You are on page 1of 696

Vikram Chandra wite Gry

Osoby Sartad Singh: sikhijski inspektor policji w Mumbaju Katekar: posterunkowy, partner Sartada Singha alini: ona Katekara Mohit i Rohit: ich synowie Kamala Pandej: stewardessa, matka, kochanka pilota linii lotniczych, Umea Kamble: ambitny podinspektor policji, partner Sartada Singha Parulkar: zastpca komendanta policji w Mumbaju Ganei Gaitonde: synny hinduski gangster, mafioso, szef Firmy G w Mumbaju Sulejman Isa: straszliwy muzumaski gangster i mafioso, szef konkurencyjnego gangu w Mumbaju Paritosz ah: wyjtkowo utalentowany finansista pracujcy dla mafii, midzy innymi dla Ganea Gaitondego Kanta Bai: businesswoman prowadzca interesy z Paritoszem Sahem i Ganeem Gaitondem Badrija: ochroniarz Paritosza aha Andali Mathur: agentka rzdowego wywiadu, prowadzca ledztwo w sprawie mierci Ganea Gaitondego hota Badrija: ochroniarz Ganea Gaitondego, modszy brat Badriji Julia (Dodio) Mascarenas: realizatorka programw telewizyjnych, agentka pocztkujcych aktorw i modeli... a take luksusowa strczycielka Mary Mascarenas: siostra Dodo, pracujca jako fryzjerka Wasim Zafar Ali Ahmad: pracownik opieki spoecznej w ubogiej dzielnicy Mumbaju, czowiek o aspiracjach politycznych Prabhdot Kaur, Nikki: pochodzca z Pendabu matka Sartada Singha Nawnit: jej ukochana najstarsza siostra Ram Pari: suca matki Nikki w Pendabie Banti: prawa rka Ganea Gaitondego i organizator jego dziaa Bipin Bhonsle: hinduski polityk fundamentalistyczny, ktremu Gane Gaitonde pomaga w wyborach na urzd publiczny arma (alias Trivedi): sprzymierzeniec Bipina Bhonslego, porednio pracujcy rwnie dla Swami ridhara ukli Swami ridhar ukla, Guru-di: hinduski guru i nacjonalista, wiatowej sawy przewodnik duchowy, ktry zostaje mentorem Ganea Gaitondego Subhadra Dewalekar: ona Ganea Gaitondego i matka jego synka K. D. Jadaw (alias pan Kumar): jeden z pierwszych oficerw indyjskiego wywiadu, oficer prowadzcy Ganea Gaitondego i wychowawca Andali Mathur Mr Kulkami: agent wywiadu, po odejciu K. D. Jadawa prowadzcy Ganea Gaitondego major ahid Khan:

agent pakistaskiego wywiadu, mzg operacji faszowania indyjskich banknotw ambhu etti: waciciel baru Delite Dance Iffat-bibi: ciotka ze strony matki Sulej mana Isy, penica funkcj jednego z najwaniejszych rewidentw jego gangu w Mumbaju Madid Khan: inspektor policji w Mumbaju, kolega Sartada Singha Zoja Mirza: aktorka, wschodzca gwiazda indyjskiego przemysu filmowego Adil Ansari: wyksztacony, ale biedny czowiek z maego miasteczka, ktry ucieka do Mumbaju przed gwatownymi konfliktami w rodzinnym Biharze arminKhan: uczennica liceum, crka majora ahida Khana, ktry przenis si do pracy w Waszyngtonie, zabierajc ze sob ca rodzin - on, crk i matk daddi: pochodzca z Pendabu matka Sahida Khana; dla rodziny jest muzumank, ale w rzeczywistoci skrywa tajemnic Dzie z ycia, policjanta Biay szpic o imieniu Pusia wylecia z okna pitego pitra budynku w Pannie, z nowiutkiego domu, wok ktrego wci jeszcze stay rusztowania malarzy. Przez ca drog w d Pusia wya cieniutkim gosikiem pieska salonowego, jak biay czajniczek, z ktrego uchodzi para. Potem odbia si od maski daewoo cielo i poturlaa si w poblie grupki uczennic oczekujcych na autobus do szkoy przyklasztornej St. Mary. Krwi pojawio si wyjtkowo mao, ale na widok mzgu Pusi dziewczynki wpady w histeri, tymczasem za widoczny w grze mczyzna, ktry wczeniej zakrci nad gow pieskiem trzymanym za nk i cisn nim w otcha, ten mczyzna, niejaki Ma-hesz Pandej z Mirage Textiles, oparty o parapet, wychyla si teraz z okna i gono si mia. Pani Kamala Pandej, ktra, zwracajc si do Pusi, zawsze mwia o sobie mamusia, teraz, saniajc si na nogach, pobiega do kuchni i z magnetycznego uchwytu porwaa n dugi na dwadziecia i szeroki na pi centymetrw. Kiedy Sartad i Katekar wywayli drzwi do mieszkania numer 502, pani Pandej staa przed zamknitymi drzwiami do sypialni, wpatrujc si w znajdujce si mniej wicej na wysokoci piersi kko gste od piciocentymetrowych ran w drewnie. Na oczach Sartada westchna, podniosa rk i ponownie wbia ostrze. I dopiero kiedy chwycia n oburcz, udao si jej wyj go z drzwi. - Pani Pandej - odezwa si Sartad. Odwrcia si do nich, wci ciskajc bro w uniesionych doniach. Jej blada twarz pokryta bya smugami po zaschnitych zach. - Pani Pandej, jestem inspektor Sartad Singh. Prosz odoy n. - Zrobi krok do przodu, podnoszc rce do gry i ukazujc jej otwarte donie. - Prosz -powtrzy. Ona staa jednak nieruchomo z szeroko otwartymi i martwymi oczami, jedynie przedramiona lekko jej dray. Znajdowali si w wskim przedpokoju i Sartad czu za sob obecno Katekara, ktry chcia min go i wystpi do przodu. Zatrzyma si. Jeszcze jeden krok i znalazby si w zasigu noa. - Policja? - dobieg ich gos zza drzwi sypialni. - Policja? Pani Pandej nerwowo drgna, jakby nagle co sobie przypomniaa: - Ty bydlaku, ty bydlaku - powiedziaa i ponownie uderzya noem w drzwi. Bya ju zmczona i czubek ostrza odbi si od drewna, rysujc jego powierzchni. Sartad chwyci rk kobiety i wykrciwszy j w nadgarstku, z atwoci rozbroi despe-ratk. Teraz jednak ona rzucia si z piciami do drzwi,

gniotc i amic swoje bransolety, a ten jej ostatni furiacki wybuch zoci trudno byo pohamowa czy opanowa. W kocu udao im si usadowi j na zielonej kanapie w salonie. - Zastrzelcie go - powiedziaa. - Zastrzelcie. - A potem obja rkami gow. Na jej ramieniu wida byo zielono-bkitne siniaki. Katekar szepta co przy drzwiach sypialni. - O co si pokcilicie? - zapyta Sartad. - On chce, ebym ju wicej nie lataa. - Co takiego? - Jestem stewardess. On myli... - Tak? Miaa przestraszone jasnobrzowe oczy i pytania policjanta wyranie j rozzociy. - Myli, e skoro jestem stewardess, to podczas postojw zabawiam pilotw. Odwrcia twarz do okna. Katekar wyprowadza wanie jej ma, trzymajc mu rk na ramieniu. Pan Pandej podcign swoj jedwabn piam w czerwono-czarne pasy i umiechn si poufale do Sartada. - Dzikuj - powiedzia. - Dzikuj, e przyjechalicie. - Widz, e lubi pan bi on, panie Pandej - warkn Sartad, pochylajc si do przodu. Katekar energicznym ruchem usadzi mczyzn, kiedy ten wci jeszcze mia otwarte usta. Bardzo adnie to zrobi. Katekar by starszym posterunkowym, wieloletnim podwadnym, ale w rzeczywistoci koleg. Z przerwami pracowali razem ju prawie siedem lat. - Lubi pan j bi, a potem wyrzuca pan przez okno biednego szczeniaka, tak? A na koniec wzywa nas, ebymy pana uratowali? - Powiedziaa, e j bij? - Mam oczy. Sam widz. - To niech pan spojrzy na to - Pandej wykrzywi twarz. - Prosz, niech pan tu popatrzy. - Podcign lewy rkaw piamy, ukazujc byszczcy srebrny zegarek i cztery rwno rozmieszczone zadrapania, sine i gbokie, biegnce od wewntrznej czci nadgarstka i wok przedramienia w kierunku okcia. - Mam ich wicej - doda. Opuci nisko gow, sigajc rk do konierzyka, aby go odchyli. Sar-tad wsta i obszed niski stoliczek. Na opatce pana Pandeja widniaa pofadowana, czerwona prga, ktrej koca nie byo wida. - A to skd? - zapyta Sartad - Zamaa mi na plecach kaszmirsk lask. Tak grub- odpar pan Pandej, z kciuka i palca wskazujcego robic kko. Sartad podszed do okna. Wok maego, biaego ciaka w dole zebra si krg chopcw w mundurkach, popychajcych jeden drugiego bliej rodka. Dziewczynki ze szkoy St. Mary piszczay i domi zasaniay usta, proszc chopcw, eby dali sobie z tym spokj. W salonie pani Pandej siedziaa z podbrdkiem wcinitym w klatk piersiow i jasnym wzrokiem patrzya na swojego ma. - Mio - powiedzia Sartad agodnie. - Mio to morderczy gandu. Biedna Pusia. - Namaskar, Sartad Saab - zawoa PSI Kamble przez cay komisariat. - Parulkar Saab pyta o ciebie. - Pokj mia jakie osiem metrw dugoci i znajdoway si w nim cztery biurka ustawione w poprzek Na cianie widnia prawie dwumetrowy plakat Sai Baby, na biurku Kamblego wizerunek Ganei za szkem, a Sartad ju wczeniej mia ochot umieci na drugiej cianie obrazek guru Gobinda Singha, by w ten dosy pokrtny sposb

dopomnie si o poszanowanie sekularyzmu. Piciu posterunkowych wypryo si na baczno, a po chwili opado z powrotem na plastikowe krzeseka, rozsiadajc si wygodnie. - Gdzie jest sahib Parulkar? - Z dziennikarzami. Czstuje ich herbat i opowiada im o naszych nowych inicjatywach w zakresie zwalczania przestpczoci. Parulkar by komendantem policji w strefie trzynastej i mia biuro bardzo blisko, w drugim budynku, w ktrym znajdowaa si siedziba komendy strefy. Uwielbia dziennikarzy i mia wyjtkowy talent do zabawiania ich, a do tego jeszcze ostatnio zacz wykazywa dryg do deklamowania dwuwierszy podczas wywiadw. Sartad nieraz ju zastanawia si, czy aby zastpca komendanta nie wiczy wieczorami z tomikiem poezji przed lustrem. - To dobrze - stwierdzi Sartad. - Kto musi im powiedzie o naszej cikiej pracy. Kamble parskn miechem. Sartad usiad przy biurku obok Kamblego i otworzy egzemplarz Indian Express. Dwch czonkw gangu Gaitondego zastrzelono podczas akcji lotnych brygad w Bhajanderze. Policja dostaa poufn informacj i dopada ich, kiedy wchodzili do biura tamtejszej fabryki. Wezwali ich do poddania si, ale oni zaczli strzela do policjantw, ci odpowiedzieli ogniem i tak dalej, i tak dalej. W gazecie opublikowano kolorowe zdjcia tajniakw pochylajcych si nad dwoma podunymi czerwonymi plamami na ziemi. Wrd innych wiadomoci znalaza si rwnie informacja o dwch wamaniach w Andheri East i jednym w Worli, a to ostatnie zakoczyo si zasztyletowaniem dwojga modych ludzi. Czytajc gazet, Sartad sysza, jak siedzcy naprzeciwko Kamblego starszy mczyzna opowiada o powolnej mierci. Jego osiemdziesicioletnia maui spada ze schodw i zamaa biodro. Przyjto j do polikliniki Siwsagar, gdzie ze swoim zwykym, stoickim spokojem znosia nieustajcy bl w starych kociach. Przecie w czterdziestym drugim roku sza razem z Gandhim i wtedy doznaa swojego pierwszego zamania, koci obojczyka, od uderzenia lathi konnego policjanta, a pniej przetrzymaa go podog celi aresztu. Miaa t starowieck moc, wedle ktrej obowizkiem czowieka na tym wiecie byo powicenie wasnej osoby. Kiedy jednak odleyny utworzyy gbokie, czerwone rany na jej rkach, ramionach i plecach, nawet ona stwierdzia, e by moe nadszed czas umiera. Starszy mczyzna nigdy wczeniej nie sysza, eby mwia co podobnego, ale teraz jczaa, e pragnie umrze. Miny dwadziecia dwa dni, zanim zaznaa ulgi, dwadziecia dwa dni, zanim nadesza ta bogosawiona ciemno. Sam by si rozpaka, mwi ten starszy mczyzna, gdyby j zobaczy. Kamble przerzuca strony rejestru. Sartad w peni wierzy w opowie starszego mczyzny i rozumia jego problem - poliklinika Siwsagar nie moga wyda mu ciaa, jeli wczeniej nie otrzyma wystawionego przez policj zawiadczenia o braku zastrzee. Odrcznie napisana notatka na papierze listowym Rady Miejskiej Brihanmumbai stwierdzaa, e policja uznaje dan mier za naturaln, e nie popeniono adnego przestpstwa, a ciao mona wyda krewnym. Taka procedura miaa zapobiec uznawaniu morderstw - zabjstw dla pozyskania posagu i tym podobnym - za wypadki, a do obowizkw podinspektora Kamble-go naleao podpisywanie takich dokumentw w imieniu baczcych na wszystko, ubranych w mundury khaki stranikw miasta Mumbaj. Chocia jednak formularze leay tu obok okcia Kamblego, on gryzmoli co w swoim rejestrze. Starszy mczyzna, ze zoonymi rkami i z opadajcymi na czoo siwymi wosami, patrzy na obojtnego policjanta wilgotnymi oczami. - Prosz, sir - powiedzia. Sartad pomyla, e w sumie cae to przedstawienie zostao dobrze przemylane i e al jest szczery, chocia ten fragment o Gandhim i zamanych obojczykach by przesadzony i nadmiernie melodramatyczny. Zarwno ten starszy mczyzna, jak i Kamble wiedzieli, e przed

podpisaniem zawiadczenia naley wnie stosown opat. Prawdopodobnie Kamble zada omiuset rupii, starszy mczyzna bdzie chcia da jedynie piset lub co koo tego, ale tematyka powicenia starych ludzi zostaa ju wyeksploatowana w filmach i Kamble by cakowicie odporny na numer z degeneracj Indii. Zamkn swj czerwony rejestr i sign po zielony. Bacznie si w niego wpatrywa. Stary mczyzna podj swoj histori, zaczynajc od upadku na schodach. Sartad wsta, przecign si i wyszed na dziedziniec komisariatu. W cieniu biegncych od frontu arkad i pod cynowym portykiem jak zawsze kbi si tum naganiaczy, pasoytw, krewnych osb osadzonych w areszcie, posacw i przedstawicieli lokalnych biznesmenw, osb zabiegajcych o wzgldy oraz nielicznych udzi naznaczonych pitnem nieszczcia i nagej niedoli, teraz spogldajcych na niego z nadziej pomieszan z gorycz. Sartad min ich wszystkich. Cay kompleks by otoczony ponad trzymetrowym murem, zbudowanym z tej samej brunatnej cegy co komisariat i siedziba komendy strefy. Oba budynki byy dwupitrowe, z identycznymi dachami z czerwonej dachwki i ukowatymi oknami. W tych ponurych ukach, w gruboci cian i bezwzgldnym ciarze fasad krya si jaka nadzieja, jaka otucha masywnej potgi, a zatem prawa i porzdku. Wartownik stan na baczno, kiedy Sartad wkroczy na schody. Na dugo zanim dojrza gabinet Parulkara, wci jeszcze lawirujc w labiryncie boksw zastawionych stertami papierw, Sartad usysza dobiegajcy stamtd miech. Zastuka energicznie w lnice, drewniane drzwi gabinetu komendanta, a potem je otworzy. Rozemiane twarze na moment odwrciy si w stron przybysza, ten za zauway, e na spotkaniu pojawi si nawet przedstawiciel dziennika o zasigu krajowym, aby wysucha opowiec o nowych pomysach Parulkara albo przynajmniej jego poezji. Jego osoba stanowia wietny temat artykuu. - Panowie, panowie - Parulkar podnis rk, wskazujc wchodzcego funkcjonariusza. - Oto mj najdzielniejszy policjant, Sartad Singh. - Przy akompaniamencie przecigego brzku dziennikarze odstawili filianki i sceptycznie popatrzyli na Sartada. Parulkar obszed biurko, trzymajc si za pas. - Przepraszam na moment. Musimy porozmawia na zewntrz, a potem on opowie wam o naszej inicjatywie. Parulkar zamkn drzwi i poprowadzi Sartada na tyy gabinetu, do malutkiej kuchenki, w ktrej pyszni si nowy nabytek, byszczcy filtr wody firmy Brittex. Ponaciska przyciski i byszczcy strumie popyn do trzymanej przeze szklanki. - Bardzo smaczna woda, taka czysta, sir - odezwa si Sartad. - Na prawd bardzo dobra. Parulkar duymi haustami pi ze stalowego kubka. - Zayczyem sobie najlepszego modelu - powiedzia. - Uwaam, e czysta woda to podstawa. - Oczywicie, sir. - Sartad upi yk. - Najdzielniejszy, sir? - Oni lubi dzielnych. A i dla ciebie lepiej bdzie, eby by dzielny, jeli chcesz zosta w tej robocie. Parulkar mia opadajce ramiona i gruszkowate ciao, z ktrym nawet najlepsi krawcy nie mogli sobie poradzi, i ju teraz jego mundur by pognieciony, w zasadzie jak zwykle. Mwi przygaszonym gosem, patrzc na bok z jak rezygnacj, ktrej Sartad nigdy wczeniej nie widzia. - Czy co si stao, panie komendancie? Jakie komplikacje z nasz inicjatyw? - Nie, nie, z inicjatyw wszystko w porzdku. Nie w tym rzecz. Chodzi o co innego. - Tak, panie komendancie?

- Chodzi im o mnie. - Komu? - A komu by? - zapyta Parulkar wyjtkowo szorstko. - Rzdowi. Chc si mnie pozby. Uwaaj, e ju i tak za daleko zaszedem. W tej chwili Parulkar peni funkcj zastpcy komendanta policji, a niegdy by zwykym podinspektorem. Pi si po szczeblach kariery, zaczynajc od suby w policji stanu Maharatra, a udao mu si dokona tego prawie niewyobraalnego przeskoku do zaszczytnej suby w krajowej policji indyjskiej, a osign to sam jeden, wycznie dziki swojej cikiej pracy, poczuciu humoru i wielu dugim godzinom pracy. Bya to zdumiewajca i niespotykana kariera, a obecnie Sartad uwaa go za swojego mentora. Oprni kubek i nala sobie jeszcze wody z nowego filtra Brittex. - Ale dlaczego, panie komendancie? - zapyta Sartad. - Dlaczego? - Byem zbyt blisko poprzedniego rzdu. Uwaaj mnie za czowieka Kongresu. - Czyli mog chcie si pana pozby. To nic nie znaczy. Ma pan jeszcze wiele lat do emerytury. - Pamitasz Dharmea Mathid? - Tak, to ten facet, ktry postawi nasz mur. - Mathida by przedsibiorc budowlanym, jednym z tych, ktrzy odnieli zdecydowany sukces na obszarze pnocnych przedmie. Jego ambicj, podobnie jak pot na czole, byo wida goym okiem. W rekordowym czasie rozbudowa mur otaczajcy teren na tyach komisariatu, wok ostatnio wyrwnanego obnienia terenu. Teraz z okien budynku wida byo wityni Hanumana, may trawnik i mode drzewka. Parulkar mia obsesj na punkcie udoskonalania. Czsto powtarza: musimy si doskonali. Firma Mathida i Synowie udoskonalia komisariat, wszystkie prace wykonujc, oczywicie, za darmo. - I co z tym Mathida, panie komendancie? Parulkar sczy wod maymi yczkami, puczc ni usta. - Wczoraj z samego rana wezwano mnie do dyrektora naczelnego. - Tak? - Do dyrektora dzwoniono z ministerstwa spraw wewntrznych. Mathida zagrozi wniesieniem skargi. Powiedzia, e zmuszaem go do wykonywania prac budowlanych. - To jakie bzdury. Przecie sam przyszed. Tyle razy przychodzi tu do pana. Wszyscy to widzielimy. Robi to z radoci. - Nie chodzi o ten mur. U mnie w domu. - W paskim domu? - Pilnie potrzebna bya naprawa dachu. Jak wiesz, mj dom jest bardzo stary. To prawdziwe gniazdo rodowe. A do tego potrzebna bya nowa azienka. Mamta i moje wnuczki ponownie si tam sprowadziy. Chyba o tym syszae. - I co dalej? - Te prace wykona Mathida. Dobrze si spisa. Ale teraz mwi, e ma nagranie, w ktrym sycha, jak go strasz. - Pan? - Pamitam, e kiedy zadzwoniem do niego, eby si pospieszy. eby zakoczy prac przed por monsunow. By moe uyem kilku ostrzejszych sw. - Ale co z tego, panie komendancie? Niech idzie z tym do sdu. Niech robi, co chce. Przekona si, co moemy zrobi tutaj z jego yciem, sir. Na jego budowach, we wszystkich jego biurach.... - Sartadu, to tylko ich wymwka. W ten sposb chc wywrze na mnie nacisk i da mi do zrozumienia, e jestem osob niepodan. Oni si nie zadowol moim przeniesieniem, chc

si mnie pozby. - Bdzie si pan broni? - Tak. - Ze wszystkich znanych Sartadowi graczy politycznych Parulkar by najlepszy. Arcymistrz subtelnej sztuki kontaktw, zakulisowych machinacji i rozmw kuluarowych, doskonay w uszczliwianiu ministrw i czonkw korporacji, zapewnianiu zyskw w interesach, poklepywaniu si po plecach i wymianie uprzejmoci z komisarzami policji, w drobnych przysugach doskonale wywaonych i rozdzielanych, a take pamitanych, w interesach zaatwianych, a potem szybko zapominanych. Prawdziwy mionik subtelnej gry. Po prostu mistrz w tej dziedzinie. Nie do wiary, e by a tak zmczony. Sta teraz z wymitym konierzykiem, a krgo jego brzucha ju nie bya dziarska, lecz cika od alu. Wypi kolejny kubek wody, tym razem bardzo szybko. - Lepiej id tam do nich, Sartadu. Czekaj na ciebie. - Przykro mi. - Wiem. - Panie komendancie... - Sartad pomyla, e powinien co dorzuci, co, co by oddao jego wielk wdziczno i jednoznacznie by wyrazio, ile Parulkar dla niego znaczy. Co o tych wsplnie spdzonych latach, o sprawach rozwizanych, a take o tych zaniechanych i porzuconych, o tym, ile si od niego nauczy, jak y, pracowa i przetrwa w tym miecie jako policjant. Ale zdoa tylko wypry si na baczno. Parulkar skin gow. Zrozumia. Przed wejciem do gabinetu Sartad poprawi koszul i przesun doni po turbanie. Nastpnie wkroczy do rodka i opowiedzia reporterom o wikszej liczbie patroli na ulicach, o wsppracy ze spoeczestwem, o cisym nadzorze i przejrzystoci dziaa; o tym, jak to bdzie lepiej.Na lunch Sartad zjad uttapam, przysane na komisariat z pobliskiej restauracji Udipi. Ostry smak chilli dziaa orzewiajco, ale po posiku Sartad nie by w stanie podnie si z krzesa. Pomimo lekkoci strawy czu, e znuenie go przygniata, wprost miady. Z wielkim trudem wsta i odsun awk spod ciany, a potem zdj buty i wycign si na desce. Skrzyowa ramiona na piersiach. Jeden gboki oddech, potem nastpny i coraz mniej odczuwa wbijajc si w udo krawd, rozkoysana senno pozwolia zapomnie o drobiazgach, a otaczajcy go wiat rozmy si w jakiej dziwnej bieli. Czajca si wewntrz ciaa energia spowodowaa jednak, e poczu potny gniew i po chwili przypomnia sobie, dlaczego jest tak niespokojny. Wszystkie sukcesy Parulkara maj zosta wymazane, maj straci na znaczeniu w zwizku z zaplanowan kompromitacj. A kiedy ju nie bdzie Parulkara, co si stanie z Sartadem? Co si stanie z nim? Ostatnio Sartad odnosi wraenie, e niczego w yciu nie osign. Mia ju ponad czterdzieci lat, by rozwiedzionym inspektorem policji z przecitnymi perspektywami zawodowymi. Jego rwienicy zdyli si wspi duo wyej, tylko on drepta w miejscu, wypeniajc swoje obowizki. Kiedy wybiega mylami w przyszo, widzia, e nie zdoa osign tyle, co jego ojciec, i zdecydowanie duo mniej ni powszechnie szanowany Parulkar. Jestem zupenie do niczego, pomyla Sartad, i ogarno go przygnbienie. Usiad, potar twarz, energicznie potrzsn gow i woy buty. Sztywnym krokiem poszed do pomieszczenia od ulicy, w ktrym podinspektor Kamble delikatnie masowa sobie brzuch. Wyglda na bardzo zadowolonego. - Smakowa ci lunch? - zapyta Sartad. - Doskonae, pierwszorzdne birjani z nowej restauracji Laziz przy drodze S.T. - odpar Kamble. - W takim fikunym glinianym garnku. Tu, w Kailashapa-da, popadamy w beznadziejny snobizm. - Wyprostowa si i nachyli w stron Sartada. - Posuchaj. Znae tych dwch gandu, ktrych lotne brygady dorway wczoraj w Bhajanderze? - Gang Gaitondego, tak? - Zgadza si. Wiesz, e gangi Gaitondego i Sulejmana Isy znowu walcz ze sob,

prawda? Syszaem, e te dwie wczorajsze ofiary to supari od Firmy S. I e chopaki z lotnych brygad zarobili dwadziecia lakhw. - W takim razie lepiej dosta si do brygad. - Stary, a jak mylisz, na co ja zbieram? Syszaem, e aktualna stawka, eby tam si dosta, wynosi dwadziecia lakhw. - Bardzo drogo. - Bardzo - przyzna Kamble. Twarz mu pona, wszystkie pory skry byy szeroko otwarte i rozpalone. - Ale tu chodzi o pienidze, mj drogi, a eby zarobi kas, trzeba j najpierw wyda. Sartad skin gow, a Kamble ponownie zagbi si w rejestrze. Pewnego razu Sartad usysza od skazanego za morderstwo waciciela domw w slumsach gorzki sekret ycia w metropolii: paisaphk, tamaa dekhl. Dosownie wpadli na siebie na rogu w basti w Andheri. Od razu si rozpoznali, chocia Sartad by w cywilnym ubraniu, a waciciel domw dorobi si sporego brzucha. Sartad zagai: Are, Bahzad Hussain, czy nie powiniene teraz odsiadywa pitnastu lat za zlikwidowanie Anwara Jedy?, na co Bahzad Hussain rozemia si nerwowo i odrzek: sahibie inspektorze, wie pan, jak to jest, dostaem zwolnienie warunkowe i teraz w mojej kartotece jest napisane, e zbiegem do Bahrajnu, paisaphk, tamaa dekh . To bya absolutna prawda, jeli miao si pienidze do szastania, mona byo oglda spektakl, sdziw niefrasobliwie podskakujcych na trapezie, politykw skaczcych przez obrcze, wesoych gliniarzy z czerwonymi nosami. Bahzad Hussain mia sporo wdziku i tyle zdrowego rozsdku, aby spokojnie przyj na komisariat i z wielk pewnoci siebie poprosi jedynie o filiank herbaty i moliwo zadzwonienia do kilku osb. artowa i duo si mia. Tak, on szasta pienidzmi i oglda spektakl. To cae policyjne dhandat byo strat czasu, niczym wicej. Paisaphk, tamaa dekh. W tej chwili przed Kamblem staa caa rodzina, matka, ojciec i syn ubrany w niebieski mundurek z krtkimi spodenkami. Ojciec, krawiec, wrci do domu z warsztatu wczesnym popoudniem, eby zabra jaki zapomniany wczeniej materia na ubranie. W drodze powrotnej poszed skrtem i zobaczy swojego syna, ktry w tym czasie mia by w szkole, jak z jakimi faltu ulicznikami gra w kamienie pod murem fabrycznym. Teraz mwia matka: - Saab, ja go bij, ojciec krzyczy na niego, a to nic nie pomaga. Nauczyciele ju si poddali. A on nam pyskuje, mj wasny syn. Myli, e jest taki mdry. Uwaa, e nie musi chodzi do szkoy. Mam ju tego do, saab. Niech pan go wemie. Niech pan go wsadzi do wizienia. Wykonaa ruch, jakby wypuszczaa co z rk, i kocem swojego niebieskiego pallu wytara oczy. Patrzc na jej donie i dobrze uminione przed ramiona, * Trwo pienidze i ogldaj spektakl Sartad uzna, e pracuje w osiedlu Siwa jako bai, e myje naczynia i pierze ubrania onom pracownikw szczebla kierowniczego. Jej syn sta ze spuszczon gow, pocierajc jednym butem o drugi. Sartad kiwn palcem. - Chod tutaj. - Chopiec podszed, szurajc nogami, nieco bokiem. - Jak masz na imi? - Saile. - By do bystrym trzynastolatkiem. Elegancko uoone wosy opaday na kark, w czarnych oczach mia bysk. - Dzie dobry, Saileu. - Dzie dobry.

Sartad uderzy mocno doni w st. Tak gono, e Saile drgn i cofn si. Policjant chwyci go za konierz i pocign wok biurka. - Uwaasz, e jeste twardy, Saileu? Jeste taki twardy, e nikogo si nie boisz? Pozwl, e ci poka, co robimy z takimi twardymi tapori jak ty, Saileu. -Sartad przeszed z nim przez pokj, przez drzwi i zaprowadzi go do pokoju przesucha, przy kadym kroku unoszc chopca nad ziemi. Na kocu tego pokoju, w pobliu skutych, kucajcych winiw, siedzia Katekar z drugim policjantem. - Katekar! - zawoa Sartad. - Sucham, panie komendancie. - Ktry z nich jest najtwardszy? - Ten, panie komendancie, uwaa si za twardziela. Narain Swami, kieszonkowiec. Sartad potrzsn Saileem, a gowa mu si zatrzsa, i warkn. - Ten oto wielki facet myli, e jest twardszy od nas wszystkich. Pokaemy mu. Dajmy Narainowi Swamiemu may pokaz dum, niech sobie ten wielki facet popatrzy. Katekar podnis skulonego Naraina Swami i zmusi go, eby si nachyli, ten za prbowa opiera si i brzcza acuchami, ale kiedy na jego plecach wyldowao z niesamowitym trzaskiem pierwsze uderzenie otwart doni, zrozumia, o co chodzi. Przy drugim zawy jak naley. Po trzecim i czwartym ju ka. - Prosz, saab, prosz. Wystarczy. - Po szstym Saile roni ju rzsiste fey. Odwrci gow, ale Sartad chwyci go za podbrdek i zmusi, aby zwrci wzrok na ka. - Chciaby co jeszcze zobaczy, Saileu? Wiesz, co robimy potem? - Sartad wskaza na gruby biay prt, biegncy tu pod sufitem od jednej ciany do drugiej. - Wsadzamy Swamiego na ghori. Przywizujemy go za rce i nogi do prta i lejemy patt. Katekar, poka mu patt. Ale kiedy Saile zobaczy szeroki kawa tamy, wyszepta: - Nie, prosz, nie. - Co? - Prosz, nie. - Chcesz tu skoczy, Saileu? Jak Narain Swami? - Nie. - Co, prosz? - Nie, saab. Prosz. - A tak wanie skoczysz. Jeli dalej bdziesz si w ten sposb zachowywa. - Nie bd, saab. Nie bd. Sartad odwrci go i trzymajc mu donie na ramionach, poprowadzi do drzwi. Narain Swami trwa zgity w p, szczerzc zby w odwrconym umiechu. Kiedy ju wyszli, Saile usiad na metalowym krzeseku z butelk coca-coli midzy kolanami i w ciszy sucha Sartada. Powoli sczy napj, a Sartad opowiada mu, jak kocz tacy ludzie jak Narain Swami, bici, wyniszczeni, uzalenieni, wwiezieniu lub na przepustce, zmizerniali, wymczeni i w kocu martwi. I to wszystko dlatego, e nie chodzili do szkoy i nie suchali mamy. - Ja bd chodzi - powiedzia Saile. - Obiecujesz? - Obiecuj - Saile dotkn garda. - Lepiej, eby dotrzyma sowa - pogrozi Sartad. - Nie cierpi ludzi, ktrzy ami obietnice. Dorw ci. Saile skin gow i Sartad wyprowadzi go na dwr. Przy furtce staa jego matka. Podesza do Sartada i unisszy zacinite donie, otwara je. W prawej znajdowa si skrcony koniec jej pallu, a w lewej starannie zoony banknot stu-rupiowy.

- Saab - powiedziaa. - Nie - odpar Sartad. - Nie. Widzia jej wypomadowane wosy i zaczerwienione oczy. Umiechna si leciutko, wyej uniosa donie i szerzej je otwara. - Nie - powtrzy Sartad. Odwrci si i odszed. Katekar jecha swobodnie, z gracj baletnicy wyszukujc przerwy pomidzy innymi samochodami. Sartad odsun fotel do tyu i sennie patrzy, jak kolega zmienia biegi i zgrabnie prowadzi suzuki gypsy midzy ciarwkami i samochodami, mijajc je w odlegoci zaledwie kilku centymetrw. Sartad ju dawno temu nauczy si relaksowa. Co prawda, wci jeszcze co kilka minut zdawao mu si, e zaraz dojdzie do kolizji, ale od Katekara nauczy si nie przejmowa. To kwestia pewnoci siebie. Trzeba jecha do przodu i zawsze w ostatniej chwili kto si usuwa. I zawsze to ten drugi gandu. Katekar podrapa si po kroczu, mrukn: Ech, behenod i spiorunowa wzrokiem kierowc pitrowego autobusu, zmuszajc go do cakowitego zatrzymania. Skrcili w lewo, a Sartad umiechn si, widzc, jakim zamaszystym ukiem Katekar pokonuje zakrt. - Powiedz mi, Katekarze - odezwa si Sartad - kto jest twoim ulubionym bohaterem? - Filmowym? - A jakime innym? Katekar by zakopotany. - Jak ju ogldam telewizj... - Trci dwigni zmiany biegw i wytar jaki pyek z przedniej szyby. - Kiedy leci tam jaki film... - czyli zawsze - lubi oglda Dewa Ananda. - Dewa Ananda? Naprawd? - Tak, sir. - Ale on jest rwnie moim ulubionym aktorem. - Sartad lubi te stare, czarno-biae filmy, w ktrych Dew Anand pojawia si na ekranie nachylony pod nieprawdopodobnym ktem, niewiarygodnie wawy i nad wyraz ukadny. W tej jego kolawej doskonaoci znajdowa jakie szczeglne pokrzepienie, nostalgi za prostot, ktrej sam nigdy nie zazna. Spodziewa si jednak, e Katekar okae si wielbicielem Amitabha Baana albo entuzjast miniakw, Sunila Settiego czy Akszaja Kumara, ktrych wielkie postacie widniay na plakatach filmowych, jak jakie gigantyczne i potne okazy nowych gatunkw. - Katekarze, ktry film z Dewem Anandem najbardziej lubisz? Ten umiechn si i przechyli gow na bok. To by ruch charakterystyczny dla Dewa Ananda. - No oczywicie Guide, panie komendancie. Bez dwch zda. Sartad skin gow. - Oczywicie. - Guide nakrcono w jaskrawych kolorach lat szedziesitych, co tylko dodawao smaczku gorcej mioci Dewa do Wahidy, a take pomagao przeywa gorycz ostatecznej tragedii. Sartad zawsze z cikim sercem oglda przecigajc si mier przewodnika, t ca jego samotno i wygas mio. Ale oto okazao si nieoczekiwanie, e rwnie Katekar jest wielbicielem Dewa. Sartad rozemia si i zapiewa: - Gata rahe mera dii... - Katekar kiwn gow, a kiedy Sartad zapomnia sw po Tu hi meri manzil1, dopiewa nastpny dwuwiersz, a do samej antry. Teraz ju umiechali si obaj. - Dzi ju si nie robi takich filmw - westchn Sartad. - Nie, ju nie - przyzna Katekar. Przed nimi rozpocieraa si pusta teraz droga, a do skrzyowania w Karanth auk. Mknli obok skupisk domw mieszkalnych, ulokowanych za dugim zielonym murem po prawej, a po lewej widzieli niechlujne chaupy basti, wychodzce bezporednio na drog. Katekar agodnie zatrzyma si na wiatach, pynnie wyhamowujc z

szalonej prdkoci do zera. - Kr plotki o sahibie Parulkarze - powiedzia, palcem wskazujcym przecierajc wewntrzn stron kierownicy. - Jakie plotki? - Mwi si, e jest chory i e rozwaa moliwo odejcia z policji. - A na co jest chory? - Na serce. Skoro ju musiay pojawi si jakie pogoski, ta brzmiaa niele. Moe to sam Parulkar zacz co takiego rozpuszcza, kierujc si podstawow zasad operacyjn, ktra mwi, e utrzymanie tajemnicy jest niemoliwe, e wkrtce wszyscy co bd wiedzie i lepiej samemu wpyn na nieuniknione, absurdalne domniemania, ukierunkowa je i jako wykorzysta. - Nic nie wiem o jego odejciu - powiedzia Sartad - ale rozwaa rne moliwoci. - Ze wzgldu na serce? - Co w tym stylu. Katekar kiwn gow. Nie wyglda na zbytnio zmartwionego. Sartad wiedzia, e Katekar nie naley do wielkich wielbicieli Parulkara Saaba, chocia w obecnoci Sartada nigdy zego sowa by na niego nie powiedzia. Raz stwierdzi jednak, e mu nie ufa. Nie wyjani, dlaczego, a Sartad zoy jego podejrzenia na karb zatwardziaego antybraminizmu. Katekar nie ufa braminom, jak rwnie nie lubi Marathw za ich charakterystyczn dla redniej kasty zachanno, chciwo i te ich pretensje warny kszatrija. Sartad widzia, e z punktu widzenia Katekara, z punktu widzenia kasty OBC, te uprzedzenia s w peni uzasadnione. Katekar nieraz powtarza, e wystarczy tylko spojrze na histori. A Sartad zawsze, nie pytajc o nic, przyznawa, e przez wszystkie stulecia kasty zacofane traktowano straszliwie. Spiera si jednak z Katekarem na temat polityki kastowej w czasach ubiegych oraz obecnych i kwestionowa jego wnioski. Na szczcie te ich niebezpieczne dyskusje zawsze toczyy si na stopie przyjacielskiej. Ostatecznie, Sartad i tak by zadowolony, e Katekar w swoich opowieciach w aden bezporedni sposb nie odnosi si do zadzierajcych nosa sikhijskich Dattw. Znali si od dawna i Sartad mia do niego pene zaufanie. Zjechali na wski parking przed restauracj Sindur, ktra reklamowaa si wietn kuchni indyjsk i kontynentaln. Sartad sign za swj fotel po bia torb Air India. Przecisn si obok peugeota, min panwa przy wejciu, a potem przepuci szereg ubranych w biae koszule pracownikw szczebla kierowniczego. Po drugiej stronie ulicy widzia wielki, biay szyld z czerwonym napisem Delite Dance Bar and Restaurant. Koszula Sartada bya zupenie przemoczona i od ramion a po pas lepia mu si do plecw. Restauracja Sindur miaa kompletny wystrj lubnej amiany, poczynajc od instrumentw orkiestry za kas, a koczc na okalajcych menu ozdbkach mehndi. Katekar usiad naprzeciw Sartada w czteroosobowym boksie i obaj z ulg opucili gowy pod silnym strumieniem zimnego powietrza ze znajdujcego si bezporednio nad nimi wentylatora. Kelner przynis dwie pepsi i zaczli pi apczywie, ale zanim skoczyli poow, pojawi si przy nich ambhu etti. Wsun si na miejsce obok Sartada, schludny i zadbany jak zawsze, w niebieskich dinsach i niebieskiej dinsowej koszuli. - Witaj, saab. - Wszystko w porzdku, ambhu? - Tak, saab. - Ucisn im donie. Jak zawsze, Sartad przez chwil poczu zazdro z powodu elaznego ucisku rki ambhu, tych jego napitych mini ramion i gadkiej twarzy dwudziestoczterolatka. Pewnego razu, rok temu, odchyli si w boksie i podnisszy koszul, pokaza im swj kaloryferek na brzuchu, trjkciki mini biegnce do klatki piersiowej. Kelner przynis ambhu wiey sok ananasowy. Nigdy nie pi napojw gazowanych ani te z cukrem.

Bye na trekkingu, ambhu? - zapyta Katekar.

- Wybieram si na pocztku przyszego tygodnia, przyjacielu. Na lodowiec Pindari. Midzy Sartadem a ambhu, na czerwonej sztucznej skrze siedziska, leaa gruba, brzowa koperta. Sartad przesun j sobie na kolana i uchyli skrzydeko. Wewntrz znajdowao si dziesi plikw banknotw sturupiowych w paczkach po dziesi tysicy rupii, obwizanych bankow recepturk. - Pindari? - zapyta Katekar. ambhu by zaskoczony. - Czowieku, czy ty w ogle wyjedasz z Mumbaju? Pindari jest w Himalajach. Powyej Nainitalu. - Aha - odpar Katekar. - Na ile wyjedasz? - Na dziesi dni. Nie martwcie si, wrc przed nastpnym terminem. Sartad wycign spod ng torb Air India, rozpi zamek i woy kopert do rodka. Komisariat i Delite Dance Bar miay comiesiczn umow. Zarwno ambhu, jak i on sam byli jedynie przedstawicielami dwch organizacji; jedna dawaa, a druga zbieraa. Nie byy to prywatne pienidze, a oni spotykali si ju od ponad roku, od czasu kiedy ambhu zosta kierownikiem Delite, i przypadli sobie do gustu. ambhu by porzdnym gociem, kompetentnym, skromnym i bardzo wysportowanym. Prbowa nakoni Katekara do wspinaczki. - To oczyci ci gow - mwi. - Jak mylisz, dlaczego wielcy jogowie zawsze wybierali si w gry na tapasj? To kwestia powietrza. Pomaga w medytacjach, przynosi pokj. To dobrze robi. Katekar unis pust szklank po pepsi. - Moja tapasja jest tu, bracie. Tylko tu, co noc, odnajduj owiecenie. ambhu rozemia si i stukn si szklank z Katekarem. - Tylko nie spal nas t twoj pomienn ascez, o panie. Bd musia przysa ci apsary, aby ci ugaska. Zachichotali wszyscy, a Sartad a si umiechn na myl o Katekarze siedzcym po turecku na jeleniej skrze, promieniujcym blaskiem skumulowanej energii. Szarpn za zamek torby, a potem stukn ambhu okciem. - Posuchaj, ambhu-ryszi - powiedzia. - Musimy zrobi nalot. - Co, znowu? Przecie mielimy nalot pi tygodni temu. - Chyba z siedem. Prawie dwa miesice. Musisz pamita, ambhu, e zmieni si rzd. Duo si zmienio. - Rzeczywicie, duo si zmienio. Partia Rakszak stworzya nowy rzd stanowy. To, co kiedy byo prn organizacj prawicow, dumn ze swoich zdyscyplinowanych, gronych kadr, obecnie starao si przeksztaci w parti mw stanu. Jako stanowi ministrowie i sekretarze gabinetu zagodzili swj grzmicy nacjonalizm, ale nie zaniechaj walki z degeneracj kulturow i zachodni korupcj. - Obiecali zreformowa miasto. - Tak - odpar ambhu. - Ten sukinsyn Bipin Bhonsle. Odkd zosta ministrem, cigle wygasza przemwienia o zlikwidowaniu korupcji. I po co ten cay szum o ochronie indyjskiej kultury? Ostatnio wci si o tym gada. A kim my jestemy, jak nie mieszkacami Indii? Czy nie chronimy swojej kultury? Czy dziewczyny nie tacz hinduskich tacw? Wanie w tej chwili to robiy. W wietle lamp dyskotekowych wiroway do muzyki filmi, stosownie ubrane w coli i sari, a mczyni wycigali do nich rce z wachlarzami dwudziesto- i pidziesiciorupiowych banknotw. Ale pomys, by posuy si Dance Bar jako przykadem wityni kultury, by tak zuchway, e Sartad i Katekar zaniemwili.

- ambhu... - odezwali si jednak obaj po chwili. - Dobra, dobra - podnis obie rce. - Kiedy? - W przyszym tygodniu - odpar Sartad. - Zrbcie to przed moim wyjazdem. W poniedziaek. - W porzdku. A wic o pnocy. - Zgodnie z nowym rozporzdzeniem bary miay by zamykane o dwudziestej trzeciej trzydzieci. - Och, nie, saab. Pozbawiacie chleba biedne dziewczta. To zdecydowanie za wczenie. - O wp do pierwszej. - Najwczeniej o pierwszej, bagam. Miejcie lito. Ju i tak trac poow nocnych zarobkw. - Zgoda, o pierwszej. Ale lepiej, eby byo tu jeszcze kilka dziewczyn, kiedy przyjedziemy. Musimy jakie aresztowa. - Co za sukinsyn z tego Bhonslego. Najpierw zamykanie barw, a teraz ta nowe oa z aresztowaniem dziewczyn. Dlaczego? Po co? One przecie tylko zarabiaj na ycie. - Nowa oa to bezwzgldna dyscyplina i uczciwo, ambhu. Pi dziewczyn w suce. Moe znajdziesz jakie ochotniczki. Niech podadz dowolne nazwiska. I nie potrwa to dugo. Bd w domu o trzeciej, najpniej o wp do czwartej. Odwieziemy je. ambhu skin gow. Wygldao na to, e rzeczywicie lubi swoje dziewczyny, i to z wzajemnoci, a z tego, co Sartad sysza, nigdy nie zabiera tancerkom z napiwkw wicej ni standardowe szedziesit procent. Od tych najbardziej popularnych bra tylko czterdzieci. Zadowolona dziewczyna lepiej zarabia, powiedzia kiedy Sartadowi. By dobrym biznesmenem. Sartad uwaa, e chopak daleko zajdzie. - Zgoda, szefie - rzek ambhu. - Bdziemy gotowi. Nie ma sprawy. - Kiedy tyem wjedali w gstniejcy ruch uliczny, on stan im na drodze, wci si umiechajc. - O co chodzi? - zapyta Sartad. - Wiesz, saab, kiedy powiem dziewczynom, e to pan we wasnej osobie przyjeda na nalot, mog si zaoy, e bd mia z dziesi ochotniczek. - Posuchaj, utija... - zacz Sartad. - A nawet dwanacie, jeli bdzie je pan eskortowa w furgonetce - doda ambhu. Manika bez przerwy pyta o pana. Jest taki dzielny, mwi. Taki przystojny. Katekar by bardzo powany. - Znam j. Mia domatorka. - Ma jasn karnacj - powiedzia ambhu. - Dobrze gotuje, haftuje. - Sukinsyny - rzuci Sartad. - Behenody. Ruszaj, Katekar, jedziemy. Jestemy spnieni. Katekar prowadzi, nawet nie prbujc ukry umiechu, rwnie wielkiego jak u ambhu. Tu przed mask samochodu przemkna chmara wrbli, jak oszalae pikujcych z nieba. By ju prawie wieczr. Na komisariacie czekaa na nich sprawa morderstwa. Starszy inspektor Madid Khan, ktry akurat peni dyur, powiedzia, e p godziny wczeniej dzwoniono z Nawnagaru, z Bengali Bury. - Nie ma kto si tym zaj - doda. - Wypado na ciebie, Sartadu. Sartad kiwn gow. ledztwa w sprawie morderstwa na trzy godziny przed kocem suby kady oficer najchtniej by unikn, chyba e w gr wchodziaby sprawa wyjtkowo interesujca. Bengali Bura w Nawnagarze bya bardzo biedna, a trupy tam znalezione byy po prostu martwe, pozbawione wszelkich krzepicych perspektyw pochwa w raporcie, sawy w

mediach albo pienidzy. - Napij si herbaty, Sartadu - zaproponowa Madid. Przewertowa pliki banknotw z Delite, a potem woy je do szuflady po prawej stronie biurka. Pniej przeniesie te pienidze do kasetki w znajdujcej si za jego biurkiem szafce firmy Godrej, gdzie trzymano wikszo funduszu operacyjnego komisariatu. Sama gotwka, a adna rupia nie pochodzia z oficjalnego, pastwowego budetu. Ten nie wystarcza nawet na papier, na ktrym ledczy spisywali pananamy, ani na pojazdy, ktrymi jedzili, ani na paliwo, ktre zuywali, ani nawet na herbat, ktr wypijali oni sami i tysice ich goci. Cz pienidzy z Delite Madid zatrzyma w charakterze dodatku do swoich poborw starszego inspektora, a cz zostanie przekazana dalej, w gr. - Nie, lepiej nie - odpar Sartad. - Lepiej tam pojecha. Im wczeniej tam dotrzemy, tym wczeniej bdziemy w kach. Madid pogadzi si po wsach, ekstrawagancko podkrconych do gry, jak u jego ojca, wojskowego. Mia do nich wielk sabo i dba o nie, stosujc zagraniczne maci i delikatnie je przycinajc, chocia stanowiy przedmiot kpin i szyderstw. - Wspominaa ci twoja bhabhi - powiedzia. - Kiedy przyjdziesz na kolacj? Sartad wsta. - Podzikuj jej ode mnie, Madid. Moe w nastpnym tygodniu, dobrze? W rod? Khima, tak? - ona Madida nie bya zbyt dobr kuchark, ale jej khima nie byo takie ze, i Sartad upodoba sobie t potraw. Od czasu, kiedy si rozwid, ony jego kolegw regularnie go dokarmiay, i podejrzewa w tym jaki spisek. - Zbieram si. - W porzdku - powiedzia Madid. - W rod. Umwi si z generaem i dam ci zna. W dipie Sartad rozmyla o tej szczliwej parze, o Madidzie i Rehanie. Kiedy siedzia przy ich stole i spoywa ich jedzenie, widzia, jak oszczdne s ich gesty, jak z kadego najprostszego zdania mona wyczyta ca histori wsplnie spdzonych lat. Obserwowa szesnastoletni Farah, z desperacj dranic si z trzynastoletnim Imtiazem, niecierpliwym i pewnym siebie. A potem z ca rodzin swobodnie rozkada si na dywanie i oglda jaki ulubiony teleturniej. Oni chcieli, eby zosta z nimi, on zazwyczaj nieustannie myla o tym, e chciaby ju sobie pj. Za kadym razem bardzo chtnie przyjmowa ich zaproszenie, cieszc si, e moe przebywa w normalnym domu, z normaln rodzin, z rodzin. Ale ich szczcie przyprawiao go o bl w piersi. Zdawao mu si, e powoli przyzwyczaja si do samotnoci, na pewno si przyzwyczaja, ale jednoczenie wiedzia, e nigdy tak do koca si z ni nie pogodzi. Jestem straszny, pomyla, tak le i tak niedobrze. A potem w zawstydzeniu obejrza si na czterech policjantw, ktrzy w identycznych pozach siedzieli z tyu, mocno przyciskajc do piersi swoje dwa karabiny i dwie lathi. Wszyscy wpatrywali si w brudn, metalow podog, lekko si kolebic to na jedn, to na drug stron. Za nimi wida byo te niebo z dryfujcymi smukami bkitu. Ojciec zamordowanego czeka na nich na skraju Nawnagaru, pod agodnym zboczem, zabudowanym ruderami od nali do drogi. By may i nijaki, taki czowiek, ktry cae ycie spdzi, schodzc wszystkim z drogi. Sartad ruszy za nim nierwnymi uliczkami. Chocia szli w gr zbocza, inspektor mia wraenie, e schodzi w d. Wszystko stawao si coraz mniejsze, cianiejsze, wskie uliczki midzy krzywymi cianami z tektury, tkanin i drewna, pokryte plastikiem, zapadajce si dachy. Znajdowali si prawie w samym rodku Bengali Bury, najbiedniejszej czci Nawnagaru. Wikszo ze stojcych tu chat bya nisza od wyprostowanego mczyzny, ubrani w wystrzpione achmany mieszkacy siedzieli w wejciach, a przed policjantami biegy bose dzieciaki. Na twarzy Katekara malowa si wyraz

wciekej pogardy dla mieszkacw dhoparpati, dopuszczajcych do tego, eby zway brudu i mieci zalegay p metra od drzwi ich domostw, eby ich mae creczki kucay i robiy kup dokadnie w tym miejscu, gdzie bawi si ich synowie. To wanie tacy ludzie rujnuj Mumbaj, czsto mwi do Sartada, ci ganwarowie, ktrzy przybywaj z Biharu albo Andhry, czy te z tego maderodowego Bangladeszu, i yj tu jak zwierzta. Ci tutaj rzeczywicie s z Bangladeszu, pomyla Sartad, chocia bez wtpienia maj dokumenty zawiadczajce, e pochodz z Bengalu, e kady z nich jest prawdziwym obywatelem Indii. W kadym razie nie byo dokd ich odesa, w tej swojej podmokej delcie nie mieli nawet p bigha wasnej ziemi, ktra by ich pomiecia. Nadcigali tysicami, aby naj si do suby albo pracowa przy drogach i na budowach. A jeden z nich lea tu teraz martwy. Upad na progu. Grna poowa ciaa znajdowaa si wewntrz chaty, rozrzucone stopy na zewntrz. By mody, jeszcze nie skoczy dwudziestu lat. Mia na sobie drogie teniswki Keds, porzdne dinsy i niebiesk koszul bez konierzyka. Na przedramionach widniay gbokie do koci rany cite, czste u ofiar napadw z uyciem siekiery, bronicych si przed uderzeniami. Rany byy czyste i z jednego koca gbsze. Zamiast maego palca lewej doni widnia niewielki, krwawy kikut, a Sartad wiedzia, e nie ma sensu go szuka. Okolica roia si od szczurw. Niewiele dao si zobaczy w chacie, trudno byo cokolwiek rozpozna w ttnicych yciem ciemnociach. Katekar wczy latark i w krgu wiata Sartad zacz odgania muchy. Rany cite widniay na klatce piersiowej i czole, a jedna, pokana, prawie przecia szyj chopaka. Prawdopodobnie by ju ywym trupem po tamtych ranach, ale zabia go ta wanie, z guchym omotem zwalia go na ziemi. Pod nogami mieli ciemne, wilgotne boto. - Nazwisko? - odezwa si Sartad. - Jego, saab? - zapyta ojciec. Odwraca wzrok, stara si nie patrze na syna. - Tak. - amsul ah. - A twoje? - Nurul, saab. - Uyli siekier? - Tak, saab. - Ilu ich byo? - Dwch, saab. - Znasz ich? - To Bazil audri i Farad Ali, saab. Mieszkaj w pobliu. To koledzy mojego syna. Katekar gryzmoli w swoim notesie, poruszajc cinitymi wargami przy pisaniu nieznanych mu nazwisk. - Skd pochodzisz? - zapyta Sartad. - Z wioski Duipara w regionie Capra, dystrykt Nadia, Bengal Zachodni, saab. - Te wszystkie sowa zostay wypowiedziane bardzo pospiesznie. Sartad zdawa sobie spraw, e starzec wiczy je wiele razy po nocach, uczy si z dokumentw, ktre kupi natychmiast po przybyciu do Mumbaju. Morderstwo z udziaem Bengalczykw naleao do rzadkoci, poniewa ludzie ci na og byli unieni, pracowali, starali si zarobi na ycie i nie ciga na siebie uwagi za wszelk cen. - A tamci? Te s stamtd? - Ich rodzice pochodz z apry. - Z tej samej wioski? - Tak, saab. - Mwi z bangladeskim akcentem z naleciaociami urdu. Sartad nauczy si ju rozpoznawa t wymow. Kama tylko w kwestii kraju, w ktrym wioska si znajdowaa,

i tyle. Reszta bya zgodna z prawd. Ojcowie ofiary i zabjcw prawdopodobnie wsplnie dorastali, pluskajc si w tych samych strumieniach. - Czy ci dwaj s z tob w jaki sposb spokrewnieni? - Nie, saab. - Widziae to zdarzenie? - Nie, saab. Ludzie mnie zawoali. - Jacy ludzie? - Nie wiem, saab. - Z koca drki dobiegay pomruki. Syszeli wznoszce si i cichnce gosy, ale nikogo nie byo wida. aden z ssiadw nie chcia mie do czynienia z policj. - Do kogo naley ten dom? - Do Ahsana Naima, saab. Ale jego tu nie byo. W domu bya tylko jego matka, teraz jest u ssiadw. - Widziaa to? Nurul ah wzruszy ramionami. Nikt nie chcia by wiadkiem, ale tej starej kobiecie nie uda si tego unikn. Moe bdzie si tumaczy krtkim wzrokiem. - Twj syn ucieka? - Tak, saab, stamtd. Siedzieli w domu Farada. Czyli zamordowany chopak stara si dotrze do domu. Musia by wycieczony i chcia si gdzie schroni. Drzwi skaday si z kawaka blachy, zawieszonej na trzech drutach na umieszczonym poziomo kawaku bambusa. Sar-tad odsun si od ciaa, od tego cikiego zapachu krwi i mokrej gliny. - Dlaczego to zrobili? Co si stao? - Oni wszyscy razem pili, saab. Pokcili si. - O co? - Nie wiem. Saab, zapiecie ich? - Zapiszemy to - odpar Sartad. O jedenastej Sartad sta pod silnym strumieniem zimnej wody, wystawiajc do niego twarz. Cinienie w rurach byo bardzo dobre, nie spieszy si wic z wyjciem spod prysznica, podsuwajc pod chodny bicz to jedno rami, to drugie. Wbrew samemu sobie i pomimo szumu wody w uszach myla o Kamblem i o pienidzach. Kiedy Sartad by onaty, czerpa pewn dum z tego, e nigdy nie bierze pienidzy, ale po rozwodzie zda sobie spraw, jak bardzo pienidze Meghi chroniy go przed wiatem, przed bied ulic, na ktrych mieszka. Dziewiset rupii miesicznie, otrzymywane w formie ryczatu na koszty dojazdu, ledwo wystarczao na trzydniowy zapas paliwa do jego motocykla bullet, a z wielu banknotw, ktre codziennie rozdawa swoim informatorom, moe jeden czy dwa pochodziy z tego malekiego przydziau dla khabari, a ju na pewno nie pozostawao nic na ledztwo w sprawie mierci modego mczyzny w Nawnagarze. Dlatego te teraz Sartad bra pienidze, i to chtnie. Pieprzony sardar ju nie ma za szwagrw bogatych sukinsynw, wic ockn si: wiedzia, e policjanci i inni ludzie mwi to z satysfakcj, i maj racj. Ockn si. Odetchn gboko, poruszy gow i w tym momencie mocne uderzenie centralnej czci strumienia upno go prosto midzy oczy. Gow wypeni mu gwatowny szum. W jego salonie panowaa absolutna cisza. Wiedzia, e jeszcze nie czas na sen, bez wzgldu na to, jak bardzo jest zmczony i jak bardzo pragnie odpoczynku. Pooy si na sofie, z whisky Royal Challenge i butelk wody na stoliku obok. Pi maymi, odmierzonymi ykami, w regularnych odstpach. Pozwala sobie na dwie szklaneczki na koniec dniwki, a ostatnio musia zwalcza ch signicia po trzeci. Lea z gow daleko od okna, by mc patrze w niebo,

wci rozjanione wiatami miasta. Po lewej widzia dugi, szary wieowiec, przeksztacony przez ram okienn w jak zwieczon blankami abstrakcyjn konstrukcj, a po prawej tak zwan ciemno, agodnie rozpadajc si w oczach w bezksztatn i niesabnc t iluminacj. Sartad wiedzia, skd si to wszystko bierze, jaka jest tego przyczyna, ale jak zawsze czu podziw. Pamita, jak gra w krykieta na ulicy Dadar, szybkie puknicia pieczki tenisowej i twarze kolegw, a take to uczucie, e swoim sercem mgby obj cae miasto, od Ko-laby po Bandr. Teraz zrobio si ju zbyt obszerne, wymykao si mu, dochodziy kolejne rodziny, a wytworzya si ta chodna i nieskoczona powiata, ktrej nie mona byo pozna ani si jej wymkn. Czy naprawd istniaa ta maa, pusta uliczka, dobra na dziecice gry w krykieta i na zabawy w dalba-ispies czy tik kar-bill, czy te skrad ten obraz z jakiego czarno-biaego materiau filmowego? Podarowa sobie w formie prezentu to wspomnienie szczliwszego miejsca? Wsta. Opar si o framug okna i przechyli szklaneczk, aby wysczy ostatni kropelk trunku. Wysun gow na zewntrz, by poczu lekki wiaterek. Horyzont by zamglony i odlegy, a poniej ostro wieciy wiata. Spojrza w d i daleko na ziemi, na parkingu, dostrzeg jaki bysk, kawaek szka, moe miki. Nagle pomyla, e atwo byoby wysuwa si tak coraz dalej, przechyli si, a jego wasny ciar pocignby go w d. Oczami wyobrani widzia, jak spada, widzia szaleczo opoczc bia kurtk, a pod ni nag klatk piersiow i brzuch, cignc si nada, spadajce z ng niebiesko-biae, gumowe, kpielowe appale, obracajce si stopy, i zanim si zamknie peny obrt, trzask czaszki, krtki, a potem cisza. Cofn si od okna. Bardzo ostronie odstawi szklank na stolik. Skd si to wzio? - Skd si to wzio? - zapyta na gos. A potem usiad na pododze i zauway, e odczuwa bl przy zginaniu kolan. Bolay go uda. Pooy obie donie na stole i spojrza na bia cian naprzeciwko. By spokojny. Katekar jad resztki niedzielnej baraniny. W dolnej czci jego plecw, po prawej stronie, znajdowa si misie, ktry drga bolenie, ale przed Katekarem leaa ta gsta, gorca pociecha w postaci baraniny z prost obfitoci ziemniakw i ryu oraz z t piekc rozkosz marynaty z zielonego chilli, dziki czemu z palcymi wargami mg zapomnie o kurczach mini albo przynajmniej je zignorowa. - Dooy ci? - zapytaa alini. Pokrci gow. Usadowi si wygodnie w fotelu i bekn. - Moe ty by co zjada? - powiedzia. alini pokrcia gow. - Ju jadam - odpara. Potrafia oprze si pokusie baraniny pnym wieczorem, ale nie tylko dlatego jej rce byy tak szczupe, jak w dniu ich lubu, prawie dziewitnacie lat temu. Katekar obserwowa, jak jednym zgrabnym ruchem przekrcia kurek gazu w lewo, redukujc duy pomie i w kocu gaszc go zupenie. W jej ruchach bya jaka ujmujca dokadno, kiedy teraz przepukiwaa i ukadaa w stos naczynia do umycia nazajutrz, jaka czysta wydajno, bardzo funkcjonalnie istniejca w tym nalecym do niej kawaku przestrzeni. Bya szczupa, skromna i zaspokajaa jego apetyty. - Chod, Shalu - powiedzia, zdecydowanym ruchem ocierajc usta. - Ju jest pno. Kadmy si. Patrzy, jak wyciera st, energicznie, z brzkiem szklanych bransolet. Kholi by niewielki, ale w rodku panowa nienaganny porzdek. Kiedy skoczya, zoy nogi stou i podnis blat, opierajc go o cian. Dwa krzesa powdroway do ktw. Kiedy ona porzdkowaa kuchni, on rozwin dwie atai w miejscu, gdzie wczeniej sta st. Potem

pooy na jej atai materac oraz poduszk, dla siebie za jedynie poduszk, poniewa jego plecy toleroway tylko twarde podoe, i ju posania byy gotowe. Nala sobie wody z garnka matka, wzi opakowanie proszku do zbw Monkey, po czym wyszed na dwr i ruszy uliczk, ostronie stawiajc kroki. Mieszkali w nadzwyczaj gstym skupisku kholi, w wikszoci porzdnie zbudowanych, pakka, z drutami elektrycznymi biegncymi nad dachami i w drzwiach. O tej porze kran wodocigu miejskiego by ju oczywicie suchy, ale pod stojcym za nim ceglanym murem znajdowaa si kaua wody. Ka-tekar opar si o mur, wysypa nieco proszku na palec wskazujcy i umy zby, oszczdnie uywajc wody, tak e kiedy wypluwa ostatni yk, usta mia ju czyste. Kiedy wrci do kholi, alini leaa na boku, tyem do wejcia. - Bye? - zapytaa, nie odwracajc si. Odstawi szklank na pk w kuchni. - Lepiej id - powiedziaa alini. - Bo za godzin si obudzisz. Na drugim kocu uliczki znajdowa si zakrt, potem nastpny, a dalej otwieraa si przestrze zbocza opadajcego a do szosy. Z ziemi unosi si intensywny fetor, w ktrym Katekar teraz kucn, i ku swemu zdumieniu wypuci gwatowny strumie w d pochyoci. Westchn i popatrzy na zbliajce si i znikajce w dole wiata. Wrciwszy do kholi, wyczy arwk, zdj banian i spodnie i opuci si na swoj atai. Lea pasko na plecach, z praw nog odsunit w bok, lewym ramieniem i udem dotykajc materaca alini. Po chwili ona uniosa si i powoli si przy nim uoya. Czu jej opatk na piersiach, jej biodro przy wzniesieniu swego brzucha. Wtulia si w niego, a on si nie rusza. W panujcej wok ciszy, sam rwnie nie wydajc adnego dwiku, sysza dochodzcy zza czarnej pachty, dzielcej kholi na dwie czci, podwjny oddech ich synw. Mo-hit i Rohit, jeden mia dziewi, a drugi pitnacie lat. Katekar wsuchiwa si w dwiki swojej rodziny, i po chwili, pomimo panujcych ciemnoci, zacz rozrnia ksztaty domowe ksztaty. Na pce po jego stronie pachty sta may kolorowy telewizor, a obok fotografie jego rodzicw i rodzicw alini, wszystkie udekorowane girland, podobnie jak umieszczone w zotej ramce zdjcie chopcw w zoo. Kalendarz reklamowy myda Lux odwrcony na karcie z czerwcem, z wizerunkiem Madhubali. Poniej zielony telefon z blokad na tarczy. W nogach atai wirujcy wentylator stoowy. Wiedzia, e za gow ma radiomagnetofon i kolekcj kaset z piosenkami ze starych filmw w jzyku marathi. Dwa czarne kufry ustawione jeden na drugim. Ubrania na haczykach, jego koszula i spodnie na wieszaku. Pka alini z mosinymi poskami Ambabai i Bhawani i ozdobiona girland fotografia Sai Baby. I kuchnia, od sufitu do podogi zastawiona peczkami, na ktrych stoj cae rzdy byszczcych, stalowych naczy. A po drugiej stronie czarnej tkaniny pki ze szkolnymi podrcznikami, dwa plakaty Saina Tendulkara z kijem krykietowym, mae biurko zarzucone wysoko owkami, zeszytami i starymi czasopismami. Metalowa szafka z dwiema identycznymi przegrdkami. Katekar si umiechn. Lubi przeglda w nocy swj dobytek, czu, e jest pewny i rzeczywisty pod spojrzeniem jego zamykajcych si oczu. Lea znieruchomiay w pnie, wci jeszcze za bardzo przytomny, po plecach przebiega mu dreszcz, ale Katekar nie mg dwign ciaru swojego ciaa i zbliy si do ony. Otaczay go przedmioty, ktre otrzyma od ycia, i cho wiedzia, jak krucha jest ta fortyfikacja, i tak czerpa z niej pokrzepienie. Tutaj by spokojny. Czu, jak jego ociae ramiona i nogi staj si coraz lejsze, i z zamknitymi oczami unosi si w powietrzu. Spa. Trzymajc may, zgrabny pilot do telewizora, Sartad przeskakiwa z wycigw samochodowych w Detroit na dubbingowany amerykaski program o kobietach detektywach, potem na limaka, liskiego i brzowego w jakiej ogromnej krtej rzece, a nastpnie na program z najlepszymi piosenkami filmowymi. Dwie bohaterki w czerwonych minispdniczkach,

umiechnite i krge, niespena osiemnastoletnie, taczyy na szczycie ukw ruin paacu, oplecionych winorolami. Sartad ponownie nacisn guzik w pilocie. Na de drgajcych, byskawicznie zmieniajcych si obrazw z wiadomociami blond prezenterka muzyczna jak najta trajkotaa o jakim piosenkarzu bhangra z Londynu i o jego nowym albumie. Prezenterka bya Indusk, ale na imi miaa Kit, a na jej obnaone ramiona spyway wietliste blond wosy. Machna rk w stron kamery i nagle znalaza si w ogromnej lustrzanej sali, od koca do koca wypenionej szczliwymi tancerzami, poruszajcymi si zgodnym rytmem. Kit rozemiaa si, a kiedy kamera przysuna si do jej twarzy, Sartad dostrzeg pikne rysy, jednoczenie z zadowoleniem podziwiajc smuke nogi. Wyczy telewizor i wsta. Zesztywniay podszed do okna. Za tymi lampami, syczcymi na terenie ssiedniego budynku, rozpocieraa si czer morza, a duo dalej jasnoniebieskie i pomaraczowe plamki oznaczajce Bandr. Przez dobr lornetk mona byo dostrzec nawet Nariman Point na drugim brzegu, w linii prostej niezbyt odlegy, ale ldem oddalony przynajmniej o godzin jazdy pustymi noc drogami, i bardzo daleko od strefy trzynastej. Sartad poczu nagy bl w klatce piersiowej. Mia wraenie, e tr o siebie dwa kamienie. Nie krzesay jednak ognia, tylko mtny i miarowy ar, jakie nieustajce i niespokojne pragnienie. To uczucie zaczo dawi go w gardle i ostatecznie podj decyzj. Po dwunastu minutach szybkiej jazdy przejecha pod estakad i znalaz si na autostradzie. Upajay go puste poacie drogi, pynnie przesuwajca si pod palcami kierownica i mia si z prdkoci. Ale midzy jasno owietlonymi sklepami w Tardeo utworzy si korek i Sartad nagle poczu zo na samego siebie, ju chcia zawrci. Kiedy stuka palcami po desce rozdzielczej, naszo go pytanie: Co ty wyprawiasz? Co ty wyprawiasz? Dokd jedziesz tym samochodem byej ony, ktry zostawia ci z grzecznoci i ktry moe si rozsypa pod twoj gand na tej dziurawej jak sito drodze?. Ale byo za pno, ju przejecha ponad poow trasy, i chocia ta pierwsza, szczliwa chwila mina, jecha dalej. Nim zaparkowa samochd i wszed do Kaw, zrobia si prawie pierwsza, a on czu si bardzo zmczony. Ale w kocu tu dotar i widzia tum przy tylnym wyjciu, jedynym otwartym po oficjalnej godzinie zamknicia o jedenastej trzydzieci. Ludzie rozsunli si, by go przepuci. By od nich starszy, to prawda, moe nawet duo starszy, ale nie widzia powodu do ciekawskich spojrze i tej ciszy, ktra zapada na jego widok. Ubrani w lune, lnice koszule, sukienki chyba najkrtsze, jakie widzia w yciu, irytowali go. Krci si niepewnie przy wejciu, a w kocu jaka dziewczyna ze srebrnym kkiem w dolnej wardze signa do drzwi i przytrzymaa je przed nim. Zanim zdy pomyle, e powinien jej podzikowa, sta w rodku, a drzwi si zamykay. Wyprostowa si i znalaz miejsce w kcie przy barze. Trzymajc kufel beczkowego piwa w doni, mia ju jakie zajcie, odwrci si wic twarz do pomieszczenia. Otacza go zbity tum i nie widzia dalej ni na metr, a ludzie dookoa rozmawiali z oywieniem, pochylajc si ku sobie i przekrzykujc muzyk. Szybko wypi piwo, jakby tylko na tym mu zaleao. Zamwi nastpne. Przyglda si po kolei kadej kobiecie, ktrych byo wszdzie peno, i wyobraa sobie, e jest z kad z nich. Nie, zbyt daleko wybiega mylami, wymyla wic, co mgby im powiedzie. Dzie dobry. Nie, cze. Cze, jestem Sartad. Sprbuj mwi tylko po angielsku. I z umiechem. Ale co dalej? Stara si podsucha ludzi po lewej. Rozmawiali o muzyce, o jakim amerykaskim zespole, o ktrym on nigdy nie sysza, co akurat wcale go nie dziwio. - Ten ostatni kawaek by za wolny - powiedziaa dziewczyna zwrcona plecami do Sartada. Nie dosysza odpowiedzi stojcego przed ni chopaka z kucykiem, ale druga dziewczyna, z zadartym nosem, rzucia:

- Kurde, on by spoko. - Sartad wysczy ostatni kropl i otar usta. Pragnienie, ktre go tu przywiodo z drugiego koca miasta, nagle znikno, pozostawiajc po sobie jedynie ciemny osad goryczy. Zrobio si bardzo pno, a on ju mia do. Szybko zapaci i wyszed. Wok drzwi krcili si ju inni ludzie, ale zapada ta sama cisza, widzia te same spojrzenia, te same naszyjniki z koralikw, kolczyki w rozmaitych czciach ciaa i wystudiowane niechlujstwo, i zrozumia, e jego eleganckie niebieskie spodnie wyrniaj go jako osob zupenie tu obc. Zanim doszed do koca uliczki, zwtpi rwnie w stosowno swojej biaej koszuli z przypinanym konierzykiem. Ostronie skrci w prawo na gwn drog, przekraczajc ciaa dwch picych na chodniku chopakw, i ruszy w stron Crossroads Mail, gdzie wczeniej zaparkowa. Bezszelestnie stpa po zamieconym chodniku, a nad gow majaczyy mu pozamykane drzwi sklepw. Nie mog by tak pijany po dwch piwach. Latarnie zdaway si jednak by bardzo odlege, a powieki ciyy mu jak kamienie. Pojecha do domu. Pad na ko. Teraz mg ju spa, sen kad si ciko na jego ramionach, przygniatajc go jak czarne osuwisko. Potem za nagle zda sobie spraw, e jest ranek, a jego uszy pkaj od przenikliwego zgrzytania telefonu. Po omacku ruszy w jego stron. - Sartad Singh? - Gos by mski, apodyktyczny i wadczy. - Tak? - Czy chcesz dorwa Ganea Gaitondego? Oblenie w Kailapadzie Nigdy si tu nie dostaniecie - powiedzia przez gonik Gaitonde po trzech godzinach bezowocnych prb sforsowania drzwi. Najpierw wyprbowali przecinak, ale to, co z odlegoci metra zdawao si by drewnem, okazao si jakim pomalowanym metalem. Co prawda pod ostrzem ukazao si co biaego i rozleg si ostry dwik przypominajcy dzwon wityni, ale drzwi si nie podday. Potem wzili si za nadproe, uywajc narzdzi poyczonych od drogowcw, ale nawet kiedy sami drogowcy zabrali si do pracy, fachowo i zamaszycie uderzajc dwurcznymi motami i dyszc przy tym, jak naley, beton beztrosko odbija ich uderzenia, a umieszczony przy drzwiach gonik Sony mia si z nich. - Jestecie zacofani - trzeszcza Gaitonde. - Ja nie mog wej, ty nie moesz wyj - powiedzia Sartad. - Co? Nie sysz ci. Sartad podszed do drzwi. Budynek mia ksztat szecianu, biaego z zielonymi oknami, i sta na duej parceli w Kailapadzie, pooonej na nieustannie rozwijajcym si pnocnym skraju strefy trzynastej. To wanie w to miejsce, otoczone cikim sprztem grzebicym w bagnach i powoli rozcigajcym Mum-baj wzdu i wszerz, przyby Sartad, eby zaaresztowa wielkiego Ganea Ga-itondego, gangstera, szefa Firmy G, przebiegego i zawsze wychodzcego cao z wszelkich opresji. - Gaitonde, jak dugo masz tam zamiar siedzie? - zapyta Sartad, wycigajc szyj. Gbokie, okrge oko kamery nad drzwiami przesuno si na boki, po czym spoczo na nim. - Wygldasz na zmczonego, Sardar-di - odezwa si Gaitonde. - Jestem zmczony - odpar inspektor. - Dzi jest bardzo gorco - zabrzmiao wspczujco. - Nie wiem, jak wy, sardarzy, wytrzymujecie pod tymi turbanami. W policji suyo dwch sikhijskich komendantw, ale Sartad by jedynym sikhijskim inspektorem w caym miecie i przyzwyczai si ju, e jest rozpoznawany przez swj turban i brod. Syn rwnie z kroju spodni, ktre uszy w bardzo popularnym wrd gwiazd filmowych butiku w Bandrze, jak rwnie z charakterystyki, ktr zamieci kiedy magazyn Modern Woman w artykule Najprzystojniejsi kawalerowie w miecie. Z kolei Katekar, ktry wanie w

tej chwili wyoni si zza rogu i z rkami w kieszeniach stan na szeroko rozstawionych nogach, mia wielki badzioch, sterczcy nad paskiem jak walizka, kwadratow twarz i bardzo grube rce. Pokrci gow. - Gdzie idziesz, Sardar-di?! - zapyta Gaitonde - Musz si zaj kilkoma sprawami - odpar Sartad. Razem z Katekarem poszli za rg, gdzie inspektor zobaczy drabin, ktr przystawili do wentylatora. - To nie jest wentylator - oznajmi Katekar. - Tylko tak wyglda. Z tyu jest beton. Wszystkie okna s takie same. C to za budynek, panie inspektorze? - Nie mam pojcia - stwierdzi Sartad. Odczuwa gbok satysfakcj, e nawet Katekar, czowiek urodzony w Mumbaju i wyznajcy najwyszej klasy cynizm rodem z Bhulewaru, jest zaskoczony tym odpierajcym wszelkie ataki biaym szecianem, ktry nagle wyrs w Kailapadzie, z czarn, obrotow kamer Sony nad drzwiami. - Nie wiem. A poza tym on jako dziwnie mwi. Jako smutno. - Z tego, co o nim syszaem, lubi cieszy si yciem. Dobre jedzenie, duo kobiet. - Dzisiaj jest smutny. - Ale co on robi tu, w Kailapadzie? Sartad wzruszy ramionami. Ten Gaitonde, o ktrym czytali w raportach policyjnych i w gazetach, flirtowa z obwieszonymi biuteri gwiazdkami, finansowa politykw, kupowa ich i sprzedawa, powiadano, e jego dzienne wpywy z rnych, prowadzonych w Mumbaju kryminalnych dhandach przekraczaj roczne wpywy duych korporacji, a jego imieniem straszy si krnbrnych. Wystarczyo wspomnie, e tak powiedzia Gaitonde Bhai, a ju uparciuch odzyskiwa zdrowy rozsdek, znikay wszystkie przeszkody i nasta- Wa pokj. Od wielu lat przebywa jednak na wygnaniu - podobno mieszka w zoconym jachcie gdzie u brzegw Indonezji - daleko, ale przecie w zasigu rozmowy telefonicznej. A to oznaczao, e rwnie dobrze mgby by w ssiedztwie, albo te, jak ku zdumieniu wszystkich si okazao, w brudnej Kailapadzie. Dzwonicy z samego rana z poufn informacj czowiek nagle odoy suchawk, a Sartad wyskoczy z ka, po czym szybko wkadajc spodnie, zadzwoni na komisariat, i do Kailapady ekspresow karawan najeon karabinami zjecha na sygnale oddzia policji. - Nie wiem - odpar Sartad. - Ale skoro tu jest, ju go mamy. - Tak, to cenna zdobycz, panie inspektorze - przyzna Katekar. Patrzy zdecydowanie snobistycznie, jak zawsze, kiedy uwaa, e Sartad jest naiwny. - Ale na pewno chce pan go mie? Moe naleaoby poczeka na kogo wyszego rang? - To zajoby duo czasu. Maj inne wane sprawy. - Sartad ywi gorc nadziej, e nie przybdzie tu aden komendant, ktry mgby przechwyci jego zdobycz. - A poza tym, ja ju mam Gaitondego, tylko on jeszcze o tym nie wie. -Odwrci si, by wrci pod drzwi. Dobra, odetnijcie mu zasilanie. - Sardar-di - odezwa si Gaitonde - jeste onaty? - Nie. - Ja kiedy byem... I nagle urwa, jak noem uci. Sartad odwrci si od drzwi. Teraz wszystko bya kwesti czasu. Po godzinie, dwch w skwarnym czerwcowym socu ten pozbawiony wentylacji i zasilania budynek przemieni si w piec, w ktrym nawet Gaitonde, cho chadza wieloma ciekami, pozna mnstwo wizie i w niejednym slumsie bywa, poczuje si jak w piekle. A poza tym Gaitondemu wietnie si ostatnio wiodo, w zwizku z czym lekko zmik, wic moe wystarczy jednak godzina. Ale Sartad zdy zrobi dwa kroki, gdy poczu niskie buczenie, najpierw pod palcami stp, a potem w

kolanach. Po chwili ponownie usysza gos Gaitondego. - I co, mylae, e tak atwo ci pjdzie? Wystarczy odci zasilanie? Uwaasz mnie za gupca? W tym szecianie musia by generator. Gaitonde by pierwszym czowiekiem we wszystkich miejskich wizieniach, a by moe nawet pierwszym czowiekiem w caym Mumbaju, ktry mia telefon komrkowy. - Nie, nie uwaam ci za gupca - odrzek Sartad. - Przyznaj, e ta budowla robi wraenie. Kto ci j projektowa? - Niewane, kto to projektowa, Sardar-di. Wane, jak chcesz si dosta do rodka. - Moe by tak po prostu wyszed na zewntrz? Obu nam to zaoszczdzi czasu. Tu na dworze jest naprawd bardzo gorco i zaczyna mnie bole gowa. Zapada cisza, wypeniona jedynie szmerem gosw gapiw, ktrzy zebrali si na kocu uliczki. - Nie mog wyj. - A dlaczego? - Jestem sam. Jestem tu zupenie sam. - Mylaem, Gaitonde, e ty wszdzie masz przyjaci. Wszyscy wszdzie s przyjacimi bhai Gaitondego, prawda? W rzdzie, w mediach, nawet w policji. Jak to moliwe, e jeste sam? - Czy ty wiesz, Sardar-di, e ja otrzymuj podania? Podejrzewam, e dostaj wicej poda ni wy, policyjne utija. Nie wierzysz mi? Czekaj, przeczytam ci jedno. Zaraz, poczekaj. Tu mam jedno. Przyszo z Wardhy. Posuchaj. - Gaitonde! - Szacowny Sri Gaitonde. Syszysz, Sardar-di? Szacowny. I dalej... Mam dwadziecia dwa lata i mieszkam w Wardha, w stanie Maharasztra. Aktualnie robi dyplom magisterski z handlu, a licencjat ukoczyem na czwrk z minusem. Ponadto jestem znany na swojej uczelni jako najlepszy sportowiec. Jestem kapitanem druyny krykieta. Potem leci cay stek bzdur o tym, jaki to on jest miay i silny, e jest postrachem caej miejscowoci. No, dobra, potem pisze: Jestem przekonany, e mgbym by panu przydatny. Ju od dawna ledz paskie miae poczynania w naszych gazetach, bardzo czsto zamieszczajcych opowieci o pana wielkiej wadzy i duych wpywach politycznych. Jest pan najwikszym czowiekiem w Mumbaju. Bardzo czsto omawiamy z kolegami paskie synne przygody. Pozwalam sobie przesa panu mj yciorys i kilka wycinkw prasowych o sobie. Mog dla pana wykonywa dowoln prac, jak uzna pan za stosown. Jestem bardzo biedny, ri Gaitonde. Gboko wierz, e pomoe mi pan zacz prawdziwe ycie. Z wyrazami szacunku, Amit iwrad Patii. Syszae to, Sardar-di? - Tak, Gaitonde - odpar Sartad. - Syszaem. Sprawia wraenie dobrego rekruta. - Sprawia wraenie niezego gnoja, Sardar-di, loru - powiedzia Gaitonde. -Nie zatrudnibym go do mycia moich samochodw. Ale nadaby si na policjanta. - Mam ju tego do, Gaitonde - stwierdzi Sartad. Katekar sta z napronymi ramionami i patrzy spode ba na koleg. Chcia, aby ten przekl Ga-itondego, aby go uciszy i powiedzia mu, jaki z niego jest behenod, e go zwi i wsadz mu lathi w ten jego brudny gand. Sartad uwaa jednak, e obrzucanie wyzwiskami stuknitego czowieka siedzcego w betonowej kostce nie do zdobycia byoby wyjtkowo bezsensowne, nawet gdyby dostarczyo chwilowej satysfakcji.

Gaitonde rozemia si gorzko. - Czybym ci urazi, saab? Czy powinienem okaza wicej szacunku? Czy powinienem opowiedzie ci o cudownych i zdumiewajcych wyczynach policjantw, naszych obrocw, ktrzy oddaj ycie na subie i nigdy nie myl o korzyciach osobistych? - Gaitonde? - Co? - Wrc tu. Musz si napi czego zimnego. Gaitonde zrobi si dobroduszny, serdeczny. - Tak, tak, jasne, id si napi. Tam musi by bardzo gorco. - Co dla ciebie? Moe napj gazowany Thums Up? - Ja mam tu lodwk, iknija. To, e jeste taki adny i przystojny jak na prawdziwego bohatera przystao, wcale nie oznacza, e jeste nadzwyczajnie bystry. Id, napij si czego. - Tak zrobi. Wrc tu. - A co mgby innego zrobi, Sardar-di? Id, id. Sartad ruszy ulic, a Katekar doczy do niego. Popkany czarny asfalt topi si i migota w upale. Ulice opustoszay, znudzeni brakiem wybuchw i pociskw godni gapie odeszli na lunch. Midzy zakadem krawieckim Bhagwan Tailors a sklepem muzycznym Trimurti znaleli knajpk o jednoznacznej nazwie Best Cafe, ze stolikami rozrzuconymi na wieym powietrzu pod drzewem nim i terkoczcymi czarnymi wentylatorami. Sartad rzuci si na szklank coli, a Katekar sczy wiey sok z limety z wod sodow, lekko tylko sodzony. Stara si schudn. Z miejsca, w ktrym siedzieli, widzieli biay bunkier Gaitondego. Dlaczego gangster znowu pojawi si w miecie? Kim by informator, ktry go wyda Sartadowi? Te wszystkie pytania musiay poczeka. Najpierw trzeba zapa tego czowieka, pomyla Sartad, potem mona zastanawia si, dlaczego, kiedy i jak. Pocign kolejny yk. - Wysadmy to w powietrze - zaproponowa Katekar. - Czym? - zapyta Sartad. - A poza tym on na pewno by zgina. Katekar si umiechn. - Zgadza si, panie inspektorze. I co z tego? - A co na to powiedz chopaki z wywiadu? - Sahib, prosz wybaczy, ale chopaki z wywiadu to w wikszoci bezuyteczni bhadwowie. Dlaczego nie wiedzieli, e on co takiego buduje? - No c, musieliby cho troch pomyle, prawda? - odrzek Sartad. Rozsiad si wygodnie w krzele. - Jak mylisz, znajdziemy tu jaki spychacz? Sartad kaza sobie przynie przed bunkier metalowe krzeseko i usiad na nim, przykadajc do twarzy chodny, wilgotny rcznik. Chciao mu si spa. Kamera wideo milczaa nieruchoma. - Aj, Gaitonde! - zawoa Sartad. - Jeste tam? Kamera wydaa z siebie charakterystyczny brzczcy, mechaniczny szum, powszya po omacku i w kocu odnalaza Sartada. - Jestem - odrzek Gaitonde. - Napie si? Moe zamwi ci przez te lefon jak przeksk? Sartadowi przyszo na myl, e Gaitonde nauczy si mwi w ten wadczy sposb z filmw, od Prythwirada Kapura, ktry, ubrany w bonurk, protekcjonalnie traktowa maluczkich. - Dzikuj, nie trzeba. Moe by zamwi co dla siebie? - Nie chc jedzenia.

- Bdziesz godny? - Sartad rozway moliwo wzicia Gaitondego godem. Ale przypomnia sobie, e Gandhidi potrafi cae tygodnie przetrwa jedynie na wodzie i soku. Spychacz nadjedzie za godzin, najpniej za ptorej. - Mam tu duo jedzenia, wystarczy na cae miesice. A ju bywaem w yciu godny powiedzia Gaitonde. - Bardziej godny, ni moesz to sobie wyobrazi. - Posuchaj, tu jest za gorco - powiedzia Sartad. - Wyjd stamtd i w komisariacie opowiesz mi, jaki bye godny. - Nie mog wyj. - Ja si tob zajm, Gaitonde. Wiem, e mnstwo ludzi chce ci zabi. Ale zapewniam ci, e nic ci nie grozi. Nie mamy nic w zanadrzu. Wyjdziesz, i w sze minut dotrzemy do komisariatu. Bdziesz cakowicie bezpieczny. Stamtd bdziesz mg zadzwoni do swoich przyjaci. Bdziesz bezpieczny, ekdam bezpieczny. Obiecuj. Ale Gaitondego nie interesoway obietnice. - Dawno temu, kiedy byem bardzo mody, po raz pierwszy wyjechaem z kraju. Popynem odzi. W tamtych czasach na tym polegao robienie interesw: eby wsi na ajb, popyn do Dubaju, do Bahrajnu, i wrci ze zotymi sztabkami. Byem rozgorczkowany, poniewa nigdy wczeniej nie wyjedaem z kraju. Nawet do Nepalu, rozumiesz. No dobra, Sardar-di, do rzeczy: mielimy tak ma d, byo nas piciu, a wok morze, soce, ta caa utmari atmosfera. Przywdc by Salim Kaka, Pasztun wzrostu szeciu stp, z dug brod, porzdny czowiek z mieczem. By tam rwnie Mathu, chudy jak szczapa, nieustannie dubicy w nosie i pozujcy na twardziela. Ja, wwczas dziewitnastoletni, na niczym si nie znaem. Pynli te z nami Gaston, waciciel odzi, i Pascal, jego pomocnik, dwch niskich mczyzn gdzie z poudnia. Ca transakcj zorganizowa Salim Kaka, przez swoje kontakty, d wynaj za swoje pienidze, i to on wiedzia, kiedy wypyn, kiedy wrci, caa eskapada bya jego pomysem. Mathu i ja bylimy jego ludmi, przez cay czas stalimy za nim. Nadasz? Katekar przewrci oczami. - Tak - odpar Sartad - Salim Kaka by szefem, ty i Mathu dla niego pracowalicie, a Gaston i Pascal pynli odzi. api. Katekar opar si o cian obok drzwi i wysypa sobie na do pan masal. Gonik byska ostrym srebrem metalu. Sartad zamkn oczy. Gaitonde mwi dalej. - Nigdy wczeniej nie widziaem tak ogromnego nieba. Fioletowo-zoto-fioletowe. Mathu bez przerwy czesa i trefi wosy, eby wyglda jak Dew Anand. Salim Kaka usiad z nami na pokadzie. Mia ogromne stopy, kwadratowe i kanciaste, spkane jak kawaki drewna, a do tego mia gadk i czerwon jak pomie brod. Tej nocy opowiedzia nam o swojej pierwszej robocie, jak to obrabowa angadi przewocego pienidze z Suratu do Mumbaju. Dorwali tego angadi, kiedy wysiada z autobusu, wrzucili go do tyu ambassadora i z rykiem silnika odjechali do pustego godown chemicznego w przemysowej strefie Wi-khroli. W tym godown zdjli z niego koszul, banian, spodnie, po prostu wszystko, i znaleli, zaszyte w nogawkach, na udach, cztery lakhi w pisetrupiowych banknotach. W pasie na pienidze byo jeszcze szesnacie tysicy. Kiedy ju wychodzili, on tam sta, jak go Bg stworzy, z trzscym si wielkim brzuchem, domi przykrywajc skurczonego laud. Wszystko jasne? Sartad otworzy oczy. - Kurier, dorwali go, zarobili troch kasy. I co z tego? - Ale to jeszcze nie koniec tej historii, mj mdry panie Sardar-di. Salim Kaka ju mia zamkn drzwi, ale w tym momencie obrci si i zawrci. Chwyciwszy tego gocia za gardo, podnis go i woy mu kolano midzy nogi. Daj spokj, Pasztunie Salimie - zawoa kto do niego - nie ma czasu bra si za jego gand. A Salim Kaka, ktry wanie obmacywa tyek tego

angadia, odrzek: Czasami, jeli ciniesz pikny tyeczek, jakby to bya brzoskwinia, moe nam ukaza wszystkie tajemnice wiata i unis ma, brzow, jedwabn paczuszk, ktr angadia przylepi sobie tam za jdrami. Wewntrz znajdowao si kilkanacie najwyszej jakoci diamentw, skrzcych si i lnicych, ktre w nastpnym tygodniu sprzedali u pasera za pidziesit procent wartoci, przy czym dola samego Salima Kaki wyniosa jeden lakh, a byo to w czasach, kiedy lakh co jeszcze znaczy. Ale - powiedzia Salim Kaka - ten lakh by tu najmniej wany, pienidze to tylko pienidze. Od tego bowiem czasu jego gwiazda lnia, zasyn jako bystrzak. Wycisn ci jak brzoskwini - mia zwyczaj mwi, podnoszc wyrazist brew, a biedny nieszcznik wyrzuca z siebie pienidze, kokain, tajemnice, po prostu wszystko. W jaki sposb przejrzae tego angadi, Salimie Kako? - zapytaem, a on odpar: To bardzo proste. Spojrzaem na niego od drzwi, a on cigle czego si ba. Kiedy trzymaem n przy jego gardle, powiedzia do mnie drcym, dziecicym gosikiem Prosz, bap, nie zabijaj mnie. Nie zabiem go, nadal y i trzyma tego swojego laud, straci pienidze, ktre i tak nie naleay do niego, my odchodzilimy, czego wic jeszcze si ba? Czowiek, ktry si boi, to czowiek, ktry ma co jeszcze do stracenia. - Pasjonujce - stwierdzi Sartad. Poruszy si na krzele i natychmiast tego poaowa, poniewa dotkn opatk rozgrzanego metalu. Poprawi turban, starajc si oddycha powoli, rwnomiernie. Katekar wachlowa si zoon popou-dniwk, patrzc nieprzytomnym wzrokiem spod zwiotczaego czoa, a przez leniwie poruszajce si powietrze wci pyn gos Gaitondego, zabarwiony chodnym, elektronicznym sykiem. - Poniewa byem ambitny, od tego czasu postanowiem zawsze trzyma si na bacznoci. Tamtej nocy pooyem si na dziobie, jak najbliej napywajcej wody, i marzyem. Czy ju ci mwiem, e miaem wtedy dziewitnacie lat? Miaem dziewitnacie lat i mylaem o samochodach i wysokich domach, i o tym, jak przy trzaskajcych fleszach wchodz na jakie przyjcie. W pewnym momencie podszed Mathu i usiad obok mnie. Zapali papierosa i mnie te poczstowa. Zacigaem si tak mocno jak on. W ciemnociach widziaem tylko jego falist grzywk, wychude ramiona i prbowaem przypomnie sobie rysy jego twarzy, zbyt kocistej, eby w jakimkolwiek stopniu przypomina twarz Dewa Ananda, ale Mathu nie ustawa w swoich staraniach, codziennie wcierajc talk w t swoj szpiczast, szczurz twarz. Nagle poczuem do niego jak yczliwo. Czy to nie jest pikne? - zapytaem. Rozemia si. Pikne? Moemy zaton - odrzek - i nikt nie bdzie wiedzia, co si z nami stao. Moemy znikn, phat, zapa si. W ciemnociach z jego papierosa unosiy si spirale dymu. Co masz na myli? spytaem. Ach, ty aosny, durny dehati - odrzek. - Czy ty nie rozumiesz? Nikt nie wie, e tu jestemy. Ale przecie - powiedziaem - wiedz o tym ludzie Salima Kaki, wie o tym jego szef. Czuem, jak si ze mnie mieje, podskakiway jego kolana, oparte o moje ramiona. Nie, wcale nie wiedz. Nachyli si do mnie i szepta, czuem jego banian i widziaem blady blask jego oczu. Nikt o tym nie wie, on nic nie powiedzia swojemu szefowi. Nie apiesz? To jego wasny interes. A jak mylisz, dlaczego siedzimy na tej maej khatarze, a nie na jakim trawlerze? Dlaczego z nim pyniemy, cuchncy brudn wiosk dehati i jaki todzib, zupenie nowy w firmie? No? Jak mylisz? To jest wasna akcja Salima Kaki. On chce si uniezaleni, a czego potrzeba, eby si uniezaleni? Kapitau. O to chodzi. Dlatego siedzimy tu bezczynnie w tej odu rzcej blaszanej puapce, o krok od wielkich ryb. On sdzi, e zarobi tyle, eby zacz od nowa wietn i byskotliw karier. Kapita, chodzi o kapita, rozumiesz?. W tym momencie usiadem. Pooy mi do na ramieniu i wsta. Gandu -powiedzia -

jeli chcesz mieszka w miecie, musisz wybiega mylami naprzd, z gry przewidywa trzy ruchy i przejrze kamstwo, aby ujrze prawd, a potem przejrze t prawd, eby dostrzec kamstwo. A potem, jeli chcesz y na odpowiednim poziomie, potem bdziesz potrzebowa funduszy. Pomyl o tym. Poklepa mnie po ramieniu i odszed. Przez moment widziaem jego twarz w przymionym wietle, kiedy schodzi do kabiny. I rzeczywicie, zastanowiem si nad tym. Stojcy pod gonikiem Katekar pokrci gow w lewo i w prawo, a Sartad dosysza delikatne trzaski koci w jego karku. - Pamitam tego Salima Kak - cicho powiedzia Katekar. - Widziaem go w Andheri, jak chodzi sobie w czerwonej lungi i jedwabnej kurcie. Kurty miewa w rnych kolorach, ale lungi zawsze bya czerwona. Pracowa dla gangu Hadi Salmana, a w Andheri mia kobiet, pamitam, e tak syszaem. Sartad skin gow. Katekar mia obrzmia twarz, jakby dopiero co zbudzi si ze snu. - Mio? - zapyta Sartad. Katekar umiechn si. - Sdzc po tym jedwabiu, pewnie tak - odpar. - A moe chodzio tylko o to, e ona miaa siedemnacie lat i tyeczek jak brykajca ania. Wydaje mi si, e bya crk mechanika samochodowego. - Nie wierzysz w mio, Katekarze? - Saab, ja wierz w jedwab i we wszystko, co jest mikkie, a take w to wszystko inne, co jest twarde, ale... Gonik nad ich gowami zadudni. - O czym tam mamroczecie, Sardar-di? - Nie przerywaj sobie, mw dalej - odrzek Sartad. - To tylko drobne polecenia. - W takim razie suchaj. Nastpnego popoudnia zauwaylimy pywajce w wodzie gazie drzew, kawaki starych skrzynek, podskakujce na wodzie butelki, opony, a raz nawet cay dach pyncy do gry nogami. Gaston nie schodzi teraz z pokadu, jedn rk objwszy maszt, bez ustanku patrzy przez lornetk we wszystkie strony. Zapytaem Mathu, czy ju jestemy blisko. On tylko wzruszy ramionami. Salim Kaka wyszed w nowej kurcie. Sta na dziobie, patrzc na pnoc, i widziaem, jak stuka palcami po srebrnym tawizie na piersi. Chciaem zapyta go, gdzie jestemy, ale z jego twarzy bia jaka powaga, ktre mnie powstrzymywaa. Sartad pamita zdjcia Gaitondego, jego przecitnej wielkoci ciao i przecitn twarz, ani brzydk, ani pikn, wszystko byskawicznie zacierajce si w pamici pomimo jaskrawoniebiesko- Czerwonych swetrw z kaszmiru, wszystko zupenie przecitne. Ale teraz by ten jego gos, cichy i naglcy, wic Sartad nachyli gow w stron gonika. - W ostatnim, zanikajcym wietle dnia, tu przed nadejciem nocy, ujrzelimy na pnocy migoczcy, czerwony punkcik. Rzucilimy kotwic, a potem popynlimy w jego stron pontonem. Mathu wiosowa, naprzeciw niego siedzia Salim Kaka, pilnujc naszej latarni, a ja znajdowaem si midzy nimi. Spodziewaem si jakiej ciany, ktr widziaem w pobliu Wrt Indii, ale tam byo tylko grujce nad naszymi gowami wysokie sitowie. Salim Kaka sign po drg i przepycha nas przez ustrojone piropuszami brzegi, ktre skrzypiay i szeptay, i chocia nikt mi nie kaza, trzymaem w doni swoj ghor, naadowan i gotow do strzau. Po chwili deski pod moimi stopami zaszuray o tward ziemi. Z latark w doni Salim Kaka poprowadzi nas w gb wyspy, bo okazao si, e to mikkie, wilgotne wzniesienie w bagnach jest wysp. Szlimy dugo, moe z p godziny, w wietle wschodzcego ksiyca podajc za Salimem Kak. Na ramieniu nis brzow, pcienn torb, wielk jak worek na pszenic. Po pewnym

czasie ponad szczytami odyg ponownie ujrzaem latarni. Bya ni przywizana do supa pochodnia. Czuem zapach oju; pomienie wyskakiway w gr na ponad p metra. Pod supem stao trzech mczyzn. Ubrani byli jak ludzie z miasta, i w migoczcym wietle dostrzegem ich jasn skr, krzaczaste ciemne brwi, wielkie nosy. Turcy? Iraczycy? Arabowie? Do dzi tego nie wiem, ale dwch z nich miao karabiny, z lufami wymierzonymi jedynie nieco w bok od nas. Pod palcem czuem chodny, ale mokry od potu spust pistoletu. Wzdrygnem si i pomylaem: Otworz ogie i nas wszystkich wykocz. Odetchnem gboko, odwrciem do, wyczuwajc pod kciukiem kolb, i obserwowaem ich. Salim Kaka i jeden z tych ludzi rozmawiali, pochyleni ku sobie. Torba przesza z rki do rki, a w drug stron powdrowaa walizka. Dostrzegem jaki ty bysk i usyszaem trzask zamykanych zamkw. Rka mnie bolaa. Salim Kaka cofn si i zaczlimy ostronie oddala si od tych cudzoziemcw. Czuem na karku gadk i wilgotn krawd odygi, ale nie potrafiem odnale drogi, czuem jedynie poddajcy si nacisk rolinnoci i panik. W tym momencie Salim Kaka odwrci si i zanurkowa w krzaki, jedynie saby promie latarki znaczy jego lad, a Mathu poszed za nim. Ja ruszyem jako ostatni, bokiem, ze spitym karkiem, nisko trzymajc do z rewolwerem. Wci jeszcze widz wzrok tamtych trzech mczyzn. Widz blask metalowych obrczy wok wylotw luf karabinw oraz ukryte w cieniu ich oczy. Szlimy bardzo szybko. Miaem wraenie, e lecimy, a wysoka trawa, ktra pocztkowo mnie cigna i chwytaa, teraz delikatnie muskaa mnie po bokach. Salim Kaka odwrci gow i zobaczyem jego szalony umiech. Bylimy szczliwi, bieglimy przed siebie. Salim Kaka zatrzyma si na brzegu maego strumienia, w ktrego dnie woda wydrya wyobienie gbokoci okoo metra, i praw nog sign w d, szukajc oparcia dla pity. Mathu zerkn na mnie, jego twarz bya po szatkowana przez mizerne wiato ksiyca, a ja spojrzaem na niego. Zanim jeszcze Salim Kaka postawi swj krok, wiedziaem, co zrobimy. Poczuem, jak odbity od powierzchni wody huk rewolweru uderza mnie w brzuch. Wiedziaem, e kolba zrania mnie u nasady kciuka. Przejrzaem na oczy dopiero, kiedy ustpi olepiajcy bysk, mj odek skrca si, rozlunia i ponownie skrca, a na dnie rowu stopy Salima Kaki drobiy miarowo, jakby on wci szuka drogi do odzi. Woda kbia si i gotowaa. Strzelaj, Mathu! - rozkazaem. - Strzelaj, maderodzie. Byy to pierwsze sowa, jakie wypowiedziaem od wyjcia na brzeg. Mj gos brzmia dziwnie mocno i stanowczo, zdawa si zupenie obcy. Mathu przekrzywi gow i wymierzy. Kolejny bysk jeszcze raz wydoby zarola z cienia, ale stopy nadal wierzgay, maszerujc gdzie niestrudzenie. Wycelowaem rewolwer w krg spienionego wiru i ju po pierwszym strzale ten cay ruch usta, ale i tak strzeliem drugi raz, na wszelki wypadek. Chod - poleciem - wracajmy. Mathu skin gow, jakbym to ja dowodzi, wskoczy do rowu i po omacku zacz szuka walizki. Pod wod arzya si latarka, byszczcy, ty pcherzyk, obejmujcy dokadnie p gowy Salima Kaki. Chwyciem j, przechodzc przez strumie, chocia przez ca powrotn drog do pontonu wiszcy nisko na naszymi gowami tusty ksiyc owietla szlak do bezpiecznego miejsca. Sartad i Katekar usyszeli, e Gaitonde co pije. Wyranie sycha byo kolejne, dugie yki i powolne oprnianie szklanki. - Whisky? - wyszepta Sartad. - Piwo? Katekar pokrci gow. - Nie, on nie pije alkoholu. I nie pali. Ten don bardzo dba o zdrowie. Codziennie wiczy. Pije tylko wod. Bisleri z plasterkiem limety. Gaitonde mwi dalej, teraz ju wyranie si spieszy. - Kiedy nastpnego dnia na naszej odzi wstao soce, Mathu i ja nadal bylimy na

nogach. Ca noc przesiedzielimy w kabinie naprzeciwko siebie, z walizk wcinit pod koj Mathu, cho nadal widoczn. Trzymaem rewolwer na kolanach i widziaem, e Mathu swj ma pod udem. Deski nad moj gow skrzypiay pod skradajcymi si krokami. Gastonowi i Pascalowi powiedzielimy, e wpadlimy w zasadzk, zastawion przez policj tego kraju, w ktrym si wanie znalelimy. Pascal rozpaka si, i teraz obaj poruszali si bardzo delikatnie, peni szacunku dla naszej aoby. Za gow Mathu widziaem ciemnobrzowe drewno i bia plam jego baniana, unoszc si i opadajc, w miar jak d koysaa si na falach. Dzieli nas jaki roz pocierajcy si midzy nami mglisty dystans, a ja dokadnie wiedziaem, co Mathu w tej chwili myli. Podjem decyzj. Pooyem rewolwer na poduszce i uoyem nogi na koi. Id spa - oznajmiem. -Obud mnie za trzy godziny, wtedy ty odpoczniesz. Odwrciem si do drewnianej ciany, plecami do Mathu, i zamknem oczy. U dou moich plecw, gdzie bardzo nisko, jaki jeden punkt na mojej skrze przez cay czas dra i dygota. W kadej chwili spodziewa si kuli. Nie mogem tego opanowa. Ale utrzymywaem rwny oddech, przyciskajc kykcie do warg. Jeli czowiekowi na czym zaley, pewne sprawy moe kontrolowa. Obudziem si wieczorem. Przez luk do kabiny wpadao intensywne, pomaraczowe wiato, barwic drewno na kolor ognia. Miaem wraenie, e jzyk wypenia mi usta i cae gardo, a kiedy prbowaem ruszy rk, poczuem, e jest wstrtnie cika i obrzmiaa. Pomylaem, e chyba jednak kula odnalaza do mnie drog, albo te ja znalazem drog do kuli, ale kiedy si poruszyem, poczuem bolesne walenie serca i usiadem. Brzuch miaem zlany potem. Mathu spa, z twarz wtulon w poduszk. Wsunem rewolwer za pas i wyszedem na pokad. Pascal odwrci do mnie t swoj czarn buk i umiechn si. Nad nami pitrzyy si chmury, ogromne i nabrzmiae, wznoszce si coraz to wyej na czerwonym niebie. A nasza d jak gazka na powierzchni wody. Nogi mi dygotay, i kiedy usiadem, cay si trzsem. Draem na caym ciele, po chwili przestawaem, i potem znowu draem. Kiedy si ciemnio, poprosiem Pascala o dwa mocne worki. Poda mi dwa biae worki marynarskie, wykonane z grubego ptna i cigane na sznurek. Obud si - powiedziaem do Mathu, kiedy zszedem na d i kopnem w jego koj. Obudzi si i zacz po omacku szuka swojej broni, ale nie mg jej znale, dopiero ja mu j wskazaem, leaa wcinita midzy materac a cian. Uspokj si, ty nerwowa ut. Po prostu si uspokj. Musimy si podzieli. Nigdy wicej tego nie rb - odrzek. Mrucza, przeciga si, rozpocierajc ramiona, jak kogut straszcy pira. Umiechnem si do niego. Posuchaj powiedziaem - ty behenodowy, zaspany synu maderoda Kumbhkarana, chcesz swoj poow czy nie?. Przez chwil kalkulowa w gowie, wci cay nadty i nabzdyczony, ale zaraz odpry si, wybuchajc miechem. Tak, tak -powiedzia. -P na p. P na p. Zoto to dobra rzecz. Tak mio i gadko przepywa i przelizguje si przez palce. Kiedy jest bardzo czyste, ma ten zdrowy, czerwonawy poblask, kojarzcy si z rumianymi jak jabka policzkami. Ale tego popoudnia, kiedy przekadalimy kolejno sztabki z walizki do workw, jedn do jednego, a potem jedn do drugiego, najbardziej cieszya mnie ich waga. Sztabki byy niewielkie, tylko nieco dusze ni szeroko mojej doni, duo mniejsze, ni si spodziewaem, sprawiay jednak wraenie tak zwartych i zbitych, e z trudem powstrzymywaem si, eby wszystkich nie przeoy do mojego worka. Miaem rozpalon twarz, a serce cinite, i wiedziaem, e postpiem susznie. Kiedy doszlimy do ostatniej sztabki, ktra mnie przypada w udziale, woyem j do lewej kieszeni spodni, gdzie mogem j czu przez cay czas, jak uderza o moje ciao. Potem wsunem rewolwer z drugiej strony, za pasek. Mathu skin gow. No to prawie zaatwione - powiedzia. - Jak sdzisz, ile to jest warte?. Umiecha si z wolna, z wahaniem. Duba w nosie, jak zwykle, kiedy by zdenerwowany, czyli prawie zawsze. Spojrzaem na niego i poczuem jedynie pogard. W jednej chwili nabraem absolutnej pewnoci,

e on ju zawsze bdzie taporim, niczym wicej. Choby pracowao dla niego nawet dziesiciu czy dwunastu ludzi, on bdzie tylko zestresowanym, drugorzdnym, miejscowym baznem, beznadziejnym prymitywem z pistoletem i siekier za pazuch, niczym wicej. Jeli bdziesz myle tylko o rupiach, zostaniesz jedynie targajcym mieci bhangim, nikim innym. Poniewa lakhy s brudne, a krory to gwno. Pomylaem, e najwaniejsze to mie zagwarantowan przyszo, bezgraniczne moliwoci. Wcisnem worek pod swoj koj, stop dopychajc wystajc cz, a Mathu patrzy na mnie z szeroko otwartymi oczami. Odwrciem si do niego plecami i miejc si do siebie, wyszedem na pokad. Nie baem si ju. Teraz ju go znaem. Tej nocy spaem jak niemowl. Ka-tekar prychn i pokrci gow. . - I przez cae lata co noc spa snem sprawiedliwego, podczas gdy na lewo i prawo trup sa si gsto. - Sartad unis do ostrzegawczo, a Katekar otar pot z twarzy i mrukn: - Oni wszyscy s, cholera, tacy sami, chciwe maderodowe sukinsyny. Problem pojawia si, kiedy jeden z nich ginie, bo piciu stara si zaj jego miejsce. - Cicho - odezwa si Sartad. - Chc tego posucha. Gonik znowu zacharcza. - Dwa dni pniej ponad wodami dostrzegem odlegy pagrek. Co to jest? - zapytaem Gastona. Dom - odpar. Stojcy na dziobie Pascal wychyli si w stron horyzontu i krzykn w stron jakiej innej odzi: Aaahoooooooo, a ten przecigy okrzyk i odbijajca si echem odpowied spowiy moje ramiona. Byem w domu. Pomoglimy wcign d na pla i poegnalimy Pascala i Gastona. Ma-thu szepta im jakie groby, ale ja odepchnem go na bok niezbyt delikatnie i powiedziaem: Suchajcie, chopaki, nic o tym nie mwcie, siedcie cicho, a znowu zrobimy wsplnie interes. Daem im po jednej sztabce ze swojej dziaki, ucisnem im rce, a oni si umiechnli i ju na zawsze zostali moimi kumplami. Mathu i ja poszlimy drog do przystanku autobusowego, targajc na plecach swoje worki. Machnem na przejedajc motoriksz i skinem gow Mathu. Zostawiem go tam, stojcego z palcem w nosie, spowitego spalinami. Wiedziaem, e chcia i ze mn, ale mia o sobie zbyt wygrowane mniemanie i wczeniej czy pniej na pewno zmusiby mnie do tego, ebym go zabi. Nie miaem dla niego czasu. Jechaem do Mumbaju. Gonik ucich. Sartad podnis si, odwrci i rozejrza si po ulicy. - Hej, Gaitonde? - powiedzia. Po chwili nadesza odpowied: - Tak, Sartadu? - Przyjecha spychacz. I rzeczywicie, na kocu ulicy pojawi si czarny potwr, chrapliwym szczkiem natychmiast cigajc tum gapiw. Maszyna poruszaa si ze swoist godnoci, a jej operator mia na gowie czapeczk godn prawdziwego fachowca. - Zabierz tych ludzi z drogi - poleci Sartad Katekarowi. - A spychacz dawaj tutaj. Niech kieruje si w to miejsce. - Teraz sysz - odezwa si Gaitonde. Soczewki kamery krciy si niespokojnie. - Wkrtce te zobaczysz - odpar Sartad. Policjanci przy furgonetkach sprawdzali swoj bro. - Posuchaj, Gaitonde, bardzo mi si nie podoba ta farsa. Nigdy si nie spotkalimy, ale spdzilimy popoudnie na rozmowie. Zachowujmy si jak dentelmeni. Nie musimy si do tego posuwa. Po prostu wyjd i po-jedziemy na komisariat. - Tego nie mog zrobi - odpar Gaitonde. - Daj spokj. Przesta zachowywa si jak jaki czarny charakter z filmu, sta ci na duo wicej. Skocz z t dziecinad. - To jest gra, mj drogi - odrzek Gaitonde. - To tylko gra, to jest lik. Sartad odwrci

si tyem do drzwi. Chcia si napi herbaty, wrcz rozpaczliwie jej pragn. - Zgoda. Jak si nazywasz? - zapyta operatora spychacza, opartego o gargantuiczn gsienic. - Baszir Ali. - Wiesz, co masz robi? Baszir Ali mi w doniach swoj niebiesk czapeczk. - To na moj odpowiedzialno. Wydaj ci polecenie jako policjant, wic niczym nie musisz si przejmowa. Rozwalmy te drzwi. Baszir Ali odchrzkn. - Ale sahibie inspektorze, tam w rodku jest Gaitonde - powiedzia niepewnie. Sartad chwyci Baszira za okie i podprowadzi go do drzwi. - Gaitonde? - Tak, Sardar-di? - Tu jest Baszir Ali, operator spychacza. Boi si nam pomc. Boi si ciebie. - Baszirze Ali - odezwa si Gaitonde. Gos by wadczy, jak gos cesarza, pewny swoich sw i wielkodusznoci. Baszir Ali patrzy w rodek drzwi. Sartad wskaza na kamer wideo, a Ali zrobi wielkie oczy na jej widok. - Tak, Gaitonde Bhai? - powiedzia. - Nie martw si. Ja ci nie wybacz - Baszir Ali zblad jak ciana - poniewa nie ma tu czego wybacza. Obaj jestemy w potrzasku, ty z tamtej strony drzwi, a ja z tej. Rb, co ci ka, skocz robot i wracaj do domu, do dzieci. Nic ci si nie stanie. Ani teraz, ani pniej. Daj ci sowo. - Nastpia pauza. - Sowo Ganea Gaitondego. Zanim Baszir Ali wspi si na fotel operatora w kabinie spychacza, dotaro do niego, e bdzie odgrywa gwn rol w tym spektaklu. Zaoy swoj czapeczk, zawadiacko przekrcajc j do tyu. Silnik stkn i rozleg si miarowy ryk Sartad nachyli si do gonika. Gwatowna fala gorca i blu przeszya lew stron jego gowy, od karku do skroni. - Gaitonde? - Mw, Sardar-di, sucham ci. - Po prostu otwrz drzwi. - Ty chcesz, ebym po prostu otworzy te drzwi? Przecie ja to wiem, Sardar-di, wiem. - Co wiesz? - Wiem, czego ty chcesz. Chcesz, ebym po prostu otworzy te drzwi. A potem chcesz mnie zaaresztowa i zabra na komisariat. Chcesz by bohaterem opisywanym w gazetach. Pragniesz awansu. Dwch awansw. A w gbi duszy pragniesz jeszcze wicej. Chcesz by bogaty. Chcesz by bohaterem synnym na cae Indie. Chcesz, eby prezydent odznaczy ci medalem w wito republiki. Chcesz, eby kolorowa telewizja pokazaa, jak otrzymujesz ten medal. Chcesz, eby ci widywano z gwiazdami filmowymi. - Gaitonde... - Ale wiesz, ja przez to przeszedem. I pokonam ci. Nawet w tej ostatniej rozgrywce ci pokonam. - Jak? Masz tam w rodku jakich ludzi? - Nie. Ani jednego. Ju ci mwiem, jestem tu sam. - Podkop? Ukryty w rodku helikopter? Gaitonde zachichota. - Nie, nie. - W takim razie co? Masz bateri dziaek przeciwlotniczych? - Nie, ale i tak ci pokonam. Spychacz lni na czarnej drodze, a po jego obu stronach kroczyli policjanci z ponurymi

minami. Ich moliwoci wyboru kurczyy si, prowadzc ich teraz nieuchronnie do tych metalowych drzwi, a oni szli zdeterminowani, bezradni i przeraeni. - Gaitonde - Sartad przetar oczy. - Ostatnia szansa. Wychod, jar. To naprawd jest bardzo gupie. - Przykro mi, ale nie mog tego zrobi. - W porzdku. W takim razie nie zbliaj si do drzwi, kiedy bdziemy wchodzi. I trzymaj rce do gry. - Nie martw si - odpar Gaitonde. - Nie jestem niebezpieczny. Sartad sta wyprostowany, tyem do drzwi, i sprawdza swj rewolwer. Zakrci bbenkiem i zobaczy te, grube naboje drzemice spokojnie w metalu. Przedzierajcy si przez podeszwy jego butw ar pali go w stopy. Nagle gonik ponownie przemwi, wprost w jego opatk. - Sartad, nazwae mnie jarem. W takim razie co ci powiem. Obojtnie, czy duy, czy may, aden dom nie jest bezpieczny. Wygra to znaczy wszystko straci, a zwycistwo zawsze jest po stronie gry. Sartad czu w piersiach delikatne drenie gonika. Ryk maszyny wprost wciska go w drzwi, a on mia ju tego do. Zatrzasn bbenek i zszed z ganku. - Dobra - krzykn. - Rusza, rusza, rusza. - Machn rewolwerem w stron drzwi. Gonik ponownie zabrzcza, ale Sartad ju nie sucha. Kiedy odchodzi, zdawao mu si jeszcze, e spod ryku silnika usysza ostatni fragment, jakby pytanie: - Sartadu Singhu, czy wierzysz w Boga? Sartad zawoa: - Dawaj, Bashir Ali, dawaj. - Bashir Ali unis rk, a Sartad wskaza na niego wyprostowanym palcem. - Rusz t maszyn. Bashir Ali skuli si na swoim wysokim siedzisku, a jego kolos ruszy do przodu, min Sartada i z guchym zgrzytem uderzy w budynek, wzbijajc ca chmur pyu. Po chwili jednak, kiedy spychacz si cofn, okazao si, e budynek wci stoi nienaruszony i nienaruszalny, a drzwi nawet si nie wgnioty. Uszkodzeniu ulega tylko kamera wideo: leaa przy drzwiach, rwno rozpaszczona w poowie swojej dugoci. Ze stojcego w oddali na ulicy tumu dobiegy przecige gwizdy. Przybray na sile, kiedy Bashir Ali wyczy silnik. - Co si stao? - zapyta Sartad, kiedy Baszir Ali zszed w cie spychacza. - A czego si spodziewacie, skoro nie pozwalacie mi pracowa po mojemu? Obaj wycierali tynk z nosw. Po skpanej w socu stronie spychacza tum wypiewywa: Jai Gaitonde. - A ty wiesz, jak to zrobi? Bashir Ali wzruszy tylko ramionami. - Mam pewien pomys. - W porzdku - stwierdzi Sartad. - Dobra. Rb, jak uwaasz. - No to zejdcie mi z drogi. I zabierzcie ludzi sprzed budynku. Bashir Ali zakrci swoim rumakiem na wirze, a Sartad zrozumia, e ma do czynienia z prawdziwym artyst. Prowadzi maszyn zwinnymi ruchami, pstrykajc i uderzajc doni w dwigni, pochylajc si w stron wykonywanych skrtw, solidaryzujc si ze zgrzytem zbatych przekadni. Podnis, a potem opuci lemiesz, bardzo precyzyjnie ustawiajc jego doln, wysunit krawd na wysokoci drzwi. Cofn si o trzy metry, sze, dziesi, ramieniem radonie obejmujc oparcie fotela. Natar na budynek z ukosa, a mijajc Sartada,

wyszczerzy zby w umiechu. Tym razem rozleg si jk metalu, a kiedy ustay gwatowne wstrzsy maszyny, Sartad zobaczy, e drzwi zostay wyrwane, wcinite do rodka. W cianie pojawia si metrowa szczelina. - Cofn si! - krzykn Sartad. Bieg do przodu, z rewolwerem w wy cignitej rce. Cofn si, cofn si. - Bashir Ali odsun si na bok i Sartad stan oparty o framug. Katekar opar si z drugiej strony. Ze rodka buchn lodowaty wiatr, Sartad poczu, jak suszy mu pot na twarzy i przedramionach. Nagle, przez moment, poczu, e zazdroci Gaitondemu tej klimatyzacji, tej moliwoci sterowania polarnym klimatem, ktr zapewnia mu zuchwao. Temu uczuciu, rwnie przez krtk chwil, towarzyszyo co jeszcze, wznoszcy si gdzie z dou, z okolic jego bioder, nieproszony i przyprawiajcy o mdoci, jak utrzymujca si na powierzchni struka ci, drobny pcherzyk podziwu. Sartad odetchn gboko. - Sdzisz, e budynek wytrzyma? - zapyta. Katekar skin gow. Przez drzwi zaglda do rodka, a jego twarz a pociemniaa z wciekoci. Sartad czubkiem jzyka dotkn grnej wargi, poczu jej sucho, a potem obaj weszli do rodka. Inspektor ruszy przodem i przy pierwszych wewntrznych drzwiach Katekar szed tu obok. Za nimi sycha byo szelest stp pozostaych policjantw. Sartad stara si nasuchiwa przez gromkie dudnienie swojego serca. Ju wczeniej zdarzao mu si uczestniczy w podobnych szturmach, ale dowiadczenie wcale mu nie pomagao. W budynku panowa zib, owietlenie byo komfortowe i przyciemnione. Pod stopami mieli dywan. Znaleli cztery kwadratowe pokoje, wszystkie pomalowane na biao i wszystkie puste. W centrum budynku znajdoway si bardzo strome, prawie pionowe metalowe schody, prowadzce w d, przez otwr w pododze. Sartad skin gow na Katekara, a potem ruszy za nim. Metalowe drzwi na dole otwary si z atwoci, ale byy bardzo cikie, i kiedy w kocu Katekarowi udao si je w peni otworzy, inspektor zobaczy, e s grube jak wrota do bankowego skarbca. W rodku panoway cakowite ciemnoci. Sartad mimowolnie dra. Min koleg i po lewej ujrza niebieskawe wiateko. Katekar przecisn si obok niego i stan z boku, a potem, ostronie stawiajc kroki, ruszyli z broni wycignit przed siebie. Jeszcze jeden krok, i w tym momencie, z innego miejsca, Sartad dojrza jak posta, czyje barki przed rzdem zamglonych monitorw, brzow do przy kontrolkach na czarnym panelu sterowania. - Gaitonde! - wykrzykn Sartad, chocia wcale krzykn nie chcia; stosowniej byoby posuy si lekko karccym tonem, wic stumi gos: - Gaitonde, powoli podnie rce do gry. Posta w ciemnoci nie poruszya si. Policjant bolenie zacisn palec na spucie i z trudem powstrzyma si, eby nie wystrzeli. Sprbowa jeszcze raz. - Gaitonde. Gaitonde? Z prawej strony Sartada, tam, gdzie sta Katekar, dao si sysze delikatny trzask, i kiedy inspektor odwraca gow, pokj zala biay, neonowy blask, obfity, wszechogarniajcy i czysty. A w tej oglnej iluminacji siedzia Gaitonde, w peni ukazaa si jego posta, z czarnym pistoletem w lewej doni i bez powki gowy. Prawe oko Gaitondego byo wybauszone i nabiege krwi z jak szalecz intensywnoci. Sartad widzia delikatn siateczk rowych linii, gbok czer renicy, wyciekajcy z wewntrznego kcika byszczcy pyn mimowolnie skojarzy mu si ze z. Ale bya to jedynie reakcja ciaa na gigantyczne uderzenie, ktre wyrwao po drugiej stronie twarzy wszystko powyej podbrdka, tnc od lewego nozdrza w gr, a do czoa, i rozbryzgujc kremow papk na biaym suficie. W surowej czerwieni misa, w miejscu, w ktrym urywa si nagle grymas zacinitych warg Gaitondego, skrzy si jak pera zb, cay i nieuszkodzony. - Panie inspektorze - odezwa si Katekar. Sartad drgn i popatrzy w kierunku wskazywanym przez luf rewolweru kolegi, w stron drzwi w biaej cianie. Dokadnie w

miejscu zetknicia si ostrej jasnoci i ciemnoci, w tym cieniu, widniay dwie drobne, bose stopy, z palcami skierowanymi do gry. Sartad podszed bliej, i chocia nie widzia wyranie ciaa, jedynie mankiety biaych spodni, rozpozna, po tej niewyranej rozoystoci bioder, e przed nim ley kobieta. Katekar znalaz kolejny przecznik i teraz ju j widzieli, tak, to bya kobieta, ubrana w obcise, biae spodnie, nisko opuszczone, Sartad wiedzia, e nazywaj si biodrwki. Miaa te rowy, obcisy top, a cay ten jej strj by elegancki. Odsania jej brzuch, musiaa by dumna z wskiej talii i idealnego ppka. W jej piersiach, tu pod pokrytym meszkiem punktem na klatce piersiowej, w miejscu zapinania bluzki, widniaa dziura. - Zastrzeli j - stwierdzi Sartad. - Tak - odpar Katekar. - Musiaa sta w drzwiach. Twarz miaa odwrcon w lew stron, a dugie wosy opaday na jej policzek. - Sprawd reszt - poleci Sartad. W kwadratowym pokoju, w ktrym leaa dziewczyna, znajdoway si ustawione rzdem trzy nagie ka, a przy kadym biaa szafka. Bardziej przypominao to dormitorium. Pod cian rower treningowy i rzd ciarkw na stojaku. Stare czarno-biae filmy na DVD. Stalowa szafka z rzdem karabinw AK-56, a poniej pistolety. W azience byy prysznice i toalety w stylu zachodnim, znalaz te trzy szafy wypenione mskimi ubraniami, pbutami i innymi butami. Katekar zakoczy przegld w centralnym pokoju, po czym obaj stanli nad ciaem Gaitondego. Za plecami Sartada toczya si ciba uzbrojonych policjantw, przepychajcych si okciami i stukajcych kolbami karabinw, wysuwali gowy, chcc zobaczy, jak skoczy wielki Gaitonde i jego zamordowana przyjacika. - Wystarczy - odezwa si Sartad. - Co to ma by, darmowa tamaa? Pokaz filmu? Wszyscy wychodzi. - Ale zdawa sobie spraw z tego, e mwi z ulg w gosie, z ktrego teraz ustpio napicie, a oni umiechali si do niego, odwracajc si i odchodzc. Opar si na skraju dugiego biurka i czeka, a zniknie to dziwne wraenie mikkoci w kolanach. Z krzesa Gaitondego jedna po drugiej nieprzerwanie spaday krople. Katekar, zawinwszy palce w niebiesk chusteczk, po kolei otwiera i zamyka stojce pod cianami biae szafy. Zawsze bardzo metodycznie sprawdza wszelkie lady po strzaach, a Sartad uspokoi si, widzc jego szerokie, pewne ramiona i powanie zacinite szczki. - Nic tu nie ma, panie inspektorze - powiedzia Katekar. - Zupenie nic. W biurku, tu obok nogi Sartada, bya szuflada. Policjant doby wasnej chusteczki i pocign za uchwyt. Na samym rodku rwniutko leaa maa, czarna ksieczka. - Dziennik? - zapyta Katekar. By to album. Czarne strony pokrywaa lepka folia, pod ktr umieszczono fotografie. Sartad ostronie przejrza kolejne kartki, delikatnie trzymajc je za same rogi. Kobiety, niektre bardzo mode, w pozowanych studyjnych ujciach, patrzce przez rami, opierajce twarze na doniach i podnoszce biodra, przyzwoicie ubrane, ale wszystkie atrakcyjne. - Wszystkie jego kobiety - powiedzia Sartad. - Wszystkie jego randi - poprawi Katekar. Zarzuci swoj niebiesk chusteczk na palec wskazujcy i ostronie otworzy stojc po drugiej stronie biurka i sigajc do pasa szaf na dokumenty. Nawet w cichym szumie generatorw Sartad dosysza jego gone westchnienie. - Panie inspektorze. Szafa na dokumenty bya wypeniona pienidzmi. Leay tam zupenie nowe, pisetrupiowe banknoty, w schludnych kupkach, jeszcze z banderol Central Bank of India i obwizane gumkami, pogrupowane po pi w paczuszki zawinite w szeleszczc, kurczliw foli. Katekar woy do w grn warstw, w szczelin midzy stosikami. Z tyu byo tego

wicej. A dalej jeszcze wicej. - Ile tego jest? - zapyta Sartad. Katekar w zamyleniu stuka delikatnie w ciank szafy. - Jest pena, a po samo dno. Tu jest masa pienidzy. Pidziesit lakhw? Chyba wicej. aden z nich nigdy i nigdzie nie widzia takiej sumy. Trzeba byo podj decyzj, popatrzyli sobie szczerze w oczy i Sartad zdecydowa. Kolanem pchn drzwi, zamykajc szaf. - Tego jest za duo - orzek. Katekar tylko westchn. Przez moment by wyranie smutny, to wszystko. Ale przecie to on udzieli Sartadowi tej wanej lekcji sztuki przetrwania, mwicej, e jeli nie posiada si dostatecznych informacji, rzucanie si na wielkie upy oznacza prowokowanie nieszczcia. Otrzsn si teraz z tego oczarowania wielkimi pienidzmi, mocno sapic i umiechajc si szeroko. - Pienidzmi Gaitondego zajm si wani ludzie - powiedzia. - Odpucimy? - Odpucimy. Bunkier by wypeniony ludmi. Wszdzie uwijali si technicy i fotografowie, starsi oficerowie z trzech stref i z wydziau kryminalnego. Gaitonde siedzia porodku, dobrze owietlony i dziwnie teraz may. Sartad patrzy na Parulkara, ktry pochyla si nad ciaem Gaitondego, pokazujc co jakiemu komendantowi innej strefy. Parulkar by w swoim ywiole, dyskutowa z wanymi osobistociami o zakoczonej sukcesem operacji, a Sartad by mu za to wdziczny. By pewny, e Parulkar oszlifuje i upikszy ca histori, przypisujc mu wiksze zasugi, ni w rzeczywistoci mu si naleay. Mia do tego talent. Pod tym wzgldem Sartad mg na nim polega. Trzech mczyzn zeszo szybkim krokiem po schodach. Sartad nigdy ich wczeniej nie widzia. Pierwszy mia wosy tak krtko przycite przy czaszce, e inspektor widzia skr gowy przezierajc przez schludn szaro. To on odezwa si do Parulkara, machajc kart identyfikacyjn. Parulkar sucha i chocia nic nie da po sobie pozna, Sartad zauway, e wyranie zesztywnia. Skin gow, a potem poprowadzi tego paskogowego i pozostaych dwch do Sar-tada. - To jest ten oficer - powiedzia Parulkar do paskogowego. - Inspektor Sartad Singh. - Jestem SP Makand z CBI. - Paskogowy by bardzo oschy. - Znalelicie co? - Pienidze - odpar Sartad. - I album. Jeszcze nie sprawdzilimy jego kieszeni, czekalimy, a... - To dobrze - powiedzia Makand. - Przejmujemy t spraw. - Moemy jako pomc? - Nie. Bdziemy w kontakcie. Niech wasi ludzie si zwijaj. - Towarzysze Makanda ju chodzili po pokoju, polecajc technikom, aby si pakowali. Sartad skin gow. Spodziewa si, e zabior mu spraw Gaitondego. To, e Gaitonde pojawi si w strefie trzynastej, byo czym niewytumaczalnym, a fakt, e jego kariera tak nagle skoczya si w Kailapadzie, by zdecydowanie zbyt wspaniaym zawodowym prezentem, eby tylko Sartad mia si nim cieszy. ycie nie pozwalao sobie na tak czyste umiechy fortuny. Niemniej jednak to odsunicie od sprawy - chocia zakomunikowane przez Makanda, czowieka z elitarnej, centralnej agencji - zdecydowanie zbyt go zaskoczyo. Ale nawet obecny tu Parulkar, bezbarwny jak dei maso, nie protestowa i nie zgasza adnych zastrzee. Sartad poszed zatem za jego przykadem, zawoa Katekara i wyszed na zewntrz. Zapad ju wieczr. Sartad sta w cieniu metalowych drzwi i widzia reporterw

czekajcych za rzdem policyjnych dipw. Obok niego Parulkar poprawia si przed spotkaniem z pras. - Panie komendancie - odezwa si Sartad - dlaczego oni nas wyrzucili? CBI ju nie potrzebuje wsparcia lokalnych sub? Parulkar wsun koszul w spodnie i poprawi pasek. - Sprawiali wraenie bardzo spitych. Wydaje mi si, e obawiali si, eby co nie ujrzao wiata dziennego. - Czyby chcieli co ukry? Parulkar przechyli gow i pozwoli sobie przybra poz osoby przebiegej. - Beta - powiedzia - jeli kto pozwala sobie by wobec nas tak niegrzeczny, zazwyczaj oznacza to, e stara si co ukry. Chodmy. Chodmy powiedzie naszym przyjacioom z prasy, jak to doprowadzie do upadku wielkiego dona Ganea Gaitondego. Sartad stan wic w blasku fleszy i opowiedzia dziennikarzom o swoim wielkim wyczynie. Powiedzia im, e rozmawia z bandyt, zanim rozwalili te drzwi, e sprawia on wraenie czowieka, ktry si nie boi i zachowuje rozsdek Nie opowiedzia im historii Gaitondego o zocie. Nie powiedzia te, ani im, ani Katekarowi czy Parulkarowi, o tym pytaniu, ktre, jak mu si wydawao, na koniec zada mu Gaitonde. I tak przecie nie by pewien, czyje sysza. Opowiedzia wic reporterom o anonimowym telefonie dzisiejszego ranka i o tym, co si wydarzyo pniej, i e nie ma pojcia, dlaczego don postanowi si zabi. Pniej jednak, kiedy wieczorem by ju w domu, przypomina sobie ten grnolotny styl wypowiedzi Gaitondego, szybko wypowiadane sowa i ten jego smutek. Nigdy wczeniej nie spotka gangstera, a kiedy w kocu cieki ich ycia skrzyoway si, tamten umar. Zasypiajc, Sartad przypomina sobie wszystko, co kiedykolwiek sysza czy te czyta o Gaitondem, te wszystkie pogoski i legendy, raporty sub wywiadowczych i wywiady w magazynach informacyjnych. Prbowa jako poczy wizerunek publiczny z gosem, ktry sam sysza, ale bez powodzenia. Z jednej strony by synny gangster, a z drugiej ten czowiek z dzisiejszego popoudnia. Ale czy to wszystko miao jakie znaczenie? Gaitonde nie yje. Sartad odwrci si na drugi bok, z determinacj uklepa poduszki i zoywszy gow, zasn. Gane Gaitonde sprzedaj swoje zoto Jak tam, Sardar-di, suchasz mnie jeszcze? Czy jeste gdzie tam na tym wiecie? Czuj twoj obecno. Co byo potem, chciaby si dowiedzie, co potem. Szedem pod rozdartym przez chmury wirujcym niebem, czujc niezmienne cienie zota na plecach i widzc przed sob miasto. Miaem dziewitnacie lat i zoto na plecach. Oto byem ja, Gane Gaitonde, odziany w brudn, niebiesk koszul, brzowe spodnie, podarte buty na gumowej podeszwie, bez skarpetek, z czterdziestoma siedmioma rupiami w kieszeni, z rewolwerem za pasem oraz zotem na plecach. Nie miaem dokd pj, nie mogem wrci do tego budynku w Dadarze, gdzie dotychczas spaem przy pachncym przyprawami magazynie restauracji. Gdyby zaczli szuka mnie ludzie Salima Kaki albo te gdyby w ogle kto zacz mnie szuka, nie mogli mnie tam znale, nikt nie mg mnie wytropi, jak jakiego gupka, i zabi jak psa. Od kiedy znalazem zoto, przestaem by ufny. Zaczem odczuwa problemy ludzi bogatych. Pomylaem sobie: na tym caym wiecie mam jedynie czterdzieci siedem rupii i rewolwer oraz t ogromn mas metalu. Zoto na plecach nic mi nie daje, musz wic je sprzeda. Zoto nie ma adnego znaczenia, dopki go nie sprzedam. A jak sprzeda zoto, tak du jego ilo? Gdzie to sprzeda? Dopki tego nie sprzedam, bd ubogim czowiekiem. Ubogim czowiekiem targanym problemami bogaczy. Umiechnem si, a potem rozemiaem. Musiaem pilnie znale schowek, szybko, zaraz, ale caa sytuacja bya rwnie zabawna. Zapiewaem Mere deski dharti sona ugle, ugle

hire moti2 Ale dziesita trzydzieci rano to nie jest dobra pora na wczenie si po peryferiach Boriwali z naadowanym ghor i zotem, zwaszcza kiedy czowiek jest przytoczony tym ciarem i bardzo zmczony. Wok cigny si pola i tylko gdzieniegdzie wida byo skupiska drzew i budynkw, mae chatki zgromadzone na podobiestwo wiosek, ale wczeniej czy pniej kto zauway, zapyta, bdzie czego chcia. Zostay mi tylko trzy kule. A poza tym nie miao to znaczenia, nawet trzydzieci czy trzysta kul nie zrobioby adnej rnicy, gdyby tylko kto dowiedzia si, co nios. Po prawej stronie cign si pot z drutu kolczastego, ogradzajcy kp drzew. Spojrzaem za siebie, przed siebie i podjem decyzj. Przelizgnem si pod spodem, wcignem za sob worek i szybkim krokiem, ale nie biegnc, wanie szybkim krokiem poszedem w kierunku drzew. Kucnem w cieniu i czekaem. Poruszaem rkami, eby pozby si skurczu, ktry mnie chwyci od trzymania worka, od noszenia tego cikiego adunku. Gdyby co miao si zdarzy, zdarzyoby si w tym momencie. Od razu opada mnie chmara drobnych owadw, byem ju gotw znosi ich ukszenia, ale one poruszay si tylko dygoczc chmur wok moich ramion, wprawiajc w drganie powietrze. W tym migoczcym krgu przypomniaem sobie zbocze gry widziane przez okno, trzepoczce na lekkim wietrze kartki szkolnego podrcznika, nieustanne szlochanie mojej matki w drugim pokoju. Nieustanne. Wystarczy - machnem rk przed twarz i wyrwaem si z tego wszystkiego. Poruszaem si do przodu w kuckach, przesuwajc si przez ciemnoci pod gaziami, w kierunku tafli wody, ktr teraz ju widziaem. Bya to niewielka sadzawka, zagniedona w zagbieniu w ksztacie spodka, poronita na brzegach tymi wodorostami. Ponownie przykucnem, trzymajc przed sob worek. W okalajcym sadzawk mikkim bocie nie byo adnych ladw stp, adnych cieek w ostrej trawie, adnego mczyzny ani adnej kobiety a do samego drutu kolczastego po drugiej stronie wody, ani te dalej, na drodze. Niemniej jednak postanowiem odczeka jeszcze p godziny. Mocno cisnem gadk sztabk w kieszeni, oddychajc powoli. ledziem opalizujce waki byskawicznie nurkujce nad wod. Zdecydowaem si nigdy ju nie potkn si, nie zsun si w ten powolny wir przeszoci. Miaem za sob jakie ycie, ale ono mino. Dla Ganea Gaitondego istnia tylko ten dzie, noc po tym dniu i wszystkie nastpne dni. W stosownej chwili wycofaem si pomidzy drzewa, w najciemniejszy cie. Wybraem drzewo i zaczem kopa. Ziemia bya sypka, ale wysuszona, wic szo mi powoli i szybko zdarem sobie palce. Powinienem by wczeniej znale co do kopania, moe jaki kawaek puszki. Bd w planowaniu. Ale skoro ju zaczem, kopaem dalej, penymi garciami wydobywajc ziemi. Gdy dotarem do twardszej warstwy, usiadem i zaczem ry j pitami, a troch j rozbiem. Pracowaem ciko i pot si ze mnie la, ale kiedy przerwaem prac, okazao si, e nie jest to aden d, tylko jakie pytkie zagbienie pod ciemnym pniem. Byem jednak zmczony i godny, i to musiao wystarczy. Pier mi falowaa. Pocignem za sznurki przy worku i wyjem dwie sztabki, a potem przez minut lub dwie wpatrywaem si w nie, migoczce tym agodnym zotawobrzowym blaskiem w cieniu poprzetykanym janiejszymi plamami. Nastpnie worek wyldowa w zagbieniu, a ja na powrt zaczem drapa ziemi, eby go przykry. Wygldao to teraz jak niewielki wzgrek, wic rzuciem si pod drzewa zbiera kpy trawy, licie i gazki, eby uoy je na nim i uklepa. Wstaem i spojrzaem na t kompozycj. Wygldaa jak przypadkowe wzniesienie, takie, ktre mogo znajdowa si pod dowolnym drzewem i w tym pmroku nie wzbudzao podejrze, chyba eby kto na tym usiad. Ale dlaczego kto miaby tu przychodzi, po co miaby tu zaglda i siada? Czuem pewno, e to miejsce jest bezpieczne. Postanowiem jednak jeszcze raz cofn si do ogrodzenia i wrci na to miejsce, eby upewni si, e znajd drog powrotn. Ale zrobiem to tylko raz. Potem przetoczyem si pod ogrodzeniem i ruszyem drog, pewnym krokiem skrcajc na rogu,

chocia w trzewiach ciya mi ta przygniatajca strata, ten ciar, ktry tak bardzo mnie bola, e a obiema rkami musiaem trzyma si za brzuch. Ryzyko jest ryzykiem i wanie std si bierze zysk. Jak nie ma, to nie ma. Trzeba ryzykowa, eby robi interesy. Robi interesy. Znaem tylko imi i nazwisko: Paritosz ah. Syszaem je dwa razy, raz od niejakiego Azama eikha, ktry wanie wyszed po czteroletniej odsiadce za kradzie z wamaniem. Ju w cigu dwch dni wykona kolejn robot, za dnia wama si i ograbi mieszkanie nowoecw w Santa Cruz East. - Dobra onka posza na ryneczek kupi warzywa na obiad dla swojego m-usia opowiada Azam - a my w tym czasie zabralimy jej zoty naszyjnik, bransolety i kolczyki na uszy, a take jej kolczyk do nosa, wszystko oprcz mangalsu-try, a Paritosz ah da nam za to wszystko uczciw cen. Podczas przerwy w pracy staem za drzwiami do kuchni w restauracji, w ktrej pracowaem jako kelner, i suchaem tych przechwaek, a kiedy Azam eikh zobaczy moje stopy pod drzwiami, przekl mnie i si zamkn. Poszedem sobie. Obsugujcy go kelner powiedzia mi pniej, e Azam eikh zostawi napiwek w wysokoci trzech rupii, po ptorej godziny objadania si kebabami tangdi i amm i picia piwa, ale nim min miesic, z satysfakcj dowiedziaem si, e Azam eikh wrci do wizienia, e zapano go podczas kolejnej roboty w Santa Cruz East, po tym jak pokojwka obudzia si i zacza krzycze. Zapali go ssiedzi i pobili do krwi. Azam eikh mia teraz spore kopoty, a ja z tego powodu odczuwaem satysfakcj, a take z powodu nazwiska Paritosza aha. Drugi raz usyszaem je, jak ju poznaem si bliej z Salimem Kak, zdobyem jego zaufanie. Wraz z Mathu i Salimem Kak wybralimy si do Boriwali powiczy strzelanie. Na polanie w dungli obaj z Mathu wystrzelilimy po sze razy, a Salim Kaka pokazywa nam, jak stan, jak chwyci bro; mymy adowali i przeadowywali tak dugo, a zaczlimy to robi szybko i bez trudu, a ja wrcz z zamknitymi oczami. Salim Kaka, zadowolony, szturchn mnie w rami. Pozwoli nam odda jeszcze po dwa strzay. Eksplozje przetaczay si po moich ramionach, goniejsze ni w moich wczeniejszych wyobraeniach, a potem wzdu krgosupa. Wprost nie posiadaem si z radoci, a nad naszymi gowami wiroway ptaki. - Nie ciskaj tak swojego samuna - powiedzia Salim Kaka. - Trzymaj go spokojnie, mocno, z uczuciem. Cel narysowany by kred na pniu drzewa, a ja odstrzeliwaem drzazgi z samego jego rodka. - Z uczuciem - powiedziaem, a Salim Kaka mia si wraz ze mn. Podczas dugiego marszu z dungli, kiedy szlimy pod nagimi, brunatnymi gaziami przez wszechobecne cierniste krzewy, Salim Kaka straszy nas opowieciami o panterach. Niecae dziesi dni temu w tej wanie dungli zgina dziewczynka zbierajca drewno. - Pantera zblia si tak szybko, e nie mona jej dostrzec, czuje si tylko jej zby na karku - powiedzia. - Odstrzel jej oczy - odparem i zakrciem swoim rewolwerem. - Oczywicie, maderodzie - wtrci Mathu - w kocu jeste strzelcem na medal. Splunem tylko i odpowiedziaem: - Dostan jeszcze pienidze za skr pantery. Obedr behenoda ze skry i j sprzedam. - Komu, utija? - ciekaw by Mathu. Pokazaem palcem na Kak. - Paserowi Kaki.

