You are on page 1of 29

Mariusz Ziomecki

MR. PEBBLE I GRUDA

powie Czarna Owca Warszawa 20

Redakcja: Ewa Jastrun, Katarzyna Weintraub Korekta: Jolanta Spodar, Ma !orzata "enys #rojekt ok adki: Ma!da Kuc Zdj$cie na ok adce: Kobieta w koronie%&lena '(ernenko%)etta%*etty +ma!es%,las( #ress Media Sk ad i amanie: Marcin -abus

'opyri!(t . /or t(e te0t by Mariusz Ziomecki, 1233 'opyri!(t . /or t(e #olis( edition by Wydawnictwo 'zarna &wca, 1233 'opyri!(t . /or t(e e4book edition by Wydawnictwo 'zarna &wca, 1233 +S56: +S56 78949:48;;<4<=241 Wydanie +

!inie"sza #ar$owa p%&'i(ac"a zawiera "e#)nie *ra+$en, pe-ne" wers"i ca-e" p%&'i(ac"i. A&) przecz),a ,en ,),%- w pe-ne" wers"i ('i(ni" ,%,a". !inie"sza p%&'i(ac"a $o.e &) (opiowana/ oraz #owo'nie rozprowa#zana ,)'(o i w)-0cznie w *or$ie #os,arczone" przez !e,Press Di+i,a' 1p. z o.o./ opera,ora s('ep% na (,2r)$ $o.na na&) ninie"sz) ,),%- w pe-ne" wers"i. 3a&ronione s0 "a(ie(o'wie( z$ian) w zawar,oci p%&'i(ac"i &ez pise$ne" z+o#) !e,Press oraz w)#awc) ninie"sze" p%&'i(ac"i. 3a&rania si4 "e" o#sprze#a.)/ z+o#nie z re+%'a$ine$ serwis%. Pe-na wers"a ninie"sze" p%&'i(ac"i "es, #o na&)cia w s('epie in,erne,ow)$ e5&oo(swe&.p' 5 a%#io&oo(i/ e5&oo(i.

Izie

Mo,,o6 Gruda: Mi o>? nie szuka ni!dy siebie @ni o siebie ma staranieA Mi owanemu tworzy niebo + tam, !dzie piekie sB otc( anieC

Kamyk: Jedynie siebie mi o>? szukaA "la swe!o szcz$>cia i rozkoszy Mi owane!o sp$ta? pra!nieA Wbrew niebu mury piekie wznosiC

William 5lake, DE(e 'lod and t(e #ebbleF 387<

PROLOG
Moja Gona Marietta odesz a w tajemniczyc(, do dzi> nie do koHca wyja>nionyc(, przynajmniej dla mnie, okoliczno>ciac(C &desz a tak, jak Gy a: na w asnyc( warunkac( i bez o!lBdania si$ za siebieC Jej c(arakterystyczny, ele!ancki styl da o si$ rozpozna? nawet w okruc(ac( relacji naocznyc( >wiadkIw zdarzenia, ktIrym si$ zdawa o, Ge co> widzieliC &dkBd si$!am pami$ciB J a pozna em jB wiosnB 37=9 roku jako rudow osB licealistk$ J Marietka zawsze si$ wyrIGnia a w>rId innyc( i to ona ustala a re!u y !ryC #otem jednym krokiem przesz a w nico>? J bo dos ownie by to krok J i na trwa e zmieni a Gyciowe orbity tyc( z nas, ktIrzy krBGyli wokI niej jak elektrony wokI jBdraC @ przecieG stanowili>my !rup$ silnyc( osobowo>ci, w ktIrej wodzi o si$ za by dwIc( kipiBcyc( od testosteronu samcIw al/aC Jeden z nic( zrobi karier$ w tajnyc( s uGbac(, a dru!i latami toczy wyrIwnanB wojn$ z aparatem ucisku totalitarne!o paHstwaC 5y teG przysz y bioc(emik, ktIry wed u! !azety DE(e 6ew Kork EimesF znalaz si$ w polu widzenia komitetu noblowskie!o, oraz osobnik tak nieprawdopodobnie i wszec(stronnie utalentowany, Ge ca e otoczenie, Bcznie z nauczycielami, uwaGa o !o po cic(u za wcielenie diab aC "ru!a z dziewczyn obecnie doradza kolejnym rzBdom #olski w delikatnyc( ne!ocjacjac( mi$dzynarodowyc(C 6a koniec wreszcie, w !rupie ulB! si$ poeta, jak wszyscy z te!o plemienia uparty i c(odzBcy w asnymi >cieGkamiC @ jednak bez Gadnej wBtpliwo>ci to w a>nie Marietta wytycza a kierunki, cele oraz dekretowa a ic( bolesne zakoHczeniaC Jej decyzje i jej wybory wyznacza y /azy nasze!o GyciaC 6a swIj 5aratron L3M wybra a dac( w >rIdmie>ciu WarszawyC Een sam, z ktIre!o jej matka zeskoczy a :3 lat wcze>niej, dok adnie co do dniaC Moim zdaniem, c(o? tu jestem odosobniony, Marietta zrobi a krok w pustk$ z podobnyc( J psyc(olo!icznie rzecz biorBc, identycznyc( J pobudekC W tym kraju przekleHstwa losu parzB si$ ze sobB i powielajB w nieskoHczono>? zabIjcze potomstwo, jak mioty l>niBcyc( czarnyc( diab IwC "opiero po tym, !dy budynek #@SE4y zabra mi Gon$, zaczB em dostrze!a? je!o dziwacznB /orm$C 5udowla jest przysadzista i przypomina wieG$ warownB, masywnB w proporcjac(, rozszerzonB na samej !IrzeC Kiedy> nawet by y tam blanki, ale po wojennej dewastacji !mac(u te!o detalu juG nie odtworzonoC "la starsze!o pokolenia warszawiakIw jest symbolem (eroicznej potyczki w czasie #owstania Warszawskie!oC M odsi wydajB si$ nie dostrze!a? budynku, !dyG dziwaczna konstrukcja, protoplasta wspI czesnyc( wieGowcIw, w ciB!u stulecia wtopi a si$ w krajobraz centrum miastaC Moja Gona wesz a na samo obrzeGe dac(u nad je!o wsc(odniB >cianB, od strony ulic Zielnej i Marsza kowskiejC W decydujBcyc( minutac( J wed u! nielicznyc( >wiadkIw, ktIryc( pe ne sprzeczno>ci, podszyte l$kiem zeznania dano mi do przeczytania J nie zdradza a wa(aH typowyc( dla samobIjcIw, ktIrzy wybierajB skok z wysoko>ciC &d poczBtku post$powa a w sposIb celowy i sprytnyC StraGnika w (olu ! Iwnym min$ a, odwracajBc je!o uwa!$, jak upiera si$ zainteresowany, bBdN korzystajBc z je!o kary!odnej nieobecno>ci na stanowisku s uGbowym, jak uzna prowadzBcy >ledztwo o/icer milicjiC 6ie niepokojona przez niko!o z personelu urz$dIw ulokowanyc( wIwczas przy Zielnej, mimo o/icjalnie wzmoGonej czujno>ci stanu wojenne!o, dosta a si$ po sc(odac( na ostatnie pi$troC Wej>cie na stryc( oraz w az na dac( by y zamkni$te na

