali od dawna. 5ija y godziny za godzinami i nic si" na drodze nie pojawi o. Burra@ & krzycza em jak op"tany$ ec)o mi odpowiada o. Nlady opon +y y świe%e i r#%norodne$ wnioskowa em wi"c$ %e t"dy prze+iega jakiś trakt. /ie jec)ali co prawda do samego 0akucka$ ale +yli dla mnie z+awieniem$ gdy% mieli dok adne mapy i znali tajg" jak w asną kiesze*. -ygodniowy zarost na twarzac) świadczy $ %e panowie ci dawno nie +yli w cywilizowanym miejscu. Wiecz#r przyni#s przepi"kny zac)#d s o*ca. Wtem us ysza em weso e okrzyki. D ugo ws uc)iwa em si" w otoczenie$ ale jedynym d!wi"kiem +y szum potoku przewalającego si" przez kamienie. =yli zawodowymi geologami$ a specjalizowali si" w poszukiwaniu z ota dla przemys owyc) cel#w wydo+ywczyc). /a pierwszy rzut oka wida. -en trakt w aśnie tam prowadzi. (olorowe cudowne zac)ody +y y jak+y preludium przed zjawiskiem jeszcze pi"kniejszym$ jakim p#!niej okaza y si" noce. -ylko co i w kt#rym kierunku1 Poniewa% od momentu rozstania z myśliwym min" o oko o dziesi"ciu dni$ postanowi em nie kusi.$ a% ktoś si" pojawi.

samoc)odu$ gdy% popsuta +y a skrzynia +ieg#w. Droga okaza a si" +ardzo ci"%ka i par" razy musia em korzysta. =ez przeszk#d dotarliśmy do o+ozu. 5ia em okazj" przekona.$ pozostawiliśmy namioty roz+ite$ a Igor dodatkowo ku mojemu zdziwieniu za+ezpieczy ogie*. 2prawa naprawy gazika okaza a si" na tyle skomplikowana$ %e postanowiono pozostawi. si"$ jak ci"%ka jest ta ruda. >oście roz o%yli swoje namioty i do+yli swoją %ywnoś. =y y kartofle$ kt#ryc) nie widzia em ju% od miesi"cy$ suc)a kie +asa$ og#rki kiszone i oczywiście w#dka. =y a to odkrywkowa kopalnia$ sk adająca si" z jednego wielkiego urządzenia do Cpo%eraniaE ziemi. & -ec)nologia wydo+ycia jest stara i du%o z ota ucieka przez stare zniszczone sita$ ale kruszcu tego nie trze+a oszcz"dza. 4cztowaliśmy d ugo i nami"tnie$ a p#!niej siedzieliśmy wsp#lnie przy ogniu i snuliśmy opowieści a% do +ia ego rana. Zaproszono nas do +araku na )er+at". & Znajdujesz si" ju% w 0akucji$ czy wiesz$ %e rejon ten uwa%any jest za naj+ogatszy na naszej planecie1 ?statnie szacowania$ jakie sporządzono$ opiewają na trzydzieści miliard#w dolar#w.towarzystwie Igora i (oli ruszy em land & ro8erem w wilgotną tajg". Wszyscy doskonale znali Igora i (ol". 0ak si" p#!niej dowiedzia em$ wyp ukiwano przy okazji uran. Do dzisiaj wspominam to spotkanie$ t" otaczającą nas przyrod"$ wsp#lne wieczory i naturalną$ pi"kną przyja!*$ jaką mo%e so+ie cz owiek zafundowa. Poniewa% mieliśmy nie+awem wraca. 'osjanin z krwi i kości$ opowiada o kulcie . tylko z dala od cywilizacji. Pojemnik wielkości mena%ki wojskowej z trudem unieśliśmy wraz z Igorem na wysokoś. Z samoc)odu cysterny$ kt#ry znajdowa si" w kopalni$ zatankowaliśmy o+a pojazdy do pe na i ruszyliśmy + otnistą drogą w kierunku o+ozu. (ilkanaście taśmociąg#w transportowa o uro+ek do wielkic) sitokadzi$ gdzie wyp ukiwano z oto. Po godzinnyc) zmaganiac) z + otem i koleinami dojec)aliśmy na miejsce. W 0akucji jest po prostu wszystko & doda $ dumny ze swojej wiedzy. z wyciągarki$ ale po paru godzinac) dotarliśmy do celu. (opalni" o+s ugiwa o oko o dziesi"ciu os#+. w kopalni uszkodzony samoc)#d$ a Igor i (ola prze adowali sw#j sprz"t i przesiedli si" do ca kiem nowego zi a. Podo+nie jak wczoraj$ d ugo siedzieliśmy przy ogniu$ a Igor$ c)o. /azajutrz ruszyliśmy w kierunku kopalni. =y a tak ol+rzymia i %ar oczna$ %e przesuwając si" do przodu$ po+iera a ziemi" wraz Z rosnącymi na niej drzewami. Postanowiliśmy$ %e jeszcze t" noc sp"dzimy nad rzeką i dopiero nast"pnego dnia udamy si" w dalszą drog". -o tylko og#lne o+liczenia$ gdzie wzi"to pod uwag" wy ącznie z oto i diamenty & pomyśl jeszcze o innyc) minera ac). oko o metra.$ +o jest go pod dostatkiem & t umaczy Igor. Do kolacyjnego menu dosz y z owione przeze mnie ry+y. Wiadomo +y o$ %e nie zdo amy naprawi. Zaczepiliśmy wi"c nieszcz"sny pojazd i ruszyliśmy w drog" powrotną.$ kt#ra okaza a si" delikatesami.

Pomyśla em w#wczas$ %e pewnie mia szklank" +rudną$ a mi"so po prostu mu nie smakowa o. Wida. widz" ognisko$ od razu przypominają mi si" s owa Igora. ?tacza a nas wy+uja a roślinnoś. Wi"c r#wnie% z powagą odpar em$ %e od dzisiaj +"dzie to dla mnie jak amen w pacierzu. /ie zapominaj od dzisiaj zawsze podzieli. Dzi"ki ogniowi gotujesz swoje potrawy$ ogie* c)roni ci" r#wnie% przed dzikimi zwierz"tami.$ %e jesteś cz owiekiem tajgi.ognia w tyc) stronac) i zwyczajac) 0akut#w oraz ludzi %yjącyc) w tajdze. -ak +y o tu od wiek#w.$ a wracając na ostatnie miejsce postoju$ wskrzesza jeszcze %yciodajny p omie*. 5am proś+" do cie+ie$ +o po tym$ co ju% dokona eś mog" powiedzie. 'oztacza y si" przed nami niepowtarzalne krajo+razy$ jakic) dotyc)czas nie widzia em. Doś w tym musi +y. Podczas gdy opowiada $ zrozumia em dziwne moim zdaniem zac)owanie Igora$ kt#ry wczoraj przed rozpocz"ciem wieczerzy wyla do ognia p# szklanki w#dki i wrzuci okaza y kawa mi"sa$ kt#ry otrzyma ode mnie.$ kt#rej dalszy wzrost zatrzyma a niewidzialna r"ka.. & Z ogniem trze+a zawsze si" dzieli. Da kowicie zda em si" na ic) orientacj" w terenie i nawet nie proponowa em wsp#lnego przejrzenia posiadanyc) przez nic) map.$ skoro ten przesąd utrzyma si" przez wieki wśr#d tyc) ludzi. & ?gie* daje ci ciep o. 3 okaza o si"$ %e +y to normalny rytua $ kt#ry przesadnie praktykują mieszka*cy tajgi. & Igor powiedzia to z taką powagą$ %e ka%da moja uwaga +y a+y nie na miejscu. si" z ogniem.$ wtedy nigdy ci" nie zawiedzie & powiedzia z powagą Igor$ a siedzący o+ok niego (ola w milczeniu skiną g ową.. -o si" mu nale%y. -o niewa%ne$ %e ma du%o )u+ki lu+ zapa ek przy so+ie. +y o$ %e teren znają jak w asną kiesze*. 5o%e +y. 'ankiem zwin"liśmy o+#z i dwoma samoc)odami ruszyliśmy w tajg". 'zeczywiście$ od tego momentu ilekro. Dlatego te% %aden cz owiek tajgi nie rozpocznie jedzenia$ zanim si" nie podzieli z ogniem. -e przepaściste turnie dopiero u podn#%a ukazywa y +ogactwo rozmaityc) gatunk#w drzew w szerokic) . Podo+nie myśliwy odc)odzący z miejsca postoju zawsze za+ezpiecza ogie*$ tak a+y po kilkudniowym powrocie m#g jeszcze z niego korzysta.. Z+ocza g#r pokrywa g"sty las mieszanyc) drzew. te%$ %e inny myśliwy potrze+ujący pomocy trafi na to miejsce i to mu uratuje %ycie. ?gie*$ jak wynika o z opowiadania$ ma swoje specjalne miejsce w kulturze 0akut#w i nie tylko tego narodu$ ale wszystkic) ludzi %yjącyc) na 2y+erii. Poszukiwacze z ota +yli pewni$ %e najdalej za dwa dni dotrzemy do +itej$ piaszczystej drogi$ kt#ra prowadzi prosto do 0akucka. =ywa tak$ %e mo%e wszystko straci. Początkowo$ dop#ki +y o to mo%liwe$ trzymaliśmy si" + otnego traktu$ dopiero gdy zi nie+ezpiecznie zary si" w +agnistej mazi i wyciąganie go z tej pu apki zaj" o nam oko o godziny$ przewodnicy po kr#tkiej naradzie zmienili kierunek jazdy na po udnie.

Po kilkugodzinnej je!dzie krajo+raz zmieni si" nie do poznania.dolinac) pe nyc) mokrade i torfowisk. .. potrzaskane drzewa$ k ody le%ące po +okac)$ do y pe ne + ota i kamienie wyszczerzone na dnie przepaści. & /adciąga deszczowa nawa nica & odezwa si" po c)wili (ola. 'ozmawiali mi"dzy so+ą p# g"+kiem$ wpatrując si"$ jak mi si" wydawa o$ w odleg ą ścian" lasu. czym pr"dzej w dalszą drog". Zauwa%y em jednocześnie$ %e są lekko czymś zaniepokojeni. Po c)wili run" a z nie+a ulewa. & Poczekamy$ zo+aczymy & stwierdziliśmy zgodnie i po zjedzonej ekspresowo kolacji udaliśmy si" na spoczynek. & 3 m#wi em$ %e przejdzie +okiem & triumfowa Igor. (luczyliśmy$ cz"sto zmieniając kierunek jazdy. & /ic do+rego to dla nas nie wr#%y$ gdy% mo%e pada. =y a to dolina siekana r#zgami deszczu. -ajga nape ni a si" ciemnością i nic ju% nie +y o wida. do cywilizacji.. Diemnia o ju%$ kiedy jadący przodem zi zatrzyma si" nad niewielkim strumieniem. 2taną em oniemia y$ patrząc na otwierającą si" jak znak zapytania przepaś. Powietrze +y o wilgotne i kleiste$ wiatr pac)nia igliwiem.$ kt#rą mia em po swojej lewej r"ce. & 0u% niedaleko & oznajmi (ola podczas kr#tkiego postoju & ju% jutro powinniśmy dotrze. Zerwa si" porywisty wiatr i mia em uzasadnione o+awy$ czy namiot t" nawa nic" przetrzyma. Wyszed em na zewnątrz. Po raz pierwszy jec)a em tak pos"pnym światem w świetle dnia. 'zadko ods ania y ją przelatujące c)mury. & -u przenocujemy & stwierdzili poszukiwacze z ota. /agle wydar o si" zdziwione s o*ce i zo+aczy em w#wczas sw#j d ugi cie*$ kt#ry spada stąd w pustk" pe ną s o*ca$ c)mur$ )a asu i wody. Igor natomiast +y optymistą i uwa%a $ %e widoczne z daleka c)mury przejdą +okiem. Pewnie sami si" pogu+ili & pomyśla em$ lecz za c)wil" wyjaśni o si"$ co +y o powodem niepokoju moic) towarzyszy podr#%y. do pierwszyc) mroz#w. >#rą$ nad ciemnymi ju% i +ezkszta tnymi w tej c)wili lasami$ +ieg wiatr i wszystko$ co +y o mi"dzy nie+em a ziemią$ sta o si" nagle szumem$ przez kt#ry nie prze+ija %aden g os. Ziemia st"%a a$ wiatry unios y si" nagle i pomkn" y szlakami gwiazd. =ez ic) znajomości terenu nie ujec)a +ym ju%. W rezultacie przy+li%aliśmy si" do swojego odleg ego celu w tempie ślimaka. daleko.. Deszcz jeszcze pada . (ola +y jednak zdania$ %e c)mury jeszcze nadejdą$ wi"c zgodnie postanowiliśmy ruszy. Wsz"dzie +y o wida. 5i"dzy lodowatymi c)murami p yną ostry ksi"%yc. >eolodzy +yli ju% na nogac). nawet tydzie*$ a w#wczas +"dziemy zmuszeni czeka. Widząc to wszystko uświadomi em so+ie$ %e =#g zes a mi tyc) ludzi. Wszystko +"dzie pod wodą & doda . Ziemia +y a grząska$ +uty ton" y w niej z t ustym c)lupotem. Zasną em jednak szy+ko i o+udzi em si" dopiero rano.

/ie pyta em$ jak daleko do tej miejscowości$ ale przywyk em ju%$ %e gdy 2y+irak m#wi niedaleko$ to mo%e +y. I zn#w szum pod ko ami$ uciekają kilometry w pe en jeszcze mroku las. przez tundr". wi"cej ni% siedemset$ osiemset kilometr#w.$ ale +y a tylko kr"ta piaszczysta droga przecinająca nieko*czące si" o+szary lasu. P#!niej kiedy wyjec)aliśmy ju% z zalanej s o*cem doliny$ otworzy a si" przede mną droga suc)a i jasna$ r#wna i +ezpieczna$ kt#rej koniec giną gdzieś wśr#d spokojnyc) zielonyc) drzew. Z dolin ku przejaśnionej g#rze podnosi si" świt pe en mgie i l"ku. 0ec)a em twardą piaszczystą drogą$ kt#ra serpentynami wśr#d porośni"tyc) modrzewiami pag#rk#w wije si" gdzieś daleko przede mną$ kontrastując swym z otym kolorem z otaczającą ją +ezkresną zielenią. Wiatr rozgoni c)mury$ zd awi deszcz i nie+o ukaza o swe kamienne o+licze. W jakimś szalonym entuzjazmie ściskaliśmy si" wzajemnie i dumni +yliśmy niesamowicie$ %e wygraliśmy pojedynek z nieznającą litości surową przyrodą. 5a yj /imnyr$ tam si" rozstaniemy. & /ie powinno +y. Doraz +ardziej z+li%a em si" do . ?d d u%szego czasu krajo+raz si" nie zmienia. minut p#!niej & c)odzi o to$ +yśmy so+ie wzajemnie nie kurzyli. & 2zkoda ka%dej godziny$ +o jak si" rozpada$ to naprawd" nie dojedziemy & ostrzega. Igor proponuje$ +y ruszy. Zn#w nocujemy gdzieś nad strumieniem. & -ą drogą dojedziesz do 0akucka & powiedzia Igor. 2potykamy si" przy pierwszej rzece & doda Igor i tak si" c)wilowo rozstaliśmy. /iedaleko stąd znajduje si" miejscowoś. Wok# tylko ol+rzymie po acie lasu i wśr#d nic) droga$ raz opadająca stromo w d# $ to zn#w kilometrami pnąca si" do g#ry.set kilometr#w. >dy +y em na wzniesieniu$ daleko za lasami na samym )oryzoncie widoczna +y a z ota$ cienka jej nitka. & Zatankuj tam paliwa do pe na$ +o dalej poza 3ldanem nie +"dzie ju% nic$ +"dziesz jec)a.Wiatr przygna c)mury i zn#w zanosi o si" na deszcz.$ jaki +y em szcz"śliwy. Doś si" pali & pomyśla em w pierwszej c)wili. Znajdowa em si" akurat na kt#rymś z kolejnyc) szczyt#w$ gdy zauwa%y em daleko w dole o+ oki +ia ego dymu unoszące si" pionowo ku g#rze. Zatrzymaliśmy samoc)ody. Do drogi przecie% niedaleko. & /o$ a teraz w drog". Po kilkugodzinnej je!dzie z ut"sknieniem ju% wypatrywa em rzeki$ przy kt#rej zamierzaliśmy wsp#lnie odpoczą. pi". /ie martw si"$ droga tamt"dy te% prowadzi & śmia si" (ola$ widząc moją min" i reakcj" na s owo CtundraE.. jutro$ jak tylko si" rozwidni. 'uszyliśmy szy+ko dalej. 0ed! przodem$ my wyruszymy pi". = oto wypryskiwa o spod k# g"stymi fontannami.. Wzniecając za so+ą tumany kurzu$ ruszy em do przodu.set lu+ tysiąc pi". /ie da si" opisa. Po po udniu wysz o s o*ce i zn#w otaczający nas świat wygląda pi"knie. /a wsc)odzie gas y ju% ostatnie gwiazdy. Deszcz siąpi nieustannie.

We wstecznym lusterku dostrzeg em czerwone świate ka$ co oznacza o$ %e mijający mnie kierowca te% nie widzia drogi i zmuszony zosta do zatrzymania samoc)odu.$ kt#rą$ o dziwo$ odnalaz em na og#lnej du%ej mapie. -eraz natomiast odnajduj" na mapie mieścin" liczącą nie wi"cej jak dziesi". 4pa doskwiera niesamowicie. mi"dzy nami szy+ko si" zmniejsza a. Po c)wili ju% zje%d%am z drogi i zatrzymuj" si" o+ok wody p ynącej szerokim wartkim strumieniem. minut zanim piaskowa zamie. Zanurzam ca ą g ow" i pij" zimną lodowatą ciecz. D)cąc nie c)cąc zmuszony +y em si" zatrzyma. -o w aśnie paradoks +y ego Z2''. Dostrzeg em przed so+ą most & jeśli most$ to jest te% pewnie rzeka. Dla odmiany (ola i Igor pojec)ali przodem$ a ja w odst"pie dziesi"ciu minut podą%a em za nimi. ?dleg oś.przes aniającego nie+o o+ oku i gdy znalaz em si" ju% ca kiem +lisko$ momentalnie wyjaśni a si" przyczyna powstania rzekomego CdymuE. P"dem z+ieram drzewo na ogie*. do zera. Dzisiaj nale%y si" wszystkim prawdziwy o+iad. Po jakimś czasie z daleka widz" tumany kurzu$ to pewnie Igor i (ola. 0est na terenie 2y+erii multum najr#%niejszyc) miast i miasteczek$ kt#ryc) pr#%no szuka. -ak$ to oni$ ju% zje%d%ają z nasypu & są uśmiec)ni"ci. 5in" o wi"cej jak pi". Pod wiecz#r min"liśmy jakąś ma ą miejscowoś. (ierowca jadący z naprzeciwka zwolni $ zje%d%ając jak tylko m#g na prawą stron" i pokiwa mi przyja!nie. 0estem pewien$ %e temperatura doc)odzi a do czterdziestki. Po parogodzinnym odpoczynku ruszyliśmy w dalszą drog". Z naprzeciwka podą%a a w moim kierunku du%a ci"%ar#wka$ kt#ra szy+ko jadąc po piaszczystej drodze$ wznieca a kurz$ w +ezwietrznym powietrzu ciągnący si" za nią kilometrami. na mapie. Zaznaczam$ %e mapa taka znajduje si" w ka%dym atlasie szkolnym i ka%dy$ kto +y ją z zainteresowaniem śledzi $ +y +y pewien$ %e na tak wielkim o+szarze zaznaczona i . (ola o+iera kartofle$ ja przyrządzam gulasz z konserw$ Igor przepad gdzieś w tajdze$ +y naz+iera. opad a$ ukazując na powr#t drog".$ gdy% tumany kurzu spowodowane przejazdem mijającego mnie urala ograniczy y widocznoś. c)a up. Woda na pewno czystsza ni% w moskiewskic) kranac)$ orze!wia mnie momentalnie. /igdy nie mia em tak pi"knyc) wakacji$ to lato +y o na pewno najpi"kniejsze. %ycia. znanyc) so+ie dzikic) warzyw. -ak jak stoj"$ w u+raniu$ wskakuj" w jej zimny nurt i pluskam si" jak kaczka w stawie. (a%dy coś ro+i. D#% za ulga$ jaka radoś. Pomimo %e +yliśmy ju% praktycznie wycie*czeni niewygodami i prze+ytą drogą$ dni te przynios y zac)wycające i niepowtarzalne prze%ycia. Dla przyk adu w okolicac) 3+akanu natrafi em na pi"ciotysi"czne miasto o nazwie ( & S. -empo jazdy te% wyra!nie zmala o$ gdy% r#wna na początku piaszczysta droga zmienia a si" w suc)ą glinianą$ pe ną dziur i do #w. Za+ieramy si" wszyscy do dzie a.

Dzasami (oją w jednym miejscu par" dni$ +y pom#c koledze$ kt#ry jest w +iedzie.$ %e ty turysta & śmia si" Igor. -utaj razem odpoczywają$ gotują i wsp#lnymi si ami dokonują napraw$ gdy si" komuś coś popsuje.. 2ą +lisko domu$ dlatego im tak spieszno & pomyśla em.. & 5y ju% jesteśmy praktycznie w domu i jutro +"dziemy spali w #%kac) & powiedzia (ola. & -ak$ wiem$ jedziemy razem & odkrzykuj" poprzez ścian" nieopadającego jeszcze py u. & Pewnie jakieś muzeum po drodze zwiedza eś & nie +y d u%ny (ola. i jec)a em ju% w świetle reflektor#w$ a po towarzyszac) podr#%y ani śladu. Dopiero po godzinie spotkaliśmy si" nad rzeką.miejscowoś. & Przed to+ą jedzie zi & przekrzykuje ryk silnika +rodaty kierowca. Igor i (ola roz o%yli ju% swe namioty$ a nad palącym si" ogniem +uzowa a woda na )er+at".. /ajmniejszy nieskoordynowany ruc) powoduje$ %e unosi si" w powietrzu$ dra%niąc wszystkie zmys y. Podzi"kowa em za zaproszenie i wyt umaczy em$ %e c)"tnie +ym . Zaczą em si" ju% niepokoi. Widz" idącego z przeciwnej strony ol+rzymiego kraza ciągnącego na naczepie kopark"$ zatrzymujemy samoc)ody i w tumanac) kurzu ledwo si" widząc$ informujemy si"$ wszystko jest w porządku. taka wydawa a mi si" nierealna. 0est og#lnie przyj"te$ %e spotykający si" na drodze nigdy nie przeje%d%ają o+ok sie+ie o+oj"tnie. & 0u% dwie godziny na cie+ie czekamy & gali jeden przez drugiego. 0est wsz"dzie. & 0e%eli nie masz nic przeciwko temu$ to zapraszamy na par" dni do nas & zaproponowa . (urz wdziera si" przez dziesiątki szczelin do wn"trza samoc)odu i pokrywa wszystko r#wną warstwą. & -o wszystkiego najlepszego & krzykną i ruszyliśmy ka%dy w swoją stron". Docinali mi tylko mogli$ ale z twarzy ic) p yn" a tylko serdecznoś. & Zaraz wida.$ a jakiego odcinka si" wystrzega. Panuje wśr#d nic) wielka solidarnoś. staryc) wyn"dznia yc) c)a up. /at"%y si" ruc) na drodze i średnio co godzin" mijam jakiś pojazd jadący z naprzeciwka. Dzie* do+iega ko*ca i pewnie szuka +ym ju% miejsca na nocleg$ ale sprawa +y a r"kac) jadącyc) przodem poszukiwaczy z ota$ kt#rzy mimo %e min"li ju% kilka miejsc nad wodą$ nie zatrzymali si" i jec)ali uparcie do przodu. Pr#cz tego ka%da przecinająca drog" rzeka i miejsce ic) spotka*. to na pewno poka!nyc) rozmiar#w miasto.$ %e nie zauwa%y em stojącyc) gdzieś z +oku$ ale mo%liwoś. Zatrzymują pojazdy$ dzielą si" uwagami dotyczącymi prze+ytej trasy$ a poniewa% w wi"kszości drogi nie są sta ymi szlakami komunikacyjnymi informują si" wzajemnie gdzie na przyk ad ze wzgl"du zmarzlin" droga si" zapad a$ kt#ry most ju% definitywnie si" zawali $ kt#r"dy o+je%d%a. Pod powiekami$ w uszac)$ nosie i ustac). /asta a ciemnoś. 3 to tylko dos ownie dziesi".

dziesiąt kilometr#w stąd i tam postanowiliśmy si" po%egna. Przyznam$ %e jakoś dziwnie smutno si" zro+i o$ gdy% przez te par" dni wsp#lnyc) zmaga* +ardzo si" z tymi lud!mi z%y em. =y to prowiant. Poniewa% +yli ju% Cko o muE$ nie c)cieli czeka. /ie oponowali$ ale jeszcze raz zaznaczyli$ %e +"d" mile widziany o ka%dej porze dnia roku. c)le+. Wymieniliśmy adresy ustanowiliśmy +y. 5ia em jakiś nieuzasadniony %al$ %e tak szy+ko zwyczajnie si" rozstaliśmy. & Dzy nie mam racji1 & pyta em.. Przyznali$ %e świat ic) jest CmniejszyE$ ale czują si" mimo wszystko szcz"śliwsi od ludzi mieszkającyc) tr" tysi"cy kilometr#w od tego miejsca na zac)#d. I do tego świadomoś. Po%egnaliśmy si" wylewnie i po kilku c)wilac) widzia em tylko tuman kurzu oddalającym si" gdzieś +oczną drogą zi em. jeszcze przed moim przyjazdem$ poniewa% wiecz#r zapowiada si" uroczyście$ wydo+y em ze swoic) zapas#w r#wnie% +utelk" i umieści em ją w c) odnym nurcie. Dzisiejsza kolacja mia a c)arakter po%egnalny i +y a serwowana przez Igora (ol". na (ol" i Igora. . na otwarcie sklepu. w kontakcie listownym. gdziekolwiek indziej. (omentowali moje owa mi"dzy so+ą i w sumie przyznali mi racj". (onserwy ry+ne$ patroszone ry+y$ cukier$ )er+ata$ s#l i dwie +utelki alko)olu. & /ieznane nie n"ci & udowadnia em im z kolei & nie pragnie si" czegoś$ czym si" nie wie$ %e istnieje. Poszukiwacze z ota opowiadali swoic) rodzinac)$ o niecodziennej ic) pracy i przygodac)$ jakic) doświadczyli$ pracując z dala od siedlisk ludzkic). Z nie+a si" s oneczny %ar. 5iejscowoś. 2 uc)ali w skupieniu$ a miny ic) świadczy y o tym$ %e wiele rzeczy +y o dla nic) niezrozumia yc). 5a yj /imnyr znajdowa a si" jakieś sto pi". Po kilkugodzinnej je!dzie dotar em do pustej na pierwszy rzut oka osady$ gdzie postanowi em poczeka.$ %e ju% na pewno nigdy si" nie zo+aczymy. Po pewnym czasie pojawi si" jakiś mieszkaniec$ od kt#rego wiedzia em si"$ %e o godzinie pi"tnastej +"dzie otwarty sklep$ w kt#rym mo%na +y. 'ano$ gdy zwijaliśmy namioty$ Igor przyni#s spore zawiniątko. Po zjedzeniu kartofli z konserwą ry+ną$ Igor wyciągną z rzeczki do+rze ju% 7sc) odzoną +utelk" w#dki$ kt#rą musia tam umieści. & -o dla cie+ie i drog"$ my jesteśmy ju% w domu & oznajmi . Wkr#tce dojec)ali wsp# towarzysze podr#%y. 2iedzieliśmy i gaworzyliśmy do p#!nej nocy.skorzysta $ ale skoro ju% jestem na g #wnej drodze prowadzącej do 0akucka$ to z+aczanie o dwieście kilometr#w z g #wnej drogi op#!ni o+y znacznie moją podr#%. 0a natomiast opowiada em o %yciu i Zac)odzie i o troskac) jego mieszka*c#w. Dzisiaj ja ruszy em pierwszy. Parokrotnie podkreślali$ %e urodzili si" wyc)owali w tajdze i nie wyo+ra%ają so+ie$ %e mogli+y %y.

3ni to sroka$ ani %aden ze znanyc) mi ptak#w. 'osnące tu g"sto wysokie modrzewie +roni y dost"pu świat u s onecznemu.. W sklepie +y o +rudno i nieestetycznie. 5o%na +y o na+y. Powietrze +y o nasycone wilgocią.Punktualnie o pi"tnastej otworzono drzwi sklepowe..$ a silnik mrucza niec)"tnie$ d awiony wilgotnym powietrzem. (upi em tylko c)le+ i nie c)cąc traci. Po o+u stronac) pierwotnego traktu znajdowa si" rozmok y teren z walącymi si" gnijącymi resztkami drzew. -era!niejszoś. 2ceneria jak z +ajki o z ym czarowniku & pomyśla em. -eren okaza si" g"sto zasiedlony przez komary. Zadziwiające skrajności i wyst"powa y pod tą szerokością geograficzną. c)le+$ s#l$ wielkie s oje z marynowanymi pomidorami$ w#dk"$ papierosy i zapleśnia ą kiszoną kapust"$ po kt#rej grasowa y gromadnie muc)y. 2iedzia em w samoc)odzie i o+oj"tnym wzrokiem przypatrywa em si" otaczającej mnie rzeczywistości. Do to +"dzie1 5o%e g#ry$ a mo%e nast"pny pas lasu. /a zakr"tac) nie +y o znak#w$ ani +arierek oc)ronnyc). Po jakimś czasie zatrzyma em si" na kr#tki odpoczynek. >dy dotar em do pierwszyc) drzew$ piaszczysta droga zamieni a si" dla odmiany w + otnistą$ wy+oistą tras"$ a otaczający mnie teren stawa si" coraz +ardziej dziki. jednak nie +y a wymarzona. Wy+#r oferowanyc) towar#w mniej ni% skromny. dnia$ piaszczystą wy+oistą drogą ruszy em w kierunku rysującego si" na )oryzoncie lasu. Po po+liskim + ocie spacerowa o jakiś dziwne ptaszysko. Wok# pusta$ +agnista tajga. Zacz" a pią. -ypowa komunistyczna skrajnoś. Posuwa em si" wi"c do przodu w %# wim tempie. Wysiad em z samoc)odu$ +y rozprostowa. 0ednak pani sklepowa u+rana +y a w czysty +ia y fartuc)$ a na g owie mia a czapk" podo+ną do tyc)$ jakie noszą kuc)arze$ lekarze i naukowcy. si"ga a zaledwie kilometra. kości$ ale szy+ko do niego powr#ci em. /iedaleko stąd susza powodująca piaskowe zamiecie$ par" kilometr#w dalej wilgotny teren$ w kt#rym ci"%ko +y o oddyc)a. =y a to c)y+a lasotundra$ o kt#rej wspominali poszukiwacze z ota. 5gliste$ wilgotne powietrze powodowa o$ %e widocznoś. Droga$ jeśli umownie ją tak & nazwiemy$ +y a wąska$ śliska i kr"ta. Dena marynowanyc) pomidor#w por#wnywalna +y a do ceny kilograma mi"sa w Zuryc)u. 5in" o ju% sporo czasu i nic nie wskazywa o na to$ %e szy+ko si" stąd wydostan". 5o%e jednak za kilka godzin$ mo%e dzisiaj czy te% jutro dojad" do miejsca$ gdzie ujrz" inny krajo+raz.. W#z zaczą zwalnia. Dooko a rozciąga y si" tylko +agna$ dominowa skarla y drzewostan i nie do ko*ca wyrośni"ta roślinnoś. si" pod g#r" ostrymi serpentynami... Du%y$ okrąg y$ niezaradny$ na kr#tkic) wykrzywionyc) apac). Dzi#+ ... Podnios y si" ju% wieczorne opary$ w ączy em wi"c +iegi terenowe$ a szum motoru wwierci si" ca ą mocą w mi"kką cisz" wieczoru.

. Diarki mnie przesz y momentalnie i odruc)owo zapali em reflektory. Zapuka em delikatnie$ lecz %aden g os nie odpowiedzia . Wyc)odzi z otworu tu% przy ziemi$ a +y a nad nim usypana ziemia$ z wierzc)u dymi o. Drzwi wkopane w ziemi" +y y zamkni"te. 0estem pewien$ %e to instynkt wraz z podświadomością szepta y$ %e nie grozi mi tu %adne nie+ezpiecze*stwo. Wtem zauwa%y em cie* wy aniający si" z po+liskic) krzak#w..mia kr#tki i p aski. 'az go widzia em$ lecz po c)wili giną $ nagle znalaz em si" przy nim. Wygasi em świat a z r"ką na starterze i na wciśni"tym sprz"gle czeka em na dalszy rozw#j wypadk#w. (toś so+ie mieszka w tej pustelni i widocznie nierad +y z kimś dzieli. Pluska si" c)wil"$ podskakując idiotycznie na kr#tkic) apac)$ potem uni#s z godnością ci"%ki kuper i odlecia z dziwnym wrzaskiem. sta a na drodze$ a ja siedzia em w ka+inie. =y a jednak za wąska$ +y porusza.$ czy jad" w do+rym kierunku & powiedzia em$ +y rozpoczą. Posta. Postanowi em jec)a. Doc)odząc +li%ej stwierdzi em$ %e +y to ogie*. 2tojący cz owiek w pierwszej c)wili jak+y c)cia ucieka. /ic si" nie wydarzy o. mowy$ wi"c c)cąc nie c)cąc ruszy em wy+oistą drogą w ciemną senną wilgo. Dzia ająca wyo+ra!nia sprawi a$ %e wok# zro+i o si" +ardzo tajemniczo. Pomimo to nawet przez c)wil" si" nie +a em. Wsiad em do samoc)odu i jeszcze c)wil" siedzia em$ nie poruszając si".$ ale odpowiada o mi tylko ec)o. Zaczą em nawo ywa. Wy ączy em wi"c silnik i pieszo ruszy em w kierunku tajemniczego świat a. /a dukt wyszed cz owiek i staną w +ezruc)u. rozmow". =y o pewne$ %e gospodarz znajduje si" gdzieś w po+li%u. Wewnątrz +y o cic)o$ %aden g os nie doc)odzi $ tylko trzaskanie ognia. 2potkany cz owiek sta dalej nieruc)omo$ ale po c)wili pokiwa g ową$ a z gard a jego . Dostrzeg em te% ście%k"$ kt#ra wśr#d zarośli prowadzi a w tym kierunku. & 0estem o+cokrajowcem i jad" do 0akucka$ zauwa%y em wasz ogie* i c)cia em tylko zapyta.$ ale staną w miejscu i tylko r"ką zas oni oczy przed ra%ącym świat em. Zamajaczy y normalnej wielkości drzewa$ jec)a em jeszcze c)wil" i raptem w oddali nisko na ziemi zauwa%y em świat o. ? noclegu w tej okolicy nie mog o +y. ?tworzy em okno$ wyc)yli em si" i powiedzia em do+ry wiecz#r$ lecz odpowiedzia a cisza. Panujące dooko a ciemności nie pozwoli y mi dok adnie rozejrze. si" nią samoc)odem. 2ta em jeszcze c)wil"$ rozglądając si" niezdecydowanie na +oki$ po czym ruszy em ście%ką w stron" samoc)odu. si" po okolicy. Dz owiek sta dalej nieruc)omo. -eraz z kolei czu em wyra!nie czyjś wzrok na so+ie. (ierując świat o latarki w +ok$ śmia o podszed em do stojącej postaci. =y a to ziemianka. Przyznam$ %e +y em podniecony. /ie ocenia em jeszcze odleg ości. swoją samotnoś. Po kilku godzinac) wydosta em si" wy%ej. 2ceneria og#lnie ponura$ z )orroru wzi"ta. ?dszuka em po omacku latark" i siląc si" na spok#j$ wysiad em z ka+iny. ca ą noc.

=y to cz owiek z wyglądu siedemdziesi"cioletni.wydo+y si" jakiś niezrozumia y g ośny +e kot. Widoczne cz"ści twarzy poci"te +y y szerokimi wyra!nymi +ruzdami. >ospodarz podszed do lampy i podkr"ci knot$ lecz +y o to tylko z udzenie7 mrok pozosta nieruc)omy. /ie mia em oc)oty na %adną )er+at"$ ale te% nie pr#+owa em nawet oponowa. w niej +y o dymem i wilgocią. >ospodarz stara si" zac)owa. Iz+a +y a o+szerna$ mroczna i czu. Dzapk" powiesi na w+itym w ścian" ko ku$ a kurtk" zwiną w k "+ek i po o%y na zro+ionej z ga "zi pryczy. +y o$ %e zast"powa a mu poduszk". Z twarzy jego niewiele mo%na +y o wyczyta. spok#j i zac)owywa si"$ jak+y mnie nie +y o. 2tara zardzewia a lampa naftowa wisia a na środku sufitu$ a m"tne ko o jej świat a ro+i o wra%enie rozlanej oliwy. Dorzuci drewna do ognia i ze stojącej w rogu du%ej aluminiowej kany nala wody do okopconego dymem czajnika. 'eagowa jednak na d!wi"k doskonale$ podsuną mi drewniany pieniek$ kt#ry zast"powa w tym pomieszczeniu krzes o i wskaza miejsce przy czymś$ co pe ni o rol" sto u. +y o w nic) zak opotanie. -eraz to ju% nogi naprawd" si" pode mną ugi" y i w osy stan" y mi d"+a. 0u% myśla em$ jak da. >dy doszed em$ drzwi do ziemianki sta y ju% otworem$ a nieznajomy zaprosi mnie do środka. W rogu znajdowa o si" du%e gliniane palenisko$ nad kt#rym w suficie znajdowa si" otw#r kominkowy. 0ak si" . 'ozejrza em si" po pomieszczeniu. W pierwszej c)wili stara em si" jeszcze wyt umaczy. Wiszące nad nim poprzecznie gru+e druty s u%y y do zaczepiania za nie garnk#w lu+ do w"dzenia ry+ i mi"sa. Zdją czapk" i watowaną dziurawą kurtk". Zauwa%y em te% du%o r#%norakic) side owieckic)$ niekt#re +y y imponującej wielkości. /ast"pnie cz owiek uni#s +laszaną pokryw" znajdującą si" w glinianej pod odze i gwa townie znik pod ziemią =y em tak tą sceną zaskoczony$ %e dos ownie z+arania em.$ gdy% przys ania ją +ujny siwy zarost. 0ego oczy nie wyra%a y %adnego o+ "du$ wida.. Wida. za nim. Przez myśl mi przesz o$ %e to nie cz owiek$ tylko jakiś cz ekokszta tny stw#r czy +estia. drapaka$ lecz w tym momencie stojący cz owiek coś wy+e kota i wskaza r"ką ście%k" prowadzącą do ziemianki$ po czym da wyra!ny znak$ +y iś.$ lecz %aden ton nie wydo+y si" z jego ust & domyśli em si"$ %e jest niemową. 0akie wyjście1 0aka awaria1 & Przywr#ci em nerwy na swoje miejsce. 2tara si" coś powiedzie. -o pewnie awaryjne wyjście & pomyśla em$ ale wnet si" opanowa em. Powierzc)nia paleniska +y a tak du%a$ %e pozwala a na rozniecenie prawie metrowego ognia. /a ścianie wisia y r#%ne metalowe naczynia i narz"dzia. mu$ %e w aściwie so+ie ju% p#jd"$ ale nieznajomy szed $ nie odwracając si" za sie+ie$ a ja po prostu jak w )ipnozie podrepta em za nim. Do przykrycia s u%y y mu nied+ale wyprawione sk#ry z nieokreślonyc) przeze mnie zwierząt.

/ie kry wzruszenia. Za agregat s u%y a tu wieczna zmarzlina$ kt#ra utrzymuje pod powierzc)nią ziemi temperatur" poni%ej zera. /ap#j zast"pujący )er+at" okaza si" gorącą cuc)nącą cieczą i w smaku podo+ny +y do torfu. Po c)wili i on si" o%ywi i gestykulując opowiada o czymś. Wszed jednak po c)wili i wida. 2prawi o mi to wszystko wielką radoś. /aj+ardziej si" cieszy z cukru i )er+aty. Postawi przede mną +laszaną misk"$ kt#ra nosi a ślady zasc)ni"tej %ywności. Dziwne czasami są losy ludzkie. Pali a mnie ciekawoś. gospodarzowi troc)" mojego prowiantu$ wi"c powiedzia em$ %e id" do samoc)odu po par" rzeczy$ kt#re mi z+ywają. Wyją em scyzoryk i odkroi em so+ie kawa mi"sa$ a gospodarz po prostu wzią reszt" i przystąpi do jedzenia. /ie mia em o to do niego %alu. Dopiero par" dni p#!niej przemyśla em na spokojnie t" przygod" i stwierdzi em$ %e +y o to coś niesamowitego.. /iestety$ nie wy owi em sensu jego wypowiedzi. +y o$ %e jest zmieszany. i du%o da +ym$ +y pozna. Do dzisiaj cz"sto go . Zrozumia i nie protestowa .. 5i"so zr"cznie zaczepi nad ogniem$ a w tym czasie zaparzy jakieś zio a$ kt#re zast"powa y )er+at". Da e to zdarzenie potoczy o si" tak szy+ko$ %e lawet nie zda em so+ie dok adnie sprawy$ co$ gdzie$ kiedy i dlaczego. Wiedząc$ %e so+ie mog" zawsze jakoś poradzi. Po c)wili gospodarz wygramoli si" spod ziemi$ a w r"ku dzier%y kawa pieczonego mi"sa i kilka du%yc) ry+$ kt#re wygląda y na w"dzone. Wi"c ograniczy em si" do prze kni"cia tylko kilku yk#w. 3le tania zamra%arka & pomyśla em.$ odda em mu ca y zapas. o swojej podr#%y i og#lnie grzecznościowo o wszystkim. Po prostu prawda +y a taka$ %e ten cz owiek pierwszy mnie o+darowa $ oferując dac) nad g ową i jedzenie. 0ednak po c)wili przypomnia em so+ie$ %e cz owiek ten rozumia wszystko$ co m#wi em$ wi"c zaczą em opowiada. 2iedzieliśmy jeszcze c)wil" i patrzeliśmy w milczeniu na sie+ie. Po c)wili gorące mi"so po o%y +ezpośrednio na stole i zaprosi gestem do jedzenia. Wszystko od+ywa o si" w ciszy$ gdy% szanując u omnoś. Wiedzia em$ %e nie wypada odm#wi. nie uwa%a em tego za %adną ask". rozmowy. /iepotrze+ne +y y s owa$ tak do+rze si" rozumieliśmy.p#!niej okaza o$ +y a to wielka piwnica$ tyle %e +ez sc)od#w$ spe niająca rol" lod#wki.$ wi"c jad em$ kiwając od czasu do czasu g ową. ?dda em te% ca y zapas świe%o kupionego c)le+a. =y y te% puszki mi"sne$ czekolada$ cukierki$ zapalniczki$ s#l oraz wszystkiego po troc)u z tego$ co jeszcze mia em. Po paru minutac) +y em ju% z powrotem w ziemiance i o dziwo stwierdzi em$ %e nie ma w niej gospodarza. Postanowi em przynieś. )istori" %ycia tego cz owieka$ mieszkającego samotnie w tajdze$ z dala od cywilizacji i udzi. gospodarza$ nie pr#+owa em nawiązywa. /ie powiem$ +y smakowa o wy+ornie$ +y o niedosolone i ykowate. Domyśli em si"$ %e mi nie ufa i po prostu poszed za mną.

.$ +o tak c)cia y gwiazdy i gdzieś zosta o to wcześniej ju% zapisane...wspominam i wiem$ %e nie +y to przypadek$ %e go spotka em$ tak mia o si" sta.

Po po udniu doje%d%am do teren#w$ gdzie wydo+ywa si" z oto. 0ak okiem si"gną. & /o to wszyscy si" ju% znamy & m#wi" i dosiadam si" do ognia. ?d czasu do czasu widz" kilka ci"%ar#wek stojącyc) nad wodą i odpoczywającyc) przy nic) ludzi. Pewnie są w drodze od tygodni. 0e%d%ą wywrotki$ koparki$ czasami stary wys u%ony samoc)#d oso+owy. Potem zn#w wjec)a em w tajg" i czu em duszącą wilgo. . 2terczące ni+y kości kominy$ szczątki ścian gdzieniegdzie jeszcze kolorowyc). /a drodze o%ywiony ruc).IX 'ankiem$ po nocy sp"dzonej za kierownicą$ wyjec)a em z +agnistej sceneriiG p"dzi em teraz piaszczystą drogą$ mijając od czasu do czasu spalone$ puste wsie$ gdzie nikt nie mieszka G patrzy em$ jak s o*ce przedziera si" przez mg y i z oci czarne zgorzeliska. P#!niej wszystko znika i zn#w kilometrami tajga i +ezludzie. & 4 nas taki telefon$ %e nawet (>= takiego nie ma & powiada jeden$ a reszta si" śmieje. Widz" osiedla ludzkie$ gdzie mieszkają pracownicy kopalni. & 0edziemy z D)a+arowska & m#wi$ pokazując r"ką na koleg#w & ju% dwa tygodnie jesteśmy w drodze. Wida. -ysiące )ektar#w zalanyc) wodą to miejsca$ gdzie ju% wydo+yto kruszec. & Do 0akucka jeszcze ze dwa dni & pojedziemy razem & proponuj". 0ak si" okazuje$ wszyscy od kilku dni ju% wiedzą$ %e jakiś zagraniczniak jedzie przez tajg". /a odcinku ponaddwustukilometrowym po o+ydwu stronac) piaszczystej drogi odkrywkowe kopalnie z ota. /a pewno nie mieszkają tu rodziny. & 5y tutejsi$ ale nikt si" nie odwa%y jednym samoc)odem ruszy. w tajg". Pytają dokąd jad" i kiwają ze zdumieniem g owami. /ikt nie wie$ ile podo+nyc) miejsc jest na ca ej 2y+erii. wsz"dzie wielkie maszyny po%erające ziemi" ze wszystkim$ co si" na niej znajduje. z oto. 2ą +ardziej ni% u+ogie. Wieczorem i ja do ączam do kilku odpoczywającyc) nad wodą kierowc#w. odtajanyc) drzew i s uc)a em zgie kliwego wrzasku prze+udzonyc) ptak#w. P#!niej wjec)a em w dolin" i ca ymi kilometrami p"dzi em prosto w z otą kul" s o*ca znieruc)omia ą nad szczytami >#r 3 da*skic). 'o+i to wielkie wra%enie$ nigdy +ym nic pomyśla $ %e na a% tak du%ą skal" mo%na wydo+ywa. 2iedzą przy ogniu i gestami zapraszają do sie+ie. Wszystkie pracują$ wyp ukując drogocenny kruszec.$ %e to prowizorka postawiona przed laty. & Dwa dni temu jak jec)a em nocą$ widzia em ci" nad rzeczką & sta z to+ą jeszcze jeden ci"%arowy & powiada drugi.

2ą tylko zimniki$ na kt#re pr"dzej nie wjedziesz wcześniej ni% w listopadzie. Wyt umaczy em$ %e jec)a em ca ą noc i dzie* i z tego powodu udaj" si" ju% na spoczynek.. D ugo nie mog em zasną. z powodu zm"czenia. Aaktem jednak +y o$ %e siedzia em mi"dzy nimi. Przy tej temperaturze jazda nie nale%y do przyjemności. /ieswojo mi si" zro+i o po wys uc)aniu opinii ludzi je%d%ącyc) po tym terenie$ ale jakąkolwiek z ą wiadomoś. -am si" teraz nie je!dzi. 3 jak nie zamarznie$ to go wilki zjedzą & dodaje drugi. -eraz dopiero o%ywi a si" dyskusja. Powiem ci szczerze$ nie pojec)a +ym o tej porze roku za %adne skar+y ani kilometra w tamtą stron". si" gruntownie$ a . & Dalej1 Dalej o tej porze roku nie ma drogi. =o gdzie +y +y sens mojej podr#%y@ >dy cz owiek ca e %ycie igra z nie+ezpiecze*stwem$ to nie mo%e si" od niego uwolni. Wiedzieli do+rze$ co ro+ią$ wyje%d%ając skoro świt. Zawsze szuka wyzwania$ ryzyka. w tamtą stron"$ to si" w specjalnym +iurze zg asza $ a po dotarciu na miejsce informowa o szcz"śliwym zako*czeniu podr#%y. /a pewno te% nie +y o wypadku$ +y kogoś w pojedynk" tam puszczono. +y a zdania$ %e jest mo%liwoś. w 0akucku1 & pyta jeden z nic). Dz"ś.& >dzie +"dziesz mieszka. dojazdu do D)andygi$ skąd prowadzi ju% szlak do 5agadanu$ inni zaś stanowczo protestowali. 4palny ranek. 0e%eli ktoś przez d u%szy czas nie dawa znaku$ wysy ano na tras" )elikoptery. tak so+ie$ od razu. & 0ec)a em tam par" razy zimą & powiada jeden. 5iejsce ko o rzeczki ju% puste. /a pewno te% nie +"d" czeka tam do zimy. Wczorajsi moi rozm#wcy wyjec)ali ju% w dalszą tras". Uycząc do+rej nocy$ poszed em spa. 0edno +y o pewne$ %e nic nie jest w stanie powstrzyma. +ym tu us ysza i tak +ym pojec)a dalej. & /a 2y+erii ka%da pora roku jest nieodpowiednia do jazdy & powiada jeden z nic). & /igdzie$ jad" dalej & odpowiadam. & 0ec)a em ju% zimnikami & powiadam & przecie% w przeciwnym wypadku nie siedzia +ym tu z wami & m#wi". Dawniej$ za komunist#w$ +y o tak$ %e je%eli ktoś ju% musia jec)a. & -o strasznie dzika strona. 2 ysza em jeszcze$ %e dojec)a y jakieś samoc)ody i ktoś z o+ecnyc) o mnie opowiada . Postanawiam umy. Poczu em si" zm"czony. mnie od wyjazdu z 0akucka. Patrzą na mnie i na land & ro8era i z niedowierzaniem kiwają g owami. Wreszcie stan" o na tym$ %e skoro ju% dojec)a em$ to mo%e prze+ij" si" te% do D)andygi. & 6atem topią si" ludzie w +agnac) lu+ ko*czą w przepaściac)$ a zimą$ jeden po drugim$ zamarzają. & -aki ju% nasz los & +iadolili.

/iestety$ ic) gazik wisi na miejscu$ a ja przesuwam si" do przodu. ze wzgl"du na stan nawierzc)ni rzadko przekracza czterdzieści kilometr#w na godzin". Ze wzgl"du na 2tale utrzymującą si" zawiesin" py ową o+owiązuje jazda z w ączonymi świat ami. =etonowa p yta$ zalana we* kierownica oraz napis informujący$ komu to organizacja partyjna go wystawi a.$ a% coś wi"kszego nadjedzie. Dziury$ upa $ kurz to sceneria$ w jakiej si" przemieszczam. Po po udniu zauwa%y em znajomyc) z poprzedniego wieczoru odpoczywającyc) nad jedną z rzeczek. P#!niej ja odpoczywa em nad jakimś strumykiem$ oni przewalili si" w odst"pac) z wielkim oskotem$ trą+iąc o wiele d u%ej ni% +y o to wskazane. Przed pomnikami s oiki$ a w nic) przewa%nie zwi"d e ga ązki +rzozy.poniewa% znalaz em si" zn#w wśr#d ludzi$ gol" te% dwutygodniowy zarost. (ąpiel w lodowatej rzece zadzia a a$ regenerując cia o. Dzekamy wi"c. (a%da mijanka to dreszcze emocji powodujące$ %e kierowcy nie widząc dalszej drogi$ zwalniają$ a z regu y si" zatrzymują. /a po+oczac) walają si" setki staryc) opon$ kt#ryc) nikt od lat nie sprząta. Wracając$ zauwa%am kartk" za wycieraczką. Par" kilometr#w dalej zauwa%am na drodze milicjant#w kiwającyc)$ +ym staną . /ie +y em sam$ z kimś jec)a em i +y em pewien$ %e wieczorem . W miar" przejec)anyc) kilometr#w ruc) na drodze wzrasta. Po c)wili dopiero zauwa%am milicyjny gazik oparty poza po+oczem o przydro%ne drzewa$ a pod nim kilkunastometrową przepaś. Zauwa%am te% przydro%ne pomniki upami"tniające śmier. /ie zatrzyma em si"$ tylko zatrą+i em kilka razy$ a oni odpowiedzieli mi mac)aniem r"ki.. (ontrola & tu$ w tajdze1 W tym kraju jednak wszystko jest mo%liwe.$ %e +ardzo koc)ają swoją milicj" & m#wi"$ ale nikt mnie nie s yszy. Dierpiąc straszliwe m"ki$ decyduj" si" jednak na kąpiel i nawet myj" g ow" w jej lodowatyc) strugac). (ierowca zi a nie wydaje si" tym faktem uszcz"śliwiony. 'az jest r#wna$ raz dziesiątkami kilometr#w usiana ostrymi kamieniami. 5ilicjanci zaczepiają ją i mac)ają$ +ym ju% ciągną . Pe en świe%yc) si wje%d%am w nieopadający py $ unoszący si" nad drogą. Przyznam$ %e nawet przyjemne to +y o.. kierowc#w. & m#wi jeden z nic)$ wi"c stawiam samoc)#d w poprzek drogi i rozwijam wyciągark". Zac)owując odst"py czasowe J+y so+ie nie kurzy. Po jakimś czasie nadje%d%a zi i wsp#lnymi si ami wyciągamy milicyjny pojazd. Woda w rzece jest tak zimna$ %e nie ma mowy$ +y d u%ej +oso w niej posta.dziesiątym kilometrze za 4 u & 2aszaE. & 2am nie dam rady & krzycz" & trze+a zaczeka. Pr"dkoś. & ?j$ wida.K ruszyliśmy wszyscy w jednym kierunku. Z trudem odczytuj" koślawe pismo7 C2potkamy si"$ a jak nie to$ nocujemy na pi". & Pomo%ecie ludzie wyciągną. Wszystkie są wykonane wed ug jednego wzoru.

?+ecną drog" zaliczyli do średnic) & to taka$ gdzie jest lic)o$ ale z g odu nie umrzesz. W 0akucku kilogram kartofli kosztuje osiem do dwunastu dolar#w$ a ce+ula niewiele mniej. Wszyscy parokrotnie +yli świadkami lu+ sami odnajdywali skute lodem cia a koleg#w po fac)u. & 5oje są zac)odnie i na pewno wasze drogi przetrzymają$ do dzisiaj nie wymieni em ani jednej & odpowiedzia em. Zo+acz$ ile ic) tu wko o le%y & ostrzegają. Wida. & -eraz jak so+ie ry+ nie na apiesz$ to zdec)niesz w drodze & %ali si" jeden z nic). /ie +ez znaczenia jest te% towar$ z jakim si" je!dzi. Pomimo tyc) za+ezpiecze* ka%dej zimy dziesiątki kierowc#w ko*czy swe %ycie po prostu zamarzając..dziesi"ciu stopni i prze+ywanie lu+ wykonywanie jakiejś pracy +ez oc)rony ko*czy si" z regu y$ w najlepszym przypadku$ trwa ym kalectwem Jodmro%eniaK. Inni podc)wycili temat i w ten spos#+ jedzenie i warunki pracy sta y si" tematem tego wieczoru.$ drugie zaś to wiodące przez osiedla ludzkie lu+ o+fite w ry+y i zwierzyn". Panujące w tym rejonie temperatury spadają do minus sześ. Dofną em i zjec)a em nad samą wod"$ ustawiając si" mi"dzy stojącymi ci"%ar#wkami. Pierwsze to ca kowite +ezdro%a i +ezludzia$ gdzie nawet nie ma gdzie ry+ na apa. Przy)amowa em$ mocno wzniecając tumany kurzu$ kt#re jak zas ona dymna i przes oni y mi widok na wszystko znajdujące si" dooko a. & W tyc) czasac) jest pewne$ %e gdy+ym ruszy z takim towarem w tras"$ to ju% mnie %ona i dzieci nie zo+aczą.. . W zimie kierowcy wo%ą dodatkowo wielkie +rezenty$ kt#re rozpinają przy samoc)odzie w wypadku wymiany na przyk ad ko a.. & Poprze+ijasz wszystkie opony I na tyc) kamieniac). +y o$ %e kierowcy stali ju% od jakiegoś czasu.+"dą mnie wypatrywali. & 0a na przyk ad z ce+ulą lu+ kartoflami nawet kilometra nie pojad" & powiada jeden z nic). 5in" y ju% +ezpowrotnie czasy$ kiedy si" tuszonki %ar o. ?czywiście$ w ka%dym poje!dzie znajduje si" siekiera$ opata i skromny komplet kuc)enny sk adający si" przewa%nie z du%ego koc)era. =y o tak istotnie$ I p"dząc do przodu w transie jazdy w ostatnim momencie zauwa%y em ic) stojącyc) $ na kamienistym placu w po+li%u wody. Dzisiaj do jedzenia to$ co zwykle$ czyli zupa i c)le+. '#wnie% trasy$ po kt#ryc) si" poruszali$ +y y$ jak określili$ +eznadziejne i +ardzo do+re.. Z rozmowy wynik o$ %e kierowca sy+eryjski pracujący na tym terenie$ kt#ry wyrusza w kilkudniową tras"$ zdany jest tylko na sie+ie i swoje umiej"tności w zdo+ywaniu po%ywienia. -eraz na . Za szy+ko je!dzisz & powiadają na przywitanie.kwipunek$ jaki za+iera z so+ą$ ogranicza si" do %y ki i )aczyk#w$ soli$ )er+aty$ cukru i c)le+a wystarczającego na pierwsze dni podr#%y. Dz"sto te% nie posiadają palnik#w +enzynowyc) i wtedy pod +rezentem rozpalają zwyczajne ognisko.

W ciągu dnia widzieliśmy si" parokrotnie$ za ka%dym razem serdecznie si" pozdrawiając$ jak +yśmy dawno si" nie widzieli. 2ukces przysz ego filmu murowany. (ierowcy za+ezpieczyli si" przed komarami$ wysmarowawszy si" jakimś śmierdzącym +ia ym p ynem i pouk adali si" do snu pod go ym nie+em$ a ja z lenistwa nie rozk ada em ju% namiotu$ tylko u o%y em si" w samoc)odzie. ?czywiście$ mia o+y to sens$ gdy+y jednym i drugim towarzyszy a ekipa telewizyjna. & 0esteśmy ju% pod 0akuckiem & my jedziemy prosto$ +o jesteśmy ci"%kimi wozami$ ale to+ie +"dzie +li%ej$ jak niedaleko stąd przeprawisz si" przez 6en". P#!niej dziewi". D ugo jeszcze opowiadali o r#%nyc) sposo+ac) umo%liwiającyc) przetrwanie w surowyc) warunkac) sy+eryjskiej tajgi i przyznam$ %e wiele z nic) +y o +ardzo pomys owyc) i wiele si" tego wieczoru nauczy em. & ?+yś dojec)a ca y i zdrowy do tej 3meryki & %yczyli mi$ gdy si" rozstawaliśmy. 5yli si" i golili nad strumykiem$ +y w miar" czyści i sc)ludni wjec)a. Potem uruc)omili swoje gro!nie mruczące silniki i w odst"pac) wyjec)ali na zalaną porannym s o*cem drog". Par" kilometr#w dalej zo+aczysz drog" odc)odzącą w lewo$ skr"cisz w nią i dojedziesz do miejscowości Pasolo+a$ tam kursuje prom ko c)ozu$ kt#ry przewiezie ci" na drugą stron". Wpad mi w#wczas do g owy szalony pomys $ polegający na tym$ +y kierowcy ameryka*scy zamienili si" c)ocia% na miesiąc ze swoimi rosyjskimi kolegami. Wieczorem zauwa%y em ic) stojącyc) na po+oczu drogi i zatrzyma em si".rosyjskic) drogac) jest tylko +ezpiecznie piac) wozi.dziesiąt kilometr#w asfalt#wki i ju% 0akuck.. P#!niej$ co r#wnie% +y o+y za+awne$ wys a. & ko*czy. Zapad a ju% noc$ ale nie panowa y ju% egipskie ciemności$ +y o szaro i w miar" widno. /ie myśla em$ +y jednyc) i drugic) samotnic puści. 'osjanina$ niec) zo+aczy$ jaka to ucią%liwa jest praca kierowcy w 3meryce.. mieszkalną$ to uzna em$ %e jednak sprawiedliwości nie ma na tym świecie. do miasta. 'ano dopisywa y im )umory. & Do+rze$ %e nadjec)a eś & powiadają. Za widocznym lasem %arzy a si" jasna czerwona poświata$ wyra!ny zwiastun +ia yc) nocy. Wspominali jeszcze nie tak dawne czasy$ czasy$ kiedy to co dwieście kilometr#w +y y +araki pe niące rol" sto #wek$ gdzie zawsze +y o coś ciep ego do zjedzenia$ a w najgorszym przypadku gorąca )er+ata. w nieznany im kraj$ ale niec)+y c)ocia% kierowca ameryka*ski z miesiąc poje!dzi po tajdze wraz z rosyjskim kolegą. P#!niej$ kiedy ju% jec)a em przez terytorium 423 i przygląda em si" pracy tamtejszyc) kierowc#w ci"%ar#wek$ ic) ekskluzywnym samoc)odom posiadającym komfortową cz"ś. .