- Nie - stwierdzi Salim Kaka - jego interesuje tylko biuteria, brylanty, zoto i droga elektronika. - A nie twoja wyliniaa skra pantery - dorzuci Mathu i wybuchn miechem. Kiedy pniej Mathu sta przy drodze, z podniesion rk czekajc na moto-riksz, Salim Kaka kucn przy mnie i wsplnie sikalimy pod murem. Gapiem si w ten mur, trzymajc si prosto, nagle zirytowany perspektyw czekajcej nas dugiej jazdy pocigiem, a potem autobusem i pieszo drog do domu i do ka. - O co chodzi, jar? - odezwa si Salim Kaka. - Cigle mylisz o tej twojej skrze pantery? - Zby Salima Kaki byy zbrzowiae od tytoniu, ale silne i mocne. - Nie martw si, skr moesz zanie do Paritosza aha, z tego co syszaem, ten go bierze wszystko. - Kto to taki? - zapytaem. - Nowy paser w Goregaon. Bardzo ambitny - odrzek Salim Kaka. W tym momencie Mathu zatrzyma riksz, Salim Kaka otrzepa swj interes i wsta, ja te wstaem i si zapiem, a Salim Kaka umiechn si do mnie i tak poszlimy razem, poklepujc si po ramionach. Siedzielimy cinici w telepicym si i podskakujcym na wybojach pojedzie, a Salim Kaka porodku trzyma czarn torb z rewolwerami. Byy jego, do niego naleay. Trzyma torb przy sobie. Wybraem si wic do Goregaon, co nie byo takie trudne, ale Paritosz ah by zaledwie jednym czowiekiem w tej okolicy zamieszkaej przez lakh ludzi i trudno byoby szuka jego ogoszenia wrd umieszczonych na dworcu billboardw reklamujcych seksuologw, agentw nieruchomoci i handlarzy cementu. Kupiem gazet, przed dworcem znalazem wadapau-wal i co zjadem, a potem zastanowiem si nad problemem. Kiedy piem herbat kupion od ajwali na nastpnym stoisku, zarysowao mi si rozwizanie. - Bhidu - powiedziaem do ajwali. - Gdzie jest najbliszy komisariat policji? Wskimi uliczkami ze sklepikami i thela po obu stronach poszedem na komisariat. Przemykaem szybko, schylajc si i przeciskajc przez tum, pobudzony herbat i dny dalszych wydarze. Znalazem komisariat i stanem przed dug, nisk, brunatn fasad, opierajc si o mask samochodu. Nawet z tej odlegoci miaem doskonay widok przez frontowe drzwi na sekretariat, zastawiony dugimi biurkami, i widziaem te, co znajduje si dalej, te zatoczone biura, aresztantw siedzcych rzdem w kucki, nagie cele w gbi. Niewielki tumek od frontu przemieszcza si, porusza i zmienia, ale przez cay czas tam by, a ja przerzucaem strony gazety i patrzyem. Potrafiem rozpozna gliniarzy, nawet tych w cywilu, po fadzie tuszczu na karku i wyprostowanej sylwetce, przywodzcej na myl kobr, siedzc w samym rodku wieej bruzdy i napit jak spryna, z rozpostartym kapturem, drc z mocy i arogancji. Ich oczy ziay agresywnoci. Jednak szukaem czego innego. Dopiero o drugiej trzydzieci, po dwch nieudanych prbach, udao mi si znale informatora. Najpierw pojawi si go z wskimi biodrami, ktry wymkn si chykiem z bramy i ruszy na drug stron, zachowujc ten obleny dystans, charakterystyczny dla urodzonego kieszonkowca. Szedem za nim przez p mili, ale w kocu nabraem nieufnoci do jego dugich rk, ktre zamykay si i otwieray z psi, pazern zachannoci. Powrciem do swojego punktu obserwacyjnego pod komisariatem i skoncentrowaem uwag na starszym mczynie, w wieku mniej wicej pidziesiciu lat. Wyszed przez gwne drzwi, zatrzyma si tu przed bram i jednym ruchem kciuka otworzy paczk papierosw. Trzy razy postuka papierosem w paczk, powoli i miarowo, a potem z t sam niespieszn pewnoci siebie zapali go i si zacign. Poszedem za nim, spodobaa mi si falista linia siwych wosw na jego karku oraz niepozorna, szara koszula safari. Kiedy przechodzi przez ulic, podszedem do niego i poprosiem o papierosa, ale ten mczyzna spojrza na mnie z nieskrywan yczliwoci, bez

ladu podejrzliwoci, od razu wic zorientowaem si, e jest zupenie przyzwoitym obywatelem. By po prostu interesantem, ktry przyszed na komisariat zgosi kradzie roweru czy te poskary si na haaliwych ssiadw, i z pewnoci nie mia pojcia, kim jest Paritosz ah. Wziem papierosa, podzikowaem mu i wrciem na swoje stanowisko obserwacyjne. Wanie przydeptywaem niedopaek pit, kiedy usyszaem t kobiet. Gos miaa niski, wyranie kobiecy, ale basowy i donony, kcia si z kierowc moto-rikszy, mwia mu, e co tydzie jedzi t sam tras i e jego licznik by wyczony, bo dwanacie szedziesit to moe mu zapaci jaka utija wieo przybyy ze stanu Uttar Prade, ale na pewno nie ona. Zasania j pojazd i rikszarz, widziaem jedynie pulchne ramiona i obcis, t bluzk, a kiedy mczyzna krzykn, e spuszcza cen do dziewiciu rupii, przez moment dostrzegem ciemnoczerwone sari, misiste plecy i pulchn tali, szybki, rozkoysany krok, przy czym cao wygldaa dosy podejrzanie. Zaczem si niecierpliwi. Ju nie przygldaem si innym osobom wchodzcym i wychodzcym z komisariatu, czekaem tylko na ni. Kiedy pojawia si czterdzieci pi minut pniej, wiedziaem, co mam zrobi. Przesza na drug stron ulicy i stana w oczekiwaniu na transport, z jedn wielk rk opart na biodrze, drug machajc wadczo na kad z gonym trbieniem przejedajc obok riksz. Odetchnem i podszedszy bliej, dostrzegem pod farbowanymi henn wosami workowate policzki, wyrane brwi, wielkie, zote kolczyki w ksztacie lotosu. Bya do stara, czas odcisn na niej swoje pitno, musiaa by po czterdziestce lub po pidziesitce, ju dawno mina jej modo. Podobaa mi si jej przysadzista, pochylona do przodu postawna sylwetka, szeroko rozstawione mocne stopy. Pallu zwisao niedbale z jej ramienia, w sposb niezbyt skromny. - W dzisiejszych czasach trudno znale riksz - odezwaem si. - Zjedaj, chopcze. Nie jestem randi - warkna. - Chocia i tak nie wygldasz, jakby byo ci na jak sta. Nawet nie zauwayem, kiedy zdya mnie obejrze. - Nie szukam randi. - Tak tylko mwisz. - Zwrcia twarz w moj stron i wybauszya nieco oczy, ale nie wygldaa przy tym brzydko, raczej niezwykle, nadao to jej obliczu jaki niepokojcy wyraz, jakby bya gotowa zaraz wyskoczy z jak wstrzsajc niespodziank. - W takim razie czego chcesz? - Chciaem zada pytanie. - Dlaczego miaabym ci odpowiedzie? - Potrzebuj pomocy. - To od razu wida. Nie potrafisz rozpi spodni i chcesz, ebym ci go wycigna. Dlaczego miaabym brudzi sobie rce? Czy przypominam twoj matk? Rozemiaem si, wiadomie obnaajc zby. - Nie. Ani troch. Ale i tak moesz mi pomc. Jadca w drug stron motoriksza zwolnia i zarzucajc, przejechaa na nasz stron ulicy. Zanim pojazd jeszcze si zatrzyma, kobieta chwycia elazny prt nad licznikiem i wskoczya na siedzenie. - Jed - rzucia do kierowcy. - Paritosz ah - powiedziaem, garbic si i pochylajc do wntrza. Zauwayem, e wzbudziem jej zainteresowanie. - A co z nim? - Musz go znale.

- Musisz? - Tak. Przesuna si do przodu na swoim fotelu i spojrzaa na mnie gronym wzrokiem. - Zbyt ndznie wygldasz, eby by khabari. Oni staraj si wyglda schludnie i wzbudza zaufanie. - Nie jestem khabari - odrzekem. - Nie wiedziabym, komu donie. - Wsiadaj - polecia. Zrobia mi miejsce na popkanym skaju, wydaa polecenie rikszarzowi i ruszylimy pyrkajcym pojazdem przez nieznane mi uliczki. Budynki zbliay si do siebie, teraz ju dotykay si cianami, a na ulicach peno byo ludzi, ktrzy odsuwali si na bok, eby przepuci nasz pojazd. Zerknem na lewo, a potem wyjrzaem do tyu, przez owalne okienko w brezencie. - Uspokj si - powiedziaa kobieta. - Jeste bezpieczny. Gdybym chciaa ci skrzywdzi, nie ocaliaby ci nawet ta wielka ghora w twoich gaciach. Spojrzaem w d. Przez poplamiony, niebieski materia trzymaem rewolwer. Puciem go i zaczem lew rk masowa praw. - Nigdy nie byem w tej okolicy - powiedziaem. - Wiem - odpara. Nachylia si w moj stron - Jak si nazywasz? - Mam na imi Gane. A ty? - Kanta Bai. Co masz dla Paritosza aha? Zbliywszy usta do jej ucha powiedziaem: - Zoto. - Przysunem si jeszcze bliej. - Sztabki. - Nic nie mw, Ganeu, dopki nie wysidziemy. Pojazd zatrzyma si na ruchliwym bazarze penym hurtowni z ubraniami. Kiedy wysiedlimy, poprowadzia mnie krtymi, zwajcymi si uliczkami. Dobrze j tu znano, przechodnie pozdrawiali j po imieniu, ale ona spiesznie sza dalej, ani na chwil si nie zatrzymujc. Uliczka koczya si murem, w ktrym widnia wyom, dziura z poszarpanymi krawdziami porozbijanych cegie, a po drugiej stronie znajdowa si basti. Jak najostroniej stawiajc nogi, prbowaem nady za jej szybkim krokiem. Tutaj chaupy stay cianiej, a w niektrych miejscach budynki pakka zbliay si do siebie tak bardzo, e chwilami zdawao mi si, e idziemy tunelem. Mczyni, kobiety i dzieci schodzili z drogi Kanta Bai. Na parapetach i w drzwiach siedzieli chopcy i modziecy, a ja czuem na karku ich wzrok, ale staraem si trzyma prosto i blisko Kanta Bai. Najpierw wyczuem wszechogarniajcy intensywny zapach brzowego cukru gur, a potem wymiotw. Skrcilimy w prawo i minlimy niskie drzwi, za ktrymi dostrzegem metalowe stoliki oraz siedzcych przy nich i pijcych mczyzn. Na stoliku w pobliu wejcia jaki chopiec ustawi talerz z dwoma gotowanymi jajkami, a siedzcy tam klient wytrzsn ze szklaneczki do ust ostatnie mleczne krople. Kanta Bai obesza budynek, tymczasem rozlegajce si wok wycie turbiny elektrycznej przeszo w nisz tonacj. Zostawia mnie w ciemnym pomieszczeniu po sufit wypenionym workami z gur. - Zaczekaj tu - polecia, wic czekaem. Na moich ramionach osiada ciepy zapach, brunatny jak dno rzeki. Przez nieustajce zgrzytanie silnika dochodziy mnie wysokie dwiki pynce z radioodbiornika znajdujcego si w pomieszczeniu od frontu, w barze. Tylko pojedyncze, najwysze dwiki piosenki docieray do mnie jak piana, a ja zastanawiaem si nad jakoci produktu Kanta Bai. W roboczy dzie po poudniu siedziao tam dosy duo klientw, moe ze dwudziestu. Powoli sczyli destylowane na zapleczu sadi i satrangi ze szklaneczek po osiem i dziesi rupii. Interes by niezy, surowiec tani i legalnie dostpny, a koszty niewielkie. Natomiast zapotrzebowanie na dobry desi alkohol byo stae i niezmienne, cige i potne jak

tupot stp na okolicznych uliczkach. Pochyliem si i przez zason w drzwiach widziaem bose stopy pracownikw Kanta Bai i wleczone worki, od czasu do czasu byskay te krgoci butelek. Rozpoznawszy jej sari, zdyem si odwrci, i kiedy odsuna zason, staem w drugim kocu pomieszczenia. Wystraszyem si na widok jej oczu, jarzcych si biao pomimo botnistej ciemnoci workw z gur. - Rozmawiaam przez telefon z Paritoszem ahem - powiedziaa. Nie potrafiem wydusi z siebie sowa, nagle ogarno mnie przeraenie, e jestem tu sam, niedowiadczony, sam z tym swoim zotem. Skinem gow i jednoczenie, jakby mimochodem, oparem si ramieniem o framug drzwi. Pooyem do na biodrze i jeszcze raz kiwnem gow. Kanta Bai wygldaa na lekko rozbawion. Delikatny umiech zadowolenia przemkn przez jej usta. - Poka to swoje zoto - rzucia. Skinem gow. Nadal nie czuem si bezpieczny, odek podchodzi mi do garda, ale to byo niezbdne. Poszperaem w prawej kieszeni, przeoyem sztab-ki do lewej rki i pokazaem je, dwa cikie kawaki zota na otwartej doni. Kanta Bai wzia sztabki, ocenia ich mas, i zwrcia mi je. Nie spuszczaa wzroku z mojej twarzy. - Moesz si z nim zaraz zobaczy. Jeden z moich ludzi ci zaprowadzi. - Dobrze - odparem, ju odzyskawszy gos i pewno siebie. Sztabki powdroway z powrotem do mojej kieszeni, a ja wygrzebaem cienki zwitek banknotw i rozoyem je w wachlarz. - Nie moesz mi zapaci. - Prosz? - Ile tam masz? Odwrciem do w stron wiata. - Trzydzieci dziewi rupii. Parskna miechem na te sowa, jej policzki pomarszczyy si, a z oczu zrobiy si cieniutekie szparki. - Baa, id si spotka z Paritoszem ahem. Jeli wszystko pjdzie dobrze, bdzie mia u mnie dug wdzicznoci. Trzydzieci dziewi rupii nie zrobi z ciebie rady Bhoda Mumbaju. - Ja rwnie bd mia u ciebie dug - powiedziaem. - Jeli wszystko pjdzie dobrze. - Rozsdne podejcie - odpara. - Moe jednak dobry z ciebie chopak. Paritosz ah by czowiekiem rodzinnym. Czekaem na niego w przedpokoju na drugim pitrze, w pobliu schodw, z ktrych co jaki czas napywa ostry smrd uryny. Budynek by szeciokondygnacyjny i bardzo stary, z bambusow ram przywizan i przybit gwodziami do chwiejcej si fasady, oraz z niepokojcymi szczerbami w dekoracyjnej limacznicy na balkonach. Na drugim pitrze roio si od mskich przedstawicieli rodziny ahw. Nieustannie mijali miejsce, w ktrym czowiek Kanta Bai mnie zostawi, woali do siebie au, Mamu i Bhai i zupenie nie zwracali na mnie uwagi. Mijali moj brudn koszul i wytarte spodnie, nie zaszczycajc mnie nawet spojrzeniem. Banda szpanerw ze zotymi piercieniami, w przewaajcej wikszoci noszcych biae ubrania w stylu safari, widziaem ich biae buty i biae appale ustawione w niechlujnych rzdach przy drzwiach, w pobliu umundurowanego stranika. Gdzie tam, w rodku, znajdowa si azyl Paritosza aha, strzeony przez siwego, starego mucara, ktry siedzia na stoku uzbrojony w absurdalnie dug rutwk. Nosi niebieski mundur z tym galonem i mia przeogromne, zakrcone na kocach wsy. Po dwudziestu

minutach w towarzystwie przechodzcych ahw i smrodu uryny poczuem si nieco uraony, i z nieznanych mi powodw ta moja uraza skupia si na pasie z amunicj, ktry staruszek mia przeoony przez pier, na popkanej skrze tego pasa i na trzech cylindrycznych, czerwonych uskach. Wyobraaem sobie, jak wycigam rewolwer i pakuj kul w sam rodek tego pasa amunicyjnego, tu nad obwisym brzuchem. Myl bya zupenie absurdalna, ale spodobaa mi si. Po nastpnych dziesiciu minutach stwierdziem, e mam do. Albo teraz, albo pol mu kul w pier. Czuem pulsujcy bl w gowie. - Posuchaj, mamu - odezwaem si do stranika, ktry wanie ogryzkiem owka bada swoje lewe ucho. - Powiedz Paritoszowi ahowi, e przyszedem tu ubi interes, a nie eby tu sta i wcha jego latryn. - Co? - Owek opuci ucho. - Co takiego? - Powiedz Paritoszowi ahowi, e sobie poszedem. Poszedem gdzie indziej. Jego strata. - Zaczekaj, zaczekaj. - Staruszek odchyli si do tyu i wetkn swoje wsiska przez drzwi. - Badrija, posuchaj, co ten facet mwi. Pojawi si Badrija, duo modszy i bardzo wysoki kulturysta, ktry mia zapewne bezszelestnie stpa bosymi stopami. Stan w drzwiach z rkami opuszczonymi i odsunitymi od ciaa, a ja byem pewien, e z tyu, pod czarn koszul safari, ma bro zatknit za pas. - Jakie problemy? Byo to wyzwanie, niewtpliwie, a ten mczyzna z kamienn twarz nalea do prawdziwych twardzieli, ale ja dziaaem pod wpywem szaleczego impulsu, wyczerpany dugim dniem i ogarnity fal gniewu. - Zgadza si, jest problem - odparem. - Mam ju do czekania na tego waszego maderoda Paritosza aha. Staruszek najey si i zacz gramoli ze swojego stoka, ale Badrija powiedzia spokojnie. - Paritosz ah jest czowiekiem zajtym. - Ja rwnie. - Naprawd? - Tak. I na tym si skoczyo. Ramiona stranika dray z przeraenia. Niezgrabnie trzyma karabin, uchwycony daleko od oa, a e sta mocno przechylony, z jedn nog opart na poprzeczce stoka, mia trudnoci z utrzymaniem rwnowagi. Obserwowaem i jego, i Badrij. To byo absurdalne, eby znale si tak blisko nagej mierci w tym brudnym korytarzu, z nozdrzami wypenionymi smrodem, tak nierozsdne, eby ju prawie otrzyma pienidze, ale jednak ich jeszcze nie otrzyma, jake to niedorzeczne by Ganeem Gaitondem, zawsze trzymajcym si na uboczu biedakiem w tym miecie, to wszystko byo pozbawione sensu, i chyba dlatego te wezbrao we mnie jakie radosne podniecenie, jaka beztroska i szalona odwaga. Tu i teraz. Oto jestem. I co mi zrobicie? Badrija powoli unis lew rk. - W porzdku - powiedzia. - Pjd zobaczy, czy jest ju wolny. Wzruszyem ramionami. - Okay - odparem, poniewa lubiem to angielskie sowo, jedno z kilku angielskich sw, ktre wwczas znaem. - Okay, poczekam. Przez kilka nastpnych minut umiechaem si do tego muahara, wprawiajc go w coraz wiksze przeraenie, co wida byo po trzscych si na ru-twce doniach. Zanim Badrija wrci, byem pewien, e samym wzrokiem doprowadzibym do ataku serca tego wiekowego

onierza z jego wojskowymi wsami. Ale miaem spraw do zaatwienia. - Wejd - rozkaza Badrija, zdjem wic buty i poszedem za nim. Aneks prowadzi w labirynt korytarzy, z identycznymi czarnymi drzwiami po obu stronach. - Podnie rce powiedzia Badrija. Skinem gow i, wcignwszy brzuch, uniosem przd koszuli, a Badrija delikatnie wyj mj rewolwer. Fachowo przerzuci nim w doni, patrzc wzdu lufy. W skupieniu podnis j do nosa. Mia wydatn klatk piersiow i gruby kark. - Niedawno z niego strzelano - stwierdzi. - Zgadza si - odparem. Badrija odwrci rewolwer w doni i chocia nie miaem pojcia, jak tego dokona, widziaem, e zrobi to bardzo zrcznie. - Odwr si - poleci Badrija. Byskawicznie obmaca mnie z gry na d, przebierajc palcami pod pachami i po udach, jedynie na krtk chwil zatrzymujc si na sztabkach w kieszeniach. Wszystko zostao wykonane bardzo profesjonalnie, bez ladu wrogoci, a ja nabraem lepszego zdania o Paritoszu ahu, ktry w swojej ekipie mia takich ludzi jak Badrija. Ostatnie drzwi po lewej - rzuci siacz z poegnalnym klepniciem. Paritosz ah lea bokiem na biaej gaddzie, wsparty na okrgej poduszce. Pokj by prawie pusty, z gadkimi i byszczcymi cianami wyoonymi brzow boazeri, z zawieszonym pod samym sufitem yrandolem z mlecznego szka. Klimatyzacja bya nastawiona na tak nisk temperatur, e wchodzc tam, poczuem bl. Tu obok gaddy stay rzdem trzy czarne aparaty telefoniczne. Paritosz ah wyglda na wyranie odpronego i leniwie podnis rk, wskazujc mi niski taboret. - Usid - poleci. Zajem miejsce, czujc obecno stojcego z tyu po lewej Badriji i syszc cichy trzask zamykanych czarnych drzwi. - To ty jeste tym chopakiem - powiedzia Paritosz ah. Sam nie by duo starszy ode mnie, moe sze czy siedem, najwyej dziesi lat, ale otaczaa go aura ogromnej i jakiej znuonej pewnoci siebie. - Imi? - zapyta, a ja zdaem sobie spraw, e to jego zwiotczae uoenie na mikkiej gaddzie, jego jedna noga zgita pod spd i ten jego spokj, wszystko to ostrzega: nie prbuj mnie oszuka, chopcze. - Gane. - Lekkomylny z ciebie chopak, Ganeu. Gane, i jak dalej? - Gane Gaitonde. - Nie pochodzisz z Mumbaju. Skd jeste, Ganeu Gaitonde? - To nieistotne. - Odchyliem si na taborecie i wyjem dwie sztabki. Pooyem jedn obok drugiej, na gaddzie Paritosza aha. - Mgby sprzeda je pierwszemu lepszemu jubilerowi z Marwaru. Dlaczego przychodzisz z tym do mnie? - Zaley mi na dobrej cenie. I mog przynie wicej. - Ile wicej? - Duo wicej. Jeli za te uzyskam dobr cen. Paritosz ah podnis si do pionu, jak dziecica lalka z ciarkiem na dole. Zauwayem, e rce i ramiona ma cienkie, ale za to ma okrgy brzuszek, na ktrym teraz zoy rce. - Pidziesiciogramowe sztabki. Jeli bd w porzdku, za kad dostaniesz siedem tysicy rupii. - Cena rynkowa za pidziesit gramw to pitnacie tysicy. - To cena rynkowa. Dlatego wanie zoto jest przemycane.

- Mniej ni poowa to zdecydowanie za mao. Trzynacie tysicy. - Dziesi. Wicej nie mog da. - Dwanacie. - Jedenacie. Skinem gow. - Stoi. Paritosz ah szepn co do jednego z czarnych telefonw, jednoczenie drug, woln rk wycigajc srebrn szkatuk, zawierajc pokryte srebrzystymi ctkami pan, supari i elaichi. Pokrciem gow. Ja chciaem dosta pienidze, pienidze, na ktrych mgbym zacisn do, chciaem mie pienidze w kieszeni, chciaem mie gruby plik banknotw, tak gruby, eby wystarczyo na srebrne szkatuki, mikk gadd i czerwone narzuty, na gramofony i czyste azienki, i na mio, tyle szeleszczcego papieru, eby wystarczyo na uzyskanie pewnoci siebie i bezpieczestwa, i na ycie. Czuem sucho w ustach. Mocno cisnem zoone donie i nie zwalniaem tego ucisku przez cay czas, kiedy najpierw rozlego si delikatne pukanie w drzwi i kiedy potem drzwi zostay zamknite, a Ba-drija postawi ma wag i pooy dwa stosy pienidzy, jeden gruby, a drugi cienki. - Tylko sprawdzimy- powiedzia Paritosz ah. Po kolei bra koniuszkami palcw sztabki i ukada na szalce, wac je precyzyjnymi, maymi odwanikami. - Dobrze. - Umiechn si. - Bardzo dobrze. - Patrzy na mnie wyczekujco. Pienidze leay na gaddzie, ale ja powcignem swoj wol jak rozedrgan, stalow spryn i uspokoiem si, nie dajc po sobie pozna, e co widz, a w kocu Paritosz ah wycign swoje smuke palce i przesun stosik o jakie pi centymetrw. Dopiero wtedy go wziem, rk, ktra draa tylko nieznacznie. Wstaem. Cay pokj si zakoysa, w moje oczy wdary si mleczne prostokty biaego wiata i widziaem jedynie migoczcy blask biaego bezkresnego nieba. - Nie jeste zbyt rozmowny - odezwa si Paritosz ah. - Nastpnym razem bd rozmowniejszy. - Badrija otworzy ju drzwi, za ktrymi cign si bardzo dugi korytarz, i w kocu wyszedem z pienidzmi w kieszeni i ju prawie bez zawrotw gowy. Swobodnie schyliem si, eby zaoy buty, a kiedy si podniosem, w lewej doni trzymaem cienki zwitek trzydziestu dziewiciu rupii. Wsadziemje za pas amunicyjny starego stranika, wcisnem je gboko, przy okazji przecierajc skr tego pasa. - Masz, mamu - powiedziaem. - A jak przyjd tu ponownie, nie ka mi czeka na zewntrz. Mczyzna zacz si jka, a Badrija wybuchn gromkim miechem. Poda mi rewolwer i unis brew. - Zatrzymae jedn sztabk. Szybkim ruchem rki sprawdziem komory, tak fachowo, jak tylko potrafiem. - Ta nie jest na sprzeda - odparem. - Dlaczego? Schowaem rewolwer i uniosem do w gecie poegnania. - Nie wszystko jest na sprzeda. - Znalazem si ju na ulicy, ale nadal miaem si na bacznoci. Zatrzymaem si przed sklepem Bata i w szybie wystawowej sprawdziem, czy kto si gdzie nie czai. Istniao due prawdopodobiestwo, e kto mnie bdzie ledzi, e Paritosz ah szybko przekalkulowa i wysa kogo, na przykad Badrij, eby za mn poszed i dowiedzia si, gdzie mona znale duo zota. To byoby zupenie logiczne. Ale w szybie nie pojawiy si adne postacie przeladowcw, ruszyem wic dalej powoli, czsto zatrzymujc si za wgami domw i przygldajc si twarzom przechodniw. Byem czujny, ale jednoczenie odprony, pierwszy raz w yciu czuem si na tych miejskich uliczkach jak u siebie, jak panisko

patrzyem z litoci na pikne, malutkie bungalowy, ktre teraz mijaem, owietlone agodnym wieczornym wiatem, na szczliwe, bogate dzieci biegajce tam i z powrotem. Nic nie byo mi ju tu obce. Przez cay czas bardzo si jednak staraem nie wpa w samozadowolenie, trzyma w pogotowiu ostrze nieufnoci wobec tej euforii po udanej transakcji, tego podniecenia wywoanego przeskokiem, ktry dokona si dziki jednemu rzutowi kostk, toczc si gadko do nieuniknionego zwycistwa. Zachowaj czujno. Uwaaj, uwaaj. Wypady dobre numery, ale plansza si porusza. To, co teraz jest biae, bdzie czarne. Wspinaj si wysoko i szybko, bo dugie we nie pi. We udzia w tej grze. Staem przed wityni. Rozejrzaem si w lewo i w prawo, zupenie nie wiedzc, jak si tu znalazem. Po jednej stronie ulicy wida byo budynki mieszkalne, po drugiej jakie nisze zabudowania, spadziste, pokryte dachwk domy wkniarzy, spedytorw, listonoszy. witynia staa na rogu i prawdopodobnie wanie rozbrzmiewajce bicie dzwonw cigno mnie w to miejsce, na ten dziedziniec, pod wysoki, szafranowy szczyt jej dachu. Oparem si o sup i jeszcze raz rozejrzaem si, czy nikt za mn nie poda, czy nie wida jakiego gronego cienia wrd riksz i ambassadorw. Jeli gdzie tam si czaili, cuchnc niegodzi-woci i chciwoci, rwnie dobrze mogem przeczeka w wityni, jak w kadym innym miejscu. witynie nie byy mi potrzebne, gardziem kadzidem, pokrzepiajcymi kamstwami i pobonoci, nie wierzyem w adnych bogw ani boginie, ale tu byo schronienie. Zdjem buty i wszedem do rodka. Wierni siedzieli po turecku na gadkiej posadzce, stoczeni na caej dugoci pomieszczenia. Ascetycznie biae ciany owietlone byy jarzeniwkami, ciemne gowy koysay si w morzu jaskrawych sari, fioletowych, byszczco zielonych, bkitnych i ciemnoczerwonych, cigncym si a do pomaraczowej figury leccego Hanu-mana, z gracj trzymajcego nad gow gr. Znalazem miejsce pod tyln cian i tam spoczem, z nogami podwinitymi pod siebie, natychmiast si odprajc. Na podium przed Hanumanem usiad mczyzna w szafranowych szatach, a ja czuem, z jak atwoci i si wpywa do mojej gowy jego nauka, ta stara opowie o Wahnie i jego bracie Sugriwie, o konflikcie, wyzwaniu, pojedynku, o bogu przyczajonym pord drzew. Dobrze znaem wszystkie zawioci opowieci i tylko kiwaem gow, w miar jak rozwijaa si ta prastara akcja, jak toczy si rytm wykadu. Kiedy kapan z wycignitymi rkami recytowa dwuwiersze, wierni wtrowali mu, a gosy kobiet wznosiy si wysoko pod strop pomieszczenia. Nadleciaa strzaa i Walin pad trafiony, zwijajc si na ziemi i pitami szorujc po poszyciu lenym, a ja podniosem kolana, oparem na nich gow i czuem si bardzo dobrze. Obudziem si, kiedy potrzsn mn kapan w szafranowych szatach. - Beta - powiedzia - czas do domu. - Mia siwe wosy i szelmowsk twarz. - Pora zamyka. Hanuman-di musi i spa. Mocno roztarem bl w karku. - Tak. Pjd sobie. - Wszyscy ju wyszli. - Hanuman-di to rozumie. Bye zmczony. Dugo pracowae. On wszystko widzi. - Jasne - odparem. Jakie nieprawdopodobne historie opowiadaj sobie starzy i sabi, pomylaem. Wyprostowaem nogi, wstaem i potykajc si, ruszyem w kierunku stojcej przed Hanumanem zamknitej skrzynki na datki. Wycigajc banknot pisetrupiowy z cieszego zwitku, przypomniaem sobie, e kiedy Pari-tosz ah wrcza mi pienidze, nie przeliczyem ich. Zachowaem si jak zupeny amator, nigdy nie wolno mi tego powtrzy. Wsunem pienidze do otworu i zobaczyem, e po prawej czeka na mnie kapan z thali pen prasad. Nastawiem praw rk i wyszedem ze wityni, jedzc ten may, cukrowy peda. Z ustami zalewanymi nadmiarem liny, czuem si wypoczty, a ycie byo bardzo sodkie. Teraz nie byo ju tumw, w ktrych mogliby si ukry zabjcy, i kiedy szedem szybko

drog, gono chrzszczc butami, czuem si bezpiecznie. Latarnie uliczne owietlay dugi odcinek drogi, nie pozostawiay adnych ciemnych plam, a ja byem zupenie sam. Skinem na riksz i trzy zakrty i pi minut pniej znalazem si na stacji. Zapaciem rikszarzowi i ju dochodziem do okienka kasy, kiedy jaki mczyzna, oparty o elazne ogrodzenie, podnis brod, pytajc: Czego by sobie yczy?. Nie zatrzymaem si, ale zbyt dugo na niego patrzyem, i teraz szed obok mnie, szepczc znaczcym i wesoym tonem naganiacza: - Czego potrzebujesz, szefie? Chciaby si zabawi, han? Charas, calm-pose, mam wszystko. Potrzebujesz kobiety? Spjrz na tamto auto. Wszystko na ciebie czeka. Po drugiej stronie ulicy sta samochd, ukosem do ciany zamknitego sklepu. Opiera si o nie kierowca, a ja dostrzegem arzcy si biri i wiedziaem, e ten mczyzna patrzy prosto na mnie. Biri drgn, a kierowca zapuka w tyln szyb samochodu. W rodku poruszya si jaka posta i po lewej stronie wychyna w wiato latarni kobieca gowa. Widziaem tylko czarny blask jej wosw i intensywny ty kolor sari, ale to mi wystarczyo, eby zorientowa si, jakiego to rodzaju wypacykowan randi sprzedawa z samochodu ten ut na stacji. Rozemiaem si i zapaciem za bilet. Alfons mnie jednak nie odstpowa. - Dobra, szefie - szepta poufale w drodze do wej cia na peron. - Nie doceniem ci, saab. Ty chcesz czego lepszego. Masz wyrafinowany gust, pomyliem si. Po prostu wygldasz troch, no wiesz... Ale mam dziewczyn dla ciebie, szefie. - Cmokn w palce. - Jej m pracowa w banku, by wielkim sahibem, biedaczysko, a potem mia wypadek. Jest teraz zupenym kalek. Nie moe pracowa. To ona musi zarabia na rodzin, c pocz? Bardzo luksusowa. Tylko dla wybranych dentelmenw, w jej wasnym mieszkaniu. Mog ci tam od razu zabra. Sam zobaczysz, szefie, jaka z niej wytworna iz. Wyksztacona w szkole prowadzonej przez zakonnice. Zatrzymaem si. - Czy ma jasn karnacj? - Jak Hema Malini, bhiru. Jak tylko dotkniesz jej skry, przejdzie ci prd. Jest jak wiea malai. - Ile? - Pi tysicy. - Nie jestem turyst. Tysic. - Dwa tysice. Nic nie mw. Jak zobaczysz t dziewczyn i uznasz, e nie jest warta tych pienidzy, dasz mi tyle, ile bdziesz chcia, a ja odejd cichutko, bez sowa. Uwierz mi, gdyby zobaczy j przed bankiem jej ma, nigdy by nie pomyla, e ona moe co takiego robi, biedna kobieta. Wyglda jak jaka ptaak memsaab. - Jak masz na imi? - Rada. Woyem bilet do tylnej kieszeni. - Zgoda, Rada - powiedziaem. - Tylko mnie nie rozzo. Zachichota. - Nie, saab, nie. Chodmy. Miaa jasn karnacj, to prawda. Otworzya drzwi i nawet w niewyranym, docierajcym z windy wietle zauwayem, e ma jasn skr, nie tak blad jak Hema Malini, ale jasn, jak pszenica po poudniu. Siedziaa na brzowej sofie, kiedy Rada przeliczy swoje dwa tysice i, skoniwszy si, wyszed. Miaa na sobie matowe, zielone sari ze zotymi obszyciami, okrge zote kolczyki i siedziaa bardzo przyzwoicie, opanowana, ramiona trzymajc wysoko, a rce zoone na kolanach.

- Jak masz na imi? - zapytaem. - Sima - odpara, nie patrzc mi w oczy. - Sima. - Przestpowaem z nogi na nog przy drzwiach, nie bardzo wiedzc, co mam teraz zrobi. Byem ju odpowiednio dowiadczony, ale w zupenie innych warunkach, i widok lnicego, szklanego stolika udekorowanego wazonem z kwiatami, obrazu na cianie, na ktrym wida byo jedynie rozbryzgane plamy kolorw, krtki, brzowy dywan, wszystko to sprawio, e nie mogem ruszy si z miejsca. Ale ona wstaa i posza w gb mieszkania, a ja mnie ruszyem za ni, ogldajc wszystko, poa jej bluzki rozcignitej na zapadnitej rzece jej krgosupa i biay aparat telefoniczny we wnce ciennej korytarza. Wczya lamp w sypialni, a kiedy odrzucia narzut, poczuem si niepewnie: to wszystko byo zbyt profesjonalne. Ju wczeniej widziaem tak samo skadan pocieli taki sam rcznik. - Poczekaj - powiedziaem i wrciem do przedpokoju. azienka bya czysta i z pewn satysfakcj dugo sikaem do wykonanego w stylu zachodnim sedesu. W tym momencie zauwayem, e obok kranu nie ma myda, nie ma te adnego wiaderka. Zapiem rozporek. Szafki w kuchni byy puste, nie znalazem tam adnego talerza, garnka, nawet gazu czy kuchenki, tylko obok zlewu dwie szklanki suszce si do gry dnem. Teraz ju byem pewien, e zostaem wystrychnity na dudka. W tym mieszkaniu nikt nie mieszka, ani saab z banku, ani jego porzdna ona, nie byo adnego kaleki ani memsaab, tylko wystrojona i upudrowana dziwka. Leaa na ku naga, jedynie w kolczykach, z rkami skrzyowanymi na drobnych piersiach i z brzuchem unoszcym si i opadajcym w wtym cieniu koci biodrowej, z jedn stop zaoon na drug. Stanem nad ni, gono oddychajc przez usta. - Mw po angielsku - powiedziaem. - Co? W jej oczach wida byo autentyczne zaskoczenie, a mnie to jeszcze bardziej rozzocio. - Powiedziaem ci. Mw po angielsku. Miaa spiczasty nosek i may, cofnity podbrdek, i jeszcze przez chwil wygldaa na zdumion, a potem lekko rozemiaa si, gorzko rozbawiona. - Mam mwi? - zapytaa. Potem przesza na angielski, a jej sowa grzechotay po mojej gowie, wiedziaem, e s naprawd angielskie, czuem to po trzaskajcych spgoskach. - Bas? zapytaa. - Nie - odparem. Miaem erekcj, czuem drenie w ldwiach. - Nie przestawaj. Mwia po angielsku, podczas gdy ja zrzucaem ubranie. Odwrciem si, eby zdj spodnie i ukry przed ni rewolwer. Kiedy znowu na ni spojrzaem, patrzya w sufit i mwia po angielsku. Rozsunem jej stopy. - Nie przestawaj - powtrzyem. Poruszaem biodrami i wdzieraem si w ni, a ona odwrcia twarz na bok i dalej mwia. Podniosem si i ujrzaem skr na jej karku, piaskow w wietle lampy, i syszaem, jak ona mwi. Nie rozumiaem ani sowa, ale ten dwik budzi w mojej gowie jakie wcieke podniecenie. A potem poczuem, jak gdzie, daleko w dole, co si przelewa, i znieruchomiaem. Byem bardzo zmczony, Sardar-di. Szedem pochylony do przodu. Wracaem po swoje zoto. Szedem si rozpdu, prawie upadajc przy kadym kroku, ale mj strach wzmaga si za kadym razem, kiedy uginay si pode mn wyczerpane kolana. Byem ju blisko zota, rozpoznawaem kolejne skrzyowania drg, ksztaty pojedynczych budynkw i ukrytych w cieniu drzew. Noc, cho bezksiycowa, bya jasna, i na otwartym terenie wyranie widziaem czer lecej przede mn drogi i biel kamienia milowego. Zota nie byo, kto je zabra, czuem w piersiach ziejc dziur. Nie byo go, znikno z mojego ycia. Powinienem si podda. Z atwoci znalazbym sobie kawaek trawy przy drodze, mogem si tam pooy i zasn. Przesta. Id dalej, Ganeu Gaitonde. Dzi wygrae wszystkie rozgrywki. Wygraj ponownie.

Przecie dokadnie wiesz, gdzie jeste. Bez problemu precyzyjnie okreliem waciwy odcinek ogrodzenia. Policzyem supki, rozejrzaem si w jedn i drug stron i przeturlaem si pod drutem. Kiedy znalazem si pod drzewami, otoczyy mnie piekielne ciemnoci i si zgubiem. Z rk wycignit do przodu spiesznie pokonywaem przestrze. Nie wiedziaem, jak odlego przebyem, ale czuem i signem, i zatrzymaem si w odpowiednim momencie, i skrciem w prawo. Jeszcze krok i znalazem to drzewo. Przesunem doni w d pnia, ale ziemia pod spodem bya paska. Obszedem cay pie, macajc wok obiema rkami. Po dwch, moe trzech okreniach oparem si o niego ramieniem i wydaem przecigy jk zawodu. Ganeu Gaitonde, Ganeu Gaitonde. Po omacku ruszyem do nastpnego drzewa, a zatrzymaem si, kiedy otarem sobie o nie gow. Dookoa, dookoa. A potem do nastpnego. Mj pacz przeszed ju w wycie, w przecigle zawodzenie, unoszce si w ciemnociach pod sklepieniem lici. Ani si nie wzmaga, ani nie milk. Nagle ucichem, poniewa obie moje donie wyczuy jakie zgrubienie. Wzgrek wznosi si na powierzchni ziemi, wypeniajc obie moje donie. Delikatnie wymacaem jego ksztat, z jednej strony wznoszcy si w stron drzewa, i z drugiej, a do samego koca pochyoci. Jknem i wbiem w niego obie donie. Jak oszalay zaczem w nim ry i z radoci powitaem bl w palcach. Najpierw wyczuem materia, a nastpnie cudownie znajomy prostoktny ksztat. Signem rozdygotan rk i nagle wszystko znalazo si przede mn. Cae, nienaruszone i moje. Z rkami po okcie zanurzonymi w ziemi opuciem gow i chonem zapach trawy, moich pach i mojego ciaa, i wiedziaem, e wiat naley do mnie. Z nastaniem witu zwinem si wok tego wzgrka w kbek i zasnem z rewolwerem pod piersi. Zmierzajc do domu Sartada obudzi reporter, ktry chcia pozna jego zdanie na temat wykorzystywania politykw przez Ganea Gaitondego, na temat korupcji w systemie prawnym i ostatnich skandali w policji. Sartad uci potok pyta krtkim: Bez komentarza i rzuci suchawk. Odwrci si na drugi bok, wcisn twarz w poduszk, ale przez powieki ju sczyo si wiato, a umys zacz pracowa. Sartad westchn i wsta z ka. Zdy zauway, e wcale nie jest atwo cieszy si trzydniow saw drugorzdnego gwiazdora. Z potwartymi oczami obszed ko dookoa, wspominajc, jak to Gaitonde uwielbia udziela wywiadw. Ten sukinsyn lubi mwi, pomyla Sartad i otworzy drzwi do azienki. Na niadanie zjad trzy tosty z masem i rozmoczon pomaracz, popijajc zbyt dugo stojcym na palniku ajem. W Indian Express Gaitonde by niusem z pierwszej strony, pozujc dumnie na szczycie gry, a e zajmujca trzy kolumny relacja bya bardzo wnikliwa, Sartad przeczyta j od deski do deski, niespodziewany sukces, wielka wadza, misterne intrygi, egzekucje, zasadzki, caa ta gra. Wymieniono, oczywicie, nazwisko Sartada Singha jako nieustraszonego dowdcy oddziau policyjnego, ale nie pojawia si adna wzmianka o martwej kobiecie, ani sowa. wiat si dowiedzia, e Gaitonde zmar samotnie. Zadzwoni telefon. Sartad nie odebra, a przenikliwe brzczenie rozchodzio si po jego karku. Czu, e to jaki dziennikarz, ale w kocu podda si i podnis suchawk. - Inspektor Singh? By to osobisty asystent Parulkara, Sardesai. Mwi swoim charakterystycznym, bardzo nosowym pszeptem. - Sahib Sardesai - odezwa si Sartad. - Wszystko w porzdku? - Zazwyczaj rozmowy z biura Parulkara czya centrala zlokalizowana poza jego gabinetem. Sardesai dzwoni tylko w wypadku spraw pilnych i poufnych albo gdy w gr wchodziy jakie machlojki wydziaowe.

- Tak, nic si nie dzieje. Ale sahib Parulkar chciaby, eby jak najszybciej stawi si w jego biurze. - Teraz? - Teraz. Wiadomo byo, e Sardesai ju nic wicej przez telefon nie powie. Nawet w kontaktach osobistych syn z tajemniczoci, jak przystao zreszt na osobistego asystenta. Sartad odoy suchawk i pospieszy pod prysznic. Od dawna zna Parulkara i wiedzia, e ten nie wzywaby podwadnego z domu bez wanego powodu. Inni oficerowie tak robili, traktujc osoby nisze rang jak sucych. Ale Parulkar nie by arogancki, tylko dumny z pracy, ktr wykonywali jego ludzie. Dlatego wanie odnosi sukcesy. I dlatego na jego wezwanie Sartad bezzwocznie przygotowa si do wyjcia. Synowie Katekara pochylali si nad ojcem. Otworzy oczy, a oni, rozchichotani, klczeli tu przy atai i cignli go za palce u ng. Obaj mieli na sobie wyprasowane szare, krtkie spodnie, biae koszule i krawaty w niebiesko-czerwone paski. Obaj mieli po lewej stronie gowy identyczne, ostre jak brzytwa, idealnie proste przedziaki. - Gdzie wasza matka? - wymamrota Katekar. Usta wypenia mu smak rcej i nieprzyjemnej pozostaoci po cebuli. - Posza na rynek warzywny - odpar Rohit. - Za pi minut gotowi na zewntrz. Uciekli, kiedy on warkn gronie i zacz si podnosi, udajc, e zaraz si na nich rzuci. W kuchni spryska wod twarz i ramiona. Czekali na niego na dworze, plecami oparci o cian, z szeroko rozstawionymi nogami i rkami zaoonymi do tyu. Stanli na baczno, a Katekar skontrolowa ich buty, koszule, a take ksiki w niebieskich tornistrach. Obrzd zakoczy si wrczeniem kademu po dziesi rupii. Katekar zwolni ich z przegldu i chopcy ruszyli uliczk, a on za nimi. Mohit cieszy si z kieszonkowego, ale Rohit zacz je ju traktowa jako ledwie dziesi rupii i pragn tych wszystkich rzeczy na wiecie, ktrych za dziesi rupii kupi nie mona. Jaki jadcy na skuterze czowiek wolno pokonywa zakrt i bracia rozstpili si, eby go przepuci. W porannym socu Katekar dostrzeg zoty puszek na policzku Mohita i szybko odwrci wzrok, obawiajc si przyszoci, kadcej si ogromnym ciarem na jego sercu. - Tato? - Szybko, szybko - powiedzia. - Bo spnimy si na autobus. Kiedy ju im pomacha i popatrzy, jak ich autobus linii 180 wciska si w gstniejcy ruch uliczny, kupi egzemplarz Loksatta, zoy go i wsun pod rami. Czyta, stojc w kolejce do toalety publicznej i trzymajc midzy stopami wypenion wod puszk po oleju Dalda. Wybuch bomby w Izraelu, cztery ofiary miertelne. Wymiana ognia na linii kontrolnej w Kaszmirze, napita sytuacja w Srinagarze. W Ghatkoparze oszustka wyudzaa biuteri od gospody domowych. Przywdcy Partii Kongresowej zaprzeczaj pogoskom o sporach wewntrznych. Na pierwszej stronie znajdowaa si historia o Gaitondem, o jego dugiej historii wymykania si prawu i balansowania na krawdzi ycia i mierci. Reporter stawia pytanie, dlaczego Gaitonde si zabi, ale nie potrafi sformuowa adnej sensownej teorii. Ludzie wok Katekara plotkowali i miali si, ale wszyscy wiedzieli, e nie naley przeszkadza mu w czytaniu. W miar jak kolejka przesuwaa si do przodu, popycha swoj puszk z wod, nie odrywajc wzroku od wiadomoci. Kiedy ju wyszed z toalety, spokojny i odprony min rzd mczyzn. Wylewnie wita si ze wszystkimi po kolei, ale nie zatrzymywa si, eby poplotkowa. Zdecydowanym krokiem zmierza do domu i dotar tam dokadnie na czas. Wanie kiedy wychodzi zza rogu, alini otwieraa wielk stalow kdk. Katekar zamkn za sob drzwi i opuci zasuw. Zdj kurt i

powiesi j na ostatnim haczyku po lewej, tam gdzie zawsze. - Wody wystarczy na twoj kpiel - powiedziaa alini z kuchni. Podaa mu zielony rcznik, ale kiedy odwrcia si w stron kuchni, on dotkn jej karku, dokadnie w miejscu, w ktrym ukiem przechodzi w ramiona. Zadraa i zachichotaa. - Przesta - rzucia, ale kiedy pooy si na swoim atai, skulia si na nim, mocno si do niego przyciskajc. Przesun jej dzwonic bransoletami rk na swoje podbrzusze. Gow miaa mocno wtulon w jego piersi. Nawet po tych wszystkich wsplnie spdzonych latach, w takim momencie nie potrafia patrze na niego, wiedzia, e nie pozwoliaby mu odwrci swojej twarzy w jego stron, jeszcze nie teraz. Powoli wypuszcza powietrze, a dobiegajcy spomidzy ich cia szklisty brzk przyspiesza, przechodzc w lekkie dzwonienie. alini przesuna si, szybkim ruchem podcigna sari, i przywarli do siebie, poszukujc si nawzajem, a w kocu ona go znalaza. Pooy donie na jej biodrach i zamkn oczy. A potem poczu jej usta, drobne, ciepe i zwinne, przywierajce do linii jego podbrdka. alini wyprawia go z garci prasad ze wityni Dewi Padmatawi. Kateka-rowi szczeglnie smakoway delikatne kawaki kokosa. Religia to sprawa kobiet, a take przeklestwo narodu, ale mleczny misz kokosa by zmysowym prezentem, i po drodze Katekar czu dreszcz przenikajcy jego ramiona. Uliczka bya wska, w niektrych miejscach tak wska, e gdyby Katekar wycign rce, mgby dotkn cian budynkw po przeciwnych stronach. Wikszo drzwi otwarto, eby wpuci wiee powietrze do mieszka. Jaka babcia siedziaa na schodku przed swoim domem, trzymajc na kolanach nagusiekiego wnuka o ciemno natuszczonej skrze, i miaa si do jego umiechnitych, bezzbnych, ranych ust. Katekar skrci za rogiem, obok malutkiego sklepu, w ktrym sprzedawano papierosy, szampony, pan i baterie, a potem odsun si na bok, eby przepuci rzd modych kobiet, ktre zgrabnie przekraczay rynn rynsztoka, upudrowane i ubrane w stosowne do sklepu i biura alwar-kamiz. Katekar ledzi szelest czerwono-tej tkaniny. Jedn stop opar na biegncej u dou ciany piciocentymetrowej rurze. W zeszym roku komitet mohalli zebra fundusze na pooenie tego odgazienia wodocigu, ale warunkiem jego dziaania byo odpowiednie cinienie w miejskiej magistrali, lecej w pobliu gwnej drogi. Teraz zbierali pienidze na pomp. Na Maganchand Road thelawalowie uoyli ju wysokie stosy owocw, a sprzedawcy ryb wykadali na stoach bangdy, bombile i paplety. Stoczone auta powoli poruszay si w gstwinie godzin szczytu. Dotarszy na przystanek autobusowy, Katekar stan na samym skraju lunej grupki. Rozoy gazet i czyta wstpniak, traktujcy o upadku pastwa obywatelskiego w Pakistanie. Nadjecha pitrus, a Katekar zaczeka, a tum przecinie si do przodu. W kocu konduktor uci t nieustajc przepychank i da sygna dzwonkiem. Kiedy autobus ju rusza, Katekar unis rk, a konduktor zrobi mu miejsce na stopniu, energicznie i z szacunkiem kiwnwszy mu gow. Katekar jedzi tym autobusem od omiu lat, od czasu kiedy kupi tu kholi, i wszyscy obsugujcy t lini konduktorzy wiedzieli, e jest policjantem. Dzisiejszy konduktor, o imieniu Pawle, zostawi Katekara i uda si na ty pojazdu, stukajc kasownikiem przy kolejnych pasaerach, a potem, przepychajc si, wrci na przd. Katekar wsuchiwa si w dwik spadajcych monet. Mieszkacy lubili narzeka na okropiestwo porannego toku, narastajce z roku na rok, ale Katekar uwielbia ten ogromny zgiek przemieszczajcych si milionw, te pdzce podmiejskie pocigi oblepione wylewajcymi si przez drzwi ciaami, donony tupot i gwar tumu w wysokiej hali dworca Churchgate. Dziki temu czu, e yje. Od niecierpliwego ryku klaksonw dray mu przedramiona. Wychyli si z autobusu, caym ciarem wiszc na metalowej porczy. Przez ulic przebiegaa grupka studentek. Lawiroway

midzy samochodami i ze miechem nawoyway si nawzajem. Katekar postuka palcami po boku autobusu i piewa pod nosem: Latpat lat pat tudha alana mothia nakhrijaha... W gabinecie Parulkara czekaa jaka kobieta. Oprcz niej by tam jeszcze ten go CBI, Makand, ktry przej bunkier Gaitondego, a teraz siedzia przed biurkiem Parulkara, wiecc gow gadk jak szara stal. Sartad spokojnie pry si w postawie na baczno, a Parulkar poprosi go, eby usiad. - Potrzebuj twojej pomocy, Sartadu - odezwa si Parulkar - w sprawie Gaitondego. - Tak, panie komendancie - odpar Sartad, trzymajc si prosto na krzele. - Sami ci wytumacz, czego im trzeba. Sartad skin gow. - Tak jest. - Poruszy si na krzele i odwrci w stron Makanda, pochylajc si do przodu w gecie, ktry, jego zdaniem, mia oddawa stosown uwag i zaangaowanie. Ale to kobieta si odezwaa. - Chcielibymy porozmawia o mierci Gaitondego. - Gos miaa oschy i mocny. Nic nie uszo jej uwagi, zauwaya t jego odruchow arogancj. - Tak - odpar Sartad. - Tak, hm, prosz pani. - To pani Mathur, zastpca komendanta policji - odezwa si Parulkar. - DCP Andali Mathur. To ona prowadzi ledztwo. - Sartad widzia, e Parulkara bawi i ona, i on, i oni, i figle, ktre czowiekowi pata ten wspczesny wiat. Andali Mathur skina gow i nie patrzc na Parulkara, podja temat: - To do pana zadzwoniono wczoraj z informacj, gdzie mona znale Ga-itondego? - Tak, pani komendant. - Dlaczego wanie do pana, inspektorze? - Prosz? - Jak pan sdzi, dlaczego wanie do pana zadzwoniono? - Nie mam pojcia, pani komendant. - Czy zna pan wczeniej Gaitondego? - Nie, pani komendant. - Nigdy go pan nie spotka? - Nie, pani komendant. - Czy rozpozna pan gos w telefonie? - Nie, pani komendant. - Dugo pan z nim rozmawia, zanim weszlicie do domu. - Czekalimy na spychacz. - O czym rozmawialicie? - To on mwi, pani komendant. Opowiada dug histori o pocztkach swojej kariery. - Tak, swojej kariery. Czytaam pana raport. Czy powiedzia, dlaczego znalaz si w Mumbaju? - Nie. - Jest pan tego pewien? - Tak, pani komendant. - Czy powiedzia cokolwiek o swoich zamiarach, co o tym domu? Czy mwi o czym jeszcze? - Nie, pani komendant. Jestem tego pewien. Zastpca komendanta policji Andali Mathur bya zainteresowana postaci Gaitondego i pragna szczegw, ale Sartad nie mia jej nic do przekazania. Patrzy na ni beznamitnie i czeka.

- A ta martwa kobieta? - zapytaa w kocu. - Zna j pan? - Nie, pani komendant. Nie mam pojcia, kim bya. Napisaem to w raporcie. Nieznana kobieta. - Czy ma pan jakie podejrzenia? Katekar twierdzi, e bya to jaka randi ze wiata filmi, ale te wnioski wypyway tylko z charakterystycznego ubrania martwej kobiety. Podobne stroje Sartad widywa jednak w bardzo drogich klubach w miecie. Nie mia podstaw przypuszcza, e ta kobieta bya dziwk. - Nie mam, pani komendant. - Jest pan pewien? - Tak. - Zdecydowanie bya sceptyczna, niespiesznie ksztatowaa ocen jego osoby, a on spokojnie znosi jej badawcze spojrzenie. W kocu zauway, e podja decyzj. - Inspektorze, bd musiaa prosi pana o wykonanie dla nas pewnej pracy. Ale przede wszystkim powinien pan wiedzie, e nie jestemy z CBI. Jestemy z RAW. Prosz jednak zachowa t informacj dla siebie. Nikt inny nie powinien si o tym dowiedzie. Jasne? Wcale nie byo jasne, dlaczego to wanie RAW, synny Wydzia Bada i Analiz - z ca swoj aur tajemniczoci i egzotyczn reputacj - miaby si znale tu, w biurze Parulkara. Gane Gaitonde by wielkim przestpc, wic nic dziwnego, e centralne biuro ledcze prowadzi dochodzenie w jego sprawie, to trzyma si kupy. Ale RAW miao podobno zajmowa si walk z zewntrznymi wrogami pastwa poza terenem Indii. Co wic robili tutaj, pytajc o Kailapad? A ta Andali Mathur wcale nie przypominaa midzynarodowego tajnego agenta. Ale moe wanie o to chodzio. Miaa owaln twarz i gadk, jasn skr. W jej wosach nie byo sinduru, ale kobiety ju nie obnosiy si tak otwarcie ze swoim szczliwym stanem maeskim, Megha nigdy tego nie robia. Sartad poczu, e ogarnia go jaki niepokj, jakby brodzi w wodzie, ktra szybko wciga go w odmty, jakby znalaz si w wirze jakich nieznanych prdw, postanowi wic zastosowa zasad Parulkara grzecznej unionoci wobec przedstawicieli sarkam. - Tak, pani komendant - powiedzia. - Cakowicie jasne. - To dobrze - odrzeka. - W takim razie niech si pan tego dowie. Prosz si dowiedzie, kim bya ta kobieta. - Tak jest. - Dysponujc lokalnymi kontaktami i wiedz, atwiej bdzie panu zdoby te informacje. Ale nasze zainteresowanie t spraw powinno by utrzymywane w najgbszej tajemnicy. Chcielibymy, aby pan nad tym dla nas pracowa, pan i ten policjant, Katekar. Tylko wy dwaj. I tylko wy dwaj wiecie o tym zadaniu. Nikt wicej w komisariacie nie moe o tym wiedzie. W gr wchodz sprawy bezpieczestwa najwyszej rangi. Czy wyraam si jasno? - Tak jest. - Prowadzc dochodzenie, prosz zachowa jak najwiksz dyskrecj. Po pierwsze, naley dowiedzie si, kim bya ta kobieta, co czyo j z Gaitondem, co robia w jego domu. Po drugie, musimy dowiedzie si, po co Gaitonde przyjecha w Mumbaju, od jak dawna tu by, co podczas tego pobytu robi. - Tak jest, pani komendant. - Prosz znale wszystkie osoby, ktre mogy z nim pracowa. Ale prosz dziaa dyskretnie. Nie moemy pozwoli, eby zrobi si szum wok tej sprawy. Prosz trzyma to w tajemnicy, niezalenie od podejmowanych dziaa. Poniewa to pan znalaz Gaitondego, nikogo nie bdzie dziwi, e pan si nim interesuje. Jeli wic kto bdzie pana wypytywa, prosz

odpowiedzie, e wyjania pan pewne szczegy. Jasne? - Tak, pani komendant. Przesuna po blacie stou grub kopert. Zwyczajn, bia, z numerem telefonu wypisanym na rodku czarnym tuszem. - Podlega pan mnie i tylko mnie. W tej kopercie znajdzie pan kopie zdj z albumu, ktry znajdowa si w biurku Gaitondego. A take zdjcia tej martwej kobiety. Ponadto s tam klucze znalezione w kieszeni denatki. Jeden wyglda jak klucz do domu, a drugi do samochodu, do maruti. Jest jeszcze trzeci, ale nie mam pojcia, do czego. - Klucze byy spite stalowym kkiem. - Tak jest, pani komendant. - Jakie wtpliwoci? Pytania? - Nie, pani komendant. - Jeli bdzie pan mia jakie pytania czy te informacje do przekazania, prosz dzwoni pod numer zapisany na kopercie. Sahib Parulkar poinformowa mnie, e naley pan do jego najbardziej zaufanych ludzi. Jestem pewna, e uda si panu co znale. - To bardzo askawe ze strony sahiba Parulkara. Zrobi, co w mojej mocy. - aba - powiedzia Parulkar, z twarz kamienn i nieodgadniona. - Moesz odej. Sartad wsta, zasalutowa mu, wzi kopert i energicznym krokiem wyszed. Kiedy znalaz si na zewntrz, w jasnym wietle poranka, zamruga i na chwil zatrzyma si przy porczy, wac kopert w doni. Czyli sprawa Gaitondego nie jest zamknita. Niewykluczone, e mona dokona jeszcze jakich wyczynw, zdoby jakie laury. By moe Gane Gaitonde mia jeszcze dla Sartada jakie podarki. Niele to si prezentowao - wybrano go do prowadzenia tajnego ledztwa w imi bezpieczestwa narodowego, ale Sar tad czu jaki niepokj. W tej niecierpliwoci Andali Mathur dao si wyczu strach. Gaitonde nie yje, ale strach przed nim pozosta. Sartad przecign si, zrobi kilka wymachw ramionami i odpdzi bzy-czc koo twarzy much. Zbieg po schodach i zaj si swoj prac. Biuro Madida Khana wypenia tum przedstawicieli lokalnego stowarzyszenia kupcw. Protestowali przeciw oburzajcej biernoci policji wobec czstych prb wymusze, z ktrymi czonkowie tej organizacji mieli do czynienia w ostatnich kilku miesicach. Sartad zaj krzeso w gbi pomieszczenia i sucha, jak Madid ich uspokaja, prbuje zagodzi ich wzburzenie, jednoczenie proszc o wspprac. - Nic nie moemy zrobi, jeli nas nie wezwiecie, jeli bdziecie si im podawa i paci - mwi. - Ale jeli poinformujecie nas z odpowiednim wyprzedzeniem, zrobimy, co si da. - Po pitnastu minutach takiej rozmowy kupcy w kocu wstali, pokrcili brzuchami i wyszli, ale dopiero po tym, jak ich prezes, szczeglnie tusty, ujcy pan osobnik, wspomnia, e oprcz tego obcienia, ktrym jest ycie w cigym strachu, musi ponosi wiele powanych wydatkw zwizanych z odbywajcym si w przyszym miesicu lubem crki. Nawet w tych cikich czasach wesele powinno by odpowiednio wystawne, obecnie ludzie tyle oczekuj, a w kocu lub ma zaszczyci sahib MLA, a take sahib Ra-nade. Prezes kupcw skoni si gboko, ciskajc do Madida, ale pozostawi za sob sygna, e ma dojcie do sahiba MLA, a co za tym idzie, istnieje realna moliwo, e potrafi doprowadzi do przeniesienia policjanta na jak odleg i nieciekaw placwk. - Sukinsyny - powiedzia beznamitnie Madid, kiedy ju kupcy opucili biuro. - Sukinsyny - potwierdzi Sartad, wstajc, eby zaj krzeso naprzeciw biurka. Drewno byo jeszcze ciepe po kupcu i poprawia si w nim nerwowo. - Syszaem, e miae bardzo wane poranne spotkanie z waniakami z CBI.

- Tak, tak. - To, e Madid w ogle wiedzia o spotkaniu, byo normalne, ale Sartada wci jeszcze czasami zaskakiwaa szybko, z jak wiadomoci rozchodziy si po komisariacie. - Wanie w tej sprawie chciaem si ciebie poradzi, szefie. Prosz. - Sartad rozoy na biurku Madida zdjcia z albumu Ga-itondego. - Znasz ktr z tych kobiet? Madid obiema rkami gaska swoje wsy, sprawdzajc, czy s odpowiednio uoone i ksztatne. - Aktorki? Modelki? - Tak. Albo co w tym rodzaju. Madid przekada kolejne zdjcia. - Maj co wsplnego z Gaitondem? - Tak. Po prostu ciekawi mnie to. - Starasz si zachowa dyskrecj, przyjacielu. Ale nie musisz mi nic mwi. Ja wcale nie chc wiedzie. - Madid pokrci gow. - Jedna wydaje mi si znajoma, moe dwie, ale nie potrafibym poda ci nazwisk. W Mumbaju peno jest takich dziewczyn. Wszystkie podobne. Pojawiaj si i znikaj. - A ta? - Zdjcie przedstawiao zblienie denatki. Nie ulegao wtpliwoci, e nie yje, niezbicie wskazyway na to sine usta, bezwadne, nagie ramiona i zupena obojtno wobec przygldajcego si jej z bliska aparatu. - To ta kobieta z domu Gaitondego? - zapyta cicho Madid. - Ta, ktr ukrywaj przed pras? - Tak. Madid pozbiera fotografie i przesun je z powrotem w stron Sartada. Odchyli si w fotelu i skrzyowa ramiona na piersiach. - Nie, baba, nie wiem. Nic nie wiem. A ty, Sardar-di, uwaaj. Nie sil si na zbytni odwag. Sahib Parulkar bdzie chcia ci osania, ale on sam ma kopoty. Biedaczysko, zdaniem partii Rakszak nie jest dostatecznie dobrym hindusem. - W takim razie gdzie tu miejsce dla nas? - zapyta Sartad. - Ja te nie jestem zbyt dobrym hindusem. Madid umiechn si, wyszczerzajc zby, a wyglda przy tym jak chopiec, pomimo okropnego dostojestwa swoich wsw. - Sartadu - powiedzia. - Z ciebie nie jest nawet dobry sikh. Sartad wsta. - W czym musz by dobry. Ale wci nie wiem, w czym. Madid zagulgota przecigym miechem. - Are, Sartadu, bye dobry z kobietami. Jeli wic chcesz si czego dowiedzie o tych kobietach, zapytaj inne kobiety. Sartad machn lekcewaco rk i wyszed. Ale nie mg zaprzeczy, e Madid - ten ociay Pasztun z wielkimi stopami - mia dobry pomys, eby to kobiety wypyta o kobiety. Dzie si jednak dopiero zaczyna i kobiety oraz narodowe bezpieczestwo bd musiay troch poczeka. Najpierw trzeba si zaj spraw morderstwa. - Ten cay rejon mierdzi - powiedzia Katekar, parkujc gypsy w wskiej przestrzeni midzy dwiema ciarwkami. Niewtpliwie unosi si tu ciki zapach, ktry musieli znie, idc drog, ale Sartad pomyla, e ze strony Katekara to troch nie w porzdku, uwaa ten rejon za szczeglnie mierdzcy. Cae miasto co jaki czas mierdziao. W kocu mieszkacy Nawnagaru musieli gdzie skadowa swoje mieci. To nie ich wina, e miejskie mieciarki zajeday tu tylko raz na dwa tygodnie, jedynie nieznacznie uszczuplajc t pofadowan gr odpadw po lewej.

- Cierpliwoci, maharad - powiedzia Sartad. - Wkrtce opucimy ten smrd. Katekar nadal jednak by uszczypliwy. Sartad rozumia, e ponurego nastroju kolegi nie wywouje sam smrd, lecz to, e w ogle musi by tu, w Nawnaga-rze. I co z tego, e jakiego tam bangladeskiego chopaka zabili jego jara? To bya polednia sprawa o pomniejszych moliwociach i z atwoci mona by przeprowadzi dochodzenie na papierze, tak jak na papierze kadego ranka punktualnie przyjeday miejskie mieciarki. Nikt specjalnie by si nie przej, gdyby ta sprawa pozostaa niewykryta, wic to gupota tu przychodzi, znosi ten smrd i tych obrzydliwych obcokrajowcw. Ale Sartad chcia przeprowadzi ledztwo. Twierdzi, e ambicj prawdziwego policjanta jest rozwizywanie spraw i posuwanie si do przodu, chociaby tylko o wos, ale zdawa sobie rwnie spraw, e to te tylko upr. Nie lubi, kiedy w jego rewirze ginli ludzie, i wciekao go to, e mordercom zbrodnia moe uj na sucho. Wiedzia, e i Katekar rozumie, i to nie za spraw idealizmu Sartad brnie przez pewne sprawy. To po prostu kwestia jego kiry. Nieraz ju si tak dziao, e Sartad uparcie poda za jakim tropem, i chocia Katekar odnosi si do tego z dezaprobat, zawsze dotrzymywa mu towarzystwa. Czasami Sartad nawet si zastanawia, dlaczego Katekar nie poprosi o zmian partnera czy choby o przeniesienie na jakie bardziej intratne stanowisko. Z pewnoci potrzebowa pienidzy. Ale Katekar zawsze dawa upust niezadowoleniu, po czym i tak mu towarzyszy. Sartad zszed wanie z drogi i zacz si wspina po zboczu, pewien, e Katekar znajduje si nieco z tyu, ubezpieczajc go z lewej. W porannych godzinach Nawnagar by odrobin mniej zatoczony, ale poruszajc si w labiryncie uliczek, Sartad i tak odczuwa napierajce na niego kholi. Na widok munduru ludzie schodzili z drogi i przywierali do cian, a i tak musia przechodzi bokiem, eby si o nich nie ociera. W tym miecie bogaci dysponowali pewn woln przestrzeni, klasa rednia miaa jej mniej, a biedota wcale. Wanie dlatego Papa-di po odejciu na emerytur przenis si do Pune. Powiedzia, e chce budzi si i patrze w dal, chce czu, e na tym wiecie jest jeszcze troch wolnego miejsca. Papa-di znalaz sobie wasny skrawek trawy i ogrd warzywny za domem, ale Sartad podejrzewa, e czasami tskni za tymi przypominajcymi tunele uliczkami slumsw Mumbaju, za tymi ruderami, ktre z kadym rokiem powoli przesuway si do przodu, gdzie kade dodane pomieszczenie zajmowao teren i ju si z niego nie wycofywao. A z pewnoci do mierci nie przesta ich wspomina. Papa-di nigdy nie opowiada adnej historii zwizanej akurat z Nawna-garem, by moe dlatego, e nigdy nie wydarzyo si tu nic szczeglnie spektakularnego czy te wyjtkowo groteskowego. Ale czsto powtarza Sartadowi, e droga do apradhi wiedzie przez rodzin. Jak znajdziesz matk i ojca, mawia, znajdziesz zodzieja, morderc, faszerza. I dlatego te Sartad i Katekar poszukiwali teraz w Nawnagarze krewnych Bazila Caudriego i Farada Alego, ktrzy zabili swojego koleg, amsula aha. Zgodnie z oczekiwaniami, najblisze rodziny mordercw ucieky. Spakowali, co si dao z dobytku, zamknli swoje kholi i ulotnili si w dniu morderstwa. Po wyamaniu zamkw Sartad i Katekar znaleli w rodku wiekowe materace, puste jutowe worki i star kolorow fotografi rodziny Bazila Caudriego. Na tym zdjciu Bazil by zaledwie dziesicioletnim chopczykiem w jasnoczerwonej koszuli, ale teraz przynajmniej Sartad wiedzia, jak wygldali jego rodzice. Nie mia wtpliwoci, e wczeniej czy pniej ich odnajdzie. Byli biedni, bd musieli sprzeda kholi, ich przetrwanie zaleao od kontaktw w Nawnagarze. Znikn byo duo trudniej, ni to si ludziom zazwyczaj wydawao. Zadanie policjanta polegao na zebraniu nitek ich ycia i podaniu za nimi. Przeprowadzone tego ranka w Nawnagarze przesuchania zaowocoway pewnymi informacjami, i chocia adne z nich nie daway szans na przeom w sprawie, wszystkie byy dosy uyteczne. Bangladescy ssiedzi ofiary i apradhi byli pospni i skryci, i zapewniali, e o

niczym nie wiedz. Kiedy jednak Katekar pochyli si nad nimi zowieszczo, a Sartad zagrozi im wypraw na komisariat i szybk deportacj, przyznali, e by moe co wiedz, jakie bardzo znikome co. amsul - ten zabity - oraz Bazil pracowali jako kurierzy, a Farad chwyta si rnych dorywczych prac w okolicy. Ale przez kilka ostatnich miesicy caa trjka miaa bardzo duo pienidzy i nikt nie wiedzia skd ani dlaczego. W przeszukanych przez Sartada i Katekara pustych kholi trudno byo zauway lady jakichkolwiek pienidzy. Rodziny tych apradhi zabray ze sob swoje luksusy. Ale w domu zamordowanego chopaka znajdowa si nowiutki kolorowy telewizor, w czci kuchennej staa dua kuchenka gazowa, byszczce, stalowe garnki, a jego ojciec wyzna, e kilka dni temu zmary syn kupi nowy kholi. - To by dobry chopak - powiedzia Nurul ah. Kholi, bardzo may, skada si tylko z jednego pomieszczenia przedzielonego wyblak, czerwon szmat. Zza zasony dochodziy Sartada szepty i szelest kobiecych sukien. Potrzebowali wicej przestrzeni, a ten dobry chopak im to zaatwi. Rodzina wanie miaa przenie si do nowego kholi, kiedy okrutnie odebrano im syna. - Takie due, nowe mieszkanie musiao sporo kosztowa - zasugerowa Sartad. Nurul ah opuci gow i wbi wzrok w posadzk. Mia rzednce siwe wosy, a jego silne, naprone ramiona wiadczyy o yciu spdzonym na cikiej pracy. - Ssiedzi mwi, e wasza rodzina nagle si wzbogacia - cign Sartad. -Powiadaj, e wasz syn dobrze traktowa swoje siostry. Ze kupi matce nowe okulary. Nurul ah ciska mocno splecione donie, a pobielay mu czubki palcw. Zacz szlocha, zupenie bezgonie. - Podejrzewam - odezwa si Sartad - e gdybym zajrza za zason, znalazbym tam inne drogie przedmioty. Skd twj syn mia na to wszystko pienidze? - Hej - hukn Katekar - Sahib inspektor zada ci pytanie. Odpowiadaj. Sartad pooy do na ramieniu Nurula aha i nie zwalnia ucisku, chocia mczyzna zadra w przeraeniu. - Posuchaj - rzek bardzo agodnie. - Nic si nie stanie ani tobie, ani twojej rodzinie. Nie zaley mi na tym, eby sprawia wam kopoty. Ale twj syn nie yje. Jeli nie powiesz mi wszystkiego, nie zdoam ci pomc. Nie znajd tych sukinsynw, ktrzy to zrobili. Mczyzn przeraaa obecno policjanta w jego domu, to, co si wydarzyo, i to, co mogo si jeszcze wydarzy, ale prbowa zebra si na odwag i co powiedzie. - Twj syn robi jakie interesy, jakie hera-pheri. Jeli powiesz mi wszystko, znajd tych ludzi. W przeciwnym razie oni uciekn. - Sartad wzruszy ramionami i wyprostowa si. - Ja nic nie wiem, saab - odezwa si Nurul ah. - Nic nie wiem. - Dra na caym ciele i kuli si. - Pytaem amsula, co robi, ale on nigdy nic mi nie powiedzia. - On i ci dwaj, Bazil i Farad, robili co razem? - Tak, saab. - Czy by z nimi kto jeszcze? - By jeszcze bhai Rejaz. - To jaki ich znajomy? - Starszy od nich. - Nazwisko? - Tylko tyle wiem: bhai Rejaz.

- Jak on wyglda? - Nigdy go nie widziaem. - Gdzie mieszka? - Cztery uliczki dalej, saab. Przy gwnej drodze. - Mwisz, e on mieszka tu w Nawnagarze, w Bengali Burze, i nigdy go nie spotkae? - Nie, saab. Rzadko wychodzi z domu. - Dlaczego? - On jest Biharczykiem, saab - odrzek Nurul ah, jakby to miao wszystko wyjani. Ale Biharczyk te znikn ze swojego kholi, ktry zajmowaa ju inna rodzina. Sartad i Katekar odnaleli waciciela domu, tgiego Tamila, mieszkajcego po drugiej stronie Nawnagaru. Ju w dniu morderstwa zauway, e pomieszczenie jest niezamieszkae, wic nastpnego dnia szybko je posprzta i ponownie wynaj. Nie, niewiele moe powiedzie o tym Rejazie, tyle e paci z gry i nie sprawia adnych kopotw. Jak wyglda Rejaz? Wysoki, szczupy, moda twarz, ale gste, siwe wosy. Tak, zupenie biae wosy. Ten czowiek mg mie czterdzieci albo pidziesit lat, trudno powiedzie. Gadko si wysawia, bez wtpienia by wyksztacony. W swoim kholi nie zostawi nic oprcz kilku ksiek, ktre waciciel jeszcze tego samego popoudnia sprzeda w znajdujcym si przy gwnej ulicy sklepie z papierem i raddi. Nie, nie ma pojcia, jakie to byy ksiki. Sartad i Katekar stanli wic na skraju Nawnagaru, poniej maego, mieszczcego si tam wiata. - W porzdku - odezwa si Sartad, patrzc na nieuporzdkowane, tarasowo schodzce w d, pordzewiae blaszane dachy. - Czyli szefem jest ten Biharczyk. - To on wszystko planuje. Ta trjka to jego chopaki. - Ogromn niebiesk chustk Katekar przetar twarz, a potem kark i przedramiona. - Robi kas. - W jaki sposb? Oszustwa? Kradziee? A moe s bandziorami dziaajcymi dla jakiego gangu? - Moe. Ale nigdy o czym takim nie syszaem, nie syszaem o Bengalczy-kach w gangu. - Ci chopcy tu dorastali, moe najbardziej s jednak Indusami. Ale najwaniejszy jest tu ten Biharczyk. To zawodowiec. yje spokojnie, nie afiszuje si pienidzmi, a kiedy pojawiaj si jakie kopoty, byskawicznie si zwija. Gdziekolwiek si znajduje, ci chopcy s z nim. - Tak, saab - przyzna Katekar. Schowa chustk. - W takim razie odszukajmy tego Biharczyka. - Tak, odszukajmy go. Poszukiwania Biharczyka musiay jednak poczeka, dopki Sartad nie wywie si z pewnych zobowiza. Pilnowanie porzdku publicznego czsto wymagao odoenia jednej sprawy, eby powici si innej. Sartad musia teraz zaj si czym zdecydowanie nieoficjalnym, co nie miao nic wsplnego z adn spraw, i musia zrobi to sam. Podrzuci Katekara na dworzec i uda si w kierunku poudniowym, do Santa Cruz. Mia spotka si z Parulkarem w efektownym, nowym budynku tu przy Linking Road, obok lodziarni Swarad. Zaparkowa na tyach i zachwyci si zielonymi marmurami w holu oraz eleganck, stalow wind. Mieszkanie, w ktrym czeka na niego Parulkar, rzekomo naleao do jego siostrzenicy. Ta siostrzenica pracowaa w banku, a jej m zajmowa si importem i eksportem, ale oboje niedawno przekroczyli trzydziestk, a mieszkanie byo bardzo due i bardzo drogie. Na tabliczce widnia wykonany zotymi literami napis Namdoszi, ale Sartad by pewien, e w rzeczywistoci mieszkanie z trzema sypialniami naley do Parulkara. Nie ulegao to wtpliwoci. Ta swoboda, z jak siedzia po turecku na ogromnej sofie w saloniku, jak pulchny, ubrany w

mundur khaki mdrzec, przywodzia na myl czowieka, ktry zarzdza swoj imponujc nieruchomoci oraz swoim losem. - Wchod, wchod, Sartadu - powiedzia Parulkar. - Musimy si pospieszy. - Przepraszam, panie komendancie. Strasznie duy ruch na ulicach. - Cay czas mamy strasznie duy ruch. - Ale Parulkar nie gani go, traktowa go po ojcowsku, z cierpliwoci, mia jedynie na uwadze swj napity harmonogram. Wskaza na stojc na stole oszronion szklank z wod. Sartad zdj srebrne wieczko i, pijc, pody za Parulkarem przez ocieniony salonik do sypialni. Parulkar zamkn za nimi drzwi i cichym krokiem obszed wysokie, biae oe, kierujc si na drugi koniec pokoju. Otworzy szaf i wycign z niej czarny worek marynarski. - Dzisiaj czterdzieci. - Tak, panie komendancie - odrzek Sartad. Parulkar mia na myli czterdzieci lakhw. Byy to ostatnio pozyskane, nieoficjalne dochody przeoonego, a Sartad mia przewie je na wysp Worli i przekaza konsultantowi Parulkara, Homiemu Mehcie, ktry z kolei zajmie si przekazaniem ich na konto w banku szwajcarskim, pobierajc jedynie niewielk prowizj. Sartad przewozi pienidze Parulkara raz na kilka tygodni, i ju dawno temu przesta si dziwi wysokociom kwot. Ostatecznie Parulkar by komendantem bardzo bogatej strefy. Zajmujc intratne stanowisko, czerpa obficie z szemrzcego rdeka gotwki. Uwielbia zarabia pienidze, chocia nie by zachanny i bardzo ostronie nimi dysponowa. Jego osobisty asystent, Sardesai, zajmowa si zbieraniem funduszy, ale Sar-desai nie mia pojcia, co si z nimi dziao, kiedy ju odda je Parulkarowi. Ten przekazywa je Sartadowi, a on konsultantowi, Mehcie. Z kolei Sartad wiedzia tylko, e nastpnie pienidze w jaki sposb znikay z Indii i ponownie wypyway za granic, gdzie leay sobie bezpiecznie i przynosiy odsetki w twardej walucie. Parulkar wysypa gotwk na narzut ka i przekaza worek Sartadowi. - Osiemdziesit paczek pisetrupiowych banknotw - powiedzia. Mieli do siebie pene zaufanie, ale przestrzegali tego rytuau za kadym razem, kiedy pienidze jechay do konsultanta. Sartad zebra spory pakiet pienidzy i woy do worka. Mia tak zrobi osiemdziesit razy, obserwowany przez Parulkara, dopiero wtedy mogli si zgodzi, e liczba si zgadza. - Co masz zamiar zrobi w sprawie Gaitondego? - zapyta Parulkar, patrzc na donie Sartada. - Wanie chciaem pana o to zapyta. Parulkar podcign nogi na ko i ponownie zaj swoj medytacyjn poz. - Niewiele wiem o firmie Gaitondego. By taki facet, niejaki Banti, ktry zajmowa si ich interesami w Mumbaju. Bystry facet, chopcy Sulejmana Isy postrzelili go i wyldowa na wzku inwalidzkim, ale by najbardziej zaufanym czowiekiem Gaitondego i dalej rzdzi ze swojego wzka. W pewnym czasie wystarczyo po prostu wybra si do Gopalmathu i mona tam byo spotka Ban-tiego, ale po tym, jak go postrzelono, zacz si ukrywa. Popro Meht o numer Bantiego, on na pewno go ma. - Mehta, jako zarzdzajcy pienidzmi, zachowywa neutralno w wojnach gangw. Wszystkie strony sprawiedliwie korzystay z jego usug i w rwnym stopniu go ceniy. - Dobrze, panie komendancie. - Ale najlepsze informacje o Gaitondem moesz uzyska od jego wrogw. Zadzwoni w kilka miejsc i skontaktuj ci z kim. Z kim, kto jest dobrze, powiedzmy, e nawet bardzo dobrze poinformowany. - Dzikuj panu. - Parulkar chcia przez to powiedzie, e wykorzysta swoje kontakty w firmie Sulejmana Isy w celu znalezienia kogo, z kim Sartad mgby porozmawia. Parulkar by zwizany z firm ju od wielu lat, a nawet dziesicioleci, wic rdo informacji, ktre zaatwi

dla Sartada, z pewnoci bdzie wysokiego szczebla. Bya to zatem wielka przysuga, jeszcze jedna w dugim acuszku uprzejmoci, ktre Parulkar wywiadcza Sartadowi. - Czterdzieci, panie komendancie - powiedzia Sartad, wkadajc ostatni stosik do worka. - Panie komendancie, o co w zasadzie tu chodzi? Gaitonde nie yje, dlaczego oni teraz szukaj o nim informacji? - Nie wiem, Sartadu. Ale musisz uwaa. Z tego, co si dowiedziaem, w t spraw z Gaitondem zaangaowane jest rwnie IB. - IB? Dlaczego? - Kto to moe wiedzie? Ale wyglda na to, e jest to ich wsplna operacja. IB pozwala, aby RAW zajmowao si szczegami, wic RAW rozmawia z tob i ze mn. Kiedy te wielkie agencje angauj si w jak spraw, lepiej, eby szarzy policjanci pilnowali wasnego nosa. Wykonuj swoj robot, ale nie prbuj odgrywa przed nimi bohatera. Sartad zapi worek. Czyli nie tylko midzynarodowi agenci chcieli wiedzie, jak skoczy Gaitonde. Biuro wywiadowcze, zajmujce si sprawami kontrwywiadu na terenie kraju, rwnie wykazywao zainteresowanie t spraw. Sartad poczu si bardzo may w tym towarzystwie. - Oczywicie, panie komendancie. Nigdy nie gram bohatera. Jestem na to za may. Parulkar kiwa si do przodu i do tyu, rechoczc ze miechu. - W dzisiejszych czasach nawet niscy ludzie staj si bohaterami, Sartadu. wiat si zmieni, mj drogi. Przez chwil Sartad pomyla, e Parulkar zaraz wyrecytuje jaki dwuwiersz, ale on si spieszy i zakoczywszy wystpienie na sowach mj drogi, wysa swoje pienidze i inspektora w drog. - Pozdrw ode mnie Bhabidi - powiedzia tylko i podnisszy rk, zakoczy spotkanie. Jadc na Worli, Sartad myla o Papie-di. Wikszo ludzi pamitaa jego ojca jako wysokiego mczyzn, ale on mia tylko pi stp i siedem i p cala wzrostu. To, e nosi si prosto, mia muskularne ramiona i wspaniae wsy, oraz, a moe przede wszystkim, zawsze perfekcyjny turban, dawao mu prezencj, ktra wyolbrzymiaa go we wspomnieniach. Jego syn, Sartad, by o cay cal od niego wyszy, ale wiedzia, e nie robi podobnego wraenia, ani swoj osob, ani reputacj. Papa-di by bardzo porzdnym czowiekiem. Zawsze kad nacisk na to, eby turban by jak najsztywniejszy, ubranie jak najlepsze, ale dochowywa wiernoci temu stylowi przy swoich zarobkach, nosi wic t sam niebiesk dwurzdow marynark przez cae dziesiciolecia lubw i oficjalnych uroczystoci. Po jego mierci Sartad znalaz t marynark w kufrze, starannie przesypan naftalin i zawinit w szeleszczcy papier. A teraz, tak dugo po mierci Papy-di, obcy ludzie wci jeszcze mwili do Sartada: Och, jeste synem sahiba Sardara? To by porzdny czowiek. Rok temu, w Crawford Market, pewien handlarz diamentami poklepa ze smutkiem Sartada po ramieniu i rzek: Beta, twj ojciec by jedynym uczciwym policjantem, jakiego znaem. Inspektor skin gow i mrukn: Tak, by dobrym czowiekiem, i odszed, sztywno trzymajc ramiona. Sartad skrci w stron morza, a po chwili zawrci przed autobusem i zjecha na chodnik. W sklepie wielobranowym po prawej roio si od dzieciakw w mundurkach. Kupoway lody. Wyglday na trzeci lub czwart klas, ale ich tornistry byy ogromne i bardzo cikie. Ci uczniowie byli jeszcze za mali, by wiedzie, e miejsca na uczelniach medycznych s przedmiotem handlu, e szkoy zarzdzania s dostpne tylko dla tych, ktrych na to sta. Sartad wycign worek marynarski Parulkara zza przedniego fotela i powoli przeszed midzy dziemi. Kiedy by w ich wieku, ju od roku co najmniej zna Parulkara, wtedy modego, szczupego podinspektora, ulubionego celi Papy-di. Papa-di lubi Parulkara, uwaa go za inteligentnego,

sumiennego i oddanego pracy. Czsto przyprowadza Parulkara do domu na kolacj, mwic: Ten chopak nie ma ony i czasami musi zje jakie porzdne domowe jedzenie. Ale Ma nigdy tak naprawd nie przekonaa si do Parulkara. Bya, oczywicie, uprzejma, ale od samego pocztku mu nie ufaa. Tylko dlatego, e bez koca sucha tych twoich opowieci, sdzisz, e to twj wierny bhakt powiedziaa do Papy-di. Ale zapamitaj moje sowa, ci Marathowie s zbyt sprytni. I na nic si zdao tumaczenie jej, e Parulkar nie jest Marathem, tylko braminem. Kimkolwiek jest, to cwaniak - mwia. Jej niech do Parulkara pogbia si jeszcze, kiedy zacz si on wspina po szczeblach kariery, a kiedy min stanowisko Papy-di i dalej awansowa, zupenie przestaa o Parulkarze wspomina. Mwia o nim ten czowiek i nawet nie dyskutowaa, kiedy Papa-di opowiada o ludzkim przeznaczeniu i o tym, jak to kady z nas powinien by wdziczny za to, co mu da Wahegu-ru. Sartad ruszy wskimi schodami, biegncymi obok sklepu wielobranowego w gr, do malutkiego biura Mehty. Mehta przez cae ycie pracowa w tych czterech maych boksach, a mieszka niedaleko, w przestronnym, ale skromnym mieszkaniu z widokiem na morze. By parsem, schludnym i dyskretnym dentelmenem, jak zawsze ubranym zupenie na biao. - Are, Sartadu, wchod, wchod - wycign ponad stoem swoj delikatn do, aby szybko i lekko ucisn rk policjanta. By chudy, ale elegancki, a Sartad zawsze podziwia jego elegancko przystrzyone siwe wosy. Homi Mehta przypomina mu czarno-biae filmy pokazywane w telewizji w niedzielne popoudnia, i z atwoci mg wyobrazi sobie go, jak mknie nadmorskim bulwarem w czarnym packardzie victoria. - To od sahiba - Sartad pooy worek na biurku. - Tak, tak - odpar Mehta. - Ale kiedy przyniesiesz mi jakie wasne pienidze, mody czowieku? Powiniene oszczdza na przyszo. - Jestem biedny, wuju - odrzek Sartad. - Jak mona odkada, kiedy trudno powiza koniec z kocem? Tak rozmow Sartad odbywa z Meht za kadym razem, kiedy tu przychodzi, ale dzisiaj Mehta nie mia zamiaru tak szybko mu odpuci. - Are, co ty mi tu opowiadasz?! Czowiek, ktry dorwa Ganea Gaitondego, nie ma ani troch pienidzy? - Nie dostaem adnej nagrody. - Powiadaj, e dostae z Dubaju spor kas za wpakowanie kulki w gow Gaitondego. - Wuju, ja nie zabiem Gaitondego. Sam si zastrzeli. I nikt mi nic nie zapaci. - No, dobra, baba. Nic nie mwiem. To ludzie gadaj, rozumiesz, ludzie. -Mehta przelicza pienidze Parulkara, ukadajc paczuszki w rwne stosiki po prawej stronie biurka. By czowiekiem skrupulatnym i bardzo drobiazgowym w rachunkach. Dawno temu, podczas jednego z ich pierwszych spotka, rzek Sar-tadowi: W tym wiecie penym nieuczciwoci ja jestem czowiekiem w peni uczciwym. Powiedzia to bez adnej dumy, byo to jedynie stwierdzenie faktu. Wytumaczy Sartadowi, e cay przepyw pienidzy do kraju i z kraju ostatecznie zaley od konsultantw. Nazywano ich rwnie menederami, w Delhi byli dyrektorami, ale jakkolwiek ich zwa, wszystko zaley od ich uczciwoci. Pienidze pochodziy z lewych interesw, z apwek, przekupstwa i defraudacji, z wymusze i morderstw, a menederowie zajmowali si nimi dyskretnie i z zawodow uczciwoci. Za ich spraw znikay, a potem, rwnie dziki nim, pojawiay si ponownie. Byli anonimowymi czarodziejami, penicymi kluczow fol we wszystkich interesach, w zwizku z czym znali wszystkich. - Wuju, potrzebuj pomocy - powiedzia Sartad. - Mw, w czym rzecz.

- Sahib Parulkar powiedzia, e moesz wiedzie, jak mgbym si skontaktowa z jednym z ludzi. Gaitondego. - Z ktrym? - Z Bantim. Starszy czowiek nie da po sobie pozna, e wie, o co chodzi. Wytar palce w chusteczk higieniczn i zabra si za kolejny stosik pienidzy. - Musz go zapyta - rzek w kocu. - Co mu przekaza? - Chciabym tylko z nim porozmawia. Zada mu kilka pyta o Gaitondego. - Chcesz zada mu kilka pyta o Gaitondego. - Mehta skin gow i wyrwna ostatni stos pienidzy. - Dobra. Masz now komrk, zapisz mi numer. Sartad umiechn si i zapisa numer na bloczku papieru. Stary Mehta niczego nie przeoczy, nawet tego maego wybrzuszenia w grnej kieszeni. Sartad w kocu podda si i kupi telefon, chocia przez cae lata upiera si, e komrki s zbyt drogie, a abonament za wysoki. Ostatecznie zreszt przepaci, kupujc malutk motorol, poniewa bya taka srebrzysta i taka elegancka. Wci pozostaa lnica i nieuywana, i Sartad jeszcze nikomu nie poda swojego numeru, ale Homi Mehta by czowiekiem wiekowym, mdrym i bystrookim. - Prosz, wuju - powiedzia Sartad. - Dzikuj. - W porzdku. W sumie czterdzieci. - Mehta pogaska pienidze. Sartad wsta. - Zgadza si. W takim razie do zobaczenia nastpnym razem. - Nastpnym razem przynie mi co, co mgbym ulokowa dla ciebie. Pomyl o staroci. Sartad unis rk i zostawi Meht z pienidzmi. Kiedy by jeszcze onaty z Megh, Mehta cigle powtarza mu, eby oszczdza na przysze dzieci. Po rozwodzie da sobie z tym spokj i zacz przypomina mu o wieku i upywie lat. Chyba faktycznie wygldam ju staro, pomyla Sartad. W sklepie na dole znajdowaa si teraz inna grupka dzieci, starszych, ju nastolatkw, bardziej kulturalnych i grzeczniejszych ni te poprzednie. Piy pepsi i col, szepczc midzy sob. Sartad by ju w poowie drogi do dipa, kiedy postanowi zawrci do sklepu i kupi sobie loda chocobar. Obecnie mona kupi inne, bardziej wymylne lody, ale Sartad lubi ten dawny smak produktu firmy Kwality, t nieco oleist czekolad z wanili w rodku. To by smak jego dziecistwa. Nastolatki trcay si okciami: zobacz, ten mieszny policjant sardar chrupie chocobar. Sartad tylko umiechn si i szed dalej, i zanim dotar do dipa, oblizywa ju goy patyk. Zmiady go midzy zbami, tak jak zawsze robi to w dziecistwie, wyrzuci i odjecha. W godzinach szczytu ruch uliczny zgstnia i zamieni si w zastyg mas. Sartad rozsiad si wygodnie, przygotowany na dug jazd. Powietrze drao nad metalowymi dachami pojazdw, a w pewnym momencie zapada zupena cisza, kiedy kierowcy wyczyli silniki, aby przeczeka cisk. Sartad odklei spocone plecy od fotela, opar przedramiona na kolanach, zwiesi gow i wbi wzrok w zakurzon czer swoich butw. Soce skupiao swj ar na jego ramionach i karku, ale nie mia gdzie si przed nim schowa. Kierowca autobusu przyglda mu si beznamitnie przez okno, a kiedy Sartad go na tym przyapa, ten odwrci wzrok, obracajc si w swoim wysokim fotelu. Za kierowc wida byo przez szyb wystajce biodro jakiego manekina. Sartad przebieg wzrokiem rzd witryn sklepowych, ktre rozmyway si w olepiajcym wietle nieba, i wyobrazi sobie ogromnej dugoci wysp, ca zakorkowan i znieruchomia w niekoczcych si godzinach wieczornego szczytu, poruszajc si zrywami i drobnymi, odbijanymi podskokami. Westchn, a potem wyj z kieszeni telefon i wybra numer. - Ma? - zapyta - Sartad.

- Peri pauna, Ma. - Dite raho, beta. Czytaam o tobie w gazecie. - Tak, Ma. - Przez drog przetoczy si pomruk uruchamianych silnikw i Sartad przekrci kluczyk w stacyjce. - Zapae wielkiego bandyt, dlaczego nie zamiecili twojego zdjcia? - Ma, wana jest praca - odpar Sartad, rozbawiony t pompatyczno ci, zarwno jej, jak i swoj. - A nie jakie zdjcia w gazetach. - By pewien, e zaraz usyszy jej ripost, ale ona ju zmienia temat. - Skd dzwonisz? - Skd? Z Mumbaju, mamo. - Pytam ci, z jakiego miejsca w Bombaju? Nic nie uszo uwagi tej onie policjanta. - Wanie wracam z Worli - odpowiedzia Sartad - Ho, ho, czyli w kocu masz komrk. - Tak, Ma. - Dla niej samej wszelkie nowinki techniczne nie miay adnego znaczenia, mwia, e nie chce mie magnetowidu, bo nie wiedziaaby, jak go obsugiwa, ale od dawna namawiaa Sartada, eby kupi sobie telefon komrkowy. - Jaki masz numer? - zapytaa. Sartad podyktowa jej numer, dodajc jeszcze: - Pamitaj, nie dzwo do mnie, kiedy jestem na subie. Rozemiaa si. - Ja peniam sub, zanim jeszcze przyszede na wiat. I zawsze to ty do mnie dzwonisz z pracy. Tak jak teraz. - Tak, tak. - Pewnie siedziaa wanie na sofie w swoim malutkim saloniku, na podwinitych nogach, drobn doni trzymajc przy uchu wielk, czarn suchawk. Sysza jej umiech. W ubiegym roku stracia na wadze i pomimo drobnych zmarszczek i siwych wosw wci czasami wygldaa jak szczupa, moda dziewczyna, ktr Sartad zna z fotografii. - Ale ja teraz nie pracuj. Stoj w korku. - W tym Bombaju nie da si teraz y. Jest taki drogi. I za duo ludzi. Miaa racj, ale dokd miaby si uda? By moe za jaki czas znajdzie si dla Sartada may domek w jakim innym miejscu. Obecnie nie potrafi sobie jednak wyobrazi, e mgby na stae wynie si z tego brudnego, niesamowitego miasta. Krtkie wakacje raz na jaki czas zupenie Sartadowi wystarczay. - Ma, w t sobot przyjad do Pune. - To dobrze. Ju od miesicy ci nie widziaam. Sartad by w Pune dokadnie cztery tygodnie wczeniej, ale wiedzia, e nie ma sensu si spiera. - Potrzebujesz czego std? Dla siebie nic nie chciaa, ale podyktowaa mu ca list rzeczy dla rnych maui, tau, siostrzenic i bratankw. Nie byo sensu mwi mamie, e w tak sporym miecie jak Pune niewtpliwie mona ju kupi te rzeczy. Ona uwaaa, e w pewnych sklepach w Mumbaju naley bywa, a take miaa instrukcje, ktre naleao przekaza okrelonym sprzedawcom, znanym jej od dziesicioleci. Sartad zawsze przyjeda do Pune z torb, zawierajc jego ubrania, i z walizk wypchan dziecicymi ubrankami, mithai, sonymi przekskami i szamponami, eby Ma moga je rozdawa licznym bliskim i drogim jej osobom. ya w Pune blisko rodziny i Sartad mg by pewien, e dziki niej zawsze bdzie na bieco z sieci krewnych, ktra rozcigaa si a po Pendab, a nawet dalej. Uwaa j za nierozerwalnie

zwizan z t rodzin, podczas gdy on sam czu si wyobcowany, nie do koca z nimi rozdzielony, ale jakby si oddali, jak planeta, ktra, wirujc, za bardzo odsuna si od swojej gwiazdy. Lubi sucha jej opowieci o rodzinnych sporach i dramatach sprzed lat, o ile tylko mg unikn ich fatalnego przycigania i nie musia w nich uczestniczy. Przypomniaa sobie o ksice z dziecicymi wierszykami, ktr wanie kazaa Sartadowi przywie, i zacza opowie o swoim ai, rzekomo mwicym po angielsku. Opowiadaa mu t histori ju wielokrotnie, ale Sartad z przyjemnoci wysucha jej ponownie, miejc si we wszystkich stosownych miejscach. Przy wityni Siddhi Winajaka poegna mam i z umiechem na ustach rozsiad si w fotelu. Myl o bliskim wyjedzie do Pune sprawia mu przyjemno. Przy wejciu na drog prowadzc do Siddhi Winajak kbi si tum wiernych zanoszcych usilne bagania i wyrazy wdzicznoci. witynia pia si a po swoj zot iglic, lekko wznoszc ogrom swojej symetrii do nieba. Sartad zastanawia si, czy Gane Gaitonde mia jakie specjalne miejsce, do ktrego wyjeda z miasta, jakie miasteczko albo wiosk, ktre mg nazwa swoim miejscem rodzinnym. Bdzie musia zapyta o to Katekara. Na koniec Gane Gaitonde wspomnia co o Bogu i wierze. Teraz na pewno ju wie, czy istnieje Bg, w ktrego mona wierzy, czy te nie. Sartad niezbyt przejmowa si dusz bandyty, ale wiedzia, e nadszed ju czas przyjrze si jego ciau, a take zwokom tej kobiety. Unika tego do tej pory, ale bdzie musia to zrobi. Przekl Ganea Gaitondego i pojecha dalej. Zgodnie z oczekiwaniami Sartada nastpnego dnia rano Katekar zaprotestowa przeciwko wizycie u Gaitondego. Powiedzia, e ten czowiek nie yje, i zarwno on, jak i ta kobieta pozostan martwi, nie ma wic adnej potrzeby do nich si zblia, absolutnie adnej. - Moesz zosta na zewntrz - powiedzia mu Sartad. - Ale ju powiniene si przyzwyczai do ogldania zwok. Kostnica znajdowaa si w starym budynku z piaskowca, podziurawionym i poplamionym, chocia wci eleganckim, ozdobionym wysokimi ukami i kwiatow kamieniark. Sta ukryty w zielonym cieniu ogromnego figowca na tyach szpitala K.D. Sartad wysadzi Katekara przed bram szpitala, a sam objecha budynek i zaparkowa pod murem upstrzonym plamami po pan. Pomimo caego swojego racjonalizmu Katekar panicznie ba si kostnicy, pracujcych tam lekarzy i ich wsppracownikw, nawet tego szmaragdowego wiata pod figowcem. Mwi, e to cae miejsce cuchnie, e wyczuwa to z terenu szpitala, wydzielaj si stamtd jakie te miazmaty, ktre wpezaj w ubrania, zagniedaj si w kieszeniach i tam ju pozostaj. Sartadowi nawet podobaa si ta nieoczekiwana zabobonno u czowieka tak powcigliwego jak Ganpatrao Popat Katekar, prawdziwy pozytywista. Dziki temu Sartad mg mu co wytkn, kiedy Katekar z wyszoci szydzi z rnych romantycznych pogldw Sartada. Inspektor min okienko informacji, oblone przez grupk niespokojnych ludzi, ktrzy przyszli tu w poszukiwaniu zaginionych krewnych i znajomych. Przeszed ciemnym korytarzem i min podwjne szklane drzwi z napisem Zakaz wstpu. Za porysowanym, metalowym biurkiem, w mtnym wietle jarzeniwek siedzia pracownik w brzowych krtkich spodenkach i koszuli. Przywita Sartada muzumaskim salaam, a ten wzi gboki oddech, mrugn i otworzy kolejne drzwi wahadowe, tym razem drewniane i pomalowane na zielono. Po drugiej stronie znajdowao si dosy due pomieszczenie, wielkoci pokanej sali weselnej, dobrze owietlone przez dwa kwadratowe wietliki i dwa rzdy wietlwek. Kamienna, gadka, brzowa posadzka opadaa ku rodkowi, w kierunku kwadratowego otworu kanalizacyjnego. Na kamiennym stole po lewej leay dwa nagie, brunatne ciaa, oba mskie. Wierzch czaszki ciaa

lecego dalej usunito, a biegncy dookoa lad precyzyjnego cicia nadawa postaci wygld bohatera kreskwki, ktremu mona odkrca gow. Przy okciu, na tacy, w formie schludnej, szarej kupki lea mzg. A tu, po prawej, doktor Copra, analityk nad otchani, pracowa sprawnie. Wanie wybiera jelita na wielk tac. Sartad odwrci gow. - Doktor opra? - Och, Sartad. Chwileczk, chwileczk. Sartad patrzy na cian, przebiega wzrokiem pknicia w szarym tynku, ledzc je a do sufitu, a potem z powrotem na d. Nastpnie zaj si zardzewiaymi prtami w zamknitych oknach, policzy je i przeanalizowa ich grubo. Tymczasem z prawej strony dochodziy delikatne cmoknicia i dwiki jakby mielenia wilgotnej substancji. Sartad by tu ju wielokrotnie, ale kiedy po raz pierwszy przyszed do prosektorium doktora opry, stara si obserwowa wszystko bez odrazy czy te perwersyjnego zafascynowania, kierujc si zasad, e policjant musi patrze niewzruszenie na wszystko, z czego tak naprawd skada si ten wiat; musi to wszystko pozna bez wzdragania si. I oglda to, co doktor opra mu pokazywa, znosi ten widok bez specjalnych problemw, w sumie nie byo to a tak przeraajce, po prostu skomplikowany wewntrzny mechanizm ciaa, hydrauliczne urzdzenia obdarzone jak zoon, surow harmoni. Ale powoki zwok podyy za nim i nie odstpoway go we nie, jasna obwdka na trzecim palcu zacinitej w pi doni, plemienny tatua na podbrdku kobiety, szkaratne drobinki pomadki na dolnej wardze, niezbyt wyrane, ale bardzo charakterystyczne. Gromadzi fragmenty zmarych, drobne wspomnienia ich ycia, ktrych noszenie przecie kosztowao, i w kocu stwierdzi, e ju nie ma tej modzieczej dumy, e raczej zachowa swoje chci i wykorzysta je w pracy, do swoich wasnych spraw. Przesta wic si przyglda. - Skoczone - oznajmi doktor opra. Sartad usysza trzask gumowych rkawiczek i odwrci si, nie opuszczajc jednak gowy. Ujrza twarz martwego czowieka i na moment utkwi w niej spojrzenie. A potem dostrzeg gst szop wosw doktora opry. By on najbardziej owosionym czowiekiem, jakiego zdarzyo si Sartadowi spotka. Chocia dopiero mina dwunasta, policzki i szczk doktora ju pokrywa ciemny cie, a znad jego klatki piersiowej wysuwao si gste czarne futro, zasaniajc poow szyi. My wanie rce w umywalce. - Sahibie doktorze - odezwa si Sartad. - Chciabym zobaczy Gaitondego i jego przyjacik. - Dobrze - odpar doktor. - S w chodni. - Ju po sekcji? - Are, Gaitonde to by wielki bhai, prawda? On i jego przyjacika wepchnli si bez kolejki. - Doktor rozemia si, zupenie radonie i szczerze. - Chcesz, eby chopcy wycignli ich z chodni? Szybciej bdzie, jeli tam pjdziemy. W jego postawie, w tym podniesieniu krzaczastych, wiszcych brwi majaczyo jakie wyzwanie: jeli jest pan w stanie to znie, panie policjancie. Katekar wprost nienawidzi komory chodniczej. Wszed do rodka tylko raz, kiedy z Sar-tadem szukali ciaa jakiego khabari. Katekar przyoy wtedy do do ust i odwrciwszy si na picie, szybko wyszed i zatrzyma si dopiero pod figowcem. Sartad zosta w rodku i odnalaz szukane przez nich ciao. Potrafi dokona tego wczeniej, moe zrobi to i teraz. Wzruszy ramionami. - Moemy i do chodni. Prowadzio tam zacienione przejcie, osaniajce przed olepiajcym popoudniowym wiatem. Sartad zmruy oczy i szed, ale teraz nie mona ju byo uciec przed tym zapachem. Przeszli przez drzwi i znaleli si w dugim ciemnym korytarzu, a zapach wciska si Sartadowi w policzki. Zamknite okna powstrzymyway panujcy na zewntrz upa, te pynce wprost ze

soca gwatowne fale gorca, a powietrze w przejciu byo przesycone mierdzcymi wyziewami z dwch rzdw cia zawinitych w przecierada i uoonych pod cianami na podwjnych regaach. Przecierada byy wilgotne, a posadzka pod regaami oblizga. Sartad skin gow pracownikom siedzcym przy biurku na kocu korytarza. Czu, jak do garda podchodzi mu czkawka, i nie chcia otwiera ust. - Sahib inspektor - odezwa si jeden z asystentw, wstajc z krzesa. - Dawno tu pana nie byo. - Czyta jak powie w jzyku hindi, a jego kolega pisa list. Drugi asystent rwnie wsta. - mierdzi tu gorzej ni ostatnio - powiedzia Sartad, mijajc biurko. Mwi ostronie, powoli wypowiadajc sowa. - Are, saab - odrzek asystent czytajcy powie. - Niech tylko poczeka pan, a wysidzie klimatyzacja. Wtedy dopiero pan poczuje. - Niech tylko poczeka pan, a zacznie pada i przez ciany zacznie sczy si woda doda ten drugi, z wielk satysfakcj w gosie. - Wtedy dopiero jest zabawa. Lubimy ponarzeka, e jest le, pomyla Sartad, i wyobraa sobie, e na pewno bdzie jeszcze gorzej. I tak jednak umiemy przetrwa, miasto potyka si, ale idzie dalej. Moe pewnego dnia to wszystko po prostu si rozpadnie, lecz nawet w tej myli jest jaka satysfakcja. Niech ten maderod si rozleci. Doktor opra skin na swoich asystentw. Drzwi do komory chodniczej byy wykonane z byszczcej stali, wprost lniy nowoci, dajc obietnic najnowszej techniki i sterylnoci. Asystent- Czytelnik dotkn cikiej klamki u drzwi, a potem swojego garda, i bezgonie wypowiedzia mantr. Chwyciwszy klamk, odchyli si do tyu, a drzwi si otworzyy. - Zapraszam - rzuci doktor opra. W rodku znajdoway si rzdy przemieszanych cia, tak jak Sartad pamita to z poprzednich wizyt. Leay nagie na wykafelkowanej posadzce, cinite rami przy ramieniu, rami na ramieniu, od jednego koca dugiego pomieszczenia do drugiego. Kade ciao miao z przodu szew, szerokie ptle grubej czarnej nici w miejscach dugich naci wykonanych w celu wykonania autopsji. Rdzawa ciemna skra, zmatowiaa jak boto, nastroszone, skamieniae wosy onowe. Sartad pomyla, e wcale nie jest tu tak zimno. Nazywaj to miejsce komor chodnicz, ale w niektrych restauracjach jest zimniej, pokj na pitrze w barze Delite jest zimniejszy. Do jego uszu dociera monotonny, niepewny podmuch klimatyzacji. - Panie s po tej stronie - odezwa si doktor opra. W tej kostnicy, gdzie wszelka cielesno i zmysowo nie miay ju racji bytu, zachowywano przyzwoito. Panie leay jedna na drugiej w maym boksie po lewej, oddzielonym osobnymi metalowymi drzwiami. Asystenci signli do rodka i poprzekadali ciaa, szarpic je i cignc, a co stukno w drzwi z radosnym bim-bam. Sartad zaniepokoi si o rce asystentw, ktrzy nie uywali rkawiczek. Mia nadziej, e potem je myj. - Saab - odezwa si autor listu. Znaleli j. Sartad cofn si o krok. Buty lepiy mu si do podogi. Od przodu zobaczy dobrze ju znane mu cicie. Usta nabray spkanej, sinej bladoci starych wiec i obkurczyy si, odsaniajc grne zby. Znajdujce si w kartotece zdjcie z autopsji spaszczyo jej koci policzkowe, a spiczasty nos uczynio niewidocznym. Ale wanie nos by kiedy zamany, widniao w nim niewielkie wgniecenie. Po mierci staa si niezbyt adna, ale zarwno na jej ramionach, jak i po bokach jej ciaa wida byo minie, i Sartad wyobrazi j sobie w wawej postawie tancerki, promienn i dumn ze swojej figury.

- Nieznana denatka - czyta doktor opra z dugiego arkusza. - Pi stp, trzy i p cala, pidziesit kilogramw, czarne wosy do ramion, oczy czarne, na prawym kolanie blizna dugoci dziesiciu centymetrw, ostatni posiek spoywaa okoo omiu godzin przed mierci, przyczyna zgonu: pojedyncza rana postrzaowa w mostek, pocisk przeszed pod ktem w gr i wyszed z ciaa przy czwartym piersiowym nerwie rdzeniowym, powodujc rozlegle uszkodzenia puc i rdzenia krgowego. mier nastpia natychmiast. Natychmiastowa mier. Sartad zastanawia si, czy dziewczyna zdya zrozumie, e ona nadchodzi, czy zobaczya uniesion luf, a nad ni poczerwieniae oko Gaitondego. - adnych znakw szczeglnych oprcz tej blizny? - adnych. - Dobrze - stwierdzi Sartad. Czasami ciaa zmarych przekazyway co nowego, czego si wczeniej nie znao, ale historia tej dziewczyny bya krtka. ycie nie pozostawio na niej zbyt wielu ladw. - A teraz Gaitonde - powiedzia doktor opra, odwracajc si. - Tak, Gaitonde. Sartad ruszy za doktorem wsk ciek midzy ciaami. W wielu miejscach posadzk zaleway pyny z cia, jasne cieki biaka i prawie czarne, gste wydzieliny. Sartad ostronie stpa. Gaitonde lea porodku rzdu identycznych postaci, wyrniajc si jedynie roztrzaskan gow. Odsonite wewntrzne partie ciaa sczerniay. - Pi stp i sze cali, szedziesit dziewi kilogramw, wczeniej dwa razy postrzelony- pokaza doktor opra. - Co ciekawe, jedn ran odnis w poladek. Wielki Gaitonde musia zmyka, kiedy go postrzelono. Druga rana w lewym ramieniu, o tu. Sartad nachyli si nad ciaem Gaitondego i zauway pikny profil, szlachetn brew. Urodzony krl, pomyla Sartad, a moe mdrzec. Pewnie czasami przyglda si sobie w lustrze i zastanawia si, kim zostanie. Doktor opra gadzi wosy na grzbiecie swojej prawej doni. Urzdzenie klimatyzacyjne wczyo si z cichym pomrukiem i nagle znad ciaa Gaitondego i caej reszty uniosa si cuchnca wo. - Dzikuj, sahibie doktorze. - Sartad mia ju do. Wyprostowa si i szybkim krokiem wyszed. Musia si odwrci bokiem, aby min asystentw, ktrzy wanie wnosili denatk przez drzwi z powrotem do boksu. Przeszed obok nich. Przez naroa gwnych drzwi sczyo si wiato i w tym blasku Sartad dostrzeg lecy na pododze obszarpany skrawek czarnego ciaa, may fragment szczeki poczonej z trzema zbami. Zrobi duy krok i uciek w wiato soneczne. - Dobrze si pan czuje? - zapyta lekarz. Sartad sta przy figowcu, jedn rk opierajc si o jego ziarnist kor, i dysza. - Dlaczego w tym gandu miejscu nie moe by chodno? Dlaczego? - Urzdzenia klimatyzacyjne si psuj, instalacja jest stara i bezpieczniki si topi, a ludnoci jest za duo. Ta kostnica jest za maa. Rzeczywicie, to nie w porzdku obarcza win dobrego doktora opr. On przecie nie mg nic poradzi na brak pienidzy, elektrycznoci, miejsca i na nadmiar zmarych. - Przepraszam, doktorze. - Sartad wykona zamaszysty gest, niezrcznie starajc si obj wszystko dookoa. Doktor opra skin gow i umiechn si. -Dzikuj - doda Sartad. - Mam nadziej, e warto byo ich zobaczy. - Tak, tak. To byo bardzo przydatne. - Kiedy jednak Sartad szed do dipa, wcale nie by pewien, czy to prawda. Teraz pragnienie ujrzenia ich cia, jeszcze niedawno tak sensowne, zdawao si dziwaczne. I czego si dowiedzia? Nie mia pojcia. Strata czasu. Chcia jak

najszybciej oddali si std, wrci na komisariat, ale kiedy doszed do dipa, poczu, e nie jest w stanie wsi do rodka. Przez niskie ogrodzenie z pomalowanych powek cegie dosta si na teren pozostaoci dawnego ogrodu, znalaz miejsce poronite wypalon, brunatn traw i zacz wyciera podeszwy butw, tar nimi tam i z powrotem tak dugo, a odyki amay si z cichym trzaskiem, a jego rozkoatane serce si uspokoio. Kiedy Katekar wrci do domu, alini wanie gotowaa. Sprztaa w domu lekarza w Sat Bangli, ale zajmowaa si tylko jednym domem, nie tak jak inne kobiety, ktre miay trzy czy nawet cztery roboty daru-katka. Pienidze od doktora byy potrzebne, ale doszli do wniosku, e alini powinna czeka w domu, kiedy chopcy wracaj ze szkoy, powinna by w domu po poudniu i wczesnym wieczorem, aby czuli jej obecno i aby miaa na nich oko. Niemniej jednak pienidze zdecydowanie byy mile widziane. A poza tym dobrze zna lekarza z kliniki, tak na wszelki wypadek. Katekar rozoy swoj mat i poduszk. alini gotowaa, lubi, kiedy krcia si po kuchni, usypia go ten brzk yek, szybkie ruchy noa, buzowanie pomieni na kuchence, radosne skwierczenie, kiedy wrzucaa na patelni gar goda masali. Odpra si przy cichym ruchu powietrza z powoli obracajcego si stoowego wentylatora. Z atwoci zapada w drzemk w cigu dnia, magazynowa sen, tak jak wielbd gromadzi wod. W yciu policjanta byo to niezbdne. Westchn przecigle. Kiedy si obudzi, w kholi byo ciemno, a z zewntrz dochodziy odgosy wieczornej krztaniny. Przekrciwszy rk, zobaczy, e jest wp do sidmej. - Gdzie s chopcy? - zapyta. Nie musia odwraca gowy, wiedzia, e alini siedzi w drzwiach. - Bawi si - odpara. Usiad i przetar oczy. Kuchenka zagrzechotaa, pompowana przez alini, a potem ujrza twarz swojej ony, jak brzowa wyania si z cienia. - Kc si - powiedzia i nie musia dodawa, e nie ma na myli chopcw. - Tak. - Amrytrao Pawar i jego ona Arpana mieszkali dwa kholi dalej, i ju od chyba jedenastu lat nieustannie si kcili, tak przynajmniej wydawao si ssiadom. Cztery lata po lubie Pawar znalaz sobie inn kobiet. Arpana odesza, wrcia do swoich rodzicw, ale zapewniano j, e to tylko przelotny romans, e Pawar zostawi t drug kobiet i e to ju skoczone. Wrcia, ale potem ta druga kobieta urodzia dziecko i teraz Pawar utrzymywa dwa domostwa. On i Arpana nie chcieli si ani ugodzi, ani rozej, natomiast cigle si kcili. Dla ssiadw Arpany ta druga kobieta bya wci t drug kobiet, przez tych jedenacie lat Arpana nigdy nie wymwia jej imienia, a Pawar nigdy o niej nie opowiada. Katekar i alini wypili herbat, siedzc naprzeciw siebie. Na lecy midzy nimi talerz naoya kande pohe, ktre on tak lubi. - Wczoraj rozmawiaam z Bharti. Bharti bya jej modsz siostr, on handlarza zomem w Kurii. W zomie musiao by sporo pienidzy, poniewa Bharti zawsze ich odwiedzaa w nowym sari. Kiedy przyjechaa w zeszym roku dzie przed Gudi-Parw, miaa na sobie nowe zote bransolety, imponujco grube i byszczce, i przywioza nie tylko cae sznury batai, ale rwnie wielkie, pachnce paczki puranpoli i irote dla chopcw. Katekar obserwowa swoich synw oblizujcych lnice, sodkie palce i patrzy na twarz ony, kiedy odkadaa pudeka i otrzymane wanie nowe sari, i dziwi si, e hojno moe by najsubtelniejsz broni, zwaszcza w rywalizacji midzy siostrami. Pocign dugi yk herbaty. - I co? - zapyta. - Kupuj rwnie nastpny kholi - powiedziaa alini. - W aulu?

- A gdzieby indziej? Riposta nadesza bardzo szybko i bya bardzo ostra, a alini nie ustpowaa przed jego lekko zdziwionym spojrzeniem. Teraz jej siostra i szwagier zburz ciany, pocz pokoje i bd mieli dom na miar swego poczucia wartoci. - Maj trjk dzieci - powiedzia Katekar. - Potrzebuj miejsca. alini prychna i signa po talerz z ciasteczkami. - Co, te mae tapori potrzebuj paacu do mieszkania? - Wstaa i zacza zbiera yki, podzwaniajc misk. - Bharti zawsze bya utracjuszk, nawet jako dziewczynka. Oni w ogle nie myl o przyszoci. Ich dzieci zejd na z drog, zobaczysz. Kochaa swoje siostrzenice i siostrzeca, tulia ich i duo bardziej im pobaaa ni wasnym synom, a Katekar zdawa sobie z tego spraw. Woy koszul i spodnie. Tymczasem ona zdya ju wyszorowa garnek i odwiesi go na miejsce. Umiechn si do niej. - Wczoraj syszaem dowcip - powiedzia. - Jaki? - Pewnego razu Laluo Prasad Jadaw spotka japoskiego biznesmena, ktry przyjecha do stanu Bihar. Japoczyk powiedzia mu: Premierze-di, paski stan dysponuje wspaniaymi zasobami. Jeli dacie nam woln rk na trzy lata, my zmienimy go w drug Japoni. Lalu popatrzy na niego bardzo zaskoczony i odrzek: A mwi, e wy, Japoczycy jestecie tacy efektywni! Trzy lata?! Dajcie mi woln rk na trzy dni, a ja zmieni Japoni w drugi Bihar. - Niezbyt mieszne. - Umiechaa si jednak. - Are - odpar Katekar - ta wasza rodzina w ogle nie ma poczucia humoru. Ten temat dryli caymi latami: jego rodzina bya rozrzutna, ale lubia si bawi; jej bya gospodarna, ale nudna. Te rnice znalazy odbicie w ich synach, Rohit wda si w Katekara, a Mohit w matk. alini mylaa teraz o swoich dzieciach. - Skoczysz na tyle wczenie, eby wpa do Patila? Patii by krawcem, wacicielem warsztatu mieszczcego si dwie uliczki dalej, wcinitego w dugi wski budynek, stojcy na resztkach rozbitego muru i nieuywanego rynsztoku. Patii zasypa rynsztok, postawi tyln cian, pooy dach i teraz zatrudnia przy maszynach do szycia dwch penoetatowych krawcw. To on szy chopcom mundurki szkolne, porzdne, na tyle mocne, e Mohit mg nosi to, z czego wyrs Rohit. - Nie dzisiaj - odrzek Katekar. - Odbior to jutro. Spodnie do kolan i koszula, tak? - Tak - odpara alini. Jej zo ustpia. Spodobao si jej, e m pamita, o co go prosia. Chmury na zewntrz uoyy si w cudowne, pomaraczowe warstwy. Byo za wczenie na deszcz, ale Katekar czu go w powietrzu. Niebo przedstawiao niezwyky widok, ale nikt nie zatrzymywa si, aby je podziwia. Katekar szed szybkim krokiem przez plac zabaw, skracajc sobie drog do przystanku autobusowego. Myla o seksie. Zaraz po lubie z alini, zanim przyszed na wiat Rohit, by niezbyt wiernym maonkiem. Z perspektywy czasu wygldao to na jakie gorczkowe szalestwo, te wizyty w tancbudach i pienidze wydawane na panienki, na brudne pokoiki, na takswki pno w nocy. alini wwczas ledwo wyrosa z wieku dziewczcego, a on co noc opuszcza gow na uk jej szyi, w ucisku jej rk na swoich ramionach odnajdujc podanie rwne jego wasnemu, moe bardziej dyskretne, ale rwnie natarczywe, rwnie ogniste. Wci jednak chodzi do innych kobiet, do randi. Nie byo ku temu adnego powodu, jedynie palce pragnienie, ktre wzbudzay w nim obce, bezimienne brzuchy skryte pod tanim, prze zroczystym nylonem. By to przejaw jakiego powszechnego szalestwa, na ktre godzili si wszyscy mczyni na wiecie, a on przynajmniej zachowa na tyle zdrowego rozsdku i wiedzy - nawet w tych dawnych czasach, kiedy same dziewczyny

zaskakiwaa jego ostrono - aby zawsze uywa prezerwatywy. Kiedy jednak urodzi si Rohit, kiedy przytuli do piersi drobne ciako swojego syna i poczu ogromny, nieodparty ciar mioci, prawie niemoliwe si stao wydawanie ciko zarobionych pienidzy gdzie indziej. Pojawiy si nowe pilne potrzeby, najwaniejsze wrd wszystkich pragnie: mundurek szkolny, ksiki, buty, olejek do wosw, kij do krykieta, wieczory przy play aupati. Zdarzao mu si jednak powraca do tamtych kobiet, cho wiedzia ju, ile dziecicego szczcia mieci si w banknocie dwudziestorupiowym, w dwch kulfi spoywanych w promieniach zachodzcego nad spokojnym morzem soca, chocia mia dwch synw i musia dba o ich przysze ycie. Ale zdarzao si to rzadko, te kobiety mona by policzy na palcach jednej rki, cho lat mino dwa razy wicej. Ach, ci mczyni, mwia czasami alini, jest w nich jakie szalestwo. Nigdy si nie odzywa, ale wielokrotnie chcia jej powiedzie, e to szalestwo drzemie w ich kociach, nie w sercach ani w gowach. Logika nie zawodzi, po prostu niekiedy sabnie, jest nieco zmczona i chce sobie odpocz. Ale ja walcz o ciebie. Na maidanie, na ciasno stoczonych pitchach wytyczonych pod ktem wzgldem siebie, odbywa si chyba z tuzin meczw krykieta. Zawodnicy druyn atakujcych z rnych rozgrywanych aktualnie meczw obiegali si nawzajem. Na tym wskim kawaku ubitej tej ziemi, wcinitym midzy mulist nal, a tyln cian miejskiego aman ghatu, ganiao si, lekko liczc, kilkuset chopcw. Katekar szed wzdu muru, prawym ramieniem ocierajc si o skomplikowane zawijasy graffiti i porwane plakaty. Czasami martwi si, e dzieci bawi si pod murem, za ktrym pon ciaa, e kbicy si dym brudnym popioem opada na boiska. Ale miejsce do kremacji zwok jest potrzebne, a dla graczy jedyn alternatyw by skraj basti, na otwartej drodze obok przejedajcych samochodw. W kadym razie dzisiejszego dnia nie byo ognia, nie byo dymu. Tego dnia nie byo ju adnych cia. Mohit siedzia na niewielkim wzgrku, obok sterty appali. Patrzy w stron morza, rozmarzony i szczliwy, a Katekar poczu, e co ciska go w piersiach. Rohit by podobny do ojca - pewny siebie, praktyczny, czsto zabawny- ale to Mohit, zamylony, zamknity w sobie, przysparza Kate-karowi ogromnych zmartwie. Ambicja i gniew Rohita mog cign na niego kopoty, ale co bdzie z tym maym, wraliwym Mohitem? Co si stanie z tak delikatnoci? Katekar kucn przy synu. - Nie grasz? - zapyta. - Papo - Mohit wzruszy ramionami. Odwrci wzrok i przygryz doln warg, jak zawsze, kiedy by speszony. - W porzdku, synu - Katekar poklepa Mohita po ramieniu. Czsto mwi swoim synom, e sport ksztatuje charakter. - Nie masz ochoty? Mohit szybko pokrci gow. Katekar chcia zapyta: O czym teraz mylae? Co widziae w tym maym skrawku bladego horyzontu midzy budynkami?. Umiechn si jednak tylko i pogadzi go po gowie. - Gdzie jest twj brat? - Tam. Rohit by rzucajcym. Cisn szybk pik, troch zbyt gwatown, ale nada jej waciw prdko. Batsman zupenie si z ni min, ledwie j zdy zauway, a apicy gadko j wychwyci i pynnym ruchem odesa do Rohita. Rohit pobieg z powrotem do bramki, rozluniony, ju mylc o nastpnym podaniu. By dobrym zawodnikiem, Katekar widzia to po jego swobodnej i naturalnej pozie, po pewnoci siebie i naukowej precyzji, kiedy machniciem rki kaza podej bliej swoim graczom z pola, ty w lewo, jeszcze troch, tak, tam. W tym momencie zobaczy ojca i nagle si zatrzyma. Przez moment Katekar dostrzeg, e syn jakby si wzdrygn, zmarszczy brew, uraony, e mu si przeszkadza, e ojciec wtrca si w jego

sprawy. Zaraz potem umiechn si i ruszy w jego stron. Katekar machn do niego, eby wraca: rzucaj. Rohit wrci na lini, wzi rozbieg, ale cho teraz jego ruchy byy poprawne, pika posza na wide. Nastpna bya krtka. Katekar wsta. - Mohit - powiedzia. - Nie wracaj za pno do domu. Ucz si dobrze. Zobaczymy si jutro. - Tak, papo - odrzek Mohit. Katekar ucisn rami syna i odszed. Chocia go kusio, nie odwrci gowy, eby zobaczy, jak Rohit radzi sobie w grze. W nalocie na Delite Dance Bar uczestniczy rwnie podinspektor Kamble. - Bd waszym tajnym agentem - powiedzia i gono rozemia si ze swojego dowcipu, poniewa w Delite znano go lepiej ni niektre z pracujcych tam tancerek. Zawsze siedzia w najlepszym, centralnym boksie przed parkietem, a w kadym jego rachunku pojawiay si specjalne rabaty. Siedzc w furgonetce jadcej do Delite, prezentowa cudowny nastrj i sypa dowcipami. - Czy wiecie, jak mona zmieci trzydziestu mieszkacw Marwaru w maruti 800? Wystarczy wrzuci do rodka banknot sturupiowy. - Siedzcy z tyu furgonetki policjanci, w tym dwie kobiety, rozemiali si. - Skd u ciebie taki dobry humor, Kamble? - zapyta Sartad. - Jak ci dzisiaj poszo? Kamble pokrci gow, przez chwil siedzia cicho, ale zaraz odzyska radosny nastrj. Przez ca drog towarzyszy im jego miech. Pod Delite, kiedy ju zaparkowali furgonetk i czekali na wyznaczon godzin, Kamble wyszed z budynku, niosc butelk whisky i wod. Odcign Sartada na bok, z dala od policjantw, i poprowadzi go kawaek dalej ulic. Ubrany by we wcinit w niebieskie dinsy bia koszulk Benettona, z rkawami w zielone paski, i intensywnie pachnia mocn pimow wod po goleniu. Odchyli si do tyu i podnis jedn stop, a potem drug, ukazujc imponujco skomplikowane i kolorowe adidasy. - Takie buty to jest co, nie? - powiedzia. - Tak. Zagraniczne? - Tak jest, szefie. Nike. - Chyba kosztowne. - Kosztowne to pojcie wzgldne. Kiedy masz kas, koszty malej. Nie masz pienidzy, koszty rosn. - A ty masz kas? Kamble, z gow opuszczon nad szklank, przyglda si Sartadowi przez chwil. - Zamy - rzek w kocu. - Zamy, e bystry mody policjant ma jakiego khabari, bardzo uytecznego, ktry przynosi informacje tylko raz na jaki czas, ale kiedy ju przynosi, jest to ekdam pewna informacja. - Kim jest ten khabari? Kto to taki? - Mniejsza o khabari. To nieistotne. Istotne jest to, e inteligentny mody policjant dzisiejszego ranka dosta cynk: ot pewien lokalny drobny zodziejaszek, niejaki Adaj Mota, ma schowane w swoim kholi kradzione telefony komrkowe. S to zupenie nowe telefony, rozumiesz, skradzione podczas wamania trzy dni temu, w sklepie w Kuria. - wietnie. I ten policjant idzie i aresztuje Adaja Mot? - Nie, nie, nie. To byoby zbyt proste, szefie. Nie, ten khabari wie, gdzie mieszka Adaj Mota. Ale policjant jeszcze nie zwija tego sukinsyna. Nie, on powica troch czasu, ubiera si po cywilnemu, bierze tego khabariego, czeka w pobliu basti Adaja Moty, i kae khabariemu, eby wskaza mu tego sukinsyna, kiedy on wychodzi z torb na ramieniu. Jest w tym, oczywicie, pewne ryzyko: co by byo, gdyby Adaj Mota wybra inn drog? Ale wybra. Policjant zostawia

tego khabari i poda za Adajem Mota. ledzenie w gstym ruchu ulicznym to kolejne ryzyko. Nie jest to atwe, ale policjant ma motocykl, Adaj Mota jedzie za samochodem. Auto tego apradhiego jedzie przez dziesi minut, potem apradhi wysiada i wchodzi do sklepu. Dwadziecia minut pniej wychodzi ze swoj torb na ramieniu. I w tym momencie policjant go zatrzymuje, khata-khat, chwyta go za konierz, pokazuje mu rewolwer, wali po pysku, jeste aresztowany, behenodzie, bdziesz mwi? I z miejsca policjant zaciga go do tego sklepu, pcha go na zaplecze, a tam jest paser, przed ktrym le te skradzione telefony. I tak policjant aresztuje dwie osoby, odzyskuje skradzione rzeczy, a w torbie Adaja Moty znajduje si czterdzieci tysicy rupii. - Tylko czterdzieci tysicy? Ile tam byo telefonw? Kamble rozemia si i oprni swoj szklank, chwytajc na wysunity jzyk kilka ostatnich kropel. By bardzo zadowolony. - Mniejsza o to, ile tam byo telefonw, sahibie Sartadu - odpar, prostujc si. Najwaniejsze, e li ludzie zostali zapani - pokiwa palcem. - Musz znowu napeni szko, szefie. Cigle musz to robi. - I odszed, nucc co sobie pod nosem. Podczas nalotu Sartad myla o sukcesie Kamblego. On mia racj, li ludzie zostali zapani. Sam Kamble wzi sobie spor porcj gotwki, prawdopodobnie mniej wicej poow z tego, co byo w torbie, a moe te jeden lub dwa telefony. Te pienidze stanowiy nagrod za wzorow sub, za jego czujno i podejmowane ryzyko. wietnie si dzi spisa i teraz witowa. Zasuy na to. Nalot na Delite przebiega w sposb zorganizowany. W swoim biurze am-bhu ustawi szeregiem pi dziewczt czekajcych na aresztowanie. Jady paj i artoway sobie z policjantw i ich paek, podczas gdy pozostae wyszy na zewntrz do umwionych, jak zawsze, takswek, ktre odwiozy je do domw. Stanowiy efektown i atrakcyjn grupk dziewczt, w wikszoci modych, a niektre z nich byy naprawd liczne, umalowane mocno jak gwiazdy filmowe i dumne ze swoich ksztatnych talii. Do Sartada podszed ambhu, za nim w odlegoci kilku metrw zda Kamble. Byli kolegami, w podobnym wieku, obaj kulturyci, ale ambhu mia szczup i rzebion sylwetk, a Kamble ciao zwaliste, zaokrglone. - W porzdku, saab - odezwa si ambhu. - Moecie je aresztowa. Jedna z policjantek staa przy furgonetce, a druga otworzya drzwi Delite i zawoaa dziewczyny. Aresztantki wyszy gromad na ulic i wsiady do tyu, chwiay si, wstpujc na platform, a ich eleganckie obcasy byskay w czerwonym wietle neonu Delite. - Nadal wybierasz si na t swoj przechadzk? - Katekar zapyta ambhu. - To wyprawa- odpar ambhu. - Przechadzka jest wtedy, kiedy idziesz po pan do sklepu na rogu. - Tak, na wypraw, jedziesz tam? - Jutro. - Tylko nie spadnij z jakiej gry. - Tam jest bezpieczniej ni tutaj, szefie. Sartad obserwowa Kamblego, ktry co sobie nuci. Sta na szeroko rozstawionych nogach, z wyprostowanymi ramionami i rozsunitymi na boki okciami. Sartad obszed go dookoa. - Moesz powiedzie temu modemu policjantowi, e moim zdaniem to bya dobra robota. Kamble wyszczerzy zby w umiechu.

- Powiem mu, szefie - odpar. Znowu zacz sobie nuci i tym razem Sartad rozpozna t piosenk, Kja se kja ho gaja, dekhte dekhte'1. Kamble podnis rce, schyli gow i zrobi kilka tanecznych krokw. Tum pe dii a gaja, dekhte dekhte3 - Zbieramy si - oznajmi Katekar. - Jedziesz z nami? - Nie - odpar Kamble. Ruchem gowy skin w stron Delite. - Jestem umwiony. Nie wszystkie dziewczyny w Delite zostay aresztowane, nie wszystkie te pojechay do domu. - Baw si dobrze - powiedzia Sartad. - Zawsze dobrze si bawi, szefie - odrzek Kamble. Sartad klepn doni w bok furgonetki i odjechali. - Sahibie Sartadu - usysza krzyczcego za nim ambhu. - Pan te moe si dobrze bawi. Raz na jaki czas trzeba si zabawi. Zabawa to dobra rzecz. -Kamble mia si, Sartad sysza ten jego miech. Dopiero po przyjedzie na komisariat zorientowali si, e zamiast piciu, aresztowali sze tancerek. Dziewczyny siedziay rzdem na awce w pokoju przesucha i wtedy Sartad zda sobie spraw, e jest ich sze, a t dodatkow jest Manika. Spucia gow i patrzya na niego z faszyw skromnoci, z zaoon na gow unni, wlepiajc w niego ogromne, ciemne oczy, obraz prawdziwej skromnoci, a pozostae dziewczyny wybuchy miechem. Sartad wzi gboki oddech i wyszed z pokoju. - Chyba w ten sposb Kamble i ambhu rozumiej zabaw - powiedzia do Katekara. - Panie komendancie, ja z tym nie miaem nic wsplnego - odpar Katekar. Powiedzia to z tak powan min, e Sartad uwierzy w jego sowa. - Przysyaj je pojedynczo. Bd w gabinecie. - Tak jest, pojedynczo. Katekar sta przy drzwiach, policjantki wprowadzay kolejno dziewczyny, a potem wycofyway si do drzwi. Sartad zapisywa imiona i nazwiska: Sunita Singh, Anita Pawar, Rekha Kumar, Nina Sanu, ilpa Cawla. Wszystkie od razu podaway mu nazwiska, odprone i zupenie niespeszone jego osob, pewno siebie traciy dopiero, kiedy wyjmowa zdjcia z albumu Gaitondego i pokazywa im je, jedno po drugim. Wtedy wszystkie krciy gowami, zdecydowanie i z kamiennym wyrazem twarzy. - Nie, nie, nie - mwia ilpa Cawla, kiedy pokazywa jej kolejne fotografie modych kobiet, kuszco umiechnitych w agodnym wietle. - Zanim powiesz nie, najpierw spjrz na zdjcie - poleci Sartad. Palcem wskazujcym postuka w posta modej kobiety w niebieskim kapeluszu. - Spjrz na ni. - Nie znam jej - odpara ilpa Cawla przez zacinite zby. Kiedy pokaza jej zachowan na sam koniec fotografi martwej kobiety, ilpa Cawla odchylia si na krzele i skrzyowaa ramiona. - Dlaczego mnie wypytujesz? Dlaczego mi to wszystko pokazujesz? Nie mam pojcia, kto to jest. - Silpa Cawla, o pseudonimie zapoyczonym od dwch gwiazd, bya oburzona, za i przeraona, a Sartad nie mia adnych dowodw, e dziewczyna kamie. - Dobra - powiedzia do Katekara. - Dawaj tu Manik. Bya starsza od pozostaych, moe nawet przekroczya trzydziestk, chocia trzeba byo bardzo dokadnie si przyjrze, eby to zauway, ale nawet wtedy jej wiek przejawia si gwnie nieco znuon pewnoci siebie, miaym wypiciem piersi do przodu i tym nieskrywanym zainteresowaniu jego osob. Stojcy przy drzwiach Katekar i policjantki wymieniali znaczce umiechy, a Sartad cieszy si, e s zbyt daleko, eby sysze, co mwi Manika. - How are you? - zapytaa po angielsku.