k Idki, ale pokona a je sprawnie, jak przysta o na cz onkini$ !rupy, ktIra od miesi$cy umieszcza a nadajniki konspiracyjne!o radia na najwyGszyc( punktac( stolicyC W kieszeni jej ciemnozielonej kurtki o wojskowym kroju, popularnej wtedy Ddou!lasIwkiF, wed u! >ledcze!o znaleziono komplet wytryc(IwC &czywi>cie nie rozpozna em tyc( metalowyc( (aczykIw jako jej w asno>ciC & ile mi wiadomo, nie zrobi te!o rIwnieG Rysio, jej ojciec, a mIj te>?A on zapewne mIwi szczerzeC ,ina , ktIry nastBpi po wyj>ciu Marietty na dac(, odtwarzam ! Iwnie w wyobraNniC Ma B pomocB w tej rekonstrukcji sB strz$py in/ormacji od naocznyc( >wiadkIw, wi$kszB J znajomo>? c(arakteru i zwyczajIw mojej GonyC #rzede wszystkim jednak opieram si$ na intuicjiA to ! Iwny instrument nawi!acyjny w moim GyciuC #oza korporacjB poetIw intuicja uc(odzi za wBtpliwy kompas, ale znam wiele !orszyc(C &braz zdarzeH tworzy em z wewn$trznymi oporami, niemal wbrew sobieC Jak kto>, kto zmusza si$, by spojrze? na twarz dro!iej osoby po otwarciu trumnyC 6a koniec jednak musia em wype ni? t$ luk$C 'zyta em akta ze z!rozB i c(ciwie zarazemC 6ajwaGniejszym z dokumentIw by a relacja m odej matki, spisana przeciekajBcym d u!opisem na GI tawym, pe nym zadr papierzeC 11 sierpnia 379< roku, oko o po udnia, z powodu za amania si$ po!ody owa matka pospiesznie wraca a z wIzkiem z &!rodu Saskie!oC #rzy pawilonac( spojrza a do !Iry, na c(mury !nane wiatrem, by oceni?, czy zdBGy do domu przed burzBC 6a szczycie budynku #@SE4 y dostrze! a na tle nieba sylwetk$ kobiety, ktIra sta a na skraju dac(u i zdejmowa a kurtk$C Een widok by zaskakujBcy, podkre>li a zeznajBca, bo zaczyna a si$ ulewaC Kobieta uwalnia a si$ z okrycia, jakby kr$powa o jej ruc(yC 6ast$pnie Ddziwnym !estemF, na wyciB!ni$tej r$ce, unios a kurtk$ nad przepa>?C Een !est by mi doskonale znanyC #o tresurze w an!ielskic( szko ac( dla dzieci dyplomatIw Marietta wita a si$, podajBc d oH na wyprostowanym przedramieniu, wysoko uniesionB Onatyc(miast co/a a jB, !dy kto> rozumia to jako zaproszenia do poca owania w r$k$PC W tej tra!icznej c(wili wysun$ a wi$c rami$ odruc(owym, dumnym !estem i wypu>ci a kurtk$ z palcIw J jak mokre!o ptaka, ktIry opoczBc ci$Gkimi po ami, niez!rabnie zlatywa w dI w stru!ac( deszczuC SBdz$, Ge nie odprowadza a jej wzrokiemC Skoro raz juG podj$ a decyzj$, nie wa(a a si$: unios a si$ na palce, odc(yli a do przodu i J jestem o tym przekonany J zamkn$ a oczyC Marietta zawsze zamyka a oczy w najwaGniejszyc( momentac(C Widz$ jB, jak w stru!ac( deszczu zaczyna swIj lot: p ynnie, z wdzi$kiem baletnicy okr$ca si$ wokI swej osi i w tym piruecie, z p omieniem w osIw wokI ! owy, s/ruwa ku os upia ym >wiadkomC Minie ca a wieczno>?, zanim zza pawilonIw dobie!nie ic( od! os spotkania cia a z c(odnikiem, wielowarstwowy dNwi$k, na ktIry sk ada si$ trzask !ruc(otanyc( ko>ci i mdlBca eksplozja tkanek rozrywanyc( przez krewC + kolejna wieczno>?, zanim czyje> DJezus MariaQF przerwie cisz$, !dy juG wybrzmi ten sekundowy akord >mierciC Marietta posz a >ladem swojej matki, c(o? teG do koHca nie wiemy dlacze!oC MoGna powiedzie?, Ge pad a o/iarB morderstwa doskona e!o, ktIre!o licznyc( za!adek ani ja, ani nikt z jej przyjaciI i koc(ankIw nie zdo a rozwiBza?C #rawd$ zna tylko zabIjca i staram si$ po!odzi?

z my>lB, Ge ten kto> w s oHcu nie rzuca cieniaC '(o? czasami nac(odzi mnie niewyt umaczalne przeczucie, Ge kiedy>, jako>, co> ukaGe si$ jednak naszym oczomC 6a razie przypuszczamy tylko, Ge moja Gona odziedziczy a po matce niebezpiecznB kombinacj$ cec(: t$ samB zdumiewajBcB si $ i identycznB, tra!icznB s abo>?C Si y mia a dosy?, by przetrwa? podwIjny /aul, trium/ z a po Bczony ze zdradB osIb najbliGszyc( J niestety, w Bcznie ze mnBC Z o, ktIre jB dosi$! o, by o banalnej, pod ej odmiany, w czasac( junty pospolite jak ple>H, zimno i depresjaC "o te!o przywyk aC Zdrada, z kolei, wyros a z ma ej wiary tyc(, od ktIryc( oczekiwa a zau/ania absolutne!oC W niedobryc( czasac(, czyli w naszyc( stronac( prawie zawsze, tylko takie zau/anie, odporne na korozj$ lo!iki i rozumu, niesie nadziej$ ocaleniaC Eymczasem zawiedli>myC Wszyscy razem i kaGde z nas osobnoC Marietta przeGy aby i ten ciosC 5y a przecieG m odB matkB, poza tym przekonywa em si$ wielokrotnie, jak twarda by a ta pe na wdzi$ku, Gywotna kobietaC Jej psyc(iczny pancerz kry jednak kruc(y punkt: (onorC Een rodzaj s abo>ci jest niewidoczny !o ym okiem, trudno si$ domy>li? je!o istnienia, !dyG (onor wypad z obie!u w naszyc( czasac(C Rzadki jak albinizm J czasem my>l$: jak trBd J nadal zabija wielu z tyc(, ktIrzy wciBG noszB je!o !en w krwiobie!uC @le by o co> jeszczeC Rkryte w cieniu, z owieszczeC Eak czy inaczej, Marietta zostawi a nas u!inajBcyc( si$ pod ci$Garem poczucia winy, zdumionyc( w asnB ma o>ciB, kwestionujBcyc( J c(yba tylko ,ilek by wyjBtkiem J niedawne lo!iczne racje i Gelazne, wydawa o si$, ar!umentyC #rzyjaciele nerwowo przetrzBsali zakamarki sumieH, ale przecieG najwi$kszym winowajcB by em ja, jej mBGC #rawda by a taka, Ge odsuwa em si$ od Gony w ostatnic( miesiBcac( jej GyciaC *dy przypominam sobie swoje e!oistyczne racje, o!arnia mnie rozpaczC 6ie zosta em skrojony na bo(ateraC Moja misja jest innaC @le przecieG nie przyc(odzi o mi do ! owy, Ge na najzwyklejszej, ludzkiej p aszczyNnie zawiod$ tak koszmarnie, na ca ej linii i, co naj!orsze J nieodwracalnieC Marietta nie da a mi moGliwo>ci roztkliwiania si$ nad sobBC #rzed odej>ciem powierzy a mi zadanie, ktIrym musia em zajB? si$ natyc(miast: @nto> mia wIwczas niespe na pI tora rokuC Mia em !o nie tylko odc(owa?, ale teG uratowa?C #rzerwa? aHcuc( nieszcz$>?, nie dopu>ci?, by stara klBtwa przesz a na kolejne pokolenieC "zieciak w tym wieku jest absorbujBcy, dnie mia em wi$c wype nione po brze!iC 6ocami !ryz em si$C & czym moja biedna Gona my>la a, rozstajBc si$ ze >wiatemS 'zy Ge!na a si$ z nami, stojBc tam, na kraw$dziS ZnajBc obyczaje Marietty, wiem, Ge poGe!nania by yC KrItkie, rzeczowe jak u>cisk d oni, z nieoczekiwanie ciep B nutB na koniecC Wiem, co mo! a c(cie? przekaza? poszcze!Ilnym osobomA umia bym prawie ubra? to w s owaC 6ajwaGniejsze!o jednak nie musia em z!adywa?C "la mnie jedne!o Marietta zostawi a listC 6apisany jej okrB! ym pismem, w oGony do koperty z napisem DJanekF i przyci>ni$ty do drzwi lodIwki ma!nesem w kszta cie czerwono4bia e!o muc(omorkaC Zanim wysz a z domu, zapewne kilka minut po jedenastej przed po udniem, i na p$tli przy zbie!u ulic &lbrac(ta i Redutowej wsiad a w autobus pospieszny linii 5 do >rIdmie>cia, zadba a o sprawy doczesneC Skrupulatnie wysprzBta a dwupokojowe mieszkanieC Zrobi a

porzBdek w swoic( papierac( Oodkry em, Ge niektIre spali a na blasze od piekarnikaPC #op aci a na poczcie rac(unki, a nawet wys a a do urz$du odwo anie od odmownej decyzji w sprawie za oGenia nam tele/onuC 6a kilku osobnyc( kartkac( przy!otowa a dla mnie szcze!I owB instrukcj$ obs u!i naszej rodzinyC 5y tam adres apteki, !dzie kierowniczka odk ada a dla nas niemieckie mleko w proszku Tumana, i wykaz dni, kiedy przyjeGdGa a Dpani od mi$saF, milkliwa c( opka spod #u tuska, ktIra zaopatrywa a nasz blok w ciel$cin$ i sc(abC Wpisa a numer tele/onu pana *rzesia ze stacji '#6, c(ciwe!o prostaka, ktIry nocB za apIwki sprzedawa nam c(rzczonB wodB benzyn$ bez kartek, oraz adres prywatne!o warsztatu przy ulicy 5ema, w ktIrym serwisowa a zastaw$C Zapisa a kod do szy/rowej k Idki nasze!o wciBG okradane!o boksu w piwnicy, nazwisko i numer mieszkania ciecia nasze!o bloku OD#ami$taj, raportuje do bezpiekiFP i kilka innyc( praktycznyc( in/ormacjiC 6a stole w pokoju znalaz em ksiBGeczki zdrowia oraz zeszyt, w ktIrym pediatra @ntosia, doktor @leksy Knypel, zapisywa zalecenia dla ma e!oC 6ie tylko medyczne: na pierwszej stronie zeszytu widnia rysunek weso e!o s onia, z oGony z liter imienia i nazwiska doktora, oraz kate!oryczne przykazanie: 6@EK'TM+@SE S#R@W+U MR 5R@E@ -R5 S+&SERVQ " u!o czyta em i odk ada em te kartki, zanim odwaGy em si$ otworzy? kopert$C -ist zaczyna si$ suc(o, poGe!nanie Marietty nie zawiera o wyja>nieH ani przeprosinC Moja Gona wiedzia a, Ge jestem DzadaniowyF i najlepszB strate!iB postawienia mnie do pionu jest zasypanie lawinB poleceHC " u!o omawia a sprawy GycioweC "opiero w dalszej cz$>ci tekstu pojawi si$ znowu na! Iwek i odezwa si$ jej czu y ! os J jak yk tlenu w c(wili !dy juG dusi em si$ z GaluC