Przeprawa trwa a przesz o godzin" i przez ten czas nawiąza y si" nowe znajomości. Dw#c) 0akut#w twierdzi o$ %e od dw#c) dni jec)ali za mną. 2prawdzono wnikliwie moje dokumenty i gdy okaza o si"$ ze nie jestem 'osjaninem$ gościnnie otwarto zamkni"ty dotyc)czas szla+an. 0estem pewien$ %e w tym miejscu mia a nie mniej ni% dziesi". 2pojrza em na rzek" i oniemia em z wra%enia. 2ta o si" to$ przed czym mnie kierowcy ostrzegali. Wcześniej ju% zauwa%y em$ %e ka%dy wi"kszy +udynek znajduje si" w pewnym odst"pie od ziemi$ opierając swą konstrukcj" na podo+nyc) +etonowyc) s upac). /ad rzek" dotar em$ gdy prom +y got#w do przeprawy. 'uszyliśmy w kierunku drugiego +rzegu. kogoś o pomoc.$ ale takie zjawisko widzia em pierwszy raz w %yciu. samoc)odu. -ak te% zro+i em i po godzinie wraz z %yczliwym kierowcą kamaza wymieni em ko o. i nie mog em unieś. Po c)wili zajec)aliśmy pod czteropi"trowy +lok mieszkalny stojący na +etonowyc) palac).=ez trudu odnalaz em drog" i gdy ju% widzia em w oddali rzek"$ us ysza em g ośny )uk i jednocześnie samoc)#d zata*czy nie+ezpiecznie na drodze. 0ak na z oś. =y a czwarta rano$ gdy wjec)aliśmy na rogatki 0akucka. Pozosta o mi tylko jedno ko o zapasowe oraz kilka nowyc) d"tek. 2koro jednak twierdzili$ %e razem jec)aliśmy$ to widocznie tak +y o. do g #wnej drogi i poprosi. kilometr#w szerokości. /ie pozosta o mi nic innego$ jak wr#ci. Doś świta o w g owie$ %e rzeczywiście ic) na drodze spotka em$ ale nie +y em tego pewien.mi i jadą z W adywostoku$ gdzie kupili dostawczego u azika.$ nic drogą nie jec)a o. 0akuci jec)ali przodem$ a ja wyt"%a em uwag"$ +y nie pogu+i. Prze+i em opon"$ +o za szy+ko jec)a em po kamienistej drodze. /ie umiem po prostu tego opisa. si" w la+iryncie podo+nyc) do sie+ie ulic. 0akuci zaproponowali gościn"$ a zro+ili to z taką serdecznością$ %e nie wypada o odm#wi. Z rozmowy wynik o$ %e są +ra. 0akuci wyt umaczyli mi$ %e gdy+y sta y tu normalne jak gdzie indziej +loki$ to po pewnym czasie wydzielające si" z nic) ciep o roztopi o+y wieczną zmarzlin" i . -ak szerokiej rzeki jeszcze nie widzia em. na pok ad. /a dworze +y o jednak widno. Dopiero teraz zorientowa em si"$ %e jest li% noc. Po c)wili okaza o si"$ %e m#j +ardzo zac)walany lewar$ na skutek mec)anicznego uszkodzenia przesta funkcjonowa. /ie +y o ju% na nim miejsca$ ale zauwa%ywszy mnie$ o+s uga g ośno pokrzykując na kierowc#w$ ścieśni a stojące pojazdy na tyle$ %e uda o mi si" wcisną. ?pona okaza a si" do wyrzucenia$ po wewn"trznej jej stronie widnia a wyszarpana dziura. Zjawisko niezac)odzącego s o*ca sprawi o$ %e woda mieni a si" wszystkimi odcieniami + "kitu i czerwieni. -u znajdowa si" posterunek graniczny$ gdzie przypomniano mi$ %e nie jesteśmy ju% w 'osji$ tylko w 'epu+lice 2ac)a..

Wynika o z tego$ %e 0akuck znajduje si" po prostu na lodzie. '#wnie% rze!+ione s upy znane mi z film#w india*skic) +y y g"sto poustawiane wśr#d namiot#w. W 0akucji$ jak si" p#!niej dowiedzia em$ wymagano od 'osjan wiz wjazdowyc)$ kt#re wydawano tylko w specjalnyc) przypadkac). >rupa tancerzy wy+ra a ju% swojego solist"$ kt#ry śpiewa w j"zyku jakuckim coś$ co stanowi o zwrotk"$ a reszta unisono mu odśpiewywa a. o dziesiątej rano na miejscowym stadionie. Po raz pierwszy od d u%szego czasu umy em si" w prawdziwej azience$ prze+ra em si" w czyste rzeczy i wraz z gospodarzami przed godziną dziesiątą +y em gotowy do wyjścia z domu.wenk#w zwany yo)ar. Nwi"to +y o tylko dla 0akut#w i gospodarze przez c)wil" mieli wątpliwości$ czy mogą mnie za+ra. Do c)wil" do kr"gu do ącza y nowe oso+y i po jakimś czasie ko o ta*czącyc) +y o ju% poka!nyc) rozmiar#w. wsz"dzie$ ale +y niczego nie pominą. ?d gospodarza dowiedzia em si"$ %e tematyka pieśni +y a spontaniczna i por#wna. 0ak si" nie+awem dowiedzia em$ +y a niedziela i 0akuci o+c)odzili dzisiaj jakieś tradycyjne doroczne świ"to o dziwnej nazwie Yssya).. /aj+ardziej spodo+a mi si" ic) taniec ludowy o nazwie osuoc)aj$ przez . Pogoda nie dopisa a tym razem. Punktualnie o dziesiątej nar#d jakucki zaczą si" po prostu +awi.$ wyznaczy em so+ie prowizoryczną marszrut". /ie+o +y o zac)murzone i od czasu do czasu siąpi deszcz. & =o%e$ to przecie% Indianie & wyrwa o mi si"$ gdy zauwa%y em kolorowe jurty poustawiane na murawie.+udowle te zapad y+y si" pod ziemi". /ie spos#+ +y. Wi"kszoś. P# godziny p#!niej pomimo nietypowej pory siedzia em ju% przy +ogato nakrytym$ jak na rosyjskie warunki$ stole. 0akuci przeprosili mnie na c)wil"$ m#wiąc$ %e idą o+udzi. uczestnik#w świ"ta u+rana +y a w najr#%niejsze stroje ludowe. Podekscytowany ruszy em w t um.. Za wizyt#wk" i +ilet wst"pu pos u%y nam land & ro8er$ kt#ry jak si" okaza o$ w dow#d zas ug zosta jako jedyny pojazd wpuszczony na teren uroczystości. /ie zauwa%y em %adnego oficjalnego otwarcia. śpiące %ony. Dla +ezpiecze*stwa uzgodniliśmy$ %e +"dziemy poruszali si" wsz"dzie razem. /ie po raz pierwszy zauwa%y em$ jak nie lu+ią 'osjan w stronac) zamieszkanyc) przez autoc)toniczną ludnoś. ?rganizatorzy przyj"li mnie +ardzo serdecznie. dalej$ ale 0akuci przesądzili ju% dawno spraw" i o odwrocie nie mog o +y. mowy. 4roczystości mia y si" rozpoczą. ?ponowa em przy tym$ m#wiąc$ %e nie wypada i jestem sk onny jec)a. Wojna +y a ostra i oficjalna. ze so+ą$ ale po c)wili stwierdzili$ %e a% nadto wyglądam na o+cokrajowca$ a gości w 0akucji traktuje si" z nale%ytym szacunkiem. Z+iera y si" trzy przypadkowe oso+y$ ustawia y w kr"gu i +iorąc si" pod r"k" w rytmie wyśpiewywanej melodii$ porusza y si" dziwnym krokiem tanecznym w ko o. ją mo%na do .

>astronomia r#wnie% oferowa a ca y wac)larz akoci. si" )er+aty prosto z du%ego dymiącego samowara. Dlatego te% starsze oso+y d ugo przypatrywa y si" z +oku$ +y dopiero w ko*c#wce ta*ca do ączy. Przy kolacji poruszono temat mojej dalszej podr#%y. 2zasz yki$ ciasta$ alko)ole Jniekt#re zro+ione z mleka reniferowegoK$ wsz"dzie te% mo%na +y o napi. poświ"cona gastronomii i )andlowi. Do na+ycia +y tez drewniany sprz"t u%ytkowy i wiele innyc) typowo jarmarcznyc) wyro+#w. Pito ostro$ wszyscy$ wszystko ze wszystkimi. 0ak ju% wspomina em$ ko o powi"ksza o si" z ka%dą c)wilą$ a jedna runda taneczna trwa a ponad godzin". 5o%na +y o kupi. Po zako*czeniu ta*ca ko+iety rozesz y si" do jurt$ a m"%czy!ni udali si" do po+liskic) ludowyc) kuc)ni i zajadając r#%ne jakuckie przysmaki$ raczyli si" suto alko)olem. =y tak +ogato zastawiony$ %e a% oniemia em z wra%enia. -o$ co +y o na stole określ" jednym zdaniem & nie za+rak o niczego. >ospodyni zac)"ca do jedzenia$ m#wiąc CDzym c)ata +ogataE. 3leksyj$ +o tak +y o na imi" . Wygląda o na to$ %e miejsce w spo ecze*stwie jakuckim tez w du%ej mierze uzale%nione +y o od licz+y order#w przypi"tyc) do piersi. Podo+nie jak w D)akasji$ tak i tu do stroj#w ludowyc) poprzypinane +y y odznaki i ordery z podo+izną 6enina.E & w tym momencie c)#r tancerzy refrenowa s owa7 C+y dzieci mog y jeś. Pomimo %e wszyscy mieli ju% do+rze w czu+ie$ nie dosz o do %adnego incydentu.. W tym czasie zacz" o si" +udowa. jakieś nast"pne taneczne ko o i kto mia oc)ot"$ wpina si" w jego a*cuc). Podo+nie jak na po udniu 'osji$ kulminacyjnym punktem zmaga* sportowyc) +y y CskaczkiE$ czyli gonitwa ko*ska. Po powrocie do mieszkania zastaliśmy st# przygotowany do kolacji.$ kt#rą z r#%nym skutkiem so+ie wzajemnie za+ieraliG strzelano z uk#w i rzucano drewnianym pniem. W godzinac) popo udniowyc) imprezy towarzyszące świ"tu usta y i rozpocz" a si" cz"ś. Przet umaczy mi nawet pojedynczy tekst7 C0ad" przez dziką stron" i musz" dzisiaj coś upolowa. Pod wiecz#r najwi"kszym powodzeniem cieszy si" ju% tylko alko)ol. Znając ju% realia tego kraju$ domyśli em si"$ %e musia o to gospodarzy kosztowa. do grupy.$ a% ca y rytua si" sko*czy . Walczyli atletyczni zapaśnicy$ a trofeum ic) walki +y a ol+rzymic) rozmiar#w koś. 0akuci a% wyli w trakcie jej trwania.murzy*skiego +luesa. & ?j$ pewnie ta c)ata +ardzo +ogata & pomyśla em i cz"stując si" tymi delikatesami$ czu em si" naprawd" za%enowany. W drugim ko*cu stadionu od+ywa y si" zawody zr"cznościowe i sportowe. W Polsce w trakcie takiej imprezy pe nokrwiści m odzie*cy zdą%yli+y ju% zapewne ze trzy razy solidnie si" potur+owa. Zauwa%y em te%$ %e kto ju% wszed do ta*ca$ to nie przestawa ta*czy. dos ownie majątek. wyro+y ludowe$ a wśr#d nic) pi"kne sceny ludowe rze!+ione w kości mamuciej$ ozdo+y z rog#w lu+ wypc)ane g owy renifer#w.E itd.$ +y dzieci mog y jeś.

Po tyc) zakupac) mia em s odko w ustac) i czym pr"dzej postanowi em opuści. 5o%esz jedynie zaczeka. 0eśli ju% musisz dosta. +ardzo upartą min". Z o+razu tego nie wynika o jednak nic do+rego dla mnie. D)c" jeszcze poczyni.. & /ic z tego. D#%$ +"d" pr#+owa . & 0a jednak spr#+uj" w stron" D)andygi & mo%e mi si" uda & powiedzia em$ ko*cząc temat. -am nikt nie je!dzi$ +o nie ma po co. -o ju% wydawa o mi si" za wiele. Poziom p ynu okaza si" maksymalny. & -am tylko +agna i tajga. mieszkania +y a ograniczona$ ja u o%y em si" zadowolony do snu w samoc)odzie. miasto. si" na odpoczynek. & Pewnie c) odnica cieknie & pomyśla em$ gdy% rano sprawdza em stan p ynu i +y maksymalny. ci" na 3lasce. wszystko$ czego potrze+owa em Jza kilogram cukru zap aci em dwadzieścia dwa dolaryK. 'ozmawiali po jakucku i nie mog em nic z rozmowy wywnioskowa. do zimy$ to znajomy ewentualnie do ączy ci" do jakiegoś transportu$ je%eli oczywiście +"dzie taki jec)a w tamtą stron". zakupy w mieście i ruszam w dalszą drog".$ lecz twarz 3leksego +y a jak+y ekranem rozmowy. Dzas ku temu odpowiedni$ gdy% p# nocna 6ena jest ju% od pierwszego sierpnia %eglowna & dowodzi swoic) racji gospodarz. 5#wiąc to musia em mie. do 5orza ]aptiew#w$ dok adnie do portu -iksi. /ast"pnego dnia zaraz po śniadaniu gospodarz zatelefonowa do znajomego z ministerstwa transportu. Zjec)a em na +ok$ poczeka em$ a% silnik troc)" ostygnie i otworzy em korek c) odnicy. -u w 0akucku ko*czy si" ju% świat. =yliśmy wszyscy zm"czeni nieprzespaną nocą i wra%eniami dnia$ dlatego zgodnie przyznaliśmy$ %e czas uda. na lotnisku$ gdy% czasami ląduje tu jakiś transportowiec z 3meryki. -amt"dy prowadzi p# nocny morski szlak i kursują statki$ kt#re mogą wysadzi. Podzi"kowa em serdecznie za gościn"$ wymieniliśmy adresy i wraz z gospodarzem$ kt#ry mia do za atwienia jakieś sprawy$ ruszyliśmy do centrum miasta. si" w po%ądanym przeze mnie kierunku. W czasie przeciskania si" korkami ulicznymi zauwa%y em$ %e znacznie wzrasta temperatura wody w silniku.starszemu z +raci i gospodarzowi zarazem$ +y podo+nego zdania jak kierowcy z tajgi i twierdzi $ %e o tej porze roku nie mam %adnyc) szans$ +y uda. Poniewa% wielkoś.. si" na jakiś statek p ynący 6eną na p# noc i dotrze. 3leksyj widocznie to zauwa%y i doda 7 & 2pr#+uj" jutro jeszcze czegoś si" dowiedzie. ?dnale!liśmy du%y sklep$ w kt#rym +y o +ardzo drogo$ ale mo%na tu +y o na+y. Doradzi $ %e+y zapyta. & -ransportowiec z 3meryki & powtarza em w myślac). . si" do 3meryki$ to musisz za+ra. na ten temat Y m#j znajomy pracuje w tutejszym ministerstwie transportu & on +"dzie wiedzia wi"cej od nas.

. po +ezdro%ac). symetrycznie. /ie +y em świadom przyg#d$ jakie na mnie jeszcze czeka y. w czymś pomocni. coś$ co praktycznie +y o niemo%liwe. dla mnie sko*czy . t" usterk".2prawdzam pasek klinowy & jest w porządku. Dwa miesiące w drodze. Wtem zo+aczy em z+li%ający si" samoc)#d niepasujący do reali#w 'osji & nową toyot" land cruiser. =y em w kilku warsztatac) i u kilku mec)anik#w Cz otyc) rączekE$ ale nigdzie nic nie wsk#ra em. = a)a$ moim zdaniem$ awaria samoc)odu okaza a si" doś. 2ądząc po marce samoc)odu i wyglądzie jego w aścicieli$ domyśli em si"$ %e są to przedstawiciele miejscowej mafii. /ie wiedzia em nawet tego$ %e dnia nast"pnego spotka mnie niecodzienne zdarzenie & spotkanie z mafią 0akucka. skomplikowana$ gdy% wymaga a wymiany ca ego wiatraka c) odzącego silnik. Dopiero teraz zdaj" so+ie spraw" z tego$ %e uda o mi si" zro+i. -o dopiero )eca$ skąd ja teraz wezm" wiatrak. Wtedy siedząc nad 6eną w okolicac) 0akucka$ tego jeszcze nie czu em. Po prostu jec)a em i udawa o mi si" przejec)a. Przy+yli zapytali$ czy mogą +y.dziesi"ciu stopni$ z c)wilą gdy zwalnia em lu+ w ącza em +iegi terenowe & gwa townie ros a. 2amoc)#d marki 6and & ro8er okaza si" na tyle nietypowym pojazdem$ %e zdo+ycie takiej cz"ści jak wiatrak okaza o si" niemo%liwe. Z toyoty wysiad o dw#c) m"%czyzn$ ic) uroda +y a europejska$ wi"c wnioskowa em$ i% są 'osjanami. ZZa mną ju% jedenaście i p# tysiąca kilometr#w$ z tego wi"kszoś. Dysponując wolnym czasem$ zro+i em kr#tki +ilans podr#%y. Wtem patrz" i oczom nie wierz". 0adący zauwa%yli mnie$ zawr#cili i zajec)ali drog". 5usia em wi"c za wszelką cen" usuną. Zosta wi"c tylko termostat$ kt#ry pewnie si" zacią & wnioskowa em. jakiś warsztat$ kt#ry +y coś doradzi . >dy o+ecnie spisuj" swoje przygody$ H korzystając z dziennika podr#%y$ kt#ry przez ca y czas skrupulatnie prowadzi em$ Hwracam pami"cią do wszystkic) dni sp"dzonyc) w 'osji. -am$ gdzie powinien znajdowa. Wyjaśni em przyczyn" moic) k opot#w$ dodając$ %e przede mną jeszcze daleka droga i 0akuck jest ostatnim wi"kszym . Uadne dokr"cenie czy dospawanie śmigie nie wc)odzi o w rac)u+"$ gdy% urządzenie to musia o pracowa. gdzieś w lesie$ a rankiem powr#ci. Podczas jazdy z normalną pr"dkością temperatura si" normowa a i trzyma a w granicac) dziewi". Znalaz em adne miejsce na o+#z i ju% o godzinie siedemnastej dzie* si" H. si" wiatrak$ jest puste miejsce$ sterczą tylko kr#tkie kikuty. Przejec)a em osiem stref czasowyc) i sp"dzi em setki Hgodzin$ walcząc z komarami i + otem tajgi. do miasta i znale!. & /ie +"dzie tak !le & pomyśla em & jakieś śmig o si" dopasuje. 5ia em oczywiście cz"ści zapasowe$ ale kto +y +ra wiatrak na rezerw"1 Poniewa% godziny pracy ju% si" sko*czy y$ postanowi em wyjec)a. Po ca odziennyc) +ezskutecznyc) poszukiwaniac) sta em +ezradnie na peryferiac) 0akucka. za miasto$ przenocowa.

polece* szefa$ mec)anik za+ra si" do pracy i po godzinie wszystko +y o naprawione$ a ca y pojazd dodatkowo sprawdzony. Wo odia wyda kilka polece* i po c)wili zjawi si" mec)anik. Wieczorem przy+y po mnie kierowca$ kt#ry oświadczy $ %e +ossowie oczekują mnie ju% w rezydencji. Przyznam$ %e z pewnym wa)aniem$ ale i nadzieją ruszy em za nowo poznanymi. & Dz owiek ten przyjec)a z daleka$ a przed nim jeszcze szmat drogi & stwierdzi . 'ezydencja mafii sy+eryjskiej z wyglądu przypomina a średniowieczny zesp# zamkowy7 wysoki$ trzymetrowy p ot$ z czterema wie%yczkami wartowniczymi i kilkunastoma lud!mi oc)rony oso+istej. ?trzyma em do dyspozycji świetnie urządzone mieszkanie. Po okazywanym na ka%dym kroku szacunku$ z jakim odnoszono si" do moic) znajomyc)$ wnioskowa em$ %e mam do czynienia z samymi +ossami. +rakującą cz"ś.. 4siedliśmy w ekskluzywnym o+szernym ga+inecie$ gdzie zgodnie ze starorosyjskim zwyczajem pocz"stowano mnie )er+atą$ w#dką i kawiorem. Przed +ramą wjazdową ustawiono dwa czo gi z . 6and & ro8era wstawiono do )ali fa+rycznej$ tymczasem ekskluzywnym samoc)odem odwieziono mnie do centrum miasta$ gdzie ujrza em świe%o uko*czony wie%owiec stanowiący w asnoś. /ie wypada o odm#wi. & Postaramy si" ci pom#c & stwierdzili po c)wili & a tymczasem jed! za nami. & Postaraj si"$ +y za godzin" usuni"to awari". z mojego auta & odpar Wo odia. & Prosz" wi"c wykr"ci. (lucząc po ulicac) 0akucka$ zajec)aliśmy przed +ram" du%ego zak adu produkcyjnego$ wyglądem i czystością przypominającego zac)odni standard. 0edyne$ kt#re +y pasowa o$ znajduje si" w samoc)odzie +ossa$ stwierdzi mec)anik. Zapanowa a wr"cz rodzinna atmosfera i mafiozi zaproponowali mi kilkudniowy odpoczynek w 0akucku$ zapraszając jednocześnie wieczorem na +ankiet$ kt#ry od+"dzie si" w letniej rezydencji po o%onej nad 6eną. ca e śmig o$ a takie na rynku rosyjskim jest niedost"pne. Po kwadransie okaza o si" to$ co +y o ju% wcześniej dla mnie wiadome$ %e sprawa jest na tyle skomplikowana$ i% przer#+ka nie wc)odzi w rac)u+" i nale%y wymieni.skupiskiem ludzkim na mojej trasie w kierunku 3meryki.uropy Zac)odniej dotar tak daleko samoc)odem. Przy+yli wykazali zainteresowanie prze+ytą ju% przeze mnie trasą$ stwierdzając$ %e nie s yszeli jeszcze$ +y ktoś z . Pe en niewiary w prawdziwoś. =udowla ta kontrastowa a z otaczającą ją szarością /a widok eskortującego mnie pojazdu otworzy y si" +ramy silnie strze%onego o+iektu i wjec)aliśmy na dziedziniec. gospodarzy. & Wo odia i Wiktor & tak przedstawili si" gospodarze i zaprosili mnie do okaza ego +udynku.

.lufami podniesionymi do g#ry jako sym+ol si y i w adzy. Doraz cz"ściej spotykamy si" z lud!mi z innyc) teren#w$ prowadzimy rozmowy$ doc)odzimy do porozumie* Y strzelaniny i ofiary to ju% przesz oś. =ezpośredni dost"p o+iektu do rzeki i otaczający las stworzy y pi"kne miejsce do wypoczynku. /a stole ujrza em potrawy i napoje$ kt#ryc) przeci"tny o+ywatel 'osji w %yciu nie widzia . po staremu lu+ nie mają pieni"dzy$ wi"c do dzisiaj wykupujemy od nic) te talony i tym samym pomna%amy majątek. ?ko o godziny dwudziestej drugiej$ korzystając z panującyc) w tym rejonie Cjasnyc) nocyE$ gospodarze zaprosili mnie na przeja%d%k" po 6enie. 5ajątek$ jaki posiadamy$ w wi"kszości dostaliśmy w prezencie od pa*stwa$ kt#re postawi o na prywatyzacj"$ a %e jak ju% wspomnia em$ +yliśmy na Csamej g#rzeE$ wi"c trudności nie +y o %adnyc). . jest podo+na do przesz ości innyc) ludzi rządzącyc) w tym kraju. r#wnie% si " & wtedy jest spok#j i r#wnowaga. ?kaza o si"$ %e +ankiet zosta wydany z okazji naszego spotkania i wszystko zosta o ju% wcześniej przygotowane. /owa w adza nie ma poj"cia o niczym$ +rak jej doświadczenia & to do niczego nie prowadzi.wiczą czasami nasi c) opcy & powiada Igor$ kt#ry$ jak si" okaza o$ +y oficerem 3rmii Dzerwonej i posiada +ogaty afga*ski sta%.. & -u . -eraz dopiero rozpocz" a si" prawdziwa za+awa. -u czeka a na nas kolejna i niespodzianka7 w oddalonym oko o trzec) kilometr#w$ do+rze oświetlonym miejscu$ zastaliśmy miniaturowy Cpoligon wojskowyE z r#%norodnym sprz"tem.uropie Zac)odniej takic) ludzi jak my nazywają +iznesmenami & śmieje si" Igor. Wsiedliśmy do dw#c) odzi i pop yn"liśmy w g#r" rzeki. =ossowie nie skrywali swojej radości$ widząc moją zdumioną min". & W tej c)wili w 'osji same pieniądze ju% nie wystarczają$ trze+a posiada. Pozna em te% trzeciego CwielkiegoE$ kt#ry przedstawi si" jako Igor.. Panowa a przyjemna atmosfera$ a gospodarze nie kryli ju% swojej profesji. W aściwie to nie wiem$ dlaczego nazywają nas mafią & u was w . Za czas#w Z2'' +yliśmy na wysokic) stanowiskac) pa*stwowyc)$ po pierestrojce jest tu rozgardiasz$ a przecie% ktoś musi rządzi. 0ak sam widzisz$ nie jesteśmy tacy straszni$ jak o nas opowiadają$ +o ludzie mylą nas$ prawdziwyc) +iznesmen#w$ z niezorgani%owanymi +andamin kryminalist#w. =y y Z2'' zosta ju% podzielony i nie wc)odzimy so+ie w drog"... /asza przesz oś.. Zresztą szans" +y y r#wne$ +o ka%dy o+ywatel +y ego Z2'' dosta Ctalon prywatyzacjiE$ na podstawie kt#rego m#g otworzy. Polega a ona na strzelaniu z +roni automatycznej$ prowadzeniu r#%nyc) pojazd#w pancernyc) i rzucaniu granatami. & 5y trzej & z dumą powiada Wiktor & CrządzimyE o+szarem$ kt#ry jest wi"kszy ni% . sw#j w asny interes$ ale i ludzie jak to ludzie$ wolą %y.uropa.

5afiozi nie oponowali$ ale przed odjazdem zaprosili mnie jeszcze na po%egnalny o+iad. Uyczymy szcz"śliwej dalszej drogi. Po przesz op# toragodzinnym rejsie opuszczamy pok ad promu w miejscowości /i%nyj =estiac).Wr#ciliśmy do rezydencji i gościliśmy si" prawie do rana. gościnności zadeklarowa em c)". ?dnajduj" stacj" +enzynową$ o kt#rej istnieniu dowiedzia em si" jeszcze w 0akucku i tankuj" +enzyn" dos ownie do ka%dego wolnego naczynia i z zapasem przesz opi"ciusetlitrowym ruszam piaszczystą drogą & w kierunku Cko*ca świataE. Znajduj" si" teraz sto kilometr#w w d# rzeki$ licząc od miejsca ostatniej przeprawy.. jak najszy+szego ruszenia w dalszą drog"..dziesi"ciokilometrowy odcinek przejezdnej podo+no drogi$ kt#ra zaprowadzi. . na naszą pomoc. Przy po%egnaniu Wo odia wr"czy mi swoją wizyt#wk" i powiada7 & >dziekolwiek znajdziesz si" na terenie 'osji i +"dziesz potrze+owa pomocy & poka% moją wizyt#wk" lu+ skontaktuj si" ze mną oso+iście. ma mnie do wioski Dzurapcza & tam wed ug wszystkic) jest koniec świata. Poniewa% uwa%a em$ %e nie nale%y nadu%ywa. si" swo+odniej. 5o%esz zawsze liczy. Wynaj"to na t" okazj" ca ą restauracj"$ +yśmy mogli czu. Pilotowany przez samoc)#d mafii wyje%d%am na rogatki 0akucka. Imponującej wielkości promem$ kt#ry na pok adzie pomieści kilka du%yc) ci"%ar#wek$ przeprawiam si" ponownie przez 6en". Wed ug mapy przede mną jeszcze stupi".

$ %e zostanie na zawsze. si" atwym upem. ..$ z o o kt#rym piszą gazety i kt#re pokazują filmy$ jest celowo wyol+rzymione$ a ludzie niesprawiedliwie osądzeni. /iema o te% w tym kierunku uczynili dziennikarze i ca a reszta fotoreporter#w$ kt#rzy szukając sensacji i do+ryc) zaro+k#w mogli wypisywa..$ naprawi a mi samoc)#d$ a p#!niej przez dwa dni gości a u sie+ie.X Wyo+ra%enie ludzi mieszkającyc) w krajac) Zac)odu o 'osji jest przewa%nie jedno. 5a o kto jednak decyduje si" na taką podr#%$ +o ludzie si" +oją$ +oją si" tego$ co przeczytali w gazetac). Dlatego$ prosz" mi wierzy. i doszcz"tnie ogra+i.. /awet mafia$ kt#ra c)"tnie morduje dla przyjemności$ zamiast mnie zakatrupi. 0est to kraj z a$ a %yją w nim ludzie mający czerwone oczy$ o+rzmia e od alko)olu twarze i czyniący z o$ gdzie tylko mogą. jednego dolara$ pogardzili kilkoma tysiącami dolar#w$ kt#re w g uszy sy+eryjskiej tajgi mog y+y sta. Ailm taki nie powsta z prostej przyczyny & po prostu +y +y niesprzedawalny. w ic) wyo+ra!ni$ a sk onny jestem sądzi. /ie znalaz a si" jeszcze %adna ekipa filmowa$ kt#ra +y pojec)a a do 'osji i nakr"ci a film o tym$ %e i owszem$ jest +iednie$ ale ludzie są do+rzy i jak mogą$ pomagają innym ludziom. -akie skojarzenie +"dzie d ugo pozostawa. 2ą nieświadomi faktu$ %e o+raz ten jest efektem wieloletniej pracy specjalist#w od psyc)ologii$ pracującyc) na zlecenie pa*stw +loku politycznego przeciwnego +y emu. ?kaza o si" wi"c$ %e wszec)o+ecni +andyci$ kt#rzy z rozkoszą wypruwają flaki$ a+y zdo+y. 3 tam jest wyra!nie napisane$ %e napadną nas w +ia y dzie* i flaki nam wyprują za jednego dolara.$ co c)cieli. Prawdą jest te%$ %e mafia kontroluje gospodark"$ ale co ma do tego przeci"tny o+ywatel1 5afia to nie 'osja$ podo+nie jak t umy narkoman#w na ulicac) Zuryc)u to nie 2zwajcaria. mafii rosyjskiej$ kolejki przed sklepami$ %e+rzącyc) ludzi i stare +ezz"+ne +a+y m#wiące o +iedzie. Domniemanyc) +andyt#w nie zwa+i CwrogiE samoc)#d$ pe en r#%nyc) Cskar+#wE ani du%y$ rzucający si" z daleka w oczy napis$ informujący o celu podr#%y JC/ew YorkEK. si" na Wsc)#d i zo+aczy.$ jak jest w rzeczywistości. to wszystko la szklanym ekranie7 z+rodniczą dzia alnoś. Prawdą jest$ %e w 'osji jest +ieda$ ale wiedza o +iedzie 'est wiedzą ja ową. Do tej pory przejec)a em po terytorium 'osji przesz o jedenaście tysi"cy kilometr#w. =o to$ o czym pisali +y o daleko za %elazną kurtyną i nikt si" nie kwapi $ +y to oso+iście sprawdzi. 6epiej o+ejrze. Dzasy si" zmieni y i teraz mo%na ju% samemu wy+ra. Przedstawicieli odmiennyc) kultur i narodowości$ prze+ywa em wśr#d nic)$ jad em z nimi z jednej miski i nierzadko pi em z nimi w#dk". 6udzie nie c)cą zna. /a swojej trasie spotka em r#%nyc) ludzi$ r#%ne kategorie spo eczne i zawodowe. W+rew ostrze%eniom$ jakie przed wyjazdem zewsząd otrzymywa em Jw tym w am+asadzie rosyjskiejK nikt na mnie nie napad i nikt mnie nie okrad . prawdy.

/ad wodą +y o tak ślicznie i przyjemnie$ %e świadomie odwleka em moment wyjazdu. wiem$ %e za par"naście kilometr#w sko*czy si" droga$ to jestem pewien$ %e pr"dzej czy p#!niej spotkam gdzieś ludzi$ kt#rzy nie odm#wią mi pomocy$ gdy +"d" jej potrze+owa . 0eden z m"%czyzn zaprosi mnie do środka. (ilkaset metr#w dalej uspokoi y si" i sku+iąc traw"$ przesuwa y si" w znanym so+ie kierunku. w dom & =#g w domE jest na 2y+erii rzeczywistością.$ %e ludzie %yjący tam są +iedni$ ale zawsze gościnnie nas podejmą i pomocy udzielą. jasną noc$ gdy% prawdopodo+nie jutrzejszy dzie* +"dzie tym$ w kt#rym rozpocznie si" dla mnie kolejny ci"%ki etap drogi. Poniewa% z+li%a si" wieczorowa pora$ wi"c postanawiam tu sp"dzi. . >dy znalaz em si" o+ok nic)$ przyjrza em si" im uwa%nie. 'oz+i em namiot$ rozpali em ogie* i odpoczywa em wśr#d ciszy niezmąconej %adnym d!wi"kiem. W osiedlu znajdowa o si" kilkanaście takic) dom#w. C(o*ca świataE jeszcze nie wida. /ie +y y to typowe sy+eryjskie c)aty$ lecz z+udowane z pni okrąg e +udowle. W rezultacie w dalszą drog" wyruszy em dopiero ko o po udnia. Wierz" w to mocno$ +o +ez tej wiary nie m#g +ym dalej jec)a.Powiedzenie C>oś.$ za to zauwa%am du%e jezioro pi"knie po o%one wśr#d mieszanego lasu. >dy je stawiano$ zad+ano$ +y +y y odporne na wiatr i utrzymywa y ciep o. Wypatrywa em jakiegoś pasterza pilnującego koni$ ale nikogo nie +y o & konie pas y si" same. W c)wil" p#!niej us ysza em r%enie koni$ a p#!niej zo+aczy em ca y ic) ta+un wy aniający si" z lasu. /a powitanie wyszli mieszka*cy & najpierw starzy m"%czy!ni$ potem ko+iety$ nieśmia e i cic)e stan" y z +oku i oczekiwa y$ a% m"%czy!ni sko*czą powitanie$ a o+ok piskliwa gromadka do+rze z wyglądu od%ywionyc) dzieci. Poni%ej w dolinie ukaza y si" jakieś za+udowania. Wierz" te%$ %e wezm" kiedyś gazet"$ w kt#rej przeczytam artyku m#wiący o tym$ %e 'osja jest krajem pi"knym i dziewiczym$ %e ka%dy z nas mo%e coś dla sie+ie tam odkry. >dy+y nie to$ to nie jec)a +ym teraz w kierunku Cko*ca świataE & jak sami 'osjanie nazwali o+szary po o%one na wsc)#d od 0akucka. Poniewa% +y em na trasie ic) zamierzonej w"dr#wki$ zaniepokoi y si" nieznacznie$ najpierw ruszy y k usem$ a p#!niej ju% przegalopowa y tu% o+ok mojego namiotu.. Nciany pomi"dzy pniami +y y ocieplone dodatkowo warstwami plecionej trzciny$ a wewnątrz opatrzone sk#rami zwierz"cymi$ sierścią do ściany. I c)o. Po paru godzinac) jazdy dotar em na skraj zalesionego z+ocza. 'ol" dac)u spe nia a gru+a warstwa ziemi$ na kt#rej ros a wysoka trawa. =udynki te z+udowane +y y +ardzo solidnie. 5ieszka*cy +ardzo s a+o m#wili j"zykiem rosyjskim & +yli to 0akuci. =y o ic) oko o dwustu i sz y w moim kierunku. 'ano zo+aczy em je pasące si" po przeciwnej stronie jeziora.

Wewnątrz panowa a gro+owa ciemnoś.$ +y dojec)a. koni1 (to +y tam pilnowa koni. Powoli wzrok przyzwyczai si" do otoczenia$ ale tylko na tyle$ ze mog em odr#%nia. do zrozumienia$ %e +ardzo mi spieszno w dalszą drog". w drog" i zapyta em$ w jakim kierunku si" uda. Dowiedzia em si"$ %e to osiedle nale%y do jakiegoś ko c)ozu zajmującego si" )odowlą koni. t" t ustą nor"$ gdzie kilkanaście p uc walczy o o resztki tlenu pozosta ego w cuc)nącymi amoniakalnym powietrzu. postacie ludzkie$ nie widząc dok adnie ic) twarzy. do i D)andygi. Dotar em teraz do trudnego do prze+ycia o+szaru o niesamowitym$ martwym . ?gromne masy martwyc) ga "zi i powalonyc) drzew +ardzo utrudnia y mi jazd". Do D)andygi1 -o +"dzie ci"%ka sprawa. /ie mog em jednak tego zro+i. Wyznam$ %e rozczulili mnie tym gestem$ ale pomimo ic) ostrze%e* o tym$ %e mog" pozosta. =y a ju% noc$ mimo to dooko a panowa a jasnoś. Za nami do c)aty wesz a gromadka ludzi. W pierwszej c)wili c)cia em opuści. Dowiedzia em si" jednak$ %e nast"pna osada w tym kierunku znajduje si" w odleg ości oko o dwustu pi". Dodziennie ziemia +ardziej taje ii nied ugo ca a okolica +"dzie jednym +agnem. Przestrze%ono mnie$ %e trakt nie jest z+yt ucz"szczany ze wzgl"du Ina + oto. & Po jakiej rzece1 & zapyta em z zainteresowaniem.. Wyszliśmy wszyscy w oślepiające s o*ce dnia i dopiero teraz zauwa%y em$ %e w c)acie +yli tylko m"%czy!ni. Poczu em ostry przenikliwy zapac) zje cza ego t uszczu.. ?ne mądrzejsze od ludzi i jak si" najedzą do woli$ to same powr#cą do wioski. =y jakoś w miar" szy+ko si" stąd wydosta. do zimy.$ opowiedzia em w skr#cie o tym$ jak si" tu dosta em i zaproponowa em$ %e poka%" im sw#j samoc)#d. /ie spodziewa em si" po drodze drogowskaz#w$ ale nazw" zapisa em. 0akuci jeszcze c)wil" dyskutowali w zrozumia ym tylko dla nic) j"zyku$ po czym jeden z nic) zaproponowa mi jedną c)at"$ a+ym m#g zaczeka. ?sada nosi a nazw" =oro+u . Po zademonstrowaniu samoc)odu wyt umaczy em$ %e czas mi rusza. 5ozolnie posuwa em si" teraz przez g"stą tajg". dopiero w zimie$ gdy przejdzie pierwszy odwa%ny i oznaczy drog"$ po kt#rej pojadą nast"pni. & Pilnowa. & Po 3 danie & odpowiedzieli. 0edno$ co mog em$ to da.dziesi"ciu kilometr#w i widoczny jest zarys traktu +iegnącego w tamtą stron". na zawsze w tajdze$ po%egna em mieszka*c#w wioski i ruszy em w parującą otc) a* lasu. Zapyta em$ gdzie znajdują si" zimniki prowadzące w tamtym kierunku$ kt#re wyra!nie +y y zaznaczone na mapie$ odpowiedzi us ysza em$ %e to mo%na stwierdzi.$ to jedzie po zamarzni"tej rzece.$ gdy% +y a+y to śmiertelna o+raza gospodarza. ?dpowiedzieli$ %e tak$ a na pytanie dlaczego ic) nikt nie pilnowa $ wszyscy wy+uc)li śmiec)em. /awet zimą t"dy si" nie je!dzi$ kto c)ce si" tam dosta. Zapyta em$ czy konie widziane przeze mnie poprzedniego dnia nale%ą do nic).

w szale*stwo ni% rozum$ . =y em w tej g uszy ju% oko o tygodnia$ a panująca tropikalna temperatura sprawi a zapewne$ %e za so+ą mia em ju% tylko jedno wielkie +agno. Dzienne osiągi nie przekracza y nawet trzydziestu kilometr#w$ ale co najwa%niejsze & posuwa em si" do przodu. Pomimo %e teren +y po o%ony nieco wy%ej$ pod o%e +y o + otniste i przemieszcza em si" z trudem. 0akucja zimą to piek o$ lecz nie ogniste & to piek o zimna. mądrzejszy od 0akut#w$ kt#rzy tu si" urodzili i przewidzieli wszystko$ co teraz si" sta o. 2zkoda ka%dej godziny & na p# noc@@@ ]atwiej jest uwierzy. Przesta em ju% wierzy. (alkulowa em$ co ro+i. /astąpi y c)wile za amania. /adzieja wstąpi a we mnie i momentalnie powr#ci y si y. dalej i po d ugic) rozmyślaniac) & eureka@@@. drog" do cywilizowanego świata i to pr"dko. kompasowi$ kt#ry$ jak mi si" wydawa o$ popsu si" i wskazywa nieodpowiedni kierunek. Po wielkic) trudac) uda o mi si" wreszcie wyjec)a. 3 c) odniej na pewno +y o na p# nocy. Dzyni em so+ie wyrzuty$ %e c)cia em +y.$ ale jak pec) to pec) & par" kilometr#w dalej zn#w si" zakopa em. (ilka godzin pracy opatą sprawi o$ %e na d oniac) pojawi y si" +ą+le. Przez c)wil" pomyśla em$ %e rozsądnie +"dzie jak wr#c" po w asnyc) śladac)$ ale zaraz uświadomi em so+ie$ %e droga jest ju% odci"ta. Zrozumia em wtedy$ %e a+y si" ratowa. /ast"pnego dnia par" godzin straci em na to$ +y wyciągną. widoczny$ dawno ju% si" rozmy $ początkowo pojawia si" jeszcze gdzieniegdzie$ ale od kilku dni nie widzia em go ju% ani razu. 0akuci mieli racj"$ twierdząc$ %e z dnia na dzie* przy+ywa w tajdze + ota i wody$ dos ownie z ka%dą c)wilą +y o gorzej. -eraz te% dopiero w tej g uszy przypomnia em so+ie$ %e mam niesprawny lewar$ kt#ry +y +y +ardzo pomocny.$ trze+a znale!. samoc)#d z + ota$ kt#re okaza o si" nie tyle + otem$ co t ustą gliną. Zaczepiana lina wyciągarki po prostu ama a wąt e modrzewie$ a efekt +y taki$ %e je przyciąga a do samoc)odu. 6atem natomiast jest piek em$ w kt#rym dia+ y ryczą7 upa em$ + otem i komarami. nawet wyciągarką. 6and & ro8er zassa si" w niej i nie spos#+ +y o go ruszy. 2koro zmiany klimatyczne na tym terenie są tak du%e$ odczuwalne po paruset kilometrac)$ pozosta o mi pojec)a. marszrut"$ ale nie znalaz em na niej nawet osiedla zamieszkanego przez %yczliwyc) 0akut#w.krajo+razie. tam$ gdzie jest c) odniej. Posuwa em si" jednak do przodu i to +y o najwa%niejsze. -rakt$ kt#ry zdaniem 0akut#w mia +y. 2traci em ca kowicie orientacj" i cz"sto wydawa o mi si"$ %e jad" w przeciwnym kierunku. ?+sesyjnie przegląda em map"$ starając si" odtworzy. =ą+le i krew pokry y r#wnie% ca ą twarz$ gdy% podczas pracy +y em jad odajnią dla setek g odnyc) komar#w. 2traci em nadziej"$ %e kiedykolwiek jeszcze ujrz" drog"$ a p#!niej w c)wilac) ci"%kiej depresji myśla em$ %e nie wydostan" si" stąd ju% nigdy.

?druc)owo nacisną em )amulec i samoc)#d zatrzyma si" gwa townie.. Pro+lem si" rozpoczyna dopiero wtedy$ gdy trze+a +y o oknem wyc)odzi. Po kilku nast"pnyc) dniac) sta em si" prawdziwym profesjonalistą. Zupe nie jak piosence$ ale gdy pierwsze emocje opad y$ nie mia em ju% oc)oty na śpiew. -aka operacja trwa a najd u%ej p# godziny. Prowadzi em teraz +ardzo nieskomplikowany try+ %ycia$ polegający na wyciąganiu samoc)odu z + ota.$ +o przyzwyczajenie to koniec. w kierunku >wiazdy Polarnej$ ale gdy tylko warunki +y y sprzyjające$ posuwa em si" na p# noc. 3 najpewniejsze tego +y o to$ %e d ugo tu zostan".. 'zeka +y a wielka i mia a co najmniej dwa kilometry szerokości. Za śmieszne ju% uwa%a em$ gdy samoc)#d osiad na podwoziu$ a ko a mieli y + oto.. 'ozejrza em si" dok adnie i stwierdzi em$ %e staną em na skraju niewysokiej skarpy$ a przede mną rozpościera si" widok na p ynącą w dole szeroką rzek".. Dopiero po c)wili$ gdy rozejrza em si" wok# $ radoś. 5og a to +y. Przyroda sprawi a$ %e nie zawsze mog em podą%a.. najlepsi alpiniści. 3mga lu+ 3 dan$ a mo%e to 6ena1 & wszystko +y o mo%liwe.$ +y stwierdzi. Po przeciwnej stronie tajga$ na prawo & tajga$ na lewo & tajga$ a środkiem p ynie rzeka.$ jak +ardzo si" pojazd zapad . =a em si" tylko$ +y si" do tego nie przyzwyczai.. Dzy dowiem si" c)ocia%$ nad jaką rzeką zimowa em1 & przemkn" o mi przez myśl. -amma$ mog a +y. W c)wilac) do+rego )umoru planowa em$ %e po powrocie otworz" prywatną firm" zajmującą si" wyciąganiem samoc)od#w z + ota. 0ec)a em wpatrzony w przestrze*$ kiedy nagle uciek a mi ziemia sprzed G samoc)odu.+ym si" cudem przeprawi si" na drugą stron"$ to czeka mnie tam to$ co mia em za so+ąG +agna$ tajga i komary.. -o niewa%ne$ %e sk#ra pokryta +ą+lami i opuc)ni"ta$ %e twarz koloru czarnego od zakrzep ej krwi & ale jad" na p# noc$ a jak si" samoc)#d popsuje$ to p#jd" pieszo@ Prze om w psyc)ice ju% nastąpi i pogodzi em si" z tym$ %e komary i +agna sta y si" nieod ącznymi sk adnikami %ycia. Dlatego topią si" przewa%nie najlepsi p ywacy$ giną najlepsi lotnicy i spadają w przepaś. =iegiem ruszy em po map". . 'zek A okolicy +y o kilka i nad ka%dą mog em si" znajdowa. Zda em so+ie r#wnie% spraw"$ %e c)o. /a firmowym zaś samoc)odzie umieszcz" reklam" Cwyciągam z +agnaE. /iestety$ niewiele si" z niej dowiedzia em. Wi"c istnieje jeszcze inny świat ni% + oto@ W pierwszym momencie tak si" ucieszy em$ %e wyskoczy em z samoc)odu skaka em jak op"tany.kiedy cz owiek jest zm"czony i przygn"+iony. Dotar o do mnie$ %e tym razem ekspedycja moja zako*czy a si" na do+re. moja przygas a.

=y si" do niej dosta. /apad y gromadnie i kąsa y +ardzo +oleśnie. =y y z+yt p ytkie$ +y a+y do nic) podp yną. >dy+yśmy natomiast pozwolili komarowi napi. (omary okaza y si" przy nic) niczym. . P#!niej dopiero odkry em$ %e w aśnie pot +y przyczyną$ %e napad y mnie dziwne ol+rzymie muc)y$ kt#re wielkością dor#wnywa y trzmielom.. i powstaje +ą+el.$ przy kt#rej si" spoci em. 0est wielka$ wi"c na pewno %eglowna$ od czasu do czasu musi coś nią p yną. 4wag" moją przyku a teraz rzeka. si" do woli$ a co za tym idzie$ wyssa. jakiś statek. sw#j apetyt. Pomyśla em te% o posiadanyc) zapasac) i ucieszy em si" w tym momencie$ %e ro+iąc zakupy w 0akucku$ dokupi em dwa kilogramy soli. si" do s odkiej$ czerwonej cieczy. -ec)nika pozyskiwania po%ywienia przez te owady znacznie si" r#%ni a$ np. /adlecia y niespodziewanie$ atakując ka%dej strony. C'ozpuszczalnikE zatem zostaje w naszym ciele$ gdy% denat nie zdą%y go wyssa. zawsze przygotowanym na r#%ne niespodzianki$ kt#re trzyma w zanadrzu przyroda.mocje nieco przygas y$ kiedy przyjrza em si" +rzegom. po prostu wygryzają sk#r". 'zeka$ w kt#rej p yn" a przezroczysta woda$ piaszczysty zeg i tajga. -o w aśnie w#wczas odczuwamy pieczenie i automatycznie za+ijamy owada.. 'zeka da mi wod" i ry+y$ tajga +udulec i opa . /ie zgin" & pomyśla em. /a 2y+erii wszystko si" mo%e cz owiekowi przydarzy.'ozejrza em si" po naj+li%szym otoczeniu. komary mają %ąde ko$ przez kt#re wstrzykują coś w rodzaju rozpuszczalnika$ kt#ry ma za zadanie rozcie*czy. Zar#wno komarom$ jak i tym muc)om$ kt#ryc) nazwy nie znam do dzisiaj$ c)odzi o przede wszystkim o to$ +y krwią zaspokoi. si" na jej pok ad1 -ak czy inaczej rzeka +y a nadzieją$ co prawda wąt ą$ ale nadzieją. 5ają jednak te muszyska jedną . Wykonywa em jakąś czynnoś. krew za g"stą dla ic) otworu g"+owego. rozpuszczoną ju% krew$ to po ukąszeniu prawie nie +y o+y śladu.. i trze+a +y. P#!niej$ kiedy ju% przywyk em do o+ecności tyc) stworze*$ z nud#w i ciekawości przeprowadza em z potworami r#%ne doświadczenia. /ie spos#+ +y o przed nimi si" o+roni. Pojawi si" nowy nieznany mi prześladowca$ o kt#rym co prawda ju% wcześniej s ysza em$ dotyc)czas go nie widzia em. /ie +y +ym jednak so+ą$ gdy+ym da tak atwo za wygraną.. /ieopodal jakiś niewielki strumie* wpada w nurt wielkiej wody i miejsce i upodo+a o so+ie ptactwo wodne. 5o%e uda o+y si" to jakiejś p askodennej +arce$ tle powsta +y kolejny pro+lem & jak dosta. 2ta o si" to niespodziewanie. 5iejsce na o+#z idealne. Zauwa%y em$ %e są do tego stopnia CinteligentneE$ %e wy+ierają naj+ardziej ukrwione miejsca. 0akuckie muc)y zwane przez miejscowyc) paut mają mniej skomplikowany spos#+ na to$ +y do+ra.

W sumie nie wiedzia em$ czy pr"dzej dojd" i do celu idąc w t" stron"$ ale wydawa o mi si" to rozsądniejsze$ gdy% gdy+ym w ciągu tygodnia nigdzie nie dotar $ to atwiej +"dzie mi powr#ci. ?p"dzając si" +ezskutecznie$ wymac)iwa em r"koma jak op"tany$ a skutek +y taki$ %e jeszcze +ardziej si" poci em$ a muc) coraz wi"cej przy+ywa o. go otwartą$ d onią i zgnieś. i s yc)a. /ie mog" +ezczynnie siedzie. Par" dni p#!niej przekona em si"$ jak +ardzo są wytrwa e i %ywotne.$ %e coś w og#le t"dy p ywa. Postanowi em dzia a.niewątpliwie s a+ą stron". 2ą +ardzo %ywotne$ zawzi"te i nie dają atwo za wygraną. =iorąc pod uwag" kierunek p# nocny i kierunek$ jakim p yn" a rzeka$ wnioskowa em$ %e znajduj" si" na jej lewym +rzegu$ wi"c musia a to +y. tak szeroka. tylko szum drzew i p ynącą wod". Wpad em w#wczas w furi" i apa em je pojedynczo$ wciskając pod wod". ?d tego czasu uwa%a em$ +y przy wykonywaniu jakiejkolwiek czynności po prostu si" nie spoci. do o+ozu z prądem rzeki c)ocia%+y na . jakiś d!wi"k czy odg os silnika$ ale s yc)a. Da em wi"c za wygraną salwowa em si" ucieczką do wody. P#jd" pieszo. Z kolei wydawa o mi si" nieprawdopodo+ne$ +y 3mga mog a +y. Zaatakowa y mnie w licz+ie kilkunastu. 3mga lu+ 3 dan. 3le na 2y+erii wszystko jest mo%liwe. 5in" o ju% adnyc) par" godzin od czasu$ kiedy znalaz em si" nad rzeką.. Dooko a cisza$ tylko od czasu do czasu odzywa si" kuku ka. +utem. Doś trze+a zro+i. natyc)miast$ +o c#% za r#%nica$ teraz czy jutro i tak nie spodziewa em si"$ %e odnajd" siedlisko ludzkie za pierwszym zakr"tem rzeki. /a niewiele to si" zda o$ gdy% +y em zanurzony tylko po szyj"$ krwio%ercze muc)y o tym wiedzia y i atakowa y teraz moją twarz.. 2prawa staje si" jednak +eznadziejna$ gdy zaatakują gromadą. >dzie jestem i co to za rzeka & dr"czy o mnie naj+ardziej. Pr"dzej czy p#!niej dotr" do jakiejś wsi i dowiem si" przynajmniej$ gdzie si" znajduj". 2ą +ardzo wolne w locie. ?kaza o si" jednak$ %e silne te owady wyp ywa y na powierzc)ni" i jak gdy+y nic z powierzc)ni wody zrywa y si" do lotu. 4derzona muc)a nawet gdy spadnie na ziemi"$ momentalnie podrywa si" do lotu i atakuje powt#rnie. Ws uc)uj" si"$ +y wy owi.$ rzeczywiście zapowiada si" na to$ %e zostan" tu do zimy. /a rzece spok#j$ zaczynam ju% wątpi.$ co nie +y o atwe$ gdy% w czasie dnia panowa y tropikalne upa y. Wystarczy w#wczas trzepną. Z pojedynczym oso+nikiem poradzi so+ie ju% kilkuletnie dziecko$ gdy% z daleka go wida. Powsta teraz kolejny dylemat$ w kt#rą stron" si" uda. nawet$ jaka rzeka@ & wraca a wcią% myśl & tego +y o ju% za du%o. Ue+y nie wiedzie. Postanowi em wyruszy.. 'ajskie wi"zienie & pomyśla em.1 Po kr#tkim namyśle zdecydowa em$ %e p#jd" w g#r" rzeki. Dopiero po c)wili traci y zapac) i wszystkie odlecia y.

D)y+a racj" mają ci$ co m#wią$ %e szcz"ściem jest tylko droga do sukcesu. i wątpi"$ f +y komuś to si" uda o. Zdawa em so+ie spraw"$ %e jest to uczucie c)wilowe i p#!niej zn#w powr#c" na ten świat$ ale w tym momencie +y +ym +ardzo niemile rozczarowany$ gdy+ym spotka na tym odludziu drugiego cz owieka. za przykrycie i kawa ek gazy )igienicznej$ kt#ra stanowi. Przygotowania do wymarszu trwa y dziesi". -o niesamowite i uczucie.. =y em tylko ja sam nad rzeką podą%ający w milczeniu na spotkanie z innym cieniem. -warz mia em opuc)ni"tą$ a .. Zasypiając$ s ysza em jeszcze kuku k" i ry+y rzucające si" co jakiś czas w wodzie. Znalaz em nieopodal +rzegu dogodne miejsce na nocleg i rezygnując ze zjedzenia kolacji$ zm"czony po o%y em si" na trawie. Pr#cz tego 4mieści o si" par" konserw$ +oc)enek c)le+a$ n#%$ s#l$ zapa ki i %y ka z )aczykami.. Pierwszy raz w %yciu znalaz em si" sam na takim pustkowiu i szed em po ziemi$ kt#ra prawdopodo+nie nie d!wiga a jeszcze ci"%aru cz owieka.jakimś pniu. /a pr#%no mi dzisiaj czeka. mia a oc)ron" twarzy przed komarami.. 2zed em teraz +rzegiem rzeki$ wdyc)ając świe%e c) odne powietrze i czu em$ jak piasek ugina si" pod ci"%arem mojego cia a. Wśr#d o+dartyc) +rudnyc)$ wyg odzonyc) w #cz"g#w pr"dzej znajdziesz szcz"śliwyc) ni% wśr#d gwiazd ekranu lu+ ministr#w.. minut. Za+ra em ze so+ą plecak$ do kt#rego w o%y em pa atk" wojskową mającą mi s u%y. -ylko tajga kontrastowa a swą czernią i gru+ą linią przecina a wszec)o+ecną intensywną czerwie*.. Do jakiś czas ogląda em si" za sie+ie i widzia em land & ro8era stojącego jak pomnik na wzniesieniu. 6ecz cie* m#j nie po ączy si" z innym cieniem. Dz"ściej te% zdarzają si" samo+#jstwa wśr#d s aw ni% wśr#d śmieciarzy.. ciemności$ ta ju% w naj+li%szym czasie nie zapadnie. /atura ludzka ma to do sie+ie$ %e cz owiek nigdy do ko*ca nie wie$ czego naprawd" c)ce i dlatego popada w skrajności. /iewielu naprawd" z nic) wie$ co to szcz"ście. na ludzi$ kt#rzy stan"li u szczytu s awy. /oce +y y jasne jak dnie.$ inaczej nie mo%na$ gdy% ka%dy opis zniekszta ci +y tylko ten o+raz. 2pojrza em na stojącego na skarpie land & ro8era i powiedzia em do kupy %elastwa7 /ie +#j si"$ wr#c". Wystarczy popatrze. -o trze+a prze%y. /ie+o i woda +y y tego samego koloru. Z ka%dym prze+ytym kilometrem stawa si" coraz mniejszy$ a% wreszcie si" wtopi w ciemną lini" +rzegową. 2pojrza em na zegarek$ doc)odzi a druga w nocy..$ a efektem +y o to$ %e do+ra y si" do mnie komary. /ie jestem na tyle zdolny$ +y to opisa. Pomimo %e twarz zakry em gazą$ to jednak podczas snu musia em odruc)owo ją zrzuci.. 2zcz"ście si" ko*czy$ kiedy dopnie si" celu.. 4czucie wolności i si y. Patrzy em na cie* +iegnący samotnie przede mną. 2 o*ce ju% si" rozla o.

$ dodając swą wilgo.... Po godzinie si" przejaśni o i przesta o pada. /ie pozosta o nic innego$ jak rozpali. puszki$ gdy% konserwy mia y stanowi. Po jakimś czasie +y em ju% suc)y. Podszed em jak tylko mog em naj+li%ej i w cieple p omieni suszy em u+ranie.. Postanowi em na nast"pnym postoju na apa. Zro+i o mi si" zimno$ poniewa% po ostatniej przeprawie przez rzeczk" u+ranie nie zdą%y o jeszcze na mnie wysc)ną. %elazny zapas %ywności. do ognia$ wi"c gigantyczny s up dymu spiralnym ruc)em unosi si" do nie+a. Poniewa% wok# drzew znajdowa o si" wiele drewna na opa $ zgromadzi em stos$ pod o%y em suc)y mec) i malutkie ga ązki i podpali em to zapa kami. ry+ i nimi si" od%ywia. si" jeszcze +ardzo d ugo i perspektywa spania w przyjemnym cieple +y a ogromnie zac)"cająca. 4lewa sprawi a$ %e pozosta c) #d i nawet komary si" nie pojawi y. W"drując dalej$ co kilkaset metr#w op ukiwa em rozpaloną twarz zimną wodą i postanowi em$ %e c)o. jakąś stromą skarp" opadającą pionowo do wody. Zmoczone deszczem drewno sycza o i skwiercza o w ogniu. Pod wiecz#r zac)murzy o si" i zaczą najpierw siąpi. 6ekki wiatr po+udzi do %ycia ognisko i pojawi si" pierwszy dym. /aciągną em na to podkoszulk"$ a do frontowej cz"ści przymocowa em gaz". Aorsowa em strumienie wpadające do rzeki. /a o+iad zjad em jedną konserw" i popi em wodą z rzeki. 2zed em dalej piaszczystym +rzegiem tu% przy samej wodzie$ czasami tylko wc)odzi em w tajg"$ +y ominą. Wyszuka em kilka odpowiednic) ga ązek$ powiąza em je %y ką ze so+ą i powsta o coś na wz#r kwadratowego szkieletu. Dziwną t" konstrukcj" na o%y em na g ow" i stwierdzi em$ %e za+ezpieczenie jest gotowe.. . 0eden okaza si" na tyle szeroki i g "+oki$ %e musia em go przep yną. 2zyj" o+wiąza em r"kawem od kurtki i w tym momencie sta em si" niedost"pny dla komar#w. +"dzie trwa o to godzin"$ to przed kolejnym noclegiem dok adniej si" przed tymi wampirami za+ezpiecz". >a "zie pali y si" powoli$ a poniewa% ziemia pod nimi te% zacz" a taja. Pomny jednak wczorajszej nocy i skutk#w pozosta yc) po odwiedzinac) komar#w$ staranniej przygotowa em si" do jej sp"dzenia. 'ozwiesi em mi"dzy drzewami pa atk" i sc)roni em si" pod nią. 2tając pod wiatr$ wpatrywa em si" w s up dymu unoszący si" mi"dzy ga "ziami i niknący w wierzc)o kac) drzew. P#!niej doszed em do wniosku$ %e postąpi em nierozsądnie$ zjadając zawartoś. Parokrotnie zaatakowa y mnie jakuckie muc)y$ w rezultacie zwolni em tempo marszu$ +y si" nie poci. odzie%. deszczyk$ kt#ry po jakimś czasie przerodzi si" w ulew".miejsca ukąsze* +ardzo mnie sw"dzia y. ogie* i wysuszy. P omienie ju% przygas y$ ale czerwony gorący %ar m#g utrzyma.