- Chciabym zada ci kilka pyta - odpar Sartad w jzyku hindi, urywanymi sowami. - Pytaj - stwierdzia. Bya ciemna, szczupa i bardzo wysoka, moga mie z pi stp i osiem cali wzrostu, i cho nie naleaa do idealnych piknoci, doecz-ki w jej policzkach, wysunity podbrdek i niezmiernie ywe spojrzenie powodoway, e Sartad si peszy. - Czy znasz te kobiety? Przerzucaa fotografie, dokadnie przygldajc si kadej z nich. - Och - powiedziaa przy trzeciej. - Ale brzydka bluzka. Tylko spjrz na te falbany przy rkawach, wyglda jak trefni. Tak poza tym to jednak zupenie adna dziewczyna. Kto powinien j nauczy, jak si ubiera. - Znasz j? - Nie - odpara Manika i wyjwszy mu z rki pozostae zdjcia, rozsiada si wygodnie na krzele. Miaa na sobie czarne ghagra coli ozdobione srebrnymi cekinami, tak gsto ponaszywanymi z przodu, e zdaway si tworzy zbroj na cienkiej tkaninie. Tylko ona przysza w swoim tanecznym stroju. - Kim s te kobiety, sahibie inspektorze? - Teraz znowu bya uwodzicielska. - Czy to dziewczyny, z ktrymi chciaby si zapozna? - Znasz ktr? Milczaa, a jej donie przestay si porusza. Sartad wiedzia, e Manika patrzy na zdjcie martwej kobiety. - Znasz j? - Pokrcia gow. - To bardzo wane, eby mi powiedziaa, jeli j znasz. - Nie, nie znam jej. Co si z ni stao? - Zostaa zamordowana. - Zamordowana? - Zastrzelona. - Przez mczyzn? - Tak, przez mczyzn. Odoya fotografie na biurko, obrazkami do spodu. - Oczywicie, e przez mczyzn. Czasami zastanawiam si, dlaczego w ogle wami si przejmujemy. Naprawd nie wiem. Sartad sysza dochodzce z korytarza buczenie wietlwek oraz dalekie dwiki krokw przed komisariatem. - Masz racj - powiedzia. - Ja te na og tego nie wiem. Uniosa brwi, jakby oceniajc go z niedowierzaniem, ale nie czuo si w tym wrogoci, jedynie jakie znuone nieprzekonanie. - Czy mog ju i? - zapytaa cicho. - Tak. Jakie nazwisko mam zapisa? - Jakie chcesz. Zacz pisa, ale przerwa, gdy wstaa. unni zsuna si z jej ramion, kiedy si odwracaa, i zobaczy, e coli zwizane jest na plecach czarnymi sznureczkami, podkrelajc pikne ksztaty jej opatek i dug, brzow kolumn plecw. Pomyla, e krcc piruety na parkiecie, na pewno strzela oczami w kierunku siedzcych w boksach i wpatrujcych si w ni w ciemnociach mczyzn. - Powiem ci - odezwaa si od drzwi. Zdya zrobi zaledwie cztery kroki, ale ju powrci ten jej umiech, zawadiacka ironia. - Co mi powiesz? Wrcia do biurka, odkrya zdjcia wizerunkiem do gry i, zaczynajc od martwej kobiety, pstrykniciem dugiego czerwonego paznokcia odsuwaa fotografie na bok, drug rk

przytrzymujc unni przy piersiach. - Ta - powiedziaa. - Co z ni? - Bdziesz musia by dla mnie bardzo miy - powiedziaa. - Na imi ma Kavita, a przynajmniej tak mwia, kiedy taczya w Pritam. Przestaa taczy, bo zagraa jakie rlki w filmach wideo. Potem syszaam, e zdobya rol w jakim serialu. Mieszkaa wtedy w Andheri East, jako sublokatorka. Ta Kavita zawsze miaa duo szczcia. Rzadko si zdarza, eby ktra z nas zasza tak dale-ko..Nawet jednej na tysic si to nie udaje. Jednej na dziesi tysicy. - Kavita. Jeste pewna, e to ona? To jej prawdziwe imi? - Oczywicie, e jestem pewna. A czy jest to jej prawdziwe imi, sam ju bdziesz musia j zapyta. Bdziesz miy? - Oczywicie, e tak. - Kamiesz, ale jeste mczyzn, wic ci wybaczam. Czy wiesz, dlaczego ci to powiedziaam? - Nie. - Mczyzna, ktry to zrobi, to rakszasa. Nie wyobraaj sobie zbyt wiele, ty te jeste rakszasa. Ale moe ty zapiesz tamtego rakszas. I go ukarzesz. - Moe - odpar Sartad. Mczyzna, ktry to zrobi, zosta ju zapany, ale i tak si wymkn, a co do kary, to inspektor nigdy nie wiedzia, czy jest zbyt wielka, czy zbyt maa. Ja ich api, bo taka moja rola, a oni uciekaj, bo taka ich rola, i wiat si krci. Ale nie mg tego tumaczy Manice, powiedzia wic: - Dziki. Kiedy ju wysza, kiedy ju wsadzili je wszystkie do furgonetki i odesali do domu, Sartad podrzuci Katekara na rg riram Road, w poblie jego mieszkania. Katekar unis do do piersi i odwrci si, a wtedy Sartad zapyta: - Jak wyglda rakszasa? Katekar nachyli si do okna. - Nie wiem, sir. W telewizji maj dugie czarne wosy i rogi. A czasami spiczaste zby. - I co, chodz i jedz ludzi? - Wydaje mi si, e to ich gwne zajcie, sir. Obaj si rozemiali. Po caym dniu pracy udao im si dokona maego postpu w prowadzonym ledztwie, byli wic zadowoleni. - Przydaoby si co takiego podczas przesucha - powiedzia Sartad. - Rogi i zby jak u wilka. W drodze do domu przyszo mu jednak na myl, e skoro wikszo przesuchiwanych przez niego ludzi jest tak przestraszona, moe on ju ma zbyt wielkie ky. To widok munduru ich tak przeraa, przywoujc powtarzane od pokole opowieci o brutalnoci policji. Nawet ludzie potrzebujcy pomocy zachowywali ostrono podczas rozmw z policjantami, a ci, ktrzy pomocy nie potrzebowali, starali si zachowywa a nazbyt przyjanie, na wypadek gdyby mieli jej kiedy potrzebowa. Policjanci byli potworami, yjcymi z daleka od innych ludzi. Ale Parulkar powiedzia kiedy Sartadowi: Jestemy dobrymi ludmi, ktrzy musz by li, eby zachowa kontrol nad najgorszymi ludmi. Bez nas nic by tu nie zostao, byaby tylko dungla. Niska ta mga przesuwaa si za mijanymi budynkami. Na ulicach panowaa cisza. Sartad wyobrazi sobie, jak te miliony mieszkacw teraz pi, bezpieczni przez kolejn noc. Ten obraz sprawia mu satysfakcj, lecz nie tak wielk, jak niegdy. Nie wiedzia, czy to dlatego, e teraz jest w wikszym stopniu rak-szas, czy moe w mniejszym. Ale mia do wykonania prac i j wykona. Teraz potrzebowa snu. Pojecha do domu. Gane Gaitonde zdobywa ziemi

Zajem teren midzy N.C. Road a wznoszcym si nad ni wzgrzem. Znasz basti Gopalmath, od N.C. Road a na sam gr i szerokie na sze kilometrw, od Sindh auk do skrzyowania G.T.? W tym czasie by to zupenie pusty teren, jaowa ziemia pokryta chwastami i krzakami -po prostu tereny miejskie. Wacicielem byo pastwo, czyli nikt. A ja to sobie wziem. Wiesz, jak to si robi, Sartad. To atwe. Opacasz trzech utija we wadzach miasta, odpowiednio smarujesz, a potem zabijasz lokalnego dad, ktremu wydaje si, e naley mu si jaki procent od twoich poczyna, jakby to byo jakie przysugujce mu z urodzenia behenodowe prawo. I ju. Ziemia naley do ciebie. Wziem j wic i bya moja. Ze sprzeday zota miaem pienidze. Paritosz ah, ten pochodzcy z Guda-ratu grubas, poradzi mi, ebym wszystkie woy w jaki interes: tu kupi, tam sprzeda. - Wcigu roku mog ci podwoi t sum - powiedzia- a nawet potroi. -Wiedzia dokadnie, ile mam, poniewa to on kupi ode mnie cae zoto. Lea elegancko rozoony na gaddzie, z jedn poduszk pod ramieniem, drug pod kolanami, a ja go suchaem. Rozwayem ten pomys, ale w gbi duszy czuem, e czowiek jest niczym, jeli nie ma ziemi. Mona marzy o mioci, o przyjani, o pienidzach, ale ostatecznie jedyn wartociow rzecz na tym wiecie jest ziemia. Na ziemi mona polega. - Paritosz-bhai - powiedziaem w kocu. - Ufam ci, ale pozwl, e zrobi to po swojemu. Uwaa mnie za gupca, ale ja ju wczeniej widziaem t ziemi, przemierzyem j wzdu i wszerz i wiedziaem, e to odpowiednie miejsce, przy drodze i niedaleko dworca kolejowego. Dalimy wic pienidze wadzom miejskim, jednemu urzdnikowi i dwm kierownikom, i ziemia bya ju moja, mogem si na niej budowa. Wtedy pojawi si problem z Anilem Kurupem. Wykarczowalimy krzaki, ludzie mojego wykonawcy wykopali ziemi pod fundamenty na kholi i wanie czekalimy na ciarwk z cementem, kiedy chopcy Anila Kurupa zatrzymali j, zaraz po zjedzie z gwnej drogi, i zabrali do wioski Gopalmath, lecej jak mil dalej. Nie zobaczylimy ju naszego cementu, dostalimy natomiast kartk papieru z numerem telefonu. - Jeste baa znikd - wrzeszcza do mnie Anil Kurup, kiedy do niego zadzwoniem. - I wydaje ci si, e moesz wej do mojej wioski i naplu mi w twarz. Maderod, tutaj bez mojej wiedzy nikt nie sprzeda nawet kury. Wsadz ci t ciarwk cementu w twj gand i odel ci do tego rynsztoka, z ktrego przyszede. Staraem si zachowa spokj i poprosiem o dzie do namysu. Skl mnie jeszcze od ostatnich i w kocu kaza mi zadzwoni nazajutrz. Mia racj, oczywicie. Dorasta w Gopalmacie i to by jego teren, co do tego nie byo wtpliwoci, rzdzi tu jak krl. Niewiele byo w tym jego rad, tylko kilka sklepikw, jaki warsztat, moe dwa, niemniej naleao to do niego. Cztery dni pniej wybraem si na spotkanie si z nim do Gopalmathu. Zabraem ze sob hot Badrij. Pamitasz tego wielkiego osika Badrij, goryla Paritosza aha? Ot ten hota Badrija by jego modszym bratem. W rzeczywistoci nazywa si Badrul-Ahmed, jego starszy brat mia za na imi Badruddin, a to dlatego, e pewien pir bractwa sufich powiedzia ich ojcu, e powinien synom da imiona zaczynajce si od Ba, poniewa zapewni to im sukcesy i dobrobyt. Mieli wic te swoje wyszukane dugie imiona, ale dla nas zawsze byli po prostu Badrij i hota Badrij. Z Badrij spotykaem si za kadym razem, kiedy odwiedzaem Paritosza aha, i przypadlimy sobie do gustu, gdy wic zaczynaem swoje przedsiwzicie, poprosi mnie, eby wzi do siebie jego modszego brata, ktry powinien wej w ycie. Okazao si, e hota jest jeszcze potniejszy, wikszy ni starszy brat, po prostu wielki jak

gra. By dobrym chopakiem, dobrze uoonym i posusznym, cieszyem si wic, e bdzie mi towarzyszy. Twoja proba jest dla mnie rozkazem - powiedziaem jego bratu. Tego popoudnia jednak, spotykajc si z Anilem Kurupem, chciaem odmwi i zachowa to, co moje. Poszlimy z hot Badrij do Gopalmathu, wwczas smutnego, maego mietniska, jedna kata droga, skupisko ruder w otoczeniu palm i pl oraz kilka sklepw przy gwnej ulicy. Anil Kurup czeka na nas na tyach dhaby tu przy gwnej ulicy, w jedynym wwczas miejscu w caym Go-palmacie, w ktrym by telefon. Jego ludzie przeszukali nas, zabrali nam ghory, ktre zrobiy na nich due wraenie. Chyba nie spodziewali si, e przyjdziemy z broni. Byo ich piciu. Poprowadzili nas przez drzwi do pokoju na zapleczu, obok wielkich karhai wypenionych smacymi si puri i bhadija. Anil Kurup siedzia przy stole i pi piwo. Bya dopiero druga po poudniu, a ten wstrtny sukinsyn mia ju czerwone oczy i beka. Mia grube wargi, wosy opaday mu na czoo, a na nogach nosi biae appale. Na stole przed nim pooyem, zawinite w gazet, dwadziecia tysicy w gotwce. - To za mao - powiedzia. - Bhai - odparem. - Reszt dam wkrtce, w przyszym tygodniu, obiecuj. A to przynisbym wczeniej, tylko nie wiedziaem. - Co z ciebie za bezmzgi behenod? - zapyta. - Nie sprawdzasz, co to za teren, na ktry wkraczasz, i zaczynasz kopa? - Przepraszam - odrzekem. I tylko wzruszyem ramionami, uniony i bezradny. Rozemia si na moje sowa, plujc piwem na st. - Siadajcie - powiedzia. - Obaj. Piwa? - Moe tylko aj, Anil bhai - odparem. - Jeli ja proponuj, macie napi si piwa. - Tak, Anil bhai. - Ponownie si rozemia, a znajdujcy si w pomieszczeniu trzej jego ludzie natychmiast mu zawtrowali. Podano nam piwo, kademu wrczono butelk i szklank, i zabralimy si do picia. - Skd jeste, baa? - zapyta. - Z Nasiku. - Trzeba wychowa si w Mumbaju, eby wiedzie, jak si sprawy maj -rzek. - Nie mona tak przychodzi i zachowywa si jak utija, bo skoczysz z mzgiem na drodze. - Tak, Anil bhai - odparem. - Badrija, pan ma absolutn racj - dodaem. -Musimy sucha, co mwi Anil bhai. Anil Kurup by nadty jak dobrotliwa ropucha. - Are, przyniecie nam jakie bhadija - rozkaza. - I jajka. Dwaj chopcy stanli na baczno i wybiegli z pokoju. Pozosta tylko jeden, podpierajcy cian po mojej prawej stronie. - Bhai, chciabym poprosi o rad - odezwaem si. - Pytaj, pytaj. - Chodzi o wadze miejskie i o wod. - Podrapaem si po nosie. W tym momencie hota Badrija strci swoj butelk piwa ze stolika. - Moderod - zakl i schyli si. Podnis si byskawicznie, w mgnieniu oka wsta i pochyli do przodu, a jego rce znalazy si po drugiej stronie stou tak szybko, e zanim mona byo poapa si, co si dzieje, Anil Kurup koysa si na krzele, a z jego prawego oka wystawaa drewniana rczka. Trzyman w rce butelk rozbiem na twarzy gocia po prawej. Zakwicza i skuli si, a ja przeszedem obok niego i zatrzasnwszy drzwi, zaryglowaem je i caym ciaem oparem si o

nie. Wiedziaem, e aden z ludzi Anila Kurupa nie ma broni, a nasze ghory nie byy naadowane, wic nie obawiaem si, e jaka kula mogaby przebi si przez drzwi, jedynie ci gupcy Anila Kurupa w nie walili, wrzeszczc jak optani. - Uspokjcie si - krzyknem do nich. - Przestacie! Praszant. Wind. Amar. On nie yje. Anil Kurup nie yje. A na zewntrz s nasi ludzie i jeli nas zabijecie, to oni was wszystkich te pozabijaj. Znam wasze imiona. Znam imiona was wszystkich, a moi ludzie wiedz, kim jestecie. Nas moecie dorwa, ale oni was wszystkich zabij. Amar, po prostu cofnij si i zastanw si nad tym. On nie yje. Anil Kurup by martwy, krew spywaa mu po policzku. Kiedy znaleli nasze pistolety, przestali nas przeszukiwa, a hota Badrija pod nogawk spodni ukry szpikulec, taki jak do rozbijania lodu, umocowa go sobie po wewntrznej stronie lewej nogi za pomoc trzech kawakw plastra. hota Badrija by a nazbyt silny, a kiedy wbi ten szpikulec prosto w prawe oko Anila Kurupa, zrobi to ze wszystkich si, napierajc caym ciaem. By bardzo szybki i nic na to nie mogli poradzi. Dopiero pniej, kiedy ich szef ju nie y, mogli nas zabi. Ale ja ich za-krzyczaem. Powiedziaem, e uczyni ich bogatymi, e Anil Kurup by tylko gupim sukinsynem, e od lat ich okrada i oszukiwa, e skoro teraz nie yje, gupot z ich strony byoby za niego umiera. A gdyby sprbowali nam co zrobi, zgin nieuchronnie, moi chopcy przyrzekli, e mnie pomszcz. Powiedziaem im, eby wyjrzeli na zewntrz, a tam, po drogiej stronie drogi, oczywicie staa szstka moich ludzi. Wyszlimy z tego ywi, hota Badrija i ja, i znowu mielimy swoje pistolety pod koszul. - Ale to bya mwka, Ganeu bhai - powiedzia hota Badrija, kiedy ju opucilimy Gopalmath. A potem si umia. Musia zatrzyma si na rodku cieki, opuci gow, opar donie na kolanach i si mia. Walnem go w plecy i umiechnem si. Dokonalimy tego. Naprawd to zrobilimy, Sardar-di. Jeli zapytasz o histori Ganea Gaitondego, wszyscy zaczn od tego miejsca, od tej dhaby w Gopalmacie. Zdaj sobie spraw, e opowie o tym, jak zabiem Anila Kurupa, bya ju tyle razy powtarzana, e nie wydaje si prawdziwa. Pojawia si w piciu rnych filmach, a w ostatnim miaem to zrobi - to znaczy posta oparta na mojej osobie - maym pistoletem przypitym do kostki. Ale to wszystko tak wanie wygldao. I wydarzyo si to naprawd, choby wydawao si nie wiadomo jak nieprawdziwe po tylokrotnym powtarzaniu. Wiadomo o moim zwycistwie nad Anilem Kurupem rozesza si po okolicy i ludzie zaczli przychodzi do mnie, eby zaatwi rne sprawy, ebym da im prac i zapewni ochron, pomg im w kontaktach z policj i lokalnymi wadzami. Moja wojna z nim bya krtka i bezwzgldna, i dopiero kiedy byo ju po wszystkim, zdaem sobie spraw, e musiaem j stoczy nie tylko dla tego terytorium, ale rwnie dla uprawomocnienia swojej wadzy. Teraz byem znany jako Gane Gaitonde z Gopalmathu i nikt nie mg zakwestionowa mojego prawa pobytu w tym miecie. Odniosem sukces na kilku frontach. Ale dlaczego odniosem sukces? Wygraem, poniewa zanim poszedem do domu Anila Kurupa, dowiedziaem si wszystkiego o tym czowieku. Znaem jego przeszo, jego mocne strony, wiedziaem, jakiej broni uywa, jak nazywaj si jego poplecznicy i jak dugo z nim s. Powiciem czas na to, eby go sprawdzi, wszystkiego si o nim dowiedzie, a on - ten arogancki gandu - nic o mnie nie wiedzia. Dlatego te wygraem. Ale dlaczego hota Badrija poszed za mn w paszcz mierci? Ledwo mnie zna, wiedzia, jak szaleczo ryzykowny jest mj plan, a jednak ze mn poszed. Mog ci powiedzie, e poszed ze mn, bo mu kazaem. Wikszo ludzi ma tak potrzeb, eby kto nimi kierowa, a niewielu jest tych, ktrzy potrafi przewodzi. To ja miaem problem, ja musiaem dokona wyboru i ja podjem decyzj. To ja postanowiem, a hota Badrija i inni podyli za mn. Ci, ktrzy nie potrafi podejmowa

decyzji, s podatn glin w rkach tych, ktrzy to robi potrafi. Uczyniem ze swoich ludzi bro tward jak diament i zbudowaem basti w Gopalmacie. Nie skpiem na materiay ani te na sam budow, zgodnie z planem postawilimy bardzo solidne, przestronne i bardzo pakka kholi. Wystarczyo na nie popatrze, dotkn solidnych cegie i tynku, z miejsca wida byo, e te domy przetrwaj, e nawet w najcisze monsuny te uliczki nie zostan zalane. Rozesza si wie: Gane Gaitonde nie rozrzedza cementu piaskiem, daje towar wart swojej ceny. Gopalmath szybko si zapenio, ludzie czekali w kolejce na te kholi, zanim je skoczylimy, zanim uprztnito teren, zanim jeszcze wyobrazilimy sobie rzdy domw. Basti rozprzestrzeniao si po jednej i po drugiej stronie drogi, wspinao si na wzgrze, zdawao si rosn z dnia na dzie. Od samego pocztku mielimy tu przedstawicieli Dalitw i OBC, Marathw i Tamilw, braminw i muzumanw. Spoecznoci zamieszkiway blisko siebie, uliczka przy uliczce. Ludzie lubi przebywa obok tych, ktrych znaj, cignie swj do swego, i nawet w tej gstwinie caych krorw zamieszkujcych to miasto, w tej dungli, gdzie czowiek moe straci imi i sta si kim innym, nawet najnisi z najniszych szukaj sobie podobnych, aby wraz z nimi y w dumnej publicznej ndzy. Dostrzegem to i wydao mi si dziwne, e spord tysicy ludzi nikt nie ma odwagi y samotnie. Ale byo mi to na rk, oni si toczyli i spord nich zebraem ludzi, ktrzy utworzyli moj firm. Nazwano nas Firm Gaitondego albo Firm G i szybko zdobylimy saw. Nie trafilimy jeszcze do gazet, ale znali nas mieszkacy basti na pnocy i na wschodzie Mumbaju, a take policja i inne firmy. Zaczy przychodzi do mnie matki. - Ganeu bhai, praca na poczcie dla mojego syna - prosia jedna. - Umie go gdzie, Ganeu bhai - mwia inna - sam wiesz najlepiej. Chcieli pracy, sprawiedliwoci i bogosawiestwa. A ja dawaem im to wszystko, do tego za wod i elektryczno dostarczan przez druty przecignite od linii biegncych w pobliu gwnej drogi. Mieszkaem u stp wzgrza Gopal-mathu, w pakka domu, w ktrym znajdoway si dwie sypialnie i wielki centralny przedpokj, a kadego ranka na schodach zbiera si tum osb szukajcych pomocy, petentw, kandydatw oraz, a jake, wyznawcw. Przychodzili prosi o rne rzeczy i aby mi si pokoni. - Chcielimy tylko ujrze twj daran, Ganeu bhai - mwili niektrzy, wic im to umoliwiaem, a oni patrzyli na mnie, splatali donie i wycofywali si, zabierajc ze sob dobre sowo dla ochrony przed okrelonymi nieszczciami w przyszoci. Ja rwnie otrzymywaem od nich bogosawiestwa, a take pienidze, gotwk od kupcw, sklepikarzy, wacicieli warsztatw i wacicieli dhab z caego rejonu; a my ochranialimy ich oraz ich dobytek. Przychodzili do mnie skceni biznesmeni, a ja wysuchiwaem wszystkich stron sporu i wydawaem werdykt, sprawiedliwy i obowizujcy od zaraz. Egzekwowali go moi ludzie, czasami si, jeli byo trzeba, i za ten mandwali, a take za to, e mogli unikn wiecznego i bezuytecznego wczenia si po sdach, wszyscy uczestnicy zatargu pacili mi procent od spornej kwoty. Pienidze napyway i wypyway. Po omiu miesicach zatrudniaem trzydziestu siedmiu ludzi, gwnie, co prawda, zabijakw, ale miaem te innych, do zaatwiania rnych spraw, oraz takich, ktrzy zajmowali si ludmi z policji, ludmi z wadz miejskich i ludmi z zakadu energetycznego. Naturalnie wyczuwaem co, czego nigdy nie musia uczy mnie Paritosz ah, wiedziaem, e aby zarobi pienidze, trzeba wydawa pienidze. Miaem dobre ukady z inspektorem, ktry nadzorowa nasz rejon z ramienia komisariatu G.T. Nazywa si Samant, co tydzie spotykalimy si z jego podinspektorami i podsuwalimy im koperty. Dalimy im wiele tysicy, ale to byy tylko pienidze. Szczodrze je wydawaem i coraz wicej do mnie przypywao. Tego roku witowalimy Diwali z rozwieszonymi wzdu wszystkich gwnych uliczek

sznurami lampek elektrycznych, z wielkim podium na centralnym auku, ze piewaniem bhadanw i z mithai, a na koniec, po zapadniciu ciemnoci, stanem w bramie swojego domu i rozdawaem dzieciakom z basti cae kosze bomb, rakiet i phuldari. Niebo nad Gopalmath roziskrzyo si kaskadami zotych i srebrnych strumieni, a odgosy detonacji oznajmiay powrt dobra i zwycistwo cnoty nad mierci. Mj dom rysowa si na tle nieba migoczcymi punktami wiata, w ciemnociach nie widziaem cian, ale pomienie z setek dijas mwiy mi, e mam wasne miejsce, swoj ziemi, i czuem, e jestem w domu. Kiedy tak staem, przyszed do mnie Paritosz ah, z Kanta Bai i Bada Badri-j, i wcign mnie do rodka. - Powitajmy Lakszmi - powiedzia. Usiedlimy na dwch zsunitych gaddach i gralimy w karty. Powiedziaem, e niezbyt radz sobie z kartami. Kanta Bai rozemiaa si. - Ganeu Gaitonde, nigdy nie spotkaam bardziej szalonego gracza ni ty. I ty mwisz, e nie potrafisz gra w tinpatti? Jak to moliwe? Ale ja ci naucz. - Siedziaa po turecku z poduszk na kolanach, na ktrych spoczyway jej okcie, kiedy bardzo szybko tasowaa karty. Furkotay pod jej palcami. - Paritoszu bhai, wycignij no co dobrego - polecia. Musielimy posa po ld, a trzech chopakw poszo na bazar Wjas, gdzie wycignli z restauracji waciciela sklepu z artykuami gospodarstwa domowego Parthiw, eby otworzy swj kram, poniewa Paritosz ah nie mg pi Johnnyego Walkera ze stalowych kubkw, a ja nic innego nie miaem. Wyj przyniesione przez moich chopakw lnice nowe szklanki i powiedzia, e wcale nie s takie ze. Kiedy uniosem swoj szklank w doni, przejechaem palcem po ostrych krawdziach wzoru na ciance, poczuem masywno szka i musiaem przyzna, e ma racj. W tym momencie wiedziaem ju, e dobre trunki naley pi z odpowiedniego szka. Paritosz ah podnis szklank i lekko ni potrzsn, trzymajc j tu przy swojej umiechnitej twarzy. - Szefie, posuchaj tego dwiku - powiedzia. - Posuchaj, posuchaj. - Uniosem szklank do ucha i kiedy ni potrzsnem, usyszaem delikatn, doskona muzyk, wygrywan przez ld uderzajcy o szko. - Cheers - wznis toast Paritosz ah. Zawahaem si, to byo angielskie sowo, ktre ju wczeniej syszaem, ale nigdy go nie uywaem. - Chee-yers - powtrzy Paritosz ah. - Cheers - odparem. Kanta Bai rozemiaa si i rozdaa karty. Pocignem yczek Johnny Walkera i nagle to wszystko mi si spodobao, smak napoju, ld na zbach, zimna, gadka powierzchnia pod doln warg. - Cheers - powiedziaem raz jeszcze, i zrozumiaem, e do Johnnyego Walkera potrzebny jest zupenie inny dom, zupenie nowa sceneria. Gralimy w karty. Przez ca noc przegrywaem. Banknoty przechodziy z mojej strony na ich stron, ale byem szczliwy. Wiedziaem, e do mnie wrc, niech Lakszmi odejdzie w szczciu, nie obawiaj si, ona wraca, obdarzajc ci bogosawiestwem, bierze ci na kolana i przytula, jak syna. Szczcie Lakszmi polega wanie na tym odchodzeniu i przychodzeniu. Ciskalimy wic kartami na st, i cho pienidze wypyway z moich rk, ja byem zadowolony, powrc pomnoone i wiksze, przyjd od Paritosza aha i z jego interesw, z tych jego znajomoci wrd wszystkich okolicznych biznesmenw, ktrzy dorobili si fortuny, ktrzy jedli i pili w moim krlestwie i od ktrych naleny by mi hod, od Kanta Bai, z tego jej samogonu satrangi, oraz od tych setek ludzi, ktrzy to pili, i od kolejnych tysicy, ktrzy bd to pi, jeli tylko ja jej pomog, a caa ta noc Di- Wali bya wspaniaa. Kto wczy magnetofon i popyny sowa piosenki, dab tak he dan, dan-e dahan 4 z zewntrz dochodziy wybuchy i dugie,

histeryczne stukotanie caych ladhi petard, a mymy grali, krg graczy wci si powiksza, Paritosz ah opowiada dowcipy, pniej przyjecha inspektor Samant i przyczy si do nas, pokaza nam, jak si gra w paplu, a kiedy pallu Kanty Bai zsuno si z jej ramienia, ona zarykiwaa si miechem, patrzc na hot Badrij, ktry wstydliwie odwrci twarz od jej wylewajcych si nad bluzk obfitych krgoci, karty fruway, a ja przegrywaem i przegrywaem. Obudziem si pod przecieradem cignitym z gaddy. Chyba musiaem sam cign je w nocy, by ochroni si przed syczcym wentylatorem stoowym, ustawionym na wysokie obroty. Pokj by pusty, zamiecony niedopakami papierosw, brudnymi talerzami i pustymi szklankami. Podniosem si i poczuem, jak bl wciska mi si przez kark wprost do gowy. Rozejrzaem si za moimi appa-lami, ale w kocu daem sobie spokj i boso wyszedem na dwr. hota Badrija spa tu za progiem, w koszuli powalanej wymiocinami, mierdzcymi tak, e zaczem si dusi, pognaem wic do furtki i, schyliwszy si, zwymiotowaem gwatownie i cho niewiele udao mi si z siebie wyrzuci, nawet ta odrobina bya ostra i gorzka jak trucizna. Jeszcze nie zaczo szarze, droga w obu kierunkach bya zupenie pusta, i do Gopalmathu mg wej kady, mg wej do mojego domu i zabi mnie we nie. Byoby to bardzo proste. Odwrciem si i wszedem do domu, a potem po schodach na dach. Usiadem na zbiorniku z wod i czekaem nadejcia dnia. Byem spragniony, ale nie chciaem pi. Chciaem zapamita ten bl i t odraz. Powoli z ciemnoci, jakby w kolejnych odsonach, wyaniay si ksztaty tego, co zbudowaem. Uywany przez nas cement by ju poplamiony i brunatny, a ludzie, ktrzy przenieli si do kholi, dodali temu miejscu kolorytu, bkitu i zieleni swoich ubra rozwieszonych w drzwiach, plastik na dachach migota perowo, na murze widniay czerwone hasa i wielobarwne plakaty z kobietami, a wszystkie te kholi stay blisko jeden drugiego, tworzc gst mozaik prostoktw i kwadratw powizanych drutami elektrycznymi, poczeniami poprowadzonymi z jednego miejsca w drugie i wicymi wszystko w cao. To wszystko naleao do mnie. Przez dach wychyna gowa hoty Badriji. - Bhai? - zapyta. - Tutaj. Wszed na dach i zobaczyem, e wosy ma zaczesane do tyu i wilgotne. Umy si i woy wie koszul. By grzecznym chopcem. - Bdziemy sprzedawa alkohol - powiedziaem - ale w tym domu nikt nie wypije ju ani kropli. - Bhai? - Ani satrangi, ani narangi, ani Johnnyego Walkera, nic z tych rzeczy. - Tak, bhai. - A teraz zrb herbat. I poszukaj czego do jedzenia. Interes si rozwija. Moi ludzie zbierali hafty od kupcw i biznesmenw wok caego Gopalmath, a do prowadzcej do Gaikwaru drogi, stanowicej granic midzy moim terenem a obszarem nalecym do Gangu Cobra. Nie wymyliem tej nazwy, naprawd nazywali si Gang Cobra, jak jaka ekipa dowodzona przez Prana i Randita w filmie sprzed trzydziestu lat. Nalea do nich cay wschodni teren, a do wiosek rybackich przy Malad Creek, wic zajmowali si rwnie przemytem i oglnie rzecz biorc, byli mocni, bardzo mocni, potniejsi od nas, a do tego pienidze lay si u nich strumieniami. Nigdy nie spotkaem ich szefa, niejakiego Radesza Paraba, byego artysty, ktry przyby tu z Hadi Ma-stanem i obecnie musia mie z pidziesit czy szedziesit lat. Ale widywaem jego ludzi, na ulicach i od czasu do czasu w barach. Nie

chodziem tam, eby si napi, zdajesz sobie spraw, e po tej pierwszej nocy z Johnnym Walkerem nie wziem ju alkoholu do ust, ale ze wzgldu na kobiety, kelnerki i tancerki. Moi ludzie poszli za moim przykadem, nikt nie siga po alkohol, nawet po piwo. Nigdy ich o to nie prosiem, nigdy nie wprowadziem takiego zakazu, ale kiedy ja przestaem pi, hota Badrija rwnie przesta i potem stao si to w naszych szeregach zwyczajem. Byem z tego zadowolony: wsplna rezygnacja z czego spowodowaa, e chopcy si do siebie zbliyli, stanowili zesp. Nie mylaem o tym, rzucajc alkohol, ale kiedy zobaczyem, jak to na nich dziaa, zachcaem ich do tego. Mwiem im, e czowiek z Firmy G nigdy nie traci gowy, zawsze jest czujny. Czuwa nawet we nie. Bierzcie kobiety, powiedziaem, to przyjemno godna mczyzny, rozrywka dla onierza, moecie ich nawet bra po pi czy dziesi. Ale wlewanie trucizny we wasne gardo, eby samemu si ogupia i ogranicza, to zabawa dla maderodowych idiotw. Niech Gang Cobra tak si bawi. Wiedziaem, e nadciga wojna. Bya nieunikniona. Ju wczeniej zdarzay si drobne konflikty midzy ich ludmi a moimi, grone spojrzenia rzucane, gdy mijali si na ulicy, trcanie si barkami w holu kinowym, przepychanki, szepty w gali. Ale midzy nami panowa pokj. W nocy siadywaem na dachu, rozmylajc nad przyszoci, starajc si j zgbi. Jakkolwiek drog wybior teraz, jakkolwiek wybior jako nastpn, bieg wydarze prowadzi do konfliktu, do masakry. Oni byli silni, my sabi. Pokj moglimy zachowa jedynie wtedy, gdyby oni pozostali wielcy, a my mali, i gdybymy zadowolili si resztkami po nich, usuwalibymy si im z drogi i nisko si im kaniali, jedlibymy ich odchody i dzi, i jutro, i ju zawsze. Byo to moliwe, ten nierwny spokj, ale w gr wchodzia jeszcze moja osoba. Ja nie nadawaem si do tego, eby by kim maym. Firma G to ja i kiedy tak zagldaem do swojego wntrza, nie oszukujc si i nie litujc nad sob, wiedziaem, e nie umiem by kim maym. Byem wikszy, ni kiedy si urodziem, wikszy ni wtedy, gdy przybyem do tego miasta, i miaem by jeszcze wikszy. I dlatego te wojna bya nieuchronna. Uznaem wic, e musz si pogodzi z tym, e rozgorzej walki, i przygotowa si do nich. A kiedy nadejdzie czas, bdziemy walczy bez nienawici, bez gniewu. I to my bdziemy gr. - Musz pozna ich nazwiska i twarze - powiedziaem do hoty Badriji. -Chc wiedzie, kim oni s. Zaczlimy zatem wydawa pienidze, przy okazji na niewielk skal pomagajc maym ludziom, i wkrtce dysponowalimy wasn sieci khabari. Niektrzy byli ulokowani w samym sercu terytorium Gangu Cobra. Jednym z nich by panwala, ktrego sklep znajdowa si u ujcia Nabbargali, w miejscu, gdzie w najwyej pooonym mieszkaniu trzykondygnacyjnego budynku mieszka Rade-h Parab. Ten panwala przez cay dugi dzie obserwowa, jak oni wchodzili i wychodzili, a kiedy wieczorem wraca do domu, na dziesi minut spotyka si z nim jeden z naszych ludzi i w ten sposb poznalimy codzienny harmonogram ich dyurw. Pacilimy temu panwali, ale on robi to nie tylko dla pienidzy. Sze lat wczeniej, pewnej pnej zimowej nocy, pijany Radeh Parab podjecha w nowiutkiej toyocie, zamwi pan, a potem powiedzia temu panwali, e jego ma-ghai pan smakuje jak cega, e powinien wrci do Uttar Prade i ponownie nauczy si fachu. Nastpnego popoudnia Radeh Parab ponownie si tam zatrzyma, trzewy i umiechnity, i jak zawsze wzi swoje pan, zupenie nie pamitajc, co mwi, kiedy nawalony przyjecha na swoim japoskim rumaku, ale zniewaga moe dugo drzema w czowieku, wciskajc si gboko jak cieniuteki robak, a potem rozwija si wszerz i wzdu, a owinie si wok jego jelit i zaczyna go ciska coraz mocniej. A ten panwala pamita i dlatego nam pomaga, a podobnie te robili i inni. Radeh Parab mia czterech zastpcw, przy czym kady z nich zajmowa si inn dziedzin jego dziaalnoci, a ja znaem ich imiona i wiedziaem, gdzie mieszkaj. Strony mojego

czarnego dziennika zapisane byy nazwiskami ich rewidentw i ich ludzi, informacjami o tym, kim s, o ich przeszoci. Miaem tam te listy partnerw, z ktrymi Radeh Parab wsppracowa, jego finansistw, sprzymierzonych z nim przedsibiorcw budowlanych. Tak dugo studiowaem ten mj dziennik, e moi chopcy zaczli si ze mnie podmiewa. - Bhai czyta swoj Git - szeptali midzy sob. Nie zwaaem na to. Szukaem sabego punktu, miejsca, w ktrym mgbym przypuci atak, skierowa moje siy i w drobny mak rozbi gang Cobra, a potem zje go po kawaku. W dzienniku byo jedno nazwisko, ktrego nie rozumiaem, jedno nazwisko, ktrego nie potrafiem dopasowa do ustawionego przeciwko mnie szyku. Niejaki Wilas Ranade pracowa dla Radeha Paraba od dawna i nikt nie umia powiedzie, od jak dawna, ale ten Wilas Ranade nic dla Radeha Paraba nie robi. Niczym nie zarzdza, ani przemytem, ani haft, ani ukadami z przedsibiorcami budowlanymi, a bywao, e przez cae tygodnie czy miesice nie pokazywa si w pobliu Radeha Paraba. Nikt nie wiedzia, gdzie mieszka ten czowiek. Nikt nie potrafi mi powiedzie, czy jest onaty, czy ma dzieci, czy lubi hazard, zupenie nic. Ale kiedy przychodzi do tego domu, szed prosto do mieszkania Radeha Paraba, nie czeka w kolejce, nawet jeli wanie toczya si dyskusja z jakim MLA, Radeh Parab wychodzi, aby spotka si z Wilasem Ranadem. Wilas Ranade nigdy nie siedzia w wizieniu i tylko dwa razy wspomniay o nim gazety. W kocu powiedziaem do hoty Badriji: - Musz dowiedzie si, jak wyglda ten sukinsyn. Zaatw mi jego zdjcie. Tymczasem wypyna kwestia broni. Nie miaem zaufania do krajowych pistoletw, a w tamtych czasach chiski pistolet marki Star kosztowa od dziesiciu do dwunastu tysicy. Nie byo mnie, oczywicie, sta na glocki, ale gromadzilimy pistolety Star i amunicj 9 milimetrw w moim domu i w tuzinie kholi w Gopalmacie, a take w wityni w Gopalmacie, ktra w tych czasach skadaa si jedynie z maej kaplicy i pomieszczenia dla pudarego. Te powolne przygotowania cigny si tygodniami, miesicami, wymagajc wielkiej rozwagi i kalkulacji, ile pienidzy mona wyda na bro, ile zapaci chopakom, ile da na popraw warunkw ycia w basti, eby ludzie byli zadowoleni. Nasze przygotowania do wojny trway. Pewnego wieczoru hota Badrija przyszed mi powiedzie, e udao si nam zaatwi i odebra dostaw partii amunicji. Siedziaem w barze Mahal, przy Link Road w Jogewari, z czterema naszymi chopakami, pamitam dokadnie, e byli to Mohan Surwe, Pradip Pednekar, Kryszna Gaikwar i Kariz aikh. hota Badrija wszed do baru i od razu skierowa si w nasz stron, siedzielimy przy tym samym stoliku, co zawsze. Z umiechem wciska si na miejsce na kocu boksu. - wietny interes, bhai - powiedzia. - Trzysta kan. Wszystko dobre i z gwarancj. - To by nasz wasny jzyk, kane i gullele oznaczay kule i pistolety. Gang Cobra i wszystkie inne firmy mogli mwi na kale dany, a na pistolety saman, ale my mwilimy kane i gullele. Rwnie do tego staraem si zachca swoich ludzi, to nas odrniao od innych, bylimy ze sob bardziej zwizani, poniewa porozumiewalimy si wasnym jzykiem, i eby zosta jednym z nas, trzeba byo si tego nauczy, a ta nauka zmieniaa czowieka. Widziaem to po nowych chopakach, ktrzy ciko pracowali, starajc si zmieni z prostych, lokalnych tapori w szanowanych bhai. Uczyli si mwi, a potem chodzi w odpowiedni sposb, tak eby sprawia wraenie wanych, a potem wani si stawali. Na amerykaskie dolary mwilimy wic oklet, a nie dalda, jak reszta naszego wiata, na brytyj skie funty mwilimy lalten, a nie pital, heroin i brown sugar nazywalimy gulal, a nie atta, policjant to by iftekar, a nie naunamber, robota, ktra posza niepomylnie, nazywaa si ghanta, nie faar, a dziewczyna tak niesamowicie atrakcyjna, krga i wystrzaowa, e a trudno byo na ni patrze, nie nazywaa si abbis, lecz urri.

Zamwilimy dla hoty Badriji lassi z mango, a Kariz aikh opowiada. Mwilimy o dawnej wojnie midzy Hadi Mastanem a Jusufem Patelem, jak to kiedy byli wsplnikami, i o tym, e kiedy Jusuf Patel zaczai si szybko bogaci na prowadzonej przez siebie przemytniczej dziaalnoci, Hadi Mastan postanowi go zabi, usun swojego partnera. To by po prostu interes. Kariz Saikh sysza o tym od swojego ojca. - Karim Lala otrzyma od Hadiego Mastana supari na Jusufa Patela - powiedzia. - Ale Jusuf Patel przey zamach. - Widziaem raz Karima Lal - odezwa si Mohan Surve. - W pobliu dworca Grand Road. Dwa lata temu. - Naprawd? - zapytaem. - Jak wyglda? - Wielki pasztuski sukinsyn - odpar Mohan Surve. - Bardzo wysoki i wielki. Ma ogromne donie. Teraz jest ju na emeryturze. Mieszka w tamtej okolicy. Ale nawet teraz, chocia ma ju tyle lat, wci chodzi jak badah. Swego czasu musia wzbudza wielki postrach. Prbowaem wyobrazi sobie Karima Lal i jego dumny krok czowieka z pogranicza, ten akcent, ktry pamitaem u Pasztuna granego przez Prana w filmie Zandir. Ju wczeniej syszaem te stare, krwawe opowieci, ale teraz suchaem ich ze szczegln uwag. Szukaem nauki, chciaem pozna zasady decydujce o porace i zwycistwie, taktyk stosowan przez osoby, ktre wci yy, przez ludzi, ktrym udao si przetrwa od tych czasw, kiedy Hadi Mastan i Jusuf Patel polowali na siebie na Mohammed Ali Road i w caym Dongri. Suchaem Kariza aikha, ale odczuwaem niepokj. Samo siedzenie, rozmawianie i mylenie nie wystarczy. Chciaem ju by z powrotem w Gopalmacie, z powrotem na swoim terenie. Wstaem z krzesa. - alo - powiedziaem. - Ju, bhai? - zapyta Mohan Surve. - Dopiero jedenasta. hota Badrija wychyli do dna szklank ze swoim lassi, a jego gardo poruszao si miarowo w gr i w d. - Mam ju do tego miejsca - odparem. - Chodmy. Szybkim krokiem ruszyem w stron drzwi. Na zewntrz droga opadaa w kierunku pdzcych po autostradzie wiate. Po lewej jedna za drug stay trzy riksze. Swoje auto zaparkowalimy po prawej, po drugiej stronie latarni. Jedzilimy rozlatujcym si, wiekowym ambassadorem, takswk, ktrej w cigu dnia uywa do pracy ojciec Kariza aikha. Wolabym mie lepszy samochd, ale pienidzy wystarczao nam tylko na bro. Moe ju niedugo, ktrego dnia, mylaem. Ruszyem, by przej na drug stron drogi, i wszedem w owaln plam wiata. Syszaem idcych z tyu moich ludzi. Spojrzaem przez rami i zobaczyem hot Badrij, ktry wanie wciska chusteczk do kieszeni, a zaraz za nim reszt chopakw. Szli, koyszc barkami przy kadym kroku, a midzy nimi przez moment widziaem Mohana Surwego, opartego o cian i stojcego nieruchomo pod neonem, wci w pobliu drzwi. Z tej odlegoci nie mogem dostrzec jego oczu, ale widziaem, e on nie idzie, nie porusza si. W tym samym momencie rzuciem si w bok, starajc si jak najszybciej skry w ciemnociach, uciec z krgu wiata, i nagle poczuem uderzenie w rami. Niemal rzucio mnie na ziemi, ale jakim cudem odzyskaem rwnowag i pobiegem wzdu budynku. Wiedziaem, e mnie trafiono, chocia nie syszaem wystrzau. Na rogu zatrzymaem si i oparem rk o mur, a kiedy odwrciem si, zauwayem, e co si rusza w przejciu, pobiegem wic dalej, z wycignitym pistoletem w doni. Teraz ju syszaem strzay. Zaryzykowaem spojrzenie wstecz i zobaczyem, e to hota Badrija stoi przy naroniku i strzela do czego po drugiej stronie budynku. - Badrija! - zawoaem. - Chod. Wspilimy si przez mur, pokonalimy teren okalajcy jaki budynek i przez bram wyszlimy na drog. Jeszcze dwa zakrty i musiaem stan. Oparem si o jak ciarwk,

pochyliem si i zwymiotowaem prosto na drog. Moje lewe rami drao, targane regularnymi spazmami blu. - Dostae? - zapytaem hot Badrij. - Nawet mnie nie drasnli - odpar. - Ani razu. Ze mn wszystko w porzdku. - Rozemia si, cieniutkim, skrzypliwym gosem. - To dobrze - powiedziaem, odwracajc si w jego stron. - Wiem, e to nie ty. - Co nie ja? - Nie ty nas zdradzie. Bo gdyby ty za tym sta, nie byoby ci tutaj. A gdyby ty za tym sta, mgby mnie teraz zabi. - Lufa jego pistoletu znajdowaa si w odlegoci pitnastu centymetrw od mojej gowy, jeden szybki ruch dzielcy mnie od mierci. - Bhai - powiedzia. - Naprawd, bhai. - By oburzony. W tym momencie czuem, e go kocham, kocham jak brata. - Wytrzyj twarz - poleciem. - Wci jeszcze masz na niej lassi z mango. I zabierz mnie do lekarza. Telefonowaem, lec na stole u lekarza, ktry zszywa i opatrywa moje rami. Zadzwoniem do Paritosza aha i do Kanty Bai oraz do kilku moich ludzi, mwic im, eby si przygotowali. Paritosz ah poinformowa mnie, e policja jest ju w barze i e zgino trzech moich chopakw. Pradip Pedekar, Kryszna Gaikwar i Kariz aikh. Pradip Pednekar dosta kul w biodro, a potem jeszcze jedn, z bliskiej odlegoci, w gow. Po Mohanie Surwem such zagin. A ja ocalaem. By postrzelonym to szczeglne dowiadczenie, niepodobne do adnego innego. Szczerze mwic, w pierwszej chwili nawet go nie rozpoznaem. Tak bardzo staraem si uciec, e nie przeszo mi przez myl, e to, co czuj, jest kul wdzierajc si w skr i minie. Bl dotar do mnie dopiero pniej, kiedy ju mogem poczu w ustach smak ycia, soczystego jak mango. Rami i klatk piersiow miaem zimne, jakby kto mi zmrozi koci od rodka i dga mnie okruchem lodu. - Zabierz mnie do Gopalmathu - powiedziaem do hoty Badriji. Trzech moich chopakw przyjechao do lekarza samochodem. Razem z hot Badrija otoczyli mnie, ochraniajc wasnymi ciaami, i zabrali do auta. Wsiedli za mn. Kiedy bylimy ludmi obcymi dla siebie, ale teraz czya nas jaka wi. Zaatakowano nas, my przeylimy, wic teraz darzyli mnie pewn mioci. - Czy wszystko w porzdku, bhai? - pytali mnie. - Czy jest ci wygodnie? Pdzilimy opustosza w nocy drog do Gopalmathu. To ja byem przyczyn tej prdkoci, a oni, porwani ni, podyli za mn. Byem tylko samotnym czowiekiem, ktry tej nocy nieomal zgin, a oni si mnie trzymali. - Co teraz zrobimy? - zapyta hota Badrija. - Znajdcie mi Mohana Surwego. Mj dom w Gopalmacie ju skontrolowano, dwukrotnie sprawdzili go moi ludzie. Dotarem do niego bezpiecznie i po chwili siedziaem na gaddzie w swoim pokoju. Wysaem chopcw na peryferie Gopalmathu, eby mieli baczenie na ewentualne ataki, ale wiedziaem, e przynajmniej na razie jestem bezpieczny. Moim stranikiem byy zatoczone uliczki, te bkajce si na ulicach dzieci, siedzce w drzwiach kobiety. Wszyscy si tu znali, we wszystkich zaukach. Wrg nie mgby tdy przej, a przynajmniej nie bez strat. - Powiniene si przespa - powiedzia hota Badrija. - Tak - odparem. Wiedziaem, e potrzebuj odpoczynku, e nie ma sensu niepotrzebnie si mczy. - Ty te. Ale sprawd, czy strae stoj jak naley. eby nikt si nie przelizgn.

Leaem w ku i trzsem si pod przecieradem. Drenie, lekkie drgawki, zaczo si w odku i rozprzestrzenio si na klatk piersiow, sigajc a do garda. Caa lewa strona ciaa nieustannie mnie bolaa. Ale to nie bl nie dawa mi spa. To wcieko na siebie samego, na swoj gupot. Z perspektywy czasu wszystko byo oczywiste: nie mona obserwowa kogo, nie zmieniajc otaczajcego go wiata, a jeli oni maj si na bacznoci, to na pewno zauwa te zmiany, wyczuj ciche echo naszych pyta, przetaczajcych si po ziemi, i te zaczn nas obserwowa. Obserwowali i doszli do tych samych wnioskw, co ja, przejrzeli mnie, przewidzieli moje ruchy, a potem dobrali mi si do gandu. To oni wybrali miejsce, czas i metod, i to oni wypowiedzieli wojn. Gdyby nie przypadkowe spojrzenie, ruch ciaa we waciwym momencie, kula podajca przez przestrze pod takim, a nie innym ktem, gdyby nie to, gdyby nie tamto, gdyby nie i gdyby nie, leabym martwy na drodze przed barem Mahal, ponownie zredukowany do zera, may czowieczek, ktry sta si jeszcze mniejszy. Ledwo by si zacza ta wojna, natychmiast by si skoczya. Tego wanie nie mogem znie - mojej gupoty, mojego zalepienia. W kocu odsunem od siebie t przeszo, ktrej nie mona zmieni, a jedynie zostawi j za sob. Odciem j, jak skalpelem. Powiedziaem sobie: dla ciebie istnieje tylko przyszo. Jeste czowiekiem przyszoci. Snuem plany. I spaem. Nastpnego dnia przeniosem wojn na ich teren. Wiedzieli, e ich obserwowalimy, ale nie byli w stanie ukry przed nami wszystkiego. Wiedzielimy przynajmniej troch, czym si zajmowali, gdzie bywali. Nastpnego dnia zabilimy piciu ich ludzi. Przeprowadzilimy dwa oddzielne ataki, a ja sam dowodziem jednym z nich. Miaem trudnoci z poruszaniem si, musiaem walczy z blem, kiedy podnosiem praw rk, ale chopcy patrzyli na mnie i wiedziaem, e to decydujcy moment. Usiadem wic na przednim siedzeniu samochodu, obok kierowcy, hoty Badriji. Z tyu siedziao jeszcze trzech chopakw. Zaczailimy si na swoich wrogw w pobliu hotelu Kamath, wiedzc, e spotykaj si tam z przedsibiorc budowlanym, od ktrego odbieraj pienidze. Bya szsta i na drodze roio si od wracajcych do domu robotnikw, cigncych za sob dugie, wieczorne cienie. Kiedy zamykaem oczy, wci widziaem palce soce, jakby pono w mojej gowie. - To oni - odezwa si hota Badrija. Byo ich trzech, wszyscy modzi, ubrani w biae koszule i odprasowane spodnie, jak porzdni biznesmeni zajci swoimi interesami. rodkowy nis w lewej rce plastikow torb na zakupy. - Przepu ich i ruszaj - powiedziaem. Przejechalimy przez parking, a kiedy oni dochodzili do stp schodw przed hotelem, my skrcilimy w prawo i powoli sunc dalej, pozwolilimy im przej tu przed naszym nosem. Odczekaem, a zrobi jeszcze dwa kroki. A potem lew rk otworzyem drzwi, pchnem je na ocie i wziem pistolet z kolan. Wyszlimy z auta wszyscy naraz. Jako pierwszy strzeli hota Badrija, a potem rozleg si ju jeden, przecigy grzmot. Nawet nie zdyli si odwrci. Rka mi draa i nie sdz, ebym chocia raz trafi. Ale pamitam widok krwi eksplodujcej z tyu gowy jednego z tych ludzi, jak byskawicznie rozwijajcy si kwiat. Ten czowiek te chyba przed mierci musia zobaczy t fontann spadajc tu przed jego oczami. Wszystko poszo bardzo szybko i bardzo atwo. hota Badrija wsiad z powrotem do samochodu. - Zabierzcie pienidze - poleciem. Dwie minuty pniej jechalimy ju bezpieczni po S.V. Road. W reklamwce byy trzy lakhy i nowa butelka szamponu przeciwupieowego Halo. - Bhai, to dla mnie - powiedzia hota Badrija. Rozpieraa go rado. - Prosz - odparem i rzuciem mu butelk na kolana. - Masz upie?

- Nie - odrzek. - Ale teraz ju nie bd mia. Zapobiegn mu. Rozumiesz? Nie mogem powstrzyma si od miechu. - Z ciebie jest szalony utija - powiedziaem. - Chyba powinienem zapuci sobie wosy, wydaje mi si, e dobrze mi bdzie w dugich. - Tak, jasne, bdziesz wyglda jak ten behenod Tarzan - odparem. W drodze powrotnej udao mi si zdrzemn, a kiedy dotarlimy do domu, poinformowano mnie, e nasza druga misja - zasadzka na kilku ich ludzi, ktrzy czsto odwiedzali pooony w pobliu dworca Andheri salon gry w carrom -przyniosa nam kolejne dwa trafienia. Na razie bylimy zatem od nich lepsi, ale mecz si jeszcze nie skoczy, to by dopiero pocztek. W kolejnych rundach wci bylimy od nich lepsi, cho tylko nieznacznie. Do koca miesica oni stracili dwunastu zawodnikw, a my jedenastu. Dla nich dwanacie byo niewielk strat, mieli o wiele dusz awk rezerwowych, a my stracilimy prawie poow skadu, wprost znikalimy z Gopalmathu. Inspektor Samant nieraz mia si ze mnie przez telefon. - Gaitonde, oni sobie spokojnie graj w twoj gr, lepiej zmykaj i ukryj si gdzie, bo ci wykocz. Kiedy zgin trzynasty z naszych, trzech moich chopakw po prostu nie pojawio si nastpnego ranka na odprawie. Wiedziaem, e nie zginli, tylko zrezygnowali z przegranej walki. Rozumiaem to. Naprawd bylimy brami, a wsplnie odbyte boje jeszcze bardziej nas do siebie zbliyy, ale kiedy poraka jest nieuchronna, kiedy si ukrywasz, wyczerpany i odarty z wszelkiej nadziei, a potny wrg zblia si, eby poama ci koci, trzeba liczy si z tym, e cz ludzi po prostu ci opuci. Bya to dla mnie kolejna poraka, musiaem j przekn i skupi si na tych ludziach, ktrzy przy mnie zostali. Nadal zajmowalimy si swoimi interesami, wykonywalimy codzienne obowizki, zawsze poruszajc si dwjkami lub trjkami, a otuchy dodawa nam twardy kawaek metalu pod koszul, nasza bro, ktr obsesyjnie czycilimy, smarowalimy i piecilimy. Zobaczyem, jak jeden z moich ludzi, Sunny, podnosi pistolet do gowy i, szepczc modlitw, przykada go do czoa, a dopiero potem wychodzi z domu. Kiedy rozemiaem si i zapytaem, czy co rano pali dij i odprawia przed ni pudze, on schyli gow i umiechn si, zmieszany. Wszyscy rozpaczliwie potrzebowalimy jednak bogosawiestwa i bez wahania padbym na twarz przed swoj ustrojon w girlandy tetetk, gdybym tylko wierzy e to pomoe.Ostatecznie to kobieta wskazaa mi wyjcie z tej sytuacji. Wraz z Kanta Bai i chopakami poszedem do wityni Siddhi Winajaka i stanlimy w dugiej kolejce, oplatajcej schody wityni. Dla mnie bya to absolutna bzdura, to cae modlenie si i skomlenie, ale chopcy wierzyli i chcieli tam pj, a e to mogo podnie ich morale, poszedem wraz z nimi. Pomimo swojej potwornej wulgarnoci i cynizmu Kanta Bai rwnie bya zagorza dewotk. W doniach trzymaa thali, a swoje pallu z wielkim szacunkiem owina wok gowy. W kolejce przed nami i za nami jeden przy drugim stali moi ludzie. Gow wypenia mi ten przesodzony witynny zapach ranej wody i agarbatti, i czuem si bezpieczny. - Wiem, o co bdziesz prosi - powiedziaa Kanta Bai. - To przecie jasne - odparem. - Nawet on ju o tym wie, jeli w ogle istnieje i rzeczywicie cokolwiek wie - ruchem gowy wskazaem na schody, gdzie siedzia, rzekomo wszystkowiedzcy, Ganea. Pokrcia gow. - On nie moe da ci tego, czego ty sam nie potrafisz wzi wasnymi rkami. - Co masz na myli? Gow miaa opuszczon bardzo nisko nad thali i poprawiaa kupki ryu, sin-dur i patki kwiatw. Jej nabrzmiay kark zwija si w okrge fady tuszczu. - Oni ci zabij - powiedziaa. - Zginiesz.

W tym momencie ruszylimy do przodu i zrobilimy trzy nerwowe kroki po schodach. Z drugiej strony przejcia napywa stay potok wiernych, spieszyli po schodach w d, teraz ju peni nadziei, odnowionej po spotkaniu z bogiem, po tym jak go zobaczyli i pokazali si mu, bezwstydnie obnayli swoje potrzeby i swj bl. - Dlaczego? - zapytaem. - Poniewa walczysz jak gupiec. To cae hero giri, te strzelaniny to tu, to tam, w ten sposb nie zwyciysz. To oni zwyci. Ju zwyciyli. Tobie si wydaje, e wojna polega na tym, e musisz pokaza im, e masz wielkiego laud. Pistolet miaem zatknity za pas, czuem, jak uwiera mnie w brzuch, i kiedy patrzyem na ni, jak mwi do mnie te sowa, nawet nie podnoszc na mnie wzroku, chciaem go wycign i j zastrzeli. Mogem to zrobi z atwoci, nawet wyobraaem sobie, jak to robi, a gniew wzbiera mi w gardle i napywa do gowy, jak jaki ochrypy pomruk, a zupenie przesoni mi oczy. Grzbietem doni otarem zy. - Co mam w takim razie zrobi? - zapytaem. - Walcz tak, aby zwyciy. Nie ma znaczenia, kto zabije wicej ludzi. Nie ma znaczenia, czy cay Mumbaj myli, e przegrywasz. Wane jest tylko zwycistwo. - Ale jak zwyciy? - Zetnij im gow. - Mam zabi Radeha Paraba? - Tak. Chocia tak naprawd to stary gupiec. To szef, ale sam wykonuje polecenia. - A wic chodzi o Wilasa Ranadego. To o niego chodzi. - Tak - odpara. - Jeli dorwiesz Wilasa Ranadego, bd gusi i lepi. Czyli celem by Wilas Ranade. Dowdca armii Radeha Paraba, to on nas zdziesitkowa, on nas wyprowadza w pole, pojawia si przed nami, kiedy spodziewalimy si go z tyu, i to on nas zabija. Zrozumiaem ju, e to on nimi dowodzi w tej wojnie. Ale wci nic o nim nie wiedziaem, nie wiedziaem, czy ma on, synw, jak wyglda, gdzie bywa. Nie zdoaem rozpracowa adnych jego zwyczajw, adnego domostwa, adnych pragnie. Nie wiedziaem, jak wyledzi czowieka, ktrego jedynym celem w yciu jest wojna. - Nawet nie mam jego zdjcia - powiedziaem. - Trzymaj go poza miastem. W Pune, Naiku, gdzie tam. cigaj go tu tylko wtedy, gdy pojawiaj si jakie problemy. - Trzymaj go w upieniu, a nadchodzi czas, eby go obudzi? - Nie marnuje si dobrego onierza na wycieczki do siedziby rady miejskiej. To zbyt ryzykowne. A on jest najlepszym onierzem. Jest tu od dawna, dziesi czy dwanacie lat. - Spotkaa go? - Nie. Milczaem ju przez cay pozostay czas spdzony na schodach przed wejciem do wityni, a kiedy w kocu stanem przed Gane, o nic go nie poprosiem. Patrzyem tylko na niego, na jego ptl, ocie na sonie, laddu i zamany kie, zastanawiajc si, jak on zaplanowaby kampani swojej armii gan, tak eby nie poniosa poraki, jak ten mistrz w usuwaniu przeszkd usunby przeszkod, ktrej nie umiaby znale i wskaza. Musielimy ju rusza dalej, nadcigajcy wierni naciskali niepowstrzymanym tumem, ale przez ca drog do domu niosem w sobie jego wizerunek. Utknlimy w gigantycznym korku w Duhu, siedzca obok mnie Kanta Bai usna, trzymajc na kolanach swj prasad ze wityni, a ja suchaem jej chrapania i wci mylaem i mylaem. Czuem palcy bl w ramieniu, ciche jzyczki smagajcego mnie ognia, ale bardziej bolesne byo to, co dziao si w mojej gowie, to jakie nieustanne wirowanie: widziaem uczestnikw gry, uliczki i budynki, do ktrych wchodzili i z

ktrych wychodzili, Gopalmath, Nabargali. Kiedy zamykaem oczy, caa ta arena rozpocieraa si przede mn, a ja bez koca krciem si to tu, to tam, szukajc okazji, sposobu, aby to wszystko rozerwa na kawaki i ponownie zoy. Za szybami samochodu mrucza i dawi si ruch uliczny, a my siedzielimy tu w rodku, wci ywi, wci oddychajc. - Wypu mnie - powiedziaem. Przechyliwszy si, otworzyem drzwi i wysiadem z samochodu. hota Badrija wysun si zza kierownicy. - Nie, nie, zosta. - Ale, bhai ... - Posuchaj mnie i zosta. Chc si troch przej. Ba si jakiego zbiegu okolicznoci, e wrd wieczornych spacerowiczw i osb zajadajcych bhelpuri na wieczornym spacerze moe wanie by kto z tamtej strony. Istniaa taka moliwo, ale ja nagle zapragnem by sam. Uniosem do ku niemu i chyba wystraszy go widok mojej twarzy, poniewa natychmiast wsiad z powrotem do auta.Ruszyem krt drog na pla, minem rne stoiska z herbat i wkroczyem na piasek. Obok mnie spaceroway cae rodziny, dzieci miay si z podniecenia na widok otaczajcych je cudw - koni kusujcych na skraju wody, ludzi sprzedajcych zabawki, nad ktrymi unosiy si srebrzyste chmury balonw, ludzi kuszcych kulfi, ktre trzymali w turystycznych lodwkach pokrytych mgiek drobnych pereek wilgoci. Tu nie toczya si adna wojna. Tu panowa pokj. Szedem beztrosko midzy starszymi parami na wieczornym spacerze i grupkami niecierpliwych modziecw. Morze wdzierao si rytmicznie na ld, a ja w kocu usiadem na niedokoczonym, ceglanym pomocie, twarz do fal. Byem zmczony, miaem pustk w gowie i z przyjemnoci przyjmowaem spokojny oddech morza, ktry delikatnie rozwiewa moje wosy. Po lewej stronie zauwayem jaki ruch. Pod stosem mieci, palmowych lici, kokosowych upin i przemoczonych, papierowych opakowa co si rzucao, wio si na wszystkie strony, a potem znieruchomiao w pogotowiu. W ciemnociach dostrzegem wicej cieni, byskawicznie si przemieszczajcych, i nagle zobaczyem, jak biay karton podnosi si i porusza zygzakiem, drcy i gnany godem. Wstaem i ruszyem w t stron, a kiedy stanem nad tym pudem, poczuem siln wo zgnilizny, z resztek jedzenia i wszystkiego, co zostao wyrzucone. Ale teraz nic si nie poruszao. Rozemiaem si. - Szczury, wiem, e tam jestecie - powiedziaem. - Wiem, e jestecie. - Ale one byy bardziej cwane, ni mylaem. Siedziay nieruchomo i pewnie mgbym kilka zabi, gdyby mi na tym zaleao, ale one i tak ostatecznie przetrwayby ten mj atak, jak rwnie mnie samego. - Bhai! - usyszaem krzyk gdzie z play. Uniosem rk. - Tutaj jestem - zawoaem. Przybiegli do mnie, hota Badrija i dwch innych. - Wszystko w porzdku? - zapyta. - W porzdku - odparem. Rzeczywicie tak byo. Co we mnie si burzyo, czuem jakie ledwo wyczuwalne poruszenie. Wiedziaem, e musz poczeka, a si w peni ujawni. Wracajmy do domu - powiedziaem. Na spotkanie z inspektorem Samantem umwiem si na nastpny dzie. Spotkalimy si w hotelu w Sakinace. - Wilas Ranade - powiedziaem. - Musz go mie. Daj dziesi peti. Rozemia mi si w twarz. Mia gste wsy, niewiele wosw na gowie i wielkie, biae zby. Bardzo si poci, na koszuli widniay ogromne, ciemne plamy. - Dziesi lakhw! - wykrzykn. - Za Wilasa Ranade. Masz wygrowane wymagania. - W takim razie pitnacie. - Czy ty wiesz, o kim mwisz? On tu by, kiedy ty jeszcze ssae mleko. - To prawda - odrzekem. - Ale czy moesz to zaatwi? - Mona to zaatwi.

- Ty co wiesz. Powiedz, co wiesz? Patrzy na mnie spokojnym, nieprzeniknionym wzrokiem. Rzeczywicie, to byo bardzo gupie pytanie. Nie mia adnego powodu, eby mi mwi, co wie. Byem podenerwowany, niecierpliwy. - Dlaczego miabym to zrobi? - zapyta po chwili. - Jego ju tu nie bdzie, sahibie Samancie, a ja pozostan tu na dugo. Dobrze o tym wiesz. Widziae, jak si rozwijam. Jeli uwaasz, e moemy wsppracowa, pomyl o przyszoci. Te utije z Gangu Cobra nie maj przed sob adnej przyszoci, nie maj adnej wizji. Robi to, co robi, ale nie zrobi nic nowego. Przyszo jest wicej warta ni pienidze. Sucha mnie. Chusteczk otar swoj wiecc takli. - Trzydzieci - powiedzia. - Mog da dwadziecia, saab. A kiedy to wszystko si ju skoczy, bdzie duo, duo wicej. - Dwadziecia pi. I wszystko z gry. Propozycja bya niespotykana, a nawet szalona. - Dobrze, saab - odparem jednak. - Przynios za trzy dni. Skin gow i ze stojcego na rodku stou talerza wzi sobie troch sofii. Wyszed, zostawiajc mi rachunek do zapacenia. - W takim razie za trzy dni - dodaem - i lepiej bdzie, jeli mnie zaaresztujesz. Oczywicie nie miaem dwudziestu piciu lakhw w gotwce. Mogem mie pi, moe sze i p, gdybym odebra drobne poyczki, ktrych udzieliem mieszkacom Gopalmathu, na lekarstwa, na lubne sari. Nie mogem tego zrobi i dobrze wiedziaem, e nie mog te prosi Paritosza aha o tak ogromn poyczk. By biznesmenem, a ja obecnie z pewnoci nie speniaem warunkw wiarygodnego kredytobiorcy. Wiedziaem jednak, e bardzo trudno byoby mu odmwi mojej probie, bo to mogoby doprowadzi do koca naszej znajomoci. Nie poprosiem go wic o pienidze, ale o namiar na duy skok. - Numer wart dwadziecia pi lakhw? - zapyta. - W cigu trzech dni? Wiedziaem, e prosz o bardzo wiele, ale on rozumia, jak pilna to sprawa. - Mniejsza o ryzyko - powiedziaem. - Pomyl tylko o nagrodzie. - Nie musia si nad tym zbyt dugo zastanawia. Zakad jubilerski Mahadan, przy Adwa-ni Road. Ucieszyem si, e cel znajduje si w samym centrum terytorium Gangu Cobra, dwa kilometry od domu Radeha Paraba. Po caodobowej obserwacji zakadu Mahadan postanowiem, e zrobimy to za dnia. By moe noc byoby bezpieczniej, ale musielibymy pokona umieszczon od frontu cik, zasuwan krat, trzy zamki, a potem jeszcze opuszczane i rwnie zamykane drzwi harmonijkowe. Nie, weszlimy o czwartej po poudniu, wprost przez otwarte drzwi. Z przodu by jeden stranik, uzbrojony w typow, jednostrzaow rutwk, ale kiedy zobaczy nas nadchodzcych z siedmioma pistoletami i siekierami, bez wahania rzuci j na ziemi. Przytrzyma nam nawet otwarte drzwi, gdy wychodzilimy. Na ulicy czekay na nas dwa kradzione samochody i odjechalimy bez adnych problemw. Caa operacja posza gadko. Dysponowalimy wic ju pienidzmi. Sam up nie wystarczy - Paritosz ah da nam pitnacie lakhw za wszystko, co stamtd zabralimy, a reszt nam poyczy. Zgodziem si na t poyczk. Odzyskaem pewno siebie, widziaem przed sob drog, i zdawaem sobie spraw, e on te j widzi. W zasadzie nie wywiadcza mi przysugi, po prostu inwestowa w przysze zyski. Teraz byem czowiekiem solidnym, a on ugruntowa t moj solidno. Byem wart jego pienidzy, a nawet wicej. Zaraz po zdobyciu niezbdnej kwoty, nawet dzie przed terminem, skontaktowaem si z Samantem i przekazaem mu ustalon sum. A on mnie zaaresztowa. Wraz z trzema swoimi ludmi trafiem do aresztu. Zostalimy zatrzymani i tymczasowo aresztowani pod zarzutem wspudziau w obrabowaniu zakadu jubilerskiego Mahadan, tak

przynajmniej napisay gazety. Nasi ludzie zniknli z ulic, z caego Gopalmathu, a gang Cobra witowa. Mwili, e Firma G jest skoczona, raz na zawsze, bardzo szybko i bez adnych kopotw. A ja siedziaem w celi i gapiem si w cian. Oparty plecami o jedn cian, wpatrywaem si w drug. Dookoa siedzieli moi chopcy. Z atwoci znosiem t ma przestrze, ten upa, wmuszaem w siebie czerstwe roti i wodnisty dal, ale panujcy wok spokj, brak ruchu i pracy, ten spoczynek i bezruch wpezay pod moj skr i doprowadzay mnie do szau. W moich yach wrzao od bzyczcych owadw. Ale nauczyem si cierpliwoci. Patrzy em w cian. Miaem wraenie, e i ona na mnie patrzy, silna swoj obojtnoci. Chciaa zmusi mnie do odwrcenia wzroku. Wiedziaa, e moe jej si to uda. Ale to ja j przetrzymaem. I czekaem. Trwao to dziewi dni. Kiedy przyszli po nas policjanci, moi chopcy stanli na stray, a ja sikaem po cianie. Kreliem okrgi na tej jej obojtnoci, podczas gdy oni patrzyli, a potem pozwoliem si wyprowadzi. W biurze starszego inspektora siedzia adwokat, ktry w oczekiwaniu na mnie zaj si papierkami, i to on wyprowadzi nas z komisariatu. Wpacono za nas kaucj. Na dworze panoway ciemnoci, noc bya bezksiycowa i pochmurna. hota Badrija czeka na nas przed samochodem. Wyglda na bardzo zmczonego, a wosy mia zwizane z tyu tasiemk, jak nosz dziewczyny. - Co ty masz we wosach, utijo? - zapytaem. - Ot, tak, bhai - odpar, rumienic si jak dziewczyna, i spuci gow, przechylajc j na bok. Umiechn si. Wiedziaam, e jeli on si umiecha, wszystko jest w porzdku. Pojechalimy szybko do samego centrum miasta, biegnc na pnoc arteri, i wjechalimy na autostrad, minlimy Goregaon, a ja czuem, e tum przywraca mnie do ycia, te wijce si sznury ciarwek i samochodw, dzieci biegajce na poboczu za pik i ten cay, nieustajcy haas. Nie odzywaem si, ale czuwaem, byem czujny jak w. hota Badrija nic nie mwi, a ja nie chciaem zadawa mu adnych pyta, jeszcze nie teraz. Obietnica wisiaa w powietrzu, a ja z rozkosz delektowaem si tym oczekiwaniem, t niewiadomoci. Zjechalimy z autostrady na drog dojazdow, a potem i j opucilimy, mijajc doparpatti, w ciemnoci. wiata naszego samochodu wyczarowyway przed nami pokryt kurzem szos, drzewa przed nami wyrastay i zaraz potem giny, jakbymy zanurzali si w tunelu. Ochoczo wkroczyem w ten ciemny wiat. W pewnym momencie skrcilimy ostro w lewo, droga si zmienia, a pod koami zachrzcia ziemia. Na kocu drki sta zaparkowany samochd, a przez zwisajce gazie majaczya intensywna czer jakiego budynku. Wysiedlimy i ruszylimy w jego stron, minlimy naronik domu i zobaczylimy samotn arwk nad drzwiami. A na skrzyni obok drzwi siedzia Samant, papierosem dajc nam czerwony sygna. - Za dugo to trwao - odezwa si. - Spnilicie si. - To przez tych prawnikw i te wszystkie sprawy - odrzek hota Badrija. Samant szarpn za drzwi, ktre otworzyy si z przecigym, metalicznym skrzypniciem. Porodku podogi, twarz w d, lea jaki mczyzna. Niebieska koszula, czarne spodnie i uniesione, nieruchome biodra. - Wilas Ranade - powiedzia Samant, lekko poruszajc rk, jakby dokonywa prezentacji. - Sam to zaatwie? - zapytaem. - Bra brown sugar - odpar Samant. - Gupi behenod. Myla, e nikt o tym nie wie. Sam po to chodzi. Znam dilera, ktry mu to sprzedawa. - I diler powiedzia ci, kiedy Wilas Ranade przyjdzie po towar? - Musia, jeli dalej chcia handlowa. - Jeste pewien, e to Wilas Ranade?

- Wdziaem go dwa razy na komisariacie w Mulundzie, kiedy tam suyem. Mia tam znajomkw. - Chciabym zobaczy jego twarz. hota Badrija przekroczy ciao i szarpn je za rami. Koszula Wilasa Ranadego bya z przodu czarna, wilgotna. hota Badrija stan za nim i go podnis, a Wilas Ranade usiad w wietle. Z na wp przymknitymi powiekami wyglda na picego. Znam t twarz, pomylaem. Wyglda dokadnie jak ja. Przykucnem przed nim, pochyliem si bliej. Tak, by moim sobowtrem. Czekaem, e kto inny powie co na ten temat, ale nikt si nie odezwa. - O co chodzi, bhai? - W kocu powiedzia hota Badrija. - Nie podoba ci si ta twarz? - Nie, uwaam, e ten sukinsyn ma wstrtn gb. - Lekko stuknem Wilasa Ranadego w policzek i podniosem si. - Piknie to rozegrae, Samant saab -powiedziaem. Chwyciem do Samanta i gwatownie ni potrzsnem. Walnem go w rami i rozemiaem si, a oni wszyscy, co do jednego, miali si wraz ze mn. Ale w rzeczywistoci udawaem. Wymachiwaem rkami, wrzeszczaem i witowaem, wewntrz jednak, w rodku, byem zdumiony - c to miao oznacza, e Wilas Ranade i ja wygldalimy tak samo, i dlaczego nikt poza mn tego nie zauway? C to miao oznacza, e on i ja polowalimy na siebie nawzajem, jak jakie widziane w lustrach duchy, a potem si mordowalimy? Dokd prowadzi mnie ten zbieg okolicznoci? Kiedy znalelimy si w samochodach, wci jeszcze byem oszoomiony. Ponownie wdrowalimy przez dug, ciemn noc, i zanim jeszcze dojechalimy do autostrady, rozwizaem t zagadk. Doszedem do wniosku, e to zudzenie optyczne. Gdyby on wyglda jak ja, hota Badrija zauwayby to. Samant by to skomentowa. Byem zmczony po tych dniach w aresz cie. Potrzebowaem snu, odpoczynku, porzdnego jedzenia. Nie byo czym si martwi. Bandzior Wilas Ranade zabity w porachunkach - takie tytuy pojawiy si w niektrych popoudniwkach. Wataka gangu Paraba ginie w porachunkach. A potem zniszczylimy gang Cobra. Robilimy zasadzki na ich ludzi, zabieralimy ich pienidze, zastraszalimy wsppracujcych z nimi biznesmenw, dumnie kroczylimy po ich ulicach. Stracilimy jeszcze czterech naszych, jednym z nich by mj Sunny, ktry do tego czasu sta si tak zagorzaym wielbicielem pistoletw, e zawsze nosi dwa ze sob. Wystrzelona z tyu kula uszkodzia co w jego plecach i pad na ulicy, oddajc swoje ycie wraz z moczem. Ale rozbilimy gang Cobra i przejlimy jego terytorium. Nadal bylimy mniejsi, ale teraz okazao si to zalet. Uderzalimy i natychmiast si wycofywalimy, zataczalimy koo i ponownie uderzalimy z drugiej strony. Byli zdezorientowani i starzy, jak ten ich Radeh Parab, ktry w kocu zacz szuka pomocy w duych firmach, szuka tu i tam, nawet w Dubaju, wszyscy dawali mu zapewnienia i obietnice, ale nic poza tym. To nasza druyna wygrywaa i to wok nas roztacza si jasny, wietlisty blask, a ci, ktrzy obserwowali nasze zmagania, widzieli to i robili zakady. Zobaczyli to w praktyce i ju si tego nauczyli: may zesp zdeterminowanych bojownikw, zjednoczonych wsplnym dowiadczeniem w bratersk mio, z atwoci pokona wielk, niesprawn organizacj, w ktrej sabnie odwaga i zanika wiara. Sze tygodni pniej Radeh Parab zmar na atak serca, w ku, noc, we nie. - Pewnie mu si przynie, jak wchodzisz do jego sypialni - powiedzia Pari-tosz ah. Ale cieszyem si, e nie musz go zabija. Czubym si jak jaki hycel usypiajcy zmczonego, skowyczcego kundla, i nawet myl o tym nie dawaa mi adnej przyjemnoci. Tej zimy dopada mnie gorczka. Leaem w przepoconym ku targany drgawkami, a moj gow wypenia suchy, wiszczcy gwizd. Nie uspokajay mnie ani filmy, ani muzyka, ani sprowadzane przez hot Badrij dziewczyny. Nieustannie pluem, prbujc pozby si

napywajcej, gorzkiej liny. ykaem piguki, piem son wod, jadem tylko biay ry. Gorczka mnie nie opuszczaa.Byem wic zupenie rozbudzony, kiedy o drugiej w nocy hota Badrija zapuka do mych drzwi. - Znalelimy Mohana Surwego - powiedzia. - Macie go tu? - W samochodzie na dworze. - Dawajcie go. Wstaem i ubraem si. Od kiedy nas zdradzi, Mohan Surwe znikn z Mumbaju. Po tej nocy, gdy widziaem jego twarz przed barem Mahal, owietlon czerwonym wiatem neonu, on po prostu znikn, trach, jakby zapad si pod ziemi. Od momentu, kiedy kule zaczy wista w powietrzu, nikt go nie widzia, nigdy, ani w Mumbaju, ani w Wadgaon, gdzie mieszkaa jego siostra z mem i dziemi.Do pokoju wszed hota Badrija i pomg mi zaoy buty. - Obserwowalimy jego siostr - powiedzia. - Listonosz pokazywa nam jej listy. - Dobrze. I co potem? - A potem niewiele wicej. Surwe myla, e jest bardzo sprytny. Co miesic nadchodziy przelewy pienine z Manmohan Pansare w Pune. Nie byo problemw z odnalezieniem urzdu pocztowego, z ktrego nadawano przekazy. Wzilimy t poczt pod obserwacj. Zapuci sobie brod. Broda na twarzy Mohana Surwego bya mikka, rzadka i nie stanowia zbyt dobrego przebrania. Wci wida byo jego tuste policzki, a nad nimi wiewircze oczy jak paciorki. Rozpoznabym go z pitnastu metrw. Na mj widok zacz co bekota. - Bhai, ja wystraszyem si tych strzaw, wic uciekem i si schowaem. Ju nie chciaem w tym wszystkim uczestniczy, ja si do tego nie nadaj, jestem tchrzem, wybacz mi, bhai, ale taki ju jestem, wybacz mi. Sorry, bhai, sor-iy. Wci powtarza to angielskie sowo, sorry, a mnie to denerwowao, wprawiao mnie w jeszcze wiksz zo ni wszystko, co ju zrobi. - Jak wysokie byy te przekazy pienine? - zapytaem hot Badrij. - Mniej wicej po pi, sze tysicy. Pierwszy by na dziesi tysicy. Popatrzyem na Mohana Surwego. - Nawet tego nie prbuj, Mohan. Nawet nie prbuj. - Mwiem spokojnym szeptem, sam si dziwiem, jak bardzo spokojnym. W tym momencie zaama si, rzuci si na ziemi, chwyta mnie za kostki u ng, a w kocu zwiotcza u moich stp. Poczuem smrd uryny. Kiedy hota Badrija zwiza mu rce zielonym kablem elektrycznym, on zacz si wi i przewraca z boku na bok, a spod przecierajcego skr drutu sczya si krew. Mohan Surwe nie przestawa mwi: to gang Cobra pierwszy do niego przyszed, on im odmwi, ale zagrozili, e zabij jego siostr, jej ma i dzieci, Wilas Ranade osobicie grozi mu mieczem. Powiedzia im wic, e tej nocy bd w Mahal, a oni przygotowali zasadzk. Poleciem hotcie Badriji odcign go od moich ng i poszedem do swojego pokoju. Usiadem na ku. Pomylaem o moich chopakach, o tych, ktrzy zginli jako pierwsi, o Krysznie Gaikwarze, Pradipie Pednekarze i Kadzie Saikhu, tak chtnie opowiadajcym historyjki, i przypomniaem sobie to uczucie, kiedy uciekaem pod cian budynku, uciekaem przed mierci, atakowany przez pdzce w moj stron cienie, a take to pulsowanie krwi w mojej klatce piersiowej. Z ssiedniego pokoju dochodziy mnie jki Mohana Surwego, mocne jak krzyk, cho nie tak gone, ale to jego paczliwe, dugie zawodzenie i tak przedostawao si przez cian. Wezwaem do siebie hot Badrij. - Niech on si zamknie - rozkazaem. - Niech przestanie haasowa Uspokj go. Daj mu

co, moe whisky, cokolwiek. I zwoaj chopakw. Wszystkich, ktrzy s w pobliu albo s dostpni. Powiedz im, eby tu byli za p godziny. hota Badrija rozwiza Mohana Surwego, da mu nimbu pani z trzema roz-kruszonymi tabletkami diazepamu. Kiedy moi ludzie si zebrali, Mohan Surwe lea zwinity w kbek na ziemi, jedn rk zakrywajc gow. Chopcy podnieli go, wzili go za nadgarstki i za kostki, gowa opada mu do tyu, i tylko przewraca szklisto ciemnymi, niespokojnymi oczami. Wyszedem z domu, a oni ruszyli za mn. Chwyciwszy Mohana Surwego za koczyny, nieli go za mn w czwrk. Nie odzywa si. Przenielimy go przez puste uliczki, zostawilimy za sob domy i wspilimy si na zbocze, nad Gopalmath. Miaem ze sob wielk latark i owietlaem drog. Odwrciem si dopiero, kiedy doszlimy na sam gr, do maego wzgrka w ksztacie odwrconej miseczki. Kiedy oni nadchodzili, suncy powoli rzd moich ludzi, ja obserwowaem mgiek wiate. W malignie gorczki diamentowe punkty otoczone byy mikkimi, okrgymi aureolami, a horyzont pyn pod tym migoczcym, lnicym strumieniem, pod oddechem tego falujcego miasta. - To tu - odezwa si hota Badrija. Odwrciem si do nich. - Rozcie go na ziemi - poleciem. Wykonali moje polecenie. Czterej chopcy, ktrzy go przynieli, usiadszy powyej niego i poniej, rozcignli go w szeroki krzy. Mohan Surwe lea nieruchomo, owietlony okrgymi promieniami latarek elektrycznych. - Wiecie, co on zrobi - powiedziaem. - Wielu naszych zgino. Wycignem do w stron hoty Badriji, a on wsun w ni chodn rkoje miecza. Obszedem Mohana Surwego, a stanem bezporednio nad jego gow, twarz w stron falujcych ognikw miasta, wac bro w doni. Bya zdumiewajco cika jak na tak wski i dugi przedmiot. Dobra, zwarta stal. Na ramieniu miaem blizn, ktra czasami odzywaa si, czuem wtedy delikatne szarpnicie w okolicy mojego serca, ale moje ramiona odzyskay ju siy. Szerzej rozstawiem nogi, uniosem miecz nad gow, nabraem powietrza i uderzyem, w prawe rami Mohana Surwego, tu poniej barku. Unis gow i rozejrza si wkoo, przewracajc oczami na boki. Ponownie uniosem miecz i drugim ciciem odrbaem jego rk od ciaa. Trzymajcy jego prawy nadgarstek chopak upad do tyu, a w drcym wietle natychmiast pojawi si silny, gsty strumie czarnej krwi. Wrd stojcych wok ludzi rozleg si dwik przypominajcy jk, a Mohan Surwe zacz mwi. Nie byo w tym adnego sensu, jedynie pltanina sylab. Nie przestawa bekota, nawet kiedy hota Badrija jednym ciciem miecza odrba mu lewe rami, a ja usyszaem brzk metalu uderzajcego o ska i zobaczyem fontann biaych iskier. W tym momencie gos Mohana Surwego przybra na sile, ale jego gowa wci jeszcze bya uniesiona, gdy kolejny z moich ludzi wystpi z szeregu i chwyciwszy miecz, uderzy w jego lewe udo. Dopiero teraz wrzasn. Ale kiedy przysza kolej na jego praw nog, ju si nie odzywa, lea z gow zwrcon na bok. Sdz, e by martwy. - Zbierzcie te szcztki - powiedziaem - i gdzie je wyrzucie. I niech nigdy wicej nie sysz jego imienia. Zszedem z mojego wzgrza, do mojego basti, do mojego domu. Kiedy spojrzaem w umieszczone we wnce, zaraz po prawej od drzwi, lustro, zobaczyem, e mam zupenie zniszczon koszul, ca obryzgan krwi. Zdjem j, zdjem te spodnie, przemoczone z przodu, oraz wilgotne buty. Wziem kpiel w gorcej wodzie. Zjadem mae sabudane ki khiri i wypiem szklank mleka z migdaami. A potem zasnem. Na tropach kobiet Nastpnego dnia Sartad przyczy si do Parulkara, ktry odbywa swoj porann przechadzk dla zdrowia. Kryli wok parku Bradford, stanowicego may krg na

skrzyowaniu siedmiu drg w pobliu domu Parulkara. Dochodzia pita trzydzieci i trawa pod ich stopami bya nieco wilgotna. Parulkar mia na nogach czerwone teniswki, nad ktrymi opotaa biaa piama, i szybko przemieszcza si po obwodzie, wyprzedzajc innych spacerowiczw, a potem ich dublujc. Sartad musia si bardzo stara, eby dotrzyma mu kroku. - Zupenie nie rozumiem, czego ucz w tych nowych szkoach - odezwa si Parulkar. Jak to moliwe, e Adaj ma pi i p roku i nie potrafi czyta? I oni uwaaj si za najlepsz szko w Mumbaju. Musielimy poruszy z tuzin kontaktw, eby chopaka tam przyjto. Adaj by wnukiem Parulkara, uczszczajcym do zerwki w bardzo nowej i bardzo nowoczesnej szkole Dalmia. - To ten nowy system nauczania, panie komendancie. Nie chc wywiera nacisku na dzieci. - Tak, tak, ale przynajmniej powinni ju je nauczy czyta Ala i Ela. I na mnie, i na ciebie wywierano naciski, i jako nam to nie zaszkodzio. Minli ochroniarzy Parulkara i zaczli kolejne okrenie. - Musz przyzna, e ja miaem problemy z tym naciskiem. Egzaminy mnie przeraay. - Are, nie byo z tob tak le. Tylko e ty zawsze miae co innego w gowie, krykiet i filmy, a potem, szkoda gada, dziewczyny. - Parulkar si umiechn. - Pamitasz, jak musiaem ci pilnowa, kiedy si uczye? Sartad mia wwczas pitnacie lat. Zamiast siedzie w domu i zakuwa, zacz wyskakiwa przez okno, i w kocu Parulkar zdeklarowa si, e bdzie go pilnowa w wieczr przed egzaminem z matematyki. W sumie zupenie mio spdzili czas, popijajc nesk z bit mietan, zagryzajc pomaraczami i malutkimi bananami, a Parulkar wykaza si wyjtkowym talentem, bo potrafi sprowadza bardzo zoone problemy do prostych pyta. Sartad zda ten egzamin z wynikiem 58%, najwyszym, jaki kiedykolwiek udao mu si osign z matematyki. - Tak, panie komendancie. I widzielimy picego aukidara. Przypomnieli sobie, jak to rzucali skrkami z pomaraczy w drzemicego aukidara, i teraz, wspominajc to, rozemieli si tak, jak wtedy. - Przejdmy, Sartadu, do interesw. - Tak jest, panie komendancie. - Oznaczao to, e bd koczy przechadzk, ktrej zazwyczaj starali si nie zakca problemami zwizanymi z prac. - Mam dla ciebie kontakt z Firm S. To kobieta, nazywa si Iffat-bibi. Jest ciotk Sulejmana Isy. Od duszego czasu peni funkcj jednego z jego gwnych rewidentw w Mumbaju. Ma ju swoje lata, ale nie daj si na to nabra. Jest bardzo inteligentna, bardzo bezwzgldna, od lat jest jednym z jego najwikszych skarbw. - Dobrze, panie komendancie. - Moesz zasta j pod tym numerem. - Parulkar wsun Sartadowi zoon karteczk. - Jest tam w kade popoudnie. Bdzie oczekiwa twojego telefonu. - Dzikuj, panie komendancie. To bardzo wany kontakt. Parulkar tylko wzruszy ramionami i machn lekcewaco rk. - Bd ostrony. Ona nie udziela informacji za darmo. Prdzej czy pniej o co ci poprosi. Nie skadaj jej wic adnej obietnicy, ktrej nie mgby speni. - Oczywicie. - To bardzo ciekawa kobieta. Podobno swego czasu mczyni zabijali si o ni. Kiedy ja j jednak poznaem, bya ju stara. I wiesz, pomylaem sobie wtedy, e kiedy pewnie bya pikna, ale aden mczyzna nigdy jej nie zdoby. Jeli jaki mczyzna gin z jej powodu, to na pewno ona za tym staa. Co do tego nie mam adnych wtpliwoci. adnych.

- Bd uwaa. Chocia Parulkar skoczy ju przechadzk, tym samym tempem dotar do swojego samochodu. Sartad patrzy za nim, mylc, e tak naprawd nigdy si nie odwdziczy Parulkarowi za to wszystko, co on dla niego zrobi. W yciu nic nie ma za darmo, bya to jedna z pierwszych lekcji Parulkara, ale Sartad nigdy nie poczu, e odpaci mu t sam monet. Moe pewnego dnia nadejdzie pora, eby to wszystko spaci. Tego ranka Sartad i Katekar podyli dostarczonym przez Manik tropem w poszukiwaniu efektownie opisanej Kavity, ktra kiedy taczya w barze o nazwie Pritam i ktrej udao si dokona tej rzadkiej sztuki awansu na nisze szczeble show biznesu. W rzeczywistoci nazywaa si Naina Aggarwal i pochodzia z Raj Bareli. Kierownik baru Pritam spojrza na fotografi i powiedzia im, jak nazywa si serial, w ktrym ona graa, 47 Breach Candy. Oglda go co czwartek, by z niej bardzo dumny, chocia od kiedy zacza pojawia si w telewizji, ani razu si z nim nie skontaktowaa. Waciciel firmy Jazz Films, produkujcej 47 Breach Candy, da Sartadowi jej numer telefonu i adres, jednoczenie gorco polecajc mu ten program, ktry cieszy si spor popularnoci, mia wysokie notowania w TRP i wietne recenzje, by bardzo zajmujcy i chocia realizowano go na podstawie programu amerykaskiego, nadano mu w peni indyjskie cechy, osadzajc go w naszej kulturze. Naina Aggarwal nie mieszkaa ju w Andheri East, ale w Lokhandwali, w mieszkaniu, ktre zajmowaa wraz z trzema innymi, rwnie pracujcymi w telewizji dziewczynami. Bya niska, adniejsza ni na zdjciu, i rozpakaa si, kiedy tylko Sartad zapyta j, skd pochodzi, czym zajmowa si jej ojciec, czy miaa braci lub siostry. Spywajcy tusz do rzs ubrudzi ca jej twarz a po podbrdek, jeszcze zanim on zdy powiedzie: Wiemy, e bya zamieszana w pewne bardzo ciemne sprawki. Ale jeli nam pomoesz, nie bdziemy ci drczy. Szybko skina gow, przyciskajc splecione donie do ust. Skulia si na ku, przeraona ich obecnoci w tym pokoju, na ktry z takim trudem zdoaa sama zarobi. Na pce, przykrconej rubami do ciany nad kiem, sta cay rzd fotografii osb z Raj Bareli, ubranych w jaskrawe koszule, a Sartadowi udao si rozpozna jej ojca, dyrektora szkoy. Pochodzia z bardzo szacownej rodziny, a w barze taczya tylko dwa miesice, zaraz po przyjedzie do miasta, kiedy pienidze zaczy jej ucieka w niewyobraalnie szybkim tempie. Skwapliwie kiwaa gow. Usilnie pragna pozby si nas ze swojego pokoju, zanim jej wsplokatorki i ssiedzi dowiedz si, e miaa co wsplnego z brudnymi sprawami policji i e kiedy taczya w jakim obskurnym barze. - Prosz - powiedzia Sartad. Na ku obok Nainy pooy zdjcie martwej kobiety. Znasz t osob? - Wida byo, e jest przeraona, ale nie potrafia oderwa wzroku od fotografii. - Wszystko w porzdku. Po prostu powiedz nam, jak ona si nazywa. Kilka razy musiaa przekn lin, trzy razy prbowaa, zanim w kocu udao si jej to wykrztusi. - Dodo. - Dodo? Do-do? - Tak. Co si z ni stao? - Nie yje. Naina podwina nogi na ko. Wygldaa na bardzo mod. Graa w serialu penym rnych intryg, cudzostwa i morderstw, ale Sartad widzia, e ona nie jest w stanie nawet zapyta, jak Dodo umara. - Nie bj si - odezwa si Sartad. - Jeli tylko bdziesz z nami szczera, nie bdziemy ci w to wszystko miesza. Jakie nosia nazwisko? - Mascarenas.

- Dodo Mascarenas. A ty dla niej pracowaa? - Tak. - W jaki sposb? Nie podnoszc gowy z kolan, Naina sprbowaa lekko wzruszy ramionami. - Ona opiekuje si modelkami i jest producentk telewizyjn. Polecaa mnie do agencji, zaatwiaa mi role w filmach wideo. Sartad zmieni ton na bardzo delikatny i agodny. - Ale to nie wszystko, prawda? Katekar sta oparty o drzwi, nie przeszkadzajc Sartadowi w prowadzeniu przesuchania. Przez te lata wsppracy doszli do tego, e w pewnych sytuacjach, w rozmowach z kobietami, uprzejmo i troska Sartada s lepsze ni brutalne zastraszanie i krzyki. Korzystali z obu tych metod z umiarem, w zalenoci od sytuacji i potrzeb. Katekar wcisn si wic w kt i si nie rusza. - Naino-di - podj Sartad - to bardzo powana sprawa. Tu chodzi o morderstwo. Ale jeli nie bdziesz ze mn zupenie szczera, nie bd mg ci chroni. Nie bj si. Obiecuj, e w ogle nie zostaniesz w to zamieszana, nikt si nie dowie o twoim istnieniu. Dla mnie istotne s tylko informacje o tej Dodo. Twoja osoba wcale mnie nie interesuje, nic ci nie grozi. Powiedz mi, prosz. - Ona, ona znajdowaa mi klientw. - Klientw. Teraz ju pakaa rzewnymi zami, zgita w p trzsa si na caym ciele. Wyszli dziesi minut pniej, z numerem telefonu Dodo Mascarenas i adresem jej biura, oraz z pewnymi informacjami: Dodo prowadzia agencj modelek, do niej naleaa te firma produkujca programy telewizyjne. Pracowaa przy realizacji programw, a kiedy nie realizowano adnego programu, nie szukano aktorek i nie prowadzono adnej kampanii, zachowywaa pozycj na rynku poday i popytu, posyajc mode, pikne i ubogie do bogatych i wymagajcych. Wystarczyo kilka reklamowych zdj, kilka telefonw, metoda bardzo prosta i bardzo skuteczna, a wszyscy dostawali to, czego potrzebowali. Sartad i Katekar czekali na wind w ocienionym korytarzu. - Czyli nasza paczliwa Naina dostaa si do serialu - odezwa si . - Po tych wszystkich swoich tacach. - Zgadza si - odpar Sartad. - Ale co si stanie, jeli serial zrobi klap? - Z powrotem do Raj Bareli. Nadjechaa nieowietlona kabina windy, weszli do rodka, i kiedy za trzecim razem Katekarowi udao si w kocu mocno zatrzasn stalow krat, ruszyli w d, mijajc po drodze byskajce smugi wiata. - Nikt nigdy nie wraca do Raj Bareli - powiedzia Sartad. A nawet gdyby wrcia, pomyla Sartad, czy Raj Bareli przyjoby j z powrotem? Przebya t ca drog do Lokhandwalla, do 47 Breacb Candy i do Dodo, a Dodo posyaa j w jeszcze inne miejsca. - Chyba czas zadzwoni do Dilli-wali, sir? - zapyta Katekar. Po jego twarzy przesuway si dugie smugi czerni. - Jeszcze nie - odrzek Sartad. - Najpierw chc si dowiedzie, kim bya ta Dodo. Dodo Mascarenas bya osob schludn. Nie ya od piciu dni, ale jej mieszkanie lnio czystoci, wyszorowane i wypucowane. Na cianie kuchni na stalowych haczykach wisia rzd byszczcych stalowych chochli, rozmieszczonych wedug wielkoci. Na blacie obok stou w jadalni znajdoway si rwniutko ustawione dwa telefony i automatyczna sekretarka, a kafelki w azience przy korytarzu mieniy si ciemnoniebiesko.

- Ta kobieta zarabiaa nieze pienidze - odezwa si Katekar. Ale nie szastaa nimi. Kiedy zdobyli adres jej biura, okazao si, e to zarazem adres jej mieszkania, na trzecim pitrze budynku Nazara przy ulicy Jariego. Zarabiaa due pienidze, ale bya osob gospodarn - pierwszy may pokj po prawej stronie przedpokoju stanowi jej biuro, pene kartotek, z trzema biurkami, komputerem, dwoma aparatami telefonicznymi i faksem, a wszystko elegancko uporzdkowane, wszystko niezbdne do wykonywanej przez ni pracy. Nawet sypialnia nie bya zbyt ekstrawagancka, lea tam jedynie prosty, podwjny materac na niskiej ramie, bez wezgowia. Na cianie wisiao wysokie lustro, a przed nim sta stolik, zastawiony rzdem kosmetykw, oraz czarny taboret. adnych skrzanych sof, yrandoli, zotych figurek, adnego z tych zbytkw, zwykych u ludzi zajmujcych si handlem wizerunkiem i ciaami. Kiedy wycign klucz z kieszeni i wsun go do zamka, a klucz gadko si obrci, Sartad spodziewa si zobaczy przystrojony czerwonym atasem dom publiczny jak z filmu, moe baagan niechlujnej kobiety, a ju na pewno nie tak porzdn kryjwk, taki cichy dom i miejsce pracy. Wprost nie mg wyj ze zdumienia. - Dobra - odezwa si Sartad. - Przeszukajmy to mieszkanie. - Czego szukamy? - zapyta Katekar. - Musimy si dowiedzie, kim bya ta kobieta. Katekar zabra si do roboty, ale wida byo, e si niecierpliwi, pracowa szybko, bez zaangaowania. Sartad zdawa sobie spraw, e jego partner woli proste i jasne, normalne morderstwa, kiedy jest ciao, nieznany morderca lub mordercy, i trzeba szuka motywu zbrodni. W tym przypadku mieli dwie ofiary, z czego jedna niewtpliwie zabia drug, i jakie mogy mie znaczenie ich powizania? Kt to mg wiedzie? Kogo to obchodzio? Kogo obchodzi gangster i strczycielka? Katekar nie odzywa si, ale Sartad wiedzia, e w duchu przeklina t spraw. Zdaniem Katekara ta sprawa to aijedawnaja, Sartad by tego pewien, ta kobieta z Delhi bya aijedawnaja, i to wszystko mona byo dhaw. - Dhaw-dhaw-dhaw - mrucza pod nosem Sartad przy pracy. Najpierw sprawdzi sypialni, poniewa to byo proste. Wszelkie przydatne informacje i przedmioty znajdzie w biurze, ale e i tak trzeba sprawdzi sypialni, wszed tam wanie. Na caej dugoci pomieszczenia zamontowano szaf wnkow, w ktrej znalaz dwa ciasno upchane rzdy sari, bluzek, ghagr, spodni, dinsw, T-shirtw, koszul. Mona w tym byo dostrzec jaki porzdek, jak kobiec i bardzo osobist logik, ktrej Sartad nie mg do koca poj, ale zdecydowanie przypominao mu to o uoeniu koszul w jego szafie, wedug koloru, od czerwonego do niebieskiego. Kiedy zobaczy szaf Do-do, polubi t kobiet. Spodobao mu si jej zamiowanie do butw, dbao o ich skr i zrozumienie rnych funkcji obuwia - dlaczego naley mie trzy pary teniswek, od prostych po ostatni krzyk techniki. I spodobao mu si, e trzymaa je na samym kocu po prawej, na najniszym z trzech rzdw zapenionych sandaami, botkami, appalami i szpilkami. Wacicielka tego bardzo prostego i niemal pustego mieszkania ubrania miaa ekstrawaganckie. Sartad patrzy na to z uznaniem. Ale - zgodnie z przewidywaniami - w sypialni nie znalaz niczego interesujcego. W drugiej, rowej azience zobaczy mnstwo szamponw i myde, a take dwie pary majtek i stanik, wiszce na rurce od zasonki prysznicowej. W umieszczonych nad szaf z ubraniami schowkach znalaz wicej ubra, jakie naczynia i stare lampy, a w szufladach toaletki kosmetyki i przerne nici i igy, a take stos magazynw Femina, Cosmopolitan, Stardust i Elle obok ka, ale to ju byo wszystko. Kiedy Sartad wyszed do przedpokoju, Katekar koczy sprawdzanie saloniku. - Jej torebka leaa za blatem w kuchni - powiedzia. - Na pododze. Po prostu tam staa.

- Byo co w rodku? - Tylko szminki- Pralinki. Nie byo prawa jazdy, ale znalazem kart do gosowania i kart PAN. Poda obie karty Sartadowi. Na obu widnia napis Julia Mascarenas. Ale dopiero teraz Sartad po raz pierwszy zobaczy jej umiech. Na zdjciach bya pena ycia, rozanielonym wzrokiem spogldajc w kierunku aparatu, z wyrazem twarzy osoby, ktra co o tobie wie. - Byo co jeszcze? - zapyta Sartad. - Nic. Ale nie ma adnych zdj. - Zdj? - Tak, zdj. W caym domu nie ma ani jednej fotografii. Nie znam kobiety, ktra nie rozstawiaaby zdj po caym domu. Katekar mia racj. Kiedy Megha od niego odchodzia, zabraa ze sob wiele fotografii, a mimo to Sartad spdzi cae niedzielne popoudnie na zdejmowaniu zdj ze ciany i wkadaniu ich do pudeka po butach. A u Ma zdjcia zajmoway cae ciany, ukazujc historie rodziny i wszystkich jej odgazie, wszystkie rodzinne powizania i kad strat. - Moe ta Dodo trzymaa je w kartotekach - powiedzia Sartad. Poszli wic do jej biura. Kartoteki znajdoway si w czarnej szafie na dokumenty, zawierajcej cztery przegrdki, umieszczone jedna nad drug. Wszystkie byy starannie opisane: Reklama butw DSouza, Kampania restauracji Sarmila. Najnisza pka bya mocno wypchana i cika, mieli trudnoci z jej wysuniciem. - Aktorzy? - zapyta Katekar - Tak, i aktorki. - Mczyni byli po prawej, kobiety po lewej, w alfabetycznie poukadanych rzdach byszczcych prospektw, z podpitymi yciorysami. Anupama, Anuradha, Aparna. Jeszcze niezupenie aktorki, ale mode i rokujce. A byo ich mnstwo, a za duo. Wikszo z nich nie odniesie sukcesu, ale do tego zotego miasta nieustannie przybyway nastpne. I wanie z tego nadmiaru i godu, z tego prostego rwnania, zrodzi si biznes Dodo. Kontynuowali poszukiwania, otwierali szuflady i wycigali kartoteki z pek. Znaleli nisk metalow szafk, ktr udao si im otworzy za pomoc trzeciego kluczyka na kku Dodo, a w rodku leay jej ksieczki bankowe, ksieczki czekowe, wycigi z konta oraz biuteria w metalowej szkatuce: dwa zote naszyjniki, trzy pary zotych bransolet o rnych wzorach, sznur pere, brylantowe kolczyki i spltany stos ozdb ze srebra. - A gdzie s pienidze? - odezwa si Katekar. - Gdzie ona trzymaa gotwk? Za pewne towary klienci pacili wycznie gotwk. W legalnym telewizyjnym interesie Dodo przewijao si troch brudnych pienidzy, wikszo transakcji zawierano jednak za pomoc uczciwych, legalnych czekw. Prowadzona na boku strczycielska dziaalno musiaa przynosi jedynie gotwk, to pewne, mnstwo gotwki. Ale nie byo jej w tej metalowej szafce. Nie moga trzyma jej w banku. Gdzie zatem bya? Sartad uda si do przedpokoju, obszed kuchni i salonik. Zajrza pod wiszc na cianie grafik w ramce. Przedstawiaa leny pejza, ale pod zielon polan widniaa jedynie ciana. Stan na wannie w azience i opuka kafle na suficie. Wszystkie byy mocno przytwierdzone, nie kryy si za nimi adne puste przestrzenie, nie znalaz te adnych tajnych schowkw nad zbiornikiem wody wiszcym nad drzwiami. Kiedy wrci do przedpokoju, zobaczy, e Katekar odsun w biurze szafki i stoy od cian i na kolanach bada krawdzie podogi. W przeszoci zdarzao im si znajdowa pienidze w przemylnych kryjwkach, dokadnie zaplanowanych i wykonanych wnkach. W tym miecie wiedziano, jak schowa pienidze, budowniczowie do perfekcji doprowadzili umiejtno wykonywania pek i zagwkw, ktre zsuway si po naciniciu sekretnego przycisku, ukazujc ukryte skarby. Pewnego razu znaleli sztabki zota schowane w skraju workowatych, obfitych zason

z czerwonego brokatu. O takich pienidzach mwiono, e s czarne, ale Sartad zawsze myla o nich w kategoriach szaroci: tego typu zarobki byy nielegalne i stanowiy udrk dla spoeczestwa, ale podatki byy legalne i te byy zmor dla spoeczestwa, i chocia szuka tych pienidzy, nigdy nie odczuwa pogardy dla ludzi, ktrzy je gromadzili. Dodo zarabiaa jednak pienidze, sprzedajc mode dziewczyny oblenym podliwym mczyznom, jej pienidze byy wic czarniejsze ni inne, pomimo tej caej czystoci, ktrej przestrzegaa w codziennym yciu. Gdzie one mogy by, gdzie mogy by te mierdzce pienidze, ten stos papieru cuchncy wstrtn pociel hotelow i zaschnitym potem? Gdzie? Nie byo ich w tej rowej azience, nie byo ich w jej materacu. Sartad wyjmowa ubrania z szafy i rzuca je na ko, usypujc luksusowy stos jedwabistego szkaratu, bieli i ciemnej zieleni. Bada ciany szafy, opukujc je, a potem przykadajc do nich donie, i wdycha jej zapach, wo jej ciaa i perfum. Przez chwil sta z domi pasko przycinitymi do sufitu szafy, a potem podszed do ka i usiad na nim. Oparszy si o kaskad bluzek i spdnic, zapyta: Gdzie to ukrya? Gdzie?. Najbardziej prawdopodobnym miejscem bya azienka, z atwoci mona skonstruowa schowek za kafelkami, ale to miejsce zbyt oczywiste, Hema Malini, Mina Kumari i kilka innych bohaterek wpady, trzymajc gotwk w toalecie, a Dodo zdecydowanie naleaa do osb bardziej wyrafinowanych. Tego Sartad by pewien. Kiedy si nieco odchyli, zacz dostrzega sens w uporzdkowaniu jej butw. U dou szafy skonstruowane byy trzypoziomowe peczki, z tego samego drewna, rozcigajce si prawie na ca dugo szafy. Na najniszym poziomie i po prawej stao obuwie najbardziej swobodne, teniswki i jasne gumowe appale firmy Bata, a potem appale firmy Kolhapuri, w duym wyborze. Na drugim poziomie stay buty wygodne, praktyczne, profesjonalne, ale mocne, takie, ktre bez problemw mona nosi przez cay dzie w pracy. Ale na lewym kracu drugiego poziomu zaczynay si ju kozaczki, masywne, z grubymi i dugimi sznurowadami, i szalenie pretensjonalne, a grna pka zaczynaa si od prawej par czarnych botkw z ostrymi jak iga obcasami i mikkimi cholewkami, ktre musiay siga do poowy ud Dodo. Kolejne obcasy byy jeszcze delikatniejsze i bardziej niebezpieczne, cholewki i paski staway si coraz ciesze, a Sartad zauway, e ostatnia po lewej para na grnej pce, przewiecajcy poncy bursztyn zupenie nieprzypominajcy buta, cay zwajcy si w obcas cienki jak n i wyposaony jedynie w jeden ukony rzemyk, powodowa, e stopa Dodo bya naga, cho ubrana. - Brawo, Dodo - powiedzia. - Nieze buty, Dodo. Wsta, odsun buty ze rodkowej pki i, chwyciwszy za desk, szarpn. Bya solidnie zamocowana. Schyli si, zajrza pod spd i zobaczy podog oraz ty szafy pod pkami. Widzc grny rzd, przechodzcy od kozaczkw do szpilek, Sartad powiedzia na gos: - Widz, Dodo, e idziesz z prawej do lewej. Pochyli si nisko, szeroko rozoy rce i chwyciwszy za boki grnej pki, pocign. Wci wszystko trzymao si mocno, ale w tym momencie jego palce zelizgny si i wyczu jaki rowek, dwa rowki, po obu stronach. Biegy wzdu bokw pek, tu poniej wysunitej krawdzi grnej pki, wysokie na grubo palca i dugie na kilkanacie centymetrw: to musiay by uchwyty. Nos Sartada znajdowa si w odlegoci zaledwie paru centymetrw od czarnych szpilek Dodo, a krew w jego yach pulsowaa. Mam ci. Mam ci. Chwyci za uchwyty i pocign. Nic si jednak nie wydarzyo, nie poddao si. Wci wszystko mocno si trzymao. Ale u gry prawego uchwytu co si poruszyo, co skurczyo si pod palcami. Zapar si domi o gr pki i nacisn, jakby to by bardzo sztywny hamulec motocykla, i teraz tak, tak, wyrany ruch, zatrzask puci. Zrobi to samo po obu stronach i pocign, a wtedy cao, wszystko razem, trzy pki z butami, caa konstrukcja wysuna si z szafy. Z umiechem na twarzy cofn

si, rozrzucajc appae, botki i sandaki z paskami. - Aj, Katekar - krzykn. - Katekar. Uszczliwieni, razem zagldali do gbokiej na p metra skrytki, w ktrej Dodo schowaa swoje tajemnice. Byy tam, oczywicie, pienidze: starannie poukadane stosy banknotw sturupiowych i pisetrupiowych, wcinite na sam ty, po lewej. Katekar spojrza na nie okiem zawodowca, przykadajc do nich rozpostarty kciuk i may palec lewej doni. - Niewiele - powiedzia. - Pi lub sze lakhw. Niektre przypominaj pienidze Gaitondego. Paczki banknotw pisetrupiowych byy zupenie nowe, w banderolach Central Bank of India, podobnie jak tamte zawinite w to samo praktyczne opakowanie z plastikowej, kurczliwej folii. - Gaitonde musia jej paci - powiedzia Sartad. - Za usugi randi. Po prawej, rwnie wcinite na koniec wnki, jeden na drugim leay trzy czarne albumy ze zdjciami. Ale Sartad nie odczuwa adnej pilnej potrzeby, zupenie nie cigno go, eby je wzi, otworzy i zanurzy si w sekretnym yciu Dodo. Skoncentrowa si na pienidzach i wiedzia, e Katekar myli o tym samym. Sysza to w jego powolnym oddechu, cinitym z powodu niewygodnej pozycji w kucki. Gotwka stanowia problem - znalezione w mieszkaniu denatki sze lakhw w lewych pienidzach zazwyczaj traktowao si jako prezent dla dobrych policjantw. Nie cao, takim nieoczekiwanym podarunkiem mogo by z pi lakhw, a jeden lakh bdzie musia znale si w pannamie, a zatem trafi w paszcz rzdu, i tyle. Nikt nie bdzie stawia kopotliwych pyta o lewe pienidze zmarej burdelmamy. Kwota bya na tyle maa, e nikt nie zauway jej braku, a jednoczenie nie zostan przekroczone granice rozsdku, ktrym hodowa Katekar. Nikt nie zwrci na to uwagi, chyba e Dodo prowadzia jaki rejestr albo mwia komu o swoich pienidzach. Niezbyt prawdopodobne, ale niewykluczone. Ale w wypadku tej wyjtkowo nerwowej, powizanej z Delhi sprawy, w ktr na dodatek zaangaowane byo RAW, ryzyko mogo by zbyt wysokie, spojrzeli wic tylko po sobie i podjli decyzj. - Albumy - rzuci energicznie Sartad i wycign je z wnki. Zdjcie otwierajce pierwszy album przedstawiao modziutk Dodo, o wiele lat modsz i o wiele dowiadcze ubosz. Ubrana bya w czerwon sukni, w zasadzie w dziecic sukienk, z kwadratowym konierzem i wysokim pasem, i wygldaa na jakie szesnacie lat. Siedziaa na czarnej kanapie, splecionymi ramionami obejmujc starsz dziewczyn, mod kobiet szczerzc zby w identycznym, szerokim umiechu. Na kolejnych kilku stronach wida byo t sam par, jak miej si na ku, nad morzem, na balkonie z widokiem na grujce dachy Mumbaju. - Siostry - stwierdzi Katekar. - Zgadza si - odpar Sartad. - Ale kto robi te zdjcia? - Dalej przerzuca te obrazy szczcia i mioci. W pewnym momencie napotka pust stron, ca bia. Ale kiedy bya tu fotografia, zosta po niej odcisk pod cienkim plastikiem. Na kolejnej stronie znowu pojawiay si dwie siostry, tym razem na terenie Wiszcych Ogrodw. Co par stron brakowao jednak jakiego zdjcia. Mniej wicej w poowie albumu siostry witoway urodziny. Nie byo wida jakiego specjalnego przyjcia, tylko one dwie, prezenty na stole w jadalni i rowy tort z biaym lukrem. - Siedemnastka - powiedzia Katekar. Ze swoj gow do rachunkw zdy ju oszacowa liczb poncych jasno wiec. Kiedy Sartad odwrci stron, okazao si, e ta rwnie jest pusta, tym razem jednak nie byo na niej ani ladu po fotografii. Reszta albumu bya pusta.Fotografowanie nagle si

skoczyo. Sartad odoy album i sign po nastpny. Ten cofa si do lat szkolnych. Siostry byy w biaych, szkolnych bluzkach i ciemnych spdniczkach. Na bosaka, z identycznymi, sterczcymi na boki jak skrzyda warkoczykami stay szczliwe przed domem z grubymi, drewnianymi drzwiami, nadproem z cikiego kamienia i widocznym wewntrz, owietlonym socem podwrzem. - Wioska - stwierdzi Sartad. - Ale gdzie? - Na poudniu - odrzek Katekar. - Gdzie na poudniu. Moe Konkan. Obie siostry pozoway teraz w atelier, w identycznych bkitnych sukienkach z bufiastymi rkawami i ogromn fontann koronek pod szyj, a z nimi staa ich matka. W statecznej czerni, miaa na sobie sukienk z dugimi rkawami sigajcymi po nadgarstki, jej gowa wiecia pasmami siwizny, a wiata rozpalay pomieniem krzyyk na jej szyi. Umiechaa si, cho ostronie. - Nie ma ojca - powiedzia Sartad. - Tak, nigdzie nie wida ojca - przyzna Katekar. - Co to za miejsce, ferma? Siostry bawiy si pod drzewami, w zagajniku przesyconym zielonym wiatem, biegay wrd dugich rzdw rolin, przemykay midzy zawijajcymi si na krawdziach szerokimi limi. - Nie wiem - odpar Sartad. Nic nie wiedzia o drzewach ani o rolinach czy farmach. To by zupenie inny wiat. Ostatni album nalea do staromodnych, jakich ju si nie robi, z grubymi, czarnymi kartami, a pierwsze zdjcie zamocowane byo do strony za pomoc maych, czarnych rokw, eleganckich skrzydeek. Sartad nie mg sobie przypomnie, jak one si nazywaj. Ale jak na zawoanie obaj, i on, i Katekar, powiedzieli: - Ojciec. Ojciec siedzia w tej szczeglnej, sztywnej pozie, jak mczyni i kobiety z minionych epok przyjmowali przed aparatem fotograficznym, kiedy to wyjtkowe wydarzenie wymagao oficjalnego zachowania, i by ubrany w biay mundur. Ramiona mia cofnite, a zwinit w pi praw do opiera o biodro. - Marynarka - odezwa si Katekar. - Handlowa. Ojciec mia wielkie oczy swoich crek, patrzyy wprost w aparat. Na kilku kartkach mia jednak tylko jedn crk, ktra staa midzy nim a jego on, trzymajc ich za rce. I nagle, na kolejnej stronie, pojawi si nowy czonek rodziny.Rczki i nki wycigaa w kierunku aparatu, umiechajc si bezzbnymi ustami, miaa cieniutkie woski i okrg buzi. Sigaa w stron umieszczonego nad fotografi imienia, atramentem wypisanego odrcznie na czarnej stronie biaym pismem z zawijasami i ozdobnikami: Julia. - Ju-lia? - zapyta Katekar. - Tak - odrzek Sartad. - Jak towarzyszka Romea. Katekar mia dugo i dononie. - Czyli Julia staa si Dodo? A Gaitonde to jej Romeo? - Wymawia Rom-jo i Sartad, syszc ten jego rechot, uzna, e to naigrywanie si jest niesprawiedliwe i wstrtne. Uzna, e Katekar jest bardzo ordynarny, ganwar i prostacki, ale nie chciao mu si go strofowa. Sartad czu jak sabo do tej dawnej Julii, tej sprzed Dodo. Na kolejnych stronach dorastaa, otoczona opiek siostry i matki. Wkrtce po tym, jak Julia nauczya si chodzi, matka zacza obie siostry ubiera tak samo, w identyczne sukienki, byy tak samo uczesane, i miay jednakowe opaski na wosy. Pierwsza fotografia, na ktrej pojawiy si tak ubrane, bya zdjciem portretowym zrobionym w atelier, na tle wiey Eiffla. Stay, trzymajc si za rce, pod

zgrabnym, wznoszcym si ku czerwonemu niebu ukiem, a pod zdjciem widniay dwa imiona: Mary i Julia, oddzielone wymylnym zakrtasem. - Mary Mascarenas - powiedzia Sartad. To bya ta siostra. Identyczne stroje skoczyy si, kiedy Julia miaa dziesi, jedenacie lat, na ostatnich zdjciach tego albumu. Na fotografii urodzinowej miaa wosy krtko cite, rwno wok gowy, duo krcej ni Mary, i poyskujcy naszyjnik z jasnych koralikw. Ubrana bya w tak sam sukienk, jak jej siostra, ale wygldaa inaczej. Lepiej j nosia. Julia zacza manifestowa swoj osobowo, wiedziaa, kim jest, i przeciwstawiaa si swojej matce. Sartadowi podobaa si jej postawa, ta niecierpliwa ywioowo, zuchwao. A obok bya ta powana Mary. W nalecym do Dodo grubym notesie adresowym pod liter M Sartad znalaz Mary, wraz z numerem do pracy i domowym oraz adresem w Kolabie. Ale numer by stary, nieaktualny, Sartad pamita, e ju siedem lub osiem lat temu centrala w Kolabie zostaa zmieniona na cyfrow. Czyby Dodo od omiu lat nie rozmawiaa z Mary? Sartad zastanawia si nad tym, a tymczasem zajli si uporzdkowaniem mieszkania, odkadajc wszystko na miejsce, wszystko oprcz zawartoci szafy w sypialni. Potem Sartad zadzwoni do Delhi-wali. Usiedli w biurze Dodo i czekali. Sartad powoli krci si na biurowym fotelu Dodo, rozmylajc o tych siostrach i ich ktniach. Ma czsto opowiadaa o swojej starszej siostrze, Mani-maui, e bya uparta, e z komunistyczn gupot odmawiaa przyjcia staej pomocy, pomimo dugotrwaej choroby i niedomaga, przecie co by si stao, gdyby nagle zasaba i spada ze schodw, czy te zdarzyoby si co podobnego, ile razy mwiam jej, eby tu przyjechaa i zamieszkaa ze mn, ale ona jest taka uparta. Sartad nigdy nie umia zmusi si do tego, eby powiedzie jej, e ona sama, jego mama, ta modsza siostra, wcale nie jest mniej uparta, wcale nie mniej chroni t swoj subteln niezaleno, rwnie mocno jest oddana stworzonemu przez siebie domowi, tym wysokim cianom, byszczcym podogom i znanym wiatom, cichym korytarzom. Dodo te zbudowaa sobie dom, i wiele j to kosztowao. W kuchni, obok zlewu, w maym schowku tu nad podog znaleli skrzynk z narzdziami i dwa rzdy puszek z rnokolorowymi farbami. Sama malowaa pokoje. W lodwce znajdoway si plastikowe pojemniki z resztkami jedzenia. Dodo niczego nie wyrzucaa. Pozwalaa sobie na luksusowe buty, ale bya oszczdna. Jak rwnie energiczna, pomyla Sartad. Widzia to po zdjciach. Chyba bya dobra w tym, co robia. Delhi-wali nie kazaa dugo na siebie czeka. W cigu dwudziestu minut, moe nawet szybciej, przyjechaa czarnym ambassadorem. Z okna saloniku Sartad i Katekar obserwowali samochd zajedajcy z du szybkoci pod budynek. Dobieg ich dwik zatrzaskiwanych drzwi i niecae dwie minuty pniej usyszeli pukanie. Jako pierwsza wesza Andali Mathur, dyszc ciko. Dzisiaj miaa na sobie brunatny alwar-kamiz. Tu za ni zda Makand, czowiek, ktry wyrzuci Sartada z bunkra Gaitondego. - Sypialnia? - zapytaa Andali Mathur. Sartad wskaza drog. Zdy ju przez telefon powiedzie jej, jak Dodo si nazywaa, jaka bya jej profesja, a raczej profesje, o tajnym schowku w szafie i o jej siostrze, Mary. Zadzwoni pod numer telefonu stacjonarnego, ale rozmowa musiaa zosta przekazana na telefon komrkowy, ktry niosa w lewej rce. - Czy moecie poczeka na zewntrz? - rzucia przez rami, idc przez pokj. Jeden z jej wystrzyonych sugusw ju trzyma klamk, i Katekar ledwo zdy przekroczy prg, kiedy drzwi si zatrzasny. Wraz z Sartadem stali na korytarzu, zbyt zaskoczeni, eby si zoci.Nie mieli nic do roboty, mogli jedynie czeka, wic czekali.

- Te utije z ni to ci sami, co wtedy u Gaitondego - powiedzia Katekar. Sartad skin gow. Towarzyszcy Andali Mathur trzej mczyni byli w bunkrze Gaitondego, wszyscy tak samo podstrzyeni i w takich samych butach. Jakie buty ona zaoya, jakie dopasowaa do swojego brzowego alwaar-kamiz? Nie zdy zauway, wszystko odbyo si tak szybko. Na pewno byo to co wyjtkowo solidnego, praktycznego i na paskim obcasie. Naleaa do kobiet z wosami cignitymi mocno do tyu, z porzdnie zaoon dupatt i kwadratow, brzow skrzan torb na szerokich paskach, dostatecznie du, eby pomieci wszystko, co midzynarodowy agent zabiera na misj. Powietrze przed wind byo stche i bardzo gorce, i Sartad poczu, e na przedramionach zbiera mu si pot. Zacz oddycha gboko, w rytmie, ktry opracowa, kiedy tysice razy sta na policyjnych czatach. Jeli tylko uda mu si to zrobi w odpowiedni sposb, pot i upa ustpi, czas zwinie si w kbek, wirujc zastygnie w bezruchu, a on sam uwolni si od wiata, cho wci bdzie si w nim znajdowa. Ale musia zrobi to jak naley. Oddycha, syszc, jak po drugiej stronie drzwi Katekar rwnie stara si odnale spokj w tym natarczywym bezruchu. Razem pocili si, a po chwili ju razem oddychali. Sartad szybowa w powietrzu, obracajc si wok wasnej osi, unosi si w gr i nurkowa w pomieszczeniach swojego dziecistwa, gdzie w zatroskanym skupieniu bieli teniswki na WF, pokazywa je Papie-di, ktry mia obsesj na punkcie idealnej bieli, duo wiksz ni wszyscy dyurni w szkole, i ktry wpoi swojemu synowi, e nawet najlepszy strj mona zepsu przez byle jakie buty, a nawet przecitny moe wyglda wspaniale dziki mikkim, lnicym jak lustro, ciemnobrzowym mokasynom z frdzlami. Co mama zrobia z butami Papy-di, z tymi uporzdkowanymi czarnymi i brzowymi szeregami butw w specjalnej wskiej szafce, zawsze stojcej po lewej stronie szafy z ubraniami? I co si stao z jego garniturami, z tym zapachem zroszonych deszczem zboczy gr i weny z domieszk naftaliny? Porozdawane, popakowane. Ju teraz stracone, nawet ta biaa filipiska koszula, ktr znajomy przywiz z Manili, doskonale podkrelajca biae, wywinite do gry wsy Papy-di i wysunity do przodu uk jego brody, ta, ktr z urzekajc ekstrawagancj woy na swoje szedziesite sidme urodziny do szarych spodni z diagonalu i czarnego jak wgiel turbanu. Sartad z zachwytu a wybuchn miechem, kiedy zobaczy go kroczcego wirowan ciek przed domem. Ale tego samego wieczoru, pniej, wracajc z restauracji, kiedy pokonywali trzy pitra w nowym centrum handlowym, Papa-di musia si zatrzyma na drugim pitrze, eby zapa oddech, a Sartad odwrci wzrok, uporczywie patrzy przez okno na neony i sucha cichego, nierwnego, turkoczcego dwiku, ycia, ktre wci si odnajduje, nadal dziaa, i poczu strach. - Inspektorze Singh? - To Makand wystawi swj szary eb na korytarz. -Prosz wej. Zaproszenie dotyczyo tylko Sartada. Andali Mathur siedziaa przy stole w saloniku. Wskazaa na stojc na stole butelk zimnej wody i szklanki. - Przepraszam, e musia pan czeka na zewntrz. Ta sprawa wymaga jednak zachowania szczeglnej ostronoci. W saloniku nie byo onierzy jej maej armii. Moe przeszukiwali sypialni. Sartad nala sobie szklank wody, wypi i czeka. Woda bya rozkosznie zimna. Cieszy si, e moe si napi i e moe nic nie mwi, poniewa nie mia pojcia, co to za sprawa. Andali Mathur miaa bardzo szczere oczy, bardzo jasne, ale teraz ona czekaa, a on si odezwie. Nala sobie drug szklank wody, i tym razem pi wolno, sczc j yk po yku. Jeli ta sprawa tak wygldaa, cokolwiek znaczy tak, mwienie na nic mu si nie przyda. Popija wod i patrzy prosto w oczy Andali Mathur, bynajmniej nie starajc si zmusi jej do odwrcenia wzroku, po prostu patrzy obojtnie, popija wod, ale nie ustpowa.

Poprawia si nieznacznie i leciuteko umiechna. - Czy chcesz si dowiedzie, czego dotyczy ledztwo? - Powie mi pani tyle, ile uzna za suszne. - Niewiele mog powiedzie. Ale mog zapewni, e sprawa jest bardzo powana. - Tak. - Jak pan to odbiera? - Przeraa mnie to. - Nie czuje pan podniecenia, e zosta wybrany do pracy nad powan spraw? Sartad odrzuci gow do tyu i rozemia si. - Podniecenie to jedna rzecz. Ale powane sprawy mog pochon maych inspektorw. Teraz ju umiechaa si szeroko. - Ale bdzie pan nad tym pracowa? - Wykonam kade polecenie. - Tak. Przykro mi, e nie mog panu wicej wyjani. Ale powiedzmy, e jest to zwizane z bezpieczestwem narodowym. - Znowu czekaa, a on co powie. - Rozumie pan, co mwi? Sartad wzruszy ramionami. - Takie sprawy zawsze trc mi filmem. Z reguy najbardziej podniecajc rzecz, jak robi, jest aresztowanie miejscowych tapori za wymuszanie. Od czasu do czasu jakie morderstwo. - Ta sprawa jest rzeczywista. - W porzdku. - I wielkiego znaczenia. - Rozumiem. - Sartad niewiele rozumia, ale jeli to sprawa o odpowiednim formacie, by moe korzystniej jest by w ni zaangaowanym. Wykonywanie drobnych usug na rzecz sprawy wielkiego znaczenia mogo przynie jakie uznanie czy odznaczenie. - Potrzebujemy wicej informacji na temat tego, co czyo Dodo i Gaitondego. Czym si wsplnie zajmowali. - Rozumiem. - Bardzo szybko znalaz pan t Dodo. aba. Ale musimy dowiedzie si wicej. Prosz si postara ruszy ledztwo w sprawie Gaitondego. Zajmijcie si jego wsppracownikami, jego pracownikami, wszystkimi, kogo tylko uda ci si znale. Sprawdcie, co maj do powiedzenia. - Tak zrobi. - Kto w komisariacie w Kolabie sprawdzi numer telefonu jej siostry, a kiedy j namierzymy, porozmawia pan z ni, sprbuje pan wydoby z niej co o Dodo. - Mam porozmawia z jej siostr? - Tak. Nie mona byo prowadzi ledztwa, nie wpywajc na jego obiekt, ledzona osoba zaczynaa mie si na bacznoci. A Andali Mathur, z przyczyn, ktrych nie chciaa ujawnia, bardzo zaleao, eby podejrzani sdzili, e to ledztwo o charakterze lokalnym. Sartad pomyla, e kobieta ma twarz oficera ledczego, wyraajc zainteresowanie, ale jednoczenie jest obojtna, niczego nie zdradza. - Dobrze, pani komendant - powiedzia. - Czy mog powiedzie jej, gdzie zmara jej siostra? - Tak. Prosz si dowiedzie si, czy ona co wie o zwizkach swojej siostry z Gaitondem. I tak jak przedtem, prosz przekazywa informacje bezporednio do mnie. Tylko do mnie. Pod tym numerem telefonu. I to ju byo wszystko, jeli chodzi o polecenia i wyjanienia ze strony Andali Mathur.

Sartad wzi ze stou butelk i szklank i zanis je do Kateka-ra, ktry by ju zupenie mokry od potu spywajcego z ramion w d plecw. Jemu upa nie przeszkadza tak, jak Sartadowi, bez problemw mg odby wielokilometrowy marsz w majowe popoudnie, ale duo bardziej si poci. Przyczyny tej aroodpornej wytrzymaoci Sartad upatrywa w wieloletnim treningu Katekar dorasta, nie znajc nawet wentylatorw, wic beztrosko przetrzymywa upay. Wszystko zaleao od tego, do czego czowiek jest przyzwyczajony. Katekar wypi szklank wody. - I co, skoczylimy z t spraw? - zapyta, nieznacznym ruchem gowy wskazujc mieszkanie Dodo i Andali Mathur. - Jeszcze nie - odpar Sartad. Katekar nic wicej nie powiedzia. - Napij si - powiedzia Sartad, umiechajc si. - Czeka nas duo pracy. Od nas zaley bezpieczestwo narodowe. W komisariacie czeka na Sartada kto inny, kto rwnie chcia porozmawia o bezpieczestwie narodowym. Nazywa si Wasim Zafar Ali Ahmad, a jego nazwisko, wypisane w jzyku hindi, w urdu i po angielsku, widniao na wizytwce, ktr wrczy Sartadowi. Pod nazwiskiem znajdowa sie tytu Pracownik socjalny i dwa numery telefonw. - Zaskoczyo mnie, sahibie inspektorze - powiedzia - kiedy dowiedziaem si, e by pan dwa razy w Nawnagarze i nie skontaktowa si ze mn. Pomylaem, e moe nie mg mnie pan znale. Zazwyczaj nie ma mnie w domu. Duo jed, w zwizku z prac. Sartad odwrci w palcach wizytwk i odoy j na bok. - Byem w Bengali Burze. - Siedzieli naprzeciw siebie, przy jego biurku. - A to przecie jest w Nawnagarze. Mam tam sporo pracy. - Ten Ahmad z dugim nazwiskiem mia jakie trzydzieci lat, by rednio pulchny, rednio wysoki i bardzo pewny siebie. Czeka na Sartada przed komisariatem, i z wizytwk w doni wszed za nim do rodka. Mia na sobie czarn koszul z delikatnym biaym haftem przy mankietach, nieskazitelnie biae spodnie, a na jego twarzy malowao si zdecydowanie. - Czy pan zna tego zabitego chopaka? - zapyta Sartad. - Tak, czasami go widywaem. Sartad natomiast widywa tego Ahmada, by tego pewien. Wyglda znajomo i niewtpliwie odwiedza komisariat, jak to czsto robili pracownicy socjalni. - Pan mieszka w Nawnagarze? - Tak. Po stronie autostrady. Moja rodzina osiedlia si tam jako jedna z pierwszych. Wwczas byli to z reguy ludzie z Uttar Prade czy z Tamil Nadu. Ci Bengalczycy przybyli pniej. Jest ich za duo, ale c mona poradzi? Pracuj wic z nimi. - I zna pan tych apradhi? I tego Biharczyka, ich szefa? - Tylko z widzenia, sahibie inspektorze. Nawet nie mwimy sobie dzie dobry. Ale wiem, kto ich zna. A teraz to popenione przez nich morderstwo. To jest bardzo ze. Przybywaj z zewntrz i le si zachowuj w naszym kraju. Szargaj dobre imi porzdnych ludzi, ktrzy std pochodz. Mia na myli indyjskich muzumanw, ktrzy musieli znosi oszczerstwa i nienawi szeroko propagowane przez hinduskich fundamentalistw. Sartad usiad wygodnie i gadzi si po brodzie. Wasim Zafar Ali Ahmad by bez wtpienia czowiekiem interesujcym. Jak wikszo tak zwanych pracownikw socjalnych pragn pi si w gr, sta si wan postaci w okolicy, czowiekiem z koneksjami, do ktrego bd cign ludzie, uznawanym przez partie polityczne za lokalnego dziaacza i ochotnika, a w kocu rozwaanym jako potencjalny kandydat w wyborach. Pracownik socjalny mg zosta MLA, a nawet parlamentarzyst, trwao to dugo, ale to ju wielokrotnie si zdarzao. Ahmad wykazywa ten polityczny talent, polegajcy na

umiejtnoci mwienia frazesw, ktre nie brzmi miesznie. Mia dostatecznie inteligentny wygld, a by moe rwnie zapa i bezduszno. - Rozumiem, e dla dobra kraju i porzdnych obywateli chce mi pan udzieli pomocy w tej sprawie? - zapyta Sartad. - Oczywicie, sahibie inspektorze, oczywicie. - Ahmad cieszy si, e zosta zrozumiany, wida to byo po jego brzuchu, po caym jego ciele. Opar si okciami na biurku i nachyli w stron Sartada. - Ja znam wszystkich w Nawnagarze, a nawet w Bengali Burze. Mam szerokie kontakty, pracuj z tymi ludmi i ich znam. Mog wic, no wie pan, po cichu ich wypyta. Mog sprbowa dowiedzie si, co ludzie mwi, co wiedz. - A co pan teraz wie? Czy wie pan cokolwiek? Ahmad zachichota. - Are, nie, nie, sahibie inspektorze. Ale nie wtpi, e uda mi si czego dowiedzie, wypytujc to tu, to tam, na pewno czego si dowiem. - Rozsiad si wygodnie, tusty i opanowany. Sartad ustpi. Ahmad nie by tak gupi, eby za darmo wyjawi wartociowe informacje czy te swoich informatorw. - W porzdku - stwierdzi Sartad. - Bd wdziczny za pask pomoc. A czy ja mgbym co dla pana zrobi? Zawarli wic porozumienie. - Tak, saab, musz przyzna, e jest co takiego. - Ahmed porzuci swj urok i cicho, wyranie, przedstawia swoje warunki. - W Nawnagarze mieszka dwch braci, modych chopakw, jeden ma dziewitnacie lat, a drugi dwadziecia. Codziennie zaczepiaj dziewczyny idce do pracy, mwi im takie rne rzeczy. Prosiem ich, eby dali sobie z tym spokj, ale oni zaczli mi grozi. Otwarcie powiedzieli, e poami mi rce i nogi. Sam mgbym si nimi zaj, ale si powstrzymaem. Kiedy jednak problemy staj si zbyt due, sahibie inspektorze... - Nazwiska? Wiek? Gdzie mog ich znale? Ahmad mia ju wszystko skrztnie spisane w notatniku i teraz z namaszczeniem wyrwa jedn z kartek i poda j Sartadowi. Szczegowo opisa ca rodzin, a potem przeprosi. - Ju i tak zajem panu do duo czasu, sahibie inspektorze - powiedzia. -Ale jeli bdzie pan czego potrzebowa, prosz do mnie dzwoni o dowolnej porze. - Skontaktuj si z panem, kiedy zajm si tymi dwoma - odpar Sartad. - Obywatele Nawnagaru bd bardzo zadowoleni, saab, jeli uda si panu uchroni ich siostry i crki przed tym codziennym utrapieniem. Z tymi sowy Wasim Zafar Ali Ahmad pooy do na piersi i wyszed. Powoa si na mieszkacw Nawnagaru, ale obaj z Sartadem wiedzieli, e trzeba ukara tych dwch braci, bo Ahmad tak sobie yczy. Bya to pierwsza propozycja w ich ukadzie, ten test zaufania i dobrej woli. Sartad zatrzyma tych przydronych Romew, ktrych gwnym przewinieniem niewtpliwie nie byo napastowanie przechodzcych kobiet, lecz brak szacunku dla Ahmada. Sartad zajmie si nimi, a Ahmad przekae mu pewne informacje. Wtedy bdzie postrzegany w ba-stii jako czowiek, ktry ma powizania w policji, zy ska rozgos i coraz wicej ludzi bdzie do niego przychodzi w poszukiwaniu opieki i pomocy, a to z kolei powikszy jego wpywy. Jeli wszystko pjdzie po jego myli, za kilka lat to moe Sartad bdzie do niego mwi saab. Ale na razie bya to odlega przyszo, w tej chwili za przede wszystkim naleao ukara tych zaczepiajcych kobiety braci. Wszystkie wielkie kariery zaczynay si od takich drobnych przysug i na nich si opieray. Wzajemna korzy to olej, ktry smaruje tryby zarwno wielkiej, jak i maej maszynerii wiata, a Sartad mia z tego skorzysta, eby mc posa przestpcw do

wizienia. W karku i przedramionach budzio si podniecenie, ten dobrze znany dreszcz, ktry go przechodzi, kiedy inspektor czu, e badana sprawa staje przed nim otworem. Dobrze, dobrze, to dobrze. Gupot byoby oczekiwa sukcesu, ale Sartad mimowolnie rozkoszowa si podnieceniem, ktre dawao mu to wyczekiwanie. Znajdzie zabjcw, zapie ich, zwyciy; myl o wygranej eksplodowaa iskrami w jego piersi, jak may poar, i przez cay dzie czerpa z tego energi. Tego samego wieczoru, nad szklaneczk szkockiej, Sartad opowiedzia Madidowi Khanowi o swoim nowym informatorze z dugim nazwiskiem. Mad-id nie pi, ale zawsze trzyma dla Sartada butelk czarnego Johnny Walkera. Inspektor czstowa si ni zawsze, kiedy przychodzi do nich na kolacj, a tego wieczoru nieco jej naduywa, akomie poykajc trunek. Kiedy opowiada Madidowi o Wasimie Zafarze Ali Ahmadzie, dzieci Madida rozkaday na stole talerze, a ich matka pobrzkiwaa ykami w kuchni. - Tak, znam tego Ahmada - powiedzia Madid. - A w zasadzie jego ojca. - Skd? - Spotkaem go podczas zamieszek, tu obok autostrady w Bandrze. Jechaem do Mahim z czterema policjantami. Z daleka dostrzegem trzech sukinsynw, ktrzy nad czym si pochylali. Ulice zupenie opustoszae, rozumiesz, tylko pusta droga i tych trzech goci. Kazaem wic kierowcy jecha dalej. Przyspieszylimy, a kiedy trjka tych utijw zobaczya naszego dipa, natychmiast ucieka. Wtedy zobaczyem mczyzn lecego na ziemi. Wyglda typowo, moesz sobie wyobrazi, siwa broda, czysta biaa kurta, biae topi, po prostu stary muzumaski dentelmen. Prbowa ucieka, ale oni go dopadli i powalili na ziemi. By bardzo przeraony, ale nic mu si nie stao. - Z pewnoci staoby si, gdyby go nie uratowa. Nie yby. - Are, wcale go nie uratowaem. Zupenie przypadkowo tam przejedalimy. - Madid nie prezentowa adnej faszywej skromnoci, po prostu przedstawia suche fakty. Podrapa si po piersi i ykn nimbu pani ze szklanki. - W kadym razie wsadzilimy go do dipa i zabralimy ze sob. Przez godzin nie mg sowa z siebie wydusi. Ale od tego czasu zawsze przychodzi do mojego biura na kade Bakrid i przynosi troch gosztu, ktrego dotykam i odsyam go z tym z powrotem. A on i tak zawsze przychodzi. Miy staruszek. Oparci o parapet, stali na balkonie znajdujcego si na smym pitrze mieszkania Madida. Okrgy ksiyc wisia nisko nad aman lini prostoktnych dachw, nad ciemn granic podmokych nizin, nad rzdem kholi z blaszanymi dachami i nad rozlewajcym si w oddali morzem. Sartad nie potrafi przypomnie sobie, kiedy ostatnio widzia tak idealnie okrgy ksiyc. Pomyla, e aby to zobaczy, trzeba wznie si tak wysoko, tak wysoko unie si nad ulicami. - A syn nigdy nie przychodzi z tym staruszkiem? Podzikowa i prosi ci o pomoc? - Nie. - Sprytny go. - Ahmad wykazywa si inteligencj, starajc si nie naduywa nici wdzicznoci, ktra wizaa jego ojca z Madidem, nie prbowa si jej uczepi. Postpowa waciwie, nawizujc kontakt z Sartadem, miejscowym inspektorem. Jeli Sartad i policjanci bd zadowoleni z Ahmada, polec go Madidowi, a ten z kolei pomoe Ahmadowi zyska wpywy i prowadzi jego, nie do koca legaln, dziaalno, przynoszc mu korzyci i moliwo dalszego rozwoju. - Tak - powiedzia Madid. - On nie jest tak niewinny, jak jego ojciec. - Czasami niewinni maj bardzo duo szczcia, nieprawda? - Czasami. Ten ojciec opowiada, e w zamieszkach zgin jaki ich krewny. Jaki kuzyn.

- Bliski kuzyn? - Nie, jaki daleki, na to przynajmniej wygldao. Staruszek bardzo by tym przejty, kiedy po raz pierwszy do mnie przyszed. Powiedziaem mu, e mia szczcie, e zgin tylko jeden daleki kuzyn. Jeli tylko dobrze si przyjrze, w tym kraju w kadej rodzinie znajdzie si jakiego krewnego, od ktrego szczcie si odwrcio. Jak nie w tych zamieszkach, to w innych. Bya to prawda. Sartad we wasnej rodzinie sysza opowieci o ludziach, ktrzy w rodku nocy musieli ucieka z domu. - Wracajcie ju - zawoaa Rehana z mieszkania. W rku trzymaa dobrze znan, plastikow misk ze szczeln przykrywk i ozdobion wzorem z czerwon r. Robia roti w kuchni. Khim przygotowaa wczesnym wieczorem, wsplnie ze swoj pomocn we wszystkim suc, a ze wsppracy tych dwch kobiet mogo powsta co rozkosznego lub wstrzsajcego. Zawsze bya to loteria, i kiedy Sartad przysuwa teraz sobie krzeso, cieszy si, e napi si whisky. Imtiaz i Farah przepychali si okciami, zasiadajc przy stole. Zna te dzieci od czasu, gdy stawiay pierwsze kroki, a teraz, kiedy byy prawie dorose, to mae mieszkanie sprawiao wraenie jeszcze mniejszego. Imtiaz poda mu misk. - Wujku, czy widziae stron internetow CIA? - Amerykaskiej CIA? - zapyta Sartad. - Tak, maj witryn, na ktrej udostpniaj swoje tajne dokumenty. Farah nakadaa Sartadowi raita do miski. - Durniu, jeli pozwalaj ci je czyta, to na pewno nie s one tajne. Wujku, on cae godziny spdza na wyszukiwaniu gupich artykuw i na rozmowach z dziewczynami przez internet. - Zamknij si - odezwa si Imtiaz. - Nikt ci nie pyta o zdanie. Madid si umiecha. - A ja wydaj cae tysice rupii, eby mj syn mg rozmawia z dziewczynami w Ameryce? - W Europie - powiedziaa Farah. - On ma dziewczyn w Belgii i drug we Francji. - Masz dziewczyny? - zapyta Sartad. - Ile ty masz lat? - Pitnacie. - Czternacie - poprawia Farah z umiechem. - Mog si zaoy, e mwi im, e ma osiemnacie. - Przynajmniej gadam, jakbym mia osiemnacie. A nie jak niektrzy, co to si zachowuj, jakby wci mieli jedenacie. Farah signa pod st i Imtiaz si skrzywi. Unis rk. - Kobiece paznokcie - powiedzia, sprawiajc wraenie bardzo zadowolonego z siebie s groniejsze ni okcie. - Przestacie - odezwaa si ich matka. - Dajcie wujkowi spokojnie zje. Sartad posmakowa jedzenia i z ulg zauway, e tego wieczoru jako udao si unikn kulinarnej katastrofy. - Nowa fryzura? - powiedzia do Farah. - Tak! Jedyny czowiek na wiecie, ktry to zauway. Mj drogi papa przez trzy dni nie mg odgadn, co si we mnie zmienio. - Bardzo adna - stwierdzi Sartad. Dziewczyna bya pulchniutka i atrakcyjna, i Sartad zastanawia si, czy miaa jakiego chopaka w Belgii albo przynajmniej w Bandrze. Nie podzieli si jednak z nimi tym pytaniem, wiedzc, e chocia Madid jest czowiekiem bardzo liberalnym, jego tolerancja wobec beztroskich romansw nie dotyczy crki. Potrafi wyda swoje

ciko zarobione pienidze na komputer dla dzieci, dla swojego syna, ale za tym jego kawaleryjskim wsem kryo si co wicej ni poza. Zauroczeni nowym wygldem Farah chopcy musieliby wykazywa si szalecz odwag, eby wspina si po omiopi-trowych murach jej zamku. Patrzc teraz na jej promienny umiech, Sartad zdawa sobie spraw, e na pewno s na wiecie chopcy, ktrzy olepieni tym blaskiem potrafi zapomnie o strachu. Dawno temu on sam wspina si po murach i dla piknej twarzy potrafi dzielnie stawia czoo srogiemu ojcu. Po kolacji Rehana przyniosa Sartadowi filiank herbaty i usiada obok niego na sofie. Miaa szerokie koci policzkowe jak dzieci, a take krge ksztaty. Na oprawionej w zoto fotografii na cianie bya szczup narzeczon z wosami barwionymi henn, ale nawet na tym zdjciu sprzed lat, gdzie staa ze skromnie opuszczon gow, widniay te same, jasne oczy. - Powiedz, Sartadu, masz jak dziewczyn? - Tak - odpar Sartad. - Mam. - Kto to jest? Powiedz mi. - Dziewczyna. - A kim niby miaaby by dziewczyna, ananasem? Sartadu, jak na policjanta jeste marnym kamc. - Bhabdi, to naprawd nie jest ciekawe. - Mj syn wcale tak nie uwaa. - Jej syn wraz z jej mem i crk poszed po lody do sklepu na rogu. - Sartadu, nie jeste jeszcze taki stary. Jak ty chcesz w ten sposb y? Potrzebujesz rodziny. - Mwisz jak moja matka. - Bo obie mamy racj. Obie chcemy twojego szczcia. - Jestem szczliwy. - Co? - Szczliwy. - Sartadu, wystarczy na ciebie popatrze, od razu wida, jaki jeste szczliwy. Kiedy tak patrzy na ni, siedzc w tej jej oazie szczliwoci, pomyla, e to samo mgby powiedzie o niej. Poczu, jak ogarnia go fala potu i zmczenia, - jakie przygnbienie po wypitej whisky. Zocio go, e ten dzie, tak naadowany zawodow energi, zszed do poziomu bezuytecznej dyskusji o szczciu ze szczliw Rehan. Od dalszego zagbiania si w natur szczcia uratowao go pukanie w drzwi. - Lody - powiedzia. - Przynieli lody. Zjad miseczk lodw i wymkn si do domu. Gwatowne brzczenie wyrwao Sartada ze snu, w ktrym lecia przez ocean na spotkanie z zamorskimi kobietami. W bardzo skomplikowanej akcji wystpoway czujne matki i gonitwy dipami, ale wszystko zniko, gdy tylko otworzy oczy. Podpar si, skonsternowany, nie mogc poapa si, skd pochodzi haas. Przez chwil myla, e zepsu si dzwonek u drzwi, ale w kocu przypomnia sobie o telefonie komrkowym. Zacz szuka go po omacku na nocnym stoliku, zrzuci na podog, i musia wcign go za kabel od adowarki. W kocu odebra. - Sahib Sartad? - Kto mwi? - warkn Sartad. - Banti. Podobno chce pan ze mn porozmawia. - Banti, tak, tak. Dobrze, e dzwonisz. - Sartad opuci nogi na ziemi, starajc si pozbiera myli i przypomnie sobie strategi, przygotowan na rozmow z czowiekiem Gaitondego. Ale e nie pamita, czy faktycznie jak obmyli, powiedzia w kocu: Chciabym si z tob spotka.