Panie mu, kochany (cho chwilowo w to wtpisz ! ostrze"a#am $i kiedy%, na samym pocztku nasze& zna&omo%ci, e 'y moe 'd musia#a przedwcze%nie $i opu%ci( Pamitasz) *ak to czu#am+ &ak dzi% wida, s#usznie( ,ie wiedzia#am tylko, e rozwidlenie naszych dr-", mie&sce, w kt-rym si rozstaniemy, ley tak 'lisko( (*ak, wci licz po cichu, e &eszcze zdarzy si cud( .le &e%li czytasz ten list, znaczy, e wype#ni# si na&"orszy scenariusz( /trasznie mi przykro, kochany ( 0szyscy &este%my zak#adnikami nasze"o charakteru i wychowania( *aki &est *w-& 'rat ! mam przeczucie, e &ednak wylie si z tych okropnych kontuz&i ! i taka &estem &a( *e"o nie zmienisz, nie tra wic czasu na rozpacz( ,ie poddawa& si rozpamitywaniu te"o, co 'y#o( .ni poczuciu winy, 'o na to, co mi si przytra1i#o, nie mia#e%, mu, wp#ywu( $ho pewnie uwaasz inacze&( Pamita& &ednak, e to &a 0as opuszczam( $ie'ie i syneczka( 2ior na sie'ie ca#kowit odpowiedzialno% za t potworn decyz&( Prze'acz mi, &eeli potra1isz, ale nie stara& si nadmiernie( /kup swo&e si#y, swo& ener"i i do'r wol, za kt-r tak $i podziwiam, na na&wanie&szym( *eraz musisz 'y dzielny i po"odny, m-& mu, 'o chc ! prosz i '#a"am3 ! 'y% kocha# .ntosia za nas o'o&e(

,ie wolno $i odm-wi mo&e& ostatnie& pro%'ie( 4usisz 'y dla nie"o o&cem i matk &ednocze%nie( 4usisz ro'i wszystko, co wolno i cze"o podo'no nie wolno, 'y "o chroni( ,ie tylko przed skutkami mo&e"o ode&%cia( /praw, 'y .nto% nie zosta# kole&nym strace5cem z naszych rodzin( 6eeli nie zna&dziesz inne"o rozwizania, wychowa& "o 7le( 8 "-ry z"adzam si na to( $hc, e'y 'y# e"oist( .l'o wywie7 "o daleko std i zatrzy& za wami %lady( $okolwiek "o uchroni, &a to apro'u&( 6ak $i, mu, wiadomo, &estem ateistk inte"raln( ,ie tylko sama nie wierz w istnienie 'o"a, ale nie wierz r-wnie, e wierz w nie"o inni (lu'i#e% pyta, czy to dotyczy te nasze"o papiea+ prawda, on &eden sprawia mi pewien k#opot ( ,ie wierz w ycie wieczne( 9late"o nie mo" o'ieca 0am, e 'd patrze na 0as z nie'a i opiekowa si 0ami( $ho 'ardzo 'ym te"o chcia#a( 8osta&ecie sami na %wiecie( *a my%l przeraa mnie 'ardzie& ni to, e &u nied#u"o przestan my%le, widzie, czu((( 2y( : .le na wszelki wypadek nie czy5cie szkody nocnym owadom( Pozw-lcie im wlatywa w letnie noce przez otwarte okna wasze"o domu( Gdziekolwiek on 'dzie sta#( 2y moe to &a, pod postaci rude& my, 'd sprawdza#a, czy do'rze so'ie radzicie, moi wspaniali mczy7ni( $zy umyli%cie z'y, czy poca#owali%cie si na do'ranoc, czy %picie mocno, "#'okim snem, 'ezpieczni pod moimi skrzyd#ami( 6ezu((( m P/ I pamita&, kochany, e'y zakrapla mu uszy(

"wa dni po >mierci Marietty zidenty/ikowa em jej zw oki w prosektorium przy ulicy -indleya w obecno>ci cywilne!o /unkcjonariusza milicji oraz pracownika szpitalaC 'ywil pali papierosaA od dru!ie!o, starsze!o m$Gczyzny, cuc(n$ o alko(olemC 'ia o leGa o na wIzku, niedbale przykryte sp$kanB ceratBC *dy cywil uc(yli jB dla mnie, zobaczy em, Ge twarz Marietty w momencie upadku by a zwrIcona ku !IrzeC ZmiaGdGony ty czaszki nada jej wy!lBd rozp aszczonej maskiC #ociemnia e od zasc(ni$tej krwi w osy utworzy y sztywny kapturC

6a metalowym stoliku obok noszy leGa y znalezione przy zmar ej przedmioty: pop$kane okulary z zeissowskimi szk ami, portmonetka, dowId osobisty, skasowany bilet autobusowyC &raz niewielka stara ksiBGka, kieszonkowe wydanie wierszy oprawione w powycieranB, w dwIc( miejscac( przedziurawionB, skIr$C Een tomik wyrwa mnie z letar!u, jak spr$Gyna, ktIra uruc(amia ukryty mec(anizmC #odpisa em protokI podsuni$ty przez cywila i pos usznie pozwoli em wyprowadzi? si$ z budynku na zlewane /alami zimne!o deszczu podwIrko szpitalaC WrIci em tam po pI !odzinie z butelkB wIdki z pobliskie!o sklepu dolarowe!o #ewe0C "obi em tar!u z alko(olikiem z prosektorium: w zamian za trzy czwarte litra wyborowej wr$czy mi relikwi$ rodu SokalIw, D#oezyjeF 6orwida, wydany we -wowie w roku 3973 kieszonkowy reprint wcze>niejszej o trzy dekady edycji lipskiejC WewnBtrz ksiBGki, na ! $boko>ci strony 7: oraz kilka centymetrIw obok, na ! $boko>ci strony 33<, opiera y swoje mosi$Gne by dwa pociski z broni r$cznej, wystrzelone w odst$pie 1< lat w trakcie dwIc( wielkic( wojenC *dyby ktIry> z nic( przedar si$ przez warstwy skIry i papieru, moja Gona nie przysz aby na >wiat, a ja mia bym w Gyciu inne zmartwieniaC Reszt$ rzeczy denatki kaza em przekaza? ojcu samobIjczyniC Sam nie c(cia em mie? z nim nic do czynieniaC Eomik zabra em do domu, a potem dalej, na emi!racj$, jak am/or$ z zakorkowanym w >rodku z o>liwym dGinemC 6ie rozumia em, dlacze!o Marietta zabra a ze sobB t$ ksiBGk$ w ostatniB dro!$C "ziwi em si$ teG sobie, Ge wyciB!nB em po niB r$k$ w strasznej c(wili i zada em sobie trud, by jB odzyska?C #INniej wielokrotnie by em bliski pozbycia si$ /eralne!o tomikuA rozwaGa em podarowanie !o wydzia owi slawistyki czy wr$cz dyskretne pozostawienie !o na pI ce ktIre!o> z antykwariatIw wokI uniwersytetu w @nn @rborC @le to nie spotka oby si$ z aprobatB mojej Gony J c(o? nie powiedzia aby mi marne!o s owaC 6a koniec za!rzeba em rozstrzelanB ksiBGk$ na stryc(u, w walizce niec(cianyc( rupieci z powoli zapominanej przesz o>ciC Wiadomo>? o >mierci Marietty b yskawicznie roznios a si$ po mie>cieC 'o by o do>? dziwne, biorBc pod uwa!$ Ga osny stan Iwczesnej tele/onii oraz niec($? ludzi do korzystania z linii pods uc(iwanyc( przez tajniakIwC Znajomi, ktIrzy wcze>niej demonstracyjnie przestali u nas bywa?, stukali do drzwi juG nast$pne!o dnia po wydarzeniac( na ZielnejC #rzybywali w !rupac( po kilka osIb ze wz!l$du na brak benzyny i trudno>ci w namawianiu taksIwkarzy do jazdy na dalekB Wol$C &stentacyjnie okazywali mi serdeczno>?, jakby c(cieli da? do zrozumienia, Ge niezr$czny problem, ktIry rzuca si$ cieniem na nasze relacje, przeminB C Kobiety wstawia y do lodIwki przy!otowane dla nas potrawy, m$GczyNni o/erowali pomoc w za atwianiu /ormalno>ci po!rzebowyc(C Eroskliwie dopytywali, kto si$ teraz zajmie ma ymC & Marietcie zaraz po przywitaniu wypowiadali po kilka ostroGnyc(, starannie przemy>lanyc( zdaH i juG nie wracali do tematuC Z naszej paczki nie pojawi si$ prawie niktC ,ilek si$ ukrywa , a Konstanty zniknB prawie rok wcze>niej i nikt nie mia poj$cia, !dzie nasz -eonardo teraz c(lejeC Miszka siedzia w Stanac(, w tym swoim wymarzonym TarWardzie, a 5odek odbywa kolejnB tajemniczB misj$ !dzie> za !ranicBC Ee absencje nie robi y mi wi$kszej rIGnicyC 5y em odr$twia y psyc(icznieC #rzed po!rzebem wywiesi em na drzwiac( kartk$, Ge DJan i @nto> nie przyjmujB wizytC #rzepraszamyFC Eylko +za nie zniec($ci a si$ i nacisn$ a klawisz dzwonka, pod ktIrym ciemnia a