& CDzisiaj jadalnia jest zamkni"ta & +ardzo pa*stwa przepraszamy.. cywilizacji.E Nniadanie stanowi a kromka suc)ego c)le+a$ kt#rą jad em$ idąc skąpanym w porannym s o*cu +rzegiem. ?druc)owo wyciągną em z plecaka kurtk" i za o%y em ją. . w ka+inac)... =y em g odny$ ale postanowi em przetrzyma. Wyp yną wreszcie zza zakr"tu. W c)wil" p#!niej coś innego zaj" o moją uwag". Ptak mia poka!ne rozmiary i +y podo+ny do jastrz"+ia. Po c)wili wrzeszcząc g ośno z uciec)y lecia w stron" +rzegu$ a w szponac) za ka%dym razem trzyma ry+". Znika ze swoją zdo+yczą gdzieś mi"dzy drzewami i po c)wili pojawia si" zn#w i zaczyna wszystko od początku. Po wodzie p yn" a cz"ś. Pomalowany niegustownie w pstrokate intensywne kolory tworzy dysonans z otoczeniem. 5ia o to do+re strony$ gdy% u+ranie d ugo c) odzi o cia o. D!wi"k stawa si" coraz intensywniejszy i poc)odzi z kierunku$ w kt#rym si" udawa em. Po sylwetce pozna em$ %e to masowiec lu+ tankowiec. Doś p yn" o po rzece. 2taną em przy samym +rzegu$ a+y +y. o jakuckic) muc)ac)$ kt#re pokaza y naprawd"$ co potrafią & przygod" t" ju% opisa em. g #d do wieczora$ gdy% w"dkowanie o tej porze dnia wydawa o mi si" +ezcelowe$ +y o po prostu za gorąco. widoczny z daleka. (urtka +y a czerwona i na pewno kontrastowa a z otoczeniem. Do dzisiaj je widz"$ jak zrywają si" do lotu dos ownie spod wody & +rrr. niskie dudnienie silnik#w. Dzu em jakąś dziwną sympati" do nieznanego mi ptaka$ a los ry+ +y mi w tym momencie o+oj"tny. Dzasami mac)ając intensywniej skrzyd ami$ zawisa w miejscu$ po czym zwija skrzyd a i jak kula spada do wody.. 4jrza em jakiegoś ptaka$ zaj"tego +ez reszty patrolowaniem powierzc)ni wody.. czas samotnej w"dr#wki$ śpiewa em na g os wszystkie znane mi piosenki.. ?c)$ jak przytulnie musi +y. Zapomnia em na śmier. >dy podp yną +li%ej$ zauwa%y em$ ze to statek pe nomorski przystosowany do przewozu paliw.. 'az lecia tu% nad powierzc)nią wody$ innym razem szy+owa wysoko do g#ry. 5aszerując$ cz"sto za%ywa em z+awczej c) odzącej kąpieli. =y so+ie urozmaici. /a pok adzie wyra!nie +y o ju% wida. 2ta em i patrzy em jak oniemia y. Wiedzia em$ %e nie mia em %adnej mo%liwości kontaktu z p ynącymi$ ale c)cia em przynajmniej$ +y mnie zauwa%yli. Zdejmowa em tylko plecak i w u+raniu wskakiwa em do wody.. W oknac) od+ija o si" s o*ce.Wczesnym rankiem$ kiedy si" o+udzi em$ mia em przed oczyma czarną zas on" utworzoną przez siedzące na gazie komary. /ale%a do jakiejś du%ej jednostki$ gdy% w panującej ciszy wyra!nie ju% +y o s yc)a. '#s szy+ko w oczac) i widzia em wszystko coraz wyra!niej. Z takim zainteresowaniem przygląda em si" jego owom$ %e nawet nie spostrzeg em$ %e od d u%szego czasu stoj" w miejscu. ?ko o po udnia wy owi em d!wi"k nienale%ący do otoczenia.

przez ca ą do+". 2ądząc po zanurzeniu$ p yną pusty. do syta. Da odzienna w"dr#wka sprawi a$ %e +y em tak zm"czony$ %e zasną +ym$ gdy+ym tylko przysiad na kamieniu. Pozdrowi em przep ywającyc) mac)aniem r"ki$ i oni do mnie te% mac)ali. pusty )aczyk jest tak du%a$ %e poz+awia w"dkarza przyjemności wpatrywania si" w sp awik i oczekiwania. po tajdze i no%em wyd u+ywa. Wszed do środka i za c)wil" powietrze rozdar przeciąg y ryk syreny. Po czasie jednak wszystko wraca o do normy i w#wczas o+i em so+ie wyrzuty$ %e jestem kapryśny i rozczulam si" nad so+ą. /a pok adzie pojawili si" ludzie. Dzy ja kiedykolwiek dokądś dotr"1 & nac)odzi y mnie r#%ne myśli i c)wilowe zwątpienia. ro+aki z ziemi$ za przyn"t" s u%y y mi kuleczki c)le+a. 2yrena istnia a$ a ec)o d ugo jeszcze d!wi"k podtrzymywa o. 2tatek p ynąc z prądem rzeki$ oddala si" +ardzo szy+ko$ i% wreszcie znikną za zakr"tem. -raci em ju% wiar" 8 sens tej wyprawy. -eraz rozla o si" czerwienią na nie+ie$ co +y o dla mnie znakiem$ %e jest ju% p#!ny wiecz#r. 3+y zaspokoi. 2 o*ce ju% od dawna nie znika o za )oryzontem i mo%na +y o je o+serwowa. Zauwa%y mnie sternik i wyszed na mostek.$ %e znajd" si" gdzieś$ gdzie nie +"dzie mo%liwości zdo+ycia po%ywienia i w#wczas$ kto wie$ mo%e ten zapas decydowa. Zosta em sn#w sam na sam z dziką przyrodą$ nie wiedząc nawet$ gdzie si" znajduj".g"stwin" rur i r#%nyc) zawor#w. Pomac)a em mu r"ką. mnie na pok ad$ poniewa% mi"dzy urządzeniami zajmującymi ca y pok ad nie +y o wolnego miejsca. Przecinająca +ezkresy lasu sy+eryjskiego szeroka wst"ga rzekiG piaszczysty$ a miejscami kamienisty lu+ trawiasty +rzeg & to +y o wszystko$ co widzia em. ?d wiek#w +y o to na porządku dziennym i w ka%dym okresie istnienia tego pa*stwa stanowi o podstaw" wy%ywienia . Przygląda mi si" przez lornetk". ?d kiedy opuści em o+#z$ otaczający mnie krajo+raz pozosta w aściwie jednolity. (orci o mnie +ardzo$ +y zjeś. Ze smutkiem stwierdzi em$ %e nawet gdy+y p yną w moim kierunku i posiada d!wig$ i tak nie m#g +y za+ra. o %yciu. ]owienie ry+ w wodac) 2y+erii nie nale%y do przyjemności$ poniewa% licz+a ry+ gotowyc) c)wyci. jedną z pozosta yc) czterec) konserw$ ale z +#lem wyt umaczy em so+ie$ %e w tej dziczy wszystko jest mo%liwe i mo%e si" tak zdarzy. Widok oddalającego si" statku sprawi $ %e zro+i o ni si" +ardzo smutno i wtedy dopiero tak naprawd" zat"skni em za lud!mi. poniewa% +y em ju% z+yt zm"czony$ +y +iega. Da y dzie* nic te% nie jad em$ opijając tylko wod" z rzeki. /ikt zresztą w tyc) stronac) nie +awi si" 8 w"dkowanie & wsz"dzie od awiano ry+y sieciami. > #d wykr"ca mi teraz wn"trzności i o jednym wy ącznie myśla em & +y si" najeś. c)ocia% troc)" g #d$ u ama em so+ie kawa ek c)le+a i trzymając k"s po k"sie d ugo w ustac)$ montowa em w tym czasie prowizoryczną w"dk".

W najszcz"śliwszym dla pec)owca wypadku ko*czy o si" to trzyletnim wyrokiem. zdo+ycz znad gorącego jeszcze rankiem popio u. 5aszeruj" teraz i rozmyślam o wszystkim7 o podr#%y$ o statku$ kt#ry pomkną w d# rzeki$ o tajdze$ o s ynnyc) sy+eryjskic) gu agac). .. kogoś$ kto nie +y jeszcze skazany. 5usia em spa. Istnieje jednak przepis$ kt#ry nie normuje co prawda ilości od owionyc) ry+$ ale ogranicza d ugoś. Cz odziejaE$ ale zwierz" musia o +y. 5a si" rozumie. =ezsprzeczne jest$ %e kradzie% ta nale%a a do zuc)wa yc).. -e ostatnie swego czasu +y y wr"cz wtopione w ten cudowny krajo+raz. Patroszenie zaj" o mi oko o godziny. >dy najad em si" do syta$ pozosta e jeszcze nieupieczone ry+y$ nadzia em na patyki$ po kilka sztuk na jeden i pozostawi em nad dogasającym %arem ogniska$ a+y si" same ju% dopiek y. /iekt#re z nic) +y y wr"cz odra%ające$ a% strac) +y o je uwalnia. /a dalekiej 2y+erii +ardzo trudno jest spotka. pec)owym kierowcą$ kt#remu dwa razy pod rząd silnik zatar si" gdzieś w tajdze. si" do wi"zienia$ wystarczy o +y. /ast"pnym razem delikwent +y ju% tak ostro%ny$ %e nie zg asza nawet przepalonej %ar#wki$ za kt#rą m#g o+erwa. +ardzo sprytne$ gdy% w wiadomy so+ie tylko spos#+ zdo a o ściągną. /ie wszystkie +y y mi znane i te natyc)miast po wyciągni"ciu odczepia em zwraca em rzece.. posiadanej przez o+ywatela sieci do pi"tnastu metr#w. Wynika o z tego$ %e jeszcze przed trzema laty w kraju$ w kt#rym si" o+ecnie znajdowa em$ a+y dosta. twardo$ gdy% po prze+udzeniu stwierdzi em$ %e w czasie snu pomimo panującyc) na dworze jasności pojawi si" jakiś ra+uś i wykrad mi wszystkie upieczone ju% pewnie ry+y.. (omary uniemo%liwiają mi poranne za+iegi )igieniczne i fizjologiczne$ wi"c ruszam w dalszą w"dr#wk"$ za+iegi wykonam p#!niej w +ardziej dogodnym miejscu$ wolnym od owad#w. z )aka... Pami"tając o za+ezpieczeniu przed komarami$ u o%y em si" do snu. Przez p# godziny na apa em tyle ry+$ %e wystarczy o+y do nakarmienia dru%yny )arcerskiej. Paragraf & sa+ota% gospodarczy. 2 owa7 wzi"to go$ wsadzono$ siedzi$ wypuszczono padają w rozmowac) na co dzie* i nie ro+ią na nikim wra%enia$ a wi"zienie w 'osji d ugo jeszcze nie +"dzie %adnym wstydem.mieszkającyc) na tym terenie ludzi. /asuwa si" pytanie7 za co ludzi skazywano1 Za polityk"$ kradzie%$ +andytyzm1 Pewnego razu kierowcy napotkani w tajdze opowiadali mi o swojej pracy za czas#w Z2''. jeszcze raz tyle. /ie jestem na tyle wytrawnym myśliwym$ +y po śladac) pozna. ?soli em ca e CtowarzystwoE$ rozpali em ogie* i piek em kolejno nad %arzącym si" drewnem. Dzerwone z +runatnymi plamami$ nie mia y uski$ a w paszczy kilka rz"d#w ostryc) jak ig y z"+#w.$ %e jest to tylko przepis.

?ko o trzeciej rano zro+i o si" szaro$ ale ju% w godzin" p#!niej czu. Zatrzymywa em si" jednak cz"sto$ uwa%nie nads uc)ując$ poniewa% za ka%dym razem wydawa o mi si"$ %e coś s ysz". +y o ciep o promieni s onecznyc). cerkwi$ natomiast w ka%dej najmniejszej osadzie odnajdziesz +ez trudu komisariat i plac#wk" (>=. /ie wy awia em jednak %adnego d!wi"ku i w"drowa em dalej. tak do+rego punktu o+serwacyjnego$ postanowi em$ %e odpoczn" w tym miejscu i poczekam$ a% s o*ce na nie+ie troc)" si" przesunie.. dalej. daleko na po #w. /ie c)cąc straci. odpowiednie miejsce do le%enia i po prostu tak jak sta em$ usiad em. Po c)wili jednak wszystko ucic) o i nie +y o ju% nic s yc)a. Pokrzycze. (toś powie & nieprawda$ teraz jest ju% demokracja & owszem jest$ ale widoczna tylko na zac)#d od 4ralu. Za c)wil" & stop@ & coś s ysz" & i zn#w nic & tylko szum drzew i wody. /ie spa em d ugo$ mo%e trzy godziny$ niemniej poczu em si" na tyle silny$ +y pomaszerowa. w jakiejś ma ej zagu+ionej mieścinie. tego$ %e nie +y o to z udzenie$ lecz naprawd" odg os motor#wki$ sprawi a$ %e postanowi em dojś. /ie mia em ju% nawet si $ a+y znale!. si" do syta$ natyc)miast je upiek em i po jedzeniu pow"drowa em dalej. Po jakimś czasie ponownie przystaną em. Wnioskowa em$ %e je%eli ktoś p ywa motor#wką$ to niedaleko musi si" znajdowa. 'esztkami wykrzesanyc) si za+ezpieczy em si" jeszcze przed komarami i pad em po prostu na piasek. jakaś wioska... 2ta em jeszcze c)wil"$ udząc si"$ %e coś dos ysz"$ ale$ niestety$ nic ju% nie zmąci o ciszy letniego wieczoru. . >dzieś$ ale jeszcze +ardzo daleko$ p ywa a po wodzie motor#wka. >dy z apa em ju% tyle$ +y najeś. =lask s o*ca od+ity od wody uniemo%liwia jednak zo+aczenie czegokolwiek. Nwiadomoś. jeszcze do odleg ego zakr"tu w nadziei$ %e zo+acz" coś wi"cej. -eraz ju% wyra!nie s ysza em. Zmiany$ kt#re nastąpi y po upadku Z2''$ nie dotar y jeszcze na sy+eryjską wieś i d ugo tam nie dotrą. ?j$ niedo+rze ju% ze mną$ mam )alucynacje s uc)owe & pomyśla em./a wsi sy+eryjskiej nie dostrze%esz %adnej +udowli sakralnej np. /iestety$ zm"czenie wzi" o g#r" nad zamiarami i c)o. Dzisiaj g odny %o ądek zmusi mnie wcześniej do owienia ry+. dalej$ to ju% ledwo pow #czy em nogami. =udzi si" kolejny upalny dzie*. Przecie% je%eli w rzece ry+ jest wsz"dzie pod dostatkiem$ nie trze+a wyp ywa. Doszed em wreszcie do zakola$ a poniewa% +rzeg +y w tym miejscu wysoki$ wi"c mia em świetny widok na wijącą si" wśr#d lasu wst"g" + yszczącej w s o*cu rzeki. so+ie mo%na t umnie w 5oskwie czy 2ankt Peters+urgu$ ale niec) ktoś tylko spr#+uje coś g ośniej powiedzie. '#wnie% widoczny zakr"t rzeki okaza si" o wiele dalej ni% si" spodziewa em. +ardzo c)cia em iś.

. wroga$ +ez namys u$ tak jak sta em$ wskoczy em do wody. >dy podszed em jeszcze +li%ej$ rozpozna em$ %e to coś w rodzaju p ywającego domu. Zerwa em si" na r#wne nogi i d ugo wpatrywa em si" w niewielki punkt$ a po c)wili rozpozna em w nim stojący przy +rzegu statek. Z oś.5omentalnie zro+i em si" +ardzo g odny$ ale na ry+y nie mia em ju% oc)oty. /a szcz"ście po c)wili zn#w wyszed em na piasek$ tyle %e +y em o dwieście metr#w dalej od celu. /a metalowej platformie pontonowej ktoś pomys owo zamontowa ściany$ zostawi troc)" miejsca na pok ad i wszystko na ca ej d ugości pokry dac)em. 0ednak gdy si" przyjrza em uwa%niej$ to stwierdzi em$ %e nie)e+lowane deski zas aniające okno to po prostu +rzydko wykonane okiennice. 5i"dzy +rzegiem a p ywającym dziwad em sta y przycumowane dwie wios owe odzie. 2tojące dwie odzie oraz zarzucone z pok adu w"dki świadczy y jednak o tym$ %e ktoś tu gospodarzy. Po jakimś czasie zmieni si" kąt padania promieni s onecznyc)$ woda ju% nie oślepia a i wida. -roc)" si" wa)a em$ zanim wyją em z plecaka konserw"$ ale gdy ju% ją otwiera em$ to przekona em sam sie+ie$ %e jeszcze pozosta y trzy i ta jedna i tak w sumie nie przed u%y mi %ycia. si" woni potu i tym samym nie wa+i. Wszed em ostro%nie na pok ad i zapuka em do drzwi. okaza si" tutaj g "+oki i prąd porwa mnie w d# rzeki.. 2zed em tak szy+ko jak tylko mog em$ zapominając o przekl"tyc) jakuckic) muc)ac)$ kt#re po c)wili ju% mnie osaczy y. (onstrukcja +y a wymalowana na zielono i wygląda a jak domek letniskowy z krytym tarasem. 2ta po stronie$ na kt#rej si" o+ecnie znajdowa em. 5uc)y c)wil" jeszcze mnie atakowa y$ p#!niej jednak widząc$ %e nic nie wsk#rają$ odlecia y. Dzu em dos ownie$ jak wst"pują we mnie nowe si y.. Pukam g ośniej i po c)wili s ysz" zac)rypni"ty g os7 & (ogo dia+li niosą.. /urt jak na z oś. mnie +ra a straszna$ poniewa% musia em iś. 6ustrowa em z g#ry okolic"$ a% wreszcie dojrza em coś$ co nie pasowa o do monotonnego krajo+razu. /a pierwszy rzut oka wygląda o$ %e nikogo tu nie ma$ gdy% okna +y y za+ite dec)ami. /ajedzony i pe en nadziei siedzia em na urwisku$ a roztaczająca si" z tego miejsca śliczna panorama adowa a moje wyczerpane akumulatory. 2pojrza na mnie gro!nie$ ja pokornie na niego i nastąpi o d u%sze milczenie. ]aj+a sta a zacumowana niedaleko +rzegu i przerzucona k adka ączy a ją z lądem. & p#!niej us ysza em jeszcze jakieś niezrozumia e przekle*stwa$ drzwi si" otworzy y i ujrza em starszego m"%czyzn". Disza. =ojąc si"$ +y przypadkiem nie odp yną $ +ezzw ocznie ruszy em w jego kierunku. krokiem spacerowym$ a mia em oc)ot" +iec. . =y poz+y. 2tojąca przy +rzegu jednostka stawa a si" coraz wyra!niejsza. +y o dalszy odcinek rzeki.

-eraz we mnie si" zagotowa o7 & /ie krzycz na mnie$ ty stary ramolu@ & krzykną em$ ale zaraz si" opami"ta em.$ jak si" tu dosta em. >dy wypiliśmy po ca ej szklance$ gospodarz rozsiad si" wygodniej i kaza so+ie opowiedzie. si" rzeką do D)andygi i w tym ca y szkopu . & Zaraz tak trze+a +y o m#wi.. uczy rzemios a$ od czasu do czasu przeciągają jego dom na inną wy+raną przez niego rzek". & Dzisiaj po po udniu +"dzie C'akietaE z 0akucka$ to przywiozą troc)" %arcia i moją emerytur". & D)odzi mi o t" rzek". & Dzym c)ata +ogata & powiedzia $ nalewając do szklanek alko)ol. Dowiedzia em si" te%$ %e raz w tygodniu p ynie z 0akucka do D)andygi$ a po drodze rozwozi poczt" i niez+"dne zaopatrzenie. tak$ %e pop ynie jakaś dopiero za miesiąc. 0eśli ma miejsce$ to czasami za+iera ludzi. =arki$ i owszem$ te% od czasu do czasu p ywają$ ale mo%e +y. 3 jak c)cesz si" na nią dosta. /ast"pnie z sąsiedniego pomieszczenia przyni#s sznurek suszonyc) ry+ i po o%y o+ok$ zapraszając gestem do jedzenia. 5usisz dosta. wszystko po kolei. Z rozmowy wynik o te%$ %e jest emerytowanym kapitanem %eglugi śr#dlądowej z pi". Podszed do okna i otworzy +rzydkie okiennice. & -eraz noce jasne$ a ja przy świetle nie zasn" & powiedzia i zaklą przy tym szpetnie. Wyt umaczy mi wi"c$ %e tak nazywa si" wodolot.1 -ak i tak pies . Za dawnyc) czas#w nie +y o+y pro+lemu$ teraz rzeki puste$ nic nie p ywa$ +o i co nimi wozi. /a stole postawi dwie szklanki po musztardzie i +utelk" w#dki.. D)wali si"$ %e jest oso+istością znaną i %e emerytur" dowo%ą mu co miesiąc$ a znajomi kapitanowie$ kt#ryc) wi"kszoś. 2 uc)a mnie z uwagą$ po czym uśmiec)ną si" od uc)a do uc)a i wyciągną d o* na powitanie. 'uc)em r"ki zgarną ze sto u resztki jedzenia i zaprosi mnie$ +ym usiad . & =a+y nie ma to i tak wygląda & wyt umaczy nieporządek$ widząc$ %e si" dyskretnie rozglądam. 0ak si" nazywa1 & jąka em si". & 0akie co1 & zapyta gro!nie$ marszcząc przy tym +rwi. & toś ty +radziaga. Wpadające świat o dzienne ods oni o panujący w pomieszczeniu +a agan. & 0aka rakieta1 & zapyta em. Zaprosi mnie do środka. /ie czekając na jego reakcj"$ zaczą em opowiada.dziesi"cioletnim sta%em i %e w c)wili o+ecnej mieszka na r#%nyc) sy+eryjskic) rzekac). >dy sko*czy em opowiadanie$ myśla jeszcze c)wil" i powiada7 & Di"%ka sprawa.& Przepraszam +ardzo$ jaka to rzeka1 & zapyta em. & 3 skąd ty si" tu wzią eś$ z (si"%yca spad eś & rykną na mnie jak kapral na szeregowca. Dzasami CidzieE tankowiec z +enzyną i to wszystko. & Pyta eś o rzek" & to 3 dan & powiedzia i popatrzy na mnie z uśmiec)em..

'azem +y o zawsze ra!niej. Po c)wili jednak uderzy si" pi"ścią w czo o i powiada. Do wy w . =ywa tak$ %e przez tygodnie nie widzi si" śladu %ycia ludzkiego$ tylko trudno wyo+ra%alne przestrzenie lasu sy+eryjskiego. sześ. & ?jciec m#j p ywa $ a matka z +raku mieszkania razem z nim. 6en" i 3 dan znam lepiej ni% sie+ie & śmia si" ze swojego dowcipu.uropie wiecie o naszyc) rzekac)1 & +urzy si" na weso o kapitan. 5ają swoje )olowniki i +arki$ a przecie% teraz jest ic) sezon. ?ko o dziesi"ciu kilometr#w stąd w g#r" rzeki jest du%y ko c)oz. 5a o zresztą tam mieszkaliśmy$ praktycznie tylko zimą$ a jak rozpoczyna si" w maju sezon$ ojciec wyp ywa na ca e miesiące$ a my z nim. (apitanowie znali si" +ardzo do+rze. ol+rzymią moc. -am wyst"puje +ezkres wody$ a tu +ezkres tajgi lu+ tundry.. >dzieś ze swoją produkcją p ywają. (apitan wodolotu wyra!nie ju% z+oczy w naszym kierunku$ zwolni i +ardzo ostro%nie podp yną do +urty kapita*skiego domu. w stron" ko c)ozu$ a gdy gospodarz zauwa%y $ %e z+ieram si" do drogi$ popatrzy na mnie z litością i popuka si" w czo o7 & Przecie% m#wi em ci$ %e po po udniu +"dzie tu C'akietaE & pop yniesz z nimi i wysadzą ci" przy samym +rzegu. 5y$ marynarze dok adnie wiemy$ co gdzie rośnie i podp ywamy pod +rzeg jak do swojego sklepu.. do nic) i zapyta.. Przy okazji dowiemy si"$ czy z do u coś przypadkiem nie p ynie w g#r". 'ejsy +yty d ugie & trwa y miesiącami$ tylko 6ena ma cztery tysiące czterysta kilometr#w. Pot"%ny warkot silnik#w narasta z ka%dą c)wilą. & 4rodzi em si" i umr" na rzece & opowiada gospodarz. W rejs nie za+iera o si" wiele do jedzenia$ +o nigdy si" nam nie przelewa oG jad o si" ca y czas ry+y$ a w tajdze szuka o dzikiej ce+uli$ czosnku i +rusznicy. D)cia em podzi"kowa. lat pierwszy raz nocowa em na lądzie$ +o dostaliśmy mieszkanie w 0akucku. & 0est jeszcze jedna szansa.pogrze+any. =u un si" nazywa. Dopiero gdy mia em dziesi".dziesiąt kilometr#w szerokości1 /ikt nie uwierzy & prawda1 3 ma$ i to 6ena niedaleko za 0akuckiem & o+jaśni z dumą. Przyznam$ %e zaskoczony +y em pr"dkością$ z jaką z+li%a a si" do nas. Podczas gdy rozmawiali ze so+ą$ przekrzykując pracujące ca y czas silniki$ dw#c) . & Dzy ktoś uwierzy w to$ %e rzeka mo%e mie. i ruszy.. 2ilniki wodolotu musia y mie. 2ączyliśmy w#deczk" i rozmawia o si" coraz przyjemniej. 5usisz p#jś.. /ie+awem us yszeliśmy odg os silnik#w na rzece i wyszliśmy na pok ad. 4milaliśmy so+ie wi"c czas oczekiwania na C'akiet"E$ opr#%niając +utelk" i gaworząc o sy+eryjskic) rzekac). P yn" a C'akietaE. & P ywanie po sy+eryjskic) rzekac) jest tym samym co p ywanie po morzac).

& /iestety$ dowiedzia em si"$ %e nic nie p ynie w d# rzeki & powiedzia ze smutkiem$ ściskając mi d o*. Przyjrza em si" samolotowi & ros a na nim trawa. statek. 0eden z marynarzy zaprowadzi mnie na dzi#+ i pom#g szcz"śliwie opuści.. wyszed em na +ardzo szeroką$ r#wną$ piaszczystą drog". +y o typowe tego odg osy.. Przerywali swe codzienne zaj"cia$ widząc mnie idącego drogą.marynarzy wy adowywa o przywiezione dla kapitana zaopatrzenie. /owe przywo%ono$ staryc) nie wywo%ono.$ +y trafi. nawet pieszo.. Pomac)a em w podzi"kowaniu$ a kapitan wskaza mi kierunek$ w kt#rym powinienem si" uda. Droga prowadząca z lotniska do ko c)ozu +y a to wy+oista$ wypalona s o*cem gliniana nawierzc)nia$ po kt#rej ci"%ko +y o si" przemieszcza. P yną teraz wolno i domyśli em si"$ %e kapitan szuka odpowiedniego miejsca$ a+y mnie wysadzi. Wszystko rdzewiejące i zarośni"te zielskiem. 4jrza em I pierwsze za+udowania$ wyglądające jak wielkie magazyny$ opodal kt#ryc) sta y i dos ownie setki r#%nyc) uszkodzonyc) traktor#w i maszyn. ?kaza y si" opuszczone$ w oknac) +y y powy+ijane szy+y. do wioski. 5iejsce okaza o si" idealnie wy+rane$ gdy% wylądowa em$ gdzie +y a ju% p ytka woda.. /ie zdą%y em jeszcze do+rze si" rozejrze. =u un mia za+udow" na wz#r miasta$ ze skrzy%owaniami i placami. 'uszy em w stron" widocznyc) za+udowa* lotniskowyc). /ic +y o ju% c)y+a daleko$ gdy% na rzece zauwa%y em kilka p ywającyc) odzi$ a w oddali na +rzegu ludzi zaj"tyc) wyciąganiem sieci. /ast"pnie poprosi $ a+y mnie za+rano w g#r" rzeki i na wysokości =u una wysadzono gdzieś na +rzegu. 2ta em przez c)wil" os upia y z wra%enia$ dop#ki nie zauwa%y em stojącego w oddali samolotu. -eraz do mnie dotar o$ %e sta em na pasie startowym. /ie +y a podo+na do typowyc) wsi z c)atami po o+u stronac) drogi... (toś pi owa drzewo pi ą . %e+y przypadkiem ca a wioska tak nie wygląda a & pomyśla em i ruszy em w jej kierunku. Wspią em si" na stromy +rzeg i po c)wili. Wszed em na pok ad i po c)wili z pr"dkością sześ. >ospodarz nie przyją przywiezionej emerytury$ tylko poda kartk" z listą zakup#w z proś+ą o przywiezienie mu za tydzie*. /a pok adzie znajdowa o si" kilkunastu pasa%er#w$ w wi"kszości 0akut#w i spore ilości r#%nyc) paczek i work#w. Wreszcie dotar em do wioski$ kt#ra ju% na pierwszy rzut oka wygląda a na +ardzo okaza ą. Zauwa%y em ludzi$ prawie wszyscy +yli 0akutami.. P ytą lotniska okaza si" normalny kamienisty %wir$ wyr#wnany jednak starannie przez jakaś maszyn". Po%egna em si" z kapitanem$ a ten zaprosi mnie do sie+ie$ gdy +"d" w drodze powrotnej. W wiosce t"tni o %ycie i s yc)a.dziesi"ciu kilometr#w na godzin" pru em w g#r" rzeki.$ gdy zauwa%y em$ %e wodolot wyra!nie zwalnia i kieruje si" I w stron" +rzegu. Po c)wili w ączy wsteczny nap"d i skierowa wodolot w kierunku +rzegu.

2zed em gliniastą$ pe ną dziur arterią$ mija em kolejne skrzy%owania i nie zauwa%y em %adnego +udynku$ kt#ry +y r#%ni si" zasadniczo od pozosta yc). /ie powiod a si" pr#+a dostania +ez kolejki. W =u unie dostanie si" do pana naczelnika lu+ jakiejś innej kompetentnej oso+y jest rzeczą +ardzo trudną i wymaga wielu za+ieg#w. ?+ok wznosi a si" okaza a +udowla$ nad kt#rą powiewa a flaga 'osji i jeszcze jedna$ jak si" domyśli em & 0akucji. Przy ka%dym o+ejściu wielkie sterty drewna opa owego. Prawdą +y o jednak$ %e niewiele si" od nic) r#%ni em$ gdy% nieogolona twarz i strasznie +rudne u+ranie czyni o mnie nie do poznania. /apis na jego +oku +rzmia C5ilicjaE. /o to jestem w domu. Widząc$ %e sam nie odnajd" CnaczalstwaE tego wielkiego ko c)ozu$ zatrzyma em przeje%d%ającego w aśnie motocyklist" i zapyta em go o drog". Przed +udynkiem sta o kilka r#%nyc) samoc)od#w ci"%arowyc) i dostawczyc) oraz jeden posiadający zakratowane okna w cz"ści przeznaczonej dla pasa%er#w. Wc)odząc do +udynku myśla em jeszcze o tym samoc)odzie i zastanawia em si"$ dokąd i za jakie przest"pstwa wozi si" nim ludzi. 2tojący warkn"li na mnie ostro$ wycofa em si" wi"c w pop oc)u i staną em nawet dalej ni% przedtem. Wszystkie c)aty +y y drewniane$ dac)y mia y pokryte eternitem$ +udowane +y y wed ug jednego projektu. te% +y o je%d%ące motocykle i traktory. 0edyną moją troską +y fakt$ %e z+li%a a si" godzina zamkni"cia urz"du i wszystko wskazywa o na to$ %e nie +"d" ju% dzisiaj przyj"ty. Droga na ka%dym odcinku przypomina a wz+urzone morze. 0ec)aliśmy przez nieko*czącą si" wieś$ skr"cając cz"sto w r#%ne przecznice$ a ka%da z nic) mia a ta+liczk" z nazwą ulicy. 'ozglądając si" +eznadziejnym ju% wzrokiem po d ugim +rudnym korytarzu$ dostrzeg em w jego ko*cu krat" ustawioną od pod ogi a% po sufit$ a w niej drzwi.. Wi"zieniem przecie% +y o ju% mieszkanie w tej dziurze$ zagu+ionej gdzieś na ko*cu świata. & 2iadajcie & rzek m ody 0akut & podwioz" was$ +o to kawa ek drogi. ?d razu si" domyśli em$ %e nie prowadzą one do kaplicy$ tylko wiadomego urz"du$ do kt#rego . '#wnie% fakt posiadania przeze mnie prostyc) oczu niewiele zmieni $ wi"c wnioskowa em$ %e w ko c)ozie znajduje si" wi"cej takic) jak ja Cprostookic)E.tarczową$ gdzieś ktoś krzykiem zagania inwentarz$ s yc)a. Pomyśla em$ %e musi tu +y. /ajpierw sta em w kolejce do sekretariatu wśr#d towarzystwa o skośnyc) oczac)$ u+ranego w jednakowe kufajkowe stroje.. +ardzo uroczo wiosną lu+ po deszczu. Po karko omnej je!dzie dotarliśmy wreszcie cali i zdrowi na plac$ na kt#rym sta pomnik wodza narod#w$ czyli 6enina. Przeliczy em si" +ardzo$ myśląc$ %e przyjmą mnie jak zwykle z )onorami i pocz"stują na dodatek w#dką.

& 0eśli jutro$ to +"dzie pani askawa zarezerwowa. Wyzywając mnie od g uc)yc) i upośledzonyc)$ raczy a wpuści.. Zaczekam na korytarzu & doda em$ cedząc ju% pogardliwie s owa$ gdy% wreszcie dotar o do mnie$ %e jestem tylko w =u unie. & 3 w jakiej sprawie1 & spyta a jak+y sympatyczniej$ zorientowawszy si"$ %e jestem nietutejszy. taks#wk"$ nie widz" +owiem w po+li%u %adnej +udki telefonicznej. Po c)wili drzwi si" otworzy y i ukaza a si" w nic) znana ko+ieta & paszczur. 2kutek +y piorunujący.. mnie do środka. Drzwi okaza y si" otwarte$ wszed em wi"c i znalaz em si" na innym$ ale za to pustym od petent#w korytarzu. =y to sekretariat$ a siedząca tam okropnie +rzydka dama w mundurze$ zanim zdą%y em cokolwiek powiedzie. -eraz +a+o ci poka%"$ pomyśla em i ju% wszystko jedno mi +y o$ jak dalej sprawy si" potoczą... /a pagonac) jej munduru zauwa%y em gwiazdki oficerskie. 2pos#+ traktowania ludzi w tej instytucji +ardzo mi si" nie spodo+a i sprawi $ ze zagotowa o si" we mnie mocno. z komendantem & m#wi" najuprzejmiej jak umiem. i czeka. & Pan komendant jest dzisiaj +ardzo zaj"ty$ prosz" wi"c przyjś. na zw ok". ?+rzydliwa ko+ieta zlustrowa a mnie teraz dok adniej i wida. +y o$ %e jest z+ita z tropu$ dopiero w c)wil" p#!niej$ gdy spojrza a na moje u+ranie$ odzyska a lekko rezon i postanowi a zagra. i nawet . Dodam jeszcze$ %e stojący przed sekretariatem t um niec)"tnie nawet patrzy w tamtą stron". Po d u%szym oczekiwaniu us ysza em jej o+rzydliwy g os$ ale nie reagowa em$ +o nie rozumia em$ o co c)odzi.$ kaza a mi si" wynosi. & Przecie% jasno si" wyrazi em$ %e mam spraw" do komendanta$ a nie do jego sekretarki & odpowiedzia em +ezczelnie$ lecz spokojnie. 3 potoczy y si" tak7 & 2 uc)am1 & Dzie* do+ry$ c)cia +ym si" zo+aczy. Wy+ra em najokazalsze drzwi$ zapuka em i wszed em do środka.. 4siad em wi"c na drewnianej awie stojącej w korytarzu i czeka em cierpliwie. jutro rano o dziewiątej$ tak1 & -ak. & powiedzia em$ celowo przeciągając syla+y. Do+rze.. Potw#r w mundurze parokrotnie wc)odzi i wyc)odzi z sekretariatu$ zawsze trzymając w apac) jakieś papiery$ ale na mnie nie zwraca %adnej uwagi.nale%a stojący przed +udynkiem zakratowany samoc)#d. mi )otel i zam#wi. Pan komendant nie dawa na sie+ie d ugo czeka.. Wyc)odząc$ zad+a em oczywiście o efekty akustyczne$ g ośno zamykając za so+ą drzwi.

kspedycja nosi nazw" CPodr#% dla PokojuE i jest pod +ezpośrednim patronatem ?/Z.. D ugo nie m#g ze+ra. +ez+ "dnie$ +o w przeciwnym wypadku mog" zamiast skrzypiec otrzyma. & 0estem kierownikiem mi"dzynarodowej ekspedycji$ kt#ra ze 2zwajcarii przez cale terytorium 'osji udaje si" do /owego 0orku. +y o$ %e ma si" +ardzo do+rze. . +y o$ %e z wra%enia ca y dygota . (a%da podą%a do celu$ oczywiście inną drogą. Po o%y em wszystkie posiadane dokumenty przed komendantem$ wzią je ostro%nie do r"ki$ wida. 2zczerze m#wiąc$ do dzisiaj nie wiem$ jakim cudem si" tam znalaz . 2zperając dalej w plecaku znalaz em te% jakiś świstek z Piligrimu z adresem moskiewskim$ opatrzony wielkimi okrąg ymi piecz"ciami$ na kt#rym kwitowa em swego czasu po+ranie map 2zta+u >eneralnego 3rmii Z2''.. o firmie oddalonej o tysiące kilometr#w stąd. 4powa%nia o mnie to do +ardziej zuc)wa ego mieszania prawdy z k amstwem.. =y nada. Przy so+ie natomiast mia em paszport i wiz" wystawioną przez am+asad" 'osji w =ernie$ na kt#rej +y a wypisana ca a trasa$ a dodatkowo informacja$ %e podr#% ko*czy si" w /owym 0orku. opat". (o+ieta oficer & szczur podsun" a mi krzes o$ a komendant gestem r"ki i uśmiec)em zac)"ci mnie$ +ym usiad .wsta zza +iurka$ kiedy wprowadzono mnie do jego ga+inetu. 5i"dzynarodowa ekspedycja na jego terenie$ organizowa a to ?/Z i jakiś tajemniczy Piligrim z 5oskwy$ o kt#rym nie mia zielonego poj"cia. powagi ca ej sprawie$ rozp"dzi em si" w oszustwie i doda em jeszcze$ %e o+ecnie na terenie 'osji znajduje si" kilka takic) mi"dzynarodowyc) za #g.$ znajdują si" w samoc)odzie. & wypali em +ez zastanowienia. -ego . (omendant wygląda na do+rze od%ywionego i wida. & W czym mog" pom#c1 & zapyta komendant$ ods aniając w uśmiec)u sre+rno & z ote dla odmiany uz"+ienie. 3+y r#wnowaga na szali prawdy i k amstwa +y a r#wna$ powiedzia em$ %e martwi" si" moją o+ecną sytuacją$ wyjawi em przy tym$ jaki mam pro+lem i zapyta em$ czy komendant m#g +y mi w jakiś spos#+ pom#c. & Posiadam listy rządowe & kontynuowa em$ ale ma si" rozumie. -akiej sprawy jeszcze nie mia . myśli.. Do tego jeszcze rząd 'osji$ kt#ry temu w jakiś spos#+ patronowa . Dla komendanta wszystko$ co opowiedzia em$ +y o jednym wielkim szokiem. =y jednak zmieszany i lekko podenerwowany. Wiedzia em ju%$ %e teraz ja gram pierwsze skrzypce i moja sol#wka musi wypaś. & Ze strony rosyjskiej patronuje temu przedsi"wzi"ciu sama moskiewska firma Piligrim$ a co to za firma i czym si" naprawd" zajmuje$ to c)y+a pan komendant s ysza 1 (omendant skiną w tym momencie g ową$ %e s ysza $ a ja wiedzia em$ %e k amie$ +o c#% m#g wiedzie.

$ opowiadając wszystko od nowa przed ze+ranym zarządem$ ale 2ta o si" inaczej. ?dpowied! ta wyra!nie troc)" go uspokoi a.. Pokaza em mu przypuszczalne miejsce$ wyjaśniając przy tym$ %e jestem +ardzo do+rze widoczny od strony rzeki. & 5usz" za wszelką cen" dosta.$ %e ktoś z czasu +"dzie rozlicza . /a korytarzu +y o ju% tak t oczno$ %e trudno +y o przejś. Dlaczego ta ekspedycja akurat tutaj utkn" a1. . -ymczasem w kilkutysi"cznym ko c)ozie zawrza o$ jak+y alarm og oszono. (omendantowi zro+i o si" jeszcze +ardziej gorąco$ rozpią wi"c koszul" i zdją krawat. si" mną rano czasu$ kiedy nie zostanie zorganizowana pomoc. Przyprowadzi dw#c) 0akut#w i oznajmi $ %e zawiozą mnie odzią z powrotem do o+ozu. & Prosz" si" nie fatygowa. /iemal wszystkim ju% mieszka*com +y o wiadomo$ %e coś wa%nego si" wydarzy o. Wiedzia +iedny$ spocony ju% komendant$ kt#ry +y panem i w adcą mającym wi"cej od =oga do powiedzenia w tej mieścinie$ %e na tym mo%na zaro+i. 2amoc)ody za+iera y z dom#w cz onk#w zarządu i wszystkic) innyc)$ co mieli wiosce coś do powiedzenia. 5yśla em$ %e +"d" musia spraw" ponownie upi"ksza.1 & zapyta $ myśląc z tego wszystkiego$ %e to jakieś zawody. (omendant nie traci czasu. al+o wszystko straci. W ka%dym +ąd! razie milsze komendantowi +y o pierwsze rozwiązanie$ +o w mig zrozumia $ %e trze+a natyc)miast za+ra. 0akuci mieli te% opiekowa. si" do D)andygi & odpowiedzia em. & rozmyśla po cic)u. & Dzas ju% nie jest taki istotny$ c)ocia% jak najpr"dzej & odpowiedzia em.$ wreszcie umieszczono wszystkic) przy+y yc) w wielkiej sali ze+ra*. & Wszystko +"dzie do+rze & powiedzia przy rozstaniu komendant & zaraz coś poradzimy i wam pomo%emy. & powiedzia em & +"d" +ardzo zadowolony$ jak mnie tylko odwiozą$ ale opieka & to ju% przesada. si" do ro+oty$ +o mo%e si" zdarzy..wszystkiego za du%o si" naz+iera o jak na jeden raz. 2tan" o wi"c na tym$ %e 0akuci mnie tylko odwiozą i powr#cą do ko c)ozu. si". & (iedy musisz si" tam zameldowa. Dopiero po d u%szej c)wili$ gdy jego zdziesiątkowane alko)olem szare kom#rki wszystko zakodowa y$ zapyta $ dokąd w aściwie c)c" jec)a. (omendant wezwa ropuc)ooficera i wyda r#%ne dyspozycje$ mi"dzy innymi$ +y kierowca ściągną natyc)miast ca y zarząd ko c)ozu. & -ak@ -eraz@ & w tej c)wili & miota jeszcze za sekretarką pr#+ującą czegoś wi"cej dowiedzie. miejsce$ gdzie utkn" a ekspedycja. /ast"pnie z sąsiedniego pomieszczenia przyni#s map"$ roz o%y ją nerwowo na stole i kaza so+ie pokaza...

=y o te% pewne$ %e marzy tylko o tym$ a+ym jak najpr"dzej znik z jego terenu i pojec)a so+ie dalej. /ie ingerowa em w to$ myśląc$ %e po prostu czegoś zapomnieli. 0akuci wraz z m odym milicjantem prze adowali do odzi jakieś worki$ kt#re okaza y si" %ywnością podarowaną ekspedycji przez ko c)oz. sporo paliwa$ gdy% umieszczony na środku odzi z+iornik +y poka!nyc) rozmiar#w Podczas gdy ju% p yn"liśmy$ mi"dzy ojcem a synem wywiąza a si" o%ywiona dyskusja. & /o$ to m#w od razu$ o co c)odzi & powiedzia em$ wr"czając m odszemu pieniądze i poleci em$ +y kupi jeszcze dodatkowo dwie. Przez moment mia em nawet o+awy$ %e komendant wraz z zarządem mo%e i owo sprawdzi. Poniewa% 0akutom$ jak mi si" wydawa o Cwyprostowa y si" oczyE sterowa em . /ie spa jeszcze i kiedy us ysza odg os silnika$ wyszed na pok ad zo+aczy. (wadrans p#!niej p yn"liśmy ponownie w d# rzeki$ a twarze 0akut#w wyra%a y ju% szcz"ście i zadowolenie. Po c)wili jednak wida.Wraz z 0akutami wsiad em do oczekującego ju% na nas zakratowanego samoc)odu$ kt#rego kierowcą +y m ody milicjant$ te% 0akut. 3le namiesza em & pomyśla em so+ie$ gdy od+ijaliśmy od prowizorycznej przystani. Wyp yn"liśmy na rzek". =yliśmy po prostu za +lisko wsi. /ie+awem okaza o si"$ %e moi opiekunowie to ojciec i syn. /ie dop yn"liśmy jednak z powrotem do wsi$ tylko po c)wili do+iliśmy do porośni"tego jakimiś krzakami +rzegu. Z+oczyliśmy z g #wnego nurtu$ a po c)wili kapitan cumowa ju% naszą #dk". Widząc$ %e si" zaniepokoi em tym o+rotem sprawy$ starszy z nic) mrugną porozumiewawczo do mnie skośnym okiem$ oświadczając$ %e syn jeszcze skoczy szy+ko do wsi i kupi par" +utelek w#dki. & Podp y*my na c)wil" & krzykną em do siedzącego przy sterze$ wskazując jednocześnie palcem kierunek. i wyjdzie na jaw$ %e ekspedycji patronuje tylko Pan =#g$ a nie$ k deklarowa em$ rząd 'osji i ?/Z$ ale po przeanalizowaniu fakt#w doszed em do wniosku$ %e jest to niemo%liwe$ poniewa% komendant z wra%enia nie ro+i %adnyc) statek.. Piliśmy prawie do rana i mieliśmy ju% wszyscy do+rze w czu+ie$ ale nie zostaliśmy i kapitana$ gdy% +y o prawie pewne$ %e komendant o tym si" dowie. Po d u%szej je!dzie licami =u unu zatrzymaliśmy si" wreszcie przy szerokim kanale$ kt#ry ączy rzek" wsią.. =y a ju% noc$ kiedy przep ywaliśmy ko o p ywającego domu kapitana. Początkowo nie wierzy em$ gdy% wyglądali prawie na r#wieśnik#w$ ale okaza o si"$ %e tak +y o naprawd". +y o$ %e doszli do wsp#lnego porozumienia$ wykonali skr"t o sto osiemdziesiąt stopni$ w wyniku czego p yn"liśmy ponownie w g#r" rzeki.$ kto zak #ca cisz". ]#d! +y a solidna i posiada a silnik$ kt#ry musia po%era.

Pr"dkoś. 0akutom$ ale o+awia em si"$ %e sprawa wcześniej czy p#!niej dojdzie do komendanta. Początkowo mia em zamiar wszystko podarowa.... (iedyś komendant pisa na nic) ca y czas skargi$ czasy si" zmieni y$ to mu si" teraz odwdzi"czają. worki$ uk adając wszystkie dary o+ok sie+ie na ziemi.ju% dalszą drog"$ a #d! co prawda zygzakiem$ ale p yn" a do celu. Wreszcie w oddali zauwa%y em stojącego land & ro8era.. 6icząc wiadomo na co$ poczuli si" raptem +ardzo zm"czeni i oświadczyli$ %e do wsi wyruszą dopiero jutro. /a pewno przykro +y mu nie +y o$ +o i tak nie ze swojego dawa $ ale +y +y to wielki nietakt w stosunku do ludzi . =y o tego du%o. Przez niego teraz wszyscy cierpimy$ +o wodolot od d u%szego czasu w og#le nie zatrzymuje si" w =u unie.. & 2kąd & o+urzyli si" 0akuci & oni +y go na pok ad nie za+rali$ od dawna mają z nami na pie*ku.$ %e oso+a przygotowująca zaopatrzenie wiedzia a$ co jest niez+"dne$ +y przetrwa. 0akuci dali mi jakiś +ia y p yn$ ka%ąc si" nim o+ficie wysmarowa. 'ozpaliliśmy ogie* i rozpocz"liśmy opr#%nia. do o+ozu w par" godzin$ ale jednog ośnie zdecydowaliśmy$ %e podp yniemy do +rzegu i nieco odpoczniemy.$ z jaką si" teraz przemieszczaliśmy$ pozwala a dotrze.. ?studzi em jednak ic) radoś. /ie dali jednak za wygraną$ twierdząc$ %e skoro wie!li mnie odzią$ to te% automatycznie wc)odzą w sk ad wyprawy.. Wk adam r"k" i wyciągam. Wida. 'ano pop yn"liśmy dalej. ?dwiąza em jeden$ +y zo+aczy.. w surowyc) warunkac) sy+eryjskiej tajgi. Parskn"liśmy śmiec)em$ a 0akuci a% podskoczyli ze szcz"ścia. 0akuci przyglądali si" Cskar+omE i tylko kiwali g owami ze zdumienia$ zastanawiając si" jednocześnie$ skąd to wszystko komendant wytrzasną . Wyrazi em g ośno o+aw"$ czy a+y na pok adzie nie +y o komendanta. =y y konserwy z tuszonką$ suc)ary$ w"dzony +oczek$ )er+ata$ cukier$ skondensowane mleko$ w#dka$ kostki metylowego paliwa$ +utelki zawierające +ia y p yn przeciw komarom i wiele innyc) po%ytecznyc) rzeczy. Podr#% ju% nie +y a tak weso a jak poprzedniej nocy$ a c)wil" kt#ryś z nas wyc)yla si" za +urt" i popija wod" z rzeki.$ m#wiąc$ %e to dar od spo ecze*stwa ko c)ozu dla +iednej mi"dzynarodowej ekspedycji. =ia e mazid o śmierdzia o okrutnie$ dra%ni o spoj#wki$ ale rzeczywiście +y o d ugi czas skuteczne. Po c)wili sprawnie do+iliśmy do +rzegu i wy adowaliśmy worki z darowanym prowiantem.. Po po udniu zo+aczyliśmy p ynącą w d# C'akiet"E.. Z+li%a a si" do nas$ a% wreszcie nas wyprzedzi a. W skrzyniac) land & ro8era znajdowa si" jeszcze spory zapas %ywności i w sumie dar od komendanta poza p ynem na komary +y z+"dny$ ale nie wypada o przecie% go zwr#ci. p# litra w#dki. Wszystko +y o w takic) ilościac)$ %e prawdopodo+nie wystarczy o+y na jeszcze jedno okrą%enie kuli ziemskiej. co jest w środku.$ zaklinając si" przy tym$ %e to najlepszy na świecie środek przeciw komarom..

Podczas uruc)amiania silnika m odszemu z nic) wyślizn" a si" z r"ki linka sterująca motor i ku wielkiej uciesze ojca wpad do wody. ta zmartwi a mnie troc)"$ poniewa% po cic)u liczy em na to$ %e przyp yną po nas po prostu +arką.$ to dwie +utelki w#dki. Wygramoli si" z powrotem na #dk"$ klnąc przy tym siarczyście w j"zyku jakuckim. w g#r"$ a mo%e w D)andydze jest stocznia1 /uda.klepiącyc) +ied" w ko c)ozie. Wsiedli wreszcie i odp yn"li$ a weso e ic) g osy jeszcze d ugo nios y si" po wodzie. (iedy je dostali$ pr#+owali mnie zac)"ci. 2pojrza em na zegarek. Widok statku zn#w nape ni mnie optymizmem. Zastanawia em si"$ jakie rozwiązanie znajdzie komendant$ co z tego wyniknie. =y a w p# do si#dmej rano. ju% +y a tylko jego ruf". 2koro statki p ywają w d# rzeki$ to przecie% nie dostarczono ic) tam samolotem. Wypytywa em$ czy wiedzą mo%e$ co komendant postanowi $ ale 0akuci nie mieli najmniejszego poj"cia$ w jaki spos#+ komendant c)ce pom#c wyprawie. 0edyne$ co mog em moim opiekunom ofiarowa. Zanim oprzytomnia em po parugodzinnym śnie$ wida. ?stro zarysowa y si" +rzegi$ a rzeka tej +ezwietrznej nocy sprawia a wra%enie$ jak+y sta a w miejscu. 2iedząc przy ognisku$ analizowa em do+re i z e strony mojego wystąpienia w ko c)ozie. Wa "sam si" po +rzegu. Po wypiciu +utelki na g ow" 0akutom min" o zm"czenie i powr#ci y si y. Wiadomoś. (rajo+raz wyci"ty z ksią%kowej +ajki. do wypicia$ ale nie c)cia em$ wi"c Cz przykrościąE przystąpili sami do konsumpcji... /asta a kolorowa noc i %aden d!wi"k nie mąci ju% panującej wko o ciszy. -eraz musia em tylko czeka.. D)cia em da. ?d+ijające si" od wody świat o niezac)odzącego s o*ca nada o wodzie kolory malarskiej palety. (iedyś muszą pop yną. Uegnając si" przesadnie wylewnie$ wy udzili jeszcze jedną +utelk"$ motywując tym$ %e pod prąd +"dą musieli d ugo p yną. Z rozmowy wynik o$ %e o+ecnie w ko c)ozie nie ma ani jednej +arki$ poniewa% wszystkie zosta y ju% oddelegowane do innego ko c)ozu$ po o%onego setki kilometr#w za 0akuckiem. Dzisiaj rano na rzece pojawi si" kolejny statek. /iestety$ p yną w d# . im troc)" konserw na drog"$ ale jednog ośnie stwierdzili$ %e do tak ma ej ilości nie zakąszają.. Wspominam m#j nie atwy dotyc)czasowy szlak . Pewnie +ym ten niecodzienny i donios y moment przespa $ ale sternik$ c)y+a dla kawa u$ w ączy syren"$ podrywając mnie na nogi. Postanowili wi"c$ %e jednak odp yną jeszcze dzisiaj.

& Prosz" tu pokwitowa. w Ctrzy kamyczkiE$ oszukując sam sie+ie$ ile wlezie$ par" razy wygrywam. Powt#rzono t" czynnoś. Po c)wili zacz" o si" ju% cumowanie. & Zostanie z wami tak d ugo$ dop#ki nie za aduje was na jakąś jednostk" p ynącą w g#r" rzeki. Z ty u d!wigu wyrzucono dwie du%e kotwice$ kt#re przytrzyma y kolosa i sprawi y$ %e nie dryfowa ju% z prądem rzeki. 'ycz" ze śmiec)u. /ast"pnego dnia nic wa%nego si" nie wydarzy o$ pomijając parokrotną napaś. 'anek sprawi $ %e posz y w zapomnienie wczorajsze durne za+awy$ poniewa% co nowego odwr#ci o moją uwag".widz" teraz sporo zdarze*$ z kt#ryc) warto si" pośmia. 0ak mnie straszono mafią$ jak milicja$ czyli ukoc)any >3I$ sprawdzając$ dosta do r"ki stare +ilety z promu uwierzy $ %e to prawo jazdy... P#!niej zaproponowa em so+ie gr" w dupniaka$ po czym stwierdzi em$ %e ju% kompletnie mi od+i o i najlepiej +"dzie$ jak p#jd" spa.. W d# rzeki p yną ogromny p ywający d!wig.. Poniewa% d!wig mia du%e zanurzenie$ nie m#g podp yną.. ?dgrywam so+ie te sceny. Dzie* jest s oneczny i ciep y$ powietrze czyste$ pe no zieleni.. D#% pozosta o & ca y dzie* grzej" si" na s oneczku. 5y musimy natyc)miast wraca. 5o%e komendant p ynie ju% z odsieczą1 /iestety$ jedno co wida. 2puszczono wi"c szalup"$ na kt#rą za adowano inną kotwic" i przewieziono ją na ląd.. Zwątpi em wi"c ju%$ %e p ynie do mnie. Wieczorem z nud#w zaczą em gra.. Wsiad em do odzi i po c)wili sta em ju% wśr#d marynarzy )olownika.. z powrotem.. (onw#j znajdowa si" ju% ca kiem +lisko$ lecz ca y as p yną środkiem rzeki. & zakot owa o mi si" w g owie. pod sam +rzeg. 2kąd komendant wytrzasną to cudo1 Ile to +"dzie wszystko kosztowa o1 ?/Z jest +ogata$ a i 'osja na pewno c)ce na tym zaro+i. muc) jakuckic). z przodu urządzenia$ napi"to liny i ju% sta zacumowany przy +rzegu. /ast"puje wiecz#r i zn#w s o*ce zmienia " w malarza. przy+ycie d!wigu & powiedzia $ podsuwając mi jakiś dokument prze o%ony kilka razy kalką... . ?d czasu do czasu z ut"sknieniem i nadzieją patrz" w g#r" rzeki. Dopiero gdy si" nieco z+li%y $ zauwa%y em przycumowany do jego +oku ma y )olownik$ kt#ry wygląda przy tym losie jak doczepiona szalupa. & /iec) kierownik ekspedycji pokwituje & krzykną jeden z ludzi stojącyc) na pok adzie d!wigu. & -o jest d!wigowy & powiedzia kapitan. 5am wszystko7 ogie*$ mi"so$ ry+y$ kartofle$ tylko c)le+a nie ma$ +rak go +ardzo$ ale i tak nie ma co narzeka. ?dpoczywam 8 dos ownym tego s owa znaczeniu.$ to latające tu% nad wodą ptaki. 6ecz po c)wili rozleg si" piskliwy g os syreny i ol+rzym skierowa si" pod ostrym kątem do +rzegu.

Zasypywa mnie informacjami$ kt#ryc) s uc)a em o+oj"tnie$ p#!niej jednak z uwagą$ a nast"pnie ju% z o+awami.. D!wigowy natomiast +arwnie opisa akcj" przeprowadzoną przez zarząd ko c)ozu$ nadmieniając$ %e milicja przyjec)a a po niego w nocy i mia ju% najgorsze przeczucia.gzaminy zaliczy jak naj+ardziej$ +o mia do zro+ienia nim tylko o+r#t o TPI stopni. +y o$ %e jest pogodnym cz owiekiem$ gdy% ca y czas c)odzi uśmiec)ni"ty. funkcje . Znajdowa a si" tam maszynownia$ ma a kuc)nia$ pomieszczenia dla za ogi i +y a nawet toaleta..0edna kopia dla ?/Z & pomyśla em i dr%ącą r"ką podpisa em faktur". ?wszem$ wie jak go uruc)omi. & D)od!$ poka%" ci to cacko & zaproponowa poszczeg#lnyc) urządze* na pok adzie. Zauwa%y em$ %e d!wig jest nowy$ gdy% wszystko pokryte +y o jeszcze świe%ą far+ą$ a r#%ne przek adnie dodatkowo gru+ą warstwą konserwującego smaru. -o$ co stoi na wodzie przed nami$ to najnowszy na+ytek ko c)ozu & jest dopiero od miesiąca. P#!niej rozgada si" na do+re i w ko*cu tylko on m#wi .$ ale nie podni#s tego typu urządzeniem nawet jednej ceg y.. /ie$ nie pr#+owa go nawet$ poniewa% d!wigu nie +y o w =u unie. Zeszliśmy pod pok ad. 2ta zacumowany gdzieś w zatoczce znajdującej si" w g#rnym +iegu rzeki. =y rodowitym 0akutem i z wyglądu liczy so+ie gru+o ponad pi".. . ? takic) d!wigac) jak ten stojący na wodzie$ uczy si" na kursie w 0akucku przed dwoma laty. /a pok adzie zostaliśmy we dw#c)$ czyli d!wigowy i ja. Pocz"stowa em gościa )er+atą i w skr#cie opowiedzia em podr#% i niekt#re przygody$ omijając oczywiście prawdok amstwa$ kt#re Csprzeda emE komendantowi. 4+rany +y w stare u+ranie wojskowe$ a nogi jego zdo+i y podwini"te gumowce. Zaproponowa em d!wigowemu$ a+y troc)" na suc)o po. Wszystko pac)nia o jeszcze nowością Po og#lnyc) ogl"dzinac) wsiedliśmy do szalupy$ kt#rą przep yn"liśmy dziesi"ciometrowy odcinek pomi"dzy d!wigiem a lądem..dziesiątk".$ to znaczy +ez i zaczą o+jaśnia. & 2iergiej & przedstawi si" operator tego kolosa. ?kaza o si" +owiem$ %e owszem$ on jest d!wigowym$ ale dotyc)czas o+s ugiwa tylko d!wigi samoc)odowe. 2tojący zeszli na pok ad )olownika$ kt#ry niezw ocznie od+i i pop yną z powrotem w g#r" rzeki. /a koniec z dumą doda $ %e teraz +"dzie jego prawdziwy egzamin. (ursant#w +y o tak du%o$ %e nie +y o czasu na to$ +y kt#ryś m#g cokolwiek podnosi. 2iergiej m#wi do+rze po rosyjsku$ co nie +y o jednak dowodem$ %e +y wykszta cony$ świadczy o jednak$ %e dotyc)czasowe %ycie sp"dzi nie tylko w =u unie$ ale i +ywa w Cdalekim świecieE.wiczy. 2pojrza em odruc)owo na d ugi wysi"gnik d!wigowy i ju% wiedzia em$ %e jak samoc)#d spadnie z tej wysokości$ to niewiele z niego zostanie. Wida. 2poro zapomnia .