- Mwi, e to pan zastrzeli Bhai. - Nie zabiem Gaitondego. To tylko plotki. A jak ty uwaasz? - Z moich informacji wynika, e ju nie y, kiedy pan go znalaz. - Masz dobre informacje, Banti. To wszystko jest dla mnie bardzo dziwne. Dlaczego taki czowiek miaby si zabija? - To o tym chce pan rozmawia? - O tym i o innych sprawach. Opowiem, kiedy si zobaczymy. - A co ja mog wiedzie o tym, dlaczego on si zabi? - Banti, posuchaj. Po prostu chciabym z tob porozmawia. Jeli mi pomoesz, to moe i ja zdoam ci pomc. Ludzie Sulejmana Isy bd ci szuka. Syszaem, e cz twoich ludzi ju odesza. - Ja w tej grze jestem ju od lat. - To prawda, ale co teraz? Co moesz zrobi sam? Jak daleko mona sam ucieka? - Myli pan o moim wzku, saab? - Banti mwi powanym gosem, lekko syczc z wysiku przy kocu kadego oddechu. By moe wynikao to z pozycji, w jakiej siedzia, z jakiego ucisku puc. Ale nie by smutny, raczej rozbawiony. -W tym urzdzeniu poruszam si szybciej, ni wikszo ludzi potrafi biega. Sartad usiad na ku, zadowolony, e moe okaza zaciekawienie i przyjazny stosunek. - Naprawd? Nigdy nie widziaem takiego wzka. - Zagraniczny, saab. A do tego potrafi wjeda i zjeda po schodach. Mona na nim wszystko robi. - To zdumiewajce. Musia by bardzo drogi. - Bhai mi go da. On lubi takie nowoczesne rzeczy. - Czyli by czowiekiem nowoczesnym? - Tak, bardzo nowoczesnym. Ale wie pan, bardzo ciko jest z serwisem takiego wzka. Nikt tu nie wie, jak go naprawi, a czci zamienne i wszystko inne trzeba ciga z wilajatu. Za czsto si psuje. - Nie nadaje si na indyjskie warunki. - Zgadza si, tak jak te nowe samochody. Wygldaj na porzdne, ale okazuje si, e tylko ambassadorem mona dotrze do kadej wioski. - Spotkajmy si, Banti. Moe pomog ci dotrze bezpiecznie do twojej wioski. - Kiedy ja urodziem si tutaj, w Mumbaju, tu w samym GTB Nagarze, saab. A pan co za bardzo chce si ze mn spotka. Moe to Sulejman Isa prosi pana, eby mnie odesa do domu. - Banti, spytaj kogo chcesz. Nic mnie nie czy z Sulejmanem Is ani z adnym z jego ludzi. - Pan jest blisko z Sahibem Parulkarem. - Moe to i prawda. Ale ja nie wykonuj dla niego takich zlece, Banti. Dobrze o tym wiesz. Jestem prostym czowiekiem. - Sartad wsta i obszed ko dookoa. Zbyt mocno naciska na czowieka, ktry na swoim szybkim wzku stara si wymkn mierci. - Posuchaj, jeli nie chcesz si spotka, nie ma sprawy. Chciabym tylko, eby si nad tym zastanowi, zgoda? - Tak, saab. Musz uwaa, zwaszcza teraz. - Rozumiem. - Saab, ale mog pomc przez telefon. Czego chce si pan dowiedzie? Wida byo, e chce pozostawi sobie furtk u Sartada, na wypadek gdyby w przyszoci sam potrzebowa pomocy. W kocu mia swoje problemy i zaleao

mu na tym, eby przey. Sartad odpry si, rozluni barki i wyprostowa kark. Mia teraz moliwo nawizania bliszego kontaktu z Bantim. - Powiedz, naprawd nie wiesz, dlaczego Gaitonde chciaby skoczy ze sob? - Nie, saab. Nie wiem. Naprawd nie wiem. - Wiedziae, e wrci do Mumbaju? - Wiedziaem. Ale od tygodni go nie widziaem. Rozmawialimy tylko przez telefon. On si ukrywa. - W tym domu? - Tak. W ogle stamtd nie wychodzi. - Dlaczego? - Nie mam pojcia. Zawsze by bardzo ostrony. - A jak mwi przez telefon? - Jak mwi? Jak Bhai. - Tak, ale czy by smutny? Zadowolony? - By troch khiskela. Ale on zawsze taki by. - Khiskela? Ale jak khiskela? - Jakby w gowie toczyo mu si peno rnych rzeczy. Czasami potrafi przez godzin do mnie mwi o sprawach, ktre nie miay adnego zwizku z interesami, mwi, eby tylko mwi. - Na przykad? - Trudno powiedzie. Raz mwi o komputerach w dawnych czasach. Mwi, e w Mahabharacie byy komputery i superbro, i cigle mwi o Awathamie. Niespecjalnie go suchaem. Jeszcze wczeniej, kiedy mieszka na jachcie, lubi prowadzi dugie rozmowy przez telefon. To byo straszne marnotrawstwo pienidzy. Ale to on by Bhai, wic my tylko powtarzalimy, han, han, a on robi swoje. - Kim bya ta towarzyszca mu kobieta? - To Dodo. Podsyaa mu towary. - Podsyaa mu? - Tak. Pierwszorzdne superlaski dla Bhai. ciga je samolotem do Tajlandii albo tam, gdzie akurat by. Dziewice. A Dodo mu je dostarczaa. - A std ciga dziewice? - Tak, on lubi indyjskie dziewice. - Ile ich byo? - Nie mam pojcia. Moe jedna na miesic. - Ale Dodo te bya jego kobiet? - Ona bya bhadwi. J te na pewno mia. To byo jedno z jego hobby. - Banti, dlaczego on wrci do Mumbaju? - Nie mam pojcia. - Banti, bye jego gwnym szefem w Mumbaju. Na pewno wiesz. - Ja byem tylko jednym z zastpcw. - Syszaem, e nikt nie by z nim tak blisko, jak ty. - Zostaem przy nim. - A inni go opucili? Dlaczego? W suchawce pojawi si cichutki szmer, szelest celofanu i tektury. Sartad poczeka, a Banti zapali papierosa i mocno si nim zacignie. - Niektrzy odeszli. Interesy podupady - powiedzia Banti. - Dlaczego?

- Teraz to ju nie ma znaczenia, dlaczego. W tym leao sedno sprawy. Sartad wyczu to, po tym jak bardzo Banti nie chcia tego wyjawi, po tej sztucznej beztrosce w jego gosie. - Masz racj, Banti - powiedzia ostronie i bardzo powoli - teraz to ju nie ma znaczenia, wic chyba moesz mi powiedzie. Banti zacign si papierosem. Lekko charczc, wypuci dym. Sartad czeka. - Saab, teraz wszystkim interesy id sabo. - Ale w firmie Gaitondego byo gorzej ni w innych. Banti, nie bd utij. Jeli bdziesz ze mn szczery, ja te bd mg by wobec ciebie uczciwy. Powiedz mi. - Bhai nie skupia si na interesach. Wszystkim nam kaza gdzie goni, to tu, to tam. - Za czym? Nagle Banti si rozemia. - Musielimy szuka jakiego sadhu. Powiedzia, e musimy znale jakiego mdrca. - Jakiego sadhu? Gdzie szukalicie? - W sumie miao by trzech sadhu, a jeden z nich by przywdc. Saab, ja naprawd nic wicej nie mog powiedzie. - Dlaczego? - Niewiele wicej wiem. - Powiedz, co wiesz. - Nie przez telefon, saab. - Spotkajmy si wic. - Saab, niech pan porozmawia z Sahibem Parulkarem. - O czym? - Chciabym si podda. Ale wiem, e oni bd chcieli mnie zlikwidowa, saab. To byo nawet logiczne, e Banti chcia si odda w rce policji. Bdzie bezpieczniejszy w areszcie, wizienie moe go ochroni przed wieloma wrogami. Ale ba si, e go wykocz, zanim jeszcze jego imi pojawi si na wykazie aresztowanych. - Jeli moesz przekaza nam co wartociowego - odezwa si Sartad - na pewno sahib Parulkar zaopiekuje si tob. - Mog wszystko powiedzie, saab. Byem bardzo dugo z Bhai. - Zgoda. Porozmawiam z Sahibem Parulkarem. A potem powiesz mi, kim by ten sadhu, ten przywdca. - Kiedy bd ju bezpieczny, saab, powiem wszystko, co wiem. Powiem, jak si nazywa. Tylko ja to wiem. - Zgoda. Porozmawiam z Sahibem Parulkarem i przeka ci jego decyzj. Daj mi swj numer telefonu. - Dzwoni z rozmwnicy publicznej, saab. I nie ma mnie w Mumbaju. Zadzwoni do pana. - Dobra. - Banti musia bardzo si ba, jeli zachowywa a takie rodki ostronoci, starajc si zapewni sobie bezpieczestwo. - Kiedy si odezwiesz? - W poniedziaek, saab. - Zadzwo do mnie w poniedziaek wieczorem, a ja przeka ci, co powiedzia sahib Parulkar. - Tak, saab. Teraz si rozcz. Banti odoy suchawk, a Sartad zrobi sobie aju i zacz zastanawia si nad zmiennymi kolejami gangsterskiego losu. To, e mier moe nadej w kadej chwili, byo spraw oczywist, ale Sartada najbardziej zaskoczyo, e Banti chcia zaufa Parulkarowi, temu

przeladowcy, ktrego najbardziej si obawia. W ostatnich latach to Parulkar odpowiada za wytropienie wielu ludzi z Firmy G. Korzysta ze swoich licznych informatorw w celu ustalenia miejsca pobytu onierzy Gaitondego, a potem wysya swoje oddziay, eby ich pochwyci i zabi.Jeli zabici nie naleeli do znanych gangsterw ani nie byli jakimi wybitnymi dowdcami, gazety informoway o ich mierci na dalszych stronach, powicajc im jeden akapit u dou. Banti mgby zasuy na wzmiank na pierwszej stronie. Jeli nie ze wzgldu na sam mier, to chocia z uwagi na ten specjalny wzek inwalidzki. Sartad dokoczy aj i zadzwoni do Delhi-wali, eby podzieli si z ni informacj o prowadzonych przez Gaitondego poszukiwaniach. - Przywdc tej grupy by jaki sadhu? - zapytaa Andali Mathur. - Tak, prosz pani. - Ale jaki sadhu? Poda jakie nazwisko? - Nie, prosz pani. Informator nie chcia w tej chwili powiedzie nic wicej. By moe za kilka dni bd co jeszcze wiedzia. - Dobrze. To bardzo dziwne. Wiedzielimy, e Gaitonde by bardzo religijny, czsto odprawia pud. Ale nie syszelimy, eby co go czyo z jakimi sadhu. I dlaczego miaby szuka tego czowieka? - Nie wiem, prosz pani. - Rozumiem. Przez moment milczaa, a Sartad cierpliwie czeka. Zaczyna przyzwyczaja si do tego, e Andali Mathur dugo si zastanawia. - Mam dla pana ten adres - powiedziaa. - Prosz sobie zapisa. - Siostry? - Tak, siostry. Przeprowadzia si. Obecnie mieszka w Bandrze. Zanim Sartad wybra si do tej siostry, wstpi na komisariat. Musia zadzwoni. Na otrzymanej od Parulkara kartce z kontaktem do Firmy S widnia tylko numer telefonu, nie byo natomiast adnego imienia. Sartad musia wyty pami, eby je sobie przypomnie. IfFatbibi. Tak, to byo to. Iffat-bibi, ciotka Sulejmana Isy ze strony matki, a jednoczenie wsplniczka w jego przestpczej dziaalnoci. Wybierajc numer, Sartad nie potrafi wyobrazi sobie jej twarzy, ale kiedy odebraa telefon i kiedy usysza jej gos, natychmiast pomyla o Begam Akhtar. W jej gosie wyczuwao si t sam szorstk sodycz, ten dawny przemony smutek, pyncy ze zniszczonych pyt winylowych, peen blu, ale mocny jak ostrze zakrzywionego sztyletu z Awadhu. - Jeste czowiekiem Parulkara? - zapytaa. - Tak, prosz pani. - Are, nie nazywaj mnie tak, nie moesz traktowa mnie tak oficjalnie. W kocu jeste synem sahiba Sardara. - Znaa go? - Od niepamitnych czasw - odpara Iffat-bibi. - Znaam go, kiedy jeszcze by z niego mody rangrut. By taki przystojny, bap re. Papa-di nigdy nie wspomina Sartadowi o Iffat-bibi, ale moe ona naleaa do kobiet, o ktrych ojcowie nie mwi swoim dzieciom. - To prawda, bardzo dba o swoje ubranie. - Twj ojciec - powiedziaa Iffat-bibi - uwielbia kebab remi z naszej restauracji Aiana. Ale jej ju dawno nie ma. Sartad pamita te kebaby, ale nie wiedzia, e Iffat-bibi miaa z nimi co wsplnego. Iffat-bibi chciaa podzieli si z nim opowieciami o sahibie Sardarze. Powiedziaa, e sahib

Sardar spotka kiedy dwunastoletniego, ubogiego chopca, ktry krci si po dworcu Victoria, i za wasne pienidze kupi mu jedzenie i bilet powrotny do Pendabu. - Sahib Sardar by dobrym czowiekiem - westchna. - Bardzo szczerym i prostolinijnym. Sartad spojrza na swoj rk, na stalow kara i na lad, jaki pozostawia na jego nadgarstku przez te wszystkie lata, kiedy j nosi, i tylko skin gow. - Tak. - Czeka na cig dalszy. - Powiniene kiedy do nas wpa. Dam ci lepsze kebaby remi ni te podawane w Aianie. - Dobrze, Iffat-bibi. Kiedy zajrz. Skoro Iffat-bibi dopenia konwenansw, bya gotowa przej do interesw. - W czym mog ci pomc? - Interesuje mnie Gaitonde. - Ten maderod? - Zdumiao go to sowo wypowiedziane gosem, ktry raczej kojarzy mu si ze piewem, i nagle Sartad zrozumia, jak to moliwe, e jest ona doradczyni i towarzyszk bhai, a nie jak pobaliw babci zapraszajc go na obiad. - Cae lata sprawia nam kopoty. Bardzo dobrze, e w kocu si nim zaje. - To nie ja, Bibi - odpar Sartad. - Ale opowiedz mi o nim. Jaki to by czowiek? Powiedziaa, e by przebiegym, tchrzliwym kundlem. Unika walki i zdradza wasnych ludzi. By oblenym rozpustnikiem, ktry wykorzystywa i doprowadza do ruiny mode dziewczyny. - Ale kierowa wielkim gangiem. Przyznaa, e potrafi zarzdza i e w pewnym czasie zarobi troch pienidzy. Nie, nie miaa pojcia, dlaczego wrci do miasta. Ostatnie znane jej informacje na jego temat mwiy, e gdzie czmychn, do Tajlandii albo Indonezji, sukinsyn. Opowiadaa mu historie o Gaitondem, o jego perfidnych poczynaniach. Zabija niewinnych ludzi, twierdzc, e byli przyjacimi Sulejmana Isy. By szczurem. - Bibi, czy czyo go co z jakim sadhu? - Z sadhu? Nie. To cae modlenie si i ta jego pobono to bya jedna wielka lipa. W caym yciu nigdy dla nikogo nie zrobi nic dobrego, niech si wiecznie smay. Sartad podzikowa jej i powiedzia: - Musz ju i, Bibi. - Masz jaki kontakt wrd ludzi Gaitondego? - Poniekd, Bibi. Rozemiaa si. - Dobra, beta, moesz mi nie mwi, jeli nie chcesz. Ale jeli bdziesz mia jaki problem, skontaktuj si ze mn. W kocu jeste synem sahiba Sardara. - Dobrze, Bibi. - I zadzwo kiedy. Jestem star kobiet, ale bdmy w kontakcie. Mog si na co przyda. Dam ci swj prywatny numer, zapisz sobie. Sartad wpisa numer i nazwisko do notesu, ale pomyla, e ta stara, gadatliwa kobieta na niewiele moe mu si przyda. Nie miaa dla niego nic ciekawego, albo to on nie mg zaoferowa jej nic takiego, co jej zdaniem warte byoby wymiany wartociowej informacji. Odoy suchawk i poszed na komisariat, poszuka Katekara. Nadszed czas odwiedzi inn kobiet. Mary Mascarenas, drc na caym ciele, usiada na ku. Z pochylon gow, skulona, mocno obejmowaa brzuch rkami i dygotaa. Sartad czeka. By moe kcia si z Dodo,

moe nawet yczya siostrze mierci, ale teraz, kiedy do tej mierci doszo, utracia czstk swojego ycia i trzsa si po amputacji. Nie byo sensu mwi do niej, dopki si nie uspokoi, wic Sartad i Katekar czekali, rozgldajc si po jej maym mieszkaniu, skadajcym si tylko z jednego pokoju z aneksem kuchennym i z malutkiej azienki. Zielono-czarna narzuta na wskim ku, kilka niewielkich kwiatkw na parapecie, staromodny, czarny telefon z obrotow tarcz, dwa obrazy w ramach na cianie, a na pododze dari z szarym wzorem. Siedzc na jedynym drewnianym krzele przy ku, Sartad patrzy na schronienie, ktre dla siebie stworzya. ciany byy pomalowane na bladozielony kolor i na pewno zrobia to wasnorcznie, eby pasowao do ciemniejszej zieleni rolin i szmaragdowej dungli na obrazach, przedstawiajcych domki otoczone wybuja rolinnoci, z przelatujcymi wrd koron drzew papugami. Jasne soce Mumbaju przeciskao si przez biae aluzje, rozpalajc barwy, ktre Mary Mascarenas sobie dobraa, a mienica si, drca kaskada wosw skrywaa jej twarz. Katekar wznis oczy do nieba. Cichym krokiem ruszy do kuchni i Sartad widzia, jak jego partner wyciga szyj i krci gow na wszystkie strony. Dokonywa inwentaryzacji. Potem pjdzie do azienki, gdzie bacznie przyjrzy si wiaderkom, szczoteczce do zbw, kremom do twarzy. Obaj mieli t cech, to przywizywanie wagi do szczegw. Sartad zauway to ju za pierwszym razem, wiele lat temu, kiedy Katekar skada mu relacj o kieszonkowcu, ktry dziaa na linii z Churchgate do dworca Andheri. Bez koca opowiada, jak on si nazywa, ile mia lat, ile wzrostu, a potem doda, e ten sukinsyn by trzykrotnie onaty i mia sabo do papriat i faludy, wszyscy o tym wiedzieli w basti, w ktrym dorasta. Zapali go trzy tygodnie pniej, w gospodarstwie mleczarskim Mathura, w pobliu dworca Santa Cruz, kiedy po zebraniu obfitego upu w wieczornych godzinach szczytu siedzia z gow pochylon nad talerzem bhel-puri naprzeciw zezowatej przyjaciki, ktra ju wkrtce miaa zosta jego on numer cztery. Dokadna obserwacja nie zawsze prowadzia do aresztowania podejrzanego i do sukcesu, ale Sartad ceni u Katekara zrozumienie tej podstawowej sprawy, e czowieka mona opisa na wiele sposobw, ale jeli powie si o nim, e jest hindusem, biedakiem, przestpc, nie daje to punktu zaczepienia. Dopiero kiedy si wiedziao, jaki jest jego ulubiony szampon, jakiej muzyki sucha, z kim i jak lubi oda, jaki jada pan, dopiero wtedy mona go zapa, dopa go, nawet jeli nigdy nie uda si go zaaresztowa. I dlatego Katekar sta teraz w azience Mary, a Sartad by pewien, e jego partner wanie wcha jej mydo. - Dlaczego? - odezwaa si niespodziewanie. Odsuna wosy z twarzy do tyu, szarpic nimi ze zoci. - Dlaczego? Miaa takie same koci policzkowe jak jej siostra, a do tego pulchniejszy, zaokrglony podbrdek, ale w tej chwili wszystkie rysy rozmyy si z powodu tej dotkliwej straty. Nie pakaa, lecz nadal dygotaa, starajc si stumi to drenie, tak e Sartad widzia je tylko w samych czubkach jej palcw, i w tym jej podbrdku. - Pani Mascarenas bya uwikana w przestpcz dziaalno prowadzon przez dona mafii, Ganea Gaitondego - odpar. - W wyniku tego... - To ju syszaam - powiedziaa. - Ale dlaczego? Chciaa wiedzie, dlaczego to wszystko? Dlaczego ta dziura po kuli w jej piersiach, dlaczego betonowa posadzka, dlaczego Gane Gaitonde? Sartad wzruszy ramionami. - Nie wiem - odrzek. Dlaczego mczyni zabijaj kobiety? Dlaczego zabijaj si nawzajem? Jego samego czasami drczyy te pytania, ale topi je w whisky. Bo idc dalej t drog, mona by zapyta, dlaczego yjemy. A to ju prowadzio wprost do wzburzonych otchani, do pokusy zawrotnych wysokoci. Ju lepiej zaj si prac. Lepiej wsadzi jakiego apradhi do wizienia, a potem nastpnego, jeli tylko si da. Katekar sta w drzwiach azienki, z oczami rozjanionymi socem.

- Nie wiem, prosz pani - powtrzy Sartad. - Pan nie wie - powiedziaa. Ciko skina gow, jakby to potwierdzao jakie ponure przypuszczenia. - Musicie mi j zwrci - dodaa. - Prosz? - zapyta Sartad. - Musicie mi j zwrci - powiedziaa powoli, z wymuszon cierpliwoci -ebym moga j pochowa. - Oczywicie. Wydanie ciaa komplikuje si, jeli ledztwo jeszcze nie jest ukoczone, chyba pani rozumie. Ale zaatwimy, eby wydano pani ciao. Chciabym jednak zada kilka pyta. - Nie chc teraz na nie odpowiada. - Ale one dotycz pani siostry. Przed chwil mwia pani, e chce si dowiedzie, co si z ni stao. Wytara twarz i wyprostowaa si nieco, i nagle to on sta si obiektem obserwacji. Jej piwne oczy miay janiejszy odcie, ni pocztkowo mu si zdawao, i po chwili dostrzega w nich rozproszone plamki. Poczu si bardzo nieswojo pod bezwstydnym spojrzeniem tych oczu, patrzya wprost na niego, dugo, a przecie przynajmniej jego stanowisko powinno chroni go przed tak nieoczekiwan poufaoci uporczywego spojrzenia. Nie potrafi jednak odwrci wzroku. - Jak pan powiedzia, e si nazywa? - odezwaa si w kocu. - Inspektor Sartad Singh. - Panie Sartadu Singhu, czy straci pan kiedy siostr? - Mwia nieco bardziej podniesionym gosem. - Czy zamordowano kiedy panu siostr? Ten jej zupeny brak strachu by irytujcy. Obywatele, a zwaszcza kobiety, w obecnoci policjantw zawsze robili si przygaszeni, ostroni, przeraeni, oficjalni. Mary Mascarenas zachowywaa si lekcewaco swobodnie. Ale w kocu ona wanie stracia siostr, wic tylko westchn i opanowa rozdranienie. - Droga pani, przykro mi, e wanie w tym momencie musz prosi pani o co takiego... - W takim razie niech pan tego nie robi. -Ale to bardzo wana kwestia. Ta sprawa dotyczy bezpieczestwa narodowego - doda. Nic wicej nie przyszo mu do gowy. Czu, e w jaki sposb zawini, i zocio go to. Mary Mascarenas nie wygldaa na przestraszon, ale jednoczenie nie okazywaa odwagi. Bya zasmucona, zmczona i naprawd nie spodziewaa si z jego strony niczego prcz wikszego cierpienia. Bdzie bardzo uparta, a krzyczenie na ni nic tu nie pomoe. Westchn. Bezpieczestwo narodowe. Rozumie pani? - Czy pan bdzie mnie bi? - Co takiego? - Czy poamie mi pan koci? Nie robicie tak? - Nie, nie robimy tego - warkn Sartad. Pohamowa si, opanowa i podnis do. Prosz pani, zaatwimy wydanie ciaa. Znaleziono te pewne rzeczy, ktre obecnie s zatrzymane na okres ledztwa. Ale te rzeczy rwnie zostan potem pani wydane. Zadzwoni, kiedy wszystko bdzie zaatwione. Moe pani dzwoni do mnie na komisariat, pod ten numer. Ostronie pooy wizytwk w nogach ka, na samym skraju, i odwrci si. Na schodach Katekar odwrci si do Sartada. - Sir, ona bdzie mwi. - Czemu szepczesz? - Zazwyczaj zadaniem Katekara byo straszenie zwalist poz, stanowi grob klapsw, uderze i kopniakw, a Sartad gra rol wyrozumiaego przyjaciela,

zaskakujco agodnego i brodatego oblicza wadzy. Zawsze okazywa uprzejmo wobec kobiet. Ale Mary Mascarenas bya wrogo do niego nastawiona, a Sartad by rozdraniony. Na podwrzu spojrza w gr, na jej drzwi, ktre wanie si zamykay. Wynajmowaa mie, mae mieszkanko na tyach starego budynku pooonego przy spokojnej ulicy, ocienionego splecionymi gaziami dwch starych drzew. By to jeden z tych rzadko spotykanych skarbw, ktre jeszcze przetrway w Bandra, taki stary, szary domek z aluzjami, z kutymi ozdobami na balkonach i biaym profilami na drzwiach i oknach. Podwrze pokrywaa warstwa lici, szeleszczcych pod stopami. Cao bardzo pikna i irytujca. Ale Katekar mia racj, ta kobieta bdzie mwi. Sartad ruszy ulic. Bdzie napawa si swoj zoci, powie sobie, ten inspektor Sartad jest bydlakiem, sukinsynem, ale w kocu pozostanie tylko ta jej wina, i bdzie chciaa powiedzie mu, co si wydarzyo, jak wygldaa historia Mary i Julii Mascarenas. Zwierzy si mu, bo bdzie jej zaleao, eby on zrozumia. Tak naprawd ci, ktrzy przeyli, nie potrzebowali wybaczenia, na to byo ju za pno. Potrzebowali jedynie, aby kto w mundurze, w todze, kto z trzema lwami na ramieniu powiedzia: tak, tak, rozumiem, jak do tego doszo, najpierw byo to, a potem tamto, wic zrobie to, a potem tamto. I ona bdzie mwi. Ale w tym momencie trzeba zostawi j sam. Teraz musia uratowa te zwoki przed spaleniem, eby Mary Mascarenas moga pochowa siostr. Ludzie przywizuj wielk wag do drobnych wyrazw szacunku, do drobnych zudze. Mary Mascarenas nigdy nie bdzie musiaa wchodzi do komory chodniczej, Sartad oszczdzi jej widoku tego, co przydarzyo si jej siostrze. Niech pochowa Dodo. A potem bdzie mwi. Sartad osoni oczy przed socem i spojrza w stron morza, przebyskuj-cego midzy drzewami i dwoma pooonymi niej budynkami. Byo pno, czas wraca do domu, do wasnej rodziny. Prabhdot Kaur usiada w fotelu w sypialni i wsuchiwaa si w odgosy swojego domu. Budynek by czarny. W nocy zdawa si wikszy, znane ksztaty odsunite przez poruszajc si ciemno, brak wiata, ktre gdzie jednak oywao upiornymi odpryskami koloru. Prabhdot Kaur syszaa, jak pi Sartad. Spa daleko, na drugim kocu korytarza, ale o tej porze potrafia dosysze wiele rzeczy, powolne ukadanie si stou w jadalni, rwnomierne kap-kap, kap-kap, kapanie kropel z kranu za domem ssiadw, nerwowe ruchy maych zwierztek pod ywopotem, pomruki nocy, t ca cich i yjc wibracj, przez ktr wszystkie inne dwiki staway si goniejsze. Syszaa to wszystko, a w tym gony oddech syna. Wiedziaa, jak on ley, wyprostowany na plecach, z gow odwrcon na bok i z poduszk przycinit do piersi. Przyby pno, jak zawsze z dwiema wypchanymi torbami, zmczony podr pocigiem, ale te czym jeszcze, wida to byo po nim. Po szybkiej kpieli zjad czekajce ju na niego radmaawal, jad w ciszy, jakby z ulg. Siedziaa naprzeciw niego przy stole, rozgrzana tym znanym widokiem, jak zawsze jad ry od lewej do prawej, systematycznie, czsto uklepujc jedzenie widelcem, porzdkujc je. Ju jako may chopiec tak robi, trzymajc widelec poprzecznie w swojej pistce. Radma-awal byo jego ulubionym jedzeniem, niedzielnym przysmakiem, i lubi, kiedy w ryu byo duo smaonej cebuli. Od czasu do czasu zadawaa mu jakie pytania, pytaa, czy naprawiono t przeciekajc cian w azience w Mumbaju, czy napisa list do swojego Cai-di w Delhi. Nawet nie tyle zaleao jej na jego odpowiedziach, co na tym, eby usysze jego gos. Kiedy skoczy posiek, rozsiad si wygodnie, znieruchomia, z rkami zwieszonymi bezwadnie po bokach fotela, mrugajc powoli powiekami. Zabraa jego talerz. - Id spa, beta - powiedziaa. Siedziaa w bardzo starym fotelu, najstarszym meblu w mieszkaniu. By poatany,

zmieniono w nim spryny i obicie, prowizorycznie go naprawiano, operowano, ratowano go dla niej. To ojciec Sartada przywiz go do domu pewnego wieczoru, powoli przechyli go z tyu furgonetki tempo, umiechajc si wspaniaym rzdem byszczcych zbw na jej sowa: Co to jest? Ile na to wydae?, i przez ca godzin musia j przekonywa, eby w nim usiada, eby przyznaa, e nie jest a tak niewygodny. By to ich pierwszy wielki wsplny zakup, pierwsza cz ich skromnego gospodarstwa niepochodzca z posagu. A teraz samotnie badaa rozlege, nieznane obszary nocy, dryfujc po rwninie, ktra w nieskoczono rozwijaa swoje horyzonty, a ona wolaa to znosi, siedzc w swoim fotelu, poniewa lenistwem byo leenie w ku, jeli nie spaa. Ale nie, to nie byo prawd, to nie byo czyste i stone cierpienie, nawet jeli czasami samotno atakowaa j elaznym pomrukiem mrowicej si za jej oczami szaraczy, wypeniajc jej brzuch fal napywajcego piasku, drobniutkiego, ostrego i okrutnego. Byo co jeszcze, co nie pozwalao jej zamieszka z synem czy te przenie si do przestronnego domostwa brata, mieszkajcego niedaleko, po prawej stronie tej samej ulicy, do tego ttnicego yciem rodzinnego ciepa bratanic i bratankw, gonych ktni i twarzy usmarowanych kulfi. Byo to co tak potwornego, e staraa si nie dopuszcza tego do siebie. Ale czua to, pno w nocy, jak kryje si pod konturem jej twarzy, a kiedy jej dotykaa, miaa wraenie, e dotyka maski, i powoli delektowaa si niewymown przyjemnoci przebywania w samotnoci.Teraz jednak potrzsna gow ze zoci, odrzucajc t rozkosz, odpychajc j. Ca minut zajo jej podniesienie si z fotela, wykonanie czterech odrbnych ruchw rk, bioder i ng. Nie musiaa zapala wiata, eby wyj do przedpokoju i przez niego przej. Kredens sta po lewej, porzdna zastawa w pierwszej i drugiej szufladzie, kosztowne talerze z wzorem w lilie, ktre tak si jej podobay z powodu tych foremnych, spiralnych okrgw w jasnoniebieskim kolorze, a po prawej lniy fotografie, ktre moga wyliczy z pamici, zdjcie lubne laminowane twardym plastikiem, czerwie jej sari pociemniaa w intensywn czer, pamitaa buty fotografa, mienice si w dwch odcieniach, jego gow ukryt pod czarnym materiaem, a take jej modszego dewara z czerwonym krawatem i zawadiackim umiechem, No co jest, Pabi-di, gdzie si podzia ten twj liczny miech?. A potem ten szalony bysk wiata, w kocu udao si jej zdoby na umiech, ktry teraz nadal trwa, cho wszystko wok niszczao. I zdjcie dziesicioletniego Sartada w niebieskim turbanie, zbyt wielkim na jego gwk, w niebieskiej marynarce z nowymi, mosinymi, byszczcymi guzikami, chocia na fotografii nie wida byo jego lewego kolana we flanelowych spodniach, rozdartych na kawaku drutu kolczastego, kiedy wspina si przez ogrodzenie, eby skrci sobie drog przez niezabudowan parcel, idc do szkolnego autobusu, chocia ona setki razy mwia mu, eby tego nie robi. A potem byy zastrzyki przeciwtcowe, a take lody, ktre kupowa mu ojciec, cae waniliowe kostki z Kwality, ulubione lody Sartada. Mieli taki sam gust, ojciec i syn, obaj czuli t sam siln potrzeb lustrzanego poysku na skrze butw, nowej marynarki co drugi rok. Na kocu korytarza by on, ojciec, stojcy na de szarej przestrzeni atelier, w swojej przedostatniej marynarce, tweedowej z zielono- Czarnym splotem. Do niej woy bia koszul i jedwabn zielon chustk, z brod przyprszon ju delikatn siwizn, z ktr przesta ju walczy, nie uywa ju barwnikw ani farb do wosw. Siwa broda wyglda bardzo wytwornie, powtarzaa mu to dwa razy dziennie caymi miesicami, a w kocu jej uwierzy, ale teraz ju go mina i stana w drzwiach, a przed ni spa Sartad, oddychajc szybko. Co powiedzia, co wymamrota w zwinite w kbek przy jego gowie przecierado. Schylia si przy ku i znalaza na pododze jego spodnie, koszul i bielizn. Sartad co mwi, wyranie usyszaa sowo jacht. Cicho zamkna drzwi za sob, wiedziaa, e on bdzie chcia pospa duej, a suba przychodzia bardzo wczenie. W drodze do azienki wywrcia kieszenie jego spodni i znalaza chusteczk do nosa, a potem wszystko wyldowao w

czekajcym na bai koszu na pranie. Siedzc w fotelu, nasuchiwaa w oczekiwaniu na stukot lathi stra pokonujcego ostatni zakrt drogi, bya ju na to pora. Co godzin zatacza wielkie koo wok ssiadujcych ze sob domw. I kiedy tak wytaa such, usyszaa rodzce si w gbi niej cichutekie skrzypnicie niechci, bardzo delikatny opr, sprzeciw, ledwo syszalny wrd goniejszej muzyki szczcia, tego jej ycia, ktre nie byo wolne od blu, ale ktre przeya w sposb naleyty: dom, m, syn i ona, ona. Byo w tej niechci co wyranie niestosownego, po tych wszystkich latach, eby ten lecy na pododze stos ubra stawa si nieprzejednanym i pospnym zarzewiem gniewu, zoci na to, e zawsze trzeba robi co dla mczyzn, zawsze. Tak, byo to niestosowne, zwaszcza wobec Sartada, tak zmczonego, szukajcego pociechy, przecie on przyszed do niej. Zdawaa sobie z tego spraw. Mwi jej, e w tym domu lepiej mu si pi, wysypia si. Dzielnie przespa t pierwsz noc w swoim wasnym pokoju tak dawno temu, mia wtedy chyba sze lat, moe nieco wicej, kiedy wreszcie zdobyli mieszkanie, w ktrym mg mie wasny pokj, mieszkanie z niewielk werand wychodzc na may ogrd, gdzie hodowaa re i rozwieszaa na sznurze mokre sari i mundury. Ile ubra wypraa w tych dawnych czasach, ile smutnych dni spdzonych z proszkiem Rin i podartymi, niebieskimi, krtkimi spodenkami, i na dobieraniu skarpetek do pary; czy wwczas w niektre poranki tumia ten sam dranicy wid rozdranienia, czy zakopywaa go gboko pod przetaczajcymi si lawinami mioci? Prabhdot Kaur odrzucia od siebie te myli, opara rce na starym drewnie porczy fotela i, chwyciwszy je mocno, koysaa gow w ty i w przd, starajc si myle o wakacjach na wzgrzach, o tym, jak wraz z Karamditem i ich synem szli krtym grzbietem wzgrza, ale widziaa tylko dom w bardzo odlegym miecie, ktre teraz, od kiedy leao po drugiej stronie nowej granicy, byo ju niezmiernie odlege, i dugie druciane ogrodzenie byskajce mordercz elektrycznoci, ten dom z aluzjami pomalowanymi na zielono, od frontu domu wielki baithak z nowiutkimi meblami, a kiedy si wchodzio przez prowadzcy do rodka ciemny korytarz, napotykao si wyoony cegami dziedziniec, otoczony ukami i rnymi pomieszczeniami. Na tym dziedzicu stali ojciec i matka Prabhdot Kaur, jej dwch starszych braci i dwie siostry. A jedn z tych sistr bya Nawnit, ukochana i najlepsza ze wszystkich, a teraz na zawsze utracona. Odesza, Nawnit-behendi odesza. Prabhdot Kaur wytara czoo obiema rkami, ca twarz. Po co to pamita? Historia jest ju napisana i to, co si stao, ju si nie odstanie. Cae ycie, rodzina, to wszystko przychodzi do czowieka obarczone nieuniknion porcj blu. Przed yciem nie byo ucieczki, a prby odsunicia od siebie cierpienia czyniy je tylko jeszcze dotkliwszym. Gono westchna: musisz to znie. Udwignij to wszystko, te drobne rozczarowania dnia codziennego i te ogromne, straszne tragedie sprzed wielu lat, dwigaj ten ciar z pomoc i ask Waheguru. Nie to na swoich barkach dla tych, ktrych kochasz. Prabhdot Kaur odetchna gboko i sprbowaa pomyle o zadaniach na jutro. Jej oddech wyrwna si, spowolnia. Z drugiej strony ogrodu dobieg j dwik rwnomiernego stukania, drobne wybuchowe rozpryski wody na kamieniach. Interludium: dom w odlegym miecie Na co rano mytym dziedzicu siedziaa Prabhdot Kaur, popioem szorujc karhai pod rczn pomp. Bya najlepsz i najmodsz z trzech crek: Nawnit, Maninder i Prabhdot. A w zasadzie Nawnit-behendi, Mani, a potem Prabhdot, albo Nikki, ze wzgldu na jej niski wzrost. Prabhdot Kaur lubia pomaga matce, ktra zawsze powtarzaa: Popatrzcie tylko na ni, na t ma Nikki, t Prabhdot Kaur, ma tylko dziesi lat, a pomaga bardziej ni wy wszyscy razem wzici - co z reguy oznaczao, e Nikki powinna uwaa, bo zaraz uszczypnie j Mani, ktra uwielbiaa chwyta ciao na wewntrznej stronie ramienia, palcami bezlitosnymi i stalowymi jak chimta, a potem bez koca je wykrca, szepczc: Ty may szczurze, ja ci poka, szczurku. Nikki znosia te siniaki z wyrozumiaoci, a nawet wspczuciem dla Mani, ktra miaa wielkie

uszy i po tym, jak w czternastym roku ycia nagle urosa osiem centymetrw, wygldaa jak oniemiay z wraenia dehati strach na wrble. Miotaa si, wrzaskliwa i niezgrabna, wcieka na wszystko i wszystkich, nie najlepiej radzia sobie w szkole, nierozerwalnie tkwia pomidzy siostrami, a to oznaczao, e nie wyrnia jej nawet pozycja ani wiek, zawsze ju nie tu i jeszcze niezupenie tam. Nikki rozpieszczali natomiast jej dwa bracia, Ikbal-wirdi i Alok-wirdi, ktrzy, osiemnasto- i siedemnastoletni, modsi wic od Nawnit-behendi, zdyli ju jednak bardziej ni ona oddali si od rodziny, a to ze wzgldu na swoj zwalist msko i namitno do krykieta. Ojciec lubi przeglda zeszyty Nikki, obkadane przez ni w czysty, brzowy papier, ktry zawijaa w ostre, dokadne rogi i krawdzie, i opatrzone jej penym imieniem i nazwiskiem wypisanymi zielonym atramentem, przy czym pierwsze litery sw Prabhdot i Kaur byy szczeglnie misterne i pozakrcane. Nauczyciele jzyka pendabskiego i urdu chwalili j za pisanie w obydwu tych jzykach i wizali z ni due nadzieje przed sponsorowanym przez sir Saida Atallulaha Khana dorocznym konkursem na wypracowanie. Mam nowy dom, pisaa zamaszystymi, zielonymi literami, bez bdw ani kleksw, poniewa jeli przydarzy si jej cho jeden niezgrabny znak, natychmiast wyrywaa ca stron. Wszyscy uwaali j za dziewczynk grzeczn, powan i posuszn, a w tym nowym domu lubia pomaga w kuchni. - Nikki, skoczya? - piewnym gosem zawoaa z gbi kuchni Mata-di. - Ju id, Mata-di - krzykna Prabhdot Kaur i rzucia si do pompy wodnej, caym ciarem zwieszajc si na jej dwigni. Woda tryskaa wesoo, skrzc si i podskakujc w socu. W kuchni Mata-di uklepywaa paranthy, przerzucajc je tam i z powrotem z rki do rki tak energicznie, e wok rozchodzi si dwik szybkiej muzyki, a potem zamaszystym ruchem nadgarstka rzucaa je na rozgrzan taw. Prabhdot Kaur ostronie odoya karhai. Rogiem swojej dupat-ty Mata-di osuszya pereki wilgoci z jej policzkw, a Prabhdot Kaur bacznie przygldaa si jej okrgej, czerwonej twarzy z odrobin zadartym nosem, z ktrego wszyscy si namiewali. - Zanie to do rodka - powiedziaa Mata-di, kadc idealnie lnice paranth na stosie czterech gotowych. - A potem sama usid. - Prabhdot Kaur zawsze jada jako przedostatnia. Jej dwaj bracia jedli na potg, zmiatajc cae tuziny paranthy i pene pojemniki masa ghi. Obok nich siedziaa Mani, z jednym kolanem podcignitym pod brod, dubaa w stosie bhindi, ukadajc je w kko. Zupenie nie zwracaa uwagi na Prabhdot Kaur, nawet nie widrowaa jej wzrokiem, uwanie suchajc Ikbala-wirdi i Aloka-wirdi, ktrzy rozmawiali o kry-kiecie. Prabhdot Kaur przykucna i nakadaa sobie jedzenie z rozoonych na atai talerzy, po czym spoywaa je w milczeniu, skupiona na swoim posiku. By witeczny poranek, niedziela, ale ojca nie byo w domu, pojecha kupi ostatni wz cegie. Ju od prawie roku mieszkali w nowym domu, ty wci jednak jeszcze nie by ukoczony. Miaa tam by spiarnia i may, odrbny budynek dla suby, z jednym pokojem i z patio. Zdawao si, e dom od zawsze jest w budowie. Od kiedy tylko Prabhdot Kaur sigaa pamici, zawsze by to dom w Adampurze, ktremu ojciec powica wszystkie wieczory po pracy, w ktrym jej bracia spdzali weekendy, nadzorujc budow, dom, ktry stale zdawa si by nieskoczenie odlegy. Przeprowadzka zaja im trzy dni, a kiedy w kocu spdzili tu swoj pierwsz noc, wszyscy razem na dziedzicu, na nowych arpai, nikt do pna nie mg zasn. Nastpnego dnia rano, przez ciepe, biae przecierada i puszysty, rozkoszny sen, Prabhdot Kaur usyszaa dochodzcy z dachu miech swojej matki. W tym dwiku bya jaka kojca wolno, beztroska tak niezwyka, e Prabhdot Kaur wci jeszcze to pamitaa. w miech nis si w ich nowym domu, rozjania korytarze i miesza si z zapachem wieego tynku. Ma-ta-di usiada obok Prabhdot Kaur, lekko stkajc, jak zawsze, kiedy zginaa kolana, i chocia zmczona porann prac, emanowaa czym zupenie nowym, wyjtkowym, jakim spenionym zadowoleniem, jakiego Prabhdot Kaur nigdy

wczeniej nie dostrzega, kiedy przez lata mieszkali w dwch pokojach na tyach domu Narindera Dhano. Jada w skupieniu, nisko pochylona nad posikiem, cmokajc przy kadym ksie, a w pewnym momencie Mani podniosa si nagle na ca swoj wyronit wysoko i sztywnym krokiem wysza do kuchni. - Sethani-di - odezwa si Alok-wirdi, kadc do na ramieniu matki. -Powiedz, kiedy twoja suca zaczyna prac? - Sdziam, e sama sobie poradz - odpara Mata-di. - Co ja poczn z wolnym czasem? Alok-wirdi ze miechem opar gow o rami Mata-di. - Powiemy jej, eby przysza od jutra - zdecydowa Ikbal-wirdi. - Bo w przeciwnym razie przez kolejne dziesi lat bdziesz to wszystko sama robi. -Jako najstarszy syn mia zwyczaj traktowa j nieco protekcjonalnie, z wyrozumiaym umiechem. - Zgoda, zgoda - stwierdzi Alok-wirdi. - Bo inaczej nasza najwiksza na wiecie kandu nigdy nie dopuci sucej do domu. - Jak ju zaczniecie zarabia - powiedziaa Mata-di, strzsajc jego brod z ramienia poznacie cen swoich paranth. - Jak zaczn zarabia - odpar Alok-wirdi - kupi ci samochd z dwiema chorgiewkami na masce. - Od razu bdziesz Lat-saab - powiedziaa Mata-di. - Dwadziecia je den lat zajo mu zbudowanie tego domu. Dwadziecia jeden lat i troch cegie, ktre wci jeszcze nadcigaj, pomylaa Prabhdot Kaur, ale widziaa, e chocia Mata-di odrzucia gow, spodobao si jej wyobraenie Aloka-wirdi jako Lat-saaba w samochodzie. Wzrok miaa spuszczony, a na jej twarzy pojawi si przelotny umiech. Tego popoudnia, kiedy Prabhdot Kaur uoya si w rogu swojej atai, z rk wsunit pod ulubion gadd, na ktrej zoya gow, powoli osuwajc si w sen, wci jeszcze syszaa tych dwch wirdi, jak rozmawiaj, lec obok siebie i snujc rozwaania o tajemniczej sucej, ktr trzeba znale i przyprowadzi, ktra bdzie pracowa, zamiata cay dom w rodku, te wszystkie pomieszczenia, a take na zewntrz, bdzie pcha poh, a wykafelkowane podogi bd lni czystoci, bdzie klepa pranie i rozwiesza je wilgotne, eby opotao na sznurach za domem, bdzie przewiewa pszenic, zapala lampy, czyci buty, ukada ksiki, przynosi mleko, kupowa warzywa, bdzie robi, i robi, i robi. Prabhdot Kaur pomylaa sobie, e to z pewnoci musi by bardzo silna kobieta, skoro podoa temu wszystkiemu. Ale kiedy trzy dni pniej pojawia si suca, okazao si, e jest to bardzo drobna kobieta o imieniu Ram Pari, ubrana w mieszny czerwony alwar-kamiz ze zachmanion dupatt i mwica jakim szorstkim, tubalnym dialektem, zrozumiaym dla Prabhdot Kaur, ale jednoczenie bardzo zabawnym. Ram Pari, ktra mwia na Mata-di Bibi-di, kucna na dziedzicu, targujc si o stawk. Kiedy ju si podniosa, po uzgodnieniu kwoty piciu rupii na tydzie, Prabhdot Kaur podesza do niej i stana obok wyprostowana, i rzeczywicie okazao si, e Ram Pari jest ledwo o gow wysza od niej samej. Ale z bliska Prabhdot Kaur poczua jaki zapach. Cofna si pospiesznie. Zapach nie by przykry, ale bardzo intensywny, kojarzy si z woni wilgotnej ziemi albo z zapleczem halwai, gdzie mogo zakrci si w gowie od tych wszystkich mlecznych aromatw. Prabhdot Kaur wycofaa si przed tym bogactwem zapachw i posza usi przy Nawnit-behendi, w baithaku, gdzie jej siostra jak zawsze siedziaa z nosem w wielkiej ksice. Prabhdot Kaur zoya gow na miciutkiej bawenie ramienia Nawnitbehendi i przeliterowaa tytu u gry strony: Wordsworth. Spod wypranej wieoci mikkiego alwar docieraa mia wo myda i ciepej skry. To by aromat, ktry Prabhdot Kaur znaa cae swoje ycie, i teraz wdychaa go, wtykajc nos w materia i z lekka parskajc.

- Co ty wyprawiasz, dhalli? - zapytaa Nawnit-behendi i signa woln rk, eby uszczypn ten myszkujcy nos. Prabhdot Kaur wcale nie uwaaa si za szalon, ani troch, ale nie potrafia wyjani, dlaczego w tym momencie byo jej to tak bardzo potrzebne. Opara twarz na zgiciu okcia Nawnit-behendi i znieruchomiaa. Ram Pari opucia dziedziniec, przez ktry teraz przesza Mata-di, niosc talerz peen grochu. Usiada w pobliu i zacza rozupywa strczki, kciukiem wrzuca jc grzechoczcy groch na talerz, trach, trach, trach, tak szybko, a dwik zla si w jeden, przecigy szum. Mata-di bya skoncentrowana na grochu, a Nawnit-behendi trzymaa swoj ksik wysoko na kolanach. Ostatnio byy ze sob w do serdecznych stosunkach, ale Prabhdot Kaur pamitaa, e jeszcze rok temu ostro si kciy, po tym, jak Nawnit-behendi zdaa egzaminy FA i chciaa i do colle-geu, eby zrobi licencjat. Mata-di prosia j, eby pomylaa o swoich braciach i siostrach, ktrym przez swj egoizm odbieraa moliwo lubu i szczcia, a kiedy Nawnit-behendi zupenie rozsdnie zauwaya, e jej braci i siostry jeszcze wiele lat dzieli od lubu, Mata-di zacza na ni krzycze, mwic jakie zupenie dziwne rzeczy o okrywaniu rodziny hab, a potem przez dwa dni odmawiaa przyjmowania pokarmw. W kocu wkroczy w to wszystko Papa-di. Jeli Nawnit chce zrobi licencjat, powiedzia, to tak bdzie, i koniec. Ale Mata-di dysponowaa moc o tajemniczym dziaaniu. Wycofaa si do swojego pokoju, a Papa-di, przewracajc oczami, poszed za ni, i kiedy wyszed nastpnego poranka, ustalone ju byo, e lub mona odwlec, ale niezupenie odoy. Dlatego te obecnie Nawnit-behendi bya zarczona z Pritamem Singhem Hansr, stacjonujcym w Gudranwalli modszym inynierem w PWD. Po zarczynach Papa-di delikatnie pogadzi si po brodzie, w ktrej, tu pod doln warg, pojawiy si ju lady siwizny, i powiedzia, e szczcie wywodzi si z rozwagi. Ma-ta-di nic nie mwia. A Prabhdot Kaur, chocia pena podziwu dla tego, jak Papa-di potrafi wyczarowywa rne rzeczy jak z kapelusza - chopak dla Naw-nit-behendi, dom dla nich wszystkich - rozumiaa jednak, e sprawy nigdy nie s tak pikne, jak to z pozoru wyglda. Ram Pari przychodzia do domu kadego dnia, a Mata-di toczya z ni heroiczne walki. Trzy dni zajo nauczenie jej odpowiedniego mycia talerzy, tak eby byy dostatecznie czyste, i nie obyo si bez wielu praktycznych pokazw i kliwych uwag. Ram Pari nie komentowaa tych uwag, wzruszeniem ramion zbywajc kazania Maty-di, potem przez chwil pracowaa na medal, myjc dwie miski i czasami jeszcze jeden talerz, i powracaa do swojego normalnego, radosnego niedbalstwa. Jej byskawiczna technika zamiatania bya bardzo szybka i skuteczna, ale pozostawiaa kby kurzu w ktach i zupenie pomijaa powierzchnie znajdujce si pod almir, co budzio najwiksze oburzenie Maty-di. Tymczasem dwaj bracia Prabhdot Kaur chichotali i pokadali si ze miechu, nawet tego nie skrywajc, z Badbu Pari. Prabhdot Kaur miaa si wraz z nimi, manifestujc solidarno z brami, ale w gbi serca uwaaa, e ten zapach nie jest badbu, smrodliwy, raczej ostry. Ram Pari bya maa, na jej brzuchu widnia ylasty splot mini, co Prabhdot Kaur zauwaaa, kiedy Ram Pari unosia swj kamiz, eby otrze usta albo ca swoj pomarszczon twarz starej kobiety. Robia tak czasami, pnym popoudniem, zamiast uywa zaoonej na gow dupatty, a Prabhdot Kaur mylaa, e przede wszystkim chciaa si w ten sposb ochodzi, wpuci jaki powiew na skr, ale kiedy to robia, spod ubrania wydobyway si jakie wyziewy, jaka wo, cika i wiszca w powietrzu, rzeczywista i nieodparta jak obok rozgrzanych iskier z ognia w haunce. Prabhdot Kaur wzdrygaa si przed tym, ale jednoczenie staraa si nie porusza, chcc na wasnej skrze poczu to pieczenie. Chocia wstydzia si tego i nikomu o tym nie mwia, nie moga si tego doczeka. Bya to jej najtajniejsza tajemnica, lepiej skrywana ni jednoru-piowa moneta, ktr znalaza pod poduszk na sofie w pokoju od frontu. Cho wiedziaa, e naley do Papy-di, nastpnego dnia pieniek

powdrowa w jej pirniku do szkoy i wystarczy na cay tydzie kesar kulfi, i to nie tylko dla niej samej, ale take dla jej dwch najlepszych przyjaciek, Mandit i Ai. Nikomu nie powiedziaa o swoim sprzecznym pragnieniu zapachu Ram Pari, o tym gstym aromacie, nawet koleankom z Trjcy Wspaniaych, ktre nosiy wosy uczesane w takie same, schludne, podwjne warkoczyki i od pierwszej klasy siedziay razem w drugim rzdzie. Tego kwietniowego dnia Trjca koysaa si na tylnym siedzeniu tangi Dara-ka Alego, a Mandit, jak zawsze, siedziaa porodku. Bya niekwestionowan liderk, chocia pozostae dwie miay lepsze oceny i ojcw na wyszych stanowiskach. Ojciec Mandit by tylko kierownikiem hotelu, ale dziewczynka bya wysoka i szczupa, i imponowaa osobowoci i bezporednioci, ktr Prabhdot Kaur i Aa podziwiay, cho nie umiay wyobrazi sobie, e zdoaj jej dorwna. Cieszyy si, e mog si skry w tym jej nieco ryzykownym cieniu. - aa, szybciej - powiedziaa do Daraka Alego Mandit, z rk zwieszon za oparcie siedzenia. - Prosz, jed szybciej, bo inaczej zostanie z nas tylko sczerniay popi na Larkin Road. Usmaymy si i znikniemy w kbach mierdzcego dymu. Jed szybciej, szybciej. Mino wp do czwartej i Prabhdot Kaur miaa wraenie, e jeszcze nigdy nie byo tak gorco, soce prayo wprost na nie, siedzce na tylnym siedzeniu tangi, droga cigna si przed nimi w nieskoczono, a Darak Ali by najstarszym i najwolniejszym wonic tangi w caym miecie. Co dziennie rano zbiera je po kolei, jedn po drugiej, i kusem, a raczej stpa, wiz je do szkoy, a potem czeka na nie o trzeciej po poudniu, eby zabra je we wlokc si w nieskoczono i trzeszczc drog powrotn. Zarzuci swoj bujn, ufarbowan henn brod na spocone rami i odpowiedzia to, co zawsze: - Bibi, ona cay dzie ciko pracowaa w upale. Popatrz, jaka jest zmczona. Mog kaza jej jecha szybciej, i ona sprbuje, ale zobaczysz, e to zamie ci serce. - A potem, zwracajc si do wznoszcego si i opadajcego pod lejcami kocistego, brzowego zadu, rzek: No, agufta, szybciej, szybciej. Szybciej, agufta, bo inaczej wielkie mem zupenie nam zmarniej w tym upalnym socu. - Ta twoja chabeta jest starsza od ciebie, Caa - rzucia Mandit. - Sprzedaj j do koskiej rzeni i kup sobie now koby. - Ale spjrz tylko, jak ona bardzo si stara - odpar Darak Ali. - Jak idzie. Jak moesz mwi co takiego, bibi? Zamiesz jej serce. Mandit prychna i podniosa swj basta na wysoko twarzy, eby osoni si przed socem. - O tak, teraz zasuwamy. Chyba ryzykujemy yciem w tej niesamowitej gonitwie. Bardzo, bardzo si boj. Prabhdot Kaur zachichotaa i zaraz potem zamarzya o wysokiej szklance wody nalanej z surahi, ktry Mata-di trzymaa wilgotny przez cay dzie. Pomylaa o tym, jak surahi si przechyla, jak dotyka jego okrgej glinianej szyjki, jak woda spywa do szklanki gadkim strumieniem z coraz gbszym i peniejszym bulgotaniem, a tymczasem midzy zakurzonymi czubkami jej bucikw znikaa czarna droga, a monotonne stuku- Puku stuku- Puku kopyt agufty powoli ttnio w jej skroniach. Zamkna oczy, ale i tak wiedziaa, e po prawej mijaj duy sklep z butami Kalra, z jego ostro zakoczon, drewnian konstrukcj Damskich czenek, a potem Manohar Lal Madan Lal Halwai, gdzie z tyu s stoiska rodzinne i ogromne lustro z wytrawionym wizerunkiem siedzcych nad strumieniem mczyzny w turbanie i kobiety, a potem sklep meblowy Kiani Fine Furniture, z wystawion w witrynie dug, czerwon sof, Od pidziesiciu lat wiadczc usug klientom, nie sofa, ale stary pan Kiani i jego trzech synw. Prabhdot Kaur sprbowaa odgadn, gdzie w tej chwili si znajduj, i otworzywszy oczy, przekonaa si, e s dokadnie naprzeciw piekarni Tarpor, raju z ciastkami i gazowanymi

napojami, ktry Prabhdot Kaur odwiedzia tylko raz w yciu, na swoje dziewite urodzi ny, ale wci pamitaa gony wystrza szklanego korka, pod ciarem doni Papy-di wpadajcego do truskawkowej wody sodowej. Na te wspomnienia Prabhdot Kaur poczua bl po obu stronach ust, a nawet ostry bl, powd rowej erupcji w buzi, mrowienie po wewntrznej stronie warg, a Sagu-fta cigna dalej, pocigna ich za piekarni Tarpor, i wanie w tym momencie Prabhdot Kaur zobaczya Ram Pari. Sza przy drodze, z rkami zwieszonymi bezwadnie po bokach, a za ni trzepotaa jej dupatta. Prabhdot Kaur ponownie wcisna si w siedzenie, z niewiadomego powodu nagle zawstydzona. Byo co w tym widoku Ram Pari idcej szerok drog obok dwch biaych kobiet wystrojonych w kapelusze przypominajce koronkowe ogrody, w lnicych biel bucikach na paseczkach i w zdumiewajco zwiewnych sukniach z bardzo tajemnych, zagranicznych zakamarkw sklepu odzieowego Perreiras Ladies Wear, co w tym obrazie Ram Pari kroczcej na szeroko rozstawionych nogach powodowao, e w tym momencie Prabhdot Kaur nie chciaa jej zna. Odwrcia wic gow, jakby przygldajc si czemu po drugiej stronie ulicy, ale czua, e pali j szyja z boku, i to nie z powodu soca, ale od wzroku Ram Pari, tak si jej przynajmniej wydawao, i nie moga si powstrzyma, eby cho przez chwil nie spojrze w t stron. agufta powoli oddalaa si od Ram Pari, ktra sza z twarz napit jak przecierado wydymajce si na gorcym, letnim wietrze, z oczami surowymi i nie-widzcymi, chocia patrzya wprost na Prabhdot Kaur. Gniewny garb jej ramion powoli znika w blasku Larkin Road i w kocu Prabhdot Kaur zupenie stracia j z oczu, na chwil przed tym, jak skrcili w lewo, na Fulbag Gali i do aube Mo-halli, gdzie Mandit zeskoczya z tangi i popdzia do swojego domu, a jej dwa grube warkocze podrygiway i podskakiway w lad za ni. Kiedy Prabhdot Kaur wrcia do domu, jej ojciec siedzia w baithaku ze swoim znajomym Khudabakem Safi, ktry pi herbat ze specjalnie dla niego przechowywanej filianki. Prabhdot Kaur zawsze mylaa o niej jako o muzumaskiej filiance, ktra bya przyczyn wiecznych problemw z Mat-di. Kiedy Papa-di wnosi j do rodka i wasnorcznie my pod rczn pomp, Mata-di zawsze robia min, na co Nawnit-behendi i Mani tylko przewracay oczami i mwiy, e jest strasznie gupia. Prabhdot Kaur lubia Khudabaka afi, ktry mia wielkie, proste, przecinajce twarz wsy i ktry zawsze przynosi jakie podarki. Dzisiaj przynis koszyk owocw liczi. - Specjalnie dla ciebie, beta - powiedzia i rozemia si. - Zjedz je po obie-dzie. I nie daj si oszuka tym dwm mustanda. - Jej dwaj bracia, ubrani w biae stroje do krykieta, leeli rozwaleni na arpai na dziedzicu, popijajc khari lassi z ogromnych mosinych kubkw. Ikbalwirdi podskoczy i chwyci swj kij -ktry co drugi dzie nascza specjalnym olejkiem - i pokaza jej, jak w jednej serii szeciu rzutw trafi trzy szstki, autujc tego ahidula Almansura, ktry uwaa si za najlepszego rzucajcego w caej prowincji. Prabhdot Kaur staa na palcach stp i koysaa si w przd i w ty, starajc si okaza zainteresowanie, ale przy pierwszej okazji pomkna do pokoju matki, a tam lekko opara si o drzwi, a na pododze otworzy si trjkt wiata. Wlizgna si do rodka i przysiada na kocu ka, po stronie Papy-di. ko byo tak wysokie, e musiaa si podeprze dwiema rkami, eby na nie wej, a kiedy ju si wspia, po stronie jej matki z ciemnoci wyoni si ksztat podobny grzbietowi grskiemu. Stoowy wentylator zamiata powietrze tam i z powrotem. - O co chodzi? - w kocu odezwaa si Mata-di, wci patrzc w drug stron. - Czy s jakie problemy z Ram Pari? Mata-di westchna przecigle. - Ach, ci ludzie. - Mata-di, czy ona co zrobia?

- Nie, nie. To ten jej m. - Ona ma ma? - Beta, ona ma dziewicioro dzieci. Od ptora roku nie byo go w domu. Bya pewna, e znalaz sobie drug on. A tu nagle wczoraj wrci. Jak jaki sahib laat pooy nogi na stole i zawoa, eby mu poda obiad. To mj dom, powiedzia. - A to jest jego dom? - On w yciu dziesiciu rupii nie zarobi. To, w pewnym stopniu, zamykao spraw. Rami Maty-di unioso si i opado, jej oddech zmieni si, a Prabhdot Kaur powoli opucia si na podog, czujc pieczenie policzkw. Ram Pari wci gdzie tam wloka si noga za nog, zmierzajc po linii tak prostej, jak jej przeznaczenie, ale Prabhdot Kaur mylaa tylko o tym, e ona sama w yciu nie zarobia ani jednej rupii, tylko jedn ukrada. Staa w cieniu obkowanych filarw na skraju dziedzica, patrzc na swoich braci i na czerwone plamy od piki krykietowej na ich spodenkach, obserwowaa to ich przyjemne wyczerpanie i zastanawiaa si, czy to faktycznie jest jej dom. Przez cay wieczr nie potrafia odnale tego poczucia domu, ktrego dowiadczaa od pierwszego dnia, kiedy ujrzaa wznoszce si dwigary i dziur w ziemi, do poowy wyoon cegami. Nawet kiedy soce wspio si po filarach, a ona skra-piaa wod dziedziniec i w powietrzu unis si zapach wczesnego wieczoru, nie bya w stanie odnale si w tym miejscu. Spaa nerwowym i lekkim snem, unoszona i targana wiatrem wirowaa we nie nad biaymi dachami miasta Sabhwal, w ktrym si urodzia. Obudzia j ktnia. Doszed j gos Mani, dowodzcej, e Ram Pari powinna zosta. - Ona nie ma gdzie pj - powiedziaa, a Prabhdot Kaur zauwaya, ile wysiku kosztuje j, eby nie podnosi gosu i mwi rozsdnie, syszaa nawet, jak gos jej si amie. - To bardzo przykre - odezwaa si Mata-di. - Ale od kiedy to ona jest moj maui, ebym si ni zajmowaa? Niech idzie do swoich krewnych. - Mata-di, ju ci mwiam, ona nikogo tu nie ma. M przywiz j tu z jej rodzinnej wioski. Czy chcesz, eby spaa na ulicy, razem z tymi wszystkimi swoimi dziemi? - A kiedy to ja niby powiedziaam, e chc, eby cokolwiek zrobia? - Mata-di siedziaa po turecku przy kuchni, trzymajc na kolanach wielki thal, z jednej strony wypeniony wysok kupk pszenicy. Pod jej szybkimi palcami ziarna nieustannie migay przez metal na drug stron naczynia, a na pododze obok niej lea may stos czarnych kamyczkw, usek i odpadkw. - Nie, ja nie chc, eby cokolwiek robia. Prabhdot Kaur pobiega przez dziedziniec do frontowej bramy. Ram Pari kucaa w samym jej rodku, z domi opartymi na zwinitym w rulon niebieskim materacu. Otoczona bya dziemi, niesamowicie bezadn gromadk. Raczkujcy maluch, prawie zupenie golusieki, jeli nie liczy czarnej nitki, zawizanej wok pasa, przeazi przez kostki i ydki, szybciutko przebierajc swoimi grubymi nkami. Kiedy ju prawie udao mu si wyrwa z krgu cia, dziewczynka w wieku Prabhdot Kaur schylia si i chwyciwszy go za ramiona, przycigna go z powrotem. - Ram Pari - odezwaa si Prabhdot Kaur. - Co si stao? - Co mog ci powiedzie, Nikki?- odpara Ram Pari. - Co mam powiedzie? Mj m, on wrci. - Rozoya szeroko rce, obejmujc nimi nie tylko dzieci i Prabhdot Kaur, ale cay wiat. - Ale on nie moe ci wyrzuci. To niesprawiedliwe. - Ram Pari nic ju nie powiedziaa, a Prabhdot Kaur doznaa nieprzyjemnego wrae nia, e oni wszyscy na ni patrz, nawet to niemowl, te wszystkie gorejce czarne oczy. Chocia byy pozbawione jakiegokolwiek wyrazu, i tak zacza wierci si w poszukiwaniu jakiego innego miejsca, do ktrego mogaby si uda.

Wycofaa si, a potem odwrcia i pobiega do domu. Czua w piersiach przeraenie, ksajcy strach w kolorze czerni i szkaratu, o smaku zgniego jabka, ktre kiedy ugryza, cae gbczaste i brunatne pod kruch skrk. Rzucia si w ramiona Maty-di. Z twarz ukryt we jej wosach wydyszaa: - Och, Mata-di, pozwl jej zosta. - Ty te? - Mata-di przewrcia oczami. - Moje crki nagle zrobiy si jakimi santami i pracownikami socjalnymi. Nawnit-behendii rozemiaa si. Siedziaa przy stoliczku w korytarzu, przed ni staa maa filianka z olejkiem, a ona wczesywaa go we wosy powolnymi pocigniciami grzebienia, podnoszc dugie, czarne pasma i pozwalajc im potem opa w postaci wzburzonych fal. W tym nowym wietle jej twarz w ksztacie serca pona, wydte usta jarzyy si czerwieni, a Prabhdot Kaur nigdy jeszcze nie widziaa jej tak piknej. - Nawnit-behendi! - krzykna Prabhdot Kaur, bliska ez. - Powiedz Macie-di, eby pozwolia jej zosta. - Mieszanie si w ktnie tych ludzi skoczy si kopotami - orzeka Mata-di. - Czy chcecie, eby ten czowiek krci si po naszej uliczce, i wchodzi, i wychodzi z tego domu? I ta jej brudna czereda... - Mata-di - odezwaa si Nawnit-behendi - mona je wszystkie umy, trzy razy mona je umy. - Nie zaczynaj, Nawnit - odpara Mata-di. - A teraz obie ubierajcie si do szkoy. Zawsze, kiedy przybieraa ten naburmuszony wyraz twarzy, Mata-di stawaa si tak nieporuszona, jak wypeniony po brzegi pojemnik dei masa ghi. Prabhdot Kaur drcymi palcami pozapinaa guziki w swoim mundurku, ale w szkole przez cay dzie uwag rozprasza jej obraz Ram Pari wdrujcej przez niekoczce si cierniste pustkowie, w towarzystwie dzieci jczcych z pragnienia i po kolei padajcych, jedno po drugim. Mandit i Aa ze zdziwieniem patrzyy na Prabhdot Kaur, ktra z trudem prbowaa notowa na lekcjach. Podczas przerwy opowiedziaa im o cikim losie Ram Pari, ale nie zrobio to na nich adnego wraenia, a jeli zrobio, to nie wicej ni dwa lub cztery razy mniejsze ni na niej samej. O ile w ogle. - Ci ludzie zawsze tak si kc - powiedziaa Asa. Prabhdot Kaur usyszaa te sowa i z trudem powstrzymaa si od ez, dojrzawszy lekko wyniose wydcie ust Asi. Mandit jedynie wzruszya ramionami. Zaraz potem przeszy do spraw pilniejszych, do kwestii, czy uda si przekona ojca Mandit, eby w najbliszy weekend sfinansowa im wycieczk. Rozmawiay, pochylajc ku sobie blisko gowy, Prabhdot Kaur zobaczya ich jasne warkocze i czyst biel ich dupatt, ale kiedy chciaa si odezwa, okazao si, e jej uczucia do Ram Pari kryj si w mroku jakiego wewntrznego zagbienia, za zakrtem jakiej groty, i nie sposb ich wycign, wijcych si i przeraonych, na ostre wiato lata. Prabhdot Kaur odetchna wic gboko i nic nie powiedziaa. Nic nie mwia przez cay dzie, nic nie mwia w tandze Daraka Alego i przez ca drog do domu. Dzieci wci byy na dziedzicu, nadal krciy si w skrawku cienia, ktry przesuwa si, powoli si zwajc, po dziedzicu. Ram Pari w domu szorowaa ostatnie garnki. Nawnitbehendi drzemaa z ksik rozoon na brzuchu, leniwie machajc wachlarzem. Nie otwierajc oczu, opowiedziaa Prabhdot Kaur o zmaganiach tego dnia: Ram Pari przysza nieproszona i jak zwykle zacza zamiata dziedziniec; zaja si swoimi obowizkami, a Matadi tylko j obserwowaa, obie kobiety mijay si w absolutnej ciszy. Przez cay dzie sowem si do siebie nie odezway. Nawet teraz, Prabhdot Kaur zauwaya, e Mata-di przecia rozpalone cegy, niosc w doni stos mokrych ubra i o niecae p metra mijajc Ram Pari, ktra wanie wchodzia na schody prowadzce na dach, ale i jedna i druga odwrciy od siebie wzrok, jakby

ubrania i garnki wymagay caej ich uwagi. - Nawet na ni nie spojrzaa, prawda? - powiedziaa Nawnit-behendi, nie otwierajc oczu. - Kto? - Mata-di. Nie spojrzaa na Ram Pari? - Nie, nie spojrzaa. - Cay dzie tak si zachowuje. Och, Nikki, ona doprowadza mnie do szau. Cigle ta cisza pena podtekstw, a wszyscy musz si domyla i robi to, czego ona chce. I doskonale jej to wychodzi. Wszyscy skacz tak, jak ona zagra. Prabhdot Kaur te si nie odzywaa. Rwnie ona odczuwaa lekk uraz do swojej matki, kiedy nie pozwolono jej jecha na szkolny piknik, kiedy jako ostatnia otrzymywaa khir z miski, i do tego mniej ni bracia, ale te wszystkie drobne urazy zawsze szybko znikay we wszechobecnym cieple, ktre matka roztaczaa, w wilgotnym, wszechogarniajcym ucisku jej matczynych ramion, ktry czuo si zaraz po przekroczeniu gwnej bramy, w pomalowanych na biao powkach cegie, ktrymi kazaa wyoy przejcie, w koronkowej lamwce na obrusach lecych na stoach w baithaku. Kiedy jednak syszaa w gosie Nawnit-behendi t dziwn, brzczc nutk krytyki, nagle uwiadamiaa sobie, e co dzieli matk i crk, dzieli Mata-di i j sam; co, z istnienia czego Prabhdot Kaur nigdy wczeniej nie zdawaa sobie sprawy. Zrobio si jej niedobrze i poczua si bardzo samotna. Nawnit-behendi otworzya oczy. Spojrzaa prosto w twarz Prabhdot Kaur, oczami wci jeszcze zamglonymi i rozkojarzonymi. Potem dwa razy zamrugaa. - Are, dlaczego tak patrzysz, baa? - zapytaa. - Nie przejmuj si. Ona potrafi czowieka rozwcieczy, ale ty te wyrwiesz si kiedy z tego domu. Prabhdot Kaur musiaa dwa razy przekn lin, zanim udao si jej odpowiedzie. - Wyrw si? - Tak - odrzeka Nawnit-behendi i przycigna j do siebie. Obja j ramieniem i szepna w jej wosy. - Nie syszaa o tym? Dziewczyna rodzi si w jakim domu, ale jej dom jest gdzie indziej. Ten dom nie naley do ciebie. Twj dom jest gdzie indziej. Powiedziawszy to, Nawnit-behendi wycigna si i westchna z luboci, a Prabhdot Kaur poczua - od czubka gowy po palce stp - jak przenikaj j te przyjemnoci, ktre jej siostra dostrzegaa w yciu, jej pragnienie przyszoci, jej szczcie wynikajce z opuszczenia domu, z tego, e odchodzi, chocia sama Prabhdot Kaur odczuwaa jedynie niewytumaczaln strat i strach przed przyszoci. Rozchodzcy si wok suchy dwik popiou trcego o czyszczony garnek miesza si pulsem jej siostry, gwatownie ttnicym przy jej uchu. Przykrya gow dupatt Nawnit-behendi i prbowaa zasn. Kiedy ptorej godziny pniej przysza Mani i rzucia swoj wypenion ksikami torb na podog, Prabhdot Kaur zrozumiaa, e ona te widziaa Ram Pari i te jej dzieci, nadal obozujce pod bram, i e jest rozsierdzona i gotowa do ktni. Ale Mata-di spojrzaa wytrzeszczonymi oczami spod zmarszczonych brwi na Mani w taki sposb, e nawet ona struchlaa i cichutko usiada obok Prabhdot Kaur. Z furi zacza skuba paznokie u nogi. A potem si odezwaa: - Musimy poczeka na Pap-di. Ale Papa-di nie by w nastroju do walki. Przyszed wyczerpany, pooy si na masnad i palcami rozczesywa swoj brod, a Prabhdot Kaur widziaa, e chocia Mani przedstawia mu swoj spraw w sposb jasny, i zrobia to dobrze, zamykajc cao w kilku krtkich i prostych zdaniach, on mylami jest gdzie indziej. - To trudna sprawa - powiedzia. A potem zakry oczy domi. Pochylona do przodu Mani wykrcaa palce, splatajc je w siateczk. - To trudna sprawa - powtrzy i wsta. Ruszy w

stron swojego pokoju, i wida byo, e ju zapomnia o Ram Pari i jej kopotach. Mani wyprostowaa si i uniosa donie w gecie poraki. Prabhdot Kaur bbnia stopami po pododze. Co robi, co robi? Cisza stawaa si coraz gbsza. W porze kolacji przysza Ram Pari, eby przygotowa phulki, a jedynym dwikiem, jaki dociera do uszu Prabhdot Kaur byo plaskanie jej doni na atta. Bracia byli w domu, ale nawet oni jedli w milczeniu. Wszyscy wygldali na strapionych, wszyscy z wyjtkiem Nawnit-behendi. Na koniec, po wyniesieniu naczy, kiedy Mata-di siedziaa i skubaa trzymany w dwch palcach nad zoon lew doni may naparstek gur, do pokoju wesza Ram Pari, stana pod cian, a potem si o ni opara. Rk trzymaa na biodrze i zaoya jedn stop za drug. - Bibi-di - odezwaa si. - Odchodz. - Id - odpara Mata-di, a Prabhdot Kaur poczua, jak dokadnie w samym rodku jej piersi co si skrca i ugina. Ram Pari bya w poowie dziedzica, kiedy Mata-di odezwaa si ponownie. - Dokd pjdziesz? Prabhdot Kaur zauwaya, e Ram Pari znieruchomiaa. Jej ramiona tworzyy wski, ciemny prostokt rozpostarty na tle owietlonej wiatem ksiyca bieli stojcej za ni ciany, na tle ostrej krawdzi dachu. Nic nie odpowiedziaa. Mata-di patrzya na pozostay na jej palcu malutki kawaek guru, jakby go waya, rozwaaa stojce przed nim moliwoci. - Zgoda - powiedziaa. - Moesz zosta na jedn noc, za domem. - Tak, Bibi-di. - Ale tylko na jedn noc. Syszysz? - Tak, Bibi-di. Na jedn noc. Ram Pari odesza pospiesznym krokiem. Prabhdot Kaur wiedziaa, e spieszy si, eby jak najszybciej znale si poza zasigiem gosu, eby uciec, zanim kto zdy co jeszcze powiedzie, a i sama Prabhdot Kaur nie moga znie myli o dalszej rozmowie. Nagle poczua si ogromnie saba, zmczona, jakby z wielkim tornistrem na plecach piechot odbya drog do szkoy i z powrotem. Przesuna si do przodu, na moment przywara do kolan Maty-di, a potem sama, cho nikt jej nie kaza, wstaa i przygotowaa si do spania. Ale chocia dray jej kolana i ciyy powieki, wdrapaa si na taboret w kcie pokoju, w ktrym spaa wraz z Mani, i wystawia gow przez okno, skrcajc szyj, eby dojrze ruchliw gromadk krztajcych si na tyach budynku ciemnych postaci. wiata byo niewiele, jedynie poblask z dwch okien, ale Prabhdot Kaur widziaa, jak Ram Pari i jej dzieci buduj swj dom. Miay ze sob zawinitka, cho Prabhdot Kaur nie pamitaa, eby je widziaa podczas dugiego dnia, i teraz z tych zawinitek wycigay przecierada i szmaty, achmany i gagany, ktre po uoeniu w ksztat nierwnego koa utworzyy swoiste domostwo. Prabhdot Kaur zobaczya, e sam cie muru moe stanowi schronienie. Zapada w sen przepeniona t now wiedz. Pamitaa wszystkie rysunki Nowego domu, ktre zrobia w swoim dugim yciu, i wiedziaa ju, e te wszystkie narysowane przez ni proste i prostoktne domy s do pewnego stopnia kamstwem, i nawet poczua teraz satysfakcj, kiedy tak spogldaa wstecz i mylaa, jakim bya kiedy gupiutkim dzieckiem. Nastpnego dnia po poudniu, zaraz po przyjciu ze szkoy, Prabhdot Kaur posza na tyy domu i zobaczya, e do tylnej ciany gwodziami przymocowane s dwie grube tkaniny, na dole przytrzymane kawakami cegie, tworzc co na ksztat powki namiotu, pod ktrym drzemao niemowl. Pozostae dzieci rozproszyy si po caym ogrodzie, ktry w zasadzie nie by jeszcze ogrodem, a jedynie pokrytym kurzem kawakiem ziemi, dwoma samotnymi drzewami i murem na samym kocu. Prabhdot Kaur zbliya si do wejcia do namiotu i zajrzaa do rodka. Dwie

wystajce cegy zostay wykorzystane jako maa peczka, na ktrej sta jasny obrazek eranwali-Ma wspaniale prezentujcej si na swoim tygrysie. Z gwodzia zwisaa torba z ubraniami. Na kolejnych dwch gwodziach zawieszony by jutowy worek z ziarnem. W najdalszej wnce, w najbardziej ocienionej czci namiotu, znajdowa si niewielki wzgrek zrobiony z maych workw, a na nim spao niemowl. W tym maym, skrytym za przecieradem zielo nym wiecie Prabhdot Kaur poczua przebiegajcy j gwatowny dreszcz, owadnita nowym dowiadczeniem, w szalonych podskokach pchajcym si w jej ramiona. Nie moga wyj z podziwu. Jak fachowo udao si prawie z niczego stworzy tak wiele! Jacy oni byli dzielni! Spojrzaa na niemowl. Chopczyk mia na prawej rczce cieniutk bransoletk, wok lewego ramienia czarny sznurek, z ktrego zwisa tawiz, a jego penis wyglda jak may kranik. Prabhdot Kaur musiaa si powstrzyma, eby nie wzi tego dziecka na rce i go nie przytuli, ale tylko si odwrcia. Naprzeciwko, w odlegoci trzydziestu centymetrw, zobaczya najstarsz z dziewczynek, ktra obserwowaa j z rkami zaoonymi za plecy. Brudny i bardzo dugi warkocz spywa na jej rami i opada z przodu, miaa czujne, czarne oczy i wystajcy zb po lewej stronie ust. Prabhdot Kaur pomylaa, e dziewczyna ma chyba z czternacie lat, ale natychmiast i bezdyskusyjnie - poczua si starsza od niej. - Jak masz na imi, dziewczynko? - zapytaa. - Nimmo - odpara dziewczyna. - Potrafisz czyta, Nimmo? Nimmo pokrcia gow. W p godziny Prabhdot Kaur nauczya si na pami wszystkich ich imion - Nimmo, Natwar, Japal, Balrad, Ramri, Mita, Bimla, Nirmala, Gurnam, wanie w tej kolejnoci - i dowiedziaa si, e adne z nich nie potrafi czyta i e adne, nawet chopcy, nigdy nie widziao klasy w szkole. Prabhdot Kaur bya przeraona, poniewa zetkna si oto z analfabetyzmem swego kraju, wanie na werandzie z tyu swego domu, ale jednoczenie odczuwaa jak tajemn przyjemno, dostrzegszy w tym wyrany kierunek, pilne zadanie. Wiedziaa, co zrobi. Zajmie si uczeniem tych dzieci. Pojawio si jednak pytanie, jak dugo bd mogli tu zosta, czy Mata-di utrzyma swoj decyzj o wycznie jednej nocy i bezlitonie rozpdzi ich na cztery wiatry. Ram Pari kroia w domu cebul, Mata-di miaa rce usmarowane w besanie, a pakory w karhai skwierczay jak oszalae. Kobiety plotkoway o mieszkajcej cztery parcele dalej owdowiaej ssiadce, ktra miaa syna, a ten pi i zszed na z drog. Wyglday na zupenie zadowolone ze swojego towarzystwa. Prabhdot Kaur chodzia na paluszkach przez cay wieczr, przeraona, nie chcc porusza kwestii tej jednej nocy z obawy, e Mata-di przypomni sobie o tym, i jednoczenie nie potrafic o tym zapomnie. Ale kiedy nadesza pora spania, i Prabhdot Kaur wystawia gow przez okno, ta rodzina wci tam bya, widziaa okrge skupisko poyskujcych w ciemnociach ebkw. To naprawd zdumiewajce, pomylaa Prabhdot Kaur w oczekiwaniu na sen, z gow pen planw. Ludzie zajmowali jakie stanowiska w pewnych sprawach, wyraali opinie, robili wiele haasu, ale decyzje czsto zapaday w tumanie ciszy i milczenia, rywalizujcych ze sob, a waniejsze byo to, co nie zostao powiedziane, ni to, co powiedziane zostao. Pomylaa, e z dnia na dzie wiat robi si coraz bardziej skomplikowany. Nastpnego dnia, czyli w pitek, po poudniu Prabhdot Kaur ustawia dzieci w trzy rzdy po trzy osoby, najmniejsze z przodu, najwiksze z tyu, i zacza lekcj pendabskiego alfabetu. Uda, aida, kazaa im skandowa. Za tablic posuya jej dolna poowa starej, poamanej planszy do carrom. Rysowaa litery w poprzek wyblakych linii starej gry, jak zawsze dokadna, dbajc nie tylko o poprawno, ale rwnie o estetyk. Natychmiast zauwaya, e atwiej uczy si modsze dzieci. Mita i Bimla chtnie zabray si za stawianie liter i nachylone nad swoimi kartkami, z jzykiem zwinitym midzy wargami, kreliy niezgrabne, ale poprawne ksztaty. Z

kolei Nimmo nia na jawie, gapia si bezmylnie w dal, kada si na boku i opierajc gow na ramieniu, stawiaa litery bardziej przypominajce rozbite latawce czy kpy trawy ni elegancko wygite jak szyja abdzia konstrukcje, jakich pragna Prabhdot Kaur. Zanim Nimmo nauczya si trzeciej litery, zdya ju zapomnie pierwsz, a kiedy Prabhdot Kaur nakaniaa j, eby jeszcze raz sprbowaa - Uda, aida, Nimmo, uda, aida - tylko wystawia swj zb i wykrzywia twarz w umiechu, z ktrego bia tak bezgranicznie szczliwa gupota, e Prabhdot Kaur poczua, jak opuszcza j cierpliwo. Poaowaa, e nie dysponuje odpowiedni wadz, ktra pozwoliaby da jej cho jednego ostrego, kliwego klapsa w ucho, jakie z trzaskiem, przeraajco nieoczekiwanie, wymierza nauczycielka rysunkw w szkole. Ale Nimmo nieodmiennie pozostawaa tpa, niemrawa i rozlaza jak stary smar do k wozu. A Natwar znikn zupenie. Tego pierwszego pitku Prabhdot Kaur odwrcia si od swojej planszy do carrom i zobaczya, e w rodkowej kolumnie na samym kocu brakuje jednego ucznia. Tupna nog i pomkna za rg budynku, ale chopiec by ju za bram, bieg szybko i nawet gowy nie odwrci, kiedy go zawoaa. Nigdy nie przyszed ju na lekcje, ale zawsze pojawia si dokadnie w chwili, kiedy si koczyy. - Nie przejmuj si Natwarem. Jest taki, jak jego ojciec - powiedziaa Ram Pari. Wkadasz im co do gowy. Przychodzia w kade popoudnie, pno, uporawszy si z popoudniowymi naczyniami, kiedy byo jeszcze troch czasu do aju, siadaa po turecku z plecami opartymi o cian i patrzya na lekcje swoich dzieci. Prabhdot Kaur obserwowaa j, ale po tygodniu stwierdzia, e Ram Pari bynajmniej nie okazuje specjalnej wdzicznoci. Co prawda Ram Pari gderaa na dzieci Nauczcie si czego, wy ganwar! - ale mona byo odnie wraenie, e uwaa to za zabaw, i kiedy tylko potrzebowaa pomocy przy jakim zadaniu, ktre zlecia jej Mata-di, zabieraa ze sob wszystkie dzieci oprcz niemowlcia, jakby rozwieszenie kompletu dari i wytrzepanie ich z kurzu byo duo waniejsze ni mnoenie przez trzy. Obaj bracia Prabhdot Kaur udawali, e bardzo j podziwiaj, ale kiedy zaczli nazywa j Adhjapika-di, zrozumiaa, e przede wszystkim wietnie si bawi, i w kocu przestaa zwraca na nich uwag. Nawnit-behendi bya zbyt rozmarzona, eby j to obchodzio, a Mani nie miaa czasu o tym rozmawia, poniewa zblia si termin egzaminw. Tylko Papa-di rozumia, jakie to wane. Kiedy Prabhdot Kaur doprowadzaa swoich uczniw, a przynajmniej cz z nich, do mnoenia przez dziewi, on regularnie popija swoj wieczorn aj, siedzc na krzele z wysokim oparciem, ustawionym pod ktem do jej klasy, tak e znajdowao si bezporednio naprzeciw ogrodu, w ktrym wkrtce miay pojawi si drzewa. - Robisz co naprawd dobrego, beta - powiedzia jej pewnego dnia. Oparta o jego rami patrzya, jak ojciec starannie nalewa aj z filianki na spodeczek. Tak jak wszystko, co robi, i ten ruch charakteryzowaa oszczdno, nie byo tu najmniejszej moliwoci marnotrawstwa. Jego wsy i wosy na brodzie byy srebrzy-stobiae, ale policzki pokrywaa delikatna czer, a widok tej bieli agodnie przechodzcej w czer sprawia Prabhdot Kaur ogromn rado. Pi, przechylajc spodeczek, a na jego wsach, zupenie nie wiadomo dlaczego, nigdy nie pozostawa najmniejszy lad wilgoci. Pracowa dla brytyjskiej firmy, Prabhdot Kaur znaa nawet angielsk nazw jego stanowiska, Assistant-Regional-Manager w firmie zajmujcej si dostaw sprztu medycznego, i wiedziaa, e pnie si po szczeblach kariery od stanowiska salesman, ale nie miaa pojcia, co tak naprawd znaczy sowo Manager. Wiedziaa te, e mieli z dziada pradziada ziemi w bardzo sennej wiosce w Kheni, ktra, pomimo swojej rozkosznie komicznej nazwy, co roku rodzia jedenacie kwintali dobrej pszenicy z akra, i e ten dar dziadkw by im bardzo pomocny. Wiedziaa, jak wyglda kwintal, poniewa od kiedy pamitaa, zawsze, w kad zim, bywaa w Kheni, w tym walcym si tym domku, stojcym samotnie pord

zielonych pl. Zdawaa sobie te spraw, e przeskok od tego domku do tego nowego domu oznacza postp i e do tego wszystkiego mogo doj dziki edukacji, bo wanie Papa-di by pierwszym chopcem we wsi, ktry zda egzaminy inter i poszed do collegeu. - Za sze miesicy wszystkie bd na poziomie pierwszej klasy - powiedziaa. - A za rok w drugiej klasie. Spojrza na ni spod tych swoich siwych brwi. - Za rok? - Tak. Odstawi filiank na spodeczek, chocia bya jeszcze w jednej trzeciej pena, i poda j crce. Patrzya za nim, kiedy obchodzi ca ich parcel, krc w koo i ocierajc si rkawem o cian. Kiedy Mata-di zawoaa Prabhdot Kaur do domu, on nadal by na dworze, z opuszczon gow powoli zatacza te swoje koa. Dlaczego starzy ludzie byli smutni? Zazwyczaj Prabhdot Kaur nie potrafia odpowiedzie na to pytanie. Mata-di stale toczya spory z ciotkami, kuzynami i ssiadami, czasami burczaa pod nosem na ich temat i przez cay dzie opowiadaa o jakich dawnych aktach zdrady i zniewagach, ale byway te inne dni, kiedy bez adnego widocznego powodu wzdychaa i kiedy otaczaa j jaka mgieka smutku, od ktrej twarz jej blada. Nawnit-behendi te zdarzay si dni, kiedy zdawaa si wyciszona przez bezksztatn melancholi, nawet po zarczynach, a otrzymywane listy powodoway, e stawaa si rozleniwiona i bardzo pikna. Dlatego te Prabhdot Kaur niewiele uwagi powicaa nastrojowi Papy-di. Nastpnego ranka sprawia wraenie, jakby powrcia jego normalna dziarsko. Na tyach domu pracowali robotnicy i kiedy Prabhdot Kaur wychodzia na dwr, zauwaya, e maj zaoy okratowanie na drewnianych okiennicach. Po powrocie do domu okazao si, e bardziej przypomina to kraty wizienne, wzdu i w poprzek okien biegy grube, prostoktne, elazne prty. - Kiedy skocz, pomaluj je na zielono - powiedzia Papa-di. - Jak okiennice. Ale teraz okno w pokoju Prabhdot Kaur nawet nie otwierao si w peni i nie moga z niego dojrze rodziny Ram Pari. Zwrcia na to uwag Papie-di, na t konstrukcyjn niedoskonao, ale ku jej zdumieniu on powiedzia tylko: - Teraz nie ma czasu tego naprawia, beta. A okno i tak prawie cakiem si otwiera. - I to by ten sam czowiek, ktry potrafi odesa dostawcy cztery wozy cegie, poniewa nie w peni odpowiaday temu, za co zapaci. Prabhdot Kaur zamierzaa porozmawia o tym wszystkim nastpnego ranka z Mandit i As, ale kiedy wsiadaa do tangi, z zaskoczeniem zauwaya, e towarzyszy jej Ikbal-wirdi, ktry wskoczy na przednie siedzenie i usiad obok Daraka Alego, midzy kolanami trzymajc w zacinitych doniach rczk kija krykietowego. Przez ca drog do szkoy sowem si nie odezwa. Trzy dziewczynki siedziay z gowami lekko skrconymi w bok i w tandze panowaa absolutna cisza. Dopiero kiedy miny bram szkoy, Mandit pokrcia gow i daa im znak, eby si spotkay na tajnym zebraniu, a gdy ju znalazy sobie odpowiedni zaktek, w ktrym mogy stan blisko siebie, przygarbione, prawie dotykajc si czoami, wyszeptaa: - Zeszej nocy w Minapurze doszo do trzech morderstw. Zgina trjka hindusw. Draa na caym ciele, Prabhdot Kaur czua okie Mandit dygoczcy o jej rami. - Jedn z tych osb bya dziewczyna. Przez cay dzie Prabhdot Kaur ani przez chwil nie potrafia skupi si na lekcjach. Nawet jednego sowa nie zapisaa w swoich zeszytach, a podczas przerw dziewczyny w caej szkole stay grupkami i nikt nie zacz gra w kiri kara. Po ostatnim dzwonku wszystkie podeszy do bramy i Prabhdot Kaur zobaczya Ikbala-wirdi stojcego przy tandze, i poczua tak ogromn ulg, e pobiega i bliska paczu stana przy nim, a on pooy rk na jej gowie i obszedszy

pojazd, zaprowadzi j na miejsce. Teraz znowu zapada ta sama cisza, cika i krpujca jak weniany koc w lecie, Darak Ali nic nie mwi do agufty, a to przerazio Prabhdot Kaur bardziej ni wszystko inne. Ulice zdaway si mniej zatoczone ni zazwyczaj, dziewczyna widziaa, e ludzie w ogle si do siebie nie odzywaj, nikt nie zatrzymywa si na rogach ulic i przed sklepami na pogawdk. Kiedy w kocu tanga pokonaa zakrt i Prabhdot Kaur zobaczya znajomy prostokt bramy, poczua ogromn ulg, uszczliwiona ciep fal bezpieczestwa, ktre ogarno j na podobiestwo wznoszcej si miodowej kpieli, pieszczce jej skr i mikkie jak poduszka. Wbiega do domu, uciskaa Nawnit-behendi i usiadszy tu przy niej, wypia wielki kubek mleka, tym razem nie wydajc nawet rytualnych piskw protestu i z bulgotem wlewajc je w gardo jednym, nieprzerwanym ykiem. Dopiero kiedy znikna ostatnia kropla, zauwaya, e Ikbal-wirdi zosta w tandze i pojecha dalej, eby eskortowa A do domu. Tej nocy cie szya si z krat w oknie, z tego metalu, ktry przynajmniej stanowi zapor przed zagroeniem, chocia nie mg spowodowa, e strach zniknie. Bya szczliwa, e nie musi spa na dworze. Obudzio j wiato wciskajce si w jej twarz. Na dworze janiaa plama dziedzica, musia wic ju by pny ranek, bardzo pny. Kiedy zobaczya na kominkowym zegarze, ktra jest godzina, serce jej zaomotao. Za niecae dziesi minut odezwie si pierwszy dzwonek. Wyskoczya z ka i wybiega z pokoju. - Dlaczego mnie nie obudzia? - wydyszaa do Maty-di. - Spni si. Mata-di wycigna do niej rk. - Nie denerwuj si, beta - odpowiedziaa agodnym gosem. - Dzi nie ma szkoy. Ani collegeu. Wszystko jest pozamykane. - Dlaczego? - W miecie s jakie kopoty. Umyj buzi i chod co zje. - Signa rk jeszcze dalej i, dotknwszy doni Prabhdot Kaur, przez chwil trzymaa j za nadgarstek. - Id. Tak cichego dnia wolnego od szkoy dziewczynka nie pamitaa. Zostaa w swoim pokoju, porzdkowaa ksiki i sprztaa tornister, ale o jedenastej miaa ju tego do i przesza na paluszkach przez dom, a potem wymkna si przez gwne drzwi. Stojc przy bramie, wyczuwaa zupeny brak ruchu na ulicach, jakby wszyscy zmwili si i jednoczenie opucili miasto. Ale przecie wiedziaa, e oni gdzie tam s. Wrcia przez bram i obszedszy dom dookoa, z tyu napotkaa ca gromadk Ram Pari, tulc si do siebie, by tam nawet Natwar, ktry zazwyczaj biega po uliczkach na swoich brudnych goych stopach, pochonity jakim tajemniczym i sekretnym yciem, o ktrym Prabhdot Kaur nie miaa adnego pojcia. - Id do domu, Nikki - odezwaa si Ram Pari. - Nie powinna wychodzi. Zosta w domu. - Dlaczego? - Dziej si ze rzeczy, Nikki. - Ram Pari staa wpatrzona w mur okalajcy tyy ogrodu, a Prabhdot Kaur dostrzega, e to, co jeszcze przed chwil byo biegnc po drugiej stronie nieuprztnit drog, nic nieznaczc wstg spalonego bota pokrytego wiecznie unoszc si mgiek skrawkw papieru, teraz, nawet w tym jasnym wietle dnia, byo ciemnoci, z ktrej nadcigao niebezpieczestwo. Prabhdot Kaur przyjrzaa si grnej krawdzi muru, zastanawiajc si, czy jest dostatecznie wysoki. Zapragna podej i stan pod nim, eby zmierzy jego wysoko i zapewnian przez niego ochron. Ale ogrd sprawia wraenie zupenie obcej pustyni, nie potrafia zmusi si, aby zej z cegie na go ziemi. Skina gow i wrciwszy do domu, usiada po turecku na ku. Czekaa, chocia nie wiedziaa na co. Rwnie lunch przebieg prawie w ciszy, wszyscy mwili pgosem, a Nawnit-behendi sowem si nie odezwaa. Papa-di i obaj bracia usiedli ciasnym krgiem i rozmawiali z

opuszczonymi gowami. Po obiedzie Prabhdot Kaur wrcia do ka, gdzie znowu siedziaa i leaa, bbnic pitami o narzut. - Skoczysz wreszcie? - nie wytrzymaa Mani. - Oszalej przez ciebie. - To wanie byo szalestwo, to, co Prabhdot Kaur czua, gromadzce si za opatkami, tego popoudnia, ktre upywao jak powolny marsz mrwek pezncych w gr jej nogi. Dlatego te kiedy zadzwoni acuch u frontowej bramy, ten metaliczny dwik odbi si echem po caym domu, docierajc do gowy Prabhdot Kaur, ktra poczua gwatowny spazm przeraenia, ale jednoczenie jak ulg. Zwinita w kbek Mani podniosa si na okciach, szeroko otwierajc usta, a pod skr na jej karku zarysowa si pk cienkich sznurw. Prabhdot Kaur wyskoczya z ka i pobiega. Dopada drzwi, jedn rk opierajc si o cian, otworzya je szeroko i ujrzaa idcych przez bram Ikbala-wirdi i Aloka-wirdi, a take wychodzcego Pap-di. Rzucia si do przodu i zobaczya Pap-di, ktry sta po drugiej stronie uliczki, wycigajc szyj, a wszdzie wok rozlega si tupot biegncych stp i gwar gosw. W tym momencie usyszaa przyspieszony oddech i zobaczya, e obok niej stoi Natwar. Razem opierali si o bram. Jego oczy byszczay jak czarne agaty. Min j i wyszed na uliczk. Nie wahajc si ani chwili, ruszya za nim i natychmiast znalaza si pod oson grupy biegncych mczyzn. Nie spuszczaa wzroku z Natwara, naladowaa jego gwatowne zwroty przez tum, jego nage uniki i lawirowanie midzy sapicymi ciaami. W pewnym momencie zatrzymali si w gstym tumie. Natwar sign rk do tyu i, nawet si nie ogldajc si, przycign j do siebie, uderzajc jej gow o biodra i poladki. Wydostaa si z gstego tumu i poleciaa do przodu, nosem uderzajc w rami Natwara, a przed nimi otworzya si wolna przestrze. Zobaczya tam tang, przechylon do przodu pod jakim zdumiewajcym ktem. Zapltany w uprz i postronki lea ko, z wycignit w uk szyj, jakby rozpaczliwie stara si posuwa do przodu, cign dalej i dalej. To bya Sagufta. Prabhdot Kaur od razu to zauwaya. War gi klaczy, wykrzywione w zastygym grymasie wysiku, odsaniay ogromne zby. Przednie nogi leay podwinite jedna obok drugiej. Tylne byy szeroko rozpostarte, a pomidzy nimi, i na nich, z brzucha wylewaa si masa grubych, sinych zwojw. Prabhdot Kaur patrzya wprost do wntrza agufty, do jamy w kolorze bardzo dojrzaych, zimowych damunw. Wntrznoci wydobyway si na zewntrz jakby wypychane jak si, i chocia nie poruszay si, Prabhdot Kaur miaa wraenie, e wci wynurzaj si z tego ciaa, wzbierajc w tustych kbach. Droga pod tanga bya czarna i wilgotna. Po drugiej stronie pojazdu, w takiej samej odlegoci od niego, w jakiej staa Prabhdot Kaur, falowa tum mczyzn, samych muzumanw, jako udao si jej to rozpozna, i to nie tylko po samych strojach, a przed nimi dostrzega Daraka Alego. Co krzycza, Prabhdot Kaur widziaa jego zby. Wszyscy ludzie mieli otwarte usta i odsonite, byszczce biel zby. Tum zblia si drobnymi, gwatownymi falami, a potem si cofa. Pchnita w plecy Prabhdot Kaur przesuna si do przodu i zobaczya, e oczy agufty s szeroko otwarte i wilgotne. Przyszo jej do gowy, e klacz wci jeszcze yje, i wanie miaa do niej podej, kiedy kto podnis j za rami, gwatownie odwrci i poderwa, a krzykna z blu. To by Papa-di. Trzymajc j przy sobie, popdzi z powrotem i wydosta si z tumu. Wci bieg. Przez ca drog czua jego palce zacinite na swoim ramieniu. Minli bram, minli dziedziniec, w kocu znaleli si w domu, gdzie chwyci j za ramiona i zacz ni potrzsa, jego gowa kiwaa si do przodu i do tyu, twarz zalewa mu pot, wcieko poruszaa ni tam i z powrotem, i Prabhdot Kaur widziaa tylko rozmazany obraz. - Dlaczego wysza?! - krzykn i uderzy j. - Dlaczego wysza? Han? Dlaczego? ponownie j uderzy. - Daj jej spokj - odezwaa si Nawnit-behendi i zaprowadzia Prabhdot Kaur do ka. Pooya j, a potem sama wesza na ko i uoya gow dziewczyny na swoich

kolanach. Gaskaa twarz i ramiona Prabhdot Kaur, ktra czua nerwowe bicie serca siostry. Mani siedziaa na pododze, z podcignitymi kolanami i plecami oparta o cian. Do pokoju wesza Mata-di, szybko zamkna drzwi za sob i zaoya acuch. Usiada na ku, z gow przykryt dupatt. Z oddali dochodziy pomieszane i nieustanne okrzyki, jak nieprzerwane trzaskanie przymionego ognia. - Waheguru, Waheguru - powiedziaa Mata-di. Siedziay tak razem, a do zapadnicia ciemnoci. A potem wszystko si uspokoio. Po tej nocy z domu nie wysza adna kobieta. Prabhdot Kaur prawie w ogle nie wstawaa z ka. Sza na posiek, a potem biegiem wracaa, wychodzia, kiedy woaa j Matadi, ale przy pierwszej okazji wymykaa si z powrotem do pokoju. Przyszed do niej Papa-di i, usiadszy po turecku z poduszk na kolanach, przekomarza si z ni, rozmiesza j i askota w stopy, a ona zrozumiaa, e w ten sposb chce przeprosi za tamte chwil paniki. Trzymajc go za rk, bya w stanie wyj na dziedziniec, ale podwiadomie zacza czu si niepewnie na otwartej przestrzeni, jaki twardy pcherzyk rozszerza si do rozmiaru cebuli w samym rodku jej klatki piersiowej, utrudniajc oddychanie. Szybko wracaa do domu, do swojego pokoju. Lepiej si czua wrd tych biaych cian i za tymi kratami. Czasami wygldaa przez okno, skd widziaa Ram Pari, Natwara i ca reszt, zbitych w gromadk na dole, ale staraa si nie podnosi wzroku na ogrd i na to, co znajdowao si za nim. Kiedy si odwracaa, bezpieczna w swoim pokoju, na swoim ku, wtedy czua si dobrze.Za murami co noc i co dzie ginli mczyni i kobiety. Prabhdot Kaur wiedziaa, jak co takiego si nazywa: khun. To sowo zagocio na kocu jzyka dziewczyny, ktra miaa wraenie, e to kwadratowy, metalowy aparat z ziejc w rodku dziur, ociekajcy lepkimi pynami i byskajcy ostrymi krawdziami. Mandit pokazaa jej co takiego w ksice do historii dla starszej klasy, t maszyn mierci, i teraz w obraz powraca do Prabhdot Kaur. Khun. Papa-di i bracia przynieli do domu list osb, ktre ju zginy. Sardar o nazwisku Dasdit Singh Ahluwalia zgin na tym rogu, gdzie Pak-mara Street przechodzia w Campbell Road, w pobliu piekarni Tarpor pocity na kawaki przez mczyzn uzbrojonych w miecze. Ramea Krypalani, szesnastolatka, znaleziono z gardem przecitym tak fachowo, e jego gowa zwisaa w rynsztoku, a ani jedna kropla krwi nie splamia ulicy Ali Dafara. - Powiadaj, e zrobi to rzenik z Karsangand - powiedzia Alok-wirdi. -Dopad go, kiedy chopak wraca do domu od swojego caa. Khun. Byo tego wicej, duo wicej. Mata-di z crkami suchaa wci wyduajcej si listy. W dniu, w ktrym miay zacz si kocowe egzaminy, zabito ma Ram Pari. By jednym z trzech szabrownikw zastrzelonych przez policj o szstej rano na Larkin Road. Prabhdot Kaur usyszaa o tym nastpnego dnia, najpierw bya to tylko plotka, a potem ju sprawdzona wiadomo. Za domem podnis si lament, chr rozmytych gosw, narastajcy i cichncy. Nie byo przed nim ucieczki, a Prabhdot Kaur po raz pierwszy poznaa imi tego czowieka, Kuldi. Przez cay dzie opakiwali Kuldia, zego czowieka, ktry nigdy nie przyszed grozi Ram Pari, a te zawodzenia wpezay pod skr Prabhdot Kaur, przyprawiajc j o dreszcze. Tego wieczoru Mata-di powiedziaa braciom, eby zostali w domu, eby nie wychodzili na ulic, na co Ikbal-wirdi rozemia si, a dwik tego miechu rozleg si po pokoju jak szczk elastwa. I tak wyszli z domu, i kiedy Alok-wirdi zamyka drzwi, odwrci si i spojrza za siebie, a Prabhdot-Kaur zauwaya, e on patrzy wanie na ni, spord nich wszystkich, jej sistr i matki, z jak zoci i jakby z pogard. Mata-di zacza przeklina muzumanw. - Z tymi ludmi nie da si y - powiedziaa. - Oni nie s w stanie z nikim y w pokoju. - Twarz miaa nabieg krwi, czerwon i obrzmia. - Wstrtni kamcy - dodaa. Prabhdot Kaur stworzya sobie w gowie list znanych jej muzumanw. Darak Ali,

oczywicie. Khudabak afi, przyjaciel Papy-di, ktry przychodzc w odwiedziny, zawsze przynosi koszyk truskawek, jabek albo mango, a take wszyscy jego synowie, jego crki i wnuki; Parwina i Saukat ah, waciciele sklepu Excellent Stor, w ktrym Prabhdot Kaur i cae jej rodzestwo zawsze kupowali mundurki szkolne i buty; wszystkie muzumaskie dziewczynki w szkole, zwaszcza Nikhat Azmi, dziewczyna o okrgej twarzy, z ktr Trjca bawia si, kiedy tylko szy do domu Mandit. Lista wyduaa si, a kiedy Prabhdot Kaur ju raz zacza nad tym myle, wci zdawao si jej, e zawsze bya jeszcze jaka osoba, jeszcze jedna twarz, o ktrej przypominaa sobie pno w noc, tu przed zaniciem. Ale Mata-di miotaa przeklestwa. A Pritam Singh Hansra pisa listy do Papy-di. Przesta pisa do Nawnit-behendi, a zaczai do Papy-di, proszc, eby zabra rodzin i przyjecha do Amrytsaru, eby zabra wszystkich, a zwaszcza Nawnit-behendi. On ju od ptora miesica by w Amrytsarze. - Sami wiecie, co si dzieje - pisa. - A robi si coraz gorzej. Ale Papa-di by sparaliowany. Codziennie rano krci gow nad gazet donoszc o poarach, morderstwach i wypenionych uciekinierami pocigach, ktre wpady w puapk, a po poudniu zapada w cakowite odrtwienie. Ze skrzyowanymi nogami siedzia w ustawionym na dziedzicu fotelu, ani na chwil nie zmieniajc pozycji, jakby skuty ciasnymi acuchami, ktre spowalniay nawet jego oddech. Nie zmienia ubra i przez cay dzie siedzia tak w banianie i piamie, z wosami rozpuszczonymi pod patk, opierajc bose stopy na cegach. Prabhdot Kaur wiedziaa, e on na co czeka, i widziaa, e zupenie straci werw, nagle caa sia woli usza z niego, jak z odwrconego do gry dnem wiadra. Pamitaa, jak podczas kopania fundamentw ojciec lekko przeskakiwa z jednej strony wykopu na drug, jak nie przeszkadzao mu, e jego rce s ubocone od chwytania si ziemi, jak z dna dou podnosi pene garcie bota, eby zobaczya, jaka ziemia jest wilgotna, jak strzepywa kurz z rk, energicznie uderzajc nimi o siebie, biorc szeroki zamach na boki i gono nimi trzaskajc, na co ona a podskakiwaa. Nie pozosta w nim aden ruch, a nawet kiedy mruga powiekami, przypominao to powolne, pene smutku ruchy, ktre Prabhdot Kaur moga dokadnie ledzi, w gr i w d. Pewnego dnia wyjd z domu, pomylaa, a nawet to mruganie zastygnie, skoczy si, zostanie bezruch. Staraa si nad tym nie zastanawia, ale ta myl stale do niej powracaa, chytrze, jak nieustpliwa mucha, ktrej brzczenie stawao si coraz goniejsze, a w kocu Prabhdot Kaur uderzaa si w czoo nasad doni. Oszalej, pomylaa. Na pewno oszalej. W kocu Mata-di wzia sprawy w swoje rce. Mino ju lato i wszyscy ich znajomi wyjechali. Mandit i Aa oraz ich rodziny. Pewnego wieczoru do bramy zastuka pasztuski policjant. Kiedy Ikbal-wirdi nieznacznie uchyli drzwi, nie zdejmujc jednak acucha, policjant szybkim ruchem wsun kopert, ktra upada u stp Aloka-wirdi. - Za p godziny wrc po odpowied - szepn policjant i odszed drk. W kopercie znaleli niepodpisany list. Sahibie sardarze. Nie podpisuj tego listu, poniewa kto moe go przeczyta. Ale wiesz, kim jestem. Jestem przyjacielem, ktry przynosi owoce z gr. A teraz wysuchaj mnie, jak przyjaciela. Musisz wyjecha. Mwi si o Tobie i albo dzi, albo jutro Twj dom zostanie zaatakowany. Dokadnie rozwa moje sowa. Wanie Twj dom. Twoi synowie s znani i kr opowieci o tym, co zrobili, wic s w niebezpieczestwie, w bardzo duym niebezpieczestwie. Musicie wyjecha. Przygotuj Wam wszystko, co trzeba. Znamy si od trzydziestu lat i bywaem w Twoim domu, a Ty przychodzie do mojego. Musisz wyjecha, przyjacielu. Obiecuj zaopiekowa si Twoim domem. Papa-di sucha Ikbala-wirdi czytajcego to wszystko na gos, a jego twarz zamara w bezruchu, jak brya lunej gliny, niewyranej i rozmikej. Mata-di wyja list z rki syna i zaoywszy dupatt na gow, owina j wok twarzy.

Stana przy bramie, a kiedy usyszaa ciche, guche pukanie, przyoya usta do desek. - Powiedz mu, e wyjedziemy - powiedziaa. - Bdcie gotowi jutro o dziewitej - odpar policjant. - Przyjedzie po was tempo. Tysic rupii od osoby. Nie wicej, ale te nie mniej. Rozumiecie? - Tak - odpara Mata-di. - Rozumiem. Pakowali si ca noc i cay nastpny dzie. Prabhdot Kaur bya zdumiona, jak wiele rzeczy jest w domu. Dokumenty, ubrania, ksiki, srebrne wazy, fotografie, krzesa, nastpne ubrania, materace, kosztowne grzebienie, buty, kade z nich miao mnstwo rzeczy, do ktrych byli przywizani mocnymi wzami wielowtkowego czasu, kade miao ogromny baga rzeczy, ktrych nie mona byo zostawi. Prabhdot Kaur spojrzaa na ca kolekcj lalek, ktrymi ju si nie bawia, na wytarte gwki, ktrych ju od lat nie gaskaa, ale od razu zacza szarpa i naciga papierow torb, starajc si wcisn je wszystkie do rodka, wypeniaa j tymi towarzyszkami sprzed lat, a w kocu papier nie wytrzyma i pk z gonym, ostrym trzaskiem. Pnym popoudniem dziedziniec i baithak byy zapenione chwiejcymi si pakunkami zawinitymi w przecierada, zdumiewajco cikimi walizkami, elaznymi kuframi, do ktrych podniesienia trzeba byo czterech osb. Prabhdot Kaur wanie zastanawiaa si, ktre ksiki ma ze sob zabra, kiedy do pokoju wpada Mata-di. - Masz, w to. - Podaa jej niebieski alwar-kamiz ozdobiony kwadratowym geometrycznym nadrukiem na dosy grubej bawenie, o ktrym Prabhdot Kaur trzy miesice wczeniej powiedziaa, e nadaje si tylko do noszenia po domu. Ale Mata-di zacza si niecierpliwi. - We to, we. Kiedy Prabhdot Kaur wzia ubranie do rki, zaskoczy j jego ciar. Maty-di ju nie byo, wysza z pokoju. alwar by ciki. Kiedy Prabhdot Kaur odwrcia go, zobaczya, e po wewntrznej stronie pasa, tu pod nada, przyszyte s mae torebki z materiau. W tych maych, sekretnych kieszonkach znajdowa si metal, zoto, wyczuwaa gadk i lisk zwarto naszyjnikw i bransolet. Kiedy si przebraa i wysza na dziedziniec, zobaczya, e Mata-di i wszystkie siostry, gotowe do nietypowej podry, maj na sobie takie same, lune, proste ubrania, i e wszystkie objuczone poruszaj si niezgrabnie, jakby nie potrafiy ju okreli granic swoich cia. Przechodzca obok Prabhdot Kaur Mani podzwaniaa, ale Prabhdot Kaur nie bya w sta nie rozemia si, patrzc, jak siostra stara si uciszy, jak dziwacznie kroczy, najpierw stawiajc pity, a potem palce. Nikt nic nie mwi. Soce ju znikno, zaszo, a Prabhdot Kaur usiada na kufrze i patrzya, jak powierzchnie jej domu powoli ton w pmroku. Nadszed Ikbal-wirdi, z uboconymi rkami, i zacz je my pod pomp rczn. Spadajca na cegy woda robia duo haasu, rozbryzgiwaa si jak eksplozja, a Prabhdot Kaur si wzdrygna. A potem znowu zapada cisza. - Bibi-di. - To bya Ram Pari. - Bibi-di. - Mwia szeptem. Mata-di nic nie odpowiedziaa. Ram Pari podesza i kucna obok niej na ziemi, tu obok arpai. - Co my poczniemy? - zapytaa. - Co poczniemy? - Masz - odezwaa si Mata-di. - Dam ci troch pienidzy. Prabhdot Kaur cieszya si, e ciemnoci skrywaj jej twarz. Obie rce przycisna do ust. Ju od kilku dni, a moe byy to nawet tygodnie, nie pomylaa o nich. Nie pomylaa o Ram Pari, o Natwarze ani Nimmo, ani te o adnym z nich, o tej caej rodzinie mieszkajcej tu za oknem. Byli jej uczniami, a ona o nich zupenie zapomniaa. Ukrya si w swoim ku i o nich zapomniaa. - Bibi-di, gdzie my si podziejemy? Jak? - Nie wiem, Ram Pari. Po prostu to we. Prabhdot Kaur widziaa dugi ksztat wycignitej rki Maty-di. Ram Pari stanowia

ciemn bry na kocu arpai. - We - powtrzya Mata-di. Ksztaty pozostaway nieruchome, lekko odchylone od siebie, wci w tej samej odlegoci, rozdzielone t sam przestrzeni, a Prabhdot Kaur poczua, e oddech dawi j w piersiach, przeszywa j, i w tym nagym ostrym blu zdaa sobie spraw, e wiat zmieni si nieodwracalnie. Chciaa co powiedzie, ale nie byo nic do powiedzenia. - Opuszczasz nas, Bibi-di - powiedziaa Ram Pari. - My zginiemy. - Waheguru zaopiekuje si nami wszystkimi. - Mata-di wysuna do jeszcze dalej i potrzsna ni stanowczo. Ram Pari jednak zapada si w sobie jeszcze bardziej, kulc si w jeszcze cianiejszy toboek. Prabhdot Kaur pomylaa, e mogliby tak wszyscy siedzie tu w nieskoczono, pod tym ogromnym nieruchomym niebem. W tym momencie ze swojego pokoju wyszed Alok-wirdi, grujc nad nimi wszystkimi wzrostem. - We to - powiedzia i wyjwszy pienidze z doni Maty-di, podnis Ram Pari za ramiona i poprowadzi j obok Prabhdot Kaur. - Za dwa dni rusza std kafila. Tysice ludzi wyruszy w drog. Moecie i z nimi. - Pra-bhdot Kaur zsuna si z kufra i posza tu za Alokiem-wirdi, i chocia nie widziaa, jak to zrobi, wiedziaa, e wcisn pienidze w do Ram Pari. - Nic wicej teraz nie moemy zrobi. Id. - Wypchn j za drzwi, odwrci si i z powrotem zabra si za swoje przygotowania. Ram Pari staa w przejciu midzy dziedzicem a wiatem zewntrznym, znieruchomiaa tu przy cianie. Prabhdot Kaur zrobia krok do przodu i przyoya obie donie do boku Ram Pari, obja j mocno, opara si o ni, czua materia na twarzy, na oczach, i czua wo oddychajcego ciaa drugiej osoby, spocon i ostr, gorzk. Staa tak przez chwil, wdychajc ten zapach, a w kocu Ram Pari rozsuna jej rce i ruszya dalej przejciem, tu przy cianie przesuwa si jej cie, a Prabhdot Kaur patrzya, jak kobieta odchodzi. Kiedy godzin pniej przyjechao tempo, okazao si, e nie jest to oczekiwana ciarwka, ale skrzypicy, czarny samochd. Kierowc by may, ysy czowieczek, ktremu towarzyszy policjant z wczorajszego popoudnia. - Pospieszcie si - powiedzia policjant. - Szybko. - Ikbal-wirdi i Alok-wirdi zaadowali rozkadane tylne siedzenie i obwizali wszystko sznurem. Na dach powdroway dwa kufry i rne zawinitka, a wewntrz samochodu, na pododze wok foteli, rozoyli pakunki. Ale wtedy samochd by ju peny. - Chodcie - odezwa si Ikbal-wirdi. Kiedy mijali baithak, przy naroniku po lewej Prabhdot Kaur zauwaya postaci zbite w gromadk, nie moga dostrzec adnej twarzy, ale wiedziaa, e to Ram Pari, Nimmo, Natwar i caa reszta. W drodze do bramy co chwil potykaa si o pozostawione bagae. Silnik samochodu ju warcza. Papa-di usiad na tylnym siedzeniu po prawej, potem Mata-di, nastpnie Nawnit-behendi, Mani i Ikbal-wirdi. Prabhdot Kaur usiada z przodu, midzy Alokiem-wirdi a ysym kierowc. Policjant klepn mask samochodu. - Jedcie - powiedzia. - Szybko. Kiedy ruszyli, Prabhdot Kaur odwrcia si na siedzeniu i wdrapaa si na nie kolanami, eby popatrze do tyu. Ale widziaa tylko tego policjanta, wyprostowanego jak struna przed bram, oraz skulonych na tylnym siedzeniu Maty-di, Nawnit-behendi i Mani, z opuszczonymi gowami, jak mae dzieci usadowione do dugiej podry. - Siadaj - rozkaza Alok-wirdi i chwyciwszy Prabhdot Kaur za kark, cign j na fotel. Gos mu dra i Prabhdot Kaur zacza si ba. Twarz miaa wtulon w jego bok i w oparcie fotela, ale oczy szeroko otwarte i wytajc wzrok, patrzya obok okcia kierowcy przez kierownic i przez szyb, widziaa sylwetki domw i sklepw, biel znakw i niespodziewan gbsz czer, kiedy ulica si rozszerzya, samochd skrci, a potem jeszcze raz, silnik stka i

krztusi si, a Prabhdot Kaur zupenie nie wiedziaa, gdzie si znajduj. Widziaa przez brudne szyby niebo, a ono nagle rozbrzmiao seri trzaskajcych wystrzaw, takich trach, trach-trachtrach, jakby dziecko przedziurawio balonik, po czym nastpia kolejna, bardzo szybka seria. Ten dwik by bardzo radosny. Ale samochd si zatrzs, zarzucio nim i zatrzyma si tak gwatownie, e Prabhdot Kaur poleciaa do przodu. I zaraz potem zacz si cofa. Jecha do tyu tak szybko, e przeraona dziewczyna zwijaa w doni koszul Aloka-wirdi i rozpakaa si. Syszaa mskie gosy, co krzyczce i odbijajce si echem. I sowa Ikbala-wirdi: - Skr tu w lewo, a potem jed Ravi Road. Teraz samochd jecha ju do przodu, zakrci w lewo, a Prabhdot Kaur znowu rzucio na bok. Jechali szybko, czua to po drganiach wstrzsajcych jej ciaem. Wntrze samochodu rozwietlio pomaraczowe wiato, przedzierajce si spiral przez szyb i rozjaniajce wszystkie zakamarki, a ona zobaczya okrg, srebrn rupi, wiszc na breloczku do kluczy, dostrzega kady szczeg twarzy krla- Cesarza. Przy dwikach przypominajcych hur-kot ogromnego myna wodnego, pomienie wzbiy si do gry, na moment wypeniajc przedni szyb samochodu i okno, a Prabhdot Kaur zamkna oczy. Kolejny zakrt, tym razem w lewo, rozbite szko gdzie w pobliu, a potem dwik tak gony i tak bliski, i tak wstrtny, e od razu domylia si, e to wystrza z broni palnej. Samochodem gwatownie rzucao na boki, jaki przenikliwy pisk wypeni gow Prabhdot Kaur, dziewczynka poleciaa do przodu, poczua uderzenie metalu w czoo i budzce si w gowie brzczce echo, ktre j pochono. A potem ju leaa na boku, suchajc gwaru gosw, nieustannego krzyku, ktry rozlega si gdzie w pobliu, i nie moga stwierdzi, gdzie si znajduje, a w kocu ciemny prt nad jej gow skrci si, cofn i przemieni w jeden z prtw kierownicy, potem znowu usyszaa t urywan eksplozj, bezporednio nad gow, tym razem dojrzaa bysk, odwrcia si i gbiej wcisna w ocienion przestrze pod koem, jeszcze jeden strza, i zamkna oczy. Syszaa, e Mata-di pacze. Poza tym ochrypym, przypominajcym bulgotanie dwikiem panowaa cisza. Prabhdot Kaur staraa si uspokoi kolana, to drenie powodowane konwulsjami odka. Bya przekonana, e to j zdradzi. Praw do trzymaa na prawym kolanie i mocno j przyciskaa. Metal zgrzyta, wiedziaa, e to drzwi samochodu, ale nie miaa gdzie pj. Chciaa krzycze, ale powstrzymywaa si, wszystkimi miniami walczc z t pokus. - Nikki, Nikki. - To by Ikbal-wirdi. Nachyli si nad ni delikatnie, a ona rozwina si ze swojego kbka i z paczem wtulia si w jego ramiona. Wyj j z samochodu, wtedy owina si wok niego. - Ju dobrze - powiedzia. Ale widziaa Mata-di siedzc na drodze i Mani, ktra staraa si j pocieszy. Papa-di sta oparty o ty samochodu, z opuszczon gow i rkami na kolanach, a z jego ust zwisa strumyczek liny. Kawaek dalej na drodze zobaczya Aloka-wirdi, lecego z ciaem skrconym na bok i prbujcego zajrze za rg. Tu za nim na ziemi widnia jaki ksztat, jakby rozsypao si zawinitko z ubraniami, a jego zawarto zostaa rozrzucona na wszystkie strony. Byo to ciao czowieka. Tu gowa, tam rka. To by kierowca. Alok-wirdi odwrci si. - Musimy si std zabiera. - Nie potrafi prowadzi samochodu - spokojnie odezwa si Ikbal-wirdi. Obaj wygldali na zaszokowanych, jakby ta jedyna umiejtno, ktr zapomnieli doda do swojego sportowego repertuaru, nagle ujawnia swoje ukryte znaczenie, swj tajemniczy sens. W tym momencie Mata-di przestaa paka i powiedziaa: - Zabijcie je. Jej pacz by tak bezustanny i tak gony, e kiedy si urwa, Prabhdot Kaur dotkliwie odczua t nag cisz, po tym caym zgieku. Zrobio si dosy przyjemnie. Ale kogo ona miaa

na myli? Mata-di spojrzaa na ma, potem na jednego syna i na drugiego. - Zabijcie je - powiedziaa. - Zanim je te zabior. Prabhdot Kaur odwrcia gow w stron samochodu i popatrzya na ulic. Nie byo Nawnit-behendi. Wczeniej tego nie zauwaya, ale teraz nie moga uciec przed tym faktem. Porwano Nawnit-behendi. Alok-wirdi podszed do Maty-di i wtedy Prabhdot Kaur zobaczya, e w prawej rce ma pistolet, a w lewej jaki dugi i zakrzywiony przedmiot. Po lewej stronie zwisa mu oderwany fragment koszuli, ukazujc odwrcony uk jego klatki piersiowej. Na jego szyi widniaa krew, spywajca czarn smug. A z rki Ikbala-wirdi, niedaleko jej twarzy, zwisa kirpan, chocia nie, to by miecz. - Zabijcie je - powtrzya Mata-di. Prabhdot Kaur nie widziaa twarzy Mani, bya schowana w cieniu. Prabhdot Kaur dostrzega tylko te jej charakterystyczne, wskie ramiona oraz przedramiona, ktre obejmoway Mat-di. Prabhdot Kaur odsuna si od Ikbala-wirdi i podnisszy gow, zobaczya, e spad mu pagri, wosy opaday swobodnie na czoo. Usta mu dray. Patrzy na ni i widziaa, e on stara si opanowa, zagryza doln warg, eby powstrzyma to drenie. Teraz jej strach by ju inny, jakby baa si czego innego, jakby spadaa z wielkiej wysokoci, ale pomimo tego szaleczego lotu w d czua zaenowanie z powodu brata. Opucia gow i czekaa. Oczekiwaa na mier, na khun nakazany przez jej matk. - Ja poprowadz - usyszaa gos Papy-di. - Potrafi prowadzi. Oczywicie, pomylaa Prabhdot Kaur. Przecie by sprzedawc. Samochd zapali od razu, ale musieli wypchn go z rynsztoka, do ktrego wpady przednie koa. Prabhdot Kaur krcia si w kko na ciemnej ulicy, nie mogc usta spokojnie, staraa si patrze na wszystkie strony, obawiajc si tego, co moe si czai za plecami. Kiedy ju wszyscy znaleli si w pojedzie, Prabhdot Kaur skulia si jak najgbiej na przednim siedzeniu. Nogami zapara si o lece przed ni zawinitko, a kiedy lekko si poddao, wcisna nogi i biodra w t powsta niewielk przestrze. aowaa, e nie moe si caa schowa pod tym pakunkiem. Marzya, eby pod siedzeniem byo troch sekretnego miejsca, w ktre mogaby si wcisn. Marzya o ciemnej, maej, metalowej dziurze, do ktrej nic nie miaoby dostpu, gdzie mogaby uciec przed tym okropnym, ochrypym zawodzeniem Maty-di, tym jej Waheguru, Waheguru i recytowaniem Dabdi sahib, ktre przebijay si przez terkotanie samochodu i przez gony oddech samej Prabhdot Kaur. Prabhdot Kaur mocno i kurczowo przycisna donie do uszu. Nic nie widziaa. Przez cay czas nie otwieraa oczu. Ale w dochodzcych z drogi dwikach zasza jaka zmiana, czer pod jej powiekami zmienia faktur i Prabhdot Kaur wiedziaa, e wyjechali z miasta. Kiedy ju zaczynao wita napotkali dwie ciarwki z onierzami, ktrzy zatrzymali si przy studni. Alok-wirdi mia pewne obawy, ale Papa-di powiedzia, e nie maj wyboru. Powoli podjechali do nich, i kiedy samochd ju mia si zatrzyma, Prabhdot Kaur otworzya oczy. Niebo miao neutralny, szary kolor, dokadnie poredni midzy czerni a biel. Nigdy wczeniej nie zdarzyo si jej nie przespa caej nocy. - To muzumanie - usyszaa sowa Maty-di. Rzeczywicie tak byo, dowodzi nimi major Sadid Faruk. Prabhdot Kaur przeczytaa to imi i nazwisko na kieszonce na jego piersi, kiedy drc na caym ciele, usiada na arpai jakiego wieniaka. Tego ranka Sadid Faruk kaza umieci ich samochd midzy ciarwkami onierzy, a po poudniu utworzya si ju karawana trzydziestu jeden pojazdw. Nastpnego dnia rano Prabhdot Kaur zobaczya lini, potok, rzek ludzi, ktra rozcigaa si a po horyzont. Mczyni, kobiety i dzieci szli obok siebie w milczeniu, wlokc si noga za nog w tym samym kierunku, w ktrym poday ciarwki Sadida Faruka i wszystkie samochody. Poruszali si bardzo wolno i ciarwki oraz

samochody wyprzedzay ich z atwoci, ale dopiero po trzech godzinach zostawili ich za sob. Tego samego dnia wieczorem spotkali innych onierzy, w takich samych mundurach i w takich samych ciarwkach, ale tym razem byli to hindusi eskortujcy konwj muzumanw. Alokwirdi powiedzia, e to onierze z Madrasu. Byy to pierwsze od dwch dni sowa, jakie Prabhdot Kaur usyszaa z jego ust. Oczy mia czerwone i czasami po twarzy spyway mu zy, ale on zdawa si ich nie zauwaa. Sadid Faruk przej konwj samochodw i ciarwek, ktry przyby z wojskami z Madrasu, umieci swoich onierzy na pocztku i na kocu karawany i odjecha. Prabhdot Kaur patrzya na przejedajcych i zmierzajcych do Pakistanu muzumanw. A potem onierze z Madrasu zabrali sikhw i hindusw do Indii. Podr przebiegaa bez przygd. Po dwch dniach byli w Amrytsarze.Zamieszkali w miasteczku trzech tysicy namiotw. Ludzie z miasta przynosili ubrania i jedzenie, ktre rozdawali uciekinierom, przyby te pewien polityk, eby przemaszerowa przez brudne uliczki, wydeptane setkami stp midzy cianami brezentw. Prabhdot Kaur ukrya si w ich namiocie, kiedy zobaczya fotografw nadchodzcych wraz z kongresmanem. Czua wstyd, po jej ramionach i barkach rozchodzi si palcy bl. Ten sam bl widziaa na twarzy Papy-di, kiedy bra p worka pszenicy od banii, ktry przywiz wz artykuw spoywczych z miasta. Dostrzegaa to rwnie w zachowaniu Maty-di, w tym, jak kucaa, z dupatt nacignit na gow i zasaniajc p twarzy, a take w dugich okresach sennoci Mani, ktra potrafia, nie zwaajc na nic, pooy si i odwrci na bok, nawet kiedy soce rozpalao brezent, a ziemia zdawaa si by podgrzewana od dou. Wszyscy si wstydzili. Prabhdot Kaur odczuwaa to najmocniej, kiedy widziaa twarz Maty-di, jej nos, usta, pokryte zmarszczkami czoo, i dlatego te nigdy na ni nie patrzya. Uciekaa wzrokiem, patrzya w bok, albo przygldaa si swoim doniom, a czasami, kiedy obok niej przechodzia, po prostu zamykaa jedno lub drugie oko, eby unikn kontaktu wzrokowego. U Maty-di ten wstyd by wprost nie do zniesienia, ale z nimi wszystkimi byo podobnie, wisiao to wok nich, jak nieprzyjemny, niezmyty smrd. To wstyd ciska Alokawirdi za gardo, w zwizku z czym kade wypowiadane sowo kosztowao go wiele wysiku, wydobywao si powoli, jakby sprasowane. - To bya zasadzka - mwi Alok-wirdi. - To ten Khudabasz Safi. On to zaplanowa. Prabhdot Kaur staa koo namiotu, trzymajc stos wilgotnych ubra wyszy ni ona sama. - Mylisz, e chodzio o dom? Chcia naszego domu i dlatego nas na straszy? - Teraz mwi Ikbal-wirdi. - Tak - odpar Alok-wirdi. - Dom. I wszystko inne. W gowie Prabhdot Kaur huczao od napywajcej krwi. O tym wszystkim innym nigdy nie rozmawiali. Nigdy o tym nie wspominano, nawet jednym sowem. Jedno imi znikno ze wiata, zabierajc ze sob cae ycie. - Nie mog w to uwierzy - powiedzia Ikbal-wirdi. - Nie potrafi. - Uwierz - odrzek Alok-wirdi. - Zabrali nasz dom, zabrali nasz ziemi, ale tego byo im mao. To wszystko byo zaplanowane. Kierowca zawiz nas prosto w zasadzk, a oni tam na nas czekali. Byo ich wystarczajco duo, eby... eby wzi, co chcieli. Ale nie spodziewali si, e bdziemy dobrze uzbrojeni. Wzili wic, co chcieli, ale nie mogli wszystkich nas pozabija. I dlatego uciekli. Taka jest prawda o tych ludziach. auj tylko, e tak mao zrobiem. Zamiast spali trzy domy, mogem spali ich tysic. I auj, e nie zabiem przynajmniej lakhu tych ludzi. - Alok. Ciszej. - Dlaczego? Dlaczego mam by cicho? Bd o tym krzycza. Ci muzumanie to behenody i maderody. Gdyby stany przede mn wszystkie ich kobiety, ja bym je

powywiesza i porozpruwa jak kozy. Wasnymi rkami wycigabym ich jelita. Zrobibym to z przyjemnoci. Behenod. Maderod. Prabhdot Kaur pucia si biegiem. Rzucia ubrania i ucieka. Goniy j sowa matki, Zabijcie je. Potykaa si o linki namiotw i zdzieraa sobie skr z doni o czarny wir, mina w biegu dzieci kopice kawaek drewna z jednej strony cieki na drug, mina kobiety, siedzce w kucki u wej do namiotw i naprawiajce rozdarte koszule, bulgoczce garnki stojce na pro wizorycznych hulh z szeciu cegie, mijaa to wszystko, a w kocu znalaza si na kracu osady, poza wszelkimi domostwami. Przed ni biega brunatna cieka, a po jej drugiej stronie cign si goy maidan pokryty skaami, a dalej bezkresne pola, zielone i gste. Zatrzymaa si i opara rce na biodrach, schylona, a pot spywa jej z czoa prosto na ziemi, znaczc ciemne krgi na ziemi. Wyprostowaa si. Chciaa odej. Chciaa, eby istniao jakie miejsce, do ktrego mogaby si uda, gdzie bardzo daleko, setki mil od rodziny, tysice mil od kogokolwiek. Nie syszaa? Dziewczyna rodzi si w domu, ale jej dom jest gdzie indziej. Ten dom nie naley do ciebie. Twj dom jest gdzie indziej. Gdybym tylko moga i, pomylaa. Ale zbyt dobrze znaa geografi, te lekcje wyuczone z Trjc, te, ktre zapisaa piknym pismem w zeszytach oprawionych w brzowy papier. A teraz, teraz wiedziaa jeszcze wicej. Z jednej strony byy morza, z drugiej gry, nie ma dokd pj, a wszdzie czai si strach. Trzeba przekroczy strach, eby doj donikd. Przed ni rozciga si nieruchomy maidan, a pola czekay w ciszy. Prabhdot Kaur staa samotnie, na skraju miasteczka uchodcw. A potem odwrcia si i posza z powrotem do swojego ojca, matki, braci i siostry. W kocu udao im si dotrze do Delhi. Mata-di wyja spod ubrania troch przywiezionej biuterii i tym razem podr odbyli pocigiem. Dwaj bracia umiecili reszt rodziny w domu Gandana Singha Parana, ktry w rzeczywistoci nie by czonkiem rodziny, jedynie synem pewnego czowieka z wioski Khenchi. Zgodnie z dawn opowieci ojciec Papydi uratowa kiedy ojca Gandana Singha Parana, policjanta, przez natychmiastowym zwolnieniem i bezrobociem, i teraz ten syn przyj ich pod swj dach. Mieli do dyspozycji dwa mae pokoiki i werand na tyach domu. A potem dwaj bracia udali si w kierunku tego, co teraz byo granic, i ruszyli dalej, do obcego kraju. Nie chcieli tam jecha, ale Mata-di po raz pierwszy powiedziaa: - Znajdcie moj crk. Prabhdot Kaur usyszaa te sowa, kiedy udawaa, e pi. Starsi czonkowie rodziny czsto ju ze sob rozmawiali, ale do tych rozmw nie dopuszczano ani jej, ani Mani. Mani naprawd spaa, a nawet troch jczaa przez sen, ale Prabhdot Kaur co noc staraa si nie zasn. Chciaa wiedzie, musiaa wiedzie. Coraz atwiej przychodzio jej czuwanie. Istniay pewne wiczenia, ktre pomagay czowiekowi powstrzyma si przed niewiadomym zapadaniem si w samego siebie, przed lekkim jak pirko opadaniem w prni od poczynku: wystarczyo zwraca uwag na szczegy, trzeba byo nasuchiwa, pilnowa, eby umys pracowa, dziaa i funkcjonowa. I Prabhdot Kaur syszaa gos Maty-di, cichy, spokojny i wcieky: Znajdcie moj crk. Ten gos nie dopuszcza sprzeciwu. Pojechali wic. Prabhdot Kaur nie rozumiaa jedynie, dlaczego oni nie chc jecha. Przecie to oczywiste, e powinni jecha, pomylaa, dlaczego nie chc jecha? I w tym momencie poczua w odku jaki bl, jakby zacinita do wznosia si w gr i wykrcaa jej serce, a ona miaa wraenie, e zaraz zacznie krzycze. Nie odezwaa si jednak, milczaa i czuwaa, noc po nocy, i czekaa. Wrcili ptora miesica pniej, a dokadnie po czterdziestu dniach i czterdziestu jeden nocach. Prabhdot Kaur, ktra teraz bardzo dokadnie odmierzaa czas, ockna si gwatownie ze snu, ktry z pewnoci trwa najwyej kilka minut, i od razu wiedziaa, e powrcili. Drzwi do pokoju Maty-di byy zamknite, a oni mwili ciszonymi gosami, ale i tak ich syszaa, i nie

miaa wtpliwoci. Podniosa si z ka i przez chwil staa przy drzwiach, opierajc gow na szorstkim szarym drewnie, a te gosy przenikay przez jej czoo. Nie miaa adnej nadziei. Kadej kolejnej nocy wyobraaa sobie ten moment, t szczliw chwil, ten szelest spodni alwar zamiatajcych ziemi, ten dwik, ktry tak dobrze znaa, i to ona przywrze do Nawnit-behendi, wtulajc gow w mie, znane jej zacisze, otoczona ramionami, w ktrych piewnie ttnia ukochana krew. Ale teraz ju wiedziaa, e to nigdy si nie wydarzy. Odwrcia si i wysza na werand. Przed ni cign si drut kolczasty, za nim linia drzew gulmohar, a w oddali wznoszce si pasmo wzgrz. Tylko tyle znaa z Delhi. Obok ogrodzenia kucaa jaka kobieta i Prabhdot Kaur od razu j rozpoznaa: Ram Pari. Pamitaa ten sposb kucania, to swobodne i wygodne zawieszenie tu nad ziemi, pozycj, w ktrej ta kobieta potrafia pozostawa godzinami. - Czy to Ram Pari? - Mani wysza na werand i biegiem rzucia si w stron ogrodzenia. Nachylia si nad kobiet i w tym momencie Prabhdot Kaur dojrzaa podniesion twarz Ram Pari. Bya star kobiet. Z jej koci policzkowych zwisaa wiotka skra. Ramiona owijaa czerwon dupatt, ktr Prabhdot Kaur doskonale pamitaa z dawnych czasw. Teraz bya obszarpana i wyblaka do barwy rdzawobrunatnej. - Skd si tu wzia? - zapytaa Mani. - Ikbal-wirdi, zobaczyam go na dworcu autobusowym - odpowiedziaa Ram Pari, a Prabhdot Kaur doznaa wstrzsu, syszc jej chropowaty gos, brzmicy tymi znanymi, wiejskimi rytmami. - Przyszlimy przez granic. Na piechot. - A... a gdzie reszta? Prabhdot Kaur chciaa co krzykn do Mani. Wydawao si jej, e nie wolno zadawa takiego pytania, w kadym razie ona nie chciaa go sysze ani czeka na odpowied. Ale staa nieruchomo, nie mogc si poruszy. Ram Pari pokrcia gow. Bardzo powoli krcia gow. W jedn i drug stron. Rozlego si skrzypnicie drzwi i obok Prabhdot Kaur przeszed Papa-di, a za nim jej bracia. Tych trzech mczyzn stano na werandzie, wygldao na to, e sami nie wiedz, co zrobi ani dokd si teraz uda. Mani trzymaa do na ramieniu Ram Pari. Prabhdot Kaur zmusia si, by ruszy z miejsca, odwrcia si i wesza do domu. W maym, dusznym pokoju po prawej pakaa jej matka. Siedziaa na ziemi, tu obok arpai, z gow opuszczon, z rkami rozrzuconymi na przecieradle, i kaa. Cicho, jak dziecko. W tym jej paczu nie byo sycha zoci czy oburzenia, tylko zaskoczenie. Prabhdot Kaur wesza do pokoju i stana przy Maciedi, kolanami wyczuwajc delikatne drenie ka, i poczua w sobie ogromny gniew, poczua, jak on w niej wzbiera i j ogarnia, a ona staje si twarda jak gaz, a jednoczenie jak wartka rzeka aoci, bezsilnie przepeniona tym caym uczuciem. Na gowie jej matki wida byo siwe wosy, bardzo suche, poamane i brzydkie, z tyu janiaa plamka ysiny, a pod ni skra moda i gadka jak u niemowlaka. Prabhdot Kaur zamkna na moment oczy i, wycignwszy do, pooya j na gowie matki. Ciao Maty-di wygio si w uk i matka przytulia si do Prabhdot Kaur, jak jakie lepe, aszce si zwierztko, obiema rkami obja j w pasie i caym ciaem opara si o ni, a Prabhdot Kaur odzyskaa rwnowag i delikatnie pogaskaa j po ramionach i szyi, prbujc pocieszy t pogron w alu kobiet. Grzebanie umarych Sartad obudzi si o sidmej. Ma ju siedziaa przy stole w jadalni i przez grube okulary dwuogniskowe czytaa gazet. Wykpana i ubrana w wieo wyprasowany, biay alwar-kamiz, miaa wosy starannie zaczesane. Nigdy w yciu nie udao mu si wsta przed ni, a czasami nawet wtpi, czy ona w ogle kadzie si spa. - Usid - powiedziaa.