wydrapana kluczem s ynna dziura w tynku J pamiBtka z czasu, !dy moja ci$Garna Gona odczuwa a nieodparty apetyt na minera yA dziura przesta a po! $bia? si$ dopiero, !dy +za kupi a w sklepie zoolo!icznym wapno dla papu!C #o c(wili wa(ania wpu>ci em aplikantk$ radcowskBA by a jednak wyjBtkiemC #od wieloma wz!l$dami zresztBC Xwiecki po!rzeb samobIjczyni na warszawskic( #owBzkac( odby si$ dyskretnie i szybkoC Wy oGona szarym kamieniem, przypominajBca sprasowany popiI Dsala po!rzebowaF sprawia a wraGenie pustejC 'z onkowie rodziny teG nie dopisaliC Moi rodzice byli zdruz!otani wcze>niejszym nieszcz$>ciem: &lo, mIj m odszy brat, >ci!any przez milicjantIw po akcji ulotkowej, wpad pod samoc(IdC #o(aratany, ze z amanym kr$!os upem, torturowany przez bIle, ktIryc( !burowaci lekarze nie c(cieli lub nie umieli u>mierza?, &lo rozpaczliwie trzyma si$ Gycia w nieo>wietlonym, >mierdzBcym szpitaluC 5ez opieki matki, ktIra trwa a przy nim 1< !odziny na dob$, prze!ra by t$ walk$ z ca B pewno>ciBC 6asz ojciec, z kolei, juG wcze>niej odsunB si$ od ludziC #rzesta robi? wyjBtki dla ko!okolwiekC *dyby>cie znali je!o (istori$, nie dziwiliby>cie si$ specjalnieC Eak wi$c Mariett$ Ge!na a !arstka osIbC 5y a Kosia, jej ukoc(ana opiekunka, postarza a w ciB!u tyc( kilku dniC #ojawi si$ teG ojciec: z opuszczonB ! owB wkroczy do sali w towarzystwie o/icera oc(rony tuG przed wyniesieniem trumny i nie odezwa si$ do niko!o w trakcie krItkiej ceremonii nad !robemC 5y teG mIj dru!i brat, Stanis aw, i siostra, ZosiaC &bok niej dostrze! em spuc(ni$tB od p aczu, ubranB w czarnB sukienk$ +z$C 6o i by em tam ja z @ntosiem na r$kac(C MoGe pojawi si$ kto> jeszcze, ale nie pami$tamC W sumie nieliczna !rupa, je>li wziB? pod uwa!$, jak znanB w Warszawie osobB by a zmar aC W nast$pnyc( dniac( i ty!odniac( prIbowa em skupi? si$ na pisaniu J jedynym, co mi do tej pory wyc(odzi oC @le niepoj$ty, rIwnieG dla mnie same!o, ! os wewn$trzny przesta dyktowa? linijki wierszyC ZaczB em wi$c jeNdzi? do pracy w wydawnictwie przy ulicy Wiejskiej, liczBc, Ge rutynowe zaj$cia przyniosB mi ukojenieC 6iestety, Kosia !as a, za amana stratB Marietty, ktIrB wyc(owywa a od dzieckaC Staruszka nie mo! a juG dNwi!a? ci$Garu opieki nad ruc(liwym malcemC W listopadzie cic(o odesz a na cmentarz i kruc(y porzBdek nasze!o >wiata znIw si$ rozsypa C &d tej pory praktycznie zamknB em si$ w domuC JednB z nielicznyc( zalet komuny by o to, Ge wobec tak zwanej inteli!encji twIrczej nie e!zekwowano obowiBzku przyc(odzenia do pracyC Moja skromna pensja pojawia a si$ co miesiBc na koncie w #K& i w zasadzie niko!o nie interesowa o, czy bywam w biurzeC Rczy em si$ wi$c piel$!nacji ma e!o dziecka i niepostrzeGenie odkrywa em kontynent ojcostwaC Je!o znaczenie mia o urosnB? dla mnie do olbrzymic( rozmiarIw, ale, podrIGnik z konieczno>ci, pierwsze kroki stawia em nieporadnieC #$ka y mi w r$kac( butelki do karmienia, brudzi em si$ zawarto>ciB pieluc(C WokI siebie widzia em mrok: przyt aczajBcy smutek kaGde!o dnia i brak perspektyw na przysz o>?C 6a dodatek pewne!o popo udnia da em si$ zaskoczy? i prI! mieszkania przekroczy zwalisty m$Gczyzna o !rubo ciosanyc( rysac(, z w osami Nle u/arbowanymi na brBzC 'z owiek ten by kiedy> moim przyjacielem, ale to min$ oC Wtedy nienawidzi em !o juG kaGdym atomem moje!o cia aC @ !dy ,ilek zada mi pytanie, na ktIre nie c(cia em zna? odpowiedzi, !dy ostroGnie jeszcze, z wa(aniem s/ormu owa swoje roszczenie i wyciB!nB r$k$, by po! aska? ! ow$ moje!o dzieciaka, wpad em w panik$C Wiedzia em, Ge z nim akurat nie potra/i$ si$ zmierzy?, by zbyt mocnyC

Jednak mIj anio strIG wreszcie si$ ocknB i sprawi ma y cudC 5y to jeden z tyc( s abo wyt umaczalnyc(, a przecieG cz$styc( zbie!Iw okoliczno>ci, bez ktIryc( przetrwanie w ludzkim >wiecie nie wydaje si$ w o!Ile moGliweC #rzed naszymi drzwiami zmaterializowa si$ kurier ambasady amerykaHskiej w Warszawie i wr$czy mi GI tB, tak zwanB manilowB kopert$ z zamkni$ciem na sznurekC W >rodku znajdowa si$ list od pro/esora slawistyki jedne!o z uniwersytetIw na Xrodkowym Zac(odzieC "Gentelmen, ktIre!o m$tnie pami$ta em z jakie!o> spotkania sprzed roku czy dwIc( lat, proponowa mi stypendium na swoim wydzialeC Rczepi em si$ tej nitki, c(o? szansa uzyskania z!ody na wyjazd, na dodatek z dzieckiem, wydawa a si$ bliska zeraC W kraju, !dzie !ranice zosta y o/icjalnie zatrza>ni$te po o! oszeniu stanu wojenne!o, panowa a istna obsesja ucieczkiC Miliony o!arni$tyc( klaustro/obiB obywateli >ni o o emi!racji, ludzie prIbowali przedziera? si$ przez zielonB !ranic$, przemyka? kajakami na 5orn(olmA najbardziej zdesperowani porywali samolotyC W adza na to odpowiada a, zaciskajBc mocniej w pi$>ci klucze do zamkIwC Jednak z oGy em wniosek w biurze paszportowym przy ulicy KruczejC & dziwo, juG po kilku dniac( poproszono mnie tam na rozmow$C M$Gczyzna o nijakic(, trudnyc( do zapami$tania rysac( twarzy zaprowadzi mnie do pokoju z kratB w oknieC Rsiad em na rozc(wianym krze>leC #oin/ormowa , Ge dostan$ paszport, @nto> rIwnieGC 5y jednak warunek: do dokumentu zostanie wbita pieczBtka: DZ prawem do jednokrotne!o przekroczenia !ranicyFC &znacza o to, Ge opu>cimy kraj na sta e, wyja>ni , a przed wyjazdem b$d$ musia sprzeda? mieszkanieC *dybym si$ zdecydowa , c($tnie pomoGe w tej ostatniej sprawieCCC 6ie zastanawia em si$ d u!oC W !rudniu 379< roku, na dzieH przed Wi!iliB, po za atwieniu ka/kowskic( /ormalno>ci odlecieli>my z @ntonim pac(nBcym czysto>ciB boein!iem Erans @merican @irlines do ,rank/urtu, a stamtBd jumbo jetem do "etroitC 5y a to ucieczka, nie wyjazdC & decyzji na oGenia butIw emi!ranta nie poin/ormowa em niko!o ze znajomyc(C Z rodziny wiedzia a tylko moja siostra ZosiaC @le nawet ona ni!dy nie pozna a moje!o pierwsze!o adresu na kampusie ani pINniejsze!o, !dy juG osiedli>my na sta e w miasteczku "earbornC 6ie poda em jej nawet domowe!o numeru tele/onuC Zaczepi em si$ na Rniwersytecie Stanowym Mic(i!an w @nn @rbor poczBtkowo jako stypendysta, pINniej doktorant, by na koniec rozpoczB? mozolnB wspinaczk$ po szczeblac( kariery akademickiejC #rzyklei em si$ jak (uba do drzewa wielkiej instytucji naukowej, a ta !odzi a si$ na to z powodIw, ktIre niewiele mia y wspIlne!o z moimi talentami dydaktycznymi, domniemanB pasjB badawczB czy nawet z /aktem, Ge rozemocjonowani przybysze z #olski stanu wojenne!o cieszyli si$ w owym czasie pewnB sympatiB w Stanac( Zjednoczonyc(C #rzyj$to mnie, bo by em poetB, a poeci tworzB ma/i$C W @nn @rbor odkry em, Ge jest to tajne sprzysi$Genie, ktIre!o macki oplatajB >wiat, a cz onkostwo zaleGy wy Bcznie od kapry>nyc( opinii innyc( poetIwC Z pozoru sk Iceni i zawistni, wierszokleci wspierajB si$ w kwestiac( praktycznyc(C "la osobnika, u ktIre!o wyczujB * os, zawsze znajdzie si$ stypendium, c(a tura w radiu, zamIwienie na recenzj$ czy cienki, ale pewny etacik na jakim> wydziale literaturyC Yy? z samej poezji udaje si$ nielicznym szcz$>liwcom, ale czasy, kiedy poeci umierali z ! odu na zimnyc( stryc(ac(, teG szcz$>liwie przemin$ yC @kademik, ktIry pomI! mi wydosta? si$ z #olski, obdarzony, jak !o okre>lali cyniczni koledzy, Dwi$kszym sercem niG posturBF, palBcy niewyobraGalnie smrodliwe cy!ara pro/esor -yle 'arliss, okaza si$ jednym z wysokic( kap anIw te!o bractwaC