& Z ksią%ki to si" jeszcze nikt niczego nie nauczy $ na %ywo trze+a & odpowiedzia . & Dawaj$ +"dziemy razem czytali & powiedzia em. Wreszcie zauwa%y em z do u$ %e wymac)uje +ezradnie r"kami. ?dwleka em jednak ten moment i o+ieca em$ %e jutro to zro+imy. +y o uśmiec). mocowania. +y o to nieuniknione. /ajpierw nale%a o opuści.. 2iergiej wyszed z ka+iny ca y spocony$ ale te% si" uśmiec)a . liny mocujące rami". nieco z+locze$ a+y odczepi. (rzycza em$ %e marnuje paliwo i gdy podp ynie statek$ to d!wig +"dzie unieruc)omiony. Pulpit sterowniczy wydawa si" w miar" nowoczesny i na dodatek ro+i wra%enie nieskomplikowanego.. Zeszliśmy do maszynowni$ gdzie 2iergiej najpierw uruc)omi niewielki silnik +enzynowy$ a gdy ten osiągną ju% odpowiednie parametry$ u%y jego mocy do uruc)omienia g #wnego silnika$ kt#ry swymi rozmiarami i )a asem przypomina silnik okr"towy. Ze smutkiem$ ale si" zgodzi . 0ak na początek to wcale nie!le & pomyśla em..o+cią%enia tego urządzenia. -rwa o to jeszcze do+rą c)wil"$ zanim uda o mu si"$ zapewne przez przypadek$ zatrzyma. (r"ci si" jednak i kr"ci $ i ko*ca nie +y o... (olos o%y i na ka%dej jego cz"ści czu. /ic z tego$ zawzią si" i nie przesta do czasu$ kiedy sam ju% tym kr"ceniem w ko o si" zm"czy . Zszed em wi"c na pok ad$ +y odczepi. Doś nie gra o. 0akut promienia ca y ze szcz"ścia i zaproponowa $ +yśmy dla pr#+y podnieśli samoc)#d... Po dra+inie dostaliśmy si" nast"pnie do ka+iny operatora$ kt#ra znajdowa a si" wysoko nad pok adem. +y o miarowe drganie. Zapyta em$ czy jest na d!wigu instrukcja o+s ugi. & ?wszem ale nie mam okular#w. Diarki mnie przesz y$ ale$ niestety.. to ca e urządzenie. ?j$ weso o +y +y o$ gdy+y na linie znajdowa si" teraz land & ro8er$ a jeszcze weselej$ gdy+ym znajdowa si" w środku & pomyśla em$ śmiejąc si" w duc)u. 2iergiejowi tak si" spodo+a o$ %e jeszcze d ugo Cpodnosi $ przesuwa $ opuszcza lu+ wykonywa par" czynności jednocześnieE. >dy tylko to uczyni em$ przesuną jakąś d!wigni" i wprawi w ruc) o+rotowy ca e rami"$ a tym samym sie+ie siedzącego w ka+inie. Przysta na to c)"tnie$ wi"c natyc)miast przeprawiliśmy si" odzią na d!wig. Wreszcie znalaz odpowiednią przek adni" i lina zacz" a si" rozwija. .. Przyzna. (r"ci si" teraz w ko o jak na karuzeli$ a na jego twarzy wida. Wynika o wi"c z tego$ %e on ma po prostu ju% taki wyraz twarzy$ +o do śmiec)u to wcale nie +y o. Weszliśmy wi"c ponownie do ka+iny operatora i po godzinnym wsp#lnym wysi ku ustaliliśmy ju% wszystkie mo%liwe funkcje d!wigu. Domyśli em si"$ %e zapami"ta to z egzaminu. trze+a +y o$ %e c)ocia% Cna suc)oE$ ale ju% mu do+rze wszystko wyc)odzi o. 2iergiej pr#+owa ka%dej d!wigni po kolei$ ale jedyny efekt$ jaki osiągną $ to dr%enie ca ej konstrukcji d!wigu.

-ylko 2iergiej z synem g ośno mlaskali$ zajadając samą tuszonk"$ ale u nic) akurat wyst"powa a sytuacja odwrotna. W ten prosty spos#+ piekarnia wie$ ile upiec i nic si" nie marnuje. Zarządzi em$ %e począwszy od dzisiejszej nocy +"dziemy trzymali dy%ury na zmiany. =y o tego z dziesi". jego smak smarując go czymkolwiek. sytuacja$ %e prześpimy p ynący w g#r" rzeki statek. Wygląda na dwunastoletniego$ ale nie +y em pewien$ gdy% wiedzia em$ %e jest +ardzo trudno ustali. czterogodzinnyc) dy%ur#w.. /oc min" a jednak spokojnie.. /ie m#g +iedak z wra%enia dospa. & We wsi m#wią$ %e zna pan prezydenta 0elcyna$ czy to prawda1 & ?czywiście$ %e go znam & odpowiedzia em zgodnie z prawdą. Wystarczy o znale!. nim w d!wig. ?+awia em si" +owiem$ %e mo%e zaistnie. Poniewa% 0akuci spali na oddalonym od +rzegu d!wigu$ wymyśli em nieskomplikowany spos#+$ +y ic) w razie czego o+udzi. Wypad o$ %e ja +"d" czuwa pierwszy. Początkowo nieufnie patrzy w moją stron"$ ale szy+ko si" oswoi z nową twarzą i od tej pory mia ju% tysiące pyta*. Za to w ka+inie wida. ?kaza o si" nie+awem dlaczego$ gdy +y em we wsi$ nikt mi go nie zaoferowa . 'ano o+udzi mnie odg os pracującego ju% d!wigu.. 5etalowy kad u+ funkcjonuje w tym momencie jak uderzony dzwon i +y o ma o prawdopodo+ne$ +y d!wi"k ten kogoś nie o+udzi . i ju% od rana powtarza to$ czego si" wczoraj nauczy . pr#cz p ynącej majestatycznie wody. dat" urodzenia 0akut#w.. Początkowo +y tak przej"ty spotkaniem z Cinnym cz owiekiemE$ %e zapomnia o c)le+ie$ kt#ry w prezencie przes a a nam +u u*ska piekarnia.. & . /ie doda em tylko faktu$ %e znam go$ ale nie oso+iście.. ?ni jakoś dla mnie tak zawsze jednakowo wyglądają. Po c)wili okaza o si"$ %e to syn d!wigowego przy+ywa z wizytą do ojca. 2mak c)le+a poznaje si" dopiero wtedy$ gdy d ugo si" go nie je. Drogą losowania wytypowa em kolejnoś.. . +oc)n#w. 5 odzieniec +y dumny ze mnie i od tego czasu faworyzowa mnie ju% oficjalnie. (a%da rodzina w zale%ności od licze+ności otrzymuje ileś tam +oc)enk#w tygodniowo. Wy+iegam$ patrz" na rzek" & ale nic nie wida. ?t#% w ko c)ozie piecze si" c)le+ tylko raz w tygodniu i zawsze taką samą iloś.Wieczorem zauwa%yliśmy p ynącą z prądem rzeki #d! wios ową.fekt murowany. uśmiec)ni"tego 0akuta. Doś p ynie & przemkn" o mi przez myśl i szy+ko zerwa em si" na r#wne nogi. 5ia em teraz tak du%o %ywności jak nigdy dotyc)czas i c)ocia% moja spi%arnia zaopatrzona +y a w rozmaite delikatesy$ to jednak tego wieczoru jad em sam c)le+ i nie przysz o mi nawet do g owy$ +y popsu. >dy so+ie jednak przypomnia $ po+ieg do odzi i go przyni#s .. odpowiedni du%y kamie*$ a nast"pnie z ca ej si y rzuci.

2iergiej natomiast c)odzi ju% ko o samoc)odu. Wysi"gnik d!wigu c)ocia% +ardzo d ugi$ niestety$ nie si"ga ju% dotąd. nie potrafi$ poniewa% z takim sta ym uśmiec)em malującym si" na jego twarzy ma o prawdopodo+ne +y o$ a+y uko*czy jakąś szko ". si" w tajg" i naz+iera. & 2prawd! paliwo i zostaw ten d!wig w spokoju$ +o go jeszcze popsujesz & krzycz" do niego. Wrzeszcz" wi"c na ca e gard o$ a szelma skośnooka tylko gestem pokazuje$ %e nic nie s yszy i dalej ro+i swoje. /ajpierw trze+a pomyśle. Do swojej starej p #ciennej tor+y wrzuci +oc)enek c)le+a$ dwie konserwy$ n#% i jeszcze par" dro+iazg#w. 5 ody 0akut tymczasem nie mając nic innego do ro+oty$ postanowi wy+ra. pojazd tu% przy samej wodzie. /ie pozosta o nic innego$ jak zjec)a. Wymieni kilka zda* z ojcem w ic) j"zyku$ po czym zarzuci to+o ek na rami" i po c)wili znikną ju% w tajdze. Widząc$ %e c) op ju% strasznie tym si" m"czy$ zgodzi em si" na wcześniejszą generalną pr#+". nim w powietrzu & ostrzeg em. Wydawa o si"$ %e nic prostszego. 6and & ro8er sta na skarpie i +y za +ardzo oddalony od +rzegu. /ie +y o wyjścia$ . Wiedzia em$ %e ze zjazdem nie +"dzie najmniejszego pro+lemu$ ale prawdziwy k opot zacznie si"$ je%eli z jakic)ś powod#w samoc)#d nie zostanie stamtąd podniesiony na statek. /ie mog em dosta. Parciane szerokie pasy$ kt#re 2iergiej przywi#z ze so+ą$ zamocowa em z przodu do zderzaka$ a z ty u na ca ej szerokości samoc)odu do uk adu jezdnego.. z+locze d!wigu i ju% mo%na +y o we)iku unieś. +y o$ %e zamierza troc)" d u%ej pow #czy.=o%e$ on naprawd" zmarnuje ca e paliwo & pomyśla em. & 2iergiej & t umacz" & +ąd! cierpliwy$ podniesiemy go po po udniu. /ic nie odpowiedzia i jak zwykle si" uśmiec)a . troc)" Cwarzyw i owoc#wE. si" po lesie. 3 jednak skarpa poc)ylona +y a pod +ardzo ostrym kątem$ a pod o%e jej +y o piaszczyste$ co powodowa o$ %e ko a samoc)odu zapada y si" w nim po osie. -ego typu odcinek prowadzący pod stromą g#r" +"dzie ju% nawet dla land & ro8era nie do pokonania.$ za co go zaczepi. D!wigowy nie c)cia )er+aty$ kt#rą mu zaproponowa em$ lecz apczywym wzrokiem patrzy ju% na land & ro8era. go od ziemi$ to %e+y ci przypadkiem nie wpad o do g owy p# godziny wywija. si" do niego$ poniewa% szalupa sta a przy d!wigu. -eraz wystarczy o do o+u ko*c#wek doczepi. 0akut pokiwa g ową i uśmiec)ając si"$ znikną pod pok adem. Dopiero po jakimś czasie nacieszy si"$ zszed na d# i wy ączy urządzenie. 2ądząc po przygotowaniac) wida. Powsta teraz kolejny pro+lem. do g#ry.. Po c)wili wraz z synem pojawili si" na +rzegu. Wtedy pomyśla em$ %e on c)y+a w og#le czyta. po piac)u ze stromego z+ocza i ustawi.. 3le pami"taj$ %e jak ju% uda ci si" oderwa.

W sekundzie p#!niej land & ro8er oderwa si" od ziemi$ poko ysa si" troc)" i pow"drowa do g#ry. 4wa%a $ %e lepiej +"dzie$ jak ja wyp yn"$ gdy% twierdzi $ %e je%eli zo+aczą jego g"+" przez lornetk"$ to pomyślą$ %e jest pijany i ominą go szerokim ko em.. & Pami"taj$ 2iergiej$ to tw#j egzamin & jak coś sknocisz$ to poskar%" si" samemu 0elcynowi. & ?c) & westc)ną d!wigowy & gdy+ym zna si" na radiu$ to nie +y o+y potrze+ne ca e to przedstawienie.1 Zaraz odpowiem na to pytanie & mo%na$ ale nie na terenie 'osji$ +o odmową zro+i si" z sie+ie ca kowitego idiot". 2iergiej imitując za adunek$ o+r#ci wysi"gnikiemi samoc)#d znalaz si" po przeciwnej stronie$ )uśtając si" miarowo nad wodą. /ie pyta em dlaczego$ poniewa% sprawa +y a mi ju% znana. 2iergiej po c)wili zadumy mia jednak pewną uwag".. Podwiną em pasy zamocowane ju% do samoc)odu$ uruc)omi em silnik i po c)wili sta em na dole ustawiony r#wnolegle do kad u+a d!wigu. & Burrra@ Burrra@ & dar si" 0akut wnie+og osy. Zaproponowa em w#wczas$ a%e+y w c)wili$ kiedy C'akietaE pojawi si" na )oryzoncie$ wyp yną.. & Do+ra$ niec) +"dzie & zgodzi em si". pas#w$ ale nic si" nie wydarzy o i land & ro8er po c)wili wylądowa z powrotem na ziemi. Z niepokojem patrzy em na t" scen"$ +ojąc si" o wytrzyma oś. Przytrzyma em c)wil"$ a+y naciągną liny i gdy te ju% si" napr"%y y$ zeskoczy em sekundzie samoc)odu. 0akut te% +y zdania$ %e +"dzie to najlepsze wyjście z sytuacji i tak ju% pozosta o. ... ic) do zatrzymania.. odzią na środek rzeki i mac)ając czymś widocznym$ zmusi. Dzy mo%na w takiej donios ej c)wili odm#wi. ?+liczyliśmy dni i okaza o si"$ %e za trzy dni +"dzie ko o nas przep ywa a C'akietaE. si" w ten spos#+$ jak wygląda sytuacja w dole rzeki. Do ko*ca dnia godziny up yn" y nam w szcz"ściu i zadowoleniu. /ast"pnie wyjawi.$ %e coś pop ynie i +"dzie jeszcze dodatkowo na tyle przyc)ylne$ %e zec)ce mnie za+ra. dowiedzenia si" z jakic)ś !r#de $ czy z do u rzeki coś p ynie. 2iergiej +y zdania$ %e nie podp yną do d!wigu$ +o wiedzą$ %e nale%y do ko c)ozu. ca ą spraw" i dowiedzie. & Zaraz to uczcimy & powiedzia 2iergiej$ po czym uda si" na pok ad d!wigu$ skąd przyni#s +utelk" w#dki. 0a r#wnie% si" cieszy em i po c)wili ściskaliśmy si" wzajemnie ju% na +rzegu. & krzykną em do d!wigowego$ zak adając z+locze na parciane pasy. 2iergiej +y do tego stopnia Cszcz"śliwyE$ %e nie zaryzykowa dostania si" na pok ad d!wigu i po prostu spa ze mną w namiocie. /ast"pnego dnia rozwa%aliśmy mo%liwoś. na sw#j pok ad.trze+a +y o wierzy.

'adiostacja +y a kompletna$ +rakowa o tylko anteny. so+ie wszystkie dokumenty$ jakie tam znajdzie. Wszystkie ka+le i wtyczki +y y ju% zamocowane. ?znacza o to$ %e radiostacja pracuje. 2iergiej przypomnia so+ie jednak$ %e pod pok adem jest jeszcze jedno d ugie opakowanie i po c)wili przyni#s je na pok ad. 3utomatycznie wzią em ją do r"ki i zaczą em czyta. Dlaczego wcześniej o tym nie powiedzia eś1 & =o nie pyta eś$ a po drugie & jest jeszcze wiele innyc) rzeczy na d!wigu$ na przyk ad rakietnica & powiedzia z przekąsem. /ie +y o innego wyjścia$ tylko czeka. z kana u na kana i wo a. 2iergieja +ardzo polu+i em$ ale tak +ardzo jak go lu+i em$ tak +ardzo mia em oc)ot" mu dokucza. & /o$ takim jakie są na statkac) & odpar . . 2iergieja wysia em ponownie pod pok ad i kaza em przynieś. Po c)wili jednak dotar o do mnie$ %e jest w j"zyku niemieckim.. Z instrukcji wynika o$ %e urządzenie mog o +y. =y a te% instrukcja. 5ia em +owiem nadziej"$ %e mo%e i ta informacja znajduje si" w zasi"gu r"ki. ju% +y o w g ośnikac) jednostajny szum. ?stro wzi"liśmy si" za monta% i po jakimś czasie wszystko +y o ju% na swoim miejscu. Poją em wszystko i do uwie*czenia sukcesu +y a mi potrze+na tylko cz"stotliwoś. Przyda +y si" teraz znajomy stary kapitan$ ale jego p ywający dom sta z+yt daleko. /ie da em za wygraną i dalej kr"ci em prze ącznikiem kana #w$ ale na ka%dym +y tylko szum. 2am w tym czasie wolno prze ącza em kana y$ ale wsz"dzie panowa a cisza.& 0akim radiu1 & zapyta em. -ego ju% +y o za wiele & udawa em$ %e si" wściekam$ a w duszy si" radowa em. zasilane na 9O R lu+ O< R i nawet oznaczony +y do tego stosowny prze ącznik. ?kaza o si"$ %e to antena oraz stojak do jej montowania. 5ia em szczere wątpliwości$ czy do+rze wszystko zamontowa em.. & 0est jedno takie na d!wigu$ ale le%y jeszcze w skrzyni & doda .$ na jakiej pracują radiostacje jednostek p ywającyc) po rzekac) 2y+erii.. /a ko*cu wymontowa em z land & ro8era jeden z dw#c) posiadanyc) akumulator#w i po c)wili s yc)a... Pop yn"liśmy do d!wigu i wydostaliśmy na pok ad skrzyni" z radiostacją. Po c)wili pojawi si" z r#%nymi dokumentami$ ale$ niestety$ wszystkie dotyczy y o+s ugi d!wigu i silnik#w. i gdy coś na rzece si" pojawi$ prze ącza. -eraz gruntownie i z uwagą przestudiowa em instrukcj" nadawania i od+ioru. ?kaza o si"$ %e zosta a wydrukowana w 'ostocku jeszcze za czas#w /'D. Po otwarciu wieka okaza o si"$ %e urządzenie jest opakowane jeszcze w foli". 2prawdzi em jeszcze raz$ ale wszystko si" zgadza o. & 2iergiej & m#wi" & nie wynaleziono jeszcze pocisk#w przeciwpancernyc) zdolnyc) do prze+icia takic) zakutyc) +#w jak tw#j.

'azem przy+y o pi". na naszą %yczliwoś. Zaznaczy em te%$ i% nie omieszkam o tym wszystkim powiedzie. Wyszed em naprzeciw$ +y przywita. 2iergiej nie mając nic innego do ro+oty$ siedzia ze mną.. 5o%e coś sprawdzili i po apali si"$ %e zostali zro+ieni w konia. -eraz przysz a kolej na mnie i ja zac)wala em ic) organizacj" pracy$ fac)owoś. 2pojrza em$ i rzeczywiście$ na odzi znajdowa si" komendant z ca ą świtą.$ kogo nie+iosa zsy ają$ ale 2iergiej powstrzyma mnie r"ką$ m#wiąc7 & -o komendant & poznaj" po silniku.. /ast"pnego dnia od samego rana tkwi em ju% na pok adzie d!wigu$ o+racając co c)wil" prze ącznikiem kana #w. (omendant przedstawi przy+y e oso+y i nadmieni $ %e troska nas nie pozwoli a mu spokojnie urz"dowa. .$ gdzie trze+a. gości i jednocześnie podzi"kowa.$ czy wszystko jest w porządku. zawsze mo%e liczy. >orąco mi si" zro+i o$ ale wnet si" opami"ta em. (omendant$ +a+a szczurooficer$ jakiś facet w garniturze$ kt#ry okaza si" przewodniczącym ko c)ozu 7 dwie oso+y stanowiące c)y+a za og" motor#wki. 3zjata spojrza na mnie z wyrzutem. Doświadczy em ju% tego & pomyśla em spoglądając wymownie na szczura & oficera. 5og o +y. Wzią em lornetk" do r"ki$ c)cąc zo+aczy. Po c)wili goście +yli ju% na +rzegu.. 5am sprzymierze*ca & pomyśla em. 5yśl o radiostacji sprawi a$ %e poszed em spa. 2iergiej ucieszy si" +ardzo$ s ysząc te s owa i mru%ąc porozumiewawczo oko$ poda mi swą c)ropowatą r"k". Zapyta em go$ czy nie martwi si" o syna$ kt#ry przepad +ez śladu w lesie. i oso+iście zo+aczy. & 3le% to dro+nostka & odpar komendant & u nas goś. & ?n urodzony w tajdze i zna ją lepiej ode mnie. -ego jeszcze +rakowa o. =ystre oczy komendanta zauwa%y y to$ a ośliz y stw#r nie mia nawet odwagi spojrze. 2troje tyc) ostatnic) +y y podo+ne u+ioru$ jaki nosi 2iergiej i swym +rudem +ardzo kontrastowa y z lśniącymi nowością mundurami. listy uwierzytelniające i polecające od rządu 'osji i samego 0elcyna & pomyśla em.. w moją stron"$ tylko z poznawczym zainteresowaniem ogląda przy+rze%ny piasek. jeszcze gorzej.$ musia wi"c przyp yną. W tym stwierdzeniu +y o zawarte wszystko$ wi"c wi"cej nie pyta em. Widząc$ %e 0akut +acznie o+serwuje moje zac)owanie$ g ośno wyrazi em pogląd$ %e strasznie nie lu+i" mundur#w$ a milicyjnyc) szczeg#lnie. i poświ"cenie. w imieniu ekspedycji za okazaną pomoc. 0adą o+ejrze. os#+..$ %yczliwoś.Zn#w losowanie dy%ur#w nocnyc). niepocieszony. P yn" a w d# rzeki. ?ko o po udnia dostrzegliśmy du%ą #d! motorową p ynącą szy+ko w naszą stron".

. (omendant tylko na to czeka i natyc)miast do ączy@ do mnie. 2iergiej oraz panowie z o+s ugi motor#wki okazali si" a+stynentami nieznającymi smaku alko)olu i gdy komendant wznosi toast$ to na znak solidarności z pijącymi popijali wod" z rzeki.. za incydent$ kt#ry mia miejsce na korytarzu.. (awior$ suc)e kie +asy$ konfitury oraz wiele innyc) akoci. /ie zapomniano nawet o kocac)$ +o przecie% komendanta kuper nie +y zwyczajny siada... (omendant opowiada $ %e ostatnio jest tak zapracowany$ %e śpi tylko cztery godziny na do+". & 5o%e coś przekąsimy & zaproponowa komendant$ zapraszając wszystkic) na piknik. ?t$ g upie +a+sko i tyle. & /o.. =y o oc) i ac). & Wszystko w porządku & odpowiedzia em & ja rozumiem$ macie tyle pracy$ to i krajo+raz wy+ryk natury$ czyli ko+ieta oficer pe ni a rol" .Po wymianie grzeczności zro+i a si" lu!niejsza atmosfera i komendant pozwoli so+ie na zdj"cie czapki i poluzowanie krawata. & Uona jak to +a+a & ciągną komendant & g upia nie pozna a$ %e pan Cod samej g#ryE.. & 3 mo%e tak po naszemu & w#deczk" lepiej1 & zaproponowa em. Po zako*czeniu czynności związanyc) z nag ą potrze+ą fizjologiczną$ poprosi mnie na s #wko na +ok. i ju% wszyscy +yli rozlu!nieni. /ie jakieś musztard#wki czy s oiki po marmoladzie$ lecz prawdziwe szklanki. =iedny komendant$ ten si" napracuje.. widz"$ %e pan to sw#j c) op & cieszy si" komendant$ klepiąc mnie poufale po plecac).. (omendant zaproponowa po koniaczku. & -ak w aśnie & powiada$ on przy+y tu$ +y w imieniu %ony przeprosi. Zastawa r#%ni a si" te% zasadniczo od widywanyc) rosyjskic) domac). =andyci natomiast napadają na +anki$ sklepy ju+ilerskie$ a po drodze$ +y nie ro+i. Znalaz a si" +utelka gruzi*skiego koniaku.... Prosi $ a+ym zapomnia i wy+aczy jak cz owiek cz owiekowi. 3 wi"c rodzinnie sprawuje si" w adz" & pomyśla em. ?)ydny$ szpecący gospodyniokelnerki. Po jakimś czasie poszed em za potrze+ą w po+liskie krzaki... Ina ziemi. Wierzy em mu$ poniewa% w =u unie jest ca a rzesza z odziei i nie+ezpiecznyc) +andyt#w7 z odzieje w nocy w amują si" do licznyc) w tej miejscowości ekskluzywnyc) sklep#w i +ogatyc) willi z +asenami. (omendant wraz ze świtą przywi#z z so+ą to$ co jada na co dzie* mieszkaniec =u unu. 2kiną na ludzi stojącyc) ko o odzi i wyniesiono na +rzeg kosze$ jak si" domyśli em$ z %arciem i c)laniem. /o to Cna zdrowieE po jednym$ po drugim$ po piątym. pustyc) prze+ieg#w$ wytrząsają przec)odniom z kieszeni du%e sumy pieni"dzy$ kt#re ka%dy mieszkaniec ko c)ozu w poka!nyc) ilościac) nosi przy so+ie.

(omendant wyca owa wszystkic) na po%egnanie$ a mnie zaprasza o ka%dej porze dnia i nocy do sie+ie. /iestety$ mysi jej m#zg nie zna tego określenia. /ie +ardzo wiedzia a$ o co c)odzi$ wi"c zapyta em czy w =u unie ma k opoty z prostytutkami. Przep ywający C'akietąE mogli+y zo+aczy. Wymieni a par" nazwisk i okoliczności z tym związanyc). Da em wi"c do zrozumienia$ %e czeka mnie jeszcze dzisiaj du%o pracy$ gdy% musz" uzupe ni. -eraz dopiero mog em so+ie pozwala. ?dezwa si" jeszcze milczący dotyc)czas przewodniczący ko c)ozu$ kt#ry t umaczy $ %e gdy+y ic) wcześniej o moim przyje!dzie powiadomiono$ nie wysy ali+y wszystkic) +arek w d# rzeki$ tylko zostawili jeden sk ad p ywający ko c)ozie i teraz nie +y o+y takiej niezr"cznej sytuacji. P#!niej zapyta em$ czy pracowa a kiedyś w o+yczaj#wce.$ znając przyczyn" odwiedzin %yczliwej w adzy. ?+awia em si"$ %e komendant ze świtą zec)ce pozosta. (omendant nazywa si" =etoszkin 3natolij /iko ajewicz. Wr#ciliśmy do Csto uE. /ie zatrzymali+y si" na pewno$ a dodatkowo wiadomoś.. Da em jej ju% spok#j. & -ak$ to wszystko przez nawa pracy & przyzna komendant. =ozia nie tylko pokara a ją urodą$ ale poskąpi a r#wnie% rozumu.. do jutra i wtedy mog a+y zro+i. Wi"c nazwa em spraw" po imieniu i wtedy dopiero otrzyma em wyczerpującą odpowied!. 2makosze wody !r#dlanej uruc)omili pot"%ny silnik i delegacja w adz =u unu spe nieniu o+owiązku wzgl"dem drugiego cz owieka pop yn" a na zas u%ony odpoczynek .. ta mog a+y p#jś.nerwy czasami zawiodą... to %e+ym umieści tam jego nazwisko. w eter$ powodując$ %e solidarna sy+eryjskic) marynarzy pozdrawia a+y nas tylko syreną. ?+ieca em mu to$ wi"c spe niam jego %yczenie. -e% +ym nie spal$ mając w perspektywie zamian" munduru na kufajk"$ a co za tym idzie$ d ugopisu na wid y. & Prosz"$ niec) pan c)ocia% do niej si" uśmiec)nie$ ona z przej"cia par" nocy nie spa a. si" niezr"czna sytuacja. /a ko*cu poprosi mnie jeszcze na +ok i wr"czy mi karteczk" ze swoim imieniem i nazwiskiem$ prosząc$ jeśli +"d" gdzieś pisa .. +ardzo wa%ną zanied+aną dokumentacj" podr#%y. ?c)$ jaka szkoda$ %e nie znam naprawd" 0elcyna. Wtedy dopiero uświadomi em so+ie$ %e los okaza si" dla mej +ardziej okrutny ni% dla innyc). (omendantowi widzącemu rozmawiającyc) nas ze so+ą$ spad kamie* ostatecznie z serca i zaczą nawet podśpiewywa.. nas razem. najcz"ściej w prosektorium i kostnicy. & -ak$ +y y takie.. cic)o. & ]adną ma pani sukienk" & zaczą em & gdzie pani ją szy a1 & -o z przydzia u & odpowiedzia a$ uśmiec)ając si"$ a uśmiec) jej +y podo+ny do uśmiec)#w$ kt#re mo%na zo+aczy. -owarzystwo zrozumia o$ o dziwo$ aluzj"$ i z+iera o si" do domu.

si" ktoś mądry w tym gronie i postawi. (omendant jednak +ąd! co +ąd! mi pom#g $ dlaczego wi"c jestem taki niewdzi"czny1 Poniewa% odr#%niam pomoc od pomocy. powsta ą sytuacj". 5ieszka*cy to przecie% wi"kszości +yli skaza*cy$ kt#rzy z +raku innej mo%liwości po prostu osiedlili si" miejscu$ gdzie od+ywali kar".$ %e jestem do+rym znajomym samego 0elcyna$ eliminując w ten spos#+ wszelkie domniemane sprzeciwy. W kraju tym w nie tak dawnej przesz ości wszystko$ co %y o$ to %y o dlatego +y o tolerowane$ a nie dlatego$ %e mia o prawo do %ycia. (toś o+cy znajdowa si" w jego Cpa*stwieE$ a to niczego do+rego nie wr#%y a. -o on$ a nie %ona$ nie spa po nocac).. ?ni do+rze zakodowali wygląd munduru i mają związku z nim odpowiednie skojarzenia. Zdaj" so+ie spraw"$ %e +ez szczerej$ +ezinteresownej %yczliwości ludzi zamieszkującyc) 2y+eri" nie dojec)a +ym do 3 danu.$ %e nic mu z mojej strony ju% nie grozi. W . go posad". Uona +y a z m"%em na tyle szczera$ %e opowiedzia a mu ca y incydent z detalami.. 0ej z+yt ma o rozwini"te zwoje m#zgowe z+yt p#!no zarejestrowa y fakt$ %e nie jestem mieszka*cem jej Ckr#lestwaE. W wypadku pana komendanta +y o inaczej. 3le ludzie$ kt#rzy mi udzielali pomocy$ nie przyj"li ode mnie pieni"dzy$ c)ocia% c)cia em im je da. Popatrzy em za komendantem i jego świtą i pomyśla em$ %e pierwszy raz na terenie 'osji spotka em takie ludzkie kanalie. W setkac)$ a nawet tysiącac) sy+eryjskic) C=u un#wE jest tak$ niestety$ do dzisiaj. 3 taki o+r#t sprawy$ w jego mniemaniu$ m#g kosztowa. -aki komendant w tej zapad ej mieścinie pe niąc swą funkcj" +y dla ej mieszka*c#w dalej panem %ycia i śmierci.do domu. (omendant zadzia a wi"c jak stary taktyk$ czyli przez zaskoczenie. 'ozpuści wiadomoś. Plama +y a na ca ego@ Zorganizowana napr"dce pomoc mia a za agodzi. Dopią swego$ organizując nam d!wig$ ale mog o to nie wystarczy. Dzi"ki szcz"śliwemu z+iegowi okoliczności powsta nieprzyjemny incydent$ kt#ry swą Cmi ością do +li!niegoE 2powodowa a sekretarka komendanta$ +"dąca r#wnie% jego %oną... (omendant +y na tyle przezorny$ %e nie dopuści mnie przed forum zarządu ko c)ozu$ poniewa% m#g znale!. Dlatego w par" dni p#!niej zjawi si" u mnie$ +y si" upewni. 0ak ju% poprzednio wspomnia em$ czas dyktatury i !le poj"tego komunizmu na dalekiej 2y+erii nie zmieni y si" od lat trzydziestyc)..$ nie prosili o m#j adres$ r#wnie% nie wr"czali swojego$ prosząc$ +ym po powrocie na Zac)#d nie zapomnia o nic). Poniewa% m#zg m"%czyzny jest wi"kszy od m#zgu ko+iety$ a co za tym idzie & +ardziej rozwini"ty$ komendant szy+ciej oceni sytuacj". 'ozmowa$ jaką przeprowadzi ze mną w swoim +iurze$ tylko utwierdzi a go w z ym przeczuciu. C8etoE$ +o c#% ma ko c)oz do ekspedycji.

. (to wo+ec tego pom#g 1 6udzie z ko c)ozu1 -o ju% sprawa d u%szej polemiki$ a w c)wili o+ecnej przyjmijmy$ %e pomog a po prostu ?patrznoś. to +ardzo wolno$ +y da. Powiedzia $ jak si" nazywają$ ale nazwa +y a jakucka$ nic mi nie m#wi a$ wi"c zosta em nieświadomy co do gatunku denat#w. (to mnie wo a1 & 0a wo am@@@ & krzycz". Przyni#s r#wnie% jakieś dwa niedu%e zwierzaki$ ju% o+rane ze sk#ry i wypatroszone. sternikowi czas na dojście do radia i ode+ranie wo ania. Wodolot jednak znajdowa si" jeszcze +ardzo daleko. /a wszelki wypadek #d! wios ową zacumowaliśmy przy +urcie$ a+y w ka%dej c)wili m#c zastosowa. Zwierz" +y o za ma e na kr#lika$ a na wiewi#rk" za du%e. Zdaj" so+ie jednak w tej c)wili spraw"$ %e nie znam o+owiązującyc) procedur radiowyc) i o+awiam si"$ %e sternik z C'akietyE po prostu potraktuje to jak g upi kawa i wy ączy radiostacj".$ ale uprzejmie podzi"kowa em$ a 0akuci wida. +y o tylko jednostajny szum. Popatrzy na mnie jak na upośledzonego i +ardzo si" zdziwi $ %e nic nie s ysz". Po upieczeniu pr#+owali mnie tym pocz"stowa.. Wtem zaskrzypia g ośnik7 & .$ 2iergiej mia wystrzeli. Dopiero po d u%szej c)wili uc)o moje wy owi o o+cy w tym otoczeniu d!wi"k. P#!nym wieczorem jeszcze przed p#jściem na spoczynek przes uc)a em wszystkie kana y radiostacji$ ale wsz"dzie s yc)a. 2iedzieliśmy wi"c i dyskutowaliśmy praktycznie o wszystkim$ czyli o niczym. & potrze+uj" waszej . (omendant po prostu +roni swojej sk#ry. ?+ra ze sk#ry i osoli $ a+y si" mi"so nie popsu o. & Wydawa o ci si" & m#wi". Poniewa% C'akietaE +y a niewidoczna i znajdowa a si" jeszcze w znacznej odleg ości$ ponowi em ca ą czynnoś. czerwoną rakiet". uzgodniony wcześniej drugi wariant.. 'aptem 2iergiej przerwa w p# zdania i powiedzia 7 & P ynie.. 6ada c)wila mog a p yną. /ast"pnego dnia od rana siedzieliśmy z 2iergiejem na pok adzie d!wigu$ ws uc)ując si" w cisz". & Balo C'akietaE.. Przyni#s dziki czosnek i ce+ul" oraz ca ą tor+" +rusznicy$ owocu podo+nego do %urawiny..związku z tym nie nazywam tej ca ej akcji pomocą. 0ednak w wypadku$ gdy+y wodolot nie zamierza si" zatrzyma. 5oja czerwona kurtka zataczająca kr"gi nad g ową mia a spowodowa. =oska. Wieczorem powr#ci z lasu syn d!wigowego.. Da y zamieni em si" w s uc)$ ale niczego pr#cz szmeru wody nie us ysza em.. C'akietaE. Doskoczy em do radiostacji i wolno przekr"cając prze ącznikiem kana #w$ powtarza em7 CBalo ^'akieta_$ )alo ^'akieta_. zatrzymanie wodolotu. +yli mi za to wdzi"czni. Powtarza em to na ka%dym kanale$ ale$ niestety$ nikt nie odpowiada & panowa a cisza. Dowiedzia em si" tylko$ %e %yją w ziemi i z apa je we w asnor"cznie zro+ione wnyki.E 2tara em si" ro+i.$ ale entuzjazm mnie opuści . Plan wi"c +y gotowy i dopracowany$ czekaliśmy tylko na realizacj".

& 5am leszcze jedną proś+"$ wiem$ %e zawitacie do starego kapitana$ dajcie mu t" siateczk" od nas na dzie* marynarza. Przemyśla em jednak spraw" i doszed em do wniosku$ %e mog" spraw" przedo+rzy..set kilometr#w. cumy. & >dzie was tu przygna o1 & powiedzia uśmiec)ni"ty kapitan$ witając si" z nami. & Dzy mo%na si" z nimi porozumie. -rzecią +utelk" sc)owa em za pazuc)" i po c)wili +y em zn#w na d!wigu. mo%ecie & wo ajcie CDzaroitE & tak si" nazywa )olownik. & Wiem$ wiem$ kolega mi o was powiada & przerwa mi w p# zdania. 0ak ju% wspomnia em CniedalekoE na 2y+erii mo%e oznacza. Dosta em si" szy+ko odzią na +rzeg i do+ra em si" do skrzyni zaopatrzeniem.set lu+ tysiąc pi".dziesiąt$ pi". 5ia em oc)ot" natyc)miast uda. & Do+rze$ ale nie wrzeszcz tak$ +o mi g ośnik rozwali & odzywa si" ju% sympatycznym g osem. & Za atwione & powiedzia kapitan i si" po%egnaliśmy... pi".$ czy w g#r" rzeki coś p ynie & zapyta em i w tym momencie zauwa%y em wodolot wy aniający si" zza zakr"tu. & 2pr#+owa. Do pierwszej siatki$ kt#ra +y a pod r"ką w o%y em dwie +utelki w#dki i kilka konserw. /ie +y em pewien$ jak przyjmą mnie ludzie na +arce$ mo%e podo+nie jak ko+ieta oficer1 /ie dowiedzia em si" te%$ ile mniej wi"cej kilometr#w znajdują si" od tego miejsca. /ie wiadomo tylko jak d ugo. .$ poprosi em go jeszcze$ +y zaczeka jedną minutk". Widząc$ %e ma zamiar ju% odp ywa.. & 0ak daleko są1 & zapyta em$ promieniejąc nadzieją. & >dzie jesteś i co si" dzieje1 & 2toj" samoc)odem na skarpie i . & poprosi em. & W czym wam pom#c1 & zapyta .. & 5amy d!wig i c)cieliśmy si" dowiedzie. 0ak ic) wyprzedza em$ to ju% mnie przez radio zapraszali na szklaneczk" tej okazji$ ale ja so+ie to świ"to urządz" w D)andydze & śmia si" kapitan. si" odzią w d# rzeki na spotkanie p ynącej lu+ stojącej przy +rzegu +arki. (r#tko opowiedzia em$ skąd jad" i dokąd c)c". W dniu marynarza sk adamy najserdeczniejsze %yczenia.pomocy$ jeszcze was nie widz"$ ale ju% do+rze s ysz" & krzycz" do mikrofonu. /awet niedaleko$ ale szy+ko do was nie dop yną$ +o dzisiaj jest Dzie* 5arynarza śr#dlądowego i pewnie do+iją gdzieś do +rzegu i +"dą pili. /ajwa%niejsze jednak +y o$ %e coś p ynie w naszym kierunku.. przez radio1 'uc)u na rzece nie ma$ szkoda wi"c akumulatora & doda . & wyrecytowa em Por"czając kapitanowi +utelk" w#dki C5oskiewskiejE Jtej od komendantaK. Po c)wili C'akietaE wolno ju% dop ywa a do +urty d!wigu$ a ja z 2iergiejem staliśmy w pogotowiu$ +y przyją. & 5acie szcz"ście$ z do u p ynie s ownik z dwiema +arkami$ na jednej stoją ju% jakieś samoc)ody$ ale druga jest pusta & powiedzia kapitan. si" przerwa a.... Wodolot odp yną $ a powsta e za nim fale roz)uśta y ca y d!wig. ?d tej c)wili ju% patrzyliśmy tylko w jedną stron" & w d# rzeki.. & Podp yn" do was & powiedzia g os i ącznoś..

'y+y rzuca y si" jak oszala e i trudno +y o je z apa. Wreszcie zdo+ycz +y a na +rzegu. -ak przygotowane CsznurkiE rozwieszono w przewiewnym s onecznym miejscu. mo%na wszystko$ nawet cie+ie mo%na zasuszy. Wreszcie zaciągn"liśmy sie. Dotkną em i ry+a ta posiada a rzeczywiście pancerz twardy jak drewno. 2iergiej widząc$ %e mnie zaciekawi y$ powiedzia $ %e u nic) m#wią na to ry+a & garnek$ poniewa% piecze si" ją we w asnej skorupie. si" im z +liska. D)cia em ju% ciągną. Podczas gdy przeprawia si" na drugą stron"$ u o%ona na odzi sie. =y y te% dwa jesiotry i dopiero teraz mia em okazj" przyjrze. ry+ 0akuci wrzucili z powrotem do rzeki$ oświadczając$ %e są niesmaczne. papierosa & powiedzia $ cz"stując mnie mocnym +ezfiltrowym papierosem. Powr#ciliśmy do o+ozu. & /a d ugoś. Wsiedliśmy wi"c do odzi i tam podp yn"liśmy. Prawie po owa gatunk#w +y a mi nieznana. w r"k". & Przez tydzie* tego nie zjemy & krzycza em$ widząc efekt po owu wynurzający si" powoli z wody. Początkowo sz o nawet lekko$ p#!niej nieco ci"%ej$ a nast"pnie zapieraliśmy si" ju% nogami$ poc)ylając cia a na zasadzie przeciwwagi. przeznaczyli do natyc)miastowego zjedzenia$ a pozosta ą do suszenia.-ego wieczoru 2iergiej wyciągną spod pok adu sie. >dy ry+y zosta y oczyszczone$ cz"ś.. Dz"ś. systematycznie opada a do wody$ grodząc w ten spos#+ rzeczk". 2iergiej jeden koniec sieci pozostawi na +rzegu$ tam gdzie staliśmy$ a reszt" u o%y starannie na rufie #dki. -e ponawlekali na druty i przesadnie mocno osolili.1 & zapyta em.. =y pewien$ %e najlepszy efekt po owu osiągniemy$ zarzucając sie. /ast"pnie idąc +rzegiem podciągną #dk" Cpod prądE$ wskoczy do niej i korzystając z nurtu rzeki powr#ci na +rzeg$ a wraz z nim druga ko*c#wka sieci. & Do+rze suszona ry+a jest do+ra do zjedzenia przez par" lat$ a w aściwie to ju% nigdy si" nie popsuje & powiedzia 2iergiej7 & Dzy wszystkie gatunki mo%na suszy. i oznajmi $ %e dzisiaj na kolacj" +"dą ry+y. 5 ody 0akut c)wyci za wios a i ile si w ramionac) pop yną w kierunku przeciwleg ego +rzegu. 0utrzejsze s o*ce mia o doko*czy. .. du%o ciep a. >dy spyta em o nią$ 2iergiej odpowiedzia $ %e jej to nawet naj+ardziej wyg odnia y pies we wsi nie zje. Wśr#d nic) zauwa%y em z owioną przeze mnie przed kilkoma dniami czerwoną ry+". w po+li%u ujścia ma ej rzeczki do 3ldanu.. Die+ie na przyk ad powiesi +ym tam u g#ry & powiedzia $ wskazując r"ką najwy%ej znajdującą si" cz"ś.$ ale 2iergiej powstrzyma mnie ruc)em r"ki$ oświadczając$ %e jest dzisiaj wyjątkowo g odny i potrze+uje wi"cej ry+. & Zasuszy.. Ze znanyc) rozr#%ni em szczupaki$ okonie$ karasie i sielawy. 0akuci zaj"li si" patroszeniem ry+$ ja tymczasem do o%y em do ognia sporo drewna$ kt#re po spaleniu mia o zapewni. d!wigu & +o tam jest przewiewnie. -o tylko kwestia$ gdzie powiesi. dzie a.

/a Zac)odzie są takie rzeczy do jedzenia$ %e tw#j %o ądek przyzwyczajony tylko do ry+ dozna +y szoku. & Do+ra$ przywią%" sznurkiem i wrzuc" do wody$ niec) si" c) odzi & powiada. =y te% zdania$ %e wszystkie p ywające jednostki do+i y gdzieś do +rzegu$ a ic) za ogi świ"tują. & Die+ie 2iergiej koniecznie musz" przemyci. .. ?+ok niej zawiesz" drugą$ a wiesz co +"dzie tam napisane1 2iergiej kiwną g ową$ %e nic wie. 2iergiej przekonywa $ %e gdy+y nie +y o ry+ pod dostatkiem$ to po owa ludności zamieszkującej 2y+eri" umar a+y po prostu z g odu. (apitan wodolotu mia racj". /a ko*cu wywodu wyzna $ %e CoficjalneE mi"so ostatni raz jad c)y+a przed dziesi"cioma laty.. Przekomarzaliśmy si" jeszcze do+rą c)wil"$ zrywając przy tym +oki ze śmiec)u. =y y7 z ro%na$ pieczone$ sma%one$ kopcone$ zasypane w popiele$ a 2iergiej zapomniawszy o moim dowcipie$ zjad jedną na surowo. & 2iergiej$ czy ty przypadkiem$ pracując na p ywającym d!wigu$ nie zaliczasz si" do marynarzy1 & zapyta em. 2kośnooka szelma poj" a w lot$ o co c)odzi. P#!niej tw#j stan jeszcze +ardziej +y si" pogorszy i dosta +yś skr"tu kiszek. Z+uduj" klatk" na przyczepie samoc)odowej$ wsadz" ci" do niej i +"d" je!dzi od miasta do miasta i ludziom pokazywa . & powiadam$ gro%ąc mu palcem. Wiedzia em$ %e w tym co m#wi nie +y o ani krzty przesady.. na Zac)#d & m#wi".. -y wiesz$ jaka +"dzie sensacja & m#wi".. Przyzna si" te%$ %e k usuje w tajdze$ +o od czasu do czasu ma oc)ot" na coś innego ni% ry+a. /a kolacj" oczywiście zajadaliśmy ry+y... & C(armienie 0akuta surowo wz+ronioneE. & Zaro+i" na to+ie kup" pieni"dzy.Widz"$ %e twarz mu promienieje$ a jego docinki mają +ardzo przyjazny c)arakter. & /a klatce +"dzie wisia a ta+lica C-o jest 0akut..E$ +"dzie te% mapka$ a%e+y ludzie wiedzieli$ jakie tereny zamieszkujesz.. kontakt radiowy z CDzaroitemE$ ale +ezskutecznie. /ie dlatego$ %e ci %a uj"$ tylko dla twojego do+ra. & 5a si" rozumie. Po weso ej kolacji spr#+owa em jeszcze nawiąza. Zdecydowanie tematem tego wieczoru +y y ry+y... Poniewa% +y o ic) pod dostatkiem$ ka%dy przyrządza je na wymyślony przez sie+ie spos#+. & ciągną em dalej$ %e nie g odzi +ym ci"$ ale karmi +ym tylko ry+ami. -arzaliśmy si" wszyscy ze śmiec)u$ a ja ze zami w oczac) powiedzia em mu$ a%e+y nie +ra mojej propozycji wystawienniczej tak +ardzo na serio. 2iergiej przypomnia $ %e dzisiaj jest dzie* C'eczftotuE i +y pewien$ %e %aden szanujący si" rosyjski marynarz nie p ywa po wodac) sy+eryjskic) rzek. & Wielka mi ekspedycja & ciągnie 2iergiej & gdy+ym ry+ nie na apa $ to +yś z g odu umar & przekomarza si". 5ieli radio wy ączone i pewnie u%ywali go tylko wtedy$ jeśli mijali jakiś statek lu+ znajdowali si" +lisko portu.. & ?j$ +o powiem komendantowi.

Podo+nie jak poprzednic) wieczor#w drogą losowania ustaliliśmy kolejnoś.-ej nocy z wiadomyc) wzgl"d#w spa em na d!wigu$ uwa%a em +owiem$ %e pr#+a przedostania na ląd mog a+y zako*czy. tu tyle dni i zaproponowa em mu$ a+y pop yną ze mną +arką do =u unu. Wr#ci em wi"c pospiesznie na +rzeg$ uruc)omi em land & ro8era$ w ączy em wszystkie świat a i dodatkowo pomara*czowego CkogutaE. Pomyśla em o +iednym 2iergieju$ kt#ry +"dzie musia jeszcze sp"dzi. Zauwa%y em$ %e pierwszy raz si" nie uśmiec)a. (r"ci em si" ju% niespokojnie i co c)wil" nas uc)iwa em.. & -y naprawd" nie wiesz$ gdzie jesteś. Wszystkie CprezentyE od komendanta podarowa em 2iergiejowi$ ostrzegając go jednak$ %e +"dzie z nim kruc)o$ jak dowie si" o tym w adza ko c)ozu. 4zna +owiem$ %e jeszcze po naszym odp yni"ciu pozostanie tu przynajmniej dwa tygodnie$ poniewa% & jak twierdzi & nikt z ko c)ozu si" nie ruszy pr"dzej po d!wig$ nim nie min" =u unu. P ynie w naszym kierunku +arka@ =o%e$ %e+y tylko mnie za+rali & pomyśla em i ruszy em do odzi. & /iestety$ sp"dz" tu jeszcze jedną$ noc & stwierdzi em$ i a+y to +y a tylko . ? czwartej nad ranem o+udzi mnie m ody 0akut i m#wi7 & P yną. Za taki numer nie wyszed +ym z pierdla do ko*ca %ycia.. pe nienia dy%ur#w. gotowi do za adunku na statek. Przyzna em mu racj"$ upominając jednak$ +y dla swojego do+ra pami"ta o przestrodze. & D!wig szeroki$ a )olownik za s a+y & t umaczy ..... & Przecie% twoja o+ecnoś.E & niestety$ cisza.. Dzas na 2y+erii dawno si" ju% zatrzyma i nawet pierestrojka nie zdo a a go ruszy. -u w 'osji mo%na ro+i. 'anek okaza si" c) odny i deszczowy.. 'adzi em mu nawet$ gdzie ma to poc)owa. /ast"pnie przedosta em si" do radiostacji i zaczą em wo a. Wygramoli em si" z namiotu$ patrz" i oczom nie wierz". na d!wigu. Dzie* d u%y jedna.. -ylko samą podr#% d!wigiem z powrotem w g#r" rzeki określi na minimum pi". & 2iergiej a% dosta g"siej sk#rki. =arka jednak dalej p yn" a swoim kursem i nie odpowiedzia nam si" niesamowicie. 2podziewaliśmy si" lada c)wila +arki z do u rzeki. Dzy ty wiesz$ ile +y si" znalaz o na to paragraf#w1 /ie +"d" pomaga komendantowi wykonywa. planu & odpar . si" tragicznie. =yliśmy w pogotowiu i dos ownie w pi". du%o r#%nyc) rzeczy$ kt#ryc) na przyk ad u was nie mo%na$ ale o wiele wi"cej rzeczy tu nie mo%na ro+i. 5ia racj". Z+"dny sprz"t zosta ju% spakowany do samoc)odu. minut mogliśmy +y. CBalo ^Dzaroit_$ )alo ^Dzaroit_. /a dworze +y o szaro$ wi"c na pewno zauwa%ą świat a & rozumowa em. nie jest potrze+na w czasie )olowania & motywowa em. 2iergiej nie podziela jednak mojego zdania$ uwa%ając$ %e do czasu$ kiedy znajdzie si" z powrotem we wsi$ zdą%y ju% wszystko zjeś. dni.

$ a ten ju% wyciągną r"k" na powitanie i od razu zapyta 7 & Dokąd c)cecie1 & Do D)andygi & odpowiadam$ a w duc)u si" +oj"$ czy mnie tak daleko za+ierze. 2iergiej siedzia ju% w ka+inie operatora.. silnik d!wigu$ ale go powstrzyma em$ t umacząc$ %e wypada najpierw zapyta. Zatrzyma urządzenie$ przyjrza si" uwa%niej i dopiero teraz poc)yli wysi"gnik$ a samoc)#d szcz"śliwie osiad na podwoziu. 2iergiej c)cia ju% +iec i uruc)amia. ?+raca ju% ramieniem d!wigu. /a pok adzie znajdowa y si" cztery oso+y i dwa samoc)ody. /ie zdą%y em jeszcze si" odezwa. & Burra@ )urra@ & rozleg o si" wielog osowym ec)em po tajdze. Wskakuj" na samoc)#d i zaczepiam z+locze. =y a jeszcze co prawda daleko$ ale ju% zaczą em si" zastanawia.$ ale land & ro8er ju% oderwa si" od ziemi. Widz" te% sternika. W euforii 2iergiej podni#s go za wysoko$ ale poprawi + ąd$ opuszczając zaraz ni%ej. ko em w prawo i skierowa ca y sk ad w naszym kierunku.. -eraz dopiero odetc)ną em. D)c" jeszcze wszystko sprawdzi.. & Do+ra$ adujemy & powiada & p#!niej +"dzie mn#stwo czasu$ to zdą%ymy si" nagada. -eraz +owiem opuszcza samoc)#d dok adnie na dac)y pojazd#w stojącyc) na pok adzie. 0akucki )orror trwa jednak dalej. /ic jednak nie przyc)odzi o mi do g owy. W tym momencie sternik zaczą kr"ci.. Wzią em lornetk" i zaczą em si" przygląda. 2iergiej po prostu nie umia w aściwie oceni. Przeskoczy em przez +urty i po+ieg em do ster#wki. 'zucono cumy i po c)wili d!wig stanowi ju% jednoś. Zdą%y uruc)omi. >dzie si" tak spieszy$ c)olerny 3zjata & pomyśla em$ przeprawiając si" na +rzeg.. 4cieszy si" +ardzo z mojej poc)wa y$ +o w og#le nie zdawa so+ie sprawy z tego$ co si" wydarzy o. Dzi"ki =ogu mia do+ry s uc) i w por" dos ysza gwizdanie z do u. & Zda eś egzamin na piątk" & m#wi" do z+li%ającego si" 2iergieja. 2iergiej natomiast wyszed z ka+iny i pyta$ czy jest do+rze$ a mo%e go troc)" dalej przestawi. Dudem jednak ko a samoc)odu przesz y tu% nad masztami. Zauwa%y em$ %e jest to sk ad p ywający z o%ony z dw#c) r#wnolegle po ączonyc) ze so+ą +arek. /ast"pnie wysi"gnikiem skr"ci w niew aściwą stron" i o ma o nie zawadzi +y land & ro8erem o )olownik.$ a+y ją zatrzyma. Przygląda si" nam przez lornetk". /a jednej z +arek zauwa%am stojące samoc)ody$ druga zaś p yn" a ca kiem pusta. silnik$ kiedy jeszcze znajdowa em si" w drodze do kapitana. pc)a niewielki )olownik. & 4ff & wszyscy odetc)n"li z ulgą. W c)wil" p#!niej sta em przed kapitanem.1 & /ieeee@ Wszystko jest w porządku & krzycz" i pospiesznie odczepiam lin". odleg ości z wysoko . Widząc$ %e nas o+serwuje$ pomac)a em jeszcze raz i wskaza em r"ką land & ro8era.$ co zro+i. =arka +ardzo wolno p yn" a i min" o jeszcze sporo czasu$ zanim z+li%y a si" do d!wigu.%aden sygna . Pozdrowi em go kiwni"ciem r"ki$ a on to zauwa%y i w ten sam spos#+ mi odpowiedzia . z +arką. Da oś. 6edwo uda o mi si" zeskoczy.

& Do+rze Wiktor$ nie c)c" ci przeszkadza. Polu+i em +ardzo tego upartego 0akuta i naprawd" niemi e +y o to po%egnanie. z oś. Przyjdzie na wszystko czas. Wida. & 5y si" ju% znamy & powiada$ a widząc$ %e nie kojarz" znajomości wyjaśni $ %e p yn"liśmy jednym promem przez 6en" pod 0akuckiem. Po%egna em 2iergieja tak jak si" %egna starego przyjaciela. dni$ a to dlatego$ %e +ardzo wolno p yniemy. & 3 w og#le nazywam si" Wiktor ]arinorow & m#w do mnie po prostu Witia$ nie +"dziemy przecie% so+ie CpanowaliE. >dy+ym m#g $ to za+ra +ym ci" ze so+ą na ten Zac)#d & pomyśla em. rzeki w tym miejscu wynosi trzynaście kilometr#w na godzin" & stąd ta powolnoś. W ostatnim momencie przyni#s jeszcze zapomniany przeze mnie akumulator. +y o$ %e cieszy si" do+rym zdrowiem. Zastanowi si" c)wil"$ po czym odpowiedzia $ %e nie wie dok adnie$ ale +"dzie oko o dwustu pi".$ ile si" nale%y$ to zaraz ureguluj" & m#wi"$ stojąc o+ok niego w ster#wce. (apitan +y pi". Zn#w ogarn" o mnie to c)olerne uczucie m#wiące$ %e ju% nie zo+acz" tego cz owieka. & 0ak daleko jest do D)andygi1 & zapyta em. Dla mnie świat ponownie staną otworem$ jego natomiast sta ciągle w tym samym miejscu. Z rozmowy wynik o$ %e ic) docelowe miejsce podr#%y znajduje si" oko o tysiąca dwustu . ?dcumowaliśmy i ruszyliśmy w g#r" rzeki. na jego twarzy.dziesi"ciu do trzystu kilometr#w. ="dziemy na miejscu$ to porozmawiamy na ten temat & odpowiedzia .. nie przekracza dw#c) kilometr#w na godzin". Przywita em si" z pozosta ymi$ jak sądzi em$ cz onkami za ogi. ?kaza o si"$ %e tylko jeden z tej czw#rki nale%y do za ogi$ a pozosta yc) trzec) jest tak jak ja pasa%erami. pewną sum" pieni"dzy$ kt#re zawczasu przygotowa em dla niego$ ale tak si" o+urzy $ %e a% +y o wida. -utaj & wskaza miejsce na mapie & prąd rzeki jest o wiele s a+szy$ wi"c ustawi" +ark" za +arką i +"d" ciągną . & (iedy spodziewasz si"$ %e tam dop yniemy1 & /iestety dopiero za cztery lu+ pi".dziesi"ciolatkiem w pe ni si $ wygląda m odo i reprezentowa okaz czysto rosyjskiej urody. (iedy dowiedzieli si"$ %e jad" do 5agadanu$ ucieszyli si" jeszcze +ardziej. Przedstawi em si" r#wnie% i od tej c)wili rozmawialiśmy ze so+ą per ty. /asza pr"dkoś. 0eszcze raz dzi"ki$ %e mnie za+ra eś & powiedzia em i zszed em na pok ad. ?kaza o si"$ %e wszyscy p yną do D)andygi. Pop yniemy w#wczas szy+ciej. /atyc)miast przedosta em si" do kapitana. & /iec) si" pan tak nie spieszy z zap atą$ przed nami jeszcze par" dni drogi. & 2asza i (ola & przedstawili si". P#!niej d ugo stal przy ringu i mac)a mi na po%egnanie. D)cia em mu da. 2zy+koś.po o%onej ka+iny. & Pietia jestem & przedstawi si" s usznej +udowy siwy m"%czyzna.$ p#jd" rozejrz" si" troc)" po pok adzie i wpadn" p#!niej.$ %e pan mnie za+ra ze so+ą$ prosz" powiedzie. & D)cia +ym jeszcze raz podzi"kowa. Przywita em si" te% z pozosta ymi znajdującymi si" na pok adzie.