Przyniosa talerz i filiank. Sign po gazet: midzynarodowy proces pokojowy nabiera tempa. Ale dwudziestu dwu ludzi zgino w Radori z rk kasz-mirskich bojownikw, cho moe byli to zagraniczni najemnicy. Bojownicy zatrzymali autobus komunikacji pastwowej na gwnej drodze, wszystkich hindusw ustawili rzdem po jednej stronie i zaczli do nich strzela z kaasznikoww. Jeden z podrnych, ukryty pod stert cia, ocala, z pociskiem tkwicym w pachwinie. Zamieszczono zdjcie cia, uoonych nierwnym rzdem. Sartad poczu zapach smaonych jaj. Zastanawia si, dlaczego zawsze zmarych ukada si rzdem. Dlaczego nie ukada ich w kku? Albo w ksztat litery V? Albo jako inaczej, w taki czy inny sposb? Ale wanie tak robiono, kiedy byo duo ofiar, ukadao si je rzdem, jakby dziki temu dao si ogarn i poskromi chaos tego wydarzenia, metal eksplodujcy w ywym ciele. Rwnie Sartad cign bezwadne ciaa i ukada je w uporzdkowane rzdy, a to nieco uspokajao jego sumienie. - Ci muzumanie nigdy nie zostawi nas w spokoju - odezwaa si Ma, stawiajc przed nim omlet, usmaony w jego ulubiony sposb, bardzo puszysty, z du iloci chilli, ale bez cebuli. - Ma - odpar Sartad. - To jest wojna. Nie wszyscy muzumanie s potworami. - Niczego takiego nie powiedziaam. Ale co ty moesz wiedzie. - Zdja okulary i zacza wyciera je swoj dupatt. Kiedy spojrzaa na niego, zobaczy, e jej twarz cakowicie pozbawiona jest wyrazu, e wyglda jak okno z zatrzanitymi stalowymi okiennicami. - Ty nie wiesz, co to s za ludzie. Oni po prostu s inni, nie s tacy jak my. My te nigdy nie zostawimy ich w spokoju. Sartad zaj si swoim omletem. Z matk nie byo dyskusji, wiedziaa swoje i w kocu zawsze wytaczaa powane, proste argumenty, ktre uwaaa za bezsprzeczne i ktrych trzymaa si jak kotwica. Kada prba podjcia tego typu dyskusji bya irytujca i bezuyteczna, tylko podnosia jej cinienie. Sartad odwrci stron i przeczyta dug, z ycia wzit histori o pewnym panwali i jego bujnych wsach. Pniej, kiedy znaleli si w zatoczonej, ale spokojnej gurudwarze, przyglda si matce. Siedziaa z podkulonymi nogami, obejmujc kolana w sposb, ktry jemu zawsze zdawa si bardzo dziewczcy. Poczone gosy potgoway si i unosiy w kirtanie, a ona bya zatopiona we wspomnieniach. Zna ten jej wygld, lekko opuszczone, patrzce si w dal oczy, to zamknicie si w sobie. Bya bardzo malutka, bardzo delikatna i kiedy patrzy na jej wskie nadgarstki, ponownie nachodziy go obawy i myla, e powinien j zabra do siebie. Jak dugo ich mamy, pomyla, jak dugo mamy swoich rodzicw? Jak dugo? Ale ona bya bardzo uparta i trzymaa si swojego domu, jak onierz walczcy na wojnie. Kiedy ostatni raz o tym rozmawiali, powiedziaa, e tu jest jej dom. Opuszcz go tylko w jeden sposb, kiedy nadejdzie czas. I wwczas nagle uwiadomi sobie, jak samotnym mona by na tym przeogromnym wiecie, kiedy czas zabiera ojca i matk, i, nieporadnie wyrzucajc z siebie sowa, powiedzia wtedy: Nie mw w ten sposb. Tum piewa Tarai gun maja mohi aji kahan bajdan kahi5. Jestemy piechurami w tej podry, pomyla Sartad, i jeden po drugim padamy. Po drugiej stronie Ma siedzia jej najstarszy brat, Ikbal-mama, koyszc si grn poow ciaa, od bioder do ramion. By bardzo religijnym czowiekiem, czonkiem rady guru-dwary, stale pochonitym robieniem dobrych uczynkw i dziaalnoci charytatywn. Sartad lubi go, ale ta jego nieustanna pobono zdawaa mu si przytaczajca. By jeszcze kiedy drugi mama, Alok-mama, ktrego wszystkie dzieci duo bardziej lubiy. Sartad do dzi jeszcze nie mg wyj z podziwu, kiedy przypomina sobie, ile ten soniowaty sardar potrafi zje, pieczone kurczaki na niadanie, rogan do na lunch i wiey dalebi na dokadk, a kolacja przypominaa heroiczn walk, zakrapian szkock

whisky, przyozdobion widokiem czerwieniejcej twarzy Aloka-mamy. Dzieciaki, wszyscy kuzyni, artowali sobie, e wewntrz Aloka-mamy znajduje si zapadnia prowadzca do ogromnej jaskini, w ktrej cae to jedzenie znika, bo wprost niemoliwe, eby jeden czowiek mg tyle zje. Sapa, kiedy przechodzi z jednego pokoju do drugiego. Pewnego ranka ona znalaza go martwego w azience, z wod lejca mu si z kranu na twarz. Sartad mia wwczas czternacie lat. Ikbal-mama by czowiekiem bardzo religijnym, w przeciwiestwie do Ma-ni-maui. Dochodzio midzy nimi do ktni, gonych awantur, kiedy ona sarkastycznie wyraaa si o jego cigych praktykach religijnych. Ma zawsze przychodzia Mani-maui z siostrzan rad, starajc si powstrzyma j, eby nie rzucia si z pazurami na brata. Ale nikt nie potrafi okiezna Mani-maui, kiedy ju wpada w zy nastrj. Przynosia wstyd caej rodzinie, rozwdka, z jednoznacznie komunistycznymi pogldami i otwarcie wyraanym ateizmem. Sartad sam nie wiedzia, ile w nim samym pozostao jeszcze wiary. Nosi, oczywicie, brod, dugie wosy, kara, ale od lat nie pomodli si z wasnej woli. W jego domu byy wizerunki guru, ale ju nie zwraca si do nich w poszukiwaniu rady, nie oczekiwa od nich adnych cudw, nawet uatwie w yciu codziennym. Kolory obrazkw zdaway mu si teraz zbyt jaskrawe, nieskazitelna biel turbanu guru Nanaka nazbyt daleka od brudu ycia. Niemniej jednak, pomyla Sartad, dobrze byo przyj z matk w to miejsce. Znajdowa tu jakie dobre wiato, towarzystwo w ustawionych rzdem ramionach wiernych i ukojenie. Ma poprawia swj alwar na nogach, a Sartad pomyla o tej kobiecie w bunkrze Gaitondego, o jej rozrzuconych nogach w eleganckich spodniach. W jej mieszkaniu nie znaleli adnego ladu religii, adnego krzya, Biblii ani raca. Moe wic nie bya osob religijn, a moe po prostu byo jej to obojtne. Ale zadawaa si z Gaitondem, a jego dugie modlitwy i hojne datki na cele religijne obrosy ju legend. Pod koniec lat dziewidziesitych przez pewien czas stara si wykreowa w mediach swj wizerunek dona hindusw, dzielnego obrocy, stawiajcego czoo antynarodowej dziaalnoci Sulejmana Isy. Sartad pamita zamieszczony w Mid-Day wywiad, w ktrym Gaitonde przepowiada rychy upadek Sulejmana Isy. Nasi ludzie dziaaj w Pakistanie i szukaj go tam - powiedzia Gaitonde. U gry artykuu widniao zdjcie ze starych kartotek, przedstawiajce bardzo modego Ganea Gaitondego, ubrane go w czerwon bluz i ciemne okulary. Ten widok zrobi na Sartadu wraenie. Gane Gaitonde mia swj wasny styl, to prawda, ale w kocu on zgin bez adnej - tak przynajmniej wygldao ingerencji swojego odwiecznego wroga. Dlaczego? Bya to bardzo intrygujca tajemnica, miy temat do rozwaa, i przez pozosta cz ranka Sartad odda si snuciu teorii na ten temat. Wci jeszcze rozwaa t zagadk, kiedy pnym popoudniem dotarli wraz z Ma do domu. Po wyjciu z gurudwary dwie godziny spdzili w domu Ikbala-mamy, wrd wirujcej ciby bratankw i bratanic. Sartad dorasta jako jedynak i nawet lubi - w niewielkich dawkach - przyjemny zamt panujcy w wielkich rodzinach. Odczuwa teraz przyjemne zmczenie, ale jego umys wci pracowa, leniwie i powoli konstruujc teorie o Ganeu Gaitondem. Lec w ku, w ciemnociach, przy zacignitych zasonach, zastanawia si, czy midzy Gaitondem a Dodo istnia jaki nieudany romans, jaka zawikana historia cielesnego podania i zdrady, ktra doprowadzia do zabjstwa i samobjstwa. Doszed do wniosku, e to prawdopodobne. Mczyni i kobiety potrafi robi sobie nawzajem takie rzeczy. - Sartadu, chc jecha do Amrytsaru. Sartad a podskoczy. W drzwiach staa Ma. - Prosz? - Chc jecha do Amrytsaru.

- Teraz? - Sartad przetar oczy i spuci nogi na podog. - Are, nie, beta. Ale niedugo. Sartad odsun zason, wpuszczajc nieco wiata. - Dlaczego tak nagle? Ma rozprostowaa przecierado. - Wcale nie nagle. Ju od duszego czasu o tym mylaam. - Chcesz zobaczy si z aa i z tymi wszystkimi ludmi? - Jeszcze raz przed mierci chc uda si do Harmandir Sahib. Sartad zatrzyma si z rk na cianie. - Ma, nie mw w ten sposb. Wiele razy jeszcze tam pojedziesz. - Wystarczy, jak raz mnie tam zabierzesz. Sartad poczu, e na piersiach kadzie mu si ogromny ciar, odbierajc mu gos. Obszed Ma dookoa, zabra swoj pust walizk i niezgrabnie dotkn ramienia matki. - Musz sprawdzi, kiedy mog wzi urlop. - Odkaszln. - Wtedy pojedziemy. Kiedy Sartad si pakowa, Ma przyniosa stos wieo wyprasowanych ubra. Usiada na ku i obserwowaa syna. Nigdy wczeniej tego nie robia, te setki razy, kiedy on przygotowywa si do wyjazdu z domu, i teraz czu, jak jej wzrok spowalnia jego ruchy. Zawsze pakowa si z wielk pedanteri, ale tym razem z wprost fanatyczn starannoci wciska skarpetki w szczeliny midzy koszulami i spodniami. Ma opowiadaa historie o krewnych z Amrytsaru i kiedy Sartad zamyka walizk, wiedzia ju, e dawno temu powinien wyj na dworzec. Zatrzyma si jednak przy drzwiach i powtrzy swoje peri pauna, starajc si nie myle o dniu, kiedy w tych samych drzwiach po raz ostatni egna si z Pap-di. Sartad zdy na pocig, ale udao mu si to w ostatniej chwili, i w drodze do dworca Dadar nie by w stanie spa, cho zwykle tak robi. Przez zabrudzone szyby oglda mijane znajome, ciemniejce wzgrza, rysujce si na tle jego wasnej twarzy. Wielokrotnie odbywa t podr, i bardzo j lubi, ten dugi tunel prowadzcy ze wzgrza Monkey Hill do Nagnathu, pamita, jakie czu podniecenie, bdc dzieckiem, strome zjazdy i nage zakrty, ktre odsuway zbocza wzgrz jak kurtyny, ukazujc zdumiewajc sceneri gwatownie opadajcych zielonych dolin, a piersi wzbieray oparami i zdumieniem, napawajc czowieka radoci, e dokd zmierza. Wci jeszcze to odczuwa, ten lekki powiew podniecenia, ale teraz kry si w nim jaki delikatny cier straty i nostalgii. Moe dlatego ludzie maj dzieci; kiedy nie moemy ju podrowa ze swoimi rodzicami, dziki dzieciom podre pocigiem znowu staj si takie ciekawe. A potem mona patrze na zbliajce si wiata Mumbaju i w peni cieszy si powrotem do domu. - Tak, cignij tu Bantiego - powiedzia Parulkar. - Bezwzgldnie cignij go tu, koniecznie. - Ja mam to zrobi, panie komendancie? Nie ktry z paskich ludzi? - Mia na myli doborowych inspektorw Parulkara, zajmujcych si gangami. - Nie, sdz, e Banti teraz tobie ufa najbardziej. Wystraszyby si, gdybym wysa kogo innego. - Tak jest, sir. - Siedzieli w samochodzie Parulkara przy Hadi Ali. Parulkar jecha do komendy i poprosi Sartada, eby spotkali si po drodze. Sartad pomyla, e przeoony wyglda na przybitego, na bardzo zmczonego. - Ma pan jakie nastpne spotkanie, sir? - Tak, teraz mam same spotkania. - Z zastpc gwnego inspektora? - Nie tylko z nim. Z kim si tylko da. Rzd stara si mnie usun, Sartadu. Musz wic

zorientowa si, kto pomoe mi zosta na miejscu. Dlatego te biegam od jednego do drugiego. - Pan sobie z tym poradzi, sir. Zawsze pan sobie radzi. - Nie jestem tego taki pewien. Tym razem pienidze, ktre jestem gotw wyoy, mog nie mie adnego znaczenia. Za duo tu starych porachunkw. Oni mnie osobicie nienawidz, uwaaj, e jestem zbyt pro muzumaski. - To z powodu Sulej mana Isy? Parulkar wzruszy ramionami. - Z tego i jeszcze z innych. Ale przede wszystkim podejrzewaj mnie o wspieranie Sulejmana Isy. To gupcy. Jakby nie rozumieli, e aby skutecznie dziaa przeciw jednemu gangowi, trzeba wymienia informacje z drugim. Oni tylko wiedz, kogo nienawidz. To politycy, sami s gangsterami, ale wiat postrzegaj w ten sposb. Gupcy. - I dlatego pan ich przechytrzy. - Nie bd tego taki pewien, Sartadu - stwierdzi Parulkar, wymachujc doni w kierunku wznoszcego si uku budynkw - na razie wygrywa tu gupota. -Za jego plecami rozpocierao si morze, spokojne i ciche. Kierowca i ochroniarz stali w pobliu, osaniajc oczy przed olepiajcym blaskiem. - Czasy si zmieniy. Trudno byo polemizowa z t prost prawd, bo czasy rzeczywicie si zmieniy. - Jeli mog co dla pana zrobi - odezwa si Sartad - prosz mi powiedzie. Tylko tak pociech mg zaoferowa starszemu czowiekowi. Patrzy za odjedajcym, zoonym z trzech samochodw konwojem Parulkara i przyszo mu do gowy, e po raz pierwszy pomyla o szefie jak o starym czowieku. Zawsze wydawa mu si wiecznie mody, chyba ze wzgldu na t swoj ch do pracy, niesabnc rado i kpin z absurdw policyjnego ycia, t energi, a take stae i zdumiewajce picie si w gr. Moe zaszed zbyt wysoko, moe na wysokim szczeblu kariery ta ostra ambicja mu zaszkodzia, tak, odwrcia si i zrania go, a potem wyssaa z niego ca pewno siebie i rado. Moe lepiej byo pozosta na jakim przecitnym, przyzwoitym poziomie, jak zrobi to Papa-di: dobrze wykona swoj prac, wraca do domu i spa spokojnie.Ale nie, w to nie mona byo uwierzy, w tych zmienionych czasach, kiedy brak zagorzaego karierowiczostwa uwaany by za fataln wad charakteru. Sartad przeoy nog przez motocykl i kopniciem obudzi maszyn do charczcego ycia. Zawrci na drodze na grobli, ruszy wzdu wybrzea i min wejcie do osiedla Siw Sagar, gdzie Harad Mehta mia kiedy siedem - a moe nawet osiem - apartamentw. Dawno temu Sartada wezwano tu, eby wspar wielki oddzia CBI, ktry przeszukiwa apartamenty Mehty w poszukiwaniu dowodw defraudacji. Wkad Sartada w aresztowanie tego maklera giedowego ograniczy si do zapanowania nad tumem; powstrzymywa szybko rosnc cib gapiw i zwolennikw Mehty, zapewniajc swobodny dostp do budynku. Tej nocy i nastpnego dnia wszystkie spotkane osoby - policjanci, koledzy, Megha - pytay z zaciekawieniem: Widziae dom Harada Mehty od rodka? Jak tam wyglda? Chyba jest niesamowity, co nie?. Pocztkowo nie ukrywa, e nie udao mu si zobaczy niczego poza budynkiem z zewntrz, ale widzc ogromne rozczarowanie na twarzach wszystkich pytajcych, poczu si w kocu zobligowany wymyli jak historyjk o ekstrawaganckim yciu Mehty. W stworzonej przez niego mozaice byy, co prawda, pewne fakty, jakie drobne, byszczce samorodki informacji, zebrane od policjantw, ktrzy byli wewntrz budynku, ale w przewaajcej czci Sartad skleci obraz oparty na scenach zaczerpnitych z telewizji i filmw, opowiada o dwupoziomowych salonach ze schodami, ktre wspinay si do czci mieszkalnej, drzwiach wsuwanych w cian, sypialniach wielkich jak cae przecitne mieszkania, o pododze wyoonej woskimi marmurami i o czcym te wszystkie pomieszczenia interkomem. - Trzy tysice metrw - mwi Sartad - wyobraasz to sobie? On mieszka na trzech

tysicach metrw. - I wszyscy ci, ktrych sta byo zaledwie na czterdzieci sze metrw, czasami na dziewidziesit, robili wielkie oczy i marzyli o tak doskonaym yciu. Sartad rozumia ten ich zachwyt, poniewa sam czu si podobnie. Harad Mehta by zodziejem, ale potrafi snu wspaniae marzenia i y na poziomie. Zosta aresztowany, a potem jeszcze raz, i w kocu zmar na atak serca, ale swego czasu by prawdziwym bohaterem. Sartad doda gazu i z luboci wsuchiwa si w wycie silnika. W czasach Harada Mehty ambicja rozprzestrzeniaa si niepowstrzymanie jak wirus, nieustannie nastpoway giedowe hossy i bessy, ale zaraza trzymaa si mocno. Teraz przerost aspiracji zyska status stanu powszechnego. Moe to bya jaka forma 241 zdrowego ycia, w kocu dziki temu czowiek nabiera zapau, rozpdu, szwun-gu. Zupenie niedawno czyta artyku w gazecie, w ktrym z ulg zauwaono, e indyjska druyna krykieta w kocu wykazaa wol walki. Tak, to prawda, nabrali kasy i woli walki. Tak jak trzeba. Sartad przyspieszy. Czas ju zabra si za poszukiwanie tych chopakw molestujcych dziewczyny. Wasim Zafar Ali Ahmad, czowiek o dugim nazwisku i wygrowanych aspiracjach politycznych, przekaza Sartadowi nazwiska i adresy dwch braci ta-Pori, ktrych chcia nauczy dyscypliny, wic Sartad i Katekar wybrali si tam z wizyt. Nie spodziewali si zasta tych dwch w domu, ale zamierzali wzbudzi w ich rodzinie przeraenie i niepokj, i w ten sposb zmusi braci do poddania si. Weszli wic do kholi, przesadnie rozpychajc si i pokrzykujc. Sartad kopniciem otworzy drzwi i rykn: - Gdzie s ci dwaj gandu? Gdzie oni s? Katekar spdzi rodzin z trzech ciasnych pokoikw. By tam przemieszczajcy si chwiejnym krokiem staruszek, jaka kobieta i dziewczynka w wieku jedenastu lub dwunastu lat. Ta zacza przeklina Sartada jednostajnym, monotonnym gosem, a kobieta zasonia jej usta doni. - Co oni zrobili? - zapyta drcy dziadek. - Co takiego? - Jeste matk Kuala i Sandiwa? - zapyta Sartad kobiet. - Tak. - Gdzie oni s? - Nie wiem. - Jeste ich matk, a nie wiesz, gdzie oni si podziewaj? - Nie, nie wiem. Bya mocno zbudowan kobiet, nisk, o szerokich barkach i jeszcze szerszych biodrach. Ubrana bya w czerwone sari, jedn rk owina pallu ciasno wok ramion, a drug trzymaa crk. - Jak si nazywasz? - zapyta Sartad. - Kaualja. - To twj ojciec? - Nie, jego - odpara, majc na myli ma. - A gdzie on jest? - W swojej fabryce. - Jakiej fabryce? - Robi tam mithai. - To gdzie w pobliu? Kiwna brod w lewo. - Obok zajezdni autobusowej. Sartad wskaza na dziewczynk, ktra przestaa ju mamrota pod doni matki. Patrzya na niego nieruchomym, skupionym spojrzeniem.

- Jak ona si nazywa? - Suma. - Suma, id po ojca. - Kaualja zabraa rk, ale crka ani drgna. Sartad przyzwyczai si ju do tego, e spoeczestwo nie darzy go sympati, ale poczu si dotknity nienawici tej dziewczyny. - Id - warkn. - Suchaj, co mwi saab - polecia Kaualja i dziewczyna wybiega za drzwi. Sartad rozsiad si na krzele przy drzwiach. Szeroko rozsun kolana i mocno postawi stopy. Katekar odwrci si do maego aneksu kuchennego po lewej i zacz tam grzeba, dzwonic garnkami i talerzami. Sign po stojc na pce butelk i gono j obwcha. Kaualja wraz z teciem wycofali si do drugiego pokoju. Sartad sysza, jak szepc co gorczkowo.ciganie apradhich powinno wiza si z pocigami samochodami, gonitwami po zatoczonych ulicach, zamieszaniem, bieganin i dudnic muzyk w tle. Tego pragn Sartad, a w rzeczywistoci pocig sprowadza si do zastraszania kobiety i starca w ich wasnym domu. Bya to sprawdzona i przetestowana policyjna praktyka, niszczy ycie rodzinne i zawodowe, a informator zacznie piewa, przestpca si zamie, niewinny przyzna si do winy. Katekar wycign si na przykrytym jasnoniebieskim przecieradem ku, a Sartad zawoa Kau-alj, eby przyniosa mu aj i ciasteczka. Zatrajkotaa co ze zoci za cian, ale wysza z domu i poprosia ssiadk, eby ta posza do dhaba na rogu. Wrcia z gow nisko opuszczon, bezgonie poruszajc ustami, i sztywnym krokiem przesza obok nich do swojego schronienia w pokoju na tyach domu.ciany byy goe i biae, ale na jedynej pce sta rzd fotografii, zapis maestwa Kaualji i historii trjki dzieci. Z rowej ramki w ksztacie serca umiechaa si szczliwa Suma. Sartad opar gow o cian i zamkn oczy. By jednak zbyt niespokojny, zbyt spity, eby si zdrzemn. Usiad prosto, patrzc na Katekara, ktry z uwag przeglda stary numer Filmi Kalijan. Z lewego rogu okadki patrzya Bipaa Basu, z ramionami skrzyowanymi pod wydatnym biustem. Sartad od razu odwrci od niej wzrok, zawstydzony palcym podaniem, ktre napyno z jego pachwiny. Wyprostowa si, dyskretnie si poprawi, a potem musia si pochyli, chcc ukry swoj reakcj. Niech ci diabli, Bipaa. Ostatni raz kocha si osiem miesicy temu, z dziennikark pracujc dla jednej z popoudniwek wydawanych w jzyku marathi. Pierwszy raz przysza do niego z trudnymi pytaniami o nocne kluby i taczce tam dziewczta, poszukujc tematu na artyku na pierwsz stron, a on by pod wraeniem jej szerokich ramion, lunych zielonych dinsw, jej cynizmu i wysokich kwalifikacji. Spotkali si trzykrotnie, w trzech rnych restauracjach, i za kadym razem delikatnie wspominaa o swoim mu, rwnie dziennikarzu, pracujcym dla innego dziennika wydawanego w jzyku marathi. Ale tego trzeciego popoudnia, przy trzeciej filiance kawy, kiedy skoczyy si jej ju pytania o bar-bale, oczywiste stao si, e musi si wydarzy co jeszcze. Poegnali si niezrcznie, tym razem nie wycigna rki do serdecznego, przyjacielskiego ucisku doni. Zadzwonia dziesi dni pniej i wybrali si na spacer po play aupati, muskajc si czubkami palcw. Nie uwaa j za specjalnie pikn, ale nie potrafi oprze si impulsowi, powstrzyma si przed objciem jej w pasie, pod lun bia koszul z dugim rkawem. Przez cztery miesice kochali si co tydzie, popoudniami, zawsze w pokoju PSI Kamblego w Andheri East. Ghoi karo, szefie, mawia Kamble. Kocha si, uprawia seks, ghoi, jakby tego nie nazywa, po tym akcie Sartada zawsze ogarniao uczucie niepokoju i samotnoci, a w gardle dawi go jaki nierozwizywalny wze. Lubi czu jej skr przy swojej, przez jej dugie ciao wdzicznie przebiegay spazmy i mieli wygodny ukad, ona bya niewymagajca, odprona i odprajca w swoim braku wiary w dramatyzm sytuacji. Ale Sartad nie pragn jej, nie drczya go ta potrzeba, ktr kiedy cierpia z powodu Me-ghi, a ten brak powodowa, e z trudem znosi te chwile, kiedy lea, dyszc, na kwiecistej pocieli

Kamblego. Czu si may i zagubiony we wasnym ciele, pogra si gdzie gboko pod skr i tam ton. W kocu musia to przerwa, musia pooy temu kres. Ona poczua si zraniona, ale skrya to pod dziennikarskim wzruszeniem ramion: Maradsala aisaih hota he6. To prawda, mczyni ju tacy byli. Przed ni byy inne kobiety. Jaka callgirl, prezent od Kamblego na pierwsze po rozwodzie urodziny Sartada. Towar pierwszej klasy, szefie, prawdziwy materia na aktork. Sartad nie by w stanie odegra swojej roli i aktorski towar poklepa go pocieszajco po ramieniu. Bya te koleanka Meghi, matka, ktra zaczekaa do zakoczenia jego sprawy rozwodowej, eby wszystko byo legalne i absolutnie moralne. Kochali si, a potem ona uwielbiaa sucha opowieci o morderstwach, o strzelaninach na ciemnych uliczkach, o zdesperowanych i agresywnych mczyznach, leaa obok Sartada, pulchna i zocista, z byskiem jakby metalowych haczykw w oczach, wypuszczajc drobne fale obsesji. Bya nawet pewna firangi, Austriaczka, okradziona przez kieszonkowca w lokalnym pocigu, ktra przysza na komisariat zoy skarg. Spodoba mu si jej szorstki akcent, to cae dzwonienie i nage pauzy, a do tego ten nieodgadniony bkit jej oczu, ale ona bya dla niego tak zagadkowa, e zupenie nie wiedzia, co ma zrobi, nawet kiedy dwa dni pniej wstpia na komisariat. Wyzna jej, e nie udao im si posun ledztwa do przodu, e raczej mao prawdopodobne jest, e uda im si co osign, i zawstydzi si indyjskiej nieudolnoci. W Austrii zodziej ju dawno zostaby schwytany i skazany. Wtedy zaproponowaa mu wsplne wypicie kawy. Po trzech dniach takiego picia kawy spyta, czy nie chciaaby zobaczy jego domu. W mieszkaniu nakonia go do zdjcia turbanu. - Chc zobaczy twoje wosy - powiedziaa. - Ale z ciebie Amitabh Baan - zarechota PSI Kamble, ciskajc do Sartada, kiedy o tym usysza. - Ty cholerny Radeszu Khanno, jeste krlem ogierw wrd wszystkich sardarw. W tym penym uniesienia wybuchu ogromnej radoci Kamblego Sartad dostrzega wiele z wasnego, upajajcego poczucia sukcesu, ten nagy przypyw zadowolenia, ktry sam odczuwa na widok pornograficznej bladoci piersi Austriaczki i jasnych blond wosw pod jej biaymi majtkami. Wchodzc w ni, wkracza w wiat tysica filmw erotycznych, a w nim samym przepyway nieprawdopodobnie nieskalane widma z ilustrowanych magazynw przegldanych w wieku dojrzewania, pozdrawiay go z daleka. Kiedy skoczyli, ona milczaa, a on nie mia pojcia, co ta cisza moe oznacza. I tak krl wszystkich ogierw lea z otwartymi ustami, przeraony bia prni rozczarowania, ktr odkrywa w swoich kociach. Sartad pokrci gow i wsta. M Kaualji lubi si fotografowa. Widnia na kadym zdjciu, siedzia w samym rodku, w otoczeniu kobiet i dzieci. Sartad stan pod cian, tyem do Katekara, i przyglda si fotografiom. Oto ojciec tych dwch drczycieli. Czy oprcz ony mia jakie kochanki? Patrzc na jego dziarsko wystawiony brzuch, wypychajcy poyskujc, bia kurt na najwikszych zdjciach, Sartad nabra pewnoci, e mia. By mczyzn, a wic mia kobiety. Sartad od dawna cieszy si opini policjanta lubianego przez kobiety i nikomu nie mwi, e da sobie spokj z seksem. Kamble i Katekar, a take inni na komisariacie, a piali z zachwytu nad ghoi, wszdzie kryy dugie opowieci, pojawiajce si i znikajce, arty o ut i o khadzie, o tope, danie, hathijarze i mausam-bi, tak, tamta miaa mausambi tak krge i sodkie, e mona by ze skry wyskoczy, eby je zobaczy. Mausambi, granaty, dudh-ki-tanki, kokosy. I jeszcze mai, abbis, haww. By moe jestem jedynym, pomyla Sartad, ktry zna opowieci o cichym seksie, dalekim seksie, bolesnym seksie, nudnym seksie, beznadziejnym seksie, przerwanym seksie, zbdnym seksie, aosnym, gorzkim, pogronym w przygnbieniu samotnym seksie. Seks. C to za sowo. C za wspaniaa rzecz. aj i ojciec przybyli w tym samym momencie. M Kaualji nadszed, nieomal depczc

po pitach bosemu, maemu chopczykowi, ktry wbieg z filiankami aju niesionymi w specjalnym, drucianym koszyczku. Chopiec unis brew w stron Sartada, a kiedy ten skin gow, bardzo zrcznym ruchem nadgarstka, profesjonalnie, poda aj. - Biskut? - zapyta, podajc opakowanie Parle Glucose. Sartad wyj monet piciorupiow, eby mu zapaci, ale zrobi to niezgrabnie. Chopiec podnis j z podogi palcami u prawej nogi, a potem pynnym, tanecznym ruchem, unoszc ydk rwnolegle do podogi, przeoy monet do lewej rki. Sartad da mu za to piciorupiowy napiwek, na co chopiec umiechn si i znikn. W pokoju pojawia si Kaualja, a za ni staruszek. Sartad przeszed midzy ni a jej mem, wypi yczek aju i zapyta: - Jak si nazywasz? - Birendra Prasad. - Robisz mithai? - Tak, saab. Camam, barn i per. Dostarczamy je do restauracji i do sklepw. - Masz wasn fabryk? - Tak, saab. - A twoi synowie pracuj wraz z tob? - Czasami, saab. Jeszcze si ucz. - To dobrze. - Tak, saab. Chc, eby daleko zaszli. W dzisiejszych czasach nigdzie si nie zajdzie bez wyksztacenia. Birendra Prasad by czowiekiem wiatowym, to nie ulegao wtpliwoci. Tego dnia nie mia na sobie srebrzystej kurty, lecz zielon koszul i czarne spodnie, a krpa sylwetka czynia go idealnie pasujcym do ony. By czowiekiem silnym i zdecydowanym, ktremu z pewnoci nie podobaa si obecno policjantw w domu, ale stara si zachowywa spokojnie i uprzejmie. Crka trzymaa si tyu jego koszuli i patrzya spode ba na Sartada. W maym pokoju byo teraz duo ludzi i Sartad zauway pot spywajcy po szyi Birendra Pra-sada. Inspektor wyszczerzy zby w umiechu i wypi kolejny yczek aju. - Saab - odezwa si Birendra Prasada. Katekar obszed Prasada i stan za nim po lewej. Sartad dostrzeg, e to zaniepokoio producenta mathai, jego oczy drgny w lewo, powrciy, a potem znowu ucieky w lewo. - Birendra Prasad, bye kiedy w wizieniu? - zapyta. - Tak, dawno temu. - Pod jakim zarzutem? - Nic takiego. To byo nieporozumienie. - Poszede do wizienia za nic? Katekar zbliy si do niego. - Saab o co zapyta - powiedzia bardzo cicho. Dziewczyna rozpakaa si. - To by tylko jeden rok - odpowiedzia jej ojciec - za kradzie. Sartad odstawi filiank na krzeso i podszed do Birendry Prasada. - Twoi synowie rwnie trafi do wizienia. - Nie, saab. Za co? - Wiesz, co oni wyprawiaj? Wiesz, jak si zachowuj wobec kobiet? - Sahibie, to nieprawda. Katekar lekko pchn mczyzn, pooy mu do na ramieniu i nacisn. - Uwaasz, e sahib nie mwi prawdy? - Ludzie rozpuszczaj te wszystkie plotki, a to s przecie chopcy. Ale...

- Przylesz mi jutro swoich synw na komisariat - powiedzia Sartad. - O czwartej. Jeli nie, to ja znowu tu odwiedz twoj rodzin, a take ciebie w twojej fabryce. I wsadz twoich synw do wizienia. - Sahibie, ja wiem, kto to robi. Sartad nachyli si bliej i szepn mu do ucha: - Nie dyskutuj ze mn, gandu. Chcesz, ebym zabra ci twj izzat tu, przed twoj rodzin? Przed twoj crk? Birendra Prasad nic na to nie potrafi odpowiedzie. Katekar szturchn go w rami i mczyzna odsun si na bok. Sartad obszed Sushm i przekroczy prg. Wraz z Katekarem ruszyli nasonecznion drk, rozpraszajc grupk zmierzajcych w przeciwnym kierunku chopcw. - Ten Wasim Zafar to niezy numer, saab - odezwa si Katekar. - Tu nie tylko chodzi o chopakw, ale take o ich ojca. - Zgadza si - odpar Sartad. - Ten Birendra Prasad musi mu przeszkadza. Sukinsyn, powinien nam o tym powiedzie. - Byo zupenie prawdopodobne, e Birendra Prasad mia jakie wasne kontakty. Sartad zbytnio si tym jednak nie przejmowa. Wszyscy mczyni i wszystkie kobiety, ktrych aresztowa albo chocia dotkn, stanowili cz jakiej sieci, i trudno byo marnowa zawodowe ycie na zastanawianie si, kto kogo zna. Naley zachowywa pewn ostrono, a jeli pojawi si jakie problemy, trzeba sobie z nimi radzi. Ale Wasim Zafar Ali Ahmad i tak powinien ich o tym uprzedzi. - Trzymaj - poda Katekarowi ciasteczka. Wybra numer na telefonie komrkowym i po drugim sygnale usysza gos Wasima Zafara. - Halo, kto mwi? - odezwa si, bardzo szybko. - Twj bap - odrzek Sartad. - Sahib? Co si stao? - Gdzie jeste? - Jestem w okolicy dworca, saab. Mam tu robot. W czym mog pomc? - Moesz wyzna nam prawd. Dlaczego nie powiedziae nam, e chodzi ci 0 Birendr Prasada? - O ojca? Saab, naprawd, on nie stanowi problemu. Ale psuje swoich synw 1 jey si, kiedy kto zwrci im uwag. To oni go podburzaj. On jest prostym czowiekiem, takim po prostu dehati, a oni s haramzada, ktrym wydaje si, e pozjadali wszystkie rozumy. Wystarczy tylko lekko nacisn tych chopakw, eby si uspokoili, a wtedy rwnie on zrobi si mniej hardy. - Widz, e wszystko sobie przekalkulowae? - Sahibie, ja niczego nie prbowaem ukry. - Ale nie przekazae nam wszystkich informacji. - To mj bd. Sahibie, gdzie pan jest? - W twoim rad. - Saab, ale gdzie w Nawnagarze? Bd tam za pi minut. - Moe by za dziesi. Spotkamy si w Bengali Burze, w domu amsula aha. - Tak, saab. W ich nowym kholi? - Zgadza si, w tym nowym kholi. - W porzdku, saab. Rozczam si, saab. Katekar paaszowa ciasteczko. - Leci si z nami spotka? - Tak. W imi sprawiedliwoci jest gotw wiele powici. Katekar tylko prychn. Sartad wzi ciasteczko i poszli przez basti, kierujc si w stron

Bengali Bury. Wasim Zafar Ali Ahmad bardzo chtnie pokazywa si w towarzystwie policji. Dawao mu to moliwo zademonstrowania bliskiego zwizku z wadz, ukazania swoich moliwoci zaatwiania rnych spraw. Prawdopodobnie rozpuci plotk, e to on ich wezwa, poprosi ich, eby nie zapomnieli o przeprowadzeniu ledztwa w sprawie zamordowania amsula aha, nalega, eby usilniej nad tym pracowali. Zgodnie z jego wersj jest zatroskanym przywdc spoecznoci, ktry zmusza policj do dziaania. Sartad nie mia mu tego za ze. Ten czowiek objawia si jako znakomity polityk, chocia popeni bd, nic im nie mwic o Birendrze Prasadzie, tym niewygodnym ojcu. Sartad zatrzyma si na skrzyowaniu. Biegnca na wprost wska drka prowadzia do Bengali Bury, a szersza, po prawej, do gwnej drogi. Otrzepa koniuszki palcw z okruszkw i powiedzia do Katekara: - Spotkajmy si najpierw z Dew. Sartad mia dawnego znajomego w Nawnagarze, Tamila o imieniu Dewa. Spotkali si dziewi lat temu, kiedy Sartad aresztowa czteroosobowy gang zodziei opon na Antop Hill. Dewa mieszka u tych zodziei, na maym, zadaszonym ganku u wejcia do ich kholi. Zapewnia o swojej niewinnoci, twierdzc, e tam tylko mieszka i e nie ma nic wsplnego z kradzieami, niedawno przyby ze swojej wioski i zupenie nie zna miasta, i wydawao mu si, e to normalna miejska praktyka, eby trzyma opony w domu. Sartadowi spodobaa si pogoda ducha Dewy, jego nucenie dziwacznie brzmicych tamilskich pieni, rezolutno dziewitnastolatka, kiedy prbowa zebra si na odwag, chocia dray mu te jego chude, patykowate nogi. Sartad postanowi wic mu uwierzy i zaj si nim, nie zamieci jego imienia w raporcie ze ledztwa i porozmawia z paroma osobami o moliwoci zatrudnienia chopaka. Obecnie Dewa by bardzo przyzwoitym czowiekiem, ustatkowanym, onatym, mia syna, a drugi mia si niedugo urodzi, zapuci sobie may wsik i dorobi si ju brzucha. Prowadzi kuni w Nawnagarze, w ktrej spocona ekipa Tamilw produkowaa ogromne, elazne koa do rcznych krosien, ogrodzenia i okucia, przerne wyroby wykonywane na specjalne zamwienie. Sartad skrci zatem w prawo i po drodze zadzwoni do Wasima Zafara Ali Ahmada, z informacj, e troch si spni. Drog niedawno wyasfaltowano i teraz cign po niej nieprzerwany sznur rowerw i skuterw. W tej czci Naw-nagaru domy byy stare i solidne, wszystkie wyposaone w porzdne podczenie wody i elektrycznoci. Wiele z nich miao dwa lub trzy pitra, a na parterze od strony ulicy znajdoway si sklepy i warsztaty. Nad nierwn lini dachw przepywaa jaka twarz, zza gzymsw wyaniay si i zaraz znikay ogromne, wiecce, brzowe oczy, wiksze od wszystkich okien, byszczce czoo naznaczone bkitnym wiatem, na wp otwarte usta i krcone wosy, a wszystko jako zwiewne i jakby niebiaskie. Sartad wiedzia, e to jedynie sprytnie owietlona twarz modelki na wielkim billboardzie umieszczonym nad gwn drog, ale jej tak uwany wzrok rozprasza go. Spuci oczy i szed dalej. Kiedy tylko Dewa ich zobaczy, zamwi napoje i nie chcia sysze o odmowie. Zza wga wyszed chopczyk z dwiema butelkami lemoniady limca, ktre Sartad i Katekar wypili na zewntrz, stojc tu przy drzwiach warsztatu. W rodku mrok rozpraszay tylko dwa blade, wpadajce przez dach strumienie wiata, podgrzewajce blask rozbryzgujcego si w formach roztopionego elaza i twarze prawie zupenie nagich mczyzn, ktrzy stopami obsugiwali miechy, wysoko podnoszc nogi i opuszczajc je w tej swojej nieustannej i powolnej wspinaczce. - Mylaem, e ju pan o mnie zapomnia, saab - odezwa si Dewa. - Tamilowie zachowywali si przyzwoicie. Dewa rykn miechem. Nachyli si w stron otwartych drzwi i gono przetumaczy swoim robotnikom sowa Sartada. Wrd iskier zamigotay promienne umiechy. Mona byo

y w Nawnagarze i nigdy nie mwi innym jzykiem ni tamilski. Przez omot i huk nadesza odpowied. - On mwi - rzek Dewa - e jestemy tak grzeczni, e teraz nawet ci Rak-szakowie nas kochaj. W pewnym okresie czonkowie Rakszak demonstrowali swj lokalny patriotyzm rodowitych mieszkacw Mumbaju, synw tej ziemi, wypdzajc ta-milskich imigrantw. Sartad postawi pust butelk limca przy drzwiach. - Jasne. Teraz goni innych ludzi. - Siowy szowinizm wci przyciga elektorat, trzeba byo jedynie sprytnie dobiera wrogw. Dlatego te Rakszakowie przeciwstawiali si zagroeniu, ktre stanowili Bengalczycy, i wzywali pozbawionych uczu patriotycznych indyjskich muzumanw do opuszczenia kraju. Gra bya ta sama, jedynie cele inne. Sartad odcign Dew od drzwi i od gorcych oparw i wsplnie ruszyli drog, przekraczajc rynsztok. Katekar zda tu za nimi. - Pan prowadzi ledztwo w sprawie tego morderstwa - odezwa si Dewa. - W sprawie tego chopaka zabitego przez kolegw. - Tak. Wiesz co na ten temat? - Nie. adnego nie znaem. - Syszae kiedy o pracowniku socjalnym, niejakim Wasimie Zafarze Ali Ahmadzie? - Tak, tak. To sukinsyn. Cwany go. - Jak bardzo cwany? Wiesz co o jego dhandzie? - Jego ojciec jest tu rzenikiem. A syn chyba gwnie pracuje w opiece spoecznej. Ale ma wielu kuzynw, ci kuzyni za maj warsztaty samochodowe. Dwa tutaj, jeden gdzie w Bhandup. Caa rodzina jest niele ustawiona. - A te warsztaty s legalne czy szemrane? - Tak p na p, saab. Syszaem, e handluj uywanymi czciami. - Dewa mia wyjtkowy umiech, wysuwa szczk do przodu, oczy zway si, a rzd lnicych zbw przecina jego twarz na p. Uywane czci mogy pochodzi z dowolnego miejsca, ze rde legalnych, ale take z samochodu jakiego frajera. - Ktry z tych kuzynw, czy kilku nawet miao kopoty. Nigdy nie zostali aresztowani, ale chodzio o jakie rne drobne sprawki. - Znasz nazwiska tych kuzynw? - Nie, ale moemy to sprawdzi. - Dewa poprowadzi Sartada i Katekara za rg, do piekarni, wielkiej hali z blaszanym dachem, w ktrej na jednym kocu znajdoway si wielkie piece, a stojcy przed nimi w rzdach mczyni zagniatali ciasto. Na samym kocu hali znajdowao si malutkie biuro, prawie w caoci wypenione korpulentn postaci waciciela. Mczyzna pozbiera poy swojego lungi i sterczcy brzuch i wyszed do swoich pracownikw, a w tym czasie Dewa skorzysta z jego telefonu. Sartad wsuchiwa si w nosowe dwiki poudniowych rytmw, jak zawsze przypominajce mu o Mehmudzie i o dziecicym miechu, i stara si nie oddycha zbyt gboko. Zapach wieych bochnw chleba by przyjemny, ale obezwadniajcy, nazbyt bogaty i gsty w tym dusznym upale. Dewa odby dwie rozmowy telefoniczne, a Sartad wiedzia, e w tym czasie porusza struny swoich tamilskich kontaktw w caym Nawnagarze, trca je i nasuchuje, co nadejdzie w odpowiedzi. Kiedy Tamilowie po raz pierwszy pojawili si w miecie, budzili postrach i stanowili cel atakw i nienawici ludzi z Rakszak, jako obcy, ktrzy rzekomo kradn prac i ziemi. Teraz byli ju starymi mieszkacami Mumbaju, prawdziwymi Mumbaikarami. Dewa rozsiad si na krzele. Zoy palce w ma piramidk i powiedzia: - Gotowy pan jest, saab? Prosz pisa.

Poda Sartadowi pi nazwisk wraz z dokadn genealogi, stopie ich pokrewiestwa z Wasimem Zafarem Ali Ahmadem oraz szacunkow ocen jego zaangaowania w ich interesy, zarwno te legalne, jak i te inne. Byy to pewne informacje. - Brawo, Dewa - pochwali go Sartad. Katekar skin yczliwie gow. Sartad pooy na biurku obok Dewy dwa banknoty pisetrupiowe. Znalisi od lat, ale na dusz met lepiej byo, eby prowadzili interesy w sposb profesjonalny. Wywiadczanie uprzejmoci trwa dopty, dopki po adnej ze stron nie pojawi si uraza. Gotwka za dostarczone informacje zapewnia a ich dalszy napyw. Sartad i Ketekar poegnali si z Dew i ruszyli w kierunku Bengali Bury. Idc w gr, inspektor obejrza si przez rami na morze brunatnych jak boto i biaych dachw Nawnagaru, pod zachodzcym socem tworzcych sigajcy od horyzontu po horyzont szeroki i zwarty pksiyc. Ten widok jak zawsze zrobi wraenie na Sartadu, tym swoim krwawym, czerwonym ogromem i melodrama-tycznoci, t przygniatajc energi samej swej istoty, wprost trudno byo poj, e co takiego, ten Nawnagar, moe w ogle istnie. A jednak by tu, otacza Sartada z obu stron i growa nad nim, z psowymi ustami i w peni realny.Odwrci si. Dopiero teraz zauway, e Katekar niesie wielk papierow torb wypenion wieymi paw, ktre on i jego rodzina mieli je przez kilka nastpnych dni. Wikszo produktw, spoywanych nie tylko przez Katekara, ale przez wszystkich innych ludzi, docieraa z Nawnagaru lub przez Nawnagar, albo z podobnych nagar. Nawnagar produkowa ubrania i tworzywa sztuczne, papier i buty; by maszyn, ktra pompowaa ycie w miasto.Wasim Zafar Ali Ahmad czeka w pobliu kholi amsula aha, w otoczeniu gstego tumku petentw. Macha do Sartada i Katekara rk, w ktrej lni telefon komrkowy. Jaka kobieta cigna go za rami, a on mwi do niej co szybko w jzyku bengali, uspokajajcymi gestami starajc si uwolni z jej ucisku. - Saab - powiedzia. - Przepraszam, ale jak ju mnie dorw ci ludzie, nie pozwalaj mi odej. - Mwi pan po bengalsku? - Tylko troch. Wie pan, w ich bengali jest duo urdu. - A jakimi jeszcze jzykami pan mwi? - Gudarati, saab. Marathi, troch sindhi. Jak si dorasta w tym Mumbaju, czowiek apie troch z wszystkiego. Staram si te poprawi swj angielski. -Pokaza na egzemplarz Filmfare. - Staram si codziennie czyta angielski magazyn. - Naprawd imponujce, sahibie Ahmadzie. - Are, jestem modszy od pana. Prosz mwi do mnie Wasim. Prosz. - Dobrze, Wasim. Rozmawiae ju z rodzin amsula aha? - Nie, nie, sir. Sdziem, e pan bdzie chcia sam to zrobi. Ale jeden z tych ludzi powiedzia mi, e ojca nie ma w domu, jest w pracy. Natomiast jest tu jego matka. - Wewntrz? - Tak. - Nie wpuszczaj tych ludzi, kiedy bd z ni rozmawia. Zamordowany chopak kupi dla swojej rodziny lepszy dom, wida to byo ju po solidnym frontonie stojcej przy uliczce nieruchomoci. Sartad zapuka. Stojc w drzwiach, widzia cztery pokoje, osobn kuchni i wykoczone plastikowym laminatem szafki. Matka zmarego odesaa crki do pokojw na tyach i wyprostowana staa w oczekiwaniu. - Pani Moina Khatun? - zapyta Sartad. - Matka amsula aha? - Tak. Crki Moiny Khatun wychowywano w surowej pardzie, ale ze wzgldu na swj wiek

wobec siebie samej ta kobieta nieco agodzia ten reim, przynajmniej kiedy staa w drzwiach wasnego domu. Sartad stwierdzi, e wyglda na mniej wicej szedziesit lat, chocia w rzeczywistoci moga mie nawet niespena pidziesit. Ubrana bya w niebieski alwar-kamiz z bia dupatt na gowie. - Porzdne kholi syn wam zaatwi. - Sartad nie potrafi oceni, czy nieprze-nikniono Moiny Khatun wynika z przyjtej przez ni taktyki, czy te jest jej cech. Zupenie nie potrafi jej rozgry. - To by dobry chopak. Jak to si stao, e zwiza si z tymi dwoma? Przechylia gow na bok. Nie wiedziaa. - Czy znaa pani tego ich znajomego Biharczyka, tego buhai Rejaza? Moina Khatun znowu powoli pokrcia gow. Na uliczce panowaa cisza, pod ktr zalegaa ogromna otcha nieszczcia. Sartad mia wraenie, e potkn si na jej krawdzi, i teraz nie bardzo wiedzia, co ma robi dalej, gdzie ma naciska i czy w ogle naciskanie jest tu dobrym pomysem. W tej ciszy odezwa si Katekar. - To wbrew naturze, eby syn umiera wczeniej ni rodzice. Nie mona si z tym pogodzi. Ale On - tu Katekar wskaza palcem w gr - daje i odbiera, z sobie tylko znanych racji, to on pisze nasze losy. Moina Khatun zacza paka. Otara oczy i skulia ramiona. - Musimy si z tym pogodzi - powiedziaa ochrypym gosem. - Musimy si z tym pogodzi. Katekar sta ze zoonymi z przodu rkami, lekko pochylony, peen autentycznej troski i w najmniejszym stopniu nie sprawiajc gronego wraenia. - Tak. Ile lat mia amsul? - Dopiero osiemnacie. W przyszym miesicu mia skoczy dziewitnacie. - By przystojnym chopakiem. Zamierza si wkrtce oeni? - Ju mu si owiadczano. - Moina Khatun oywia si, jej zalana zami twarz rozpogodzia si na wspomnienie minionych dyskusji. - Ale on powiedzia, e najpierw chce wyda wszystkie siostry za m. Mwiam mu, e najmodsza ma dopiero dziewi lat i e on si zestarzeje, zanim przyjdzie czas na jej maa badol. Ale ammu powiedzia, e zbyt wczesny oenek to gupota. Najpierw ustatkuj si, bd mia adny dom, tak mwi. Jaki sens si eni, a potem siedzie w domu rodzicw i wysuchiwa ktni midzy on a teciow? Nie chcia nas sucha. Najpierw one, a potem ja, zawsze powtarza. - To by dobry chopak. Porzdne kholi wam urzdzi. - Tak. Bardzo ciko pracowa. - Czy pani wie, jak prac si zajmowa? - Pracowa w takiej firmie, roznosi paczki. - Tak. Ale robi co jeszcze z Bazilem i Faradem, prawda? - Nic o tym nie wiem. Sartad widzia, e Moina Khatun nie prbuje niczego ukrywa, rzeczywicie nic nie wie o tym, co czyo jej syna z zabjcami. Nie byo w tym nic dziwnego, chopak nie mia adnego powodu, eby opowiada matce o swojej przestpczej dziaalnoci. Ale Katekar jeszcze si nie poddawa. - Oni trzej byli dobrymi kolegami. Dorastali razem, tu w basti? - Tak. - Dlaczego si pokcili? - Ten Farad zawsze zazdroci mojemu synowi. Nie mia pracy, nic nie robi. Nawet kiedy byli jeszcze mali, zawsze bi si z Sammu. - Twarz jej pociemniaa, i kobieta potrzsna pici, przechodzc na bengalski. Od tego wciekego wymachiwania zsuna si z jej gowy

dupatta, a gos zaama si i przybra na sile, teraz ju krzyczaa. Sartad poczu, jak jej al wciska si mu do garda, cofn si wic i rozejrza w poszukiwaniu Wasima. - Ona przeklina Farada i jego rodzin, saab - odezwa si Wasim. - Mwi, e to diaby. Same takie rzeczy. Rysy twarzy Moiny Khatun straciy t ostro, rozpywajc si w ksztat, na ktry Sartad nie umia spokojnie patrze. Odchrzkn. - Nic przydatnego? - Nic - odpar Wasim. - W porzdku. Chodmy. Oddali si. Katekar unis do w stron kobiety i ruszy za nim. Ju prawie znikali za rogiem, kiedy zawoaa do nich w jzyku hindi. - Nie dajcie im uciec. Zapcie ich. Nie odpucie im. Sartad odwrci si, spojrza na t kobiet i ruszy dalej. Uliczka rozszerzaa si, zbliajc si do gwnej drogi, a on czu kroki Katekara za sob. Zwolni, poczeka, a Katekar z nim si zrwna, i skin mu gow. Doszli do gwnej drogi i podeszli do gypsy. - Wasim - odezwa si Sartad. - Tak, saab. - Wasim bieg przy nich, niewzruszony, ulizany i emanujacy szczeroci. - No dobra, posuchaj, sukinsynu - powiedzia Sartad. - Jeli chodzi o tego Birendr Prasada... - Sahibie, zapewniam, z nim nie bdzie adnych problemw. Ju mwiem, to przez tych jego synw s kopoty. Po lewej stronie drogi sta mur pokryty malowanymi reklamami cementu i pudru do twarzy. Sartad podszed do ciany i rozpi spodnie. - Posuchaj, powiedziae, e jestem od ciebie starszy. Pozwl w takim razie, e dam ci drobn rad. Nie uwaaj si za mdrzejszego od ludzi, z ktrymi chcesz pracowa. Nie ukrywaj rzeczy, ktre mog im si przyda. - Strumie rozbryzgiwa si gono u podstawy ciany, a Sartad dopiero teraz zda sobie spraw, jak bardzo go przycisno. - Nie rb mi niespodzianek. Nie lubi niespodzianek. Ja lubi informacje. Jeli co wiesz, to powiedz mi. Powiedz, nawet jeli wydaje ci si, e to nie jest wane. Lepiej mie za duo informacji ni za mao. Jasne? - Sahibie, ale naprawd, ja nie chciaem pana oszuka. - Jeli uwaasz mnie za gupca, to moe jestem takim gupcem, ktry bdzie musia zainteresowa si pewnymi sprawami w tym rejonie, sprawdzi niektrych ludzi. Niech no pomyl, jak oni si nazywali, ci twoi kuzyni? Salim Ahmad, akil Ahmad, Nasir Ali, Amir... - Sahibie, ja wszystko rozumiem. To ju si nie powtrzy. - No, dobra. W takim razie moe uda si nam duej wsppracowa. - Ale, sahibie, na tym wanie mi zaley. Na dugotrwaych i dobrych stosunkach. Sartad wycisn i strzepn resztki, cofn biodra, schowa co trzeba i zapi rozporek. - Polityka moesz odgrywa gdzie indziej. Nie przed nami. - Oczywicie, saab. Sartad sign do kieszeni po chusteczk, a kiedy si odwrci, zobaczy, e Wasim podaje mu swj egzemplarz Filmfare. - Prosz to wzi, saab. - Co? - W tym magazynie s dobre informacje, saab. Wasim umiecha si chytrze, pgbkiem. Sartad wzi od niego czasopismo, a kiedy je otworzy i przekartkowa, strony automatycznie rozoyy si na czarno-biaym zdjciu Dewa Ananda, czciowo schowanym za spitym spinaczem cienkim plikiem tysicrupiowych

banknotw, starannie uoonych od prawej do lewej. - To tylko maa nazrana, saab. Z nadziej na dalsz przyja. - Zobaczymy, jak to bdzie - odpar Sartad. Zwin czasopismo i wsun je pod pach. Kazaem Birendrze Prasadowi przyprowadzi jutro synw na komisariat. Jeli si nie pojawi, rozejrzyj si, gdzie mog by, ebymy mogli ich dopa, jeli zajdzie taka potrzeba. - To aden problem, saab. Aha, saab, jeszcze jedno, czy mgby pan wspomnie o mnie Sahibowi Madidowi Khanowi, przesa mu moje salaam... - Pozdrowi go - rzek Sartad. - Ale nie spodziewaj si, e za cztery tysice rupii staniesz si honorowym gociem na komisariacie. To tylko illar. - Nie, nie, saab. Jak ju powiedziaem, to tylko nazrana. Rozstali si z Wasimem, a Sartad z zadowoleniem stwierdzi, e ten czowiek wreszcie zrozumia charakter ich wspzalenoci. Siedzc w samochodzie, rozwin egzemplarz Filmfare, wyj jeden banknot i poda go Katekarowi, a on schowa go do grnej kieszeni. Sartad bdzie musia te da co Madidowi. Nie mia obowizku przekazywa wyej adnych pienidzy, tak mae kwoty - poniej jednego lakha - stanowiy cz podstawowego uposaenia policjantw pracujcych w terenie, a starsi inspektorzy czy komisarze uczestniczyli w podziale tortu tylko wtedy, kiedy by dostatecznie duy. Bdzie musia jednak przekaza Madidowi pozdrowienia od Wasima Zafara Ali Ahmada i zaoferowa mu tysic rupii, co Madid, oczywicie, wymieje. Znali si od lat, i tysic - a nawet cztery tysice - to byo tylko kieszonkowe. - Sahibie - odezwa si Katekar. - Co bdzie z tym popoudniem? - Pamitam. - Katekar chcia mie wolny wieczr, chcia gdzie si wybra z rodzin. Jedmy do Duhu, tam wysidziesz, a ja pojad dalej. - Sir, nie trzeba... - Nie ma sprawy. Jed. Sartad poczu przypyw sympatii dla tego statecznego i godnego zaufania Katekara. Megha mwia, e Katekar i on s jak stare maestwo, i moe miaa racj, ale jego partner wci potrafi go zaskoczy. - Sdziem, e nie lubisz Bengalczykw - powiedzia Sartad. - Lubi Bengalczykw w Bangladeszu. - A ta kobieta? Moina Khatun? - Ona stracia syna. To bardzo cikie przeycie. Nawet jeli by zodziejem. Jak brzmia ten dialog z Sol? Ta kwestia Hangala? Najwikszy ciar, jaki czowiek moe nie, to artheri jego syna. - Zgadza si. - I zgodnie z logik filmu ten bengalski syn krad, eby wyda za m swoje biedne siostry. Przejechali przez wiadukt, nad rozklekotanym pocigiem wypenionym w pne popoudnie tumem, ktry wylewa si ju przez drzwi. Ten zmary chopak nie tyko pragn maestwa dla swoich sistr, chcia mie telewizor, kuchenk gazow, szybkowar i wikszy dom. Bez wtpienia marzy o nowiutkim samochodzie, takim samym jak srebrzysta toyota camry, ktra ich teraz wyprzedzaa. Jego marzenia nie byy nierealne, przecie byli tacy ludzie jak Gane Gaitonde czy Sulejman Isa, ktrzy zaczynali od drobnych kradziey i dorobili si wasnych parkw samochodowych z oplami vectra i hondami accord. I byli te inni chopcy i dziewczta, ktrzy pochodzili z brudnych wiosek, a teraz spogldali z billboardw, pikni i nierealni. Co takiego mogo si wydarzy. Zdarzao si, i dlatego ludzie wci prbowali. Zdarzao si. Na tym polega ten sen, wspaniay sen Mumbaju. - Jak leciaa ta piosenka? - zapyta Sartad. - Wiesz, ta, ktr piewa ahru-kh, ju nie pamitam w jakim filmie. Bas khwab itna sa he...'1 - Katekar skin gow, a Sartad widzia, e

Katekar rozumie, skd si wzio to pytanie; na wsplnych patrolach po miecie spdzili tyle czasu, e od razu rozumieli jeden drugiego, w lot chwytali metafory i przeskoki mylowe. - Tak, tak - powiedzia Katekar. Nuci melodi, palcem wskazujcym wybijajc rytm na kierownicy. - Bas itna sa khwab he... an se rahu sada...7 Mmmmm, mmmmm, a potem? - Tak, tak. Bas itna sa khwab he... Hasinaj bhi dii ho khoti, dii kaje kamal khile... I razem zapiewali: Son ka mahal mile, barasne lag hire moti... Bas itna sa khwaab hai. Sartad si przecign. - amsul ah rzeczywicie mia wielkie khwab - powiedzia. Katekar tylko prychn. - Zgadza si, saab, ale to jego wielkie khwab w kocu wzio go za gand. Obaj wybuchn li miechem. Dwie kobiety, siedzce w przejedajcej po prawej motorikszy, odwrciy przeraone twarze i skryy si pod brezentow oson. To jeszcze bardziej rozbawio Sartada. Zdawa sobie spraw, e ten nagy wybuch szalonej i skrzekliwej wesooci policjantw w gypsy moe wyda si przeraajcy, ale to tylko dodawao smaczku zabawie. Megha powiadaa; Opowiadacie te swoje okropne historie policyjne, a potem rechoczecie jak jakie bhuty, to naprawd wyglda strasznie. Ze wzgldu na ni stara si z tym skoczy, ale nigdy mu si to w peni nie udao. W tej chwili odczuwa jednak przyjemno, e jedzie przez miasto z Katekarem, miejc si bez opamitania, i nie mia adnego powodu, eby si pohamowa, wic mia si jeszcze goniej. Ju spokojni, zaparkowali przy uku Duhu Caupati, przeciskajc si przez zakorkowane w godzinach szczytu ulice. Sartad obszed mask gypsy, czujc delikatny wiaterek znad oceanu. Stoiska z at byy ju owietlone wiatem neonw, a od strony drogi napywali klienci. - Przeka chopakom moje salaam - odezwa si Sartad. Katekar umiechn si. - Dobrze, saab. - Dotkn doni piersi, a potem ruszy w stron play. Sartad ledzi go wzrokiem, patrzy na ten jego pewny krok, koysanie potnych barkw, na podstrzyone wosy. Dowiadczone oko od razu rozpoznawao w nim policjanta, ale mia talent do tropienia przestpcw i wsplnie dokonali przyzwoitych aresztowa. Jadc przez Ville Parle, Sartad nuci sobie: Man da aj khuda, itni si he dua'18, ale nie mg przypomnie sobie kocwki piosenki. Wiedzia, e ta melodia bdzie mu si koata po gowie przez cay dzie i e ostatni mantr przypomni sobie bardzo pno, gdzie midzy noc a snem. Man da aj khuda, zapiewa. Katekar spotka alini i chopcw zgodnie z umow czekajcych obok stoiska z nazw Wielkie Midzynarodowe Centrum atu. Pogaska Mohita po gowie, lekko szturchn go w brzuch. Mohit odpowiedzia rechotliwym chichotem, ktry wywoa umiech na twarzach Rohita i alini. - Znowu si spniaj? - zapyta Katekar. alini skrzywia obojtnie usta. Katekar zna to spojrzenie -jeli nie mona czego zmieni, trzeba si z tym pogodzi. A Bharti i jej m zawsze si spniali. - Chodmy usi - powiedzia Rohit. - Wiedz, gdzie zawsze siedzimy. Katekar rozejrza si po stoiskach i po ulicy. Widok zasaniay dwa autobusy stojce jeden za drugim. - Rohit, rzu okiem, moe wanie prbuj przej przez ulic. Rohitowi nie spodoba si ten pomys, ale poszed, ze zoci klapic ap-palami po betonie. Ostatnio wystrzeli w gr, przez co zrobi si chudy, ale Katekar by pewien, e chopiec nabierze masy, kiedy dojdzie do dwudziestki, kiedy si pobierze i ustatkuje. Wszyscy mczyni w rodzinie z wiekiem nabierali imponujcej tyzny, zyskiwali budzce respekt barki

i ramiona, przyzwoity brzuch. Rohit odwrci si, krcc gow. - Papa, ja chc sew-puri - Mohit pocign Katekara za koszul. - Chodmy usi - powiedziaa alini. - Znajd nas. Rohit nie zaszed zbyt daleko, ale alini nie musiaa ju duej nakania Katekara. Bharti bya jej siostr i jeli alini uwaaa, e mog siada, Katekar nie mia nic przeciwko temu.Znaleli dwie maty, lece jak najdalej po prawej stronie, i rozsiedli si wygodnie. Katekar zdj buty, usiad po turecku i westchn. Soce byo jeszcze dostatecznie wysoko, eby ogrzewa mu kolana, ale czu ju lekk bryz na piersi. Rozpi koszul i wytar kark chusteczk, suchajc, jak alini, Rohit i Mohit skadaj zamwienie u chopaka, ktry przyprowadzi ich na to miejsce. Katekar nie mia jeszcze chci na jedzenie. Rozkoszowa si tym uczuciem odpoczynku, tym, e nie musi przestpowa z nogi na nog, jak kelner, ktry wanie pospieszy do kuchni. Chopiec szybko wrci z jedzeniem, profesjonalnie nim balansujc, kiedy lawirowa midzy spacerowiczami. - Hej, tambi - odezwa si Katekar - daj mi narial-pani. - Tak, seth - odpar chopiec, i ju go nie byo. - Narial-pani? - zapytaa si alini, umiechajc si filuternie. W ubiegym miesicu opowiedzia jej o przeczytanym w popoudniowej gazecie artykule, w ktrym twierdzono, e kokosy zawieraj duo niezdrowego tuszczu. Machna tylko rk i powiedziaa, e nie wierzy w te wszystkie nowomodne rzeczy, o ktrych on czyta w gazetach, bo przecie czy kto kiedy rozchorowa si od jedzenia kokosw czy picia narial-pani? Ale nigdy niczego nie zapominaa i tym razem rwnie nie miaa zamiaru opuci okazji, eby wytkn mu ten jego nieoczekiwany lekcewacy stosunek od nauki. Przechyli gow i umiechn si. - Tylko dzi. Odwzajemnia jego umiech i daa mu spokj. Katekar rozsiad si wygodnie i popija narial-pani, obserwujc Mohita, zajtego swoim sew-puri, i Rohita, ogldajcego si za przechodzcymi dziewczynami. Na lnicym horyzoncie koysa si jaki statek. Katekar przyglda si mu, i chocia wiedzia, e statek nie stoi w miejscu, nie potrafi dostrzec najmniejszego ruchu. - Dada! Katekar odwrci si i zobaczy Wisznu Ghodke, ktry macha do nich jak szalony. Przecisn si przez tum, a za nim Bharti i dzieci. Po burzliwych powitaniach i wielokrotnym przechodzeniu z miejsca na miejsce, w kocu rodzina rozsiada si na dwch matach. Bharti spocza obok Salini, a Wisznu w pobliu Katekara. Dzieci siedziay midzy Bharti a Wisznu. Obie dziewczynki miay typowe wsteczki i wymylne sukienki, ale chopiec, dugo oczekiwany syn, ktry urodzi si jako ostatni, po wielu modlitwach i odprawianych obrzdach, by wystrojony jak na lub. Mia ma, niebiesk muszk i wielki, czerwony, plastikowy zegarek, ktry nieustannie nakrca i nastawia. Mohit i Rohit nachylali si, eby go troch potarmosi, i Katekar poczu przypyw sympatii do swoich synw, widzc, e chc zmierzwi starann fryzur tego maego, nadtego smarkacza. Lekko uszczypn w policzki swoje dwie siostrzenice, a alini i Bharti z miejsca zatopiy si w oywionej dyskusji na temat aktualnej intrygi rodzinnej, w ktr wpltani byli krewni jakich krewnych. Katekar bardziej lubi swoj starsz siostrzenic, ktra spokojnie, z rosncym zrozumieniem i rezygnacj obserwowaa, jak jej brat zajmuje centraln pozycj w wiecie jej rodzicw. - Wyrosa, Sudha - powiedzia. - Bardzo szybko. - Ona je jak ko - jej ojciec zarechota i pooy rk na jej gowie. Katekar dostrzeg zacinite ze zoci wargi Sudhy, kiedy dziewczynka zrobia unik, eby

szepn co swojej siostrze do ucha. Wisznu mia gos tak donony, e nie potrzebowa adnego megafonu. - Chce wyrosn - powiedzia Katekar - i by wysoka jak ja. Sudha, chod tu i usid koo mnie. Ja te jestem bardzo godny. Are, tambi. Sudha usiada wic obok Katekara i wsplnie przegldali poplamione menu, z ktrego wybrali bhelpuri, papri at oraz ulubione danie Sudhy, paw bhadi. Razem zabrali si do jedzenia i Katekar delektowa si kwanym posmakiem, mieszajcym si na jzyku ze sodycz. Jedzenie byo najwiksz i najbardziej niezawodn przyjemnoci, a posiek spoywany na play aupati, kiedy siedziao si wraz z on i rodzin, przy agodnie podnoszcym si i opadajcym oceanie, sprawia mu tyle satysfakcji, co prawie adna rzecz na wiecie. Siedzia wic i sucha, co mwi Bharti. Miaa na sobie lnice, zielone sari. Nowe, jak zauway Katekar. Kiedy zobaczy j po raz pierwszy, bya przysadzist ma dziewczyn, zbyt wstydliw, eby si do niego odzywa. Zaledwie par lat pniej Wisznu da jej ogromnie cik mangalsutr, Katekar nie pamita, eby ktokolwiek na jakimkolwiek lubie w rodzinie otrzyma cisz, i od tego czasu usta si jej nie zamykay. Rwnie teraz miaa t mangalsutr na sobie, obok zotego acucha, ktry dwukrotnie opasywa jej szyj. - Ten Bipin Bhonsle to straszny haramkhor - powiedziaa. - Przed wyborami opowiada, e doprowadzi do osiedla nowy, dodatkowy wodocig. Teraz nie tylko nie ma nowej rury, ale stara przecieka co dwa tygodnie. Trjka dzieci i brak wody, to nie do wytrzymania. - To nie gosujcie na niego w nastpnych wyborach - odezwa si Katekar. - To niemoliwe, dada- stwierdzi Wisznu. - On ma zbyt wiele ukadw, zbyt wiele kontaktw. A kandydaci z innych partii to same gadhawy. Nikt z nich nie moe wygra. Gosowanie na kogo innego rwna si stracie gosu. - W takim razie znajdcie jakiego dobrego kandydata. - Are, dada, kto moe si mierzy z Bhonslem? I gdzie teraz mona znale dobrego kandydata? Potrzebny jest kto, kto bdzie mocny, kto potrafi wygosi wspania mow, kto spodoba si ludziom. Tacy kandydaci ju nie istniej. Potrzebny byby jaki olbrzym, a teraz wszdzie s tylko tumy maluczkich. alini przechylia si na bok i, otrzepawszy donie, wygadzia sari na kolanach. - Szukacie wszdzie, tylko nie tam, gdzie naley - powiedziaa. Wisznu by bardzo zaskoczony. - A ty znasz kogo? alini obiema rkami wskazaa na Bharti: - Prosz bardzo. - Co takiego? - zapyta Wisznu. Katekar zakoysa si w przd i w ty, trzsc si ze miechu. Bardziej rozbawi go widoczny na twarzy Wisznu przestrach, to ndzne przeraenie, ktre go ogarno na myl, e wasna ona mogaby by olbrzymk, ni sam dowcip ali-ni, ale dzieci podchwyciy art i natychmiast wszystkie zaczy rechota. - Tylko pomyl - cigna alini - moja siostra Bharti jest dzielna, ma klas, ktr moe zrobi na wszystkich wraenie, i nikt nie potrafi tak przemawia, jak ona. Powiniene zrobi z niej mantri. W tym momencie do Wisznu dotaro, e to tylko arty, i on te rozemia si pgbkiem, nacigajc warg nad dolnymi zbami. - Tak, tak, Tai, z niej byby wietny premier. Wszystkich miaaby pod kontrol. Bharti obie donie trzymaa przy ustach. - Are, dewa, nie ycz sobie adnych takich rzeczy. Tai, o czym ty mwisz? Mam rce

pene roboty przy dzieciach. Nie chc mie pod sob pidziesiciu tysicy ludzi. Katekar ju mia co powiedzie o jej ciarze, ktry mgby zmiady te pidziesit tysicy, ale zreflektowa si i tylko prychn z zadowolenia, wyobraajc sobie twarz jej ma sprasowan przez obfite poladki ony. Wisznu przez chwil wodzi niepewnym wzrokiem, a potem rozemia wraz z nim. Kiedy Katekar skoczy posiek, przeszli si z Wisznu wzdu play. Katekar podwin nogawki spodni, wczeniej zostawiwszy buty przy alini. Lubi chodzi po mokrym piasku, wygadzonym przez morze, czu go pod stopami. Wisznu szed z boku, w odlegoci przynajmniej ptora metra, uwaajc na sanday. Odskakiwa na bok przed nadbiegajc fal. - Dada - powiedzia - kiedy w kocu bdziesz musia pozwoli mi zapaci. W przeciwnym razie bdzie nam niezrcznie przyj ponownie. - Wisznu, nie zaczynaj znowu tej dyskusji. Jestem starszy, wic ja pac. -Katekar poczu, jak z gbi odka podnosi mu si gorzka fala irytacji. Zdawa sobie spraw, e to gupie, ta jego duma, z ktr odmawia jedzenia posikw stawianych przez Wisznu, ale nie potrafi przekn tego samozadowolenia szwagra, tej jego satysfakcji z odniesionego sukcesu. - Tak, tak, dada - odpar Wisznu, unoszc rce. - Przepraszam. U ciebie wszystko w porzdku? - Jako sobie radz - rzek Katekar. Wisznu dostrzeg oczywicie tysic-rupiowy banknot, ktrym Katekar zapaci kelnerowi. Nic nigdy nie uchodzio uwagi czujnego Wisznu. W zamyleniu przekroczy postrzpion ga z palmy. - Dada, w tym wieku powiniene ju y na wyszym poziomie. - W jakim wieku? - Twoi synowie dorastaj. Bd potrzebowali wyksztacenia, porzdnych ubra, wszystkich takich rzeczy. - A ty sdzisz, e ja im tego nie mog zapewni? - Dada, znowu si zaczynasz zoci. Nie bd si odzywa. - Nie, mw, co masz na myli. - Niewiele mwi, dada, chc tylko powiedzie, e ten twj utija inspektor sardar nigdy nie zapewni ci porzdnych dochodw. - Mam wszystko, czego mi potrzeba. Wisznu opuci gow i zmitygowa si. - W porzdku, dada. Ale nie rozumiem, dlaczego cigle z nim jeste. Bez trudu mgby zdoby inne stanowiska. Katekar nic mu nie odpowiedzia. Zawrci do czekajcych rodzin. Ale jeszcze tej samej nocy, lec w ku obok alini, pomyla o Sartadu Singhu. Pracowali razem od wielu dugich lat. Nie sposb okreli ich mianem przyjaci, nie odwiedzali si i nie jedzili razem na wakacje. Ale poznali swoje rodziny i siebie nawzajem. Katekar dokadnie w kadej chwili wiedzia, co Sartad czuje, potrafi rozpozna jego melancholi i rado. Ufa instynktowi kolegi. Udao im si rozwika sporo spraw, a kiedy ponosili porak, Katekar zawsze wiedzia, e zrobili wszystko, co si dao. To prawda, nie zarabia tyle pienidzy, ile mgby dostawa na innym stanowisku, ale czerpa satysfakcj z pracy. Czego takiego Wisznu nigdy by jednak nie zrozumia. Ludzie tacy jak on nie potrafi uwierzy, e mona chcie by policjantem z powodw innych ni pienidze. Oczywicie, pienidze s wane, ale poza tym liczy si jeszcze ch suenia spoeczestwu. Tak, naprawd, Sadrakszanja Khalanigrahanija. Katekar zdawa sobie spraw, e nikomu nie moe zwierzy si z tego pragnienia, a zwaszcza Wisznu, poniewa te dziwaczne sowa o ochranianiu dobrych i niszczeniu za, a take o sewie i subie mog u

niego wywoa jedynie miech. Nawet wrd kolegw z pracy nigdy o tym nie mwiono. Ale to si wyczuwao, nawet bardzo gboko zagrzebane pod brudnymi pokadami cynizmu. Od czasu do czasu Katekar zauwaa co takiego w Sartadu Singhu, dostrzega ten jaki bezsensowny, enujcy idealizm. Oczywicie, aden z nich nigdy nawet nie wspomniaby o romantyzmie kolegi, ale moe wanie dlatego ich wsppraca bya tak trwaa. Tylko raz, kiedy w szopie w Wikhroli uratowali z rk porywaczy drc dziesiciolatk, Sartad Singh podrapa si w brod i mrukn: Dzi odwalilimy kawa dobrej roboty. To wystarczyo.I nadal wystarczao. Katekar odetchn gboko, odwrci gow, wycign szyj i zasn.Sartad najpierw zobaczy tum, gste skupisko ludzi przycinitych do wysokiej na dwie kondygnacje witryny. Budynek by nowym kompleksem handlowym, bardzo piknym, z przestrzeniami z szarego kamienia i akcentami z polerowanej stali. Sartad przyszed do nowej siedziby swojego banku, aby zdeponowa na koncie matki czeki z dywidend, i wyszed olniony przestronnym dziaem obsugi klienta i niespotykan pogod urzdnikw bankowych. Teraz zaglda nad zebranymi przed nim ciemnymi gowami i dostrzeg ciemnoczerwony bysk. - Sahibie, prosz wej do rodka i zobaczy. - Z lewej strony kiwa na Sartada ubrany na niebiesko ochroniarz. - To ty, Ganga - odezwa si Sartad i wszed przez drzwi, pilnowane przez mczyzn. Zna go ze starej siedziby banku, gdzie ze strzelb dugolufow i zowrogim spojrzeniem pilnowa sklepu jubilerskiego. - Czy twj seth rwnie si tu przenis? - Nie, Sahibie. Pracuj teraz dla nowej firmy - wyjani Ganga, wskazujc na swoje ozdobione galonem rami, gdzie niebiesko-biaa naszywka informowaa o jego nowej przynalenoci: Firma ochroniarska Orze. - Lepsza firma? - Lepsze zarobki, sahibie. - Ostatnio powstawao wiele nowych firm ochroniarskich i roso zapotrzebowanie na byych onierzy, takich jak Ganga. Zamkn drzwi za Sartadem i odwrci si do okna. - Tybetascy sadhu, saab - powiedzia z dum waciciela. Byo ich piciu, piciu pogodnych, zamknitych w sobie ludzi z bardzo krtko przycitymi wosami i w powczystych, szkaratnych szatach. Krztali si wok wielkiej, drewnianej platformy, na ktrej wida byo kolorowy zarys koa umieszczonego w kwadracie znajdujcym si wewntrz wikszego koa. - Co oni robi? - Usypuj mandal, sahibie. Mwiono o tym wczoraj w telewizji, nie widzia pan? Sartad nic takiego nie widzia, ale teraz zauway, e do kadego z bokw kwadratu prowadz wskie szczeliny, rzucia mu si w oczy rwnie ciemna ziele, ktrej uywa jeden z sadhu do wypenienia obszaru wewntrz centralnego koa. Inny sadhu tworzy ma figurk przypominajc bogini na zielonym tle. - Czego oni uywaj, proszku? - Nie, saab, to piasek, barwiony piasek. Byo to swoiste ukojenie - patrze, jak piasek spada z doni sadhu, oglda ich pewne i pene wdziku ruchy. Po chwili z niewyranego biaego ksztatu wyonia si przed Sartadem oglna konstrukcja mandali. W caym gotowym krgu miao znajdowa si kilka niezalenych, owalnych obszarw, a w kadym z nich scena z postaciami, ludzkimi, zwierzcymi i boskimi. Midzy tymi owalnymi figurami, w samym centrum koa, znajdowa si ksztat, ktrego Sartad nie umia zidentyfikowa. Owale otaczaa wewntrzna ciana kwadratu; wok niego biego nastpne koo i kolejne postaci, a potem obramowanie, ozdobione innym wzorem. Cao sprawiaa wraenie hipnotycznie skomplikowanej i na swj sposb miej kompozycji. Sartad z

przyjemnoci zagubi si w tym obrazie. - Kiedy j skocz, saab, wszystko zmiot. - Po takiej pracy? - zapyta Sartad. - Dlaczego? Ganga wzruszy ramionami. - To chyba jest co w rodzaju kobiecej rangoli. A poza tym jeli jest zrobione z piasku, i tak dugo nie wytrzyma. Niemniej jednak, pomyla Sartad, to okrutne stworzy ten cay wirujcy wiat, a potem od razu go zniszczy. Ale ci sadhu sprawiali wraenie szczliwych. Sartad zwrci uwag na jednego z nich, starszego mczyzn z siwiejcymi wosami, ktry umiechn si do niego. Sartad nie bardzo wiedzia, co ma zrobi, skin wic gow, przyoy do do piersi i odwzajemni umiech. Jeszcze przez kilka minut obserwowa ich prac, a potem odszed. - Prosz przyj jutro wieczorem - zawoa za nim Ganga. - Wtedy maj skoczy mandal. Sartad spdzi dzie w sdzie, w oczekiwaniu na zoenie zezna w dawnej sprawie o morderstwo. Nie stawi si na dwch ostatnich posiedzeniach i obrona zrobia wok tego wiele szumu, ale dzi spnia si sdzia i wszystkie strony czekay w ciszy. Sartad przeczyta o Tybetaczykach w popoudniwce After-noon, gdzie okrelono ich mianem mnichw i napisano, e swoj mandal tworz w intencji pokoju na wiecie. Po lunchu w kocu pojawi si sdzia, Sartad zoy zeznania i wrci na komisariat. Pod portykiem czeka na niego Birendra Prasad z dwoma synami. - Ty zaczekaj tutaj - powiedzia Sartad do Birendry Prasada. - A wy dwaj chodcie ze mn. - Saab? - odezwa si Birendra Prasad. - Cisza. Za mn. Chopcy weszli do rodka. Sartad poprowadzi ich przez frontowe pokoje do swojego biurka. By zmczony i okropnie chcia si napi aju, ale mia na gowie twych dwch sukinsynw. Przystojni, dobrze zbudowani modziecy, ubrani w jasne T-shirty. - Ktry z was jest Kual, a ktry Sandiw? Kual by starszy. Zagryza warg, ale wida byo, e jest tylko spity, a nie przestraszony. Wci wierzy w ojca i w samego siebie. - Jak tam, Kual, duo w yciu zjade mithai? - Nie, saab. - I to dlatego jeste takim napakowanym bohaterem? - Saab... Sartad uderzy go na odlew w twarz. - Zamknij si, sukinsynu, i suchaj, co do ciebie mwi. - Kual otworzy szeroko oczy w zdumieniu. - Wiem, e niepokoilicie dziewczyny w waszej okolicy. Wiem, e wystajecie po gali i uwaacie si za radiw wszystkiego, co tylko zobaczycie. Ale wy nie jestecie bhai, nawet nie jestecie tapori, jestecie maymi gnidami. Na co si gapisz, behenodzie? Chod tu. Sandiw skuli si i powczc nogami, wystpi do przodu. Sartad uderzy go pici w brzuch, niezbyt mocno, ale Sandiw zgi si w p i odwrci. Inspektor waln go w plecy. T star, rutynow metod demonstracji siy i zastraszania Sartad stosowa automatycznie. Gdyby by tu Katekar, wsplnie odegraliby ten rytua, prezentujc doskonale przewiczone skoordynowanie, niemal graniczce z piknem. Ale Sar-tadowi byo gorco, by zmczony, wic w popiechu wykonywa kolejne czynnoci. Chcia ju mie to z gowy. Chopcy byli amatorami i nie musia si przy nich wykazywa adn subtelnoci ani te specjalnymi umiejtnociami. Po dziesiciu minutach sapali, jkali si i byli przeraeni. Na spodniach Sandiwa pojawia si plama.

- Jeli jeszcze raz usysz, e sprawiacie komu kopot, dorw was i dam wam prawdziwy wycisk. Zrozumiano? Moe wezm si jeszcze za waszego ojca. Moe jego te trzeba bdzie powiesi. Kual i Sandiw tylko wzdrygnli si i nic nie powiedzieli. - Wynocie si - krzykn Sartad. - Ju! Kiedy wyszli z pokoju, Sartad usiad, odchyli si na oparciu do tyu i wyj chusteczk, ale okazao si, e ju jest mokra. Chocia bya ohydna, wytar ni kark i zamkn oczy. Zadzwoni jego telefon komrkowy. - Sahib Sartad? - Kto mwi? - zapyta Sartad, chocia rozpozna ten chrypicy gos. To ta stara kobieta od sahiba Parulkara, ta jego wysoko postawiona osoba w Firmie S, z ktr rozmawia dwa dni wczeniej. - Twoja sympatyczka, Iffat-bibi. Salaam. - Salaam, Bibi. Czemu dzwonisz? - Syszaam, e interesuje ci pewien utija o imieniu Banti? - Moe. - Jeli si jeszcze nie zdecydowae, beta, to ju jest za pno. Banti nie yje, jest wykoczony, kto si postara, eby go lurkao. - To twoi ludzie go zaatwili? - Moi ludzie nie maj z tym nic wsplnego. - Jej gos brzmia zupenie przekonywajco. - Ten go i tak by bezuyteczny, sala langra-lala. - Gdzie? - Za kilka minut bdziecie to mieli w tych swoich policyjnych radiach. W Goregaonie. Tam jest takie osiedle mieszkaniowe o nazwie Evergreen Valley, to na terenie tego osiedla. - Znam to miejsce. Dzikuj, Iffat-bibi, jad tam. - Dobrze. I pamitaj, jak nastpnym razem bdziesz czego lub kogo potrzebowa, najpierw porozmawiaj ze mn. - Tak, tak. Przylec do ciebie. Zarechotaa w odpowiedzi na jego sarkazm. - Rozczam si - odoya suchawk. Sartad jecha bardzo szybko, przyspieszajc na skrzyowaniach i co chwil przejedajc z pasa na pas. Przed Evergreen Valley staa ju policyjna furgonetka, a na parkingu za ni gromadka policjantw w cywilnych ubraniach. Inspektor rozpozna kilku znanych mu czonkw lotnych brygad. Podchodzc do ciaa, dostrzeg ich szefa, starszego inspektora Samanta, i nabra pewnoci, e Banti zosta sprztnity. - Are, Sartadu - odezwa si Samant - co sycha? - Bas, sir, robota i robota. - Sartad wskaza na ciao, obrcone twarz do ziemi i skrcone w lew stron. Metr dalej lea przewrcony na bok wzek inwalidzki. - Znasz tego maderoda? - zdziwi si Samant, unoszc brew. - Czyby sahib Parulkar interesowa si nim? - Czy to Banti? - Tak. - To ja si nim interesowaem. - Sartad przykucn. Banti mia interesujcy profil, bardzo ostry i wyrazisty, z adnie uksztatowanym nosem. Brakowao tylnej czci jego gowy, a krew i mzg rozbryzgay si dookoa. Jego kraciasta koszula na plecach bya przesiknita krwi. - Jeden w gow, dwa w plecy? - Tak. Sdz, e najpierw dosta w plecy, a potem w gow. Nie wiedziaem, e zajmujesz si przestpczoci zorganizowan.

- Nie, w zasadzie nie. Ale miaem kontakt z Bantim. - Sartad wsta. - Po tym, jak dorwae Ganea Gaitondego, uznaem, e masz jakie specjalne zadanie od sahiba Parulkara. Samant by czowiekiem ysym, tustym i zamonym, ktry teraz bacznie przyglda si Sartadowi. Powiadano, e w akcjach osobicie zabi przynajmniej setk ludzi, a Sartad nie wtpi, e mogo tak by. - Nie, nic z tych rzeczy - odpar Sartad. - Ta historia z Bantim po prostu stanowia cz innej sprawy. - Historia Bantiego jest ju zamknita - zarechota Samant. - Ten maderod ze wszystkich si stara si zwia. Jego wzek musia zasuwa szybciej ni samochd. - Rk wskaza na czarne lady hamowania, biegnce przez parking i koczce si tu przed ciaem Bantiego. - To wycie thoknli Bantiego? - Nie, nie. To byoby pikne, ju od dawna cigaem tego sukinsyna. Ale to robota jego ludzi. Taka jest przynajmniej nasza robocza hipoteza. Nikt, oczywicie, nie widzia tego zdarzenia. - Dlaczego mieliby to zrobi jego ludzie? - Are, jar, Gaitonde nie yje, wic moliwoci biednego Bantiego byy rwnie kulawe jak on sam. Samotny, bez pomocy, niewiele znaczy. Moe jego ludzie przeszli na drug stron, moe druga strona im zapacia. - Sulejman Isa? - On albo kto inny. Jak wida, Bantiemu nie udao si jednak uj cao. Sartad podszed do jego wzka. Rzeczywicie robi wraenie, z szerokimi koami, przypominajcymi koa samochodu wycigowego. Maszyneria bya solidna, cao wykonano z bardzo nowoczesnej, mocnej i precyzyjnie zaprojektowanej stali. Silnik i akumulator znajdoway si pod grubo wycieanym, czarnym siedziskiem. Joystick i ukad sterowania na prawej porczy umoliwiay kierowanie pojazdem i podnoszenie podwozia zamontowanego na hydraulicznym zawieszeniu, a take wchodzenie i schodzenie po schodach, i co tam jeszcze ten elegancki rydwan potrafi robi. Ale nawet te wszystkie zagraniczne gadety nie pozwoliy Bantiemu uciec przed kumplami mordercami i by moe ledztwo pani Andali Mathur znalazo si w lepym zauku. Sartad podnis si. W kocu tak naprawd to nie bya jego sprawa. - Wzek wyglda na nieuszkodzony - powiedzia. - Zgadza si. Kiedy tu dotarlimy, kka jeszcze si krciy. Tam jest taki guzik, ktrym si to wycza. Wemiemy ten pojazd. Wkrtce jeden z tych gandu zostanie postrzelony i bdzie langra-lala - w tym momencie Samant zrobi min wisielca i zwiesi bezwadnie rce - a my skorzystamy z tego urzdzenia, eby zawie go do sdu. - Bardzo sprytnie - odpar Sartad, dotykajc czoa. - Co Banti tu robi? -Evergreen Valley skadao si z trzech ogromnych budynkw ustawionych na prostoktnym terenie otoczonym dwukondygnacyjnymi domkami. Zieleni byo niewiele, Sartad dostrzeg tylko kilka nieregularnych ywopotw, biegncych pod rnym ktem midzy budynkami. - Tego jeszcze nie wiemy. Moe by w odwiedzinach. Moe tu mieszka. - Sir, prosibym o informacj, gdyby udao si wam czego dowiedzie. - Tak, tak. - Samant odprowadzi Sartada do bramy. Jeli teraz interesujesz si gangami, Sartadu, moemy wsppracowa. To moe by bardzo korzystne, z zawodowego punktu widzenia i nie tylko. Moemy wymienia informacje. -Samant poda Sartadowi swoj wizytwk.

- Oczywicie. - W rzeczywistoci Samantowi zaleao na tym, eby Sartad pamita, e nastpnym razem, kiedy dostanie cynk o jakim wielkim poowie, formatu Gane Gaitonde, powinien skontaktowa si z Samantem, specjalist od takich spraw. Oprcz zawodowej chway i medialnej sawy sprztnicie bhai duej firmy mogo przynie spore pienidze. Inne firmy mogy zapaci za dobrze wykonan robot. Powiadano, e Samant w poje dynk wybudowa wspaniay i bardzo nowoczesny szpital w swojej wiosce w Ratnagiri. - Zadzwoni, jak co bd wiedzia. - Tu jest numer mojej prywatnej komrki. Moesz dzwoni o kadej porze dnia i nocy. Sartad opuci Evergreen Valley, Samanta, Bantiego i jego wzek inwalidzki i powrci na komisariat. Siedzc przy biurku, przyglda si wizytwce Samanta. Wykwintny, zoty napis na wizytwce gosi, e Samant to w rzeczywistoci Dr Praka V. Samant. Mg si poszczyci nie tylko osigniciami w policji, wrd ktrych znajdowa si policyjny medal za zasugi na subie, ale te tytuem dyplomowanego homeopaty. Sartad westchn na myl, jak przecitna jest jego wasna kariera, a potem zadzwoni do Andali Mathur i opowiedzia jej o niefortunnym kocu jego rda informacji. - W takim razie wiemy tylko, e Gaitonde szuka jakiego sadhu? - Tak, prosz pani. - Ciekawe, ale to za mao. - Tak jest. - To si zdarza. Niech pan si postara zbada trop zwizany z t siostr. Przynajmniej dowie si pan czego o ich przeszoci. - Tak jest. - aba - powiedziaa i odoya suchawk. Ona rozumiaa, e takie rzeczy si zdarzaj, a to stanowio dla Sartada pewne pocieszenie. Nigdy nie mona do koca polega na rdach informacji, a nawet kiedy co przekazuj, informacje zawsze s niepene. Mona byo jedynie podejrzewa, co si zdarzy. A jeli informatorem by bhai, ktry nieustannie musia unika grocych mu zawodowych zagroe, na pewno ktrego dnia skoczy z kulk w gowie. I nikt, ani ty, ani on, nie mg na to nic poradzi. Kul mg wystrzeli policjant, wrg albo przyjaciel. Jeli informator nie zdy przekaza wanej informacji, zanim jego czaszka eksploduje, sprasowana pod uderzeniem leccego kawaka metalu, to ju twj zy kismet. Bas. Banti skoczony i twoja sprawa skoczona.Ale Sartad zdawa sobie spraw, i tylko si pociesza stwierdzeniem, e takie rzeczy si zdarzaj. W rzeczywistoci nigdy nie przywyk do nagej mierci. Zupenie nie zna Bantiego, rozmawia z nim jedynie przez kilka minut, ale teraz, kiedy Banti zgin, Sartad wiedzia, e bdzie on go przeladowa przez kilka dni. Bdzie si pojawia nocami, krcc swoim orlim nosem na Sartada i budzc go o dziwnych porach. Inspektor przez cae ycie zmaga si z t saboci, powstrzymujc go przed podejmowaniem tych zawodowych wyzwa, ktre chtnie przechwytywali mczyni w typie Samanta. W swojej karierze Sartad zabi tylko dwch ludzi i wiedzia, e nie potrafiby zabi stu ani nawet pidziesiciu. Po prostu brakowao mu do tego hartu ducha albo odwagi. Tyle akurat o sobie wiedzia.Rozsiad si na krzele, pooy nogi na stole i wykrci numer Iffat-bibi. - Widz, e udao ci si zobaczy daran Bantiego - powiedziaa. Sartad si umiechn. Zaczynay mu si podoba jej nieoczekiwane stwierdzenia. - Tak, widziaem go. Nie wyglda na zbyt szczliwego. - Niech sczenie, a wraz z nim cay jego pomiot. Cae ycie by tchrzliwym sukinsynem, i tak te skoczy, uciekajc w popochu. - Czyli nawet to wiesz, Bibi? Jeste pewna, e nie twoi ludzie to zrobili?

- Are, przecie ju ci mwiam, prawda? - Niektrzy przypuszczaj, e zrobili to ludzie Bantiego. - Czy to ten kretyn Samant naopowiada ci takich gupstw? - Samant odnis wiele sukcesw, Bibi. - Samant to jest pies erujcy na tym, co zostawi inni. Zobaczysz, on przypisze to sobie jako wasn akcj. A ten utija nawet nie wie, e chopcy Bantiego ju dwa dni temu go opucili. Nie potrafi zapewni im odpowiednich przychodw, wic zajli si inn robot. - Ty wszystko wiesz, Bibi? - Dugo yj. Nie martw si, wkrtce si dowiemy, kto sprztn Bantiego. - Te chciabym si tego dowiedzie. - Bardzo dobrze, beta, jak bdziesz chcia wiedzie, zapytaj. Sartad wybuchn miechem. - W porzdku, Bibi. Zapamitam to. Inspektor odoy suchawk i pomyla o Bantim mkncym po miecie na swoim wzku inwalidzkim, gnajcym od jednej kryjwki do drugiej. Musia by bardzo samotny i przeraony bez swoich goryli, i nic dziwnego, w kocu kto go wytropi i dopad. Sartad poczu lekki dreszcz wspczucia, przebiegajcy po krzyu, ze zoci odwrci si i wsta, mocno stawiajc stopy na pododze. W swoim yciu ten gandu Banti spowodowa wystarczajco duo nieszcz i zasuy na to, co si z nim stao. Tym, ktrzy go wy koczyli, naleaa si nagroda pienina, a przynajmniej medal. Sartad mia nadziej, e odpowiednio zadbano o tych ludzi.Wracajc wieczorem do domu, pojecha okrn drog, chcc zobaczy, jak id tym sadhu prace nad mandal. Poranny tum przerzedzi si, ale w pmroku, rozwietlonym jedynie jasnym krgiem wiata lampy, sadhu wci pracowali. Kiedy Sartad stan przy oknie, zauway go spotkany rano starszy sadhu, ktry teraz schyli gow i umiechn si w odpowiedzi na namaste Sartada. Zajmowa si jak delikatn prac na jednym z wewntrznych fragmentw, kolorujc jasny bok jelenia. Jele mia nieprzeniknione, ciemne oczy i sta na tle ciemnozielonej lenej polany. Sartad patrzy na opadajcy zoty piasek. Kula bya ju prawie w poowie gotowa. Zamieszkiwao j teraz mnstwo stworze, wielkich i maych, a wok tego caego, nowego wiata wiroway boskie istoty. Sartad nic z tego nie rozumia, niemniej jednak piknie wygldao to wszystko, kiedy tak budzio si do ycia, wic sta i dugo si w to wpatrywa. Gane Gaitonde wygrywa wybory Kanta Bai zmara w lutym. Cztery dni wczeniej obudzia si z gorczk. Szczycia si swoj odpornoci i gardzia wszystkimi lekarzami. Powiedziaa mi, e wicej ludzi zmaro od chodzenia do szpitala ni z samych chorb. Jak zawsze pia wic kolejne szklanki soku z mausambi i wychodzia doglda swojej tary. Spotykaa si z pracownikami i wysyaa towar. Pnym popoudniem, bardzo zmczona, wrcia do domu i posza spa. Obudzia si o jedenastej w nocy, z dreszczami, z blem w rkach i nogach i z rzadkim stolcem. Ale ona - gupia, mylc, e przetrzyma wszystko, czy to pochodzenia bakteryjnego, czy ludzkiego wci nie wzywaa lekarza. Zjada talerz ryu z tofu, wzia dwie tabletki przeczyszczajce i odprawia swoich ludzi. O smej rano siostra znalaza j z wykrconym ciaem w splamionej pocieli, z wywrconymi oczami. Dowiedziaem si o tym o dziewitej, kiedy zabrali ju j do prywatnego szpitala w Andheri. Lekarze powiedzieli, e zachorowaa na malari. Kazaem przenie j do Dasloku i powiedziaem lekarzom, eby zastosowali wszystkie zabiegi i zagraniczne medykamenty, jakich tylko potrzebuje. Ale w pitek po poudniu ju nie ya. Zawielimy j do elektrycznego krematorium w Marine Lines. Kiedy zmierzaa ju w kierunku ognia, wida byo jej zapadnite policzki, a przykryte przecieradem ciao wygldao na spaszczone, jakby ta byskawiczna choroba bardzo j skurczya. Skra stracia ju ten

ciemny, czerwonawy rumieniec i przybraa barw bladego muu. Zmusiem si, eby za ni spojrze, kiedy metalowe drzwi odgrodziy j od nas na zawsze. A pniej poczekaem, a wydadz prochy jej siostrze. Nic nie mogem zrobi, jedynie siedzie spokojnie obok tej siostry, czekajc razem z ni, a potem odwie j do domu. Nie zrobiem nic, eby uratowa Kant Bai ta myl drczya mnie i tego dnia, i przez nastpne noce. Powiedziaem ludziom, eby uwaali na swoje zdrowie i eby szli do lekarza, kiedy tylko poczuj, e bierze ich jaka choroba. Wszystkim moim rewidentom zafundowaem darmowe badania kontrolne, a w basti rozpoczem kampani przeciw malarii. Kazaem oczyci rynsztoki i podjem kroki w celu zlikwidowania bajor ze stojc wod. Ale w rzeczywistoci byy to tylko dziaania na pokaz. Wiedziaem, e zostaem pokonany.I wanie w tym czasie oni skontaktowali si ze mn. Chc, eby o tym wiedzia, Sartadu Singhu. Sam nigdy nie szukaem kontaktw z politykami, to oni do mnie przyszli. Ja miaem swoje Gopalmath, miaem te cay ten teren wczeniej nalecy do gangu Cobra, prowadziem rne interesy, pienidze napyway, i gdyby nie ta sprawa z Kanta Bai, mgbym powiedzie, e jestem szczliwy. Czsto stykaem si z czonkami rady miejskiej, zwaszcza kiedy zaatwialimy sta dostaw wody do Gopalmath, ale nie darzyem tych typw sympati, to byli urodzeni garze. Nie kochaem politykw, dlatego te nigdy nie staraem si utrzymywa stosunkw z adnym czonkiem zgromadzenia ustawodawczego ani posem do parlamentu. Ale Paritosz ah przyprowadzi do mnie jednego z nich. Powiedzia: Bhai, to jest Bipin Bhonsle. W przyszym miesicu startuje w wyborach do zgromadzenia i potrzebuje twojej pomocy. Ten cay Bipin Bhonsle by elegancko ubrany, w porzdne niebieskie spodnie, koszul z nadrukiem i ciemne okulary, i wcale nie przypomina sukinsynw, ktrych mona zawsze zobaczy w telewizji, wystrojonych w khadi-kurta, z tymi ich topi a la Nehru. Bipin Bhonsle by mody, mniej wicej w moim wieku, i budzi szacunek. - Namaskar, Ganeu bhai - rzek. - Duo o panu syszaem. - To ten grubas panu o mnie opowiada? - odparem, wskazujc mu krzeso. Wziem Paritosza aha za rk i usadowiem go na sofie obok siebie. Przez te lata, od kiedy si poznalimy, robi si coraz wikszy i wikszy, i Paritosz ah, jakiego kiedy znaem, powoli znika za t wyciean mas. - Prosz posucha, jak on ciko oddycha, boj si o jego serce. Wyranie dysza po wspinaczce na drugie pitro. Paritosz ah poklepa mnie po ramieniu. - Stosuj ajurwed, bhai. Nie masz si o co martwi. Opowiada mi o swoim lekarzu, specjalicie od ajurwedy, ktry mia klimatyzowan klinik, a w niej pi komputerw. - Lepiej byoby, gdyby codziennie przebieg kilka mil - odparem. Pomacha ramionami, jakby podnosi ciary, i wyglda przy tym tak zabawnie, z tymi podrygujcymi piersiami i przewalajcym si z boku na bok brzuchem, e mimo woli wybuchnem miechem, a on mi zawtrowa. Ale Bipin Bhonsle tylko si umiechn, i to nieznacznie. Spodobao mi si to. Mia dobre maniery. Tymczasem jeden z moich chopakw przynis herbat i ciasteczka. Pilimy i rozmawialimy. Stwierdziem, e robota jest dosy prosta. Bipin Bhon-sle by kandydatem partii Rakszak w okrgu wyborczym Morwada, graniczcym z Gopalmathem na pnocy. Prawie poow osb uprawnionych do gosowania na tym terenie stanowili urzdnicy z kast Marathw, mieszkajcych tu na dugo przed boomem budowlanym, zanim jeszcze deweloperzy zaczli stawia na przedmieciach ekskluzywne osiedla. Bipin Bhonsle by pewien gosw ludzi z Maratha, pracownikw biurowych, pracownikw pastwowych drugiej klasy i urzdnikw, podobnie zreszt jak spokojny by o kieszenie rozrzuconych po okolicy sklepikarzy i handlarzy z Gudaratu i Marwariu. Problem lea w tej drugiej poowie, w elektoracie Kongresu i zagorzaych zwolennikach partii RPI,

mieszkajcych w kolonii mieszkalnej Narajan i na osiedlu Satjasagara Estates, a take w basti Gandhinagaru i Lalgharu. Partii Rakszak nigdy nie udao si wygra wyborw w Morwadzie, gwnie z powodu tych rnych sukinsynw, wrd ktrych byli sethowie, fachowcy, czonkowie zag samolotw i emeryci, ale Bipin Bhonsle najwiksz uraz ywi do tych biednych utijw, ktrzy mieszkali w chatach Lalgharu. Behenod landja - powiedzia. - To jasne, e stamtd nie dostaniemy adnego gosu. Kiedy my wycigamy do nich przyjazn rk, oni si odwracaj. Lalghar byo basti muzumaskim, wic nic dziwnego, e nikt tam nie gosowa na ludzi z Rakszaku. Oczekiwa gosw od ludzi, do ktrych nienawi masz w programie politycznym, to gupota, typowa dla Rakszaku, ale tylko grzecznie umiechnem si do Bipina Bhonsle. - Prosz powiedzie, sahibie Bhonsle - odezwaem si - co mog dla pana zrobi? Odstawi filiank i bardzo zniecierpliwiony pochyli si do przodu na swoim krzele. - Bhai, przede wszystkim potrzebna jest nam pomoc przy kampanii. Oni prbuj zastraszy naszych pracownikw, ktrzy prowadz agitacj, wczoraj sponiewierali naszych ludzi i wyrwali im plakaty. Zabrali dwiecie pidziesit plakatw. Syszelimy, e pniej zrobili z nich ognisko. - A wy, partia Rakszak, jestecie bezsilni? Nigdy nie syszaem, ebycie musieli kogo wynajmowa. Macie przecie wasnych ludzi i wasn bro. Dosysza kpin w moim gosie i nie spodobaa mu si. Wci jednak by agodny i grzeczny. - Bhai, my nikogo si nie boimy. Ale ja jestem w naszej organizacji od niedawna, to pierwsze wybory, w ktrych uczestnicz, a poza tym ten okrg wyborczy nie jest uwaany za szczeglnie wany. Wszystkie rodki zostan skierowane w inne miejsca. A ja wiem, e te sukinsyny z Kongresu i z RPI gromadz pokane siy. Syszaem, e nawet gocie z partii Samadwadi chc si nadzwyczajnie zmobilizowa. - No dobra. I co dalej? - Najwaniejszy jest jednak moment po zakoczeniu kampanii, w dniu gosowania. Chcemy mie pewno, e niektrzy ludzie nie bd gosowa. Rozemiaem si. - Dobra. Chce pan dosta wybory w prezencie. Wcale si nie speszy. Umiechn si i tylko odrzek: - Tak, bhai. - Wydawao mi si, e wy, Rakszak, chcecie usun korupcj z kraju. - Kiedy cay wiat jest brudny, bhai, eby co posprzta, rwnie trzeba si ubrudzi. Jeli nie uyjemy pewnych forteli, nie wygramy z ich pienidzmi. Ale kiedy ju dojdziemy do wadzy, wszystko si zmieni. To my wszystko zmienimy. - Tylko ebycie wtedy nie zapomnieli o mnie, ebycie nie zapomnieli i nie zmietli mnie przy tym oglnym sprztaniu. Wycign ku mnie obie rce. - Pana, bhai? Nie, nie, przecie jeste naszym przyjacielem, jednym z nas. Chodzio mu o to, e ja jestem hindusem i mieszkacem Maharasztry. Dla mnie te rzeczy nie miay adnego znaczenia, przynajmniej kiedy w gr wchodziy interesy, ale jemu wystarczao, e jestem Ganeem Gaitondem. Ucisnem mu do. - Spotkamy si jutro lub pojutrze - powiedziaem - i ustalimy, ile trzeba pienidzy. - Bhai, pienidze si zaatwi. Prosz to wszystko przemyle i po prostu nas poinformowa, jakie s paskie potrzeby. Moim zdaniem bdziemy potrzebowa okoo pidziesiciu, szedziesiciu ludzi.

- Ten utija wyglda na rozsdnego - powiedziaem do Paritosza aha, kiedy ju Bhonsole wyszed. - Troch jest szalony, jak ci wszyscy ludzie z Rakszak. Paritosz ah wicie wierzy w korzyci materialne, a jego bogiem by zysk, wic kady, kto tylko miesza religi w robienie pienidzy, jego zdaniem zasugiwa na miano szaleca. Ludzie z Rakszak wierzyli w zot przeszo, w krew i ziemi, i we wszystkie takie rzeczy, ktre dla Paritosza aha byy bez znaczenia. - Nie do koca - zaoponowaem. - On nas wynajmuje nie tylko po to, ebymy mu pomogli, ale rwnie po to, ebymy nie pracowali dla ktrego z jego przeciwnikw. - Zgadza si. Wcale nie mwiem, e jest gupi. Ci Marathowie s szaleni, ale szczwani. Dobrze o tym wiesz. - Skd pochodzisz? - zapytaem. - Z Bombaju? - Tu si urodziem. Mj pradziadek przyby tu z Ahmedabadu, wci jeszcze mieszkaj tam nasi krewni. - Wyranie by zaskoczony. Znalimy si od wielu lat, ale nigdy nie zadawaem takich pyta. Skoro jednak ju go zapytaem, odwzajemni mi si. - A ty? - powiedzia. - Skd jeste? Machnem rk przez rami. - Skd tam. - Wstaem. - Ile ich skasujemy za te wybory? Przeszlimy do kwestii pienidzy. Wydawao mi si, e sprezentowanie komu zwycistwa w wyborach oznacza, e ta osoba nagle stanie si rad albo przynajmniej jakim pomniejszym nawabem, wic nasza pomoc jest chyba wiele warta. Ale wygldao na to, e ten interes zapewniania i odbierania zwycistwa w wyborach ma ju swoj dugoletni tradycj, e stawki s ustalone i wcale nie musz by krlewskie. Dwadziecia pi tysicy na kadego, moe po pidziesit dla kontrolerw. A to oznaczao, e dajc nam zaledwie dwadziecia pi czy trzydzieci lakhw, Bipin Bhonsle stanie si czonkiem zgromadzenia. - Za takie pienidze mona kupi demokracj? - zapytaem Paritosza aha. - Teraz pewnie zechcesz zosta politykiem. - Nie chciabym, nawet gdyby rozdawali stoki za darmo. - Dlaczego? - umiecha si z pobaaniem. Wzruszyem ramionami. Miaem cinite gardo, obrzmiae wspomnieniami i gniewem, i baem si otworzy usta. Splunem wic za okno, odrzucajc ten cay brudny interes, kamliwe plakaty, kurewskie przemowy, udawan pokor, a on zna mnie na tyle, e przesta mnie wypytywa. Wystarczyo mu, e moe rozmawia o interesach. Po jego wyjciu zabraem si za swoje ksiki do nauki angielskiego. Sam si uczyem, z ksiek dla dzieci, z gazet i ze sownika. Wiedzia o tym tylko hota Badrija, bo to on kupi mi te ksiki i sownik. Zamykaem drzwi, kiedy uczyem si angielskiego, poniewa nie chciaem, eby kto widzia mnie, jak kucam na pododze, niepewnym i powolnym palcem wodz po literach, i poruszajc ustami, mudnie skadam je po kolei - p-a-r-l-i-a-m-e-n-t - a utworz sowo parlia-ment. Byo to upokarzajce, ale nieodzowne. Zdawaem sobie spraw, e w tym kraju spor cz interesw zaatwia si w jzyku angielskim. Ludzie mojego pokroju, tacy jak moje chopaki, potrafili uywa angielskich sw, niektre nawet pynnie, bez zastanawiania si, umieszczalimy w naszych zdaniach: No wiesz, to bardzo danger czowiek!, Stary, trzeba settle jedn matter albo Daj wire z tej side, kretynie. Ale dopki czowiek nie potrafi bez zajknicia wyrecytowa caego zdania, bez potrzeby cofania si i skadania wypowiedzi po kawaeczku w cao, dopki nie potrafi artowa w tym jzyku, cae sfery wasnego ycia pozostaj dla niego niewidoczne, stracone. Mona y w wiecie Marathw albo w koloni hindusw czy wrd Tamilw, ale skd czowiek ma wiedzie, co gosz te billboardy, te

grujce nad nim wiadomoci, ktre rzucaj na jego dom swoje ostre cienie? Kiedy kupujesz drogi, nowy szampon Made with American Know-how, skd masz wiedzie, co oznaczaj te czerwone napisy na etykiecie? Z czego tak miej si ci ludzie przemykajcy w swoich wycielanych mitsubishi pajero? Wielu takim jak ja, urodzonym z dala od jzyka angielskiego, nie przeszkadzao ycie w niewiedzy. Wikszo z nich bya zbyt leniwa, zbyt baa si stawia pytania jak, dlaczego, co. Ale ja musiaem wiedzie. Zabraem si wic za nauk angielskiego, zmagaem si z nim i zmusiem, eby w kocu, krok po kroku, mi si podda. Nie byo to atwe, ale si uparem.O czwartej po poudniu zaniknem ksiki, pooyem si na pododze i zapadem w drzemk. Miaem wygodne ko, mikkie poduszki, ale ostatnio nie mogem w nocy spa. Jakie niepohamowane drenie koczyn budzio mnie natychmiast, kiedy tylko zapadaem w sen. Czasami udawao mi si przespa godzink po poudniu, ale tego dnia tylko przewracaem si z boku na bok, z gow pen planw, perspektyw na przyszo, myli o dalszym rozwoju, nabieraem podejrzliwoci wobec jednego gocia i nieoczekiwanie demaskowaem innego. Rzdziem swoim zaktkiem wyspy, ale nie potrafiem uspokoi wasnego umysu. Chodna twarda podoga zdawaa si mi pomaga, ta niewygoda przybliaa mnie do powierzchni wasnej skry i tam mnie utrzymywaa, w jakiej mglistej drzemce. Kiedy o pitej zapuka do drzwi jeden z moich chopakw, a podskoczyem, czujc, e co ciska mnie za serce. Umyem twarz, wziem kilka gbokich oddechw i wyszlimy na dwr. Raz dziennie, o rnych porach, ale zawsze raz dziennie, zabieraem chopakw i robilimy obchd po terenie. Przemieszczalimy si rnymi trasami, nie byem gupcem, niemniej jednak chciaem si pokaza, chciaem, eby mnie widziano. Nie mgbym powiedzie, e nie odczuwaem strachu, ale nauczyem si zakopywa go gboko, przykrywa grubymi warstwami obojtnoci. Od kiedy dosiga mnie kula, wiedziaem, jak realna jest mier. Nie miaem adnych zudze. Zobaczyem, e jednego dnia kobieta moe y, zajada baranin, mia si, artowa i bezwstydnie wypina pier, strzelajc oczami penymi wesooci i podania, a nastpnego dnia lee bez zmysw w szpitalnym ku, ledwo dyszc przez otwarte usta. Wiedziaem, e czeka mnie mier, e mnie kto zabije. Nie miaem dokd uciec. Przede mn nie byo przyszoci, adnego ycia, nie czekaa mnie ani emerytura, ani przyjemna staro. Ju samo wyobraanie sobie czego takiego byo tchrzostwem. Wczeniej znajdzie mnie kula. Ale bd y jak krl. Bd walczy z tym yciem, z t suk, ktra skazuje nas na mier, i j pochon, por kad minut kadego jej dnia. Chodziem wic po swoich ulicach jak pan ludzkoci, otoczony swoimi ludmi.I tak utrzymywaem swoje rzdy, swoj wadz. Po czci opieraa si ona na strachu. Strachu, ktry odczuwali sklepikarze, kiedy na mnie patrzyli, strachu w oczach kobiet, cofajcych si za prg, eby nas przepuci. Ale byo co jeszcze oprcz strachu. Oczywicie rozkoszowanie si wadz i moc jest podniecajce, ale poddawanie si jej stwarza rwnie poczucie bezpieczestwa. Mog ci zarczy, e to prawda. Wanie co takiego czuem, kiedy podawali mi tikk z kurczaka i bhakri i pytali mnie, czy chc co chodnego, czy herbat, widziaem to w rozszerzajcych si jeziorach ich renic, kiedy podsuwali mi swoje najlepsze krzeso i swoimi pallu wycierali je z kurzu. To prawda, ludzie lubi czu nad sob wadz. Mog w kko opowiada o wolnoci, ale obawiaj si jej. Zdominowani moj wadz, byli bezpieczni i szczliwi. Strach przede mn nauczy ich, gdzie jest ich miejsce, stworzy im mur, za ktrym mieli dom. A ja byem dla nich dobry. Byem sprawiedliwy i nigdy nie daem takich sum, ktrych oddanie mogoby im powanie zaszkodzi, swoich ludzi nauczyem powcigliwoci, a przede wszystkim byem hojny. Kiedy robotnik w fabryce zama nog pod przewrcon adowark, przez sze miesicy pomagaem jego rodzinie. Jeli babcia potrzebowaa operacji w celu rozszerzenia naczy krwiononych i uratowania serca, a ja daem jej ycie, daem jej te szans, aby moga bawi si z dziemi swoich dzieci. Gane bhai - odezwa si do mnie

pewnego popoudnia jeden drukarz - pozwl, e zrobi ci pierwszorzdn wizytwk. Ale ja nie potrzebowaem adnych wizytwek. W moim rad wszyscy znali moje imi, a wielu je bogosawio.Tego wieczoru, po rozmowie z Bipinem Bhonslem i po spacerze wybraem si do domu Paritosza aha. Za siedem dni miaa wyj za m najstarsza z czterech jego crek. Ju teraz cay dom skrzy si trzema kondygnacjami spywajcymi kaskad wiate, czerwonych, zielonych i niebieskich, radonie migoczcych. Dom by wielki, Paritosz ah wraz z dwoma brami ukoczyli go dopiero przed rokiem i mieszkali w nim wszyscy razem, i ony, i kuzyni, i niezliczeni bawicy w gociach mamy i kaki, kbicy si gudaracki akkar. Dandija ras przed lubem byo zdecydowanie niemodne, ale chocia w interesach Paritosz ah wykazywa si wyjtkow nowoczesnoci, pod innymi wzgldami by zatwardziaym tradycjonalist. Na dziedzicu kbi si podekscytowany rj modych dziewczt, jedno wielkie wirowanie oszaamiajcego jedwabiu. Czekano na mnie z rozpoczciem tacw i kiedy ju usiadem w fotelu, wszyscy mczyni i kobiety ustawili si w czterech krgach, dzieci w dwch wewntrznych, a piewak unis deklamatorsk do i zacz - Radha game ke game Mira9 koa zaczy powoli si krci, potem szybciej, a radosny rytm wybijany rwnomiernym klaskaniem doni odbija si wok echem. Kiedy przyniesiono kije do dan-diji, wstaem i poprosiem, eby rwnie mnie dano par. miali si ze mnie, e tak niezgrabnie si potykam, nie potrafi utrzyma tempa w rodku przesuwajcych si wzgldem siebie krgw, gubi rytm pstrykajcych palcw. Sdz, e pocztkowo bya to rwnie wina innych tancerzy, zwaszcza mczyzn, ktrzy bali si taczy ze mn, pozbawieni wdziku przez moj obecno. Nie mieli miaoci uderza we mnie swoimi dandami, bali si wkada w to zbyt wiele siy i kulili si pod moimi uderzeniami. Ale kiedy zobaczyli, e sam miej si z siebie, a moi chopcy - wsparci o supy - krc gowami i si miej, wszyscy si odpryli, piosenka dandija w stylu disco rozbrzmiewaa radonie, a ja poczuem, jak rozluniaj mi si biodra, ramiona nabieraj swobody, po prostu pynem, bez wysiku dostosowywaem si do kroku, dandy wznosiy si i opaday, jeden teatralny gest i trzask, kolejne machnicie i trzask, czyja okrga twarz zwrcia si w moj stron i znowu trzask, a ja taczyem i taczyem.W domu czekaa na mnie kobieta, zamwiona przez hot Badrij. Byem w wietnym humorze po tacach, nuciem sobie i tanecznym krokiem koysaem si to w lewo, to w prawo. Ale ona sprowadzia mnie na ziemi. Nie ma nic bardziej przygnbiajcego ni przygnbiona randi. Bya atrakcyjnie pulchna, miaa malutki okrgy nosek i dziewitnacie lat, ale leaa tam z t swoj obrzmia twarz jak batatawada, a kiedy prbowaem j oywi, z lekka j podszczypujc, gryzc i ciskajc, tylko skrzywia si i hardo wysuna szczk, zapaem j wic za wosy i wyrzuciem. Potem napiem si mleka, uoyem na boku i owinwszy si wok poduszki, prbowaem zapa w sen, ktry jednak mi si wymyka, gow wypenia mi dandija, Paritosz ah i te wiata na jego domu, opadajce z gry i ponownie si wznoszce, odwrciem si na drugi bok i zaczem przypomina sobie ludzi, ktrych zabiem. Ustawiem ich rzdem i porwnywaem pod wzgldem charakteru i siy, dochodzc do wniosku, e byem lepszy od kadego z nich, a potem rozmylaem o tym, e powinienem zadba o kontrol wej do swojego domu i ustawi wicej chopakw na kocach uliczek, tak na wszelki wypadek. Byo ju pno, bardzo pno, a ja po raz pierwszy od wielu miesicy zaczem robi to wasn rk, przed oczami przedefiloway mi wszystkie kobiety, ktre znaem, a wrd nich Rati Agnihotri, z t swoj skr jak malai. Kiedy ju skoczyem, ponownie odwrciem si na drugi bok, uoyem si wygodnie i zaczem oddycha miarowo, gboko. Ale w kocu zrzuciem przykrycie i klnc, signem po zegarek. Trzecia czterdzieci pi. W tym momencie wypibym wszystko, ca butelk whisky albo rumu, ale w domu nie byo niczego. Co prawda mogem posa chopakw, eby mi co przynieli, ale kiedy pomylaem, co oni z kolei mogliby sobie o mnie pomyle, chocia wiedziaem, e nic by

nie powiedzieli, zawstydziem si, leaem wic na plecach i postanowiem przeczeka. Wstan o szstej i wczenie rozpoczn dzie. Patrzyem na byskanie wirujcego wentylatora i nagle si przebudziem. By ju jasny dzie i dochodziy mnie oywione dwiki ulicy. Poudnie. Cho przespaem sze, a moe nawet siedem godzin, wci byem zmczony.Z upywem dni, w miar jak walczylimy w wyborach, wyczerpanie tylko si pogbiao. Moi chopcy chodzili z ludmi z Rakszaka, docierajc z ich kampani do najmniejszego zaktka, ich plakaty atakoway wyborcw z kadej wolnej powierzchni na przestrzeni wielu mil. Do zapewnienia spokoju wystarczyo dwch moich chopakw, ktrzy uzbrojeni w pistolety eskortowali tych z Rakszaku i umoliwiali im spokojne wykonywanie roboty, bez adnych bhangad.Opinia ludzi bezwzgldnych potrafi zdziaa cuda na rzecz pokoju. Dla nas by to atwy zarobek. Tymczasem nadchodzi dzie lubu. Jeszcze przed sam ceremoni wybraem si do domu Paritosza na przyjcie zwizane z malowaniem mehndi i widziaem, e on docenia moje uczestnictwo w jego radociach i smutkach. Nawet wrd tych tysicy rzeczy, ktrymi musia si zaj, tego caego jedzenia, prezentw, rezerwacji hoteli dla krewnych pana modego, zauway, jak bardzo jestem roztrzsiony, z jakim z trudem staram si nie zasn. - Twoim dosza brakuje rwnowagi - stwierdzi. - Zaatwi ci wizyt u specjalisty od ajurwedy. - Nie oddam si w szpony tego sukinsyna - odrzekem. - To nic takiego, to tylko bezsenno. Wkrtce minie. - Nigdy nie wolno mwi, e to nic takiego. Twoje ciao co do ciebie mwi. Ale ty nie suchasz. Potem musia usi z kobietami i jubilerami. Trzeba byo ustali, ile tola zota przeznaczy na szerokie naszyjniki, bransolety i kolczyki na posag, ile zapaci za robot. ledziem go wzrokiem, gdy delikatnie schodzi po schodach na dziedziniec, i zastanawiaem si, co mwi jego ciao. Jak mona odczyta pokady tuszczu, wzbierajce i przewalajce si na tej jego konstrukcji? Przetarem oczy. On by dla mnie dobry. Nigdy mnie nie oszuka w sprawie pienidzy, nigdy nie udawa, e nie dba o wasne korzyci, wspiera mnie, kiedy tylko mg, czasami ryzykowa wasne ycie, a potrafi w tym pj jeszcze dalej, i pokaza mi, jak na tym wiecie wszystko si ze sob czy, jak interesy mieszaj si z polityk i z bhaigiri, i jak czowiek musi sobie w tym radzi. Pod tym wzgldem bylimy przyjacimi. By porzdnym czowiekiem, na ile tylko potrafi, obrs tuszczem, ciko pracujc, mona wic powiedzie, e to cielsko byo jego zdobycz. Dlatego wanie ten tuszcz mu nie ciy. W caym domu czuo si zapachy z kuchni. Byem godny, ale bardzo zmczony, i wiedziaem, e jedzenie jeszcze bardziej mnie zmczy. Ale wyj i nic nie zje byoby obraz, wziem wic troch jedzenia i co przegryzem, a potem podniosem si od stou, kiwnem na chopakw i powiedziaem Paritoszowi ahowi, ktry ju chcia odprowadzi mnie do drzwi, eby zaj si swoimi gomi, i w kocu, po krtkiej dyskusji, wyszlimy. Wanie szukaem swoich butw wrd porozrzucanego przy gwnych drzwiach obuwia, kiedy podesza do mnie Dipika. Bya drug z kolei crk Paritosza aha, cich dziewczyn o powanej twarzy i ogromnych oczach. Podajc mi thali z kupk puri i szklank, powiedziaa: - Ganeu bhai, w ogle nie skosztowae ras. - Jadem ju, ale chtnie wziem puri z doni tej tak uprzejmej dziewczyny. Kiedy wycigaem rk, Dipika, nadal nie podnoszc gowy, szepna: - Czy mogabym z tob po rozmawia, Ganeu bhai? - Widziaem pobielae kocwki jej palcw, zacinitych na krawdzi thali. Zabraem j wic, z thali, szklank i tym wszystkim, do samochodu, i zaczlimy rozmow. - Moja siostra jeszcze nie wysza za m - powiedziaa z gorycz w gosie. -A oni ju

mwi o moim maestwie. - Nic dziwnego, to twoi rodzice - odrzekem. - A ty bdziesz szczliwa, zobaczysz, e to naprawd dobre. - Wiedziaem, e chodzi do collegeu, i pomylaem, e moe mie jakie zastrzeenia do instytucji maestwa, tak modne wrd wspczesnych dziewczyn, e naczytawszy si gupot w jakim czasopimie, myli o pracy i karierze, zaczem wic poucza j o jej obowizkach i tumaczy, na czym polega prawdziwe ycie. Krcia si niespokojnie, szeleszczc czerwono-zielon ghagr i zot unni. - Ale, Ganeu bhai... - odezwaa si. - Zrb, jak ci radz - powiedziaem. - Twoi rodzice maj racj. - Ale, Ganeu bhai - powtrzya, lekko amicym si gosem. - Ja chc wyj za m. I w tym momencie, patrzc na drobniutkie bruzdki na jej gadkim czole, zorientowaem si, e czekaj mnie wiksze problemy ni jakie bahe dziewczce fantazjowanie o karierze. - Co? - zapytaem. - Masz kogo konkretnego na myli? - Tak. - Gdzie go spotkaa? W collegeu? Pokrcia gow. - N.N. College jest tylko dla dziewczt. Jego siostra jest moj koleank, ona te chodzi do N.N. - Jak on si nazywa? Przynajmniej wstydzia si z wdzikiem. Dwa razy prbowaa, bardzo si przy tym czerwienic, a w kocu wydusia to z siebie. - Praant. - I w czym problem? On nie pochodzi z Gudaratu? - Nie, Ganeu bhai. - A skd? Jest Marath? Kolejny szybki ruch gowy i znowu kurczowo zacinite palce na thali. - W takim razie kim jest? Teraz ju prawie skrya twarz w thali. - To Dalit - odpara. - A do tego jest biedny. Tak, jej problem by rzeczywicie ogromny, ciki jak sam jej ojciec. Zawsze uwaaem Gudaratczykw za bardziej postpowych, bardziej tolerancyjnych od innych nacji, ale co takiego wystawi wyrozumiao jej ojca na cik prb. Interesy mg robi ze wszystkimi, ale maestwo to co zupenie innego. Posa crk do collegeu, ale przecie nie po to, nie eby polubia jakiego gandu, ktry nie tylko jest Dalitem, ale biednym Dalitem. By moe zdoaby zaakceptowa bardzo zamonego Dalita, ale ju teraz syszaem, jak Paritosz ah mwi: I z tak rodzin chcesz nas spowinowaci?!. Jej matka i ciotki bd surowsze, gwatowniej bd wyraa swoj dezaprobat. Maa Dipika wybiera si na cik wojn. - Dlaczego chcesz zrobi co takiego swojej rodzinie? - zapytaem. - To nie jest film. Twj ojciec kae rozerwa na strzpy tego twojego Praanta. Spojrzaa mi w oczy, wyprostowaa si, a w tym gniewie jej szyja wygia si z wdzikiem. - Wiem, e to nie jest film - odpara. - Ja umr, Ganeu bhai. Jeli co mu si stanie, ja si zabij. Jak nisko ceni sobie ycie modzi, ci, ktrzy s tak go peni. Jak niewiele wiedz o mierci. Wydaje im si, e to zaledwie przerwa w przedstawieniu, i wyobraaj sobie, jak ci gnbicy ich rodzice bij si w piersi i lamentuj, a zagubieni w tej przyjemnoci nigdy nie dostrzegaj swojego upadku, nieodwracalnoci wasnego zatracenia. Powiedziaem to Dipice, a ona rozemiaa si.

- Nie jestem dzieckiem - odrzeka, i w tym momencie dostrzegem, jak daleko zasza z tym swoim Praantem, ujrzaem t wspania dum modej kobiety z przyjemnoci, ktrej zaznaa i ktr daa. - Czego ode mnie oczekujesz, Dipiko? - zapytaem. - Porozmawiaj z Pap. On ci posucha. - Chwycia moj do i pooya j sobie na gowie. - Od kiedy pamitam, zawsze bye dla mnie dobry. I wiem, e ty nie mylisz w taki przestarzay sposb. Miaa na myli to, e w mojej firmie byli i bramini, i Maratha, i muzumanie, i Dalitowie, i ludzie z OBC, i wszyscy pracowali wsplnie, nie byo midzy nimi adnych rnic ani podejrzliwoci. Niektrzy przedstawiciele OBC pracowali jako rewidenci, a niektrzy bramini byli prostymi onierzami, i nikomu to nie przeszkadzao. Muzumanin by dla hindusa jarem, kadego dnia i kadej nocy jeden drugiemu powierza ycie. Ale tak si dziao nie tylko w mojej firmie, lecz take w wielu innych. My, jako bhai, tworzylimy prawdziw bra - ylimy poza prawem, zwizani ze sob. Bylimy ludmi zdesperowanymi, a w zwizku z tym wolnymi. Ale firma to firma, a maestwo - zwaszcza w tak wielopokoleniowej rodzinie - to co zupenie innego. Tylko jak to powiedzie temu dziecku, ktre teraz w obu doniach trzymao moj rk, jak? - Id do domu - rzuciem. - Nie rb niczego. Nikomu nic nie mw, absolutnie nikomu. Musz si nad tym zastanowi. Po jej podbrdku spyway zy. Signem po jej pallu, powycieraem t zapakan twarz i odesaem Dipik do domu wraz z tym rozchybotanym thali. hotcie Badriji powiedziaem, e jedziemy do Film City. - Teraz, bhai? - zdziwi si. - Nie, w przyszym tygodniu, utija - odparem. - Wa do samochodu. - Ten kole naprawd by zabawny, zbudowany jak ciarwka, nie lka si mieczw, by gotw igra z przelatujcymi kulami, ale ba si Film City w nocy, poniewa kto naopowiada mu, e w nocy z zalesionych wzgrz schodz pantery. Siedzia obok kierowcy, rk zaoy za oparcie fotela i nerwowo stuka palcami. W kocu delikatnie chwyciem go za do i powiedziaem: - Dobra, dobra, przesta si tak trz. Moesz zosta w samochodzie. Pokiwa gow z radoci. - Tak, bhai. Popilnuj samochodu. Wszyscy siedzcy w samochodzie wybuchn li miechem. Klepnem go w ty gowy. - Bhadwe, tylko strze go dzielnie, dobra? Pilnuj, eby go komary nie ukrady, okay? A jak tu przyjdzie wielki karaluch, rozwalisz go na kawaki swoim gullalem, okay? mialimy si przez ca drog do Film City. Zwolnilimy nieco obok stranikw przy bramie, a potem pomknlimy pnc si w gr drog, przez nagle zapad wok nas ciemno i cisz krzewiastych zboczy. Nadszed ju zmierzch i droga bya pusta. Spod lici wyzieray gromady cieni, byskay pltaniny gazi i nagle na polanie pojawi si wysoki zamek, z grujcymi nad nim wieyczkami i flagami opoczcymi we wschodzcym wietle ksiyca. Zbudowany by oczywicie z drewna i brezentu, ale w tym wietle wyglda na zupenie prawdziwy. Przejechalimy przez kompletny, ywcem przeniesiony z Goa rynek zwieczony wysokim kocioem z krucyfiksem na szczycie, a potem przez port rybacki, z przytulonymi do siebie upionymi odziami. Tu, w Film City, tworzono marzenia o prawdziwej mioci, powstawaa choreografia do piosenek, ktre Dipika i jej chopak bez wtpienia sobie piewali. Droga skrcia ostro, silnik zawy, a my wspinalimy si wci w gr i w gr, a na ldowisko dla helikopterw. Nisko wiszcy ksiyc zdawa si by bardzo blisko, tu nad krawdzi wysokich wzgrz, a okoliczne doliny ostro wcinay si w nie srebrem i czerni. Poczuem, jak

lekki wiaterek muska mnie po karku. Tu, z dala od miasta, panowaa ta gboka cisza, za ktr tskniem i ktrej wci poszukiwaem. Podszedem na skraj ldowiska, a chopcy nie zatrzymywali mnie, stanli ukiem w pewnej odlegoci i zostawili mnie samego. Usiadem na skraju paskowyu i w lecym poniej, ctkowanym kobiercu wypatrywaem pantery. Chod, pantero, powiedziaem. Przyjd i rozwi mj problem. Obiecaem tej dziewczynie, e jej pomog, ale jak mam to zrobi? Postpia bardzo sprytnie, bo zacza od proby, i przecigna mnie na swoj stron. W przeciwnym razie, gdyby to jej ojciec jako pierwszy si dowiedzia i zapyta mnie o zdanie, bez wahania kazabym tego jej obszarpanego Dalita zapa i zrzuci ze skay. Tak po prostu. Ale co teraz? Crka poprosia o miosierdzie, a ja przecie byem Ganeem Gaitondem. Tylko e jej ojciec by moim przyjacielem.Siedziaem tak, dopki ksiyc nie wycofa si na wyyny nieba. Tymczasem nie pojawia si adna pantera ani adna prosta odpowied. Tego problemu nie mona rozwiza, zabijajc kogo, tak jak za adne pienidze nie mona kupi pokoju. Ojca i crk czya mio, a to oznaczao, e tym bardziej si znienawidz i bd si wzajemnie rani, szarpic nerwy tak gboko, jak nie mgby sign aden zabjca. Wstaem i przeszedem midzy moimi ludmi, siedzcymi rzdem i pogronymi we nie. Oni podnieli si i chwiejnym krokiem ruszyli za mn do samochodu. hota Badrija spa jak kamie, z twarz opart o szyb, na ktrej odciskay si jego nabrzmiae wargi i rozpaszczony policzek. Kiedy zastukaem w szyb przy jego nosie, obudzi si i zacz szuka czego po omacku pod koszul, a w kocu mnie rozpozna. W tym jego pierwszym po przebudzeniu kontakcie z rzeczywistoci dostrzegem przeraenie. Rozpoznaem strach. Wszyscy si balimy. Wychodzc z domu, na ulice miasta, ktre ju rozbrzmieway bzyczeniem wiszcych w powietrzu kul, musielimy odegna strach, zrzucalimy go z siebie i wciskalimy do najgbszej doliny, gdzie nigdy nie dociera blask ksiyca. Ale ten strach wci si porusza, y i odywia si, jak zwierz erujce w nocy. hota Badrija lubi mode dziewczynki, bardzo mode. Lubi te drobne ko bietki w starszym wieku, takie, ktre nie miay mausambi, paskie z przodu i z tyu, ktre nosiy dla niego kucyki, siaday mu na kolanach i opowiaday o lalkach, przechylajc gowy i chichoczc. Czasami bra je, eby je codo, ale sdz, e robi to tylko dlatego, eby chopcy si z niego nie miali. Jemu samemu wystarczao, kiedy mg je trzyma, bawi si w marzenie gry i w ten sposb przeywa dziecistwo wolne od przyszoci. Teraz odchrzkn gboko i opuci szyb, eby splun. - Ty sukinsynu - odezwaem si. - adny z ciebie wartownik. - Przepraszam, bhai - odpar. - Wszdzie widziaem pantery. Pomylaem wic, e na pewno nie zasn. Ale chyba si zdrzemnem. - Pewnie, e si zdrzemne, utija. Spae jak niemowl. - Ale gaskaem go po gowie. By porzdnym gociem. Dzielnymi, czujnym i inteligentnym, i bardzo si o mnie troszczy. Zwraca uwag na drobiazgi, na wyraz twarzy ludzi, na samochody zaparkowane w miejscach, w ktrych ich nie powinno by, i podskrnie wyczuwa, e co si wici. Ale nie mg mi pomc w tym moim dylemacie, w tej subtelnej zagadce, ktra moga roztrzaska i serca, i gowy. Nikt z nich nie mg mi pomc. Byem wcieky, e nagle osunem si i cofnem do obrzydliwego wiata kopotw rodzinnych. Usunem si, wszystko pozostawiajc za sob. Byem sam. Ale nie byo ucieczki. Opony zastukay na drodze i wrcilimy do miasta.Nastpnego dnia przystpilimy do ostatecznej walki w wyborach. Bipin Bhonsle dzwoni bez przerwy, tak samo grzeczny jak podczas naszego pierwszego spotkania, ale zestresowany i szukajcy otuchy, oczekujcy, e zaatwimy mu ten upragniony fotel. Dotychczasowy pose z Kongresu chodzi po basti i rozdawa ludziom sturupiowe banknoty, rum, a nawet cae kozy. Dowiedziaem si ju, e dobra, wiea baranina to podstawa wielu karier politycznych. To byo zrozumiae. Biedak napycha sobie odek, raduje si kolacj, raczy si dwoma darmowymi

kieliszeczkami, no, moe trzema, ale nie przesadza, poniewa ma inne plany, posuwa onk, a rano szczliwi id razem gosowa, i w tym caym zamroczeniu dobrym humorem czuj jak lekko i o wszystkim zapominaj, o tym, e ten ubrany w khadi behenodowy polityk od lat nic dla nich nie zrobi, krad i rabowa, a moe nawet mordowa. Te wszystkie wspomnienia znikaj, ulatniaj si i szczliwa para oddaje gosy, a oddany suga narodu ponownie zostaje wybrany, gotw suy im roti, kapra i makan. Godni, nadzy i bez dachu nad gow, po uczcie niczego nie pamitaj. Karmi si wic owce kozami, eby je zagoni w odpowiednim kierunku, w stron bramy rzeni. To przecie takie proste.Ale ja przygotowaem wasny plan. Przez dwa dni rozpuszczaem pogoski. Moi ludzie chodzili na rynki, bazary i do restauracji na terenach zdominowanych przez zwolennikw Kongresu i RPI i szeptali: W dzie wyborw pojawi si gondowie, wynajto zbirw. Plotka jest zdecydowanie najbardziej opacaln broni, wszdzie i w kadej sytuacji, zaczynasz j za darmo, a potem ona si rozrasta, przechodzi mutacje, rodzi potomstwo. Wystarczy, e rankiem zasadzisz w uszach kilku sklepikarzy mae, czerwone, wijce si robaki, a do wieczora masz setk grasujcych po okolicy, ogromnych jak drapacze chmur, krwawych Gha-totka. W ten sposb zgrabnie przygotowaem wyborcw przeciwnikw, unurzaem ich w lepkiej marynacie strachu. Teraz nadszed czas, eby podgrza atmosfer. Miaem trzydzieci motocykli bez tablic rejestracyjnych. Na kady motor wsadzilimy po dwch chopakw z twarzami zakrytymi chustami daku. Ten siedzcy z tyu mia torby pene butelek wody sodowej, po skrzynce na kady motor. Z rykiem silnikw wytoczyli si na uliczki. Huczc i trbic, przejedali przez teren wroga. Za pomoc butelek oczycili drog. Potrzsali nimi porzdnie i rzucali wirujcymi butelkami w tych kilku obywateli, ktrzy si odwayli wyj na ulic. Szko rozpryskuje si jak szrapnele, ale przy zastosowaniu wody sodowej najwikszy efekt daje ten wstrzsajcy wybuch, na ktrego dwik rozdygotani cywile pdem zwiewali z powrotem do domw, z gaciami cikimi od uryny. Chopcy wietnie si przy tym bawili, jedc w porannym chodzie po okolicy i wiczc ramiona do gry w krgle. hota Badrija wrci do domu zarumieniony i rozpiewany. - Co jeszcze, bhai? - zawoa do mnie z drogi. Siedziaem na dachu, na zbiorniku na wod.- Jest jeszcze co do zrobienia? - Bas, Badrija, bas - odparem. - Uspokj si. Ju wystarczy. Zaraz przyjedzie policja. - Phatak, phaak, tak si rozbijay te butelki, bhai. - Wiem. - wietna zabawa. - Wiem. A teraz sied spokojnie, to moe w przyszym roku zrobimy to samo. Oczywicie pojawia si policja, pdem przybywali w miejsca ataku. W penej gotowoci, ze swoimi karabinami i pakami. Inspektor Samant wyskoczy za rg, znalaz telefon i zadzwoni do mnie. - Bhai, tutaj jest i sahib DCP, i sahib ACP - powiedzia. - Wszystkich postawie na nogi. Patrolujemy ulice. Zapobiegamy niepokojom, rozumiesz. - To dobrze - odrzekem. Bipin Bhonsle opaci rwnie policjantw, zadba nawet o tych z najwyszych stokw. Ju oni zajm si tym, eby za panowa waciwy spokj. - Nie dojdzie ju do adnych zakce porzdku. Ale wida kogo tam na ulicach? - Ani jednego mczyzny, ani jednej kobiety. Widz tylko trzy psy. - To dobrze - stwierdziem. - To elektorat Kongresu. Nie bdziemy im przeszkadza. Rozemiaem si i odoyem suchawk. Tak niewiele byo trzeba, eby zatrzyma wroga w domu, eby zdoby pole bitwy. Bez opanowywania kabin do gosowania i oddawania gosu za innych obywateli, bez wrzucania dodatkowych, nielegalnych gosw, wystarczyo tylko to. Tymczasem chopcy rozeszli si po naszej okolicy i prowadzili wyborcw do lokali.