Z je!o poparciem uda o mi si$ skleci? nowB e!zystencj$ w Stanac(C Stworzy em @ntoniemu domC &dbudowa em si$ jako poeta i z czasem zaczB em nawet pisa? po an!ielsku, co najbardziej zdumiewa o mnie same!oC RniknB em do>wiadczeH poczBtkujBcyc( emi!rantIw, de!radacji towarzyskiej i pracy /izycznej przy Dklinowaniu o/isIwF albo smo owaniu dac(IwC Zatar em teG za sobB >lady tak dok adnie, jak potra/i emC #rzyjB em amerykaHskie nazwisko J takie, ktIre moGe kojarzy? si$ tamtejszym odbiorcom poezjiC &d poczBtku przedstawiam si$ nim studentom, czytelnikom, krytykom i redaktorom ma!azynIwC 6ie kontaktuj$ si$ z nikim w kraju, a sekretarka nasze!o wydzia u, Mary4Rose, z zasady nie Bczy do mnie tele/onIw z #olski J c(yba Ge dzwoni DSos(zaFC 6ie udziela teG in/ormacji Gadnym osobom, ktIre czasem pytajB w biurze z ci$Gkim s owiaHskim akcentem o poet 1rom Poland lub nadsy ajB w tej sprawie pozbawione rodzajnikIw pisma o/icjalneC Z bie!iem lat liczba takic( zapytaH wydaje si$ rosnB?, ale Mary4Rose wykonuje moje instrukcje co do jotyC Zosia pozostaje jedynym o!niwem, ktIre Bczy mnie z EuropB, rodzinB i ca ym poprzednim GyciemC #rzysy a listy na adres wydzia u, trzy do czterec( razy w roku umawiamy si$ na rozmowy tele/oniczneC StBd wiem, Ge mIj brat &lo przeGy , Ge Stac( ponownie si$ oGeni i ma bliNniaczki, a tata znIw pracuje naukowoC Kiedy>, na poczBtku emi!racji, odc(orowywa em te rozmowy, wywo ywa y /ale t$sknotyC @ terazS 6asze kontakty z Zo>kB pozostajB zdawkowe pewnie dlate!o, Ge tak si$ przyzwyczaili>myC Emi!ranci sB nielo!iczniC &puszczajB rodzinny kraj, bo nie potra/iB w nim dalej Gy?, ale w nowym miejscu irytuje ic( wszystko, co jest inneC 5o amerykaHskie koty i mewy sB wielkie jak prosiaki, a wiewiIrki jakie> takie szareC 5o jedzenie z supermarketu ma smak waty, a domy ci idioci budujB ze sklejkiA jak si$ sc(odzi po sc(odac( do sypialni, to w li;in" room szk o dzwoni w komodzieC @ w o!Ile ci Jankesi sB jak dzieci, szybko si$ nudzB, nawet >wi$ta 5oGe!o 6arodzenia zaliczajB pospiesznie, juG dzieH po Wi!ilii wyrzucajB c(oinkiC Ja teG nie uniknB em idealizowania Dstare!o krajuF, c(o? w @meryce !eneralnie mi si$ podoba, a od rodakIw trzymam si$ na zdrowy dystansC Eo z powodu @ntonie!o nie mo! em do koHca zapomnie? o #olsceC &dkry em, Ge dzieciakowi nie moGna zabra? wszystkie!o: matki, rodziny, a na dodatek kraju i ca ej przesz o>ciC #uste miejsca czym> trzeba wype ni?C Wi$c wype niam je opowie>ciamiC 'o wieczIr malec s uc(a bajek, ktIryc( bo(aterami sB 'iastek, '( opczyk Rlepiony z '(lebowej Masy, oraz ca a !aleria k Itliwyc(, ekscentrycznyc( postaci, ktIre 'iastek ratuje z tarapatIwC #ostaciami tymi sB cz onkowie naszej rodziny oraz przyjaciele, a miejscem akcji J #olskaC @nto> doma!a si$ bajek re!ularnieC Rlizany na mokro, pac(nBcy s odkB dziecinnB pastB do z$bIw, c(udziutki c( opaczyna we /lanelowej piGamce z wizerunkami postaci z D*wiezdnyc( WojenF, pilnuje co wieczIr, Geby tata nie oszukiwa C J Morze zmartwi o si$ i zacz$ o jeszcze raz liczy? ziarenka piasku: sto bimbalionIw pi$?set miliardIw sto milionIw dziewi$?set tysi$cy pi$?dziesiBt osiem, sto bimbalionIw pi$?set miliardIw sto milionIw dziewi$?set tysi$cy pi$?dziesiBt dziewi$?, sto bimbalionIw pi$?set miliardIw sto milionIw dziewi$?set tysi$cy sze>?dziesiBtZ *wiazdy z !Iry przy!lBda y si$ tym rac(unkom swoimi z otymi oczami, nawet wiatr ucic( , Geby nie przeszkadza?C Miliard ziarenek piasku, sto miliardIw, tysiBc miliardIwZ Rp ywa y !odzinyC + na!le na plaG$ wbie! labrador, przykucnB i zrobi na piasku o!romnB, soczystB kup$Z

J EatoQ J @nto> z oburzenia siada na IGkuC J #rzestaHQ 6asza 5o>ka ni!dy by tak nie zrobi aQQ Wyc(yla si$ z pi$trowe!o IGka i spo!lBda na 5o>k$, ktIra waruje na pod odze otoczona plastikowym z omem zabawekC -abrador o sier>ci koloru biszkopta przymilnie mac(a o!onemC J Masz absolutnB racj$C J #rzytulam c( opca, ca uj$ i ponownie uk adamC J Zorientowa e> si$ od razuC 5ystry z ciebie synekC J #rzepro> 5o>k$C Z powa!B poc(ylam si$ i potrzBsam przedniB apB psaC J #rzepraszam, 5osiuC J Eo dzisiaj juG trzeci raz J napomina mnie @ntoniC J Wi$cej nie b$d$ J obiecuj$C J Zamknij oczy i s uc(ajC Wi$c na koniec morze policzy o wszystkie ziarenka i znIw si$ rozp aka oC WciBG brakujeS J zapyta 'iastekC Eak, jedne!oZ 5uuuuuuuQQQ 6ie p acz, powiedzia 'iastekC 'o> mi przysz o do ! owyC '(yba wiem, !dzie ono moGe by?C ZdjB z no!i trampek i po plaGy rozniIs si$ tak o(ydny zapac(, Ge morze zrobi o si$ zielone i zwymiotowa oZ J E@E&QQQ J &jejQ ZdjB z no!i trampek, podniIs !o do !Iry, potrzBsnB i co z nie!o wypad oS J Ziarenko piaskuQQ J wykrzykuje zac(wycony @nto>C J + morze zaraz przesta o p aka?, a 'iastek wrIci do domku rybaka, !dzie spali mama i ty, dziadek i babcia, i Zo>ka, i &lo, i pan KonstantyZ J @ przed nami by y jeszcze d u!ie wakacjeC Morze by o wdzi$czne 'iastkowi za znalezienie z!uby i pi$knie si$ odwdzi$cza oC KaGde!o ranka wita a ic( s oneczna po!odaC J 6ad polskim morzem jest tak zawsze J mIwi ma y z przekonaniemC J Woda by a ciep a, nie by o /al i rodzice wszystkim pozwalali si$ kBpa?C J 6awet maluc(omS J 6awet zupe nym maleHtasomC "obranoc, synkuC J &powiedz jeszcze, jak poca owali>cie si$ z mamBC J JutroC J "zisiajQ #ierwsza bajka si$ nie liczy, bo oszukiwa e>C Ja c(c$ o pa acuZ

@ntoni wie, Ge nie b$d$ si$ d u!o opiera C Kiedy jestem w domu, czyli prawie zawsze, nie opuszczamy wieczornyc( bajek i sp$dzamy przy nic( tyle czasu, ile on c(ceC Eo jest nasz nienaruszalny rytua C J #o polsku czy po an!ielskuS J 6ie pami$taszS #a ac opowiada si$ po polskuQ J @nto> c(ic(oczeC 5awi !o, Ge nie pami$tam takic( oczywistyc( rzeczyC J #opatrzC J Wskazuje ma B apkB oprawionB /oto!ra/i$ na >cianie i na>laduje ton ! osu swojej nauczycielki, siostry Mary: J ZastanIw si$ sam, tatusiuC 'zy wy>cie wtedy z mamB rozmawiali po an!ielskuS #rzypomnij sobie, jestem pewny, Ge to wieszC 6o, prosz$, czekam na twojB odpowiedNQ