-ak czy inaczej$ wiadomo +y o$ %e od tej c)wili +"dziemy ju% przez d u%szy czas razem podr#%owali. Dowiedzia em si"$ %e trudnią si" )andlem i transportem samoc)od#w i w aśnie są w drodze do klienta.. Pietia nale%a do weso k#w jakic) ma o. Wiadomo$ %e nieutwardzona i pe na do #w$ ale jest i przynajmniej cz owiek si" nie zgu+i. 0ak si" p#!niej dowiedzia em$ wykonywa ju% mas" zawod#w..$ a tu nagle =ozia nam ci" zsy a. & 0e%eli to+ie si" uda przejec)a. & 2toi & powiedzia em i odwzajemni em uścisk. Pro+lem polega na tym$ %e na trasie znajdują si" setki rzek i rzeczek$ przez kt#re nie prowadzą %adne mosty. . do 5oskwy$ gdy% tylko tam si" je sprzedaje. Zapyta $ jak mam na nazwisko i ju% od tej c)wili zaczą mnie po swojemu nazywa. Do ko*ca ju% mnie nie nazywa inaczej tylko Cpan (operskiE. Zastanawialiśmy si" ju% od kilku dni$ jak ten pro+lem rozwiąza. & 3 z takiej$ %e masz land & ro8era. & Z nie+a nam spad eś & powiada Pietia i nie czekając na pytanie dlaczego$ zaraz wyjaśnia.. D)cia em dorzuci. Wtedy mamy szans" dojec)a. 3 je%eli jeszcze jakieś si" znajdują$ to są tak stare$ %e strac) po nic) pieszo c)odzi. =y kr"pej . Przemieszczają si" po ca ej 'osji. Podr#%ują w r#%ny spos#+7 na ko ac)$ pociągami$ statkami$ mieli r#wnie% takie sytuacje$ %e przewozili samoc)ody samolotami. ?kaza o si"$ %e z D)andygi do 5agadanu jest jakaś stara droga wy+udowana swego czasu przez wi"!ni#w zwana szlakiem ko ymskim. Ic) szcz"ście$ jak określi Pietia$ polega o na tym$ %e posiada em do+ry samoc)#d terenowy.. śniadanie. & 0ak d ugo jesteś z nami$ my cie+ie %ywimy i o wszystko d+amy. /ie ka%dy jest w stanie to zro+i. =y marynarzem$ przemytnikiem 1 c)odzącym przez zieloną granic" do Iranu$ +ra te% udzia w kilku ekspedycjac) polarnyc). nowy samoc)#d$ to musi po niego jec)a. & powiada Pietia & to poprzeciągasz nas na drugą stron".. 'osj" zna praktycznie ca ą. 2asza r#wnie% nie wygląda na takiego$ co cz"sto c)odzi do kościo a. ?d pierwszej c)wili +y o wida..$ %e z niejednego pieca jad c)le+.$ wi"c sta o si" to profesją tej tr#jki.kilometr#w za D)andygą$ w aśnie w kierunku 5agadanu. 2toi1 & zapyta $ wyciągając r"k". do wsp#lnej kuc)ni moje zaopatrzenie$ ale Pietia ostro zaprotestowa ..umaczyli$ %e w 'osji je%eli na przyk ad mieszkaniec 0akucka dosta przydzia lu+ c)ce zakupi. 5y natomiast w rewan%u od tej c)wili +"dziemy ro+ili za cie+ie wszystko. Zaraz te% zwr#ci si" do swoic) towarzyszy podr#%y7 & 2aszka$ (olka$ co tak stoicie jak gamonie$ Cpan (operskiE jest g odny & dalej przygotowywa. & Pietia$ z jakiej okazji & protestowa em. so+ie do domu. =y to typowy awanturnik z powieści 6ondona$ kt#ry nigdy nigdzie nie zagrza miejsca. P#!niej jeszcze musi go za+ra...

..$ nawet nie posiadając specjalnyc) narz"dzi. 2y+eria$ to nie 3meryka i a+y w #czy. /ormalny cz owiek ma k opoty z dojazdem . /ast"pnie o+ra kartofle$ dorzuci do ry+ i ju% po c)wili zupa uc)a +y a gotowa. /ie +acząc na kultur" zac)owania si" przy stole$ g ośno mlaskając zjedzono uc)" i zagryziono ją c)le+em. Zapowiada o si" porządne pija*stwo. & (to nie wypije tego$ za +urt" wyrzuc" & powiedzia gro!nym g osem. =y prawdziwą z otą rączką i jak si" p#!niej przekona em$ nie +y o w tym %adnej przesady. si" po tym kraju$ trze+a si" tutaj urodzi. du%o szcz"ścia. 'o+i wra%enie spokojnego i nieśmia ego. P yn"liśmy teraz środkiem rzeki$ po o+u stronac) rozciąga a si" nieprzerwana ściana lasu. Wko o %ywego duc)a$ tylko tajga i rzeka. Posiada jednak coś$ czego pozostali nie mieli. & doda . W tym czasie marynarz o dziwnym zdro+nia ym imieniu =oria zastąpi go przy sterze. /akryto do sto u & ka%dy otrzyma talerz gorącej zupy i jedną ce+ul". Pietia od czasu do czasu wznosi toast i tak nam mija y w szcz"ściu pierwsze godziny na +arce. -ymczasem Pietia przed ka%dym z +iesiadnik#w postawi +laszany ku+ek i ju% jego mina m#wi a$ %e nie +"dzie do nic) nalewa )er+aty. Nniadanie +y o gotowe$ wi"c poproszono kapitana do sto u. (ola natomiast nie pasowa do tej ekipy.+udowy cia a i posiada ko*ską si ". /a powr#t to pi"kne uczucie wolności$ uczucie m#wiące$ %e to wszystko nale%y do cie+ie$ a ty nie jesteś ograniczony %adnymi zakazami i mo%esz ro+i..$ ale +iada$ jak ktoś spr#+uje za spotkanie nie wypi. 2asza natomiast poz+awia je %ycia$ patroszy i wrzuca do du%ego gara z wrzącą soloną wodą. C/a zdrowieE rozleg o si" i ku mojemu wielkiemu zdziwieniu wszyscy jak jeden prze kn"li pos usznie w#deczk". /ale%a do typu facet#w twardzieli$ %adne trudy czy niewygody mu nie przeszkadza y. Po śniadaniu uprzątni"to talerze$ a na stole pozosta y tylko metalowe ku+ki i +utelki z w#dką. Potrafi wszystko naprawi. Dzie* okaza si" c) odny i poc)murny$ u+raliśmy si" wi"c ciep o i siedzieliśmy na pok adzie. wariatem i mie.. Pokrojono c)le+ na pajdki i po o%ono na środku sto u. Po kt#rejś z kolei flaszce Pietia powiada7 & Zuc) jesteś$ pan (operski. al+o +y. /ie za+rak o te% dzikiego czosnku przypominającego wyrośni"ty szczypior. Pietia do+y par" +utelek w#dki$ z"+ami pozrywa kapsle i nala ka%demu po po owie p# litrowego ku+ka. Wiesz$ dlaczego tu dojec)a eś1 =o jesteś wariatem$ kt#ry ma coś jeszcze wi"cej ni% szcz"ście. 'zadko za+iera g os i +y +ardzo oszcz"dny w piciu alko)olu. 2zanuj to. wszystko$ co ci si" podo+a. & Pierwszy toast do dna$ p#!niej mo%na ju% nie pi. 2asza i (ola za+rali si" za przygotowywanie śniadania. (ola sta z w"dką przy +urcie i wyciąga ry+" za ry+ą. Podczas wsp#lnej podr#%y +ardzo zaprzyja!niliśmy si" ze so+ą.

paczki. Po po udniu zauwa%yliśmy p ynącą w d# rzeki C'akiet"E.do ?mska.. W szalupac) takic) +y y ju% wtedy skrzynie z ciep ą odzie%ą$ konserwami i innymi rzeczami . /ie omieszkano zapyta. ?powiedzia em wi"c ca ą przygod"$ w ącznie z oso+ą pana komendanta. (apitan wodolotu wyszed na zewnątrz i przekrzykując szum motor#w oznajmi $ %e ma dla mnie paczk" od starego kapitana. 3le to +y o dawno temu & doda . /a nasz widok da a kilkakrotny sygna syreną$ zwolni a i op ywając nas od tylu$ podp yn" a +lisko$ tak %e p yn"liśmy teraz +urta w +urt". Uyczy wszystkiego najlepszego i pop yną dalej. & Zo+acz & ciągną Pietia & par" lat si" ju% razem w #czymy. & Dawniej jak ludzie gdzieś jec)ali$ to za+ierali takie o+razki ze so+ą. & Za dwa dni dop yniemy do miejsca$ gdzie jest ca a g#ra tyc) gnat#w & powiedzia kapitan$ kt#ry te% z ciekawości przyszed o+ejrze. W niekt#ryc) rejonac) ca e wsie z tego %yją & wyjaśni kapitan. =yliśmy ju% w ka%dej cz"ści tego kraju$ a wiesz$ ile razy c)cieliśmy so+ie wzajemnie gard a poprzegryza. Przyczyna zawsze +y a jedna & po prostu nawet dla nas$ tu urodzonyc)$ cz"sto w g uszy +y o za ci"%ko.1 & setki razy. Przerzuci przez +urt" i Pietia ją z apa . Wszyscy +ez wyjątku tarzali si" ze śmiec)u po pok adzie$ a Pietia z tej okazji wyciągną kolejne +utelki. & Podp yn" do +rzegu$ to so+ie na pamiątk" ic) naz+ieracie. Za oga sk adająca si" z siedmiu os#+ znalaz a si" na szalupie ratunkowej.. & Wiem tylko$ %e ca e %ycie sp"dzi na wodac) 2y+erii i jest w waszyc) kr"gac) oso+ą znaną & odpowiedzia em. zawartoś. & Pan (operski$ cie+ie wszyscy znają & powiedzia Pietia$ wr"czając mi przesy k". & -o fakt$ %e jest znany i c)y+a nie ma marynarza w 'osji$ kt#ry +y nie s ysza o jego tragicznej przygodzie. & -o podr#%na ikona & wyjaśni Pietia. W samej 0akucji znajduje si" mn#stwo takic) miejsc$ w kt#ryc) mo%na znale!... 0akuci rze!+ią w tym i gdzieś dalej w świat sprzedają. Pewnego razu statek$ kt#rym dowodzi $ zderzy si" z g#rą lodową czy wi"kszą krą$ a efekt +y taki$ %e aj+a w +ardzo kr#tkim czasie zaton" a.. 'ze!+y okaza y si" wykonane z kości mamuta i przedstawia y postacie ludowe$ a konkretnie 0akut#w. kości mamut#w$ szczeg#lnie na p# nocy. (onkretnie zaś wa)ad owo po szlaku p# nocnej drogi morskiej. Z opowiadania wynika o$ %e kapitan 2za amow$ tak +owiem si" nazywa $ w pierwszym okresie swojej kariery p ywa nie po rzekac)$ lecz po morzac). mnie$ skąd znam starego kapitana. & Dzy znasz )istori" tego cz owieka$ kt#ry przes a ci podarki1 & zapyta Wiktor. Dziwny z cie+ie facet$ pan (operski. ?tworzy em zawiniątko i wyją em z niego niewielki świ"ty o+razek oraz dwie ma e rze!+y wykonane z kości..

. Do dzisiaj na pamiątk" tego zdarzenia przec)owuje powyginane ludzkimi r"koma konserwy. ?powiada p#!niej$ %e pr#+owali wszystkic) mo%liwyc) sposo+#w. 2ezon jest kr#tki$ +o tylko od maja do pa!dziernika$ ale pracuje si" wtedy na okrąg o. /a spokojnej 6enie podr#% taka trwa od trzydziestu do trzydziestu pi"ciu dni. & Dawniej & t umaczy Wiktor & nie +y o takic) walcowni$ jakie są teraz$ i +lac)a$ z kt#rej +y y wykonane puszki$ +y a tak gru+a$ %e nie podc)od! +ez m otka i przecinaka. Dni wolne od pracy nie są przewidziane. /awet w adza radziecka respektowa a to$ %e nie mia dziwakiem & zako*czy opowieś. Za+ieram jakieś koparki i wracam do 0akucka.potrze+nymi do przetrwania. >dy roz+itkowie znale!li si" na szalupie$ okaza o si"$ %e mają do dyspozycji tylko same konserwy. & Dokąd teraz p yniecie1 & zapyta em. sta ego zameldowania. Wszyscy wiedzą$ %e jest . & /iedaleko za D)andyg"$ do miejscowości ?c)otskij Perewoz. & /igdy +ym nie pomyśla $ %e sezon jest a% tak kr#tki & powiadam. & ?d 0akucka w d# jest jeszcze kr#tszy$ a 6ena w ca ości %eglowna jest tylko trzy miesiące w roku. Znam go oso+iście$ a zresztą$ kto go nie zna. 0ak ic) po czasie odnaleziono$ sądzono$ %e wszyscy nie %yją. ?d tego czasu przysiąg so+ie$ %e nigdy ju% si" nie o%eni$ nie wyp ynie w morze i nie +"dzie mieszka w domu. -emperatura panująca na zewnątrz przesądzi a o reszcie. /iestety$ nie uda o si" otworzy. 2zalupa +y a drewniana i nawet uc)wyty do wiose +y y wykonane z drewna. & 2zkoda$ %e przez tak kr#tki okres pomaga cz owiekowi w transporcie. Wiktor szed teraz zmieni. & -o jeszcze nie koniec & powiedzia Wiktor$ widząc$ %e c)c" coś powiedzie. -o nie rejs$ to przeja%d%ka. Wnet okaza o si"$ %e nikt z za ogi nie mia przy so+ie %adnego ostrego narz"dzia. Dzegokolwiek$ +y je otworzy. kolejk" serwowanego przez Pieti" napoju. P ywa tylko po rzekac) i mieszka na statku$ a jego o+ecny CdomE widzia eś. ?czywiście$ nikt o tym nie wiedzia . Pec) jednak c)cia $ %e t" szalup" ktoś okrad $ kiedy stali w porcie.. Puszka o puszk"$ z"+ami$ nogami lu+ waląc konserwą o dzi#+ odzi.. Przysi"gi doc)owa . W tym czasie$ kiedy on dogorywa na 5orzu (arskim$ spali si" jego dom$ a razem z nim %ona i dwoje dzieci. wyposa%enia i zapas#w. 0eden jednak jeszcze %y & +y nim 2za amow. =ori" przy sterze$ wi"c poszed em z nim$ a+y w ten spos#+ opuści. & 3 rejs1 & zapyta em. & Przewa%nie p ywam na szlaku 3lensk & (isiur. Z odziej nie ukrad jednak wszystkiego$ tylko cześ. Za+rak o g upiego scyzoryka czy nawet gwo!dzia. kapitan. 4mierali z zimna$ g odu i pragnienia. ="dzie jakieś dwa i p# tysiąca kilometr#w. ani jednej.. =rakowa o jednak najistotniejszej rzeczy.

zdrowie i c)"ci$ a okazja$ %e+y si" napi. Zapad wiecz#r i towarzystwo pouk ada o si" do snu. /a posterunku pozostali Wiktor i =oria$ kt#rzy sterowali na zmian". & W czasie zimy rzeki nasze zamarzają prawie do samego dna$ a wtedy s u%ą jako autostrady dla ci"%kiego transportu samoc)odowego. /ajpierw p# ku+ka CkarniakaE$ p#!niej p# ku+ka za potkanie i ju% mam p# litra gorza y w %o ądku. Pietia c)odzi po pok adzie z metalowymi ku+kami. 'ozmawialiśmy jeszcze godzin" i na ko*cu um#wiliśmy si"$ %e jutro pogramy w ster#wce w karty. & =y em w kinie$ a teraz zro+i em si" g odny i szukam restauracji$ czy orientuje si" pan$ na kt#rym pok adzie si" znajduje1 & P#jdzie pan prosto i za +asenem kąpielowym skr"ci pan na lewo. & Pan (operski$ gdzie pan si" podziewa & powiedzia Pietia$ kiedy zjawi em si" ponownie na pok adzie. (o derk" zastąpi a mu kufajka. & /ie taka znowu frajda & pami"taj$ %e 0akuck jest najzimniejszym miejscem na naszej planecie. Pietia u o%y swe wielkie cia o w samoc)odzie$ a ja poszed em spa. Pietia +y innego zdania$ uwa%a +owiem$ %e z w#dką jest tak jak ze sportem$ w kt#rym tylko systematyczny trening przynosi rezultaty. -rze+a tylko posiada.dziesi"ciu stopni nie mo%e +y. -am ju% na pana czekają. Dzie* sk ada si" z dw#c) zasadniczyc) cz"ści.$ znajdzie si" zawsze i wsz"dzie. mo%na & powiedzia $ uśmiec)ając si". -emperatury cz"sto spadają do minus sześ. do land & ro8era... Do prawda jest tu te% restauracja$ ale tylko gorza " podają & mo%e jednak pan z nami zostanie1 & =ardzo c)"tnie & odpowiadam i przysiadam si" do weso ego ju% towarzystwa.. Wszyscy +yli ju% na nogac). Dziś wojowaliśmy do p#!na.dziesi"ciu stopni$ a to ju% mniej za+awne$ prawda1 Przyzna em mu racj"$ w temperaturze minus sześ. 2asza spal na jakiejś drewnianej palecie$ kt#rą znalaz na dzio+ie. 2po%ywanie alko)olu w 'osji jest sprawą naprawd" niek opotliwą i nie wymagającą wielkiego zac)odu. & pomyśla em. Pierwsza rozpocz" a si" wcześnie . Zary+i" si" tutaj i zapij" na śmier.& 2kąd%e & uśmiec)a si" Wiktor.. 2asza z (olą tak jak poprzedniego dnia przygotowywali śniadanie. za+awnie. & 3le %y. ?+udzi mnie weso y gwar na pok adzie.. Wyo+ra%asz so+ie autostrad"$ kt#ra ma w niekt#ryc) miejscac) sześ. /ie nadmieni jednak$ jakie rezultaty.. kilometr#w szerokości1 & -o dopiero frajda dla kierowc#w & m#wi". (ola owi ry+y$ 2asza je patroszy i wrzuca do gara.

Pomyśla em o 2iergieju i o+awia em si"$ %e nikt nas przep ywającyc) nie zauwa%y i 2iergiej +"dzie jeszcze miesiąc gni w tajdze. zna. (apitan pewnie niewiele z tego zrozumia $ poniewa% megafon strasznie c)arcza $ ale domyśli si" intencji i pokiwa nam na po%egnanie. Polega a ona na spo%ywaniu alko)olu w du%yc) ilościac)... /a pok adzie panowa a gro+owa cisza. %eglug". Wiktor w ączy syren" i kapitan wyszed na sw#j ganek. Pod wiecz#r mijaliśmy p ywający CdomE kapitana. W ko*cu kapitan si" zdenerwowa $ podp yną pod +rzeg$ zacumowa jednostk"$ do ączy do towarzystwa i spi si" jak świnia razem z nami. /ie mając nic lepszego do ro+oty$ poszed em do ster#wki i gra em z kapitanem w karty. /ast"pnego dnia wyp yn"liśmy dopiero po po udniu. (olejny dzie* sp"dziliśmy w aściwie w samoc)odac)$ poniewa% pada siarczysty deszcz.. =y umili.. o so+ie. =u un min"liśmy par" godzin p#!niej$ ale panujący p# mrok oraz padający deszcz sprawi y$ %e niewiele mo%na +y o zo+aczy. Wszyscy gdzieś si" poc)owali i zapewne dogorywali. -e% ledwo %y em i szcz"śliwy +y em$ %e dzisiaj nie od+ywa y si" na pok adzie %adne alko)olowe imprezy. Dzym pr"dzej zaszy em si" w land & ro8erze$ uwa%ając$ tak jak wszyscy$ %e najlepiej jest przespa.. so+ie czas$ odwiedzaliśmy si" wzajemnie$ +iegiem przeskakując z samoc)odu do samoc)odu. /ast"pnie +y a przerwa na s odki sen$ w kt#ry si" pogrą%yli wszyscy uczestnicy +iesiady. Poprosi em Wiktora o kilkakrotne w ączenie syreny$ +y w ten spos#+ da. /a pok adzie trze!wy +y tylko kapitan$ poniewa% =oria$ korzystając z okazji prze+ywania na pok adzie pasa%er#w$ oddawa si" wraz z nimi wszelkim uciec)om. Do+rej nocy$ panie .. P#!niej Wiktor wyzna $ %e praktycznie nigdzie si" nie spieszy$ ale da mi do zrozumienia$ %e wie$ czym si" ko*czą takie wizyty. ?+u cz"ściom towarzyszy a przyjazna$ niezmącona %adnym incydentem$ szczera za+awa. Druga cz"ś. nieprzyjemnego kaca.. -akic) c)wil nie prze%yjesz z %adnym +iurem podr#%y. W panującej nocnej ciszy s yszano nas zapewne w ka%dej c)acie. (iwa $ %e nas zaprasza$ ale Wiktor uruc)amiając zewn"trzny megafon$ przeprosi go$ m#wiąc$ %e jesteśmy ju% +ardzo sp#!nieni. Poc)murne nie+o sprawi o$ %e +y o ciemniej ni% zazwyczaj$ ale nie na tyle$ +y przerwa.rano i trwa a do godzin po udniowyc). rozpocz" a si" w godzinac) wieczornyc) i +y a kontynuacją tego$ co ro+iono w pierwszej cz"ści. >ra tak nas wciągn" a$ %e nie spostrzegliśmy si"$ jak zapad zmierzc). 2p"dzony w szcz"ściu i +eztrosce czas sprawi $ %e wszyscy c)orowaliśmy i najwi"kszą popularnością cieszy a si" teraz woda z rzeki... Do jakiś czas przerywaliśmy na c)wil" gr"$ kapitan korygowa kurs$ po czym wracaliśmy do zaj"cia.

i nie za+ra em ze so+ą %adnego. jej zapas. 'osjanie doskonale znali t" roślin" i teraz podp yn"liśmy do +rzegu i wszyscy udali si"$ +y naz+iera. . /ast"pnie rozejrza si" po wszystkic) i powiada7 & Zaczynamy. W tajdze ros y jakieś rośliny$ kt#re ulegając reakcji egzotermicznej$ czyli spalaniu$ wytwarza y dym$ szczeg#lnie dla komar#w nieprzyjemny. & -u znajduje si" cmentarzysko mamut#w & powiedzia Wiktor. Do+y metalowe ku+ki i o+my je w wiadrze stojącym przy +urcie. /ast"pnego dnia po po udniu podp yn"liśmy do +rzegu. & -o jeden z magazyn#w jakuckic) rze!+iarzy & powiedzia . & /iec) +"dzie po litrze & powiedzia Wiktor. Początkowo niewiele$ ale p#!niej +y y ju% plagą. Wola em nie ryzykowa. Poszliśmy za nim. & odpar Pietia$ wpatrzony w karty. mamucią. W aśnie po d ugo trwającym sporze doszliśmy do porozumienia$ %e od tej c)wili moje zac)odnie papierosy +"dą liczone do rosyjskic) jeden do dw#c). & We!cie so+ie po gnacie na pamiątk". Policzy wszystkic) o+ecnyc)$ podszed do samoc)odu i po c)wili postawi dziesi". /a pok adzie znajdowa y si" specjalne piecyki$ kt#re zosta y tak wymyślnie skonstruowane$ %e nie wytwarza y ognia$ lecz sam dym. ?+awia em si" +owiem$ %e na granicy z 423 mo%e ktoś mnie posądzi. /ie+awem pop yn"liśmy dalej. ?czywiście +adania +y wykaza y$ %e nale%y ona do mamuta$ ale zanim +y si" to okaza o$ odsiedzia +ym swoje w pierdlu. & 5o%e +yśmy tak po jednym1 & 0eśli po jednym litrze$ to mo%emy zaczą. Pojawi y si" komary. & D)od!cie$ poka%" wam coś ciekawego & powiedzia i ruszy po k adce na ląd. W tym miejscu +y +ardzo wysoki$ a ściany jego opada y prawie pionowo do wody.komendancie & pomyśla em i uda em si" na spoczynek. Walut" stanowi y papierosy. s oniową$ a w 3meryce jest to surowo karane. (ola t umaczy $ %e dym poc)odzący z innyc) roślin niewiele pomaga$ ale ta jest dla ic) organizm#w trująca$ dlatego omijają ją z daleka. & Do dzisiaj tak tutaj smutno1 & zapyta niewinnie. 'ozpalono wreszcie piecyki$ ustawiono je po stronie wietrznej i ju% owady przesta y +y. Wiktor doszed do wznoszącej si" przy +rzegu g#ry$ c)wil" pogrze+a +utem w %# tym piac)u i po c)wili wyciągną sporyc) rozmiar#w koś. 2iedzieliśmy grzecznie na pok adzie i zaj"ci +yliśmy grą w pokera. ?wady te wyczuwają podo+no zapac) z odleg ości sześciu kilometr#w. 0ak si" dowiedzia em$ dym dymowi nie jest r#wny. Dziś wieczorem kapitan sprowokowa wszystkic) do picia. dokuczliwe.$ %e wwo%" koś. >ra zapowiada a si" +ardzo interesująco$ ale wtem pojawi si" kapitan. +utelek w#dki na stole. Pogoda poprawi a si" i +y o troc)" cieplej. Pietia +ez s owa z o%y karty i poleci 2aszy$ +y przyni#s s onin" z samoc)odu.

Przera!liwy ryk syreny poderwa mnie na r#wne nogi. Patrz" na zegarek. Wyc)odz" z samoc)odu$ rozglądam si" i w asnym oczom nie wierz".1 =arka stoi w odleg ości dwudziestu metr#w od +rzegu. & 3le wczoraj narozra+ia eś & krzyczy Pietia$ podając mi cum". si" z powrotem po wysokic) +urtac)$ +y powr#ci. nie +"dziesz. na pok ad1 2etki pyta*$ lecz %adnej rozsądnej odpowiedzi. Dzi"ki =ogu nic si" nie sta o & pomyśla em & w innym wypadku +y si" przecie% nie śmiali. W pierwszej c)wili zd"+ia em$ ale widz" ic) u+awionyc)$ wi"c wnioskuj"$ %e ro+ią mnie w konia.. ?dczepi eś swoją +ark"$ no i widzisz$ jak daleko dop yną eś..$ ale nic nie przyc)odzi mi do g owy. Doc)odzi po udnie. =udz" si" p#!no i +ardzo zmarnowany. /ikt ju% nie liczy +utelek$ ale jest pewne$ %e Pietia jeszcze kilkakrotnie c)odzi do samoc)odu. Diągną mnie ju% w kierunku rzeki. =o%e świ"ty$ co si" wydarzy o wczorajszego wieczoru1 2taram si" cokolwiek so+ie przypomnie.. Dostrzegam kapitana w ster#wce$ te% uśmiec)ni"ty od uc)a do uc)a.. Po c)wili jednak widzi$ %e mam niet"gą min" i krzyczy$ %e to +y g upi %art$ jaki . & Zaraz ci wszystko opowiem. & 2am widzisz co & odpowiada z c)ytrym uśmiec)em. Woda jest spokojna jak w jeziorze$ wi"c wnioskuj"$ %e znalaz em si" w jakiejś zatoczce lu+ odnodze rzeki. szumiące drzewa. Patrz"$ podp ywa )olownik. /a dzio+ie stoi Pietia i g"+a mu si" śmieje. Postanawiam par" godzin zaczeka. 'oz o%y em si" na siedzeniac) i nawet nie wiem$ jak zasną em.Procedura spo%ywania alko)olu +y a z g#ry ustalona. Wiem jednak$ %e po w#dce nie jestem agresywny i tu mi si" coś nie zgadza. W ten spos#+ rozpocz" o si" kolejne wielkie pija*stwo. & Do narozra+ia em1 & pytam wystraszony.. & 4pi eś si" jak świnia$ p#!niej wyzwa eś nas od czerwonyc) komunist#w i stwierdzi eś$ %e z takim c)amstwem jak my dalej p yną. Przyglądam si" uwa%niej i wok# widz" tylko drzewa.$ gdzie szuka. Przep yną. nie pro+lem$ ale jak ląd oka%e si" wyspą$ jakic) jest wiele na rzece1 Dzy dam rad" wspią. /ie jest to skomplikowane i po kilku kolejkac) czynności ju% si" nie mylą. P# ku+ka gorza y$ powąc)anie c)le+a$ k"s s oniny i zagryzienie c)le+em. Pewnie ju% mnie szukają & pociesza em si". Wnioskuj"$ %e jeśli +arka moja w jakiś spos#+ sama si" odczepi a od sk adu$ to towarzystwo do tego czasu ju% wytrze!wia o i zapewne po apa o si"$ %e mnie +rakuje. 0estem sam z land & ro8erem na +arce. Wok# gro+owa cisza$ tylko od czasu do czasu$ gdy wietrzyk powieje$ to s yc)a. 2c)roni em si" do samoc)odu$ poniewa% w miejscu$ gdzie +y em uwi"ziony$ pojawi o si" mn#stwo komar#w. 5yśl" gorączkowo & co ro+i. Pietia przeszed teraz na ruf" i jeszcze palcem mi odgra%a. /ie ma drugiej +arki z samoc)odami i nie ma )olownika.

. Wiktor podp yną )olownikiem ponownie do ca ego sk adu i krzykną $ %e jeszcze raz spr#+ujemy$ mo%e teraz si" ruszy. +arki z mielizny. te% siedzi na mieli!nie. W c)wil" p#!niej zauwa%y em ju% drugą +ark" stojącą niedaleko na kotwicy. Domyśli em si"$ %e +arka nie stoi na kotwicy$ lecz jest osadzona na mieli!nie.. Po c)wili CszczekaczkaE jeszcze raz si" odezwa a i kapitan oświadczy $ %e szuka kontaktu radiowego$ ale nikt si" nie zg osi .E zerwa a si" gru+a parciana lina.wymyślili z kapitanem. Dotarliśmy do g #wnego koryta rzeki..$ ale nic nie wsk#ra . Ponad godzin" mieli śru+ą$ pr#+ując si" wyp uka. Wiktor wy ączy wi"c silnik$ gdy% okaza o si"$ %e jest na resztce paliwa$ rezerwa natomiast znajdowa a si" na uwi"zionej +arce. /ast"pnie podp yną do stojącej nieopodal platformy i +urząc wod" za rufą$ pr#+owa ruszy. Uyczy na koniec mi ego i przyjemnego wypoczynku. Pietia zwiną jeszcze d onie w trą+k" i krzykną $ %e p#!niej mi wszystko opowie. & 2pr#+ujemy jeszcze Cna zrywE & komenderowa kapitan$ polecając jednocześnie$ +y wszyscy odsun"li si" jak najdalej od liny. Zaczepi em podaną lin" i )olownik ponownie wyrzucając fontanny wody za rufą$ pr#+owa ściągną. /ie+awem osadzi ją na przy+rze%nym piasku i poleci $ +ym uwolni lin". ją z miejsca. 5in"liśmy ją$ po czym kapitan wykona zakr"t o sto osiemdziesiąt stopni i dryfując z prądem rzeki$ skierowa +ark"$ na kt#rej si"$ znajdowa em w kierunku +rzegu. Da o si" s ysze. Platforma wraz z samoc)odami nie przesun" a si" ani o centymetr.. Pr#+owa jeszcze oko o dwudziestu minut$ po czym da za wygraną$ odczepi si" i podp yną do mnie. Bolownik ciągnąc teraz tylko jedną +ark"$ +ez trudu pokonywa przeciwny prąd i w rezultacie przemieszczaliśmy si" w dosy. & 2pinamy razem & krzykną do mnie Pietia$ podając lin". /a )olowniku znajdowali si"7 kapitan$ =oria i Pietia$ a na . -eraz z kolei nie wiedzia em$ czy %artem +y o to$ %e mnie odczepiono$ czy )istoria$ %e sam si" odczepi em.. Wy+iera lin" coraz szy+ciej$ szy+ciej$ a% wtem wszystko drgn" o & Ctrac).$ a% +"dzie p yną jakiś statek.. 5ia przy tym nadziej"$ %e powsta e po nim fale spowodują uwolnienie nas z pu apki. szy+kim tempie. Dofa teraz +ardzo powoli$ a gdy znalaz si" ju% +lisko$ w ączy Cca ą naprz#dE$ rozp"dzając si" gwa townie. Po c)wili o+ie +arki +y y z ączone$ z tym %e nie jak uprzednio r#wnolegle$ lecz jedna za drugą. =yliśmy teraz rozdzieleni. Bolownik gnany rozp"dem par teraz szy+ko do przodu i raptem gwa townie si" zatrzyma . 6os jednak sprawi $ %e to nie Pietia$ lecz (ola opowiedzia mi ca e zdarzenie. ?kaza o si" to jednak nieskuteczne. g ośne przekle*stwa i nie+awem okaza o si"$ %e. Bolownik d ugo mieli wod" za rufą$ ale +ezskutecznie. (apitan w ączy skrzeczący megafon i poinformowa nas$ %e musimy teraz czeka.

& W pewnym momencie zakomunikowa eś$ %e masz ju% dosy. /ast"pnie kapitan oświadczy $ %e nie czuje si" na si ac)$ +y zmieni. 6i+acja trwa a jeszcze d ugo po twoim znikni"ciu. Da e towarzystwo natyc)miast wytrze!wia o$ ale c#% z tego & +yli +ezradni.+arce 2asza$ (ola i ja. 3 dan w tym miejscu porozdzierany jest wieloma wyspami i wysepkami$ kt#re tworzą dosy. skomplikowany la+irynt wodny$ min" o wi"c sporo czasu$ zanim cie+ie odnale!li. Wyciągni"to wi"c jeszcze jedną +utelk"$ ale ju% nie zdą%ono jej nawet otworzy. platform" stojącą ju% na mieli!nie i ruszy. Poniewa% +arka sta a na g "+okiej wodzie ruszy a wi"c momentalnie z prądem w d# rzeki... Pierwsza pr#+a zejścia z ac)y nie powiod a si"$ wi"c kapitan zadecydowa $ +y jednostki ustawi. & /ie wytrzyma eś tempa & powiada.. Dla wszystkic) +y o jasne$ co si" wydarzy o. z tej pu apki. Par" godzin min" o$ zanim statek zdo a si" wypląta. i %ycząc wszystkim udanej dalszej za+awy$ k aniając si" nisko$ poszed eś po prostu spa. Pod wiecz#r zakomunikowano nam z )olownika$ %e ca y zapas %ywności oraz sprz"t do jej pozyskania znajduje si" na +arce i %e grozi im ryc) a śmier. (apitan widząc$ co si" świ"ci$ postanowi odczepi. Wys a wi"c =ori" z poleceniem odczepienia +arki$ na kt#rej si" w aśnie znajdowa eś. Zaczą od mojej oso+y. Znając cz"stotliwoś. /iestety$ zro+i to z+yt c)aotycznie i sam podo+nie jak teraz w adowa si" na mielizn". Dziwiliśmy si" nawet c)wil"$ +o nie wygląda eś !le$ dzisiaj na przyk ad wyglądasz o wiele gorzej. 5omentalnie o+r#ci o ca ym sk adem$ a wstrząs +y tak mocny$ %e pospada y +utelki ze sto u. (rzyczeliśmy nawet$ +yś si" o+udzi $ ale$ niestety$ spa eś ju% twardo. . W tym celu poszed wraz Pietią do ster#wki$ ale nie+awem wr#cili i oświadczyli$ %e =oria czuje si" do+rze i +"dzie sterowa a% do rana.. & doda optymistycznie (ola. =oria wykona szy+ko polecenie$ zapominając w nerwac) o zaczepieniu liny o )olownik. ruc)u statk#w na rzece$ wiedzia em$ %e zapowiadają si" d u%sze ferie na wodzie. =ori" za sterem i zaproponowa do+icie gdzieś do +rzegu i nale%yty wypoczynek. Po pewnym czasie straci orientacj" i nie wiedzia $ w kt#rym dok adnie miejscu rzeki si" znajduje. =arka z land & ro8erem i to+ą na pok adzie oddala a si" ju% coraz +ardziej$ a% po jakimś czasie znik a za zakr"tem rzeki. jedna za drugą.. w pogo* za to+ą. /a efekty nie trze+a +y o d ugo czeka. =oria jak si" okaza o$ +ardziej zaj"ty +y o+serwacją tego$ co dzieje si" na pok adzie ni% czytaniem mapy i o+serwacją terenu. (apitan z Pietią natyc)miast po+iegli na )olownik. & 3 tu teraz masz +a+o placek$ zn#w jesteśmy w punkcie wyjścia$ ale za to widzimy si" wzajemnie. /iezw ocznie te% ruszy na poszukiwanie zgu+y. 5ieliśmy teraz mn#stwo czasu$ wi"c (ola zda mi relacj" z wydarze*$ jakie mia y miejsce poprzedniej nocy$ a w aściwie wcześnie rano. Prawa +arka$ wi"c ta$ na kt#rej od+ywa a si" popijawa$ wesz a niespodziewanie na mielizn".

/ast"pne dwa dni nie przynios y %adnej zmiany. /ie +y to jednak stan +eznadziejny$ +o wszystkim +y o wiadomo$ %e nie+awem +"dzie przep ywa a t"dy C'akietaE. Pozosta a jeszcze jedna sprawa do za atwienia$ a mianowicie zaopatrzenia )olownika w prowiant. Po tym oświadczeniu us yszeliśmy do+iegające ze statku klątwy. W dosy. Wodolot zmniejszy znacznie pr"dkoś. /ietrudno odgadną. (to wie$ mo%e +y nie dop yną 1. Po c)wili wiedzieliśmy$ %e kapitan ma ju% kontakt z C'akietąE. kolacj" i wypi. 0edna oso+a wios owa a odzią pod +ystry w tym miejscu prąd rzeki... D)ocia% odleg oś. po jednym.1 /a nic zda y si" t umaczenia$ %e +y to %art i nikt nie ma dzisiaj oc)oty i zdrowia na alko)ol.. Ua owa em w tym dniu +ardzo$ %e statek nie sta par" kilometr#w dalej. & /a pok adzie zjawi si" dia+e & skomentowa 2asza przy+ycie Pietii. & -akie %arty to nie ze mną$ teraz +"dziecie ze mną pili al+o was za +urt" powyrzucam & oświadczy Pietia.. 2taliśmy uwi"zieni$ a miejsce naszego odoso+nienia +y o tak oddalone od siedlisk ludzkic)$ %e nawet %adna CjakuckaE motor#wka nie zmąci a ciszy. Wreszcie staną na pok adzie$ spocony i zdyszany$ i oto pierwsze s owa$ jakie powiedzia 7 & =eze mnie c)cieliście$ k.. Di"%kie dudnienie mocnyc) silnik#w +y o coraz +ardziej s yszalne..g odowa.. ?ko o po udnia us yszeliśmy wrzaw" na )olowniku. C'akietaE na+ierając pr"dkości$ pop yn" a w g#r" rzeki. & Dzy myślicie$ %e na darmo wios owa em jak idiota$ o nie$ trze+a +y o nie %artowa. -ego +y o za du%o@@@ Z )olownika spuszczono natyc)miast na wod" szalup" i po c)wili ujrzeliśmy rzecz praktycznie niemo%liwą.$ wypi. syren".$ kto +y tym śmia ym wioślarzem & +y nim Pietia. +arek od )olownika nie +y a wi"ksza ni% dwieście metr#w$ to jednak pokonanie tej odleg ości zaj" o zuc)owi przesz o p#l godziny. ?znajmiono nam r#wnie%$ %e w dniu dzisiejszym nikt z o+ecnyc) nie posiada dostatecznej si y$ +y przedosta. & Pop ynie z tym (ola$ on i tak %aden towarzysz do kielic)a...$ podp ywając do nas na +ezpieczną odleg oś.. znacznej odleg ości od nas zawr#ci a i ca ą mocą swyc) ogromnyc) silnik#w p"dzi a . Pietia i na to znalaz szy+kie rozwiązanie. Wiązanka +y a d uga$ melodyjna i wydo+ywa a si" z przepitego gard a Pietii. 0u% wyp ywa zza zakr"tu$ zauwa%yli nas$ s yc)a. si" do nas szalupą znajdującą si" na statku. (apitanowie porozumieli si" przez radio i uzgodnili taktyk" dzia ania. & ="dzie tu ju% za godzin" & krzyczeli z )olownika.. ?dpowiedzieliśmy$ %e jest nam z tego powodu +ardzo przykro$ ale nic na to nie poradzimy. & Wi"c +"dziesz dzisiaj z dia+ em pi $ smarkaczu & odpowiedzia Pietia$ wyciągając dwie +utelki z samoc)odu. Poprosiliśmy jeszcze uprzejmie$ a%e+y ju% nie przeszkadzano nam dzisiaj$ poniewa% c)cemy w spokoju zjeś..

. 0u% nas ciągnie. z+iorniki statku. 0u% nas min" a w szale*czym tempie$ jeszcze c)wila i poczuliśmy lekkie ko ysanie$ a za c)wil" s yszeliśmy roz+ijające si" o nasze +urty fale. /oc jest ksi"%ycowa. Wreszcie dop ywamy.$ tak g ośno wyje jego syrena.. & 0utro wieczorem +"dziemy w D)andydze & oznajmia Pietia$ przekrzykując silnik pracujący na du%ej mocy. Po godzinie p yniemy dalej. =oria z racji swojego stanowiska nalewa w"%em paliwo ze z+iornika na +arce do kanistr#w i ustawia ic) ca y rząd na dzio+ie Zaraz pewnie od+"dzie si" tankowanie )olownika. & Burra@ jesteśmy wolni & krzyczeliśmy$ widząc przesuwający si" nieruc)omy dotąd +rzeg. /a rzece cz"sto ju% wida. ?glądam si" na )olownik$ on ju% te% o w asnyc) si ac) rozdziera dzio+em wod". 5ijający zawsze pozdrawiają si" skinieniem r"ki lu+ g osem syreny. Powsta e po nim fale d ugo jeszcze roz+ryzgują si" o dzi#+ )olownika i +urty +arek... si" nie c)ce. si" na wodzie. Widoczne są ju% du%e magazyny$ r#%ne urządzenia portowe i rz"dy jednakowyc) drewnianyc) c)at. Przy jednym z nic) widzimy pirs i zacumowany przy nim średniej wielkości tankowiec. p ynącą motor#wk" czy jakąś inna jednostk". Przeje%d%am land & ro8erem z +arki na +ark"$ poniewa% jedną z nic) Wiktor decyduje si" . uśmiec)ni"te twarze za ogi. Pietia c)odzi niespokojnie i co7 mruczy$ %e takie ogromne zwyci"stwo nad rzeką trze+a uczci. P yniemy dalej@ 2yreny o+u jednostek potwierdzają światu powodzenie akcji. 5ijamy jakieś wi"ksze osiedla. Wida.. 0eszcze c)wila$ liny zarzucone na pac)o ki$ powoli$ powoli napinają si" i ju%..teraz w d# $ a powsta e za nią fale doc)odzi y do metra wysokości. & W porcie nie ma miejsca$ musz" was wysadzi. Im +li%ej D)andygi$ kt#ra jest w tym rejonie najwi"kszą miejscowością$ tym ruc) na rzece wi"kszy. /iestety$ dzisiaj sromotnie przegrywa swoją +atali"$ nikt +owiem nie ma ju% po prostu zdrowia$ +ardzo ostro%nie podp ywamy dc +rzegu i pomagamy wszyscy zala. /urt rzeki dokona reszty.. ?c)$ co za ulga$ p yniemy wreszcie dalej. W c)wil" p#!niej wyprzedza nas wodolot$ trze+a uszy zatyka. Wiktor i =oria razem sterują Uadnemu z nic) jakoś spa. -eraz musimy si" tylko razem z apa. gdzieś na +rzegu & krzyczy Wiktor. 2woje stanowisko w te sprawie t umaczy jeszcze tym$ %e jutro ju% +"dziemy wszyscy siedzieli za kierownicami pojazd#w$ a wtedy nie +"dzie wolno pi. (o ysa o ca ym sk adem tak mocno$ %e z trudnością mo%na +y o utrzyma. 'anek jest d%d%ysty i poc)murny$ wi"c wszyscy wysypiamy si" prawie do po udnia & Do D)andygi ju% niedaleko i najp#!niej dop yniemy tam wieczorem & melduje =oria.

Po nied ugim czasie kapitan znajduje odpowiednie miejsce i )olownik ju% dopyc)a platform" +okiem do +rzegu. W sumie jesteś gościem i powinienem darmo cie+ie przewie!. Po c)wili CDzaroitE %egna nas swoją syreną..osadzi. & /ie mam +anknotu dolarowego & powiadam. . & Wiktor$ ile winien jestem za wszystko1 & pytam. Wyskakujemy na +rzeg i +iegniemy do po+liskic) za+udowa*$ +y przynieś.. Wo+ec tego nic nie p acisz teraz$ ale pami"taj$ jesteś mi winien dolara. przy +rzegu$ a+y nie stwarza a pro+lem#w w czasie naszego wy adunku. dolara al+o zawo am milicj". & /ie wiem$ czy masz tyle pieni"dzy & uśmiec)a si". & -yś oszala & m#wi. jakieś dec)y$ drewniane kloce i inne rzeczy pomocne w wydostaniu si" pojazd#w na +rzeg. & 0esteś winien jednego dolara.. & Powiedzia em wyra!nie7 dolara al+o milicja. Nciągamy najr#%niejsze +elki i szyny$ +udujemy z nic) prowizoryczny zjazd i pojedynczo szcz"śliwie opuszczamy +ark". Witaj$ D)andygo@ Id" do kapitana..$ ale ja darmo nic nie ro+i"$ wi"c p a. +anknot studolarowy. D)c" mu wr"czy. 2toimy jeszcze c)wil" na +rzegu i o+serwujemy$ jak =oria spina ze so+ą dwie platformy. Pami"taj$ kiedykolwiek zec)cesz$ zawsze przyje%d%aj$ mo%e jeszcze kiedyś +"dziesz ro+i nową ekspedycj" & doda . & ?+iecuj" ci$ %e si" jeszcze zo+aczmy$ jestem przecie% winien dolara & opowiadam.

Postanowiliśmy$ %e jeszcze tej nocy dojedziemy do osady -iep yj (lucz i dopiero w okolicy gdzieś zanocujemy$ +owiem nast"pnego dnia Pietia c)cia kupi. o+s ugi +enzynowni. -rze+a +y o za wszelką cen" zatankowa. /ie wiem$ czy D)andyga jest wsią czy miastem$ dlatego te% pisz" umownie wieś w tyc) wypadkac)$ kiedy za+udow" danej miejscowości stanowią drewniane c)aty. ?świadczy $ %e +ez kartofli nie pojedzie ani kilometra dalej. 5agada*skaE$ da em sygna pozosta ym i tym z+iegiem okoliczności wyprowadzi em ca y konw#j na tras".$ t umaczy $ +o ludzie widzieli$ %e w nocy wydawa +enzyn". Po godzinie wr#ci z kierownikiem$ kt#ry oso+iście nalewa nam +enzyn" do z+iornik#w$ kanistr#w i innyc) . /a jednym ze skrzy%owa* zauwa%y em napis Cul. D)andyga jest na pewno wi"ksza o+szarem od niejednego średniej wielkości miasta w Polsce. w D)andydze. 'ano z Pietia zajec)aliśmy land & ro8erem do wsi.. ?gnisko$ posi ek i spa. 'uszyliśmy przez śpiącą ju% D)andyg" i klucząc mi"dzy domami$ szukaliśmy wyjazdu z wioski. Do 5agadanu +y o ju% tylko oko o dw#c) tysi"cy pi"ciuset kilometr#w$ z czego prawie p# tora tysiąca mieliśmy jeszcze jec)a. 'ozm#wca doda jednak$ %e Cmo%e jestE$ a droga$ kt#rą jedziemyG prowadzi donikąd. Pietia zaklą jak szewc$ +ez s owa wsiad do swojego uazika i ruszy w g ą+ wioski. kartofle we wsi. Z rozmowy z miejscowymi dowiedzieliśmy si"$ %e nast"pna stacja w kierunku$ dokąd si" wy+ieramy$ jest dopiero za tysiąc pi". (ierownik +y tak mi o po askotany$ %e wzią tylko zap at" za sto litr#w paliwa$ t umacząc$ %e reszt" jakoś rozpisze. 0edziemy gliniastą$ pe ną wy+oj#w ulicą i szukamy stacji +enzynowej. ?kaza a si" jednak zamkni"ta$ a z umieszczonego napisu dowiedzieliśmy si"$ %e +"dzie czynna dopiero pojutrze od #smej do dziesiątej rano.XI 'uszamy w kierunku wsi i ju% teraz okazuje si"$ %e samoc)ody Pietii są +ezsilne w zalegającym tu + ocie. razem.set kilometr#w. Domyśli em si"$ %e pojec)a wszystkic) wolnyc) naczy*. Wreszcie w la+iryncie jednakowyc) ulic i dom#w odnale!liśmy stacj" paliw.. Wyciągam wi"c je pojedynczo a% do g #wnej wiejskiej drogi. -o$ %e Creszt"E stanowi o osiemset litr#w$ nie ro+i o na nim %adnego wra%enia. Po trzec) godzinac) jazdy gliniastym szlakiem dojec)aliśmy do osady -iep yj (lucz. Za t" setk" musi wzią. Poniewa% +y a g "+oka noc i wieś +y a pogrą%ona we śnie$ o+#z roz o%yliśmy w lesie.. & Pan (operski napisze o was w gazecie & zagadywa Pietia kierownika stacji w czasie$ gdy tamten nalewa paliwo. & ="dziecie s awni na ca ym Zac)odzie$ a do 5oskwy te% to zapewne dotrze. Pytamy o kartofle pierwszego szuka.

=y a +ystra$ szeroka$ ale p ytka.. -u nikt od lat nie widzia kartofla$ a wy m#wicie$ %e macie oc)ot" go zjeś. & D)a$ c)a & +awi si" jeszcze c)wil" zapytany 0akut. Dziś jec)a em od rana jako ostatni. co do u%yteczności tej cieczy$ ale Pietia oświadczyW$ %e wypr#+owa ju% go na 0akutac) i +y pewien$ %e na drugi dzie* +yli zdrowi$ a ic) wzrok jeszcze +ardziej si" wyostrzy .. Wysokoś. W przypadku$ gdy ja jec)a em pierwszy$ to po prostu ocenia em$ czy dadzą so+ie rad"G je%eli nie$ to czeka em na nic) i im pomaga em. & Do+rze$ %e mam c)ocia% spirytus & oznajmi Pietia i wtedy dopiero wysz o na jaw$ %e w 0akucku kupi od kogoś ca y kanister. Po po udniu dojec)a em do rozwidlenia ledwo widocznej drogi. & (artofle1 & Wyście c)y+a z nie+a spadli. 2ta y wzd u% +rzegu znajdującego si" tu niewielkiego jeziorka. 0eden szlak prowadzi na p# noc$ a drugi na po udnie. W c)wil" p#!niej zaskoczony i zdziwiony znalaz em si" wśr#d jakuckic) jurt. -am nawet ptaki nie latają$ +o +y z g odu pozdyc)a y.$ czekali na mnie$ ja ic) wyciąga em i zn#w jec)aliśmy dalej. Wydawa y si" nawet świe%e$ wi"c troc)" mnie to uspokoi o.. pasio ka -iep yj (lucz sprawi a$ %e od czasu do czasu +y y widoczne ślady r#%nyc) opon$ ale +y o ci"%ko odr#%ni. & ?ni c)cą kupi. Zwin"liśmy o+#z i pojec)aliśmy dalej. =y o to osiedle w"drownyc) pasterzy. Po jednej i drugiej stronie widnia y ślady k# .. W wypadku jakiejś przeszkody drogowej$ kt#rej nie mogli sami pokona. /ie spodziewali si" takiej wizyty i wida. =ez namys u skr"ci em na p# noc. 0adąc w niepewności dalej$ klą em w duc)u$ %e przeoczyliśmy w naszyc) uzgodnieniac) tak wa%ny aspekt jak skrzy%owanie dr#g. kartofle$ c)a$ c)a. +y o$ %e +yli . /a tak kr#tkim odcinku dwie CgumyE & tego nie mog em prze+ole. 0ec)aliśmy w odst"pac) mniej wi"cej dwukilometrowyc)$ co post#j zmieniając kolejnoś.. Wyrazi em wątpliwoś. w kolumnie. -u jest wielkie zero$ ale dalej$ tam dokąd si" wy+ieracie$ naprawd" ju% nic ma. 3 jednak. Po kilkunastu kilometrac) dojec)a em do jakiejś rzeczki. 0adąc dalej$ +acznie o+serwowa em$ czy natrafi" na jakiś konkretny ślad potwierdzający ic) przejazd.. jurt przekracza a cztery metry. Zanim si" spostrzeg em$ +y em ju% otoczony przez mieszka*c#w tej oso+liwej wioski.. =liskoś.napotkanego m"%czyzn". W c)wil" p#!niej widocznie najec)a em na jakiś ostry kamie* i Cwystrzeli aE mi opona.$ do jakic) pojazd#w nale%a y. Aaktem jednak jest$ %e nie spodziewaliśmy si" na ca ej trasie drogi$ a co dopiero skrzy%owania. Wymieni em ko o$ ale zosta em ju% +ez zapasowego$ poniewa% opona$ tak jak poprzednia$ mia a dziur" wielkości pi"ści i nadawa a si" tylko do wyrzucenia. & D) opy & powiada wreszcie & nie wiem$ skąd przy+ywacie i nie o+c)odzi mnie to$ ale jak +yliście w jakiejś stronie$ gdzie +y y kartofle$ to zaraz tam wracajcie. Ic) jurty +y y wi"ksze ni% so+ie kiedykolwiek mog em wyo+razi. Wr#ciliśmy wi"c do pozosta yc) z niczym.

/a szcz"ście w por" prze kną em ślin" i wszystko pozosta o w %o ądku.. -ego lata zaszli tak wyjątkowo daleko na po udnie. Zauwa%y em$ %e ko+iety nosi y nawet coś w rodzaju po*czoc) ze sk#r.wenkami. Przedstawi em si" r#wnie% uprzejmie i ko+ieta wr#ci a do swoic) zaj". Poczu em nie+awem$ %e +y to dosy. Pani ta wytwarza a niepokojący zapac).zaskoczeni. Z +e kotu jej +ezz"+nyc) ust zrozumia em$ %e jest %oną pasterza$ kt#ry mnie podejmuje. ="dą koczowali tutaj jeszcze tydzie*$ a p#!niej$ jak wynika o z zac)owania zwierząt$ przemieszczą si" wraz z nimi na p# noc. Postawi ją ko o mnie i otworzy wieko. Pasterze zaprosili mnie do du%ego ogniska$ kt#re pali o si" w centralnym punkcie o+ozu. =ardzo uprzejmi ludzie & pomyśla em. ?śliz ymi palcami usuną jeszcze muc)y$ kt#re na+ra y si" wraz z cieczą i poda mi do picia..wenami i .dziesi"ciu$ podesz a do nas i przedstawi a si".. 0eden z pasterzy przyni#s coś$ co z wyglądu przypomina o kank" do mleka. Pierwsze$ na co zwr#ci em uwag"$ to +y y ic) u+iory. Po c)wili okaza o si"$ %e nie są$ jak sądzi em$ 0akutami$ lecz -unguzami i po cz"ści jak t umaczyli$ 6amutami$ czyli .. /ie znając tradycji i o+yczaj#w tego ludu$ na wszelki wypadek postanowi em w+rew wszystkim prawom natury wypi. du%o do+rego po%ywienia. podany pocz"stunek. Pomimo %e temperatura powietrza +y a +ardzo wysoka$ u+rani +yli od st#p do g #w. p yn w %o ądku. 4radowany gospodarz poklepa mnie po plecac) i coś zawo a w nieznanym mi j"zyku w kierunku po+liskiej jurty. '#wnie% w +ardzo wielkim skr#cie opowiedzia em o swojej ekspedycji$ a na -unguzac) zro+i o to wielkie wra%enie. -yc) ostatnic) nie widzia em we wiosce$ ale dowiedzia em si"$ %e kilkaset z nic) pasie si" gdzieś opodal. 5uc)y nie stanowi y ju% dodatku$ same po prostu si" upi y i . Zo+aczy em mleczno+runatny g"sty p yn i dolecia do mnie zapac) s odkiej st"c)lizny$ kt#ry spowodowa odruc) wymiotny. W wi"kszości sk ada y si" ze sk#r zwierząt futerkowyc). Zajmują si" myślistwem i )odowlą renifer#w.. ?ni natomiast wraz z namiotami podą%ają w ślad za zwierz"tami$ kt#re jak oświadczyli$ lepiej wiedzą$ gdzie znale!. W tym czasie dowiedzia em si"$ jaka jest receptura tego śmierdzącego +im+ru$ kt#rego ca y ku+ek musia em wypi. silny alko)ol.. >dy to uczyni em$ jeszcze d ugą c)wil" walczy em ze swoimi wn"trznościami$ +y utrzyma. ?g#lnie to wszystko +y o dla mnie wielkim szokiem$ poniewa% niespodziewanie znalaz em si" w innym świecie. 0akuci +yli jednak uśmiec)ni"ci$ wi"c wnioskowa em$ %e nic mi tu nie grozi. Z namiotu wysz a uśmiec)ni"ta ko+ieta$ na oko lat oko o pi". Podstawowym sk adnikiem tego CrajskiegoE napitku jest skwaszone mleko renifera i mleko suki. >ospodarz wzią metalowy ku+ek$ +rudną r"ką odgarną potopione w p ynie muc)y i zaczerpną go.

Wyjaśni przy tym$ %e nie potrwa to d ugo$ a na pewno +"d" z powrotem przed wieczorem. -unguzi c)cieli pocz"stowa. ?dpar em$ %e przedstawi a mi si" %ona pasterza$ kt#ry mnie gości . Dowiedzia em si" jeszcze o kilku innyc) potrawac) posiadanyc) w ic) jad ospisie$ ale z powodu wrodzonej estetyki smaku nie +"d" ic) tu przytacza .wenac)$ .. /ie tylko o tyc)$ u kt#ryc) +y eś$ ale og#lnie o nic) wszystkic)7 0akutac)$ (oriakac)$ Dzukczac)$ .$ sam m#g +yś innym opowiada. >dy wracaliśmy$ zatrzymaliśmy si" na moment przy po+liskiej rzeczce$ gdy% w uaziku wska!nik temperatury wody wskazywa niedostateczną iloś. Pasterze spytali$ czy mogą w czymś pom#c i ju% nawet kilku wyrazi o c)". /a koniec +ardzo u+olewa $ %e teraz nie mo%e zosta. Pietia i 2asza$ zorientowawszy si"$ %e pojec)a em nie tą drogą$ zawr#cili i w aśnie mnie poszukiwali. -o jest jak amen w pacierzu & swoi rozliczyli+y go za wszystko. (ola czeka na nas na drodze. ani pi. Polega on na tym$ %e odwiedzającemu nie odmawia si" niczego$ a wr"cz wszystko daje. & Zaraz ci troc)" opowiem o tyc) skośnookic). Zrozumia em$ %e wszelkie k amstwa$ jakie wymyśl" tutaj$ nic nie pomogą i +"d" musia mi"dzy nimi jakiś czas zosta.. Panuje u nic) odwieczny zwyczaj$ kt#ry prawie przerodzi si" w ic) religi"$ a mianowicie traktowania gościa prawie jak +oga.. Pietia zapyta $ czy przedstawiano mi jakąś ko+iet". 0u% w aśnie uk ada em plan$ jak to uczyni. /a przyk ad$ gdy+y si" to+ie coś z ego w ic) wiosce przytrafi o$ to odpowiedzialny +y +y za to goszczący ci" pasterz.. p ynu w c) odnicy. 0edyną szansą uwolnienia si" od tego uprzejmego ludu +y a ucieczka..wenkac) i dia+li jeszcze wiedzą$ jakic) innyc). 2tąd normalnie nie odjedziesz$ trze+a wia. /ie zostawi jednak mnie w +iedzie$ t umacząc autoc)tonom$ %e przy+y po mnie$ gdy% ic) samoc)#d osiad w + ocie. & /ie musia +ym ju% to+ie nic wyjaśnia.. & D)a$ c)a$ szkoda$ %e nie przyjec)aliśmy jutro po cie+ie & powiedzia Pietia$ zrywając +oki ze śmiec)u. Wyszed em im naprzeciw i ju% przy przywitaniu szepną em Pietii7 & 'atuj i nie pr#+uj tu nic jeś. & c)a$ c)a$ c)a.$ kiedy nagle wy+awienie nadjec)a o samoc)odem.$ ale mo%e kiedyś jeszcze si" spotkają. & Do takiego opowiada..potopi y. napojem przy+y yc)$ ale Pietia si" wz+rania $ m#wiąc$ %e jest a+stynentem$ a poza tym prowadzi samoc)#d. 'odzina podejmująca gościa odpowiada g ową za jego +ezpiecze*stwo. jec)ania z nami$ ale Pietia jakimś kolejnym k amstwem ostudzi ic) szczere c)"ci. Pietia zna ju% pewnie z autopsji takie gościny i teraz widząc mnie w opa ac)$ +awi si" moim kosztem doskonale.. & doda em. Uywo dyskutowali miedzy so+ą$ jak i gdzie +"dą mnie podejmowa. Z rozm#w zorientowa em si"$ %e -unguzi +yli przekonani$ %e przyjec)a em do nic) w odwiedziny na kilka dni. Podejmujący . ?d czasu do czasu t umaczyli mi to po rosyjsku.1 & zainteresowa em si".