- Jestemy z komisji do spraw uczciwych wyborw - mwili i caymi dziesitkami i dwudziestkami odprowadzali naszych wyborcw na gosowanie. -Wszdzie panuje spokj mwili. - Chodcie, chodcie. - I wyborcy szli, pod eskort, bezpieczni, a ludzie Bipina Bhonslego, z adnymi, tymi odznakami partyjnymi, umiechali si do nich przy kabinach. Wyborcy wchodzili jeden po drugim, nikt im nie przeszkadza, stawiali mae, czarne znaczki na kartach do gosowania, i zoone kartki papieru wpaday z lekkim szelestem do drewnianych skrzynek z otworami, kolejka poruszaa si dosy sprawnie, i tak mija dzie wyborw, a machina demokracji pracowaa i krcia si, z nasz niewielk pomoc.Siedziaem w Gopalmacie na dachu i zajmowaem si biecymi sprawami. Na dziedzicu na dole, a take na ulicy, zebra si zwyky tumek petentw. Ludzie przynosili mi pienidze, a ja je rozdawaem. Przynosili mi swoje losy, a ja je naprawiaem. To ja wymierzaem sprawiedliwo. Ja rzdziem. Soce kpao si o poranku, potem unioso si wysoko i zmaro sw codzienn mierci. Ja zjadem i oddaliem si do sypialni. Min kolejny, spokojny, normalny dzie. Bipin Bhonsle wygra przewag szeciu tysicy trzystu czterdziestu trzech gosw. Baem si tego lubu. Oczywicie, musiaem tam pj, ale nie wiedziaem, jak spojrz w oczy Dipice, jak uka jej swoj twarz, nie dysponujc adnym czarodziejskim rozwizaniem, ktre miaoby podarowa jej wieczyste szczcie. Zocio mnie to uczucie bezsilnoci, ten parali woli. Ten problem mnie nie opuszcza, gryz mnie tysicem drobniutkich zbw wbijajcych si w krawdzie mojego umysu, jak jaka chmara nieustpliwych mrwek. Byem wcieky na Dipik. Kim ona bya? C dla mnie znaczya, e byem jej to winny? Obca dziewczyna, ktra staje pomidzy mn a moim przyjacielem, przeladujca i niepokojca mnie tymi swoimi wielkimi, szeroko otwartymi oczami, przecie nawet nie bya pikna, dlaczego nie mogem powiedzie jej, eby zabraa sobie tego swojego brudnego mauka i wyniosa si do diaba? Dlaczego? Nie potrafiem jednak tego zrobi. Ona mnie bagaa, a ja jej obiecaem. Cho cakowicie nielogiczna, bya to jednak prawda, to naprawd si to wydarzyo. Musiaem wic dziaa. Ale wci nie wiedziaem, co zrobi.Zabraem prezenty - zote bransolety, zote kolczyki i zoty naszyjnik - i w dniu lubu poszedem do domu Paritosza aha. Jeszcze nie zdyem zdj butw, a ju Dipika pdem przybiega do drzwi, o mao co nie upada i musiaa chwyci si ocienicy. Staa w tych drzwiach, koyszc si, ubrana w zote sari, a ja wyczuwaem, e moi chopcy odwracaj wzrok. Wiedziaem, e myl - co te bhai wyprawia? Tylko tyle, ale to wystarczy, eby zrodzia si potka, ktra bdzie kry po miecie, nabierajc dugoci i treci. - Beti - powiedziaem. Po ojcowsku pogaskaem j po gowie. Wziem pod rami i wprowadziem do domu. W korytarzu, w ktrym mijay nas jej ciotki i kuzyni, wszyscy poyskujcy i wspaniali w swoich odwitnych strojach, nachyliem si nad ni, udajc, e daj jej co z portfela. - Uspokj si, guptasie - powiedziaem. - Jeli bdziesz zachowywa si jak szalona, nic dla ciebie nie bd mg zrobi. Opanuj si. Kiedy bd mia ci co do powiedzenia, powiem ci to. - Ale... - zacza. - Ale... - Uspokj si - powtrzyem. - Musisz by dzielna, jeli chcesz zrobi co tak wielkiego. Musisz panowa nad sob. Naucz si kontrolowa swoje uczucia. Pozbd si strachu. Spjrz na mnie. Ucz si ode mnie. Powiedziaa, e nie jeste dzieckiem, a zachowujesz si wanie jak dziecko. Czy moesz zachowywa si jak kobieta? Prbowaa powstrzyma zy i skrajem pallu wytara nos. Skina gow. - To dobrze - powiedziaem. - A teraz id i postaraj si uczestniczy w szczciu twojej siostry. Bd radosna, bo inaczej ludzie co zauwa. - Wci jeszcze draa, rozdygotana cienkimi igiekami podniecenia, ktre szczypay jej szyj i policzki. - Posuchaj, ja, Gane Gaitonde, mwi ci, e wszystko bdzie dobrze. Gane

Gaitonde ci to mwi. Wierzysz mu? - Tak - odpara i wiedziaem, e zaczyna wierzy. - Tak. - To id. Oddalia si w podskokach i kiedy dotara na skraj dziedzica, wzia za rce dwie mae dziewczynki i zakrcia si z nimi, a w ich dononym miechu dao si sysze jej szczcie, namacalne jak oddech setek wiszcych w drzwiach i na cianach kwiatw. Bya szczliwa. Daem jej co, czego nie miaem. Zupenie nie wiedziaem, gdzie mog to znale ani jak. Siedzc obok Paritosza aha w mandapie, przy piewie kapanw, otoczony unoszcym si z ognia ofiarnym dymem i piewem budzonego do ycia szczcia starszej siostry, czuem si bezsilny w obliczu ycia tej modszej. Tak, w tej chwili Dipika bya szczliwa, siedziaa za siostr, opierajc si na ramieniu matki, z twarz poczerwienia i nieco spocon od ciepa bijcego od ognia, z oczami byszczcymi wilgoci od piekcego dymu. Kiedy tak na ni patrzyem, zastanowiem si, co powoduje, e kobieta jest takim winiem, dlaczego tak si dzieje? Dlaczego jeden czowiek jest Dalitem, i do tego biednym, a inny nie? Dlaczego dzieje si tak, a nie inaczej? Dlaczego umara ta, a nie inna kobieta? Dlaczego nie jestemy wolni? Przy dwikach sanskryckich chrw, ktry przebiegay pod moj skr i poruszay moj dusz, naszo mnie pytanie: kim jest Gane Gaitonde? Po uroczystociach, po tym caym jedzeniu, piciu i po obrzdach poegnania, kiedy ju rozstawaem si z Paritoszem ahem, z jego on, z jego rodzicami oraz z caym zastpem ludzi z Gudaratu, on odprowadza mnie do samochodu, i chocia przez cay czas panowao takie zamieszanie, zauway, e jestem jaki nieobecny, i zapyta: - Co si dzieje, bhai? Wygldasz na zmczonego. Wci nie moesz spa? - Tak, jestem bardzo zmczony - odparem. - W takim razie posuchaj mnie. Nie moesz tak postpowa. We sobie dzi na noc calmpose, a jutro zajmiemy si twoim zdrowiem. - Jutro bd musia poprosi ci o przysug. - Przysug? Jak? Mw mi zaraz. - Obj mnie ramieniem i nachyli si w moj stron. Na jego czole wida byo wielk, czerwon plam po tice, w ktrej dostrzegem drobne, biae ziarenka ryu. - No powiedz. - Nie dzi, Paritoszu ahu. Jutro.- Dobra, w taki razie jutro. - Przycign mnie do siebie i objwszy w niedwiedzim ucisku, poklepa mnie po plecach. - Przyjd do ciebie rano. - Nie, to ja do ciebie przyjd. - cisnem jego rami i odsunem si. - Pozwl. - Dobrze, jak sobie yczysz, szefie. Jak tylko bdziesz gotowy. Jutro bd tutaj przez cay dzie. - Ale widziaem, e jest zaskoczony. Nie zna takiego Ganea Gaitondego. Prawd mwic, ja sam niezbyt znaem takiego Ganea Gaitondego. Ostatnio miaem trudnoci z zaniciem, ale teraz byem osamotniony i opuszczony, rzucony na nieznane, wzburzone wody przez jak bahostk, drobniu-siek dziewczyn, ktr ledwo znalem, ktrej nic nie byem winien. - Jutro - powiedziaem, uniosem rk i odjechaem do domu. Tej nocy nie dbaem o to, e mog okaza sabo, wasny wstyd odczuwaem w postaci jakiego odlegego rozdranienia. Wziem calmpose i zasnem, ale nio mi si czarne morze, niosce w moj stron nieskoczone fale, pod paskim, biaym niebem nie widziaem adnej ywej istoty i byem sam jak palec. Nastpnego dnia rano przyszed do mnie Bipin Bhonsle z prezentami. W czterech plastikowych torbach przynis nalene pienidze, ale przytaszczy te nowiutki magnetowid Sony i cztery kasety, same amerykaskie filmy, a do tego cztery wielkie puda mithai. Wrczajc mi to wszystko, rzek:

- Ojciec powiedzia mi: Zanie mu jak dobr whisky, ale ja odparem: Gane bhai nie dotyka tych rzeczy, a ja go rozumiem. Wanie dlatego jest tak skuteczny. - Siedzia na krawdzi krzesa, bardzo powany i podniecony. -Wiesz co, Ganeu bhai? Podjem decyzj. Od dzi ja te nie pij. Wezm przykad z ciebie. Teraz, kiedy zwyciylimy, jest duo do zrobienia. Teraz nie ma czasu na picie-gnicie. Musimy dalej zwycia. - Zgadza si - odparem. Obudziem si jeszcze bardziej zmczony, czuem, e mam nogi jak z oowiu, zupenie ociae, jakby krew mi zgstniaa i zastyga. Ale ocknem pod wpywem entuzjazmu Bipina Bhonslego. - Dobrze, Bipin, bardzo dobrze. Czowiek trzewy jest skoncentrowany, wiadomy i czujny. Nie ma sensu pi whisky ani rumu. Samo ycie wystarczy. Ju wielokrotnie wygaszaem takie przemowy. Ale dla niego bya to zupena nowo. - To prawda, Ganeu bhai, oczywicie: wystarczy samo ycie. Ale prosz, we to. Wycign do mnie rk z kasetami. - To same midzynarodowe hity,Ganeu bhai. Same filmy akcji. Spodobaj ci si. - By tak wdziczny, e dopiero po godzinie udao mi si go pozby, a i to po uwadze, e jestem ju spniony na spotkanie z Paritoszem ahem. W kocu wyszed, wci gono zapewniajc o dozgonnej lojalnoci i powtarzajc, e gdybym tylko czego potrzebowa, to mam o nim pamita, bo chocia on jest, oczywicie, tylko maym czowiekiem, to jeli czego bd potrzebowa, mam zaraz do niego dzwoni, a w sprawach midzynarodowych przyjemnoci jest prawdziwym ekspertem. - Najnowsze tamy, elektronika, cygara, wszystko, Ganeu bhai, po prostu wszystko - powtarza jeszcze, schodzc po schodach. Mia na sobie pomaraczow koszul z nadrukiem w kwiaty, brzowe gabardynowe spodnie i bardzo byszczce buty w ciemnym czerwonawobrzowym odcieniu, ze zotymi sprzczkami. Kiedy przy bramie odwrci si, eby jeszcze pomacha, acuch na jego szyi zamigota ostrym blaskiem. On cay by takim lnicym gociem. Pomknlimy do domu Paritosza aha. Wolabym, co prawda, jecha powoli, wci nie opracowaem adnego planu, adnej taktyki postpowania. Ale przecie nie mogem powiedzie do hoty Badriji: jed wolno, nie jed, w ogle tam nie jed, bo ja jestem zupenie bezradny. W kocu byem Ganeem Gaitondem. Przyjem tak rol, wic musz j gra. Jak jaki filmowy bohater wysiadem wic z samochodu, ruszyem w stron drzwi domu Paritosza aha, wci jeszcze udekorowanych na dobr wrb kwiatami i pnczami, i wszedem do rodka. Kiedy jednak zdjem buty i znalazem si na dziedzicu, straciem ca t swoj pewno siebie i polot. Bardzo pokornie wszedem do biura Paritosza aha. Wanie rozmawia przez telefon, prowadzc jeden z tych swoich niekoczcych si interesw, ustalajc transfer pienidzy z jednego miejsca w drugie, krzyujc przepywajce banknoty i w ten sposb je rozmnaajc, jednoczenie przez cay czas trzymajc w tym strumieniu delikatn i czujn do. Pienidze podskakiway ku niemu, a on rozkoszowa si ich plsami. Ju kad do na mikrofonie, kiedy gestem daem mu do zrozumienia, eby sobie nie przerywa. Mw, mw - przyoyem do do ust i usiadem, obserwujc przyjaciela. Za jego plecami wisia oprawiony w zote ramy obraz Kryszny z fletem. Biurko Paritosza aha miao zoty blat, na ktrym stao pi telefonw. ciany byy w kolorze ciemniejszego zota. Spojrzaem na Kryszn, na t jego swobodn, taneczn postaw i wykrzywiony umiech, i poczuem, e go nienawidz. Jeste arogancki. Przesiadem si, ale oczy Kryszny podyy za mn. Nie potrafiem przed nim uciec.Paritosz ah odoy suchawk, rozpromieniony dreszczykiem, ktry daway pienidze. - Namaskar, przyjacielu - powiedzia. Zatar rce i odchyli si na krzele, sprawiajc wraenie zadowolonego ze wiata. A znad jego ramienia umiecha si do mnie Kryszna. Paritosz ah zdy ju przypomnie sobie nasz wczorajsz rozmow. - Powiedz mi, bhai, o co chodzi? Co mog dla ciebie zrobi?

W tym momencie uzmysowiem sobie, z czego mia si Kryszna. Zdaem sobie spraw, jak ograniczona jest moja wadza. Opowiedziaem Paritoszowi a-howi wszystko, co wiem i czego si dowiedziaem o Dipice i jej ukochanym. e nazywa si Praant Haralkar, e jego ojciec pracowa w wydziale oczyszczania miasta, e dwadziecia lat temu matka zabraa dzieci i odesza od ma pijaka. Powiedziaem te, e Praant Haralkar jest gorliwym studentem, uczy si przy wietle latarni ulicznych i uczszcza do wieczorowego collegeu, e ma ju sta prac w BMC i e obecnie mieszka w niewielkim, ale dosy przyzwoitym domu w emburze, utrzymujc matk i modsze siostry. Paritosz ah ukry twarz w doniach. Wstaem, obszedem biurko i usiadem blisko niego na kanapie. Pooyem mu rk na kolanie i nieporadnie go poklepaem. Wzdrygn si pod moim dotykiem. - Kto polubi moje dzieci? - szlocha przez palce. Nie wiedziaem, co mu powiedzie. Obiecaem Dipice szczcie, ale co z pozostaymi dwiema crkami i dwoma synami Paritosza aha, co oni mieli zrobi? Mogem wygra wybory, mogem przesuwa ludzi po stromej drabinie kariery, a w nastpnej chwili ich zabi, mogem obraca domy w perzyn, zaj teren, sparaliowa p miasta swoim arbitralnym owiadczeniem o bandh, gdybym akurat taki mia kaprys. Ale kto mg stawi czoo zastpom potulnych matron, siedzcych skromnie, z zakrytymi gowami na lubie crki Paritosza aha? Kto potrafiby zmusi ich tgich maonkw do owiecenia? Natewaik Paritosza aha nie odpowiadaliby na jego zaproszenia, wymawialiby si brakiem czasu, zapominaliby zaprosi go na swoje uroczystoci, a ich synowie i crki zarczaliby si i pobierali gdzie indziej, i nie miaoby znaczenia, ile on ma pienidzy ani jak blisko jest ze mn zwizany. Za kadym razem, gdy spotkaby jakiego znajomego, za kadym razem, kiedy wyszedby na ulic, odczuwaby wstyd. Kiedy tak siedziaem obok Paritosza aha, zawstydzony jego zami i nie mogc spojrze mu w oczy, czuem swoj bezsilno. Mogem pobi jego wszystkich krewnych, rozdepta ichswoim butem, rozbi w py to ich cae zadowolenie, si pootwiera im te zarozumiae i zawinite gowy na rzeczywisto wspczesnego wiata, gdyby to tylko co zmienio. Ale przyzwyczajenia unosz si midzy mczyznami a kobietami, kryj si w odkach dzieci, skd uciekaj, rozprzestrzeniaj si i znikaj w kadym oddechu, nie mona ich zabi, nie mona ich powstrzyma, mona je tylko cierpliwie znosi. - Widziae tego maderod sukinsyna? - zapyta Paritosz ah. Teraz by rozgniewany. - Nie, nie widziaem. Posuchaj, ja nie przyszedem si za nim wstawia. On dla mnie znaczy mniej ni mrwka. Ale to Dipika mnie prosia. - Zabij go - powiedzia. - Po prostu go zabij. - Nie ma sprawy- odparem. - Mog od razu wyda taki rozkaz. W cigu godziny zniknie z ziemi, nikt nie znajdzie ani kawaeczka jego ciaa, nawet jednego paznokcia. Ale co potem? Jego nie bdzie, a ona ju do koca swojego ycia bdzie moga go kocha. A do tego nienawidzi ci do koca swoich dni. - Ona jest jeszcze moda. To jest gupota. Tydzie popacze i zapomni o nim. - To tak dobrze znasz swoj crk? - Policzki byszczay mu wilgoci, a szczki zacisny si, otwary i zamkny, posyajc drobne fale udrki w gr, w stron oczu i czoa. Powiedziaa mi, e si zabije, a ja jej uwierzyem. Rozumiesz? Ja jej uwierzyem. Pewnego dnia znajdziesz j martw. - To co robi? Zacz kry w kko. - Pozwl jej wyj za niego - odparem. - Wypraw im cichy lub i gdzie ich wylij. Niech zamieszkaj w Madrasie, w Kalkucie. Moe w Amsterdamie, jeli chcesz.

- To niczego nie zmieni - powiedzia. - I tak wszyscy si dowiedz. Jeli ona nage wyjedzie, zniknie, pojawi si pytania, ludzie zaczn wymyla przerne historie. Zawsze w kocu wszyscy si dowiaduj. Czego takiego nie mona utrzyma w wiecznej tajemnicy. Wszyscy mnie znaj. - Mia racj, rzeczywicie tak byo. - Bhai - powiedzia. - Co zrobimy, bhai? - Nie wydasz jej za tego chopaka? - Nie. Nie mog. Dobrze o tym wiesz. Sytuacja bya jasna. On by w potrzasku, a ja nic nie mogem zrobi. - Wydaj j dzisiaj za kogo innego - powiedziaem - jeszcze w tej godzinie. Znajd jakiego chopaka, zaatw pandita i zaraz j wydaj. A potem ich odelij. Gdziekolwiek. Moe ona si nie zabije. Moe tak zrobi, ale moe jednak nie. Dysza ciko. - Tak - odrzek, i chwyci za telefon. Wyszedem tylnymi drzwiami. Zdradziem Dipik i nie mogem spojrze jej w twarz. Jeszcze tego samego dnia po poudniu wydali j za m, za chopaka, ktrego cignli samolotem z Ahmedabadu. Nastpnego dnia, rannym samolotem, Dipika i jej m odlecieli z powrotem do Ahmedabadu. Jej teciowie powiedzieli Paritoszowi ahowi, e po kilku dniach przygnbienia sprawiaa wraenie pogodzonej z nowymi warunkami, zacza si umiecha, a nawet gono mia. Paritosz ah by zadowolony, e rzeczywisto maestwa tak szybko wymazaa t gupi iluzj romansu. Rodzice chopaka mwili mu przez telefon, e Dipika duo rozmawiaa z modszymi dziewcztami w ich rodzinie i e dwa razy bya w kinie ze swoim mem i swoimi dewarami i ich onami. A dwa miesice pniej Dipika i jej m pojechali na miesic miodowy do Szwajcarii. Pitej nocy miesica miodowego, w Bernie, kiedy jej m spa, Dipika opucia apartament hotelowy. Wysza z holu, mina bram i wkroczya na ulic. Uderzy j samochd, szybko nadjedajcy zza zakrtu. Kierowca zezna pniej, e sza dokadnie rodkiem drogi, po linii rozdzielajcej pasy, a on nie mia najmniejszych szans, eby skrci, nawet nie wiedzia, w co uderzy, zorientowa si dopiero, kiedy si zatrzyma i cofn. Dipika zgina na miejscu. Jej m mwi, e sprawiaa wraenie szczliwej, e midzy nimi wszystko ukadao si jak najlepiej, jak to midzy wszystkimi nowoecami. W szwajcarskich aktach zapisano to jako wypadek. Trzy miesice po mierci Dipiki, kiedy ogldaem jeden z amerykaskich filmw Bipina Bhonslego, przyszed do mnie Paritosz ah. Przez ca poprzedni noc nie mogem zasn i byem do tego stopnia przytomny, e mogem dosysze skrzypienie legarw osiadajcych w pododze, trzaskanie palcw w apach psw przechodzcych po betonie na dworze. Obserwowaem czerwony sekundnik na stojcym przy ku zegarze, gadko wycinajcy swj wieczny krg, i czuem, jak on szarpie co w rodku mojej gowy. Woyem wic do magnetowidu jedn z kaset Bipina Bhonslego, wczyem telewizor, nacisnem guzik pilota i w miejsce czarnego, zamazanego obrazu pojawi si lew, obnaajcy te zby w przecigym ziewniciu. Ogldaem cay film i pocztkowo niewiele z niego zrozumiaem. Ale zaczem korzysta z przycisku przewijania do tyu, i kiedy nadszed ranek, ju rozumiaem fabu, wiedziaem, kto czego chcia, co stao na przeszkodzie i kogo trzeba byo zabi. Historia bya ciekawa, ale najwiksz przyjemno sprawiay mi sowa. Kilka razy przegldaem t sam scen, bohater filmu cofa si pod zason cienkich biaych linii, szybko jak klaun wykonywa jakie spazmatyczne ruchy, wykrzywia usta, a dochodzce dwiki a lniy jego zoci; wtedy znowu cofaem tam, puszczaem do przodu i ponownie cofaem, sylaby uderzay w moje uszy jak bbnice krople, a w kocu uoyy si w cao, zrozumiaem ich sens, on pyta Where did he go?. Mia pistolet w pogotowiu i pyta Where did he go?. W tym momencie kada czstka

mojego ciaa rozbrzmiewaa radoci. There krzyknem po angielsku do bohatera. He went there.Kiedy film si skoczy, wczyem nastpny i dalej si uczyem. O dziewitej przyszed Paritosz ah, usiad na ku i patrzy wraz ze mn, ogldajc przygody ju innego bohatera i jego ludzi, ktrzy podali rzek w dungli, zanurzeni po piersi w wodzie i z twarzami umazanymi na czarno. - To jest komando - powiedziaem. - Jeden sukinsyn skrad ich pastwu tajny pocisk. Teraz id do jego kryjwki w dungli, eby to odzyska. Paritosz ah umiechn si. - Kryjwka w dungli? Zaopatrzenie i utrzymanie czego takiego musiaoby strasznie duo kosztowa. Zawsze mnie to zastanawiao. Jak oni dostarczaj olej, att i cebul dla tylu pachokw? Wyczyem kaset. - Ty jeste za bardzo bania - powiedziaem - eby doceni dobr histori. - Po prostu nie rozumiem tych zagranicznych filmw. - Widz. W domu wszystko w porzdku? Po mierci Dipiki jego ona pooya si do ka, skarc si na palpitacje. Wci bya bardzo saba i czsto nachodziy j ataki paczu. - Jako sobie radzimy - odrzek. - A ty? Spae? Wiedzia, e caymi nocami nie mog zasn, e ogldam telewizj do bladego witu, e podczas podry samochodem zapadam w niespokojny sen. Pokrciem gow. - Dzi w nocy wezm tabletk na sen. Zamaszystym ruchem przeci powietrze, jak czowiek przecierajcy szyb. - O tym wanie chciaem z tob porozmawia. - O tabletkach na sen? Czyby twj wed-maharad wynalaz co nowego? -Prbowaem tych jego tabletek od Dhanwantri, ale dostaem niestrawnoci, wiatrw i nie mogem spa, wic wrciem do lekarza alopaty po jego najsilniejsze leki. - Nie. To nie o to chodzi - odpar bardzo powanie. - Posuchaj, bhai. Uwaam, e powiniene si oeni. - Ja? - Spjrz tylko na siebie. Nie jeste szczliwy. Nie moesz zasn. Jeste rozkojarzony, zabierasz si za jedn rzecz, potem za drug, nic ci nie wychodzi. Jeste niespokojny. Mczyzna musi si ustatkowa. Teraz, kiedy masz wszystko, powiniene zosta gryhasth, zaoy rodzin, przecie wszystko ma swj czas i miejsce. - Maestwo nie wszystkim daje szczcie. - Mylisz o Dipice. Bhai, to bya moja crka. To nie maestwo byo tu zem, to raczej co innego. Po tym, jak ona przekroczya ju wszelkie granice, czy miaa jeszcze jak szans na szczcie? Ale ty musisz si oeni. We wszystkich witych ksigach napisane jest, e ycie skada si z kolejnych etapw. Najpierw jeste uczniem, a potem gospodarzem. Ale ty yjesz, jakby zupenie wyrzek si wiata. Spjrz na to. - Chodzio mu o ten pokj, o te puste ciany, biae przecierada, o lece na pododze i zaschnite thali z kolacji. - hota Badrija i reszta chopakw to porzdni ludzie, ale oni nie mog stanowi twojego ycia. Potrzebna ci jest kobieta, ona stworzy ci dom. - A kto za mnie wyjdzie, Paritoszu bhai? Jaka szanujca si dziewczyna? - Za bardzo si martwisz, bhai - odpar. - Mamy pienidze. Wszystko jest moliwe. Wszystko jest moliwe. Tak, on i ja stwarzalimy moliwoci, chwytalimy w powietrzu marzenia i przeobraalimy je w co trwaego. Wszystko byo moliwe. A jednak Kanta Bai i Dipika umary. Patrzc na Paritosza aha, przypominam sobie ten umiech boga nad jego

ramieniem, smutny sztukmistrz patrzcy na mnie swoimi sennymi oczami. On te mia rodzin, wiele rodzin. A teraz prbowa zapa mnie w tak rodzinn puapk. Tak, zdawaem sobie ju spraw, e pewne rzeczy s niemoliwe, nawet dla mnie, ale prawd byo, e pienidze umoliwiay maestwo. Wikszo z moich chopakw miaa hawi, a niektre z tych hawi zostaway potem ich onami. Czasami rodzice si sprzeciwiali, gono protestowali przeciwko profe sji chopakw, ale w kocu zawsze si zgadzali:ostatecznie chopak zarabia, i to zupenie niele. - Tak - odparem kwano. - Pienidze mog przycign narzeczon. Przynajmniej tyle mog zrobi. - Czy masz kogo, kogo chciaby polubi z mioci? - zapyta Paritosz ah z satysfakcj gracza, ktry szybko zmierza do zadania przeciwnikowi mata. - Nie. - Miaem wiele kobiet, dziewczyny z baru, dziwki, niedosze aktorki. Ale z pewnoci adnej kandydatki do maestwa. - W takim razie nie odmawiaj mi, bhai - powiedzia. - Tamtego dnia przyszede do mojego domu i poprosie mnie o co. A ja nie mogem ci tego da. Ale dzisiaj nie odmawiaj mi. To ja ci o co prosz. Zgd si, bhai. W tym momencie poczuem, e ju na zawsze tkwimy w sidach zwizkw, ktre oplataj nas od stp do gw i cz nas ze sob, niewidzialnie jak sia grawitacji i rwnie silne. Z tej sieci nie byo ucieczki. Przybyem do tego miasta samotny i aby by samotnym, ale moja samotno bya zudzeniem, historyjk, ktr sam sobie wmawiaem, eby nabra przekonania o swojej sile. Znalazem rodzin i rodzina mnie znalaza. Paritosz ah by nie tylko moim przyjacielem, by te moj rodzin. I caa reszta, hota Badrija, Kanta Bai i moi chopcy, oni te byli moj rodzin. Naleaem do tej rodziny, a oni chcieli, ebym si oeni. Nie mogem z nimi walczy. Zostaem pokonany. Skinem gow. - Zgoda - powiedziaem. - Zrobi, jak sobie yczysz. Kiedy szukalimy odpowiedniej dziewczyny, doszo midzy nami do ostrego konfliktu. Paritosz ah pragn przygotowa mj danampatri, chcia si czego dowiedzie o moich rodzicach, pozna moj gotr i moj wiosk. - Tylko znajc przeszo czowieka - powiedzia - mona ustali jego przyszo. - Nawet o tym nie myl - odparem. - Ja niczego takiego nie mam, ja mam pienidze. Co byo, to nie jest. Przyszo jest przyszoci, wic stwrz j dla mnie. - Wierzyem wwczas, e czowiek moe sta si, kim zechce. Chciaem, eby to byo prawda: adnej przeszoci, a przyszo zalena tylko od wasnej woli. Ale Paritosz ah, ten tusty sukinsyn, ten szczwany intrygant z Gudaratu, ten mj wierny przyjaciel, popatrzy tylko na mnie, jakbym oszala, a potem wymyli mi przeszo. Zamwi danampatri, dugi zwj, cigncy si na cay pokj, usiany gwiazdami, tajemnymi szrafami, ognistoczerwonym sanskrytem i wszystkim, co dobre. - Ale te nie jest zbyt idealny - powiedzia. - W przeciwnym razie aden Papa by w niego nie uwierzy. I tak, wedug Paritosza aha, we wczesnej modoci przechodziem cikie chwile, nkaa mnie bieda i niebezpieczestwa, byem te bliski mierci, a to wszystko w zwizku z growaniem Sani, ale pokonaem te ze nieuchronnoci, zmieniem los si woli i prostolinijnym oddaniem dla maharady Kryszny, odwrciem koo fortuny energi swojego niezmiennego oddania. Nawet to wymyli, absolutnie wszystko, moj bogobojn, codzienn pudze, budowanie wityni, moj mio do Kryszny. - To wietna reklama, bhai - powiedzia. - Porzu wic swoje bezbone ycie, nikomu si to nie podoba. Ludzie pomyl, e jeste komunist, a poza tym twoje dzieci bd

potrzebowa porzdnego, bogobojnego domostwa. - Wykonany na jego specjalne zamwienie danampatri prorokowa mi wielu synw, jedn albo dwie crki i dugie ycie pene coraz wikszej wadzy, stabilnoci i sawy. Przewidywany by tylko jeden, najwyej dwa okresy choroby, jak pieprzyki na idealnej twarzy, a i te miaem bez trudu przezwyciy dziki noszeniu odpowiednich kamieni. Paritosz ah zwin zwj zrcznymi i szybkimi ruchami palcw wskazujcych i kciukw, zabawnie trzsc przy tym ramionami, i umiechn si do mnie. Jeste bardzo dobr parti. Poczekaj tylko, kandydatki bd si ustawia w kolejce.Miaem co do tego wtpliwoci. Moglimy poruszy planety, aby rzuciy zoty blask na moj przyszo, ale faktem pozostawao, e na moich rkach jest ludzka krew. Gazety pisay o mnie Szef mafii, Gaitonde. Ludzie nienawidzili mnie i bali si mnie. Wiedziaem o tym. A jednak zdjcia zaczy nadchodzi. Ojcowie przysyali fotografie swoich crek, przez porednikw i agencje matrymonialne. Paritosz ah rozoy na swoim zotym biurku cay ich plik, jak tali kart. - Wybieraj - powiedzia. Signem po pierwsz. Dziewczyna siedziaa na de czerwonej zasony, ubrana w zielone, jedwabne sari ze zot dupatt, a jej lnice, czarne wosy cignite byy do tyu, odsaniajc wysokie czoo. - Ta wyglda jak nauczycielka - stwierdziem. - No to nie wybieraj jej. Przeprowad wstpn selekcj. A potem wemiemy pod uwag pochodzenie, wyksztacenie, charakter dziewczyny, horoskop i przejdziemy dalej. - Przejdziemy dalej? - Poogldamy sobie te dziewczyny, oczywicie. - Wybierzemy si do nich do domu? A one nam podadz herbat przy rodzicach? - Tak, jasne. A jak by chcia inaczej? Pstrykniciem palca posaem zdjcie z powrotem na st, gdzie gadko wsuno si midzy pozostae. - To czysty obd - stwierdziem. - Co, maestwo to obd? Bhai, cay wiat tak robi. Premierzy tak robi. Bogowie tak robi. Powiedz, co innego mona zrobi z yciem? Czy czowiek rodzi si do czego innego? Po co rodzi si czowiek? Nie potrafiem odpowiedzie na to pytanie, zabraem wic zdjcia do domu i rozoyem je na pododze w swoim pokoju, w rzdach po dziesi. Dray poruszane podmuchami powietrza z klimatyzatora, te wszystkie twarze wygadzone pudrem, subtelnie janiejce nadziej. By kwiecie i bez tego polarnego powietrza, nawet kiedy wentylator ustawiony by na maksymalne obroty, pociem si w mj materac, pozostawiaem na krzesach wilgotne plamy. W moich yach pulsowaa gorca krew, ktra potrzebowaa mronego powietrza, zimniejszego, ni to miasto byo w stanie z siebie wyda. Na zewntrz, w promieniach soca, czuem, jak spodnie lepi mi si do ng, powodujc, e ogarnia mnie jaki nieokrelony niepokj, wok kostek pojawiaj si czerwone prgi od palcych mnie butw. Bdc w takim nastroju, potrafiem wpa w sza i zapomina o ostronoci, wic chopcy kazali pooy dodatkowe przewody elektryczne i wybi nowe okno w mojej sypialni, eby wstawi tam to urzdzenie, ktre mnie schadzao. I chocia teraz czuem si dobrze i byem spokojny, te wszystkie twarze na pododze wydaway mi si takie same, kada z nich tak samo dobra albo za, jak kada inna. Byy dosy adne, nie patakri pikne - kt by szuka takiej ony? - ale mie, serdeczne i skromne. Wszystkie odpowiednio wyksztacone i kulturalne, bez wtpienia potrafiy gotowa i wyszywa, kada z nich nadawaa si na on, dlaczego wic miabym wybra t, a nie tamt? One trzepotay w chodnych podmuchach wiatru, a ja czekaem na sygna od ktrej, moe jakiego mrugnicia. I tak siedziaem, ja, Gane Gaitonde, przywdca mojej firmy, wadca tysicy dusz, pan ycia i mierci i wspaniaomylny dobroczyca, zupenie i absolutnie niezdolny

do podjcia decyzji. - Bhai, mamy kopot. - To hota Badrija dobija si do drzwi. Kazaem mu wej, a on powtrzy: - Bardzo duy kopot. - Co? - Ten dzisiejszy transport, bhai. Policja go przechwycia. Czekali przy Gol-ghat. Zaczaili si nad pla, za drzewami. Zaczekali, a cay mai bdzie zaadowany na ciarwki, a potem wyszli, wszystkich zaaresztowali i zabrali wszystko, co tam byo. To wszystko oznaczao chipy komputerowe, tabletki z witamin B-kompleks i kamery wideo, cao o wartoci czterdziestu lakhw. Nasz mai zosta przetransportowany na stustopowej dawie do brzegu niedaleko wioski rybackiej Gol-ghat, potem przeadowany na zgrabne, mae odzie rybackie, ktre przewiozy go na pla, a tam ju czekay trzy ciarwki z plastikowymi pachtami na platformach, przygotowane na przyjcie mojego cennego adunku. Ale teraz zabraa go policja. - Musieli wiedzie - stwierdziem. - Mieli informacje. - To prawda - odpar hota Badrija. - Bya tylko policja? Bez celnikw? - Tak, tylko policja. - Kto to by? - Policjanci z trzynastej strefy. Kamath, Bhatia, Madid Khan, ci faceci. Ludzie Parulkara. Obaj wiedzielimy, co to moe oznacza. Albo policja ma wasnego informatora, ktry da im cynk, albo jeden z moich konkurentw podsun im nasz mai. W tym okresie w Bombaju dziaay cztery inne, due firmy, pasztuska przy Grand Road, ekipa Sulejmana Isy w Dongri, Jogewari i Dubaju, bracia Praka i ich firma operujca na pnocno-wschodnich przedmieciach oraz firma Ahira w Bajkuli. Kady z tych czterech, a raczej piciu - jeli liczy Rakszak gangw mg stwierdzi, e jestemy potk, ktr bez trudu mona pokn. To nie mogli by Pasztunowie, zbytnio osabieni po dugiej wojnie z Sulejmanem Is, ktr ledwo przetrwali. Ale kada z pozostaych firm moga uzna nas za akomy ksek: bylimy zdecydowanie najmodsi, mielimy najmniejsze dowiadczenie, najsabsze kontakty, najskromniejsze rodki i najgorsze uzbrojenie. Kto to mg by?Zastpc komendanta w strefie trzynastej zosta wanie Parulkar, o ktrym mwiono, e jest blisko z Sulejmanem Is. A Sulejman Isa wraz ze swoimi brami dowodzi najwikszym gangiem w dziejach Bombaju, z najlepszymi politycznymi koneksjami i najlepiej uzbrojonym. By moe postrzegali nas jako rosnce zagroenie i postanowili nas zaatwi. - Tylko tyle wiemy? - zapytaem. - To wszystko, bhai. Od ogarniajcej mnie wciekoci a rwao mnie w stawach, a w odku czuem pulsowanie. aknem krwi. Ale powoli, trzeba zachowa spokj. Sulej man Isa by duy. Musiaem mie pewno. - Zadzwo do Samanta. Znajd go, gdziekolwiek jest. Musz z nim porozmawia. Kto na nas polowa? Samant prowadzi dochodzenie wewntrz wydziau, sprawdza plotki, tu podrzuci komu troch pienidzy, tam wrczy butelk czarnego Johnny Walkera. Wszdzie zna ludzi, policjantw, urzdnikw i gocw, i w kocu tajemnica wyjdzie na jaw ktrym z tych kanaw. Ale trwao to zbyt dugo. W mojej firmie by szpieg, gdzie blisko mnie, jaki utija, ktry sprzeda tajemnic o moim transporcie, i z kad mijajc minut groce mi niebezpieczestwo stawao si coraz wiksze i bardziej przeraajce, jak pochylajce si wzgrze. Musiaem unie gr, bo moga si wywrci i mnie zmiady. Byem w stanie

dwiga ten ciar, wiedziaem o tym. Ale najpierw musiaem znale wa we wasnym domu, musiaem zmiady mu gow. Gdzie on si ukrywa? Jak go wywabi? Siedzc w swoim klimatyzowanym pokoju, ukadaem twarze dziewczyn we wzory, grupowaem je i wci si zastanawiaem. W ostatnim dniu maja wybraem si do Paritosza Bhai. - Chc co zrobi - wrzasnem na niego. - Siedz tu, jak jaki utija, a banda behenodw mieje si ze mnie. Moi wani ludzie si ze mnie miej. - Nikt si z ciebie nie mieje - odpar. - Cierpliwoci. To dua sprawa, a nic duego nie zaatwia si w jeden dzie. Ju miaem znowu na niego naskoczy, kiedy rozlego si pukanie do drzwi. Do pokoju zajrza Bara Badrija i wpuci niemiaego, maego krawca. Paritosz Bhai szykowa sobie nowe ubranie w stylu safari. Kiedy krawiec rozciga na nim swoje centymetry, Paritosz ah nieprzerwanie prowadzi szereg rozmw przez swj telefon bezprzewodowy. Siedziaem i patrzyem. Ostatnio by bardzo zajty uruchamianiem linii lotniczej. Mj grubas chcia lata. Prowadzi dziesitki interesw, szczyci si swoimi firmami budowla nymi, restauracjami, nieruchomociami pod wynajem, fabrykami plastiku, pooon niedaleko Ahmedabadu fabryk garderoby, ale marzy, by unosi si wysoko nad ziemi, i w zwizku z tym ostatnio zacz pojawia si we wszystkich gazetach, wytworny i piknie wystrojony, z lnicymi wosami, zotym acuchem z medalionem z Kryszn i w zotym rolek-sie, podkrelajcym te jego wszystkie ozdabiajce palce piercienie ze szczliwymi kamieniami. Czuem rado, kiedy wyobraaem go sobie, jak leci wysoko ponad poszarpanym urwiskiem budynkw Bombaju, ponad brunatnymi nizinami swojego basti, szybuje nad tym wszystkim jak gadki, okrglutki balon, rzucajc na zbaty kontur miasta dobrotliwy, bkitny cie swojego ubrania w stylu safari, jeszcze bardziej zachwycajco bkitny ni rozjanione socem niebo. By moe pewnego dnia ten jego cie signie na zachd i na pnoc, signie a do Delhi, i jeszcze dalej. On dysponowa inteligencj, ambicj i roztropnoci. Ale na razie linia lotnicza miaa czy Bombaj z Ahmedabadem i Barod. Organizowa uroczystoci i ceremonie zwizane z dziewiczym lotem. - Posuchaj - mwi do suchawki. - Tylko posuchaj. Znaem t randi, kiedy jeszcze cigna laury przez ca noc za pi tysicy rupii. A teraz zrobia si z niej taka wielka gwiazda, e chce trzy lakhi za to, e przez godzin posiedzi w samolocie? Za przecicie jednej wstgi? Nie bd mieszny. - Rozmawia z sekretarzem Sonam Bhandari, negocjujc osobiste pojawienie si gwiazdy. Sucha, a potem zacz mwi gosem rzeczowym, niedopuszczajcym bzdurnej dyskusji. -Mog da jeden lakh. Otwieram lini lotnicz, a nie fundusz dla skoczonych gwiazdek. Jeden lakh. - Krawiec bra miar od pasa do podogi. - Ile? Zgoda. Ptora. Zaatwione. Jeszcze dzisiaj wyl pidziesit tysicy. Dobra. - Odoy telefon. - Zaatwione powiedzia do mnie. - Na lot przybdzie gwiazda filmowa. Bdziemy w telewizji. - Ty bdziesz w telewizji - poprawiem go. - Nawet nie zbli si do twojego samolotu. - Nawet jeli na pokadzie bdzie Sonam Bhandari? - zapyta. - Kiedy zobaczysz, jak ona potrzsa swoimi kokosami, zapomnisz o swoim transporcie. - adna kobieta nie ma takich kokosw, ktre mogyby spowodowa, ebym o tym zapomnia. Ponownie odezwa si, kiedy ju krawiec, pozbierawszy swoje zapiski i prbki, wyszed z pokoju. - Zrobie wszystko, co si dao. Teraz pozostaje nam tylko czeka. Czeka i czeka, i czeka. To oczekiwanie byo dla mnie katorg. - Posuchaj - powiedziaem. - Nie chc czeka. Musimy co zrobi. - W takich chwilach potrzebna jest pomoc - odrzek, zerkajc chytrze. - Odprawmy pud.

- Dobra. - Co, naprawd? Naprawd chcesz? - Nic dziwnego, e si tak zdumia: przez wszystkie lata naszej znajomoci nigdy nie odmawiaem modlitwy, nigdy nie prosiem o boe aski, a prasad jadem tylko jako przeksk. Ale teraz nie interesowao go, co mn kieruje, zaleao mu jedynie, eby szybko wykorzysta t moj niespodziewan chwil saboci. Ju chwyta za jeden ze swoich telefonw. -Wysuchamy Satjanarajan Kathy. Znam pewnego pandita. Zobaczysz, jego wszystkie kathy zawsze daj dobry efekt. Nie martw si. W mgnieniu oka bdziemy panami sytuacji. - Umiecha si do mnie jak naj yczliwiej. Wyobraaem sobie t histori, ktra mu chodzi po gowie, ju teraz syszaem t kath, ktr mia zamiar odmwi tak gono, jakby mwi wprost do mojego ucha przez megafon: Bhai przyby do domu - wanie to zamierza powiedzie chopakom -przyszed do domu Pana, z boej aski zosta przebudzony, w jego sercu nowym ogniem rozpalio si oddanie. Prawd mwic, wcale nie czuem si oywiony, raczej zupenie bierny. Miaem wraenie, e powoli ton i z twarz zalan wod wycigam rk, chwytajc si tego, co akurat przepywa w pobliu. Puda to bya gazka, wic si jej chwyciem.Widziaem cik d stojc nieruchomo na rozkoysanej srebrzystej powierzchni bezkresnej wody. Paritosz ah na swoj pud wybra pandita bhaijj, wic bez wysiku rozumiaem kath w hindi. Pandit mwi w sposb bardzo dramatyczny i opowiada Satjanarajan Kath niesamowicie sugestywnie, dla rnych postaci uywajc rnych gosw i w peni wykorzystujc stosowane przez Dili-pa-Kumara artystyczne rodki wyrazu. Wanie bylimy w czci, w ktrej handlarz i jego zi wracaj do domu w odzi wyadowanej zotem, perami, perfumami i koci soniow, tymi wszystkimi ogromnymi skarbami przywiezionymi z dugiej, powikanej podry z dala od domu. I wtedy na brzegu pojawia si Dan-di-swami, sam chytry stary Satjanarajan w przebraniu, i zadaje proste pytanie: Baa, co masz w odzi?. A biznesmen, chciwy krtkowzroczny sukinsyn, nie chcc dawa jamuny, mwi: Och, nic takiego, Swami-di, to tylko jakie lata-Pata, na co Dandi-swami skin gow i powiedzia: Tathastu, a d nagle zacza podskakiwa na wodzie jak korek, teraz rzeczywicie wypeniona jedynie puszyst traw i suchym sianem. W tym momencie Dandi-swami zapad w gboki medytacyjny trans, i dokadnie w tej samej chwili, zanim jeszcze zdylimy przej do zasuonej kary i alu biznesmena, hota Badrija klepn mnie w rami i szepn: - Chodmy, bhai. Na zewntrz poda mi telefon. Odebraem go w towarzystwie Paritosza aha, hoty Badriji i jego brata Bary Badriji. To by dla nas moment przeomowy. Poprzedniej nocy jeden z naszych agentw organizujcych przerzut w Golghat spdzi w Kolabie noc z dziewczyn o imieniu Simki. Tego agenta, Konkani o imieniu Aok Khot, opacalimy od czterech lat. Ostatniego wieczoru przyjecha do Bombaju, eby odprowadzi na dworzec swoj on, ktra jechaa do Delhi, na wesele crki swojego brata. Pojechaa ekspresem Raddhani, wygodnie ulokowana wraz z dwoma synami w wyposaonym w fotele wagonie, a Khot postanowi skorzysta z urokw miasta. Ju z dworca zadzwoni do Simki, a godzin pniej zabra j sprzed baru Lido, obok kina Regal. Khot by przy forsie. Zamwi prywatn klimatyzowan takswk z przyciemnianymi szybami i zabra dziewczyn na kolacj do restauracji Chajber, a potem na przejadk po Marin Drive. Przez ca kolacj popija czarnego Johnnyego Walkera i opowiada jej przerne historie o ludziach, ktrych wystrychn na dudka, o pienidzach, ktre zarobi, i o wysokich rang oficerach, ktrych doprowadzi do ruiny, a kiedy znaleli si w samochodzie, masowa jej mausambi i mia si z dowcipw, ktrych nigdy nie koczy, pocigajc ze srebrnego kubka, przymocowanego do butelki srebrnym acuszkiem. Simki leaa rozwalona na fotelu i suchaa go, nucc sobie do piosenki pyncej z magnetofonu. W Caupati zjedli kulfi, po czym on, zataczajc si, podszed do wody i prbowa zapiewa piosenk,

nastpnie zwymiotowa do morza, a potem wypi kolejny kieliszek, eby zademonstrowa, jakim to jest twardym mczyzn. W drodze powrotnej kaza kierowcy wczy Makhmali andhera he10 rozchyli coli Simki i tuli si do niej, linic si i bekoczc, a ona przez muzyk syszaa, jak mwi: Sali, lepiej, eby bya dla mnie dobra, czy ty wiesz, kim ja jestem? W tym miecie nikt nie moe na mnie krzywo spojrze. Sam Masud Mitha przychodzi do mojego domu. W pokoju hotelowym w Kola-bie Khot wbij w ni tpy wzrok i zacz obmacywa jej sukienk, a po chwili powoli zwali si na bok i mocno zasn. Simki zdja mu buty i skarpetki, potem spodnie i bielizn Jockey. W jego kieszeniach znalaza dwadziecia cztery tysice rupii w pisetrupiowych banknotach, odliczya pi tysicy i schowaa gboko do swojej czerwonej torebki. Z tej torebki ostronie wycigna mae papierowe pudi, a z niego rozsdn szczypt brown sugar, ktry wcigna w nozdrza, trzsc przy tym zmysowo piersiami. Nastpnie pooya si i zasna. Rankiem Khot odwrci si i przecign, a ona nie poruszya si, pomimo jego smrodliwego oddechu jak z rynsztoka. Kiedy prbowa pooy si na niej, odwrcia gow, skrzywia si i swoim gosikiem maej Simki powiedziaa: Rado, jestem caa obolaa po dzisiejszej nocy, naprawd nie mog ju wicej, naprawd. Rozemia si z dum i wspaniaomylnie da jej spokj. Nastpnego dnia jada lunch z jednym z naszych ludzi, Bantim Aror z GTB Nagar. Kiedy Simki przyjechaa pierwszy raz z andigarhu, Banti zaj si ni i zostaa jego hawi. Teraz nawet by jej nie tkn, wpada w ten wstrtny, narkotyczny nag, ale zachowa troch tego starego uczucia dla dawnej mauk i czasami, bdc w tej czci miasta, odwiedza j. Opowiedziaa mu o nocy spdzonej z Khotem. To wanie nasz Banti pozna Khota z Simki. Powiedzia jej wic: Ten sukinsyn bewda jest niemoliwy, kiedy zaczyna pi. A ona odpara: Tak, gada i gada, nie moe przesta! Jestem tym i jestem tamtym, lepiej niech nikt na mnie nie patrzy, do mojego domu przychodzi Masud Mitha. Chciaam przywali mu w eb kijem krykieto-wym. Odrzucia wosy i przez moment wygldaa jak dawna, ognista Simki. Potem jednak powrcia do swojej zotej faludy i stumionego nucenia. Nasz Banti zachowa kamienn twarz, dalej prowadzi rozmow, rozmawia o filmach, gwiazdach i o tym, i owym, a po lunchu odprowadzi j i poszed do najbliszego sklepu, z ktrego do nas zadzwoni. Dokadnie w tym momencie, kiedy Dandiswami powiedzia: Tathastu. Sprawa si wic wyjania. Masud Mitha by najwaniejszym czowiekiem Sulejmana Isy w miecie, tak byo ju od czasu, kiedy sam Sulejman wynis si do Dubaju. Wrogiem, ktry skrad nasz towar, by Sulejman Isa, on i jego sukinsyny bracia. Odoyem suchawk i powiedziaem to Paritoszowi ahowi, Barze Badriji i hotcie Badriji. - To Sulejman. - Jeste pewien? - spyta hota Badrija. - Oczywicie, ze jestem pewien. Ju wczeniej byem, a teraz mamy na to dowd. Ten behenod Parulkar i Sulejman ju od wielu lat s blisko ze sob zwizani. - Wszyscy o tym wiedzieli i zreszt wida byo to po twarzy hoty Ba-driji, ktry tylko spuci wzrok i nic nie mwi. Parulkar i Sulejman razem dorastali, a przynajmniej rwnolegle. Wiele ze synnych aresztowa i zasadzek Parul-kara organizowanych byo na podstawie informacji dostarczanych przez Sulejma-na, a osoby trafiajce do aresztu i te, ktre na mier wykrwawiay si na jakiej uliczce, byy wrogami Sulejmana, jego rywalami albo po prostu ludmi, ktrzy zaszli na tyle daleko, e postrzega ich jako swoich konkurentw. On i jego klan poknli wielu w tym miecie, obroli w tuszcz na tej codziennej diecie i dumnie paradowali po ulicach. Sulejman Isa i jego wielu braci, nawabowie Bombaju. - Wszystkich ich wymorduj - oznajmiem. Nad nami chybota si wirujcy wentylator, przekrzywiony zatacza szybkie krgi, raz na

jaki czas z lekka trzeszczc. By to jedyny dwik w pomieszczeniu. Sprawa bya bardzo powana. Pasztunowie stoczyli wojn z Su-lejmanem, zabili jednego z jego braci i wielu jego ludzi, ale on odpowiedzia atakiem na ich atak i wykrwawili si. W kocu ogoszono rozejm i ustay strzelaniny, w restauracjach przestay stukota pistolety, a kaasznikowy na stacjach paliw, ale Pasztunowie wyszli z tego starcia bardzo poturbowani. Tylko szaleniec wtpiby w determinacj Sulejmana, w jego umys albo bogactwo czy te kontakty w policji i w ministerstwach. Dlatego te moi przyjaciele nic nie mwili. W kocu odezwa si Paritosz ah. - Chyba nie mamy wyboru. Nadciga wojna. Spokojnie zdamy na pole bitwy. Moglibymy prbowa jej unikn, ale za ostatnim, piknie udekorowanym kwiatami zakrtem i tak stwierdzilibymy, e przed nami otwiera si brama do przesiknitej krwi areny. Dotarlimy zatem do tego miejsca. - Dobra - powiedziaem. - Zaczynajmy. Pocztkowo odnosilimy zwycistwa. Wykorzystalimy element zaskoczenia. Tego pierwszego dnia kazaem pochwyci Khota. Jego ona wci jeszcze bya w Delhi, wic kilku moich ludzi po prostu poszo tej nocy do jego domu, wycigno go z ka i przynioso do mnie. Nie chciaem go widzie w swoim domu, wic zajlimy si nim na dworze, na tyach budynku. Pocztkowo prbowa przekona mnie, e nic nie wie o adnym Sulejmanie Isie, jak w ogle przyszo mi do gowy, e on mgby prbowa zrobi co tak podego i szalonego, przecie wszyscy wiedzieli, e on od lat jest wierny Ganeowi bhai, zaklina si na gowy swoich dzieci. W kocu ten bezwstydny behenod prbowa podej mnie od strony religijnej. - Po co ja miabym wsppracowa z tym sukinsynem kattu? - powiedzia. -Ganeu bhai, tylko pomyl. Ja, tak jak i ty, jestem czowiekiem bogobojnym. Co tydzie daj na wityni. To jaka intryga muzumanw, eby zniszczy nasz przyja. Uderzyem go tak mocno, e a obtarem sobie palec. - Posuchaj, sukinsynu - zaczem, ale byem ju zbyt wcieky, czuem, jak oczy zachodz mi krwi. - Dowalcie mu - tylko tyle zdoaem wydusi. - Dowalcie mu - powtrzyem i odszedem. Zacz kaszle, sapa i wzywa ojca. - Papa, Papa - ka. Byo to dosy ciekawe. Wikszo mczyzn pod wpywem blu zachowuje si jak dzieci i pacze za mam. Moe Khot nie mia matki. Wrciem i patrzyem, trc obola rk. Kiedy naciskaem drugi kykie prawej rki, po doni rozchodzia si promienista fala blu. Nacisnem mocniej. Teraz poczuem zimno, szybko przemieszczajce si i dgajce ostrzem w nadgarstek. Jakby tu pod skr porusza si jaki liski, ksajcy zb. Pod gradem kopniakw Khot wi si w konwulsjach na ziemi. Przycisnem jeszcze mocniej. On pierwszy nie wytrzyma. Wszystko nam powiedzia. Nie byo tego zbyt wiele. Zna si z Masudem Mith ju od wczesnej modoci. Ich rodziny pochodziy z ssiednich wiosek, gdzie nad morzem. Masud skontaktowa si z nim ptora roku wczeniej, w Bombaju, zadzwoni do niego z zaproszeniem na herbat i ciasteczka do swojego biura w Dongri. Khot nie chcia spotka si w Dongri, wic wypili aj w taniej restauracji w Ghatkoparze. Przy tym pierwszym spotkaniu rozmawiali tylko o wioskach w Konkanie, o jedzeniu i o tym, co zdarzyo si jakiemu tam staremu ich znajomemu, ktrego ojciec by listonoszem. Mniej wicej po miesicu, w pnych godzinach wieczornych, kierowany nagym impulsem Masud przypadkowo zatrzyma si przy pooonym w pobliu Golghatu domu Khota, po prostu akurat by w pobliu i wprosi si na kolacj, na wszystkie tradycyjne dania z Konkani, jakie potrafia przyrzdzi ona Khota, eby mg zakosztowa kuchni bhabhi, jak u swojej matki. Po tej kolacji byy rozmowy telefoniczne, podarunki w postaci zegarkw i butelek whisky, ale nie doszo do adnych osobistych spotka. Khot nie by

niewinitkiem, ju od pierwszego yku herbaty Mithy wiedzia, w czym rzecz, dlaczego po tylu latach Masud Mitha nadal go pamita. I kiedy nadszed czas przygotowywania mojego transportu, tego mojego transportu za czterdzieci lakhw, to wanie Khot sign po telefon i zadzwoni do Masuda: Bhai, moe zjemy razem kolacj?. Paczc, opowiedzia nam to wszystko. - Skoczcie z nim - rozkazaem. Odwrciem si i wyszedem, i zanim jeszcze dotarem do schodw prowadzcych do tylnych drzwi, byo po wszystkim. Dwa guche uderzenia i ju byo po Khocie. Po chwili do domu wszed hota Badrija, usyszaem lekki trzask, kiedy zabezpiecza swojego glocka, zanim woy go z powrotem pod koszul. - Nie pozbywajcie si jeszcze ciaa - powiedziaem. - Jutro wylemy je Su-lejmanowi. Kiedy bdzie po wszystkim. - Kiedy bdzie po wszystkim - powtrzy i umiechn si. Zabralimy si wic do pracy. Ju wczeniej si przygotowalimy. Zrobilimy listy, odrczne mapy, zebralimy informacje. Rozstawialimy zawodnikw. Nastpnego dnia, midzy sm rano a czwart po poudniu, zabilimy Winaja ukl, Salima he-ikha, Saida Munira, Munn, Mechanika Zaheda i Prafula Bidaje. Tej samej nocy Samant zlikwidowa Azama Lambu i Pankada Kamatha, i za t akcj zosta wynagrodzony wielkimi artykuami w gazetach: Krl policyjnych zasadzek zlikwidowa najlepszych onierzy Sulejmana, a ode mnie trzema lakhami rupii. I rwnie tej samej nocy, a dokadnie rano o czwartej trzydzieci, na rg przy hotelu Imperial w Dongri podjecha samochd, z ktrego na chodnik wypad Khot, z gow zawinit w rcznik pokryty zaschnit krwi. W ten sposb dalimy im zna, kim jestemy. Krwi napisalimy odpowied. Ja jednak pragnem gowy Sulejmana, chciaem kopa j jak futbolwk. Ale on by bezpieczny w Dubaju, gdzie wyjecha po tym, jak Pasztunowie zabili jego brata i jak on sam wielu z nich zabi. Bombaj zrobi si dla niego zbyt niebezpieczny, wic ten bhadwa uciek, ale nadal prowadzi w tym miecie swoj dziaalno, przy pomocy Masuda Mithy i innych. Przygotowalimy si na ich kontratak, a oni nie kazali nam dugo czeka, zaledwie jeden dzie. Urzdzili zasadzk na trzech naszych ludzi wychodzcych z domu krewnego w Maladzie. Wszyscy zginli, zanim jeszcze zdyli sign po bro. Adaj Kamble, Noble Lobo, Amir Kenkda. Nastpnego dnia inspektorzy Parulkara zorganizowali akcj podczas naszej cotygodniowej zbirki pienidzy na Darja Mahal Bazar, gdzie jak zawsze sklepikarze czekali na nas ze swoimi pienidzmi. Policjanci, pod wodz tego muahara Madida Khana, przebrali si za robotnikw. Bez adnego ostrzeenia wystrzelili czterdzieci trzy kule. Winaj Karmarkar, ailendra Pawar, Ziauddin Kazalbasz. Walczylimy z Sulejmanem Is przez cae lato, a do monsunowych powodzi. Kiedy odbieralimy ciaa naszych z kostnicy i przewozilimy je przez biae wodospady, mielimy wraenie, e ta walka trwa ju cae wieki, e ta wojna zawsze si toczya. Zadawali nam rany, ale nie mogli nas zabi. A my ich ksalimy, kadego dnia upuszczalimy im krwi. Tymczasem wystartowaa linia lotnicza Radhans, dziecko Paritosza aha, ktry wszczepi sobie wosy, poniewa stwierdzi, e w telewizorze wyglda zbyt staro, i codziennie poucza mnie o mocy Dandi-swamiego. - Sam widziae, jak odpowiedzia na twoje proby. Wystarczyo, e poprosie, a on ci to da. Jak moesz teraz nie wierzy? Kusio mnie, eby uwierzy. Ale pamitaem z czasw modoci, e wiara jest wewntrzn zgnilizn, ktra wydra czowieka od rodka i czyni z niego eunucha. Wiedziaem, e wiara jest wygodnym oparciem dla tchrzy i sabeuszy. Nie, ja nie chciaem mie w sobie takiej choroby. Oparem si wic tej pokusie, tumaczyem to sobie zbiegiem okolicznoci. To, e

informacje dotary do nas w trakcie pudy, bez wtpienia byo tylko jakim kaprysem niepowizanych ze sob ruchw, przemieszczajcych si wzgldem siebie w sposb, ktry tylko dla mnie przedstawia jakie znaczenie, przypadkowe czsteczki, zderzajc si, tworz zudzenie, ktre w moich oczach nabiera ksztatu. Co w takim razie mona powiedzie o tych tysicach momentw w kadej minucie, kiedy nie ma adnego powizania, kiedy od jednego wydarzenia do nastpnego nie biegn adne byskotliwe nici znaczenia? Dla Paritosza aha migoczcy obraz kadej sekundy kry w sobie twarz Dandi-swamiego, mj przyjaciel baga go prezentami i bhadanani, stara si uprosi go kamieniami, amuletami i tajemnymi mantrami, a czasami si z nim kci. I zawsze potem przeprasza Dandi-swamiego i wzlatywa na skrzydach jego bogosawiestwa. By przekonany, e jeli tylko zrezygnuj z oporu i si oeni, automatycznie osun si w wiar. - Kiedy ju si naprawd ustatkujesz - powiedzia - rwnie te wszystkie bzdury si uspokoj. Raz-dwa, tak to bdzie. - I pstrykn palcami, tak, raz-dwa. Codziennie pyta mnie o list wybranych kandydatek. I tak mija ten rok. Wrzesie, padziernik. Na pocztku listopada zadzwoni Samant. Podczas tych wszystkich potyczek nadal prowadzilimy interesy i odnosilimy oboplne korzyci, on w gotwce, a ja w martwych ciaach. Ale od kiedy obaj trafilimy do gazet, trudniej nam byo spotyka si osobicie. Stalimy si winiami sawy. Co prawda tylko lokalnej, bombajskiej sawy, nie oglnoindyj-skiej, ale to wystarczyo, ebymy zrobili si bardzo ostroni. Rozmawialimy wic przez telefon, raz na tydzie zmieniajc numery.Samant mia do przekazania dosy proste informacje. Miesic po przechwyceniu mojego transportu rzd przekaza pewn kwot pienidzy, w wysokoci prawie jednej czwartej wartoci mojego towaru, rnym policjantom, a take pewnemu anonimowemu informatorowi. Wiedzielimy, e tym nieznanym sukinsynem nie mg by Khot ani te aden z jego spadkobiercw - bacznie ich obserwowalimy. Kim wic by ten gandu, ktry zabra moj wasno? Samant wiedzia ju, kim jest ten czowiek, to Kiorilal Ganpat. Znaem to nazwisko. Cay Bombaj je zna. By przedsibiorc budowlanym, przez ostatnich dziesi lat we wschodniej czci miasta a zaroio si od jego konstrukcji. Z autostrady wida byo jego budynki wystawiajce gowy z zielonych pl, grujce nad wioskami i dawnymi osiedlami. By kim wielkim. Chodziy suchy o jego interesach z Sulejmanem, ale charakter ich relacji nie odbiega od pewnej normy, takie mg mie z Sulejmanem Is kady inny przedsibiorca budowlany. Nic specjalnie bliskiego, nic szczeglnego. Mymy te rozmawiali z Kiorilalem Ganpatem, kiedy potrzebowa pomocy w uprztniciu slumsw z czterech dziaek budowlanych w Andheri. Ale jeli wzi moje pienidze, jeli mnie okrad, oznaczao to, e jest bliej Sulejmana, ni przypuszczano. A to z kolei znaczyo, e jest bankierem Sulejmana, e je z tej samej miski, co ten maderod. Podzikowaem Samantowi i rozczyem si. Nagrod mia dosta pniej i na razie nie mielimy nic wicej do omwienia. Mogem przekn t wiadomo w ciszy, zapomnie, e j syszaem, ale mogem rwnie zacz dziaa. Zachowaem j dla siebie, zamknem gboko w rodku. Chciaem to dokadnie przemyle. Tu przed witem zadzwoni telefon. Zgin kolejny nasz czowiek. Chopak z Gopalmathu, widziaem, jak dorasta na uliczkach, ktre wybudowaem. Nazywa si Rawi Rathor i wraca autobusem z Aurangabadu, gdzie mieszkali jego krewni. Psy Sulejmana Isy dorway go w Dadarze na dworcu autobusowym. Sprzedawca lodw zauway jakie przepychanki. W pobliu parkowaa czarna furgonetka. O pierwszej rano kto znalaz ciao lece w cuchncej kupie mieci w pobliu autostrady w Goregaon East i zadzwoni anonimowo na policj. W kadym udzie Rawi Rathora bya dziura po kuli, a trzecia ziaa w jego czole. Pnym popoudniem przywielimy zwoki do jego kholi. Nie mia adnych krewnych w

Bombaju, wic wasnorcznie podpaliem jego stos pogrzebowy. Okryte biaym caunem ciao zdawao si malekie pod tym caym drewnem, pod mg pomieni. Rawi Rathor, ten bardzo chudy chopak z zapadnit klatk piersiow i ulubionym pasem z wielkimi, srebrnymi klamrami, tak dugim, e owija si nim prawie dwa razy. Kiedy w niedziel chopcy grali w krykieta na pochyym boisku pod wzgrzem, Rawi Rathor sapa i dysza, biegajc midzy bramkami. A teraz by martwy. Spalilimy jego ciao i wrcilimy do domu. Usiadem w fotelu na tarasie i patrzyem, jak ponownie nadciga noc. Dolina, w ktrej yjemy i umieramy, jest dolin wiata i cienia. My w niej rozbyskujemy i zaraz ganiemy. Jake atwo Rawi Rathor odda to mae, zajmowane przez siebie na tym wiecie miejsce. Nie chciaem pi herbaty ani je kolacji, wspominaem monsun sprzed wielu lat, chude nogi ubranego w szorty Rawiego Rathora brodzcego po zalanym wod rogu midzy dwiema krtymi uliczkami. Tyle o nim wiedziaem, to wspomnienie, ten jego pas i wiszczca namitno do krykieta. - O czym tak mylisz, bhai? - zapyta hota Badrija. Siedzia na posadzce na kocu tarasu. - Baa, co masz w odzi? - Prosz? - Myl o Dandi-swamim. hota Badrija opuci nisko gow, drapic si w kostki. Stara si domyli, w jakim jestem nastroju, czy moe zaryzykowa kolejne pytanie. Poduba palcem w dachu, na paznokciu podnis jaki wirek. - Zostawcie mj dom w spokoju - powiedziaem. - To wanie zrobi my. Zatopimy d. Kiorilal Ganpat by wielkim bhaktem Siwy. Kadego ranka dzikowa Bho-lenathowi za te wszystkie wyudzone krory, za wrczane apwki, za cement mieszany z piaskiem, za tandetne okablowanie, ktre wyazio z nierwnych cian, za budynki postawione bezprawnie i bez zezwolenia, za naruszanie prawa, za dodatkowe kondygnacje zdecydowanie przewyszajce limity FSI, za pienidze przedstawicieli klasy redniej, ktrzy marzyli o wasnych domach, za niewolnicz prac, za slumsy, za twardzieli wymachujcymi mieczami, za Sulejmana Is. W tych cikich czasach Kiorilal Ganpat zachowywa odpowiednie rodki ostronoci i zawsze towarzyszyli mu dwaj muskularni goryle, tak napakowani, e idc, musieli szeroko rozstawia nogi, jakby kto okrci im goli gumk. Kiorilal Ganpat lubi rwnie, eby wszystko wygldao jak naley, wic kierowca jego mercedesa nosi biae ubranie i czapk, a dwaj ochroniarze szare ubrania w stylu safari. Poza tym Kiorilal Ganpat ze wszystkich si stara si nie marnowa czasu. Kolekcjonowa skrty, ktre pozwalay zaoszczdzi dwie lub trzy minuty w tych maderod jazgotliwie zakorkowanych ulicach miasta, swoim pracownikom robi wykady o japoskiej punktualnoci, a w kady wtorek rano przychodzi do wityni Siwy przy uliczce Satjagrahiego Jamunanatha, dokadnie o smej trzydzieci, co do minuty, punkt sma trzydzieci, jak to lubi mwi tym, ktrzy mogli go usysze. A to wszystko tylko uatwiao nam rozegranie planowanej partii. Rozstawilimy zawodnikw. Szeciu chopakw, sze pistoletw star. Wiedzielimy, gdzie jest postument, na ktrym siedzi Siwa, poznalimy schody prowadzce na uliczk, przy ktrej stay rzdy domw i gdzie kryli uliczni sprzedawcy, wiedzielimy, w ktrym miejscu mercedes bdzie czeka na swojego pana, wiedzielimy, gdzie bd goryle. Wszystko poszo gadko, jak naoliwionemu laurze w wilgotnej ut. Kiorilal Ganpat zszed po schodach, dzierc w grze prasad uoony na specjalnym, srebrnym thalu. Buty ustawi u stp schodw, czubkami na zewntrz, i bardzo sprawnie w nie wskoczy, zyskujc na tym chyba ze trzy dobre sekundy. Ochroniarze wci jeszcze byli pochyleni, obrceni tyem do swojego szefa wkadali sanday, i kiedy Kiorilal Ganpat podnosi wysoko nog, aby przekroczy kau, mj czowiek, Banti, przesun si i stan mu na drodze. Kiorilal Ganpat odwrci gow, eby na niego spojrze, a

Banti unis praw rk i odstrzeli mu lewe oko. Jeden z ochroniarzy sign pod koszul i natychmiast pad na ziemi. Drugi usiad na stopniach wityni i nawet nie podnis rk z kamienia, na ktrym zacisn pobielae paznokcie. Tymczasem Kiorilal Ganpat potyka si i zatacza na uliczce, od rogu do rogu, od drzwi do drzwi, szukajc wyjcia, jakiejkolwiek drogi ucieczki. Banti szed za nim, pakujc mu nabj po naboju w plecy i poladki. W kocu Kiorilal Ganpat pad na kolana przed szkaratnymi drzwiami, pod elegancko wymalowanym na biao symbolem om, z nisko opuszczon gow i wysoko uniesionym w gr gandem, w zakrwawionym ubraniu, martwy na amen.Banti i pozostali chopcy odeszli, niezbyt szybko i niezbyt wolno. Odwrt by rwnie prosty jak caa robota, wsiedli do dwch samochodw i odjechali. Potem porzucili te samochody na rogu w Maladzie i wsiedli do furgonetki. W trzy godziny wszyscy byli poza miastem. A ci z nas, ktrzy tu pozostali, zaczli mie si na bacznoci. Wiedzielimy, e doprowadzilimy do eskalacji konfliktu, wic bylimy przygotowani. Mieszkaem teraz w trzech rnych domach, do ktrych przeprowadzaem si w nieregularnych odstpach czasu. Paritosz ah marzy o locie potnym mercedesem, opancerzonym i z kuloodpornymi szybami. hota Badrija kaza chopakom chodzi po uliczkach i doglda naszych interesw. mier Kiorilala Ganpata przeniosa si z pierwszych stron gazet do pomniejszych informacji na dalszych stronach, a w kocu zupenie znikna. Oprcz dwch star z ludmi Parulkara, w ktrych stracilimy trzech chopakw, ycie biego dawnym trybem. Nie bdcie zbyt pewni siebie, mwiem codziennie moim ludziom. Nie zasypiajcie. Oni na pewno nie pi, co przygotowuj. To nadejdzie: siekiera, kula, cios. Musi nadej. Toczymy wojn z Sulejmanem Is. Z samym Sulejmanem Is.Gane Gaitonde - to nazwisko miao swoj wag, jak solidno. Stao prosto, nie cofao si, to byo mocne nazwisko. Wydrukowane nioso w sobie jak okrelon, symetryczn trwao, a w uchu brzmiao jak podwjne uderzenie w nagad. Ludzie ufali mu i ludzie si go bali. A tu: Sulejman Isa. Te wszystkie goski s, wiadczce o przebiegoci. Podej, pokrtnej, szczurzej przebiegoci. I wanie ona dopada nas pewnego ranka pod koniec listopada. Zadzwoniono do mnie kilka minut po tym wydarzeniu. Paritosz ah wyjecha z biura linii lotniczych Radhans swoim niepokonanym mercedesem. Ochroniarze zamknli podwjn bram za samochodem, przyspieszajcym jak czog na uliczce. Z przodu siedzia kierowca, stary i zaufany pracownik, a obok niego ochroniarz, tym razem nie by to Bada Badrija, przebywajcy wwczas na tygodniowym urlopie w swojej wiosce w Uttar Prade, ale jego zmiennik, niejaki Patka. Paritosz ah siedzia z tyu i wprowadza nazwiska do elektronicznego terminarza, ktry tego ranka otrzyma na specjalne zamwienie z Singapuru. Chcia prowadzi interesy z samochodu, zarabia jeszcze wicej pienidzy. Uliczka biegnca od Rajhans skrcaa w lewo w kierunku Ambedkar Road. Kiedy mercedes zblia si do skrzyowania, z tyu nadjechaa furgonetka i zbliya si do niego. W poprzek uliczki stana ciarwka, blokujc zakrt i zamykajc mercedesa midzy swoj burt, a furgonetk: nie mona byo ruszy si ani do przodu, ani do tyu. Furgonetka uderzya w tylny zderzak mercedesa, pchajc go w kierunku ciarwki. Kule przebiy tylne opony. A zaraz potem dwch mczyzn zaczo wali motami w lew, tyln szyb mercedesa, ktra, pomimo hartowania i kuloodpornego zabezpieczenia, pod uderzeniami zacza si pokrywa gwiazdkami i wygina do rodka. Ochroniarz wycign pistolet, ale na wprost niego sta go z kaasznikowem, mierzc do niego przez okno. eby ochrania Paritosza aha, Patka musiaby opuci szyb, a to otworzyoby drog dla kaasznikowa. Ochroniarz wymierzy z pistoletu, ale przednia szyba zostaa w miejscu. Tymczasem moty miadyy szyb tyln. Paritosz ah rzuca si na siedzeniu, i rozpaczliwie przebierajc palcami, stuka w swj telefon komrkowy. W pewnym momencie, pod uderzeniami motw, u samej gry wybrzuszajcej si do rodka tylnej szyby wykruszya si niewielka szpara, otwr wielkoci monety rupiowej. Wystarczajco duy dla lufy,

dla drugiego kaasznikowa. Do wntrza samochodu wyprniony zosta cay magazynek. Ochroniarz prbowa strzela, mierzy w stron ryczcego ognia, ktry roziskrzy si wewntrz mercedesa, ale jego kule niczego nie powstrzymay, mogy jedynie odbija si rykoszetem po wntrzu samochodu.Chopcy prbowali mnie powstrzyma, bym nie pojecha w to miejsce, nie pojecha do mojego przyjaciela. Odsunem ich, wsiadem do samochodu i sam tam pojechaem. Przybyem na miejsce kilka minut po policji, i przynajmniej policjanci nie prbowali mnie powstrzyma. Tylna i boczne szyby mercedesa wyglday jak pokryty pajczyn krystalit, posmarowany od wewntrz ciemn galaret. Przednie drzwi po lewej byy otwarte. Kierowca ocala i wyczoga si przez ciao martwego ochroniarza, kiedy ju umilka grzmica kanonada. Nachyliem si do wntrza samochodu, oparem do na atasowej skrze zagwka nad przednim fotelem i spojrzaem w d, za fotel. Nie byo tam Paritosza aha. Bya tam jaka miazga sflaczaego ciaa, przebitego, podziurawionego i porozdzieranego. Bez twarzy. Pod szerokim czoem rozupana misa surowego misa, kawaeczki ostrych, biaych koci. Nie byo Paritosza aha. Na pewno nie mgby zmieci si w tym maym kanale za fotelem, tam nie zmieciby si Paritosz ah, ten mj grubas. Ale oto zobaczyem do z piercieniami, ze wieccymi kamieniami ochronnymi. A tu stopa, wci w nowiutkim, bordowym mokasynie z frdzlami. To od niego poznaem to sowo, wypowiedzia je z bardzo pobaliw cierpliwoci: Nie czerwony, to jest kolor bordowy. Bordowy. A tam jego elegancko uoona, ciemna czupryna. Ale gdzie Paritosz ah? Tu go nie byo.Pojechaem do jego domu i cho adna z mieszkajcych tam kobiet sowem si do mnie nie odezwaa, ja i tak wyczuwaem ich nienawi. Zgin przeze mnie. Zgin za mnie. To ja go zabiem. Nikt nie mia tego powiedzie, ale nie trzeba byo sw. Kiedy jego ciao leao na dziedzicu, zawinite w biae przecierada, ktre wszystko skryway, i kiedy jego crki zawodziy, nikt tego nie powiedzia. W pobliu ciepa bijcego od stosu nikt tego nie powiedzia. Wrciem do Gopalmathu i cho wci nikt tego nie powiedzia, i tak rozbrzmiewao to echem w kadym wicie mojego oddechu, w kadym skurczu mojego pulsu. Signem po whisky. Powiedziaem chopakom, eby mi co przynieli, cokolwiek, byle szybko. Natychmiast. Gardo palio mnie od whisky i wyobraaem sobie, e umieram. Zadgany noem, szabl, zastrzelony, powieszony. Moje ciao osuwao si na ziemi. A potem ponownie si osuwao. Kule rozszczepiay koci w moich okciach, rozcinay na p mj korpus. Z radoci przyjmowaem kady upadek. Czemu mier nie nadchodzia? ycie ciskao moj gow w stalowej obrczy. Pulchne ciao Paritosza aha wyprnione z krwi, z powietrza. Jak wycieka z czowieka ycie? Jak odchodzi? Czy taki wyciek sycha? Czy sycha tylko stukot pociskw? Uniosem rk, zbliyem j do oczu, przycisnem twarz do sprystych wosw porastajcych przedrami, czuem bijce w nich ycie. Kady mieszek wosowy pulsowa yciem. Przekrciwszy nadgarstek drugiej rki, rozbiem szklank z whisky o kolumienk ka. Odamkiem w ksztacie pksiyca przeciem wybrzuszenie minia pod zacinit pici. Przecignem szko przez zwarte dba woskw, a krew sczya si bezszelestnie. Odwrciem rk i ujrzaem pulsowanie ttna na nadgarstku. Tak atwo to przeci, atwo to zakoczy. Jake atwo.W tym momencie poczuem do siebie odraz. Paritosz ah y. y w peni, ywi swoj on, swoje dzieci, setki swoich pracownikw. On ywi wiat, a nawet kiedy umiera, walczy, eby zadzwoni eby co powiedzie. Prbowa zadzwoni do mnie. Wiedziaem o tym. Nie do ony, nie do dzieci, wanie do mnie. Co mg chcie powiedzie, korzystajc z tego cudownego impulsu elektrycznoci, pokonujcego dzielc nas odlego? mier ju go dopadaa, a ja nie mogem go uratowa. Musia zdawa sobie z tego spraw. Co mg chcie powiedzie, w tej ostatniej chwili? Mnie, swojemu przyjacielowi? Spojrzaem na splamion moj krwi pknit krzywizn szka i ju wiedziaem. Przeczogaem si na drug stron ka, gdzie znalazem stos zdj. Ze rodka pliku, nawet nie patrzc, wycignem jedn fotografi. I zawoaem do moich

ludzi. - Ma by ta - powiedziaem do hoty Badriji, ktry siedzia z szecioma innymi chopakami i czyci swj pistolet. Wszyscy byli zaskoczeni. Spodziewali si narady wojennej. Kiedy tylko gin kto z naszych, zbieralimy si, eby nakreli zadania na nastpny dzie, na nastpny tydzie. Kogo zabi i jak to zrobi, o tym zawsze rozmawialimy. A ja teraz chciaem kobiet. hota Badrija podnis fotografi ze stolika, na ktry j upuciem. - Teraz, bhai? - Nie, nie o to chodzi. - Pomyla, e chc dziewczyn na noc, eby szybko rozadowa napicie, ale dziewczyna wygldaa na przyzwoit, i to go zaskoczyo. Szturchnem go w rami. - To nie to, dhakkan. Tego pragn Paritosz-bhai. A take Dandi-swami. Chc si z ni oeni. Nazywaa si Subhadra Dewalekar i oeniem si z ni cztery dni pniej. Pocztkowo jej ojciec uwaa za bezduszne, ebym eni si tak szybko po mierci przyjaciela. Wiem, e podobnie mylaa wikszo moich ludzi. Ale wyjaniem im, e takie byo ostatnie yczenie mojego przyjaciela, i wtedy przypomnieli sobie te wszystkie jego kazania, to wybieranie kandydatek, to, jak on nalega. Nie wiadomo, skd pojawia si plotka, ktra nabraa cech pewnoci, e on naprawd zadzwoni do mnie z mercedesa, kiedy uderzenia motw oddzwaniay koniec jego ycia, i zdy mi powiedzie: Musisz si oeni. Kiedy wic wsplnie, Subhadra i ja, obchodzilimy ogie, nasze maestwo stao si aktem spenienia ostatniego yczenia martwego przyjaciela. Z caego miasta cignli chopcy, przychodzili caymi tuzinami i patrzyli na nasz powan ceremoni w wityni w Gopalmacie, z wilgotnymi oczami, z gotowymi pistoletami i wyrazem zaciekej lojalnoci. Po ceremonii usiedlimy przed domem, a mieszkacy Gopalmathu podchodzili zoy wyrazy szacunku. Ojciec Subhadry zbiera koperty. By emerytowanym kierowc autobusu linii 523 i mia cztery crki. Na pocztku ywi pewne wtpliwoci, bo hota Badrija odwiedzi go w okresie, kiedy wszystkie popoudniwki wci jeszcze pene byy zdj mercedesa mierci, ale przekona go stos plikw pisetrupiowych banknotw, wyrosy na jego tacy do podawania herbaty. O crki trzeba si troszczy. A teraz kierowca autobusu sta po mojej prawej stronie i odbiera koperty z prezentami od stojcych w kolejce yczliwych osb. Bada Badrija podszed z grub, czerwon kopert. Natychmiast powrci ze swojej wioski, kiedy tylko si z nim skontaktowalimy, i widziaem, e wci wstydzi si, e zostawi szefa bez opieki. Ale ju od piciu lat nie by w swojej wiosce, a wina za to, co si stao, absolutnie nie leaa po jego stronie. Powiedziaem mu to i go ucisnem. Po tym wszystkim siedziaem na ku usanym patkami ry. Skd dobiegay dwiki piosenki, przeplatanej melodi fletu. W rogu ka stercza skulony, czerwony namiot z sari, a wewntrz niego drce, chude ciao. Moja ona. Byem onaty. Krcio mi si w gowie, jakbym dopiero co obudzi si z dugiego snu. Zapytaem: jak do tego doszo? Na to pytanie nie byo adnej odpowiedzi. Stary bl Mary Mascarenas gotowa bya mwi. Sartad czeka na ni, stojc samotnie po drugiej stronie ulicy naprzeciw salonu Pali Mili, w ktrym pracowaa. Na biegncej po zboczu ulicy roio si od nastolatkw wystrojonych w drogie ciuchy, chopcw wychylajcych si z eleganckich samochodw, kupionych przez bogatych ojcw, i dziewczyn, krccych si w grupkach po trzy lub cztery. Sartad czeka w pobliu kiosku z papierosami, tu obok grupki sucych i kierowcw, ktrzy przyszli tu na wieczornego papierosa i na pogaduszki. Tego ranka zadzwoni do Mary i delikatnie wspomnia, e chciaby z ni porozmawia. Po pracy, odpara, a w jej gosie nie wyczu ju tego gniewu, tylko jak rezygnacj. Sartad by wic pewien, e tym razem uda

mu si uzyska jakie ciekawsze informacje: sama sobie bdzie chciaa wyjani, co si stao i dlaczego. Przyszed chwil przed umwion por i przysuchiwa si rozmowie kierowcw dyskutujcych o cenach akcji i o losach przedsibiorstw. Kierowcy wiedzieli wicej ni ktokolwiek inny, suchali rozmw prowadzonych w samochodzie przez Sahibw i memsab, obserwowali ich poczynania, nosili dokumenty i pienidze. Sartad patrzy na flirtujcych chopcw i dziewczyny i ze wzgldu na Katekara stara si nadstawia ucha na rozmowy o giedzie. Kate-kar nie gra na giedzie, ale uwaa, e rynkiem rzdzi logika i wystarczy tylko zna zasady. Jeli wyczuje si odpowiedni rytm, mona zosta krlem. Potrzebne byy tylko informacje i wyksztacenie. Sartad stara si wic sucha, ale wiedza kierowcw zdecydowanie przekraczaa jego znajomo tego tematu i niewiele potrafi zrozumie z ich oywionej dyskusji. Kiedy bardzo wytworne memsab wyszy z salonu, maa grupka kierowcw na moment skurczya si i zaraz rozproszya, nie przerywajc jednak swoich artw. Palili papierosy i jedli an z maych paczek. Ci kierowcy bardzo dobrze zarabiali i byli elegancko ubrani, pasowali do statusu swoich chlebodawcw.Mina ju sidma, kiedy przez niebieskie szklane drzwi salonu wysza Mary. Ubrana bya w czarny T-shirt, wsk czarn spdniczk do kolan i czarne pantofle na paskim obcasie, wosy miaa cignite w koski ogon. Sartada uderzya jej elegancja. Kobieta stanowia uosobienie skromnoci i gdyby stana obok tych dumnie kroczcych nastoletnich ksiniczek, nikt nie zwrciby na ni uwagi. Ale sytuacja si zmieniaa, kiedy spojrzao si na te jej proste plecy, na symetri ramion i donie zoone na czarnej torebce. Zobaczya go, a on unis rk na powitanie.Przeszed na jej stron ulicy, zalan blaskiem drogich sklepw, Gurlz, Expressions, Emotions. - Przepraszam za spnienie - odezwaa si Mary. - W Tad jest dzi due przyjcie. Miaam trzy dodatkowe klientki. - Przyjcia w Tad z pewnoci wymagaj doskonaych fryzur. - Nigdy tam nie byam, wic nie wiem. Ale fryzur potrafi si zaj. Mwia jzykiem hindi z akcentem, sprawnie i pynnie, ale lekko improwizujc, bez kompleksw zmagaa si z eskimi formami dzierawczymi i czasami. Sartad daby sobie rk uci, e po angielsku kobieta mwi lepiej, ale jego angielski by ju zmurszay i niezgrabny. Wiedzia jednak, e jako uda im si porozumie za pomoc tej mieszanki rnych sw, tego bombajskiego konglomeratu. Dobrze sobie radzimy w tych jzykowych khiri, pomyla. - Tam stoi mj samochd - rzek. Przez telefon zaznaczya, e wolaaby, eby nie przyjeda po ni do pracy, ale zapewni j, e nie przyjedzie w mundurze, policyjnym dipem i e bdzie sam. Pod czujnym wzrokiem kierowcw wycofa na ulic i poczeka, a Mary wsidzie do rodka. - Pojedziemy na Carter Road -powiedzia, a ona tylko skina gow. Z pewnoci nie chciaaby te, eby jej ssiedzi mieli temat do plotek, o wizytach policjantw albo dziwnych sikhw. Znalaz przydron zatoczk przy wale nadmorskim, wirowe pobocze, na ktrym byo nieco mniej ulicznych sprzedawcw, ebrakw i przechadzajcych si kochankw. - Ten statek zupenie znikn - zauway. - Nie zosta ani kawaek. Jak on si nazywa? Kiedy sta tam zagraniczny frachtowiec, po awarii silnika wyrzucony na brzeg przez sztorm. W pewnym okresie stanowi atrakcj turystyczn, z okazaym kadubem wycignitym daleko poza lini wody. Pewnej nocy, bardzo pno, Sartad siedzia na awce przed statkiem i caowa Megh. Wkrtce potem si rozstali. Zhen Don - odpara Mary. - Pocili go na zom. Ju od lat go tu nie ma. Mylaem, e chcieli przerobi go na przybrzeny hotel. Wiksz warto przedstawia jako zom. - Niebo, podobnie jak przez dwa ostatnie

dni, miao niezmiennie ten sam, nieokrelony, szary kolor, a poniej na horyzoncie unosiy si niewyrane sylwetki zagranicznych statkw. Mary zwrcia twarz do Sartada. - Czytaam w gazetach, e przy przesuchaniu kobiety powinna by obecna policjantka. - Nie prowadz przesuchania - odrzek Sartad. - Nie jest pani podejrzan. Nikt nie jest podejrzany. Ja tylko staram si zrozumie, co si wydarzyo, co tam robia pani siostra. I sdziem, e raczej nie bdzie pani chciaa rozmawia o tym w towarzystwie wielu osb. Traktujmy to jak prywatn rozmow. Wszystko, co pani powie, zostanie midzy nami. - Nie mam nic do powiedzenia. - Nie ma pani nic do powiedzenia o swojej siostrze? - Od dawna jej nie widziaam. Ju od lat z ni nie rozmawiaam. - Dlaczego? Pokciycie si? - Pokciymy si. - O co? - Dlaczego chce pan to wiedzie? - To najpewniej pomoe mi zrozumie, jaka bya. - A pomoe panu doj do tego, dlaczego znalaza si w tym miejscu? - Moe. - Ona nie bya z kobiet. Mary bya niespokojna, skulona siedziaa na wywiechtanym, niebieskim fotelu, jak najdalej od Sartada. Patrzc na jej ma, czarn torebk, ktr umiecia midzy nimi, zda sobie spraw, e ta kobieta boi si go, boi si tego postoju przy wale nadmorskim, tego, czego on moe od niej da. To dlatego zapytaa o policjantk. Przyzwyczai si ju, e ludzie lkaj si jego munduru, ale teraz na sam myl, e ta kobieta moe go podejrzewa o ch molestowania jej, zrobio mu si niedobrze. W ciemnociach wyszuka stacyjk i z metalicznym zgrzytem wrzuci bieg. Szybko przejecha kawaek drogi i zatrzyma si przy tumie wieczornych spacerowiczw, tu obok haaliwej grupki nastolatkw objadajcych si lodami. Mary patrzya na niego z szeroko otwartymi oczami. - Musz si napi narial-pani - powiedzia. - I chciabym, eby pani zrozumiaa, e nie mam zamiaru zrobi jej krzywdy. Chc tylko z pani porozmawia, czy to jest jasne? Skina gow i bacznie go obserwowaa, kiedy machn rk na ulicznego sprzedawc i zapaci za dwa kokosy. Trzymaa napj oburcz i pia wielkimi apczywymi ykami, a oprnia skorup. Sartad wycign do niej rk ze swoim kokosem. - Moe jeszcze? - Nie - odpara, ale wida byo, e poczua ulg. Jeszcze si nie uspokoia, ale ju nie kulia si przed nim. Sartad sczy swj narial, patrzy na ni i czeka. - Moja siostra miaa pitnacie lat, kiedy po raz pierwszy przyjechaa do Bombaju zacza Mary. Wygldaa przez swoje okno, w stron leniwie przewalajcego si morza. - W tym czasie mieszkaam z mem w Kolabie. Przyjechaa i zatrzymaa si u nas. Dorastaymy w gospodarstwie matki w okolicy Mangalore. Nasz ojciec zmar, kiedy miaam jedenacie lat. Wyszam za m i wyprowadziam si do Bombaju. A Dodo przyjechaa, eby zamieszka z Johnem i ze mn. Bya moda, ale mwia, e chce zosta pielgniark, a w naszej wiosce bya tylko wiejska szkoa. Z doskonaym wynikiem zdaa egzamin po dziesitej klasie. Chciaa uczy si angielskiego i zosta pielgniark. Mielimy mae mieszkanie, ale ona spaa na sofie, a poza tym bya moj modsz siostr. W tamtych czasach bya bardzo drobna i chuda. Wosy czesaa w trzy kucyki. Uwaaam, e zbyt czsto oglda telewizj, i powiedziaam o tym Johnowi. Potrafia caymi dniami i nocami siedzie po turecku przed odbiornikiem. Ale John stwierdzi, e to jej

wyjdzie na dobre, e ona powinna nauczy si angielskiego i hindi. Przekomarza si z ni i j rozmiesza, mwi, e moja siostra zna tylko dungle reklamowe Wiko-Wadradanti. Twierdzi, e potrafi rozmawia tylko o zbach i wosach. Ale Dodo bya bardzo inteligentna. Z dnia na dzie coraz wicej rozumiaa. Ju po krtkim czasie nie baa si samodzielnie chodzi na zakupy. Ja pracowaam na penym etacie jako sprzedawczyni w sklepie z artykuami skrzanymi i jej obecno w domu bya wielk pomoc. Ale nagle zrobia si bardzo pewna siebie. Przestaa nosi drukowane spdnice, zmienia fryzur, zacza inaczej chodzi. W cigu szeciu miesicy staa si inn osob. Dziewczyn z Bombaju. A pewnego dnia zacza mwi o aktorstwie. Naladowaa bohaterki filmw, seriali i prezenterki telewizyjne. Ja te tak potrafi, mwia. Pocztkowo miaam si z tego i szybko o tym zapominaam. Ale ona w kko to powtarzaa. John zwrci na to uwag. Powiedzia: wiesz, ona ma racj. Spjrz na ni. Wcale nie jest od nich gorsza, a nawet lepsza. Dlaczego nie miaaby tego robi? Mia racj. Ona brylowaa. Ja tego nie dostrzegaam, bya moj ma siostrzyczk, ale bez tych swoich kucykw staa si gwiazd. Pozowaa przed lustrem w szafie i przegldaa si w oknach mieszkania. Dopiero teraz zauwayam wzrok ssiadw, kiedy ona co rano zbiegaa po schodach, w drodze po chleb. Chopcy z naszej ulicy czekali na ni wieczorami, eby tylko koo nich przesza. Tego lata rwnie ja zaczam w to wierzy. W kocu kada gwiazda filmowa skd pochodzi. Nikt nie rodzi si z twarz opromienion blaskiem. Jedna wychowuje si w Bangalore, a druga w Lucknow. Niektre pochodz z cakiem zwyczajnych rodzin. A teraz maj pienidze i saw. Dlaczego wic nie Dodo? Dlaczego nie moja siostra? Wszyscy dalimy si temu omami, uwierzylimy w t mrzonk. Widzielimy, e co takiego mogo zici si w przypadku innych dziewczyn. Dlaczego wic nie miaoby si tak sta z Dodo? Znajomy Johna pracowa dla MTV, co prawda by tam tylko ksigowym, ale zna ludzi, ktrzy realizowali program. Pewnego dnia John wzi sobie w pracy wolne popoudnie i zabra Dodo do Andheri East, eby spotkaa si z ludmi z MTV. Wsiedli do pocigu, a potem pojechali motoriksz. Wrcili bardzo podekscytowani. Jeden z kierownikw z MTV, Anglik, powiedzia, e jest urocza i pikna. Prosz to sobie wyobrazi. Nie dostaa jeszcze adnej pracy, ale ju samo spotkanie z kim tak wanym byo fascynujce. Tak wielki dystans dzieli nasze skromne mieszkanko od MTV, a im udao si go pokona w jedno popoudnie. Niemoliwe stawao si moliwe. Lato skoczyo si i Dodo zostaa przyjta do szkoy, ale jej teraz nie w gowie bya edukacja. Braa lekcje taca i aktorstwa. Rozmawiaa z producentami i reyserami. John zabiera j czasami, a nawet czsto, na te spotkania w Bandrze, w Duhu, w Film City. Pocztkowo w jego pracy okazywano tylko zaniepokojenie, ale potem zaczto si denerwowa. Martwiam si. Ale on powiedzia, e jeli chce si wiele osign, trzeba podj wielkie ryzyko. Musimy by dalekowzroczni i nie ba si niczego. Nie bj si. Staraam si wic nie ba, ale mi to nie wychodzio. Baam si o Dodo. Widziaam, e ona bardzo wierzy w swoj przyszo. Kady walczy, mwia. Trzeba walczy. Aiwaija walczya, nawet Madhubala walczya. I musz walczy, mwia Dodo. I w kocu zwyci, mwia. Zwyci.Od morza nadesza rozkoszna bryza, fal fioletu wydymajc sari przechodzcych kobiet, rozrzucajc wosy na oczach Mary. Ale ona bya daleko, nie mwia do niego, tylko do siebie. - Wszyscy si w to zaangaowalimy. Odkadaam na lekcje Dodo. John nieustannie telefonowa do swoich nowych znajomych z krgw MTV, starajc si trzyma rk na pulsie. On rwnie si odmieni i by teraz innym Johnem. Ju od bardzo dawna nie widziaam, eby by tak podekscytowany. Raz czy dwa poszam z nimi, z Johnem i Dodo, na takie telewizyjne przyjcie. Przyjcie ze synnymi twarzami z telewizji. Tu Arana Puran Singh, a tam Widajendra Ghat-ge. Widziaam, jak John ciska rce rnym ludziom i jak si mieje, jak si z nimi wita, poklepuje po plecach. Tej nocy w ku obj mnie i wyjania mi to. Tak wyglda

praca w tym biznesie. Tak si zaatwia zlecenie. To wszystko jest kwestia poznania odpowiednich ludzi i zapewnienia sobie ich yczliwoci. I tak to si krci. Ten rok na tym wanie nam upyn, w oczekiwaniu na co wielkiego. Tak to odczuwalimy. Dodo zostaa raz zaangaowana jako modelka, a potem jeszcze raz. Za pierwszym razem bya to krtka reklama telewizyjna butw Dabur, w ktrej wraz z dwoma innymi dziewczynami taczya na barierce rozdzielajcej jezdnie autostrady. We wtorkowy wieczr czekalimy przed wczonym telewizorem. Jaki podnielimy krzyk, kiedy ona nagle pojawia si na ekranie. Dodo bya w telewizji, taczya. Zaczlimy taczy, John wycign otrzyman od znajomego ksigowego ma buteleczk szampana, jakie podaj w samolocie, otworzy j i wszyscy pilimy prosto z butelki. Po tym jej tacu na autostradzie nie mielimy ju adnych wtpliwoci. Nic nas nie zatrzyma. To bya tylko kwestia czasu. John w kko to powtarza, to tylko kwestia czasu. Ale nic si ju nie wydarzyo. Dodo zwodzono niekoczcymi si spotkaniami. Prosz przyj ponownie, jeszcze nie podjlimy decyzji, ale zawsze potem okazywao si, e wybrano inn dziewczyn. Bez koca o tym mylaa i powtarzaa: dlaczego nie ja? Rozmawiaa z Johnem o ubraniach, makijau, o przybieraniu odpowiedniej pozy. Nastpnym razem zrobimy to w ten sposb. Nastpny razem bdzie tak. Nieustannie snuli plany. Nastpnym razem.I wtedy ich przyapaam.Nagle urwaa i odrzucia wosy z twarzy. Nie patrzya na niego, ale teraz ju bya przy nim, ju nie tkwia we wspomnieniach. - Przyapaa ich pani? - bardzo cicho zapyta Sartad. Odchrzkna. - Byam w pracy. Poczuam si niedobrze, zrobio mi si sabo. W tym czasie szalaa jaka wirusowa gorczka. Wszyscy na ni chorowali. Caa byam rozpalona, wystarczyo mnie dotkn, eby wyczu wysok temperatur. Waciciel sklepu powiedzia, ebym posza do domu. Poszam wic. A oni leeli w moim ku. Taka sytuacja, kiedy rozmwca po raz pierwszy wyznaje swoje upokorzenie, zawsze niesie w sobie pewne niebezpieczestwo. Zbyt silna reakcja, nawet jeli ma wyraa wspczucie, moe spowodowa, e stracimy z t osob kontakt, ona zwinie si w kbek wok swojego obnaonego blu, zamknie si w sobie i skryje wszystkie istotne szczegy. - Rozumiem - odezwa si Sartad. - M pewnie prbowa pani przekona, e wszystko jest w porzdku, e nic si nie zmienio. Bya lekko zdziwiona jego sowami, zaskoczy j, i w jej renicach pojawi si jaki bysk. - Tak - powiedziaa. - Chyba wydawao mu si, e moemy wszyscy szczliwie mieszka razem. Ja bd na nich dalej pracowa, zarabia pienidze na ich ciuchy i wysya ich na te spotkania. - A ona? - Ona... ona bya na mnie wcieka. Jakbym zrobia co zego. Kocham go, powiedziaa. Cigle to powtarzaa. Kocham go. Jakbym ja go nie kochaa. W kocu jej to przypomniaam. To mj m, powiedziaam. A ona odpara: nie, ty go nie kochasz. Nie moesz. Krzyczaa. A ja byam wcieka. eby moja siostra mwia mi co takiego. eby moja siostra i mj m dopucili si czego takiego. Wyno si, powiedziaam jej. Wyno si. - I co potem? - Poszed z ni. Dwa dni pniej wrci po ich rzeczy. - Rozumiem. - Potem si rozwiedlimy. Byo mi bardzo ciko. Nie sta mnie byo na czynsz. Prbowaam zamieszka w schronisku dla kobiet, ale brakowao wolnych miejsc. Na krtki okres zatrzymaam si w YWCA. A potem musiaam mieszka

w dhoparpati, w Bandra East. Trafiaam w przerne miejsca. - Nie chciaa pani wrci do domu? - Do matki? Do tego domu, w ktrym dorastaam razem z Dodo? Nie, nie mogabym tam y. Nie mogam wrci. Nawet slumsy byy lepsze, lepsze ni ten dom, pozostawiony daleko za sob. - Teraz ma pani adne mieszkanie - powiedzia Sartad. - Dugo to trwao. W tym salonie zaczam od zamiatania wosw z podogi, mycia noyczek i grzebieni. - Spotkaycie si pniej? - Dwa albo trzy razy. Przed udzieleniem rozwodu sd kae uda si na spotkanie z psychologiem. Ona czekaa na niego przy wyjciu. Nie zamieniam z ni ani sowa. Potem jeszcze widziaam j, kiedy sdzia orzeka rozwd. - A pniej? - Raz czy dwa syszaam o nich od krewnych i znajomych. Mieszkali w Gor-gaonie. Cigle prbowali zaczepi j w jakim filmie czy czym takim. Raz widziaam j w telewizji, w jakiej reklamie sari. Bas, nic wicej. - Ju nigdy pani z ni nie rozmawiaa? - Nie. Rwnie moja matka bya na ni bardzo obraona. Ma bya chora i Dodo chciaa si z ni skontaktowa, ale Ma odmwia, nie chciaa rozmawia z t grzeszn, bezwstydn dziewczyn. Umara, nie zamieniwszy z ni ani sowa. A ja, prawd mwic, te nie chciaam o niej nic wiedzie. - Nic nawet nie obio si pani o uszy? Pokrcia gow. - Tylko raz. Jakie dwa lub trzy lata temu. Moja ciotka mieszka w Bangalore. To jest siostra matki. Mwia, e spotkaa Dodo na lotnisku. - Pani ciotka z ni rozmawiaa? - Nie. Ciotka wiedziaa, co ona zrobia. - Dodo wsiadaa do samolotu? - Tak. Wyglda na to, e udao si jej stan na nogi. Nie wiem, w jaki sposb. Nic o niej nie wiem. Nic nie wiem o tym, co si z ni stao. Co si z ni stao. Jak ta ambitna, pragnca mioci nastolatka zacza kupczy ciaami, dlaczego skoczya zamordowana przez jakiego bhai o skonnociach samobjczych. Nie wiedzia, jak to si stao, ale potrafi to sobie wyobrazi, to powolne staczanie si z przyj organizowanych przez wiat filmu w przerne sfery przestpczoci. - My rwnie mamy niewiele informacji na jej temat - powiedzia. - Pracowaa w telewizji, realizowaa programy telewizyjne. Zajmowaa si te inn dziaalnoci. - Inn dziaalnoci? - Aktualnie badamy te wtki. Kiedy ju bdziemy wiedzie co konkretnego, powiem pani o tym. Gdyby pani co usyszaa, cokolwiek, prosz do mnie zadzwoni. - Sartad wiedzia, e kobieta to zrobi. Pokadaa w nim pewne nadzieje. Moe w kocu uda si jej odtworzy siostr z tych malutkich strzpw informacji, z tych fragmentw, i wybaczy jej, a take sobie. - Ciesz si, e pani ze mn porozmawiaa - powiedzia. - Bya tak kochan dziewczynk - odezwaa si jeszcze Mary. - Kiedy byymy mae, baa si piorunw. Pn noc przekradaa si na moj stron ka, wciskaa gow w mj brzuch i w ten sposb zasypiaa. Sartad skin gow. Tak, Dodo to te ta przeraona dziewczynka, tulca si do swojej

siostry. Dobrze, e o tym wiedzia. Odwiz Mary do domu. Patrzy z samochodu, jak wchodzi po schodach, kierujc si do swojego pokoju. Kiedy w rodku zapaliy si wiata, wycofa samochd na gwn drog. W drodze do domu, gdy Sartad skrca w lewo na uk, przy Duhu aupati, zacz pada deszcz.Iffat-bibi zadzwonia do Sartada, kiedy koczy kolacj skadajc si z kurczaka po afgasku i tanduri roti, przyniesion z pooonego na tej samej ulicy baru z grillem U sardara. - Sahibie, mam dla ciebie odpowied. - Na moje pytanie? - Tak. To dwm wolnym strzelcom udao si thokn Bantiego. - Dla kogo pracowali? - Dla nikogo. To bya sprawa osobista. Jakie trzy czy cztery lata temu Banti zabra jednemu z nich dziewczyn. - Zabra? - Wolaa pienidze Bantiego ni tego wolnego strzelca. A ten idiota by w niej zakochany. Czyli Banti zgin przez kobiet, nie za ziemi ani zoto. Ani te z adnego innego powodu zwizanego z Ganeem Gaitondem. - Okay - odezwa si Sartad. Banti zrani kochanka, a ten czeka i pielgnowa swoj nienawi, cierpliwie wyczekujc momentu, a szczcie odwrcio si od Bantiego. - Okay. - Chcesz ich dorwa? - Kogo? - Tych wolnych strzelcw. Wiemy, gdzie teraz s i gdzie spdz noc. Wiemy, gdzie bd jutro. - Chcesz mi ich wyda? - Tak. - Dlaczego? - Potraktuj to jako prezent od nowej przyjaciki. - Mwia nienagannym jzykiem urdu, gosem sprawiajcym wraenie serdecznego i ciepego. Sartad wsta, przecign si i wyszed na balkon. Wychyli si przez balustrad i obserwowa czubki drzew, falujce na wilgotnej bryzie. W wietle lamp cienie ich lici paday na gadkie powierzchnie samochodw. -Saab? - Iffat-bibi, nie jestem godzin takiego prezentu. Masz konszachty z Sahibem Parulkarem. Dlaczego jemu nie dasz tego prezentu? Nie zajmuj si sprawami zwizanymi z bhai, firmami i strzelaniem. - Naprawd? A moe uwaasz, e nie jestem godna, eby ci co ofiarowa? - Are, nie, Bibi. Ja tylko obawiam si, e kiedy przyjdzie czas, ebym ci si odwzajemni, nie bd mia co ci zaofiarowa. Jestem nikim. Usysza, jak cmoka ze zoci. - Jaki ojciec, taki syn. No dobra, dobra. - Bibi, nie chciaem ci urazi. - Wiem. Ale faktem jest, e to samo mwiam Sahibowi sardarowi, powtarzaam mu: jak mona i do przodu, jeli czowiek nie bierze si za due sprawy? A on zawsze odpowiada Iffat-bibi, zaszedem tak wysoko, jak mogem. Niech mj syn zajdzie wyej. - Powiedzia co takiego? - Tak, czsto o tobie mwi. Pamitam, e jak skoczye dwanacie lat, on rozdawa sodycze. Per i barfi. Sartad pamita te pery, ich szafranowy zapach, w ktrym krya si ca przyszo.

- Tak, moe jestem do niego podobny. Sahib Parulkar zaszed wyej. - Tak, i to zawsze z pomoc sahiba sardara. Sam widzisz, Parulkar od samego pocztku by bystry. Zawsze myla, zastanawia si. To wtedy wynikna ta sprawa gangu zodziei w dokach. Opowiedziaa mu histori gangu, ktrego czonkowie dziaali w dokach i poza nimi. Oczywicie podkradali towary, ale brali rwnie urzdzenia i paliwo, wszystko, co tylko przedstawiao jak warto. Parulkar rozwiza t spraw, przy duej pomocy sahiba sardara, dziki jego kontaktom i informatorom, ktrych sahib sardar bardzo chtnie mu udostpni. Ale kiedy przysza pora aresztowa, Parulkar pozwoli, eby to starszy inspektor zwin tych apradhich, eby wanie jemu przypado cae uznanie. - Dla Parulkara byaby to dua sprawa, ale on potrafi myle perspektywicznie, rozumiesz? Potrafi w danym momencie zrezygnowa z wanego aresztowania, aby zyska pniej. - On jest bardzo zdolny. - Nawet nie wiesz, jak bardzo. Ale niewiele si od niego nauczye. - Wiedzia, e ona teraz si umiecha, i mimo woli te si umiechn. - C pocz, Bibi? Jestemy, jacy jestemy. - Tak, jestemy takimi, jakimi Allach nas stworzy. Poegnali si i Sartad wrci do swojego kurczaka. Mia ch zje peda, ale zrobio si pno, a on by zmczony. Pocieszy si jeszcze jedn szklaneczk whisky i obieca sobie, e na lunch zje dwa peda. Wiedzia, e to bdzie dobry dzie. Do rana deszcz zmieni si w jedn z tych monsunowych ulew, ktre sprawiay wraenie, jakby niebo zerwao si pod ciarem wody. Sartad biegiem pokona drog z samochodu do komisariatu, ale zanim znalaz si pod dachem, mia przemoczone ramiona, a w butach wod. - Czeka na ciebie twoja dziewczyna, sahibie Sartadu - odezwa si Kamble ze swojego stanowiska przy balustradzie na pierwszym pitrze. Wychyla si, gow niemal dotykajc gadkiej tafli spadajcej z dachu wody, a w rce trzyma papierosa. - Mj drogi Kamble - powiedzia Sartad. - Masz mnstwo zych nawykw i mylnych wyobrae. - Musia mwi goniej, eby jego gos przedar si przez bbnienie wody na cegach. Kamble umiechn si do niego w odpowiedzi, bardzo zadowolony ze swojej niegodziwoci. Zanim Sartad wszed po schodach, zapala nastpnego papierosa i ju czeka z gotow odpowiedzi. - Czasami potrzebny jest kto taki zy jak ja, sahibie Sartadu - odpar - eby zaj si t ca z prac, ktr trzeba wykona na tym wiecie. - Od kiedy to zajmujesz si filozofowaniem, utija? Wczeniej nigdy nie potrzebowae adnych wymwek, wic nie zaczynaj teraz obwinia wiata. Kto czeka? - Are, twoja panienka z CBI, szefie. Masz ich tyle, e nie wiesz, ktra ma przyj z wizyt? Andali Mathur. - Gdzie? - zapyta Sartad. - W biurze sahiba Parulkara. - A sahib Parulkar jest tam? - Nie, mia telefon, musia pogna na spotkanie z CM w Duhu Centaur - Spotkanie z CM. To robi wraenie. - Nasz sahib Parulkar potrafi zrobi wielkie wraenie. Ale wydaje mi si, e on nie przepada za twoj hawi, sahibie Sartadu. Wida to po jego spojrzeniu. Moe on te jej pragnie. Sartad waln Kamblego w rami.

- Masz brudne myli. Pozwl, e sprawdz, o co chodzi. - Ruszy korytarzem. Kamble rzeczywicie bywa plugawy, ale moe wynikao to z faktu, e potrafi odnale wicej przyjemnoci w caym plugastwie, w ktrym wszyscy si nurzali. Bez wtpienia zdawa sobie spraw z ukadw panujcych na komisariacie i wiedzia o wszystkim, co tu si dziao. Sartad skin gow Sardesaiowi, asystentowi Parulkara, ktry ruchem rki wskaza mu drzwi do biura Parulkara. Sartad zapuka i wszed do rodka. Andali Mathur siedziaa samotnie na sofie ustawionej na samym kocu pokoju, w kcie najbardziej oddalonym od biurka Parulkara. - Namaste, pani komendant - odezwa si Sartad. - Namaste - odpara. - Niech pan siada. Sartad usiad i opowiedzia jej, czego dowiedzia si od Mary, cho nie byo tego zbyt wiele. Jak zwykle wysuchaa wiadomoci, tym razem skpych, a potem zastyga w absolutnym bezruchu. Zastanawiaa si. Dzisiaj miaa na sobie ciemnoczerwony alwar-kamiz. W kolorze wina, pomyla Sartad. Ciekawy odcie przy jej ciemnobrzowej skrze, ale strj by luny i zakrywa jej ciao w sposb zupenie bezosobowy. Trudno byo doszuka si w nim jakiego fasonu czy charakteru. W ten sam sposb wygldaa jej twarz, zupenie niedostpna. Bynajmniej nie wroga, po prostu powcigliwa, zamknita. - aba - powiedziaa. - Kady najdrobniejszy szczeg moe mie znaczenie. Sam pan o tym wie. Nigdy nie wiadomo, co zdecyduje o rozwikaniu sprawy. Chciaabym teraz powiedzie panu o dwch rzeczach. Po pierwsze, Delhi postanowio wstrzyma to ledztwo. Interesowalimy si powrotem Ganea Ga-itondego do Mumbaju, przyczynami tego powrotu, i tym, czego tu szuka. Ale na podstawie dotychczasowych ustale Delhi nie widzi wystarczajcych podstaw, eby kontynuowa ledztwo. Szczerze mwic, nikogo to nie obchodzi. Mwi, e Gaitonde nie yje, e to ju jego koniec. - Ale pani nie uwaa, e to jego koniec. - Nie potrafi zrozumie, dlaczego on tu si znalaz, dlaczego si zabi, czego szuka. Kogo szuka. Ale zostaam odwoana do Delhi. Uznano, e s waniejsze sprawy. - Na szczeblu centralnym. - Tak. Na szczeblu centralnym. Zaleaoby mi jednak bardzo, eby pan w miar moliwoci nadal si t spraw zajmowa. Bardzo ceni sobie pask cik prac. Gdyby mg j pan kontynuowa, moe udaoby si nam uzyska odpowiedzi na nasze pytania. - Dlaczego pani tak bardzo interesuje si Ganeem Gaitondem? On by pospolitym gangsterem. A teraz nie yje. Przez chwil si zastanawiaa, rozwaajc moliwoci. - Nie wolno mi zbyt wiele mwi. Ale on mnie interesuje, poniewa mia powizania z pewnymi bardzo wanymi osobistociami, by zwizany z wydarzeniami na szczeblu centralnym. Cokolwiek go tu cigno, moe mie wpyw na przysze wydarzenia. A ty chcesz, ebym ryzykowa gow w obliczu tej tak niszczycielskiej siy, pomyla Sartad. Chcesz, ebym woy swoje goli pod t nadcigajc szlifierk. Chcesz mnie wcign w sprawy wydziau bada i analiz. Midzynarodowa intryga, brawurowe wyczyny za granic, dei Jamesowie Bondowie. Zdawa sobie spraw z istnienia tej agencji, sysza, e gdzie funkcjonuje, ale byo to dla niego zupenie nierealne, bardzo dalekie od jego normalnego ycia. W rzeczywistoci cae to ponure szpiegostwo ani przez chwil nie wydawao mu si rzeczywiste. Ale nagle okazuje si, e oto tu, przed nim, w niewielkiej odlegoci, na sofie siedzi maa Andali Mathur, ubrana w ciemnoczerwony alwar-kamiz, i interesuje si yciem i mierci Ganea Gaitondego. Wprost cisno si na usta nastpne, oczywiste pytanie, ale powstrzymywa si przed jego

zadaniem: dlaczego RAW w ogle interesuje si naszym przyjacielem Ganeem Gaitondem? By moe wrd czonkw RAW s te wane osoby, z ktrymi Gaitonde utrzymywa kontakty, moe agencj i Gaitondego czyy jakie wsplne interesy, ale Sartad nie chcia tego wiedzie. Nie chcia ju przebywa w tym pokoju, z t cich Andali Mathur. Chcia ju powrci do swojego ycia. - Tak - odpar. - To prawda. - Nic wicej nie powiedzia. Te sprawy RAW toczyy si daleko od niego, tak jak powinny. Nie mia adnych pyta, nie pragn adnych odpowiedzi. Skoczy. - Musz wraca - odezwaa si w kocu Andali Mathur. - Do Delhi. Ale bd wdziczna, jeli pan dalej poprowadzi to ledztwo. W paskim przypadku bdzie to zupenie logiczne, nikogo to nie zdziwi. Jeli si pan czego dowie, tu jest mj numer w Delhi. Prosz do mnie zadzwoni. Wzi wizytwk i wsta. - Zadzwoni - odrzek. Skina gow, ale on wiedzia, e dostrzega jego nerwowo, t ch, aby jak najszybciej wyj z tego pokoju, znale si gdzie indziej. Za drzwiami, na awce dla goci, siedzia Kamble, wygodnie zaoywszy nog na nog. - I co si wydarzyo, szefie? - zapyta z nieodcznym, chytrym umieszkiem. - Nic - odpar Sartad. - Zupenie nic. Nic si nie wydarzyo. I nic si nie wydarzy. Szare ycie te ma swoje uroki. Sartad wanie jad z Kamblem bardzo pikantnego kurczaka hajderabadi, kiedy jego telefon komrkowy rozdzwoni si i zacz podskakiwa na blacie. Sartad szturchn go palcem i zobaczy, e dzwoni Wasim Zafar Ali Ahmad. - Are, chusteczk, chusteczk! - zawoa do kelnera i nacisn guzik kciukiem. - Moment zdoa jeszcze powiedzie, zanim dopad go atak kaszlu. - Sahibie, prosz napi si wody - odezwa si cierpliwie Wasim Zafar Ali Ahmad, kiedy w kocu Sartad przyoy aparat do ucha. - Czego chcesz? - Widz, e teraz pan je lunch, saab. A ja mam dla pana deser. - Ten Biharczyk i jego chopaki. - Tak. - Gdzie? Kiedy? - Dzi po pnocy maj przyj do pasera po pienidze. - O ktrej po pnocy? - Wiem tylko, e maj si spotka po pnocy, saab. Mog by ostroni. Ale mam dokadny adres. Sartad zapisa nazw ulicy, punkty orientacyjne i nazwisko pasera. Wasim rzeczywicie by bardzo precyzyjny. - Sahibie, po stronie torw przy drodze jest wiele kholi i zawsze krci si tam duo ludzi, nawet pno w nocy. Zachowajcie wic ostrono, kiedy tam pjdziecie, bo mog by kopoty. - utija, mamy ju za sob setki takich aresztowa. To nie bdzie nic specjalnego. - Tak, tak, saab. Oczywicie, pan jest mistrzem w tych sprawach. Nie chciaem... - Wane jest tylko, czy to wiarygodna informacja? A jest wiarygodna? - Sahibie, to jest pewne. Nawet nie zdaje pan sobie sprawy, ile mnie kosztowao, eby j zdoby.

- Nawet mi nie mw. Nie wyczaj na noc komrki. - Dobrze, saab. Sartad odoy telefon. Zabra si za swoje tanduri roti i odgryz spory kawaek kurczaka. By przepyszny. - Co robisz dzisiejszej nocy? - zapyta Kamblego. Sartad i Katekar czekali. Byli przebrani w obszarpane baniany, brudne spodnie i stare teniswki na gumowej podeszwie. Sartad mia na wosach luno zaoon star patk, ktr wcisn sobie za uszy, i by zdania, e wyglda jak dosy wytworny thelawali. Siedzieli, plec, pod wcignit na chodnik thel, naprzeciw elaznego potu odgradzajcego szyny kolejowe. Katekar narzeka na cisk w pocigach. - Ten kraj jest beznadziejny. Ludzie rozmnaaj si bez opamitania, jak psy. To dlatego nic tu nie dziaa, cay postp poeraj nowe gby. Jak mona tu mwi o rozwoju? - By to jeden z jego ulubionych tematw. Tylko czeka, jak przeje-dzie do zachwalania naukowej dyktatury, powszechnej rejestracji, systemu dowodw tosamoci i surowej polityki antykoncepcyjnej. W tym momencie jednak zamilk, bo wanie mija ich stukoczcy pocig: prawie pusty zmierza do centrum. Za dnia jedzi obwieszony wianuszkami pasaerw, uczepionych opuszkami palcw rak i ng i wiszcych nad pdzcymi szynami. - Prawie godzina od ostatniego pocigu - podj Katekar. Dochodzio wp do trzeciej. Prosz tylko spojrze. Wystarczy jedna ulewa i pocigi nie jed. Ta utija linia centralna, dziesiciu uczniakw wysika si na tory, a behenodowe poczenie ju jest zerwane. Sartad skin gow. Katekar mia cakowit racj, a on czu przyjemne odprenie, tak sobie lec pod thel i narzekajc. Ponarzekali ju na wadze miasta, na korporacje, przeniesienia uczciwych pracownikw suby cywilnej i policjantw, drogie mango, ruch uliczny, zbyt wiele prowadzonych budw, walce si budynki, zatkane rury kanalizacyjne, samowolny i nieludzki parlament, dokonywane przez Rakszak wyudzenia, ze filmy, na to, e nie ma co oglda w telewizji, na mieszanie si Ameryki w sprawy subkontynentu, na zniknicie ze stoisk napoju Rimzim, midzystanowe spory o wod w rzekach, brak dobrych szk jzyka angielskiego dla dzieci, ktrych rodzice nie maj fury pienidzy, na wizerunek policji na ekranie filmowym, niezapacone nadgodziny, na prac i na prac. Kiedy ju czowiek ponarzeka dostatecznie duo na wszystko pozostae, zawsze pozostawaa praca, z tymi beznadziejnymi godzinami, monotoni, politycznymi komplikacjami, niewdzicznoci i wyczerpaniem.Sartad ziewn. W pobliu elaznego potu sta rzd kholi z blaszanymi dachami. Niektre byy dwukondygnacyjne i miay przystawione drabiny, a w zasadzie supy z kokami, eby mona byo dosta si na grny poziom. Mniej wicej w dwch trzecich dugoci rzdu zabudowa sta dosy solidny pakka dom, nowy i niewykoczony. Na jednej z tych grnych kondygnacji, za oknem zakrytym gazet, palio si wiato, i wanie w tym pokoju dzisiejszej nocy mieli pojawi si apradhi. Niedaleko tego owietlonego okna, na samym kocu rzdu kholi, PSI Kamble i czterej policjanci leeli na chodniku zawinici w brezent, udajc gboko picych, zmczonych robotnikw. Sartad by pewien, e teraz psiocz. Po tamtej stronie zabudowa, pod ceglanym murem, leaa ogromna sterta mieci, wysza ni stojcy mczyzna. W cigu ostatnich kilku lat Sartad mija j wiele razy, t cuchnc gr, a ona raz rosa, raz malaa, ale nigdy nie znikaa, a kiedy teraz patrzy z tej duej odlegoci, widzia jaskrawe, neonowe barwy, bkit, ziele i ty kolor plastikowych toreb, mrugajce do niego z tych archeologicznych pokadw. Jako prowadzcy t operacj starszy oficer mia ten przywilej, e mg unikn tego potwornego smrodu, wic to Kamble i jego ludzie leeli bezporednio w tych oparach, i Sartad wiedzia, e go teraz przeklinaj. Umiechn si na myl, e Kamble trzyma pod nosem perfumowan chusteczk. Nagle Katekar w p sowa przerwa swoje narzekania. Ulic nadchodzio dwch

mczyzn, podpierajc jeden drugiego. - Pijani - stwierdzi Katekar i nie myli si. Byo ich tylko dwch, a mao prawdopodobne, eby prawdziwi apradhi pojawili si pijani na spotkaniu z paserem, w celu odebrania pienidzy. Sartad jednak zesztywnia, obserwowa. Pijacy minli ich i poszli swoj drog, chichoczc. Trzy uliczki dalej, po lewej stronie drogi, znajdowaa si wiejska knajpa i jaskinia hazardu. Mczyni kryli midzy jednym a drugim miejscem, a potem szli do domu. Ci dwaj byli szczliwi, a to tylko oznaczao, e dopiero kiedy obudz si rano, dotrze do nich, ile stracili. Sartad odprowadza ich wzrokiem, czujc przebiegajcy po ramionach ciepy dreszczyk niecierpliwego wyczekiwania. Dzisiejszej nocy dorwie tych apradhich. Zapuszkuje sukinsynw, a potem pjdzie spa. Przysuy si Wasimowi Zafaro-wi Ali Hamadowi i przysza kolej, eby Sartad co zyska.Katekarowi na moment zabrako tematw do narzekania i teraz opowiada jak policyjn historyjk. Dawno temu, mwi, kiedy zaczyna prac w policji, pozna starego, siwego inspektora o imieniu Talpade. Ten Talpade by cay pomarszczony i skaty, i naznaczony plamami nie tylko po panie, ktry u bez ustanku, ale rwnie po czterech aferach korupcyjnych, z ktrymi si zmaga i ktre przey. Powiadano - a take powszechnie wierzono - e w swojej karierze zabi ponad tuzin niewinnych ludzi, zastrzeli ich w trakcie zamieszek i zasadzek. Pewnego razu pobi w areszcie na mier jakiego apradhiego i przez jedenacie miesicy by zawieszony, zanim udao mu si wywika z tej krwawej afery, gwnie dziki rozdawaniu na lewo i prawo pienidzy wrd dowdztwa, wprawiajc w zdumienie nawet najbardziej arliwych poplecznikw i zaartych wrogw.Dwa lata przed przejciem na emerytur Talpade zakocha si w pewnej tancerce. Podziw budzi ju sam fakt, e mczyzn w tym wieku moe ogarn tak wielka namitno. Oczywicie, omiesza si: kaza sobie uszy nowe ubranie, ufarbowane mehndi wosy nagle zrobiy si kruczoczarne, zby byszczay nieziemsk biel. Ale nie sposb byo nie dostrzec i nie uszanowa wielkoci jego oddania. Co noc chodzi skada hod u stp otarza swojej ukochanej, zabiera j do domu z baru, w ktrym pracowaa, przekazywa jej wiadomoci od kochankw. Bo rzeczywicie miaa innych mczyzn, modszych i przystojniejszych, ale Talpade godzi si na ten bl, traktujc go jako cen jej bliskoci, i znosi go z pokorn wdzicznoci. Zmieni si. Pod starczymi zmarszczkami na jego twarzy, pod penymi goryczy dolinami, poruszao si co nowego - wystarczyo spdzi z nim krtk chwil, eby zorientowa si, e to rado.Policjanci miali si z niego. I nie chodzio o ten jego krok podstarzaego koguta czy nowe ciemne okulary, w ktrych paradowa. Rzecz w tym, e on kocha Kuku (tak jak ta aktorka sprzed lat), ktra - jak Talpade mwi kademu, kto tylko chcia sucha - bya pikna jak kaszmirskie jabko, i nikt nie mia prawa podawa w wtpliwo tego delikatnego i zgubnego uroku nakhry Kuku. Ale ona bya mczyzn. Mwia, e ma dziewitnacie lat, ale ju od przynajmniej piciu lat taczya w rnych barach, i bardziej prawdopodobne byo, e lat ma dwadziecia pi, a przynajmniej dwadziecia dwa. Na jej plecy opaday wspaniae proste wosy, rozjanione na nieomal zoty, ostry kolor, miaa zdumiewajco krge i jdrne poladki i wydatne, warte poematu wargi. Ale nikt nigdy nie mia wtpliwoci, e Kuku bya mczyzn. Ona sama nigdy nie staraa si tego ukrywa. Miaa wsk, dug klatk piersiow i chropawy gos. Ale i tak cign za ni z baru do baru tum adoratorw, za kadym razem powikszajc jej zarobki.Dlaczego wic Talpade sta si tak wielkim majnoo na punkcie Kuku? Czy moliwe, e on - pomimo dugiego maestwa i trjki dzieci - by, po prostu, gandu? Wikszo mczyzn i kobiet w policji uwaaa, e tak jest. Ale jego znajomi i osoby blisko zwizane z Kuku wiedzieli, e Talpade nigdy nawet jej nie dotkn. I to nie dlatego, e ona nie zgodziaby si, nie, Kuku miaa doskonae wyczucie, jak dugo mona flirtowa z mczyzn, przede wszystkim za bya bardzo praktyczna. Wiedziaa, kiedy ma zachowywa si jak osoba wstydliwa, a kiedy by bezczelna. Ale Talpade nie pragn obapia jej, ciska i posi, jemu

wystarczao, e siedzia przy swoim stoliku, zawsze tym samym, tu przy parkiecie, po lewej, i patrzy na ni. Na mienicym si srebrem parkiecie rzeczywicie przedstawiaa widok godny podziwu, unoszc si na wirujcym lotosie swojej ghagry, z tali obracajc si jak smuka kaskada wody. W tych miych, czarno-czerwonych wiatach wygldaa pikniej ni wszystkie inne dziewczyny w barze, miaa wicej wdziku ni wszystkie kobiety na ulicy. Talpade siedzia, popija rum Old Monk i patrzy na Kuku. Dawa jej pienidze na chwil przed swoim wyjciem, nigdy nie przywoywa jej do stolika po pienidze, jak to robili inni mczyni, nigdy niczego nie oczekiwa, jedynie przelotnego spojrzenia i umiechu. Z chci rozmawia ze znajomymi, ktrzy pojawiali si w nocnym klubie, artowa z kelnerami, jego skupienie na Kuku nie byo tak monotematyczne czy obsesyjne, eby budzi obawy, ale oczywiste byo, e tylko ona go interesuje. Pewnej nocy jego najlepszy przyjaciel, David, upi si na smutno, i chwyciwszy Talpadego za rk, powiedzia: - Stary, no dawaj, zap j za to, co ma midzy nogami. Dowiesz si wtedy, kim ona jest. - Wiem, e nie jest kobiet - odpar Talpade. - I co? - Lubi na ni patrze. - Powiedz mi, dlaczego? - Po prostu jest to mie. Nic wicej nie powiedzia. David zacz przeklina Talpadego, e wystawia si na pomiewisko, e wyrzuca pienidze i nic za to nie dostaje, e jest po prostu gupi. Talpade umiechn si, odwrci wzrok i dalej patrzy na Kuku. Dwa miesice pniej Kuku zadzwonia do Davida. Powiedziaa mu, e teraz Talpade pacze, kiedy na ni patrzy. Ju od trzech nocy zachowywa si w ten sposb, jak zwykle obserwujc j godzinami, a potem, kiedy robio si bardzo pno, po cichu paka, chocia nic nie wskazywao na to, e jest nieszczliwy. - Teraz to on ju zupenie zwariowa - orzeka Kuku. Prosia tego przyjaciela, eby zabra od niej Talpadego. Wpdza j w depresj tymi swoimi wielkimi, zazawionymi oczami i drani innych klientw, ktrzy przychodzili si zabawi, a nie odprawia aob. Tym razem David zapyta go delikatnie: - Dlaczego? A Talpade odrzek: - Ona przypomina mi o moim dziecistwie. Zabrali go z baru, odprowadzili do domu i pooyli spa. Rodzina sprowadzia lekarzy, czuwaa przy Talpadem, pocieszaa go i pilnowaa, eby zgodnie z zaleceniami odpoczywa. Do pracy wrci w poniedziaek dwa tygodnie pniej, i tej samej nocy by ju w klubie Golden Palce, w ktrym wanie taczya Kuku. Tym razem, kiedy on znowu zacz odstawia swj tamasha, kazaa bramkarzom wyprowadzi go z lokalu, posza za nimi na ulic i wrzeszczaa za Talpadem. - Nie chod za mn! - Kiedy si go obawiaa, ale teraz nie moga si ju powstrzyma. - Sukinsyn, z niczego robi tragedi. Nie chc ci ju nigdy widzie. Talpade posucha. Nigdy ju nie prbowa si z ni zobaczy. Zaj si swoim yciem, ale sta si apatyczny, straci wczeniejsz dzik si i energi. Zmar cztery miesice pniej, spokojnie, we nie. Sartad westchn. To by koniec opowieci. Podobnie jak wszystkie inne policyjne historie, ktre lubi opowiada Katekar, rwnie ta koczya si nagle, pozostawiajc pytania bez odpowiedzi i nie ujawniajc morau ani te swojego celu. Sartad sysza j ju wczeniej, od

innych ludzi, i wierzy, e w gruncie rzeczy jest prawdziwa, cho z pewnoci kada przekazujca j osoba upikszaa j i modyfikowaa. - To oni - odezwa si Sartad. Zobaczyli trzy postaci rzucajce cienie na chodnik, jeszcze daleko, zbyt daleko, eby je rozrni, ale Sartad by pewien, e to mczyni i e s to ci mordercy. Czu to w nozdrzach, w zbach. Cofn grn poow ciaa, ktr zdy ju unie w niecierpliwym wyczekiwaniu, i dalej udawa, e pi. Czeka. - Jak oni si nazywaj? - szepn Sartad. - Bazil haudhari, Farad Ali i Bhai Rejaz. Gdzie z oddali dobiego charakterystyczne wycie silnika fiata, ktry pokonywa zakrt, bardzo sabe, bezbarwne elektroniczne brzczenie latarni i metaliczny szczk gdzie na torach, dwiki wielkiej ciszy miasta. Trzech mczyzn mino stanowisko Kamblego, a potem owietlone okno. Katekar wypuci powietrze. Trjka zatrzymaa si, odwrcia i cofna. Jeden z nich wycign rk i zastuka w doln cz drzwi na pitrze. - Okay - odezwa si Sartad. Katekar wysun si spod wzka i ruszy w prawo. Sartad uda si w lewo. - Sta, policja! - krzykn Sartad. - Rce do gry. Nie rusza si. - Ktem oka widzia ludzi Kamblego, przesuwajcych si gdzie po lewej. Trjka aprad-hich zamara, zbili si w ciasnym krgu, jak postaci z kreskwki, a po chwili rozbiegli si w prawo i lewo. Jeden pobieg ulic i Sartad pozwoli, eby znikn mu oczu, z pola widzenia. Skoncentrowa si na rodkowym, ktry najpierw pobieg do przodu, a potem w ty. Cofa si i rusza do przodu niepewnie, a w jego rku poruszao si co byszczcego, ostrego. - Rzu to, maderodzie. Rzu to. Rce do gry albo urw ci eb. - Co stukno o ziemi, rce powdroway w gr i w tym momencie Sartad zaryzykowa rzut oka w prawo. Katekar mierzy w wsk przerw midzy budami, w szczelin prowadzc do potu. - Wya, behenodzie - powiedzia. - Rzu to. W smudze wiata pojawio si wirujce, kanciaste ostrze. Siekiera, pomyla Sartad. Te durne sukinsyny cigle jeszcze nosz siekiery. Wci jeszcze czu w gardle intensywne pulsowanie zwycistwa, kiedy z zacienionej szczeliny wyskoczya ciemna posta i zderzya si z Katekarem. Sartad usysza wist przecinanego powietrza i nagle Katekar znalaz si na ziemi, a apradhi ucieka. Sartad cofn si dwa kroki, opanowa drenie rki, odszuka jasn, gadk i wypolerowan lini przyrzdw celowniczych, przd i ty, jak w kamerze namierzy migajc posta apradhiego, i wystrzeli, raz, a potem drugi, trzeci, czwarty. Apradhi osun si na ziemi. Bysk powoli ustpowa z oczu Sartada. A Katekar wci siedzia nieruchomo. Sartad uklk przy nim. Z karku Katekara miarowo bluzga ciemny pyn. - Arteria - odezwa si Kamble gdzie znad gowy Sartada. - Gypsy, prdko - krzykn Sataj. - Dawajcie tu gypsy. - Pogrzeba w kieszeni i przyoy chusteczk do szyi Katekara, a krew zbieraa si i niepowstrzymanie przepywaa przez palce Sartada, gromadzc si i kbic na jego nadgarstku. - Tutaj - powiedzia spokojnie Katekar. - Tutaj. W trjk podnieli go i woyli do samochodu. Sartad z trudem stawia nogi, a Kamble szepta mu do ucha, tak blisko, e Sartad czu jego wargi na brodzie. - Wszyscy trzej apradhi zginli podczas ataku. Tak? Sartad dosysza te cichutkie dwiki przez krzyk ogarniajcego go przeraenia. Pokrci gow, obieg samochd i wskoczy na fotel. Kamble zatrzasn drugie drzwi. Padajce z gry wiato porozcinao jego twarz na czarno-zote trjkty. - Wszyscy trzej - powiedzia. - Wszyscy trzej zabici.