6a tej /oto!ra/ii mamy po osiemna>cie latC 5y czerwiec 3782 roku, w a>nie zdali>my matur$C Krzyszto/ Klenczon odszed z 'zerwonyc( *itar i za oGy Erzy KoronyC KrBGy y niepokojBce po! oski o !roGBcym rozpadzie !rupy t(e 5eatles, a w #olsce wa(ad o (istorii wyc(yli o si$ skrajnie w stron$ stetrycza e!o komunizmu, by wkrItce zaczB? mozolnB, dwudziestoletniB wspinaczk$ w kierunku normalno>ciC My ! Iwnie imprezowali>myC 6ajlepszB prywatk$ te!o roku zor!anizowa rzecz jasna KonstantyA na osiemnaste urodziny zaprosi klas$ Ddo niebaFC 'o mia na my>li, odkryli>my dopiero przed pI nocB, !dy straGnik #a acu Kultury i 6auki, krewny solenizanta, po cic(u zawiIz nas radzieckB windB, z taboretem i bakelitowym tele/onem w >rodku, na zamkni$tB juG dla publiczno>ci plat/orm$ widokowB najwyGsze!o budynku w krajuC #lat/orma do dzi> znajduje si$ nieco poniGej spiczaste!o dac(u i o/eruje widok na wszystkie strony >wiataC KrBGyli>my po kamiennyc( tarasac(, popijajBc s odkie wino i podziwiajBc krzywizn$ ZiemiC WokI nas p ytkim snem zasypia o miasto: od zac(odu mroczna &c(ota i Wola, potem ciemnia Yoliborz, XrIdmie>cie i StarIwka, oddzielone Wis B od starej #ra!iC 6a koniec, po obej>ciu plat/ormy doko a, moGna by o podziwia? MokotIw z rosnBcym w oddali !Irotworem blokowisk Ste!ien i RrsynowaC XrIdmie>cie w czasac( *omu ki o>wietlano marnie, a pozostawione w wielu miejscac( ruiny pot$!owa y wraGenie, Ge metropolia, jak zmaltretowane zwierz$, wciBG kuli si$ przed spodziewanym ciosemC Jednak czerwcowa noc by a bezc(murna, a po zapaleniu >wiec GI ty piaskowiec na >cianac( pa acu nabiera ruc(liwe!o ciep aA na szczycie kamiennej wieGy czuli>my si$ bezpieczniC [atwo ule!ali>my nastrojom, poniewaG po skoHczeniu szko y zaciBGy o nam poczucie doros o>ci i nowo odkryty l$k przed przemijaniemC Eej nocy bawili>my si$ bez Gadnyc( (amulcIwC '( opcy zadbali o wyposaGenie prywatkowe: 5odek przytaszczy swIj skarb, ma!neto/on z zak adIw imC Kasprzaka, szpule z ta>mami i elektryczny przed uGaczC Eorba Konstante!o zawiera a zielone butelki s odkie!o wermutu i musztardIwki, pozostali ukryli pod koszulami wIdk$ i piwoC Marietta, bo!ata w dobra materialne, mia a zac(odni aparat /oto!ra/iczny z lampB b yskowBC Eo nim -a>ka pstryknB nam nad ranem !rupowe zdj$cieC #ostacie wyj$te z ciemno>ci

>wiat em /lesza: +za przytula si$ do Konstante!o, ktIry unosi w !Ir$ szklank$ alko(olu, a ja, niepewnie jeszcze, obejmuj$ Mariett$C Miszka robi ! upiB min$, jak zawsze, !dy nie wie, jak si$ zac(owa?C Eylko 5odek po prostu patrzy w obiektywC 6a /oto!ra/ii brak ,ilkaC "late!o t$ w a>nie, spo>rId trzec(, ktIre zac(owa y si$ w albumie z tamtej nocy, wybra em do karmienia wyobraNni dzieciakaC #owi$kszona i oprawiona w ramk$ ze szk em mia a oszukiwa? je!o rosnBcy ! Id matki i pustk$ w duszy, jakB rodzi brak przynaleGno>ciC "a em @ntoniemu nas z czasIw, !dy juG stawali>my si$ pi$kni, c(o? nie do koHca byli>my opierzeniA na dziewczynac( wida? jeszcze resztki dzieci$ce!o t uszczyku, a !$ste czupryny c( opcIw nie mieszczB si$ na ! owac(, co sprawia, Ge troc($ przypominamy p$dzleC Wtedy koc(ali>my si$ juG, jak nam si$ zdawa o, na ca e Gycie, c(o? Gadne z nas za skarby nie uGy oby te!o s owaC

J *dy nadszed dzieH naj(uczniejszyc( urodzin obc(odzonyc( przez przyjaciI twojej mamy J rozpoczB em opowie>? J zebrali>my si$ w >rodku miasta, !dzie Konstanty wyznaczy nam zbiIrk$C 6ie mieli>my poj$cia, jaka czeka a nas niespodziankaC J 'iastek wie, Ge pojedziecie windB na szczyt pa acu J piszczy @nto>C J &n wie wszystkoC J Eo by a bardzo szybka winda, szybsza niG ta w ,ederal 5uildin! w "etroitC #ami$tasz, tatusiu, jak mi si$ zakr$ci o w ! owieS J Eamta winda w Warszawie by a zaczarowana J mIwi$ uroczy>cieC J 6ie zatrzyma a si$ na ostatnim pi$trze, tylko jec(a a wciBG wyGej i wyGejC @G znalaz a si$ nad c(muramiC Windziarz nazywa si$ pan -udwik Jerzy KernC @ je!o pomocnik J ,erdynand Wspania yQ J EatusiuQ Eakic( nazwisk nie ma w bajceQ "zieci sB do!matyczne i nie lubiB zmian raz ustalone!o porzBdkuC J "obrzeC Wi$c winda wyrwa a si$ z pa acu i wywioz aby nas nie wiadomo !dzie, pewnie do >rodka "ro!i Mlecznej, !dyby 'iastek nie wypatrzy ma e!o !uzika z czerwonB !wiazdkB i napisem #&WR\EC 6acisnB !o bez zastanowieniaC Rs yszeli>my pisk, jak w (amujBcym samoc(odzie, i winda zatrz$s a si$C #otem powoli opad a tam, !dzie c(cieli>my tra/i?: na trzydzieste pi$tro #a acu KulturyC Wszyscy strasznie si$ cieszyli, Ge majB tylko dla siebie takie wspania e miejsceC @le zaraz pojawi si$ nast$pny problem: nikt nie potra/i znaleN? !niazdka elektryczne!oC 5ez prBdu, jak wiadomo, nie ma muzyki, a bez muzyki przyj$cie nie moGe si$ uda?C 6a szcz$>cie 'iastek ruszy na poszukiwania i wypatrzy !niazdkoC 5odo uruc(omi ma!neto/on i nad Warszaw$ pop yn$ y takty piosenki 5eatlesIw D&b4la4di, &b4la4daFC J 9esmond has a 'arrow in the market place

4olly is a sin"er in the 'and J @nto> zaczyna cienkim ! osikiemC "o Bczam do nie!o i >piewamy dalej razem: ! 9esmond says to 4olly <"irl I like your 1ace= .nd 4olly says this as she takes him 'y a hand( >'?la?di, o'?la?da li1e "oes on, 'ra @a la how the li1e "oes on: J #oza twojB mamB nikt z nas nie rozumia s Iw, ale piosenki 5eatlesIw podoba y nam si$C 5y y weso e i >wietnie si$ przy nic( skaka oC @lbo, przy tyc( wolnyc(, przytula oC @ o to przecieG c(odzi oC J 'iastek zauwaGy , Ge ty by e> smutnyC #rzez +z$C J EakC 'iastek to dobry obserwatorC 6ie da si$ !o oszuka?C 5y em smutnyC +za w a>nie te!o wieczoru powiedzia a mi, Ge juG wi$cej nie b$dziemy ze sobB c(odzi?C J 5y a twojB narzeczonB od poczBtku roku szkolne!o J podpowiadaC J W a>nieC Kompletnie mnie tym zerwaniem zaskoczy aC Rdawa em oczywi>cie, Ge nie robi to na mnie Gadne!o wraGeniaC @le zanim zdBGy em wymy>li? co> ! upie!o, co c( opcy cz$sto robiB w takic( sytuacjac(, twoja mama zaprosi a mnie do taHcaC J + jB poca owa e>Q J 6ie tak od razuC

E& K&5+EEK WK5+ER@J] MVY'ZKZ6C "opiero pINniej do mnie dotar o, Ge dziewczyny ukartowa y wszystko mi$dzy sobBC Wymieni y si$ c( opakami tamtej nocy, a ca ej operacji dokona y tak ! adko, Ge obaj zainteresowani niewiele poczuliC Konstanty i ja znIw znaleNli>my si$ w ramionac( J tyle Ge inaczej obejmujBcyc( i pac(nBcyc(C 6ie by o sensu protestowa?: ramiona by y s odkie, oczy dziewczyn b yszcza y kocio, szpule ma!neto/onu kr$ci y si$, alko(ol niIs szalone obietniceC Xwiat naleGa do nasC Jako nastolatek by em niez!rabnyC Zazdro>ci em kole!om J ! Iwnie Konstantemu i ,ilkowi J ktIrzy >wietnie taHczyliC #odziwia em, jak prowadzili partnerki, okr$cali, puszczali wirujBce i znIw apaliC 6ieomylnie znajdowali rytm, a ic( no!i i biodra porusza y si$ niezaleGnie od ramionC Eymczasem ja, obciBGony rodzinnie brakiem muzykalno>ci, na parkiecie by em sztywny jak kijC Wyc(odzi em wy Bcznie do wolnyc( kawa kIw, a mimo to partnerkom w kaGdym momencie !rozi o rozdeptanieC 6ie poma!a y lekcje udzielane mi przez siostr$C