. /ie uwa%am sie+ie za supermana. 'uszy em pierwszy$ za mną po dziesi"ciu minutac) 2asza$ a nast"pnie Pietia z (olą. 0ak do+rze +y o siedzie. Z jednej strony jestem zadowolony$ %e nieopuszczające mnie dotąd szcz"ście sprawi o$ %e mog" dalej kontynuowa. Zapada wiecz#r$ kiedy dojec)aliśmy do pozosta yc). Wyc)yli em si" na lewo i zo+aczy em leśną + otnistą ście%k" prowadzącą w ciemną przestrze*. /igdy nie c)orowa em$ nigdy nie st"ka em i nie prosi em nikogo o pomoc. Poniewa% wszyscy +yliśmy w miar" wypocz"ci$ postanowiliśmy kontynuowa. 5ieszkającyc) tam 'osjan mo%esz spotka. i nie wiadomo$ jak +y si" to mog o zako*czy. Postanowiliśmy przejec)a... tylko w du%yc) miejscowościac)$ a tyc) ju% wiele na swojej trasie nie spotkasz. 0estem normalny$ nawet lekarze si" tak wyrazili$ a cz owiek normalny nie miewa +#l#w g owy$ atak#w serca$ rozstroj#w nerwowyc). /aprawd" +y o+y to niewy+aczalną o+razą dla gospodarza i ca ej wioski$ gdy+yś w nocy nie skorzysta z tego prezentu..cie+ie wyra%a to r#wnie% na sw#j spos#+$ oddając do twojej dyspozycji swoja %on".. >dy+y zaistnia a taka sytuacja$ %e jadący pierwszy dojedzie do jakiegoś rozwidlenia lu+ skrzy%owania$ to czeka na pozosta yc). Ze wzgl"du na to$ %e strasznie si" kurzy o$ uzgodniliśmy dziesi"ciominutowe odst"py miedzy pojazdami. /ie powiem$ a+y +y a to dodająca si sceneria. -o oni wymyślili so+ie c)oro+y i g "+oko przejmują si" migrenami czy +#lem +rzuc)a.$ potraktowano +y to jako jawną wrogoś. w taka c)andr". Wyszed ksi"%yc i swym +ladym świat em oświetla nitk" prowadzącej CdonikądE drogi. zn#w za kierownicą i poc) ania. Zerkną em na prawo$ lecz trwa a tam niewzruszona ściana kar owatyc) modrzewi. 3 w wypadku$ gdy+yś c)cia si" z tego jakoś wykr"ci. 4daliśmy si" w dalszą drog". jazd" nocą. W sumie nie s ysza em jeszcze o przypadku$ %e ktoś gdzieś odm#wi @ & doda $ ro+iąc przy tym lisią min". W rzeczywistości niczego takiego nie ma$ wszystko to c)oro+y z urojenia. W wypadku$ gdy nie +"dzie takiej mo%liwości$ drog"$ kt#rą o+ierze$ oznacza u o%onymi w poprzek ga "ziami lu+ kamieniami. jeden za drugim kilometry +rakujące do celu. & 4wa%aj & ostrzega jeszcze Pietia & od 5agadanu do Dzukotki +"dziesz mia ju% do czynienia tylko z podo+nymi mieszka*cami. Diekawe$ kto i kiedy c)odzi po tej ście%ce. /ad ledwo widocznym zarysem nieucz"szczanej od lat drogi wi y si" popielate pasemka wieczornej mg y. Wiem$ %e narzekają tylko s a+eusze.. tej nocy pi". 3le teraz jadąc przez .. /igdy nie przytrafi o mi si" coś podo+nego$ a+y z minuty na minut" popaś. podr#%$ z drugiej zaś czuj" si" fatalnie$ po prostu !le.set kilometr#w@@@ -ajga nape nia a si" powoli ciemnością.

-ylko poczucie wstydu kaza o mi jeszcze ka%dego dnia pokona. Par" kilometr#w dalej drog" przecina a rzeka. .. o moim zamiarze przejec)ania 2y+erii w porze letniej tak mi doradzi 7 CZielonkawe p ynne + oto tajgi powinno w twoic) %y ac) zają.∗Saman . w to$ co si" ro+i$ a wtedy wszystko si" udaje.t" g usz"$ nie mog" w myślac) znale!. /ie c)c" w tym momencie powiedzie. 3%e+y nie powiedziano$ %e jeszcze nie dojec)a do 4ralu$ a ju% wr#ci do domu. D)olerna$ pieprzona c)andra. =y a szeroka$ kamienista$ ale za to +ardzo p ytka. na ka%dym metrze. 0ak tak dalej p#jdzie$ za kilka dni +"d" ju% w 5agadanie & pomyśla em. -ej nocy przejec)a em ju% trzysta dziesi".$ina i trociny +ez wypa$ania. =ardzo daleko przede mną zauwa%y em pasmo wysokic) g#r i intensywną ciemnoczerwoną poświat" informującą$ %e s o*ce przygotowuje si" do wyjścia zza szczyt#w... 3+y wstyd +y mniejszy. 2pojrza em na licznik. -uryst#w tu pewnie nie przywo%ą. /ie si"ga a nawet po osie$ wi"c nie czeka em na pozosta yc) i jec)a em dalej. /ie. /agle w +lasku ksi"%yca zo+aczy em tajemnicze martwe miasto$ skupisko dom#w z samanuM. miejsce gorącej krwi & tylko wtedy z tym so+ie poradzisz.. -o pamiątka z lat komunizmu. ?tworzy em niezawodny atlas szkolny i dowiedzia em si"$ %e g#ry widoczne przede mną$ to 2untar & D)ajata$ a wyr#%niający si" w tym paśmie szczyt nosi nazw" 5us & D)aja i ma O. Przeje%d%ając na drugą stron"$ wyc)yli em g ow"$ sprawdzając jej g "+okoś.E W aśnie myśla em$ co ma teraz zają.:. kilometr#w. -eren stawa si" coraz +ardziej pag#rkowaty. -ylko wtedy ju% zauwa%y em$ %e tutaj naprawd" nie ma dr#g$ most#w i w og#le mo%liwości poruszania si" pojazdem. 'oz+awi o mnie to i )umor troc)" mi si" poprawi . (ompletna +zdura.... c)ocia% sto kilometr#w$ ale do przodu. Wiedzia em$ %e przede mną ... 5o%e odnosi si" to do innyc) ludzi$ ale w moim przypadku jest ca kowicie na odwr#t. dla sie+ie miejsca. metr#w wysokości. Wyjec)a em na otwartą przestrze*.$ %e przyczyną moic) takic)$ a nie innyc) myśli$ +y wysi ek fizyczny. 2palono to$ co da o si" spali. Przypomnia mi si" ten stary agrownik spod 2wierd owska$ kt#ry na wieś. 0ec)a em ca y czas przez otwartą przestrze*.$ po+urzono$ czego nie spalono. 0u% par" kilometr#w za 5oskwą zda em so+ie spraw"$ %e rzuci em si" z motyką na s o*ce i ju% wtedy +y em pewien$ %e nie dojad". I c)y+a tego poranka pierwszy raz dotar o do mnie$ %e naprawd" mi si" uda i rzeczywiście pokonam 2y+eri"@@@ 6udzie m#wią$ %e koniecznie trze+a wierzy. Zacz" o świta.. 2topniowo$ wraz ze świtem$ ogarnia mnie optymizm. miejsce krwi w %y ac)1 /ic$ niestety$ nie przyc)odzi o mi do g owy$ wi"c na ko*cu pomyśla em$ %e c)y+a spirytus$ kt#ry wiezie ze so+ą Pietia. Zatrzyma em si" i sfotografowa em to pi"kne zjawisko.

Inaczej wygląda wszystko przy +iurku i roz o%onej na nim mapie$ a inaczej$ gdy jest si" ju% w tyc) miejscac) oglądanyc) przedtem tylko na papierze.uczyni. 4wa%a em$ %e korzystając z porannego c) odu$ nale%a o przespa.. /ast"pnie z ca ą powagą oznajmi $ %e ma dzisiaj urodziny i wieczorem zaprasza wszystkic) na jedzenie i picie$ kt#re od+"dzie si" w Cleśnej restauracjiE. ?tworzy go na odpowiedniej stronie i poda mi do wglądu. Postanowi em tutaj zaczeka. =y +ym kompletnym idiotą$ myśląc w#wczas$ %e trudności są c)wilowe$ a dalej +"dzie ju% do+rze. na jadącyc) za mną. & D)olerna sowiecka mordo & . 'ozpali em ogie* i wstawi em wod" na )er+at". o+razie$ jakiej si" w stosunku do mnie dopuści $ wypije podw#jnie moje zdrowie & czyli ku+ek spirytusu na raz@ W wypadku$ kiedy oka%e si"$ %e k ama em$ to w tej c)wili wylej" zawartoś.. kanistra do p ynącej tu rzeczki. si" jeszcze par" godzin$ gdy% w czasie dnia +"dzie to niemo%liwe ze wzgl"du na temperatur"$ kt#ra sprawi$ %e jak ka%dego dnia +"dziemy przeklinali t" opuszczoną przez =oga i wszystkic) ziemi".@ 3 je%eli coś si" stanie$ %e jazda +"dzie niemo%liwa$ zostawi" wszystko i p#jd" dalej pieszo... 0ednak w tej c)wili u podn#%a 2untar & D)ajata ju% wiem$ %e musz" dojec)a. 2 owo si" rzek o$ a teraz pan (operski$ poka%$ %eś prawdziwy c) op i przyjmij zak ad na podanyc) warunkac). Po szy+kim posi ku Pietia gromkim g osem poprosi o cisz". & 5y to przecie% rozumiemy. Wszyscy +yli zadowoleni$ poniewa% prawie odwaliliśmy za o%oną norm". & Pietia & m#wi" & nie wymyślaj urodzin$ tylko po prostu powiedz jak c) op$ %e masz oc)ot" si" dzisiaj napi. Pietia$ podśpiewując$ uda si" do samoc)odu$ skąd przyni#s sw#j wyświec)tany paszport. /ie+awem nadjec)a 2asza$ dos ownie par" minut p#!niej Pietia i (ola. Zwątpi em przez moment$ ale zak ad przyją em$ poniewa% jeszcze si" udzi em$ %e Pietia +lefuje. 2y+erio$ + agam$ nie r#+ mi ju% kawa #w$ tak ma o przecie% ju% cie+ie zosta o. =y o wp# do sz#stej rano$ kiedy dojec)a em do nast"pnej rzeczki..tysiące kilometr#w +ezdro%y poprzez suc)e stepy i g"stwin" tajgi z +agnami. Pietia zastanowi si" c)wil" i powiada7 & Pan (operski$ je%eli oka%e si" zaraz$ %e mam dzisiaj naprawd" urodziny$ to pan (operski$ a+y zadoś. Dzie* zapowiada si" piekielnie upalny. 2asza$ patrząc na mnie z politowaniem$ przecią podane r"ce. >dy+ym w tamtyc) pierwszyc) dniac) ekspedycji codziennie myśla $ ile kilometr#w jeszcze mi zosta o$ to w tej c)wili na pewno nie +y +ym tutaj$ gdzie si" znajduj". 3 tak$ jeszcze jutro c)ocia% sto kilometr#w$ jeszcze c)ocia% do /owosy+irska$ Irkucka itd. Pietia mia rzeczywiście dzisiaj urodziny.

>dy zapyta em$ co si" z nim dzieje$ dowiedzia em si" od 2aszy$ %e Pietia p#!niej do nas dojedzie. par" godzin$ w tym celu ustawiliśmy samoc)ody w cieniu drzew i wygodnie rozparliśmy si" w fotelac). /ie znam si" na kwiatac)$ ale te wydawa y mi si" jakieś nienaturalne$ za +ardzo kolorowe. Wyra!nie czu. Pietia. Po jakimś czasie nadjec)ali i przeprawi em ic) . (a%da roślinka wyra!nie si" spieszy$ +y zdą%y.$ zakwitną. -eraz w aśnie oczekiwa em na 2asz" i (ol" przy jednym ze strumieni$ kt#ry okaza si" na tyle g "+oki$ %e woda dos ownie wlewa a mi si" do ka+iny. W wypadkac)$ kiedy woda +y a dla ic) samoc)od#w za g "+oka$ przeciąga em ic) na drugą stron" wyciągarką$ a jak lina okazywa a si" za kr#tka$ po prostu wraca em i +ra em ic) pojedynczo na )ol. Zima zamienia 2y+eri" w lodową pustyni"$ kt#ra teraz na+iera wprost gigantycznej mocy %ycia. =y em pewny$ %e Cstary nied!wied!E dosypia jeszcze w samoc)odzie. Zimna kąpiel ponownie postawi a mnie na nogi. /a +rzegu zosta samotnie uazik$ kt#rym mia dojec)a. po so+ie CpotomstwoE. 2asza z (olą wsiedli do jednego samoc)odu i nie+awem ruszyli za mną. 'zeczki stanowi y r#wnie% miejsce naszyc) spotka*. si"$ wyrosną.. i zostawi.. Wok# pe no r#%norodnyc) kwiat#w. czasu na szukanie dogodnego miejsca na przejazd i forsowa em je przewa%nie z marszu. Poniewa% 2asza nie kwapi si"$ +y mi to szerzej wyjaśni. /apotykając cz"ściej na takie przeszkody$ przekona em si"$ %e nie warto traci. ic) zapac). Dopiero gdy z+ieraliśmy si" do drogi zauwa%y em$ %e w o+ozie +rakuje Pietii. zazieleni.powiedzia em i jako pierwszy z o%y em mu %yczenia. 'zeczka nie +y a szeroka$ wi"c rozwiną em ju% lin" od wyciągarki. >dy sforsowa em kt#rąś z nic)$ czeka em po przeciwnej stronie na pozosta e pojazdy i o+serwowa em ic) zmagania z +ystro p ynącą wodą. 0edyną radą +y o wzi"cie zimnej kąpieli$ kt#rą zaproponowa em o+ecnym i$ o dziwo$ wszyscy z niej skorzystali. Do tego dokuczliwe owady +ezustannie +rz"czące nad uc)em$ wszystko to nie sprzyja o wypoczynkowi. W takiej temperaturze po prostu nie da o si" spa. Drog" przecina coraz wi"cej strumieni. Nciskaliśmy si"$ rycząc ze śmiec)u$ po czym Pietia na palcac) policzy godziny dzielące do wieczora i na ko*cu oznajmi $ %e czternaście godzin jeszcze wytrzyma. >dzieniegdzie napotyka em stare drewniane mosty$ ale w takim stanie$ %e strac) +y o piec)otą po nic) przejś. ?+udzi mnie %ar lejący si" z nie+a. Poniewa% ca ą noc jec)aliśmy$ postanowiliśmy pospa. -opniejące gdzieś +ardzo daleko lody$ zasilają je +ezustannie w nowe porcje wody$ powodując$ %e niekt#re z nic) teraz zamieniają si" w szerokie$ trudne do prze+ycia kana y wodne.$ nie pyta em o nic wi"cej$ tylko ruszy em w drog". Do oni kom+inują1 & nie dawa o mi to spokoju.

& Za o%" si" o wszystko$ ale spirytusu do rzeki nie +"d" wylewa $ +o +y si" m#j dziadek w gro+ie przewr#ci & powiada. & /ie musisz wylewa. dzisiaj swoje urodziny$ spirytusu ma ca y kanister$ nie ma tylko zagryc)y. Przy okazji wysz o na jaw$ %e Pietia w m odości +y zawodowym myśliwym i kilka adnyc) lat polowa gdzieś na P# nocy. 3le prosi $ +y nic nie m#wi. & 0ak ty przejec)a eś$ to ja te% przejad" & odpar . dzisiaj ku+ka spirytusu na raz$ zgoda1 & zapyta em..$ przela powsta y menisk i woda definitywnie zala a silnik$ kt#ry ju% nawet nie kic)ną $ tylko po prostu staną . 0ak jesteś taki pewien$ %e przejedziesz$ to si" za #%. & > "+oko odpowiadam & poczekaj$ zaraz przeciągn" lin". & Poczekaj Pietia.+ez pro+lemu na drugą stron". Pietia c)ce wyprawi. sta e tempo jazdy$ tworząc przed samoc)odem naturalną fal"$ kt#ra w rezultacie powoduje o+ni%enie si" lustra wody na wysokości silnika$ Pietia nerwowo doda gazu$ +y szy+ciej si" z wody wydosta. tutaj o+#z$ poniewa% nie spodziewa si"$ +y Pietia nadjec)a nie+awem. dalej$ poniewa% +yliśmy zdania$ %e samotnie jadący za nami Pietia mo%e utkną. Poza tym nie +yli pewni$ czy ta niespodzianka rzeczywiście si" spe ni$ dlatego ta tajemniczoś. Doraz g "+iej$ g "+iej i wreszcie woda dosz a ju% do instalacji zap onowej$ silnik lekko si" zd awi i w tym momencie koc)any Pietia okaza si" kierowcą do kitu. /agle myśl + ys a mi w g owie. 0a jestem pewien$ %e si" roz o%ysz na środku rzeki. W ączy +iegi terenowe i powoli wjec)a do wody. & 0ak jesteś taki mądry$ to jed! & odpowiedzia em. Zamiast utrzymywa. w tym miejscu. Wi"c o co si" zak adamy1 & pytam. /ie wytrzyma em i askawie prosi em$ a+y w miar" mo%liwości wyt umaczyli mi zagadkowe pozostanie Pietii. Dzego ten cz owiek ju% nie ro+i 1 pomyśla em. ?ciągali si" z odpowiedzią$ twierdząc$ %e to mia a +y. -wierdzi $ %e nie ta pora dnia i roku$ ale mimo wszystko wierzy w sw#j myśliwski instynkt. =y to Pietia. Wzią wi"c sw#j o+rzynek$ kt#ry zawsze wozi ze so+ą i uda si" do lasu na polowanie. niespodzianka. Dopiero gdy im zagrozi em$ %e zaraz podczepi" ic) samoc)#d i z powrotem przeciągn" na drugą stron" i tak zako*czy si" ic) przygoda z Cpan (operskiE$ (ola$ wstrzymywany jeszcze przez 2asz"$ powiedzia wreszcie$ o co c)odzi. & Zgoda & powiedzia i wsiad do samoc)odu. Dopiero pod wiecz#r zauwa%yliśmy samoc)#d jadący w tle zac)odzącego s o*ca.$ ale jak nie przejedziesz$ to ja nie musz" wypi. . =ąd! c) op i przyjmij zak ad.$ poniewa% nie +y pewien$ czy coś upoluje. (ola zaproponowa $ +y roz+i. 2twierdziliśmy$ %e nie mo%emy jec)a. Dojec)a wreszcie do +rzegu$ wysiad i pyta$ czy g "+oko.

-eraz Pietia ro+i lisią min" i proponuje$ +y iś. jak pi"cioletniemu dziecku odwini"cie cukierka z papierka. Pietia oprawia sarn"$ (ola przygotowuje prowizoryczny st# i siedzenia$ 2asza rozpala ogie* i gotuje wod"$ ja natomiast jestem o+ecny wsz"dzie i ka%demu po troc)u pomagam. & Zgoda$ ty sy+eryjska mordo & m#wi" i ściskamy so+ie r"ce. 2tosując to$ czego nie stosowa Pietia$ +ez pro+lemu wyje%d%am po drugiej stronie. & powiadam$ wcale nie wiedząc$ czy coś upolowa . 'ozdziela je teraz pot"%nymi uderzeniami + yszczącego no%a$ mi"so mlaska o$ st# j"cza . Pietia klą $ ale r#wnie% do+rze si" +awi . /aprawd" nie trwa o to d u%ej ni% par" minut. Wsiadam do uazika$ uruc)amiam silnik$ kt#ry zdą%y ju% wysc)ną. 0u% p uka poszczeg#lne tusze w wodzie. Wylej" dziesi". przygotowa. Po c)wili r#wnie% +ez pro+lemu wracam tą samą trasą. & ?(1 & Zgoda & m#wi"$ ale te% mam w tym wypadku swoje warunki. +ą+elki$ Pietia . mu spokoju. na ugod". 0ak mi si" nie uda$ to wypijam tylko p# litra. 2prawienie sarenki sprawi o mu taką samą trudnoś. Pietia wyciąga r"k" i 2asza przecina. ?n nie wylewa spirytusu$ a ja nie musz" duszkiem wypija. przegranej porcji$ a ten pozosta y raz$ co jeszcze wygra em$ daj" mu w prezencie na urodziny. & Do+rze & powiada & siadaj i jed!$ ale jak nie przejedziesz$ to litr spirytusu wt ocz" w cie+ie. & Wyciągnij tylko to$ co masz w samoc)odzie$ +o nie lu+i" z CtrupamiE je!dzi. Po c)wili jego uazik sta ju% wyciągni"ty na +rzegu.& =rawo$ Pietia$ zuc) jesteś$ szkoda$ %e nie za o%y eś si" o spirytus@ & krzycza em. Wysiadam i krzycz"$ %e wracam za drugie dziesi". litr#w$ ale Pietia tylko wygra%a mi swoją du%ą pi"ścią. & 0estem graczem i zagram z to+ą$ ale nie o ca ą stawk". & Do+rze & m#wi"$ ale jak przejad"$ to ty wylewasz spirytus do rzeki. Przyni#s to wszystko i poleci (oli cz"ś. Pietia spojrza gro!nie na kompan#w i mrucząc pod nosem$ %e p#!niej si" z nimi porac)uje$ wyciągną z samoc)odu dorodną sarenk". i wolno podje%d%am do wody. litr#w$ jak przejedziesz. & -ak1 & zapyta zaczepnie. Postanowi em nie da. Za+ieramy si" teraz wszyscy za przygotowywanie uroczystości. & Pietia & m#wi" & taką ka u%" to w Polsce ka%dy początkujący kierowca przejedzie$ a ty$ stary 2y+irak i na takiej p ytkiej wodzie stajesz. W kotle stojącym na ogniu szumia a ju% przyjacielsko woda i kiedy pocz" y wyskakiwa. Pietia w dole strumienia rozwiesi Cnie+oszczk"E miedzy ga "ziami drzew i za+ra si" do pracy. (alkulacja godna do+rego ekonomisty. Zastanawia si" szelma i po c)wili m#wi. na ruszt$ a pozosta e du%e ilości mi"sa rzuci na prowizoryczny st# .

Pietia wali si" pi"ścią w czo o & dlaczego wszystko wyla do wody1 5#g c)ocia% troc)" na lekarstwo zostawi.. Prze%ywając straszliwe m"ki$ pokonujemy kilometr za kilometrem.. Prawa strona twarzy piecze$ jak+y ktoś %elazkiem przypala . 4ff. Dopiero teraz patrz" na zegarek & jest godzina dwunasta w po udnie. 0edziemy dalej w milczeniu. 2tarannie p ucze kanister$ jak+y trucizną +y ska%ony$ po czym na+iera do niego czystej zimnej wody. & (iedyś kopano tu z oto & odzywa si" milczący dotąd Pietia. Pr#+ują si" uśmiec)a. . D)wil" zastanawia si"$ twarz jego st"%a a$ potem nagle klepną si" w czo o i po+ieg do wozu. Da a prawa strona twarzy spieczona od s o*ca. /awet psa tu nie uświadczy. /a ko*cu wrzuci przygotowane mi"so$ usiad zm"czony na pniu i przypatrywa si" swemu dzie u z miną zwyci"zcy. Porośni"te skarla ym modrzewiem z+ocza g#r$ wy+oista zesc)ni"ta droga$ kurz i lejący si" z nie+a %ar. Poniewa% Pietia ma spieczoną lewą stron" twarzy$ stanowimy do+raną par".$ ale wyc)odzą z tego tylko grymasy twarzy. Ic) twarzyczki są r#wnie% czerwone... Powoli otwieram oczy & jeszcze nie wierz" & z trudem poruszam nogą & wi"c jednak %yj" & to +y tylko upiorny sen. -warze 2aszy i (oli r#wnie% si" spasowa y$ wi"c sk ad za #g ustalony & odje%d%amy. P#!nym popo udniem doje%d%amy do jakiejś wioski. Wszystko od+ywa si" w milczeniu. ?j$ jaki ja g upi. ją po lewej stronie drogi. Przeglądają si" w lustrac) samoc)od#w$ nikt nic nie m#wi$ panuje solidarna cisza. Po o+ejściu nie kr"ci si" %aden inwentarz. Patrz" i oczom nie wierz". & Proponuj" dzisiaj do+ra.. =udz" pozosta yc)$ ka%dy ma min"$ jak+y nie wiedzia $ co si" w og#le dzieje.wrzuci ca ą tor+" kaszy i misk" starannie o+ranyc) ziemniak#w. Wracam do samoc)odu i przeglądam si" w lusterku. Pietia stoi nad rzeczką i wylewa pozosta y spirytus do wody.$ dlatego przewa%nie milczymy. Dzas rusza. =iegn" do wody i zanurzam piekącą stron" twarzy. Wida. si" parami & m#wi"$ z trudem wydo+ywając g os ze spieczonego gard a. 0est nawet ta+lica C(ujdusunE. Nni mi si"$ %e jest po%ar i jestem ca y w ogniu.. 0ak na z oś. /iedaleko za wsią szeroki g#rski strumie*. Do za ulga. -o jedna z wielu osad$ gdzie nie ma ogr#dk#w ani p ot#w. J/ie dowiedzia em si"$ gdzie je zdo+y K. Wr#ci po c)wili$ trzymając kanister ze spirytusem. -o c)y+a po cz"ści kara za wczorajszy dzie*. 'ozglądam si" i widz" wszystkic) le%ącyc) na ziemi. Drewniane c)aty i wok# wypalona s o*cem ziemia... Po c)wili widz" ic) le%ącyc) z g owami w wodzie. . >ard a mamy tak suc)e$ %e m#wienie sprawia nam trudnoś. od kilku ju% godzin nie przeje%d%amy %adnej rzeczki. w drog".. & lamentuje jeszcze d u%szą c)wil".

Dopiero teraz spojrza em na jego ci"%ar#wk" i z wra%enia a% mnie zatka o. no.$ %e wy tu +"dziecie & jest lato$ wi"c nikt t"dy nie je!dzi$ nie mia em ju% si y dalej jec)a. & =iedny c) op & przyznali wszyscy. & 3 co ty wozisz$ przyjacielu1 & zapyta Pietia +ez ogr#dek.$ a do nast"pnej wody przesz o sto kilometr#w & usprawiedliwi si". Poza tym ca kowite +ezludzie i zapewne do listopada nikogo tam nie spotkacie. /ikt tam nie je!dzi$ +o wszyscy o tym wiedzą... Wyczu em moment$ drapną em Pieti" na oso+ności i podzieli em si" z nim swoimi spostrze%eniami. (o o miejscowości D"+in rzeka g "+oka i c)y+a nie dacie rady$ a most w rozsypce$ nawet nie pr#+ujcie wje%d%a. & > upi & odezwa si" Pietia. & 3 dokąd wozisz to ścierwo1 & /ie mog" powiedzie. & /o. & Przed wami jeszcze tysiąc kilometr#w$ licząc od tego miejsca$ ponad dwadzieścia rzek i tylko jeden most nadający si" do przejazdu. paliwa$ jest nowa dostawa$ jakimś cudem po (olymie zimą je tam dowie!li & doda . & zmiesza si" przy+y y kierowca & wiecie$ p acą podw#jnie$ %ona$ dzieciaki w domu$ co mam z g odu zdec)ną.1 -o lepiej jak tak zdec)n"$ nie1 & -ak lepiej & odpar Pietia. & Dlaczego zatrzyma eś si" ko o nas z tym g#wnem1 & nie dawa za wygraną Pietia.. Wiemy jednak$ %e jeszcze troc)" potrwa$ zanim si" ca kiem do+rze poczujemy. & =o wtedy ju% rzeka zamarza & odpar . & 3 skąd ja mog em wiedzie. & Do 5agadanu1 & a% zagwizda kierowca$ kt#ry dojec)a do nas poprzedniej nocy.. & Dlaczego do listopada1 & zapyta em. Wreszcie doje%d%ają$ moczą twarze w wodzie i ruszamy dalej. & /ie zapomnijcie w 2usumanie zatankowa. & 3le świat +y +y nieciekawy$ gdy+y +yli na nim sami mądrzy & doda . -am pewnie na do+re si" zatrzymacie.$ kogo tu lic)o przynios o. & Do+ra$ zaraz odje%d%am & powiedzia $ widząc nasze niet"gie miny..Zatrzymujemy si" tutaj$ moczymy +u!ki w wodzie i czekamy na jadącyc) za nami.$ jak+y +y zara%ony tyfusem$ przejec)a przez wod" i powi#z dalej to świ*stwo w znanym so+ie kierunku. Dopiero wiecz#r przynosi jako taką ulg". Po%egna si" na odleg oś.. 0est ju% noc$ kiedy doje%d%amy do nast"pnej rzeki. . W nocy s ysz"$ %e przyjec)a a jakaś ci"%ar#wka$ ale nie mam nawet oc)oty wyjrze..$ +o mnie do pierdla wsadzą$ podpisywa em stosowne zo+owiązanie & powiedzia $ a wszyscy o+ecni wiedzieli$ %e m#wi prawd". Zo+aczy em +owiem za adowane na krazie oznaczone pojemniki do przewozu materia #w radioaktywnyc). 0esteśmy wyko*czeni pijemy tylko )er+at" i uk adamy si" do snu...

si" mapie.. mapie$ siedemdziesiąt kilometr#w..E i wreszcie sam si" uciszy . o oceanie.. & Potrze+na opona numer szesnaście. =o c#% %a+a ze studni mo%e wiedzie.XII /ie mam nigdy tylko samego pec)a.. & 2aszka$ zdejmijcie to i wrzu. & pomyśla em. Wi"c nie +agna i g#ry$ tylko g upia opona. na terenie ca ej 'osji. w kopalni. & Z piek a$ ale ją dostaniemy & doda . /ie jest to pow#d$ +y nazywa. 5ają tam ni8y$ mo%e +"dą te% mieli jakieś pony. & Pan (operski$ panu s o*ce ju% zaszkodzi o & u nas nawet wroga nie zostawia si" w tajdze & odezwa si" Pietia. Dlatego te% znajomi m#wią o mnie$ %e zawsze spadam na cztery apy. I nagle s yszymy +lisko warkot motocykla.. >dzieś z +oku.. 'uszyliśmy na poszukiwanie Cszcz"ściaE.. W aśnie w tej c)wili nawiedzi mnie pec)$ wystrzeli a mi +owiem tylna opona. Po dwudziestu minutac) staliśmy ju% wśr#d prowizorycznyc) +arak#w. & /ic nie wymyślimy & m#wi". -o znaczy$ %e jakaś droga tu% & tu%. -o ostatnie da o o so+ie zna. Pietia w ączy sygna i tak d ugo go trzyma $ a% ten zaczą Crz"c)oli. -ak samo jak opony poprzedniczki$ ta r#wnie% nadawa a si" tylko$ +y zaśmieci. Zdaliśmy so+ie wszyscy spraw"$ %e powsta nie lada pro+lem$ +owiem takiego rozmiaru pr#%no szuka. 5otocyklista wzruszy jednak ramionami i poleci $ +y w tej sprawie zapyta.. Po prostu ludzi interesują inne sprawy i dzielą r#%ne doświadczenia. i pojec)a w swoją stron". /ie mam te% nigdy samego szcz"ścia. Do naj+li%szego strumienia$ gdy+y wierzy. /ie$ to nie mog o mi si" w g owie pomieści. 5iejsce CtragediiE przez samego dia+ a zosta o wy+rane. & 0ed!cie dalej Pietia$ tu nic po was & m#wi". 0akoś tak mnie 2tw#rca zaprogramowa $ %e pec) u mnie wyst"puje w parze ze szcz"ściem i odwrotnie. Zatrzymaliśmy si"$ +y dok adnie przyjrze. 2taliśmy w milczeniu przy samoc)odzie op"dzaliśmy si" od komar#w. 4s ysza go jednak motocyklista i po c)wili wy oni si" zza zarośli$ Pietia kr#tko o+jaśni motocykliście o co c)odzi.. 5otocyklista o+jaśni jeszcze$ jak tam trafi. I c)y+a tylko w tej sprawie przyznaj" wszystkim moim znajomym racj"$ +o innyc) racji nie mają. & Pan (operski$ ruszamy i pr"dzej nie wr#cimy$ ni% zdo+"dziemy opon". Po prostu wielka dupa. spowa%nia nawet zawsze weso y Pietia. -ak@ & jest taka i to ca kiem niedaleko.. nią sy+eryjską ziemi".. to pec)em$ jod warunkiem jednak$ %e ma si" opon" zapasową & ja akurat takowej nie posiada em$ i dodatkowo nie znajdowa em si" na ruc)liwej trasie przelotowej.. /as onecznione i pe ne godnyc) komar#w. ju% par" kilometr#w dalej. . /asta a cisza i nikt si" nie odzywa przez d u%szą c)wil". 5ilczymy$ +o myślimy$ co +y tu poradzi. (opalnia wydo+ywa a z oto i +y a jedną z nielicznyc) pracującyc) jeszcze na tym terenie.cie do uazika & powiedzia Pietia$ wskazując na pustą felg" zaczepioną na masce land & ro8era.

?d+y o si" to tak szy+ko i zdecydowanie$ %e nawet nie zauwa%y em ciosu spadającego na szcz"k" kierownika... odr"twia ą po ciosac) wyo+ra!ni" kierownika$ opowiedzia o pewnym milicjancie oc)raniającym (oleje Pa*stwowe 2owieckiego 2oju%a$ kt#remu wydawa o si"$ %e on Pietia kradnie.$ %e wszystko do niego dotar o$ gdy% oświadczy $ %e idzie po opony..$ a on nawet nie wie skąd. >dy+y je odstąpi $ musia +y sprowadza. +enzyn" ze stojącej na +ocznicy cysterny. (ierownik s uc)a opowieści w os upieniu i wida. & powiedzia Pietia$ unosząc si" z miejsca. & 3 takie$ %e nam je sprzeda eś za dwieście dolar#w. Z opowiadania wynik o$ %e milicjant w stanie zakonserwowanym do dzisiaj je!dzi w cysternie po wszystkic) szlakac) kolejowyc) 'osji. -eraz spokojnym g osem oświadczy $ %e rozpieprzy ca y ten c)olerny kram$ a sprzeciwiającym si" temu zamiarowi zafunduje +ezp atny +ilet w zaświaty. do odsiadki za sprzedawanie mienia pa*stwowego i do tego za dolary. ?n naprawd" nic na to nie poradzi. 0est m ody i nie liczy so+ie wi"cej ni% trzydzieści lat. Poradzi natomiast Pietia. I pies z kulawą nogą nie +"dzie o tym wiedzia .... jakiegoś numeru$ +o wiesz$ ile mo%esz dosta.. & 0u%$ ju% pisz" & odpar kierownik i dr%ącą r"ką wypisywa pod dyktando kwit sprzeda%y. & Po opony zawsze jeszcze zdą%ysz$ i tak +ez nic) nie odjedziemy & powiada Pietia. & jąka si" kierownik. Potem powiedzia jeszcze$ %e wytnie no%em kierownikowi to$ co nosi mi"dzy nogami$ +o nie godzi si"$ +y taki cz owiek jak on p odzi dzieci. 4par si" i koniec. lata.& (to tu szef1 & zapyta Pietia ludzi siedzącyc) w cieniu +araku. & /ajpierw wystaw kwity.. & /o$ a teraz +iegiem po opony i nie pr#+uj zro+i. Prawdopodo+nie z 0akucka... -ak$ ma dwie nowe zapasowe$ ale nie da$ +o sam potrze+uje. & 0akie kwity1 & zdumia si" kierownik. (ierownika zrywamy z popo udniowej drzemki. Pietia jednak uzna lądowanie za nieudane i ponownie wprowadzi cia o kierownika w lot szy+owcowy. Pietia stwierdzi $ %e od tej c)wili mają ju% z kierownikiem wsp#lną p aszczyzn" do dalszej rozmowy i przerwa nauk" latania.. opony jest inny$ ale Pietia twierdzi $ %e najwa%niejsze$ %e na felg" +"dzie pasowa o. & -y naprawd" c)cesz si" nauczy. /ast"pnie$ +y po+udzi. Doc)odzimy i na oponie odczytujemy numer 9P@@@ /iestety$ kolejny wyt oczony numer określający wysokoś. Dia o jego oderwa o si" od ziemi i poszy+owa o w g#r"$ spadając z rumorem mi"dzy jakieś miski czy garnki.. =ez s owa wskazali na jeden z +arak#w$ o+ok kt#rego sta samoc)#d C/i8aE... & 3le ja nie sprzedaj".. ?wszem$ jest mu przykro$ ale nic na to nie poradzi.. Nwiadek jest & powiedzia $ wskazując na mnie$ a ja przytakną em g ową. (ierownik kopalni z ota przypatrywa si" teraz naszym jednostronnie spalonym twarzom myśląc . -ym razem przyziemienie od+y o si" na drewnianej pryczy$ kt#ra tego nie wytrzyma a$ rozlatując si" z trzaskiem.. /ie pomog y %adne perswazje$ %e ekspedycja$ o+cokrajowcy itd.

/ajwa%niejsze jednak$ %e jec)a em dalej.. /iestety$ nie zawsze jednak samoc)#d zdo a pokona. 3l+o on$ al+o ja. =#g c)y+a mi w ten spos#+ wynagradza ogrom pracy i wszystkie szykany$ jakic) dozna em$ organizując t" wypraw"... na przedzie. +lokady. Potem al+o +"dziesz gryz $ al+o inni ci" zagryzą.. -aka rozsądna liana sprawi a$ %e zyska em jeszcze jeden zapas. Dopiero w ączenie +lokady k# powodowa o$ %e w związku z r#%ną wielkością opon inaczej rozk ada y si" si y na mec)anizm r#%nicowy. Wr#ciliśmy jak wojownicy po wygranej +itwie. & -o +y o dawno i nie +y o innego wyjścia. 'ozmyśla em teraz nad zadziwiającymi z+iegami okoliczności$ jakie towarzyszy y wyprawie od samego początku.zapewne$ %e ma do czynienia z jakimiś stworami z kosmosu. Wiem te%$ %e +ardzo mnie lu+i$ poniewa% nie daj" mu takiej mo%liwości$ a+y c)ocia% przez c)wil" si" nudzi . Zawsze$ ale to zawsze$ w krytycznyc) sytuacjac) pomoc nadc)odzi a wr"cz natyc)miastowo. Dzy mo%na to wszystko nazwa. & 3 co z tym milicjantem1 & zapyta em. & Inaczej z takimi nie mo%na & powiedzia Pietia$ kiedy wracaliśmy do swoic). W tym wypadku r#%nica wynikająca z wielkości opon nie odgrywa a %adnej roli. 0a natomiast g "+oko wierz"$ %e mam 3nio a 2tr#%a.... Pami"taj$ pan (operski$ cz owiek powinien +y. do awarii mec)anizmu r#%nicowego$ tym +ardziej$ %e drgania ustawa y dopiero po przejec)aniu kilkunastu kilometr#w. przeszkod" na +iegac) szosowyc). do+ry tylko do określonej granicy.. tylko nieco poc)ylony do przodu.. Po c)wili jednak ockną si" i przyni#s z sąsiedniego +araku dwie nowe opony. /aprawd"$ pan (operski$ takie jest %ycie. Dooko a wysokie$ skaliste . 2asza i (ola wy+ierali si" do pracy i po niespe na p# godzinie land & ro8er sta ju% gotowy do drogi. Wieczorem zatrzymaliśmy si" w przeuroczym miejscu. taki do+ry cz owiek & powtarza cz"sto Pietia. 'uszyliśmy dalej. Dopiero$ gdy przeje%d%ając przez jedną rzeczk" dla pewności w ączy em +iegi terenowe i +lokad"$ okaza o si"$ %e coś nie gra. Zdo+yte opony +y y ni%sze od oryginalnyc)$ c (ola s usznie zadecydowa $ a+y dwie nowe umieści. Dawa o to silne wi+racje przedniego nap"du i ca y samoc)#d drga $ jak+y nie posiada w og#le zawieszenia... /a poz#r wszystko si" zgadza o i nawet nie odczuwa em specjalnej r#%nicy wynikającej z r#%nicy rozmiar#w. /awet grosza nie wzią . 3 on z kolei jest pracuś i dlatego mnie lu+i.. tylko z+iegami okoliczności1 (to c)ce$ niec) tak to nazywa. Dumni$ pyszni i oczekujący poc)wa . -o mog o doprowadzi. Dlatego te% stara em si" jak najrzadziej u%ywa. /aturalnie$ nie do ko*ca opowiedzieliśmy$ w jaki spos#+ zdo+yliśmy gumy. (analia +y a i tyle. 6and & ro8er posiada taki uk ad nap"dowy$ %e zawsze CciągnieE na cztery ko a.

las otaczający p ynącą malowniczo rzek". Przedostanie na drugą stron" dw#c) samoc)od#w zaj" o nam przesz o godzin". to papier. Zatrzyma em si"$ a+y zo+aczy. Po c)wili dopiero przyjrza em si" przekrojowi drogi. 2ceneria nadająca si" do filmu. & Pan (operski$ nie martw si"$ my si" jeszcze szy+ciej spotkamy ni% myślisz & 7dzia Pietia$ kiedy powiedzia em$ %e wielka szkoda$ %e drogi nasze si" rozc)odzą$ c)cesz$ to mo%emy si" za o%y. Dnia o ju%$ kiedy +ardziej z rozsądku ni% ze zm"czenia udaliśmy si" na spoczynek.$ tworząc podziemne strumienie. teraz do toalety. -eraz dopiero zrozumia em$ %e oznaczone na mapie zimniki dotyczą nie tylko +agien i + ota. Zawczasu o+r#ci em samoc)#d o sto osiemdziesiąt stopni$ odczepi em z +aga%nika p ozy i rozwiną em lin" od wyciągarki. & ?j$ Pietia$ ty przez te zak ady to ś %ycie stracisz & m#wi".. W rezultacie zaś +y a to wy+oista$ zesc) a nawierzc)nia gliniana$ tak nier#wna$ %e c)odzenie po niej mog o zako*czy. Po c)wili nadjec)ali i niezw ocznie za+raliśmy si" do pracy. Zaczeka em na jadącyc) z ty u$ poniewa% rozpadlina +y a tak du%a$ %e nie +y o szans przedostania si" ic) samoc)odom. Walcząc z nier#wnościami$ w pewnym momencie poczu em$ %e ty samoc)odu gwa townie si" zapada@ W ostatnim dos ownie momencie doda em gazu i ledwo co wydosta em si" na powierzc)ni". si" skr"ceniem nogi. Panujący na dworze ukrop sprawi $ %e jazda sta a si" jedną wielką m"czarnią.$ co si" sta o. 2p ywająca z g#ry woda % o+i w nim liczne kana y$ a niekt#re z nic) mia y kilkumetrową szerokoś. +agna lu+ + ota. =y em pewien$ %e na 2y+erii ju% nic mnie nie zaskoczy$ a jednak. ?+razy ze szwajcarskimi +rązami mo%na +y z pokoi przewiesi. Powsta e w ten spos#+ niekt#re CmostyE nie wytrzymywa y ci"%aru samoc)odu. Po kolacji siedzieliśmy wszyscy d u%ej przy ognisku i jakoś nikomu spa. stanowi po prostu l#d.. Do 2usumanu +y jeszcze adny kawa ek drogi z odcinkiem zaznaczonym na mapie jako zimnik. Po trwającej par" godzin drzemce spakowaliśmy manele i udaliśmy si" w dalszą drog". si" nie c)cia o. /awet 'osjanie$ kt#rzy raczej do romantyk#w nie nale%eli i niejeden krajo+raz widzieli$ rozglądali si" teraz z podziwem. /ie 1m po prostu tego opisa. Dziwi em si" temu oznaczeniu$ poniewa% teren +y g#rzysty i nic nie wskazywa o na to$ %e mog y tu wyst"powa. -empo poruszania si" nie przekracza o dwudziestu kilometr#w na godzin". -ras"$ jaką si" teraz poruszaliśmy$ umownie nazwa em drogą. Z ty u za mną na ca ej szerokości zapad a si" droga. & powiada. Patrz" i oczom nie wierz". .$ z+yt ma o mam pisarskiej rutyny$ a+y przela. P# metra gliny$ a pozosta ą cz"ś. Wygląda o na to$ %e z ostatni wsp#lny o+#z$ poniewa% spodziewaliśmy si"$ %e jutro dotrzemy do manu$ a tam Pietia z towarzyszami odstawiali samoc)ody.

/a szcz"ście +y kierowca$ kt#ry ju% na wszelki wypadek zdą%y so+ie po+udowa. 3% si" wierzy. /a wielkim placu +awi y si" dzieci. Wolno$ ale przemieszczaliśmy si" do przodu. & 3 dokąd stąd +yś uciek 1 & spyta Pietia. prowizoryczny sza as. 0edyne zwierze$ jakie dostrzegam$ to wyc)udzony$ świecący %e+rami pies. . -eraz g"+y promienia y wszystkim ze szcz"ścia. Powiedziano lam jeszcze$ %e trasa ta jest szeroka i r#wna jak autostrada. /ie spos#+ +y o go o+jec)a. & Dlaczego wi"c nie ma śladu ogrodzenia1 & pytam.0ec)a em teraz o wiele ostro%niej$ ale i tak od czasu do czasu zostawa em uwi"ziony w rozpadlinie. ?c)$ jakie wielkie panowa o o%ywienie. na niej cztery samoc)ody na raz. powodem szcz"ścia. Doś mi strzeli o do g owy i m#wi"7 & Pietia$ za o%" si" z to+ą o wiadro spirytusu$ %e pierwszy dojad" do usumanu. Par" godzin p#!niej dotarliśmy do jakiegoś zapomnianego przez =oga i ludzi osiedla. Wymusiliśmy$ ma si" rozumie.. Po przesz o dw#c) godzinac) dojec)aliśmy do miejscowości 3ras i ku wielkiemu naszemu zdziwieniu stwierdziliśmy$ %e rzeczywiście znale!liśmy si" na autostradzieE. 2asza przecinaj. ?czywiście$ zad+a em o to$ +y wynik +y remisowy. 'ozglądam si" wko o$ lecz nie zauwa%am śladu +ytności inwentarza domowego. Dzi"ki =ogu teren +y zalesiony$ wi"c w ci"%szyc) przypadkac) ścinaliśmy drzewa$ +udując prowizoryczne mosty. 4waga@ >otowi@ 2tart@ 'uszy em$ za nami pozosta a tylko ściana %# tego py u. Pietia sądzi$ %e +y tu agier.$ poniewa% po prawej znajdowa si" g "+oki jar$ po lewej zaś wznosi a si" stroma g#ra. 2kakaliśmy po CautostradzieE jak ma py$ tupaliśmy nogami$ sprawdzając$ czy a+y jest nale%ycie twarda. Droga +y a pusta$ wi"c jec)aliśmy ca y czas o+ok sie+ie.. 2amoc)#d ci"%arowy C53ZE$ kt#ry od tygodnia stercza uwi"ziony w rozpadlinie. Patrz"$ a on ju% +iegnie z rozradowaną twarzą i wyciąga r"k" do zak adu. ?d mieszka*c#w dowiedzieliśmy si"$ %e trasa$ kt#rą jedziemy za sześ. 2k ada o si" ono z kilkunastu +arak#w$ kt#re ustawione +y y w czworokącie. 2p#jrz teraz$ wiecznie niezadowolony cz owieku cywilizowanyE$ jakie + a)ostki mogą +y. 0ak na z oś. Zn#w siekiery w ruc) i po godzinie CtrakE sta ju% na twardym gruncie.. nie c)cia o$ %e tu %yją ludzie. trafi si" nam r#wnie% zawalidroga. Droga +y a tak szeroka$ %e z powodzeniem mog y si" mija.. /ie zatrzymując si" d u%ej w osadzie$ ruszyliśmy dalej.$ na kierowcy ci"%ar#wki$ +y jec)a za nami z ty u. Pomimo %e nawierzc)nia +y a %wirowa$ to rzeczywiście +y a r#wna jak st# . azik nieco mnie wyprzedzi na starcie$ ale mając pod maską ośmiocylindrowy silnik$ natyc)miast a dogoni em i p"dziliśmy teraz e+ w e+ z pr"dkością stu dwudziestu kilometr#w a godzin". W niespe na p# godziny doje%d%aliśmy ju% do rogatek miasta.dziesiąt kilometr#w ączy si" z drogą prowadzącą z 4st & /era do 2usumanu.

Zatrzymaliśmy si" teraz$ a+y zaczeka. 5ogli+yśmy si" razem dotoczy.. Pito t"go & to w aśnie codziennoś. Pietia przesiad si" do nie i zza pazuc)y wyciągną jakiś wygnieciony notes. tego miasta. ?siedle nie posiada o wida. & Znam wsz"dzie troc)" wp ywowyc) ludzi$ takic)$ do kt#ryc) mo%na zawita. Do 5agadanu pozosta o nie wi"cej ni% osiemset kilometr#w. ?dnale!liśmy stacj" paliw sk adającą si" z du%ego z+iornika i r"cznej pompy. & Dam ci par" adres#w$ kt#re przydadzą si" w dalszej drodze & powiada.. /o$ to ja ju% mog" si" z to+ą po%egna. miejsca na sk adowanie odpad#w. Wystarczy$ %e powiesz$ %e przysy a ci" Peter ?sow. I po raz kolejny$ to samo wstr"tne uczucie & szkoda$ %e was ju% nigdy nie zo+acz".. Do +"dą mogli$ to to+ie pomogą & doda . Pod +lokami na drewnianyc) skrzynkac) siedzieli jacyś panowie o wyglądzie ac)udr#w.. 2usuman jest najo+rzydliwszym miejscem na ziemi$ jakie kiedykolwiek widzia em. po tym ciekawym kraju & doda . & m#wi. 2 o*ce ju% z+ieg o poza domy$ rzucając fioletowe d ugie cienie. Pr"dzej nie dawa em ci tyc) adres#w$ +o nie wiedzia em coś ty za jeden$ ale teraz jesteś dla mnie k +rat$ wi"c nie ma sprawy. 0ednak to$ co zo+aczy em tutaj$ nie mieści o si" w %adnym z tyc) przedzia #w. Ic) wyniszczone gorza ą m ode twarze kontrastowa y w spos#+ przera%ający z wyc)ud ymi cia ami o mi"śniac) w stanie atrofii.. 'ozjec)aliśmy si" w przeciwne strony. Pod tym nazwiskiem znają mnie w tyc) stronac).. Pierwszy zapisz z 5agadanu$ a drugi z 3nadyru & mo%e uda ci si" tam dojec)a. Pomi"dzy nimi gdzieniegdzie ustawione sanitariaty.. tak d ugo$ ja d ugo wystarczy mi si . Wyrzucano je prosto z okien. Poniewa% CautostradaE sko*czy a si" w 2usumanie$ . Pe no +y o tu pot uczonyc) +utelek$ puszek od konserw i wszelkic) innyc) śmieci. & /ie +ąd! smutny$ pan (operski & m#wi Pietia & tacy jak my pr"dzej czy p#!niej si" spotykają. Zdrowo si" wszyscy namac)aliśmy$ zanim z+iorniki land & ro8era zosta y zatankowane. W takiej to odra%ającej scenerii %egna em si" z Pietią$ 2aszą i (olą$ lud!mi$ z kt#rymi z ączy a mnie szczera$ +ezinteresowna przyja!*. Pami"taj$ to moi +ardzo do+rzy starzy przyjaciele$ z nimi jak ze mną.. Wsz"dzie rozsypane po ziemi st uczone +utelki i puszki od konserw lśni y teraz jak diamenty. o ka%dej porze dnia i nocy. Przejec)a em ju% prawie ca ą 'osj" i widzia em wszystko7 +ogactwo$ +ied" i u+#stwo jej mieszka*c#w.. & Uycz" ci$ %e+yś ca y i zdr#w jec)a $ a tak w og#le to wielka szkoda$ %e ty nie ruski. & 2zkoda & odpowiedzia em. >ru+y ic) ko+ierzec zalega miedzy +lokami$ widoczne +y y tylko wydeptane ście%ki prowadzące na ulice i do cuc)nącyc) pe nyc) ro+actwa Cprzy+ytk#wE. na reszt".. =rudu ic) nie da si" opisa. /a wypalonej s o*cem czarnej ziemi sta o kilkadziesiąt ruin czteropi"trowyc) +lok#w mieszkalnyc). Dojec)ali pozostali i skierowaliśmy si" w kierunku centrum miasta. Postanowi em jec)a.

W tym momencie silnik lekko si" zd awi $ ale w u amku sekundy odzyska o+roty. Po c)wili wyjec)a em na przeciwleg y +rzeg. si" do wioski$ kt#ra . Przeszed em po d!wigarac) na drugą stron" i stwierdzi em$ %e nawet pod ci"%arem cz owieka traci sta+ilnoś. Panowa a gro+owa cisza i zdziwi o mnie +ardzo$ %e nie zaszczeka nawet jeden pies.nie przemieszcza em si" w tempie takim jak uprzednio$ niemniej jednak droga +y a twarda i mog" ją zaliczy. Postanowi em cofną. Z mostu pozosta w aściwie tylko dwustumetrowy niekompletny szkielet. Dotar em do wioski 0agodnoje. -u wydarzy si" dos ownie cud@ Woda okaza a si" g "+sza ni% przypuszcza em i nim si" zorientowa em$ reflektory świeci y ju% pod wodą. 'ano okaza o si"$ %e napotkany kierowca mia racj". ?dczeka em c)wil"$ +y pracujący silnik osuszy instalacj" i nie wyc)odząc z podziwu$ ruszy em w dalszą drog". ? przeje!dzie samoc)odem nie mog o +y. i ca y si" rusza .$ jakim prawem pracuje silnik ga!nikowy zatopiony w wodzie1 Do dzisiaj nie tylko dla mnie jest to zagadką. ?ceni em ją na niez+yt g "+oką i jak zwykle wjec)a em do niej Cz marszuE. Droga wiod a przez jej środek i jec)a em wśr#d n"dznyc) staryc) drewnianyc) c)at. Dalsza trasa prowadzi a ju% wzd u% koryta rzeki. >dy otworzy em drzwi z samoc)odu wyla y si" potoki wody. do jednyc) z lepszyc)$ po jakic) porusza em si" w ostatnim miesiącu. Woda pod ciśnieniem wdziera a si" ju% przez liczne szpary do samoc)odu. 5ost +y wysoki$ a w dole + yszcza o lustro wartkiej rzeki. sytuacji$ nie +y o wi"c innego wyjścia jak poczeka. 3c)a$ przypomnia o mi si"$ %e znajduj" si" w miejscu$ o kt#rym wspomina kierowca ci"%ar#wki wo%ący materia y radioaktywne. >dzieniegdzie w oknac) widoczne +y y jarzące si" świate ka. Dzy%+y takiego zwierz"cia tutaj nie znano1 ?ko o trzeciej nad ranem miną em pasio ek D"+in$ a par" kilometr#w dalej staną em przed mostem$ kt#ry w świetle reflektor#w wygląda na jedną wielką ruin". do rana. W c)wil" p#!niej zala o mask" i zauwa%y em lustro wody na przedniej szy+ie. Dzy mo%e mi ktoś wyt umaczy. Panujące wok# ciemności nie pozwoli y oceni. =y a ju% noc$ kiedy dojec)a em do zagradzającej drog" rzeki. (o a jednak c)wyci y pod o%e i land & ro8er ponownie ruszy w stron" przeciwnego +rzegu. Wieś ze wzgl"du na por" pogrą%ona +y a we śnie. Z mapy dowiedzia em si" niewiele$ tylko tyle$ %e rzeka nazywa si" (o yma. i prąd rzeki uni#s go nieznacznie w +ok. Po c)wili samoc)#d na moment straci przyczepnoś. mowy. =y em +ardzo zm"czony$ wi"c zasną em$ opar szy tylko g ow" o kierownic". Da y pojazd parowa teraz jak lokomotywa. '#wnie% przeprawa po dnie nie wc)odzi a w rac)u+"$ poniewa% woda +y a na to za g "+oka.

4ff$ uda o si". Zatrzymuj" si"$ ostro%nie wyc)odz" i delikatnie stąpając$ przenosz" najazd#wki w nast"pne miejsce.$ tylko w niekt#ryc) miejscac) nale%a o u o%y. /ast"pnie siad em na skarpie i popijając )er+at"$ przypatrywa em si" poszczeg#lnym elementom mostu. Dzy si" nie ześlizną1 0u% przednie ko a przejec)a y$ teraz muszą si" przetoczy. 'ozpali em ognisko i ze spokojem zjad em śniadanie. Wreszcie wsiad em do samoc)odu$ w ączy em +iegi terenowe$ +y m#c jak najwolniej posuwa. & -o ju% koniec & pomyśla em$ jednocześnie przesuwając si" ca y na prawą stron". (olejny najazd$ wolno$ wolno & uda o si"@ Zn#w przenosz" najazd#wki. 5yśl" ju% o momencie upadku. 5ost wolno$ leniwie poc)yla si" na lewą stron". p ozy$ kt#re wisia y u +oku +aga%nika. Zdawa em o+ie spraw"$ %e istotną rzeczą jest ci"%ar samoc)odu$ dlatego postanowi em wszystko o z+"dne z niego wy adowa. Wa)a em si" jeszcze i kilkakrotnie przemierza em most tam i z powrotem. rozstawu k# oraz d ugoś.$ a% rzeka zamarznie$ innej rady nie ma. Pe en nadziei wr#ci em na +rzeg. 'uszam i zn#w centymetr po centymetrze.+y a niedaleko i zapyta. Zatrzymuj" si"$ wyc)odz" i sprawdzam po o%enie prawyc) k# . Wr#ci em wi"c z niczym. 6iczy si" dos ownie ka%dy kilogram. Zdją em kanistry paliwem$ opr#%ni em wszystkie skrzynie i nawet wyją em siedzenia.1 /ie$ nie da rady. Daleko w dole widz" +ystry nurt rzeki. tylne. -eraz dojec)a em do miejsca$ gdzie le%a y p ozy najazdowe. si" do przodu wjec)a em na o%e+rowanie sk adające si" ze staryc) drewnianyc) d!wigar#w. przeprawy. Wydawa o mi si"$ %e no%na go przejec)a.. . 3 mo%e jednak1 =i em si" z myślami. o inną mo%liwoś. Poszed em zn#w na most i teraz +acznie mu si" przyglądając metr po metrze przeszed em na drugą stron". 5inuty wydają si" godzinami$ jeszcze nie jestem w po owie drogi. & Do 5agadanu1 & spotkany starszy cz owiek tylko pokiwa przecząco g ową. /ie wiem$ jak d ugo tkwi em w +ezruc)u. W samą por" to uczyni em & po owa prawego ko a wisi nad przepaścią. & -rze+a czeka. Zapieram si" w ka+inie i usztywniam cia o. Zaświta a mi myśl & mo%e spr#+owa. 'aptem stop@. Wycią em d ugi kij$ po czym oznaczy em na nim szerokoś. posiadanyc) p #z.. ?d+ijam delikatnie kierownicą i wyr#wnuj" tak$ a+y o+ydwie opony ca ą swą powierzc)nią znajdowa y si" na moście. Z tak przygotowaną miarą uda em si" powt#rnie na most. 6ecz upadek nie nast"puje. (o a ledwo co si" o+raca y$ wolno$ wolno samoc)#d przesuwa si" do przodu$ +y em ca y czas wyc)ylony i dos ownie centymetr po centymetrze śledzi em miejsca najazdu k# . 6atem t"dy si" nie je!dzi & doda . Wcale si" nie +oj"$ nie ma na to czasu$ rozwa%am tylko$ w jakiej pozycji +"dzie samoc)#d$ gdy wpadnie do wody.. 6and & ro8er stoi jak sta $ tylko most jest lekko odc)ylony.. Po niespe na godzinie trasa przejazdu zosta a wytyczona$ a miejsca naj+ardziej nie+ezpieczne oznaczone zielonymi ga ązkami.

Wielokrotnie określano mnie jako ryzykanta i uświadamiano mi$ %e w czasie tej ca ej ekspedycji kilkakrotnie nara%ony +y em na utrat" %ycia. Do tego ka%dy jest nieszcz"śliwy$ +o wszyscy mają za ma o. 2poro czasu straci em jeszcze na noszenie i adowanie go$ ale wi"cej zapewne straci +ym$ czekając$ a% rzeka zamarznie. Wielokrotnie pytano mnie$ co wtedy czu em i czy si" +a em. Powsta y tu setki miejsc wydo+ycia tyc) kruszc#w$ a co za tym idzie$ setki mniejszyc) lu+ wi"kszyc) osiedli. /aprawd" w takic) momentac) cz owiek nie ma czasu na C+anie si"E. ?wszem$ +a em si"$ ale nie +y to paniczny strac). Da y czas +ezwiednie odc)ylam si" w prawo i nie mam mo%liwości sprawdzenia$ w jakim po o%eniu znajdują si" ko a..dziesiąt metr#w. W oddali widoczny +y jakiś a*cuc) g#rski. wiecznie. ="dąc w 5agadanie$ dowiedzia em si"$ %e los mieszkającyc) tam ludzi zosta ju% dawno przesądzony. 5ost si" powoli prostuje al+o mi si" tak wydaje. Do ko*ca jeszcze pi".. to taka rzecz$ %e mo%e si" przytrafi. podstawowe artyku y %ywnościowe. ?siedla te +y y +ardzo zanied+ane wr"cz w stanie ruiny$ ale jak ze zdziwieniem zauwa%y em$ +y y zamieszkane... 2top$ zn#w przestawiam p ozy$ stąpam przy tym jak +aletnica & na paluszkac). Po c)wili to ustaje. op acalne$ . W aśnie te czasy postawi y kropk" nad CiE Pomi"dzy D)andygą a 5agadanem rozciągają si" tereny$ gdzie znajdują si" +ogate pok ady z ota i innyc) szlac)etnyc) minera #w. Zatrzymuj" samoc)#d i czuj" lekkie )uśtanie w prawo i lewo. I co z tego$ koc)ani1 Wyścig ze śmiercią zaczyna si" ju% w dniu narodzin.. 5o%na odpaś. Droga przecina a teraz rozleg ą otwartą przestrze*. (toś si" o+urzy & to niemo%liwe@ W czasac) demokracji. z tego wyścigu w drodze do pracy$ w domu$ niekiedy tak%e w czasie na przyk ad ekspedycji. zawsze i ka%demu. I najwa%niejsze +y o jeszcze to$ %e po raz kolejny spad em na cztery apy. W ostatnic) latac) JdemokracjiK wydo+ycie przesta o +y./ast"pnie powoli przesuwam si" na lewą stron"$ ostro%nie nog" na sprz"g o$ pierwszy +ieg i delikatnie ruszam do przodu.. Dzi"kuj" ci$ 3niele 2tr#%u. .. Za czas#w Z2'' ludzie stamtąd mieli prac"$ a w wiejskic) sklepac) na zasadzie wypiski mo%na +y o na+y. Nmier. Doraz cz"ściej te% napotyka em r#%nej wielkości grupy +udynk#w stojącyc) samotnie na rozleg ej p aszczy!nie. t" ruin"$ przenosząc sprz"t pozostawiony na drugim +rzegu. gaz do dec)y$ ale si" opanowuj". D)c" uciec z tego miejsca jak najdalej i przec)odzą mnie ciarki na myśl$ %e jeszcze kilkakrotnie musz" przemierzy. 3le w wi"kszości ludzie tego nie pojmują i urządzają si" na tym świecie tak$ jak+y mogli %y.. Wreszcie przednie ko a naje%d%ają na piasek$ mam oc)ot" wcisną.= agam$ wytrzymaj$ moście.. Pierwszy +ieg i do przodu. 6udzie ci +owiem +yli skazani zostali na zag ad". /iekt#rzy przegrywają w nim ju% po kilku minutac)$ inni po dziesiątkac) lat. 0eszcze troc)" . Po c)wili wyc)odz" z samoc)odu i nogi si" pode mną wr"cz uginają.