Nie byo czasu na rozmowy. Chwil pniej pokonywali zakrt obok rozmazanego potu, a Sartad stara si utrzyma Katekara w nieruchomej pozycji, nie zdejmujc doni z jego rany. Dopiero teraz dotar do niego sens sw Kamblego. Dip zboczy w lewo, a do uszu Sartada doszy odgosy wystrzaw, szybka seria, jakby strzelay korki z szampana. W klinice Diwnani o drugiej czterdzieci sze nad ranem stwierdzono, e Ganpatrao Popata Katekar zmar w drodze do szpitala. Sartad czu si staro. Kiedy zajrza do papierw, przypomnia sobie, e Katekar by od niego o pi lat starszy. Ale zawsze wydawao mu si, e Katekar jest modszy, e jest mody. Katekar potrafi narzeka o dowolnej porze dnia, zna groteskowe piosenki marathi, ciekawe fakty naukowe, nieskoczenie dugie historyjki o krtkim yciu twardzieli. Z przyjemnoci obartucha pochania dojrza i zamarynowan nikczemno miasta, jego pikantne skandale, gorzkie upadki, wciekle stch niesprawiedliwo; sporzdza potraw z jego olniewajcego i gnijcego cielska. A teraz Sartad musia wypisa pozycj formularza: Przyczyna zgonu:.... Bardzo starannie stawia litery, w przekonaniu, e adne pismo na urzdowym formularzu jest wyrazem szacunku dla zmarego. Powoli pisa kade zdanie, a do ostatniej kropki, a wtedy jego donie zaczy dre. Wibracje zaczynay si w okciach, bl cign si od koci i bieg wprost do jego doni. Sartad wsun rce pod st, pooy je na udach i czeka, a drenie ustpi. Zacisn donie w pici, rozluni je. Dygotanie ustao, ale po chwili powrcio. Sartad rozejrza si dokoa. Tu za drzwiami siedziao dwch policjantw, widzia ich buty. Dyurny inspektor, Apte, znajdowa si po drugiej stronie korytarza, w biurze po lewej. Zostawi Sartada samego, wspczu mu i nie chcia mu przeszkadza, narusza jego prywatnoci. Sartad wcign powietrze, odsun krzeso. Donie leay na brudnej biaej bawenie i dray. To byo odpowiednie sowo: drenie. Nie dygotay ani nie trzsy si, ale delikatnie trzepotay, poruszane jakim docierajcym spod skry impulsem. Jakie to melodramatyczne, pomyla Sartad. Wypowiedzia w mylach to sowo po angielsku. Melodramatic. Pamita je. W kocu si woli opanowa to drenie. Delikatnie i mocno chwyciwszy formularz, odwrci go na drug stron. Znowu wzi do rki piro i ju mia przyoy stalwk do papieru, ale zrezygnowa. Jake dziwnym urzdzeniem s nasze rce. Brzusiec wycieany potnymi i niezgrabnymi, pulchnymi podkadkami, delikatne woski dekorujce grn powierzchni. Sartad opar o drewniane biurko zgity do tyu palec. Wiedzia, e gdyby napar na niego caym ciarem ramienia, palec by si zama. Bl ostro przedziera si przez spowijajce inspektora opary otumanienia, jak wiato byskowe we mgle. Sartad zna dwik amanych palcw. Kiedy kaza Katekarowi zrobi co takiego, zama palec pewnemu aprad-hiemu, porywaczowi, czowiekowi, ktry przyszed odebra pienidze za dziecko, za porwan z przedszkola crk biznesmena. Wybr pad na may palec prawej rki porywacza. Odnaleli to dziecko, w hotelu w Bhandup. Dwik amanego palca nie jest gony, ale suchy, bardziej ostry, ni mona by si spodziewa. Taki krtki trzask, jak wybuch maej petardy. Katekar to zrobi. To Sartad nakoni go do zrobienia tego, zrobi to dla tej dziewczynki. Katekar mia cikie donie. Sartad przypomnia je sobie, zwolni nacisk z wasnego palca i podnis si. Rozczula si nad samym sob; to wszystko, te rce, wspomnienia, formularz, suyo jedynie temu, eby jak najdalej odsun od siebie to, co musia teraz zrobi, to, co odkada a do rana: wizyt u rodziny Katekara. Niech na razie pi, powiedzia do Aptego. Po co budzi ich teraz, w rodku nocy? Ale wiato byo nieubagane. Nadszed czas ponownie woy mundur. ona Katekara domylia si natychmiast, gdy tylko otworzya drzwi. Sartad dostrzeg to w jej twarzy. Kiedy zastuka delikatnie w skobel, ona otworzya, zaspana, lekko chwiejc si i patrzc na niego na wp otwartymi oczami, a przygotowane przez Sartada zdanie Bhabhi, wybacz, prosz ugrzzo w odraajcej wiadomoci jego wasnej winy. Zamkna drzwi za

sob i skrzyowaa ramiona na obrbionej w pokrge zbki biaej, koronkowej lamwce lunej podomki. Widzia na niej wzr ry, caej, z kolcami i zielonymi odygami. Sartad zawsze widywa on Katekara w poyskujcych sari, podczas bardzo oficjalnych spotka. Moe ze trzy lub cztery razy w okresie trzech czy czterech lat. Na dusz chwil zamkna oczy, a potem otworzya je ponownie. Nagle si zmienia. Wysuna swoj kocist twarz do przodu, jak dzib statku, i wycignwszy rk, dotkna jego przedramienia. Zda sobie spraw, e jego ciao znowu dry - Co si stao? - spytaa. Zwoki przyniesiono nastpnego dnia, o drugiej. Uoyli Katekara na jego ku i zdjli z niego przecierado, w ktre zosta zawinity po autopsji. Potem posadzili go na krzele i wykpali. Rana, u dou karku po lewej stronie, bya zaszyta. Wygldaa na zbyt ma, eby zabi mczyzn o tak pokanym brzuchu i tak szerokich ramionach. Dugie rozcicie po sekcji zwok zszyto grub, czarn nici. Skra Katekara miaa teraz kolor i struktur tektury, ktra szybko wyscha po namokniciu na monsunowym deszczu. Sartad stara si nie patrze na niego. Wcisn si w kt i odwraca wzrok od wpychajcych si przez drzwi mczyzn i kobiet, koncentrujc si na odczytaniu napisw ze stosu kaset lecych obok odtwarzacza, po drugiej stronie pokoju. Przysuchiwa si rozmowie ony Katekara z krewn o liczbie potrzebnych butelek nafty, krowich plackw i iloci drewna. Teraz oblekali Katekara w nowe ubranie, na przegub doni zakadali jego ciki, stalowy zegarek. Jego ona uklka i wsuna mu appale na stopy. Miaa trudnoci z ich zaoeniem, trzymaa pit Katekara i naciskaa, a potem delikatnie rozsuna palce u jego stp, eby jeden z nich przeoy przez skrzan ptelk. Nacieraa jego czoo gulalem, naoya czerwon tikk. W skupieniu, powana, odchylia gow do tyu. Jaka kobieta przyniosa jej stalowy thali, zapaka zaskwierczaa, byskajc wietlistym ukiem w powietrzu, i Sartad poczu zapach kadzida, palonego oleju. Powolnymi, okrnymi ruchami poruszaa thali wok ramion Kate-kara i wok jego gowy. Pakaa. Wyruszyli do maan ghatu. Jaki mczyzna, policjant, nis napenion wod dzban matka. Sartad sysza rytmiczne chlupotanie przy kadym jego kroku. Tu za nim inny policjant nis thali wypeniony kwiatami i gulalem. Policjant rozrzuca po drodze ziarno i gulal z thali. Do maanu weszli przez wysok, czarn, metalow bram. Stojc pod wznoszc si ponad gowami wiat bez cian, pod tym dachem z blachy falistej, Sartad sysza docierajce zza wysokich cian dwiki ulicy. Sysza gosy, krzyki uczniw, pokrzykiwania sprzedawcy warzyw. Nad murem, przez opadajce gazie, widzia znaki po drugiej stronie ulicy, na wysokim budynku handlowym. Katekara zoono na stosie drewna. Jeden z mczyzn wystpi do przodu, Sartad rozpozna go, to by Potdukhe, starszy policjant, ktry w ubiegym roku przeszed na emerytur. Potdukhe mia w rku ostrze, yletk. Jedn rk chwyci biay rkaw koszuli Katekara i szybkim ruchem rozci materia od ramienia po nadgarstek. Sartad skuli si, wist yletki przedar si przez te wszystkie dwiki ulicy. Przekn lin i sta nieruchomo. Potdukhe rozci drugi rkaw, a potem rozpi guziki w spodniach Katekara, dusza nie moe napotka adnych ogranicze. Z oddali dobieg mechaniczny warkot zatrzymujcych si pojazdw i chwil pniej do maan ghat wszed Parulkar. Podszed prosto do Katekara, przez chwil sta nad nim, a potem si cofn. Stan obok Sartada, pooy mu do na nadgarstku i cisn. Teraz wsplnie czekali.Kobiety stay w pewnej odlegoci, pod murem po drugiej stronie dziedzica. Ustawieni w szereg umundurowani policjanci zrobili zwrot, mocno uderzyli stopami o ziemi, unieli karabiny do ramion i wymierzyli w gr, gdzie wysoko, w co nad gowami. Synowie Katekara, ktrzy stali jeszcze z kobietami, wzdrygnli si na t kanonad, przypominajc trzaskanie z bicza. Nastpnie przyprowadzono ich do przodu, przeszli przez krg mczyzn zgromadzonych

wok mar. Potdukhe pooy do na ramieniu starszego chopca i wraz z nim zatoczy koo wok jego ojca. Ten syn - Jak on ma na imi? Jak ma na imi? - nis matk wypenion wod, ktra skapywaa przez dziur, rozpryskiwaa si na ziemi i taczya w szybkich plsach rozbryzgw. Ubrany w dhoti kapan trzyma w doni rozupany kawaek drewna, na ktrego kocu migota pomie. Sartad nagle zapragn zobaczy twarz Katekara. Zrobi krok w lewo, ale stos drewna by wysoki, i udao mu si dostrzec tylko zwj biaego materiau, podbrdek, grzbiet nosa. Kiedy patrzy z miejsca, w ktrym sta, w niewielkiej odlegoci od czubka gowy zmarego, Katekara nie byo, tylko jakie fragmenty. Sartad przesun si w prawo, nagle wane dla niego stao si, eby zobaczy caego Katekara, ale byo ju za pno, kapan trzyma rk syna, pokazujc mu, jak ma uderzy kijem w gow ojca. Byo to lekkie stuknicie, symboliczne, ale ju chwil potem prawdziwe uderzenie, wykonane przez kapana, miao rozbi czaszk. Sartad przekn lin. W tym wanie momencie na kadym pogrzebie robio mu si niedobrze. To niezbdne, powtarza to sobie po raz kolejny, eby czaszka nie eksplodowaa w ogniu. Ale czu, e odek zaczyna podchodzi mu do garda. Kto, Parulkar, wzi go pod rami i wraz z pozostaymi mczyznami cofnli si, o trzy, cztery, pi krokw. Ale i tak Sartad usysza mikki chrzst otwieranej czaszki, i Katekar by teraz otwarty na niebo, absolutnie i w peni otwarty. Jego syn pochyli si do przodu, trzymajc w doni ponce drewno. Wewntrz stosu zapanowao lekkie poruszenie, midzy drewnem zaczy przebiega drobne, szybkie drgawki. Ten ruch i delikatny zapach ghi, ten zapach dziecistwa, pamitany ze lubw i wit. I nagle, z jakim ponaglajcym westchnieniem, ogie obj drewno, ciao, Katekara. Teraz wszystko si poruszao, podskakiwao w gr, a twarz Sartada oblaa fala gorca. Patrzy w poncy ogie i nie odwraca wzroku. Kiedy ju odeszli przyjaciele i krewni, kiedy ostygy popioy, kiedy je zgarnito, zabrano do domu i powieszono w dzbanie obok drzwi, kiedy wszystko ju si zakoczyo, Sartad uda si do siebie. Mia butelk whisky, prawie pen, ktr wycign i postawi na niskim stoliku, obok butelki z wod, ale kiedy nala sobie drinka, zakrztusi si jego zapachem. Zamkn wic oczy i pooy si na sofie. Katekar nie yje, jego zabjca nie yje, towarzysze zabjcy nie yj, wszystko si skoczyo. Nic nie mona zrobi, nie ma kogo ciga. mier Katekara bya zabjstwem, wypadkiem, zrzdzeniem losu. Prosta historia, nie rnica si od tych opowiadanych przez Katekara i innych: osaczylimy trzech apradhich, trzeba byo od razu strzela, zaatakowa sukinsynw, ale to Singh kierowa t operacj, Katekar znalaz si zbyt blisko i nie strzeli, wic zgin. Sprawa zamknita. Takie rzeczy si zdarzaj. To ich praca. Ale po tym wszystkim, i pomimo tego wszystkiego, Sartad nie potrafi pogodzi si z t histori, nie potrafi znale ukojenia w tym jej przejrzystym uporzdkowaniu, w tym, jak zgrabnie toczya si i ostatecznie zakoczya. Drczyy go pytania: gdzie jest Bangladesz? I co to jest? Gdzie jest Bihar? Dlaczego trzech ludzi pokonuje tysice mil, zmierzajc do pewnego miasta, w pewien okrelony punkt drogi, do czekajcego pod thel policjanta? Jestemy jak rozsypane szcztki, pomyla Sartad, przypadkowo rozrzucone i trcajce si nawzajem, jeden drugiemu rozbija ycie. Kiedy otworzy oczy, otaczajcy go pokj by wci tym starym pokojem, z doskonale znanymi mu cieniami, pamitanymi od tysicy nocy. To by jego zaktek tego wiata, bezpieczny i znajomy. Ale wci czu na piersiach ciar tego pytania: dlaczego Katekar zgin? Jak do tego doszo? Interludium: wielka gra Celem, znaczeniem, intencj i metodyk dziaalnoci wywiadu jest znajomo wzorcw. Studenci czekaj, niecierpliwie wypatrujc objawienia, ktre napeni ich zrozumieniem, postawi ich w stan gotowoci, pozwoli im przetrwa i odnie sukces. - Umiejtno wyczuwania metody, porzdku, modelu zachowa jest najwikszym talentem oficera wywiadu - obwieszcza

K. D. Jadaw, zwracajc si do tylnych rzdw. - Jak mwi stare porzekado: raz to przypadek, dwa razy zbieg okolicznoci, za trzecim razem dziaanie wroga. Pamitajcie o tym. Jeli potraficie dostrzec zwizki czce dwie informacje, widzicie ksztat, ktry tworz, odczytujecie histori, ktr informacje opowiadaj, zwyciycie. Patrol odkrywa lady butw na grani w Karakorum, starszy oficer na placwce w Brukseli pisze raport, w ktrym wspomina o sprzeday caych kilometrw wzmocnionych przewodw komunikacyjnych. Zwyciy ten, kto dostrzee w tym jakie znaczenie. - K. D. mwi ten, ale w pierwszym rzdzie siedzi kobieta, dziewczyna. Zna j od lat, widzia jak dojrzewaa, jak z dziecka przeobraaa si w mod osob o powanej twarzy, a jedn z najwikszych przyjemnoci jego ycia byo obserwowanie tej bardzo wyrazistej osobowoci, niegdy patrzcej na niego z dziecicego wzka, a pniej wyrastajcej na opanowan, niezalen kobiet, ktra teraz przed nim siedziaa. Lubi myle, e sam ma co wsplnego z tym dorastaniem, z pielgnowaniem tej odwagi. Ale jak ona si nazywa? Jake to moliwe, e nie zna jej imienia? Jak mg zapomnie, skoro od lat, od dziesicioleci je wymawia? I nagle ju wie. Rozumie, dlaczego zapomnia. To nie w tamtym pomieszczeniu nie pamita jej imienia, nie w tamtym budynku w Safdardangu, w sali szkoleniowej, ukrytej w nijakim bungalowie. To teraz je zapomnia, w tej sali szpitalnej, w ktrej ley. Jestem tutaj, nazywam si Karpuri Dwarkanath Jadaw, powszechnie znany jako K. D., znajduj si w maym, biaym pokoju z zacignitymi zasonami. Le na biaym, metalowym ku. Nie ucz, nie wykadam. Jestem chory, i to dlatego zapomniaem jej imienia. W tamtej prawdziwej klasie, przed laty, znaem je dobrze. Ale teraz ju nie.Ona siedzi teraz przy jego ku, w tej sali szpitalnej. Czyta ksik. K. D. pamita j jako dziecko, zawsze zaczytan. Nosia ksik z pokoju do pokoju, zabieraa ze sob ksik do jadalni, a matka zawsze musiaa jej kaza j odoy. K. D. dawa jej ksiki, dostrzega w niej swoj wasn mio do ksiek, ten dziecicy gd czytania, podobao mu si, e jest nad wiek rozwinita. Podarowa jej komiksy z ilustrowan seri wielkich dzie literatury wiatowej, ksiki Enid Blyton, a potem P. G. Wodehousea. Nadal czyta z tym samym skupieniem, pochylona nad trzyman oburcz ksik. Pamita ten napity uk jej plecw, to jej podanie, jakby chciaa pokn litery. - Co teraz czytasz? - pyta K. D. Ona podnosi wzrok, ucieszona tym pytaniem, ucieszona, e on si odzywa. - A Search in Secret India. - Paula Bruntona. - Czy jest jaka ksika, ktrej nie czytae? - Czytaem to wiele lat temu. - Dokadnie pamita, kiedy czyta t ksik, byo to w czerwcu 1970 roku, w wojskowej kantynie w Siliguri. Egzemplarz by stary, oprawiony w skr, z wyblakymi zoconymi literami i trzema wybrzuszeniami na grzbiecie. Prawie czuje go teraz w doniach. Znalaz j w przeszklonej gablocie, nad wazami z dynastii Ming, przywiezionymi tu przez dawn ekspedycj karn do Pekinu. Przed kantyn jest weranda, ktr zamiata lance-naik. Ogrodzenie z drutu kolczastego. Spkana droga i pola. Ale wci nie pamita imienia kobiety siedzcej w tej tej sali szpitalnej. - Musieli ponownie j wyda. Co o niej sdzisz? - Bzdurne wyobraenie Orientu. Biay czowiek poszukuje sadhu i owiecenia w mrocznym wiecie penym tajemnic. Stare wymysy. K. D. si mieje. - To, e s to czyje wymysy, wcale nie znaczy, e nie moe by to prawda. - Ju od dawna spieraj si w ten sposb. On mwi jej, e powinna wyzby si tych wpojonych na uniwersytecie Jawaharlala Nehru uroje o kosmopolityzmie, antyimperializmie i

wiecznym pokoju. Ona z kolei wci powtarza mu, e jego realizm rwnie jest urojeniem. Z biegiem lat te dyskusje przybray form oficjalnych wicze, stay si obrzdem, ktry z pozoru jest sporem, a w rzeczywistoci okazywaniem sympatii. K. D. jest wiadom swej przewagi. W kocu to on zwerbowa j do organizacji. Ona jest teraz jedn z nas, jest jednym z cichociemnych. Nie ma wyboru, musi by realistk. Ja j wyszkoliem, nauczyem j tego fachu, nauczyem analizowa, rozpoznawa, dziaa. Wcignem w ten tajemny wiat, w nasze problemy, w sie sekretnych spraw. Umiecha si do niej. -Czy chcesz przez to powiedzie, e sadhu nie istniej? Albo te owiecenie?Ona odkada ksik, przysuwa krzeso do ka. - Jestem pewna, e sadhu istniej. - Rzeczywicie istniej. I prawdziwi, i faszywi. I jedni, i drudzy s przydatni. - Ona kiwa gow, a K. D. jest pewien, e ona rozumie, e nie zapomniaa tego, czego si nauczya. Kad nacisk na poznanie historii organizacji, jej przodkw, i dlatego uczy ich o panditach, Nainie i Mani Singh Rawat, i Saracie an-drze Dassie, i innych, mao znanych i niedocenionych ludziach, ktrzy sto lat temu zagbili si w zakazanych pnocnych terenach, przebrani za pielgrzymw, ktrzy przewdrowali tereny na pnoc i na zachd od Himalajw, przemierzyli cignce si setki mil drogi, liczc kroki podczas marszu. Mynki modlitewne skryway kompasy, termometry byy wsunite w laski, a odmierzone przez piechurw odlegoci posuyy do sporzdzenia pierwszych map topograficznych tych dzikich terenw. A mapa jest pewn form podboju, jest wstpem do wszystkich innych podbojw. K. D. mwi swoim studentom: pamitajcie o tych mynkach modlitewnych, jedna forma wiedzy moe skrywa zupenie inn. Wewntrz informacji gnied si inne informacje. Wszystko obserwujcie i wszystkiego nasuchujcie. Rzeczy uyteczne skrywaj si wewntrz bezuytecznych, prawda jest ukryta w kamstwie. A teraz ta dziewczyna, jego uczennica, czyta o Angliku poszukujcym pokoju i uwaa to za bezsensowne. To dobrze. Ona jest dobr studentk. Uwan czytelniczk. Trzyma go w tej chwili za rk. - Dlaczego czytasz Bruntona? - pyta K. D. - Wujku - odpowiada cicho. - Potrzebuj pomocy. Musz uzyska informacje o Ganeu Gaitondem. Musz wiedzie wicej. Musz si dowiedzie, dlaczego on mg interesowa si jakimi sadhu.Gane Gaitonde jest zym czowiekiem, ale w przeszoci by sprzymierzecem dobrych ludzi. Jego rwnie zwerbowa K. D. Organizacja czasami potrzebowaa zych ludzi do wykonywania okrelonych zada, do pewnych misji. W pewnych sferach tylko li ludzie mieli dostp do rzetelnych informacji. Dlatego te K. D. wyszuka Gaitondego w wizieniu i zwerbowa go.A Gaitonde by dobrym rdem informacji, dostarczane przez niego dane ponownie sprawdzono, zweryfikowano i potwierdzono, i okazay si rzetelne i przydatne. Dostawa rwnie zlecenia, a powierzone zadania wykonywa skutecznie i dyskretnie. Na koniec si zbuntowa, zdradzi sub, zacz podawa zmylone dane i wykorzysta rodki organizacji do rozszerzenia swojego imperium, ale w pocztkowym okresie Gane Gaitonde by zym czowiekiem po dobrej stronie, a K. D. by oficerem prowadzcym jego sprawy. Jeli czowiek chce by skuteczny w tej grze, musi radzi sobie ze zymi ludmi, a oni musz wykonywa dla niego ze rzeczy, ktre w ostatecznym rozrachunku s rzeczami dobrymi. To niezbdne. Tylko ci, ktrzy nigdy nie widzieli prawdziwego pola walki, mogli domaga si nieskazitelnych cnt i czystych rk. Podczas rozgrywki wszelkie dziaania mog tylko zachowywa pozory nienagannych moralnie, a ta gra toczya si nieustannie. Czy zatem Gane Gaitonde by zym czowiekiem? Czy Nehru by zym czowiekiem? Spokojnie, staraj si zachowa przytomno umysu. Nie myl o Nehru, on ci rozprasza. Twj umys wije si, lizga. Jeste chory. K. D. zaciska pici, podnosi gow. Dziewczyna jest skupiona, lekko marszczy brwi. Dokadnie jak jej ojciec. Jej ojciec nazywa si Dagdip Mathur,

a K. D. spotka si z nim po raz pierwszy wczesnym rankiem w zimowy dzie, w sali konferencyjnej w Lucknow, na kampusie tamtejszego uniwersytetu. St konferencyjny pokryty jest zielonym suknem, a wok niego, na wszystkich czterech cianach, wisz portrety wielkich Europejczykw, ubranych w akademickie togi. Dookoa stou siedzi siedemnastu mczyzn, wszyscy modzi, ledwie po dwudziestce, wszyscy uwani, inteligentni, wyksztaceni. K. D. nigdy wczeniej ich nie widzia, kazano im zameldowa si w tym pokoju punktualnie o dziewitej rano. Nie rozmawiaj ze sob, czekaj, wicz dyskrecj, poniewa wszyscy wiedz, e zostali zwerbowani do tajnej pracy, w agencji, ktrej nazwy jeszcze im nie podano i o ktrej wikszo z nich nigdy nawet nie syszaa. Ju dwa razy rozmawiano z K. D., po tym jak dyskretnie zagadn go rektor na jego uniwersytecie w Patnie. Wydaje mu si, e wie, dlaczego zosta wybrany: licencjat z wyrnieniem z historii i dyplom z prawa, oraz dyplom z wyrnieniem Narodowego Korpusu Kadetw, a take uznanie w caym stanie za osignicia sportowe. Jest czowiekiem powanym, silnym i bardzo ambitnie wyksztaconym. Myla przede wszystkim o karierze prawnika, ale obecnie jest ywo zainteresowany tym odizolowanym wiatem, tymi tajnymi rozmowami i obietnic pilnej i bardzo wanej pracy. Czeka wic przy stole, wraz z innymi mczyznami, w ktrych rozpoznaje obraz wasnej osoby, patrzc na ich silne przedramiona i uwane spojrzenia, wie, e s zarwno sportowcami, jak i naukowcami. Ogromne wahadowe drzwi na kocu sali otwieraj si i wchodzi dwch mczyzn z wosami przystrzyonymi na mod wojskow. Tu za nimi poda starszy mczyzna w szarej marynarce, moe jaki profesor, sdzc po grubych okularach w drucianych oprawkach. Profesor podchodzi do stou i z gow pochylon wyczekujco do przodu, odwraca si w stron drzwi. Teraz wchodzi Nehru. K. D. czuje, e oblewa si rumiecem. Niby niemoliwe, ale to naprawd jest Jawaharlal Nehru. - Panowie - odzywa si Nehru, gosem chrapliwym, prawie amicym si. Wszyscy modziecy zrywaj si na rwne nogi, sycha niesamowite szuranie drewna i stp, a on powstrzymuje ich niecierpliwym ruchem rki. Siada bezceremonialnie, pochyla si i kadzie okcie na stole. Ma biae rce, a K. D. widzi jego czyciutkie paznokcie. Ale Nehru wyglda na zmczonego. Ma poke oczy, obrzmiae policzki. Jest 18 lutego 1963 roku. - Panowie, wszyscy dowiadczylicie kryzysu, z ktrym Indie ostatnio si borykaj. yjemy w niebezpiecznych czasach, zmagamy si z krytyczn sytuacj. Nasze granice zostay naruszone, nasze zaufanie lego w gruzach. I to z winy Chiczykw, ktrych uwaalimy za przyjaci. Musimy dopilnowa, eby ju nigdy nic takiego si nie powtrzyo. Dlatego te kraj musi powoa swoich modych ludzi, najlepszych i najmdrzejszych. Kiedy patrz na was, widz w waszych twarzach bogosawione wiato dawnej przeszoci, i znowu otucha wlewa si w moje serce. Bd prosi o wiele. Kraj zada od was dokonywania rzeczy niemoliwych. Ale musicie by silni i to wytrzyma. Nasza przyszo spoczywa na waszych barkach. Wierz w wasz si oraz w bezgraniczne oddanie sprawie. Daj Hind. - Nagle wstaje i ciska do mczyzny po lewej. A potem nastpnemu. K. D. moe przyjrze si Nehru, w oczekiwaniu na swoj kolej do ucisku doni. Czuje, e sam ma przyspieszony oddech, jakby wanie przebieg w szybkim tempie mil. Kiedy nadchodzi jego kolej, Nehru wyciga rk i co mwi. K. D. jest zaskoczony. - Panie premierze? Nehru ju wyciga rk do kolejnego mczyzny, ale nie patrzc na K. D., mwi: - Postaraj si, synu. - W jego gosie sucha nutk zniecierpliwienia, e musi powtarza swoje sowa, ale K. D. zachowuje je gboko w pamici i dalej patrzy uwanie, ale Nehru do nikogo ju nic nie mwi, nawet do profesora. Premier wychodzi, drzwi zamykaj si za nim. Nehru odezwa si tylko do K. D., tylko do niego. Profesor ruchem rki kae im siada. - Panowie - mwi. - Jak ju wspomnia premier, zostalicie wybrani, poniewa jestecie

najlepsi. Witamy w naszej organizacji. Okazuje si, e profesor wcale nie jest adnym profesorem, ale zastpc komendanta w biurze wywiadowczym, najstarszej - jak ich informuje - agencji wywiadowczej na wiecie. A oni, jeli zdecyduj si podpisa dokumenty rekrutacyjne, bd czonkami, pracownikami, onierzami tej czcigodnej organizacji. Wszyscy skwapliwie podpisuj, s olnieni osob Nehru.Jeszcze tego samego ranka wituj w pitk w restauracji Jusufa na bazarze auk, gdzie zaprowadzi ich Dagdip Mathur, pochodzcy z Lucknow kolega rekrut. Jedz najlepsze, jego zdaniem, tamtejsze kebaby kakori i rozprawiaj o magicznym pojawieniu si w ich gronie osoby Nehru. Mathur oskara Nehru o ostatnie niepowodzenie w Himalajach, uwaa, e on ponosi odpowiedzialno za wszystkie poraki i ofiary, a K. D., cho chcc nie chcc zgadza si z nim, zaczyna broni idealizmu tego starego czowieka, jego wiary w przyszo opartej na pokoju i racjonalizmie. - K. D., jar - ripostuje Mathur - mwisz jak moja matka, ktra cigle powtarza jak cholernie dobrze Pandit-di wyglda, jak to on chce dobrze, jak to Gandhi-di kocha go jak cholernego syna, jakim to dobrym, bardzo dobrym czowiekiem jest Nehru-di. A ja mwi, e dobry czowiek nie powinien by premierem naszego rzdu. Dobrzy ludzie z reguy s gupcami. Przez dobrych ludzi gin inni ludzie. Jeli yjemy w wiecie z cholernymi Chiczykami i cholernymi Amerykanami, i cholernymi Pakistaczykami, nie potrzeba nam dobrych ludzi, potrzebujemy ludzi, ktrzy jedz kebaby kakori i chodz z wielkimi lagami. K. D. kiwa gow i mwi: - A w zasadzie z wielkimi lathi. Mathur mieje si, ma idealnie kwadratow twarz i potn, pomarszczon szczk, ale robi wraenie swoj jasn skr i jasnobrzowymi oczami. K. D. wydaje si, e kolega wyglda jak bramin z Lucknow i wie, e Mathur od razu zwrci uwag na jego nazwisko, kiedy tylko je wypowiedzia, by moe umieci je w jakiej przegrdce zarezerwowanej dla kasty Jadaww i innych zacofanych kast, i z pewnoci podobnie te zrobi co drugi z jego nowych kolegw. K. D. zauway, e organizacja jest stara i jak inne stare or jonizacje jest bezwarunkowo bramiska, z lekk domieszk kast Kajasthw i Radputw. A jednak umiech Mathura jest szczery, a on sam bez chwili wahania siga rk przez st i wali K. D. w rami, rechoczc. - Z cholernie wielkimi lathi - mwi. - No wanie. Cholernie wielkie lathi. K. D., a ty jeste lathait? - Tak - odpowiada K. D. - Wiele lat spdziem w aksze. To prawda, mnstwo wieczorw spdzi w jasno owietlonych piaskownicach, krcc lathi nad ramionami, uczc si sztuki obrony i ataku od instruktorw ubranych w mundury khaki. K. D. widzi, e Mathur to docenia. Widzi, e udao mu si zda jaki egzamin. Mathur go lubi. Po tym poranku spdzonym przy kakori Mathur zyskuje sobie przydomek Cholerny i koledzy ju zawsze tak go nazywaj, pki nie zniknie dwadziecia lat pniej. Pozostaje po nim na drodze szedziesit trzy mile na pnoc od Am-rytsaru biay ambassador z dwiema przebitymi oponami, jednym zabitym kierowc, jednym martwym ochroniarzem i jednym martwym informatorem, niejakim Harbhadanem Singhem, caa trjka rozwalona oddanymi z bliska seriami z przynajmniej trzech kaasznikoww. Tamtego dnia, w tamtym roku, K. D. jest bardzo daleko, na drugim kocu niespokojnego wiata, w Londynie. Dowiaduje si o znikniciu Mathura, informuje go o tym ich europejskie biuro w Delhi, odkada suchawk telefonu i patrzy przez okno na rozmieszczone w rwnych, uporzdkowanych odstpach schodki na angielskim placu, na biae i szare fasady domw pod ocienionym jesiennym niebem. Po jednej stronie placu stoi szesetletni szpital, a po drugiej muzeum. Za pitnacie minut K. D. ma spotka si w pooonym trzy place dalej pubie z sikhijskim bojownikiem. Przez sze ostatnich miesicy stara

si o kontakt z nim. Musi by czujny i ostrony, poniewa wie, e tym bojownikiem opiekuje si rwnie pakistaski oficer, czowiek z ISI, niejaki ahid Khan, ale wci nie moe przesta myle o Andali, o tej maej Andali.Andali. Ona ma na imi Andali. Jest crk Cholernego Mathura. Siedzi tu teraz przede mn, w tym szpitalu pooonym w New Delhi, w Ronini, sektor V. Nie jestem w Lucknow, nie jestem w Londynie. Jestem tutaj. Andali. Musisz si tego trzyma. Nie wolno ci miesza epok, dat, miejsc. Musisz trzyma si kolejnoci wydarze. Byo kiedy Lucknow, to tam, gdzie spotkae Mathura, a potem on znikn w Pendabie, ale od tego czasu miny cae dziesiciolecia. W tym czasie byy N.E.F.A., Naksalbari, Kerala, Ban gladesz, Londyn, Delhi, Bombaj.Pamitaj o lokalizacjach, o odlegociach, w tym poczeniu midzy punktami rodzi si ksztat. A ksztat jest znaczeniem. W ksztacie mojego ycia musi by zawarte jakie znaczenie. Jaki to ksztat? Przeanalizuj wydarzenia, szukaj bliskoci, zwizkw, powtrze, podobiestw, znajd przyczyn tej aktywnoci, pobudki przeciwnej strony. Na tym polega dziaalno wywiadowcza. K. D. Jadaw pamita, jak sam tego naucza, w tym pokoju w budynku w Safdardangu. A ta dziewczyna siedziaa w pierwszym rzdzie. Andali. - Andali - mwi K. D. - Andali. - Jego gos z bolesnym chrzstem uwalnia si od patyny rdzy, a K. D. zastanawia si, ile czasu mino, od kiedy ostatnio mwi. - Gdzie bya? pyta j. - Wujku, potrzebuj twojej pomocy w sprawie Gaitondego. - Gaitonde nie yje. - Zgina. K. D. o tym wie, cho nie wie, skd to wie. Nie jestem przy zdrowych zmysach. Pami zawsze bya przedmiotem jego najwikszej, cichej i dugotrwaej dumy, to doskonae wyczucie szczegu, wyostrzona logika, zdolno do analizy, ta ogromna, nieustannie brzczca, olniewajca sie intelektu. W bramiskich korytarzach, w krlewskich ogrodach Nehru, kroczy dumnie wanie z powodu swojego synnego umysu. Ale czym by ten mj zdrowy rozsdek? Czy w NEFA. byo jak naley, a co z Londynem? W tych zgliszczach jego wadz umysowych, w tym unoszcym si, dymicym nastpstwie jego zapaci kryje si tylko ogromna pustka. Tylko absolutna prnia, zupena nieobecno, przed ktr K. D. si wzdraga. Ale ona tam jest, czai si ta strata, ta natrtna myl, e jego cae ycie nic nie znaczy. Mwi do tej maej dziewczynki, do swojej Andali, mwi: - Pajk tka zasony w paacu cesarzy; sowa wzywa strae na wieach Afra-siabu. Ona marszczy brwi: - A c ma wsplnego sutan Mehmed z Gaitondem? K. D. jest zachwycony, nie moe powstrzyma miechu. Ale ona ma umys! Ma doktorat z historii. Pojmuje te jego nawet najbardziej zakamuflowane aluzje, czytaa najbardziej ezoteryczne i bezuyteczne teksty, ona ich potrzebuje tak bardzo jak on sam, jest jego spadkobierczyni, jest jego crk, w rwnym stopniu jak Cholernego Mathura. Tylko ona moga przypomnie sobie, nie wahajc si ani przez chwil, e kiedy sutan Mehmed przeprowadzi swoje wojska przez mury Bizancjum, kiedy ju on i jego ludzie doprowadzili do ognistego koca imperium trwajce przez 1123 lata i 18 dni (Poznajcie detale! Zapamitajcie szczegy!), kiedy cay dzie mordowali, chwytali, gwacili i pldrowali, po tym wszystkim, po kocu Bizancjum, sutan wkroczy do cesarskiego paacu, w ktrym jego wadcy wiedli ycie pene luksusw i intryg. Zwyciy. I w chwili swojego zwycistwa - jak pisz kronikarze - patrzc na zmierzch na niebie, sutan Mehmed co do siebie wyszepta. Pajk tka zasony w paacu cesarzy; sowa wzywa strae na wieach Afrasiabu. Ale teraz, K. D., opanuj si, zachowaj dyscyplin. Andali ci potrzebuje. Co ma wsplnego Gaitonde z Mehmedem? Faktycznie, co? - Przepraszam - mwi K. D. - Przepraszam. Gaitonde. - Tak. Gaitonde. - Jak brzmiao pytanie?

- Zgodnie z moimi ostatnimi informacjami Gaitonde przed mierci poszukiwa w Bombaju trzech sadhu. Dlaczego? Dlaczego akurat sadhu? O co chodzi? - Kiedy go zwerbowaem, Gaitonde uczy si jogi w wizieniu. Mia nauczycieli z jakiej szkoy jogi. - Abhidhjana Joga. Bardzo stara szkoa, o ustalonej pozycji i szanowana. Sprawdziam j. Z tego co wiemy, po wyjciu z wizienia Gaitonde nie kontaktowa si z nimi. Ubrani na biao instruktorzy uczyli jogi na gwnym dziedzicu wizienia, wykadaj Mahabharat i Ramajan. Zadaniem jogi byo ostudzi ze zapdy przestpcw, zrobi z nich lepszych obywateli. Ale K. D. zawsze si zastanawia, dlaczego ci nauczyciele w to wierz. Przecie joga moga tworzy lepszych przestpcw, bardziej skoncentrowanych, wyrachowanych zbirw, ktrzy dziki temu byliby jeszcze sprawniejsi w swojej przestpczej dziaalnoci. Ten mistrz zoczycw, Durjodhana, z pewnoci by joginem. Oni wszyscy, ci wojownicy za, nimi byli. Gaitonde wyglda na bardzo spokojnego, kiedy owietlony wiatem soca sta w wiziennym, biaym ubraniu w biurze naczelnika. On by zym czowiekiem. Czy Durjodhana by zym czowiekiem? Zosta zabity podstpnie i wstpi do nieba wojownikw. Czy na K. D. Jadawa czeka raj onierzy? Staraem si ze wszystkich si, Nehru-di, Pandicie-di, panie premierze. Nie, nie, zastanw si, pomyl. Gaitonde. Dlaczego on ciga sadhu? Pom Andali, pom jej. - Gaitonde by czowiekiem religijnym - powiedzia K. D. - Zawsze odprawia pud, przekazywa pienidze na witynie. Finansowa wszystkie mathy, dysponujemy jego zdjciami ze witymi przedstawicielami tych se minariw. Z pewnoci zna rnych sadhu, zna ich wielu. Dlaczego akurat tych trzech jest tak wanych? - Tego nie wiemy. Wiemy jedynie, e byo trzech sadhu. Byli dla niego na tyle wani, e wyszed z ukrycia i wrci do Indii. Wiedzia, e jestemy z niego niezadowoleni, musia obawia si, e go ukarzemy. Musia obawia si, e zginie. Ale wrci. Dlaczego? Czy co wiesz? Wujku, czy co pamitasz? Tak, pamita. Ona szuka szczegw, struktury, szczegowej informacji, moe dwch, ktre dopasowayby si do siebie i pozwoliy rozwika t jej zagadk, zrozumie Gaitondego, a take jego ycie i mier. Tego wanie nauczy j K. D. Jadaw. K. D. Jadaw dysponuje teraz pamici, ale brakuje w niej kolejnoci. Ma poszczeglne elementy, ale gdzie zaginy dzielce je odlegoci. Dla niego przeszo i teraniejszoci nie dzieli ju wyrana i wygodna granica, wszystko jest jednakowo obecne, wszystko jest ze sob powizane, tu i teraz. Dlaczego? Co mi si stao? K. D. nie moe sobie przypomnie. Pamita jednak. Siedzi w migowcu leccym nad dolin. mieje si, nie jest w stanie pohamowa umiechu, nigdy wczeniej nie wznis si w powietrze, a teraz podaj wzdu dugiej, rtciowej smuki rzeki, krc si miotani wiatrem nad gst zieleni, u stp grani gbok czerni kad si cienie. Wok roztacza si olniewajce wiato, zoto poranka wypenia trzeszczcy pleksiglas, a niebo ma kolor, jakiego K. D. nigdy jeszcze nie widzia, jaskrawy, nasycony bkit, przesuwajcy si po jego twarzy, wprost czuje ten odcie przez skr. Umiecha si, a jeden z pilotw odwraca si i mieje si z niego. To chopaki z lotnictwa wojskowego, z bazy w Pasighacie. Pilot pokazuje co na dole, brunatn plam nad wod, nieopodal spowijajcych skay mgieek, ktre K. D. teraz dostrzega. Po chwili ziemia wznosi si spiral w gr, a oni lduj. Helikopter podnosi si zaraz po wysadzeniu K. D. i natychmiast odlatuje, znika, sycha oddalajcy si hurkot migie. Do K. D. dociera teraz inny dwik, jakie ciche, ale wyrane wierkanie. Nie jest to na pewno aden znany mu ptak. Po chwili rozbrzmiewa inny dwik, przypominajcy grzechotanie kamykw w blaszanej puszce. I jeszcze jeden, ale K. D. nie ma pewnoci, czy ten ostatni to ptak, to raczej brzmi jak jaki

zawodzcy okrzyk, zakoczony trzaskiem, szczkiem. Midzy pniami drzew po drugiej stronie polany dostrzega niebieskozielone wiato, nieskoczenie gbokie, mieci si tam cay mglisty wiat, o ktrym K. D. nie wie absolutnie nic: to NEFA, North Eastern Frontier Agency. Jest sam w obszarze pogranicza pnocno-wschodniego, z zielon wojskow torb przy boku, ubra ny w t koszul safari i tanie skrzane buty Baty do chodzenia po miecie. Nagle opada go strach, boi si jak nigdy. Dwa cholerne miesice szkolenia, myli, tylko dwa miesice, ale nie przeszkolili mnie do tego, do tej dungli i tego nieznanego nieba nade mn.Dwie godziny pniej pojawia si pluton chopakw z Assam Rifle, tumaczc, e spnili si z powodu osuwiska trzy kilometry dalej, musieli szuka okrnej drogi. K. D. wsuchuje si w wypowiadane w dziwnym jzyku hindi sowa subedara i pyta, jak daleko bd szli. Subedar umiecha si i nic nie odpowiada. Przynis buty dla K. D. S za due, ale to lepiej, ni gdyby miay by za mae. K. D. wkada trzy pary skarpet i rusza w drog. Idzie przez dwadziecia jeden dni. Trzeciego dnia rano ma tak potworne skurcze w nogach, e nie moe kucn, kiedy chce si wyprni. Opiera si o drzewo i pacze. Rozpoznaje db, a ten znajomy widok sprawia, e K. D. czuje si nieco lepiej. Kiedy dowiedzia si, e ma przyby w te gry, kupi ksik o florze i faunie tego regionu i w wolnych chwilach j studiowa. Wie, e rosn tu magnolie, pojedyncze topole i kasztanowce. Podaj wzdu rzeki, systematycznie wspinajc si ciek wijc si przez las. W pocztkowej fazie marszu, w pierwszym tygodniu, mijaj stojce parami lub w grupach domy na palach, otoczone uprawnymi poletkami ryu i prosa perowego, wok ktrych nadal wida zwglone popioy wypalonych lasw. Przed tymi domami siedz kobiety i co tkaj, a onierze rzucaj szydercze uwagi na temat uywanych przez nie zatyczek do nosw. Wszyscy tutejsi mczyni nosz u pasa proste ostrza, a subedar mwi mu, e jeszcze przed kilku laty uywali tych dao do cinania gw. Ci mczyni s dostatecznie muskularni, eby mc zamachn si nimi i odci czowiekowi koczyny, ale to nie ich si obawia, nie tych ich skonych oczu pod stokowatymi bambusowymi hemami. Nie. Przeraa go powiew tego lasu, to trzeszczce stkanie bambusa wijcego si pod jaowcem. Dugie, bkitne wiato pod sklepieniem wypenione jest jakim jazgotem i pohukiwaniem. Dungla rozmawia ze sob, sycha dugie wezwania i odpowiedzi, ktre dla K. D. s czym zupenie nowym, zaskakujcym, i powoduj, e jest nerwowy. onierze miej si z niego, kiedy mimowolnie podrywa si na rozlegajcy si tu nad jego gow wrzask. To tylko mapa - mwi najmodszy z nich, podnoszc karabin do ramienia. Nie kryje pogardy, a K. D. zdaje sobie spraw, e jest ona w peni usprawiedliwiona. Wie, e to tylko mapa, ale co noc kuli si pod kocami, nacigajc je na gow. Kadego poranka budzi si bardziej wyczerpany ni poprzedniego dnia. Rano gry wznosz si wysoko ogromn mas,czarne i otulone gst pierzyn, stojc rami w rami na tle rowiejcego nieba.Przekraczaj gra i schodz w d, ku kolejnej cienkiej jak nitka rzeczce, ktra powoli staje si szersza i przechodzi w wartki potok. Z wielkim trudem przekraczaj j i jedz posiek na drugim brzegu, at z jelenia, ktrego subedar upolowa przed dwoma dniami. Gry po obu stronach s urwiste, otaczaj ich murem, a niebo stanowi odlegle odbicie rzeki; wska wijca si wstga wysoko u gry. I znowu ruszaj w drog. Wspinaj si, a K. D. zdaje sobie spraw, e tym razem id duo wyej. Przedzieraj si przez las bkitnych sosen, z gowami opuszczonymi pod ciarem plecakw, a K. D. jest zbyt zmczony, by podziwia nieziemskie orchidee, ktre co krok wiec biel znad trawy; oczy zalewa mu pot. Na dugim, szumicym polu zielonych bambusw nad jego gow trzepoc skrzydami ptaki. Oddzia wdruje skrajem ostatniego stanowiska topoli, a nad nimi, hen, w gr, wskim pksiycem rozciga si ka. Przecinaj j i id coraz wyej, a kiedy K. D. spoglda za siebie, widzi gra, ktr ju pokonali, a za ni dziesitki innych, rozpocierajcych si pod ogromnym czerwonym niebem. Tej nocy obozuj na ce, K. D. pi na pochyym stoku, zasypia od razu, kiedy tylko naciga koce na gow.

Nastpnego ranka, po zjedzeniu zimnego niadania, ruszaj dalej i dochodz do sioda w grani, wcinajcego si w ni na ksztat litery V. Dwa dni zajo im pokonanie tego ostatniego, ogromnego zbocza. Kiedy jeden po drugim przechodz przez wwz, K. D. idzie w samym rodku rzdu onierzy. Obchodzi masywn twierdz gazu, uwaajc, eby nie zrani kostek o rozpadliny skalne, a potem podnosi wzrok i apie powietrze. Po drugiej stronie doliny wida kolejne ki, ale ponad tymi zboczami, daleko za nimi, ku niebu wznosi si poszarpana biel przykryta baldachimem biaych chmur. Wielkie srebrne szczyty s bardzo odlege, ale K. D. czuje, e s przeraliwie nieludzkie, obojtne. Stara si uspokoi oddech i czuje lodowate wyziewy biaych grani, jak szpony wbijajce si w gardo. Czowiek idcy za nim trca go okciem, niezbyt delikatnie. - Na co tak patrzysz, sahibie rado? Tam jest Tybet. - Chiny! - krzyczy subedar z dou, nawet nie odwracajc si. - Chiny. Subedar ma trzydzieci dziewi lat, w niedawnych bitwach z Chiczykami walczy niedaleko std. Jego skra ma kolor i twardo starego papieru impregnowanego lakierem. Nazywa si Lalbiaka Marak, K. D. nigdy wczeniej nie sysza takiego imienia. Wrd dawanw jeden nazywa si Das, drugi Gauri Bahadur Rai, ale pozostali nosz imiona Waiphei, Ao, Luszai i jeden egzotycznie brzmice, zagraniczne Thangrikhuma. K. D. by pewien, e uznaj go za czowieka zupenie obcego. Zaczli nazywa go sahibem rad, a on nie bardzo wie, dlaczego. Z tym kilkudniowym zarostem, popkanymi wargami, z cuchncymi i pokrytymi pcherzami stopami raczej nie kojarzy si z krlewskoci. Stojc na progu tego wspaniaego, mierciononego krajobrazu, patrzc na niego wraz z tymi ludmi, ktrzy podobno s jego rodakami, K. D. Jadaw czuje si zupenie sam. Tu za nim stoi Ginzanang Dowara, K. D. czuje jego gsty, mtny pot. K. D. podrzuca wyej swj plecak, opuszcza gow i idzie dalej. Po dwudziestu jeden dniach marszu docieraj do bazy.W tej maej osadzie, skadajcej si z prymitywnych domkw i namiotw, mieszka stu szedziesiciu ludzi, wszyscy z Assam Rifles. Armia oddelegowaa tu dwch porucznikw i jednego kapitana. - Brakuje nam oficerw - mwi kapitan do K. D. - Ale czasy s cikie. Kapitan ma na imi Khandari i dorasta w innych grach, w Garhwalu, ale tych wzniesie nie cierpi. - W Garhwalu gry maj dusz - mwi. - Tutaj nawet gry s dungl. K. D. mieje si z niego, zwraca mu uwag, e s to te same gry, stanowi cz tego samego pomarszczonego acucha cigncego si przez subkontynent ze wschodu na zachd. Ale chocia kapitan nie przyznaje si do tego, K. D. wie doskonale, co ma na myli: te opadajce spod stp doliny s obce w jakim gbokim sensie, s bardzo dalekie od wszystkiego, co jest mu znane. Podczas niedawnej wojny kapitan Khandari uczestniczy w walkach na pnocnych kracach Ladakhu, i szczerze nienawidzi Nehru, za tych wszystkich ludzi, jak mwi, ktrzy zginli, waczc bez amunicji, bez wsparcia, bez adnej nadziei. Kapitan Khandari co wieczr zalewa robaka, pochaniajc ogromne iloci przydziaowego rumu, i kadego wieczoru wraz z dwoma porucznikami - Rastogim i DaCunh - w swojej chacie gra w pokera. K. D. przycza si do nich i cho nie uczestniczy w tym hazardzie, w tym gwatownym ciskaniu kart na st, popija wraz z nimi. Rum pozwala zapomnie o tym okropnym uczuciu izolacji, przygnbieniu, kiedy czowiek jest odcity od wiata przez gry i przez nieprzeniknion ciemno. Przytulnie jest siedzie w owietlonej wiatem pomieni chacie, w cieple i zamroczeniu snujc opowieci. Po czterech takich wieczorach K. D. zna ju swoich nowych przyjaci, swoich kumpli, wie o beznadziejnej mioci DaCunhy do Sadhany, do tego jej wspaniaego tyeczka jak z technikoloru, pozna mio Rastogiego do mao znanych faktw, sztuczek i zagadek matematycznych i wysucha - bardzo pn noc - bekotliwej i ledwo zrozumiaej relacji Khandariego z

przeraajcych odwrotw przez nagie, wysoko pooone paskowye. Kiedy K. D. wychodzi i szukajc drogi i potykajc si, zmierza do swojej wasnej, przypominajcej kredens chaty, widzi gasncy ar ognisk na placu apelowym, niewyrane ksztaty ustawionych rzdem namiotw. A za nimi absolutn czer ogromnych skalnych cian pod chodnym, poprzetykanym gwiazdami niebem. Pitego dnia po poudniu K. D. czuje, e ju na tyle doszed do siebie po wyczerpujcym, dugim marszu, e moe przej do namiotu dowodzenia i stawi czoo swojej niewykonalnej misji. Jego gwnym zadaniem jest kontrolowanie chiskiej obecnoci na tym terenie, stworzenie sieci informatorw i banku informacji, eby potwierdzi ponad wszelk wtpliwo, e Chiczycy rzeczywicie si std wycofali i nie przymierzaj si do nastpnej inwazji, okreli plany Chiczykw na przyszo, a take plany wszystkich bez wyjtku na tym draliwym terenie. K. D. nic o nich nie wie, nie zna ich jzyka, historii ani polityki, nie ma ani dowiadczenia, ani wiedzy o tym terenie, jego mieszkacach ani jego geografii. Jest nieco oszoomiony, ale zwraca si do kapitana Khandariego. Wierzy, e kapitan bdzie wiedzia, od czego powinien zacz. Kapitan ma ogromnego kaca i jest opryskliwy, ale w kocu K. D. dowiaduje si, e raz na tydzie wysya si tylko jeden patrol, ktry pokonuje t sam czterokilometrow tras na pnocny wschd, do opuszczonego bunkra na wzgrzu. Na tym koczy si cay wysiek tej jednostki, ktrego celem jest zaznaczenie ich obecnoci i zebranie informacji. Wyraz zdumienia na twarzy K. D. jest tak wyrany, e kapitan Khandari wzrusza ramionami i mwi: - Wiesz, tu nikogo nie ma. Zupenie nikogo. Chiczycy si std wynieli. To jest wszystko behenodowo puste. K. D. milczy. Prbuje zebra si na odwag, eby co powiedzie. W kocu Khandari przechyla gow i przerywa t cisz. - Sucham. Co chcesz zrobi? Trzy dni pniej baz opuszczaj dwa patrole, podajc drogami wybranymi przez K. D. na mapach, na ktrych jednemu calowi odpowiada jedna mila w terenie. K. D. czuje wrogo ludzi, ktrym zakcono spokojn sub, i yje w otaczajcym go milczeniu. Nawet Marak jego znajomy subedar - nie odzywa si do niego, czasami tylko burknie co monosylabami. K. D. znajduje pod kiem martwego szczura. Rastogi i DaCunha wracaj z patrolami wczeniej, ni ustalono, Rastogi pene trzy dni przed upywem zaplanowanego tygodnia. Oczywicie, melduj, e niczego nie zauwayli, a K. D. jest pewien, e poszli tylko za najblisz gra i tam biwakowali, odprajc si i odpoczywajc. Tydzie pniej organizuje kolejny patrol, w ktrym z plutonem idzie DaCunha i Marak, a K. D. wyrusza wraz z nimi. Przez pierwsz mil marszu czuje kucie w stopach, ale teraz ma ju par dobrych butw, i kiedy minie mu si rozluniaj, znajduje przyjemno w tym wysiku. Straci na wadze i czuje si mocny. Wykorzystywanie nowych umiejtnoci w czytaniu mapy przynosi mu satysfakcj i na kadym postoju przez lornetk bada odlege granie. Ludzie z rozbawieniem patrz na t lornetk, a DaCunha z trudem zachowuje pozory uprzejmoci. K. D. znosi to w milczeniu, wykonuje swoj prac i ma zamiar wykona j dobrze. Czwartego dnia patrolu biwakuj schowani przed wiatrem za skaln cian, migoczc smugami metalicznego srebra. K. D. otwiera plecak i wyciga ksik, spieszc si w ostatnich chwilach wiata sonecznego. Tak bardzo aknie ksiek, czegokolwiek do czytania. Dawno temu skoczy The Riddle ofthe Sands, ktr przywiz ze sob do NEFA, i teraz pozostao mu tylko czytanie etykiet na buteleczkach z lekarstwami czy drobnego druku u dou wojskowych formularzy zamwie, a poniewa rwnie one zaczy si koczy, ogarnia go przeraenie, jakby powoli ton. I kiedy ju maj wyruszy na patrol, w kcie namiotu dowodzenia, za stosem kartotek prowiantu i zaopatrzenia, znajduje dwie ksiki, pozostawione

przez jakiego zapomnianego oficera, ktry ju pewnie nie yje. Czyta wic teraz, na terenie Tybetu, Ksig chiromancji Benhama: praktyczne zastosowanie zasad naukowego czytania z linii doni. Czyta bardzo powoli, rozkoszujc si kadym zdaniem, poniewa ta ksika musi mu wystarczy na dugo. Zatrzymuje si nad wypisanymi na kadej ze stron bzdurami, ktre odnajduj ksztat przyszoci w liniach przeszoci, przypisujc znaczenie tym cielesnym hieroglifom doni. Nie moe jej zbyt szybko skoczy, poniewa ta druga ksika, ktr ma w plecaku, Chiromancja: jzyk doni, autorstwa niejakiego Cheiro, ma niecae dwa centymetry gruboci, a stan w obliczu tych gr, nie majc nic do czytania, byoby czym naprawd trudnym do zniesienia. Nagle nachyla si nad nim Marak, zasaniajc mu wiato. Marak patrzy na otwarte strony ksiki, na ktrych Benham opisuje proporcje wystpujce midzy rnymi wzgrzami i palcami. Marak patrzy jak urzeczony. Kuca, opiera rce na kolanach i spoglda prosto w oczy K. D. - Potrafi pan czyta przyszo? - Tak - odpowiada szybko K. D. - Tak. Marak podsuwa swoj do. - Prosz czyta - mwi. K. D. bierze pobrudon rk Maraka i przepowiada mu przyszo. W rzeczywistoci nie jest to takie trudne. Korzysta z niektrych dziwacznych wskazwek Benhama, ale przede wszystkim pozwala Marakowi opowiada o lku o zdrowie ony, o ktniach z brami o gospodarstwo, i na tej podstawie domyla si i zgaduje. - Twj ojciec bardzo ciko pracowa, a do koca swoich dni co dzie od rana do wieczora - mwi do Maraka, ktry patrzy na niego z niespotykanym wczeniej podziwem. Zupenie niezasuonym, poniewa jego wypowied nie ma nic wsplnego z proponowanymi przez Benhama metodami czytania doni, to tylko proste wyciganie wnioskw z informacji, ktre Marak sam zamieci w swoich pytaniach, w tym swoim pragnieniu poznania przyszego szczcia, chci posiadania talizmanu przeciw katastrofom, ktre z czasem z pewnoci nadejd. K. D. ostronie prowadzi rozmow, a po chwili wyczuwa, e nie naley zbyt wiele wyjawia, e naley pozostawi obiekt niezaspokojony; zadowolony i uspokojony, ale nie nasycony. - Na dzi wystarczy - mwi zdecydowanym tonem. - Jestem zmczony. - Dobrze - odpowiada Marak. - Przynios panu herbat. I tak te robi. Tymczasem K. D. przyglda si spektakularnej grze wiate padajcych na stojc przed nimi gr, obserwuje gbokie pasma czerwieni i czerni. Bierze kubek z herbat i mwi ospale; - Zobaczymy Chiczykw. - Sam do koca nie wie, dlaczego to mwi, moe tylko dlatego, e przepowiada przyszo i chyba chciaby zobaczy Chiczykw. I wcale nie dlatego, e rwie si do konfrontacji czy do walki. Nie ma zaufania do swojej fizycznej odwagi, a po trzech krtkich sesjach treningowych z pistoletem wie, e jest marnym strzelcem. Ale spotkanie z Chiczykami nadaoby sens jego wczeniejszemu szkoleniu, jego powoanie nabraoby znaczenia, a przeciwnik staby si realny. A poniewa ju od kilku dni z nikim nie rozmawia, pozwala, by wymkny mu si te sowa: Zobaczymy Chiczykw. I rzeczywicie, tak wanie si dzieje. Nastpnego dnia, tu po trzeciej, stojcy na czatach Thangrikhuma woa: - Duman! - Ostronie podchodz do krawdzi grani i patrz na drug stron suchej doliny, na szare punkciki rozrzucone na de szarej skay. Tak, zgadza si, to wrg. Thangrikhuma ma doskonay wzrok, K. D. ledwo dostrzega dumana, ale przez szka lornetki mona ju rozpozna ludzkie postaci, jaki pluton chiskich onierzy powoli przemieszczajcych si na

zachd. Chopcy podchodz wraz z K. D., kad si blisko jeden drugiego i patrz. DaCunha szeleci map i w kocu owiadcza: - S po swojej stronie. Tak przynajmniej mi si wydaje. Nie mona odrni ich strony od naszej: na tym pustkowiu nie ma adnych znakw, adnych potw. Ale oni s tam, a my jestemy tu. Przez nastpne dwa dni K. D. wraz ze swoimi ludmi posuwa si wzdu grani, rwnolegle do Chiczykw. Staraj si, eby ich nie zauwaono, a Chiczycy prowadz ich do czego, co wyglda na wieo postawion placwk, trzy bunkry na ostrodze wychodzcej na przecz i do tego ziemianka na ciki modzierz. Udao im si zdoby bardzo cenne informacje, ale ludzie przede wszystkim s pod wraeniem tej przepowiedni K. D., ktrej jednak nie przypisuj jego roztropnoci, wyszkoleniu czy wiedzy taktycznej, ale jakiej mistycznej przenikliwoci. Jeden po drugim podchodz do niego podczas marszu i wkrtce dogbnie poznaje ich ycie, i to nie tylko ich oficjalny wizerunek, lecz take ich obawy i niepokoje; wdycha te informacje wraz z zapachem przyciskajcych si do niego ludzi. Nawet DaCunha poddaje si i w drodze powrotnej do bazy K. D. dowiaduje si o jego upoledzonej siostrze oraz o Violet, czekajcej na niego w Pandim. Podczas zwijania ostatniego obozu przed baz, Marak pomaga K. D. zwin piwr i umiecha si ufnie. - Sahibie - mwi. - Pierwszego dnia patrolu odbylimy wszyscy rozmow. Wikszo uznaa, e atwo bdzie pana zepchn ze skay. Nowy oficer spad, by niedowiadczony, niewiele moglimy przecie zrobi. Marak rechocze, zacigajc troki. K. D. reaguje miechem, ale jest przeraony i przez cay dzie stara si i jak najdalej od przepaci, ocierajc si lewym ramieniem o skay i upki. Nigdy nie rozwaa moliwoci wasnej mierci, jego ciao nigdy nie musiao reagowa na tak myl, to ciao, ktre nie byo w stanie nawet wyobrazi sobie, e moe przesta istnie. Kiedy snuje marzenia o sukcesach, ktre chciaby odnie, zawsze zwycia, czasami jest ranny, ale zawsze uchodzi z yciem. Ale oto tu napotyka ludzi rzeczywicie mu obcych, ludzi, ktrzy rozwaali jego rzeczywist mier. Niektrzy z nich ju zabijali i nadal bd zabija, a jego mier nie miaaby dla nich specjalnego znaczenia. Jedno szybkie pchnicie i ju byoby po nim. Tej nocy, lec w swojej chacie, dry na caym ciele. Boi si zamkn oczy.Budzi si w ciemnociach. Podnosi rk, ale nie ma na niej zegarka z fosforyzujcymi cyframi. Musi wsta, ogoli si, wykpa, napisa raport, docuci zamroczonego z przepicia kapitana Khandari, zmusi go, eby nada ten raport przez radio i odebra szereg rozkazw. Ktra jest godzina? Tyle jest do zrobienia. K. D. odsuwa pociel i podnosi si z posania, ale gowa opada mu, czuje nudnoci i krztusi si. Dlaczego jest taki saby? Zeszej nocy nie by na tyle zmczony, eby teraz odczuwa trzepotanie mini w piersiach, to drenie, ktre kae mu ponownie zoy gow na poduszk. Biay sufit przygniata go i przywraca na powrt do teraniejszoci, a on z jkiem przeraenia uzmysawia sobie, e nie jest tym modziecem, ogarnitym pierwszym uniesieniem dobrze wykonanej pracy na nagich szczytach pnocy, ale ley w ku szpitalnym w Delhi i traci rozum.Zastanawia si nad tym sformuowaniem: postrada rozum. Co pozostanie, jeli nasz rozum zniknie? Czy jeli nie ma rozumu, nadal si istnieje? Przypomina sobie t przypowie, ktra mwi, e aby istniaa wiadomo jakiego ja, musi by jakie inne ja, jakie oko obserwujce ptaki jani witujce nektarem wiata. Ale co si stanie z obserwatorem, jeli usunie si te umysowe konstrukcje, te fasady jzyka, te fundamenty logiki, te relacje przyczynowo-skutkowe? C pozostanie, jeli to wszystko runie? Szczliwo czy odrtwienie? Obecno czy nieobecno? Pajk tka zasony w paacu cesarzy; sowa wzywa strae na wieach Afrasiabu. Targa nim wcieko, zo na przemoc, ktrej zazna. Staraem si ze wszystkich si. Zrobiem to, czego ode mnie dano. Przechodzi go spazm napitych w gniewie mini i

przez chwil nim miota, a ttno w jego uchu haasuje jak bben Mimich. Po omacku prbuje si wydosta z pochaniajcej go ciemnoci. Jestem przytomny. Pamitam swoje ycie, mog przeledzi swoje losy. Nauczyem si fachu w NEFA, budujc siatk wywiadowcz w miejscu, w ktrym nic takiego nie istniao; tworzc rda informacji, komrki i trasy komunikacji. Zrobiem to lepiej ni wszyscy moi koledzy w jakimkolwiek innym miejscu, pracowaem ciej, podejmowaem wiksze ryzyko, byem bardziej oddany ni inni, poniewa byem jadawem i spodziewano si, e bd postpowa inaczej, wiem, e niektrzy z nich tak myleli. Oni byli braminami i mieli swoje okrelone zdanie na temat ludzi z OBC. Nigdy z nikim o tym nie rozmawiaem, nawet z Cholernym Mathurem. Po prostu pracowaem. Po NEFA byy pola ryowe w Naksalbari, gdzie podrowaem jako kupiec i wycigaem informacje z zabjcw policjantw, sdziw i rzdowych zarzdcw dystryktu, gdzie cigaem zbaamuconych chopcw z rodzin nalecych do klasy redniej, ktrzy porzucili swoje wygodne domy w Kalkucie i wyjechali na wie robi rewolucj. Jednego te zabiem, tego niedoszego maoist, ktry prbowa zabi mnie. Wci jeszcze pamitam, jak si nazywa, Cander Ghosz, pamitam te t tryskajc z jego uszu krew, kiedy strzeliem mu w czoo. Dokadnie przypominam sobie operacje w Kerala przeprowadzone przeciwko partiom komunistycznym, przeciwko ich agitacji wyborczej, ich rozprzestrzenianiu si i machinacjom, przeciwko ich caej infrastrukturze. Zrobilimy to dla crki Nehru, zupenie nielegalnie, ale z ochot, poniewa wiedzielimy, skd te partie czerpi swoj ideologi i do czego d, a my stalimy na rubiey, odganiajc te sterowane przez Pekin i Moskw hordy. A potem byem we wschodnim Pakistanie, gdzie wysuchiwaem raportw bengalskich onierzy, ktrzy uciekli od swoich pendabskich panw. Zebrane przeze mnie informacje doprowadziy do precyzyjnego ataku bombowego i obrcenia caych lotnisk w kup kamieni. Po Bangladeszu z powrotem do Indii, na manewry z zagranicznymi dyplomatami, lunche z pracownikami ambasad, zawieranie kontaktw i ich pielgnowanie, co ostatecznie zaowocowao uzyskaniem wanych informacji. Pniej Londyn, Pendab, Bombaj. Tak wygldao moje ycie, spdzone w walce. Ta nieustanna, duga wojna, z tajemnymi i niedocenionymi zwycistwami. Wykonaem t prac. Pamitam kady moment przekazywania pienidzy, kade rdo informacji, kady atak dumana. Byem obroc. I Indie wci trwaj. K. D. z trudem apie oddech w ciemnociach. Nigdy si nie oeni. K. D. polubi swoj prac, mawiali jego koledzy. Wikszo z nich miaa rodziny, dzieci, wnuki. On by sam, nadal jest sam. Mia kobiety; pozna kobiety przyzwoite i cieszce si z saw. By zakochany, paci za mio, zapoznawano go te z krewnymi znajomych, z wyranym zamiarem wyswatania go. Uwaa, e maestwo to co dobrego, i bynajmniej nie podwaa jego zalet. - Po c innego pracujemy- zapyta go pewnego razu Cholerny Mathur, poirytowany i zatroskany - jeli nie dla naszych dzieci, dla ich przyszoci, po c byoby to wszystko? K. D. nic na to nie mg odpowiedzie, nie umia wytoczy adnych kontrargumentw bogiemu zadowoleniu przyjaciela, ktrego ona wanie szeptaa co do kucharza, a picioletnia crka Andali siedziaa na dywanie pochylona nad ksik z bajkami. Nie by jednak w stanie przyj skadanych mu przez przyjaciela propozycji ani przedstawi satysfakcjonujcego wyjanienia czy wyczerpujco okreli, czego tak naprawd chce. - Czego ty chcesz? - pyta Mathur. - Czego, no powiedz, czego? Kim jest ta bohaterka, na ktr czekasz? Ale K. D. nie potrafi okreli tej kobiety, zredukowa jej do listy dziesiciu cech, ubra w sowa tej chaotycznej odmowy, ktra rodzi si w jego wntrzu. K. D. ley na szpitalnym ku i zastanawia si, na co czeka. Teraz jest ju za pno, umrze w samotnoci. Rwnie jego ojciec mwi o zaletach towarzystwa, ale czy mama faktycznie bya dla niego towarzyszk? Ta prosta mama, niemiaa, cicha, z nieodczn

ghunghat i niekoczcymi si pracami domowymi. Wspieraa swojego ma w trudzie podnoszeniu si z ubstwa, z dum opowiadaa krewnym o jego pracy nauczyciela wychowania fizycznego, wasnorcznie zanosia mu codziennie ciepe drugie niadanie do malutkiego gabinetu obok szkolnego boiska pikarskiego, jego ulubione potrawy zapakowane w picioczciowy pojemnik. Ale nie potrafia towarzyszy mu do tych obcych krain jzyka angielskiego i a do mierci nie poradzia sobie z telefonami, pilotami zdalnego sterowania ani rzeczywistymi odlegociami, ktre dziel nas od obcych krajw, przerasta j ogrom tego wiata. Pobrali si, kiedy oboje byli modzi, u progu dojrzewania, przyszy trener sportowy Radinder Prem Jadaw i prosta Snehlata, i utworzyli dwie, wyranie odmienne powki ycia modego K. D.: byszczce, czekoladowe ramiona Papy na tle bieli jego baniana, ten jego gromki gos wydajcy polecenia rzdom spoconych chopcw, jego niezdarny i niepewny angielski, jego surowo, zawistna fascynacja metodami treningowymi stosowanymi w Rosji, i Ma, jej rce pokryte pian z besan, jej niezliczone wita, posty i ceremonie, ktre nastpoway po sobie w niekoczcym si cyklu, jej imponujcy miech, ktry skrywaa za swoim pallu, duma niepimiennej kobiety z akademickich osigni syna. Spdzili ze sob cae dziesiciolecia, Papa i Ma. Co mwili, kiedy byli we dwjk, lec w ku pno w nocy? Czy potrafili zbawi si nawzajem od tych wczesnych godzin poranka, uchroni si przed t niszczc nieobecnoci wiata? K. D. czuje przebiegajce go dreszcze i przypomina sobie, jak bieg do domu po ulicznej bijatyce z dwoma chopcami z konkurencyjnej szkoy, z obola szczk i rozdart na kieszeni koszul szkoy St. Xavier. Ma przytulia go mocno i przyoya okady z haldi, a K. D. odsun j, zmusi, eby przestaa. Papa sta wyprostowany jak stalowy filar, zmruy oczy i poleci K. D., aby znalaz tych chopakw i spuci im lanie. - Od nastpnego semestru wprowadzimy w szkole zajcia z boksu - powiedzia. Musisz nauczy si broni. Tej nocy Ma przyniosa K. D. szklank gorcej czekolady Ovaltine i powiedziaa, eby K. D. nie przejmowa si tymi chuliganami, tymi barbarzycami ze szkoy pastwowej. - Oni po prostu zazdroszcz ci, e chodzisz do tak dobrej szkoy. Nie zwracaj na nich uwagi. Beta, jeli bdziesz ciko pracowa, zajdziesz daleko. Nie daj si wcign w te wszystkie bzdury, pomyl o swojej przyszoci. Ma zawsze oczekiwaa, e K. D., mimo swojego chopskiego pochodzenia, bdzie najlepszy lub przynajmniej drugi w klasie, i z ufnoci patrzya w jego przyszo, pewna sukcesu syna. I oto K. D. jest w tej przyszoci, niczego niepewien, nawet tego, czym jest bl w karku i gowie; odczuwa go, ale nie potrafi stwierdzi, czy to bl teraniejszy, czy te zaledwie powracajce wspomnienie. I teraz, kiedy jego wasne ciao go zawodzi, K. D. zaczyna rozumie, e to wszystko, co widzia, byo jedynie urojeniem, e kamie trzymany w zdrowej doni jest tylko uud wytworzon wewntrz czaszki, e jedyn rzeczywistoci s te zudzenia. Przyszo jest iluzj, ale najbardziej nieuchwytn iluzj jest teraniejszo. K. D. obserwuje, jak soce pnie si po cianie. Myli o tym kolorze, pomaraczowym z plamkami czerwieni, ktry, wspinajc si stopniowo, przechodzi w bledsz . Nie istnieje co takiego jak kolor. Fotony kbi si po wiecie i przedzieraj si przez cienk membran na powierzchni jego oczu. Istniej zdarzenia elektryczne i chemiczne, wyzwalane jak gwiazdy nowe. Ale nie istnieje nic takiego jak kolor. Pielgniarka przechodzi przez sal, trca go i co do niego mwi, ale on nie zwraca na to uwagi. Ignorowanie jej przychodzi mu z atwoci, a to drobne ukszenie igy, ktr wsuwa w jego rami, to jedynie przepyw dyskretnych danych przez sie jego wiadomoci, rwnie nierealnych jak zabarwienie tynku, ktre teraz przybrao

dokadnie ten sam odcie, jaki miaa skrka papai z Kerali, otaczajca aureol szypuki. To szczeglna papaja, ktr K. D. widzi; to ta, ktr jad w czerwcu 1977 roku, w bungalowie zbudowanym z drzewa dak w Idukki. Czuje obecno tej papai, ten jej lekko przyprawiajcym o mdoci bukiet zgnilizny, jej misz lizgajcy si i wyskakujcy spomidzy jego palcw. Jest rzeczywista jak ta ciana, ktra teraz przybiera kolor brudnej bieli. Ale w tym momencie K. D. zauwaa, e dolna poowa ciany wci jest ciemna. Nie jest to ciemno nocy, to brak obrazu. Dolna powka ciany jest nieobecna, jakby kto zaoy koskie okulary na oczy K. D. Przechylajc gow do tyu, a potem do przodu, przesuwa granic midzy polem widzianym a nie widzianym, w gr, a potem w d ciany. Ten brak poowy jego pola widzenia utrzymuje si, kiedy on odwraca si w stron okna, czy te w drug stron, w kierunku drzwi prowadzcych na korytarz: p okna p drzwi. Ta strata ma charakter rwnolenikowy, rwnikowy. Znikna dolna poowa wiata. Kiedy mwi pielgniarce o tym nowym symptomie, personel rzuca si do dziaania. Wywo go z sali, badaj, szturchaj, analizuj urzdzeniami. Pniej tego dnia doktor Kharas rzeczowo przedstawia fakty. - Tomografia komputerowa wykazaa kolejn zmian, niewielk, o tu, w tym miejscu. Uwaamy, e uszkodzona jest kora wzrokowa. - Pokazuje na przekrj ludzkiego mzgu, na ktrym wida poszczeglne segmenty, rozebrane na czci i opisane. Wszystko w jaskrawych kolorach, kora mzgowa w kolorze niebieskim, wzgrze w ciemnoczerwonym. - Uszkodzenie spowodowane przez guz powoduje mroczki, zaciemnienie czci paskiego pola widzenia. Tylko tyle mog panu powiedzie. Czy ubiegej nocy co pan czu? Nudnoci? Bl? K. D. chce powiedzie jej: czuem lodowate powietrze rozcinajce moje gardo, kiedy wspinaem si na gra, pani doktor. Czuem, jak mi w butach pkaj pcherze na stopach. - Nic - mwi. - Zupenie nic. Ona tylko kiwa gow i zapisuje co w notesie. Ma trzydzieci osiem lat, nazywa si Anaita Kharas, jest matk z dwjk dzieci. Doktor Kharas i jej m urodzili si w Delhi, tu te dorastali. Andali zaja si sprawdzeniem tej kobiety. Anaita i Andali nie ufaj sobie, s nieco draliwe, ale K. D. widzi, jak one s do siebie podobne, jak podobne w swoim skutecznym dziaaniu, swoich praktycznych ubraniach, tej chci zdominowania zajmowanej przez nie przestrzeni, w codziennej pracy, jak musz wykonywa na przekr sceptycyzmowi i agresji mczyzn, aby jako kobiety zachowa swoj godno i niezaleno. - Obawiam si, e niewiele moemy poradzi na ograniczenie funkcji paskiego ciaa mwi doktor Kharas. - adne zabiegi chirurgiczne ani terapia nie s w stanie nic tu pomc. Tak ma mamy wiedz o dziaajcych tu mechanizmach. - Rozumiem - mwi K. D. - A czy to si pogorszy? - Tu te trudno jest przewidywa. Glejaki to najbardziej nieprzewidywalne ze wszystkich guzw. Syszano o przypadkach spontanicznej remisji. Zrobimy wszystko, co w naszej mocy. Prosz wic si nie martwi. Ale on nie szuka wspczucia ani pocieszenia. Zdaje sobie spraw, dokd zmierza. Pragnby jedynie uzyska jakie liczby, wartoci procentowe. Jak dugo bdzie dziaa jego umys, jak szybko wysidzie? Ona nie potrafi jednak udzieli mu odpowiedzi na to pytanie. Poucza go, surowo, eby si odpry, eby nie wpada w depresj; nie naley si poddawa. Umiecha si do niej. Lubi j. Kiedy przystpowa do organizacji, w jej szeregach by tylko jeden pars i ani jednego muzumanina, ani jednego. Protestowa przeciw temu, stara si wykaza ironiczn niezrczno tej metody ochraniania pastwa wieckiego za pomoc organizacji o niezbyt wieckim charakterze, wskazywa na rac niesprawiedliwo takiego rozwizania. Ale zajmujca najwysze stanowiska starszyzna uwaaa, e byoby to zbyt wysokim ryzykiem,

nieusprawiedliwionym w wietle stawki, o ktr idzie gra. Zawsze mwiono K. D., eby pomyla, z kim my walczymy. Tak. Duman. Oni byli tam, a my jestemy tu. Oni i my.Dobra doktor Anaita wychodzi z sali, a za ni sznur staystw i pielgniarek. K. D. siada na ku i przyglda si, jak pereki przejrzystej cieczy spadaj do rurki i pyn do jego przedramienia. Przypomina sobie teraz pytanie Andali: dlaczego trzech sadhu, dlaczego Gaitonde stara si ich znale? K. D. odszukuje swoje zwizki z Gaitondem, pierwszy kontakt w wizieniu, rozmowy, osignite porozumienie, a potem przydzielone zadania, utargowa- Ne przysugi. Taka bya konieczno. Cay wiat jest przesiknity zbrodni, przesycony ni i przez ni zniszczony. Pakistaczycy i Afgaczycy prowadz handel heroin wart dwadziecia miliardw dolarw, ktra czciowo, przez Indie, przez Delhi i Bombaj jest przekazywana do Turcji, Europy i Stanw Zjednoczonych. ISI i generaowie obawiaj si na handlu, a potem kupuj bro i bojownikw mudahediskich. Przestpcy dostarczaj wsparcia logistycznego, przerzucajc ludzi, pienidze i bro przez granice. Politycy zapewniaj ochron przestpcom, przestpcy dostarczaj politykom si i pienidze. I tak to si krci. Agencja dumana werbuje zraonego do swojego kraju indyjskiego przestpc Sulejmana Is, eby rozmieci bomby w swoim rodzinnym miecie, w ten sposb przyznajc mu wan rol w tej odwiecznej wojnie. eby walczy z ich przestpcami, musimy mie swoich wasnych. Stal tnie stal. Przestpcy dysponuj rzetelnymi informacjami o swoich rywalach. Ukad z Gaitondem jest konieczny, suy wyszym celom. I oto wic Gaitonde, w biaej koszulce, biaej piamie i niebieskich klapkach kpielowych, stoi w biurze naczelnika wizienia. K. D. prbuje wyobrazi sobie, jak to byo, powrci wspomnieniami do tego wydarzenia. Jeli zagbi si w szczegy, by moe uda mu si znale wyjanienie tych trzech sadhu. Zamyka oczy i prbuje wlizgn si w to popoudnie, powrci do tego pokoju z pkami wypenionymi czarnymi kartotekami, z oprawionym w czarn ramk wizerunkiem Nehru. Oddech staje si coraz pytszy, a on sam nie wie, dlaczego. Przesta. Uspokj si. Uspokj si, bo zaszkodzisz sobie. Pomyl. Dlaczego trzech sadhu? K. D. nie potrzebowa religii i zawsze wydawao mu si, e religijno Gaitondego stanowi jedynie oparcie dla przeraonego czowieka bez ustanku obawiajcego si zabjcw. Nawet silni ludzie, ludzie twardzi, tacy, ktrzy s szefami gangw, nie potrafi stawi czoa pustce mierci, zmierzy si z tym nieodwracalnym przeciciem delikatnej nici wiadomoci. Jedno ciachnicie i po wszystkim. Koniec. Co takiego moe by nie do wytrzymania, i nawet Gaitonde, ten splamiony krwi potwr, snu fantazje o yciu pozagrobowym. Nie potrafimy znie tych ciemnoci. K. D. prbuje zbada swoje mroczki, stara si na nich skoncentrowa, ale ta ciemno jest tylko niczym, pust nicoci. Jaki ciemny jest ten ubytek pod moimi powiekami, tu pod czerwonym pulsowaniem mojego ttna. - Tak, to pismo tatusia - mwi do Andali jej matka. Andali znalaza stary tekst uniwersytecki, ktry kiedy nalea do jej ojca, tekst historyczny o staroytnych Indiach, i z podnieceniem wskazuje na wypisane niebieskim pirem na marginesie notatki, podkrelenia. W tym czasie Cholernego Mathura nie ma ju od prawie roku, ale dla crki jest obecny na co dzie, jego osoba jest jeszcze wiksza przez to, e jest daleko, jest takim romantycznie tajemniczym ojcem, ktrego nie ma w domu. Powiedziano jej, e na jaki czas musia wyjecha, e jest w trasie. Wrd czonkw organizacji panuje powszechne przekonanie, e zosta porwany przez tych samych sikhijskich bojownikw, ktrych stara si zwerbowa, e go przechytrzono i zapano w puapk, e prawdopodobnie torturowano i zlikwidowano. Zdecydowana mniejszo uwaa, e zosta skaperowany, e ta zasadzka bya przez niego zaaranowana, e przekroczy granic i przeszed na stron wroga. Ale jego powrotu nie oczekuje ju nikt, z wyjtkiem Andali, ktrej powiedziano, e wyjecha na delegacj. K. D. nie pochwala tego kamstwa, poniewa widzi w oczach Andali t nadziej, ktra pojawia si zawsze, kiedy tylko zadzwoni

telefon, t tsknot, kiedy ona na kolawych nogach biegnie do drzwi, syszc, jak listonosz stuka furtk. Ale ona ma jedenacie lat i zdaniem matki nie jest w stanie zrozumie ani znie nic ponad to, e ojciec wyjecha. K. D. jednak zdaje sobie spraw, e dzieci na co dzie napotykaj rzeczy przeraajce, przechodz przez okropiestwa, ktrych istnienia starsi nie uznaj i przed ktrymi si wzdragaj. A co moe by trudniejszego do zniesienia ni to oczekiwanie, ta nadzieja? Ale jego wadza tu nie siga. Musi by bardzo ostrony. Rekha nalewa mu herbaty. Zachowuje pozory gocinnoci wobec przybyego wanie z Londynu przyjaciela jej zmarego ma, lecz K. D. wie, e nie ma w tym adnego ciepa ani sympatii. Zawsze bya uprzejma, ale chodna, pod tymi dobrymi manierami z pewnoci kryje si twardy pancerz uczu kastowych. Gdyby powiedzia co nieodpowiedniego, mgby zosta wygnany, na zawsze pozbawiony kontaktu z Andali. A on wie, e nie znisby takiego wygnania. To byoby nie do przyjcia. K. D. nie ma na wiecie adnych bliskich. Papa i Ma nie yj, a on rzadko kontaktuje si z krewnymi w Biharze. Nie ma nikogo. Ale Cholerny Mathur zawsze chtnie goci go w swoim domu i K. D. obserwowa, jak Andali dorasta, jak z niemowlctwa wyrasta na dziewczynk. Znaa go od zawsze, by obecny w caym jej yciu. K. D. rozumie, e ta maa osbka wyonia si z Cholernego Mathura i Rekhy, ale w pewnym sensie staa si rwnie jego crk. On te sta si niejako ojcem. Nie ma tu wadzy, ale jest mio. Rozumie, e ta maa dziewczynka w niebieskiej, szkolnej spdniczce to jego jedyna ostoja na tym wiecie. To ona go spaja, tym swoim powczystym spojrzeniem. Nie wie, jak to si stao, ani te kiedy, ale wie, e to prawda. Ona opiera si teraz o jego kolano, trzymajc angielsk lalk, ktr przywiz jej z Londynu. - Wujku, ona nie chce mwi. Lalka ma bkitne oczy, lniane wosy, umiech jak skurczona truskaweczka i cieniutki gosik. Dopiero teraz K. D. zdaje sobie spraw, e ju od kilku minut nie sysza, jak lalka mwi Mama. Odwraca lalk i zauwaa, e pod row sukienk poluzowaa si pytka na jej plecach. Paznokciem unosi pytk i widzi zawinite wok baterii druciki i zwisajcy luno, zielony chip. - Co zrobia? - pyta. - Chciaam zobaczy, jak dziaa - mwi Andali. K. D. mieje si, rozpromieniony radoci i mioci. Czuje, jak pene jest to uczucie, jak bezgraniczne, nie ma w nim adnych zahamowa, ktre odczuwa we wszystkich innych kontaktach w yciu. Ona chichocze. - Wujku, ja i tak jestem ju za dua na lalki - mwi, bez urazy w gosie. - Ju dawno temu przestaam si nimi bawi. Niewiele wiesz o dziewczynkach. Ja teraz lubi czyta. Powiniene przynosi mi ksiki. - miej si razem, rozmieszajc si nawzajem, wybuchajc miechem, ktry rozchodzi si dookoa. Matka Anda-li obserwuje ich lekko podejrzliwym wzrokiem. Ale przynajmniej przez chwil K. D. tym si nie przejmuje i zabiera ze sob to ciepo Andali, czuje je przy sobie nastpnego dnia, w biurze, w ktrym zajmuje si sprawami islamskich fundamentalistw. W tym zamknitym, pozbawionym okien boksie zbiera raporty z caego wiata, porwnuje je, czy, przesiewa, analizuje. Spywaj do niego fragmenty tego wszystkiego, w co wierz i czego nienawidz rni mczyni i kobiety, a on stara si zebra t ukadank w cao. Pisze swoje wasne raporty, kae przepisa je na maszynie na szeleszczce kartki biaego papieru ryowego, a od niego informacje wdruj w gr, do zastpcy komendanta, potem do komendanta, a potem by moe a do premiera. Informacje s przekazywane w gr, a rozkazy w d. Podejmowane s dziaania, ktre przynosz efekty, a wraz z nimi nowe potoki informacji. K. D. ma nieodparte wraenie, e znajduje si w jakim wle sieci, na przeciciu obiegajcych ca kul ziemsk linii energetycznych, ktre brzcz, wiruj i nieustannie zmieniaj ksztaty. Wystarczy, e on trci jak nitk, a dwadziecia pi tysicy kilometrw dalej jaki czowiek osuwa si w drzwiach. Napisze jaki akapit, a dwa

tygodnie pniej syszy te same sowa sparafrazowane w przemwieniu ministra spraw wewntrznych. W tym zakurzonym pokoiku pociga za sznurki, uruchamiajc lawin wydarze i zmieniajc ycie milionw ludzi.Nie jest jednak w stanie znale ludzi, ktrzy zabrali Cholernego Mathura. Ma bardzo grub kartotek zawierajc raporty policji i sprawozdania z dochodzenia przeprowadzonego na miejscu przez zespoy ledczych z jego organizacji, ktrzy ocenili zarwno to zdarzenie, jak i ledztwo prowadzone przez wadze Pendabu. Faktw jest niewiele i s dosy jasne: Cholerny Mathur utrzymywa znajomo z niejakim Harbhadanem Singhem, ktry ukoczy dwa lata collegeu i by bezrobotnym synem biednego rolnika, dwukrotnie aresztowanym za drobne kradziee. Ten Harbhadan Singh zna ludzi w pewnej grupie bojownikw, zwanej Armi Wyzwolenia Pendabu, i Cholerny Mathur przez wiele miesicy pompowa pienidze w Harbhadana Singha, ktry z kolei przekazywa je swojemu przyjacielowi, a ten zanosi je do bojownikw. W zamian nadchodziy rzetelne informacje, materia wiarygodny, ale niezbyt przydatny. Informator w Armii Wyzwolenia Pendabu zada bezporedniego spotkania, mwic, e przyprowadzi jakiego innego niezadowolonego koleg. Cholerny Mathur mia przeczucie, uda si na spotkanie, a potem lad po nim zagin. Jedyne, co po nim pozostao, to przechylony, rozbity ambassador i trzech martwych ludzi. I na tym trop si urywa. Cholerny Mathur znikn i tyle. Ale K. D. nie zgadza si z tym, nie chce pozwoli, eby sprawa pozostaa nie zaatwiona. Interesuje si rodzin Harbhadana Singha, jego znajomymi, wchodzi w ukady. Cholerny Mathur mawia: Jeli nie chodzi o pienidze, to chodzi o dz. A jeli nie, to o bezpieczestwo, strach o rodzin. A kadego czowieka mona kupi. Wystarczy tylko dowiedzie si, jaka jest jego cena. Wiadomo, e Cholerny Mathur jad z Harbhadanem Singhem kurczaka tan-duri w przydronych dhaba, poniewa duman prowadzi rozlege dziaania w Pendabie, tu by obszar dziaania, ich schronienie, atwa droga do Indii. A potem znikn. K. D. posya swoich starszych oficerw, kae ledzi brata Harbhadana Singha, kae przekaza sobie informacje o znanych wsppracownikach, prosi o list kont bankowych. Kieruje ludmi, zasobami i rodkami, poniewa tocz bitw, trwa wojna. K. D. kontratakuje. Nie zapomni. I tak ta wielka gra toczy si na ulicach i na polach uprawnych Pendabu. Gra toczy si nieprzerwanie, gra jest wieczna, nie mona jej zatrzyma, gra rodzi siebie sam. K. D. uczestniczy w niej i jest dobrym graczem. Ma rozleg pami i wyczucie do szczegw: przyciemniane okulary do czytania, ktre migny mu na rozmazanym zdjciu kaznodziejw we Frankfurcie, nie odstpuj go przez sze lat, dziki czemu jest w stanie rozpozna tego samego czowieka na innym zdjciu, zrobionym na drugim kocu wiata, w Peszawarze, kiedy talibscy dowdcy wychodz ze spotkania z majorem z ISI. To wanie tym wyjtkowym osigniciom w czeniu faktw i ich nazywaniu, wysnuwaniu wnioskw i wyszukiwaniu znacze K. D. zawdzicza swoj reputacj, saw i miejsce w organizacji. Pnie si w gr. Obecnie jest podkomisarzem, oficerem niszym rang, niemniej jednak czowiekiem z przyszoci. Przenosi si. Po czterech latach znowu si przenosi, tym razem do Berlina. W tym podzielonym miecie wydaje wizy iraskim studentom, zaatwia im stypendia, ze wspczuciem obejmuje afgaskich lekarzy i zaprasza ich na kolacje. Wysya paczki do Andali, ktra idzie przez szko jak burza, przeskakuje cae rzesze uczniw o dwie klasy, otrzymujc niewiarygodnie wysokie stopnie na egzaminach kocowych. Dziewczynka czyta wanie o Berlinie i prosi go o przesanie biografii Hitlera, niedostpnej w Delhi, a take o ksiki traktujce o generaach, ktrych nazwiska s okrge i pene jak rowe kiebaski na niadanie. - W pacie czoowym pacjenta wystpuj zmiany, powodujce ograniczenie miejsca. Doktor Kharas stoi nad K. D. w otoczeniu uwanej grupki studentw. -Interesujce s efekty mroczkw. U pacjenta wystpuje paramnezja powielajca, podczas ktrej przebywa on w

zupenie innym miejscu. Zazwyczaj pacjenci, u ktrych wystpuje tego typu amnezja, wyobraaj sobie, e s w domu albo w jakim ulubionym miejscu. W przypadku tego pacjenta wyglda na to, e wdruje on w wyobrani do miejsc, ktre odwiedzi w cigu swojego ycia; do rnych miejsc na caym wiecie. To dlatego, e ja nigdy nie miaem domu, mia pani doktor Anaito. Moim domem byo jakie miejsce w mojej wyobrani, pikna, bogata kraina, ktra jeszcze nie istnieje. Podczas tych moich wszystkich podry wanie tam zmierzaem, do tego spokojnego kraju przyszoci. - Pacjenci z tego typu zaburzeniami pamici zazwyczaj wykazuj rwnie skonno do konfabulacji. Udzielaj nieprawidowych odpowiedzi na pytania o dowiadczenia, ktre powinni pamita. Nawet pytania o sprawy bahe, takie jak szczegy minionej pracy, daty, miejsca, wywouj odpowiedzi, ktre zdaj si spjne, ale s fikcyjne. Pacjenci opisuj niewiarygodne, pene przygd i makabryczne dowiadczenia. Panie Jadaw? Panie Jadaw? Doktor Anaita pragnie zademonstrowa swoim studentom te objawy. K. D. kiwa gow. Pokae jej to, pokae jej wszystko, czego tylko bdzie chciaa. Jest jej to winien, za to jej entuzjastyczne zainteresowanie, za te umiejtnoci, zaangaowanie w pracy, jest jej to winien, bo ona daje mu nadziej. Nie nadziej na jego wasne przetrwanie, ale nadziej, e dobrze przey swoje ycie, e te wszystkie ze rzeczy, ktre zrobi, w kocu przynios co dobrego. Ona jest jego nadziej. - Panie Jadaw, czy moe pan poda dat swoich urodzin? Nie potrafi sobie przypomnie. Ale to nie ma znaczenia, nie moe jej rozczarowa. Podaje pierwsz lepsz dat. - Dziewity lipca tysic dziewiset szedziesitego smego - mwi. Wrd staystw wida poruszenie, w ich oczach pojawiaj si byski. Lubi oglda objawy, objawy ukazuj wewntrzne dziaanie uszkodzonego mechanizmu. A nieprawidowoci w organizmie, na drodze odwrconej, ale nienagannej logiki, ukazuj prawd o jego normalnym funkcjonowaniu. K. D. uzmysawia sobie, e data z roku tysic dziewiset szedziesitego smego jest o wiele lat za pna, jest przecie duo starszy. Ale co si wydarzyo dziewitego lipca? Ta data jest chropowata, wbija si i trze po jego umyle jak pilnik. Wreszcie przypomina sobie. Widzi. W tej dolnej powce rzeczywistoci, w tym nowym pmroku jego obrazu wiata, K. D. widzi ponc wiosk. Obraz nie jest rozmyty i niewyrany jak obraz zapamitanej wioski, to nie jest halucynacja. To rzeczywista wioska, a on j widzi. Widzi pomienie biegnce pod drewnianymi podogami chat, czer-wonook macior, ktra, chrzkajc w przeraeniu, pdzi przez uporzdkowane, zielone grzdy obsadzonego rzep ogrodu, syszy ostry trzask eksplodujcego bambusa. Kolory s ciemne, jarz si, jak w rzeczywistoci, ale jeszcze intensywniej, widzi bysk liny na zbach czarnego, zabitego strzaem w gow psa, sier na jego rozrzuconych tylnych apach. Ta umierajca wioska jest bardziej rzeczywista ni sama rzeczywisto. Nigdy nie by w tej wiosce, ale dokadnie wie, co to jest. To jest wioska ezumi Song, w Nagalandzie, w dystrykcie Mon, do ktrej dziewitego lipca tysic dziewiset szedziesitego smego roku przyby oddzia Assam Rifles pod dowdztwem kapitana Rastogi, Dakea Rastogi, tego samego mionika matematyki, ktrego K. D. pozna na swojej pierwszej placwce w terenie. Rastogi awansowa, z porucznika na kapitana, i przyty, zrobi si z niego postawny mczyzna. Nie wie o tym, ale dziaa na podstawie danych zebranych i posegregowanych przez K. D. i zgodnie z przekazanymi w d rozkazami, cigajc dwch przywdcw rebelii w Nagalandzie, L. K. Luithui i M. Essau. Wiadomo, e przebywaj w tej okolicy, a w tej wiosce maj krewnych. Oddzia Rastogi w ostatnim miesicu straci szeciu ludzi, zastrzelonych z ukrycia lub polegych na minach, a tych dwch ludzi z Nagalandu to taktycy odpowiedzialni za owe ataki. Wioska jest przeszukiwana, a jej mieszkacy

przesuchiwani. Kapitan Rastogi zaczyna naciska. Wjt wioski zostaje pobity kolbami karabinw, a wraz z nim inni wani mieszkacy. Wszyscy mwi, e nic nie wiedz o dwch buntownikach. Naciski przybieraj na sile. Crki wjta, caa trjka, zostaj za wosy wycignite z placu. Nazywaj si Rose, Grace i Lily. Zostaj zgwacone. Zgwacone zostaj dwadziecia dwie kobiety, a wioska idzie z dymem. Trzech wieniakw ginie od kul, a w raporcie kapitana Rastogi pojawia si informacja, e tych trzech terrorystw zostao osaczonych i zabitych podczas strzelaniny, do ktrej doszo i ktrej efektem byo zniszczenie wioski ezumi Song. Dwaj buntownicy, L. K. Luithui i M. Essau, trzy dni pniej zostaj osaczeni w lenej kryjwce osiem mil na pnoc i zabici. Kapitan Rastogi otrzymuje pochwa i od tego momentu zaczyna awansowa. K. D. doskonale wie, co trafio do oficjalnego raportu, i wie te, co tak naprawd si wydarzyo. W kocu pracuje w wywiadzie.Wie, e informacj o kryjwce podaa dziewczyna o imieniu Luingamla, ktra, jkajc si, ujawnia to miejsce, kiedy kapitan Rastogi przyoy pistolet dp skroni jej ojca. K. D. o tym wie. Jego praca polega wanie na tym, eby wiedzie. Nie by tam, ale wie, co tam zaszo. I teraz bardzo wyranie widzi wiosk ezumi Song. Widzi, jak ona ponie. Ale gdzie s ludzie? Nie widzi ludzi z Nagalandu ani adnych onierzy. Syszy krzyki. W jego gowie rozbrzmiewa przeraliwy skrzek ptakw. Syszy wystrza i wie, e to pocisk z pistoletu Webley-Scott, kaliber 9 mm, tak bro mia tego dnia przy sobie kapitan Rastogi. Ale w tej rzeczywistej wiosce nie ma ludzi. - Wioska ponie - szepce K. D. Stayci nachylaj si nad nim. Doktor Kharas sucha uwanie. - Jaka wioska? - pyta. - Jaka wioska? K. D. nic nie mwi. C moe powiedzie? e to wioska, o ktrej nigdy nie syszelicie, ktra znikna z powierzchni ziemi, zanim wikszo z was si urodzia? Jej ju nie ma, ale wci ponie. - Wioska ponie - powtarza. Doktor Kharas co szepce do staystw i w kocu wszyscy wychodz. Wioska wci ponie, ale nadal nie ma w niej ani mieszkacw, ani najedcw. K. D. sucha trzasku poogi, krzykw, wystrzaw. Kiedy nadchodzi popoudnie, jest ju w stanie pogry si we nie, albo te pogry si w marzeniu, e pi. Budzi si wyczerpany, z blem w stawach. Z trudem idzie do azienki, przez ca drog dotykajc ciany opuszkami palcw wycignitej rki. Wioska ezumi Song znikna ju ze lepej plamki w jego oku, z tego poowicznego pasma ciemnoci, ale w trakcie oddawania moczu K. D. zauwaa szachy. Przechyla gow do przodu, eby zajrze do nocnika i zobaczy, co tam robi, ale tam, gdzie jego wzrok ju nie siga, tam, gdzie jak ucita koczy si wyoona kwadratowymi pytkami podoga azienki, tam teraz s szachy. Rozpoznaje ten widok: to blat kamiennego stou w parku w Berlinie. W tym miejscu, w niektre pitkowe popoudnia, spotyka si z afgaskim studentem budownictwa, niejakim Abdulem Khattakiem. Khattak jest bardzo biedny, wraz czwrk braci i trzema siostrami mieszka w malutkim mieszkanku w Neukoelln, wic bardzo chtnie zjada stawiane mu obiady, podobnie jak chtnie przyjmuje drobne kwoty, ktre dostaje, kiedy dobrze si spisze. Za przekazywane nazwiska fundamentalistycznych kaznodziejw i informacje o tym, co robi i co planuj, K. D. wrcza mu cienkie koperty, a dodatkowe koperty dostaje za nazwiska antyfundamentalistw afgaskich w Europie i w kraju i za ewentualne umoliwienie spotkania. K. D. i Khattak rozmawiali o indyjskiej wizie dla modszego brata Khattaka oraz o moliwoci uzyskania stypendium na indyjskich uniwersytetach i instytutach technologicznych. To wszystko, oczywicie, w zamian za kolejne informacje dla K. D. Ale gdzie jest Abdul Khattak? Nie ma go na awce w parku, pod zielonym sklepieniem dbw. K. D. widzi kwadraty szachownicy, skonstruowane z zielonych i biaych pytek osadzonych w cemencie. Khattak lubi spotyka si w tym miejscu, bo uwielbia

szachy. Zainteresowanie midzynarodowymi turniejami jest jedynym luksusem, na jaki pozwala sobie Khattak, przez cae dnie zabiegany midzy zajciami, prac w pralni a rodzestwem. Khattak nie lubi korzysta ze skrzynek kontaktowych, chocia pozostawianie wiadomoci w reklamwce pod awk w parku czy przylepionej z tyu latarni byoby duo bezpieczniejszym rozwizaniem. Khattak lubi mwi; po dwch, trzech kontaktach przez skrzynk zawsze prosi o spotkanie. Gdzie jest Khattak, dlaczego nie ma go tu, pod tym janiejcym, marcowym niebem, kiedy w powietrzu czuje si ju wiosn? Powczc nogami i szeroko rozpocierajc rce, K. D. powraca do ka i dokadnie wie, dlaczego: Khattak nie yje, ley midzy pustymi skrzyniami w zauku za sklepem meblowym. Rce ma zwizane na plecach, policzki i piersi posiniaczone od uderze, a gardo podcite. Zabjcw nigdy nie odnaleziono, policja nie ma adnych wskazwek, a K. D. nie ma zamiaru im ich podsuwa. Khattak nie yje, ale dostarczone przez niego informacje s w wikszoci rzetelne i wci aktualne. K. D. korzysta z nich; udaje mu si wnikn do siatek studenckich, ktre prowadz do Kabulu, zdobywa rdo informacji w Dalalabadzie, nawizuje kontakt z sekretarzem muy, ostatnio nabierajcego znaczenia na scenie politycznej. I teraz, w szpitalnej sali w Delhi, ogarnity t swoj poowiczn lepot, widzi szachownic, owietlon socem i czekajc na figury, na rozgrywk. Ci, ktrzy maj przetrwa, przetrwaj, tak to ju jest. A tu jest ta szachownica, zielono-biaa i janiejca w ciemnociach. - Kto jest premierem rzdu? - To doktor Kharas, ktra nachyla si nad nim, trzymajc jasne wiato tu przy jego oczach. - Panie Jadaw, kto aktualnie jest premierem? - Na dworze jest noc, a K. D. nie wie, jak to si stao, e nagle z poranka przenis si w noc. U stp ka stoi Andali, zaciskajc donie na biaej metalowej porczy. K. D. umiecha si do niej. - Mam problemy z pamici krtkotrwa - mwi. Prbuje pocieszy Andali: w kocu lepiej, kiedy urzdzenie wie, e co w nas nie dziaa jak naley. Ale ona nie wyglda na pocieszon. Ona wie, e K. D. nie ma pojcia, kto jest premierem. K. D. pamita, jaki Nehru mia zegarek, pamitkowy HMT z maymi czarnymi cyframi, pamita drobne woski na nadgarstku Nehru, ale nie wie, kto teraz jest premierem. Te informacje znikny, po prostu znikny. Nie ma ich. - Czy ma pan teraz jakie halucynacje? - dopytuje si doktor Kharas. Wyglda na to, e jej co powiedzia podczas tego zgubionego dnia. Nie chcia jej tego mwi, nie chcia, eby Andali o tym wiedziaa. Jest mu wstyd. To wstyd, kiedy widzi si rzeczy, ktre w tym miejscu nie maj prawa by, i traci si kontakt z rzeczywistoci, orientacj, co jest, a czego nie ma. Nie znisby litoci Andali, tego, e mogaby pomyle, e on nie jest ju tak sprawny. Zawsze z trudem znosi brak kompetencji. Ale nie, chocia wida, e ona czuje bl, nie jest to wspczucie, ona nie bdzie traktowa go w sposb protekcjonalny, to wida. Andali wci dostrzega, e on jest jeszcze obecny w tych zgliszczach. On, K. D. Jadaw, wci tu jest, myli, kalkuluje i rozumie. Patrzc na Andali, K. D. zwraca si do doktor Kharas: - Teraz nie mam adnych halucynacji. Dlaczego je widuj? - To specyfika ludzkiego mzgu - odpowiada doktor Kharas, siadajc. Skada donie na kolanach, troch jak kapan wygaszajcy nauk moraln. - Ludzki mzg nie lubi pustki. Nie toleruje pustych przestrzeni. W zwizku z uszkodzeniem strukturalnym na ciekach wzrokowych w paskim polu widzenia wystpuje przerwa. I mzg stara si wypeni te mroczki, ten wyom w obrazie. Znajduje materia z paskiej pamici, z zachowanych przez pana wrae i poj, i wrzuca go w t pust przestrze. Tak naprawd co takiego dzieje si przez cay czas, nawet podczas normalnego funkcjonowania. Wprowadzone dane cz si z tymi, ktre ju tam s, wszystko razem miesza si, zmienia i przeksztaca, stajc si postrzeganiem. W ten wanie

sposb wszystkiego dowiadczamy. - Przerywa na chwil, sprawdzajc, czy on nada, czy przyjmuje te wszystkie informacje. Zaley jej, eby jej wykad by przejrzysty, ten wykad mdrej doktor Kharas. K. D. kiwa gow, a ona kontynuuje: - Na podstawie danych pochodzcych z zewntrz oraz materiau przechowywanego w pamici mzg tworzy opowie, ktr my uwaamy za rzeczywisto. W paskim przypadku istotne jest, e pan zupenie traci poow danych zewntrznych pochodzcych z percepcji wizualnej, a mzg musi sobie jako skompensowa t strat. Poza tym paski mzg dziaa zupenie normalnie. W ten wanie sposb jestemy skonstruowani. - W ten wanie sposb jestemy skonstruowani - powtarza K. D. i wybucha miechem. To zabawne, chocia ani Andali, ani dobra pani doktor nie miej si, nie, na ich twarzach nie ma umiechu, nawet ladu rozbawienia. W ten wanie sposb jestemy skonstruowani, eby widzie zjawy, eby wewntrz tego samotnego paacu z koci tworzy obrazy wiata, eby y w tym nie i z przeraeniem myle, e opucimy go, umierajc, eby znosi ten koszmar zbudowany z samych wrae, jakby byy czym rzeczywistym. Stworzony przez szczura obraz rzeczywistoci jest rwnie prawdziwy jak mj, czy twj, czy nasz. Ale my yjemy, umieramy i zabijamy w tej upiornej fantasmagorii lustrzanych narracji. To wszystko jest niesamowicie aosne albo wprost doskonale komiczne. K. D. sam nie wie, czy bardziej to pierwsze, czy drugie, i nie moe przesta si mia. Oddycha chrapliwie. W kocu przywouje Andali do siebie, prosi, eby usiada na ku, blisko niego, eby mg wzi j za rk. - Nie smu si - mwi. - To przynajmniej bardzo interesujcy stan. To bardzo pouczajce. - Ten syndrom ma swoj nazw - mwi doktor, zadowolona, e moe przedstawi naukowe podstawy. Gboko wierzy w moliwo wsparcia pacjenta przez edukacj. - Nazywa si zespoem Charlesa Bonneta, od nazwiska czowieka, ktry jako pierwszy to zaobserwowa. Czsto wystpuje u osb traccych wzrok. Na przykad ludzie cierpicy na katarakty czsto skar si, e widz rne rzeczy: ludzi, przedmioty, duchy.Ludzi, przedmioty, duchy. K. D. widzi ludzi i przedmioty, a sam zaczyna si czu troch jak duch, jak jaka migoczca sie elektrycznych impulsw zamknitych w cieknc, popkan maszyneri ciaa. Czuje, jak umiera i ponownie budzi si do ycia, z kadym oddechem jego ja ganie i na nowo rozbyskuje. Czy doktor Kharas dostrzega, e rwnie ta ja jest zudzeniem, utworzonym dodatkowo przez dcy do osignicia idealnego modelu mzg, ktry stara si zapeni kad pustk? Przepenia go lito, dla samego siebie, dla doktor Kharas, dla Andali. Ile mczarni poszukiwa i cierpienia dowiadcza ta dryfujca zjawa. Jest niczym, a ile w jej przeznaczeniu konwulsji blu, cigncych si od narodzin a do mierci. Andali jeszcze teraz jest smutna i K. D. gaszcze j po rce. - Nie martw si - mwi. - To nic. - Andali jest zaskoczona, a on zdaje sobie spraw, e nie jest w stanie uwiadomi jej, e nie ma sensu go opakiwa, rozpacza po czym, co zawsze byo niczym. Jest moda, pena si, zaangaowana w swoj walk i zachannie ywa. On nie moe otworzy jej oczu, a nawet nie powinien tego robi. By moe zrozumie to mog tylko ludzie stojcy na skraju ostatecznego rozpadu. Pajk tka zasony w paacu cesarzy; sowa wzywa strae na wieach Afrasiabu. Ale ona czeka, chce mu co powiedzie. Andali czeka, a doktor Kharas zakoczy swj wykad i si poegna, a potem wstaje, eby zamkn drzwi. Wraca do ka i siada tu przy K. D. - Wujku, czy przypomniae sobie co o Gaitondem? - Nie. Nic nowego. Tylko to, co ju wiesz. - Gaitonde by jego rekrutem, jego podopiecznym. Kiedy K. D. przeszed na emerytur, Andali chciaa zosta oficerem prowadzcym Gaitondego. Ale w organizacji podniosy si gosy sprzeciwu: bya za moda, za

mao dowiadczona, a take, i to najwaniejsze, bya kobiet. Czy jaki gangster daby si prowadzi policjantce, czy jaka kobieta zdoaaby poradzi sobie ze straszliwym Gaitondem, tym bezwzgldnym potworem, tym kobieciarzem, ktry nie mia adnego szacunku dla pci piknej? Oto stare i powszechnie przyjte w szeregach organizacji rozumowanie: kobietom nie mona przydziela placwek w terenie, poniewa nie poradziyby sobie z tym kryminalnym elementem, ktry jest na co dzie dostawc i wytwrc informacji wywiadowczych. Kobiety nie potrafiyby wchodzi w ukady i przekazywa polece spoconym przemytnikom, drobnym przestpcom kursujcym tam i z powrotem przez granic, kurierom narkotykowym, analfabetom, ludziom nieokrzesanym i zdesperowanym. Uwaano, e kobiety nadaj si do siedzenia przy biurku, s wietnymi analitykami. Niech tym si zajmuj. Ale Andali irytowao siedzenie przy rnych biurkach, staraa si walczy z tym przestarzaym rozumowaniem i sprawdzia si w terenie, na zagranicznych placwkach, w Londynie i Frankfurcie. Bya wietnym analitykiem, ale doskonale radzia sobie rwnie z podlegymi kobietami i mczyznami; pewien pakistaski imigrant, prowadzcy w Marsylii dziaalno przemytnicz, wsaty i wyjtkowo brutalny Pasztun, nazywa j be-hen-di i dostarcza ogromnie przydatne informacje o przewonikach afgaskiej heroiny, ktrzy mieli kontakty w Peszawarze i Islamabadzie. Kobiety umiay wic za pomoc pewnych metod doskonale radzi sobie z mczyznami, ale organizacja i tak odrzucia wniosek Andali. Gaitonde trafi pod opiek niejakiego Ananda Kulkami, czowieka bardzo twardego, o bardzo mskich cechach. Ostatecznie okazao si, e na Gaitondem nie mona polega, i Kulkami zosta ostro skrytykowany w organizacji za niewaciwe prowadzenie podopiecznego, ale to on - K. D. - zwerbowa tego sukinsyna. Jeli kto jest winny, e Gaitonde nawali, to tylko on. - Dlaczego to jest tak wane? - pyta K. D. - Gaitonde nie yje. - Zgadza si, nie yje. - W takim razie o co chodzi? Teraz dojdzie do walki o jego terytorium. By moe jego gang si rozpadnie. Moe si pozabijaj. Ale c z tego? Andali kalkuluje, ocenia go. Prbuje zdecydowa si, czy mu co powiedzie, czy te nie. K. D. doskonale zdaje sobie spraw, e w obecnym stanie jest zagroeniem, e nie mona mu powierza tajnych informacji. On nie jest sob, moe co powiedzie doktor Kharas, pielgniarce czy ludziom przechodzcym korytarzem. A jednak K. D. chce wiedzie. - Powiedz mi. Moe zdoam ci pomc, jeli mi powiesz. Jeli podasz mi jak informacj, to moe dziki temu co sobie przypomn. Sam nie wie, czy to prawda, czy te strzpy jego niegdy osawionej pamici na tyle trzymaj si kupy, eby na podstawie drobnych informacji, ostronie badajc i sondujc, udao si uzyska jakie rezultaty. Ale ona musi zaryzykowa. Ryzyko jest wkalkulowane, jest codziennym elementem tej gry, a K. D. wyszkoli Andali w tym ostronym kroczeniu przez niebezpieczestwo: w tej ostatniej chwili, kiedy dochodzisz ju do skrzynki kontaktowej, nie majc pewnoci, czy jeste obserwowany, co robisz? Przechodzisz dalej czy sigasz po torb? Dowiedziae si, e jeden z twoich ludzi sprzedaje informacje przeciwnikowi, wielu przeciwnikom, w zwizku z czym zagroonych moe by mnstwo twoich rde informacji, czy w takiej sytuacji decydujesz si skontaktowa ze swoim czowiekiem, fizykiem pracujcym w orodku bada obronnych w pobliu Islamabadu, dzwonisz do niego, czy te nie? Musisz przekalkulowa, co moesz zyska, oszacowa koszty ewentualnego niepowodzenia, a potem podj decyzj.Andali podja decyzj. Mwi szybko i cicho. - Znalelimy Gaitondego w domu w Bombaju. Ten dom przypomina konstrukcj bardzo gboki bunkier, ze wzmocnionymi cianami. Odszukalimy przedsibiorc budowlanego i architekta, ktrzy mu ten dom budowali. Zeznali, e budowa zaja dziesi dni i zostaa

wykonana na podstawie planw, ktre Gaitonde przesa im faksem. Powiedzia im, eby nie przejmowali si kosztami, maj go tylko jak najszybciej skoczy. Tak te zrobili. Mamy kopie planw. Usunito lub zamazano stron tytuow i pewne oznaczenia, ale tekstu byo dostatecznie duo, e udao si nam znale rdo tych pla nw. Zostay pobrane z Internetu, z witryny pnocnoamerykaskiej szkoy przetrwania, o nazwie Jak przey koniec wiata. Zbadalimy t konstrukcj w Bombaju. Gaitonde postawi schron przeciwatomowy. Jej oczy s srebrzysto-czarne, skrz si i wida w nich przeraenie. Westchnienie tysicy trzepoczcych skrzyde na dworze oznajmia nadejcie nocy. Daleko w dole wci jeszcze ttni yciem jazgotliwe ulice miasta. W tym nuklearnym zagroeniu jest jaka bezksztatna pustka, myli K. D., jaka ostateczna, biaa pustka, zatrzymujca wszelkie myli, wszelki ruch. Widzi, e Andali nie potrafi sign dalej. Prbuje j zagadn: - I co, Gaitonde wyszed z ukrycia, uciek? - Tak, powrci do Bombaju. Poszukiwa trzech sadhu. Znaleziono go martwego, wasnorcznie zada sobie mier. W tym schronie. - Co jeszcze byo w tym schronie? Znalelicie co? - Drugie ciao, jakiej kobiety. Nazywaa si Dodo Mascarenas, bya rajfurk, ktra podsyaa mu kobiety. Gaitonde zabi j z tego samego pistoletu, z ktrego pniej sam siebie zastrzeli. K. D. sysza o tych kobietach, dziewczynach, ktre Gaitonde pochania jedn po drugiej. Nigdy nie zastanawia si, kto mu je dostarcza. Teraz ju wiedzia. - I co jeszcze? - By tam rwnie album ze zdjciami tych dziewczyn. I pienidze. Jeden krore dwadziecia jeden lakhw, w nowych banknotach z banku centralnego. - Sprawdzia t kobiet? - Tak. Odnalelimy jej mieszkanie i przeszukalimy je. Nic interesujcego nie znalelimy. Troch pienidzy. Cz z nich musiaa pochodzi od Gaitonde-go, ta sama seria nowych banknotw, zawinitych w plastik. Ta kobieta obracaa si w krgach zblionych do przemysu telewizyjnego i filmowego, a tam jest duo brudnych pienidzy. Andali czeka. Pozwala sobie ywi sabiutk nadziej, ale K. D. nie ma jej nic do powiedzenia. Z panujcego w jego gowie zamtu nie wyania si adne wyjanienie, z odmtw jego przeszoci nie wypywa adna informacja. - Musz si nad tym zastanowi - mwi. - Musz to przemyle. Razem z Andali jedz kolacj ze stalowej tacki z przegrdkami. K. D. zbiera yk swoje khiri i prbuje myle. Zagroenie nuklearne istnieje na subkon-tynencie od kilku dziesicioleci i tym problemem ju si zajmowali.Organizacja przeprowadzia wiele dziaa w celu uzyskania informacji o technologiach, doktrynach, taktyce, lokalizacji, i niektre z nich zakoczyy si sporymi sukcesami. Dysponuj danymi, znaj te moliwoci i zamiary Pakistaczykw, Chiczykw oraz Amerykanw. K. D. mia okazj zobaczy niektre z tych analitycznych raportw i dokumentw, widzia te brunatno-czerwone zdjcia satelitarne, na ktrych mona dostrzec zespoy urzdze wyrzutni pociskw i bazy lotnictwa, i wie, e czeka tam w pogotowiu prawdziwa bro, wycelowana w jego miasta, w niego samego. A jednak rzeczywisto eksplozji nuklearnej zawsze wydawaa mu si mao realna, bardzo odlega od brudnych nocnych dziaa polegajcych na oczekiwaniu w lodowatej chacie na pakistaskiego informatora, kiedy trzeba siedzie na poamanej skrzyni z nogami podkulonymi dla ochrony przed wami i skorpionami. Posa czowieka pod podwjne ogrodzenie z drutu kolczastego, przez falujce pola pszenicy, pod patrolujcymi noc karabinami pakistaskich komandosw i obok picego byda, to rozumia, na tym polega ich fach, praca i powoanie, dobrze poznane i wywiczone. Ale

nuklearna zagada to tematyka bardziej pasujca do powieci sensacyjnych, ktre K. D. czyta podczas dugich podry i przed snem i ktre wci jeszcze czyta. Na stosie ksiek przy ku, wrd autobiografii agentw CIA i pozycji opisujcych histori Rzymu, znajduj si powieci, ktre czyta dla przyjemnoci, czsto tylko po to, eby pomia si z nieprawdopodobnych sytuacji, w nich przedstawianych, z tych milionw ofiar, nikczemnych fabu oraz dzielnych i bezinteresownych bohaterw. W takich ksikach, i tylko w nich, czasami eksploduj bomby, ktre niszcz cae miasta. Tylko w tych ksikach mona spotka te snujce si po zgliszczach dymy, t cisz, w ktrej nawet ptak nie zapiewa. Ale ksik zawsze mona zamkn, odoy na nocny stolik, wypi yczek wody, odwrci si na drugi bok i zasn. Nie trzeba budowa ponurych bunkrw w sercu Bombaju, gangsterzy nie musz opuszcza bezpiecznych kryjwek za granic i wystawia si na ryzyko, nikt nie chce szuka trzech sadhu. Nic takiego nie jest potrzebne. Ale Gaitonde nie yje. Dlaczego? K. D. tego nie wie. Ale zastanawia si. Andali sprzta tacki, szklanki i yki. Wyglda na wyczerpan. - Id do domu - mwi K. D. - Salowy si tym zajmie. - Mnie to nie przeszkadza. Nawet pytaam, czy mog tu zosta. Powiedziano mi, e mog tu wnie ko polowe. - Andali, daj spokj. Naprawd. Musisz wypocz. - Tu mog wypocz. Mnie jest tylko potrzebny sen i bdzie mi wygodnie na tym ich ku polowym. K. D. rozumie, e ona si o niego niepokoi, ale jednoczenie niepokoi si o swoj operacj, o ten swj wiat, ktry jej zdaniem jest w niebezpieczestwie. Chce pozosta blisko niego, blisko jego sabncej pamici i umysu, bo on moe nagle wyrzuci z siebie jakie imi, miejsce, jakie sowo, ktre zaprowadzi j do dawnego ycia Gaitondego. Kocha swojego wujka, to prawda, ale wykonuje swoj prac. Postpuje zgodnie z wpojonymi na szkoleniach zasadami, zgodnie ze swoim instynktem; zawsze bya dobr uczennic. K. D. umiera, wiedz o tym oboje. Najprawdopodobniej umierajcy moe zaprowadzi j tylko do krainy umarych, ale ona ma baczenie na wszystko - moe K. D. zdy da jej co uytecznego, zanim sam odejdzie w cisz. K. D. umiecha si do niej. - W porzdku, beta. Jeli tylko bdzie ci wygodnie. - Mam nawet ze sob szczoteczk do zbw - mwi Andali i unosi j w gr. Znowu jest t ma dziewczynk, ktr kiedy zna, i teraz umiechaj si do siebie. To mie, kiedy kto jest w pokoju, kiedy sycha, jak chlapie si w azience. Andali ukada si na ku polowym. Mwi sobie Dobranoc i K. D. wycza lampk nad swoim kiem. Ona zasypia niemal natychmiast, sycha jej rwny oddech. K. D. patrzy na ni, na ksztat jej ramion. Andali nie ma nikogo, do kogo musiaaby zadzwoni, powiedzie, e nie wrci na noc do domu. Kiedy miaa ma, modego Kannadig, ktrego polubia wbrew woli wszystkich zainteresowanych rodzicw, w porywie idealistycznego romansu w wielkomiejskiej atmosferze Delhi. M ukoczy studia ekonomiczne w college u Zakira Hussa-ina, podj prac w IAS i cztery lata po lubie zostawi Andali, skarc si na jej nieustanne podre i obsesj na punkcie kariery. K. D. nie wie, czy znalaza kogo innego, oczywicie ona nigdy o tym nie mwi, nie wspomina ani o pragnieniu, ani o tsknocie. Czy ona rwnie, podobnie jak K. D., wybraa samotno? Czasami zastanawia si, czy przypadkiem samotno nie jest lepsza od znudzenia i zdrady, ktre zdaway si nieuchronnie koczy kady romans, kade szczliwe maestwo. Ludzie trzymali si razem ze strachu. K. D. wola zachowa uczciwo wobec samego siebie i pozosta sam. Zawsze by realist, nadal nim jest. Ma dosy siy, eby w pojedynk spojrze w oczy mierci.W grnej powce pola widzenia, gdzie jego wzrok jest czuy i ostry, dostrzega delikatny cie wosw

Andali na cianie, smuke, podniesione dba na tle szaroci. W dolnej powce, grobl biegnc midzy polami ryowymi idzie czowiek o imieniu Pala. Ubrany jest w podarty banian i dhoti, wida bardzo pomarszczon i ciemn skr na jego karku. Przez ostatnie pitnacie kilometrw K. D. obserwowa spywajcy po nim pot. W tej aktualnej teraniejszoci, w tym szpitalu, w tych ciemnociach, kark mczyzny jest bardziej rzeczywisty ni tamtego popoudnia dawno temu. Przypomina lnic czekolad, siwe wosy spadaj na w wyranych pasmach, ktre w sabncym socu przypominaj jasno mienice si wkna. cieka spywa z grobli i pnie si w niebo, prosto jak strzaa. Poa s zalane wod, a na jej nieruchomej powierzchni odbijaj si mode, zielone pdy. Szybujcy w grze majestatyczny, drapieny ptak powoli zatacza wskie krgi, odchylajc jedynie rozcignite pira na samych kocach skrzyde. K. D. widzi jego intensywnie zotobrzowy brzuch, bia pier, gow i wie, e to kania bramiska. Wie, co to za ptak, wie te, co to za dzie. Ju wkrtce rozlegn si wystrzay. O zmierzchu Pala zaprowadzi go do chaty na skraju wioski Ramola, gdzie nocuje mody mczyzna, niejaki ander Ghosz. ander Ghosz powie, e nazywa si Swapan, ale K. D. rozpozna go ze zdj z uniwersytet w Jadawpurze, z fotografii urodzinowych z Kadell Road. Co prawda znikn ju chopiec z pulchnymi policzkami, ale ten siedzcy po turecku, wychudy rewolucjonista to z pewnoci ander Ghosz. Ghosz zada K. D. wiele pyta, sprawdzajc kamufla K. D., bardzo solidny i nieprzenikniony: K. D. podaje si za Sandiwa Dha, drobnego handlarza jut, sympatyka grup naksalitw i potencjalnego dostawc informacji na temat wikszych, kapitalistycznych handlarzy jut, ktrych naleaoby wyeliminowa w ramach walki klasowej. K. D. udzieli odpowiedzi na pytania o Patn, o rne gatunki juty, a pompowana przez Palaa lampa bdzie rzuca mgliste wiato i migota. K. D. bdzie masowa praw pit, w miejscu, gdzie uksi go jaki nieznany owad, jaki pezajcy napastnik. Skra jest obtarta, wybrzuszona w guz. ander Ghosz ma za sob wiele uksze, wielokrotnie przechodzi gorczki, ale nawet on rzuci okiem na t rzadk ran. Odpytywanie bdzie trwa dalej nieprzerwanie. Pytania bd cign si w nieskoczono. K. D. wstanie, eby wyj za potrzeb. Zabierze ze sob swoj niebiesk torb ze sztywnym dnem, ktra zostaa przeszukana i w ktrej znaleziono termos, koszul, paczk orzeszkw, dwie gazety i tysic szeset rupii. Na dworze K. D. rzeczywicie odda mocz. Zdoa to zrobi, pomimo ucisku, ktry rytmicznie przechodzi przez jego brzuch. Oddychajc rwnomiernie, signie do swojej torby, gdzie na samym dnie znajdzie fad i ostronie uniesie j, syszc cichy trzask rozdzieranego materiau. Signie do ukrytego schowka, w ktrym ley polski pistolet samopowtarzalny kaliber 7,65 mm, zaadowany i z kul wprowadzon do komory. Po chwili wrci do chaty, trzymajc do przy boku i teczk przed sob. Strzeli anderowi Ghoszowi w prawe oko, a Palaowi w pier i w ty gowy. Podczas szybkiego przeszukiwania chaty znajdzie tylko zabytkowego kolta kaliber 9 mm, ktry ander Ghosz trzyma odbezpieczony pod udem, w prawej rce. Zabierze go i ucieknie. Ale to wszystko dopiero si wydarzy. Teraz K. D. widzi idcego przed nim Palaa, jarzc si ziele ryu i kani, nurkujc nad ich gowami. Co przyniesie przyszo, w tym pierwszym, fioletowym migotaniu zmierzchu, na samym kocu wiata? Z dwch rnych stron K. D. Jadaw i ander Ghosz zmierzaj w kierunku tej samej chaty, pospnej, z zapadnitym dachem i popkanymi cianami z bota. Pierwszy z nich wci stara si jak najlepiej pracowa dla Nehru, a drugi porzuci wygodne ycie, uciechy klubu, klasztoru i grupy teatralnej, w imi innej wizji, rwnie wspaniaej i rwnie szalonej. Obaj wierz, e gdzie tam po drugiej stronie chaty, po drugiej stronie horyzontu, istnieje szczcie. Wanie to, po prostu to: szczcie. Ale K. D. widzi teraz wyranie, dziki tej wielkiej jasnoci postrzegania, ktr stwarza mu jego choroba, e obaj zostali zdradzeni, i to zdradzeni, zanim jeszcze wyruszyli kady w swoj wdrwk. W piersiach K. D. rozwija si wielki kb pogardy

dla tych modych ludzi, tak zadufanych w swoje zdrowie, w t prymitywn szczero swoich marze. C za gupcy. Jacy egoici. Czy oni w ogle s w stanie zbudowa co, co nie doprowadzioby do wikszej liczby morderstw, wikszych strat, wikszych obrzydliwoci? Pajk tka zasony w paacu cesarzy; sowa wzywa strae na wieach Afrasiabu. A jednak spiskowalimy, rzucalimy si sobie do garde i zabijalimy si. I nadal to robimy, i nigdy tego nie zaprzestaniemy. Bdziemy miota si od masakry do pogromu, a wszystko to w imi jakiego nieba w przyszoci. K. D. czuje gbokie poirytowanie, zo na ca ras ludzk, na wszystko, co kiedykolwiek zrobia. To ycie jest obrzydliwe, myli K. D. Niech si skoczy. Niech to wszystko si skoczy. Gaitonde obawia si spadajcego, biaego wiata, eksplozji i podmuchu wiatru, ktry zerwie wszystko, co zostao skonstruowane na powierzchni podmokych bagien. K. D. Jadaw odwraca si na plecy i wyobraa to sobie, t ogromn, pnc si w gr eksplozj, nag mier, a potem cisz. W kocu zapanuje cisza. Wszystko si ulotni, jak po zdmuchniciu wiecy. Kiedy o tym myli, odnajduje w tym jaki spokj, czuje potrzeb takiego wanie koca. Umiecha si, zadowolony, i zasypia. Kiedy si budzi, Andali siedzi przy ku, ubrana. Umiecha si. - Przypomniae sobie co? - Nie - odpowiada. - Nic. Zupenie nic. Andali kiwa gow. Za ni stoi mody czowiek, bystry modzian z lisi twarz i z krtko przycitym wsikiem. - To Amit Sarkar - mwi Andali. - Ostatnio przystpi do organizacji, odbywa u mnie praktyk. Dzi on zostanie z tob. - Dzie dobry panu - wita si Amit Sarkar, cay rozdygotany od entuzjazmu, jaki przystoi zupenemu nowicjuszowi w obecnoci legendy. Andali kontynuuje obserwacj, kierujc si intuicj w tej ryzykownej grze. K. D. nie zwraca na to uwagi. Ju z tym skoczy. - W porzdku - mwi i opada na poduszki. Chciaby si odpry, od pyn, ale co mu przeszkadza. Te pienidze Gaitondego. W tych pienidzach Gaitonde-go jest co, co go drani, ich obraz tkwi w jego gowie i uwiera go, jeden krore i dwadziecia lakhw w paczkach z banku centralnego. K. D. prbuje usun z pamici te pienidze, nie chce ich. Skupia wzrok na cianie, na widocznym na niej delikatnym dreniu wiata wywoanym wirowaniem wentylatora pod sufitem. Zapada w przyjemn senno, lekka jak pirko wiadomo przelatuje przez wspomnienia, obrazy i myli, zupenie niczym nieskrpowana. Czuje, e jego umys jest lekki, uwolniony od siy grawitacji. W dolnej poowie pola widzenia K. D. nadal pojawiaj si duchy przeszoci, dawno zabici onierze, informatorzy, agenci, ofiary. Patrzy na to wszystko z jak cudown obojtnoci. A w grnej powce przychodz i odchodz gocie, starzy koledzy z wnukami. Doktor Kharas ze swoimi staystami. Pielgniarki i sanitariusze. W kocu wieczorem wraca Andali i zwalnia Sarkara. Szepcz midzy sob przez chwil, a potem, w zapadajcym pmroku, ona siada przy K. D. Nalega, eby K. D. co zjad, a on nie protestuje, nie chcc robi zamieszania. Rwnie dobrze mgby zupenie zrezygnowa z jedzenia, i te by nie robi zamieszania. Teraz jest mu wszystko obojtne. Mija noc, a potem dzie. Patrzy na to wszystko, patrzy na ycie oraz na ycie wewntrz jego oczu, ale to wszystko jest rwnie niematerialne, wszystko jest urojeniem, i doktor Kharas, z tymi jej kujcymi igami i diagnozami, i Andali, i zbaczajce z kursu migi, z wyciem kierujce si w stron pakistaskiego lotniska, i dwch ludzi idcych przez ryowe pola. Wszyscy s zudzeniem, ci nierealni mczyni i te nierealne kobiety, yj dziki zudzeniom, za nie cierpi i przez nie te umieraj. Niech to wszystko jutro si

skoczy, niech w nieuniknionym biaym rozbysku wiata zakoczy si ten bezsensowny pochd duchw. Jutro bdzie po wszystkim. K. D. cieszy si t myl, i jest mu z tym dobrze.ni. Wie, e pi, i wie, e ni. Ma wiadomo, e jest picym obserwatorem, a mimo to czuje przez grube podeszwy teniswek tupot wasnych, biegncych stp. Graj w pik na wysoko pooonym paskowyu, ktry udao si im wyrwna w zboczu gry. S tu wszyscy: Khandari, w tym swoim zielonym swetrze z Garhwalu, z ktrego wya nitki ostrej weny, Rastogi, rozstawiony gdzie daleko po lewej, DaCunha, nieustannie krzyczcy: Pooodaj, pooodaj!, i Ginza-nang Dowara, ktry prbuje poda, ale zawsze traci pik. Jest niedziela, podzielili wszystkich ludzi, ktrzy akurat nie peni suby, na dwie druyny, w kadej po czterdziestu ludzi, i graj w szalon, dzik pik non, na tym najwyszej pooonym, jak im si wydaje, boisku na ziemi. Wykopali je wprost w grze, zajo im to dwa miesice pracy na duej wysokoci przy poszerzaniu niemal paskiego, naturalnego stoku. Pika przywdrowaa a z Kalkuty, prywatnymi kanaami, dziki yczliwoci i uprzejmoci rnych ludzi. Mog wic teraz gra. Pik prowadzi Thangrikhuma, may, krpy i bardzo szybki, przelizguje si przez mur skadajcy si z szeciu obrocw, uskakuje na boki i robi zwody, tak szybko, e mona odnie wraenie, e oglda si migotanie obrazu filmowego. K. D. gono krzyczy z podziwu i rusza za nim w pogo. Thangrikhuma jest szybki, bardzo szybki. Wie, e K. D. biegnie w jego stron, ale nie przejmuje si tym, umiecha si tylko. K. D. biegnie ze wszystkich si. Rozcigajca si dalej dolina jest zielona i szara, a gr pyn biae, puszyste oboki. Thangrikhuma biegnie. Ale Marak, subedar, jest na swojej pozycji, niedaleko bramkarza i dwch drewnianych palikw, ktre wyznaczaj bramk. Marak jest stary i powolny, zawsze trzyma si w pobliu bramki, a potem pojawia si w kluczowych momentach. To dowiadczony zawodnik. Czeka, wyczekuje. Thangrikhuma czaruje go, taczy z pik, prbujc nakoni go do ataku. W kocu Marak atakuje, ten nasz przebiegy Marak wykonuje wlizg. Thangrikhuma wymyka si mu, ale, upadajc, Marak zdy jeszcze wycign nieomyln rk, chwyta koszulk i Thangrikhuma ju ley na ziemi. Faul, faul, ale to mska gra i ju za pno, eby woa, e by faul. K. D. przej ju pik i pdzi na teren przeciwnika. Jego partnerzy biegn przy nim, barkami odtrcajc obrocw, a K. D. pdzi, pdzi tak szybko, umiecha si, widzc, jak pikne pika si odbija, jak doskonale trzyma si podbicia jego stopy i wraca do niego, w peni nad ni panuje, z atwoci przeprowadza j obok Rastogiego, mija to cikie sapanie i t mgiek potu, i ju biegnie swobodnie, biegnie po boisku, syszy, e DaCunha jest po lewej, Ginzanang Dowara doskonale ustawi si po prawej, a podskakujca pika migocze biao-czarno. K. D. czuje bl w piersiach, jest szczliwy, powietrze jest zimne, a przed nim stoi bramka.K. D. budzi si zapakany. Czuje pieczenie w picie. Dawno temu, kiedy w towarzystwie andera Ghosza siedzia na glinianej pododze lepianki, ze skrzyowanymi nogami i bez butw, w lew pit ugryz go jaki owad. Pamita to, pamita, jak tar kciukiem t zaognion, czerwon plam, i jak ander Ghosz na moment przerwa swoje pytania i z zaciekawieniem spojrza na ukszenie. K. D. przypomina to sobie i nagle ogarnia go jaki przejmujcy szloch. Andali rusza si na swoim ku, a K. D. stara si opanowa drgawki, powstrzyma to drenie. Wikszo opakiwanych przez niego mczyzn i kobiet ju nie yje, ale on opakuje ich ycie, te ich krtkotrwae zmagania, ich krtkie mczarnie i radoci. Pacze nad piekcym blem w ich ranach, nad chwilowym pomieniem ich podania. - Wujku, co si stao? Zawoa pielgniark? Czy co ci boli? W wietle arwki elektrycznej Andali pochyla si nad nim. K. D. krci gow i bierze j za rk. Nie jest w stanie mwi, ale prbuje si do niej umiechn, cay czas krcc gow. Ona go obejmuje. Siedzi na ku i tuli go do siebie. - O co chodzi? - pyta Andali. - Nie bj si - mwi. K. D. si nie boi. Nie czuje adnego strachu, przynajmniej o siebie. Ale brakuje mu sw,

eby wyrazi wielkie wspczucie, ktre rozpala jego ciao, to jego, tylko pozornie realne, uszkodzone cielsko. W rozpadajcym si umyle koacze si obawa o Andali, o ycie, ktre miota si w tej silnej, modej, obejmujcej go teraz kobiecie. Ona ceni sobie ycie, trzyma si go kurczowo, podobnie jak jej koledzy z pracy, znajomi, rodzina. Musz jej pomc, myli K. D. Musz. Zaczyna przeszukiwa swoje minione ycie, wszystko, co wie i co pamita, i teraz, kiedy jego umys znajduje wreszcie jakie zajcie i cel, drenie ustpuje. Ley nieruchomo w ramionach Andali i rozmyla. Powraca do niego dawna rado z wysiku intelektualnego, a informacje pyn przeplatajcymi si strumieniami, janiej kolorem, obrazem i zapachem. Pyn, a on zanurza si w nich, obserwuje pod rnymi ktami, ukada je na wiele rozmaitych sposobw: ma wraenie, e porusza si w kalejdoskopie. Znw powraca to dawne, przyjemne uczucie. Kiedy niebo na zewntrz zaczyna szarze, K. D. porusza si lekko. - Te pienidze w bunkrze Gaitondego - mwi. Andali opiera si o wezgowie i budzi si z drzemki. - Co takiego? - pyta. - W bunkrze Gaitondego byy pienidze. Mwia co o folii. - Pakiety byy zapakowane w plastik. Tak jak czasami pakuje si zabawki. Albo czekolad. - Po pi pakietw? W formie takich paczek? Andali patrzy na utworzony przez jego rce ksztat, na t trzyman przez niego w doniach pustk. W jej oczach mieni si punkciki wiata wczesnego poranka. - Tak - mwi. - Musz zobaczy te pienidze - mwi K. D. Andali biegnie przez pokj po swj telefon komrkowy i gdy wybiera numer, on podnosi si i siada na ku. Andali rzuca szybkie rozkazy i wraca do K. D. - S ju w drodze - mwi. Ale oboje wiedz, e to zajmie troch czasu, trzeba przedrze si przez biurokracj w organizacji, obudzi pewnych ludzi, uzyska zgod i otworzy sejfy. K. D. moe nie mie tyle czasu, moe zapomnie. Kae jej wic usi blisko i pki jeszcze pamita fakty, zaczyna opowiada. Przekazuje jej wszystko, co sam wie, co jeszcze tkwi w jego pamici. - W przeszoci wikszo naszych indyjskich pienidzy drukowano w Zwizku Radzieckim. Po jego rozpadzie, kiedy wszystko byo na sprzeda, Pakistaczycy przeprowadzili pewn operacj. Prbowali naby od Rosjan oryginalne matryce. Gdyby im si udao je uzyska, mogliby podrabia pienidze i produkowa autentyczne, idealne banknoty. Ale my domylilimy si, co w trawie piszczy, i przejlimy matryce prosto z drukarni. Udao si nam uniemoliwi t ich operacj. Pakistaczycy przejli jednak spor ilo papieru uywanego do drukowania oryginalnych banknotw. Spnilimy si i nie zdylimy temu zapobiec. Posiadajc ten papier, wyprodukowali indyjskie banknoty o wysokim nominale, kilka serii. Maj bardzo utalentowanych technikw. Ich falsyfikaty s naprawd doskonae. Widziaem kilka tych banknotw, przechwyconych w Dammu i Am-rytsarze. S naprawd bardzo dobre. Byy zapakowane w plastik, w takich wanie pakietach.Andali kiwa gow, szybko. - Bardzo wygodne w transporcie, niezalenie od warunkw. - Zgadza si, przy kadej pogodzie. Ta operacja w Rosji bya prowadzona przez czowieka z ISI, niejakiego ahida Khana, ktry wwczas by majorem. Jest naprawd dobry. Poznaem go wczeniej, kiedy pracowa w ich ambasadzie w Londynie. - ahid Khan - powtarza Andali. - ahid Khan - potwierdza K. D. - Czowiek bardzo religijny. Bardzo pracowity. Jeden z najlepszych ludzi w ich organizacji. To ahid Khan przej ten papier.

Andali szybko notuje na biaym bloczku. K. D. sucha, jak jej piro skrzypi po papierze. Andali koczy pisanie i wyczekuje, czeka na jego dalsze sowa. Ale to ju wszystko, co moe jej powiedzie. Razem czekaj na pienidze. Tu po pierwszej przyjeda Amit Sarkar i przywozi ze sob walizk. Andali pokazuje K. D. stos pienidzy. - Tak - mwi K. D. - Zgadza si. - Czuje, e na jego twarzy pojawia si umiech. Ta sama gra, myli. Wci trwa. Bierze od Andali piro, wbija czubek w plastikow foli i cignie. Przez powstae rozcicie wyciga jeden banknot i podnosi go do okna, w stron jasnego wiata dnia. - Tak - powtarza. - Tak. Wydaje mi si, e to s ich pienidze. - Nie ma pojcia, co to mone oznacza dla Andali, i czy w ogle to co znaczy. Ale oni wszyscy s szczliwi: a to ju jest wane. Andali zbiera pienidze, zabiera swj bloczek, ciska K. D. i pospiesznie wychodzi. Musi i, ale zostawia Amita Sarkara, ktry bdzie sucha K. D. i bdzie nad nim czuwa. Organizacja wci pragnie, eby on uczestniczy w tej grze, ale na to jest ju za pno. K. D. kadzie si na ku, szeroko rozpociera ramiona. Poduszki s bardzo wygodne, mio czu ich dotyk na policzku. Jest zmczony. Czas odpocz. Zamyka oczy. Oddycha gboko i zasypia. Pienidze Zasiki, fundusz zapomogowy i drobne oszczdnoci Katekara day w sumie szedziesit siedem tysicy siedem rupii i siedemdziesit cztery paisy. Rzd stanowy natychmiast przyzna rodzinie zmarego zapomog w wysokoci dwch lakhw, ale dziewi i p miesica trwao, zanim czek przedar si przez meandry urzdu Mantralaja i przez nadgorliw skrupulatno urzdnikw poszczeglnych wydziaw. Min prawie rok od mierci ma, zanim alini moga zrealizowa czek i zdeponowaa pienidze na koncie. Obecnie caymi dniami biegaa po szeciu gospodarstwach domowych, w ktrych praa ubrania i zmywaa naczynia, wykonujc dharukatk, a w kadym z tych domw za sprztanie otrzymywaa po tysic rupii. Przy dwjce dorastajcych synw pienidzy byo za mao i wyranie odczuwaa ten gwatowny brak w stosunku do czasw, kiedy Katekar przynosi do domu cae pliki banknotw. Ale w kocu na koncie pojawiy si te dwa lakhi, i chocia dwa lakhi naraz mogo si zdawa zupenie pokan sum, alini dobrze wiedziaa, e nage i nawet spore sumy pienidzy daj jedynie zudzenie dobrobytu. I to wanie staraa si wytumaczy swojej siostrze. - Bharti - powiedziaa. - Dwa lakhi to tylko wydaje si duo. Ale pomyl tylko, z ilu dni skada si nasze ycie? Na jak dugo te dwa lakhi wystarcz, biorc pod uwag trzy okresy ycia? Moi synowie s jeszcze mali. Musz zapaci za ich szko, za wszystkie ksiki. A wszystko moe si zdarzy. W kadej chwili moemy potrzebowa tych pienidzy. Bharti siedziaa po turecku na wzitej z pki poduszce, naprzeciwko pracujcego z pen moc wentylatora. Wytara twarz w swoje pallu i pochylia gow, jak zawsze, kiedy bya rozoszczona. - Tai, jeli nie masz zamiaru ich wydawa, to po co chcesz trzyma je w banku? Nam one s potrzebne teraz, a przecie on mwi ci, e dostaniesz lepszy procent ni w banku. M Bharti, Wisznu Ghodke, mia dwch znajomych, ktrzy zamierzali otworzy biuro podry. Jego udziay miay by niewielkie, ale nawet na to potrzebowa piciu lakhw, a mia niecae trzy. Tymczasem alini przetrzymywaa ponad dwa. I dlatego wanie Bharti siedziaa w tym domu, w czwartkowy wieczr, rozdraniona i za. - On mwi, e to pewny interes. Ludzie coraz wicej podruj. Obaj jego wsplnicy maj kontakty w Bahrajnie i w Arabii Saudyjskiej, a cae tysice ludzi chc si tam wybra. Wiele tysicy. alini pokrcia gow.

- Bharti, nawet gdyby do Arabii Saudyjskiej chciay pojecha cae krory ludzi, ja nie mog da ci tych pienidzy. Jestem sama. Jestem sama i musz zadba o moich chopcw. Wysunita szczka Bharti sygnalizowaa teraz wielkie rozgoryczenie. - A co z nami? Przecie masz nas. Nie ufasz nam? - To nie jest kwestia zaufania czy braku zaufania. - W takim razie czego? - Bharti, wszystko moe si zdarzy. Wszystko. - To w samym yciu nie mona byo pokada zaufania. W tym yciu, ktre usuwa si czowiekowi spod stp, a on spada i ginie. - Ale ty przecie jeste zabezpieczona, Tai. On bdzie ci paci w miesicznych ratach, wic bdziesz regularnie dostawa pienidze. Oprcz tego, co ju zarabiasz. I nie musisz paci adnego czynszu. Nie bdzie ci tak le. alini i Katekar siedem lat temu zapacili sze lakhw za ten dom. Zapacili w czterech bolesnych ratach, gotwk, wycinit z tysicy umytych talerzy i wypranych halek, z niezliczonych pidziesicio- i sturupiowych apwek. Dziki temu ona i jej synowie mieli teraz dach nad gow, dwa pokoje i kuchni, ktre byy ich wasnoci. Tego wanie pragn Katekar, chcia by wacicielem, mie kawaek ziemi, ktra nie bdzie naleaa do pastwa ani do waciciela posiadoci, pragn mie bezpieczny dom. I da im to. A potem zgin. wiadomo jego nieobecnoci dociera do alini w nkajcym j od czasu do czasu spazmie mini, biegncym przez plecy do odka. Odetchna gboko, a potem jeszcze raz. - Nie mog tego zrobi - powiedziaa. - Bharti, nie mog ryzykowa tych pienidzy. Tylko pomyl. - Bo ty zawsze mylisz, Tai. Mylisz i mylisz. Ale my, ludzie, idziemy za gosem serca. I dlatego pomylelimy, eby ci poprosi. Mylelimy, e nas zrozumiesz. - Bharti zacza wstawa, zabieraa swoj torebk i zawijaa si w sari. - Bharti... - Nie, nie, ty zawsze jeste najmdrzejsza. Ty zawsze mylisz do przodu. I ty zawsze uzyskujesz to, czego chcesz, bo ty mylisz. Ale my jestemy inni. alini wiedziaa, e gdyby zaprzeczya, wywoaaby tylko kolejn dug i gorzk rozmow o zotym naszyjniku, ktry ich matka zostawia jej, a nie Bharti, i o tym incydencie podczas rodzinnego wesela, kiedy to doszo do sporu o podzia wrczanych w prezencie sari, a potem o tym, ile dokadnie pienidzy wydano na wesele alini, a ile na wesele Bharti. Obie doskonale wiedziay, do czego te dyskusje prowadz, ale Bharti i tak w kocu rozpacze si, rozpali si susznym blem, a jej okrga twarz rozmae si i przybierze wyraz rozkapryszonego dziecka. alini patrzya wic w milczeniu, kiedy Bharti schylia si, eby zawiza wok kostek paski swoich wymylnych, zielonych sandakw. Potem powiedziaa, bardzo cicho: - Przynajmniej poczekaj, a chopcy wrc. - Zostawiam dzieci u maui. I tak ju za dugo to trwao. Ta maui to maui Wisznu Ghodke, mieszkajca trzy domy od nich. Godna zaufania, ale o przykrym usposobieniu. Nie mona byo zbyt dugo zostawia dzieci pod jej tward rk. alini pomylaa sobie, e chopcu nie zaszkodzioby kilka dodatkowych klapsw i uszczypni, ale dzi nie by najlepszy dzie na krytykowanie syna Bharti. Kiedy Bharti wychodzia przez drzwi, alini dotkna jej rki tu nad okciem, lekko klepna j, w gecie, ktrym zawsze witaa i egnaa swoj siostr. Ale Bharti podniosa tylko wysoko gow i ruszya ulic, a alini powoli usiada na progu. Pozwolia sobie na chwil odpoczynku, na pi minut rozlunia si, odprajc si zupenie. Obserwowaa przechodniw. Byo prawie wp do smej wieczorem i do domw zmierzay tumy ludzi. Ju teraz cienie byy dugie, dni staway si coraz krtsze. Wkrtce

potrzebne bdzie w nocy dodatkowe przecierado, koc. Zmieniaa si pora roku. Przechodnie przepywali staym strumieniem, hipnotyzujcym rwnym rytmem, nieustannym ruchem ng i kostek, tncych powietrze niczym noyczki, koysaniem si siatek z cebulami, ziemniakami, atta, mydem i olejem kokosowym. Co modsi nieli eleganckie nesesery i szli szybszym krokiem, zdeterminowani i z jasno wytyczonym celem. Wszyscy j mijali i szli dalej. Pi minut. alini dokadnie wiedziaa, kiedy miny. Od kiedy tylko sigaa pamici, zawsze miaa bezbdne wyczucie czasu, potrafia poda godzin z dokadnoci co do minuty i nigdy nie potrzebowaa do tego zegarka. Zawsze budzia si bez budzika i codziennie przychodzia na dworzec sze minut przed nadejciem pocigu. Wiedziaa, e czas zakoczy odpoczynek, i wstaa. Tylko przez moment, moe przez jedno czy dwa uderzenia serca, jej ciao opierao si przed opuszczeniem miejsca spoczynku, tego luksusowego odpoczynku na cegach i drewnie. alini jednak zebraa siy i wstaa. - Ambabai - powiedziaa cicho, rzucajc okiem w stron bogini na pce -wstajemy, pobudka. Trzeba wzi si do pracy. Kiedy przyszli chopcy, kolacja bya gotowa. Rohit nabra p wiadra wody i zabra modszego brata na dwr. alini syszaa, jak szepcz, pluskajc si. Ich ojciec stale zwraca uwag na to, eby, wracajc do domu po zabawie, umyli rce i nogi. W jego obecnoci zawsze buntowali si przeciw temu, traktowali to jako nieznony, rodzicielski wymys, zwaszcza Rohit, ktry wymawia si od tego obowizku, jeli tylko ojca nie byo w domu. Teraz jednak, kiedy ojca rzeczywicie ju nie byo, Rohit wykonywa te wieczorne ablucje z rytualn powag i jak policjant nieubaganie pilnowa, eby brat w tym uczestniczy. Rohit rzeczywicie bardzo spowania. Kadego ranka rozmawia z alini o tym, co potrzebne jest do domu, i po poudniu, po lekcjach, szed na bazar. Zawsze co do grosza rozlicza si z reszty i pokazywa jej list rachunkw, ktr prowadzi w specjalnym zeszycie. Nosi teraz klucz do domu, zawieszony na szyi na czerwonym sznurku, i zdejmowa go tylko do spania. Przewieszony przez prawe rami klucz zwisa na zgitych plecach chopaka, ktry wanie zasiad do jedzenia. - Mohit, zadanie odrobione? - zapytaa alini. Mohit mia wawe, krtkie palce. Opuci gow i jad szybko, trzymajc tha-li na kolanach. - Uhm - odpar. - Uhm. - Aai, w pitek ma klaswk z matematyki - odezwa si Rohit - i jeszcze nie zacz si do niej uczy. - To dopiero w pitek - wykrztusi z siebie Mohit midzy jednym a drugim ksem. Na grnej wardze mia rozmazane dal. Chcia da do zrozumienia, e do pitku s jeszcze trzy dni, alini rozumiaa to. Na ostatnich egzaminach nie poszo mu zbyt dobrze, ale trudno oczekiwa czego innego po maym chopcu, ktry niedawno by na pogrzebie ojca. alini sdzia, podobnie zreszt jak wszyscy, ktrzy go znali, e chopiec z czasem przystosuje si, poradzi sobie, troch zapomni, i znowu bdzie spokojny, zrwnowaony. Ale Mohit nadal si wymyka z domu, zostawia nieodrobione zadania i gna gdzie w jakiej tajnej, yciowej misji. Chowa si za swoim kiem, w kciku zapchanym komiksami w krzykliwych okadkach przedstawiajcych wsatych awanturnikw z pistoletami w doniach. Na marginesach zeszytw rysowa pistolety i rnych uminionych bohaterw strzelajcych z ogromnych karabinw. y teraz w swoim wiecie, wid wasne ycie, do ktrego alini nie miaa ju dostpu. Takie zachowanie dzieci nie byo niczym niezwykym, zwaszcza wrd chopakw, ale nigdy w tak modym wieku. Otrzepaa rce z atty i przedramieniem postukaa go w czubek gowy. - Od jutra si uczysz - zarzdzia. - Zgoda? - Zgoda - odpar Mohit.