Eamtej nocy na szczycie pa acu Marietta jednak sprawi a cudC D6ie my>l o krokac( J szepn$ a mi do uc(a, !dy 5odek pu>ci ^@nn$ Mari$_ 'zerwonyc( *itarC J My>l o mnieFC Ko ysali>my si$ w miejscu, obj$ciC #rzestawa em si$ denerwowa?C *dy zaczB si$ przebIj D6apisz, prosz$, c(ociaG krItki listF *rupy @5' i Taliny ,rBckowiak, zacz$li>my przemieszcza? si$ po piaskowcowyc( p ytac(C 'zu em si$ coraz pewniej i lepiejC 5odek uk ada swoje na!rania jak zawodowy disk jockeyA DprzytulankiF przeplata szybkimi kawa kamiC Jako nast$pny zabrzmia rockowy DTelpFC '(cia em zdezerterowa?, ale Marietta przytrzyma a mnie ramionamiC #oruszy a biodrami, zrobi a krok, potem dru!iC #rowadzi a, a mnie zaskakujBco atwo przysz o za niB podBGa?C Stopy i kolana, ktIre nie c(cia y by? mi pos uszne, teraz s uc(a y jejZ 6im si$ obejrza em, juG wirowali>my na >rodku tarasu, a ona od/ruwa a i przy/ruwa a do mojej r$kiC @ potem, patrzBc mi prosto w oczy, zacz$ a powtarza? s owa piosenkiC #o latac( sp$dzonyc( na Zac(odzie z atwo>ciB t umaczy a an!ielskie tekstyC *dy teraz starannie wymawia a kaGde s owo z osobna, tekst stawa si$ i dla mnie z !rubsza zrozumia yC 'zu em, jak dostaj$ !$siej skIrki: J Aelp me i1 you can IBm 1eelin" downZ .nd I do appreciate you 'ein" round:Aelp me "et my 1eet 'ack on the "roundZ 0onBt you please, please help me: L1M J ZEatusiu, /a szujeszQQQ J @nto> zrywa si$ z po>cieli i, podskakujBc w !Ir$ i w dI , jak 5eatlesi na /ilmie z koncertIw w Tambur!u, swoim cienkim ! osikiem wy>piewuje pierwszB zwrotk$: J 0hen I was youn"er, so much youn"er than today, I ne;er needed any'odyBs help in any way 2ut now these days are "one IBm not so sel1 assured: J &kayC J [api$ c( opaka na r$ce i ponownie uk adam na IGkuC &tulam !o kocykiem, jak ma e dziecko, ktIrym /izycznie juG nie jest J c(o? przecieG na zawsze nim pozostanieC J &baj wiemy, o co c(odzi, mIj piosenkarzuC Wolisz s uc(a? dalej bajki czy sobie po>piewamyS J #os uc(amC J Ma y ziewaC J EaHczyli>my i bawili>my si$ do upad e!oC 6a szczycie kamiennej wieGy, kilkaset metrIw nad dac(ami domIw, nie musieli>my >cisza? muzyki ani obawia? si$, Ge do drzwi zastuka milicjant wezwany przez sBsiadIwC Jednak wkrItce, jak zwykle na prywatkac(, skoHczy nam si$ alko(olC J EatusiuQQQ J RpsQ &czywi>cie mia em na my>li, synku, Ge skoHczy y si$ nam soczkiC 6a szcz$>cie straGnicy pa acowi odsprzedali nam kilka butelek z w asnyc( zapasIwZ

M6+EJ W+V'EJ W EKM S@MKM 'Z@S+E &"KRK-+XMK, Ge na tarasie i w pomieszczeniac(, do ktIryc( mieli>my dost$p, nie by o toaletyC @ niektIrzy z kole!Iw juG zaczynali c(orowa?C Jedni rzy!ali po kBtac(, inni J co wydawa o si$ lepszym pomys em J przez barierk$ na zewnBtrzC #ijaniusieHki Konstanty demonstrowa , jak wykorzysta? pustB butelk$ po winie jako Dpisuar r$cznyFC Xrednio mu to, prawd$ mIwiBc, wyc(odzi oC Mimo tyc( utrudnieH impreza rozwija a si$ prawid owoC W ciemnyc( zakamarkac( ob>ciskiwa y si$ pary, a wype nione nowB zawarto>ciB butelki wylatywa y z tarasu, by rozbija? si$ bez! o>nie daleko w dole, na !rani pa acu, daru narodu radzieckie!o dla narodu polskie!oC Ja i Marietta teG nie wypuszczali>my si$ z obj$?C J + po raz pierwszy poca owa e> mam$ J podpowiada ma y sennym ! osemC J Eak, Eo by o mniej wi$cej wtedyC J + byli>cie zakoc(aniC @ potem ja si$ urodzi emC J Z!adza si$, koc(anieC @nto> ziewa i zasypiaC "la nie!o (istoria koHczy si$ w tym miejscuC

& ERZE'+EJ 6@" R@6EM 6+E5& 6@" #R@*] zacz$ o si$ rozja>nia? i widzieli>my coraz wi$cej detali na dac(ac( >rIdmie>ciaC #taki krBGy y wokI pa acu na wysoko>ci naszyc( oczu, jak ma e staro>wieckie aeroplany szykujBce si$ do ataku na Kin! Kon!aC Rsta Marietty mia y smak, ktIre!o jeszcze nie zna em: by a w nim obietnicaC Jej oczy, o!romne w zbliGeniu, potwierdza y to, co su!erowa ruc(liwy j$zykC 5y em jeszcze prawiczkiem, +za nawet w klasie maturalnej nie z!adza a si$ na wieleC Wca owywa em si$ w Mariett$ bez tc(u, coraz bardziej odurzony, dotyka em jej coraz >mielejC 5odo wy Bczy juG swIj sprz$t !rajBcyA na tarasie s yc(a? by o poranne ?wierkanie ptakIwC Marietta opar a si$ plecami o >cian$, !dy moja r$ka mimowolnie zacz$ a w$drIwk$ pod jej sukienkBC 6ie odpyc(a a mnie, przeciwnie, wciB!n$ a brzuc(, otwierajBc mi dro!$C &szo omiony si$!a em dalej, aG c(wyci a mojB d oH i przycisn$ a do siebie z ca ej si yC Erwali>my tak, na skraju rozkoszy, przez ma B wieczno>?C &dsun$ a mnie a!odnym !estemC Wy! adzi a sukienk$C ZnIw przybliGy a twarz do mojejC 'zubki naszyc( nosIw zetkn$ y si$C Jej Nrenice sondowa y bez po>piec(u mojB pryszczatB, p ytkB dusz$C "r!nB em, !dy zacz$ a nuci? niskim ! osem: Aelp, I need some'ody

Aelp, not &ust any'ody: 'a owa em jB i przysi$!a em, Ge moGe na mnie liczy?C &d dzi> naleG$ do niej i nie jestem &ust any'odyZ + wtedy Marietta niespodziewanie zacz$ a p aka?C Jej zielone oczy pociemnia yC *dy wyda a z siebie pierwszy szloc(, c(cia em jB pocieszy?, ale odepc(n$ a mnieC Zanim si$ zorientowa em, wskoczy a na balustrad$ tarasuC Ea balustrada, z prymitywnie ociosane!o kamienia, by a szeroka, ale w tamtyc( czasac( wokI plat/ormy widokowej nie by o jeszcze oc(ronnyc( siatek ani Gadnyc( innyc( zabezpieczeHC Marietta wyprostowa a si$, r$ce wysun$ a na bokiC Sta a nad przepa>ciB spokojnie jak na szkolnej rIwnowaGniC 5yli>my wszyscy nietrzeNwi, ale zda em sobie spraw$, co dziewczynie !roziC 6aleGa o jB koniecznie >ciB!nB? z te!o murkuC @le ba em si$, Ge jB wystrasz$, robiBc nieostroGny ruc(C J 6ie wolno ciQ J krzykn$ a, z!adujBc moje my>liC 6ie rusza em si$ z miejscaC J Marietta, zejdNC ZmruGy a oczy, c(wiejBc si$ leciutkoC My>la a nad czym> intensywnieC J 6ie moGesz si$ we mnie zakoc(iwa?, rozumieszS 6ie wolno ciQ #rzyrzek em jej wi$c brak mi o>ciC 5$d$ oboj$tny jak bry a lodu, aG oboje si$ zestarzejemyC 6ie dostanie ode mnie kwiatka na Gadne!o Isme!o marca i nie b$d$ nosi w port/elu jej zdj$ciaC #rzysi$!a em cynizm i niewierno>?, byle tylko zesz a z barierkiC @le nie s uc(a aC ZalewajBc si$ zami, balansowa a nad przepa>ciBC J 5 a!am ci$, Marietta, zejdNC '(odN do mnieC J 6ie zbliGaj si$Q -iczy em, Ge kto> zauwaGy, co si$ dziejeC Jednak wszyscy, Bcznie z ,ilkiem, byli zaj$ci w asnymi sprawamiC 5odek, najsprawniejszy /izycznie i zawsze wiedzBcy, co robi?, teG jak na z o>? zniknB !dzie> ze swoim bezcennym ma!neto/onemC Musia em dzia a? samC J Marietko, zrobisz co> dla mnieS J zapyta em najspokojniej, jak umia emC J 6ie zejd$ J krzykn$ aC J + widz$, jak si$ skradaszC StIjQ J '(c$ tylko, Geby> przesun$ a si$ troc($ w prawB stron$ J wyja>ni emC J "o >cianyC + opar a si$ o niB r$kBC