2zwajcari" i Zuryc)$ a nast"pnie 5agadan.. Nledz" wzrokiem ca ą tras" od Zuryc)u do . 3le co mają zro+i. Pr#+owano jeszcze ratowa.dziesi"ciu stopni. 0est wczesny ranek. 3+y w pe ni to zrozumie.. Uywnoś. /ie dociera to jeszcze do mnie. 0est pewne$ %e ludzie %yjący w innyc) cz"ściac) 2y+erii$ tam gdzie rośnie tajga i p yną rzeki$ zawsze dadzą so+ie rad"$ tak jak ro+ili to dotyc)czas. uprawy lu+ )odowli czegokolwiek.$ %e dzieje si" to w kraju$ kt#ry szczyci si" osiągni"ciami w dziedzinie nauki i lot#w w kosmos. si"$ paląc me+le$ p#!niej ca e domy$ ale w rezultacie odwleka o to tylko i tak mającą nastąpi. Poniewa% rejon przesta +y. Diekawi mnie te% +ardzo$ r jak wygląda asfalt. Przeci"tny o+ywatel 'osji zawsze mia CprzegwizdaneE. ci ludzie1 Dzy opisany tu przypadek jest jedyny1 Pod wiecz#r zatrzymuj" si" w po+li%u miejscowości 5jakit i jestem ju% pewien$ %e jutro dojad" do 5agadanu. =iedne c)a upiny ogrzewane +y y prądem$ +o drzewostan w tym rejonie nie istnieje$ wi"c opalanie drewnem nie wc)odzi w rac)u+". /awet jak delikwent +"dzie mia prac"$ to za miesi"czne wynagrodzenie otrzyma cztery kilogramy cukru i mo%e jeszcze na jedno jajko mu wystarczy. na map" świata$ znale!. doc)odowy$ zaniec)ano zaopatrywania tyc) osiedli$ kt#% +owiem +"dzie za to p aci 1 Uywi. -o tylko trzysta kilometr#w. '#wnie% ludnoś. -eraz za demokracji ma do tego prawo$ c#%$ kiedy zosta a tak jak w opisanyc) przypadkac) skazana na zag ad". darmozjad#w1 ?d ączono r#wnie% energi" elektryczną$ +o nikt za nią nie p aci .. 0u% pierwszej zimy dosz o do tragicznyc) zgon#w. /ikt te% nie pomyśla $ %e zima w tym rejonie trwa osiem miesi"cy$ a temperatury doc)odzą do minus pi". Dzy mo%na w takim miejscu %y. Za czas#w komunistycznyc) jednostka ludzka %y a nie dlatego$ %e mia a do tego prawo$ lecz istnia a dlatego$ %e +y a tolerowana.poniewa% ceny z ota na rynku światowym spad y drastycznie.1 I pomyśle. Zamkni"to wi"c nierentowne przedsi"+iorstwa wydo+ywcze i w ten spos#+ tysiące ludzi pozosta o +ez sta ego doc)odu. oraz inne artyku y dostarczano tu swego czasu drogą lotniczą. Zresztą niec) oso+a pytająca spr#+uje tylko miesiąc pomieszka.. /asuwa si" pytanie$ dlaczego ci ludzie nie przeniosą si" w inne miejsce. Dlatego$ poniewa% nie posiadają pieni"dzy i nigdy ic) nie posiadali$ +o nawet swoje wynagrodzenie od+ierali w postaci towaru. +ez pracy i pieni"dzy w dowolnym kraju$ gdzie jedno jajko kosztuje dwa dolary$ a kilogram cukru dwanaście dolar#w. tragedi". 2iedz" na masce land & ro8era$ a na kolanac) moic) spoczywa I atlas świata. Diagnoza7 g #d i zimno. /a domiar z ego g#rzysto & stepowy teren oraz klimat wykluczy y mo%liwoś. mieszkająca w miastac) mniej odczuje zac)odzące przemiany$ +o %ycie w du%yc) skupiskac) ludzkic) stwarza inne mo%liwości przetrwania. 6as dostarczy po%ywienia i drewna na opa $ rzeki czystej wody i ry+. nale%y spojrze. Dzie* dzisiejszy +y dla mnie dniem +ardzo donios ym.

5iasto 5agadan posiada o$ niestety$ tylko t" jedną dojazdową drog". -akiego samoc)odu jeszcze w mieście nikt nie widzia .. 5iasto t"tni %yciem... 5ija jednak jeszcze godzina$ nim wyje%d%am na szeroką twardą drog". /a ulicac) du%o japo*skic) samoc)od#w$ panuje og#lny zgie k. mi si" nie c)ce$ %e uda o mi si" ją pokona. Dojec)ali do mnie$ zawr#cili i pozdrawiając mnie$ z piskiem opon ruszyli w drog" powrotną do miasta. Powiadają$ %e pogo* za szcz"ściem jest przewa%nie +ezcelowa$ ale warto dla niej poświ"ci. Wieś wygląda$ jak+y przeszed przez nią )uragan. 2zerokie ulice$ zielone skwerki$ wsz"dzie czysto i sc)ludnie. 0azda wi"c & do 5agadanu@ Piaszczysty szlak wije si" serpentynami wśr#d nagic)$ I rzadko porośni"tyc) z+oczy g#r... Zrozumia em$ %e dla nic) +y a to wycieczka. cud#w. . 0ednak nie ma najmniejszego znaczenia.. Po prostu c)cie. Dzisiejszego ranka wiem$ %e ci$ co tak m#wią$ mają racj"... Pozosta y stukilometrowy odcinek przed u%y si" nieco w czasie$ poniewa% +eton nie+awem si" sko*czy i zaczą si" +ardzo pofa dowany asfalt. 6and & ro8er wz+udza zas u%oną sensacj". 5ijam miejscowoś. /iestety$ i jest to +eton$ a nie asfalt.. /ie zaprzątam jednak so+ie tym g owy$ +o przecie%. Prawdą jednak jest$ %e cz owiek mo%e dokona. 2iedzia +ym nie wiadomo jak d ugo$ gdy+y nie samoc)#d oso+owy$ kt#ry nadjec)a od strony 5agadanu.. wolno$ gdy% przy pr#+ie szy+szej jazdy land & ro8er szy+owa w powietrzu$ z trzaskiem spadając na ko a. Zatrzyma em samoc)#d$ wysiad em z niego i usiad em na środku drogi. %ycie. 3tka.5agadanu i wierzy. Uar leje si" z nie+a$ a mijane coraz cz"ściej pojazdy I wzniecają taką fal" kurzu$ %e jazda od+ywa si" praktycznie po omacku. 5o%e c)odzi. =y em dos ownie wzruszony. (ilkanaście kilometr#w dalej zauwa%am drugie lotnisko$ stojące na nim )elikoptery i znane wszystkim CantkiE..dziesiąt pączk#w lu+ dojec)a. Pierwsze wra%enie & to miasto podo+ne jest do >dyni. I naraz sto pi". /a ulicac) m ode twarze$ wszyscy gustownie Cpo zac)odniemuE u+rani.. Dzyściutka +ia a toyota camry$ a w niej c) opak i dziewczyna. 5usia em wi"c jec)a. & reszta to 4prawa szcz"ścia.uropy c o 5agadanu. /ajwa%niejsze c)cie. Za par" godzin +"d" ju% +araszkowa w falac) 5orza it ?c)ockiego. to m#c.. 0edna wielka ruina. Wtopiony ju% w ruc) uliczny$ prostą$ r#wną arterią doje%d%am do centrum... Po prawej stronie zauwa%y em du%e lotnisko. Wreszcie wyje%d%am na wzniesienie$ a w dole widz" szeroką$ + "kitną wst"g" morza oraz miasto & to 5agadan@ 5ijam posterunek >3I i widz" zdziwione twarze stojącyc) przy nim milicjant#w. z . po roz%arzonyc) w"glac)$ zjeś. % niedaleko asfalt. 0eden ko o drugiego sta y ustawione wielkie samoloty pasa%erskie. 0ak marynarz wypatruje lądu$ tak ja wypatrywa em miasta. Wszystko jest I w zasi"gu jego mo%liwości.

(o+ieta zostawi a mnie samego i o+ieca a$ %e przyjdzie po mnie$ gdy wszystko +"dzie gotowe.. 0u% si" zaczyna. Po c)wili wraca i sk ada mi gratulacje. pojazdu. & /ie c)cia +ym sprawia. & pomyśla em.$ po czym odpina od swojego munduru jakiś znaczek i przypina mi do +luzy. ?+awia si" przy tym nie tyle o samoc)#d$ co o jego zawartoś. =rudu wrośni"tego w cia o nie da o si" usuną..$ %e jestem czysty. +y o$ %e te% z niego kawa zawadiaki. & 0akiego k opotu$ ju% przygotowaliśmy dla cie+ie mieszkanie. & Prosz" mnie Cpod)olowa. /ieopodal zauwa%am stojące taks#wki. 6epiej nie & pomyśla em. -en jednak si" uśmiec)a i m#wi$ %e od takic) niecodziennyc) gości to pieni"dzy nie przyjmuje. /ikolaj Iwanowicz zaproponowa $ a+y samoc)#d odstawi. & 0eszcze si" zo+aczymy & m#wi na odc)odnym i odje%d%a. & 3$ pan od Pietii1 Prosz" +ardzo do środka & wita mnie ko+ieta w średnim wieku. (iwa na po%egnanie r"ką i odje%d%a. Po c)wili podje%d%a do nas samoc)#d milicyjny.E pod ten adres & zwracam si" do kierowcy$ podając mu nazw" ulicy. na parking strze%ony. & 2amoc)odem z 5agadanu i tak nigdzie nie . 2toi jeszcze c)wil"$ nie wiedząc co ze so+ą zro+i. 5ia niesamowite poczucie )umoru i g"+a śmia a mu si" ca y czas.. D)od!my tam zaraz$ troc)" si" umyjesz$ a wieczorem zapraszamy do nas na kolacj" & powiedzia a i ruszy a przodem.. Wraca do swojego gazika i coś melduje przez kr#tkofal#wk". =y średniego wzrostu i na pierwszy rzut oka wida. & Ile p ac"1 & pytam taks#wkarza. 5 ody milicjant wyskakuje z niego$ zatrzymuje si" przy land & ro8erze i cedząc syla+y$ odczytuje napis umieszczony na ta+licy. & 5"%a nie ma w domu$ jest w +iurze$ ale za par" godzin si" zjawi & powiada. Wieczorem przyszed po mnie gospodarz. 5ieszkanie +y o dwupokojowe i nie +y o w nim specjalnego komfortu$ ale za to +y a wanna i gorąca woda@@@ -roc)" o+awia em si" o samoc)#d & ustawi em go pod +lokiem tak$ +y +y widoczny z okien. Dzieci mia y za+aw"$ a ja +y em spokojny o zawartoś. Pietia wczoraj do nas dzwoni i uprzedzi o pana przyje!dzie. 5ieszkanie znajdowa o si" par" +lok#w dalej. Wok# samoc)odu ze+ra si" t umek dzieci$ wi"c poleci em im$ a+y wy+ra y spośr#d sie+ie pierwszego sekretarza czy tam komendanta & jak wolą & i zaj" y si" pilnowaniem samoc)odu. Doda em te%$ %e w poje!dzie znajdują si" +ardzo tajne rzeczy.Parkuj" ko o du%ego gmac)u poczty$ nowoczesnej arc)itekturze. & CZuric) & 2y+eria & 3laska & Danada & /ew YorkE. za pierwszym razem$ wielokrotnie wi"c zmienia em wod" w wannie i dopiero po kt#rymś z kolejnyc) za+ieg#w mog em stwierdzi. Po c)wili wje%d%amy na du%e osiedle mieszkaniowe i zatrzymujemy si" przed wskazanym numerem domu. & /iko aj Iwanowicz & przedstawi si". k opotu & m#wi" & c)odzi mi tylko o troc)" informacji..

Z rozmowy wynik o$ %e /iko aj Iwanowicz jest przedsi"+iorcą ca ą g"+ą. -owary g #wnie poc)odzenia c)i*skiego i . ?dwiedziny zako*czy y si" p#!ną nocą$ a rozstając si"$ ściskaliśmy si" ju% jak +racia.. so+ie will"$ ma ju% plany$ a na drugi rok ruszy +udowa.. & D)wali ci" i powiedzia $ %e +ardzo mu w drodze pomog eś.. jak sie+ie samego$ wi"c w czym +"dziemy mogli +y... potraw na pewno przewy%sza a menu$ jakie oferowa 7 nam jakuccy mafiozi. & Poza tym & ciągną gospodarz & trze+a opracowa. na CtyH i rozla szampana7 & -o za tw#j sukces i za mi e spotkanie. (aza cie+ie ugości. 3 teraz na zdrowie & wzni#s toast /iko aj Iwanowicz. W ka%dym zau ku kwit )andel uliczny. =y o nazwisko redaktora i numer telefonu.. ?dstawiliśmy land & ro8era na parking$ po czym udaliśmy si" do domu.ucieknie$ no c)y+a$ %e takim.$ tylko wypoczywa. & Przesadza & odpar em. Wszystkie koszty związane z twoim po+ytem w mieście +ior" na sie+ie. Posiada swoją firm"$ wielkie magazyny i mia szerokie znajomości. Pomyśla em$ %e mam inne wa%niejsze sprawy na g owie ni% wyst"py w magada*skiej telewizji$ ale kartk" sc)owa em do kieszeni. & doda na zako*czenie.. & Pietia jest dla nas wi"cej ni% rodzina i skoro on m#wi$ %e pomog eś$ to tak musia o +y. >ospodarz zaproponowa $ a+y od razu przejś.. & 3ni mru & mru & doda $ gdy c)cia em zaprotestowa. jak za tydzie*. Praktycznie trzyma w r"ku okoliczny )andel ry+ami$ kawiorem i najr#%niejszymi innymi rzeczami. -eraz o niczym nie myśle. pomocni$ to prosz" śmia o m#wi. '#%norodnoś. Dziwny smak ma w#dka pita z kieliszk#w. Da y dzie* kr"ci em si" po mieście i przygląda em si" %yciu jego mieszka*c#w. '#wnie% jedzenie ze sto u ma sw#j urok. /ast"pnego dnia poszed em po coś do samoc)odu i za wycieraczką znalaz em kartk"$ z kt#rej dowiedzia em si"$ %e zaprasza mnie do sie+ie telewizja magada*ska. & poprawi si" zaraz$ widząc$ %e c)c" zaprotestowa. ?d razu zaznaczy $ %e z 5agadanu nie wypuści mnie pr"dzej. Weszliśmy do mieszkania i oczom moim ukaza si" zastawiony CweselnieE st# . 5ieszkanie +y o urządzone wr"cz komfortowo$ a na centralnym miejscu dominowa zac)odni sprz"t elektroniczny w postaci wie%y z kolumnami i wielkiego telewizora C2onyE. twoją dalszą marszrut"$ a to atwe nie +"dzie$ +o drogą lądową nikt si" nie porusza w tym kierunku.. 3le na wszystko przyjdzie czas..... & Pietia dzwoni do nas wczoraj wieczorem & powiedzia gospodarz miedzy k"sami. 0ako pierwszy mieszkaniec 5agadanu postanowi wy+udowa. & 2amoc)#d do przeglądu$ (atia zro+i ci pranie$ a ty masz tylko odpoczywa. (atia$ +o tak mia a na imi" %ona gospodarza$ zaprosi a wszystkic) do sto u..

stanowili prominenci tego stutysi"cznego miasta z komendantem milicji na czele. Da e osiedle przypomina o do+rze wyposa%one koszary. /ast"pnego dnia przed po udniem poszed em na spotkanie z ekipą filmową telewizji magada*skiej. land & ro8era. Po programie podarowa em wr"czone mi kwiaty dok adnie tym samym paniom$ ... =y y to jedyne moje rzeczy$ kt#re zac)owa y si" jeszcze w ca ości oraz +y y w miar" czyste. Wśr#d znajomyc) gospodarza wi"kszoś. Buśtawki i karuzele to wymys Cdurnyc) kapitalist#w ze zgni ego Zac)oduE.. & Wczoraj przy+y do 5agadanu niecodzienny goś. /ie$ nie +y o tam karuzel i )uśtawek. P#!niej przez pi"tnaście minut zadawa r#%ne pytania$ na kt#re ja odpowiada em.. =y y tam prawdziwe czo gi$ armaty$ samoloty odrzutowe i wieloraki inny sprz"t wojskowy.japo*skiego. Pietii$ jak ten si" kiedyś pojawi. Proponowano$ a+ym wjec)a do miasta i zn#w udawa idiot"$ ale nie zgodzi em si"$ t umacząc$ %e jestem na to za czysty i za adnie u+rany. Powiedziano mi p#!niej$ %e takie place za+aw istnieją na terenie wszystkic) wi"kszyc) miast$ c)odzi o to +y$ dzieci dorasta y wśr#d tego rodzaju urządze*. /ikt w to uj"cie i tak +y nie uwierzy . 2cenariusz mia +y. /a ko*cu dwie adne panie wr"czy y mi kwiaty i %yczy y w imieniu wszystkic) mieszka*c#w szcz"śliwego dojazdu do /owego 0orku. samoc)odem po pijanemu. ?czywiście z wszystkimi wypi em C+rudziaE$ a komendant szepną mi czule na uc)o$ %e mog" je!dzi. Przyznano mi racj" i sko*czy o si" na sfilmowaniu land & ro8era. 5ia em wystąpi. Przypominam so+ie moje zdziwienie$ kiedy zaw"drowa em na jakieś du%e osiedle mieszkaniowe i zo+aczy em$ jak wygląda w 5agadanie dzieci"cy plac za+aw. Przed po udniem natomiast ekipa mia a sfilmowa. =ro* +y a Cpod parąE$ gdy% +awiące si" tam dzieci z atwością o+raca y wie%ami czo g#w i ca ymi dzia ami. /aj+ardziej cieszy si" z tego /iko aj Iwanowicz$ poniewa%$ jak$ powiada nagra mnie na wideo i +"dzie m#g pokaza. W studiu zdziwiono si" troc)" moim wyglądem$ poniewa% sądzono$ %e wystąpi" przynajmniej w garniturze$ ja natomiast u+rany +y em w czerwoną kurtk" i d%insowe spodnie. Wieczorem$ zgodnie z umową$ spotka em si" z /iko ajem Iwanowiczem$ kt#ry przedstawi mnie swoim znajomym. podo+ny do tego$ jaki +y w /owosy+irsku. Uadnej r#%norodności$ jest tylko par" artyku #w i wszyscy )andlują tym samym. & zaczą spiker i przedstawi moją oso+". Przyjrza em si" dok adniej i zauwa%y em$ %e do tyc) Cza+awekE pod ączony +y prąd elektryczny i dlatego wszystko tak sprawnie funkcjonowa o. nazajutrz$ zaraz po wieczornyc) wiadomościac).. Wieczorem przys ano samoc)#d$ kt#ry zawi#z mnie do siedzi+y telewizji. =y wśr#d nic) prezes (omercyjnej -elewizji 5agada*skiej i w ten spos#+ sprawa wywiadu ze mną przed kamerami zosta a przesądzona.

=y w średnim wieku$ postawnej +udowy i posiada urod" typowego 3zjaty.. Pietrow starszy +rodaty pan$ kt#ry jako jedyny przy+y na uroczystoś. & -o ty jesteś ten facet z telewizji & spyta $ twierdząc raczej. w garniturze.. & powiedzia . & 5amy w 5agadanie taki sw#j klu+ skupiający ludzi niesamowityc) ludzi$ kt#rzy ju% coś podo+nego jak ty dokonali. Pewnego wieczoru zaczepi mnie na ulicy jakiś nieznajomy. nowe Cni8oskieE opony. ?+ecnie planuje lot z /owej Ziemi do (anady przez +iegun p# nocny. Poznawa em wszystkic) kolejno7 0urij (iratow$ pilot samolotowy znany w ca ej 'osji$ powodem kt#rego dumy +y fakt$ %e samotnie kilkukrotnie przelecia dooko a świata ma ym sportowym samolotem. & Z c)"cią & odpowiedzia em. swoją pozycj" wzgl"dem centrum. /azajutrz o określonej porze stawi em si" na miejscu spotkania. Wymieni em olej$ świece i sprawdzi em wszystkie śru+y i mocowania. & Wiktor Uurin & przedstawi si"$ podając mi r"k". W centralnym punkcie miasta znajduje si" du%e rondo$ a na nim stoi wielki maszt anteny telewizyjnej$ doskonale widoczny z ka%dego punktu miasta. -ylko raz w parku miejskim mnie nie poznano i o ma o nie dosta +ym po pysku. 6udzie pozdrawiali mnie na ulicy. Dzi"ki temu zawsze mo%na dok adnie określi. Wiktor przyszed jeszcze z jednym facetem$ kt#ry przedstawi si" jako Wo odia.kt#re mi je na wizji wr"cza y i uda em si" do domu. =y em nią$ niestety$ tylko wtedy$ gdy mia em na so+ie czerwoną kurtk"$ kt#ra +y a jedyną tego koloru w mieście.. Poniewa% ic) klu+ znajdowa si" niedaleko$ udaliśmy si" tam pieszo. /a miejscu zasta em par"naście os#+ oraz st# zastawiony do li+acji. (lu+ mieści si" w jednej z sal +udynku kinoteatru. Do klu+u zg oszony i przyj"ty$ poniewa% prze%y zim" w tajdze$ nie posiadając . & (iedy i o kt#rej godzinie1 & 2potkajmy si" jutro o dziewi"tnastej tutaj pod CantenkąE & odpowiedzia poznany i wskaza r"ką na wielką anten" telewizyjną stojącą na rondzie. Postanowi em jeszcze dwa dni pozosta. Poprosi em r#wnie% jednego z pracownik#w$ a+y dowiedzia si"$ gdzie mog" na+y. si" w kwestii mojej dalszej marszruty. w mieście$ gdy% nowo poznani o+iecali zorientowa. >dy ju% si" z wszystkim upora em$ umy em si" i z +raku zaj"cia pomaszerowa em w miasto. W 5agadanie jest +ardzo trudno po+ ądzi. & Do+rze$ %e ci" spotka em$ +o w aśnie staraliśmy si" do cie+ie dotrze. ="dzie nam mi o jak zaszczycisz swą o+ecnością nasze spotkanie. 6udzie ci na pewno nie mieli telewizor#w & pomyśla em. -aks#wkarze wozili mnie za darmo. Aryzjer nie wzią pieni"dzy za strzy%enie. Dzi"ki swojemu wystąpieniu telewizyjnemu sta em si" postacią znaną w 5agadanie. /azajutrz zają em si" land & ro8erem$ kt#ry ze strze%onego parkingu przeprowadzi em do przedsi"+iorstwa mojego gospodarza.

. Wyrok taki otrzyma $ +o jak sam przyzna $ znalaz kiedyś w pa*stwowej kopalni za du%y kawa ek z ota. Pewnego dnia zesp# przemieści si" )elikopterem w inne miejsce i nie doliczono si"$ %e +rakuje jednego pracownika.... ?ko o czwartej nad ranem Wiktor oświadczy $ %e razem z Wo odią są pilotami i przepraszają +ardzo$ ale teraz muszą si" godzink" zdrzemną. Pietrow pracowa w tajdze wraz z grupą geolog#w.. 2talina przynios a mu u askawienie i zamian" wyroku. Dosta ju% od partii pośmiertne odznaczenie.$ %e wszyscy go +ardzo szanowali. 0ednym z epizod#w +y dziesi"cioletni po+yt w celi śmierci. 2tarszy$ +rodaty cz owiek$ kt#ry liczy gru+o ponad sześ. Nwiat dowiaduje si" o +ogatyc) prominentac)$ kt#rzy w o+stawie tu+ylc#w i asyście dziesi"ciooso+owej ekipy filmowej pop ywali motor#wką po rzekac) d%ungli amazo*skiej. CDziadE +y wyrocznią dotyczącą wszystkiego$ a w szczeg#lności tajgi$ kt#rą zna jak %aden inny myśliwy.$ poniewa% o sz#stej rano startują. Doda jeszcze$ %e +ardzo si" na mnie pogniewają$ je%eli . =y o jeszcze wielu innyc)$ a ka%dy z nic) dokona czegoś specjalnego. W wi"kszości oni udzielają p#!niej wywiad#w przed kamerami telewizyjnymi$ a wszyscy mianują ic) podr#%nikami.przy so+ie nawet scyzoryka. =y o wida. -ymczasem Cze+ranieE przeciągn" o si" i nikt si" nie spostrzeg $ jak na dworze zacz" o ju% świta. ?+iady dowo%ono im oczywiście )elikopterami. Bistoria jego %ycia to materia na gru+ą powieś. 0edni sc)odzili w g ą+ wulkan#w$ inni w naj+ardziej ekstremalnyc) warunkac) zdo+ywali szczyty nie do zdo+ycia. i powsta a+y pi"kna powieś.dziesiątk". o losac) cz owieka. (a%dy opowiada swoje przygody i prze%ycia$ a )istorie te +y y tak fascynujące i niesamowite$ %e nale%a o je tylko spisa. Pietrow feralnego dnia oddali si" po prostu na d u%szy spacer... 0ednog ośnie przeg osowano spraw" przyj"cia mnie do klu+u i po oficjalnej ceremonii zacz" a si" prawdziwa m"ska li+acja. Dopiero śmier. Da e zaopatrzenie i sprz"t Codfrun" oE wraz z grupą$ a on pozosta w tajdze tak jak sta $ a +y a ju% p#!na jesie*. 0ednak niekoronowanym kr#lem ca ego tego +ractwa +y CDziadE. Zagadką jeszcze zosta o czego dokonali Wiktor i Wo odia$ kt#rzy mnie tutaj zaprosili$ ale o tym dowiedzia em si" p#!niej i to przez przypadek. /a +iegunie +yli ju% prawie wszyscy$ a jeden dojec)a tam nawet na rowerze.. o zmaganiac) cz owieka z losem i przyrodą... -ak si" przedstawi i tak go wszyscy nazywali. Początkowo nie wszystko wydawa o mi si" prawdopodo+ne i podejrzewa em nawet$ %e wypity alko)ol podzia a skutecznie na wyo+ra!ni" opowiadającyc)$ ale p#!niej z zupe nie innyc) !r#de dowiedzia em si"$ %e wszystko co tego wieczoru us ysza em$ +y o szczerą prawdą.. Nwiat o tyc) ludziac) nic nie wie i na pewno si" nie dowie$ a tylko dlatego$ %e są 'osjanami i nie mają pieni"dzy i mo%liwości$ a+y światu to powiedzie. Po czterec) miesiącac) + ądzenia dotar do jakiejś wioski..

2prz"t otrzymali oczywiście za jakąś tam sym+oliczną sp at".. >dy si" dok adniej przyjrza em$ zo+aczy em r#wnie% ączenia$ gdzie miejsce śru+ zast"powa skr"cony drut.. /iestety$ ju% w godzin" p#!niej wiedzia em$ %e to nie dowcip i nie+awem startujemy. /ie wiem$ czy c)odzi o o w"%yk$ czy samolot.. i inne artyku y do miejscowości$ gdzie nie +y o dojazdu drogą wodną lu+ lądową. Poniewa% siedzenia dla pasa%er#w +y y zdemontowane$ usiad em wi"c na stercie karton#w i skrzynek. P# godziny p#!niej +yliśmy ju% przy samolocie. Dopiero )a as pracującego silnika uświadomi mi w pe ni$ gdzie si" znajduj" i co ma nie+awem nastąpi. Witia dalej pracuje w C3reoflocieE$ a u nic) w sp# ce po prostu dora+ia. i taki kapitan & pomyśla em.... ?+aj +yli nieprzytomni i wyglądali o wiele gorzej ni% przed godziną.. Z rozmowy wynika o$ %e w związku z og#lną prywatyzacją samoloty nie nale%ą ju% do C3erof otuE$ tylko do nowo powsta ej sp# ki$ w kt#rej on jest wiceprezesem. do sie+ie wypili po p# szklanki w#dki i zam#wili samoc)#d z lotniska. Witia ockną si" pierwszy i o+udzi Wo odi". /a dzisiaj przewidywano osiem godzin lotu z pi"cioma lądowaniami. ?druc)owo spojrza em na lewą stron" i zo+aczy em Witi" śpiącego z g ową opartą na wolancie. 2ądzi em$ %e to dowcip$ wi"c na proponowaną przygod" oc)oczo si" zgodzi em. Wiem tylko$ %e za o%ono szlauc) +ez %adnego za+ezpieczenia i to mnie naj+ardziej w tej c)wili niepokoi o.. =y to dwup atowiec C3/ & OE.dzisiaj z nimi nie polec". ?+aj rozpoczynali nauk" latania i doszli do dyplom#w kapita*skic).. Wo odia wyją z kieszeni p# metrowej d ugości przew#d gumowy$ otworzy jakieś klapki pod silnikiem i zamontowa go w odpowiednim miejscu.. Dowiedzia em si"$ %e to w"%yk od paliwa$ kt#ry zawsze za+ierają z so+ą$ a+y nikt nie ukrad . z w#dką. & (t#ry z nas pierwszy siądzie z lewej strony$ ten w danym dniu dowodzi & doda Wo odia. ?+ieca przy tym$ %e prze%yj" wielką przygod". Poniewa% oczekiwaliśmy jeszcze samoc)odu z pocztą$ Wo odia opowiedzia mi troc)" wi"cej o tej instytucji lotniczej. 5o%e +y. /a co dzie* jest dow#dcą C3/ & 9OE$ wielkiego transportowca$ kt#ry o+ecnie stoi na tym drugim$ wi"kszym lotnisku. Wreszcie dowieziono poczt". rol" transportowca dostarczającego %ywnoś. Wytrze!wia em momentalnie i ju% szykowa em si" do ucieczki$ ale samolot . 3+y dojś.. W osy d"+a mi stan" y$ kiedy znalaz em si" w środku samolotu7 Zauwa%y em +owiem$ %e ci"g a prowadzące do usterzenia$ kt#re prze+iega y pod sufitem$ są za+ezpieczone 2amolot pe ni powyginanymi$ zardzewia ymi gwo!dziami.. Witia si" o+udzi i uruc)omiono silnik. ?kaza o si"$ %e samolot jest ju% za adowany i mo%na startowa.

rozpoczą ko owanie. ?+serwowa em teraz moic) zuc)#w$ operującyc) prze ącznikami i kr"cącyc) jakimiś zaworami. Wyjrza em przez okrąg e okienko i zo+aczy em$ %e w prawym kole nie ma w og#le powietrza. Wa)a em si" c)wil"$ czy ic) o tym poinformowa,$ ale przyją em postaw" +ierną$ godząc si" ju% ze śmiercią... Zaczą si" roz+ieg. Wszystko si" trz"s o$ a poustawiane nied+ale kartony przewr#ci y si" i po pod odze posypa y si" konserwy$ zagradzając drog" do wyjścia. Po c)wili samolot si" wyprostowa $ a nast"pnie wzni#s w powietrze. /a ten moment czeka tylko Wo odia. Zdją z uszu s uc)awki i wyszed z ka+iny. Zaprosi mnie na prawy fotel$ a sam zro+i so+ie pos anie na kartonac). >dy po c)wili si" o+ejrza em$ c)rapa ju% smacznie. Witia gestami zaprosi mnie do pilotowania samolotu$ lecz grzecznie podzi"kowa em za zaproszenie. 2iedzia em teraz jak na ig ac) i patrzy em na oddalającą si" ziemi" i dyskretnie na kondycj" fizyczną pilotującego Wiktora. 2amolot wykona niez+yt g "+oki zakr"t i Witia oznajmi $ %e jesteśmy ju% na kursie. -rasy są sta e i zna je na pami",$ dlatego nie potrze+uje mapy & powiedzia $ gdy zapyta em$ czy wie$ dokąd lecimy... W porannym s o*cu z wysokości roztacza y si" przepi"kne widoki. 6ecieliśmy teraz nad g#rami$ a drogowskazem naszym +y a jakaś rzeka p ynąca w dole. W oszklonej ka+inie zro+i o si" przyjemnie ciep o. Witia jednak uc)yli okienko i do środka wlecia o zimne$ rześkie powietrze. /ie na wiele jednak si" to zda o$ gdy% Wiktorowi coraz cz"ściej zaczyna y opada, powieki. 2tara em si" +awi, go rozmową$ ale ogarn" a go śpiączka i nie kontynuowa zacz"tyc) temat#w. ?ckną si" za kt#rymś razem wyra!nie ju% zdenerwowany i poleci mi$ +ym przeszed na ty samolotu i przyni#s +utelk" z w#dką. & 0ak nie kropn" jednego$ to zaraz zasn" & oznajmi . Zawa)a em si"$ ale widząc$ %e nie ma innego wyjścia$ przeciskam si" mi"dzy konserwami i przynosz" w#dk". Po drodze stara em si" o+udzi, Wo odi"$ to ten tylko coś mrukną i przewr#ci si" na drugi +ok. -o ju% naprawd" koniec & pomyśla em. Witia kropną p#l szklany i natyc)miast si" o%ywi . Wracają mu kolory twarzy i po c)wili wygląda jak+y dopiero co wsta #%ka po do+rze przespanej nocy. 'ozgląda si" teraz po terenie$ koryguje nieznacznie kurs i wydaje si" zadowolony. Poleca wreszcie$ +ym o+udzi Wo odi". Zaraz +"dziemy lądowali$ a poniewa% na pok adzie jest pasa%er$ przepisy tego wymagają$ a+y stery trzyma o dw#c) pilot#w. Wo odia na )as o ClądujemyE natyc)miast zjawia si" ka+inie. Po c)wili CsiadamyE na %wirowym pasie. 2amolot jest ju% tu oczekiwany. (ilka os#+ zaj" o si" roz adunkiem cz"ści towaru$ a pilot#w i mnie zaproszono do +liskiej c)aty. ? zgrozo@ & na stole pojawi a si" w#dka... D)y+a pozostan" w tej wsi pomyśla em. 3lko)ol podzia a jednak leczniczo$ +o o+aj piloci poczuli si" rześko lawet so+ie podśpiewywali. Po niespe na godzinie +yliśmy

zn#w w powietrzu. (olejna wioska$ wy adunek$ p# litra z mieszka*cami i dalej w przestworza. Par" minut po osiemnastej wylądowaliśmy szcz"śliwie z powrotem w 5agadanie. ?czywiście mowy nie +y o$ a+ym poszed w swoją stron". 0estem zaproszony do Wiktora do domu i sprawa nie podlega dyskusji. Wo odia mieszka w tej samej klatce$ w og#le ca y +lok przy ulicy >agarina zamieszkany jest przez pilot#w. Zadzwoni em /iko aja Iwanowicza$ +y si" nie denerwowa moją nieo+ecnością i poinformowa em gdzie si" o+ecnie znajduj". ?kaza o si"$ %e zna wszystkic) doskonale. Powiedzia jeszcze$ %e mu przykro$ ale nie mo%e zdo+y, %adnyc) informacji co do dalszej mojej trasy$ poniewa% nikt nigdy nie wypuszcza si" tam samoc)odem. 2ą g#ry$ tylko tyle wie i radzi porozmawia, na ten temat z pilotami. 4zgodniliśmy$ %e skontaktujemy ze so+ą jutro. Wieczorem u Wiktora ze+ra o si" spore grono pilot#w. > #wnym tematem sta a moja dalsza trasa. Zdania +y y +ardzo podzielone i w aściwie nic z rozmowy wynik o. Dopiero Wiktor zaproponowa $ a+ym jutro polecia z za ogą lecącą tamtym kierunku i sam zo+aczy z g#ry$ jak to wygląda. Wszyscy zgodzili si"$ %e jest to najrozsądniejsze rozwiązanie. Piloci o+iecali te%$ %e dostarczą mi mapy CdwusetkiE. Prosili jednak$ a+ym nie c)wali si" nimi$ a przed wjazdem do 423 prostu je spali . & 5apy w 'osji to +ardzo śliska sprawa & t umaczy Witia. ?+ieca em wi"c$ %e mapy zniszcz". /ast"pnie oświadczono uroczyście$ %e na świecie jest tylko jeden jedyny pilot$ kt#ry nie pije$ a jest nim Cautomatyczny pilotE. -eraz ca e grono Cpodnie+nyc) rycerzyE oc)oczo ze+ra o si" za opr#%nianie +utelek... 2potkanie wi"c zako*czy o si" p#!no w nocy. /azajutrz oko o si#dmej rano +yliśmy ju% na lotnisku$ ale okaza o si"$ %e dzisiaj %aden samolot w tamtym kierunku nie leci. Witia jeszcze gdzieś telefonowa i pyta $ ale nic z tego nie wynik o. Wreszcie uzgodnili z Wo odia$ %e polecą specjalnie ze mną. - umaczy em$ %e nie ma takiej potrze+y$ ale si" uparli i lecą... W tym czasie studiowa em kilkanaście arkuszy map$ kt#re przedstawia y teren a% po samą Dieśnin" =eringa. Wo odia pokaza mi$ jak oznaczone są tereny zakazane$ gdzie im nie wolno lata,$ a mi tym +ardziej porusza, si" samoc)odem. Zauwa%y em$ %e czym +li%ej 423$ teren#w tyc) jest coraz wi"cej$ a sam Przylądek Die%niewa jest ju% praktycznie ca kowicie zakazany. Wiadomo +y o$ %e są to tereny wojskowe. Poniewa% z 5agadanu do miejscowości ?msukczan prowadzi a jeszcze droga$ wi"c penetracj" terenu postanowiliśmy rozpoczą, w aśnie od niej. Witia ustali na mapie kurs$ zro+i o+liczenia$ ustawi %yrokompas i wystartowaliśmy. =y a dziesiąta rano. Po dw#c) godzinac) i pi"ciu minutac) lotu znajdowaliśmy si" ju% nad a*cuc)em >#r ?msukcza*skic)$ kt#re z lotu ptaka wydawa y si" +ardzo

zaokrąglone$ zielonkawe$ jak+y porośni"te dro+ną roślinnością Dos ownie par" minut p#!niej zo+aczyliśmy wiosk" ?msukczan. -utaj ko*czy si" piaszczysty trakt prowadzący z 5agadanu. Wiktor skierowa teraz samolot na kierunek wsc)odni i dos ownie po paru minutac) dolecieliśmy do rzeki 2ugoj. -eraz o+aj piloci zacz"li si" popisywa, umiej"tnościami pilota%u 'o+ili Cg#rkiE i g "+okie zakr"ty$ a na deser zafundowali mi lot koszący tu% nad samą wodą. Przy pr"dkości ponad dwustu kilometr#w na godzin" wszystko ucieka o mi sprzed oczu i trudno +y o si" zorientowa, co do pod o%a mojej przysz ej trasy. Poprosi em$ a+y zawr#cili i nieco wy%ej jeszcze raz przelecieli nad tym odcinkiem. Wykonali wi"c +rawurowy zwrot i mieli przy tym radoc)y co niemiara$ widząc$ jak straci em r#wnowag" i szorowa em ty kiem pod og". 4spokoili si" jednak po c)wili i lecieliśmy teraz nieco wy%ej$ dok adnie o+serwując teren. Z radości stwierdzi em$ %e dla land & ro8era +"dzie to tylko Cprzeja%d%kaE. /ie+awem dolecieliśmy nad jakiś p askowy%. 'zeka stawa a si" coraz cie*szą nitką$ a% wreszcie znik a$ dolecieliśmy do jej !r#d a. /ie zmieniając kursu$ lecieliśmy dalej. Po c)wili dotarliśmy do innej CcienkiejE nie+ieskiej niteczki$ kt#ra si" coraz +ardziej rozszerza a. =y to początek rzeki ?mo on. 6ecieliśmy zn#w tu% nad wodą$ a z g#ry dok adnie +y o wida,$ %e rzeka jest +ardzo p ytka$ a dodatkowo ma jeszcze piaszczyste +rzegi. Promieniowa em szcz"ściem$ poniewa% mia em ju% jasnoś, co do początku mojej dalszej trasy. Wiedzia em$ %e rzeka ta doprowadzi mnie do Wy%yny 0ukagirskiej. /ast"pnie nale%a o dok adnie po linii ko a polarnego jec)a, a% do Wy%yny 3nadyrskiej. Do +"dzie dalej ju% mnie w tej c)wili nie interesowa o. 0est rzeczą oczywistą$ %e nie mog em prosi,$ a+y przeleciano ze mną ca ą tras"$ +o odleg oś, t" szacowa em na dwa tysiące pi",set & trzy tysiące kilometr#w$ ale i tak +y em +ardzo wdzi"czny$ %e Wiktor z Wo odią wyświadczyli mi tak wielką przys ug" i pokazali z g#ry teren$ po kt#rym rozpoczn" dalszą jazd" samoc)odem. =y o mi dosy, g upio$ +o nie mia em zielonego poj"cia$ jak si" mog" odwdzi"czy, tym ludziom. W tym czasie wylądowaliśmy w miejscowości ]a+aznaja. ?czywiście znano tutaj do+rze moic) +o)ater#w. Piloci uzupe nili paliwo$ a ja oznacza em na mapie swoją przysz ą tras". P#!niej zaproszono nas do jakiejś c)aty$ gdzie gościliśmy par" godzin. Przy po%egnaniu musia em przysiąc$ %e zawitam ponownie u gospodarzy$ kiedy zn#w +"d" przeje%d%a t"dy land & ro8erem. Wystartowaliśmy w drog" powrotną do 5agadanu. Piloci stwierdzili$ %e przy okazji poka%ą mi z lotu ptaka uroczy Zalew 2elic)owa$ wi"c powracaliśmy innym kursem.

Pomi"dzy wioską ]a+aznaja a zalewem znajduje si" pasio ek (ameszki. -am rozpoczyna si" pewna anomalia tego g#rzystego terenu$ a mianowicie stukilometrowej d ugości szeroki pas tundry$ kt#ry ciągnie si" a% do samego morza. W aśnie przelatywaliśmy nad tundrą$ kt#ra poz+awiona wysokiej roślinności wygląda a z g#ry jak ocean o zielonym kolorze wody. 6ecieliśmy na wysokości oko o stu pi",dziesi"ciu metr#w. /agle Wo odia zauwa%y osia idącego samotnie tundrą. ?+aj piloci spojrzeli na sie+ie znacząco$ po czym dodając gazu$ wykonali g "+oki zakr"t i lotem nurkowym skierowali samolot na idące jeszcze spokojnie zwierz". ]oś zauwa%ywszy$ co si" świ"ci$ rzuci si" w panice do ucieczki. Pikujący samolot +y ju% coraz +li%ej celu. >dy zwierz" +y o ju% w odleg ości kilku metr#w$ Witia ściągną wolant na sie+ie$ a ko a samolotu przelatywa y w tym momencie tu% nad g ową uciekającego w pop oc)u osia. Po c)wili piloci wykonali nast"pny dowr#t i ponownie CcelowaliE na uciekającą ofiar". 4ciec)y mieli wszyscy co niemiara$ ale jak to w przys owiu m#wiącym$ %e Cwszystko co do+re szy+ko si" ko*czyE tak i teraz sko*czy o si" szy+ko to niekonwencjonalne CpolowanieE. -ak jak po o%enie tundry w tym rejonie +y o wy+rykiem natury$ tak sama tundra te% mia a sw#j element niecodzienności. 'os o na niej w aśnie jedno$ jedyne drzewo. W aśnie tego drzewa najmniej spodziewali si" tutaj piloci. Podczas kolejnej pr#+y przestraszenia zwierz"cia$ Wo odia z+yt p#!no je zauwa%y . Nciągną natyc)miast wolant na sie+ie7 samolot ustawi si" prawie w pionie$ ale$ niestety$ nie zdo a si" ju% wznieś, wystarczająco wysoko i zawadzi podwoziem o wierzc)o ek drzewa. 2zarpn" o maszyną niesamowicie$ a ja odnios em wra%enie$ %e podwozie zosta o na czu+ku modrzewia. 6ecieliśmy jednak dalej. Wo odia wyszed z ka+iny$ otworzy drzwi i przeprowadzi ogl"dziny. /a szcz"ście wszystko +y o w porządku i ciągn"liśmy tylko za so+ą ga "zie pozaczepiane za ko a. Zdarzenie to dostatecznie ostudzi o krew o+ydwu CmyśliwymE i teraz ju% grzecznie wracaliśmy do domu. W c)wil" p#!niej nadlecieliśmy nad zalew. D)ylące si" ku zac)odowi s o*ce dawa o poz+awione fioletu świat o$ co sprawi o$ %e wszystko mia o +ardzo %ywe i naturalne kolory. Po drodze wylądowaliśmy jeszcze na jakimś p# wyspie$ gdzie mieści a si" du%a +aza ry+acka. Piloci mieli tutaj swoic) znajomyc) i do samolotu wrzucono kilkadziesiąt kilogram#w r#%nyc) ry+. Witia drogą radiową przekaza na lotnisko$ %e za pi"tnaście minut +"dzie rozdawa ry+y$ zaznaczając$ %e ostatnia +iorąca oso+a +"dzie sprząta a samolot. Wieczorem poszliśmy jeszcze z Witią do CDziadaE$ kt#ry zaprosi mnie jutro na wycieczk" w tajg".

& 5usisz zo+aczy, nasze nied!wiedzie & powiada. Program wycieczki +y ju% ustalony$ a sk ad czterooso+owy7 Pietrow$ 3losza$ CDziadE i ja. ? godzinie sz#stej rano mieliśmy spotka, si" na lotnisku$ skąd )elikopterem przedosta, si" w g#r" rzeki 0any$ a nast"pnie jej prądem sp yną, pontonami w po+li%e 5agadanu$ gdzie o dwudziestej drugiej Witia mia nas oczekiwa, samoc)odem. /ie +ardzo mi to odpowiada o$ poniewa% c)cia em ju% rusza, w dalszą drog"$ ale okaza o si"$ %e CDziadE specjalnie dla mnie zorganizowa tą eskapad"$ wi"c nie wypada o odm#wi,. & 0utro i tak nic nie za atwisz$ +o jest świ"to. & 5iasto o+c)odzi swoje pi",dziesi"ciolecie & doda . & -o 5agadan ma tylko pi",dziesiąt pi", lat1 & zdziwi em si". & 5a o wiele mniej$ tylko pi",dziesiąt pi", lat temu na tej ziemi postawi nog" pierwszy wi"zie* i stąd wzią si" ten ju+ileusz. 5agadan jest nie +ez racji nazwany stolicą >u agu. -u mia siedzi+" s ynny CDalstrojE$ organizacja zarządzająca gu agami na (o ymie. -o miasto z+udowane jest na kościac). /a kościac) japo*skic) je*c#w wojennyc) i naszyc) stalinowskic) wi"!ni#w. -utaj sp"dzi em ca ą swoją m odoś,... /azajutrz śmig owiec C5i & 9SE wysadzi nas na piaszczystym +rzegu rzeki. /apompowaliśmy pontony i parami ruszyliśmy w d# rzeki. 0a p yną em z CDziademE. 'zeka nie +y a z+yt g "+oka i miejscami trze+a +y o manewrowa,$ a+y nie rozpru, gumowego pontonu o kamienie. & W tym rejonie %yje +ardzo du%o nied!wiedzi & powiedzia CDziadE. & -eraz mają m ode i trze+a uwa%a,$ +o mogą +y, agresywne. W dole rzeki jest ic) troc)" wi"cej i na pewno je zo+aczymy. Zaraz ci poka%"$ jak o tej porze roku mo%na owi, tutaj ry+y & powiedzia CDziadE i skierowa gumowe cz# no w kierunku +rzegu. 3losza i Pietrow p yn"li za nami i te% skierowali si" do +rzegu. Wyciągn"liśmy pontony na +rzeg$ a CDziadE poleci 3loszy$ +y rozpali ogie*. 2kiną na mnie$ +ym poszed za nim. 2zliśmy c)wil" wzd u% +rzegu$ po czym CDziadE zatrzyma mnie ruc)em r"ki$ sam wszed do wody i zamaszystym ruc)em nogi Cwykopa E pot"%ną ry+" z wody. & Widzia eś kiedyś coś takiego1 & śmia si". & /ie$ nie widzia em & odpar em zaskoczony. & -o osoś pacyficzny & jest ic) pe na rzeka$ +o idą na tar o & wyjaśni . D)wyci umiej"tnie %ywą jeszcze ry+" za skrzela i wr#ciliśmy do pozosta yc). Pietrow zają si" ry+ą$ a myśmy usiedli przy ognisku. & 6udzie o tym świecie nie wiedzą prawie nic & filozofowa CDziadE. & Wiedza ludzka ogranicza si" do tego$ co mo%na zo+aczy, pod mikroskopem$ co mo%na zauwa%y, lu+ o+liczy,. We! na przyk ad t" ry+" & powiedzia $ wskazując r"ką na po,wiartowanego ju% ososia. Dlaczego ta ry+a sk ada ikr" akurat w tej rzeczce$ w kt#rej si" urodzi a1 2kąd wie$ %e to akurat ta$ a nie inna rzeka1 Dlaczego tak jest$ %e tam gdzie si"

urodzi a$ tam ginie1 Po cz"ści znamy ju% odpowied! na te pytania$ ale w sumie nic nie wiemy & ciągną . & 2woją rzeczk" ososie poznają za pomocą w"c)u. /ajmniejszy ciek wodny$ c)o,+y le%ący +lisko jeden drugiego$ ma nieco odmienny zesp# flory i fauny$ dzi"ki czemu i inny jest zapac) wody. 5 ode ososie kodują ten zapac) ju% w dniu urodzin$ podrastają troc)" w rzece$ a nast"pnie p yną wraz z jej prądem do oceanu. Dorastają tam$ prowadząc koczowniczy try+ %ycia. W wieku czterec)$ pi"ciu lat skupiają si" wczesną wiosną w p# nocnyc) rejonac) Pacyfiku w du%e awice i ruszają na tar o$ rozpoczynając tym samym swoją Ctras" śmierciE$ kt#ra wynosi czasami nawet sześ, tysi"cy kilometr#w. ?d tego momentu +ez przerwy są nara%one na nie+ezpiecze*stwo$ poniewa% za awicą ca y czas p ynie CogonE wielkic) drapie%c#w. /a przyk ad orki$ mordercy z zami owania$ ciągną za nimi a% do rzeczek. Za+ijają ososie ju% nie po to$ +y si" nasyci,$ ale dla samej pasji niszczenia. 3 cz owiek1 ]osoś posiada cenne mi"so i ikr"$ wi"c na ca ej trasie jego w"dr#wki jest masowo od awiany. -utaj & wskaza r"ką na rzeczk" & dop ywają ju% tylko tysiące z milion#w. 0e%eli cz owiek zdo a si" osiedli, i przetrwa, na Dalekim Wsc)odzie$ w tundrze 2y+erii$ zawdzi"cza to przede wszystkim regularnym w"dr#wkom ososia. Do dzisiaj ososie stanowią podstaw" jako takiego do+ro+ytu w tym rejonie. 3le nie tylko cz owiek im zagra%a. /a w"drujące$ poz+awione instynktu ostro%ności ry+y$ polują nied!wiedzie$ lisy$ norki$ jastrz"+ie i ca a plejada r#%norakic) drapie%c#w. Uywe prą jednak +ezustannie w g#r" rzeki. 0est ic) tu oko o sześciu gatunk#w. -en na przyk ad nazywa si" keta. Wszystkie gatunki ososia odprawiają CweseleE jeden jedyny raz w %yciu. >ody wie*czy śmier,... Proces rozrodu tak wyczerpuje resztki si usypiają po drodze. 2zanuj" te ry+y +ardzo za ic) wysi ek. ]osoś dopieka si" w ognisku. >dy si" wreszcie dopiek $ zjedliśmy z apetytem jego smaczne mi"so i pop yn"liśmy dalej. CDziadE przez ca ą drog" opowiada o zwyczajac) najr#%niejszyc) zwierząt$ a ja ws uc)any +y em w te opowieści$ podziwiając jego +iedz" na ten temat. Dzy m#g +y si" tego wszystkiego wyuczy, z ksią%ki1 /a pewno nie. Dzego CDziadaE mogli+y nauczy, profesorowie... Wreszcie ujrzeliśmy nied!wiedzia. 2iedzia na +rzegu rzeki i apą wyrzuca 7 niej ry+y. ?podal )asa y dwa ma e nied!wiadki. P ynący z ty u Pietrow coś krzykną w kierunku misia$ ale ten +y zaj"ty tylko po owem i nie zwraca na las najmniejszej uwagi. CDziadE powiedzia $ %e nied!wiedzi w tym rejonie jest zatrz"sienieE i rzeczywiście tego dnia jeszcze parokrotnie je widzia em. P yn"liśmy dalej w d# 0any$ a ja podziwia em otaczającą mnie przyrod" ososi$ %e wi"kszoś, z nic) ginie po kilku dniac) na tarlisku. Pozosta e unoszone prądem rzeki

delektowa em si" kojącą ciszą$ kt#ra panowa a wok# . Podczas kolejnego posi ku Pietrow opowiedzia przygod"$ jaką mia CDziadE z nied!wiedziem. & Pewnego razu owiliśmy ry+y. CDziadE po jednej stronie rzeki$ a my po drugiej. Patrz" & m#wi Pietrow & a do CDziadaE z+li%a si" nied!wied!. Zatrzyma si" jednak przy jego plecaku i zaczą wyjada, cukier. Wtedy dopiero DziadE go us ysza . Podszed wi"c do nied!wiedzia i zaczą go ok ada, w"dką po g owie. /ied!wied! jedną apą si" zas ania $ ale drugą w dalszym ciągu wyjada cukier. Po c)wili dopiero poczu Csmak +ataE i salwowa si" ucieczką. 5yśla em$ %e to kawa $ ale p#!niej Witia$ kt#ry +y przy tym r#wnie% o+ecny$ potwierdzi ca e zdarzenie. Pod wiecz#r dop yn"liśmy do ry+ak#w owiącyc) ososie$ mog em wi"c z +liska przyjrze, si" po owowi. Diągną sieci$ co raz si" jedna rwie$ gdy% nawet najmocniejsze ust"pują pod ci"%arem zagarni"tej masy. 6udzie t uką kijami t um kot ującyc) si" kr#lewskic) ry+. ?g uszone wrzucają czerpakami lu+ r"koma +ezpośrednio na ci"%ar#wk" stojącą na +rzegu. Przyglądam si" z +liska za adunkowi ry+. Ze zdziwieniem stwierdzam$ %e tylko mniejsza cz"ś, ca ego zaciągu trafia na samoc)#d & pozosta a wyrzucana jest mi"dzy drzewa tajgi. & Potrze+ne są tylko samice & t umaczy CDziadE & gdy% to one posiadają drogocenną ikr"$ reszta nie stanowi dla owiącyc) wartości7 wyrzucają$ +o nie mają zamra%arek ani zaplecza przetw#rstwa. -utaj mi"so świe%ego ososia jest +ezu%ytecznym odpadem produkcyjnym przy produkcji kawioru. Pomyśl tylko jeden producent wyrzuca dziennie oko o dwudziestu ton świe%ej ry+y$ a w rejonie 5agadanu producent#w +"dzie ze czterdziestu. ?kr"g jest przesycony takim towarem jak ry+a$ wi"c o jakiejkolwiek sprzeda%y nie ma mowy. =rak dr#g oraz odpowiedniego transportu wyklucza mo%liwoś, sprzeda%y tej ry+y w innym rejonie kraju. Zapyta em$ czy wie o tym$ %e pod 2usumanem ludzie umierają z zimna i g odu. & /ie tylko pod 2usumanem & odpowiedzia CDziadE. & W tym kraju +y o tak zawsze. 2ame skrajności. W jednym miejscu ludzie umierają z g odu$ a w innym %ywnoś, si" po prostu wyrzuca. =y ju% wiecz#r$ kiedy dop yn"liśmy do ujścia rzeki$ gdzie oczekiwa nas Witia. Poniewa% +y to prawdopodo+nie m#j ostatni wiecz#r w 5agadanie$ cz onkowie klu+u Cniesamowityc)E zorganizowali po%egnanie$ na kt#re zaproszono r#wnie% /ikolaja Iwanowicza z ma %onką oraz niekt#ryc) przedstawicieli prominencji magada*skiej. 5iasto akurat dzisiaj o+c)odzi o sw#j ju+ileusz$ wi"c impreza na+ra a +ardzo uroczystego c)arakteru.

2potkanie zosta o zorganizowane w jednej z sal miejscowego )otelu. =y em pe en podziwu$ jak starannie wszystko zosta o przygotowane. Do dzisiaj jest dla mnie zagadką$ dlaczego mnie tak goszczono w tym mieście$ poniewa% ro+iono to naprawd" +ezinteresownie. '#wnie% w tym wypadku nikt nie namawia mnie na wsp#lne interesy$ nie prosi o zaproszenie na Zac)#d i nie wciska mi karteczki ze swoim adresem$ prosząc o przys owiową widok#wk". >ościli mnie po prostu ze szczerego serca. Dos ownie wszyscy$ kt#ryc) spotka em na terenie 2y+erii$ mieli oso+owoś, i nie udawali nikogo. 0ak +y o do przewidzenia$ przyj"cie przeciągn" o si" do p#!nyc) godzin nocnyc). C>wo!dziemE ca ej imprezy +y m#j koncert na fortepianie$ kt#ry akurat przez przypadek sta na tej sali. Aortepian +y jeszcze przedwojenny$ a napis umieszczony na nim informowa $ %e wyprodukowano go w =erlinie. Zapewne stanowi zdo+ycz wojenną i jakimś z+iegiem okoliczności dosta si" do 5agadanu. =y jednak nastrojony i og#lnie +y w do+rym stanie. 'osjanie nie mogli si" nadziwi,$ skąd znam ic) piosenki ludowe. Pytano mnie$ czy a+y nie urodzi em si" w 'osji... 5usia em im wyt umaczy,$ %e jestem z zawodu muzykiem$ nauk" gry na instrumencie rozpoczą em w piątym roku %ycia$ a poniewa% poc)odz" z rodziny o wieloletnic) tradycjac) muzycznyc)$ melodie rosyjskie są mi znane ju% od wczesnyc) lat dzieci*stwa. Wszyscy szczerze u+olewali$ %e ju% jutro wyje%d%am. ?trzyma em liczne upominki$ a w aściciel telewizji komercyjnej wr"czy mi oficjalnie podzi"kowanie za udzia w programie wraz z poświadczeniem$ %e +y em land & ro8erem w tym mieście. & Zac)owaj to$ +o i tak nikt ci nie uwierzy$ %e a% tutaj dojec)a eś & m#wi$ wr"czając to oficjalne pismo. Podczas gdy %egna em si" z ka%dym z oso+na$ podszed do mnie pewien pan i oświadczy $ %e jest lekarzem w tutejszym szpitalu i jego rodzina poc)odzi z Polski. Doda $ %e jest mu +ardzo przyjemnie zo+aczy, Polsk" w mojej oso+ie... =y to c)y+a najpi"kniejszy komplement$ jaki kiedykolwiek us ysza em. /azajutrz w towarzystwie Witii przygotowywa em si" do wyjazdu. Poczyni em jeszcze niez+"dne zakupy$ sprawdzi em stan tec)niczny samoc)odu$ zatankowa em paliwo i oko o po udnia +y em ju% gotowy do drogi. Przyjec)a si" po%egna, /ikolaj Iwanowicz. & -u masz list polecający do moic) +ardzo do+ryc) znajomyc) w 3nadyrze & powiedzia $ podając mi kopert"$ na kt#rej napisany +y adres. & 0ak +"dziesz potrze+owa czegokolwiek$ to mo%esz na tyc) ludzi liczy, & doda . P#!niej zo+aczy em$ %e jest to ten sam adres$ jaki otrzyma em od Pietii. 0eszcze raz podzi"kowa em wszystkim za ic) serce i m#wiąc Cdo zo+aczeniaE wsiad em do samoc)odu.

si" samoc)odem w przestrze* +ezkresnej pustki +ez zapasowego ko a. o najwa%niejszym. -o w aśnie jest to$ o czym ju% pisa em & przyzwyczajenie. ? tak wa%nym$ %e nic wa%niejszego w tym momencie +y./igdy i nigdzie nie +y o mi tak %al odje%d%a. Przypomnia em so+ie +owiem$ %e w tym rozgardiaszu panującym przed odjazdem zapomnia em na śmier. roztargnienia$ wyzywa em sam sie+ie od idiot#w. prawdziwyc) ludzi. Przysiąg em so+ie$ %e jeszcze tu przyjad". Przyzwyczajenie to koniec. Dok adnie o godzinie czternastej %egnany przez grup" nowyc) przyjaci# opuści em 5agadan. Z godziny na godzin" +y em coraz dalej od cywilizacji. Przemieszcza em si" teraz jak najostro%niej$ omijając wszelkie le%ące na drodze . +ez tego.. /igdy nie wolno si" do niczego przyzwyczaja. Zasną em wi"c szy+ko. jak dzisiaj z 5agadanu. Znalaz em si" ponownie na +ezludziu$ gdzie tylko p ynąca rzeka mąci a cisz" nocy. /ie mog em so+ie darowa. 0a ju% te% si" przyzwyczai em do roli Czdo+ywcyE$ kt#remu jakoś zawsze wszystko si" udaje$ lecz teraz sam przyzna em$ %e przesadzi em. Zapomnia em +owiem za+ra. /iestety$ rano do+ry nastr#j p"k jak +a*ka mydlana. P#!nym wieczorem zauwa%y em rozwidlenie dr#g oraz pordzewia y drogowskaz z ledwo czytelnym napisem C?msukczan & O<I kmE. Do 5agadanu z powrotem +y o nieca e czterysta kilometr#w i to Cpo drodzeE. -rudno$ niec) si" dzieje$ co c)ce & jad" +ez zapasu. =o tylko kompletny idiota mo%e wy+ra. Po godzinnej je!dzie dotar em do walącego si" mostu na rzece =ujundzie i nieopodal$ nad samą wodą$ postanowi em sp"dzi. noc. 3sfalt dawno ju% si" sko*czy $ ale tempo jazdy +y o zadowalające$ poniewa% %wirowa droga$ po kt#rej jec)a em$ +y a w miar" r#wna. 5iną em znane lotnisko$ p#!niej to drugie pasa%erskie i ca y czas myśla em jeszcze o tyc) wszystkic)$ z kt#rymi w ostatnic) dniac) los mnie zetkną . 0ec)a em tą samą drogą$ kt#rą przyjec)a em. =y em zm"czony intensywnym %yciem$ jakie ostatnio p"dzi em w 5agadanie$ dlatego powr#t na ono natury przyją em z zadowoleniem$ a perspektywa snu dodatkowo wprawi a mnie w spokojny i mi y nastr#j.$ %e wsz"dzie mo%na jeszcze spotka. nie mog o. 0estem specjalistą w komplikowaniu so+ie spraw i c)y+a nie m#g +ym %y. nie +"d". Zastanawia em si"$ co ro+i. 'ozsądny cz owiek oczywiście +y zawr#ci $ ja$ niestety$ nale%" do tej drugiej grupy nierozsądnyc) ryzykant#w$ wi"c postanowi em$ %e wraca. -ego dnia świat wydawa mi si" pi"kny$ poniewa% mia em świadomoś. zam#wione opony.. ? ile pi"kniejsza i spokojniejsza +y a+y podr#%$ gdy+ym posiada zapasowe opony$ lecz ic) nie mia em i jec)a em w paskudnym nastroju.