- Chcesz ryu? - Tak - odrzek. alini nakarmia ich, pozmywaa po posiku, powkadaa naczynia na pki i powiesia garnki, patelnie i yki na specjalnych haczykach pod sufitem. Nastpnie, wziwszy proszek do zbw i szklank z wod, usiada na progu domu. Na uliczce teraz ju tylko pojedynczy przechodnie stpali po plamach wiata padajcego z poszczeglnych drzwi. Kiedy, dawno temu, na jakiej innej uliczce, on powiedzia, e te powtarzajce si wiata przypominaj mu wodospad. To byo na pocztku ich maestwa. Tak, odpowiedziaa mu, to wyglda jak kaskada w Karli. Byli wtedy bardzo biedni, a wycieczka do Karli i znajdujcych si tam jaski stanowia specjalny prezent, na ktry pozwolili sobie w pierwsz rocznic lubu. Chodzi po jaskiniach, zachwycajc si ich sklepieniami, rzebionymi na wzr drewnianych belek, i zatrzymywa si przed stupami, gdzie powania, cho ju wtedy jego sceptycyzm by ostry i nieugity. Teraz wszyscy ssiedzi ogldali Sabse Bara Paka, a na caej dugoci pokrytej botem uliczki jednym rytmem migotay kolory. Dobieg j gos gospodarza programu, przeskakujcy od jednego telewizora do drugiego i oferujcy moliwo wygrania wielkich pienidzy. Miaa odbiornik w domu, ale w dzie powszedni zazwyczaj nie ogldali telewizji o tak pnej porze. To bya jego zasada. Uczcie si pilnie, mawia do swoich synw, a kiedy ju bdziecie mieli wasne domy, bdziecie mogli oglda telewizj, kiedy tylko bdziecie chcieli. Jedyny wyjtek robi dla Kon Banega Krorpati, poniewa w tym programie trzeba byo wykaza si wiedz. Jeli dobrze odpowiesz 396 na pytania, moesz wygra, tak po prostu moesz zdoby krory rupii. Jeli wiesz dostatecznie duo, moesz by bogaty. Uczcie si, uczcie, powtarza swoim synom, i wsplnie ogldali ten program, siadajc po turecku jeden obok drugiego. Gono wykrzykiwali odpowiedzi. Ona nazywaa ich trzema mapami, a oni w odpowiedzi robili do niej mapie miny. Teraz Rohit uwanie oglda Sabse Bara Paisa, a po jego twarzy przemykay niebieskie i zielone cienie programu. Mohit znowu schowa si w swoim kciku, mamroczc jakie swoje tajemne opowieci. Po pogrzebie przesta si interesowa tym programem. alini siedziaa na progu swojego domu, a prowadzcy program telewizyjny zapyta, jak nazywa si najwikszy projekt irygacyjny zrealizowany w Indiach. - Are, alu. To bya ich ssiadka, Arpana. Wraz z mem, Amrytrao Pawarem, wracali do domu, oboje w wyjciowych strojach. Dzisiejszego wieczoru wygldali dosy przyjanie i mona si byo domyla, e obecnie trwao zawieszenie broni w ich wiecznej wojnie. alini przesuna si nieco, robic Arpanie miejsce na schodku. - Tak pno wracacie? - zapytaa. - Idziemy z kelwanu mojej bratanicy. Z Maladu. - Mwisz o crce Sudhira? - Tak. Wesele bdzie w pobliu jego kholi. Arpana miaa dwch modszych braci i bya blisko zwizana z modszym. Ze starszym pokcia si kiedy z jakich niezbyt jasnych powodw. alini syszaa t ca histori, kiedy wprowadzia si do tego domu i poznaa Arpan, t zadziorn ssiadk, nie pamitaa jednak szczegw. Od wielu lat znaa Arpan i wielokrotnie bya wiadkiem jej ktni z Amrytrao Pawarem, ktry niedaleko mia drug kobiet i drug rodzin. Pocztkowo alini radzia Arpanie, eby daa sobie z nim spokj, eby go zostawia. Potem zobaczya jednak, jak potrafi przechodzi od ktni do skadania dozgonnych obietnic i wrczania wyszukanych prezentw. Pewnej monsunowej nocy, kiedy sama bya w ciy, wybraa si pn por, eby poyczy od Arpany dwie cebule. Stojc na dworze pod ich drzwiami, usyszaa, jak si godz, jak w

przesadnym uniesieniu pacz i wybaczaj sobie nawzajem. Zrozumiaa wtedy, dlaczego kobiety na ulicy miej si, kiedy Arpana narzeka na obojtno i okruciestwo ma. Ten Amrytrao Pawar sta teraz zwrcony twarz do nich, z rkami w kieszeniach i bkajcym si na ustach wyniosym umiechem satysfakcji. alini nie lubia, kiedy na ni tak patrzy. Niech napawa si swoj Arpan. Odwrcia si do niego bokiem. - Jak wyglda ten chopak? - zapytaa Arpan. - Za chudy - odpara Arpana. - Wyglda jak ta rynna tutaj, tylko nie jest taki czarny. Ale rodzina jest porzdna. On pracuje na lotnisku. - Przerwaa ma moment masowanie stp i podniosa wzrok na Amrytrao Pawara. - Dlaczego stoisz jak sup? alini baa si, e zaraz zaczn si kci pod jej drzwiami. Czasami wystarczyo jedno szczeglne spojrzenie. Ale tego wieczoru Amrytrao Pawar by w wietnym nastroju i tylko zarechota. - Czekam na ciebie, rani. Ale mog poczeka w domu. Odprowadziy go wzrokiem, a Arpana prychna. - Pili za domem. On myli, e ja nie poznam. - Wsplnie pokiway gowami nad gupot mczyzn, a potem Arpana nachylia si w jej stron. - Bya dzi u ciebie Bharti? - Tak. A skd wiesz? - itra jechaa z nami autobusem. - itra bya ich ssiadk, mieszkaa dwa domy dalej po prawej. - Mwia, e widziaa Bharti na przystanku. A inni ssiedzi widzieli j na rogu, i idc uliczk, i w domu, zauwayli wyraz jej twarzy i wycignli wnioski. - Tak - odpara alini. - Bya u mnie. - W rodku tygodnia? Czy co si stao? - Nie, nic. To tylko kopoty z pienidzmi. Arpana nie wygldaa na przekonan ani usatysfakcjonowan tak odpowiedzi. Ale alini nie miaa zamiaru si poddawa i zmienia temat rozmowy na Amrytrao Pawara. To by temat, ktremu Arpana nie moga si oprze. Zacza recytowa list jego ostatnich grzeszkw, opowiedziaa, jak to wybra si do Mahabalewaru z t randi i jej trzdk - zabierajc nawet kaku tej randi - i wyda wicej, ni zarobi przez dwa miesice, e potem kci si z Arpan, kiedy ona miaa do niego pretensje, kiedy powiedziaa mu, e jest pozbawiony wszelkich ambicji i e nie chce podj najmniejszego ryzyka, e tylko trzyma si kurczowo swojej wyrobniczej pracy, gupiec bojcy si wiata. - Praca nie ley na ulicy - stwierdzia alini. - Niech przynajmniej trzyma si tego, co ma. - Ale z tego nie ma adnych pienidzy - odpara Arpana. Chodzio jej o to, e nie ma z tego nic oprcz goej pensji. - A oni nigdy go nie awansuj i nie podnios mu pensji. W kocu s muzumanami. - Wydawao mi si, e jego kierownik jest braminem. To jaki Bad-pai, prawda? - Tak, zgadza si - odpara Arpana. - Ale firma naley do muzumanw. A sama wiesz, jacy oni s. alini skina gow. Trudno jej byo z tym polemizowa, ale wtpia, eby Amrytrao mg sob prezentowa co, co warte byoby awansu. Arpana cigna swoj litani. Miaa mocne, cikie ramiona i gruby kark, i z pewnoci nie bya piknoci, a do tego przez ostatnich dziesi lat zaczy opada jej policzki. Niemniej jednak wci co jaki czas ona i Amrytrao Pawar na nowo schodzili si i rzucali si na siebie w porywie wciekoci i namitnoci. Caa

tragedia polegaa, oczywicie, na tym, e Arpana nie miaa dzieci. Dlatego te nigdy nie zdoaa dowie, e tak naprawd to Amrytrao Pawar zawini, i dlatego te on mia drug kobiet. Tyle tego penego blu pragnienia siebie nawzajem, tyle tej zoci, i adnych dzieci. Niezbadane s wyroki Ambabai. - Ju pora pooy chopakw spa - odezwaa si alini. - Tak. U nich wszystko w porzdku? Ssiadki z ulicy miay na chopcw oko, a Arpana szczeglnie si nimi interesowaa, czsto przesiadujc z Mohitem, kiedy po poudniu wraca ze szkoy. - Tak - odpara alini. - Wszystko w porzdku. Podniosy si, skiny sobie gowami i poszy zaj si ostatnimi tego dnia obowizkami. alini troch posprztaa, pogonia chopcw do ek, przygotowaa posanie i pooya si. Nadchodzi ten najtrudniejszy moment caego dnia, kiedy czua, jak bardzo brakuje jej zoenia gowy na jego brzuchu, kiedy jej koci przypominay sobie pozycj, ktr jej ciao przybierao przy jego boku. W oczekiwaniu na sen jej umys wdrowa na wszystkie strony, szybki jak iskierka i zupenie nieprzewidywalny, powracay do niej dowcipy Katekara i jego miech, drobne upokorzenia i radoci z jej wasnego dziecistwa, wszystko mieszao si ze sob, tak jasne i tak bolesne. alini przypomniaa sobie ten nieprzyzwoity wierszyk o Dewie Anandzie i Mumtaz i umiechna si, z tysic razy jej go mwi, zawsze z tym samym umieszkiem. Odetchna gboko i wtedy nadszed bl. Otara twarz. Dobrze, e przynajmniej miaa synw. Jej synowie spali w pobliu. Powoli ogarniaa j senno. Muzumanie tacy ju byli. Zabili mojego ma.Jeden z nich go zabi, a teraz ten zabjca nie yje. Czasami chciaa, eby on jeszcze y, eby ona sama jeszcze raz moga go zabi. Ale Sartad Singh zabi tego Biharczyka. Sartad Singh te by zabjc. Wszyscy byli zabjcami i wszyscy zabili jej ma. Wcieko przeciskaa si przez jej gardo, jak rozpalone elazo, i cho alini prbowaa j powstrzyma ostatnimi strzpami woli, ta wydostaa si jednak na zewntrz, z przecigym skowytem, ktry uderza o ciany i j sam przerazi. Czekaa, ale chopcy byli ju pogreni w gbokim nie, a zza otwartych drzwi dochodzi jedynie szmer jakiej dalekiej rozmowy. alini usiada. Signa po szklank z wod i jak najciszej przepukaa donie, twarz i stopy. Potem usiada po turecku przed Ambabai i Bhawani. Czy pisz, Ambabai? Bhawani, ju wystarczy twojej srogoci - ju nie ma kogo kara - ale udziel mi aski. Przynie mi spokj. Zawioda mnie, Bhawani, codziennie prosiam ci o jego szczliwy powrt, a ty mnie zawioda. Nie bd ci ju zorzeczy, nie bd ju pyta, dlaczego tak si stao. Nie podajesz mi adnych powodw, a ja przyjmuj twoje milczenie. Ale daj mi odrobin spokoju, daj ulg od tego oguszajcego blu. Musz zachowa spokj, ze wzgldu na moich synw. Ambabai, suchasz mnie? Udziel mi tej aski. Opakuj go, ale daj mi si. Bhawani jest olepiajcym niebieskim wiatem, nawet jej aska przychodzi jak zimne wiato ksiyca, ale ty, Ambabai, jeste urodzajnymi polami i wezbran wod, yznym botem, oddechem dziecka i lotosem z szerok koron, jeste moj matk, pozwl mi powrci z wygnania, pozwl mi znowu y w twoim cieniu. On by dobrym czowiekiem. Szed do Pandharpuru, kiedy go o to prosiam, chocia nie wierzy, e pobono moe wyleczy jego plecy. y w cigym blu, widziaam, jak pod koniec dnia przyciska do do biodra i stara si trzyma prosto, ale dba o nas i wykonywa swoj prac. By wymagajcy, ale nigdy surowy, a Rohit i Mohit nigdy nie musieli si go ba. W dniu swojego pierwszego awansu zaoy mi na szyj zoty acuch, i chocia przeylimy cikie chwile, nigdy go nie zdejmowa. Nigdy nie pyta mnie o pienidze. Kiedy si kcilimy, nigdy mnie nie uderzy, raz tylko w zoci zapa mj okie tak mocno, e zosta po tym siniak. Bylimy modzi, Ambabai, rozciera potem ten mj bl za pomoc phatka-ri i rozgrzanego haldi, stara si mnie uagodzi swoj skruch. Pachnia wwczas kokosowym

olejkiem do wosw i tymi biri Siwaji, ale pniej zupenie zrezygnowa dla nas z uywania tytoniu pod jakkolwiek postaci. Wiem, e sypia z rnymi kobietami, kciam si z nim, a on mwi, e ju z tym skoczy. Ale nie mg mnie zwie, ja wiedziaam dokadnie, kiedy on rzeczywicie przesta, kiedy naprawd zrozumia, co znaczy by ojcem. Rani mnie, Ambabai, a ja jego. Wiem, e czasami drczyam go tym swoim lodowatym spokojem. Ale speniaam swoje obowizki jako ona, przytulaam go tak, jak tego potrzebuj mczyni. Karmiam go, a on podtrzymywa mnie na duchu. Bylimy towarzyszami, przyjacimi, niekiedy si kcilimy, ale nigdy nie ywilimy do siebie urazy. Aai, zarabiam teraz pienidze, jako sobie radz, yj z dnia na dzie, ale w nocy czuj jaki szorstki sznur, ktry cignie mnie za brzuch, odwracam si na drug stron ka, tam, gdzie on zawsze by, i widz rne rzeczy. Widz, jak on kaszle w ku, ley z gorczk, ja przynosz mu gazet, a kiedy on bierze j do rki, tak rozpalonej, mnie ogarnia niepokj. Albo on wchodzi do kholi, a przed nim raczkuje Mohit, z mokr pup. Widz, jak on siedzi ze skrzyowanymi nogami i liczy pienidze. Ja siekam cebul, a nastpnego dnia jest Sajani Ekadai. Ambabai, gdzie jeste? Bhawani, czy mnie suchasz? Czuj twoj blisko, Ambabai, ale jestem sama. Ambabai, przyjd mi z pomoc. Nie mam nikogo. -Aai? Za ni sta Rohit. Pozwolia mu zaprowadzi si do ka, suchaa, jak prbuje j pocieszy, a potem pozwolia, eby wrci do siebie, eby mg sam si pocieszy. Znowu przypomniaa sobie t noc, kiedy posza do Arpany poyczy dwie cebule, jak staa wtedy pod drzwiami domu Arpany, przytulajc si do drewna, eby schowa si przed lejcym deszczem, i suchaa wydawanych przez Arpan dwikw, zarazem gorzkich i sodkich. Wysikiem woli alini odwrcia uwag od tego wszystkiego, zmusia si, eby o tym nie myle, nie zastanawia si nad tym wszystkim. Ale wci odczuwaa lekki, tpy bl, ktry porusza si z kadym jej oddechem. Dzielnie go znosia, nieustannie szepczc imi Ambabai. Andali Mathur prowadzia ledztwo w sprawie pienidzy. Robia to w wolnych chwilach, ktre czasami znajdowaa pod koniec dnia albo bardzo wczenie rano. W ten wtorek udao si jej przyj wczeniej do pracy i zaja si czytaniem starych kartotek. Przegldaa baz danych pod ktem podrobionych pienidzy, poszukujc duych iloci faszywych banknotw, o ktrych wiadomo byo, e zostay wydrukowane przez Pakistaczykw. Nawet po wybraniu na chybi trafi granicznej daty 1 stycznia 1987 roku uzyskana z bazy danych lista incydentw i wzmianek w raportach liczya siedemdziesit cztery strony gstych linijek tekstu z pojedynczym odstpem. Przez ostatnie cztery miesice przedzieraa si przez te raporty, przegldajc je jeden po drugim. Zajcie byo bardzo nuce, a do tego najprawdopodobniej tracia tylko czas, nie mwia wic nikomu o swoich poszukiwaniach. Nie miaa pojcia, co chce znale, wiedziaa tylko, e poszukuje jakiego szczegu, jakiego ukrytego w szczegach planu. W szerokim kontekcie geograficznym i czasowym ujawni si jakie powizanie, acuszek przyczyn rozwinie si wstecz i ukae pocztek, nie, nie pocztek, ale jaki wze, w ktrym zbiega si wiele wtkw historii, a mier Ganea Gaitondego wpasuje si w cig wydarze. Andali nie chciaa uzyska wyjanienia, nie ufaa wyjanieniom. Kade wyjanienie, kade rozwizanie zbyt wiele pomijao. Wierzya natomiast skojarzeniom, korelacjom i rytmom, a take zawirowaniom kurczcego si czasu. To wanie stara si wpoi im K. D. Jadaw; pragn, eby wyczuwali pulsowanie i drenie intencji wroga, bo to dopiero stwarza moliwo przewidywania. I dlatego, po tych analizach, tworzeniu odnonikw, wykorzystaniu tych wszystkich komputerw i tej caej matematyki, caa praca sprowadzaa si wanie do tego: do czytania, jeden po drugim, starych raportw. Ostatecznie wszystko zaleao od instynktu. A jej instynkt, czua to w kociach, mwi, e istotne jest pytanie o powrt Gaitondego do kraju, o jego mier, o bunkier w rodku Kailapady, o martw kobiet. To wszystko nie miao jednak sensu, nic nie przemawiao

zrozumiaym dla niej jzykiem.Ju dawno temu nauczya si odszyfrowywa specyficzny argon raportw, na podstawie ich porwanego telegraficznego stylu tworzy obraz wydarze. Wanie czytaa jeden z nich, napisany na czystym, zwyczajnym papierze. CILE TAJNE Numer informatora 910-02-75P z Jednostka Dammu Alpha Numer raportu 2/97 data 270.97 Dane o informatorze: Rehmat Sani jest rolnikiem i przemytnikiem, ma rodzin, po obu stronach granicy. Informacje uzyskano od kuzyna Ja-sina Hafiza sucego w armii pakistaskiej. Sposb komunikacji: Osobiste spotkanie. Stopie wiarygodnoci: II Informator odby spotkacie z kuzynem w wiosce Bhanni 15197. Kuzyn jest hawildarem w trzynastym batalionie, w regimencie pendabskim w Mandi Japparze. Jego pluton zosta odkomenderowany do eskortowania prywatnej, trzytonowej ciarwki na trasie od znanej prasy drukarskiej, sucej do faszowania pienidzy przy ulicy San Karnan 142 (patrz raport 47/96) do bazy Lakar-i-Azadi w Hafi-zgandu. Przesyka skadaa si z czterech skrzy o wym. 1,2 x 1,2 x 1,2 m i zostaa odebrana przez zastpc dowdcy bazy Lakar, Raida Khana, Informator nie posiada adnych innych informacji na temat zawartoci skrzy. Z wysokim prawdopodobiestwem mona zaoy, e zawieray due iloci banknotw o rednim nominale, ktre miayby zosta uyte podczas wiosennej ofensywy w Dolinie Kaszmiru lub w innym miejscu. Informator zosta poinstruowany, eby nadal prowadzi obserwacje. Andali znaa autora raportu. Poznaa go podczas szkolenia, gdzie by jej batchmate. Nazywa si Gauraw arma i w wieku dwudziestu szeciu lat by ysy jak kolano. W 1997 roku przebywa na placwce w Dammu, a jego styl mona byo rozpozna po tym sformuowaniu z wysokim prawdopodobiestwem. W okresie szkolenia by pochonity teori chaosu i podczas przerw, przy aju i samosach, stara si podzieli z kolegami i koleankami ze szkolenia zachwytem nad fraktalami i dziwnymi atraktorami. Zgodnie z przekazanymi im podczas szkolenia zaleceniami w raporcie nie umieszcza wasnych komentarzy, stara si pisa bezosobowo i obiektywnie. Bya to powszechnie przyjta metoda dla wdrujcych w gr informacji. Z pewnoci ten informator by jakim spoconym ajdakiem, przygranicznym przestpc, przemytnikiem i morderc, od urodzenia naznaczonym fatalizmem przez te pociski artyleryjskie, ktre w ostatnich pidziesiciu latach armie posyay nad jego gow, a ktre spaday na jego wiosk i pola, zabijajc wujw i ciotki. By jednym z tych ludzi, ktrzy potrafili w bezksiycow noc przekroczy granic, ktrzy nie zwaali na niebezpieczestwo oberwania szrapnelem podczas pokonywania ziemi niczyjej. Wiedzia, co to znaczy godzinami lee bez ruchu w polu pszenicy, kryjc si przed przypadkowym, sondujcym ostrzaem cikich karabinw maszynowych, wiedzia te, kiedy mona si czoga, a kiedy naley si zatrzyma. Z pewnoci nakoni swojego kuzyna z armii pakistaskiej do przekazywania mu informacji, najpierw kusi go atwymi poyczkami na maestwa i cigniki, a potem ju wprost mu paci. Zarabia po obu stronach, od tego swojego kuzyna i od prowadzcego go oficera. I rwnie pewne byo, e ten oficer wrcza mu skrzynki taniego rumu, ktre on zabiera po trzy i przerzuca przez granic na rytualnie czyste tereny Pakistanu. Prowadzcego oficer spotka si z nim pod koniec stycznia 1997 roku, prawdopodobnie w jakiej budzie, w jakiej cuchncym wiejskim alkoholem dhabie, zapaci mu, a potem zoy raport w biurze nadzorczym, w Dammu. A tam Gauraw arma przygotowa z kolei raport dla biura kontaktowego w Delhi. Te informacje stanowiy podstaw raportw, ktre nastpnie wdroway coraz wyej, a w kocu mogy dotrze do ministra, informujc go, e wszystkie dane wskazuj na to, e nieprzyjaciel planuje wiosn wczesn

ofensyw. By moe premier przydzieli fundusze, wystpi z wnioskiem o wprowadzenie zmian w budecie. Na kadym kolejny szczeblu wzrasta stopie oglnoci przekazywanych informacji. Szczegy systematycznie odrzucano. Na tym poziomie, w biurze kontaktowym w Delhi, pozostay tylko nazwiska, miejsca, ciarwki i skrzynie, a take Rehmat i Jasin. Gry nie interesowao, jak informacje zebrano. Waszym zadaniem, mawia K. D. Jadaw, jest rwnie ochranianie znajdujcych si u gry ludzi przed nadmiarem wiedzy. Oni nie powinni wiedzie. Oni powinni by w stanie dziaa, a nie grzzn w szczegach. Zawsze musz mie moliwo wyparcia si wszystkiego. A wic czycie ze szczegw. Mwcie im tylko tyle, ile to konieczne. Bas.Andali odoya raport i zaja si swoj codzienn prac. W organizacji, w jej zawodowym krgu w Delhi, ten jej wyjazd do Bombaju zosta ostatecznie uznany za bahy. Ten cay Gaitonde przecie sam si wykoczy, po wielu latach likwidowania innych ludzi, wic o co chodzi? Takie oprychy z definicji byy niezrwnowaone, a za Gaitondem cigna si caa historia alkoholu, kobiet i czego tam jeszcze. Wszyscy o tym wiedzieli. To prawda, wybudowa sobie kryjwk w Bombaju. I co z tego? Ten czowiek sam zada sobie mier, i to by jedyny istotny fakt. Po c wic doszukiwa si innych faktw, i czy w ogle znaleziono jeszcze jakie fakty? adnych. Uprzedzalimy przecie, powiedziaa starszyzna organizacji, e nie mona ufa kobietom dziaajcym w terenie. I dlatego te w kocu to Kulkami zosta wyznaczony do prowadzenia Gaitondego. Kulkami swoj karier zacz w Pendabie i prowadzi operacje w Kaszmirze. Uznano, e jest dostatecznie twardy i na tyle zadomowiony w Maharashtrze, eby poradzi sobie z tym ordynarnym gangsterem. Kulkami traktowa Andali nieco protekcjonalnie, ale udostpnia jej swoje raporty. - Wiem, e interesujesz si tym czowiekiem - powiedzia, ukazujc zby w umiechu - a dobry analityk zawsze si przyda. ledzia wic dalsz histori Gaitondego, obserwowaa, jak by wykorzystywany przez organizacj i jak sam j wykorzystywa, jak wymkn si zabjcom, jak pogbiaa si jego paranoja, jak coraz bardziej okamywa swojego opiekuna, jak narastao jego niezrwnowaenie i jak nagle znikn. Kiedy pojawi si ponownie w swojej dawnej okolicy, ju w postaci zwok, umiechnity Kulkami by na tyle uprzejmy, e pozwoli jej tam pojecha i zbada spraw.Nie udao si jej niczego konkretnego znale i powrcia do swoich analiz. Odpowiadaa za sprawy dotyczce islamskich fundamentalistw, a jej rewir obejmowa cay wiat. Teraz ledzia pewnego Szkota. Urodzi si w 1971 roku w Edynburgu jako Malcolm Mourad Bruce, w rodzinie szkockiego stolarza i algierskiej pokojwki hotelowej. Ojciec opuci rodzin, kiedy Malcolm mia siedem lat, odszed, nie ogldajc si nawet za siebie, a matka przeniosa si do Birmingham, gdzie zamieszkaa u brata i jego rodziny. W wieku siedemnastu lat Malcolm Mourad Bruce sta si Mouradem akerem, arliwym ordownikiem prostego ycia, ktry cieszy si popularnoci w lokalnych meczetach jako rudowosy, modociany kaznodzieja. Kiedy mia dwadziecia dwa lata, pojawi si w Afganistanie, walczy z Sowietami i siedem razy by ranny. Cztery lata pniej zaczy napywa raporty o rudowosym Mouradzie walczcym w szeregach GIA w Algierii i mordujcym dziennikarzy, biurokratw, wojskowych i cywilw. Zdoby uznanie jako najbardziej nieustpliwy przywdca ugrupowania Salafijja, odmawiajcy rozmw nawet z umiarkowanymi w swoich pogldach przedstawicielami frakcji Dazarystw w swojej grupie. Zawzity Mourad, ktrego wiara pona w oczach i w ogniu wosw, wierzy tylko w globaln rewolucj islamsk. W 1999 roku indyjski wywiad wojskowy donis o nowej grupie bojownikw, dziaajcych w dolinie Kaszmiru pod wodz rudowosego Mourada. By to, oczywicie, ten sam czowiek. Ale czy jego obecno wiadczya o tym, e GIA instytucjonalnie zaangaowaa si w walki, e bd posya pienidze, bro i ludzi? A moe Mourad trafi tu na wasn rk, poszukujc kolejnej wojny, kolejnej misji? Andali prbowaa znale odpowied

na to pytanie. Czytaa przez cay ranek i cae popoudnie, szukajc zwizkw, historii mczyzn i kobiet, przywiecajcych im idei, tworzonych przez nich zwizkw oraz odbytych zagranicznych podry. Przegldaa raporty organizacji midzynarodowych z doliny Kaszmiru, dokumenty zespou doradcw z Waszyngtonu, udostpnione im przez CIA informacje wywiadowcze, ktrych dostarczya grupa robocza, trzy rozdziay ksiki o algierskich zamieszkach autorstwa niemieckiego uczonego, skserowane artykuy z algierskich gazet i czasopism, ze zdjciami zabitych, przetworzonych przez maszyn w paskie czarno-biae wzory, i obejmujce dwa lata raporty z terenu, przesyane przez agentw organizacji z Maroka, Egiptu i Algierii. Pogrona w skupieniu, ktre otaczao j jak keson, nie zwracaa uwagi na biurowy gwar przetaczajcy si po korytarzu, na wspinajcy si blask soca na zakurzonym oknie i na gobia, ktry na zakrzywionych szponach przekroczy kraty i wpatrywa si w ni. Od czasu do czasu przykadaa do kcika ust plastikow butelk i nie przerywajc czytania, popijaa wod. Podczas studiw doktoranckich nabya umiejtno notowania, umoliwiajc jej pisanie w rwnych i czytelnych liniach bez potrzeby czstego spogldania na kartk, i teraz zapeniaa stron po stronie. Dzie mija powoli. O pierwszej trzydzieci usyszaa delikatne pukanie do drzwi i do pokoju wsun gow Amit Sarkar. - Prosz - powiedziaa Andali. - Moesz wej, Amit. - Pani komendant, moe pora na lunch? Amit Sarkar by wieo upieczonym maonkiem i dziki kuchni ony z tygodnia na tydzie nabiera ciaa. Znikna ju ta chudo wygodzonego suchacza studiw magisterskich, ktr Andali pamitaa z pierwszych dni jego szkolenia, i przynosi teraz trzypitrowy tiffin, ktrym z chci si dzieli. By wzorowo uprzejmy, ale wida byo, e nie pochwala jej sposobu odywiania si i e wspczuje jej tego samotnego ycia rozwdki. Zdarzao si, e na niego warkna, podwiadomie zirytowana jego tupetem. Ale dzi ucieszyo j, e jej przeszkodzi. Mona byo oszale, przez cay czas miotajc si midzy jednym a drugim zagroeniem, yjc midzy atakiem a kontratakiem. Wraz z daem i bha-tem Amit Sarkar przynis jej rwnie powiew normalnoci, domu i kuchni. - Co dzisiaj mamy? - ingri maher, pani komendant. To maithilska specjalno. Maithli bya niska i okrglutka, a kiedy si umiechaa, wysuwaa podbrdek, a jej oczy niemal znikay. Andali spotkaa j dwa razy i uznaa j za osob dosy przecitn i raczej mao ciekaw rozmwczyni. Ale krewetki przyrzdzaa naprawd dobre. Kiedy Andali skupiaa si na jedzeniu, Amit opowiada jej o projekcie, ktrym si aktualnie zajmowa. Polecia mu spraw dzi przepyw pienidzy z zagranicy, gwnie z Arabii Saudyjskiej i Sudanu, do radykalnych islamskich organizacji w Indiach. Zupenie niedawno, dwa dni temu, udao mu si znale powizania czce grup studentw z Triwan-drum z seminarium w Nagpurze, nici biegnce od studenckiego przywdcy do porednika handlowca i do krewkiego muy. Robota zostaa dobrze wykonana i teraz Amit przedstawia ca histori. Przywdca studentw mia brata, ktry pracowa w Dubaju, i prawdopodobnie ten brat zajmowa si przekazywaniem pienidzy, informacji i ideologii. Andali jada i suchaa. By moe Amit mia zadatki na dobrego analityka: podniecay go szczegy, czenie faktw sprawiao mu przyjemno. Zdarzao mu si, co prawda, zagalopowa si w zaoeniach, tak bardzo pragn, aby jego historie ukaday si w cao, e pozwala wyobrani na dorabianie faktury i gbi do przypuszcze. Mona go byo jednak tego oduczy, na tym polegao jej zadanie: odzwyczai go od fantazjowania. Wykazywa niezbdny zapa. Poczekaa, a skoczy, a potem sprowadzia go na ziemi, do goych faktw: braci, Dubaju, codziennych rozmw telefonicznych. To byo wszystko. - To interesujce, co mwisz, ale nie ma dostatecznych danych, eby wyciga tak

daleko idce wnioski - powiedziaa. - Potrzebujemy wicej danych. - Czy moemy zwrci si z prob o zgod na podjcie dziaa? Andali nie moga powstrzyma si od umiechu. Mia w sobie tyle entuzjazmu, co szczeniak sapicy po zapaniu pierwszego szczura. - Moemy prosi - odpara - ale jej nie dostaniemy. Jest wiele waniejszych spraw. Skin gow ze zrozumieniem, ale chocia prbowa okaza dojrza obojtno, Andali dostrzega, e przekn lekkie rozczarowanie. Kady z praktykantw marzy o tym samym: eby przenie spraw z etapu analizy do etapu dziaania, eby znale tropy prowadzce do spisku tak niebezpiecznego, e wymagaby zaangaowania nadzwyczajnych rodkw i bohaterskich ludzi, ktrzy bd oddawa strzay w ciemnociach. W ten sposb myleli wszyscy pocztkujcy praktykanci, tak wanie werbowano ich do suby. Ale suba wygldaa inaczej, trzeba byo czyta i czyta, zbiera niekompletne historie i zrozumie, e pewne zagroenia mog by miertelnie niebezpieczne, ale i tak nie s warte przydzielania rodkw. Pewne wydarzenia tylko si obserwowao, pozostawiajc je wasnemu losowi. Prbowaa pocieszy Amita. - Ale nigdy nie wiadomo. Nadal bdziemy ich obserwowa. Mog zrobi si zbyt ambitni i sprbuj podj jakie dziaania. Amit nie wyglda na specjalnie pocieszonego, ale stara si nadrobi min, kiedy zbiera swj tiffin. Andali podzikowaa mu i wrcia do swoich papierw. Strony pachniay teraz haldi i adrakiem, i zastanowia si, czy po latach jaki inny analityk wyczuje t ledwo zauwaaln wo i poczuje nag tsknot za domem. Zagbia si w lekturze, ale nie odstpowaa jej ta zmarszczona brew Amita. Nie czu si dobrze, zamknity w biurze w Delhi, pragn unurza sobie rce w brudzie. No c, wkrtce bdzie mg wykaza si w akcji. Kto, jaki duman, zawsze robi si zbyt ambitny, i zawsze kto prbowa czego dokona. Siedzc w maym pokoiku w trzewiach MEA i czytajc przez cay dzie raporty, trzeba byo zmaga si z atakami nieustannie wzburzonej ludzkoci, z nieodmiennym ruchem podania, zawici i nienawici. Wygldao na to, e nikt, ani jeden mczyzna czy kobieta, nie potrafi usiedzie spokojnie w gaju szczliwoci. Zawsze trzeba byo uda si w jakie miejsce, kogo pokona, co zdoby. C, dziki temu miaa prac i swoj drog w yciu. Czytaa dalej.O szstej zabraa teczk i torebk, zamkna sejf i szafy na dokumenty, kluczyki do samochodu woya do zewntrznej kieszeni torebki i szybkim krokiem zesza do garau. Dwch wsatych, penicych sub przy wjedzie policjantw obrzucio j spokojnym spojrzeniem, kiedy obok nich przejedaa; tym mtnym i beznamitnie agresywnym spojrzeniem, jakie na co dzie musz znosi samotne kobiety w Delhi. Nie podobao im si to, e jest kobiet, e jest sama, e ma swj samochd, e regularnie dostaje wasn pensj. Kiedy, gdy bya jeszcze modsza, odwracaa gow, patrzya na nich i pytaa: Na co si tak gapicie?. Z podniesionym czoem stawaa przed biznesmenami, kierowcami autobusw, studentami, robotnikami i policjantami. Policjanci byli najgorsi, chronieni swoj wadz i upojeni codzienn dawk agresji i przemocy. Ale rwnie im stawiaa czoo, zmotywowana wspomnieniem swojego ojca, ktry zachwycony mia si na widok jej dziecicej, tak chopicej zadzierzystoci, jej odwagi, tego, e nigdy nie chciaa si podda. Nadal bya nieustpliwa, ale pewnego dnia zauwaya, e jest ju zbyt zmczona na te konfrontacje. Nie chodzio tylko o tempo pracy. Czua znuenie gdzie w gbi, jakby napdzajca j stalowa spryna stracia swoj pocztkow sprysto. Niech modzi zajm teraz miejsca na barykadach, te dziewczyny, ktre wczyy si po campusach collegew z obnaonymi brzuchami i telefonami komrkowymi. A te sterane i wyniszczone musz ju zmaga si w innych bitwach.Andali pokonaa szeroki zakrt bulwaru, mruc oczy przez zachodzcym socem, i umiechna si do siebie. Jakiego umiarkowania nabraa z wiekiem, ten jej cay pocztkowy rewolucyjny zapa uleg erozji w zwizku z... W zwizku z czym?

Dugimi godzinami pracy, rachunkami, tym brzczcym ruchem ulicznym, trujcymi zanieczyszczeniami, ktre pozostawiay warstw czerni na jej twarzy i ramionach. I w zwizku z porakami zawodowymi, rozwodem i t nag amputacj mioci, i z uwiadomieniem sobie owej odczuwanej gboko w kociach prawdy, e przyszo nie jest bezkresn k, a jedynie wsk dolin, zewszd ograniczon noc. Kiedy patrzya na swoj matk, na jej wykrzywione artretyzmem nogi, na jej donie pokryte skr such jak papier, czua presj miertelnoci. Jej matka umrze. Ju niedugo umrze K. D. Jadaw. Tylko jej ojciec by niemiertelny, zawieszony gdzie w tej nieskoczonej modoci osb zaginionych. Wedug prawa by ju martwy, a jednak wci y. Andali czua jego obecno bardzo wczenie rano, kiedy wynurzaa si ostronie przez mokrada snu. Przychodzi do niej osnuty tym sonym zapachem potu i brylantyny, z ramieniem tak mocnym przy jej policzku, jak ciepo wiata sonecznego z naronego okna. A potem znowu znika, zupenie go nie byo.Obok szyby Andali zatrzyma si srebrny lexus i przez chwil wsplnie czekali, a samochody rusz dalej. Za przyciemnion szyb lexusa jaka nastolatka powoli ua gum. Przegldaa ilustrowany magazyn, szybko przerzucajc strony od prawej do lewej. Bya pikna i wygldaa na bardzo znudzon. Jej ojciec by ministrem, potentatem, synnym lekarzem, jednym z tych magikw, ktrzy krcili interesy na skrzyowaniach wielu istniejcych w Delhi wiatkw. ya w atmosferze lexusa, w sporym oddaleniu od Andali, w strefie klimatycznej okrelonej przez Wasant Wihar i Senso, przyjcia na wsi i kuse sukienki. Wyczua spojrzenie Andali i zmierzya j wzrokiem, a potem, zupenie obojtna, powrcia do czasopisma. Andali widziaa swoje odbicie w szybie lexusa, obraz spoconej i bardzo przecitnej przedstawicielki klasy redniej, ubranej w brzowy kamiz i czerwone unni, ktrej nie sta na zakup czci zapasowej do zepsutej klimatyzacji. Pojazdy rozjechay si w dwie strony i lexus znikn. Andali potara podbrdek. Jake atwo czu zawi, jake atwo yczy sobie, eby jacy roz-oszczeni policjanci zatrzymali lexusa i poprosili o dowd rejestracyjny i prawo jazdy, a potem przedstawili prawne zastrzeenia do przyciemnianych szyb i oskaryli t szybujc maszyn o niedozwolony poziom emisji spalin. Andali zlekcewaya t myl wzruszeniem ramion, wyprostowaa si na fotelu i powrcia do faktw, do tego, co trzeba zrobi, do pracy. Zawi bya bezcelowa, a tym bardziej bezsensowna, e ponurzy policjanci potrafili rozwiza wszelkie problemy za marn apwk w wysokoci dwustu czy trzystu rupii.W klinice Andali pospiesznie opukaa wod twarz i ramiona. Kiedy wysza z azienki, zauwaya, e gowa wujka K. D. nadal jest przechylona w stron okna, dokadnie pod tym samym ktem, jak wtedy, gdy go zostawia. Jego profil rysowa si ciemn lini na de jasnoci, ten dobrze znany uk wysokiego czoa i chudej ysej czaszki, ten dzib jego nosa. Ju od piciu tygodni sowem si nie odezwa. By ulegy i agodny, kiedy kto bra go za rk, szed, pchnity delikatnie na krzeso, siada. Jad powoli, ale trzeba go byo karmi, i nie okazywa adnego zadowolenia, spoywajc ulubione potrawy. By zupenie obojtny na wszystko. Oddali si. Andali doskonale zdawaa sobie z tego spraw, dostrzegaa to, kiedy siedziaa na wprost niego i do niego mwia. Za tymi powolnymi mrugniciami powiek nie byo ladu szczcia ani smutku. Po prostu by nieobecny. Odszed gdzie daleko poza wszelk nienawi i pragnienie i nie potrafi ju kocha. Ale Andali i tak przychodzia, kiedy tylko moga, i przesiadywaa z nim. W cigu dnia pielgniarki przekaday go na drugi bok, prowadziy do azienki i do ogrodu, ale Andali lubia odwraca go w stron okna, w stron zachodu soca. Dawno temu, jeszcze w dziecistwie, zauwaya, jak lubi zmieniajce si barwy. Lubi gry i nieg. Opowiada jej o szczytach Himalajw, o tym, jak o wicie i o zmierzchu zmieniaj kolor na jasnozoty, wyranie odcinajcy si na tle bkitu.Lekarze dawali mu dwa, moe trzy miesice ycia. Andali widziaa, jak bardzo stara si do niej powrci, kiedy opowiada jej o podrobionych pienidzach. Po tym chwilowym powrocie pogodzia si, zupenie i bez adnych

nadziei, z faktem odejcia. To, co widziaa teraz przed sob, nie byo ju K. D. Jadawem. Ale i tak przychodzia tu i przesiadywaa z nim wieczorami. W adnym razie nie moga go porzuci.Rozsiada si na krzele przy ku i otworzya na zaznaczonej stronie swj plik papierw. Czytaa skserowany artyku z czasopisma, zatytuowany Historia ascetycznych wojownikw w Indiach. Informacja, e Gaitonde poszukiwa sadhu, prowadzia donikd, i teraz nawet Andali dosza do wniosku, e albo to jaka bdna interpretacja faktw, jaki art czy te aluzja do czego innego, albo te wierutna bzdura. Ale jej pocztkowa lektura na temat sadhu spowodowaa, e wpada w kolejn ze swoich obsesji. Sama nazywaa je projektami, chocia jej byy m, Arun, twierdzi, e to manie: potrafia zafascynowa si jak niejasn rzecz, jakim mrocznym procesem, interesujcym tylko dla dwudziestu ludzi na wiecie, i musiaa wszystkiego si o tym dowiedzie. Jej projekty obejmoway cykl yciowy i organizacj spoeczn czerwonych mrwek, histori rzeb z terakoty na subkontynencie, ekonomi i organizacj sowieckich guagw, pocztki lokomotywy parowej i kolei. Kiedy przez cztery cudowne miesice czytaa, w kadej wolnej chwili, o kampaniach Juliusza Cezara. aden z tych tematw nie mia dla niej praktycznego zastosowania. Prbowaa wytumaczy Arunowi, e dla niej caa przyjemno ley w drobnych szczegach, w dowiadywaniu si, jak co dziaa, jak poszczeglne elementy ukadaj si w cao. W okresie narze-czestwa uwaa, e te jej projekty s zabawne, urocze w swojej ekscentryczno-ci. Podziwia jej ciekawo i pami. Pniej jednak, ju po lubie, Aruna znuyo to jej nieustanne czytanie i jej pytania. Podczas ktrej z ktni powiedzia, e jest nudna. Oczywicie, zawsze wiedzieli, e si rni, ale wczeniej zdawao si, e jego towarzysko i jej cichy spokj jako si zrwnowa. Po pewnym czasie, pniej, on coraz bardziej lubi spotyka si ze stale rosncym krgiem znajomych, popija whisky i oglda wycigi Formuy 1, z ktrych nigdy nie zrezygnowa, nawet kiedy jako staysta zosta wysany na placwk gdzie na prowincj w Madhja Prade. Zabra si z wiozc wgiel ciarwk, eby mc oglda zawody na duym telewizorze, a kilka lat pniej, rwnie w noc wycigw, doszed do wniosku, e Andali jest nudna. Ona wci miaa wraenie, e moe nie uwaaby jej za tak nudn, gdyby potrafia zrezygnowa ze swojej kariery i przenosia si wraz z nim na wszystkie nowe placwki, jak robiy to inne ony pracownikw IAS. Tak czy owak, dziao si to dawno temu i ju dawno byo po wszystkim. Andali wrcia do artykuu o rebelii saxnjasinw.Nie moga si jednak skupi. Czytanie przychodzio jej z trudem, kiedy nie moga omwi tego materiau z wujkiem K. D., kiedy zabrako dyskusji, objanie i pyta. Zawsze czytaa wraz z nim, nawet kiedy on podrowa gdzie na drugim kocu wiata, a teraz pozostaa tylko ta nieobecno, odpowiadajca jej z wynios obojtnoci. Ta cisza drya w niej dziur, otwieraa luk, groc ujawnieniem bardziej rozlegej otchani, ktr pozostawi za sob jej ojciec, i Andali poczua rodzc si panik. Z trudem znosia tak absolutn samotno, bya ona wprost nie do wytrzymania. Wstaa i zacza spacerowa od drzwi do okna, eby rozchodzi ten lk. Nie jest sama. Ma mam, ktr musi si opiekowa, ma wielu znajomych i dobrych kolegw w biurze, a take t tak istotn, wan prac. Jest potrzebna. I jest jeszcze pewien mczyzna, chyba pewien mczyzna, profesor socjologii, nieco o niej modszy, ale bardzo delikatny. Wci moga jeszcze liczy na mio, a przynajmniej na towarzystwo i wspczucie, w przeciwiestwie do biednego wujka K. D., ktry wid ycie prawdziwego ascety. Zatrzymaa si, wyprostowaa i powiedziaa sobie, e ma przesta zachowywa si jak idiotka. Serce jej si kraje, bo tracia wujka K. D., ale jego czstka wci tu jest, Andali winna mu bya przynajmniej spokj i zdyscyplinowanie, ktre on stara si w niej zaszczepi. Usiada przy nim, ucisna przegub jego doni i, nie puszczajc jego rki, zacza czyta. Zajmujc si wosami, Mary Mascarenas poznaa ulotn natur szczcia. Od czasu do czasu, przy pracy, udawao si jej osign olepiajcy moment doskonaoci, w ktrym

obowizujca moda, ambicje i fizjologia spotykay si, aby stworzy pikno, czyste i oszaamiajco oczywiste. W takich chwilach, kiedy wosy wyaniay si z wakw, folii i ciepa, kiedy klientka zwracaa twarz ku otaczajcym j lustrom, pojawiaa si prawdziwa satysfakcja, uniesienie tak rzeczywiste, jak mio, albo macierzystwo czy patriotyzm. Ale czas pyn. Mody si zmieniay, klientka robia si starsza, potem zupenie stara, a wosy rosy, i to jeszcze jak. Wyduay si i przeistaczay, zmieniay swoj struktur i inaczej si ukaday, wypaday, siwiay i robiy si coraz sabsze. Szczcie zawsze przemijao. Wczeniej czy pniej ta szczliwa klientka spogldaa w lustro, zaczynaa si denerwowa i prosia o now fryzur. Mody przychodziy i odchodziy, jednego roku grzywki byy przycinane nisko, nastpnego wysoko, a cztery lata pniej znowu opaday. To, co byo modne jednego sezonu, z pewnoci bdzie niemodne w nastpnym. Wosy blond pojawiay si i przemijay, nadesza era krtko przystrzyonej wygody, a po niej dugiej kobiecoci. Mary bya pewna, e nastpnego ranka po wynalezieniu najstarszej profesji wiata pierwsza profesjonalistka zacza szuka fryzjera. Mary cieszya si dobr opini wrd klientek Pali Hill Salon, miaa wic zagwarantowan prac i przyzwoite dochody z prowizji, a do tego moc informacji. Klientki lubiy sobie pogada.Mary suchaa Comilli Marwah, pracujc nad jej wosami za pomoc noyczek firmy Yasaka i grzebienia. - Mary, nawet sobie nie wyobraasz - szeptaa - jak ta kobieta leciaa na Ra-diwa. Te cae dramatyczne opowieci, jaka to ona jest biedna w swoim maestwie z tym strasznym mem, a to wszystko wyznawaa Radiwowi w Indigo, ubrana w kuse, czarne sukienki. Oczywicie co musiao zaiskrzy. Jedzia do hotelu Oberoi i mwia kierowcy, e idzie na zakupy: Kierowco-di, prosz i na lunch, zajmie mi to dwie, trzy godziny. A potem sza przez hotel do drugiego wyjcia, stamtd braa takswk prosto do budynku, w ktrym mieszka Radiw, wchodzia przez boczn furtk, i na gr, do jego mieszkania. I milutkie popoudniowe bzykanie, a potem w nastpn takswk, z powrotem do Oberoi, dziesi minut zakupw, eby mie jakie torby, i jazda do domu, z wyrazem twarzy Sati-Sawitri. I opowiadaa Radiwowi, e popenia straszliwy bd, e nigdy nie powinna bya zostawia go w Londynie, i tego typu brednie. Tymczasem spotyka si z Kamalem, bogatym czowiekiem, tak bogatym, jak tylko przemysowcy potrafi by bogaci... W tym momencie Comilla musiaa przerwa, eby obok nich moga przecisn si inna fryzjerka ze swoj klientk. W Bombaju powierzchnia uytkowa bya tak droga, e nawet w najlepszych salonach zawsze stao cinitych za duo foteli, zbyt wielu przychodzio chtnych. I codziennie salony pkay w szwach. W miecie byo duo pienidzy, a dysponujca spor ich czci Comilla dokadnie wiedziaa, kto ile ma. - Ale wtedy ona spotyka Kamala - mwia dalej. - I to w tym samym czasie, kiedy na boku ma Radiwa, to znaczy na boku w stosunku do tego strasznego ma. Kamal jest dziany, ma doskonae ukady w towarzystwie, krci w samym rodku. A ona, trzeba to przyzna, jest kobiet atrakcyjn. Zaczyna wic polowa na Kamala. Tu pod nosem swojego ma, rozumiesz. Oni wszyscy obracaj si w tych samych krgach. Ale ona znowu powtarza t sam piewk, nieszczliwe ycie, haj-haj, tak mi le, i tak dalej. To zawsze dziaa na mczyzn. S tacy gupi. I okazuje si, e ona w tym samym czasie ma i Kamala, i Radiwa. Uwierzysz w co takiego? Mary wierzy bez trudu. Wierzya te w sprawozdania o romansach samej Comilli Marwah, ktre, co prawda, nie odbyway si po kilka naraz, ale nastpoway bezporednio jeden po drugim. Mary zrobia odpowiednio zaszokowan min i okazujc stosowne podniecenie, wyszeptaa: - I co dalej? - Co dalej?! Ten Kamal zupenie straci dla niej gow. Ona ma, wiesz, tak sodziutk,

niewinn twarzyczk. A do tego, jak mwi Radiw, niesamowicie robi lask. Kamal zostawia wic swoj on z trjk dzieci i w kocu zarcza si z t suk. Biedny m jest oczywicie zupenie zaskoczony, ale tylko pomyl, co musi czu biedny Radiw. W jednej chwili z jej bohatera i kochanka, ktry ma j wyrwa z tego straszliwego maestwa, zostaje po rzuconym. - Kiedy lub? - W przyszym tygodniu. - Wyglda na to, e kto musi pocieszy Radiwa. - Tak - odpara Comilla. Zaspionym wzrokiem patrzy na swoje odbicie w zamglonym lustrze. - Zgadza si. Mary pogaskaa j po ramieniu. - Widz, e stracia na wadze. Chodzisz na siowni? - Pi razy w tygodniu, co rano - odrzeka Comilla, ale nawet ten komplement nie odcign jej od samobadania. - I po co to wszystko? Dla mczyzn. A oni s gupi. Wiesz, jaki jest mora z tej caej historii, o niej, Radiwie, Kamalu i caej reszcie? - Powiedz, prosz. - Jeli potrafisz robi lask z min witoszki, kady mczyzna zostawi dla ciebie on. W tym momencie wybucha tak niesamowicie gromkim miechem, e Mary musiaa jej zawtrowa. Comilla leaa na fotelu i ryczaa, a Mary musiaa odoy noyczki i oprze si o stolik. Po chwili cay salon chichota wraz z nimi, mia si z rechotania Comilli. Comilli wyranie poprawi si nastrj i zostawia Mary napiwek w wysokoci stu pidziesiciu rupii. Mary adnie podcia jej wosy, tu przy delikatnych kociach czaszki, obnaajc jej abdzi szyj. Wygldaa cudownie, ale nawet tysic wizyt u fryzjera nie uczynioby z niej witej. Wygldaa jak elegancka kobieta przed czterdziestk, zabawna, dowiadczona, radonie wcibska i dobrze ubrana, tryskajca tym blichtrem, ktry daj tylko pienidze. Mary wiedziaa o niej a za duo, podobnie jak i o wielu innych klientkach. Syszaa, na przykad, e dawno temu, kiedy Comilla miaa dwadziecia par lat, zostaa porzucona na rzecz innej kobiety, e jej pochodzcy z Mar-waru chopak zostawi j, eby polubi mi dziewczyn z tego samego miasta, ktr wybrali mu jego rodzice. Wiedziaa te, e ten chopak nadal spdza z Comilla weekendy na Goa, mimo e mia ju dwjk dzieci i chocia wielokrotnie zapewnia j o dozgonnej mioci i owiadcza, e w ogle nie interesuje go ta jego gruba, nudna ona. Zawsze obiecywa, e od niej odejdzie w nastpne lato, a pniej w nastpne. I nigdy tego, oczywicie, nie zrobi. Comilli udao si w kocu wyrwa z tej tragicznej mioci, ale w wieku trzydziestu lat bya atrakcyjn kobiet, z karier zawodow i przyzwoitymi dochodami, tylko e katastrofalnie samotn. W Bombaju byo wiele takich jak ona, zbyt wiele. Przez par lat miotaa si, a w kocu udao si jej zapa ma, dziewitnacie lat starszego od niej wdowca. By dosy dobrze sytuowany, zajmowa si nieruchomociami i podrami, i urzek go jej styl. Oeni si z ni i mieli dwjk dzieci, a Comilla znalaza stabilny, bezpieczny dom, a take, co rwnie byo nieuniknione, pewne powody do niezadowolenia. Po urodzeniu dzieci miaa dwch kochankw. To wszystko Mary wiedziaa.Zmierzch by ulubion por dnia Mary, i dzisiaj, podobnie jak to czsto robia po pracy, posza na Carter Road, na nabrzee. Spacerowaa powoli bulwarem, pord osb uprawiajcych jogging, tumw nastolatkw i energicznych dziadkw w teniswkach, odbywajcych wieczorne przechadzki dla zdrowia. Tego wieczoru niebo miao odcie zielonkawy, stopniowo przechodzcy od mglistego turkusa u gry, w olniewajc, podwodn barw nefrytu na linii horyzontu. Wanie to najbardziej podobao si Mary w obrazie gasncego dnia, to mieszanie si kolorw i ludzi. W tym miym, wzajemnym przenikaniu si samotno w miecie oznaczaa znalezienie si w towarzystwie tysica nieznajomych. Oczywicie, miaa znajomych, i czasami razem spacerowali po nabrzeu. Czsto jednak pragna, eby Bombaj

podarowa jej taki wanie prezent: chciaa by samotna i wolna. W trakcie wypenionych przeraeniem i nostalgi ducych si nocy nauczya si by sama, i teraz cenia sobie swoj wolno. To, e naley do samej siebie, dawao jej pewien umiarkowany spokj.A jednak byy takie kobiety jak Comilla, ktre - pomimo swoich zalet - szy na ustpstwa i poszukiway innego rodzaju bezpieczestwa, penego kamstw, dramatycznych wydarze, nie w peni zrozumiaych i nie w peni wyraonych kompromisw. Czy m Comilli wiedzia o jej romansach? Z pewnoci p wiata o nich wiedziao, a przynajmniej ta jego cz, ktra bywaa w salonie. Dostatecznie duo kobiet rozmawiao midzy sob, a take z Mary, o przygodach Comilli. By moe wiedzia. Moe wiedzia i przymyka na to oko, moe rozumia. Mary sdzia, e ona te troch to rozumie, ale nigdy nie mylia tego zrozumienia z przyjani. Zdawaa sobie spraw, e cho Comilla opowiada jej przerne rzeczy, robi to jedynie dlatego, e kiedy rozsiada si w fotelu i oddaje gow pod noyczki Mary, czy je jaka chwilowa zayo, jaka ograniczona blisko, ktrej niepotrzebne s ciemnoci konfesjonau. Ale te trzydzieci pi czy czterdzieci tysicy rupii, ktre Mary co miesic przynosi do domu, nie otwiera jej drogi do towarzystwa Comilli, absolutnie nie, nawet jeli zarabia wicej ni niektrzy pracujcy w biurach walowie z teczkami. Comilla prdzej zaprosiaby swojego kierowc do stou ni Mary na jedno ze swoich przyj. Mary bya bardzo dobr fryzjerk, to wszystko. Nie miaa na ten temat adnych zudze, nie roia fantazji o tym, kim jest i kim mogaby si sta. Znalaza swoje miejsce i pogodzia si z tym.Obok Mary przeszy trzy ubrane w achmany dziewczynki, klapic bosymi stopami po chodniku, i otoczyy idcego jakie trzy metry z przodu wysokiego, jasnowosego obcokrajowca. Mary mina go i umiechna si, syszc paplanin dziewczynek, ktre podsuway mu pod twarz otwarte donie. How are you? Uncle, uncle. Please, uncle. How are you? Please. Uncle, hungry, hungry. Uncle, food. Podskakiway przed jego haczykowatym nosem. Mczyzna wyglda na przeraonego. Przeby tak dug drog do Indii, a teraz stan twarz w twarz z ich legendarn bied, ktra opanowaa jzyk angielski. Obcokrajowiec krci gow, nie, nie, ale zatrzyma si, i Mary bya pewna, e za chwil signie do kieszeni. Mina j grupka maych ebrakw, pdzcych w kierunku obcokrajowca. Teraz ju wszyscy wlekli si za nim, a on w kocu wsiad do takswki i uciek. Ta niedogodno, wirujcy warkocz komety ubogich, to cena, ktr musia zapaci za przywilej biaej skry i pienidzy. Dzieciaki na nabrzeu byy energiczne i uparte, ale ju dawno temu nauczyy si nie zwraca uwagi na Mary. Rozmawiaa z nimi, lecz nie dawaa im pienidzy, a oni byli zawodowcami. Byli w pracy i nie mieli czasu na bezproduktywne gadanie w najlepszych wieczornych godzinach.Po dwudziestu minutach spaceru dotara do koca bulwaru, w poblie przystanku autobusowego przy Otters Club. Pod coraz ciemniejsz czerni nieba odpyw odsun fale daleko od brzegu, pozostawiajc nagie bohomazy ska i mieci. Powyej, twarz w stron wody, siedzia Sartad Singh. Mary odwrcia gow i szybko odesza na bok, jak najdalej. Rzucia w jego stron jedno, szybkie spojrzenie, ale on jej nie zauway. Wzrok mia utkwiony w plam resztek wiata na horyzoncie. Posza dalej, na przystanek, do ktrego wanie podjeda autobus. Kilka ostatnich metrw przebiega, i dopiero kiedy bezpiecznie znalaza si w autobusie, ponownie spojrzaa przez tyln szyb. Wci go widziaa, samotnego na skraju bulwaru, z nogami zwisajcy mi nad ska. Znalaza wolne miejsce i usiada, mocno ciskajc na kolanach swoj ma, szar torebk. Krew szybko krya w jej yach, a ona zdaa sobie spraw, e to nie tylko z powodu tego biegu. Dlaczego tak bardzo zaleao jej, eby z nim nie rozmawia? Przecie nie zrobia nic zego. Nie popenia adnego przestpstwa. Ale on by policjantem, a policjanci roznosili kopoty, jak chorob. Lepiej trzyma si od nich z daleka.Przez ca drog do domu nie rozstawaa si z uczuciem tej zbawiennej ulgi, tego zadowolenia, e ucieka przed spotkaniem z czym niespokojnym i ciemnym. Cho widziaa go tylko przez krtk chwilk, zdya wyczu w nim jaki czajcy si smutek. Obserwowa

morze i niebo z jakim penym blu napiciem, widocznym w jego ramionach i karku, jakby oczekiwa odpowiedzi. Lepiej unika takiego czowieka.Mary wesza do pokoju, zamkna za sob drzwi na klucz i zaryglowaa je. Wczya tylko jedn lamp, znajdujc si na dole, przy cianie, a rzucane przez ni cienie otoczyy j przytulnie jak wiato wiec. Z wczorajszej kolacji zostao troch curry z ryby, wic szybko i sprawnie ugotowaa sobie miseczk ryu. Jada, siedzc na ku i popijajc wod z wielkiego, stalowego kubka, ktry zawsze sta na nocnym stoliku. Lubia oglda filmy o zwierztach na Discovery, ledzi ten nieustanny cykl narodzin, migracji i rozmnaania si. Na tle wysokiej kopuy afrykaskiego nieba nawet krwawe mordowanie jeleni i zebr przez lwy zdawao si zupenie usprawiedliwione, stanowio niezbdne ogniwo w gigantycznym cyklu harmonii wiata. Koleanka Mary, Dana, ktra bya uzaleniona od emitowanych w nocy seriali o trjpokoleniowych rodzinach i zbkanych mach, mwia, e Mary jest dziwaczk o makabrycznych upodobaniach, i zawsze, kiedy do niej przychodzia, zmuszaa j do przeczenia programu. Ale zdaniem Mary te serialowe tsknoty i zdrady byy odraajce, niecierpliwia si, irytowaai denerwowaa. Rekiny byy przynajmniej szczere w swoich dzach, a poza tym byy pikne.Pozmywaa naczynia, a potem signa w gb lodwki po czekoladki. Miaa p pudeka kulek z rumem, kupionych w cukierni Rustams w Kolabie, kada z osobna piknie zawinita w zot foli. Pozwalaa sobie na jedn po kolacji i tylko ona wiedziaa, ile samozaparcia musiaa wykaza, eby nie zje caego opakowania naraz. Wyja kuleczk lec najbardziej po lewej, zabraa j ze sob do ka i podkrcia dwik filmu, w ktrym pantera przemykaa przez zarola. Pod czubkami jej palcw folia rozwijaa si powolutku, rozkosznie si marszczc, tak delikatna. Ze rodka wyoni si zoty, kakaowy wafelek, Mary gboko wcigna jego zapach, a potem odchylia gow, eby za chwil na nowo do niego powrci. Pierwszy ks zawsze by malutki, takie lekkie skubnicie, powodujce, e podniebienie a drao od czystoci tego ciepego smaku, a w gbi ust pojawio si pragnienie. Dopiero po zupenym ustpieniu tej pierwszej euforii pozwalaa sobie na konkretny kawaek. A to ju by prawdziwy raj. Ciemny smak rumu kbi si wok jzyka i Mary a lekko sykna z zadowolenia w stron pantery.Teraz moga ju i spa. Nigdy si nie malowaa, wic jej wieczorny obrzd by krtki: szybkie mycie mydekiem z drzewa nim i porzdne szorowanie zbw past Meswak. Woya wyblaky, rowy kaftan, miciutki po latach prania, i pooya si na plecach, ukadajc rce wzdu ciaa. Kiedy jeszcze byy dziemi, Dodo namiewaa si z tej jej pozycji truposza, z tych znieruchomiaych zwok. Z kolei Dodo nawet we nie bya wirujcym wichrem i czsto budzia si z nogami na poduszce. Wierzgaa nogami i rzucaa si, ale chciaa spa blisko, i Mary przy niadaniu narzekaa na nieprzespan noc.Mary usiada, posza do azienki, a po powrocie znowu si pooya. Staraa si oddycha miarowo, gboko. Ale jej umys wci pracowa, wci by niespokojny. Spij, wyszeptaa. Jutro jest dugi dzie. Ale jeszcze to, i jeszcze tamto. Dodo uwielbiaa rumowe kuleczki od Rustama, ale mogli sobie na nie pozwoli najwyej raz w miesicu. A dzisiaj widziaa tego Sartada Singha, ktry jak aba klapn w kucki na nabrzeu. Ostatni raz rozmawiaa z nim w jego samochodzie, kiedy opowiadaa mu o Johnie i Dodo. Od czasu, kiedy przyszed, eby poinformowa j o mierci Dodo, miaa problemy ze snem, przez miesic chodzia ze cinitym sercem, caymi dniami krcio si jej w gowie. W kocu wiadomo tego faktu jako si ustabilizowaa, stajc si czci konstrukcji nowego wiata: twoja siostra nie yje. Tak byo zawsze, kiedy trzeba stawi czoo czemu nieprawdopodobnemu - twj m sypia z twoj siostr - najpierw pojawiay si mdoci, tracio si wszelkie punkty orientacyjne w yciu. Wasny dom przeobraa si we wrogie pogranicze. A potem, pewnego dnia, czowiek uwiadamia sobie, e ta surowa pustynia, to jaskrawe, obce wiato, to wanie jego dom. Trzeba tylko mie na tyle cierpliwoci i silnej woli, eby przetrwa to pierwsze przeraenie.Mary usiada, opara poduszk o cian i wczya

telewizor. Znalaza film dokumentalny o stacji kosmicznej, wyczya dwik i patrzya na wirujce na tle gwiazd wymylne, przypominajce pajczyn, biae urzdzenia. Byy wytworem rk ludzkich, ale dziaay na ni uspokajajco. Z nich dwch to Dodo zawsze bya religijna, o jedenastej kada si do ka z krzyem pod poduszk i jasnymi, penymi soca oczami wpatrywaa si w otarz w kociele. W pniejszych latach z t sam niebiask mioci uwielbiaa saw, z t sam cudown wiar rzucia si na poszukiwanie witego Graala. Dodo opowiadaa jej o tym wspaniaym, wielkim uczuciu, ale Mary nigdy nie czua czego tak intensywnego, najbardziej zblionych wasnych dozna dowiadczaa, kiedy patrzya na antylopy gnu przetaczajce si przez dolin lub kiedy ogldaa jakie przedstawiajce piercienie Jowisza zdjcia, przesane z bezzaogowego statku kosmicznego. Ju od trzech lat i piciu miesicy oszczdzaa na wyjazd na wakacje do Afryki, na safari. - Cutijo, nawet jutro mogaby pojecha do Afryki, gdyby tylko upomniaa si o to, co naley do ciebie - powiedziaa jej Dana, ponc dz posiadania nieruchomoci, tego mieszkania Dodo, ktrego nigdy nawet nie widziaa. - Tu chodzi o mieszkanie przy Jari Road, a nie o jakie mierdzce kholi. - Nie naley do mnie. - To co, moe naley do mnie? Thank you - powiedziaa po angielsku, kaniajc si. Thank you. - Moesz sobie je wzi. - Tak, na pewno mi je dadz. Posuchaj, gandu, fakty s nastpujce: ona bya twoj siostr. Teraz nie yje. Nie ma adnych innych bliskich krewnych. To wszystko przechodzi wic na ciebie. Wszystko, i mieszkanie, i konto bankowe, i co tam jeszcze jest. Dana bya wietn manikiurzystk, specjalistk od wymylnych paznokci, ktra miaa gali na kad okazj i wtykaa je w co drugie zdanie. Dziwiy j skrupuy Mary i bagatelizowaa je. - Posuchaj, twoja siostra bya randi, tak? No dobra, cz jej pienidzy pochodzi z tej dziaalnoci. Ale robia te programy telewizyjne, na? Bierz zatem te pienidze i myl, e s z telewizji. Komu to szkodzi? W kocu ona ukrada ci ma, na? Tak, zdaniem Dany, wygldaa sprawiedliwo - porzdne pienidze za ma. Uczciwy ukad. Na prno byo jej tumaczy, e Mary wanie tego nie chciaa, nie chciaa, eby jej zapacono. Nie chciaa bra brudnych pienidzy Dodo, zarobionych na ohydztwach wyprawianych z brudnymi mczyznami na brudnej hotelowej pocieli, nie chciaa bra pienidzy w zamian za ma, za szczcie, za dziecistwo. Moe Mary nigdy nie potrafia caym sercem wierzy w niebo, ale zupenie naturalnie i bez adnego wysiku wierzya kiedy, e ycie na ziemi jest dobre, e jej przyszo bdzie jednym miym pasmem szczcia, z mem, dziemi i wnukami, oszpeconym jedynie drobnymi zadrapaniami na kolanach i gorczkami, ale zawsze penym mioci. Pomimo wczesnej mierci ojca wierzya, e jej uda si znale t rado, ktra wymkna si ich matce. Dodo wygnaa j z tego ogrodu niewinnoci, na zawsze i bezpowrotnie. Zmienia jej wiat. Za co takiego nie mogo by ani wybaczenia, ani wykupienia odpustu. Tego bya pewna.Mary wyczya statek kosmiczny i pooya si. Wcigna powietrze, a potem powoli je wypucia, prbujc znale lekki, rwny rytm. Ale tej nocy Dodo nie dawaa jej zasn, powracaa do niej i przeszkadzaa, jak nigdy wczeniej, nawet w czasach, kiedy w nocy rzucaa si w ku i wierzgaa przez sen. Nawet po mierci Dodo, podczas tego pierwszego tygodnia oszoomienia, Mary nie miaa a takich problemw z zaniciem. Ostatnio potrafia przez cay dzie ani razu nie pomyle o Dodo i zacza wierzy, e w kocu ostatecznie si jej pozbya. Ale mieszkanie i pienidze pozostaway wci spraw nie zamknit. Mary nie lubia takich spraw, to ona zawsze bya t odpowiedzialn

siostr. Pewnie dlatego te byaby dobr matk. I znowu to przeszywajce piersi ukucie zoci. Daj spokj. Oddychaj, oddychaj. Nie przejmuj si tak. Odpu sobie.Kiedy nastpnego dnia zadzwoni budzik, Mary obudzia si zmczona; ledwo jej stopy dotkny podogi, od razu poczua to wyczerpanie. Cztery czy pi godzin snu to zdecydowanie zbyt mao, nawet nie zbliya si do swojej staej normy dziewiciu godzin, a przecie przed ni by cay dzie, czekaa j praca. Zebraa si wic i posza. Dana od razu zauwaya, e co si stao. W przerwie midzy klientkami przemkna obok Mary i szepna do niej: - W kocu masz jakiego faceta, pica dan? Mary pokrcia gow, ale Dana umiechna si i zacza porusza biodrami w przd i w ty. Mary szybko odwrcia wzrok i przesza na drug stron fotela klientki, obawiajc si, e moe sprowokowa Dan do dalszego skandalicznego zachowania. I tak cud, e jeszcze jej nie zwolniono. Podczas lunchu, ktry jady z tiffinw na zewntrz salonu, Mary staraa si przekona Dan, e po prostu miaa problemy ze snem. Dana nie wierzya w ani jedno jej sowo. - Nie opowiadaj, przecie nawet gdyby obok ci rozwalali kamienic, i tak spaaby jak kamie, prawda? Z kogo innego moesz robi sobie mamu. Przecie widz, e co si dzieje. Rzeczywicie, co si dziao, ale Mary nie miaa zamiaru opowiada Danie 0 tym irytujcym nocnym powrocie Dodo. Dobrze znaa opini Dany na ten temat i nie chciaa jeszcze raz wysuchiwa tego samego. - Dana, daj spokj, to tylko nieprzespana noc - powiedziaa. - Nic specjalnego. Co tam sycha u Narea-Surea? - Nare by dwuletnim synkiem Dany, a Sure by jej mem, za ktrego wysza pomimo gonych sprzeciww i swoich, i jego rodzicw. Syna i jego ojca nazywaa moje baa i uwielbiaa snu dugie opowieci, w ktrych rozwodzia si nad swoj czu cierpliwoci, kobiec mdroci i matczyn stanowczoci. Sure by, co prawda, pi lat od niej modszy, ale Mary i tak zawsze uwaaa, e wykazywa si heroizmem, z wyrozumiaoci, akceptujc temperament Dany. Jako dobrze si dopasowali, jedno spokojne, a drugie gone. - Nie bd taka mdra - powiedziaa Dana, wymachujc palcem i niechccy dotykajc marynowanym mangiem spdnicy Mary. - Powiedz mi. - Tu nie ma o czym mwi, wariatko - odpara Mary, powstrzymujc Dan przed prb usunicia oliwy. - Zupenie nic. Daj sowo. Ale wanie to nic nie pozwalao Mary zasn do koca tygodnia. Kadego kolejnego ranka budzia si bardziej zmczona. W pitkowy wieczr miaa i z dziewczynami do kina i na kolacj, ale wymwia si, wrcia do domu i wzia tabletk Calmpose. W pierwszej chwili poczua mie, senne uczucie w ramionach 1 ponownie wtulia gow w poduszk, oczekujc snu niecierpliwie jak kostki czekolady. Ale ju po chwili lepki pot zacz gromadzi si pod jej ramionami i musiaa podnie si na kolana, eby przeczy wentylator na najszybsze obroty. Leaa w wirujcym powietrzu z wentylatora, a czas upywa. Staraa si myle o czym przyjemnym, o Matheran w deszczu, o Kaho Na Pjar He i piosence na jachcie, o zadowolonych klientkach. Odwrcia gow, eby spojrze na zegar. Mina godzina. Po omacku zacza szpera po stoliku, w poszukiwaniu papierowego listka z calmpose, i kciukiem wsuna do ust kolejn tabletk. To powinno j powali, nigdy nie braa adnych tabletek, dbaa o swoje zdrowie. I znowu zaczo si czekanie. Terkoczca motoriksza przejechaa gwn drog i skrcia w boczn uliczk, a Mary syszaa zgrzytanie zmienianych biegw. Tak gono, jakie to byo gone. Pojazd za trzyma si, bardzo blisko, do jej uszu dotaro grzechotanie przeczanego przez kierowc licznika, po chwili silnik stkn i znowu zacz pracowa. W morzu ciszy, ktre po nim pozostao, sycha byo mruczenie i grzechotanie urzdzenia klimatyzacyjnego. Mary

nigdy wczeniej nie syszaa tych wszystkich nocnych dwikw. Odwrcia si na bok i nacigna poduszk na gow. Czua, jak wzbiera w niej wcieko, gromadzi si jak jaki ogromny ciar. Daj spokj, nie podno sobie cinienia. Uspokj si, odpr si. Ale to uczucie nie ustpowao, nagromadzony gniew ciy jej niemiosiernie.Jako przetrzymaa noc. Rankiem, kiedy dopiero szarzao, wstaa z ka zlana zimnym potem. Spukaa go pod prysznicem, ale w gowie pozostao to brzczenie, ten cichuteki warkot, ktry nie odstpowa jej, kiedy pia aj i jada grzank. Odczekaa do dziewitej trzydzieci i zadzwonia pod numer, ktry przed miesicami poda jej Sartad Singh. - Nie ma go - burkn policjant. - Czy ju zacz sub? - Suba zaczyna si o smej. Bola na11nie ma go tu. O dziesitej nadal nie byo Singha na komisariacie, podobnie o jedenastej. - Are, wyjecha w jakiej sprawie - powiedzia jej inny policjant, z dokadnie takim samym odcieniem agresji i znudzenia w gosie. Musiaa bardzo wolno prze-literowa mu swoje imi i nazwisko, przekonana, e natychmiast rzuci t notatk na jaki stos mieci. Oczywicie nikt nie oddzwoni, ani do poudnia, ani do pierwszej. I jak policja w tym kraju moe cokolwiek rozwiza? O drugiej Mary opanowao zjadliwe rozgoryczenie. Czua si ju oywiona, odya. Zadzwonia do Dany i spotkay si na dworcu Santa Cruz, skd poszy na zakupy. Dana kupia dla syna mae szorty z wyszywanymi niebieskimi kotwicami, do tego trzy malutkie T-shirty, a dla siebie pantofle. Mary zacza si denerwowa i nagle poczua si bardzo zmczona. Dana targowaa si zaarcie z thelawali, rupia po rupii zbijajc cen. Mary wsuna rk pod rami Dany i pocigna j za sob przez falujcy tum. Dana rzucia jej to dobrze znane, wszystkowiedzce spojrzenie z ukosa. - Wiesz, czego ci potrzeba? - Dana, nie zaczynaj znowu z tymi chopakami. - A co ty mylisz, jar, e mnie tylko chopcy w gowie? Chciaam tylko powiedzie, e na jaki czas powinna si wyrwa z tego miasta. Kiedy jeszcze jedzia do mamy, zawsze wracaa wiea i wypoczta. Zbyt dugi pobyt w tym miejscu chyba ci wykacza. Mary trzymaa si mocno ramienia Dany i skina gow. To wycieczenie zwizane byo z tymi ulicami, sklepami, haasem i z tym powietrzem. Wyjcie na zakupy z koleank przeobraao si w wyczerpujc wypraw, trzeba byo lawirowa w pdzcym tumie, uskakiwa przed samochodami, ktre atakoway ze wszystkich stron. W kadej minucie wdychao si porcje trucizny. Ale mamy ju nie byo, nie byo te gospodarstwa, na ktre mona by pojecha. Wiedziaa jednak, e dla niej nie ma ucieczki z tego labiryntu ruder i domw, z tego kbowiska drg. Nie moga powrci, nie mogaby tam y. I dlatego po mierci mamy sprzedaa dom i gospodarstwo, wszystkie maszyny, urzdzenia i meble, i z uzyskanych pienidzy zapacia za swj jeden pokj w miecie, a reszt ulokowaa w banku. Zgodnie z testamentem wszystko naleao si jej, Mary, a specjalna klauzula wymieniaa z imienia i usuwaa drug crk z rodziny i dziedziczenia. - Ale gdzie mogabym pojecha? - zapytaa Mary. - Chciaaby wybra si do Matheranu? Albo Uti? - Uti to dobry pomys, nie sdzisz? - powiedziaa Dana z tsknot w gosie. - Bkitne wzgrza. - Cal - stwierdzia Mary. - W takim razie jedmy. Ale nie mina jeszcze sekunda, a Dana przyznaa, e nie ma na to adnych szans. - Nie, jar. Jak ja mog jecha? - Dana miaa wiele powodw, dla ktrych musiaa oszczdza. Obie o tym wiedziay, nawet nie musiay o tym rozmawia. Ale bkitne wzgrza to

by dobry temat do rozmyla. Te wzgrza na poudniu nie odstpoway Mary, kiedy wracaa samochodem do domu. Na gospodarstwie mamy te byy wzgrza, nie tak wysokie, jak bkitne gry, ale wzgrza. Na zachd od ich majtku, na farmie Alwyna Rodrigueza, by wodospad. Nie by to duy wodospad, po prostu cienki strumyk spadajcy z czarnej skay wysokoci nieco ponad metra. Ale opada ukiem w promieniach soca, jak prawdziwy, i w pewnym okresie wraz z Dodo mogy pod nim taczy. A nawet pniej, jako wieo upieczone nowicjuszki, siedzc na brzegu ze stopami zanurzonymi w wodzie, cieszyy si szemraniem wody na kamieniu i przyjemnym ukadaniem si podbicia ich stp na gadkiej, wymytej oboci.I mylay o wiosce, o tym, jaka jest wstrtna, maa i duszna, z Alwynem Rodrigu-ezem i tymi jego nieustajcymi sporami, i z tymi niesamowicie ducymi si popoudniami, kiedy radio nie odbierao stacji All-India Radio i nie byo nic, absolutnie nic do roboty. Mary mocniej zawina unni na wosach, osaniajc si przed porywistym wiatrem, spalinami i pdem auta, i wcisna si w kt fotela.Samochd pokona ostatni zakrt na drodze do domu Mary. Na schodach siedzia Sartad Singh, w tej samej pozie jak na nabrzeu, w kucki i lekko pochylony do przodu. Mary wysiada z samochodu i zapacia kierowcy. Z drcych palcw wypad jej dziesiciorupiowy banknot i musiaa si schyli, eby go podnie. Bya bardzo poirytowana. Przecie tylko do niego zadzwonia, jak on mie pokazywa si w jej domu, tak bez zapowiedzi? Tym ludziom wydawao si, e jeli s policjantami, to wszystko im wolno. Odebraa reszt i odwrcia si, zdecydowana potraktowa go surowo, da mu do zrozumienia, e to ona paci na jego pensj i doskonale zdaje sobie spraw ze swoich praw. Sartad zdy ju wsta. Postarza si. W ukonie padajcym z gry wietle arwki Mary dostrzega lady siwizny w jego brodzie. Przedtem by przystojnym mczyzn, ale teraz sprawia wraenie, jakby z lekka zacz si wykrusza na krawdziach. Kiedy by zadziorny i bardzo pewny siebie, ale teraz ta caa jego ostro rozmya si, przytpiona wyczerpaniem. Na jego niebieskich, cywilnych spodniach brakowao kantw. Przybra na wadze. - Dzie dobry pani - odezwa si. - Od kiedy pan tu czeka? - zapytaa Mary, brod wskazujc na schody. - Jak godzin - odpar. Rwnie jego gos si zmieni. By bardzo niewyrany. - Moi ssiedzi - powiedziaa Mary, dosy oschle. - Trzeba byo do mnie zadzwoni. - Dzwoniem. Nie byo pani. - Niemniej jednak. - Zgadza si. Przepraszam. Ale mylaem, e to jest pilne. e to dotyczy pani siostry. Jeszcze raz przepraszam. By zbyt niemiay, eby si z nim kci. Mary tylko pokrcia gow. - Prosz wej. - Po wejciu do jej pokoju zatrzyma si przy drzwiach i sta tam, dopki Mary nie wskazaa mu krzesa. Ju si go nie baa, nie baa si jego wadzy i zamiarw, ale zostawia drzwi uchylone. Kiedy usiad, zauwaya, e jednak wci nie wyzby si tej beznamitnej, nieskrpowanej ciekawoci gliniarza, metodycznie zbada pokj, od lewej do prawej, i dopiero po tym zwrci wzrok w jej stron. - Wody? - zapytaa. - Chtnie. - Z lodwki? - Tak, prosz. Otworzya lodwk, nalaa wody i przesza przez pokj, eby poda mu szklank. Z t sam szczeroci w oczach patrzy, jak ona idzie, ale ona zdawaa sobie spraw, e chocia dzi jest inny, by moe zmczony i jako zraniony, wci jednak przede wszystkim jest policjantem.

Kiedy nachylia si, eby poda mu szklank, przez moment poczua kwan wo zebranego przez cay dzie potu, tych pocigw, tumw i nieustannie wieccego soca. - Thank you - powiedzia i napi si wody. Oprni szklank, a potem w roztargnieniu zacz si jej przyglda. - Bardzo chciao mi si pi. - Potrzebuj paskiej pomocy - odezwaa si Mary. Wypowiedziaa te sowa wyszym gosem, ni zamierzaa, ostrzejszym. Nie bya przyzwyczajona prosi o pomoc. - Oczywicie - odpar. - Prosz mwi. - Chodzi o rzeczy nalece do mojej siostry, pan powiedzia, e moe mi pomc. - Chciaaby pani je odebra? - Tak. - Nie ma adnych innych yjcych bliskich krewnych? - Nie. - To nie powinno by zbyt trudne. Musi pani udowodni sdowi, e rzeczywicie jest jej siostr. Z tym nie bdzie trudnoci, nawet jeli ostatnio nie utrzymywaycie kontaktw. Z policji otrzyma pani zawiadczenie o braku zastrzee, w ktrym bdzie napisane, e te rzeczy nie maj zwizku z prowadzon przez nas spraw. Poprosz sahiba Parulkara, mojego szefa, eby przyspieszy zaatwienie tej sprawy. Bas, i to wszystko. Moe to troch potrwa, w kocu jest to procedura prawna. Bdzie pani potrzebowaa prawnika, eby sporzdzi dokumenty. - Znam jedn prawniczk. - Ze sprawy rozwodowej? - Tak. - Wie pani, powiadaj, e kiedy mieszka si w Bombaju, trzeba zna jednego polityka, jednego prawnika i jednego policjanta. - Poznaam si z t moj prawniczk. Ale nie znam adnego polityka ani policjanta. - Teraz pani zna mnie. Umiecha si. Mary wiedziaa, e powinna taktownie zaprotestowa, powiedzie, e on nie jest jej znajomym, a z kolei on bdzie przekonywa j, e tak, ale oczywicie, przecie jest jej znajomym. - Poprosz swoj prawniczk o przygotowanie dokumentw - powiedziaa. -Kiedy mogabym przyj i odebra od was to owiadczenie? Z jego twarzy znikn umiech. - Nie musi pani przychodzi - odrzek. - Przynios to pani. To aden kopot. - Mog przyj. - Miaaby si pani fatygowa a na komisariat? Nie ma takiej potrzeby. Chcia przez to da do zrozumienia, e komisariat policji nie jest odpowiednim miejscem dla kobiet. - Prosz posucha - powiedziaa Mary. - Poruszam si po caym miecie. Mog przyj na komisariat. Prosz tylko ustali, kiedy mam przyj. - Zgoda. - Przez chwil nie odzywa si, zachowujc pen powag. - A... moe ma pani jakie informacje na temat siostry? - Wszystko panu przekazaam. - Tak, wiem. Ale... By moe przez te wszystkie miesice pojawio si co jeszcze. Co, co pani sobie przypomniaa. - Nie, nic takiego si nie pojawio. - To moe by co bardzo niewielkiego. Jaka rzecz z pozoru bez adnego znaczenia, ktra jednak moe pozwoli nam ruszy spraw z miejsca. Prosz pomyle.

Mylaa przez te wszystkie dugie tygodnie, przez te miesice. Jak niewielkie moe to by? Czy moliwe jest, e jeli opowie mu o niewytumaczalnej mioci Dodo do grubego Ryszi Kapura i jego taca na tustych i zwinnych stopach, czy co takiego pomoe mu ruszy spraw z miejsca? Tak wiele byo do powiedzenia, a zarazem zupenie nic. - Gdybym miaa panu co do powiedzenia, zrobiabym to. Nawet nie wiem, co chciaby pan wiedzie. Skin gow, i wygldao na to, e podj jak decyzj. - Rzecz w tym, e my nie wiemy dokadnie, czego szukamy. Nadal zajmujemy si mierci Ganea Gaitondego. Jest to sprawa dotyczca bezpieczestwa narodowego, a my wiemy niewiele, nie wiemy, dlaczego powrci do Indii, dlaczego odebra sobie ycie. Dlatego te poszukujemy wszelkich informacji zwizanych z Gaitondem. Wiemy, e pani siostra bya z nim blisko. Wiemy, e podsyaa mu dziewczyny. Wiele dziewczyn, przez dugi okres, do Bangkoku, Singapuru, do rnych tego typu miejsc. Dlatego te gdybymy co wiedzieli o pani siostrze, co robia, z kim bya zwizana, mogoby to nas doprowadzi do informacji o samym Gaitondem. To dlatego cigle pani wypytuj. - Rozumiem - odpara Mary. - W porzdku. Wsta. Zauwaya, ile kosztowao go to wysiku. - No dobrze - powiedzia. - Odezw si do pani. - Skin jej gow. Mary nagle uzmysowia sobie, jak oschle go potraktowaa. - Dzikuj - wydusia z siebie. - Dzikuj. - Nie ma za co. - Bardzo delikatnie zamkn za sob drzwi i Mary usyszaa, jak schodzi po schodach. Nie ma za co. Kiedy Mary zaczynaa si uczy angielskiego, mwia nie ma co. Przez cae lata mwia nie ma co, a dopiero Dodo j poprawia. Jej siostra bardzo szybko uczya si angielskiego, i mwia szybciej, swobodniej i poprawniej, a jeli mwia niepoprawnie, to te w odpowiedni sposb. Bya w tym dobra. Sartad Singh bardzo stara si mwi poprawnie po angielsku, ale tylko czciowo mu si to udawao, co jaki czas zdarzay mu si potknicia. Prawdopodobnie uwaa, e mwi lepiej, ni mwi rzeczywicie. Wci jeszcze pozostao w nim wiele arogancji. Mary wzruszya ramionami, jakby chcc zrzuci z siebie to wszystko. Dugo staa pod prysznicem, pozwalajc, aby strumie wody uderza j w plecy. Lubia zimn wod, ten dreszczyk, ktry przynosia, nawet w zimie. Dorastaam na wsi, mwia Johnowi, kiedy on si temu dziwi. W przeciwiestwie do was, ludzi z miasta, nie mielimy ciepej biecej wody, a jeli jej potrzebowalimy, musielimy j sobie przynie. Nadcigny wspomnienia, ale tej nocy nie odczuwaa ich ciaru. Leaa w ku, pozwalajc im spokojnie przepywa. Poczua ulg po rozmowie z Sar-tadem Singhiem. Podja decyzj. Jeli bya jeszcze co winna Dodo, zrobi, co trzeba. Tak. Przypomnia jej si ogldany kiedy program telewizyjny o afrykaskich soniach i zasna, mylc o sonitku, ktre, potykajc si i wywracajc, podao za swoj matk. Gane Gaitonde zostaje zwerbowany Przez cay miesic miodowy, kadego dnia i kadej nocy, cierpiaem na impotencj. Podoga przechylaa si pod nami, a ja pochylaem si nad moj on, pracowaem nad sob, przeklinaem j, przeklinaem morze jako wstrtn dziwk, ale pomimo swoich wszystkich wysikw byem beznadziejnie, zdumiewajco mikki. Pynlimy zmierzajcym na Goa statkiem o nazwie Pewa. Moi ludzie zmusili mnie, ebym wybra si na miesic miodowy. W natychmiastowym odwecie po mierci Paritosza aha zabilimy siedmiu ludzi Sulejmana Isy, a wrd nich Phula Singha, jednego z ich najlepszych onierzy, ktrego cignito a z samego

UP. Potem oni dorwali dwch naszych chopakw, ale wida byo, e nie odpowiedzieli z ca si, i wiedziaem, e szykuje si co jeszcze. Tymczasem, w miar jak upyway dni od mojego lubu, hot Bad-rij coraz bardziej przeraa mj brak zainteresowania kwesti podry polubnej. - Jak moesz tak tu siedzie, w tej brudnej dziurze, i tu spdza suhag-rat i najpikniejszy poranek? Musisz wybra si w jakie cudowne miejsce. Wszystko musi zaczyna si cudownie. Szwajcaria! - Cigle gada o tej Szwajcarii i w kocu zagroziem mu, e zanim sam tam pojad, najpierw wyl tam jego goli. To byo czyste szalestwo, ebym wyjeda w samym rodku wojny. A jednak to codzienne nagabywanie mnie przez hot Badrij i gadanie w kko o usanych rami nocach i piknych dniach powoli odnosio skutek. yjemy w nowoczesnym wiecie, stale bdziesz mia z nami kontakt przez telefon. W kocu nawet Sulejman Isa potrafi z Dubaju zdalnie sterowa dziaaniami swoich ludzi, mwi hota, a ciebie nie bdzie tylko przez kilka dni. Poza tym Paritosz ah by czowiekiem, ktry przestrzega rytuaw i zwyczajw, wierzy, e wszystko powinno odbywa si tak, jak robiono to wczoraj i przedwczoraj, zna wszelkie obrzdy, jakimi oznaczano rozwj czowieka, od samego poczcia a po witowanie po jego mierci. Kiedy Paritosz ah zgin, co do joty spenilimy wszystkie przyjte zalecenia, nakarmilimy stu godnych braminw, cho wystarczyoby tuzin. Po moim lubie hota Badrija zauway, e jeli oeniem si dla Paritosza aha, lepiej, ebym te dla niego pojecha w podr polubn. Chcia wysa mnie samolotem do Singapuru, ale ja wybraem si statkiem na Goa. Powiedzia, e to bardzo romantyczne, statek i ta caa otoczka, zamiast jakiego nudnego hotelu. Tak, tak, odparem. Ten plan najmniej mi si nie podoba, poniewa podr bya krtka, i gdyby zasza taka potrzeba, zawsze mogem wyj na brzeg i szybko wrci. Trzy dni tam, dwa dni w Fort Aguada, trzy dni w drodze powrotnej i podr polubna zakoczona. Tylko e ja jeszcze nie zaczem.Nie mogem porozmawia o tym z chopakami, ktrzy mieszkali w ssiedniej kabinie; to oczywiste, e z nimi nie mogem pogada. Kiedy to samo powtrzyo si ju drugiej nocy, jasne si stao, e nic z tego nie bdzie, e chocia ja szarpi si i zmagam z samym sob, chocia przywouj do rozhutanej kabiny wszystkie kobiety i wszystkie dziewczyny, ktre zdarzyo mi si badao, i chocia jak szalony wyobraam sobie wszystkich gwiazdy filmi, jakie kiedykolwiek w snach rozbieraem, te wszystkie wysiki spezaj na niczym, nic nie jest w stanie obudzi najmniejszego drgnicia w moim martwym laurze. Kuli si ze wstydem oparty o udo, poobcierany po tym caym tarciu. A ja kuliem si, wtulony w cian kabiny. - Nigdy nie przydarzyo mi si nic takiego - wydusiem w kocu. - To chyba przez ten statek, to cae koysanie w gr, w d i we wszystkie strony, jakbymy jechali na mela, niedobrze mi si od tego robi. Nic nie mwia. Leaa odwrcona do mnie plecami, z ramionami skulonymi na de rozwietlonej blaskiem gwiazd okrgej ramy okna. Na imi miaa Subha-dra. Tylko tyle o niej wiedziaem. Spojrzaem na jej rami, kocist wsko jej barku, i byem pewien, e w tym jej odwrceniu si ode mnie dostrzegam pogard, a nawet rozbawienie. Kiedy usiadem i wziem gboki oddech, poczuem nagy bl w ebrach, tak gwatownie zachysnem si wciekoci. eby odwrci gow w jej stron, musiaem naty cignite gniewem minie. Chciaem powiedzie: to twoja wina, ty chuderlawa ut, z tymi twoimi patykowatymi ebrami wygodzonej kutti. Chciaem chwyci j za kark i potrzsa tak dugo, a jej gowa zacznie kiwa si do przodu i do tyu, i krzycze do niej: komu by dla ciebie stan? Mogem j zabi, wyrzuci do wody gdzie daleko i zupenie zapomnie o maestwie, nie zwaajc na to, co by powiedzieli lub czego by chcieli znajomi. Moje ciao byo dne morderstwa, w ldwiach czuem cinienie, ktre pryo si, pulsowao i chciao rozszarpa j na strzpy. Moe bym j zabi, ale wtedy ona si odezwaa.

- Bye ju kiedy na statku? Tak, byem ju na statku. Nurzaem si w sinych dolinach wody w chybotliwej ajbie, zabiem czowieka, kumpla, zabraem jego zoto. Nagle zapragnem opowiedzie jej o swojej podry przez morza. - Tak, byem - odparem. - Dawno temu, jeszcze jako chopiec, po przyje-dzie do Bombaju. Wybraem si w podr. - Odwrcia si do mnie twarz. Chyba zaskoczy j zapa, z jakim opowiadaem, ja, ktry przez trzy dni nie powiedziaem do niej wicej ni kilka zda. Wtedy po raz pierwszy byem na statku, i pierwszy raz poza granicami kraju - dodaem. Opowiedziaem jej o Salimie Kace i o Mathu, ale widzc, jak ona mnie suchaa, z policzkiem opartym na zoonych doniach, zrozumiaem, e nie potrafi dokoczy tej historii, nie mog opowiedzie jej o strzaach w ciemnoci, o mccych wod stopach Salima Kaki, nie mog przedstawi jej tego prawdziwego zakoczenia, ktre byo dla mnie pocztkiem wszystkiego. Nigdy nikomu tego nie opowiadaem i czuem, e nie mog tego opowiedzie rwnie jej, tej maej Subhadrze, ktrej tak imponowaa moja odwaga. Opowiedziaem jej inne zakoczenie, przygotowane dla uytku publicznego - ruszylimy do domu, spragnieni bezpieczestwa i zapachu naszej ziemi, i po drodze wpadlimy w zasadzk, ktr przygotowaa tamtejsza policja, poinformowana, oczywicie, przez Sulejmana Is. Salim Kaka poleg w walce, ktra si wywizaa, pad z klatk piersiow rozdart seri z karabinu maszynowego, ale nam udao si uciec tym policjantom i jako dotarlimy do domu. Ze zotem. Westchna, kiedy ju zakoczyem opowie, pierwszy raz usyszaem z jej strony ten delikatny dwik zadowolenia. Dotknem jej ramienia i poczuem, e nagle zesztywniaa. Pomylaa, e znowu zaczn j szarpa i przyciska si do niej, ale ja ju nie miaem na to chci. Brakowao mi odwagi, eby podj kolejn prb. Trzymaem do na jej ramieniu i tak wsplnie unosilimy si i opadlimy, dugie bawany koysay nas, a ona powoli zacza si odpra, poczua si bezpieczna pod dotykiem mojej doni. - A ty? - zapytaem. - Bya kiedy na morzu? Opowiedziaa mi o odbytej w dziecistwie podry na wysp Elefanta, o tym, jak zrobio si jej niedobrze na statku i zanim zdya dotrze do burty, zniszczya swoj now, t sukienk, jak niemiosiernie gorco byo na wodzie, ktra przez cay czas staa nieporuszona niczym migoczce zwierciado, rac oczy ostrym blaskiem, a take o tym, jak w drodze powrotnej wyczyszczono kiesze jej ojca. Ale mnie morze przynioso korzyci. Morze moe przynie zarwno szczcie, jak i katastrof. Powiedziaem jej to i usyszaem, jak ona szepce sabe tak, a potem oboje usnlimy.Kiedy ju raz zacza mwi, cigna bez ustanku. Zaczynaa mwi zaraz po przebudzeniu i potem ju nie przestawaa. Trudno byo stwierdzi, o czym mwi, poniewa mwia o wszystkim, o blach brzucha swojej siostry, o Indirze Gandhi, o wycieczkach na lotnisko, eby oglda startujce i ldujce samoloty, o Ka Patang, o trzeszczcym wentylatorze stoowym, ktrego jej ojciec za adne skarby nie chcia wyrzuci, o grobie malarii w porze deszczowej, o najlepszym sprzedawcy bhelpuri na Duhu aupati, o wrakach statkw na wezbranych rzekach. Przeskakiwaa z jednego tematu na drugi w sposb, ktry zdawa si zupenie logiczny, kiedy to mwia, ale ktry ju pi minut pniej robi si szalenie chaotyczny i niemoliwy do opisania. Cae godziny na tym upyway, na tym wibrujcym szmerze jej opowiadania. Czuem, e mnie to uspokaja. Siedzielimy na pokadzie, pod daszkiem w niebiesko-biae pasy, oboje w okularach przeciwsonecznych, ja suchaem wody piewajcej o burty statku, a ona, wci olniewajca w swojej byszczcej biuterii panny modej, mwia. Otacza mnie taki miy szum, ktry oprnia mj umys i trzyma na bezpieczn odlego moje nocne upokorzenie. Moi ludzie odsunli si z szacunkiem na stosowny dystans, pozostawali w zasigu gosu, ale niewidoczni. Wmawiaem sobie, e myl, e snuj plany, e

analizuj i e te upywajce godziny powicone s rozwaaniom nad problemem Sulejmana Isy, problemem dalszego rozwoju firmy, kwestiami przyszych kierunkw dziaalnoci, ale w rzeczywistoci jedynie koysaem si do snu na jawie. Tylko odpoczywaem. Pogryem si w absolutnym bezruchu. Ptora dnia przed przybiciem na Goa te moje otpiae medytacje przerwa hota Badrija. Wbieg na gr, stukoczc po metalowych stopniach, a ja od razu wyczuem strach w tym przyspieszonym brzku jego stp na metalu. Spotkaem si z nim na schodach, w jednej trzeciej drogi w d. - O co chodzi? - zapytaem. - Kapitan mwi, e wanie dostali wiadomo. Bhai, jest niedobra. - Co si dzieje? - Wczoraj po poudniu zniszczono masdid12. Nie musia tumaczy, o ktry masdid chodzio, ju od miesicy mwiono tylko o jednym masdidzie, o starym, odlegym, zrujnowanym budynku, stanowicym obecnie jzyczek u wagi dla skaczcych sobie do garde partii politycznych, cel procesji tysicy ludzi, prawdziwy symbol dawnych krzywd. Dla mnie osobicie byo to dosy niepowane, te cae problemy i ktnie byy jedynie sztuczkami politykw. Ale jeli zosta zniszczony, jego upadek wstrznie nami wszystkimi. To akurat byo jasne. - I? - spytaem. - Bhai, w Bombaju le si dzieje - odrzek hota Badrija. - Wybuchy zamieszki. Po przybyciu na Goa od razu pojechalimy z portu na lotnisko i tego samego popoudnia polecielimy z powrotem do Bombaju. Jeszcze z lotniska na Goa staraem si skontaktowa z naszymi rewidentami, ale chocia wykrciem cay tuzin numerw, nikt nie odpowiada. - Policja musiaa wyczy telefony - stwierdzi hota Badrija. To byo prawdopodobne, czasami tak robiono, kiedy zaczynay si kopoty. Na lotnisku kryy pogoski o spalonych autobusach, o snajperach strzelajcych do tumu z dachw, o mczyznach i kobietach ciganych po uliczkach, a potem zabijanych. Chciaem wrci do Bombaju, zanim Sulejman Isa wykorzysta sytuacj, zanim te sukinsyny skorzystaj z chaosu i uderz na nas z ca si. Podczas zamieszek wojna moe wyj z ukrycia i nikt nie ponosi odpowiedzialnoci za trupy albo palce si domy. Zamieszki to pene przyzwolenie na swobod w zabijaniu. W tak wanym momencie nie mogem pozostawi swojej firmy bez steru, bez gowy, wic polecielimy z powrotem. Kiedy weszlimy na pokad samolotu, poczuem, jak poc mi si goli. Wszystkie fotele byy puste, wszyscy pasaerowie odwoali swoje loty, tylko my chcielimy lecie do ogarnitego zamieszkami Bombaju. Z wilgotnym kroczem, rozdygotany, usiadem w fotelu - czy ta trzeszczca maszyne ria, ten wyposaony w skrzyda maderodowy autobus bdzie w stanie unie si w powietrze? Ale poleciaem. Wystrzeliem w powietrze i ruszyem w kierunku Bombaju i swoich obowizkw. Kiedy z brzkiem i stukotem toczylimy si po czarnym asfalcie, odezwaem si do Subhadry: - Mw, mw. Z grymasem trwogi na twarzy zacza mwi, ale jej przestrach nie by spowodowany wznoszeniem si samolotu, tylko widokiem mojej osoby, zlanej potem przeraenia, tego jej ma, Rawany, ktry nagle okazuje si rzygajcym, zasmarkanym hidra. Zwymiotowaem do papierowej torby, a Subhadra siedziaa wyprostowana w swoim fotelu i pooya do na moim ramieniu. Wiedziaem, e ta lepka i zimna wilgo przeraenia jej ma musiaa budzi w niej wstrt. I kim by ten jej m, bynajmniej nie jakim niesamowitym rakszas, ktry w jej wyobraeniach mia wkroczy do ich oa maeskiego, nieodpartym mczyzn, od ktrego

reputacji a krcio si jej w gowie, nie krlem, ale klownem impotentem. Ale bya dobr on. Mwia, bo j prosiem.Przestaa, kiedy samolot zacz koowa nad Bombajem. Nachyliem si nad ni i razem przycisnlimy twarze do plastiku. Z botnistej linii brzegowej wyonio si kilka wysepek, a potem ju wyranie widziaem drogi, budynki, ksztaty osiedli mieszkalnych i rozpocierajce si w dole brunatne plamy basti. Za plecami syszaem spierajcych si chopakw. - Tam jest Andheri. - Maderpat, jakie tam Andheri? To wyspa Madh, lepy jeste? A potem wszyscy ucichli. Znad osiedla nad brzegiem unosi si gruby, czarny w dymu, ktry skrca si w stron centrum, w kierunku nastpnych ciemnych, wijcych si oparw miasto pono. Nikt sowem si nie odezwa, kiedy samolot schodzi do ldowania. Zabudowania zbliay si do nas z wielk szybkoci, ale ja ju si nie baem, prbowaem dostrzec, co zostao zniszczone, co pono. Wszyscy trwalimy w milczeniu. Budynki lotniska zatoczone byy pasaerami siedzcymi w grupkach na ziemi, picymi z gowami na torbach i walizkach. Nie jedziy adne takswki, adne samochody. Nadal nie dziaay telefony, nie byo wic jak wezwa kogo z Gopalmathu. Przez chwil zdawao si, e nie ma jak wydosta si z lotniska i dotrze do Gopalmathu, ale hota Badrija wyszed na drog i zacz krci si wrd rzdw takswek, i w kocu znalaz kierowcw zbitych w gromadk w pobliu policyjnego auki. Po pgodzinie przekonywania i wymachiwania tysicami rupii jeden z nich chyba da si skusi, wic hota Badrija wzi go na stron i powiedzia mu, eby niczego si nie ba, bo bdzie wiz Ganea Gaitondego. To, oczywicie, uspokoio kierowc, caa nasza szstka wcisna si do takswki i wjechalimy w gigantyczn cisz. Przeciony silnik zdawa si pracowa zbyt gono, a kiedy mwiem kierowcy, eby jecha szybciej, jeszcze szybciej, uzmysowiem sobie, e szepcz. Tego dnia na drogach nie byo ywej duszy, nigdzie ani jednego czowieka, w pooonych nieopodal prowadzcej na lotnisko drogi basti panowaa cisza, a okna domw mieszkalnych miay pozamykane okiennice. Baem si, wszyscy si balimy, oprcz tego kierowcy, ktry, uspokojony moj obecnoci, z kadym zakrtem nabiera pewnoci siebie. Ale ja wiedziaem, e nie mamy adnej broni i jeli rzuci si na nas wyjcy tum, zaatakuje nas noami, prtami, sztachetami, mieczami, to wszyscy zginiemy. W tej rozedrganej mordem ciszy mgbym wykrzykiwa swoje imi, a motoch i tak rzuciby mi si do garda. adne imi nie dawao zabezpieczenia przed tym dnym krwi gniewem. W pobliu Gopalmathu zobaczylimy ciaa, dwa ciaa. Leay rozwalone jak raki na skraju drogi, obok sklepu obuwniczego. Krew obryzgaa falist blach okiennicy, nad wypukym nadproem. - Prosto w mzg - stwierdzi hota Badrija. Nie myli si. W obu przypadkach oddano strzay w gow. Zastanawiaem si, czy obaj byli muzumanami. Na wiszcym na nadprou szyldzie widnia napis: Centrum obuwnicze Zuleikha. Jechalimy po chrzszczcych odpryskach szka, po butach, patykach; widziaem trzepoczcy kartkami dziecicy zeszyt w linie. Subhadra miaa zamknite oczy. W kocu pokonalimy dobrze znany zakrt w lewo, prowadzcy do basti. Jeszcze niedawno ta droga bya gadka, dwa miesice temu kazaem j przebudowa i pooy now nawierzchni. Teraz pokryta bya lunymi kamieniami, skalnymi odamkami i cegami. Stoczono tu bitw. Karoseria spalonego samochodu opieraa si zwglonym metalem o latarni. Z lewej doszed nas jaki krzyk i spomidzy pierwszego rzdu domw Gopalmathu wyoni si mczyzna, oskarajcym palcem wskazujc w nasz stron. W drugiej rce trzyma miecz, wygldajcy jak roztaczony uk srebra. - Hej, Banti - zawoa hota Badrija, na co Banti pochyli gow w zdumieniu i rzuci si

w stron takswki, a za nim inni chopcy z Gopalmathu. Bhai, bhai - krzyczeli. Wszyscy byli uzbrojeni, przystrojeni w miecze, lathi, kolce, prty, noe i pistolety. Zapytaem, co tu si wydarzyo. Stamtd, z basti Danpura, przyszli landja, bhai, i mwili, e kto z naszych chopakw zasztyletowa jednego z nich, wic im pokazalimy, bhai, pogonilimy ich, a do tej ich mierdzcej nory. A tych dwch na rogu Nail Road, bhai, ich zaatwili policijas, bach-bach dwa razy prosto w eb, tym razem nawet policja wie, co jest dobre, a co ze. I poklepali si, wszyscy, co do jednego, przepychali si, potykali i miali, jakby wanie wygrali mecz, ukazujc twarze oywione potem, modoci i zwycistwem. Zapytaem ich, co z naszymi muzumanami w Gopalmacie, co si z nimi stao, czy u nich wszystko w porzdku. Na wschodzie basti mieszkao u nas jakie szedziesit muzumaskich rodzin, przewanie krawcy i robotnicy, a niektrzy z ich synw pracowali dla mnie. Ale kiedy o nich zapytaem, moi ludzie tylko wzruszyli ramionami. Co jest, zapytaem ponownie, czy u nich wszystko w porzdku? Ich nie ma, bhai, odpowiedzieli mi. - A gdzie s? - zapytaem. - Gdzie oni s? Nikt nie wie, bhai. Nie ma ich. Odeszli. Uciekli. - Czy kto im co zrobi? Co si stao? Po prostu odeszli, bhai. - A ich domy? Przejte, bhai. Teraz mieszkaj w nich inni ludzie. - Kto? Kto z was? Tak, niektrzy z nas, bhai. Twarz hoty Badriji zesztywniaa. Cieszy si w naszej firmie ogromnym szacunkiem i do tego dnia nikt nie zwraca uwagi na jego religi. Wziem go pod rami i odprowadziem na stron. - Nie suchaj tych gupcw - powiedziaem. - Nie bierz sobie tego do serca. S modzi i od tego wszystkiego pomieszao im si w gowach. Sami nie wiedz, co mwi. Ale on patrzy na mnie szeroko otwartymi oczami. - Oddabym ycie za kadego z nich - powiedzia. - Ale teraz to ja dla nich jestem tylko landja? Sukinsyny. Mj dom te bd chcieli zabra? - Badrija, teraz jest trudny czas. Nie denerwuj si. Pozbieraj si, staraj si zachowa zimn krew. Suchaj mnie. Po prostu mnie suchaj, tylko mnie. Trzymaem go mocno za ramiona i w kocu pozwoli mi si obj. Odesaem go do domu i rodziny w towarzystwie czterech moich najlepszych ludzi, mwic im, e jeli co przydarzy si hocie Badriji lub komukolwiek z jego rodziny, to osobicie ich zastrzel.Potem rozejrzaem si wok, popatrzyem na domy w Gopalmacie. Opuciem mj dom, kiedy w mojej wasnej wojnie na chwil zapanowa spokj, a po powrocie okazao si, e ten mj dom przemieni si w pole bitwy wikszego konfliktu. Oni, kto, przeprowadzi granic przez mj watan. Moi ssiedzi byli teraz uchodcami, uciekli przed obnaonymi mieczami, przed ciaami o roztrzaskanych czaszkach. Tu by mj Gopalmath, domostwo mojego serca, miasteczko, ktre dziki mnie powstao, cega po cegle, po ktrym chodziem z przyjacimi, obejmujc si ramionami, gdzie unosi si w powietrzu zapach gadras i spadajcej wody, miejsce, w ktrym odnalazem swoj msko, swoje ycie. Ta jasna kodra dachw, rozcigajca si od niecki doliny w gr, ta wibrujca poa brzowych, bkitnych i czerwonych kawakw zszytych nimi biegncych ukiem uliczek, tu byy liczne, powykrcane na wszystkie strony wysigniki anten telewizyjnych, odbijajce szalone byski wiszcego w grze soca. Wszystko byo zdewastowane. A na samym skraju horyzontu, na poudniu, unosia si smuga dymu. Pod tym niesamowicie jasnym niebem zabraem swoj mod on do domu. Zamieszki zakoczyy si trzy dni pniej. Moja impotencja trwaa. Sprztalimy ulice,

zbieralimy rannych, rozdawaem pienidze rodzinom osb przebywajcych w szpitalu, a tymczasem Subhadra rozgocia si w moim domu i zostaa mamuk dla moich chopakw. W cigu kilku dni staa si ich powiernic i sympatyczk, szeptaa z nimi i przychodzia do mnie z ich problemami, penia te rol mediatorki, kiedy ja byem wcieky. Nagle w domu zrobio si czysto, we wszystkich pomieszczeniach pojawili si bogowie i boginie, a mj odek niespodziewanie poczu si lepiej, by lejszy i szczliwszy, dziki zmianie diety, wszystkie moje koszule leay poukadane w rwnych rzdach w szafie, ale ja wci si obawiaem. Syszc jej gos dochodzcy z drugiego pokoju, peen yczliwoci i rytmiczny jak dwik dzwonw, baem si, e ona wanie mwi komu, jaki jestem bezuyteczny, e nawet si do niej nie zbliam, e le po swojej stronie ka, zakrywajc rkami gow, e prosz j, aby do mnie mwia, dopki nie usn. Nie, ona nie powiedziaaby tego. Ale co takiego mogo si jej wypsn, jaka kobieta z bastii moga rzuci jak uwag, moga zaartowa na temat szczcia Subhadry, lekko zoliwie pozwoli sobie na jak drobn gr sw, co o maeskim ou i maeskich nocach, o okrutnych mczyznach i obolaych koczynach, a Subhadra rozemieje si, przecie jest taka niewinna, i moe wymamrota, och, ale my nic takiego nie robimy. On tego nie robi, nie moe. On nie moe, nie moe, nie moe. Uciekaem przed jej gosem, przed tym nie moe, przed niebezpieczestwem, i cay dzie spdzaem, gnajc z jednego spotkania na drugie. Lunch czasami jadaem w luksusowych, a czasami w podych restauracjach, przesiadywaem w tancbudach i tpo gapiem si na dziewczyny krcce piruety. Ale adna z nich mnie pocigaa. Nie uszo to uwagi hoty Badriji. Siedzia cicho, widziaem, e jest rozdraniony tym, co si stao z masdidem i co si wydarzyo w kolejne dni. Dlatego te trzymaem go przy sobie, wszdzie go ze sob zabieraem. I widziaem, e on si nie poddaje, e dla mnie walczy z samym sob. Stara si dba o mnie. - Bhai, tak naprawd, te tancerki to towar drugiej klasy. Mam dla ciebie duo lepsze panienki. - Duo lepsze? Gdzie? - Aktorki, bhai. Gwiazdy. - Kada z tych tutaj chce by gwiazd, utija. - Nie, nie, bhai. Naprawd, aktorki. Obiecuj. - W tamtych czasach wszyscy brali si za realizowanie programw telewizyjnych. Handlowcy od oleju i waciciele takswek ni z tego, ni z owego produkowali seriale telewizyjne. Jednym z takich ludzi by kuzyn hoty Badriji, ktry opowiedzia mu o pewnej kobiecie, poredniczcej w zaatwianiu pracy modelkom i aktorkom, a ponadto starajcej si zosta producentk telewizyjn. Zrozumiae, e ta kobieta znaa wiele modych dziewczyn, a wszystkie byy pikne, wiee, modziutkie i niedawno przybyy do miasta, eby tu walczy o swoje szczcie. - Rozumiem, e ona pomaga im te troch powalczy z mczyznami, dziki czemu i one, i ona zarabiaj nieco pienidzy? - zapytaem. - Zgadza si, bhai. Przecie sam wiesz, jak trudno jest y w tym miecie. Jak taka moda aktoreczka mogaby przey, sama w tym miecie? Ona im pomaga, bhai, pomaga im. - No c, my te musimy im pomc. A jak ta wita si nazywa? - Dodo. Dodo. Dosy dziwne imi, ale przysyane przez ni dziewczyny rzeczywicie przewyszay pospolite randi. Byy wyksztacone, a niektre mwiy po angielsku. Przy nich wszystko byo jak trzeba. Przy nich nie miaem adnych problemw ze wzwodem i wydolnoci. Przy nich fikaem kozioki, dokonywaem sztuk godnych kulturysty i walczyem, a one paday na polu bitwy. Ale w domu byem niczym. Badawczo przygldaem si mojej onie,

obserwowaem jej lekko krzywy umiech, proste kreski jej brwi, ten jej delikatny zapach pasty do zbw i pudru i wiedziaem, e mi si podoba. Pragnem jej. Ale nie mogem jej mie. W bezpiecznym zaciszu ka moja sia znikaa, a ja nie miaem do czego si uciec. Czytaem reklamy klinik na billboardach i na ostatnich stronach czasopism, obietnice wigoru, ktry zapewniaj tabletki i magiczne napoje, ale nikomu nie mogem nic powiedzie, nawet hocie Badriji. Wstydziem si. Chwyciem za telefon i zadzwoniem do jednej z takich klinik, proszc o rozmow z waidem, ale oni chcieli ode mnie pienidze i pytali mnie o imi i nazwisko, a do tego kobieta po drugiej stronie mwia szybko i bya bardzo opryskliwa, wyzwaem j wic od gandu i rzuciem suchawk. Chwil pniej wesza Subhadra, ktra przyniosa mi szklank mleka, i kiedy piem to mleko, pomylaem sobie z gorycz, tak, mogem zjecha przez telefon t randi, ale jedyne co mog zrobi, to wypi mleko mojej ony. I dalej zaliczaem dziewczyny Dodo, jedn po drugiej. Ale zauwayem rwnie, e kiedy jestem daleko od Subhadry, kiedy nie sysz jej gosu, jeszcze bardziej si boj. Moe jednak lepiej pozosta w domu, moe moja blisko cho troch j pohamuje, nie pozwoli jej opowiada ludziom o moich niepowodzeniach. Wracaem wic do domu. I widziaem, e ona jest szczliwa w tym swoim domu. Naprawd, wygldaa na szczliw, bya szczliwa. Jej maestwo okazao si fars, w samym jego rodku widniaa marna pustka, ale ona krztaa si, pobrzkujc kluczami noszonymi w pallu, dzwonia garnkami w kuchni, dyrygowaa sub, nakaniaa mnie do jedzenia i wygldaa na zadowolon. Rozkwitaa, kiedy my martwilimy si ruinami meczetu, kiedy gazety wycigay dawne, pene goryczy historie i przytaczay pomienne przemwienia politykw. Czasopisma publikoway mapy naszego kraju udekorowane szpiczastymi narolami maych rysunkowych eksplozji, gdzie kada malutka detonacja oznaczaa zamieszki, ciaa, cegy, miecze, i kiedy ja byem nieszczliwy, ona promieniaa szczciem. Pewnej nocy wpada do naszej sypialni i usiada przy mnie. - Syszaam o twoim przyjacielu - odezwaa si Subhadra. - O kim? - O twoim przyjacielu Paritoszu ahu. - Siedziaa obok mnie, zaciskajc palce na rkawie mojej kurty. - Wszyscy chopcy cigle powtarzaj, e to on nakania ci do maestwa, mwi, e wywiera na ciebie bardzo dobry wpyw. Opowiedz mi o nim. Opowiedziaem jej wic o tym, jak zaniosem do niego zoto, o jego ogromnym brzuszysku, o jego nosie do pienidzy, o jego mioci do gry w zdobywanie przewagi, o naszych wsplnych przygodach o tym jak cieszyy go festiwale, obrzdy i witowanie, o jego pragnieniu, aby wznie si wysoko. Suchaa mnie, nie puszczajc mojego rkawa, z opuszczon gow, ale z oczami rozpromienionymi i mrugajcymi w moj stron, a niesforne kosmyki jej wosw, podwietlone znajdujc si z tyu lamp, janiay kadym pojedynczym wknem, tworzc nad jej gow ma, wietlist aureol. - A ten mj przyjaciel motu - powiedziaem - niczego by nie zrobi, nie pomodliwszy si wczeniej, odmawia modlitw nawet wtedy, kiedy mia przejecha z Kolaby do Worli, modli si, jeli mia ukra krore. A potem oni go zabili. - Zabie ich? - Kogo? - Tych, ktrzy jego zabili! Ta maa dziewica mwia o zabijaniu ludzi, jakby chodzio o krojenie kurczakw. - Zabilimy kilku z nich. - Pytam, czy zabie tych rzeczywistych sprawcw? Jak miaem wytumaczy jej, e nie byo atwo dowiedzie si, kim bya osoba, ktra

pocigna za spust, i kto wymachiwa motem? Czy moga poj, na czym polega dziaalno wywiadowcza, co moga wiedzie o punktach kontaktowych, podwjnych i potrjnych blefach, posyaniu chopakw do akcji i o tym, jak trzeba lurkao ludzi? Zadaa proste pytanie: czy ukarae tych ludzi, ktrzy to zrobili? Ale na to pytanie nie byo prostej odpowiedzi. I kiedy patrzyem na sin-dur w jej wosach i na te jej przepenione ufnoci oczy, dotaro do mnie, e ona zadaa jedyne pytanie, na ktre warto udzieli odpowiedzi. Zawiodem Paritosza aha. Zabiem kilku ludzi Sulej mana Isy i uznaem to za wystarczajc zemst. Ale prawdziwa zemsta nie moga polega na zapaniu i zlikwidowaniu przypadkowych ludzi. Paritosz ah martwi si o mnie, kocha mnie, doprowadzi do tego, e si oeniem i ustatkowaem, a ja zarzuciem pami o nim, moim usprawiedliwieniem przed jego dusz miay by kary, ktre wymierzyem moim wrogom, podczas gdy rzeczywici mordercy pozostawali na wolnoci. To dlatego byem przeklty w tym moim maestwie, ktre on dla mnie zaaranowa. Nie mogem liczy na spenienie, kiedy jego dusza bya niespeniona, kiedy wci szukaa spoczynku. Moja uomno bya dokadnym odzwierciedleniem jego wasnej niepenoci. Rozemiaem si. Potrzeba byo Subhadry, eby mi to uzmysowi, Subhadry, noszcej imi siostry boga, ktrego czci Paritosz ah. To naprawd byo dosy logiczne. Zerwaem si z posania. Nachyliem si i pocaowaem moj on. Poczuem si odmodzony, jakby na nowo narodzony. Wybiegem do pokoju, w ktrym spotykaem si z moimi ludmi, wezwaem ich wszystkich, kazaem te obudzi hot Badrij. - Co ostatnio zrobilimy, eby dowiedzie si, kto dopad Paritosza aha? Czy oferowalimy nagrod pienin? Ile? Kogo przepytalimy? Kogo zapalimy? W cigu godziny opracowaem nowe plany, wprowadziem w ycie nowe projekty, podwoiem i potroiem kwoty pienidzy, ktre miay rozwiza jzyki, rozmawiaem z policjantami, ludmi z firm, gangsterami i khabari, zbieraem nazwiska, strzpy nazwisk i lady nazwisk, adresy, plotki o rosncych niepokojach i knowaniach. Cay dom hucza i piewa, a ja czuem, e moja moc rozchodzi si po Bombaju jak prd elektryczny, z mojej przyczyny kobiety i mczyni mwili, biegali, poruszali si zgodnie z planami, ktre ja sam przygotowaem do realizacji. Szeroko zarzuciem sieci swojego jestestwa i zowi w ni mordercw, pochwyc ich. Nie uciekn mi. Patrz na mnie, Paritoszu ahu, bhai, mj grubasie. Bdziesz musia przywrci mi moj dawn posta. Ja dam ci twoich zabjcw, a ty dasz mi Subhadr, moje maestwo, spowodujesz, e znowu bd sob. I wtedy ponownie uderzyy w nas zamieszki. Wiadomoci o nowych morderstwach docieray do nas z udrczonych zaukw, z ulic wci jeszcze pogronych w aobie po starych ranach: tu zadgano muzumanina, tam zabito hindusa, a potem zadgano i zabito pracownikw mathadi, spalono jak rodzin, i jeszcze raz porwa nas wir wydarze. I znowu puste ulice, dugie ciche popoudnia, pospieszne plaskanie wielu biegncych stp, soce przetaczajce si nad gowami, i krzyki, krzyki wznoszce si i lekko stukajce w nasze okna, wiadomoci o mczyznach, kobietach i dzieciach oblewanych benzyn i ywcem palonych, Subhadra skulona w kcie i nagy odgos strzelaniny, cigncej si dugo w noc. Rozmieciem swoich ludzi na obrzeu Gopalmathu, kazaem im zmienia si na stray, siedzie cicho i wszystko obserwowa. Po trzech dniach Banti przyszed do mnie i zacz si skary. - Nie jestem w stanie zapanowa nad chopakami, bhai - powiedzia. - Oni chc co robi. - Co robi? - warknem. - Chc i i zabija staruszki? Za co? Za jaki pusty, stary budynek? Opuci gow.

- Oni nas zabijaj. - I co? - Bhai? - Wygldasz, jakby chcia co powiedzie. - Chopcy mwi... Niektrzy pytaj, czy bhai jest z nami, czy z muzumanami. Sprawa bya jasna, to byo nieuchronne: oni albo my. Czy ja byem z nami czy z nimi? - Ja jestem tam, gdzie s pienidze - odparem. - A tutaj nie ma adnego zysku. Moesz im to powiedzie. Ale to pytanie nie opuszczao mnie, nurtowao mnie przez te wszystkie noce mordw. My czy oni? Kim byem ja, nieodmiennie uwaajcy zarwno potencjalnych napastnikw meczetu, jak i jego obrocw za takich samych gupcw? Teraz meczet lea w gruzach, i wszyscy albo atakowali to, albo bronili tamtego, trzeba byo wybra: z nami czy z nimi. Ale kim ja byem? Rozmylaem nad tym, czekaem, e Paritosz ah co mi podpowie, i wstrzymywaem si z podjciem decyzji o udziale w tej masakrze. Tymczasem niektrzy z moich ludzi odeszli. Irytowa ich mj brak zaangaowania, to, e nic nie robiem. Omotani ulotn mgiek wciekoci, ktra podnosia si z poncych sklepw, z cia lecych w rynsztokach, odeszli uzbrojeni w miecze i pistolety. Wycigali mczyzn z samochodw i ich zarzynali, gwacili kobiety, ktre udao im si znale skulone w ruderach, a potem podrzynali im garda, za pomoc nafty i kuchennych zapaek ywcem palili maruderw, strzelali do dzieci. I tak w te zimowe dni straciem lojalnych onierzy na rzecz tej rzezi naszych i tamtych, tej rzezi, ktra w niczym nie przypominaa bitwy. Opucili mnie i gardzili mn, poniewa staem na uboczu. I nie potrzebowaem Bantiego, eby to zrozumie. Traciem izzat, traciem moc, traciem firm, ktr stworzyem i ktrej broniem przed tyloma przeciwnikami. Wyjcie z sytuacji zaproponowa mi Bipin Bhonsle. Przyjecha w niedzielny poranek, w dipie przystrojonym szafranowymi chorgiewkami. Za nim nadcigny dwa ambassadory, rwnie zaadowane ludmi z Rakszaku, uzbrojonymi w przern bro. Sam Bipin Bhonsle nis w rce obnaony miecz i opar go o krzeso, na ktrym usiad w moim baithaku. - Uzbrojony MLA na publicznej drodze - odezwaem si. - Jake ten wiat si zmieni. - Dzi przywrcimy go do porzdku, bhai - powiedzia, przecierajc twarz. By opuchnity, wyczerpany i mierdzia. Poplamiona i pomita fioletowa koszula zwisaa mu z przodu, odsaniajc przepocone fady brzucha. - Co za duo, to niezdrowo. Pokaemy tym sukinsynom landja. Czekaem. Ale wygldao na to, e Bhonsle zasn z otwartymi oczami, z brod opart o piersi. Proste pasma wosw przylepiy mu si do czoa, jego codzienna, nastroszona fryzura ulega zupenemu zniszczeniu. Niedopowiedziane pozostao, co chce pokaza muzumanom. - Bipin saab? - zapytaem w kocu. Odpowiedzia bez mrugnicia okiem, nawet nie zmieniajc swojej posgowej rozwalonej pozycji. - Otrzymalimy polecenie z gry: macie pokaza tym maderodom. Pokazalimy wic im. - Macie rozkazy z gry? - Z samiutkiej gry. - Ziewn. - Odciem gow. Tak zupenie, satak! Wanie tak. Musiaem chwyci miecz w dwie rce. Dwa razy si odbia, to znaczy ta gowa. Najzabawniejsza bya krew. Bardzo daleko leci. Jak z pikari, bryzga na wszystkie strony. Moi ludzie uciekali, chowali si przed t bryzgajc krwi. A gowa wcale nie wygldaa na zdziwion. Bya pozbawiona wszelkiego wyrazu. - No to pokazae im.

- Tak. A ty sobie tu siedzisz, Ganeu bhai, bezpieczny w domu. - Nie dostaem adnych polece z gry, Bipin saab. - Ci landjowie zabili Paritosza aha. A ty i tak nic nie robisz. Mogem zauway, e chocia Sulejman Isa rzeczywicie jest muzumaninem, zatrudnia wielu hindusw. A take, e nie ma nic wsplnego z muzumaskimi rodzinami, ktre mieszkay przy autostradzie, i e obcinanie im gw z pewnoci nie wywoa u niego krwotoku. Ale odparem tylko: - Nie widz w tym adnej korzyci dla siebie. Spojrza na mnie, ypn w moj stron przekrwionymi oczami. - W takim razie ja przynosz ci korzy. Mam sporo pracy, wic zaatwmy to szybko. W Abarwie jest muzumaskie basti. Znasz je? - Za biaym budynkiem towarzystwa ubezpiecze na ycie. Tak. - Ziemia, na ktrym ley, to wasno mojego wsppracownika. Kupi j trzy lata temu, za dobr cen, to dobry teren do zabudowy, ale on nie moe pozby si ze swojej ziemi tych maderodw ze slumsw. Podczenie wody, elektryczno, oni tam wszystko maj. Mwi, e mieszkaj tam od lat, takie typowe behenodowe bzdury. Usu ich stamtd. Spal to miejsce. Pacimy dwadziecia lakhw. - Bipin saab. Bipin saab. Ta ziemia jest warta przynajmniej cztery krory. - W takim razie dwadziecia pi. - Bd potrzebowa duo ludzi. - Twoi ludzie mog zatrzyma wszystko, co tylko znajd. - Co mog znale w ndznych chatach, kiedy nad ich gowami buzuj pomienie? - Trzydzieci. - Jeden krore. Rozemia si. - Dam ci szedziesit lakhw. - Stoi. - Kiedy? - Jutro. - Zgoda. Zaatw to szybko. Postaramy si, eby ten sezon owiecki by otwarty tak dugo, jak tylko si da, ale w pewnym momencie wojsko dostanie rozkaz, eby strzela, a nie tylko maszerowa z flag, i wtedy sytuacja si pewnie skomplikuje. - Oparszy donie na kolanach, zacz wstawa, ale na moment pozosta w zgitej pozycji, eby odciy krgosup. Nie zaproponujesz mi nic do picia? - Bipin saab, przepraszam, e nie zapytaem. - Krzyknem w stron korytarza: - Are, dajcie tu jak wod, herbat, co zimnego. Bipin Bhonsle umiechn si. - Mylaem raczej o whisky. Albo o rumie. Ale ty si nie zmieniasz, bhai. Woda, zawsze tylko woda. - Dziki niej jestem stale czujny. - A ja dziki whisky jestem silny - oznajmi Bipin Bhonsle, chwytajc za swj miecz. Woda szkodzi mi na serce. - Unis miecz, wskazujc nim w moj stron. - Dobrze, e jeste po naszej stronie - doda. To powiedziawszy, zbieg po schodach, omoczc pitami na kolejnych stopniach. Dip zawy silnikiem i zakrci w miejscu, i znikn. A ja teraz byem po naszej stronie, byem przeciw nim. Oto sposb na eleganckie spalenie basti: robi si to w nocy, tuzin samochodw wypakowanych chopakami przyjeda na wschd, na ten koniec basti, gdzie znajduje si

towarzystwo ubezpiecze na ycie, i z tego miejsca przypuszcza gony, frontalny atak. Nasi ludzie strzelaj z pistoletw i wymachuj mieczami na mieszkacw basti, ktrzy wyaniaj si ze swoich ruder, eby stan do rozpaczliwej walki, w wietle reflektorw ich twarze wygldaj jak oszalae karykatury. Tymczasem na odlegym, poudniowo-zachodnim kracu basti, w pobliu skupiska chaup i domw, pojawia si inna grupa naszych ludzi. Nasi chopcy s przebiegli, skradaj si, podchodz blisko i sysz krzyki i przeklestwa dochodzce z tego drugiego kraca, tam gdzie znajduje si towarzystwo ubezpiecze na ycie. Unosz butelki wypenione benzyn, butelki, z ktrych wystaj nasczone szmaty. Sycha chrzst tuczonego szka, a mae, strzelajce iskrami byski rozkwitaj w rzeki, przepywajce gadko po dachach, opadajce w d cian, wchodzce w okna. Po chwili odzywa si ogie, mruczy, z radoci poerajc wszystko na swojej drodze, nie da si go zatrzyma. Nie ma adnych telefonw, nie przyjedzie stra poarna ani policja. Obrocy ju si nie broni, uciekaj, kryj si za rogami, owietlonymi jasnym blaskiem z dachw. Nasi ludzie goni ich, niektrych zabijaj, inni uciekaj do swoich kobiet, do swoich krzyczcych dzieci, wymykaj si pomieniom, potykaj si, upadaj, wstaj i dalej biegn, a w kocu znikaj. Ju ich nie ma. Pomienie z atwoci przeskakuj z jednego domu na drugi, a nasze zadanie jest zakoczone. Rankiem zachodnia fasada budynku towarzystwa ubezpiecze na ycie bya ubrudzona szar sadz, a w miejscu, w ktrym wczoraj stao basti, pojawio si puste pole popiow, z ktrego gdzieniegdzie wystawa supek framugi czy jaka wykrcona rura. Dwa dni pniej otrzymaem pen zapat. Nadesza w paczuszkach nowiutkich, zawinitych w foli banknotw, ktre rozdzieliem pomidzy chopakw. Prawie wszyscy do mnie wrcili. W cigu nastpnych czterech dni oczycilimy jeszcze dwie takie parcele. I wszyscy bylimy zadowoleni, ja, moi ludzie, Bipin Bhonsle. Zamieszki mog przyda si na wiele sposobw i prawie kady moe na nich skorzysta. W trzecim tygodniu stycznia ostatecznie skoczyo si palenie i zabijanie, stumione kulami policji i wojska, a take poleceniami wydanymi przez szefw Bipina Bhonslego oraz przez ich szefa. Nawet dla samej gry za duo ju si zrobio trupw, a przetaczajcy si ryk nadcigajcego chaosu sta si zbyt oguszajcy, wic trzeba to byo zakoczy. Miasto wzdrygno si po cikich przejciach, otrzsno si i zaczo sprzta gruzy. Spychacze zamioty opustosza ziemi i kopay fundamenty, zbierano ciaa z rynsztokw, ze stert mieci, a po uliczkach znowu kbi si ruch uliczny. I tak powoli powracalimy do normalnoci. A ja doszedem do siebie. Powrciy moje moliwoci. Pewnej nocy wrciem pno do domu ze spotkania z Bipinem Bhonslem, na ktre poszedem, eby odebra kolejne pienidze, ktre by nam winien za prac wykonan w okresie zamieszek, i eby omwi nowe projekty. Zdjem buty i usiadem na ku, gow opierajc na nowych, ciemnoczerwonych, haftowanych poduszkach Subhadry. Przestawia meble w pokoju, dziki czemu, lec w ku, moglimy patrze przez podwjne okno na dwr. Widziaem moje zaciemnione basti i wiszce u gry gwiazdy. Su-bhadra przyniosa mi mleko, po czym usiada po turecku na ku i patrzya, jak pij. Sczyem pyn powoli, a ona opara brod na doni i cichutko co nucia. - Co to za piosenka? - wyszeptaem. Noc bya tak cicha, tak delikatna, chodna i tak wypeniona cieniami, e mogem tylko szepta. Subhadra zerkna tylko na mnie i dalej nucia. - Powiedz, sali? Co to za piosenka? Umiechna si, taka malutka i psotna, i pokazaa mi jzyk. Dalej sobie nucia. artobliwie chwyciem j za rami, ale ona tylko krzykna teatralnie i wyrwaa si z mojego ucisku. - Pu - powiedziaa. - To boli.

- Nie udawaj - odparem, puszczajc j. - Ledwo ci dotknem. - Nie - powiedziaa. - Jeste za silny. - Rozcieraa rami. - Zobacz, jest lad. - Nic nie widz. - Nawet chopcy tak mwi. - Co mwi? - e sam nie zdawae sobie sprawy, jaki jeste silny. Wczoraj powiedzieli: w kocu pokazuje swoj prawdziw si. Teraz wiemy, e jest prawdziwym hinduskim przywdc. - Hinduskim? - Tak. - Spogldaa na swoje blade rami, gdzie na skrze widnia delikatny rumieniec, pozostawiony przez moje palce. - Powiedzieli, e teraz pokazujesz tym sukinsynom, co potrafi zrobi hinduski bhai. Przez nieboskon ukonie spywaa rzeka, wijca si linia wiata. U gry byo niebo, a pod nim my. Hindusi i muzumanie. Wszystko ukada si w pary, w przeciwiestwa, tak okrutne i tak pikne. - Zamknij drzwi - powiedziaem. Teraz ona si odezwaa: - Co? - Chyba syszaa. Co si wtedy ze mn stao? Przez cae swoje wczeniejsze ycie miaem wraenie, e jestem niczym duch, w moim ciele bkao si tysice duchw, kady z nich rwnie realny i kady z nich bardziej zagubiony ni inne. Przybyem znikd i sam zapracowaem na swoje nazwisko, ale zawsze uwaaem, e odgrywam jak rol, a nawet wiele rl, i e z atwoci mog zmieni nazwisko - jeli dzi jestem Ganeem Gaitondem, jutro mog sta si Sulejmanem Is, a potem kadym z tych ludzi, ktrych zabiem. Czuem zo, bl, podanie, ale przez cay czas staraem si nie dopuci, eby te znajdujce si wewntrz mnie fragmenty uoyy si w jaki ksztat, eby przybray jak posta. To dziki mnie ludzie zaczli we mnie wierzy, wierzy w Ganea Gaitondego, a ja zawsze potajemnie nimi gardziem, poniewa sam byem niczym. Sam w nic nie wierzyem. Do niczego si nie zobowizywaem. Dlatego te zawsze byem jedynie zjaw, zdoln do szalonego spkowania z dziwkami, prbujc urzeczywistni si w ich przesiknitych wilgoci ut, ale do maestwa si nie nadawaem. Maestwo to wiara. Maestwo to zaufanie. Maestwo to jedno. Teraz widz to wyranie, nie nadawaem si do maestwa, byem niekompletny, niedoskonay, a co za tym idzie, bezsilny. Ale te wszystkie drogi, ktre przemierzyem, sdzc, e jestem samotny, te wszystkie wyboiste cieki nieuchronnie doprowadziy mnie do stanu przynalenoci, do nieuchronnoci stawania si czym, jak jednoci. Spaliem basti, a wic dokonaem wyboru, w toczcej si bitwie zmuszono mnie do wybrania jednej ze stron, przebiegy Paritosz ah ostatecznie dopi swego. Teraz byem gotowy. Wiedziaem, kim jestem. Hinduskim bhai. Uniosem si wic lekko nad moj on, nad t moj on, kad czstk ciaa czujc pewne uderzenia mojego ttna. Wszedem w ni. Czuem drenie jej krzyku nad moim ramieniem. A potem pojawia si krew, na pocieli, na moich udach. Byem zadowolony. Nie zapomniaem o tobie, powiedziaem do Paritosza aha. Znajd twoich zabjcw. Spaem gboko i dugo, a do pnego wieczoru, lec rozwalony na ku na znak zwycistwa.Kiedy si obudziem si, otrzymaem nagrod za ten powrt do siebie. Tej nagrodzie towarzyszyo jednak rwnie przeklestwo. Dostaem kaset wideo, a na niej przez krtk chwil pojawia si czowiek, ktry zdradzi Paritosza Saba, ktry odda go w rce naszych wrogw. Kaseta trafia w moje rce od jednego z naszych informatorw w Dubaju, od czowieka o imieniu anker, pracujcego w sklepie elektronicznym o nazwie Mina Television

and Appliances. Szef Sankera, waciciel tego sklepu, zajmowa si rwnie filmowaniem rnych imprez, zarczyn i lubw, a w listopadzie zaproszono go na przyjcie odbywajce si w obrotowej restauracji na szczycie hotelu Embassy, eby tam zarejestrowa andar party, eby nagra dla potomnoci ma, niemniej jednak niesamowicie drog imprez urodzinow, zorganizowan ze wszystkimi szykanami, na ktr z Bombaju cignito nawet Gowind, eby uwici j swoim tacem. Waciciel firmy Mina skrztnie wszystko rejestrowa, uchwyci wznoszone szampanem toasty, ubranych w pretensjonalne garnitury i stojcych w maych pkolach mczyzn, ich pici zacinite na pkatych szklaneczkach whisky, kobiety zebrane w pewnej odlegoci wok sof, blask brylantw, uderzajcych w obiektyw krtkimi rozbyskami, taniec Gowindy, jego wszystkie obroty i skony, odbicie jego biaych butw w czarnej, marmurowej posadzce, a take samego solenizanta, Ankara, trzeciego brata Sulejmana Isy. I Sulejmana Is, tak, wanie tego sukinsyna, koyszcego si w rytm taca Gowindy, ale z obojtnym wyrazem zupenie pozbawionej ycia twarzy. Go z Mina Television przynis nagran kaset do sklepu, poniewa kazano mu zrobi trzy kopie filmu. Da j ankerowi, polecajc mu wykonanie tych kopii. anker zrobi cztery kopie. Jedn zachowa dla siebie i na pocztku lutego przywiz j do Bombaju. Przekaza j Bantiemu, a ten da mu w zamian pienidze. I tak oto trafia do mnie, bya tu, odtwarzana w moim telewizorze, w moim biurze. Sulejman Isa mia szerok, pask twarz, z cieniutkimi jak owek wsikami i z rzadk, okalajc szczk brod. Na filmie mia na sobie bia koszul z pokrgym konierzykiem i ciemnoszary garnitur z fantazyjnym haftem na klapach. Nie potrafiem rozpozna, co pije, ale jad lece na talerzu kebaby, odkadajc wykaaczki w rwnym rzdku na skraju stou. Uporzdkowany, metodyczny. Ogldaem t kaset do pna w nocy, cofajc i powtarzajc fragmenty z Sulej-manem Is. hota Badrija oglda j wraz ze mn i wsplnie naliczylimy na przyjciu czterech braci; znalimy ich twarze ze zdj z kartotek policyjnych. W kocu hota Badrija zacz mniej wicej co minut ziewa, wic odesaem go do domu. A ja dalej ogldaem Sulejmana Is, jak pucze palce w maej mosinej miseczce, a potem wyciera je w serwetk. Byo ju pno, i na kasecie te ju bya pna pora. Gowinda dawno ju znikn i nawet Sulejman Isa opuci przyjcie. Ale kamera nadal wdrowaa, rejestrujc mczyzn rozpartych na kanapach, bez butw, z poluzowanymi krawatami. Jeden z nich zauway kamer, zacz si podnosi, i kiedy za trzecim razem w kocu mu si to udao, unis rce do gry i sprbowa zakrci si jak Gowinda, ale si przewrci, kopic nogami w st. Szko rozbio si na pododze. Rozleg si gony miech. Tego fragmentu nagrania jeszcze nie widziaem, zawsze cofalimy tam do Sulejmana Isy i jego braci. Ale teraz ogldaem wszystko po kolei, przed pjciem spa chciaem zobaczy cao. Dwch kolegw podnioso pijanego z podogi i w trjk ruszyli tanecznym krokiem, trzymajc si za ramiona i podskakujc z lewej nogi na praw. Kamera przesuna si za nimi w lewo, przejechaa dalej i zobaczyem, e jaki siedzcy na krzele mczyzna uchyla si przed ni, zsuwa si z krzesa i znika z kadru, z lewym ramieniem wysoko uniesionym i twarz gwatownie odwrcon od obiektywu, ode mnie. Po chwili kamera drgna i powrcia w prawo, odnajdujc trzech taczcych mczyzn.Ale ja cofnem tam. Po omacku poszukaem pilota, naciskaem przyciski. Byo co intrygujcego w ogromnych ramionach tego mczyzny, jaka lekka pynno w ruchach jego ciaa, nawet kiedy on gwatownie stara si znikn z pola widzenia, dao si zauway jego pewno siebie. On si nie ba, by zupenie spokojny, chcia jedynie mie pewno, po prostu umyka kamerze. O tu, ledwo sekunda rozmytego obrazu, ten go by dobry, ale nie na tyle dobry, niedostatecznie dobry - za nim znajdowaa si tafla prawie czarnego szka, wysokie okno, za ktrym bya ciemno, w jednym z dolnych naronikw dostrzegem wiecce daleko w dole latarnie uliczne, ale w pynnym poysku szyby udao mi si rwnie dostrzec twarz, ostry ksztat nosa, dugi podbrdek,

mocny kark, szybko zafalowa dyndajcy zoty acuch, na ktrego kocu byszcza medalion: to by Bara Badrija. Starszy brat naszego hoty Badriji, wierny ochroniarz Parito-sza aha. To by on. To by on. Wszystko trwao bardzo krtko, zaledwie mign mi przed oczami, ale byem pewien. Po chwili nie miaem ju jednak takiej pewnoci. Kiedy zaczem odtwarza kaset w zwolnionym tempie, kiedy przegldaem j klatka po klatce, twarz rozpadaa si na jasne kwadraciki i okruszki ciemnoci, zupenie tracc ksztat przed moim wytonym wzrokiem. Przywarem do ekranu telewizora. Czy to, co widziaem, byo jedynie mtn mgiek gry wiate, czy te rzeczywicie to by on? Na poszczeglnych klatkach wida byo tylko ten nieokrelony obok, to takie nic. Ale kiedy odtwarzaem tam z normaln prdkoci, by tam, Bara Badrija, bez wtpienia. Do samego rana nie kadem si spa, nie zwaajc na senne wezwania Su-bhadry, tam i z powrotem przegldaem ten fragment, od obrazu krzesa do tego, co znikao poza kadrem, a poczuem ten ruch we wasnych ramionach i biodrach, wiedziaem, co to znaczy pynnie zsun si z krzesa, odruchowo wyczuwa blisko zagroenia, obojtnie, czy to obiektyw kamery, czy lufa pistoletu, i co to znaczy mie minie, ktr