6amy>la a si$ przez c(wil$, potem, szurajBc stopami, dotar a do brze!u sekcji balustradyC Si$!n$ a r$kB do >ciany z piaskowca i ustabilizowa a swojB pozycj$C Eak lepiejC J 'zy mo!$ teG tam wej>? i posta? obok ciebieS J Mimo c( odu czu em, jak moja koszula robi si$ mokra na plecac(C Zielone oko ypn$ o na mnie z niepokojemC J #lat/us z ciebie, na wue/ie spadasz z rIwnowaGni J zauwaGy aC J -epiej nieC @le skoro tak bardzo si$ upierasz, moGesz tu usiB>?C 5y em jej wdzi$czny za t$ kompromisowB propozycj$C Stara em si$ nie patrze? za siebie, !dy lokowa em na balustradzie mIj dy!ocBcy ty ekC XcisnB em palcami wyszczerbionB kraw$dN kamieniaC J -epiej zejdN J poradzi a MariettaC Rspokaja em si$C Rzecz nie okaza a si$ aG tak strasznie trudnaC J Z tobBC @lbo teG stan$C 6ie uwierzy a mi, milcza aC Ea kamienna p yta jest szeroka, mIwi em sobie w my>lac(C 'o najmniej trzy razy szersza od szkolnej rIwnowaGniC @ barierka ma najwyGej metr dwadzie>cia wysoko>ciC Yadna sztuka na tym stanB?C 6iewaGne, co jest za plecamiC Kolana mi dy!ota y jak kastaniety, !dy si$ prostowa emC Wreszcie stanB em obok dziewczyny i teG si$!nB em r$kB w bok, do zbawczej >cianyC 6akry em jej d oH swojB, wil!otnB od potuC J ZnIw b$d$ p aka? J powiedzia aC J Jeste> taki dobryC @le mnie nie warto koc(a?C J Mam innB opini$C J Jestem z !runtu z aC ZepsutaC E!oistka i pod aC J Eo mnie opisa a>C J + nie jestem dziewicBC J Ja teGC J K amieszC J #arskn$ a >miec(emC 'zu em, Ge si$ czerwieni$C

J 6ic dobre!o ci$ ze mnB nie spotka J powiedzia a ciszejC J SkBd wieszS Znasz przysz o>?S J Mam przeczuciaC #rzyc(odzB nie wiadomo skBdC Kiedy mnie ca ujesz, jest mi dobrzeC Jak mnie dotykasz, unosz$ si$ w c(murac(C @ potem co> mi szepcze w ! owie, Ge kiedy> b$dziemy naprawd$ razem, ale ja b$d$ musia a odej>?C 5oj$ si$C J 6ie p aczC #i a> wIdk$C Eo ! upie my>liC J #rosz$, zostaw mnieC Eak b$dzie lepiejC J '(odNmy si$ koc(a? J powiedzia em wreszcie w a>ciwB rzeczC Marietta skin$ a rudB ! owB, otar a zy z buzi wierzc(em d oniC #rzykucn$li>my i razem zeskoczyli>my na pod o!$C Kilka kwadransIw pINniej obejmowali>my si$ na jej wBskiej, panieHskiej leGance w pokoiku przy ulicy 6owotkiC MIj pierwszy raz nie wyszed tak (eroicznie, jak bym sobie Gyczy , ale na koniec, po kilku podej>ciac(, dop yn$li>my razem do portuC Marietta ! o>no j$cza a, potem krzykn$ a przeraNliwieC Zupe nie jej nie obc(odzi o, co pomy>lB obudzeni domownicyC Wtedy zna em juG J a w a>ciwie wydawa o mi si$, Ge znam J jej niewiary!odnie tolerancyjne!o ojcaC Szokowa o mnie to wszystkoA stosunki w moim domu, a mieszka em nieopodal, by y diametralnie rIGneC Eo, co zdarzy o si$ tamte!o ranka, by o pierwszym przeb yskiem, zaledwie zapowiedziB mi o>ci, ktIra mia a dopiero nadej>? po kilku latac(C #rawdziwB parB zostali>my z MariettB pod koniec studiIwC Zamieszkali>my razem i znIw min$ o sporo czasu, zanim z oGyli>my podpisy na akcie w Rrz$dzie Stanu 'ywilne!o przy placu Zamkowym na Starym Mie>cieC #INniej nieraz przyc(odzi o mi do ! owy, Ge lepiej by si$ sta o, !dyby>my nie utrzymali rIwnowa!i na tamtej balustradzieC #owinni>my byli sp ynB? razem, obj$ci, w kamiennB czelu>?, w ktIrej naszej wieczno>ci strze! yby /i!ury boGkIw #olskiej Rzeczypospolitej -udowej: toporne, barczyste robotnice, wielko! owi (utnicy i Go nierzeC

&SER&Y6+E Z"EJMRJV X#+]'EMR @6E&S+&W+ !rube okularyC 5ez nic( oczy moje!o syna odzyskujB normalnB wielko>?, a je!o blada buzia z niebieskimi Gy kami na skroniac( wydaje si$ mniej bezbronnaC '( opiec przekr$ca si$ na bokC &tulam !o kocem po raz kolejny, !dy w kuc(ni rozle!a si$ dNwi$k tele/onuC *dy odwieszam s uc(awk$, nadal jest ten sam piBtkowy wieczIr 7 czerwca 377; roku, ?wier? wieku od tamtyc( wydarzeH i prawie jedena>cie lat, odkBd zdar em z siebie polskB skIr$C Wyszed em z tamte!o losu, zatrzasnBwszy za sobB drzwi, i wyrzuci em kluczC Zrobi em to, by ratowa? malutkie!o, a juG skrzywdzone!o przez Gar oczne /atum synaC Eeraz otacza mnie spokIj cic(e!o, >liczne!o przedmie>cia, ktIre ocieniajB stare drzewaC 5ezpieczeHstwo zapewnia nam

najsilniejsza i najprzyzwoitsza demokracja, jakB zna planetaC Wszystko jest takie same, ale zarazem juG zupe nie inneC 6asza kryjIwka zosta a wytropionaC 6iewiary!odne, ale jednak si$ sta oC 6ie wiem, co zrobi$C MoGemy znIw uciecA tak zor!anizowa em nasze sprawy, Ge mI! bym zniknB? z @ntonim z "earborn w czasie krItszym niG 1< !odzinyC

Moje prawo jazdy i paszport mIwiB, Ge nazywam si$ Jo(n JC #ebble i mam <: lataC "okumenty sB autentyczne, wydane le"e artis przez Sekretarza Stanu Mic(i!an oraz "epartament Stanu rzBdu /ederalne!o RS@C Z up ywem lat coraz s abiej rea!uj$ na dawne nazwiskoC Eu, w Stanac(, atwo porzuca si$ trudne do wymIwienia, zbyt d u!ie czy z innyc( powodIw niewy!odne names, nadane nam w odle! yc( zakBtkac( >wiataC 6a europejski koncept, Ge wcze>niejsze nazwisko jest DprawdziweF, patrzy si$ z politowaniem, jako na jeden z przesBdIw Dstare!o >wiataFC #rzyjB em ten punkt widzenia za swIjC @ jednak, !dy podnios em s uc(awk$ tele/onu, a m$ski ! os zapyta po polsku, czy ma przyjemno>? z Janem Kamykiem, straci em ! osC Wiedzia em z przeraNliwB jasno>ciB, Ge oto koHczy si$ nasza spokojna e!zystencjaC 'zeka nas z @ntonim kolejne trz$sienie ziemi, a przez s uc(awk$ dobie! mnie je!o pierwszy pomrukC 'zarny diabe , morderca doskona y mojej Gony, odnalaz nas po dekadzie ciszyC

!inie"sza #ar$owa p%&'i(ac"a zawiera "e#)nie *ra+$en, pe-ne" wers"i ca-e" p%&'i(ac"i. A&) przecz),a ,en ,),%- w pe-ne" wers"i ('i(ni" ,%,a". !inie"sza p%&'i(ac"a $o.e &) (opiowana/ oraz #owo'nie rozprowa#zana ,)'(o i w)-0cznie w *or$ie #os,arczone" przez !e,Press Di+i,a' 1p. z o.o./ opera,ora s('ep% na (,2r)$ $o.na na&) ninie"sz) ,),%- w pe-ne" wers"i. 3a&ronione s0 "a(ie(o'wie( z$ian) w zawar,oci p%&'i(ac"i &ez pise$ne" z+o#) !e,Press oraz w)#awc) ninie"sze" p%&'i(ac"i. 3a&rania si4 "e" o#sprze#a.)/ z+o#nie z re+%'a$ine$ serwis%. Pe-na wers"a ninie"sze" p%&'i(ac"i "es, #o na&)cia w s('epie in,erne,ow)$ e5&oo(swe&.p' 5 a%#io&oo(i/ e5&oo(i.

Prz)pis)

3C W staroGytnyc( @tenac( przepa>?, do ktIrej wrzucano przest$pcIwC LwrI? do tekstuM 1C #omIG mi, je>li moGesz, jestem zdo owany, doceniam to, Ge jeste> przy mnie, pomIG mi znIw stanB? na no!i, bardzo prosz$, pomIG mi Ot umC autoraPC LwrI? do tekstuM