2kierowa em si" teraz dok adnie na wsc)#d..kamienie$ p#!niej jednak zapomnia em o tym i zn#w p"dzi em śmia o. =acznie rozgląda em si" w nadziei$ %e ujrz" nied!wiedzie$ ale nie spotka em ani jednego. Posiadając mapy otrzymane od pilot#w$ +y em panem sytuacji. 'zeka ?mo on nie jest po ączona +ezpośrednio z morzem$ wi"c na pewno nie +y o tu ososi. W ciągu tyc) dw#c) tygodni ani razu nie pada deszcz. & 0estem po drodze & jad" do 3meryki & odpowiedzia em.. si" suc)y przejezdny teren. -utaj rozstawa em si" z drogą ju% na zawsze. & Widz"$ %e zna si" pan na ludziac) & powiedzia em i ruszy em w drog". >dzieniegdzie kamienie tworzy y du%e pod u%ne wyspy$ pe ne r#%nego rodzaju ga "zi naniesionyc) tu przez wod". Wcześniejszy lotniczy zwiad sprawi $ %e mia em komforty jazdy Cna pewniakaE. 5o%e odg os silnika je p oszy $ a mo%e ten teren nie +y dla nic) z+yt atrakcyjny. W wiosce znajdowa a si" stacja +enzynowa$ wi"c dola em paliwa do pe na. /azajutrz przed po udniem$ kiedy spokojnie jec)a em korytem rzeki$ us ysza em . 2tarszy cz owiek popatrzy na mnie i popuka znacząco palcem w czo o.$ gdzie przypuszczalnie napotkam +agna i + ota$ a gdzie powinien znajdowa. 5iną em jakąś zapomnianą przez wszystkic) osad" i trzy godziny p#!niej dojec)a em do ?msukczanu. terenu. P#!niej wąwozem mi"dzy dwoma wysokimi szczytami +ez pro+lemu przedosta em$ si" do !r#d a ?mo onu. Wydający paliwo zapyta $ do kogo przyjec)a em. Zale%noś. 0ec)a em teraz środkiem smutnej dogorywającej wsi$ z poc)ylonymi ze starości drewnianymi c)atami$ kt#re zamieszkane przez ludzi odwleka y w ten spos#+ jeszcze moment swojej ostatecznej śmierci. Poniewa% jej g "+okoś. Z samolotu odnosi o si" wra%enie$ %e jest o wiele g "+sza. 5og em wi"c wnioskowa. /a szcz"ście nic si" nie wydarzy o. t" t umaczy mi ju% CDziadE$ m#wiąc$ %e Ctam gdzie osoś$ tam nied!wied!E. nie przekracza a nawet p# metra$ a dno +y o kamieniste$ jec)a em jej korytem prawie a% do !r#d a. =y y +ardzo dok adne$ a najwi"kszym ic) walorem +y o to$ %e pokazywa y dok adnie wysokoś. /ie+awem dojec)a em do rzeki 2ugoj. Przemieszcza em si" teraz szeroką$ CrzecznąE autostradą$ kt#ra wi a si" pomi"dzy szczytami zaokrąglonyc)$ porośni"tyc) dro+ną zielenią g#r. /oce jednak stawa y si" ju% +ardzo c) odne. ?g#lnie sceneria podo+na do oglądanyc) na westernac). 'zeka +y a tak p ytka$ %e z ledwością zakrywa a dro+ne okrąg e kamienie$ stanowiące jej dno.

2amolot wykona zakr"t o sto osiemdziesiąt stopni$ zni%y lot$ po czym na tak +ardzo ma ej wysokości$ %e ko ami dotyka prawie wody$ lecia prosto na mnie. 0aka szkoda$ %e nie wylądowali & pomyśla em. Domyśli em si" natyc)miast$ kto lu+i tak nisko fruwa.$ po czym tu% przed samoc)odem wz+i si" gwa townie w g#r". Zg upia em$ nie wiedząc$ co si" dzieje$ automatycznie zdją em nog" z gazu i wtedy najpierw zo+aczy em cie* gwa townie ogarniający wszystko$ a p#!niej us ysza em tu% nad g ową przera%ający ryk silnika. Widząc$ co si" świ"ci$ odruc)owo otworzy em drzwi i wyskoczy em$ padając p asko w wod".nagle narastający gwa townie przera%ający )a as. =y em tak zaskoczony$ %e min" a do+ra c)wila$ zanim zorientowa em si"$ %e +y to +ardzo nisko przelatujący samolot. ?+serwowa em jeszcze$ jak piloci szukają dogodnego miejsca do lądowania. & te% si" śmia em. 2ta em mokry po kolana w wodzie i c#% mia em ro+i. Wykonali wi"c jeszcze jeden krąg$ pomac)ali skrzyd ami i odlecieli. 'aptem coś si" oderwa o z samolotu i par" metr#w dalej spad o do wody. Drugi dowr#t samolotu & druga opona i tak dalej. /adlecieli ponownie$ tylko %e znacznie wy%ej. /aturalnie +yli to Wo odia i Witia... Podlecia em$ patrz"$ a to opona. Zauwa%y em w ka+inie uśmiec)ni"tą twarz Wo odii. Po czwartym razie posiada em ju% wszystkie opony zapomniane przeze mnie w 5agadanie. .. 2amolot jeszcze do+rą c)wil" utrzymywa wysokoś. ?dwiedziny Wiktora i Wo odii mia y jeszcze jeden wa%ny dla mnie aspekt$ a mianowicie da y mi poczucie +ezpiecze*stwa. /iestety$ teren +y nieodpowiedni$ poniewa% akurat znajdowa em si" w wąwozie$ a piaszczyste szerokie +rzegi rzeki nastroszone +y y du%ymi g azami. Pomimo %e +y em oddalony setki kilometr#w od cywilizowanego świata$ ktoś jednak myśla o mnie i wiedzia $ gdzie przypuszczalnie si" znajduj".

>ospodarz +ardzo si" ucieszy na m#j widok$ a poniewa% wiedzia wcześniej o moim celu podr#%y$ przygotowa dla mnie prowizoryczny sc)emat dalszej drogi. /ie wiadomo$ kiedy c)ata zape ni a si" jeszcze innymi goś. /azajutrz jak zwykle po takic) Ckolacjac)E +ola a mnie g owa.wen#w.. Por#wnaliśmy teraz wszystko z mapami lotniczymi i ju% nast"pnyc) trzysta kilometr#w mia em zaplanowane. Wynika o z tego$ . wieś$ ale %ona gospodarza przygotowa a ju% kolacj"$ wi"c nie wypada o gościny odmawia. 0ec)a em teraz przez rozleg e nagie p askowy%e$ pokryte gdzieniegdzie siwym mc)em. Wioska zamieszkana +y a przez skośnookic)$ c)y+a . Dzy%+y istnia tu jakiś mikroklimat1 /ie zauwa%y em r#wnie% %adnyc) urządze* wydo+ywczyc) lu+ czegoś w tym rodzaju$ co mog o+y świadczy. Pod wiecz#r dojec)a em do wioski ]a+aznaja$ gdzie mia em CznajomegoE$ u kt#rego gości em si" z Wo odią i Witią. Uycie dzikic) zwierząt w tym terenie prawie nie istnia o. ]a+aznaja to jedna z wielu miejscowości$ kt#re są przez ca y rok odci"te od świata. Porusza em si" teraz ju% nie środkiem$ lecz po samym +rzegu. Wszystko wok# podo+ne do sie+ie. ?kaza o si"$ %e wcześniej przygotowana marszruta musi zosta. 'zeka$ pola$ trawa$ krowy i %ycie. 4kaza mi si" widok wr"cz wiktoria*ski. tak%e poprzez śpiew. Praktycznie %ycie tyc) ludzi w du%ej mierze uzale%nione jest od transportu lotniczego.. =ez trudu odnalaz em dom mieszczący si" niedaleko lądowiska.mi$ śpiewano$ ta*czono i grano na )armoszce. -ylko pofalowany krajo+raz +ez wyr#%niającyc) si" szczeg# #w. Wersja przedstawiona mi przez gospodarza +y a +ardziej optymalna$ poza tym +ezsprzecznie zna on teren lepiej ode mnie. /ie +y a du%a$ ale wygląda a na do+rze zagospodarowaną. /ie+awem i tam zro+i o si" g "+iej i jec)a em teraz na przemian to kamienistym$ to piaszczystym +rzegiem. zmieniona i$ niestety$ musz" po%egna.XIII Z przykrością stwierdzi em$ %e rzeka staje si" coraz g "+sza i ko*czy si" komfort +ezpiecznej$ +eztroskiej jazdy. Do przewidzenia +y o$ %e uczta przed u%y si" do p#!nyc) godzin nocnyc). Zdziwi em si" +ardzo$ widząc ko o domostw warzywne ra+aty. ( amią ic) n"dzne ksią%ki i g upie gazety$ ale melodie i teksty ic) piosenek są prawdziwe. D)cia em jeszcze tego samego wieczoru opuści. /awet ptaki +y y +ardzo rzadko widoczne.. o g #wnym zaj"ciu mieszka*c#w. si" z rzeką. W aściwie na ca ym terenie nie +y o %adnyc) widocznyc) punkt#w rozpoznawczyc). Dooko a Cksi"%ycE$ a tu raptem ogr#dki i warzywa. Dopiero dzisiaj wiem$ %e 'osj" mo%na rozumie. /ast"pnego dnia przejec)a em przez jakąś prze "cz i zjec)a em w dolin". (rajo+raz ksi"%ycowy.

P#!niej ju% w 3nadyrze dowiedzia em si"$ %e ludzie ci stanowili jakąś formacj" religijną czy coś w tym rodzaju. Po raz pierwszy od momentu$ kiedy znajdowa em si" nad =ajka em$ patrzy em a poletka uprawne i warzywne ra+aty. Por#wnując %ycie innyc) mieszka*c#w ego kraju to ci skośnoocy %yli w prawdziwym raju. Droga do 3nadyru wiod a przez go ą$ nieko*czącą si" r#wnin". =y y + ota$ kamienie i du%e stromizny$ kt#ryc) nie pokona +ym$ gdy+ym nie posiada wyciągarki.. ?j$ c)y+a nie wiedzia o waszym istnieniu towarzysz 2talin. /ie zawsze pod o%e +y o takie$ jakiego +ym so+ie %yczy . Zapyta em o drog". we wsi Wielikaja nad Zatoką 3nadyrską. do skarla yc) drzew lasotundry$ %e widok wysokic) drzew zro+i na mnie niesamowite wra%enie. Do 3meryki pozosta o ju% tylko siedemset kilometr#w@@@ =y o popo udnie i od miejscowyc) dowiedzia em si"$ %e jutro o dziesiątej rano do 3nadyru pop ynie prom. . 3le nie tylko ten widok przyku moją wag". /ie zatrzymując si" tu d u%ej$ opuści em t" zieloną krain". /ie decyduj" si" tutaj na opisywanie tego$ poniewa% ksią%ka powi"kszy a+y si" o ileś tam stron$ a czytelnikowi i tak +y nic nowego nie wnios a. 5oje pojawienie si" we wsi wywo a o nie lada zamieszanie. 2zcz"śliwi ludzie & pomyśla em.. Wieś zamieszkiwali Dzukcze i 'osjanie.. wąwoz#w prze "czy. /ie znają %adnyc) c)or#+$ %yją spokojnie$ odmierzają czas po o%eniem s o*ca w stosunku do otaczającyc) dolin" g#r. 5ija y kolejne dni. Zdą%y em ju% tak przywykną. Poczu em si" jak +ym +y w . Wieś ta po o%ona jest na wielkiej r#wninie okolonej najprawdziwszym lasem.uropie$ a nie a Dalekim Wsc)odzie.%e zapomniani przez wszystkic) %yli so+ie po prostu w CrajuE. 2zlak +y + otnisty$ pe ny g "+okic) kolein$ ale Czm"czonyE land & ro8er wykrzesa z sie+ie jeszcze tyle si $ a+y w dwa dni p#!niej staną. W pasio ku dowiedzia em si" o przeprawie promowej na rzece =e aja oraz o czymś$ co przyprawi o mnie o ścisk serca$ mianowicie$ %e do 3nadyru prowadzi ju% droga@@@ Wyt umaczono mi$ %e nie jest drogą w dos ownym tego znaczeniu$ ale je%d%ą po niej traktory. /ajpierw jak zwykle pojawi y si" dzieci$ a dopiero p#!niej dorośli. Dzi"ki ?patrzności =o%ej oraz mapom lotniczym otar em do miejscowości Wakarewo. . 2koro traktory$ to i ja przejad" & sam so+ie odpowiedzia em. /ast"pnie kilka dni trasa moja wiod a przez niezliczoną iloś. Dowiedzia em si" tylko$ %e gdzieś jest g "+oka rzeka i wspomniano coś o jakimś wodospadzie. /iekt#ryc) przyg#d celowo nie opisuj" ze wzgl"du na powtarzanie si" sytuacji$ kt#re zdarzy y si" ju% poprzednio..umaczono mi d ugo i tak skomplikowanie$ %e w sumie nic z tyc) informacji nie wynios em.

& 3 w og#le to ju% dawno o to+ie s ysza em & powiedzia $ ro+iąc tajemniczą min". W pośpiec)u przygotowa em posi ek$ d+ając$ a+y +y jak naj+ardziej urozmaicony i smaczny$ 2tara em si"$ jak mog em$ a+y ten wiecz#r +y uroczysty$ poniewa% dotarcie do 3nadyru uwa%a em za wielki oso+isty sukces. 4zgodni em z =orysem$ %e land & ro8era zostawi" w +azie$ wi"c za+ra em ze so+ą tylko najpotrze+niejsze rzeczy i razem z w aścicielem pojec)aliśmy do centrum. & Zaraz coś dla cie+ie zorganizujemy. & 5asz moją r"k"$ za to %eś taki$ a nie inny & powiedzia i poda swoją szeroką jak szpadel d o*... P# godziny p#!niej siedzia em w +iurze ry+ak#w$ a w r"ku trzyma em szklank" nape nioną w#dką. /ie wiem$ jakimi kryteriami si" kierowano$ nadając 3nadyrowi prawa miejskie. Wielka p askodenna +arka spe niająca rol" promu odp yn" a z godzinnym op#!nieniem.. & -ydzie* temu telefonowa (ola i uprzedzi mnie o twoim przyje!dzie & powiedzia =orys$ nalewając w#dk".. 2potka em wiele wi"kszyc) miejscowości nier#%niącyc) si" zasadniczo od 3nadyru$ ale . 5amy w mieście kilka kwater$ wi"c pro+lemu nie ma$ pojedziemy teraz tam$ rozlokujesz si" i doprowadzisz do porządku.. odleg e.. Po kolacji otworzy em atlas szkolny. Do miasta z tego miejsca +y o jeszcze oko o dwudziestu kilometr#w$ ale prowadzi a tam ju% piaszczysta w miar" r#wna droga. -utaj zapyta em przec)odni#w i dowiedzia em si"$ %e posiadany przeze mnie adres jest adresem +azy ry+ackiej. Po parogodzinnym rejsie dop yn"liśmy do prowizorycznej przystani w po+li%u 3nadyru. 6and & ro8er oczywiście cieszy si" najwi"kszym CuznaniemE$ ludzie z zaciekawieniem oglądali go$ ale nie +ardzo rozumieli$ skąd przy+y em$ wiedzieli tylko$ %e udaj" si" na 3lask" i nikogo specjalnie a% tak +ardzo ten fakt nie dziwi .. /aprzeciw mnie za +iurkiem siedzia =orys$ w aściciel +azy ry+ackiej i$ jak si" okaza o$ krewny /iko aja Iwanowicza z 5agadanu. & Za twoje zwyci"stwo & powiedzia =orys i wypi do dna$ zakąszając czerwonym kawiorem. 2potkamy si" p#!niej u mnie w domu$ przyjad" po cie+ie wieczorem & doda . D ugo przypatrywa em si" ca ej przejec)anej trasie. /a pok adzie znajdowa y si" r#%ne pojazdy7 ci"%ar#wki$ motocykle i traktory. Wreszcie wjec)a em na przedmieścia +etonowego miasta.. Przypomina em so+ie zdarzenia i przygody i wydawa o mi si" tego dnia$ %e wszystko +y o to dawno temu.Wyjec)a em wi"c par" kilometr#w za wiosk" i nad zalewem roz+i em o+#z. & (>= dzia a & %artowa . /ie wiem$ jakie pokrewie*stwo ączy o go z /iko ajem Iwanowiczem$ ale musia o ono +y. =orys wygląda na +andziora$ kt#ry dopiero ca kiem niedawno wszed na uczciwą drog".

& Witaj$ pan (operski & wrzeszczy na ca e gard o i wyskakuje na na+rze%e. /a pytanie$ dlaczego mi wtedy tego nie powiedzia $ odpar $ %e dla mojego do+ra$ poniewa% uwa%a $ %e w#wczas c)cia +ym za wszelką cen" dojec)a. 5o%e po+liskie kopalnie w"gla +runatnego$ a mo%e port sprawi jednak$ %e ta dziesi"ciotysi"czna mieścina nazwana zosta a miastem.. Dziwny mia spos#+ rozumowania$ jak wynik o z opowiadania$ z 2usumanu samolotami pocztowymi dostali si" najpierw a p# noc do z . ?powiedzia em o 5agadanie i dalszej podr#%y. Pytam$ o co c)odzi$ lecz to niespodzianka i dowiem si" w swoim czasie. & /o$ teraz lepiej & skwitowa =orys. 0eden z Dzukcz#w natyc)miast zareagowa na wym#wki szefa$ poszed do sąsiedniej kajuty i przyni#s dwie +utelki w#dki. & 3 jak ktoś coś c)ce za wszelką cen"$ to nigdy si" to nie udaje & skwitowa . Zeszliśmy sc)odkami$ kt#re prowadzi y do przystani i zatrzymaliśmy si" na na+rze%u. ?to dusza w #cz"gi & pomyśla em. wypiliśmy po szklance..$ patrz"$ a ze ster#wki wyc)odzi uśmiec)ni"ty Pietia. & D)od!$ jedziemy$ czeka ci" nie lada niespodzianka & powiada. 5iasto posiada w wi"kszości starą$ typową dla dalekiej 2y+erii za+udow" drewnianą$ a nieliczne powsta e tu +loki mieszkalne zeszpeci y do reszty otoczenie. Pietia s uc)a przej"ciem i sam przyzna $ %e %a uje$ %e nie +y przy tym o+ecny. 4daliśmy si" natyc)miast na kuter$ gdzie za wsp#lną pomyślnoś. & -woja niespodzianka ju% p ynie & powiedzia $ wskazując na z+li%ający si" du%y kuter. =orys zaparkowa samoc)#d ko o +iura i poleci $ +ym uda si" za nim. =orys posadzi mnie w mesie$ w kt#rej siedzieli skośnoocy ry+acy$ a sam poszed do ster#wki i s yc)a. & >oś. 5o%e z apali dla mnie fok"1 Dopiero$ gdy kuter zaczą cumowa. Wypiliśmy po jednym$ =orys skiną na mnie i wyszliśmy na na+rze%e.$ jak si" tu znalaz $ %ądając$ a+ym pierwszy opowiedzia swoje przygody. Do za niespodzianka1 myśla em$ ale nic mi do g owy nie przyc)odzi o.. +y o$ %e rozmawia z kimś przez radio. Przy kei sta y zacumowane dwa kutry ry+ackie. /ie zdą%y em si" jeszcze dok adnie rozgości. -eraz dopiero powiedzia $ %e ju% w 2usumanie siedzia $ %e po odstawieniu samoc)od#w udadzą si" do 3nadyru. 'adości co niemiara$ ściskamy si" wszyscy )a aśliwie$ a skośnoocy ry+acy ze zdziwieniem przyglądają si" ca emu zajściu$ nie wiedząc$ o co c)odzi.. Weszliśmy na jeden z nic). P#!niej spojrza gro!nie na siedzącyc) 3zjat#w i zarzuci im$ %e nie mają za grosz kultury i %e jemu wstyd jest za nic). Wr#ci po c)wili i m#wi$ %e musimy na Cniespodziank"E c)wile zaczeka. Wtem spod pok adu wy ania si" 2asza$ a za nim (ola.pozosta y one do dzisiaj wioskami.$ kiedy zn#w pojawi si" =orys. z daleka na pok adzie$ a oni siedzą jak durnie & kontynuowa . Zajec)aliśmy z powrotem do +azy ry+ackiej. Pietia nie c)cia powiedzie.. do 3nadyru. Nciskamy si" i ca ujemy.

w niesko*czonoś..$ +o inaczej zapuścisz korzenie w 3nadyrze & dowodzili swoic) racji.Dzerski$ a p#!niej do 3nadyru.. & >dy+y to +y o takie proste$ to ja +ym cie+ie przewi#z jeszcze dzisiaj & powiedzia =orys..mi$ a /iko aj Iwanowicz ic) kuzynem. jednego w roku.. 2ta o si" wi"c oczywiste$ %e na 3lask" przedostaj" si" z 3nadyru7 pad o to wszystko na mnie tak niespodziewanie$ %e jeszcze przez pierwszą c)wil" nie dotar o do mnie$ %e 3nadyr jest ju% moim ostatnim etapem na terenie 'osji. Po czwarte7 nie+awem spodziewają si" w porcie ameryka*skiego statku$ kt#ry rozwozi ziemniaki wzd u% wsc)odniego wy+rze%a 'osji. Po trzecie7 gdy+ym zamierza przeprawi.. ?dczu em straszny %al$ %e sko*czy o si" coś$ co sprawia o mi straszną przyjemnoś. Ual za czymś$ co +ezpowrotnie zosta o utracone. Wieczorem wszyscy gościliśmy u =orysa w domu.. /ie +y em jednak przekonany co do ic) zdania i powiedzia em$ %e nosz" si" z zamiarem wynaj"cia na Przylądku Die%niewa jakiegoś wi"kszego kutra ry+ackiego$ kt#ry przewiezie mnie na 3lask". Przy stole poruszy em temat mojej dalszej podro%y i jak si" zaraz przekona em$ przyjaciele ju% si" w tej sprawie orientowali. Po drugie & miejscowoś. & 3 skąd za oga we!mie wizy1 /iestety$ nic nie poradzisz$ +o rządzą tym jeszcze stare przepisy$ kt#re do dzisiaj utrzymane są w mocy & zako*czy =orys.. & 5usisz tym statkiem pop yną... ?kaza o si" +owiem$ %e =orys i Pietia są +ra. =y y to fakty$ o kt#ryc) nie mia em poj"cia$ a rzeczywiście komplikowa y spraw". .. Pietia widząc mnie w tym nastroju$ naśmiewa si" do+rodusznie ze mnie i proponowa $ a+ym po prostu na sta e osiedli si" w 'osji.. -eraz pomagają rodzinie w C%niwac)E kawiorowyc). Wyp yną ju% z Pietropaw owska (amczackiego i za par" dni spodziewany jest w 3nadyrze.$ poniewa% statki z 3laski pojawiają si" tam z cz"stotliwością mo%e. /ie kwestionowali tego$ %e tam dojad"$ ale tylko sens tej podr#%y. i do tego musi przejś. Dowiedzieli si" ju%$ %e stąd p ynie prosto do 3nc)orage.. 4elen na Przylądku Die%niewa to nie teren dla cywili.. >ospodarze nale%eli do klasy +ardzo zamo%nej i$ podo+nie jak w 5agadanie$ w czasie kolacji mia em wra%enie$ %e przejadam co najmniej samoc)#d. 0u% nie odzyska em )umoru tego wieczoru. -en ostatni te% wiedzia $ %e Pietia jest w 3nadyrze$ ale dotrzyma s owa i nawet s #wkiem o tym fakcie nie wspomnia . D)olerna mafia kawiorowa. Po pierwsze$ Dieśnina =eringa pokryta +y a krą i wiadomo$ %e po lodzie na 3lask" si" nie przedostan". 0ednog ośnie +yli zdania$ a+ym na 3lask" przedosta si" z 3nadyru. 5oje zamiary wyjazdu na Przylądek Die%niewa uwa%ali za z y pomys z kilku wzgl"d#w. & (a%dy statek rosyjski zawijający do portu ameryka*skiego wnosi op at" portową w wysokości dwudziestu tysi"cy dolar#w. si" z portu w miejscowości Prowidenija$ mog" tam czeka.. specjalną kontrol" i kwarantann".. & myśla em.

/azajutrz =orys dowiedzia si"$ %e statek przyp ywa jutro po po udniu$ a post#j jego w porcie anadyrskim przewidziany jest na dwadzieścia cztery godziny. Wyciągano tutaj z ry+ ikr"$ kt#rą wrzucano do wielkic) wanien. Pop yn"liśmy wzd u% wy+rze%a$ omijając wyrastające z morza pot"%ne ska y$ gromadnie okupowane przez ptaki. Zauwa%y em ogromne ilości fok$ kt#re r#wnie% si" tam znajdowa y. & Zo+aczysz nasze letnie +azy ry+ackie$ przyjrzysz si" od owom ososia i zo+aczysz$ jak powstaje kawior. 2ama +aza to kilka sk adanyc) drewnianyc) +arak#w$ tak skonstruowanyc)$ %e +ez trudu mo%na +y o je przenosi. Dopiero po d u%szej o+serwacji stwierdzi em$ %e foki nie +y y uwi"zione$ jak początkowo myśla em$ ale zro+i y so+ie z sieciowyc) ogrodze* doskona ą restauracj". =iedne zwierz"ta$ pomyśla em$ widząc p ywające je w sieciowej matni. /ast"pnie ikra w"drowa a na specjalne sita$ gdzie r"cznie delikatnie mieszając nią$ poz+awiano ją naturalnego śluzu. /ast"pnie k ad y si" na plecac) i o+racając so+ie zdo+ycz w ma yc) apkac) po%era y ją$ g ośno przy tym mlaskając. 5iasto jest jak+y wciśni"te pomi"dzy okalające je zielone$ porośni"te dro+ną roślinnością g#ry$ kt#re p#!niej w miar" oddalania si" od portu zni%a y si" coraz +ardziej$ przec)odząc w ko*cu w pag#rkowatą tundr". ?so+liwy ten magazyn +y ca y czas dope niany przez nap ywające nowe awice. -ak wi"c pojutrze opuszczam terytorium 'osji. z miejsca na miejsce. Wyp yn"liśmy nie+awem. =orys poleci Pietii$ a+y ten towarzyszy mi w podr#%y. 'ozstawione +y y +ardzo pomys owo$ tworząc coś w rodzaju la+iryntu$ kt#ry swą +udową przypomina du%y lej. P ynące awice ososi dostawa y si" w te kana y sieciowe i p ynąc dalej ju% CkontrolowaneE$ same dop ywa y do wielkiego ogrodzonego akwenu$ skąd +y y od awiane wielkimi czerpakami. =orys zaproponowa $ a+ym skorzysta z okazji i pop yną kutrem na 5orze =eringa. Po tym oczyszczającym za+iegu solono ją i wk adano do drewnianyc) +eczek wy o%onyc) czystą folią. W jednym z nic) +y y rozstawione d ugie sto y$ przy kt#ryc) pracowa y ko+iety. Wzd u% wy+rze%a$ tu% przy samym +rzegu$ rozstawione +y y sieci. /ie mając %adnego ciekawszego zaj"cia$ z c)"cią zgodzi em si" na t" propozycj". Przemyśla em wszystkie za i przeciw i doszed em do wniosku$ %e przyjaciele mają racj". (iedy tylko mia y oc)ot"$ wskakiwa y do środka i +ez trudu apa y ry+". Po jakimś czasie dop yn"liśmy do pierwszej +azy. >dy +eczka +y a pe na$ zamykano ją szczelnie i ju% par" tysi"cy dolar#w odstawiano na +ok. & 4wa%aj na niego & powiada =orys & +o jeszcze wyskoczy za +urt" i wp aw pop ynie na 3lask" & za%artowa . 6udzie pracujący w . 3nadyr od strony morza wygląda +ardzo malowniczo.

5ia a +ardzo smaczne mi"so$ kt#re +y o delikatne i soczyste. 4rządziliśmy piknik na pok adzie i +awiliśmy si" do samego wieczora. jednego dnia. 5ia em wisielczy )umor.. ?d tego momentu ju% wiedzia em$ %e jestem na terytorium$ gdzie +ogiem jest pieniądz. Po po udniu zakotwiczyliśmy o+ok jakiejś wyspy skalnej i w celac) rekreacyjno & & sportowyc) zaj"liśmy si" po owem ry+.. =y em +ardzo zadowolony z wycieczki w morze$ poniewa% zo+aczy em pi"kne niepowtarzalne widoki i +ogaty świat roślinny i zwierz"cy wyst"pujący w tym zakątku ziemi. -rze+a +y o uwa%a.+azie mieszkali w prowizorycznie ustawionyc) sza asac) lu+ namiotac). przy odczepianiu jej z )aka$ poniewa% rz"dy ostryc) z"+#w mog y +ardzo pokaleczy. W aśnie przywie!liśmy te do+ra i w +azie panowa weso y nastr#j. w kasie okr"towej.. /azajutrz ju% rano +y em w +azie. Dok adnie sprawdzi moje papiery$ po czym poleci $ a+y wpisano mnie jako pasa%era. Zosta a ustalona cena za us ug"$ kt#rą musia em natyc)miast uiści. Wszystko od+y o si" zupe nie inaczej ni% myśla em. mnie na sw#j pok ad. Za atwiając to wszystko$ mia em jakieś dziwne uczucie$ %e sko*czy a si" moja wolnoś. =orys oświadczy $ %e za atwi zamustrowanie mnie na statek. Wa%ne +y o tylko$ a+y na czas dojec)a o zaopatrzenie sk adające si" z c)le+a$ w#dki i papieros#w. moje dokumenty i wiz". =ardzo trudno +y o na . Dzeka nas teraz dwugodzinny przymusowy post#j spowodowany odp ywem. to kawa ek ry+y lu+ sama p etwa. (apitan +y w średnim wieku. dziesi". Po roz adunku zaopatrzenia za adowano pe ne +eczki z kawiorem i pop yn"liśmy do nast"pnej +azy. godzin. 4staliliśmy godzin" za adunku i rosyjskiej odprawy celnej. Po #w nie +y skomplikowany i przyni#s du%o zadowolenia$ poniewa% na jednym )aku znajdowa y si" przewa%nie dwie ry+y. =y o jednak zupe nie odwrotnie. W sezonie od owowym =orys posiada kilkanaście takic) +az i nie spos#+ +y o je wszystkie op yną. W moic) wizjac) mia em opuszcza. 3meryka*ski kapitan jednak przed za adunkiem c)cia zo+aczy. =y a ju% noc$ kiedy stan"liśmy na redzie portu. palce.. 5#g +y. terytorium 'osji szcz"śliwy i z miną zwyci"zcy. -a zielona ry+a +ra a na ka%dą przyn"t". 0ego przyjaciel z kapitanatu portu rozmawia z kapitanem ameryka*skiego statku$ kt#ry zgodzi si" za+ra. 2tatek przyp yną wcześniej i sta ju% w porcie$ wi"c =orys uda si" wraz ze mną do kapitana. Poniewa% C%niwaE kawiorowe trwa y oko o dw#c) miesi"cy$ nikt so+ie z tyc) niewyg#d nie ro+i specjalnego pro+lemu. ? godzinie osiemnastej land & ro8er sta przymocowany na pok adzie. Die+ie ju% nie ma w 'osji & pomyśla em$ patrząc na samoc)#d.. /iekt#re +y y tak oddalone$ ze trze+a +y o do nic) p yną. Dzu em si"$ jak +ym wst"powa do wojska. =y y to drapie%ne dorsze.

Wczesnym rankiem uda em si" pieszo do portu. . -ym razem nie uśmiec)a si" nawet Pietia. -en ostatni wiecz#r sp"dzi em w towarzystwie Pietii i =orysa. Dr"czy o mnie pragnienie snu$ ale ten nie nadc)odzi i tak si" z o%y o$ %e tej nocy w og#le nie spa em. /ie mog em doczeka. cz owieka +y a szacowana zaso+em jego portfela. si" porannego +rzasku. Przed p# nocą +y em ju% w mieszkaniu. =y o c) odno i mglisto$ wszystko dooko a wygląda o przygn"+iająco. si" w tym kraju$ jednak o wiele trudniej +y o ponownie wr#ci. /a na+rze%u po%egna em si" ze wszystkimi przyjaci# mi. Uegnaj$ gościnna 'osjo. do świata +ogatej cywilizacji$ do świata$ gdzie wartoś. 5g a stopniowo zanika a$ prze+ija o si" s o*ce$ zamieniając wszystko w z oto.początku zaaklimatyzowa. 'yk syreny oznajmi $ %e sko*czy a si" moja najwi"ksza przygoda.

Wiedzia em$ %e nikt mi tego nie za+ierze$ %e to nale%y tylko do mnie. . Pragn" w tym momencie zaznaczy.M Dziwnym wi"c trafem dzisiaj$ trzy lata po upadku komunizmu w 'osji$ nie jest mo%liwy wjazd do wi"kszej wsi sy+eryjskiej +ez wnikliwej kontroli dokument#w. 2pokojnie ustala em w myślac) c)ronologi" prze%ytyc) zdarze*$ a moje szare kom#rki mimowolnie analizowa y to wszystko$ podając mi gotowy wyra!ny o+raz wszystkiego$ co z o%y o si" na powstanie oso+liwego podsumowania. niematerialną$ czego nie mo%na na+y. Zdaj" so+ie jednak spraw"$ %e w pracy mojej jest wiele niedociągni".$ %e pomimo szczeryc) c)"ci nie uda mi si" wiernie wszystkic) myśli przela.∗być może 0operski odnosi się do pisarza +rytyjskie. styl$ form" dialog#w i refleksji. /ie+awem tacza a mnie tylko woda. =y o ic) niewiele$ ale ączy a je jedna ni.o p&5niejsza podr&* po azjatyckiej czę"ci +y!e. =ogatszy$ poniewa% posiada em coś$ posiada wartoś. sensacji stojącej przed prawdą. Przygotowując si" podr#%y przez 'osj"$ z wielkim zapa em czyta em wszystkie dost"pne pu+likacje tyczące tego kraju$ a przede wszystkim 2y+erii. (toś gdzieś przeczyta $ o+ejrza $ roz o%y map" i dopisa swoje. Dzu em si" +ogatszy o jedno wielkie %yciowe doświadczenie. 2ta em na rufie i o+serwowa em pofa dowany wzniesieniami +rzeg$ kt#ry z ka%dą minutą stawa si" coraz mniej wyra!ny$ a% wreszcie utworzy nieregularną ciemną lini"$ rozciągającą si" na )oryzoncie. na papier.XIV 6ąd oddala si" coraz +ardziej. 2ak% jak je. za pieniądze. -eraz jestem pewien$ %e wiele tyc) pozycji +y o pisanyc) zza +iurka$ +ez gruntownej znajomości tematu. (ksi)*ki 37ost 8eart o6 Asia4 i 3In Si+eria4% wydane zosta!a jednak ju* na prze!omie tysi)c$ecia% zatem nie do nich odnosi się 0operski . & ni. Popad em w przyjemne dr"twienie i zadum".$ %e nie jest to tylko opis ojej radosnej przygody %ycia$ ale przekazanie prawdy$ a nie tylko jej cz"ści$ kt#rą najc)"tniej pokazują światu reporterzy. W c)wili o+ecnej opisując moje przygody$ staram si" zac)owa. 0eden z autor#w tak si" rozp"dzi w swojej fantazji$ %e w ksią%ce wcisną czytelnikom$ %e z+ierając materia do swojego wydania$ porusza si" po komunistycznym Z2''$ omijając oficjalne instytucje pa*stwowe & tak so+ie po prostu podr#%owa po 2y+erii.o% 1o$ina 2hu+rona% kt&ry we wczesnych $atach osiemdziesi)tych podr&*owa! prywatnym samochodem po 'S(( i opisa! swoje o+serwacje w ksi)*ce 3Amon. the (ussians4. 2tojąc oparty o ring$ wpatrywa em si" w k "+iącą si" za rufą wod"$ lecz co pewien czas wzrok m#j automatycznie w"drowa w przestrze*$ gdzie do niedawna widoczny +y ląd.a w)tp$iwo"ci. 0ak ju% wspomnia em wiedza o +iedzie jest wiedzą ja ową. Dopiero teraz poczu em$ %e opuści em 'osj".o Imperium 6akt od+ycia pierwszej podr&*y nie pod$e.

-a ostatnia ma jednak r#%ne poj"cia$ +o nale%y zda. Wszyscy jednak +ardzo dok adnie wiedzą$ %e w 'osji panuje +ieda i n"dza. 0ako ciekawostk" dodam$ %e 5agadan zosta CotwartyE na prze omie 9. so+ie spraw"$ %e nie t"skni si" do tego$ czego si" nie zna. 5oim zdaniem n"dzarzem jest ten$ kt#ry urządza si" na tym świecie tak$ jak+y mia %y. 0edno co ewentualnie uczyni w tej sprawie$ to odda Dzerwonemu (rzy%owi nienoszone koszule$ kt#re od lat zalegają w szafie i ju% ma czystą szaf" i czyste sumienie.. Widoczna +y +y a tylko cienka nitka$ +o ile% mo%e cz owiek zo+aczy. Prze+y em ca ą 'osj" i 2y+eri"$ lecz o+szar$ kt#ry widzia em$ +y +y trudny do zaznaczenia na mapie. 6ecz autor opisujący to wielkie mocarstwo je!dzi so+ie swo+odnie po 2y+erii$ od czasu do czasu nawet korzysta z wewn"trznyc) linii lotniczyc).. Wiadomo$ %e dla przeci"tnego cz owieka nie +"dzie sensacją wiadomoś. za pieniądze.Dokumenty nale%y posiada.... 2ensacją natomiast +"dzie czyjeś nieszcz"ście$ +ieda$ n"dza. D#%$ nie mo%na zmieni. jakąś kwot" pieni"%ną na konto utworzone przez jakieś towarzystwo c)arytatywne$ nie o+iecuje so+ie$ %e w tym roku zrezygnuje z wakacji na 6azurowym Wy+rze%u$ a zaoszcz"dzone w ten spos#+ pieniądze przeznaczy dla potrze+ującyc). /a tym przewa%nie ko*czy si" pomoc +ogatyc) okazana +iednym. =ogactwo jest poj"ciem +ardziej ni% wzgl"dnym.. 0a nie +y em Cwsz"dzieE. kodu .$ %e komuś si" do+rze wiedzie i %yje w pe ni szcz"ścia. /iestety$ tyc) ostatnic)$ upośledzonyc) umys owo jest najwi"cej. /ikt tak naprawd" si" tym nie wzrusza$ nie +iegnie$ +y przela.... /ajwa%niejsze jednak jest$ a+y rozglądając si"$ zo+aczy. wszystko$ co nas otacza$ a nie tylko to$ co wydaje si" nam sensacją. 2pala ca ą swoją %yciową energi"$ nie zdając so+ie sprawy$ %e inwestuje w rzeczy martwe$ niemające %adnego znaczenia.. /iekt#rzy mają wszystko$ ale za atwianiem Cma yc)E spraw.< roku.T`. wiecznie. -ak wi"c w rozumowaniu przeci"tnego idioty$ c) op sy+eryjski jest n"dzarzem$ +o nie posiada pralki automatycznej i kolorowego telewizora. /ie s ysza em$ a+y ktoś kupi so+ie rozum. 2ą od tej regu y na pewno odst"pstwa$ ale jest ic) tyle$ %e w og#lnej skali ludzkości nie stanowią nawet jednej setnej procent. Wi"kszości wartości tego świata nie mo%na kupi. =y po prostu wsz"dzie$ nie przeszkadza mu nawet status Czamkni"tyc) miastE np. -worzą oni specjalny rodzaj Cma yc)E ludzi z du%ymi telefonami kom#rkowymi$ wiecznie zaprzątni"tyc) genetycznego. Wtedy siedzący w wygodnyc) fotelac) poczują si" lepsi od tyc)$ kt#ryc) dotkn" o nieszcz"ście i na tym to wszystko polega.$ rozglądając si" na prawo i lewo. patrząc na pociąg$ samolot$ a nawet tramwaj. (rasnojarska czy 5agadanu..

'osj" oso+iście$ a dopiero w#wczas wypowiada. Znamy )istori" i wiemy$ %e %aden nar#d na świecie nie prze%y tyle upokorzenia co nar#d rosyjski. 6osy te sprawi y$ %e 'osjanie stali si" narodem twardym$ a niedola i niedostatek uczyni y ludzi wra%liwymi na wszelkie nieszcz"ście. jednostronnym$ +o jednostronnoś. ?dczuwa em wielką ciekawoś. świata$ c)cia em go w ca ości zo+aczy. Wi"c nie podniecajmy si" sensacyjną wiadomością$ %e sy+eryjski c) op nie ma pralki automatycznej$ +o jest ona jemu tak niez+"dna jak nam rakieta latająca na (si"%yc. tu+ylc#w. Podczas mojego po+ytu na gościnnej ziemi rosyjskiej wielokrotnie +y em świadkiem sytuacji$ w kt#ryc) ludzie +ezinteresownie pomagali drugim$ a zapytani o to odpowiadali7 CDzisiaj on jest w +iedzie & jutro mog" +y.. (omunistyczna doktryna sprawi a$ ze cz owiek nie ufa drugiemu cz owiekowi$ szerzy o si" donosicielstwo$ a za najmniejszy przejaw niezadowolenia dostawa o si" d ugoletnie wyroki. na ziemi ameryka*skiej. 'ozwiną em wi"kszą pomys owoś. tyc) ludzi.. /ic nie przynieśliśmy na ten świat i nic z niego nie za+ierzemy. -ylko afiszowane +ogactwo wz+udza nieufnoś. 2tatek swym pot"%nym dzio+em rozdziera zimną wod" 5orza =eringa$ morza$ kt#re w o+ecnej strukturze geopolitycznej odgrywa szczeg#lną rol". 3 wszystko . 0ednak nic nie jest w stanie zmieni. 3utorzy tyc) pu+likacji$ niestety$ nic nie wiedzą o 'osji i 'osjanac). polityk" od normalnyc) ludzi$ a przede wszystkim od ic) serc. jest cec)ą ludzi niedojrza yc). -rze+a pozna.dziesi"ciu du%yc) i ma yc) narodowości$ kt#re ączą wsp#lne losy )istoryczne. si" na temat tego narodu.. W tej +itwie wygra o cz owiecze*stwo i jego forma$ jaką ludzie kraj#w wysoko rozwini"tyc) zatracili. 2 o*ce świeci o wysoko na nie+ie$ opad a unosząca si" mgie ka. Nwiat ic) po prostu nie zna. 0est to pewien paradoks$ poniewa% ludzie ci w niedawnej przesz ości +yli podejrzliwi i +ali si" sie+ie wzajemnie. /ie mo%na wi"c +y. ?statnie miesiące sprawi y$ %e sta em si" +ardzo samodzielny.$ %e 'osjanie %yli i %yją w szcz"ściu & nie c)odzi o to. Wszystko to sprawi o$ %e ju% z niecierpliwością czeka em na kolejne przygody$ kt#re mia y mnie tym razem spotka. Powietrze sta o si" agodniejsze. jaE.. Pisząc to$ staram si" oddzieli. W czasie mojej podr#%y przez 'osj" nie spotka em si" nigdy z narzekaniem ludzkim$ +iadoleniem o +iedzie. ?g#lnie jest przyj"te$ %e ludzie %yjący na 2y+erii są nieszcz"śliwi & kompletna +zdura. Pokrzywdzeni i g odujący tu acze wsz"dzie spotykają si" z uprzejmością i pomocą. ?+razki takie ogląda em tylko w reporta%ac) telewizyjnyc) nakr"canyc) przez zac)odnie wytw#rnie. 'osj" zamieszkuje oko o dziewi". Pisząc to$ nie c)c" dowodzi.og#lnie wszyscy nie mają nic.

Podzieli y jednak tylko ziemie$ +o ludzie pozostali ci sami. /owo odkryte terytorium przy ączono oficjalnie do 'osji. 3% dziw +ierze$ jak daleko zaw"drowa a ta stara kultura. W .zacz" o si" od tak7 ?ko o roku 9STI du*ski %eglarz +"dący w s u%+ie 'osji$ Ritus =ering$ op ywając p# nocno & wsc)odnie wy+rze%e 3zji$ odkry nieznane dotąd +rzegi.$ sprzedając tak +ogatą$ ziemi"$ ale prawda jest taka$ %e 'osja nie +y a+y dzisiaj +ogatsza$ posiadając w swoic) granicac) 3lask". (rajo+razy +y y podo+ne do sy+eryjskic) i gdy+y nie widoczne na ka%dym kroku zagospodarowanie terenu$ mo%na +y sądzi.$ %e narody te nie r#%nią si" urodą. Ritus =ering dokonując swego odkrycia$ nie przypuszcza $ %e par" stuleci p#!niej terytorium to zwane +"dzie 3meryką$ a osiemdziesi"ciokilometrowa cieśnina nosząca jego nazwisko stanie si" oficjalnie granicą czasu i daty$ a nieoficjalnie granicą dw#c) świat#w. ?dkrycia swego dokona w po+li%u cieśniny$ kt#rą p#!niej$ wraz z przyleg ym akwenem morskim$ nazwano jego nazwiskiem. /ie wątpi" w to$ %e jest to uroczy zakątek ziemi$ ale dla mnie ta dzikoś. (iedy w roku 9LPS car sprzeda 3lask" 2tanom Zjednoczonym$ ukaza si" o+op#lnie podpisany dekret gwarantujący zamieszkującym 3lask" 'osjanom o+ywatelstwo ameryka*skie. 0ednak patriotyzm +y silniejszy od materialnyc) korzyści i wi"kszoś. 5#j powr#t do CcywilizacjiE od+y si" +ez+oleśnie$ nie nastąpi o wielkie zderzenie świat#w$ +y o po prostu troc)" inaczej. Znajdowa y si" tu regularne +ezpieczne drogi i szlaki$ +y y stacje +enzynowe$ motele i pe ne towar#w sklepy. Przyk adem niec) +"dą . etnografem$ +y stwierdzi. 3lask" zna em tylko z literatury$ gdzie przedstawiano ją jako surową$ dziką i niedost"pną krain".skimosi$ kt#rzy zamieszkują po o+ydwu stronac) Dieśniny =eringa. /a 3lasce do dzisiaj mo%na spotka. +udk" telefoniczną. Poza niewielkimi wynalazkami cywilizacji tak samo %yją$ polują i piel"gnują te same tradycje. Zac)owa o si" jeszcze du%o staryc) dom#w i cerkwi. W przesz ości kontynenty te stanowi y jedną ca oś. Do prawda nie wszystkie drogi +y y asfaltowe$ ale jeśli ju% +y y$ to +y y adnie utrzymane$ a gdzieniegdzie na +ezludziu mo%na nawet +y o spotka. Denowie i 3ta+askowie na pewno mają tego samego protoplast" co Dzukcze$ (oriacy czy 3leuci. +y a inna$ ca kowicie ju% unowocześniona.. 'osjan powr#ci a na kontynent azjatycki. o 'osjanac) w przesz ości zamieszkującyc) te tereny. W adca rosyjski okaza wielką nieroztropnoś. ślady dawnyc) gospodarzy.$ lecz na przestrzeni milion#w lat ruc)y tektoniczne podzieli y na dwie cz"ści prastary kontynent.. '#wnie% niewiele si" r#%ni ic) standard %ycia. /ie trze+a +y. Dopiero jedenaście lat p#!niej rosyjska ekspedycja kierując si" wskaz#wkami =eringa dotar a do Cnieznanej ziemiE i nazwa a ją 3laską. -u nale%y r#wnie% wspomnie.$ %e znajduj" si" jeszcze na 2y+erii.

-ak czasami +ywa$ %e nie zawsze wszystko si" udaje. 5ieszka em w podrz"dnym )otelu C5ooreE a zwyczajną krec)"$ a rodzina szuka a paru dolar#w$ +ym m#g dojec)a. >dy+ym nie widzia 2y+erii$ zac)wyca +ym si" +ardzo otaczającym mnie krajo+razem$ ale dla mnie ziemia ta nie mia a ju% duszy. dni c)odzi em g odny po mieście$ a ślina mi o+ficie ciek a na widok wystaw sklepowyc) pe nyc) akoci. Doś mnie za+lokowa o i nie prze ama em ju% tej +ariery do ko*ca podr#%y.:. Prawie dziesi". W dwa dni p#!niej nocowa em ju% w motelu CDawson DreekE w (anadzie$ a nast"pnego dnia przejec)a em ca ą (olum+i" =rytyjską i znalaz em si" w 2eattle. -ymczasem +y em strasznie g odny w miejscu$ gdzie jedzenia +y o w +r#d$ a jedyną przeszkodą w jego zdo+yciu +y c)wilowy +rak Czielonego papierkaE..$ co +y si" mną . Pewnego wieczoru +y em ju% tak g odny$ %e postanowi em uda. 5ieli +y. Podo+nie rzecz mia a si" z (alifornią. 'osja po prostu si" jej zrzek a. 3laska jest jeszcze dzisiaj dziką krainą$ ale dla mnie nie +y a ona ju% tym co 2y+eria.9. Z +ardzo prostego powodu & z +raku pieni"dzy. film$ ale te% nic z tego nie wysz o. /ast"pnie nocą$ nad morzem rozpali em niewielki ogie* i upiek em zdo+ycz. 0ec)a em teraz 3laską Big)way$ pierwszą drogą ączącą 423 z nową Cgu+erniąE. do celu.. Za+rak o na +enzyn"$ na jedzenie i op aty za przejazdy przez liczne parki narodowe. w motelac) i przemieszcza. W okolicac) )ali targowej z apa em go "+ia$ z kt#rym uda em si" w ustronne miejsce$ gdzie poz+awi em go %ycia. /ie mia em nawet centa. si" na polowanie$ przed owami ukrad em solniczk" z pewnej c)i*skiej knajpy$ uz+roi em si" w n#% wyruszy em na poszukiwanie zdo+yczy. /igdy nie przypuszcza em$ %e na terenie +ogatej 3meryki +"d" c)odzi g odny. dni utkn" a moja eskapada. sponsorzy$ ale ic) nie +y o$ mia powsta. 'az u+ity %wir$ raz asfalt$ dooko a malownicze tereny. roku kraina ta zosta a oficjalnym stanem 423 i w c)wili o+ecnej jest jednym z najpi"kniejszyc) i naj+ogatszyc) stan#w 3meryki P# nocnej. /ie pozosta o nic innego$ jak nocowa. /ie musz" c)y+a wspomina. 5a o kto dzisiaj wie$ %e za czas#w (atarzyny I (alifornia +y a gu+ernią 'osji$ w kt#rej w adz" sprawowa graf 'iazanow. 4czta +y a wyśmienita$ %a owa em wi"c$ %e nie z apa em ic) wi"cej. si" drogami tego wielkiego parku narodowego. -ak jak 3lask" sprzedano$ tak (aliforni" oddano za darmo@ >dy% +y a za daleko i +y o tam za gorąco. W aśnie tu$ w stolicy stanu Waszyngton$ na dziesi". 2ko*czy y si" niewiadome$ sko*czy y si" pe ne uroku ogniska$ na ka%dym kroku nakazy i zakazy. Wi"c nie rosyjska mafia$ nie +ezdro%a i +agna zatrzyma y wypraw"$ ale +rak dro+nyc) w sumie pieni"dzy.

/awet nocą nie +y o czym oddyc)a. Indianie +yli wyra!nie znudzeni odwiedzającymi ic) turystami$ siedzieli w cieniu dom#w$ a w przerwac) mi"dzy jednym a drugim ykiem gorza y starali si" sprzeda. Dierpliwoś. Poniewa% +y a ju% trzecia dekada sierpnia$ upa panowa tu straszliwy. do celu okr"%ną$ ale za to ciekawszą drogą. jeszcze Wielki (anion$ a p#!niej uda. tysi"cy kilometr#w$ kt#re m#g +ym prze+y. D)cia em zo+aczy. swo+odnie w ciągu czterec) dni$ ale nie c)cia em przemieszcza. si" na p# noc i +ezpośrednio do /owego 0orku.$ jadąc autostradą. P#!niej jec)a em drogą wiodącą przez preri"$ a towarzyszący podr#%y skwar s oneczny o+rzydzi mi do ko*ca poznanie tego zakątka ziemi. przeje%d%ającym jakąś szmirowatą pamiątk". 5ia em jedzenie na nast"pne dwa dni.: uda em si" do os awionej Doliny Nmierci. Za par" dolar#w sk onni +yli za o%y. Wi"c wsz"dzie na ka%dym skrawku naszego glo+u to rodzaj walki z %yciem & pomyśla em. =y to widok +ardzo %a osny. 0adąc w kierunku Wielkiego (anionu$ cz"sto przeje%d%a em przez rezerwaty india*skie$ liczne na tym terenie. tylko autostradami$ +o c#% mo%na ciekawego zo+aczy. 5usia em jednak czeka. Wreszcie dosz y zdo+yte przez rodzin" pieniądze i mog em opuści. /ast"pnego dnia wa "sając si" g odny po mieście$ zauwa%y em ma y +ar$ gdzie sprzedawano tylko r#%nego rodzaju kanapki.sta o$ gdy+y fakt poz+awienia %ycia go "+ia wyszed na jaw. zosta a wynagrodzona.. a% do godziny dwudziestej drugiej$ gdy% dopiero o tym czasie zamykano +arek. do zdj". Do /owego 0orku najkr#tszą drogą +y o niespe na pi". w tej dolinie.. 2eattle. jak w rzeczywistości wygląda po udnie tego kraju$ znane mi dotyc)czas tylko z western#w$ wi"c postanowi em jec)a. =ocznymi drogami przedosta em si" do autostrady numer siedemdziesiąt i uda em . =y o p#!ne popo udnie$ a od prze o%onyc) gru+o +ekonem p# ek ugina y si" p# ki. Wnioskowa em wi"c$ %e wszystkiego nie sprzedadzą$ a reszt" po zamkni"ciu ka u wyrzucą do wielkic) kontener#w stojącyc) na zapleczu. W ?regonie zjec)a em z g #wnej drogi i dalej przemieszcza em si" podrz"dnymi drogami. na g ow" pomalowane g"sie pi#ra i pozowa. 2zerokim )akiem o+jec)a em 2an Arancisco$ zwiedzi em Park /arodowy YosemiteE$ w kt#rym nie +y o nic godnego uwagi i drogą numer T. 5ija em +iedne wsie i osiedla ludzkie zapomniane wśr#d wypalonyc) s o*cem z+oczy i wr"cz z radością stwierdzi em$ %e niewiele si" r#%nią od tyc) widzianyc) na 2y+erii. 3utostradą prze+y em tylko odcinek do Portland$ skąd pojec)a em nad Pacyfik i dalej wzd u% jego wy+rze%a podr#%owa em w kierunku po udnia. i gdy+y w motelu nie +y o klimatyzacji$ naprawd" poni#s +ym śmier. 2zy+ko zrozumia em$ %e sierpie* nie jest odpowiednim miesiącem na zwiedzanie tego regionu kraju$ wi"c postanowi em odwiedzi..

-ylko wielkie miasta są CzwariowaneE i pe ne przepyc)u. o kulturze$ w kt#rej jakiś umi"śniony aktor podo+ny do ma py czy sportowiec jest idolem narodu.. /a szcz"ście mia em adres kolegi$ kt#ry wyemigrowa z Polski przed dwudziestoma laty..$ nie zawsze wiedząc$ o co c)odzi. /iestety$ nie mam pieni"dzy$ a+y za+ra. Wita mnie tylko naj+li%sza rodzina... na ic) twarze. 0est dla mnie niezrozumia e$ dlaczego ten kraj dla wi"kszości świata sta si" sym+olem. I pomyśle. /ie wsz"dzie jest tak +ogato$ jak świat so+ie wyo+ra%a$ a pi"kne na kolorowyc) ekranac) wiejskie domki są z tektury. Dzego1 5agii plastykowej karty1 -eatralnej uprzejmości1 2ztucznej wolności1 Nwiat nie zdaje so+ie sprawy$ jak +iedni są ludzie je%d%ący wielkimi cadillacami$ mieszkający wśr#d kolorowyc) neon#w. =y em sam w tym wielkim mieście. 6ecz nie 0asiu (opij@ -acy faceci jak on nigdy si" nie zmieniają. /ie czeka y na mnie kamery telewizyjne$ gdy% nie odnosi si" sukces#w +ez odpowiednic) znajomości. W pierwszyc) dniac) września ląduj" na lotnisku w Warszawie. (orzystając z uprzejmości oraz karty kredytowej kolegi$ rezerwuj" przelot przez 3tlantyk.. W telewizji trudno jest to zo+aczy. Z +#lem serca rozstaj" si" z samoc)odem. 3le wystarczy z +liska popatrze. wiele o 2tanac) Zjednoczonyc)$ gdy% niewiele widzia em$ ale wiem$ %e nie ma takiej 3meryki$ jaką ogląda em w telewizji...uropy. /ie mog" napisa.$ %e wr#%ono mi$ %e nie dojad" nawet do 5oskwy. 6udzie +ez przerwy udają kogoś$ kim nie są. 5o%na si" temu wariactwu przyjrze. /ie jest do+rze z %adną nacją$ gdzie modelka zara+ia wi"cej od lekarza lu+ profesora. /ic wi"cej nie mog" powiedzie. ze so+ą do . Zatrzyma em samoc)#d przy jakiejś alei i poczu em si" +ardzo samotnie. 2ilą si" na oryginalnoś. /ic mnie ju% tu nie ciekawi o$ wi"c w dwa dni p#!niej wjec)a em na ulice /owego 0orku. Do /owego 0orku pozosta o nieca e dwa tysiące kilometr#w... Powiedzia em$ gdzie jestem i po godzinie ściskaliśmy si" wzajemnie na t ocznyc) ulicac) /owego 0orku.si" w kierunku Den8er. /ie dziwmy si" wi"c$ %e gdy zawieje wiaterek nad Alorydą$ zniszczenia wyglądają tragicznie. & wyra%ają$ niestety$ t"pot". /ie wiedzia em$ czy adres jest aktualny$ poza tym mia em du%o o+aw$ podnosząc s uc)awk" telefoniczną$ wiadomo przecie%$ %e ludzie si" zmieniają.. na temat 3meryki$ +o c#% mo%na jeszcze powiedzie..... W m odzie*czym wieku +yliśmy do+rymi przyjaci# mi$ razem rozpoczynaliśmy nasze CkarieryE muzyczne. .